Widok czytania

Wypatruj go w lesie już w czerwcu. To jeden z najsmaczniejszych grzybów w Polsce

Choć większość z nas kojarzy sezon na grzyby z jesiennymi borowikami i podgrzybkami, prawdziwy leśny rarytas pojawia się w lasach znacznie wcześniej. Już od czerwca pod dębami i bukami można znaleźć grzyba o wyjątkowym, orzechowym smaku i potężnych właściwościach prozdrowotnych. Wielu grzybiarzy omija go jednak z daleka z obawy przed groźną pomyłką. Sprawdź, jak rozpoznać ten letni przysmak i jak bezpiecznie wykorzystać go w swojej kuchni.

  • Gołąbek zielonawy to smaczny, jadalny grzyb, który pojawia się w polskich lasach już od czerwca aż do października.
  • Rośnie głównie w pobliżu dębów, buków i brzóz, a jego charakterystyczny zielonkawy kapelusz łatwo odróżnić od trujących gatunków.
  • Świetnie smakuje w zupach, sosach czy jajecznicach, a po obróbce termicznej zachowuje zwartą strukturę i orzechowy aromat.
  • Chcesz wiedzieć, jak go rozpoznać, zbierać i przygotować, by wyciągnąć z niego jak najwięcej smaku i zdrowia? Sprawdź cały artykuł!
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Gołąbek zielonawy (Russula virescens) to grzyb jadalny, który można spotkać w polskich lasach liściastych i mieszanych. Najchętniej rośnie w sąsiedztwie dębów, buków, grabów i brzóz, często tworząc mikoryzę z tymi gatunkami drzew.

Sezon na tego grzyba rozpoczyna się już w czerwcu i trwa aż do października, jednak najwięcej młodych owocników pojawia się w miesiącach letnich, szczególnie po umiarkowanych opadach deszczu.

Gołąbek zielonawy preferuje stanowiska słoneczne, gleby żyzne, wapienne lub gliniaste. Można go znaleźć zarówno głęboko w lesie, jak i na jego obrzeżach czy w pobliżu leśnych ścieżek.

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech gołąbka zielonawego jest kapelusz o zielonkawym lub oliwkowozielonym zabarwieniu. U młodych okazów ma on kształt półkulisty, z czasem staje się spłaszczony i lekko zagłębiony w środku.

Kapelusz osiąga średnicę od 5 do 15 centymetrów. Blaszki są białe lub kremowe, dość grube i kruche. Trzon grzyba jest biały, masywny, pozbawiony pierścienia i pochwy, a jego miąższ nie zmienia koloru po uszkodzeniu i nie wydziela soku.

To właśnie te cechy pozwalają odróżnić gołąbka zielonawego od innych, często niebezpiecznych gatunków, takich jak muchomor sromotnikowy. Ten ostatni posiada pierścień oraz charakterystyczną pochwę u podstawy trzonu, a jego kapelusz pozostaje gładki lub łuskowaty.

Gołąbek zielonawy uchodzi za jeden z najsmaczniejszych grzybów jadalnych w Polsce. Jego miąższ ma łagodny, lekko orzechowy smak, pozbawiony goryczy, a po obróbce termicznej zachowuje zwartą strukturę i nie rozpada się. Grzyb doskonale sprawdza się w zupach, sosach, jajecznicach oraz jako składnik farszów i dań jednogarnkowych. Może być również marynowany lub stosowany jako dodatek do przetworów warzywnych.

Pod względem wartości odżywczych gołąbek zielonawy jest niskokaloryczny - w 100 gramach znajduje się około 20-35 kcal. Zawiera 2-5 proc. węglowodanów i 3-4 proc. białka, a także błonnik, potas, magnez, fosfor, żelazo i cynk. Wyróżnia się obecnością witamin z grupy B, niewielkich ilości witaminy C i D oraz związków fenolowych i fitosteroli o działaniu antyoksydacyjnym.

Gołąbek zielonawy, oprócz wysokich walorów kulinarnych, może korzystnie wpływać na zdrowie. Zawarte w nim polisacharydy, zwłaszcza beta-glukany, wspierają układ odpornościowy, stymulując aktywność komórek NK oraz makrofagów. Obecność błonnika pokarmowego reguluje pracę jelit, a związki fenolowe wykazują działanie przeciwzapalne i wspomagają ochronę błon śluzowych przewodu pokarmowego.

Fitosterole oraz polifenole mogą wspierać obniżanie poziomu cholesterolu we krwi, a potas pomaga utrzymać prawidłowe ciśnienie tętnicze. Należy jednak pamiętać, że grzyby nie powinny stanowić podstawowego źródła mikroelementów i witamin w diecie, lecz mogą być jej cennym urozmaiceniem.

Po zebraniu grzyby należy jak najszybciej oczyścić i schłodzić. Przechowywanie w temperaturze pokojowej powoduje szybki spadek jakości i wartości odżywczych.

Świeży gołąbek zielonawy doskonale sprawdza się w różnorodnych potrawach. Najlepiej smakuje w zupach grzybowych, sosach, jajecznicach czy jako składnik dań jednogarnkowych. W kuchni regionalnej bywa podawany z koperkiem, śmietaną i młodymi ziemniakami. Krótkie duszenie lub gotowanie w niewielkiej ilości tłuszczu roślinnego pozwala zachować jego lekko orzechowy aromat i wartości odżywcze.

Grzyb ten może być także marynowany, jednak nie poleca się jego suszenia ze względu na utratę walorów smakowych. Przed przygotowaniem należy dokładnie oczyścić kapelusz i trzon, usuwając wszelkie zanieczyszczenia i fragmenty uszkodzone.

Gołąbek zielonawy jest odpowiedni dla osób dorosłych o prawidłowo funkcjonującym przewodzie pokarmowym, które chcą urozmaicić swoją dietę o produkty bogate w mikroelementy. Z uwagi na niską kaloryczność i wysoką zawartość błonnika, może być włączony do diety osób dbających o linię. Osoby z alergiami grzybiczymi, chorobami wątroby lub przewodu pokarmowego powinny jednak zachować ostrożność i skonsultować się z lekarzem przed spożyciem.

  •  

Nowi nomadzi. Praca sezonowa przechodzi zaskakującą transformację


W skrócie

  • Praca sezonowa przestała być tylko sposobem na dorabianie dla studentów i coraz częściej wybierają ją osoby dążące do większej niezależności lub chcące więcej zarobić za granicą.

  • Na rynku pracy sezonowej pojawia się mniej ofert niż rok wcześniej, jednak wzrosło zainteresowanie kandydatów tego typu stanowiskami.

  • Zmienił się charakter pracy sezonowej - obecnie dotyczy ona szerszego zakresu branż, a sezon na takie zatrudnienie trwa praktycznie cały rok.

Luiza i Emil, autorzy profilu "Gimme That Trip", cztery lata temu zrezygnowali z pracy na etatach w korporacjach. Od tamtej pory utrzymują się z prac sezonowych.

- Naszym głównym założeniem było to, że chcemy zacząć podróżować na pełen etat - mówi Emil. Swoją przygodę z pracą sezonową rozpoczęli od zbiorów winogron we Francji.

- Potem zajmowaliśmy się ich pielęgnacją. Później pracowaliśmy na kempingu w Norwegii, malowaliśmy tam również domy. Ostatnio spędziliśmy sezon zimowy w ski resorcie, także w Norwegii - wylicza Luiza.

Część ofert znaleźli za pośrednictwem mediów społecznościowych, do innych pracodawców zgłaszali się bezpośrednio. Od czterech lat wygląda to tak, że przez około cztery miesiące w roku pracują, a przez osiem podróżują.

- Podróżujemy budżetowo, dlatego zwykle udaje nam się utrzymać taki styl życia. Wybieramy też kierunki, które są stosunkowo tanie. Chcemy po prostu korzystać z życia i poczuć prawdziwą wolność. Wiemy też, że praca zdalna nie dałaby nam takiego poczucia swobody - podkreśla Luiza.

Chociaż praca sezonowa daje im dużą niezależność, nie jest pozbawiona wyzwań.

- Za każdym razem musimy wyjść ze swojej strefy komfortu, bo trafiamy do środowiska, którego wcześniej nie znaliśmy. Tak było chociażby wtedy, gdy pojechaliśmy do Norwegii pracować przy sprzątaniu w ski resorcie. Wiedzieliśmy, że to będzie dla nas duże wyzwanie. Oboje skończyliśmy studia, mieliśmy dobre prace, a nagle jedziemy sprzątać hotel. Ale uznaliśmy, że to będzie przygoda - wyjaśnia Emil.

Z zakwaterowaniem bywa różnie. Czasem zapewnia je pracodawca, jednak Luiza i Emil najczęściej nocują w vanie, którym podróżują, lub wynajmują coś w okolicy.

- Taki model pracy na pewno opłaca się bardziej niż szukanie zatrudnienia w Polsce. Do tej pory najlepiej sprawdziła nam się Norwegia, bo właśnie tam udało nam się odłożyć najwięcej środków - zauważa Luiza.

Podczas sezonowych wyjazdów spotykają ludzi z bardzo różnych środowisk. Wielu z nich, podobnie jak oni, łączy pracę z podróżowaniem.

- Spotykamy również osoby, które wyjeżdżają wyłącznie po to, by zarobić pieniądze na życie w swoim kraju. Chcą odłożyć jak najwięcej, na przykład na zakup domu. Są też tacy, którym odpowiada taki rytm życia, mieszkają w jednym miejscu, później wyjeżdżają do pracy sezonowej, a po zakończeniu kontraktu wracają do siebie - mówi Emil.

Jak przyznają, nie każdy odnajdzie się w takim stylu życia. - Na pewno łatwiej będzie osobom otwartym na ludzi i nowe doświadczenia, które szukają w życiu przygody. Jeśli ktoś bardzo ceni wygodę i stabilizację, może mieć z tym problem. To nie jest życie oparte na rutynie. Ciągle coś się zmienia, często jest się daleko od rodziny i przyjaciół, a to dla wielu osób może być trudne - przyznaje Luiza.

Podróżowanie i praca za granicą pozwalają im także lepiej poznawać inne kultury. - W każdym kraju wszystko wygląda trochę inaczej. Nawet codzienne rzeczy, takie jak zakupy, produkty spożywcze czy sposób komunikacji między ludźmi. To jednak bardzo ciekawe doświadczenie. Dzięki temu możemy też cały czas ćwiczyć język i utrwalać go w praktyce - dodaje.

"Odpadają wszystkie koszty życia"


Aleksandra Kopaczyńska przez pięć sezonów pracowała za granicą. - Któregoś roku pojechałam do Austrii z kolegą. Nie miałam żadnego doświadczenia w pracy na kuchni, ale zawsze lubiłam piec i tak się zaczęło - opowiada.

Zaczynała jako pomoc kuchenna, ale z czasem awansowała. Zimą pracowała w kurortach narciarskich, latem w tych bliżej jezior. Zakwaterowanie i wyżywienie za każdym razem zapewniał pracodawca.

- W takim układzie odpadają wszystkie koszty życia, więc można praktycznie tylko oszczędzać. To naprawdę dobre pieniądze, bo w Polsce, żeby tyle zarobić trzeba przepracować przynajmniej 300 godzin miesięcznie na kuchni - mówi Aleksandra.

Zaoszczędzone w sezonie pieniądze mogła przeznaczać na wymarzone podróże. - I to na naprawdę dobrym poziomie - dodaje. Praca sezonowa, jak każda, ma jednak swoje wyzwania.

- Jak trafi się na trudnych ludzi, bywa ciężko. Chodzi głównie o szefów kuchni. Czasem lepiej po prostu być miłym, jak najmniej się odzywać i jakoś to przetrwać. Chociaż nie mogę powiedzieć, zdarzają się też bardzo sympatyczni przełożeni - przyznaje.

Pracy jest dużo, a dni wolnych niewiele. - Kiedy już mieliśmy wolny dzień, wykorzystywaliśmy go maksymalnie. Zwiedzanie, a zimą jazda na nartach - wymienia.

Jak podkreśla Aleksandra, nie każdy odnajdzie się w tego rodzaju pracy. - Bez pewności siebie ani rusz. Przydaje się też energia, bo w sezonie jest ogromny napływ ludzi, a co za tym idzie dużo pracy. Trzeba czasem wytrzymać 10 czy 12 godzin jedynie z krótką przerwą. Polecam więc mieć dużo wytrwałości - zaznacza. Chociaż dziś zawodowo Aleksandra zajmuje się działalnością internetową, nie wyklucza, że jeszcze kiedyś wróci do pracy sezonowej.

Więcej chętnych do pracy


Chociaż ofert pracy sezonowej jest mniej niż rok temu, chętnych do ich podjęcia nie brakuje. Z danych OLX Praca wynika, że od stycznia do kwietnia 2026 r. liczba ogłoszeń dotyczących pracy sezonowej spadła o 15 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Jednocześnie zainteresowanie kandydatów wzrosło. Liczba przesłanych aplikacji zwiększyła się o 12 proc. W efekcie na jedno ogłoszenie przypada dziś średnio o 32 proc. więcej kandydatów niż przed rokiem.

- Jeszcze kilkanaście lat temu praca sezonowa kojarzyła się głównie z uczniami i studentami dorabiającymi w wakacje -mówi Katarzyna Pietraczyk, manager regionalna w Manpower i ekspertka rynku pracy.

Dziś profil takich pracowników jest znacznie bardziej zróżnicowany. - Są wśród nich osoby zatrudnione na etacie, które traktują pracę sezonową jako dodatkowe źródło dochodu i sposób na dywersyfikację zarobków. Są też tacy, którzy świadomie zmieniają styl życia, rezygnując z tradycyjnego etatu na rzecz pracy sezonowej połączonej z podróżowaniem - zauważa.

To jednak nie koniec listy. Pracę sezonową podejmują również osoby znajdujące się pomiędzy jednym a drugim zatrudnieniem, które nie chcą tracić kontaktu z rynkiem pracy. - Dla części jest ona sposobem na powrót do aktywności zawodowej po dłuższej przerwie. W tej grupie znajdują się także cudzoziemcy oraz emeryci, którzy coraz częściej decydują się na dodatkowe zajęcie - wyjaśnia ekspertka.

Praca sezonowa przez cały sezon


Zmienił się również sam charakter rynku pracy sezonowej. Jeszcze niedawno dominowały rolnictwo, sadownictwo, hotelarstwo i gastronomia. Dziś katalog branż jest znacznie szerszy.

- O ile kiedyś wyraźnie wyróżniały się trzy, może cztery sektory, o tyle obecnie coraz częściej w kontekście pracowników sezonowych mówimy o magazynach, centrach logistycznych, handlu internetowym, a nawet produkcji - tłumaczy Katarzyna Pietraczyk.

To sprawia, że pojęcie pracy sezonowej przestało być nierozerwalnie związane z wakacjami. Zdaniem ekspertki sezon trwa dziś właściwie przez cały rok.

- Letnie miesiące nadal pozostają okresem wzmożonego zatrudnienia, jednak równie istotny staje się czas jesienno-zimowy. Rosnące znaczenie e-commerce oraz przedświąteczny boom zakupowy powodują gwałtowny wzrost zapotrzebowania na pracowników w logistyce, magazynach i handlu - podkreśla ekspertka.

Wraz z przemianami rynku zmieniły się także oczekiwania samych pracowników. Dziś nie wystarczy już jedynie atrakcyjna stawka godzinowa.

- Pracodawcy poszukujący dużej liczby pracowników na krótki okres muszą oferować dodatkowe premie, benefity czy elastyczne formy wypłaty wynagrodzenia. Coraz większe znaczenie ma szybkość otrzymywania pieniędzy, przy krótkoterminowych zleceniach wielu pracowników preferuje wypłaty tygodniowe, a nawet dzienne. W przypadku pracy wymagającej wyjazdu kluczowe stają się natomiast zapewniony transport i zakwaterowanie - zaznacza eksperta rynku pracy.

Autorka tekstu Anna Korytowska - dziennikarka specjalizująca się w tematach społecznych. Lubi ludzi, a każda rozmowa pozwala jej lepiej rozumieć świat. Chce oddawać głos osobom, które są go pozbawiane. Absolwentka dziennikarstwa i socjologii na Uniwersytecie Warszawskim.


Polskie rozmowy z Rosją? Poseł Konfederacji w "Graffiti": Musimy mieć planPolsat News


  •  

Gdzie zjesz najlepiej na świecie? Pierwsze miejsce to spore zaskoczenie

Dzisiaj, 13 czerwca (07:31)

Planujesz kolejny urlop i zastanawiasz się, gdzie rzucić kulinarne kotwice? Zapomnij na chwilę o tradycyjnym zwiedzaniu zabytków. Prestiżowy magazyn Time Out zapytał 24 tysiące mieszkańców z całego globu o to, gdzie karmią najlepiej na świecie. Wyniki tego gigantycznego badania mogą Cię mocno zaskoczyć. Na szczycie podium nie znajdziesz bowiem Paryża ani Rzymu. Kto zgarnął koronę i gdzie zjesz królewski posiłek za grosze? Oto oficjalna lista 20 najlepszych miast świata pod względem jedzenia.

  • Lima, stolica Peru, zdobyła pierwsze miejsce jako kulinarna perła Ameryki Południowej, słynąc z ceviche i przystępnych cen.
  • Bangkok to raj dla fanów street foodu, gdzie za niewielkie pieniądze można spróbować pikantnych i aromatycznych tajskich dań.
  • Ranking obejmuje także miasta z różnych kontynentów, takie jak Ho Chi Minh, Melbourne, Pekin, Ateny czy Neapol.
  • Zainteresowany, które jeszcze miasta znalazły się na liście i co je wyróżnia?

Podróżowanie to nie tylko zwiedzanie zabytków czy podziwianie krajobrazów. Coraz więcej osób planując wyjazd, kieruje się tym, co można zjeść na miejscu. W odpowiedzi na rosnące zainteresowanie turystyką kulinarną, prestiżowe wydawnictwo Time Out ogłosiło właśnie listę najlepszych miast świata pod względem jedzenia. Ranking powstał na podstawie opinii 24 tysięcy mieszkańców 150 miast oraz analiz ekspertów kulinarnych.

  • Lima - kulinarna perła Ameryki Południowej

Na szczycie zestawienia znalazła się Lima, stolica Peru, uznawana za kulinarną stolicę Ameryki Łacińskiej. To właśnie tutaj można spróbować ceviche - dania z surowych ryb marynowanych w soku z limonki, czy causa Limeña - warstwowego przysmaku z ziemniaków. Lima wyróżnia się nie tylko jakością i różnorodnością kuchni, ale również przystępnymi cenami. To miasto, w którym można dobrze zjeść, nie wydając fortuny. Lokalne restauracje cieszą się renomą, a bogactwo smaków przyciąga smakoszy z całego świata.

  • Bangkok - stolica street foodu

Drugie miejsce w rankingu zajął Bangkok, który już drugi rok z rzędu zachwyca miłośników ulicznego jedzenia. Tajska metropolia słynie z barwnych targów i ulicznych stoisk, gdzie można spróbować dań pełnych egzotycznych smaków: od pikantnych curry, przez aromatyczne zupy, aż po słodkie desery. W Bangkoku jedzenie uliczne to prawdziwa instytucja, a ceny za lokalne specjały zaczynają się od kilku dolarów. To miasto, gdzie każdy posiłek to niezapomniana przygoda kulinarna.

  • Meksyk - tradycja i nowoczesność

Na trzecim miejscu znalazła się stolica Meksyku, która zachwyca różnorodnością smaków i bogatą tradycją kulinarną. Meksyk to nie tylko restauracje z gwiazdkami Michelin, ale także niezliczone targi i uliczne stragany. Symbolem miasta jest taco al pastor - danie z wieprzowiny i ananasa, serwowane w słynnym "korytarzu taco". Kuchnia meksykańska to połączenie tradycji rdzennych mieszkańców i wpływów hiszpańskich, co sprawia, że jest niezwykle różnorodna i pełna kontrastów. 

  • Londyn - światowa stolica różnorodności

Czwarte miejsce przypadło Londynowi, który uchodzi za jedno z najbardziej kosmopolitycznych miast globu. W brytyjskiej stolicy można znaleźć kuchnie z każdego zakątka świata - od azjatyckich ramenów, przez bliskowschodnie falafele, aż po tradycyjne fish and chips. Szczególną popularnością cieszy się Borough Market - najstarszy targ spożywczy w mieście, pełen stoisk z lokalnymi i egzotycznymi produktami. Londyn to miejsce, gdzie tradycja spotyka się z nowoczesnością, a każdy smakosz znajdzie coś dla siebie.

  • Barcelona - śródziemnomorskie smaki 

Piątą pozycję w rankingu zajmuje Barcelona. Stolica Katalonii słynie z kuchni inspirowanej tradycjami śródziemnomorskimi. Lokalne targi i restauracje oferują takie przysmaki jak pa amb tomàquet (chleb z pomidorem) czy patatas bravas. W Barcelonie tradycja łączy się z nowoczesnymi trendami, a miasto nieustannie przyciąga zarówno turystów, jak i szefów kuchni z całego świata.

Na liście znalazły się również inne miasta z różnych kontynentów. Ho Chi Minh w Wietnamie zachwyca bogactwem azjatyckich smaków, Melbourne w Australii słynie z innowacyjnej kuchni fusion, a Pekin w Chinach to mekka dla miłośników tradycyjnych dań chińskich. Nie zabrakło także Aten i Lizbony, gdzie można spróbować śródziemnomorskich specjałów, a także Kapsztadu, Osaki, Bangalore czy Neapolu - stolicy pizzy.

Najwyżej sklasyfikowanym miastem w USA został Nowy Jork, który uplasował się na 15. miejscu. To miasto, które od lat przyciąga imigrantów z całego świata, a każda z grup etnicznych wniosła coś do lokalnej kuchni. Nowy Jork słynie z pizzy na cienkim cieście, bajgli, pastrami oraz licznych restauracji reprezentujących niemal każdą kuchnię świata. 

Analiza rankingu pokazuje, że najlepsze miasta dla smakoszy łączy jedno - autentyczna miłość do jedzenia i szacunek dla kulinarnych tradycji. Każde z tych miejsc ma swoją historię, unikalne składniki i własną tożsamość, która wpływa na sposób, w jaki mieszkańcy i turyści odkrywają nowe smaki.

Pełna lista najlepszych miast świata pod względem jedzenia w 2026 roku 

1. Lima, Peru 

2. Bangkok, Tajlandia 

3. Meksyk, Meksyk 

4. Londyn, Wielka Brytania 

5. Barcelona, Hiszpania 

6. Ho Chi Minh, Wietnam 

7. Melbourne, Australia 

8. Pekin, Chiny 

9. Ateny, Grecja 

10. Lizbona, Portugalia 

11. Kapsztad, RPA 

12. Osaka, Japonia 

13. Bangalore, Indie 

14. Neapol, Włochy 

15. Nowy Jork, USA 

16. Hongkong 

17. Buenos Aires, Argentyna 

18. Marsylia, Francja 

19. Kopenhaga, Dania 

20. Medellín, Kolumbia 

  •  

Wyległy masowo i tną do krwi. Lekarze ostrzegają przed jedną rzeczą

Dzisiaj, 13 czerwca (07:05)

Są mniejsze od komarów, ale znacznie bardziej agresywne. W całej Polsce trwa właśnie szczyt aktywności meszek, które upodobały sobie nasze ogrody, parki i okolice zbiorników wodnych. Ich ugryzienia to nie tylko uciążliwy świąd, ale też ryzyko poważnych stanów zapalnych. Dowiedz się, dlaczego jest ich w tym roku tak dużo, jak zabezpieczyć przed nimi dom i które naturalne metody pomogą Ci przetrwać letni sezon bez bolesnych obrzęków.

  • Sezon meszek w Polsce trwa od maja do końca wakacji, a owady te szczególnie atakują w pobliżu zbiorników wodnych.
  • Meszki rozcinają skórę i wprowadzają toksyczną ślinę, co powoduje swędzenie, opuchliznę i reakcje alergiczne, które u niektórych mogą być bardzo uciążliwe.
  • Najlepszą ochroną są repelenty, spirale owadobójcze, moskitiery i naturalne olejki eteryczne, choć te ostatnie mają krótsze działanie.
  • W przypadku ukąszenia ważne jest szybkie oczyszczenie rany i stosowanie maści łagodzących, a przy poważnych objawach - konsultacja z lekarzem.

Wraz z początkiem cieplejszych dni w Polsce rozpoczyna się sezon na meszki. Największa aktywność tych owadów przypada na okres od maja do końca wakacji. 

Meszki szczególnie upodobały sobie tereny w pobliżu zbiorników wodnych - rzek, jezior i stawów, gdzie znajdują dogodne warunki do rozwoju. W ostatnich latach ich liczebność wzrosła, co jest związane m.in. ze zmianami klimatycznymi oraz częstszymi powodziami, które sprzyjają wylęgowi larw.

Meszki należą do muchówek i są bliskimi krewniakami komarów. W Polsce występuje kilkadziesiąt gatunków tych owadów, ale najbardziej dokuczliwa jest bolimuszka. To właśnie samice tego gatunku atakują ludzi i zwierzęta, aby pobrać krew niezbędną do rozwoju jaj. Najczęściej żerują po południu i wieczorem.

Choć meszki są niewielkie, ich ugryzienia bywają wyjątkowo uciążliwe. Samice wyposażone są w specjalny aparat gębowy, którym rozcinają skórę, by dostać się do krwi. W trakcie żerowania wprowadzają do rany ślinę o działaniu toksycznym. U większości osób skutkuje to swędzeniem, opuchlizną i miejscową reakcją alergiczną. W przypadku alergików obrzęk może utrzymywać się nawet przez kilka dni, a czasem pojawia się gorączka i silne reakcje uczuleniowe.

Co ważne, meszki nie przenoszą groźnych chorób zakaźnych, jak komary czy kleszcze. Jednak świąd i drapanie miejsca ugryzienia mogą prowadzić do zakażenia bakteryjnego i rozwoju stanów zapalnych. U dzieci, osób starszych i wrażliwych reakcje mogą być szczególnie nasilone.

Masowe pojawianie się meszek stanowi poważne zagrożenie nie tylko dla ludzi, ale także dla zwierząt gospodarskich. W minionych latach odnotowano przypadki śmierci krów, które nie mogły uciec przed atakującymi je chmarami owadów. Meszki wnikają do nozdrzy, pyska i gardła, wywołując obrzęk dróg oddechowych. U zwierząt zaobserwować można nerwowość, spadek mleczności, a w skrajnych przypadkach nawet śmierć.

Ochrona przed meszkami wymaga zastosowania kilku sprawdzonych metod. Najskuteczniejsze są repelenty, czyli środki odstraszające owady, dostępne w formie kremów, olejków i aerozoli. Warto jednak pamiętać, że nie wszystkie repelenty działają równie skutecznie na meszki, jak na komary. Przed użyciem należy zapoznać się z ulotką i stosować preparaty zgodnie z zaleceniami producenta. Nie zaleca się stosowania ich w zamkniętych pomieszczeniach.

W mieszkaniach sprawdzają się spirale owadobójcze, pojemniki z aromatami na prąd lub świece zapachowe. Skuteczną barierą są także moskitiery zamontowane w oknach i drzwiach. Osoby preferujące naturalne metody mogą sięgnąć po olejki eteryczne - eukaliptusowy, waniliowy, miętowy, goździkowy czy lawendowy. Należy jednak pamiętać, że naturalne repelenty są mniej trwałe i niewodoodporne.

Niektórzy sięgają także po domowe sposoby, takie jak zwiększona suplementacja witaminy B, która zmienia zapach potu i czyni go mniej atrakcyjnym dla owadów. Podobnie działa czosnek, jednak jego spożywanie w dużych ilościach może być uciążliwe dla otoczenia.

W przypadku ukąszenia przez meszkę najważniejsze jest dokładne przemycie miejsca wodą z mydłem. Pomocne są maści przeciwhistaminowe lub doustne leki przeciwalergiczne. Dermatolodzy polecają także puder w płynie, który łagodzi świąd i przyspiesza gojenie. W aptekach dostępne są zarówno gotowe preparaty, jak i środki recepturowe. Jeśli pojawią się silne objawy alergiczne, obrzęk lub gorączka, należy niezwłocznie skontaktować się z lekarzem.

Ważne jest, by nie drapać ranki, ponieważ może to prowadzić do zakażenia. Miejsce ugryzienia warto utrzymywać w czystości i stosować środki łagodzące dostępne bez recepty.

Chociaż meszki są uciążliwe, pełnią ważną rolę w przyrodzie. Larwy tych owadów rozwijają się w wodach bieżących, gdzie filtrują zawiesinę, przyczyniając się do oczyszczania rzek i strumieni. Są także pokarmem dla wielu gatunków ptaków i ssaków. Eksperci zwracają uwagę, by nie stosować nadmiernie środków chemicznych, które mogą szkodzić całemu ekosystemowi. Spadek liczby owadów, w tym zapylaczy, jest już dziś poważnym problemem dla środowiska.

W miastach, gdzie stosuje się mniej oprysków, owady mają szansę przetrwać. Zakładanie łąk kwietnych i sadzenie drzew sprzyja utrzymaniu bioróżnorodności, a krótki sezon aktywności meszek można potraktować jako nieodłączny element lata.

  •  

Unikaj tych miejsc w samolocie. Mogą zepsuć podróż już na starcie

Dzisiaj, 8 czerwca (06:07)

​Letnie urlopy kojarzą się z upragnionym, beztroskim wypoczynkiem. Wiele osób decyduje się dalsze podróże odbyć samolotem. Jak się jednak okazuje, zaskakująco dużo pasażerów bagatelizuje wybór konkretnych miejsc na pokładzie samolotu, choć to właśnie ta decyzja ma kluczowe znaczenie dla komfortu podróży. Sprawdź, których miejsc unikać, aby zapewnić sobie przyjemny lot.

Pewne siedzenia w samolocie potrafią skutecznie zrujnować samopoczucie i sprawić, że lot będzie niezwykle męczący. Andrea Platania, specjalista branży turystycznej, reprezentujący platformę Transfeero, przestrzega m.in. przed rezerwacją miejsc 11A oraz 11F.

Ekspert wskazuje, że choć cieszą się one sporą popularnością, podróż na tych siedzeniach może szybko przerodzić się w gorzkie rozczarowanie.

Miejsca takie jak 11A i 11F znajdują się dokładnie w środkowej części samolotu, gdzie tracisz wiele drobnych udogodnień. Na papierze nie wydają się złe, ale w praktyce są jednymi z najmniej satysfakcjonujących miejsc - mówi.

Personel pokładowy standardowo rozpoczyna serwis od końców maszyny. W efekcie, gdy wózki dojeżdżają do pasażerów w okolice rzędu jedenastego, najlepsze przekąski, dania czy napoje mogą być już wyprzedane. Na niekorzyść działa także spory dystans do toalet.

Kolejną pułapką, na którą należy uważać, są miejsca 30E oraz 30F, usytuowane w bezpośrednim sąsiedztwie ubikacji. Wybór tej lokalizacji to ryzyko wzmożonego ruchu oraz częstych kolejek współpasażerów.

Często zdarza się, że pasażerowie stoją w kolejce na przejściu, tuż obok twojego siedzenia, poruszając się tam i z powrotem - ostrzega Platania.

Ostatnie rzędy w maszynie, ze szczególnym uwzględnieniem foteli 30A i 30F, wiążą się z jeszcze jedną poważną wadą - zablokowanymi oparciami.

W wielu samolotach siedzenia z tyłu, takie jak 30A i 30F, mogą mieć ograniczoną możliwość odchylenia oparcia lub jej brak - tłumaczy Platania.

Konieczność spędzenia wielogodzinnej podróży w niewygodnej pozycji potęguje zmęczenie oraz pogarsza kondycję fizyczną po wylądowaniu. Niekiedy pasażerowie z tych miejsc opuszczają pokład na samym końcu.

Taka strata czasu staje się niezwykle kłopotliwa, zwłaszcza gdy podróżni muszą zdążyć na kolejny lot przesiadkowy.

  •  

Nawet 200 dni bez lądowania. Oto ptasi rekordzista natury

Jerzyk zwyczajny to prawdziwy fenomen wśród ptaków – niemal całe życie spędza w powietrzu, śpiąc, polując, a nawet kopulując podczas lotu. Jego niezwykłe umiejętności i rekordy lotnicze fascynują naukowców i miłośników przyrody. Jak to możliwe, że ten niepozorny mieszkaniec polskich miast praktycznie nie dotyka ziemi? W Międzynarodowym Dniu Jerzyka, poznajcie mistrza przestworzy, który każdego dnia zjada tysiące owadów i bije rekordy wytrzymałości.

  • 7 czerwca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Jerzyka.
  • Jerzyk zwyczajny to ptak, który spędza niemal całe życie w powietrzu - je, pije, śpi, poluje, a nawet kopuluje bez lądowania.
  • Jerzyki to prawdziwi łowcy owadów - potrafią zjeść nawet 20 tysięcy małych owadów dziennie.
  • W Polsce jerzyki pojawiają się na wiosnę i zostają do sierpnia.
  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Jerzyk zwyczajny (Apus apus) to ptak, którego nie da się przeoczyć, jeśli tylko raz usłyszy się jego charakterystyczne, przenikliwe krzyki rozlegające się nad miejskimi dachami. Choć bywa mylony z jaskółką, różni się od niej nie tylko jednolicie ciemnym ubarwieniem, ale także niezwykłym stylem życia. Jerzyk to prawdziwy lotniczy akrobata - jego długie, sierpowate skrzydła i krótki, rozwidlony ogon pozwalają mu osiągać zawrotne prędkości. W locie poziomym potrafi rozwinąć nawet 100 km/h, a podczas nurkowania - aż 200 km/h.

To, co najbardziej fascynuje w jerzykach, to ich zdolność do spędzania niemal całego życia w powietrzu. Śpią, jedzą, piją, polują, a nawet kopulują podczas lotu. Ich krótkie nogi, od których pochodzi łacińska nazwa Apus apus (czyli "bez nóg"), są przystosowane wyłącznie do chwytania się pionowych powierzchni - ścian budynków czy skał. Na ziemi jerzyk czuje się bezradny i ma poważne trudności z ponownym poderwaniem się do lotu.

Naukowcy ze Szwajcarskiego Instytutu Ornitologicznego, wyposażając młode jerzyki alpejskie w mikroczujniki, udowodnili, że ptaki te potrafią nieprzerwanie unosić się w powietrzu nawet przez 200 dni. W tym czasie nie tylko polują i piją krople deszczu, ale również śpią i kopulują. Jerzyki potrafią spać w powietrzu, zawisając pod wiatr na wysokości nawet 3000 metrów, a ich mózg pracuje wtedy w trybie "półsnu" - śpi tylko jedna półkula, druga czuwa nad bezpieczeństwem.

Jerzyki to nie tylko mistrzowie prędkości, ale i wytrzymałości. Badania potwierdzają, że młode osobniki mogą spędzić w powietrzu nawet 7 miesięcy bez lądowania, pokonując w tym czasie tysiące kilometrów. Najdłużej żyjący jerzyk, którego wiek udało się ustalić, dożył 21 lat. Średnia długość życia tych ptaków to około 20 lat - to imponujący wynik, biorąc pod uwagę ich nieustanny, wyczerpujący tryb życia.

Jerzyki są prawdziwymi pogromcami owadów. Każdego dnia potrafią zjeść nawet 20 tysięcy drobnych stworzeń - komarów, much, meszek, chrząszczy czy małych motyli. Dzięki temu są nieocenionymi sprzymierzeńcami człowieka w walce z uciążliwymi owadami, zwłaszcza latem, gdy komary stają się prawdziwą plagą. Ich dieta sprawia, że obecność jerzyków w miastach jest nie tylko fascynującym zjawiskiem przyrodniczym, ale także ogromną korzyścią dla mieszkańców.

Choć pierwotnie jerzyki gniazdowały w dziuplach drzew, obecnie zdecydowanie preferują miejskie zabudowania. Chętnie zasiedlają szczeliny w wieżowcach, blokach czy starych kamienicach. Coraz częściej spotkać można także specjalne budki lęgowe, które pomagają im znaleźć bezpieczne miejsce do wychowania potomstwa. Jerzyki lądują tylko po to, by zbudować gniazdo i wykarmić pisklęta - nawet materiał do budowy gniazda zbierają w locie.

W Polsce jerzyk zwyczajny występuje na terenie całego kraju. Zimuje w Afryce, a na lęgi wraca pod koniec kwietnia, zostając do sierpnia. To właśnie wtedy można obserwować ich powietrzne popisy nad miejskimi dachami.

  •  

Wcale nie 10 tysięcy. Tyle kroków trzeba przejść, aby chudnąć

Nowe badania sugerują, że codzienne wykonywanie około 8 500 kroków może być kluczowe dla osób, które chcą utrzymać wagę po odchudzaniu. Analiza przeprowadzona przez Europejskie Stowarzyszenie Badań nad Otyłością wskazuje, że taki poziom aktywności fizycznej pomaga zapobiegać ponownemu przybieraniu na wadze.

  • Osoby odchudzające się powinny wykonywać około 8 500 kroków dziennie, by utrzymać wagę.
  • Badanie objęło analizę prawie 4 000 pacjentów uczestniczących w różnych programach odchudzających.
  • Utrzymanie aktywności fizycznej na tym poziomie może zapobiegać efektowi jo-jo i wspierać długoterminowe rezultaty odchudzania.

Według najnowszych badań przeprowadzonych przez Europejskie Stowarzyszenie Badań nad Otyłością, osoby, które chcą utrzymać efekty odchudzania, powinny codziennie wykonywać około 8 500 kroków. Analiza objęła prawie 4 000 pacjentów uczestniczących w różnych programach modyfikacji stylu życia, w tym w dietach oraz zaleceniach dotyczących zwiększenia aktywności fizycznej.

W badaniu porównano dwie grupy: pierwsza liczyła 1 987 osób, które oprócz diety zwiększały liczbę kroków i monitorowały swoją aktywność, druga obejmowała 1 771 osób, które stosowały tylko dietę lub nie podejmowały żadnych działań. Osoby z pierwszej grupy zwiększyły średnią liczbę kroków do 8 454 dziennie i straciły średnio 4,39 proc. masy ciała, co odpowiada około 4 kilogramom.

Eksperci podkreślają, że osoby odchudzające się powinny być zachęcane do zwiększania liczby kroków do około 8 500 dziennie zarówno w trakcie odchudzania, jak i w fazie utrzymania wagi. Takie podejście może znacząco zmniejszyć ryzyko ponownego przybierania na wadze, które według statystyk dotyczy aż 80 proc. osób z nadwagą lub otyłością w ciągu trzech do pięciu lat od zakończenia diety.

Autorzy badania zwracają uwagę, że otyłość i nadwaga są coraz większym problemem na świecie. Według prognoz, do 2035 roku odsetek osób z otyłością może osiągnąć 30 proc.. Otyłość wiąże się z licznymi powikłaniami zdrowotnymi i psychologicznymi, a także zwiększa ryzyko poważnych infekcji. Badania pokazują, że osoby z otyłością są o 70 proc. bardziej narażone na ciężkie infekcje, a nawet co dziesiąty zgon z powodu chorób zakaźnych na świecie może mieć związek z otyłością.

Światowa Organizacja Zdrowia wyznaczyła cel zatrzymania wzrostu otyłości dorosłych na poziomie z 2010 roku do 2025 roku, jednak żaden kraj europejski nie osiągnął tego założenia. Od 1975 roku wskaźniki otyłości wzrosły w Europie o 138 proc.. Nowe cele na lata 2022-2030 zakładają 30-procentowy spadek średniego BMI oraz działania mające zapobiegać otyłości u dzieci.

źródło: euronews.com

  •  

Spacer tą ścieżką wymaga mocnych nerwów. Atrakcja tuż za granicą Polski

Europa może pochwalić się jednymi z najdłuższych i najbardziej spektakularnych mostów wiszących dla pieszych na świecie. Te imponujące konstrukcje nie tylko łączą doliny i szczyty, ale także zapewniają niezapomniane widoki i dreszczyk emocji. W ostatnich latach to właśnie Niemcy, Czechy i Węgry ustanowiły nowe rekordy w tej dziedzinie.

  • Najdłuższy pieszy most wiszący na świecie znajduje się na Węgrzech - Zemplén723, otwarty w 2024 roku.
  • W Europie znajdują się także inne rekordowe mosty, m.in. Sky Bridge 721 w Czechach oraz Skywalk Willingen w Niemczech.
  • Mosty te przyciągają turystów nie tylko długością, ale również spektakularnymi widokami i unikalnymi konstrukcjami.

W Niemczech znajduje się kilka wyjątkowych mostów wiszących dla pieszych, które przyciągają miłośników przygód z całego świata. Skywalk Willingen w Hesji, otwarty w 2023 roku, ma aż 665 metrów długości i wznosi się na wysokość około 100 metrów nad doliną Stryck. Konstrukcja z ażurową podłogą i wąskim przejściem sprawia, że spacer po nim to prawdziwe wyzwanie dla osób z lękiem wysokości. Skywalk Willingen to obecnie trzeci najdłuższy pieszy most wiszący na świecie.

Drugim najdłuższym mostem tego typu w Niemczech jest Highwalk, rozciągający się na 617 metrów nad doliną Kottenbach w pobliżu Rotenburga an der Fulda. Zbudowany w 2024 roku, wznosi się na wysokość 58-60 metrów i oferuje rozległe widoki na górzyste krajobrazy północnej Hesji.

Na trzecim miejscu w Niemczech znajduje się Titan RT w górach Harz. Most ten ma 483 metry długości i przecina dolinę Rappbode. Po otwarciu w 2017 roku był najdłuższym mostem wiszącym dla pieszych na świecie.

Najdłuższy pieszy most wiszący w Europie, a drugi na świecie, znajduje się w Czechach. Sky Bridge 721 w regionie wypoczynkowym Dolní Morava został otwarty w maju 2022 roku. Jak sama nazwa wskazuje, most ma 721 metrów długości i wznosi się do 95 metrów nad doliną, łącząc grzbiety Slamník i Chlum w Górach Śnieżnika. Konstrukcja wykonana jest ze stali, z licznymi linami stabilizującymi, a jej masa to około 400 ton. Przejście przez most możliwe jest tylko w jednym kierunku, a powrót prowadzi ścieżką przyrodniczą o długości dwóch kilometrów. Sky Bridge 721 przyciąga turystów szukających mocnych wrażeń oraz miłośników przyrody, oferując niezwykłe widoki na okoliczne góry i doliny.

Obecnie najdłuższy pieszy most wiszący na świecie to Zemplén723 - Most Narodowej Jedności na Węgrzech. Znajduje się w miejscowości Sátoraljaújhely, niedaleko granicy ze Słowacją, i został otwarty 4 czerwca 2024 roku. Most rozciąga się na 723 metry nad doliną Májuskút w górach Zemplén, łącząc dwa wzgórza parku rozrywki. W 2025 roku został oficjalnie wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa jako najdłuższy tradycyjny pieszy most wiszący na świecie.

Konstrukcja waży niemal 500 ton, a do jej budowy wykorzystano ponad 24 kilometry lin stalowych i około 12 tysięcy śrub. Pomimo imponującej długości, szerokość przejścia to zaledwie 1,2 metra, co potęguje wrażenia podczas spaceru. W środkowej części mostu znajduje się fragment z przeszkloną podłogą, umożliwiający spojrzenie w głąb doliny. Most ma także wymiar symboliczny - jego nazwa i data otwarcia nawiązują do węgierskiego Dnia Narodowej Jedności.

Choć Azja słynie z imponujących mostów wiszących, takich jak Baglung Parbat Footbridge w Nepalu (567 metrów długości) czy słynny Zhangjiajie Glass Bridge w Chinach, to właśnie Europa w ostatnich latach przejęła palmę pierwszeństwa w tej dziedzinie. Europejskie mosty nie tylko dorównują azjatyckim pod względem długości, ale także oferują niezapomniane wrażenia i widoki, które przyciągają turystów z całego świata.

źródło: euronews.com

  •  

Musisz to wiedzieć zanim wykąpiesz się w jeziorze. Lekarze ostrzegają

Wczoraj, 6 czerwca (16:45)

Latem kąpiel w jeziorze to dla wielu osób synonim relaksu i przyjemności. Jednak eksperci ostrzegają, że woda w naturalnych zbiornikach może kryć poważne zagrożenia dla zdrowia. Pasożyty, bakterie i wirusy obecne w jeziorach mogą prowadzić do groźnych infekcji, a w rzadkich przypadkach nawet do śmiertelnych powikłań. Sprawdź, na co zwracać uwagę i jak się chronić przed chorobami pochodzącymi z wód słodkich.

  • Unikaj kąpieli w ciepłych, stojących, zanieczyszczonych jeziorach i nie połykaj wody, by zmniejszyć ryzyko infekcji pasożytniczych.
  • Najgroźniejsze patogeny to m.in. ameba Naegleria fowleri, Giardia, Cryptosporidium oraz bakterie i wirusy powodujące biegunki i wysypki.
  • W przypadku wystąpienia silnej biegunki, gorączki, wysypki lub objawów neurologicznych po kąpieli w jeziorze, należy niezwłocznie skonsultować się z lekarzem.

Kąpiele w jeziorach to nieodłączny element letniego wypoczynku. W przeciwieństwie do basenów, woda w jeziorach nie jest filtrowana ani dezynfekowana, co sprawia, że stanowi naturalne środowisko dla wielu mikroorganizmów. Eksperci podkreślają, że choć poważne infekcje pasożytnicze są rzadkie, to jednak ryzyko zakażenia istnieje, zwłaszcza w ciepłych, stojących wodach o słabej jakości.

Do najczęstszych zagrożeń należą pasożyty, bakterie oraz wirusy. Szczególnie niebezpieczne są sytuacje, gdy woda jest mętna, zielona, pokryta pianą lub ma nieprzyjemny zapach. Ryzyko wzrasta po intensywnych opadach deszczu, które mogą zanieczyścić jeziora.

Najgroźniejsze patogeny w wodach słodkich

Naegleria fowleri - "ameba zjadająca mózg"

Jednym z najrzadszych, ale wyjątkowo groźnych zagrożeń jest ameba Naegleria fowleri, znana jako "ameba zjadająca mózg". Do zakażenia dochodzi, gdy zanieczyszczona, ciepła woda dostanie się do nosa. Choroba rozwija się gwałtownie i w większości przypadków kończy się śmiercią. Na szczęście, w USA rocznie notuje się mniej niż 5 przypadków tej infekcji.

Giardia i Cryptosporidium

Giardia to najczęstszy pasożyt wywołujący infekcje w Stanach Zjednoczonych - rocznie notuje się około miliona przypadków. Objawy to m.in. tłusta, cuchnąca biegunka, bóle brzucha, nudności i wzdęcia. Choroba zwykle ustępuje samoistnie, ale może prowadzić do odwodnienia.

Cryptosporidium powoduje wodnistą biegunkę i jest nieco rzadszy (około 800 tysięcy przypadków rocznie). U osób z osłabioną odpornością infekcja może być długotrwała i niebezpieczna.

Inne zagrożenia

W jeziorach mogą występować także bakterie, takie jak E. coli czy shigella, oraz wirusy, np. norowirusy. Kontakt z nimi może skutkować ostrymi biegunkami, wymiotami, wysypkami skórnymi czy infekcjami uszu i oczu.

Jak chronić się przed infekcjami?

Specjaliści podkreślają, że nie trzeba całkowicie rezygnować z kąpieli w jeziorach, ale warto zachować ostrożność. Przed wejściem do wody należy sprawdzić aktualne komunikaty sanitarne i unikać kąpieli w wodzie o podejrzanym wyglądzie lub zapachu. Nie powinno się pływać w przypadku biegunki ani połykać wody z jeziora.
W ciepłych wodach, szczególnie latem, zaleca się używanie zatyczek do nosa lub unikanie zanurzania głowy, by zmniejszyć ryzyko przedostania się wody do nosa. Po kąpieli warto wziąć prysznic, dokładnie wytrzeć się ręcznikiem i umyć ręce przed jedzeniem.

Kiedy zgłosić się do lekarza?

Po kąpieli w jeziorze należy obserwować swój organizm. Jeśli pojawią się silna lub przedłużająca się biegunka, gorączka, wymioty, nasilająca się wysypka, objawy infekcji skóry, ból ucha lub podrażnienie oczu, warto skonsultować się z lekarzem. W przypadku wystąpienia silnego bólu głowy, sztywności karku, dezorientacji, drgawek lub innych objawów neurologicznych po kontakcie z ciepłą wodą należy natychmiast zgłosić się do szpitala - mogą to być symptomy rzadkiej, ale śmiertelnej infekcji mózgu.

źródło: verywellhealth.com

  •  

Jak uniknąć ukąszenia kleszcza? Sprawdzone rady leśników

Wczoraj, 6 czerwca (16:30)

Sezon na kleszcze trwa w najlepsze, a eksperci ostrzegają, że w tym roku pajęczaki mogą być wyjątkowo uciążliwe. Leśnicy z Karkonoskiego Parku Narodowego dzielą się sprawdzonymi metodami ochrony przed kleszczami, które mogą uchronić przed groźnymi chorobami przenoszonymi przez te niewielkie stworzenia.

  • Leśnicy polecają używanie rolki do ubrań i taśmy izolacyjnej jako skutecznych sposobów na wyłapywanie kleszczy.
  • Zaleca się noszenie jasnej, zakrywającej odzieży oraz dokładne sprawdzanie ciała po powrocie z lasu.
  • W przypadku znalezienia kleszcza należy go usunąć pęsetą, nie smarować żadnymi substancjami i zdezynfekować miejsce ukłucia.

Wraz z nadejściem sezonu na kleszcze, leśnicy z Karkonoskiego Parku Narodowego przypominają o prostych, ale skutecznych sposobach ochrony przed ukąszeniami. Jednym z polecanych rozwiązań jest zabranie na spacer rolki do czyszczenia ubrań. Przejechanie nią po odzieży pozwala wyłapać kleszcze, zanim zdążą wbić się w skórę.

Drugą metodą jest wykorzystanie szerokiej taśmy, na przykład izolacyjnej. Przed wyjściem do lasu warto okleić nią kostki i nadgarstki w miejscach, gdzie kończą się nogawki i rękawy. Taśma działa jak lep na muchy, skutecznie wyłapując nawet najmniejsze osobniki, w tym niemal niewidoczne nimfy kleszcza, które również mogą przenosić groźne choroby.

Leśnicy podkreślają, że kluczową rolę w ochronie przed kleszczami odgrywa odpowiedni ubiór. Zaleca się zakładanie długich spodni, koszuli z długim rękawem oraz nakrycia głowy, najlepiej w jasnych kolorach. Jasna odzież nie odstrasza kleszczy, ale pozwala na szybkie zauważenie pajęczaka, zanim przedostanie się na skórę.

Kleszcze rzadko wbijają się od razu - często wędrują po ubraniu i ciele w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Najczęściej wybierają miejsca, gdzie skóra jest cienka, takie jak zgięcia pod kolanami i łokciami, pachwiny, okolice za uszami, głowa czy przestrzenie między palcami.

W przypadku znalezienia kleszcza na skórze nie należy panikować. Najlepiej użyć specjalnego zestawu do usuwania kleszczy lub zwykłej pęsety. Pajęczaka należy chwycić jak najbliżej skóry i wyciągnąć zdecydowanym ruchem ku górze. Ważne jest, aby nie zgniatać kleszcza i nie smarować go żadnymi substancjami, takimi jak tłuszcz czy alkohol, ponieważ może to zwiększyć ryzyko zakażenia. Po usunięciu kleszcza miejsce ukłucia należy zdezynfekować.

Jeśli w skórze pozostanie fragment kleszcza, zazwyczaj jest to część aparatu gębowego, która z czasem zostanie naturalnie usunięta przez organizm. Taka sytuacja nie stanowi poważnego zagrożenia dla zdrowia.

  •  

Sezon grzybowy ruszył! Pierwsze kurki i podgrzybki zajączki - wiemy, gdzie ich szukać

Wczoraj, 6 czerwca (07:00)

Czerwiec to początek długo wyczekiwanego sezonu grzybowego. W polskich lasach pojawiają się już pierwsze kurki i podgrzybki zajączki. Sprawdź, gdzie ich szukać, jak je rozpoznać i jak zbierać, by wrócić z pełnym koszem i nie zaszkodzić leśnemu ekosystemowi.

  • Czerwiec to początek sezonu grzybowego - w lasach pojawiają się pierwsze kurki i podgrzybki zajączki.
  • Kurki najłatwiej znaleźć w lasach iglastych i mieszanych, szczególnie pod sosnami, świerkami, dębami i bukami, na kwaśnej glebie i w miejscach pokrytych mchem.
  • Podgrzybek zajączek rośnie w całej Polsce, najczęściej w lasach iglastych i mieszanych, szczególnie pod sosnami, świerkami i dębami.
  • Na co zwracać uwagę podczas grzybobrania? I do czego wykorzystać w kuchni kurki i podgrzybki zajączki? Dowiesz się z tego artykułu.
  • Chcesz wiedzieć, co dzieje się w kraju i na świecie? Wejdź na stronę główną rmf24.pl.

Wilgotne lasy, ciepłe poranki i pierwsze wyprawy z koszykiem - to znak, że sezon grzybowy ruszył pełną parą. Kurki, czyli pieprzniki jadalne, to jedne z najbardziej poszukiwanych grzybów wczesnego lata. Ich żółte kapelusze są nie tylko ozdobą leśnej ściółki, ale także gwarancją wyjątkowego smaku w kuchni.

Kurki najczęściej można znaleźć w lasach iglastych i mieszanych, szczególnie pod sosnami, świerkami, dębami i bukami. Kluczowe są miejsca o kwaśnej glebie, często pokryte mchem lub grubą warstwą ściółki. Warto szukać ich na obrzeżach leśnych ścieżek, w piaszczystych rowach oraz tam, gdzie słońce nagrzewa wilgotną ziemię. Kurki rzadko rosną samotnie - jeśli znajdziesz jeden okaz, dokładnie przeszukaj okolicę, bo w promieniu kilku metrów może ukrywać się cała rodzina tych grzybów.

Wskazówki dla grzybiarzy:

  • Największy wysyp kurek następuje po kilku dniach deszczu i nagłym ociepleniu.
  • Kurki potrafią przetrwać krótkie okresy suszy, choć wtedy ich kapelusze mogą być bardziej blade i wysuszone.

Odpowiedzialne grzybobranie to podstawa. Kurki najlepiej delikatnie wykręcać lub odcinać tuż przy ziemi ostrym nożykiem. Nie należy wyrywać grzybów z kawałkami ziemi, by nie uszkodzić grzybni. Po zbiorze warto przykryć miejsce mchem lub ściółką, by grzybnia nie wyschła. Zbieraj grzyby do przewiewnych koszyków, nie do foliowych reklamówek - w plastiku szybko się zaparzają i tracą walory smakowe.

Pamiętaj:

  • Zostaw najmniejsze okazy, by mogły jeszcze podrosnąć.
  • Przykrywaj miejsce po zbiorze, by chronić grzybnię.

Podgrzybek zajączek (Xerocomus subtomentosus), znany też jako "zajączek" lub "suchogrzybek", to grzyb, który wielu grzybiarzy pamięta z dzieciństwa. Jego nazwa pochodzi od matowego, miękkiego kapelusza przypominającego futro zająca. Zajączek ma kapelusz o średnicy od 4 do 12 cm, najczęściej żółtobrązowy, suchy i aksamitny w dotyku. Rurki pod kapeluszem są żółte lub oliwkowe, a trzon smukły, żółtawy lub jasnobrązowy.

Podgrzybek zajączek rośnie praktycznie w całej Polsce, najczęściej w lasach iglastych i mieszanych, szczególnie pod sosnami, świerkami i dębami. Lubi piaszczyste, dobrze nasłonecznione miejsca, często pojawia się przy leśnych drogach, na skrajach lasów i w młodnikach. Pierwsze okazy pojawiają się już w czerwcu, największy wysyp przypada na lipiec-wrzesień, a w cieplejszych regionach można je zbierać nawet do października.

Wskazówki dla grzybiarzy:

  • Najlepiej zbierać młode, jędrne egzemplarze - starsze mogą być miękkie i robaczywe.
  • Jeśli kapelusz jest mocno nasiąknięty wodą lub trzon wygląda na gąbczasty, lepiej zostawić taki okaz w lesie.

Podgrzybek zajączek nie ma groźnie trujących sobowtórów, co czyni go bezpiecznym wyborem nawet dla mniej doświadczonych grzybiarzy. Można go pomylić z podgrzybkiem brunatnym lub borowikiem pieprzowym, ale ten drugi ma bardziej czerwonawe rurki i bardzo ostry smak. Początkujący grzybiarze powinni jednak zawsze zachować ostrożność i w razie wątpliwości skonsultować się z doświadczonym grzyboznawcą.

Kurki świetnie sprawdzają się w sosach, jajecznicach i do suszenia. Podgrzybek zajączek można smażyć na maśle z cebulą, dodawać do zup, sosów i farszów. Suszone zajączki doskonale wzbogacają smak bigosu i świątecznych potraw. Warto pamiętać, że zarówno kurki, jak i podgrzybki najlepiej smakują świeże, ale po wysuszeniu nabierają intensywniejszego aromatu.

  •  

Wakacje w Wietnamie? Pamiętaj o nowym obowiązku dla turystów

Wakacje w Wietnamie? Pamiętaj o nowym obowiązku dla turystów

Planujesz wakacje w Wietnamie? Władze kraju wprowadziły nowe zasady wjazdu. Warunek trzeba spełnić przed przylotem i obowiązuje wszystkich podróżnych posiadających paszport zagraniczny.


Tłum podróżnych z walizkami na lotnisku w Wietnamie, obok grafika samolotu i kontur mapy kraju

Wietnam. Nowy obowiązek dla turystów na najbardziej obleganym lotnisku w kraju123RF/ MICHAEL NGUYEN / NURPHOTOAFP


Lotnisko Tan Son Nhat w Ho Chi Minh to jeden z najbardziej obleganych portów lotniczych w Wietnamie. W minionym roku obsłużyło prawie 45 milionów pasażerów. To o 10 milionów więcej niż lotnisko w Hanoi, stolicy państwa.

Kolejki do kontroli paszportowej powodowały stres i zniecierpliwienie podróżnych oraz obciążenie obsługi. Rządzący postanowili temu zaradzić, wprowadzając nowy wymóg wjazdowy.

Nowe zasady wjazdu do Ho Chi Minh


Od 15 kwietnia turyści wybierający się do Ho Chi Minh są zobligowani do wypełnienia elektronicznej deklaracji przed przylotem, czyli pre-arrival form. Obowiązkiem objęci są wszyscy przyjezdni z zagranicy.

Wyjątek stanowią pasażerowie tranzytowi, którzy nie przechodzą przez kontrolę graniczną, a także Wietnamczycy podróżujący na wietnamskim paszporcie.

Formularz jest dostępny online na rządowej stronie Wietnamu i należy go uzupełnić najwcześniej trzy dni przed przylotem. To program pilotażowy, które na razie obejmuje jedynie port lotniczy Tan Son Nhat.

"Wietnamskie służby imigracyjne wprowadzają tę deklarację przed przyjazdem, aby usprawnić obsługę pasażerów, skrócić czas oczekiwania na kontroli granicznej oraz poprawić komfort przylotu na jednym z najbardziej ruchliwych lotnisk w kraju" - czytamy w komunikacie zamieszczonym na visasnews.com.

Jeśli ktoś wybiera się do Ho Chi Minh tej wiosny, musi jednak liczyć się z chaosem na lotnisku. Z racji, że pre-arrival form jest programem pilotażowym, pierwsze tygodnie będą testowe - zarówno dla systemu, jak i obsługi.

Jak wypełnić formularz przed wjazdem do Wietnamu?


Nie musisz o nim pamiętać w chwili zakupu biletów lotniczych czy rezerwacji wycieczki. Trzeba go wypełnić nie wcześniej niż trzy dni przed lądowaniem w Ho Chi Minh.

Jak informuje gov.pl, po poprawnym uzupełnieniu pre-arrival form, generowany jest kod QR, który należy okazać podczas kontroli paszportowej po przylocie. Pamiętaj, aby zrobić zrzut ekranu lub zapisać kod na telefonie.

Obywatele Polski, w polu "Visa Type/Purpose" powinni wybrać opcję "Default visa exemption by country". Wypełnienie formularza jest całkowicie darmowe - to deklaracja zastępująca dawną kartę papierową. Choć w sieci pojawiają się pośrednicy proponujący płatną "pomoc" w uzupełnieniu dokumentu, należy to zrobić samodzielnie na oficjalnej stronie.

Czy do Wietnamu potrzebna jest wiza?


Warto zaznaczyć, że obywatele Polski nie potrzebują wizy, aby dostać się do Wietnamu. Oczywiście pod warunkiem, że jest to pobyt turystyczny nietrwający dłużej niż 45 dni.

Co ciekawe, ruch bezwizowy dla Polaków został wprowadzony dopiero w sierpniu 2025. Granicę można przekroczyć wyłącznie na podstawie paszportu lub paszportu tymczasowego, który musi być ważny minimum sześć miesięcy od daty wjazdu do Wietnamu.


"Wydarzenia": Matury, czas start. Na rozgrzewkę język polskiPolsat News


  •  

Niesamowite skutki zamknięcia plaży. Surowe zasady wciąż obowiązują

O tej rajskiej plaży zrobiło się głośno po premierze dramatu "The Beach" ("Niebiańska plaża"). Turyści, podobnie jak filmowy Richard, tłumnie ruszyli na Maya Bay w poszukiwaniu przygody i odpoczynku z dala od cywilizacji. Niestety, tamtejszemu ekosystemowi nie wyszło to na dobre. Władze Tajlandii zdecydowały o zamknięciu zatoki, co przyniosło już pierwsze rezultaty. Jak sytuacja wygląda w 2026 roku?


Biała piaszczysta plaża Maya Bay w Tajlandii, turyści, turkusowa woda, zielone klify, bezchmurne niebo

Niebiańska plaża w Tajlandii ponownie otwartaREDAGetty Images


Maya Bay to przepiękna, wręcz ikoniczna plaża znajdująca się na wyspie Koh Phi Phi Leh w Tajlandii. Kiedy w 2000 roku, na dużym ekranie, pojawiła się hollywoodzka produkcja z miejscem akcji właśnie na Maya Bay, władze kraju zacierały ręce.

To był złoty strzał dla tajlandzkiej gospodarki. Turyści z całego świata szturmem podbili rajską zatokę. Turystyka kwitła, PKB Tajlandii rosło, a społeczeństwo się wzbogacało. Wielu podróżników opuszczało Azję z poczuciem doświadczenia wakacji życia. Mogłoby się wydawać, że to książkowy przykład sytuacji win-win, w której obie strony "wygrywają".

Problem tkwi w tym, że istnieje też trzecia strona, która - niestety - dostała rykoszetem. To delikatna natura wyspy Koh Phi Phi Leh. Tamtejszy ekosystem uległ zniszczeniu - piasek został skażony, rośliny i koralowce zdewastowane, a ryby i inne zwierzęta wodne zniknęły. Do tego doszło skrajne przeludnienie i chaos łodziowy - do zatoki wpływało nawet 200 - 300 łodzi dziennie.

Zamknięcie Maya Bay


Dramatyczna sytuacja doprowadziła władze Tajlandii do podjęcia jedynej słusznej decyzji o tymczasowym zamknięciu Maya Bay. W latach 2018-2022 wejście na plażę było niemożliwe. Przez ten czas na miejscu pracowali ekolodzy i oceanolodzy, którzy ruszyli w sukurs "zmęczonej" naturze.

Oczyścili zatokę ze śmieci, posadzili nowe drzewa i rośliny, zadbali o okaleczone przez kotwice koralowce. Zbudowano również nową promenadę, mającą na celu ochronę piasku i flory przed skażeniami, a łodziom zakazano kotwiczenia w zatoce.

Cel był jeden - przywrócić pierwotny ekosystem Maya Bay.

Maya Bay - nowe zasady


Cztery lata zamknięcia, oczyszczania i odnawiania okazały się być idealnym remedium dla "obolałej" przyrody. Gdy zimą 2022 roku ponownie otwarto Maya Bay, jej stan był zdecydowanie lepszy niż przed 2018 rokiem.

- Do zatoki powróciły rekiny, rafy koralowe znów się rozwijają, a woda jest nareszcie czysta. Natura jest w stanie sama się uzdrowić, jeśli tylko jej na to pozwolimy - mówiła wówczas dla agencji Reuters dr Yuthasak Supasorn, minister do spraw turystyki Tajlandii.

W myśl zasady o zwalczaniu nie tylko skutków, ale też przyczyny, władze kraju wprowadziły restrykcje mające na celu uniknięcie powtórnego zniszczenia ekosystemu. Wejście na plażę możliwe jest jedynie na 60 minut w godzinach 10-16. Obowiązuje również limit osób - 375 na godzinę.

Łodzie motorowe mogą cumować poza zatoką, wyłącznie w określonych miejscach. Turyści docierają na plażę przez drewniany deptak. Nurkowanie, snurkowanie, a nawet pływanie są surowo zabronione - do wody można wejść jedynie na głębokość kolan. Głębsze wejście mogłoby spłoszyć rekiny i uszkodzić niedawno odbudowane rafy koralowe.

Przestrzegania zasad pilnują ukryci w dyskretnych wieżach wśród drzew ratownicy. Za złamanie regulaminu grozi grzywna w wysokości 5000-10000 batów (ok. 558 - 1116 zł).

Czy Maya Bay jest otwarta w 2026 roku?


To jednak nie koniec obostrzeń obowiązujących na Maya Bay. Od momentu zakończenia renowacji plaża nie jest dostępna całorocznie. Dokładając wszelkich starań, aby sytuacja sprzed lat nie powtórzyła się, władze Tajlandii zdecydowały o corocznym zamykaniu zatoki.

Na szczęście dla turystów, zamknięcia są okresowe i mają miejsce od 1 sierpnia do 30 września. To ważna informacja dla podróżników, którzy nie wyobrażają sobie urlopu w Tajlandii bez odwiedzenia Maya Bay. Warto się pospieszyć albo… poczekać do jesieni.


"Wydarzenia": Matury, czas start. Na rozgrzewkę język polskiPolsat News


  •  

Najlepsze plaże w Hiszpanii. Podpowiadamy, gdzie jechać na wakacje w 2026 roku

Hiszpania po raz kolejny udowadnia, że jest światowym liderem w dziedzinie jakości i bezpieczeństwa plaż. W 2026 roku aż 794 hiszpańskie plaże, mariny i statki turystyczne zostały wyróżnione prestiżowym certyfikatem Błękitnej Flagi, co stanowi nowy rekord i gwarancję niezapomnianych wakacji nad hiszpańskim morzem.

  • Hiszpania zdobyła aż 794 Błękitne Flagi w 2026 roku, dominując w światowych rankingach plaż i marin.
  • Najwięcej wyróżnionych plaż znajduje się w Walencji (151), Andaluzji (143) i Galicji (118).
  • Gdzie są topowe plaże do odwiedzenia? Sprawdź cały artykuł!

W 2026 roku hiszpańskie wybrzeża ponownie znalazły się na czele światowych rankingów pod względem jakości plaż i marin. Międzynarodowe Jury Błękitnej Flagi przyznało Hiszpanii aż 794 wyróżnienia - o 44 więcej niż w poprzednim roku. To nie tylko potężny wzrost, ale także wyraźny sygnał, że hiszpańskie miejscowości nadmorskie, mariny i statki turystyczne nieustannie podnoszą poprzeczkę w zakresie ekologii, bezpieczeństwa i dostępności.

Na tle innych krajów regionu Hiszpania prezentuje się imponująco. Grecja zajęła drugie miejsce z 657 Błękitnymi Flagami, a Turcja trzecie z 625. Hiszpańskie plaże z Błękitną Flagą stanowią aż 15 proc. wszystkich wyróżnionych na świecie.

Wśród hiszpańskich regionów prym wiedzie Walencja (wspólnota autonomiczna - red.), która zdobyła aż 151 Błękitnych Flag w 48 gminach. Tuż za nią uplasowała się Andaluzja z 143, a podium zamyka Galicja z 118 wyróżnieniami. Katalonia i Wyspy Kanaryjskie również mogą poszczycić się znaczącą liczbą nagrodzonych plaż, odpowiednio 101 i 52.

Mariny z najczystszą wodą i najlepszą infrastrukturą znajdują się głównie w Katalonii, Andaluzji i Walencji. Ponadto sześć statków turystycznych, operujących w Andaluzji i Walencji, otrzymało prestiżowe wyróżnienie, co podkreśla rosnącą jakość usług turystycznych na hiszpańskich wodach.

Hiszpania oferuje ogromny wybór plaż z Błękitną Flagą, zarówno nad morzem, jak i nad jeziorami śródlądowymi. Oto kilka z nich, które szczególnie warto odwiedzić:

  • La Malvarrosa, Walencja 

Jedna z najbardziej znanych miejskich plaż w kraju. Szeroka, złocista i tętniąca życiem, przyciąga zarówno rodziny z dziećmi, jak i miłośników sportów wodnych. Rozbudowana promenada z licznymi restauracjami i kawiarniami sprawia, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. 

  • El Encinarejo, Andaluzja 

Nietypowa, bo śródlądowa plaża nad zbiornikiem El Encinarejo. To spokojne miejsce, idealne dla osób szukających odpoczynku z dala od tłumów. Krystalicznie czysta woda i malownicze, wiejskie krajobrazy tworzą wyjątkową atmosferę relaksu. 

  • Playa de la Virgen de la Nueva, Madryt 

Położona nad zbiornikiem San Juan, ta plaża łączy w sobie piękno natury, czystość wody i szeroką ofertę atrakcji sportowych - od kajakarstwa i wakeboardingu, po piesze wędrówki wśród górskich krajobrazów.

Błękitna Flaga to międzynarodowy eko-certyfikat przyznawany plażom, marinom i statkom turystycznym, które spełniają rygorystyczne wymagania dotyczące jakości wody, bezpieczeństwa, dostępności oraz edukacji ekologicznej. Program powstał w 1985 roku i obecnie obejmuje ponad 5 000 lokalizacji w 51 krajach na pięciu kontynentach. 

Każdego roku międzynarodowe jury złożone z ekspertów - w tym przedstawicieli Programu Środowiskowego ONZ, UNESCO czy Europejskiej Agencji Środowiska - dokonuje szczegółowej oceny zgłoszonych miejsc. W Hiszpanii za realizację programu odpowiada Stowarzyszenie Edukacji Ekologicznej i Konsumenckiej. 

Wyróżnienie Błękitną Flagą to nie tylko prestiż, ale i zobowiązanie do utrzymania najwyższych standardów przez cały sezon turystyczny. To także gwarancja dla turystów, że wybierając taką plażę, mogą liczyć na czystość, bezpieczeństwo oraz troskę o środowisko.

  •  

Jak nie zrazić do siebie kota? Najważniejsze zasady codziennego kontaktu z mruczkiem

Koty to zwierzęta o wyjątkowo wrażliwej naturze, które doskonale potrafią pokazać, czego nie akceptują. Niepozorne gesty, rutynowe czynności czy hałas – to wszystko może wywołać w nich stres i frustrację. Sprawdź, jakich zachowań unikać, by zyskać zaufanie swojego mruczka.

  • Koty jasno pokazują, gdy coś im nie pasuje.
  • Syczenie, machanie ogonem czy spłaszczone uszy to ich sposób na komunikację.
  • Zastanawiasz się, jak jeszcze lepiej zrozumieć swojego mruczka i sprawić, by był zadowolony? Sprawdź pełny artykuł

Koty doskonale potrafią komunikować swoje niezadowolenie. Ciche syczenie, gwałtowne ruchy ogonem czy spłaszczone uszy to wyraźne sygnały, że coś im nie odpowiada. Ignorowanie tych znaków może prowadzić do niepotrzebnych konfliktów, a nawet zadrapań. Warto nauczyć się je rozpoznawać i szanować granice czworonożnego przyjaciela.

  • Bliskość na kocich zasadach

Choć głaskanie i przytulanie wydaje się właścicielom wyrazem miłości, koty mają na ten temat swoje zdanie. Większość z nich lubi pieszczoty tylko wtedy, gdy same tego chcą i na własnych warunkach. Długotrwałe lub zbyt intensywne głaskanie, a także próby podnoszenia czy noszenia na rękach, mogą wywołać u kota niepokój i irytację. Szczególnie trzymanie na rękach, które odsłania wrażliwy brzuch, jest dla kota pozycją wysoce stresującą. Zdecydowanie wolą mieć cztery łapy na ziemi.

  • Spokój podczas snu i posiłków

Koty uwielbiają ciszę i spokój, zwłaszcza podczas drzemek oraz jedzenia. Przeszkadzanie w tych chwilach zaburza ich poczucie bezpieczeństwa i może prowadzić do stresu. W naturze koty wybierają odosobnione miejsca do spożywania posiłków, dlatego także w domu warto zapewnić im spokojny kącik, gdzie nikt nie będzie im przeszkadzał.

  • Rutyna kluczem do kociego szczęścia

Zmiany w codziennych zwyczajach, przeprowadzka czy zmiana zasad mogą być dla kota powodem do dezorientacji. Te zwierzęta cenią rutynę i przewidywalność. Niespójność w zachowaniu właścicieli - na przykład raz pozwalanie na wejście na kanapę, a innym razem zakazywanie - sprawia, że kot czuje się zagubiony. Konsekwentne zasady to podstawa udanej relacji z czworonogiem.

  • Hałas, intensywne zapachy i nuda - wrogowie kota 

Koty mają niezwykle czuły słuch i węch. Głośne dźwięki, takie jak odkurzacz czy hałas remontu, są dla nich sygnałem zagrożenia. Podobnie jest z intensywnymi zapachami: środki czystości, perfumy czy olejki eteryczne mogą być dla kota nie do zniesienia.

Równie niebezpieczna jest nuda - brak bodźców i zabawy sprawia, że kot sam szuka rozrywki, często w sposób nieakceptowany przez domowników.

  • Zabawa z sensem - nie tylko pogoń za nieosiągalnym

Choć koty uwielbiają polować, zabawy bez możliwości osiągnięcia celu, takie jak gonienie za laserem czy nieuchwytną wędką, mogą prowadzić do frustracji, a nawet agresji. Najlepsze są gry, które pozwalają kotu złapać "zdobycz" i poczuć satysfakcję z polowania.

  • Woda, brutalność i brud - największe kocie koszmary

Większość kotów nie znosi kąpieli i kontaktu z wodą, dlatego nie należy ich do tego zmuszać, chyba że jest to absolutnie konieczne.

Podobnie, brutalne traktowanie - potrząsanie, chwytanie za kark - to zachowania, które mogą poważnie wystraszyć kota i zniszczyć jego zaufanie.

Również czystość kuwety ma dla kota ogromne znaczenie - brudne miejsce do załatwiania potrzeb to powód do frustracji, a czasem nawet rezygnacji z korzystania z niej.

  • Zmiany wprowadzaj powoli i z wyczuciem

Nowy dom, meble czy obecność obcego człowieka to dla kota ogromny stres. Warto zadbać, by w otoczeniu znalazły się znane przedmioty, zabawki i koce, które dają poczucie bezpieczeństwa. Dzięki temu nawet największe zmiany będą dla kota łatwiejsze do zaakceptowania.

Szacunek dla kocich granic i zrozumienie ich potrzeb to podstawa harmonijnego współżycia. To, co dla człowieka jest drobiazgiem, dla kota może być źródłem silnego stresu. Właściciele, którzy potrafią "czytać" swojego pupila, zyskują jego zaufanie i prawdziwą, kocią przyjaźń.

  •  

Punkt Nemo: Najbardziej odległe miejsce na Ziemi i "cmentarzysko" statków kosmicznych

Dla niektórych ucieczka od wszystkiego może oznaczać podróż na jakąś urokliwą tropikalną wyspę, daleko od trosk codziennego życia. Jednak prawdziwa ucieczka od wszystkiego oznacza dotarcie do punktu na Południowym Pacyfiku, gdzie w promieniu prawie 2700 kilometrów nie ma żadnej wyspy. To miejsce na globie, które jest najdalej od jakiejkolwiek lądu, znane jest jako Punkt Nemo. To także oficjalne "cmentarzysko" wycofanych statków kosmicznych.

  • Punkt Nemo to najbardziej odległe miejsce na Ziemi.
  • To oceaniczny biegun niedostępności oraz "cmentarzysko" statków kosmicznych.
  • Wody wokół Punktu Nemo są praktycznie jałowe, z minimalną ilością życia.
  • Chcesz poznać fascynujące szczegóły o tym "kosmicznym cmentarzysku"? Sprawdź cały artykuł!

Na Południowym Pacyfiku znajduje się miejsce, gdzie do najbliższego lądu jest prawie 2700 kilometrów. Punkt Nemo, nazywany oceanicznym biegunem niedostępności, to nie tylko symboliczny środek "nigdzie", ale również miejsce, w którym kończą swój żywot stare stacje kosmiczne i satelity.

Punkt Nemo to miejsce na powierzchni oceanu, które jest najdalej oddalone od jakiegokolwiek lądu. Zlokalizowany na współrzędnych 48°52,6′S 123°23,6′W, leży na Południowym Pacyfiku, z dala od wysp, kontynentów i jakiejkolwiek ludzkiej obecności. W promieniu 2688 km nie ma żadnej wyspy, a najbliższymi lądami są niezamieszkane wyspa Ducie, Motu Nui oraz Wyspa Maher.

Punkt Nemo został po raz pierwszy wyznaczony w 1992 roku przez inżyniera geodetę Hrvoje Lukatelę, który przy pomocy komputerów i systemów GPS rozwiązał tzw. "problem najdłuższego pływania" — czyli pytanie, z którego miejsca na Ziemi jest najdalej do lądu we wszystkich kierunkach. 

Nazwa "Nemo" pochodzi od kapitana okrętu podwodnego z powieści Juliusza Verne’a "Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi", który szukał samotności w głębinach oceanu.

Obszar wokół Punktu Nemo to miejsce niemal całkowicie pozbawione życia. Silne prądy oceaniczne uniemożliwiają dopływ składników odżywczych, a wysokie promieniowanie UV oraz brak pyłu z lądów sprawiają, że woda jest wyjątkowo uboga. 

Badania naukowe wykazały, że "około jedną trzecią mniej komórek w powierzchniowych wodach Południowego Pacyfiku w porównaniu z innymi oceanami". Głębokość w tym miejscu przekracza 4000 metrów, a powierzchnia wokół to aż 22 miliony kilometrów kwadratowych — obszar większy niż Rosja.

Od 1971 roku Punkt Nemo służy jako "cmentarzysko statków kosmicznych". To tutaj kontrolowane są deorbitacje stacji kosmicznych, satelitów i innych dużych obiektów, które kończą swój żywot na orbicie. Przez ponad 45 lat zrzucono tu blisko 300 statków kosmicznych, w tym słynną stację Mir. 

NASA planuje również zdeorbitować Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS) właśnie w tym miejscu w 2031 roku. Jak tłumaczą urzędnicy agencji, "większość sprzętu stacji powinna spłonąć lub wyparować podczas intensywnego nagrzewania związanego z wejściem w atmosferę, podczas gdy niektóre gęstsze lub odporne na ciepło elementy, takie jak sekcje kratownicy, powinny przetrwać wejście i spaść do niezamieszkanego obszaru oceanu".

Dlaczego właśnie tu? Wybór Punktu Nemo jako miejsca deorbitacji nie jest przypadkowy. Jego ekstremalna odległość od lądu oznacza, że ryzyko przypadkowego trafienia ludzi lub infrastruktury jest praktycznie zerowe. To miejsce niemal wyjęte z mapy żeglarskiej — statki i samoloty pojawiają się tu niezwykle rzadko. 

Co ciekawe, najbliższymi ludźmi bywają... astronauci przelatujący na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, znajdujący się średnio 415 kilometrów nad tym punktem.

Chociaż wody Punktu Nemo są dziś niemal sterylne, w przyszłości mogą stać się miejscem badań archeologicznych. Pozostałości po statkach kosmicznych, które spadły na dno oceanu, mogą przetrwać przez dziesiątki, a nawet setki lat, stanowiąc unikalne świadectwo ery kosmicznej dla przyszłych pokoleń naukowców.

  •  

Szmaragdowy cud natury. Najpiękniejsze słone jezioro Chin zachwyca kolorami

Na północno-zachodnich peryferiach Chin, w rozległej kotlinie Qaidam, znajduje się miejsce, które zdaje się być wyjęte wprost z bajki. Szmaragdowe Jezioro Da Qaidam słynie z niesamowitych, niemal nierealnych kolorów, które przyciągają wzrok już z daleka. Woda przybiera tu odcienie od szmaragdowej zieleni, przez neonową zieleń, po lodowy błękit, a nawet czerwienie, żółcie i pomarańcze. Wszystko to na tle białych połaci soli i pustynnego płaskowyżu.

  • Szmaragdowe Jezioro Da Qaidam w Chinach to prawdziwy spektakl natury z wodami mieniącymi się od zieleni po błękity i czerwienie.
  • Kolory jeziora zawdzięczamy wysokiemu stężeniu minerałów takich jak potas, magnez i lit oraz magicznemu światłu poranka i wieczoru.
  • Z lotu ptaka jezioro przypomina mozaikę szmaragdów na pustynnym tle, dlatego nazywane jest "jasną perłą pustyni".

Szmaragdowe Jezioro Da Qaidam znajduje się w północno-zachodniej części kotliny Qaidam, na rozległym, pustynnym płaskowyżu prowincji Qinghai w Chinach. To malowniczy kompleks słonych jezior, które razem tworzą mozaikę basenów solnych o przeróżnych kształtach i wielobarwnych odcieniach

Woda przybiera tu niesamowite barwy - od szmaragdowej zieleni, przez neonowe odcienie, po lodowy błękit oraz gradienty czerwieni, żółci i koloru pomarańczowego. Ten spektakularny widok sprawia, że jezioro często porównywane jest do palety malarza, na której natura rozlała swoje najpiękniejsze kolory.

Niezwykłe kolory Szmaragdowego Jeziora Da Qaidam to efekt wysokiego stężenia minerałów - potasu, magnezu i litu - zawartych w wodzie. To właśnie ich obecność, w połączeniu z intensywnym światłem słonecznym, buduje szmaragdowe, nefrytowe i krystalicznie niebieskie odcienie. Gdy słońce wschodzi lub zachodzi, światło odbija się od powierzchni jeziora i chmur, potęgując głębię kolorów i tworząc niezapomniane pejzaże. Najlepszy czas na odwiedzenie tego miejsca to właśnie poranek i wieczór, gdy intensywność barw jest największa, a jezioro prezentuje się najpiękniej.

W słoneczne dni powierzchnia jeziora lśni odcieniami jasnej zieleni, kwasowego błękitu i jasnej żółci, przypominając niebo, które spadło na ziemię w postaci jadeitu.

Szmaragdowe Jezioro składa się z wielu basenów solnych o różnych rozmiarach, kształtach i głębokościach. Z lotu ptaka całość wygląda jak szmaragdy osadzone w pustynnej ziemi. To właśnie ta niezwykła różnorodność sprawia, że miejsce to nazywane jest "jasną perłą pustyni".

Jezioro należy do grupy jezior siarczanu magnezu i jest trzecim co do wielkości sztucznym jeziorem w Autonomicznym Okręgu Prefekturalnym Haixi. Oprócz walorów wizualnych, posiada ogromne znaczenie gospodarcze - to stąd pozyskiwane są wysokiej jakości pierwiastki, takie jak potas, magnez i lit. Miejscowi od lat nazywają je "Jezioro Szmaragdowe" właśnie ze względu na niepowtarzalną warstwę soli i niezwykłe kolory wody.

  •  

Najstarszy drewniany dom Europy wciąż stoi. Poznaj jego niezwykłą historię

W samym sercu Szwajcarii, w historycznym Schwyz, stoi Haus Betlehem – najstarszy zachowany drewniany dom w Europie. Budowla z 1287 roku nie tylko opiera się upływowi czasu, ale także fascynuje swoim wyjątkowym stylem i burzliwą historią.

  • Haus Betlehem to najstarszy drewniany dom Europy, zbudowany w 1287 roku w Szwajcarii przez zamożną rodzinę.
  • Ten dwupiętrowy dom przetrwał pożary, spory i wieki dzięki nieprzerwanemu użytkowaniu i regularnej konserwacji.
  • Przebudowy z XVI i XVIII wieku dodały mu unikalnego charakteru, zachowując średniowieczną architekturę i detale wnętrz.
  • Obecnie to muzeum i miejsce spotkań, które nadal fascynuje swoją historią i autentycznością.

Lato 1287 roku. W Schwyz, w sercu Szwajcarii, zamożna rodzina rozpoczyna budowę wyjątkowego, dwupiętrowego drewnianego domu. Wybierają najlepsze drewno z pobliskiego lasu, współpracując z mistrzami cieśli nad stworzeniem rezydencji, która ma służyć im i kolejnym pokoleniom. Nie przypuszczają, że ich dom, nazwany później Haus Betlehem, przetrwa ponad siedem wieków i stanie się jednym z najcenniejszych zabytków Europy.

Dziś Haus Betlehem to nie tylko relikt przeszłości - to żywe świadectwo średniowiecznej architektury i społecznych zmian, jakie zachodziły w tym regionie. Budynek powstał na cztery lata przed podpisaniem słynnego dokumentu, który dał początek Konfederacji Szwajcarskiej. Od początku służył jako dwór dla zamożnej rodziny, a jego nowoczesny, jak na tamte czasy, blokowy design i praktyczny układ pomieszczeń budziły podziw mieszkańców okolicy.

Haus Betlehem przetrwał nie tylko upływ czasu, ale i liczne kataklizmy. W XVII wieku pożar strawił niemal całą wieś, ale dom ocalał. Przetrwał także burzliwe spory, które sprawiły, że jeszcze starszy Dom Nideröst (1176) został rozebrany i zmagazynowany. Jak to możliwe, że Haus Betlehem nie podzielił ich losu?

Kluczem do długowieczności tych budynków była nieprzerwana obecność mieszkańców. "Domy przetrwają, jeśli są zamieszkane i użytkowane" - tłumaczą eksperci. Gdy budynek zostaje opuszczony, zaczyna się jego nieuchronny upadek. To właśnie ciągłość użytkowania, dbałość o konserwację i regularne naprawy sprawiły, że domy takie jak Haus Betlehem mogły trwać przez stulecia. Archeolodzy, badając te konstrukcje metodą dendrochronologii, potwierdzają autentyczność wiekowych materiałów.

W ciągu wieków Haus Betlehem przeszedł liczne przebudowy. W 1540 roku cały budynek podniesiono o 1,5 metra, dodając pod nim piwnicę. W XVIII wieku wzbogacono go o boczne altany i ozdobne okiennice, a charakterystyczny alpejski dach pokryto gontem, ułożonym bez użycia gwoździ i obciążonym baliami oraz kamieniami. 

Wnętrza zachwycają bogactwem detali - od malowideł ściennych, przez boazerię, po artystycznie zdobione sufity i reprezentacyjne sale. Na dolnym piętrze znajduje się sala z dużym oknem i przestronny pokój ogrodowy. Główne pomieszczenia reprezentacyjne mieszczą się na pierwszym piętrze, a wiele oryginalnych elementów przetrwało do dziś.

Mimo licznych modyfikacji, Haus Betlehem zachował swój historyczny charakter i autentyczność. Ostatni mieszkańcy opuścili go w latach 80. XX wieku. Po gruntownej renowacji budynek stał się muzeum i miejscem spotkań, a jego konserwacją zajmują się specjaliści od ochrony zabytków.

  •  

Piękne widoki, ciepły Adriatyk i gulasz z dorsza. Z Polski można dojechać tam pociągiem

Miłośnicy kolejowych podróży na południe Europy mają powody do radości. W piątek 26 czerwca popularny pociąg do Chorwacji wyruszy w pierwszy kurs. Adriatic Express w sezonie wakacyjnym będzie kursował z większą częstotliwością, bo aż 6 razy w tygodniu. Nowością będzie możliwość bezpośredniego dojazdu także na słoweńskie wybrzeże Adriatyku. Bilety na pociąg do Rijeki i Kopru są już w sprzedaży.

  • Adriatic Express wraca na tory już 26 czerwca - wygodna podróż pociągiem z Polski nad Adriatyk do Rijeki (Chorwacja) i po raz pierwszy do Kopru (Słowenia).
  • Pociąg kursuje 6 razy w tygodniu, trasa ma około 1240 km i obejmuje przystanki w wielu polskich miastach oraz przejazd przez Czechy, Austrię i Słowenię.
  • Czasy przejazdu skrócono - z Opatiji do Katowic w 16 godzin, a do Warszawy poniżej 19 godzin.
  • Bilety są już sprzedaży. Chcesz dowiedzieć się więcej o trasie i atrakcjach po drodze? Sprawdź cały artykuł i zaplanuj wyjątkowe wakacje.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco. 

Wakacje zapowiadają się wyjątkowo dla wszystkich, którzy planują urlop za granicą i cenią wygodę podróży koleją. Adriatic Express, który w ubiegłym sezonie zyskał ogromną popularność wśród polskich turystów, powraca na tory. W swój pierwszy kurs odjedzie 26 czerwca. Pociąg ponownie ruszy z Warszawy, a na trasie zatrzyma się w wielu polskich miastach, by ostatecznie dotrzeć do Rijeki w Chorwacji lub, po raz pierwszy, do słoweńskiego Kopru.

Nowością w tym roku jest podział składu w Lublanie - część wagonów pojedzie do Rijeki, a część do Kopru. Dodatkowo, pasażerowie będą mogli skorzystać z łączonego biletu na autobus, który z Lublany dowiezie ich bezpośrednio do włoskiego Triestu.

Adriatic Express to jedna z najdłuższych tras kolejowych w Europie - liczy około 1240 kilometrów. W tym sezonie pociąg będzie kursował aż sześć razy w tygodniu.

Wyjazdy zaplanowano od 26 czerwca do końca sierpnia. Skład wyjedzie z Warszawy Wschodniej o godzinie 13:36, z Katowic o 16:47, a z Wiednia o 22:00. Po drodze pociąg przejedzie przez Czechy, Austrię i Słowenię, zatrzymując się w takich miastach jak Opoczno, Włoszczowa, Zawiercie, Dąbrowa Górnicza, Sosnowiec, Tychy, Rybnik, Wodzisław Śląski i Chałupki. Do Rijeki dotrze o 10:04 następnego dnia, natomiast do Kopru - o 9:37.

W tym roku skrócono czasy przejazdu na kluczowych odcinkach. Z turystycznej Opatiji do Katowic dojedziemy w równe 16 godzin, a do Warszawy w 18 godzin i 41 minut - to ponad 40 minut szybciej niż w ubiegłym sezonie. Z Rijeki do Katowic podróż potrwa 16 godzin i 17 minut, a do Warszawy 18 godzin i 58 minut. Osoby wybierające się do Kopru dotrą z Warszawy w 19 godzin i 33 minuty, a z Katowic w 16 godzin i 50 minut.

Sprzedaż biletów na Adriatic Express rozpoczęła się 5 maja. Jak informuje przewoźnik, ceny promocyjne w ofercie Super Promo International zaczynają się od 44,90 EUR (około 194 zł) za miejsce z Warszawy do Kopru lub Rijeki, a z Katowic już od 39,90 EUR (około 173 zł) za miejsce do siedzenia w wagonie 2 klasy. Za miejsce w kuszetce trzeba zapłacić od 69,90 EUR (około 303 zł).

Rijeka, położona w północno-zachodniej Chorwacji, to trzecie co do wielkości miasto kraju, słynące z portu rybackiego i przemysłu. Choć dotąd ustępowała popularnością takim kurortom jak Split czy Dubrownik, w tym sezonie ma szansę stać się jednym z hitów wakacyjnych wyjazdów Polaków. Miasto zachwyca bogatą historią, zabytkami oraz niepowtarzalnym klimatem.

Warto zobaczyć barokową katedrę Św. Wita, kościół Wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny oraz Zamek Trsat - jedną z najstarszych fortyfikacji na chorwackim wybrzeżu, z której rozciąga się spektakularny widok na okolicę. Rijeka to także liczne muzea, w tym Muzeum Morskie i Muzeum Sztuki Nowoczesnej, oraz tętniąca życiem promenada Korzo, pełna kawiarni, sklepików i restauracji.

Miłośnicy lokalnej kuchni znajdą tu wiele regionalnych przysmaków - od gulaszu z dorsza, przez klopsiki z sardynek, po risotto z mątwy. W czerwcu i lipcu w mieście odbywa się festiwal Rijeka Summer Nights, który przyciąga artystów z całej Europy. Warto także odwiedzić lokalny targ rybny oraz warzywno-owocowy, gdzie można kupić świeże produkty prosto od chorwackich sprzedawców. 

Nowością w ofercie Adriatic Express jest bezpośrednie połączenie do Kopru - największego miasta słoweńskiego wybrzeża. To idealna baza wypadowa do zwiedzania Słowenii, a także wycieczek do włoskiego Triestu, dokąd można dojechać autobusem z Lublany. Koper zachwyca kameralną starówką, zabytkami i przepięknymi widokami na Adriatyk.

  •  

Dlaczego na palcach po kąpieli pojawiają się zmarszczki? Zaskakujące fakty

  • Sobota, 25 kwietnia (10:13)

    Zmarszczki pojawiające się na opuszkach palców po dłuższym kontakcie z wodą mogą być powiązane z naszym układem nerwowym. Naukowcy ustalili, że efekt ten jest związany z obkurczaniem naczyń krwionośnych, a zmarszczki układają się zawsze w ten sam sposób. Odkrycie może znaleźć zastosowanie w medycynie sądowej, np. przy identyfikacji ofiar.

    Każdy, kto spędził więcej czasu w wannie lub basenie, zauważył charakterystyczne zmarszczki pojawiające się na opuszkach palców. Przez lata uważano to za zwykłą ciekawostkę - efekt długotrwałego kontaktu skóry z wodą. Jednak naukowcy postanowili przyjrzeć się temu zjawisku bliżej i odkryli, że nie jest ono przypadkowe.

    Badania przeprowadzone przez zespół prof. Guya Germana wykazały, że zmarszczki na palcach po kąpieli zawsze układają się w ten sam, indywidualny wzór. Jest to efekt obkurczania się naczyń krwionośnych w skórze, co z kolei jest kontrolowane przez układ nerwowy.

    Co ciekawe, naczynia krwionośne nie zmieniają swojego położenia względem siebie, dlatego wzór zmarszczek pozostaje niezmienny przy każdym kolejnym kontakcie z wodą.

    W badaniu ochotnicy zanurzali palce w wodzie przez 30 minut, a następnie powtarzali ten sam eksperyment po upływie co najmniej doby. Analiza zdjęć wykazała, że wzory zmarszczek były identyczne za każdym razem. Dodatkowo, naukowcy zauważyli, że osoby z uszkodzonym nerwem pośrodkowym w palcach nie doświadczają powstawania zmarszczek po kąpieli. To potwierdza, że za ten proces odpowiada układ nerwowy.

    Odkrycie to może mieć ogromne znaczenie dla medycyny sądowej. Zmarszczki na palcach mogą być wykorzystywane do identyfikacji osób, których ciała zostały odnalezione po długotrwałym przebywaniu w wodzie lub do pobierania odcisków palców z miejsc zbrodni. Wzór zmarszczek, podobnie jak linie papilarne, może być unikalny dla każdej osoby i stanowić dodatkowy element identyfikacji biometrycznej.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •