Widok czytania

Czy soki można pić bez umiaru? Eksperci wyjaśniają

Dzisiaj, 7 lutego (08:42)

Jedna szklanka soku do śniadania, kartonik po szkole czy energetyzujący koktajl po treningu – dla wielu z nas soki to codzienność. Ale czy faktycznie są tak zdrowe, jak się powszechnie uważa? Sprawdzamy, które soki warto pić i dlaczego nie należy przesadzać z ich ilością.

Soki owocowe i warzywne od lat królują na naszych stołach. Dla jednych to obowiązkowy element śniadania, dla innych szybka przekąska lub sposób na uzupełnienie witamin. W sklepach półki uginają się od dziesiątek smaków i marek, a producenci prześcigają się w zapewnieniach o niezwykłych korzyściach zdrowotnych płynących z regularnego picia soków.

Ale czy sok rzeczywiście może być częścią zdrowej diety? Odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Owszem, soki - szczególnie te 100-procentowe, bez dodatku cukru - są źródłem witamin, potasu, magnezu czy przeciwutleniaczy.

Jednak eksperci ostrzegają: nadmiar może być szkodliwy!

Soki owocowe i warzywne są bogate w bioaktywne polifenole - mikroskładniki roślinne, które działają jak tarcza ochronna naszego organizmu. Pomagają w walce ze stresem oksydacyjnym, stanami zapalnymi, a także zmniejszają ryzyko chorób przewlekłych. Dostarczają też cennych witamin i minerałów, takich jak witamina C, potas czy magnez.

Jednak to, co jest ich zaletą, może okazać się też wadą. Przetwarzanie owoców i warzyw na soki uwalnia naturalne cukry, które w nadmiarze szkodzą zębom i mogą prowadzić do nadwagi czy cukrzycy. Brakuje też błonnika, który obecny jest w całych owocach i warzywach, a który ma kluczowe znaczenie dla zdrowia układu trawiennego.

  • Soki cytrusowe - energia i odporność w jednej szklance

Sok pomarańczowy to klasyka śniadaniowego stołu. Zawiera sporą dawkę witaminy C, wspierającej odporność, oraz działa jak naturalny przeciwutleniacz. Najnowsze badania pokazują, że regularne picie soku pomarańczowego może łagodzić stany zapalne i pomagać w kontroli ciśnienia krwi.

Podobnie korzystnie działa sok z cytryny - spożywany przed posiłkami wspomaga trawienie i pomaga w walce z nadciśnieniem. Ale uwaga! Korzyści te zanikają, gdy przekroczymy dawkę 500 ml dziennie, a ryzyko związane z nadmiarem cukru rośnie.

  • Granat - król polifenoli

Sok z granatu to prawdziwy superfood wśród soków owocowych. Dzięki wysokiej zawartości polifenoli działa jak silny przeciwutleniacz, wspierając serce i układ krążenia. Najlepsze efekty uzyskamy, sięgając po 100-procentowy, czysty sok - ale nie więcej niż 200 ml dziennie. Większa ilość to już nadmiar cukru, bez dodatkowych korzyści zdrowotnych.

  • Burak - warzywny sprzymierzeniec zdrowia

Sok z buraka to hit wśród sportowców i osób walczących z nadciśnieniem. Buraki są bogate w nieorganiczne azotany, które przekształcają się w tlenek azotu, rozluźniający naczynia krwionośne. Szczególnie wyraźne efekty obserwuje się u kobiet po menopauzie i u osób z wysokim ciśnieniem. Co ważne, sok z buraka ma niższą zawartość cukru niż większość soków owocowych, więc można go pić nawet do 500 ml dziennie.

  • Żurawina - naturalna ochrona przed infekcjami

Sok żurawinowy od lat poleca się osobom, które często cierpią na infekcje dróg moczowych. To zasługa proantocyjanidyn, które utrudniają bakteriom osadzanie się na ścianach pęcherza. Badania mówią jasno: produkty z żurawiny mogą zmniejszyć ryzyko infekcji nawet o 30 procent! Pamiętajmy jednak, by wybierać soki 100-procentowe, bez dodatku cukru.

  • Śliwka - ratunek dla układu trawiennego

Śliwki to sprawdzony sposób na zaparcia - i to nie tylko w formie owoców, ale też soku. Sok śliwkowy zawiera jednak sporo naturalnych cukrów, więc nie powinno się pić więcej niż 150 ml dziennie. Najlepsze efekty daje połączenie soku i całych owoców.

  • Jagody - małe owoce, wielka moc

Jagody to prawdziwa bomba witaminowa! Są źródłem witamin C i K, błonnika, manganu i silnych przeciwutleniaczy. Regularne spożywanie jagód - także w formie soku - wspiera serce, mózg i metabolizm. Jednak najwięcej korzyści przynoszą całe owoce. Sok jagodowy daje krótkoterminowe wsparcie dla naczyń krwionośnych i funkcji poznawczych.

Eksperci zgodnie podkreślają, że żaden sok nie zastąpi całych owoców i warzyw. Soki powinny być jedynie uzupełnieniem zrównoważonej diety. Zalecana ilość to jedna mała szklanka (ok. 150 ml) dziennie - taka porcja pozwala czerpać korzyści zdrowotne, nie narażając się na nadmiar cukru.

  • Soki mogą być źródłem witamin, minerałów i przeciwutleniaczy.
  • Najzdrowsze są soki 100-procentowe, bez dodatku cukru.
  • Soki nie zastąpią całych owoców i warzyw - brakuje im błonnika.
  • Zalecana dzienna porcja to maksymalnie 150 ml soku.
  • Nadmiar soku to ryzyko nadwagi, cukrzycy i problemów z zębami.
  • Sok z buraka, granatu czy żurawiny wyróżniają się szczególnymi korzyściami zdrowotnymi.
  • Najwięcej korzyści daje różnorodność - nie warto ograniczać się do jednego rodzaju soku.

  •  

Dlaczego luty ma 28 dni i skąd wziął się rok przestępny?

Dlaczego luty ma 28 albo 29 dni? To dlatego odstaje od innych miesięcy

Krzysztof Sulikowski

Luty to najkrótszy miesiąc w roku. Tylko właściwie dlaczego ma on 28 dni, a w lata przestępne 29 dni? Jest na to naukowe wyjaśnienie. Okazuje się, że ta nieregularność nie ma wcale źródła w obserwacjach astronomicznych, lecz w zaszłościach historycznych. Główny powód to przesądy starożytnych Rzymian. Dokładne obliczenia wskazały jednak na konieczność korekty poprzez wprowadzenie roku przestępnego. Są od tego pewne wyjątki.


Biurkowy kalendarz na luty 2026 ustawiony na drewnianej powierzchni obok dwóch doniczek z sukulentami, tło jasne i minimalistyczne.

Dlaczego luty ma 28 dni i kiedy wypada najbliższy rok przestępny?123RF/PICSEL



Spis treści:

  1. Dlaczego luty ma 28 dni? To wynik przesądów starożytnych Rzymian

  2. Rok kalendarzowy nie jest dokładny. Gdzie potrzebna jest korekta?

  3. Dlaczego luty ma 29 dni co 4 lata i skąd wziął się rok przestępny?

Dlaczego luty ma 28 dni? To wynik przesądów starożytnych Rzymian


Podczas gdy wszystkie inne miesiące mają na przemian po 30 i 31 dni (z wyjątkiem grudnia i stycznia, które oba mają 31), luty znacząco się wyróżnia. Najkrótszy miesiąc w roku ma 28 dni, a w latach przestępnych nawet 29. Kto tak ułożył kalendarz i skąd ta nieregularność? Da się to naukowo wytłumaczyć. Okazuje się, że korzenie tej anomalii nie tkwią w precyzyjnych obliczeniach astronomicznych, lecz w dawnych rzymskich przesądach i konieczności wynikającej z matematyki.

Historia współczesnego systemu datowania, czyli kalendarza gregoriańskiego, sięga pierwszego kalendarza rzymskiego, który pierwotnie składał się z zaledwie dziesięciu miesięcy - od marca do grudnia. Co ciekawe, początek roku pozostawał wówczas nienazwany, ponieważ brak możliwości uprawy roli w tym okresie sprawiał, że Rzymianie nie uważali tego okresu za istotny. Zwyczajnie nie był on wliczany w rachubę czasu.

Przełom nastąpił za panowania króla Numy Pompiliusza (753-673 p.n.e.), który postanowił zsynchronizować system z rokiem księżycowym, dodając do niego styczeń oraz luty. Proces ten napotkał jednak na barierę kulturową. Antyczni Rzymianie wierzyli, że liczby parzyste przynoszą pecha. Aby uczynić kalendarz bardziej pomyślnym, król odjął po jednym dniu od dotychczasowych miesięcy liczących 30 dni, zamieniając je w miesiące 29-dniowe. Inne liczyły 31 dni.

Dążenie do uzyskania nieparzystej sumy dni w skali całego roku postawiło monarchę przed dylematem. Rok księżycowy (lunarny) liczy około 355 dni, a matematyka jest nieubłagana - suma dwunastu liczb nieparzystych zawsze daje wynik parzysty. Aby zachować pożądaną, nieparzystą liczbę dni w całym cyklu, jeden z miesięcy musiał ostatecznie pozostać podzielny przez 2. Wybór padł na luty, który ze względu na odbywające się w tym czasie obrzędy ku czci zmarłych został uznany za odpowiedni do przyjęcia tego piętna. Uznano, że skoro śmierć sama w sobie jest największym nieszczęściem, to "pechowa liczba" parzysta w tym konkretnym miesiącu bardziej już nie zaszkodzi.

Rok kalendarzowy nie jest dokładny. Gdzie potrzebna jest korekta?


Mimo licznych reform, jakie kalendarz przeszedł na przestrzeni wieków, wliczając w to przejście na system oparty na ruchu Słońca za czasów Juliusza Cezara (100-44 p.n.e.), korekty papieża Grzegorza XIII (z 1582 r.), wprowadzenia miesięcy przestępnych i ostatecznego ukształtowania współczesnego dnia przestępnego, luty zachował swoją wyjątkową, skróconą formę. Dziedzictwo rzymskich wierzeń przetrwało do dziś, czyniąc z drugiego miesiąca roku stałe przypomnienie o starożytnych lękach przed liczbami parzystymi.

Jak widzimy, długość lutego nie wynika z obserwacji astronomicznych, lecz raczej z przesądów i numerologii. Nie jest ona powiązana z cyklem Księżyca, czyli z miesiącem synodycznym trwającym 29,53 dnia, ani też z ruchem naszej planety. Ziemia okrąża Słońce w ciągu ok. 365,24 doby, a jak to podzielimy na miesiące, to już kwestia naszej inwencji.

Podobnie jak w przypadku opisywanego przez nas wcześniej problemu podziału roku na Marsie istnieje tu pewna trudność. Podzielenie roku słonecznego na 12 równych części sprawia, że na każdy miesiąc przypada ok. 30,4 dnia. Tworząc kalendarz, Rzymianie najpierw ustalili długość pozostałych miesięcy na 29 lub 31 dni, a lutemu zostawili to, co było potrzebne do dopełnienia pełnego obrotu Ziemi wokół Słońca. 28 dni to po prostu wynik odejmowania, a nie obserwacji gwiazd. Skąd więc wziął się luty mający 29 dni?

Dlaczego luty ma 29 dni co 4 lata i skąd wziął się rok przestępny?


Zazwyczaj co 4 lata luty ma 29 dni. Dlaczego drugi miesiąc roku wydłuża się o kolejny dzień w tzw. lata przestępne? Zmianę tę wprowadzono już w starożytności. Juliusz Cezar wprowadził obowiązujący dawniej kalendarz juliański. Astronomowie wiedzieli już, że Ziemia obiega Słońce w 365,25 doby (dokładnie w 365,24219). Rok kalendarzowy nie był więc zgodny z astronomicznym i coś trzeba było zrobić z tą ćwiartką. Jako że pomnożona przez 4 daje ona jedną dobę, władca Cesarstwa Rzymskiego zarządził dodawanie jednego dnia co 4 lata.

Rok z 366 dniami ustalany jest na lata podzielne przez 4, dlatego najbliższy rok przestępny będzie w 2028 roku. Od tej reguły są jednak wyjątki. Nieprzestępne są lata podzielne przez 100 (np. rok 1900), ale nie w przypadku, gdy są też podzielne przez 400, dlatego też rok 2000 był rokiem przestępnym. Powodem jest niedokładność wspomnianej ćwiartki. Aby nie przesadzić z korektą w jedną lub w drugą stronę, astronomowie doradzili papieżowi Grzegorzowi XIII, by usunąć lata przestępne kończące dany wiek przy zaniechaniu tej praktyki co 400 lat. Gdyby nie ten wyjątek od wyjątku, kalendarz byłby za krótki względem Słońca o około 0,002 dnia.

Dni przestępne wynikają z konieczności korekty naszego kalendarza. Gdybyśmy bowiem ich nie stosowali, doszłoby do desynchronizacji. Na każde 100 lat tracilibyśmy 24 dni. Mimo to kalendarz gregoriański nie jest idealny. Rok z naszego kalendarza jest o ok. 26-30 sekund dłuższy od roku astronomicznego. W związku z tym po ok. 3226 latach nadmiar ten sumuje się do pełnej doby.

Nie ma jeszcze ogólnie przyjętego planu, jak to skorygować. Kalendarz gregoriański ma dopiero 444 lata i błąd nie wpłynął istotnie na nasze odmierzanie dni. Istnieją już jednak pewne środki zaradcze. Do zegarów atomowych dodawane są sekundy przestępne. Proponowane jest także wprowadzenie nowej reguły, zgodnie z którą lata podzielne przez 4000 mają nie być przestępne. Na taką reformę ludzie mają jednak jeszcze sporo czasu.


Grzyb zombie i storczyk udający muchę wśród nowo odkrytych gatunków© 2026 Associated Press


  •  

Turcja ma poważny problem. Gwałtownie rośnie liczba gigantycznych osuwisk


W skrócie

  • W Turcji gwałtownie rośnie liczba lejów krasowych, co powoduje straty w rolnictwie i niepokój lokalnych mieszkańców.

  • Naukowcy wiążą pojawianie się zapadlisk z długotrwałą suszą i nadmiernym poborem wód gruntowych. Problem nasila się od lat 90. XX wieku.

  • Podobne zjawiska obserwuje się w innych regionach świata, a eksperci przestrzegają przed brakiem kontroli nad zużyciem wód gruntowych.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Turecka Agencja ds. Katastrof i Zarządzania Kryzysowego informuje, że na Równinie Konya - jednym z kluczowych regionów rolniczych w kraju - odnotowano 648 dużych osuwisk.

Serwis techno.nv.ua dodaje, że niektórzy komentatorzy łączą to zjawisko z biblijnymi proroctwami o rozstępującej się ziemi. Naukowcy jednak tłumaczą, że przyczyna jest dużo bardziej prozaiczna.

Eksperci, na których ustalenia powołuje się agencja z Turcji, twierdzą bowiem, że pojawianie się lejów jest głównie spowodowane przedłużającą się suszą i nadmiernym pompowaniem wód gruntowych.

Turcja. Osuwiska i leje zagrażają mieszańcom i rolnictwu


Naukowcy z Politechniki w Konyi zidentyfikowali do tej pory ponad 20 nowych osuwisk. Wszystkie powstały w ciągu ostatniego roku. Jednocześnie odkrycia zwiększyły do niemal 1900 liczbę obszarów problemowych, na których ziemia zapada się lub osuwa.

Z doniesień tureckich mediów wynika, że ze względu na osuwiska niektórzy rolnicy stracili swoje plony lub zostali zmuszeni do porzucenia pól, które stały się niebezpieczne.

Ponadto spadek wód gruntowych powoduje wysychanie studni, niszczenie ekosystemów oraz spadek ilości plonów. Rolnicy - próbując ratować m.in. uprawy buraków cukrowych i kukurydzy - wypompowują jeszcze więcej wody, co tylko pogarsza sytuację.

Dane NASA pokazują, że w 2021 roku poziom wody w zbiornikach w Turcji był najniższych od 15 lat. Ponadto badania geologiczne odnotowały gwałtowny spadek poziomu wód gruntowych w regionie Konya.

Dodajmy, że do początku XXI wieku tego typu zapadliska pojawiały się raz na kilka lat. W ciągu ostatnich 25 lat ich liczba jednak drastycznie wzrosła. Serwis techno.nv.ua wskazuje, że obecnie co roku odnotowuje się dziesiątki rozległych zapadlisk, z których niektóre osiągają średnicę ponad 30 metrów.

Osuwiska coraz częściej pojawiają się w innych regionach


Naukowcy ostrzegają, że podobne zagrożenia coraz częściej pojawiają się także w innych częściach świata, w tym w Stanach Zjednoczonych, na Bliskim Wschodzie, w Australii i na Morzu Śródziemnym.

W Teksasie, w pobliżu jednego z opuszczonych odwiertów naftowych, utworzył się niedawno lej krasowy o średnicy około 61 metrów i głębokości 12 metrów. Ponadto w Arizonie i Nowym Meksyku odnotowuje się liczne pęknięcia i kratery o średnicy od trzech do dziewięciu metrów. Niektóre obszary gruntów rolnych zapadają się przez to o ponad 15 centymetrów rocznie.

Eksperci, na których powołuje się techno.nv.ua, ostrzegają, że bez ścisłej kontroli nad wykorzystaniem wód gruntowych i adaptacji do zmian klimatu, ryzyko nagłych osuwisk będzie rosło, zagrażając rolnictwu i infrastrukturze. W niebezpieczeństwie znaleźć się mogą m.in. osiedla mieszkalne.

Źródło: techno.nv.ua


"Wydarzenia": Spotkanie z "żywą książką". Niezwykła inicjatywa w GdyniPolsat News


  •  

Ferie zimowe 2026 ze śniegiem? IMGW pokazał prognozę długoterminową

Ferie zimowe 2026 ze śniegiem? IMGW pokazał prognozę długoterminową

Tomasz Kromp

Centrum Modelowania Meteorologicznego opublikowało na swojej stronie 4-miesięczną eksperymentalną prognozę długoterminową temperatury i opadu. Jaka pogoda czeka nas w ferie zimowe? W wielu miejscach będzie można liczyć na opady śniegu. Prawdopodobieństwo "białych ferii" będzie największe w zimniejszych regionach kraju.


Tegoroczna zima nie będzie odbiegała normami od tych z poprzednich lat. Początki wiosny mogą być natomiast cieplejsze niż zwykle

Jaka pogoda na ferie zimowe 2026?123RF/PICSEL



Spis treści:

  1. Kiedy ferie zimowe 2026? Trzy terminy

  2. Pogoda na ferie zimowe 2026. W niektórych regionach większa szansa na śnieg

Po niedawnych zmianach dokonanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, w 2026 roku czekają nas trzy terminy ferii zimowych, zamiast dotychczasowych czterech.

Kiedy ferie zimowe 2026? Trzy terminy


Harmonogram wygląda następująco:

  • od 19 stycznia do 1 lutego 2026 roku ferie zimowe odbędą się w województwach: mazowieckim, pomorskim, podlaskim, świętokrzyskim, warmińsko-mazurskim;

  • od 2 do 15 lutego 2026 roku ferie zimowe odbędą się w województwach: dolnośląskim, kujawsko-pomorskim, łódzkim, zachodniopomorskim, małopolskim, opolskim;

  • od 16 lutego do 1 marca 2026 roku ferie zimowe odbędą się w województwach: podkarpackim, lubelskim, wielkopolskim, lubuskim, śląskim.

Celem zmniejszenia terminów ferii zimowych z czterech do trzech było zrównoważenie liczby uczniów przebywających na poszczególnych turnusach. Zlikwidowano także nakładanie się terminów ferii w przypadku poszczególnych województw, co miało miejsce przy poprzednim, czteroterminowym podziale.

Pogoda na ferie zimowe 2026. W niektórych regionach większa szansa na śnieg


Zgodnie z danymi zawartymi w eksperymentalnej prognozie IMGW, średnia miesięczna temperatura powietrza oraz miesięczna suma opadów atmosferycznych w styczniu prawdopodobnie nie przekroczy zakresu normy wieloletniej (1991-2020).

Niższych temperatur, również poniżej zera, możemy spodziewać się na wschodzie kraju oraz w górach - tam też zaistnieje największa szansa na opady śniegu i, tym samym, "białe ferie".

Podobnie sprawa wygląda, jeśli chodzi o luty. Temperatury oraz opady nie powinny przekroczyć zakresu normy wieloletniej, choć prawdopodobieństwo śniegu może być nieco mniejsze z powodu tego, że średnia temperatura powietrza w wielu miejscach może być nieco wyższa.

Przedwiośnie może przynieść zjawiska przekraczające wartości zakresu normy wieloletniej. Mowa tutaj o większych opadach w marcu oraz wyższych temperaturach i intensywniejszych opadach w kwietniu.

Co ważne - jak wynika z informacji podanych na stronie IMGW: "Należy pamiętać, że prognoza jest orientacyjna, ma charakter eksperymentalny i dotyczy średniego przebiegu dla całego prognozowanego regionu i danego okresu prognostycznego".


"Wydarzenia": Podkop pod granicą. 180 migrantów weszło do PolskiPolsat News


  •  

8 cech osób, które wolą zostać w domu. Co mówi o nich psychologia?

Nie każdy, kto odmawia wyjścia na miasto, jest introwertykiem czy osobą unikającą kontaktów. Psychologia wskazuje, że osoby preferujące domowe zacisze często posiadają unikalne, a zarazem niezrozumiane cechy. Sprawdź, co naprawdę kryje się za wyborem wieczoru z książką zamiast głośnej imprezy.

  • Osoby wybierające samotność często posiadają wyjątkową wrażliwość na bodźce i głęboką empatię.
  • Ich potrzeba spędzania czasu w domu wynika z dbałości o własną energię i autentyczność w relacjach.
  • Samotność jest dla nich źródłem odnowy, a nie oznaką problemów społecznych.

Współczesna kultura często gloryfikuje aktywność towarzyską, uznając ją za wyznacznik szczęścia i zdrowia psychicznego. Tymczasem wiele osób świadomie wybiera spędzanie czasu w domu, co bywa mylnie interpretowane jako brak energii, depresja lub niechęć do ludzi. Psychologia pokazuje jednak, że za tą decyzją stoją głęboko zakorzenione cechy, które są nie tylko normalne, ale i wartościowe.

Jedną z najczęściej spotykanych cech u osób preferujących domowe zacisze jest wysoka wrażliwość na bodźce. Badania nad tzw. sensoryczną wrażliwością wykazują, że około 20 procent ludzi posiada układ nerwowy, który intensywniej odbiera i przetwarza bodźce z otoczenia. Tłum, hałas, intensywne światła czy wielowątkowe rozmowy mogą być dla nich fizycznie i psychicznie wyczerpujące. To nie kwestia słabości, lecz odmienności w funkcjonowaniu mózgu.

Dla wielu osób samotność nie jest ucieczką, lecz świadomym wyborem, który pozwala na regenerację. Psychologowie podkreślają, że nie każdy, kto unika spotkań, robi to z powodu lęku czy nieśmiałości. Często jest to sposób na odzyskanie równowagi po intensywnym tygodniu pełnym interakcji. Tak jak sen jest niezbędny dla ciała, tak samotność bywa konieczna dla psychicznego dobrostanu.

Osoby, które wolą zostać w domu, zwykle inwestują w głębokie, autentyczne relacje, zamiast utrzymywać szeroką sieć powierzchownych znajomości. Wolą spotkania z kilkoma bliskimi osobami niż duże imprezy. Dzięki temu ich kontakty są bardziej satysfakcjonujące i wartościowe, choć mniej liczne.

W grupowych sytuacjach takie osoby nie tylko słuchają rozmów, ale też wychwytują niuanse - ton głosu, mimikę, niewypowiedziane emocje. Ich mózg pracuje na wielu poziomach, co sprawia, że nawet krótka interakcja może być dla nich wyczerpująca. To nie jest nadmierne analizowanie, lecz naturalna zdolność do głębokiego przetwarzania informacji.

Samotność daje im poczucie wolności i kontroli nad własnym czasem. Nie muszą dostosowywać się do cudzych oczekiwań czy kompromisów. To nie oznacza, że są uparci lub egoistyczni - po prostu cenią możliwość decydowania o sobie i realizowania własnych potrzeb bez zewnętrznej presji.

Dla tych osób wewnętrzny świat jest równie fascynujący, jak zewnętrzne wydarzenia. Potrafią godzinami czytać, pisać, medytować czy spacerować, nie odczuwając przy tym nudy. Ich wyobraźnia i zdolność do refleksji sprawiają, że samotność jest dla nich źródłem inspiracji i spokoju.

Paradoksalnie, osoby unikające częstych spotkań towarzyskich często cechuje wysoka empatia. Każda rozmowa i kontakt z drugim człowiekiem niesie dla nich duży ładunek emocjonalny. Potrzebują więc czasu, by "przetrawić" te doświadczenia i nie dopuścić do emocjonalnego przeciążenia.

Z czasem uczą się, że ich energia jest ograniczona i nie warto jej rozpraszać na aktywności, które nie przynoszą satysfakcji. Zamiast podążać za społecznymi oczekiwaniami, wybierają to, co naprawdę ich wzmacnia. To nie lenistwo, lecz przejaw dojrzałości i samoświadomości.

Warto pamiętać, że preferowanie samotności nie jest problemem do rozwiązania, lecz informacją o indywidualnych potrzebach i sposobie funkcjonowania. W świecie nastawionym na ekstrawersję i nieustanne kontakty, osoby ceniące domowe zacisze często muszą mierzyć się z niezrozumieniem. Tymczasem ich wybory są równie wartościowe i zdrowe, jak te podejmowane przez osoby towarzyskie.

Kluczem jest rozpoznanie, czy decyzja o pozostaniu w domu wynika z autentycznej potrzeby, czy z lęku przed światem. Jeśli to pierwsze - warto zaufać sobie i nie dać się wpędzić w poczucie winy. Każdy z nas ma prawo do własnego stylu życia i sposobu dbania o siebie.

  •  

Oto playlista dla tych, którzy nienawidzą świątecznych hitów. Stworzył ją znany muzyk

Kolorowe światełka, choinki i dźwięki świątecznych przebojów to nieodłączny element grudniowej atmosfery. Jednak nie każdy z nas z radością słucha w kółko tych samych piosenek. Dla wszystkich, którzy mają już dość tradycyjnych świątecznych hitów, David Byrne przygotował coś specjalnego.

  • Po więcej ciekawych informacji z Polski i ze świata zapraszamy na RMF24.pl.

David Byrne, były frontman legendarnego zespołu Talking Heads, postanowił wyjść naprzeciw tym, którzy nie przepadają za klasycznymi świątecznymi utworami.

Na platformie Spotify udostępnił wyjątkową playlistę zatytułowaną "David Byrne Radio Presents: Christmas Music for People Who Hate Christmas Music", czyli "Świąteczna muzyka, dla tych, którzy nienawidzą świątecznej muzyki".  

Składanka zawiera aż 32 utwory, które mają być alternatywą dla wszechobecnych świątecznych szlagierów.

"Ta playlista nie jest o przesileniu, ani nie ma w sobie żadnego pogańskiego przesłania. To zabawne piosenki, które delikatnie nawiązują do świąt. Miłej zabawy!" – wyjaśnił na platformie Byrne.

Wśród propozycji świątecznych piosenek znalazły się m.in. „Christmas Is” hip-hopowego zespołu Run-DMC, „Another Lonely Christmas” Prince’a, „I've Been a Good Girl” Macy Gray, „Dreamer's Holiday” Williego Nelsona czy „Santa Doesn't Know You Like I Do” Sabriny Carpenter. 

Nie zabrakło także własnego utworu Byrne’a – "Fat Man's Comin".

Playlista została stworzona z myślą o tych, którzy nie mogą już słuchać takich hitów jak "All I Want for Christmas" czy "Last Christmas". 

To idealna propozycja dla osób pracujących w galeriach handlowych, kawiarniach czy sklepach, gdzie świąteczne melodie rozbrzmiewają już od listopada.

To także muzyczna odskocznia dla wszystkich, którzy chcą poczuć świąteczny klimat w nieco inny sposób.

Warto przypomnieć, że David Byrne już w przyszłym roku odwiedzi Polskę

Artysta będzie jedną z gwiazd festiwalu Open’er, a jego koncert zaplanowano na 1 lipca 2026 roku. 

We wrześniu tego roku ukazał się także jego najnowszy solowy album studyjny "Who Is The Sky?".

  •  

Masz gorszy sygnał internetu Wi-Fi? To może być winowajca!

Dzisiaj, 9 grudnia (12:20)

Wraz z początkiem adwentu w wielu domach pojawiają się świąteczne dekoracje. Eksperci ostrzegają jednak, że niektóre z nich, zwłaszcza lampki choinkowe, mogą negatywnie wpływać na jakość domowego Wi-Fi. Sprawdź, jak uniknąć problemów z połączeniem internetowym w okresie świątecznym.

  • Świąteczne lampki choinkowe, zwłaszcza te starsze lub tańsze LED-y, mogą zakłócać sygnał Wi-Fi.
  • Problem nasila się, gdy lampki są blisko routera lub gdy dekoracje fizycznie blokują rozchodzenie się sygnału.
  • Nowoczesne lampki zwykle nie wpływają znacząco na internet, ale warto unikać ich stawiania tuż przy routerze.
  • Aby poprawić jakość połączenia, można przesunąć lampki lub router albo użyć przewodowego łącza dla ważnych urządzeń.
  • Spadki prędkości internetu mogą też wynikać z wielu jednoczesnego połączenia wielu urządzeń.
  • Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Wielu właścicieli domów zauważyło, że wraz z pojawieniem się świątecznych ozdób, pojawiają się również problemy z bezprzewodowym łączem internetowym, czyli Wi-Fi. Okazuje się, że winowajcą mogą być lampki choinkowe - zwłaszcza starsze modele lub tańsze wersje LED.

Emitują one niewielkie ilości promieniowania elektromagnetycznego, które nie jest szkodliwe dla zdrowia, ale może powodować zakłócenia w pracy routera Wi-Fi.

Największe ryzyko występuje, gdy lampki znajdują się blisko routera. Elektromagnetyczne "szumy" wytwarzane przez ozdoby mogą zakłócać sygnał, na którym opiera się domowa sieć bezprzewodowa.

Problem nasila się, jeśli wokół routera ustawiane są inne dekoracje, które fizycznie blokują rozchodzenie się sygnału po pomieszczeniach.

Warto pamiętać, że sygnał Wi-Fi również ma ograniczoną "przepustowość". Oznacza to, że wielu użytkowników korzystających z łącza jednocześnie, może spowodować zauważalny spadek wydajności internetu.

Tymczasem w okresie świątecznym, często przybywają goście, którzy łączą swoje telefony czy tablety z domową siecią internetową. Wówczas możemy zaobserwować przeciążenie domowej sieci i w efekcie spowolnienie internetu.

W takiej sytuacji warto nadać priorytet wybranym, ważnym urządzeniom, które wymagają stabilnego łącza. Dzięki temu istotne sprzęty, jak np. telewizor czy komputer będą sprawnie działać.

Specjaliści podkreślają, że większość nowoczesnych lampek nie powinna znacząco wpływać na jakość internetu. Warto jednak zachować ostrożność i unikać ustawiania ozdób elektrycznych w bezpośrednim sąsiedztwie routera.

Jeśli zauważysz spowolnienie internetu, spróbuj przesunąć lampki lub router w inne miejsce - większy odstęp to mniejsze ryzyko zakłóceń.

Można również skorzystać z przewodowego połączenia dla urządzeń wymagających stabilnego łącza, takich jak komputery, telewizory czy konsole do gier. Dzięki temu sieć Wi-Fi będzie odciążona i wydajniejsza dla pozostałych użytkowników.

  •  

Jak złagodzić ból gardła? Eksperci radzą, co jeść, a czego unikać

Jak złagodzić ból gardła? Eksperci radzą, co jeść, a czego unikaćJesień i zima to czas, kiedy infekcje górnych dróg oddechowych atakują ze zdwojoną siłą. Przeziębienie, grypa, a także sezonowe alergie czy suche powietrze w ogrzewanych pomieszczeniach - to wszystko sprawia, że coraz więcej osób skarży się na uporczywe drapanie i ból gardła. Choć apteki oferują szeroki wybór leków i pastylek, nie mniej ważne jest to, co trafia na nasz talerz w trakcie choroby.


  •