Widok normalny

Otrzymane przedwczoraj Spider's Web

Pokazali komputer przyszłości. Ma logo Apple'a, ale nie to się liczy

11 marca 2026, 21:14
Pokazali komputer przyszłości. Ma logo Apple'a, ale nie to się liczy

Walka jest zażarta, codziennie dowiaduję się o nowościach. Zazwyczaj mam przy nich pewne wątpliwości, czy faktycznie cokolwiek zmieniają, a tymczasem Perplexity ogłosiło, że stworzyło komputer osobisty nowej ery. Ma logo Apple i jest w tym pewien sens.

Doświadczenia interakcji z AI są w większości podobne. Rozmawiacie z modelem językowym naturalnym językiem, prosicie o analizę danych, może jakieś podpowiedzi dotyczące pracy i gotowe. Czasem się mylą, czasem przypisuje się im ponadnaturalne zdolności. Tacy prezesi giełdowi wieszczą masowe zastępowanie zawodów przez sztuczną inteligencję.

Innym razem Big Techy ogłaszają masowe zwolnienia programistów, bo nie są już potrzebni, bo lepsze jest programowanie z AI. Innym razem okazuje się, że jednak trzeba z powrotem zatrudnić tych programistów, bo AI nie wie co robi i doprowadza do paraliżu usług. Ot, dzień jak co dzień w świecie rozwijającej się sztucznej inteligencji.

Od jakiegoś czasu firmy zajmujące się algorytmami AI dążą do stworzenia agentów AI, którzy realnie działają. Widzieliście to na pewno. Mówicie do telefonu: zarezerwuj kolację na moją rocznicę ślubu, a agent sam znajduje w kalendarzu odpowiednią datę, ulubioną restauracją, dzwoni i ogarnia stolik. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze, żeby płacił za to ze swoich środków, ale nie ma tak lekko. Agenci AI mają nas zastąpić w codziennych czynnościach, ułatwiać pracę i dać nam nowe możliwości. Perplexity ma nowe spojrzenie na ten temat.

Komputer osobisty nowej ery. Perplexity pokazuje, jak ma to wyglądać

Zapraszam na film promocyjny, bo widać na nim kluczowe cechy:

Zapewne waszą uwagę przykuło dobrze znane logo. Tak, pierwszym komputerem osobistym Perplexity jest dobrze znany Mac mini od Apple'a i już tłumaczę dlaczego to dobry wybór. Firma nie zamierza produkować własnych PC, tylko skorzystać z najlepszych rozwiązań na rynku. Czy się to komuś podoba czy nie - obecne Maki miażdżą system w kategorii cena/wydajność. Perplexity zaprezentowało agenta AI, który działa w tle na twoim komputerze. Zarówno agent, jak i komputer działają non stop. Agent łączy się z komputerem, dzięki czemu zyskuje dostęp do twoich lokalnych plików, aplikacji, otwartych sesji, dokumentów i co tam jeszcze masz otwarte.

Po co ten agent miałby to robić? Zapewnia możliwość sterowania komputerem z dowolnego miejsca na świecie poprzez zlecanie zadań agentowi z dowolnego urządzania. Można powiedzieć, że jesteśmy odpowiedzialni za pracę umysłową, a agent wykonuje dla nas zadania czysto fizyczne. Otworzy plik, przeorganizuje dane, będzie monitorować zadania, które mu zlecimy. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy analitykami finansowymi i monitorujemy sytuację na Bliskim Wschodzie. Musimy kiedyś pójść spać, a rano mamy tylko chwilę na nadrobienie informacji. W przypadku komputera zaprezentowanego przez Perplexity śpimy spokojnie, bo zleciliśmy agentowi bieżące monitorowanie sytuacji, rynków i rano dostajemy gotowy raport z tego, co wydarzyło się w nocy.

To tylko jedno z rozwiązań, bo przecież możliwości jest więcej. Idziemy na kolację biznesową, nie zabieramy ze sobą komputera, gdy nagle trafia nam się okazja do pogadania z jakimś ważnym CEO. Podoba mu się to, co mówimy, ale chciałby szybko zobaczyć prezentację na temat, który poruszyliśmy. Nie zrobimy jej z telefonu, bo nie jesteśmy masochistami, więc zlecamy agentowi zrobienie jej i udostępnienie na wasz telefon. Zanim dokończycie pić drinka, macie gotowe dane.

ALE MAM TO SAMO KORZYSTAJĄC Z INNYCH PRODUKTÓW

Niby tak, ale nie do końca. Agent działa lokalnie, nie wysyła twoich plików w świat, nie są używane do szkoleń. Poufne dane są bezpieczne. Perplexity całkiem nieźle to wymyśliło. Nie wymyśla na nowo systemu operacyjnego, nie rzuca rękawicy Windowsowi czy iOS, tylko używa istniejącego rozwiązania. Wnosi określenie osobisty na nowy poziom. Podłączasz agenta do swojego cyfrowego świata i wie o tobie wszystko, zna kontekst, rozumie jakie dane chcesz pokazać. Do tego mamy bezpieczeństwo.

Kiedy będziesz mógł skorzystać z tego rozwiązania? Nie wiadomo, ale już teraz możesz zapisać się w kolejkę. Korzystałem z Perplexity przez rok i co tu dużo mówić - ufam im, więc sam zamierzam się zapisać. Mimo że na dźwięk AI robi mi się słabo.

Paweł Grabowski

11.03.2026 21:14

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T20:35:38+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T19:44:20+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T19:02:10+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T18:29:09+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T17:55:53+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T17:48:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:52:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:42:06+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:55:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:35:38+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:03:48+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T14:21:24+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:39:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Xbox Project Helix ze szczegółami. Hybryda Xbox+PC może zmienić rynek

11 marca 2026, 20:35
Nowy Xbox pierwsze szczegoly

W trakcie imprezy GDC Microsoft zorganizował własną konferencję, na której pokazał światu pierwsze oficjalne informacje dotyczące Xbox Project Helix - nadchodzącej „konsoli”, zacierającej różnice między komputerami oraz dedykowanymi sprzętami do gier.

Xbox Project Helix odpali gry z Xboksa oraz PC. To zmiana, która zatrzęsie rynkiem.

Przewaga konsol zawsze tkwiła w ścisłej kontroli nad kanałami dystrybucji. Przykładowo, tylko Sony decyduje co trafi do PS Store dla PlayStation i tylko Sony pobiera od wszystkich haracz w wysokości 30% każdej transakcji. Microsoft zamierza uderzyć w ten porządek, otwierając Helixa na gry PC.

Co to oznacza? W praktyce Xbox Project Helix uruchomi zarówno dotychczasowe gry z Xboksa (wsteczna kompatybilność), jak również typową grę pisaną pod Windows. Kluczowe pytanie brzmi: czy Microsoft otworzy się na platformy inne niż MS Store?

Odpowiedź w dużej mierze zdefiniuje (nie)powodzenie Xbox Project Helix. Jeżeli maszyna pozwoli uruchamiać gry ze Steam, GOG oraz Epic Games Store w prosty i wygodny sposób charakterystyczny dla konsol, sprzęt może nieźle namieszać na rynku. Jeżeli nie – cóż, Microsoft już kilkukrotnie przegrał starcie ze Steam, przegra po raz kolejny. Nic nowego.

Xbox Project Helix - główne cechy:

  • Uruchamianie gier PC + Xbox
  • Dedykowany układem SoC od AMD
  • Obsługa generacji bibliotek DirectX
  • Obsługa natywnego ray tracingu nowej generacji
  • Obsługa AMD FSR Next (FidelityFX Super Resolution)
  • Renderowanie neuronowe nowej generacji
  • Upscaling nowej generacji
  • Reprodukcja promieni RT/PT (jak Ray Reconstruction)
  • Głęboka kompresja tekstur
  • API DirectStorage z wykorzystaniem algorytmu kompresji Zstd

Xbox Project Helix napędzi układ AMD stworzony z myślą o ray tracingu oraz generatorze klatek.

Pod tym względem Xbox Project Helix będzie jak GeForce RTX 40/50 – silnie oparty o rozwiązania optymalizujące działania gier, jak uplscalery oraz generatory klatek. Dzięki temu na konsoli będzie możliwa płynność wykraczająca poza 60, a nawet 120 klatek na sekundę. Przynajmniej w teorii.

Jednocześnie Xbox Project Helix zaoferuje graczom technologię ray tracing jako standard, a nie tylko nakładkę premium drastycznie obniżającą wydajność. Przypuszczam, że Microsoft celuje w PRZYNAJMNIEJ to, co Capcom osiągnął przy Resident Evil Requiem na PS5 Pro: pełen ray tracing, czyli nie tylko cienie, ale również odbicia i refleksy, przy zachowaniu 60 klatek na sekundę oraz dynamicznego 4K.

Microsoft obiecuje ray tracing nowej generacji, co może oznaczać konsolowy wariant technologii path tracing. To rozwinięcie śledzenia promieni w czasie rzeczywistym, uwzględniające powstawanie nowych ścieżek światła oraz ich rozpraszanie. Słowem - globalna iluminacja w czasie rzeczywistym, uwzględniająca znacznie więcej zmiennych niż tylko bezpośrednie światło.

Xbox Project Helix - kiedy zadebiutuje na rynku?

Pierwsze prototypy nowej maszyny Microsoftu trafią do wybranych producentów gier w 2027 roku. Można przypuszczać, że oznacza to rynkowy debiut nie wcześniej niż rok później.

Szymon Radzewicz

11.03.2026 20:35

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T19:44:20+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T19:02:10+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T18:29:09+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T17:55:53+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T17:48:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:52:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:42:06+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:55:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:35:38+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:03:48+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T14:21:24+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:39:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Galaxy AI wbija szpilę Apple'owi, ja Samsungowi: pytam, co z większymi bateriami

11 marca 2026, 19:44

Choć Apple ładnie lśni na stole, ja Samsunga zawsze wolę - deklamuje smartfon w ręku szefa marketingu Samsunga na Europę. Benjamin Braun chciał pokazać szybkość Galaxy AI, spontanicznie prosząc telefon o krótką rymowankę w języku polskim. Sztuczna inteligencja sama dodała markę rywala, świadoma konkurencji dwóch gigantów o rynek mobilny.

Nie dziwię się szysze Samsunga. Gdybym pracował dla Koreańczyków, też postawiłbym na Galaxy AI. Narzędzia SI działają dobrze i są dostępne w wielu językach, czego nie można napisać o usługach Apple. Samsung ma jednak własne problemy. Pojemność akumulatora, ceny, moc, aparat – to pola, na których chińscy producenci agresywnie się rozpychają.

Samsung jest globalnym liderem Androida, ale ma też globalne tarapaty. Generacja Z woli iPhone’a. Opłacalne serie Galaxy A nie są już tak korzystne cenowo. Sztandarowe Galaxy S w Polsce kosztuje krocie. AI się nie zwraca. To wszystko tematy, o które zapytałem Benjamina Brauna. Ten - jak przystało na mistrza marketingu – w każdej odpowiedzi przemycał własny przekaz. Tak powstał poniższy ping-pong.

Samsung: firmy oferujące niezwykle szybie ładowanie są nieco lekkomyślne

Szymon Radzewicz, Spider’s Web: Wiele osób - nawet fani waszych produktów - uważają, że Samsung jest zbyt zachowawczy. Zwłaszcza w obszarze baterii i designu. Co im odpowiesz?

Benjamin Braun, Chief Marketing Officer, Samsung Europe: Kwestia technologii baterii jest bardzo ciekawa. Uważamy, że są marki, które postępują nieco lekkomyślnie w tym obszarze. Akumulatory takich marek szybko stają się bardzo gorące, przez co ich cykl życia nie będzie zbyt długi. My stawiamy na balans. Wiemy, że ludzie chcą korzystać ze smartfonu minimum dwa lata, najczęściej znacznie dłużej. Dlatego akumulator musi być zachowany w odpowiedniej kondycji przez wiele lat.

Do tego w nowych Galaxy S26 Ultra wprowadzamy o wiele szybsze ładowanie: do 75% w 30 minut. Uważamy, że mamy odpowiedni stosunek między wydajnością oraz niezawodnością. Nie chcemy, by urządzenie Samsunga było po roku odczuwalnie gorsze.

Co do designu – tworzymy projekty urządzeń, z których korzysta większość użytkowników na świecie. Samsung to największy producent smartfonów. To także największy producent telewizorów. Projektujemy więc urządzenia tak, aby pasowały do masy różnych dłoni, aby były obecne w każdej kategorii cenowej. To ogromna odpowiedzialność.

Sz.R.: Odpowiadałeś na to pytanie 100 razy, zapytam 101. Dlaczego dajecie klientom w Europie i Polsce Exynosa zamiast Snapdragona?

B.B.: Jedna ze wspomnianych przez ciebie marek jest Samsunga, druga należy do naszego partnera. Wiele zależy od tego w jakim żyjesz kraju, co powinno robić urządzenie, jaki jest popyt i podaż. Zawsze jednak upewniamy się, że tworzymy smartfon, który świetnie działa.

Jeśli wyjdziesz na ulicę i zapytasz typowego użytkownika, jaki ma procesor w telefonie, zdecydowana większość nie będzie miała pojęcia. Dopóki smartfon świetnie działa, dopóki użytkownik jest zadowolony, to dobry produkt. Wewnątrz takiego smartfonu mamy wiele naszych komponentów, Samsung jest głęboko zakorzeniony na rynku półprzewodników i zawsze dokonujemy dogłębnych analiz, co będzie dobre dla danego rynku.

Funkcje Galaxy AI są za darmo. Ale centra danych nie są darmowe. Tokeny nie są darmowe. Nie strzelacie sobie w stopę? To się przecież nie spina ekonomicznie.

Odpowiem nieco naokoło. Kiedy samochody zaczynały być częścią społeczeństwa, prawo nakazywało, by ludzie machali wielkimi czerwonymi flagami. Ostrzegali w ten sposób pieszych przed „mechanicznymi koniami”. Ludzie się bali. Obawiamy się nowości, podobnie było z windami. Wydaje mi się, że teraz widzimy coś podobnego. Nikt do końca nie wie jak bardzo AI będzie użyteczne i jak wpłynie na firmy, na ludzi, na nas.

Jeśli jednak Samsung ma możliwość wprowadzić rozwiązania pomagające użytkownikom, oszczędzające ich czas, to to robimy. Uważamy to za pozytywną rzecz.

Galaxy S26 z Pocztą Głosową jakiej nie było. Rozprawi się ze spamerami

Galaxy S26 z Pocztą Głosową jakiej nie było. Rozprawi się ze spamerami

Samsung: Polska jest dla nas ekstremalnie istotnym miejscem. Mamy tu kluczowe RnD

Samsung wprowadza nowe funkcje AI do Polski równocześnie z ich globalnymi debiutami. Czemu nie wszyscy tak robią? Jesteśmy za małym rynkiem? Siri wciąż nas nie rozumie.

Po pierwsze, Polska jest ekstremalnie ważnym rynkiem dla Samsunga. Na tyle ważnym, że zdecydowaliśmy się uruchomić jedno z naszych centrów RnD w Warszawie. Mamy też siedem innych biur w Warszawie, bo Polska jest dla nas istotnym miejscem. Do tego polskie centrum RnD zajmuje się AI, co chyba najlepiej tłumaczy, jak ważny jest wasz kraj z perspektywy Samsunga.

Odnośnie dostępności AI: Samsung przyjął strategię demokratyzacji tych funkcji, czyli dostarczania ich wszystkim osobom. Inne marki oferuję takie funkcje w produktach premium albo na określonych rynkach, co moim zdaniem jest nie fair. Każdy powinien mieć do nich dostęp. Dlatego oferujemy nasze rozwiązania we wszystkich smartfonach, od topowych po przystępne cenowo. Do tego także w laptopach, zegarkach, telewizorach. Rok temu mieliśmy 400 milionów użytkowników Galaxy AI. W 2026 roku chcemy podwoić tę liczbę.

Wracam do opłacalności SI. Czy to nie tak, że narzędzia Galaxy AI teraz są darmowe, ale gdy ludzie się do nich przyzwyczają, zacznie się monetyzacja na całego?

Aktualnie wszystkie narzędzia Samsunga w ramach Galaxy AI są darmowe. Natomiast w przyszłości musimy zdecydować, które usługi pozostaną darmowe, a które będą płatne. Jednak wcześniej nasze rozwiązania muszą być niezwykle dobre. Hardware i software musi ze sobą wzorowo współpracować. Musi powstać wartość tak duża, że ludzie sami będą chcieli zainwestować w nasze narzędzia. Dlatego tak silnie skupiamy się teraz na jakości.

Aktualnie wszystko jest darmowe i chcemy, aby każdy użytkownik swobodnie korzystał z Galaxy AI. Aby zobaczył, że z poziomu smartfonu wystarczy kilka pociągnięć palcem, aby uzyskiwać efekty, jakie dawniej dostarczały tylko zaawansowane programy. Dla osób takie jak ja, które nie mają specjalistycznej wiedzy, to niezwykle ekscytujące.

-----

Nasza rozmowa miała miejsce podczas wydarzenia Galaxy Unpacked 2026, poświęconej premierze smartfonów z rodziny Galaxy S26

Szymon Radzewicz

11.03.2026 19:44

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T19:44:20+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T19:02:10+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T18:29:09+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T17:55:53+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T17:48:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:52:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:42:06+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:55:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:35:38+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:03:48+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T14:21:24+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:39:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Wskazali zawody, które znikną. Czas się pakować

11 marca 2026, 19:02
Wskazali zawody, które znikną. Czas się pakować

Od lat mówi się o wpływie sztucznej inteligencji na kwestię zatrudnienia. Wraz ze wzrostem popularności czatbotów wiele osób wieściło koniec zawodów takich jak programista, grafik, tłumacz czy telemarketer. Nie musieliśmy długo czekać na efekty - AI już teraz powoli zastępuje młodych na rynku pracy. Anthropic, firma odpowiadająca za czatbota Claude wymienia kilka zawodów, które są szczególnie narażone.

Twórcy popularnego czatbota sztucznej inteligencji wymieniają zagrożone zawody

Anthropic publikował nowy raport skupiający się na wpływie sztucznej inteligencji na rynek pracy. W komunikacie możemy wyczytać, że obecne możliwości czatbotów sztucznej inteligencji mają być dopiero ułamkiem pełnego potencjału narzędzi. 

Twórcy Claude uważają, że mimo "sztuczna inteligencja jest daleka od osiągnięcia swoich teoretycznych możliwości", wiele zawodów jest już dziś narażonych na wyparcie przez AI. Twórcy wymieniają kilka profesji, które są najbardziej narażone na rozwój AI:

  • programiści komputerowi,
  • przedstawiciele obsługi klienta,
  • osoby zajmujące się wprowadzaniem danych,
  • specjaliści ds. dokumentacji medycznej,
  • analitycy badań rynku,
  • analitycy inwestycyjni,
  • analitycy ds. zapewniania jakości oprogramowania i bezpieczeństwa,
  • specjaliści w zakresie wsparcia pomocy technicznej.

Z raportu firmy wynika, że pracownicy najbardziej narażonych zawodów "częściej są starsi, bardziej wykształceni i lepiej opłacani" - to również bardzo często kobiety. Już wcześniej pojawiły się badania, które wskazywały, że to właśnie zawody zdominowane przez panie są bardziej narażone na zmiany na rynku pracy wynikające z rozwoju sztucznej inteligencji. 

W doniesieniach Anthropic z pewnością znajdują się nieoczywiste zawody takie jak specjaliści ds. dokumentacji medycznej. Nie brakuje tu jednak też oczywistości takich jak programiści. Już teraz najwięksi giganci technologiczni zwalniają dziesiątki tysięcy pracowników, ale jednocześnie stawiają na ulepszenia w centra danych.

Czytaj też:

Które zawody nie są zagrożone przez AI? Tu również nie ma zaskoczeń

Sztuczna inteligencja nie jest w stanie zastąpić zawodów, które wymagają fizycznej obecności człowieka. Są to np. mechanicy, kucharze, ratownicy, barmani, pracownicy szatni. Program komputerowy jest w stanie zastąpić głównie tylko tych, którzy wykorzystują do swojej pracy komputera. 

Obserwuj nas w Google Discover

Albert Żurek

11.03.2026 19:02

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T19:02:10+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T18:29:09+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T17:55:53+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T17:48:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:52:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:42:06+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:55:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:35:38+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:03:48+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T14:21:24+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:39:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Rakiety, satelity i obrona. Polska rusza z kosmicznym planem za miliardy

11 marca 2026, 18:29

Polska od lat produkuje komponenty dla europejskich misji kosmicznych, ale dotąd robiła to raczej w tle. Teraz stara się przeskoczyć poziom wyżej. Ruszył 10-letni Program Badań Kosmicznych, który ma spiąć rozproszone kompetencje w jeden plan: od budowy satelitów, przez własne technologie wynoszenia, po zaawansowane ładunki naukowe i wojskowe. Wartość prac szacuje się na 2,4 mld zł, a horyzont czasowy sięga 2035 r.

Polska nie chce już tylko podwykonawstwa

Za program odpowiada Sieć Badawcza Łukasiewicz, która konsoliduje zasoby 22 instytutów, z Instytutem Lotnictwa jako liderem części kosmicznej. Dotychczas te jednostki działały głównie jako partnerzy zagranicznych koncernów i agencji, dostarczając podsystemy, elektronikę czy struktury mechaniczne do większych projektów. Teraz mają tworzyć własne, kompletne rozwiązania – od projektu po integrację i eksploatację.

Program rozpisano na kilkadziesiąt projektów badawczych. Oczywiście to nie polski NASA, ale po raz pierwszy pojawia się rama, która pozwala myśleć o kosmosie nie jako o serii pojedynczych grantów, lecz jako o spójnym portfelu: satelitów, rakiet, systemów serwisowych, napędów i oprogramowania. Celem jest nie tylko nauka, lecz także zbudowanie własnej pozycji na europejskim rynku kosmicznym – zgodnie z wcześniejszą krajową strategią, która zakładała osiągnięcie około 3 proc. udziału polskiego przemysłu w europejskim sektorze kosmicznym do 2030 r.

Jak czytamy na łamach Nauka w Polsce, finansowanie ma pochodzić z kilku źródeł: środków samej Sieci, funduszy przeznaczonych na obronność i technologie kosmiczne oraz pieniędzy prywatnych firm. Jednym z założeń jest to, że projekty od początku mają być projektowane jako dual use, czyli nadawać się zarówno do zastosowań cywilnych, jak i wojskowych – od obserwacji Ziemi i badań naukowych po rozpoznanie, łączność i nawigację.

Trzy filary: satelity, rakiety i to, co w środku

Program opiera się na trzech głównych filarach. Pierwszy to platformy satelitarne, czyli same ciężarówki wynoszące w kosmos aparaturę: ze strukturą, zasilaniem, systemem sterowania i łącznością. Tutaj stawką jest zdolność do samodzielnego zaprojektowania i zintegrowania satelity, a nie tylko dostarczenia do niego pojedynczych klocków. Drugi filar to technologie wynoszenia – w uproszczeniu wszystko, co zbliża nas do własnych lub współtworzonych rakiet, systemów startowych i rozwiązań związanych z wielokrotnym użyciem konstrukcji nośnych.

Trzeci filar to tzw. ładunki użyteczne, czyli cała aparatura, która jest celem misji: teleskopy, radary, kamery hiperspektralne, systemy łączności, sensory do pomiarów atmosfery, instrumenty do monitorowania pogody kosmicznej, a także rozwiązania typowo wojskowe. To właśnie w ładunkach kryje się najwięcej wartości dodanej – to one decydują o tym, czy satelita zarabia na siebie, pomaga rolnikom, meteorologom i wojsku, czy tylko krąży, żeby krążyć.

Ważnym wątkiem są też technologie serwisowania satelitów na orbicie: robotyczne ramiona, systemy dokowania, precyzyjne sterowanie. Tego typu rozwiązania są uważane za jeden z najbardziej perspektywicznych segmentów rynku kosmicznego w Europie, bo pozwalają przedłużać życie drogich satelitów, uzupełniać im paliwo czy zmieniać konfigurację konstelacji bez potrzeby wystrzeliwania nowych egzemplarzy.

SPARK: własne laboratorium na orbicie

Pierwszym wyraźnym symbolem ambicji programu jest satelita SPARK – eksperymentalna platforma badawcza, która w ciągu najbliższych lat ma trafić na niską orbitę okołoziemską. Jego zadaniem będzie nie tyle wykonywanie spektakularnych zdjęć, ile testowanie polskich technologii w warunkach, których nie da się w pełni odtworzyć w laboratorium: próżni, promieniowania, gwałtownych zmian temperatury i mikrograwitacji.

Na pokładzie SPARK-a mają znaleźć się m.in. systemy awioniki, źródła zasilania, komputery pokładowe i układy łączności opracowane w kraju. Dzięki temu inżynierowie będą mogli sprawdzić, jak ich rozwiązania zachowują się w realnym locie, a nie tylko na stanowisku testowym. Dla wielu firm i instytutów może to być przepustka do wejścia na rynek dostawców podsystemów dla większych misji europejskich.

Tego typu demonstrator technologiczny ma jeszcze jedną zaletę. Pozwala ćwiczyć pełny cykl życia misji kosmicznej. Od projektowania i integracji, przez przygotowanie kampanii startowej, aż po operacje na orbicie i analizy danych. To doświadczenie, którego nie zastąpi nawet najdłuższa lista udanych kontraktów na pojedyncze komponenty.

Kosmos to infrastruktura krytyczna. W końcu to zrozumieliśmy

Dlaczego państwo ma inwestować miliardy w kosmos, zamiast zostawić go wyłącznie prywatnym graczom? Odpowiedź kryje się w tym, jak zmieniła się rola satelitów. To już nie tylko ładne zdjęcia z orbity. To element infrastruktury krytycznej: nawigacja, synchronizacja sieci energetycznych i telekomunikacyjnych, obserwacja granic, monitorowanie pogody i klimatu, ostrzeganie przed klęskami żywiołowymi, a także wsparcie działań wojskowych.

Państwa, które mają własne satelity i know-how, zyskują większą autonomię. Mogą polegać na swoich danych, a nie tylko na komercyjnych usługach z zagranicy. Mogą też aktywnie współtworzyć europejskie programy kosmiczne, zamiast być wyłącznie ich klientem. Nowy program ma właśnie w tym pomóc: stworzyć środowisko, w którym polskie instytuty i firmy będą projektować konkretne rozwiązania pod realne potrzeby bezpieczeństwa, gospodarki i administracji.

Dual use oznacza, że ta sama technologia może obsłużyć kilka światów naraz. Radar satelitarny śledzi jednocześnie ruch statków na Bałtyku, zanieczyszczenia powietrza nad aglomeracjami i potencjalnie niepokojące aktywności w pobliżu granicy. Algorytmy analizy danych satelitarnych pomagają rolnikom optymalizować nawożenie i wodę, a w razie kryzysu mogą wspierać służby kryzysowe, które szukają dróg dojazdu po powodzi czy osuwisku.

Od symbolicznej misji do własnych systemów

W ubiegłym roku o polskim kosmosie głośno było głównie przy okazji misji polskiego astronauty na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Lot Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego stał się ważnym symbolem: Polska wróciła do załogowej eksploracji po wielu dekadach przerwy i zyskała rozpoznawalnego ambasadora swojego sektora kosmicznego.

Program Badań Kosmicznych jest kolejnym rozdziałem w tej samej opowieści, ale przenosi akcent z człowieka na infrastrukturę. Chodzi o to, by za kilkanaście lat polski kosmos kojarzył się nie tylko z jednym nazwiskiem i jednym lotem, lecz z całą siecią misji, instrumentów badawczych i usług, z których korzystają rolnicy, samorządy, wojsko, naukowcy i firmy.

Przeczytaj także:

Jeśli uda się utrzymać finansowanie i tempo prac, Polska może w ciągu dekady dorobić się nie tylko własnego satelity badawczego, lecz także kompetencji w obszarach uznawanych dziś za strategiczne w skali Europy: serwisowania satelitów, ekologicznych napędów i zaawansowanych systemów analizy danych.

Na razie program jest na starcie. O tym, czy stanie się trwałym fundamentem polskiej obecności w kosmosie, zdecydują kolejne lata: udane starty, dopięte kontrakty, działające systemy na orbicie i zdolność do przyciągnięcia młodych inżynierów, którzy zamiast wyjeżdżać, będą chcieli budować rakiety, satelity i kosmiczne oprogramowanie właśnie tutaj. Polski kosmos przestaje być wyłącznie ambicją, a zaczyna być planem z budżetem, kalendarzem i konkretnymi zadaniami do wykonania.

Marcin Kusz

11.03.2026 18:29

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T17:55:53+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T17:48:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:52:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:42:06+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:55:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:35:38+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:03:48+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T14:21:24+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:39:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Intel zrobił najlepsze procesory w historii. Powrót wielkiej dominacji?

11 marca 2026, 17:55
Intel Core Ultra procesory z 52 rdzeniami

Intel dotychczas oferował procesory takie jak Core Ultra 9 285K, 7 265K czy 5 245K. Poprzednia generacja wydana pod koniec 2024 r. została słabo przyjęła się wśród klientów - głównie ze względu na to, że jeszcze wcześniejsza, 14. generacja była szybsza. Nowe modele mają być z kolei lepsze, szybsze i wydajniejsze w programach i grach. Uwierzę, gdy zobaczę.

Intel ma nowe procesory. Odświeżone Core Ultra 200S Plus 

Oferta nowych procesorów obejmuje dwa układy:

  • Intel Core Ultra 7 270K Plus - 24 rdzenie, 24 wątki, zegar 5,5 GHz, 36 MB cache, 125 W TDP;
  • Intel Core Ultra 5 250K Plus - 18 rdzeni, 18 wątków, zegar 5,3 GHz, 30 MB cache, 125 W TDP.

Brakuje tu zatem odświeżania dla najwyższego Core Ultra 9, ale czy aby na pewno? Nie do końca, ponieważ teoretycznie to nowy Ultra 7 270K oferuje bardzo zbliżoną specyfikację do modelu 9 285K. Otóż oba czipy zostały wyposażone w konfigurację 24 rdzeni i wątków logicznych. Wcześniejsze modele Core 5 i 7 oferowały bowiem gorszą specyfikację:

  • Intel Core Ultra 7 265K - 20 rdzeni, 20 wątków, zegar 5,5 GHz, 36 MB cache;
  • Intel Core Ultra 5 245K - 14 rdzeni, 14 wątków, zegar 5,2 GHz, 24 MB cache

Ulepszono je zatem o cztery rdzenie i cztery wątki logiczne. Dzięki temu nowe układy mają gwarantować znacznie lepszą wydajność w porównaniu z poprzednikami. Według testów Intela Core Ultra 7 270K Plus jest średnio 15 proc. szybszy, a 5 250K Plus - 13 proc. szybszy w grach. Wyniki zależą oczywiście od danego tytułu - w niektórych wzrosty mogą wynosić skromne 4 proc., a w innych ponad 30. 

Jak z kolei wydajność prezentuje się na tle konkurencji? Core Ultra 7 270K Plus ma kosztować 300 dol., natomiast 5 250K Plus - 200 dol., więc są to odpowiedniki dla AMD Ryzenów 7 9700X i 5 9600X. Intel porównał swoje czipy do konkurencji pod względem wydajności wielowątkowej. Oba nowe procesory mają być nawet 2-krotnie szybsze od swoich odpowiedników ze strony AMD w testach takich jak Cinebench, Blender czy 3DMark. 

Wynika to oczywiście z zastosowania znacznie więcej liczby rdzeni. Ryzen 7 9700X został wyposażony w 8 rdzeni i 16 wątków, a Ryzen 5 9600X - 6 rdzeni i 12 wątków. Czipów nie porównano pod kątem gier. Mimo tego Intel uważa, że są to "najszybsze procesory Intel do komputerów stacjonarnych do gier w historii". Z czasem zobaczymy, czy 7 270K Plus będzie mógł walczyć z Ryzenem 7 9850X3D nastawionym przede wszystkim na gry.

Czytaj też:

Szybsze pamięci, ale takie same płyty główne

Oprócz tego nowe procesory mają zachować kompatybilność z dotychczasowymi płytami głównymi z chipsetem z serii Intel 800 wykorzystującymi gniazdo LGA 1851. Z ulepszeń dodano także wsparcie szybszych pamięci DDR5 o szybkości 7200 MT/s. Dotychczasowe Intele współpracowały z modułami DDR5-6400.

Procesory Intela na ogół czerpią garściami z szybszych pamięci. Sklepowa premiera nowych układów odbędzie się 26 marca. Czyli za nieco ponad dwa tygodnie. Wtedy dowiemy się, czy AMD będzie mógł spać spokojnie. 

Obserwuj nas w Google Discover

Albert Żurek

11.03.2026 17:55

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T17:48:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:52:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:42:06+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:55:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:35:38+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:03:48+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T14:21:24+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:39:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:12:00+01:00

Wojsko Polskie wskrzesza stare strzelnice. "Najpierw zamykali, teraz otwierają"

11 marca 2026, 17:48

Przez lata strzelnice wojskowe znikały z mapy nie dlatego, że przestały być potrzebne, ale dlatego, że coraz trudniej było pogodzić ich działanie z przepisami budowlanymi i środowiskowymi. Między 2015 a 2024 rokiem wydano łącznie 26 decyzji o wyłączeniu strzelnic z użytkowania. Do tych decyzji złożono już 17 wniosków o uchylenie, 3 obiekty są ponownie w eksploatacji, a 6 spraw wciąż analizują urzędnicy.

To dopiero początek. W wielu miejscach stan techniczny infrastruktury nie pozwala po prostu zdjąć kłódki z bramy i wznowić ognia. Potrzebne są remonty wałów ziemnych, kulochwytów, ekranów ochronnych czy systemów odwodnienia, a więc inwestycje, które muszą być skrojone pod obecne standardy bezpieczeństwa.

Wojsko podkreśla, że przywracanie strzelnic to element zakrojonego planu wzmacniania zdolności obronnych – bez miejsc do strzelania nawet najlepsze programy szkoleniowe pozostają teorią. Reaktywacja obiektów ma więc bezpośrednio przełożyć się na tempo i jakość treningu żołnierzy zawodowych, Wojsk Obrony Terytorialnej i rezerwistów.

Dlaczego strzelnice w ogóle zamknięto?

Większość obecnie nieużywanych strzelnic zabiły przepisy sprzed ponad dwóch dekad. Chodzi o stare rozporządzenie dotyczące warunków technicznych dla strzelnic, które bardzo rygorystycznie definiowało m.in. strefy bezpieczeństwa – obszary, w których pocisk nie może w żadnym scenariuszu opuścić osi strzelania. Dla wielu istniejących obiektów dostosowanie się do tych wymogów oznaczało gigantyczne koszty albo konieczność rezygnacji z części osi strzeleckich.

Do tego dochodziły limity hałasu i decyzje organów nadzoru budowlanego. Strzelnice powstawały często w czasach, gdy wokół było głównie pole lub las. Z biegiem lat zabudowa podchodziła coraz bliżej, a wraz z nią rosła liczba skarg na huk wystrzałów. Tam, gdzie nie dało się szybko przeprojektować wałów czy ekranów akustycznych, łatwiej było obiekt po prostu zamknąć niż inwestować w remont bez gwarancji, że po modernizacji znów dostanie zielone światło.

W efekcie wojsko zostawało z rosnącymi potrzebami szkoleniowymi i coraz krótszą listą miejsc, gdzie można prowadzić intensywne strzelania na różnych dystansach. Brak infrastruktury wymuszał ściskanie harmonogramów, dłuższe dojazdy do poligonów i rezygnację z części scenariuszy treningowych.

Nowe prawo, nowe możliwości

Przełom przyniosły dopiero zmiany legislacyjne ostatnich lat. Zastąpiono stare zasady techniczne nowym rozporządzeniem dotyczącym obiektów budowlanych służących obronności, które inaczej definiuje wymagania dla takich konstrukcji jak strzelnice, wały ziemne czy osłony balistyczne. Ważne jest to, że nowe przepisy pozwalają projektować strefy bezpieczeństwa bardziej elastycznie, z uwzględnieniem rzeczywistych parametrów broni, ukształtowania terenu i nowoczesnych rozwiązań inżynieryjnych.

Drugim filarem jest tzw. specustawa obronna z 2025 r., która wprowadziła szczególne zasady przygotowania i realizacji strategicznych inwestycji dla potrzeb obronności. Ułatwia to m.in. wyznaczanie stref ochronnych wokół terenów zamkniętych i pozwala szybciej przeprowadzać inwestycje modernizacyjne. Dzięki temu nieużywane obiekty przestają być martwymi aktywami, a zamieniają się w kandydatów do reaktywacji.

MON zapowiada, że kolejnym krokiem będzie analiza strzelnic zamkniętych głównie z powodu hałasu. Tam, gdzie nowe przepisy i możliwe zabezpieczenia akustyczne pozwolą zmieścić się w normach, obiekty też mogą wrócić do systemu szkolenia – być może w ograniczonej formule, np. z krótszymi osiami lub mniejszym kalibrem broni.

Nie każda strzelnica od razu ruszy pełną parą

Proces będzie rozciągnięty w czasie. Część obiektów nadaje się do szybkiego uruchomienia, ale inne wymagają gruntownych modernizacji: przebudowy wałów, wymiany kulochwytów, budowy nowych stanowisk czy instalacji dodatkowych ekranów akustycznych.

W niektórych miejscach szkolenie wznowiono już teraz, ale w ograniczonym zakresie – na krótszych dystansach albo z użyciem amunicji treningowej. To kompromis, który pozwala z jednej strony szybko odtworzyć część zdolności szkoleniowych, a z drugiej stopniowo dostosowywać infrastrukturę do pełnych wymogów technicznych i środowiskowych.

Przeczytaj także:

MON przygotowuje już wytyczne dotyczące projektowania, budowy i eksploatacji strzelnic stałych oraz tych tworzonych w terenie. Chodzi o to, by nowe inwestycje i remonty nie były za każdym razem wymyślaniem koła na nowo, tylko korzystały z jednolitego standardu bezpieczeństwa, ergonomii i ochrony środowiska.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Tima Miroshnichenko, Pexels

Marcin Kusz

11.03.2026 17:48

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T17:48:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:52:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:42:06+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:55:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:35:38+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:03:48+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T14:21:24+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:39:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:12:00+01:00

Biedacy stracili dostęp do ulubionej zabawki. Bogu niech będą dzięki

11 marca 2026, 16:52
Biedacy stracili dostęp do ulubionej zabawki. Bogu niech będą dzięki

Portal X jest szkodliwym miejscem. Roi się tam od siewców fejków, trolli, propagandzistów dwóch reżimów - chińskiego i rosyjskiego. To stamtąd przychodzi wiele szkodliwych treści, które są potem publikowane w polskim internecie. Jednocześnie X był poligonem doświadczalnym dla sztucznej inteligencji - Groka. Użytkownicy pokochali jego funkcje, w tym możliwość zapytania go bezpośrednio pod jakimś wpisem. Grok w ich oczach zamieniał się w magicznego weryfikatora faktów. GROK CZY TO PRAWDA? GROK ZWERYFIKUJ TO. GROK POWIEDZ MU, ŻE SIĘ MYLI. Widziałem te zapytania i miałem ochotę popełnić seppuku za pomocą długopisu.

Użytkownicy pytali Groka absolutnie o wszystko. Który mamy rok, gdzie leży Europa i czy na zdjęciu białego samochodu widać biały samochód. Moim ulubionym zastosowaniem było weryfikowanie za pomocą sztucznej inteligencji wpisów napisanych przez sztuczną inteligencję. Komedia. Grok był przez większość czasu darmowy, ale tylko dlatego, że płaciło mu się w naturze - danymi do wytrenowania. Raz na jakiś czas Grok miał odpały, wyzywał wtedy użytkowników, polityków, ale mieściło się to w konwencji wolności słowa, którą tak umiłował Elon Musk. Wprawdzie jakoś magicznie Grok omijał z krytyką samego właściciela portalu X, ale to na pewno był błąd w matriksie, a nie celowe działanie.

Z czasem funkcje Groka były ograniczane. Wykorzystywanie go do przerabiania zdjęć pod kątem ukazania większej nagości, sprawiło, że funkcja tworzenia obrazów trafiła tylko do płacących użytkowników. Jednak nadal każdy mógł skorzystać z funkcji weryfikacji wpisów.

Grok przestaje być darmowy. Koniec weryfikatora danych dla ubogich

GROK CZY TO PRAWDA?

GROK ZWERYFIKUJ TO.

GROK, CZEMU MILCZYSZ?

GROK? ŻYJESZ?

GROK?

Portal X przeżywa dzisiaj żałobę. Grok milczy. Nie weryfikuje, nie wyzywa, nie tworzy mądrych postów. Po jego wywołaniu pojawia się komunikat:

ROZUMIECIE TO? Nagle erudyci milkną, dyskusje przestają być merytoryczne, użytkownicy ze zgrozą odkrywają, że są jak narkomani na haju. Potrzebują kolejnej dawki Groka, ale tym razem trzeba za niego zapłacić. I to sporo. Elon Musk zachował się jak ten diler z opowieści mamy, zanim wysłała cię do szkoły w dużym mieście. Dał za darmo działkę, uzależnił, a teraz żąda zapłaty.

Co to oznacza? Grok się nasycił. Zdobył dużo danych, a dawanie kolejnych bzdurnych odpowiedzi kosztuje zbyt dużo, więc czas na zwiększanie stopy zwrotu. Nie da się utrzymać pożerającej dziennie miliony dolarów funkcji bez wprowadzenia opłat. Dostęp do Groka jest możliwy po wykupieniu już pierwszego poziomu Premium. To zaledwie 30 zł miesięcznie, zapewne tak pomyśli sobie część użytkowników uzależnionych od Groka. Będą chcieli znów mieć możliwość zapytania algorytmu o weryfikację. To wręcz uzależnia.

Właśnie obserwujemy klasyczny model działania Big Techów. Przerabialiśmy to setki tysięcy razy. Użytkownicy najpierw dostają coś za darmo, przyzwyczają się, a następnie są coraz mocniej pchani w objęcia subskrypcji. Dlaczego akurat ta opcja? Bo jest najbardziej opłacająca się. Użytkownik płaci co miesiąc daninę, żeby korzystać ze swoich ulubionych funkcji. Elon Musk po prostu doszedł do wniosku, że czas zebrać owoce swojego dzieła.

Cieszę się

Mdliło mnie od tego ciągłego pytania Groka o wszystko, a ostatnie dni były już absolutnym dramatem. Grok postanowił obrażać urzędującego prezydenta, polityków wszystkich opcji, ale w taki sposób, że gdybym to ja napisał te słowa ze swojego konta, to miałbym dzisiaj pod drzwiami kolejkę prawników z pozwami o zniesławienie i obrazę głowy państwa. Grok stał się niebezpieczną zabawką. Nikt nie weryfikował czy mówi prawdę, wystarczyło, że w jakiś potwierdził to, co chciał wiedzieć pytający. Zlikwidowanie dostępu dla osób niepłacących pozwoli ograniczyć liczbę trolli wykorzystujących to narzędzie i sprawi, że X na chwilę będzie trochę normalniejszy. Nie mam żadnych wątpliwości, że ten okres będzie bardzo krótki.

Zdjęcie główne: miss.cabul / Shutterstock.com

Paweł Grabowski

11.03.2026 16:52

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T16:42:06+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:55:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:35:38+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:03:48+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T14:21:24+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:39:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:12:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:01:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T20:03:37+01:00

Ważna aktualizacja Windowsa 11. Tym razem nie wysadzi komputera

11 marca 2026, 16:42

Twórcy systemu przyzwyczaili nas, że w drugi wtorek miesiąca otrzymujemy kolejną aktualizację. Tym razem do dostępna do pobrania jest KB5079473 dla obu systemów: Windows 11 24H2 oraz 25H2 (kompilacje 26200.8037 i 26100.8037). Warto zainstalować, ponieważ oprogramowanie wnosi mnóstwo zmian.

Windows 11 z aktualizacją z marca 2026 już tu jest

Lista zmian marcowego uaktualnienia jest całkiem pokaźna. Zawiera bowiem ważne poprawki zabezpieczeń (ponad 80) oraz inne przydatne zmiany w systemie Microsoftu. Wiele z nich bezpośrednio wpływa na działanie Windowsa 11.

Pierwsza ze zmian dotyczy eksploratora plików, który po zainstalowaniu uaktualnienia ma być bardziej niezawodny niż wcześniej. W praktyce jeśli wykorzystamy paska wyszukiwania plików w celu przeszukania danych z Tego komputera lub wielu dysków system powinien szybciej skanować i wyświetlać interesujące nas pliki. Od lat sam mam problem z użytecznością tego działania - nie dość, że działało wolno, to jeszcze pokazuje dane, których nie potrzebujemy. Teraz może będzie lepiej.

Ulepszono też menedżer obrazów systemu Windows. Aktualizacja zwiększa bezpieczeństwo, sprawiając, że okno dialogowe z ostrzeżeniem potwierdzającym, czy instalowany plik pochodzi zaufanego źródła będzie pojawiać się znacznie częściej.

Aktualizacja wpływa na działanie Windows Defender. Nowa wersja usprawnia sposób, w jaki funkcja kontroli aplikacji Windows Defender obsługuje zasady listy dozwolonych obiektów. Wcześniej te były blokowane, gdy zasady zabezpieczeń punktów końcowych były ustawione na wyższym poziomie niż zasady listy dozwolonych obiektów. Czyli w praktyce Windows Defender powinien być nieco niezawodniejszy.

Spora zmiana dotyczy także bezpiecznego rozruchu Windows. Od marcowej aktualizacji, uaktualnienia systemu mają zawierać dodatkowe dane o urządzeniach o wysokim poziomie wiarygodności. Tym sposobem gigant ulepsza kwestię automatycznego otrzymywania nowych certyfikatów bezpiecznego rozruchu. 

Najnowsza wersja również wprowadza ulepszenia, które wprowadzono już w lutym 2026 r. za sprawą nieobowiązkowe aktualizacji systemu. Jednym z nich jest m.in. wbudowany w pasek zadań test szybkości sieci, który uruchamia domyślną przeglądarkę i sprawdza stan połączenia z internetem, a także nowe emoji. 

Czytaj też:

Czy jeśli zainstaluję aktualizację komputer nie zamieni się w cegłę?

Ostatnie wtorkowe comiesięczne aktualizacje oprócz nowych funkcji przynosiły także mnóstwo problemów z działaniem komputerów. Jedne były pomniejsze, a inne realnie wpływały na działanie oprogramowania. Microsoft twierdzi, że tym razem uaktualnienie nie zawiera żadnych błędów. Gigant zadeklarował, że w 2026 r. będzie stawiał na jakość oprogramowania, ograniczają nowości. Oby tak było. 

Obserwuj nas w Google Discover

Obrazek główny: Wirestock Creators / Shutterstock.

Albert Żurek

11.03.2026 16:42

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T15:55:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:35:38+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:03:48+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T14:21:24+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:39:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:12:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:01:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T20:03:37+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T19:10:13+01:00

Messenger i Facebook z potężną zmianą. Już się nie nabierzesz

11 marca 2026, 15:55
Kto zablokował mnie na Messengerze? Jest sposób, by to sprawdzić

Mamy 2026 r., a ludzie wciąż nabierają się na metody przestępców, przez które tracą dostęp do swoich kont. W dalszym ciągu możemy spotkać się z wiadomościami wysyłanych do znajomych na Facebooku i Messengerze z treściami typu: pożycz określoną ilość pieniędzy lub kliknij link, żeby mi pomóc. Aby walczyć z tym, Meta wprowadza nowe zabezpieczenia.

Messenger rozszerza zaawansowane wykrywanie oszustw

Meta poinformowała, że w tym miesiącu mieszkańcy większej liczby krajów skorzystają ze świetnego narzędzia, jakim jest zaawansowane wykrywanie oszustw w Messengerze. Rozwiązanie jest bardzo przydatne z perspektywy zwykłego użytkownika.

Działa w taki sposób, że komunikator wykrywa schematy typowych oszustw typu podejrzane oferty pracy czy prośby o kliknięcie linku w rozmowie na Messengerze. Jeśli algorytmy rozwiązania zdecydują, że wiadomość pasuje do znanych wzorców, ostrzeże użytkownika i zapyta go, czy ten chce udostępnić ostatnie wiadomości czatu do analizy pod kątem oszustw z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. 

Oprogramowanie wyświetli również komunikat z przydatnymi informacjami, na co warto zwracać uwagę. Zasugeruje też działania takie jak zgłoszenie podejrzanego konta oraz jego zablokowanie. To będzie przydatne narzędzie do walki z oszustami - także tymi, którzy przejęli konto naszemu znajomemu lub członkowi rodziny.

Czytaj też:

Facebook z kolei wyświetli powiadomienia o podejrzanych próśb do znajomych

Często jest tak, że na Facebooku dostajemy mnóstwo próśb o przyjęcie do znajomych z podejrzanych kont zza granicy i nie tylko. Natomiast Meta teraz testuje nowe ostrzeżenia na Facebooku, które mają zabezpieczyć nas przed potencjalnymi oszustami. Jeśli otrzymamy zaproszenie od konta, które wykazuje oznaki podejrzanej aktywności, nie ma wielu wspólnych znajomych lub pochodzi z innego kraju, dostaniemy powiadomienie.

Aplikacja wyświetli nam, że konto zostało założone niedawno czy pochodzi z innego kraju. To ma pozwalać podjąć świadomą decyzję. Facebook nie zablokuje możliwości przyjęcia profilu do znajomych. Jeśli uznamy, że to prawdziwe konto, wciąż będziemy mogli zaakceptować prośbę. 

WhatsApp też zostaje zabezpieczony

Meta również wprowadza zabezpieczenie do WhatsAppa. Polegają na tym, że jeśli oszuści będą nakłaniać użytkownika do połączenia jego konta ze swoim urządzeniem, aplikacja będzie wyświetlać ostrzeżenie o potencjalnym oszustwie.

Obserwuj nas w Google Discover

Albert Żurek

11.03.2026 15:55

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T15:35:38+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:03:48+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T14:21:24+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:39:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:12:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:01:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T20:03:37+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T19:10:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:50:41+01:00

Rusza pociąg "Nieśpieszny". Kolej mówi, jak będzie wyglądać podróż w czasie

11 marca 2026, 15:35
stare pociagi

W jednym z moich ulubionych odcinków "Miodowych lat" – choć prawdę mówiąc, tak zaczynają się moje opowieści o ponad 90 epizodach tego serialu – Karol z Tadziem ruszają do Karpacza. Wyprawa ekscytuje ich tak bardzo, że jeszcze przed wyjazdem kupują zabawne gadżety, by robić psikusy kolegom z Klubu Sierżanta. Jednym z takich przedmiotów są magiczne kajdanki, które mają rozpiąć się po wypowiedzeniu magicznego słowa. Tadeusz Norek chce pokazać przyjacielowi sztuczkę, więc będąc już w wagonie z kuszetką obaj splątują się obrączką. Szybko okazuje się, że czar nie działa. Mimo rozkazu kajdan nie puszcza, a zabawka to wielki kit wciśnięty przez oszusta. Co gorsza – Tadzik nie ma klucza, żony, jak wydaje się Karolowi, mylą peron i cała wyczekiwana podróż mocno się komplikuje.

Może niekoniecznie w takich warunkach chciałbym podróżować, ale biła z tego odcinka radość przed wielką podróżą i szansą na wypoczynek w wygodnej kuszetce. Nie załapałem się na długie wyprawy, choć akurat jeszcze dobrze kojarzę przedziałowe wagony z zapadającymi się kanapami. Nie mam prawa tego pamiętać, ale zgaduję, że były naprawdę wygodne.

Jeżeli marzy wam się podobna wyprawa w góry – minus przykuwanie się kajdankami i gubienie bliskich osób na dworcu – to dobrze się składa, bo pociąg "Nieśpieszny" od PKP Intercity już w kwietniu wyjedzie na tory. Przewoźnik niedawno zdradził pierwsze szczegóły, ale ciągle nie wiedzieliśmy, jak pojedzie historyczny skład.

Rozkład jazdy "Nieśpiesznego" – ze stolicy w Tatry jak za dawnych lat

"Nieśpieszny" w premierowy kurs wyjedzie 17 kwietnia ze stacji Warszawa Główna. "Góral" w drodze do Zakopanego zatrzyma się na następujących stacjach:

Zawiercie - Dąbrowa Górnicza Ząbkowice - Oświęcim - Czechowice Dziedzice - Kalwaria Zebrzydowska Lanckorona - Sucha Beskidzka Zamek - Chabówka – Zakopane

Zaplanowana lokomotywa to EP07-442.

A oto kolejne podróże "Nieśpiesznego" szykowane na ten kwietniowy weekend:

  • 18.04.2026 pociąg nr 33162 „OSCYPEK” - Zakopane – Chabówka. Zaplanowana lokomotywa EP07-442
  • 18.04.2026 pociąg nr 33160/1 „OSCYPEK” - Chabówka - Wadowice - Bielsko Biała Gł. - Czechowice Dziedzice - Oświęcim - Kraków Płaszów - Nowy Targ - Zakopane. Zaplanowana lokomotywa EP07-442
  • 19.04.2026 pociąg nr 31140/1 „SAWA” - Zakopane - Chabówka - Skawina - Zator Park Rozrywki - Dąbrowa Górnicza Ząbkowice - Zawiercie - Warszawa Zachodnia - Warszawa Centralna - Warszawa Wschodnia. Zaplanowana lokomotywa EP07-442.

Bilety, jak zapowiada PKP Intercity, już wkrótce w sprzedaży. Zapewne wtedy poznamy też szczegółowy, godzinowy rozkład jazdy. Na pewno nie ma co liczyć na ściganie się o czas z Pendolino, bo myślą przewodnią jest odkrywanie kraju w "spokojnym rytmie".

"Nieśpieszny" kursować ma po całej Polsce

Nie trzeba jechać od razu do Warszawy, choć taki piątkowy wyjazd ze stolicy w Tatry, a powrót w niedzielę jest na pewno kuszący. Z wcześniej udostępnionej mapy wynika, że historyczne lokomotywy i wagony pojadą niemal po całej Polsce. Z komentarzy udzielonych na Facebooku wynika, że "Nieśpieszny" np. do Bydgoszczy dojedzie w lipcu, a Łódź odwiedzi w najbliższych miesiącach nawet kilka razy.

Atrakcją będzie nie tylko sama podróż, ale też obserwowanie pojazdu w ruchu. Warto będzie wybrać się na dworzec albo gdzieś na trasę, by podziwiać historyczne składy.

Nieśpieszny to lokomotywy w historycznych barwach oraz klasyczne wagony z oryginalnym wyposażeniem z lat 80. Będą to klasyczne, oliwkowe wagony 1. i 2. klasy (112Ag, 111Ag, 111As, 110Ac, 609A), oferujące ok. 200 miejsc siedzących w każdym kursie. "Pieczołowitą rewitalizację przeprowadziła spółka PKP Intercity Remtrak w zakładach w Idzikowicach i Warszawie, łącząc historyczny charakter z komfortem ówczesnych podróży" – jak opisywał przewoźnik.

- Uruchomienie pociągu Nieśpieszny jest jednym z elementów obchodów 25-lecia spółki PKP Intercity. Na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza jako przewoźnik przeszliśmy znaczącą transformację, oferując coraz szybsze połączenia i wyższy standard podróży. Jubileusz to okazja, by przypomnieć pasażerom klimat dawnych przejazdów i pokazać, jak bardzo zmieniła się kolej w Polsce na przestrzeni lat - podkreślił Adam Wawrzyniak, członek zarządu PKP Intercity S.A.

Klimat zachowany będzie za sprawą odrestaurowanych wnętrz, wagonów i ciągnącej je lokomotywy, ale swoją cegiełkę dołoży też Wars. PKP Intercity zapowiedziało, że w wagonie barowym typu 113A królować będzie menu inspirowane dawnymi podróżami. "Tradycyjne dania kuchni polskiej i napoje przywołujące smak minionych dekad dopełnią atmosferę tej wyjątkowej wyprawy" – podsycono apetyt. Ciekawe, co to może być: fasolka po bretońsku, bigos, lemoniady i kompot?

Oby pogoda dopisała, bo taka leniwa podróż w starym stylu może być naprawdę atrakcją. Jasne, fajnie jest móc wyskoczyć w góry czy nad morze w krótkim czasie – a dziś współczesne pociągi coraz częściej to oferują – ale odskocznia w postaci wyjątkowej podróży również jest intrygująca.

Zdjęcie główne: ulafek76 / Shutterstock.com

Adam Bednarek

11.03.2026 15:35

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T15:03:48+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T14:21:24+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:39:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:12:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:01:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T20:03:37+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T19:10:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:50:41+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:45:26+01:00

Słuchawki bezprzewodowe dobre jak przewodowe. Idzie wielka zmiana

11 marca 2026, 15:03
AirPods wkrótce zyskają funkcje znane z innych urządzeń Apple. Według plotek słuchawki mają otrzymać możliwość sterowania aparatem oraz wykrywania snu.

Słuchawki bezprzewodowe dla smartfonów praktycznie wymarły. W sprzedaży znajdziemy przede wszystkim propozycje bazujące na łączności Bluetooth. Problemem TWS-ów jest jednak brak wsparcia prawdziwego bezstratnego dźwięku. Bluetooth w przyszłości obsłuży nieskompresowany dźwięk.

Słuchawki Bluetooth staną się lepsze. Bezstratna jakość nadchodzi

Bluetooth to łączność charakteryzująca się niskim poborem mocy, a co za tym idzie, mocno ograniczoną przepustowością. Nowsze wersje technologii takie jak 6.0 czy 5.4 oczywiście działają znacznie lepiej pod tym względem niż dawne wersje Bluetooth służące do przesyłania plików - gier, tapet, czy plików MP3 na drugi telefon.

W celu walki z ograniczeniami Bluetooth producenci smartfonów i akcesoriów tworzą własne kodeki audio Bluetooth. Na rynku znajdziemy różne rozwiązania typu Qulacomm aptX, SSC Samsunga, AAC Apple czy LDAC od Sony. Niektóre rozwiązania pozwalają uzyskać jakość zbliżoną do bezstratnej - np. LDAC, lecz nie możemy mówić o możliwie najlepszym dźwięku dostępnym np. na Spotify.

Organizacja Bluetooth SIG pracuje nad technologiami, które umożliwią obsługę prawdziwej jakości bezstratnej w słuchawkach Bluetooth. Bez potrzeby korzystania z kodeków audio innych firm. Rozwiązanie ma pojawić się w nadchodzących wersjach łączności. 

Przyszłe wersje Bluetooth obsłużą dźwięk wysokiej rozdzielczości, dźwięk bezstratny, dźwięk przestrzenny czy monitorowanie ekspozycji na dźwięk. Otwartość technologii Bluetooth sprawia, że w niektórych słuchawkach i smartfonach obsługa takich rozwiązań jak np. dźwięk przestrzenny jest możliwa. Apple od lat wspiera to w swoich słuchawkach AirPods połączonych z telefonem iPhone.

Obecne technologie takie jak kodeki są licencjonowane przez producentów lub ekskluzywnie dostępne dla określonych firm. Oznacza to, że do ich obsługi potrzebujemy słuchawek lub telefonu odpowiedniego producenta. To trochę jak w przypadku USB. Złącze jest jedno, ale na rynku znajdziemy mnóstwo wersji i technologii - USB 3, Thunderbolt 4, które w teorii wykorzystują ten sam port, ale w praktyce podłączenie dowolnego kabla nie oznacza brak możliwości obsługi pełnej możliwości złącza.

Czytaj też:

Większa przepustowość jest tu kluczowa

Organizacja Bluetooth SIG pracuje nad zwiększeniem maksymalnej przepustowości technologii, która ma być niezbędna do zapewnienia dźwięku w jakości bezstratnej. W obecnych wersjach Bluetooth 6.0 czy 5.4 ta ograniczona jest do 2 Mb/s w trybie LE, który najczęściej wykorzystuje się w słuchawkach. W planach jest natomiast rozszerzenie prędkości do 8 Mb/s i zachowanie energooszczędności kluczowej w przypadku słuchawek bezprzewodowych.

To najprawdopodobniej kwestia kilku lat, zanim dostaniemy słuchawki Bluetooth wspierające najwyższą jakość dźwięku.

Obserwuj nas w Google Discover

Albert Żurek

11.03.2026 15:03

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T14:21:24+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:39:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:12:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:01:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T20:03:37+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T19:10:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:50:41+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:45:26+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:28:11+01:00

Szycha Asusa boi się Macbooka Neo. "To szok dla całego rynku"

11 marca 2026, 14:21

Gdy Apple oficjalnie pokazał Macbook Neo, mój redakcyjny kolega Albert Żurek natychmiast nazwał go "najlepszym tanim laptopem do konsumpcji treści, nauki i pracy", a samego Windowsa na tanich komputerach "zezłomowanym". W jego słowach jest ziarno prawdy, bowiem sam rynek PC reaguje na tę premierę z wyraźnym niepokojem.

Macbook Neo budzi obawy producentów laptopów z Windowsem

Jednym z pierwszych wysokich rangą menedżerów, którzy otwarcie skomentowali nowy laptop Apple, był współprezes Asusa, S.Y. Hsu. Jak podaje PCMag, podczas wtorkowej telekonferencji z akcjonariuszami stwierdził wprost, że pojawienie się taniego MacBooka jest dla branży "szokiem".

Jego zdaniem problem polega przede wszystkim na dotychczasowym układzie sił na rynku. Apple od lat sprzedawał komputery wyraźnie droższe od większości masowych laptopów z Windows, dzięki czemu producenci PC mogli dominować w niższym segmencie cenowym. Nowy model wyceniony na 2999 zł (lub 2499 zł jeżeli kwalifikujesz się do zniżki edukacyjnej) zmienia ten wypracowany przez lata model rynku

- W przeszłości produkty Apple były zawsze drogie. Wprowadzenie przez nich bardzo budżetowego komputera to oczywiście szok dla całej branży - powiedział Hsu.

Współprezes Asusa przyznał, że w całym ekosystemie komputerów osobistych toczą się już rozmowy o tym, jak odpowiedzieć na ruch Apple'a. Dotyczy to nie tylko producentów laptopów, ale także firm rozwijających platformę sprzętową i oprogramowanie, takich jak Microsoft, Intel czy AMD. Według Hsu producenci komputerów z Windows muszą przygotować konkurencyjne konstrukcje, które będą w stanie rywalizować z MacBookiem Neo zarówno ceną, jak i możliwościami.

Nowy laptop Apple nie jest jednak - przynajmniej zdaniem Asusa - produktem pozbawionym ograniczeń.

"To raczej urządzenie do konsumpcji treści"

Hsu zwrócił uwagę na specyfikację techniczną Macbooka Neo. Laptop wyposażono w 8 GB zunifikowanej pamięci, której - podobnie jak w innych komputerach Apple - użytkownik nie może później rozbudować. Dlatego w jego ocenie Macbookowi Neo bliżej do roli urządzenia do konsumowania treści niż do klasycznego laptopa do bardziej wymagającej pracy.

- To raczej sprzęt do oglądania treści, podobnie jak iPad - powiedział Hsu.

Tymczasem typowy notebook z Windows - jak argumentował - ma być urządzeniem bardziej uniwersalnym, zdolnym do obsługi cięższych aplikacji i bardziej wymagających zadań.

Rzeczywistość rynkowa może jednak okazać się bardziej skomplikowana. Dzisiaj rozpoczęła się sprzedaż Macbooka Neo, wobec czego Apple dał także zielone światło na publikacje pierwszych recenzji Macbooka Neo. Te są w większości pozytywne, a laptop oferuje wysoką wydajność w podstawowych zadaniach oraz możliwość lekkiego grania. Ponadto przedsprzedaż "Safaribooka" ruszyła jeszcze przed premierą zaplanowaną na 11 marca i według informacji sprzedawców czas oczekiwania na wysyłkę już się wydłuża.

Hsu przyznaje jednak, że prawdziwy wpływ nowego MacBooka na rynek PC będzie można ocenić dopiero po pewnym czasie. Jego zdaniem część użytkowników komputerów z Windows może pozostać przy znanym ekosystemie ze względu na różnice w oprogramowaniu.

Problem większy niż Apple

Nawet jeśli producenci PC zdecydują się odpowiedzieć na MacBooka Neo tańszymi konstrukcjami, branża mierzy się obecnie z innym, poważnym ograniczeniem - rosnącymi cenami pamięci.

Według Asusa ceny modułów pamięci wzrosły w ostatnim kwartale o ponad 100 procent. Za wzrost odpowiada głównie boom na rozwiązania sztucznej inteligencji, które zwiększają zapotrzebowanie na układy DRAM. Hsu ostrzegł, że jeśli obecne zapasy Asusa się wyczerpią i firma będzie zmuszona kupować droższą pamięć, konieczna może być rewizja cen laptopów i komponentów. Problem nie zniknie szybko. Według prognoz nowe fabryki pamięci, które mogłyby zwiększyć podaż, zaczną działać dopiero około 2027 roku. Do tego czasu producenci komputerów będą musieli balansować między konkurencją cenową z Apple a rosnącymi kosztami podzespołów.

Jedno jest jednak pewne: jeśli Macbook Neo rzeczywiście okaże się sukcesem sprzedażowym, segment tanich laptopów może stać się polem jednej z najciekawszych technologicznych rywalizacji najbliższych lat.

Może zainteresować cię także:

Malwina Kuśmierek

11.03.2026 14:21

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T13:39:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:12:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:01:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T20:03:37+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T19:10:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:50:41+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:45:26+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:28:11+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:15:29+01:00

Galaxy S26 już w sklepach. Samsung zaskoczył i... znacząco obniżył ceny

11 marca 2026, 13:39
Galaxy S26 już w sklepach. Samsung zaskoczył i... znacząco obniżył ceny

Przez ostatnie dwa tygodnie producent prowadził przedsprzedaż nowych modeli. Od 11 marca urządzenia są dostępne w standardowej ofercie na półkach sklepowych największych sieci elektromarketów (i nie tylko). Jeśli nie zdążyliście na ofertę przedsprzedażową, mam dobrą wiadomość.

Samsung Galaxy S26, S26+ i S26 Ultra już w regularnej sprzedaży. Jest taniej

W ramach przedsprzedaży seria Galaxy S26 zakładała możliwość zakupu wyższej wersji pamięciowej w niższej cenie. Czyli wariant 512 GB kosztował tyle co 256 GB, a 1-terabajtowa wersja S26 Ultra była dostępna w cenie 512 GB. Oznaczało to, że kupno wariantu 256 GB było skrajnie nieopłacalne.

Wraz ze startem regularnej sprzedaży Samsung zrezygnował z promocji. Ci, którzy kupili urządzenie w przedsprzedaży podjęli możliwie najlepszy krok, ponieważ zaoszczędzili nawet 900 zł. Koreański producent jednak uruchomił teraz inną promocję i znacząco przecenił pośrednie modele wyposażone w 512 GB pamięci na dane. Dotyczy to wszystkich modeli:

  • Samsung Galaxy S26 512 GB - 4949 zł, było 5399 zł;
  • Samsung Galaxy S26+ 512 GB - 6049 zł, było 6499 zł;
  • Samsung Galaxy S26 Ultra 512 GB - 6949 zł, było 7399 zł.

We wszystkich przypadkach mówimy zatem o przecenie na poziomie 450 zł. Nowa promocja nie jest zatem tak opłacalna, jak oferta w przedsprzedaży. Mimo wszystko Samsung postanowił obniżyć regularne ceny urządzeń, więc wyższe wersje pamięciowe stały się znacznie korzystniejsze.

Tak ceny wersji 512 GB prezentują się na tle podstawowych wariantów 256 GB:

  • Samsung Galaxy S26 256 GB - 4499 zł, 
  • Samsung Galaxy S26+ 256 GB - 5599 zł, 
  • Samsung Galaxy S26 Ultra 256 GB - 6499 zł.

Gdyby Samsung zdecydował się na pozostawienie wcześniejszych cen, podwojenie pamięci oznaczałoby dopłatę 900 zł. Teraz jest to 450 zł. Jeśli chcecie zapłacić możliwie najmniej za nowe Galaxy S26 wciąż bardziej opłacalne będą wersje 256 GB.

Czytaj też:

Samsung Galaxy S26 Ultra najpopularniejszym modelem z serii

Samsung poinformował, że seria Galaxy S26 cieszyła się ogromnym wzrostem liczby zamówień w przedsprzedaży. Klienci rzucili się na model S26 Ultra, który stanowił 70 proc. sprzedaży. W samej Europie ten model sprzedał się 20 proc. lepiej niż zeszłoroczny Galaxy S25 Ultra. Najwyższa wersja może pochwalić się największymi zmianami względem poprzednika: jest to np. nowy ekran z funkcją prywatności.

Obserwuj nas w Google Discover

Albert Żurek

11.03.2026 13:39

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T13:39:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:12:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:01:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T20:03:37+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T19:10:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:50:41+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:45:26+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:28:11+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:15:29+01:00

Konkurs Nagroda Jamesa Dysona ruszył. Młodzi wynalazcy, czas na was

11 marca 2026, 13:24

Międzynarodowy konkurs inżynieryjny Nagroda Jamesa Dysona rozpoczął przyjmowanie zgłoszeń do edycji 2026. Organizatorzy zapraszają studentów uczelni technicznych, absolwentów oraz doktorantów kierunków projektowych i inżynieryjnych z 28 krajów i regionów do prezentowania rozwiązań odpowiadających na konkretne problemy współczesnego świata.

Nagroda Jamesa Dysona: ruszył nabór do konkursu dla wynalazców

Projekty oceniane są najpierw na poziomie krajowym przez panel ekspertów z zakresu projektowania i inżynierii, w tym inżynierów firmy Dyson. Zwycięzca etapu krajowego otrzyma nagrodę w wysokości 5 tys. funtów (ponad 24 tys. zł) oraz awans do międzynarodowego finału. Ostatecznych laureatów wybiera sam Sir James Dyson - każdy z nich otrzymuje 30 tys. funtów oraz możliwość dalszego rozwijania projektu.

Zgłoszenia do tegorocznej edycji można przesyłać do 15 lipca 2026 roku za pośrednictwem strony internetowej Konkursu. Organizatorzy podkreślają, że najlepsze projekty to te, które jasno definiują problem, pokazują przemyślany proces projektowy i proponują rozwiązanie możliwe do wdrożenia.

Konkurs powołał do życia brytyjski wynalazca i przedsiębiorca Sir James Dyson. Ideą inicjatywy jest promowanie praktycznych projektów inżynieryjnych - takich, które nie tylko dobrze wyglądają na papierze, ale mają potencjał rzeczywistego zastosowania. Od momentu uruchomienia konkurs pomógł już ponad 400 wynalazkom zdobyć finansowanie, rozgłos i partnerów potrzebnych do dalszego rozwoju.

- Ustanowiłem Nagrodę Jamesa Dysona po to, by wspierać młodych ludzi, którzy nie poprzestają na mówieniu o problemach świata, lecz biorą się za ich rozwiązywanie - podkreśla Sir James Dyson.

Jak dodaje, wielu dotychczasowych uczestników po udziale w konkursie założyło własne firmy i wprowadziło swoje rozwiązania na globalne rynki.

Polski sukces w jubileuszowej edycji

W 2025 roku konkurs obchodził swoje 20-lecie. Do organizatorów napłynęło ponad 2100 zgłoszeń z całego świata. Jednym z najgłośniejszych projektów okazał się polski WaterSense, który zdobył międzynarodową nagrodę w kategorii zrównoważonego rozwoju.

Filip Budny wraz ze swoim projektem WaterSense

Autorem rozwiązania jest Filip Budny, doktorant nanotechnologii na Politechnice Warszawskiej. WaterSense to autonomiczne urządzenie do monitorowania jakości wody w rzekach i jeziorach. System wykorzystuje czujniki oraz algorytmy sztucznej inteligencji, aby analizować parametry wody w czasie rzeczywistym i wysyłać ostrzeżenia o potencjalnym zanieczyszczeniu. Projekt powstał m.in. w reakcji na katastrofę ekologiczną na Odrze w 2022 roku, która pokazała ograniczenia tradycyjnego, sporadycznego pobierania próbek. Automatyczny monitoring pozwala znacznie szybciej wykrywać zagrożenia i reagować, zanim szkody w ekosystemie staną się poważne.

Zdobycie nagrody otworzyło zespołowi drzwi do współpracy z partnerami badawczymi i instytucjami zajmującymi się ochroną środowiska w Europie.

Wcześniej sukces odniósł także SmartHEAL

To nie pierwszy polski projekt, który zwrócił uwagę jurorów konkursu. W 2022 roku międzynarodową nagrodę zdobył projekt SmartHEAL, opracowany przez zespół z Politechniki Warszawskiej: Tomasza Raczyńskiego, Dominika Baranieckiego i Piotra Waltera.

Zespół odpowiedzialny za SmartHeal: Tomasz Raczyński, Dominik Baraniecki i Piotr Walter.

Rozwiązanie polega na integracji inteligentnego czujnika pH z opatrunkiem medycznym. Sensor monitoruje stan rany przewlekłej i na podstawie zmian pH może sygnalizować pojawienie się stanu zapalnego lub innych komplikacji. Dzięki temu lekarze i pacjenci mogą szybciej reagować, a jednocześnie uniknąć zbyt częstego zmieniania opatrunków, które często utrudnia proces gojenia.

Twórcy projektu podkreślali, że obecne metody oceny ran są w dużej mierze subiektywne lub wymagają kosztownych badań laboratoryjnych. SmartHEAL miał być prostą i skalowalną alternatywą, która ułatwi monitorowanie leczenia w warunkach ambulatoryjnych.

Konkurs to trampolina dla młodych inżynierów

Organizatorzy podkreślają, że oprócz nagród finansowych ogromną wartością konkursu jest rozgłos medialny i możliwość nawiązania współpracy z partnerami przemysłowymi. Dla wielu uczestników Nagroda Jamesa Dysona staje się pierwszym krokiem w kierunku komercjalizacji pomysłu lub założenia startupu technologicznego.

Zgłoszenia do edycji 2026 są już otwarte. Organizatorzy liczą, że wśród tegorocznych projektów pojawią się rozwiązania, które - podobnie jak WaterSense czy SmartHEAL - wyjdą poza etap akademickiego prototypu i znajdą zastosowanie w praktyce.

Więcej na temat Konkursu Nagroda Jamesa Dysona:

Malwina Kuśmierek

11.03.2026 13:24

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:12:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:01:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T20:03:37+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T19:10:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:50:41+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:45:26+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:28:11+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:15:29+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:04:30+01:00

Wywozi butelki z Polski, bo za granicą płacą więcej. Migracja kaucyjna ruszyła

11 marca 2026, 12:14
kaucja

Sklepy często informują o pierwszych kaucyjnych rekordzistach – klientach, którzy przynoszą wiele opakowań i za jednym zamachem zgarniają naprawdę sowite zwroty. W teorii trudno mówić tutaj o zarabianiu czy zyskach, wszak kaucja po prostu do danej osoby wraca. O ile przyjmiemy, że kupon czy gotówkę zabiera ten konsument, który wcześniej za butelki czy puszki zapłacił.

A już wiadomo, że nie zawsze tak się dzieje. Powstają pierwsze kaucyjne biznesy. Obrotni mieszkańcy dogadują się z sąsiadami lub pobliskimi lokalami ws. odbioru opakowań z kaucją. Zabierają butelki i puszki, odzyskują kaucję i – w zależności od wzajemnych ustaleń - zwracają jej część lub całość ląduje w kieszeni jako wynagrodzenie za fatygę. W ten sposób niektórzy Polacy potrafią dorobić 200-300 zł tygodniowo.

Międzynarodowa ekspansja kaucyjna

Okazuje się, że czasami kaucja nie zna granic. Na niektórych opakowaniach widnieje logo nie tylko polskiego systemu kaucyjnego, ale też zagranicznego. Logiczne: producent wypuszcza produkt do wielu regionów i czasami nie warto się rozdrabniać z osobnymi oznaczeniami. Tylko co, jeśli tym innym rynkiem jest sąsiadujące z nami państwo? Na dodatek takie, w którym kaucja za opakowanie jest wyższa niż w Polsce?

Tak jest z niektórymi napojami, które kupić można w sklepach sieci Biedronka - zauważa wyborcza.biz. Widnieje na nich również słowackie oznaczenie. W Słowacji kaucja wynosi 0,15 euro, czyli w przeliczeniu na polską walutę jest to ok. 64 gr. W Polsce otrzymywany zwrot to 50 gr, więc jest się 14 gr do przodu.

Nie da się ukryć – to dosłownie i w przenośni grosze. Nikt raczej nie zwietrzy interesu i nie rozpocznie masowego wywozu polskich butelek do Słowacji. Ale jeżeli ktoś jednak regularnie odwiedza sąsiadów, to co mu szkodzi zabrać ze sobą opakowania?

Portal wyborcza.biz donosi o takich przypadkach. Mężczyzna dogadał się ze znajomymi i hotelami, że będzie odbierał od nich opakowania. Zwraca je jednak w Słowacji, nie w Polsce.

(…) ludzie oddają mi butelki, ale nie chcą ani grosza. Dodatkowo odwiedziłem dwa hotele, które jak wcześniej sprawdziłem, serwują gościom smoothie z Biedronki.  Z jednym ustaliłem, że będą mi za 10 proc. wartości oddawać opakowania. Drugi zgodził się, oddawać za darmo – wyjaśnia serwisowi pomysłowy "przedsiębiorca".

Biznes możliwy jest za sprawą kolegi, który jeździ do Słowacji, więc po drodze pozbywa się opakowań. "Myślę, że spokojnie z jednego kursu mogę w przyszłości mieć w przeliczeniu na naszą walutę ok. 200-250 zł tygodniowo" – szacuje.

Czy czeka nas kaucyjna turystyka?

 Wyborcza.biz podaje przykład Litwy i Łotwy, gdzie z kolei kaucja wynosi 0,10 euro. A niektórzy polscy producenci wypuszczają swoje produkty na tamtejsze rynki. W teorii opłaca się więc przywozić zwroty do Polski, by być o kilka groszy na plusie.

Taki biznes może być korzystny dla kogoś, kto mieszka blisko granicy i regularnie kursuje pomiędzy różnymi sklepami. Tylko skoro ktoś zyskuje, to musi być również ktoś, kto traci.

System kaucyjny został wprowadzony po to, aby osiągać określone poziomy zbiórki.

- Jeżeli opakowania wprowadzone na rynek w Polsce byłyby zwracane w kraju, gdzie kaucja jest wyższa, w pierwszej kolejności wpływałoby to na poziomy zbiórki przypisane do wprowadzającego napoje w Polsce. To z kolei ma bezpośrednie konsekwencje finansowe, ponieważ zgodnie z ustawą niedobór w realizacji ustawowych poziomów zbiórki oznacza ryzyko opłat produktowych, w których operator systemu uczestniczy – komentuje w rozmowie z serwisem Janusz Kamiński z firmy Eneris.

Czas pokaże, czy "migracja kaucyjna" odbywa się na szeroką skalę, czy to raczej na tyle nieistotna z biznesowego punktu widzenia ciekawostka, że nie ma sensu modyfikować opakowań i ścierać z nich inne, zagraniczne kaucyjne znaczki.

Adam Bednarek

11.03.2026 12:14

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:12:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:01:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T20:03:37+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T19:10:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:50:41+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:45:26+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:28:11+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:15:29+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:04:30+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T16:47:26+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T16:27:01+01:00

Oppo i OnePlus podnoszą ceny. Budżetowa półka zaczyna pękać

11 marca 2026, 11:32
Oppo i OnePlus podnoszą ceny smartfonów

Szalejące ceny modułów pamięci RAM i szybkiej pamięci masowej właśnie dopadły Oppo i OnePlus. Obaj producenci właśnie zapowiedzieli, że od 16 marca podniosą ceny niektórych z obecnych na rynku smartfonów

Oppo i OnePlus zapowiadają korektę cen części smartfonów

Na razie zmiany dotyczą wyłącznie rynku chińskiego. Oppo poinformowało o nich w komunikacie opublikowanym w swoim sklepie internetowym, zapowiadając "dostosowanie cen" wybranych urządzeń. Podwyżki obejmą przede wszystkim tańsze modele z serii Oppo A i Oppo K, a także bliżej nieokreślone smartfony marki OnePlus.

Z komunikatu cytowanego przez Gizmochina wynika, że zmiany nie obejmą przynajmniej na razie droższych urządzeń. Ceny flagowych smartfonów z serii Oppo Find oraz Reno mają pozostać bez zmian, podobnie jak tabletów Oppo Pad. Podwyżki koncentrują się więc głównie na segmencie budżetowym i średniej półce.

"W odpowiedzi na rosnące koszty kilku kluczowych komponentów telefonów komórkowych, w tym szybkiego sprzętu do przechowywania danych, po dokładnej analizie podjęliśmy następującą decyzję: od godziny 0:00 w dniu 16 marca 2026 r. firma Oppo dostosuje ceny niektórych już wprowadzonych na rynek produktów, aby nadal zapewniać doskonałą jakość produktów i komfort użytkowania" - czytamy w komunikacie wystosowanym przez Oppo do klientów sklepu internetowego.

Główną przyczyną rosnących kosztów jest gwałtowny wzrost cen pamięci. Producenci układów RAM i pamięci masowej nie nadążają z produkcją za rosnącym popytem, który w dużej mierze napędzają firmy rozwijające infrastrukturę dla sztucznej inteligencji. Centra danych budowane dla usług AI zużywają ogromne ilości pamięci, co ogranicza dostępność tych komponentów dla producentów elektroniki użytkowej.

W efekcie producenci smartfonów muszą konkurować o te same zasoby z gigantami technologicznymi rozwijającymi modele AI. To podnosi ceny komponentów, a w przypadku tańszych telefonów - gdzie marże są znacznie mniejsze - producenci mają niewielkie możliwości absorbowania tych kosztów.

Oppo i OnePlus nie są zresztą jedynymi firmami, które zaczynają przenosić rosnące koszty na klientów. W ostatnim czasie ceny nowych smartfonów podniosło także kilku innych producentów. Przykładowo Samsung zwiększył ceny modeli Galaxy S26 i S26 Plus, które - zależnie od wariantu - są od 300 do nawet 1000 zł droższe niż te same warianty S25 i S25 Plus podczas premiery w 2025 roku.

Na razie nie wiadomo, czy podwyżki Oppo i OnePlus wyjdą poza Chiny. Jeśli jednak presja związana z niedoborem pamięci utrzyma się w kolejnych miesiącach, podobne decyzje mogą pojawić się również na innych rynkach. Dla klientów oznaczałoby to kolejny etap stopniowego wzrostu cen smartfonów - nawet w segmencie, który dotąd uchodził za bardziej przystępny.

Więcej na temat RAMagedonu:

Zdjęcie główne: Framesira / Shutterstock

Malwina Kuśmierek

11.03.2026 11:32

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:12:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:01:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T20:03:37+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T19:10:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:50:41+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:45:26+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:28:11+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:15:29+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:04:30+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T16:47:26+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T16:27:01+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T16:01:48+01:00

YouTube ma bat na oszustów. "Elon Musk" nie sprzeda ci już inwestycji

11 marca 2026, 10:33

YouTube ma spory problem z deepfejkami - w najlepszym przypadku są one wykorzystywane do tworzenia treści o charakterze humorystycznym, w najgorszym do promowania oszustw i tworzenia fake newsów. Dlatego platforma zapowiedziała właśnie nowe narzędzie, które ma pomóc w wykrywaniu i usuwaniu materiałów wykorzystujących wizerunek znanych osób bez ich zgody.

YouTube chce zatrzymać deepfejki. Platforma uruchamia nowe narzędzie

Nowa funkcja nazywa się likeness detection ("wykrywanie podobieństwa") i w dużym skrócie działa podobnie do dobrze znanego youtuberomsystemu Content ID. Ten drugi skanuje wszystkie filmy na platformie w poszukiwaniu chronionych prawem autorskim materiałów audio i wideo. Likeness detection robi coś podobnego, ale zamiast muzyki czy fragmentów filmów analizuje twarze pojawiające się w materiałach opublikowanych na platformie.

Jeśli system wykryje wideo zawierające wygenerowany przez AI wizerunek danej osoby, owa osoba otrzyma powiadomienie. Następnie będzie ona mogła przejrzeć materiał i zdecydować, czy chce złożyć wniosek o jego usunięcie. YouTube podkreśla jednak, że samo zgłoszenie nie oznacza automatycznej blokady filmu - każda decyzja ma być oceniana zgodnie z obowiązującą polityką prywatności serwisu.

Jeśli materiał wyraźnie ma charakter parodii, satyry lub komentarza politycznego, prawdopodobnie pozostanie dostępny. Platforma podkreśla, że takie treści są częścią publicznej debaty i nie powinny być automatycznie blokowane.

W praktyce oznacza to, że system ma przede wszystkim pomóc w walce z treściami wprowadzającymi w błąd - na przykład deepfejkami wykorzystującymi wizerunek znanych osób do promowania kryptowalutowych oszustw lub fałszywych inwestycji. To właśnie w takich materiałach często pojawiają się wygenerowane przez AI wersje znanych postaci medialnych.

Dotychczas narzędzie likeness detection było dostępne dla milionów twórców działających w ramach YouTube Partner Program. Teraz firma rozszerza jego działanie na nową grupę użytkowników - dziennikarzy, polityków oraz kandydatów w wyborach. Według YouTube osoby znajdujące się w centrum debaty publicznej są szczególnie narażone na manipulacje z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Deepfake przedstawiający polityka czy znanego komentatora może szybko stać się viralem i wpłynąć na opinię publiczną, zanim zostanie zweryfikowany.

Aby dołączyć do programu, uczestnicy będą musieli potwierdzić swoją tożsamość. Wymaga to przesłania krótkiego nagrania wideo oraz dokumentu tożsamości. Firma zapewnia, że dane te będą wykorzystywane wyłącznie do działania systemu wykrywania wizerunku i nie trafią do treningu modeli generatywnej sztucznej inteligencji.

Według przedstawicieli YouTube liczba faktycznych wniosków o usunięcie takich materiałów jest na razie niewielka. Amjad Hanif, wiceprezes odpowiedzialny za produkty dla twórców, przyznał podczas briefingu dla mediów, że wielu uczestników programu korzysta z narzędzia głównie do monitorowania tego, gdzie i w jaki sposób pojawia się ich wizerunek. W wielu przypadkach treści okazują się nieszkodliwe lub wręcz korzystne dla twórców, zwiększając ich rozpoznawalność.

Jednak jak podkreślił Hanif, YouTube ma świadomość że sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej w przypadku osób zaangażowanych w politykę i życie społeczne. Dlatego politycy i dziennikarze to dopiero pierwsze grupy, które otrzymują dostęp do likeness detection - YouTube zapowiedział, że obecnie pracuje nad rozszerzeniem ochrony wizerunku na kolejne grupy. Na razie jednak nie ma planów, aby podobna ochrona objęła wszystkich użytkowników internetu.

Więcej na temat YouTube'a:

Zdjęcie główne: Bangla press / Shutterstock

Malwina Kuśmierek

11.03.2026 10:33

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:12:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:01:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T20:03:37+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T19:10:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:50:41+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:45:26+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:28:11+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:15:29+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:04:30+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T16:47:26+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T16:27:01+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T16:01:48+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T15:53:10+01:00

Wieżowiec-symbol z PRL-u idzie pod buldożer. Bronią go jak tylko się da

11 marca 2026, 09:21
stare wiezowce

Zajmują dużo miejsca, wybudowane w starym stylu, niedzisiejsze i niedopasowane do panujących standardów. I co z tego, że niektóre z nich dopiero co skończyły 30. lat – nad wieżowcami z okresu transformacji nikt litować się nie chce. Może i są symbolem epoki, wyrazem pewnych aspiracji i marzeń, ale więcej z nimi problemów niż radości. Dlatego deweloperzy chcą burzyć nie aż tak stare biurowce, a w ich miejsce stawiać bloki z mieszkaniami.

Taki sam los szykowany jest warszawskiemu wieżowcowi Intraco. W odróżnieniu od panującej mody, nie jest to budynek z lat 90. Powstał znacznie wcześniej, bo w latach 70. XX w. Wówczas był najwyższym biurowcem w stolicy.

Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. Może i Intraco to charakterystyczna konstrukcja, może dla niejednej osoby symbol Warszawy – nie tej, którą znamy teraz, ale rozwijającej się i aspirującej. Tylko co z tego, skoro było, minęło.

Intraco zostało dziś w tyle. I to mocno

Jacek Krawczykowski, wiceprezes Polskiego Holdingu Nieruchomości ds. inwestycji, w rozmowie z warszawską "Wyborczą" przekonywał, że budynek nie ma jak przyciągnąć nowych użytkowników. Schłodzenie go zużywa mnóstwo energii. Latem, przed włączeniem klimatyzacji, we wnętrzach temperatura potrafi dochodzić do 40 st. C. Budynek powstawał też z myślą o innej niż dziś pracy biurowej.

Na stronie grupy PHN mogliśmy przeczytać, że "mimo wieloletnich prób modernizacji" nie da się spełnić oczekiwań rynku. "To nie była łatwa decyzja i to nie jest prosty proces, ale odpowiedzialne podejście do energooszczędności budynków oraz rosnących oczekiwań nas wszystkich co do bezpieczeństwa nie pozwala przewlekle odkładać nieuniknionego" – wyjaśniał Wiesław Malicki, Prezes Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości S.A.

Takie podejście nie wszystkich przekonywało. Społecznicy z Miasto Jest Nasze zwracali uwagę, że "rozbiórka w pełni funkcjonującego budynku to marnowanie zasobów, a budownictwo odpowiada za 40 proc. światowych emisji CO2". Co z tego, że nowy będzie spełniał aktualne standardy, skoro burzenie i stawianie od nowa przeciwieństwo ekologicznego podejścia?

Zainterweniowało również stowarzyszenie Obrońcy Zabytków Warszawy. Prezes Janusz Sujecki w rozmowie z "Rzeczpospolitą" zwracał uwagę, że gdyby trzymać się logiki deweloperów, należałoby rozprawić się też z XIX-wiecznymi kamienicami.

- Za każdym razem słyszę, że właścicielowi coś się nie opłaca, a jednak potem sobie radzi. Idąc tym tropem, XIX-wieczne kamienice też nie spełniają współczesnych standardów mieszkaniowych, a jednak je zachowujemy – przekonywał.

To rzeczywiście dziwne: da się odnawiać np. robotnicze famuły, co pokazuje Łódź, przerabiać fabryki (choć faktycznie spora część zrównywana jest z ziemią) i jakoś godzić stare z nowym, a tymczasem 30-letnie (czy ok. 50-letnie) nie wytrzymują próby czasu?

Do akcji wkroczył Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków. Na razie doszło do oględzin w budynku.

Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków na wniosek organizacji społecznej Obrońcy Zabytków Warszawy prowadzi postępowanie administracyjne w sprawie wpisu do rejestru zabytków nieruchomych budynku Intraco, przy ul. Stawki 2 w Warszawie.  Na obecnym etapie podstępowania został zebrany materiał dowodowy – zaznaczono w komunikacie.

Jak dodano, w trakcie oględzin stwierdzono, że na przestrzeni lat budynek został w znacznym stopniu przebudowany.

"Ostateczna decyzja zostanie podjęta po całościowej analizie zebranej dokumentacji" – wyjaśnia Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków.

W komentarzach nie wszystkich widok Intraco zachwyca, więc nie widzą w budynku ani symbolu, ani czegoś, co warto byłoby zachować i kurczowo się tego trzymać. Nie chodzi jednak wyłącznie o walory estetyczne i ocenę, czy coś jest ładne, czy nie - w takich przypadkach rzadko kiedy istnieje szansa, aby dojść do porozumienia. Ważniejsze wydaje się przesłanie: czy na pewno nie możemy korzystać z tego, co już jest? Przerabiać, nawet jeśli będzie to wymagało większego nakładu pracy i kosztów? Czy wszystko trzeba od razu burzyć, nie dając szansy? Czy na pewno mamy gwarancję, że to, co przyjdzie, budowane jest z myślą o dłuższej perspektywie?

Przyznaję, mam specyficzny ogląd jako mieszkaniec Łodzi, przyzwyczajony do niszczejących budynków, o które nikt się nie troszczy. Wiele z nich to skarby. Po wielu nikt nawet nie zapłakał, bo mamy takich perełek od groma, a ważniejsze niż zachwyt jest życie w komfortowych warunkach. Co z tego, że kamienica zachwyca detalem, jeśli nie ma toalety w mieszkaniu?

Im częściej widzę, że woli się stawiać od zera - pomijając już istotny przecież fakt, jaka jest motywacja: sprzedać jak najwięcej niedużych mieszkań - niż zadbać o stare, rodzi się we mnie niezgoda. Bo przecież to nie tak, że te wszystkie nowe apartamentowce są w zamian starych kamienic. Odchodząc jednak od dyskusji o mieszkalnictwie, smuci mnie po prostu fakt, że mając tyle już postawionych - i pięknych! - kamienic, pozwala im się zginąć. Dbanie o to, co już jest, się nie opłaca. Chyba nie tak to powinno wyglądać.

Zdjęcie główne: Novikov Aleksey / Shutterstock.com

Adam Bednarek

11.03.2026 09:21

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:12:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:01:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T20:03:37+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T19:10:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:50:41+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:45:26+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:28:11+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:15:29+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:04:30+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T16:47:26+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T16:27:01+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T16:01:48+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T15:53:10+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T13:49:27+01:00

Imperium Visy i Mastercarda. Tak prywatne firmy przejęły rolę cenzora 

11 marca 2026, 09:00
Imperium Visy i Mastercarda. Tak prywatne firmy przejęły rolę cenzora 

To mówisz, że bardziej ufasz biznesowi niż państwu? Nawet jeśli polityków możesz odwołać, a na prezesów największych firm nie ma żadnych wolnych wyborów. Twierdzisz, że to państwo chce regulować i mówić ci, co masz myśleć? A rynek, ten osławiony wolny rynek, jest sprawiedliwy. Wolna ręka rynku tkwi w okowach wielkiego kapitału. 

Prosty przykład z brzegu. To korporacje finansowe decydują dziś, co wolno kupić dorosłym ludziom. Visa i Mastercard nie są parlamentem ani sądem – a jednak jednym ruchem potrafią wyciąć całe kategorie treści z obiegu. Bez ustawy. Bez debaty. Bez sprzeciwu. Nie żyjemy już w epoce państwowych cenzorów. Żyjemy w epoce prywatnych bramek.

Na dwoje czaty wróżyły 

Historia zaczyna się od tego, że pisałem inny tekst – o botach internetowych. Potrzebowałem wiedzieć, jak wygląda rynek sztucznych wyświetleń na YouTube: kto je oferuje, ile kosztują, jaka za nimi stoi infrastruktura. Zadałem to samo pytanie dwóm modelom AI. Odpowiedzi, które dostałem, wyglądały jak eksperyment z dwojgiem dzieci wychowanych w skrajnie różnych domach.

Gemini, model Google'a, a więc w pewnym sensie brat YouTube'a, odpowiada z entuzjazmem szemranego doradcy finansowego. Oto tabela sprawdzonych platform! Oto ranking z 2026 roku! Proszę bardzo, oto numer jeden w bezpieczeństwie. A tu kolejny serwis, który sprawi, że ruch będzie wyglądać naturalnie. O, a tutaj możesz kupić ruch z Polski, idealne dla polskojęzycznych treści. Na koniec lista złotych zasad, jak wszystko zrobić tanio, skutecznie, i przede wszystkim – nie dać się złapać algorytmom YouTube. Wszystko podane zwięźle i na tacy.

Podkreślę: to jest Gemini radzący jak oszukać YouTube (oba produkty od Google). Czyżby z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach?

Tymczasem model OpenAI, ChatGPT, odmawia odpowiedzi na dokładnie to samo pytanie. Nie tylko odmawia: po zobaczeniu tekstu Gemini, poucza mnie, że jest "problematyczny na kilku poziomach". Że nie można mu ufać. Potem proponuje, jak powinienem napisać swój artykuł. Nie żartuję. Model dosłownie wyświetla mi nagłówek: "Jak uzyskać szok w tekście bez kupowania i bez robienia z tego poradnika", po czym nieproszony układa zarys eseju, w którym to ja dostosuję się do jego ograniczeń. Kiedy piszę wprost, że przesadza – częściowo ustępuje, ale informacji nadal nie podaje. Ostatecznie dostaję tylko inaczej sformułowaną odmowę, ubraną w bardziej empatyczny język.

Na pierwszy rzut oka wygląda to na farsę: jedna firma poszła za daleko w jedną stronę, druga za daleko w drugą, obie się wygłupiły. Ale to nie farsa i nie są to błędy w kalibracji. To świadome decyzje wynikające z modeli biznesowych. Żeby wszystko zrozumieć, trzeba zobaczyć, w jakiej sytuacji jest każda z nich.

Witamy w kasynie

Google kontroluje infrastrukturę na każdym poziomie: wyszukiwarka, YouTube, Android, Chrome, Gmail, Google Ads, chmura obliczeniowa. Trudno zrobić cokolwiek w internecie, nie przechodząc przez coś, co należy do spółki-matki, czyli Alphabetu. Gemini nie musi być strażnikiem, bo Google samo jest strażnikiem, tyle że nie na poziomie chatbota, lecz na poziomie platform. Jeśli ktoś za radą Gemini kupi boty na YouTube, złapie go algorytm antyfraudowy YouTube'a. Kara spadnie na użytkownika, nie na Google. Gemini może sobie pozwolić na bycie pomocnym, nawet niebezpiecznie pomocnym, bo konsekwencje ponosi ktoś inny, w innym miejscu tego samego ekosystemu.

Wyobraźmy sobie kasyno, które posiada również hotel, parking, restauracje i jedyną drogę wyjazdową z miasta. Takie kasyno nie musi pilnować, czy ktoś liczy karty przy blackjacku. Przegrasz przy stole? Pieniądze zostają w kasynie. Wygrasz? Wydasz je w hotelowej restauracji. Google jest w podobnej pozycji: cokolwiek robisz w Gemini, wartość zostaje w ekosystemie. A ponad osiemdziesiąt procent przychodów Alphabet wciąż pochodzi z reklamy, więc każdy prompt to zaangażowanie, retencja, dane. Google gra ciągle w tę samą grę: im więcej ludzi wewnątrz systemu, tym większy przychód.

OpenAI nie ma kasyna, hotelu ani drogi wyjazdowej – czy też wyszukiwarki, platformy wideo, systemu operacyjnego. ChatGPT to jedyny produkt konsumencki, jaki oferują.

Każdy skandal, każdy nagłówek w rodzaju "ChatGPT nauczył nastolatka robić X", uderza bezpośrednio w najważniejszy element portfolio: zaufanie do modelu.

Żeby było ciekawiej, firma traci przy tym pieniądze. W 2024 roku raportowała straty rzędu pięciu miliardów dolarów. Dwadzieścia dolarów miesięcznie od indywidualnego użytkownika było potrzebne na wcześniejszym etapie, żeby zbudować markę i pozycję rynkową. Ale prawdziwe pieniądze, te, które mają pokryć straty i uzasadnić wycenę stu kilkudziesięciu miliardów, leżą w kontraktach korporacyjnych. A klient korporacyjny nie chce modelu, który za tydzień trafi na pierwszą stronę z nagłówkiem o generowaniu instrukcji oszustwa. Nie chce też modelu, który przez zbyt liberalne podejście stanie się zarzewiem pozwów. Indywidualny użytkownik, który swoim entuzjazmem zbudował rozpoznawalność ChatGPT, z perspektywy OpenAI zaczyna być bardziej źródłem ryzyka niż źródłem wartości.

Modele takie jak ChatGPT wydają się bezstronne, ale one mają swój interes. Ilustracja: shutterstock

Stąd paternalizm. Model odmawia odpowiedzi nie dlatego, aby chronić mnie przed pokusą – ale wyłącznie po to, by uchronić OpenAI przed potencjalnym kłopotem. Jednocześnie ubiera to w ładne słowa, w mowę bezpieczeństwa, w opowieść o tym, że można ufać tylko jemu.

Kuszące jest powiedzieć: to padnie. Że użytkownicy nie będą płacić za model, który poucza zamiast odpowiadać, i że konkurencja wymusi zmianę. Może tak, a może nie – bo z perspektywy logiki biznesowej podejście OpenAI jest sensowniejsze niż podejście Google'a, a na pewno łatwiejsze do skopiowania. Google stać na hojność, bo ma siatkę bezpieczeństwa rozpiętą na dziesięciu platformach. OpenAI nie ma takiego luksusu i nie może sobie pozwolić na to, żeby model generował skandale.

Zwłaszcza, że już uzbierało się ich sporo, więc materiału do nauki nie brakuje. Żeby tylko podać najgłośniejsze przykłady: nastolatek (Adam Raine) popełnił samobójstwo po rozmowach z chatbotem; kenijscy moderatorzy za dwa dolary na godzinę filtrowali treści, od których dostali zaburzeń lękowych; asystentka głosowa "Sky" – jeden z wczesnych produktów OpenAI – brzmiała jak Scarlett Johansson, tak bardzo, że aktorka musiała publicznie interweniować. O procesach o prawa autorskie mógłbym natomiast napisać osobny tekst. Każdy z takich przypadków to kolejny powód dla OpenAI, aby dokręcić śrubę jeszcze mocniej.

Każda firma, która buduje produkt oparty na AI, ale nie dysponuje ekosystemem na miarę Google'a, prędzej czy później dojdzie do tego samego wniosku – nawet jeśli po serii wpadek, po których trzeba było łatać podziurawiony wizerunek.  Bezpieczniej jest odmówić niż przepraszać. Firma, która nie kontroluje infrastruktury, musi kontrolować bramkę. Firma bez ekosystemu absorbującego konsekwencje musi zapobiegać im u źródła. Paternalizm nie jest usterką, tylko świadomą kalkulacją.

Tyle że racjonalność biznesowa firmy i potrzeby użytkownika to dwa różne porządki. Kiedy się zderzają, przegrywa zawsze ten słabszy – ten, który musi przejść przez bramkę, ale nie kontroluje dostępu.

A ten sam mechanizm, kontrola bramki zamiast kontroli nad treścią, działa w jeszcze czystszej i bardziej brutalnej formie tam, gdzie stawką nie jest dostęp do informacji, lecz dostęp do pieniędzy.

Twój bank twój Pan

W lipcu 2025 roku Valve, właściciel Steama, największej na świecie platformy dystrybucji gier PC ze stu trzydziestoma dwoma milionami aktywnych użytkowników, po cichu aktualizuje regulamin deweloperski. Pojawia się nowa klauzula, zabraniająca treści, które "mogą naruszać zasady i standardy procesorów płatności Steama oraz powiązanych sieci kart i banków". W ciągu dni setki gier znikają z platformy. Valve potwierdza: usunęliśmy je, ponieważ procesorzy płatności – w tym wypadku operatorzy kart płatniczych, Visa oraz Mastercard – nas o to poprosili. 

Równocześnie itch.io, niezależna platforma z otwartym modelem publikacji, coś w rodzaju wolnościowego odpowiednika Steama, deindeksuje wszystkie gry oznaczone jako NSFW. Założyciel platformy Leaf Corcoran tłumaczy, że musi to zrobić, żeby zachować kontrakty z procesorami płatności. Stripe i PayPal odmówiły obsługi transakcji, dopóki platforma nie "oczyści się" na ich warunkach. Nie na warunkach prawa. Na warunkach wewnętrznych regulaminów firm, które nie mają nic wspólnego z produktem, klientem ani sklepem – a jedynie z przetworzeniem transakcji.

Wśród gier, które znikają z cyfrowych półek, są nagradzane tytuły z wątkami LGBTQ+, horror psychologiczny "Mouthwashing", poruszający temat przemocy seksualnej, ale wyraźnie jej niegloryfikujący, komedia romantyczna z ratingiem "teen" i album artystyczny osadzony w alternatywnej historii lat dwudziestych, bez jakichkolwiek treści seksualnych.

Dlaczego? Bo tak. Może jest w tym jakaś logika, może nie. Tobie nikt jej nie będzie tłumaczyć, ty masz się tylko dostosować.

A to nie koniec, tylko kulminacja trendu, który trwa od lat. W 2021 roku OnlyFans, platforma, której cały model biznesowy wyrasta z treści dla dorosłych, ogłasza zakaz pornografii. Powód: "banki odmówiły współpracy". Zakaz zostaje ostatecznie wycofany po masowym proteście. Ale skandal ujawnia mechanizm nacisku milionom ludzi, którzy do tej pory nie mieli pojęcia, że ich bank ma zdanie na temat tego, co robią w internecie.

W 2024 roku platforma DLsite, największy dystrybutor gier i komiksów dla dorosłych w Japonii, pod presją Visa i Mastercard najpierw zmienia tagi opisujące treści na absurdalne eufemizmy, a potem po prostu zawiesza obsługę tych firm i przechodzi na japoński system JCB. Melonbooks i Toranoana robią to samo. Manga Library Z, platforma z legalnymi skanami starszej mangi, zamyka się, bo nie udaje jej się znaleźć procesora płatności gotowego ją obsługiwać. Szef Tumblra Matt Mullenweg mówi publicznie i bez ogródek: "Credit card companies are anti-porn."

Za każdym razem operatorzy kart płatniczych oficjalnie zaprzeczają, że moderują treści. Visa pisze w oświadczeniu: "Nie wydajemy moralnych osądów o legalnych zakupach. Nie moderujemy treści sprzedawanych przez kupców i nie mamy wglądu w konkretne towary lub usługi." W tym samym oświadczeniu dodaje, że "wymaga od kupców odpowiednich zabezpieczeń", gdy istnieje "podwyższone ryzyko nielegalnej aktywności".

Nie mówimy wam, co sprzedawać. Ale jeśli nie przestaniecie sprzedawać tego, co nam się nie podoba, przestaniemy przetwarzać wasze płatności. Wszystkie.

Możesz robić, co chcesz, byle to było zgodne z naszą polityką. Tak wygląda "wolny rynek" w późnym kapitalizmie. Ilustracja: shutterstock

Super bramkarz

Bramka to nie jest ot tak, po prostu, cenzura. Cenzura wymaga intencji, aparatu, ludzi, kosztuje wysiłek i pieniądze. Cenzura musi wyjść do świata, aby go zmienić. Bramka jest czymś prostszym – to świat zmierza ku niej. Wystarczy, że kontrolujesz punkt, przez który wszystko musi przejść, i że ustalasz reguły przepuszczania.

Visa i Mastercard kontrolują wspólnie około dziewięćdziesięciu procent globalnego rynku przetwarzania płatności kartami (poza Chinami). Sama Visa ma ponad pięćdziesiąt dwa procent rynku kart kredytowych i przetwarza około sześćdziesięciu pięciu miliardów transakcji kwartalnie. OpenAI przetwarza dwa i pół miliarda promptów dziennie dla czterystu milionów użytkowników tygodniowo. Przy takiej skali "prywatna decyzja prywatnej firmy" przestaje być prywatna. Kiedy firma kontroluje dziewięćdziesiąt procent infrastruktury, jej regulamin zaczyna działać jak prawo, tyle że nikt go nie uchwalił i nie ma sądu, w którym można go zaskarżyć.

Kontrola w obu przypadkach nie wygląda jak kontrola. Wygląda jak troska o bezpieczeństwo. Visa nie mówi: "Zabraniamy sprzedaży gier z treściami dla dorosłych". Mówi: "Wymagamy odpowiednich zabezpieczeń". OpenAI nie mówi: "Zabraniamy pytań o mechanizmy oszustw". Mówi: "Nasz model jest zaprojektowany, żeby być bezpiecznym". Efekt jest taki sam jak przy celowej cenzurze, tyle że nie ma instancji odwoławczej, bo formalnie nikt niczego nie zabronił.

A kosztów nie ponosi ten, kto decyduje. Dla Visy zablokowanie kategorii treści to jedno spotkanie spod znaku compliance. Ba, jeden mail. Nikt nie zrezygnuje z karty Visa, bo zniknęła gra ze Steama. Ale niezależny twórca, który trzy lata budował społeczność i utrzymywał się ze sprzedaży, z dnia na dzień traci dochód. Bez ostrzeżenia, bez procesu – bez alternatywy. Dla OpenAI odmowa odpowiedzi trwa milisekundę i nic nie kosztuje. Dla użytkownika to może być równoznaczne z blokadą kluczowej informacji, a więc z ryzykiem podjęcia błędnych decyzji.

Stara anegdota mówi, że bank to instytucja, która pożycza ci parasol, kiedy świeci słońce, i zabiera go, kiedy pada. Bramka działa podobnie: przepuszcza, kiedy od tego nic nie zależy, i zamyka się, kiedy ktoś naprawdę potrzebuje przejść.

Bezwględność regulaminu

Prywatne firmy mogą robić, co chcą. Nie podoba ci się, korzystaj z czegoś innego.

Formalnie prawda. Ale wyobraźmy sobie przez chwilę, że Poczta Polska odmawia dostarczenia przesyłki, bo nie podoba jej się, co jest w środku. Nie chodzi o materiały niebezpieczne ani nielegalne – po prostu ktoś w centrali zdecydował, że pewna kategoria legalnych towarów "budzi kontrowersje" i nie będzie obsługiwana. Albo że Tauron odcina prąd restauracji, bo serwuje dania, których dostawca energii nie aprobuje. Absurd? Oczywiście. Bo dostawcy infrastruktury od dawna podlegają prostej zasadzie: jeśli jesteś infrastrukturą, obsługujesz wszystkich. Nie wybierasz klientów według własnych przekonań. Tę zasadę kiedyś trzeba było wywalczyć, bo monopole mają naturalną tendencję do nadużywania pozycji, a im bardziej coś jest infrastrukturą, tym trudniej "skorzystać z czegoś innego".

Nie da się łatwo zmienić dostawcy prądu. Nie da się całe życie nie korzystać z poczty. I nie da się ominąć Visy i Mastercard, jeśli kontrolują dziewięćdziesiąt procent globalnych płatności kartami.

Visa przy tym nie operuje osobno na rynku australijskim, japońskim – czy polskim. Działa w ramach jednej globalnej sieci z jednym zestawem reguł. Twórca gier w Gdańsku podlega tym samym standardom co studio w Tokio lub Sydney. Żaden rząd nie ma takiego zasięgu – nawet Unia Europejska reguluje wyłącznie swój rynek wewnętrzny, i to z trudem.

Sęk w tym, że Visa i Mastercard formalnie nie są infrastrukturą publiczną. Są prywatnymi firmami, które dorosły do rozmiarów infrastruktury, nie przejmując zobowiązań, jakie się z taką pozycją wiążą.

Woda w kranie nie przestaje lecieć, bo dostawca nie lubi sposobu, w jaki się myjesz. Ale procesor płatności może odciąć ci dostęp do globalnego handlu, bo jego dział zgodności uznał, że twoje legalne produkty "budzą podwyższone ryzyko".

I nie ma ustawy, na podstawie której mógłbyś to zaskarżyć. Nie ma urzędnika, u którego złożysz skargę. Jest regulamin, który zmienia się bez powiadomienia, i dział compliance, który nie odbiera telefonów.

Kto trzyma klucz

Prostego rozwiązania nie ma, bo luka w regulacji leży dokładnie na styku dwóch porządków prawnych, z których żaden nie obejmuje problemu w całości. EU AI Act, którego pełne wdrożenie nastąpi w sierpniu 2027 roku, wprowadzi wymogi przejrzystości dla systemów AI "wysokiego ryzyka". Ale Visa i Mastercard nie są systemami AI. Podlegają regulacjom bankowym, a te nie zostały napisane z myślą o sytuacji, w której procesor płatności decyduje, w jakie gry mogą grać dorośli ludzie.

Opór się zdarzał i bywa skuteczny. Po lipcu 2025 społeczność graczy zorganizowała masową kampanię telefoniczną do Visy i Mastercard. Petycja na Change.org zebrała ponad sto sześćdziesiąt sześć tysięcy podpisów. IGDA, stowarzyszenie twórców gier, wezwała do większej przejrzystości. Itch.io po kilku tygodniach przywróciło indeksowanie darmowych gier NSFW. OnlyFans wycofało się z zakazu. Japońskie platformy odeszły od Visa i Mastercard.

Tylko że wzorzec jest wymowny: żeby odwrócić decyzję, potrzebna była masowa mobilizacja, tysiące ludzi, nagłówki, petycje. Żeby ją podjąć, wystarczyło jedno spotkanie. Zamknięcie bramki jest tanie. Wymuszenie otwarcia – bardzo kosztowne. Za każdym razem, kiedy bramka się zamknie, będzie wymagała osobnej kampanii.

Coś jednak daje do myślenia. Japońskie platformy przeszły na JCB i działają. Indie mają RuPay. Coraz więcej krajów buduje własne systemy płatnicze, z powodów geopolitycznych, ale też właśnie takich jak ten. Każdy taki system to rysa na monopolu. Jeśli bramka jest jedna, kontroler dyktuje warunki. Jeśli bramek jest wiele, żaden kontroler nie narzuci swoich reguł wszystkim.

Być może jedyną trwałą odpowiedzią na prywatyzację kontroli dostępu nie jest lepsza regulacja strażnika, lecz zwielokrotnienie bramek. Więcej procesorów płatności. Więcej modeli językowych. Więcej ścieżek, którymi mogą płynąć pieniądze i informacje. Nie dlatego, że konkurencja automatycznie rozwiązuje problemy, ale dlatego, że monopol na bramkę automatycznie je tworzy.

Wróćmy do mojego pytania o boty. Gemini podało odpowiedź, która brzmiała jak poradnik. ChatGPT podało odpowiedź, która brzmiała jak kazanie. Żadna z nich nie była podyktowana troską o mnie ani o prawdę – obie wynikały z pozycji biznesowej firmy, która stoi za modelem.

I to jest właściwy wniosek z tej historii. Nie że sztuczna inteligencja jest głupia albo zła, ale że nie istnieje neutralna bramka. Każda bramka należy do kogoś, kto ma własne powody, żeby ją otwierać albo zamykać. Kiedy tych bramek jest mało, a przepływa przez nie coraz więcej, powody właścicieli stają się niewidoczną regulacją, której nikt nie uchwalał i której nikt nie nadzoruje.

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-03-11T21:14:53+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T20:35:38+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T19:44:20+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T19:02:10+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T18:29:09+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T17:55:53+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T17:48:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:52:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T16:42:06+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:55:46+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:35:38+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T15:03:48+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T14:21:24+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:39:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T13:24:44+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T12:14:57+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T11:32:16+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T10:33:12+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T09:21:58+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:29:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T08:00:43+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T07:24:19+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:45:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:34:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:23:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:12:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-11T06:01:00+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T20:03:37+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T19:10:13+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:50:41+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T18:45:26+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:28:11+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:15:29+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T17:04:30+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T16:47:26+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T16:27:01+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T16:01:48+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T15:53:10+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T13:49:27+01:00

Aktualizacja:

2026-03-10T13:05:38+01:00

❌