Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 13 czerwca 2026 Brak kategorii

Znów obiecują koniec zmiany czasu. I znów dam się nabrać

13 czerwca 2026, 07:15
czas

Mogę tylko tęsknić za tym chojrakiem, którego zmiana czasu nie ruszała. Tego dawnego ja już nie ma, teraz każde kolejne przesuwanie wskazówek boli coraz bardziej, coraz mocniej demoluje codzienność. To prawda, potrafiłem znaleźć pozytywne aspekty, ale i one nie wystarczają. Straty są jednak za duże, aby dalej przymykać oko. Oszukiwać, udawać, że jest inaczej. W tym roku odkręciłem się gdzieś tak pod koniec kwietnia. Oczywiście lekarze i eksperci mówią, że to niemożliwe, skutki zmiany czasu mijają po ok. tygodniu, ale ja wiem swoje. Jeszcze chwilę przed majówką podchodziłem do okna i dziwiłem się, że o 15:30 jest jasno, jakbym dalej żył w zimowej rzeczywistości. Trzymała mnie mocno i nie chciała puścić. Dobrze, że zawsze miałem przy sobie zegarek. Gdybym musiał kogoś zapytać o godzinę, po usłyszeniu odpowiedzi zacząłbym drążyć: "ale na stare czy nowe?". Już boję się nadchodzącej zmiany czasu, tej jesiennej, najgorszej. Z każdym dniem jest coraz bliżej. Nawet teraz wiem, że długo nie będę w stanie uwierzyć, że lato tak szybko się skończyło, a złota polska jesień tylko przemknęła. Dla mnie dalej będzie 16:00, a nie 15:00.

Boli to wszystko bardziej, bo przecież zmiany czasu miało już nie być. Wtedy to całe przemijanie rzeczywiście przechodziłoby gładko, nie byłoby tej granicy, która uświadamiała o końcu i brutalnie kazała dostosowywać się do nowej rzeczywistości. Wstawaj wcześniej, wstawaj później! Nie byłoby na co czekać (trochę szkoda), ale też nie byłoby za czym tęsknić.

Jak dawno nam to obiecywano. Los sierot po tych niespełnionych deklaracjach to ciągłe sypanie soli na ich - nasze! - rany, które się nigdy nie zagoją. Tym bardziej smuci więc kolejny promyk nadziei. 

Dariusz Klimczak, minister infrastruktury, na swoim twitterowym profilu napisał: 

Jeszcze jedna pozytywna informacja! Komisarz przedstawił podejmowane obecnie działania Komisji Europejskiej nad przygotowaniem oceny wpływu zaprzestania sezonowych zmian czasu na terytorium UE. Cieszę się, że zostało to wprowadzone do agendy prac Rady ds. Transportu podczas Prezydencji Polski w Radzie UE, a dzisiaj ma swoją kontynuację. 

Panie ministrze, tak się nie robi

Mnie już jest na sercu jakby lżej. Nagle ostatni weekend października nie zapowiada się aż tak źle. Powoli zaczynam kolportować tę fałszywą narrację o tym, że przecież będzie spało się godzinę dłużej. Wszelkie niedogodności wydają się być przeszkodą do wyeliminowania, zwykłą błahostką, jeśli znowu jest cień szansy na to, że pożegnamy zmianę czasu. 

Cień? I to taki, który daje przyjemny chłód w gorący letni dzień. Wszak szef resortu zaczął, że to pozytywna informacja. Ocena wpływu natomiast musi być jedna: zmiana czasu nie ma sensu. Eksperci mówią o tym od dawna. Wystarczy przejrzeć stare publikacje, pokiwać głową z uznaniem, zastanowić się chwilę, czemu dopiero teraz na taki krok mamy się zdecydować, odpędzić od siebie ostatnie wątpliwości ("No bo skoro wcześniej zrezygnowano, to być może powód był poważny…" - mogliby uznać unijni urzędnicy) i przyklepać to, co konieczne. Nic prostszego. 

- Zmiana czasu z chronobiologicznego punktu widzenia nie jest korzystna, ponieważ prowadzi do chwilowego rozsynchronizowania zegarów w naszym organizmie - mówiła PAP Patrycja Ściślewska, neurobiolożka z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. 

W poniedziałki po zmianie czasu odnotowuje się więcej zawałów serca niż w pozostałe dni tygodnia. Obserwujemy także wzrost przypadków zaburzeń rytmu serca (zwłaszcza migotania przedsionków), udarów mózgu, a także wypadków komunikacyjnych, szczególnie z udziałem motocyklistów wyjaśniała specjalistka chorób wewnętrznych i medycyny snu dr hab. Helena Martynowicz, prof. UMW z Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Zawodowych, Nadciśnienia Tętniczego i Onkologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. 

Wszystko musi doprowadzić do szczęśliwego zakończenia. Owszem, miało już dawno, wtedy nie wyszło, ale teraz się uda. Uda, prawda? 

Ja już jednak wiem, co się stanie

Eksperci powiedzą, że zmiana czasu rzeczywiście nie ma sensu. Kiedyś może faktycznie to się opłacało, dawne argumenty przekonywały, ale teraz więcej jest z tym szkody niż pożytku. Politycy pokiwają głowami. Będą gotowi chwycić za długopisy, by podpisać stosowne deklaracje,  aż w końcu jakieś unijne państwo się rozmyśli, pojawią się wątpliwości i na ostatniej prostej znowu będzie to samo. 

To zabawny paradoks, że dyskusja o zmianie czasu jest w istocie błędnym kołem. Cykl musi się powtórzyć. Odtwarzać będziemy wszystko, co zdążyliśmy już przeżyć. Teraz jest nadzieja, która będzie tylko rosnąć, by w końcu balon został przebity z hukiem, jak to miało miejsce przed laty. Chcąc zrezygnować ze zmiany czasu, ciągle gmeramy we wskazówkach, cofając się. Znowu jest 2018 r. Znowu możemy wierzyć, że lada moment nadejdzie chwila, w której przestawimy zegarki po raz ostatni. 

A potem czeka nas kolejna podróż w czasie. Do momentu rozpalenia iskry nadziei. 

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.

Największy turniej w historii. Takiego przepychu chciałbym codziennie 

12 czerwca 2026, 19:41
mundial duzo meczow

W swoim felietonie z okazji rozpoczęcia mundialu Michał Okoński na łamach "Tygodnika Powszechnego" przywołał wypowiedź Jerzego Pilcha, który w rozmowie z "Rzeczpospolitą" wyznał, że nie widział drugiej połowy Honduras–Ekwador i z tego powodu sobą gardził. Nie znałem tego cytatu, a z miejsca stał mi się bliski, bo i ja doświadczałem tego poczucia rozczarowania, że jednak pęknąłem i odpadłem tak szybko.

Odkąd pamiętam, przy okazji każdej dużej imprezy piłkarskiej obiecywałem sobie, że postaram się obejrzeć wszystko. Nie możliwie jak najwięcej, nie tyle, ile się da - wszystko. Owszem, od samego początku było jasne, że polegnę, wszak w końcu przychodzi moment, kiedy mecze rozgrywane są o tej samej porze. Mimo świadomości nieuchronnej klęski wierzyłem, że oszukam przeznaczenie i za każdym razem - bogatszy w doświadczenia, niby starszy i mądrzejszy - próbowałem przekonywać sam siebie, że są jeszcze powtórki, więc licznik zaliczonych spotkań nie musi się zatrzymać.

W chwili, gdy porażka przychodziła odebrać co swoje - często dużo wcześniej niż przed decydującą fazą, która miała mnie pogrążyć - cały mój zapał gasł i przestawało mi zależeć. Nie miało znaczenia, czy obejrzę 78 proc. meczów w turnieju czy tylko połowę. Taka moja natura, że jeśli wypadnę z rytmu, odpuszczam. Później więc pozwalałem sobie na dyspensę i zdarzało mi się machać ręką nawet istotne mecze np. ćwierćfinału. I to tylko dlatego, że raz mi się nie udało. Chociaż byłem pokonany w nierównym starciu, starciu, którego nie dało się wygrać, to uważałem, że zabawa przestaje mieć sens.

Ale tak - dla tej próby, chwilowej wiary w to, że teraz będzie inaczej, rywalizacja i tak była nęcąca. 

W przypadku trwających już Mistrzostw Świata 2026 nawet nie miałem zamiaru podnosić rzuconej przez turniej rękawicy. Przegrałem jeszcze na długo nim rozlosowano grupy, ustalono terminarz. Jasnym było, że ze względu na rozszerzenie mundialu z 32 drużyn na 48 ekip zobaczenie wszystkiego będzie ponad moje siły. Nie umiem sobie wyobrazić, że chcę obejrzeć wszystko, a co dopiero podjąć się tego wyzwania. Nawet, gdybym mógł nie robić nic innego, gdyby zwolniono mnie z wszelkich obowiązków, i tak potrzebowałbym odpoczynku, wytchnienia. 

Od kiedy było jasne, że na mistrzostwach zagra tyle reprezentacji, sportowi dziennikarze nie zostawiali suchej nitki na FIFIE. Mówili, że to absurd i odbieranie prestiżu imprezie. A wszystko to podyktowane było chciwością, próbą wejścia na nowe rynki. Tak właśnie tłumaczono politykę piłkarskiej organizacji. W końcu jeśli turniej szczególnie rozpala głowy w 32 państwach, sprzedają się telewizory, lodówki chłodzące napoje, same trunki, czipsy i inne akcesoria, a do tego rzecz jasna prawa telewizyjne, to jeśli tylko zaprosi się kolejne państwa do zabawy, zysk będzie większy. Inaczej ogląda się turniej jako obserwator, który musi się zmusić, żeby znaleźć kogoś, kogo może obdarzyć sierocymi uczuciami, a inaczej jako uczestnik, który wie, dla kogo jego serce bije.

A co z elitarnością, prestiżem - pytali rozczarowani kibice. Kasa, misiu, kasa, odpowiadał im futbolowy klasyk.  

O tym, że na turniej nie jest jednak wcale dostać się tak łatwo, wiemy doskonale, bo na nim nie gramy. Podobnie jak i Włosi. Można się więc zastanawiać, czy rzeczywiście o kasę tu chodzi. Zabrzmi to być może trochę nieelegancko, ale mam wrażenie, że Robert Lewandowski sprzedałby ten turniej bardziej niż zrobi to np. reprezentant Curaçao, Haiti czy Jordanii. Jest bardziej rozpoznawalny, podobnie jak zawodnicy z Włoch, którzy mundial oglądają jak ja i wy - w telewizji. To właśnie oni pozwoliliby wycisnąć z tej cytryny więcej, więc w interesie FIFA powinno być, by to teoretycznie najlepsi i najbardziej znani non stop grali ze sobą, jak ma to miejsce coraz częściej we współczesnym sporcie. Należałoby więc robić wszystko, aby jak nie przez baraże, to przez dziką kartę, repasaże repasaży i inne cuda wpuszczać tych, którym noga się powinęła. I niby trochę tak jest, ale też bez przesady, o czym boleśnie się przekonaliśmy. 

Nie chcę bronić FIFY, bo to organizacja zła do szpiku kości, czego tegoroczny mundial jest niestety kolejnym przykładem. Eksperci opisujący mistrzostwa zauważali, że wcześniej to właśnie światowa piłkarska organizacja rozdawała karty, a organizatorzy uchylali jej nieba, by ogrzać się w blasku ważnego wydarzenia i ocieplić swój wizerunek. Stany Zjednoczone zdają się mieć to w nosie, a FIFA gra tak, jak Trump każe. Przykładem jest niewpuszczenie sędziego z Somalii, mimo że ten posiadał wizę i paszport dyplomatyczny. 

Zarzutów pod adresem mundialu jest więcej, ale akurat decyzja o tym, by wpuścić więcej reprezentacji bardzo mi się podoba. Owszem, z chęcią zobaczę mecze Brazylii, Argentyny, Niemiec, Francji i Portugalii, ale ciekawy jestem, jak spiszą się reprezentacje, o których nie mam zielonego pojęcia, bo ich zawodnicy nie grają w naszej rodzimej Ekstraklasie. Trzymałem kciuki za Meksyk, ale kiedy zobaczyłem skład RPA i zdałem sobie sprawę, że nie znam żadnego z zawodników, po cichu liczyłem, że może sprawią niespodziankę i zaskoczą takich niedzielnych kibiców jak ja. Już żałuję, że odpuszczę takie mecze jak Ghana - Panama, Ekwador - Curaçao czy Jordania - Algieria. To przecież właśnie sól takich imprez, które nie odbywają się co roku. Nagle oglądasz zawodników, o których nigdy nie słyszałeś, albo pasjonujesz się dyscyplinami, których zasad nie znasz, bo i skąd, skoro to twoje pierwsze pięć minut z tym sportem, jak ma to miejsce na igrzyskach. 

Przepych mundialu, rozciągnięcie go do coraz większych rozmiarów, od dawna było powodem do krytyki i pretensji. Ale przecież w dzisiejszych czasach inaczej być nie może.

Co więcej, jakby się uprzeć, to mimo wszystko prędzej zobaczy się wszystkie mecze mundialu - część z odtworzenia - niż nadrobi się wszystkie nowości na platformach streamingowych tylko z tego kończącego się tygodnia. Będzie to również łatwiejsze niż zapoznanie się z wszystkimi płytami, które wypuszczone zostały w marcu, z książkami, grami, podcastami czy pewnie nawet omówieniami tych meczów, których nie jesteśmy w stanie obejrzeć. 

Już w średniowieczu - ale pewnie i dużo wcześniej - narzekano na to, że wszystkiego jest za dużo i niepotrzebnie wydaje się aż tak wiele tytułów. Tamci krytycy przepychu nie znali jednak sekcji "ostatnio dodane" na platformach streamingowych, więc to mamy prawo być zmęczeni natłokiem w zasadzie wszystkiego. 

I do tego ten gargantuiczny mundial, jak wzdycha wielu. 

Ale właśnie z tej perspektywy powiększenie mistrzostw z 32 na 48 drużyn nie jest aż tak wielkim przegięciem. Tym bardziej że impreza odbywa się raz na jakiś czas. Wyobraźmy sobie, że duża platforma streamingowa ogłasza, że w danym miesiącu puszczane będą nie wszystkie filmy, do których prawa ma właściciel serwisu, a jedynie treści z wybranych państw. Trudno, nie załapie się włoski reżyser ani polski zdobywca Oscara, za to będziemy mogli obejrzeć reklamy przygotowane przez perspektywicznego twórcę z Paragwaju. Podejrzewam, że mogłoby to być całkiem odświeżające i ciekawe. Może w końcu poczulibyśmy coś na kształt ulgi, jakbyśmy znaleźli mapę i wiedzieli, jak się poruszać.

Zdaję sobie sprawę, że próba obrony pod tytułem "no tak, ale oni robią znacznie gorzej" może nie brzmieć zbyt przekonująco, ale po prostu mam wrażenie, że akurat mundialowy przepych jest z gatunku tych… najskromniejszych. Sam wiem jak to brzmi. W dobie odgrzewanych kotletów, treści tworzonych na jedno kopyto, remake'ami remake'ów, powrotów, choć od premiery nie minęło nawet pięć lat, nawet 48-drużynowe mistrzostwa świata paradoksalnie wydają się być nie z tej epoki. Choć przecież wydają się być zaprzeczeniem tego, co dobrze nam znane.

Niby współczesne, z tymi wszystkimi nowinkami i innymi przekleństwami codzienności, ale jednocześnie inne niż wszystko, z czym mamy do czynienia na co dzień. Z Haiti, Curaçao, Uzbekistanem i Republiką Zielonego Przylądka. Z czymś nowym, zaskakującym, bo nieznanym. Takiego przepychu życzyłbym sobie na co dzień: odkrywczego, zapraszającego (i nie mam tu na myśli postawy władz Stanów Zjednoczonych), świeżego. 

Rozumiem jednak, skąd biorą się głosy, że to za dużo, że niepotrzebnie, że nie da się tego wszystkiego skonsumować

Nie wiem tylko, czy nie jest to strzelanie na oślep, obwinianie niewłaściwego odpowiedzialnego. FIFA poniekąd dostosowała się do nowych czasów, że wszystkiego ma być (za) dużo, że trzeba otwierać się na kolejne rynki, rozszerzać swoją działalność, sprzedawać więcej i więcej, a jednocześnie ciągle, pewnie bardziej nie chcąc niż chcąc, nie przekracza granicy. Bo mogę sobie wyobrazić, że dla niektórych wielka impreza rozgrywająca się co dwa lata, a nie cztery, jest wizją wielce kuszącą. 

Spójrzmy tylko, co dzieje się z platformami streamingowymi. Już pojawia się nowe tłumaczenie dla piractwa - platform i samych treści jest tak dużo, że nie da się mieć wszystkiego. Dawniej po nielegalne źródła korzystano z powodu braku alternatyw, teraz do sięgnięcia po zakazany owoc zachęca obfitość wyboru. Dla mnie to mimo wszystko dęte usprawiedliwienie, bo wcale nie trzeba oglądać wszystkiego, ale jest to jakiś symbol zagubienia, nierozpoznania, co, gdzie, jak, kiedy i na jak długo. Wiemy, że się nie da, ale próbujemy, na siłę, wbrew wszystkiemu. I kiedy portfel mówi "dość", i tak szuka się innych sposobów. Nie zrozumcie mnie źle, wcale nie usprawiedliwiam piractwa - po prostu staram się zrozumieć motywację.

Sam już dłuższy czas zastanawiam się, czy moje odejście od bycia na bieżąco w przypadku nowych albumów to właśnie nie efekt tego rozpieszczenia. Jest tyle rzeczy, wszystko kusi, uśmiecha, więc już po prostu nie mam siły tego gonić. I tak nie posłucham wszystkiego, czego bym chciał. Może to kiepska wymówka, a może coś w tym jest. 

Zresztą nawet z punktu widzenia kibica mundial jest do ogarnięcia. Porównajcie sobie tylko zwykły weekend przed telewizorem, gdzie od rana do wieczora ktoś gra. Jak nie polska liga, to angielska, hiszpańska i włoska. Na wiele spotkań wypadałoby rzucić okiem - tu strzela Lewandowski, tam błyszczy Zieliński, w Porto rozkręca się Pietuszewski. Próbując poświęcać czas tylko na jeden klub i tak musimy liczyć się z tym, że dojdą puchary, konferencje, relacje z treningów itd. 

Owszem, na mundialu też to wszystko jest, ale w innej formie, bo dostajemy coś nowego, unikatowego. Przepych, przesyt, nadmiar? Niby tak, bo inaczej się dziś nie da, ale jednak na nieco innych zasadach. 

I chociaż jestem wychowany na mundialach z 32 drużynami to nie zawsze była to tak liczna, gościnna impreza. Podobnie jak Mistrzostwa Europy. Mimo to rozciąganie trwa na tyle długo, że jeszcze da się to objąć rozumem, z czym jest problem w przypadku wszystkich innych treści wypadających zewsząd.

Zdjęcie główne: Freer / Shutterstock.com

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.

Połączą pociągi z metrem. W Warszawie szykują wielki remont

12 czerwca 2026, 13:58
warszawa dworzec

Inwestujemy w nowoczesną, bezpieczną i wygodną kolej dla milionów pasażerów - ogłasza Ministerstwo Infrastruktury, zapowiadając przebudowę dworca Warszawa Wschodnia. Inwestycja pochłonie ponad 3,6 mld zł, zaś początek prac przewidziano na grudzień 2026 r. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zakończą się w 2029 r. 

Zbudujemy nowe, zadaszone perony, wyposażone w schody ruchome i windy, przebudujemy przejścia podziemne - dodają Polskie Linie Kolejowe, opisując jedną z największych inwestycji kolejowych w Polsce.

Inwestycja, jak zapowiada kolejowa spółka, skupi się przede wszystkim na przebudowie siedmiu peronów na stacji. Wszystkie będą zadaszone i będą miały ujednoliconą wysokość, więc wsiadanie i wysiadanie z pociągów będzie łatwiejsze. Do tego dojdzie nowoczesny system informacji pasażerskiej z elektronicznymi wyświetlaczami i nagłośnieniem.  

- Po Warszawie Zachodniej przyszedł czas na modernizację drugiej co do wielkości stacji w stolicy – Warszawy Wschodniej. Równolegle realizujemy inwestycje na linii w kierunku Otwocka, konsekwentnie rozwijając infrastrukturę kolejową w aglomeracji warszawskiej. Chcemy zapewnić sprawny i nowoczesny system komunikacji przez stolicę i w Polsce. W tym roku Polskie Linie Kolejowe S.A. podpisały umowy o wartości ponad 5 mld zł, obejmujące m.in. kluczowe odcinki projektu Podłęże – Piekiełko na południu kraju oraz linii kolejowej nr 201 łączącej Bydgoszcz z Trójmiastem. To konkretne działania, które przekładają się na lepszą ofertę dla przewoźników i dostęp do kolei w standardzie XXI wieku – powiedział Dariusz Klimczak, Minister Infrastruktury.  

Wizualizacja dworca, fot. PLK

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podkreślił, że modernizacja ułatwi życie nie tylko podróżnym z całego kraju, ale też mieszkańcom stolicy, ponieważ obejmie cały węzeł komunikacyjny i jego otoczenie.

W ramach inwestycji powstanie wyczekiwany od lat tunel pod torami kolejowymi – pomiędzy Kijowską a Żupniczą – łączący Pragę Północ z Pragą Południe (...)  W ramach inwestycji, na stacji Warszawa Stadion powstanie także nowy tunel pieszy łączący poziom antresoli stacji Metra Stadion Narodowy z peronami przystanku kolejowego. To powrót do pierwotnego zakresu inwestycji metra sprzed 15 lat – dodał prezydent stolicy.  

Jak wyjaśnia PLK, dzięki nowemu przejściu możliwe będą bezpośrednie przesiadki z pociągów do metra bez konieczności wychodzenia na zewnątrz obiektu. 

Przebudowa będzie podzielona na dwa etapy

Pierwszy to modernizacja peronów 1-4 wraz z układem dalekobieżnym. W tym czasie ruch pociągów dalekobieżnych na stacji Warszawa Wschodnia będzie częściowo ograniczony. Pociągi w kierunku Terespola oraz niektóre pociągi do Lublina będą rozpoczynać i kończyć bieg na peronie 5. Pozostałe będą skierowane do stacji Warszawa Gdańska oraz Warszawa Główna. Wybrane pociągi Intercity będą mogły korzystać z infrastruktury przeznaczonej dla ruchu podmiejskiego. 

Etap drugi to modernizacja peronów 5-7 wraz z układem podmiejskim. Wówczas pociągi podmiejskie pojadą z Warszawy Wschodniej przez tzw. bypass kolejowy do Warszawa Stadion, a następnie dalej przez Warszawę Powiśle i Warszawę Śródmieście. Pociągi dalekobieżne nadal będą korzystać ze stacji Warszawa Gdańska. 

Jak zaznacza PLK, modernizacja została skoordynowana z licznymi równolegle realizowanymi inwestycjami kolejowymi, drogowymi i miejskimi prowadzonymi na terenie Warszawy oraz Warszawskiego Węzła Kolejowego. "Celem jest zapewnienie spójności działań, ograniczenie kolizji inwestycyjnych oraz optymalne wykorzystanie infrastruktury i środków finansowych" - zapewnia spółka. 

Zdjęcie główne: PLK

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.

Pociągi wracają tu po 33 latach. Na stacji wprowadzono wyjątkowe zasady

12 czerwca 2026, 12:40
lomza

Pociągi wrócą do Łomży w najbliższy weekend po 33 latach przerwy. To prawdziwe wydarzenie. Pociągiem najpierw uda się dojechać do Białegostoku, Ostrołęki i Olsztyna, a w przyszłym roku planowane jest uruchomienie połączenia do Warszawy. 

Dla wielu mieszkańców to naprawdę historyczna chwila. O olbrzymim zainteresowaniu świadczy fakt, że wszystkie bilety na premierowy pociąg Polregio z Ostrołęki do Łomży zostały wyprzedane w aplikacji przewoźnika już w pierwszym dniu ich sprzedaży. Jak informuje Polregio, nie będzie możliwości ich zakupu na pokładzie u konduktora. 

W specjalnym komunikacie przewoźnik uprzedził, że ze względu na "wyjątkowo duże zainteresowanie" pierwszym przejazdem zaplanowanym na najbliższą sobotę bilety zakupione w internecie będą wyjątkowo sprawdzane już przy wejściu na peron w Ostrołęce.

"Podchodzimy poważnie do kwestii bezpieczeństwa" - tłumaczy swoją decyzję Polregio.

Pasażerowie bez biletów nie zostaną wpuszczeni nie tylko do pociągu, ale nawet na peron

Tak duże zainteresowanie pokazuje, jak ważny jest dla lokalnej społeczności powrót kolei do Łomży, który następuje po aż 33 latach. Regularne kursy do tej miejscowości ruszą kolejnego dnia, w niedzielę, 14 czerwca – wraz z letnią korektą rozkładu jazdy. W dni robocze do Łomży z Białegostoku kursować będą 4 pary pociągów POLREGIO, a w weekendy – 3 pary. Dwa z kursów zostaną wydłużone i zapewnią bezpośredni dojazd z Białegostoku do Ostrołęki - informuje Polregio.

Ci, którzy nie załapali się na wyprawę z Polregio, mogą próbować dostać się na premierowy pociąg PKP Intercity  

Przewoźnik poinformował, że w sobotę odbędą się darmowe przejazdy na trasie Łomża – Ostrołęka – Łomża. To przystawka przed głównym daniem, jakim będą codzienne połączenia realizowane od 14 czerwca. 

Na trasę wyjadą pociągi IC Omulew i IC Orzyc, które połączą Łomżę z Białymstokiem i Olsztynem. Podróż do Białegostoku zajmie ok. 1 godz. 20 min, natomiast skład w Olsztynie zamelduje się po 2 godz. 20 min jazdy.

Powrót pociągów do Łomży to kolejny krok w realizacji programu "Kolej dla lokalnych społeczności", dzięki któremu mieszkańcy mniejszych miast zyskują dostęp do połączeń dalekobieżnych - podkreśla PKP Intercity.

Łomża po 33 latach wraca na kolejową mapę Polski

To nie tylko nowe połączenia, ale też nowy dworzec kolejowy. Przetarg już został ogłoszony. Jak zapowiadał minister infrastruktury Dariusz Klimczak, w nowym budynku znajdą się m.in. poczekalnia dla podróżnych, toalety, pomieszczenie techniczne oraz miejsce na automat z przekąskami i napojami. Obiekt będzie dostosowany do potrzeb osób o ograniczonej mobilności. Zagospodarowany zostanie również teren wokół dworca. Powstaną miejsca parkingowe, w tym dla osób z niepełnosprawnościami, stanowiska Kiss&Ride, ławki, wiaty, kosze i nowe nasadzenia zieleni.

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.

Podszywają się pod polityków. Ministerstwo pilnie ostrzega

12 czerwca 2026, 11:43
oszustwo

"Nie wierzę politykom" - śpiewał swego czasu zespół Tilt. Dziś dalej może to być antysystemowy hymn, ale piosenka nabrała też zupełnie nowego znaczenia w kontekście… cyberbezpieczeństwa. 

Pełnomocnik Rządu do Spraw Cyberbezpieczeństwa ostrzega przed próbami podszywania się pod osoby sprawujące stanowiska kierownicze w administracji rządowej - informuje Ministerstwo Cyfryzacji. 

Jak ostrzega resort, oszustwa wymierzone są "przede wszystkim w kierownictwo dużych przedsiębiorstw". Marna to pociecha, że przeciętny Kowalski może spać spokojnie - tym bardziej że nie może, bo i na niego co chwila ktoś w sieci dybie -  skoro ewentualne reperkusje działań cyberprzestępców mogą być szerokie. I więcej osób oberwie rykoszetem. 

Chcą złapać w sidła prezesów. Jak to robią?

Cyberprzestępcy, jak wyjaśnia resort, mają wykorzystywać elementy socjotechniki. Podszywają się pod "osoby o statusie VIP" w komunikatorach internetowych, takich jak WhatsApp oraz Signal.

Wszystko zaczyna się bardzo… banalnie. Cyberprzestępcy po prostu zakładają nowe konto, kradnąc i wykorzystując zdjęcie oraz dane osobowe pochodzące z oficjalnego konta osoby pełniącej funkcje kierownicze w administracji rządowej. Wykreowany w ten sposób profil wprawdzie różni się numerem telefonu od oficjalnego konta osoby, ale wygląda podobnie, więc oszuści liczą, że potencjalna ofiara się nabierze. 

Z fałszywego konta następnie wysyłane są wiadomości, np. do kadry kierowniczej spółek skarbu państwa oraz sektora prywatnego, rzekomo pochodzące od "kierownictwa urzędu centralnego". 

Treść wiadomości socjotechnicznej ma na celu m.in. nakłonienie osób, do których kierowana jest fałszywa wiadomość, do nawiązania kontaktu za pośrednictwem komunikatora internetowego z przekonaniem, że adresatem takiej wiadomości jest osoba pełniąca wysokie funkcje kierownicze w państwie. Celem tego typu działania może być m.in. uzyskanie poufnych informacji, infekcja złośliwym oprogramowaniem lub kradzież środków finansowych - wyjaśnia resort cyfryzacji. 

Ministerstwo zaleca, aby nie klikać w linki znajdujące się w nieoczekiwanych SMS-ach, wiadomościach e-mail oraz w wiadomościach publicznych komunikatorów internetowych, jak np. WhatsApp czy Signal. Przypomniano również o tym, że jedyną formą komunikacji z przedstawicielami kadry kierowniczej administracji rządowej są kanały komunikacji zawarte na stronach urzędów centralnych w domenie gov.pl, w zakładce Kontakt oraz w Biuletynie Informacji Publicznej. 

Osoby, które mają wątpliwości związane z otrzymanymi wiadomościami, powinny skontaktować się z właściwym sekretariatem reprezentującym dany urząd. 

To trochę śmiech przez łzy, ale to nawet zabawne, że oszuści stosują mniej więcej te same metody zarówno przy atakach na wysoko postawione osoby, jak i maluczkich. Niby nic dziwnego, bo skuteczność socjotechnicznych sztuczek nie zależy od zasobności portfela czy stanowiska, ale przynajmniej w oczach cyberprzestępców wszyscy jesteśmy równi. Podstawiony przez nich fałszywy członek rządu może nabrać prezesa dużej firmy, jak i sąsiada z dołu, któremu na Facebooku wyświetli się odezwa ws. pewnej inwestycji. 

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.

Kopią 300 metrów pod ziemią po wodę. Miasto szykuje się na najgorsze

12 czerwca 2026, 09:23
olsztyn

"Zwiększamy bezpieczeństwo dostaw wody dla mieszkańców i poprawiamy jej jakość" - deklaruje Olsztyn, ogłaszając budowę studni głębinowej. Może się wydawać, że to typowa inwestycja, ale w stolicy Warmii doskonale zdają sobie sprawę, że wymagają tego czasy. 

- Realizowane przez nas zadanie zapewni bezpieczeństwo w dostawach wody. To niezwykle istotne w dzisiejszych czasach także ze względu na zmiany klimatyczne - nie ukrywa kierowniczka Działu Inwestycji i Remontów PWiK Agnieszka Remisiewicz.

Studnia głębinowa będzie mieć głębokość 260 m. Miasto wyjaśnia, że gdy już powstanie, będzie dodatkowym źródłem wody pitnej, które "w sytuacji awarii lub przerwy w dostawach pozwoli utrzymać ciągłość zasilania miasta".

Wiceprezes PWiK Jarosław Słoma tłumaczy, że miasto wraca do inwestycji związanych z budową nowych studni głębinowych, bo te obsługujące Olsztyn działają już od dawna. W związku z tym "zapiaszczają się, spada ich wydajność". 

- Dlatego tak istotne jest powstawanie nowych obiektów - tłumaczy Słoma. 

W następnym roku planowana jest budowa kolejnej studni. Będzie jeszcze głębsza - ponad 300 m głębokości. 

Musimy zadbać o wodę

Tegoroczne apele ws. oszczędzania wody pojawiły się wyjątkowo wcześnie. To jeszcze jeden efekt suszy. Wielu mieszkańców dalej nie zdaje sobie z tego sprawy i w wyjątkowo suchych okresach podlewa wcześniej skoszone trawniki czy myje auta. 

Niedawno gmina Tomaszów Lubelski zwróciła się z prośbą o rozsądne gospodarowanie wodą. Zasugerowano, by wstrzymać się z podlewaniem trawy czy nie napełniać basenów. Takie komunikaty regularnie udostępniane są przez wiele miejsc w kraju. A nawet nie ma jeszcze gorącego lata. 

- W Polsce na jednego mieszkańca mamy około 1600 m sześc. odnawialnych zasobów wody słodkiej rocznie, co jest wartością trzykrotnie niższą niż średnia w Europie. Największym wyzwaniem są postępujące zmiany klimatyczne oraz bardzo niski poziom retencji, który powoduje, że woda opadowa zamiast zasilać system, natychmiast z niego odpływa - mówiła w trakcie debaty "Woda jako zasób strategiczny" Magdalena Sobieraj, zastępczyni dyrektora Departamentu Gospodarki Wodnej Ministerstwa Infrastruktury, cytowana przez Portal Samorządowy

Natomiast dr Kamil Jawgiel przekonuje, że dziś woda jest dla gospodarki tym, czym ropa była w XX wieku.

- To nie jest metafora, tylko opis realnego mechanizmu decyzyjnego - lokalizacja inwestycji, łańcuchy dostaw i bezpieczeństwo energetyczne zależą dziś od dostępności wody - stwierdził.

Podobnie uważa Marcin Jarzyński, Wiceprezes Wód Polskich ds. ochrony przed powodzią i suszą, który w trakcie spotkania "Woda jako strategiczny zasób dla przyszłości polskiego rolnictwa – czas na kompleksowe działania" zaznaczył, że bezpieczeństwo żywnościowe Polski w dużym stopniu zależy dziś od skutecznego zarządzania wodą.

Jak wyjaśnił, dziś wodę trzeba zatrzymywać jak najbliżej miejsca opadu i wzmacniać lokalne systemy retencji. 

Przez lata byliśmy przekonani, że woda w kranie będzie zawsze. Dziś ta buta może nas słono kosztować.

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.

Otrzymane przedwczoraj Brak kategorii

Kupujesz używane rzeczy w sieci? Rząd ma dobrą wiadomość

8 czerwca 2026, 11:09
uzywane przedmioty

Resort finansów po raz pierwszy od 24 lat chce dokonać zmian w podatku od czynności cywilnoprawnych (PCC) - donosi "Fakt"

Obecnie limit wynosi 1 tys. zł. Rząd chce podnieść tę poprzeczkę do 3 tys. zł. 

Dziś transakcje do 1 tys. zł nie wymagają dodatkowej opłaty. Jeśli jednak sprzęt AGD, RTV, inna elektronika czy meble kupowane na platformach z ogłoszeniami kosztują więcej, kupujący powinien zapłacić 2 proc. podatku od wartości rynkowej przedmiotu. 

"Pułapka na użytkowników"

Jak zaznacza "Fakt", może to być o tyle niewygodne, że należy samemu złożyć deklarację PCC-3 w urzędzie skarbowym. "To pułapka na wielu użytkowników portali, takich jak OLX, Vinted czy Allegro" - przekonuje "Fakt". 

Polacy masowo zapominają o tym obowiązku przy zakupach z drugiej ręki, a potem muszą tłumaczyć się przed fiskusem i narażają się na kary ze skarbówki - czytamy w serwisie. 

Resort uzasadniając zmiany, przekonuje, że "konieczność egzekwowania podatku od umów o niskiej wartości ich przedmiotu generuje po stronie organów egzekucyjnych koszty przewyższające kwotę podatku, co czyni go nieefektywnym fiskalnie". 

Zaproponowane w projekcie podniesienie limitu zwolnienia sprzedaży rzeczy ruchomych do 3 tys. zł jest efektem skalibrowania tej 'niewielkiej' wartości przyjmowanej przy zwolnieniu z PCC umów sprzedaży, z uwzględnieniem skumulowanego wzrostu cen, które od 2001 r. wzrosły o blisko 111 proc., oraz wzrostu siły nabywczej obywateli, wyrażającego się we wzroście przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej o 297 proc. - dodaje ministerstwo. 

"Fakt" wylicza, że dziś w przypadku przedmiotu kupionego za 2,9 tys. zł należy uiścić podatek PCC w wysokości 58 zł. Wraz z podniesieniem limitu nie będzie to już konieczne. Kupujący będą mieć więc lżej, bo nie będą musieli wypełniać deklaracji, wpłacać drobnych sum lub martwić się ewentualnymi wyjaśnieniami. Odetchną też same urzędy, które nie będą tracić czasu na zajmowanie się dosłownie groszowymi sprawami, pochłaniającymi więcej energii i pracy niż są warte. 

Skąd jednak wiadomo, że doszło do takiej transakcji?

Ministerstwo Finansów wyjaśniało w 2025 r. tę sprawę portalowi businessinsider.com.pl.

- Podstawę typowania podmiotów do weryfikacji prawidłowości wywiązywania się z obowiązków podatkowych stanowi analiza ryzyka. Podczas analizy ryzyka uwzględniane są różne rodzaje i źródła informacji, zarówno wewnętrzne, tj. informacje i bazy danych posiadane przez Krajową Administrację Skarbową (KAS), jak i zewnętrzne, w tym m.in. informacje z portali ogłoszeniowych oraz przekazywane do KAS raporty - wyjaśnia Ministerstwo Finansów. 

Adam Bednarek

08.06.2026 11:09

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-08T11:00:59+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T10:17:44+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T10:04:46+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T09:08:10+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T08:46:18+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:44:35+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:10:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:30:00+02:00

System kaucyjny działa za dobrze. Dlatego pojawił się nowy problem

8 czerwca 2026, 10:04
kaucja

"Stwierdzenie, że wzrost kosztów wynika z uruchomienia w Polsce systemu kaucyjnego, jest zbyt daleko idące" – przekonywało kilka miesięcy temu Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Nie brakowało jednak w Polsce gmin, które właśnie nowymi przepisami tłumaczyły podwyżki opłat za wywóz śmieci.

Główne przyczyny tej sytuacji to wzrost ilości odpadów o 12 proc., skok płacy minimalnej o 80 proc., inflacja na poziomie 43 proc. oraz nowe regulacje, w tym system kaucyjny, który obniżył nasze przychody o ponad 2 mln zł - wyjaśniał w grudniu 2025 r. Piotr Kryszewski, dyrektor zarządzający ds. Zielonego Gdańska. 

Jak informuje portal trojmiasto.pl, trójmiejskie wysypiska już podliczają pierwsze straty związane z systemem kaucyjnym. Według ich przewidywań te będą jeszcze rosły. 

"Nie można zgodzić się ze stanowiskiem, że system kaucyjny jest neutralny finansowo dla gmin" - odpowiadał Kryszewski na jedną z interpelacji.

Najbardziej wartościowe, a jednocześnie lekkie frakcje (m.in. PET, czyli plastik) częściowo opuszczają system gospodarki odpadami komunalnymi. W I kwartale 2026 r. odnotowano spadek ilości PET: bezbarwnego o ok. 33 proc., niebieskiego o 41 proc., a zielonego o 51 proc. Przełożyło się to na spadek przychodów ze sprzedaży surowców o ok. 700 tys. zł (ok. 38 proc.). Szacuje się, że roczna utrata przychodów może przekroczyć 8 mln zł - precyzował. 

Co jednak najważniejsze, najciekawsze i paradoksalne, "na obecnym etapie wpływ systemu kaucyjnego na budżet Gdańska w 2026 r. oceniany jest jako marginalny". Czyli konsekwencje są, ale ostatecznie nie aż tak duże. 

Mowa tu jednak o 2026 r. A co dalej? W Gdańsku zaznaczają, że trzeba poczekać na koniec roku, aż spłyną wszystkie dane. Podobnie twierdzi Marcin Paszkiewicz, rzecznik Eko Doliny. Spółka wprawdzie już odnotowała spadek liczby butelek PET i puszek, co przekłada się na obniżenie przychodów z ich sprzedaży. 

- Bardziej wiarygodna ocena skutków funkcjonowania systemu kaucyjnego będzie możliwa najwcześniej po ok. roku od jego wdrożenia, gdy dostępne będą dane obejmujące pełny cykl jego działania - dodaje. 

Eko Dolina zapewnia jednak, że "nie planuje obecnie podwyższania opłat za zagospodarowanie odpadów".

Systemem kaucyjnym usprawiedliwiano podwyżkę opłat za odbiór śmieci w Olsztynie

Tamtejszy Urząd Miasta wymieniał jeszcze inne czynniki, jak np. rosnące ceny paliwa czy wyższe koszty pracy, a za ten najważniejszy uznano… wzrost ilości odpadów odbieranych od mieszkańców Olsztyna. 

Nadzieje na możliwość utrzymania dotychczasowych cen miało dać wprowadzenie systemu kaucyjnego, jednak mimo tego w I kwartale tego roku odnotowaliśmy wzrost ilości odpadów ze szkła o 3 procent, a tworzyw sztucznych o 6 procent. Natomiast łączna masa odpadów odebranych w tym okresie była o 5,5 procent wyższa, niż w analogicznym okresie poprzedniego roku - mówił Patryk Pulikowski z Urzędu Miasta Olsztyna, cytowany przez Radio Olsztyn.

"Pożyjemy, zobaczymy" - mówią w natomiast Koninie. Paweł Adamów, zastępca prezydenta, przyznał, że choć nie jest zwolennikiem systemu kaucyjnego, to "na pewno nie wpłynie on negatywnie" na miasto. Tam też zwracano uwagę, że rośnie liczba odpadów wielkogabarytowych, które są droższe do zagospodarowania. 

Mniejsze przychody w sortowniach odnotowano w Łodzi, ale na razie nikt nie mówi o podwyżkach opłat za wywóz śmieci. 

Tomasz Ogorzały, prezes EkoNysa, w rozmowie z portalem "Nowiny Nyskie" przyznaje, że przez system kaucyjny do sortowni trafia znacznie mniej butelek PET. Straty szacowane są na "dużo więcej niż 600 tys. zł".

Sam prezes EkoNysa dodaje jednak, że system kaucyjny pomoże gminie w osiągnięciu wymaganego poziomu recyklingu. A to dlatego, że każdy operator butelkomatów ma obowiązek raportowania gminie liczbę zwracanych opakowań. "Nie będzie już problemu z osiąganiem wymaganych poziomów recyklingu" – ocenił Ogorzały.  

Temat podwyżek opłat za wywóz śmieci poruszony został niedawno przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska jako przykład narracji dezinformacyjnej

- W tej narracji podważana jest skuteczność systemu kaucyjnego. Pojawiają się twierdzenia, że system zwiększa koszty wywozu odpadów, prowadzi do większego śladu węglowego lub nie poprawia poziomu recyklingu. Eksperci wskazują jednak, że większość dostępnych analiz środowiskowych pokazuje odwrotny efekt - wyższy poziom zbiórki opakowań i lepszą jakość odzyskiwanego surowca - przekonuje resort. 

Zdjęcie główne: Fariddudin Ar-razi AB / Shutterstock.com

Adam Bednarek

08.06.2026 10:04

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-08T09:08:10+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T08:46:18+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:44:35+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:10:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:45:00+02:00

Darmowa woda pachnie restauratorowi komuną. A ja wyczuwam absurd 

8 czerwca 2026, 07:10
woda

Chcesz napić się wody za darmo, masz do tego prawo. Nad takim przepisem pracuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w restauracjach gratisowa kranówka przysługiwałaby klientom już od 12 sierpnia 2026 r. Goście za darmo będą mogli otrzymywać do pół litra wody z kranu. 

Nie tylko włoski sąd krytycznie ocenia tego typu pomysły. Choć w praktyce coraz więcej lokali bezpłatnie udostępnia gościom wodę z kranu, to zdaniem niektórych robienie z tego obowiązku, a nie gestu serdeczności i gościnności, pachnie dawnymi czasami i złymi nawykami. 

Ludziom to się bardzo podoba i ja tych ludzi rozumiem, bo dostają z mediów komunikat: złodziejscy restauratorzy jeżdżący maybachami będą nam dawali wodę za darmo. Nie, nie będą wam dawali wody za darmo, tylko ją wliczą w cenę innych rzeczy, tak jak robią to restauratorzy na Zachodzie, gdzie woda rzeczywiście w wielu krajach, przynajmniej kranowa, jest za darmo - mówi w rozmowie z portalem wyborcza.biz restaurator Kamil Sakałus.

Restaurator sam przyznaje, że woda z kranu jest tania, więc na tym restauracje nie stracą. Przejdzie im za to koło nosa zysk ze sprzedaży butelkowanej wody. 

"To jest problem tego, że wielu klientów, dostając darmową wodę, nie kupi nic innego do picia" - wyjaśnia. 

Jeżeli pana koleżanka poszła do restauracji z trzema koleżankami i zamówiły tylko trzy karafki wody, siedziały przy tym stoliku dwie godziny i piły wodę, to koszt pracy kelnerki, czynszu, stolika, kucharza, sprzątania itd. był wyższy niż przychód z tej wody - argumentuje restaurator. 

Mam wrażenie, że ludzie nie przychodzą do restauracji czy nawet kawiarni wyłącznie po to, aby pić wodę

To jednak tylko moje doświadczenie - klienta, a nie kogoś, kto zajmuje się prowadzeniem lokalu. Z drugiej strony jakoś nie mogę deprecjonować własnych obserwacji, z których wynika, że nawet tam, gdzie woda jest za darmo, na stolikach bywają herbaty, kawy, napoje i inne przysmaki, które nie służą wyłącznie temu, aby gasić pragnienie. 

Co więcej, goście restauracji wcale się nie wycwanili i nie przychodzą do miejsc, gdzie rozdawane są tzw. czekadełka. A mogliby. Zamawialiby danie, dostawali chleb z masłem, a potem wołali do kelnera, że jednak się rozmyślili i uciekają. Albo, jeszcze lepiej, wychodzili ukradkiem, najedzeni kromką darmowego chleba.

Z tymi rzeczami za darmo to jest ciężka sprawa. Wyobraźcie sobie, że ktoś przychodzi do restauracji i myje ręce darmowym mydłem. Korzysta z darmowego papieru toaletowego. Suszy ręce suszarką, za którą przecież nie zapłacił. Słucha lecącej muzyki, a więc ma coś na kształt darmowego koncertu. I wcale nie zamawia najdroższego dania. Czy już można zaryzykować stwierdzenie, że taki klient po prostu restauratora okrada, żeruje na jego gościnności, nie dając szansy odpłacić za skosztowanie luksusu w postaci ręczników i płynu do mycia rąk? 

Oczywiście można powiedzieć, że to wszystko jest już wliczone w ceny dań. I woda też zostanie wliczona. Ale jakoś mam wrażenie, że tak się nie stanie. A ci, dla których będzie to okazja do podwyżek, mogą spotkać się z reakcją klientów, którzy takie miejsce zaczną omijać.

Wodna histeria zaczyna się rozkręcać

Restaurator wylicza problemy. "A co, jeśli ludzie zatrują się kiepską kranówką? Kto będzie winny?" - pyta. A przecież knajpy serwują już wodę za darmo i o dramatycznych historiach jakoś nie słyszymy.

Czytamy też, że to typowy PRL, bo to "rząd decyduje w prywatnym biznesie, co ja mogę sprzedawać i po ile". Zabawne są te utyskiwania poszkodowanego przedsiębiorcy, ale tak naprawdę są przede wszystkim smutne. Jakoś wszędzie się da, a u nas, jak zwykle, nie. Trzeba bić na alarm, robić z siebie bojownika w walce z opresyjnym systemem. 

A przecież to tylko woda. Absolutnie podstawowa rzecz. Na szczęście zaczyna się to zauważać. Zaczyna oburzać fakt, że ktoś w upalny dzień, w zatłoczonym miejscu, próbuje sprzedawać wodę w nieludzkich cenach. Że 15 zł za gazowaną, owszem, schłodzoną wodę to jednak mimo wszystko przesada. I tak, biznes to biznes, a nie organizacja charytatywna. Ale są granice.

To naprawdę nie jest tak, że nagle ludzie będą przychodzić do restauracji, zamawiać wodę i siedzieć przy jednym stoliku przez trzy godziny, bo to taka atrakcja. Woda za darmo! Zaoszczędzimy na tym w ciągu miesiąca kilka groszy i miło spędzimy czas: rozmawiając przy kranówce, ale za to w knajpie! 

Naprawdę, bez przesady. Jeśli ze zwykłej gościnności rząd musi czynić prawo, to wcale nie jest to wina polityków. A raczej tych, którzy przed takim drobnym gestem się wzbraniają.

Zastanawiam się, z czego to wynika. Czy zawsze tak było, że z byle czego robiono burzę w szklance wody? Czy może to nowość, efekt uboczny współczesności, że drobiazg urasta do rangi wielkiego problemu, błahostka zasługuje na oburzenie. Skoro bicie na alarm się niesie, to warto się gorączkować, przekrzykiwać, szykować do starcia i długiej dyskusji. Jest w tym zwykłe wyrachowanie czy rzeczywiście niewiele trzeba, aby rozpalić ogień?

Cóż, to tylko jeszcze jeden dowód na to, że każdemu przyda się szklanka wody. Darmowej. Na uspokojenie.

Adam Bednarek

08.06.2026 07:10

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-08T08:46:18+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:44:35+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:10:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:30:00+02:00

PKP Intercity ma nowy hit. Rodzi się alternatywa dla samolotu

8 czerwca 2026, 06:05
pociagi

Pociąg z Warszawy do Chorwacji wystartował w ubiegłym roku i stał się wakacyjnym hitem PKP Intercity. Dlatego w tym roku Adriatic Express w sezonie wakacyjnym będzie kursował z większą częstotliwością, bo aż 6 razy w tygodniu. Nowością będzie możliwość bezpośredniego dojazdu również na słoweńskie wybrzeże Adriatyku. 

Biorąc pod uwagę wszystkie planowane kursy i ich większą częstotliwość – liczba miejsc w tegorocznym sezonie wzrośnie aż o 132 proc. To odpowiedź przewoźnika na duże zainteresowanie pasażerów - zapowiadało startujące 26 czerwca połączenie PKP Intercity. 

Kto uznał, że jeszcze jest czas i dzięki temu, że miejsc będzie więcej, bilety zdąży się kupić, może się srodze rozczarować. Jak zauważa serwis fly4free.pl, znalezienie wolnego łóżka w kuszetce już jest bardzo trudne. Wyprzedają się także tradycyjne fotele. 

Mimo że cena do najniższych nie należy (obecnie od ok. 515 zł za osobę w jedną stronę), to zainteresowanie jest ogromne. W praktyce do 15 lipca w większości terminów nie ma już szans na podróż w pozycji leżącej. W wielu dniach kuszetki są całkowicie wyprzedane, a pojedyncze z nich są wciąż dostępne dosłownie w kilku pociągach - zaznaczono we wpisie. 

"Dostępność topnieje bardzo szybko, a z każdym dniem wybór terminów i miejsc będzie coraz mniejszy" - dodano. 

To tylko dowód na to, że nie brakuje chętnych na zagraniczne wojaże pociągami

Alternatywa dla samochodów i przede wszystkim samolotów jest konieczna. Wprawdzie bilety lotnicze potrafią być śmiesznie tanie, a sama podróż zajmuje o wiele mniej czasu, to nie każdy lubi latać. Poza tym jeśli doliczy się czas potrzebny na dojazd na lotnisko i wszelkie procedury związane ze startem, to różnice są mniejsze. Jasne, podróż z Warszawy do Chorwacji to ok. 20 godzin w pociągu, ale jak widać to wcale nie odstrasza podróżnych. 

Już pojawiły się sugestie, aby pociąg do Chorwacji kursował nie tylko w trakcie wakacji, ale również przez cały rok. 

- Ewentualne rozszerzenie kursowania pociągu do Chorwacji w pozostałe sezony poza latem będzie możliwe najwcześniej w 2028 roku - powiedział PAP prezes PKP Intercity Janusz Malinowski.

Póki co trzeba czekać, aż zakończy się modernizacja infrastruktury kolejowej w Słowenii. 

PKP Intercity ma też krajowy hit 

To pociąg retro: "Nieśpieszny". Jedzie wolno, ale… tak ma być. To powrót do dawnych czasów. Tras przybywa, o czym niedawno informowaliśmy na łamach Spider's Web. 

PKP Intercity nie wyklucza, że jeżeli jesienią pogoda dopisze, to "Nieśpieszny" powróci na tory po sezonie letnim. I faktycznie powolne przejazd w trakcie złotej polskiej jesieni mogą być magiczne. 

Obserwuj nas w Google Discover

Adam Bednarek

08.06.2026 06:05

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-08T08:46:18+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:44:35+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:10:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:30:00+02:00

Postawią w pięknym lesie wieżę widokową i kładki. Bo oczywiście drzewa nie wystarczą 

8 czerwca 2026, 06:00
lodz lagiewniki

Zielone płuca miasta. Największy las położony w granicach miasta w Polsce. Jeden największych kompleksów leśnych znajdujących się w granicach miasta w Europie, jak przypomina Wikipedia. Las Łagiewnicki już jest wyjątkowym miejscem, do którego chętnie przybywają Łodzianie i nie tylko, ale najwyraźniej to za mało. 

Drzewa może i są ładne, ale nie są spektakularne, nie aż tak

Brakuje czegoś ekstra, co rozeszłoby się viralowo po TikToku i Instagramie. Potrzebny jest efekt wow, który podbić będzie można np. jeszcze jednym filmikiem ze znanym aktorem, który ponownie zaklnie odwiedzając Łódź, wypowiadając słynne hasło, ale raz jeszcze zrobi to z zachwytem, inaczej niż w filmie. I co z tego, że to już było, odgrzewany kotlet. Właśnie fajny pomysł, bo pokazujący, jak Łódź się zmienia, ale też jaki ma do siebie dystans! 

No i wykombinowali. W Łagiewnikach planowane są nowe inwestycje, jak ogłosiło miasto. Będzie ścieżka w koronie drzew, powstanie wieża widokowa, ułożone zostaną kładki. 

"Łodzian i turystów zachwyci także pierwsza w mieście 'ścieżka w koronach drzew'" - czytam na stronie miasta.

Mająca 100 metrów długości kładka poprowadzona zostanie kilkanaście metrów nad ziemią tak, by odwiedzający las mogli podziwiać go z nowej perspektywy - widoki będą zachwycać, bo malowniczo położone Łagiewniki mają wyjątkowe walory krajobrazowe.

Zachwyt, przynajmniej według oczekiwań władz miasta, budzić będzie też widok z wieży widokowej, która stanie na szczycie Górki Rogowskiej. Już teraz zaznaczono, że "całość prac będzie realizowana z poszanowaniem dla zieleni", a obiekty mają powstawać w "możliwie najmniej inwazyjny sposób". 

(...) celem wszelkich działań jest umożliwienie podglądania przyrody, jej ochrony, rekreacji oraz edukacji najmłodszych - zaznacza miasto. 

Jak absurdalnie to brzmi! Potrzebujemy kładek i wież widokowych, aby móc podglądać przyrodę - tak jakby nie dało się tego robić już teraz, chodząc po nudnych i mało spektakularnych ścieżkach. Otóż, nie uwierzycie, da się. Może więc warto zamiast patrzeć wysoko w górę, lepiej wybrać się do lasu.

Wszystkie cele, które wymienia miasto, można osiągnąć bez tej spektakularnej, widowiskowej inwestycji. Będziemy chronić przyrodę, dlatego bierzemy się za działania, które zrealizowane zostaną w "możliwie najmniej inwazyjny sposób". Najmniej inwazyjny, ale jednak jakieś skutki mogą przecież być. 

"Przestańcie ze wszystkiego robić parki rozrywki" - pisze jedna z mieszkanek pod wpisem łódzkiego radnego. I marna to pociecha, że nie jest to wyłącznie łódzki czy nawet polski problem. W książce "Wysokie niebo nad Madrytem" Klaudia Pieszczoch opisywała starania władz hiszpańskiej stolicy, by przyjeżdżających turystów czymś zachwycić, dać im szansę na stworzenie niezapomnianych wspomnień i wrażeń. "Ale chodzi o coś jeszcze" - pisze Klaudia Pieszczoch.

"O zwykłą awersję do miejsc, które nie zarabiają" - dodaje

Mam wrażenie, że to zdanie opisuje działania, które realizowane i obserwowane są także w Polsce. I to nie tak, że nagle wieża widokowa będzie na siebie zarabiać, bo wejście będzie biletowane. Nawet bezpłatna atrakcja ma być atrakcją. No właśnie, w tym rzecz: w podejściu, że las to za mało.

Tymczasem wieża może zwrócić się w inny sposób. Ma się sprzedać w mediach społecznościowych. Ma przyciągać turystów, czego miasto nawet nie ukrywa. Mają przyjechać, zarezerwować nocleg, zjeść coś w knajpach na Piotrkowskiej. A potem miasto pochwali się, że liczba turystów rośnie. Miło, sympatycznie, przyjeżdżajcie, w Łodzi naprawdę jest fajnie i wcale nie ironizuję. Tylko niech ten rozwój nie będzie miał takich kosztów. 

Nie chodzi więc o to, że wieża dosłownie będzie na siebie zarabiać. Chodzi o pewną mentalność, która każe wierzyć w to, że wszystko powstaje w konkretnym celu. Że tak trzeba: zachwycać, udoskonalać, przymilać się do nowej publiczności, która wcześniej mogła szydzić, a teraz, w końcu, pochwali. Kto stoi, ten tak naprawdę się cofa.

Las sam w sobie jest olbrzymią wartością. I tak powinniśmy go postrzegać. Tymczasem przyrodę chce się lepiej opakować, aby ładniej wyglądała - na grafikach w mediach społecznościowych. Tyle że ona wcale tego nie potrzebuje. I czas najwyższy to zrozumieć.

To podejście tłumaczy też, dlaczego tak łatwo przychodzi jej niszczenie. Bo przecież skoro nie ma tam ścieżek, wież i innych efekciarskich budowli, to znaczy, że jest bezwartościowa, nieatrakcyjna, zapomniana i spisana na straty. Jeśli więc tylko takie udoskonalone miejsca mają edukować i zasługiwać na ochronę, to bardzo źle o nas będzie to świadczyło.

Zdjęcie główne: wizualizacja lodz.pl

Adam Bednarek

08.06.2026 06:00

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-07T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T16:50:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T16:40:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T16:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T16:10:00+02:00

Quady niszczą i męczą mieszkańców. "Koniec tolerancji"

6 czerwca 2026, 07:00
quady

"Podhalańskie polany i osiedla zamieniły się w prawdziwy poligon" - donosi "Gazeta Krakowska". Powód? Ten sam od lat. I niby w niektórych gminach wprowadzono przepisy mające ukrócić występki fanów jazdy na quadach, to w praktyce nie zawsze jest kolorowo. 

Jak informuje portal, "ryk silników, tumany kurzu oraz zniszczone uprawy to znów codzienność, z jaką mierzą się mieszkańcy Zakopanego, Kościeliska i Poronina". Służby na szczęście nie zamierzają się biernie przyglądać hulankom. Policjanci wyposażeni m.in. w drony patrolują okolicę i z góry sprawdzają, czy, skąd oraz dokąd wyrusza quadowy konwój.

Mieszkańcy korzystają z kolei z Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa, aby za jej pomocą wskazywać niszczone przez rajdowców miejsca. A tych nie brakuje, bo "skala na podhalańskich szlakach jest porażająca" - opisuje "Gazeta Krakowska".

Walka z rykiem silników nie jest prosta. Aby realnie przeciwdziałać dewastującym okolicę pojazdom, mieszkańcy muszą wyraźnie zaznaczać, że dany teren jest posesją prywatną. Dopiero wtedy służby mają pretekst, by karać osoby niszczące pola i łąki. 

Służby w Tatrach zaznaczają, że kontrole będą prowadzone przez cały sezon letni - i to nie tylko w Zakopanem, ale też w okolicznych gminach. Jak deklarują, "tolerancja dla niszczenia podhalańskiej przyrody i deptania praw mieszkańców właśnie się skończyła". 

Mieszkańcy biorą sprawy w swoje ręce

- To się nie zmniejszyło, wręcz powiększyło – podkreśla w rozmowie z TVP 3 Kraków Tomasz Gut ze Stowarzyszenia "Po Swoim", opisując problem quadów.

Mieszkańcy dokonują obywatelskich zatrzymań. Takie działania wywołują jednak niezrozumienie ze strony komentujących w sieci. Radio Kraków informowało, że pod wpisami mieszkańców i samego urzędu gminy Poronin pojawiło się wiele "hejterskich komentarzy".

To w żaden sposób nie chodzi o to, żeby zakazywać tej formy rekreacji. Mieszkańcy i my powtarzamy: nie można prowadzić biznesów na cudzym i jeszcze to cudze dewastować - mówiła cytowana przez rozgłośnię wójt Poronina Anita Żegleń 

"Szkoda, że taki hejt wylał się na ludzi broniących swego mienia" - dodawali autorzy profilu STOP dewastacji pól quadami Poronin. Zwrócono uwagę, że wypożyczalnie quadów na Podhalu nie posiadają swoich terenów do jazdy, więc "wjeżdżają na działki, których nie są właścicielami i jeszcze mają do ludzi pretensje".

To batalia, która rozgrywa się na wielu polach

Z jednej strony są ci, którzy uważają, że mają prawo dobrze się bawić, a ich wolność polega na tym, że robią to, na co mają ochotę, a dopóki nie łamią prawa - "Mają ten kruczek, że używają do tych rajdów gruntowych dróg gminnych, które de facto nie nadają się do takiej jazdy i są niszczone", jak mówił Gut - to przecież nie można mieć do nich pretensji. 

Po drugiej strony są natomiast osoby, które żyją w danej okolicy i muszą później mierzyć się z konsekwencjami. Zniszczone pola, drogi, hałas, który dociera do ich domów w wolne dni - kiedy inni świetnie się bawią, lokalna społeczność musi odczuwać obecność przyjezdnych.

I wcale przecież nie chodzi o to, aby się odgradzać, zabraniać przyjazdu turystom. Warto byłoby jednak pamiętać, że nie tylko nasza przyjemność się liczy. A o tę świadomość jakoś trudno. I to nie pierwszy raz.  

Adam Bednarek

06.06.2026 07:00

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T21:07:49+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T20:18:14+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T18:54:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T18:51:33+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T17:52:52+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T17:39:57+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:56:12+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:48:50+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:01:47+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:55:08+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:52:25+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:17:10+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:11:49+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:02:13+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T14:38:36+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:52:32+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:16:48+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:56:58+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:31:24+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:32:20+02:00

System kaucyjny zaniepokoił związek zawodowy. Brzydkim zapach i bakterie

5 czerwca 2026, 21:07
system kaucyjny

Co denerwuje osoby oddające puszki i butelki? Szybko zapełniające się butelkomaty i kolejki do punktów. Wszystkie te bolączki stosunkowo łatwo jednak wyeliminować i można zaryzykować stwierdzenie, że niebawem tak się stanie. Sklepy zamawiają pojemniejsze automaty, a maszyny pojawiają się też na osiedlach, w parkach czy innych popularnych punktach. Skoro butelkomat będzie bliżej miejsca zamieszkania, to nie wszyscy będą musieli fatygować się do sklepów. Przynajmniej w teorii ruch się rozładuje. 

Związek Zawodowy "Jedność Pracownicza" patrzy na system kaucyjny z perspektywy pracowników. A konkretnie osób, które są odpowiedzialne za obsługę butelkomatów. 

Związkowcy zauważają, że osoby pracujące w sklepach mają nowe obowiązki w postaci w ręcznego opróżniania worków z butelkomatów. Te zaś zawierają "setki zgniecionych, często nieopróżnionych butelek i puszek". Worki pękają, a "zalegające resztki płynów – z bakteriami i śladami biologicznymi setek osób – wylewają się na ręce, odzież i obuwie" pracujących - twierdzi związek.

Co za tym idzie, osoby, które opróżniają worki, niejednokrotnie chwilę później pracują przy żywności, "bez zmiany odzieży i bez pełnego oczyszczenia"

Związek zawodowy zwrócił się z pytaniami do Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego o ryzyko zakażenia wirusami i bakteriami przy kontakcie z odpadami z butelkomatu, możliwość łączenia pracy przy odpadach z pracą przy żywności, odpowiedzialność prawną za ewentualne zakażenia, a także o zgodność z przepisami magazynowania odpadów obok żywności

Z kolei do Głównego Inspektora Pracy skierowano pytania o obowiązek szkoleń BHP z zakresu obsługi butelkomatów oraz zapewnienie odpowiednich rękawic i odzieży ochronnej. Poruszono również kwestię tego, czy opróżnianie worków z butelkomatu musi być wpisane w umowę o pracę, a także czy pracownik może odmówić opróżniania worków na podstawie art. 210 Kodeksu pracy (bezpośrednie zagrożenie zdrowia).

Czekamy na pisemne stanowiska obu instytucji. Po ich otrzymaniu prześlemy Wam szczegółowe podsumowanie oraz – jeśli zajdzie taka potrzeba – przygotujemy kolejne kroki, w tym zawiadomienia o możliwych naruszeniach u konkretnych pracodawców - wyjaśnia związek, zwracając się w swoim wpisie do pracowników. 

Kwestia higieny poruszona została również przez handel w kontekście rozszerzenia systemu kaucyjnego o tzw. małpki

W rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Maciej Ptaszyński, prezes Polskiej Izby Handlu, obawiał się, że małpki wygenerują "ryzyka sanitarno-higieniczne". W małych punktach ma brakować miejsca na "magazynowanie i ręczne sortowanie lepiących się butelek po alkoholu". 

"Nie róbmy ze sklepów PSZOK-ów" - zaapelował Ptaszyński.   

Zdjęcie główne zostało wygenerowane przy pomocy SI.

Adam Bednarek

05.06.2026 21:07

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T20:18:14+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T18:54:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T18:51:33+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T17:52:52+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T17:39:57+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:56:12+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:48:50+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:01:47+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:55:08+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:52:25+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:17:10+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:11:49+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:02:13+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T14:38:36+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:52:32+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:16:48+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:56:58+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:31:24+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:32:20+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:10:11+02:00

PKP Intercity ma już nowe wagony. W sam raz na wakacje

5 czerwca 2026, 15:02
wagony combo pkp intercity

PKP Intercity podpisało umowę z H. Cegielski Fabryką Pojazdów Szynowych w Poznaniu na modernizację 50 wagonów do standardu COMBO dwa lata temu. Pierwsze pojazdy dotarły do przewoźnika na początku kwietnia, dziś PKP Intercity posiada już wszystkie zamówione jednostki. 

Standard COMBO, czyli jaki? 

Wagony posiadają udogodnienia dla różnych grup podróżnych: osób z niepełnosprawnościami i o ograniczonej mobilności ruchowej, rodzin z dziećmi czy rowerzystów. Tak zmodernizowane pojazdy "zapewniają komfortowe przejazdy w pociągach ekonomicznej kategorii Intercity", obiecuje przewoźnik. 

Wyremontowane składy mogą pochwalić się wymienionymi wózkami. Dzięki temu w środku będzie ciszej, bo lepiej tłumią hałas. W trakcie podróży pasażerowie mogą skorzystać z indywidualnych lub czteroosobowych stolików. Do naszej dyspozycji oddano rzecz jasna gniazdka elektryczne oraz USB, możliwy jest też bezprzewodowy dostęp do internetu. Nowoczesny system informacji pasażerskiej wyświetla m.n. czasy przejazdu, stacje postoju czy temperaturę. 

W wagonach znajdują się dwie maszyny vendingowe z napojami oraz przekąskami. To już dziś standard w pociągach PKP Intercity. Pasażerowie chwalą sobie wygodny dostęp do przekąsek i napojów. 

Przestrzeń wagonów COMBO jest przystosowana do potrzeb osób z niepełnosprawnościami

W specjalnym przedziale zamontowano dwa pełnowymiarowe fotele oraz przygotowano dwa miejsca na wózki inwalidzkie, które wyposażono w trójpunktowe pasy bezpieczeństwa, przyciski SOS, panele sterowania oświetleniem i klimatyzacją oraz stoliki. 

Bezpieczny wjazd na pokład umożliwia specjalna rampa, a sprawne poruszanie się wewnątrz automatyczne drzwi przedziałowe oraz bezprogowe podłogi. Wszystkie piktogramy są także w alfabecie Braille’a. Pojazdy posiadają również kontrastowe drzwi wejściowe, klamki, poręcze i przyciski, umieszczone na wysokości odpowiedniej dla osób poruszających się na wózkach - opisuje przewoźnik.

Rodziny z małymi dziećmi wsiądą do dwóch przedziałów przygotowanych z myślą o najmłodszych. Ściany i wykładzinę podłogową zdobi kolorowa grafika ze zwierzętami, a siedziska foteli można połączyć ze sobą. W ten sposób tworzy się "jedną wygodną płaszczyznę", która może posłużyć podczas drzemki dziecka. Dodatkowo w toalecie jest przewijak dla dzieci.

Obecnie PKP Intercity posiada 165 wagonów COMBO. W sezonie wakacyjnym do przewoźnika trafią kolejne pojazdy modernizowane przez PKP Intercity Remtrak.

Można się spodziewać, że wielu Polaków pojedzie na wyczekiwane urlopy właśnie pociągami. Jak zapowiedział wcześniej przewoźnik, w tegoroczne lato pasażerowie będą mieli do dyspozycji rekordową liczbę połączeń PKP Intercity - aż 560 połączeń w ciągu doby. To o 46 połączeń więcej niż w ubiegłe lato.

To dobra wiadomość, że podróżować będziemy w modernizowanych wagonach. Wyremontowane jednostki COMBO zostaną włączone do sezonowych wakacyjnych pociągów, m.in. do TLK Kozica relacji Poznań – Zakopane – Poznań, TLK Pułaski oraz TLK Bursztyn - oba relacji Kraków – Kołobrzeg – Kraków. Podróżni będą mogli z nich skorzystać także w pociągach całorocznych kursujących do popularnych miejscowości turystycznych. Wagony COMBO są np. w składzie TLK Małopolska jeżdżącym między Trójmiastem a Zakopanem, czy TLK Osterwa relacji Szczecin – Zakopane – Szczecin. 

Adam Bednarek

05.06.2026 15:02

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T14:38:36+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:52:32+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:16:48+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:56:58+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:31:24+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:32:20+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:10:11+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:23:28+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T09:42:06+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T08:40:51+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:25:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:04:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T17:11:53+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:20:00+02:00

Obawiali się, że zburzą tę stację paliw. W ostatniej chwili została zabytkiem

5 czerwca 2026, 13:16
architektura

Myślisz stacja benzynowa, mówisz… no cóż, na pewno nie zabytek. Wprawdzie niektóre rozpadające się konstrukcje przy mocnym przymknięciu oczu mogą przypominać stare dworki czy inne imponujące ruiny, ale są zbyt oczywiste, banalne, aby ktokolwiek za nimi zapłakał. Smutno westchną co najwyżej nieliczni podróżni, jeszcze pamiętających punkty, na których zatrzymywało się albo po prostu obok nich przejeżdżało w drodze nad morze, góry czy jezioro. W tle przygrywała kaseta albo nieznane radio, po raz pierwszy złapane w obcej okolicy. Wartość sentymentalna olbrzymia, ale to wszystko. 

Ze stacją paliw Kołbaskowie jest jednak inaczej. Takich budynków w całym kraju jest zaledwie cztery. Ta zaś - jedyna na terenie woj. zachodniopomorskiego. Dlatego Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Szczecinie uznał, że należy się szczególna ochrona. 

Stacji paliw groziła "ewentualna rozbiórka" w związku z pracami drogowymi. Miejski Konserwator Zabytków w Szczecinie dostrzegł, że obiekt jest zbyt cenny, byśmy mogli sobie pozwolić na jego utratę. I doszło do szczęśliwego zakończenia. 

Cieszę się, że zainicjowana przeze mnie sprawa doczekała się szczęśliwego finału w postaci wpisania do rejestru zabytków stacji paliw typu "Fürstenwalde", położonej przy węźle autostradowym Kołbaskowo - napisał na swoim facebookowym profilu Michał Dębowski.

Co takiego wyjątkowego jest w pozornie zwykłym miejscu służącym do uzupełniania braków paliwa? Jak tłumaczy Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Szczecinie, to przykład stacji paliw typu Fürstenwalde. Powstawały przy węzłach autostrad w Niemczech. Ich opływowe kształty "utrzymane w stylistyce streamline design nawiązywać miały do aerodynamicznych i opływowych form inspirowanych przemysłem lotniczym, kolejowym i stoczniowym, i w tym przypadku odwoływały do poczucia dynamizmu i szybkości ruchu autostradowego" - wyjaśnia urząd.

Pierwsza stacja paliw została zbudowana na węźle autostrady A12 Fürstenwalde-West w 1937 r. przez firmę Wilhelma Ungera z Berlina - Pankow. 

Dzięki trójkątnemu planowi budynek wpisywał się w trójkąt utworzony przez łącznice wjazdowe i zjazdowe węzła autostradowego. Powierzchnia dachu została zaprojektowana w kształt litery V. Pierwotnie w ww. budynkach na parterze znajdowała się przestrzeń dla podróżnych, toalety, magazyn oraz pomieszczenie dla pracowników stacji. Pomieszczenia w piwnicy służyły do magazynowania węgla i paliw, a także do umieszczenia ogrzewania - opisuje urząd.

Stacja w Kołbaskowie (niem. Kolbitzow) wybudowana została przy jednej z pierwszych powstałych w latach 30. XX w. autostrad, tzw. "Berlince" (Berlin – Stettin-Süd), w 1937 r. Za jej projekt odpowiadał Friedrich Tamms, prof. Politechniki Berlińskiej.  

Po 1945 r. obiekt w Kołbaskowie nadal użytkowany był jako stacja paliw. Co więcej, stacją pozostaje do dziś. Choć budynek po 1945 r. był przebudowywany, to zmiany są odwracalne. A co najważniejsze, "nie zatarły jej pierwotnego charakteru, w związku z czym obiekt zachował walor autentyczności".

Autostrada i związany z nią obiekt stacji paliw należą do najbardziej awangardowych dzieł budowlanych z lat 30. XX w. Stacja benzynowa przy obecnej autostradzie A6 ze względu na czas powstania, funkcję, prostotę bryły i czystość stylu i konstrukcji stanowi kwintesencję nurtu modernistycznego i jest jedynym zachowanym przykładem tego typu stacji na terenie woj. zachodniopomorskiego - argumentuje urząd.

Zwykle stacje benzynowe odchodzą dziś po cichu. Jest coś smutnego w obiektach, które dawniej cieszyły się dużą popularnością, bo położone były przy ruchliwych trasach. Wraz z budową autostrad czy innych nowych dróg większość zaczęła je omijać. Opuszczone, niszczeją. Podobny los spotkał zajazdy, do których nie ma sensu zjeżdżać, bo zjeść można coś w sieciówce obok MOP-u.

I niby to normalne oraz oczywiste, ale uderza upadek takich miejsc - jeszcze nie tak dawno niezbędnych, niezastąpionych. A i one okazały się bezsilne. Zdarza mi się mijać jedną z takich stacji, którą najpierw dzielili wandale z graficiarzami, a teraz władzę przejmuje natura. Można pomyśleć, że to strefa wyjątkowa, wyizolowana - scenografia z filmu postapokaliptycznego, którą ktoś zapomniał rozebrać po zakończeniu zdjęć. A to po prostu żywa pamiątka po dawnych czasach. I przy okazji przestroga, że nikt nie jest niezastąpiony. Na każdego prędzej czy później przyjdzie pora.

Adam Bednarek

05.06.2026 13:16

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T13:16:48+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:56:58+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:31:24+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:32:20+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:10:11+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:23:28+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T09:42:06+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T08:40:51+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:25:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:04:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T17:11:53+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:00:00+02:00

Gigantyczna kolejka po walizkę InPostu. Rafał Brzoska uspokaja

5 czerwca 2026, 11:32
inpost

"Produkt jest chwilowo niedostępny" - taki komunikat ciągle widnieje w sklepie InPostu. Chętni na walizkę, która mieści się w największej skrytce paczkomatu, muszą zostawić swojego maila i czekać na znak-sygnał. 

- Ściągamy kolejne dostawy i one będą - zapowiedział Rafał Brzoska w kuluarach szczytu "Choose France" w Paryżu, cytowany przez Business Insider.

Chętnych na walizki nie brakuje

Brzoska nie zdradził wprawdzie dokładnych liczb. Wiemy jedynie, że "tysiące sprzedały się w ciągu pierwszej godziny". 

-  Na dziś mamy kilkanaście tysięcy zapisów na kolejne sztuki - dodaje szef InPostu. 

Zainteresowanie nie dziwi, bo osoby regularnie podróżujące mogą szybko wyjść na plus, jak wyliczał w swojej recenzji walizki Oliwier Nytko. 

Zestawmy to z rzeczywistością tanich linii lotniczych. Ryanair za 20-kilogramowy bagaż rejestrowany w jedną stronę podaje widełki 20-40 euro przy rezerwacji, a przy dokupowaniu go później - typowo 25-50 euro (a nierzadko stawki dobijają do 60 euro na najbardziej obleganych trasach). Oznacza to, że za ciężki bagaż lotniczy w obie strony łatwo zapłacimy równowartość 400-500 złotych. Z ekonomicznego punktu widzenia wysyłka Paczkomatem w jedną stronę (np. powrotną, gdy nakupimy pamiątek i płynów) za 50-125 zł to świetny interes. InPost zdejmuje z nas obowiązek płacenia kary lotniczej i fizycznego taszczenia 25 kg przez stacje metra i terminale. 

Pomysł, by wysyłać walizkę do zagranicznego paczkomatu - a potem ponownie do Polski - ma jednak pewien haczyk

Trzeba wziąć pod uwagę, że bagaż należy nadać z odpowiednim wyprzedzeniem, tak aby dotarł w dniu, w którym meldujemy się w obcym kraju. A co, jeśli dojdzie do opóźnień? 

"Rzeczpospolita" zapytała InPost, czy klienci będą mogli liczyć na ewentualne odszkodowania w sytuacji, gdyby bagaż został dostarczony z opóźnieniem. Firma nie odpowiedziała na pytania redakcji. 

- Konsumenci, którzy zdecydują się nadać swój bagaż za pomocą InPostu, muszą być bardzo ostrożni i świadomi tego, że ta usługa nie jest w żaden sposób powiązana z ruchem lotniczym. Paczki będą przewożone przez kurierów, drogą lądową. W praktyce oznacza to, że zastosowanie znajdą nie przepisy o przewozach lotniczych, ale przewozach lądowych. Nie ma w nich gwarancji dotyczących opóźnionego bagażu i wysokich odszkodowań za błąd po stronie przewoźnika. Przesyłka nie jest traktowana jako bagaż pasażera – zaznaczył Krzysztof Witek, adwokat z kancelarii Schoenherr Halwa Okoń Chyb. 

W swoim regulaminie InPost zaznacza, że klientowi przysługuje "odszkodowanie za utratę, ubytek lub uszkodzenie przesyłki w wysokości nieprzekraczającej wartości utraconych lub uszkodzonych rzeczy oraz za opóźnienie w doręczeniu przesyłki – w wysokości nie wyższej niż dwukrotność ceny usługi". 

Chodzi zatem o niespełna 110 zł. W odniesieniu do pozostałych krajów – opisano procedurę reklamacji, ale nie wskazano konkretnych wartości przysługującego odszkodowania - czytamy na portalu. 

Zainteresowanie walizkami pokazuje, że chętnych do zaryzykowania nie brakuje. Tanie linie lotnicze rzeczywiście będą musiały odpowiedzieć obniżkami?

Adam Bednarek

05.06.2026 11:32

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T11:10:11+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:23:28+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T09:42:06+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T08:40:51+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:25:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:04:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T17:11:53+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:00:00+02:00

Zamiast betonozy dali pompy ciepła i zieleń. Deweloperzy łapią się za głowy

5 czerwca 2026, 10:10
katowice

Czy naprawdę nie da się budować inaczej? Okazji do zadawania tego pytania jest aż nadto. Z taką samą rozpaczą i rezygnacją stale powtarzam je przechadzając się w okolicach dworca Łódź Fabryczna, gdzie powstaje nowe osiedle. Im bardziej się odsłania, tym jęk rozczarowania jest głośniejszy. Podobne dźwięki wydałem z siebie spacerując niewiele dalej. Wyrósł biało-niby-blaszany moloch, młodszy kuzyn warszawskiego Hongkongu. Nie aż tak ściśnięty, ale skojarzenie nasuwa się samo. Na wielu balkonach widać płachty z ogłoszeniami - mieszkania na sprzedaż i na wynajem. Aż chciałoby się przeczytać, jak reklamują je autorzy ofert. Pewnie nie wspominają nic o tym, że można z własnego mieszkania oglądać telewizor sąsiada.

Raczej każdy wie, że sytuacja na rynku mieszkaniowym jest nieciekawa. Pojawiają się czasami światełka w tunelu, jak nowe katowickie osiedle. Wiceministra funduszy i polityki regionalnej Monika Sikora uważa, że to bardzo dobry przykład na to, że państwo może tworzyć ciekawą alternatywę dla prywatnego budownictwa. 

Katowickie TBS zakończyło budowę nowego osiedla w Giszowcu - ogłosił prezydent miasta, Marcin Krupa. Łącznie powstało 111 mieszkań w 7 niskich blokach "spełniających standardy budynków bezemisyjnych". Są tam i kawalerki, i mieszkania czteropokojowe. Najwięcej jest dwupokojowych o wielkości do 55 m kw. 

- Osiedle wyposażono m.in. w pompy ciepła, instalacje fotowoltaiczne, systemy zarządzania energią oraz rozwiązania do retencji i wykorzystania wody deszczowej. To nowoczesne i ekologiczne osiedle wpisuje się w kierunek zrównoważonego rozwoju Katowic, łącząc wysoką jakość architektury, niskoemisyjne technologie oraz komfort życia mieszkańców - podkreśla Krupa.

Może podobać się surowość i minimalizm brył. Pasują do industrialnego, kopalnianego charakteru miasta. Tym bardziej że osiedle, o czym przypomina PAP, powstało na terenie likwidowanej kopalni Wieczorek. 

Martwić może sąsiedztwo. Z jednej strony są wprawdzie ogródki działkowe, ale niedaleko do autostrady. Jej szum jest słyszalny, pisze na łamach katowickiej "Wyborczej" Przemysław Jedlecki, ale architektki zapewniają, że "mieszkania mają okna, które lepiej niż standardowe chronią przed hałasem". 

Elementów innych niż zwykle jest zresztą więcej. Ruch samochodowy został ograniczony. Auta nie parkują pod oknami czy na trawnikach, tylko zjeżdżają do podziemnego parkingu. 

- Osiedle jest kameralne. Jesteśmy przekonani, że gdyby inwestorem była tu prywatna firma, to mielibyśmy tu wyższe budynki, z większą liczbą mieszkań. Pewnie nie byłoby też dużych zielonych przestrzeni między budynkami - przekonuje w rozmowie z katowicką "Wyborczą" Kinga Bączyk z pracowni K3Xmore.

Katowice z tą inwestycją mogą służyć jako przykład. To projekt wyjątkowo nowoczesny, z szeregiem proekologicznych rozwiązań i wykonany w wysokim standardzie - uważa wiceministra funduszy i polityki regionalnej Monika Sikora.

Inwestycja o wartości ok. 75 mln zł otrzymała ponad 43 mln zł dofinansowania ze środków krajowych i unijnych. 

Prezydent Katowic przypomniał, że tamtejszy TBS przygotowuje kolejne inwestycje. "Łącznie realizowane, przygotowywane i planowane projekty obejmują niemal 400 nowych mieszkań w różnych częściach Katowic" - zadeklarował włodarz.

Na Śląsku pokazują, że da się inaczej

Nagrodę Roku SARP w kategorii budynek mieszkalny wielorodzinny zdobył projekt z Rybnika.

W czasach, gdy mieszkanie traktowane jest głównie jako produkt rynkowy, inwestycja w Rybniku stanowi całkowite odwrócenie tej tendencji. Projektowany jako lokalny TBS, budynek stanowi przykład dostępnego, empatycznego i wartościowego budownictwa wielorodzinnego. Dobrze zaprojektowany dziedziniec, relacja z tkanką miejską, jakość wykonania i spójność detalu czynią tę realizację wzorem. To architektura, która służy wspólnocie i wpisuje się w ideę dobra wspólnego. Jury uznało, że projekt ten powinien być punktem odniesienia dla przyszłych inwestycji w mieszkalnictwie w Polsce - zaznaczono w uzasadnieniu. 

Czyli można. Muszę o tym pamiętać spacerując w pobliżu dworca Łódź Fabryczna. Choć mnie to raczej nie uspokoi, a jedynie powiększy złość. 

Adam Bednarek

05.06.2026 10:10

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T09:42:06+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T08:40:51+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:25:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:04:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T17:11:53+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T08:15:00+02:00

Cwana próba oszustów. Obiecują zwrot kasy, wystarczy kliknąć

10 maja 2026, 08:00

Oszuści przeważnie bazują na emocjach. Najczęściej tych negatywnych. Telefon od niby policjanta lub prokuratora o wypadku. Albo z banku o rzekomym włamaniu na konto. Nawet maile straszą: niezapłaconym rachunkiem, blokadą konta, mandatem, o którym się zapomniało. Cyberprzestępcy wiedzą, że strach działa, ale czasami uderzają w inne nuty i wolą uśpić czujność niespodzianką. 

Tak jest w przypadku wiadomości, która dotarła na jedną z redakcyjnych skrzynek. "Zwrot nadpłaty" - brzmi tytuł maila, którego nadawcą jest niby Ergo Hestia. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda jak trzeba. Jest logo firmy, a wiadomość wygląda jak coś, co mogłoby wysłać prawdziwe przedsiębiorstwo. 

Przestępcy liczą, że ewentualne szczegóły szybko umkną, bo główną rolę gra przecież obietnica zwrotu. 

Szanowny Kliencie, pragniemy poinformować, że wykryliśmy podwójną płatność na Twoim koncie. Nadpłacona kwota została zaksięgowana - czytamy w treści. 

Czy tylko mnie "wykryliśmy podwójną płatność" brzmi nieco nienaturalnie i podejrzanie? Któż by się jednak tym przejmował, skoro do podniesienia jest 279,90 zł. Nie jest to może suma zrzucająca z krzesła, ale… pewnie o to oszustom chodziło. Większa kwota wzbudziłaby podejrzenia i można byłoby prędko uznać, że do aż takiej pomyłki z naszej strony nie doszło. A niecałe 300 zł? Może rzeczywiście zrobiliśmy niepotrzebny przelew, zapominając o wcześniejszej wpłacie? 

Łatwo to sobie wszystko logicznie poukładać i przekonać samego siebie, że forsa się należy. "Środki zostaną automatycznie przelane na konto, z którego dokonano płatności" - czytamy w wiadomości. Wystarczy tylko kliknąć w komunikat "Potwierdź dane przelewu". 

Rzecz jasna nie wolno nam tego robić. Oszuści w ten sposób chcą wyłudzić poufne dane, w tym m.in. dane do karty płatniczej. Skąd wiadomo, że to przekręt? Cóż, w tym przypadku wystarczyło przyjrzeć się nadawcy. Choć to rzekomo firma Ergo Hestia, adres w ogóle nie ma nic wspólnego z przedsiębiorstwem ("[email protected]"). Oszuści byli wyjątkowo leniwi i pod tym względem się nie postarali. Nazwa nawet nie próbuje zbliżyć się do oryginału. Widocznie liczyli na to, że obietnica zwrotu zrobi swoje. 

W wiadomości cyberprzestępcy sprytnie dodają, że na zwrot trzeba poczekać od pięciu do siedmiu dni. Ofiara nie będzie się więc od razu niepokoić, że pieniądze nie przychodzą, a przecież się należały. "No tak, przecież sami ostrzegali, że to nie tak prędko!". A w tym czasie oszuści spokojnie zrobią użytek z pozyskanych danych i informacji wpisanych przez ofiarę na fałszywej stronie. 

"Zwrot" w tytule maila? Już powinna świecić się lampka ostrzegawcza

W tym opisywanym przypadku sygnałów alarmowych było więcej. Np. literówki i dziwnie brzmiące zdania ("Zwrot nastąpi na metodę płatności użyta podczas zakupu"). Łatwo jednak przymknąć oko, ciesząc się z nadchodzącego przelewu. 

Głównym źródłem niepokoju powinna być sama informacja o zwrocie. W ostatnich dniach oszuści próbowali w ten sposób nabrać na zwrot podatku czy inne rzekome nadpłaty. Przed podobnym przestępstwem ostrzegała niedawno PGE Polska Grupa Energetyczna. Schemat był identyczny. 

Na tego typu przekręty uwagę zwróciła też Komenda Miejska Policji w Świnoujściu.

Jeżeli jakaś firma informuje nas o nadpłacie, sprawdźmy najpierw, kto faktycznie do nas pisze. Jeśli zachęca nas do kliknięcia w link, zachowajmy zimną krew. Wszelkie informacje o stanie naszego rachunku znajdziemy bezpośrednio na koncie, logując się na stronie. Można też skontaktować się z biurem obsługi klienta. 

Oszuści liczą na inną reakcję - coś w stylu: "hm, może faktycznie poszedł przelew za dużo, ostatnio tyle mam na głowie!" - i chęć szybkiego odbioru pieniędzy. Właśnie dlatego należy uważać. 

Warto również wiedzieć czy nasze dane - takie, jak informacje z dokumentów, numery kart czy adresy e-mail nie wyciekły do sieci. Specjalna usługa Surfshark Alert będzie nas informować na bieżąco, czy doszło do wycieku.

Adam Bednarek

10.05.2026 08:00

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-05-10T07:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-10T07:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-10T07:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-10T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T16:50:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T16:40:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T16:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T09:54:53+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T07:45:00+02:00

Internet nie wybacza. Prześladuje mnie żart sprzed 10 lat

9 maja 2026, 07:00

Czasami lepiej nie pamiętać. Może nie jest to korzystne dla samych faktów, ale dla niepamiętającego już tak. Niewygodne kwestie wyparowują, inne nabierają nowego blasku, chronologia przestaje się zgadzać, ale wspomnienie ma przyjemniejszy kształt. Ciągle mam jednak wrażenie, że to nie ten przypadek i pamiętam wszystko za dobrze. Naprawdę od samego początku nie czułem złości, tylko radość. Kiedy Morrissey pamiętnego listopadowego wieczora zszedł ze sceny po sześciu kawałkach – posiłkuję się stroną dokumentującą setlisty; ja przez lata byłem przekonany, że były to cztery utwory, jeszcze jeden dowód na to, że pamięć jest ostatnia na liście godnych zaufania – jak wszyscy nie wiedziałem, co się dzieje. Byłem oszołomiony, ale na pewno nie wściekły ani obrażony.

W tym właśnie momencie dopuszczam do siebie myśl, że już po wyjściu ze Stodoły mogły pojawić się niezbyt przyjemne uczucia. Może lekki żal, rozczarowanie, że skończyło się tylko na sześciu piosenkach? Jednak nie, to fałsz, kokieteria, próba usprawiedliwienia się, że wcale nie poczułem się zdradzony, że moje fanowskie serce nie zostało przebite. Pamiętam łzy radości na początku "The Queen Is Dead", podejrzewam siebie o szczęście z usłyszenia "Speedway", a po chwili "Suedehead". Podejrzewam, bo przypomnieć już mi to trudniej, jakby ekstaza wzięła górę i przyćmiła wszystko, nie pozwalając zarejestrować innych konkretnych odczuć.

Choć ja do dziś cieszę się z tych sześciu piosenek, usłyszanych podczas mojego pierwszego koncertu artysty, który do teraz pozostaje ulubionym, to rozumiem, że ktoś mógł to odebrać inaczej. Zezłościć i rozczarować na poważnie, poczuć się oszukanym. W moim przypadku nie był to ostatni koncert, ale dla kogoś mógł – i zakończył się fatalnie.

Nie był to wprawdzie pierwszy tego typu występek wokalisty, ani tym bardziej ostatni, więc ryzyko istniało. Mógł jednak zaboleć fakt, że zdarzył się akurat w Warszawie. A przecież to z wcześniejszego koncertu ze stolicy Polski zarejestrowane utwory trafiły jako bonus do specjalnego wydania płyty "Swords".  Nie ma wielu oficjalnych koncertowych piosenek, które wyszły na fizycznym nośniku, więc to nie lada wyróżnienie.

Może właśnie dlatego Morrissey zareagował jak zareagował, bo nie spodziewał się, że akurat tu ktoś z publiki krzyknie coś niemiłego? Szczegółów przerwanego i niedokończonego koncertu nie znamy do dziś. Artysta był pytany o to w niedawnym wywiadzie z "Teraz Rockiem", ale konkretne wyjaśnienia nie padły.  

Już nawet pal licho fanów – zwykli uczestnicy mogli poczuć się nabici w butelkę. Zapłacili za bilet, oczekiwali występu, a tu klops, pieniądze w błoto. Najdroższe piosenki na żywo w ich życiu w przeliczeniu na minutę.

Ale po co do tego wracać, toż to stare dzieje. Mylicie się. Przyznaję, sam tak myślałem. Okazało się jednak, że 19 listopada 2014 r. w Polsce to koncertowy dzień świstaka, dzień powtarzający się i nie mogący się skończyć, co rusz odgrywany na nowo. Dlatego ta rana nie chce się zagoić. Wydawać by się mogło, że kto miał się obrazić, temu już dawno przeszło. Kto miał być zły, ten przestał czuć urazę. Nawet jeśli nie zaryzykował później pójściem na koncert, to przynajmniej przestał wygrażać pięścią w internecie. Słodka naiwność!

Po feralnym incydencie Morrissey zagrał koncert dwa dni później w Krakowie. Do Polski powrócił w 2025 r. Radość polskich fanów nie zdołała się w internecie przebić. W komentarzach dominowali ci wypominający zdarzenia sprzed laty. Uczciwie trzeba przyznać, że sam Morrissey jest łatwym celem, bo historia odwoływań (lub przynajmniej przekładań) jego koncertów dla postronnych obserwatorów jest zjawiskiem co najmniej przedziwnym. Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę.

Festiwal szydery nie chciał mimo wszystko dobiegać końca

Ileż paradnych żartów wtedy padło! "Na co znowu się obrazi?", "tylko nie przynoście kebaba", "ustawię się w pierwszym rzędzie z kiełbasą" (wszak to najlepszy psikus, jaki można zrobić osobie niejedzącej mięsa, ile śmiechu!) i tak dalej, i tak dalej. Jakby cała złość kumulowała się przez przeszło dziesięć lat i w końcu znalazła ujście. Teraz wreszcie można było się odegrać, uprzykrzając życie innym.

No cóż, można próbować to zrozumieć. Naprawdę starałem się szukać usprawiedliwień dla tych złośliwości, mimo że się z nimi nie zgadzałem i poniekąd uderzały we mnie, psując radosne wydarzenie. Widocznie autor powiedzonka o tym, że czas leczy rany, nie wziął pod uwagę koncertowych uczuć Polaków – a w szczególności tych, którzy na wspomnianym niedokończonym koncercie być może nawet nie byli. Myślałem jednak, że zagrany koncert sprzed roku zakopie topór wojenny pomiędzy ekscentrycznym artystą a pamiętliwą polską publiką.

Byłem naiwny jak zawsze.

Morrissey znowu zagra w Polsce. Znowu w Warszawie. Wiecie, czego znowu jest pełno w komentarzach?

Baza dowcipów została jednak zaktualizowana i doszły też prztyczki nawiązujące do odwołanego z powodu hałasu koncertu w Valencii. Oczywiście, że i to zdarzenie wytłumaczyłem, jestem nieformowalnym fanatykiem, wybaczę – jak sądzę – niemal wszystko.

Zadziwiający jest ten upór. To było tak dawno temu. I choćby z tego powodu żart już tak nie śmieszy. Zdążył się zestarzeć już w okolicach 2016 r.  

Internet nie zapomina. To hasło powtarzane pewnie od samych początków sieci, które miało być przestrogą dla wszelkiej maści cwaniaków, liczących na to, że ukryją niewygodny fakt i przewiny ujdą im na sucho. Co więcej, internet nie dość, że nie zapomina, to jeszcze nie wybacza. Uważaj, z kim tańczysz, a jak będziesz fikać, to dostaniesz kontrę w postaci efektu Streisand. Szeryfowie internetu tylko czekają na próby złamania zasady.

Internet może nie zapomina. Może też nie wybacza

Jednocześnie to hasło brzmi dziś nieco inaczej niż przed laty. Szeryfowie dalej łapią na gorącym uczynku, a publika ciągle chętnie się oburza, ale dość szybko wszystko wraca do normy. Cóż z tego, że jakiś występek zostanie nagłośniony i skrytykowany, jeśli jego sprawcy raczej szybciej niż później wrócą i będą dalej mieć się nieźle. Ile to postaci skompromitowanych, wydawałoby się, że wręcz zhańbionych, dalej błyszczy w sieci.

I to nawet nic złego, ostracyzm nie jest rozwiązaniem. Jeśli ktoś odcierpiał karę, to nie trzeba o dawnych winach non stop mu przypominać. To bardzo ludzkie. Ale jednak czasami chciałoby się od tej drugiej strony skruchy, przyznania do błędów i ich unikania. Patrzę na wielu rodzimych celebrytów i tego nie widzę, jakby za każdym razem myśleli, że znowu im się uda.

Tym bardziej więc dziwi mnie, że występek z 2014 r. - po latach można uznać, że wręcz niewinny - dalej tak angażuje i jest powodem do złośliwej reakcji. Jakby w tym czasie nie zdarzyły się o wiele gorsze rzeczy, autorstwa wiele gorszych osobistości. To zaskakujące zjawisko.

Mój redakcyjny kolega Rafał Gdak pisze, że w internecie mamy zaciśnięte pięści. Ta agresywna postawa tłumaczy aktualne spory i fakt, że niemal każda kwestia staje się dziś ideologicznym polem bitwy. Wysiłek potrzebny na toczenie takich bojów sugerowałby, że dawne dzieje zostaną zapomniane, stracą na znaczeniu. Było, minęło, trzeba angażować się w rzeczy nowe. Tymczasem znowu przekonuję się, że nic takiego się nie dzieje i uraz sprzed 12 lat jest powodem do drwin i żartów nawet dzisiaj. Psuje mi radość i sprawia, że chcę uciekać.

Internet jest więc trochę jak szkolny prześladowca, który nie ma zamiaru odpuszczać ofierze i męczy ją przez całą edukację.

Owszem, piszę to z perspektywy nadwrażliwego – a pewnie nawet i przewrażliwionego – fana, którego denerwują żartownisie. W zasadzie nie robią nic złego, bo stary, wyświechtany i nudny żart to żadna krzywda. Warszawski koncert zapewne będzie świetny, tak samo jak ten w Krakowie w ubiegłym roku. Obawiałem się, że może więcej osób ma w pamięci feralny warszawski występ, więc po latach przerwy czuć będzie dystans, chłód i obawę, że dojdzie do powtórki z rozrywki, ale nic takiego nie miało miejsca. Internetowe marudy nie mają wpływu na realne zdarzenia – i niby to też prawda dobrze znana, ale czasami miło dostać dowód.

Tylko skoro w tak niszowym temacie zauważyć można nieprzyjemne zjawisko, to zapewne takich miejsc jest więcej. I nie są to wyłącznie sekcje komentarzy pod głośnymi, kontrowersyjnymi tematami, które dzielą i polaryzują już na samym starcie. Możesz zobaczyć informację o zdarzeniu pozornie pogodnym i łączącym innych, jakim jest post o zbliżającym się koncercie, a w komentarzach zobaczyć lożę szyderców. To w takim razie gdzie dziś szukać pasji, fanatycznego oddania, radości? Jak dotrzeć do tych oddalonych wysepek?

Prawo do bycia zapomnianym funkcjonuje w sieci od dawna. Marzy mi się takie nieformalne prawo do zapominania o błędach, wpadkach, potknięciach. Może dzięki temu pięści w końcu by się poluzowały, a i dałoby się złapać oddech przy poważniejszych dyskusjach?

Zdjęcie wygenerowane przy pomocy sztucznej inteligencji.

Adam Bednarek

09.05.2026 07:00

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-05-08T21:05:26+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T20:22:18+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T19:28:19+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T19:25:21+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T18:18:04+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T18:16:32+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T18:06:56+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T17:27:46+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T17:19:52+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T17:17:57+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:43:28+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:42:03+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:40:01+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:37:22+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:16:01+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:07:51+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:04:30+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:02:21+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T15:26:55+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T15:17:53+02:00

Zapłacisz więcej za smartfon przez opłatę reprograficzną? Rząd tłumaczy

8 maja 2026, 21:05
oplata reprograficzna

Na przestrzeni lat kwestię opłaty reprograficznej wyciągano z szafy, ale tylko po to, żeby za chwilę z powrotem ją schować. Robił się raban, a do konkretów nie dochodziło. Teraz ma być jednak inaczej. Jak informowaliśmy niedawno, ministra kultury Marta Cienkowska podpisała dokument aktualizujący katalog urządzeń objętych opłatą reprograficzną.

Opłatą zostaną objęte m.in.: smartfony i telefony komórkowe z wbudowaną pamięcią, tablety z pamięcią od 32 GB, komputery stacjonarne i laptopy, telewizory, dekodery oraz odtwarzacze audio i audio‑wideo z pamięcią lub funkcją nagrywania.

Opłata ma rekompensować twórcom możliwość legalnego kopiowania utworów na własny użytek. W zdecydowanej większości przypadków wyniesie 1 proc. ceny netto urządzenia. Jak wyliczał Maciej Gajewski, 1 proc. ceny netto oznacza, że przy telefonie za 4000 zł mowa będzie o ok. 40 zł. 

Kto za to zapłaci? Konsument? 

Niekoniecznie. W swoim tekście Maciek zaznaczał, że producenci mogą wliczyć opłatę w cenę produktu, ale wcale nie muszą tego robić. 

Podkreśla to również ministra kultury Marta Cienkowska w rozmowie z "Rzeczpospolitą"

Z doświadczeń państw europejskich, które wprowadziły nowelizację rozporządzenia już kilkanaście lat temu, wynika, że opłata reprograficzna nie wpływa na ceny sprzętu. Po pierwsze: producenci azjatyccy na przykład wprowadzają jedną cenę na całą Europę. Po drugie: opłata reprograficzna funkcjonuje w całej Unii, lista czystych nośników jest w państwach UE aktualna, a urządzenia są tam często tańsze niż w Polsce - zaznaczyła.

Piotr Jędrzejowski, rzecznik prasowy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w rozmowie z agencją Newseria podał przykład Niemiec, gdzie pensja jest "dużo wyższa niż w Polsce, a urządzenia cyfrowe, w tym smartfony, są tańsze". 

- Jest to związane chociażby z tym, że bardzo duża część importerów, producentów szacuje ceny na dany obszar rynkowy, w naszym przypadku Unii Europejskiej, a nie na poszczególne rynki krajowe - przekonuje Piotr Jędrzejowski.

Opłata reprograficzna: czas na XXI w. w przepisach

Marta Cienkowska, ministra kultury, w rozmowie z "Rzeczpospolitą" dodała również, że opłata nie jest nowym podatkiem, a "aktualizacją już obowiązującego prawa" i wprowadzeniem przepisów w XXI w. 

Wyjaśniła, że wpływy z opłaty - szacuje się, że może to być nawet 200 mln zł rocznie - trafią do organizacji zbiorowego zarządzania, czyli "de facto do artystów". 

- Chcemy, żeby dystrybuowanie środków uzyskanych z reprografii dla artystów było możliwie transparentne - zapewnia Cienkowska.

Uspokojeni? Dobra wiadomość jest taka, że ceny z powodu opłaty reprograficznej nie wzrosną - a przynajmniej tak obiecuje rząd.

Zła: na podwyżki wpływ mają inne rzeczy. Czego dobitnym przykładem jest Nintendo Switch 2, za którego trzeba będzie zapłacić więcej wcale nie ze względu na nasze opłaty. Nawet 1 proc. przy tego typu podwyżkach to pikuś.

Zdjęcie główne wygenerowane przez AI.

Adam Bednarek

08.05.2026 21:05

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-05-08T20:22:18+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T19:28:19+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T19:25:21+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T18:18:04+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T18:16:32+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T18:06:56+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T17:27:46+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T17:19:52+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T17:17:57+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:43:28+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:42:03+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:40:01+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:37:22+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:16:01+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:07:51+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:04:30+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T16:02:21+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T15:26:55+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T15:17:53+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T15:16:03+02:00

❌