Widok czytania

Magda Linette pokonana w półfinale w 's-Hertogenbosch

  • Dzisiaj, 13 czerwca (14:05)

    Magda Linette nie zagra w finale turnieju WTA 250 na kortach trawiastych w 's-Hertogenbosch. Polska tenisistka przegrała po ponad dwugodzinnym boju z Barborą Krejcikovą 4:6, 6:7 (4-7).

    • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

    Linette zajmuje 60. miejsce w rankingu, a Krejcikova 45. Czeszka to jednak wiceliderka listy WTA z 2022 roku, a w Wielkim Szlemie zanotowała triumfy w Wimbledonie i French Open. W regularnym osiąganiu świetnych wyników przeszkadzają jej jednak częste problemy zdrowotne.

    Polka zaprezentowała się w sobotę bardzo dobrze, ale na wracającą do formy Krejcikovą to nie wystarczyło. W pierwszym secie 34-letnia Poznanianka pierwsza uzyskała przełamanie, a miało to miejsce w trzecim gemie. Rywalka natychmiast jednak odrobiła stratę. Czeszka na dobre inicjatywę przejęła wychodząc na 5:3. Kilka minut późnej zamknęła seta.

    Drugi miał podobny przebieg. Znów pierwsza przewagę osiągnęła Linette. Prowadziła 5:3 i serwowała na wygraną w partii, ale Krejcikova odrobiła przełamanie. Ostatecznie potrzebny był tie-break.

    Ponownie początek należał do Polki, która zdobyła trzy pierwsze punkty. Później jednak pięć z rzędu padło łupem rywalki. Chwilę później Czeszka cieszyła się z pierwszego awansu do finału imprezy WTA od wspomnianego triumfu w Wimbledonie 2024.

    To było ich piąte spotkanie i czwarta wygrana Krejcikovej.

    Czeszka o dziewiąty tytuł w karierze powalczy z lepszą w parze Robin Montgomery (USA) - Ajla Tomljanovic (Australia).

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Maja Chwalińska "przeskoczyła" ranking. Jest oficjalne potwierdzenie

Dzisiaj, 8 czerwca (07:31)

Maja Chwalińska z gigantycznym awansem w rankingu WTA. Po dotarciu do finału Rolanda Garrosa Polka, już oficjalnie, przesunęła się ze 114. na 21. miejsce w światowym zestawieniu tenisistek. Iga Świątek nadal zajmuje trzecią pozycję, a liderką jest wciąż Białorusinka Aryna Sabalenka.

  • Maja Chwalińska awansowała ze 114. na 21. miejsce w światowym rankingu WTA po dotarciu do finału French Open - to największy skok w najnowszym notowaniu.
  • 24-letnia Chwalińska znalazła się po raz pierwszy w TOP 100 i została drugą rakietą Polski.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Życiowy sukces 24-letniej Chwalińskiej dał jej skokowy awans w klasyfikacji tenisistek. Nie tylko po raz pierwszy zameldowała się w czołowej setce, ale otwiera trzecią dziesiątkę zestawienia i została drugą rakietą kraju.

Wyżej z Polek jest tylko Iga Świątek, która po odpadnięciu w 1/8 finału utrzymała trzecią lokatę, ale zwiększyła się jej strata do drugiej Jeleny Rybakiny z Kazachstanu, a dystans do niej zmniejszyły Amerykanki Jessica Pegula i Amanda Anisimova, które plasują się na, odpowiednio, czwartym i piątym miejscu.

Z czwartego na siódme spadła ich rodaczka Coco Gauff, która nie obroniła w Paryżu tytułu sprzed roku, a odpadła już w trzeciej rundzie.

Prawie tysiąc punktów straciła również prowadząca Aryna Sabalenka, ubiegłoroczna finalistka, która tym razem zakończyła udział na ćwierćfinale.

Szósta jest najlepsza w Paryżu Rosjanka Mirra Andriejewa, na 12. lokatę, najwyższą w karierze, awansowała półfinalistka z Ukrainy Maria Kostiuk, a z 23. na 16. Rosjanka Diana Sznajder, którą w półfinale zatrzymała Chwalińska.

W górę rankingu powędrowały dwie pozostałe polskie tenisistki w TOP 100. Magdalena Fręch, choć odpadła we French Open w drugiej rundzie, awansowała z 46. na 43. pozycję, a Magda Linette, którą w trzeciej rundzie wyeliminowała Świątek, była 73., a w od poniedziałku jest 60. rakietą globu.

W rankingu The Race, obejmującego wyłącznie tegoroczne wyniki i na podstawie którego wyłonionych zostanie osiem uczestniczek kończącego sezon turnieju WTA Finals, Świątek z dorobkiem 1823 pkt jest sklasyfikowana na 11. pozycji, a Chwalińska ma 1454 i jest 14. Prowadzenie objęła Andriejewa - 4928.

1. (1) Aryna Sabalenka (Białoruś) 9090 pkt

2. (2) Jelena Rybakina (Kazachstan) 8143

3. (3) Iga Świątek (Polska) 6733

4. (5) Jessica Pegula (USA) 6056

5. (6) Amanda Anisimova (USA) 5848

6. (8) Mirra Andriejewa (Rosja) 5751

7. (4) Coco Gauff (USA) 4879

8. (7) Elina Switolina (Ukraina) 4315

9. (9) Victoria Mboko (Kanada) 3670

10. (10) Karolina Muchova (Czechy) 3438

...

21. (114) Maja Chwalińska (Polska) 1996

43. (46) Magdalena Fręch (Polska) 1238

60. (73) Magda Linette (Polska) 1051

143. (139) Katarzyna Kawa (Polska) 533

166. (156) Linda Klimovicova (Polska) 463

  •  

​Do czterech razy sztuka. Wielki Szlem dla Zvereva

  • Wczoraj, 7 czerwca (20:13)

    Aktualizacja: Wczoraj, 7 czerwca (21:14)

    Niemiec Alexander Zverev zdobył pierwszy wielkoszlemowy tytuł w karierze. Rozstawiony z numerem drugim tenisista w finale French Open w Paryżu pokonał Włocha Flavio Cobollego (nr 10.) w pięciu setach 6:1, 4:6, 6:4, 6:7 (5-7), 6:1. Zverev do dzisiaj był nazywany "najlepszym tenisistą, który nigdy nie zdobył Wielkiego Szlema".

    • Więcej aktualnych informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl

    29-letni Zverev już po raz czwarty wystąpił w wielkoszlemowym finale. Po raz pierwszy go wygrał.

    Pierwszą szansę na tytuł niemiecki tenisista miał w 2020 roku w US Open. Wygrał dwa pierwsze sety finału z Austriakiem Dominikiem Thiemem, ale spotkania nie domknął. W 2024 przegrał finał French Open z Carlosem Alcarazem (Hiszpana z obecnej edycji wyeliminowała kontuzja nadgarstka).

    Natomiast w 2025 Zverev uległ w finale Australian Open Jannikowi Sinnerowi. Prowadzący w rankingu Włoch był faworytem French Open, jednak sensacyjnie odpadł już w drugiej rundzie.

    W niedzielnym finale Zverev pierwszy raz był zawodnikiem wyżej rozstawionym i z roli faworyta się wywiązał, choć Cobolli łatwo nie rezygnował. Włoch gładko przegrał pierwszego seta, ale w kolejnym był górą.

    W trzeciej partii długo walka toczyła się gem za gem, aż w końcu w dziesiątym Niemiec przełamał rywala i znalazł się krok od tytułu. W czwartej natomiast potrzebny był tie-break. Cobolli od stanu 1-3 grał w nim niemal bezbłędnie i znów doprowadził do remisu.

    W decydującym secie Włoch wyraźnie jednak opadł z sił. Przegrał cztery pierwsze gemy. Zverev niewiele później zamknął spotkanie, które trwało cztery godziny i 16 minut.

    Pięć lat młodszy od Niemca Cobolli pierwszy raz w Wielkim Szlemie dotarł poza ćwierćfinał.

    Wynik finału: Alexander Zverev (Niemcy, 2) - Flavio Cobolli (Włochy, 10) 6:1, 4:6, 6:4, 6:7 (5-7), 6:1.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

"Może wróci przyjemność z jedzenia". Wyznanie Chwalińskiej po finale Wielkiego Szlema

Wczoraj, 6 czerwca (20:32)

​"Gratulacje Majson, piękny turniej" - napisała na Instagramie Iga Świątek po finale Rollanda Garrosa, w którym jej przyjaciółka - Maja Chwalińska przegrała z Mirrą Andriejewą. Wicemistrzyni French Open przyznała, że odczuwała stres przed sobotnim finałem i dodała też, że napięcie towarzyszyło jej przed każdym spotkaniem. "Może teraz wróci przyjemność z jedzenia" - powiedziała polska tenisistka.

  • Iga Świątek pogratulowała Mai Chwalińskiej świetnego występu w tegorocznym French Open.
  • Maja Chwalińska przyznała, że była zestresowana, grając tak długo pod presją, a przez cały turniej miała też problemy z apetytem.
  • Po French Open Maja Chwalińska planuje odpoczynek, a potem zagra w kwalifikacjach do Wimbledonu.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Czterokrotna triumfatorka wielkoszlemowego French Open Iga Świątek pogratulowała Mai Chwalińskiej występu w tegorocznej edycji, w której o pół roku młodsza z Polek dotarła do finału. 

Gratulacje Majson, piękny turniej

- napisała na Instagramie była liderka światowego rankingu tenisistek.

Iga Świątek i Maja Chwalińska są przyjaciółkami od dzieciństwa. Tenisistki są rówieśniczkami (obie urodziły się w 2001 roku) i poznały się, gdy miały zaledwie 10 lat. Razem dorastały na korcie, wspólnie reprezentowały Polskę na juniorskich mistrzostwach Europy i świata, a także odnosiły sukcesy w grze podwójnej (m.in. dotarły do finału juniorskiego Australian Open 2017).

Iga Świątek wielokrotnie publicznie wspierała Maję Chwalińską.

Maja Chwalińska przyznała, że odczuwała stres przed sobotnim finałem French Open. Była pierwszą w historii kwalifikantką, która dotarła do finału w Paryżu. Przez trzy tygodnie rozegrała dziesięć spotkań. Choć na tak wielkiej scenie wcześniej nie grała, to nie czuła się sparaliżowana.

Jasne, że czułam się już trochę zmęczona, ale każdy by był. Przed meczem było trochę nerwów, ale nie jakichś szczególnych. Szczerze mówiąc stres był przed każdym meczem. Od trzech tygodni nie jadłam normalnie. W sumie to trochę się cieszę, że turniej się już skończył. Może teraz wróci przyjemność z jedzenia - powiedziała wicemistrzyni French Open.

Zawodniczka klubu BKT Advantage Bielsko-Biała zdradziła też, że od 2025 roku doraźnie współpracuje z psycholożką, która przyjechała do Paryża i pierwszy raz towarzyszyła jej w turnieju.

Nie widujemy się na co dzień, bo ona jest z Warszawy. Głównie rozmawiamy przez telefon. To taka współpraca, w której mam dużą swobodę z korzystania z niej - powiedziała.

Polka przed turniejem głównym w rankingu zajmowała 114. miejsce. Ma świadomość, że jej historia może być inspiracją dla niżej notowanych zawodniczek, ale jednocześnie podkreśliła, że różnica między byciem w pierwszej a drugiej setce bywa bardzo cienka.

Znam wiele świetnych zawodniczek spoza najlepszej setki. Czasem po prostu wiele drobnych elementów musi kliknąć. Życie czasem jest dziwne. Po prostu trzeba robić swoje i wierzyć, że to przyniesie efekt - powiedziała.

Teraz rozpocznie się trawiasta część tenisowego sezonu. Chwalińska planuje zrobić sobie teraz przerwę. Do rywalizacji wróci albo 22 czerwca na kwalifikacje do Wimbledonu, albo tydzień później, jeśli dostanie dziką kartę do turnieju głównego.

Polka co prawda w poniedziałkowym notowaniu listy WTA będzie 21., ale listy startowe do Wimbledonu zamknięto jeszcze przed French Open. Decyzję w sprawie dzikich kart organizatorzy londyńskiego turnieju ogłoszą w trzecim tygodniu czerwca.

Choć bardzo cieszyłam się pobytem tutaj, to urlop po French Open zaplanowałam już wcześniej i cieszę się, że teraz odpocznę. Nie spodziewam się dzikiej karty. To byłaby wiadomość stulecia. Jestem podekscytowana, bo gra na trawie to zawsze miła zmiana - powiedziała maja Chwalińska.

Nawet jeśli nie dostanie dzikiej karty i odpadnie w kwalifikacjach Wimbledonu, to jej tenisowe życie przez najbliższy rok będzie wyglądało zupełnie inaczej niż do tej pory. Wszystkie turnieje stanęły dla niej otworem i systematycznie będzie się mierzyła z najlepszymi zawodniczkami na świecie.

Twardo stąpam po ziemi. Zamierzam dalej ciężko pracować, aby grać jak najlepiej. Chcę się poprawiać każdego dnia - zapewniła.

To dziwne, ale nie mam poczucia, że grałam tu swój najlepszy tenis. Na pewno zyskałam sporo pewności siebie, bo wcześniej rzadko grałam z czołowymi tenisistkami - dodała.

  •  

Maja Chwalińska wicemistrzynią Rolanda Garrosa. Pierwszy tytuł Andriejewej

Wczoraj, 6 czerwca (17:18)

Aktualizacja: Wczoraj, 6 czerwca (17:37)

​Maja Chwalińska przegrała z rozstawioną z numerem ósmym rosyjską tenisistką Mirrą Andriejewą 3:6, 2:6 w finale wielkoszlemowego turnieju French Open na kortach ziemnych w Paryżu. Mecz trwał godzinę i 22 minuty. W poniedziałek Polka awansuje na 21. miejsce w światowym rankingu, notując skok o 93 pozycje.

Tak relacjonowaliśmy finał French Open między Mają Chwalińską a Mirrą Andriejewą >>>

Dla obu zawodniczek wynik osiągnięty w stolicy Francji jest największym sukcesem w karierze - po raz pierwszy dotarły do decydującego pojedynku imprezy najwyższej rangi.

24-letnia Chwalińska jako czwarta polska tenisistka wystąpiła w decydującym meczu singla w Wielkim Szlemie.

Pierwszą - jeszcze przed II wojną światową - była Jadwiga Jędrzejowska, później dokonała tego Agnieszka Radwańska (obie bez powodzenia), a następnie po sześć tytułów sięgnęła Iga Świątek. W Paryżu była najlepsza w latach 2020 i 2022-24, w 2022 roku zwyciężyła też w US Open w Nowym Jorku, a przed rokiem wygrała turniej na Wimbledonie.

Polskich flag na trybunach było sporo, a intonowane “Maja, Maja" łatwo podłapywali również francuscy kibice. Nie było wątpliwości, kto może liczyć na wsparcie, ale zachowanie publiczności nie było wrogie wobec rywalki.

W sobotnim finale tenisistki zmagały się nie tylko z presją, ale również z silnym wiatrem. Do stanu 2:2 żadna z zawodniczek nie wygrała gema przy swoim podaniu. W piątym udało się to Chwalińskiej, dzięki czemu objęła prowadzenie 3:2. W dodatku zrobiła to bez straty punktu, a swoją popisową kombinacją, czyli skrótem i lobem, rozpaliła publiczność. Andriejewa szybko jednak odpowiedziała wygranym gemem.

19-letnia Rosjanka wygrała kolejne gemy, w tym dwa ostatnie - bardzo szybko. Maja Chwalińska przegrała ostatecznie z Mirrą Andriejewą pierwszego seta 3:6. Był on jednak dość zacięty.

W II secie przewagę od początku miała Andriejewa. Po serii przełamań prowadziła już 5:0. Być może Andriejewa za mocno zaczęła myśleć o trofeum, bo w jej grę wkradł się pośpiech. Popełniła kilka błędów, co pozwoliło Polce dojść na 2:5 i przedłużyć spotkanie o kilka minut. 

W kolejnym gemie Rosjanka wróciła jednak do wysokiego poziomu. Po 82 minutach, wykorzystując pierwszą piłkę meczową, zakończyła rywalizację.

Chwalińska w finale zdecydowanie nie była tak zabójczo precyzyjna, jak w poprzednich meczach. Mnożyły się jej błędy. 

W poprzednich meczach Chwalińskiej w oczy rzucała się znacznie większa liczba niewymuszonych błędów rywalek niż Polki. W finale przyszło jej się jednak mierzyć z tenisistką z wyższego poziomu. Andriejewa, mimo zaledwie 19 lat, od dłuższego czasu plasuje się w najlepszej dziesiątce rankingu i systematycznie "podgryza" ścisłą światową czołówkę.

Jesteś niesamowitą tenisistką. Taka młoda i taka utalentowana, to jest denerwujące - w ten sposób, żartobliwie, pogratulowała 24-letnia Chwalińska 19-letniej Andriejewej sukcesu. 

Polka nie szczędziła podziękowań dla organizatorów turnieju, wolontariuszy, sędziów, sztabu, rodziny i przeprosiła, jeśli kogoś pominęła. Tłumaczyła, że "ma bardzo dużo myśli w głowie". Z trybun odpowiedziało jej gromkie "Dziękujemy! Dziękujemy!".

Żałuję, że nie zobaczyliście dzisiaj lepszego meczu, ale Mirra była dziś dla mnie po prostu za dobra, więc to jej wina. Ja dałam z siebie wszystko. Przepraszam. Nigdy nie zapomnę tych trzech tygodni, Paryż na zawsze zostanie w moim sercu - zakończyła.

Andriejewa została trzecią najmłodszą zwyciężczynią Wielkiego Szlema, po swojej rodaczce Marii Szarapowej, triumfatorce Wimbledonu w 2004 w wieku 17 lat oraz Brytyjce Emmie Raducanu, która jako 18-latka i pierwsza kwalifikantka w historii wygrała US Open w 2021 roku.

Chwalińska jest natomiast pierwszą w historii kwalifikantką, która dotarła do finału w Paryżu. Od 18 maja rozegrała tu dziesięć spotkań i całkowicie odmieniła swoje tenisowe życie.

Maja Chwalińska w poniedziałek zamelduje się na 21. miejscu w światowym rankingu, notując awans o 93 pozycje. Za nią będą m.in. tak uznane tenisistki jak Amerykanki Emma Navarro czy Madison Keys.

24-letnia Polka nigdy wcześniej nie była wśród stu czołowych zawodniczek globu.

Za awans do finału może liczyć na nagrodę w wysokości 1,4 mln euro, czyli 1,6 mln dolarów. Przed rozpoczęciem zmagań w stolicy Francji z tytułu premii za występy na korcie - według oficjalnych danych - zarobiła... 864 tys. USD.

19-letnia Rosjanka, która była rozstawiona z numerem ósmym, sięgnęła po pierwszy wielkoszlemowy tytuł w karierze. W poniedziałek będzie szósta w klasyfikacji tenisistek; najwyżej była piąta.

Wynik finału French Open: Mirra Andriejewa (Rosja, 8) - Maja Chwalińska (Polska) 6:3, 6:2. 

  •  

Koniec paryskiej bajki Mai Chwalińskiej. Polka wicemistrzynią French Open

Maja Chwalińska mierzyła się w finale French Open z Rosjanką Mirrą Andriejewą. Polka była rewelacją turnieju - do Paryża przyjechała jako 114. zawodniczka rankingu, do tego z niewielkim doświadczeniem na największych scenach. Przebiła się przez kwalifikacje, a potem odprawiła sześć wyżej notowanych rywalek. Jej rywalka, 19-letnia Rosjanka Mirra Andriejewa, przez turniej przeszła jak burza. Pierwszy, bardzo zacięty set padł łupem Rosjanki. Andriejewa wygrała go 6:3. W drugim Andriejewa również była lepsza. Wygrała 6:2 i zdobyła swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy. Polka została wicemistrzynią wielkoszlemowego French Open. Tak relacjonowaliśmy ten mecz.

Maja Chwalińska, reprezentantka klubu BKT Advantage Bielsko-Biała, musiała się przebijać przez trzystopniowe kwalifikacje. Pierwszy mecz rozegrała już 18 maja. Andriejewa w tym czasie odpoczywała po turnieju w Rzymie.

Eliminacje Polska przeszła pewnie. W pierwszej rundzie zasadniczych zmagań trafiła natomiast na Qinwen Zheng i mało kto wróżył Polce sukces. Chinka, choć dopiero odbudowuje formę po kontuzji, wywalczyła dwa lata temu na tych obiektach złoty medal igrzysk, eliminując w półfinale Igę Świątek.

Chwalińska wygrała zaskakująco łatwo - 6:4, 6:0. Uwagi światowych mediów jednak dalej nie przykuwała. Te skupiły się na konferencji prasowej zapłakanej Zheng. Polka potrzebowała jeszcze dwóch zwycięstw, aby usłyszeć jakiekolwiek pytania od dziennikarzy po angielsku. Natomiast spotkania z nią przeniesiono do głównej sali konferencyjnej, gdy w 1/8 finału bez problemu odprawiła na korcie centralnym Diane Parry 6:3, 6:2.

Potem przyszła pierwsza część rosyjskiego tryptyku, jaką była wygrana z Anną Kalinską 7:6 (7-3), 6:3. W półfinale pokonała Dianę Sznajder 7:6 (7-4), 6:4.

Mirra Andriejewa to ósma obecnie zawodniczka rankingu. W drodze do spotkania o tytuł nikt Andriejewej nie sprawił problemów. Nawet Marta Kostiuk w półfinale, którą pokonała 6:1, 6:3 i na 17 zatrzymała serię wygranych meczów Ukrainki.

Poniżej relacja na żywo z meczu.

Andriejewa nie odpuściła. Przełamała Polkę i wygrała II seta 6:2. To koniec paryskiej bajki Mai Chwalińskiej. Polka wicemistrzynią wielkoszlemowego French Open.

Jest przełamanie Chwalińskiej! Polka odrabia część strat. Przegrywa 2:5. 

Andriejewa świetnie radzi sobie z lobami Chwalińskiej, dotychczasową super bronią polskiej tenisistki.

Maja Chwalińska nie chce żegnać się z Paryżem. Wygrywa przy własnym podaniu. 5:1 dla Andriejewej w II secie. 

Andriejewa co prawda myli się przy siatce, ale po chwili efektownie kończy gema. 5:0 w II secie. Roosjankę od jej pierwszego tytułu wielkoszlemowego dzieli tylko jeden gem. 

Coraz gorsza sytuacja Polki w II secie. Przegrywa gema przy własnym serwisie. Rosjanka prowadzi już 4:0 w II secie.

Maja Chwalińska prowadził w trzecim gemie już 40:0 i miała trzy szanse na przełamanie. Niestety, Andriejewa obroniła się i w II secie prowadzi już 3:0.

Andriejewa podwyższa prowadzenie na 2:0. Trzeba podkreślić, że gra fenomenalnie.

Andriejewa nie zwalnia tempa. Wygrywa kolejnego gema, tym razem przy własnym serwisie. Obejmuje prowadzenie 1:0 w II secie.

Niestety, Andriejewa znowu przełamuje Chwalińską i wygrywa I seta 6:3. 

Andriejewa świetnie gra przy siatce. Efektownie zakończyła festiwal skrótów z obu stron. 5:3 dla Rosjanki. Polka musi wygrać kolejnego gema, jeśli nie chce oddać seta.

Grę utrudnia wiatr.

Szczęście przy Andriejewej, piłka zatańczyła na taśmie i spadła po stronie Polki. Po kolejnym zaciętym gemie, Rosjanka wychodzi na prowadzenie 4:3. teraz będzie serwować.

A tak wygląda strefa kibica w Dąbrowie Górniczej, mieście w którym wychowała się Maja Chwalińska.

Andriejewa wygrywa przy własnym serwisie. 3:3.

Polka odrabia straty, doprowadzając do remisu 2:2, a po chwili wygrywa gema przy własnym podaniu. 3:2 dla Chwalińskiej!

Niestety, Andriejewa po raz drugi przełamuje Chwalińską. 2:1 dla Rosjanki. Żadna z zawodniczek nie wygrała jeszcze gema przy własnym podaniu.

Polka odrabia straty, przełamując Rosjankę! 1:1 w gemach. 

Niestety, Rosjanka zaczyna mecz od przełamania. Gem był bardzo zacięty, trwał 7 minut.

Zaczęły. Jako pierwsza serwuje Maja Chwalińska.

W Paryżu jest słonecznie, ale odczuwalne są podmuchy wiatru.

Ponad 15 tysięcy widzów śledzi mecz na korcie im. Philippe’a Chatriera. 

Zawodniczki rozgrzewkowo przebijają piłki, za chwilę początek starcia.

Awans Chwalińskiej do finału Rolanda Garrosa oznacza, że w poniedziałkowym notowaniu listy WTA będzie 21. Jeśli sięgnie po tytuł, to wskoczy na 14. miejsce.

Kim jest Mirra Andriejewa, "cudowne dziecko z Syberii"? Przeczytaj nasz artykuł:

Inna gwiazda tenisa z USA, zwyciężczyni US Open 2017 i finalistka French Open 2018 Sloane Stephens uważa, że polska tenisistka będzie miała swoje atuty w finałowym starciu z wyżej notowaną Rosjanką Mirrą Andriejewą.

Ma w swojej grze elementy, które mogą frustrować Mirrę, szczególnie forhend do linii, myślę, że to jej najlepsze zagranie. Rozrzuca piłkę po korcie. Jeśli da radę wejść w mecz, to uważam, że może być niebezpieczną rywalką dla Mirry, która nigdy nie była w takiej sytuacji, ale Chwalińska też nigdy w niej nie była. Myślę, że są dwie strony medalu - Mirra może zagrać najlepszy tenis swojego życia, bo jest bardzo skoncentrowana i wie, czego chce, ale z drugiej strony Maja gra o wszystko, to ktoś, kto nawet nie miał zarezerwowanego pokoju w hotelu i ktoś inny musiał za niego zapłacić. Jej życie całkowicie się zmieniło, na konferencji prasowej powiedziała, że jest bardzo wdzięczna za to, co się stało - analizowała Stephens w telewizji TNT Sports.

Venus Williams w studiu telewizji TNT Sports nie kryła zachwytu nad grą Chwalińskiej po jej wygranym półfinale z Rosjanką Dianą Sznajder.

To jak marzenie, oglądać ją, jak ma tyle radości, gra z taką gracją. Jest w takim momencie, że nawet ona nie może w to uwierzyć, jakby starała się sama obudzić z tego snu. Przeszła bardzo długą drogę. To naprawdę historia Kopciuszka - oceniła starsza z sióstr Williams.

Chciałabym powiedzieć, że ja ją wybrałam! Postawiłam na nią, że dojdzie do finału. I chyba muszę na nią postawić w finale. Kocham ją oglądać - przyznała Amerykanka.

Francuski dziennik "Le Figaro" przed sobotnim finałem French Open ocenia, że Maja Chwalińska może w nim zostać "sprowadzona na ziemię" przez rosyjską tenisistkę Mirrę Andriejewą. Polską zawodniczkę dziennik nazywa "sensacją" turnieju kobiet.

Dziennik porównuje dotychczasową drogę Chwalińskiej na French Open do "baśni" i zauważa, że polska zawodniczka jest "w siódmym niebie". Ale też, zdaniem "Le Figaro" są duże szanse, że baśń ta raptownie skończy się w finale.

Dziennik zwraca bowiem uwagę, że choć Andriejewą w ostatnich miesiącach "niekiedy zawodziły nerwy", to "od kilkunastu dni idzie naprzód" wykazując się "wielką dojrzałością, mimo swego młodego wieku". Ma ona wszelkie szanse, by prześcignąć Chwalińską, choć ta jest "sensacją turnieju" - ostrzega "Le Figaro".

Zawodniczki są już na korcie. za chwilę rozpoczniemy finał.

  •  

Aryna Sabalenka ma problem. "Taki jest na razie plan"

  • Aryna Sabalenka szybko pożegnała się z turniejem w Rzymie. Białoruska tenisistka ujawniła, że przeszkadzał jej ból w dolnej części kręgosłupa. Uznała, że przed rozpoczęciem przygotowań do French Open potrzebuje kilku dni odpoczynku.

    • Aryna Sabalenka odpadła niespodziewanie w trzeciej rundzie turnieju WTA w Rzymie, przegrywając z Soraną Cirsteą 6:2, 3:6, 5:7.
    • Liderka rankingu WTA przyznała, że przeszkadzał jej ból w dolnej części kręgosłupa, co wpłynęło na jej grę.
    • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl

    Czułam, że moje ciało ogranicza mnie w występach na najwyższym poziomie. Rywalka zagrała niesamowity tenis. Nie dała mi zbyt wielu szans. Czuję, że nie grałam dobrze od początku do końca. Zaczęłam naprawdę dobrze, ale później obniżyłam poziom - powiedziała w Rzymie czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa.

    Sabalenka potrzebowała przerwy medycznej pod koniec sobotniego spotkania z Rumunką Soraną Cirsteą, zanim przegrała 6:2, 3:6, 5:7, co było jej drugą porażką w trzech meczach po ćwierćfinale z Amerykanką Hailey Baptiste w Madrycie w ubiegłym miesiącu.

    Światowym numer 1 stara się teraz wyleczyć kontuzję przed rozpoczynającym się w tym miesiącu paryskim Wielkim Szlemem.

    Powiedziałabym, że to prawdopodobnie problem z dolnym odcinkiem kręgosłupa, połączony z biodrem, który ograniczył mi pełną rotację - wyjaśniła 28-letnia białoruska tenisistka.

    Chyba po prostu będziemy mieli kilka dni wolnych. Poświęcimy je na regenerację. Taki jest na razie plan - dodała.

    Początek sezonu na kortach ziemnych był dla Sabalenki rozczarowujący po znakomitej grze na kortach twardych, podczas której zdobyła tytuł w Brisbane, dotarła do finału Australian Open i wywalczyła dwa trofea z rzędu w Indian Wells i Miami.

    Wielkoszlemowy French Open rozpocznie się w Paryżu 24 maja. Przed rokiem Białorusinka przegrała w finale z Amerykanką Coco Gauff.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Hurkacz żegna się z turniejem w Monte Carlo. Zacięty bój z reprezentantem gospodarzy

  • Wczoraj, 9 kwietnia (21:42)

    Hubert Hurkacz zakończył swój udział w prestiżowym turnieju ATP 1000 w Monte Carlo na trzeciej rundzie. Polski tenisista po emocjonującym meczu musiał uznać wyższość reprezentanta gospodarzy, Valentina Vacherota. Choć Hurkacz rozpoczął spotkanie od zwycięstwa w pierwszym secie, w kolejnych partiach lepszy okazał się rywal.

    • Hubert Hurkacz odpadł w trzeciej rundzie turnieju ATP 1000 w Monte Carlo.
    • Polak przegrał z Valentinem Vacherotem 6:7(4), 6:3, 6:4.
    • Wcześniej Hurkacz pokonał Luciano Darderiego i Fabiana Marozsana.
    • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

    Hubert Hurkacz przystępował do turnieju w Monte Carlo po serii siedmiu porażek z rzędu, co z pewnością nie napawało optymizmem jego kibiców. Jednak już w pierwszych meczach prestiżowej imprezy Polak pokazał, że nie zamierza łatwo się poddawać. W pierwszej rundzie pokonał rozstawionego Luciano Darderiego, a następnie wygrał z Fabianem Marozsanem, przełamując tym samym złą passę.

    W trzeciej rundzie na drodze Hurkacza stanął reprezentant gospodarzy, Valentin Vacherot. Monakijczyk, wspierany przez miejscową publiczność, był uznawany za faworyta tego pojedynku. Spotkanie od początku było bardzo wyrównane. W pierwszym secie obaj tenisiści prezentowali wysoki poziom, a o zwycięstwie musiał zadecydować tie-break. W nim lepszy okazał się Polak.

    Niestety, w kolejnych partiach inicjatywę przejął Vacherot. Drugi set zakończył się wynikiem 6:3 dla Monakijczyka, który coraz pewniej czuł się na korcie. W decydującym trzecim secie Hurkacz walczył o odwrócenie losów meczu, jednak to rywal zachował więcej zimnej krwi i wygrał 6:4, kończąc tym samym udział Polaka w turnieju.

    Zmagania w turnieju Rolex Monte-Carlo Masters 2026 potrwają do niedzieli, 12 kwietnia. Stawką jest nie tylko prestiż, ale również cenne punkty rankingowe oraz imponująca nagroda finansowa. Triumfator singla otrzyma 1000 punktów do rankingu ATP oraz czek na 974,3 tysiąca euro.

    Dla Huberta Hurkacza udział w Monte Carlo był szansą na przełamanie słabszego okresu i powrót do wysokiej formy. Choć nie udało się awansować do dalszej fazy turnieju, Polak pokazał się z dobrej strony, zwłaszcza w pierwszych spotkaniach.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Polska bez Igi Świątek. Rywalki szykują się na bitwę

Dzisiaj, 8 kwietnia (12:17)

Aktualizacja: Dzisiaj, 8 kwietnia (13:07)

Reprezentacja Polski tenisistek - bez Igi Świątek - zmierzy się w piątek i sobotę w Gliwicach z Ukrainą w meczu o awans do finałowego turnieju Billie Jean King Cup. Liderka ukraińskiej drużyny, Elina Switolina, zapowiada twardą walkę i ocenia, że obie ekipy muszą być gotowe na "wielką bitwę". "Przyjechałyśmy tu, by wygrać" - odpowiedziała Magda Linette.

  • Polskie tenisistki - bez Igi Świątek - w piątek i sobotę zagrają w Gliwicach z Ukrainą o awans do finałów Billie Jean King Cup.
  • Liderka Ukrainy Elina Switolina podkreśliła, że rywalizacja z Polkami będzie "wielką bitwą" i że gospodynie są pod większą presją.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Zazwyczaj gramy dla siebie, dla naszego teamu. Teraz zagramy dla Polski. Zdecydowanie będzie inaczej. To zupełnie inne odczucie, które wiąże się z odpowiedzialnością, ale też jest zaszczytem. Takie mecze rządzą się swoimi prawami, mogą się odwrócić w każdej chwili. Na co dzień nie gramy zbyt często w Polsce. Na pewno jest to coś wyjątkowego, cieszę się z tej możliwości - powiedziała Magda Linette.

Wszystkie przyjechałyśmy tu po to, by ten mecz wygrać. Zrobimy wszystko, by Ukrainki miały jak najcięższą przeprawę. Rok temu mecze były bardzo bliskie. Gramy naprawdę nieźle i jesteśmy dobrze przygotowane - zaznaczyła.

Maja Chwalińska przyznała, że obecny tydzień jest inny od pozostałych. Zapamiętam go na cały rok. Na pewno czuję troszkę większą presję, ale też jest to przywilej, że tyle osób nas wspiera. Hala jest imponująca - oceniła.

Martyna Kubka nie ukrywała, że w gliwickiej arenie jest bardzo dużo miejsca. To największa hala, w jakiej ostatnio miałyśmy okazję zagrać. Szybko się do tej przestrzeni przyzwyczaimy. Nawierzchnia jest - jak na mączkę - dość szybka, co mnie bardzo odpowiada - wyjaśniła.

Kapitan kadry Dawid Celt podkreślił, że czwartkowe losowanie będzie miało pewien wpływ na przebieg rywalizacji. Bo fajnie jest rozpocząć mecz od zwycięstwa, ale też bym znaczenia losowania nie przeceniał. Zaczynamy "na krzyż" - czyli pierwsza rakieta zagra z drugą, a następnego dnia jedynka z jedynką, a dwójka z dwójką. Bardziej się skupiam na tym, że trzeba budować punkt po punkcie i starać się kontrolować to, co możemy - powiedział.

Nie ukrywał, że oba zespoły świetnie się znają. Ukrainki to nie są anonimowe zawodniczki. Co tydzień grają w największych turniejach na świecie. To dobra, mocna drużyna. Nie ma się co czarować. Zaskoczenia nie będzie, wiemy, czego się spodziewać. Postaramy się wykorzystać to, że gramy siebie, te dni treningowe, które są za nami i jeszcze przed nami. Będziemy - jak zawsze - walczyć o każdy punkt. Niezależnie od tego, kto stoi po drugiej stronie siatki staramy się walczyć o zwycięstwo i to się nie zmienia - podsumował.

Musimy docenić świetne polskie zawodniczki - powiedziała wcześniej liderka Ukrainek Elina Switolina. Przyznała, że jest podekscytowana tym spotkaniem.

Gra w reprezentacji różni się od występów indywidualnych, to coś specjalnego. Myślę, że polski zespół jest pod nieco większą presją, grając u siebie - zaznaczyła siódma zawodniczka światowego rankingu.

Kapitan reprezentacji Ukrainy Ilia Marczenko podkreślił, że jego oczekiwania przed meczem są wysokie.

Przyjechaliśmy tu, by wygrać i to jest nasz najważniejszy cel. Zdajemy sobie sprawę z tego, że Polska ma naprawdę mocny zespół, nawet pod nieobecność Igi Świątek. Jesteśmy przygotowani do spotkania - stwierdził.

Świątek już wcześniej poinformowała, że nie wystąpi w meczu. W kadrze Biało-Czerwonych znalazły się: Magda Linette, Maja Chwalińska, Katarzyna Kawa i Linda Klimovicova oraz Martyna Kubka.

Stawką spotkania w Gliwicach jest awans do turnieju finałowego Billie Jean King Cup, który obędzie się 21-27 września w chińskim Shenzhen.

Mecz odbędzie się w Polsce dzięki porozumieniu z Ukraińcami, którzy pierwotnie mieli być gospodarzami.

Ukrainę w Gliwicach będą reprezentować Switolina, Marta Kostjuk, Ołeksandra Olijnykowa i specjalizujące się w grze podwójnej siostry Kiczenok: Ljudmiła oraz Nadija.

Biało-czerwone w pięciu poprzednich edycjach tej imprezy grały w elicie trzykrotnie. Dwa lata temu w półfinale uległy Włoszkom, które później wygrały imprezę w Maladze. Teraz zadanie jest trudniejsze, gdyż od 2025 roku do finałów kwalifikuje się tylko osiem, a nie dwanaście drużyn.

Zawodniczki rywalizować będą w gliwickiej PreZero Arenie na sztucznej mączce, a mecze będzie mogło zobaczyć ok. 13 tysięcy kibiców.

Pierwszego dnia rozegrane zostaną dwa single, drugi dzień zacznie się od gry podwójnej, a potem - zależnie od wyniku - może być jeden lub dwa single. Na pewno odbędą się cztery spotkania, a piąte - w przypadku remisu.

Polki z Ukrainkami po raz ostatni rywalizowały rok temu w Radomiu. Maja Chwalińska uległa wówczas Elinie Switolinie (6:7, 3:6), Katarzyna Kawa - Marcie Kostjuk (1:6, 2:6), a Chwalińska i Martyna Kubka w grze podwójnej Ludmyle oraz Nadiji Kiczenok (6:7, 6:7).

  •  

Bezlitosna Świątek. Pokaz mocy Polki w Indian Wells

Wczoraj, 11 marca (20:46)

Aktualizacja: Wczoraj, 11 marca (21:11)

​W meczu 1/8 finału turnieju w Indian Wells w USA Iga Świątek pokonała Karolinę Muchovą 6:2, 6:0. Rozmiar zwycięstwa może zaskakiwać, bo 29-letnia Czeszka przeleciała do Kalifornii po triumfie w imprezie w Dosze i mogła pochwalić się serią ośmiu wygranych meczów.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

To piąty wygrany mecz Igi Świątek z Karoliną Muchovą. Czeszka pokonała Polkę do tej pory tylko raz.

Środowe spotkanie było pokazem mocy ze strony polskiej tenisistki. Czeszka zdołała wygrać tylko dwa gemy - oba w I secie. 

Tylko początek meczu był wyrównany. Najbardziej zażarta walka rozegrała się w szóstym gemie. Polka wykorzystała w końcu drugiego break pointa. Od wyniku 4:2 już tylko ona wygrywała kolejne gemy. 

Przy stanie 5:0 w drugim secie Muchova poślizgnęła się i złapała za kostkę, ale po chwili wróciła do gry i dokończyła mecz. 

Pojedynek trwał 1 godzinę i 17 minut. 

To był bardzo dobry mecz, wykorzystałam swoje mocne strony. Wróciłam do bardziej solidnej gry. Celem było mniej strzelania i podejmowania bezsensownego ryzyka - powiedziała Świątek w rozmowie z Canal+.

Dzięki tej wygranej rozstawiona z numerem drugim Polka zagra ćwierćfinale. Kolejną rywalką będzie Ukrainka Elina Switolina (nr 9 w turnieju) albo kolejna Czeszka Katerina Siniakova.

29-letnia Muchova uchodzi za bardzo utalentowaną zawodniczkę, którą jednak często prześladują kontuzje. Najwyżej w rankingu była na ósmym miejscu, a obecnie jest 13.

Sezon 2026 Czeszka zaczęła bardzo dobrze. Na razie porażek doznaje tylko w starciach z topowymi rywalkami. W półfinale w Brisbane przegrała z liderką listy WTA Białorusinką Aryną Sabalenką, a w 1/8 finału Australian Open z Amerykanką Coco Gauff. W Dosze na Muchovą nikt nie znalazł sposobu. Przed spotkaniem ze Świątek Czeszka mogła pochwalić się serią ośmiu wygranych meczów. 

W Indian Wells pokonała Muchova pokonała wcześniej Węgierkę Annę Bondar 7:5, 6:2 i Chorwatkę Antonię Ruzić. 

Polka natomiast w drodze do 1/8 finału wygrała z Amerykanką Kaylą Day 6:0, 7:6 (7-2) i Greczynką Marią Sakkari 6:3, 6:2.

Do ćwierćfinału Indian Wells Świątek dotarła po raz piąty z rzędu. Wygrała ten turniej w 2022 i 2024 roku. 

  •