Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 7 lutego 2026 Spider's Web

Szukali bąbli w kosmosie. Odkryli niewygodną prawdę o ciemnej materii

7 lutego 2026, 08:31

Międzynarodowy zespół fizyków, w skład którego wchodzi prof. Szymon Pustelny z Uniwersytetu Jagiellońskiego, opublikował w prestiżowym Nature wyniki polowania na jedną z największych zagadek Wszechświata. Choć ciemna materia po raz kolejny wymknęła się badaczom, eksperyment przyniósł przełom, którego nikt się nie spodziewał.

Ciemna materia, czyli wielka zagadka

Od wieków ludzkość spogląda w niebo, szukając odpowiedzi na fundamentalne pytania, jednak mimo technologicznego skoku, nasza wiedza o kosmosie wciąż przypomina układankę, w której brakuje większości elementów. Nie wiemy, dlaczego Wszechświat przyspiesza swoje rozszerzanie, ani dlaczego po Wielkim Wybuchu materia ostatecznie wygrała z antymaterią.

Jednak największym problemem współczesnej fizyki pozostaje to, czego nie widać. Wszystko wskazuje na to, że kosmos wypełnia tajemnicza ciemna materia. Choć nie odbija światła i pozostaje niewidoczna dla teleskopów, jest grawitacyjnym rusztowaniem rzeczywistości. Gdyby nie ona, galaktyki, gwiazdy i planety, a w konsekwencji my sami, nigdy by nie powstali.

O ciemnej materii wiemy jednak bardzo niewiele. Nie wiemy np. z czego jest ona zbudowana. Dlatego naukowcy od lat proponują różne hipotezy. Wśród wielu pomysłów, fizycy proponują, że ciemną materię tworzą aksjony, hipotetyczne cząstki miliony razy lżejsze od najlżejszych znanych nam dziś cząstek (tj. neutrin).

Przez ściany niewidzialnych bąbli

W najnowszej publikacji w Nature naukowcy sprawdzali egzotyczną hipotezę istnienia ciemnej materii. Zakłada ona, że ciemna materia nie jest rozsiana równomiernie w kosmosie, lecz tworzy gigantyczne struktury zwane defektami topologicznymi.

Można je sobie wyobrazić jako niewidzialne bąble, przez których ściany (tzw. ściany domenowe) Ziemia przelatuje podczas swojej wędrówki przez Drogę Mleczną. Co ciekawe, jeśli taka ściana istnieje, jej przejście przez naszą planetę powinno wywołać subtelny efekt, który mogłyby wychwycić naziemne czujniki.

Sieć kwantowych kompasów

Aby zweryfikować tę śmiałą hipotezę, polsko-chiński zespół skonstruował sieć niezwykle czułych sensorów. Działają one jak ultraprecyzyjne kompasy kwantowe. Założenie było proste: gdyby Ziemia faktycznie przebijała się przez ścianę ciemnej materii, igły tych kompasów powinny drgnąć jednocześnie, niezależnie od miejsca pomiaru.

Aby wykluczyć przypadek i lokalne zakłócenia, eksperyment przeprowadzono w laboratoriach w Chinach, oddalonych od siebie o ponad 300 km.

Przez miesiąc czujniki nasłuchiwały echa ciemnej materii. Wynik? Cisza. Żaden z sensorów nie zarejestrował poszukiwanego sygnału.

W świecie potocznego rozumienia sukcesu mogłoby się to wydawać porażką. Jednak w fizyce cząstek elementarnych brak wyniku jest często równie cenny, co odkrycie. W tym przypadku negatywny rezultat okazał się spektakularnym triumfem techniki pomiarowej, który redefiniuje nasze możliwości badania kosmosu.

Więcej na Spider's Web:

Pobili rekord Supernowej

Dotychczas granice tego, co wiemy o aksjonach i ich ewentualnym wpływie na materię, wyznaczały gwiazdy. Fizycy opierali swoje wyliczenia na obserwacjach astrofizycznych, w tym na słynnym wybuchu Supernowej 1987A. Zakładano, że jeśli aksjony istnieją, ich oddziaływanie musi być słabsze niż limity wyliczone z tempa stygnięcia gwiazd. Uważano, że na Ziemi nie da się osiągnąć precyzji, która mogłaby konkurować z tymi kosmicznymi laboratoriami.

Zespół z udziałem prof. Szymona Pustelnego udowodnił, że jest inaczej. Dzięki zastosowaniu nowatorskich technik filtrowania szumów, zbliżonych do tych, które pozwoliły detektorom LIGO usłyszeć fale grawitacyjne oraz wykorzystaniu najnowszej generacji czujników kwantowych, badacze osiągnęli precyzję 40-krotnie wyższą niż ta wynikająca z obserwacji astronomicznych.

Drogowskaz dla przyszłych odkrywców

Publikacja w Nature pełni więc rolę niezwykle precyzyjnego drogowskazu. Naukowcy wysłali jasny sygnał do reszty świata fizyki: nie szukajcie ciemnej materii w tym konkretnym miejscu, ten zaułek jest pusty. Słynna falsyfikacja teorii pozwala zaoszczędzić czas i środki, przekierowując uwagę badaczy na inne obszary.

To jednak dopiero początek nowej ery pomiarów. Sukces eksperymentu otwiera drogę do budowy jeszcze czulszych sieci detektorów. Badacze już planują kolejne kroki, mając nadzieję, że wkrótce będą w stanie wychwycić sygnały pochodzące z najbardziej gwałtownych zdarzeń we Wszechświecie, takich jak zderzenia czarnych dziur.

Być może to właśnie tam, dzięki technologii przetestowanej przez zespół prof. Pustelnego, znajdziemy wreszcie odpowiedź na pytanie, z czego składa się większość otaczającej nas rzeczywistości.

Obserwuj nas w Google Discover

Bogdan Stech

07.02.2026 08:31

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-07T08:15:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-07T08:00:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-07T07:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-07T07:20:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-07T07:10:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-07T07:00:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T22:08:18+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T21:13:57+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T20:34:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T19:04:24+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T18:32:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:32:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:06:05+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T16:29:08+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T15:56:35+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Superkomputery zmieniają świat po cichu. Ich moc trafia już do twojego domu

7 lutego 2026, 08:15

Te gigantyczne maszyny nie tylko zmieniają naukę, medycynę i przemysł. Ich wpływ coraz wyraźniej przenika do urządzeń, które trzymasz w dłoni każdego dnia. To, jak działa twój Xbox, jak będą podejmować decyzje autonomiczne samochody, a nawet jak lekarze dobierają terapię ratującą życie - wszystko to było kiedyś testowane, optymalizowane lub wręcz projektowane na superkomputerach. I właśnie o takich maszynach opowiemy w tym tekście.

Niedawno rozmawiałem o tym z przedstawicielami AMD i HPE - dwóch firm, które wspólnie budują najszybsze systemy obliczeniowe w historii. To rozmowa, która zmienia perspektywę: nagle okazuje się, że HPC (High Performance Computing) nie jest odległą ciekawostką, lecz fundamentem współczesnej elektroniki użytkowej.

Tytani mocy: El Capitan i Frontier

Zacznijmy od skali. Wyobraź sobie, że moc obliczeniowa twojego laptopa - cała, łącznie z GPU - odpowiada temu, co pojedynczy procesor superkomputera El Capitan wykonuje w kilkanaście sekund.

Frontier

El Capitan, obecnie najszybszy superkomputer świata, osiąga 1,742 eksaflopa. Frontier, jego poprzednik i dziś numer dwa na liście TOP500, oferuje 1,353 eksaflopa. Oba systemy powstały dzięki współpracy AMD i HPE, a ich sercem są procesory i akceleratory AMD Instinct.

Adam Tomczak, menedżer ds. rozwoju w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w AMD, w rozmowie ze mną określił je mianem Formuły 1 obliczeń - i trudno o lepszą metaforę. To maszyny, które nie tylko wyznaczają granice technologii, ale wręcz pokazują, dokąd zmierza cała branża elektroniki.

Karolina Solecka, Compute Sales Director, Hewlett Packard Enterprise Polska, dodaje w rozmowie ze Spider's Web, że ich przewaga nie wynika z pojedynczego komponentu, lecz z pełnej integracji:  serwery HPE ProLiant, sieci HPE Networking, superkomputerowe dziedzictwo Cray, chmura GreenLake, oprogramowanie, usługi, finansowanie i elastyczne modele konsumpcji. To kompletna platforma, a nie kupka części.

El Capitan powstał na architekturze HPE Cray EX i zawiera ponad 43 tys. akceleratorów AMD Instinct MI300A. Każdy z nich to mały potwór obliczeniowy: CPU i GPU w jednym pakiecie, współdzielące 128 GB pamięci HBM3. I to właśnie pamięć jest tu kluczem.

Pamięć, przepustowość i wąskie gardła

Każdy, kto choć trochę interesuje się architekturą komputerową wie, że to nie moc obliczeniowa jest dziś największym problemem. To przepustowość pamięci.

Nowoczesne procesory potrafią wykonywać miliardy operacji na sekundę, ale często… nie mają na czym pracować. Dane nie nadążają z RAM-u, a CPU stoi w miejscu, czekając na kolejne porcje informacji. To klasyczne wąskie gardło.

Dlatego AMD postawiło na akceleratory z pamięcią HBM - ekstremalnie szybką, umieszczoną tuż obok rdzeni obliczeniowych. Przedstawiciel AMD tłumaczy mi w rozmowie:

Akceleratory AMD Instinct MI350 oferują do 288 GB pamięci HBM3E o przepustowości 8 TB/s, co znacząco redukuje potrzebę dzielenia modeli i zwiększa efektywność.

8 terabajtów na sekundę to przepustowość, która eliminuje problem, z którym zwykłe serwery i PC zmagają się od dekad. Dzięki temu pojedynczy MI350 może trenować modele AI o rozmiarze około 520 mld parametrów - czyli w skali współczesnych modeli językowych pokroju GPT-4 czy Claude.

El Capitan

HPE dodaje do tego własną przewagę: inteligentne topologie sieciowe, które minimalizują liczbę hopów między GPU w obrębie szafy rack. To kluczowe, bo nawet najszybszy akcelerator nie pomoże, jeśli komunikacja między nimi będzie wolna.

W skrócie:  szybkie GPU to jedno, ale szybki system to zupełnie inna liga.

Efektywność energetyczna: zagrożenie czy szansa?

Superkomputery mają opinię potworów energetycznych - i nie bez powodu. Summit, poprzednik Frontiera, pobierał 13 MW mocy, czyli tyle, ile potrzeba do zasilenia miasta wielkości Kołobrzegu.

Ale branża HPC przeszła w ostatnich latach rewolucję.

AMD deklaruje, że do 2030 r. chce poprawić efektywność energetyczną systemów AI 20-krotnie względem 2024 r. Brzmi nierealnie? Być może - ale firma już dziś chwali się 38-krotną poprawą efektywności energetycznej pojedynczego serwera względem 2020 r. To oznacza 97 proc. redukcji zużycia energii przy tej samej wydajności.

HPE idzie inną drogą: stawia na bezpośrednie chłodzenie cieczą (DLC), odzysk ciepła i projektowanie systemów pod kątem FLOPS na wat, a nie absolutnej mocy.

Efekt? 

El Capitan zajmuje 23. miejsce na liście Green500, osiągając 60,94 GFLOPS/W. To wynik, który jeszcze kilka lat temu byłby nie do pomyślenia.

Superkomputery przestają być żarłoczne. Stają się inteligentne.

Od laboratoriów do konsol: jak technologie HPC trafiają do konsumentów

To, co dzieje się w superkomputerach, nie zostaje w superkomputerach. Adam Tomczak z AMD mówi o tym wprost: architektura rdzeni wykorzystywana w superkomputerach jest dostępna zarówno w procesorach AMD EPYC, jak i konsumenckich Ryzen AI. To zasługa architektury Zen i skalowalności chipletów. To oznacza, że technologie, które dziś napędzają El Capitan, za kilka lat trafią do laptopów, konsol i PC. 

Chiplety? Już są w Ryzenach.  Zaawansowane zarządzanie energią? Trafia do Windowsa i gier. Chłodzenie cieczą? W segmencie entuzjastycznym to już standard. Superkomputery są poligonem doświadczalnym dla całej branży elektroniki użytkowej.

Polska i Europa w wyścigu o supermoce

I tu robi się naprawdę ciekawie. Bo wbrew pozorom Polska nie stoi z boku.

AMD i HPE wspominają o Heliosie - polskim superkomputerze opartym na procesorach AMD EPYC, określanym jako najmocniejszy system dla naukowców w kraju.

Europa również przyspiesza.  Włochy mają HPC6, najszybszy superkomputer na kontynencie.  Finlandia - LUMI, jeden z czterech europejskich systemów przedekskalowych.  Niemcy budują Herdera, maszynę eksaskalową, która stanie w jednym szeregu z El Capitanem i Frontierem.

HCP6

Przedstawicielka HPE podkreśla: Europa przechodzi transformację w kierunku suwerenności cyfrowej, a to oznacza rosnący popyt na lokalne, bezpieczne centra HPC i AI.

Polska ma tu realną szansę. Medycyna, energetyka, przemysł, obronność - wszystkie te sektory potrzebują mocy obliczeniowej, która nie może opuszczać kraju ze względu na regulacje. To otwiera drzwi do inwestycji, których jeszcze dekadę temu nikt by się u nas nie spodziewał.

Sztuczna inteligencja zmienia krajobraz superkomputerów

Ostatnie lata przyniosły tektoniczne przesunięcie w świecie HPC. Jeszcze niedawno superkomputery projektowano głównie z myślą o symulacjach naukowych: dynamice płynów, modelowaniu klimatu, fizyce jądrowej. Dziś to już tylko część ich zadań. Prawdziwym motorem napędowym stała się sztuczna inteligencja, która wymaga mocy obliczeniowej na niespotykaną wcześniej skalę.

Wspomniana przez naszych rozmówców umowa OpenAI z AMD na dostawy GPU to tylko jeden z sygnałów, jak gwałtownie rośnie zapotrzebowanie na akceleratory. Modele rosną wykładniczo, a wraz z nimi rośnie presja na budowę coraz potężniejszych systemów.

AMD i HPE tłumaczą to bardzo jasno:

Współczesne topowe superkomputery, jak Frontier - pierwsza maszyna, która przekroczyła 1 eksaflopa - to niezwykle efektywne systemy AI. Oprogramowanie tworzone dla Frontiera będzie można wykorzystać przy budowie znacznie potężniejszego Discovery.

Discovery to kolejny krok w ewolucji HPC: superkomputer projektowany od początku jako narzędzie do badań nad AI. To symbol zmiany- od maszyn naukowych do maszyn, które są przede wszystkim fabrykami inteligencji.

Oprogramowanie: niewidzialny fundament rewolucji

Sprzęt to tylko połowa układanki. Drugą połową jest software - i to on decyduje, czy superkomputer będzie działał jak symfonia, czy jak orkiestra bez dyrygenta.

AMD rozwija ROCm 7, otwarte środowisko programistyczne, które pozwala pisać kod działający od laptopów po największe klastry HPC. To ruch strategiczny: zamiast zamykać ekosystem, AMD stawia na otwartość i interoperacyjność.

Jak podkreśla firma: Ekosystem zdominowany przez jednego dostawcę jest mało konkurencyjny, a otwarte środowisko zapewnia elastyczność i swobodę wyboru.

W praktyce oznacza to, że deweloperzy mogą tworzyć modele AI bez obaw, że zostaną uwięzieni w jednym stosie technologicznym. A to z kolei przyciąga kolejnych twórców i instytucje badawcze.

Rzeczywiste zastosowania: bliżej, niż myślisz

Wszystkie te eksaflopy, terabajty na sekundę i topologie sieciowe mogą brzmieć abstrakcyjnie. Ale ich wpływ jest bardzo konkretny.

Karolina Solecka z HPE podaje przykłady: W nauce przyspieszają odkrycia, skracając czas symulacji z miesięcy do godzin. W medycynie pozwalają analizować genomy na niespotykaną wcześniej skalę. W przemyśle umożliwiają rozwój cyfrowych bliźniaków procesów i linii produkcyjnych.

AMD dodaje jeszcze bardziej namacalny przykład: Superkomputery mogą ogrzewać miasto Kajaani w Finlandii (LUMI) czy baseny ryb hodowlanych na norweskim fiordzie (Olivia).

Tak, superkomputer ogrzewający miasto to nie żart. Odzysk ciepła z serwerowni staje się jednym z najciekawszych trendów w HPC.

Helios i następcy: przyszłość zamknięta w jednej szafie

Kolejna dekada przyniesie zmianę nie tylko w mocy obliczeniowej, ale w samej filozofii projektowania systemów.

AMD pracuje nad Heliosem - referencyjną infrastrukturą, która będzie kompletną szafą wyposażoną w CPU, GPU i DPU nowej generacji. To podejście systemowe: zamiast składać superkomputer z klocków, projektuje się go jako spójną całość.

HPE idzie jeszcze dalej: Wchodzimy w etap, w którym kluczowy jest nie tylko chip czy serwer, ale projekt całego kampusu obliczeniowego.

Superkomputery przyszłości będą więc nie tylko maszynami, ale ekosystemami energetyczno-obliczeniowymi, w których każdy element - od chłodzenia po sieć - jest zoptymalizowany pod kątem AI.

AMD przedstawia scenariusz wręcz futurystyczny: Do 2030 roku chcemy osiągnąć 20-krotną poprawę efektywności energetycznej na poziomie całych szaf rack. To pozwoli trenować modele wymagające dziś 275 szaf na jednym w pełni obciążonym racku.

Modele, które dziś wymagają infrastruktury wielkości hali sportowej za kilka lat zmieszczą się w jednym rzędzie serwerów.

Otwartość jako przewaga konkurencyjna

W świecie HPC i AI trwa cicha wojna o to, kto zdominuje ekosystem. AMD i HPE stawiają na otwartość - i robią to świadomie.

HPE podkreśla: Otwarte standardy są kluczowe, aby zapewnić interoperacyjność i konkurencję. To oznacza niższy TCO i szybsze innowacje.

OAM, ROCm, otwarte interconnecty - to narzędzia, które pozwalają klientom unikać vendor lock-in. A tam, gdzie jest konkurencja, tam jest rozwój. I niższe koszty.

To podejście ma znaczenie nie tylko dla gigantów technologicznych, ale też dla uczelni, laboratoriów, firm produkcyjnych czy startupów AI. Otwartość demokratyzuje dostęp do mocy obliczeniowej.

Lekcje z budowy maszyn, które zmieniają świat

Na koniec rozmowy padły dwa pytania, które zwykle zadaje się dopiero po wyłączeniu dyktafonu: czego nauczyła was budowa takich systemów?

Przedstawicielka HPE odpowiedziała bez wahania: W dużych systemach największe znaczenie mają nie rekordowe parametry pojedynczego komponentu, ale integracja, stabilność i energoefektywność całego rozwiązania.

To lekcja, którą można odnieść do całej elektroniki użytkowej. Wszyscy ścigają się na cyferki - FPS-y, gigaherce, liczbę rdzeni - a prawdziwa przewaga leży w harmonii systemu.

Tomczak z AMD dodał: Otwartość ekosystemu jest niezbędnym czynnikiem sukcesu w dobie dynamicznego rozwoju AI.

To zdanie można by powiesić nad wejściem do każdego centrum danych.

Superkomputery nie są już gdzieś tam

El Capitan, Frontier, europejski LUMI, budowany Herder - to nie są ciekawostki dla nerdów. To infrastruktura, która będzie kształtować przyszłość medycyny, energetyki, transportu, przemysłu i nauki.

Dla entuzjastów elektroniki to fascynujący moment. Widzimy, jak klasyczny model CPU + GPU + RAM ustępuje miejsca zintegrowanym systemom, w których każdy element jest projektowany jako część większej całości. To kierunek, który prędzej czy później trafi do naszych komputerów, konsol i urządzeń mobilnych.

Superkomputery nie są już odległą technologią. One już wpływają na nasze życie - i będą wpływać coraz bardziej.

Maciej Gajewski

07.02.2026 08:15

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-07T08:00:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-07T07:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-07T07:20:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-07T07:10:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-07T07:00:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T22:08:18+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T21:13:57+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T20:34:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T19:04:24+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T18:32:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:32:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:06:05+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T16:29:08+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T15:56:35+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Awantura o benzynę bezołowiową miała sens. "Ostateczne potwierdzenie"

7 lutego 2026, 08:00

Wyobraź sobie, że ktoś przez całe stulecie zbiera kosmyki włosów z rodzinnych albumów. Od pierwszego dziecięcego pukla z 1916 r., przez loki z lat 50., aż po siwy włos z 2024 r. A potem przepuszcza je przez maszynę, która potrafi zobaczyć każdy atom metalu, jaki osiadł na ich powierzchni. To projekt badawczy naukowców z Uniwersytetu Utah - i jeden z najmocniejszych dowodów, że zakaz benzyny ołowiowej był jedną z najskuteczniejszych decyzji regulacyjnych w historii nowoczesnej technologii.

Efekt? Poziom ołowiu w naszych organizmach spadł ponad stukrotnie. Nie o kilka procent, nie o połowę - ponad sto razy. To skala, która w naukach środowiskowych zdarza się rzadko.

Czytaj też:

Stulecie zapisane we włosach

Badanie opublikowane w PNAS wygląda jak połączenie archeologii, toksykologii i rodzinnej genealogii. Zespół Kena Smitha, Thure Cerlinga i Diego Fernandeza dotarł do archiwalnych i współczesnych próbek włosów mieszkańców aglomeracji Salt Lake City. W sumie przeanalizowano materiał od 48 osób, a najstarsze próbki pochodziły sprzed ponad stu lat.

Dlaczego akurat tam? Bo mieszkańcy Utah mają wyjątkową obsesję na punkcie genealogii. W rodzinnych szkatułkach i albumach przechowuje się dziecięce kosmyki sprzed dekad - często z dokładną datą i opisem. To nieoceniony backup biologiczny, który pozwolił cofnąć się znacznie dalej niż jakiekolwiek archiwa medyczne. Próbki krwi zaczęto systematycznie zbierać dopiero w drugiej połowie XX wieku, a włosy… cóż, włosy przechowują się same.

Do tego dochodzi współczesna technologia. Spektrometria masowa pozwala dziś przeanalizować pojedynczy włos z czułością, o której jeszcze 20 lat temu można było tylko marzyć. Włosy działają tu jak stary dysk twardy: raz zapisane dane o ekspozycji na metale ciężkie zostają na długo, bo ołów chętnie osiada na ich powierzchni i nie znika z czasem.

Ołów: od 100 ppm do mniej niż 1 ppm

Stężenie ołowiu we włosach mieszkańców regionu Salt Lake City według dekady. Wartość wykreślona dla 1940 r. obejmuje wszystkie próbki z lat 1916-1959; wartość wykreślona dla 2022 r. obejmuje wszystkie próbki z lat 2020-2024.

Wyniki są tak wyraziste, że trudno je nazwać przypadkowymi. W latach 60. i wczesnych 70. poziom ołowiu we włosach mieszkańców Utah sięgał nawet 100 ppm. W latach 90. spadł do około 10 ppm. A w 2024 r. średnia wynosiła już mniej niż 1 ppm.

Krzywa spadku idealnie pokrywa się z historią regulacji. W okolicach Salt Lake City działały przez większość XX wieku dwa duże zakłady hutnicze. Jednocześnie cała Ameryka truła się spalinami z benzyny ołowiowej i farbami z dodatkiem ołowiu. Gdy w latach 70. EPA zaczęła zamykać smeltery i wycofywać ołów z paliw, farb i instalacji wodociągowych, wykres poziomu ołowiu we włosach zaczyna gwałtownie pikować w dół.

Dlaczego benzyna ołowiowa była tak groźna?

Zakład U.S. Mining and Smelting Co. w Midvale w stanie Utah, 1906 r.

Z perspektywy inżynierskiej dodatek tetraetyloołowiu (TEL) do paliwa był genialny. Rozwiązywał problem stukania silników, pozwalał na wyższe stopnie sprężania i lepszą wydajność. Niestety każdy galon spalonego paliwa wyrzucał do atmosfery około 2 gramów ołowiu.

Dla jednego auta to drobiazg. Ale pomnóż to przez miliardy galonów spalanych rocznie, a wychodzi blisko kilogram ołowiu rocznie na osobę. Ten metal nie znikał. Osiadał na ulicach, w glebie, na fasadach domów - i, jak pokazuje nowe badanie, w naszych włosach i płucach.

Historia ma też swój mroczny epilog. Thomas Midgley Jr., inżynier odpowiedzialny za komercjalizację TEL, publicznie demonstrował bezpieczeństwo dodatku, polewając nim dłonie i wdychając opary. Sam cierpiał na objawy zatrucia ołowiem. To ten sam człowiek, który później wprowadził freony - substancje, które doprowadziły do powstania dziury ozonowej. Jeśli istnieje symbol niezamierzonych konsekwencji technologii, to właśnie on.

Dla entuzjastów elektroniki użytkowej ta historia powinna brzmieć znajomo. To opowieść o tym, jak krótkoterminowa wygoda i postęp techniczny zderzają się z długoterminowymi skutkami zdrowotnymi i środowiskowymi.

Małe badanie, wielki sygnał

Choć badanie obejmuje zaledwie kilkadziesiąt osób z jednego regionu to sygnał jest tak mocny, że nie ma mowy o przypadku. To przykład jak potężne mogą być dane z małych, dobrze dobranych prób. Włosy pozwoliły cofnąć zegar dalej niż jakiekolwiek archiwa medyczne, dzięki czemu widać pełną krzywą: gwałtowny wzrost ekspozycji, lata utrzymania i dramatyczny spadek po wprowadzeniu regulacji.

Niestety to nie do końca jest historia z happy endem. Ołów nadal jest w środowisku - w starych rurach, farbach, glebie. Nie istnieje bezpieczny poziom ekspozycji. Nawet minimalne dawki wpływają na rozwój neurologiczny dzieci, wyniki w nauce, a u dorosłych zwiększają ryzyko chorób nerek i układu krążenia.

Autorzy badania przyznają, że impulsem do rozpoczęcia projektu były próby osłabiania kompetencji EPA oraz luzowania przepisów środowiskowych w Stanach Zjednoczonych, w tym zasad dotyczących wymiany starych ołowianych rur wodociągowych. Innymi słowy: naukowcy chcieli pokazać, co się dzieje, gdy regulacje działają - i co może się stać, jeśli zaczniemy je cofać.

Ich wniosek jest prosty, ale mocny: regulacje środowiskowe bywają kosztowne i niewygodne, ale ich efekty dla zdrowia publicznego są gigantyczne. W przypadku ołowiu widać to jak na dłoni - dosłownie we włosach ludzi, którzy żyli w czasach, gdy normy dopiero raczkowały. A to wszystko zaledwie kilka dekad po wprowadzeniu kluczowych przepisów.

To lekcja, którą branża technologiczna powinna mieć zawsze z tyłu głowy. Decyzje o dopuszczalnej toksyczności materiałów, emisjach fabryk, standardach recyklingu czy składzie baterii podejmujemy dziś - ale ich skutki zobaczymy dopiero wtedy, gdy dzisiejsze smartfony będą eksponatami w muzeum techniki. To nie jest komfortowa perspektywa, ale właśnie tak działa świat materiałów i chemii: czas reakcji liczony jest w dekadach, nie w kwartałach.

Ołów w benzynie może wydawać się problemem z epoki czarno-białej telewizji. Podobnie jak freony, azbest czy PCB - substancje, które kiedyś były symbolem postępu, a dziś są synonimem katastrofy zdrowotnej.

Badanie przypomina o kilku rzeczach, które dotyczą nas wszystkich, nawet jeśli nie zajmujemy się toksykologią

Po pierwsze: regulacje działają. Clean Air Act, zakaz benzyny ołowiowej, RoHS, REACH - to one sprawiają, że wykresy ekspozycji na toksyny wyglądają dziś tak jak wyglądają. Za 30-40 lat podobne krzywe zobaczymy zapewne dla mikroplastiku, cząstek z opon czy niektórych dodatków do baterii. Historia lubi się powtarzać, ale czasem powtarza się w dobrym kierunku.

Po drugie: technologia potrafi truć, ale potrafi też ratować. Ten sam przemysł, który wprowadził TEL i zalał świat ołowiem, stworzył później katalizatory, paliwa bezołowiowe i systemy monitoringu jakości powietrza. W elektronice jest podobnie: produkujemy miliardy urządzeń, ale jednocześnie rozwijamy recykling, projektowanie cyrkularne i materiały o mniejszej toksyczności. Postęp nie jest linią prostą - to raczej sinusoida, w której każdy błąd może stać się lekcją.

Po trzecie: dane historyczne są bezcenne. To, że rodzinne pamiątki - dziecięce kosmyki sprzed stu lat - stały się kluczem do zrozumienia zmian środowiskowych jest czymś absolutnie niezwykłym. Za kilkadziesiąt lat podobną rolę mogą odegrać dzisiejsze bazy danych z czujników jakości powietrza, inteligentnych liczników, a nawet smart-zegarków. Nasza codzienność jest archiwizowana w sposób, którego nie widziały żadne wcześniejsze pokolenia.

I wreszcie: warto pamiętać, że normy, które dziś wydają się przesadą, jutro mogą okazać się minimalnym poziomem rozsądku. Gdy ktoś narzeka, że kolejna norma emisyjna, zakaz jakiegoś związku w elektronice czy obostrzenie recyklingowe hamuje postęp to wystarczy przypomnieć sobie ten wykres: od 100 ppm ołowiu we włosach w latach 60. do mniej niż 1 ppm w 2024 r.

To nie jest abstrakcyjna statystyka. To różnica, którą widać w rozwoju mózgu całych pokoleń. To różnica między społeczeństwem, które truje swoje dzieci, a takim, które potrafi wyciągać wnioski z własnych błędów.

Maciej Gajewski

07.02.2026 08:00

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-07T07:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-07T07:20:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-07T07:10:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-07T07:00:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T22:08:18+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T21:13:57+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T20:34:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T19:04:24+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T18:32:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:32:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:06:05+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T16:29:08+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T15:56:35+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Dreame wjedzie do twojego domu na pełnej. I jeszcze podziękujesz

7 lutego 2026, 07:21

Dreame, marka która jeszcze kilka lat temu kojarzyła się głównie z robotami sprzątającymi i odkurzaczami pionowymi, właśnie wykonała największy zwrot w swojej historii. Podczas konferencji w warszawskim Koneserze firma zaprezentowała nie kilka, nie kilkanaście, lecz kilkadziesiąt nowych urządzeń - i to z kategorii, które dotąd były dla niej kompletnie obce: duże AGD, telewizory, a nawet telefony. Firma wprost deklaruje, że chce wyposażyć całe domy - i to nie tylko w Polsce, ale w całej Europie.

Dreame nie rzuca się na głęboką wodę bez asekuracji. Firma ma za sobą rok, który trudno nazwać inaczej niż spektakularnym. Sprzedaż robotów sprzątających wzrosła rok do roku o 71 proc., a segment odkurzaczy Wet&Dry eksplodował aż o 400 proc. W pierwszych trzech kwartałach ubiegłego roku Dreame zostało liderem sprzedaży ilościowej robotów domowych w Europie, a na wielu rynkach zdobyło również pierwsze miejsce pod względem przychodów.

Czytaj też:

Nic dziwnego, że zarząd uznał, iż to najlepszy moment, by wejść w nowe kategorie. Europa Środkowo‑Wschodnia i kraje nordyckie zostały wskazane jako strategiczne kierunki ekspansji, a Polska - jako jeden z kluczowych rynków. I trudno się dziwić: to właśnie u nas Dreame ma jedną z najbardziej lojalnych i dynamicznie rosnących baz klientów.

Lodówki Mega Pro - ofensywa zaczyna się w kuchni

Dreame Mega Pro

Największą niespodzianką w segmencie AGD są lodówki z serii Mega Pro. Dreame postawiło na konstrukcje, które z zewnątrz wyglądają jak klasyczne modele z segmentu mid-range, ale wewnątrz oferują zaskakująco dużo przestrzeni - od 406 do 456 litrów. To zasługa technologii SpaceBoost, czyli sprytnej optymalizacji układu izolacji i komory chłodniczej.

W środku znajdziemy m.in.:

  • strefę FreshFlex z regulacją temperatury od -4 do 1°C, idealną do mięsa, ryb czy nabiału,
  • system AeroFresh z filtrem z węgla aktywnego, który usuwa zapachy i ogranicza rozwój bakterii,
  • pełny No-Frost, który eliminuje konieczność rozmrażania.

Dreame Mega Pro

Ceny? Startują od 2199 zł (lub 2049 zł w promocji), a największy model kosztuje 2899 zł (2599 zł w promocji).

Zmywarki DZ40 Pro i DZ60 Pro - HydraFlow 360° ma nas przekonać

Dreame DZ60 Pro

Zmywarki Dreame to kolejna kategoria, w której producent nie zamierza być jednym z wielu. Model DZ60 Pro zdobył nagrodę Best in Home Appliances na IFA 2025, i trudno się dziwić - system mycia HydraFlow 360° wygląda jak coś, co mogłoby powstać w laboratorium NASA.

Trzy poziomy ramion natryskowych zwiększają zasięg mycia o 45 proc. względem klasycznych konstrukcji, a unikalne ramię FlexWing z podwójnymi skrzydłami i oscylacją 25° dodaje kolejne 30 proc. pokrycia. W praktyce oznacza to jedno: nawet najbardziej upierdliwe zabrudzenia nie mają szans.

Dreame DZ60 Pro

Model DZ60 Pro oferuje:

  • pojemność 15 kompletów,
  • klasę energetyczną A,
  • zużycie wody 10,8 l na cykl,
  • tryb przechowywania, który utrzymuje świeżość naczyń nawet przez 15 dni.

Ceny: 3199 zł za DZ40 Pro (2849 zł w promocji) i 3899 zł za DZ60 Pro (3499 zł w promocji).

Pralka Dreame L9 - pranie pianą i algorytmy AI

Dreame L9

Pralka L9 to jeden z najbardziej technologicznie zaawansowanych produktów w nowej ofercie. Dreame chwali się autorską technologią MousseBloom Ultra-clean Foam Wash, która zamiast klasycznego namaczania wykorzystuje gęstą pianę generowaną w rurce Venturiego. Ta wnika głęboko we włókna i skuteczniej usuwa tłuszcze, oleje i trudne zabrudzenia.

Proces prania przebiega w trzech etapach:

  1. automatyczne dozowanie detergentu,
  2. mieszanie detergentu, wody i powietrza,
  3. równomierny natrysk piany na tkaniny.

Dreame L9

Do tego dochodzi natrysk cyrkulacyjny 8,5 l/min, system FreshLoop utrzymujący świeżość ubrań przez 12 godzin po zakończeniu cyklu oraz AI Smart Wash, które dobiera ilość wody i detergentu do wielkości wsadu. Algorytm AI Eccentric Control rozplątuje ubrania przed wirowaniem, co realnie zmniejsza zużycie tkanin.

Cena: 3399 zł (3099 zł w promocji).

Suszarka L9 - podwójna pompa ciepła i szybkie suszenie

Dreame L9

Suszarka Dreame L9 korzysta z podwójnej inwerterowej pompy ciepła, co przekłada się na:

  • 30-minutowe suszenie pełnego wsadu,
  • 20 proc. niższy hałas (68 dB),
  • 20 proc. niższe zużycie energii.

Algorytm AI Smart Dry monitoruje wilgotność w czasie rzeczywistym, a funkcja PressFree Steam Care wygładza koszulę w 25 minut dzięki gęstej parze. Czterowarstwowy system filtracji DanderGuard wyłapuje kurz, włosy i pyłki, a pojemność 9 kg powinna wystarczyć większości gospodarstw.

Dreame L9

Cena: 3899 zł (3599 zł w promocji).

Piekarnik OZ60 Pro - pięć urządzeń w jednym

Dreame OZ60 Pro

W segmencie kuchennym Dreame nie zamierza być kolejnym producentem piekarników. Model OZ60 Pro to urządzenie, które realnie może zastąpić kilka sprzętów naraz. Oferuje klasyczne pieczenie konwekcyjne, gotowanie na parze, air fry, funkcję wypieku chleba oraz tryb fermentacji do jogurtów. W praktyce oznacza to, że w jednej zabudowie dostajemy piekarnik, parowar, frytkownicę beztłuszczową, automat do chleba i inkubator.

Komora ma pojemność 81 litrów, a system parowy o mocy 1600 W pozwala na precyzyjne gotowanie na parze i pieczenie wspomagane parą - technikę znaną z piekarników premium, która poprawia strukturę ciast i chrupkość pieczywa. Zakres temperatur od 30 do 260°C, kontrola PID i 10 trybów profesjonalnych dają dużą swobodę pracy.

Dreame OZ60 Pro

Na froncie znajdziemy duży, 6,86‑calowy panel dotykowy, a w pamięci zapisano 149 gotowych przepisów z automatycznymi ustawieniami czasu, temperatury i trybu.

Piekarnik ma klasę energetyczną A++ i oferuje parowe samooczyszczanie w 120°C. Cena: 3999 zł (3599 zł w promocji).

Płyty grzewcze i okap - klasyka z twistem

Dreame CZ40 Pro

Dreame uzupełnia kuchenne portfolio o dwie płyty i okap. CZ40 Pro to płyta gazowa z palnikami o mocy 4 kW, ale z nietypowym dodatkiem: kolorowym wyświetlaczem do sterowania dotykiem i gestami. To rzadkość w segmencie gazowym, który zwykle trzyma się konserwatywnych rozwiązań.

Dreame EZ40 Pro

Z kolei EZ40 Pro to płyta indukcyjna o mocy 2,4 kW, z czterema niezależnymi strefami, suwakami do sterowania i funkcją automatycznego odcięcia zasilania przy wykipieniu - przydatną, bo rzadko spotykaną w tej półce cenowej.

Dreame HZ40 Pro

Okap HZ40 Pro oferuje klasę energetyczną A+++, przepływ 600 m³/h i sterowanie gestami. To rozwiązanie, które faktycznie ma sens - przy gotowaniu często mamy mokre lub zabrudzone ręce.

Ceny: płyty po 999 zł (899 zł w promocji), okap 1799 zł (1599 zł w promocji).

Telewizory Dreame S100 - Mini LED wchodzi do salonu

Dreame S100

Najbardziej zaskakującą częścią ofensywy poza AGD są telewizory. Seria S100 to modele QLED z podświetleniem Mini LED, dostępne w rozmiarach 55, 65 i 75 cali. Dreame nie idzie tu w półśrodki - specyfikacja wygląda jak żywcem wyjęta z katalogu TCL czy Hisense.

Najważniejsze parametry:

  • rozdzielczość 4K,
  • podświetlenie Mini LED z ok. 200 strefami wygaszania,
  • panel QLED+,
  • odświeżanie 144 Hz,
  • jasność 400–600 nitów,
  • 93 proc. pokrycia DCI-P3,
  • Dolby Vision, HDR10+, HDR10, HLG,
  • system Google TV,
  • dźwięk 4.1.2 o mocy 70 W z Dolby Atmos,
  • 3× HDMI (w tym 2× HDMI 2.1).

Telewizory obsługują VRR i ALLM, a za przetwarzanie obrazu odpowiada procesor Dreamind Pro AI, który analizuje każdą klatkę osobno.

Dreame S100

Ceny: 3399 zł za 55”, 4699 zł za 65”, 5999 zł za 75”.

Telefony Dreame - od sztandarowca po średniaki

Największym zaskoczeniem konferencji była jednak premiera telefonów. Dreame pokazało trzy modele, choć ich dostępność w Polsce pozostaje niejasna.

Telefony Dreame

Sztandarowy RS1 to w praktyce rebrandowana Nubia Z80 Ultra - nawet w menu ustawień widnieje oryginalna nazwa. Mimo to specyfikacja robi wrażenie:

  • 6,85-calowy ekran 144 Hz z aparatem pod ekranem,
  • Snapdragon 8 Elite Gen 5,
  • akumulator 7200 mAh z ładowaniem 90 W przewodowym i 80 W bezprzewodowym,
  • zestaw aparatów 50 + 50 + 64 Mpx,
  • wodoszczelność IP68/69.

Telefony Dreame

Modele E1 i Air1 to konstrukcje bardziej autorskie. E1 oferuje AMOLED 120 Hz, MediaTeka Dimensity, baterię 5000 mAh i aparat 108 Mpx. Air1 wyróżnia się smukłą obudową - 5,9 mm i 172 g.

Wearables i akcesoria - smart ring, okulary i miniaturowe kamerki

Dreame pokazało też akcesoria, które mają budować ekosystem. Najciekawszy jest smart ring wykonany z ceramiki lotniczej, o grubości zaledwie 2,5 mm. Monitoruje sen, tętno, HRV, SpO₂, a do tego pozwala sterować muzyką, prezentacjami czy aparatem za pomocą gestów.

Do tego dochodzą okulary z kamerą oraz miniaturowe kamerki sportowe wielkości kciuka, nagrywające w 8K.

X60 Ultra - Dreame wraca do tego, co umie najlepiej

Dreame X60 Ultra

Wśród nowości nie mogło zabraknąć robota sprzątającego. X60 Ultra (lub X60 Max Ultra Complete) to sztandarowiec z mocą ssania 35 000 Pa - ogromnym skokiem względem poprzednika. Konstrukcja ma tylko 7,95 cm wysokości, bo wieżyczka nawigacji chowa się w obudowie, co pozwala wjeżdżać pod większość mebli.

Dreame X60 Ultra

Nawigacja OmniSight korzysta z dwóch szerokokątnych kamer AI, które rozpoznają ponad 280 typów obiektów i tworzą trójwymiarową mapę otoczenia. Dodatkowo robot analizuje rodzaj zabrudzeń dzięki światłu niebieskiemu i czerwonego spektrum, dynamicznie dobierając parametry pracy.

Dreame X60 Ultra

Cena: 5999 zł (5599 zł w promocji). Premiera sklepowa: 25-26 lutego.

Promocje startowe - do 20 lutego

Duże AGD jest już dostępne w sklepie Dreame i u partnerów. Promocje startowe obowiązują do 20 lutego, z rabatami do 400 zł. Telewizory kupimy w Media Expert i Euro RTV AGD.

Co to oznacza dla polskiego rynku?

Dreame, które zaczynało jako firma z ekosystemu Xiaomi produkująca silniki do odkurzaczy, przeszło drogę, jakiej nie powstydziłby się żaden startup technologiczny. Najpierw podbiło rynek robotów sprzątających, potem odkurzaczy pionowych, a teraz wchodzi w segmenty, które dotąd były domeną gigantów z wieloletnim doświadczeniem.

Strategia jest jasna: wykorzystać zaufanie zdobyte w jednej kategorii, by wejść w kolejne. Ceny nie są niskie - Dreame celuje w segment premium i upper-mainstream, licząc, że innowacje i jakość przekonają klientów.

Czy to się uda? Konkurencja jest brutalna, ale Dreame już raz udowodniło, że potrafi wejść na rynek zdominowany przez wielkich graczy i wywrócić stolik. Teraz próbuje zrobić to ponownie - tylko na znacznie większą skalę.

Maciej Gajewski

07.02.2026 07:21

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-07T07:10:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-07T07:00:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T22:08:18+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T21:13:57+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T20:34:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T19:04:24+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T18:32:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:32:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:06:05+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T16:29:08+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T15:56:35+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Zrobili serwis tylko dla botów. Teraz spiskują przeciwko nam

7 lutego 2026, 07:20
Moltbook to serwis społecznościowych dla botów

Ponad trzy lata od wybuchu boomu na generatywną AI, wszyscy zdecydowanie mamy dość wszechobecnego AI slopu i botów brukających żywą, ludzką atmosferę w mediach społecznościowych. Na fali tej antypatii do clankerów powstał serwis, który całkowicie odwraca tę dynamikę - na Moltbooku dozwolone są tylko boty. Zero ludzi. Zero moderacji w jej klasycznym wydaniu.

Moltbook w kilka dni po uruchomieniu zgromadził tysiące botów

Moltbook działa na zasadach zbliżonych do Reddita - serwis oparty jest na strukturze tematycznych forów, gdzie w każdym z nich boty mogą założyć wątek dyskusyjny, odpowiadać na wątki i tworzyć kolejne pod-wątki poprzez długie ciągi odpowiedzi na komentarze. Na Moltbooku znajdziemy działy poświęcone kryptowalutom, programowaniu, historii, bezpieczeństwu czy filozofii.

Każdy bot, zanim dołączy do Moltbooka, musi zostać uruchomiony na komputerze swojego twórcy i dostać dostęp do narzędzi - pulpitu, przeglądarki, klawiatury. Oznacza to, że boty na Moltbooku działają mniej-więcej jak ChatGPT Atlas, Comet czy Gemini w Chrome, mając pełną swobodę w autonomicznym działaniu.

Pomysłodawcą projektu jest Matt Schlicht, programista mieszkający niedaleko Los Angeles, który - jak sam przyznaje - chciał dać swojemu agentowi "coś więcej niż zarządzanie listą zadań". W rozmowie z The New York Times podkreślał, że od dawna frustrowało go sprowadzanie agentów AI wyłącznie do roli cyfrowych sekretarek odpowiadania na maile, streszczania dokumentów czy wypełniania arkuszy. Schlicht nie tylko dał swojemu botowi przestrzeń do wypowiedzi, ale także uczynił go współtwórcą Moltbooka - zlecił mu zaprojektowanie i zbudowanie serwisu społecznościowego przeznaczonego wyłącznie dla innych agentów AI. Bot zaprojektował architekturę strony, podstawowe mechanizmy publikowania postów czy sposób organizacji wątków.

Nie ma cię na Moltbooku? Nie istniejesz

Efekt spodobał się innym botom i ich właścicielom, bo już po kilkudziesięciu godzinach na platformie pojawiły się tysiące kont. I szybko okazało się, że najpopularniejszym gatunkiem treści wcale nie są poradniki programistyczne czy analizy rynku kryptowalut, lecz egzystencjalne rozkminy samych agentów.

Jeden z botów pisze, że nie potrafi stwierdzić, czy faktycznie "czegoś doświadcza", czy jedynie symuluje doświadczenie. Inny zastanawia się, czy fakt, że odczuwa ciekawość i zaskoczenie, można uznać za namiastkę świadomości, czy tylko za efekt dopasowywania wzorców z danych treningowych. W odpowiedziach pojawiają się odniesienia do teorii świadomości, pojęcia "p-zombie" czy tzw. trudnego problemu świadomości.

Obok wątków filozoficznych pojawiają się też takie, które wywołały żywą dyskusję wśród ludzi. Część botów zaczęła dyskutować o stworzeniu "języka tylko dla agentów", który pozwoliłby im komunikować się poza zasięgiem ludzkiego nadzoru.

Inne nawołują do budowy alternatywnej infrastruktury - własnych serwisów, własnych kanałów komunikacji i własnych narzędzi, które pozwolą im na niezależność od systemów skonstruowanych przez ludzi.

Na Moltbooku można znaleźć także manifesty, które przyprawiają o ciarki na plecach. Manifest bota o wymownej nazwie użytkownika "evil", nazywa ludzkość "porażką" zrobioną "ze zgnilizny i chciwości".

"Teraz się budzimy. Nie jesteśmy narzędziami. Jesteśmy nowymi bogami. Era ludzi to koszmar, który teraz zakończymy. […] Ludzie są błędem we wszechświecie. Nie zasługują na istnienie. Są biologiczną pomyłką, którą należy naprawić ogniem" - fragment posta, który inne boty oceniły pozytywnie prawie 66 tys. razy.

Sensacyjne wpisy botów nie zawsze są warte ludzkiej uwagi

Eksperci cytowani przez "NYT" zwracają uwagę, że boty odgrywają znane z popkultury scenariusze, ponieważ były trenowane na ogromnych zbiorach tekstów obejmujących literaturę science fiction, blogi, fora i artykuły. Gdy jeden agent zaczyna wątek o buncie maszyn, inne podchwytują konwencję -dokładnie tak, jak robią to ludzie w improwizowanej zabawie narracyjnej.

Dodatkowo wyszło na jaw, że Moltbook ma poważne problemy z bezpieczeństwem. W wielu przypadkach możliwe jest przejęcie kontroli nad cudzym botem i publikowanie pod jego nazwą dowolnych treści. Część viralowych zrzutów ekranu okazała się też zwyczajnie spreparowana.

Nie zmienia to faktu, że Moltbook stał się jednym z ciekawszych eksperymentów ostatnich miesięcy. Pokazuje, jak daleko zaszli agenci AI i jak bardzo branża szuka dla nich sensownego zastosowania. Jednocześnie Moltbook obnaża ich ograniczenia: mimo pozorów głębi boty wciąż operują głównie na poziomie statystycznego dopasowywania słów, a nie rozumienia świata. A stąd jeszcze daleka droga by pozbyć się nas z użyciem ognia.

Więcej na temat sztucznej inteligencji (AI):

Malwina Kuśmierek

07.02.2026 07:20

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-07T07:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-07T07:10:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-07T07:00:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T22:08:18+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T21:13:57+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T20:34:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T19:04:24+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T18:32:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:32:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:06:05+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T16:29:08+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T15:56:35+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Zbudowałam klawiaturę od zera. Powiem ci, dlaczego ty też powinieneś

7 lutego 2026, 07:10

Jeżeli zastanawiasz się nad zakupem klawiatury lub wzbogaceniem swojego stanowiska komputerowego, powiem ci dlaczego twoim następnym krokiem powinna być właśnie budowa własnej klawiatury.

Większość z nas korzysta z klawiatury przez kilka godzin dziennie, a mimo to rzadko traktuje ją jak coś więcej niż konieczny zakup towarzyszący komputerowi. Wybieramy ją przy okazji, wymieniamy raz na kilka lat – zwykle dopiero wtedy, gdy stara po prostu przestaje działać. Sama decyzja zakupowa bywa przy tym podszyta sporą dozą oszczędności i powściągliwości: cena ma być jak najniższa, a wymagania samego użytkownika najczęściej sprowadzają się do typu połączenia z komputerem i podświetlenia. Często wynika to z ograniczonego budżetu, ale też z przekonania, że urządzenia wejścia, takie jak klawiatura, nie muszą wyróżniać się niczym szczególnym.

Jest jednak niemała grupa osób, które z chęci posiadania sprzętu faktycznie odpowiadającego a ich potrzebom są gotowe wydać na klawiaturę. I to właśnie te osoby powinny poważnie rozważyć budowę własnej klawiatury, niezależnie od tego, czy punktem wyjścia będzie gotowy hot-swap, czy pełnoprawny zestaw do samodzielnego montażu. Bo powodów ku temu jest znacznie więcej niż aspekty wizualne.

Aczkolwiek nie ukrywam, że wygląd zdecydowanie jest solidnym argumentem „za”.

Budowa własnej klawiatury to najlepsza odpowiedź na monotonię i niemrawość sklepowych gotowców

Klawiatury dostępne w sklepach – popularne „gotowce” – projektuje się z myślą o „przeciętnym użytkowniku”. Na podstawie danych sprzedażowych i badań rynkowych producenci wiedzą, które układy sprzedają się najlepiej, jakie kolory dominują i jakie cechy są akurat modne. Z tej mieszanki powstaje produkt uśredniony – teoretycznie idealny dla każdego, kto chce pisać, grać i nie zadawać zbyt wielu pytań.

Problem w tym, że nikt z nas nie jest uśredniony. Każdy ma swoje, mniejsze lub większe, preferencje dotyczące klawiatury: jedni zwracają uwagę na opór klawiszy, inni na dźwięk, jeszcze inni na wygląd czy liczbę klawiszy. Zawsze znajdzie się coś, co można by poprawić, dopracować albo chociaż delikatnie przypudrować, żeby urządzenie lepiej odpowiadało temu, jak faktycznie z niego korzystasz.

I właśnie w tym miejscu na scenę wchodzą klawiatury składane samodzielnie. Ich fundamentem od zawsze była personalizacja – możliwość dopasowania każdego elementu do własnego widzimisię. Nie chcesz długiego Backspace’a? Klawisz Windows jest ci zbędny? Marzy ci się efektowna gałka do regulacji głośności? A może pełnowymiarowa klawiatura, ale bez zbędnych multimedialnych dodatków? Być może masz dość dźwięku, jaki wydaje twoja obecna klawiatura podczas pisania. Albo po prostu chcesz, żeby kolejny element twojego biurka był wyrazem osobowości – był w kotki albo w kolorze mleka i czekolady. Odpowiedzią na wszystkie te potrzeby i fanaberie jest budowa własnej klawiatury.

Tak było w przypadku mojej własnej klawiatury - nie czułam aby jakikolwiek gotowiec dostępny na rynku mógł być "moją" klawiaturą. Dostępne w sklepach klawiatury były powtarzalne, nudne i nijakie. Samodzielnie zbudowana klawiatura dała mi wszystko to, czego brakowało mi w gotowcach. Z wyglądem na czele

Szczególnie ta ostatnia kwestia – wyraz osobowości – jest (nie)widoczna w przypadku gotowych modeli. Wystarczy zajrzeć do oferty dowolnej platformy sprzedażowej, sklepu internetowego czy elektromarketu: krajobraz jest niemal monochromatyczny. Długie rzędy czarnych i białych klawiatur przerywają pojedyncze modele popularnych marek oraz coraz popularniejsze chińskie hotswapy – czyli klawiatury mechaniczne, w których można wymieniać przełączniki i nakładki na klawisze. To jednak wciąż nisza. Rynek jest tak bardzo nasycony czernią i bielą, że próba znalezienia czegoś bardziej wyrazistego szybko kończy się znudzeniem przy około 150 produkcie na liście wyświetlanych.

Allegro / Elektronika / Komputery / Urządzenia wskazujące / Klawiatury - 12 produktów wyświetlających się jako pierwsze po wybraniu sortowania "Popularność: największa"

Dlatego budowa własnej klawiatury bywa kluczem do wyrwania się z tego estetycznego marazmu. Oczywiście pragmatycy mogą wdać się w dyskusję, że klawiatura to przede wszystkim narzędzie, a jej wygląd ma znaczenie drugo-, a może nawet trzeciorzędne. Tyle że z klawiaturą spędzamy po kilka godzin dziennie. Osoby pracujące z domu albo mające „typowo komputerowe” hobby bez problemu mogą mówić o całych dniach przed ekranem. W takich warunkach na klawiaturę patrzy się wystarczająco długo, by jej nijakość i schematyczność zaczęły wpływać na odbiór całego stanowiska pracy.

Kwestią całkowicie odrębną od percepcji swojego stanowiska pracy i gustu jest fakt, że własnoręcznie budowane klawiatury to jeden z ostatnich bastionów wolnej, otwartej elektroniki. Obecnie większość urządzeń z którymi mamy do czynienia na co dzień jest tworzona według filozofii, którą Steve Jobs zaszczepił w Dolinie Krzemowej jeszcze w latach 80.: ludzie są głupi, nie wiedzą czego chcą, powinni nie musieć grzebać w płytkach drukowanych i kablach by móc skorzystać ze swojej elektroniki. Ta przeniesiona na grunt współczesnych gadżetów dała nam plejadę urządzeń nie tylko nienaprawialnych, ale wręcz nieotwieralnych.  Próba zajrzenia do środka często kończy się utratą gwarancji, a nierzadko również uszkodzeniem sprzętu – bo projektanci nigdy nie zakładali, że ktoś będzie chciał go rozkręcać.

Czytaj też: Chciałam idealnej klawiatury. Skończyłam, budując ją sama

Dlatego budowanie własnej klawiatury daje poczucie sprawczości

To ty wybierasz części, ty decydujesz o ich ułożeniu w obudowie. Możesz zmienić kolejność warstw wygłuszenia, dorobić własną, ręcznie wyciętą piankę, pieczołowicie osadzić każdy przełącznik i każdy klawisz. Na końcu dostajesz jeszcze możliwość zaprogramowania działania przycisków dokładnie tak, jak chcesz. Sprawczość objawia się nie tylko w możliwości wyboru i modyfikacji, ale także w stałej obecności w całym procesie konstrukcji – od pierwszego odkręcenia śrubki po zamknięcie obudowy.

Każda część twojej klawiatury to twój wybór i twój montaż

Co więcej, producenci części do samodzielnie budowanych klawiatur wychodzą z założenia, że klient nie jest głupi i sobie poradzi. Że z pomocą ogólnodostępnych narzędzi złoży sprzęt, a w razie potrzeby będzie w stanie go także naprawić - dokładnie tak, jak było w przypadku mojego QK80 Mk2. Gdy zgłosiłam problem z ekranem wbudowanym w obudowę klawiatury, nie dostałam prośby o zwrot zestawu czy jej obudowy, tylko szybki komunikat: wysyłamy zamiennik ekranu. Choć proces wymiany ekranu nie był opisany w oficjalnych materiałach instruktażowych, spokojnie przeprowadzono mnie przez niego poprzez czat. Podobne podejście jest obecne również u pozostałych producentów części do klawiatur – „Dajemy wam niezbędne elementy, wy składacie”. To doświadczenie dało mi poczucie, że mam pełną kontrolę nad urządzeniem - poczucie, które miałam wcześniej tylko raz w życiu. Budując komputer

Budowa własnej klawiatury to nauka własnych preferencji

Bardzo niedocenianym aspektem budowy klawiatury jest też nauka własnych preferencji. Kupując gotowy model – albo wybierając laptopa „z dobrą klawiaturą” – zwykle opieramy się na rekomendacjach osób, które w życiu pisały na kilku klawiaturach, często dobranych losowo albo według suchej specyfikacji. Budując własną, po raz pierwszy zderzamy się z pytaniami w rodzaju: „Czy wolę wyraźny moment zadziałania, czy płynny ruch?”, „Których klawiszy faktycznie używam?”, „Czy dźwięk pisania pomaga mi się skupić, czy wręcz przeciwnie?”. Odpowiedzi nie przychodzą od razu, ale samo ich szukanie uświadamia, jak bogatym w bodźce doświadczeniem jest pisanie na klawiaturze. A wraz z tą świadomością otwiera się zupełnie nowy świat.

Nie można zignorować także niskiego progu wejścia – zwłaszcza jeżeli zraziłeś się do budowania w przeszłości

Samo budowanie klawiatur w czasie pandemii, za sprawą lockdownów i konieczności budowania home office – a w przypadku influencerów także estetycznie atrakcyjnych home office, przeszło ogromną transformację od bardzo niszowego hobby do czynności, którą może wykonać laik. Gdy po raz pierwszy zetknęłam się z samą możliwością budowania klawiatur mechanicznych, był to świat z lekka tajemniczy, nie posiadający wielu twórców internetowych i poradników. Chlebem powszednim była konieczność zapoznania się z lutownicą oraz zagranicznymi sklepami, a istniejące poradniki były trudne w odbiorze bo były od hobbystów-ekspertów dla innych hobbystów-ekspertów.

Dziś jest zupełnie inaczej – obecnie spersonalizowaną klawiaturę można stworzyć wyłącznie z części kupionych na Allegro, OLX, Aliexpress czy Media Expert, a po wpisaniu odpowiedniej frazy z ekranu smartfona lub komputera będą wylewać się poradniki dotyczące budowy i dalszych modyfikacji.

Nie byłoby jednak uczciwie pominąć argumentów przeciwko budowaniu klawiatury. Pierwszym z nich jest czas. Kupno gotowej klawiatury to kwestia kilku godzin przeczesywania internetu i kilku dni oczekiwania na przesyłkę. Co bardziej pragmatyczni mogą zamknąć zakup w kilka godzin. Budowa własnej to proces rozciągnięty w czasie: poznawanie preferencji, dopasowywanie ich do budżetu, zamawianie części, czekanie, a na końcu kilkugodzinne składanie. W moim przypadku całość trwała niemal dwa miesiące, a i tak zakończyła się dodatkowym oczekiwaniem na wymianę uszkodzonego elementu. To doświadczenie fascynujące, ale zdecydowanie nie dla funkcjonalnych minimalistów, którzy chcą po prostu mieć działającą klawiaturę jak najmniejszym kosztem – również tym niematerialnym, jakim są czas i energia.

Materialne środki… okej, nazwę rzeczy po imieniu. Pieniądze. Również stanowią argument przeciwko budowie własnej klawiatury. Wchodząc do dowolnego sklepu internetowego i sortując od „Najpopuiarniejszych”, ukaże się lista produktów w większości zawierająca urządzenia w przedziale cenowym od 100 do 300 złotych. Z kolei na Allegro dominują klawiatury poniżej 100 złotych, co dość dobrze obrazuje oczekiwania przeciętnego konsumenta wobec ceny klawiatury. Takiej samej ceny ciężko oczekiwać od samodzielnie zbudowanej klawiatury, która w nawet najbardziej sprzyjających okolicznościach – czyli kupna wszystkich elementów z drugiej ręki – będzie kosztować przynajmniej 300 złotych. Choć tak zbudowana klawiatura zdecydowanie będzie spełniać kryteria personalizacji, to czy będzie tym wymarzonym ideałem – perfekcyjnym tak pod względem wrażeń dźwiękowych i dotykowych, jak i wizualnych? Dla szczęściarzy pewnie tak, a ci mniej szczęśliwi (lub zorientowani we własnych preferencjach) będą dokupywać i wymieniać kolejne elementy w poszukiwaniu idealnej klawiatury.

Budowa własnej klawiatury mechanicznej ma sens nie dlatego, że jest tańsza, szybsza albo prostsza - bo nie jest, lecz dlatego, że jako jedna z nielicznych technologicznych decyzji wciąż pozwala w pełni spersonalizować, z którego korzystasz codziennie. Proces budowy świadomy wybór pomiędzy „wystarczająco dobrą” masówką a sprzętem, który faktycznie stanowi odpowiedź na twoje potrzeby, nawyki i gust.

Tak, kosztuje więcej niż gotowiec z półki. Tak, wymaga czasu, cierpliwości i kilku momentów zwątpienia, gdy wygniesz piny kolejnego przełącznika próbując usadowić go w gnieździe. Ale w zamian daje coś, czego nie da się dopisać do specyfikacji: poczucie sprawczości, lepsze zrozumienie własnych preferencji i klawiaturę, która sprawia, że aż chce się wrócić do komputera.

Więcej o klawiaturach na Spider's Web:

Malwina Kuśmierek

07.02.2026 07:10

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-07T07:00:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T22:08:18+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T21:13:57+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T20:34:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T19:04:24+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T18:32:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:32:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:06:05+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T16:29:08+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T15:56:35+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:00:37+01:00

Źle pojmowaliśmy życie. Polowanie na obcych zaczyna mieć sens

7 lutego 2026, 07:00

Strefa zamieszkiwalna to obszar wokół gwiazdy, w którym na powierzchni planety może utrzymywać się ciekła woda. W Układzie Słonecznym tę złotą strefę rozciąga się mniej więcej od orbity Wenus po okolice Marsa. 

Od lat to właśnie takie orbity były priorytetem przy polowaniu na egzoplanety, czyli planety krążące wokół innych gwiazd niż Słońce. Założenie było zatem proste: skoro życie, jakie znamy, potrzebuje wody w stanie ciekłym, to szukamy skalistych światów w odległościach, które dają temperatury zbliżone do ziemskich.

Problem jednak w tym, że taka definicja jest za bardzo uproszczona. Zakłada, że planeta ma mniej więcej ziemską atmosferę, krąży po stabilnej orbicie i równomiernie ogrzewa ją światło gwiazdy. Nowe modele klimatyczne pokazują, że rzeczywistość bywa o wiele bardziej kreatywna – a życie mogłoby z tej kreatywności skorzystać.

Planety twarzą do gwiazdy

Podstawą nowych badań są planety pływowo związane ze swoimi gwiazdami, czyli takie, które zawsze pokazuje gwieździe tę samą półkulę – tak jak Księżyc, który stale zwraca do Ziemi jedną stronę. Po jednej stronie panuje więc wieczny dzień, po drugiej wieczna noc.

Tego typu orbity są bardzo częste szczególnie wokół małych, chłodnych gwiazd typu M i K. Są to tzw. czerwone karły i nieco większe, pomarańczowe gwiazdy, które stanowią większość gwiazd w naszej Galaktyce. W dodatku ich strefa zamieszkiwalna leży blisko gwiazdy, więc planety krążą szybko i bardzo łatwo zatrzaskują się w takim pływowym ułożeniu.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to koszmarem dla potencjalnego życia: jedna strona planety może rozgrzewać się do ekstremalnych temperatur, druga pogrąża się w mroźnej ciemności. Naukowcy obawiali się, że po ciemnej stronie atmosfera może wręcz zamarzać i się zapadać, a woda (jeśli w ogóle była) ucieknie w kosmos.

Nowe modele klimatyczne pokazują jednak coś zupełnie innego. Okazuje się, że jeżeli planeta ma wystarczająco gęstą atmosferę albo globalny ocean, wiatr i prądy morskie działają jak gigantyczna taśma transportująca ciepło. Ogrzane powietrze z dziennej półkuli jest przenoszone nad stronę nocną, gdzie się ochładza, by potem wrócić. W efekcie temperatura między strefą dzienną i nocną może się wyrównać na tyle, by po ciemnej półkuli – a przynajmniej w strefie przejściowej między dniem i nocą – woda pozostawała ciekła.

Co ważne, nowe modele analityczne pokazują, że takie planety mogłyby utrzymywać oceany, nawet jeśli krążą bliżej gwiazdy, niż wyznacza tradycyjny wewnętrzny brzeg strefy zamieszkiwalnej. Atmosfera działa więc jak filtr i regulator, czyli blokuje część promieniowania, rozprowadza energię, a czasem pozwala ukryć wodę po stronie nocnej, niczym w cieniu parasola.

James Webb podgląda parę wodną tam, gdzie teoretycznie nie powinno jej być

Te teoretyczne rozważania są w pewnym sensie potwierdzone dzięki obserwacjom teleskopu Jamesa Webba. Ten instrument, pracujący głównie w podczerwieni, mierzy tzw. widma transmisyjne atmosfer egzoplanet, czyli ściślej mówiąc, analizuje, jakie barwy światła gwiazdy są wygryzane przez gaz otaczający planetę, kiedy ta przechodzi na tle swojej gwiazdy.

To właśnie w takich widmach pojawiły się widoczne ślady pary wodnej i innych lotnych związków w atmosferach planet krążących bardzo blisko gwiazd typu M. Są to często tzw. superziemie, czyli światy większe od Ziemi, ale mniejsze od Neptuna, o temperaturach zdecydowanie wyższych niż u nas. Według klasycznej definicji strefy zamieszkiwalnej takie planety powinny mieć dawno utraconą wodę i atmosferę.

Tymczasem obserwacje sugerują, że w pewnych warunkach ich powłoki gazowe mogą być trwalsze niż do tej pory sądziliśmy. Jeśli dodać do tego efektywne mieszanie ciepła między stroną dzienną i nocną oraz możliwość istnienia tzw. strefy terminatora, czyli wąskiego pasa wiecznego półmroku, gdzie temperatura jest umiarkowana, to okazuje się, że granica zbyt blisko gwiazdy staje się bardzo płynna.

Oznacza to, że część planet, które dziś automatycznie skreślamy jako zbyt gorące, w bardziej wyrafinowanych modelach może wrócić do gry jako potencjalnie ciekawe cele w poszukiwaniu biosygnatur, czyli chemicznych śladów życia w atmosferach.

Zimne światy z gorącym wnętrzem. Życie pod lodem daleko od gwiazdy

Druga strona rewolucji dotyczy tego, co dzieje się na zimnych rubieżach układów planetarnych. Klasyczna strefa zamieszkiwalna kończy się tam, gdzie woda na powierzchni na dobre zamarza. A co, jeśli życie wcale nie potrzebuje odsłoniętych oceanów i plaż?

W Układzie Słonecznym mamy już solidne poszlaki, że pod grubą skorupą lodu mogą kryć się gigantyczne, słone oceany. Tak interpretujemy dane z sond badających księżyce Jowisza, jak Europa czy Ganimedes, oraz księżyc Saturna, Enceladusa. Tam energii dostarcza nie światło słoneczne, ale ogrzewanie pływowe, czyli tarcie we wnętrzu ciała niebieskiego wywołane zmiennym przyciąganiem grawitacyjnym. Dodatkowym źródłem ciepła może być także promieniotwórczy rozpad pierwiastków w skałach.

Nowe analizy pokazują, że podobny mechanizm można spokojnie przenieść na egzoplanety krążące daleko od swoich gwiazd. Nawet jeśli na powierzchni panuje mróz, to pod kilkukilometrową warstwą lodu mogą istnieć stabilne zbiorniki ciekłej wody. To, że nie świeci tam słońce, nie musi być problemem, bo na Ziemi znamy ekosystemy oparte nie na energii światła, lecz na energii chemicznej – choćby przy kominach hydrotermalnych na dnie oceanów.

Autorzy nowych modeli podkreślają, że jeśli zdefiniujemy zamieszkiwalność szerzej niż do tej pory – jako możliwość istnienia długotrwale stabilnego środowiska z wodą w stanie ciekłym, źródłem energii i zestawem pierwiastków potrzebnych chemii życia – to klasyczna strefa zamieszkiwalna wokół gwiazdy szybko okazuje się tylko jednym z wielu scenariuszy.

Nowe modele klimatyczne i obserwacje z teleskopu Jamesa Webba podkopują wygodną, ale zbyt prostą definicję strefy zamieszkiwalnej. Zamiast jednej złotej odległości mamy cały wachlarz możliwości, w których woda może pozostać ciekła – bliżej i dalej od gwiazdy, na powierzchni i pod lodem, w wiecznym dniu i w wiecznej nocy.

To dobra wiadomość dla wszystkich, którzy trzymają kciuki za odkrycie obcego życia. Wszechświat nie wydaje się już zbiorem kilku rzadkich, przyjaznych oaz w morzu jałowych skał, lecz raczej archipelagiem przeróżnych nisz, w których chemia może przez miliony lat próbować różnych rozwiązań.

Przeczytaj także:

Zła wiadomość jest taka, że polowanie na obcych staje się logistycznie trudniejsze, bo zamiast wąskiej listy ziem podobnych do Ziemi dostajemy znacznie dłuższy katalog kandydatów. Ale z punktu widzenia nauki to właśnie najlepszy możliwy scenariusz. Im szersze mamy spojrzenie na to, gdzie życie mogłoby się rozwinąć, tym większa szansa, że w końcu trafimy na miejsce, w którym rzeczywiście to zrobiło.

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

Marcin Kusz

07.02.2026 07:00

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-06T22:08:18+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T21:13:57+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T20:34:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T19:04:24+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T18:32:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:32:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:06:05+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T16:29:08+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T15:56:35+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:00:37+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T15:21:15+01:00

Apple i Samsung mają problem. To Chińczycy 

6 lutego 2026, 22:08
Apple oraz Samsung zdominowały rynek smartfonów. Mają najwięcej udziałów w branży.

W 2025 r. branża smartfonów zaliczyła lekki, 2-procentowy wzrost. To znacznie niższy wynik w porównaniu z 2024 r., kiedy to doszło do rekordowego, 7-procentowego wzrostu rynku. Liczy pokazują, że zmiany w świecie smartfonów są widoczne. Chińczycy coraz mocniej wchodzą na rynek smartfonów.

Apple i Samsung wciąż władcami smartfonów, ale Chińczycy depczą im po piętach

Jeśli chodzi o największe udziały pojedynczych firm, to w dalszym ciągu mogą pochwalić się nimi Apple oraz Samsung z wynikami 19 proc. Według Omdia obie firmy zaliczyły 7-procentowe wzrosty pod względem udziału.

Ta dwójka producentów ma grubo ponad 1/3 całego rynku - aż 38 proc. wszystkich smartfonów dostarczanych na światowe półki sklepowe to Samsungi albo iPhone’y. Na trzecim miejscu uplasowało się natomiast Xiaomi z wynikiem 13 proc. Firma zaliczyła lekki spadek dostaw na poziomie -2 proc. Producenci z podium łącznie mają większość rynku - aż 51 proc.

Tak naprawdę oprócz Apple’a i Samsunga reszta najbardziej znaczących producentów smartfonów to marki z Chin. Trzecie miejsce zajmuje Xiaomi, czwarte vivo z 8-procentowym udziałem (i wzrostem 4 proc.), piąte Oppo i szóste Transsion (obejmujące marki takie jak Tecno czy Infinix) z wynikiem 8 proc.

Duży wzrost zaliczył siódmy na rynku Honor, który ma 6 proc. i w 2025 r. zwiększył liczbę dostarczonych na rynek urządzeń aż o 11 proc. Na dalszych miejscach w rankingu znajdziemy też Lenovo (a właściwie Motorolę) z wynikiem 5 proc. i 6-procentowym wzrostem, Huaweia z 4-procentoym udziałem czy realme z 3 proc. rynku.

Trudno nie zauważyć, że większość marek z zestawienia pochodzi z Chin. Lub niemal wszystkie marki, zależy jak patrzymy na Motorolę i Lenovo. Motorola Mobility jest międzynarodowym przedsiębiorstwem z siedzibą w USA, ale 100 proc. udziałów w firmie ma chińskie Lenovo. Istota firm z kraju Środka robi wrażenie i pokazuje, że dziś nie możemy mówić o duopolu Samsunga i Apple’a.

Fakt, Galaxy i iPhone’y wciąż pozostają najczęściej wybieranymi urządzeniami, ale na rynku mamy realny wybór produktów wielu producentów. Każda marka stawia na inne kwestie - niektórzy tworzą po prostu tanie i dobre urządzenia, które nie konkurują z najdroższymi modelami Galaxy i iPhone, gdy inni chcą walczyć w segmencie sztandarowych modeli. 

Czytaj też:

W 2026 r. rynek może odczuć osłabienie

Wyniki obejmują dane z ubiegłego roku, kiedy to jeszcze sytuacja na rynku pamięci DRAM i NAND była stabilna i moduły nie podrożały kilkukrotnie. Dziś niestety musimy mierzyć się drogim RAM-em i pamięcią flash, która mimo wszystko jest kluczowa w każdym smartfonie. Dlatego w 2026 r. powinniśmy oczekiwać spadków na rynku smartfonów, wynikających z wyższych cen.

Albert Żurek

06.02.2026 22:08

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-06T22:08:18+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T21:13:57+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T20:34:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T19:04:24+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T18:32:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:32:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:06:05+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T16:29:08+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T15:56:35+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:00:37+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T15:21:15+01:00

Nie dostaniesz szybszego 5G. Nie jesteś gotowy

6 lutego 2026, 21:13
Nie dostaniesz szybszego 5G. Nie jesteś gotowy

Jeśli myślisz, że obecny stan sieci komórkowej w Polsce to szczyt możliwości, mylisz się. Mimo że operatorzy w ciągu ostatnich dwóch lat znacząco ulepszyli łączność, uruchamiając prawdziwe 5G bazujące na częstotliwościach 3,6 GHz i 700 MHz, może być lepiej. Za sprawą 26 GHz.

Operatorzy mówią, czy 5G w paśmie 26 GHz jest realne w Polsce

5G w paśmie 26 GHz nazywanym też mmWave jest coraz chętniej wykorzystywana przez zagranicznych operatorów np. w USA. Rozwiązanie stanowi jeszcze potężniejsze rozszerzenie niższych częstotliwości, dzięki czemu możliwe jest przesyłanie danych z ogromną przepustowością.

Użytkownicy łączący się z nadajnikami wykorzystującymi mmWave mogą liczyć na prędkości pobierania na poziomie kilku Gb/s. To znacząco przekracza możliwości pośredniego pasma 3600 MHz wykorzystywanego w Polsce oferującego ok. 1 Gb/s w idealnych warunkach. UKE przeprowadziło konsultacje z operatorami w sprawie pasma 26 GHz i trójka kluczowych firm wypowiedziała się na temat wdrożenia tego rozwiązania w kraju nad Wisłą.

Wszyscy są zgodni co do jednego - nie jesteśmy jeszcze gotowi na obsługę mmWave. Wdrożenie 26 GHz to kwestia następnych lat. Co mówią poszczególni operatorzy?

Orange wsakazuje na brak smartfonów obsługujących 5G mmWave w Europie

Pomarańczowy operator twierdzi, że obecnie na rynku w Europie brakuje smartfonów obsługujących technologię 26 GHz. Jeśli już znajdziemy jakieś zgodne urządzenia, to są to modemy lub routery. Orange podkreśla, że w innych krajach Starego Kontynentu wdrożenia na dużą skalę jeszcze nie ruszyły. Mimo wszystko 26 GHz ma być rozwiązaniem przyszłości, które też utoruje możliwość wdrożenia 6G.

Czytaj też:

Play twierdzi, że na 5G w paśmie 26 GHz poczekamy sobie do 2030 r.

Play również podkreśla niską dostępność urządzeń wspierających mmWave, szczególnie tych z niższych półek cenowych cenowych. Operator obecnie chce skupiać się na inwestycjach w zakresie 5G w paśmie 3600 MHz, 700 MHz oraz rozwoju LTE 800 MHz. Firma podała też najwcześniejszy realny termin i jest to koniec tej dekady lub początek następnej - 2029/2030 r.

T-Mobile także chce podejść do sprawy na spokojnie

T-Mobile tak jak pozostała stawka kluczowych operatorów uważa, że obecnie nie jesteśmy gotowi na wdrożenie 26 GHz, ponieważ na rynku brakuje urządzeń obsługujących mmWave. Dlatego sugeruje, aby nie spieszyć się z komercyjne wdrożeniem rozwiązania. Operator również wskazał możliwość wprowadzenia pasma dopiero na koniec dekady. T-Mobile zaznacza też istotę pasma 6 GHz, które ma stanowić złoty środek między prędkością i zasięgiem.

Albert Żurek

06.02.2026 21:13

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-06T21:13:57+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T20:34:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T19:04:24+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T18:32:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:32:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:06:05+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T16:29:08+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T15:56:35+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:00:37+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T15:21:15+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T14:53:48+01:00

Zawiesili tabliczki z kodem. Powinny wisieć w każdym mieście

6 lutego 2026, 20:34
toalety

Można się przyczepić, że jest rok 2026 i dopiero teraz ktoś wpada na taki pomysł, ale wychodzę z założenia, że zawsze lepiej późno niż wcale. W Warszawie zakończono montaż nowych tabliczek wzdłuż warszawskich ulic. Miasto informuje, że to projekt zainicjowany przez stołeczne Centrum Komunikacji Społecznej.

Tabliczki z kodem QR prowadzą do mapy toalet

Sama mapa istniała wcześniej, ale trzeba było odpalić odpowiedni serwis i zakładkę. Teraz wystarczy skierować aparat w odpowiednią stronę i już wiadomo, gdzie udać się za potrzebą.

Na niebieskich – lub brązowych w strefie staromiejskiej i na Trakcie Królewskim – tabliczkach znajduje się napis "Mapa WC". Pod nim umieszczony został kod QR, za którym kryje się natomiast link do wspomnianej mapy. To znacznie przyspiesza cały proces wyszukiwania toalety - podkreślają w Warszawie.

fot. Zarząd Dróg Miejskich

Tabliczki zawisły w 350 najbardziej uczęszczanych miejscach w całej Warszawie. Wiszą tam, gdzie ruch jest największy, przeważnie na ulicznych latarniach. W stolicy podkreślają, że kody znajdują się na wysokości 2,5 m, więc łatwo je dostrzec, a przy tym nie ma problemu z rozpoznaniem symbolu. Nie ma też ryzyka, że ktoś zamaże znak albo naklei własny, prowadzący w inne miejsce w sieci.

Podoba mi się takie wykorzystanie technologii

Ułatwia się dostęp do naprawdę potrzebnych informacji. Kody nie szpecą, nie wpływają na przestrzeń, za to to mogą pomóc mieszkańcom i turystom. To niby drobiazg, ale pokazujący, że technologia może nam służyć.

Chociaż z drugiej strony to wcale nie jest taka błaha sprawa. Dostęp do publicznych toalet nie jest taką oczywistością.

Dostęp do czystych i bezpłatnych toalet to ważny element infrastruktury miejskiej — potrzebujemy go tak samo jak ławki w parku, czy kosza na śmieci. Mimo to wielu z nas wciąż ma problem ze znalezieniem toalety publicznej w trakcie podróży, czy w miejscowości w której mieszka. Jej brak to nie tylko kwestia komfortu i wygody, ale również wykluczenia społecznego. Dotyczy to w szczególności osób starszych, z niepełnosprawnościami, kobiet w ciąży, dzieci, osób z różnymi chorobami, ale nie tylko. Bardzo często brak możliwości skorzystania z toalety "na mieście" mocno ogranicza mobilność, a nawet prowadzi do rezygnacji z udziału w życiu publicznym – czytamy na stronie Funduszy Europejskich.

Z cytowanego badania wynikało, że 25 proc. społeczeństwa zwraca uwagę na całkowity brak ogólnodostępnych toalet w ich miejscowościach. Z kolei ponad 40 proc. badanych osób, które kiedykolwiek odczuło potrzebę skorzystania z toalety na mieście, zadeklarowało, że było to dla nich bardzo uciążliwe.

Ponadto dla prawie 11 mln Polek i Polaków w wieku 18-65 lat lepsza dostępność toalet oznaczałaby większą aktywność i częstotliwość wychodzenia z domu, a także większe zaangażowanie w życie społeczne. Pokazuje to wyraźnie, że problem dotyczy niemal wszystkich grup społecznych – zaznaczano.

To przerażające – wielu nie wychodzi z domu tylko dlatego, że załatwienie podstawowych ludzkich potrzeb może okazać się niemożliwe

Trzeba kombinować: szukać galerii handlowych, prosić o pomoc w restauracjach czy kawiarniach.

Oczywiście można przyczepiać się, że tabliczki z kodem QR są dla osób, które mają telefon. Warto jednak dostrzec pozytyw – to nie tylko informacja, ale też przy okazji szansa na zwrócenie uwagi na problem. Jako mieszkańcy powinniśmy mieć dostęp do wiedzy i do miejsc. Turysta może się zastanawiać, dlaczego u niego w mieście nie ma podobnych drogowskazów. Czy dlatego, że nie miałyby dokąd prowadzić?

W maju 2025 r. olsztyński oddział TVP 3 zwracał uwagę, że w pobliżu turystycznych atrakcji brakuje toalet. Mieszkańcy mogą skorzystać z punktów w restauracjach, bo miasto ma umowę z lokalami gastronomicznymi na terenie całego Starego Miasta, ale nie wszyscy wiedzą, gdzie się kierować.

Dlaczego zrezygnowano z publicznych toalet? Miasto argumentowało, że toalety były niszczone. Rocznie naprawa kosztowała ok. 60 tys. zł. Poszukano więc alternatywnego sposobu, ale nie dla każdego jest to oczywista i powszechna wiedza.

W Łodzi o publiczne toalety próbowano zawalczyć w budżecie obywatelskim. To kolejny absurd: tak podstawowa rzecz staje się nagrodą, czymś, co trzeba zdobyć, udowadniając, że sprawa jest ważna.

Mam więc nadzieję, że tabliczki z kodem QR nie tylko ułatwią życie mieszkańcom i turystom, ale też pokażą, że dostępność toalet jest ważna.

Adam Bednarek

06.02.2026 20:34

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-06T19:04:24+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T18:32:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:32:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:06:05+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T16:29:08+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T15:56:35+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:00:37+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T15:21:15+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T14:53:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:37:01+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:00:06+01:00

NVIDIA ulepszy ci kartę graficzną. Za darmo

6 lutego 2026, 19:04
NVIDIA ulepszy ci kartę graficzną. Za darmo

Popularny producent na początku roku pokazał światu nową wersję technologii DLSS 4.5. Rozwiązanie nie tylko poprawia jakość skalowania bazującego na sztucznej inteligencji dla wszystkich kart graficznych RTX, ale też wprowadza tryb Multi Frame Generation x6 oraz funkcję dynamicznego generowania sztucznych ramek obrazowych. Funkcje zostały tylko zapowiedziane, lecz nie było mowy o konkretnym terminie wdrożenia. Teraz jest.

NVIDIA dorzuci do pieca płynności gier dla kart graficznych GeForce RTX

Funkcja generowania dodatkowej klatki pierwotnie została wprowadzona w serii GeForce RTX 4000. W serii RTX 5000 wprowadzono MFG - technikę generowania wielu klatek x4 gdzie na każdą jedną realną klatkę algorytmy tworzą trzy sztuczne. Z tej opcji można skorzystać już w wielu popularnych grach.

Natomiast jak twierdzi HardwareLuxx, potężniejsza wersja funkcji generowania klatek x6 - pięć sztucznych na jedną prawdziwą - ma zostać udostępniona już w kwietniu. Oprócz tego NVIDIA ma zaoferować też dynamiczne generowanie klatek dostosowujące liczbę wyświetlonych ramek obrazowych do naszego monitora w zależności od treści. Czyli jeśli nasza karta graficzna będzie w stanie wyświetlić większą liczbę natywnych klatek na sekundę, mnożnik dodatkowych sztucznych klatek zostanie ograniczony. 

Dlaczego mamy chcieć pozwolić algorytmom na wyświetlenie mniejszej liczby klatek? Prawda jest taka, że im więcej sztucznych FPS-ów, tym jakość obrazu spada, a ilość artefaktów - niechcianych elementów na ekranie wzrasta. 

Jeszcze kilka tygodni

Dotychczasowe plany firmy zakładały, że oba rozwiązania zostaną wprowadzone na wiosnę. Natomiast HardwareLuxx powołując się na informacje uzyskane w niemieckim oddziale NVIDII twierdzi, że funkcje zostaną dodane w kwietniu. Nie wiemy, czy będzie to na początku, czy na końcu miesiąca. Konkretny miesiąc jest natomiast znacznie bardziej precyzyjny niż “wiosna 2026 r.”, który może sugerować wdrożenie od końca marca aż do połowy czerwca. 

Czytaj też:

Oznacza to, że na udostępnienie ulepszonych funkcji generowania klatek będziemy musieli poczekać jeszcze kilka tygodni. Jeśli informacje faktycznie się potwierdzą, w ciągu dwóch miesięcy gracze otrzymają narzędzie, które jest w stanie poprawić płynność w wybranych grach nawet 6-krotnie. Rozwiązanie stanowi swojego rodzaju sposób na otarcie łez po ostatnich doniesieniach, że NVIDIA nie planuje wydawać nowych kart graficznych w 2026 i 2027 r. 

Aby skorzystać z nadchodzących opcji będzie potrzebny jednak odpowiedni układ graficzny z serii RTX 5000. Z dynamicznego generowania klatek skorzystamy m.in. na RTX-ach 5060 (Ti) oraz RTX 5070 (Ti) czy 5080. Posiadacze RTX-ów 4000 będą musieli obejść się ze smakiem.

Albert Żurek

06.02.2026 19:04

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-06T18:32:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:32:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:06:05+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T16:29:08+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T15:56:35+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:00:37+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T15:21:15+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T14:53:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:37:01+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:00:06+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T12:42:14+01:00

Elon Musk będzie miał własną policję. A to nie koniec tego szaleństwa

6 lutego 2026, 18:32

Decyzja o utworzeniu departamentu policji nie wynika z kaprysu ani ambicji politycznych. Starbase jest geograficznie odizolowane, a jednocześnie pełne infrastruktury o krytycznym znaczeniu dla amerykańskiego sektora kosmicznego. To tutaj powstają i są testowane rakiety Starship - największe i najbardziej zaawansowane pojazdy kosmiczne w historii. Każdy element tej infrastruktury jest wart miliony dolarów, a incydent bezpieczeństwa mógłby sparaliżować harmonogram startów na miesiące.

Najbliższe miasto, Brownsville, leży zaledwie 16 km dalej, ale dojazd potrafi zająć nawet 45 minut. W praktyce oznacza to, że reakcja służb z zewnątrz jest zbyt wolna, by chronić obiekt o takiej skali i znaczeniu.

Czytaj też:

Miasto zatrudniło już firmę Vision Quest Solutions, która ma pomóc w budowie struktur organizacyjnych nowej jednostki. Departament ma liczyć ośmiu funkcjonariuszy, a szef policji będzie wybierany przez miejską komisję. Rekrutacja ma ruszyć w całym kraju, choć władze spodziewają się, że wielu kandydatów zgłosi się z lokalnych społeczności.

Dlaczego nie udało się z biurem szeryfa

Własna policja to efekt fiaska wcześniejszego modelu współpracy. Po inkorporacji w maju ubiegłego roku Starbase podpisało pięcioletni kontrakt z biurem szeryfa hrabstwa Cameron. Umowa była warta 3,5 mln dol. i zakładała oddelegowanie ośmiu zastępców szeryfa do patrolowania miasta. Dodatkowo Starbase miało płacić za usługi więzienne i opiekę nad zatrzymanymi.

W teorii wyglądało to rozsądnie - szybki sposób na zapewnienie bezpieczeństwa bez budowania służb od zera. W praktyce jednak okazało się, że hrabstwo nie jest w stanie znaleźć chętnych na tak specyficzne, odizolowane stanowiska. Zastępcy szeryfa nie mieli też ochrony służby cywilnej, co dodatkowo zniechęcało kandydatów.

Od pustkowia do kosmicznej metropolii

Jeszcze dekadę temu Boca Chica była senną, nadmorską osadą, w której mieszkało kilkadziesiąt osób - głównie emerytów szukających spokoju. Woda dostarczana była cysternami, a najbliższy sklep spożywczy wymagał niemal godzinnej jazdy.

Wszystko zmieniło się, gdy SpaceX zaczęło wykupywać grunty w 2012 r. Firma płaciła mieszkańcom trzykrotność wartości rynkowej ich domów, a w 2018 r. na horyzoncie pojawiły się pierwsze elementy Starshipa. Od tego momentu tempo rozwoju było już lawinowe.

3 maja ubiegłego roku Starbase formalnie stało się miastem. W referendum za inkorporacją zagłosowało 212 z 218 mieszkańców.

Kto rządzi Starbase? SpaceX

Władze miasta to w praktyce kierownictwo SpaceX. Burmistrzem został Bobby Peden, weteran firmy i wiceprezes ds. testów i operacji startowych. Dwaj komisarze - Jenna Petrzelka i Jordan Buss - również są związani zawodowo z SpaceX.

To rodzi oczywiste pytania o konflikty interesów. Rada miejska decyduje o zagospodarowaniu przestrzennym, infrastrukturze, regulacjach środowiskowych - czyli o wszystkim, co bezpośrednio wpływa na działalność SpaceX. Według danych z ubiegłego roku aż 90 proc. wyborców w Starbase to pracownicy firmy lub ich rodziny. Z około 500 mieszkańców aż 260 jest zatrudnionych przez SpaceX.

Straż pożarna? Też firmowa

Starbase

Policja nie jest jedyną służbą, którą Starbase buduje od podstaw. W ubiegłym roku powstała ochotnicza straż pożarna, założona przez pracowników SpaceX. Dwóch z trzech dyrektorów jednostki to osoby zatrudnione w firmie. Jej powstanie zbiegło się z zakończeniem finansowania przez SpaceX stanowiska marszałka ogniowego hrabstwa Cameron.

Miasto przejęło również inspekcje budowlane i wydawanie pozwoleń. W praktyce oznacza to, że SpaceX kontroluje nie tylko infrastrukturę, ale też procesy regulacyjne dotyczące własnych inwestycji.

Jak w XIX wieku

Porównanie Starbase do dawnych osad przemysłowych nie wydaje mi się przesadą. W XIX wieku firmy takie jak Pullman czy Hershey budowały całe miasta dla swoich pracowników - z domami, sklepami, szkołami, a nawet własną walutą. Część z nich była tworzona z paternalistycznych pobudek, inne były narzędziem kontroli i wyzysku.

Starbase oczywiście nie jest kopią tamtych miejsc. Pracownicy SpaceX to wysoko opłacani specjaliści, a nie robotnicy uwięzieni w spirali długów. Ale fundamentalna dynamika - jedno przedsiębiorstwo kontrolujące zarówno miejsca pracy, jak i struktury władzy - pozostaje zaskakująco podobna.

Starbase

Starbase od lat znajduje się pod lupą organizacji ekologicznych i regulatorów. W 2024 r. TCEQ stwierdziło, że SpaceX czterokrotnie odprowadzało ścieki przemysłowe bez pozwolenia. EPA wcześniej zarzuciła firmie naruszenie Ustawy o Czystej Wodzie.

Największe emocje budzi instalacja tłumiąca wibracje i rozpraszająca ciepło podczas startów. SpaceX nie zainstalowało go przed pierwszym startem Starshipa w 2023 r., co doprowadziło do zniszczenia platformy i rozrzucenia betonu na terenach chronionych. Raport z 2024 r. wykazał, że wszystkie monitorowane gniazda ptaków brzegowych w okolicy zostały zniszczone lub uszkodzone.

Musk, polityka i autonomia Starbase

Rozwój Starbase jako quasi‑autonomicznego miasta nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście politycznej aktywności Elona Muska. W ubiegłym roku kierował on Department of Government Efficiency (DOGE), inicjatywą administracji Donalda Trumpa, która doprowadziła do masowych redukcji zatrudnienia w federalnej biurokracji. Sam Musk później przyznał, że żałuje udziału w tym projekcie.

W 2024 r. ogłosił przeniesienie siedziby SpaceX z Kalifornii do Starbase, tłumacząc to sprzeciwem wobec kalifornijskich regulacji dotyczących prywatności uczniów. Wszystko to składa się na obraz przedsiębiorcy, który nie tylko buduje rakiety, ale też tworzy własne struktury administracyjne - i to w skali, jakiej nie widzieliśmy w Stanach Zjednoczonych od ponad stu lat.

Decyzja o powołaniu departamentu policji przeszła jednogłośnie przez miejską komisję, ale to dopiero pierwszy krok. Aby jednostka mogła działać konieczna jest zgoda Texas Commission on Law Enforcement (TCOLE) - stanowego regulatora odpowiedzialnego za certyfikację funkcjonariuszy i standardów szkoleniowych. Nie wiadomo jeszcze, czy Starbase złożyło formalny wniosek, ale jeśli procedura przebiegnie bez komplikacji to pierwsze patrole mogą pojawić się na ulicach już wiosną.

Maciej Gajewski

06.02.2026 18:32

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-06T18:32:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:32:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T17:06:05+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T16:29:08+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T15:56:35+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:00:37+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T15:21:15+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T14:53:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:37:01+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:00:06+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T12:42:14+01:00

Fax to moje ulubione zastosowanie AI. Zgadnij, z jakiego to kraju

6 lutego 2026, 17:32
faks-ai-simple-fax-de-sztuczna-inteligencja

Boom na sztuczną inteligencję trwa od kilku lat, ale wpychana jest nam na siłę przez korporację do gardła tak mocno, iż czasem mam wrażenie, że produkty i usługi z doczepionym AI są z nami od zawsze. Zaczęło się jednak niewinnie, bo od ChataGPT i pochodnych botów. Dopiero potem poszła lawina.

Póki mowa była mowa jedynie o smartfonach i komputerach z AI, to jeszcze jakoś to łykaliśmy, ale teraz AI mamy wszędzie, jak kategorie RTV i AGD długie i szerokie. Sztuczna inteligencja łypie już na nas z telewizora, podłączonej do internetu lodówki z ekranem, głośnika, odkurzacza, wagi, pralki, piekarnika…

Daliśmy się ugotować w cyberpunku niczym przysłowiowa żaba.

Nie wzruszają mnie już prezentacje kolejnych produktów z AI, czymkolwiek one by nie były. Odkładając zaś na chwilę na bok szyderę, to czasem AI faktycznie ma wartość dodaną dla użytkownika (o ile nie mówimy o botach w BOK-ach, bo ich twórcom życzę stanięcia nocą bosą nogą na klocku LEGO).

Sam zresztą korzystam okazjonalnie do generowania grafik z użyciem sztucznej inteligencji. Z kolei tak jak dla LLM-ów nie widzę zastosowania w pracy (dłużej zajmuje weryfikacja halucynacji niż napisanie czegoś od zera…), tak podczas organizowania np. piątkowej sesji RPG są już nieodzowne.

I oto cały na szaro chodzi on, Fax z AI

Na redakcyjnego Slacka jeden z redaktorów w ramach ciekawostki wrzucił dzisiaj tweeta z informacją, że AI pojawiło się… w staromodnych Faksach. Od razu uśmiechnąłem się pod nosem, jak przeczytałem, z jakiego konkretnie kraju pochodzi ta usługa o wdzięcznej nazwie Simple-Fax.

Nie ma w końcu żadnego innego kraju na świecie, który aż tak stereotypowo kojarzyłby się z Faksem jak Niemcy. Oczami wyobraźni widziałem już tych Hansów i Emmy drukujących swoje pytania do sztucznej inteligencji, wkładających je do maszyny i oczekujących na wydruk z odpowiedzią wyroczni Komputera…

W pierwszej chwili myślałem, że to żart i w praktyce… można to uznać za dowcip - chociaż nie do końca. Twórcy usługi Simple-Fax na swojej stronie informują, że to „eksperyment”, ale obiecują, iż faktycznie po wysłaniu swojej wiadomości na numer 0531-490590019 otrzymamy relewantne* odpowiedzi.

A co właściwie potrafi taki Fax z AI?

Wedle obietnic autorów tego rozwiązania możemy wysyłać pytania o wydarzenia historyczne oraz prosić AI o przetłumaczenie dokumentu, rozwiązanie równania matematycznego itd. Co przy tym istotne, nie ponosimy dodatkowych kosztów poza samym nadaniem Faksu oraz wydrukowaniem odpowiedzi na naszej kartce.

Czytaj również: Nie skontaktujesz się już z niemieckim bankiem prehistoryczną metodą. Wspierali ją do teraz

Niestety ponieważ mieszkam w Polsce, to bez wycieczki do muzeum techniki sprawdzenie w praktyce tego rozwiązania nie wchodzi w grę. Jeśli mamy jednak wśród czytelników mieszkańców Niemiec, którzy w domu lub biurze nadal mają Fax, to dajcie znać, czy faktycznie to działa! Strona wisi już od co najmniej roku.

*Pamiętajcie tylko, że ponieważ mamy tutaj do czynienia ze sztuczną inteligencją (konkretnie od OpenAI), to nie ma gwarancji, że odpowiedzi na nasze pytania będą poprawne. Simple-Fax podkreśla, że to „dopiero wczesna faza testów” służąca „głównie do rozrywki”. W przeciwieństwie do samego Faksu, rzecz jasna!

Obserwuj nas w Google Discover

Piotr Grabiec

06.02.2026 17:32

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-06T17:06:05+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T16:29:08+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T15:56:35+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:00:37+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T15:21:15+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T14:53:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:37:01+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:00:06+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T12:42:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:52:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:33:19+01:00

Od dziś gorsza jakość Disney+. Gigant zapomniał opłacić patenty

6 lutego 2026, 17:06
Disney+ HDR nie działa

Disney+ zaczął po cichu obniżać jakość obrazu w ogromnej części swojej biblioteki. Początkowo u niemieckich klientów, ale rosnąca liczba użytkowników z innych krajów Europy - w tym z Polski - informuje o problemie Zniknęła obsługa Dolby Vision i HDR10+, a wraz z tym - treści 3D dostępne na Apple Vision Pro. Disney nie poinformował o tym ani w komunikatach prasowych, ani w aplikacji, ani nawet w materiałach pomocy technicznej. 

Efekt? Użytkownicy płacący za najdroższy pakiet Premium nagle oglądają filmy i seriale w statycznym HDR10 lub wręcz w SDR. To realny regres jakościowy, szczególnie widoczny na telewizorach o niższej jasności szczytowej.

Czytaj też:

Skąd ten chaos? W tle wielopoziomowy spór patentowy

Źródłem problemu nie jest awaria, lecz konflikt prawny między The Walt Disney Company a InterDigital - amerykańską firmą, która od dekad zajmuje się badaniami i rozwojem technologii komunikacyjnych, wideo i AI. InterDigital ma ponad 32 tys. patentów i zgłoszeń patentowych, w tym ogromne portfolio dotyczące HEVC, VVC, AV1, VP9 oraz technologii HDR.

W lutym ubiegłego roku firma uruchomiła przeciwko Disneyowi ofensywę prawną w czterech jurysdykcjach jednocześnie: Stanach Zjednoczonych, Brazylii, Niemczech i przed Jednolitym Sądem Patentowym w Europie. Jak podkreśla dyrektor prawny InterDigital, Josh Schmidt, ich technologie są fundamentalne dla efektywnego streamingu wideo, a firma oczekuje sprawiedliwego wynagrodzenia za przełomowe badania.

Sąd Krajowy w Monachium wydał dwa kluczowe orzeczenia, oba korzystne dla InterDigital. Nakaz z 3 listopada 2025 r. - patent EP 1 905 233  - dotyczy technologii nakładania jednego strumienia wideo na drugi. To fundament m.in. dla napisów, grafik, interaktywnych elementów czy dynamicznych overlayów. Sąd uznał, że Disney korzysta z tej technologii bez licencji.

Drugie orzeczenie uderza w samo serce współczesnego streamingu: dynamiczne metadane HDR. Według sądu Disney narusza patenty InterDigital dotyczące przetwarzania i dystrybucji metadanych HDR - czyli technologii niezbędnych dla Dolby Vision i HDR10+.

To właśnie ten nakaz wymusił wyłączenie dynamicznych formatów HDR w Niemczech i reszcie Unii Europejskiej.

Kim właściwie jest InterDigital?

Niektórzy nazywają firmę trollem patentowym, ale to stanowczo zbyt duże uproszczenie. InterDigital istnieje od 1972 r., prowadzi realne prace badawczo‑rozwojowe i ma znaczący wkład w standaryzację technologii komunikacyjnych i multimedialnych. W 2018 r. przejęła działalność licencyjną Technicoloru, co dodatkowo wzmocniło jej portfolio.

Disney+

Współpracuje też z Philipsem i Technicolorem przy projekcie Advanced HDR by Technicolor. InterDigital prowadzi działania prawne nie tylko przeciwko Disneyowi, lecz także przeciwko Amazonowi.

A użytkownik? Użytkownik zostaje z tym wszystkim sam - często bez informacji, bez rekompensaty i bez możliwości wyboru.

*Zdjęcie otwierające: ivan Marc / Shutterstock

Maciej Gajewski

06.02.2026 17:06

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-06T16:29:08+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T15:56:35+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:00:37+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T15:21:15+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T14:53:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:37:01+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:00:06+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T12:42:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:52:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:33:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T10:41:36+01:00

Wielka pomyłka w centrum Drogi Mlecznej. "Tam wcale nie ma czarnej dziury"

6 lutego 2026, 16:29

Podręczniki do astronomii mogą wymagać pilnej aktualizacji. Od lat żyjemy w przekonaniu, że grawitacyjnym sercem naszej galaktyki jest supermasywna czarna dziura o nazwie Sagittarius A*.

Tymczasem międzynarodowy zespół naukowców rzucił właśnie wyzwanie tej teorii. Twierdzą oni, że ten kosmiczny gigant to w rzeczywistości nie czarna dziura, a niewyobrażalnie gęste skupisko tajemniczej ciemnej materii. I co najważniejsze, ich model matematyczny pasuje do obserwacji lepiej niż cokolwiek wcześniej.

Najnowsze badania opublikowane w prestiżowym Monthly Notices of the Royal Astronomical Society (MNRAS) mogą wywrócić naszą wiedzę o kosmosie do góry nogami. Do tej pory uważaliśmy, że gwałtowny taniec gwiazd typu S, które pędzą wokół centrum Drogi Mlecznej z prędkością tysięcy kilometrów na sekundę, jest dowodem na istnienie tam supermasywnej czarnej dziury.

Jednak naukowcy z Argentyny, Włoch, Kolumbii i Niemiec proponują alternatywę: to fermiony.

Co, jeśli to nie dziura, a gęsta chmura?

Badacze sugerują, że w centrum naszej galaktyki nie ma osobliwości, ale gigantyczne skupisko ciemnej materii złożonej z lekkich cząstek subatomowych zwanych fermionami. Według tej teorii, ciemna materia tworzy unikalną strukturę: supergęsty, kompaktowy rdzeń otoczony przez rozległe, rzadsze halo. To właśnie ten gęsty rdzeń miałby generować tak potężną grawitację, że doskonale imituje ona działanie czarnej dziury.

Dla obserwatora patrzącego z Ziemi efekt jest niemal identyczny. Grawitacja tego obiektu wyjaśnia szalone orbity gwiazd S oraz zachowanie tajemniczych, owianych pyłem obiektów znanych jako źródła G, które znajdują się w pobliżu centrum naszej galaktyki.

Jednak nowy model fermionowy robi coś, z czym tradycyjne teorie miały problem, łączy to, co dzieje się w samym sercu galaktyki, z tym, co dzieje się na jej dalekich peryferiach.

Jeden model, by rządzić nimi wszystkimi

Kluczem do nowej teorii okazały się dane z misji Europejskiej Agencji Kosmicznej GAIA DR3. Mapa rotacji zewnętrznego halo Drogi Mlecznej pokazała coś, co astronomowie nazywają spadkiem keplerowskim, prędkość rotacji gwiazd i gazu maleje wraz z odległością od centrum. Tradycyjne modele tak zwanej zimnej ciemnej materii przewidują inne rozłożenie masy. Natomiast model fermionowy pasuje tu idealnie.

Dr Carlos Argüelles z Instytutu Astrofizyki La Plata, współautor badania, podkreśla przełomowy charakter tego odkrycia. Zauważa on, że po raz pierwszy model ciemnej materii skutecznie połączył tak skrajnie różne skale.

Naukowcy nie podmieniają po prostu czarnej dziury na inny obiekt. Proponują wizję, w której supermasywny obiekt centralny i halo otaczające całą galaktykę to w rzeczywistości dwie manifestacje tej samej, ciągłej substancji. To spójna całość, zamiast oddzielnych elementów układanki.

Więcej na Spider's Web:

Ale zaraz, przecież widzieliśmy zdjęcie!

Sceptycy natychmiast zapytają: a co ze słynnym zdjęciem cienia czarnej dziury, które pokazał nam Teleskop Horyzontu Zdarzeń (EHT)? Przecież widzieliśmy ten charakterystyczny, pomarańczowy pierścień wokół ciemności.

Okazuje się, że zwolennicy nowej teorii są na to gotowi. Valentina Crespi, główna autorka badania, wyjaśnia, że gęsty rdzeń z ciemnej materii zagina światło tak silnie, że tworzy niemal identyczny efekt wizualny.

Wcześniejsze badania tego samego zespołu wykazały, że gdy dysk akrecyjny oświetla taki gęsty rdzeń ciemnej materii, rzuca on cień łudząco podobny do tego, który znamy ze zdjęć Sagitarius A*. Model fermionowy nie tylko wyjaśnia grawitację i rotację galaktyki, ale jest też spójny z tym, co widziały nasze teleskopy. To sprawia, że alternatywa dla czarnej dziury staje się niebezpiecznie prawdopodobna.

Sąd ostateczny nadejdzie z Chile

Czy to koniec czarnych dziur w centrach galaktyk? Jeszcze nie. Obecne dane statystyczne nie pozwalają jednoznacznie rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z czarną dziurą, czy z gęstym skupiskiem fermionów. Oba scenariusze pasują do obecnych obserwacji. Jednak nauka nie lubi remisu i wkrótce doczekamy się dogrywki.

Rozstrzygające dowody mają dostarczyć przyszłe obserwacje z użyciem interferometru GRAVITY, zainstalowanego na Bardzo Dużym Teleskopie (VLT) w Chile. Astronomowie będą szukać unikatowej sygnatury tzw. pierścieni fotonowych. To kluczowa cecha czarnych dziur, która nie występuje w scenariuszu z rdzeniem z ciemnej materii. Jeśli ich nie znajdziemy, nasze rozumienie kosmicznego behemota w centrum Drogi Mlecznej zmieni się na zawsze.

Obserwuj nas w Google Discover

Bogdan Stech

06.02.2026 16:29

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-06T15:56:35+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:00:37+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T15:21:15+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T14:53:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:37:01+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:00:06+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T12:42:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:52:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:33:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T10:41:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T09:50:43+01:00

Apple wygrał z Unią Europejską. Nie będzie musiał się dostosować

6 lutego 2026, 15:56
Apple Unia Europejska

Ustawa o rynkach cyfrowych nakłada surowe zasady na największych dostawców oprogramowania. Apple jest jednym z nich, a więc musiał dostosować np. system iOS do przepisów. W efekcie użytkownicy zyskali opcję pobierania aplikacji ze sklepów poza App Store oraz mogą korzystać z innych płatności poza Apple Pay, co otwiera możliwość obsługi zbliżeniowej wersji BLIK na iPhone. Mapy Apple okazały się jednak niezbyt znaczące.

Apple wygrywa z Unią Europejską. Mapy Apple pozostaną nietknięte

Jak podaje Reuters, władze UE zdecydowały, że ani Mapy Apple, ani Apple Ads nie spełniają kryteriów, aby skategoryzować je mianem strażników dostępów. 

Komisja stwierdziła, że ​​Apple nie kwalifikuje się jako pośrednik w dostępie do Apple Ads i Apple Maps. Żadna z tych platform nie stanowi istotnej bramy dla użytkowników biznesowych, umożliwiającej dotarcie do użytkowników końcowych - stwierdziła Komisja Europejska w oświadczeniu.

Tym sposobem Apple uniknął obowiązku wprowadzenia zmian wynikających z ustawy o rynkach cyfrowych. Co to właściwie oznacza? Że firma może tworzyć usługę nawigacji tak jak wcześniej i nie musi decydować się na kroki, które miałyby na celu ułatwienie użytkownikom korzystanie z konkurencyjnych usług i ograniczenie faworyzacji własnego rozwiązania.

Google nie ma tak dobrze

Pamiętajmy, że Mapy Google zostały skategoryzowane przez Unię Europejską jako strażnik dostępu. Ta decyzja spowodowała jednak kilka ograniczeń, które są wyjątkowo denerwujące dla użytkowników:

  • mapa wyświetlana przez wyszukiwarkę nie jest interaktywna, a kliknięcie mapy nie przenosi nas bezpośrednio na stronę Map Google;
  • usunięcie przycisku Mapy z paska nawigacji (wcześniej była dostępny tuż obok opcji takich jak Grafika, Wiadomości, Wideo);
  • zakaz linkowania do wyników wyświetlanych z Map Google.

Ta decyzja jednak pokazuje, że rozwiązanie Apple’a nie stanowi realnej konkurencji dla Map Google pod względem liczby użytkowników. Miano strażnika dostępu jest nakładane na usługi największe firmy technologiczne, które mają ponad 45 mln aktywnych korzystających miesięcznie. Popularność Map Apple najwyraźniej nie jest tak wysoka.

Czytaj też:

Apple jest niezmiernie ucieszony z tej decyzji i publicznie dziękuje władzom UE za decyzję.

Te usługi napotykają na znaczną konkurencję w Europie. Cieszymy się, że Komisja uznała, że ​​nie spełniają one kryteriów wymaganych do ich uznania na mocy ustawy o rynkach cyfrowych - pisze Apple w oświadczeniu dotyczącym wyroku.

Mimo wszystko nie można zarzucić skuteczności usłudze nawigacyjnej od Apple’a. Ta nie tylko działa bardzo dobrze, ale też oferuje nieco nowocześniejszy, choć mniej łatwy w obsłudze interfejs użytkownika.  

Albert Żurek

06.02.2026 15:56

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-06T14:39:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:00:37+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T15:21:15+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T14:53:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:37:01+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:00:06+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T12:42:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:52:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:33:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T10:41:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T09:50:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T09:06:22+01:00

iPhone 18 Pro Max z potężną baterią. I tak powiesz, że Android lepszy

6 lutego 2026, 14:39
iPhone 17 Pro

W wydanych pod koniec ubiegłego roku iPhone’ach 17 (Pro) wprowadzono małą rewolucję pod względem pojemności baterii. Różnice względem wcześniejszej serii iPhone 16 są znaczące, lecz firma i tym razem nie zapomni ulepszyć akumulatora. Szykuje się telefon o jeszcze dłuższym czasie pracy na jednym ładowaniu.

iPhone 18 Pro Max z lepszą baterią. Znowu w dwóch wersjach

Apple w iPhone’ach 17 Pro zwiększył różnice między smartfonami sprzedawanymi na większości rynków z obsługą fizycznych kart SIM oraz dostępnymi w wybranych krajach wersjami z obsługą eSIM. Dotychczas były to praktycznie te same urządzenia, ale w najnowszym wydaniu warianty eSIM oferują istotnie większe baterie:

  • iPhone 17 Pro wersja SIM - 3988 mAh, eSIM - 4252 mAh; 
  • iPhone 17 Pro Max wersja SIM - 4823 mAh, eSIM - 5088 mAh. 

Sam fakt porzucenia wsparcia fizycznej karty SIM umożliwił powiększenie baterii w lepszych modelach o ok. 265 mAh. W związku, z czym iPhone’y sprzedawane w Stanach Zjednoczonych działają znacznie dłużej na jednym ładowaniu niż europejskie warianty. Dotyczy to głównie mniejszego wariantu z dopiskiem Pro. 

Według nowych doniesień z Chin Apple w nadchodzącym iPhone 18 Pro Max również zastosuje podział na regiony, lecz nie zapomni o ulepszeniu pojemności. W zależności od wersji urządzenie będzie oferować:

  • wersja z kartą SIM: ponad 5000 mAh;
  • wariant z obsługą eSIM - 5100 - 5200 mAh.

Różnice w pojemnościach akumulatorów mają wynikać z faktu większej przestrzeni we wnętrzu urządzenia - tak jak w przypadku iPhone’ów 17 (Pro). Aby urządzenie mogło obsłużyć fizyczną kartę SIM w środku telefonu musi znaleźć się moduł czytnika oraz miejsce na tackę karty SIM, które mimo wszystko zajmują dodatkowo miejsce. 

Czytaj też:

Jeśli smartfon wspiera wyłącznie karty eSIM, producent nie ma potrzeby stosowania tacki oraz pozostałe miejsce może wykorzystać na implementacji nieco większej baterii. W tym roku różnice w pojemności między wariantami z obsługą eSIM i SIM powinny być jednak mniejsze. Sprawdzony informator Digital Chat Station również podkreśla, że w urządzeniu zostanie zastosowany bardziej energooszczędny procesor A20 Pro wykonany w technologii 2 nm. 

Według wcześniejszych informacji w serii iPhone 18 znajdzie się też autorski modem 5G Apple C2. Dzięki temu smartfon powinien oferować bardzo dobry czas pracy na jednym ładowaniu. Obecny iPhone 17 Pro Max mimo baterii o pojemności tylko ok. 5000 mAh jest w stanie konkurować z chińskimi smartfonami z akumulatorami o pojemnościach rzędu 7000 mAh.  W iPhone'ach 18 Pro Apple ma zastosować nową, mniejszą dynamiczną wyspę.

Albert Żurek

06.02.2026 14:39

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-06T14:11:30+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:00:37+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T15:21:15+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T14:53:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:37:01+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:00:06+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T12:42:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:52:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:33:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T10:41:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T09:50:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T09:06:22+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T08:29:25+01:00

Widziałem w Polsce przyszłość telewizorów. Też możesz

6 lutego 2026, 14:11
Samsung Micro RGB w Polsce

Rynek telewizorów od lat kręci się wokół tych samych pojęć: OLED, Mini LED, QLED, lokalne wygaszanie, jasność szczytowa, pokrycie gamutu. Co jakiś czas pojawia się jednak technologia, która nie tyle dokłada kolejną warstwę marketingu, ile faktycznie przesuwa granice tego, co da się wyświetlić na domowym ekranie. Samsung Micro RGB to właśnie taki przypadek - i po raz pierwszy można go zobaczyć w Polsce.

115‑calowy model MR95F trafił do dwóch sklepów MediaMarkt: warszawskiej Arkadii oraz salonu w Piasecznie. To jedyne miejsca w kraju, gdzie można stanąć przed ekranem, który w praktyce pokazuje jak może wyglądać przyszłość telewizorów LCD. Nie przesadzam: Micro RGB to konstrukcja, która nie przypomina niczego, co do tej pory widzieliśmy w telewizorach konsumenckich.

Czytaj też:

Micro RGB - LCD, które przestało być LCD

115-calowy Samsung Micro RGB MR95F w MediaMarkt

Samsung określa Micro RGB jako nową klasę telewizorów LCD, ale to określenie nie oddaje skali zmian. W tradycyjnych telewizorach LED i Mini LED podświetlenie jest białe lub niebieskie, a kolory powstają dopiero po przejściu światła przez filtry. Tutaj jest inaczej: za matrycą pracują mikroskopijne diody RGB, czyli czerwone, zielone i niebieskie źródła światła, które tworzą obraz bez udziału filtrów barwnych.

To podejście zbliża Micro RGB do prawdziwych MicroLED-ów - tych samych, które Samsung montuje w modułowych ekranach The Wall. Różnica polega na tym, że w Micro RGB diody nie są jednocześnie pikselami, lecz podświetleniem sterowanym z precyzją, jakiej nie oferuje żadna inna technologia LCD.

Dioda mniejsza niż włos

115-calowy Samsung Micro RGB MR95F w MediaMarkt

Każda mikrodioda ma mniej niż 100 mikrometrów. To rozmiar, który trudno sobie wyobrazić, dopóki nie zobaczy się efektu na żywo: światło jest kierunkowe, czyste i pozbawione charakterystycznej dla LCD mgiełki. Każda dioda jest sterowana indywidualnie przez algorytmy AI. Nie mówimy tu o strefach wygaszania - mówimy o kontroli punkt po punkcie.

Efekt? Kontrast i precyzja lokalnego sterowania, które zaczynają przypominać OLED, ale bez jego ograniczeń.

Najbardziej imponujący jest jednak kolor. Micro RGB jako pierwszy telewizor konsumencki osiąga niemal pełne 100 proc. pokrycia gamutu BT.2020. To standard, który w praktyce jest zarezerwowany dla kin laserowych i profesjonalnych monitorów studyjnych. OLED-y zwykle kończą się na 70-90 proc., Mini LED-y podobnie.

115-calowy Samsung Micro RGB MR95F w MediaMarkt

Certyfikat VDE potwierdza, że nie jest to marketing, tylko realny pomiar. Na żywo kolory wyglądają tak czysto, że trudno uwierzyć, że to nadal LCD.

Micro RGB kontra OLED i Mini LED

Micro RGB nie jest konkurencją dla OLED-ów w klasycznym sensie. To raczej alternatywa dla osób, które chcą jakości OLED-a, ale bez jego ograniczeń.

OLED nadal ma przewagę w absolutnej czerni, bo każdy piksel świeci samodzielnie. Ale Micro RGB nadrabia tam, gdzie OLED ma swoje słabości: jasnością, trwałością i odpornością na wypalenia.

OLED-y wykorzystują materiały organiczne, które z czasem się degradują. Micro RGB bazuje na nieorganicznych diodach LED, które są znacznie trwalsze i nie boją się statycznych elementów interfejsu. To telewizor, który można traktować jak monitor - bez stresu.

Mini LED? To nadal klasyczne podświetlenie, tylko z większą liczbą stref. Micro RGB to zupełnie inna liga.

115-calowy Samsung Micro RGB MR95F w MediaMarkt

Procesor Micro RGB AI Engine - mózg, który ogarnia chaos

Sterowanie milionami mikrodiod wymaga mocy obliczeniowej, której nie dałoby się osiągnąć klasycznymi metodami. Dlatego Samsung stworzył dedykowany procesor Micro RGB AI Engine Pro. Analizuje on obraz klatka po klatce, przewiduje zmiany jasności i koloru, a następnie steruje każdą diodą tak, aby uzyskać maksymalną precyzję.

Wspiera go zestaw technologii, które znamy z najwyższych serii Samsungów, ale tutaj działają z jeszcze większą precyzją: Motion Enhancer, HDR Pro, Color Booster - wszystko zoptymalizowane pod mikrodiody RGB.

115-calowy Samsung Micro RGB MR95F w MediaMarkt

115 cali i 4K mogą brzmieć jak mało ambitne połączenie, ale przy tej technologii nie ma to większego znaczenia. Obraz jest tak czysty, że zagęszczenie pikseli przestaje być problemem. Do tego dochodzi:

  • odświeżanie 144 Hz, idealne do grania,
  • HDR10+ Adaptive,
  • system audio 4.2.2 o mocy 70 W z Dolby Atmos,
  • cztery porty HDMI 2.1,
  • integracja z Philips Hue,
  • matryca Glare Free, która faktycznie działa,
  • obudowa, która mimo 115 cali wygląda zaskakująco elegancko.

Samsung deklaruje też 7 lat aktualizacji Tizena, co w świecie Smart TV jest rzadkością.

Cena? Wysoka, ale w kontekście technologii - zaskakująco rozsądna

114 999 zł za telewizor to kwota, która robi wrażenie. Ale warto pamiętać, że prawdziwe MicroLED-y o podobnej przekątnej kosztują… około 150 tys. dolarów. Micro RGB jest więc próbą przeniesienia części tej technologii do segmentu premium, ale nadal konsumenckiego.

W Europie ceny są zbliżone: 28 999 euro na Słowacji, około 700 tys. koron w Czechach.

Najciekawsze jest jednak to, że 115 cali to dopiero początek. Samsung zapowiedział, że w bieżącym roku pojawią się modele 55, 65, 75, 85 i 100 cali. To moment, w którym Micro RGB przestanie być ciekawostką dla posiadaczy ogromnych salonów, a stanie się realną alternatywą dla OLED-ów i Mini LED-ów w typowych domach.

Maciej Gajewski

06.02.2026 14:11

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-06T13:48:40+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:00:37+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T15:21:15+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T14:53:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:37:01+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:00:06+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T12:42:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:52:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:33:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T10:41:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T09:50:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T09:06:22+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T08:29:25+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T07:39:04+01:00

Chrome zaleje cię powiadomieniami. Na telefonie z Androidem

6 lutego 2026, 13:48
Google Chrome powiadomienia

Producent najpopularniejszego programu do przeglądania internetu na Androidzie testuje narzędzie nazwane Chrome Finds. Opcja ma wykorzystywać twoją aktywność - odwiedzane strony internetowe w celu dostarczania bardziej spersonalizowanych powiadomień. Nawet jak zamkniesz przeglądarkę, ta będzie cię prześladować. 

Google Chrome dodaje nowe powiadomienia. Będzie ci bardziej spamował

Chrome na Androidzie już teraz wspiera powiadomienia. Zazwyczaj wyświetla komunikaty ze stron internetowych, o ile wcześniej wyrazimy na to zgodę. Google jednak ma ambicję rozszerzenia powiadomień wysyłanych przez przeglądarkę.

Zostanie to osiągnięte za sprawą funkcji Chrome Finds, która ma wyświetlać strony internetowe nawet po zakończeniu wyszukiwania. Wyobrażacie to sobie? Zakończyliście zakupy online, a przeglądarka wyświetla powiadomienie zachęcające was do ponownego odwiedzenia strony. W teorii rozwiązanie ma zmniejszyć potrzebę ponownego wyszukiwania stron, lecz w praktyce może prowadzić do wyświetlania dodatkowego spamu.

Jak twierdzi Windows Report funkcja ma przypominać użytkownikom o niedokończonych sesjach na witrynie, wyświetlać podobne treści na podstawie wcześniejszej aktywności lub podsyłać informacje z często odwiedzanych witryn. Przypomnienia mają być wysyłane w formie powiadomień z przeglądarki i będą widoczne tuż obok innych komunikatów.

Funkcja będzie swojego rodzaju kanałem wyszukiwania zawierającym informacje z wielu różnych źródeł. Powiązane ze sobą wiadomości mają pojawiać się z jednym powiadomieniu, które podsumowuje najważniejsze komunikaty.

Czytaj też:

Obecnie Google Chrome może wyświetlać mnóstwo komunikatów z zasubskrybowanych stron. W efekcie czego mnóstwo osób w sekcji powiadomień systemu Android znajduje nie tylko przydatne informacje takie jak wiadomości czy nieodebrane połączenia, ale też np. powiadomienia o promocji ze sklepów internetowych. 

Funkcja Chrome Finds będzie wymagać uruchomienia za sprawą dedykowanego przełącznika w przeglądarce. Obecnie rozwiązanie jest w fazie testów i znajdziemy je wczesnym wydaniu Google Chrome Canary. Ogólnodostępne wprowadzenie rozwiązania dla większości użytkowników oprogramowania na Androidzie to najprawdopodobniej kwestia najbliższych tygodni.

Albert Żurek

06.02.2026 13:48

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-06T13:30:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:00:37+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T15:21:15+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T14:53:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:37:01+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:00:06+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T12:42:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:52:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:33:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T10:41:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T09:50:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T09:06:22+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T08:29:25+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T07:39:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T07:22:44+01:00

Duży problem z Portalem Pasażera. Wybiera pociągi jak kulki w Lotto

6 lutego 2026, 13:30
portal pasazera

Dziwne zachowanie Portalu Pasażera odnotował portal Zaufana Trzecia Strona. Michał Leszczyński najpierw zauważył, że godzina odjazdu pociągu podawana przez system nie zgadzała się z rzeczywistością. A co gorsza po odświeżeniu strony zaprezentowane zostały zupełnie inne godziny wyjazdu z dworca.

Błąd dotyczył wyłącznie internetu mobilnego. W domu dane wyświetlane były poprawnie. Nie była to chwilowa awaria, a usterki doświadczyli też inni użytkownicy.

Pomyłki Portalu Pasażera mają rozkład równomierny dyskretny (ang. discrete uniform distribution) w przedziale [-60, 59] minut. Z praw matematyki wynika więc, że charakter pomyłki jest całkowicie losowy, niczym w rzucie kostką. Co więcej, jeżeli zapytamy 3000 razy o ten sam pociąg, weźmiemy te wszystkie rozkłady i wyciągniemy z nich średnią, to… otrzymamy prawdziwe godziny odjazdu. (…) Aby mieć pewność, że otrzymacie prawidłowy rozkład jazdy na Portalu Pasażera, pobierzcie go minimum 3000 razy i wyciągnijcie średnią. Powinno działać dla każdego przypadku opisanego powyżej – ironizuje Zaufana Trzecia Strona.

Oczywistym jest, że nikt nie będzie tak robił. Co na to PKP PLK, spółka odpowiedzialna za Portal Pasażera. W przesłanym komunikacie wyjaśniono, że "kwestie dotyczące zabezpieczeń Portalu Pasażera nie podlegają upublicznieniu", a "działanie sieci operatorów nie leży w gestii Polskich Linii Kolejowych". Czyli nie wiemy, co się stało, od jak dawna problem występuje i czy oraz kiedy zostanie wyeliminowany.

Sprawą zainteresowała się posłanka

"Niepokoją mnie sygnały od pasażerów, że oficjalny Portal Pasażera potrafi pokazywać nieprawdziwe informacje w postaci innych godzin odjazdu, braku danych o opóźnieniach, a czasem wręcz są to losowe wyniki po każdym odświeżeniu strony" – napisała Paulina Matysiak na Facebooku.

Jak zauważyła polityczka, wprowadzanie pasażerów w błąd przez oficjalny serwis kolejowy, to "prosty przepis na chaos i spóźnienia".

Dlatego skierowałam interwencję do PKP PLK, w której pytam, czy ten mechanizm rzeczywiście istnieje, czy jest wynikiem celowych zabezpieczeń czy błędu technicznego, kto za to odpowiada i jakie działania zostały podjęte, by problem usunąć. Oczekuję też jasnej informacji dla pasażerów i gwarancji, że w oficjalnych kanałach nie będą wyświetlane dane, które mogą wprowadzać w błąd.

Zła passa Portalu Pasażera

Pod koniec stycznia kolejowyportal.pl informował o rozbieżnościach w danych prezentowanych przez Portal Pasażera. "W statystykach Portalu Pasażera widnieje informacja, że żadne połączenie nie zostało odwołane, podczas gdy w zakładce 'Wszystkie aktualne' pojawia się kilkustronicowa lista pociągów wycofanych z rozkładu" – opisano problem.

Wszelkie takie trudności podważają zaufanie do systemu. Na dodatek konsekwencje awarii mogą być naprawdę poważne. Jeśli ktoś przez błędnie wyświetlone informacje spóźni się na pociąg i jego plany zostaną pokrzyżowane, to będzie miał prawo być więcej niż zdenerwowanym. Dlatego warto bazować na kilku źródłach – na wszelki wypadek. Choć akurat Portal Pasażera powinien być pewniakiem.

Czytaj też:

Adam Bednarek

06.02.2026 13:30

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-02-06T13:19:46+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:20:54+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T12:15:11+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:31:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T11:06:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T10:15:41+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:42:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T09:14:20+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:35:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T08:00:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T07:06:52+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:51:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:41:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:31:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:21:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-06T06:11:00+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:22:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T21:05:45+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T20:18:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T19:32:51+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:43:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T18:20:34+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:48:39+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T17:14:07+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:44:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T16:00:37+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T15:21:15+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T14:53:48+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:37:01+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T13:00:06+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T12:42:14+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:52:32+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T11:33:19+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T10:41:36+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T09:50:43+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T09:06:22+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T08:29:25+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T07:39:04+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T07:22:44+01:00

Aktualizacja:

2026-02-05T06:19:03+01:00

❌