Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 13 czerwca 2026 Brak kategorii

Wakacje w ciepłym słoneczku? Polecamy Antarktydę

13 czerwca 2026, 16:50
Antarktyda rekord ciepła 2026

6 czerwca argentyńska stacja Esperanza zanotowała 15,4°C - najwyższą temperaturę zimową w historii pomiarów na Antarktydzie. To aż 20°C powyżej normy dla tego okresu. Poprzedni rekord z 1998 r. został pobity o pełne 2°C. Naukowcy nie kryją zdumienia -klimatolog z Uniwersytetu w Groningen, Raúl Cordero, określił sytuację jako „absolutnie szaloną”.

Jakby tego było mało to nie był to jednorazowy wyskok. Przez trzy tygodnie z rzędu maksymalne temperatury utrzymywały się powyżej zera. W środku antarktycznej zimy oznacza to jedno: śnieg i lód zaczynają znikać w tempie, którego nie widziano nigdy wcześniej. W wielu miejscach odsłoniła się goła ziemia – coś, co w czerwcu nie powinno mieć prawa się wydarzyć.

Czytaj też:

Rekordy padają jeden po drugim 

Esperanza to nie wyjątek. Inne argentyńskie stacje - Marambio i San Martín - również pobiły swoje historyczne maksima, notując odpowiednio 11,8°C i 9,4°C. Średnie czerwcowe temperatury w tych miejscach powinny wynosić od -10,7°C do -5,6°C. Różnica jest tak duża, że trudno ją wytłumaczyć czymkolwiek innym niż gwałtownie postępującym ociepleniem,

Nawet na szczycie lodowca Collins - 500 metrów nad poziomem morza - zamiast śniegu spadł deszcz. To pora roku, w której lodowiec powinien przyrastać, a nie tracić masę. Tymczasem dochodzi do ablacji, czyli topnienia, które w zimie jest zjawiskiem skrajnie niepokojącym.

Krajobraz na Wyspie Króla Jerzego zmienił się z przeważnie białego na brązowy, szary i zielony. Zdjęcie: Luis Muñoz

Półwysep Antarktyczny to jedno z najszybciej ocieplających się miejsc na Ziemi. Od 1950 r. średnia temperatura wzrosła tam o około 3°C, czyli pięciokrotnie szybciej niż globalna średnia. Głównym winowajcą jest zanik lodu morskiego - im mniej białej powierzchni odbijającej światło, tym więcej energii pochłania ocean, co napędza dalsze ocieplenie. To pętla sprzężenia zwrotnego, tylko że w wersji turbo.

Efekty widać gołym okiem: coraz częstsze opady deszczu zamiast śniegu, rozległe połacie odsłoniętej ziemi, a nawet problemy dla kolonii pingwinów, które polegają na stabilnych warunkach śnieżnych. Naukowcy ostrzegają, że jeśli trend się utrzyma to konsekwencje dla ekosystemów i poziomu mórz będą dramatyczne.

Czy to już punkt krytyczny? 

Badania opublikowane wcześniej w tym roku sugerują, że w scenariuszu wysokich emisji pokrywa lodu morskiego na półwyspie może zmniejszyć się o 20 proc. To realne zagrożenie dla całego łańcucha pokarmowego, od krylu po wieloryby. A także dla ludzi, bo topniejący lód oznacza wzrost poziomu mórz, który uderzy w wybrzeża na całym świecie. Jednocześnie część badaczy podkreśla, że klimat Antarktydy jest wyjątkowo zmienny i wymaga długoterminowych obserwacji. Ale nawet oni przyznają: to, co dzieje się teraz wykracza poza naturalne wahania.  

Antarktyda jest jak gigantyczny system chłodzenia planety. Jeśli zacznie działać niestabilnie to skutki odczujemy wszyscy - nawet w sektorze technologii. Wzrost poziomu mórz to zagrożenie dla infrastruktury centrów danych, portów i fabryk. Ekstremalne zjawiska pogodowe wpływają na łańcuchy dostaw elektroniki. A rosnące temperatury oznaczają większe zapotrzebowanie na energię i chłodzenie, co z kolei zwiększa presję na sieci energetyczne.

Rekordowe 15,4°C w Esperanzie to nie ciekawostka, którą można wrzucić do działu „dziwne fakty o pogodzie”. To sygnał, że system klimatyczny Ziemi zaczyna działać w trybie awaryjnym. Jeśli globalne ocieplenie nie zostanie zatrzymane  takie epizody będą pojawiać się coraz częściej - i będą coraz bardziej ekstremalne.

Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.

Twój telewizor nauczy się nowych sztuczek. Koniec nerwowego klikania po pilocie

13 czerwca 2026, 16:40
Google Gemini w telewizorze

Google właśnie zrobił kolejny krok w stronę telewizora, który nie wymaga już ani przeklikiwania się przez menu, ani nawet pamiętania gdzie ukryto daną opcję. Najnowsza aktualizacja Gemini pozwala sterować ustawieniami obrazu, dźwięku i innymi funkcjami TV za pomocą głosu. Na razie tylko na wybranych modelach TCL, ale to dopiero początek. Gemini potrafi regulować jasność, kontrast, tryby obrazu i dźwięku, a nawet diagnozować problemy. Czyli mówisz, że ekran jest za ciemny, a asystent sam dobiera parametry.

Telewizor, który sam „naprawia” obraz

Google nie ogranicza się do prostych komend. Gemini ma reagować na opis problemu - coś, co do tej pory było domeną forów internetowych i znajomych „co się znają”. Jeśli powiesz „nie słyszę dialogów” to asystent ma samodzielnie podbić pasmo głosu lub przełączyć tryb dźwięku. Jeśli powiesz „ekran jest za ciemny”, dostosuje jasność, kontrast lub HDR.

Czytaj też:

Google Gemini na telewizorze z Google TV

Google chwali się też, że Gemini potrafi optymalizować ustawienia pod rodzaj treści. Wystarczy powiedzieć „It’s movie night – help make this feel like a cinematic experience”, a telewizor sam przełączy tryby obrazu i dźwięku na bardziej filmowe. W praktyce może to oznaczać koniec wiecznego przełączania między Standard, Film, Kino, Kino Domowe i innymi trybami, które producenci mnożą bez końca.

Czy to zadziała dobrze? To się dopiero okaże. Google zastrzega, że „Gemini can make mistakes. Be sure to double check it.” - co jest eleganckim sposobem na powiedzenie „nie miejcie do nas pretensji, jeśli coś popsuje”.

Na razie tylko TCL. I tylko w Stanach Zjednoczonych. Polska za rogiem

Aktualizacja trafia najpierw do telewizorów TCL z roczników 2025 i 2026: QM9K, X11L, QM9L, QM8L i RM9L. To modele, które i tak mocno stawiają na integrację z Google TV, więc są naturalnym poligonem doświadczalnym.

Google zapowiada, że później funkcja trafi także do innych urządzeń z Google TV - prawdopodobnie do Google TV Streamera, Walmart Onn oraz telewizorów Hisense z serii U7, U8 i UX (na rynku amerykańskim mają Google TV zamiast Vidaa). Warunek jest jeden: minimum 2 GB RAM-u. To ciekawy szczegół, bo pokazuje, że asystent nie działa „w chmurze”, tylko faktycznie wymaga lokalnych zasobów.

Globalny rollout? „Później”. Konkretów brak. Tym niemniej funkcja nie będzie ograniczona wyłącznie do Stanów Zjednoczonych i ma trafić na wszystkie rynki, na których obecny jest Gemini. A więc i do Polski.

Gemini dogania… Bixby’ego od Samsunga, który umie to od dawna

Czy to rewolucja? Jeszcze nie. Ale to krok w stronę telewizora, który nie tylko reaguje na komendy, ale rozumie kontekst. I jeśli Google faktycznie dopracuje tę funkcję to może się okazać, że za kilka lat nikt nie będzie już pamiętał, jak wyglądało ręczne przeklikiwanie się przez ustawienia obrazu. Zwłaszcza że Google nie jest tu wiodącym innowatorem - nieco bardziej niszowi asystenci głosowi, jak samsungowy Bixby, umieją w ten sposób wspólnie z użytkownikiem obsługiwać telewizor od dawna. Niektóre rzeczy u Samsunga działają nawet z językiem polskim.

Tyle że tak jak Samsung jest królem telewizorów, tak Google jest jednym z królów AI. Bixby’ego, jakkolwiek by go nie oceniać, używa garstka klientów. Gemini jest znacznie bardziej popularny i rozpoznawalny. Nie będzie pierwszy - ale będzie tym, który spopularyzuje ten rodzaj interakcji z telewizorem. Na czym skorzystają Bixby, ThinQ, Alexa i reszta rozpoznających mowę AI żyjących w naszych urządzeniach RTV i AGD.

Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.

Windows z ważną zmianą. Zapomnisz o restartach

13 czerwca 2026, 16:30
Windows 11 mniej restartów 2026

Zmiana jest częścią najnowszych wydań w kanale Release Preview i Dev, a jej cel jest prosty: skrócić momenty, w których system wyrywa cię z pracy, gry czy oglądania serialu, by zafundować ci obowiązkowy restart. I choć brzmi to jak obietnica składana już wiele razy to tym razem Microsoft faktycznie grzebie w mechanizmach, które mają realny wpływ na codzienne korzystanie z Windowsa.

Mniej czekania, mniej przerw, mniej frustracji 

Nowy proces aktualizacji, testowany wśród Windows Insiders, ma ograniczyć czas spędzany na ekranach „Przetwarzanie aktualizacji”. Microsoft przenosi większą część instalacji na etap, gdy mechanizm działa w tle - tak, by po restarcie pozostało jak najmniej do zrobienia. 

Aktualizacje będą łączone. System, sterowniki, .NET - wszystko w ramach jednej paczki i jednego restartu

To podejście nie jest nowe w świecie systemów operacyjnych, ale Windows 11 dopiero teraz zaczyna je wdrażać na poważnie. W praktyce oznacza to krótsze przerwy w pracy i mniejszą szansę, że komputer postanowi zaktualizować się akurat wtedy, gdy masz pięć minut do wideokonferencji.

Zmiany pojawiają się w ramach aktualizacji oznaczonych m.in. jako KB5083631 i KB5083726, które trafiły do kanałów Release Preview i Dev. To właśnie tam Microsoft testuje mechanizmy, które później - jeśli nie wybuchną - trafią do stabilnego Windowsa.

Aktualizacje w tle, ale też bardziej przewidywalne 

Microsoft od lat stosuje tzw. „gradual rollout”, czyli stopniowe udostępnianie aktualizacji. Teraz firma dopracowuje ten proces tak, by użytkownik miał większą kontrolę i świadomość, co właściwie dzieje się z jego systemem.

W nowych buildach widać, że gigant zaczyna lepiej komunikować, które funkcje są dostępne od razu, a które pojawią się dopiero po włączeniu odpowiedniego przełącznika w Windows Update. To ważne, bo Windows 11 coraz częściej korzysta z tzw. Controlled Feature Rollout - funkcje trafiają do części użytkowników, zanim zobaczą je wszyscy.

Dla zwykłego użytkownika oznacza to mniej niespodzianek. Dla entuzjastów - większą przewidywalność i możliwość świadomego testowania nowości.

Windows 11 od premiery zmaga się z opinią systemu, który za często przeszkadza użytkownikowi

Zbyt agresywne aktualizacje, zbyt częste zmiany interfejsu, zbyt wiele eksperymentów wprowadzanych bez zapowiedzi. Microsoft zdaje się wreszcie rozumieć, że jeśli chce, by Windows 11 był traktowany jako stabilna platforma to musi ograniczyć chaos. Nowy proces aktualizacji to krok w dobrą stronę. Nie rozwiąże wszystkich problemów, ale może sprawić, że użytkownicy przestaną bać się przycisku „Uruchom ponownie”.

Jeśli testy wypadną pomyślnie, nowy proces aktualizacji trafi do wszystkich użytkowników Windows 11 w jednej z nadchodzących aktualizacji zbiorczych. Microsoft nie podaje konkretnej daty, ale patrząc na tempo wdrażania funkcji w ostatnich miesiącach można spodziewać się, że stanie się to jeszcze w tym roku. Na razie pozostaje obserwować, jak zmiany przyjmą się wśród Insajderów - i mieć nadzieję, że tym razem Microsoft nie cofnie się w ostatniej chwili, jak zdarzało się w przeszłości.

Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.

Xbox przestanie być Microsoftem. Zaskakujący pomysł

13 czerwca 2026, 16:20
Xbox bez Microsoftu

Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, że w Microsofcie dzieje się coś dużego, to najnowsze doniesienia z The Information rozwiewają je jak dym po wybuchu plazmowego granatu Needlera. Według źródeł, które widziały wewnętrzne dokumenty i rozmawiały z ludźmi z samej góry, Microsoft w ostatnich latach poważnie rozważał wydzielenie Xboxa jako osobnej firmy, realne odcięcie całej dywizji od reszty korporacji. 

To nie jest plotka z reddita. The Information to medium znane z bardzo dobrych źródeł w Dolinie Krzemowej. Według nich pomysł był na tyle daleko poprowadzony, że analizowano konkretne scenariusze funkcjonowania „nowego Xboxa” poza strukturą Microsoftu.

Czytaj też:

Dlaczego Microsoft w ogóle miałby to robić?

Bo Xbox od lat jest w dziwnym miejscu. Sprzedaż konsol stoi w cieniu PlayStation, a strategia multiplatformowa - choć logiczna biznesowo - rozmywa tożsamość marki. Do tego dochodzi gigantyczna presja po przejęciu Bethesdy i Activision Blizzard. 

Wewnętrzne źródła mówią, że Xbox jest dziś zbyt wolny, zbyt ociężały i zbyt rozproszony, by konkurować z agresywnym Sony i rosnącym Nintendo. Dlatego pod uwagę jest brana nie tylko reorganizacja, ale wręcz przebudowa całej struktury zarządzania grami w Microsofcie.

Z tych samych źródeł wynika też, że Microsoft chce zdecydowanie przyspieszyć cykl wydawniczy gier takich jak Halo, Fallout czy The Elder Scrolls. Xbox ma być maszynką do hitów - ale tym razem z dużo większą świadomością, że rynek AAA nie wybacza pośpiechu. Fallout przeżywa renesans dzięki serialowi Amazona, Elder Scrolls 6 wciąż jest w produkcyjnym limbo, a Halo… cóż, Halo od lat szuka nowej tożsamości.

Microsoft chce, by te marki były rozwijane szybciej, ale też bardziej spójnie - z jasnym planem, roadmapą i odpowiedzialnością kreatywną. To oznacza koniec „tworzenia w chaosie”, które miało być jednym z problemów 343 Industries i części zespołów Bethesdy.

Czy to oznacza więcej gier, ale mniejszych?

Tego raporty nie mówią wprost, ale można to wyczytać między wierszami. Przyspieszenie cyklu wydawniczego zwykle oznacza jedno: większą modularność produkcji. Możemy więc spodziewać się spin-offów, projektów pobocznych, mniejszych gier osadzonych w dużych uniwersach i eksperymentów, które nie muszą być blockbusterami.

To zresztą model, który świetnie działa u Sony (patrz: Miles Morales) i Nintendo (patrz: Luigi’s Mansion, Kirby, Fire Emblem). Microsoft najwyraźniej chce wreszcie przestać być „tym trzecim”, który reaguje na ruchy konkurencji, i zacząć działać proaktywnie.

A co z Game Passem? W raportach nie ma o tym ani słowa, ale trudno nie zauważyć, że cała ta układanka ma sens tylko wtedy, gdy Game Pass pozostaje kluczowym elementem strategii. Szybsze premiery, więcej gier, większa różnorodność - to wszystko jest paliwem dla subskrypcji.

Ale czy Xbox naprawdę mógłby zostać wydzielony?

To nie jest zwykły kryzys. To moment, w którym Microsoft musi zdecydować, czym Xbox ma być w kolejnej dekadzie. Ewidentnie w firmie trwa poważna dyskusja o przyszłości całego działu - od struktury organizacyjnej, przez tempo produkcji gier, aż po sposób zarządzania największymi markami.

Historia z potencjalnym wydzieleniem Xboxa pokazuje jedno: nawet gigant o kapitalizacji biliona dolarów potrafi zgubić kierunek. Pytanie brzmi tylko czy ta nagła potrzeba „przyspieszenia” to początek nowego otwarcia, czy tylko kolejna próba gaszenia pożaru benzyną. Odpowiedź poznamy dopiero wtedy, gdy Xbox przestanie mówić o zmianach - i zacznie je dowozić.

Może więc Xbox nie zostanie wyrzucony z Microsoftu. Ale jeśli ma przetrwać, to musi wreszcie przestać być problemem do rozwiązania, a zacząć być powodem do dumy. Bo gracze nie potrzebują kolejnej reorganizacji. Potrzebują powodów, by włączyć konsolę.

Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.

Świetny sprzęt Google wraca. Mają nowy pomysł

13 czerwca 2026, 16:10
Google Home Speaker data premiery

Wygląda na to, że po miesiącach przeciągania struny Google wreszcie szykuje się do wypuszczenia swojego nowego głośnika typu Home Speaker. Co prawda firma oficjalnie wciąż powtarza mantrę o „premierze wiosną 2026”, to kalendarz nie kłamie - lato zaczyna się za chwilę, a sprzętu jak nie było, tak nie ma. Na szczęście ostatnie dni przyniosły kilka bardzo konkretnych sygnałów, że tym razem to już naprawdę zaraz. Konkretniej, 25 czerwca.

Best Buy zdradza więcej niż Google chce powiedzieć

Google Home Speaker

Najmocniejszy trop pochodzi z Best Buy Canada, gdzie wprost wpisano datę premiery: 25 czerwca 2026 r.. To pierwszy raz, kiedy jakikolwiek duży sprzedawca przypisał temu urządzeniu konkretny dzień. Oczywiście takie daty bywają placeholderami, ale w tym przypadku wygląda to na coś więcej.

Czytaj też:

Jeszcze ciekawiej robi się po stronie samego Google. Szef Google Home, Anish Kattukaran, wysłał do testerów Gemini for Home wiadomość, w której podziękował za udział w programie i pochwalił się liczbami - 3,5 mln zarejestrowanych użytkowników to wynik, którego nie powstydziłaby się żadna platforma smart home. Ale najważniejsze było jedno zdanie: „dla tych, którzy czekają na pewien głośnik, warto uważnie obserwować skrzynkę w przyszłym tygodniu”. Trudno o bardziej oczywistą zapowiedź.

Nest Mini i Nest Audio znikają ze sklepów. Przypadek? Nie sądzę

Równolegle Google zaczął cichutko wygaszać swoje starsze głośniki. Nest Audio i Nest Mini są już niedostępne w oficjalnym sklepie Google w Stanach Zjednoczonych, a w Best Buy Nest Audio trafił na wyprzedaż za 74,99 dol.. To czyszczenie magazynów przed premierą nowego modelu. To też potwierdza, że Google nie traktuje nowego Home Speakera jako drobnej aktualizacji, ale jako pełnoprawny następca linii Nest. Zresztą sama nazwa - bez „Nest” - sugeruje, że firma chce odciąć się od poprzedniej generacji i zbudować coś bardziej spójnego z ekosystemem Gemini.

Co właściwie wiemy o nowym Google Home Speaker? Głośnik został oficjalnie zapowiedziany już w październiku ubiegłego roku i od początku przedstawiano go jako pierwsze urządzenie smart home projektowane od zera pod Gemini. Ma oferować dźwięk 360°, parowanie stereo, obsługę multiroom i - co szczególnie interesujące - możliwość połączenia z Google TV Streamerem, tworząc coś na kształt mini‑kina domowego. Cena to 99,99 dol., a dostępność obejmie m.in. Stany Zjednoczone, Kanadę, Europę, Japonię i Australię.

Google Home Speaker

Jeśli Best Buy Canada ma rację, to za kilkanaście dni nowy Google Home Speaker trafi do sprzedaży. A jeśli Google znowu coś opóźni? Cóż - wtedy przynajmniej będziemy mogli powiedzieć, że naprawdę się starali, żeby wyglądało, jakby premiera była blisko. Chociaż tym razem… wygląda na to, że faktycznie jest.

Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.

Zrobili AI tak dobre, że zablokował je rząd. Gigantyczna afera z Anthropic

13 czerwca 2026, 16:00

W piątkowy wieczór Anthropic - jedna z najbardziej wpływowych firm w wyścigu o dominację w AI - musiała nacisnąć wielki czerwony przycisk OFF. Najnowsze modele Fable 5 i Mythos 5, ledwie co wprowadzone na rynek i reklamowane jako przełomowe, zostały globalnie wyłączone. Nie z powodu awarii, nie z powodu błędu, lecz na mocy amerykańskiej dyrektywy eksportowej, która w praktyce zakazuje dostępu do tych modeli wszystkim cudzoziemcom - również tym pracującym w samej firmie. To jedna z najbardziej dramatycznych interwencji rządu Stanów Zjednoczonych w rozwój sztucznej inteligencji.

Anthropic twierdzi, że nie ma powodów do paniki

Według Anthropic rząd Stanów Zjednoczonych pokazał firmie przykłady zachowań Mythosa 5, które miały dowodzić, że model da się „złamać” i skłonić do działań związanych z cyberbezpieczeństwem. Po przeanalizowaniu tych materiałów Anthropic uznał jednak, że nie przedstawiają one żadnego nowego, poważnego jailbreaku. Firma twierdzi, że były to jedynie drobne, wcześniej znane podatności - takie, które potrafią ujawnić również inne publicznie dostępne modele, włącznie z GPT‑5.5. W ocenie Anthropic nie stanowiły one podstawy do tak drastycznej interwencji.

Czytaj też:

To nie był więc żaden przełomowy exploit, a raczej coś, co specjaliści od bezpieczeństwa robią na co dzień: proszą model o przejrzenie kodu i wskazanie błędów. Anthropic podkreśla, że nie istnieje żaden „uniwersalny jailbreak”, który zdejmowałby wszystkie blokady.

Mimo to rząd Stanów Zjednoczonych uznał, że ryzyko jest wystarczająco duże, by natychmiast odciąć dostęp do modeli wszystkim osobom niebędącym obywatelami Stanów Zjednoczonych - nawet jeśli pracują w Anthropic. Firma otrzymała oficjalne pismo o 23:21 naszego czasu i w ciągu godzin musiała wyłączyć systemy globalnie.

Dlaczego akurat teraz? Tu może chodzić nie o potężną AI, a o politykę

To nie pierwszy raz, gdy Anthropic ściera się z administracją Trumpa. Wcześniej firma odmówiła współpracy przy projektach związanych z autonomicznymi systemami wojskowymi i masową inwigilacją, co doprowadziło do wpisania jej na listę ryzyka łańcucha dostaw Pentagonu - kategorię zwykle zarezerwowaną dla podmiotów z państw wrogich Stanom Zjednoczonym.

W ostatnich miesiącach Anthropic próbował łagodzić relacje, m.in. współpracując z rządem przy testach bezpieczeństwa Fable 5. Jednak napięcia nie zniknęły, a decyzja o blokadzie wygląda jak eskalacja wcześniejszych sporów.

Fable 5 był pierwszym tak zaawansowanym modelem Anthropic udostępnionym szerokiej publiczności. Firma chwaliła się jego możliwościami w inżynierii oprogramowania i analizie danych, a jednocześnie wprowadziła bardzo agresywne zabezpieczenia, które miały uniemożliwić wykorzystanie go do cyberataków. Wielu użytkowników narzekało wręcz, że są „zbyt szerokie”.

Mythos 5 to z kolei model o ograniczonym dostępie, rozwijany w ramach programu Project Glasswing. Wersja preview potrafiła znaleźć tysiące podatności w kodzie - co wywołało globalne poruszenie w środowisku cyberbezpieczeństwa.

To właśnie te możliwości - zdaniem rządu Stanów Zjednoczonych - mogą zostać wykorzystane przez wrogie państwa lub grupy cyberprzestępcze.

Od frustracji użytkowników po geopolityczne napięcia

Wyłączenie Fable 5 i Mythos 5 to nie tylko problem dla firm, które zdążyły już zintegrować modele z własnymi systemami. To także sygnał, że Stany Zjednoczone zaczyna traktować zaawansowane modele AI jak technologię strategiczną - podobnie jak wcześniej traktowano półprzewodniki czy technologie rakietowe.

To również kolejny rozdział w narastającej rywalizacji USA-Chiny o dominację w AI. Restrykcje eksportowe mają zapobiec „wyciekowi” zdolności ofensywnych modeli do państw uznawanych za wrogie.

Dla branży to sygnał alarmowy: jeśli rząd może w jednej chwili wyłączyć model używany przez setki milionów ludzi, to przyszłość usług AI może być znacznie mniej stabilna, niż się wydawało.

Czy to koniec Fable 5 i Mythos 5? Raczej nie - ale powrót może potrwać

Anthropic twierdzi, że cała sytuacja to „nieporozumienie” i że pracuje nad przywróceniem dostępu. Firma zapowiada, że w ciągu najbliższych dni przedstawi więcej szczegółów i liczy, że blokada zostanie zdjęta w ciągu tygodni. Jednocześnie podkreśla, że jeśli standard zastosowany wobec Fable 5 miałby obowiązywać całą branżę, to „zatrzymałby wdrażanie wszystkich nowych modeli frontierowych”. To mocna teza - ale trudno się z nią nie zgodzić. Modele AI są dziś tak złożone, że całkowita odporność na jailbreaki jest praktycznie niemożliwa.

Dla nas, entuzjastów technologii, to moment otrzeźwienia. Modele AI mogą być genialne, potężne i fascynujące, ale są też podatne na polityczne turbulencje. I wygląda na to, że takich turbulencji będzie tylko więcej.

Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.

Zaprojektowali broń na kolejną pandemię. "Fundamentalny przełom"

13 czerwca 2026, 07:00

Sztuczna inteligencja właśnie dopisała kolejny rozdział do historii medycyny. I nie chodzi o kolejne narzędzie do analizy zdjęć RTG czy przewidywania mutacji wirusów. Tym razem AI zaprojektowała… antygen. Czyli kluczowy element szczepionki. A naukowcy z Uniwersytetu Cambridge twierdzą, że to pierwszy taki przypadek w historii, który trafił do badań klinicznych na ludziach.

Badacze mówią o „fundamentalnie nowym” podejściu do tworzenia szczepionek. Co więcej, ich celem nie jest walka z jednym konkretnym wirusem, lecz stworzenie ochrony przed całą rodziną patogenów - nawet tych, które jeszcze nie przeskoczyły na ludzi.

Czytaj też:

Pandemia COVID‑19 pokazała, jak bardzo jesteśmy spóźnieni w reagowaniu na nowe zagrożenia, więc taka obietnica brzmi jak game‑changer. Ale zanim zaczniemy otwierać szampana, warto przyjrzeć się faktom.

Szczepionka zaprojektowana przez AI. Co właściwie zrobiła sztuczna inteligencja?

Zespół prof. Jonathana Heeneya z Cambridge nie próbował ulepszać istniejących szczepionek. Zamiast tego postawił na stworzenie antygenu, który „uczy” układ odpornościowy rozpoznawać nie jeden wirus, ale całą ich rodzinę.

Naukowcy wzięli zestaw sekwencji genetycznych różnych koronawirusów - zarówno tych znanych z COVID‑19, jak i tych krążących wśród zwierząt, które potencjalnie mogą wywołać kolejną pandemię. Te dane wrzucono do systemu AI, który miał znaleźć wspólne cechy i zaprojektować tzw. superantygen.

Prof. Heeney nie kryje entuzjazmu. W rozmowie z BBC mówi: „To pierwszy raz, gdy antygen zaprojektowany przez AI został przetestowany na ludziach”. I dodaje, że technologia „zaskakuje nas wszystkich” oraz że to „fundamentalna zmiana w tym, jak przygotowujemy się na pandemie”.

Brzmi pięknie, ale… jak poszły testy?

Pierwsza faza badań objęła 39 osób. Jej celem nie było sprawdzenie skuteczności, lecz bezpieczeństwa i podstawowej reakcji immunologicznej. Wyniki opublikowane w Journal of Infection określono jako „modest”, czyli umiarkowane. Nie jest to słowo, które zwykle pojawia się w triumfalnych komunikatach o przełomie.

Ale naukowcy nie wydają się tym zmartwieni. Prof. Saul Faust z Uniwersytetu w Southampton, który prowadził część badań, mówi, że technologia „zdecydowanie ma potencjał” i że jest „naprawdę ekscytująca”. Podkreśla, że AI radzi sobie znacznie lepiej w projektowaniu szczepionek na wirusy, które szybko mutują.

Druga faza badań - już na około 200 osobach - ma dać odpowiedź na pytanie, czy superantygen faktycznie trenuje układ odpornościowy tak, jak zakładano.

Co dalej? AI ma projektować szczepionki na grypę, ptasią grypę i Ebolę

Zespół z Cambridge nie zamierza poprzestawać na koronawirusach. Już trwają prace nad:

  • uniwersalną szczepionką na sezonową grypę, która nie wymagałaby corocznych aktualizacji, 
  • szczepionką na H5N1 - ptasią grypę, która obecnie dziesiątkuje populacje ptaków i budzi obawy epidemiologów, 
  • szczepionkami na wirusowe gorączki krwotoczne, w tym Ebolę - szczególnie na szczepy, na które nie istnieją jeszcze żadne preparaty.

Prof. Andy Pollard z Oxford Vaccine Group, który nie brał udziału w badaniach, mówi, że dane z badań na zwierzętach są „fascynujące” i że nikt nie przewidywał, iż uda się uzyskać takie odpowiedzi immunologiczne. Ale jednocześnie studzi emocje, przypominając, że układ odpornościowy ludzi jest znacznie bardziej skomplikowany niż myszy laboratoryjne.

AI jako game‑changer w medycynie? Tak, ale nie dziś

Sztuczna inteligencja może nie tylko projektować antygeny, ale też przewidywać jak zareaguje na nie układ odpornościowy. To mogłoby skrócić proces tworzenia szczepionek z lat do miesięcy, a może nawet tygodni. Prof. Pollard mówi, że AI będzie „game changerem” w badaniach nad szczepionkami i że może „ratować życie”. Z kolei brytyjski minister nauki, Lord Vallance, określa projekt jako „kolejny sukces brytyjskiej nauki”.

Ale nawet jeśli to prawda to droga do realnego zastosowania jest długa. Pierwsze wyniki są „umiarkowane”, a badania dopiero się zaczynają. W dodatku historia medycyny zna wiele „przełomów”, które nigdy nie wyszły poza fazę entuzjastycznych komunikatów prasowych.

To dopiero pierwszy krok w bardzo długiej podróży. AI zaprojektowała antygen, który trafił do ludzi - i to samo w sobie jest wydarzeniem historycznym. Jeśli kolejne fazy badań potwierdzą skuteczność, będziemy mówić o jednym z największych przełomów w immunologii od dekad. Na razie jednak mamy obiecującą technologię, umiarkowane wyniki i ogromne oczekiwania. A także świadomość, że pandemia COVID‑19 była ostrzeżeniem - i że świat potrzebuje narzędzi, które pozwolą reagować szybciej niż wirusy mutują.

Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.

Nauczyliśmy komputer, jak działa wszechświat. To problem

12 czerwca 2026, 16:29
sztuczna inteligencja kosmologia badania

Kosmologia od lat opiera się na gigantycznych symulacjach, które mają pomóc zrozumieć, jak powstały galaktyki, skąd bierze się ciemna materia i dlaczego Wszechświat rozszerza się w takim tempie. To praca żmudna, kosztowna i wymagająca mocy obliczeniowej. Nic dziwnego, że naukowcy coraz częściej sięgają po AI, by przyspieszyć badania.

Ale najnowsze wyniki pokazują, że sztuczna inteligencja może być jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem. Z jednej strony potrafi błyskawicznie analizować kosmiczne symulacje. Z drugiej - zaczyna myśleć jak fizycy, a to oznacza, że przejmuje także ich… uprzedzenia. Takie wnioski płyną z pracy opublikowanej w JCAP.

Czytaj też:

Transfer learning: AI uczy się kosmosu jak student przed sesją

Zespół badaczy z Flatiron Institute, Princeton University i innych ośrodków postanowił sprawdzić, czy AI może szybciej uczyć się fizyki, jeśli najpierw „przerobi” podstawy - czyli standardowy model kosmologiczny ΛCDM. Czyli jakby student najpierw przeczytał podręcznik do fizyki dla licealistów, a dopiero potem zabrał się za teorię strun.

Ta metoda nazywa się transfer learningiem. Najpierw sieć neuronowa uczy się na prostszych symulacjach, a potem dostaje trudniejsze zadania: modele z masywnymi neutrinami, zmienną ciemną energią czy zmodyfikowaną grawitacją. Dzięki temu naukowcy mogą ograniczyć liczbę kosztownych symulacji nawet ponad dziesięciokrotnie. Brzmi świetnie? No właśnie - tylko brzmi.

Problem pojawia się wtedy, gdy nowe zjawiska kosmologiczne wyglądają podobnie do tych, które AI poznała wcześniej. Wtedy sieć… myli jedno z drugim. To zjawisko nazwano negatywnym transferem.

Przykład? Efekty wywołane przez masywne neutrina mogą wyglądać podobnie do zmian w parametrze σ₈, opisującym, jak silnie materia we Wszechświecie skupia się w struktury. AI, nauczona wcześniej standardowego modelu, zaczyna interpretować nowe dane tak, jakby były tylko wariacją tego, co już zna. W efekcie przestaje dostrzegać ślady nowej fizyki.

Kosmos jest zbyt skomplikowany, by AI mogła iść na skróty

Badacze podkreślają, że błędy AI wynikają z degeneracji fizycznych - sytuacji, w których różne zjawiska dają podobne efekty obserwacyjne. To problem, z którym od lat zmagają się ludzie. Teraz okazuje się, że AI dziedziczy te same ograniczenia. To ważna lekcja: jeśli chcemy, by sztuczna inteligencja odkrywała nową fizykę to musimy rozumieć, co i przede wszystkim jak się w niej zapisuje. W przeciwnym razie AI będzie tylko powielać nasze błędy - tyle że szybciej.

Można to też ująć inaczej, w pewnym uproszczeniu: aby AI mogła odkrywać nowe prawa fizyki to czasem musi… oduczyć się starych. Jeśli sieć zbyt mocno przywiąże się do standardowego modelu to zacznie widzieć go wszędzie - nawet tam, gdzie dane sugerują coś zupełnie innego. Naukowcy sugerują, że przyszłe modele będą musiały być trenowane bardziej elastycznie, z kontrolowanym „zapominaniem”, aby uniknąć negatywnego transferu.

AI w kosmologii to narzędzie, które już dziś zmienia sposób, w jaki badamy Wszechświat. Ale najnowsze badania pokazują, że sztuczna inteligencja - podobnie jak człowiek - może wpaść w pułapkę własnych przyzwyczajeń. Jeśli chcemy, by odkryła nową fizykę, musimy nauczyć ją… myśleć inaczej. I to jest chyba najbardziej ludzkie, co można powiedzieć o AI.

Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.

Facebook nie działa. Przestań odświeżać apkę

12 czerwca 2026, 15:56
Instagram Messenger nie działa Facebook

Wygląda na to, że Meta znów postanowiła przypomnieć światu, jak bardzo jesteśmy od niej uzależnieni. Tym razem jednak nie chodzi o żaden globalny blackout, a o dość osobliwą, wybiórczą awarię. Według naszych testów działa… tylko Facebook w aplikacji na Androidzie. Cała reszta - Facebook w przeglądarce, Instagram oraz Messenger - odmawia współpracy. Awaria wygląda jakby ktoś w centrali Mety bawił się przełącznikami i zapomniał, który odpowiada za co.

Co dokładnie nie działa

Facebook dla Windows

Najbardziej zaskakujący jest fakt, że Facebook w aplikacji na Androidzie funkcjonuje bez zarzutu. Można przeglądać feed, komentować, publikować - jak gdyby nigdy nic. Tymczasem ta sama usługa otwierana przez przeglądarkę nie ładuje się w ogóle lub zatrzymuje się na ekranie logowania.

Czytaj też:

Instagram również nie odpowiada. Aplikacja nie pobiera nowych treści, a próba odświeżenia kończy się klasycznym „coś poszło nie tak”. Messenger z kolei nie pozwala ani wysłać wiadomości, ani odebrać nowych - aplikacja zachowuje się tak, jakby straciła kontakt z serwerami.

Co może być przyczyną

Meta nie wydała jeszcze żadnego komunikatu, więc możemy opierać się wyłącznie na obserwacjach. A te sugerują, że problem dotyczy warstwy serwerowej odpowiedzialnej za logowanie i synchronizację danych między usługami. To tłumaczyłoby, dlaczego aplikacja Facebooka na Androidzie - która często korzysta z lokalnych tokenów i cache’u - radzi sobie lepiej niż wersja przeglądarkowa, która wymaga pełnej autoryzacji przy każdym odświeżeniu.

Messenger dla Androida

Nie wygląda to na klasyczną awarię infrastruktury, bo wtedy padłoby wszystko. Bardziej przypomina to błąd w jednym z systemów pośredniczących, który obsługuje kilka usług, ale nie wszystkie.

Awaria Mety zawsze odbija się szerokim echem, bo dotyka nie tylko użytkowników prywatnych, ale też firmy, które opierają komunikację i marketing na Facebooku, Instagramie czy Messengerze. W Polsce to szczególnie istotne - według danych Gemius ponad 20 mln osób korzysta regularnie z usług Mety. Gdy te przestają działać to robi się nerwowo.

Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.

Samsung OLED S99H i S95H: jak Tryb AI poprawia sport, filmy i dźwięk?

12 czerwca 2026, 08:00

W centrum działania są procesor NQ4 AI Gen3, funkcje sportowe takie jak Upłynniacz Ruchu AI Pro i Tryb AI Piłka Nożna Pro, rozwiązania filmowe z AI HDR Remastering i Real Black oraz inteligentne audio z Dolby Atmos, Dźwiękiem Podążającym za Obiektem i Adaptacją Dźwięku Pro.

Czym jest Tryb AI w telewizorach Samsung OLED S99H i S95H?

Samsung OLED S99H

Gdy słyszysz „Tryb AI” w kontekście telewizora, to pierwsza myśl prawdopodobnie będzie ciut sceptyczna – i słusznie. Branża elektroniki konsumenckiej jest pełna funkcji, które brzmią rewolucyjnie, a w praktyce nie robią nic poza przestawieniem jednego suwaka w menu. Dlatego, zanim przejdziemy do konkretów, warto wyjaśnić, z czym mamy do czynienia w przypadku S99H i S95H.

Tryb Optymalizacji AI i Tryb Dostosowywania AI

Tryb AI na tych telewizorach to coś w rodzaju autopilota dla zmysłów. Po jego uruchomieniu telewizor włącza kilka działających jednocześnie mechanizmów: analizuje jasność otoczenia, rozpoznaje typ oglądanej treści, a następnie automatycznie dostosowuje parametry obrazu i dźwięku w czasie rzeczywistym. Do wyboru masz dwa warianty – Tryb Optymalizacji AI, który sam dobiera ustawienia do środowiska i treści, oraz Tryb Dostosowywania AI, który zapamiętuje twoje preferencje i stosuje je dla różnych typów contentu: sportu, filmów czy treści ogólnych.

Automatyczne dopasowanie ustawień do sportu, filmu i treści ogólnych

W praktyce wygląda to tak: zaczynasz oglądać mecz piłki nożnej, a telewizor – bez żadnej ingerencji – wchodzi w konfigurację zoptymalizowaną pod sport. Przełączasz się na film noir? Ustawienia zmieniają się same. Żadnego przeklikiwania po menu, żadnego szukania odpowiedniego profilu.

Procesor NQ4 AI Gen3: serce systemu AI

Całą tę inteligencję napędza procesor AI NQ4 Gen3 wykorzystywany także w modelu Samsung OLED S90H. To ważny punkt odniesienia, bo właśnie on definiuje, jak zaawansowane operacje telewizor może wykonywać w czasie rzeczywistym.

128 sieci neuronowych do skalowania obrazu

Najważniejsza liczba? 128 sieci neuronowych odpowiedzialnych za skalowanie obrazu do 4K. Dla porównania – poprzednia generacja procesora (NQ4 Gen2) dysponowała 20 takimi sieciami. To zmiana jakościowa w tym, ile szczegółów procesor potrafi „doszacować” w obrazie niskiej jakości.

Lepszy obraz z transmisji, archiwów i treści SDR

Co z tego wynika dla użytkownika? Przede wszystkim to, że nawet kiedy oglądasz transmisję z kamery w niskiej rozdzielczości – relację ze stadionu, materiał archiwalny, stację z SDR – procesor AI przekształca obraz do jakości zbliżonej do 4K. Nie jest to żadna magiczna sztuczka: AI „uczy się” na setkach tysięcy przykładów, jak wygląda detal, którego w danym obrazie nie ma i na tej podstawie go rekonstruuje. Efekt? Twarze zawodników są wyraźne, słupki bramki mają krawędzie, a trawa na boisku nie zmienia się w pikselowe błoto przy dynamicznym ruchu kamery.

Procesor NQ4 AI Gen3

Sport na Samsung OLED S99H i S95H: płynność, piłka i automatyczna optymalizacja

Sporty na żywo to najbardziej wymagające testy dla telewizora. Szybkie podania, sprint po skrzydle, strzał z dystansu – cały ten ruch potrafi zamienić ekran w niektórych telewizorach w rozmazaną plamę, szczególnie gdy transmisja nadchodzi ze skompresowanym sygnałem kablowym lub strumieniowo.

Upłynniacz Ruchu AI Pro

Upłynniacz Ruchu AI Pro w S99H i S95H korzysta bezpośrednio z możliwości procesora NQ4 Gen3. Mechanizm działa na zasadzie interpolacji klatek: procesor analizuje ruch między istniejącymi klatkami, przewiduje jak wyglądałaby klatka pośrednia, i wstawia ją do strumienia obrazu. Dzięki temu oglądasz płynniejszy, wyraźniejszy obraz, a nie smugi na ekranie. Dodatkowym atutem jest detektor piłki – AI specjalnie wyostrza i śledzi okrągły obiekt w kadrze, bo właśnie on często jako pierwszy „rozmywa się” przy niskiej jakości transmisji.

Mechanizmy skalowania, wygładzania ruchu i wyostrzania elementów w tle działają równocześnie.

Upłynniacz Ruchu AI Pro

Tryb AI Piłka Nożna Pro

Osobnym rozdziałem jest Tryb AI Piłka Nożna Pro. Ten automatycznie wykrywa, że oglądasz mecz na żywo i uruchamia dedykowany profil optymalizacji – bez konieczności ręcznego włączania czegokolwiek.

Co konkretnie robi ten tryb? Po pierwsze, wzmacnia nasycenie zieleni murawy i kontrasty barw koszulek, żeby zawodnicy wyraźniej odróżniali się od tła. Po drugie, w czasie rzeczywistym optymalizuje ścieżkę dźwiękową: priorytetem staje się głos komentatora, który zostaje wyraźnie „wyciągnięty” spośród hałasu trybun (użytkownik może to dowolnie regulować, a wręcz postąpić odwrotnie i wyciszyć komentarz bez usuwania dźwięku z samego meczu).

Po trzecie, dynamicznie reaguje na jasność transmisji: jeśli mecz rozgrywany jest w silnym słońcu lub na nocnym stadionie pod reflektorami, to AI odpowiednio dostosowuje mapowanie tonalne, żeby nie zgubić szczegółów ani w przepalonych ani w głęboko ciemnych obszarach kadru.

Film na OLED-zie: Real Black, HDR i Filmmaker Mode

Piłka nożna to jedno. Ale S99H i S95H to też, a może przede wszystkim, doskonałe telewizory do oglądania filmów. I tutaj OLED robi to, czego żadna inna technologia nie potrafi: wyświetla absolutną czerń.

Samsung OLED S99H

Real Black i czerń OLED poniżej 0,005 nita

Każdy piksel w matrycy OLED świeci (lub nie świeci) samodzielnie. Gdy scena wymaga czerni – pełna ciemność. Zero świecenia tła, zero aureoli wokół jasnych elementów. Poziom czerni poniżej 0,005 nita, potwierdzony certyfikatem VDE w ramach programu Real Black. To różnica, którą widzisz gołym okiem w ciemnym pokoju, gdy na ekranie pojawia się napis w tytule na czarnym tle albo gdy film noir rozgrywa się w nocnej uliczce z jedyną lampą w kadrze.

AI HDR Remastering i HDR Brightness Optimizer

AI wchodzi do gry przy HDR. Funkcja AI HDR Remastering analizuje scenę po scenie i dostosowuje krzywą tonalną do możliwości konkretnego ekranu. Nie chodzi o brutalne „przykrycie” sygnału HDR10+ ustawieniami telewizora – chodzi o inteligentne wydobycie z każdej klatki tyle blasku i kontrastu, ile matryca jest w stanie zaprezentować. Uzupełnia to HDR Brightness Optimizer: gdy w salonie jest jasno, to AI zwiększa jasność, nie niszcząc przy tym głębi czerni.

Filmmaker Mode dla kina bez upiększaczy

Osobna uwaga dla wielbicieli autorskiego kina: S99H i S90H obsługują Filmmaker Mode. Po jego włączeniu telewizor wyłącza wszelkie „upiększacze” – interpolację ruchu, nadmiarowe wyostrzanie, procesowanie kolorów – i prezentuje film dokładnie tak, jak chcieli tego reżyser i operator kamery.

Dźwięk w sporcie i filmie: Dolby Atmos i funkcje AI

Oto niegłośna, ale fundamentalna prawda o oglądaniu sportu i filmów: w 50-60% emocje buduje dźwięk. Rewelacyjny obraz przy kiepskim dźwięku to jak mrożona pizza. Nawet jakoś się prezentuje, ale smak gdzieś uciekł.

Dolby Atmos i Dźwięk Podążający za Obiektem

Samsung S99H i S95H obsługują Dolby Atmos i korzystają z Dźwięku Podążającego za Obiektem. Ten mechanizm to nie metafora – gdy piłka leci przez ekran z lewej strony na prawą to dźwięk faktycznie „wędruje” przez przestrzeń dźwiękową telewizora, śledzony przez algorytm AI. To samo z boiskowymi okrzykami, samochodem w scenie pościgu czy helikopterem w filmie akcji. Zamiast monofonicznego pola dźwiękowego, gdzie wszystko „wisi” przed ekranem, masz dynamiczne, trójwymiarowe audio.

Za sprawą AI dźwięk automatycznie dostosuje się do warunków otoczenia

Adaptacja Dźwięku Pro, Aktywny Wzmacniacz Głosu Pro i Tryb Nocny

Funkcja Adaptacji Dźwięku Pro robi natomiast coś, co niby brzmi skromnie, ale w praktyce jest bardzo wygodne: analizuje treść w czasie rzeczywistym i reguluje balans dźwięku. Przy sporcie wzmacnia dynamikę i energię przekazu. Przy dialogowym filmie dramatycznym wyostrzają się głosy bohaterów, redukując tło. Przy nocnym seansie, gdy domownicy śpią, aktywujesz Tryb Nocny i głośne fragmenty zostają automatycznie wyciszone bez utraty słyszalności dialogów.

Aktywny Wzmacniacz Głosu Pro to kolejna warstwa: AI analizuje szumy otoczenia w twoim pokoju i na tej podstawie podnosi wyrazistość głosów na tle muzyki, efektów czy tłumu. Przy meczu kibicuje cała trybuna, a ty i tak słyszysz, co mówi komentator. Nie trzeba więc szukać nerwowo pilota, gdy nagle pojawi się za ścianą sąsiad z wiertarką. Telewizor sam podniesie siłę głosu komentatora, a gdy źródło hałasu zniknie, sam przywróci poprzednie ustawienia.  

Soundbar do telewizora Samsung OLED: modele z Q-Symphony w ofercie 2026

Wbudowany system audio S99H i S95H jest dobry – wyraźnie lepszy niż w telewizorach poprzedniej generacji. Ale jeśli serio podchodzisz do doznań audiowizualnych, to warto rozważyć soundbar z oferty Samsunga na bieżący rok. Tutaj kluczowe jest słowo Q-Symphony: ta funkcja sprawia, że telewizor i soundbar nie walczą ze sobą o przestrzeń dźwiękową, lecz grają razem jako jeden zsynchronizowany system. Głośniki w TV uzupełniają brzmienie soundbara, a nie są przez niego zagłuszane.

Samsung HW-Q990H

Samsung HW-Q990H

Sztandarowy wybór to HW-Q990H – system 11.1.4 z 23 głośnikami w listwie, bezprzewodowym 8-calowym subwooferem Dual Active i tylnymi głośnikami w zestawie. Dolby Atmos Music, Dolby TrueHD, bezprzewodowe Dolby Atmos i pass-through 4K 120 Hz – do S99H pasuje jak ulał, tym bardziej, że HW-Q990H obsługuje eARC i jest kompatybilny z Q-Symphony.

Samsung HW-Q930H i HW-QS90H

Jeśli budżet jest ważniejszy niż kompletność zestawu, to HW-Q930H (9.1.4, 17 głośników, subwoofer 6,5″ + 8″) to wciąż znakomity wybór, z tylnymi głośnikami w zestawie i pełną obsługą Dolby Atmos. Dla tych, którzy wolą rozwiązanie bardziej kompaktowe, ale bez rezygnowania z Atmos i Q-Symphony, ciekawą opcją jest HW-QS90H – soundbar All-in-One 7.1.2 z 13 głośnikami i wbudowanymi 4 głośnikami basowymi, bez potrzeby stawiania oddzielnego subwoofera w salonie.

Obraz dopasowany do salonu: jasność, kolor i komfort dla oczu

Jedna rzecz, o której rzadko się mówi przy okazji AI w telewizorach: jasność i kolorystyka zdjęć w filmach były kalibrowane w konkretnych warunkach – ciemna sala montażowa, kalibrowany monitor. Twój salon to zupełnie inne środowisko: słońce wpadające przez okno, lampa stojąca za kanapą, wieczorne temperatury barw.

Tryb Optymalizacji AI

Tryb Optymalizacji AI rozwiązuje ten problem przez ciągłe monitorowanie otoczenia i automatyczne dopasowanie parametrów ekranu. Nie musisz pamiętać, żeby przełączyć się z „Dzień” na „Noc” – telewizor robi to za ciebie, płynnie i niezauważalnie.

Tryb Komfort dla Oczu

Dopełnieniem jest Tryb Komfort dla Oczu, który uwzględnia wschód i zachód słońca w twojej lokalizacji, automatycznie ocieplając i przyciemniając obraz po zmroku. Przy wieczornych seansach filmowych – kiedy siatkówka jest już zmęczona całym dniem pracy przy monitorze – różnica w komforcie jest odczuwalna.

Samsung OLED S99H vs S95H: najważniejsze różnice

Powłoka antyrefleksyjna w Samsug OLED S99H

Specyfikacja S99H robi wrażenie. 65-calowy OLED z matową powłoką antyrefleksyjną (Glare Free, certyfikat UGR od CIE i ISO), kolory zatwierdzone przez PANTONE (2140 kolorów i 110 odcieni tonu skóry), Real Black potwierdzony przez VDE. Do tego cztery wejścia HDMI, z obsługą sygnału w wysokiej rozdzielczości z wysoką częstotliwością odświeżania, VRR dla kart graficznych i konsol, FreeSync i G-Sync dla graczy.

Samsung OLED S99H: FloatLayer Design, Bezprzewodowy Moduł One Connect i Tryb Sztuka

Co do S95H – choć stoi o szczebel niżej niż S99H to korzysta z tego samego ekosystemu AI, tego samego procesora i zbliżonej filozofii działania. Różnice pojawiają się w detalach: S99H dostaje między innymi Bezprzewodowy Moduł One Connect (jak dodatkowe akcesorium, które możemy dokupić z możliwością bezprzewodowego przesyłania sygnału HDMI do 8K 120Hz na odległość do 10 metrów) i nieco bogatszy system głośnikowy z górnymi kanałami. S95H jest bardziej przystępny cenowo, ale nie mniej zaawansowany pod względem możliwości AI.

S99H i S95H różą się także wyglądem. Ten pierwszy zaskakuje FloatLayer Design, który umożliwia montaż telewizora równo z powierzchnią ściany, zapewniając płynne dopasowanie, dzięki któremu telewizor wygląda, jakby swobodnie unosił się w powietrzu. Subtelna ramka idealnie komponuje się z każdym wnętrzem, szczególnie z wyrafinowaną, luksusową przestrzenią inspirowaną sztuką.

Samsung OLED S99H

Jako jedyny telewizor OLED pozwala też korzystać z Trybu Sztuka i może stać się domową galerią sztuki także dzięki kolejnej funkcji – Tapeta AI (Generative Wallpaper), która sprawia, że ekran żyje także między seansami – sztuczna inteligencja tworzy spersonalizowane obrazy dopasowane do nastroju i okazji, od uroczystych przyjęć po spokojne wieczory w domu.

Samsung OLED S95H jest z kolei super smukły. Ma niespełna 11 mm głębokości oraz przewodowy One Connect w zestawie.

Oba modele wchodzą na platformę Samsung Vision AI, a to oznacza pełen pakiet funkcji inteligentnych, dostępny nie tylko dziś, ale też w aktualizacjach oprogramowania przyszłych miesięcy.

Podsumowanie: co daje Tryb AI w Samsung OLED S99H i S95H?

Samsung nie wymyślił AI na telewizorach. Ale S99H i S95H to modele, w których ta AI naprawdę działa jako użyteczna całość, a nie zestaw osobnych ficzerów naklejonych na pudełko.

  • Tryb AI automatycznie dopasowuje obraz i dźwięk do rodzaju treści oraz warunków w pomieszczeniu.
  • Procesor NQ4 AI Gen3 wykorzystuje 128 sieci neuronowych do skalowania obrazu do jakości zbliżonej do 4K.
  • Upłynniacz Ruchu AI Pro i detektor piłki poprawiają płynność oraz czytelność transmisji sportowych.
  • Tryb AI Piłka Nożna Pro wykrywa mecz, wzmacnia murawę i kontrasty koszulek oraz optymalizuje komentarz i dźwięk stadionu.
  • OLED, Real Black, AI HDR Remastering i HDR Brightness Optimizer wspierają głęboką czerń, kontrast i szczegółowość scen filmowych.
  • Dolby Atmos, Dźwięk Podążający za Obiektem, Adaptacja Dźwięku Pro i Aktywny Wzmacniacz Głosu Pro zwiększają immersję w sporcie i filmie.
  • S99H wyróżnia się między innymi FloatLayer Design, Bezprzewodowym Modułem One Connect i Trybem Sztuka, a S95H pozostaje smuklejszą i bardziej przystępną cenowo alternatywą z tym samym ekosystemem AI.

Czy to uzasadnia cenę? To już zależy od tego, ile czasu spędzasz przed ekranem i jak serio traktujesz tę przyjemność. Ale jeśli pytasz, czy te wszystkie funkcje AI w S99H i S95H coś realnie zmieniają w codziennym oglądaniu – odpowiedź brzmi: tak, i to konkretnie.

Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.

Lokowanie produktu:Samsung

Odkryli, jak wyłączyć raka. Tak po prostu, na poziomie DNA

12 czerwca 2026, 06:23
Odkryli, jak wyłączyć raka. Tak po prostu, na poziomie DNA

W świecie technologii lubimy mówić o „game changerach”. Zwykle chodzi o nowy procesor, ekran, baterię czy algorytm. Tymczasem prawdziwy przełom może właśnie nadchodzić z zupełnie innej strony - z laboratoriów biologii molekularnej, gdzie naukowcy odkryli sposób na wyłączenie jednego z najważniejszych systemów obronnych komórek nowotworowych. Brzmi to jak temat z dala od elektroniki użytkowej, ale w rzeczywistości dotyczy tej samej logiki, którą znamy z technologii: jeśli chcesz pokonać system to czasem nie musisz go atakować - wystarczy, że wyjmiesz mu bezpiecznik.

W swojej publikacji badacze przedstawili mechanizm, który może pozwolić na ponowne „uwrażliwienie” opornych nowotworów na terapię. A to właśnie oporność jest dziś jednym z największych problemów współczesnej onkologii.

Czytaj też:

Jak działa pancerz nowotworów i dlaczego tak trudno go przebić

Współczesne terapie onkologiczne - w tym popularne inhibitory PARP - działają według prostej zasady: uszkodzić DNA komórki nowotworowej tak, by nie była w stanie się naprawić. Problem w tym, że nowotwory są mistrzami adaptacji. Jeśli tylko mogą to odbudowują swoje systemy naprawy DNA - zwłaszcza tzw. rekombinację homologiczna, w której kluczową rolę odgrywają białka RAD51 i CHK1. System jest zaprojektowany tak, by się bronić – i robi to skutecznie.

W efekcie wiele nowotworów, które początkowo dobrze reagują na leczenie po pewnym czasie staje się na nie odporne. Terapia przestaje działać, a lekarze zostają z niewielką liczbą alternatyw.

Zespół naukowców z Institute for Basic Science oraz Chungnam University odkrył, że istnieje sposób, by pozbawić komórki nowotworowe ich zestawu naprawczego. Kluczem okazała się cząsteczka UNI418, która - mówiąc wprost - uruchamia w komórce proces masowego wyrzucania białek odpowiedzialnych za naprawę DNA.

UNI418 wpływa na poziom IP6, cząsteczki regulującej aktywność kompleksu Cul4A - biologicznego „kosza na śmieci”, który oznacza białka do degradacji. Gdy IP6 spada to Cul4A zaczyna intensywnie działać, a białka RAD51 i CHK1 znikają z komórki szybciej, niż ta jest w stanie je odtworzyć.

Efekt? Nawet oporne nowotwory znów reagują na leczenie

Najciekawsze jest to, co dzieje się później. Gdy komórki nowotworowe pozbawione są białek naprawczych to inhibitory PARP - wcześniej nieskuteczne - zaczynają ponownie działać. W testach laboratoryjnych i na modelach zwierzęcych połączenie UNI418 z lekiem Olaparib znacząco spowalniało wzrost guzów, nawet tych zaprojektowanych tak, by symulować oporność na terapię. To ważne, bo oporność na inhibitory PARP jest jednym z największych problemów w leczeniu m.in. raka jajnika i piersi.

Badacze podkreślają jeszcze jeden aspekt: odkrycie pokazuje, że metabolizm komórki - w tym przypadku sygnalizacja IP6 - może bezpośrednio wpływać na stabilność DNA. To nowy trop, który może otworzyć kolejne kierunki badań.

Naukowcy podkreślają, że UNI418 nie trafi do klinik jutro ani pojutrze. To dopiero kandydat, który wymaga dalszych badań, testów bezpieczeństwa i optymalizacji. Ale sam mechanizm - destabilizacja białek naprawczych poprzez manipulację sygnalizacją IP6 - może stać się podstawą nowych terapii. Czasem najlepszą strategią nie jest atak, lecz wyłączenie kluczowego elementu układanki.

Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.

Karty Steam znikną ze sklepów. Wielkie dzięki, wyłudzacze

11 czerwca 2026, 20:02
karty Steam znikną ze sklepów

Valve oficjalnie potwierdził to, o czym branża plotkowała od kilku dni: fizyczne karty podarunkowe Steam znikają ze sklepów. Definitywnie. Firma przestaje produkować nowe egzemplarze, a to, co już trafiło do dystrybutorów, ma zostać wyprzedane do końca roku. Powód jest prozaiczny - oszuści wygrali z systemem.

Dlaczego Valve odpuszcza fizyczne karty?

Valve przyznaje: mimo kolejnych zabezpieczeń, ostrzeżeń i współpracy z policją scammerzy nauczyli się obchodzić wszystkie bariery. Firma przez lata próbowała walczyć z plagą telefonicznych oszustw, w których ofiary były nakłaniane do kupowania kart Steam „na poczet podatku”, „kaucji”, „zaległych opłat” czy „nagrody do odebrania”. Kup kartę, zdrap kod, podyktuj go przez telefon. Resztę oszuści załatwiali sami, spieniężając kody na szarej strefie.

Czytaj też:

Valve próbował wszystkiego: drukował wielkie ostrzeżenia na kartach, ograniczał możliwość realizacji kodów tylko do waluty portfela użytkownika, współpracował z organami ścigania. Nic nie pomogło. „Scammerzy się dostosowali” - pisze firma wprost w zaktualizowanym FAQ.

Fizyczne karty Steam pojawiły się w sklepach w 2012 r. Dla wielu graczy - także w Polsce - były najprostszym sposobem na doładowanie portfela bez użycia karty płatniczej czy bankowości online. To był też ostatni relikt czasów, gdy gry PC kupowało się w pudełkach, a Steam dopiero zaczynał dominować rynek. Tylko w ostatnich 11 dniach 2023 roku użytkownicy zrealizowali fizyczne karty o wartości 80 mln dol.

Komunikat w oficjalnym FAQ Steama

Valve jednak podkreśla, że fizyczne karty są jedną z najdroższych metod płatności, jakie obsługuje - druk, logistyka, obsługa klientów oszukanych przez scammerów.

W pewnym momencie bilans przestał się zgadzać

Na szczęście nie ma mowy o unieważnieniu już kupionych kart. Wszystkie fizyczne kody będą działać tak długo, jak długo ktoś je ma w szufladzie. Po prostu nie pojawią się nowe. Cyfrowe karty podarunkowe zostają i - jak obiecuje Valve - mają doczekać się usprawnień, podobnie jak niedawno wprowadzony Guest Checkout.

Najbardziej odczują to osoby, które z różnych powodów nie korzystają z bankowości elektronicznej. W Polsce to wciąż niemała grupa - gracze młodsi, osoby unikające płatności online, ci, którzy po prostu lubili wrzucić do koszyka kartę Steam przy okazji zakupów w supermarkecie. Dla nich fizyczna karta była najprostszą drogą do cyfrowej rozrywki.

Cóż. Jeśli macie jakieś niezdrapane egzemplarze to za kilka lat mogą być tak samo egzotycznym artefaktem, jak pudełkowe wydania Half-Life’a. Tylko bez tej samej nostalgii.

Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.

Najbardziej absurdalna gra Warhammer 40K za darmo. Wyszła raptem rok temu

11 czerwca 2026, 19:29
Warhammer 40K Speed Freeks za darmo

Epic Games Store wraca do swojego klasycznego rytmu cotygodniowych giveawayów. Sklep znów serwuje zestaw dwóch darmowych tytułów. I to takich, które trudno wrzucić do jednego worka: z jednej strony mamy pełne chaosu wyścigi w świecie Warhammera 40K, z drugiej - taktyczną, szachową wariację w klimacie roguelike. Oba tytuły są do zgarnięcia za darmo przez najbliższe siedem dni.

Warhammer 40K Speed Freeks czyli wyścigi, które bardziej przypominają wojnę niż sport

Warhammer 40K Speed Freeks

Pierwszy z darmowych tytułów to Warhammer 40K Speed Freeks - gra wyścigowa osadzona w uniwersum, które raczej kojarzymy z bitewniakami, a nie z rykiem silników. Za produkcję odpowiada studio Caged Element, a sama gra zadebiutowała zaledwie rok temu - co czyni ją jednym z nowszych tytułów, jakie Epic rozdaje w ramach cotygodniowych prezentów.

Czytaj też:

Speed Freeks to jednak nie klasyczne wyścigi. To bardziej multiplayerowy chaos, w którym orkowe pojazdy walczą o przetrwanie, meta jest tylko pretekstem, a połowa zabawy polega na wysadzaniu przeciwników w powietrze. Twórcy dorzucili też świeżą aktualizację z crossplayem między PC i konsolami, co powinno skrócić czas oczekiwania na mecz i tchnąć trochę życia w serwery. Speed Freeks może okazać się zaskakująco przyjemnym, bezstresowym guilty pleasure.

The Ouroboros King to takie szachy, w które Magnus Carlsen raczej nie gra po godzinach

The Ouroboros King

Drugi tytuł to The Ouroboros King, produkcja indie, która łączy klasyczne szachy z mechanikami roguelike. Zamiast standardowych partii, gracz dostaje proceduralnie generowaną mapę, możliwość tworzenia własnych armii, specjalne zdolności figur i relikty, które potrafią kompletnie złamać zasady gry. To szachy, ale takie, w których pionek może stać się potworem, a wieża - mobilną machiną zagłady. Idealne dla tych, którzy lubią taktyczne łamigłówki, ale chcą czegoś bardziej nieprzewidywalnego niż klasyczne 64 pola.

Do kiedy można odebrać gry?

Oba tytuły - Warhammer 40K Speed Freeks i The Ouroboros King - są dostępne do 11 czerwca. Po dodaniu ich do biblioteki zostają na stałe, więc nawet jeśli nie planujesz grać od razu, warto kliknąć „odbierz” i wrócić do nich później.Epic już zapowiada, że w przyszłym tygodniu pojawi się kolejny darmowy tytuł. A jeśli ktoś korzysta z mobilnej wersji sklepu na Androidzie lub iOS, tam również czekają cotygodniowe gratisy - choć zwykle mniej spektakularne niż te pecetowe.

Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.

Otrzymane przedwczoraj Brak kategorii

Samsung utrudni wybór telefonu. Nowy Pro namiesza

6 czerwca 2026, 16:50
Galaxy S27 Pro Ultra akumulator

Najświeższe doniesienia o Samsungu Galaxy S27 Pro sugerują, że przyszłoroczna linia sztandarowców może być znacznie ciekawsza, niż ktokolwiek się spodziewał. I to nie tylko dla tych, którzy śledzą każdy ruch koreańskiego giganta - ale także dla osób, które od lat narzekają, że Ultra stał się zbyt duży, zbyt drogi i zbyt przewidywalny. Tym razem to model Pro kradnie show - i to w sposób, który może zaboleć jego większego, droższego brata.

Bateria jak w Ultra, ale w mniejszym ciele

Chodzi o akumulator. Galaxy S27 Pro ma otrzymać ogniwo o pojemności 5000 mAh, czyli dokładnie takie samo, jakie od lat trafia do modeli Ultra. Co więcej, S27 Pro ma mieć ekran o przekątnej 6,47 cala, zauważalnie mniejszy niż w Ultra, co oznacza niższe zużycie energii przy tej samej pojemności. W praktyce Pro może realnie działać dłużej niż Ultra, co brzmi jak herezja w świecie dotychczasowej hierarchii Samsunga.

Czytaj też:

Skąd w ogóle miejsce na tak duży akumulator? Według przecieków Samsung miał pozbyć się slotu na S Pen - a to właśnie on od lat zajmował sporą część wnętrza modeli Ultra. Usunięcie tej „garażowej” przestrzeni pozwoliło zmieścić większą baterię bez powiększania obudowy. To ruch, który może spodobać się tym, którzy nigdy nie używali rysika, a jednocześnie chcą topowej specyfikacji w bardziej kompaktowej formie.

Ultra też nie śpi - ale przewaga nie jest już tak oczywista

Galaxy S27 Ultra ma otrzymać nową generację akumulatorów silicon‑carbon, co pozwoli zwiększyć pojemność do około 5500 mAh, a niektóre źródła mówią nawet o 5800 mAh. To wciąż przewaga, ale przy ekranie o przekątnej 6,8-6,9 cala różnica w realnym czasie pracy może być mniejsza, niż sugerują suche liczby.

Większy ekran to większe zużycie energii - i to właśnie ekran, a nie procesor czy modem, jest największym pożeraczem baterii we współczesnych telefonach. Dlatego 5000 mAh w mniejszym S27 Pro może okazać się bardziej praktyczne niż 5500 mAh w Ultra.

Aparaty: zaskakująca przewaga Pro nad Ultra?

Tu zaczyna się robić naprawdę ciekawie. Według przecieków Galaxy S27 Ultra ma zrezygnować z dedykowanego teleobiektywu 3x, zastępując go cropem z głównego sensora 200 Mpix. Technicznie to działa - ale nie zawsze działa najlepiej. Tymczasem Galaxy S27 Pro ma otrzymać dedykowany teleobiektyw 50 Mpix 3,5x ALoP, który w codziennym fotografowaniu (szczególnie w zakresie 3-4x) może dawać lepsze efekty niż cyfrowy crop z Ultra.

To odwrócenie ról, którego chyba nikt się nie spodziewał. Pro jako lepszy wybór dla mobilnych fotografów? Brzmi jak alternatywna rzeczywistość, ale przecieki są wyjątkowo spójne.

Wspólne serce: Snapdragon 8 Elite Gen 6 Pro

Oba modele - i Pro, i Ultra - mają korzystać z tego samego procesora Snapdragon 8 Elite Gen 6 Pro, co oznacza, że różnice w wydajności będą minimalne. To kolejny element, który zaciera granicę między modelami. Jeśli oba telefony mają tę samą moc, podobne aparaty i zbliżoną (lub nawet lepszą) baterię w Pro, to czym Ultra ma uzasadnić wyższą cenę?

Linia Galaxy S27 ma składać się z czterech modeli: S27, S27+, S27 Pro i S27 Ultra. Problem polega na tym, że Pro zaczyna wyglądać jak „tańsze Ultra”, a nie jak model pośredni. Jeśli różnica w cenie będzie duża to wielu użytkowników może uznać, że Ultra nie ma już sensu - chyba że ktoś naprawdę potrzebuje S Pena lub większego ekranu. Dla klientów to świetna wiadomość. Dla działu marketingu - pewnie trochę mniej.

Maciej Gajewski

06.06.2026 16:50

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-08T08:46:18+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:44:35+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:10:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:30:00+02:00

Microsoft ma tajną broń. Zapomnij o PS6

6 czerwca 2026, 16:40

Xbox jest w trudnym miejscu. W zasadzie każdy to wie i nie ma co silić się na dyplomację. Sprzedaż konsol Xbox Series X|S w ubiegłym roku spadła o ponad 46 proc. rok do roku - w samej Europie sprzedano zaledwie 530 tys. sztuk przez jedenaście miesięcy. Globalnie PlayStation 5 rozchodziło się w tempie prawie siedmiokrotnie szybszym niż cały segment Xbox. Udział Microsoftu w rynku konsolowym to aktualnie jakieś 23 proc. - PlayStation zbliżone do 45 proc., Nintendo do 27 proc. Kiedy do tego doliczyć dynamikę Steama i fakt, że na PC można grać we wszystkie gry, w tym większość nowych konsolowych gier na wyłączność, to sytuacja marki zielonej konsoli wygląda co najmniej poważnie.

A teraz dorzućcie do tego jeszcze RAMagedon.

Czytaj też:

Pożar w hurtowni pamięci

Co tak naprawdę się dzieje? Pokrótce: sztuczna inteligencja zjada RAM tak szybko, że producenci konsol, telefonów i laptopów stoją z wyciągniętą ręką i czekają na resztki ze stołu centrów danych. Nvidia, AMD, Google, Microsoft Azure - wszyscy walczą o HBM i standardowy DRAM, żeby nakarmić swoje modele językowe i akceleratory AI. Micron, SK Hynix i Samsung - trzy firmy, które łącznie produkują niemal cały RAM na świecie - mają już wyprzedany inwentarz. Micron oficjalnie ogłosił, że ma zabezpieczony popyt na całą produkcję RAM-u na cały bieżący rok. SK Hynix podobnie.

Skutek dla konsumentów? Jeszcze niedawno cena RAM spadała z każdą generacją o mniej więcej 50 proc. - taka była norma branżowa od dekad. Asha Sharma, nowa CEO Xbox, powiedziała wprost, że zamiast tego w ciągu zaledwie pierwszych stu dni jej kadencji koszty pamięci poszły w górę o 50 proc., a całościowy wzrost w stosunku do poprzedniego cyklu to nie minus 50 proc., lecz plus 275 proc.

Upały psują konsole

Steam Deck miał atrakcyjną cenę. Dziś ma absurdalną

Dowodem tego, że problem jest realny a nie teoretyczny, może być los Steam Decka. Valve przez wiele miesięcy nie był w stanie nawet sprzedawać swoich urządzeń, bo brakowało komponentów. Kiedy znowu pojawiły się w sklepach - w wersji OLED - ceny skoczyły dramatycznie: model 512 GB z 2599 zł na 3279 zł, a wersja 1 TB z 3099 zł na 3879 zł. Valve, firma słynąca z sensownego stosunku ceny do możliwości sprzętu, musiała podnieść ceny o ponad 40 proc.. Podobnych ruchów można się spodziewać wszędzie - od telefonów (Counterpoint Research prognozuje około 7-procentowy wzrost średnich cen), przez laptopy (Dell podniósł ceny wybranych XPS-ów o prawie 700 dol.), aż po przyszłe konsole.

Project Helix: konsola z ambicjami PC-ta

Na tym tle Microsoft ogłosił, że pracuje nad Project Helix - i już samo to ogłoszenie wzbudziło więcej pytań niż odpowiedzi. Co wiemy na pewno? Asha Sharma potwierdziła oficjalnie, że Helix jest konsolą nowej generacji, która "poprowadzi pod względem wydajności i będzie odtwarzać gry Xbox oraz gry na PC". Deweloperskie wersje sprzętu mają trafić do studiów w przyszłym roku, co raczej zamknęło spekulacje o rychłej premierze dla graczy.

Co do szczegółów technicznych - wciąż poruszamy się po terenie przecieków, choć potwierdzonych przez kilka niezależnych źródeł. Według informacji, które pojawiły się już w sierpniu ubiegłego roku za sprawą Moores Law Is Dead, Project Helix ma dysponować jedenastordzeniowym procesorem (3 rdzenie Zen 6 + 8 Zen 6c), 68 jednostkami obliczeniowymi RDNA 5, 192-bitową szyną pamięci z możliwością obsługi nawet 48 GB GDDR7, a całość ma być wyprodukowana w procesie 3 nm TSMC. Docelowa wydajność to natywne 4K w 120 klatkach na sekundę - i podobno ma być znacząco szybszy niż PS5 Pro czy PS6. TDP szacowane na 250-350 W - mniej więcej tyle co high-endowy desktopowy PC do gier.

Jeśli policzyć ceny komponentów po cenach rynkowych z bieżącego roku - zanim jeszcze uwzględni się koszty produkcji, marże dystrybutorów i logistykę - niektórzy szacowali potencjalną cenę Helixa na 900 do nawet 1400 dol. I to na podstawie wyliczeń sprzed eskalacji kryzysu RAM. W obecnych realiach cyferki wyglądałyby jeszcze poważniej.

"Drogo będzie tylko wtedy, gdy nie wprowadzimy innowacji"

"Myślę, że będzie drogie, jeśli nie wprowadzimy innowacji. Po to tu przyszłam, żeby pomóc z tym problemem" - powiedziała Sharma w wywiadzie dla Bloomberg Tech. Dalej dodała: "Naturalne jest, że ceny rosną, każda generacja wokół nas podnosi ceny, ale nie sądzę, żeby można było podnosić ceny w trakcie takiego kryzysu sprzętowego jaki teraz przeżywamy, i dlatego wymagać to będzie fundamentalnych zmian w tym, jak wprowadzamy innowacje, jak myślimy o modelach biznesowych i jak idziemy na rynek".

To zdanie warto rozebrać na czynniki pierwsze, bo jest w nim więcej treści niż na pierwszy rzut oka. "Modele biznesowe" to kluczowe słowa. Sharma nie powiedziała "obniżymy koszty produkcji dzięki lepszej wydajności", powiedziała "modele biznesowe". A to już sugeruje coś zupełnie innego niż tylko inżynierski spryt.

Żeby zrozumieć, co może mieć na myśli warto przypomnieć sobie pewien fakt, który przez lata był tajemnicą poliszynela branży: Xbox nigdy nie zarobił na sprzedaży konsoli jako takiej. Dosłownie nigdy. Potwierdziła to pod przysięgą wiceprezydent ds. biznesu Xbox Lori Wright podczas procesu Epic vs. Apple w 2021 r. - "Nie; sprzedajemy konsole ze stratą". Phil Spencer przyznał potem, że na każdej Xbox Series X lub S Microsoft dopłacał od 100 do 200 dol. To był celowy wybór strategiczny: konsolę sprzedajesz tanio, żeby zbudować bazę użytkowników, a potem zarabiasz na grach, akcesoriach i subskrypcjach.

Pytanie brzmi: jak to zrobić, gdy komponent który kiedyś kosztował X, teraz kosztuje 2,75X?

Plan na miliard dolarów - albo kilka planów naraz

Microsoft nie ujawnił szczegółów strategii obniżenia ceny Helixa, ale można pozbierać poszlaki i ułożyć z nich w miarę spójny obraz. Po pierwsze, Game Pass - subskrypcja, która zdaniem samego Microsoftu jest już "centrum jego strategii gamingowej" - przyniosła w roku finansowym 2025 blisko 5 mld dol. przychodu. Baza subskrybentów to gdzieś między 35 a 37 mln aktywnych użytkowników. Średni roczny przychód na użytkownika (ARPU) w ubiegłym roku wyniósł ponad 151 dol. To solidna podstawa finansowa, żeby zaoferować konsolę w cenie "poniżej kosztów" - albo nawet zdecydowanie poniżej kosztów - w zamian za dłuższe zobowiązanie do subskrypcji.

Coś takiego już testowano. Program Xbox All Access, w którym gracz zamiast płacić z góry podpisuje umowę na 24 miesiące obejmującą zarówno konsolę, jak i Game Pass, był pionierem podejścia "konsola w abonamencie". Przy Helixie taki model mógłby być bardziej agresywny -podobnie jak Apple sprzedaje iPhone'a przez operatora za symboliczny grosz w zamian za kontrakt.

Xbox All Access, czyli konsole sprzedawane na podobnych zasadach, co telefony u operatorów

Po drugie, hybrydowość architektury otwiera nowe drzwi. Helix ma być konsolą zgodną z grami na PC - co oznacza dostęp do Steama, Epic Games Store, GOG-a i innych platform. Dla Microsoftu to jest potencjalnie zmiana zasad gry: zamiast walczyć o ekskluzywny tytuł, który przyciągnie graczy na Xboxa, wystarczy stać się najlepszym sprzętem do wszystkiego, co już istnieje na PC. Innymi słowy: jeśli Helix będzie najlepszym sposobem na granie w gry z Steama w salonie, w 4K i 120 fps, bez budowania oddzielnego zestawu to Microsoft nie musi mieć własnych ekskluzywów na poziomie God of War - przynajmniej nie od razu.

Po trzecie - i to jest najbardziej spekulatywny element - Microsoft jako gigant chmurowy ma unikatową pozycję, której nie ma ani Sony, ani Valve. Azure to jeden z głównych nabywców właśnie tego RAM-u, którego teraz brakuje. Trudno wyobrazić sobie, żeby Satya Nadella siedział bezsilnie, gdy dział gamingowy płacze, że nie może kupić GDDR7, skoro Microsoft właśnie zamawia pamięć w ilościach hurtowych dla swoich serwerów AI. Optymistyczny scenariusz zakłada, że wewnętrzna synergia zakupowa w ramach grupy Microsoft mogłaby dać Xbox'owi dostęp do komponentów na warunkach, których nikt z zewnątrz nie może uzyskać.

Trudna rzeczywistość i pytania bez odpowiedzi

Nie brakuje powodów do sceptycyzmu. Przychody z hardware Xboxa w roku finansowym FY2025 spadły o 25 proc., a w pierwszym kwartale FY2026 był jeszcze gorszy wynik - minus 32 proc. rok do roku. Content i usługi rosną, ale z pozycji, które i tak były za małe, żeby zrekompensować brak konsol w rękach graczy. Im mniej jest Xboxów pod telewizorami, tym trudniej będzie sprzedać subskrypcje, ekskluzywne gry i akcesoria.

Hybrydowa natura Helixa też rodzi mnóstwo pytań, na które Microsoft jeszcze nie odpowiedział. Czy Helix będzie "prawdziwym PC" - z pełną wolnością konfiguracyjną i systemem Windows w tle? Czy raczej zamkniętą konsolą z oknem na Steam? Jak wygląda bezpieczeństwo ekosystemu w sytuacji, gdy użytkownik może instalować dowolne aplikacje z PC? Komu tak naprawdę jest ten sprzęt przeznaczony - graczom PC szukającym czegoś prostszego do salonu, czy graczom konsolowym, którym imponuje dostęp do Steama?

I oczywiście - co z PS6? Sony podobno rozważa opóźnienie konsoli do końca dekady, właśnie przez koszty pamięci. Jeśli to prawda to Xbox ma okno szansy, którego od dawna nie miał: być pierwszy z nową generacją, ze sprzętem naprawdę wartym uwagi, w momencie gdy rywal stoi w miejscu. Ale to okno działa w obie strony - równie dobrze Helix może trafić na rynek w 2027 lub 2028 r. z ceną, która odstrasza nie tylko graczy, ale i branżowych analityków.

Wszystko albo nic

Asha Sharma jest w dziale Xbox od niedawna i wyraźnie to czuć - jej wypowiedzi są ostrzejsze, bardziej szczere i pozbawione korporacyjnego wazeliny niż to, do czego przyzwyczaił nas Xbox przez ostatnią dekadę. Kiedy mówi, że kryzys pamięci jest "niekomfortowy i zaskakujący" - mówi to jak ktoś, kto patrzy na sytuację świeżym okiem, a nie jak rzecznik prasowy, który musi chronić markę.

Gry wideo zawsze były dziedziną, gdzie hardwarowe ambicje rozbijały się o rzeczywistość rynku. Nintendo DS kosztowało 149 dol. i podbiło świat, podczas gdy PSP za 249 dol. przegrało pomimo lepszej specyfikacji. PS3 za 600 dol. omal nie zabiło całej marki Sony. Tańszy Xbox Series S kosztował 299 dol. i - mimo znacznie słabszej specyfikacji od Series X - sprzedawał się lepiej niż droższy brat, dokładnie dlatego, że był dostępny cenowo.

ps3-playstation-3 ps store koniec

Absurdalna cena startowa PlayStation 3 wywołała katastrofę sprzedażową

Sharma o tym wie. Wie też, że Xbox ma coraz mniej czasu. Helix musi być nie tylko dobry - musi być nieoczekiwanie dobry i zaskakująco przystępny cenowo, żeby odwrócić tendencję, która trwa od dobrych kilku lat. Sam pomysł, żeby to "innowacja" miała obniżyć cenę jest albo bardzo odważną obietnicą, albo PR-ową paplaniną zasłaniającą brak konkretów. Prawda wyjdzie najwcześniej w przyszłym roku, gdy pierwsze devkity trafią do studiów - i wtedy będziemy wiedzieć, czy Helix to rzeczywiście zmiana zasad gry, czy kolejna runda nadziei bez spełnienia.

Na razie rynek pamięci płonie, konkurenci się chylą, a Xbox mówi: "damy radę". Czas pokaże, czy to pewność siebie z danych, czy odwaga z rozpaczy.

Maciej Gajewski

06.06.2026 16:40

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-08T08:46:18+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:44:35+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:10:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:30:00+02:00

Nie masz w co grać? To efekt Grand Theft Auto

6 czerwca 2026, 16:30
premiery efekt Grand Theft Auto

W branży gier rzadko kiedy panuje taka jednomyślność: jeśli Rockstar wchodzi na scenę to reszta schodzi ze sceny. Po PlayStation Showcase i Summer Game Fest i tuż przed jutrzejszym Xbox Showcase zaczyna się wyłaniać obraz, który trudno nazwać inaczej niż „efektem GTA VI”. Wydawcy - jedni półgębkiem, inni całkiem otwarcie - przesuwają premiery, byle tylko nie znaleźć się w cieniu największego giganta tej generacji. I tak powstaje kalendarz, który wygląda mniej więcej tak: premiera, premiera, premiera… pustka… GRAND THEFT AUTO VI… pustka… premiera, premiera.

To zwykła, chłodna kalkulacja.

Czytaj też:

Wydawcy nie chcą walczyć z huraganem

Rockstar i Take‑Two potwierdzili, że Grand Theft Auto VI zadebiutuje 19 listopada 2026 r. na PS5 i Xbox Series X|S. To już trzecia data, po wcześniejszych przesunięciach z jesieni 2025 i maja 2026, ale tym razem wydawca zapewnia, że to termin ostateczny. Tak wynika z komunikatów Take‑Two, które podkreśla, że premiera GTA VI ma być fundamentem rekordowego roku fiskalnego. To oznacza jedno: cała branża zna dzień, w którym nie warto wydawać absolutnie niczego.

GTA VI to popkulturowe trzęsienie ziemi, które potrafi wyssać tlen z całego rynku. W 2013 r. GTA V sprzedało 11 mln egzemplarzy w pierwsze 24 godziny. Dziś marka jest jeszcze większa, a hype - podsycany dwoma zwiastunami i wyciekami - osiąga poziom, którego nie widzieliśmy od lat.

Nic dziwnego, że w tegorocznych prezentacjach - od PlayStation Showcase po Summer Game Fest - widać było pewną nerwowość. Gry zapowiadane na bieżący rok nagle zaczynają dryfować w stronę pierwszego kwartału 2027. Inne, które miały pojawić się „w okolicach świąt”, nagle lądują wiosną. Jeszcze inne dostają enigmatyczne „coming later”.

Wydawcy nie mówią tego wprost, ale między wierszami słychać jedno: „Nie chcemy premiery w tym samym miesiącu, tygodniu, ani nawet kwartale co GTA VI”.

Zwykle przy dużych premierach - Elden Ring, Zelda, Cyberpunk - studia robią sobie tydzień lub dwa przerwy. GTA VI to inna liga

 Tu mówimy o kilkumiesięcznej wyrwie, którą widać już w kalendarzu. Wyciekające daty premier z materiałów marketingowych i dokumentów partnerów pokazują wyraźny trend: gry, które miały pojawić się jesienią 2026 przesuwają się na lato lub wiosnę 2027. Wydawcy wolą uniknąć sytuacji, w której ich tytuł - nawet świetny - zostanie zmieciony przez tsunami zainteresowania GTA.

„Proszę bardzo, panie Rockstar, przejdź pierwszy”.

Warto zauważyć, że Rockstar nie musi robić absolutnie nic. Nie musi grozić, nie musi negocjować, nie musi nawet nic deklarować. Sama obecność GTA VI w kalendarzu działa jak grawitacja – przyciąga uwagę i odpycha konkurencję. To sytuacja bez precedensu. Nawet GTA V nie wywołało takiego efektu, bo rynek był wtedy bardziej rozproszony. Dziś, w czasach rosnących kosztów produkcji i coraz większej ostrożności wydawców, nikt nie chce ryzykować. A gracze? Gracze będą mieli jesień życia. Rockstar ma w rękach produkt, który może pobić absolutnie każdy rekord. A reszta branży - zamiast walczyć z huraganem - po prostu robi to, co rozsądne: ustępuje mu miejsca.

Maciej Gajewski

06.06.2026 16:30

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-08T08:46:18+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:44:35+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:10:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:30:00+02:00

W to będziesz grać jesienią. "Potencjał, by wypełnić niszę"

6 czerwca 2026, 16:20

Galaktyka znów potrzebuje ratunku - a przynajmniej tak twierdzi EA, które podczas Summer Game Fest 2026 wreszcie pokazało pełniejszy gameplay Star Wars Zero Company. Gra, zapowiedziana jeszcze w 2022 r. doczekała się konkretów: premiery, platform docelowych i pierwszego dłuższego spojrzenia na to, jak właściwie będzie się w nią grało. I choć nie jest to kolejna odsłona serii Star Wars Jedi to fani taktycznych klimatów w stylu XCOM mogą poczuć znajome mrowienie w palcach.

Premiera została wyznaczona na 27 sierpnia, a tytuł trafi na PC, PlayStation 5 oraz Xbox Series X|S. Standardowa edycja została wyceniona na 349 zł, co w obecnych realiach branży nikogo już nie dziwi - choć w Polsce pewnie i tak zaboli.

Czytaj też:

Respawn + Bit Reactor = XCOM w świecie Gwiezdnych wojen?

Za produkcję odpowiada duet Respawn Entertainment oraz Bit Reactor. To pierwsze studio znamy z Jedi: Fallen Order i Jedi: Survivor, czyli gier, które przywróciły marce Star Wars godność po latach średniaków. Bit Reactor to natomiast ekipa złożona z byłych pracowników Firaxis Games, w tym Grega Foertscha - art directora XCOM: Enemy Unknown i XCOM 2. Już samo to wystarczyło, by fani strategii zaczęli ostrzyć sobie zęby.

Pierwszy zwiastun z 2022 r. sugerował, że Zero Company będzie duchowym kuzynem XCOM-a, tylko że z mieczami świetlnymi i droidami Separatystów. Najnowszy gameplay potwierdza te przypuszczenia: taktyczne starcia, zarządzanie drużyną, baza operacyjna pełniąca rolę centrum dowodzenia. Wszystko to wygląda znajomo, ale to dobrze.

„Zmierzch Wojen Klonów” i nowy bohater: Hawks

Akcja gry rozgrywa się w „twilight of the Clone Wars”, czyli w późnym okresie Wojen Klonów. To moment, w którym Republika zaczyna się chwiać, Jedi są coraz bardziej rozproszeni, a ciemne siły rosną w siłę. Gracz wciela się w byłego oficera Republiki o imieniu Hawks. To nie jest kolejny Jedi z tragiczną przeszłością ani kolejny Mandalorianin z problemami egzystencjalnymi. Hawks to człowiek, który musi zebrać ekipę złożoną z przedstawicieli różnych gatunków i frakcji, by zapolować na Kundri Fathom - przywódczynię kultu Ciemnej Strony, która najwyraźniej ma ambicje większe niż tylko sianie fermentu.

To właśnie polowanie na Fathom ma być osią fabularną gry. W praktyce oznacza to podróże po galaktyce, rekrutowanie Operatorów (czyli członków drużyny) i wysyłanie ich na misje z poziomu bazy o nazwie „The Den”. Brzmi jak klasyka gatunku, ale w świecie Star Wars takie podejście wciąż jest rzadkością.

Anakin Skywalker wpadnie z wizytą

Star Wars Zero Company

W zwiastunie pojawia się również Anakin Skywalker - jeszcze nie Lord Vader, ale już nie ten sympatyczny chłopak z Tatooine. W okresie Wojen Klonów pełnił funkcję generała Jedi, więc jego obecność w grze ma sens fabularny. Nie będzie jednak głównym bohaterem, co akurat może wyjść produkcji na dobre. Zero Company nie próbuje być kolejną historią o Skywalkerach, tylko opowieścią o ludziach, którzy muszą działać w cieniu wielkich wydarzeń.

Taktyka, personalizacja i droidy Separatystów

Twórcy podkreślają, że gra ma oferować „robust character customization”, czyli rozbudowaną personalizację postaci. W praktyce może to oznaczać nie tylko kosmetyczne zmiany, ale też wpływ na styl walki i umiejętności Operatorów. W zwiastunie widać również starcia z droidami Separatystów - B1, B2 i innymi znajomymi blaszakami, które fani prequeli rozpoznają bez trudu.

Warto też wspomnieć o nowym statku, który ma pełnić rolę mobilnej bazy i środka transportu między misjami. To kolejny element, który przywodzi na myśl XCOM-a, gdzie Avenger był sercem całej operacji.

Edycje, preorder i kosmetyczne dodatki

EA nie byłoby sobą, gdyby nie przygotowało edycji Deluxe. Oprócz standardowej wersji za 349 zł gracze mogą kupić droższą edycję z pakietami kosmetycznymi, pięcioma malowaniami broni oraz zestawem Crystalline Astromech, w którym znajdzie się droid R3. To typowy ruch wydawcy, który od lat testuje granice cierpliwości graczy. Na szczęście wygląda na to, że dodatki są czysto kosmetyczne.

Czy to może być hit?

Star Wars Zero Company ma potencjał, by wypełnić niszę, której w świecie Gwiezdnych wojen praktycznie nie ma. Ostatnie lata przyniosły nam świetne gry akcji, dobre gry LEGO i kilka mobilnych eksperymentów, ale taktycznej strategii z prawdziwego zdarzenia - nie bardzo. Połączenie talentu Respawn, doświadczenia twórców XCOM-a i bogatego uniwersum Star Wars brzmi jak przepis na sukces.

Oczywiście, dopóki nie zobaczymy dłuższych fragmentów rozgrywki to trudno oceniać. EA potrafi zarówno zachwycić, jak i rozczarować. Ale jeśli Zero Company dowiezie to, co obiecuje, to końcówka wakacji może należeć właśnie do tej gry.

Maciej Gajewski

06.06.2026 16:20

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-06T16:40:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T16:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T07:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T07:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T07:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T21:07:49+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T20:18:14+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T18:54:37+02:00

Samsung z dużą zmianą. Nie poznasz tej aplikacji

6 czerwca 2026, 16:10

Samsung najwyraźniej uznał, że same wykresy i cyferki to za mało, by użytkownicy faktycznie rozumieli co dzieje się z ich organizmem. Dlatego od 8 czerwca zacznie wdrażać największą od lat aktualizację aplikacji Samsung Health – taką, która ma przekształcić nadchodzące zegarki Galaxy Watch w osobistego, inteligentnego doradcę zdrowotnego. Coś, co ma realnie podpowiadać kiedy zwolnić, kiedy przyspieszyć, a kiedy po prostu iść spać wcześniej. Samsung mówi: przechodzimy od pasywnego monitorowania do proaktywnego prowadzenia użytkownika za rękę - choć, miejmy nadzieję, bez przesadnego moralizowania. 

Vitals: pięć sygnałów z nocy, które mają powiedzieć ci prawdę o twoim organizmie

Najważniejszą nowością jest funkcja Vitals. Każdego ranka zegarek analizuje pięć kluczowych parametrów z nocy: tętno, zmienność rytmu serca, tempo oddychania, temperaturę skóry oraz poziom tlenu we krwi. I robi to nie „na oko”, ale względem twojej indywidualnej, rzeczywistej bazy spoczynkowej. Jeśli coś odbiega od normy - dostaniesz powiadomienie. Jeśli nie - zegarek nie będzie cię niepokoił.

Czytaj też:

To podejście jest sensowne. W końcu większość zegarków tonie w danych, które przeciętny użytkownik ignoruje. Samsung chce, by Galaxy Watch mówił nie „masz 92 proc. SpO₂”, ale „hej, wygląda na to, że twój organizm walczy z czymś, może dziś odpuść trening”.

Heart Health Score: jeden wynik, który ma powiedzieć jak ma się twoje serce

Nowy Samsung Health

Druga duża zmiana to Heart Health Score. Tym razem Samsung łączy dane o śnie, stresie, aktywności i składzie ciała w jeden, codzienny wskaźnik. Ma on dawać szybki ogląd tego, jak twój styl życia wpływa na układ krążenia. Nie jest to oczywiście diagnoza medyczna, ale może być sygnałem, że coś warto poprawić - choćby zwiększyć liczbę kroków albo zadbać o regenerację.

Daily Cardio Load: koniec z treningiem „na czuja”

Nowy Samsung Health

Kolejna nowość to Daily Cardio Load, czyli funkcja, która ma pomóc trenować mądrzej, a nie tylko ciężej. Zegarek mierzy skumulowane obciążenie układu krążenia i porównuje je z twoją maksymalną zdolnością treningową. Na tej podstawie podpowiada, czy dziś warto zrobić mocniejszy trening, czy raczej odpuścić, żeby nie skończyć z kontuzją albo przetrenowaniem.  

Fitness Index: ranking twojej formy na tle rówieśników

Nowy Samsung Health

Fitness Index to z kolei funkcja, która porównuje twoje parametry - tętno, VO₂ max, liczbę kroków - z wynikami osób o podobnym profilu. Na tej podstawie zegarek ma wskazywać twoje mocne i słabe strony oraz sugerować konkretne cele. To trochę jak ranking w grach, tylko że zamiast poziomu postaci dostajesz poziom własnej kondycji.

Nowy interfejs Samsung Health: pięć kategorii i mniej chaosu

Aktualizacja przynosi też nowy interfejs. Samsung uprościł układ aplikacji do pięciu głównych sekcji: sen, aktywność, odżywianie, uważność i Vitals. Na ekranie głównym pojawia się też Energy Score - szybki podgląd ogólnej kondycji dnia. Całość ma być bardziej przejrzysta i mniej przytłaczająca.  

W tle pojawiają się też mniejsze, ale ciekawe dodatki. Hearing Health monitoruje poziom hałasu w otoczeniu i podpowiada, jak chronić słuch. Antioxidant Index i AGEs Index mają z kolei pomagać zrozumieć, jak dieta wpływa na organizm - i robią to w bardziej wizualny, przystępny sposób niż do tej pory.

Jeśli Galaxy Watch faktycznie stanie się czymś więcej niż licznikiem kroków - czymś, co realnie pomaga podejmować decyzje o zdrowiu - to może być jedna z najważniejszych aktualizacji w historii platformy.

Maciej Gajewski

06.06.2026 16:10

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-08T09:08:10+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T08:46:18+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:44:35+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:10:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:45:00+02:00

Zmień te ustawienia w konsoli. Podziękujesz później

6 czerwca 2026, 16:00

Producenci telewizorów od lat wciskają nam do głów, że wyższy odczyt licznika herców to zawsze postęp. Że 120 Hz to lepiej niż 60 Hz. Że skoro panel potrafi więcej, to znaczy, że powinien to robić. Rzeczywistość - jak to zwykle bywa w elektronice konsumenckiej - jest znacznie bardziej skomplikowana. I, co gorsza, całkowicie pomijana w instrukcjach obsługi.

Ile gier na PS5 i Xboksie naprawdę działa w 120 klatkach?

Zacznijmy od twardych liczb, bo one pokazują, jak bardzo narracja marketingowa rozjechała się z codziennym życiem gracza. Zarówno PlayStation 5 jak i Xbox Series X od premiery mają możliwość wyświetlania obrazu w 4K przy 120 klatkach na sekundę. To świetnie. Problem polega na tym, że konsola może tyle, a gry - niekoniecznie chcą z tego korzystać.

Czytaj też:

W przypadku PS5 sytuacja przez długi czas wyglądała dość blado. Jeszcze w grudniu 2021 r. - ponad rok po premierze konsoli - Uncharted: Legacy of Thieves Collection był praktycznie pierwszą grą wydaną przez PlayStation Studios, która oferowała tryb Performance+ celujący w 120 fps. Ponad rok na rynku, a Sony nie dostarczyło ani jednej gry w pełni wykorzystującej to, co konsola ma pod maską. Dziś sytuacja wygląda lepiej: ponad 200 tytułów na PS5 obsługuje 120 fps. Jeśli zestawić to z liczbą blisko 3800 gier dostępnych na tę konsolę wychodzi nam mniej więcej 5-6 proc. biblioteki. Nie jest to imponujący wynik.

Xbox Series X wypada pod tym względem nieco lepiej, głównie dzięki programowi FPS Boost, który podbija stare tytuły wyższą liczbą klatek. Już w 2021 r. Microsoft ogłosił obsługę 120 fps w dziesiątkach gier z poprzednich generacji. Jednak i tutaj obowiązuje żelazna zasada: jeśli grasz wyłącznie w narracyjne, singleplayerowe tytuły z najwyższej półki to te gry najczęściej oferują wybór pomiędzy trybem jakości (30 fps, pełna rozdzielczość, ray tracing) a trybem wydajności (60 fps, obniżona rozdzielczość). Pełne 120 fps to zazwyczaj przywilej gier wieloosobowych, strzelanek i tytułów sportowych.

Co daje granie w 120 klatkach na sekundę?

Najważniejsza rzecz to redukcja input lagu, czyli opóźnienia pomiędzy naciśnięciem przycisku a reakcją na ekranie. Przy 60 fps jeden obraz jest wyświetlany przez 16,6 milisekund. Przy 120 fps - już tylko przez 8,3 milisekund. Różnica jest więc o połowę i wprost przekłada się na to, jak "żywa" i responsywna gra wydaje się pod palcami. W grach multiplayer, gdzie liczą się setne sekundy - w Call of Duty, Fortnite, Rainbow Six Siege - ta różnica potrafi zdecydować o wyniku potyczki. Nie jest to magia, nie jest to sugestia - to fizyka.

Drugim istotnym efektem jest płynność ruchu. Obiekty na ekranie poruszają się wyraźnie, bez rozmycia i postrzępień, które są nieuchronnym efektem ubocznym niższych częstotliwości odświeżania. Można oczywiście przyzwyczaić się do 30 fps, ale moment w którym zobaczy się tę samą grę w 120 fps, jest zazwyczaj jednoznaczny - nie ma odwrotu.

Niezależna korzyść: tryb 40 fps i VRR

Jest jeszcze jeden, często pomijany powód, dla którego posiadanie telewizora 120 Hz ma sens nawet wtedy, gdy gra działa w 30 lub 60 klatkach. Chodzi o tryb 40 fps oraz zmienne odświeżanie (VRR).

40 fps to tryb, który pojawił się kilka lat temu jako odpowiedź na odwieczny dylemat: jakość czy płynność. Zamiast brutalnie ciąć grafikę żeby wycisnąć z gry 60 klatek deweloperzy mogą zaoferować kompromis - trochę gorzej niż tryb jakości, trochę wolniej niż tryb wydajności, ale obiektywnie lepiej niż 30 fps. Kluczowe: 40 fps działa płynnie tylko na ekranie odświeżanym z częstotliwością 120 Hz, ponieważ 120 dzieli się równo przez 40. Na 60 Hz nie ma na to miejsca. Z tego trybu korzystają takie tytuły jak God of War Ragnarök, Horizon Forbidden West, Spider-Man 2, Hogwarts Legacy, Lies of P czy A Plague Tale: Requiem.

Porównanie technologii precyzji podświetlenia - to również dobra ilustracja co Tryb Gry 120 Hz robi z grafiką w większości telewizorów

VRR z kolei - czyli zmienne odświeżanie, znane z monitorów jako FreeSync lub G-Sync - eliminuje screen tearing i redukuje stuttering. PS5 obsługuje VRR od kwietnia 2022 r., Xbox Series X od premiery. VRR działa najbardziej efektywnie właśnie w okolicach 60-120 fps, utrzymując odświeżanie blisko aktualnej liczby klatek generowanych przez grę i tym samym radykalnie obniżając input lag. Nawet jeśli gra nie osiąga pełnych 120 fps to sam fakt pracowania wyświetlacza w tym trybie może poprawić odczucia z rozgrywki. 60 fps na ekranie 120 Hz przy włączonym VRR daje wyraźnie niższe opóźnienie niż 60 fps na ekranie 60 Hz.

Telewizor 120 Hz: co dostajemy, a co tracimy

I tu zaczyna się właściwy temat tego tekstu. Bo 120 Hz w ustawieniach konsoli to nie jest po prostu "więcej dobrych rzeczy". To kompromis. A przynajmniej bywa kompromisem, w zależności od telewizora.

Gdy konsola wysyła sygnał 4K 120Hz to telewizor musi przełączyć się w tryb odpowiednio niskiej latencji. W tym trybie procesor obrazu zatrzymuje wiele swoich "upiększaczy" - bo każde dodatkowe przetwarzanie obrazu to dodatkowe milisekundy opóźnienia. I słusznie. Problem polega na tym, że nie każdy telewizor robi to z jednakową elegancją.

U wielu producentów tryb gry przy 120 Hz poważnie degraduje działanie strefowego wygaszania ekranu. Strefy podświetlenia w trybie gry reagują wolniej, a na ciemnych scenach z jasnymi detalami pojawia się szarawy, wytłumiony obraz. Czernie stają się się mniej głębokie, a HDR tracił siłę. To jest realna, widzialna cena za niską latencję w trybie 120 Hz.

Na modelach LCD z podświetleniem krawędziowym problem bywa jeszcze bardziej dotkliwy, bo local dimming to dla takich paneli jedyna deska ratunku przy wyświetlaniu scen z wysokim kontrastem. Gdy ta funkcja zwalnia lub jest ograniczona w trybie gry 120 Hz to czernie stają się szare, a obraz traci ten kinowy charakter, za który - przy okazji zakupu - zapłaciliśmy niemało.

Problem nie dotyczy wszystkich telewizorów. Jeżeli masz nowy sprzęt z wyższej półki, to lektura tego tekstu to w najlepszym razie przyswajanie nowej ciekawostki. Większość z nas ma jednak kilkuletnie telewizory, niekoniecznie z najwyższej półki cenowej.

Kiedy 60 Hz w ustawieniach faktycznie poprawia obraz

Wszystko to prowadzi do dość nieoczywistego wniosku: dla sporej grupy graczy przestawienie konsoli ze 120 Hz na 60 Hz w ustawieniach wyjścia wideo może oznaczać realny skok jakości obrazu, a nie jego pogorszenie.

Po pierwsze, jeśli grasz w gry pracujące natywnie w 30 lub 60 fps (a to, jak ustaliliśmy, ogromna większość biblioteki) to telewizor przy sygnale 60 Hz może wyświetlać obraz ze wszystkimi swoimi możliwościami bez żadnych kompromisów. Local dimming pracuje pełną parą. Tryb HDR działa z pełnymi uprawnieniami. Dolby Vision - jeśli gra i konsola to obsługują - może zadziałać bez ograniczeń. Procesor obrazu nie jest zmuszony do wyłączania swoich narzędzi wyłącznie po to, żeby zmieścić się w budżecie latencji wymaganym przez 120 Hz tryb gry.

120 Hz to klarowniejszy obraz w ruchu. Pod warunkiem że masz porządny telewizor

Po drugie, 60 Hz to sygnał prostszy do przetworzenia - mniej danych na sekundę, co oznacza, że telewizor ma więcej mocy obliczeniowej na jakość, nie na prędkość. Szczególnie w grach narracyjnych, RPG i przygodówkach, gdzie input lag rzędu jednej klatki i tak nie ma znaczenia, zysk z 120 Hz jest iluzoryczny, a straty jakościowe mogą być całkowicie realne.

Rozwiązaniem dla wielu graczy może być podejście hybrydowe: 120 Hz i VRR zostawić włączone dla gier multiplayer i szybkich tytułów, gdzie opóźnienie liczy się naprawdę, a dla gier singleplayerowych - szczególnie narracyjnych, autorskich i zoptymalizowanych pod jakość obrazu - przestawić konsolę na 60 Hz i pozwolić telewizorowi pracować z pełnym arsenałem.

To nie jest żadna herezja

 To po prostu świadome korzystanie ze sprzętu, który się posiada. Marketingowe "więcej zawsze znaczy lepiej" nie sprawdza się w salonie, w którym stoi telewizor kupiony dwa lata temu za cztery tysiące złotych. Czasem lepszy obraz dostaje ten, kto wie, kiedy cofnąć się o krok.

Maciej Gajewski

06.06.2026 16:00

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-06T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T07:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T07:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T07:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T21:07:49+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T20:18:14+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T18:54:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T18:51:33+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T17:52:52+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T17:39:57+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:56:12+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:48:50+02:00

Chrome z nową funkcją. Przeglądarka wyjdzie ci na pulpit

5 czerwca 2026, 15:52
Chrome Everywhere Omnibox

Google znów kombinuje przy Chrome. Tym razem nie chodzi o kolejną zmianę ikonki, przesunięcie przycisku czy kosmetyczne poprawki interfejsu. Firma testuje coś znacznie bardziej ambitnego: zupełnie nowy, oderwany od przeglądarki pasek wyszukiwania z wbudowanym trybem AI. Funkcja nosi nazwę Everywhere Omnibox i - jeśli kiedykolwiek trafi do stabilnej wersji – jest w pewnym sensie dość nachalna.

Na razie to eksperyment ukryty głęboko w Chrome Canary, ale pierwsze testy już pokazują, że Google myśli o Searchu w kategoriach znacznie szerszych niż „pole w pasku adresu”.

Czytaj też:

Wyszukiwarka, która wyskakuje na środku ekranu

Everywhere Omnibox działa jak oderwana od przeglądarki, pływająca belka wyszukiwania. Nie jest przywiązana do paska narzędzi, nie wymaga otwartej karty, nie trzeba nawet patrzeć na okno Chrome’a. Po wciśnięciu skrótu Ctrl + Shift + Space (lub Cmd + Shift + Space na macOS) pojawia się na środku ekranu minimalistyczne okno, które wygląda bardziej jak launcher systemowy niż element przeglądarki.

To podejście przypomina trochę Spotlight z macOS-a, trochę Windowsowe wyszukiwanie, a trochę… Microsoft Edge. Edge od dłuższego czasu eksperymentuje z własnym widżetem na Pulpicie, ale Google idzie krok dalej, bo od razu wbudowuje w interfejs tryb AI.

Edge oferuje coś podobnego, ale... bez AI, tylko widżet wyszukiwarki Bing

 „Ask anything” zamiast zwykłego wyszukiwania

W nowym oknie dominuje pole „Ask anything”, czyli wejście do trybu AI Mode. To zaproszenie do rozmowy z modelem, który ma odpowiadać, generować, podpowiadać i analizować. W tym samym miejscu można jednak wykonywać zwykłe zapytania Google Search, więc oba światy - tradycyjny i AI - są połączone w jednym interfejsie.

W oknie pojawia się też menu z opcjami przesyłania obrazów i plików oraz generowania grafik. To oznacza, że Google chce, by użytkownik wykonywał zadania multimodalne bez otwierania żadnej strony. W praktyce może to być szybki sposób na wrzucenie zdjęcia i zapytanie AI o analizę, albo na wygenerowanie grafiki bez otwierania żadnego generatora.

Everywhere Omnibox powstaje w ramach inicjatywy o nazwie Project Loom. W dokumentacji Chromium opisano go jako „desktop compose popup”, co sugeruje, że Google traktuje to jako nowy sposób interakcji z wyszukiwarką i AI, a nie tylko eksperyment z UI.

Warto też zauważyć, że podobny interfejs pojawił się niedawno na stronie nowej karty Chrome – tam również testowano pole do wpisywania zapytań AI, przesyłania plików i obrazów. Nie wiadomo, czy oba projekty są częścią jednej większej całości, ale kierunek jest jasny: Google chce, by AI Mode był dostępny wszędzie, a nie tylko w jednym miejscu przeglądarki.

To może być wygodne, może być szybkie, może być nawet na swój sposób rewolucyjne. Ale może też być kolejnym krokiem w stronę świata, w którym Google wie o nas jeszcze więcej, bo to do niego kierujemy każde pytanie - nawet to zadane poza przeglądarką.

Maciej Gajewski

05.06.2026 15:52

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T15:17:10+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:11:49+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:02:13+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T14:38:36+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:52:32+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:16:48+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:56:58+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:31:24+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:32:20+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T11:10:11+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:23:28+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T09:42:06+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T08:40:51+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:25:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:04:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:00:00+02:00

❌