Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 13 czerwca 2026 Brak kategorii

Telefon będzie śledzić twój organizm. Zegarek do kosza?

13 czerwca 2026, 07:45
Telefon mierzenie tętna

Każdy z nas ma w swoim smartfonie przedni aparat do zdjęć oraz wideorozmów. Google chce jednak wzbogacić ten moduł o zupełnie nową funkcję: monitorowanie stanu zdrowia użytkownika. Smartfon zrobi to za nas całkowicie automatycznie. Wystarczy korzystać z telefonu tak jak dotychczas.

Smartfony zmierzą tętno użytkownika za pomocą przedniej kamery

W telefonach znajdziemy mnóstwo zaawansowanych czujników. Większość z nich nie jest jednak dostosowana do mierzenia stanu zdrowia użytkownika. Producenci w przeszłości eksperymentowali z różnymi ciekawymi pomysłami - Samsung w Galaxy S9 był w stanie mierzyć ciśnienie krwi. Wciąż brakuje jednak powszechnej możliwości mierzenia tętna w telefonach.

Skoro większość zegarków potrafi to zrobić, to dlaczego ktoś miałby chcieć mierzyć sobie tętno za pomocą smartfona? Sęk w tym, że nie każdy posiadacz smartfona ma na nadgarstku inteligentny zegarek lub opaskę. Smartfon stanowi istotną część życia większości z nas – mnóstwo osób w ogóle nie rozstaje się ze swoim telefonem.

Google o tym wie i opracował system, który ma na celu wykorzystanie smartfona jako narzędzia do monitorowania stanu zdrowia użytkownika. Rozwiązanie nosi nazwę „pasywnego monitorowania tętna” i bazuje na przedniej kamerze do selfie, analizując zmiany na skórze zachodzące podczas przepływu krwi przez organizm. Dla zwykłego człowieka zmiany te nie są widoczne gołym okiem, ale system korzysta z zaawansowanych algorytmów.

Te analizują 8-sekundowe klipy wideo, przepuszczając je przez sieć neuronową. Na podstawie wytrenowanego modelu rozwiązanie ma przewidzieć obecne tętno użytkownika. Informacje są zbierane z całego dnia – m.in. wtedy, gdy użytkownik odblokowuje swój telefon za pomocą rozpoznawania twarzy. Rozwiązanie może jednak analizować informacje również podczas zwykłego, codziennego użytkowania, aby stale szacować tętno.

Podejście Google’a nie wymaga od użytkownika wykonywania żadnych dodatkowych kroków. Nie trzeba samodzielnie inicjować pomiaru. Wszystko dzieje się automatycznie, a algorytmy precyzyjnie wykrywają i szacują tętno spoczynkowe.

Czytaj też:

To wciąż system, który nie wyszedł poza laboratoria

Do opracowania systemu wykorzystano ponad 350 tys. nagrań wideo pochodzących od ok. 700 osób. Rozwiązanie dotychczas działało w laboratoryjnych, mocno kontrolowanych warunkach. Mimo to jego efektywność zaskoczyła samych twórców. Użytkownicy, którzy brali udział w testach, korzystali jednocześnie z opaski Fitbit mierzącej tętno w klasyczny sposób, co pozwoliło potwierdzić dokładność algorytmu.

Wdrożenie tej technologii do seryjnie produkowanych smartfonów to jednak perspektywa wielu lat. Trudno powiedzieć, czy Google w ogóle zdecyduje się na wprowadzenie jej na stałe do naszych telefonów.

Obserwuj nas w Google Discover

Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.

Samsung powie, jak szybki masz internet. Dziwne, że dopiero teraz

12 czerwca 2026, 20:15
Samsung prędkość internetu ONe UI 9.0

W najnowszej aktualizacji One UI 9.0 dodano bowiem wskaźnik szybkości sieci na pasku stanu. Na górnej krawędzi wyświetlacza, gdzie widzisz godzinę, procent naładowania baterii czy zasięg sieci Wi-Fi i komórkowej, od teraz będzie pokazywana także prędkość sieci w czasie rzeczywistym. Tak jak w chińskich smartfonach.

Samsung dodaje funkcję wskaźnika prędkości internetu

Smartfony z Androidem mają to do siebie, że mimo że wszystkie bazują na tym samym, potrafią być zupełnie inne. Każdy producent decyduje bowiem, w jaki sposób zaprojektuje swoją nakładkę systemową. W efekcie czego One UI Samsunga zupełnie różni się od HyperOS Xiaomi pod kątem wyglądu i funkcji.

Jedną z opcji, którą od lat oferował Xiaomi, a nie miał jej Samsung, jest wskaźnik szybkości sieci na pasku stanu. To ta funkcja, która była domyślnie włączona w wielu smartfonach producentów z Chin od co najmniej dekady. Niektórych (w tym mnie) denerwowała, ponieważ zajmowała miejsce na górnej krawędzi telefonu i sprawiała, że system wyglądał mniej minimalistycznie.

Z drugiej strony jest to bardzo przydatne narzędzie, dzięki któremu można w czasie rzeczywistym dowiedzieć się, jak szybkie mamy połączenie z internetem. Wskaźnik pokazuje obecnie wykorzystanie sieci wyrażone w KB/s lub MB/s - w zależności od tego, co robimy i jak obciążamy sieć.

Podczas zwykłego korzystania z telefonu, polegającego na odpisywaniu na wiadomości czy przeglądaniu TikToka, ta informacja niekoniecznie jest potrzebna. Natomiast jeśli pobieramy coś większego - pliki, gry lub aplikacje - na żywo zobaczymy prędkość transferu. Dzięki temu możemy otrzymać informację, że z naszym połączeniem sieciowym (np. Wi-Fi) jest coś nie tak. Jeśli prędkość jest zbyt niska (w porównaniu z tym, co powinien oferować nasz operator), zobaczymy to.

Nie musimy wchodzić na stronę internetową czy do aplikacji do sprawdzania prędkości sieci. Tuż obok na pasku znajdziemy też ikony sygnału Wi-Fi oraz sieci komórkowej, wyrażonego w kreskach. Dzięki nowemu wskaźnikowi prędkości będziemy w stanie sprawdzić, czy problem z pobieraniem lub zacinaniem się filmu w aplikacji wynika z usług naszego operatora, czy też dostawcy aplikacji.

Czytaj też:

Nowa opcja dostępna w nadchodzącym One UI 9.0

Jeśli macie smartfon Samsunga i czekacie na funkcję wskaźnika prędkości, musicie się jeszcze uzbroić w cierpliwość. Rozwiązanie jest obecnie dostępne w testowej wersji One UI 9.0 za sprawą modułu Good Lock. Tymczasem większość smartfonów Samsunga działa z nakładką One UI 8.5. Oznacza to, że trzeba poczekać na uaktualnienie do One UI 9.0, które powinno być dostępne w ciągu kilku miesięcy.

Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.

Google zamienił Androida 17 w TikToka. Idą z duchem czasu

12 czerwca 2026, 19:50
Easter egg w Androidzie 17

Nadchodzący system Android 17 ma wdrożyć kilka ulepszeń pod kątem bezpieczeństwa i stabilności, a także nowe funkcje sztucznej inteligencji. Teraz zauważono, że Google wprowadził opcję, która była zapowiadana przy okazji pierwszych zapowiedzi systemu. Pojawiła się bowiem w wersji Android 17 QPR1 Beta 4.

Android 17 będzie jak TikTok. Nagra ekran i ciebie

Google postanowił ulepszyć funkcję natywnego rejestratora ekranu w Androidzie. Rozwiązanie dotychczas pozwalało nagrywać system oraz poszczególne aplikacje. Użytkownik, nagrywając ekran, może też dodać dźwięk z mikrofonu, a dzięki nowej aktualizacji Androida 17 będzie można również rejestrować własną twarz w trakcie nagrania.

Użytkownik w nowym systemie zobaczy opcję Pokaż aparat do selfie. Trudno nie mieć wrażenia, że jest to narzędzie wyciągnięte prosto z TikToka. Wiele filmów na tej popularnej platformie polega na nagraniu z telefonu wraz z pływającą na ekranie twarzą.

Prawdopodobnie Google przygotował tę funkcję z myślą o osobach, które nagrywają na TikToku. Narzędzie ma jednak ograniczenia: jednym z nich jest to, że rozwiązanie działa tylko w momencie, gdy nagrywamy cały wyświetlacz. Pływająca twarz nie jest dostępna podczas korzystania z trybu nagrywania pojedynczej aplikacji w systemie Android.

Google pozwala jednak nieco dostosować nową opcję: można zarządzać wyglądem filmu z reakcją, dodając np. kolorowe tła, tak aby twarz bardziej wyróżniała się na tle nagrywanej treści.

Czytaj też:

Google wie, że musi iść z duchem czasu

Google sam odpowiada za drugą co do wielkości platformę filmów pionowych: YouTube Shorts i wie, że aby zachęcić użytkowników do korzystania z Androida, musi oferować funkcje, które przydadzą się podczas tworzenia krótkich filmików. Materiały na TikToku oraz YouTube Shorts to obecnie najchętniej oglądane treści w sieci, więc narzędzia ułatwiające ich tworzenie są na wagę złota.

Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.

Rewolucja Samsunga potwierdzona. Trzy rozmiary do wyboru

12 czerwca 2026, 18:59
samsung galaxy z fold7 00

Premiera tegorocznej serii Galaxy Z to kwestia kilku najbliższych tygodni. Samsung w tym roku ma dokonać zmian w ofercie i – oprócz klasycznych dwóch modeli: Galaxy Z Folda i Flipa – wprowadzi na rynek zupełnie nowego Galaxy Z Fold 8 Wide. Smartfon został stworzony po to, aby Samsung mógł konkurować z pierwszym w historii składanym iPhonem, który trafi na rynek później w tym roku. Wiemy o nim już niemalże wszystko.

Seria Samsung Galaxy Z8 w trzech rozmiarach: małym, średnim i dużym

Jak dotąd Samsung miał w swojej ofercie dwa składane modele: Galaxy Z Folda w kształcie książki oraz Galaxy Z Flipa w kształcie klapki. Przez lata firma w drugiej połowie roku wprowadzała tylko dwa modele. W 2025 roku odeszła od tej zasady i wprowadziła też tańszą wersję Z Flip 7 FE, ale był to właściwie odświeżony Galaxy Z Flip 6 z 2024 roku.

Teraz urząd certyfikacyjny BIS potwierdził, że w tym roku dojdzie do zmiany w portfolio producenta i oprócz Z Folda oraz Z Flipa pojawi się też trzeci model. Urządzenia noszą nazwy kodowe SM-A857B / SM-F776B, SM-D642B / SM-F971B i SM-D647B / SM-F976B, pod którymi ukrywają się kolejno: Z Flip 8, Z Fold 8 Wide oraz Z Fold 8 Ultra.

Jednocześnie informator Ice Universe opublikował zdjęcie przedstawiające szkła hartowane stworzone z myślą o ekranach zewnętrznych wszystkich trzech nadchodzących modeli. Na fotografii widzimy trzy rozmiary: mały z Z Flipa 8, pośredni z Z Folda 8 Wide oraz największy (najwyższy) z Z Folda 8 Ultra.

Oczywiście zewnętrzny ekran Z Flipa 8 jest najmniejszy, ponieważ to urządzenie w kształcie klapki. Dodatkowy panel w składakach tego typu służy tylko do podstawowych czynności, takich jak sprawdzanie godziny czy powiadomień. Trudno korzystać z niego do bardziej zaawansowanej obsługi urządzenia.

Natomiast w składakach typu książka zewnętrzny ekran pozwala na korzystanie z urządzenia jak ze zwykłego telefonu. W nowym Z Fold 8 Wide producent postawił na szersze proporcje wyświetlacza, aby obsługa smartfona jedną ręką była prostsza. Rozkładane ekrany natomiast zamieniają składaki w tablety. Dzięki zdjęciom dokładnie widzimy różnice w proporcjach oraz rozmiarach poszczególnych modeli.

Zdecydowanie pośredni Z Fold 8 Wide wygląda na najbardziej poręcznego z całej trójki. To właśnie ta odpowiedź na pierwszego składaka Apple’a powinna wprowadzić do oferty Samsunga trochę świeżości.

Czytaj też:

Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.

Wsadzili ekran zamiast udawanego aparatu. Genialny pomysł

12 czerwca 2026, 17:17
Tecno Pova 8 5G

Tecno, które specjalizuje się w bardziej przystępnych cenowo modelach, pokazało model Pova 8 5G. Na pierwszy rzut oka to kolejny tani smartfon jak każdy inny, lecz diabeł tkwi w szczegółach. Telefon przypomina modele firmy Nothing i korzysta z ciekawego oraz przydatnego rozwiązania.

Tecno Pova 8 5G – smartfon z ekranem zamiast udawanego aparatu

Nie wiem, jak wy, ale trendem w smartfonach, który denerwował mnie najbardziej, były tanie i średniopółkowe modele wyposażone w wyspy na aparaty z trzema lub czterema obiektywami. W sztandarowych modelach każdy z obiektywów ma konkretne zastosowanie: Samsung w Galaxy S Ultra stosuje obiektyw główny, szerokokątny oraz dwa teleobiektywy.

Tymczasem w tanich telefonach zazwyczaj tylko dwa aparaty (główny i szerokokątny) były użyteczne. Z kolei pozostałe dwa moduły były wypełniaczami w postaci obiektywu makro oraz sensora głębi ToF, bez których możliwości fotograficzne telefonu byłyby niemalże takie same. W droższych modelach producenci nie stosują modułów do makro, ponieważ wykorzystują w tym celu obiektyw ultraszerokokątny.

Moim zdaniem było to tworzenie pozorów, że smartfon jest lepszy i może konkurować z droższymi modelami. Prawda była jednak zupełnie inna. Nowy Tecno Pova 8 5G częściowo odchodzi od tego podejścia, ponieważ zamiast jednego z obiektywów producent zastosował ekran Matrix. Mały, okrągły panel wyświetla treści za pomocą białych kropek. Może służyć do pokazywania godziny czy ikonek w momencie otrzymywania powiadomień – słuchawki, gdy ktoś dzwoni, czy dymka wiadomości, jeśli czeka na nas wiadomość z komunikatora.

W urządzeniu znajdziemy łącznie trzy oczka, z których tak naprawdę tylko jedno jest użyteczne: to moduł z matrycą 50 Mpix. Trzeci element jest zatem wypełniaczem, więc Tecno nie rozwiązało w pełni problemu tworzenia fejkowych obiektywów, ale przynajmniej ograniczyło go do minimum. W urządzeniu tak naprawdę mogłyby zostać zastosowane dwa obiektywy (z jednym ekranem) i możliwości fotograficzne by na tym nie ucierpiały.

Czytaj też:

Co potrafi Tecno Pova 8 5G?

Tecno Pova 8 5G to smartfon ze średniej półki cenowej. W urządzeniu zastosowano:

  • ekran 6,76 cala, LCD IPS, 144 Hz;
  • procesor MediaTek Dimensity 7100;
  • bateria 8000 mAh, żywotność 2000 cykli;
  • aparat główny 50 Mpix;
  • aparat przedni 13 Mpix;
  • system Android 16 z dwoma aktualizacjami oprogramowania.

Smartfon nie jest jeszcze dostępny w Polsce. Ma trafić na globalny rynek, więc wprowadzenie go do kraju nad Wisłą to kwestia czasu.

Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.

System kaucyjny żegna największy problem. Nie będziesz już czekać godzinami

12 czerwca 2026, 16:42
Butelkomat wiele butelek jednocześnie

System kaucyjny na dobre zawitał do przyzwyczajeń Polaków. Zamiast zgniatać butelki i puszki, zbieramy je i masowo oddajemy – głównie w automatach. Zdecydowana większość butelkomatów bazuje na pojedynczym wrzucaniu opakowań. To generuje kolejki, czasami naprawdę długie – wrzucenie 50 butelek mimo wszystko zajmuje trochę czasu. Poprawione maszyny skrócą czas spędzony przy automatach oraz zredukują kolejki.

Nowy butelkomat przyjmuje nawet 100 opakowań naraz

W Poznaniu powstał nowy butelkomat, który usprawni proces oddawania opakowań. Jak twierdzi Portal Samorządowy, maszyna powstała przy hurtowni Selgros Cash & Carry na ul. Zamenhofa 133. Wyróżnia się na tle ogólnodostępnych urządzeń możliwością oddania nawet ponad 100 butelek i puszek jednocześnie.

Kluczowym elementem zwykłego butelkomatu jest otwór, do którego wsuwa się każde opakowanie pojedynczo. Następnie maszyna skanuje butelkę lub puszkę (w tym jej stan) i wykrywa, czy jest kaucyjna, czy też nie. Jeśli jest – dostajemy zwrot kaucji w formie kuponu lub zwrotu na kartę. Jeśli nie – butelka jest zwracana lub dostajemy za nią mały bonus (w zależności od maszyny).

Natomiast nowy butelkomat został wyposażony w ogromny otwór – bazuje na zsypowym systemie przyjmowania opakowań. Użytkownik wsypuje butelki np. z worka lub innej torby i zamyka klapę. Maszyna automatycznie wykrywa butelki i puszki kaucyjne (oraz sprawdza ich stan) i podlicza ich zawartość. Na ekranie wyświetla się kwota zwrotu, liczba wszystkich opakowań oraz szacunkowy czas oczekiwania. Następnie wyświetla potwierdzenie oraz pozwala odebrać zwrot kaucji za opakowania w postaci wydrukowanego kuponu.

Proces trwa ok. kilkudziesięciu sekund i ten czas nie zależy od liczby oddawanych butelek. Nie trzeba wkładać każdej butelki czy puszki osobno i każdorazowo sięgać do worka lub torby.

Czytaj też:

Przyszłość systemu kaucyjnego powinna właśnie tak wyglądać

Butelkomaty wykorzystujące system zsypowy nie są jeszcze w Polsce standardem. Pamiętajmy, że system kaucyjny został uruchomiony w naszym kraju stosunkowo niedawno i sklepy, operatorzy oraz obywatele obecnie przyzwyczajają się do nowej rzeczywistości.

Miejmy jednak nadzieję, że maszyny pozwalające na oddawanie całego worka butelek w niedalekiej przyszłości będą montowane w coraz większej liczbie punktów w całym kraju. To pozwoli zaoszczędzić czas i skrócić kolejki do automatów oraz może zachęcić do oddawania opakowań osoby, które niechętnie podchodziły do systemu kaucyjnego.

Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.

Sięgnij po swojego Samsunga i go zaktualizuj. Podziękujesz później

12 czerwca 2026, 15:59
Samsung aktualizacja

Najnowsze czerwcowe uaktualnienie przynosi przede wszystkim czerwcowe poprawki bezpieczeństwa. Rozwiązanie odblokowuje dwie funkcje sztucznej inteligencji, które zostały po raz pierwszy wprowadzone do Galaxy S26, a których zabrakło wraz z aktualizacją One UI 8.5.

Zaktualizuj swojego Galaxy S25 lub Galaxy Z Fold (Flip) 7

Czerwcowe uaktualnienie jest już dostępne dla smartfonów z serii Galaxy S25: S25, S25+, S25 Ultra, S25 Edge, S25 FE oraz Z 7: Z Fold 7, Flip 7, Flip 7 FE. To comiesięczna aktualizacja bezpieczeństwa, która w przypadku Z Folda 7 naprawia 45 błędów związanych z zabezpieczeniami. Dla Galaxy S25 poprawek jest również sporo i przez sam fakt zwiększenia ochrony warto pobrać tę aktualizację.

Uaktualnienia mają ważyć nawet ok. 1 GB – jest to oczywiście zależne od danego modelu. Poprawka w teorii nie powinna zajmować tyle przestrzeni w pamięci. Rozmiar ma jednak związek z tym, że aktualizacja wprowadza dwie nowe funkcje Galaxy AI do ośmiu modeli wydanych w ubiegłym roku.

Mowa o opcji Ważne fragmenty powiadomień, która zawiera dwie funkcje: priorytet powiadomień i podsumowanie powiadomień. Te służą do:

  • Priorytet powiadomień – pomaga wyświetlać najważniejsze wiadomości jako pierwsze, aby nie zgubić ich w gąszczu innych powiadomień;
  • Podsumowanie powiadomień – telefon dokonuje przeglądu powiadomień konwersacyjnych (czyli np. z komunikatorów internetowych) bez konieczności otwierania samych alertów ani aplikacji, tworząc ich skróconą wersję.

Obie funkcje wykorzystują modele sztucznej inteligencji obsługiwane lokalnie, bezpośrednio na telefonie. Informacje zatem nie wychodzą poza nasze urządzenie na serwery Samsunga oraz innych dostawców. Podsumowania są generowane na podstawie nieprzeczytanych powiadomień z obsługiwanych komunikatorów, takich jak WhatsApp, Messenger, Wiadomości Google, Discord, Snapchat, Telegram i wielu innych.

Sztuczna inteligencja analizuje też treść powiadomień i inteligentnie wykrywa, które będą najważniejsze dla użytkownika. Aby jednak obie funkcje mogły działać prawidłowo, powiadomienia muszą być w tym samym języku, co język systemowy telefonu.

Czytaj też:

Jak włączyć nowe funkcje AI na zaktualizowanych telefonach?

Jeśli na Wasz telefon Galaxy trafiła czerwcowa aktualizacja bezpieczeństwa, będziecie mogli aktywować funkcję Ważne fragmenty powiadomień w ustawieniach telefonu.

Musicie wejść w Sekcję "Powiadomienia", znaleźć "Ważne fragmenty powiadomień", a następnie aktywować "Priorytety powiadomień" oraz "Podsumowanie powiadomień". Dzięki temu nie przegapicie najważniejszych wiadomości.

Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.

Koniec dziwnego ograniczenia w Windows 11. Tańszy laptop wystarczy

12 czerwca 2026, 14:39
Windows 11 copilot+ RTX

Microsoft dwa lata temu wprowadził na rynek kategorię urządzeń określaną jako Copilot+ PC. To maszyny z Windowsem 11, które ekskluzywnie obsługiwały funkcje sztucznej inteligencji wbudowane w system operacyjny. Początkowo miano to było zarezerwowane tylko dla maszyn z układami Qualcomm Snapdragon, lecz z czasem trafiło także na urządzenia ze specjalnymi procesorami Intel Core i AMD Ryzen. Teraz nie będzie już takiego wymogu.

Funkcje Windows 11 Copilot+ trafią na komputery z GeForce RTX

Kluczem do skorzystania z funkcji sztucznej inteligencji zintegrowanych z Windowsem 11 jest czip NPU o mocy co najmniej 40 TOPS. To dedykowany układ stworzony do obliczeń AI, wbudowany w procesory Snapdragon X Elite, AMD Ryzen AI czy Intel Core Ultra. Funkcje sztucznej inteligencji w systemie są przetwarzane lokalnie, na urządzeniu, dlatego wymagają odpowiedniego sprzętu.

Sęk w tym, że tak naprawdę każdy nowoczesny PC z odpowiednio wydajną kartą graficzną jest w stanie obsłużyć lokalne modele sztucznej inteligencji. W wielu laptopach i komputerach stacjonarnych znajdują się układy GeForce RTX o wysokiej mocy obliczeniowej AI. Te układy oferują ogromną wydajność, znacząco przewyższającą możliwości NPU wymagane do Copilot+.

Aby rozpromować komputery Copilot+, Microsoft ograniczał obsługę funkcji sztucznej inteligencji Windowsa 11 wyłącznie do określonych czipów. Gdyby udostępnił ją od razu także dla posiadaczy kart graficznych GeForce RTX, zmniejszyłby atrakcyjność nowych urządzeń.

Teraz, prawie dwa lata po premierze, producent systemu wreszcie kończy z tą ekskluzywnością. Microsoft po cichu ujawnił, że lokalnie działające funkcje sztucznej inteligencji w systemie Windows 11 będą dostępne dla urządzeń z układami GeForce RTX. Wymagania obejmują:

  • kartę graficzną z serii RTX 30 lub nowszą – zarówno w wersji laptopowej, jak i stacjonarnej;
  • co najmniej 6 GB pamięci wideo (VRAM) układu graficznego.

Tak naprawdę do obsługi funkcji sztucznej inteligencji wystarczy zatem tańszy i starszy laptop z układem takim jak GeForce RTX 3050. Właściwie każdy nowszy RTX spełnia te kryteria.

Czytaj też:

Jakie funkcje będą dostępne, a jakie nie?

Za obsługę wbudowanych w system Windows 11 funkcji sztucznej inteligencji będzie odpowiadać model językowy Phi Silica. Dzięki niemu będzie można korzystać z rozwiązań takich jak:

  • formatowanie tekstu w aplikacjach z wykorzystaniem AI;
  • podsumowanie tekstu;
  • przepisanie tekstu;
  • zamiana tekstu na tabelę;
  • generowanie ogólnych podpowiedzi dla użytkownika.

To jednak nie oznacza, że wszystkie funkcje Copilot+ będą dostępne na maszynach z układami GeForce RTX. Opcje takie jak Windows Recall, Click to Do oraz AI w programie Microsoft Paint wciąż są zarezerwowane wyłącznie dla urządzeń wyposażonych w dedykowany czip NPU.

Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.

mObywatel dostaje eDoręczenia. Tak prosto jeszcze nie było

12 czerwca 2026, 12:05
mObywatel eDoręczenia

eDoręczenia stały się nowym standardem korespondencji obywateli z urzędami i firmami. Od 1 stycznia 2026 r. wszystkie podmioty publiczne i urzędy mają wymóg obsługi spraw za pomocą eDoręczeń. Dla obywateli korzystanie z systemu jest w pełni dobrowolne. Teraz jeszcze więcej użytkowników będzie chętnie wysyłać i odbierać korespondencję, ponieważ eDoręczenia trafiają do mObywatela.

eDoręczenia trafiają do mObywatela. Tak wygodnie jeszcze nie było

Dotychczas obsługa eDoręczeń odbywała się za pomocą rządowego serwisu internetowego dostępnego z poziomu przeglądarki internetowej. Oczywiście z usługi można było skorzystać zarówno na komputerze czy laptopie, jak i na telefonie. Rozwiązanie jednak wymagało każdorazowego logowania do serwisu, które nie jest tak wygodne, jak wejście do mObywatela obsługującego logowanie biometrią.

Ministerstwo Cyfryzacji postanowiłoułatwić sprawę i dodać eDoręczenia bezpośrednio do aplikacji mObywatel. Jak nowa usługa ma działać? W prawym górnym rogu ekranu głównego aplikacji (tego, na którym przechowujemy dokumenty) znajdziemy ikonę koperty, która nawizuje do klasycznej papierowej korespondencji. Kliknięcie ikony przeniesie nas do skrzynki osobistej.

W tym menu znajdziemy wiadomości odebrane i wysłane przez eDoręczenia, wiadomości wychodzące, robocze oraz takie, które wrzuciliśmy do kosza. Utworzenie nowego cyfrowego listu poleconego ma być możliwe za sprawą dużego przycisku Utwórz wiadomość w dolnej części ekranu. Użytkownik będzie miał też do dyspozycji ustawienia eDoręczeń w postaci menu w prawym górnym rogu.

Jak twierdzi wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski, dzięki eDoręczeniom w mObywatelu odbieranie i wysyłanie pism urzędowych ma być tak proste, jak korzystanie z aplikacji poczty elektronicznej na telefonie. Rozwiązanie oczywiście bazuje na sprawdzonym i bezpiecznym systemie rozwijanym od ponad 1,5 roku. eDoręczenia są równoważne z klasycznym papierowym listem poleconym wysłanym do urzędu lub firmy.

Czytaj też:

Kiedy eDoręczenia w mObywatelu? Do końca miesiąca.

Ministerstwo Cyfryzacji ujawnia, że eDoręczenia w mObywatelu mają być udostępniane stopniowo, falami. Każdego tygodnia kolejni użytkownicy mają otrzymywać dostęp do funkcji. Resort gwarantuje, iż wdrożenie ma zakończyć się do końca czerwca tego roku. Za pomocą eDoręczeń wysłano już ponad 80 mln elektronicznych listów, a własne skrzynki aktywowało 4 mln obywateli i podmiotów. Z mObywatela natomiast korzysta 12 mln mieszkańców Polski.

Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.

MacBook z dotykowym ekranem jest pewny. Idiotyzm, to się nie przyjęło

12 czerwca 2026, 06:45
MacBook dotykowy ekran

W najnowszym systemie operacyjnym macOS Golden Gate Apple przez przypadek potwierdził, że pracuje nad MacBookiem z dotykowym wyświetlaczem, na co wskazuje wprowadzenie m.in. funkcji odświeżania strony za pomocą przeciągnięcia palcem. Teraz dostajemy kolejne potwierdzenie, że premiera MacBooka z ekranem dotykowym jest bardziej niż pewna.

Sprawdzony informator Instant Digital twierdzi, że pojawienie się MacBooka z ekranem dotykowym jest w 100 proc. pewne. Użytkownik ma na koncie mnóstwo sprawdzonych przecieków, ponieważ bazuje na informacjach ze źródeł w łańcuchu dostaw. Nie ujawnia jednak dodatkowych informacji ani nie tłumaczy, dlaczego wprowadzenie dotykowego wyświetlacza do MacBooka jest pewnikiem.

Jednak już w ubiegłym tygodniu do sieci wypłynął inny raport, z którego wynika, że za produkcję i dostarczanie dotykowych ekranów OLED do MacBooków ma odpowiadać Samsung. Wówczas dowiedzieliśmy się, że produkcja paneli ma ruszyć w lipcu i skupić się na dwóch wersjach wielkościowych.

Według obecnych informacji pierwszy laptop Apple’a wyposażony w dotykowy wyświetlacz ma nosić nazwę MacBook Ultra. To sugeruje, że będzie to model jeszcze bardziej zaawansowany w porównaniu z dotychczasowymi MacBookami Pro.

Czytaj też:

Ten pomysł już raz nie wypalił w laptopach z Windowsem

Laptopy z systemem Windows wyposażone w dotykowe ekrany nie są niczym nowym. Od dekad na rynku znajdziemy rozmaite modele różnych producentów – najpopularniejszymi seriami są zdecydowanie Lenovo Yoga, Asus Vivobook Flip czy HP Envy x360. To urządzenia 2 w 1, z których - dzięki specjalnemu mechanizmowi klapy wyświetlacza - można korzystać również w trybie tabletu.

Obecnie nie wiemy, czy Apple również zdecyduje się na podobne rozwiązanie. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że laptopy z dotykowymi ekranami, mimo szerokiej dostępności na rynku, nigdy nie zyskały większej popularności. Tryb tabletu w laptopach, ze względu na ich masę przekraczającą 1 kg, wcale nie jest wygodny ani praktyczny w codziennym użytkowaniu.

Oczywiście znajdzie się kilka scenariuszy, w których dotykowy ekran jest przydatny -np. podczas tworzenia treści z wykorzystaniem rysika - ale to wciąż niszowe zastosowanie. Nie bez powodu zdecydowana większość laptopów korzysta z klasycznych, niedotykowych ekranów, w których interakcja z urządzeniem bazuje na klawiaturze oraz myszce. Kto wie, być może Apple sprawi, że laptopy z dotykowymi wyświetlaczami znowu będą miały sens?

Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.

Telefon Trumpa to żart. Wzięli ten smartfon i przemalowali na złoto

12 czerwca 2026, 06:12
Trump Mobile T1 Phone

Po tym, jak rodzinny biznes Donalda Trumpa uruchomił własną sieć komórkową Trump Mobile, przyszedł czas na oficjalny smartfon marki. Na początku urządzenie wyglądało jak podróbka iPhone’a, potem miało być przebranym Galaxy S24 Ultra. T1 Phone nie jest jednak wcale zupełnie nowym urządzeniem. To właściwie istniejący już na rynku smartfon z małymi zmianami.

Rozebrali T1 Phone i nie mają wątpliwości – telefon Trumpa to bujda

W kwietniu tego roku sieć Trump Mobile pokazała finalną wersję T1 Phone'a. Z grafik zamieszczonych w internecie już wtedy można było stwierdzić, że nie jest to autorski smartfon zaprojektowany i wyprodukowany w USA. Sprawne oczy internautów szybko dostrzegły, że T1 Phone to tak naprawdę HTC U24 Pro.

Zespół iFixit – firmy specjalizującej się w naprawach – zdobył egzemplarz smartfona Trumpa. Urządzenie zostało rozebrane na części pierwsze i poddane wewnętrznej analizie. Wniosek nie różni się od wcześniejszych teorii: T1 Phone to podróbka HTC U24 Pro, czyli istniejącego już smartfona tajwańskiej firmy technologicznej.

T1 Phone i HTC U24 Pro - widać prawdopodobieństwo (fot. iFixit)

HTC niewątpliwie jest jedną z najważniejszych firm, które przyczyniły się do rozwoju smartfonów. To właśnie HTC odpowiadało za pierwszy na świecie smartfon z systemem Android: HTC Dream, znany także jako T-Mobile G1. Telefony marki były dość często sprzedawane pod inną nazwą, nierzadko powiązaną z operatorem komórkowym (np. T-Mobile G1).

Tyle że tym razem, przynajmniej oficjalnie, HTC nie powinno mieć nic wspólnego z T1 Phone'em. Firma przekazała serwisowi The Verge, że "nie projektuje ani nie produkuje telefonów dla firm trzecich". Mimo tego analiza iFixit potwierdza, że smartfon Trumpa to tak naprawdę "pomalowany na złoto HTC U24 Pro".

Wewnęntrze komponenty też są zupełnie przypadkowo identyczne

Wiele elementów T1 Phone'a jest niemalże identycznych z HTC. Wygląd urządzenia, wyspa aparatów z trzema obiektywami i układ płytki głównej pozostają takie same, podobnie jak elementy do ładowania bezprzewodowego. Różnica leży w pojemności baterii: U24 Pro oferuje 4600 mAh i została wyprodukowana w Chinach, a T1 Phone ma 5000 mAh, ale to ogniwo stworzono na Filipinach. Telefon Trumpa obsługuje też wolniejsze ładowanie – 30 W zamiast 60 W.

Czytaj też:

HTC U24 Pro to już nieco przestarzały smartfon

HTC U24 Pro miał swoją premierę pod koniec 2024 roku i już wtedy nie należał do najbardziej opłacalnych smartfonów: sprzęt został wyceniony na ponad 2499 zł. Od tego czasu minęło ponad 1,5 roku. T1 Phone pod względem specyfikacji technicznej to niemalże 1:1 HTC U24 Pro. Sprzedawanie takiego smartfona jako nowego modelu i określanie go mianem „wydajności premium” w cenie 499 dolarów jest co najmniej szalone.

Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.

Intel atakuje MacBooka Neo. Tanie laptopy Windows nie będą złomem

12 czerwca 2026, 06:01
Intel Color

Mimo panującego kryzysu na rynku pamięci, Apple postanowił stworzyć tani i dobry laptop bez poważnych cięć w kosztach. Świetne wykonanie i niezła wydajność w urządzeniu za mniej niż 3000 zł sprawiają, że tanie laptopy z Windowsem wyglądają jak jednorazówki. Producenci komputerów z Windowsem chcą podjąć równą walkę z Applem dzięki zupełnie nowym modelom.

Intel przygotował odpowiedź na MacBooka Neo

Intel jest znany przede wszystkim z projektowania i produkcji procesorów (oraz układów graficznych). Firma nie tworzy własnych laptopów, pozostawiając tę kwestię innym producentom, którzy wykorzystują czipy Intel Core. Jednak gigant ma też własne certyfikaty, które mogą uzyskać wyłącznie urządzenia spełniające określone wymagania - na przykład Intel Evo.

Intel Evo to głównie urządzenia z wyższej półki cenowej. Większość konsumentów oczekuje jednak taniego komputera. Dlatego gigant opracował nowy program platformowy – projekt Firefly. To inicjatywa, która ma na celu wykorzystanie części łańcucha dostaw smartfonów do projektowania komputerów PC.

Efektem projektu Firefly mają być tanie laptopy z czipami Intel Core Wildcat Lake. Sam procesor nie wystarczy jednak, aby stworzyć dobry i tani komputer. Trzeba też zachować wysoką jakość pozostałych komponentów: ekranu, obudowy, klawiatury czy baterii. Dziś często jest bowiem tak, że producenci, aby ciąć koszty, implementują starsze i mniej wydajne procesory, zamykają je w plastikowych obudowach i montują ekrany słabej jakości.

Natomiast w nowym materiale wideo Intel ujawnił, że laptopy z projektu Firefly mają być zupełną odwrotnością. Mimo że będą to tanie komputery, ich możliwości mają być naprawdę duże. Referencyjny projekt laptopa pokazany przez producenta, nazwany Intel Color, został wyposażony w cienką, metalową obudowę (12,9 mm), pełen zestaw portów oraz ulepszony układ chłodzenia.

Aby obniżyć koszty, Intel współpracuje z fabrykami w Chinach w celu opracowania referencyjnych laptopów. Producenci będą mogli z kolei sprzedawać je pod własnymi markami, ponieważ zaawansowany łańcuch dostaw smartfonów jest w stanie dostarczyć urządzenia w dobrych cenach.

Czytaj też:

Nowe podejście do tanich laptopów

Projekt Firefly Intela ma walczyć z zasadniczym problemem laptopów z Windowsem: ogromną ofertą słabej jakości komputerów, które nie są warte swojej ceny. Dziwne, że aby to było możliwe, interweniować musiał dopiero Intel, będący producentem procesorów. Gigant najwyraźniej chce poprawić kondycję mobilnych komputerów z Windowsem.

Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.

Otrzymane przedwczoraj Brak kategorii

Robot-klaun skopał dziecko na pokazie. To nie Terminator, to ludzka głupota

8 czerwca 2026, 07:44
Unitree G1 robot

Sprawa wygląda następująco: w sieci pojawiło się nagranie, na którym przedstawiono publiczny występ robota Unitree G1 ubranego w perukę klauna. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby robot nie wykonał kopnięcia z półobrotu w stronę dziecka. Chłopiec aż zgiął się wpół z bólu.

Humanoidalny robot skopał chłopca na publicznym pokazie

Wideo trwa nieco ponad pół minuty i przedstawia publiczne wydarzenie w Chinach, w którym bierze udział humanoidalny robot Unitree G1. To dokładnie ten sam model, który możecie kojarzyć z polskiego internetu i postaci robota Edwarda Warchockiego.

Robot ubrany w perukę klauna podczas przedstawienia pokazywał swoje umiejętności w sztukach walki. Miał iść do przodu, wykonać kilka ruchów i zakończyć sekwencję kopnięciem z półobrotu. Los chciał, że na drodze maszyny stał chłopiec, który został trafiony mechaniczną nogą prosto w brzuch, w wyniku czego maluch zgiął się wpół z bólu.

Na szczęście, według chińskich mediów, dziecko nie odniosło żadnych poważnych obrażeń, mimo że na wideo przez kilkanaście sekund chłopiec leżał na ziemi po uderzeniu robota. Widownia nie była jednak spektakularnie zmartwiona całym wydarzeniem – osoba nagrywająca, podobnie jak inne starsze osoby (nie licząc dzieci), nie podjęła żadnych działań, by pomóc chłopcu.

Być może to nastąpiło zaraz po zakończeniu nagrania, nie znamy bowiem pełnego kontekstu tej sytuacji. Robot po kopnięciu po prostu się wycofał. Według Interesting Engineering robot Unitree G1 jest w stanie zaoferować moment obrotowy wynoszący ponad 100 Nm na każdy staw. To ogromna siła.

Czytaj też:

Pozostaje pytanie: zawinił robot czy człowiek?

Mimo że dzisiejsze roboty humanoidalne są wyjątkowo zaawansowane, w dalszym ciągu do ich obsługi potrzebny jest człowiek. Robot wykonuje tylko zaprogramowane ruchy. Podczas publicznego wydarzenia miał iść do przodu, prezentując sekwencję przypominającą sztuki walki.

Nie pomaga tu również fakt, że organizatorzy i osoby zarządzające maszyną nie zadbali o zachowanie bezpiecznej odległości oraz odpowiedniego miejsca dla robota. Ktoś postanowił puścić bezmyślną maszynę do przodu, nie zakładając, że przed nią może pojawić się człowiek – w tym przypadku dziecko. Chłopiec ucierpiał przez brak zasad bezpieczeństwa, o których nie pomyśleli dorośli.

To jednak nie pierwszy taki incydent z robotem humanoidalnym. W Chinach już wcześniej doszło do upadku robota, który wykonując niekontrolowane ruchy kończyn, uderzył stojącego obok mężczyznę. Oba wydarzenia to lekcja dla organizatorów wydarzeń z wykorzystaniem robotów. Kwestie bezpieczeństwa powinna być na pierwszym miejscu.

Obserwuj nas w Google Discover

Albert Żurek

08.06.2026 07:44

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-08T08:46:18+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:44:35+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:10:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:30:00+02:00

Głupi pomysł i ogromne problemy. Samolot musiał wrócić na lotnisko

6 czerwca 2026, 07:30
Samolot Bluetooth

Do nietypowej sytuacji doszło w przestrzeni lotniczej USA. Samolot Boeing 767 zmierzający do Hiszpanii w miniony weekend zawrócił na miejsce startu ze względu na procedury bezpieczeństwa. Problemem okazał się żart nastolatka, który nazwał swój zegarek Fitbit w niepokojący sposób.

Nazwał zegarek "bomba". Przez niego samolot zawrócił

Samolot wystartował z lotniska w mieście Newark w stanie New Jersey w sobotę ok. godz. 18:00 lokalnego czasu. Ze względów bezpieczeństwa załoga podjęła jednak decyzję o zawróceniu maszyny ok. godz. 21:30. Problemem okazał się bowiem 16-latek, który dla żartu postanowił nazwać swój zegarek „bomb” (bomba).

Po tym, jak pasażerowie zauważyli na swoich urządzeniach (w ustawieniach Bluetooth) tę nietypową nazwę, postanowili powiadomić o tym załogę samolotu. Personel linii lotniczych szybko zareagował i wydał polecenie wyłączenia wszystkich urządzeń. Niestety, wielokrotne zalecenia nie przyniosły żadnych efektów, a "bombowa" nazwa w dalszym ciągu była widoczna.

Linie lotnicze są wyjątkowo wyczulone na kwestie bezpieczeństwa, w szczególności na bomby i inne niebezpieczne materiały, które mogą spowodować problemy z maszyną lub lotem. Nie bez powodu wśród najczęstszych zasad znajdują się np. ograniczenia co do pojemności powerbanków i innych urządzeń elektronicznych, które niosą ze sobą ryzyko pożaru czy wybuchu.

Ze względów bezpieczeństwa samolot finalnie zawrócono. Załoga nie mogła zignorować potencjalnie niebezpiecznego urządzenia, szczególnie że nie znano źródła nazwy Bluetooth. Po ponad 3,5 godz. od startu Boeing 767 linii United Airlines, lecący z Newark do Hiszpanii, zawrócił do miejsca startu.

Po wylądowaniu zweryfikowano całą sytuację. Służby zajmujące się bezpieczeństwem ustaliły, że nie była to prawdziwa bomba, a jedynie zegarek Fitbit. Właścicielem urządzenia był 16-latek – jeden z pasażerów samolotu, który musiał zawrócić na lotnisko. Wykorzystał on fakt, że użytkownik może dowolnie nazwać swój sprzęt. Dla 16-latka "śmieszna" nazwa okazała się zasadniczym problemem, który spowodował ogromne straty finansowe oraz opóźnił lot.

Finalnie połączenie United 236 z Newark do Hiszpanii zostało wznowione. Samolot wystartował z nową załogą po tym, jak pasażerowie przeszli ponowną kontrolę bezpieczeństwa. Według „New York Post” nastolatek nie usłyszał zarzutów – FBI jednak ma prowadzić dochodzenie w tej sprawie. Ty lepiej nie próbuj podobnych rozwiązań.

Obserwuj nas w Google Discover

Albert Żurek

06.06.2026 07:30

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-08T09:08:10+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T08:46:18+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:44:35+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:10:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:45:00+02:00

Windows 11 usunie zbędny balast. Koniec z marnowaniem pamięci

5 czerwca 2026, 20:18
Windows 11 usuwanie AI

Wraz z powstaniem komputerów Copilot+ Microsoft wprowadził do systemu mnóstwo komponentów związanych ze sztuczną inteligencją. Rozwiązania te bazują jednak na lokalnych modelach AI, które zajmują sporo miejsca na dysku. To zwiększa rozmiar systemu oraz ogranicza przestrzeń na pliki i aplikacje. Na szczęście będzie można coś z tym zrobić.

Windows 11 pozwoli na usunięcie sztucznej inteligencji z systemu jednym kliknięciem

Microsoft w ostatnich miesiącach mocno wziął się do roboty i zaczął wprowadzać mnóstwo zmian mających na celu ulepszenie doświadczeń związanych z korzystaniem z Windowsa 11. Niedawno wdrożył istotne zmiany pod kątem wyszukiwania plików w systemie oraz zwiększył wydajność oprogramowania m.in. na laptopach.

Niedawno firma pozwoliła też dostosować funkcję denerwującego, nowego przycisku Copilot w laptopach Copilot+ PC, a teraz wdraża jeszcze większe usprawnienie. W Windowsie 11 testowana jest funkcja pozwalająca na odinstalowanie lokalnych komponentów związanych ze sztuczną inteligencją za pomocą jednego kliknięcia.

Microsoft w niedawnej testowej aktualizacji 26300.8553 dodał bowiem – bez głośnych zapowiedzi – informacje na temat wykorzystywanych modeli AI do ustawień systemowych. Można je znaleźć w zakładce "Komponenty sztucznej inteligencji", zupełnie niczym aplikacje zainstalowane na komputerze. Komputery Copilot+ PC korzystają z kilku lokalnych modeli AI, które przetwarzają informacje i wykonują działania bezpośrednio na naszym urządzeniu z użyciem czipu NPU, bez wysyłania zapytań do serwera Microsoftu.

Jednym z nich jest Phi Silica, który jest w stanie podsumować tekst, przepisać go oraz wygenerować treści na nowo. Znajdziemy tam również model do generowania, przetwarzania i transformacji obrazków. Największą zaletą tego narzędzia nie jest jednak sama możliwość podejrzenia wszystkich modeli zainstalowanych w systemie, ale przede wszystkim opcja usunięcia ich z komputera.

Czytaj też:

Wreszcie będziemy mieć wybór

Testowa wersja Windowsa 11 po zajrzeniu w ustawienia danego modelu pozwala na jego odinstalowanie za pomocą dedykowanego przycisku "Odinstaluj". Co to właściwie oznacza? Że Microsoft da użytkownikowi wybór: albo pozostawić modele sztucznej inteligencji na komputerze, albo się ich pozbyć. Pojedyncze modele zajmują nawet ponad 2,5 GB przestrzeni dyskowej, więc usunięcie wszystkich komponentów teoretycznie może znacząco zwiększyć ilość wolnej pamięci, która przyda się do instalacji innych aplikacji lub plików.

To dobra opcja szczególnie dla tych, którzy mają komputery Copilot+ PC, lecz nie korzystają z funkcji sztucznej inteligencji zawartych w systemie Windows 11. Dla takich osób modele AI niepotrzebnie zajmują pamięć, która w dzisiejszych czasach jest wyjątkowo cenna.

Obserwuj nas w Google Discover

Albert Żurek

05.06.2026 20:18

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T18:54:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T18:51:33+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T17:52:52+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T17:39:57+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:56:12+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:48:50+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:01:47+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:55:08+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:52:25+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:17:10+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:11:49+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:02:13+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T14:38:36+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:52:32+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:16:48+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:56:58+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:31:24+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:32:20+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:10:11+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:23:28+02:00

Tyle kosztują rewolucyjne laptopy. Lepiej usiądź

5 czerwca 2026, 18:54

Nvidia ostatnimi czasy pokazała procesory z serii RTX Spark. To czipy stworzone z myślą o laptopach z Windowsem 11, które mają stanowić bezpośrednią odpowiedź na PC z układami Qualcomm Snapdragon X. Wykorzystują zalety architektury ARM, używanej m.in. w czipach do smartfonów, oraz możliwości Nvidii w projektowaniu wydajnych układów graficznych.

Laptopy z procesorami Nvidia RTX Spark mają być rekordowo drogie

Klasyczne mobilne komputery z systemem Windows 11 dotychczas korzystały z procesorów dwóch firm: Intela i AMD. Obie marki bazowały na architekturze x86, która zapewniała wysoką wydajność, lecz nie najlepszą energooszczędność. Wadą tych czipów były również niewystarczająco szybkie zintegrowane układy graficzne (GPU).

Aby zwiększyć możliwości laptopów pod kątem gier i pracy, producenci zaczęli stosować dedykowane karty graficzne - głównie Nvidii i jej serii RTX. Takie rozwiązanie, polegające na wykorzystaniu dwóch osobnych czipów, nie było idealne, głównie ze względu na jeszcze wyższy poziom poboru mocy. Przy pełnym obciążeniu GPU i CPU, laptopy nierzadko działają godzinę lub dwie na jednym ładowaniu.

Nvidia chce rozwiązać ten problem swoim własnym procesorem. Firma stworzyła czip łączący 20-rdzeniowy CPU, oparty na energooszczędnej architekturze ARM, z własnym układem graficznym z 6144 rdzeniami CUDA. Niestety, taki stopień zaawansowania będzie kosztował swoje. Według firmy Morgan Stanley, która rozmawiała z producentami komputerów osobistych, laptopy wyposażone w RTX Spark N1X mają kosztować nawet 2899 dolarów. Z uwzględnieniem podatków, na nasze byłoby to ok. 12 tys. zł.

Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że 12 tys. zł za laptopa to ogromna suma pieniędzy. Oczywiście na rynku znajdziemy dziś mnóstwo propozycji dostępnych w podobnej cenie. Są to naturalnie potężne maszyny: w świecie laptopów z Windowsem za taką kwotę kupimy sprzęt z kartą GeForce RTX 5080, a Apple w tej cenie sprzedaje 14-calowego MacBooka Pro z czipem M5 Pro i 24 GB pamięci operacyjnej.

Tyle że laptopy z Intelem lub AMD połączone z dedykowanymi kartami graficznymi RTX, podobnie jak MacBooki Pro, są sprawdzonymi maszynami. Tymczasem Nvidia robi coś zupełnie nowego i od razu wchodzi na głęboką wodę.

Nvidia wraz z czipem RTX Spark obiecuje jednak 128 GB zunifikowanej pamięci operacyjnej LPDDR5X, dedykowanej zarówno procesorowi, jak i układowi graficznemu. Apple oraz producenci laptopów nie zapewniają tak dużej pojemności RAM-u dla układów graficznych.

Czytaj też:

Będzie też tańsza wersja laptopa z układem Nvidia RTX Spark

Nowe doniesienia wskazują na możliwość pojawienia się dwóch wersji czipów: bardziej zaawansowanego N1X oraz wolniejszego N1. Układy mają różnić się od siebie konfiguracjami: N1X ma zapewniać 20 rdzeni CPU oraz 6144 rdzenie CUDA, a wersja N1 – ograniczoną specyfikację techniczną.

Według Morgan Stanley laptopy z N1 mają być jednak nieco bardziej przystępne cenowo i kosztować 1799 dolarów – bliżej 8000 zł. To jednak wciąż ogromna kwota. Musimy poczekać do premiery laptopów z procesorami z serii N1(X), aby stwierdzić, czy warto będzie wydawać tyle kasy na nowe mobilne komputery.

Obserwuj nas w Google Discover

Albert Żurek

05.06.2026 18:54

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T17:52:52+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T17:39:57+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:56:12+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:48:50+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:01:47+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:55:08+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:52:25+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:17:10+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:11:49+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:02:13+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T14:38:36+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:52:32+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:16:48+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:56:58+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:31:24+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:32:20+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:10:11+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:23:28+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T09:42:06+02:00

ChatGPT z ogromnym ulepszeniem. Dostaniesz je za darmo

5 czerwca 2026, 18:51
ChatGPT ulepszona pamięć

Jednym z największych usprawnień Chatu GPT było wdrożenie bardziej zaawansowanej funkcji pamięci, dzięki której AI w rozmowach mogła wykorzystywać informacje pozyskane z poprzednich konwersacji – nawet tych przeprowadzonych wiele miesięcy temu. Darmowi użytkownicy mogli liczyć na podstawową pamięć, gdy bardziej zaawansowana technologia była dostępna dla osób płacących za plany Plus lub Pro. Teraz OpenAI ulepsza funkcję pamięci i po raz pierwszy udostępnia ją darmowym użytkownikom.

ChatGPT udostępnia funkcję pamięci dla darmowych użytkowników

Twórcy ChataGPT wprowadzili ogromne zmiany w systemie pamięci, wdrażając funkcję nazwaną dreaming (śnienie). Dzięki nowemu systemowi firmie po raz pierwszy udało się udostępnić możliwość zapamiętywania większej ilości informacji dla korzystających za darmo.

Wiele funkcji dostępnych dla subskrybentów nie trafia do darmowych użytkowników ze względu na wysokie zapotrzebowanie na moc obliczeniową. To po prostu by się firmie OpenAI nie opłacało - gigant nie jest w stanie pozwolić sobie na udostępnianie wszystkiego za darmo. Kluczowa jest tu optymalizacja narzędzi.

Według twórców ChataGPT, aby ulepszone udostępnienie pamięci dla darmowych użytkowników było możliwe, firma musiała ok. pięciokrotnie zmniejszyć moc obliczeniową wymaganą przez tę funkcję. Jak podają autorzy: "w ciągu najbliższych tygodni możliwe będzie udostępnienie funkcji śnienia użytkownikom wersji bezpłatnej, a użytkownicy wersji Plus i Pro będą mogli zwiększyć pojemność pamięci".

Dopiero teraz możemy zaoferować użytkownikom wersji Free odsłonę, która spełnia nasze standardy jakości i jest praktyczna w obsłudze na dużą skalę - dodaje OpenAI.

Czytaj też:

ChatGPT ulepszył pamięć

Funkcja pamięci, wdrożona po raz pierwszy w kwietniu 2025 r., została znacząco ulepszona. Nowy system syntezy pamięci, określany przez twórców jako śnienie, ma być wydajniejszy oraz lepiej się skalować. Efekty tego procesu będzie można przeglądać w formie podsumowań, z których dowiemy się, jakie dokładnie informacje na nasz temat zebrał ChatGPT.

Nowy system pozwolił na ulepszenia pod kilkoma kluczowymi względami. Sztuczna inteligencja ma lepiej znać nasze preferencje oraz sprawniej przenosić kontekst z wcześniejszych rozmów. Nowe rozwiązanie ma być jednak wdrażane stopniowo - w pierwszej kolejności trafi do użytkowników wersji płatnej (plany Plus oraz Pro) w USA. Zanim funkcja śnienia w pełni dotrze do darmowych użytkowników w Europie, przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać.

Obserwuj nas w Google Discover

Albert Żurek

05.06.2026 18:51

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T17:52:52+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T17:39:57+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:56:12+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:48:50+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:01:47+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:55:08+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:52:25+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:17:10+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:11:49+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:02:13+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T14:38:36+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:52:32+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:16:48+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:56:58+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:31:24+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:32:20+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:10:11+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:23:28+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T09:42:06+02:00

Następny Samsung będzie nietypowy. Musisz wybrać

5 czerwca 2026, 16:56
Galaxy Z Flip 8 procesor

Z nowych doniesień wynika, że Samsung stworzy dwie wersje Galaxy Z Flip 8. Smartfony mają różnić się od siebie zastosowanym procesorem. Na jednych rynkach firma zastosuje autorski czip Exynos 2600, a na innych - Snapdragona 8 Elite Gen 5. Seria Z Flip będzie pod tym względem podobna do Galaxy S i to wcale nie jest dobra wiadomość.

Samsung Galaxy Z Flip 8 z dwoma procesorami

W serii Galaxy Z Samsung od początku stosował procesory Qualcomm Snapdragon. Wszystkie modele sprzedawane na całym świecie były więc takie same. Nie mogliśmy mówić o gorszych i lepszych wersjach, tak jak miało to miejsce w przypadku rodziny Galaxy S. W zeszłym roku producent po raz pierwszy postawił jednak w modelu Z Flip 7 na autorski procesor Exynos 2500 i zakończył erę ekskluzywności składanych modeli.

W tym roku ma być podobnie, lecz z pewną różnicą. Tegoroczny Galaxy Z Flip 8 ma ponownie być dostępny w wersji z autorskim procesorem Exynos 2600, ale tylko na określonych rynkach. Z nowych doniesień informatora yeux1122 wynika, że powstanie też druga wersja smartfona, wyposażona w układ Snapdragon 8 Elite Gen 5, która będzie dedykowana pozostałym rynkom.

Takie podejście w przypadku serii Galaxy Z nie było jeszcze nigdy stosowane. W świecie Samsunga nie jest to jednak zupełnie nowa strategia: koreańska firma na zmianę wdrażała ją niemalże od zawsze w rodzinie smartfonów Galaxy S. Strategia dwóch procesorów zakładała, że wersje sprzedawane w Europie były wyposażane w autorskie procesory Samsung Exynos, natomiast na rynkach w USA czy w Korei Południowej gigant stosował lepsze i wydajniejsze Snapdragony.

Czytaj też:

Czy coś to zmienia?

Oczywiście nie twierdzę, że Exynosy są złymi procesorami - szczególnie że w ostatnich latach zostały znacząco ulepszone - lecz niemalże zawsze zapewniają nieco niższą wydajność niż Snapdragon. Większym problemem jest jednak kwestia wyższych temperatur i większego zużycia energii przez czip. Mówiąc prostym językiem, modele wyposażone w Exynosa bardziej się nagrzewają oraz działają krócej na jednym ładowaniu.

Nie bez powodu bardziej przystępne cenowo Samsungi Galaxy S26 i Galaxy S26+ korzystają z Exynosa, natomiast tylko najbardziej zaawansowany Galaxy S26 Ultra bazuje na Snapdragonie 8 Elite Gen 5. Czy zmiana w podejściu do projektowania smartfonów z serii Z Flip będzie dla nas zauważalna? Zdecydowanie tak - Europa jest jednym z regionów, które tradycyjnie bazują na Exynosach.

Aby uzyskać procesor Snapdragon w nowym składaku, trzeba będzie sięgnąć po bardziej zaawansowanego Galaxy Z Folda 8 lub zupełnie nowego Galaxy Z Folda 8 Wide.

Obserwuj nas w Google Discover

Albert Żurek

05.06.2026 16:56

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T16:48:50+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:01:47+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:55:08+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:52:25+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:17:10+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:11:49+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:02:13+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T14:38:36+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:52:32+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:16:48+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:56:58+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:31:24+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:32:20+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:10:11+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:23:28+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T09:42:06+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T08:40:51+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:25:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:20:00+02:00

Instagram ma płatną wersję. To dostaniesz za 15 zł

5 czerwca 2026, 15:55
Instagram Plus

Instagram Plus to nowa opcja na popularnej platformie społecznościowej. Ma być w pełni opcjonalną aktualizacją. W ramach planu dostaniemy dostęp do ekskluzywnych funkcji ulepszających korzystanie z platformy. Twórcy twierdzą, że podstawowa wersja Instagrama nie zmieni się dla darmowych użytkowników.

Instagram w wersji płatnej. Co potrafi i ile kosztuje?

Pod koniec ubiegłego miesiąca Meta ogłosiła, że startuje z płatnymi wariantami swoich aplikacji: WhatsApp Plus, Facebook Plus i Instagram Plus. Jak dotąd pakiety nie były jeszcze dostępne dla wszystkich osób. Teraz się to zmienia. Jak twierdzi Meta, Instagram Plus jest już dostępny od wczoraj na całym świecie.

Rozwiązanie nie sprawia jednak, że wszyscy będziemy musieli płacić za dostęp do podstawowych funkcji platformy. Ta wciąż domyślnie pozostanie darmowa. Płatna wersja Instagrama natomiast gwarantuje kilka ulepszeń, których nie znajdziemy na bezpłatnym koncie:

  • wyróżnione stories z priorytetem wśród znajomych;
  • super serduszka – animowane, wybuchające efekty na czatach;
  • możliwość utworzenia dowolnej liczby list odbiorców;
  • rozszerzenie czasu ważności stories do 48 godz. z 24 godz.;
  • opcja wybrania niestandardowej ikony aplikacji;
  • możliwość dostosowania czcionki biografii profilu;
  • przypięcie do 6 postów na profilu;
  • publikacja postów tylko w profilu, bez wyświetlania ich na kanałach znajomych.

Wraz z płatną subskrypcją Instagram Plus użytkownik dostaje też dostęp do podglądu stories bez potrzeby reagowania, możliwość sprawdzenia, ile razy stories zostały ponownie obejrzane oraz wyszukiwania użytkowników, którzy obejrzeli stories.

Opcje udostępnione w ramach abonamentu Instagram Plus nie są zatem rewolucyjne i nie sprawiają, że osoby gotowe zapłacić za abonament będą korzystały z zupełnie innego oprogramowania. To wciąż dobrze znany i lubiany Instagram, tyle że z dodatkowymi opcjami udoskonalającymi codzienne korzystanie z aplikacji.

Czytaj też:

Ile to kosztuje? Tanio nie jest

Instagram Plus został wyceniony na 3,99 dol./mies., czyli ok. 15 zł. Trudno uznać, że jest to niska cena jak na to, że dostajemy kilka pomniejszych funkcji. Na rynku znajdziemy wiele podobnie wycenionych abonamentów oferujących znacznie więcej. Przykładem jest YouTube Premium Lite za 17,99 zł/mies., usuwający większość reklam na platformie.

Obserwuj nas w Google Discover

Albert Żurek

05.06.2026 15:55

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T15:52:25+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:17:10+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:11:49+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:02:13+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T14:38:36+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:52:32+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:16:48+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:56:58+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:31:24+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:32:20+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:10:11+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:23:28+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T09:42:06+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T08:40:51+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:25:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:04:00+02:00

Telewizja Republika z własną siecią komórkową. Zaraz, co?

5 czerwca 2026, 15:11
Telewizja Republika operator sieci komórkowej

TV Republika już wcześniej postanowiła rozszerzyć działalność i pod koniec ubiegłego roku wystartowała z własną platformą sprzedaży internetowej Goryla.pl. Serwis miał za zadanie konkurować z Allegro, ale ponad pół roku od debiutu o stronie zrobiło się kompletnie cicho. Teraz kolejnym planem telewizji jest wejście w świat sieci komórkowych jako Republika Mobile.

Republika Mobile – nadchodzi nowy operator sieci komórkowej

Na polskim rynku telekomunikacyjnym liczy się przede wszystkim czwórka największych graczy: Orange, Play, Plus i T-Mobile. Na rynku znajdziemy jednak innych, mniejszych operatorów, którzy, w odróżnieniu od wcześniej wymienionych firm, nie mają własnej infrastruktury sieciowej (stacji bazowych, nadajników).

Takie firmy określamy jako MVNO (operatorów wirtualnych) – wykorzystują oni nadajniki największych operatorów, dzięki czemu mogą zagwarantować atrakcyjne warunki w ofertach. Na rynku znajdziemy kilku MVNO: Mobile Vikings, Red Bull Mobile czy Lajt Mobile. Z informacji przekazanych przez Satkuriera wynika, że Telewizja Republika również ma zamiar wystartować z ofertą sieci komórkowej.

Plany zostały ujawnione przez prezesa zarządu Telewizji Republika, Tomasza Sakiewicza. Zapowiedział on również, że podpisano już umowę w tej sprawie, dzięki której możliwe będzie powstanie nowej marki sieci komórkowej. Obecnie jednak brakuje szczegółów, które powinny zostać udostępnione "w najbliższych tygodniach".

Czytaj też:

Nie wiemy zatem, na bazie jakiej sieci będzie działać Republika Mobile: firma ma do wyboru zasięg Orange, Play, T-Mobile oraz Plusa. W dużej mierze od tego, którą opcję wybierze, zależy opłacalność i konkurencyjność oferty. Nowa sieć na rynku powinna też wyróżniać się czymś oraz gwarantować niskie ceny. Dzisiejsi operatorzy wirtualni, tacy jak Mobile Vikings, oprócz niskich cen zaczynających się od 25 zł/mies., dają też np. kumulujące się gigabajty.

Republika Mobile ma stanowić początek rozszerzenia działalności TV Republika. Pod marką mają być dostępne inne usługi internetowe. Oby to nie był kolejny projekt pokroju Goryla.pl, który został uruchomiony chyba tylko po to, aby ostatecznie nie zyskać większej popularności na rynku.

Obserwuj nas w Google Discover

Albert Żurek

05.06.2026 15:11

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T15:02:13+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T14:38:36+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:52:32+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:16:48+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:56:58+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:31:24+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:32:20+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:10:11+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:23:28+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T09:42:06+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T08:40:51+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:25:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:04:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T17:11:53+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:30:00+02:00

❌