"Waterrr", "Aqua". Z pewnością większość Polaków przynajmniej wzrokowo pamięta te nazwy z półek w polskich sklepach. To zresztą produkty dużych koncernów. I do tego jeszcze napoje są bezbarwne. Na oko czysta woda i do tego jeszcze nazwa podpowiada taki wniosek, dodaje się dopisek "woda niegazowana".
Woda oczywiście w składzie jest, jak najbardziej, nawet jest jej większość, ale rzecz w tym, że te napoje zawierają pewne dodatki. Dzięki tym dodatkom napoje z jednej strony mają uchodzić za zdrowe, bo mają alternatywy słowa "woda" jako nazwę, a z drugiej — korzystają z preferencyjnego VAT.
Absurd podatkowy, czyli ulga za słodzenie sokiem
Zgodnie z obowiązującymi dziś przepisami napoje posiadające dodatek co najmniej 20 proc. soku owocowego są objęte stawką VAT 5 proc. Tymczasem czysta woda bez domieszek jest obciążona podstawową stawką w wysokości 23 proc. To jeden z absurdów polskiego systemu podatkowego.
I właśnie mylącym nazewnictwem zajęły się polskie urzędy. Ministerstwo Zdrowia wystosowało niedawno odpowiedź na interpelację posła PiS Edwarda Siarki.
Odpowiedź Ministerstwa Zdrowia na interpelację poselską
|Ministerstwo Zdrowia
"Odnosząc się do poruszonej w interpelacji kwestii pozycjonowania przez niektórych producentów żywności swoich produktów z dodatkiem cukrów lub soków jako »wody«, należy zaznaczyć, [...] że producenci napojów smakowych mają obowiązek rzetelnie i uczciwie podawać informacje na opakowaniu środków spożywczych. Prawidłowe oznakowanie środka spożywczego pozwala na dokonanie świadomego wyboru przez konsumenta. Ważnym elementem jest czytanie przez konsumentów etykiet i na tej podstawie dokonywanie zakupu odpowiednich produktów. Jest to szczególnie istotne przy napojach smakowych. Na etykiecie tych produktów podany jest ich skład oraz informacje o wartości odżywczej tj. dotyczące chociażby zawartości węglowodanów, w tym cukrów" — czytamy w odpowiedzi resortu zdrowia.
Ministerstwo poinformowało, że nie wpływały do niego skargi na praktyki wprowadzające konsumentów w błąd, ale zarazem ujawniło, że postępowanie jest prowadzone przez UOKiK. "Zgodnie z informacjami uzyskanymi przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Urząd prowadzi aktualnie cztery postępowania wyjaśniające w sprawie wstępnego ustalenia, czy nastąpiło naruszenie uzasadniające wszczęcie postępowania w sprawie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów w związku z działaniami marketingowymi dotyczącymi napojów bezalkoholowych zawierających od 20 proc. do 30 proc. soku owocowego" — czytamy dalej.
Zaznaczono, że woda — w domyśle czysta woda — należy do katalogu produktów spożywczych pierwszej potrzeby i w konsekwencji powinna zostać objęta preferencyjną stawką VAT.
"Zależy nam bowiem na tym, aby woda była napojem pierwszego wyboru w chwili zaspokojenia pragnienia/uzupełnienia płynów. Jako Ministerstwo Zdrowia podkreślamy, że konkurencyjna cena wody butelkowanej jest szczególnie ważnym elementem w promowaniu spożycia tego napoju" — pisze ministerstwo.
Resort finansów chce podwyżek podatków
Ministerstwo Zdrowia kilkukrotnie zwracało się już w tej sprawie do Ministerstwa Finansów. Resort Andrzeja Domańskiego proceduje zresztą już zmiany w przepisach dotyczących podatku VAT. Zgodnie z projektem stawka tego podatku na bezalkoholowe odpowiedniki napojów alkoholowych oraz na napoje energetyczna ma wynosić 23 proc. niezależnie od zawartości w nich soku.
Postulat obniżki VAT na wodę był zresztą zgłaszany w ramach konsultacji publicznych projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług, który jest procedowany przez Ministerstwo Finansów i Gospodarki od grudnia.
Ukraiński wywiad o coraz większych problemach finansowych Rosji
— Myślę, że potrzebują przerwy. Myślę, że Putin myśli o przerwie — powiedział Zełenski w rozmowie z międzynarodowymi mediami, cytowanej przez agencję Interfax-Ukraina. Jak dodał, Kreml nie chce ogłaszać nowej mobilizacji, obawiając się reakcji społeczeństwa, dlatego szuka innego wyjścia z coraz trudniejszej sytuacji.
Ukraiński prezydent powołał się na dane wywiadu wojskowego (HUR), według których realny deficyt rosyjskiego budżetu w 2025 r. przekroczył 100 mld dol., podczas gdy oficjalnie Moskwa przyznaje się do ponad 80 mld. W 2026 r. luka finansowa ma być jeszcze większa.
Brak złudzeń Zełenskiego co do działań Rosji. USA wyznaczyły ważny termin
Choć w rosyjskiej retoryce pojawiają się sygnały sugerujące gotowość do rozmów, Zełenski nie wierzy w zmianę intencji Kremla.
— W ich retoryce nastąpiły zmiany. Ale nie wierzę im ani trochę. Myślę, że żywią wobec nas mniej więcej takie same uczucia jak wcześniej, ponieważ nienawidzą Ukrainy — podkreślił.
Prezydent Ukrainy przypomniał, że to Rosja rozpoczęła wojnę, a od jej pierwszych dni towarzyszyły jej tortury, znęcanie się nad ludnością cywilną i masowe zbrodnie. — Przybyli tutaj i zaczęli zabijać Ukraińców. To jest nienawiść — dodał.
W 2025 r. w Polsce wydobyto 42,8 mln ton węgla kamiennego — o 1,2 mln ton mniej niż rok wcześniej. O 2,3 mln ton zmniejszyła się też rok do roku jego sprzedaż, w 2025 r. wynosząc 40,2 mln ton. W branży pod koniec 2025 r. zatrudnione było 71 tys. 411 osób, czyli o ok. 2,7 tys. mniej niż rok wcześniej. Dane pochodzą z miesięcznych zestawień katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu — bliżej przedstawiamy je tutaj.
Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem video:
Węgiel (traktowany tu zbiorczo jako kamienny i brunatny) w dalszym ciągu stanowi ważną część polskiego miksu energetycznego, z roku na rok jednak coraz mniejszą — według danych Forum Energii, w 2025 r. odpowiadał za 52,8 proc. produkcji prądu w Polsce, przy 55,6 proc. rok wcześniej i 83 proc. w roku 2015.
Także w szczytowych momentach "czarne złoto" odgrywa dziś mniejszą rolę niż kiedyś. Dziennikarz portalu Wysokienapiecie.pl, Bartłomiej Derski, porównał chwile rekordowego zapotrzebowania na moc od 2019 r. do najnowszego rekordu z 3 lutego. Siedem lat temu węgiel odpowiadał za 89 proc. dostaw mocy, w ostatnich dniach natomiast za 53 proc.
Dyskusja na temat odchodzenia od węgla w energetyce oraz społeczno-gospodarczej transformacji regionów, które są z nim związane, trwa od dawna. Od początku roku obowiązuje nowelizacja tzw. ustawy górniczej (ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego), która przyznaje urlopy oraz odprawy dla odchodzących pracowników kopalni Polskiej Grupy Górniczej, Południowego Koncernu Węglowego, Jastrzębskiej Spółki Węglowej oraz Lubelskiego Węgla Bogdanka. Przepisy były od dawna wyczekiwane przez środowiska górnicze i wydają się w ich oczach niezbędnym warunkiem zgody na powolne wygaszanie sektora.
Kopalnia węgla kamiennego Borynia-Zofiówka, Jastrzębska Spółka Węglowa
|JSW / JSW
Ustawa milczy na temat harmonogramu zamykania poszczególnych kopalń, ten jednak znajduje się w głośnej umowie społecznej na temat transformacji sektora górnictwa węgla kamiennego, zawartej między rządem a górniczymi związkami zawodowymi w maju 2021 r. Ostateczny horyzont wygaszenia branży to rok 2049. Zwolennicy przyspieszenia transformacji energetycznej od dawna krytykują tę datę, uznając ją za nierealistyczną przy szybko spadającym zapotrzebowaniu na węgiel.
Będą zmiany w umowie?
Mimo zmiany władzy, politycy aktualnej ekipy rządzącej wiele razy deklarowali publicznie swoje przywiązanie do zapisów umowy. O to, czy dokument będzie realizowany w niezmiennym kształcie, spytaliśmy Mariana Zmarzłego, który jako podsekretarz stanu w Ministerstwie Energii odpowiada właśnie za górnictwo.
Urzędnik podkreśla, że umowa stanowi "istotny instrument ochronny dla osób objętych skutkami procesu wygaszania górnictwa" — konkrety na ten temat znalazły się właśnie w znowelizowanej w zeszłym roku ustawie.
Równocześnie wiceminister nie potwierdza absolutnej stałości ustaleń sprzed pięciu lat. — Zmieniająca się sytuacja geopolityczna wpływająca na globalny handel, uwarunkowania techniczno-górnicze i geologiczne, a także nadrzędne znaczenie bezpieczeństwa w górnictwie pokazują jak dynamiczne mogą być założenia Umowy społecznej w dłuższej perspektywie. Niewykluczone zatem, że w przyszłości konieczny będzie powrót do rozmów i — po przeprowadzeniu pogłębionych analiz — weryfikacja niektórych zapisów tego dokumentu — mówi.
— Obecnie nie istnieje jeden gotowy scenariusz, który w pełni odzwierciedlałby wszystkie możliwe zmiany mogące wpływać na realizację ustaleń Umowy społecznej aż do 2049 r. — dodaje wiceminister.
Ile węgla będziemy potrzebować?
W raporcie "Co z węglem w Polsce? Między dekarbonizacją a potrzebami gospodarki" Dominik Brodacki, szef działu energetycznego Polityki Insight, stwierdza, że w połowie lat trzydziestych powinno pracować już tylko kilka najbardziej wydajnych zakładów z 19, które wydobywały węgiel kamienny w 2025 r. Wiceminister Zmarzły odżegnuje się jednak od wskazywania kopalń, które mają największy potencjał do dłuższej pracy. — Potencjał wydobywczy kopalń powinien być dostosowany do realnych potrzeb odbiorców — odpowiada.
Z dokumentów takich jak projekty Krajowego Planu w dziedzinie Energii czy Klimatu (KPEiK) albo najnowszego projektu Planu rozwoju sieci przesyłowej Polskich Sieci Elektroenergetycznych na lata 2037-2036 wiemy, że te potrzeby będą spadać.
Według "pragmatycznej" wersji KPEiK, za którą optuje Ministerstwo Energii, w 2040 r. zużycie węgla kamiennego wyniesie 10,1 mln ton (przy 53,2 mln ton w 2020 r.), podczas gdy według Umowy — w wersji wysłanej do notyfikacji w Komisji Europejskiej we wrześniu 2024 r. — ma to być 9,9 mln ton. Rozbieżność w tym przypadku jest niewielka, ale już w "ambitnym" scenariuszu KPEiK za 16 lat będziemy zużywać już tylko 0,7 mln ton węgla. Do mniejszego zapotrzebowania niż zakłada to umowa może też dojść już w 2030 r.
Niektóre szacunki, które w swoim raporcie przytacza Dominik Brodacki, wskazują, że za cztery lata zapotrzebowanie może wynieść zaledwie 7,1 mln ton. "Ambitny" scenariusz KPEiK (w wersji przedstawionej przez Ministerstwo Energii w grudniu zeszłego roku) podaje na 2030 r. liczbę 19,4 mln ton węgla kamiennego, podczas gdy umowa w swoim wniosku notyfikacyjnym opiewa na 26,3 mln ton.
Zapotrzebowanie na węgiel kamienny w energetye ma dalej spadać
|alexgo.photography / Shutterstock
Okres przejściowy najbardziej wymagający?
Wiceminister Zmarzły potwierdza stopniowo ograniczenie zapotrzebowania energetyki na węgiel. — Jednocześnie należy podkreślić, że okres przejściowy transformacji energetycznej będzie najbardziej wymagający — w dalszym ciągu w dużej mierze oparty na węglu kamiennym — do czasu pełnego uruchomienia infrastruktury nowych źródeł energii, takich jak bloki gazowe czy energetyka jądrowa — uzupełnia.
Zastępowanie węgla gazem jako źródłem dyspozycyjnym oraz szczytowym już się dzieje, widać też, że Ministerstwo Energii skłania się ku scenariuszowi "from coal to nuclear". Argumenty za tym ostatnim, tj. rozwojem mocy jądrowych w miejsce węglowych. nie dotyczą tylko energetyki (zapewnienia systemowi sterowalnych źródeł pracujących w tzw. podstawie niezależnie od warunków pogodowych) ale i kwestii społecznych — przyciągnięcia inwestycji i tworzenia nowych, dobrze płatnych miejsc pracy w regionach pogórniczych.
Co do alternatyw dla górników, wiceminister Zmarzły przyznaje, że "nowoczesne technologie nie zawsze przekładają się na porównywalną liczbę miejsc pracy, choć często generują również nowe formy zatrudnienia". W Business Insiderze pisaliśmy też, że zielone gałęzie przemysłu często oferują mniej atrakcyjne warunki zatrudnienia niż górnictwo.
Podsekretarz stanu w Ministerstwie Energii Marian Zmarzły
|Ministerstwo Energii / Ministerstwo Energii
Co z firmami okołogórniczymi?
Przedstawiciel resortu energii podkreśla, że na czas transformacji energetycznej potrzeba "adekwatnych systemów wsparcia". Przypomina tu o znowelizowanej ustawie. — Akt ten jest nie tylko kluczowy dla zapewnienia stabilności działania spółek węglowych, lecz także umożliwia zastosowanie instrumentów osłonowych i zabezpieczeń socjalnych dla pracowników sektora — mówi.
Zmarzły zaznacza, ze pracownicy branży górniczej są przyzwyczajeni do wykonywania skomplikowanych i obarczonych wyższym ryzykiem zadań. Jak mówi, górnicy odchodzący z kopalń znajdowali do tej pory zatrudnienie m.in. w budownictwie i transporcie, decydują się też na zakładanie własnych działalności gospodarczych. Transformacja to jednak nie tylko historie pojedynczych osób, ale też całych firm. Co stanie się z przedsiębiorstwami związanymi dziś z górnictwem?
—Podmioty funkcjonujące dotychczas głównie w otoczeniu sektora górniczego w naturalny sposób znajdują swoje miejsce m.in. w budownictwie tunelowym, natomiast część wyspecjalizowanych firm będzie poszukiwać możliwości realizacji usług wykonawczych i podwykonawczych w branżach elektrycznej czy maszynowej — odpowiada na to pytanie Marian Zmarzły.
Wiceminister energii przyznaje też, że odnalezienie się firm w powęglowej rzeczywistości nie będzie łatwe. — Poszukiwanie nowych rynków zbytu i obszarów działalności stanowi istotne i wymagające wyzwanie dla przedsiębiorstw związanych z górnictwem, zwłaszcza w kontekście konieczności pozyskiwania zleceń i kontraktów również poza regionem Śląska — mówi. W raporcie Dominika Brodackiego czytamy o możliwości przekształcania kopalń i spółek górniczych w firmy zajmujące się podziemnymi pracami inżynieryjnymi, rekultywacją czy odwiertami.
Prezydent wkracza do gry
W 2025 r. budżetowe wydatki na sektor górnictwa węgla kamiennego, w tym na bieżące funkcjonowanie kopalń i pokrywanie ich strat, wyniosły ponad 9 mld zł. W tym roku kwota powinna być niższa i wynieść ok. 5,5 mld zł. Z kolei obowiązująca od tego roku ustawa górnicza zakłada, że na likwidację kopalń i osłony dla odchodzących pracowników do 2035 r. wydamy ok. 11 mld zł. To dużo?
Górnicy w kopalni węgla kamiennego
|PGG / PGG
—Konstrukcja Umowy Społecznej zakłada wzrost obciążeń budżetowych w sytuacji stopniowego ograniczania zapotrzebowania na węgiel przez krajową energetykę. Koszty wynikające z konieczności utrzymania funkcjonowania kopalń przy jednoczesnym inwestowaniu w nowe technologie będą nieuniknione i znaczące — przyznaje Marian Zmarzły.
Wiceminister tłumaczy te wydatki koniecznością zachowania okresu przejściowego w polskiej energetyce (z dalszym funkcjonowaniem stopniowo coraz bardziej ograniczanego węgla). Jak mówi, "nie można podejmować działań pochopnych, które mogłyby zagrozić stabilności i bezpieczeństwu funkcjonowania krajowego systemu energetycznego".
5 lutego do sejmu wpłynął zapowiadany wcześniej projekt kolejnej nowelizacji ustawy górniczej, tym razem przygotowany przez prezydenta Karola Nawrockiego. Głowa państwa proponuje w projekcie objęcie tymi samymi uprawnieniami do urlopów czy odpraw górników odchodzących z kopalni prywatnych (ustawa obowiązująca od początku roku pozwala na to tylko pracownikom sektora publicznego). Jak dotąd Ministerstwo Energii nie odniosło się do pomysłu, który według otoczenia prezydenta jest m.in. odpowiedzią na postulaty górników z kopalni PG Silesia.
94 proc. węgla kamiennego zużywanego przez gospodarstwa domowe w UE wykorzystuje się w Polsce — wskazali eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Jednocześnie 18 proc. ciepła sieciowego zużywanego przez europejskie gospodarstwa wykorzystuje się w Polsce — to najwięcej w całej UE.
W ocenie ekspertów PIE sposób wykorzystania energii w gospodarstwach domowych w Polsce "istotnie zmienił się" w ostatnich 23 latach względem 2002 r. Poprawie uległy także wskaźniki związane z dostępnością energii — spadł odsetek gospodarstw oceniających swój komfort cieplny jako niewystarczający (o 8,4 pkt. proc.) i niemających dostępu do ciepłej wody (o 14,4 pkt. proc.).
Czytaj także w BUSINESS INSIDER
Gaz wypiera węgiel
Jak zauważyli eksperci, gospodarstwa domowe ogrzewają się w znacznie większym stopniu gazem ziemnym (wzrost o 14,1 pkt. proc.) kosztem paliw stałych, tj. węgla kamiennego (spadek o 23,8 pkt. proc.) i drewna opałowego (spadek o 21,1 pkt. proc.). Zwiększył się też udział gospodarstw eksploatujących urządzenia elektryczne, w tym klimatyzatory (o 7,2 pkt. proc.), zmywarki do naczyń (o 40,3 pkt. proc.) czy komputery (o 41,7 pkt. proc.).
"94 proc. węgla kamiennego zużywanego przez gospodarstwa domowe w UE wykorzystuje się w Polsce. Polskie gospodarstwa domowe zużywają 9 proc. energii wykorzystywanej przez wszystkie takie gospodarstwa w krajach UE" — przekazał Instytut.
W ocenie ekspertów, dane GUS obrazują, że gospodarstwa domowe w Polsce, wśród poszczególnych nośników energii, wykorzystują najwięcej ciepła z sieci (18 proc.) i węgla kamiennego (94 proc.). Zaznaczyli, że są one również w czołówce zużycia energii ze źródeł odnawialnych (9 proc.). "Wartości te są większe niż udział polskiego społeczeństwa w ogóle ludności UE, który wynosi 8 proc." — zauważyli.
Wśród entuzjastów rynku jedni widzą w obecnych spadkach okazję do zakupów, wierząc, że bitcoin w przyszłości może kosztować nawet 400 tys. dol. Inni coraz głośniej mówią o tym, że rozwój świata krypto dotarł do ściany.
Symbolicznym przykładem skali problemu jest MicroStrategy, firma, która z producenta oprogramowania przeobraziła się w potężny "skarbiec bitcoina". Jej model biznesowy polega na pozyskiwaniu kapitału i masowym skupowaniu kryptowalut.
Czytaj także w BUSINESS INSIDER
Spółka właśnie poinformowała o stracie netto w wysokości 12,4 mld dol. w czwartym kwartale 2025 r., a kurs jej akcji spadł w pół roku z 129 do 71 dol. Choć jej dyrektor zapewnia, że firma przetrwa nawet wtedy, gdy bitcoin spadnie do 8 tys. dol., "Wall Street Journal" ostrzega, że setki mniejszych podmiotów, które skopiowały ten model, mogą tego nie wytrzymać.
Podobne zjawiska widać także w Polsce. Przykładem jest spółka BTCS S.A., dawniej Vakomtek, która jeszcze niedawno zajmowała się dystrybucją drobnego sprzętu AGD. Po ogłoszeniu zmiany strategii na blockchain i kryptowaluty jej akcje wystrzeliły z 90 gr do prawie 17 zł, by dziś spaść do około 5 zł. Spółka uspokaja inwestorów, podkreślając swój "Active Treasury", który ma stabilizować wyniki, ale skala zmienności pokazuje, jak ryzykowny jest ten rynek.
Co dalej z kursem Bitcoina? Duże wahania to już norma
Zdaniem ekspertów spadki same w sobie nie są niczym nowym. Łukasz Żeligowski, prezes giełdy Kanga Exchange w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" przypomina, że dla osób obecnych w krypto od lat wahania rzędu 35–40 proc. to norma. Bitcoin, jak twierdzi, nadal porusza się zgodnie z czteroletnimi cyklami: po gwałtownych wzrostach przychodzi korekta, a potem stopniowa odbudowa.
Według niego rynek może pozostawać pod presją jeszcze przez kilka tygodni, a nawet do trzech miesięcy. Kluczowym poziomem jest przedział 60–65 tysięcy dol. Jeśli nie uda się go utrzymać, możliwy jest spadek nawet w okolice 38 tys.
Sekretarz skarbu USA: nie będziemy ratować Bitcoina
Sekretarz Skarbu Scott Bessent otwarcie przyznał w Kongresie, że administracja nie ma uprawnień do wymuszenia skupu kryptowalut przez banki i że Stany Zjednoczone nie będą ratować bitcoina. Jednocześnie skrytykował część branży za to, że bardziej ceni brak regulacji niż dobre regulacje. W praktyce rynek kryptowalut zderzył się z oporem tradycyjnego sektora bankowego.
Według szacunków amerykańskiego Komitetu Doradczego ds. Emisji Skarbowych zagrożonych odpływem mogłoby być nawet 37 proc. wszystkich depozytów, czyli około 6,6 biliona dol. Chociaż te liczby mogą być zawyżone, nawet JPMorgan przyznaje, że banki stoją przed realnym ryzykiem utraty klientów i będą naciskać na to, by regulacje stablecoinów były restrykcyjne.
Ataki zbiegają się z trudnymi warunkami pogodowymi – temperatury w całej Ukrainie utrzymują się znacznie poniżej zera. Rosja wykorzystuje tę sytuację, by dodatkowo obciążyć ukraińską infrastrukturę energetyczną, która od początku wojny uległa poważnym uszkodzeniom.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podał, że w nocnym ostrzale Rosja użyła ponad 400 dronów oraz około 40 rakiet. Szkody odnotowano w obwodach wołyńskim, iwanofrankiwskim, lwowskim i rówieńskim. "Każdego dnia Rosja może wybrać prawdziwą dyplomację, ale decyduje się na kolejne ataki" – napisał Zełenski w serwisie X. Podkreślił również, że społeczność międzynarodowa powinna odpowiedzieć na te działania, wspierając rozmowy trójstronne.
Zniszczenia kluczowych obiektów energetycznych
Minister energii Ukrainy Denys Szmyhal poinformował, że celem rosyjskich ataków stały się stacje transformatorowe oraz linie napowietrzne o napięciu 750 kW i 330 kW, które stanowią podstawę ukraińskiego systemu energetycznego — podał Bloomberg. Zniszczenia dotknęły również elektrowni w Bursztynie i Dobrotworze. Poważnych uszkodzeń doznały też obiekty energetyki cieplnej.
Według DTEK, największej prywatnej firmy energetycznej na Ukrainie, był to już dziesiąty masowy atak na elektrociepłownie należące do przedsiębiorstwa od października.
W obwodzie lwowskim ponad 600 tys. gospodarstw domowych zostało pozbawionych prądu – poinformował gubernator Maksym Kozycki. W wyniku ataku na infrastrukturę krytyczną w Dobrotworze około 6 tys. gospodarstw domowych nie ma dostępu do wody i ogrzewania.
Reakcja Polski i międzynarodowe wsparcie
Polska zareagowała na rosyjskie ataki w pobliżu swojej granicy, zamykając przestrzeń powietrzną na wschodzie kraju oraz podrywając myśliwce. Ukraina zwróciła się do Polski o pilną pomoc – przekazał minister Szmyhal. W międzyczasie pracownicy ukraińskiego sektora energetycznego pozostają w gotowości do rozpoczęcia napraw, gdy tylko warunki na to pozwolą.
Mój chłopak i ja popełniliśmy kilka błędów podczas naszej pierwszej podróży do Japonii, która trwała 10 dni. Wybraliśmy zły miesiąc pod względem pogody i zabraliśmy ze sobą zbyt dużo bagażu. Uważam też, że powinnam była zrobić więcej researchu przed wyjazdem, ale mimo wszystko dobrze się bawiliśmy.
Kiedy planowaliśmy 10-dniową podróż do Japonii, nie mieliśmy pojęcia, czego się spodziewać.
Chociaż razem podróżowaliśmy po całym świecie, była to nasza pierwsza wizyta w tym kraju. Po wylądowaniu wszystko wydawało się zupełnie obce — było jasne, że jestem bardzo daleko od domu.
Na szczęście Japonia okazała się przyjemna i łatwa do poruszania się dla obcokrajowców. Dzięki aplikacjom tłumaczącym i odrobinie przygotowań większość wyjazdu przebiegła bez większych problemów.
Mimo to popełniliśmy kilka błędów, które nieco popsuły nasze wakacje. Oto kilka rzeczy, które zrobilibyśmy inaczej, aby kolejna podróż — jeśli wrócimy do Japonii — była jeszcze lepsza.
Jak relacjonuje "Gazeta Wyborcza" transakcja miała być zwykłą pożyczką na kilkanaście tysięcy złotych, nawet potwierdzona odręcznie spisaną umową. Dla systemów bankowych wyglądało to jednak jak klasyczny schemat oszustwa.
Dlaczego bank zinterpretował transakcję jako oszustwo?
Kobieta i jej znajomy mieszkali w różnych miastach. Zamiast spotykać się osobiście lub wykonywać przelew, zdecydowali się na wypłatę gotówki kodem BLIK. Ona wygenerowała kod i zaakceptowała transakcję w aplikacji bankowej, a on wypłacił pieniądze w bankomacie.
Czytaj także w BUSINESS INSIDER
W tym momencie uruchomiły się jednak mechanizmy bezpieczeństwa. Bank widział, że telefon właścicielki konta znajduje się setki kilometrów od bankomatu, a dodatkowo w chwili zatwierdzania kodu prowadziła ona rozmowę telefoniczną.
To połączenie okazało się kluczowe. Od kilku lat banki intensywnie walczą z oszustwami telefonicznymi i wyłudzeniami opartymi na socjotechnice. Typowy schemat polega na tym, że przestępca dzwoni do ofiary, podszywa się pod policję, bank lub członka rodziny i nakłania ją do wykonania przelewu albo podania kodu BLIK. Dlatego część banków monitoruje, czy w momencie zlecania wypłaty lub przelewu trwa zwykła rozmowa telefoniczna, i przy podwyższonym ryzyku automatycznie blokuje transakcję, a czasem całe konto.
Co istotne, dotyczy to tylko zwykłych połączeń telefonicznych — rozmowy prowadzone przez WhatsApp, Signal czy inne komunikatory nie są w ten sposób widoczne dla banku.
Po zablokowaniu transakcji bank sięgnął dodatkowo po nagrania z monitoringu przy bankomacie. Na filmie było widać, że gotówkę wypłaca mężczyzna, a nie właścicielka konta. To praktycznie przesądziło sprawę. Kobieta przekazała bankowi umowę pożyczki i przyznała, że udostępniła kod BLIK osobie trzeciej, co jest formalnym złamaniem regulaminu, i teraz czeka na dalsze decyzje.
Blokada transakcji poprzez użycie BLIK-a. Kiedy można się jej spodziewać?
Nie oznacza to, że każda taka transakcja zawsze zostanie zablokowana. Bankowe systemy działają kontekstowo. Zwyklenie reagują na drobne płatności, na przykład za lekcje online czy zakupy dzieci, często tolerują przekazywanie kodów w rodzinie i zazwyczaj nie blokują jednorazowych niewielkich przelewów "na prezent". Problem zaczyna się wtedy, gdy pojawia się kilka czynników naraz: wysoka kwota, rozmowa telefoniczna, duża odległość między telefonem a bankomatem i wypłata gotówki.
— Od kilku miesięcy pokazujemy naszą determinację i chęć uratowania JSW. Pracowaliśmy, by spółka mogła zostać objęta przepisami ustawy okołogórniczej. Przeprowadzone zostały w spółce zmiany, równolegle trwały prace dotyczące poszukiwania potencjalnych źródeł finansowania. Nie możemy mówić o możliwościach zbilansowania działalności, bo perspektywy rynkowe wciąż są trudne. Naszym celem w tej chwili jest uratowanie płynności — powiedział minister aktywów państwowych Wojciech Balczun.
— Jest szansa, by płynność w JSW uratować, ale żeby takie działania przyniosły efekt, konieczna jest restrukturyzacja. To warunek jakiegokolwiek finansowania w każdym scenariuszu, który mamy na stole — dodał.
Czy związki JSW zaakceptują warunki?
Przez kilka tygodni zarząd JSW prowadził rozmowy z przedstawicielami strony społecznej na temat tymczasowego ograniczenia kosztów pracy. Jak podawał zarząd, w kryzysowej sytuacji spółki zawarcie porozumienia to kluczowy warunek umożliwiający pozyskanie finansowania ze strony państwowych i prywatnych instytucji finansowych.
Czytaj także w BUSINESS INSIDER
W piątek JSW uzgodniła z organizacjami związkowymi działającymi w spółce warunki porozumienia zawieszającego. Projekt będzie przedmiotem referendum przeprowadzonego wśród pracowników spółki, które odbędzie się 12 lutego.
Projekt tego porozumienia zakłada zawieszenie niektórych postanowień porozumień zbiorowych zawartych z organizacjami związkowymi. Do kluczowych zmian należy m.in. zawieszenie prawa do 14-tej pensji za 2026 r., przesunięcie terminu wypłaty 14-tej pensji za 2025 r. na rok 2027, a także wprowadzenie płatności nagrody barbórkowej w ratach za lata 2025-2027. Dodatkowo zawieszona zostanie wypłata deputatu węglowego oraz ograniczenie innych świadczeń.
Projekt porozumienia zawieszającego zakłada, że wejdzie ono w życie z dniem jego podpisania, z mocą obowiązywania od 1 lutego 2026 r. i zostanie zawarte na okres 23 miesięcy, czyli do 31 grudnia 2027 r.
Nowe środki na utrzymanie działalności
Jak podano, JSW ma dołożyć wszelkich starań, aby do końca marca 2026 r. uzyskać finansowanie niezbędne dla dalszego funkcjonowania, a jego udzielenie uzależnione jest od opracowania programu naprawczego. Spółka prowadzi rozmowy w sprawie pozyskania nowych środków w wysokości do 2,9 mld zł, a także prowadzi działania zmierzające do pozyskania środków ze sprzedaży aktywów.
— Jeżeli porozumienie ze stroną związkową zostanie podpisane, to jestem pewien, że znajdziemy rozwiązania, które podtrzymają płynność JSW w najbliższych tygodniach w taki sposób, żebyśmy mogli bardziej systemowo rozwiązać kwestie finansowania w dłuższym horyzoncie czasowym — powiedział minister Wojciech Balczun.
Wcześniej podawano, że od porozumienia ze związkami zawodowymi uzależnione jest udzielenie JSW pożyczki z Funduszu Reprywatyzacji w wysokości 2,9 mld zł. Bez dodatkowych pieniędzy JSW będzie niewypłacalne, więc retoryka rządu sugeruje zgodę nawet na bankructwo zatrudniającej 32 tys. pracowników firmy.
— Nie ma możliwości udzielenia pożyczki z Funduszu Reprywatyzacji, ale pracujemy nad alternatywnymi rozwiązaniami, jesteśmy w trakcie negocjacji — powiedział szef MAP.
Pytany, czy rozważana jest ratunkowa emisja akcji, odpowiedział: "JSW jest spółką publiczną i musimy ten element uwzględniać, prowadząc rozmowy".
Minister ocenił, że negocjacje z partnerami społecznymi są bardzo trudne, ale ważne, że jest chęć znalezienia rozwiązania.
— Chciałem podziękować stronie społecznej, że rozmowy są prowadzone, że jest zrozumienie powagi sytuacji i poszukiwanie rozwiązań. Mam nadzieję, że znajdziemy porozumienie i ostatecznie będziemy w stanie uratować spółkę, ale — oczywiście — już w wariancie zrestrukturyzowanym — powiedział Balczun.
"Podcięcie gałęzi, na której wszyscy siedzimy może skończyć się fatalnie"
— Podcięcie gałęzi, na której wszyscy siedzimy może skończyć się fatalnie. Nie można liczyć tylko na to, że przyjdzie dobry wujek w postaci państwa i dosypie pieniędzy, niezależnie od sytuacji. W trudnych dla firmy momentach nadrzędnym celem jest interes spółki. Jesteśmy po tej samej stronie — dodał.
JSW zmaga się z presją niskich cen węgla koksowego i koksu oraz pogarszającą się sytuacją europejskiego hutnictwa wywołaną wysokimi kosztami energii i regulacjami zielonego ładu.
Jak mówił wcześniej szef MAP, JSW zużyła już cały kilkumiliardowy fundusz stabilizacyjny, który miał zabezpieczać spółkę w okresach dekoniunktury, a obecnie generuje straty sięgające kilkuset milionów złotych miesięcznie.
W ciągu dziewięciu miesięcy 2025 r., grupa zanotowała 7 mld zł przychodów, co oznacza spadek o 20,9 proc. rdr. EBITDA skorygowana o zdarzenia jednorazowe była po trzech kwartałach 2025 r. ujemna i wyniosła -1,4 mld zł wobec 887,2 mln zł zysku EBITDA przed rokiem. Strata netto wyniosła 2,9 mld zł wobec 6,3 mld zł straty rok wcześniej.
— Czytam polskie media i facebookowe wpisy znajomych, którzy nigdy z kraju nie wyjechali. Nie, dla emigrantów nie ma znaczenia, kto rządzi w Polsce. Jeśli wracają, to dlatego, że tak im wygodniej. A nie ze względu na Tuska czy Kaczyńskiego — mówi pani Marta, która od 12 lat mieszka za granicą. Chce wrócić, ale ze względów zdrowotnych musi jeszcze chwilę poczekać.
Najnowsze dane w tym zakresie z Niemiec czy Holandii pokazują, że ruch odbywa się już bardziej w stronę Polski, a nie, jak było to tuż po wejściu naszego kraju do Unii — za granicę. Zauważalny jest też exodus naszych rodaków z Wielkiej Brytanii, który znacząco nasilił się po brexicie.
Powodów takiego stanu rzeczy jest wiele. Mówiła o tym w rozmowie z nami dr Dominika Pszczółkowska z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego. — Warunkiem numer jeden są jednak kwestie ekonomiczne — tłumaczyła.
Systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z tej strony internetowej (web scraping), jak również eksploracja tekstu i danych (TDM)
(w tym pobieranie i eksploracyjna analiza danych, indeksowanie stron internetowych, korzystanie z treści lub przeszukiwanie z pobieraniem baz danych),
czy to przez roboty, web crawlers, oprogramowanie, narzędzia lub dowolną manualną lub zautomatyzowaną metodą, w celu tworzenia lub rozwoju oprogramowania,
w tym m.in. szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez uprzedniej, wyraźnej zgody Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. (RASP)
jest zabronione. Wyjątek stanowią sytuacje, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe.
W 2018 r., kiedy zaczynano inwestycję w Olefiny III, miała ona kosztować 8,3 mld zł i po zakończeniu dodać 1,5 mld zł rocznie do EBITDA (wynik operacyjny powiększony o amortyzację) Grupy Orlen. Przy takich kwotach wszystko miało "ręce i nogi". Już w czerwcu 2021 r. przy podpisywaniu umowy na budowę kwota wynosiła jednak 13,5 mld zł. Dwa lata później zaktualizowano ją do 25 mld zł, co uzasadniano wojną na terenie Ukrainy, wzrostem kosztów materiałów i brakiem pracowników. Termin wykonania przesunięty został na 2027 r., a dodatkowo potencjał EBITDA zmniejszono do 1 mld zł. W listopadzie 2024 r. już pod zarządem Ireneusza Fąfary zaktualizowano koszty do 45-51 mld zł, ale po ograniczeniu skali inwestycji i już pod nazwą Nowa Chemia szacunkowo określono je na 34 mld zł. A uruchomienie nastąpi około 2030 r.
"W efekcie przeprowadzonych testów spółka przewiduje, że w skonsolidowanym sprawozdaniu finansowym za IV kwartał 2025 roku dokona odpisu aktualizującego wartość aktywów o łącznej wysokości 2,5 mld zł. Odpis dotyczy głównie inwestycji Nowa Chemia w segmencie Downstream w wysokości 2,2 mld zł. Ponadto spółka dokona odpisu aktualizującego wartość międzynarodowych aktywów wydobywczych w segmencie Upstream_Supply na łączną kwotę 0,3 mld zł" — napisała spółka w piątek w komunikacie.
Orlen zastrzegł, że decyzje w tej sprawie mogą ulec zmianie w ostatecznej wersji skonsolidowanego sprawozdania finansowego za czwarty kwartał 2025 r., który będzie opublikowany 19 lutego 2026 r.
"Jednocześnie spółka informuje, że trwają analizy wartości pozostałych aktywów Grupy Orlen. W przypadku uprawdopodobnienia się odpisów aktualizujących lub odwróceń odpisów, wpływających istotnie na dane finansowe za 2025 r., spółka przekaże taką informację raportem bieżącym" — napisano w komunikacie.
Dla porównania w trzech pierwszych kwartałach ub.r. jednostkowy wynik netto Orlenu wyniósł 3,4 mld zł, a skonsolidowany (Orlen plus spółki zależne) — 8 mld zł.
Czy odpisy wpłyną na spadek dywidendy? Doświadczenie ubiegłego roku, ale też kilka przypadków z historii pokazuje, że niekoniecznie. W ub.r. Orlen wypłacił prawie 7 mld zł dywidendy, podczas gdy jednostkowy zysk netto za 2024 r. wyniósł 3,9 mld zł, a skonsolidowany zysk netto grupy kapitałowej — 1,5 mld zł. Dywidenda była więc większa niż zysk. Jeśli inwestycja wpłynęła na kwotę dywidendy, to już w poprzednich latach, a zysk jest dzielony w oparciu o bieżące efekty działalności.
Nowy okres świadczeniowy w programie "Rodzina 800 plus" potrwa od 1 czerwca tego roku do 31 maja 2027 r. Wnioski można składać od lutego wyłącznie elektronicznie za pośrednictwem: aplikacji mZUS na urządzenia mobilne (telefony komórkowe, tablety), platformy eZUS, bankowości elektronicznej i portalu Emp@tia.
Jeśli rodzic do 30 kwietnia złoży do ZUS poprawnie wypełniony wniosek z wymaganymi dokumentami, otrzyma świadczenie do 30 czerwca. Dzięki temu ciągłość wypłaty 800 plus zostanie zachowana.
Ułatwienia w mZUS i eZUS
Jeśli poprzedni wniosek na okres 2025/2026 złożony został przez mZUS i Zakład przyznał to świadczenie, klient może łatwo utworzyć w aplikacji wniosek na nowy okres. Dane uzupełnią się automatycznie na podstawie poprzedniego wniosku. W razie potrzeby można je edytować.
Podobnie w eZUS. Jeśli dzieci są zgłoszone do ubezpieczenia zdrowotnego w ZUS, rodzic może w kreatorze wniosku automatycznie pobrać ich dane (m.in. PESEL i datę urodzenia). Dzięki temu nie trzeba wpisywać ich ręcznie.
Pisma, informacje i decyzje są przekazywane elektronicznie przez eZUS/mZUS. Gdy pojawi się tam ważna informacja dotycząca 800 plus, rodzice otrzymają powiadomienie e-mailem, SMS-em lub w aplikacji.
Ważne terminy 800 plus
Od daty złożenia wniosku z wymaganymi dokumentami zależy termin ustalenia prawa do świadczenia i jego wypłaty. Jeśli rodzic złoży poprawnie wypełniony wniosek z wymaganymi dokumentami do 30 kwietnia, ZUS wypłaci świadczenie do 30 czerwca. Dzięki temu ciągłość wypłaty świadczenia zostanie zachowana.
Pieniądze z programu są wypłacane bezgotówkowo na wskazany przez wnioskodawcę numer rachunku bankowego.
Świadczenie wychowawcze w wysokości 800 zł przyznawane jest na każde dziecko do ukończenia przez nie 18 lat, bez względu na dochód osiągany przez rodzinę. Według danych ZUS od 1 lutego 2025 r. wpłynęło 4 mln 869 tys. wniosków o świadczenie na ponad 7 mln 415 tys. dzieci.
800 plus dla Ukraińców. Jakie warunki?
ZUS 31 stycznia wstrzymał wypłatę 800 plus dla obywateli Ukrainy ze statusem UKR. Aby mogli oni zachować prawo do świadczenia, od 1 lutego muszą złożyć nowy wniosek na okres świadczeniowy 2025/2026.
We wniosku trzeba podać obowiązkowy numer PESEL wnioskodawcy i dziecka, wskazać dane o przekroczeniu granicy, potwierdzić legalność pobytu w Polsce, potwierdzić spełnienie warunku aktywności zawodowej i złożyć oświadczenie, że dziecko uczęszcza w Polsce do szkoły lub przedszkola.
Podczas konferencji minister przypomniał o nasilającej się debacie publicznej na temat sytuacji zwierząt w schroniskach i przypadków znęcania się nad nimi. W jego ocenie obecny system wymaga gruntownych zmian, które powinny obejmować zarówno zaostrzenie kar, jak i ich skuteczne stosowanie. Żurek podkreślił, że problem przepełnienia schronisk oraz pozostawiania zwierząt u osób podejrzanych o przemoc wymaga wielopoziomowej współpracy.
— Ostatnie wydarzenia, mam tu na myśli sprawę patoschronisk, oraz publiczna dyskusja na temat sytuacji psów i funkcjonowania schronisk tylko potwierdzają, jak istotny i potrzebny jest realny, systemowy pomysł na ulepszenie systemu ochrony i troski o dobro zwierząt. Ministerstwo Sprawiedliwości traktuje ten temat bardzo poważnie — powiedział Waldemar Żurek.
Szkolenia dla przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości
Minister poinformował o uruchomieniu przez Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury cyklu szkoleń dotyczących przestępstw wobec zwierząt. Program „K25/26 Ochrona zwierząt – odpowiedzialność karna” skierowany jest do sędziów, prokuratorów, asesorów i asystentów. Szkolenia mają na celu poprawę metodyki postępowania w takich sprawach oraz skuteczniejsze orzekanie środków karnych.
Żurek podkreślił, że przypadki bezwzględnych wyroków za znęcanie się nad zwierzętami wciąż należą do rzadkości. Jego zdaniem kluczowe jest budowanie większej wrażliwości w systemie wymiaru sprawiedliwości oraz wprowadzenie praktycznych narzędzi umożliwiających skuteczne egzekwowanie prawa.
Mikro schroniska w zakładach karnych
Jednym z najbardziej innowacyjnych projektów jest tworzenie mikro schronisk dla psów w zakładach karnych w Olsztynie i Hajnówce. Zwierzęta odebrane podczas interwencji znajdą tam tymczasowe schronienie, a osadzeni będą mieli szansę zdobyć nowe kwalifikacje jako opiekunowie psów.
W ramach programu, pod okiem behawiorystów, skazani przejdą szkolenia, które pozwolą im lepiej zrozumieć potrzeby zwierząt. Działania te mają nie tylko pomóc zwierzętom, ale także wspierać proces resocjalizacji więźniów. Za nadzór merytoryczny odpowiadają lekarze weterynarii oraz trenerzy spoza Służby Więziennej.
Obecnie więźniowie już angażują się w pomoc zwierzętom, m.in. produkując budy i legowiska. Projekt ma na celu rozwinięcie tej współpracy i wprowadzenie bardziej kompleksowych rozwiązań, łączących resocjalizację z pomocą dla zwierząt.
Ministerstwo otwiera drzwi dla czworonogów
Minister Żurek pochwalił się również, że od stycznia tego roku pracownicy resortu mogą przychodzić do pracy ze swoimi psami. Zgodnie z regulaminem, czworonogi muszą być zdrowe, zaszczepione i dobrze zsocjalizowane.
— Stworzyliśmy jasny regulamin, który dba o komfort zarówno zwierząt, jak i wszystkich osób przebywających w budynku. Psy goszczące w Ministerstwie są zdrowe, zaszczepione i dobrze zsocjalizowane. Na drzwiach gabinetów, w których przebywają czworonogi, pojawiają się specjalne oznaczenia ze zdjęciem psa, co ułatwia komunikację osobom z alergiami lub lękiem przed zwierzętami — wyjaśnił minister.
Żurek wyraził nadzieję, że takie rozwiązanie stanie się inspiracją dla innych instytucji i pracodawców w Polsce.
Prezydent USA Donald Trump podpisał w piątek rozporządzenie wycofujące nałożone w ub.r. dodatkowe 25 proc. cła na towary z Indii w zamian za nieimportowanie rosyjskiej ropy naftowej. To efekt zawartej umowy handlowej i obietnicy indyjskich władz o odcięciu zakupów z Rosji. W umowie jest jeszcze szereg innych ważnych zapisów.
"Indie zobowiązały się do zaprzestania bezpośredniego lub pośredniego importu ropy naftowej pochodzącej z Federacji Rosyjskiej. Oświadczyły, że będą kupować amerykańskie produkty energetyczne od Stanów Zjednoczonych i niedawno zobowiązały się do zawarcia ze Stanami Zjednoczonymi umowy ramowej w sprawie rozszerzenia współpracy obronnej w ciągu najbliższych 10 lat" — napisał Trump w zawartym w dekrecie uzasadnieniu decyzji.
Czytaj także w BUSINESS INSIDER
Podpisany dokument wycofuje dodatkowe 25-procentowe cła na towary z Indii, które Trump nałożył w sierpniu ub.r. Według Bloomberga, od tego czasu Indie znacząco ograniczyły import surowca z Rosji. W sobotę prezydent USA twierdził natomiast, że zgodziły się sprowadzać ropę z Wenezueli, by zastąpić dostawy z Iranu.
Zamiast od Rosji Indie kupią ropę od USA
To niemały problem dla zmagającego się z finansowaniem własnej agresji na Ukrainę Kremla. Do Indii płynęło z Rosji w ub.r. 1,6-1,7 mln baryłek ropy dziennie, a wartość tego importu szacuje się na 80-85 mld dol. To aż 33-38 proc. rosyjskiego eksportu ropy naftowej. Chiny sprowadzały około 47 proc. Gazu Indie z Rosji prawie nie sprowadzały.
Redukcja ceł przez USA i nowe porozumienie handlowe między USA a Indiami to zmieni. Ramy porozumienia handlowego prezydent USA ogłosił jeszcze w poniedziałek.
Według nowych warunków, cła na towary z Indii maleją z 50 do 18 proc., zaś Indie mają znieść własne cła w szeregu kategorii do zera. Władze w Delhi zobowiązały się też do zakupu za 500 mld dol. produktów z USA, w tym ropy naftowej i gazu.
Indie były dotąd jedyną spośród największych gospodarek świata, które nie wynegocjowały z administracją Trumpa porozumienia handlowego. Do ogłoszenia dochodzi po tym, gdy w ubiegłym tygodniu zakończyły się wieloletnie negocjacje na temat umowy handlowej Indii z UE.
Laptopy czeka w tym roku skok jakościowy, który między innymi pozwoli najnowszym notebookom z Windowsem konkurować z MacBookami w miejscach, w które do tej pory były zarezerwowane dla sprzętu Apple. Sprawdziliśmy w praktyce jeden z takich "laptopów przyszłości", model Asus ExpertBook Ultra, i wysokiej klasy laptopy biznesowe jeszcze nigdy nie wyglądały i nie działały tak dobrze. Wszystko to w znacznej mierze jest zasługą szybkiego rozwoju ekranów i Intela, który po latach niepowodzeń zaczyna brać się w garść.
Sprawdziliśmy w praktyce laptopa Asus ExpertBook Ultra, który jest jednym z najciekawszych przedstawicieli tegorocznej fali notebooków nowej generacji.
Po latach spowolnienia, w tym roku laptopy czeka duży skok jakościowy
Ten skok jest związany ze znaczną poprawą jakości ekranów i energooszczędności procesorów
Nowymi laptopami szczególnie powinny zainteresować się osoby zajmujące się obróbką multimediów
Wielu użytkowników komputerów przenośnych w tym roku w końcu zyska realną alternatywę dla MacBooków
W tym roku więcej osób niż zwykle rozważa wymianę laptopa. Częstą motywacją jest zakończenie oficjalnego wsparcia Windowsa 10, ale istnieją też powody techniczne, które zachęcają do zakupu nowego notebooka. W telegraficznym skrócie, w ciągu ostatnich kilku lat komputery przenośne stały się znacznie lepsze. W pewnym stopniu jest to zasługa pierwszych MacBooków z procesorem Apple M1, które bardzo podniosły poprzeczkę całej branży w takich dziedzinach, jak czas pracy na akumulatorze, wydajność w pracy z multimediami, wydajność po odłączeniu od ładowarki itp. i zmusiły cały rynek do nadrabiania zaległości. Z korzyścią dla wszystkich, co pokazały mi testy biznesowego laptopa Asus ExpertBook Ultra.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Asus ExpertBook Ultra: cienki i lekki, ale solidny
Wspomniany Asus ExpertBook Ultra jest biznesowym laptopem klasy premium i od razu to widać i czuć. Jego obudowa została wykonana ze stopu aluminium i magnezu, dzięki czemu jest bardzo cienki i lekki (nieco ponad 1 kg w testowanej konfiguracji z ekranem dotykowym i matową wersją szkła Gorilla Glass Victus), a jednocześnie bardzo solidny i sztywny. Co dla wielu osób bardzo ważne, wspomniana cienkość i lekkość nie odbiła się negatywnie nie tylko na jakości wykonania, ale i na funkcjonalności, bo notebook ten został wyposażony w dwa klasyczne złącza USB-A i pełnowymiarowe złącze HDMI 2.1, więc nie wymusza na użytkowniku konieczności korzystania z irytujących akcesoriów z dodatkowymi portami.
Cienki i lekki, ale nadal funkcjonalny dzięki złączom USB-A i HDMI 2.1.
|Mieszko Krzykowski / Onet
Obudowa ExpertBooka Ultra jest wykończona specjalną matową ceramiczną powłoką, która jest bardzo odporna na zadrapania i w ogóle nie zbiera odcisków palców, czym u mnie mocno zaplusowała. Jednak nie każdemu przypadnie do gustu przez to, jaka jest w dotyku. Trudno to opisać, ale bardziej przypomina pod tym względem "plastik premium" niż metaliczny chłód typowego MacBooka Pro. Taki już specyficzny urok użytych materiałów.
ExpertBook Ultra ma ciekawie rozwiązany szklany haptyczny gładzik, który nie jest zabudowany od strony dolnej krawędzi.
|Mieszko Krzykowski / Onet
Genialny matowy ekran Tandem OLED ExpretBooka Ultra
Za to z pewnością kwestią gustu nie jest pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy po otwarciu ExpertBooka Ultra, czyli jego ekran. W konfiguracji, którą otrzymaliśmy, zamontowano dotykowy panel Tandem OLED pokryty matowym szkłem i jest on genialny pod każdym możliwym względem. Można o nim myśleć jak o trochę większej i trochę ciemniejszej wersji ekranów OLED iPadów Pro z powłoką nanostrukturalną, co w praktyce oznacza niemal referencyjne odwzorowanie kolorów, idealną czytelność obrazu w każdych warunkach i rewelacyjną obsługę treści HDR.
Matowy, dotykowy ekran OLED to zdecydowanie jedna z największych zalet ExpertBooka Ultra.
|Mieszko Krzykowski / Onet
Jeśli często pracujecie na zewnątrz lub zajmujecie się obróbką multimediów — zwłaszcza tych masterowanych z myślą o HDR — to będziecie zachwyceni. A z szerszej perspektywy, jakość ekranów, takich jak ten z ExpertBooka Ultra, i obsługa dotyku to obecnie jedne z głównych przewag laptopów z Windowsem nad MacBookami.
Dzięki Intelowi laptopy z Windowsem uczą się nowych sztuczek
Głównym powodem tego, że w tytule tego artykułu znajduje się informacja o laptopie przyszłości, jest znajdujący się w testowanym ExpertBooku Ultra nowy procesor Intela serii Core Ultra 300 (a dokładniej — Core Ultra X7 358H). Układy te miały oficjalną premierę na początku roku i w ciągu najbliższych kilku miesięcy będą się pojawiać w kolejnych modelach laptopów. Zdecydowanie warto je zapamiętać, bo nie są to po prostu kolejne nudne chipy, które w praktyce niewiele zmieniają. Można o nich myśleć trochę jak o intelowskim odpowiedniku procesorów Apple M, które kilka lat temu zrewolucjonizowały MacBooki.
Nowa generacja procesorów Intela do cienkich i lekkich laptopów przynosi ze sobą generacyjny skok jakości.
|Mieszko Krzykowski / Onet
Różnica w wydajności względem procesorów Core Ultra 200 serii V, czyli bezpośrednich poprzedników, jest ogromna — w zastosowaniach wykorzystujących wiele rdzeni procesora, których w testowanym modelu jest aż 16, może być nawet prawie dwukrotna. Co ważne, z bardzo dużej części tej wydajności można skorzystać nie tylko wtedy, gdy laptop jest podłączony do ładowarki, co przez lata było piętą achillesową laptopów z Windowsem. I co jeszcze ważniejsze, ta wysoka wydajność nie niesie ze sobą skrócenia czasu pracy na akumulatorze, bo jest wręcz przeciwnie — z testów wynika, że nowe procesory Intela to obecnie najbardziej energooszczędne układy do cienkich i lekkich laptopów z Windowsem. W testowanym Asusie ExpertBook Ultra nie miałem większych problemów z osiągnięciem czasu pracy na akumulatorze rzędu kilkunastu godzin.
Asus ExpertBook Ultra
|Onet
Na oddzielną wzmiankę zasługuje literka X znajdująca się w nazwie procesora testowanego ExpertBooka Ultra. Są nią oznaczane modele, które mają mocniejsze, 12-rdzeniowe GPU. Powinny na nie zwrócić uwagę osoby, które korzystają z aplikacji intensywnie wykorzystujących GPU, w tym do obsługi AI. Intel Arc B390, bo tak brzmi pełna nazwa najmocniejszego zintegrowanego GPU Intela, pozwolił mi komfortowo korzystać między innymi z akcelerowanych przez GPU funkcji AI aplikacji Adobe Lightroom, takich jak szybkie maskowanie i odszumianie AI (w przypadku zdjęć o rozdzielczości 26 MP zajmowało ono około 8 sek.). Bardzo dobrze wygląda też jego wydajność w czasie montowania wideo z użyciem aplikacji Adobe Premiere i DaVinci Resolve. Na koniec załadowałem model językowy gpt-oss:20b i działał on z szybkością 30-35 tokenów na sekundę, czyli już bardzo używalną. Do tej pory, aby móc komfortowo działać z tymi aplikacjami i narzędziami, trzeba było wybrać sprzęt z dedykowanym GPU lub ewentualnie jeden z nielicznych laptopów z procesorem AMD Ryzen AI Max i pogodzić się z gorszym czasem pracy na akumulatorze, większą masą i często większym hałasem. Teraz te kompromisy w końcu przestały być konieczne.
Cienki, lekki i wydajny.
|Mieszko Krzykowski / Onet
Tegoroczne laptopy zapowiadają się rewelacyjnie. Jest tylko jeden haczyk
Podsumowując, testy przedstawiciela biznesowych "laptopów przyszłości", czyli Asusa ExpertBook Ultra, wypadły bardzo dobrze. Sprzęt ten ma wszystko, aby zadowolić nawet najbardziej wymagających użytkowników notebooków tej klasy. Pod względem jakości wykonania, klawiatury, gładzika jest to notebookowa czołówka, a jego matowy, dotykowy wyświetlacz Tandem OLED to technologiczne dzieło sztuki, od którego nie można oderwać wzroku. Natomiast nowy procesor Intela serii Core Ultra X 300 sprawia, że jest to sprzęt nie tylko wydajny — zwłaszcza w zastosowaniach multimedialnych i AI — ale też długo działający na akumulatorze. Można powiedzieć, że w tym roku wielu użytkowników laptopów z Windowsem w końcu otrzyma realną alternatywę dla MacBooków — pod pewnymi względami nawet lepszą od nich.
Stop magnezu i aluminium pokryty ceramiczną powłoką sprawia, że laptop ten jest bardzo lekki, ale jednocześnie solidny i odporny na zadrapania.
|Mieszko Krzykowski / Onet
Jedynym potencjalnym problemem jest to, że pod wielkim znakiem zapytania stoi jego dostępność i ostateczna cena. Nie jest to wina Asusa, a globalnego problemu z dostępnością pamięci komputerowej i związanych z tym szalejących cen komponentów. Ponieważ jest to komputer klasy premium, to powinien być bardziej odporny na te zawirowania rynkowe, ale i tak atrakcyjne wycenienie go nie będzie łatwe. Jakkolwiek by było, jeśli myślicie o zakupie nowego cienkiego i lekkiego biznesowego laptopa premium, warto wypatrywać kwietniowego sklepowego debiutu ExpertBooka Ultra i innych przedstawicieli nadchodzącej fali laptopów tej klasy, bo pod pewnymi względami niosą one ze sobą generacyjny skok jakościowy, którego na rynku laptopów z Windowsem nie mieliśmy od dłuższego czasu.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Zaplanowane na najbliższą niedzielę wybory parlamentarne w Japonii mogą mieć spore znaczenie dla rynków finansowych i gospodarek krajów całego świata. Gra toczy się o wysoką stawkę, szczególnie w świetle geopolitycznych napięć i niepewności. Wyjaśniamy dlaczego.
Gambit Sanae Takaichi, pierwszej kobiety na stanowisku premiera Japonii w historii, może jej się opłacić, ale też uderzyć w nią rykoszetem.
Bijąca rekordy popularności polityczka właśnie ze względu na wysokie poparcie zdecydowała się na rozpisanie nowych wyborów. Dzieje się to raptem 3,5 miesiąca po tym, jak w drugiej połowie października zajęła stanowisko premiera.
Powód? Chce silnej legitymacji społecznej do przeprowadzenia niektórych reform oraz liczy na samodzielne rządy jej Partii Liberalno-Demokratycznej. Może się jednak przeliczyć, jak w 2024 r. Shigeru Ishiba. Wcześniejsze wybory rozpisane przez ówczesnego premiera skończyły się utratą większości przez jego ugrupowanie.
Czytaj także w BUSINESS INSIDER
Takaichi buduje swój wizerunek na kontrastach: jest bardziej nacjonalistyczna niż jej mentor i jeden z poprzedników Shinzo Abe, twarda wobec Chin i bezkompromisowa w kwestiach obronności.
Bloomberg zwraca uwagę, że wynik niedzielnych wyborów przesądzi nie tylko o tym, kto będzie rządził w Tokio, ale też o tym, z jaką pewnością Japonia będzie realizować swoje ambicje gospodarcze, bezpieczeństwa i dyplomatyczne w kraju oraz za granicą.
Co się dzieje z gospodarką Japonii?
Kluczem do wygranej w wyborach będzie gospodarka. Japonia, jeden z najmocniej zadłużonych krajów wśród tych wysoko rozwiniętych, mierzy się z długiem publicznym na poziomie 2,5-krotności swojego PKB.
Co więcej, w kraju od dłuższego czasu trwa problem rosnących cen. To nowość, bo akurat w tym kraju przez niemal 30 lat nie wiedzieli, co to inflacja. Dopiero od niedawna życie zaczęło drożeć, wcześniej czymś normalnym była deflacja.
Nic dziwnego, że społeczeństwu się to nie podoba, o czym doskonale wiedzą politycy. Takaichi w festiwalu wyborczych obietnic już zapowiedziała kilkuletnie zawieszenie podatku od sprzedaży żywności. Właśnie po to, by ulżyć obywatelom.
Opozycja idzie jednak jeszcze dalej i domaga się całkowitej likwidacji tego obciążenia.
W obu przypadkach problem jest taki, że ani jedni, ani drudzy nie pokazują źródeł finansowania takiej reformy.
Obawy o stan budżetu
Nie ma przy tym wątpliwości, że takie luzowanie fiskalne nie wpłynie dobrze na stabilność finansów publicznych w Japonii. Mówiąc wprost: zadłużenie będzie jeszcze rosło, choć już dziś należy do największych na świecie.
Groźba rosnącego deficytu osłabia jedna i podbija rentowność obligacji Japonii. Pod koniec ubiegłego miesiąca było to widać aż nadto wyraźnie.
Apogeum wzrostów mieliśmy w drugiej połowie stycznia, gdy rentowności w ciągu jednego dnia skoczyły o blisko 20 pkt bazowych. Pisaliśmy o tym w Business Insider Polska.
Co to oznacza? Mówiąc inaczej, Japonia musi pożyczać pieniądze na rynku po większym koszcie, czyli na wyższy procent. To z jednej strony uderzenie w i tak mocno zadłużoną gospodarkę japońską, ale z drugiej — okazja do zarobku dla inwestorów.
"Financial Times" w weekend tłumaczył, że podstawowa obawa na rynku jest taka, że wobec rosnących rentowności japońskich obligacji rządowych może spowodować efekt domina i w efekcie "zaburzyć gospodarcze status quo na całym świecie".
W jaki sposób? "Blisko 13 proc. amerykańskiego rynku obligacji skarbowych znajduje się w posiadaniu inwestorów z Azji. Jeśli rentowności w Japonii staną się wystarczająco atrakcyjne, to mogą oni przerzucić swoje środki na krajowy rynek. W reakcji wzrosną rentowności w USA, a za nimi pójdą rentowności globalne, pchając zadłużony system finansowy w stronę niestabilności" — czytamy w "Financial Times".
Wybory mają na celu wyłonienie 465 członków Izby Reprezentantów — izby niższej japońskiego parlamentu, znanego jako Kokkai. To właśnie ta izba ma decydującą rolę m.in. w uchwalaniu budżetów i wyborze premiera. To odpowiednik polskiego Sejmu.
Spośród 465 mandatów, 289 obsadza się w okręgach jednomandatowych — zwycięża kandydat z największą liczbą głosów w danym okręgu.
Pozostałe 176 miejsc przydzielane jest w systemie proporcjonalnym, gdzie wyborcy głosują na wybraną partię, a mandaty dzielone są proporcjonalnie do uzyskanych głosów w większych regionach. Pozwala to partiom na strategiczne sojusze i taktyczne porozumienia, by zdobywać mandaty.
"Głosowanie ma także poważne konsekwencje geopolityczne. Zwycięstwo Takaichi utrzymałoby kurs na zwiększenie wydatków obronnych i wzmocnienie roli Japonii jako kluczowego sojusznika USA w regionie, zwłaszcza w obliczu rosnących napięć w Azji i ekspansji militarnej Chin. Porażka — i wynikające z niej przetasowania na szczytach władzy — mogłyby te działania spowolnić lub skomplikować" — pisze Bloomberg.
Indeks Dow Jones po raz pierwszy w historii osiągnął poziom 50 000 pkt.
Indeks blue chipów, skupiający 30 spółek, w trakcie piątkowej sesji przekroczył poziom 50 000 pkt. To pierwsza taka sytuacja w prawie 130-letniej historii indeksu. Na zamknięciu Dow Jones wzrósł o 2,47 proc. i wyniósł 50 115,67 pkt.
Rekord na Wall Street
Traderzy w czapeczkach "Dow 50 000" podczas piątkowej sesji na Wall Street.
|Richard Drew/Associated Press/East News / East News
W piątek Wall Street odrabiała straty po trzydniowej panice na giełdzie w sektorze technologicznym. Szeroki indeks S&P 500 (skupiający 500 największych spółek) wzrósł w piątek o 1,97 proc. Indeks Nasdaq Composite, zdominowany przez sektor technologiczny, wzrósł o 2,18 proc.
Indeks Dow Jones — notowania w ciągu ostatnich 5 dni:
Dow Jones
Indeks blue chipów wyprzedza w tym roku Nasdaq i S&P 500, ponieważ inwestorzy skłaniają w stronę sektorów takich jak przemysł i finanse. Indeks Dow Jones koncentruje się na tych sektorach, a mniej na sektorze technologicznym, który stanowi większą część indeksów S&P 500 i Nasdaq Composite.
Goldman Sachs i Caterpillar, dwie spółki o największym wpływie na indeks Dow Jones, wzrosły w piątek odpowiednio o 4,3 proc. i 7 proc. Caterpillar osiągnął rekordowy poziom.
Indeks Dow Jones został założony w 1896 r. przez dziennikarzy Charlesa Dowa i Edwarda Jonesa. Początkowo obejmował 12 spółek przemysłowych, w tym General Electric, National Lead i Tennessee Coal, Iron and Railroad Company.
Dow Jones jest starszy niż S&P 500, utworzony w 1957 r. (choć jego poprzednicy istnieli już od 1928 r.), a także Nasdaq Composite, utworzony w 1971 r.
W 1928 r. indeks Dow Jones rozrósł się z 12 do 30 spółek — i tak już zostało. W miarę upływu czasu różne spółki wchodziły do indeksu i z niego wypadały, co odzwierciedlało zmieniającą się amerykańską gospodarkę. 14 listopada 1972 r. Dow Jones po raz pierwszy zamknął się powyżej 1000 pkt.
Rekord indeksu Dow Jones jest symbolem nieustannego wzrostu na giełdzie pomimo ostatnich burzliwych wydarzeń geopolitycznych — zauważa CNN.
Akcje w Stanach Zjednoczonych — i na całym świecie — rosły w tym roku pomimo niepewności związanej z zamieszkami w Iranie, napięciami między Waszyngtonem a UE w sprawie Grenlandii czy schwytaniem Nicholasa Maduro przez USA.
Amerykański Departament Sprawiedliwości bada praktyki biznesowe Netflixa w kontekście planowanego przejęcia Warner Bros. Discovery. Chodzi o ustalenie, czy działania firmy mogą prowadzić do monopolizacji rynku streamingu. Informacje na temat sprawy ujawnił "The Wall Street Journal", powołując się na treść wezwania sądowego.
Walka o przejęcie Warner Bros. Discovery trwa i nic nie wskazuje, że prędko się zakończy.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo:
O spółkę walczy dwóch graczy. Z jednej strony jest Netflix, który w grudniu ubiegłego roku złożył ofertę przejęcia studiów filmowych oraz platform streamingowych Warner Bros. Discovery za 27,75 dol. za akcję, co oznaczało, że całkowita wartość transakcji wyniesie 72 mld dol.
W odpowiedzi konkurencyjną ofertę złożyła spółka Paramount, która za 77,9 mld dol. zaproponowała przejęcie całego biznesu Warner Bros. Discovery.
Po analizie obu ofert rada dyrektorów Warner Bros. Discovery (WBD) wydała rekomendację dla akcjonariuszy, aby zaakceptowali ofertę przejęcia części firmy przez Netflixa. Od tego czasu wszystko wskazywało na to, że tak też właśnie się stanie. Konkurencja jednak nie złożyła broni, a cała transakcja staje się tylko coraz bardziej skomplikowana.
Teraz, jak informuje "The Wall Street Journal", na planszy pojawił się nowy gracz — Departament Sprawiedliwości USA, który sprawdzi, czy fuzja Netflixa z Warnerem mogłaby zagrozić konkurencji na rynku. To może całkowicie wstrzymać transakcję. Dziennik przypomina, że prawo antymonopolowe w USA pozwala organom ścigania na blokowanie transakcji, które mogą prowadzić do powstania monopolu lub znacząco ograniczać konkurencję.
Departament Sprawiedliwości USA już działa i, jak informuje "WSJ", obecnie wysyła zapytania do firm z branży rozrywkowej z pytaniami o potencjalne "działania wykluczające" Netflixa, które mogłyby umacniać jego pozycję rynkową.
W odpowiedzi na te doniesienia rzecznik Netflixa, którego cytuje Agencja Reutera, informuje, że spółka "nie ma wiedzy o żadnym dochodzeniu w sprawie jej działalności poza standardowym procesem przeglądu fuzji".
Podkreśla, że firma "konstruktywnie współpracuje" z Departamentem Sprawiedliwości w ramach standardowego przeglądu proponowanej umowy.
Stellantis ogłosił "reset" swojej działalności po tym, jak jego ogromne inwestycje w pojazdy elektryczne nie przyniosły zwrotu. Firma poinformowała w piątek, że poniesie z tego tytułu koszty w wysokości ponad 26 mld dol. — podaje CNN.
Dalsza część pod wideo:
Gwałtowny spadek cen akcji Stellantis w piątek momentami sięgał nawet 30 proc. Na zamknięciu giełdy wyniósł 25 proc.
Rewizja strategii ma miejsce po podobnych — i również kosztownych — działaniach Forda i General Motors w ostatnich tygodniach.
Czytaj także w BUSINESS INSIDER
Malejące zainteresowanie autami elektrycznymi to problem dla producentów. Koncern stwierdził w oświadczeniu, że przejście na pojazdy elektryczne "musi być uzależnione od popytu, a nie od nakazu" oraz że dąży do tego, by być dla kientów "symbolem wolności wyboru".
Szacowana strata netto za drugie półrocze 2025 r. ma wynieść od 19-21 mld euro, przy przychodach szacowanych na 78–80 mld euro.
Wielu producentów samochodów w Stanach Zjednoczonych zainwestowało znaczne środki w plany dotyczące pojazdów elektrycznych w odpowiedzi na surowe przepisy środowiskowe wprowadzone przez administrację Bidena. Oczekiwali również, że niektóre stany pójdą w ślady Kalifornii i w ciągu dekady wprowadzą zakaz sprzedaży pojazdów benzynowych.
Administracja Trumpa wycofała jednak przepisy dotyczące emisji, a także wsparcie finansowe dla pojazdów elektrycznych. Podważa również uprawnienia stanów do ustanawiania własnych, surowszych przepisów — zauważa CNN.
Popyt na elektryki rozczarował
Koncern poinformował, że w drugiej połowie 2025 r. zaksięgował odpisy wysokości około 26 mld dol. Prezes Stellantis, Antonio Filosa, stwierdził, że "w dużej mierze odzwierciedlają one koszty przeszacowania tempa transformacji energetycznej".
Podkreślając swoją prognozę niższego popytu na pojazdy elektryczne, Stellantis poinformował, że większość kosztów — 17,37 mld dol. — związana jest z "dostosowaniem planów produktowych do preferencji klientów i nowych przepisów dotyczących emisji w USA".
Niedawna zmiana przepisów w Europie również źle wróży przejściu na czystsze samochody - ocenia CNN.
Unia Europejska planowała wprowadzić zakaz sprzedaży nowych pojazdów z silnikami spalinowymi do 2035 r. Jednak w grudniu, po naciskach ze strony producentów samochodów, organ wykonawczy UE stwierdził, że zakaz będzie dotyczył jedynie 90 proc. nowych pojazdów. Oznacza to, że pozostałe 10 proc. nowych samochodów wyprodukowanych po 2035 r. nadal może być hybrydami typu plug-in lub samochodami z silnikami spalinowymi.
Zapotrzebowanie Europejczyków na pojazdy elektryczne jest mniejsze, niż przewidywali producenci samochodów, czemu nie sprzyja niewystarczająca infrastruktura ładowania na kontynencie.
Administracja Stanów Zjednoczonych zamierza zainwestować w rozwój sieci think tanków i fundacji w Europie, które miałyby promować priorytety ruchu MAGA (Make America Great Again) oraz wartości bliskie administracji Donalda Trumpa. Jak podaje "Financial Times", środki mają zostać przeznaczone na inicjatywy związane m.in. z wolnością słowa w internecie i krytyką europejskich regulacji cyfrowych.
Jak informuje "Financial Times", projekt był tematem grudniowej wizyty podsekretarzyni stanu USA ds. dyplomacji publicznej Sary Rogers m.in. w Londynie, gdzie spotkała się z prawicowymi think tankami i osobami z populistyczno-prawicowej partii Reform UK Nigela Farage'a.
Program ma mieć związek z tegorocznymi obchodami 250. rocznicy niepodległości USA, a pieniądze mają zostać przeznaczone na promocję "amerykańskich wartości", w tym wolności słowa w internecie.
Chodzi m.in. o krytykę europejskich i brytyjskich regulacji cyfrowych, często krytykowanych przez administrację Trumpa. Jak podaje gazeta, Waszyngton ma się skupić na instytucjach w Londynie, Paryżu, Berlinie i Brukseli.
Czytaj także w BUSINESS INSIDER
"Administracja USA prowadzi krucjatę, by uratować Europę" — powiedział gazecie jeden z czołowych polityków Reform UK. Przedstawiciele partii zaznaczyli jednak, że ostrożnie podchodzą do jawnych powiązań z ruchem MAGA z powodu niepopularności Trumpa.
Rogers udała się w czwartek w kolejną podróż do Europy i w jej ramach odwiedzi również Polskę — obok Irlandii, Węgier i Niemiec — lecz na razie nie jest jasne, czy wizyta ma związek z tym projektem. Według komunikatu Departamentu Stanu urzędniczka ma "promować wolność słowa i wolność cyfrową, wzmacniać amerykańskie interesy gospodarcze i podkreślać amerykańską doskonałość" poprzez obchody 250. rocznicy USA.
Departament Stanu potwierdza. Będą pieniądze na "promowania amerykańskich interesów i wartości"
Departament Stanu potwierdził doniesienia "FT" na temat planów przekazania dotacji, zaznaczył jednak, że będą one "przejrzystym, prawowitym wykorzystaniem środków na rzecz promowania amerykańskich interesów i wartości za granicą".
"Zadaniem podsekretarzyni Rogers jest wspieranie amerykańskich celów. Wcale się tego nie wstydzimy. Każda dotacja jest w pełni jawna i rozliczalna" — powiedział rzecznik resortu.
Biały Dom już wcześniej zapowiedział w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, że zamierza "kultywować opór" w Europie przeciwko obecnej "trajektorii politycznej" kontynentu oraz wspierać "patriotyczne" partie europejskie.
W przypadku Starego Kontynentu stosunki USA miałyby skoncentrować się na współpracy z kilkoma państwami "w celu odciągnięcia ich" od Unii Europejskiej. W grupie tych krajów znalazły się: Polska, Austria, Węgry i Włochy.