Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 13 czerwca 2026 Spider's Web

Odmówiła korzystania z AI w pracy. Zasłoniła się klauzulą sumienia

13 czerwca 2026, 08:15

Klauzula sumienia to - póki co - prawo lekarza do powstrzymania się od wykonywania świadczeń, jeżeli są one niezgodne z jego osobistymi przekonaniami. "Póki co", bowiem klauzula sumienia może wkrótce objąć także programistów i wszystkie osoby zmuszone do korzystania ze sztucznej inteligencji w pracy. Wszystko za sprawą amerykańskiej programistki, która uzyskała zwolnienie z korzystania z AI podczas wykonywania obowiązków zawodowych.

Pierwszy tego typu przypadek. "Wyjątek od korzystania z AI" ze względu na pobudki religijne

Jak opisuje Business Insider, 34-letnia Erin Maus pracuje w dużej firmie z branży technologiczno-rozrywkowej w Karolinie Północnej. W kwietniu kobieta zwróciła się do pracodawcy z formalną prośbą o umożliwienie jej niekorzystania z narzędzi sztucznej inteligencji. W swoim wniosku Maus argumentowała, że korzystanie z tej technologii pozostaje w sprzeczności z jej przekonaniami religijnymi oraz budzi poważne zastrzeżenia etyczne i środowiskowe.

Maus należy do wspólnoty uniwersalizmu unitariańskiego, nurtu religijnego podkreślającego godność każdej osoby oraz odpowiedzialność społeczną. Korzystanie z AI stoi w sprzeczności z uniwersalizmem unitariańskim m.in. ze względu na ogromne koszty jakie ponosi środowisko naturalne przez budowę i działanie kolejnych centrów danych, pogwałcenie praw autorskich podczas procesu uczenia maszynowego modeli sztucznej inteligencji, a także uprzedzenia obecne w treściach generowanych przez AI. Przed złożeniem wniosku kobieta konsultowała się zarówno z prawnikiem specjalizującym się w prawie pracy, jak i lokalnym duchownym swojej wspólnoty.

Firma zaakceptowała jej prośbę w połowie maja. Dzięki temu programistka może wykonywać swoją pracę bez używania systemów AI, samodzielnie pisząc i sprawdzając kod programistyczny.

Przypadek Maus zwrócił uwagę prawników zajmujących się dyskryminacją w miejscu pracy. W Stanach Zjednoczonych pracodawcy mają obowiązek rozpatrywania wniosków o dostosowanie warunków pracy do przekonań religijnych pracowników. John J. Meehan, amerykański prawnik specjalizujący się w sprawach dyskryminacji i prawa pracy z kancelarii Joseph & Norinsberg, uważa, że firmy mogą wkrótce zostać zmuszone do szybkiego opracowania zasad dotyczących religijnych sprzeciwów wobec AI. Jego zdaniem duże kancelarie obsługujące pracodawców już teraz powinny przygotowywać się na podobne przypadki.

Czy katolicy również mogą powołać się na sprzeczność AI z wiarą?

Znaczenie sprawy dodatkowo podkreśliły niedawne wypowiedzi papieża Leona XIV. W opublikowanej pod koniec maja encyklice papież ostrzegał przed zagrożeniami związanymi z rozwojem sztucznej inteligencji, zwracając uwagę między innymi na ryzyko osłabienia ludzkiej sprawczości oraz wypierania pracowników przez algorytmy. Część komentatorów uznała te słowa za potencjalny argument dla osób, które chciałyby ubiegać się o podobne wyjątki.

Nie wszyscy zgadzają się jednak z taką interpretacją. Dr Michael Naughton, dyrektor Center for Catholic Studies na University of St. Thomas, nie uważa jednak, by słowa papieża stanowiły podstawę do całkowitego odrzucenia AI w miejscu pracy. Według niego Leon XIV stawiał raczej pytania o wpływ technologii na ludzką sprawczość niż sugerował, że katolicy nie powinni korzystać z takich narzędzi.

Sama Maus pozostaje sceptyczna wobec korzyści oferowanych przez AI. Jak twierdzi, niedawno ukończyła zadanie programistyczne w podobnym czasie co kolega wykonujący niemal identyczną pracę przy wsparciu sztucznej inteligencji. Według niej doświadczenie to potwierdziło, że technologia nie zawsze przynosi przełomowe efekty, jakie często przypisują jej zwolennicy.

Sprawa może okazać się początkiem nowego rodzaju sporów między pracownikami a pracodawcami. Wraz z rosnącą obecnością AI w codziennej pracy coraz częściej pojawiać się będą pytania nie tylko o produktywność i bezpieczeństwo, ale również o granice obowiązku korzystania z tej technologii.

Czytaj też:

Jako sześciolatka powiedziała w wywiadzie dla lokalnej telewizji, że chce zostać dziennikarką. Dzisiaj jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Od dziecka pasjonuje się szeroko pojętymi grami i technologią, a w gimnazjum zapałała miłością do grafiki komputerowej i elektroniki użytkowej. Swoją pasję przekuła w działalność dziennikarską, przybliżając czytelnikom Spider's Web tematykę smartfonów, smartwatchy, oprogramowania i sztucznej inteligencji. Prywatnie miłośniczka psów, gotowania i literatury faktu.

Ten naszyjnik wie, kiedy słońce robi ci krzywdę. Ostrzeże cię

12 czerwca 2026, 11:12
Gem od The90 to wisiorek mierzący natężenie promieniowania UV

Kalendarzowe lato startuje już za niecałe dwa tygodnie. Jeżeli w planach masz leżing i plażing podczas którego odetniesz się od wszystkich powiadomień - w tym od twojej skóry, że właśnie jest parzona przez słońce - startup The90 ma coś dla ciebie. Firma założona przez byłą menedżerkę Fitbita Stacy Salvi zaprezentowała inteligentny naszyjnik, który monitoruje ekspozycję na promieniowanie UV i ostrzega użytkownika, gdy dawka słońca zaczyna zbliżać się do niebezpiecznego poziomu.

Gem to skromny smart naszyjnik, który stale monitoruje promieniowanie UV

Urządzenie o nazwie The Gem wygląda jak zwykły wisiorek, jednak wewnątrz tytanowej obudowy ukryto czujniki mierzące promieniowanie UVA i UVB. Pierwszy typ promieniowania odpowiada między innymi za przyspieszone starzenie się skóry, drugi prowadzi do oparzeń słonecznych. Czujnik wbudowany w The Gem przez cały dzień analizuje ilość promieniowania docierającego do użytkownika, niezależnie od tego, czy przebywa on na plaży, spaceruje po mieście, siedzi w samochodzie czy pracuje przy nasłonecznionym oknie.

The Gem to smart wisiorek od The90

Zebrane dane trafiają do aplikacji mobilnej dostępnej na Androida i iOS. Podczas konfiguracji użytkownik uzupełnia profil skóry, podaje obecnie stosowany filtr przeciwsłoneczny oraz informacje o innych metodach ochrony przed słońcem. Na tej podstawie aplikacja wylicza indywidualne limity ekspozycji na promieniowanie UV.

System nie ogranicza się do prezentowania surowych danych. Oprogramowanie wysyła przypomnienia o ponownym nałożeniu kremu z filtrem, informuje o czasie spędzonym na słońcu i sugeruje moment, w którym warto poszukać cienia lub założyć dodatkową odzież ochronną. W aplikacji znalazły się również informacje dotyczące witaminy D oraz zaleceń związanych z ochroną skóry w zależności od aktualnych warunków.

Według producenta przewagą rozwiązania nad tradycyjnym wskaźnikiem UV publikowanym w prognozach pogody jest ciągły pomiar ekspozycji konkretnej osoby. Czujnik analizuje promieniowanie docierające bezpośrednio do użytkownika, uwzględniając jego aktualne położenie i otoczenie.

The90 określa The Gem mianem nowej kategorii urządzeń ubieralnych. Na rynku dostępne są już czujników UV oferowane między innymi przez startupy zajmujące się zdrowiem czy producentów kosmetyków, jednak zwykle mają one formę breloków przypinanych do ubrań lub innych akcesoriów. W tym przypadku producent postawił na biżuterię, która ma pełnić jednocześnie funkcję ozdobną i pomiarową.

Naszyjnik został zaprojektowany przede wszystkim z myślą o kobietach. Firma zapowiada jednak rozszerzenie oferty o warianty przeznaczone dla mężczyzn i dzieci oraz inne sposoby noszenia czujnika. Bateria ma wystarczać na około tydzień pracy między ładowaniami, a obudowa została zabezpieczona przed zachlapaniami.

The Gem można już zamawiać przedpremierowo bezpośrednio od producenta w promocyjnej cenie 199 dol. (ok. 730 zł), która wzrośnie do 299 dol. (ok. 1100 zł) po oficjalnej premierze. Póki co sprzedaż gadżetu ograniczona jest do Stanów Zjednoczonych, dlatego póki co należy się zadowolić obrazkami - i powiadomieniami od zaczerwienionej skóry.

Czytaj też:

Jako sześciolatka powiedziała w wywiadzie dla lokalnej telewizji, że chce zostać dziennikarką. Dzisiaj jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Od dziecka pasjonuje się szeroko pojętymi grami i technologią, a w gimnazjum zapałała miłością do grafiki komputerowej i elektroniki użytkowej. Swoją pasję przekuła w działalność dziennikarską, przybliżając czytelnikom Spider's Web tematykę smartfonów, smartwatchy, oprogramowania i sztucznej inteligencji. Prywatnie miłośniczka psów, gotowania i literatury faktu.

Elon Musk oficjalnie pierwszym bilionerem. Granica absurdu pękła

12 czerwca 2026, 08:26
Debiut giełdowy SpaceX. Elon Musk bilionerem

Stało się to, o czym od dawna ćwierkały ptaszki z Doliny Krzemowej i Wall Street. SpaceX, przedsiębiorstwo przemysłu kosmicznego należące Elona Muska, oficjalnie debiutuje na giełdzie. Wycena firmy jest tak wysoka, że ekscentryczny miliarder właśnie awansował na pierwszego w historii bilionera.

Elon Musk to od dziś ekscentryczny bilioner

SpaceX ustalił cenę akcji w ramach pierwszej oferty publicznej (IPO) na poziomie 135 dol. za sztukę. Firma sprzeda ponad 555 mln akcji, pozyskując około 75 mld dol. Przy takich parametrach wartość całego przedsiębiorstwa - przynajmniej na papierze - sięga około 1,77 bln dol. (ok 6,5 bln zł).

IPO SpaceX jest największym debiutem giełdowym w historii. Dotychczasowy rekord należał do saudyjskiego giganta naftowego Saudi Aramco, który podczas wejścia na giełdę w 2019 r. pozyskał około 29 mld dol. Oferta SpaceX jest ponad dwukrotnie większa.

Najwięcej uwagi przyciąga jednak nie sam debiut, lecz majątek Elona Muska. Według wyliczeń The Washington Post jego akcje SpaceX są warte około 867 mld dol. Po doliczeniu udziałów w Tesli łączna wartość posiadanych przez niego akcji przekracza 1,1 bln dol.

Warto pamiętać, że są to wyliczenia oparte na aktualnej cenie akcji. Większość majątku Muska nie znajduje się na koncie bankowym, lecz jest związana z posiadanymi udziałami w spółkach. Wystarczy większy spadek kursu, by wartość tego majątku zmniejszyła się o dziesiątki lub setki miliardów dolarów.

Według dostępnych danych Musk jest obecnie wart mniej więcej tyle, co czterech kolejnych najbogatszych ludzi świata razem wziętych. Zgodnie z danymi z rankingu Bloomberg Billionaires Index, obecnie drugim najbogatszym człowiekiem świata jest współzałożyciel Google'a, Larry Page, z majątkiem szacowanym na 303 mld. dol. Za Pagem trzecią lokatę zajmuje drugi współzałożyciel Google'a, Sergey Brin, z sumą 282 mld. dol. Kolejne dwie lokaty zajmują odpowiednio założyciel Amazonu Jeff Bezos z majątkiem 260 mld. dol. oraz Larry Ellison, współzałożyciel Oracle'a z majątkiem 254 mld. dol.

Jeżeli kurs akcji wzrośnie po debiucie choćby o kilka dolarów, Elon Musk jeszcze bardziej oddali się od reszty stawki najbogatszych ludzi świata.

Debiut giełdowy następuje mimo tego, że SpaceX nie jest klasyczną maszynką do zarabiania pieniędzy. Firma ujawniła, że w ostatnim roku zanotowała stratę netto na poziomie 4,9 mld dol. Przychody wzrosły jednak o 33 proc. rok do roku i osiągnęły 18,7 mld dol.

Znaczną część wydatków pochłonął rozwój sztucznej inteligencji. W lutym Elon Musk uścisnął rękę samemu sobie, formalnie zatwierdzając przejęcie swojego startupu xAI przez SpaceX. Deklarowanym celem przejęcia jest przyspieszenie budowy centrów danych na orbicie okołoziemskiej.

Jednak dla przeciętnego zjadacza chleba znacznie bardziej rozpoznawalne pozostają inne projekty przedsiębiorstwa. SpaceX odpowiada za rakiety Falcon i Starship, realizuje misje dla NASA, a także rozwija sieć satelitarną Starlink zapewniającą dostęp do internetu na całym świecie.

Nie wszyscy wierzą w wycenę SpaceX

Skala debiutu nie oznacza, że wszyscy eksperci są przekonani do obecnej wyceny firmy. Część analityków zwraca uwagę, że wartość SpaceX opiera się nie tyle na obecnych dokonaniach i projektach firmy, a bardziej na obietnicach jakie cyklicznie składa Musk. Mowa między innymi o dalszej rozbudowie systemu satelitów Starlink, projektach związanych ze sztuczną inteligencją, orbitalnych centrach danych czy długoterminowej wizji stworzenia stałej ludzkiej kolonii na Marsie. Większość z dotychczasowych obietnic opiera się na nietestowanych - lub po prostu jeszcze nieistniejących - technologiach i rozwiązaniach.

Czytaj też:

Zdjęcie główne: Joshua Sukoff / Shutterstock

Jako sześciolatka powiedziała w wywiadzie dla lokalnej telewizji, że chce zostać dziennikarką. Dzisiaj jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Od dziecka pasjonuje się szeroko pojętymi grami i technologią, a w gimnazjum zapałała miłością do grafiki komputerowej i elektroniki użytkowej. Swoją pasję przekuła w działalność dziennikarską, przybliżając czytelnikom Spider's Web tematykę smartfonów, smartwatchy, oprogramowania i sztucznej inteligencji. Prywatnie miłośniczka psów, gotowania i literatury faktu.

Otrzymane przedwczoraj Spider's Web

Microsoft pokazał jubileuszowego Xboxa. Aż łezka się w oku kręci

8 czerwca 2026, 11:23

Xbox Series X25 Limited Edition to jubileuszowa konsola Microsoftu

Już pierwszy rzut oka wystarcza, by zrozumieć, do czego nawiązuje nowy model. Microsoft postawił na półprzezroczystą zieloną obudowę inspirowaną wzornictwem pierwszego Xboxa. Choć zielony kolor od lat pozostaje znakiem rozpoznawczym marki, to przezroczyste elementy oraz czterokolorowe przyciski ABXY stanowią puszczenie oczka w stronę najstarszej konsoli Microsoftu.

Detale konsoli Xbox Series X25 Limited Edition

Producent podkreśla, że jest to pierwszy raz gdy w Xbox Series X oficjalnie zastosowano przeźroczysta konstrukcję. Konsola zachowuje charakterystyczną bryłę obecnego modelu, jednak dzięki nowemu wykończeniu pozwala częściowo zajrzeć do wnętrza urządzenia. Na froncie pojawiło się również logo 25-lecia Xboxa.

Nawiązań do przeszłości jest więcej. Po uruchomieniu sprzętu podświetlane logo "X" świeci na zielono, przypominając charakterystyczną identyfikację wizualną pierwszej generacji konsoli. Microsoft zapowiada również dodatkowe detale i ukryte elementy przygotowane specjalnie dla wieloletnich fanów marki.

Pod obudową jednak nie kryją się żadne niespodzianki

Xbox Series X25 Limited Edition oferuje dokładnie tę samą specyfikację co standardowy Xbox Series X. Użytkownicy otrzymują więc pełną wydajność obecnej generacji oraz dysk SSD o pojemności 1 TB.

Równolegle z konsolą zadebiutuje także Xbox Wireless Controller X25 Special Edition. Kontroler utrzymano w tej samej półprzezroczystej zielonej stylistyce, a projektanci zadbali o liczne odniesienia do pierwszego pada Xboxa.

Kontroler Xbox Wireless Controller X25 Special Edition

Kolory przycisków ABXY odtwarzają wygląd oryginalnego kontrolera z 2001 r. Z kolei górne przyciski przypominają czarny i biały przycisk obecne w słynnym kontrolerze Duke, który towarzyszył premierze pierwszego Xboxa. Przezroczysta tylna część obudowy oraz klapka baterii odsłaniają klasyczne logo marki.

Limitowana edycja konsoli oraz specjalny kontroler trafią do sprzedaży w listopadzie. Kontroler będzie dostępny zarówno w zestawie z konsolą, jak i osobno. Microsoft nie ujawnił jeszcze ceny ani dokładnego terminu rozpoczęcia przedsprzedaży. Szczegóły mają zostać podane w późniejszym terminie.

Czytaj też:

Malwina Kuśmierek

08.06.2026 11:23

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-08T11:09:03+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T11:00:59+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T10:17:44+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T10:04:46+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T09:08:10+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T08:46:18+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:44:35+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:10:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:45:00+02:00

Składany iPhone na nowych zdjęciach. Jedna decyzja Apple'a może rozczarować

8 czerwca 2026, 09:08

Po latach odgrzewania kotletów - i zeszłorocznej przerwie na jednorazowy wyskok z bitkami - Apple na ten rok szykuje swoją odpowiedź na ofensywę konkurencji w kategorii składanych smartfonów. Choć o iPhonie Fold informowaliśmy już nie raz i nie dwa, tym razem do sieci trafiły prawdopodobnie najdokładniejsze dotąd zdjęcia konstrukcji urządzenia. Ich autor przy okazji podzielił się informacją, która może zaskoczyć. A niektórych wręcz zniesmaczyć.

Tak będzie wyglądać iPhone Fold. Oto najlepsze dotąd fotki

Za publikację odpowiada Sonny Dickson, jeden z najbardziej rozpoznawalnych informatorów zajmujących się produktami Apple'a. Udostępnione fotografie co prawda nie pokazują działających urządzeń, lecz atrapy przygotowane przez Apple'a dla producentów akcesoriów. Takie egzemplarze służą do projektowania etui i innych dodatków jeszcze przed oficjalną premierą, dlatego zazwyczaj wiernie odwzorowują wymiary oraz rozmieszczenie najważniejszych elementów obudowy.

Zdjęcia potwierdzają większość wcześniejszych przecieków dotyczących pierwszego składanego iPhone'a. Smartfon ma wykorzystywać konstrukcję przypominającą książkę. Po rozłożeniu użytkownik otrzyma ekran o przekątnej około 7,8 cala, podczas gdy zewnętrzny wyświetlacz ma mieć około 5,5 cala.

Charakterystyczne są również proporcje urządzenia. Zamiast długiej i wąskiej bryły znanej z większości współczesnych smartfonów Apple ma postawić na szerszą formę przypominającą paszport.

Zdjęcia ujawniają także kilka nowych szczegółów konstrukcyjnych. Wewnętrzna kamera do rozmów wideo została umieszczona w lewym górnym rogu dużego ekranu. Zewnętrzny wyświetlacz rozciąga się niemal od krawędzi do krawędzi i jest delikatnie zakrzywiony po bokach. Na tylnej części obudowy znalazł się poziomy moduł z dwoma aparatami fotograficznymi.

Dotychczasowe przecieki sugerują, że Apple zamierza zrezygnować z Face ID. Za uwierzytelnianie użytkownika ma odpowiadać czytnik linii papilarnych Touch ID umieszczony w przycisku zasilania. W nieoficjalnych doniesieniach pojawiały się także informacje o bardzo cienkiej, tytanowej konstrukcji, która po rozłożeniu ma mieć około 4,5 mm grubości.

Najciekawsza informacja nie dotyczy jednak specyfikacji czy konstrukcji urządzenia

Według Dicksona składany iPhone może trafić do sprzedaży wyłącznie w białym kolorze. Podobne doniesienia opublikował wcześniej chiński informator Instant Digital. Jeśli przecieki okażą się trafne, użytkownicy nie otrzymają nawet klasycznej czarnej wersji, która od lat stanowi podstawę oferty Apple'a.

Taka decyzja mogłaby wprawić część klientów w konsternację, zwłaszcza że mowa o urządzeniu, którego cena ma przekroczyć 2000 dol. (ok. 7370 zł). Przy tak wysokim koszcie wielu nabywców będzie oczekiwać szerokich możliwości personalizacji, a wybór koloru pozostaje jednym z najprostszych sposobów wyróżnienia własnego urządzenia.

Oczywiście można też się spierać, że Apple już nie raz cierpiał na designerski daltonizm. Pierwszy iPhone był dostępny tylko w jednej wersji kolorystycznej. Podobnie wyglądała sytuacja w przypadku pierwszego iPada. W ostatnich latach także Vision Pro oraz Apple Watch Ultra debiutowały z bardzo ograniczonym wyborem wykończeń, a sam iPhone 17 Pro jest dostępny w tylko trzech wariantach kolorystycznych - o jeden mniej niż przez ostatnie lata dawał nam Apple.

Tę sytuację ma rekompensować jakość wykonania iPhone'a Fold. Źródła związane z łańcuchem dostaw od miesięcy wskazują, że Apple koncentruje się przede wszystkim na zawiasie oraz ograniczeniu widoczności zagięcia ekranu. Firma może również wykorzystać rozbudowany ekosystem aplikacji dla iPada, dzięki czemu większy wyświetlacz od pierwszego dnia otrzyma dostęp do bogatej biblioteki oprogramowania.

Czytaj też:

Malwina Kuśmierek

08.06.2026 09:08

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-08T09:08:10+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T08:46:18+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:44:35+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:10:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:45:00+02:00

"Chat jest martwy". Szykują największą zmianę w historii ChataGPT

8 czerwca 2026, 08:46
OpenAI wiąże przyszłość ChataGPT z byciem super aplikacją

ChatGPT miał skromne początki, zaczynając jako eksperymentalny chatbot do rozmów i odpowiadania na pytania. Trzy i pół roku później ChatGPT to zdecydowanie najpopularniejsza tego typu aplikacja w internecie, która przy okazji wyniosła OpenAI na technologiczne salony. Mimo to OpenAI chce zerwać z pierowtnym charakterem ChataGPT i przekształcić go w coś znacznie większego.

OpenAI chce zrobić z ChataGPT superaplikację

Jak informuje "Financial Times", firma przygotowuje największą przebudowę swojej usługi od momentu jej uruchomienia. Według ustaleń dziennika OpenAI zamierza przekształcić ChatGPT w tzw. superaplikację. Zamiast osobnych produktów i usług użytkownicy mieliby korzystać z jednego centrum dostępu do narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. W nowej formule ChatGPT ma łączyć funkcje chatbota, agentów AI, narzędzi programistycznych oraz aplikacji zewnętrznych partnerów.

Zmiany mają zacząć pojawiać się już w najbliższych tygodniach. Początkowo obejmą stronę internetową i aplikacje mobilne ChatGPT. OpenAI planuje przeprojektować interfejs w taki sposób, aby zachęcać użytkowników do korzystania z generowania obrazów, programowania oraz usług dostarczanych przez partnerów, takich jak Canva czy Booking.com.

Wewnątrz firmy coraz silniejsze staje się przekonanie, że przyszłość sztucznej inteligencji nie należy do chatbotów odpowiadających na pytania. Jeden z wysokich rangą pracowników OpenAI miał nawet pokusić się o stwierdzenie "chat jest martwy".

W wizji firmy, zamiast prowadzenia rozmów coraz większą rolę mają odgrywać agenci AI zdolni do wykonywania konkretnych zadań. OpenAI zakłada, że sztuczna inteligencja będzie organizować kalendarze, planować podróże, zarządzać obowiązkami czy realizować zadania związane z pracą bez konieczności ręcznego przełączania się między wieloma aplikacjami.

"Financial Times" cytuje także Thibaulta Sottiauxa, szefa produktów i platform OpenAI, który opisał długoterminowy cel firmy jako stworzenie osobistego agenta zdolnego pomagać użytkownikowi we wszystkich aspektach życia. Taki system miałby działać niezależnie od urządzenia, zapewniając dostęp do tych samych funkcji na smartfonie, komputerze, w przeglądarce internetowej czy podczas korzystania z asystenta głosowego w samochodzie.

Za zmianą kierunku stoją również względy biznesowe. OpenAI przygotowuje się do debiutu giełdowego i znajduje się pod presją zwiększania przychodów. ChatGPT przyciągnął blisko miliard użytkowników, jednak znaczna część z nich korzysta z darmowej wersji usługi. Firma liczy, że super aplikacja stanie się skuteczniejszym kanałem kierowania użytkowników do płatnych produktów.

Jednocześnie nie jest to pierwszy raz kiedy słyszymy o "superaplikacji" OpenAI. Już w ubiegłym roku do prasy dotarły informacje, że firma chce stworzyć cyfrowego "superasystenta", który stanie się głównym punktem kontaktu użytkownika z usługami internetowymi.

Nick Turley, szef działu produktów OpenAI odpowiedzialny za ChatGPT, powiedział podczas briefingu po przemówieniu, że firma "nigdy nie miała zamiaru tworzyć chatbota; chcieliśmy stworzyć superasystenta, ale trochę zboczyliśmy z kursu"

Kierownictwo OpenAI zakłada, że wraz z rozwojem agentów AI granice między chatbotami, wyszukiwarkami, narzędziami programistycznymi i innymi kategoriami oprogramowania będą stopniowo zanikać. W takiej wizji użytkownik nie będzie uruchamiał wielu różnych aplikacji. Wszystkie zadania ma realizować jeden inteligentny asystent dostępny z poziomu ChatGPT.

Mnie jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że firmy rozwijające sztuczną inteligencję - z OpenAI na czele - próbują rozwiązywać problemy, których wielu użytkowników wcale nie ma. ChatGPT sprawdza się jako narzędzie do wyjaśniania skomplikowanych zagadnień, wspierania pracy twórczej i umiarkowanie do wyszukiwania informacji. Usilne ładowanie do niego funkcji cyfrowego agenta zarządzającego kalendarzem, rezerwującego hotele czy kupującego produkty przez internet sprawia wrażenie, że OpenAI nie rozumie z czego wziął się sukces samego ChataGPT. Mogę się założyć, że Sam Altman telepie się w konwulsjach w odpowiedzi na sugestię, że najpopularniejszy produkt firmy nie musi trzymać człowieka za rękę na każdym kroku, by być użytecznym.

Czytaj też:

Zdjęcie główne: Yarrrrrbright / Shutterstock

Malwina Kuśmierek

08.06.2026 08:46

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-08T08:46:18+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:44:35+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T07:10:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-08T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-07T07:30:00+02:00

Robot uczył się sprzątać w wynajętym domu. Konieczny był remont

7 czerwca 2026, 07:15

Domy i mieszkania na Airbnb najczęściej wynajmowane są przez turystów i osoby podróżujące w celach służbowych lub rodzinnych. Jednak wszyscy wynajmujący powinni przygotować się na nową erę, gdzie Airbnb są wynajmowane przez startupy próbujące nauczyć roboty jak sprzątać. I być może powinni także dodatkowo ubezpieczyć swoje nieruchomości.

Jeden robot i grupa pracowników narobiły więcej szkód niż cała klasa licealistów

Taka lekcja płynie z pozwu złożonego przez Seana Donovana, właściciela domu w San Francisco, który twierdzi, że startup The Bot Company wykorzystał jego nieruchomość do testowania prototypowego robota. Według dokumentów sądowych po zakończeniu około dwutygodniowego pobytu budynek miał zostać pozostawiony w stanie wymagającym licznych napraw. Donovan domaga się od firmy odszkodowania wynoszącego ponad 12 tys. dolarów (ok. 43,68 tys. zł).

Jak relacjonuje serwis SFGate, pozew dotyczy rezerwacji dokonanej za pośrednictwem Airbnb w kwietniu 2026 r. Gospodarz początkowo miał sądzić, że dom wynajęła grupa pracowników z Tajlandii. Jednak jego podejrzenia wzbudziły kable, które odnalazł w śmieciach podczas rutynowego sprzątania domu w czasie pobytu wynajmujących. Ponadto wewnątrz budynku zauważył wiązki przewodów prowadzące do urządzenia, które opisał jako "przypominające wysokiego na niemal dwa metry robota podobnego do automatycznego odkurzacza poruszającego się na gąsienicach".

Według relacji właściciela w dniach 12-25 kwietnia przez nieruchomość przewinęło się ponad 30 osób. Kamera zainstalowana na drzwiach wejściowych uchwyciła kobietę, która wspomniała o "pracy zmianowej" oraz możliwości "pracy w nocy". Donovan nabrał przekonania, że dom został tymczasowo przekształcony w improwizowane centrum badawczo-rozwojowe.

To samo w sobie nie stanowiło dla mężczyzny większego problemu. Prawdziwym problemem okazał się stan domu po opuszczeniu go przez najemców.

Zgodnie z treścią pozwu, na liście szkód materialnych znalazły się dwie pamiątki rodzinne: stół w jadalni, który był w posiadaniu jego rodziny od 70 lat, oraz zestaw ceramiki franciszkańskiej, w którym brakowało jednego elementu. Ponadto w mieszkaniu odnalazł on połamane płytki łazienkowe, poplamione prześcieradła, uszkodzony stolik kawowy i kredens, porysowaną pralkę oraz rozbity kubek, który najemcy próbowali skleić. Donovan twierdzi również, że z zamkniętej szafy zniknęły jego buty i stojak na buty.

Kontrowersje wywołał nie tylko stan wyposażenia. Donovan utrzymuje, że zawartość wielu szafek i szuflad została przeniesiona w inne miejsca. Część przedmiotów miała zniknąć całkowicie.

Wyobraź sobie, że wchodzisz do domu, a wszystko z każdej szuflady zniknęło i są tam nowe rzeczy. Ktoś wszedł i przeniósł wszystko w inne miejsce. Sztućce znalazły się w nowej szufladzie albo w innym pokoju. Wyglądało to tak, jakby całkowicie wszystko przestawiono - stwierdził mężczyzna w rozmowie z SFGate.

Na tym nie kończy się treść pozwu. Właściciel zarzucił firmie również dokonanie rezerwacji pod fałszywym pretekstem. Jego zdaniem nieruchomość została wynajęta jako zwykły najem krótkoterminowy, choć faktycznym celem miało być prowadzenie działalności komercyjnej związanej z rozwojem technologii.

Według relacji serwisu San Francisco Standard, posiadłość Donovana stanowi jedynie początek listy mienia zdewastowanego przez startup. Konto najemcy The Bot Company w serwisie Airbnb ma posiadać już kilka negatywnych recenzji od gospodarzy, którzy również skrytykowali pozostawienie nieruchomości ze zniszczeniami i bałaganem, a także zabranie z niej licznych przedmiotów oraz nocowanie większej niż deklarowana liczby osób.

The Bot Company pozostaje stosunkowo mało znanym startupem mimo imponującego zaplecza finansowego. Firmę założyli w 2024 r. Kyle Vogt, współzałożyciel platformy Twitch i były szef Cruise, oraz Paril Jain, który przez ponad dziewięć lat pracował w Tesli, gdzie odpowiadał za projekty związane ze sztuczną inteligencją. Celem założonego przez nich przedsiębiorstwa jest stworzenie robota zdolnego do wykonywania codziennych obowiązków domowych.

Według danych przywoływanych przez Ars Technica startup pozyskał już setki milionów dolarów finansowania od funduszy venture capital. Firma nie publikuje jednak szczegółów dotyczących swoich konstrukcji ani materiałów prezentujących rozwijane urządzenia.

The Bot Company nie odniosła się publicznie do zarzutów przedstawionych w pozwie. O tym, czy startup rzeczywiście wykorzystał wynajęty dom jako poligon do szkolenia robota i kto ponosi odpowiedzialność za zgłoszone szkody, zdecyduje sąd.

Czytaj też:

Malwina Kuśmierek

07.06.2026 07:15

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-07T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T16:50:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T16:40:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T16:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T07:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T07:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T07:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-06T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T21:07:49+02:00

Posprzątają mieszkanie za darmo. Zapłacisz swoją prywatnością

6 czerwca 2026, 07:15
Darmowe sprzątanie w zamian za nagrania dla AI

Za oceanem trwa wielka pogoń za nowymi źródłami danych do treningu sztucznej inteligencji. W jej efekcie można nie tylko dorobić sobie poprzez przyczepienie do siebie kamer i rejestrowanie przebiegu dnia, ale od dziś także zgarnąć darmowe sprzątanie mieszkania.

I jak to zwykle w takich przypadkach bywa: gdy coś jest za darmo to znaczy, że ty jesteś źródłem danych. Bo osoba sprzątająca nagra każdą sekundę swojej pracy, by później z nagrania mogły uczyć się roboty.

Nowa oferta wymiany: ty dostajesz czysty dom, oni dostają kilka gigabajtów soczystych danych dla AI

Taką ofertę przedstawił mieszkańcom Nowego Jorku startup Shift rozwijany przez niemiecką firmę MicroAGI. Firma proponuje prostą wymianę: klient otrzymuje bezpłatne sprzątanie mieszkania, a przedsiębiorstwo zyskuje nagranie dokumentujące cały przebieg pracy.

Pomysł działa na prostych zasadach. Użytkownik umawia wizytę, do mieszkania przychodzi osoba sprzątająca wyposażona w kamerę zamocowaną na specjalnym nakryciu głowy, wykonuje zlecone zadania i wychodzi. Właściciel mieszkania nie płaci za usługę. Zapłatą dosłownie staje się nagranie pokazujące sposób wykonywania codziennych obowiązków. Bowiem materiał ma później posłużyć do szkolenia modeli AI i systemów rozwijanych z myślą o robotach domowych.

MicroAGI przekonuje, że właśnie takich danych najbardziej brakuje dziś branży robotyki, próbującej stworzyć idealną robo-gosposię, której naoglądaliśmy się w kreskówce Jetsonowie. By to osiągnąć potrzebne są nagrania każdej możliwej czynności wykonywanej w domu - odkurzania, mycia naczyń, ścierania kurzu, układania rzeczy w szafkach czy porządkowania domowej przestrzeni.

Na stronie Shift użytkownicy mogą wybrać szeroki zakres prac. Poza standardowym sprzątaniem całego mieszkania firma oferuje również organizację poszczególnych miejsc w domu oraz prace o precyzyjnie określonym zakresie - takie jak "zbieranie zabawek", "czyszczenie kuchenki" czy "ścielenie łóżka".

Firma zapewnia, że wszystkie nagrania przechodzą proces anonimizacji. Według informacji opublikowanych na stronie startupu, automatycznie rozmywane mają być twarze, imiona oraz inne elementy pozwalające zidentyfikować mieszkańców. Ukrywane mają być również dane widoczne na ekranach urządzeń, dokumentach, kartach i telefonach.

Shift zapowiada, że sprzątanie mieszkań ma być dopiero początkiem. MicroAGI chce rozwijać kolejne usługi oparte na tym samym modelu, obejmujące między innymi naprawy domowe, pomoc techniczną i codzienne zlecenia realizowane w domach klientów. Wszystko po to, by pozyskiwać kolejne dane potrzebne do trenowania sztucznej inteligencji działającej poza ekranem komputera.

Na razie usługa dostępna jest w Nowym Jorku. Założyciel firmy Bercan Kilic zapowiedział już jednak uruchomienie Shift także w Londynie, Monachium i Zurychu.

Czytaj też:

Zdjęcie główne: B&M Stores

Malwina Kuśmierek

06.06.2026 07:15

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-06T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T21:07:49+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T20:18:14+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T18:54:37+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T18:51:33+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T17:52:52+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T17:39:57+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:56:12+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:48:50+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T16:01:47+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:55:08+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:52:25+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:17:10+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:11:49+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T15:02:13+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T14:38:36+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:52:32+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T13:16:48+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:56:58+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T12:31:24+02:00

8 to nowe 16. Tak producenci komputerów ukrywają drastyczne podwyżki cen

5 czerwca 2026, 11:10

Mój ostatni laptop - kupiony 4 lata temu - ma na pokładzie 8 GB RAM. Już w momencie zakupu czułam, że kupuję trochę zacofany komputer, bowiem wiele konkurencyjnych modeli w tej samej cenie miało już 16 GB RAM. Jednak tegoroczne targi Computex właśnie wyprowadziły mnie z błędu.

16 GB RAM w laptopach idzie do lamusa. 8 GB to nowy standard

Przez ostatnie dwa lata branża komputerowa konsekwentnie zmierzała w kierunku 16 GB pamięci RAM jako nowego standardu. Microsoft wymagał takiej ilości pamięci w komputerach oznaczanych jako Copilot+ PC, a Apple podniosło minimalną konfigurację pamięci w swoich laptopach. Wiele wskazywało na to, że era nowych komputerów wyposażonych w 8 GB RAM dobiega końca.

Tegoroczne targi Computex w Tajpeju - największe tego typu wydarzenie dla rynku PC i komputerów - pokazały jednak zupełnie inny obraz rynku. Wśród najciekawszych urządzeń zaprezentowanych na targach znalazło się wiele laptopów oferujących właśnie 8 GB pamięci operacyjnej. Co istotne, nie chodzi wyłącznie o najtańsze urządzenia przeznaczone dla mniej wymagających użytkowników.

Jedną z najgłośniejszych premier był Dell XPS 13 wyposażony w procesor Intel Core Series 3 z rodziny Wildcat Lake. Laptop będący odpowiedzią na Macbooka Neo został wyceniony na 699 dolarów (ok. 2500 zł) i w podstawowej konfiguracji oferuje 8 GB RAM. Podobną drogą poszedł Acer. Model Acer Swift Air 14 z procesorem Intel Core 5, dyskiem SSD o pojemności 512 GB i ceną wynoszącą 699 dolarów również otrzymał 8 GB pamięci operacyjnej.

Jak informuje serwis Tom's Hardware, jeszcze przed rozpoczęciem targów chińska firma Chuwi zaprezentowała model Chuwi UniBook, który również aspiruje do bycia alternatywą dla Macbooka Neo. Aczkolwiek tańszą niż propozycje Acera czy Della, bo laptop startuje z ceną 449 dol. (ok. 1630 zł). W laptopie zastosowano procesor Intel Core Series 3 304, 256 GB pamięci masowej i - tak, dobrze zgadłeś - 8 GB RAM.

Powrót do 8 GB pamięci nie ogranicza się jednak do urządzeń budżetowych. Microsoft w maju oficjalnie zapowiedział nowy Surface Laptop for Business 13". Choć Maćkowi Gajewskiemu pokazano tylko Surface'y w bogatszych konfiguracjach 16 i 24 GB RAM, to Microsoft zapowiedział, że będzie dostępny także model z 8 GB RAM na pokładzie. Oczywiście do "zadań biznesowych" pokroju połączenia na Zoomie, wysyłania emaili, otwarcia całego pakietu biurowego i TikToka na boku 8 GB RAM jest wystarczające. Ale trochę głupio, że sam Microsoft sygnuje swoim logo komputery niezgodne ze standardem Copilot+ PC.

Oczywiście na Computeksie były także laptopy z więcej niż 8 GB RAM. Przykładem jest Lenovo IdeaPad Slim 3i oparty na platformie Intel Wildcat Lake. Laptop oferuje 16 GB RAM, ale jego sugerowana cena detaliczna to 900 dol. (ok. 3270), czyli zdecydowanie już nie średnia-niska półka, na której w 2024 i 2025 mogliśmy znaleźć laptopy z 16 GB RAM.

Kolejne premiery sugerują, że trend nie zakończy się na modelach pokazanych w Tajpeju. Acer poza targami zapowiedział również laptop Acer Aspire Go 15 wyposażony w procesor Qualcomm Snapdragon C. Materiały producenta wskazują na konfiguracje oferujące maksymalnie 8 GB RAM.

Oczywiście za całą sytuacją stoją przede wszystkim rosnące koszty pamięci. Ogromny popyt generowany przez sektor sztucznej inteligencji wpływa na ceny komponentów wykorzystywanych przez producentów komputerów sprzedawanych w sprzedaży detalicznej. Ograniczenie ilości pamięci pozwala utrzymać ceny laptopów na poziomie akceptowalnym dla klientów poszukujących tańszych urządzeń. Jednak spora część klientów to osoby, które potrzebują komputerów zdolnych wykonywać więcej zadań niż absolutne minimum. Dlatego dla tej grupy targi Computex to zdecydowanie sygnał, że 16 GB zostało zdegradowane z "nowego standardu" do "przywileju dla grubych portfeli".

Czytaj też:

Malwina Kuśmierek

05.06.2026 11:10

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T10:23:28+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T10:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T09:42:06+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T08:40:51+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:25:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:04:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T17:11:53+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T08:45:00+02:00

Najsłynniejszy robot w Polsce wywołał burzę w Sejmie. "To może być chiński szpieg"

5 czerwca 2026, 09:42

Edward Warchocki to zdecydowanie obecnie jeden z najpopularniejszych celebrytów na polskim TikToku. Sława robo-influencera dała mu w marcu możliwość wejścia do polskiego sejmu, a także zaszczytną rolę tłumacza chińsko-polsko-angielskiego podczas wydarzenia China Day w ambasadzie Chińskiej Republiki Ludowej w Warszawie. Jednak równolegle do grona obserwatorów i fanów, rośnie także grono osób niechętnych wobec Edwarda Warchockiego. Bowiem eksperci ostrzegają, że podobne urządzenia mogą stanowić potencjalne zagrożenie dla infrastruktury krytycznej i być wykorzystywane do pozyskiwania danych z otoczenia.

Edward Warchocki szpieguje dla Chin? Eksperci ostrzegają

Edward Warchocki, który zdobył rozpoznawalność dzięki nagraniom publikowanym w mediach społecznościowych, jest tak naprawdę chińskim robotem Unitree G1 produkowanym przez firmę Unitree Robotics z Hangzhou. W Polsce urządzenie stało się internetowym fenomenem za sprawą profilu w serwisie TikTok, gdzie właściciele robota - kierowani podobnymi nagraniami zza Oceanu - pokazują go w codziennych sytuacjach i interakcjach z ludźmi. Oraz z dzikami.

Na fali popularności robot został najpierw zaproszony do sejmu, a ostatnio także na wydarzenie w chińskiej ambasadzie promujące chińskie osiągnięcia technologiczne. Oba te zdarzenia wywołały falę negatywnych komentarzy, nternauci zaczęli przypominać ostrzeżenia pojawiające się wcześniej w Stanach Zjednoczonych, gdzie roboty Unitree znalazły się pod lupą polityków i ekspertów ds. bezpieczeństwa.

Według dr. Piotra Łuczuka, eksperta ds. cyberbezpieczeństwa z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz Defender Academy, wpuszczenie do budynku parlamentu urządzenia wyposażonego w zaawansowane czujniki i potencjalnie niezweryfikowane oprogramowanie może stanowić niebezpieczny precedens.

Jak podkreślił w rozmowie z PAP, chciałby wierzyć, że cała wizyta robota na Wiejskiej - zaaranżowana 25 marca z inicjatywy Konfederacji - była objęta odpowiednimi procedurami kontrwywiadowczymi. Jego zdaniem mogła ona pełnić rolę swoistego testu pokazującego, jak instytucje państwowe reagują na nowe technologie pochodzące z państw uznawanych za strategicznych rywali Zachodu. Według przedstawicieli partii obecność Warchockiego w sejmie miała zwrócić uwagę na konieczność dostosowania polskiego prawa do nadchodzącej automatyzacji i rozwoju sztucznej inteligencji.

Więcej na temat Edwarda Warchockiego:

Eksperci zwracają jednak uwagę, że humanoidalne roboty nie są zwykłymi gadżetami. Profesor Krzysztof Kukiełka z Wydziału Mechatroniki Politechniki Warszawskiej przypomina, że tego typu konstrukcje wykorzystują kamery, skanery laserowe, czujniki odległości, moduły lokalizacyjne oraz systemy przetwarzania danych. Mogą również komunikować się z siecią za pomocą Wi-Fi lub własnych modemów.

Dodatkowe kontrowersje wywołują wyniki badań nad bezpieczeństwem robota Unitree G1. Cytowany przez PAP badacz cyberbezpieczeństwa robotów Victor Mayoral-Vilches opisał urządzenie jako potencjalną "aktywną platformę operacji cybernetycznych". W raporcie poświęconym bezpieczeństwu humanoidalnych robotów wskazał, że maszyna może okresowo przesyłać dane dotyczące swojego otoczenia, w tym informacje pozyskiwane przez kamery i mikrofony.

Podobne obawy sprawiły, że roboty Unitree znalazły się w centrum zainteresowania amerykańskich władz

Jak przypomina PAP, Kongres USA ostrzegał przed możliwością wykorzystania tych urządzeń do infiltracji infrastruktury krytycznej i łańcuchów dostaw. Firma Unitree była również opisywana przez zagraniczne media jako podmiot posiadający związki z chińskim sektorem obronnym, a sama spółka trafiła na listę podmiotów obserwowanych przez Pentagon.

Unitree to nie jedyna chińska firma technologiczne, która jest w skomplikowanej relacji z USA. W Stanach Zjednoczonych przedmiotem śledztw były między innymi portowe dźwigi produkowane przez chińską firmę ZPMC oraz oprogramowanie wykorzystywane w samochodach elektrycznych. Administracja USA uznała, że potencjalne ryzyko dla bezpieczeństwa narodowego wymaga dodatkowych ograniczeń i kontroli.

Na jeszcze jeden aspekt zwraca uwagę Patrycja Krzyśpiak z NASK. Według ekspertki ogromna popularność chińskich robotów nie wynika wyłącznie z ich możliwości technicznych. Jej zdaniem sukces tego typu urządzeń jest wspierany przez działania promocyjne i narracje podkreślające przewagę chińskich technologii nad rozwiązaniami rozwijanymi w Europie.

Zdjęcie główne: EdwardWarchocki / YouTube

Malwina Kuśmierek

05.06.2026 09:42

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T08:40:51+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:25:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:04:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T17:11:53+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T08:00:00+02:00

Google goni mObywatela. Ale nie cyfrowe dokumenty przyciągną Polaków

5 czerwca 2026, 08:40

Google właśnie zrozumiał, że nie tylko mieszkańcy Stanów Zjednoczonych posiadają dokumenty, które można zdigitalizować. Po wielu latach oczekiwań firma zapowiedziała rozszerzenie możliwości Portfela Google o cyfrowe dokumenty w wybranych państwach Unii Europejskiej jeszcze tego lata. Jednak dla Polaków znacznie ważniejsze są zmiany, jakie Google wprowadza do płatności online z użyciem Google Pay.

Google zapowiedział rozszerzenie możliwości aplikacji Portfel

Podczas konferencji Money 20/20 Europe Google oficjalnie poinformował o wdrożeniu nowej funkcji, dzięki której mieszkańcy części państw UE będą mogli dodawać do Portfela Google cyfrowe odpowiedniki dokumentów tożsamości. Firma nie ujawniła jednak szczegółowej listy krajów ani harmonogramu wdrożeń.

Dotychczas podobne rozwiązania były dostępne między innymi w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Proces dodawania dokumentu zwykle wymaga zeskanowania dokumentu tożsamości oraz potwierdzenia swojej tożsamości za pomocą nagrania selfie. Następnie system porównuje oba źródła danych przed zapisaniem cyfrowego dokumentu w aplikacji.

By spełnić rygorystyczne wymogi Unii - w której raczej nie przejdzie wysyłanie dokumentów i nagrań twarzy na amerykańskie serwery - Google zapowiedział również współpracę z europejskim bankiem Sparkasse. Dzięki niej klienci instytucji będą mogli potwierdzać swój wiek za pomocą Portfela Google bez ujawniania takich danych jak imię i nazwisko, adres zamieszkania czy data urodzenia. Rozwiązanie wykorzystuje technologie pozwalające potwierdzić spełnienie określonego warunku bez przekazywania pełnego zestawu danych osobowych.

Jednak jesteśmy w Polsce, gdzie Portfel Google - pod względem funkcji i zainteresowania - będzie musiał ustąpić mObywatelowi. Dlatego polskie serca rozgrzeje fakt, że Google wprowadza także garść zmian do Google Pay w Europie.

Płatności z Google Pay staną się szybsze i przyjemniejsze

Bowiem Google ogłosił uruchomienie funkcji Google Pay direct checkout. Mechanizm pozwala wykorzystać metody płatności zapisane w Portfelu Google bezpośrednio na stronie sklepu internetowego. Klient wybiera kartę lub inną zapisaną metodę płatności, a następnie finalizuje zakup bez konieczności ręcznego wprowadzania danych - podobnie jak ma to miejsce w przypadku płatności Apple Pay.

Google Pay direct checkout

Nowe rozwiązanie jest już dostępne u wybranych sprzedawców korzystających z usług Airwallex. Wkrótce obsługa ma pojawić się również w sklepach współpracujących z Adyen. Docelowo Google Pay direct checkout ma trafić do licznych pośredników płatności z całego świata.

Firma zapowiedziała również zmiany w systemie Secure Payment Authentication, czyli mechanizmie odpowiadającym za spełnianie europejskich wymogów dotyczących silnego uwierzytelniania płatności. Obecnie wielu użytkowników po kliknięciu przycisku zakupu musi przechodzić dodatkowe procedury bezpieczeństwa, takie jak wpisywanie jednorazowych kodów lub przekierowanie na osobne strony weryfikacyjne.

Zaktualizowana wersja systemu ma ograniczyć liczbę dodatkowych kroków. W wielu przypadkach wystarczyć będzie potwierdzenie płatności będzie się kończyć na użyciu danych biometrycznych, takich jak odcisk palca lub skan twarzy. Według danych Google testy wykazały skrócenie czasu uwierzytelniania o połowę oraz wzrost skuteczności finalizowania zakupów o 3 proc.

Wdrożenie nowego systemu uwierzytelniania odbędzie się we współpracy z Visa, Checkout.com, Autopay oraz Adyen. Google potwierdził, że pierwszymi rynkami objętymi zmianami będą Wielka Brytania i Polska. Debiut nowych funkcji zaplanowano na najbliższe miesiące.

Czytaj też:

Zdjęcie główne: Stockinq / Shutterstock

Malwina Kuśmierek

05.06.2026 08:40

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-06-05T08:40:51+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:25:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:04:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-05T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T17:11:53+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-06-04T08:00:00+02:00

Tim Cook o swojej największej wpadce. "Myśleliśmy, że produkt jest gotowy"

23 kwietnia 2026, 20:36
Tim Cook mówi o swoich wpadkach

Od momentu ogłoszenia rezygnacji ze stanowiska generalnego Apple'a, z mediów wylewają się niekończące pochwały 15 lat (a właściwie to trochę dłużej) prezesury Tima Cooka. Jednak w morzu pochwał nie zapomniano także wypunktować wpadek i złych decyzji ustępującego dyrektora generalnego - on sam również o nich nie zapomniał.

Sukcesy Apple Watcha i porażka Apple Maps. Tim Cook zestawia dwa skrajne momenty swojej kadencji

Jak przekazuje Mark Gurman z Bloomberga, podczas spotkania z pracownikami Apple'a w siedzibie firmy, Tim Cook oprócz opisania swojego stanu zdrowia i planów na przyszłość, wypowiedział się także na temat przeszłości - wpadek i sukcesów.

Najbardziej dotkliwym błędem swojej kadencji Cook określił premierę Apple Maps z 2012 r. Aplikacja, która miała zastąpić rozwiązanie Google’a na iPhone’ach, okazała się niedopracowana i pełna błędów. Użytkownicy skarżyli się na błędne wskazówki dojazdu, źle oznaczone miejsca i ogólnie niższą jakość niż u konkurencji. Cook przyznał, że Apple błędnie ocenił gotowość produktu, opierając się na ograniczonych testach obejmujących wybrane obszary.

"Produkt nie był gotowy, a my myśleliśmy że był, a to przez testy na lokalnych obszarach"

Premiera Map doprowadziła do jednego z pierwszych dużych przetasowań kadrowych w erze Cooka - ze stanowiskiem pożegnał się Scott Forstall, kluczowa postać jeszcze z czasów Steve’a Jobsa. Sam Cook zdecydował się wówczas na rzadki krok, publicznie przepraszając użytkowników i rekomendując korzystanie z aplikacji konkurencji dostępnych w App Store. Jak podkreślił po latach, była to lekcja pokory.

"Przeprosiliśmy za to i powiedzieliśmy: »Korzystajcie z tych innych aplikacji. Są lepsze od naszej«. To była dla nas trudna lekcja pokory. Ale było to słuszne posunięcie z punktu widzenia naszych użytkowników. Jest to więc przykład tego, jak w centrum naszych decyzji zawsze stawiamy użytkownika."

Z perspektywy czasu Cook ocenia tę porażkę jako budujące doświadczenie. Apple Maps przeszło długą drogę i dziś szef firmy określa je jako najlepszą aplikację map na rynku, wskazując na konsekwencję i wyciągnięte wnioski jako klucz do poprawy.

Lista błędów, jak przyznał, jest znacznie dłuższa. Wśród nieudanych projektów wymienił m.in. AirPower - nigdy niewprowadzoną na rynek matę do bezprzewodowego ładowania - oraz wieloletni, ostatecznie porzucony projekt samochodu autonomicznego. Żaden z tych przypadków nie przerodził się jednak w kryzys, który mógłby zachwiać pozycją firmy.

Obok porażek Cook wskazał także momenty, które uważa za szczególnie ważne. Na pierwszym miejscu znalazł się Apple Watch, zwłaszcza jego funkcje zdrowotne. Od premiery w 2014 r. urządzenie przeszło znaczącą ewolucję - od prostego monitora tętna do narzędzia zdolnego wykrywać poważne problemy zdrowotne, w tym nadciśnienie.

Cook przywołał konkretny moment, który szczególnie zapadł mu w pamięć: pierwszą wiadomość od użytkownika, który twierdził, że zegarek uratował mu życie.

Pamiętam, jak otrzymałem pierwszą wiadomość od użytkownika Apple Watcha, który napisał mi, że ten zegarek uratował mu życie. Teraz oczywiście dostaję takie wiadomości codziennie, ale ta pierwsza wywarła na mnie szczególnie duże wrażenie. Sprawiła, że po prostu zatrzymałem się w miejscu.

Zgodnie z oczekiwaniami Tim Cook przemilczał kwestie Apple Intelligence i Siri oraz Apple Vision Pro, co było spodziewane biorąc pod uwagę, że mowa tu o dwóch żyjących produktach. Mimo to jego wypowiedzi wyraźnie nakreślają sposób zarządzania firmą przez ostatnie kilkanaście lat i stanowią istotny punkt odniesienia dla Johna Ternusa, który przejmie ją w środku kolejnej transformacji technologicznej.

Czytaj też:

Zdjęcie główne: Kevin Dietsch/Getty Images

Malwina Kuśmierek

23.04.2026 20:36

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-04-23T20:23:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T19:57:03+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T19:39:15+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T19:20:33+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T19:11:09+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T18:56:10+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T18:50:47+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T18:18:10+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T17:59:39+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T17:25:34+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T16:47:23+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T16:14:26+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T15:46:36+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T15:00:40+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T14:49:36+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T13:50:16+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T13:23:02+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T12:46:43+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T12:40:51+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T12:01:35+02:00

OpenAI zezłomowane. Bogacze biją się o udziały rywala

23 kwietnia 2026, 11:33

Jak grzyby po deszczu OpenAI wyrastają kolejne problemy. Po bojkocie produktów OpenAI ze względu na powiązania z Pentagonem, dominacji Claude wśród deweloperów oprogramowania i rozczarowaniu jakim był Sora, OpenAI musi zmierzyć się z kolejnym brutalnym ciosem od rzeczywistości. Tym razem chodzi o coś znacznie trudniejszego do zignorowania niż wizerunek - wycenę rynkową.

Inwestorzy rzucili się na udziały w Anthropic

Na rynku wtórnym, czyli miejscu, gdzie inwestorzy handlują udziałami prywatnych firm między sobą (bez udziału samej spółki), Anthropic wyraźnie wyprzedza OpenAI. Z danych przytaczanych przez Business Insider wynika, że na platformach takich jak Forge Global wycena Anthropic sięga nawet 1 biliona dolarów. W tym samym czasie OpenAI jest tam wyceniane na około 880 miliardów dolarów, mimo że jeszcze niedawno jego oficjalna wycena z rundy finansowania wynosiła 852 miliardy dolarów - ponad dwukrotnie więcej niż ostatnia wycena Anthropic w tradycyjnym finansowaniu.

Rynek wtórny rządzi się jednak własnymi zasadami. Ponieważ ani Anthropic, ani OpenAI nie są spółkami giełdowymi, większość inwestorów nie może kupić ich akcji bezpośrednio. Zamiast tego nabywają udziały od obecnych lub byłych pracowników oraz wczesnych inwestorów. To ograniczona podaż, która przy dużym zainteresowaniu potrafi szybko windować ceny.

W przypadku Anthropic popyt przybrał wręcz gorączkową formę. Inwestorzy składają oferty opiewające na setki miliardów dolarów, często przebijając się nawzajem w krótkim czasie. Według relacji uczestników rynku, niektóre propozycje zakupu udziałów opiewały nawet na 1,15 biliona dolarów. Zdarzają się również nietypowe próby pozyskania akcji - od ofert przekazania nieruchomości po inne niestandardowe rozliczenia.

Za wzrostem zainteresowania stoi przede wszystkim szybkie tempo rozwoju firmy oraz rosnąca popularność jej narzędzi, w tym asystenta programistycznego Claude. To właśnie segment narzędzi dla deweloperów napędza obecnie dużą część narracji wokół generatywnej AI, co przekłada się na zainteresowanie inwestorów.

Jednocześnie dane z rynku wtórnego wskazują na wyraźne ochłodzenie nastrojów wobec OpenAI. Oferty zakupu udziałów pojawiają się rzadziej, a ceny często są niższe niż w ostatniej rundzie finansowania. W języku inwestorów oznacza to spadek popytu i słabszy sentyment - czyli ogólne nastawienie rynku do danej spółki.

Warto podkreślić, że wyceny na rynku wtórnym nie są oficjalnym odzwierciedleniem wartości firmy. Są raczej wynikiem negocjacji między prywatnymi stronami i mogą być silnie podatne na emocje inwestorów, takie jak FOMO (fear of missing out - obawa przed przegapieniem okazji). Mimo to stanowią ważny sygnał pokazujący, gdzie aktualnie kieruje się kapitał i uwaga rynku.

Obie firmy nie odniosły się do tych doniesień. Jednak różnica w wycenach - nawet jeśli dotyczy wyłącznie rynku wtórnego - wskazuje na zmianę dynamiki w wyścigu o dominację w sektorze AI.

Więcej na temat sztucznej inteligencji (AI):

Malwina Kuśmierek

23.04.2026 11:33

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-04-23T11:13:16+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T11:02:18+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T10:10:52+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T09:23:36+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T08:30:34+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T08:00:19+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:36:52+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:18:53+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T21:15:37+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T20:27:46+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T19:22:17+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T18:58:13+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T18:25:43+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T17:53:50+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T17:07:40+02:00

Musk przyznał, że władował w Tesle zbyt słabe komputery. "Groteska"

23 kwietnia 2026, 11:02

Jeżeli w ciągu kilku ostatnich lat kupiłeś Teslę zachęcony obietnicami o wyposażeniu w sprzęt niezbędny do w pełni autonomicznej jazdy, składam moje najszczersze kondolencje. Najbogatszy klaun świata właśnie ogłosił, że samochody Tesli wyprodukowane przed 2023 rokiem są zbyt stare by kiedykolwiek osiągnąć w pełni autonomiczną jazdę bez nadzoru kierowcy.

Elon Musk mówi wprost, że załadował do Tesli złom i nici z autonomicznej jazdy. No chyba, że...

Właśnie zakończyła się telekonferencja Tesli z akcjonariuszami koncernu, podczas której Elon Musk przyznał wprost, że tzw. Hardware 3, czyli komputer pokładowy samochodów Tesla - stosowany w autach do początku 2023 roku - nie posiada wystarczających możliwości obliczeniowych, by obsłużyć system Full Self-Driving w wersji bez nadzoru. Jak wyjaśnił, kluczowym ograniczeniem jest przepustowość pamięci, która w HW3 ma być aż ośmiokrotnie niższa niż w nowszym Hardware 4. To z kolei tworzy problem dla systemu sztucznej inteligencji sterującej autem.

Deklaracja Muska stoi w sprzeczności z wieloletnimi zapewnieniami Tesli, która sprzedawała swoje pojazdy jako "gotowe na autonomiczną jazdę". Przez lata firma przekonywała, że odpowiednie oprogramowanie zostanie dostarczone później, gdy tylko osiągnie wymagany poziom dojrzałości. Obietnica ta sprzedała miliony samochodów, często wraz z pakietem FSD kosztującym nawet 15 tys. dolarów. (ok. 54,48 tys. zł).

Nie oznacza to, że samochody idą na złom. Można je zmodernizować. W teorii.

Podczas tej samej telekonferencji Musk zapowiedział możliwość wymiany komputerów pokładowych oraz kamer, a także program preferencyjnej wymiany samochodów na nowsze modele wyposażone w Hardware 4.

Klientom, którzy nabyli pakiet FSD, proponujemy w zasadzie program wymiany - coś w rodzaju wymiany z rabatem - w przypadku samochodów wyposażonych w sprzęt AI4. Będziemy również oferować możliwość modernizacji samochodu polegającej na wymianie komputera.

Oczywiście realizacja takiego planu rodzi jednak poważne wyzwania logistyczne i finansowe. Dlatego Musk zapowiedział budowę "mikrofabryk" w dużych aglomeracjach, które miałyby zajmować się modernizacją starszych pojazdów na skalę masową. Według jego słów tradycyjne serwisy są zbyt wolne i niewydajne, by sprostać zadaniu obejmującemu setki tysięcy, a być może miliony aut.

Budowa mikrofabryk w ilości jakiej widzi ją Elon Musk nadszarpnie budżet Tesli, co jest problemem jeszcze większym niż logistyka. Przedstawiciele Tesli oświadczyli akcjonariuszom, że do końca roku nie wyjdzie na plus, ze względu na zwiększenie wydatków na branżę technologiczną. A bardziej bezpośrednio: Tesla wsadza niebotyczne sumy pieniędzy w AI bo robi to także konkurencja.

Cała zawierucha wokół systemu FSD to problem wykreowany przez samą Teslę, która już w 2016 roku ogłosiła, że wszystkie produkowane przez nią samochody wyposażone są w komputer ("Hardware") zdolny uruchomić oprogramowanie tegoż systemu. Sam system w pełni autonomicznej jazdy miał zostać pokazany pod koniec roku. A potem pod koniec kolejnego roku. I pod koniec kolejnego - powtórz jeszcze siedem razy, i masz rok 2026.

Tak jak w przypadku robota Optimus czy robotaxi Cybercab, nie nastawiałabym się że Elon dowiezie którąkolwiek ze swoich obietnic - czy to w kwestii wymiany komputerów, budowania minifabryk, czy dowiezienia FSD w deklarowanej formie.

Zdjęcie główne: Jonathan Weiss / Shutterstock

Malwina Kuśmierek

23.04.2026 11:02

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-04-23T10:10:52+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T09:23:36+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T08:30:34+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T08:00:19+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:36:52+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:18:53+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T21:15:37+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T20:27:46+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T19:22:17+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T18:58:13+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T18:25:43+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T17:53:50+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T17:07:40+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T16:55:55+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T16:22:27+02:00

Samsung chce tworzyć urządzenia, które "żyją". Koniec zimnej technologii

23 kwietnia 2026, 08:30

Samsung przez lata wypracował bardzo przewidywalny język projektowania urządzeń, co można oceniać zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Koreańczycy prawdopodobnie stoją po tej drugiej stronie barykady i są niezadowoleni z designerskiej stagnacji w ofercie elektroniki. Dlatego firma przygotowuje się do zmiany kierunku: od inżynierskiej perfekcji ku produktom, które mają wywoływać emocje i budować relację z użytkownikiem.

Projektanci Samsunga stawiają człowieka w centrum procesu twórczego

Nowe podejście nakreśla Mauro Porcini, włoski projektant i od 2025 roku dyrektor ds. projektowania w Samsungu, który miał okazję gościć w ostatnim odcinku podcastu Rapid Response. W ostatnich miesiącach Mauro Porcini intensywnie pracował nad redefinicją roli designu w koncernie. W jego ujęciu projektanci nie mają już jedynie "opakowywać" technologii, lecz pełnić rolę reprezentantów użytkownika wewnątrz firmy. - Musimy zadbać o to, aby projektanci byli głosem człowieczeństwa w formie - mówi Porcini.

Za tą deklaracją idzie konkretna struktura myślenia o produktach. Samsung wyróżnia cztery obszary, które mają kształtować przyszłe urządzenia. Pierwszy z nich, określany jako "żyć dłużej", dotyczy technologii wspierających zdrowie i bezpieczeństwo. Chodzi zarówno o urządzenia ubieralne monitorujące organizm, jak i rozwiązania chroniące dom czy bliskich.

Drugi filar, "żyć lepiej", koncentruje się na odzyskiwaniu czasu dzięki technologii. Porcini podkreśla, że ambicją Samsunga jest tworzenie systemów, które zdejmują z użytkownika część obowiązków. - Ten wymiar polega na wykorzystaniu robotów i sztucznej inteligencji do zwiększania produktywności, a najlepiej do wykonywania zadań za nas, żebyśmy mogli być wolni od technologii i robić to, co chcemy - tłumaczy.

Trzecia kategoria, "żyć głośno", dotyczy ekspresji i kreatywności. Samsung chce projektować urządzenia, które pomagają użytkownikom tworzyć, komunikować się i budować własną tożsamość - od treści w mediach społecznościowych po rozwijanie własnych projektów biznesowych.

Najbardziej futurystyczny wydaje się czwarty obszar - "żyć dalej". Firma zakłada, że technologia będzie służyć nie tylko dokumentowaniu życia, ale także jego cyfrowemu przedłużaniu. "Już dziś zapisujemy tysiące zdjęć i filmów naszych bliskich. Dzięki AI możemy pójść dalej i budować cyfrowe odpowiedniki ludzi" - mówi Porcini. W jego wizji użytkownik mógłby w przyszłości "zapytać" cyfrową wersję bliskiej osoby o radę lub wsparcie.

Nowa strategia Samsunga nie jest jedynie kosmetyczną zmianą języka komunikacji. Porcini wprowadził do Samsunga nową filozofię projektową, zgodnie z którą "forma ma podążać za funkcją". Oznacza to odejście od sztywnego minimalizmu i uniformizacji produktów na rzecz rozwiązań, które są sensowne i dopasowane do różnorodnych potrzeb użytkowników.

Dużą część rozmowy poświęcono także AI, która według projektanta ma być jedynie narzędziem służącym człowiekowi i według niego "projektanci muszą dbać o to, by technologia była na usługach ludzi, a nie odwrotnie". Porcini wyraził także obawę, że jeśli firmy pozwolą AI robić wszystko, ich produkty staną się do siebie uderzająco podobne, ponieważ AI stanie się produktem masowym i tylko "interakcja między ludzką perspektywą a AI pozwala generować oryginalne rozwiązania". Jednocześnie rozmowa nie była ciągiem czarnowidztwa. Dyrektor ds. projektowania w Samsungu zauważył, że AI "uwolni" interfejsy, a to poprzez umożliwienie tworzenia unikalnych i estetycznych interfejsów skrojonych na potrzeby użytkownika - w przeciwieństwie do obecnej rzeczywistości, w której interfejs jest sztywnym schematem narzuconym przez projektantów.

Skoncentrowanie na człowieku zamiast na rywalu

W dyskusji nie zabrakło także wspomnienia o Apple'u. Mauro Porcini określił Samsunga wprost jako "markę walczącą z Apple", lecz mimo to jego zespół powinien "zapomnieć o innych graczach".

"Mówię moim zespołom: zapomnijcie o innych, nie możemy projektować z myślą o konkurencji - to naprawdę złe podejście. Musimy naprawdę skupić się na ludziach i naprawdę zrozumieć, jak możemy stworzyć dla nich najbardziej niezwykłe rozwiązanie. A kiedy mówię "rozwiązanie", mam na myśli najlepszy produkt, najlepszą obsługę, najlepsze doświadczenie, najlepszą komunikację i opowiadanie historii. Jeśli pracujesz w trybie konfrontacji z konkurencją, możesz w końcu nie dostrzec szeregu możliwości, które są nowe dla branży lub inne niż dotychczasowe" - wyjaśnił Porcini

Tak więc zamiast analizować ruchy Apple, nowa strategia Samsunga zakłada budowanie kultury skoncentrowanej wyłącznie na potrzebach ludzi. Włoski projektant wierzy, że tylko w ten sposób można stworzyć prawdziwie oryginalne produkty i długoterminową wartość, zamiast jedynie kopiować lub ulepszać rozwiązania konkurencji

Porcini zauważył także, że przez ostatnie 15 lat cała branża technologiczna - w której Apple wyznaczało standardy - dążyła do bardzo jednolitego, minimalistycznego języka projektowania. Samsung chce się od tego odciąć, wprowadzając większą różnorodność form i kolorów, podobną do tej, którą widzimy w świecie mody czy architektury.

Włoch przyznał wprost, że zadanie przebudowania języka projektowania Samsunga nie jest proste i wymaga zmiany kultury organizacyjnej. W jego ocenie branża projektowa zbyt długo skupiała się na narzędziach i procesach, zapominając o intuicji i empatii. - Narzędzia są ważne, ale ostatecznie liczy się sposób myślenia projektanta - jego zdolność do odczytywania sygnałów i rozumienia ludzi - podkreśla.

Deklaracje Porciniego są obiecujące i sprawiają wrażenie manifestu, ale to ile z tych obietnic zostanie spełnionych przyjdzie nam zobaczyć dopiero wraz z produktami filozofii projektowej Porciniego. Samsung już nieraz zapowiadał zwroty w podejściu do designu, które kończyły się jedynie subtelnymi korektami zamiast faktycznej zmiany języka projektowego. Tym razem stawka wydaje się jednak wyższa, bo firma próbuje przejść z pozycji producenta "dobrych urządzeń" i oswobodzić się z okowów "największego konkurenta Apple'a", do roli marki, która rozumie użytkownika. A taką ambicję trudno zrealizować bez nowych produktów, które zrodziły się z podjęcia ryzyka.

Czytaj też:

Zdjęcie główne: Framesira / Shutterstock

Malwina Kuśmierek

23.04.2026 08:30

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-04-23T08:00:19+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:36:52+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:18:53+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:05:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-23T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T21:15:37+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T20:27:46+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T19:22:17+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T18:58:13+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T18:25:43+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T17:53:50+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T17:07:40+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T16:55:55+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T16:22:27+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T16:11:16+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T15:49:21+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T15:30:45+02:00

Cook odchodzi tylko na papierze? Apple wchodzi w niejasny układ władzy

22 kwietnia 2026, 18:25

Wczorajsza informacja o planowanym ustąpieniu Tima Cooka ze stanowiska dyrektora generalnego Apple'a - choć spodziewana - wywołała falę emocji i reakcji ze strony świata technologii. 65-letni Tim Cook związany jest z Applem blisko 30 lat, z czego 15 na stanowisku dyrektora generalnego i wydawać by się mogło, że to odpowiedni czas by złożyć rezygnację z pracy w Apple'u jako takiej. No właśnie, wydawać.

Kontrolowane przekazanie władzy. Cook zostaje blisko centrum decyzyjnego

Jak informuje Mark Gurman z Bloomberga, Cook podczas spotkania z pracownikami jasno podkreślił, że jego decyzja o oddaniu stanowiska CEO nie wynika z problemów zdrowotnych ani planów wycofania się z życia zawodowego. - Jestem zdrowy. Mam dużo energii i zamierzam pełnić nową rolę przez długi czas - przekazał pracownikom.

Zmiana na stanowisku dyrektora generalnego nastąpi 1 września, kiedy obowiązki przejmie John Ternus, dotychczasowy szef działu hardware. Cook nie znika jednak z firmy. Obejmie nowo utworzoną funkcję "prezesa wykonawczego", która ma pozwolić mu skupić się na relacjach Apple'a z partnerami i rządami na całym świecie. W jego wypowiedziach wyraźnie wybrzmiewa zamiar pozostania aktywnym uczestnikiem strategii firmy, choć już nie na najważniejszym stanowisku w firmie.

Czytaj też: Tim Cook rezygnuje. Sprawdzamy, jakiego Apple'a zostawia następcy i światu

Podczas spotkania Cook zapowiedział, że będzie wspierał Ternusa jako doradca i punkt odniesienia, ale jednocześnie zaznaczył konieczność jednoznacznego przywództwa. "Może być tylko jeden dyrektor geenralny" - stwierdził, sygnalizując wyraźne rozdzielenie kompetencji.

Tim Cook wykorzystał okazję także do wyjaśnienia dlaczego zdecydował się na ustąpienie ze stanowiska akurat teraz. Wskazał on na trzy kluczowe czynniki: bardzo dobrą kondycję biznesową firmy, mocną serię produktów będących na różnych etapach ich cyklu życia (tj. w fazie rozwoju, produkcji i sprzedaży) oraz gotowość Ternusa do przejęcia pałeczki.

Obecny na spotkaniu CEO-elekt opisał swoją wizję najbliższych lat Apple'a, której centrum będzie rozwój sztucznej inteligencji i wzmacnianie fundamentów firmy: designu, prywatności i bezpieczeństwa. Nowy szef firmy podkreślił, że nadchodzący etap może być najbardziej ekscytującym okresem w historii tworzenia produktów Apple’a.

Cook właściwie nie powiedział niczego, co nie byłoby już wiadome

Tim Cook od wielu lat uchodził za człowieka oddanego Apple'owi - o ile nie po prostu pracocholika. Cook jest bezgranicznie oddany pracy w koncernie i zdecydowanie trudno byłoby mi uwierzyć, że tak po prostu mógłby odejść z Apple'a ledwie osiągając wiek emerytalny. Oczywiście są jeszcze kwestie kondycji zdrowotnej, jednak w ciągu ostatnich lat do mediów nie przedostała się żadna informacja, która mogłaby zasugerować, że coś jest nie tak. Właściwie to było wręcz na odwrót - w biografii Steve'a Jobsa i własnej, spisanej przez Leandera Kahneya, jawił się jako dbający o zdrowie i nigdy nie narzekał na swoją kondycję.

Samo utworzenie roli "prezesa wykonawczego", choć może brzmieć jak bałamucenie na najwyższych szczeblach firmy, idzie w parze z ubiegłorocznymi zapowiedziami, że Tim Cook odda stanowisko CEO "na swoich warunkach". Cieszący się zaufaniem tak zarządu, jak i menedżerów, kierowników oraz akcjonariuszy, ustępujący dyrektor generalny miał szerokie pole do manewru swoim odejściem, dlatego bardziej się dziwię że Tim Cook zdecydował się tylko na utworzenie dodatkowego stanowiska i roczne przygotowanie Ternusa - bo mógł zrobić i poprosić o zdecydowanie więcej.

Choć nie mam pewności co do efektywności Ternusa na nowym stanowisku, to mam wrażenie że pod czujnym okiem Cooka Apple zdecydowanie nie ma się czego bać. Ale czy może dalej ciągnąć finansowy sukces wypracowany przez Cooka? To zobaczymy dopiero za najbliższe kilka lat.

Malwina Kuśmierek

22.04.2026 18:25

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-04-22T17:53:50+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T17:07:40+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T16:55:55+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T16:22:27+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T16:11:16+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T15:49:21+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T15:30:45+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T14:34:43+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T14:23:41+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T13:51:34+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T13:11:40+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T12:29:58+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T12:06:16+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T11:33:51+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T11:31:28+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T10:57:01+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T10:45:13+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T10:18:34+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T09:33:56+02:00

Aktualizacja:

2026-04-22T09:06:45+02:00

Operator pokazał, jak opustoszały polskie miasta w święta. Potężna skala

10 kwietnia 2026, 11:15

W okresie świąt Wielkanocnych wyjeżdżamy - to fakt. Ale skąd i dokąd? O taką analizę pokusił się pomarańczowy operator, który sprawdził, jak zmienia się rozmieszczenie mieszkańców Polski na podstawie danych z logowań telefonów komórkowych do sieci.

Największy tymczasowy spadek ludności notuje stolica

Z danych Orange Polska wynika, że w Niedzielę Wielkanocną stolica traci ponad 30 proc. mieszkańców względem typowego dnia. Około godziny 15:00 w Warszawie przebywało ok. 1,37 mln osób, podczas gdy w okresie referencyjnym było to niemal 2 mln. To największy spadek spośród analizowanych dużych miast. Na drugim i trzecim podium Wielkanocnego exodusu znalazły się Poznań (-29,3 proc.) i Kraków (-28 proc.).

Zmiana w ruchu sieciowym w okresie Wielkanocnym w największych miastach Polski. Źródło: Orange Polska

Analiza opiera się na wskaźniku gęstości zaludnienia, czyli średniej liczbie osób przebywających na danym obszarze w określonym czasie. Orange wykorzystał dane z ruchu w sieci, które następnie przypisano do powiatów i przeliczono na populację całego kraju przy użyciu modeli statystycznych.

Wyjazdy rozpoczynają się już w czwartek poprzedzający święta i rozkładają się na kolejne dni. Powroty koncentrują się w lany poniedziałek, ale pełna normalizacja ruchu następuje dopiero we wtorek wieczorem. To schemat zbliżony do obserwowanego wcześniej w okresie świąt Bożego Narodzenia.

Nie wszystkie miasta tracą jednak mieszkańców w takim samym stopniu. Trójmiasto wyróżnia się relatywnie niewielkimi spadkami - Gdańsk odnotował około -17 proc., a Sopot i Gdynia około -10 proc. Powód jest prosty: region przyciąga turystów, co częściowo kompensuje odpływ mieszkańców

Dobra, ale gdzie oni wszyscy się rozjeżdżają?

W pierwszej kolejności do najbliższych powiatów. To efekt migracji do metropolii na co dzień - w święta część osób wraca do rodzinnych miejscowości. Mapy przedstawione w analizie pokazują wyraźne Wielkanocne zagęszczenie populacji w powiatach sąsiadujących z największymi miastami Polski.

Gdzie przebywali mieszkańcy wybranych miast w Wielkanoc? Źródło: Orange Polska

Drugim kierunkiem są regiony turystyczne. Największe wzrosty liczby ludności odnotowano we wschodniej Polsce, na Mazurach, w górach oraz nad morzem. W powiecie karkonoskim liczba przebywających osób wzrosła o ponad 40 proc., a w kilku innych regionach przekroczyła 30 proc. Widać też wyraźne preferencje: mieszkańcy Wrocławia wybierają Karkonosze, Poznania zachodnie wybrzeże, a Krakowa Tatry.

Zmiana w ruchu sieciowym w okresie Wielkanocnym w powiatach znanych z turystyki. Źródło: Orange Polska

Zmiana lokalizacji użytkowników odbija się na ruchu w sieci. W aglomeracjach wolumen danych spada o kilkanaście procent, natomiast w regionach turystycznych rośnie. Największy przyrost - sięgający około 50 proc. - odnotowano w powiecie nowodworskim nad morzem. Wysokie wzrosty pojawiły się również w województwie zachodniopomorskim oraz w Bieszczadach

Sam przebieg świąt widać także w sposobie korzystania z sieci. W Niedzielę Wielkanocną rano i w południe ruch jest niższy niż zwykle, co odpowiada godzinom świątecznych spotkań. Z kolei w lany poniedziałek aktywność rośnie i jest o około 10 proc. wyższa niż w standardowy dzień roboczy

Z danych operatora wynika również, że Wielkanoc sprzyja raczej powrotom do kraju niż wyjazdom zagranicznym. W analizowanym okresie odnotowano napływ użytkowników do Polski, co wskazuje na liczne powroty Polaków na święta.

Czytaj też:

Zdjęcie główne: Anton Kustsinski / Shutterstock

Malwina Kuśmierek

10.04.2026 11:15

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-04-10T10:45:51+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T09:45:32+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T09:10:03+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T08:45:08+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T08:13:15+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T07:24:28+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T06:44:27+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T06:41:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T06:31:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T06:21:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T06:11:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T21:48:27+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T21:22:06+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T20:23:56+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T19:31:36+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T19:07:30+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T18:35:09+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T18:13:19+02:00

Rząd szykuje własny komunikator. WhatsApp i Messenger wylatują

10 kwietnia 2026, 09:45
Ministerstwo Cyfryzacji testuje własny szyfrowany komunikator

Rząd pracuje nad własnym, szyfrowanym komunikatorem, który ma docelowo zastąpić komercyjne aplikacje pokroju WhatsAppa w codziennej pracy administracji publicznej. Projekt jest już na etapie testów, a jego twórcy podkreślają jedno: pełna kontrola nad infrastrukturą i danymi ma być kluczową przewagą nowego rozwiązania.

Ministerstwo Cyfryzacji testuje własny szyfrowany komunikator

O pracach nad komunikatorem oficjalnie wypowieddział się wiceminister cyfryzacji Paweł Olszewski podczas konferencji Resilience_Tech 2026 w Bydgoszczy. Jak zaznaczył, aplikacja została opracowana jako "w pełni szyfrowane rozwiązanie działające na polskich zasobach i niedostępne z zewnątrz". To oznacza, że zarówno infrastruktura, jak i przetwarzanie danych mają pozostawać na terenie Polski. Za projekt odpowiadają wspólnie Ministerstwo Cyfryzacji, NASK oraz Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Nowy komunikator ma być przeznaczony przede wszystkim dla administracji rządowej, samorządów oraz podmiotów o znaczeniu strategicznym. Zgodnie ze słowami wiceszefa MC, to w tych obszarach pojawia się największa potrzeba bezpiecznej, kontrolowanej komunikacji, szczególnie w dobie rosnących zagrożeń cybernetycznych i napięć geopolitycznych.

Na razie aplikacja jest testowana w ograniczonej, choć licznej grupie użytkowników. Resort zapowiada, że szczegóły funkcji i opcji zostaną ujawnione dopiero po zakończeniu tego etapu. Nie wiadomo więc jeszcze, czy komunikator będzie oferował funkcje znane z popularnych aplikacji - jak rozmowy głosowe, wideopołączenia czy integracje z różnymi systemami operacyjnymi.

Ciekawym wątkiem jest potencjalne udostępnienie aplikacji obywatelom. Wiceminister nie wykluczył takiego scenariusza, choć jasno zaznaczył, że priorytetem pozostaje zapewnienie bezpiecznej komunikacji w obrębie państwa. Dopiero po osiągnięciu tego celu możliwe będzie myślenie o szerszym wdrożeniu.

Więcej newsów prosto z Polski:

Zdjęcie główne: Tatiana Diuvbanova / Shutterstock

Malwina Kuśmierek

10.04.2026 09:45

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-04-10T09:10:03+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T08:45:08+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T08:13:15+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T07:24:28+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T06:44:27+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T06:41:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T06:31:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T06:21:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T06:11:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T21:48:27+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T21:22:06+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T20:23:56+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T19:31:36+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T19:07:30+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T18:35:09+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T18:13:19+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T18:07:28+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T17:18:44+02:00

Apple musi dowieść, że przesiadka na Androida jest łatwa. Pomóc ma śmiertelny wróg

10 kwietnia 2026, 08:45
Apple prosi Samsunga o dane niezbędne w postępowaniu antymonopolowym

W marcu 2024 roku amerykański rząd pozwał Apple'a, stwierdzając że koncern jest monopolistą i stosuje nieczyste praktyki wobec konkurencji i konsumentów. Departament Sprawiedliwości zarzucił producentowi iPhone’ów ograniczanie konkurencji poprzez zasady App Store i kontrolę nad kluczowymi funkcjami urządzeń. Ostatnie dwa lata prawnicy Apple'a próbowali oddalić pozew, ale gdy to nie przyniosło efektu, sprawa weszła w fazę gromadzenia dowodów świadczących o zdrowej konkurencji pomiędzy Apple'em a pozostałymi udziałowcami rynku elektroniki.

Apple mówi: to nie monopol. Samsung ma dostarczyć dowody

Dlatego prawnicy koncernu właśnie wystąpili do sądu z wnioskiem o wydanie formalnego pisma w ramach Konwencji haskiej o dowodach, które umożliwiłoby pozyskanie dokumentów od Samsung Electronics w Korei Południowej. Chodzi o dane, których nie udostępniła amerykańska spółka zależna Samsunga, twierdząc, że znajdują się wyłącznie w posiadaniu centrali w Seulu.

Apple domaga się wglądu do m.in. wewnętrznych analiz rynkowych, raportów biznesowych oraz danych dotyczących smartfonów, smartwatchy i sklepu Galaxy Store. Kluczowe znaczenie mają jednak informacje o zachowaniach użytkowników - w szczególności o tym, jak często konsumenci przesiadają się z iPhone'ów na urządzenia z Androidem i odwrotnie. Firma z Cupertino we wniosku wskazuje, że narzędzie Smart Switch, wykorzystywane do migracji danych między platformami, może dostarczyć szczególnie istotnych informacji o skali takich zmian.

Te dane miałyby podważyć główny motyw pozwu: założenie, że Apple utrudnia odejście z iOS i ogranicza działania konkurencji na tym polu. Koncern z Cupertino próbuje podważyć tę narrację, argumentując, że rynek jest bardziej dynamiczny niż widzi to departament sprawiedliwości, a użytkownicy regularnie przesiadają się pomiędzy Androidem a iOS-em. A jeżeli przesiadają się regularnie, to trudno mówić o monopolu i nieczystych praktykach wobec konkurencji i konsumentów - przynajmniej tak wynika z uzasadnienia prawników Apple'a.

Szalenie ironicznym jest to, że Apple, który od lat buduje narrację o silnej konkurencji na rynku, musi sięgać po dane swojego największego rywala, by tę tezę udowodnić. Gdyby przesiadka pomiędzy iOS a Androidem była rzeczywiście bezproblemowa i powszechna, prawnicy byliby w stanie wybronić Apple'a bez potrzeby sięgania po dane z drugiego końca świata.

Sam fakt, że Apple tak mocno zabiega o te informacje, sugeruje, że kwestia "zamknięcia" użytkowników w ekosystemie jest dla niego problemem w tej sprawie. Owszem, bariery między platformami są dziś niższe niż kilka lat temu, ale nadal istnieją i w wpływają na decyzje milionów użytkowników rozważających zmianę smartfona.

Więcej na temat iPhone'a:

Zdjęcie główne: tinhkhuong / Shutterstock

Malwina Kuśmierek

10.04.2026 08:45

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-04-10T08:13:15+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T07:24:28+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T06:44:27+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T06:41:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T06:31:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T06:21:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-10T06:11:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T21:48:27+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T21:22:06+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T20:23:56+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T19:31:36+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T19:07:30+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T18:35:09+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T18:13:19+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T18:07:28+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T17:18:44+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T16:48:12+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T16:07:01+02:00

Klikasz i pomagasz. Nowa funkcja na Allegro

9 kwietnia 2026, 11:42
Allegro Puszka Dobra

Allegro uruchamia nową funkcję charytatywną o nazwie Puszka Dobra. To rozwiązanie rozwija ekosystem Allegro Charytatywni i upraszcza sposób przekazywania darowizn - od dzisiaj by podzielić się dobrem nie trzeba angażować się w proces sprzedaży lub zakupu. Wystarczy przekazać pieniądze przez Puszkę Dobra.

Puszka Dobra na Allegro umożliwia szybkie przekazywanie darowizn

Dotychczas użytkownicy mogli wspierać cele społeczne poprzez licytacje charytatywne lub tzw. cegiełki dodawane do zakupów. Puszka Dobra rozszerza ten model o najprostszy możliwy scenariusz: bezpośrednią wpłatę na wybrany cel.

Mechanizm wrzucania do wirtualnej Puszki Dobra nie różni się zbytnio od zakupów na Allegro: użytkownik wybiera zbiórkę na Allegro Charytatywni, klika "Wpłać do Puszki Dobra", wskazuje kwotę i metodę płatności. Allegro deklaruje, że 100 proc. wartości wpłaty trafia do organizacji, bez pobierania prowizji.

Puszka Dobra jest prosta w obsłudze także w drugą stronę - Puszka Dobra działa automatycznie przy każdej zbiórce dostępnej na Allegro Charytatywni. Organizacje nie muszą podejmować dodatkowych działań, aby uruchomić nowy kanał wsparcia.

Polacy lubią pomagać, po prostu brakuje im do tego narzędzi

Wprowadzenie Puszki Dobra jest odpowiedzią na zmieniające się nawyki użytkowników. Z danych Allegro wynika, że 58 proc. badanych uważa internet za ułatwienie w angażowaniu się w działania charytatywne. Kluczowe dla wspierających zbiórki są wygoda (54 proc.) i szybkość przekazywania wsparcia (50 proc.).

Motywacje darczyńców pozostają niezmienne - dominują satysfakcja z pomagania (58 proc.) i współczucie (56 proc.). Najczęściej wybierane kierunki wsparcia to pomoc humanitarna związana z klęskami żywiołowymi (56 proc.), wsparcie osób chorych (48 proc.), dzieci (43 proc.) oraz zwierząt (34 proc.).

Jak podkreśla Marta Byra, ekspertka CSR w Allegro, rozwój narzędzi takich jak Puszka Dobra wynika z potrzeby skracania dystansu między impulsem a działaniem. Użytkownicy coraz częściej reagują na bieżące wydarzenia i oczekują, że przekazanie wsparcia będzie możliwe natychmiast, bez podejmowania zbędnych kroków wydłużających cały proces.

– Dlatego stworzyliśmy rozwiązanie, które pozwala przekazać wsparcie szybko, intuicyjnie i w kilku kliknięciach. Puszka Dobra to kolejny krok w kierunku pomagania, które jest dostępne dokładnie wtedy, gdy pojawia się chęć niesienia pomocy.

Więcej na temat Allegro:

Malwina Kuśmierek

09.04.2026 11:42

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-04-09T10:36:47+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T09:57:04+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T09:28:20+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T09:03:14+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T08:06:25+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T06:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T06:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T06:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T06:06:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-09T06:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T21:26:10+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T20:09:13+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T19:11:23+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T18:50:09+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T18:22:27+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T17:52:33+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T16:53:39+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T16:44:44+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T16:04:22+02:00

❌