Widok normalny

Otrzymane przedwczoraj GeekWeek w INTERIA.PL – technologie, nauka, lifestyle i podróże

Zabytek zyska nowe funkcje. Wielka inwestycja w Warszawie

Zabytkowe hale z nową funkcją. Wielkie plany rewitalizacji w Warszawie

Paula Drechsler

Ponad stuletnie zabudowania fabryki Perun przy ul. Grochowskiej w Warszawie stanowią jeden z najlepiej zachowanych i najstarszych przykładów architektury przemysłowej w tym rejonie. Zgodnie ze świeżym projektem, zabytkowe hale mają zyskać nowe funkcje, stając się częścią nowoczesnego kompleksu mieszkaniowo-usługowego.


Nowoczesne budynki przy alei z zielenią prowadzącej do zabytkowych zabudowań, piesi i rowerzyści na ulicy.

Nowoczesna architektura i ekspozycja historycznych zabudowań. Tak prezentuje się nowy projekt zmian przy ul. Grochowskiej.WWAAmateriały prasowe



W skrócie

  • Zabytkowe tereny dawnego przedsiębiorstwa Perun przy ul. Grochowskiej zostaną poddane kompleksowej rewitalizacji z zachowaniem historycznych hal produkcyjnych.

  • Powstanie wielofunkcyjny kwartał mieszkaniowo-usługowy z 242 mieszkaniami, ponad 2 tys. m² powierzchni usługowej, garażem podziemnym i terenami zielonymi.

  • Nowe budynki mają nawiązywać do przemysłowego charakteru miejsca, a cały teren będzie ogólnodostępny - z edukacyjną ścieżką historyczną.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Zabytkowe zabudowania przy ul. Grochowskiej zyskają nowe funkcje


Zabytkowe tereny dawnego przedsiębiorstwa Perun przy ul. Grochowskiej na warszawskiej Pradze‑Południe mają przejść kompleksową rewitalizację. Pojawiła się nowa koncepcja, która zakłada włączenie historycznych elementów w nowoczesny kompleks.

Inwestycja obejmuje przekształcenie terenu z ponad stuletnimi częściami zakładu w wielofunkcyjny kwartał mieszkaniowo‑usługowy, z jednoczesnym zachowaniem i ochroną zabytkowych hal produkcyjnych dawnej firmy.

Ponad stuletnie hale wejdą w skład kompleksu mieszkalno-usługowego


Historia zakładów sięga 1909 roku, przy czym na ul. Grochowską (obecnie 301/305) Towarzystwo Akcyjne Fabryk Tlenu i Aparatów Perun zostało przeniesione w 1913 roku. Po relokacji powstał warsztat spawalniczy, wybudowano dwie hale produkcyjne oraz dwa magazyny. Zabudowania przetrwały wojnę. Po jej zakończeniu przedsiębiorstwo ponownie uruchomiło produkcję gazów technicznych i urządzeń do spawania, od 1956 roku funkcjonując jako Warszawska Fabryka Sprzętu Spawalniczego Perun. Zakłady ostatecznie zaprzestały działalności nieco ponad 20 lat temu.

W 2019 r. cztery hale pofabryczne Peruna wciągnięto na listę zabytków. "Obiekt posiada wartości artystyczne, historyczne i naukowe, uzasadniającego objęcie go wpisem do rejestru zabytków nieruchomych", argumentował konserwator.

- Pofabryczna zabudowa stanowi jeden z najlepiej zachowanych i najstarszych przykładów architektury przemysłowej przy ul. Grochowskiej - podaje Urząd m. st. Warszawa.

Teraz zabytkowe hale przy ul. Grochowskiej mają wejść w skład nowoczesnego kompleksu mieszkaniowo‑usługowego. Za realizację odpowiedzialna jest firma Alides Polska, a koncepcję architektoniczną przygotowała pracownia WWAA.

Zmiany z poszanowaniem historii miejsca


Inwestycja ma się składać z siedmiu części, w których powstaną 242 mieszkania o łącznej powierzchni ok. 12 tys. m², ponad 2 tys. m² powierzchni usługowej oraz garaż podziemny na ponad 200 miejsc parkingowych. Projekt obejmuje też części zielone, a nawet elementy edukacyjne, eksponujące historię zakładów Perun.

Architektura nowych budynków ma nawiązywać do przemysłowego charakteru miejsca - poprzez zróżnicowane bryły, rytm elewacji oraz użycie surowych materiałów, takich jak beton.

Ważnym elementem projektu jest wyeksponowanie historycznych obiektów, m.in. dzięki podcieniom i otwarciom zapewniającym czytelność dawnej zabudowy oraz ogólny dostęp do niej i do treści edukujących i przypominających o historii miejsca.

Źródła: Property News, Urbanity, WWAA.


Polskie budynki filmowym hitem. Przyciągają ekipy z całego świataINTERIA.PL


Nietypowe prawo w podróży. Sprawdź, czego nie robić za granicą

Nietypowe prawo w podróży. Sprawdź, czego nie robić za granicą

Julia Król

Przepisy obowiązujące w różnych krajach świata mogą być zaskakujące dla turystów, którzy nie zawsze zdają sobie sprawę z ich istnienia podczas planowania podróży. Sprawdź, czego nie robić za granicą.


Jakie nietypowe zakazy obowiązują różnych krajach?

Jakie nietypowe zakazy obowiązują różnych krajach?123RF/PICSEL



Spis treści:

  1. Zakaz żucia gumy w Singapurze

  2. Kontrola wagi w Japonii

  3. Zakaz całowania się na dworcu we Francji

  4. Samotka świnka morska to przestępstwo w Szwajcarii

  5. Surowy zakaz karmienia gołębi w Wenecji

  6. Zakaz plucia na ulicę w Londynie

W wielu krajach obowiązują przepisy, które brzmią absurdalnie, niewiarygodnie lub śmiesznie dla obcokrajowców, lecz jeśli nie będą ich przestrzegać, może czekać ich sroga kara.

Zakaz żucia gumy w Singapurze


Od 1992 roku w Singapurze obowiązuje surowy zakaz importu, sprzedaży i żucia gumy. Celem jest utrzymanie czystości oraz uniknięcie aktów wandalizmu w transporcie publicznym - w latach 90. gumy zapychały drzwi metra i niszczyły infrastrukturę. Za posiadanie i żucie gumy grożą wysokie kary finansowe, a w skrajnych przypadkach nawet prace społeczne. To dlatego Singapur uchodzi za jedno z najczystszych miast świata.

Kontrola wagi w Japonii


W Japonii od 2008 roku obowiązuje tzw. Metabo Law. Jest to prawo, które zobowiązuje firmy i samorządy do kontrolowania obwodu talii obywateli w wieku od 40 do 74 lat. Limitami są 85 cm dla mężczyzn i 90 cm dla kobiet. Jeśli wskaźniki zostaną przekroczone, przewiduje się obowiązkowe zajęcia odchudzające finansowane przez pracodawcę, a w przypadku braku zmian firma podlega grzywnie. Nie karze się tu więc obywatela, otyłość nie jest nielegalna, lecz ustawa odniosła duży sukces. Była to część szerszego programu zwalczającego otyłość - edukacja obywateli także pomogła.

Zakaz całowania się na dworcu we Francji


Aby uniknąć opóźnień i przeludnienia na dworcach kolejowych i peronach, w 1910 roku we Francji wprowadzono ustawę zakazującą całowania się w tych miejscach. Obowiązywała ona przez lata, jednak ciężko było ustalić, jakie kary groziły za jej złamanie. Obecnie prawo to już nie występuje, jednak długo figurowało w regulaminach kolejowych.

Samotka świnka morska to przestępstwo w Szwajcarii


Hodowanie tylko jednej świnki morskiej jest nielegalne w Szwajcarii od 2008 roku. To zwierzę stadne, a jej izolacja uznawana jest za znęcanie się. To samo dotyczy m.in. papug czy niektórych ryb. Prawo odzwierciedla bardzo rygorystyczne szwajcarskie podejście do dobrostanu zwierząt. W przypadku śmierci jednego ze zwierzęcia, kiedy drugie zostaje samo, ale właściciel nie chce adoptować kolejnego, może wynająć towarzysza dla swojej świnki nie na stałe, ale żeby nie cierpiała ona z powodu samotności.

Surowy zakaz karmienia gołębi w Wenecji


Od 2008 roku w Wenecji obowiązuje prawo zakazujące karmienia gołębi na terenie całego miasta, również na placu św. Marka, gdzie wcześniej było to dozwolone. Ptaki niszczą zabytki, a ich odchody uszkadzają kamień i marmur. Za złamanie prawa grożą mandaty nawet do 500 euro.

Zakaz plucia na ulicę w Londynie


Prawo, które powinno obowiązywać wszędzie na świecie - zakaz plucia na ulicę. W Londynie i wielu brytyjskich dzielnicach uznawane jest to za zachowanie antyspołeczne i podlega karze w wysokości minimum 50 funtów, jednak kwoty sięgają czasem nawet 500. Według władz plucie jest wykroczeniem przeciwko środowisku, więc uznano to za przestępstwo. Celem zakazu jest walka z brakiem porządku i higieny w miejscach publicznych.

Chociaż wiele z tych przykładów może się wydawać dziwnych, każdy z nich powstał z powodu realnych problemów, z jakimi mierzą się dane społeczeństwa.


Nie musisz być wybitnym naukowcem, aby pracować na... Antarktydzie© 2026 Associated Press


Afryka wysycha i dosłownie pęka na pół przez małą ilość wody w jeziorach

Afryka wysycha i dosłownie pęka na pół przez małą ilość wody w jeziorach

Julia Król

Postępujące wysychanie Afryki Wschodniej oraz kurczenie się jezior prowadzą do zmian w przyrodzie i geologii regionu. Przez tysiące lat zmniejszająca się ilość wody wpłynęła na tempo ruchów płyt tektonicznych, a według naukowców w przyszłości może to doprowadzić do powstania nowego oceanu oddzielającego wschodnią część Afryki od reszty kontynentu.


Afryka wysycha. Czy na kontynencie powstanie nowy ocean?

Afryka wysycha. Czy na kontynencie powstanie nowy ocean?123RF/PICSEL


Afryka Wschodnia miała niegdyś znacznie bardziej bujny krajobraz pełen rzek, jezior i rozległych sawann. W afrykańskim okresie wilgotnym (trwającym od około 9600 do 5300 lat temu) kwitło tam życie. Od tysiącleci jednak przechodzi proces narastającej suszy.

Jeziora wschodniej Afryki zanikają. Naukowcy przewidują powstanie oceanu


Skutki kilku tysięcy lat suszy są teraz odczuwalne aż do fundamentów kontynentu afrykańskiego. Christopher Scholz, geolog, fizyk i emerytowany profesor Uniwersytetu Columbia, odkrył, że nawet jeziora, które przetrwały do dziś, drastycznie się cofnęły. Jezioro Turkana ma obecnie długość ok. 250 km i sięga głębokości często przekraczających 120 metrów. Kiedyś jednak jezioro miało głębokość nawet 400 metrów, a wokół niego rozciągały się szerokie sawanny. Fauna i ludzkie osady korzystały z obfitych zasobów wodnych.

To właśnie dzięki swoim rozmiarom w Okresie Wilgotnym jeziora wywierały duże ciśnienie na skorupę ziemską, spowalniając ruch płyt tektonicznych. W takich warunkach woda działała jak stabilizujący ciężar, który tłumił ruchy na uskokach skorupy ziemskiej. Kiedy zasoby się skurczyły, naturalna tarcza ochronna zniknęła, a płyty tektoniczne mają więcej swobody do przemieszczania się, co odkrył Scholz i jego zespół wykorzystując symulacje komputerowe. Tempo odsuwania się tych płyt wynosi dziś około 6,35 mm rocznie. Nie jest to dużo w skali ludzkiego życia, jednak ma ogromne znaczenie w skali geologicznej. Według naukowców mniejsza ilość wody zwiększyła roczne tempo oddalania się tektonicznego o około 3 proc. w ciągu ostatnich 5000 lat.

Wschodnia Afryka leży na strefie ryftu, czyli obszarze, gdzie płyty tektoniczne somalijska i nubijska są stopniowo rozciągane i odsuwane od siebie. To właśnie dlatego może tu w przyszłości powstać nowy ocean.

Na Wyspie Południowej jeziora Turkana znajduje się też aktywny wulkan, którego działalność wzrasta wraz z obniżeniem się poziomu wody w jeziorze, ponieważ powoduje to większą dekompresję płaszcza pod wulkanem, w wyniku czego coraz więcej skał topi się i wycieka do komory magmowej.

Czy Afryka naprawdę się podzieli?


Proces, który obserwujemy dzisiaj, to początkowy etap bardzo długotrwałego geologicznego cyklu. Według ekspertów, jeśli strefa ryftowa będzie się nadal rozszerzać i pogłębiać, w skali milionów lat może dojść do utworzenia nowego oceanu pomiędzy wschodnią częścią Afryki a resztą kontynentu.


Meduzy śpią podobnie jak ludzie, mimo że nie mają mózgu i oczu© 2026 Associated Press


Dlaczego luty ma 28 dni i skąd wziął się rok przestępny?

Dlaczego luty ma 28 albo 29 dni? To dlatego odstaje od innych miesięcy

Krzysztof Sulikowski

Luty to najkrótszy miesiąc w roku. Tylko właściwie dlaczego ma on 28 dni, a w lata przestępne 29 dni? Jest na to naukowe wyjaśnienie. Okazuje się, że ta nieregularność nie ma wcale źródła w obserwacjach astronomicznych, lecz w zaszłościach historycznych. Główny powód to przesądy starożytnych Rzymian. Dokładne obliczenia wskazały jednak na konieczność korekty poprzez wprowadzenie roku przestępnego. Są od tego pewne wyjątki.


Biurkowy kalendarz na luty 2026 ustawiony na drewnianej powierzchni obok dwóch doniczek z sukulentami, tło jasne i minimalistyczne.

Dlaczego luty ma 28 dni i kiedy wypada najbliższy rok przestępny?123RF/PICSEL



Spis treści:

  1. Dlaczego luty ma 28 dni? To wynik przesądów starożytnych Rzymian

  2. Rok kalendarzowy nie jest dokładny. Gdzie potrzebna jest korekta?

  3. Dlaczego luty ma 29 dni co 4 lata i skąd wziął się rok przestępny?

Dlaczego luty ma 28 dni? To wynik przesądów starożytnych Rzymian


Podczas gdy wszystkie inne miesiące mają na przemian po 30 i 31 dni (z wyjątkiem grudnia i stycznia, które oba mają 31), luty znacząco się wyróżnia. Najkrótszy miesiąc w roku ma 28 dni, a w latach przestępnych nawet 29. Kto tak ułożył kalendarz i skąd ta nieregularność? Da się to naukowo wytłumaczyć. Okazuje się, że korzenie tej anomalii nie tkwią w precyzyjnych obliczeniach astronomicznych, lecz w dawnych rzymskich przesądach i konieczności wynikającej z matematyki.

Historia współczesnego systemu datowania, czyli kalendarza gregoriańskiego, sięga pierwszego kalendarza rzymskiego, który pierwotnie składał się z zaledwie dziesięciu miesięcy - od marca do grudnia. Co ciekawe, początek roku pozostawał wówczas nienazwany, ponieważ brak możliwości uprawy roli w tym okresie sprawiał, że Rzymianie nie uważali tego okresu za istotny. Zwyczajnie nie był on wliczany w rachubę czasu.

Przełom nastąpił za panowania króla Numy Pompiliusza (753-673 p.n.e.), który postanowił zsynchronizować system z rokiem księżycowym, dodając do niego styczeń oraz luty. Proces ten napotkał jednak na barierę kulturową. Antyczni Rzymianie wierzyli, że liczby parzyste przynoszą pecha. Aby uczynić kalendarz bardziej pomyślnym, król odjął po jednym dniu od dotychczasowych miesięcy liczących 30 dni, zamieniając je w miesiące 29-dniowe. Inne liczyły 31 dni.

Dążenie do uzyskania nieparzystej sumy dni w skali całego roku postawiło monarchę przed dylematem. Rok księżycowy (lunarny) liczy około 355 dni, a matematyka jest nieubłagana - suma dwunastu liczb nieparzystych zawsze daje wynik parzysty. Aby zachować pożądaną, nieparzystą liczbę dni w całym cyklu, jeden z miesięcy musiał ostatecznie pozostać podzielny przez 2. Wybór padł na luty, który ze względu na odbywające się w tym czasie obrzędy ku czci zmarłych został uznany za odpowiedni do przyjęcia tego piętna. Uznano, że skoro śmierć sama w sobie jest największym nieszczęściem, to "pechowa liczba" parzysta w tym konkretnym miesiącu bardziej już nie zaszkodzi.

Rok kalendarzowy nie jest dokładny. Gdzie potrzebna jest korekta?


Mimo licznych reform, jakie kalendarz przeszedł na przestrzeni wieków, wliczając w to przejście na system oparty na ruchu Słońca za czasów Juliusza Cezara (100-44 p.n.e.), korekty papieża Grzegorza XIII (z 1582 r.), wprowadzenia miesięcy przestępnych i ostatecznego ukształtowania współczesnego dnia przestępnego, luty zachował swoją wyjątkową, skróconą formę. Dziedzictwo rzymskich wierzeń przetrwało do dziś, czyniąc z drugiego miesiąca roku stałe przypomnienie o starożytnych lękach przed liczbami parzystymi.

Jak widzimy, długość lutego nie wynika z obserwacji astronomicznych, lecz raczej z przesądów i numerologii. Nie jest ona powiązana z cyklem Księżyca, czyli z miesiącem synodycznym trwającym 29,53 dnia, ani też z ruchem naszej planety. Ziemia okrąża Słońce w ciągu ok. 365,24 doby, a jak to podzielimy na miesiące, to już kwestia naszej inwencji.

Podobnie jak w przypadku opisywanego przez nas wcześniej problemu podziału roku na Marsie istnieje tu pewna trudność. Podzielenie roku słonecznego na 12 równych części sprawia, że na każdy miesiąc przypada ok. 30,4 dnia. Tworząc kalendarz, Rzymianie najpierw ustalili długość pozostałych miesięcy na 29 lub 31 dni, a lutemu zostawili to, co było potrzebne do dopełnienia pełnego obrotu Ziemi wokół Słońca. 28 dni to po prostu wynik odejmowania, a nie obserwacji gwiazd. Skąd więc wziął się luty mający 29 dni?

Dlaczego luty ma 29 dni co 4 lata i skąd wziął się rok przestępny?


Zazwyczaj co 4 lata luty ma 29 dni. Dlaczego drugi miesiąc roku wydłuża się o kolejny dzień w tzw. lata przestępne? Zmianę tę wprowadzono już w starożytności. Juliusz Cezar wprowadził obowiązujący dawniej kalendarz juliański. Astronomowie wiedzieli już, że Ziemia obiega Słońce w 365,25 doby (dokładnie w 365,24219). Rok kalendarzowy nie był więc zgodny z astronomicznym i coś trzeba było zrobić z tą ćwiartką. Jako że pomnożona przez 4 daje ona jedną dobę, władca Cesarstwa Rzymskiego zarządził dodawanie jednego dnia co 4 lata.

Rok z 366 dniami ustalany jest na lata podzielne przez 4, dlatego najbliższy rok przestępny będzie w 2028 roku. Od tej reguły są jednak wyjątki. Nieprzestępne są lata podzielne przez 100 (np. rok 1900), ale nie w przypadku, gdy są też podzielne przez 400, dlatego też rok 2000 był rokiem przestępnym. Powodem jest niedokładność wspomnianej ćwiartki. Aby nie przesadzić z korektą w jedną lub w drugą stronę, astronomowie doradzili papieżowi Grzegorzowi XIII, by usunąć lata przestępne kończące dany wiek przy zaniechaniu tej praktyki co 400 lat. Gdyby nie ten wyjątek od wyjątku, kalendarz byłby za krótki względem Słońca o około 0,002 dnia.

Dni przestępne wynikają z konieczności korekty naszego kalendarza. Gdybyśmy bowiem ich nie stosowali, doszłoby do desynchronizacji. Na każde 100 lat tracilibyśmy 24 dni. Mimo to kalendarz gregoriański nie jest idealny. Rok z naszego kalendarza jest o ok. 26-30 sekund dłuższy od roku astronomicznego. W związku z tym po ok. 3226 latach nadmiar ten sumuje się do pełnej doby.

Nie ma jeszcze ogólnie przyjętego planu, jak to skorygować. Kalendarz gregoriański ma dopiero 444 lata i błąd nie wpłynął istotnie na nasze odmierzanie dni. Istnieją już jednak pewne środki zaradcze. Do zegarów atomowych dodawane są sekundy przestępne. Proponowane jest także wprowadzenie nowej reguły, zgodnie z którą lata podzielne przez 4000 mają nie być przestępne. Na taką reformę ludzie mają jednak jeszcze sporo czasu.


Grzyb zombie i storczyk udający muchę wśród nowo odkrytych gatunków© 2026 Associated Press


❌