Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 13 czerwca 2026 Spider's Web

12 czerwca 2026 r. Dzień, w którym wybuchła pierwsza technologiczna wojna światowa

13 czerwca 2026, 14:36

To, co się stało, brzmi jak science fiction

Przez dekady czytaliśmy książki i oglądaliśmy filmy o świecie, w którym jedna potęga kontroluje dostęp do technologii decydującej o przyszłości cywilizacji i może ją wyłączyć dowolnej grupie ludzi, dowolnemu krajowi, w dowolnym momencie. Traktowaliśmy to jako metaforę, swoiste ostrzeżenie. Jako coś co "może się zdarzyć za 50 lat, jeśli nie będziemy uważać".

To się stało w piątek wieczorem. Bez żadnej debaty publicznej, bez głosowania w ONZ, bez konferencji prasowej z udziałem światowych liderów. Jeden list od jednego urzędnika do jednej firmy i najbardziej zaawansowane modele AI na świecie przestały istnieć dla każdego, kto nie jest obywatelem USA.

Czytaj także:

Nie dla wrogów Ameryki. Dla wszystkich - dla Wielkiej Brytanii, najbliższego sojusznika USA od stuleci, dla Niemiec, Japonii, Polski i całej Unii Europejskiej. Dla każdego naukowca, programisty, przedsiębiorcy na planecie, który nie ma amerykańskiego paszportu.

To jest właśnie najbardziej szokujące w tej decyzji. Chiny i tak nie miały dostępu do tych modeli - obowiązują je wcześniejsze kontrole eksportowe, to nie jest dla nich żadna nowość. Ale teraz w tym samym koszyku, z tym samym statusem, znalazła się Wielka Brytania. Sojusznik z NATO. Kraj, z którym USA dzielą wywiad na poziomie niedostępnym dla żadnego innego państwa na świecie.

Przez całą historię ludzkości wojny prowadzono o terytorium, surowce, ideologię. Granice przesuwano armiami. Blokady nakładano na porty i szlaki handlowe. Tym razem granica nie przebiega przez terytorium. Przebiega przez dostęp do inteligencji. Pierwsza wojna technologiczna właśnie się zaczęła. I nikt nie wystrzelił ani jednej kuli.

Chodzi o AI, sztuczną inteligencję - nie kolejną aplikację, nie kolejny gadżet. To skoncentrowana zdolność do myślenia, analizowania, projektowania, odkrywania na poziomie, który jeszcze rok temu wydawał się nieosiągalny. Kraj, firma, naukowiec z dostępem do najlepszych modeli AI ma przewagę, którą trudno przecenić - w nauce, w biznesie, w obronności, no we wszystkim w zasadzie.

I właśnie tę przewagę Stany Zjednoczone w piątek zarezerwowały wyłącznie dla siebie

To nie jest sankcja gospodarcza w tradycyjnym sensie. To coś nowego - wykluczenie technologiczne na poziomie globalnym, oddzielające ludzkość na tych, którzy mają dostęp do najbardziej zaawansowanej inteligencji jaką stworzono i tych, którzy go nie mają. Linia podziału nie przebiega według ideologii, czy bogactwa. Przebiega według jednego kryterium - czy masz amerykański paszport.

Dlaczego to ma znaczenie dla Polski i dlaczego powinno cię to przerażać bardziej niż jakakolwiek wiadomość z ostatnich miesięcy

Przez ostatnie lata budowaliśmy w Polsce wszystko na założeniu, że dostęp do najlepszej technologii świata jest czymś trwałym, czymś co po prostu jest - tak jak dostęp do internetu albo elektryczności. Firmy budowały produkty na amerykańskich modelach AI. Naukowcy prowadzili badania korzystając z najnowocześniejszych narzędzi. Nasze startupy konkurowały na globalnym rynku mając dostęp do tych samych zasobów, co konkurenci z Doliny Krzemowej.

W piątek wieczorem to założenie się rozpadło.

Nie dlatego, że Polska zrobiła coś źle. Nie dlatego, że zerwaliśmy jakąś umowę. Po prostu jeden kraj zdecydował, że odtąd najlepsza technologia na świecie będzie dostępna tylko dla jego obywateli, a reszta planety będzie musiała sobie radzić z tym, co zostanie.

Czytaj także:

To dokładnie to, czego ostrzegaliśmy się bojąc się Chin. Przedstawialiśmy to jako dystopię, gdyby władzę nad globalną technologią przejęła jakaś autorytarna potęga. Okazało się, że nie potrzeba do tego żadnej nowej potęgi. Wystarczy jeden podpis - nomen omen - sojusznika, którego mieliśmy za gwaranta wolnego świata.

Co jeśli to się powtórzy? Bo nic nie wskazuje, że się nie powtórzy

Najbardziej niepokojące w tym wszystkim nie jest to, co się stało w piątek lecz to, co to oznacza dla przyszłości. Jeśli można zablokować dostęp do jednego modelu AI jednym podpisem - można zablokować dostęp do każdego innego. Jeśli można to zrobić wobec jednej firmy - można to zrobić wobec każdej innej amerykańskiej firmy technologicznej. Cała infrastruktura cyfrowa, na której funkcjonuje świat - chmura, oprogramowanie, modele AI, nawet systemy operacyjne - jest dziś w rękach kraju, który właśnie udowodnił, że jest gotów użyć tej władzy jednostronnie, bez ostrzeżenia, wobec własnych sojuszników.

To nie jest już abstrakcyjne ryzyko opisywane w raportach think-tanków. To precedens - coś co się wydarzyło, zadziałało bezproblemowo technicznie i może się powtórzyć w każdej chwili wobec dowolnej technologii.

I jest jeszcze druga strona tego precedensu. Jeśli USA mogą zamknąć dostęp do swojej technologii kiedy uznają to za stosowne - to inne potęgi, budujące własne przełomowe technologie, będą się czuły w pełni uprawnione do tego samego. Świat, w którym dostęp do najważniejszych technologii zależy od paszportu i politycznej łaski, nie jest już teoretycznym scenariuszem z think-tanku. Od piątku jest faktem geopolitycznym.

Wyobraź sobie świat, w którym Europa - łącznie z Polską - traci dostęp nie tylko do najlepszych modeli AI, ale do aktualizacji systemów operacyjnych, do chmury przechowującej dane firm i instytucji publicznych, do infrastruktury na której działa cała gospodarka cyfrowa. Nie w wyniku wojny, lecz wyniku jednego listu.

Czytaj także:

Piątek 12 czerwca 2026 r. jest piekielnie smutnym i groźnym momentem dla globalnej technologii. Niezależnie od tego, czy ten konkretny zakaz zostanie cofnięty za tydzień (jak to w stylu Trumpa), miesiąc czy nigdy - świat już wie, że taki mechanizm istnieje, działa i może być użyty.

Każdy kraj, każda firma, każdy rząd na świecie - łącznie z Polską - musi dziś zadać sobie pytanie, które jeszcze tydzień temu wydawało się abstrakcyjne: co się stanie z naszą gospodarką, obronnością, nauką, jeśli dostęp do kluczowej technologii zostanie nam jednego dnia odebrany? To pytanie nie jest już teoretyczne. Dostaliśmy na nie odpowiedź w piątek wieczorem.

Tylko jeszcze nie wiemy, czy będziemy mieli czas na przygotowanie się na to, co to oznacza.

Ojciec założyciel i rednacz Spider's Web w jednym. Słynie z bufonowatych tyrad, w których ogłasza prawdę objawioną i jedyną. W Sieci zaczynał pisać, gdy większość Czytelników Spider's Web chodziła jeszcze w pampersach. Wymądrza się głównie na temat biznesu technologicznego, ale tak naprawdę ma wiele do powiedzenia na tematy wszelakie.

Otrzymane przedwczoraj Spider's Web

Apple klęka przed Trumpem i całuje go w pierścień. Co za smutna porażka

10 maja 2026, 09:48

Po tym jak 6 lat temu Apple spektakularnie porzucił Intela na rzecz własnych chipów ARM, po tym jak Tim Cook stał na scenie i pokazywał jak M1 miażdży wszystko co Intel miał do zaoferowania - te amerykańskie firmy wracają do siebie. I wcale nie dlatego, że to wolny wybór obu firm, tylko dlatego, że główny udziałowiec Intela - państwo USA - tego zażądało.

Czytaj także:

Jest to przedstawiane jako biznesowy sukces. Dywersyfikacja łańcucha dostaw. Powrót Intela do gry. Geopolityczne zabezpieczenie Apple'a przed ryzykiem tajwańskim. Wszystko to pewnie po części prawda. I wszystko to jest drugorzędne wobec jednego zdania z tego samego raportu WSJ, które przeszło niemal bez komentarza.

Zdanie, które zmienia wszystko

President Trump personally advocated for Intel to Cook in a meeting at the White House.

Trump osobiście lobbował u Cooka za Intelem. W Białym Domu. Twarzą w twarz. I Cook powiedział tak.

Zatrzymajmy się tutaj na chwilę, bo to jest wręcz niewiarygodne. Pamiętacie, że rząd USA stał się mniejszościowym akcjonariuszem Intela w ramach ubiegłorocznej umowy z CEO Lip-Bu Tanem, prawda? Teraz ten sam rząd naciska Apple żeby podpisał kontrakt z Intelem. Szokujące.

Czytaj także:

To modelowy przykład tego, jak działa przemysłowa polityka gospodarcza w stylu Trumpa: państwo wchodzi jako udziałowiec do strategicznej firmy, a potem używa swojej pozycji regulatora i partnera handlowego, żeby tej firmie zapewnić kontrakty. Intel dostaje z powrotem Apple'a nie dlatego, że jest najlepszy technologicznie, bo już dawno nie jest. Dostaje Apple'a, bo Waszyngton tak chce.

To także modelowy przykład tego, co w europejskich systemach prawnych jest wręcz niedozwolone i za co Unia Europejska nakłada wielomiliardowe kary.

Apple to firma, która przez dekady z dumą komunikowała swoją niezależność. Firma, która projektuje własne chipy właśnie po to, żeby nie być zależną od nikogo - ani od Intela, ani od Qualcomma, ani od żadnego innego dostawcy. Firma, której DNA to kontrola nad całym stosem technologicznym.

I oto prezes tej firmy siedzi w Białym Domu i słucha, jak prezydent Stanów Zjednoczonych mówi mu, z kim ma robić interesy.

Technologia kontra polityka: kto wygra?

Przez 6 lat Apple budował przewagę technologiczną właśnie dlatego, że miał dostęp do najlepszego na świecie procesu produkcyjnego w tajwańskim TSMC. Chipy z serii M, A Pro - to są produkty możliwe do produkcji tylko w TSMC w węźle 3nm.

Jeśli Apple przeniesie część produkcji do Intela - nawet tylko mniej krytyczne chipy, nie flagowe procesory - to akceptuje gorszy i zapewne droższy produkt w zamian za polityczny spokój. To jest transakcja - wydajność w zamian za łaski Waszyngtonu.

Dla konsumenta oznacza to jedno - płacisz premium za produkt Apple'a, którego część jest produkowana nie przez najlepszego dostępnego producenta, ale przez tego, którego wybrał Trump.

Co to mówi o Termusie i jego Apple

Jest jeszcze jeden wymiar tej historii, który warto podnieść - szczególnie w kontekście zmiany u steru Apple.

John Ternus, który 1 września przejmuje Apple od Tima Cooka, jest inżynierem. Człowiekiem produktu. Kimś, kto przez 25 lat w Apple był przekonany, że najlepszy produkt wygrywa. MacBook Neo - jego debiutancki strzał jako nieformalnego lidera Apple - był dowodem na to, że rozumie co robi.

Czytaj także:

A teraz dziedziczy Apple, który właśnie zgodził się na polityczny kontrakt z firmą, której technologia jest gorsza od konkurencji. Ternus będzie musiał zarządzać napięciem między tym, co jest inżynieryjnie optymalne, a tym, czego oczekuje od Apple administracja Trumpa.

Czy to w ogóle ma sens dla Apple?

Uczciwie stawiając sprawę - pewnie częściowo tak. Uzależnienie od TSMC jest realnym ryzykiem geopolitycznym: Tajwan jest w centrum globalnej produkcji zaawansowanych półprzewodników i jakiekolwiek zakłócenia w Cieśninie Tajwańskiej odbiłyby się na całej branży.

Dywersyfikacja dostawców to zapewne racjonalna strategia. Ale jest różnica między dywersyfikacją z powodów strategicznych a dywersyfikacją dlatego, że prezydent USA powiedział "zrób to" na spotkaniu w Białym Domu.

Czytaj także:

Pierwsza to mądry biznes. Druga to kapitulacja

W 2020 r. Apple pokazał światu jak wygląda prawdziwa niezależność technologiczna - zaprojektował własny chip, porzucił Intela i powiedział: robimy to lepiej sami. To był jeden z najbardziej spektakularnych ruchów w historii branży.W 2026 r. Apple wraca do Intela, bo Trump - jako właściciel Intela - tego zarządał.

Historia zatoczyła koło. Tyle że tym razem to nie triumf inżynierii i sprytu biznesowego Apple'a. To lekcja o tym, jak bardzo nawet najpotężniejsza technologiczna firma świata jest zależna od polityki kraju, w którym mieszkają jej akcjonariusze, klienci i - co coraz ważniejsze - regulatorzy.

Przemysław Pająk

10.05.2026 09:48

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-05-10T09:48:14+02:00

Aktualizacja:

2026-05-10T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-10T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-10T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-10T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-10T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-10T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-10T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-10T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-10T07:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-10T07:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-10T07:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-10T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T16:50:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T16:40:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T16:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T16:20:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T16:10:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T16:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T09:54:53+02:00

Einstein wiedział, że czas nie istnieje. A czy my chcemy to wiedzieć?

9 maja 2026, 09:54

Jego "teraz" jest niepodważalne, choć z perspektywy czytającego książkę jest tylko jedną z wielu równoważnych konfiguracji tego samego obiektu. To mniej więcej to, co fizyka mówi o czasie. I wcale nie jest to metafora.

Teoria wszechświata blokowego

W 1905 r. Einstein opublikował szczególną teorię względności. 3 lata później jego były profesor Hermann Minkowski wyciągnął z niej wniosek, który zmienił sposób myślenia o rzeczywistości: czas i przestrzeń nie są oddzielnymi bytami. Są jedną czterowymiarową strukturą - czasoprzestrzenią.

Czytaj także:

Ale jeśli przestrzeń i czas tworzą jeden obiekt, to przeszłość i przyszłość istnieją tak samo realnie jak teraźniejszość. Nie "już nie istnieją" i nie "jeszcze nie istnieją" - po prostu istnieją w innych współrzędnych tego samego obiektu.

Fizycy nazywają to Block Universe, czyli wszechświatem blokowym. Cały czas - od Wielkiego Wybuchu do końca wszechświata - istnieje jednocześnie jako kompletna, czterowymiarowa struktura. My, jako byty żyjące wewnątrz tej struktury, doświadczamy jej liniowo, czyli klatka po klatce, bo tak działa nasza świadomość. Ale z zewnątrz, z perspektywy wyższego wymiaru, cały film jest już gotowy i - co pewnie najtrudniej nam przyjąć do wiadomości - niezmienialny.

Angielski fizyk Julian Barbour poszedł o krok dalej w swojej książce "The End of Time" z 1999 roku. Stwierdził, że czas w ogóle nie istnieje jako fundamentalna właściwość rzeczywistości. Istnieją tylko konfiguracje - "teraz-punkty" - a poczucie upływu czasu jest iluzją generowaną przez świadomość, która porównuje zawartość kolejnych konfiguracji i interpretuje różnicę jako ruch w czasie.

Pamiętacie Coopera z Interstellar błądzącego w środku czarnej dziury po bibliotece wszystkich możliwych chwil z życia swojej córki? Christopher Nolan pokazał block universe lepiej niż niejeden podręcznik fizyki.

Czytaj także:

Co to znaczy dla wolnej woli

Tu zaczyna się problem, o którym fizycy wolą nie mówić zbyt głośno, bo prowadzi w miejsca filozoficznie niewygodne. Takie, które podważają sens naszego istnienia.

Jeśli wszechświat blokowy jest poprawnym opisem rzeczywistości, to wszystkie twoje przyszłe decyzje już istnieją. Nie, że "zostaną podjęte". One już są. Gdzieś w czterowymiarowej strukturze czasoprzestrzeni istnieje konfiguracja zawierająca każdy twój wybór, każdą myśl, każde słowo, które wypowiesz za rok. Są też twoje narodziny i twoja śmierć, które są równie realne co ta chwila, w której czytasz ten tekst.

Czytaj także:

Czy to znaczy, że wolna wola jest iluzją?

I tu zaczyna się ciekawy spór. Część fizyków mówi: tak, determinizm jest pełny, wolna wola to użyteczna fikcja, którą mózg generuje, żeby nadać sens swojemu funkcjonowaniu. Inni odpowiadają: decyzja jest częścią bloku. Twój wybór jest wbudowany w strukturę czasoprzestrzeni, ale to nie znaczy, że nie jest twój. Ty jesteś częścią mechanizmu, który generuje ten wynik, nie zewnętrznym obserwatorem patrzącym na gotowy scenariusz.

Interpretacja Everetta. A co jeśli wszystkie klatki istnieją równolegle

Wszechświat blokowy zakłada istnienie jednego filmu. Słynny fizyk Hugh Everett w 1957 r. zaproponował coś znacznie bardziej ekstremalnego: nie jeden film, ale nieskończenie wiele filmów, wszystkie istniejące równolegle.

Interpretacja wielu światów mówi, że przy każdym zjawisku kwantowym wszechświat nie wybiera jednego wyniku. Rozgałęzia się. Wszystkie możliwe wyniki istnieją w osobnych gałęziach rzeczywistości, które nie komunikują się ze sobą. My doświadczamy tylko jednej gałęzi, ale pozostałe są równie realne.

Połącz to z teorią wszechświata blokowego, a dostaniesz obraz, który jest albo najpiękniejszą, albo najbardziej przerażającą koncepcją w fizyce: nie jeden gotowy film, ale nieskończona biblioteka wszystkich możliwych filmów, każdy w pełni zrealizowany, każdy równie prawdziwy.

W jednej gałęzi czytasz teraz ten tekst. W innej nie. W kolejnej nigdy nie zacząłem go pisać. W jeszcze innej w ogóle nie istnieje takie medium jak Spider's Web.

(psst — jeśli chcesz zobaczyć, jak można artystycznie pobawić się wizją multiverse zachęcam do obejrzenia kapitalnego serialu Alexa Garlanda "Devs")

Czytaj także:

Dlaczego tak silnie odczuwamy "teraz"

Jest jedno pytanie, na które fizyka nie ma dziś satysfakcjonującej odpowiedzi: skoro przeszłość i przyszłość istnieją tak samo jak teraźniejszość, to dlaczego "teraz" jest tak wyraźne? Dlaczego mamy nieodparte poczucie, że jesteśmy w konkretnym punkcie, a nie w całej strukturze naraz?

Carlo Rovelli, autor "Porządku czasu" - jednej z najpiękniejszych książek naukowych ostatnich dekad - twierdzi, że "teraz" jest lokalną właściwością świadomości, nie fundamentalną właściwością wszechświata. Czas płynie, ale nie wszędzie tak samo i nie w tym samym kierunku dla wszystkich obserwatorów. Strzałka czasu, którą odczuwamy wynika z termodynamiki, a nie z jakiejś fundamentalnej asymetrii wszechświata. Gdybyśmy byli czymś innym, lub gdybyśmy patrzyli z zewnątrz na nas samych, to "teraz" mogłoby nie istnieć w żaden wyróżniony sposób.

W liście do rodziny swojego zmarłego przyjaciela Michele Besso, Albert Einstein pisał: "Besso odszedł z tego dziwnego świata nieco przede mną. To nic nie znaczy. Dla nas, wierzących fizyków, różnica między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością jest tylko złudzeniem, choć uporczywym."

Einstein napisał te słowa kilka tygodni przed własną śmiercią. I nie był to poetycki gest pocieszenia, lecz opis fizycznej rzeczywistości, w którą naprawdę wierzył.

Fizycy mówią nam, że czas jest iluzją

Że jesteśmy bohaterami w książce, której nie możemy zobaczyć z zewnątrz. Jedyne, co nam pozostaje, to dobrze zagrać swoją scenę.

Odgrywajmy więc dalej nasze "teraz".

Przemysław Pająk

09.05.2026 09:54

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-05-09T09:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T09:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T09:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T09:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T08:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T08:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T08:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T08:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T07:45:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T07:30:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T07:15:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-09T07:00:00+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T21:05:26+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T20:22:18+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T19:28:19+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T19:25:21+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T18:18:04+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T18:16:32+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T18:06:56+02:00

Aktualizacja:

2026-05-08T17:27:46+02:00

❌