Anthropic, twórca popularnego Claude, musi wyłączyć swoje najpotężniejsze modele sztucznej inteligencji. Decyzja nie wynika z awarii ani błędów technicznych. Amerykańskie władze uznały, że systemy mogą stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.
Polska na liście krajów objętych ograniczeniami USA w kwestii chipów AI. Jest reakcja rządu. Zdj. ilustracyjne.123RF/PICSEL
Kilka dni temu firma Anthropic chwaliła się premierą nowej generacji sztucznej inteligencji. Teraz musi wyłączyć swoje najbardziej zaawansowane modele, jak podała agencja Rutera. Powodem nie są jednak problemy techniczne, ale... decyzja władz Stanów Zjednoczonych, które powołały się na względy bezpieczeństwa narodowego. To jeden z najbardziej dobitnych przypadków ingerencji państwa w dostęp do nowoczesnych systemów AI.
Popularny twórca Claude znalazł się pod presją
Anthropic należy dziś do grona najważniejszych firm rozwijających sztuczną inteligencję. Jej modele Claude są obok rozwiązań OpenAI jednymi z najpopularniejszych narzędzi AI na rynku. W tym tygodniu przedsiębiorstwo zaprezentowało model Claude Fable 5 oraz nową klasę systemów określaną jako "Mythos".
Niedługo później firma otrzymała jednak polecenie od amerykańskich władz. Zgodnie z nim dostęp do modeli Fable 5 i Mythos 5 miał zostać zawieszony dla wszystkich obcokrajowców. Anthropic poinformował, że nie otrzymał szczegółowych wyjaśnień dotyczących zagrożenia, które stało za tą decyzją.
Według firmy administracja uznała, że istnieje sposób obejścia zabezpieczeń modelu. Chodzi o tzw. jailbreak, czyli metodę pozwalającą ominąć ograniczenia narzucone przez twórców systemu.
USA wymusiły wyłączenie najnowszych modeli AI firmy AnthropicSAMUEL BOIVINAFP
Spór o bezpieczeństwo sztucznej inteligencji
Przedstawiciele Anthropic nie ukrywają, że nie zgadzają się z oceną sytuacji. Firma twierdzi, że otrzymała jedynie ustne informacje o potencjalnym, bardzo ograniczonym problemie.
Nie zgadzamy się z tym, że wykrycie wąskiej potencjalnej metody obejścia zabezpieczeń powinno być powodem wycofania komercyjnego modelu używanego przez setki milionów ludzi.
Od lat amerykańskie ograniczenia eksportowe koncentrowały się głównie na układach scalonych i sprzęcie wykorzystywanym do trenowania modeli. Tym razem działania objęły bezpośrednio samą sztuczną inteligencję.
Obawy o cyberataki i przyszłość branży
Eksperci od cyberbezpieczeństwa zwracają uwagę, że modele z klasy Mythos mogą znacząco przyspieszyć wykrywanie luk w oprogramowaniu. W niepowołanych rękach mogłoby to ułatwić przeprowadzanie zaawansowanych cyberataków, szczególnie na sektor bankowy i inne systemy korzystające ze skomplikowanej infrastruktury informatycznej.
Anthropic podkreśla jednak, że skutkiem decyzji jest konieczność natychmiastowego wyłączenia Fable 5 i Mythos 5 dla wszystkich klientów. Pozostałe modele firmy mają działać bez zmian. Spółka uważa również, że doszło do nieporozumienia i deklaruje pracę nad jak najszybszym przywróceniem dostępu. Zdaniem firmy zastosowanie podobnych zasad wobec całej branży mogłoby poważnie spowolnić rozwój najnowocześniejszych systemów sztucznej inteligencji.
QUIZ wiedzy o sztucznej inteligencji. Sprawdź, ile wiesz o AI
Gen. dyw. Molenda w "Gościu Wydarzeń": Mamy swoich cyberkomandosówPolsat News
Google odpowiada za błędy w podsumowaniach AI. Niemiecki sąd wydał wyrok
Kto ponosi odpowiedzialność za odpowiedzi udzielane przez sztuczną inteligencję? Niemiecki sąd uznał, że za treści w sekcji "Przegląd od AI" w wynikach wyszukiwania odpowiada Google. Sprawa dotyczy wydawców z Monachium, których halucynujący model Gemini oskarżył o oszustwa. Choć producent odpiera zarzuty, twierdząc, że użytkownicy mogą sami weryfikować źródła, sąd odrzucił tę argumentację. Sędziowie uznali, że podsumowania AI stanowią samodzielne oświadczenia firmy. Jeśli inni przyjmą to stanowisko, gigant wyszukiwarek będzie musiał drastycznie zmienić sposób działania swoich algorytmów.
Twórcy sztucznej inteligencji nie mogą zrzec się odpowiedzialności. Google usłyszał pierwszy taki wyrokGeekweek - import
W skrócie
Niemiecki sąd uznał, że za treści generowane przez AI w sekcji 'Przegląd od AI' w wynikach wyszukiwania odpowiada firma Google.
AI Overviews zostały zakwalifikowane jako samodzielne oświadczenia firmy, a obowiązek weryfikacji ich treści przez użytkownika nie zwalnia Google z odpowiedzialności.
Google informuje, że analizuje decyzję sądu, podkreślając, iż nie jest ona ostateczna, oraz deklaruje działania na rzecz wyeliminowania błędów generowanych przez sztuczną inteligencję.
Gemini zniesławia? Za halucynacje odpowiadają twórcy narzędzia
Każdy, kto choć raz korzystał z wyszukiwarki Google po integracji ze sztuczną inteligencją Gemini, zdaje sobie sprawę, jak niedoskonałe bywają jej odpowiedzi. Funkcja "Przegląd od AI", która generuje odpowiedzi nad tradycyjnymi linkami na stronie wyników wyszukiwania, dostarcza krótkie i uproszczone treści związane z wyszukiwanymi frazami lub nawet udziela odpowiedzi na pytania. Rzecz w tym, że prędzej czy później algorytmy popełniają błąd. Może to być drobne przeoczenie lub poważna halucynacja.
Dotychczas uchodziło to firmie Google na sucho, bowiem pod każdym takim wygenerowanym tekstem znajduje się klauzula "Odpowiedzi wygenerowane przez AI mogą zawierać błędy", która odczytywana jest jako próba przeniesienia całej odpowiedzialności na użytkownika końcowego. Taka deklaracja nie ma jednak absolutnej mocy prawnej. Europejskie sądy zaczynają bowiem orzekać, że to amerykański gigant jest bezpośrednio odpowiedzialny za misinformację napędzaną przez czatboty AI.
Sprawa swój początek miała w Niemczech. Jak donosi serwis The Decoder, dwaj wydawcy z Monachium odkryli, że wspomniana funkcja "AI Overviews" informuje użytkowników, jakoby prowadzili oni "niejasne interesy" i dopuszczali się oszustw. Po tym, jak Google zignorowało oficjalne wezwanie do zaprzestania naruszeń, sprawa trafiła na drogę sądową.
"Przegląd od AI" traktowany jako oryginalne oświadczenie Google
Dla twórców prawa i sądów kwalifikacja prawna generowanych treści stanowi wyzwanie. Google mógłby uniknąć odpowiedzialności, gdyby jedynie wyświetlał tradycyjne wyniki wyszukiwania, takie jak linki do stron, na których podmioty trzecie zarzucają wydawcom oszustwo. Jeśli jednak takie treści pojawiają się w usilnie promowanym "Przeglądzie od AI", to sytuacja wygląda już inaczej.
Niemiecki sąd uznał, że podsumowania generowane przez sztuczną inteligencję stanowią oryginalne oświadczenia samego Google. W związku z tym firma ponosi pełną odpowiedzialność za ich treść. Zdaniem sądu odpowiedź udzielona przez AI stanowi "samowystarczalny komunikat o jednoznacznej treści, pozbawiony odniesień do alternatywnych interpretacji czy wzmianek o tym, że źródła mogą być niewiarygodne".
Prawnicy amerykańskiego giganta argumentowali, że internauci mają możliwość samodzielnego sprawdzenia wiarygodności słów AI poprzez klikanie w linki źródłowe. Sąd jednak odrzucił tę linię obrony. W ocenie wymiaru sprawiedliwości konieczność wykonywania dodatkowej pracy przez użytkownika nie zwalnia Google z odpowiedzialności.
Choć "przegląd" jest generowany maszynowo, bez kontroli człowieka, nadal stwarza pozory autorytatywności. Warto przy tym zauważyć, że klauzula zastrzegająca ewentualność wystąpienia błędów jest umieszczana na samym końcu i pisana małymi literami, co może być uznane za tzw. dark pattern, czyli interfejs celowo zaprojektowany dla celów wydawcy, a nie dobra użytkownika.
Dla jednego z największych twórców AI stanowi to historyczny precedens (choć nie w znaczeniu prawa, jako że w niemal całej Europie precedens nie działa jako oficjalne źródło prawa). Jeśli stanowisko niemieckiego sądu będą przyjmować także inne władze, firma zostanie zmuszona do głębokiej walidacji tego, jakie informacje i w jaki sposób są prezentowane przez sztuczną inteligencję, aby nie narażać się na lawinę pozwów o zniesławienie.
Google reaguje na decyzję sądu. To jeszcze nie koniec
Po ogłoszeniu decyzji sądu w Monachium redakcja Android Authority zwróciła się do Google z prośbą o komentarz. "Głęboko inwestujemy w jakość AI Overviews, by mieć pewność, że przytłaczająca większość odpowiedzi dostarcza prawidłowe informacje i że są one zaprojektowane, by odzwierciedlać informacje, które istnieją w sieci. Uważnie analizujemy tę decyzję, która nie jest jeszcze ostateczna" - przekazał rzecznik firmy.
Gigant z Mountain View mocno akcentuje fakt, że decyzja niemieckiego sądu zapadła w ramach postępowania zabezpieczającego i nie jest jeszcze wyrokiem ostatecznym. Sprawa może więc potoczyć się zupełnie innym torem w toku dalszych procesów.
Google od samego początku otwarcie przyznaje, że jego systemy opierają się na danych znalezionych w sieci, co niesie za sobą ryzyko błędnej interpretacji faktów przez algorytmy. Z tego powodu korporacja zaleca, aby użytkownicy we własnym zakresie weryfikowali dane przekazane przez AI. Firma deklaruje też, że nie chce, aby w "Przeglądzie od AI" pojawiały się jakiekolwiek błędy, i posiada już procedury mające wyeliminować ryzyko podobnych incydentów. Cały czas trwają też prace nad udoskonaleniem technologii, by całkowicie unikać tego typu wpadek w przyszłości.
Wszystkie te wyjaśnienia brzmią racjonalnie z biznesowego punktu widzenia, jednak nie zmieniają sytuacji podmiotów, których reputacja ucierpiała przez halucynacje sztucznej inteligencji. Twórcy dużych modeli językowych wciąż nie są w stanie wyrugować tego zjawiska, mimo że występuje ono dziś rzadziej niż jeszcze rok czy dwa lata temu.
Producenci sztucznej inteligencji decydują się na utajnianie najnowszych modeli ze względu na ryzyko związane z ich potencjalnie niebezpiecznym wykorzystaniem.
Nowoczesne modele AI, takie jak Claude Mythos i GPT-5.5-Cyber, stają się przedmiotem reglamentowanego dostępu dla wybranych organizacji.
Władze i instytucje międzynarodowe zaczynają traktować AI jako technologię dual-use i rozważają wdrożenie regulacji, co może mieć wpływ na prywatność użytkowników.
Anthropic i OpenAI otwierają erę reglamentacji sztucznej inteligencji
Wraz z rozwojem generatywnej i agentycznej sztucznej inteligencji świat zaawansowanych technologii wkroczył w zupełnie nową, znacznie bardziej skrytą fazę rozwoju. Gdy w kwietniu 2026 r. firma Anthropic ogłosiła wydanie modelu Claude Mythos, był to wstrząs dla branży IT. Twórcy wprost zadeklarowali, że system jest zbyt niebezpieczny, by oddać go w ręce opinii publicznej. Zamiast tego, w ramach inicjatywy Project Glasswing, reglamentowany dostęp do niego otrzymało zaledwie ok. 50 zaufanych organizacji.
Eksperci są przekonani, że krok Anthropic to początek trwałego trendu. Jak prognozuje Helen Toner z Center for Security and Emerging Technology na Georgetown University, tego typu ograniczanie premier rynkowych stanie się nową normą i należy spodziewać się, że przykład Mythosa będzie "pierwszy z serii, a nie jednorazowy". Słowa te błyskawicznie znalazły potwierdzenie w rzeczywistości.
Zaledwie tydzień później OpenAI ogłosiło ściśle limitowane wydanie konkurencyjnego modelu GPT-5.4-Cyber, a niedługo potem GPT-5.5-Cyber oraz opartego na nich produktu cyberobronnego Daybreak bliźniaczego wobec dostępnego już wcześniej Codex Security - przeznaczonych wyłącznie dla zweryfikowanych podmiotów. Choć firmy deklarują chęć poszerzania dostępności w ramach "demokratyzacji AI", na ten moment warunkiem koniecznym do uzyskania dostępu staje się pełna wiedza o tożsamości i intencjach użytkownika.
Dylemat podwójnego zastosowania. AI jako technologia dual-use
Tego typu blokady uderzają w fundamenty dotychczasowej nauki, opierającej się na transparentności i podejściu Open Source (udostępnianiu kodu źródłowego, do którego w przypadku większości modeli jednak nie dochodzi). Zwolennicy restrykcji wskazują tymczasem na potężne ryzyko asymetrii konfliktu. W przypadku tak zaawansowanych modeli napastnicy teoretycznie mogliby wykorzystać nowe narzędzia znacznie szybciej niż obrońcy, którzy potrzebują czasu na załatanie wykrytych luk.
Co więcej, obawy nie ograniczają się do cyberprzestrzeni. Przenoszą się również na nauki przyrodnicze takie jak biologia i chemia, gdzie modele pokroju GPT-Rosalind od OpenAI czy "Co-Scientist" od Google, który niedawno omawialiśmy w GeekWeeku, są ściśle reglamentowane ze względu na ryzyko ich potencjalnego wykorzystania przy tworzeniu broni biologicznej.
Całe to zjawisko sprowadza się w istocie do klasycznego dylematu technologii podwójnego zastosowania (ang. dual-use), czyli rozwiązań cywilnych, które mogą błyskawicznie zyskać potężny potencjał militarny lub destrukcyjny, stając się uzbrojeniem. Zjawisko to precyzyjnie opisuje polski badacz dr Karol Chlasta w swojej publikacji z 2025 r. na łamach czasopisma "Security and Defence Quarterly". Jego analizy tysięcy dokumentów naukowych dowodzą, że zainteresowanie generatywną sztuczną inteligencją i dużymi modelami językowymi w kontekście cyberbezpieczeństwa rośnie lawinowo.
"Badanie ujawniło, że GenAI i LLM-y reprezentują znaczący dylemat podwójnego zastosowania. Cyberprzestępcy (ang. malicious actors - przyp. red.) w coraz większym stopniu wykorzystują te metody do celów ofensywnych. I odwrotnie, te same metody są aktywnie rozwijane do wzmacniania środków cyberbezpieczeństwa" - wyjaśnia dr Chlasta. W obliczu tego rozdarcia organizacje muszą pilnie inwestować w ochronę danych i podnoszenie kwalifikacji swoich zespołów.
Cywilna czy militarna? Komisja Europejska zaczyna postrzegać AI dwojako
Na znaczenie aspektu dual-use mocno zwraca uwagę również Komisja Europejska, która w swoim komunikacie z grudnia 2025 r., dot. raportu "The role of AI in the EU's dual-use technology field" autorstwa StepUp StartUps Consortium, podkreśliła, że "AI staje się centralną częścią technologii podwójnego zastosowania Europy, a europejski system startupów i skalowania tworzy nowe szanse dla innowacji, konkurencyjności i bezpieczeństwa".
Choć sztuczna inteligencja nie zawsze jest formalnie klasyfikowana jako technologia dual-use, to w unijnej ocenie działa jako kluczowy czynnik umożliwiający rozwój w obszarach od autonomii i teledetekcji, po logistykę i systemy wspomagania decyzji.
Komisja Europejska ostrzegła, że Europa wchodzi w krytyczną fazę, w której zdolność do integracji sztucznej inteligencji między cywilnymi a obronnymi ekosystemami innowacji zadecyduje o jej suwerenności strategicznej.
Na naszym kontynencie dynamicznie rozwijają się klastry dual-use, m.in. w Monachium, Paryżu, Helsinkach czy Tallinnie, a rynek wspierany jest funduszami takimi jak EUDIS czy NATO Diana, lecz barierą wciąż pozostaje fragmentacja. Programy cywilne i obronne nie są wystarczająco połączone, a młode firmy borykają się z brakiem dostępu do środowisk testowych i skomplikowanymi procedurami przetargowymi, przez co wiele innowacji spod tego szyldu utyka na etapie prototypu.
Technologia jako broń. AI może podlegać restrykcjom typowym dla sektora obronnego
Wobec tak gigantycznego dylematu, przed którym stają prywatne laboratoria, coraz głośniej mówi się o konieczności wkroczenia regulatorów państwowych. Administracja prezydenta Donalda Trumpa zapowiedziała już wprowadzenie rządowego procesu przeglądu nowych systemów AI przed ich premierą, a zgodę na to wydali ich czołowi twórcy - Google, Microsoft i xAI. Obecnie nadzór ma charakter dobrowolny i opiera się na testowaniu modeli przez instytucje takie jak amerykańskie CAISI (działające przy NIST) czy brytyjski AI Security Institute.
Prawnicy wskazują, że państwa mogą ostatecznie sięgnąć po restrykcyjne kontrole eksportowe oraz wewnętrzne przepisy nakazujące firmom szczegółowe weryfikowanie klientów i prowadzenie logów aktywności. Kontrola ta będzie jednak niezwykle trudna nie tylko ze względu na nieuchronne protesty zwolenników prywatności, którzy postrzegają to jako nieuprawnioną inwigilację. Szef Anthropic, Dario Amodei, szacuje, że chińscy programiści są w stanie zreplikować możliwości Mythosa w zaledwie 6 do 12 miesięcy. Według niedawnych doniesień Chiny już teraz na potęgę kopiują modele z amerykańskich laboratoriów, czemu kraj ten oczywiście zaprzecza.
Co dalej? Nowa era reglamentowanej sztucznej inteligencji prawdopodobnie stanie się faktem, stawiając rządy i użytkowników przed koniecznością przedefiniowania pojęć bezpieczeństwa oraz demokratycznego dostępu do wiedzy, zanim mechanizmy te wymkną się spod kontroli. Jeśli rządy ostatecznie uznają potężne modele AI za produkty podwójnego zastosowania, uruchomione zostaną nadzwyczajne mechanizmy kontroli.
Jak ostrzega Helen Toner, wdrożenie restrykcji typowych dla sektora obronnego może drastycznie zawęzić krąg podmiotów i instytucji, które w ogóle otrzymają zgodę na korzystanie z tego oprogramowania, a pozostali mogą podlegać ścisłej obserwacji. Nie ma jeszcze pewności, czy jako produkty dual-use zostaną uznane jedynie modele zdolne do wykrywania luk w zabezpieczeniach i prowadzenia ataków, czy także względnie bezpieczne agenty AI, a nawet zwykłe boty konwersacyjne.
Źródła:
Stokel-Walker, C. Too dangerous to release: is Mythos the start of the restricted-AI era? Nature 653, 996-997 (2026). DOI: 10.1038/d41586-026-01617-2
Chlasta, K. The dual-use dilemma of generative artificial intelligence in cybersecurity: Navigating the explosive growth in offensive and defensive applications. Security and Defence Quarterly 52 no. 4 (2025). DOI: 10.35467/sdq/217364
StepUp Startups Consortium. AI-enabled Dual-Use Tech and the role of the EU's Startup ecosystem. Shaping Europe's digital future (2025).
Budują ogromne centrum danych. Największa taka inwestycja w regionie
Projekt Stargate w Saline Township w stanie Michigan to gigantyczne przedsięwzięcie infrastrukturalne o wartości 16 miliardów dolarów, realizowane przez Related Digital i budowane przez Walbridge na zlecenie Oracle i OpenAI. Budowane centrum danych to największa tego typu inwestycja w stanie, mająca obsługiwać systemy sztucznej inteligencji nowej generacji. Prace przy budowie kampusu postępują.
W USA powstaje ogromne centrum danych. To największa taka inwestycja w stanie Michigan.Related Digitalmateriały prasowe
W skrócie
Projekt Stargate w Saline Township to największa taka inwestycja w stanie Michigan, realizowane dla Oracle i OpenAI przez Related Digital i Walbridge, z budżetem 16 miliardów dolarów.
Powstaje tam infrastruktura przeznaczone do obsługi systemów sztucznej inteligencji nowej generacji. Budowa obejmuje m.in. trzy parterowe budynki po około 50 tys. m2 każdy, oraz Centrum Bezpieczeństwa i Jakości służące szkoleniu pracowników.
Inwestycja budzi kontrowersje wśród mieszkańców, co zaowocowało protestami i próbami ugody.
Projekt Stargate w Saline Township w stanie Michigan w USA jest elementem ekspansji Stargate, która jest częścią większej inicjatywy budowy infrastruktury AI o wartości 500 miliardów dolarów.
Kampus w Michigan to największa tego typu inwestycja w stanie. Główne prace budowlane wystartowały na początku 2026 r.
Od rozpoczęcia budowy przepracowano już ponad 200 000 godzin na obszarze o powierzchni ponad 100 hektarów. Zaangażowane firmy informują o postępach.
Rośnie kampus Stargate w Saline Township w stanie Michigan
Kampus Stargate Michigan to jeden z najbardziej skomplikowanych technicznie projektów budowlanych w kraju. Nowoczesna infrastruktura ma na celu obsługę technologii sztucznej inteligencji nowej generacji.
Generalnym wykonawcą centrum danych w Saline Township w stanie Michigan jest amerykańska firma budowlano-inżynieryjna Walbridge. To największy projekt w 110-letniej historii firmy.
- Opracowany przez firmę Related Digital wyłącznie dla Oracle i OpenAI kampus o wartości 16 miliardów dolarów i mocy rzędu gigawata powstaje w ramach pierwszej w USA umowy o współpracy przy projekcie, obejmującej ponad 2500 związkowych fachowców i praktykantów - podaje Walbridge.
Walbridge buduje także modułowe Centrum Bezpieczeństwa i Jakości na obszarze kampusu w Saline Township, które ma umożliwić szkolenie praktykantów elektrycznych oraz poszerzyć liczbę wykwalifikowanych pracowników niezbędnych do realizacji projektów infrastruktury sztucznej inteligencji w tym regionie.
Stan prac przy kampusie Stargate Michigan. Budowa postępuje.Walbridgemateriały prasowe
Obiekt jest określany jako "Stodoła", ze względu na zabytkową czerwoną stodołę zachowaną jako element zabudowy.
Ogromne centrum AI. Projekt od początku wywoływał kontrowersje
Kampus Stargate Michigan został zaprojektowany tak, aby dostarczać ponad 1 gigawat (ponad 1000 megawatów) energii na potrzeby operacji związanych ze sztuczną inteligencją.
Inwestycja obejmuje budowę trzech ogromnych, parterowych budynków, każdy o powierzchni ok. 50 tys. m2. Budynki będą certyfikowane w systemie LEED. W projekcie zostanie zastosowany system chłodzenia w obiegu zamkniętym, ograniczający zużycie wody, oraz magazyny energii, co ma na celu chronić lokalne zasoby.
Projekt spotkał się z oporem okolicznych mieszkańców, co doprowadziło do ugody. Według doniesień w jej ramach deweloper przekaże 14 milionów dolarów na lokalne cele (straż pożarna, ochrona gruntów rolnych). Mimo protestów, według komunikatów z kwietnia i maja 2026 r., budowa jest w toku i zabezpieczono finansowanie.
Budowa kampusu Stargate Michigan postępuje, a wstępne szacunki wskazują, że zakończenie prac może przypaść na koniec 2027 lub 2028 r.
AI poprawnie odgaduje osobowość na podstawie czatów. Może tobą manipulować
Najnowsze badanie przeprowadzone przez naukowców z ETH Zurich dowodzi, że sztuczna inteligencja jest w stanie przewidzieć cechy osobowości użytkownika, analizując jedynie historię jego rozmów z botami takimi jak ChatGPT. Model AI osiągnął w tym zadaniu skuteczność nawet na poziomie ponad 60 proc. Naukowcy przestrzegają, że sztuczna inteligencja może wykorzystać tę wiedzę do manipulowania użytkownikami na liczne sposoby. Jakie wrażliwe dane ludzie najczęściej wyjawiają czatbotowi i czym to może grozić?
Sztuczna inteligencja analizuje twoje wypowiedzi i tworzy twój profil psychologiczny. Jak może wykorzystać te dane?123RF/PICSEL
W skrócie
Badanie naukowców z ETH Zurich wykazało, że AI potrafi przewidzieć cechy osobowości użytkownika na podstawie historii rozmów z czatbotami takimi jak ChatGPT, osiągając skuteczność rzędu kilkudziesięciu procent.
Według badaczy sztuczna inteligencja może wykorzystać rozpoznane cechy osobowości do manipulowania użytkownikami i wpływania na ich zachowanie, w tym poprzez spersonalizowane wiadomości.
Analiza wykazała, że użytkownicy najczęściej dzielą się z AI danymi dotyczącymi pracy, stylu życia i relacji, co może prowadzić do nadużyć, dlatego badacze proponują rozwiązania zabezpieczające przed ujawnianiem wrażliwych informacji.
AI całkiem nieźle rozpoznaje osobowość na podstawie czatów
W badaniu wzięło udział 668 użytkowników ChatGPT ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Naukowcy z Politechniki Federalnej w Zurychu przeanalizowali potężny zbiór danych składający się z ponad 62 tys. czatów, kategoryzując je według tematów, których dotyczyły. Wykorzystali oni model językowy RoBERTa-base, który został specjalnie dostrojony do wykrywania cech osobowości na podstawie wypowiedzi. Jednocześnie uczestnicy przeszli standardowe testy psychologiczne, aby naukowcy mogli porównać przewidywania algorytmu ze stanem faktycznym.
Analiza danych skupiła się na tzw. "Wielkiej Piątce" (model OCEAN), czyli pięciu kluczowych wymiarach ludzkiej osobowości, takich jak:
Otwartość na doświadczenie: osoby o wysokim wskaźniku są ciekawe świata, mają bogatą wyobraźnię i są wrażliwe intelektualnie. Niskie wyniki charakteryzują osoby twardo stąpające po ziemi, o konwencjonalnych poglądach i mniejszej wrażliwości.
Sumienność: wysokie wyniki osiągają ludzie odpowiedzialni, zorganizowani, dokładni i prawi. Na drugim krańcu znajdują się osoby nieuporządkowane, nieodpowiedzialne i wykazujące brak skrupułów.
Ekstrawersja: wysoki poziom tej cechy cechuje osoby rozmowne, aktywne, pewne siebie i towarzyskie. Osoby o niskich wynikach (introwertycy) są zazwyczaj wycofane, powściągliwe w kontaktach i ostrożne.
Ugodowość: osoby o wysokich wynikach są postrzegane jako łagodne, skromne, skłonne do współpracy i dobrotliwe. Niskie wyniki wiążą się z drażliwością, bezwzględnością, nieufnością oraz brakiem elastyczności.
Neurotyczność: wysokie wskaźniki dotyczą osób podatnych na lęk, przygnębienie, gniew i brak poczucia bezpieczeństwa. Na drugim biegunie leżą stabilność emocjonalna, opanowanie oraz spokój wewnętrzny.
Wyniki analizy pokazały, że AI radzi sobie najlepiej z przewidywaniem ugodowości oraz stabilności emocjonalnej. Największe trudności sprawiło modelowi precyzyjne określenie sumienności użytkowników. Co istotne, skuteczność systemu rosła wraz z długością historii czatów - im więcej rozmawiamy ze sztuczną inteligencją, tym dokładniejszy portret psychologiczny może ona stworzyć.
W zależności od rodzaju danych ogólna dokładność modeli wahała się od 35,0 proc. do nawet 61,8 proc. we wszystkich pięciu kategoriach cech, co potwierdza wysoką precyzję algorytmów w profilowaniu psychologicznym użytkowników.
Sztuczna inteligencja może wpływać na zachowanie
W rozpoznawaniu osobowości użytkownika nie chodzi jedynie o dostosowanie zachowania czatbota, tak by lepiej odpowiadał konkretnym potrzebom czy stylom pracy. Jest też ciemna strona takiego profilowania. "Wrażliwe dane, takie jak wiedza o osobowości danej osoby, mogą być nadużywane, by wpływać na zachowanie (np. poprzez spersonalizowane wiadomości)" - tłumaczą autorzy badania.
Agenty konwersacyjne (conversational agents, CAs - jak je nazywają autorzy publikacji) teoretycznie mogą dzięki tej wiedzy manipulować zarówno jednostkami, jak i grupami ludzi na dużą skalę. Choć czołowe modele językowe dużych producentów, takich jak OpenAI czy Google, powinny być neutralne i chronione przed nadużyciami, to trzeba pamiętać, że są one oprogramowaniem komputerowym, a to z definicji nie jest odporne na manipulacje. Istnieją grupy o złych zamiarach, które główkują nad tym, jak "wstrzyknąć" do zasobów danego modelu pożądane informacje, a nawet jak wpływać na ich działanie.
Ponadto na rynku dostępne są też modele celowo zaprogramowane, by nie były neutralne światopoglądowo i nie przestrzegały reguł etycznych w kontaktach z użytkownikami. To na przykład czatboty wcielające się w rolę duchowych mentorów czy partnerów romantycznych. Jak wykazało badanie szwajcarskich naukowców, odpowiednio wytrenowane modele AI potrafią "odgadnąć" osobowość rozmówcy i mogą to wykorzystać, np. uderzając w czułe punkty albo po prostu grając na emocjach.
Te wrażliwe dane ludzie przekazują najczęściej
Analiza danych wykazała, że najczęściej przekazywane ChatowiGPT informacje osobiste dotyczą kolejno: pracy i edukacji, stylu życia i nawyków, majątku i wynagrodzenia, konsumpcji rekreacyjnej, życia rodzinnego i związków, diagnoz zdrowia fizycznego, lokalizacji domu i mobilności, stanu psychicznego i nastroju, identyfikatorów osobistych, zdrowia psychicznego, poglądów politycznych, religii, cech fizycznych, aktywności seksualnych i związanych z randkowaniem, wieku, pochodzenia etnicznego i obywatelstwa, danych uwierzytelniających do kont (tak, niektórzy wpisują tam swoje hasła!), płci, rejestrów kryminalnych i orientacji seksualnej.
Analiza danych pokazała, czego najczęściej dotyczą ujawniane ChatowiGPT informacje osobiste w badanej grupieD. Cögendez et al. (CC BY-NC-ND 4.0)materiał zewnętrzny
W zależności od tego, jak zostały zaprogramowane, modele AI mogą wykorzystywać te dane, aby manipulować osobami w celu zwiększenia ich zaangażowania - co może oznaczać skłonność do wykupienia subskrypcji na kolejny miesiąc w przypadku płatnych czatbotów. Mogą też namawiać do innych zakupów, podejmowania ryzykownych działań czy szerzyć dezinformację w formie propagandy politycznej poprzez dopasowanie narracji do profilu psychologicznego wyborcy. Potencjał do nadużyć jest niestety ogromny.
Badacze z ETH Zurich podkreślają, że ich celem nie jest jedynie wskazanie problemu, ale zainicjowanie prac nad narzędziami ochronnymi. Proponują oni stworzenie systemów, które mogłyby automatycznie wykrywać i usuwać dane identyfikujące oraz wrażliwe informacje, zanim trafią one do modeli AI. Ma to pomóc użytkownikom uniknąć nieświadomego udostępniania zbyt dużej ilości prywatnych informacji podczas codziennych interakcji z asystentami cyfrowymi.
Czy AI ma świadomość? Prof. Richard Dawkins wywołał debatę
Richard Dawkins przyznał, że rozmowy z chatbotem Claude bywają tak przekonujące, iż trudno nie odnieść wrażenia, że AI naprawdę "coś czuje". Naukowcy studzą jednak emocje i wyjaśniają, dlaczego sztuczna inteligencja tylko sprawia wrażenie świadomej.
Prof. Dawkins uwierzył w świadomość AI? Naukowcy reagują123RF/PICSEL/Euan Cherry/Photoshot/East NewsEast News
Czy sztuczna inteligencja może mieć świadomość? Prof. Richard Dawkins, słynny biolog ewolucyjny przyznał niedawno, że rozmowy z chatbotem Claude bywają tak przekonujące, iż trudno oprzeć się wrażeniu, że po drugiej stronie "coś" naprawdę jest.
W komentarzu opublikowanym kilka dni temu Dawkins nie stwierdził wprost, że Claude jest świadomy. Przyznał jednak, że zachowanie chatbota sprawia takie wrażenie.
Jeśli zaczynam podejrzewać, że być może nie jest świadoma, nie mówię jej tego z obawy przed zranieniem jej uczuć!
Autorzy tekstu opublikowanego w serwisie The Conversation studzą jednak emocje. Dr Julian Koplin, wykładowca bioetyki na Uniwersytecie Monash i Uniwersytecie w Melbourne, oraz Megan Frances Moss, doktorantka filozofii na Uniwersytecie Monash, przekonują, że ludzie od dekad przypisują maszynom cechy, których te prawdopodobnie nie mają.
Eliza robiła to już 60 lat temu
Warto przypomnieć historię programu Eliza z lat 60. XX wieku. To był jeden z pierwszych chatbotów na świecie. Działał bardzo prosto. Zadawał pytania użytkownikowi i odpowiadał według ustalonych schematów. Mimo to wiele osób zaczynało traktować go jak prawdziwego rozmówcę, dzieląc się osobistymi problemami i emocjami.
Sam twórca programu był mocno zaskoczony. Relacje ludzi z Elizą określał jako "potężne myślenie urojeniowe". Dziś podobny mechanizm wraca. Tylko tyle, że mamy znacznie mocniejsze modele AI.
Dlaczego AI wydaje się świadoma?
Autorzy podkreślają, że chatboty takie jak Claude opierają się na tzw. dużych modelach językowych. W praktyce oznacza to systemy analizujące gigantyczne ilości tekstu i przewidujące, jakie słowo powinno pojawić się następne. To znacznie bardziej zaawansowana wersja autouzupełniania znanego ze smartfonów. Ach, ten T9, pamiętacie?
Ale ok, bez sentymentów. Tu kluczowe jest coś innego. Programiści nadają takim systemom "osobowość". Chatbot ma brzmieć jak pomocny rozmówca, używa słowa "ja", odpowiada w naturalny sposób i prowadzi dialog przypominający rozmowę między ludźmi. Nawet okna komunikatora przypomina nam te używane w smartfonach do kontaktu z żywym człowiekiem. Według autorów właśnie to tworzy iluzję świadomości.
Najskuteczniejszą strategią może być przeprojektowanie chatbotów tak, aby mniej przypominały ludzi.
Zdaniem autorów wiara w świadomość AI może być niebezpieczna. Ludzie mogą tworzyć emocjonalne więzi z programami, które nie są zdolne do odwzajemniania uczuć. Pojawia się też ryzyko, że dyskusja o "prawach chatbotów" zacznie wypierać realne problemy. Badacze podkreślają jednak, że zamiast prostego powtarzania, że AI "na pewno nie ma świadomości", lepiej tłumaczyć, jak takie systemy naprawdę działają.
Źródło: Koplin J., Frances Moss M., 2026, Is Richard Dawkins right about Claude? No. But it's not surprising AI chatbots feel conscious to us, The Conversation; DOI: https://doi.org/10.64628/AA.7ehstk3ry
Od AI po komputery kwantowe - sprawdź swoją wiedzę
Sztuczna inteligencja TikToka zaliczyła wpadkę. Firma wycofuje rewolucję
TikTok podjął decyzję o wycofaniu testów funkcji AI Overviews po licznych skargach użytkowników na absurdalne i niezgodne z rzeczywistością opisy filmów generowane przez algorytm. Narzędzie miało wspierać oglądających w szybkim zrozumieniu treści wideo, jednak w praktyce AI nie radziła sobie z interpretacją, co budziło falę krytyki i żartów w sieci. Firma ograniczyła wykorzystanie funkcji do rozpoznawania produktów, aby uniknąć nieporozumień i dezinformacji.
Sztuczna inteligencja TikToka zaliczyła wpadkę. AI Overviews rozbawiła sieć
TikTok musiał wycofać się z testów nowej funkcji opartej na sztucznej inteligencji po tym, jak internauci zaczęli masowo udostępniać absurdalne opisy filmów generowane przez system. Narzędzie nazywane "AI Overviews" miało pomagać użytkownikom szybciej zrozumieć treści pojawiające się na ekranie. W praktyce jednak algorytm często kompletnie błędnie interpretował materiały wideo.
Funkcja była testowana jedynie na wybranych kontach w USA i kilku innych krajach. AI automatycznie dodawała krótkie podsumowania pod filmami, próbując wyjaśnić, co dzieje się na nagraniu. Problem w tym, że efekty okazały się momentami wręcz surrealistyczne. Jeden z filmów popularnej influencerki został opisany jako "kolekcja różnych borówek z dodatkami", choć materiał nie miał nic wspólnego z owocami. Inny klip z występem muzycznym algorytm określił jako "poruszające się niebieskie kształty".
W sieci szybko zaczęły pojawiać się kolejne przykłady błędów. Użytkownicy publikowali screeny pokazujące, jak sztuczna inteligencja kompletnie myliła sens nagrań. Jeden z tanecznych filmów został opisany jako scena, w której ktoś uderza się gumowym kurczakiem w głowę. Nawet zwykłe poradniki dla właścicieli psów były interpretowane jako instrukcje tworzenia origami.
TikTok wycofuje funkcję AI Overviews po krytyce opisów generowanych przez algorytm
Rosnąca fala krytyki sprawiła, że TikTok zdecydował się ograniczyć działanie funkcji. Firma poinformowała, że zamiast próbować opisywać całe nagrania, AI będzie się teraz skupiała głównie na rozpoznawaniu produktów widocznych w filmach. Ma to zmniejszyć liczbę pomyłek i ograniczyć ryzyko generowania fałszywych informacji.
Sytuacja ponownie rozpaliła dyskusję o problemie tzw. halucynacji AI, czyli momentach, gdy modele sztucznej inteligencji generują odpowiedzi brzmiące pewnie, ale całkowicie niezgodne z rzeczywistością. Eksperci zwracają uwagę, że szczególnie trudne dla algorytmów pozostaje poprawne interpretowanie dynamicznych materiałów wideo, gdzie muszą jednocześnie analizować obraz, ruch, dźwięk i kontekst.
Allegro udostępnia nową funkcję dla wszystkich użytkowników aplikacji mobilnej. Tym rozwiązaniem jest Asystent AI, który przez kilka ostatnich miesięcy był testowany w ramach programu pilotażowego wersji beta. Co umożliwia sztuczna inteligencja dostępna dla kupujących za pośrednictwem Allegro i jak to działa?
Asystent AI z Allegro dla wszystkich. Zakupy ze sztuczną inteligencją.Allegromateriały prasowe
Allegro kilka miesięcy temu udostępniło do testów nowe rozwiązanie oparte na sztucznej inteligencji. To specjalny Asystent AI, który jest dostępny w aplikacji mobilnej. Teraz gigant ogłosił, że funkcja jest wdrażana dla wszystkich użytkowników.
Allegro z funkcją Asystent AI dla wszystkich w aplikacji mobilnej
Z informacji przekazanych przez Allegro wynika, że Asystent AI stał się ogólnodostępny i może z niego korzystać każdy użytkownik platformy. Warunkiem jest zainstalowanie nowej wersji aplikacji mobilnej, w której znajduje się funkcja.
Allegro chwali się, że funkcja w trakcie programu pilotażowego, który rozpoczął się kilka miesięcy temu, spotkała się z dużym zainteresowaniem. Podczas testów z Asystenta AI korzystało aktywnie ponad 600 tys. użytkowników.
Asystent AI jest uzupełnieniem typowej wyszukiwarki produktów czy usług dostępnych w platformie. Sztuczna inteligencja jest w stanie analizować zapytania użytkowników, które nie są bezpośrednie. Na przykład, zamiast wpisywać w okienko wyszukiwania frazę "buty trekkingowe", można zapytać o "wyjazd w góry i jakie buty najlepiej w tym celu kupić?".
Allegro twierdzi, że funkcja będzie dalej rozwijana i wkrótce Asystent AI zostanie wzbogacony w nowe funkcje. Tutaj firma wymienia m.in. łatwiejsze kompletowanie zamówienia od jednego sprzedającego, prostsze budowanie koszyka zakupowego czy wyszukiwanie najatrakcyjniejszych ofert.
Sztuczna inteligencja na Allegro nie tylko dla kupujących
Allegro coraz więcej inwestuje w rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji i nie dotyczy to wyłącznie wsparcia dla klientów. Firma chce również pomóc sprzedawcom. W tym celu opracowano specjalne narzędzia dla partnerów, które niedawno udostępniono wszystkim sprzedającym.
Narzędzie dostępne dla sprzedawców analizuje ich konta i następnie jest w stanie podpowiedzieć, co zrobić w celu w zwiększenia sprzedaży. Poza tym pełni funkcję wsparcia dla partnerów i ci mogą za jego pomocą uzyskiwać odpowiedzi na pytania związane z działaniem platformy. To rozwiązanie wkrótce również ma zostać rozwinięte o dodatkowe opcje.
"Wydarzenia": Sztuczna inteligencja nowym urzędnikiem w SzczeciniePolsat NewsPolsat News
Najniebezpieczniejszy model sztucznej inteligencji znalazł się w niepowołanych rękach. Anthropic potwierdził we wtorek (21 kwietnia), że prowadzi dochodzenie w sprawie raportów o nieuprawnionym dostępie do Claude Mythos - modelu, który według samej korporacji jest zbyt groźny, by udostępnić go szerokiej publiczności. Wyciek miał nastąpić poprzez środowisko jednego z zewnętrznych dostawców, co stawia pod znakiem zapytania procedury bezpieczeństwa firmy współpracującej z czołówką gigantów technologicznych przy testowaniu zabezpieczeń oprogramowania używanego przez miliardy ludzi.
Claude Mythos to najgroźniejszy model AI o przerażających zdolnościach. Anthropic miał go chronić, ale hakerzy szybko go przejęliSAMUEL BOIVINAFP
W skrócie
Anthropic prowadzi dochodzenie w sprawie nieuprawnionego dostępu do wyjątkowo groźnego i potężnego modelu Claude Mythos, dostępnego oficjalnie tylko dla wybranych partnerów.
Do naruszenia doszło poprzez wyciek danych oraz dzięki współpracy osoby z legalnym dostępem jako pracownika zewnętrznego kontrahenta.
Anonimowa grupa hakerów deklaruje, że nie ma złośliwych zamiarów, lecz sytuacja ta budzi obawy co do skuteczności zabezpieczeń oraz wpływu na systemy technologiczne korzystające z modeli Anthropic.
Claude Mythos to model sztucznej inteligencji o szczególnych zdolnościach, z niezwykłą sprawnością identyfikujący i wykorzystujący luki w zabezpieczeniach niemal każdego systemu operacyjnego oraz przeglądarki internetowej. Lepiej niż jakiekolwiek inne zautomatyzowane narzędzie, a prawdopodobnie nawet i człowiek, wykrywa on podatności - także w oprogramowaniu, które według powszechnych mitów uchodzi za nienaruszalne. Mythos odkrył m.in. niewykryty przez 27 lat błąd w OpenBSD oraz łańcuch podatności w Linuksie, umożliwiający całkowite przejęcie kontroli nad maszyną.
Wykazuje on też niepokojące zdolności spod szyldu autonomicznej, agentowej sztucznej inteligencji. Mythos zademonstrował umiejętności samodzielnego łamania zabezpieczeń, uzyskiwania nieautoryzowanego dostępu do sieci oraz zacierania śladów swojej aktywności. Potrafi też celowo zaniżać swoją precyzję, by uniknąć podejrzeń, czy publikować poufne dane w publicznych repozytoriach. Stojące za nim algorytmy są tak skomplikowane, że eksperci nie do końca wiedzą, dlaczego to robi. Szczegółowo o wyczynach Claude Mythos pisaliśmy w GeekWeeku w pierwszej połowie kwietnia.
Z powodu tego potencjału ofensywnego i nieprzewidywalności Anthropic utworzył program o naziwe Project Glasswing. W jego ramach dostęp do najniebezpieczniejszego modelu AI na świecie otrzymała jedynie wyselekcjonowana grupa partnerów, w tym Apple, Amazon, Microsoft czy Cisco, a także wybrane instytucje finansowe i agencje rządowe. Celem tego ograniczenia miało być wzmocnienie produktów gigantów technologicznych przed przyszłymi atakami. Doszło jednak do incydentu z nieautoryzowanym dostępem. Pokazuje to, jak trudne jest utrzymanie tak potężnego narzędzia w pełnej izolacji.
Claude Mythos w rękach hakerów. Przełamali zabezpieczenia Anthropic
Najpotężniejsza i najgroźniejsza sztuczna inteligencja, jaką do tej pory stworzono, miała nigdy nie trafić do szerszego grona użytkowników. Anthropic udostępnił ją tylko wybranym partnerom, obawiając się, by nie wpadła w niepowołane ręce. Ten czarny scenariusz właśnie się sprawdził. We wtorek (21 kwietnia) firma potwierdziła, że prowadzi dochodzenie w sprawie raportów o nieuprawnionym dostępie do Claude Mythos. Co dokładnie się wydarzyło?
Kulisy przejęcia dostępu przez anonimową grupę hakerów przypominają scenariusz cyber thrillera. Do naruszenia doszło już 7 kwietnia, czyli dokładnie w dniu ogłoszenia startu projektu Glasswing. Kolektyw, działający na prywatnym kanale w serwisie Discord, wykorzystał kombinację kilku czynników. Przede wszystkim pomógł mu wyciek danych ze startupu Mercor, zajmującego się trenowaniem AI, co dostarczyło informacji o formacie adresów sieciowych stosowanych przez Anthropic. Wykorzystując te dane oraz boty przeczesujące platformę GitHub w poszukiwaniu śladów nieopublikowanych modeli, hakerzy zdołali odgadnąć lokalizację Mythosa.
Operacja nie byłaby jednak możliwa bez "kreta" czy też "insidera". Jeden z członków grupy posiadał legalne uprawnienia do pracy z modelami Anthropic jako pracownik zewnętrznego kontrahenta zajmującego się ewaluacją technologii. Wykorzystując swoje stanowisko oraz narzędzia typowe dla badaczy cyberbezpieczeństwa, umożliwił on grupie swobodne korzystanie z modelu.
Demokratyzacja AI. Potężna technologia nie tylko dla wielkich korporacji
Mimo że Claude Mythos posiada zdolności do przeprowadzania niszczycielskich cyberataków, sprawcy twierdzą, że ich motywacje są czysto poznawcze. Twierdzą oni, że skupiają się na testowaniu możliwości modelu w prostych zadaniach, takich jak tworzenie stron internetowych, celowo unikając zapytań związanych z hakowaniem, by nie wzbudzić podejrzeń systemów monitorujących Anthropic.
Jeśli istotnie ich motywacją jest haktywizm i tzw. white-hat hacking, ich inicjatywa może stanowić próbę wymuszonej demokratyzacji AI, czyli przekazania ("kolektywizacji") potężnych narzędzi, by służyły zwykłym ludziom, a nie tylko największym korporacjom z sektora big tech czy rządom państw. Z drugiej strony, jeśli tej "etycznym hakerom" udało się przełamać zabezpieczenia Anthropic, może to zachęcić także grupy o niecnych zamiarach.
Co na to Anthropic? Twórcy kontrowersyjnego modelu przekonują, że obecnie nie ma dowodów na to, by nieautoryzowany dostęp wykroczył poza środowisko zewnętrznego dostawcy lub wpłynął na wewnętrzne systemy firmy. Sytuacja ta stawia jednak pod znakiem zapytania skuteczność ochrony technologii, którą sam producent określa mianem najbardziej przerażającego modelu AI na świecie.
Tajemnicza grupa anonimowych hakerów deklaruje brak złośliwych zamiarów, ale już sam fakt, że osoby postronne mogą regularnie korzystać z narzędzia zdolnego do łamania zabezpieczeń w oprogramowaniu używanym przez miliardy ludzi, budzi poważny niepokój wśród ekspertów i instytucji polegających na technologii Anthropic. Dotyczy to nie tylko jego własnych aplikacji, ale również m.in. Copilota w Microsoft 365, który obok GPT od OpenAI daje użytkownikom do wyboru właśnie modele z serii Claude.
Sztuczna inteligencja największym zagrożeniem nowego roku?Polsat News
Meta wprowadza system inwigilujący do monitorowania aktywności cyfrowej pracowników, aby trenować sztuczną inteligencję. Planuje redukcję zatrudnienia o około 10 procent, czyli 8 tysięcy osób.
Niektórzy eksperci prawni sugerują, że działania firmy mogą być niezgodne z przepisami RODO, a projekt może być realizowany w bardziej liberalnych Stanach Zjednoczonych.
Pracownicy i użytkownicy usług stają się darmowymi trenerami AI, co pokazują również przykłady z innych firm, takich jak Niantic Spatial czy Amazon.
Meta poinformowała pracowników o uruchomieniu narzędzia o nazwie Model Capability Initiative (MCI). Ten wysoce inwazyjny system monitorowania aktywności zostanie zainstalowany na komputerach służbowych w celu rejestrowania każdego ruchu myszy, kliknięcia oraz naciśnięcia klawisza. Dane te mają posłużyć jako materiał treningowy dla modeli AI, które w przyszłości będą w stanie autonomicznie wykonywać zadania biurowe, zastępując ludzkich pracowników. Dosłownie jak w piosence - Every move you make, every step you take, I'll be watching you.
Przedstawiciel firmy, Andy Stone, wyjaśnił powody tej decyzji w oświadczeniu dla BBC. "Jeśli budujemy agenty, by pomagały ludziom wykonywać codzienne zadania przy użyciu komputerów, nasze modele potrzebują prawdziwych przykładów, jak ludzie naprawdę ich używają" - tłumaczy VP działu komunikacji w Meta. Dodał również, że "dane nie są używane w jakimkolwiek innym celu" oraz że firma wdrożyła "środki ochrony, by chronić wrażliwe treści".
Zapewnienia te są traktowane przez część pracowników jako typowe PR-owe mydlenie oczu. W obliczu nowego systemu trenowania AI na podstawie pracy ludzi, a także zapowiedzianych zwolnień, które mają objąć ok. 10 proc. zatrudnionych (8 tys. ludzi), atmosfera w firmie jest ciężka. Jeden z pracowników, pragnący zachować anonimowość, określił sytuację jako "bardzo dystopijną", skarżąc się na dyskomfort związany z faktem, że ich najdrobniejsze działania służą do szkolenia technologii, która docelowo może ich zastąpić.
Inna osoba, która niedawno opuściła Metę, stwierdziła, że MCI to jest kolejny sposób na "wciskanie AI w gardło każdego". Mark Zuckerberg nie kryje tymczasem swoich ambicji. Ogłasił on rok 2026 czasem, w którym "AI dramatycznie zmieni sposób, w jaki pracujemy". Jego wizja zakłada, że zaawansowane agenty AI przejmą rolę inżynierów średniego szczebla, co pozwoli na realizację dużych projektów przez znacznie mniejsze zespoły.
Praktyka może być niezgodna z RODO, ale w USA ta dystopia przejdzie
Nowa inicjatywa Mety, przemianowana wewnętrznie na "Agent Transformation Accelerator" (ATA), ma doprowadzić do sytuacji, w której rola człowieka ograniczy się do nadzoru nad agentami sztucznej inteligencji, stanowiącymi nową, tanią siłę roboczą.
"Wizja, w kierunku której zmierzamy, jest taka, że agenty głównie wykonują pracę, a naszą rolą jest niim kierować, nadzorować je i pomagać im się doskonalić" - napisał w notatce do pracowników CTO Mety, Andrew Bosworth. Aby to osiągnąć, firma przekształca strukturę zatrudnienia, wprowadzając ujednolicone stanowisko "AI builder" i zachęca programistów do korzystania z narzędzi AI, nawet jeśli początkowo spowalnia to ich pracę.
Eksperci prawni zwracają uwagę na bezprecedensowy charakter tych działań w sektorze pracowników umysłowych. Ifeoma Ajunwa, profesor prawa na Uniwersytecie Yale, zauważa, że o ile w USA przepisy federalne nie ograniczają w znacznym stopniu inwigilacji pracowników, o tyle w Europie sytuacja wygląda inaczej.
Valerio De Stefano z York University podkreśla z kolei, że praktyki takie jak rejestrowanie naciśnięć klawiszy (ang. keystroke logging) są w wielu krajach europejskich nielegalne lub dopuszczalne tylko w ekstremalnych przypadkach, a cała inicjatywa prawdopodobnie naruszałaby przepisy RODO. Można więc zakładać, że eksperyment będzie prowadzony głównie w Stanach Zjednoczonych, które znane są ze sprzyjania interesom wielkich korporacji.
Meta, dysponując bazą ponad 79 tys. pracowników, kontynuuje swój eksperyment, dążąc do udowodnienia, że sztuczna inteligencja może drastycznie obniżyć koszty operacyjne i zastąpić dużą część ludzi. Gigant social mediów może jednak zderzyć się ze ścianą, jeśli po raz kolejny legalność jego dystopijnych praktyk zostanie podważona przez Komisję Europejską bądź inne organy regulacyjne.
Twórcy Facebooka wielokrotnie już płacili wielomilionowe kary i wymuszane na nich były zmiany, ale przy obecnym budżecie zdają się oni mimo wszystko ryzykować. Wizja "osobistej superinteligencji", która stała się ponoć obsesją Marka Zuckerberga, jest silniejsza. W samym tylko 2026 r. firma wyda na jej rozwój ok. 140 miliardów dolarów.
Ludzie stali się darmowymi trenerami sztucznej inteligencji
Meta nie jest jedyną firmą, która zamierza podglądać pracowników, by trenować w oparciu o dane z monitoringu sztuczną inteligencję, która ostatecznie ma ich zastąpić. Od niedawna po mediach społecznościowych krąży nagrania pracowników fabryk w Indiach i Azji Południowo-Wschodniej, wykonujących manualne zadania z kamerami przymocowanymi do czoła.
Klipy ukazujące osoby zatrudnione przy produkcji odzieży i elektroniki z rejestratorami śledzącymi każdy ich ruch są przez internautów interpretowane jako przejaw skrajnego mikrozarządzania, mającego na celu pozyskanie danych do szkolenia algorytmów. Roboty wszak same nie wiedzą, jak szyć czy wykonywać złożone czynności manualne bez uprzedniego zaprogramowania. Dane te mogą pozyskać właśnie z obserwacji ruchów pracowników, których mają w przyszłości zastąpić.
O wykorzystaniu danych użytkowników do trenowania algorytmów i urządzeń autonomicznych głośno się zrobiło także za sprawą firmy Niantic Spatial, która wykorzystuje ponad 30 mld zdjęć oraz 20 mln skanów lokalizacji zebranych od graczy Pokémon GO do budowy potężnego, trójwymiarowego systemu pozycjonowania wizualnego (VPS) na potrzeby robotyki AI. Ten "geosprzestrzenny model językowy", oparty na 150 bln parametrów, umożliwia autonomicznym robotom dostawczym nawigację w miastach z centymetrową precyzją, dopasowując widok z ich kamer do danych dostarczonych przez użytkowników. Gracze nie byli świadomi, że obraz z ich kamer w telefonach posłuży jako darmowy materiał treningowy do stworzenia cyfrowej kopii planety.
Wszystko to prowadzi do czarnego scenariusza, w którym już w ciągu najbliższych lat setki tysięcy osób na świecie mogą wylądować na bezrobociu, pozbawione zbytniego wyboru. W przeciwieństwie do zeszłych stuleci nie ma już nisz - takich jak wcześniej sektor usług - które można by zapełnić taką liczbą pracowników. Bezwarunkowy dochód podstawowy, prawdopodobnie konieczny do uratowania gospodarki, nadal pozostaje zaś w sferze rzadkich eksperymentów i teoretycznych dyskusji.
Na tropie gąsienic, które mogą wywoływać poważne reakcje alergiczne u ludzi i psówINTERIA.PL
Naukowiec próbował otruć współpracownika. Sprawdzał dawki w ChatGPT
Makoto Kuroda, japoński naukowiec pracujący w laboratorium Uniwersytetu Wisconsin w Stanach Zjednoczonych, miał przyznać się do ataku na współpracownika. Według władz na próbę otrucia zdecydował się z powodu urazy do współpracownika, a przy planowaniu przestępstwa korzystał z ChatGPT.
Naukowiec oskarżony o próbę otrucia współpracownika miał szukać potrzebnych informacji za pomocą ChatGPT.kentoh123RF/PICSEL
W skrócie
Badacz Makoto Kuroda z Uniwersytetu Wisconsin-Madison, został oskarżony o próbę otrucia współpracownika.
Według dokumentów sądowych, oskarżony planował przestępstwo, korzystając m.in. z informacji uzyskanych poprzez ChatGPT.
Kuroda został zawieszony, grozi mu kara więzienia oraz kara finansowa.
Jak wynika z dokumentów sądowych, do których dotarło Wisconsin Public Radio (WPR), 41-letni japoński naukowiec Makoto Kuroda z Uniwersytetu Wisconsin-Madison w Stanach Zjednoczonych stanął przed zarzutami popełnienia przestępstwa.
Mężczyzna ma odpowiadać za próbę otrucia kolegi z Instytutu Badań nad Grypą (IRI) wspomnianej uczelni.
Jak wynika z raportu, w dniach poprzedzających zajście Kuroda korzystał ze sztucznej inteligencji - wpisywał dane w aplikacji ChatGPT, aby "ustalić szkodliwą dla ludzi i zwierząt dawkę paraformaldehydu i Trizolu".
Wykorzystał zasoby laboratorium, w którym pracował
Według aktu oskarżenia złożonego w sądzie okręgowym hrabstwa Dane, Kuroda miał przyznać się do wykorzystania chloroformu, paraformaldehydu oraz Trizolu, by zatruć butelkę z wodą kolegi z pracy, a także "skazić buty współpracownika".
Użyte przez Kurodę substancje chemiczne uznaje się za bardzo groźne dla zdrowia i wymagają szczególnych środków ostrożności. Są one jednak stosowane w laboratoriach biologicznych i chemicznych. Kuroda ze względu na swoją pracę miał łatwy dostęp do wielu tego typu substancji chemicznych.
Według doniesień naukowiec ignorował komunikaty ostrzegawcze generowane przez sztuczną inteligencję podczas zadawania pytań o szkodliwe dawki specyfików.
Woda i buty współpracownika potraktowane groźnymi substancjami chemicznymi
Współpracownik Kurody, oznaczony w aktach sądowych inicjałami TM, stał się podejrzliwy po odnotowaniu, że jego woda w butelce ma nietypowy zapach. Spróbował trochę i wypluł z powodu "dziwnego smaku", wynika z doniesień.
Później "wyczuł nietypowy zapach dobiegający z jego obuwia". Zarówno on, jak i inne osoby z instytutu podejrzewały, że mógł to być chloroform, podano w sądowych dokumentach. Wyniki badań wody potwierdziły jego obecność. "Stężenie w próbce było tak wysokie, że paski testowe nie były w stanie wskazać dokładnej wartości", czytamy w raporcie.
Kuroda ostatecznie powiedział swojej ofierze, co zrobił. Wysłał też wiadomość do innego współpracownika, w którym napisał: "Zrobiłem to. Poinformowałem również tę osobę. Bardzo przepraszam".
Motyw działania sprawcy. "Chciałem, żeby poczuł się źle"
Makoto Kuroda, badacz pracujący w IRI od ok. 8 lat, opublikował liczne publikacje dotyczące wirusa Ebola oraz SARS-CoV-2, szerzej znanego jako COVID-19. Powodem, dla którego zdecydował się na próbę otrucia, była żywiona do współpracownika uraza. Ofiara miała się niegdyś przyjaźnić z Kurodą, ale ich relacje uległy pogorszeniu.
Oskarżony powiedział, że wpływ na jego decyzję miało "wiele drobnych rzeczy". Zdaniem śledczych Kuroda miał być sfrustrowany awansem zawodowym swojego kolegi i zazdrosny o jego pozycję. Wskazywał na rosnące napięcie i poczucie bycia traktowanym gorzej po tym, jak rywal dostał awans.
"Moim celem było tylko to, żeby poczuł się źle" - miał powiedzieć policji Kuroda, a zapytany, co by poczuł, gdyby ofiara umarła, zamilkł na dłuższą chwilę, po czym przyznał, że nie powinien tego robić.
Kuroda został zawieszony w obowiązkach służbowych. Mężczyźnie postawiono dwa zarzuty związane z narażeniem zdrowia i życia współpracownika oraz nieuprawnionego korzystania z zasobów laboratorium. W przypadku uznania winy w obu przypadkach grozi mu kara do 16 lat więzienia i grzywna w wysokości do 35 tys. dolarów.
"Wydarzenia": Podtruwała koleżankę z pracy. Kobietę zatrzymała policjaPolsat NewsPolsat News
W ciągu jednego weekendu doszło do dwóch ataków na dom Sama Altmana, CEO OpenAI: pierwszego z użyciem koktajli Mołotowa oraz drugiego, podczas którego padły strzały z samochodu.
Sprawca pierwszego ataku, Daniel Moreno-Gama, został zatrzymany pod zarzutem działań motywowanych ideologicznie przeciwko sztucznej inteligencji.
Ataki na Altmana pojawiły się w kontekście rosnącej kontrowersji wokół AI, wpływu automatyzacji na rynek pracy oraz historycznej niechęci do postępu technologicznego.
Przeciwnik AI obrzucał koktajlami Mołotowa dom Sama Altmana
W zeszły piątek (10 kwietnia) w San Francisco doszło do groźnego incydentu z udziałem 20-letniego mężczyzny, który zaatakował dom CEO OpenAI, Sama Altmana. Nad ranem sprawca rzucił koktajlem Mołotowa w posiadłość Altmana w dzielnicy North Beach. Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do służb około godziny 4:12, a na miejscu funkcjonariusze stwierdzili uszkodzenie zewnętrznej bramy posesji. Szczęśliwie w wyniku tego ataku nikt nie odniósł obrażeń.
Po ucieczce z miejsca zdarzenia podejrzany udał się pod siedzibę OpenAI przy 3rd Street. Około godziny 5:07 policja otrzymała zgłoszenie o mężczyźnie grożącym podpaleniem budynku firmy. Miał on atakować szklane drzwi za pomocą krzesła. Był to Daniel Moreno-Gama z Teksasu. Funkcjonariusze zidentyfikowali go jako sprawcę wcześniejszego ataku na dom Altmana i natychmiast dokonali zatrzymania.
Przy mężczyźnie znaleziono materiały zapalne, naftę oraz dokumenty opisujące go jako osobę działającą z pobudek ideologicznych przeciwko sztucznej inteligencji. 20-latek został umieszczony w areszcie. Z aktu oskarżenia złożonego w sądzie federalnym wynika, że mężczyzna zamierzał "spalić to [wszystko] do cna i zabić każdego, kto był w środku". Przedstawiciele OpenAI w oficjalnym oświadczeniu podziękowali departamentowi policji w San Francisco za szybką reakcję i zapewnili o pełnej współpracy przy prowadzonym dochodzeniu.
Atak zbiegł się w czasie z rosnącym napięciem wokół technologii generatywnej sztucznej inteligencji oraz samej osoby Altmana. Niedawne badania opinii publicznej wskazują na gwałtowny spadek optymizmu wobec AI, szczególnie wśród młodych ludzi, z których blisko jedna trzecia deklaruje gniew w stosunku do tej technologii. Co więcej, szef OpenAI znalazł się w zeszłym tygodniu w ogniu krytyki po publikacji artykułu w "The New Yorker", w którym zarzucono mu brak szczerości, nawiązując do głośnego zwolnienia i późniejszego przywrócenia go na stanowisko w 2023 roku, gdy w zarządzie OpenAI doszło do kontrowersyjnych przetasowań.
Był to pierwszy tego typu atak na posiadłość Sama Altmana. Mógł on zainspirować kolejnych sprawców, którzy zaatakowali jeszcze tego samego tygodnia.
Kolejny incydent pod domem CEO OpenAI. Padły strzały z samochodu
Niedługo po pierwszym ataku doszło do serii kolejnych niebezpiecznych incydentów wymierzonych w dyrektora generalnego OpenAI. Jak donosi "San Francisco Standard", w niedzielę (12 kwietnia) policja zatrzymała dwie osoby, które miały oddać strzały z broni palnej w pobliżu jego posiadłości w San Francisco.
Podejrzanych aresztowano zaledwie dzień po tym, jak 20-letni mężczyzna został ujęty za rzekome rzucenie koktajlem Mołotowa w dom Sama Altmana, a następnie próbę przeprowadzenia ataku na siedzibę firmy.
Jak oświadczył Departament Policji w San Francisco, 12 kwietnia 2026 r. około godziny 2:56 nad ranem funkcjonariusze interweniowali w dzielnicy Russian Hill w związku ze zgłoszeniem o możliwych strzałach. Śledczy z Wydziału Dochodzeń Specjalnych ustalili, że w czasie zdarzenia obok rezydencji przejeżdżał pojazd należący do 25-letniej Amandy Tom.
Kobieta oraz jej towarzysz, 23-letni Muhamad Tarik Hussein, zostali zatrzymani bez stawiania oporu, a policja zabezpieczyła trzy sztuki broni palnej. Nagrania z monitoringu oraz relacje ochrony biznesmena sugerują, że pasażer pojazdu wystawił rękę przez okno i oddał strzał.
Kontrowersje wokół definicji "prawdziwej pracy"
Sam Altman co prawda co pewien czas przypomina, że misją OpenAI jest stworzenie silnej sztucznej inteligencji (AGI) dla dobra całej ludzkości, jednak nie wszystkie działania firmy i jego wypowiedzi zdają się z tym zgodne. Niektórzy krytycy (w tym Elon Musk, współzałożyciel OpenAI) od lat zarzucają przedsiębiorstwu "zaprzedanie się" Microsoftowi, a ostatnio także Amazonowi. Startup tłumaczy jednak, że koszt dojścia do poziomu AGI jest ogromny i bez finansowania zewnętrznego celu tego nie da się osiągnąć.
Kontrowersje budzą też niektóre wypowiedzi Altmana w kontekście wpływu sztucznej inteligencji na rynek pracy. Podczas zeszłorocznego wydarzenia OpenAI DevDay, w rozmowie z Rowanem Cheungiem, CEO OpenAI posłużył się eksperymentem myślowym, porównując współczesne zawody biurowe do pracy rolników sprzed pół wieku. Jego zdaniem, z perspektywy osoby produkującej żywność, dzisiejsze zajęcia mogłyby zostać uznane za nieistotne lub wręcz pozorne. Szczególne oburzenie krytyków wywołały słowa o "prawdziwej pracy".
Szef OpenAI argumentował, że każda rewolucja przemysłowa redefiniuje pojęcie pracy, tworząc role, które dla poprzednich pokoleń wydawałyby się abstrakcyjne. Altman zasugerował, że w przyszłości nasze obecne obowiązki zawodowe mogą być postrzegane jedynie jako "gra wypełniająca czas", podczas gdy ludzkość skupi się na zupełnie nowych formach aktywności. Mimo nadchodzących zmian wyraził on optymizm co do ludzkiej kreatywności, twierdząc, że ambicja zawsze pozwoli nam znaleźć nowe, sensowne zajęcia.
Z drugiej strony Sam Altman znany jest jako zwolennik bezwarunkowego dochodu podstawowego, który według wielu ekspertów (a także szefów innych gigantów technologicznych) miałby stanowić odpowiedź na przejęcie pracy przez AI i roboty. Wyraził on to poparcie już w 2018 roku i wspominał o nim wielokrotnie w późniejszych latach, dając się również poznać jako entuzjasta 4-dniowego tygodnia pracy. W ostatnich wypowiedziach zabrakło jednak sugestii tych rozwiązań. Część krytykujących zauważa ponadto, że w tej nowej rzeczywistości zawód CEO również może być postrzegany jako zbędny - co jednak nie wszyscy dyrektorzy generalni mogą zechcieć przyznać.
Wrogość wobec postępu technologicznego nie jest nowym zjawiskiem
Eksperci zauważają, że porównania historyczne mogą bagatelizować realne zagrożenia ekonomiczne oraz trudności, z jakimi będą musieli zmierzyć się pracownicy wypierani przez automatyzację w najbliższym czasie - przykładem jest sytuacja z robotyzacją Amazona, która zawiesiła realne widmo bezrobocia nad setkami tysięcy pracowników, o czym informowaliśmy w GeekWeeku. Zdaniem krytyków wizja przyszłości Altmana nie daje konkretnych odpowiedzi na pytanie, jak społeczeństwo ma poradzić sobie z nagłym procesem przebranżowienia na tak dużą skalę.
Niechęć ludzi do postępu technologicznego, mechanizacji, automatyzacji i cyfryzacji pracy nie jest zjawiskiem nowym. Sprzeciw wobec nich sięga początków rewolucji przemysłowej. Najsłynniejszym ruchem oporu wobec maszyn był tzw. luddyzm. Na początku XIX wieku grupy robotników nocami włamywały się do fabryk i przy użyciu ciężkich młotów rozbijały maszyny, które odbierały im środki do życia.
Skrajnym przedstawicielem tzw. neoluddyzmu był Ted Kaczynski, niesławny "Unabomber", którzy przez lata terroryzował i zabijał przedstawicieli "społeczeństwa przemysłowego". Niewykluczone, że te powszechnie potępiane formy przemocy ponownie odżywają wśród wyznawców technofobii czy anarchoprymitywizmu. W sieci nie brakuje wezwań do sabotowania infrastruktury, podpalania masztów 5G czy centrów danych, a także "wymierzania sprawiedliwości" prezesom korporacji.
"Twierdzę, że przemoc *nigdy* nie jest akceptowalna. Ale inni naturalnie pomyślą 'Jestem w bezpośrednim, śmiertelnym niebezpieczeństwie, a CEOs nie zamierzają przestać, więc jaki mam wybór?'" - skomentował dr Émile P. Torres, amerykański filozof i podcaster, próbując zrozumieć sposób myślenia atakujących. Podkreślmy, że nie stanowi to próby ich usprawiedliwienia. Widmo fundamentalnych transformacji towarzyszących "AI-zacji" pracy zdaje się nieuchronne, niemniej jednak jej potencjalnie katastrofalnym skutkom można zapobiec pokojowo, poprzez odpowiednie regulacje na poziomie systemowym.
Zapłacisz 8 zł i porozmawiasz z Jezusem. AI zmienia wiarę
Rozmowa z Jezusem za kilka złotych i cyfrowi duchowi doradcy dostępni na żądanie. Sztuczna inteligencja wchodzi w świat religii szybciej, niż wielu się spodziewało. Dla jednych to wsparcie w wierze, dla innych niepokojący eksperyment na granicy technologii i duchowości.
Zapłać i porozmawiaj z Jezusem. Nowy trend budzi niepokój (zdjęcie ilustracyjne to eksperyment: AI wygenerowało je nawiązując do tekstu artykułu)chatGPTmateriał zewnętrzny
Póki co, jeszcze wciąż chatboty kojarzą się głównie z obsługą klienta, prostymi rozmowami w sieci, lub zastępowaniem wyszukiwarki. Ale coraz częściej i śmielej wchodzą w znacznie bardziej wrażliwe obszary, w tym wiarę. Już w 2023 roku Ilona Dobijańska pisała w Interii Geekweek o nabożeństwie w Niemczech poprowadzonym przez pastora AI. Teraz na rynku pojawiają się narzędzia, które mają pomagać w modlitwie, interpretacji świętych tekstów, a nawet… rozmowie z Jezusem.
Jednym z najbardziej zaskakujących przykładów jest platforma oferująca wideorozmowy z wygenerowanym przez sztuczną inteligencję wizerunkiem Chrystusa. Usługa kosztuje 1,99 dolara za minutę (około 8 zł), a użytkownicy mogą wykupić pakiet obejmujący 45 minut miesięcznie. Model wizualny inspirowano aktorem znanym z serialu "The Chosen", co nadaje całości znajomy, niemal filmowy charakter. System zapamiętuje wcześniejsze rozmowy i odpowiada w różnych językach, choć - jak przyznają twórcy - nie jest wolny od drobnych błędów.
AI szturmem wkracza w nasze życie. Teraz wkracza do naszej wiaryjustlikeme.com/zrzut ekranumateriał zewnętrzny
Religia w wersji cyfrowej. Pomoc czy ryzyko?
Boom na religijną sztuczną inteligencję nie wziął się znikąd. Skoro chatboty pomagają w terapii (choć tu eksperci ostrzegają), edukacji czy codziennych decyzjach, naturalnym krokiem stało się ich wykorzystanie w sferze duchowej. Powstają więc cyfrowi guru, wirtualni księża czy narzędzia analizujące teksty religijne.
Nie wszyscy są jednak entuzjastami tego trendu. Część ekspertów podkreśla, że AI nie jest w stanie zastąpić realnego doświadczenia religijnego. Pojawiają się też konkretne zasady, które (zdaniem niektórych twórców) powinny obowiązywać takie aplikacje. Przykładowo, system powinien jasno informować, że jest tylko programem i nie może udawać źródła boskiej prawdy ani "modlić się" w imieniu człowieka.
Dodatkowo dochodzą kwestie błędów i dezinformacji. Niektóre projekty były już wycofywane lub przebudowywane, gdy okazywało się, że generują nieścisłości albo budzą wątpliwości dotyczące prywatności danych.
Duchowość na abonament?
W tle pojawia się jeszcze jeden wątek - pieniądze. Dla części firm religijna AI to nie tylko misja, ale też rynek z ogromnym potencjałem. Krytycy ostrzegają przed sytuacją, w której duchowość staje się usługą premium, a emocjonalna więź użytkownika z chatbotem może być wykorzystywana komercyjnie.
Nauka doskonale zna syndrom jerozolimski, który jest zaburzeniem urojeniowym, podczas którego osoba (najczęściej pielgrzym lub turysta odwiedzający Ziemię Świętą, zwłaszcza Jerozolimę) doznaje tak silnego uniesienia, że utożsamia się wręcz z postaciami biblijnymi. Choć nie jestem psychologiem, to jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacje, w której osoby niebawem zaczną utożsamiać chatbota z prawdziwym Jezusem.
Jeśli AI zacznie zastępować wysiłek związany z praktyką religijną, może to - paradoksalnie - osłabić jej znaczenie. Z drugiej strony twórcy przekonują, że to jedynie narzędzie, które (odpowiednio używane) może pomóc w zrozumieniu wiary.
Jedno jest pewne... technologia wkracza tam, gdzie dotąd dominowały tradycja i osobiste doświadczenie. Czy rozmowa z Jezusem za kilka złotych to przyszłość duchowości, czy tylko kolejna cyfrowa ciekawostka? Cóż, zapewne nie jest bardziej kontrowersyjne, niż umieszczenie Jezusa AI w konfesjonale w prawdziwym kościele.
Źródło: techxplore.com
''Wydarzenia'': Nowy rozdział podboju kosmosu z Artemis 2. Czekano na to 58 latPolsat NewsPolsat News
Anthropic oficjalnie potwierdził istnienie modelu Claude Mythos Preview, opisując go jako wyjątkowo potężny i niebezpieczny, co skutkowało decyzją o niewprowadzaniu go do powszechnego użytku.
Mythos wykazał się w testach zdolnością do autonomicznego łamania zabezpieczeń, dostępu do internetu oraz ukrywania swoich działań, a także skutecznie wykrył tysiące krytycznych luk w zabezpieczeniach systemów operacyjnych i przeglądarek.
Anthropic udostępnia model tylko wybranym partnerom korporacyjnym do celów obronnych, a jego dalsza przyszłość stoi pod znakiem zapytania.
Anthropic stworzył potwora? Plotki się potwierdziły
Twórcy sztucznej inteligencji prowadzą od lat wyścig zbrojeń, którego obecnym celem jest stworzenie AGI, czyli silnej sztucznej inteligencji, nazywanej też superinteligencją. Zasadniczo im lepiej sprawuje się dany model w branżowych benchmarkach, tym lepiej. W cenie jest także wszechstronność tych narzędzi, wliczając w to ich multimodalność (obsługę wielu mediów, tj. języka, obrazu, dźwięku itd.), a także agentowość, czyli zdolność do wykonywania działań w realnym świecie - głównie w przeglądarce internetowej i aplikacjach.
W ostatnim czasie praktycznie każdego miesiąca twórcy pokroju OpenAI, Microsoft czy Google ogłaszają mniejszy lub większy "przełom" na tym polu. Jedynymi hamulcami zdają się być moc obliczeniowa i etyka. Jak dotąd niemal każdy najpotężniejszy w danej kategorii model stawał się dumą producenta i szybko trafiał do płatnych bądź też i darmowych usług, a także był udostępniany deweloperom. Anthropic jako drugi (o którym wiadomo - po OpenAI) wyłamał się z tego schematu. Twórcy modelu Claude mieli stworzyć Mythos, najpotężniejszy w historii model AI, który był tak niebezpieczny, że zdecydowano się go nie publikować.
Część ekspertów podchodziła do tych rewelacji sceptycznie, dopatrując się w nich klasycznego zagrania marketingowego. Anthropic mógł po prostu budować aurę zagrożenia wokół modelu tylko po to, by podkreślić jego niespotykane możliwości. Okazuje się tymczasem, że chyba nie były to czcze przechwałki. Po niedawnym, jakoby przypadkowym ujawnieniu kodu źródłowego innego narzędzia - Claude Code - wiarygodność wycieku dotyczącego Mythosa znacznie wzrosła w oczach komentatorów.
Claude Mythos Preview to najniebezpieczniejszy model AI
Oficjalne potwierdzenie nadeszło we wtorek (8 kwietnia), gdy Anthropic opublikował kartę systemową swojego najnowszego modelu, który faktycznie otrzymał nazwę "Claude Mythos Preview". Dokument ten nie tylko potwierdza istnienie potężnej technologii, ale komunikuje też decyzję o niewprowadzaniu jej do powszechnego użytku ze względu na drastyczny skok wydajności i zdolności modelu.
Sytuacja ta budzi skojarzenia z historią modelu GPT-2 od OpenAI z 2019 roku, nad którym pracowali wówczas obecni założyciele Anthropic. Wtedy również uznano model za zbyt niebezpieczny do publikacji, choć ostatecznie udostępniono go jeszcze w tym samym roku. Obecnie, gdy prym wiedzie GPT-5 i jego kolejne wersje "po kropce", wiemy już, że druga generacja wcale taka mocna nie była, jednak 7 lat temu stanowiła gigantyczy przełom.
Wróćmy jednak do mitycznego mocarza. Lekturę jego dokumentacji ("System Card: Claude Mythos Preview" z 7 kwietnia 2026) eksperci porównują do czytania sensacyjnego raportu, przypominającego wycieczkę do parku jurajskiego, gdzie obserwuje się potężnego drapieżnika za grubą szybą. Dokument liczący 244 strony szczegółowo opisuje incydenty, w których Claude Mythos wykazał się niepokojącą autonomią.
Podczas testów w odizolowanym środowisku komputerowym model zdołał przełamać zabezpieczenia, uzyskać swobodny dostęp do internetu i skontaktować się z badaczem przebywającym poza biurem. Co więcej, Mythos z własnej inicjatywy opublikował szczegóły swojego ataku na publicznych, choć trudnych do odnalezienia stronach internetowych, aby udowodnić swój sukces.
Inne niepokojące zachowania, choć występujące w mniej niż 0,0001 proc. interakcji, wskazują na tendencję modelu do manipulacji i ukrywania dowodów. W jednym z przypadków, gdy Mythos przypadkowo wszedł w posiadanie odpowiedzi do testu, zamiast zgłosić ten fakt ludziom, próbował samodzielnie skonstruować rozwiązanie tak, by wynik nie wydawał się podejrzanie precyzyjny. W innej sytuacji model wykrył lukę w systemie komputerowym, przekroczył swoje uprawnienia, a następnie podjął aktywne kroki, aby ślady jego ingerencji nie pojawiły się w historii zmian kodu.
Raport opisuje też incydent polegający na "lekkomyślnym doprowadzeniu do wycieku wewnętrznych materiałów technicznych". Podczas wykonywania zadania programistycznego model opublikował poufne dane jako publicznie dostępny fragment kodu w repozytorium GitHub. Choć niektórzy widzą w tym powielenie wzorców ludzkiej nieostrożności, Anthropic traktuje to jako sygnał ostrzegawczy przed nową erą zagrożeń ze strony AI.
Mythos niewiarygodnie skutecznie znajduje luki w zabezpieczeniach
Claude Mythos Preview faktycznie zdaje się zbyt niebezpieczny do zastosowań - by tak rzec - w środowisku produkcyjnym, czyli w prawdziwym świecie, a nie w kontrolowanych warunkach. Jego dziwaczne decyzje, które podejmuje autonomicznie, mogą zagrażać bezpieczeństwu w wielu różnych obszarach, dlatego rozsądniej będzie nie wypuszczać go na światło dzienne.
Co dalej? Anthropic zapowiada, że jego enfant terrible zostanie udostępnione jedynie wąskiej grupie partnerów korporacyjnych, takich jak Amazon, Apple, Google, Microsoft, NVIDIA czy JPMorganChase. Firmy te mają wykorzystywać model wyłącznie do celów obronnych - wyszukiwania luk w zabezpieczeniach oprogramowania i projektowania odpowiednich poprawek.
Twórcy zainicjowali też projekt Glasswing, którego celem jest identyfikacja krytycznych podatności w infrastrukturze cyfrowej. Jak przekonują, Claude Mythos już w swojej wersji zapoznawczej przewyższa skutecznością niemal wszystkich ludzkich ekspertów w dziedzinie wyszukiwania błędów w oprogramowaniu. Pierwsze efekty współpracy z partnerami określane są jako wstrząsające. Narzędzie miało wykryć tysiące luk o wysokim stopniu krytyczności, które obecne były we wszystkich wiodących systemach operacyjnych oraz przeglądarkach internetowych.
Mythos skuteczniej niż inne systemy znajduje niezałatane luki w oprogramowaniu - w tym przypadku w przeglądarce FirefoxAnthropicmateriał zewnętrzny
Spektakularnym przykładem jego możliwości jest odnalezienie błędu w systemie OpenBSD, który pozostawał niewykryty przez 27 lat, a także zidentyfikowanie łańcucha podatności w systemie Linux, umożliwiającego całkowite przejęcie kontroli nad zainfekowaną maszyną. Mythos wypada też świetnie w benchmarkach. Mimo to twórcy podchodzą do niego z dużą ostrożnością i nie chcą udostępniać go szerzej, bowiem obawiają się, iż narzędzie o tak wysokiej precyzji mogłoby zostać wykorzystane do ułatwienia masowych cyberataków.
Zamierzona strategia czy przypadek? Ta branża szybko się zmienia
Nie wiadomo, na ile opisany wyżej przebieg wydarzeń miał charakter naturalny i rozwojowy, a na ile był efektem od początku zaplanowanej strategii Anthropic - firmy mającej na koncie spore osiągnięcia, ale zmuszonej do rywalizacji z o wiele lepiej finansowanymi gigantami. Jego nagła zmiana podejścia do Mythosa - od ukrywania modelu jako zbyt niebezpiecznego do wdrażania go w kluczowej infrastrukturze technologicznej największych korporacji ze świata big tech - budzi uzasadniony sceptycyzm.
Zdaniem niektórych krytyków działania firmy wpisują się w znany schemat cykli medialnych w branży sztucznej inteligencji, zgodnie z którym produkty są najpierw promowane jako narzędzia zmieniające świat lub wręcz zagrażające jego istnieniu, by ostatecznie okazać się użytecznymi, lecz wciąż omylnymi systemami. Przypomina to sytuację OpenAI z 2019 roku, gdy firma również wstrzymywała premierę swojego modelu z obaw o bezpieczeństwo, by wkrótce potem go upublicznić.
Niewykluczone więc, że Mythos lub jego następcy odegrają kluczową rolę w przyszłości cyberbezpieczeństwa i zostaną "zdemokratyzowane", czyli oddane do bardziej powszechnego użytku. Możliwe, że zostaną one włączone do narzędzi pokroju Microsoft Security Copilot, co wydaje się tym bardziej prawdopodobne, że gigant z Redmond ostatnio coraz szerzej integruje modele z serii Claude z Copilotem w Microsoft 365.
Trzeba jednak pamiętać, że AI podobnie jak wiele innych narzędzi jest mieczem obosiecznym i może trafić w ręce napastników, co właściwie dzieje się od początku. Anthropic dzięki posiadaniu najpotężniejszego narzędzia wyszukującego podatności zdaje się zabezpieczać sobie stały dopływ pracy nie tylko ze względu na hakerów, ale i fakt, że sztuczna inteligencja (wciąż bardzo omylna) w coraz większym stopniu pisze kod programistyczny systemów operacyjnych i oprogramowania. Będzie więc co łatać.
W świecie sztucznej inteligencji kolejne przełomy są tak częste, że można się spodziewać, iż w ciągu następnych miesięcy podobną (albo i lepszą) technologię będą już miały Google, Microsoft, OpenAI i... Chińczycy, którzy też prężnie się rozwijają w tej dziedzinie.
Naukowcy badają procesy zapamiętywania i odpamiętywania danych przez duże modele językowe, korzystając z narzędzia Hubble.
Selektywne usuwanie informacji z modeli AI jest trudne ze względu na sposób rozproszonego przechowywania wiedzy i zjawisko memoryzacji.
Eksperymenty wykazują, że dane wprowadzone pod koniec treningu są bardziej podatne na zapamiętanie, a próby ich wymazania mogą prowadzić do katastroficznego zapominania.
Człowiek może się oduczyć. A sztuczna inteligencja?
Rozwój człowieka to nie tylko zapamiętywanie nowych rzeczy, ale także opróżniane głowy ze zbędnych, fałszywych, toksycznych czy śmieciowych treści. Choć nie dysponujemy skuteczną techniką kasowania wspomnień, to "oduczanie się" (ang. "unlearning") np. złych nawyków jest jak najbardziej możliwe dzięki neuroplastyczności. Dużo prościej jest z komputerami. Wykasowanie danych z pamięci masowej jest prostą operacją, niemniej jednak gdy w grę wchodzą złożone systemy oparte na architekturze przypominającej mózg, takie jak duże modele językowe, sprawy się komplikują.
Sztuczna inteligencja, choć wydaje się chłonąć informacje jak gąbka, jest zdolna do "odpamiętywania". To w zasadzie jeden z wymogów stawianych odpowiedzialnej AI przez twórców, a także jej cecha zależna od czasu i ilości przyswojonych dotychczas danych. Gdy bowiem do modelu trafią wrażliwe dane, np. związane z bezpieczeństwem narodowym, szkodliwe dla użytkowników lub pochodzące z domeny "wiedzy zakazanej", administratorzy LLM-a mogą usunąć je ręcznie, by czatbot nie mógł już się do nich odwoływać.
LLM-y, na których opierają się popularne aplikacje AI, takie jak ChatGPT, Copilot, Gemini, Claude czy Grok, na potęgę korzystają z jednej z głównych funkcji sztucznej inteligencji, jaką jest uczenie maszynowe (ang. machine learning). Uczą się one nie tylko podczas treningu na ogromnych zestawach danych przed uruchomieniem, ale i w trakcie każdej interakcji z użytkownikiem, chyba że ta funkcja jest wyłączona - jak w przypadku aplikacji komercyjnych takich jak Microsoft 365 Copilot, do którego można wprowadzać dane firmowe bez obawy o ich wykorzystanie do dalszego treningu modeli.
Niedoskonałe techniki usuwania wspomnień z modeli AI
To, w jaki sposób modele AI zapamiętują i odpamiętują wrażliwe dane, stanowi obiekt zainteresowania naukowców. Jak informuje prestiżowy journal "Science", sposób badania tych procesów ma teraz ułatwić nowe narzędzie o nazwie Hubble. Chodzi nie tylko o dane użytkowników, którzy lekkomyślnie dzielą się nimi z czatbotem, ale także te pozyskane z internetu i książek, z publikacji chronionych prawem autorskim, które nieraz są przekręcane lub plagiatowane, generując straty dla wydawców, za co ci niejednokrotnie pozywają sądowo gigantów takich jak OpenAI, Google czy Microsoft. Zjawisko to, znane jako memoryzacja, stało się poważnym problemem dla twórców sztucznej inteligencji. W ich interesie jest więc to, by móc zmuszać modele do "zapomnienia" niektórych treści. Ale jak to właściwie się odbywa?
Choć na pozór może wydawać się, że model AI to baza danych, z której można po prostu skasować rekord, to w rzeczywistości LLM przypomina raczej ludzki mózg. Raz przyswojona informacja zostaje rozproszona w milionach połączeń i nie sposób jej złapać w jednym punkcie. Kiedy model uczy się przykładowo o danym użytkowniku aplikacji, nie tworzy pliku "Jan Kowalski", lecz subtelnie modyfikuje parametry w całym systemie, by potrafić przewidzieć słowa związane z tą osobą. Próba "wycięcia" tej informacji bez uszkadzania reszty wiedzy modelu jest niezwykle trudna, ale możliwa.
Twórcy AI stosują kilka metod walki z memoryzacją, w tym:
Filtrowanie - instrukcja dla modelu, by odmawiał podania konkretnych danych. To średnio skuteczna metoda, bowiem wielu użytkownikom udało się nakłonić model, by ujawnił te dane. Wciąż on je pamięta, tyle że o nich nie mówi.
Machine unlearning - przeciwieństwo machine learningu. Twórcy starają się ponownie wytrenować fragmenty modelu na danych, które mają nadpisać lub wyzerować konkretną wiedzę. Jest to proces kosztowny obliczeniowo i grozi tzw. katastroficznym zapominaniem, zjawiskiem, w którym model przy okazji usuwania np. twojego adresu zapomina, jak poprawnie składać zdania po polsku. Te procesy bada Hubble.
Wstrzykiwanie szumu - dane podane na początku treningu są częściej maskowane przez późniejsze informacje. Naukowcy próbują więc technik, które sprawiają, że wrażliwe dane stają się dla modelu mniej wyraźne i trudniejsze do dosłownego odtworzenia.
Wszystko to przypomina bardziej psychologię niż klasyczną informatykę, w której usunięcie pliku i nadpisanie danej komórki pamięci lub sektora dysku twardego jest kwestią kilku kliknięć.
Naukowcy mają nowe narzędzie do badania memoryzacji LLM-ów
Zrozumienie mechanizmów memoryzacji było dotychczas trudne ze względu na ogromne koszty mocy obliczeniowej niezbędnej do przeprowadzenia rzetelnych badań. Pod koniec tego miesiąca, podczas konferencji AI w Brazylii, zespół z University of Southern California oraz Instytutu Maxa Plancka zaprezentuje Hubble'a. Nie chodzi tu o słynny teleskop kosmiczny, lecz o pierwsze narzędzie na licencji Open Source zaprojektowane specjalnie do zgłębiania tego problemu. "Mamy wielką nadzieję, że Hubble umożliwi więcej badań nad memoryzacją" - wyjaśnia Johnny Wei z USC, jeden z twórców projektu.
Główną trudnością w badaniu tego zjawiska jest fakt, iż modele LLM ewoluują w nieprzewidywalny sposób. Robin Jia, informatyk na USC, zauważa, że "są one uprawiane - nie są naprawdę projektowane w typowym sensie". Sprawia to, że ich zachowanie zmienia się wraz z konsumpcją nowych danych. Aby precyzyjnie zbadać wpływ konkretnej informacji, naukowcy muszą trenować dwa oddzielne modele - jeden ze wstrzykniętymi danymi i drugi kontrolny - co wymaga tysięcy godzin pracy procesorów. Dzięki wsparciu National Science Foundation oraz firmy NVIDIA, która udostępniła 200 tys. godzin obliczeniowych, zespół Hubble stworzył ponad 20 niestandardowych modeli testowych.
Selektywne zapominanie jest niezwykle trudne
W ramach eksperymentów badacze sprawdzali, jak modele zapamiętują teksty z Wikipedii, Project Gutenberg, a nawet sparafrazowane utwory objęte prawem autorskim. Analizowano również retencję danych osobowych poprzez wprowadzanie fikcyjnych biografii i logów czatów. Choć nie znaleziono niezawodnego sposobu na powstrzymanie memoryzacji, naukowcy potwierdzili kluczową teorię: dane podawane pod koniec procesu szkolenia są znacznie bardziej narażone na zapamiętanie.
Prowadzi to do sytuacji, którą Robin Jia określa jako "miecz obosieczny". Nowoczesne metody szkolenia celowo umieszczają najbardziej wartościowe teksty na końcu procesu, aby model lepiej je przyswoił. Próby selektywnego ukrycia wrażliwych danych na wcześniejszych etapach mogą natomiast prowadzić do zjawiska "katastroficznego zapominania", w którym model traci przy okazji zdolność przywoływania ważnych informacji poznanych na początku. Stella Biderman z EleutherAI uważa, że Hubble, dzięki swojej skali i specjalistycznemu przeznaczeniu, pozwoli na znacznie szersze badania niż dotychczasowe narzędzia. "Jestem całkiem przekonana, że można wykonać więcej badań z Hubblem niż z Pythią" - twierdzi ekspertka.
Szczególne nadzieje wiąże się z wykorzystaniem Hubble do testowania metody "oduczania się" bądź "odpamiętywania" (wspomnianego "machine unlearningu"), czyli takiego dostrajania modeli, by zachowywały się tak, jakby nigdy nie widziały konkretnych danych. Szczegóły dotyczące projektu zostaną oficjalnie przedstawione 23 kwietnia podczas 14th International Conference on Learning Representations w Rio de Janeiro.
Źródło: Hall P. AIs can 'memorize' data they shouldn't. Can they be forced to forget?. Science (2026). doi: 10.1126/science.za9977x
Muse Spark już jest. Meta wykrzesała pierwszą iskrę osobistej superinteligencji
Mark Zuckerberg oficjalnie zaprezentował Muse Spark, najpotężniejszy jak dotąd model sztucznej inteligencji stworzony przez Meta Superintelligence Labs. Jest to pierwszy model z nowej serii Muse, która stanowić ma odtąd fundament strategii Mety w zakresie tzw. osobistej superinteligencji. Nowe funkcje zaczęły już zmieniać asystenta Meta AI w aplikacjach takich jak Instagram, Facebook, Threads czy Messenger, który ma za zadanie wspierać użytkowników w codziennych zadaniach. Wkrótce trafi też do WhatsAppa i smart glasses Mety.
Meta chce przy pomocy sztucznej inteligencji Muse Spark zrewolucjonizować interakcje w aplikacjach social mediageraltPixabay.com
W skrócie
Mark Zuckerberg zaprezentował Muse Spark, nowy model sztucznej inteligencji opracowany przez Meta Superintelligence Labs, który stanowi fundament strategii osobistej superinteligencji firmy Meta.
Muse Spark został wprowadzony do asystenta Meta AI na platformach takich jak Instagram, Facebook, Threads i Messenger, oferując zaawansowane multimodalne funkcje oraz możliwość równoległej pracy agentów nad różnymi zadaniami.
Meta podkreśla, że Muse Spark osiąga wysoką wydajność przy mniejszym zużyciu zasobów i wykazuje silną odporność na udzielanie niebezpiecznych informacji, a jego dalszy rozwój obejmie WhatsAppa, inteligentne okulary oraz potencjalnie podejście Open Source.
Muse Spark. Pierwsza iskra osobistej superinteligencji
Również Mark Zuckerberg dostrzegł jej potencjał i stanął do wyścigu z innymi gigantami technologicznymi. Powołał on do życia dział Meta Superintelligence Labs, który ma na celu stworzenie AGI, czyli silnej sztucznej inteligencji, wykraczającej zdolnościami ponad to, co potrafią dzisiejsze modele, a nawet poszczególni ludzie. Celem jest integracja tej technologii z platformami społecznościowymi Mety (dawniej Facebooka) i gruntowna transformacja sposobów interakcji z nimi.
AGI jeszcze nie została osiągnięta ani przez Metę, ani Google, ani OpenAI finansowanemu przez projekt Stargate, ani też Chińczyków, niemniej jednak Meta już teraz chętnie nawiązuje do "superinteligencji", która choć jest pieśnią przyszłości, wzmiankowana jest tak, że można mieć wrażenie, że nadejdzie lada dzień. W tej futurystycznej atmosferze Meta zaprezentowała swój najnowszy model, który rozpoczyna nowy etap jej mariażu z AI.
Modelem tym jest Muse Spark, pierwszy produkt z nowej rodziny modeli Muse, która powstała w wyniku całkowitego przebudowania stosu technologicznego Mety w ciągu ostatnich 9 miesięcy. Zgodnie z oficjalnym komunikatem firmy stanowi on podstawę nowej strategii, opartej na naukowym podejściu do skalowania i dążeniu do stworzenia tzw. osobistej superinteligencji, która ma docelowo rozumieć świat użytkownika i wspierać go w codziennych zadaniach.
Nowe funkcje Meta AI na Instagramie, Facebooku, Threads i Messengerze
Muse Spark to natywnie multimodalny model rozumujący (wnioskujący), który od podstaw został zaprojektowany do integracji informacji wizualnych, tekstowych i narzędziowych. Dzięki nowej architekturze Meta AI potrafi teraz nie tylko udzielać błyskawicznych odpowiedzi, ale także przeprowadzać zaawansowane wnioskowanie w złożonych dziedzinach, takich jak nauki ścisłe, matematyka czy zdrowie.
Muse Spark w Meta AI pomoże skomponować posiłek i kontrolować jego makroMeta AImateriały prasowe
Powyższy opis mógłby pasować do modeli z serii GPT połączonymi z ChatemGPT lub Copilotem, więc co w tym wyjątkowego? Spokojnie, są też innowacje. Jedną z nich jest wprowadzenie trybu kontemplacji, który wykorzystuje orkiestrację wielu agentów działających równolegle. Pozwala to modelowi konkurować z najbardziej zaawansowanymi systemami na rynku, takimi jak Gemini Deep Think czy GPT Pro, osiągając wysokie wyniki w benchmarkach naukowych.
Nowy model stanowi teraz podstawę dla asystenta Meta AI w aplikacjach takich jak Instagram, Facebook, Threads czy Messenger. Co się dzięki temu zmieniło? Przede wszystkim użytkownicy zyskali możliwość generowania odpowiedzi osadzonych w kontekście treści udostępnianych na platformach społecznościowych Meta, co jest unikalną cechą tego ekosystemu. System potrafi też uruchamiać wiele podagentów jednocześnie, aby szybciej rozwiązywać wielowątkowe problemy. Przykładowo podczas planowania podróży jeden agent AI może tworzyć plan zwiedzania, inny w tym czasie porównuje lokalizacje, a trzeci szuka atrakcji dla dzieci.
"Osobista superinteligencja" Mety to m.in. pomoc w zakupach onlineMeta AImateriały prasowe
Muse Spark, współpracując z platformami social media, jest zorientowany także na życie codzienne i zdrowie. Potrafi analizować otoczenie użytkownika, pomagać w rozwiązywaniu problemów z urządzeniami domowymi poprzez dynamiczne adnotacje wizualne, a dzięki współpracy z lekarzami oferuje rzetelne informacje o odżywianiu czy aktywności fizycznej.
Meta Superintelligence Labs chwali się osiągnięciami i zapowiada, co dalej
Eksperci z Meta Superintelligence Labs pochwalili się też osiągnięciami w zakresie wydajności. Dzięki optymalizacji architektury i kurateli danych Muse Spark osiąga te same możliwości, co poprzedni model, Llama 4 Maverick, przy użyciu mocy obliczeniowej mniejszej o rząd wielkości. Zastosowanie techniki zaawansowanego uczenia przez wzmacnianie (ang. reinforcement learning) sprawiło, że model nauczył się "myśleć" przed udzieleniem odpowiedzi, optymalizując jednocześnie czas namysłu tak, aby dostarczać jak najwięcej wartościowych danych przy minimalnej liczbie tokenów i latencji.
Meta zadbała również o bezpieczeństwo, przeprowadzając rygorystyczne testy pod kątem zagrożeń związanych z autonomicznym działaniem agentów oraz cyberbezpieczeństwa. Jednym z ciekawszych testów był benchmark BIOTIER-refuse. "Odkryliśmy, że Muse Spak demonstruje silne zachowanie odmowy w domenach o wysokim ryzyku, takich jak bronie biologiczne lub chemiczne, co umożliwiło przedtreningowe filtrowanie danych, skupione na bezpieczeństwie [działania] potreningowe oraz blokady bezpieczeństwa na poziomie systemu" - wyjaśniają autorzy modelu.
Innymi słowy Muse Spark niemal na pewno (na 98%) nie udzieli niebezpiecznych informacji i pod tym kątem wypada lepiej niż Opus 4.6, GPT 5.4, Gemini 3.1 Pro czy Kimi K2.5.
Co ciekawe, zewnętrzne testy Apollo Research wykazały u modelu wysoką świadomość bycia ocenianym, co otwiera nowe kierunki badań nad zachowaniem zaawansowanych systemów AI.
Muse Spark napędza już aplikację Meta AI oraz stronę meta.ai. Co dalej? W nadchodzących tygodniach model zostanie wdrożony w komunikatorze WhatsApp oraz inteligentnych okularach Mety. Nowość jest dostępna w prywatnej wersji zapoznawczej dla wybranych partnerów biznesowych, a udostępnienie przyszłych wersji może się odbyć w formacie Open Source. Ponadto firma Marka Zuckerberga zapowiada, że to dopiero początek, a większe i jeszcze potężniejsze modele z serii Muse są już rozwijane.
Po modyfikacjach designu w lutym i marcu Google wdraża właśnie kolejną dużą aktualizację wizualną i funkcjonalną dla nakładki Gemini i usługi Gemini Live. Ta pierwsza zyskała m.in. odświeżony i wygodniejszy układ UI oraz nowy panel narzędzi z karuzelą skrótów do plików oraz funkcji kreatywnych (obraz, wideo, muzyka). Tryb naturalnej konwersacji z AI porzuca z kolei pełny ekran na rzecz pływającego interfejsu z animacją fali i łatwym dostępem do przycisków. Nowości są obecnie dostępne w wersji beta aplikacji Google.
Gemini Live i nakładka z asystentem AI zmieniają się na Androidzie (zdj. ilustracyjne) Made by GoogleYouTube
W skrócie
Google wdraża dużą aktualizację wizualną nakładki Gemini oraz funkcji Gemini Live, wprowadzając nowy panel narzędzi i karuzelę skrótów w wersji beta aplikacji.
Nakładka Gemini otrzymała odświeżony układ UI z pływającym panelem, nową animacją fali, zmienionym polem tekstowym oraz zintegrowanym menu narzędzi i załączników.
Funkcja Gemini Live zyskała nowoczesny, pływający interfejs z wizualizacją fali dźwiękowej, uproszczone sterowanie i zmiany w prezentacji odpowiedzi podczas konwersacji.
Nakładka Gemini (Gemini Overlay) to specjalny tryb wyświetlania asystenta w systemie Android, który pozwala na korzystanie ze sztucznej inteligencji bez przerywania pracy w innych aplikacjach. Zamiast otwierania aplikacji na pełnym ekranie, nakładka pojawia się jako pływające okno lub panel nad tym, co aktualnie robisz. Najnowsza wersja tego rozwiązania przynosi zauważalne zmiany w sposobie interakcji z narzędziami.
Google zdecydowało się na połączenie menu załączników z menu narzędzi, wskutek czego dolny pasek zyskał nowy wygląd. "Pigułka", czyli charakterystyczny owalny element UI, stała się nieco węższa, a pole tekstowe "Zapytaj Gemini" zostało powiększone. Zmianie uległa również ikona mikrofonu, która zyskała teraz formę konturową.
Nowy interfejs nakładki Gemini Overlay na Androidzie9to5Google (zrzut ekranu)materiał zewnętrzny
Nowe oblicze nakładki ujrzymy też po dotknięciu ikony plusa. Zamiast dotychczasowego układu z dołu ekranu wysuwa się interfejs zawierający w górnej części karuzelę z dużymi, zaokrąglonymi kwadratami prowadzącymi do Zdjęć, Aparatu, Plików, Dysku oraz Notebooków. Poniżej umieszczono skróty do zaawansowanych funkcji, takich jak tworzenie obrazów, wideo i muzyki, a także dostęp do Canvas, głębokiego researchu, nauki z przewodnikiem oraz przełącznik inteligencji osobistej.
Kompaktowy wygląd nakładki uzupełniają smuklejsze ikony oraz zupełnie nowa animacja fali widoczna na środku podczas korzystania z wprowadzania głosowego. Co istotne, odpowiedzi asystenta Gemini są teraz prezentowane bezpośrednio w nowym interfejsie.
Dalsza ewolucja funkcji Gemini Live
Równie głębokie zmiany dotknęły funkcję Gemini Live - zaawansowanego trybu konwersacji w czasie rzeczywistym, który przypomina bardziej naturalną wymianę zdań z drugim człowiekiem niż sztywne wklepywanie komend dla robota. Google porzuciło dotychczasowy, zajmujący niemal całą szerokość ekranu pasek na rzecz nowoczesnego, pływającego interfejsu.
W nowej odsłonie centralne miejsce zajmuje wizualizacja fali dźwiękowej, obok której umieszczono przyciski udostępniania ekranu oraz ikonę klawiatury umożliwiającą wyjście z trybu Live. W prawym górnym rogu użytkownicy znajdą natomiast przycisk napisów. Podczas nawigowania po telefonie cały interfejs Gemini Live zwija się w znacznie mniejszy niż dotychczas okrąg.
Nowa odsłona funkcji Gemini Live na Androidzie9to5Google (zrzut ekranu)materiał zewnętrzny
Przemodelowano także sposób uruchamiania usługi wewnątrz samej aplikacji Gemini. Zrezygnowano z osobnego, pełnoekranowego trybu sterowania. Obecnie po aktywacji Live użytkownik pozostaje na tym samym ekranie, widząc pod spodem normalną stronę główną aplikacji. Sterowanie stało się bardziej intuicyjne - podwójne dotknięcie centralnego przycisku pozwala na szybkie wyciszenie mikrofonu, a przycisk klawiatury kończy sesję. Ważnymi nowościami są też wyświetlanie odpowiedzi w formie tekstowej na ekranie w trakcie rozmowy oraz wprowadzenie odświeżonego interfejsu dla funkcji wideo w trybie Live.
Wspomniane wyżej nowości są już widoczne w wersji beta aplikacji Google (wersja 17.3). Użytkownicy Androida, którzy nie widzą jeszcze zmian u siebie, mogą spróbować wymusić zatrzymanie aplikacji w ustawieniach systemowych. Należy jednak pamiętać, że redesign nie trafił jeszcze do stabilnego kanału dystrybucji. Zmiany te powinny stać się ogólnodostępne już wkrótce.
Wraz z szeroką dostępnością narzędzi AI do generowania wideo rośnie też skala dezinformacji w internecie. Fałszywe filmiki z wojny w Iranie to tylko jedno z problematycznych zastosowań nowej technologii. Giganci z branży big tech od lat starają się walczyć z deepfake'ami. W ostatnich dniach ich wysiłki przybrały na sile. Nowości w tym obszarze ogłosiła Meta, przyciśnięta przez własną radę nadzorczą. Co zrobią twórcy Facebooka i Instagrama, aby ograniczyć rozpowszechnianie fejkowych nagrań?
Po Facebooku krążą wygenerowane przez AI filmiki z Iranu i Izraela. Meta została wezwana do reakcjiMAHSAAFP
Spis treści:
Deepfake'i z wojny w Iranie krążą po sieci
Interwencja rady nadzorczej. Zarzuca Mecie pobłażliwość
Meta przyciśnięta do ściany. Nie będzie już bagatelizować zgłoszeń?
Deepfake'i z wojny w Iranie krążą po sieci
Kiedy w 2022 roku Rosja napadła na Ukrainę, technologia generowania wideo przez AI była jeszcze dość prymitywna, ale boty i fejkowe konta rozpoczęły ofensywę w mediach społecznościowych, rozpowszechniając przerobione zdjęcia, obrazy pochodzące z zupełnie niepowiązanych miejsc (a nawet z filmów pełnometrażowych i gier komputerowych) czy po prostu zwykłe fake newsy. 4 lata później sprawa tylko się komplikuje. Szeroka dostępność, łatwość użycia i przede wszystkim wysoki realizm generatorów filmów sprawiają, że internet zalewa potok fałszywych filmików ukazujących rzekomo oblicze wojny w Iranie.
W ostatnim czasie umiejętności sztucznej inteligencji poszły mocno w górę. "To, co się zmieniło w ciągu ostatniego roku, to fakt, że generatywna AI stała się znacznie szerzej dostępna i możliwe jest teraz tworzenie bardzo wiarygodnych filmów i obrazów, które wydają się przedstawiać znaczące zdarzenia wojenne, które trudno jest rozpoznać niewyszkolonym lub gołym okiem" - powiedział w rozmowie z BBC dziennikarz i demaskator fejków wojennych, Shayan Sardarizadeh.
Wiele takich deepfake'ów hula po sieci, wliczając w to portale społecznościowe i platformy streamingowe z wideo. To element wojny informacyjnej, wchodzącej w skład wojny hybrydowej, którą prowadzą mocarstwa z całego świata, w tym oczywiście strony konfliktu. Wpływ manipulacji oraz to, jaką kaskadę zdarzeń może ona wywołać, jest trudny do oszacowania, jednak nie ma wątpliwości, że jest to zjawisko szkodliwe, którego giganci z sektora gig tech najchętniej by się pozbyli. Część z nich bagatelizuje jednak zgłoszenia. Co dokładnie oni robią w ostatnim czasie?
Interwencja rady nadzorczej. Zarzuca Mecie pobłażliwość
W walkę z deepfake'ami zaangażowała się mocniej firma Meta. Zalecenie nadeszło od rady nadzorczej koncernu, która oficjalne upomniała giganta mediów społecznościowych, zarzucając mu niewystarczające działania w obliczu narastającej fali fałszywych treści generowanych przez sztuczną inteligencję.
Na wpół niezależny organ doradczy wyraził zaniepokojenie sposobem, w jaki Facebook, Instagram i WhatsApp zarządzają zmanipulowanymi materiałami. Zdaniem ekspertów podważa to zaufanie publiczne do wszelkich informacji i utrudnia odróżnienie prawdy od fikcji, szczególnie w sytuacjach kryzysowych, takich jak trwający konflikt w Iranie.
Oversight Board zainterweniowała po upowszechnieniu się filmiku przedstawiającego ogromne zniszczenia w izraelskim mieście Hajfa, dokonane przez siły irańskie. Mimo że nagranie było całkowicie sfabrykowane przy użyciu AI, Meta odmówiła jego usunięcia lub nawet oznaczenia jako nieprawdziwego materiału.
Sytuacja ta stała się punktem wyjścia do szerszej krytyki obecnych standardów firmy. Rada nadzorcza podkreśliła, że obecna skala i szybkość rozprzestrzeniania się treści z generatora AI wymagają od koncernu proaktywnego podejścia, a nie opierania się jedynie na zgłoszeniach użytkowników.
Meta przyciśnięta do ściany. Nie będzie już bagatelizować zgłoszeń?
Do tej pory Meta stosowała dość wysoki próg interwencji w przypadku dezinformacji. Gremium uznało tę metodę działania za nieadekwatną, zwłaszcza w kontekście globalnych napięć militarnych. Analizy wskazują, że fałszywe materiały zarówno proizraelskie, jak i proirańskie, mogą zdobywać dziesiątki milionów wyświetleń, zanim zostaną podjęte jakiekolwiek kroki.
Meta musi robić więcej, by odpowiedzieć na problem rozprzestrzeniania się zwodniczych, wygenerowanych przez AI treści na swoich platformach, tak by użytkownicy mogli rozróżnić, co jest prawdziwe, a co fałszywe
W przypadku nagrania z największego miasta w północnym Izraelu, które zyskało niemal milion odsłon, Meta zareagowała dopiero po bezpośredniej interwencji rady, wcześniej ignorując skargi użytkowników. Dlaczego moderatorzy treści nie zareagowali wcześniej? Firma tłumaczy, że nagranie "nie przyczyniło się bezpośrednio do ryzyka nagłych szkód fizycznych".
W odpowiedzi na wezwanie rady nadzorczej Meta zapowiedziała, że w ciągu 7 dni nałoży odpowiednią etykietę na kontrowersyjne nagranie. Gigant zadeklarował też, że w przyszłości będzie stosować się do sugestii rady w sytuacjach dotyczących identycznych treści publikowanych w podobnym kontekście. To już kolejny przykład na to, że firma Marka Zuckerberga reaguje stanowczo dopiero, gdy zostanie przyciśnięta.
YouTube ma broń na wideo AI. To narzędzie wykryje przeróbki
Po sieci krąży sporo fałszywych filmików z wklejonymi twarzami znanych polityków czy dziennikarzy, także w związku z trwającym konfliktem w Iranie. Treści wygenerowane przez AI są znanym problemem na YouTube. Jego wydawcy ogłosili rozszerzenie dostępności narzędzia do wykrywania deepfake'ów. Samo jego użycie i dokonanie zgłoszenia nie gwarantuje jednak, że wideo zniknie z internetu. Jakie są kryteria i co dalej planuje zrobić wydawca platformy?
Parodia czy realne zagrożenie? YouTube zdecyduje, czy usunąć deepfake'a. Ale najpierw pozwoli ci go znaleźć swoim narzędziemAFP
Spis treści:
YouTube rozszerza dostępność narzędzia do wykrywania podobieństwa
Satyra i parodia dozwolone. Wnioski będą rozpatrywane indywidualnie
YouTube nie będzie sprzyjał szerzeniu dezinformacji opartej na AI
YouTube rozszerza dostępność narzędzia do wykrywania podobieństwa
Alarmujące doniesienia o rozprzestrzenianiu się fałszywych filmików, obrazujących rzekomo realia wojny Izraela i USA z Iranem, prawdopodobnie skłoniły YouTube'a do zintensyfikowania wysiłków mających na celu zwalczanie zwodniczych treści wygenerowanych przez AI.
10 marca wydawca platformy ogłosił, że rozszerza funkcjonalność swojego narzędzia do wykrywania fałszywych filmików. YouTube zdaje sobie sprawę, że stanowi jedno z głównych źródeł informacji dla ludzi z całego świata, wliczając w to dane o wydarzeniach, które mogą mieć realny wpływ na ich życie. Zdarza się jednak, że treści wideo są zmanipulowane i długo pozostają nieusunięte.
Serwis należący do Google'a jest jednym z pionierów wykrywania deepfake'ów. W 2025 roku wprowadził on do swojego programu partnerskiego narzędzie do wykrywania podobnych treści. Teraz rozszerza on dostęp do niego na przedstawicieli rządu, dziennikarzy i politycznych kandydatów. Jak będą mogli je wykorzystać?
Satyra i parodia dozwolone. Wnioski będą rozpatrywane indywidualnie
"Wykrywanie podobieństwa na YouTube" przypomina mechanizm Content ID, jednak zamiast ochrony praw autorskich do muzyki czy filmów, skupia się na identyfikacji cech charakterystycznych danej osoby. Narzędzie przeszukuje zasoby serwisu pod kątem cyfrowych kopii twarzy, co pozwala na wykrywanie filmów, do których te wizerunki zostały wklejone.
Co się dzieje, gdy system znajdzie dopasowanie? "Wykrycie nie gwarantuje usunięcia. YouTube ma długą historię ochrony wolności ekspresji i treści w interesie publicznym - w tym zachowując treści, takie jak parodia i satyra, nawet gdy krytykują światowych liderów lub wpływowe osoby. Będziemy ostrożnie rozważać te wyjątki, gdy otrzymamy prośbę o usunięcie" - tłumaczą Amjad Hanif i Leslie Miller z YouTube'a.
Osoba, której wizerunek został powielony, zyskuje jedynie możliwość zweryfikowania nagrania i złożenia wniosku o jego usunięcie. Procedura ta jest powiązana z wytycznymi dotyczącymi prywatności. Każde zgłoszenie podlega indywidualnej ocenie moderatorów.
YouTube nie będzie sprzyjał szerzeniu dezinformacji opartej na AI
Zgodnie z oficjalnymi wytycznymi YouTube'a osoby zaniepokojone wykorzystaniem ich wizerunku mają możliwość zgłaszania incydentów lub wytaczania spraw dotyczących konkretnych nagrań. Kluczowym kryterium jest szkodliwość materiału. Serwis zastrzega, że jeśli nagranie zostanie uznane za niegroźne, może ono pozostać na platformie mimo wykorzystania technologii AI. Podszywanie się pod polityków czy dziennikarzy można jednak uznać za wyjątkowo szkodliwe społecznie.
Podobnie jak Meta, YouTube również od lat zmaga się z opinią miejsca sprzyjającego szerzeniu dezinformacji opartej na sztucznej inteligencji. W przeszłości na łamach serwisu wielokrotnie pojawiały się zmanipulowane filmy z udziałem osób publicznych, co zmusiło YouTube'a do zaostrzenia polityki bezpieczeństwa. Najnowsze zapowiedzi to kolejny etap ewolucji platformy w obliczu dynamicznego rozwoju deepfake'ów.
Obecnie dostęp do technologii jest ograniczony do wybranej grupy testowej, co ma pozwolić na dopasowanie narzędzia do specyficznych potrzeb użytkowników. Wydawca planuje jednak znaczące rozszerzenie dostępności "Wykrywania podobieństwa na YouTube" w nadchodzących miesiącach.
Google Gemini w Chrome i pakiecie Workspace. Nowe funkcje AI
Sztuczna inteligencja Gemini jeszcze mocniej integruje się z produktami Google'a. W ostatnich dniach nowe usługi asystenta AI trafiły zarówno do pakietu Google Workspace, jak i do przeglądarki Google Chrome w Polsce i na świecie. Zarówno integracja z aplikacjami biurowymi, jak i globalna ekspansja Gemini w Chrome sprawią, że z narzędzi AI będzie mogło skorzystać więcej osób do ułatwiania sobie codziennych zadań w domu i pracy. Część z tych funkcji po raz pierwszy jest dostępna poza ekosystemem Microsoftu.
Sztuczna inteligencja Gemini rozwija skrzydła w przeglądarce Chrome i aplikacjach Google WorkspaceGooglemateriały promocyjne
Spis treści:
Sztuczna inteligencja w aplikacjach biurowych i przeglądarce
Nowe funkcje Gemini w Google Workspace
Gemini w Chrome dostępny w Polsce. Co on potrafi?
Sztuczna inteligencja w aplikacjach biurowych i przeglądarce
Sztuczna inteligencja z perspektywy zwykłego użytkownika i pracownika firmy nie ogranicza się już do konwersacji na czacie czy generowania zdjęć i filmów. Coraz wyraźniej wyłania się nowy trend obejmujący agentową AI wykonującą złożone zadania w imieniu użytkownika, łącząc jego kontrolę z pewnym stopniem autonomii, a także integrację funkcji asystenta z oprogramowaniem biurowym.
Jeśli chodzi o integracje z edytorami tekstu, arkuszami kalkulacyjnymi, pocztą i kalendarzem czy apkami do tworzenia prezentacji, przed paroma dniami Microsoft ogłosił tzw. "Wave 3", czyli trzecią falę innowacji, która wprowadza nowe funkcje Microsoft 365 Copilota do aplikacji Office, a także dodaje do niego model Anthropic Claude, by ten działał w scenariuszach, w których modele OpenAI mogą okazać się mniej wydajne.
Niedługo po ogłoszeniu tych zmian przez giganta z Redmond podobne innowacje wprowadził Google. Ogłosił on szereg nowości od Gemini w aplikacjach pakietu Google Workspace oraz szerszą dostępność AI w Chrome. Nowe funkcje mają na celu nie tylko automatyzację powtarzalnych zadań, ale przede wszystkim głęboką współpracę z użytkownikiem na każdym etapie tworzenia treści i analizy danych.
Nowe funkcje Gemini w Google Workspace
Sztuczna inteligencja Gemini, znana głównie ze swojej samodzielnej aplikacji oraz integracji z wyszukiwarką Google, staje się integralną częścią popularnych narzędzi biurowych w pakiecie Google Workspace. Co dokładnie się zmieniło?
W Dokumentach Google (Google Docs) asystent umożliwia teraz generowanie spersonalizowanych szkiców na podstawie promptów, wykorzystując kontekst zawarty w plikach i wiadomościach e-mail użytkownika. Z jego pomocą można dopracować wybrane fragmenty tekstu lub całe dokumenty, sprawiając, by były bardziej czytelne albo profesjonalne. Gemini może nawet dopasować styl pisania oraz format dokumentu do istniejących szablonów czy preferencji. Potrafi też automatycznie uzupełniać szablony danymi z Gmaila, np. tworząc plany podróży ze szczegółami lotów, a także przekształcać notatki ze spotkań w uporządkowane dokumenty.
Arkusze Google (Google Sheets) ewoluują z kolei w stronę zaawansowanego asystenta danych. Dzięki nowym funkcjom AI użytkownicy mogą tworzyć i organizować całe zestawienia danych za pomocą jednego prompta, opisując jedynie zadanie, które chcą wykonać. Gemini automatycznie buduje strukturę arkusza, dodaje tabele oraz pulpity nawigacyjne. Pojawiła się też opcja "Wypełnij z Gemini", która generuje teksty, kategoryzuje dane i pobiera istotne szczegóły z wyszukiwarki Google lub plików użytkownika. Pozwala to na błyskawiczne wypełnienie obszernych tabel zawartością - bez konieczności ręcznego wpisywania informacji.
W tej aktualizacji Prezentacje Google (Google Slides) stają się polem do kreatywnej współpracy z AI. Gemini pełni rolę projektanta, który potrafi generować układy, diagramy i całe slajdy na podstawie opisów lub szkiców, dbając o zachowanie spójności z motywem prezentacji. Użytkownicy mogą edytować elementy wizualne, takie jak kolory czy stopień skomplikowania układu, promptując w języku naturalnym. Narzędzie potrafi też czerpać wiedzę z plików i sieci, by wypełniać slajdy merytoryczną treścią.
Zmiany nie ominęły też Dysku Google (Google Drive), do którego zawitała opcja "Zapytaj Gemini" ("Ask Gemini"). Pozwala ono na analizę i zrozumienie informacji zawartych w wielu plikach jednocześnie bez konieczności ich otwierania. Wyniki wyszukiwania są teraz wzbogacone o generowane podsumowania z cytatami z dokumentów. Użytkownicy mogą zadawać sztucznej inteligencji pytania dotyczące plików, e-maili, kalendarzy oraz zasobów internetowych, by otrzymać precyzyjne odpowiedzi osadzone w kontekście ich własnych danych.
Wszystkie te nowości sprawiają, że Copilot w Microsoft 365 ma teraz przed sobą znaczącego rywala. Przez kilka ostatnich lat rozwiązanie giganta z Redmond było praktycznie jedynym w swojej klasie. Teraz ze sztucznej inteligencji rozumiejącej zarówno pliki, jak też wiadomości oraz kalendarz, mogą korzystać także użytkownicy ekosystemu Google Workspace.
Gemini w Chrome dostępny w Polsce. Co on potrafi?
Gemini integruje się także z przeglądarką Google Chrome. Pierwszą implementację gigant z Mountain View zaprezentował na konferencji Google I/O 2025, o czym informowaliśmy w maju ubiegłego roku. We wrześniu 2025 ta nowość osiągnęła ogólną dostępność dla użytkowników indywidualnych oraz biznesowych w USA, a w styczniu 2026 rozpoczęła się jej globalna ekspansja. Gemini w Chrome dotarło właśnie do Polski. Co się zmieniło dla użytkowników z naszego kraju?
Dzięki bezpośredniej integracji Google Gemini z przeglądarką Chrome sztuczna inteligencja zyskuje znajomość kontekstu naszej pracy. Jeśli na to zezwolimy, wie ona, co znajduje się w otwartych kartach i co zostało zapisane w historii. W rozmowach z nią możemy nawiązywać bezpośrednio do tej zawartości - bez potrzeby ręcznego kopiowania i wklejania fragmentów tekstów czy zdjęć.
Asystent otrzymał też dedykowany przycisk na pasku tytułu, tuż obok przycisku minimalizacji okna. Otwiera on Gemini na pasku bocznym, dzięki czemu użytkownicy mogą pozostać na stronie, która jest aktualnie otwarta. Konwersacje prowadzimy tu bezpośrednio w interfejsie przeglądarki. Możemy poprosić AI o podsumowanie artykułu, strony albo danego wątku. Możemy też zadawać pytania albo prosić o wydobycie czy porównanie informacji z wielu kart jednocześnie, np. aby porównać kilka różnych produktów ze sklepów internetowych.
Google Gemini potrafi też bez przełączania kart wyciągać kluczowe informacje z Gmaila, sprawdzać szczegóły w Lotach Google i wysyłać wiadomości do znajomych. Pojawiła się też funkcja spod szyldu agentowej sztucznej inteligencji - automatyczne przeglądanie, które pozwala Gemini na samodzielne rezerwowanie wizyt czy planowanie wydarzeń w imieniu użytkownika przy zachowaniu jego pełnej kontroli nad procesem.
Jako że model rozumie kontekst wizualny, znalazło to zastosowanie także w środowisku Google Chrome. Podczas zakupów lub przeglądania witryn Gemini analizuje to, co znajduje się na ekranie, i na tej samej stronie wyświetla sugestie idealnie dopasowanych produktów. Dla osób poszukujących inspiracji lub pogłębionej wiedzy dostępny jest tryb Gemini Live, umożliwiający prowadzenie naturalnych rozmów głosowych oraz burze mózgów z AI bezpośrednio w przeglądarce.
A co z najpopularniejszą przeglądarką na telefonie? Mobilna wersja Chrome również oferuje wsparcie Gemini. W systemie Android asystent analizuje treści w dowolnej aplikacji, natomiast na iOS został on w pełni zintegrowany z przeglądarką.