Widok czytania

Sensacyjne odkrycie w słynnym zamku. Jak z pracowni alchemika

Niezwykłe odkrycie w słynnym zamku. Jak z pracowni alchemika

Paula Drechsler

Podczas prac prowadzonych na zamku Gnandstein w Niemczech, uważanym za najlepiej zachowaną twierdzę w Saksonii, archeolodzy natrafili na wyjątkowy obiekt z okresu średniowiecza. Jego specyfika przywodzi na myśl tajemnicze praktyki alchemików, którzy m.in. pragnęli zmieniać pospolite metale w złoto. Co udało się ustalić na temat odkrycia?


Zamek Gnandstein w Saksonii. W tym miejscu odkryto nietypowe naczynie, które sugeruje wykorzystanie w alchemii.

Odkrycie na zamku Gnandstein przywodzi na myśl skojarzenia z pracą alchemików.Joachim Schneeleopard, CC BY-SA 3.0 DE <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/de/deed.en>, via Wikimedia CommonsWikimedia Commons



W skrócie

  • Podczas prac prowadzonych na zamku Gnandstein odnaleziono niezwykłe średniowieczne naczynie.

  • Obiekt o charakterystycznym kształcie i trzech nóżkach mógł być potencjalnie związany z alchemią.

  • Przeznaczenie wyjątkowego znaleziska częściowo pozostaje zagadką.

Nowe odkrycie na zamku Gnandstein w Niemczech


Na terenie zamku Gnandstein w Niemczech, uważanego za najlepiej zachowaną twierdzę w Saksonii, doszło do ciekawego odkrycia. Podczas prac archeologicznych prowadzonych przy okazji renowacji na terenie założenia, którego historia sięga XIII wieku, natrafiono na różne ślady dawnego życia.

Wśród nich znalazł się bardzo intrygujący obiekt - wysokie, szkliwione naczynie ceramiczne o nietypowym kształcie, datowane na średniowiecze.

Ze względu na swoją specyfikę przywodzi ono na myśl historie o paraniu się alchemią, dziedziną łączącej sobie pierwiastki mistyczne, filozoficzne oraz praktyczne. Co ustalili naukowcy?

Tajemnicze naczynie z pracowni alchemika?


Wysokie naczynie ma zaokrąglony korpus, a od góry jest zwężone. Stoi na trzech nóżkach, prawdopodobnie umożliwiających jego stabilne ustawienie nad źródłem ciepła. Według specjalistów taka konstrukcja wskazuje, że nie był to dzbanek ani inny obiekt do przechowywania napojów.

Zdaniem archeologów forma odkrytego naczynia sugeruje raczej wykorzystanie w procesach wymagających długotrwałego podgrzewania i kontroli temperatury. Badacze przypuszczają nawet, że było ono częścią aparatury destylacyjnej. Ten kontekst prowadzi do wniosku, że naczynie mogło być używane w dawnych praktykach alchemicznych.

Uznaje się, że alchemia, początkowo opierająca się w dużej mierze na wierzeniach i symbolice, stanowiła swego rodzaju zaczątek współczesnej chemii, farmacji i metalurgii. Eksperymenty prowadzone przez alchemików - nawet jeśli ich celem było np. przekształcanie metali nieszlachetnych w złoto - przyczyniły się do powstania metod i narzędzi używanych w nauce do dziś.

Zagadka z zamku w Saksonii. Wyjątkowe znalezisko


Choć naczynie znalezione na zamku Gnandstein może kojarzyć się właśnie z legendami o tajemnych eksperymentach alchemików, w rzeczywistości najpewniej było używane do całkiem praktycznych eksperymentów, a nie magicznych rytuałów.

- Przypuszczalnie naczynie służyło celom alchemicznym. Chociaż alchemię często utożsamia się z transmutacją złota lub szarlatanerią, w średniowieczu i wczesnym okresie nowożytnym obejmowała ona również badanie zjawisk i nauk przyrodniczych i była wykorzystywana w górnictwie i hutnictwie - podaje w komunikacie Saksoński Urząd ds. Archeologii.

Region Saksonii w tamtym okresie był silnie związany z górnictwem i metalurgią, co mogło sprzyjać rozwojowi badań związanych z przetwarzaniem materiałów i poszukiwaniem nowych substancji.

Naukowcy zaznaczają jednak, że nie da się jednoznacznie potwierdzić, do czego dokładnie służyło naczynie. Nie znaleziono w środku żadnych pozostałości substancji, które mogłyby dostarczyć konkretnych dowodów. W efekcie funkcja tego fascynującego znaleziska pozostaje częściowo zagadką.


Zamek w Mosznej skrywa wiele tajemnicPolsat NewsPolsat News


  •  

Przodkowie człowieka mogli używać ognia niemal 2 miliony lat temu

Przodkowie człowieka mogli używać ognia niemal 2 miliony lat temu

Karol Kubak

Naukowcy zbadali kości znalezione głęboko w południowoafrykańskiej jaskini i doszli do zaskakującego wniosku. Nasi odlegli przodkowie mogli korzystać z ognia już nawet 1,8 mln lat temu. Jeśli odkrycie się potwierdzi, będzie to jeden z najstarszych takich śladów na świecie.


Grupa prehistorycznych ludzi wokół ogniska w jaskini, proste narzędzia, kamienie i gałęzie na ziemi.

Przodkowie człowieka używali ognia już 1,8 mln lat temu123RF/PICSEL 123RF/PICSEL


Ogień zmienił historię naszego gatunku, co do tego nie ma wątpliwośći. Dawał ciepło, odstraszał drapieżniki, no i z czasem pozwolił przygotowywać jedzenie. Naukowcy od lat próbują ustalić, kiedy ludzie po raz pierwszy zaczęli go wykorzystywać. Nowe badania z Republiki Południowej Afryki sugerują, że mogło to nastąpić znacznie wcześniej, niż dotąd sądzono.

Najstarsze ślady użycia ognia w afrykańskiej jaskini


Odkrycia dokonano w jaskini Wonderwerk (RPA), jednym z najważniejszych stanowisk archeologicznych w Afryce. Wcześniej znaleziono tam ślady ognia sprzed około miliona lat. Tym razem badacze zajrzeli głębiej, do starszej warstwy osadów.

Tam natrafiono na niewielkie kości ssaków noszące ślady działania wysokiej temperatury. Aby potwierdzić, że rzeczywiście zostały spalone, naukowcy zastosowali metodę zwaną luminescencją kości. W skrócie polega na oświetlaniu skamieniałości silnym niebieskim światłem. Spalone fragmenty pod mikroskopem świecą wtedy intensywną czerwienią (zob. zdjęcia z mikroskopu poniżej).


Porównanie dwóch próbek oznaczonych jako BURNT i NON-BURNT, z których pierwsza świeci intensywnie na niebiesko w lewym kręgu, a na czerwono w prawym kręgu, podczas gdy próbka NON-BURNT jest znacznie mniej widoczna w obu barwach.

c) Obraz po naświetlaniu skamieniałości niebieskim światłem (d) ten sam obraz uzyskany podczas obserwacji za pomocą filtru długofalowego (częstotliwość odcięcia 580 nm), dający czerwonawy obraz spalonych skamieniałości i zanik niespalonych skamieniałościPLOS One (2026). DOI: 10.1371/journal.pone.0347480materiał zewnętrzny


Co ważne, kości znaleziono około 30 metrów od wejścia do jaskini. Zdaniem autorów badań praktycznie wyklucza to możliwość, że zostały przypalone przez naturalny pożar szalejący na zewnątrz.

Ogień starszy o setki tysięcy lat


Wiek znalezisk określono za pomocą dwóch niezależnych metod datowania osadów. Wyniki wskazały, że ślady ognia pochodzą sprzed 1,07-1,79 mln lat. Jeśli interpretacja badaczy jest prawidłowa, mogą to być jedne z najstarszych dowodów wykorzystywania ognia przez ludzkich przodków.

Dzięki tym metodom uzyskaliśmy dowody na wykorzystywanie ognia w dwóch osadach z wczesnego plejstocenu (achelskiego) w jaskini Wonderwerk (RPA), co pozwoliło nam wydłużyć chronologię jednego z najwcześniejszych na świecie zapisów paleoognia.

Tajemnice zaginionych cywilizacji [QUIZ]

Część osób wciąż wierzy w mit boskiego architekta, który wybudował Angkor Wat w ciągu jednej nocy

Autorzy publikacji podkreślają jednak, że odkrycie nie oznacza jeszcze istnienia rozwiniętej technologii rozpalania ognia ani regularnego gotowania. Znaleziska sugerują raczej, że wczesne populacje człowieka potrafiły przenosić ogień do wnętrza jaskini i utrzymywać go przez pewien czas.

Co oznacza to odkrycie?


Nowe wyniki przesuwają początek historii kontrolowanego ognia nawet o setki tysięcy lat wstecz. To ważna wskazówka dla badaczy próbujących zrozumieć, jak żyli nasi odlegli przodkowie w plejstocenie, czyli epoce rozpoczętej około 2,6 mln lat temu.

Publikacja: M. Dolores Marin-Monfort et al, New evidence for Early Pleistocene use of fire at Wonderwerk Cave (South Africa), (2026). DOI: 10.1371/journal.pone.0347480

Zdjęcie z mikroskopu pochodzi z publikacji, wykorzystane na licencji CC BY 4.0


Instynkt nawigacyjny w wątrobie? Naukowcy odkryli tajemnicę gołębi© 2026 Associated Press


  •  

Sensacyjne odkrycie. Ponad 1700 artefaktów na szlaku do Mekki

Sensacyjne odkrycie. Ponad 1700 artefaktów na szlaku do Mekki

Daniel Górecki

Arabia Saudyjska wciąż skrywa wiele tajemnic związanych z historią islamu i dawnymi szlakami pielgrzymkowymi. Najnowsze badania prowadzone na stanowisku miqatu Al-Dżuhfa przyniosły spektakularne rezultaty, archeolodzy odkryli ponad 1700 artefaktów, które rzucają nowe światło na życie ludzi podróżujących do Mekki setki lat temu.


Odkrycie archeologiczne na stanowisku Al-Dżuhfa w Arabii Saudyjskiej

Przełom na szlaku do Mekki. Setki artefaktów ujawniają życie dawnych pielgrzymówSaudi Ministry of Culturedomena publiczna


Miqat Al-Dżuhfa znajduje się około 187 kilometrów na północny zachód od Mekki i należy do najstarszych miejsc tego typu w świecie islamu. Wyjaśnijmy tu krótko, że miqat to punkt, w którym pielgrzymi udający się na hadżdż lub umrę wchodzą w stan ihramu, czyli szczególnego przygotowania duchowego poprzedzającego dotarcie do świętego miasta.

Historycy od dawna wiedzieli, że Al-Dżuhfa odgrywało ważną rolę na starożytnym szlaku pielgrzymkowym prowadzącym z Egiptu. Dopiero teraz jednak otrzymali tak bogaty materiał dowodowy potwierdzający znaczenie tego miejsca.

Ponad 1700 śladów dawnego życia


Badania przeprowadzone przez saudyjską Komisję Dziedzictwa we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu Exeter zaowocowały odkryciem imponującej kolekcji zabytków. Wśród nich znalazły się fragmenty ceramiki, szkła, metalowe przedmioty, koraliki, muszle oraz różnego rodzaju wyroby codziennego użytku.

Artefakty pochodzą z różnych regionów świata islamu, w tym z Egiptu, Lewantu oraz Etiopii. To dowód na to, że Al-Dżuhfa było miejscem spotkań ludzi reprezentujących odmienne kultury, języki i tradycje.

Odkrycia nie ograniczają się wyłącznie do drobnych przedmiotów. Archeolodzy natrafili również na sześć pieców garncarskich oraz kanał wodny. Konstrukcje te świadczą o istnieniu rozbudowanej infrastruktury wspierającej podróżnych. W czasach największego rozkwitu, przypadającego na VIII i początek IX wieku, działały tutaj sklepy oraz systemy zaopatrzenia w wodę. Dzięki nim tysiące pielgrzymów mogły bezpieczniej pokonywać długą drogę do Mekki.

Kamienne świadectwa historii


Jednym z najcenniejszych znalezisk okazało się trzynaście nagrobków datowanych częściowo na okres dynastii Umajjadów i Abbasydów. Wyryte na nich inskrypcje pozwalają lepiej zrozumieć historię społeczności związanych z tym miejscem oraz potwierdzają jego znaczenie w pierwszych stuleciach rozwoju islamu.

Naukowcy podkreślają, że odkrycia pomagają odtworzyć funkcjonowanie dawnych szlaków pielgrzymkowych, które przez wieki stanowiły nie tylko drogi religijne, ale także ważne korytarze wymiany handlowej i kulturowej.


"Lepsza jakość i nowe możliwości". Były pilot myśliwców o F-35Polsat News


  •  

Archeologiczna sensacja. Znaleźli "zapieczętowaną" jaskinię z paleolitu

Prehistoryczna kapsuła czasu. Jaskinia sprzed 400 tys. lat ze śladami życia

Karolina Majchrzak

W pobliżu izraelskiego miasta Hajfa archeolodzy natrafili na wyjątkowe stanowisko, które może znacząco poszerzyć wiedzę o jednym z najmniej poznanych okresów w dziejach człowieka. W rejonie Fureidis odkryto jaskinię datowaną na 400-250 tys. lat, która przez cały ten czas pozostawała niemal całkowicie odizolowana od świata zewnętrznego.


 Prehistoryczna jaskinia odkryta w pobliżu izraelskiego miasta Hajfa

Prehistoryczna jaskinia odkryta w Izraelu. Nienaruszone ślady sprzed 400 tys. latEmil Aladjem, Israel Antiquities Authoritydomena publiczna


Badania prowadzone przez Israel Antiquities Authority oraz University of Haifa wskazują, że jaskinia została zapieczętowana jeszcze w epoce tzw. kultury aszelsko-jabrudyjskiej. Dzięki temu zachowały się w niej nienaruszone warstwy osadów oraz ślady aktywności człowieka - sytuacja niezwykle rzadka w archeologii tego okresu.

Rzadkie okno na dolny paleolit


Odkrycie dotyczy schyłkowej fazy dolnego paleolitu, czasu sprzed ekspansji neandertalczyków i ludzi współczesnych. W regionie Lewantu podobnych stanowisk jest niewiele, a większość z nich została częściowo zniszczona przez wcześniejsze badania lub procesy naturalne.

Nowa jaskinia stanowi pod tym względem wyjątek. Naukowcy podkreślają, że zachowane w niej układy warstw mogą pozwolić na rekonstrukcję codziennego życia ludzi w okresie, gdy zaczynały zachodzić istotne zmiany w ich zachowaniach i organizacji społecznej.

Narzędzia, ogień i początki współpracy


Pierwsze wyniki wykopalisk wskazują na obecność typowych dla tego okresu narzędzi kamiennych, w tym pięściaków, skrobaczy i ostrzy wykonanych z krzemienia przy użyciu zaawansowanych technik obróbki. Znaleziska te pozwalają śledzić rozwój technologii u wczesnych przedstawicieli rodzaju Homo.

Równocześnie dane z podobnych stanowisk sugerują, że właśnie w tym czasie ludzie zaczęli częściej i dłużej zamieszkiwać jaskinie, tworząc większe grupy społeczne. Coraz powszechniejsze było także wykorzystywanie ognia, co wiąże się z rozwojem współpracy i przekazywania wiedzy.

W jaskini odkryto również liczne szczątki zwierząt, w tym jeleni, gazeli i pradawnych koni. Analizy wskazują, że w pobliżu znajdowały się źródła wody, co czyniło ten obszar atrakcyjnym dla grup łowców-zbieraczy. Dostęp do wody i zwierzyny mógł sprzyjać wielokrotnemu zasiedlaniu tego miejsca przez długie tysiące lat, a jednocześnie pozostawieniu bogatego zapisu archeologicznego.

Środowisko sprzyjające osadnictwu


Badacze porównują rangę odkrycia do słynnego stanowiska Nahal Me'arot, wpisanego na listę najważniejszych miejsc dokumentujących ewolucję człowieka w regionie. Jednocześnie podkreślają, że stan zachowania nowej jaskini umożliwia znacznie bardziej szczegółowe analizy.

Zespół naukowców przygotowuje szeroko zakrojony program badawczy, który obejmie analizę zachowań ludzi, zmian środowiskowych oraz rozwoju technologii w środkowym plejstocenie. Celem jest uzupełnienie luk w wiedzy o okresie, który odegrał kluczową rolę w kształtowaniu późniejszych społeczeństw.

Prace wykopaliskowe będą kontynuowane w kolejnych latach. Po ich zakończeniu planowane jest udostępnienie stanowiska zwiedzającym, co może uczynić je jednym z najważniejszych punktów na archeologicznej mapie regionu.


Polak w Wietnamie. Czy tam żyje się lepiej? Deutsche Welle


  •  

Historyczne odkrycie z okresu II wojny światowej. "Hellship" odnaleziony

Historyczne odkrycie z okresu II wojny światowej. "Hellship" odnaleziony

Julia Król

Na dnie u wybrzeży Filipin odnaleziono wrak Hōfuku Maru, japońskiego statku nazywanego "piekielnym statkiem", który zatonął podczas II wojny światowej z ponad tysiącem alianckich jeńców na pokładzie. Dzięki szczegółowej analizie dokumentów i zaawansowanym technikom badacze zlokalizowali i zidentyfikowali miejsce spoczynku ofiar po ponad 80 latach.


Duży parowiec udekorowany flagami przy nabrzeżu, tłum ludzi, widoczne wieże portowe w tle.

Piekielny statek wydobyty z głębinGerman Federal Archivemateriał zewnętrzny


Zagadka II wojny światowej rozwiązana. Wrak "piekielnego statku" Hōfuku Maru odnaleziony po 80 latach


Kolejny wrak "piekielnego statku" z czasów II wojny światowej został odnaleziony w głębinach u wybrzeży Filipin. Ponad 80 lat temu Hōfuku Maru zatonął, a wraz z nim ponad 1000 alianckich jeńców wojennych. Odkrycia dokonał badacz Josh Gates i zespół z Hellships Memorial Foundation, nurkując na głębokość prawie 50 metrów.

Nazwa "piekielne statki" wzięła się od brutalnego traktowania więźniów i nieludzkich warunków, w jakich przebywali na ich pokładzie. Podczas wojny Japończycy przebudowali ponad 130 statków towarowych i pasażerskich, aby transportować jeńców pomiędzy obozami pracy przymusowej w Azji Południowej. Więźniowie przebywali tam w okrutnych i brutalnych warunkach, stłoczeni w ładowniach pozbawionych wentylacji i dostępu do wody. Z około 120 000 alianckich jeńców wojennych, którzy byli transportowani "statkami piekielnymi", około 20 000 zmarło na ich pokładach.

Japończycy ukrywali je w swoich konwojach wojskowych, więc stawały się one celem ataków aliantów, zupełnie nieświadomych ich prawdziwego przeznaczenia. 21 września 1944 roku frachtowiec Hōfuku Maru został zatopiony. Uderzyła w niego aliancka torpeda, przełamując go na dwie części. Znalazł się pod wodą w niecałe trzy minuty z tysiącem brytyjskich i holenderskich jeńców wciąż w ładowniach, którzy nie mieli szans na ratunek.

Odkrycie było możliwe dzięki skomplikowanym analizom japońskich dokumentów


Lokalizacja zatopionego statku przez dziesięciolecia pozostała nieznana, aż do teraz. Badaczom po przeprowadzeniu szczegółowych obliczeń i analiz dokumentów znalezionych w japońskich archiwach udało się ustalić, że statek zatonął kilkadziesiąt kilometrów dalej, niż dotychczas sądzono. Odkrycie informacji o przebiegu ataku pozwoliło znacząco zawęzić obszar, jaki podejrzewano.


Trójwymiarowa, szczegółowa makieta przedstawiająca wrak statku z wyraźnie widocznymi pozostałościami konstrukcji i zniszczonymi elementami na tle głębokiej czerni.

Przeprowadzono szczegółowe badania, identyfikujące wrak statkuEvan Kovacs, Marine Imaging Technologies, LLCmateriał zewnętrzny


Zespół użył sonaru, aby potwierdzić obecność niezbadanego wraku w strefie poszukiwań, a następnie przeprowadzono serię nurkowań w celu jego zidentyfikowania. Sporządzono dokumentację, korzystając z techniki fotogrametrii, która pozwoliła stworzyć trójwymiarowy model wraku. Rozmiar statku, położenie poszczególnych masztów i ładowni, a także jego podzielenie na pół odpowiadały opisowi sytuacji, jaka go spotkała. W dodatku odnaleziono przy nim ludzkie szczątki. Naukowcy twierdzą, że te dowody zdecydowanie potwierdzają identyfikację statku.


Dwóch nurków w pełnym ekwipunku do nurkowania technicznego stoi na pokładzie łodzi, gotowych do wejścia do wody, z widocznym za nimi morzem i sprzętem nurkowym.

Nurkowie wykonali serie podwodnych obserwacji, aby zidentyfikować wrakDiscovery’s Expedition Unknownmateriał zewnętrzny


Nie są planowane prace przy zatopionym wraku, a celem poszukiwań była dokumentacja oraz zachowanie pamięci o ofiarach. Dzięki odnalezieniu statku po raz pierwszy od ponad 80 lat znamy miejsce ich spoczynku.


Co decyduje o tym, czy pszczoła zostanie królową? INTERIA.PL


  •  

Dno rzeki skrywało sekret przez 1700 lat. Wielkie odkrycie

Odkryli w rzece ślady sprzed 1700 lat. Archeolodzy ogłosili przełom

Paula Drechsler

Najnowsze badania archeologiczne prowadzone na rzece Aare w pobliżu Solury ujawniły ślady będące pozostałościami rzymskiego mostu sprzed ok. 1700 lat. Odkrycie to potwierdza istnienie ważnej przeprawy, która była częścią historycznego traktu prowadzącego z Włoch przez Szwajcarię.


Nurek w kombinezonie prowadzi podwodne badania przy pozostałościach mostu rzymskiego w rzece Aare.

W rzece znaleziono pozostałości dawnego mostu. Odkrycie liczy ok. 1700 lat.Wydział Archeologii Kantonu Soluramateriał zewnętrzny



W skrócie

  • W pobliżu mostu Wengi w Solurze odkryto drewniane pale będące pozostałością mostu z IV wieku n.e.

  • Analiza próbek drewna potwierdziła, że konstrukcja ma około 1700 lat i była częścią ważnego rzymskiego traktu.

  • Odkrycie potwierdza wcześniejszą teorię. Badania dna rzeki będą kontynuowane.

Nowe odkrycie archeologiczne w Szwajcarii


W czasach Cesarstwa Rzymskiego Salodurum, czyli współczesna Solura w Szwajcarii, stanowiła ważny punkt ze względu na korzystne położenie. Wcześniejsze wykopaliska pokazały, że w rejonie przebiegał istotny trakt, funkcjonowała osada, a później ufortyfikowany obóz.

Prowadzone obecnie badania archeologiczne, poprzedzające budowę nowego mostu kolejowego, przyniosły następne odkrycia. W rzece Aare, w pobliżu mostu Wengi, nurkowie pracujący dla Kantonalnego Biura Archeologicznego w Solurze znaleźli drewniane pale będące pozostałością ważnej przeprawy z IV wieku n.e.

Badacze znaleźli części mostu sprzed ok. 1700 lat


Most ten był częścią wspomnianego ważnego rzymskiego traktu, który biegł z Włoch przez Wielką Przełęcz Świętego Bernarda, przecinał zachodnią część Wyżyny Szwajcarskiej i prowadził dalej przez Jurę w kierunku Renu.

W pobliżu miejsca, gdzie istniał most, po obu stronach rzeki odnaleziono fragmenty tej rzymskiej drogi, co dodatkowo potwierdza, że znajdowała się tu kluczowa przeprawa. Dlaczego akurat w tym miejscu? Rzeka Aare mocno wije się w górę od miasta, a ten odcinek był wąski i bardziej stabilny, co wyjaśnia wybranie go pod budowę mostu.

Ślady po czasach Cesarstwa Rzymskiego


Pale znajdują się kilka metrów od brzegu, mają średnicę ok. 20 cm i sięgają do około metra wysokości, a pierwotnie osiągały kilka metrów. Ich układ sugeruje, że były częścią podpory mostu. Pobrano próbki drewna do analizy i datowanie wykazało, że konstrukcja liczy sobie ok. 1700 lat. To istotna data, bo właśnie w tym okresie funkcjonującą tu osadę przekształcono w castrum - ufortyfikowany obóz Rzymian, co było elementem reorganizacji obronnej Cesarstwa Rzymskiego w późnej starożytności.

Dla archeologów to odkrycie przełomowe, bo wcześniej tylko przypuszczano, że w rejonie musiała istnieć taka przeprawa - ale nie było na nią żadnych materialnych dowodów. Zespoły nurków wielokrotnie badały dno rzeki, kierując się wcześniejszymi doniesieniami o możliwych pozostałościach. Teraz po raz pierwszy udało się je znaleźć i tym samym potwierdzić teorię badaczy.


Zabudowania wioski skupione wzdłuż rzeki, most nad wodą prowadzący do położonych po drugiej stronie pojedynczych domów, otoczenie pól uprawnych i niewielkich skupisk drzew.

Ilustracja rzymskiej osady Salodurum nad rzeką Aare.Wydział Archeologii Kantonu Soluramateriał zewnętrzny


Szczęśliwy zbieg okoliczności i dalsze badania


Przetrwanie drewnianych pali z IV wieku do dziś to zbieg okoliczności. Lata temu, podczas prac nad korektą rzek w rejonie, koryto Aare w pobliżu Solury zostało gruntownie pogłębione. Wiele reliktów zostało bezpowrotnie utraconych. Pale dawnego mostu jednak przetrwały, ponieważ stały na obszarze chronionym w pobliżu mostu Wengi.

Części odkrytej przeprawy nie zostaną wydobyte - ich wyjęcie z wody mogłoby doprowadzić do znacznych zniszczeń. Archeolodzy zamierzają dalej badać dno rzeki, aby znaleźć więcej elementów przeprawy oraz innych śladów przeszłości.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


  •  

Odyseusz był prawdziwy? Archeolodzy odkryli jego sanktuarium na Itace

Odyseusz był prawdziwy? Archeolodzy odkryli jego sanktuarium na Itace

Marcin Jabłoński

W miejscu znanym jako "Szkoła Homera" na Itace archeolodzy odkryli przekonujące dowody na istnienie kultu, który trwał ponad tysiąc lat - poświęconego samemu mitologicznemu Odyseuszowi.


Kamienne ruiny wielkiej budowli, widoczne ślady rosnącej natury

Greccy archeolodzy odkryli pozostałości sanktuarium poświęcone OdyseuszowiMinisterstwo Kultury Grecjimateriał zewnętrzny


Archeolodzy na tropie mitu. Odkryli sanktuarium poświęcone Odyseuszowi


W Agios Athanasios w północnej części wyspy Itaka, zespół kierowany przez profesora Giannosa G. Lolosa odkrył ślady kultu bohatera poświęconego Odyseuszowi. Zespół prowadzi badania w tym rejonie od 2018 roku, opierając się na wynikach wcześniejszych, trwających dziesiątki lat wykopalisk.

Na początku czerwca 2025 roku greckie ministerstwo kultury ogłosiło odkrycie archeologicznych śladów historycznego obiektu. Jednak dopiero teraz badacze wskazali, że miejsce to można z dużą dozą pewności powiązać z Odysseionem - sanktuarium poświęconym Odyseuszowi, o którym mowa w dekrecie z II wieku p.n.e. wydanym w Magnezji w Azji Mniejszej. Dekret ten wspomina również o Odysseii, zawodach sportowych i kulturalnych organizowanych ku jego czci.

Odyseusz znany jest z eposu Homera z VIII wieku p.n.e. - "Odysei". Był przebiegłym królem Itaki, uczestnikiem wojny trojańskiej, w której wsławił się pomysłem z koniem trojańskim. Po wojnie Odyseusz przez dziesięć lat wędrował po morzach, przeżywając katastrofy statków, potwory i pokusy, aż wrócił do Itaki i swojej żony Penelopy oraz syna Telemacha.

Starożytne relikty


Ukształtowanie terenu w miejscu wykopalisk jest imponujące. To skalisty cypel, górujący nad pokrytym źródłami zboczem, podzielony na dwa główne tarasy połączone rzeźbionymi schodami. Na górnym tarasie znajdują się pozostałości helleńskiej wieży z III wieku p.n.e. Na dolnym tarasie stoi duża prostokątna budowla otoczona niszami, które prawdopodobnie służyły do składania darów.


Fragmenty ceramiki o różnych kształtach i kolorach, w tym uchwyt oraz fragmenty brzegów naczyń, ułożone na białym tle obok skali pomiarowej.

Fragmenty ceramiki z Odysseionu na ItaceMinisterstwo Kultury Grecjimateriał zewnętrzny


Pod tymi warstwami architektonicznymi archeolodzy znaleźli napisy wykute głęboko w skale z XIV lub XIII wieku p.n.e. To epoka mykeńska, czas, który uczeni tradycyjnie kojarzą z wojną trojańską i światem opisanym przez Homera.

Odyseusz. Od mitu po prawdziwe wierzenia


Najważniejszym odkryciem było jednak 14 płytek z wytłoczonymi znakami oraz fragmenty z inskrypcjami, na których widoczne są wyraźne ślady imienia Odyseusza. Na jednym z fragmentów widnieje napis ΟΔΥCCEOC - forma dopełniacza tego imienia w starożytnej grece. Na innych widnieje napis ΟΔΥCCEI, co najprawdopodobniej oznacza dedykację "dla Odyseusza".


Fragment starego, zardzewiałego metalu z wyrytymi geometrycznymi znakami przypominającymi groty strzał i kropkę w środku prostokątnej ramki.

Płytka z widocznym zapisem imienia OdyseuszMinisterstwo Kultury Grecjimateriał zewnętrzny


Prawie sto lat temu, również na Itace, znaleziono maskę z napisem ΕΥΧΗΝ ΟΔΥCCΕΙ, czyli "ślubowanie Odyseuszowi". Teraz te nowe inskrypcje potwierdzają, że ludzie wracali tam wielokrotnie, aby uczcić postać, która niegdyś, zgodnie z mitem, ich opuściła. Nawet jeśli ktoś taki jak Odyseusz z Odysei nigdy nie istniał, odkrycia te pokazują, że starożytni Grecy z Itaki zachowywali się tak, jakby faktycznie był ich królem.


"Wydarzenia": Wirtualna przewodniczka oprowadza po muzeum w ŁodziPolsat News


  •  

Rzadkie odkrycie w Szkocji. Mężczyzna miał w ustach coś dziwnego

Rzadkie odkrycie archeologiczne w Szkocji. Złota ligatura sprzed 500 lat

Krzysztof Sulikowski

Archeolodzy ze szkockiego Aberdeen dokonali wyjątkowego odkrycia, które rzuca nowe światło na historię średniowiecznej medycyny. W dolnej szczęce mężczyzny, który żył około 500 lat temu, odnaleziono drucik wykonany z 20-karatowego złota. Znalezisko, wydobyte z terenu kościoła St. Nicholas East Kirk, stanowi najstarszy znany przypadek zastosowania mostu dentystycznego w Szkocji. Ta złota ligatura została założona wokół dwóch zębów, aby wypełnić lukę po utraconym siekaczu. Motywacja tego pacjenta może zaskoczyć dzisiejszego czytelnika.


W szczęce mężczyzny zmarłego między 1460 a 1670 rokiem w Aberdeen archeolodzy odkryli ligaturę z 20-karatowego złota

W szczęce mężczyzny zmarłego między 1460 a 1670 rokiem w Aberdeen archeolodzy odkryli ligaturę z 20-karatowego złotaDittmar, J. et al. (CC BY 4.0)materiał zewnętrzny



W skrócie

  • W dolnej szczęce mężczyzny sprzed około 500 lat, odkrytej w Aberdeen, znaleziono złoty drucik łączący zęby, będący najstarszym znanym przypadkiem mostu dentystycznego w Szkocji.

  • Badania archeologiczne wykazały, że tego typu ligatury wykonywano również w starożytnych cywilizacjach i w średniowieczu, lecz zachowane archeologiczne dowody są bardzo rzadkie.

  • Analizy wskazują, że złoty drut mógł pełnić funkcję stabilizującą zęby lub protezę i był wykonany przez rzemieślnika, prawdopodobnie jubilera. Motywacja pacjenta może wydać się zaskakująca.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Uśmiech wart fortunę. Rzadkie odkrycie archeologiczne w Aberdeen


Szkoccy archeolodzy odkryli najstarszy znany przypadek stomatologii rekonstrukcyjnej w kraju. W dolnej szczęce mężczyzny zmarłego między 1460 a 1670 rokiem w Aberdeen znajdowała się misterna konstrukcja z 20-karatowego złota (tzw. ligatura), która łączyła sąsiednie siekacze, tworząc mostek w miejscu brakującego zęba.

Ze względu na fakt, że zabieg wykonano na długo przed profesjonalizacją stomatologii w XIX w., badacze przypuszczają, że przeprowadził go rzemieślnik, np. cyrulik lub jubiler. Prestiżowe miejsce pochówku mężczyzny, czyli kościół parafialny St. Nicholas East Kirk, sugeruje, że był on zamożnym obywatelem, a motywacją do poddania się tej bolesnej procedurze była prawdopodobnie nie tylko chęć poprawy fizjologii jamy ustnej, ale przede wszystkim dbałość o wizerunek.


Fragment ludzkiej szczęki z widocznymi zębami połączonymi cienkim drutem metalowym, wskazującymi na dawną próbę leczenia lub stabilizacji zębów.

Złota ligatura utworzyła stabilne mocowanie w miejscu brakującego zębaDittmar, J. et al. (CC BY 4.0)materiał zewnętrzny


Choć ogólny stan zdrowia jamy ustnej badanego mężczyzny był daleki od ideału - cierpiał on na chorobę dziąseł, miał liczne ubytki oraz nagromadzony kamień nazębny - obecność kosztownego kruszcu w jego ustach świadczy o wysokim statusie społecznym i determinacji w dbaniu o wygląd. W epoce późnego średniowiecza wygląd zewnętrzny był bowiem kluczowym wyznacznikiem statusu społecznego i nieskazitelnego charakteru moralnego.

Stomatologia rozwijała się w starożytności i średniowieczu


Wiele badań archeologicznych pokazało, że w czasach przednowożytnych kiepski stan zdrowia jamy ustnej był w zasadzie normą. Mimo to wielu ludzi zdawało sobie sprawę z zagrożeń płynących z zaniedbania higieny tego obszaru ciała. Nasi przodkowie podejmowali próby leczenia i pielęgnacji jamy ustnej na długo przed powstaniem profesjonalnych gabinetów dentystycznych w XIX w., gdy narodziła się nowoczesna stomatologia.

Początki stomatologii rekonstrukcyjnej, obejmującej naprawę i zastępowanie zębów, sięgają epoki neolitu, choć niektórzy archeolodzy przesuwają tę granicę jeszcze dalej. Przykładowo, ślady terapeutycznej modyfikacji zęba trzonowego odnaleziono u osobnika żyjącego 14 tys. lat temu, a najstarsze znane wypełnienia z wosku pszczelego datuje się na 6500 lat.

Jeśli zaś chodzi o ligatury - złote i srebrne druty stabilizujące zęby - to stosowano je już w starożytnym Egipcie. Podejrzewa się jednak, że w wielu przypadkach, jak przy piramidzie Cheopsa, były one montowane dopiero pośmiertnie jako element rytuału mumifikacji.

W starożytności techniki te rozwijały się w kręgach fenickich, etruskich i rzymskich, gdzie stosowano różnorodne materiały do uzupełniania braków w uzębieniu. Wiele konstrukcji pełniło funkcję czysto dekoracyjną lub rytualną, mającą zapewnić "kompletność" ciała po śmierci. Dopiero w średniowieczu europejskie traktaty medyczne, m.in. autorstwa Abulcasisa (z ok. 1000 r.) czy Guya de Chauliaca (z 1363 r.), zaczęły systematyzować wiedzę o ligaturach. Zalecano w nich wiązanie rozchwianych zębów złotymi łańcuszkami lub mocowanie protez wykonanych z kości wołowej.

Mimo że od XIV w. traktaty medyczne stawały się coraz powszechniejsze dzięki tłumaczeniom na języki narodowe, stomatologia pozostawała domeną cyrulików i wyspecjalizowanych "dentatores", a nie dyplomowanych lekarzy. Pierwszą książkę poświęconą wyłącznie zębom wydano w Niemczech w 1530 r.

Fachowa literatura krążyła po Europie, lecz fizyczne dowody na stosowanie ligatur sprzed XVII w. są niezwykle rzadkie. Dotychczas odnotowano je jedynie w Portugalii i Francji. Nowe odkrycie z Aberdeen w Szkocji stanowi więc bezcenny wkład w skromną pulę dowodów archeologicznych, które obrazują nam to, jak dawni mieszkańcy Europy radzili sobie z problemami stomatologicznymi.

Dobro, prawda, piękno i... złota ligatura


Mężczyzna pochowany w Aberdeen, który zdecydował się na założenie mostu dentystycznego 500 lat temu, mógł odczuwać podczas zabiegu dolegliwości bólowe. Z pewnością nie należał on do najprzyjemniejszych. "Aplikacja tej ligatury najpewniej wywołała pewien dyskomfort podczas procedury" - wyjaśnia dr Rebecca Crozier, bioarcheolożka z Uniwersytetu w Aberdeen i współautorka badania opublikowanego w "British Dental Journal". Mimo to pacjent prawdopodobnie "z czasem przyzwyczaił się do obecności drutu i przestał go zauważać" - zakłada ekspertka.

Szczegółowa analiza wykazała, że złoty drut oplatał prawy boczny siekacz oraz lewy środkowy siekacz, tworząc stabilne mocowanie w miejscu brakującego zęba. Naukowcy podejrzewają, że konstrukcja ta mogła podtrzymywać sztuczną protezę lub stabilizować poluzowany naturalny ząb. Widoczne pod mikroskopem ślady mechaniczne na drucie sugerują, że został on wykonany przez rzemieślnika przy użyciu profesjonalnych narzędzi - najprawdopodobniej przez jubilera.


Pojedynczy ludzki włos oglądany w dużym powiększeniu, z widoczną nieregularną i szorstką strukturą powierzchni.

Analiza pod mikroskopem pokazała, że złoty mostek został wykonany przy użyciu profesjonalnych narzędzi - najprawdopodobniej przez jubileraDittmar, J. et al. (CC BY 4.0)materiał zewnętrzny


Złoty mostek bez wątpienia pomagał zachować szacowną prezencję, jednak codzienne życie z ligaturą miało swoje ograniczenia. Jak tłumaczy dr Crozier, próba ugryzienia czegoś twardego, np. jabłka, mogła być ryzykowna, ponieważ niestabilny, powiązany drutem ząb mógł nie wytrzymać siły nacisku, co groziło jego ponownym poluzowaniem, przemieszczeniem lub uszkodzeniem całej misternej konstrukcji.

Posiadacz tej konstrukcji był najpewniej człowiekiem majętnym o wysokim statusie społecznym. Mógł sobie więc pozwolić na ligaturę z cennego kruszcu, podnoszącą jego prestiż i wizerunek osoby cnotliwej. Nie jest to jednak do końca tożsame z efektem, jaki w dzisiejszych czasach wywołują ludzie z niepełnym uzębieniem, którzy poddają się zabiegom rekonstrukcyjnym w profesjonalnym gabinecie dentystycznym. Z powodu dość powszechnego utożsamiania ze sobą antycznej triady wartości - dobra, prawdy i piękna (tzw. kalokagatia) - wśród średniowiecznych elit świeckich panowało przekonanie, że harmonijna powierzchowność jest widzialnym znakiem bożej łaski i wewnętrznej szlachetności. A że to, co widzialne, zostało sztucznie podreperowane - to już szczegół.

Źródła:

  1. Dittmar, J., Crozier, R., Cameron, A. et al. Restorative dentistry in Early Modern Scotland: archaeological evidence of the use of a gold ligature. Br Dent J 240, 555-559 (2026). DOI: 10.1038/s41415-025-9107-3

  2. Killgrove, K. 500-year-old gold dental bridge is earliest known oral care of its kind in Scotland - and it likely held a fake tooth. Live Science (2026).


Ziarna pszenicy sprzed 8000 lat znalezione w Gruzji stanowią najwcześniejsze dowody na wypiekanie chleba© 2026 Associated Press


  •  

Odkrywają sekrety HMS Terror i Erebus. Zidentyfikowali cztery osoby

DNA identyfikuje czterech marynarzy wyprawy arktycznej sprzed 180 lat

Daniel Górecki

Blisko dwa stulecia po jednej z najbardziej dramatycznych ekspedycji w historii Arktyki, naukowcy stopniowo przywracają tożsamość jej uczestnikom. Najnowsze badania genetyczne pozwoliły zidentyfikować czterech kolejnych marynarzy z wyprawy dowodzonej przez Johna Franklina, która zakończyła się tragiczną śmiercią załogi.


article cover

Arktyka ich pokonała. Naukowcy przywracają im tożsamość po blisko 200 latachNASAdomena publiczna


Jeśli oglądaliście na Amazon Prime Video serial zatytułowany "Terror", to z pewnością dobrze znacie nazwy HMS Erebus i HMS Terror. To statki brytyjskich ekspedycji naukowych, podczas której udało się odkryć i zbadać nowe rejony Arktyki i Antarktyki. Mowa o trzech wyprawach.

Ekspedycja Rossa była przełomowa


HMS Erebus i HMS Terror były okrętami wyprawy antarktycznej z lat 1839-1843 pod dowództwem oficera Royal Navy kapitana Jamesa Clarka Rossa. Jego odkrycia stały się podstawą wielu dalszych misji brytyjskich, bo dokonał ustaleń na temat ogólnej geografii regionu i nazwał wiele tamtejszych obiektów, jak Morze Rossa, Wielka Lodowa Bariera (później przemianowana na Lodowiec Szelfowy Rossa), Wyspa Rossa, Przylądek Adare'a, Ziemia Wiktorii, McMurdo Sound, Przylądek Croziera czy bliźniacze wulkany Erebus i Terror.

Kilka lat później te same okręty, wyposażone w silniki parowe z lokomotyw, centralne ogrzewanie parowe i dodatkowe wzmocnienia kadłuba, zostały skierowane na wyprawę do Arktyki, a konkretniej poszukiwanie Przejścia Północno-Zachodniego. Ross odrzucił jednak propozycję Admiralicji, by poprowadzić kolejną wyprawę w poszukiwaniu Przejścia Północno-Zachodniego, więc w 1845 roku zadania podjął się John Franklin.

Ekspedycja, która nie wróciła


Niestety była to ostatnia misja, zarówno jego, jak i okrętów, bo po trzech latach uwięzienia w lodzie i wyczerpaniu zapasów, załoga została zmuszona do ich porzucenia. Co ciekawe, pomimo intensywnych poszukiwań jeszcze w XIX wieku, okręty zostały odnalezione dopiero kilka lat temu - w 2014 roku udało się zlokalizować wrak HMS "Erebus", a dwa lata później HMS "Terror".

Jednocześnie badacze zaczęli próby identyfikacji członków załogi, którzy po śmierci dowódcy w 1847 roku podjęli desperacką próbę ewakuacji pieszo przez skute lodem pustkowia - żaden ze 105 marynarzy nie przeżył. Warunki były skrajne, temperatury sięgały -30°C, a załoga była wyczerpana, chora i pozbawiona zapasów. Odnajdywane w kolejnych latach szczątki wskazywały nawet na przypadki kanibalizmu, będące efektem skrajnego głodu.

Za sprawą nowych technologii naukowcom udaje się jednak powoli przywracać tożsamość marynarzy. Zespół badawczy kierowany przez Douglas Stenton z University of Waterloo wykorzystał analizę DNA, porównując materiał genetyczny ze szczątków odnalezionych na kanadyjskiej Arktyce z próbkami przekazanymi przez współczesnych potomków. Dzięki temu udało się ustalić tożsamość trzech członków załogi HMS Erebus oraz jednego z HMS Terror.

Wśród nowo zidentyfikowanych znaleźli się William Orren, David Young, John Bridgens oraz Harry Peglar. Szczególnie ten ostatni przez ponad sto lat pozostawał zagadką dla badaczy - jego ciało znaleziono wraz z dokumentami, jednak niezgodność ubioru z rangą budziła wątpliwości co do tożsamości.

Dzięki nowoczesnym metodom analizy DNA udało się ostatecznie potwierdzić jego dane, zamykając jeden z długotrwałych sporów w historiografii wyprawy. Do tej pory udało się jednak zidentyfikować zaledwie sześciu uczestników wyprawy, a setki odnalezionych szczątków czekają na przypisanie konkretnych nazwisk, co pokazuje skalę wyzwania.


Ziarna pszenicy sprzed 8000 lat znalezione w Gruzji stanowią najwcześniejsze dowody na wypiekanie chleba© 2026 Associated Press


  •  

Ludzkie kości odkryte w Danii ujawniają niepokojącą tajemnicę prehistorii

Ludzkie kości odkryte w Danii ujawniają niepokojącą tajemnicę prehistorii

Marcin Jabłoński

Duńscy archeolodzy powracają do jednej z najbardziej niepokojących tajemnic epoki kamienia łupanego - śladów około 160 rozrzuconych ludzkich kości ze stanowiska Dyrholm. Podejrzewa się, że może stanowić dowód kanibalizmu


Badacze debatujący nad rozstawionymi kośćmi ludzkimi w sterylnym pomieszczeniu

Archeolodzy zbadają makabryczną tajemnicę z prehistorycznego stanowiska w DaniiUniwersytet w Kiloniimateriał zewnętrzny


Tajemnicze kości ludzkie z epoki kamienia łupanego odkryte w Danii. Skrywają makabryczną tajemnicę


Stanowisko Dyrholm była w prehistorii wielokrotnie zamieszkana przez długi okres, począwszy od późnego mezolitu aż po wczesny neolit - od 5400 do 3400 r. p.n.e. To sprawia, że miejsce to jest szczególnie ważne, ponieważ obejmuje stulecia wokół przejścia człowieka z życia zbieracko-łowieckiego do osiadłego życia rolniczego.

Jednak stanowisko w pobliżu dawnego Dyrholmu skrywa dla archeologów bardzo makabryczną tajemnicę. W latach 20. i 30. XX wieku znaleziono tam 160 ludzkich kości. Były one rozrzucone po dużej części obszaru wykopalisk i zmieszane z bogatym osadem archeologicznym, który zawierał również liczne szczątki zwierzęce. Datowanie radiowęglowe sugeruje, że składanie kości ludzkich nie miało miejsca w jednym momencie, ale mogło trwać przez kilkaset lat.

Na wielu kościach widoczne są ślady cięć, uderzeń czy ślady po usunięciu tkanki mięsnej. Na jednej z czaszek widoczne są ślady interpretowane jako potencjalne skalpowanie. Niektóre kości noszą również ślady gryzienia przez drapieżniki, co dodatkowo komplikuje kwestię powstania tego stanowiska.


Fragment czaszki ułożony na białej poduszce obok miarki pomiarowej, z widocznymi śladami pęknięć i uszkodzeń na powierzchni kości.

Jedna z czaszek okdryta na stanowisku DyrholmUniwersytet w Kiloniimateriał zewnętrzny


Takie dowody skłoniły niektórych wcześniejszych badaczy do wysunięcia hipotezy o prehistorycznym kanibalizmie w Dyrholm. Możliwość ta jest bardzo prawdopodobna, ale nadal budzi wątpliwości. Ślady cięć i złamane kości mogą wskazywać na gwałtowną śmierć, rozbiór zwłok, praktyki związane z wtórnym pochówkiem, manipulacje pośmiertne lub wszystkie te procesy.

Właśnie ze względu na te tajemnice międzynarodowa grupa archeologów z Uniwersytetu w Kilonii i Uniwersytetu w Kopenhadze rozpoczęła specjalny nowy projekt ROOTS, mający zbadać kości z Dyrholmu. Badacze zespół zamierzają ponownie zbadać materiał przy użyciu nowoczesnych metod i w szerszych ramach interpretacyjnych.

Dalsze badania


Szczątki ludzkie mogą świadczyć o praktykach, które nie odpowiadają współczesnym wyobrażeniom o pochówku. Ciała mogły być wystawiane na widok publiczny, przenoszone, rozczłonkowane lub umieszczane w znaczących miejscach w krajobrazie. Archeolodzy spierają się, że postrzeganie luźnych kości ludzkich wyłącznie jako naruszonych grobów lub przejawów kanibalizmu jest zbyt ograniczone.

Strefy przybrzeżne, ujścia rzek i krajobrazy fiordów nie były tylko miejscami do życia i zbierania pożywienia. W wielu społeczeństwach prehistorycznych brzegi wodne funkcjonowały jako przestrzenie o szczególnym znaczeniu, gdzie życie codzienne, śmierć i rytuały mogły się zazębiać. Na razie Dyrholm nie daje prostej odpowiedzi, a jego kości mogą świadczyć o przemocy, rytuale lub walce o przetrwanie. Być może wskazują na kilka z tych rzeczy naraz.


Ziarna pszenicy sprzed 8000 lat znalezione w Gruzji stanowią najwcześniejsze dowody na wypiekanie chleba© 2026 Associated Press


  •  

Spacer zakończony znaleziskiem stulecia. Unikalny artefakt z VI wieku

Sensacyjne odkrycie w Norwegii. Złota ozdoba miecza sprzed 1500 lat

Daniel Górecki

Poranny spacer w południowo-zachodniej Norwegii zamienił się w archeologiczną sensację. Przechodzień natrafił na niewielki złoty artefakt ukryty w ziemi, okazało się, że to wyjątkowa ozdoba pochwy miecza należącej do elitarnego wojownika sprzed 1500 lat.


Rzadką złota ozdoba pochwy miecza sprzed 1500 lat znaleziona ostatnio w Norwegii

Zwykły spacer zamienił się w sensację archeologiczną. Znalazł złoto sprzed 1500 latAnnette Øvrelid, Arkeologisk museum, Universitetet i Stavangerdomena publiczna


Odnaleziony przedmiot ma zaledwie około 6 centymetrów długości i waży 33 gramy, ale archeolodzy podkreślają, że jego znaczenie dla nauki jest ogromne. Według badaczy z Uniwersytetu w Stavanger to element pochwy miecza używanego przez wysoko postawionego wojownika.

Do tej pory znaleźliśmy tylko kilknaście


Znalezisko jest niezwykle rzadkie, bo do tej pory w całej Europie Północnej odkryto jedynie 17 podobnych artefaktów, najczęściej w większych skarbach rytualnych. Eksperci są zgodni, że nie był to przypadkowo zgubiony przedmiot, wszystko wskazuje na celowe złożenie go w ziemi jako ofiary.

VI wiek w południowej Norwegii był okresem dramatycznych zmian klimatycznych i społecznych. Wybuchy wulkanów, ochłodzenie klimatu oraz epidemie dżumy doprowadziły do spadku populacji i destabilizacji regionu. W takich warunkach elity mogły składać kosztowne dary, by "przekonać" siły wyższe do ochrony społeczności.

Symbol władzy i wojowniczej elity


Badacze sugerują, że właściciel miecza był lokalnym przywódcą i posiadał własną drużynę wojowników. Złote zdobienia miały podkreślać jego status i wpływy. Jak podkreślają archeolodzy, samo miejsce odkrycia znajduje się niedaleko Hove, znanego centrum władzy z tamtego okresu, gdzie wcześniej również znajdowano złote artefakty. Wszystko wskazuje na to, że był to ośrodek elit między 200 a 550 rokiem naszej ery.

Sama ozdoba zachwyca zaś kunsztem wykonania. Złote, spiralne linie i filigranowe zdobienia przedstawiają styl typowy dla epoki, ale kryją też bardziej złożoną symbolikę. W centralnej części ornamentu badacze dostrzegają motywy zwierzęce lub hybrydowe istoty łączące cechy ludzi i zwierząt. Takie postaci były charakterystyczne dla skandynawskiej sztuki VI wieku i mogły mieć znaczenie religijne.

Znalezisko wpisuje się też w szerszy kontekst skandynawskich rytuałów. W regionie odkrywano już wcześniej spiralne pierścienie, złote zawieszki i ozdoby broni, które najprawdopodobniej celowo "niszczono" przed złożeniem w ofierze. Zabytek trafi do muzeum Uniwersytetu w Stavanger, gdzie przejdzie dalsze analizy - dopiero wtedy badacze będą mogli dokładniej zrozumieć, jaką rolę pełnił w świecie sprzed półtora tysiąca lat.


Psy-roboty z głowami Muska, Bezosa, Zuckerberga i Warhola na wystawie amerykańskiego artysty © 2026 Associated Press


  •  

Archeolodzy odkryli ślady wymierania ludzi w Europie sprzed 5000 lat

Archeolodzy odkryli ślady wymierania ludzi w Europie sprzed 5000 lat

Marcin Jabłoński

Nowe badanie rzuca światło na jedno z najbardziej zagadkowych wydarzeń prehistorycznej Europy - nagły spadek liczebności ludzi ponad 5000 lat temu. Analizując starożytne DNA pochodzące ze stanowiska archeologicznego w pobliżu Paryża, naukowcy odkryli dowody na radykalne wymieranie populacji.


Archeolog pracujący nad stanowiskiem archeologicznym, odkrywający zakopane relikty

Archeolodzy odkrywają ślady wymierania w Europie sprzed 5000 lat123RF/PICSEL


Ślady prehistorycznego upadku człowieka w Europie


Archeolodzy od dawna są przekonani, że w Europie pod koniec neolitu ok. 3000-2600 lat p.n.e. doszło do znaczącego spadku ludności. Wskazuje na to kilka poszlak, znajdowanych na wielu stanowiskach archeologicznych. Po pierwsze w tym okresie zaobserwowano zanik budowy megalitycznych grobowców, charakterystycznego elementu tej epoki. Po drugie datowanie radiowęglowe z wielu stanowisk archeologicznych wskazuje również na ograniczenie praktyk pogrzebowych. Po trzecie zaobserwowano ślady ponownego zalesienia wielu regionów, które wcześniej były wykorzystywane jako ziemie rolne, ale zostały nagle porzucone. Nowe badania w neolitycznym kompleksie grobowym w Bury, położonym około 50 kilometrów na północ od Paryża, potwierdzają tezę, że nie była to jedynie transformacja kulturowa, ale rzeczywiste załamanie się populacji.

Pozostałości groźnej choroby


Naukowcy zsekwencjonowali 132 genomy pochowanych ludzi, które obejmuje dwa odrębne etapy pochówków, oddzielone okresem, w którym miejsce to najwyraźniej nie było użytkowane. Wyniki badań ujawniły, że osoby pochowane przed i po tej przerwie nie były ze sobą blisko spokrewnione, co sugeruje raczej nieciągłość populacyjną niż stopniową ewolucję tej samej społeczności.

Jednym z najbardziej intrygujących odkryć są ślady starożytnych patogenów. Wśród reprezentantów wcześniejszej populacji naukowcy wykryli DNA kilku chorób zakaźnych, w tym Yersinia pestis, bakterii wywołującej dżumę. Obecność dżumy sugeruje, że choroby zakaźne mogły przyczynić się do osłabienia populacji. W połączeniu ze zwiększoną gęstością zaludnienia i bliskim kontaktem ze zwierzętami domowymi społeczności neolityczne mogły być szczególnie podatne na epidemie.

Badania DNA pochowanych ludzi z Bary sugerują, że w części Europy około 5000 lat temu faktycznie mogło dojść do wymierania ludności. Stanowisko to nie jest bowiem odosobnionym przypadkiem. Podobny zanik śladów populacji ludzkiej z tego okresu odnotowano w Niemczech czy Skandynawii.

Okresy upadku i odrodzenia


Naukowcy są obecnie przekonani, że upadek kultury neolitycznej mógł spowodować powstanie "demograficznej próżni", co umożliwiło rozprzestrzenianie się nowym populacjom. Chociażby analiza genetyczna wykazała, że populacja z Bury z późniejszego okresu była bliżej spokrewniona z populacjami z innych regionów - południowej Francji i Półwyspu Iberyjskiego.

Odkrycia z Bury wskazują, że europejskie społeczeństwa prehistoryczne przechodziły dynamiczne zmiany. Ich rozwój nie był prostym przechodzeniem ze statusu społeczności zbieracko-rolniczych do kultur epoki brązu, jakie znamy. Naznaczony był okresami upadku i odrodzenia.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


  •  

Niesamowite odkrycie w Egipcie. Wyjątkowy papirus ukryty w mumii

Paula Drechsler

Podczas badań w starożytnym Oksyrynchos w Egipcie archeolodzy odkryli mumię z umieszczonym na brzuchu papirusem. Zapiski te okazały się wyjątkowe. Zidentyfikowano je jako fragment słynnego eposu Homera. To pierwszy taki przypadek w historii.


Dwa kamienne sarkofagi w komorze wykopaliskowej w Oksyrynchos, otoczone piaskiem i miarką pomiarową.

Odkrycie na terenie starożytnego Oksyrynchos w Egipcie jest jedyne w swoim rodzaju. Zdj. poglądowe.Egipskie Ministerstwo Turystyki i Starożytnościmateriały prasowe



W skrócie

  • Na terenie starożytnego miasta Oksyrynchos w Egipcie doszło do unikatowego odkrycia.

  • Zidentyfikowana mumia miała umieszczony na brzuchu papirus z fragmentami słynnego tekstu literackiego.

  • Odkryty papirus jest według badaczy pierwszym takim przypadkiem w historii archeologii.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Badania archeologiczne w Oksyrynchos. Niesamowite odkrycie


Starożytne miasto Oksyrynchos (obecnie Al-Bahnasa) uznawane jest za jedno z najważniejszych miast grecko-rzymskiego Egiptu. Znajduje się tam ważne stanowisko archeologiczne, na którym odsłonięto m.in. kompleks grobowy. Teraz ponownie doszło tam do niesamowitego odkrycia.

Misja archeologiczna prowadzona przez Instytut Studiów Starożytnego Bliskiego Wschodu (IPOA) na Uniwersytecie w Barcelonie zidentyfikowała mumię z czasów rzymskich, która zawierała bardzo nietypowy element.

Ciało złożone w liczącym ok. 1600 lat grobowcu 65 w sektorze 22 miało umieszczony na brzuchu papirus - okazało się, że to fragment słynnego eposu Homera. To pierwszy taki przypadek w historii.

Cenne znalezisko. Pierwszy przypadek w historii archeologii


Badania wykazały, że podczas rytuału balsamowania ta właśnie mumia została wyposażona w papirus, na którym znajdował się słynny tekst - fragment "Iliady" Homera. Ten epos to jeden z najstarszych zachowanych zabytków literatury greckiej i europejskiej w ogóle.

Badania ujawniły tym samym pierwszy przypadek w historii archeologii, gdy tego rodzaju grecki tekst literacki został celowo włączony do procesu mumifikacji.


kilka fragmentów starego, zniszczonego papirusu z ledwo widocznymi napisami ułożonych na przezroczystej powierzchni

Papirus umieszczony na mumii to fragmenty słynnego eposu - "Iliady" Homera.Uniwersytet w Barceloniemateriały prasowe


Magia, rytuały i... Iliada. Unikatowe odkrycie w Egipcie


Choć podczas wcześniejszych badań w Oksyrynchos znajdowano już papirusy zapisane w języku greckim umieszczone w mumiach, to jednak wszystkie zawierały treści magiczne lub rytualne - nigdy wcześniej tekst literacki pokroju "Iliady" nie został znaleziony w tym kontekście.

- To nie pierwszy raz, kiedy znaleźliśmy greckie papirusy, spakowane, zapieczętowane i włączone do procesu mumifikacji, ale do tej pory ich treść miała głównie charakter magiczny. Co więcej, warto zauważyć, że od końca XIX wieku w Oksyrynchos odkryto ogromną liczbę papirusów, w tym greckie teksty literackie o ogromnym znaczeniu, ale prawdziwą nowością jest znalezienie papirusu literackiego w kontekście pogrzebowym - powiedział prof. Ignasi-Xavier Adiego.

Fragmenty Iliady Homera włączone w proces mumifikacji


Papirus został niedawno przeanalizowany przez ekspertów, którzy zidentyfikowali umieszczone w mumii fragmenty "Iliady".

Badacze wyjaśnili, że to tekst pochodzący z II księgi tego eposu Homera, ze słynnego fragmentu wymieniającego siły greckie przed Troją - "jednego z najbardziej charakterystycznych tekstów literatury zachodniej".

- Misja archeologiczna Uniwersytetu w Barcelonie w Oksyrynchus rozpoczęła się w 1992 roku pod kierownictwem profesora Josepa Padró. Jest to jedna z hiszpańskich misji archeologicznych o najdłuższej i najbardziej spójnej trajektorii w Egipcie. Projekt Oksyrynchus, prowadzony przez IPOA, zakończył swoją ostatnią kampanię - realizowaną między listopadem 2025 a lutym 2026 roku - znaleziskami o wyjątkowym znaczeniu historycznym i archeologicznym - podkreśla uczelnia w komunikacie z 20 kwietnia br.


Grobowiec Amenhotepa III w Dolinie Królów otwarty dla zwiedzających po 226 latach od odkrycia© 2025 Associated Press


  •  

Dlaczego 14 kwietnia wywieszamy flagę Polski? To znane wydarzenie

Dlaczego 14 kwietnia wywieszamy flagę Polski? To znane wydarzenie

Karol Kubak

14 kwietnia na ulicach miasto oraz urzędach pojawia się biało-czerwona flaga. To nie przypadek, ale efekt stosunkowo nowego święta państwowego. Choć data ta nie jest tak oczywista jak 11 listopada, ma ogromne znaczenie dla historii Polski. Sprawdzamy, co dokładnie upamiętnia i skąd wziął się obowiązek wywieszania flagi.


Biało-czerwona flaga Polski na tle miejskiej panoramy Warszawy z widocznym Pałacem Kultury i Nauki.

Dlaczego 14 kwietnia wszędzie widać flagi Polski?adobestockINTERIA.PL



W skrócie

  • 14 kwietnia wywieszana jest flaga Polski z okazji Święta Chrztu Polski, które zostało ustanowione w 2019 roku.

  • Święto Chrztu Polski nawiązuje do przyjęcia chrztu przez Mieszka I w 966 roku, symbolicznie uznawanego za początek chrystianizacji oraz wejścia Polski do kręgu kultury zachodnioeuropejskiej.

  • Chrzest Polski był rozłożonym w czasie procesem, a upowszechnienie nowej religii dokonało się stopniowo, szczególnie za panowania Bolesława Chrobrego.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Zastanawiasz się, skąd biorą się biało-czerwone flagi w oknach właśnie 14 kwietnia? Według polskiego prawa w wybrane dni na ulicach miast oraz urzędach i instytucjach państwowych należy wywiesić flagę narodową. Co ciekawe, nie wszystkie ważne rocznice historyczne wiążą się z tym obowiązkiem. Przykładem mogą być choćby 1 września, czyli rocznica wybuchu II wojny światowej, czy 15 lipca, upamiętniający bitwę pod Grunwaldem. W tych dniach flagę można wywiesić, ale nie jest to wymagane.

Flagę Polski warto wywiesić również prywatnie, na własnym domu lub np. na balkonie lub przy oknie w bloku (oczywiście w miarę możliwości). Należy przy tym pamiętać, aby każdorazowo była ona czysta oraz nie była naderwana w żadnym miejscu. I to nie chodzi już wyłącznie o przepisy prawa, które nas do tego zobowiązują, ale najzwyczajniej - o szacunek do naszego narodowego symbolu.

Lista świąt, w które należy eksponować flagę państwową, została uregulowana prawnie. Jest ich łącznie 15. Tradycja ta ma już kilkadziesiąt lat. Jedna z najstarszych ustaw w tym zakresie została przyjęta w 1950 roku i dotyczyła obchodów 1 maja. Z biegiem lat lista świąt była rozszerzana, a jednym z nowszych dodatków jest właśnie dzień przypadający 14 kwietnia.

14 kwietnia. Co upamiętnia ta data?


14 kwietnia obchodzimy Święto Chrztu Polski. Zostało ustanowione stosunkowo niedawno, bo w 2019 roku. Data ta nawiązuje do wydarzenia z 966 roku, kiedy książę Mieszko I przyjął chrzest. Uznaje się to symbolicznie za początek chrystianizacji Polski, ale znaczenie tego wydarzenia było znacznie szersze. Nie chodziło wyłącznie o religię, lecz także o politykę i rozwój państwa. Przyjęcie chrztu oznaczało wejście młodego państwa w krąg kultury zachodnioeuropejskiej, co otworzyło przed nim nowe możliwości rozwoju.

"Chrzest księcia nie był jedynie wydarzeniem religijnym, włączył bowiem rodzące się państwo polskie w krąg polityczno-kulturowy Europy łacińskiej otwierając przed krajem nieznane wcześniej możliwości - wyjście z kryzysu i przyłączenie się do zupełnie nowej strefy kulturowej i cywilizacyjnej" - przypomina na stronie internetowej Warmińsko-Mazurski Urząd Wojewódzki w Olsztynie.


Jan Matejko "Zaprowadzenie chrześcijaństwa"

Jan Matejko "Zaprowadzenie chrześcijaństwa"Wikimedia Commons


Chrzest Polski był procesem, a nie jednorazowym wydarzeniem


Warto pamiętać, że chrzest Polski nie był jednorazowym aktem, który od razu zmienił całe społeczeństwo. Proces przyjmowania nowej religii trwał latami. Sam Mieszko I nie zmuszał poddanych do zmiany wierzeń, tolerując dotychczasowe praktyki. Dopiero w kolejnych latach, szczególnie za panowania jego syna Bolesława Chrobrego, chrześcijaństwo zaczęło się upowszechniać na większą skalę.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


  •  

Pojechał na wieś i znalazł skarb z IX wieku. Wystarczył wykrywacz

Pojechał na wieś i znalazł monetę z IX wieku. Wystarczył wykrywacz metali

Krzysztof Sulikowski

Poszukiwacz skarbów z Wielkiej Brytanii pojechał na wieś i przy pomocy zwykłego wykrywacza metali dokonał sensacyjnego odkrycia archeologicznego. Odnalazł on mianowicie rzadką złotą monetę, przebitą tak, by pełniła funkcję wisiora. Zdobi ją wizerunek Jana Chrzciciela i łacińska inskrypcja. Znalezisko datowane jest na IX wiek. Może być to absolutny unikat, bowiem wzór monety nie pasuje do żadnego wzorca z tamtej epoki, a ówcześni wikingowie nie byli jeszcze chrześcijanami. Historycy i numizmatycy mają pewne hipotezy, które mogłyby wyjaśnić zagadkę pochodzenia skarbu.


Spacer z wykrywaczem metali doprowadził poszukiwacza skarbów do odkrycia unikatowej złotej monety (zdj. ilustracyjne)

Spacer z wykrywaczem metali doprowadził poszukiwacza skarbów do odkrycia unikatowej złotej monety (zdj. ilustracyjne)syomaantonov123RF/PICSEL



W skrócie

  • Poszukiwacz skarbów w Wielkiej Brytanii odnalazł przy pomocy wykrywacza metali rzadką złotą monetę z IX wieku, przebitą na wisior z wizerunkiem Jana Chrzciciela i łacińską inskrypcją.

  • Ekspert numizmatyki podkreślił unikalność artefaktu, zauważając brak podobnych przedstawień religijnych na monetach karolińskich i trudność w dopasowaniu tego znaleziska do znanych wzorców historycznych.

  • Rozważane są hipotezy na temat wikińskiego pochodzenia artefaktu, a obecnie moneta przechodzi procedurę wyceny i może trafić do kolekcji Norwich Castle Museum.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Sensacyjne odkrycie archeologiczne na brytyjskiej wsi


W pobliżu Dunton, na zachód od Fakenham w hrabstwie Norfolk, doszło do sensacyjnego odkrycia archeologicznego. Poszukiwacz skarbów korzystający z wykrywacza metali odnalazł rzadki, wykonany ze złota wisior, będący imitacją monety solid - złotej monety rzymskiej, bitej od IV do XI wieku n.e. Artefakt, datowany na IX wiek, wprawił jednak ekspertów w zdumienie ze względu na swoją unikalną ikonografię, która wymyka się dotychczasowym ramom historycznym.

Przedmiot, choć niekompletny i przebity w celu pełnienia funkcji wisiora, zachował wystarczająco dużo detali, aby można było odczytać jego niezwykłe przesłanie. Jedna strona przedstawia brodatą postać z profilu, którą łaciński napis identyfikuje jako Jana Chrzciciela. Rewers zawiera częściowo zachowany tekst, interpretowany jako "Chrzciciel i Ewangelista".

Znalezisko jest całkowicie unikatowe. Jak zauważają eksperci, w IX-wiecznej Europie Zachodniej, zwłaszcza w kręgu dynastii Karolingów, na monetach umieszczano wizerunki królów i cesarzy, a nie postaci religijnych. Przedstawienia świętych lub Jezusa Chrystusa były w tym czasie domeną Cesarstwa Bizantyjskiego.

Jan Chrzciciel trafił na monetę z czasów wikingów


"Święty Jan Chrzciciel był kuzynem Jezusa i jego poprzednikiem, który przedstawił go szerszej publiczności, chrzcząc go w rzece Jordan i po tym zaczęła się jego szersza działalność. Jednakże figura Jana Chrzciciela na monecie jest niezwykła i wyjątkowa - nie znam żadnej innej [monety] z Janem Chrzcicielem z okresu karolińskiego. To dziwaczne - nie jest jak cokolwiek mi znanego" - skomentował Simon Coupland, ekspert w dziedzinie monet karolińskich.

Badacz nie kryje swojego zaskoczenia naturą znaleziska. W rozmowie z BBC wyjaśnił, że styl liternictwa sugeruje, iż skarb pochodzi z lat 60. lub 70. IX wieku, co dodatkowo komplikuje jego interpretację. W tym okresie królestwo Anglii Wschodniej znajdowało się pod panowaniem wikingów, którzy nie byli jeszcze chrześcijanami. Fakt, że to prawdopodobnie Skandynawowie wykonali imitację złotej monety z tak silnym symbolem chrześcijańskim, rodzi pytania o powody powstania tego obiektu.

Tajemniczość artefaktu wynika ponadto z faktu, że nie pasuje on do żadnego znanego wzorca z tamtej epoki. Coupland użył obrazowego porównania, mówiąc, że przypomina to sytuację, "kiedy dziecko z sześciokątnym obiektem próbuje zmieścić go do kwadratowego otworu, a tam w ogóle nie pasuje". Mimo że Jan Chrzciciel był kluczową postacią chrześcijaństwa, jego obecność na zachodnioeuropejskich monetach z tego okresu jest zjawiskiem dotąd niespotykanym.

Skarb rzuca nowe światło na historię średniowiecznej Anglii


Zastanawiając się nad pochodzeniem artefaktu, eksperci rozważają kilka hipotez. Niewykluczone, że pogańscy Wikingowie nosili wisiory z wizerunkami chrześcijańskich świętych, aby łatwiej zasymilować się z przeważająco chrześcijańską ludnością Anglii Wschodniej. Inną możliwością było to, że przedmiot należał do chrześcijańskiego mieszkańca regionu lub do jednego z Wikingów, który przyjął nową wiarę - a to podważałoby powszechne przekonanie historyków o wyłącznie pogańskim charakterze duńskich najeźdźców.

Co dalej? Obecnie przebita złota moneta pełniąca funkcję wisiora przechodzi oficjalną procedurę wyceny. Koroner (ang. coroner, czyli specjalny urzędnik powołany przez ustawę Treasure Act 1996 do oceny znaleziska) zdecyduje, czy przedmiot kwalifikuje się jako "skarb" (ang. "treasure") w świetle brytyjskiego prawa. Jeśli tak się stanie, Norwich Castle Museum już zadeklarowało chęć nabycia tego wyjątkowego zabytku do swojej kolekcji.

Znalezisko brytyjskiego detektorysty dostarcza obecnie więcej pytań niż odpowiedzi. Niezwykłe jest w nim to, że rzuca nowe światło na historię Anglii i może stanowić dowód na istnienie znacznie bardziej złożonych interakcji kulturowych i handlowych między społecznościami wikingów a chrześcijańską Europą, niż wcześniej zakładano.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


  •  

Bandikhan II odkrywa swoje tajemnice. Tak żyli ludzie 3000 lat temu

Odkopali miasto sprzed 3 tys. lat. Było częścią Jedwabnego Szlaku

Karolina Majchrzak

Chińsko-uzbecki zespół archeologów dokonał niezwykłego odkrycia w południowym Uzbekistanie. W Bandikhan, jednej z kluczowych oaz wilajetu surchondaryjskiego, odnaleziono pozostałości liczącego 3000 lat miasta. Kryją one bogactwo artefaktów, pozwalając naukowcom lepiej zrozumieć rozwój osadnictwa wczesnej epoki żelaza w Azji Środkowej.


Bandikhan II, stanowisko archeologiczne w południowym Uzbekistanie (wilajet surchondaryjski)

Ukryte miasto z epoki żelaza odnalezione. Naukowcy badają starożytną BaktrięChina's Northwest Universitydomena publiczna


Co ciekawe, miejsce zostało zidentyfikowane już w 1969 roku, ale wykopaliska rozpoczęły się dopiero w 2023 roku, koncentrując się na wschodniej części ogromnego kompleksu Bandikhan II, który zajmuje aż 10 tys. metrów kwadratowych. I choć dotąd przebadano jedynie niewielki obszar, odkrycia pozwoliły zidentyfikować osadę jako część kultury Yaz, kluczowej dla starożytnej Baktrii.

Podczas prac archeolodzy odsłonili fragment wschodniego muru o trapezoidalnym przekroju, liczne konstrukcje oraz połączone ze sobą pomieszczenia, dające wgląd w codzienne życie mieszkańców. Jeden z pokojów służył do spania i zawierał niszę na lampę, której funkcję odkryto dzięki śladom wielokrotnego spalania.

Codzienne życie w epoce żelaza


Wśród odnalezionych artefaktów znalazły się również ceramiczne naczynia, w tym dzbany, misy i talerze o płaskim dnie, których kształty i zdobienia odpowiadają tym z innych stanowisk Yaz, jak Kuchuktepa czy Yaztepa. Układ miasta też wykazuje pewne podobieństwa do tych miejsc, ale Bandikhan II wyróżnia się brakiem półkolistych wież obronnych na murach.

Oprócz ceramiki odkryto narzędzia kamienne, w tym żarna, moździerze i tłuczki, co wskazuje na przetwarzanie zbóż na miejscu. Znaleziono też brązowe noże i groty strzał, a także muszle, prawdopodobnie używane w codziennym życiu lub w celach dekoracyjnych.

To dopiero początek


Dotychczasowe wykopaliska przyniosły imponujące efekty, jednak badacze planują dalsze prace. Bandikhan II, jako największe i najlepiej zachowane tego typu miejsce w oazie, wciąż skrywa wiele tajemnic, których odkrycie może rzucić więcej światła na życie starożytnych mieszkańców Jedwabnego Szlaku.

Przy okazji, w odpowiedzi na odkrycia, uruchomiono program szkoleniowy z archeologii Jedwabnego Szlaku, mający na celu ochronę i przekazywanie dziedzictwa kulturowego regionu, podkreślając znaczenie tego miejsca nie tylko dla nauki, ale także dla edukacji i kultury.


Leasing w wersji online – jak działa nowa usługa mBanku?Content Studio


  •  

Cmentarz neandertalczyków we Francji? To wbrew temu, co mówiła nauka

Ostatni rytuał neandertalczyków? Sensacyjne odkrycia z La Ferrassie

Karolina Majchrzak

Czy neandertalczycy żegnali swoich zmarłych w sposób bardziej "ludzki", niż dotąd sądzono? Najnowsze analizy jednego z najsłynniejszych stanowisk archeologicznych w Europie sugerują, że u schyłku swojego istnienia mogli praktykować zorganizowane rytuały pogrzebowe obejmujące osoby w każdym wieku.


Szczątki neandertalczyka nazwane La Ferrassie 1

Wyjątkowy neandertalczyk z Francji. Pogrzebali go 40 tys. lat temuThilo PargWikimedia Commons


W trakcie ponad stu lat wykopalisk stanowisko La Ferrassie, uznawane za kluczowy punkt odniesienia dla badań nad paleobiologią neandertalczyków oraz przejściem między środkowym a górnym paleolitem, dostarczyło badaczom liczny materiał badawczy.

Archeolodzy natrafili tam na wyjątkowo dobrze zachowane szczątki łącznie ośmiu osobników - dorosłych, dzieci, a nawet niemowląt i płodów. To właśnie ta różnorodność od dawna budziła pytania, czy mamy do czynienia z przypadkowym nagromadzeniem szczątków, czy może raczej z najstarszym znanym "cmentarzem" neandertalczyków.

Niedawne badania skłaniają się raczej ku drugiej teorii, zwłaszcza że część szczątków wydaje się "ułożona" w konkretny zaplanowany wcześniej sposób. Uwagę badaczy zwrócił szczególnie szkielet dziecka znanego jako La Ferrassie 8, pogrzebanego ok. 40 tys. lat temu, który - podobnie jak kilka innych osobników - został celowo złożony z głową skierowaną na wschód i miednicą na zachód.

Zagadka La Ferrassie 1


W centrum najnowszych badań znalazł się jednak inny okaz, a mianowicie odkryty w 1909 roku La Ferrassie 1, pozostający jednym z najbardziej kompletnych, jakie kiedykolwiek udało nam się odkryć. Problem polegał na tym, że jego wiek przez dekady pozostawał niepewny - wstępne datowania wskazywały bardzo szeroki przedział czasowy, od 32 do nawet 52 tys. lat. A to ogromna różnica, jeśli szkielet byłby młodszy lub starszy niż inne znaleziska, mógłby pochodzić z zupełnie innego kontekstu kulturowego, co podważałoby hipotezę o celowym pochówku.

Aby rozwiązać tę zagadkę, naukowcy sięgnęli po nowoczesne metody. Przeanalizowali 64 fragmenty kości zwierzęcych przechowywanych razem ze szkieletem w paryskim Musée de l'Homme, wykorzystując paleoproteomikę do identyfikacji gatunków, a następnie wybrali sześć próbek do precyzyjnego datowania radiowęglowego. Wyniki okazały się przełomowe, datowanie wskazało, że szczątki zwierzęce, a więc i warstwa osadów związana z La Ferrassie 1, mają od ok. 42,6 do 39,8 tys. lat.

Pochówki czy przypadek?


To oznacza, że zarówno dorosły mężczyzna (La Ferrassie 1), jak i dziecko (La Ferrassie 8), żyli mniej więcej w tym samym okresie. Zbieżność ta ma ogromne znaczenie, bo w takim razie obaj należeli do tej samej kultury, tzw. szatelperońskiej, związanej wyłącznie z neandertalczykami zamieszkującymi Europę Zachodnią tuż przed ich wyginięciem. Co istotne, to właśnie w kontekstach tej kultury archeolodzy znajdują najmocniejsze dowody na praktyki pogrzebowe.

Nowe badanie opublikowane w "Journal of Archaeological Science" nie daje wprawdzie jednoznacznej odpowiedzi, bo naukowcy podkreślają, że same daty radiowęglowe nie są dowodem na celowy pochówek La Ferrassie 1 (istnieje też możliwość, że szkielet trafił do osadu wtórnie, np. w wyniku przemieszczenia materiału, ale zestawienie kilku faktów zaczyna tworzyć spójną narrację sugerującą, że neandertalczycy mogli rozwijać złożone praktyki związane ze śmiercią, być może obejmujące rytuały i świadome grzebanie zmarłych.

Najciekawsze jest jednak to, kiedy te zachowania się pojawiły. Najstarsze ślady pochówków neandertalczyków znane są z Bliskiego Wschodu i sięgają ponad 100 tys. lat. W Europie jednak takie praktyki wydają się rozpowszechniać dopiero u schyłku istnienia gatunku, między 45 a 40 tys. lat. La Ferrassie może więc reprezentować jeden z ostatnich rozdziałów historii neandertalczyków - moment, w którym ich kultura osiągnęła najwyższy poziom złożoności tuż przed zniknięciem z kart dziejów.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


  •  

Początki życia na Ziemi cofnięte o miliony lat. Przełomowe odkrycie z Chin

Życie na Ziemi starsze o miliony lat. To odkrycie zmienia wszystko

Daniel Górecki

Najnowsze odkrycie z południowo-zachodnich Chin całkowicie zmienia wszystko, co wiemy o ewolucji. Międzynarodowy zespół naukowców ogłosił, że złożone życie zwierzęce mogło pojawić się na Ziemi miliony lat wcześniej, niż dotąd zakładano. Jego zdaniem początki organizmów, z których ostatecznie wyewoluowały także kręgowce, w tym człowiek, sięgają jeszcze okresu ediakaru, a nie dopiero eksplozji kambryjskiej.


Jedna ze skamieniałości odkrytych na stanowisku Jiangchuan Biota w prowincji Yunnan w Chinach

Przełomowe odkrycie w Chinach. Złożone życie powstało dużo wcześniejGaorong Li et al., Science392,63-68(2026)domena publiczna


Do tej pory naukowcy uważali, że złożone życie zwierzęce pojawiło się dopiero około 539 mln lat temu podczas eksplozji kambryjskiej, kiedy w zapisie kopalnym nagle pojawiło się wiele nowych typów organizmów, w tym stawonogi, mięczaki i strunowce. Tyle że nowe skamieniałości, odkryte na stanowisku Jiangchuan Biota w prowincji Yunnan w Chinach, sugerują, że część tej różnorodności i złożoności istniała już kilka milionów lat wcześniej, pod koniec ediakaru.

Naukowcy wydobyli ponad 700 skamieniałości, z czego około 200 należało do zwierząt, które żyły ok. 554-539 mln lat temu, czyli jeszcze przed tzw. eksplozją kambryjską, która do tej pory była uznawana za moment pojawienia się złożonych form życia. Wśród skamieniałości znaleziono m.in. robakowate zwierzęta o symetrii dwubocznej, wczesne żebropławy, organizmy przypominające parzydełkowce (krewni meduz i koralowców), a także stworzenia podobne do późniejszych kambryjskich organizmów.

Część z nich miała czułki, przewody pokarmowe, struktury służące do poruszania się i zdobywania pokarmu, co oznacza, że prowadziły aktywny tryb życia w trzech wymiarach - poruszały się, żerowały i oddziaływały z otoczeniem. To istotna zmiana w stosunku do wcześniejszego obrazu ediakaru, który przez lata uważano za epokę prostych, płaskich organizmów żyjących głównie na dnie morskim.

Szczególnie ważne są skamieniałości zwierząt o symetrii dwubocznej, czyli takich, których prawa i lewa strona ciała są lustrzanym odbiciem. To cecha charakterystyczna większości współczesnych zwierząt, w tym kręgowców. Niektóre skamieniałości mogą zdaniem autorów badania należeć nawet do wczesnych wtóroustych, czyli grupy zwierząt, do której należą kręgowce, rozgwiazdy i jeżowce. Jeśli dalsze badania to potwierdzą, oznaczałoby to, że przodkowie kręgowców pojawili się wcześniej, niż wskazywał dotychczas zapis kopalny.

Rzadki sposób zachowania skamieniałości


Co ciekawe, analizy genetyczne od dawna sugerowały, że wspólny przodek wielu współczesnych zwierząt żył już w ediakarze, ale brakowało na to dowodów w skamieniałościach. A jednym z powodów, dla których wcześniej nie znajdowano takich organizmów, może być sposób fosylizacji - skamieniałości z Jiangchuan zachowały się jako tzw. kompresje węglowe, cienkie dwuwymiarowe odciski tkanek miękkich.

Dzięki temu widoczne są nie tylko kształty ciał, ale także jelita, otwory gębowe, delikatne odnóża i struktury służące do odżywiania. Tego typu zachowanie skamieniałości jest bardzo rzadkie, co skłania naukowców do przekonania, że podobne organizmy mogły istnieć także w innych miejscach na świecie, ale po prostu nie zachowały się w zapisie kopalnym.

A warto pamiętać, że pojawienie się tego złożonego życia zwierzęcego nie było tylko kolejnym etapem ewolucji, dosłownie zmieniło całą planetę. Zwierzęta zaczęły się przemieszczać, kopać w osadach, filtrować wodę i zjadać inne organizmy. To doprowadziło do ogromnych zmian w obiegu tlenu, węgla i składników odżywczych w oceanach, a w konsekwencji przygotowało Ziemię na rozwój bardziej złożonych ekosystemów.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


  •  

Polscy archeolodzy z sensacyjnymi odkryciami. Sekrety starożytności

Polscy archeolodzy z wielkimi odkryciami w Afryce. Starożytne wrakowisko

Paula Drechsler

Zespół archeologów z Uniwersytetu Warszawskiego wrócił do Libii, gdzie prowadzi badania pozostałości starożytnego miasta Ptolemais. Badacze regularnie dokonują tam nowych odkryć - teraz ogłoszono identyfikację zatopionych części portu, wrakowiska, a także nieznanej drogi i prawdopodobnych pozostałości systemu obronnego ważnego niegdyś miasta.


Archeolog podwodny nurkuje badać ruiny z kamiennymi kolumnami w starożytnym porcie miasta Ptolemais w Libii.

Archeolodzy z Polski wrócili do badań starożytnego miasta Ptolemais. Przeprowadzili m.in. podwodne badania nieinwazyjne w porcie i okolicy.Autorstwa David Stanley from Nanaimo, Canada - Ptolemais, CC BY 2.0, https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/ Facebook: Polish Archaeological Mission to PtolemaisWikimedia Commons


Badacze z Polski z odkryciami w Libii. Sekrety starożytnego Ptolemais


Archeolodzy z Uniwersytetu Warszawskiego (UW) badają starożytne miasto Ptolemais (Ptolemaida) w grecko-rzymskiej Cyrenajce - regionie historycznym, który obecnie leży w północno-wschodniej części Libii (Afryka Północna). Ptolemais zostało założone przez egipskich władców z dynastii Ptolemeuszy pod koniec IV lub w III wieku p.n.e. i istniało aż do arabskiego podboju w VII wieku n.e. W okresie największego rozkwitu zajmowało ponad 250 hektarów (prawie 4 razy więcej niż Pompeje), miało port, akropol, było otoczone murami, z nekropoliami poza ich obrębem. Jego zabudowa była starannie przemyślana i regularna.

Naukowcy z Polski wrócili do badań w tym miejscu po 13 latach przerwy spowodowanej libijską wojną domową. Od powrotu w 2023 r. badacze dokonali wielu odkryć, rozpoczęli także prace na akropolu oraz eksploracje podwodne. Teraz ogłoszono nowe odkrycia - Polacy zidentyfikowali m.in. starożytne wrakowisko oraz nieznaną wcześniej drogę.

Archeolodzy podwodni odkryli starożytne wrakowisko w Ptolemais


Grupa archeologów podwodnych wraz z nurkami zbadała portową część miasta oraz obszar znajdujący się 4 kilometry na wschód od portu. Część dawnej portowej infrastruktury obecnie leży pod wodą - naukowcy natrafili na starożytne kolumny, pozostałości zatopionych dróg, liczne dawne kotwice oraz sondy, którymi w przeszłości badano dno, podaje PAP. W pobliżu portu odnaleziono też miejsce, gdzie spoczywają wraki - badacze natrafili tam na ślady sugerujące, że rozbijały się tu statki zmierzające do Ptolemais od wschodu.

- To na pewno nie był jeden statek, lecz kilka, bo pas wrakowiska ciągnie się na ponad 100 metrów. To miejsce, w którym co jakiś czas musiało dochodzić do katastrof. To też dobry punkt wyjścia do wieloletnich badań podwodnych w Ptolemais - zaznaczył w rozmowie z PAP kierujący badaniami podwodnymi w Ptolemais prof. Bartosz Kontny z Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Na wraku jednego ze statków odkryto element rzymskiej wagi szalkowej z brązu - aequipodium w kształcie kobiecej głowy, wypełnione ołowiem. Choć nie znaleziono innych odważników, na dnie zalegało wiele amfor i fragmentów ładunku. W jednym z naczyń natrafiono prawdopodobnie na skrystalizowane wino, które obecnie jest analizowane przez naukowców.

Nieznana droga i możliwe pozostałości systemu obronnego


Odkrycia objęły też akropol w Ptolemais - archeolodzy znaleźli tam nieznaną wcześniej drogę przeznaczoną dla transportu kołowego, prowadzącą z południa na szczyt wysokiego płaskowyżu. W pobliżu natrafiono też na ślady prawdopodobnych wież obserwacyjnych, które mogły być częścią systemu obronnego miasta. Przy drodze znaleziono kamień milowy z grecką inskrypcją z czasów rzymskiej dynastii cesarskiej Sewerów, datowany na pierwszą połowę III w. n.e., co wskazuje na okres rozkwitu miasta. Według kierownika badań w Ptolemais, dr. Piotra Jaworskiego, takich kamieni milowych może być wzdłuż odkrytej drogi więcej.

- W 2026 roku obchodzimy 25-lecie naszych wykopalisk w Libii. Praktycznie całe miasto jest wciąż do odkrycia. Przed nami wiele lat działalności przyszłych pokoleń archeologów, chcemy więc zainicjować jak najwięcej tematów badawczych - podsumował w rozmowie z PAP dr Jaworski.


"Wydarzenia": Archeolodzy odkryli najstarszy kościół w GdańskuPolsat NewsPolsat News


  •  

Zaginione zapiski geniusza odnalezione. Karta Palimpsestu Archimedesa

Zaginione zapiski uczonego odnalezione. Karta Palimpsestu Archimedesa

Paula Drechsler

Palimpsest Archimedesa, kolekcja zapisków greckiego geniusza oraz innych starożytnych tekstów, od lat wzbudza zainteresowanie naukowców. Teraz badacz z Francji odkrył jedną z zaginionych kart z zapiskami uczonego. Częściowo odkodowano zapiski, planowane są też próby odczytania ukrytych fragmentów z całego manuskryptu.


Archimedes - starszy mężczyzna z brodą przy stole z księgami, globusem i rękopisem. Obok karta z Palimpsetu.

Odkryto zaginione zapiski greckiego uczonego. Karta z Palimpsetu Archimedesa była zaginiona przez kilkadziesiąt lat.Domenico Fetti - http://archimedes2.mpiwg-berlin.mpg.de/archimedes_templates/popup.htm, Domena publiczna, https://creativecommons.org/public-domain/ materiały prasowe CNRSWikimedia Commons


Badacz odkrył zapiski greckiego uczonego. Część Palimpsetu Archimedesa


Archimedes to jeden z najwybitniejszych starożytnych matematyków, fizyków i inżynierów. Grecki uczony pozostawił po sobie wiele osiągnięć naukowych i wynalazków, w tym prawo Archimedesa, przenośnik śrubowy i zegar wodny, a także machiny wojenne wykorzystywane podczas obrony Syrakuz przed legionami rzymskimi dowodzonymi przez Marka Klaudiusza Marcellusa w czasie II wojny punickiej.

Ważnym świadectwem jego dokonań jest Palimpsest Archimedesa, manuskrypt z X wieku, w którym znajdują się unikalne zapiski greckiego uczonego. Niestety część tekstu wymazano w średniowieczu, a w czasie wielokrotnej zmiany właścicieli trzy karty cennych zapisków zaginęły. Dzięki innowacyjnym metodom odkodowano część treści, a karta numer 123 została teraz odnaleziona w Muzeum Sztuk Pięknych w Blois we Francji przez Victora Gysembergha, badacza z francuskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych (CNRS).

Zaginiona karta z Palimpsetu Archimedesa odnaleziona


Zapiski z Palimpsetu Archimedesa częściowo wymazano w średniowieczu, aby ponownie wykorzystać kosztowny pergamin. Była to niegdyś powszechna praktyka. Przechowywany kolejno w Jerozolimie i Konstantynopolu Palimpset został sfotografowany w 1906 roku przez Johana Ludviga Heiberga, zanim trafił do prywatnej kolekcji - obecnie przechowywany jest w Walters Art Museum w Baltimore.

Ważne ustalenia na temat księgi przyniosło zastosowanie współczesnego obrazowania wielospektralnego - to zaawansowana technika rejestracji obrazu, która poza światłem widzialnym przechwytuje promieniowanie w kilku-kilkunastu wybranych pasmach, m.in. podczerwieni czy ultrafiolecie. Tym sposobem odkryto ukryte teksty Archimedesa (część znanych zapisków i nowości, w tym dzieło "O metodzie" oraz nieznane fragmenty traktatu "Stomachion") oraz inne fragmenty literackie i filozoficzne ze starożytności.

Jednak zanim doszło do tych badań, w wyniku wielokrotnej zmiany właścicieli Palimpsetu, kilka kart zaginęło. Teraz odnaleziono jedną z nich. Porównanie karty numer 123 z fotografiami Heiberga z Królewskiej Biblioteki Duńskiej potwierdziło jej autentyczność.

Naukowe rozważania Archimedesa ukryte pod modlitwami


Jedna strona odkrytej teraz karty zawiera naniesione w późniejszych czasach modlitwy, które częściowo zakrywają diagramy geometryczne i fragment traktatu Archimedesa "O kuli i cylindrze". Druga strona zawiera iluminację z XX wieku przedstawiającą proroka Daniela, pod którą starożytny tekst pozostaje obecnie niemożliwy do odczytania.

Badacze planują ponownie użyć obrazowania multispektralnego i analiz fluorescencji rentgenowskiej, aby ujawnić ukryte zapiski.

Odkrycie to wzbudziło ponowne zainteresowanie pełną analizą Palimpsestu Archimedesa przy użyciu nowoczesnych technik, by odsłonić dotąd nieczytelne fragmenty i przeprowadzić nową interpretację cennych danych zawartych w księdze.


Makabryczna wystawa przyciąga tłumy zwiedzających. Jej bohaterami są… seryjni mordercy© 2026 Associated Press


  •