Widok czytania

Najdłuższa wieś w Polsce leży pod Babią Górą. Atrakcje i szlaki Zawoi

Najdłuższa wieś w Polsce leży pod Babią Górą. Atrakcje i szlaki Zawoi

Julia Król

Zawoja to niezwykła wieś położona u stóp Babiej Góry, która wyróżnia się nie tylko długością, ale także malowniczymi krajobrazami i bogatą historią. Choć wieś pamięta czasy epidemii i głodu, dziś przyciąga turystów licznymi szlakami górskimi, stacjami narciarskimi oraz tradycyjną kulturą góralską.


Panorama Zawoi z zielonymi polami, rozproszonymi domami, drzewami i łagodnymi wzgórzami pod pochmurnym niebem.

Czy znasz najdłuższą wieś w Polsce pod Babią Górą? Odkryj atrakcje ZawoiAlbin MarciniakEast News


Poznaj historię najdłuższej wsi w Polsce


W Polsce, pod Babią Górą, znajduje się wieś, która przyciąga miłośników górskich wędrówek, a przy okazji bije rekordy najdłuższej wsi w Polsce. Mowa o Zawoi, której powierzchnia przekracza 100 kilometrów kwadratowych - to więcej niż powierzchnia Tarnowa, i która ciągnie się na 18 kilometrów. Zabudowania wiją się przez kilkanaście kilometrów wzdłuż malowniczej doliny, co sprawia, że podróż przez całą miejscowość zajmuje znacznie więcej czasu niż w przypadku typowych wsi - ale za to można podziwiać wspaniałe widoki. W jej obrębie istnieje sześć sołectw: Zawoja Górna, Centrum, Przysłop, Dolna, Mosorne i Wełcza.

Pierwsza wzmianka o "zwvoi" (z wołoskiego "las nad rzeką") pochodzi z 1646 roku. Pierwsi osadnicy przybyli tu najprawdopodobniej wraz z falą osadnictwa wołoskiego. Z biegiem lat powstały liczne legendy tłumaczące nazwę wsi działalnością zbójników lub charakterystycznymi góralskimi chustami.


Zawoja to największa pod względem powierzchni wieś w Polsce./ na zdj. Skansen Kultury Materialnej im. Józefa Żaka, który znajduje się w Babiogórskim Parku Narodowym.

Zawoja to największa pod względem powierzchni wieś w Polsce./ na zdj. Skansen Kultury Materialnej im. Józefa Żaka, który znajduje się w Babiogórskim Parku Narodowym. MAREK LASYK/REPORTER East News


Przez te wszystkie lata wieś przeżyła wiele - zarówno czasu spokoju, jak i trudne chwile, kiedy w 1847 roku wybuchła epidemia tyfusu i cholery przez wszechobecny głód. Obecnie jednak wieś jest jednym z najpopularniejszych punktów wypadowych w Beskidy.

Babia Góra i inne atrakcje przez cały rok


Nad Zawoją góruje Babia Góra, nazywana też Królową Beskidów. Szczyt wznosi się na wysokość 1725 m n.p.m. i słynie z gwałtownych zmian pogody. To właśnie z tego powodu przez lata zyskał przydomek "Matki Niepogód" - nawet podczas słonecznego dnia warunki na szczycie mogą zmienić się w ciągu kilkunastu minut w bardzo niesprzyjające. Nie trzeba się ograniczać jedynie do tego szczytu - sieć szlaków turystycznych prowadzi na inne, nieco niższe, idealne na rodzinne wędrówki.


Szlak górski prowadzi przez zielone stoki porośnięte trawą, w tle rozciąga się panorama kolejnych pasm górskich pod błękitnym niebem.

Babia Góra jest nazywana "Królową Beskidów". To najwyższy szczyt Beskidu ŻywieckiegoAlbin MarciniakEast News


Zawoja od dawna przyciąga miłośników przyrody. To właśnie tutaj znajduje się siedziba Babiogórskiego Parku Narodowego, jednego z najcenniejszych obszarów chronionych w Polsce. Można tam spotkać wiele rzadkich gatunków roślin i zwierząt, a liczne szlaki prowadzą przez malownicze lasy, polany i górskie grzbiety.

Na dobrą lokalizację wsi wpływają również stacje narciarskie, które cieszą się popularnością - szczególnie ośrodek narciarski Mosorny Groń z kolejką liniową i półtorakilometrową szeroką trasą zjazdową. Latem można wjechać kolejką na szczyt z rowerem, a później pokonać trasę na dwóch kółkach. To nie jest jednak jedyne miejsce, gdzie można się wyszaleć na rowerach. Region jest znany z Babia Góra Trails, czyli tras rowerowych liczących ponad 20 kilometrów wśród lasów, z różnym poziomem trudności. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Tradycje w Zawoi są szczególnie pielęgnowane


Miejscowość zachowała bogate tradycje góralskie. Do dziś można podziwiać regionalną architekturę drewnianą, lokalny haft babiogórski oraz zwyczaje przekazywane z pokolenia na pokolenie - mieszkańcy wciąż posługują się specyficzną gwarą. Symbolem wsi są trzy kamienne piwniczki, w których dawniej przechowywano warzywa, oraz dzwonnica loretańska, używana do ostrzegania przed pożarami i burzami.

W Zawoi znajduje się skansen im. Józefa Żaka, w którym mieści się muzeum. Tworzą go obecnie trzy budynki mieszkalne, kapliczka, kuźnia i wolno stojąca piwnica ze spichlerzem. Całość prezentuje tradycyjne drewniane budownictwo Babiogórców.

Zwierzęta są tu traktowane z czułością. W Happy Alpaca można spotkać 6 różnokolorowych alpak, a nawet wziąć je na dłuższy spacer. A na jeszcze dłuższą przejażdżkę można wybrać się konno, ponieważ w Zawoi znajduje się stajnia. Widoki z końskiego grzbietu zapierają dech w piersiach. Są tu i również barany - na Hali Barankowej, gdzie do dziś odbywa się tradycyjny wypas owiec (od kwietnia do września). Zwierząt pilnuje prawdziwy Baca.


W Zawoi możesz poznać alpaki. Zdj. ilustracyjne

W Zawoi możesz poznać alpaki. Zdj. ilustracyjne123RF/PICSEL


  •  

Gdynia rozważa kolej gondolową. Inwestycja za nawet 600 mln zł

Gdynia rozważa kolej gondolową. Inwestycja za nawet 600 mln zł

Karol Kubak

Nad Gdynią mogą kiedyś pojawić się gondole przewożące pasażerów między centrum a północnymi dzielnicami miasta. Władze analizują budowę kolei linowej, która miałaby odciążyć najbardziej zatłoczone trasy. Pomysł wart nawet 600 mln zł budzi jednak równie dużo zainteresowania, co wątpliwości.


Dwie gondole kolei linowej nad Gdynią, zawieszone wysoko na tle nieba o zachodzie słońca.

Kolej gondolowa nad Gdynią? Miasto analizuje projekt za setki milionówZdjęcie ilustracyjne123RF/PICSEL


Mieszkańcy północnych dzielnic Gdyni codziennie korzystają z kilku głównych tras prowadzących do centrum, a te coraz są mocno przeciążone. Władze miasta wracają do pomysłu, który może wydawać się nietypowy jak na polskie warunki. Chodzi o budowę kolei gondolowej nad miastem. Zwolennicy widzą w niej nowoczesny środek transportu, przeciwnicy mówią o kosztownej fanaberii.

Połączenie centrum z północą miasta


Rozważana kolej linowa miałaby połączyć Śródmieście z północnymi dzielnicami Gdyni, takimi jak Oksywie, Obłuże, Pogórze i Babie Doły. Według miejskich założeń mogłaby stać się alternatywą dla zatłoczonych tras, przede wszystkim Estakady Kwiatkowskiego oraz ulicy Janka Wiśniewskiego. To właśnie tam koncentruje się znaczna część ruchu samochodowego i autobusowego.

Pomysł nabiera znaczenia także w kontekście planowanej modernizacji estakady. Jeśli jedna z najważniejszych arterii komunikacyjnych miasta będzie przechodziła gruntowne prace, dodatkowy środek transportu mógłby częściowo przejąć część pasażerów podróżujących między centrum a północą Gdyni.


Współczesna panorama Gdyni

Współczesna panorama Gdyni123RF/PICSEL


Na razie projekt pozostaje jednak na etapie przygotowań


Miasto zabezpieczyło około 1,1 mln zł na opracowanie analiz i koncepcji, które mają pokazać, czy inwestycja jest realna i opłacalna. Wcześniej wydano również ponad 35 tys. zł na wykonanie wizualizacji przyszłej kolei.

Szacowany koszt budowy jest znacznie większy i może wynieść od 300 do nawet 600 mln zł. Taka inwestycja wymagałaby także uzgodnień z wieloma instytucjami i podmiotami związanymi z terenami, przez które mogłaby przebiegać trasa.

Mieszkańcy podchodzą do pomysłu z rezerwą


Choć część osób dostrzega potencjalne korzyści, w internetowych dyskusjach dominują sceptyczne opinie. Wielu mieszkańców uważa, że priorytetem powinny być inne inwestycje transportowe. Wśród proponowanych rozwiązań pojawiają się rozbudowa istniejącej infrastruktury drogowej, nowe połączenia kolejowe czy budowa dodatkowych przepraw.

Pojawiają się również pytania o techniczne możliwości realizacji projektu. Wątpliwości dotyczą między innymi przebiegu trasy, obecności infrastruktury portowej i wojskowej oraz wpływu lokalnych warunków pogodowych. Dlatego zanim nad Gdynią pojawią się gondole, potrzebne będą szczegółowe analizy.

Źródła: propertydesign.pl, portalsamorzadowy.pl


Gen. dyw. Molenda w "Gościu Wydarzeń": Mamy swoich cyberkomandosówPolsat News


  •  

Mieszkańcy chcą odpocząć. Ulva zamyka się dla turystów w niedziele

Mieszkańcy chcą odpocząć. Ulva zamyka się dla turystów w niedziele

Julia Król

Mała szkocka wyspa Ulva, licząca zaledwie 16 mieszkańców, została zalana przez turystów po popularnym programie BBC. Nagły wzrost odwiedzających sprawił, że lokalne usługi i przeprawy promowe nie mogły sobie poradzić z obciążeniem. W odpowiedzi mieszkańcy zdecydowali się zamknąć wyspę dla gości raz w tygodniu, by choć na chwilę odzyskać spokój i przygotować się na kolejne tygodnie turystycznego oblężenia.


article cover

Kolumny bazaltowe na wyspie UlvaGary CookEast News


Mieszkańcy wyspy mówią dość. Szkocka wyspa Ulva zamyka się w niedziele


Zaledwie 16 mieszkańców szkockiej wyspy musi mierzyć się z natłokiem turystów po wyemitowanym programie w BBC. Teraz zostanie zamknięta raz w tygodniu, aby mogli odpocząć od gości.

Maleńka wyspa Ulva w Hebrydach Wewnętrznych przeżywa prawdziwy boom turystyczny po emisji programu BBC o nieruchomościach "Banjo and Ro's Grand Island Hotel". Firma obsługująca prom zmaga się z nadmiernym obciążeniem, a popyt znacznie przekroczył oczekiwania także w lokalnej restauracji Boathouse.


Biały budynek z napisem „The Old Forge”, szkocka flaga na maszcie, mały port z zacumowanymi łodziami i gęsty, zielony las w tle.

Lokalna restauracja Boathouse jest pod dużym obciążeniem.Zenit, CC BY-SA 3.0 via Wikimedia CommonsWikimedia Commons


- Nikt z nas nie przewidział, jak bardzo wzrośnie liczba odwiedzających - napisali operatorzy w mediach społecznościowych.

Aby chronić życie codzienne mieszkańców, zdecydowano o wstrzymaniu w okresie letnim niedzielnych rejsów promu turystycznego między Ulvą a wyspą Mull. Dzięki temu wyspa raz w tygodniu będzie praktycznie zamknięta dla odwiedzających. Ze względu na swoją wielkość, Ulva nie dysponuje rozbudowaną infrastrukturą ani usługami, które pozwoliłyby obsłużyć tak duży napływ turystów.

- Aby dać sobie, Boathouse i pozostałym mieszkańcom szansę na odpoczynek i przygotowanie się do nadchodzącego tygodnia, podjęliśmy trudną decyzję, że tego lata w niedziele nie będziemy kursować.

Jeśli jednak ktoś zarezerwował wycieczkę na Ulvę wcześniej, wciąż będzie mógł się na nią dostać także w niedzielę. Przeprawa trwa około pięciu minut.

Brak rozbudowanej infrastruktury i dziki krajobraz sprawiają, że Ulva przyciąga turystów spragnionych spokoju


Ulva w 2018 roku została zakupiona przez North West Mull Community Woodland Company i wówczas liczyła zaledwie sześciu stałych mieszkańców. Celem było wspieranie rozwoju i zwiększenie lokalnej populacji, czego efektem jest wzrost liczby ludności do szesnastu.

To właśnie brak nadmiernej infrastruktury pozwala zachować to miejsce naturalne. Nie ma tam utwardzonych dróg, krajobrazy są dzikie, a życie morskie bogate, z fokami, wydrami i delfinami. Obecna presja turystyczna zaburzyła ten spokój, wywołując niepokój wśród mieszkańców i lokalnych operatorów.


Polak w Wietnamie. Czy tam żyje się lepiej? Deutsche Welle


  •  

Wydasz niewiele, zobaczysz najwięcej. Najtańsze miasta Europy na city break

Gdzie na city break w 2026 roku? Te europejskie miasta są najtańsze

City breaki już dawno przestały być luksusem dostępnym dla osób z grubym portfelem. Tanie loty, porównywalne ceny i budżetowe noclegi to dziś domena wielu europejskich metropolii. Podpowiadamy, które europejskie miasta są idealne na tani city break. Gdzie wydamy najmniej i przeżyjemy najwięcej?


article cover

Zamiast Rzymu czy Paryża. Oto najtańsze miasta w Europie na city break.East News East News



Spis treści:

  1. Czy tani city break w Europie jest możliwy?

  2. Gdzie na city break w 2026 roku? Te europejskie miasta są najtańsze

Czy tani city break w Europie jest możliwy?


Krótki wypad w niskiej cenie w Europuie jest jak najbardziej możliwy. Zazwyczaj jednak szukając docelowych miejsc podróży, skupiamy się na poszukiwaniu tanich lotów i w zależności od tego wybieramy konkretne miasto. Czasami dopiero na miejscu okazuje się, że niska cena przelotu to za mało, by city brak był tani. W danym mieście portfel mogą drenować koszty noclegów, transportu czy wyżywienia.

Z pomocą przychodzi Post Office Travel Money. Ten każdego roku przygotowuje listę najtańszych europejskich miast na city break. W założeniu przygotowywany jest on dla Brytyjczyków, nic jednak nie stoi na przeszkodzie, abyśmy także i my z niego skorzystali. Barometr kosztów wskazuje, gdzie podróżni mogą uzyskać najlepszy stosunek jakości do ceny po przyjeździe. Ostatni raport to 10 najtańszych europejskich miast. Został on zdominowany przez miasta europy wschodniej, choć na liście znalazły się także dwa miasta francuskie.

Co ważne, w ocenie taniego city breaku pod uwagę wzięto aż 12 różnych wydatków i na tej podstawie powstał ranking. Są to typowe wydatki dla przeciętnego turysty, dlatego w koszyku znalazły się między innymi filiżanka kawy, butelka piwa, puszka Coca-Coli lub Pepsi, kieliszek wina oraz trzydaniowa kolacja dla dwóch osób z winem domowym. Uwzględniono także koszty transportu, w tym przejazd autobusem lub pociągiem z i na lotnisko oraz 48-godzinny bilet komunikacji miejskiej.

Do tego doliczono cenę objazdowej wycieczki autobusem po mieście, wstęp do ważnego zabytku, czołowego muzeum i galerii sztuki. Na koniec raport uwzględnił także koszt dwóch nocy w trzygwiazdkowym hotelu dla dwóch osób.

Gdzie na city break w 2026 roku? Te europejskie miasta są najtańsze


W 2026 roku, według Post Office Travel Money, najtańszym miejscem na krótki wypad w Europie jest Sarajewo. Stolica Bośni i Hercegowiny to prawdziwa mieszanka wielu kultur i religii. Najstarszą i najważniejszą w kontekście historycznym częścią stolicy jest oczywiście Stare Miasto. Ile kosztuje city break w Sarajewie? Brytyjscy analitycy wyliczyli, że najtańsze miasto na krótki wypad to koszt 248 funtów, czyli około 1213 zł. Tyle trzeba zapłacić za możliwość zobaczenia Bascarsiji czy za przejście się Latiniskim Mostem, gdzie miał miejsce zamach na arcyksięcia Ferdynanda.

Na podium najtańszych miast w Europie znalazły się także Bukareszt oraz Tirana. Jeśli chodzi o Bukareszt, ten to różnorodność atrakcji oraz rozsądne ceny jedzenia i picia. Do tego niskie ceny noclegów, posiłków i transportu sprawiają, że miasto niezmiennie pozostaje wśród najtańszych kierunków na city break w tym roku, a koszty w Bukareszcie zamyka się w 258 funtach, czyli około 1260 zł.

Tirana z kolei, czyli stolica Albanii, ma wszystko, co potrzeba na spokojny, krótki wypad na weekend. Tirana to miks wielu stylów architektonicznych, przemieszane dużą liczbą parków, setkami knajpek działających na ulicy i pełnymi życia chodnikami, na których kwitnie handel. City break w Tiranie to wydatek rzędu 263 funtów, czyli około 1280 zł. Inne miejsca na tani city break w Europie to:

  • Belgrad (Serbia) - 265 funtów;

  • Trenczyn (Słowacja) - 272 funtów;

  • Ryga (Łotwa) - 278 funtów;

  • Lille (Francja) - 289 funtów;

  • Wilno (Litwa) - 289 funtów;

  • Strasburg (Francja) - 319 funtów.

Zestawienie tanich miast na city break w Europie zamyka czarnogórska Podgorica. Stolica Czarnogóry to miasto na dwa dni zwiedzania, z nowoczesnym Mostem Milenijnym, zabytkowym Starym Mostem nad Ribnicą i ruinami rzymskiego miasta Dioclea. Wśród zieleni znajdziemy wzgórze Gorica z panoramą na miasto, a po spacerze możemy spróbować lokalnych dań, takich jak ćevapi czy baklava. Za city break w Podgoricy zapłacimy 332 funty, czyli około 1630 zł.


Ziarna pszenicy sprzed 8000 lat znalezione w Gruzji stanowią najwcześniejsze dowody na wypiekanie chleba© 2026 Associated Press


  •  

Gdzie turyści nie są mile widziani? Najgorsze kraje dla podróżnych

Gdzie turyści nie są mile widziani? W tych krajach Europy mówią "dość"

Krzysztof Sulikowski

Nadmierna turystyka w Europie drastycznie nasila konflikty gości i władz z lokalnymi społecznościami. Główną przyczyną kryzysu jest brak tanich mieszkań i rosnące koszty życia. W których krajach jako podróżni spotkamy się z największą niechęcią lokalsów? Według nowego raportu największy sprzeciw wobec masowej turystyki występuje w Hiszpanii, Włoszech i Francji, ale inne regiony nie zostają daleko w tyle. Coraz częściej mieszkańcy wychodzą na ulice, domagając się zdecydowanych regulacji. Na drugim biegunie zestawienia z niemal zerową skalą protestów uplasował się Cypr.


Mieszkańcy Hiszpanii, Włoch i Francji mają szczególnie dość masowej turystyki. Ta niechęć ma swoje podstawy

Mieszkańcy Hiszpanii, Włoch i Francji mają szczególnie dość masowej turystyki. Ta niechęć ma swoje podstawyMartin Bertrand/Hans LucasAFP



W skrócie

  • W Hiszpanii, Włoszech i Francji obserwuje się najwyższy poziom sprzeciwu wobec masowej turystyki, podczas gdy Cypr pozostaje niemal wolny od protestów.

  • Wzrost liczby turystów, szczególnie w południowej Europie, wiąże się z nasileniem protestów, wzrostem kosztów życia i problemami z dostępnością mieszkań dla lokalnych społeczności.

  • Demonstracje przeciw turystom miały miejsce w ponad 40 miastach Hiszpanii, a podobne protesty i regulacje wprowadzono także we Włoszech i we Francji.

Dlaczego mieszkańcy mają dość turystów?


Choć w wielu państwach Unii Europejskiej turystyka pozostaje jednym z najważniejszych źródeł dochodu narodowego, dla lokalnych społeczności stała się ona zarzewiem frustracji. Gwałtowny wzrost liczby podróżnych zaostrza konflikty z lokalnymi społecznościami i utrudnia im życie, nie dając nic w zamian. Kryzys napędzają drastycznie rosnące koszty utrzymania oraz coraz gorszy dostęp do rynku nieruchomości dla stałych mieszkańców. Duża część mieszkań jest po prostu skupywana przez inwestorów i przeznaczana na najem krótkoterminowy. Lokalsi coraz częściej decydują się na protesty.

Dane rządowe bezlitośnie tłumaczą powody tego buntu. W pierwszych czterech miesiącach 2026 r. liczba turystów odwiedzających Hiszpanię wzrosła o 3,4 proc. Co więcej, tamtejsze Ministerstwo Turystyki szacuje, że w samym czerwcu liczba pasażerów przylatujących rejsami międzynarodowymi podskoczy aż o 7,1 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2025 r. Prognozy opublikowane w komunikacie prasowym hiszpańskiego resortu wskazują na podobne, potężne wzrosty w innych częściach południowej Europy. W czerwcu spodziewany jest skok liczby podróżnych o 12 proc. we Włoszech oraz o 2,6 proc. we Francji (w ujęciu rok do roku).

Na przeciwległym biegunie zestawienia znalazły się Cypr oraz Albania. Według raportu JB.com kraje te uchodzą za najbardziej gościnne dla przyjezdnych - nie odnotowano tam żadnych protestów społecznych, a presja regulacyjna nakładana na podróżnych pozostaje minimalna.

Które kraje w UE są najmniej przyjazne turystom?


Analiza danych przeprowadzona przez autorów raportu pozwoliła utworzyć listę najmniej przyjaznych turystom państw Unii Europejskiej. Liczba punktów (w skali od 0 do 100) odzwierciedla intensywność protestów, uwagę mediów, poziom podatków turystycznych oraz stosunek liczby gości do stałych mieszkańców.

  1. Hiszpania - 100

  2. Włochy - 98

  3. Francja - 71

  4. Grecja - 67

  5. Portugalia - 66

  6. Holandia - 48

  7. Niemcy - 37

  8. Chorwacja - 37

  9. Austria - 36

  10. Czechy - 25

  11. Malta - 23

  12. Dania - 19

  13. Irlandia - 16

  14. Węgry - 15

  15. Belgia - 15

  16. Cypr - 1

Pod względem stosunku liczby turystów do rezydentów najgorzej wypadają Dania, Malta i Chorwacja, pod względem podatków turystycznych - Holandia, Francja i Grecja, pod względem nasilenia protestów - Hiszpania, Portugalia i Włochy, zaś pod względem rocznego przyrostu liczby turystów - Cypr, Węgry i Francja.

Wakacje czy nawet jednodniowa wycieczka w krajach ze szczytu tego rankingu nie oznacza koniecznie, że spotkamy się z przemocą, próbami oszustwa, kradzieżami czy wyrażaną słownie, otwarta wrogością. Jest jednak statystycznie wyższa szansa, że lokalni mieszkańcy będą patrzeć na nas krzywym okiem, będziemy musieli przeciskać się przez tłumy i doświadczymy pomniejszych nieprzyjemności - zwłaszcza w szczycie sezonu.

Nadmierna turystyka. Protesty w obleganych krajach Europy


Hiszpania, która otwiera globalną listę 30 analizowanych państw, zarejestrowała demonstracje skierowane przeciw turystom w ponad 40 miastach na terenie całego kraju - od Barcelony po Wyspy Kanaryjskie. Sama tylko Katalonia, w której leży Barcelona, przyjęła w 2025 r. około 20,1 mln turystów (wzrost o 0,6 proc. w porównaniu z 2024 r.). Tuż za nią uplasowały się Baleary oraz Wyspy Kanaryjskie.

W czerwcu zeszłego roku manifestanci przemaszerowali przez centrum stolicy Katalonii z transparentami "Turystyka zabija Barcelonę", a w obleganych strefach miasta dochodziło nawet do oblewania turystów wodą z plastikowych pistoletów.

We Włoszech fala protestów przetoczyła się przez Wenecję, Rzym, Florencję, Neapol i Mediolan. Lokalni aktywiści uciekali się tam m.in. do niszczenia i blokowania skrzynek na klucze, z których korzystają właściciele mieszkań na wynajem krótkoterminowy, demonstrując w ten sposób sprzeciw wobec braku lokali dla stałych mieszkańców. Aby walczyć z nadmierną turystyką, Wenecja ponownie wprowadziła specjalną opłatę wstępu dla jednodniowych rzesz turystów, o której pisaliśmy wcześniej w GeekWeeku. Obowiązuje ona w wybrane dni - od piątku do niedzieli (w kwietniu, maju, czerwcu i lipcu).

Z kolei we Francji niepokoje społeczne dotknęły Marsylię, Niceę oraz Paryż. Coraz silniejszy opór stawiają też przeciwnicy gigantycznych statków wycieczkowych. Pokazuje to, że mieszkańcy aktywnie sprzeciwiają się dotychczasowemu modelowi turystyki zarówno w głębi kraju, jak i w regionach nadmorskich.


Sagrada Família to najwyższy kościół świata. Budowa trwała 144 lata© 2026 Associated Press


  •  

Twierdza Wisłoujście odzyska historyczny hełm po ponad 200 latach

Twierdza Wisłoujście odzyska historyczny hełm. Rusza wielka modernizacja zabytku

Karol Kubak

Twierdza Wisłoujście przejdzie największe zmiany od lat. Dzięki dofinansowaniu przekraczającemu 12 mln zł zabytek odzyska historyczny hełm wieży z XVIII wieku, a odwiedzający zyskają nowe wystawy, centrum obsługi oraz wygodniejsze warunki zwiedzania. Prace mają zakończyć się w 2029 roku.


Ceglana Twierdza Wisłoujście, okrągła wieża z polską flagą na szczycie, otoczona drzewami i dziedzińcem

Twierdza Wisłoujście odzyska historyczny hełm wieży Andrzej Otrębski/CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/deed.en)Wikimedia Commons


Twierdza Wisłoujście otrzymała ponad 12 mln zł dofinansowania na kompleksowe prace konserwatorskie i modernizacyjne. Dzięki inwestycji odwiedzający zobaczą nie tylko odnowione fortyfikacje, ale także element, który od lat można podziwiać jedynie na dawnych rycinach. Nad wieżą ponownie pojawi się historyczny hełm niczym ten z XVIII wieku.


Dwa działa ustawione na wzniesieniu nad rzeką, żołnierz w mundurze stojący obok, w tle port z żaglowcami i wysoka wieża po prawej stronie.

Twierdza Wisłoujście. Rycina z czasów napoleońskich. Carl August Helmsauer wg Christiana Gottlieba Ludwiga, Twierdza Wisłoujście, 1825 rok. Na grafice wieża Twierdzy Wisłoujście. Na bastionie działo i francuski żołnierz.Muzeum Gdańskamateriały prasowe


Historyczna twierdza u ujścia Wisły


Twierdza Wisłoujście znajduje się w miejscu, gdzie przez stulecia Wisła wpadała do Zatoki Gdańskiej. Jej początki sięgają średniowiecza, kiedy funkcjonowała tu latarnia morska pomagająca statkom wpływać do portu w Gdańsku. Z czasem obiekt rozbudowano o kolejne umocnienia, tworząc jedną z najważniejszych nadmorskich twierdz dawnej Rzeczypospolitej.

Dziś jest uznawana za jeden z najcenniejszych przykładów nowożytnej architektury obronnej w Polsce. Znalazła się też na liście Pomników Historii, czyli najważniejszych zabytków objętych szczególną ochroną.

Odtworzą hełm wieży sprzed wieków


Najbardziej widoczną zmianą będzie rekonstrukcja historycznego hełmu wieży. Charakterystyczne zwieńczenie istniało jeszcze w XVIII wieku, jednak nie przetrwało do naszych czasów. Teraz zostanie odtworzone na podstawie zachowanej dokumentacji archiwalnej.


Porównanie historycznego rysunku wieży z ok. 1829 roku z nowoczesną dokumentacją techniczną projektu rekonstrukcji zwieńczenia wieży Wisłoujście, ukazujące szczegóły architektoniczne oraz różnice w opracowaniu detali konstrukcyjnych.

Projekt rewaloryzacji hełmu wieży Twierdzy Wisłoujście. Po lewej fragment ryciny z około 1828 roku, po prawej projekt nowego hełmu wzorowany na wizerunku historycznym w przekroju i od frontu.Muzeum Gdańskamateriały prasowe


To właśnie ten element ma stać się symbolem całego przedsięwzięcia. Po zakończeniu prac sylwetka twierdzy będzie znacznie bliższa temu, jak wyglądała przed wiekami. Dla mieszkańców i turystów będzie to jedna z najbardziej zauważalnych zmian w zabytku.

Nowe wystawy i wygodniejsze zwiedzanie


Warto zaznaczyć,że projekt obejmuje więcej niż samą rekonstrukcję historycznych elementów. Prace będą prowadzone na obszarze liczącym blisko 180 tys. metrów kwadratowych, a ich zakończenie zaplanowano na połowę 2029 roku. Celem jest zarówno ochrona zabytku, jak i zwiększenie jego atrakcyjności dla zwiedzających.

W twierdzy powstaną nowe przestrzenie wystawiennicze i warsztatowe oraz Centrum Obsługi Zwiedzających. Znajdzie się tam również nowa wystawa stała. Jedną z jej największych atrakcji ma być liczący ponad trzy metry długości model okrętu królewskiej floty wojennej z XVII wieku, który będzie największym tego typu obiektem w Polsce.

Przewidziano także działania poprawiające dostępność i komfort zwiedzania. Obejmą one uporządkowanie przestrzeni oraz rozwiązania ułatwiające korzystanie z obiektu przez gości.

Źródło: Muzeum Gdańska


Ile wiesz o najstarszych polskich zamkach? Sprawdź się w historycznym quizie

Zamek Czocha

Po co ten pośpiech? Wyścig ślimaków promuje spokojne tempo życia © 2026 Associated Press


  •  

Strach i euforia. Rollercoaster robi z mózgiem coś dziwnego


Spis treści:

  1. Co to jest rollercoaster? Inżynieria zamienia prawa fizyki w emocje

  2. Jak nazywa się uczucie, którego doświadcza się na kolejce górskiej?

  3. Rollercoastery w Polsce. Hossoland i Energylandia

  4. Jaki jest najszybszy rollercoaster na świecie i w Europie?

Co to jest rollercoaster? Inżynieria zamienia prawa fizyki w emocje


Rollercoaster to kolejka górska poruszająca się po specjalnie zaprojektowanym torze z ostrymi zjazdami, zakrętami, wzniesieniami i zmianami kierunku. Klasyczny model korzysta z energii potencjalnej, czyli tej zgromadzonej podczas wciągania pociągu na pierwsze wzniesienie. Potem wysokość zamienia się w prędkość. Im niżej zjeżdża wagon, tym więcej energii zamienia się w ruch.

Pomysł narodził się z prostego pragnienia: człowiek chciał poczuć dreszcz emocji, a chwilę później wrócić na ziemię z uśmiechem na twarzy. Na długo przed pojawieniem się stalowych pętli, magnetycznych napędów i pociągów pędzących z prędkością setek kilometrów na godzinę istniały rosyjskie lodowe zjeżdżalnie, które już w XVIII wieku przyciągały amatorów mocnych wrażeń. To właśnie tam zaczęła się historia kontrolowanego spadania.

Jej nowoczesny rozdział otworzył się 16 czerwca 1884 roku na nowojorskim Coney Island, gdy LaMarcus Adna Thompson uruchomił kolejkę Switchback Railway. Osiągała zaledwie około 9,7 km/h, więc obecnie wywołałaby raczej uśmiech niż krzyk. Miała jednak wszystko, co do dziś stanowi istotę rollercoastera: wysokość, ruch, moment oddania kontroli i ulgę, która przychodzi wraz z końcem przejażdżki.


Przy gwałtownym spadku ciało doświadcza airtime’u, czyli krótkiego momentu, w którym pasażer ma wrażenie, że unosi się nad siedziskiemGeekweek - import


Z tej prostej rozrywki wyrosła jedna z najbardziej precyzyjnych maszyn w świecie parków tematycznych. Rollercoaster to układ toru, pociągu, hamulców, napędu, czujników i zabezpieczeń, który prowadzi pasażera przez zaplanowaną sekwencję spadków, zakrętów, wzniesień i przeciążeń. Inżynieria wykorzystuje podstawową zasadę fizyki: wagon podniesiony wysoko nad ziemię gromadzi energię wynikającą z wysokości, a podczas zjazdu zamienia ją w prędkość. Różnica polega na tym, że współczesna kolejka nie zdaje się wyłącznie na grawitację, ponieważ inżynierowie obliczają:

  • promienie łuków;

  • siły boczne;

  • docisk w dolnych partiach toru;

  • momenty lekkości na wzniesieniach;

  • opór powietrza;

  • tarcie kół;

  • masę pasażerów;

  • zachowanie hamulców przy różnych temperaturach.

Pociąg rollercoastera nie sunie po torze jak zwykły skład kolejowy. Jest raczej "zamknięty" wokół szyny przez system kół, które prowadzą go od góry, z boków i od spodu. Koła nośne dźwigają wagon, boczne utrzymują go stabilnie na łukach, a dolne działają jako zabezpieczenie wtedy, gdy tor gwałtownie opada, skręca albo obraca pasażerów do góry nogami.

Najwięksi producenci rollercoasterów projektują nie samą trasę, lecz pełną dramaturgię przejazdu. W tej branży każda firma ma własny podpis, rozpoznawalny dla fanów niemal tak samo jak styl reżysera w kinie. Intamin od lat kojarzony jest z konstrukcjami rekordowymi, mocnymi startami i odważnym przesuwaniem granic wysokości oraz prędkości. To właśnie ten producent stoi za Falcon's Flight w Six Flags Qiddiya City, otwartym 31 grudnia 2025 roku i opisywanym przez park oraz producenta jako najszybszy, najwyższy i najdłuższy rollercoaster świata.

Inną drogą idzie Vekoma, holenderski producent, który przez lata stał się jednym z najbardziej wszechstronnych graczy rynku. W jego portfolio znajdują się kolejki rodzinne, podwieszane, siedzące, launch coastery, konstrukcje typu flying coaster oraz projekty tworzone na zamówienie konkretnych parków. Bolliger & Mabillard, czyli szwajcarskie B&M, zbudował z kolei reputację na płynności jazdy, eleganckim prowadzeniu toru i dopasowywaniu konstrukcji do terenu.

Obok tej trójki działają producenci, którzy mocno wpływają na kierunek rozwoju całej branży. Mack Rides kojarzy się z dopracowanymi coasterami rodzinnymi i multilaunchami, Rocky Mountain Construction zasłynął z hybrydowych konstrukcji łączących drewnianą strukturę ze stalowym torem, a Gerstlauer oraz S&S mają w dorobku kompaktowe, intensywne projekty, często budowane tam, gdzie park potrzebuje dużych emocji na mniejszej przestrzeni.

Jak nazywa się uczucie, którego doświadcza się na kolejce górskiej?


Podczas jazdy rollercoasterem ciało otrzymuje serię sygnałów, które na co dzień pojawiają się rzadko albo wcale. Przy gwałtownym spadku ciało doświadcza airtime'u, czyli krótkiego momentu, w którym pasażer ma wrażenie, że unosi się nad siedziskiem. Chwilę później, na dole łuku albo przy szybkim wejściu w zakręt, ciało zostaje mocno dociśnięte do siedziska. Do tego dochodzi praca błędnika, czyli części ucha wewnętrznego odpowiedzialnej za równowagę. Błędnik rejestruje nagłe przechyły, spadki, przyspieszenia i zmiany kierunku, a mózg musi błyskawicznie uporządkować te informacje. Dla organizmu to jasny sygnał alarmowy. Serce przyspiesza, oddech się skraca, mięśnie napinają, a nadnercza uwalniają adrenalinę, hormon mobilizujący ciało do działania.

Na tym polega psychologiczny fenomen rollercoastera. Organizm przez chwilę reaguje tak, jakby znalazł się w sytuacji zagrożenia, ale świadomość równocześnie rozpoznaje bezpieczne ramy przeżycia: fotel, zapięcia, tor, obsługę, hamulce i przewidywalny koniec jazdy. Powstaje więc napięcie między instynktem a rozsądkiem - instynkt mówi: spadasz, rozsądek dopowiada: jesteś w kontrolowanej maszynie.

Psychologowie opisują ten typ doświadczenia jako przyjemność płynącą z intensywnego pobudzenia w bezpiecznym otoczeniu. Podobny mechanizm działa przy horrorach, sportach ekstremalnych czy skoku na bungee. Najpierw ciało przeżywa stres, a zaraz potem doświadczą ulgi. Owa ulga po silnym pobudzeniu aktywuje układ nagrody, związany między innymi z dopaminą, czyli neuroprzekaźnikiem odpowiedzialnym za motywację, oczekiwanie przyjemności i chęć powtarzania ekscytujących doświadczeń.

Osoby chętnie wybierające intensywne bodźce mogą silniej reagować na ten rodzaj nagrody. Jedna osoba wysiada blada, z drżącymi nogami, druga śmieje się jeszcze przed całkowitym zatrzymaniem pociągu, a trzecia chce przejechać się jeszcze raz. Różnica wynika nie tylko z odwagi, liczą się wcześniejsze doświadczenia, wrażliwość błędnika, podatność na chorobę lokomocyjną, potrzeba kontroli, temperament i indywidualna tolerancja silnego pobudzenia. Przejażdżka rollercoasterem jest więc testem układu nerwowego: przez kilkadziesiąt sekund sprawdza, jak ciało i głowa radzą sobie z prędkością, utratą stabilności oraz nagłym powrotem do bezpieczeństwa.

Rollercoastery w Polsce. Hossoland i Energylandia


Energylandia w Zatorze jest jednym z najmocniejszych punktów na europejskiej mapie rollercoasterów. Na terenie parku znajduje się aktualnie 20 kolejek górskich: Śmiejżelki Energuś, Circus Coaster, Happy Loops, RMF Dragon, Boomerang, Mars, Frutti Loop, Zadra, Frida, Draken, Abyssus, Tidal Wave Twister, Ekipa Light Explorers, Pepsi Hyperion, Mayan, Formuła, Speed, Viking, Choco Chip Creek oraz Honey Harbour. To przekrój przez różne oblicza współczesnej rozrywki parkowej: pierwsze dziecięce przejazdy, rodzinne trasy tematyczne, dynamiczne launch coastery, odwrócone układy toru, wodne finały i konstrukcje, które przyciągają do Zatora fanów adrenaliny z całego świata.

W Strefie Ekstremalnej Energylandii obok rollercoasterów działają również atrakcje wykorzystujące ruch wahadłowy, obrotowy i swobodny spadek. Aztec Swing, wahadło typu Frisbee od SBF Visa Group, zabiera jednocześnie 32 osoby i podczas lotu po okręgu o średnicy 27 metrów generuje przeciążenia sięgające 4,5 g. Space Booster, nazywany przez gości "młotem", obraca pasażerów na 40-metrowym ramieniu, rozpędzając ich do 100 km/h i zapewniając przeciążenia rzędu 4 g. Ekstremalną ofertę tej strefy uzupełniają także 40-metrowa wieża swobodnego spadania Tsunami Drop oraz atrakcje Space Gun i Apocalypto.

  • Hyperion, Zadra i Abyssus. Najmocniejsze symbole Energylandii

Najbardziej rozpoznawalnym symbolem ekstremalnej części parku jest oczywiście Pepsi Hyperion, zbudowany przez Intamin. To stalowy hyper coaster, czyli bardzo wysoka i szybka kolejka oparta na dużym pierwszym spadku, rozległych łukach oraz momentach airtime'u. Hyperion ma około 77 m wysokości i osiąga około 142 km/h, więc aktualnie jest to drugi najszybszy i największy rollercoaster w Europie.

Drugą ikoną Energylandii jest Zadra, hybrydowy rollercoaster od Rocky Mountain Construction. Jej hybrydowy charakter polega na połączeniu drewnianej konstrukcji nośnej ze stalowym torem, przez co przejazd ma surową energię klasycznych drewnianych coasterów, ale pociąg porusza się po bardzo precyzyjnie uformowanej stalowej szynie. Zadra ma około 63 m wysokości, więc jest ósma pod względem wysokości w Europie, rozpędza się do około 121 km/h i oferuje trzy inwersje, czyli elementy, w których pasażerowie obracani są głową w dół.


Top 15 atrakcji w Energylandii

Top 15 atrakcji w Energylandiimateriały prasowe


Osobne miejsce zajmuje Abyssus, zaprojektowany przez Vekomę dla strefy Aqualantis. To stalowy launch coaster, czyli kolejka rozpędzana systemem startowym, a nie klasycznym, spokojnym wciąganiem na pierwsze wzgórze. Abyssus ma około 38,5 m wysokości, 1316 m długości, osiąga niemal 100 km/h i prowadzi pasażerów przez cztery inwersje. Tutaj napięcie nie opiera się na jednym monumentalnym spadku, lecz na serii impulsów: przyspieszenie, zmiana kierunku, obrót, kolejny element i następne przeciążenie. Przejazd ma rytm przygodowej sekwencji, w której kulminacje następują szybko jedna po drugiej.

Wśród najbardziej intensywnych atrakcji parku trzeba wymienić również Mayan, także produkcji Vekomy. To inverted coaster, czyli kolejka, w której wagoniki wiszą pod torem, a nogi pasażerów znajdują się swobodnie nad ziemią. Mayan osiąga około 80 km/h, ma około 33 m wysokości i oferuje pięć inwersji. Jego moc nie wynika wyłącznie z prędkości. Największe wrażenie robi sposób prowadzenia ciała w przestrzeni. Tor znajduje się nad głową, pod stopami zostaje powietrze, a kolejne obroty zaburzają zwykłe poczucie góry i dołu.

  • Hossoland. Nowy park rozrywki na Pomorzu ma też rollercoastery

27 czerwca 2025 roku w Brojcach na Pomorzu Zachodnim otworzył się kolejny park rozrywki: Hossoland. Obecnie na gości czekają cztery kolejki: Aurora, Mermaid Ride, Thor oraz Veyron. Trzy pierwsze dostarczyła firma Vekoma, a najmniejszy Veyron powstał we współpracy z włoskim producentem Preston & Barbieri. Całość wpisuje się w charakter parku inspirowanego bałtyckimi legendami i nordycką mitologią, stawiającego bardziej na przygodę i dostępność dla rodzin niż na ekstremalne przeciążenia.

Największą z działających atrakcji jest Aurora - podwieszany family coaster o długości około 395 metrów, wysokości 20 metrów i prędkości dochodzącej do 55 km/h. Niewiele mniejszy Thor oferuje około 350 metrów toru, wznosi się na 12,5 metra i osiąga prędkość około 40 km/h. Mermaid Ride prowadzi pasażerów przez 247 metrów trasy, osiągając około 45 km/h, natomiast Veyron pełni rolę lekkiej kolejki rodzinnej, przeznaczonej także dla młodszych gości.

Największe zainteresowanie budzi jednak zapowiadany GhostRider. Według ujawnionych parametrów nowa kolejka Vekomy ma mieć 893 metry długości, 53,5 metra wysokości i rozpędzać się do 117 km/h. Jeśli projekt zostanie zrealizowany zgodnie z planem, będzie to pierwsza naprawdę ekstremalna atrakcja Hossolandu i zarazem jedna z najmocniejszych kolejek górskich w Polsce.

Jaki jest najszybszy rollercoaster na świecie i w Europie?


Wyścig o tytuł najszybszego rollercoastera świata przez lata kojarzył się z Formula Rossa w Abu Zabi, ale pod koniec 2025 roku rekord przejęła nowa konstrukcja w Arabii Saudyjskiej. Falcon's Flight w parku Six Flags Qiddiya City rozpędza się do 250 km/h, osiąga 163 metry wysokości i ma ponad 4,2 kilometra długości. Trasa wykorzystuje naturalne, górskie ukształtowanie terenu, prowadzi przez długie odcinki szybkiej jazdy, przepaść i gigantyczny spadek, a przejazd trwa znacznie dłużej niż w większości rekordowych kolejek. To obecnie najbardziej ambitny rollercoaster świata i symbol nowego kierunku rozwoju branży, w którym liczy się już nie tylko prędkość, lecz także rozmiar całego doświadczenia.

Tytuł najszybszego rollercoastera Europy należy do Red Force w hiszpańskim Ferrari Land. Ta spektakularna kolejka wykorzystuje napęd magnetyczny, który rozpędza pociąg od 0 do 180 km/h w zaledwie pięć sekund. Charakterystycznym elementem konstrukcji jest wysoka na 112 metrów pionowa wieża, na którą wagon wjeżdża niemal natychmiast po starcie, by chwilę później runąć w dół z ogromną prędkością. Inspiracją dla atrakcji były osiągi samochodów Formuły 1, dlatego cały przejazd przypomina bardziej gwałtowne wystrzelenie niż klasyczną jazdę kolejką górską


Instynkt nawigacyjny w wątrobie? Naukowcy odkryli tajemnicę gołębi© 2026 Associated Press


  •  

Pomiędzy morzem a jeziorem. Dąbki zachwycają spokojem i urokiem

Pomiędzy morzem a jeziorem. Dąbki zachwycają spokojem i urokiem

Julia Król

Dąbki to niewielka miejscowość w gminie Darłowo, która zachwyca spokojem, malowniczą plażą i dostępem do jeziora Bukowo. Uzdrowisko wyróżnia się czystym powietrzem bogatym w jod, co sprzyja osobom z problemami z tarczycą i alergiami.


Jezioro Bukowo z drewnianym molo, kaczkami, łódkami i rowerami wodnymi przy zalesionym brzegu.

Spore jezioro Bukowo to kolejna godna uwagi atrakcja w DąbkachMONKPRESSEast News


Dąbki zachwycają spokojem. Co jeszcze kryje między morzem a jeziorem Bukowo?


Gmina Darłowo skrywa spokojną i urokliwą miejscowość, w której mieści się nowoczesne uzdrowisko i masa atrakcji. Dąbki są idealnym kierunkiem, jeśli szukasz spokoju oraz kontaktu z naturą. Ta urokliwa wieś otoczona jest szeroką plażą, a w jej obrębie znajduje się dodatkowo jezioro Bukowo. Pobyt w niej jest szczególnie polecany osobom z problemami z tarczycą, ponieważ powietrze bogate jest w jod, który wspiera proces regeneracji.

Dlaczego Dąbki to hit sezonu? Historia i atrakcje turystyczne


Uzdrowisko Dąbki powstało w 2007 roku, więc jest jednym z najmłodszych polskich uzdrowisk. Leży przy leśnej promenadzie, w której rośnie sosna - to właśnie dzięki niej klimat w Dąbkach ma właściwości bakteriobójcze. Powietrze wspomaga leczenie alergii i schorzeń dróg oddechowych, wspierając jednocześnie wzrost odporności i zmniejszając skłonność do przeziębień.

Za wydmami znajduje się piaszczysta plaża, a w południowej części wsi rozciąga się jezioro o powierzchni 18 kilometrów kwadratowych. Jest to raj dla miłośników sportów wodnych - można spacerować, wypożyczyć kajak, SUP lub rowerek wodny. W sezonie działają także rejsy statkiem wycieczkowym, które pozwalają zobaczyć okolicę z innej perspektywy.

Jezioro Bukowo jeszcze kilka tysięcy lat temu było zatoką naszego morza. To fale, prądy i wiatry odcięły go od Bałtyku piaszczystą mierzeją, która obecnie ma około 7 km długości. Nie jest szczególnie popularnym turystycznie miejscem, więc szukając spokoju nad morzem, warto się tam wybrać.


Mapa satelitarna wybrzeża Bałtyku z zaznaczonymi plażami, miejscowościami Dąbki i Bobolin oraz wybranymi ośrodkami wypoczynkowymi i atrakcjami w pobliżu jeziora Bukowo.

Dąbki mają idealne położenie dla osób spragnionych aktywnego wypoczynku.Mapy Google/zrzut ekranumateriał zewnętrzny


Wzdłuż nadmorskiej plaży rozpościera się leśna promenada o długości około 6 kilometrów, idealnie nadając się na spacery z kijkami czy swobodne bieganie. Trasy rowerowe ciągnące się przez miejscowość, umożliwiają bezpieczną podróż nawet do Koszalina. Powierzchnia trasy jest gładka, co pozwala na przyjemną jazdę na rolkach czy hulajnogach.

Kilka minut od Dąbek znajduje się Bobolin z klimatyczną plażą i pozostałościami militarnymi z czasów II wojny światowej. Są to tajemnicze, betonowe konstrukcje położone wzdłuż wybrzeża, które niegdyś służyły prawdopodobnie jako tarcze strzelnicze do testowania broni wielkiego kalibru.


Na plaży w Bobolinie możemy zobaczyć pozostałości starych bunkrów

Na plaży w Bobolinie możemy zobaczyć pozostałości starych bunkrów123RF/PICSEL


Na rzece Wieprzy w Darłówku atrakcję turystyczną stanowi most rozsuwany jeszcze z lat osiemdziesiątych. Jest to jedyna taka konstrukcja w całej Polsce, więc warto go zobaczyć. W pobliskim Darłowie można się przyjrzeć latarni morskiej, ciągnącej się w górę na 22 metry, oraz Zamku Książąt Pomorskich, który został wybudowany w stylu gotyckim w XIV wieku, a dziś pełni rolę muzeum.

Przy ulicy Sztormowej w Dąbkach stoi chałupa rybacka nr 21 z 1855 roku, zbudowana na konstrukcji szachulcowej. Ściany pobielano wapnem, a belki pomalowano czarną farbą. Budynek jest wpisany do rejestru zabytków, a prócz niego w Dąbkach znajdują się jeszcze trzy podobne domy.


Czarny samochód zaparkowany przy tradycyjnym domu o konstrukcji szachulcowej z dużym, strzechowym dachem, otoczony zielenią i kwiatami.

Chałupa rybacka we wsi Dąbki nr 21Ewkaa, CC BY-SA 3.0 PL, via Wikimedia CommonsWikimedia Commons


Nie brak tu również sezonowych wydarzeń tematycznych, takich jak Międzynarodowy Festiwal Latawców, który odbywa się od 4 do 7 czerwca na plaży przy wejściu nr 1 w Dąbkach. W programie znalazły się pokazy ogromnych, kolorowych latawców, loty synchroniczne, warsztaty budowania latawców czy imprezy z DJ-em na plaży.


Sherlock Holmes o mało wtedy nie zginął. Słynna scena przy wodospadzie Reichenbach© 2026 Associated Press


  •  

Nowa wieża zapewnia piękne widoki. Darmowa atrakcja nad jeziorem

Nowa wieża zapewnia piękne widoki. Darmowa atrakcja nad jeziorem

Paula Drechsler

Niedawno otwarta wieża widokowa nad Jeziorem Łopatki w woj. kujawsko-pomorskim to nowa atrakcja turystyczna, która przyciąga miłośników pięknych panoram. Konstrukcja licząca ponad 150 schodów umożliwia podziwianie okolicy, a przy dobrych warunkach widać nawet zamek krzyżacki w Radzyniu Chełmińskim. Wstęp na taras widokowy jest bezpłatny, a okolica oferuje więcej atrakcji.


Nowa wieża widokowa nad jeziorem otoczona zielonymi polami i lasami w Łopatkach Polskich już otwarta.

Niedaleko Grudziądza otwarta została nowa wieża. Widoki na jezioro i okolicę.Google Earth/Facebook: Gmina Książkimateriał zewnętrzny



W skrócie

  • W Łopatkach Polskich w województwie kujawsko-pomorskim oddano do użytku nową atrakcję - wieżę widokową.

  • Z wieży widać jezioro i okolicę, a przy dobrych warunkach także krzyżacki zamek w Radzyniu Chełmińskim oraz Grudziądz.

  • Wejście na wieżę jest bezpłatne i całodobowe, a na tarasie znajduje się luneta.

Nowa atrakcja w woj. kujawsko-pomorskim. Sielskie widoki z wieży


Województwo kujawsko-pomorskie to region, w którym nie sposób się nudzić - znajdziemy tu miasta pełne zabytków, malownicze trasy spacerowe, jak i miejsca idealne do aktywnego wypoczynku na łonie natury. Do tej szerokiej gamy atrakcji dołączyła właśnie kolejna propozycja dla miłośników pięknych widoków.

To niedawno oddana do użytku wieża widokowa w miejscowości Łopatki Polskie w gminie Książki, powiecie wąbrzeskim, około 30 km od Grudziądza. Konstrukcja pozwala spojrzeć na okolicę z zupełnie nowej perspektywy. Z jej tarasu wyposażonego w lunetę rozciąga się malowniczy widok na jezioro i otaczający je krajobraz, co czyni tę wieżą nową, wartą odwiedzenia atrakcją regionu.

Panorama okolicy, a nawet widok na zamek krzyżacki


Maj przyniósł wiele ciekawych wydarzeń i nowych atrakcji, w tym również otwarcie nowej wieży widokowej w Łopatkach. Odwiedzający mogą już korzystać z położonej nad Jeziorem Łopatowickim budowli, z której roztaczają się malownicze widoki na okolicę.

- Nowoczesna konstrukcja doskonale wpisuje się w otaczający krajobraz i już teraz stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów w okolicy. Z jej szczytu rozciąga się przepiękna panorama pól, lasów i okolicznych miejscowości. Przy dobrej widoczności można dostrzec m.in. zamek w Radzyniu Chełmińskim oraz Grudziądz - informuje Gmina Książki, dodając, że obiekt ten stanowi istotny punkt na turystycznej mapie rejonu, wzbogacając ofertę dla mieszkańców i odwiedzających.

Wieża widokowa Łopatki. Bezpłatna atrakcja z widokiem na jezioro


Stalowo-drewniana konstrukcja zlokalizowana jest na niewielkim wzniesieniu, w pobliżu Centrum Aktywnego Wypoczynku. Jak informuje Gazeta Pomorska, można wystartować z pobliskiego parkingu, podejście jest krótkie, lecz strome. Sama wieża liczy ponad 150 schodów i oferuje taras widokowy z lunetą, który wystaje ponad korony drzew. Roztacza się z niego panorama okolicy. U stóp obiektu zamontowano natomiast ławki.

Wstęp na wieżę jest całodobowy i bezpłatny, natomiast skorzystanie z lunety to koszt w wysokości 5 zł.

Jezioro Łopatki zyskało tym samym kolejny atut. Działa tu już przestrzeń stworzona z myślą o miłośnikach sportów wodnych, rodzinach z dziećmi oraz zorganizowanych grupach - można wypożyczyć różne sprzęty, np. rowerki wodne, jest zadbana Plaża Łopatki z pomostem, są atrakcje dla najmłodszych i pole biwakowe.


Stonehenge nadal fascynuje. Neolityczna budowla zainspirowała archeologów© 2026 Associated Press


  •  

5 szlaków w polskich górach, na których nie ma tłumów


Spis treści:

  1. Bieszczady bez tłumów. Tu warto spacerować

  2. Szlaki w Tatrach bez turystów

  3. Góra Lackowa nie dla niedzielnych turystów

  4. Radziejowa i Przehyba bez tłumów? Tylko w ten sposób

  5. Pieniny bez tłumów tylko Spiskie

Bieszczady bez tłumów. Tu warto spacerować


Jeśli oprzeć się na danych Bieszczadzkiego Parku Narodowego, to najbardziej popularne i oblegane trasy to Połonina Wetlińska, Tarnica i Mała Rawka. Na którym szlaku nie będzie więc tłumów? Jedną z propozycji jest wybranie trasy z Tarnawy Niżnej do Dźwiniacza Górnego. Ta biegnie przez enklawę Doliny Górnego Sanu tuż przy granicy z Ukrainą. Nie jest wymagająca pod kątem długości, bo ma jedynie 9,7 km i biegnie spokojnie, ale ma za to wiele do zaoferowania. No i nie ma tam tłumów.

Ścieżka Tarnawa-Dźwiniacz prowadzi głównie przez łąki, bobrowe rozlewiska, torfowiska i stare zadrzewienia. Trasa rozpoczyna się w Tarnawie Niżnej, gdzie w sezonie działa niewielki sklep. W tym miejscu znajduje się parking oraz początek ścieżki. Ta została poprowadzona tak, że tworzy pętlę, ponieważ jedna prowadzi górą, przez widokowe łąki, a druga dołem drogą wzdłuż Sanu. Wybór należy do nas.

Choć trasa z Tarnawy do Dźwiniacza znajduje się daleko od głównych bieszczadzkich szlaków, a krajobraz jest nieco senny, to po drodze zatrzyma nas kilka ciekawych atrakcji. Pierwszy to punkt widokowy Świetlikowe (728 m n.p.m.). W czasie dalszego spaceru miniemy kilka krzyży, a specjalna ścieżka zaprowadzi nas do cerkwiska i starszego cmentarza. Pierwszego z nich, ponieważ drugi, mniejszy znajduje się 200 metrów dalej. Ostatni punkt trasy to torfowisko, jednak wejście na jego teren jest zabronione. Tarnawa Niżna i Dźwiniacz Górny znajdują się w strefie granicznej, dlatego koniecznie trzeba mieć ze sobą dowód tożsamości.

Szlaki w Tatrach bez turystów


W Tatrach sformułowanie brak tłumów brzmi jak oksymoron. Co roku bowiem w najwyższe polskie góry wchodzi nawet pięć milionów turystów, a to oznacza konieczność dzielenia spaceru z innymi. Niemniej jednak są miejsca, gdzie turystów jest znacznie mniej. Zaglądając w statystyki Tatrzańskiego Parku Narodowego, możemy dowiedzieć się, że jedno z takich miejsc to Kominiarska Przełęcz.

Paradoksalnie ruszając w podróż na Kominiarską nieuchronnie natkniemy się na ogromne tłumy. A to dlatego, że początek trasy, a przynajmniej jeden z wariantów, wiedzie przez Dolinę Kościeliską. Jednak gdy morze turystów pójdzie na Przysłop Miętusi czy Czerwone Wierchy, to my będziemy kierować się czarnym szlakiem Ścieżką nad Reglami.


Szałas pasterski ustawiony na otwartej polanie, obok którego zgromadzone jest stado owiec, otoczone gęstym lasem świerkowym i górami w tle.

Polana Jamy, u góry Kominiarska Przełęcz w Tatrach.Wikipediamateriały prasowe


Kominiarska Przełęcz jest rzadko uczęszczana przez turystów, bo nie prowadzi przez tatrzańskie "ikony", wymaga nieco orientacji i nie daje szybkiej nagrody w postaci widowiskowych, instagramowych wręcz widoków. Natomiast Kominiarska Przełęcz daje ogromną przestrzeń, ciszę, spokój i poczucie bycia blisko natury. Co do zasady bowiem, im dalej od głównych dolin, tym mniej turystów w Tatrach.

Góra Lackowa nie dla niedzielnych turystów


Jeśli chcemy w górach odpocząć od tłumów, warto postawić także na Beskid Niski. Jego najwyższy szczyt po polskiej stronie to góra Lackowa, a z powodu bardzo stromego podejścia odstrasza ogromną część turystów. Większość osób woli bowiem łatwiejsze i przyjemniejsze wejścia. A że Lackowa to najwyższa góra w okolicy z trudnym podejściem mamy pewność, że nie będzie tam tłumów.

Zachodni stok oferuje wymagający, ale malowniczy szlak turystyczny, uważany za jeden z najbardziej stromych w polskich górach. Na odcinku zaledwie kilometra różnica wzniesień wynosi około 300 metrów, a nachylenie przekracza 30 stopni. Jest więc bardzo stromo.

Lackowa ma bogatą historię, bowiem w czasach konfederacji barskiej służyła jako punkt sygnalizacyjny i jest częścią Korony Gór Polski. Trasa z Ropek to opcja najbardziej atrakcyjna. Cała pętla liczona od naszego domu ma 19 km, więc będzie to wycieczka całodzienna.

Radziejowa i Przehyba bez tłumów? Tylko w ten sposób


W teorii okolice Szczawnicy, Przehyby i Radziejowej to często wybierane kierunki przez turystów. Jest jednak sposób na to, aby nawet w sezonie ominąć zatory na szlaku. Pierwszy odcinek na Przehybę można bowiem zacząć nie ze Szczawnicy, a ze Szlachtowej i wyjść na górę szlakiem papieskim. Jeśli mamy ochotę, możemy zatrzymać się w schronisku na Przehybie, a jeśli nie, skręcamy w prawo w stronę wieży widokowej na Radziejowej. Tu Beskid Sądecki pokazuje najpiękniejsze oblicze, czyli długie fale grzbietów, cichy szum buków i spektakularne widoki po obu stronach szlaku.

Na samej Radziejowej turystów może być więcej, ale dalsza trasa to spokojny spacer bez tłumów. Kierując się na południe powinno być już tylko lepiej, ponieważ większość osób z Radziejowej zawraca. A kierować należy się dalej z Wielkiego Rogacza na Obidzę. Tu jest sporo widoków, lasów, stare polany pasterskie oraz spokojny klimat. Trasa jest raczej łatwa, prowadzi głównie odkrytym terenem oferującym piękne panoramy Tatr.

Pieniny bez tłumów tylko Spiskie


Chociaż Pieniny zazwyczaj kojarzą nam się ze Spływem Dunajca czy Sokolicą i jednocześnie gigantyczną liczbą odwiedzających, to całkiem niedaleko od Szczawnicy jest wspaniały i piękny region. Mowa o mniej znanych Pieninach Spiskich. Hombarki, bo taka jest inna nazwa, są położone pomiędzy Dunajcem i Popradem, przy granicy ze Słowacją. Od północy pasmo graniczy z Beskidem Sądeckim, natomiast od południa z Górami Lewockimi. Najwyższym szczytem pasma jest góra Żar, na której nie sposób spotkać turystów nawet w sezonie.


Zamek położony na wzgórzu otoczonym jeziorami i gęstym lasem, w tle rozciągają się malownicze wzgórza i niewielkie miejscowości.

Najpiękniejsze miejsca w Pieninach Spiskich to między innymi zamek w Niedzicy nad jeziorem Czorsztyńskim.KPEast News


Jeśli chcemy uniknąć tłumów, to na górę Żar warto wyjść z samej Niedzicy (na przykład po zwiedzeniu zamku). To mało uczęszczana trasa z widokowymi polanami z panoramą na Tatry oraz kilkoma wymagającymi podejściami. Na szczycie Żaru znajduje się wieża widokowa, z której roztacza się widok na Gorce, Babią Górę i Jezioro Czorsztyńskie. Trzeba jednak uważać podczas wymagającego zejścia bardzo stromą ścieżką w kierunku malowniczego Przełomu Piekiełko.

Najpiękniejsze miejsca w Pieninach Spiskich, które warto zwiedzić to wspomniany zamek w Niedzicy oraz ruiny zamku w Czorsztynie. Te średniowieczne twierdze położone nad zalewem na rzece Dunajec są otwarte dla zwiedzających, z ich murów również można podziwiać piękne widoki na najbliższe okolice.


Stonehenge nadal fascynuje. Neolityczna budowla zainspirowała archeologów© 2026 Associated Press


  •  

Gdzie zbierać muszle nad Bałtykiem? Polskie plaże pełne skarbów


Spis treści:

  1. Jakie muszelki skrywa Morze Bałtyckie?

  2. Gdzie jest najwięcej muszli nad Bałtykiem?

  3. Kiedy i jak szukać muszli na bałtyckim brzegu? Praktyczny poradnik

Jakie muszelki skrywa Morze Bałtyckie?


Morze Bałtyckie należy do najmniej zasolonych mórz na świecie. Średnie zasolenie wynosi zaledwie około 7 promili, natomiast w oceanach przekracza zwykle 30-35 promili. Powodem jest duży dopływ wód rzecznych i ograniczona wymiana słonej wody z Morzem Północnym. Takie warunki stanowią wyzwanie dla wielu organizmów morskich. Część gatunków typowych dla oceanów nie potrafi tu przetrwać, a gatunki słodkowodne również funkcjonują na granicy swoich możliwości. Bałtyk jest więc morzem stosunkowo ubogim gatunkowo, ale zamieszkujące go organizmy doskonale przystosowały się do tych wyjątkowych warunków.

Każdy sztorm, silniejszy wiatr czy zmiana prądów morskich może jednak wyrzucić na brzeg setki muszli pochodzących od różnych gatunków małży. Podczas spaceru można natrafić zarówno na niewielkie, delikatne skorupki, jak i znacznie większe okazy, które przez lata dojrzewały na morskim dnie. Nad Bałtykiem najczęściej możemy spotkać cztery rodzaje muszli:

  • Sercówka pospolita (Cerastoderma glaucum): jej skorupka ma niemal okrągły kształt i przypomina serce, od którego pochodzi polska nazwa gatunku. Powierzchnię pokrywają wyraźne, promieniście ułożone żeberka, więc łatwo odróżnić ją od innych małży. Muszle sercówki mają zwykle od 2 do 4 cm długości i występują w odcieniach bieli, kremu, żółci lub jasnego brązu. Po sztormach często tworzą całe skupiska na linii brzegowej;

  • Rogowiec bałtycki (Macoma balthica, obecnie także Limecola balthica): jego muszla jest gładka, cienka i delikatnie błyszcząca. Ma kształt lekko spłaszczonego owalu, a jej kolor może przechodzić od kremowego przez różowawy aż po jasnofioletowy. Dorosłe osobniki osiągają zwykle 2-3 cm długości. W słoneczny dzień puste skorupki rogowca często przyciągają uwagę subtelnym perłowym połyskiem;

  • Małgiew piaskołaz (Mya arenaria): muszla ma wydłużony, lekko prostokątny kształt i osiąga nawet 7-8 cm długości. Wyróżnia się jasną, kremowobiałą barwą oraz charakterystycznie nierównymi połówkami, które nie domykają się całkowicie. Małgiew większość życia spędza zakopana głęboko w piasku, dlatego jej muszle najczęściej pojawiają się na plaży po silnych sztormach;

  • Omułek jadalny (Mytilus spp.): łatwo go rozpoznać ze względu na wydłużoną, klinowatą muszlę przypominającą kształtem migdał lub łezkę. Skorupki mają zazwyczaj granatową, ciemnobrązową albo niemal czarną barwę i mogą dorastać do około 5-6 cm długości. Omułki żyją w dużych koloniach przytwierdzone do kamieni, falochronów i innych twardych powierzchni.

Skorupki małży powstają z węglanu wapnia i podczas wzrostu stopniowo gromadzą ślady różnych pierwiastków obecnych w wodzie oraz osadach dennych. Badacze z Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie, we współpracy z naukowcami z Natural History Museum w Londynie, wykazali w 2021 roku, że skład chemiczny muszli sercówki, rogowca bałtyckiego, małgwi piaskołaza i omułka może dostarczać informacji o warunkach panujących w morzu.

Analizując zawartość wielu pierwiastków, od magnezu i strontu po śladowe ilości metali ciężkich, odkryli, że każda muszla zachowuje swoisty "chemiczny podpis" miejsca, w którym rosła. Dzięki temu można odczytać informacje o zasoleniu wody, rodzaju dna, a nawet zmianach zachodzących w środowisku morskim.

Pojawiły się też nowe odkrycia pokazujące, jak szybko zmienia się fauna Bałtyku. W badaniu opublikowanym w 2025 roku naukowcy opisali obecność rangii zatokowej (Rangia cuneata) w wodach przybrzeżnych Zatoki Pomorskiej. To gatunek pochodzący z Ameryki Północnej, który coraz skuteczniej zadomawia się w europejskich wodach. W niektórych miejscach odnotowano zagęszczenie przekraczające 5 tysięcy osobników na metr kwadratowy. Jej jasna muszla może wyglądać jak kolejna skorupka wyrzucona przez fal, lecz dla biologów morskich jest wyraźnym sygnałem, że ekosystem Bałtyku przechodzi zmiany, które jeszcze kilkanaście lat temu wydawały się mało prawdopodobne.

Gdzie jest najwięcej muszli nad Bałtykiem?


Największe skupiska muszli pojawiają się na szerokich, naturalnych plażach, w pobliżu ujść rzek, zatok i mierzei. W takich miejscach fale najłatwiej podrywają osady z dna i wyrzucają na brzeg puste skorupki małży. O tym, czy na plaży będzie dużo muszli, decydują przede wszystkim przybrzeżne prądy transportujące osady wzdłuż brzegu, rodzaj dna oraz głębokość, na której żyją małże. Nad Bałtykiem najwięcej muszli znajdziemy na obszarach:

  • Mierzei Wiślanej: w okolicach Mikoszewa, Jantaru i Krynicy Morskiej;

  • Półwyspu Helskiego i Zatoki Puckiej;

  • Wyspy Sobieszewskeij: w tym miejscu mieszają się wpływy Wisły i Bałtyku;

  • Łeby, Czołpina i Rowów: to plaże sąsiadujące ze Słowińskim Parkiem Narodowym;

  • Dębki i Białogórę;

Badania polskich naukowców wykazały, że poszczególne gatunki małży mają własne preferencje siedliskowe. Sercówki i małgwie najchętniej zasiedlają piaszczyste dno, rogowce częściej występują w osadach bogatych w muł, natomiast omułki wybierają kamienie, falochrony i inne twarde powierzchnie.

Najlepsze znaleziska rzadko leżą przy samej wodzie. Znacznie częściej można je znaleźć kilka metrów wyżej, w pasie pozostawionym przez ostatnie silniejsze fale. Morze "odkłada" tam wszystko, co wcześniej unosiło się w toni lub spoczywało na dnie, m.in. fragmenty glonów, trawy morskie, kawałki drewna, rośliny, a także setki muszli i ich drobnych fragmentów.

Oceanografowie określają tę mieszaninę mianem kidziny. Dla większości spacerowiczów wygląda jak niepozorny wałek wyrzuconych przez morze resztek, ale dla poszukiwaczy muszli jest jednak prawdziwą kopalnią skarbów. Kidzina to naturalne sito, które zatrzymuje sercówki, fragmenty omułków, pąkle, niewielkie ślimaki morskie i wiele innych skorupek łatwych do przeoczenia na jasnym piasku.

Badacze z Estońskiego Instytutu Morskiego Uniwersytetu w Tartu wykazali w pracy opublikowanej w 2025 roku na łamach "Journal of Coastal Research", że ilość kidziny na bałtyckich plażach wyraźnie zmienia się wraz z porami roku. Największe nagromadzenia odnotowano od października do grudnia, gdy sztormy częściej wzburzają dno i wyrzucają na brzeg znacznie więcej materiału organicznego. Jesienne i wczesnozimowe spacery mogą zatem przynieść znacznie ciekawsze znaleziska niż środek wakacyjnego sezonu.

Kiedy i jak szukać muszli na bałtyckim brzegu? Praktyczny poradnik


Najlepszy moment na poszukiwanie muszli przychodzi po silniejszym wietrze i sztormowej pogodzie, szczególnie jesienią, zimą oraz na przedwiośniu. Latem również można znaleźć wiele pięknych okazów, szczególnie o poranku i po kilku dniach wietrznej pogody. Wtedy morze intensywnie przemieszcza piasek, wzrusza płytkie dno i wyrzuca na brzeg puste skorupki małży, które przez miesiące lub lata spoczywały pod osadami. Zamiast pojedynczych okazów można znaleźć całe skupiska muszli ułożone w charakterystycznych pasach wzdłuż plaży.

Podczas poszukiwań warto obserwować plażę na trzech wysokościach:

  • pierwsza strefa znajduje się tuż przy mokrym piasku, gdzie fale pozostawiają świeżo wyrzucone, często jeszcze błyszczące muszle;

  • druga biegnie wzdłuż śladu po ostatniej wysokiej fali i to właśnie tam najczęściej trafiają się sercówki, omułki czy rogowce;

  • trzecia obejmuje obrzeża kidziny, która zatrzymuje drobniejsze skorupki i inne morskie skarby.

Warto też pamiętać o prostej zasadzie: zabieramy wyłącznie muszle, które są puste. Żywe małże filtrują wodę, uczestniczą w obiegu materii i stanowią ważny element bałtyckiego ekosystemu. Po powrocie do domu okazy najlepiej opłukać w słodkiej wodzie i pozostawić do wyschnięcia. Delikatnych muszli rogowca czy małgwi nie należy mocno szorować, ponieważ ich cienkie skorupki łatwo ulegają uszkodzeniu.

Po zbieraniu muszli warto dokładnie umyć ręce, a same znaleziska oczyścić przed włączeniem ich do domowej kolekcji. Zwykła muszelka znaleziona po sztormie będzie nie tylko wakacyjną pamiątką, ale także małym fragmentem historii Bałtyku zapisanej w wapiennej skorupce.


Wspinaczka na najwyższą górę świata w XXI wieku© 2026 Associated Press


  •  

Jedna góra, dwa kraje i obłędne widoki. Idealny pomysł na weekend

Dwa kraje i obłędne widoki. Biskupia Kopa to świetny pomysł na weekend

Anna Gburek

Choć nie dorównuje wysokością tatrzańskim szczytom, Biskupia Kopa ma w sobie wszystko, czego potrzeba na udany weekend w górach: malownicze szlaki, klimatyczne schronisko, zabytkową wieżę widokową i panoramy rozciągające się jednocześnie na Polskę i Czechy. Najwyższy szczyt polskiej części Gór Opawskich wznosi się na 890 m n.p.m. i od lat przyciąga zarówno początkujących piechurów, jak i zdobywców Korony Gór Polski.


Biskupia Kopa, najwyższy szczyt Gór Opawskich, zalesione wzgórze oświetlone słońcem z widokiem na dolinę i góry.

Biskupia Kopa to najwyższy szczyt Gór Opawskich. Zapewnia piękne widoki o każdej porze rokuPaul AniszewskiAgencja FORUM


Biskupia Kopa znajduje się na południu województwa opolskiego przy granicy z Czechami. Jej wierzchołek znajduje się po stronie polskiej. Od wieków pełniła funkcję graniczną, administracyjną i polityczną. W XIX wieku na tamtejszych terenach rozwinęła się turystyka, dzięki czemu Biskupia Kopa stała się częstym celem pieszych wędrówek. W 1898 roku wybudowano na jej szczycie wieżę widokową, a w 1924 schronisko turystyczne. Obecnie na jej szczyt prowadzi wiele szlaków, które różnią się stopniem trudności i długością.


Spis treści:

  1. Najpiękniejsze szlaki na Biskupią Kopę. Skąd wyruszyć na górską wędrówkę?

  2. Widoki na Polskę i Czechy. Co czeka na zdobywców szczytu?

  3. Praktyczne porady dla turystów. Jak przygotować się na wycieczkę w Góry Opawskie?

Najpiękniejsze szlaki na Biskupią Kopę. Skąd wyruszyć na górską wędrówkę?


Najpopularniejsze trasy prowadzą z Pokrzywnej i Jarnołtówka - niewielkich miejscowości położonych u podnóża Gór Opawskich. Każda z nich ma nieco inny charakter.

Szlak z Pokrzywnej przez Gwarkową Perć jest najbardziej widowiskowy. To propozycja dla osób, które lubią bardziej urozmaicone wędrówki. Trasa prowadzi przez słynną Gwarkową Perć z charakterystyczną metalową drabinką ustawioną w dawnym kamieniołomie, w którym wydobywano łupek filitowy i złoto. Drabinka ma 10 metrów i ustawiona jest na ścianie Góry Bukowej. Jest to najbardziej techniczny fragment szlaku. Osoby z lękiem wysokości mogą wybrać obejście.

Na szlaku z Pokrzywnej mija się również Piekiełko - kolejne wyrobisko skalne. Do schroniska prowadzi droga Amalii i ścieżka Langego nazwana na cześć niemieckiego burmistrza Prudnika, który odegrał dużą rolę w rozwoju turystyki w tym regionie. Obie ścieżki są łagodne i szerokie. Tuż przy schronisku szlak zmienia się z leśnego na widokowy. Odsłonięty szczyt pozwala podziwiać piękną panoramę.

Czerwony szlak z Jarnołtówka jest najkrótszy, ale również najbardziej stromy. Jest opcją, dla osób, które jak najszybciej chcą zdobyć szczyt. Podejście zajmuje ok. 1 godz. i 50 min.

Jeśli wybierasz się z dziećmi, najlepszą opcją będzie żółty szlak z Jarnołtówka. Jego przejście zajmuje ok. 2,5 godz. Jest to najłagodniejsza trasa na szczyt Biskupiej Kopy. Polecana jest również osobom rozpoczynającym przygodę z pieszymi wędrówkami.

Na szczyt Biskupiej Kopy można dostać się także od strony czeskiej zielonym szlakiem ze Zlatých Hor. Z tej samej miejscowości można obrać szlak niebieski, który prowadzi na szczyt przez ruiny zamku Leuchtenštejn. Z kolei osoby, które chcą dostać się do schroniska z dziecięcym wózkiem, mogą wybrać się nieoznakowaną ścieżką spod Ośrodka Ziemowit. Na końcu droga łączy się z żółtym szlakiem.

Widoki na Polskę i Czechy. Co czeka na zdobywców szczytu?


Biskupia Kopa ma 890 m n.p.m. wysokości. Niegdyś szczyt porastał gęsty las, jednak dziś mieszkańcy przekornie nazywają go "Łysą górą". Z powodu masowej wycinki drzew na potrzeby przemysłu w XIX i XX wieku las zastąpiono monokulturą świerkową. Okazało się, że nie była one odporna na zmiany klimatyczne. Brak deszczów w ostatnich latach, a także kwaśne deszcze z lat 70. i 80. XX, które utrzymywały zakwaszenie gleby i wpłynęły na rozwój szkodliwych grzybów, spowodowały, że las świerkowy na Biskupiej Kopie zaczął słabnąć. W latach 2014-2018 doszło do inwazji kornika drukarza, co wymagało wycinki 100 hektarów lasów.

Schronisko znajdujące się u podnóży szczytu niegdyś ukryte w gęstym lesie dziś jest dobrze odsłonięte. Prawdziwie imponujące widoki jednak zapewnia usytuowana na szczycie wieża widokowa. Można z niej podziwiać widok na Jesionki, Masyw Śnieżnika i Góry Złote. Przy dobrych warunkach atmosferycznych można dostrzec zarysy Karkonoszy, Gór Stołowych i Sowich. Ponadto na turystów czeka piękna panorama miasta Zlaté Hory, widoki na zbiorniki Nyski i Otmuchowski, a także ruiny zamku Leuchtenštejn z XIII wieku.

Zdobywcy szczytu mogą odpocząć w zlokalizowanym u podnóża szczytu schronisku, gdzie czaka na nich ciepły posiłek i napoje.

Praktyczne porady dla turystów. Jak przygotować się na wycieczkę w Góry Opawskie?


Zdobycie Biskupiej Kopy nie wymaga dużego doświadczenia turystycznego ani specjalistycznego sprzętu. Na bardziej technicznych odcinkach szlaku przyda się jednak obuwie turystyczne z bieżnikiem. Samochód można zostawić na parkingu pod Ośrodkiem Ziemowit. Parkingi dostępne są także w Pokrzywnej i Jarnołtówku.

Wejście na wieżę widokową jest płatne, dlatego warto mieć przy sobie gotówkę. Z relacji turystów wynika, że nie zawsze jest ona otwarta nawet w sezonie.


Bobry zagościły w Górach StołowychPolsat NewsPolsat News


  •  

30 metrów wysokości i ponad 100 długości. Tę salę zobaczą turyści

W Jaskini Niedźwiedziej powstaje nowa trasa. Prace na półmetku

Karol Kubak

Już za dwa lata turyści odwiedzający Jaskinię Niedźwiedzią w Kletnie zobaczą miejsca, które do tej pory były dostępne tylko dla grotołazów. Trwają prace nad nową, kilometrową trasą prowadzącą do spektakularnej Sali Mastodonta, jednej z największych podziemnych przestrzeni odkrytych w Sudetach.


Metalowa kładka w Jaskini Niedźwiedziej, prowadząca przez oświetlony zielonym światłem korytarz ze skałami i stalaktytami.

Jaskinia Niedźwiedzia jest jedną z największych atrakcji Dolnego Śląska. Obecna trasa turystyczna liczy 500 metrów i została otwarta w latach 80. XX wieku.Albin MarciniakEast News


Jedna z najcenniejszych atrakcji przyrodniczych Dolnego Śląska szykuje się do dużych zmian. W Jaskini Niedźwiedziej w Kletnie trwają prace nad nową trasą turystyczną, która pozwoli zajrzeć do miejsc dotąd dostępnych wyłącznie dla grotołazów, jak przekazała Polska Agencja Prasowa. Największą atrakcją będzie imponująca Sala Mastodonta.

Prace są już na półmetku


Jaskinia Niedźwiedzia, położona w Masywie Śnieżnika, została odkryta w 1966 roku. To najdłuższa jaskinia w Sudetach, a długość poznanych dotąd korytarzy sięga około pięciu kilometrów. Niewykluczone jednak, że podziemny system jest jeszcze większy.

Od dwóch lat prowadzone są prace związane z udostępnieniem nowych fragmentów jaskini. Powstaje około kilometrowa trasa obejmująca tak zwane partie mastodonta. Jak wyjaśnił dyrektor Jaskini Niedźwiedziej Artur Sawicki, dotarcie do odkrytej w 2012 roku Sali Mastodonta wymagało wykonania nowego przejścia.

- Sala Mastodonta została odkryta w 2012 r. Drogą, którą grotołazi odkryli salę [zobacz film poniżej - red.], nie można poprowadzić ścieżki turystycznej, dlatego z zewnątrz przekuliśmy korytarz prowadzący do tej sali - powiedział PAP Artur Sawicki.

Sala Mastodonta robi ogromne wrażenie


Nowo wykonany korytarz ma 160 metrów długości i został wydrążony w litej, białej skale marmurowej. Na jego końcu znajduje się największa atrakcja nowej trasy.


Sala Mastodonta ma ponad 30 metrów wysokości, 30 metrów szerokości i ponad 100 metrów długości.


To jednak dopiero początek zwiedzania. Za salą rozpoczyna się bardziej zróżnicowany fragment jaskini.

- To jednak tylko jeden z elementów nowej trasy. Za salą trasa staje się wielopoziomowa, wieloetapowa. Można tu zobaczyć różnorodność tej jaskini, od obszernych przestrzeni, po ciasne, bardziej wymagające. Będą schody, platformy widokowe, będą zejścia i wejścia. Będzie można zobaczyć bogatą szatę naciekową - podkreślił dyrektor.

Przejście całej trasy ma zająć około godziny. Pierwsi turyści skorzystają z niej w 2028 roku.

Jaskinia pełna śladów epoki lodowcowej


Jaskinia Niedźwiedzia wyróżnia się tym, że powstała w marmurze, a nie w skałach wapiennych, jak większość polskich jaskiń krasowych. Znana jest także z wyjątkowo licznych znalezisk paleontologicznych. Odkryto tu około 400 tysięcy szczątków niedźwiedzia jaskiniowego, wymarłego około 27 tysięcy lat temu. Według Artura Sawickiego jest to zjawisko wyjątkowe w skali świata.

Obecna trasa turystyczna liczy 500 metrów i została otwarta w latach 80. XX wieku. Od tamtej pory Jaskinię Niedźwiedzią odwiedziło już ponad 3 miliony osób.


Wspinaczka na najwyższą górę świata w XXI wieku© 2026 Associated Press


  •  

Drabiny, łańcuchy i wodospady. Adrenalina tuż za polską granicą


Spis treści:

  1. Pionowy świat drabin i łańcuchów. Co cię czeka w Słowackim Raju?

  2. Najpiękniejsze panoramy w Słowackim Raju

  3. Jak dostać się do Słowackiego Raju i kiedy tam najlepiej jechać?

  4. Jak przygotować się na wyzwania Słowackiego Raju?

Pionowy świat drabin i łańcuchów. Co cię czeka w Słowackim Raju?


Słowacki Raj, czyli Slovenský raj, to park narodowy we wschodniej części Słowacji, położony na pograniczu Spiszu i Gemeru, niedaleko Popradu, Spišskiej Novej Vsi oraz Tatr. To krasowy masyw pocięty przez potoki na wąskie rokliny, kaniony, przełomy i skalne tarasy. Woda przez tysiące lat drążyła wapienne skały, kreując krajobraz pełen wodospadów, jaskiń, pionowych ścian i chłodnych, wilgotnych korytarzy. Park narodowy utworzono w 1988 roku, a jego teren obecnie należy do najchętniej odwiedzanych obszarów przyrodniczych Słowacji.

Słowacki Raj ma konstrukcję naturalnego labiryntu z wapienia, wody i cienia. Najlepiej widać to w wąwozie Suchá Belá, najpopularniejszej roklinie Parku Narodowego. Trasa zaczyna się przy turystycznym centrum Podlesok i prowadzi zielonym szlakiem w górę potoku. Ma około 3,7 km długości, 420 m podejścia, a przejście samego wąwozu zajmuje mniej więcej 2 godziny. Po drodze można zobaczyć wodospady Misové, Okienkový, Korytový oraz Bočný vodopád. Turyści wspinają się po drabinach, stopniach i kładkach zawieszonych tuż przy wodzie.


Grupa turystów wspinająca się po metalowych drabinach i pomostach wśród skalistego wąwozu otoczonego zielenią.

Słowacki Raj to świetny pomysł na wyjazd dla osób, które lubią adrenalinę.LUKASZ SOLSKIEast News


Najbardziej pionowy charakter ma Sokolia dolina, jedna z bardziej wymagających roklin parku. Oficjalny serwis Słowackiego Raju podaje, że prowadzi przez nią żółty szlak jednokierunkowy - długość przejścia samej doliny wynosi 2,5 km, przewyższenie 437 m, a czas marszu około 2 godzin. Jej znak rozpoznawczy to Závojový vodopád, czyli najwyższy wodospad Słowackiego Raju i drugi najwyższy wodospad Słowacji, mający 78 m. Obok niego poprowadzono około 80-metrową sekwencję drabin, mostków i stopni, zawieszonych przy mokrej skale i spadającej wodzie. To zdecydowanie miejsce dla osób, które potrafią zachować spokój, gdy pod stopami otwiera się głęboki wąwóz.

Dla turystów szukających mocniejszych wrażeń powstała Ferrata HZS Kyseľ. Wąwóz Kyseľ, zniszczony przez pożar w 1976 r., udostępniono w 2016 roku jako trasę ekstremalną, zabezpieczoną liną, klamrami i metalowymi stopniami. Przejście ma 1,4 km, około 200 m podejścia i zajmuje mniej więcej 2 godziny. Potrzebne są kask, uprząż, zestaw ferratowy i bilet. Ferrata jest otwarta od 15 czerwca do 31 października - od 1 listopada 2025 r. do 14 czerwca 2026 r. obowiązuje sezonowa przerwa związana z ochroną przyrody.

Najpiękniejsze panoramy w Słowackim Raju


Po przejściu przez ciasne wąwozy Słowacki Raj daje wreszcie chwilę oddechu. Zamiast mokrych skał, drabin i metalowych stopni pojawiają się dolina Hornádu, wapienne ściany i lasy ciągnące się aż po horyzont. Najbardziej rozpoznawalnym punktem widokowym jest Tomášovský výhľad, skalna półka nad Hornádem, położona na wysokości 667 m n.p.m. Regionalny serwis turystyczny opisuje ją jako jeden z najłatwiej dostępnych i najpopularniejszych punktów widokowych parku, osadzony na 146-metrowej skalnej terasie lewego brzegu rzeki. Z Čingova można dojść tu bez całodniowej wyprawy.

Z Tomášovskiego výhľadu widać jedną z najbardziej rozpoznawalnych panoram Słowackiego Raju. Pod stopami urywa się wapienna ściana, niżej ciągną się lasy i dolina Hornádu, a przy dobrej pogodzie na horyzoncie można dostrzec Tatry. To nie jest długi ani szczególnie trudny szlak, dlatego wiele osób wybiera go po bardziej wymagających trasach przez rokliny. Miejsce ma też sportowy charakter, ponieważ w wyznaczonej części Tomášovskiego výhľadu regulamin parku dopuszcza wspinaczkę skalną.

Drugim miejscem z zupełnie inną energią jest Kláštorisko. Na leśnej polanie stoją ruiny klasztoru kartuzów z przełomu XIII i XIV wieku, a samo miejsce pełni rolę naturalnego skrzyżowania szlaków między Przełomem Hornádu, Kláštorską rokliną, Suchą Belą i dolinami Kyseľ.


metalowa kładka prowadząca przez wnętrze jaskini z dużymi formacjami lodu oraz skalistym stropem o jasnej barwie

Dobszyńska Jaskinia Lodowa w Słowackim RajuLUKASZ SOLSKIEast News


Najciekawsza nowość ostatnich sezonów znajduje się jednak po południowej stronie parku. W rejonie Dediniek wyznaczono nową niebieską trasę z Geráv do Dediniek przez Gačovską skałę. Ma około 4,5-4,6 km i prowadzi do punktu widokowego z dwiema perspektywami: jedna obejmuje Tatry, Kráľovą hoľę oraz zachodnią i północną część Słowackiego Raju, druga rozciąga się ku Dedinkom i zbiornikowi Palcmanská Maša. Trasa jest przeznaczona wyłącznie dla pieszych, wjazd rowerem został wykluczony przez służby parku.

W tej części Słowackiego Raju warto zaplanować także wizytę w Dobszyńskiej Jaskini Lodowej, znanej po słowacku jako Dobšinská ľadová jaskyňa. To największa jaskinia lodowa na Słowacji, od 2000 roku wpisana na listę UNESCO jako część systemu jaskiń Krasu Aggteleckiego i Krasu Słowackiego. Oficjalne dane podają 1483 m długości jaskini, 515 m udostępnionej trasy i około 30 minut zwiedzania. W częściach pokrytych lodem temperatura wynosi od minus 3,9 do minus 0,2 st. C, więc nawet latem warto zabrać ze sobą cieplejszą odzież.

Jak dostać się do Słowackiego Raju i kiedy tam najlepiej jechać?


Z Polski do Słowackiego Raju najwygodniej dojechać samochodem. Trasa z Krakowa liczy około 169 km i zajmuje zwykle niespełna 3 godziny, choć w sezonie wynik potrafią zmienić korki na Podhalu, remonty dróg i pogoda po słowackiej stronie. Najczęściej wybierane kierunki to Podlesok, Čingov, Hrabušická Píla, Dedinky oraz okolice Spišskiej Novej Vsi. Podlesok jest najlepszym punktem startowym na Suchą Belą, Piecky i Veľký Sokol, natomiast Čingov sprawdza się przy trasach na Tomášovský výhľad, Przełom Hornádu i dojście w stronę Kyseľ.

Dojazd bez auta też jest możliwy, ale wymaga lepszego planowania. Najwygodniej celować w Poprad albo Spišską Novą Ves, a potem korzystać z lokalnych autobusów w stronę Hrabušic, Čingova, Dediniek lub Dobšinskiej Jaskini Lodowej. W sezonie 2025 turystom pomagały dodatkowe połączenia letnie: tzw. Letni bus łączył północ i południe Słowackiego Raju przez sedlo Kopanec od 28 czerwca do 31 sierpnia, a część kursów obsługiwała także rowery dzięki przyczepom rowerowym.

Najlepszy czas na wyjazd przypada od maja do października. W maju i czerwcu wodospady są zwykle bardziej efektowne, bo potoki niosą więcej wody, ale kamienie, kładki i drabiny są wtedy bardziej śliskie. Latem dzień jest długi, baza turystyczna pracuje pełną parą, za to na Suchej Beli i przy popularnych wejściach trzeba liczyć się z kolejkami. We wrześniu i październiku na szlakach jest mniej turystów, a lasy nabierają złota. Natomiast przejść roklin zimą wymaga sprzętu i doświadczenia.

Jak przygotować się na wyzwania Słowackiego Raju?


Słowacki Raj wymaga dobrego przygotowania, bo wiele tras prowadzi po mokrych kamieniach, drewnianych kładkach, metalowych stopniach i stromych drabinach. Podstawą są wysokie buty trekkingowe z przyczepną podeszwą, najlepiej wodoodporne. Do plecaka warto włożyć:

  • lekką kurtkę przeciwdeszczową;

  • wodę;

  • coś do jedzenia;

  • czołówkę;

  • suche skarpety i cienkie rękawiczki, które ułatwią chwytanie łańcuchów oraz szczebli.

Oficjalny regulamin parku przypomina, że rokliny przechodzi się tylko w jednym kierunku, pod prąd potoku. Zimą potrzebne są raczki lub raki, kijki, a przy trudniejszych warunkach także czekan.

Opłaty są niewielkie, ale warto znać je przed wyjazdem. Bilet Suchá Belá+ dla osoby dorosłej kosztuje 4 euro i pozwala tego samego dnia wejść także do innych wąwozów. Bilet na pozostałe rokliny, bez Suchej Beli, kosztuje 3 euro. Pieniądze z opłat przeznaczane są na utrzymanie drabin, kładek, stopni i lin, czyli całej infrastruktury, która pozwala bezpiecznie przejść przez najtrudniejsze fragmenty parku. Ferrata HZS Kyseľ ma osobne zasady: potrzebny jest kask, uprząż i zestaw ferratowy, a bilet kosztuje 5 euro, przy zakupie SMS-em 6 euro, natomiast bezpośrednio przy wejściu 10 euro.

Ubezpieczenie w Słowackim Raju warto traktować tak samo poważnie jak dobre buty. Na Słowacji koszty akcji ratunkowej w górach mogą zostać przeniesione na turystę, dlatego polisa obejmująca ratownictwo górskie będzie rozsądnym zabezpieczeniem przed wyjazdem. Słowacka służba ratownictwa górskiego przypomina, że od 1 lipca 2006 r. osoba ratowana w górach musi pokryć koszty interwencji, jeśli akcja jej dotyczy.

Według danych Słowackiego Stowarzyszenia Ubezpieczycieli z 2024 r. rachunek za pomoc może wynieść od 150 do 6000 euro, zależnie od miejsca, czasu trwania akcji i użytego sprzętu. Przed wejściem w wąwozy warto więc sprawdzić komunikaty parku, ruszyć wcześnie, mieć zapas czasu i polisę, która obejmuje koszty ratownictwa górskiego.


Sztuczna inteligencja w służbie zdrowia. Ma pomóc w leczeniu raka jajnika© 2026 Associated Press


  •  

Najlepsze miejsca na spacer w chmurach z obłędnymi widokami

Spacer w chmurach. Niezwykłe ścieżki w Polsce, Czechach i na Słowacji

Tomasz Kromp

Fani oryginalnych atrakcji na świeżym powietrzu zdecydowanie powinni odwiedzić jedno z miejsc oferujących "spacer w chmurach". Mowa tutaj o ścieżkach wznoszących się ponad koronami drzew oraz platformach z zapierającymi dech widokami. Tego rodzaju konstrukcje znajdują się między innymi na Słowacji czy w Czechach. Również w Polsce mamy kilka obiektów oferujących spacer w chmurach - choćby w Wiśle, Poroninie czy Świeradowie-Zdroju.


Wiszący most wśród koron drzew i wieża widokowa.

Spacer wiszącym mostem to niemała dawka emocji.123RF/PICSEL



Spis treści:

  1. Spacer w chmurach w Czechach. Kapitalne widoki i najdłuższy most wiszący

  2. Słowacki spacer w chmurach. Ścieżka wśród koron drzew i wieża widokowa

  3. Spacer w chmurach w Polsce. Atrakcje dla fanów natury i krajobrazów

Spacer w chmurach w Czechach. Kapitalne widoki i najdłuższy most wiszący


Jeśli chodzi o czeskie spacery w chmurach, prawdopodobnie najpopularniejszą atrakcją tego typu jest Ścieżka w Obłokach (Sky Walk) w Dolní Morava. Ta niezwykła konstrukcja ma aż 55 m, a jej szczyt znajduje się na wysokości 1116 m n. p. m. Z kolei długość drewnianej kładki dla spacerowiczów wynosi 710 m. Jak czytamy na stronie internetowej atrakcji, ścieżkę możemy pokonać zarówno pieszo, jak i kolejką linową.

Inną ciekawą atrakcją oferowaną przez Czechy jest Sky Bridge 721. To spektakularny most wiszący dla pieszych o długości 721 m. Konstrukcja rozciąga się na wysokości 95 m nad górską doliną. Spacer w chmurach oferuje rewelacyjne widoki i niezapomniane przeżycia. Co jest warte podkreślenia - Sky Bridge 721 to najdłuższa kładka wisząca dla pieszych na świecie. Konstrukcja była budowana przez 2 lata, a jej otwarcie nastąpiło w 2022 roku.


Sky Bridge w Czechach ma 721 m długości

Sky Bridge w Czechach ma 721 m długości123RF/PICSEL


Słowacki spacer w chmurach. Ścieżka wśród koron drzew i wieża widokowa


Miejsce, w którym można pospacerować wśród koron drzew, znajduje się również na Słowacji, a konkretniej w Dolinie Bachledzkiej , nieopodal miejscowości Zdziar. Mowa tutaj o Ścieżce w Koronach Drzew Bachledka. Długość trasy zakończonej wysoką na 32 m wieżą widokową jest równa 1234 m. Z jej szczytu rozpościera się wspaniały widok na Tatry, Pieniny i Zamagurze.

Bachledka znajduje się w niedalekiej odległości od polskiej granicy. Z Zakopanego możemy do niej dojechać w około 40-50 minut samochodem. Podróż z Krakowa, z kolei, nie powinna zająć dłużej niż 2 godziny.


W Świeradowie-Zdroju znajduje się najwyższa wieża widokowa w Polsce

W Świeradowie-Zdroju znajduje się najwyższa wieża widokowa w Polsce123RF/PICSEL


Spacer w chmurach w Polsce. Atrakcje dla fanów natury i krajobrazów


Miłośnicy ciekawych tras spacerowych "w chmurach" mogą skorzystać z tego rodzaju obiektów również w Polsce. W tym przypadku warte wyróżnienia okazują się atrakcje takie jak:

  • "SkyWalk" w Świerardowie-Zdroju - to najwyższa wieża widokowa w Polsce - konstrukcja ma 65 m wysokości, z kolei ścieżka dla pieszych ciągnie się na długość 850 m;

  • "SkyWalk Serce Poronina" - długość drewnianej ściezki wynosi 854 m, w miejscu tym znajduje się największy szklany taras w Europie;

  • Wieża widokowa w Wiśle - jest usytuowana na Wierchu Skolnity, wieża wznosi się na wysokość 38 m, prowadzi do niej ścieżka wśród koron drzew o długości ponad 700 m.

Fani natury i cudownych krajobrazów z pewnością nie będą zawiedzeni, składając wizytę w jednym z wyżej wymienionych miejsc. Warto zabrać ze sobą aparat, by uwiecznić fantastyczne widoki ze szczytu wieży. Co ciekawe, na trasach wiodących na szczyt znajdują się tabliczki informacyjne, dzięki którym można poznać historię danego regionu lub ciekawostki związane z okoliczną przyrodą.


Psy-roboty z głowami Muska, Bezosa, Zuckerberga i Warhola na wystawie amerykańskiego artysty © 2026 Associated Press


  •  

Najbardziej samotny dom na świecie. Chatka na wyspie robi furorę

Najbardziej samotny dom na Ziemi. Fascynująca historia białej chatki

Krzysztof Sulikowski

A może by tak rzucić wszystko i wyjechać na bezludną wyspę? Na południe od brzegów Islandii, w archipelagu Vestmannaeyjar, znajduje się miejsce, które zdaje się być ucieleśnieniem tych fantazji. Elliðaey, skalista wyspa o powierzchni niespełna pół kilometra kwadratowego, przyciąga uwagę całego świata za sprawą białego budynku, który w mediach społecznościowych zyskał miano najbardziej samotnego domu na świecie. Mimo że na pierwszy rzut oka konstrukcja ta wydaje się dziełem Photoshopa lub AI, jej historia jest w rzeczywistości znacznie bardziej przyziemna - choć wciąż fascynująca.


Biały dom na wyspie Elliðaey może być najbardziej odizolowanym budynkiem na świecie

Biały dom na wyspie Elliðaey może być najbardziej odizolowanym budynkiem na świecieHansueli Krapf (CC BY-SA 2.5)Wikimedia Commons



W skrócie

  • Wyspa Elliðaey w archipelagu Vestmannaeyjar na południe od Islandii słynie z białego domu zwanego "najbardziej samotnym domem na świecie", który powstał w 1953 r. jako baza dla myśliwych.

  • Dom nie posiada dostępu do sieci elektrycznej ani kanalizacji; woda pochodzi z systemów zbierania deszczówki i w środku znajduje się sauna oraz część wypoczynkowa.

  • Dostanie się na wyspę jest trudne ze względu na brak portu, surowe warunki oraz konieczność uzyskania zgody właścicieli na wstęp do chaty.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Najbardziej samotny dom na świecie. Nie mieszka tam Björk


Wyspa Elliðaey, leżąca w archipelagu Vestmannaeyjar u południowych wybrzeży Islandii, od lat budzi ogromne zainteresowanie internautów i podróżników. Ten niewielki, skalisty skrawek lądu o powierzchni zaledwie 0,45 km2 stał się sławny za sprawą jednego, charakterystycznego budynku. Biały domek stojący samotnie pośród zielonych, stromych pagórków zyskał w mediach społecznościowych miano "najbardziej samotnego domu na świecie", stając się symbolem absolutnej izolacji i ucieczki od cywilizacji.

Budynek ten istnieje naprawdę, mimo że narosło wokół niego wiele nieprawdziwych legend. Przez lata spekulowano, że wyspa jest własnością słynnej islandzkiej piosenkarki Björk, co miało wynikać z błędnej interpretacji wypowiedzi premiera Islandii z 2000 r. W rzeczywistości propozycja podarowania wyspy ekscentrycznej artystce dotyczyła innego miejsca o tej samej nazwie, położonego w zachodniej części kraju. Inna plotka głosiła, że dom został zbudowany przez tajemniczego miliardera jako bunkier na wypadek apokalipsy zombie.

Prawda o pochodzeniu budowli jest jednak znacznie bardziej prozaiczna i związana z lokalnymi tradycjami. Obiekt został wzniesiony w 1953 r. przez Stowarzyszenie Myśliwskie Elliðaey jako baza wypadowa dla jego członków. Choć wyspa była zamieszkana przez kilka rodzin przez blisko 300 lat, jeszcze do lat 30. XX wieku, obecnie nikt nie rezyduje na niej na stałe. Nie jest to jednak typowe opuszczone miejsce. Chata służy myśliwym - głównie podczas sezonowych polowań na maskonury, które licznie gniazdują w tutejszych klifach. Co ciekawe, w pobliżu znajduje się jeszcze jedna, mniejsza i starsza konstrukcja, pełniąca niegdyś funkcję magazynu i warsztatu dla naukowców badających lokalną przyrodę.

Jest taki samotny dom...


Jeden z największych przebojów Budki Suflera z 1975 roku mógłby odnosić się do samotnego domu na wyspie Elliðaey ze względu na oniryczny charakter scenerii. Zdjęcia wyspy robią bowiem furorę w mediach społecznościowych, często sprawiając wrażenie nierealnych, stworzonych w Photoshopie, generatorze obrazów AI albo będących bramą do Backrooms ze względu na efekt przestrzeni liminalnej. "Biała Chata" może też budzić skojarzenia z Twin Peaks. Jeśli jednak wierzyć oficjalnym rekomendacjom biur podróży, nie dzieje się tam nic nadprzyrodzonego.

Wnętrze "najbardziej samotnego domu" utrzymane jest w prostym, skandynawskim stylu. Ściany wyłożone są drewnianą boazerią, a wyposażenie obejmuje przytulną strefę wypoczynkową z sofami, jadalnię oraz sypialnię z licznymi materacami na piętrze. Mimo braku luksusów znanych z nowoczesnych rezydencji goście mogą korzystać z sauny.

Dom nie posiada jednak dostępu do sieci elektrycznej ani tradycyjnej kanalizacji. Woda wykorzystywana w budynku pochodzi z systemów zbierania deszczówki. O unikalności tego miejsca świadczy księga gości, w której podpisało się już ponad 11 tysięcy osób, którym udało się dotrzeć na ten trudno dostępny teren.

Wyspa Elliðaey jest odcięta od świata


Mimo że to niezwykłe miejsce odwiedziły już tysiące turystów, to w rzeczywistości dotarcie do posiadłości na Elliðaey stanowi ogromne wyzwanie logistyczne i fizyczne. Malownicza, lecz surowa wyspa nie posiada portu ani pomostu, co zmusza odwiedzających do przeskakiwania z łodzi bezpośrednio na śliskie, skaliste zbocze, a następnie do wspinaczki po linie na szczyt klifu.

Ze względu na surowe warunki panujące na północnym Atlantyku podróż morska często odbywa się wśród wysokich fal i w niskich temperaturach. Wyspa jest własnością prywatną i wstęp do samej chaty wymaga zgody właścicieli, jednak turyści mogą podziwiać ją z pokładów promów kursujących na sąsiednią wyspę Heimaey i robić jej zdjęcia na Instagrama lub brać udział w specjalistycznych wycieczkach łodzią, które pozwalają z bliska przyjrzeć się temu fascynującemu, odizolowanemu od świata miejscu.

Jeśli trudy dalekiej podróży nie są dla ciebie i preferujesz lokalne samotnie, zawsze możesz rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady - choćby na kilka dni.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


  •  

Wielka kara dla Enter Air. Pasażerowie dostaną rekompensaty

Linie lotnicze Enter Air będą musiały wypłacić rekompensaty w łącznej wysokości ponad 8,2 mln zł - wynika z nowej decyzji UOKiK. Na pieniądze mogą liczyć klienci, którym w trakcie lotu uszkodzono lub zgubiono bagaż i którzy mieli problem z opóźnionym lotem lub reklamacją.


Samolot Enter Air w locie na tle nieba; ilustracja do informacji o wypłacie rekompensat pasażerom.

Enter Air musi wypłacić pasażerom rekompensatyPrzemek SwiderskiEast News


Enter Air to polskie linie lotnicze, które specjalizują się w przewozach czarterowych na rzecz biur podróży. Do UOKiK docierały liczne sygnały od podróżnych poszkodowanych przez tego przewoźnika. Prezes UOKiK prowadził wobec spółki postępowanie, w którym zakwestionował 10 stosowanych przez nią praktyk. Działania Urzędu zakończyły się wydaniem decyzji zobowiązującej - konsumenci otrzymają rekompensaty.

Jakie rekompensaty dla pasażerów Enter Air?


Według decyzji UOKiK, Enter Air przyzna rekompensatę w wysokości 170 zł podróżnym, na których reklamacje odpowiedział z opóźnieniem i odrzucił je lub nie uznał w całości. Urząd podkreślił, że termin na ustosunkowanie się do reklamacji wynosi 14 dni i że przedsiębiorcy, w tym linie lotnicze, "nie mogą tego czasu wydłużać, a jeśli go przekroczą lub w ogóle nie odpowiedzą na roszczenia - oznacza to co do zasady ich uznanie".

Co więcej, zdaniem Urzędu sporządzany przez podróżnych na lotnisku PIR - raport zawierający wszystkie niezbędne informacje dotyczące stanu faktycznego i roszczeń, powinien być równoznaczny z wniesieniem reklamacji do linii lotniczych. Osoby, które sporządziły PIR, a mimo to ich późniejsze reklamacje zostały odrzucone przez Enter Air z uwagi na to, że za późno zwróciły się do przewoźnika z roszczeniami - otrzymają rekompensatę - poinformował UOKiK.

Podał także, że do uzyskania "przysporzenia konsumenckiego" od przewoźnika uprawniają sprawy związane z nieuznanymi reklamacjami z uwagi na wiek walizki, brak wymaganych przez Enter Air dokumentów czy arbitralne jednostronne zwolnienie się linii lotniczych z odpowiedzialności.

Konsumenci, którzy otrzymali odmowę uznania reklamacji w związku z opóźnieniem w dostarczeniu bagażu rejestrowanego bądź wniosku o zwrot wydatków związanych z tą sytuacją będą uprawnieni do otrzymania 200 zł przysporzenia. Enter Air odrzucał roszczenia podróżnych w przypadku lotów do ich kraju zamieszkania i zawężał zwroty do tzw. artykułów pierwszej potrzeby. Tymczasem odszkodowanie w takiej sytuacji przysługuje każdemu pasażerowi niezależnie od miejsca docelowego podróży, a prawo nie ogranicza odpowiedzialności przedsiębiorców do zwrotów w zakresie określonej kategorii produktów - podał UOKiK.

Urząd podał także, że linie Enter Air w przypadku odwołania lub opóźnienia zawierały z konsumentami ugody, w których oferowały niższe odszkodowanie niż to, które zapewniają przepisy. Zdaniem UOKiK, w takich ugodach zawieranych na podkładzie samolotu lub po jego opuszczeniu pasażerowie mogli nie być jasno informowani o tym, co im przysługuje i jakie mają prawa.

Przewoźnik przyzna rekompensaty w postaci wyrównania do kwoty określonej w przepisach oraz bezterminowy voucher na 50 zł do wykorzystania jednorazowo podczas dowolnego lotu obsługiwanego przez Enter Air - podał UOKiK.

Zasady i terminy wypłat


Kwestie odpowiedzialności przewoźników lotniczych reguluje Konwencja Montrealska. Uzupełnia ją unijne Rozporządzenie 261/2004, które przyznaje minimalne prawa pasażerom m.in. w sytuacjach opóźnienia, odwołania lotów czy odmowy wejścia na pokład. W zależności od odległości do celu podróży jest to 250 euro (do 1500 km), 400 euro (od 1500 do 3500 km) lub 600 euro (przy innych lotach). Odszkodowanie obowiązuje, jeśli do miejsca docelowego podróżni dotarli z trzygodzinnym lub większym opóźnieniem lub gdy lot został odwołany - poinformował urząd.

W komunikacie czytamy, że konsumenci uprawnieni do otrzymania rekompensaty zostaną o tym poinformowani w indywidualnych wiadomościach od Enter Air w ciągu 6 miesięcy od uprawomocnienia się decyzji. Kontakt ze strony spółki powinien nastąpić do 24 października 2026 r. Przekazane informacje będą wskazywać sposób i terminy automatycznej wypłaty przysporzeń. W sytuacji gdy dokonanie takiej wypłaty nie będzie możliwe (np. z uwagi na brak numeru rachunku pasażera), Enter Air dokona wypłaty na wniosek konsumentów, o czym szczegółowo zostaną oni powiadomieni przez spółkę.

Co ważne - konsumenci mogą być uprawnieni do więcej niż jednej rekompensaty z różnych tytułów. Przysporzeniem zostały objęte zarówno osoby, które składały reklamacje do spółki, jak również te, które w wyniku wprowadzenia w błąd tego nie zrobili. Takie osoby będą mogły zwrócić się do spółki Enter Air i powołać na decyzję Prezesa UOKiK. Jeśli uznają, że przyznana rekompensata nie odpowiada ich oczekiwaniom, mogą dalej dochodzić roszczeń - poinformował UOKiK.

W komunikacie czytamy, że według szacunków łączna kwota rekompensat przyznanych konsumentom może wynieść ponad 8,2 mln zł. Podkreślono także, że UOKiK będzie monitorował realizację zobowiązania.


Naukowcy badają, jak mogły wyglądać pradawne psy i skąd pochodziły© 2026 Associated Press


  •  

Perła Żeliszowa w Żeliszowie. Dawny kościół ewangelicki odzyskuje blask

Perła Żeliszowa zachwyca nie tylko fotografów. Tajemnice niezwykłej ruiny na Dolnym Śląsku

Karol Kubak

Z zewnątrz niepozorny, w środku spektakularny. Dawny kościół ewangelicki w Żeliszowie przez lata niszczał, aż stał się jedną z najbardziej niezwykłych ruin w Polsce. Od kilku lat przechodzi renowację, która pozwala mu przetrwać.


Wnętrze dawnego kościoła w Żeliszowie. Okrągła sala z kopułą, balkonami, kolumnami i widocznymi zniszczeniami.

Perła Żeliszowa wraca do życia. Kościół, który ocaleje, ale jako ruinaDakamy Photography M Marzisch/ CC BY 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en)Wikimedia Commons


Na Dolnym Śląsku, w niewielkiej wsi Żeliszów, stoi budynek sakralny, który od lat przyciąga fotografów (i nie tylko). Choć z zewnątrz dawny kościół ewangelicki może wydawać się niepozorny, jego wnętrze skrywa architekturę, której nie powstydziłaby się niejedna europejska stolica.

Dzieło Carla Gottharda Langhansa, twórcy słynnej Bramy Brandenburskiej, przez dekady popadało w ruinę, a ostatecznie stało się celem miłośników urbexu. Dziś to miejsce, znane jako "Perła Żeliszowa", przechodzi powolną renowację, ale wciąż zachowuje swój surowy i tajemniczy charakter, który tak bardzo fascynuje każdego, kto zajrzy do wnętrza.

Dlaczego zdjęcia z Żeliszowa zachwycają?


Głównym powodem, dla którego zdjęcia z tego kościoła robią taką furorę w sieci, jest niespotykany układ wnętrza. Budynek zbudowano na planie elipsy, co w połączeniu z kilkoma piętrami drewnianych balkonów daje niesamowitą głębię i symetrię. Fotografowie nie muszą tu niczego ustawiać... wystarczy stanąć na środku, by kadr sam się domknął.


Opuszczone, zniszczone wnętrze kościoła z dwupoziomową galerią, wysokimi kolumnami i zrujnowaną kopułą, przez którą wpada światło, podkreślając zaawansowane ślady upływu czasu i gruzu na podłodze.

Fotografowie pokochali to miejsceAneta Pawska/CC BY-SA 3.0 PL (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)Wikimedia Commons


Do tego dochodzi specyficzne światło. Ponieważ dach przez lata był nieszczelny, a okna są ogromne, słońce wpadało do środka pod różnymi kątami, oświetlając kurz i surową cegłę. To połączenie (pięknej, niemal pałacowej architektury z widocznym zniszczeniem) przez lata tworzyło klimat, który na zdjęciach wygląda po prostu spektakularnie. A dlaczego piszę to w czasie przeszłym? O tym za chwilę. Chciałbym wcześniej napisać kilka słów o architekturze, bo to - obok światła - jeden z głównych elementów, które tu zapierają dech.

Specyfika kościołów ewangelickich. Dlaczego tak wyglądają?


Wnętrze w Żeliszowie wygląda bardziej jak teatr niż typowy kościół, który znamy, zwłaszcza jeśli przez lata przyzwyczailiśmy się do kościołów rzymskokatolickich. Ale trzeba pamiętać, że takie wnętrze jest charakterystyczne dla dawnego budownictwa ewangelickiego. W przeciwieństwie do świątyń katolickich, gdzie najważniejszy był ołtarz, u luteranów kluczowe było koncentrowanie się na czytaniu Biblii i słuchaniu kazań.

Aby każdy dobrze słyszał i widział księdza (lub jak kto woli pastora, ale ewangelicy także używają określenia ksiądz), budowano wysokie, piętrowe balkony, czyli tzw. empory. W Żeliszowie te konstrukcje oplatają całe wnętrze i to właśnie one tworzą niezwykły klimat. Kiedy światło wpada do środka, podkreśla rzędy kolumn i kolejne poziomy balkonów, co daje efekt ogromnej przestrzeni. Drewniane konstrukcje, mimo że dziś mocno nadgryzione zębem czasu, decydują o unikalnym charakterze tego miejsca.


wnętrze opuszczonego budynku z drewnianymi balkonami, zdobionymi kolumnami oraz szeregiem arkadowych okien, całość w zniszczonym stanie, z wyraźnymi śladami upływu czasu

Balkony, czyli empory to charakterystyczny element dawnych kościołów ewangelickich. Fot. kościół ewangelicki w ŻeliszowieAneta Pawska/ CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/deed.en)Wikimedia Commons


Mnie, jeśli chodzi o architekturę, stare świątynie ewangelików zachwycają. Jeśli nie byliście nigdy w Kościołach Pokoju w Jaworze i Świdnicy, koniecznie musicie to nadrobić podczas najbliższego wyjazdy na Dolny Śląsk, lub chociażby przejazdem w Sudety.

Od ruiny do renowacji


Kościół w Żeliszowie powstał pod koniec XVIII wieku i przez długi czas służył lokalnej społeczności ewangelickiej. Po II wojnie światowej, wraz ze zmianami ludnościowymi, świątynia przestała być używana zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem. Z czasem zaczęła niszczeć. Zawilgocony dach, uszkodzone elementy konstrukcyjne i brak opieki doprowadziły ją na skraj ruiny.

Przełom nastąpił dopiero w XXI wieku, kiedy rozpoczęto działania mające na celu zabezpieczenie budynku. Prace rozpoczęto w momencie, gdy budynek był już w bardzo złym stanie technicznym. Największym problemem okazał się dach, przez który do środka dostawała się woda. To właśnie wilgoć przez lata niszczyła drewniane empory i osłabiała całą konstrukcję. Dlatego pierwszym krokiem była jego naprawa i uszczelnienie, co zatrzymało proces degradacji.

Równolegle wzmocniono elementy nośne budynku, tak aby całość była bezpieczna dla odwiedzających. Co ważne, nie próbowano "upiększać" wnętrza na siłę. Nie odtworzono brakujących fragmentów w sposób, który zaburzyłby autentyczność miejsca. Zamiast tego zachowano ślady czasu - przetarcia, ubytki, surową cegłę i postarzałe drewno. Dzięki temu kościół nie stracił swojego charakteru, który wcześniej przyciągał fotografów.

Dzięki temu obiekt nie tylko przetrwał, ale też zaczął przyciągać jeszcze więcej odwiedzających jako wyjątkowe miejsce na mapie Dolnego Śląska. Można powiedzieć, że renowacja zachowała dawną świątynię w stanie, który nazywa się trwałą ruiną. W takim stanie zachowane jest wiele pozostałości zamków w Polsce - otacza się je opieką w takim stopniu, żeby nie ulegały dalszej degradacji, ale bez odbudowy.


stara, zabytkowa sala zniszczonego budynku z rzędem czarnych krzeseł ustawionych na widowni, na środku ustawiony fortepian, podniszczone ściany, galeria z balkonami wokół pomieszczenia

Wnętrze Świątyni Sztuki i Światła: Perły, 2024 rok.W. Korwin-Szymanowski/CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/deed.en)Wikimedia Commons


Świątynia Sztuki i Światła. Gdzie można ją znaleźć?


Obecnie dawny kościół ewangelicki funkcjonuje od kilku lat jako Świątynia Sztuki i Światła - przestrzeń otwarta na wydarzenia kulturalne i turystów. Znajduje się w miejscowości Żeliszów, niedaleko Bolesławca, w województwie dolnośląskim. To miejsce, które łączy historię, architekturę i współczesną ciekawość świata. I wygląda na to, że dzięki przeprowadzonej renowacji zostanie z nami na dłużej.


''Wydarzenia'': Nowy rozdział podboju kosmosu z Artemis 2. Czekano na to 58 latPolsat NewsPolsat News


  •  

Awantura w samolocie Ryanaira. 61-latek trafił do więzienia

Awantura w samolocie Ryanaira. 61-latek trafił do więzienia

Tomasz Wróblewski

10 miesięcy pozbawienia wolności. Taki wyrok usłyszał 61-letni Stephen Blofield za wywołanie niebezpiecznej awantury na pokładzie samolotu linii Ryanair z Krakowa do Bristolu. Pijany Brytyjczyk znieważał załogę, groził pasażerom i zmusił pilota do przerwania manewru lądowania.


Samolot Ryanair ląduje na lotnisku; w tle terminal i płyta lotniska otoczona zieloną trawą.

Za skandaliczne zachowanie na pokładzie Ryanaira 61-letni Anglik został skazany na 10 miesięcy wolności.123RF/PICSEL


Do incydentu doszło 11 listopada 2025 roku podczas lotu z Krakowa do Bristolu. Według relacji z Sądu Koronnego w Bristolu przytaczanej przez "Daily Mail", 61-latek tłumaczył, że zgubił leki na ból pleców, depresję i stany lękowe. Aby "ukoić nerwy" przed lotem pił alkohol kupiony w strefie wolnocłowej, co kontynuował po wejściu na pokład.

Z czasem mężczyzna stał się agresywny wobec personelu pokładowego i współpasażerów. Z zeznań wynika, że gdy załoga prosiła go o spokój, miał odpowiedzieć: "Nie możecie mi mówić, co mam robić, jestem Anglikiem". 

Sytuacja stała się krytyczna podczas podchodzenia do lądowania w Bristolu. Blofield stanowczo odmówił zajęcia miejsca i zapięcia pasów bezpieczeństwa. Z tego powodu pilot musiał przerwać pierwszą próbę posadzenia maszyny.

Gdy samolot w końcu wylądował, na krewkiego mężczyznę czekała policja. 61-latek nie zamierzał jednak współpracować - wyzywał funkcjonariuszy, a podczas zakuwania w kajdanki niemal uderzył osobę siedzącą obok.
Oficer policji zeznał później, że spotkał się z najgorszymi wyzwiskami w swojej 20-letniej karierze. Aby bezpiecznie ewakuować agresora, służby musiały użyć specjalnego podnośnika przeznaczonego na co dzień dla osób niepełnosprawnych. W tym czasie zszokowani pasażerowie byli uwięzieni w samolocie, wysłuchując kolejnych wulgaryzmów.

Mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów. Jego obrońca tłumaczył, że incydent był efektem głębokiego zespołu odstawiennego po utracie leków oraz panicznego strachu przed lataniem.
Sąd nie znalazł jednak usprawiedliwienia dla tak skrajnego narażenia bezpieczeństwa lotu i wymierzył bezwzględną karę 10 miesięcy więzienia.

Z zadowoleniem przyjmujemy wyrok wydany przez Sąd Koronny w Bristolu wobec agresywnego pasażera. To jeden z wielu przykładów konsekwencji takiego zachowania (w tym zakazów podróżowania i kar za usunięcie z samolotu), jakie ponoszą pasażerowie zakłócający przebieg lotów w ramach polityki zerowej tolerancji linii Ryanair. Mamy nadzieję, że ten wyrok będzie stanowił dodatkowy środek odstraszający przed zakłócaniem porządku podczas lotów

Sądy bezlitosne dla pasażerów


Sądy w Polsce i w innych europejskich krajach coraz surowiej traktują agresywnych pasażerów. Jeśli ktoś liczy, że wyczyny w samolocie uchodzą na sucho, to jest w błędzie. Wyroki więzienia, czy kary finansowe, potrafią zrujnować budżet.

Jak w praktyce kończą się lotnicze awantury?

15 tys. euro (ponad 60 tys. zł) za zakłócanie lotu. W lutym 2026 roku taką grzywną ukarano pasażera lecącego z Dublina na Lanzarote (Wyspy Kanaryjskie). Jego zachowanie zmusiło załogę do przymusowego lądowania w portugalskim Porto. Awanturnik pokrzyżował plany 160 podróżnym i 6 członkom personelu pokładowego.

Więzienie i 10 tys. euro (ponad 40 tys. zł) za napaść. W listopadzie minionego roku hiszpański sąd w Vigo skazał pasażera Ryanaira, który podczas rejsu z Londynu do Lizbony atakował inne osoby na pokładzie (maszyna musiała awaryjnie lądować w Hiszpanii). Finał: 8 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności i potężna kara finansowa.

Zniszczenie samolotu i wyrok w zawieszeniu. Polskie sądy działają równie stanowczo. W czerwcu 2025 roku w Krakowie zapadł wyrok 8 miesięcy więzienia (w zawieszeniu na 3 lata) oraz 4700 euro kary (ok. 20 tys. zł) dla mężczyzny, który podczas lotu z Krakowa do Paryża ignorował polecenia załogi, atakował pasażerów i uszkodził samolot.

Awaryjne lądowanie w Rzeszowie. W połowie maja 2025 roku słono zapłacił również pasażer lecący rok wcześniej liniami Ryanair na trasie Glasgow-Kraków. Przez jego zachowanie samolot lądował awaryjnie na Podkarpaciu, skąd mężczyzna został usunięty siłą. Dostał za to grzywnę w wysokości 3230 euro (ok. 14 tys. zł).


Leasing w wersji online – jak działa nowa usługa mBanku?Content Studio


  •  

"Polski Dubaj" nad Bałtykiem. Zobacz, co przyciąga tłumy do Jarosławca

Julia Król

Jarosławiec, niewielka miejscowość nad Bałtykiem, dzięki powstaniu największej sztucznej plaży w Europie zyskała miano "polskiego Dubaju". Nowa plaża nie tylko przyciąga turystów swoim imponującym wyglądem, lecz także chroni wybrzeże przed erozją, zapewniając bezpieczne miejsce do wypoczynku.


Szeroka plaża w Jarosławcu z wydmą, roślinnością, falochronami i plażowiczami oraz stoisko na piasku.

Jarosławiec ma największą sztuczną plażę w Europie. "Polski Dubaj" nad BałtykiemMONKPRESSEast News


"Polski Dubaj" zachwyca turystów nad Bałtykiem


Nad polskim Bałtykiem powstało miejsce, które coraz częściej porównywane jest do egzotycznych kurortów znanych z Bliskiego Wschodu. Mowa o Jarosławcu - niewielkiej miejscowości między Ustką a Darłowem, która dzięki jednej inwestycji zyskała zupełnie nowy wizerunek i przydomek "polskiego Dubaju".

Choć nazwa może brzmieć nieco przesadnie, kryje się za nią konkretna realizacja. To właśnie tutaj znajduje się największa sztuczna plaża w Europie, która powstała nie tylko z myślą o turystach, ale przede wszystkim jako odpowiedź na realny problem niszczenia wybrzeża przez morze.

Szeroka plaża nad polskim morzem? Dzięki temu projektowi to możliwe


Cały projekt ukończono w 2018 roku. W ramach niego usypano ogromny obszar piasku o powierzchni około 5 hektarów, tworząc szeroką, rozległą plażę, która znacząco różni się od typowych, wąskich pasów nad Bałtykiem.

Inwestycja była jednak znacznie bardziej złożona niż samo dosypanie piasku. W morzu powstały specjalne konstrukcje, które chronią brzeg przed dalszą erozją. Jest to pięć kamiennych ramion (falochronów), sięgających nawet 180 metrów w głąb Bałtyku. Do ich budowy dowożono granitowe bloki ciężarówkami przez około dwa lata niemal bez przerwy. Dzięki temu plaża pełni podwójną funkcję - jest jednocześnie zabezpieczeniem klifowego wybrzeża oraz atrakcyjnym miejscem wypoczynku.

Koszt realizacji wyniósł około 170 milionów złotych. To czyni go jednym z największych projektów ochrony wybrzeża w Polsce, ale też inwestycją, która szybko zaczęła się "zwracać" w postaci rosnącej liczby turystów.

Plaża nie była od razu dostępna - po zakończeniu prac przez kilka miesięcy obowiązywał zakaz wstępu. Dopiero po dokładnych testach Urząd Morski zezwolił na jej użytkowanie. Dziś Jarosławiec przyciąga odwiedzających nie tylko rozmiarem plaży, ale także jej wyglądem - szerokie, jasne pasy piasku i otwarta przestrzeń sprawiają, że miejsce faktycznie może kojarzyć się z bardziej egzotycznymi kierunkami. To właśnie ten efekt wizualny sprawił, że pojawiło się porównanie do Dubaju.

Na miejscu przygotowano strefy rekreacyjne, m.in. boiska do siatkówki i wyznaczone kąpieliska. Pojawiają się plany dalszego rozwoju, w tym budowy platformy widokowej.

Projekt początkowo miał charakter czysto inżynieryjny i ochronny. Dopiero z czasem okazało się, że sztucznie stworzona plaża stanie się jedną z największych atrakcji turystycznych polskiego wybrzeża.


Miłośnicy samolotów domagają się wydzielenia specjalnego miejsca do obserwacji© 2026 Associated Press


  •