Widok czytania

Największy producent prezerwatyw na świecie podnosi ceny

  • Wczoraj, 22 kwietnia (12:37)

    Największy producent prezerwatyw na świecie, malezyjska firma Karex, zapowiedział znaczącą, co najmniej 30-procentową podwyżkę cen swoich produktów. Powodem są zakłócenia w dostawach surowców, wywołane konfliktem na Bliskim Wschodzie i blokadą cieśniny Ormuz.

    • Największy producent prezerwatyw na świecie, firma Karex, zapowiedział podwyżkę cen swoich produktów o co najmniej 30 proc.
    • Przyczyną są zakłócenia w dostawach surowców wywołanych wojną na Bliskim Wschodzie i blokadą cieśniny Ormuz.
    • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

    Od czasu, gdy Iran w odpowiedzi na ataki Stanów Zjednoczonych i Izraela zablokował ruch statków przez cieśninę Ormuz, światowe dostawy ropy naftowej zostały poważnie ograniczone. To z kolei przełożyło się na zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw, dotykając wiele branż - w tym produkcję prezerwatyw.

    Karex, który rocznie wytwarza około 5 miliardów prezerwatyw dla największych światowych marek i systemów opieki zdrowotnej, wykorzystuje w produkcji materiały pochodzące z ropy naftowej, takie jak amoniak do konserwacji lateksu oraz środki na bazie silikonu.

    Szef firmy, Goh Miah Kiat, podkreśla, że od początku 2026 roku popyt na prezerwatywy wzrósł o około 30 procent. Jednocześnie wyższe koszty transportu i opóźnienia w dostawach surowców pogłębiły niedobory na rynku.

    W trudnych czasach potrzeba używania prezerwatyw jest większa, bo ludzie nie są pewni, czy za rok nadal będą mieli pracę - mówi w rozmowie z Bloombergiem. Jeśli teraz urodzisz dziecko, (za rok) będziesz miała o jedną osobę więcej do wykarmienia - dodaje.

    Wzrost cen spowodowany wojną na Bliskim Wschodzie dotyka także inne sektory gospodarki. Najtańsze bilety lotnicze w klasie ekonomicznej są obecnie średnio o 24 procent droższe niż rok temu. Podrożały również nawozy, a na rynku brakuje helu, niezbędnego do produkcji układów scalonych.

    Na początku kwietnia Organizacja Narodów Zjednoczonych ostrzegła, że rosnące koszty transportu wpłyną na ceny cukru, nabiału i owoców.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Wielka ucieczka z cieśniny Ormuz. Państwa Zatoki przygotowują plan alternatywny

Czwartek, 2 kwietnia (15:07)

Rosnące napięcie w regionie i irańska blokada strategicznego wąskiego gardła w światowym handlu zmuszają kraje Zatoki Perskiej do odkurzenia planów budowy kosztownych rurociągów. Choć inwestycje liczone są w miliardach dolarów, dla potentatów naftowych bezpieczeństwo eksportu staje się ważniejsze niż rachunek ekonomiczny.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Widmo trwałej kontroli Iranu nad cieśniną Ormuz - przez którą przepływa jedna piąta światowych dostaw ropy - zmieniło sposób myślenia w stolicach państw arabskich, informuje "Financial Times". To, co przez lata uznawano za zbyt drogie lub politycznie skomplikowane, dziś staje się kwestią przetrwania. Urzędnicy i liderzy branży energetycznej przyznają otwarcie: nowe rurociągi mogą być jedynym sposobem na zmniejszenie chronicznej wrażliwości regionu na zakłócenia w transporcie morskim.

Obecny konflikt podkreślił strategiczną wartość saudyjskiego rurociągu Wschód-Zachód o długości 1200 km. Zbudowany w latach 80. XX wieku po obawach, że tzw. wojna tankowców między Iranem a Irakiem (1984-1988) doprowadzi do zamknięcia cieśniny, obecnie dostarcza 7 milionów baryłek ropy dziennie do portu Janbu nad Morzem Czerwonym, całkowicie omijając Ormuz. Amin Nasser, dyrektor generalny saudyjskiego giganta naftowego Aramco, podkreślił, że rurociąg ten jest obecnie główną trasą eksportową.

"Z perspektywy czasu rurociąg Wschód-Zachód wydaje się genialnym posunięciem" - powiedział "FT" jeden z wyższych rangą dyrektorów energetycznych Zatoki Perskiej. 

Sukces tego projektu sprawia, że Rijad rozważa teraz jego rozbudowę lub budowę zupełnie nowych nitek, by móc przesyłać drogą lądową całość swojej dziennej produkcji. W przeszłości plany budowy rurociągów w regionie wielokrotnie upadały z powodu wysokich kosztów i złożoności. Eksperci zauważają jednak, że nastroje w Zatoce się zmieniły, a kraje zaczynają traktować te plany jako realne.

Długoterminowo nowe rurociągi mogą stać się częścią szerszych szlaków handlowych, przez które będą przepływać nie tylko ropa i gaz. Jedną z opcji jest ożywienie planów korytarza IMEC, który miałby biec z Indii przez Zatokę do Europy. Jednak projekty te napotykają na liczne wyzwania, w tym polityczne, jak i związane z bezpieczeństwem. Cel jest jasny: przejąć kontrolę nad własnym losem i wyeliminować wąskie gardła, które inni mogą wykorzystać do szantażu.

Mimo determinacji politycznej, przeszkody pozostają gigantyczne. Christopher Bush, prezes Cat Group, szacuje w rozmowie z "FT", że replikacja rurociągu Wschód-Zachód kosztowałaby dziś co najmniej 5 miliardów dolarów i wymagałaby przebijania się przez twarde bazaltowe skały gór Hidżaz (pasmo górskie w zachodniej Arabii Saudyjskiej, ciągnące się wzdłuż Morza Czerwonego). Jeszcze droższe byłyby trasy z Iraku przez Jordanię czy Turcję - ich koszt szacuje się na 15 do 20 miliardów dolarów.

W krótkim okresie najbardziej realne wydaje się rozszerzenie rurociągu Wschód-Zachód oraz istniejącej trasy Abu Zabi do Fujairah. To pozwoliłoby zwiększyć przepustowość bez komplikacji związanych z nową infrastrukturą transgraniczną. Arabia Saudyjska mogłaby również rozwijać dodatkowe terminale eksportowe na wybrzeżu Morza Czerwonego. Rozmowy na temat przyszłości cieśniny Ormuz są prowadzone przez Wielką Brytanię z udziałem 35 krajów. Nikt nie spodziewa się, że doprowadzą do powrotu status quo sprzed wojny.

Będą radzić, jak udrożnić cieśninę Ormuz. Wśród nich szef polskiego MSZ

  •  

​Trump ma plan na zahamowanie wzrostu cen ropy. "Będziecie zadowoleni"

  • Poniedziałek, 9 marca (18:13)

    Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zapewnił, że ma gotowy plan, który pozwoli zatrzymać rosnące ceny ropy naftowej wywołane konfliktem z Iranem. Szczegóły nie zostały ujawnione, ale według zapowiedzi prezydenta Amerykanie mogą spodziewać się szybkich i skutecznych działań. "Będziecie bardzo zadowoleni" - powiedział Trump.

    • Donald Trump zapowiada plan na powstrzymanie wzrostu cen ropy.
    • Prezydent nie ujawnia szczegółów, ale podkreśla, że Amerykanie będą zadowoleni.
    • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

    W obliczu rosnących cen ropy naftowej, które przekroczyły już poziom 100 dolarów za baryłkę, prezydent Donald Trump zapewnił, że administracja jest przygotowana na każdy scenariusz. Mam plan na wszystko, ok? (...) Będziecie bardzo zadowoleni - powiedział w rozmowie telefonicznej z dziennikiem "New York Post".

    Choć prezydent nie zdradził szczegółów swojego planu, media spekulują, że jednym z rozważanych rozwiązań może być sięgnięcie po krajowe rezerwy strategiczne ropy. Takie rozwiązanie sugerował wcześniej lider demokratów w Senacie, Chuck Schumer. Według agencji Reutera Trump miał jeszcze tego samego dnia rozważyć różne opcje, które mogłyby zahamować wzrost cen surowca. 

    Biały Dom obawia się, że utrzymujące się wysokie ceny ropy mogą zaszkodzić zarówno amerykańskim firmom, jak i konsumentom. Sytuacja ta może mieć również wpływ na wynik republikanów w zbliżających się wyborach uzupełniających do Kongresu, zaplanowanych na jesień.

    Mimo niepokoju na rynku, administracja prezydenta Trumpa przekonuje, że obecny wzrost cen ropy jest przejściowy. Według urzędników spadek cen powinien nastąpić w ciągu kilku tygodni, a nie miesięcy. Sam prezydent podkreślił, że wyższe ceny ropy to "bardzo niska cena do zapłaty za bezpieczeństwo", dodając, że tylko "głupcy mogą myśleć inaczej".

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Globalny korytarz naftowy. Co oznacza blokada Cieśniny Ormuz?

Wtorek, 3 marca (12:42)

Aktualizacja: Wtorek, 3 marca (13:25)

Iran twierdzi, że "podpali" każdy statek próbujący przepłynąć przez Cieśninę Ormuz, najbardziej ruchliwy kanał transportu ropy naftowej na świecie. Zazwyczaj około 20 proc. produkowanej na świecie ropy naftowej i gazu przepływa przez wąski szlak żeglugowy w Zatoce Perskiej. Teraz irański generał Sardar Dżabari powiedział, że Teheran "nie pozwoli, aby ani jedna kropla ropy opuściła region".

  • Iran grozi "podpaleniem" każdego statku próbującego przepłynąć przez Cieśninę Ormuz, kluczowy szlak transportu ropy naftowej na świecie.
  • Przez cieśninę przepływa ok. 20 proc. światowej produkcji ropy i gazu - to ok. 20 mln baryłek ropy dziennie.
  • Co w praktyce oznaczałoby zamknięcie tej cieśniny? 

Niepewność i zakłócenia w handlu międzynarodowym spowodowane reakcją Iranu na ataki USA i Izraela doprowadziły już do wzrostu cen ropy naftowej.

Zablokowanie cieśniny może spowodować dalszy wzrost cen towarów i usług na całym świecie oraz uderzyć w największe gospodarki świata, w tym Chiny, Indie i Japonię, które należą do największych importerów ropy naftowej przesyłanej przez cieśninę.

Cieśnina Ormuz to jeden z najważniejszych szlaków żeglugowych na świecie i najważniejszy punkt tranzytu ropy naftowej.

Ograniczony od północy przez Iran, a od południa przez Oman i Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA), korytarz - którego szerokość na wejściu i wyjściu wynosi zaledwie około 50 km, a w najwęższym miejscu około 33 km - łączy Zatokę Perską z Morzem Arabskim.

Cieśnina jest na tyle głęboka, że mogą się w niej mieścić największe na świecie tankowce do przewozu ropy naftowej. Korzystają z niej najwięksi producenci ropy naftowej i gazu z Bliskiego Wschodu, a także ich klienci.

Według szacunków amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA) w 2025 roku przez Cieśninę Ormuz dziennie przepływało około 20 milionów baryłek ropy naftowej. Odpowiada to rocznej wartości handlu energią wynoszącej niemal 600 mld dolarów.

Przez cieśninę przepływa co miesiąc około 3 tys. statków.

Analitycy, jak podkreśla BBC News, ostrzegają, że im dłużej będą występować zagrożenia dla statków przepływających przez cieśninę, tym wyższa będzie cena ropy i jej transportu.

De facto jest to zamknięta sprawa - powiedział Arne Lohmann Rasmussen, główny analityk Global Risk Management, firmy dostarczającej analizy rynku energetycznego, w wywiadzie dla CBS News.

Można zostać zaatakowanym, a ubezpieczenie może okazać się niedostępne lub bardzo drogie. Trzeba więc czekać, aż sytuacja bezpieczeństwa się poprawi. Jeśli dostawy ropy i gazu z cieśniny zostaną odcięte, będzie to miało poważne konsekwencje dla rynku - dodał.

Chociaż nie ma fizycznej blokady, groźby ze strony Irańczyków, a także ataki dronów i rakiet sprawiają, że tankowce nie przepłyną przez cieśninę - stwierdził.

Według danych London Stock Exchange Group koszt wynajęcia supertankowca do transportu ropy naftowej z Bliskiego Wschodu do Chin wzrósł niemal dwukrotnie w porównaniu z ceną z ubiegłego tygodnia. Teraz to rekordowe ponad 400 tys. dolarów.

Zamknięcie kluczowego szlaku żeglugowego zaszkodzi również krajom Zatoki Perskiej, takim jak Arabia Saudyjska, których gospodarki w dużej mierze opierają się na eksporcie energii.

Dla porównania, Iran eksportuje około 1,7 miliona baryłek dziennie, według Międzynarodowej Agencji Energii (EIA). Według szacunków Banku Centralnego Iranu, w roku finansowym kończącym się w marcu 2025 roku Iran wyeksportował ropę naftową o wartości 67 mld dolarów - co stanowi najwyższy dochód z ropy naftowej w ostatniej dekadzie.

Blokada cieśniny będzie również bolesna dla Azji. Według szacunków EIA w 2022 r. około 82 proc. ropy naftowej i kondensatów (węglowodorów ciekłych o niskiej gęstości, które zwykle występują wraz z gazem ziemnym) opuszczających Cieśninę Ormuz trafiło do krajów azjatyckich.

Szacuje się, że same Chiny kupują około 90 proc. ropy naftowej, którą Iran eksportuje na rynki światowe. Ponieważ Chiny wykorzystują ropę naftową do produkcji towarów, które następnie eksportują do innych krajów, wyższe ceny ropy naftowej mogą również oznaczać wyższe ceny dla konsumentów na całym świecie.

Przepisy Organizacji Narodów Zjednoczonych zezwalają państwom na sprawowanie kontroli nad morzami terytorialnymi w promieniu 12 mil morskich od ich linii brzegowej.

W najwęższym miejscu Cieśnina Ormuz i jej szlaki żeglugowe znajdują się całkowicie na wodach terytorialnych Iranu i Omanu.

Nie jest jasne, w jaki dokładnie sposób Iran planuje zamknąć cieśninę, jednak zdaniem ekspertów jedną z najskuteczniejszych metod byłoby rozmieszczenie min przy użyciu szybkich kutrów szturmowych i okrętów podwodnych.

Stałe zagrożenie zamknięcia Cieśniny Ormuz skłoniło na przestrzeni lat kraje Zatoki Perskiej eksportujące ropę naftową do opracowania alternatywnych szlaków eksportowych.

Według EIA Arabia Saudyjska obsługuje rurociąg o długości 1200 km, który może transportować do 5 milionów baryłek ropy naftowej dziennie.

W przeszłości tymczasowo przystosowano również rurociąg gazu ziemnego do przesyłu ropy naftowej.

Zjednoczone Emiraty Arabskie połączyły swoje śródlądowe pola naftowe z portem Fudżajra nad Zatoką Omańską rurociągiem o dziennej przepustowości co najmniej 1,5 miliona baryłek.

Ropa naftowa mogłaby zostać przekierowana alternatywną infrastrukturą, omijając Cieśninę Ormuz, ale według doniesień agencji Reuters doprowadziłoby to do spadku podaży o 8-10 milionów baryłek dziennie.

Jak zapewnia dziennikarza RMF FM Jakuba Rybskiego rzecznik resortu energii Grzegorz Łaguna, "na obecnym etapie nie ma zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego Polski".

Po pierwsze Polska nie sprowadza ropy naftowej ani przez Cieśninę Ormuz, ani z Iranu. Po drugie dostawy do naszego kraju są zdywersyfikowane. Importujemy ją przede wszystkim z Arabii Saudyjskiej, ale naszymi dostawcami są także USA, Norwegia, Wielka Brytania i Nigeria.  

Terminal odbioru ropy naftowej w Gdańsku, tzw. naftoport, funkcjonuje stabilnie. Tak samo stabilnie funkcjonuje nasz terminal LNG w Świnoujściu oraz krajowa infrastruktura przesyłowa i magazynowa - mówi Łaguna.

Później podobne zapewnienia padły tuż przed rozpoczęciem wtorkowego posiedzenia Rady Ministrów z ust samego premiera Donalda Tuska. Pojawiły się sygnały i paskudna narracja ze strony niektórych polityków dotycząca paliwa, że go za chwilę zabraknie (...). Orlen nie sprowadza ropy naftowej ani przez Cieśninę Ormuz, ani z Iranu. Nie ma mowy o najmniejszych zakłóceniach. Poziom wypełnienia systemu, tam gdzie gromadzimy paliwa, wynosi ponad 73 proc. i to więcej niż normalnie -zapewniał szef rządu. 

  •