Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 8 kwietnia 2026 naTemat.pl - artykuły i wpisy blogerów

Wakacje za granicą tańsze niż Bałtyk. W te 3 miejsca jeżdżą w tym roku Polacy

Wakacje już za pasem, a wraz z nimi wyjazdy w ciepłe regiony. Choć jeszcze niedawno wielu turystów planowało urlop nad polskim morzem, dziś coraz częściej okazuje się, że zagraniczne wakacje mogą być… tańsze niż pobyt nad Bałtykiem. Choć ulubieńcami Polaków pozostają niezmiennie Turcja i Egipt, wyraźnie widać nowe trendy. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się mniej oczywiste kierunki, które kuszą nie tylko pogodą i widokami, ale też znacznie niższymi cenami. W tym roku szczególnie mocno wyróżniają się trzy kraje, które mogą zaskoczyć nawet doświadczonych podróżników. Albania i Gruzja. Wakacje all inclusive za mniej niż 2 tys złotych Albania od kilku lat wchodzi do wakacyjnych zestawień. To kierunek, który często porównywany jest do Chorwacji sprzed lat – zanim stała się droga i zatłoczona. Popularnością cieszą się m.in. Ksamil, Saranda czy Durrës, gdzie bez problemu znajdziemy zarówno hotele, jak i tańsze apartamenty. Albania jest obecnie jednym z najtańszych kierunków śródziemnomorskich. Oferty all inclusive na rok 2026 po za sezonem zaczynają się od około 1866–2100 zł. Coraz śmielej na turystycznej mapie zaznacza się również Gruzja. Choć dla wielu wciąż jest to kierunek egzotyczny, liczba połączeń lotniczych z Polski rośnie. Turyści przyciągani są nie tylko przez góry Kaukazu, ale też wybrzeże Morza Czarnego i klimatyczne miasta, takie jak Tbilisi czy Batumi. Gruzja oferuje więc unikalny klimat i góry w cenach często niższych niż oblegane kierunki, choć loty mogą być droższe. Oferty czterodniowych wakacji all inclusive zaczynają się już od 1700 zł za osobę. Bośnia i Hercegowina na wakacje. Wciąż nieodkryty kierunek na Bałkanach Na popularności zyskuje także Bośnia i Hercegowina – kierunek wciąż niedoceniany, ale niezwykle różnorodny. Choć kraj bardzo krótkie, bo ok. 20-kilometrowe wybrzeże, to przyciąga turystów malowniczymi krajobrazami. Największymi magnesami są Mostar, a także Sarajewo. Zwłaszcza drugie z nich (stolica) łączy wpływy Wschodu i Zachodu. Coraz więcej osób odkrywa też naturalne atrakcje tego kraju, takie jak wodospady Kravica. Ze względu na niewielką liczbę połączeń lotniczych, wakacje z biurem podróży mogą wyjść dość drogo. Regularnie z Lotniska Chopina w Warszawie latają tam jedynie PLL LOT, a tanie linie takie jak Wizz Air czy Ryanair zabiorą nas tam jedynie z przesiadką. Wycieczki autokarowe mogą być tańsze, bo zaczynają się już od około 1900 zł. Jeżeli jednak odejmiemy koszty dojazdu, okaże się, że Bośnia i Hercegowina to wyjątkowo tani kraj. Ceny na miejscu są wyraźnie niższe niż nad polskim Bałtykiem, zwłaszcza w kategorii gastronomii i usług. Najwyraźniej widać to w przypadku jedzenia. Tradycyjną potrawę ćevapi zjemy już za 12 do 19 zł, a za kawę w kawiarni zapłacimy od 5 do 7 zł.

Ile Agnieszka Kaczorowska zarabia w "Klanie"? Wcale nie tyle, ile myślisz

Jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy "Klanu" na chwilę znika z ekranu, ale to nie koniec jej historii. Agnieszka Kaczorowska uspokaja fanów – Bożenka niedługo wróci. Przy okazji na jaw wyszło, ile aktorka i tancerka naprawdę zarabia w serialu. Kwota może zaskakiwać, zwłaszcza w zestawieniu z jej innymi źródłami dochodu. Agnieszka Kaczorowska jest związana z "Klanem" od końca lat 90. i przez ponad 27 lat dorastała na oczach widzów jako Bożenka Lubicz, adoptowana córka Grażynki i zmarłego Ryśka. To jedna z tych ról, które na stałe wpisały się w historię polskich seriali – postać przeszła długą drogę, od dziecka z domu dziecka po dorosłą kobietę z własną rodziną. I choć dziś – podobnie jak cała telenowela – Bożenka z "Klanu" jest częstą bohaterką memów, to każda informacja o jej nieobecności budzi emocje. Tym razem jednak chodzi wyłącznie o chwilowy "urlop". – Poprosiłam o krótką przerwę w nagrywaniu "Klanu", bo jesteśmy w intensywnej trasie z "7", a mam też oczywiście obowiązki prywatne. Nie da się być w kilku miejscach naraz. Na plan wracam w maju, gdy trasa będzie już lżejsza – mówiła Kaczorowska w rozmowie z "Plejadą". Ile zarabia Agnieszka Kaczorowska w "Klanie"? Przy okazji "Super Express" wyjawił, ile Kaczorowska zarabia w "Klanie". Z ustaleń tabloidu wynika, że za jeden dzień zdjęciowy aktorka otrzymuje około 1350 zł "na rękę". Przy średnio trzech dniach pracy w miesiącu daje to 4050 złotych, a przy ewentualnych pięciu – 6750 zł. Jak na jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci serialu, to stawka raczej umiarkowana i może zdziwić tych, którzy myślą, że na serialowych planach w Telewizji Polskiej zarabia się kokosy. Z drugiej strony "Klan" nie jest produkcją o intensywnym harmonogramie zdjęć, a dla wielu aktorów stanowi stabilne, dodatkowe źródło dochodu, a nie główne zarobki. Podobnie jest u Kaczorowskiej, która od dawna rozwija się poza planem – dziś jej największe pieniądze, według doniesień medialnych, pochodzą z mediów społecznościowych. Za jeden post sponsorowany na Instagramie może inkasować od 20 do 25 tysięcy złotych – to już zupełnie inna liga niż serialowe wynagrodzenie. Dalsza część artykułu poniżej. Do tego dochodzą dodatkowe projekty. Obecnie aktorka i tancerka występuje we wspomnianym spektaklu "7" razem ze swoim partnerem Marcinem Rogacewiczem, z którym jeździ po Polsce. Widowisko łączy taniec, muzykę i teatr, a jego motywem przewodnim jest wolność i zaczynanie od nowa. W ostatnich latach Kaczorowska rozwija także własne biznesy – od platformy z kursami tańca online po autorską linię perfum. Wcześniej była też jedną z gwiazd programu "Taniec z Gwiazdami", gdzie – według mediów – za odcinek mogła otrzymywać nawet około 10 tysięcy złotych. Obraz jest więc dość klarowny: "Klan" daje stabilność i rozpoznawalność, o które w showbiznesie wcale nie jest łatwo. Może 1350 zł za dzień zdjęciowy nie robi dziś większego wrażenia, ale dla samej Kaczorowskiej wciąż jest to ważny element zawodowej tożsamości. W końcu regularnie wraca do Bożenki, mimo znacznie bardziej dochodowych zajęć.

Trump ogłosił "owocną zmianę reżimu" w Iranie. I od razu nastawił celownik

Donald Trump przekazał nowe wieści dotyczące sytuacji między USA i Iranem. W nowym wpisie na Truth Social prezydent USA powiadomił, że w Teheranie nastąpiła "bardzo owocna zmiana reżimu". Jednocześnie zapowiedział dalsze działania, zadeklarował, że "wiele z 15 punktów zostało uzgodnionych" i zagroził 50-procentowymi cłami. W nocy z wtorku na środę upływał termin ultimatum dla Iranu. Ale po północy czasu polskiego amerykański prezydent powiadomił, że "wstrzymuje bombardowania i ataki na Iran na dwa tygodnie". Od tego momentu minęło kilkanaście godzin, a Donald Trump przekazał nowe wieści na temat współpracy z Iranem oraz dalszych działań Stanów Zjednoczonych. Trump o sytuacji w Iranie. Zapowiada "ścisłą współpracę" "Stany Zjednoczone będą ściśle współpracować z Iranem, który, jak ustaliliśmy, przeszedł przez bardzo owocną zmianę reżimu" – zapowiedział Donald Trump na platformie Truth Social. To jeszcze nie wszystko. Prezydent Stanów Zjednoczonych stwierdził bowiem, że "nie będzie już wzbogacania uranu". Następnie dodał też, że "Stany Zjednoczone, współpracując z Iranem, wykopią i usuną cały głęboko zakopany (bombowce B-2) 'pył' nuklearny". Teheran ma ponad 400 kg wzbogacanego uranu, który miał zostać przeniesiony do podziemnych tuneli w rejonie Isfahanu i Natanz przed zeszłorocznymi atakami. Trump przekazał w sieci, że obszar "jest obecnie i był już wcześniej pod bardzo ścisłą obserwacją satelitarną", dzięki czemu wiadomo, że od dnia ataku "nic nie zostało naruszone". Według jego relacji Stany Zjednoczone prowadzą też rozmowy z Iranem. Te mają dotyczyć złagodzenia ceł i sankcji wobec Teheranu. "Wiele z 15 punktów zostało już uzgodnionych" – twierdzi prezydent USA w internetowym wpisie. W kolejnej publikacji na Truth Social Donald Trump przekazał, że każdy kraj, który dostarcza broń do Iranu, musi liczyć się z natychmiastowym nałożeniem 50-procentowego cła na wszystkie towary sprzedawane do USA "ze skutkiem natychmiastowym". Od razu zastrzegł też, że "nie będzie żadnych wyjątków ani zwolnień". Wojna w Iranie. Trump poinformował o rozejmie Donald Trump jeszcze we wtorek zapowiadał, że "w nocy zginie cała cywilizacja", o ile nie dojdzie do porozumienia z Iranem. Jednocześnie w swoich groźbach na Truth Social podkreślał: "Nie chcę, żeby tak się stało, ale prawdopodobnie tak będzie". Dyplomata Jerzy Marek Nowakowski mówił w naTemat, jak traktować te pogróżki. – Tak samo, jak wszystkie wcześniejsze wypowiedzi Trumpa. Czyli nie wiadomo jak. Czy to jest na serio? Czy nie? Wydaje mi się jednak, że może to być bardzo na serio – komentował. Ale Trump nie spełnił swoich gróźb. Zgodził się na dwutygodniowy rozejm, informując, że decyzję podjął po rozmowach z premierem Pakistanu Shehbazem Sharifem oraz marszałkiem polowym Asimem Munirem, którzy, jak pisał na Truth Social, zwrócili się do niego " z prośbą o wstrzymanie wysłania niszczycielskich sił do Iranu dziś wieczorem pod warunkiem, że Iran zgodzi się na całkowite, natychmiastowe i bezpieczne otwarcie cieśniny Ormuz". Te doniesienia zostały potwierdzone także przez drugą stronę, tj. Najwyższą Radę Bezpieczeństwa Narodowego Iranu. Wystosowała ona komunikat, w którym informowała, że zawieszenie broni osiągnięto za zgodą nowego Najwyższego Przywódcy Iranu ajatollaha Modżtaby Chameneiego i że jest to "zwycięstwo Iranu". Rozejm ma być "obustronny", a Trump informował, że Iran przekazał 10-punktową propozycję, która w ocenie prezydenta USA stanowi "praktyczną podstawę do negocjacji". Strony miały uzgodnić "prawie wszystkie kwestie sporne z przeszłości", a amerykański polityk podkreślał, że dwa tygodnie to wystarczający czas, by "sfinalizować i zawrzeć porozumienie".

Ukryte perełki polecane przez Foodies. TE restauracje musisz odwiedzić podczas RestaurantWeek®

Czy wiesz, że w Polsce kryją się kulinarne perełki, o których wiedzą tylko Foodies? Podczas RestaurantWeek® masz okazję je odkryć - to miejsca pełne zaskakujących smaków, kreatywnych dań i wyjątkowych doświadczeń, które sprawią, że Twój Festiwal będzie niezapomniany. Warto czasem zejść z utartych kulinarnych ścieżek i przekonać się, gdzie i co jedzą prawdziwi Foodies. Rezerwacje trwają na RestaurantWeek.pl. Trwający właśnie RestaurantWeek® to wyjątkowa okazja, by odkrywać kulinarne perełki, testować nieoczywiste miejsca i czerpać inspiracje od Foodies. Cena za autorskie, 3-daniowe menu przygotowane specjalnie na Festiwal zaczyna się od 69,99 zł (+ opłata rezerwacyjna 9,99 zł, min. 2 osoby + 10 zł prime time). Zarezerwuj stolik i dołącz do sezonu, w którym Foodies polecają i odkrywają miejsca, o których wiedzą tylko nieliczni! Poniżej zdradzamy adresy tych wyjątkowych perełek! Wrocław - Panczo Wita Stwosza  Pierwsza kulinarna perełka to Panczo przy ul. Wita Stwosza 13. Restauracja łączy kameralną, muzyczną atmosferę z wyrafinowaną kuchnią meksykańską. W festiwalowym menu warto spróbować chrupiących taquitos z szarpanym kurczakiem w pikantnej paście tinga podanych z kremowym guacamole, długo pieczonej wieprzowiny z grillowanym ziemniakiem, majo aji, marynowaną czerwoną cebulką i rzodkiewką oraz czekoladowego ciasta z kremem limonkowym i karmelizowaną brzoskwinią. Miłośnicy roślinnych smaków zachwycą się kremową zupą z kukurydzy z dodatkiem ricotty oraz tacos fajitas wypełnionymi boczniakami i papryką, podawanymi z guacamole i pastą z czarnej fasoli. Idealne zwieńczenie tej wybornej uczty? Czekoladowe tres leches z kremem limonkowym i malinowym grysikiem. Obłęd! Warszawa - Antresolec Na warszawskim Solcu 97 czeka Antresolec - nowoczesne bistro, w którym lokalne składniki spotykają się z kreatywnością i odrobiną szaleństwa w smakach. Foodie Season nie mogło pominąć tego miejsca, bo każde danie tu to prawdziwa kulinarna przygoda. Festiwalowe menu to odważne i oryginalne połączenia: pieczony boczek w słodko-kwaśnej glazurze z puree z kalafiora i brokułami, flagowy flatbread z domową finocchioną, serem i hot honey, profitrola z kremem karmelowym i bitą śmietaną, a w wersji B - małże z marchewkowym puree, New England roll z krewetkami i szyjkami raków oraz profitrola z crème pâtissière z mango. Kulinarne niebo! Warmia i Mazury - Nóż w Wodzie Kolejna restauracja, o której wiedzą nieliczni to Nóż w Wodzie w sercu Mikołajek przy ul. Kajki 62/54. To właśnie tutaj krajobraz łączy się z kulinariami, a widok na spokojną taflę jeziora i eleganckie wnętrze tworzą atmosferę idealną do degustacji. W festiwalowym menu znajdziesz odważne połączenia: muffin ziemniaczany z chrupiącym boczkiem i kremem buraczanym, soczyste żeberka wieprzowe teriyaki z puree z zsiadłego mleka i sałatką z kapusty oraz puszysty racuch drożdżowy z jabłkami i lodami waniliowymi. Miłośnicy roślinnych smaków pokochają krem z marchewki podkręcony imbirem, tagliatelle z pesto z jarmużu, kozim serem i prażonymi pestkami dyni oraz delikatną piankę waniliową z konfiturą z dzikiej róży.  Śląsk - Placek Kulinarny szlak festiwalowych odkryć prowadzi także na Śląsk. Szczególną uwagę warto zwrócić na restaurację Placek  (ul. Dworcowa 8), która wyróżnia się nowoczesnym podejściem do comfort food – pełnym smaku, a przy tym lekkim i wolnym od pszenicy oraz cukru. Festiwalowe menu łączy kreatywność z sezonowością w dwóch dopracowanych odsłonach. W wersji A znalazły się kulki serowe z guacamole i sosem tatarskim, indyk sous vide z suszonymi pomidorami i potatkami oraz panna cotta na kremie kokosowym z musem truskawkowym. Wersja B to równie udany zestaw – krem z marchewki na kremie kokosowym, zapiekany naleśnik z serem wędzonym, sosem czosnkowym i wegańskim zamiennikiem kurczaka z żurawiną oraz mini gofr z twarożkiem i prażonymi jabłkami w sosie cynamonowym. Po prostu pycha! Poznań - Czarnomorka Zestawienie zamyka debiutująca Czarnomorka (Stary Rynek 62), czyli restauracja, która łączy świeżość morza, autorską kuchnię i swobodną, przyjazną atmosferę. To idealny punkt dla tych, którzy lubią odkrywać nowe smaki, próbować kreatywnych, sezonowych dań i… zapamiętywać każdy kęs. W pierwszym festiwalowym menu znalazły się ośmiornica na miksie sałat w aromatycznym sosie imbirowym, kremowe risotto bisque z delikatnym łososiem tataki oraz tort śmietanowy z musem owocowym. W drugiej propozycji pojawiły się chrupiące placki ziemniaczane z soczystym mięsem rapana, macki kałamarnicy sauté w maślanym sosie na purée ziemniaczanym oraz cytrynowe tiramisu. Bajka! Najlepsze spotkania… zaczynają się od dobrego smaku! Dlatego do każdej rezerwacji Goście mogą dodać festiwalową herbatę Lipton na bazie Earl Grey z nutami rozmarynu, soczystej gruszki, miodu i cytryny. Ta wiosenna, aromatyczna i subtelnie słodka kompozycja, doskonale dopełnia trzydaniowe menu, wprowadzając do festiwalowego doświadczenia lekkość i świeżość To wyjątkowy akcent, który sprawia, że chwile przy stole smakują jeszcze lepiej. Spróbuj, odkryj smak sezonu i daj się zachwycić! Zainspiruj się rekomendacjami Foodies i wyrusz w kulinarną podróż po Polsce. Rezerwacje stolików trwają na RestaurantWeek.pl. Poranek pełen smaków z BreakfastWeek! Niech Twój poranek zacznie się od dobrego wyboru! Rezerwacja śniadania z Bliskimi to mały rytuał o wielkiej mocy. Kawa z aksamitną pianką, chrupiące pieczywo, idealnie ścięte jajko i rozmowy przy stole – to luksus osiągalny za pomocą kilku kliknięć. BreakfastWeek to wspaniała okazja, by odkrywać nowe miejsca lub wracać do sprawdzonych adresów, celebrując poranki tak, by tej dobrej energii z iście królewskiego śniadania wystarczyło na cały dzień. W tej edycji o roślinny start dnia dba marka Alpro, oferując specjalne propozycje na bazie napojów roślinnych. Goście mogą wybierać spośród menu śniadaniowych i kaw przygotowanych na roślinnych napojach. Festiwalowa cena takiego zestawu to 35 zł + opłata rezerwacyjna 6 zł/Gość. Wśród propozycji znajdują się Alproccino - subtelne cappuccino na kremowym owsianym Alpro Barista  oraz Alprolatte - latte na pysznym migdałowym Alpro Barista z puszystą pianką, które dodają porankowi wyjątkowego smaku i energii.  Dodatkowo – aby poranek stał się jeszcze przyjemniejszy – marka Lajkonik przygotowała dla każdego Gościa próbkę Mini Paluchów Dobry Chrup o smaku musztardy z miodem. Jest to pyszna, intensywnie przyprawiona przekąska wypiekana z mąki pełnoziarnistej z dodatkiem ziaren lnu. Festiwalowe śniadania dostępne będą w najlepszych śniadaniowniach w Krakowie, Warszawie, Poznaniu, Trójmieście, Szczecinie, we Wrocławiu oraz na Śląsku. BreakfastWeek, tak jak RestaurantWeek®, potrwa od 4 marca do 22 kwietnia. Dziel się odkryciami i zrób komuś dzień dobry! Rezerwacje trwają na: https://BreakfastWeek.pl Najlepsze stoliki szybko znikają –  do zobaczenia przy stole! Rezerwacje: https://RestaurantWeek.pl/ oraz https://app.rclb.pl Termin Festiwalu: 4 marca - 22 kwietnia.

Przejechała tak z Czech do Szklarskiej Poręby. Iskry zamiast gumy, a alkohol zamiast mózgu

Są takie historie, w które trudno uwierzyć, dopóki nie zobaczy się policyjnych zdjęć. To, co wydarzyło się w nocy z 5 na 6 kwietnia 2026 roku na dolnośląskich drogach, wymyka się wszelkim racjonalnym kategoriom. To nie był zwykły brak wyobraźni, to był czysty, mechaniczny i alkoholowy obłęd. Wszystko zaczęło się od anonimowego zgłoszenia. Świadkowie przecierali oczy ze zdumienia, widząc samochód jadący ze Szklarskiej Poręby w kierunku Piechowic. Z auta odpadały elementy karoserii, a zamiast szumu opon, okolice rozdzierał przeraźliwy pisk metalu trącego o asfalt. Policjanci, którzy błyskawicznie ruszyli w pościg, namierzyli pojazd na jednej ze stacji paliw. Widok był przedziwny. Samochód, a właściwie to, co z niego zostało, nie posiadał dwóch opon. Kierująca nim kobieta pokonywała kolejne kilometry na samych felgach, kompletnie ignorując fakt, że jej auto znajduje się w stanie technicznym stwarzającym śmiertelne niebezpieczeństwo. 3 promile i "wycieczka" z Czech Za kierownicą siedziała 49-letnia Czeszka. Jak ustalili mundurowi, kobieta przyjechała z Jablonca na wycieczkę. Niestety, zamiast podziwiać widoki Karkonoszy, postanowiła sprawdzić wytrzymałość swojego organizmu i podzespołów auta. Od kierującej już przy pierwszym kontakcie wyczuwalna była silna woń alkoholu. Wynik badania alkomatem wprawił funkcjonariuszy w osłupienie: kobieta miała blisko 3 promile alkoholu w organizmie. Przy takim stężeniu większość ludzi ma problem z utrzymaniem pionu, a 49-latka uznała, że to świetny moment na rajd po górskich serpentynach bez opon. Policja nie miała cienia litości i słusznie. Jazda pod wpływem alkoholu w tak ekstremalnym wydaniu to proszenie się o tragedię. Samochód został natychmiast odholowany na parking, a "turystka" trafiła do aresztu. Z racji tego, że dowody są niepodważalne, a zagrożenie było ogromne, sprawą zajmie się sąd w trybie przyspieszonym. Kobiecie grozi nie tylko wysoka grzywna i wieloletni zakaz prowadzenia pojazdów, ale także kara pozbawienia wolności. To brutalne przebudzenie z alkoholowego snu o "wycieczce" do Polski. Bezpieczeństwo na drodze to nie żart Ten incydent to drastyczne przypomnienie o tym, jak wielką plagą są nietrzeźwi kierowcy. Mundurowi ze Szklarskiej Poręby apelują o rozsądek. Pamiętajmy, że każdy promil za kółkiem zmienia samochód w niebezpieczne narzędzie. Jeśli widzisz na drodze pojazd, który zachowuje się nienaturalnie, z którego odpadają części lub którego kierowca nie trzyma toru jazdy, nie wahaj się. Jeden telefon pod numer alarmowy może uratować życie postronnych osób, które miały pecha znaleźć się na trasie kogoś, kto pomylił odwagę z promilami.

Przymrozki nadchodzą do całej Polski. Lepiej zabezpiecz rośliny i samemu uważaj

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzega: wiosenne ciepło pozostanie na razie wyłącznie miłym wspomnieniem ze świąt. Nad Polskę nadciąga fala przymrozków, która może pokrzyżować plany nie tylko kierowcom, ale przede wszystkim rolnikom i działkowcom. Po kilku dniach zmagań z porywistymi i niebezpiecznymi wichurami, które wciąż przetaczają się przez niemal cały kraj, natura serwuje nam kolejny pogodowy zwrot. Choć wielkanocne ciepło rozbudziło w nas nadzieje na pierwsze pikniki i stałą wiosenną aurę, najbliższe noce brutalnie sprowadzą nas na ziemię. Warto jednak zrozumieć, że nie czeka nas powrót siarczystego mrozu trzymającego przez całą dobę, a jedynie zdradliwe zjawisko typowe dla okresów przejściowych. W meteorologii przymrozek definiuje się jako spadek temperatury powietrza przy gruncie poniżej 0 stopni Celsjusza, podczas gdy w ciągu dnia temperatura pozostaje dodatnia, a średnia dobowa przekracza 0 stopni. To zjawisko występuje w Polsce głównie wiosną i jesienią, stanowiąc ogromne zagrożenie dla przyrody, ponieważ powoduje dotkliwe uszkodzenia młodych pędów i pąków roślin, które zdążyły już zareagować na wcześniejsze ocieplenie. Prognoza zagrożeń meteorologicznych. Mapa Polski zmieni kolor Synoptycy IMGW opublikowali najnowszą prognozę zagrożeń meteorologicznych, która nie pozostawia złudzeń: przed nami seria lodowatych nocy. Już dzisiaj, w środę 8 kwietnia, sytuacja zacznie się drastycznie zmieniać. Podczas gdy na południu kraju, zwłaszcza w województwach małopolskim i podkarpackim, spodziewane są nawet opady śniegu, reszta Polski zacznie "zamarzać". Przymrozki mają wystąpić niemal w każdym zakątku kraju – jedynymi regionami, które według przewidywań unikną dziś żółtych alertów, są: południowy wschód Polski, część województwa zachodniopomorskiego oraz pas nadmorski. Kolejne dni wcale nie przyniosą ulgi. W czwartek 9 kwietnia do niskich temperatur w całym kraju dołączy niebezpieczne oblodzenie, które szczególnie da się we znaki mieszkańcom południowych powiatów śląskiego, małopolskiego i podkarpackiego. Jezdnie i chodniki mogą zamienić się wtedy w lodowiska. W piątek 10 kwietnia fala przymrozków obejmie całą Polskę, omijając jedynie Lubelszczyznę. Z kolei w sobotę 11 kwietnia zimno dalej utrzyma się w przeważającej części kraju, a oddechu od mroźnych prognoz mogą spodziewać się jedynie mieszkańcy województwa łódzkiego. Alerty pierwszego stopnia. Co oznacza żółty komunikat? Warto wyjaśnić, czym dokładnie jest prognoza zagrożeń, o której informuje IMGW. Można określić ją jako pewien rodzaj wczesnego systemu ostrzegania. Meteorolodzy dają nam znać z wyprzedzeniem, że w konkretnych regionach warunki pogodowe mogą stać się niebezpieczne. To sygnał, by zacząć śledzić komunikaty i przygotować się na utrudnienia, zanim jeszcze oficjalne ostrzeżenie wejdzie w życie. W przypadku nadchodzących przymrozków mowa o ostrzeżeniach pierwszego stopnia. Choć żółty kolor na mapie wydaje się najłagodniejszy, nie należy go lekceważyć. Według kryteriów IMGW, takie zjawiska mogą powodować realne straty materialne oraz stwarzać zagrożenie dla zdrowia i życia. Co istotne, w klasyfikacji IMGW przymrozki posiadają tylko jeden stopień zagrożenia – właśnie pierwszy – więc żółty alert jest w tym przypadku sygnałem maksymalnej czujności. Dla kogo mróz jest najgroźniejszy? Rolnicy mają powody do obaw Nagłe spadki temperatury przy gruncie to fatalna wiadomość dla kilku konkretnych grup. Największy niepokój panuje obecnie wśród rolników, sadowników i właścicieli ogrodów. O tej porze wegetacja wielu roślin ruszyła pełną parą. Drzewa owocowe, które zdążyły już wypuścić pąki lub zakwitnąć, są teraz ekstremalnie narażone na przemarznięcie, co może drastycznie wpłynąć na tegoroczne zbiory. Każdy, kto zdążył już posadzić pierwsze sadzonki na działce, powinien pilnie zabezpieczyć je agrowłókniną lub osłonami. Również kierowcy muszą zachować wzmożoną ostrożność. Wielu właścicieli aut, zachęconych wcześniejszym ciepłem, zdążyło już wymienić opony na letnie. Przy zerowej temperaturze i lokalnym oblodzeniu guma letnia twardnieje i traci przyczepność, co w połączeniu z porannym skrobaniem szyb może sprawić, że droga do pracy stanie się niebezpiecznym wyzwaniem. Z przedstawionych prognoz wynika, że najbliższe dni to czas, w którym zamiast planować grillowanie, będziemy musieli skupić się na ochronie naszych upraw i bezpiecznym poruszaniu się na jezdniach.

Tusk bierze się za kryptowaluty. Na głos odczytał informacje otrzymane z ABW

Donald Tusk przed posiedzeniem rządu zabrał głos w sprawie kryptowalut. Przekazał informacje, które otrzymał od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Premier nawiązał do głośnego zamieszania wokół jednej z czołowych giełd, a także do weta prezydenta w sprawie ustawy mającej kryptowalutowy rynek uregulować na nowo. Karol Nawrocki odmówił podpisania wspomnianej ustawy 1 grudnia 2025 r., a Kancelaria Prezydenta tłumaczyła tę decyzję m.in. nadmierną ingerencją państwa, ryzykiem blokowania działalności oraz wysokością opłat nadzorczych. Podobną argumentację od miesięcy podnosiła część branży krypto. To właśnie zbieżność tych argumentów, a także polityczne komentarze po wecie, uruchomiły spekulacje o możliwym wpływie środowiska kryptowalutowego na decyzję prezydenta. Ostatnio w mediach głośno o relacjach klientów, którzy zaczęli skarżyć się na opóźnienia w wypłatach pieniędzy z rynku krypto. Niepokój narasta, a ludzie, jak nie wiedzą, o co chodzi, to myślą od razu, że chodzi o pieniądze, a bardziej ich brak. Donald Tusk o kryptowalutach. Odczytał informacje z ABW – O uwagę proszę przede wszystkim prezydenta Nawrockiego, jego ludzi, także liderów PiS-u i Konfederacji. Coraz głośniej jest w sprawie rynku kryptowalut w Polsce, a dokładnie problemów klientów. I zbliża się nieuchronnie czas ponownego głosowania nad wetem prezydenta – rozpoczął swoje przemówienie przed posiedzeniem rządu w środę (8 kwietnia) Tusk. – Mam informacje, które rodzą bardzo dramatyczne pytania: dlaczego PiS konfederacja i prezydent blokują te rozwiązania. I być może ta informacja zmusi ich do refleksji, że trzeba odrzucić to weto i może przyczynią się do tego te ponure informacje w tej sprawie – stwierdził premier i przytoczył notatkę, którą dostał z ABW. – Na przełomie października i listopada 2025 roku. Miesiąc przed głosowanie weta prezydenta ws. regulacji rynku kryptowalut Przemysław Kral, prezes zarządu zondacrypto dokonał wpłat na rzecz dwóch fundacji. 450 tys. wpłacono na fundację "Instytut Polski Suwerennej" Zbigniewa Ziobro. Część z tych środków przekazano na prawników, obrońców Dariusza Mateckiego i księdza Michała Olszewskiego – czytał Tusk. – Inna spółka związana z zondacrypto i panem Kralem Expofer Servis House zrealizowała transakcję na rzecz fundacji posła Przemysława Wiplera. Fundacja, żeby było zabawniej, nazywa się "Dobry rząd". Spółka przelała jej 70 tys. euro. Zondacrypto była również głównym sponsorem imprezy CPAC, imprezy prawicowych działaczy. W trakcie kampanii prezydenckiej najważniejszymi uczestnikami tej imprezy byli prezydenci Duda i Nawrocki – wspomniał szef rządu. – To jest tylko część materiału. Nic tu chyba nie trzeba więcej dodawać. Ja apeluję do wszystkich, którzy uczestniczyli w tym procederze, żeby zastanawiali się nad tym, czy to jest jeszcze do zatrzymania: ta akcja blokowania państwa polskiego. Akcja, która ma na celu prezentowanie interesów kilku wybranych firm i ludzi przeciwko interesom państwa polskiego i tysięcy obywateli. (...) Liczę na zmianę stanowiska w tej kwestii – podsumował. Szef zondacrypto wyjaśnia w naTemat: Nie znam prezydenta Nawrockiego Przypomnijmy, że Przemysław Kral rozmawiał o tym niedawno z Pawłem Orlikowskim w naTemat.pl. Padło wówczas pytanie o spekulacje po prezydenckim wecie do ustawy o rynku kryptowalut. – Ja nie znam prezydenta Nawrockiego, nie lobowałem u niego. Są różne tezy, już słyszałem ich bardzo wiele. Absolutnie jest to nieprawda – przekonywał Przemysław Kral. – Ta ustawa de facto nie ma żadnego znaczenia dla naszej firmy. Więc czy ona jest, czy jej nie ma, naprawdę to jest dla nas zupełnie nieistotne. Absolutnie ten zarzut lobbingu jest jakiś wyssany z palca – dodał. Według Przemysława Krala do klientów, mimo opóźnień, trafiają wszystkie pieniądze. – Powiem tak, absolutnie nie bankrutujemy, absolutnie zwracamy pieniądze klientom. No i cóż powiedzieć, w najbliższym czasie będziemy informować, ile zwróciliśmy, jak to wygląda i ilu klientów zostało przez nas obsłużonych – zapowiedział Przemysław Kral.

Nawet 10 tys. zł za rynnę przy twoim domu. Masowe kontrole właśnie ruszyły

Samorządy ruszają z masową akcją sprawdzania przydomowych instalacji odprowadzających deszczówkę. Jeden błąd w podpięciu rynny może kosztować właściciela posesji nawet 10 tysięcy złotych kary, a wykrycie nieprawidłowości jest prostsze, niż mogłoby się wydawać. Problem nielegalnego odprowadzania wody opadowej do sieci sanitarnej stał się plagą, z którą gminy zamierzają walczyć bez taryfy ulgowej. Systemy, które mają odbierać ścieki z naszych łazienek i kuchni, nie wytrzymują naporu deszczówki, co coraz częściej prowadzi do paraliżu lokalnej infrastruktury. Właśnie dlatego spółki wodociągowe w całym kraju rozpoczynają wnikliwe kontrole posesji. Dlaczego deszczówka w kanalizacji to groźna pułapka? Wiele osób wychodzi z założenia, że woda to woda – niezależnie od tego, do której rury trafi. To jednak błąd, który może doprowadzić do katastrofy. Kanalizacja sanitarna ma znacznie mniejsze średnice rur niż systemy deszczowe, ponieważ projektuje się ją wyłącznie pod kątem odbioru ścieków bytowych. Gdy podczas ulewy do tego systemu trafiają tysiące litrów wody z dachu, sieć błyskawicznie staje się niewydolna. Skutki są odczuwalne dla wszystkich mieszkańców. Przeciążony system reaguje tzw. "cofkami", czyli zalewaniem piwnic i najniższych kondygnacji budynków fekaliami. Dodatkowo woda z rynien niesie ze sobą piasek, kamienie i liście, które zapychają rury i niszczą kosztowne urządzenia w przepompowniach. Dla gmin to także ogromne koszty finansowe – oczyszczalnie muszą przerobić gigantyczne ilości wody deszczowej, co drastycznie podnosi zużycie energii i ostatecznie może wpływać na wyższe stawki za ścieki dla wszystkich podatników. Technologia zadymiania. Czyli jak dym ujawnia błędy Spółki komunalne nie muszą wchodzić do domów, by wykryć nielegalne przyłącze. Obecnie najpopularniejszą i najbardziej skuteczną metodą jest zadymianie kanalizacji sanitarnej. Urzędnicy korzystają ze specjalnych wytwornic, które wtłaczają do studzienek gęstą, białą mgłę. Jest to roztwór posiadający odpowiednie atesty – dym jest bezwonny, nietoksyczny i całkowicie bezpieczny dla ludzi, zwierząt oraz środowiska. Zasada działania jest banalnie prosta: jeśli dym wpompowany do sieci sanitarnej nagle zacznie wydostawać się z rynny, kratki ściekowej na podjeździe lub instalacji wewnątrz budynku, sprawa jest jasna. Oznacza to, że systemy są połączone niezgodnie z prawem. Gminy zazwyczaj publikują harmonogramy takich akcji dymowych na swoich stronach i w mediach społecznościowych, dając mieszkańcom szansę na samodzielne usunięcie problemu. Surowe mandaty i procedura usuwania nielegalnych przyłączy Właściciel posesji, na której wykryto nieprawidłowości, musi liczyć się z konsekwencjami. W łagodniejszym scenariuszu kontrolerzy wystawiają wezwanie do trwałego odcięcia nielegalnego odpływu. Właściciel zostaje wtedy zobowiązany do zagospodarowania deszczówki na własnym terenie, na przykład poprzez montaż zbiorników na wodę do podlewania ogrodu, budowę drenażu rozsączającego lub – o ile istnieje taka możliwość – wpięcie się do dedykowanej kanalizacji deszczowej. Jeśli jednak właściciel zignoruje zalecenia lub uporczywie łamie przepisy, wchodzą w grę rygorystyczne kary finansowe. Zgodnie z obowiązującym prawem, za nielegalne wprowadzanie wód opadowych do kanalizacji sanitarnej grozi grzywna sięgająca nawet 10 tysięcy złotych. Samorządy zapowiadają, że będą działać bezkompromisowo, ponieważ każda taka nielegalna rura to realne zagrożenie dla stabilności całego systemu i bezpieczeństwa pozostałych użytkowników sieci. W przypadku braku reakcji, sprawy będą automatycznie przekazywane do nadzoru budowlanego.

Jaki będzie finał "szaleństw" Trumpa? Gen. Polko dla naTemat: Nadchodzi nowy porządek

Najpierw usłyszeliśmy o "końcu cywilizacji", chwilę później o "złotej erze pokoju". Ten chaos komunikatów Donalda Trumpa – zdaniem gen. Romana Polko – nie jest przypadkiem, tylko oznaką groźnego braku kontroli. W "Rozmowie naTemat" były dowódca GROM mówi wprost: nadchodzi nowy porządek świata. Generał Roman Polko w "Rozmowie naTemat" wskazuje, że za szumem informacyjnym Donalda Trumpa ws. wojny na Bliskim Wschodzie kryje się chaos, brak strategii i realne zagrożenia dla globalnego bezpieczeństwa. Jego zdaniem, nie ma w tym żadnej logiki, a na domiar złego – sam Trump brzmi już jak Putin. Generał Polko o działaniach Trumpa: Czyste szaleństwo – Porażające jest to, że prezydent największego kraju świata, kraju, który oparty jest na demokracji, na poszanowaniu człowieka, zapowiada koniec cywilizacji – mówi gen. Roman Polko. Jak podkreśla, przekroczona została granica, której wcześniej nie naruszano nawet podczas kontrowersyjnych operacji wojskowych. Jednocześnie generał odrzuca narrację o "strategicznej grze" Trumpa. – Otóż ten bałagan i chaos na Bliskim Wschodzie zaprowadził prezydent Trump nieprzemyślaną interwencją i w tym szaleństwie nie ma żadnej metody. Tego się uczyłem w samych Stanach Zjednoczonych, a prezydent Trump niestety nie słucha swoich podwładnych. Nie słucha ekspertów, tylko słucha samego siebie i codziennie budzi się z innym snem – dodaje były dowódca GROM. Jego zdaniem to nie "wielopoziomowe szachy", ale chaos, który destabilizuje relacje międzynarodowe. Polko zwraca uwagę, że na napięciach korzysta przede wszystkim Kreml. – Rosja też była zainteresowana uwikłaniem Stanów Zjednoczonych w taką drugą wojnę, bo wiadomo było, że wsparcie w żaden sposób ze strony amerykańskiej nie będzie udzielane Ukrainie – podkreśla. NATO nie jest już "papierowym tygrysem" W kontekście zapowiedzi Kremla, które sugerują przetestowanie artykułu 5. NATO – ważne jest pytanie o trwałość Sojuszu. Choć przez lata pakt był krytykowany za słabość, dziś – zdaniem generała – sytuacja się zmienia. – Europa mocno wzięła się za zacieśnienie szeregów i dzisiaj mówienie o tym, że NATO jest papierowym tygrysem jest nieporozumieniem. To jest woda na młyn kremlowskiej propagandy. Europa na szczęście się obudziła – twierdzi gen. Polko. Jednocześnie ostrzega, że Rosja będzie testować jedność NATO – szczególnie w przypadku mniejszych państw, jak Kraje bałtyckie. "Buduje się nowy porządek świata" Jednocześnie generał podkreśla, że w ujęciu globalnym jesteśmy świadkami przetasowania mocarstw i ostrej gry o wpływy. – Buduje się tak naprawdę nowy porządek światowy. Niestety, ale prezydent Trump chciałby takiego koncertu mocarstw, którym dominującą rolę w świecie mają Stany Zjednoczone, Chiny i nie wiadomo dlaczego Rosja, która ma ropę i broń jądrową. Europa nie może na to pozwolić –  ostrzega. To właśnie od reakcji Europy – i jej jedności – zależy, czy ten scenariusz się ziści. Jakie są przewidywania gen. Romana Polko? Zobacz całą "Rozmowę naTemat" na naszym kanale YouTube.

Ale jak to hybryda tańsza od diesla? Mazda odpaliła bombę z CX-60 i CX-80

Mazda właśnie wyłożyła karty na stół i, co tu dużo mówić, mocno namieszała w segmencie premium. Jeśli planowaliście zakup dużego SUV-a, lepiej usiądźcie. Japończycy właśnie udowodnili, że potężny PHEV i luksusowe wyposażenie nie muszą oznaczać ceny zaporowej. W świecie motoryzacji przyzwyczailiśmy się do pewnego schematu: chcesz ekologiczną hybrydę z kablem, musisz dopłacić. Mazda właśnie wywróciła ten stolik. Od kwietnia 2026 roku Mazda CX-60 oraz jej większa siostra Mazda CX-80 w wersjach PHEV 327 KM kosztują o 3 000 zł mniej niż porównywalne odmiany z silnikiem wysokoprężnym i napędem na wszystkie koła. To genialne w swojej prostocie zagranie, bo wybierasz to, co bardziej pasuje do twojego stylu życia, a nie to, na co pozwala portfel. Mazda CX-60 z R6 poniżej 200 tysięcy złotych. To nie pomyłka Największym zaskoczeniem w nowym cenniku jest jednak pozycjonowanie modelu Mazda CX-60 z genialnym, sześciocylindrowym dieslem o pojemności 3,3 litra (200 KM) i napędem na tył. Dzięki gigantycznemu voucherowi o wartości 40 000 zł, wersję Exclusive-Line można teraz wyrwać za 196 700 zł. Umówmy się, w 2026 roku dostać kawał solidnego SUV-a z takim silnikiem w tej cenie to jak wygrać los na loterii. Żeby było jeszcze milej, Mazda dorzuca za symboliczną złotówkę pakiet Comfort. Co to oznacza w praktyce? Dostajemy skórzane, wentylowane fotele z elektryczną regulacją, elektryczną klapę bagażnika i przyciemniane szyby niemal za darmo. To "pomost", który ma przyciągnąć tych, którzy dotąd zaglądali do salonów po topowe wersje mniejszej CX-5. Rabaty, vouchery i wallbox za złotówkę Nowy cennik to jedno, ale promocje na start sezonu 2026 wyglądają jak festiwal okazji. Do auta z rocznika 2025, dostajecie wspomniane vouchery o wartości nawet 40 000 zł (dla CX-80). Z kolei dla nowych zamówień z rocznika 2026 bonus wynosi solidne 25 000 zł. To jednak nie koniec prezentów od Japończyków: Pełne ubezpieczenie OC/AC/NW za 1 zł – bez względu na rocznik. Dla fanów wtyczek: stacja ładowania typu wallbox za 1 zł przy zakupie wersji PHEV. Stałe oprocentowanie w Mazda Finance. Zarówno Mazda CX-60, jak i siedmioosobowa (lub sześcioosobowa z kapitańskimi fotelami) Mazda CX-80 doczekały się drobnych, ale istotnych usprawnień na ten rok modelowy. Najważniejsza zmiana? Podwójne szyby akustyczne w przednich drzwiach. Jeśli ktoś narzekał na szum przy autostradowych prędkościach, teraz będzie mógł podróżować w niemal studyjnej ciszy. Do listy opcji wjechała też nowa skórzana tapicerka Nappa w kolorze Tan (brązowym), która pokrywa nie tylko fotele, ale i deskę rozdzielczą czy kierownicę. Japończycy grają va banque. Oferując nowy cennik Mazdy, który realnie obniża próg wejścia w segment dużych, prestiżowych SUV-ów, uderzają tam, gdzie konkurencja zazwyczaj zaczyna Windować ceny. SUV klasy premium z sześcioletnią gwarancją, potężnym silnikiem pod maską i wyposażeniem, które u innych wymaga długiej listy dopłat, w cenie poniżej 200 tys. zł to oferta, obok której trudno przejść obojętnie.

Nowe limity cen paliw od 9 kwietnia. Kierowcy benzyniaków teraz też przeklną

Rząd ogłosił maksymalne ceny paliw, które zaczną obowiązywać w czwartek, 9 kwietnia. Zgodnie z pakietem zmian CPN drożej na stacjach być nie może. Kierowcy samochodów z silnikami benzynowymi zapłacą więcej niż dzisiaj, za to właściciele diesli będą tankować za mniej. Choć Donald Trump ogłosił nagle rozejm z Iranem, ceny na stacjach paliw nie zareagują aż tak błyskawicznie na wieści zza oceanu. Rządowy mechanizm ochronny "CPN" uwzględnia średnie ceny w hurcie, więc stawki na dystrybutorach są zawsze z lekkim poślizgiem. Na horyzoncie widać jednak przynajmniej chwilowe wyhamowanie drożyzny. Maksymalne ceny paliw 9 kwietnia (czwartek) Odgórny limit jest obliczany na podstawie średniej stawki hurtowej, marży 30 groszy i obniżonych podatki. Pakiet osłonowy zakłada cięcie VAT-u do 8 proc. i redukcję akcyzy do unijnego minimum (o 29 groszy na benzynie i 28 groszy na dieslu). Daje to gwarancję stabilnych cen paliw w czasie kryzysu. Z dzisiejszego obwieszczenia (z 8 kwietnia 2026 r.) wynika, jak zmienią się koszty jutro. 9 kwietnia ceny maksymalne za litr paliwa prezentują się następująco: Benzyna 95 – 6,27 zł (wzrost o 6 groszy) Benzyna bezołowiowa 98 – 6,88 zł (wzrost o 6 groszy) Olej napędowy – 7,83 zł (spadek o 4 grosze) Mechanizm ten opiera się na ustawie z 27 marca 2026 roku, która nakłada na Ministerstwo Energii obowiązek publikowania nowych limitów w każdy dzień roboczy. Nowe stawki wchodzą w życie zawsze dzień po ich ogłoszeniu. Regulacja rynku paliw spotyka się z ogromnym poparciem społecznym. Z sondażu "Super Expressu" wynika, że aż 80 proc. respondentów chce utrzymania urzędowych cen maksymalnych co najmniej do końca bieżącego roku (póki co ustawa zakłada koniec 15 kwietnia, ale umożliwia przedłużenie do 30 czerwca). Zaledwie co piąty badany jest przeciwnego zdania. Dla właścicieli stacji, którzy próbowaliby zignorować rządowe limity przewidziano dotkliwe sankcje. Nad przestrzeganiem limitów czuwa Krajowa Administracja Skarbowa (KAS). Jeśli stacja zdecyduje się sprzedawać paliwo drożej, niż wynika to z publikacji w Monitorze Polskim, naraża się na karę finansową sięgającą nawet 1 miliona złotych. Trump zgadza się na zawieszenie broni z Iranem Sytuację na rynku wywróciły nocne wiadomości z USA. Donald Trump przyjął propozycję Pakistanu i ogłosił dwutygodniowe zawieszenie broni. To niesamowity zwrot akcji po wcześniejszych groźbach o tym, że "w nocy zginie cała cywilizacja i nigdy już nie powróci". "Na podstawie rozmów z premierem Pakistanu Shehbazem Sharifem oraz marszałkiem polowym Asimem Munirem, w których zwrócili się do mnie z prośbą o wstrzymanie wysłania niszczycielskich sił do Iranu dziś wieczorem pod warunkiem, że Iran zgodzi się na całkowite, natychmiastowe i bezpieczne otwarcie cieśniny Ormuz, zgadzam się zawiesić bombardowanie i ataki na Iran na dwa tygodnie" – zapewnił. Trump dodał, że rozejm z Iranem będzie "obustronny", a on sam zgodził się wstrzymać ataki z uwagi na "duży postęp w rozmowach na temat długoterminowego pokoju" z Teheranem. Cena ropy naftowej mocno w dół po decyzji USA Na reakcję rynku nie trzeba było długo czekać. Perspektywa otwarcia Cieśniny Ormuz i pokoju na Bliskim Wschodzie uspokoiła inwestorów, przynosząc ogromne spadki. Cena ropy naftowej w końcu zjechała poniżej bariery 100 dolarów. Amerykańska ropa staniała do nieco ponad 96 dolarów, a europejska mieszanka (Brent) w okolice 94 dolarów za baryłkę. Baryłka wciąż jest jednak dużo droższa niż przed wybuchem wojny z Iranem. Pod koniec lutego ceny ropy były bliżej 70-73 dol. za baryłkę.

Polskie lotnisko zamyka się na nocne loty. Wielkie zmiany jeszcze w tym roku

Polskie lotniska rozwijają się w bardzo szybkim tempie. Cieszy to turystów, a często także mieszkańców. W tej ostatniej grupie jest jednak wielu sceptyków. Więcej lotów oznacza większy hałas. To właśnie sąsiedzi jednego z większych portów w Polsce walczyli o zmiany i się ich doczekali. Polskie miasta biją rekordy liczby odwiedzin. W 2025 roku do Wrocławia dotarło 7 mln turystów, z czego 30 proc. stanowili podróżni zagraniczni. Bardzo dobrze rozwija się także turystyka w Poznaniu. Dzięki rozwojowi lotniska jego mieszkańcy mogą latać m.in. do Włoch, Hiszpanii, na Maltę czy do Grecji. Jednak hałas generowany przez samoloty denerwował okolicznych mieszkańców. To wymusiło na lotnisku duże zmiany w funkcjonowaniu. Lotnisko w Poznaniu kasuje nocne loty. Zmiany szybko wejdą w życie Przelatujący samolot generuje hałas rzędu 80–110 dB. To tyle, co bardzo natężony ruch uliczny, dyskoteka, kosiarka czy motocykl bez tłumika. Jest to naprawdę donośny dźwięk, a kiedy trzeba go słuchać kilkadziesiąt razy dziennie (za dnia i w nocy), sytuacja robi się naprawdę trudna. Wielu mieszkańców Poznania miało dość słuchania ryku silników samolotów. Choć wielu z nich wprowadzało się w okolice lotniska po jego uruchomieniu, to zaczęli walczyć z nim o redukcję hałasu. I osiągnęli pewien sukces. We wtorek 7 kwietnia lotnisko poinformowało, że skasuje wszystkie nocne połączenia. "Wprowadzamy 'core night' – ciszę nocną między 1:00 a 5:00" – przekazał port w oficjalnym komunikacie. "To nasz krok w stronę większego komfortu życia w sąsiedztwie lotniska. Jednocześnie dbamy o to, by ruch lotniczy mógł się rozwijać się w sposób zrównoważony i bezpieczny" – dodano. Nie oznacza to jednak, że lotnisko wraz z jego pasem startowym będą zamknięte w trakcie ciszy nocnej. Cisza nocna na lotnisku w Poznaniu. Są wyjątki, których nie da się uniknąć Nowe przepisy na lotnisku w Poznaniu będą obowiązywały od 25 października 2026 roku, czyli od jesienno-zimowego rozkładu lotów. Jeżeli zatem macie zaplanowane np. loty czarterowe na godzinę 2:45 w nocy (takich w sezonie letnim nie brakuje), to możecie spać spokojnie. Nikt nie odwoła waszego połączenia z powodu ciszy nocnej. Wprowadzenie nowych zasad w praktyce oznacza, że od jesieni w godzinach 1:00-5:00 nie będą planowane loty rejsowe. Nie jest to jednak równoznaczne z całkowitym zamknięciem portu. Jak podaje lotnisko w Poznaniu, pas startowy nadal będzie dostępny m.in. dla lotów wojskowych, a także dla przewoźników podczas sytuacji od nich niezależnych. "Lotnisko pozostaje otwarte i działa całą dobę, wyjątkowymi sytuacjami o szczególnym charakterze pozostają natomiast loty ratunkowe, państwowe, humanitarne i sytuacje niezależne od przewoźników" – wyjaśnił port w Poznaniu. W praktyce mieszkańcy częściowo dopięli swego, bo jednak loty przestaną wyrywać ich z łóżek w środku nocy. Z drugiej jednak strony przeloty o bardzo późnych porach nadal będą możliwe w nadzwyczajnych sytuacjach. Jest to kompromis, który może zadowolić każdą ze stron.

Ludzie pytają: kiedy tańsze paliwo? Ropa niby idzie w dół, ale minister rozkłada ręce

Ostatnie tygodnie na stacjach paliw to był emocjonalny rollercoaster z przewagą stanów lękowych. Ale środowy poranek przyniósł informację, która zmieniła wszystko. Donald Trump ogłosił dwutygodniowe zawieszenie broni w konflikcie z Iranem, a rynki zareagowały tak, jakby ktoś nagle spuścił powietrze z gigantycznego balona. Całe zamieszanie zaczęło się od wpisu na platformie Truth Social. Prezydent USA Donald Trump poinformował, że po rozmowach z premierem Pakistanu zgadza się wstrzymać ataki na Iran. Warunek jest jeden i niezwykle konkretny: całkowite i bezpieczne otwarcie Cieśniny Ormuz. To wąskie gardło światowej energetyki, przez które przepływa kluczowa część globalnej ropy, było dotąd zablokowane, co trzymało świat w szachu. "Zgadzam się zawiesić bombardowanie i ataki na Iran na okres dwóch tygodni" – napisał Trump, dodając, że widzi szansę na długoterminowy "POKÓJ". Reakcja giełd była natychmiastowa i brutalna dla spekulantów. Ceny ropy naftowej zaliczyły największy zjazd od niemal 6 lat. Baryłka ropy poniżej 100 dolarów. Takich spadków nie widzieliśmy dawno Dane z giełd w Nowym Jorku i Londynie wyglądają dziś jak marzenie każdego kierowcy, który planuje dłuższą trasę. Baryłka ropy WTI w dostawach na maj staniała o blisko 15 procent, osiągając poziom 96,20 dolara. Z kolei europejska ropa Brent zanurkowała do poziomu 94,46 dolara. Jeszcze kilka dni temu eksperci zastanawiali się, jak wysoko przebijemy sufit, a dziś główny temat to granica 80 dolarów. Choć analitycy, jak Jason Schenker z Prestige Economics, studzą entuzjazm, twierdząc, że do tak niskich poziomów potrzebny byłby kolejny "cud", to obecny trend jest jasny: ryzyko geopolityczne wyparowuje z cen szybciej, niż się w nich pojawiło. Co ciekawe, europejskie kontrakty na diesel spadły aż o 23 procent, co jest absolutnym rekordem ostatnich lat. Ceny paliw na stacjach. Kiedy zapłacimy mniej za benzynę i ON? Najważniejsze pytanie brzmi: kiedy te giełdowe słupki zobaczymy na pylonach w Warszawie, Krakowie czy Gdańsku? Głos w tej sprawie zabrał minister finansów i gospodarki, Andrzej Domański. Potwierdził to, co wszyscy przeczuwaliśmy – spadki będą, ale musimy uzbroić się w cierpliwość. – Spadki, które widzimy na rynkach, znajdą przełożenie na ceny na stacjach paliw, ale to zajmie kilka dni – wyjaśnił minister na antenie Polsat News. Mechanizm jest prosty i nieubłagany: najpierw tanieje ropa naftowa, potem spadają ceny w hurcie (np. w Orlenie), a na samym końcu korzystamy na tym my, podjeżdżając pod dystrybutor. Co z tanim paliwem? Rządowy program "Ceny Paliwa Niżej" pod lupą W tle tych wielkich spadków toczy się gra o polskie podatki. Obecnie korzystamy z rozporządzeń obniżających VAT na paliwo (z 23 do 8 proc.) oraz akcyzę. Problem w tym, że te rozwiązania mają datę ważności. Obniżona akcyza obowiązuje do 15 kwietnia, a niższy VAT do 30 kwietnia 2026 roku. Czy w obliczu tańszej ropy rząd zdecyduje się na ich przedłużenie? Minister Domański zapowiada analizy, ale nie daje jasnych deklaracji. Jeśli światowe ceny utrzymają się na poziomie poniżej 100 dolarów, rząd może uznać, że "kroplówka" w postaci niższego podatku nie jest już niezbędna. Jedno jest pewne: rynek paliw wreszcie dostał dawkę tlenu, której tak bardzo potrzebował. Nawet jeśli ropa wciąż jest o 40 proc. droższa niż przed wybuchem lutowego konfliktu, dzisiejsza "czerwień" na giełdach to najlepsza wiadomość tygodnia.

Ślub Viki Gabor wywołał burzę. Dziadek jej "męża" wyjawił prawdę – jaśniej się nie da

Domniemany ślub 18-letniej Viki Gabor od miesięcy elektryzuje fanów i media. Teraz głos zabrał dziadek jej wybranka – Bogdan Trojanek – który w środowym wydaniu Dzień dobry TVN stanowczo uciął spekulacje i wyjaśnił, jak było naprawdę. Wyjasnił, że w romskie tradycji ślub i wesele to dwie różne rzeczy. Muzyk, który pojawił się w programie z okazji Międzynarodowego Dnia Romów, odniósł się do krążących od końcówki końca ubiegłego roku doniesień o ślubie swoja wnuka Giovanniego Trojanka i Viki Gabor. W rozmowie z prowadzącymi nie pozostawił złudzeń. – Szanowni państwo, żadnego wesela jeszcze nie było. Nie wiem, skąd takie informacje – powiedział na wizji. Jak podkreślił Bogdan Trojanek, doszło do nieporozumienia wynikającego z różnic między romskimi tradycjami a powszechnym rozumieniem ceremonii ślubnej. – Ślub a wesele to dwie różne rzeczy – zaznaczył lider zespołu Terne Roma. Trojanek wyjaśnił, że odbył się jedynie tzw. ślub romski, czyli rytuał błogosławieństwa udzielanego młodym przez najstarszych członków rodziny. To jednak dopiero jeden z etapów – właściwe wesele, zgodnie z tradycją, ma odbyć się później. Viki Gabor wzięła ślub? Bogdan Trojanak wywołał burzę, sama musiała uciąć plotki Lawina spekulacji ruszyła po świętach Bożego Narodzenia, kiedy Bogdan Trojanek opublikował w sieci nagranie, w którym ogłosił: "Tak miało być i tak się stało. Chciałem państwa poinformować, że jesteśmy w Krakowie. Viki Gabor i mój wnuczek Giovanni pobrali się według tradycji romskiej. Nie złamali prawa romskiego. Uciekli sobie, tak jak ich dziadkowie i pradziadkowie – i oni też. Od dzisiaj mój wnuczek jest w rodzinie Viki Gabor, a Viki jest w mojej rodzinie". Na koniec filmiku padła też zapowiedź: "Teraz jedziemy do jej dziadków i rodziców, żebyśmy zrobili tradycję cygańską. Czekajcie na cygańskie, piękne wesele". Nagranie szybko zniknęło z internetu, co tylko podgrzało atmosferę. Brak jednoznacznego potwierdzenia ze strony managementu wokalistki ("Nie potwierdzam, nie zaprzeczam") dodatkowo napędzał plotki. Sama artystka odniosła się do sprawy dopiero później, publikując wpis: "Tak, zaręczyłam się i jestem mega happy". Dalsza część artykułu poniżej. Jak wygląda romski ślub? Tradycyjny romski ślub, określany jako bijav, należy do najważniejszych wydarzeń w tej kulturze i opiera się na wielowiekowych zwyczajach, zupełnie innych od zachodnich form zawierania małżeństw. Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów poprzedzających bijav jest symboliczne – a czasem rzeczywiste – "porwanie" panny młodej. Para znika na kilka dni, co traktowane jest jako swoista próba przedmałżeńska. Sam ślub odbywa się w obecności starszyzny, a jego centralnym momentem jest związanie dłoni młodych chustą oraz publiczne potwierdzenie zgody kobiety na małżeństwo. Nieodłączną częścią tradycji jest także huczne wesele, które może trwać nawet tydzień i obfituje w muzykę, taniec oraz ucztowanie. Romowie rzadko decydują się na ślub kościelny, uznając bijav za w pełni wiążący rytuał. Zaślubiny nie mają jednak mocy prawnej w polskim systemie – aby związek był uznany przez państwo, konieczne jest zawarcie ślubu cywilnego. W romskiej tradycji kluczowe znaczenie ma jednak nie formalność urzędowa, lecz zgodność z niepisanym kodeksem Romanipen. Z tej perspektywy słowa Bogdana Trojanka wpisują się w tradycyjny schemat: pierwszy etap został już spełniony, ale najważniejsze – huczne wesele – dopiero przed Viki Gabor i jej wybrankiem.

Aubrey Plaza w ciąży rok od śmierci męża. Po tragedii zaczęła żyć od nowa

Aubrey Plaza jest w ciąży. Tę radosną nowinę przekazał portal People. To z pewnością wyjątkowy moment dla gwiazdy, szczególnie po ostatnich trudnych doświadczeniach, bowiem rok temu przeżyła ogromną rodzinną tragedię – pożegnała męża. Teraz zaczęła układać sobie życie na nowo. Aubrey Plaza po trudnych doświadczeniach odnalazła spokój i szczęście u boku kolegi po fachu. Związała się z Christopherem Abbottem. Oboje mieli okazję pracować przy takich produkcjach jak "Black Bear" czy "Danny and the Deep Blue Sea". Aubrey Plaza związała się z aktorem. Media donoszą, że będzie miała z nim dziecko Okazuje się, że ich związek kwitnie i wchodzi właśnie w kolejny etap. Jak dowiedział się serwis People, zakochani mają spodziewać się dziecka. Będzie to pierwsza ciąża 41-letniej gwiazdy kina. "To była piękna niespodzianka po emocjonalnym roku. Czują się bardzo szczęśliwi i wdzięczni" – przekazało źródło wspomnianego portalu. Aubrey Plaza osiąga sukcesy zawodowe... Aubrey Plaza od lat należy do grona najpopularniejszych aktorek. Zagrała w takich tytułach jak: "Randka na weselu", "Co Ty wiesz o swoim dziadku?", "Świąteczny szok", "Jak stworzyć besteller" czy "Spin Me Round". W 2022 roku można ją było oglądać w serialu "Biały lotos", w którym wcieliła się w postać Harper, prawniczki, która spędza wakacje na Sycylii z mężem, jego kolegą ze studiów oraz jego żoną. Za tę rolę była nominowana do Primetime Emmy. Plaza ma też na swoim koncie nagrodę Independent Spirit Award za najlepszy debiut fabularny za produkcję "Ingrid wyrusza na zachód", w którym wcieliła się w tytułową postać. A za występ w filmie "Czarny niedźwiedź" została laureatką statuetki Imagen dla najlepszej aktorki. Rok temu przeżyła rodzinną tragedię Prywatnie przez lata była związana ze scenarzystą i reżyserem Jeffem Baeną. Poznali się w 2011 roku. Ich związek był bardzo długo utrzymywany w tajemnicy. Szersza publiczność dowiedziała się o nim przypadkiem w 2021 roku, kiedy to aktorka opublikowała w mediach społecznościowych post, w którym nazwała go mężem. Pobrali się w 2021 roku, w dziesiątą rocznicę związku. A cztery lata później wydarzyło się coś strasznego. Asystent reżysera odkrył jego ciało w jego domu w Los Angeles. Mąż Aubrey Plaza miał 47 lat. Śledczy ustalili okoliczności śmierci i nie odkryli udziału osób trzecich. Plaza nie była w dobrym stanie po śmierci męża. Fani się martwili Po tym, jak świat dowiedział się, że Jeff Baena nie żyje, fani Plazy zaniepokoili się jej samopoczuciem, która publicznie nie komentowała przykrych doniesień. Zrobiła to dopiero we wspólnym oświadczeniu rodziny, które ujrzało światło dzienne kilka dni później. "To niewyobrażalna tragedia. Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim, którzy zaoferowali nam swoje wsparcie. Prosimy o uszanowanie naszej prywatności w czasie żałoby" – czytaliśmy w komunikacie przekazanym tygodnikowi "The Variety". Przypomnijmy, że Plaza miała przyznać jedną z nagród podczas 82. ceremonii wręczenia Złotych Globów, jednak z wiadomych powód była nieobecna na gali w hotelu The Beverly Hilton.

Szczucki doigrał się za dawne czasy. Zawieszenie w PiS to już najmniejszy problem

Batalia o publiczne pieniądze przenosi się na salę rozpraw, a prokuratura wylicza straty idące w setki tysięcy złotych. Krzysztof Szczucki musi zmierzyć się z zarzutami, które rzucają cień na jego byłą działalność w Rządowym Centrum Legislacji i niepewną pozycję w partii. To już nie tylko polityczne przepychanki, ale konkretne kroki prawne, które mogą zmienić bieg kariery jednego z czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Śledczy zakończyli pracę, a finał tej historii rozegra się przed warszawskim sądem, gdzie stawką jest odpowiedzialność za zarządzanie państwowymi funduszami przez Krzysztofa Szczuckiego. Akt oskarżenia trafił do sądu Jak poinformował portal Onet, do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia wpłynął oficjalny akt oskarżenia przeciwko Krzysztofowi Szczuckiemu. Prokuratura Okręgowa w Warszawie sformułowała zarzuty dotyczące okresu, w którym polityk kierował Rządowym Centrum Legislacji (RCL) w latach 2020-2023. Sprawa jest wielowątkowa, ale jej trzonem jest podejrzenie o przekroczenie uprawnień oraz niedopełnienie obowiązków służbowych. Głównym punktem oskarżenia jest mechanizm, który zdaniem śledczych służył do finansowania kampanii wyborczej z pominięciem oficjalnych kanałów. Prokuratura zarzuca Szczuckiemu, że w podległym mu urzędzie zatrudniono kilka osób, które w rzeczywistości nie świadczyły pracy na rzecz legislacji. Zamiast tego, ich aktywność miała być w całości poświęcona wspieraniu kampanii wyborczej polityka. W ten sposób publiczne środki, przeznaczone na sprawne funkcjonowanie państwa, mogły zasilać prywatne ambicje polityczne. Rekordowe kwoty i kontrola CBA Skala nadużyć, o których mowa w akcie oskarżenia, robi wrażenie. Śledztwo przeprowadzone przez Centralne Biuro Antykorupcyjne wykazało, że z kasy RCL mogło zostać wyprowadzonych niezgodnie z prawem co najmniej 900 tysięcy złotych. Chodzi o środki, które wypłacano jako wynagrodzenia dla fikcyjnych pracowników. To właśnie te ustalenia stały się podstawą do wniosku o uchylenie politykowi immunitetu, którego Szczucki zrzekł się dobrowolnie już ponad rok temu. Rozłam w partii i zawieszenie posła Informacja o akcie oskarżenia zbiegła się w czasie z gwałtownymi ruchami wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. Zaledwie kilka dni temu Jarosław Kaczyński podjął decyzję o zawieszeniu Krzysztofa Szczuckiego w prawach członka partii. Choć oficjalne powody tej decyzji nie zostały szeroko ogłoszone, doniesienia sugerują głęboki rozłam między posłem a kierownictwem ugrupowania. Punktem zapalnym w tej sprawie mogła być publiczna krytyka strategii partii w sporze o Trybunał Konstytucyjny – Szczucki otwarcie przyznał, że nie poparłby wniosku swoich kolegów o badanie procedury wyboru sędziów, co zostało odebrane jako nielojalność. Szczucki nie poddawał się, jednak co będzie teraz? Sam oskarżony nie zamierzał składać broni i nie zgadzał się z decyzją o zawieszeniu. Podczas ostatnich wystąpień podkreślał, że jego działania zawsze były zgodne ze statutem ugrupowania, a przynależność do partii nie zwalniała go z obowiązku mówienia prawdy o stanie prawnym w Polsce. Szczucki liczył na szybkie "odwieszenie" i zapowiadał wykorzystanie wszystkich dostępnych procedur statutowych, aby zmienić decyzję prezesa. Przed posłem teraz jednak najtrudniejszy egzamin – proces przed sądem rejonowym, gdzie będzie musiał udowodnić, że 900 tysięcy złotych wydane w RCL nie miało nic wspólnego z jego drogą do poselskiej ławy. Wyrok w tej sprawie może definitywnie zamknąć pewien rozdział w jego karierze politycznej.

Nowi sędziowie TK utrą nosa Nawrockiemu? Zaprosili go na... własne ślubowanie

Karol Nawrocki przyjął ślubowanie tylko od dwóch z sześciu sędziów wybranych przez Sejm do Trybunału Konstytucyjnego. Teraz pozostała czwórka ma złożyć przysięgę w gmachu przy ul. Wiejskiej. Na uroczystość zaprosili... prezydenta RP. 1 kwietnia Karol Nawrocki zaprosił do Pałacu Prezydenckiego dwoje nowych sędziów: Magdalenę Bentkowską i Dariusza Szostaka. Złożyli oni ślubowanie w obecności głowy państwa. Momentalnie pojawiły się pytania, co z resztą: Krystianem Markiewiczem, Anną Korwin-Piotrowską, Maciejem Taborowskim i Marcinem Dziurdą. Tłumaczyć musiał się z tego szef KPRP Zbigniew Bogucki.– Po pierwsze proszę zwrócić uwagę na chronologię. Prezydent RP został zaprzysiężony 6 sierpnia 2025 roku i dwa wakaty po zaprzysiężeniu wygasły, czyli w kadencji prezydenta Nawrockiego zostały opróżnione dwa wakaty w Trybunale Konstytucyjnym. Prezydent uznał, że to jest podstawowa odpowiedzialność jego jako głowy państwa, ale także w ramach sprawowanego mandatu od 6 sierpnia, żeby te dwa wakaty obsadzić – przekonywał. – To rozumowanie jest nielogiczne, bo prowadzi do wniosku, że czterech miejsc nigdy nie da się obsadzić. Jest to sprzeczne z zasadami funkcjonowania państwa. Nie ma też żadnego oparcia w konstytucji ani ustawach – wyjaśniał z kolei w "Rozmowie naTemat" mec. Przemysław Rosati. Ślubowanie sędziów TK. Zaprosili... Nawrockiego Teraz nastąpił zwrot w sprawie. Ślubowanie czterech pozostałych sędziów wybranych do Trybunału Konstytucyjnego ma się odbyć w czwartek (9 kwietnia) o godzinie 12:30 w Sejmie. Dowiedziała się o tym rozgłośnia RMF FM. Co ciekawe, ustalono również, że "sędziowie sami organizują uroczystość i wysłali dziś do prezydenta Karola Nawrockiego zaproszenia na ślubowanie". Co dokładnie zawierało to "zaproszenie"? "To zaledwie dwa akapity, w których czekający na zaprzysiężenie już czwarty tydzień sędziowie przypominają, że jak dotąd nie otrzymali w tej sprawie zaproszenia do złożenia ślubowania przed prezydentem. Jak tłumaczą, ponieważ uważają złożenie ślubowania za swój obowiązek, dlatego organizują zaprzysiężenie sami. Drugi akapit pism to zaproszenie na nie prezydenta, który według ustawy jest adresatem ślubowania" – czytamy. Żurek uderzył w Nawrockiego po decyzji ws. sędziów Dodajmy, że ta sprawa już wcześniej wywołała poruszenie wśród polityków, a szczególnie w Ministerstwie Sprawiedliwości. Komentował to także Waldemar Żurek. Nawiązał do kontrowersyjnej przeszłości prezydenta RP. "Sejm wybrał sześciu sędziów TK. Prezydent odebrał ślubowanie tylko od dwóch. Nie dlatego, że tak stanowi prawo. Tylko dlatego, że tak sobie wymyślił. Konstytucja jest jasna. Sędziów TK wybiera Sejm. Prezydent nie ma prawa ich selekcjonować, jak na bramce" – napisał prokurator generalny. "To uzurpacja kompetencji, których NIE MA. Bo jeśli głowa państwa może sobie wybrać, które przepisy stosuje – to znaczy, że prawo przestaje obowiązywać wszystkich. Panie Prezydencie, proszę, korzystając z chwili wolnego otworzyć kalendarz i wyznaczyć termin. Łamanie Konstytucji to poważna sprawa" – podsumował Żurek.

65-calowy telewizor Hisense QLED na wiosennej wyprzedaży. Cena zleciała o 700 zł

Wraz z wiosną przychodzą wiosenne wyprzedaże, dzięki którym sprzęty RTV i AGD możecie dorwać w lepszych cenach. Sporą obniżkę zanotował np. model Hisense 65A7Q. 65-calowy telewizor QLED ze wbudowanym subwooferem i tak wyróżniał się cenowo, a teraz jeszcze staniał o 700 zł. Jeśli szukacie wiosennych promocji na duże i niedrogie telewizory, Hisense 65A7Q może być tym modelem, który połączy oczekiwaną specyfikację z atrakcyjną ceną. W ramach trwającej do 23 kwietnia 2026 wyprzedaży na Media Expert dostał niemały rabat. Poprzednio kosztował 3000 zł, a obecnie sprzedawany jest za kwotę 2300 zł. Co mówi producent o telewizorze dostępnym w cenie niższej o 700 zł? Specyfikacja telewizora Hisense 65A7Q Wyprodukowany przez Hisense model posiada 65-calowy ekran z matrycą QLED (UHD/4K, 3840 x 2160px, 60 Hz) wspartą technologią Quantum Dot, która wyświetla miliard odcieni. Oznacza to, że oglądany obraz nabiera naturalnych barw i kontrastu, jest bardziej realistyczny, a detale, zarówno jasne, jak i ciemne, stają się lepiej widoczne. Generowany na telewizorze obraz może też liczyć na kinowy standard Dolby Vision, a także technologię HDR 4K, która poprawia kontrast i wyświetla znacznie szerszą paletę barw. Z myślą o starszych filmach i programach w niższej rozdzielczości projektanci Hisense proponują rozwiązanie w postaci AI 4K Upscaler. Technologia ta stara się poprawić każdy piksel, by oglądane treści zbliżyły się do tych w formacie 4K. W kontekście wideo ciekawostką może być tryb Filmmaker Mode. Dzięki niemu fani i fanki kina domowego mają mieć możliwość oglądania filmowego obrazu w zgodzie z wizją twórców, czyli bez wszelkich ulepszaczy takich jak filtry czy sztuczne wygładzanie. Co się tyczy oświetlenia, telewizor posiłkuje się czujnikiem AI Light Sensor, który automatycznie dostosowuje jasność ekranu do światła w pomieszczeniu. Co z dźwiękiem? Jest system dźwięku przestrzennego Dolby Atmos oraz DTS Virtual:X. Tym, czym najbardziej chwali się producent w specyfikacji audio tego modelu telewizora, jest wbudowany subwoofer, który wprowadza do muzyki czy dynamicznych scen filmowych mocny i głęboki bas. Uzupełnia on system dźwięku 2.1, który składa się z 3. głośników o mocy 40 W. Dla graczy przewidziany jest tryb Game Mode PLUS, który poprawia płynność rozgrywki. Najnowszej generacji konsole można podłączyć przez port HDMI 2.1. Dzięki funkcji ALLM telewizor automatycznie przełącza się w tryb o niskim opóźnieniu. Podręczny panel gracza Game Bar pozwala na szybki dostęp do ustawień gamingowych takich jak FPS, VRR czy proporcje ekranu bez wychodzenia z gry. Telewizor ma na pokładzie system operacyjny VIDAA z polskim menu. Netflix, Disney+, HBO Max, YouTube i Prime Video są na wyciągnięcie pilota. Na przesyłanie treści ze smartfona pozwala funkcja Share to TV. Voice Control umożliwia sterowanie głosem bez wciskania przycisków na pilocie. Dostępny w czarnej obudowie telewizor Hisense 65A7Q oferuje 3 złącza HDMI i 2 USB, złącze CI (odbiór kodowanych kanałów telewizyjnych za pomocą modułu CI), a także komunikację poprzez Ethernet, Wi-Fi i Bluetooth. W zestawie z nim znajdują się pilot, podstawa, kabel zasilający, 2 baterie AAA i instrukcja.

Orbánowi musiało zrobić się ciepło. TISZA już dosłownie miażdży go w sondażach

Na kilka dni przed wyborami na Węgrzech większość niezależnych sondaży daje prowadzenie partii TISZA Petera Magyara. Fidesz wygrywa głównie w badaniach ośrodków prorządowych. Według sondażu opisywanego przez Telex partia TISZA miała w drugiej połowie marca 58 proc. poparcia wśród pewnych uczestników wyborów, podczas gdy Fidesz-KDNP 35 proc. W badaniu ośrodka analitycznego 21 Kutatóközpont przewaga była również wyraźna i wynosiła 56 do 37 wśród zdecydowanych wyborców. Závecz Research dawał z kolei Tiszy 51 proc., a Fideszowi 38 proc. Oznacza to, że w ostatnim tygodniu kampanii większość niezależnych ośrodków nie pokazuje już wyrównanego wyścigu, tylko dość solidną przewagę ugrupowania Magyara. TISZA już pod koniec marca wyraźnie powiększyła przewagę nad Fideszem. To najbardziej konkurencyjne wybory od lat, a sam Péter Magyar wyrósł na pierwszego naprawdę groźnego rywala premiera od czasu, gdy ten objął władzę. Fidesz nie znika z gry, bo ma własne sondaże i własne "atuty" Obóz władzy odpowiada na te dane własnymi badaniami. Według sondażu Instytutu Nézőpont, opublikowanego pod koniec marca, Fidesz-KDNP miał 46 proc., a TISZA 40 proc. XXI Század Intézet również pokazywał przewagę partii Orbána na poziomie 46 do 41. To nie są różnice miażdżące, ale wystarczające, by w prorządowej narracji nadal mówić o rzeczywistej szansie na utrzymanie większości. Różnica między tymi pomiarami nie sprowadza się jednak wyłącznie do samej metodologii. Na Węgrzech od lat trwa spór o warunki prowadzenia kampanii, przewagę obozu rządzącego w mediach i sposób rysowania okręgów. Nawet przy prowadzeniu opozycji system jednomandatowych okręgów i konstrukcja ordynacji nadal mogą działać na korzyść Fideszu. Największy problem Orbána widać wśród młodych Jednym z najmocniejszych sygnałów ostrzegawczych dla Fideszu jest rozkład poparcia według wieku. To właśnie młodsi wyborcy stali się jednym z głównych motorów wzrostu partii TISZA. Według badania Median Fidesz popiera zaledwie 8 proc. osób w wieku 18-29 lat, a według Závecz 22 proc. w grupie 18-39 lat. To bardzo słabe liczby jak na partię, która jeszcze kilkanaście lat temu sama była ruchem młodej generacji. Ten podział pokoleniowy przede wszystkim pokazuje, że oferta socjalna i prorodzinna Orbána nie zatrzymała odpływu młodszych wyborców. Przekłada się także na atmosferę wokół całych wyborów. Dla części młodych Węgrów głosowanie 12 kwietnia ma charakter momentu granicznego, po którym będą decydować, czy wiążą swoją przyszłość z krajem. W kampanii Magyara to właśnie ta frustracja młodego elektoratu, niezadowolenie z jakości usług publicznych, korupcji i perspektyw gospodarczych stały się jednym z najważniejszych paliw politycznych. W kampanii pojawił się też strach przed fałszerstwami Sondaże nie pokazują wyłącznie preferencji partyjnych. Pokazują też poziom napięcia wokół samego aktu głosowania. Z badania Publicus dla dziennika Népszava wynika, że ponad połowa Węgrów obawia się fałszerstw wyborczych 12 kwietnia. W innym badaniu opisywanym przez Népszavę na podstawie sondażu Median dla Political Capital niemal połowa respondentów uważa, że to właśnie Fidesz może próbować sfałszować wybory. Tego typu dane nie przesądzają oczywiście, że do takich działań dojdzie, ale pokazują poziom nieufności, z jakim znaczna część społeczeństwa wchodzi w dzień głosowania. Węgry nie wchodzą w te wybory jako kraj spokojnego, przewidywalnego przekazania władzy. Jeśli Orbán przegra, skala politycznego i instytucjonalnego napięcia może być bardzo duża. Opozycja liczy na zmianę, ale równolegle obawia się, czy sam wynik wyborów zostanie uznany bez próby jego podważania.

Historyczny rekord polskiego miasta. Turyści jadą tam aż z Włoch i Norwegii

Polska staje się coraz popularniejszym kierunkiem wyjazdowym. W siłę rośnie turystyka krajowa, ale z każdym rokiem liczniej docierają do nas także podróżni zagraniczni. Efekt? Jedna z regionalnych stolic odnotowała historyczny rekord odwiedzających. Nie wszyscy to jednak odczuli. Patrząc na statystyki i kolejne rankingi, w których polskie miasta zajmują wysokie miejsca, śmiało można mówić o modzie na Polskę. Niskie ceny, piękna natura i ciekawa architektura sprawiają, że z każdym rokiem dociera do nas coraz więcej zagranicznych gości. Wszystkie te walory w połączeniu ze smaczną kuchnią przyciągają także turystów krajowych. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Wrocław, który ma za sobą rekordowy rok. Wrocław nigdy nie był tak popularny. Jest nowy rekord turystów Stolica Dolnego Śląska to jedna z perełek na mapie Polski. Zresztą cały region to jedno z najciekawszych miejsc, jakie można zwiedzić w naszym kraju. Zamki, podziemne wycieczki w dawnych kopalniach czy górskie wędrówki to tylko kilka z licznych zalet tej części naszego kraju. Jego walory turyści odkrywają coraz chętniej. Z raportu Beeline Research and Consulting cytowanego przez "Waszą Turystykę" wynika, że w 2025 roku Wrocław odwiedziło rekordowe 7 mln gości. To o 400 tys. więcej niż rok wcześniej. Równocześnie jest to najlepszy wynik w historii. Ok. 30 proc. tej liczby to turyści zagraniczni. Najczęściej z sąsiednich Niemiec i Czech, a także z Wielkiej Brytanii. Coraz liczniejsze grono stanowią tam także podróżni z Włoch i Norwegii. Co ważne, Wrocław nie opiera się już wyłącznie na turystach jednodniowych. Wręcz przeciwnie, staje się popularnym miejscem na tzw. city breaki. Wg raportu 3,9 z 7 mln podróżnych (56 proc.) zdecydowało się spędzić w mieście co najmniej jedną noc. Wynik ten jest o 400 tys. lepszy niż w 2024 roku, ale hotelarze i tak mają powody do narzekań. Wrocław coraz popularniejszy, ale hotele z mniejszym obłożeniem Każdy miesiąc 2025 roku był lepszy od analogicznego okresu z 2024 roku. Najwięcej gości dotarło tam jednak w sierpniu i lipcu, co nie jest zaskoczeniem. Trzecim najlepszym miesiącem był natomiast grudzień. To dowód na to, jak wielkim magnesem na turystów są tamtejsze jarmarki bożonarodzeniowe. Ten na Rynku od lat uchodzi za jeden z najlepszych w Polsce. Napędem dla wrocławskiej turystyki oprócz architektury i zabytków jest także gastronomia. – Rok 2025 to przede wszystkim ogromny sukces wrocławskiej gastronomii – Wrocław zadebiutował w przewodniku Michelin z liczbą 22 restauracji z rekomendacjami w przewodniku. Rekordowe wyniki to również efekt krajowych i zagranicznych kampanii turystycznych ostatnich lat, częstej obecności na targach i wydarzeniach w kraju i za granicą oraz zwiększonej liczby wizyt studyjnych – w 2025 r. wspólnie z WOT, DOT, Convention Bureau Wrocław i partnerami zorganizowaliśmy ich aż 50 – przekazał Alfred Wagner, zastępca dyrektora Wydziału Promocji Miasta i Turystyki Urzędu Miejskiego Wrocławia. Jednak nie każdy odczuł, że liczba turystów we Wrocławiu wyraźnie wzrosła. Obłożenie w hotelach spadło tam bowiem z 65,1 proc. w 2024 roku do 62,1 proc. w 2025 roku. Skąd ta różnica? Winna jest coraz większa konkurencja. W siłę rośnie krótkoterminowy wynajem mieszkań. Dodatkowo w mieście otworzyło się aż 5 nowych hoteli.

❌