Widok czytania

Ukraina robi krok w stronę UE. Zełenski: Bronimy całej Europy

Wczoraj, 12 czerwca (22:36)

​Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski uznał w piątek, że otwarcie pierwszego klastra w negocjacjach jego kraju o członkostwo z UE jest ważnym krokiem dla Europy. Oświadczył, że "Ukraina broni siebie, a tym samym całej Europy".

  • Bądź na bieżąco. Po więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata zapraszamy na stronę główną RMF24.pl. 

"Dziękuję wszystkim naszym ludziom, którzy walczą dla Ukrainy, pracują dla naszego państwa i pomagają bronić naszych interesów narodowych. Dziękuję również wszystkim naszym partnerom w UE i każdemu przywódcy osobiście za ten ważny krok dla Europy. Ukraina broni siebie, a tym samym całej Europy - idei, że narody europejskie mogą żyć zjednoczone, wolne i w pokoju" - napisał Zełenski na platformach społecznościowych. 

Prezydent Ukrainy zamieścił swój wpis w mediach społecznościowych, udostępniając wpis przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, która poinformowała, że wszystkie państwa członkowskie UE zgodziły się otworzyć pierwszy klaster negocjacji akcesyjnych dla Ukrainy i Mołdawii

Prezydent Ukrainy zapewnił, że władze w Kijowie realizują wymogi, konieczne dla uzyskania członkostwa w UE, a sama Unia również "dotrzymuje słowa". "Otwarcie pierwszego klastra stanowi znaczące wsparcie polityczne i moralne dla naszego państwa oraz jego obywateli" - zaznaczył Zełenski.

W piątek cypryjska prezydencja w Radzie UE poinformowała, że w poniedziałek w Luksemburgu odbędą się konferencje międzyrządowe z Ukrainą i Mołdawią, podczas których otwarty zostanie pierwszy klaster negocjacyjny z UE.

Jak przekazała w piątek Nikozja, w ich trakcie otwarty zostanie klaster pierwszy tzw. Fundamenty, uznawany za podstawę całego procesu rozszerzenia i obejmujący m.in. reformy wymiaru sprawiedliwości, walkę z korupcją oraz przestrzeganie zasad państwa prawa. Ten pierwszy z sześciu klastrów negocjacyjnych, obejmujący wspomniane już kwestie fundamentalne, takie jak praworządność, funkcjonowanie instytucji demokratycznych i reforma administracji, otwierany jest jako pierwszy i zamykany jako ostatni.

Ukraina i Mołdawia uzyskały status krajów kandydujących do UE w 2022 r., kilka miesięcy po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Formalną zgodę na rozpoczęcie negocjacji przywódcy państw UE wydali w grudniu 2023 r., jednak otwarcie pierwszych rozdziałów wymagało dalszych uzgodnień między państwami członkowskimi. Rozmowy przyspieszyły po tym, gdy Węgry, które dotąd blokowały otwarcie pierwszego klastra, wycofały weto po przejęciu władzy w kraju przez Petera Magyara. 

  •  

Kaczyński wspomina Samoobronę. "W porównaniu z Braunem..."

"To, co robi Braun, to nie jest normalna część życia publicznego" - stwierdził w wywiadzie dla Wirtualnej Polski prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. Kategorycznie odrzucił też możliwość wejścia w koalicję z Konfederacją Korony Polskiej. Wspomniał w tym kontekście o trudnej współpracy z Samoobroną i Ligą Polskich rodzin w czasach pierwszego rządu PiS.

W wywiadzie dla Wirtualnej Polski Jarosław Kaczyński stwierdził, że lider Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Braun "to zjawisko spoza sfery normalnej polityki". Zastrzegł, że ta opinia nie dotyczy wyborców kontrowersyjnego europosła. 

Czasami nie zdają sobie nawet sprawy, jakie osoby otaczają Brauna: powiązania rosyjskie, wypowiedzi przeciwko papieżowi. Gdyby ludzie o tym wiedzieli, wielu Brauna by nie popierało - sugerował prezes Prawa i Sprawiedliwości. 

To, co robi Braun, to nie jest normalna część życia publicznego i nie ma o czym rozmawiać - stwierdził były premier. Odrzucił też możliwość budowania koalicji z Konfederacją Korony Polskiej. Zapewnił, że nie zdecyduje się na taki ruch nawet w sytuacji, gdyby miało to oznaczać niemożność zbudowania większości parlamentarnej. 

To się już raz źle skończyło, kiedy szliśmy razem - z Samoobroną Andrzeja Leppera. A Samoobrona, w porównaniu z dzisiejszym Braunem, to była cywilizowana partia, zgoła przedstawiciele salonów - zauważył ironicznie Kaczyński. Dodał, że rządzenie w koalicji PiS - Samoobrona - Liga Polskich Rodzin było najcięższym doświadczeniem w jego karierze politycznej. Szczególnie krytycznie ocenił przy tym byłego lidera LPR-u, a obecnie posła Koalicji Obywatelskiej - Romana Giertycha. 

Odnosząc się do sugestii, że notowania partii Brauna urosły kosztem PiS-u, Kaczyński odparł, że właśnie dlatego Przemysław Czarnek jest odpowiednim kandydatem na premiera. Jak przekonywał, może on być bliski elektoratowi Konfederacji Korony Polskiej. 

Swoim życiorysem udowadnia, że własną pracą można wiele osiągnąć: zmienił środowisko, stał się naukowcem. A do tego nie ciąży na nim ten ładunek krytyki, który spadł na premiera Morawieckiego - argumentował. 

W wywiadzie nie zabrakło również krytycznej oceny rządów Donalda Tuska. Zrobił tyle złego, że nawet jeżeli palą się jakieś malutkie jasne świeczki na jego rzecz, to ogień piekielny, który go czeka, jest nieporównanie większy - stwierdził barwnie lider PiS-u. 

Tusk całkowicie zniszczył funkcjonowanie państwa. Całkowicie zniszczył finanse publiczne. Całkowicie podporządkował politykę interesom niemieckim. I wpisał się w bieg wydarzeń, który spowoduje, że Polska jako państwo suwerenne przestanie funkcjonować - wyliczał Kaczyński. 

  •  

Burza po słowach wiceministra o UPA. Szefowa Polski 2050 komentuje

Dzisiaj, 8 czerwca (09:11)

Szefowa Polski 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zapowiedziała w RMF FM, że porozmawia z wiceministrem nauki Adrzejem Szeptyckim o jego głośnej wypowiedzi. Chodzi o wywiad, w którym porównał UPA do polskich żołnierzy niezłomnych. Minister funduszy i polityki regionalnej zadeklarowała jednocześnie, że Szeptycki "zdecydowanie zostaje" w rządzie.

Wiceminister nauki Andrzej Szeptycki w wywiadzie dla TOK FM powiedział, że Ukraińska Powstańcza Armia walczyła o niepodległość Ukrainy i to "trochę tacy ukraińscy żołnierze niezłomni". Te słowa wywołały oburzenie - kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera Przemysław Czarnek zażądał dymisji całego rządu Donalda Tuska.

Jest bardzo dobrym ministrem. Ciężko pracuje na to, żeby polska nauka miała dobre relacje międzynarodowe. Jest ministrem Polski 2050 i to my decydujemy o tym, czy w rządzie są nasi ministrowie - mówiła w Porannej rozmowie w RMF FM Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, pytana o wypowiedź Szeptyckiego. Odnosząc się do pytania o możliwą dymisję wiceministra, stwierdziła: "Zdecydowanie zostaje. Wykonuje dużo dobrej, ciężkiej pracy".

Szefowa Polski 2050 oceniła, że wypowiedź Szeptyckiego była "superniefortunna". Jednocześnie skrytykowała sugestie, że ze względu na ukraińskie pochodzenie nie powinien on w ogóle trafić do polskiego rządu. 

To jest chore. Rozumiem, że Amerykanie mieli wyeksmitować i w ogóle nie słuchać (Zbigniewa - przyp. red.) Brzezińskiego - mówiła w RMF FM. 

Kontrowersyjna wypowiedź Szeptyckiego padła w związku z toczącą się debatą o decyzji prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Nadał on imię "Bohaterów UPA" jednej z jednostek wojskowych. Prezydent Karol Nawrocki chce, by w związku z tym stracił Order Orła Białego, który otrzymał z rąk prezydenta Andrzeja Dudy. 

Polska powinna reagować stanowczo. Nasz order ma swój szacunek, wagę dla nas. Nie podwyższa szacunku do naszego odznaczenia takie dawanie i odbieranie. Tak się po prostu nie robi - przekonywała w RMF FM Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Trzeba było nie dawać. PiS-owski prezydent dał. Teraz drugi PiS-owski odbiera. Co to w ogóle jest? - pytała retorycznie. 

  •  

Władysław Kosiniak-Kamysz po spotkaniu z Budanowem. "Są granice, których przekraczać nie wolno"

Wczoraj, 6 czerwca (09:21)

Aktualizacja: Wczoraj, 6 czerwca (13:04)

​Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier i minister obrony narodowej, spotkał się w Warszawie z Kyryłem Budanowem, szefem kancelarii prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Głównym tematem rozmów była próba złagodzenia napięć na linii Warszawa-Kijów po decyzji ukraińskiego prezydenta dotyczącej nadania jednej z jednostek wojskowych imienia "Bohaterów UPA".

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Sprawa nadania przez Wołodymyra Zełenskiego Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ" nazwę "Bohaterów UPA" wywołała oburzenie w Polsce i stała się przedmiotem dyplomatycznych rozmów między oboma krajami.

Szef MON po spotkaniu z Kyryłem Budanowem przekazał:

"Polska i Ukraina w sprawach bezpieczeństwa są partnerami. Ale w sprawach historii musimy mówić sobie prawdę, bo tylko tak jesteśmy w stanie budować przyszłość. Dziś podczas spotkania z gen. Kyryłem Budanowem, szefem kancelarii prezydenta Zełenskiego, jasno przedstawiłem polskie oczekiwania dotyczące decyzji o nazwaniu jednej z jednostek wojskowych im. UPA. Pamięć o ofiarach Wołynia nie podlega negocjacjom. Są granice, których przekraczać nie wolno" - stwierdził lider PSL.

To kolejny przyjazd Budanowa do Warszawy w tej sprawie - w piątek odbyło się spotkaniu ukraińskiego polityka z wiceministrem spraw zagranicznych Marcinem Bosackim.

Tematem głównym była kwestia nazwy jednej z jednostek wojskowych odnoszących się do "Bohaterów UPA". Minister Bosacki przedstawił bardzo jasno nasze stanowisko i podkreślił, że decyzja prezydenta Ukrainy wywołała ból i oburzenie w naszym społeczeństwie, które przecież wspiera broniącą się Ukrainę od początku rosyjskiej agresji - powiedział rzecznik MSZ Maciej Wewiór.

W sobotę z Kyryłem Budanowem spotkał się również szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. Rozmowa - jak przekazano - "dotyczyła relacji dwustronnych, w tym problemów historycznych wynikających z ostatnich decyzji strony ukraińskiej".

Przedstawiałem stronie ukraińskiej w odpowiedniej formie polskie stanowisko w tej sprawie. Próba gloryfikacji zbrodniarzy spod znaku UPA spotyka się i będzie spotykać się z twardą reakcją - poinformował Marcin Przydacz.

Strona ukraińska wskazała, że ma świadomość reakcji, jakie ta tematyka wywołuje w Polsce i zainteresowana jest dialogiem w sprawie. Zadeklarowałem gotowość do dalszych rozmów i wskazałem na oczekiwania po stronie polskiej, aby taki dialog mógł przynieść pozytywny skutek - dodał prezydencki minister.

Historyk Jarosław Hrycak - pytany o całą sprawę - podkreśla, że inicjatywa nadania jednostce imienia "Bohaterów UPA" nie wyszła od prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, lecz od wojskowych. Honorowe imię zostało zatwierdzone po wieloetapowej procedurze w armii.

Trudno mi powiedzieć, dlaczego podpisał tę decyzję, bo nie siedzę w jego głowie. Mam jednak podstawy, aby sądzić, że jego wiedza o Wołyniu i UPA jest bardzo znikoma - stwierdził Hrycak w rozmowie z "Newsweekiem".

Jego zdaniem ukraińskie wojsko regularnie kieruje do prezydenta propozycje nazw dla poszczególnych jednostek. W tym przypadku - jak podkreślił historyk - autorzy mieli świadomość, że decyzja może spotkać się z krytyką, jednak ich celem było przede wszystkim budowanie ukraińskiej tożsamości i wzmacnianie morale społeczeństwa, a nie wysyłanie sygnału pod adresem Polski.

Hrycak zaznacza też, że ocena UPA w Ukrainie pozostaje złożona i niejednolita. Przypomina, że w szeregach armii służą zarówno mieszkańcy zachodniej, jak i wschodniej części kraju. Wybrane patronackie odniesienie miało - według niego - dotyczyć wyłącznie tych członków UPA, którzy są postrzegani przez część społeczeństwa jako bohaterowie, bez utożsamiania się z całą organizacją czy osobami odpowiedzialnymi za zbrodnie.

W ten sposób - w rozumieniu inicjatorów - upamiętnieni zostaną tylko bohaterowie UPA, a nie wszyscy jej żołnierze, w tym zbrodniarze, których w jej szeregach też nie brakowało. Poza tym pojęcie 'bohaterowie' jest bardzo szerokie, bo każdy Ukrainiec może mieć własnych - wyjaśnił Hrycak.

  •  

Ziobro uciekł do USA? "Chowają się jak szczury", "Proszę nie być miękiszonem"

TV Republika poinformowała, że Zbigniew Ziobro przebywa w USA. Sprawę komentują politycy. "Jak przystało na członków grup przestępczych, chowają się jak szczury w różnych częściach świata" - napisał w mediach społecznościowych Krzysztof Brejza, europoseł KO. "Proszę nie być miękiszonem" - zaapelował do Ziobry minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.

  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości i prokurator generalny, został zauważony na lotnisku Newark w New Jersey. Polityk jest poszukiwany w związku z poważnymi zarzutami dotyczącymi Funduszu Sprawiedliwości. Razem z nim za oceanem prawdopodobnie jest też Marcin Romanowski.

"Wszystko na to wskazuje, że Zbigniew Ziobro jest w Stanach Zjednocznych" - skomentował informacje TV Republika w rozmowie z RMF FM Jacek Ozdoba, europoseł Prawa i Sprawiedliwości. 

Z kolei Krzysztof Brejza z KO nazwał Ziobrę i Romanowskiego "skompromitowanymi tchórzami, nie mają w sobie na tyle odwagi, by stanąć przed polskim wymiarem sprawiedliwości, jak przystało na członków grup przestępczych, chowają się jak szczury w różnych częściach świata".

Janusz Piechociński, komentując medialne doniesienia, zauważył, że wkrótce w Stanach Zjednoczonych odbędą się wybory "połówkowe". "Poleci dalej po połówkowych wyborach w USA jesienią?" - zapytał polityk.

Z kolei minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski przypomniał Ziobrze jego własne słowa: "Niewinni nie mają się czego obawiać". "Proszę nie być miękiszonem i zapraszamy z powrotem do kraju. Myślę, że na lotnisku będzie na Pana ktoś czekał!" - skomentował.

Posłanka Koalicji Obywatelskiej Anna Sobolak napisała, że Zbigniew Ziobro mówił, że Polska za Tuska to "powrót komuny". A potem poprosił o azyl u Orbana i gdy ten stracił władzę, czmychnął do USA. 

Poseł Zdzisław Gawlik napisał, że "Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski uciekając do USA uciekają przed sprawiedliwością. Tak będzie przez resztę ich życia" - dodał poseł, a senator Stanisław Gawłowski stwierdził, że "Ziobro, Romanowski razem z Orbanem uciekli pod skrzydła Trumpa. W USA nie będzie im łatwo".

"Bardzo się cieszę z tego. To znaczy, że nie ucieka przed sądem, ale ucieka przed sądem kapturowym i sądem bezprawnym. I godzi się w przypadku postępowania ekstradycyjnego na uczciwy, amerykański sąd. I to będzie próba charakteru" - powiedział Jacek Kurski w rozmowie z TV Republika.

Prokuratura zarzuca Ziobrze m.in. kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz nadużywanie stanowiska w związku z funkcjonowaniem Funduszu Sprawiedliwości w okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Według śledczych, Ziobro miał dopuścić się 26 przestępstw, w tym wydawania poleceń łamania prawa, ingerowania w konkursy oraz przyznawania dotacji nieuprawnionym podmiotom.

Z kolei Romanowski jest podejrzany o 19 przestępstw, głównie związanych z nieprawidłowościami w Funduszu Sprawiedliwości, w tym udział w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawianie konkursów.

  •  

Zbigniew Ziobro w Stanach Zjednoczonych? "Wszystko na to wskazuje"

Zbigniew Ziobro w Stanach Zjednoczonych? "Wszystko na to wskazuje"

Dzisiaj, 10 maja (10:09)

Aktualizacja: Dzisiaj, 10 maja (11:49)

​Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości i prokurator generalny, przebywa obecnie w USA - tak wynika z ustaleń TV Republika. "Wszystko na to wskazuje, że Zbigniew Ziobro jest w Stanach Zjednocznych" - skomentował te doniesienia w rozmowie z RMF FM Jacek Ozdoba, europoseł Prawa i Sprawiedliwości.

  • Zbigniew Ziobro przebywa obecnie w Stanach Zjednoczonych - wynika z ustaleń TV Republika.
  • Nowy premier Węgier, Peter Magyar, sugerował po wygranej w wyborach, że pobyt Ziobry w tym kraju może być krótkotrwały.
  • Informacje o pobycie Ziobry w USA pojawiały się już wcześniej w mediach, które śledziły jego aktywność w internecie.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Już kilka dni temu w mediach pojawiały się sugestie, że Zbigniew Ziobro może przebywać w Stanach Zjednoczonych. Dziennikarze i internauci śledzili aktywność byłego ministra w mediach społecznościowych, zwracając uwagę na zmiany w lokalizacji jego kont.

Teraz pojawiły się informacje, że polityk rzeczywiście znajduje się za oceanem. Tak podała TV Republika. Niejako potwierdził je Jacek Ozdoba z PiS. Wszystko na to wskazuje, że Zbigniew Ziobro jest w Stanach Zjednoczonych - powiedział w rozmowie z  RMF FM.

Na ten moment polskie władze nie odniosły się oficjalnie do doniesień TV Republika.

Redakcja TVN24 opublikowała zdjęcie, które otrzymała od jednego z widzów, na którym widać Ziobrę na jednym z lotnisk w stanie New Jersey.

Jak ustalił dziennikarz RMF FM Michał Krasoń, prokuratura będzie sprawdzać bazy osób opuszczających strefę Schengen, żeby ustalić, czy Ziobro faktycznie opuścił Węgry. Nasz reporter dowiedział się tego w rozmowie z rzecznikiem Prokuratury Krajowej Przemysławem Nowakiem. 

O tym, że Marcin Romanowski i Zbigniew Ziobro nie zostaną na Węgrzech długo, zapewnił Peter Magyar, lider partii TISZA, która zwyciężyła w wyborach parlamentarnych i będzie formować nowy rząd.

Sugerowałem im już wcześniej, żeby nie chodzili do Ikei i nie kupowali mebli, bo nie zostaną tu długo. Węgry nie będą przyjmować poszukiwanych międzynarodowych przestępców - podkreślił Peter Magyar. Zasugerował Ziobrze i Romanowskiemu, by wrócili do domu i stanęli przed wymiarem sprawiedliwości.

Zbigniew Ziobro przebywa na Węgrzech od października 2025 roku. Od grudnia 2024 roku przebywa tam również poseł PiS Marcin Romanowski, który - podobnie jak Ziobro - otrzymał azyl polityczny od rządu Viktora Orbána.

Prokuratura zarzuca Ziobrze mu m.in. kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz nadużywanie stanowiska w związku z funkcjonowaniem Funduszu Sprawiedliwości w okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Według śledczych, Ziobro miał dopuścić się 26 przestępstw, w tym wydawania poleceń łamania prawa, ingerowania w konkursy oraz przyznawania dotacji nieuprawnionym podmiotom.

Z kolei Romanowski jest podejrzany o 19 przestępstw, głównie związanych z nieprawidłowościami w Funduszu Sprawiedliwości, w tym udział w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawianie konkursów.

  •  

Marcin D. zatrzymany na Pomorzu

  • 1 godz. 41 minut temu

    Aktualizacja: 1 godz. 18 minut temu

    ​Marcin D. został we wtorek zatrzymany na Pomorzu na polecenie warszawskiej prokuratury. Sprawa dotyczy oszustw i prania brudnych pieniędzy. W sumie zatrzymano w tej sprawie trzy osoby, m.in. radcę prawnego.

    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

    W związku z postępowaniem przygotowawczym prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie został zatrzymany Marcin D. i inne osoby, które są transportowane do Warszawy - przekazał rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej prok. Piotr Antoni Skiba.

    Jak powiedział prok. Skiba, "sprawa dotyczy popełnienia szeregu wielomilionowych oszustw i legalizowania pozyskanych w ramach tych przestępstw środków pieniężnych". Podkreślił, że z uwagi na dobro postępowania przygotowawczego nie udziela więcej informacji w tej sprawie.

    Podczas przesłuchania zatrzymane osoby mają usłyszeć zarzuty popełnienia oszustw znacznych rozmiarów na szkodę osób prywatnych

    Marcin D. został w sierpniu 2015 r. zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Usłyszał zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, wyłudzenia 14,5 mln zł z PFRON i prania brudnych pieniędzy o wartości 8 mln 400 tys. zł.

    Spędził w areszcie 14 miesięcy. Wyszedł na wolność w październiku 2016 r. po wpłaceniu trzech milionów złotych poręczenia majątkowego.

    W grudniu 2017 r. do Sądu Okręgowego w Krakowie wpłynął w tej sprawie akt oskarżenia. Zostało nim objętych 9 osób, w tym Marcin D. We wrześniu 2015 r. decyzją Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku został zawieszony w czynnościach zawodowych.

    W grudniu 2019 r. Sąd Rejonowy w Szczecinie wydał postanowienie o aresztowaniu D. na dwa miesiące w związku z zarzutem płatnej protekcji w sprawie SKOK Wołomin. 

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Prezydent Nawrocki uderza w Tuska i Czarzastego. "Dość kłamstw"

Dzisiaj, 14 kwietnia (11:34)

Karol Nawrocki opublikował w mediach społecznościowych nagranie, w którym zarzuca rządzącym prowadzenie "polityki ustępstw wobec Rosji". W materiale padają zarzuty wobec Donalda Tuska i Włodzimierza Czarzastego dotyczące rzekomych związków z Moskwą. "Dość kłamstw" - napisał Karol Nawrocki.

  • Karol Nawrocki opublikował nagranie, w którym oskarża rządzących o "politykę ustępstw wobec Rosji".
  • W materiale krytykowani są Donald Tusk i Włodzimierz Czarzasty - pojawiają się zarzuty o prorosyjskość oraz "kłamliwe ataki" na prezydenta.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

"Dosyć kłamstw. Obecnie rządzący przez lata prowadzili politykę ustępstw wobec Rosji, handlując z Putinem naszym bezpieczeństwem narodowym. Dziś próbują pouczać. Nie pozwólmy, by kłamstwo zwyciężyło prawdę" - napisał prezydent Karol Nawrocki.

Na filmie, który w mediach społecznościowych udostępniła głowa państwa, Donald Tusk oraz Włodzimierz Czarzasty oskarżani są o "kłamliwe atakowanie" prezydenta, który "od lat jest zaangażowany w eliminowanie wpływów Rosji". 

"Włodzimierz Czarzasty, znany z komunistycznej przeszłości i rosyjskich kontaktów oraz najbardziej prorosyjski premier w historii Donald Tusk, kłamliwie atakują prezydenta Karola Nawrockiego. Nasz lider od lat jest zaangażowany w ograniczanie wpływów Rosji. Jako prezes IPN burzył komunistyczne pomniki, a jako prezydent Polski wprost nazywa Putina zbrodniarzem" - słyszymy.

W materiale przywołano m.in. wpis Czarzastego, w którym polityk Lewicy opublikował zdjęcie Nawrockiego z premierem Węgier Viktorem Orbanem i komentarzem: "Został Panu tylko Putin Panie Prezydencie. Pamiętamy Pana ostatnią wizytę w Budapeszcie".

Przypomniano także biografię marszałka Sejmu, wskazując na jego przynależność do partii komunistycznej w przeszłości. "Bronił mordującej Polaków sowieckiej Armii Czerwonej. (...) Do dziś nie wyjaśnił swoich rosyjskich powiązań" - można usłyszeć.

W części poświęconej premierowi Donaldowi Tuskowi padają sugestie dotyczące "prorosyjskich" działań. W materiale wspomniano o jego wcześniejszych wielokrotnych spotkaniach z Władimirem Putinem oraz rozmowach, podczas których - jak można usłyszeć - Tusk miał "pytać o opinie na temat budowy tarczy antyrakietowej w Polsce".

"To za jego rządów nasz kraj uzależniał się od rosyjskiego gazu, a on sam nazywany był przez rosyjskie media 'naszym człowiekiem w Warszawie'. Powrotu do władzy życzył Tuskowi sam białoruski dyktator, Łukaszenka" - słyszymy.

Żadna ze stron na razie nie odniosła się do wrzutki prezydenta.

  •  

Rozmowa po ponad dwóch miesiącach. Premier spotka się z liderką Polski 2050

Dzisiaj, 14 kwietnia (08:24)

Jeszcze w tym tygodniu premier Donald Tusk spotka się z przewodniczącą Polski 2050 Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz - dowiedział się dziennikarz RMF FM Kacper Wróblewski. Jednym z tematów rozmów szefa rządu z minister funduszy ma być kwestia głosowania nad wotum nieufności wobec minister klimatu Pauliny Hennig-Kloski.

  • Jeszcze w tym tygodniu premier Donald Tusk spotka się z przewodniczącą Polski 2050 Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz.
  • Głównym tematem rozmów będzie wotum nieufności wobec minister klimatu Pauliny Hennig-Kloski.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

W ubiegłym tygodniu Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, która była gościem Porannej Rozmowy RMF FM, podkreślała, że nie ma zbyt wiele okazji do rozmów z premierem Donaldem Tuskiem. Żeby coś uzgadniać, to potrzebna jest ku temu przestrzeń, aby uzgodnienia mogły mieć miejsce. Prawdę powiedziawszy, takiej przestrzeni życzyłabym sobie w naszej koalicji dużo więcej. Miałam bardzo krótkie spotkanie po ponad dwóch miesiącach. Ono dotyczyło KPO było dobre i konstruktywne. Potem było tylko jedno spotkanie koalicyjne, dotyczące spraw praworządnościowych - mówiła na antenie RMF FM liderka Polski 2050.

Oprócz tego, jak informowało RMF FM, jeszcze przed świętami Donald Tusk na jednym ze spotkań z członkami swojego rządu miał rozmawiać m.in. o planach na 2027 rok. Premier ma jakąś wizję na tę niedaleką przyszłość. Jego zdaniem w jednym bloku powinna pójść Koalicja Obywatelska z Lewicą i PSL-em - relacjonował nam jeden z polityków koalicji rządzącej, który podkreśla, że "Donald Tusk nie wyobraża sobie startu z Polską 2050". 

Według naszych rozmówców szef rządu miałby być niezadowolony z faktu, że ugrupowanie, którego liderem jest Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, prowadzi swoją politykę, składając szereg projektów poselskich, z pominięciem konsultacji w ramach koalicji 15 października. Oprócz tego słyszymy w koalicji, że jest to "niestabilny koalicjant" po tym, jak sejmowy klub zmniejszył się o kilkunastu parlamentarzystów. Efektem było powstanie nowej formacji Centrum, na czele której stanęła Paulina Hennig-Kloska.

Według informacji RMF FM Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w tym tygodniu ma spotkać się w cztery oczy z premierem Donaldem Tuskiem. W pewnym sensie będzie to pierwsze spotkanie tej dwójki, które ma dotyczyć m.in. poselskich inicjatyw Polski 2050, wobec których pozostali koalicjanci mają mieć zastrzeżenia. 

Oprócz tego w rozmowie ma pojawić się kwestia wotum nieufności wobec minister klimatu Pauliny Hennig-Kloski. To potwierdza w rozmowie z RMF FM poseł Polski 2050 Kamil Wnuk. Pani przewodnicząca Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz spotka się w tym tygodniu z premierem Donaldem Tuskiem, żeby ustalić też fakty i wspólne stanowisko w sprawie wotum zaufania dla pani minister klimatu. Są pewne kwestie, z których nie jesteśmy do końca zadowoleni. Przykładowo system kaucyjny, który wprowadziło Prawo i Sprawiedliwość, ale który tak naprawdę był bardzo ważny w programie wyborczym Polski 2050, nie jest zrealizowany w takiej formie, w jakiej byśmy chcieli, żeby był. Stąd nawet też moja interpelacja w tej sprawie - mówi Wnuk. Podobnie z niektórymi programami, takimi jak Czyste Powietrze. Dlatego potrzebna jest rozmowa. Na pewno potrzebne są wyjaśnienia pani minister. Ja myślę, że po tych wyjaśnieniach, po tych spotkaniach będziemy w stanie powiedzieć, jaka jest decyzja naszego klubu Polski 2050 w sprawie przyszłości pani minister - podkreśla poseł Wnuk.

Zastrzeżenia do minister klimatu mają także inni koalicjanci. PSL również chce rozmawiać o przyszłości Pauliny Hennig-Kloski. Opozycja nie będzie meblować nam rządu. To jest rzecz oczywista. Co nie znaczy oczywiście, że nie brakuje krytycznych spostrzeżeń wobec pani minister. Kwestia podejścia chociażby do przedsiębiorców, którzy prowadzą swój biznes związany z drewnem. To jest bardzo istotna część naszego PKB. Niestety nie mieli zrozumienia u pani minister, mimo usilnych sugestii Polskiego Stronnictwa Ludowego. Więc z pewnością jest potrzeba rozmowy przed tym głosowaniem. Jest potrzeba też pewnie pewnych korekt, które w swojej polityce pani minister powinna uczynić - ocenia szef klubu parlamentarnego PSL Krzysztof Paszyk.

  •  

Poseł PiS o planach Morawieckiego. Czy następnym krokiem będzie nowa partia?

Dzisiaj, 10 kwietnia (08:37)

Czy stowarzyszenie byłego premiera Mateusza Morawieckiego powstanie przed wakacjami? "To bardzo prawdopodobne" - stwierdził w Radiu RMF24 poseł PiS Marcin Horała. Odniósł się też do sugestii dotyczących możliwego rozłamu w partii Jarosława Kaczyńskiego.

Jaką nazwę będzie miało stowarzyszenie byłego szefa rządu? Marcin Horała był w tej kwestii dość tajemniczy. Pytany o pojawiającą się w mediach nazwę "Rodzina, gospodarka, rozwój" stwierdził, że słyszał o innej propozycji, ale nie chciał jej ujawnić. 

Nie jest jeszcze założone, więc pewnie jeszcze kwestią do dyskusji jest, jak się będzie nazywało - stwierdził poseł Prawa i Sprawiedliwości. 

Nie ma obowiązku zakładania stowarzyszenia w określonym terminie, a nie innym. Grupa ludzi rozmawia, zastanawia się, spotyka... Planujemy nasze działania w atmosferze bardzo konsensualnej - relacjonował Horała w Radiu RMF24. Kiedy będzie decyzja, żeby stowarzyszenie założyć, dokonać pewnych formalności, na pewno wszyscy się o tym dowiedzą - zapewniał. 

Dopytywany o to, ile osób jest w grupie założycieli stowarzyszenia, Horała stwierdził, że "kilkadziesiąt, może ze sto". Docelowo organizacja ma być oczywiście znacznie większa.

Z myślą o jakich osobach powstaje stowarzyszenie byłego premiera? Ma być ofertą dla osób, które nie widzą się w partyjnej polityce, a chcą działać publicznie - powiedział gość Radia RMF24. Horała dodał, że chodzi o stworzenie przestrzeni dla osób o poglądach konserwatywnych i prorozwojowych. Wymienił w tym kontekście m.in. samorządowców, którzy "nie chcą się partyjnie określać". 

Chcą budowy wielkiej Polski (...) ale niekoniecznie widzą siebie w aktywności partyjnej - przekonywał poseł PiS. Nie z każdą rolą, funkcją czy zatrudnieniem można pogodzić formalne członkostwo w partii, a członkostwo w stowarzyszeniu można - zauważył. 

Horała zaprzeczył sugestiom, że stowarzyszenie Morawieckiego miałoby być docelowo zalążkiem nowej partii, do której odeszłaby część obecnych członków ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. 

Nie ma chęci powstawania partii - zapewnił gość Radia RMF24. Stowarzyszenia od lat działają i nie powstają z nich partie - dodał Horała. 

Radio RMF24

Po jeszcze więcej informacji odsyłamy Was do naszego internetowego Radia RMF24 Słuchajcie online już teraz!

Radio RMF24 na bieżąco informuje o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w Polsce, Europie i na świecie.

  •  

Spór o Trybunał Konstytucyjny. Sędziowie zapowiadają pozew do sądu pracy

Wczoraj, 9 kwietnia (20:49)

Czworo nowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego nie zostało dopuszczonych do wykonywania swoich obowiązków. Sędziowie zapowiadają, że będą domagać się swoich praw na drodze sądowej i prawdopodobnie złożą pozew do sądu pracy. Prezydent Karol Nawrocki nie uznał dzisiejszych ślubowań i zapowiedział, że w najbliższych dniach skieruje sprawę do Trybunału Konstytucyjnego.

  • Czworo sędziów TK nie zostało dopuszczonych do pracy w Trybunale.
  • Sędziowie złożyli ślubowanie w Sejmie i przekazali dokumenty do Kancelarii Prezydenta.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

W czwartek podczas uroczystości w Sejmie sześcioro nowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego złożyło ślubowanie. Wśród nich znaleźli się Dariusz Szostek i Magdalena Bentkowska, od których ślubowanie odebrał już wcześniej prezydent Karol Nawrocki, a także Krystian Markiewicz, Maciej Taborowski, Marcin Dziurda oraz Anna Korwin-Piotrowska. Po złożeniu ślubowania w Sejmie, wszyscy sędziowie przekazali pisemne roty ślubowań do Kancelarii Prezydenta i udali się do siedziby Trybunału Konstytucyjnego.

Czworo sędziów, którzy nie zostali zaprzysiężeni przez prezydenta, złożyło w Trybunale wymagane oświadczenia majątkowe oraz inne dokumenty niezbędne do podjęcia pracy. Każdy z nich został zaproszony na indywidualne spotkanie z prezesem TK Bogdanem Święczkowskim. Prezes Trybunału wyraził nadzieję, że prezydent zaprosi sędziów i odbierze od nich ślubowanie, jednak zaznaczył, że dopóki nie otrzyma oficjalnej informacji z Kancelarii Prezydenta o skutecznym złożeniu ślubowania, nie zapewni nowym sędziom warunków do wykonywania obowiązków.

Anna Korwin-Piotrowska podkreśliła w rozmowie z TVN24, że jej zdaniem ślubowanie zostało złożone skutecznie i zadeklarowała, że wraz z pozostałymi sędziami będzie stawiać się do pracy w Trybunale. Sędziowie oczekują, że prezes TK przydzieli im gabinety i umożliwi wykonywanie obowiązków. W przypadku dalszego blokowania ich pracy, planują złożyć pozew do sądu pracy o dopuszczenie do wykonywania czynności służbowych.

Korwin-Piotrowska argumentuje, że sędziowie TK są związani z instytucją stosunkiem służbowym, który ma charakter pracowniczy, dlatego przysługuje im droga sądowa.

W rozmowie z dziennikarzami Anna Korwin-Piotrowska została zapytana, czy zrzekła się stanowiska sędzi w sądzie powszechnym. Odpowiedziała, że nie ma takiego obowiązku, a praktyka pokazuje, że sędziowie przechodzący do Sądu Najwyższego również nie zrzekają się swoich funkcji w sądach powszechnych. Zadeklarowała jednak, że jeśli względy praktyczne tego będą wymagały, jest gotowa zrezygnować z funkcji prezesa Sądu Okręgowego w Opolu po dopuszczeniu do pracy w TK.

Podczas wieczornej konferencji prasowej szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki poinformował, że prezydent Karol Nawrocki nie uznaje ślubowań złożonych w Sejmie. W najbliższych dniach prezydent zamierza skierować wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego między prezydentem a Sejmem w kwestii ślubowań sędziów TK.

Wiceministra sprawiedliwości Maria Ejchart podkreśliła, że podczas uroczystości w Sejmie nie doszło do naruszenia żadnej ustawy. Jej zdaniem ślubowanie zostało złożone w innej, ale zgodnej z prawem formie.

  •  

​Trybunał Stanu nałożył karę na swoją przewodniczącą

Trybunał Stanu w trzyosobowym składzie nałożył na przewodniczącą TS Małgorzatą Manowską karę w wysokości 3 tys. zł za niezwołanie w terminie posiedzenia pełnego składu Trybunału. I ponownie zobowiązał ją do zwołania takiego posiedzenia do 11 maja, również pod rygorem kary.

Trybunał Stanu na posiedzeniu w pełnym składzie miał rozpoznać pytania sformułowane na kanwie wniosku o wyłączenie jednego z sędziów TS wyznaczonych do sprawy byłego szefa KRRiT Macieja Świrskiego (został postawiony przed TS w związku z zarzutami o blokowanie ok. 300 mln zł z abonamentu dla publicznego radia i telewizji, blokowanie koncesji dla nadawców prywatnych oraz niewykonywanie badań statystycznych dotyczących oglądalności stacji telewizyjnych).

O skierowaniu takich pytań zadecydowali w początkach marca rozpoznający wniosek o wyłączenie sędziowie TS Przemysław Rosati, Marek Mikołajczyk i Piotr Zientarski. Rosati zobowiązał wówczas przewodniczącą TS Małgorzatę Manowską do zwołania posiedzenia pełnego składu Trybunału "w terminie nie dłuższym niż do 4 kwietnia br. pod rygorem zastosowania kary porządkowej".

Na dzisiejszym posiedzeniu Rosati poinformował, że Manowska uchyliła marcowe zarządzenia w tej sprawie i nie zwołała w wyznaczonym terminie posiedzenia pełnego składu Trybunału.

Rosati powiedział, że Manowska "nie spełniła ciążącego na niej obowiązku" zwołania posiedzenia pełnego składu TS, co prowadzi do "zwłoki rozpoznania zagadnień prawnych, naruszając istotny interes publiczny". Wobec tego TS nałożył na Manowską pieniężną karę porządkową w wysokości 3 tys. zł. Jednocześnie zobowiązał ją ponownie do zwołania posiedzenia pełnego składu TS w terminie nie dalszym niż do 11 maja - również pod rygorem kary.

Ponadto TS zarządził do 12 maja przerwę w posiedzeniu w sprawie wyłączenia sędziego TS ze sprawy Świrskiego.

W pytaniach skierowanych do pełnego składu TS chodzi o mechanizm kształtowania składów orzekających w TS, który - według uzasadnienia pytań - powinien być określony ustawowo i w powiązanym z ustawą regulaminie TS, a nie w trybie zarządzenia przewodniczącej TS.

Przewodnicząca Trybunału Stanu Małgorzata Manowska w oświadczeniu wydanym jeszcze w połowie marca br. napisała, że "oczekiwanie, że zagadnienie dotyczące wyznaczania składów orzekających w TS zostanie rozpoznane przez półtora miesiąca, można byłoby uznać za przejaw naiwności, gdyby nie to, że całokształt okoliczności wskazuje, iż chodzi raczej o działanie o wyraźnie politycznym podłożu".

  •  

Węgry podpisały umowę z Rosją. Budapeszt chce na wschód

Dzisiaj, 8 kwietnia (12:41)

Politico podaje, że węgierski minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó i rosyjski minister zdrowia Michaił Muraszko podpisali umowę, która obejmuje współpracę w takich dziedzinach jak energetyka, edukacja, kultura i sport. To jasno pokazuje, że tuż przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi rząd w Budapeszcie próbuje zrobić wszystko, by zbliżyć się do Moskwy.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Dokumenty sporządzone przez stronę rosyjską wskazują na chęć odwrócenia negatywnego trendu w handlu dwustronnym, który ucierpiał z powodu sankcji Unii Europejskiej nałożonych na Rosję po jej inwazji na Ukrainę.

Głośno ostatnio o silnym zbliżeniu politycznym między Węgrami i Rosją, ale umowa, do której dotarło Politico, nadaje współpracy obu krajów nowy i bardzo realny wymiar. Co ciekawe, Victor Orban nie pochwalił się podpisaniem umowy, a jej tekst nie został upubliczniony.

Umowa otwiera drzwi do nowych projektów energetycznych na Węgrzech, w tym w zakresie energii elektrycznej i wodoru, oraz zacieśnienia współpracy w kwestiach ropy, gazu i paliwa jądrowego. Ale dokument otwiera drogę do zacieśnienia relacji także w innych sektorach.

Rosja i Węgry - podaje Politico - "poruszały bieżące kwestie dwustronnej współpracy handlowej i gospodarczej, wspólnych działań w sektorze energetycznym, przemyśle, ochronie zdrowia, rolnictwie, budownictwie i innych obszarach wspólnego zainteresowania, a także w sferze kulturalnej i humanitarnej" podczas spotkania w Moskwie 9 grudnia 2025 roku. W dokumencie podkreślono również znaczenie "rozwoju długoterminowych, wzajemnie korzystnych więzi między oboma krajami w obszarach wspólnego zainteresowania".

W rezultacie rząd w Budapeszcie zgadza się w ramach umowy na wzmocnienie nauczania języka rosyjskiego, sprowadzania rosyjskich nauczycieli, otwarcie nowych programów wymiany studenckiej, uznawanie rosyjskich dyplomów. Dokument uwzględnia też wzmożoną wymianę sportową i kulturową. Innymi słowy, ludzie Orbana podpisali cyrograf na wdrażanie na Węgrzech wszystkich elementów, które Rosja wykorzystuje do prowadzenia akcji dezinformacyjnych, propagandowych, antyukraińskich i antyeuropejskich.

Węgry chcą się stać rosyjskim lotniskowcem w Unii Europejskiej, już nie tylko działając wbrew Wspólnocie, ale także tworząc przestrzeń do prowadzenia przez Moskwę operacji wpływu w Europie.

Pytany o sprawę Szijjártó, odpowiada zgodnie z linią przyjętą przez rząd. Jego zdaniem Budapeszt kieruje się wyłącznie interesem narodowym i nie ugnie się pod presją, dyktowaną przez zachodnich liberałów. Przypomnijmy, że szef węgierskiej dyplomacji z presją w Brukseli radzi sobie świetnie, zwłaszcza w kontekście wynoszenia poufnych informacji z obrad unijnych dyplomatów i przekazywania ich Moskwie. Węgierscy urzędnicy pośredniczyli też w procesie łagodzenia zachodnich sankcji na niektóre osoby z bliskiego otoczenia Kremla.

W ujawnionej przez agencję Bloomberga telefonicznej rozmowie między Orbanem i Władimirem Putinem, ten pierwszy zapewniał, że jest gotów udzielić Moskwie wszelkiej pomocy w imię budowania coraz lepszych relacji. 

Opublikowane w środę na Węgrzech sondaże ujawniają, że więcej osób - niezależnie od wyborczych preferencji - spodziewa się, iż niedzielne wybory parlamentarne wygra opozycyjna partia TISZA. Według sondażu partia TISZA pod przewodnictwem Petera Magyara cieszy się poparciem 41 proc. ogółu społeczeństwa, a ugrupowanie Fidesz premiera Viktora Orbana - 34 proc. Żadna inna partia nie przekroczyła w badaniu 5-procentowego progu wyborczego. Magyar oskarża Orbana o jawną zdradę z powodu powiązań premiera kraju z Kremlem.

Prorządowe ośrodki sondażowe przyznają jednak zwycięstwo Fideszowi.

  •  

Jednej Konfederacji rośnie, drugiej spada. Najnowszy sondaż wyborczy

Dzisiaj, 8 kwietnia (11:19)

Cztery partie weszłyby dziś do Sejmu - wynika z sondażu Ogólnopolskiej Grupy Badawczej (OGB). Pozostałe znalazłyby się poniżej progu wyborczego. Najwięcej osób deklaruje głosowanie na Koalicję Obywatelską.

  • Koalicja Obywatelska prowadzi w sondażu OGB z poparciem 37,99 proc. (wzrost o 0,1 pkt proc.).
  • Dla kogo ile mandatów w Sejmie?
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

KO może obecnie liczyć na poparcie 37,99 proc. Polaków (wzrost o 0,1 pkt proc.), a PiS na 29,77 proc. (wzrost o 1 pkt proc.) - wynika z opublikowanego w środę badania OGB dla portalu Stan 360.

Na podium znalazłaby się też Konfederacja z poparciem na poziomie 11,42 proc. (spadek o 1,5 pkt proc.). Do Sejmu weszłaby też Konfederacja Korony Polskiej z 10 proc. poparcia (wzrost o 1 pkt proc.).

Poniżej progu wyborczego znalazłyby się natomiast: Nowa Lewica (4,92 proc., spadek o 0,4 pkt proc.), Partia Razem (3,29 proc., wzrost o 1 pkt proc.), PSL (1,57 proc., spadek o 0,8 pkt proc.) i Polska 2050 (1,04 proc., spadek o 0,3 pkt proc.).

KO mogłaby wówczas liczyć na 209 mandatów w Sejmie, PiS - na 159 mandatów, Konfederacja na 47, a KKP - na 45.

Badania zostało przeprowadzone metodą CATI między 25 marca a 4 kwietnia na reprezentatywnej grupie 1000 osób.

  •  

Afera mailowa. Jest akt oskarżenia ws. Michała Dworczyka

Wczoraj, 11 marca (13:58)

Do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia trafił akt oskarżenia przeciwko Michałowi Dworczykowi - poinformowała Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Sprawa dotyczy tzw. afery mailowej i niedopełnienia obowiązków w czasie, gdy Dworczyk pełnił funkcje wiceministra obrony narodowej, członka Rady Ministrów i szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

  • Po jeszcze więcej informacji zapraszamy na stronę główną RMF24.pl

Dworczyk według prokuratury posługiwał się niecertyfikowaną i niezabezpieczoną prywatną skrzynką mailową do prowadzenia korespondencji służbowej wynikającej z pełnionych funkcji, które "miały znaczenie dla bezpieczeństwa publicznego i prawidłowego funkcjonowania organów państwa". W mailach znalazły się:

  • informacje niejawne, 
  • zagadnienia dotyczące obronności i bezpieczeństwa państwa, 
  • zagadnienia zawiązane ze służbami specjalnymi 
  • zagadnienia dotyczące bezpieczeństwa teleinformatycznego,
  • zagadnienia dotyczące spraw gospodarczych i Covid-19,
  • zagadnienia dotyczące relacji zagranicznych i stosunków międzynarodowych.

Dworczyk został też oskarżony o utrudnianie postępowania w sprawie "przełamania zabezpieczeń oraz uzyskania dostępu do zawartości prywatnej skrzynki mailowej oskarżonego i publikacji jej zawartości wraz z danymi dostępowymi" przez pomaganie w uniknięciu odpowiedzialności karnej. Chodzi o wykasowanie ze skrzynki mailowej przychodzących wiadomości i danych czym według prokuratury "zatarł ślady pozwalające na ustalenie sprawcy wyżej wymienionego przestępstwa". 

Były szef kancelarii premiera po usłyszeniu zarzutów odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. 

Tzw. afera mailowa rozpoczęła się w czerwcu 2021 roku, kiedy w internecie zaczęły pojawiać się fragmenty korespondencji prowadzonej przez Michała Dworczyka, ówczesnego szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. W ujawnionych wiadomościach miały znajdować się informacje o charakterze niejawnych. Sam Dworczyk poinformował wówczas, że w związku z doniesieniami o włamaniu na jego skrzynkę mailową oraz skrzynkę jego żony, a także na ich konta w mediach społecznościowych, sprawa została zgłoszona odpowiednim służbom państwowym. Jednocześnie zapewnił, że w jego korespondencji nie znajdowały się żadne informacje o charakterze niejawnym, zastrzeżonym, tajnym ani ściśle tajnym.

Były szef kancelarii premiera w grudniu 2025 r., gdy przedstawiono mu zarzuty mówił, że w 2021 r. kiedy po 48 godzinach okazało się, że informatycy nie są w stanie odzyskać kontroli nad jego prywatną skrzynką, polecił wykonanie kopii binarnej tego, co znajdowało się na dysku, a następnie skasowanie samej skrzynki. Czynności, jak mówił, zostały wykonane i podobno w trakcie tych czynności "jakaś część informacji wychodzącej ze skrzynki została skasowana".

W październiku 2026 roku Parlament Europejski zdecydował o uchyleniu immunitetu Michałowi Dworczykowi.

  •  

Czarnek składa projekt ustawy. Chodzi o VAT na paliwo

Poniedziałek, 9 marca (07:13)

Aktualizacja: Poniedziałek, 9 marca (07:43)

"Składam projekt ustawy z podpisami posłów Prawa i Sprawiedliwości, który obniża czasowo podatek VAT z 23 do 8 proc. i obniża akcyzę na paliwo mniej więcej o 10-9 proc." - powiedział w poniedziałek o poranku Przemysław Czarnek na konferencji prasowej.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Przemysław Czarnek ogłosił na jednej ze stacji Orlenu, że składa projekt ustawy dotyczący czasowego obniżenia podatku VAT na paliwo.

Były minister edukacji w poprzednim rządzie PiS w sobotę został mianowany przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na kandydata na premiera w ewentualnym rządzie, gdyby Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory w 2027 roku i ewentualnie ponownie doszło do władzy. Chodzi o to, żeby Polacy poczuli, że państwo wspiera ich w czasie kryzysu. Państwo musi wychodzić naprzeciw oczekiwaniom obywateli - stwierdził "kandydat na kandydata" PiS. Przemysław Czarnek wspomniał też, że jego zdaniem - kiedy rządziło PiS - "Orlen był w stanie utrzymywać ceny paliwa na poziomie najniższym w Europie".

Wzrost cen paliw jest pokłosiem wojny na Bliskim Wschodzie. Poniedziałek to 10. dzień wojny Izraela i USA z Iranem. 28 lutego Izrael i USA rozpoczęły naloty na cele w Iranie - tydzień po tym, jak prezydent USA Donald Trump zainaugurował Radę Pokoju. W pierwszym dniu nalotów USA i Izraela na Iran zabity został Ajatollah Ali Chamenei, który - stojąc na czele reżimu - pełnił funkcję najwyższego przywódcy polityczno-duchowego kraju od 1989 roku. Teheran w odpowiedzi zaatakował kilka państw w regionie, w tym mieszczące się tam bazy amerykańskie. Wiele państw ewakuuje swoich obywateli z Bliskiego Wschodu. W niedzielę członkowie irańskiego Zgromadzenie Ekspertów wybrali nowego najwyższego przywódcę kraju. Został nim Modżtaba Chamenei, syn poprzedniego lidera, ajatollaha Alego Chameneiego, zabitego w pierwszym dniu wojny. 

W zeszłym tygodniu o bezpieczeństwie paliwowym i cenach wypowiedział się przed posiedzeniem rządu premier Donald Tusk.

Jeśli chodzi o ceny (…), Orlen jako główny aktor na tej scenie jest w pełni świadomy. Dziś o tym rozmawialiśmy z ministrem aktywów państwowych. Orlen użyje narzędzi dla niego dostępnych, narzędzi finansowych – na przykład związanych z marżą – tak, aby ewentualne skoki cen ropy na giełdach światowych nie odbiły się w sposób dokuczliwy na cenach paliwa w Polsce - zapowiedział Donald Tusk. 

Nie możemy oczywiście zagwarantować nienaruszalności cen w tym czasie. Wiadomo, wojna ma swoje konsekwencje (…), ale spółki będą miały na uwadze, żeby łagodzić ewentualne skutki podwyżki cen ropy, to mogę zagwarantować - powiedział premier.

Pojawiły się sygnały i paskudna narracja ze strony niektórych polityków dotycząca paliwa, że go za chwilę zabraknie, i próba wywołania paniki (…). Chcę powiedzieć, że nie ma żadnego problemu, jeśli chodzi o zapasy paliwa w Polsce. Wojna nie ma bezpośredniego wpływu na dostawy ropy naftowej - dodał szef rządu.

  •  

Wielka koalicja PiS z Konfederacjami? Wyborcy mówią wprost

Wielka koalicja PiS z Konfederacjami? Wyborcy mówią wprost

Wczoraj, 8 lutego (08:46)

Czy na polskiej scenie politycznej szykuje się nowy sojusz? Z najnowszego sondażu Instytutu Badań Pollster, opublikowanego przez "Super Express", wynika, że większość wyborców Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji oraz Konfederacji Korony Polskiej popiera pomysł współpracy tych ugrupowań, a nawet utworzenia wspólnej koalicji.

  • Nowy sondaż wskazuje, że większość wyborców PiS, Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej popiera pomysł wspólnej koalicji tych ugrupowań.
  • Jak ten pomysł oceniają zwolennicy poszczególnych ugrupowań? Dowiesz się z tego artykułu.
  • Najnowsze informacje, także ze świata polityki, znajdziesz na rmf24.pl.

W badaniu, które przeprowadzono pod koniec stycznia na reprezentatywnej próbie 1010 dorosłych Polaków, ankietowani mieli odpowiedzieć na pytanie, czy Prawo i Sprawiedliwość powinno zadeklarować chęć współpracy i ewentualnej koalicji z Konfederacją oraz Konfederacją Korony Polskiej.

Wśród wyborców PiS aż 57 procent opowiedziało się za takim rozwiązaniem. Przeciwko było 16 procent, natomiast 27 procent nie miało w tej sprawie zdania. 

Jeszcze większe poparcie dla koalicji widać wśród wyborców Konfederacji - tam aż 60 procent popiera wspólne działania z PiS i Konfederacją Korony Polskiej, 27 procent jest przeciw, a 13 procent nie potrafiło zająć stanowiska. 

Największy entuzjazm wykazali jednak wyborcy Konfederacji Korony Polskiej - aż 79 procent z nich chce zacieśnienia współpracy z pozostałymi ugrupowaniami prawicowymi, 14 procent jest przeciw, a 7 procent nie wyraziło opinii.

Z opublikowanego 5 lutego sondażu United Surveys by IBRiS przeprowadzonego dla Wirtualnej Polski wynika, że obecnie na najwięcej głosów w wyborach mogłaby liczyć Koalicja Obywatelska. Na partię Donalda Tuska chce zagłosować 32,3 proc. respondentów. To wzrost poparcia o pół punktu procentowego w porównaniu do poprzedniego badania.

Drugie miejsce w sondażu zajmuje Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 23,5 proc. To jednak wyraźny spadek - partia Jarosława Kaczyńskiego straciła 2,7 punktu procentowego.

Podium zamyka Konfederacja, na którą zagłosowałoby 11,2 proc. ankietowanych. Również w tym przypadku odnotowano spadek poparcia - o 2,8 punktu procentowego.

W Sejmie znalazłyby się jeszcze trzy ugrupowania. Największy wzrost poparcia zanotowała Konfederacja Korony Polskiej - 7,7 proc. (wzrost o 0,6 punktu procentowego). Lewica mogłaby liczyć na 6,6 proc. głosów, co oznacza wzrost o 0,7 punktu procentowego.

Pod progiem wyborczym znalazły się: Polskie Stronnictwo Ludowe (4,9 proc., wzrost o 0,1 punktu procentowego), Partia Razem (3,7 proc., wzrost o 1 punkt procentowy) oraz Polska 2050 (2,1 proc., spadek o 0,2 punktu procentowego).

Badanie United Surveys by IBRiS wykonano w dniach 30 stycznia - 1 lutego 2026 roku na reprezentatywnej grupie tysiąca osób, metodami CATI i CAWI.

  •  

Ciąg dalszy zmian w Polsce 2050. Hołownia z nową rolą

  • Szymon Hołownia został wybrany do zarządu Polski 2050. Wśród innych nowych członków jest także minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska.

    Sobotnie posiedzenie Rady Krajowej Polski 2050 było pierwszym po wyborze Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz na stanowisko przewodniczącej ugrupowania. Do zarządu wybrani zostali: Paulina Hennig-Kloska, Rafał Kasprzyk, a także Szymon Hołownia oraz Sławomir Ćwik. 

    Pełczyńska-Nałęcz jeszcze we wtorek powołała pierwszych członków nowego zarządu. Pierwszą wiceprzewodniczącą partii została Ewa Schaedler, drugim wiceprzewodniczącym Adam Rudawski, skarbnikiem pozostał Łukasz Osmalak, a sekretarzem Robert Sitnik. W zarządzie znalazł się również szef klubu Paweł Śliz.

    Zgodnie ze statutem partii do Zarządu Krajowego Polski 2050 wchodzi od 5 do 10 osób. Przewodnicząca ugrupowania może powołać do czterech członków zarządu, tj. pierwszego i drugiego wiceprzewodniczącego partii, skarbnika i sekretarza generalnego. Do zarządu z urzędu wchodzi również szef sejmowego klubu parlamentarnego.

    Warto przypomnieć, że założyciel Polski 2050 Szymon Hołownia nie startował w ostatnich wyborach na przewodniczącego tego ugrupowania. Chciał zostać Wysokim Komisarzem ONZ ds. Uchodźców, ale nie udało mu się wywalczyć tego stanowiska. 

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Ziobro zakpił z policji. Telefon na żywo w programie

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro na antenie Telewizji Republika postanowił zakpić z wydania za nim listu gończego i zadzwonił pod numer, jaki się w nim znalazł. „Widzicie państwo i o to właśnie chodzi, że teraz w całej Polsce dzwonią w sprawie Ziobry poszukiwanego listem gończym” – mówił polityk.

  • Bądź na bieżąco! Informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Wczoraj prokurator wydał postanowienie o poszukiwaniu podejrzanego, byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, listem gończym w związku z nieprawidłowościami w Funduszu Sprawiedliwości. Tak, jak dzieje się to w każdym takim przypadku, wizerunek Ziobry został opublikowany na policyjnych stronach. W ogłoszeniach dotyczących poszukiwanej osoby policja zawsze publikuje też numer, na który należy zadzwonić jeśli wie się, gdzie dana osoba przebywa. Tak też jest w przypadku listu gończego za politykiem PiS.

Były minister sprawiedliwości skomentował działania prokuratury w Telewizji Republika. To jest ta rzeczywistość Żurkowo-Tuskowego wymiaru sprawiedliwości. Tak naprawdę to jest komedia. Polskie przepisy mówią jasno, że list gończy ma zastosowanie wyłącznie na terenie Polski - mówił. Podkreślał, że druga przesłanka do wydania listu istnieje, jeśli miejsce przebywania danej osoby nie jest znane. Wszyscy w Polsce wiedzą, że nie przebywam na terytorium Polski, a więc ta przesłanka odpada. A tym bardziej moje miejsce pobytu jest znane. Przebywam w Budapeszcie lub w Brukseli. Oba adresy mojego pobytu są znane i znajdują się w aktach prokuratury i sądu - mówił.

Ziobro w czasie programu postanowił zadzwonić na numer Komendy Stołecznej Policji wskazany w liście gończym. Nikt jednak nie odebrał, pojawił się komunikat głosowy, że numer jest zajęty (w liście podkreślono, że na ten numer należy dzwonić w godzinach 8:00-16:00 w tygodniu, a w innym przedziale czasowym na 112).

Dzwonią w sprawie Ziobry. Widzicie państwo i o to właśnie chodzi, że teraz w całej Polsce dzwonią w sprawie Ziobry poszukiwanego listem gończym. Problem polega na tym, że prawo mówi... ta prawniczka, która jest w studiu kompromituje się, bo gdyby znała prawo to by wiedziała, że list gończy ma zastosowanie tylko na terenie Polski - mówił były minister sprawiedliwości i dodawał, że w jego sprawie powinien być wydany Europejski Nakaz Aresztowania.

Prokuratura zarzuca byłemu szefowi resortu sprawiedliwości z czasów rządów PiS m.in., że kierował zorganizowaną grupą przestępczą oraz wykorzystywał swoje stanowisko do działań o charakterze przestępczym. Ziobro miał popełnić 26 przestępstw, m.in. wydawać swoim podwładnym polecenia łamania prawa, by zapewnić wybranym podmiotom dotacje z Funduszu Sprawiedliwości, ingerować w przygotowanie ofert konkursowych i dopuszczać do przyznawania środków nieuprawnionym podmiotom.

Prokuratura zarzuca też Ziobrze, że zdecydował o nielegalnym przekazaniu z Funduszu Sprawiedliwości 25 mln zł CBA na zakup inwigilującego oprogramowania Pegasus oraz 14 mln zł na remont Prokuratury Krajowej, mimo braku podstaw prawnych.

Obecnie Ziobro - według jego obrońców - jest objęty ochroną międzynarodową przez władze Węgier, które uznały, że grożą mu prześladowania polityczne.

  •  

Polska w centrum uwagi świata? Minister twierdzi, że nasz kraj to "hot topic"

Dzisiaj, 7 lutego (09:48)

"Z całą pewnością udział Polski w Davos był wielkim sukcesem. Polska jest absolutnie takim 'hot topic' (z ang. gorącym tematem - przyp. RMF FM) dla świata" - powiedział minister aktywów państwowych Wojciech Balczun. Jego zdaniem zagraniczne media poświęcają Polsce sporo uwagi.

  • Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Szef MAP uczestniczył w tegorocznej 56. edycji Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, która odbyła się w dniach 19-23 stycznia. Minister brał udział m.in. w panelu dyskusyjnym "Beyond Recovery: Shaping Ukraine’s Future through Polish-Ukrainian Cooperation" oraz odbył bilateralne spotkania, na których poruszano tematy bezpieczeństwa oraz rozwoju technologicznego.

Podkreślił, że przed i po Davos zagraniczne media poświęcały Polsce wiele uwagi. W jego ocenie zauważana jest również pozycja Polski jako jednej z 20 największych gospodarek świata.

Z każdej strony płynęły bardzo pozytywne opinie, recenzje i reakcje na temat tego, co osiąga i co będzie osiągała w najbliższym czasie Polska - powiedział PAP. Podkreślił, że Polska ma aspiracje i jest 20. gospodarką świata.

Polska po raz pierwszy została zaproszona na szczyt grupy G20, który odbędzie się w grudniu w Miami.

Balczun stwierdził, że obecność Polski w Davos była zauważalna m.in. dzięki Polish Hub, w ramach którego odbywały się panele, dyskusje i spotkania bilateralne. Zwrócił uwagę także na aktywność spółek Skarbu Państwa, w tym PKO BP i Orlenu.

Dodał, że w Davos poruszano m.in. tematy inwestycji w Polsce, rozwoju sztucznej inteligencji, centrów danych oraz projektów z sektorów strategicznych, w tym energetycznego i finansowego.

Polskę w Davos reprezentowali, oprócz szefa MAP, m.in. prezydent Karol Nawrocki, wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski oraz minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.

  •