Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 8 kwietnia 2026

Bandikhan II odkrywa swoje tajemnice. Tak żyli ludzie 3000 lat temu

Odkopali miasto sprzed 3 tys. lat. Było częścią Jedwabnego Szlaku

Karolina Majchrzak

Chińsko-uzbecki zespół archeologów dokonał niezwykłego odkrycia w południowym Uzbekistanie. W Bandikhan, jednej z kluczowych oaz wilajetu surchondaryjskiego, odnaleziono pozostałości liczącego 3000 lat miasta. Kryją one bogactwo artefaktów, pozwalając naukowcom lepiej zrozumieć rozwój osadnictwa wczesnej epoki żelaza w Azji Środkowej.


Bandikhan II, stanowisko archeologiczne w południowym Uzbekistanie (wilajet surchondaryjski)

Ukryte miasto z epoki żelaza odnalezione. Naukowcy badają starożytną BaktrięChina's Northwest Universitydomena publiczna


Co ciekawe, miejsce zostało zidentyfikowane już w 1969 roku, ale wykopaliska rozpoczęły się dopiero w 2023 roku, koncentrując się na wschodniej części ogromnego kompleksu Bandikhan II, który zajmuje aż 10 tys. metrów kwadratowych. I choć dotąd przebadano jedynie niewielki obszar, odkrycia pozwoliły zidentyfikować osadę jako część kultury Yaz, kluczowej dla starożytnej Baktrii.

Podczas prac archeolodzy odsłonili fragment wschodniego muru o trapezoidalnym przekroju, liczne konstrukcje oraz połączone ze sobą pomieszczenia, dające wgląd w codzienne życie mieszkańców. Jeden z pokojów służył do spania i zawierał niszę na lampę, której funkcję odkryto dzięki śladom wielokrotnego spalania.

Codzienne życie w epoce żelaza


Wśród odnalezionych artefaktów znalazły się również ceramiczne naczynia, w tym dzbany, misy i talerze o płaskim dnie, których kształty i zdobienia odpowiadają tym z innych stanowisk Yaz, jak Kuchuktepa czy Yaztepa. Układ miasta też wykazuje pewne podobieństwa do tych miejsc, ale Bandikhan II wyróżnia się brakiem półkolistych wież obronnych na murach.

Oprócz ceramiki odkryto narzędzia kamienne, w tym żarna, moździerze i tłuczki, co wskazuje na przetwarzanie zbóż na miejscu. Znaleziono też brązowe noże i groty strzał, a także muszle, prawdopodobnie używane w codziennym życiu lub w celach dekoracyjnych.

To dopiero początek


Dotychczasowe wykopaliska przyniosły imponujące efekty, jednak badacze planują dalsze prace. Bandikhan II, jako największe i najlepiej zachowane tego typu miejsce w oazie, wciąż skrywa wiele tajemnic, których odkrycie może rzucić więcej światła na życie starożytnych mieszkańców Jedwabnego Szlaku.

Przy okazji, w odpowiedzi na odkrycia, uruchomiono program szkoleniowy z archeologii Jedwabnego Szlaku, mający na celu ochronę i przekazywanie dziedzictwa kulturowego regionu, podkreślając znaczenie tego miejsca nie tylko dla nauki, ale także dla edukacji i kultury.


Leasing w wersji online – jak działa nowa usługa mBanku?Content Studio


Cmentarz neandertalczyków we Francji? To wbrew temu, co mówiła nauka

Ostatni rytuał neandertalczyków? Sensacyjne odkrycia z La Ferrassie

Karolina Majchrzak

Czy neandertalczycy żegnali swoich zmarłych w sposób bardziej "ludzki", niż dotąd sądzono? Najnowsze analizy jednego z najsłynniejszych stanowisk archeologicznych w Europie sugerują, że u schyłku swojego istnienia mogli praktykować zorganizowane rytuały pogrzebowe obejmujące osoby w każdym wieku.


Szczątki neandertalczyka nazwane La Ferrassie 1

Wyjątkowy neandertalczyk z Francji. Pogrzebali go 40 tys. lat temuThilo PargWikimedia Commons


W trakcie ponad stu lat wykopalisk stanowisko La Ferrassie, uznawane za kluczowy punkt odniesienia dla badań nad paleobiologią neandertalczyków oraz przejściem między środkowym a górnym paleolitem, dostarczyło badaczom liczny materiał badawczy.

Archeolodzy natrafili tam na wyjątkowo dobrze zachowane szczątki łącznie ośmiu osobników - dorosłych, dzieci, a nawet niemowląt i płodów. To właśnie ta różnorodność od dawna budziła pytania, czy mamy do czynienia z przypadkowym nagromadzeniem szczątków, czy może raczej z najstarszym znanym "cmentarzem" neandertalczyków.

Niedawne badania skłaniają się raczej ku drugiej teorii, zwłaszcza że część szczątków wydaje się "ułożona" w konkretny zaplanowany wcześniej sposób. Uwagę badaczy zwrócił szczególnie szkielet dziecka znanego jako La Ferrassie 8, pogrzebanego ok. 40 tys. lat temu, który - podobnie jak kilka innych osobników - został celowo złożony z głową skierowaną na wschód i miednicą na zachód.

Zagadka La Ferrassie 1


W centrum najnowszych badań znalazł się jednak inny okaz, a mianowicie odkryty w 1909 roku La Ferrassie 1, pozostający jednym z najbardziej kompletnych, jakie kiedykolwiek udało nam się odkryć. Problem polegał na tym, że jego wiek przez dekady pozostawał niepewny - wstępne datowania wskazywały bardzo szeroki przedział czasowy, od 32 do nawet 52 tys. lat. A to ogromna różnica, jeśli szkielet byłby młodszy lub starszy niż inne znaleziska, mógłby pochodzić z zupełnie innego kontekstu kulturowego, co podważałoby hipotezę o celowym pochówku.

Aby rozwiązać tę zagadkę, naukowcy sięgnęli po nowoczesne metody. Przeanalizowali 64 fragmenty kości zwierzęcych przechowywanych razem ze szkieletem w paryskim Musée de l'Homme, wykorzystując paleoproteomikę do identyfikacji gatunków, a następnie wybrali sześć próbek do precyzyjnego datowania radiowęglowego. Wyniki okazały się przełomowe, datowanie wskazało, że szczątki zwierzęce, a więc i warstwa osadów związana z La Ferrassie 1, mają od ok. 42,6 do 39,8 tys. lat.

Pochówki czy przypadek?


To oznacza, że zarówno dorosły mężczyzna (La Ferrassie 1), jak i dziecko (La Ferrassie 8), żyli mniej więcej w tym samym okresie. Zbieżność ta ma ogromne znaczenie, bo w takim razie obaj należeli do tej samej kultury, tzw. szatelperońskiej, związanej wyłącznie z neandertalczykami zamieszkującymi Europę Zachodnią tuż przed ich wyginięciem. Co istotne, to właśnie w kontekstach tej kultury archeolodzy znajdują najmocniejsze dowody na praktyki pogrzebowe.

Nowe badanie opublikowane w "Journal of Archaeological Science" nie daje wprawdzie jednoznacznej odpowiedzi, bo naukowcy podkreślają, że same daty radiowęglowe nie są dowodem na celowy pochówek La Ferrassie 1 (istnieje też możliwość, że szkielet trafił do osadu wtórnie, np. w wyniku przemieszczenia materiału, ale zestawienie kilku faktów zaczyna tworzyć spójną narrację sugerującą, że neandertalczycy mogli rozwijać złożone praktyki związane ze śmiercią, być może obejmujące rytuały i świadome grzebanie zmarłych.

Najciekawsze jest jednak to, kiedy te zachowania się pojawiły. Najstarsze ślady pochówków neandertalczyków znane są z Bliskiego Wschodu i sięgają ponad 100 tys. lat. W Europie jednak takie praktyki wydają się rozpowszechniać dopiero u schyłku istnienia gatunku, między 45 a 40 tys. lat. La Ferrassie może więc reprezentować jeden z ostatnich rozdziałów historii neandertalczyków - moment, w którym ich kultura osiągnęła najwyższy poziom złożoności tuż przed zniknięciem z kart dziejów.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


Początki życia na Ziemi cofnięte o miliony lat. Przełomowe odkrycie z Chin

Życie na Ziemi starsze o miliony lat. To odkrycie zmienia wszystko

Daniel Górecki

Najnowsze odkrycie z południowo-zachodnich Chin całkowicie zmienia wszystko, co wiemy o ewolucji. Międzynarodowy zespół naukowców ogłosił, że złożone życie zwierzęce mogło pojawić się na Ziemi miliony lat wcześniej, niż dotąd zakładano. Jego zdaniem początki organizmów, z których ostatecznie wyewoluowały także kręgowce, w tym człowiek, sięgają jeszcze okresu ediakaru, a nie dopiero eksplozji kambryjskiej.


Jedna ze skamieniałości odkrytych na stanowisku Jiangchuan Biota w prowincji Yunnan w Chinach

Przełomowe odkrycie w Chinach. Złożone życie powstało dużo wcześniejGaorong Li et al., Science392,63-68(2026)domena publiczna


Do tej pory naukowcy uważali, że złożone życie zwierzęce pojawiło się dopiero około 539 mln lat temu podczas eksplozji kambryjskiej, kiedy w zapisie kopalnym nagle pojawiło się wiele nowych typów organizmów, w tym stawonogi, mięczaki i strunowce. Tyle że nowe skamieniałości, odkryte na stanowisku Jiangchuan Biota w prowincji Yunnan w Chinach, sugerują, że część tej różnorodności i złożoności istniała już kilka milionów lat wcześniej, pod koniec ediakaru.

Naukowcy wydobyli ponad 700 skamieniałości, z czego około 200 należało do zwierząt, które żyły ok. 554-539 mln lat temu, czyli jeszcze przed tzw. eksplozją kambryjską, która do tej pory była uznawana za moment pojawienia się złożonych form życia. Wśród skamieniałości znaleziono m.in. robakowate zwierzęta o symetrii dwubocznej, wczesne żebropławy, organizmy przypominające parzydełkowce (krewni meduz i koralowców), a także stworzenia podobne do późniejszych kambryjskich organizmów.

Część z nich miała czułki, przewody pokarmowe, struktury służące do poruszania się i zdobywania pokarmu, co oznacza, że prowadziły aktywny tryb życia w trzech wymiarach - poruszały się, żerowały i oddziaływały z otoczeniem. To istotna zmiana w stosunku do wcześniejszego obrazu ediakaru, który przez lata uważano za epokę prostych, płaskich organizmów żyjących głównie na dnie morskim.

Szczególnie ważne są skamieniałości zwierząt o symetrii dwubocznej, czyli takich, których prawa i lewa strona ciała są lustrzanym odbiciem. To cecha charakterystyczna większości współczesnych zwierząt, w tym kręgowców. Niektóre skamieniałości mogą zdaniem autorów badania należeć nawet do wczesnych wtóroustych, czyli grupy zwierząt, do której należą kręgowce, rozgwiazdy i jeżowce. Jeśli dalsze badania to potwierdzą, oznaczałoby to, że przodkowie kręgowców pojawili się wcześniej, niż wskazywał dotychczas zapis kopalny.

Rzadki sposób zachowania skamieniałości


Co ciekawe, analizy genetyczne od dawna sugerowały, że wspólny przodek wielu współczesnych zwierząt żył już w ediakarze, ale brakowało na to dowodów w skamieniałościach. A jednym z powodów, dla których wcześniej nie znajdowano takich organizmów, może być sposób fosylizacji - skamieniałości z Jiangchuan zachowały się jako tzw. kompresje węglowe, cienkie dwuwymiarowe odciski tkanek miękkich.

Dzięki temu widoczne są nie tylko kształty ciał, ale także jelita, otwory gębowe, delikatne odnóża i struktury służące do odżywiania. Tego typu zachowanie skamieniałości jest bardzo rzadkie, co skłania naukowców do przekonania, że podobne organizmy mogły istnieć także w innych miejscach na świecie, ale po prostu nie zachowały się w zapisie kopalnym.

A warto pamiętać, że pojawienie się tego złożonego życia zwierzęcego nie było tylko kolejnym etapem ewolucji, dosłownie zmieniło całą planetę. Zwierzęta zaczęły się przemieszczać, kopać w osadach, filtrować wodę i zjadać inne organizmy. To doprowadziło do ogromnych zmian w obiegu tlenu, węgla i składników odżywczych w oceanach, a w konsekwencji przygotowało Ziemię na rozwój bardziej złożonych ekosystemów.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


Otrzymane przedwczoraj

Polscy archeolodzy z sensacyjnymi odkryciami. Sekrety starożytności

Polscy archeolodzy z wielkimi odkryciami w Afryce. Starożytne wrakowisko

Paula Drechsler

Zespół archeologów z Uniwersytetu Warszawskiego wrócił do Libii, gdzie prowadzi badania pozostałości starożytnego miasta Ptolemais. Badacze regularnie dokonują tam nowych odkryć - teraz ogłoszono identyfikację zatopionych części portu, wrakowiska, a także nieznanej drogi i prawdopodobnych pozostałości systemu obronnego ważnego niegdyś miasta.


Archeolog podwodny nurkuje badać ruiny z kamiennymi kolumnami w starożytnym porcie miasta Ptolemais w Libii.

Archeolodzy z Polski wrócili do badań starożytnego miasta Ptolemais. Przeprowadzili m.in. podwodne badania nieinwazyjne w porcie i okolicy.Autorstwa David Stanley from Nanaimo, Canada - Ptolemais, CC BY 2.0, https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/ Facebook: Polish Archaeological Mission to PtolemaisWikimedia Commons


Badacze z Polski z odkryciami w Libii. Sekrety starożytnego Ptolemais


Archeolodzy z Uniwersytetu Warszawskiego (UW) badają starożytne miasto Ptolemais (Ptolemaida) w grecko-rzymskiej Cyrenajce - regionie historycznym, który obecnie leży w północno-wschodniej części Libii (Afryka Północna). Ptolemais zostało założone przez egipskich władców z dynastii Ptolemeuszy pod koniec IV lub w III wieku p.n.e. i istniało aż do arabskiego podboju w VII wieku n.e. W okresie największego rozkwitu zajmowało ponad 250 hektarów (prawie 4 razy więcej niż Pompeje), miało port, akropol, było otoczone murami, z nekropoliami poza ich obrębem. Jego zabudowa była starannie przemyślana i regularna.

Naukowcy z Polski wrócili do badań w tym miejscu po 13 latach przerwy spowodowanej libijską wojną domową. Od powrotu w 2023 r. badacze dokonali wielu odkryć, rozpoczęli także prace na akropolu oraz eksploracje podwodne. Teraz ogłoszono nowe odkrycia - Polacy zidentyfikowali m.in. starożytne wrakowisko oraz nieznaną wcześniej drogę.

Archeolodzy podwodni odkryli starożytne wrakowisko w Ptolemais


Grupa archeologów podwodnych wraz z nurkami zbadała portową część miasta oraz obszar znajdujący się 4 kilometry na wschód od portu. Część dawnej portowej infrastruktury obecnie leży pod wodą - naukowcy natrafili na starożytne kolumny, pozostałości zatopionych dróg, liczne dawne kotwice oraz sondy, którymi w przeszłości badano dno, podaje PAP. W pobliżu portu odnaleziono też miejsce, gdzie spoczywają wraki - badacze natrafili tam na ślady sugerujące, że rozbijały się tu statki zmierzające do Ptolemais od wschodu.

- To na pewno nie był jeden statek, lecz kilka, bo pas wrakowiska ciągnie się na ponad 100 metrów. To miejsce, w którym co jakiś czas musiało dochodzić do katastrof. To też dobry punkt wyjścia do wieloletnich badań podwodnych w Ptolemais - zaznaczył w rozmowie z PAP kierujący badaniami podwodnymi w Ptolemais prof. Bartosz Kontny z Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Na wraku jednego ze statków odkryto element rzymskiej wagi szalkowej z brązu - aequipodium w kształcie kobiecej głowy, wypełnione ołowiem. Choć nie znaleziono innych odważników, na dnie zalegało wiele amfor i fragmentów ładunku. W jednym z naczyń natrafiono prawdopodobnie na skrystalizowane wino, które obecnie jest analizowane przez naukowców.

Nieznana droga i możliwe pozostałości systemu obronnego


Odkrycia objęły też akropol w Ptolemais - archeolodzy znaleźli tam nieznaną wcześniej drogę przeznaczoną dla transportu kołowego, prowadzącą z południa na szczyt wysokiego płaskowyżu. W pobliżu natrafiono też na ślady prawdopodobnych wież obserwacyjnych, które mogły być częścią systemu obronnego miasta. Przy drodze znaleziono kamień milowy z grecką inskrypcją z czasów rzymskiej dynastii cesarskiej Sewerów, datowany na pierwszą połowę III w. n.e., co wskazuje na okres rozkwitu miasta. Według kierownika badań w Ptolemais, dr. Piotra Jaworskiego, takich kamieni milowych może być wzdłuż odkrytej drogi więcej.

- W 2026 roku obchodzimy 25-lecie naszych wykopalisk w Libii. Praktycznie całe miasto jest wciąż do odkrycia. Przed nami wiele lat działalności przyszłych pokoleń archeologów, chcemy więc zainicjować jak najwięcej tematów badawczych - podsumował w rozmowie z PAP dr Jaworski.


"Wydarzenia": Archeolodzy odkryli najstarszy kościół w GdańskuPolsat NewsPolsat News


Zaginione zapiski geniusza odnalezione. Karta Palimpsestu Archimedesa

Zaginione zapiski uczonego odnalezione. Karta Palimpsestu Archimedesa

Paula Drechsler

Palimpsest Archimedesa, kolekcja zapisków greckiego geniusza oraz innych starożytnych tekstów, od lat wzbudza zainteresowanie naukowców. Teraz badacz z Francji odkrył jedną z zaginionych kart z zapiskami uczonego. Częściowo odkodowano zapiski, planowane są też próby odczytania ukrytych fragmentów z całego manuskryptu.


Archimedes - starszy mężczyzna z brodą przy stole z księgami, globusem i rękopisem. Obok karta z Palimpsetu.

Odkryto zaginione zapiski greckiego uczonego. Karta z Palimpsetu Archimedesa była zaginiona przez kilkadziesiąt lat.Domenico Fetti - http://archimedes2.mpiwg-berlin.mpg.de/archimedes_templates/popup.htm, Domena publiczna, https://creativecommons.org/public-domain/ materiały prasowe CNRSWikimedia Commons


Badacz odkrył zapiski greckiego uczonego. Część Palimpsetu Archimedesa


Archimedes to jeden z najwybitniejszych starożytnych matematyków, fizyków i inżynierów. Grecki uczony pozostawił po sobie wiele osiągnięć naukowych i wynalazków, w tym prawo Archimedesa, przenośnik śrubowy i zegar wodny, a także machiny wojenne wykorzystywane podczas obrony Syrakuz przed legionami rzymskimi dowodzonymi przez Marka Klaudiusza Marcellusa w czasie II wojny punickiej.

Ważnym świadectwem jego dokonań jest Palimpsest Archimedesa, manuskrypt z X wieku, w którym znajdują się unikalne zapiski greckiego uczonego. Niestety część tekstu wymazano w średniowieczu, a w czasie wielokrotnej zmiany właścicieli trzy karty cennych zapisków zaginęły. Dzięki innowacyjnym metodom odkodowano część treści, a karta numer 123 została teraz odnaleziona w Muzeum Sztuk Pięknych w Blois we Francji przez Victora Gysembergha, badacza z francuskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych (CNRS).

Zaginiona karta z Palimpsetu Archimedesa odnaleziona


Zapiski z Palimpsetu Archimedesa częściowo wymazano w średniowieczu, aby ponownie wykorzystać kosztowny pergamin. Była to niegdyś powszechna praktyka. Przechowywany kolejno w Jerozolimie i Konstantynopolu Palimpset został sfotografowany w 1906 roku przez Johana Ludviga Heiberga, zanim trafił do prywatnej kolekcji - obecnie przechowywany jest w Walters Art Museum w Baltimore.

Ważne ustalenia na temat księgi przyniosło zastosowanie współczesnego obrazowania wielospektralnego - to zaawansowana technika rejestracji obrazu, która poza światłem widzialnym przechwytuje promieniowanie w kilku-kilkunastu wybranych pasmach, m.in. podczerwieni czy ultrafiolecie. Tym sposobem odkryto ukryte teksty Archimedesa (część znanych zapisków i nowości, w tym dzieło "O metodzie" oraz nieznane fragmenty traktatu "Stomachion") oraz inne fragmenty literackie i filozoficzne ze starożytności.

Jednak zanim doszło do tych badań, w wyniku wielokrotnej zmiany właścicieli Palimpsetu, kilka kart zaginęło. Teraz odnaleziono jedną z nich. Porównanie karty numer 123 z fotografiami Heiberga z Królewskiej Biblioteki Duńskiej potwierdziło jej autentyczność.

Naukowe rozważania Archimedesa ukryte pod modlitwami


Jedna strona odkrytej teraz karty zawiera naniesione w późniejszych czasach modlitwy, które częściowo zakrywają diagramy geometryczne i fragment traktatu Archimedesa "O kuli i cylindrze". Druga strona zawiera iluminację z XX wieku przedstawiającą proroka Daniela, pod którą starożytny tekst pozostaje obecnie niemożliwy do odczytania.

Badacze planują ponownie użyć obrazowania multispektralnego i analiz fluorescencji rentgenowskiej, aby ujawnić ukryte zapiski.

Odkrycie to wzbudziło ponowne zainteresowanie pełną analizą Palimpsestu Archimedesa przy użyciu nowoczesnych technik, by odsłonić dotąd nieczytelne fragmenty i przeprowadzić nową interpretację cennych danych zawartych w księdze.


Makabryczna wystawa przyciąga tłumy zwiedzających. Jej bohaterami są… seryjni mordercy© 2026 Associated Press


Moneta z autobusu okazała się starożytnym skarbem. Ma ponad 2 tys. lat

Ktoś zapłacił nią za autobus. Okazała się starożytnym skarbem

Karolina Majchrzak

Niepozorna moneta, która w latach 50. XX wieku trafiła do kasetki kierowcy autobusu w angielskim Leeds, okazała się niezwykłym zabytkiem z czasów starożytnych. Badania wykazały, że została wybita około 2000 lat temu w fenickiej osadzie Gadir, znanej dziś jako Cádiz w południowej Andaluzji.


Kat Baxter, kustosz działu archeologii i numizmatyki Muzeum w Leeds, pokazuje awers starożytnej monety

Kat Baxter, kustosz działu archeologii i numizmatyki Muzeum w Leeds, pokazuje awers starożytnej monetyLeeds City Councildomena publiczna


Intrygująca moneta, którą 70 lat temu ktoś zapłacił za przejazd autobusem w angielskim mieście Leeds, okazała się mieć wyjątkowe znaczenie. Zdaniem ekspertów została wybita około 2 tys. lat temu na terenach dzisiejszej południowej Hiszpanii, a jej miejsce jest w muzeum. I tak się właśnie stało za sprawą wnuka dawnego kasjera, który przekazał ją do zbiorów Leeds Museums and Galleries, gdzie zostanie dokładnie zbadana przez specjalistów zajmujących się starożytną numizmatyką.

Pamiątka z kasetki transportu miejskiego


Historia niezwykłego znaleziska zaczęła się w połowie XX wieku. James Edwards, kasjer pracujący dla Leeds City Transport, zajmował się zbieraniem i liczeniem opłat przekazywanych przez kierowców autobusów i tramwajów. Jeśli wśród monet trafiały się egzemplarze zagraniczne lub podejrzane, zabierał je do domu i przekazywał swojemu wnukowi. 

Nie byliśmy kolekcjonerami monet, ale fascynowało nas ich pochodzenie i symbole. Dla mnie były jak małe skarby

Fenicka moneta z symbolem boga i ryb


Jednak dopiero po latach dorosły już mężczyzna zaczął dokładniej badać symbole widoczne na monecie - analiza wykazała, że pochodzi ona z fenickiej kolonii Gadir, jednego z najstarszych ośrodków handlowych w zachodniej części Morza Śródziemnego. Miasto zostało założone przez Fenicjan w XII wieku p.n.e. i z czasem znalazło się pod kontrolą Kartaginy, a następnie Cesarstwa Rzymskiego.

Na awersie monety widnieje wizerunek boga Baala Melkarta, jednego z najważniejszych bóstw Fenicjan, przedstawionego w nakryciu głowy z lwiej skóry nawiązującym do Herkulesa. Na rewersie znajdują się dwa tuńczyki błękitnopłetwe (Thunnus thynnus), symbolizujące znaczenie rybołówstwa dla gospodarki starożytnego miasta.

Jak starożytna moneta trafiła do powojennej Wielkiej Brytanii? To pozostaje zagadką, ale jedna z hipotez jest taka, że mogła zostać przywieziona przez żołnierza wracającego z zagranicznej służby po II wojnie światowej.

Muzea takie jak nasze nie zajmują się wyłącznie konserwacją obiektów, ale także opowiadaniem historii takich jak ta i inspirowaniem zwiedzających do refleksji nad historią, która nas otacza, czasami w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach

Zabawa w udawanie. Małpy człekokształtne mają rozwiniętą wyobraźnię© 2026 Associated Press


Co jedli pierwsi Europejczycy? Zdradza to ceramika sprzed tysięcy lat

Znaleźli naczynia sprzed tysięcy lat. Ujawniają sekrety diety starożytnych

Karolina Majchrzak

Nowe badania archeologiczne sugerują, że dieta dawnych mieszkańców Europy była znacznie bardziej zróżnicowana, niż przez lata sądzili naukowcy. Analiza pozostałości organicznych zachowanych na fragmentach naczyń pokazuje, że łowcy-zbieracze łączyli w swoich potrawach liczne rośliny, ryby oraz inne produkty pochodzenia zwierzęcego.


Jagody albo borówki na ludzkiej dłoni.

Dieta dawnych mieszkańców Europy była znacznie bardziej zróżnicowana, niż dotąd sądziliśmyPixabypexels.com


Badanie, którego wyniki opublikowano w czasopiśmie PLOS One, objęło niemal 60 fragmentów naczyń ceramicznych znalezionych na 13 stanowiskach archeologicznych w północnej i wschodniej Europie. Pochodzą z okresu między VI a III tysiącleciem p.n.e. i zawierają ślady dawnych posiłków zachowane w formie tzw. skorup żywnościowych, czyli przypalonych osadów na wewnętrznych ściankach naczyń.

Nowe metody odsłaniają zapomniane składniki


Dotychczas badania takich pozostałości opierały się głównie na analizie tłuszczów, która pozwalała przede wszystkim wykrywać produkty mięsne. W nowym projekcie naukowcy zastosowali jednak szerszy zestaw metod - połączono analizy chemiczne z badaniami mikroskopowymi, co umożliwiło identyfikację także drobnych fragmentów tkanek roślinnych.

Dzięki temu w osadach znaleziono ślady wielu roślin, m.in. traw, liści, nasion i jagód, a także pozostałości ryb oraz innych organizmów wodnych. Wyniki wskazują, że rośliny stanowiły ważny element diety społeczności łowiecko-zbierackich, które aktywnie przetwarzały i łączyły różne składniki podczas przygotowywania posiłków.

Regionalne przepisy sprzed tysięcy lat


Skład dawnych potraw różnił się w zależności od regionu, co prawdopodobnie odzwierciedlało dostępność lokalnych zasobów oraz specyficzne tradycje kulinarne poszczególnych społeczności. W regionie Bałtyku badacze często znajdowali w osadach na ceramice jagody kaliny w połączeniu z dużą ilością pozostałości ryb słodkowodnych, co może wskazywać na świadome zestawianie określonych składników. Z kolei na stanowiskach archeologicznych w południowej Danii odkryto ślady bardziej zróżnicowanych produktów zwierzęcych.

Analiza pokazuje również, że różne typy naczyń były używane do przygotowywania odmiennych potraw, a poszczególne kultury posiadały własne, rozbudowane tradycje kulinarne. W wielu przypadkach archeolodzy zauważyli tendencję do łączenia konkretnych składników w charakterystyczne zestawy, na przykład jagody jako jedyny składnik roślinny dodawany do potraw z ryb.

Zdaniem badaczy odkrycia te pokazują, że aby naprawdę zrozumieć dietę dawnych społeczności, trzeba dokładniej analizować nawet drobne pozostałości jedzenia zachowane na naczyniach. To właśnie one pozwalają odtworzyć prehistoryczne przepisy, które przez tysiące lat pozostawały ukryte w warstwach przypalonego osadu.


Naukowcy odkryli sekret koni. Potrafią gwizdać… krtanią© 2026 Associated Press


Kobiety H. sapiens i neandertalczycy. To zmienia spojrzenie na ewolucję

Międzygatunkowa miłość. Kobiety H. sapiens i słabość do neandertalczyków

Daniel Górecki

Dlaczego w ludzkim genomie istnieją tzw. neandertalskie pustynie, czyli obszary, gdzie ślady DNA neandertalczyków są niemal niewidoczne? Odpowiedzi może dostarczać nowe badanie zespołu z University of Pennsylvania, opublikowane w czasopiśmie Science.


Dwóch prehistorycznych ludzi w futrzanych ubraniach i naszyjnikach z kości, patrzących z powagą na obserwatora, jeden z nich trzyma długą włócznię, w tle rozległy krajobraz z górzystymi wzgórzami pod zachmurzonym niebem.

70 tys. lat temu neandertalczycy stworzyli precyzyjną broń z kościMarc TremblayPixabay.com


Naukowcy analizowali genomy 73 kobiet z trzech współczesnych populacji afrykańskich, tj. !Xoo, Ju|'hoansi i Khoisan, które nie mają domieszki neandertalskiego DNA. Porównano je z sekwencjami pochodzącymi od neandertalczyków, skupiając się szczególnie na chromosomie X, kluczowym w dziedziczeniu płciowym.

Międzygatunkowa miłość w epoce kamienia?


Dotychczas sądzono, że brak neandertalskich genów w niektórych regionach genomu wynika z "toksyczności" tych wariantów DNA i działania naturalnej selekcji. Nowa hipoteza sugeruje jednak, że kluczową rolę mogła odegrać preferencja partnerów, czyli mechanizm znany z biologii ewolucyjnej jako dobór płciowy.

Okazuje się, że H. sapiens i neandertalczycy krzyżowali się, ale to głównie mężczyźni neandertalczyków i kobiety tego pierwszego gatunku łączyły się w pary. Analizy wykazały bowiem, że chromosomy X neandertalczyków zawierały więcej fragmentów ludzkiego DNA niż odwrotnie. Ponieważ kobiety posiadają dwa chromosomy X, a mężczyźni jeden, preferencja parowania między męskimi neandertalczykami i żeńskimi Homo sapiens mogła ograniczyć przepływ neandertalskiego DNA do ludzkiej puli genowej.

Niewyjaśnione mechanizmy ewolucyjnej atrakcyjności


Badacze podkreślają, że nie potrafią jednoznacznie wskazać, dlaczego taka preferencja mogła powstać. Możliwe, że wpływały na nią czynniki społeczne, środowiskowe lub różnice w strukturze dawnych społeczności. Co ciekawe, wcześniejsze analizy chromosomu Y sugerowały, że dochodziło również do krzyżowania między męskimi Homo sapiens a żeńskimi neandertalczykami, co wskazuje na bardziej złożony obraz relacji międzygatunkowych.

Obie populacje oddzieliły się około 600 tys. lat temu, ale okresowo dochodziło do kontaktów i krzyżowania. Dziś ludzie pochodzenia pozaafrykańskiego posiadają średnio około 2 proc. neandertalskiego DNA. Naukowcy planują dalsze badania nad strukturą społeczną neandertalczyków oraz ewolucją ról płciowych, ponieważ mogło to wpływać na dobór partnerów. Jak przyznaje prowadzący projekt Alexander Platt, zrozumienie tych mechanizmów wciąż wymaga wiele badań i nie jesteśmy nawet blisko pełnego rozwiązania zagadki.


Naukowcy odkryli sekret koni. Potrafią gwizdać… krtanią© 2026 Associated Press


To wyłoniło się spod ziemi. Archeolodzy byli pod wrażeniem odkrycia

To wyłoniło się spod ziemi. Archeolodzy byli pod wrażeniem odkrycia

Marcin Jabłoński

Podczas regularnych wykopalisk na wyspie Celebes w Indonezji, miejscowi archeolodzy odkopali ogromny megalit. Teraz badacze ogłaszają, że ich odkrycie może pochodzić sprzed około 1000 lat, stanowiąc dowód rozwoju niezwykle zaawansowanej cywilizacji.


Megalityczna budowla z wyrzeźbionymi twarzami; w tle tropikalna ściółka

W Indonezji odkryto zaskakujący megalit, który może mieć ponad 1000 latmateriał zewnętrzny


Niezwykły megalit odkryty w Indonezji


Celebes słynie z wyjątkowych i niezwykłych kolekcji megalitycznych budowli, wyróżniających się w Azji Południowo-Wschodniej. Powszechnie kojarzone są ze społeczeństwami z okresu neolitu i epoki brązu. Nowe odkrycie tylko potwierdza ich unikatowość.

Archeologom udało się je odkopać w dawnej wiosce górniczej Dongi-Dongi w regencji Poso, obszarze znanym z bogatej koncentracji prehistorycznych pozostałości megalitycznych. Stanowi rzeźbiony kamień, który według wstępnych analiz może mieć nawet więcej niż 1000 lat. Według archeologa Iksama Djorimiego który przewodniczył wykopaliskom, megalit stanowi najprawdopodobniej pomnik i został stworzony przez jedną z późniejszych kultur neolitycznych regionu.

Ślady przeszłości


Nowo odkryty megalit w Dongi-Dongi składa się z dużego głazu z rzeźbami przypominającymi ludzkie twarze. Podobne rzeźbione kamienie odnotowano wcześniej w pobliskiej dolinie Nap, co sugeruje możliwe powiązania kulturowe między stanowiskami archeologicznymi w całym regionie.

Wiele z tych budowli znajduje się w dolinach Behoa i Bada, położonych na południe od miejsca niedawnego odkrycia. Te doliny znane są z dużych kamiennych posągów i cylindrycznych kamiennych pojemników zwanych kalamba. W nich relikty mają często nawet 2000 lat.

Elementy te jednak nie występują zazwyczaj dalej na północ. Badacze twierdzą nawet, że wiek zabytków wydaje się różnić w zależności od regionu geograficznego. Megality wydają się coraz młodsze, w miarę jak stanowiska archeologiczne rozciągają się coraz bardziej na północ od doliny Behoa. Pokazuje to migracje ludności w dawnych czasach na tej egzotycznej wyspie.

Naukowcy mają nadzieję, że dalsze badania kamienia dostarczą dodatkowych informacji na temat rozwoju tradycji megalitycznych środkowego Celebesu oraz społeczności, które stworzyły je przed wiekami.


Naukowcy odkryli sekret koni. Potrafią gwizdać… krtanią© 2026 Associated Press


Nie złoto ani srebro. To ptasie odchody stworzyły potęgę tego królestwa

Nie złoto ani srebro. To ptasie odchody stworzyły potęgę tego królestwa

Karol Kubak

Na pustynnym wybrzeżu Peru rolnictwo od zawsze było walką o każdy plon. Tym większe zaskoczenie przyniosły wyniki nowych badań archeologów. Okazuje się, że potęga jednego z najbogatszych królestw regionu mogła wyrosnąć dzięki zaskakującemu zasobowi - ptasim odchodom, które zmieniły lokalne rolnictwo.


Drewniany ceremonialny kij z Peru, ozdobiony motywami ptaków morskich, ryb i kukurydzy, na szarym tle.

Ceremonialny kij lub wiosło do kopania z wybrzeża Peru, przedstawiające ptaki morskie i prawdopodobnie kiełki kukurydzy wyrastające z abstrakcyjnych motywów ryb i tarasów schodkowych.The Met Museum 1979.206.1025.materiał zewnętrzny


Na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć, że odchody ptaków mogły odegrać kluczową rolę w historii cywilizacji. A jednak właśnie taką tezę stawiają archeolodzy badający dawne społeczeństwa wybrzeża Peru. Najnowsze analizy sugerują, że bogate w składniki odżywcze ptasie guano pomogło stworzyć gospodarcze fundamenty Królestwa Chincha - jednego z najpotężniejszych organizmów politycznych regionu jeszcze przed ekspansją Inków.

Badanie prowadzone przez archeologów pokazało, że ten niezwykły nawóz znacząco zwiększał plony kukurydzy, najważniejszej rośliny uprawnej w wielu kulturach obu Ameryk. Nadwyżki żywności pozwalały utrzymać rosnącą populację, rozwijać handel i budować regionalną potęgę.

- Guano ptaków morskich może wydawać się czymś błahym, jednak nasze badania sugerują, że ten potężny zasób mógł znacząco przyczynić się do zmian społeczno-politycznych i gospodarczych w andyjskim Peru. Guano dramatycznie zwiększało produkcję kukurydzy, a powstała nadwyżka rolna napędzała gospodarkę królestwa Chincha, wzmacniając handel, bogactwo, wzrost populacji i wpływy regionalne. W starożytnych kulturach andyjskich nawóz był władzą - powiedział dr Jacob Bongers z University of Sydney.

Tajemnica kukurydzy z pustynnej doliny


Naukowcy przebadali 35 próbek kukurydzy znalezionych w grobowcach w dolinie Chincha. Analizy laboratoryjne wykazały niezwykle wysokie stężenia azotu - znacznie wyższe, niż mogłyby powstać naturalnie w ubogich glebach tego regionu. Najbardziej prawdopodobnym źródłem takiej ilości składników odżywczych było właśnie guano ptaków morskich.

Według badaczy nawóz zbierano na pobliskich wyspach Chincha, słynących z ogromnych złóż ptasich odchodów. Historyczne zapiski z epoki kolonialnej wspominają, że mieszkańcy wybrzeży Peru i północnego Chile dopływali tam na tratwach, by gromadzić guano do nawożenia pól.

Rolnictwo w jednym z najsuchszych miejsc Ziemi


Wybrzeże Peru należy do najsuchszych obszarów świata, dlatego rolnictwo zawsze było tu trudne. Nawet nawadniane pola szybko traciły składniki odżywcze. Transport guano z wysp rozwiązywał ten problem, umożliwiając intensywną uprawę kukurydzy.

- Wiemy, że Chincha byli niezwykle bogaci i stanowili jedną z najpotężniejszych społeczności wybrzeża swoich czasów. Ale co było źródłem tego dobrobytu? Nasze dowody sugerują, że kluczową rolę odegrało guano oraz wiedza morska Chincha i ich dostęp do wysp - wyjaśnił dr Jacob Bongers.

Ekologiczna wiedza jako źródło potęgi


Badacze zwracają uwagę, że mieszkańcy regionu rozumieli złożone zależności między oceanem a rolnictwem. W sztuce Chincha często pojawiają się jednocześnie wizerunki ptaków morskich, ryb i kiełkującej kukurydzy.

- Prawdziwa potęga Chincha nie polegała tylko na dostępie do zasobu. Była nią umiejętność zrozumienia złożonego systemu ekologicznego i przekształcenia tej wiedzy w nadwyżkę rolną, która zbudowała ich królestwo - podkreśliła dr Emily Milton ze Smithsonian Institution.

Źródło: University of Sydney. "Bird droppings helped build one of ancient Peru's most powerful kingdoms." ScienceDaily. ScienceDaily, 7 March 2026. .
Publikacja: Jacob L. Bongers, Emily B. P. Milton, Jo Osborn, Dorothée G. Drucker, Joshua R. Robinson, Beth K. Scaffidi. Seabirds shaped the expansion of pre-Inca society in Peru. PLOS One, 2026; 21 (2): e0341263 DOI: 10.1371/journal.pone.0341263


Makabryczna wystawa przyciąga tłumy zwiedzających. Jej bohaterami są… seryjni mordercy© 2026 Associated Press


Dolnośląska perła na sprzedaż. Kup sobie pałac w Gorzanowie

Wyjątkowy zabytek znów na sprzedaż. Licytacja Pałacu w Gorzanowie

Paula Drechsler

Otoczony parkiem i historycznymi zabudowaniami Pałac w Gorzanowie w woj. dolnośląskim to niezwykła rezydencja, która wyróżnia się na tle innych obiektów tego typu w regionie. Przez wieki stanowił siedzibę rodu Herbersteinów, a po latach świetności zaczął popadać w ruinę. Trafił pod skrzydła fundacji i powoli odzyskuje dawny blask. Nie uchroniło go to przed trafieniem na licytację komorniczą. Ile kosztuje ten wyjątkowy zabytek?


Pałac w Gorzanowie w Kotlinie Kłodzkiej. Obiekt z wieżą i zabudowaniami gospodarczymi, otoczony zielenią. Widok z lotu ptaka.

Pałac w Gorzanowie ponownie został wystawiony na sprzedaż.Albin MarciniakEast News


Dolnośląskie zamki i pałace. Na sprzedaż trafiła unikatowa posiadłość


Woj. dolnośląskie pełne jest pałaców i zamków, które dziś stanowią atrakcje turystyczne, przyciągając miłośników historii, sztuki i tajemniczych zakamarków. Obok tych perełek stoją też popadające w ruinę zabytki, których lata świetności minęły. Budowle te wciąż czekają na cud, który ocali je przed całkowitym zniszczeniem. Wśród miejsc, które potrzebują ratunku, wyróżnia się obiekt w sercu Kotliny Kłodzkiej - Pałac w Gorzanowie w gminie Bystrzyca Kłodzka.

Ten wiekowy zespół pałacowy, niegdyś siedziba rodu Herbersteinów, uchodzi za jeden z najokazalszych obiektów tego typu w Polsce. "Pałac w Gorzanowie to budynek o wybitnych wartościach artystycznych i historycznych, obiekt o oryginalnym układzie przestrzennym, niemającym analogii na Śląsku", podaje zabytek.pl. Dziś częściowo odrestaurowany pałac wciąż zachwyca rozmachem, zdobieniami i aurą dawnej świetności. Jednak mimo remontów i organizacji wydarzeń na terenie obiektu, wyjątkowy pałac teraz ponownie trafił na sprzedaż.

Wyjątkowa rezydencja. Pałac w Gorzanowie na licytacji komorniczej


Imponujący Pałac w Gorzanowie ma ponad 100 komnat, wypełniony jest dekoracjami ściennymi i freskami, otacza go park, jest tu też oficyna i zabudowania gospodarcze. Do obecnej formy pałac rozbudowano w latach 1653-1657 na zlecenie hr. Johanna Friedricha von Herbersteina. Wówczas też nadano obiektowi barokowy charakter. Pałac przez ok. 300 lat stanowił rodową siedzibę Herbersteinów. Kolejne modernizacje dodawały obiektowi zarówno komfortu, jak i monumentalnego charakteru. Jednak po II wojnie światowej pałac coraz bardziej niszczał.

W 2012 roku jego właścicielem została Fundacja Pałac Gorzanów, która rozpoczęła prace renowacyjne, ratując obiekt przed całkowitą ruiną. Przywrócono pierwotny wygląd sal, kaplicy, teatru dworskiego. Zaczęto organizować różnego rodzaju wydarzenia. Mimo zaangażowania wolontariuszy i postępów w naprawach pałac kilkukrotnie trafiał na licytacje komornicze. Do sprzedaży jednak nie doszło. Obecnie ponownie ogłoszono wystawienie na aukcję Pałacu w Gorzanowie.


Pokój urządzony w stylu klasycznym z dużym oknem ozdobionym sztukateriami, zabytkowymi meblami z drewna, orientalnym dywanem, lampą stołową oraz roślinami w doniczkach na kredensie.

Jeden z pokoi w Pałacu Gorzanów. Obiekt jest od lat sukcesywnie odnawiany.Edward Knapczyk, CC BY 3.0, https://creativecommons.org/licenses/by/3.0Wikimedia Commons


Kup sobie pałac. Cena wywoławcza? 3 843 000 zł


Krajowa Rada Komornicza zamieściła ogłoszenie o kolejnej licytacji nieruchomości. Zespół pałacowy w Gorzanowie został wystawiony na aukcję, której finał będzie miał miejsce 10 kwietnia 2026 r. Suma oszacowania opiewa na ponad 5 mln zł. Cena wywoławcza za kompleks została ustalona na 3 843 000 zł.

"Nieruchomość gruntowa położona w miejscowości Gorzanów ul. Podzamcze 8, pow. kłodzki, woj. dolnośląskie, obręb Gorzanów. Działki oznaczone ewidencyjne numerami: 469/1, 469/2 o łącznej powierzchni: 6,6704 HA. Nieruchomość zabudowana zespołem pałacowo-parkowym, który w granicach murów obwodowych został wpisany do rejestru zabytków województwa dolnośląskiego, pod nr. A/5837 jako dobro kultury", brzmi opis licytacji komorniczej.

Osoby zainteresowane licytacją mogą wcześniej obejrzeć Pałac w Gorzanowie. Daty oględzin ustalono na 26.03.2026 - 09.04.2026 w godzinach od 8:00 do 15:00. Kompleks znajduje się pod adresem ul. Podzamcze 8, 57-521 Gorzanów.


Sagrada Família to najwyższy kościół świata. Budowa trwała 144 lata© 2026 Associated Press


Poszukiwacze odkryli na polu skarb. Pierwszy taki w regionie

Poszukiwacze odkryli na polu skarb. Pierwszy taki w zachodniej Walii

Paula Drechsler

Poszukiwacze z Walii, którzy wybrali się z wykrywaczami metalu na pole w rejonie Llangynfelyn w hrabstwie Ceredigion , dokonali zaskakującego znaleziska. Odkryli rzymskie wyroby sprzed ok. 2000 lat - pierwsze tego rodzaju w w zachodniej Walii. Ze względu na wartość historyczną znalezisko zostało oficjalnie uznane za skarb.


Detektor metalu wykrywający monety zakopane w ziemi na zielonej łące, w tle rozpościera się krajobraz z górami i niebem pokrytym chmurami.

Poszukiwacze z Walii znaleźli na polu rzymskie wyroby sprzed ok. 2 tys. lat. Odkrycie oficjalnie uznano za skarb. Zdj. poglądowe.trek6500123RF/PICSEL


Pierwsze takie znalezisko w zachodniej Walii


"Rzadki rzymski skarb sprzed prawie 2000 lat został znaleziony na polu w zachodniej Walii", informuje serwis "Wales Online". Poszukiwacze Nick Yallope i Peter Nicholas, którzy z wykrywaczami metali eksplorowali okolicę Llangynfelyn, na północ od Aberystwyth w hrabstwie Ceredigion, odnaleźli dwa artefakty.

To "wyjątkowo rzadkie" bloki ołowiu z czasów rzymskich. Carrie Canham z Muzeum Ceredigion w Aberystwyth powiedziała, że są to pierwsze tego typu zabytki znalezione w regionie. "Wales Online" zaznacza, że znalezisko przekazano specjalistom, którzy ze względu na historyczną wartość obiektów oficjalnie uznali je za skarb.

Rzymskie ołowiane wlewki sprzed 2 tys. lat


Znalezione przez poszukiwaczy ołowiane wlewki są określane jako "lead pigs". Jest to nazwa używana przez archeologów w kontekście uformowanych w procesie odlewania bloków ołowiu, pochodzących z czasów rzymskich. Miały one zazwyczaj kształt ściętej, wydłużonej piramidki, odlewanej w rynnowych formach.

Takie wlewki były często stemplowane, napisy zawierały imię cesarza, datę, nazwę kopalni lub nazwę wykonawcy. Odnalezione przez poszukiwaczy z Walii ołowiane wyroby również zostały oznaczone. Bloki datowano na 87 r. n.e. - napisy odnoszą się do cesarza Domicjana, znanego m.in. z ekspansji na tereny Wielkiej Brytanii.

- Bogate złoża minerałów i rud w hrabstwie Ceredigion były głównym powodem, dla którego Rzymianie chcieli podbić ten obszar - wyjaśnia cytowana przez BBC Carrie Canham z Muzeum Ceredigion w Aberystwyth.

Poszukiwacze odkryli w Walii skarb. Trafi do muzeum


Właściciel ziemski i rolnik Geraint Jenkins, który udzielił detektorystom pozwolenia na prowadzenie poszukiwań na swoim terenie, powiedział, że "niezwykłe jest to, że ziemia, którą obecnie uprawiamy ekologicznie, kiedyś odgrywała rolę w znacznie szerszym krajobrazie rzymskim". Ołów wydobywany w tej części Walii był transportowany na cały obszar Cesarstwa Rzymskiego, wyjaśniają pracownicy muzeum w Aberystwyth i zaznaczają, że perspektywa nabycia tych "niezwykłych obiektów" jest dla jednostki ekscytująca. Wlewki miałyby trafić na wystawę w nowej galerii archeologicznej, której otwarcie zaplanowano na 2027 r.

- Jestem niezmiernie dumny, że odkryłem coś tak rzadkiego i ważnego dla naszego lokalnego dziedzictwa. Otwieranie nowego rozdziału w historii naszego regionu jest niezwykle ekscytujące - przytacza "Wales Online" wypowiedź jednego z poszukiwaczy, Nicka Yallope. - Staram się ocalić historię dla lokalnej społeczności i przyszłych pokoleń. Zawsze z wielką przyjemnością przekazuję moje znaleziska do lokalnego muzeum, aby inni mogli je podziwiać i cieszyć się nimi.


''Wydarzenia'': Brytyjczycy znaleźli skarb i dostali za niego fortunę. W Polsce nie byłoby to możliwePolsat NewsPolsat News


Naukowcy przecierają oczy ze zdumienia. Zbadali "czerwone złoto" Rzymu.

Naukowcy przecierają oczy ze zdumienia. Zbadali "czerwone złoto" Rzymu.

Marcin Jabłoński

Przełomowe badania archeometryczne ujawniły nieznaną dotąd technikę malarską stosowaną przez Rzymian w południowo-wschodniej Hiszpanii.


Starożytne malowidło ścienne z motywami geometrycznymi oraz przedstawieniem twarzy w centrum ozdobnych okręgów, całość utrzymana w ciepłych oraz niebieskich odcieniach, widoczne ślady zniszczenia i pęknięcia tynku.

Badacze dokonali wielkiego odkrycia w dawnej rzymskiej osadzieA M FelicisimoWikimedia Commons


Odkrycie w rzymskiej willi


Nowe badanie opublikowane na łamach czasopisma Scientific Reports ujawniło zaskakujące odkrycie w willi Domus of Salvius, jednego z najlepiej zachowanych rzymskich zabytków miasta Kartagena w Hiszpanii.

Badania skupiały się na pomieszczeniu numer 3, które prawdopodobnie pełniło funkcję jadalni. Wyjątkowość tego pomieszczenia polega na tym, że malowidła ścienne zachowały się w całości w swojej pierwotnej formie. Zespół naukowców postanowił odkryć techniczne "receptury" stojące za obrazami - badając materiały, praktyki warsztatowe i metody nakładania pigmentów przy użyciu zaawansowanych technik archeometrycznych.

Największe zaskoczenie badaczy dotyczyło identyfikacji tzw. "czerwonego złota" - cynobru (siarczka rtęci). Znany w starożytności jako minium, był jednym z najdroższych pigmentów w Imperium Rzymskim. Jego produkcja była niebezpieczna, a cena wyjątkowo wysoka. Starożytni autorzy, tacy jak Pliniusz Starszy, opisywali nawet jego koszt i częste fałszowanie.

Malarskie odkrycie


Do tej pory użycie cynobru w Carthago Nova, dzisiejszej Kartagenie, było dokumentowane głównie we wcześniejszych fazach dekoracyjnych odpowiadających drugiemu i trzeciemu stylowi pompejańskiemu. Jego obecność w Domus Salviusa - odnowionym pod koniec I lub na początku II wieku n.e. - rozszerza jego znane zastosowanie na późniejszy okres.

Badacze odkryli jednak zaskakującą rzecz, związaną z cynobrem. Zamiast nakładać go bezpośrednio na tynk, malarze najpierw nakładali warstwę żółtego goetytu. Na tę jeszcze świeżą warstwę nakładali mieszankę cynobru i hematytu (tlenku żelaza dającego ziemiste odcienie czerwieni).

Ta złożona struktura - żółta warstwa podkładowa, a następnie warstwa mieszanki czerwonej - stanowi jeden z nielicznych znanych przykładów zastosowania tej receptury w świecie rzymskim. Pokazuje, że rzymscy artyści nie ograniczali się jedynie do mechanicznego powielania wzorów. Wykazywali się dogłębnym zrozumieniem właściwości materiałów przy osiąganiu celów estetycznych.


Naukowcy odkryli sekret koni. Potrafią gwizdać… krtanią© 2026 Associated Press


Naukowcy przesuwają granice historii. Te ślady mają 1,9 mln lat

Jedne z najstarszych śladów wczesnego człowieka poza Afryką. Nowe datowanie

Paula Drechsler

Nowe badania prowadzone w Ubeidiya w Dolinie Jordanu zmieniły datowanie tego stanowiska archeologicznego. Dzięki zastosowaniu nowatorskich technik, naukowcy ustalili, że stanowisko jest starsze, niż sądzono. To wpływa na reinterpretację historii migracji wczesnego człowieka poza Afryką.


Sylwetki przedstawiające kolejne etapy ewolucji człowieka, począwszy od naczelnego, poprzez formy pośrednie, aż po współczesnego człowieka w pozycji wyprostowanej na tle niebieskiego nieba.

Naukowcy ponownie przebadali stanowisko Ubeidiya w Izraelu. Jest starsze, niż sądzono.123RF/PICSEL


Nowe datowanie stanowiska Ubeidiya. Starsze, niż sądzono


Ubeidiya to stanowisko archeologiczne w Dolinie Jordanu w Izraelu. Jest to jedno z najstarszych znanych stanowisk wczesnego człowieka, jakie odkryto poza Afryką. Odnaleziono tu ślady osadnictwa Homo erectus (człowieka wyprostowanego). Obiekty dotyczą kultury aszelskiej, jednej z najstarszych kultur dolnego paleolitu.

Ze względu na wiek znalezisk, które datowano na 1,2-1,6 miliona lat, Ubeidiya od dawna interesuje badaczy. Ustalenie dokładnego wieku stanowiska od dziesięcioleci stanowiło jednak wyzwanie. Teraz, dzięki zastosowaniu innowacyjnych metod okazało się, że w rzeczywistości to stanowisko jest jeszcze starsze.

Homo erectus był to co najmniej 1,9 miliona lat temu


Homo erectus, zwany też pitekantropem, to kopalny gatunek człowieka z epoki plejstocenu, który uznawany jest za jednego z naszych najważniejszych przodków. Badacze sugerują, że był to gatunek pionierski, który odegrał kluczową rolę w ewolucji ludzkości. Stanowisko Ubeidiya, które odkryto w 1959 r., zawiera ślady jednej z najwcześniejszych migracji Homo erectus z Afryki.

Dotychczas uznawano, że stanowisko podchodzi sprzed 1,2-1,6 miliona lat. Wyniki badań opublikowanych w czasopiśmie "Quaternary Science Reviews" zmieniają datowanie. Nowymi badaniami kierowali prof. Ari Matmon z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, prof. Omry Barzilai z Uniwersytetu w Hajfie i prof. Miriam Belmaker z Uniwersytetu w Tulsie. Według ekspertów ślady na stanowisku Ubeidiya pochodzą sprzed co najmniej 1,9 miliona lat.

Odkrycie zmienia wiedzę dotyczącą wczesnej historii ludzkości


Naukowcy wrócili do Ubeidiya i ponownie przebadali miejsce, wykorzystując szereg nowatorskich technik. Odkrycia na temat okresu użytkowania stanowiska dokonano dzięki integracji trzech zaawansowanych technik datowania. Wykorzystali datowania oparte na izotopach kosmogenicznych, by określić, jak długo skały były pogrzebane pod ziemią, analizę zapisu dawnego pola magnetycznego Ziemi w osadach, oraz datowanie uranowo-ołowiowe skamielin.

Wszystkie wyniki wskazały na znacznie starszy wiek znaleziska, niż wcześniej sądzono. Nowa chronologia wskazuje, że stanowisko Ubeidiya jest równie stare jak stanowisko Dmanisi w Gruzji. Jak wyjaśniają badacze, to sugeruje, że wcześni ludzie rozprzestrzeniali się po różnych regionach w tym samym czasie, a ich wyniesione z Afryki tradycje wytwarzania narzędzi migrowały razem z nimi. Odkrycie stanowi istotną zmianę w naszej wiedzy na temat wczesnej historii ludzkości.


"Wydarzenia": Kapsuły czasu ukryte w wieżach kościołówPolsat NewsPolsat News


60 tys. lat temu pokryli je tajemniczymi znakami. Odkrycie z Afryki

Paula Drechsler

Na stanowiskach archeologicznych w Południowej Afryce archeolodzy odkryli setki nietypowych fragmentów skorup jaj strusich. Były one pokryte rycinami. Zdaniem badaczy wyryli je przedstawiciele Homo sapiens około 60 tysięcy lat temu. Według najnowszych analiz nie są to przypadkowe wzory, a przemyślany system.


Archeolodzy pracują przy wykopaliskach w jaskini, otoczeni workami zabezpieczającymi i narzędziami, w tle widoczna ściana skalna pokryta naturalną fakturą.

Skorupy znaleziono podczas wykopalisk m.in. w schronisku skalnym Diepkloof. Stanowisko znajduje się w Prowincji Przylądkowej Zachodniej w RPA.Vincent Mourre / Inrap, CC BY-SA 3.0, https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0Wikimedia Commons


Skorupy strusich jaj pokryte znakami. Odkrycie w Afryce


Afryka to kontynent o ogromnej skali i niezwykłej różnorodności - zarówno przyrodniczej, jak i kulturowej. Ziemia wciąż skrywa tu ślady zarówno wymarłych dawno stworzeń, jak i działalności wczesnych ludzi. Przyjmuje się, że to właśnie w Afryce kształtowały się najwcześniejsze dzieje naszego gatunku - datowane na ok. 300 tys. lat kości, które uznano za najstarsze znane szczątki Homo sapiens, odkryto na stanowisku Dżabal Ighud w Maroku. Nic dziwnego, że kontynent ten od lat przyciąga badaczy. Teraz doszło tam do kolejnego odkrycia.

Archeolodzy pracujący na kilku stanowiskach w Południowej Afryce znaleźli setki nietypowych fragmentów jaj strusich. Skorupki pokryte są znakami, które ok. 60 tys. lat temu wyryli na nich przedstawiciele Homo sapiens. Według nowych ustaleń badaczy z włoskiego Uniwersytetu Bolońskiego, którzy przeprowadzili analizę rycin, nie są to przypadkowe wzory, a przemyślany system.

Dzieło przedstawicieli Homo sapiens. Ma ok. 60 tys. lat


Nowe badania na temat pokrytych znakami skorupek strusich jaj opublikowano na łamach czasopisma naukowego "PLOS One". Opisano w nich analizę 112 wybranych fragmentów skorup z kilku stanowisk archeologicznych: schronisk skalnych Diepkloof i Klipdrift oraz jaskini Apollo 11. Te badania po raz pierwszy wykazały, że ryciny sprzed 60 tys. lat "nie były przypadkowe ani improwizowane, lecz opierały się na powtarzających się i zaskakująco uporządkowanych regułach geometrycznych". Ponad 80 proc. kompozycji cechuje regularność przestrzenna, m.in. linie równoległe, kąty bliskie 90°, powtarzalne siatki, kratki czy wzory rombów, co ma stanowić "najstarsze znane geometrie ludzkości".

- Znaki te ujawniają zaskakująco uporządkowany, geometryczny sposób myślenia - twierdzi Silvia Ferrara, profesor na Wydziale Filologii Klasycznej i Italianistyki Uniwersytetu Bolońskiego, która koordynowała badania. - Mówimy tu o ludziach, którzy nie tylko rysowali linie, ale organizowali je zgodnie z powtarzającymi się zasadami - równoległościami, siatkami, obrotami i systematycznymi powtórzeniami: zalążek komunikacji wizualnej.

Pojemniki na wodę i przemyślane kompozycje wizualne


Skorupy strusich jaj prawdopodobnie służyły jako pojemniki na wodę - a ich przemyślane zdobienie sugeruje rozwiniętą zdolność abstrakcyjnego myślenia i organizacji form wizualnych.

- Nasza analiza pokazuje, że Homo sapiens już 60 000 lat temu posiadał niezwykłą zdolność organizowania przestrzeni wizualnej zgodnie z abstrakcyjnymi zasadami - zauważa Valentina Decembrini, doktorantka na Wydziale Filologii Klasycznej i Italianistyki Uniwersytetu Bolońskiego, pierwsza autorka badania. - Przekształcanie prostych form w złożone systemy zgodnie z określonymi zasadami jest głęboko ludzką cechą, która charakteryzowała naszą historię na przestrzeni tysiącleci, od tworzenia dekoracji, przez rozwój systemów symbolicznych, aż po pismo.


Jak Polska wyglądała miliony lat temu? Skarby ukryte w ziemiINTERIA.PL


Odtworzono przebieg Wielkiej Drogi Mongolskiej dzięki historycznym mapom

Wielka Droga Mongolska jak nowy Jedwabny Szlak? Naukowcy potwierdzają 50 węzłów handlowych

Julia Król

Dzięki analizie dawnych japońskich map gaihōzu udało się odtworzyć przebieg Wielkiej Drogi Mongolskiej, dawnej trasy karawanowej przez południową Mongolię. Naukowcy potwierdzili istnienie 50 węzłów handlowych rozmieszczonych co około 24 kilometry, odpowiadających przystankom historycznych karawan. Odkrycia rzucają nowe światło na rolę tego szlaku w wymianie towarowej między Azją a Europą i sugerują, że mógł on być istotną alternatywą dla Jedwabnego Szlaku.


Historyczny szlak karawanowy przez Mongolię (zdjęcie poglądowe)

Historyczny szlak karawanowy przez Mongolię (zdjęcie poglądowe)dimol123RF/PICSEL


Japońskie mapy wojskowe ujawniają przebieg Wielkiej Drogi Mongolskiej


Najnowsze badanie ujawniło po raz pierwszy szczegółową dokumentację Wielkiej Drogi Mongolskiej - jednego z kluczowych, lecz słabo dotąd poznanych szlaków karawanowego handlu w Azji Środkowej. Jego przebieg i elementy infrastruktury udało się zrekonstruować na podstawie historycznych map wojskowych zwanych gaihōzu, opracowanych przez Japońską Armię Cesarską w latach 1873-1945.

Mapy gaihōzu zostały stworzone przez japońskich kartografów wojskowych w okresie ekspansji Japonii w Azji i były bardzo szczegółowe. Opierały się na chińskich zapisach cesarskich z 1890 roku oraz wcześniejszych rosyjskich badaniach z 1883 roku, ale możliwe, że Japończycy także wykonywali własne szkice terenowe.

Po II wojnie światowej polecono badaczom zniszczenie tych map, lecz część z nich ocalała dzięki potajemnemu przeniesieniu ich do kolekcji uniwersyteckich.

Odtworzono dawny szlak handlowy Azji


Badanie analizowało fragment drogi rozciągający się na około 1215 km przez południową Mongolię. Potwierdzono 50 węzłów, czyli miejsc na trasie obejmujących źródła wody, osady, klasztory i charakterystyczne punkty orientacyjne. Rozmieszczone były zazwyczaj co około 24 kilometry, co odpowiadało typowemu dziennemu dystansowi karawan z wielbłądami.

- Pasterze potwierdzili ustne przekazy o miejscach, które służyły jako przystanki na historycznym szlaku karawanowym - powiedział dr Chris McCarthy, autor badania. - W Khalkhiin Ulaan Davaa mieszkańcy wskazali zagłębienia w ziemi, które przypisywali wielowiekowemu ruchowi karawan wielbłądów. Podczas naszych badań terenowych miejscowi pomogli potwierdzić historyczne nazwy miejsc, które zgadzały się z nazwami zapisanymi na mapach gaihōzu sprzed stu lat.

Szlak, który łączył Wschód z Zachodem


Analiza wskazała kilka wniosków dotyczących roli handlu w tamtych czasach. Przede wszystkim Wielka Droga Mongolska mogła być ważnym elementem historycznego Szlaku Herbacianego, z herbatą transportowaną na zachód i wełną, skórami i bydłem w kierunku wschodnim.

Ciężkim karawanom podróż zajmowała nawet 120 dni, a ekspresowym karawanom przewożącym towary po wysokiej cenie w ramach gwarantowanego czasu podróży - 90 dni. Kupcy liczyli na nawet potrójne zyski i według badaczy to była główna motywacja do podjęcia tak długiej i niebezpiecznej podróży.

- Trasa biegła dalej do Kucheng w Dzungarii w północnym Xinjiang, gdzie łączyła się z trasami prowadzącymi na południe do Kaszgaru i dalej do Azji Środkowej, Persji i ostatecznie do Europy - dodał autor.

Wielka Droga była, jak się okazuje, ważną alternatywą dla klasycznych korytarzy Jedwabnego Szlaku, zwłaszcza w północnym regionie Azji Środkowej.


Niezwykła wystawa olbrzymich owadów. Niektóre eksponaty ważą ponad tonęInteria pl© 2026 Associated Press


Ewolucyjna rola ognia. Oparzenia mogły ukształtować naszą odporność

Ewolucyjna rola ognia. Oparzenia mogły ukształtować naszą odporność

Daniel Górecki

Nowe badania sugerują, że oparzenia, których nasi przodkowie doznawali podczas opanowywania ognia, mogły znacząco wpłynąć na rozwój ludzkiego układu odpornościowego. Zespół naukowców z uniwersytetu w Londynie wskazuje, że częste drobne urazy termiczne mogły uruchomić mechanizmy obronne, które w toku ewolucji zwiększyły szanse człowieka na przeżycie.


Opatrując oparzenie unikaj smarowania rany tłustymi kremami

Ludzki układ odpornościowy reaguje na oparzenia w sposób odmienny niż na skaleczenia123RF/PICSEL


Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie "BioEssays" sugeruje, że ucząc się panować nad ogniem, człowiek musiał również ewolucyjnie nauczyć się chronić przed jego skutkami, a ślady tej walki z żywiołem wciąż zapisane są w naszym DNA. Zespół naukowców z Uniwersytetu w Londynie wskazuje, że częste drobne oparzenia, których nasi przodkowie doznawali podczas opanowywania ognia, mogły znacząco wpłynąć na rozwój ludzkiego układu odpornościowego.

Ewolucyjna cena ognia


Jak wyjaśnia autor badania, dr Joshua Cuddihy, opanowanie ognia całkowicie odmieniło życie człowieka, przynosząc korzyści w zakresie diety, zachowań, fizjologii i ekologii. Te zalety są nam dobrze znane, ale dotąd pomijaliśmy koszt tej umiejętności i przy okazji unikalny czynnik selekcyjny, charakterystyczny wyłącznie dla ludzi, urazy termiczne wywołane poparzeniami. Bo w przeciwieństwie do innych gatunków, ludzie i ich przodkowie z rodzaju Homo byli przez całe życie narażeni na znacznie większe ryzyko oparzeń, co mogło prowadzić do genetycznych adaptacji.

Badacze zwracają uwagę, że ludzki układ odpornościowy reaguje na oparzenia w sposób odmienny niż na skaleczenia. Wywołują one intensywniejszą fazę zapalną, regulowaną przez tzw. cytokiny, białka sygnalizacyjne, które uruchamiają silną odpowiedź immunologiczną. Taka reakcja jest konieczna, ponieważ oparzenia uszkadzają większe powierzchnie skóry i znacznie zwiększają ryzyko zakażeń - bez niej nawet niewielkie poparzenia mogłyby prowadzić do śmierci z powodu infekcji.

Geny, które chronią przed ogniem


Aby sprawdzić, czy częste kontaktowanie się z ogniem mogło wpłynąć na ewolucję człowieka, badacze porównali zestawy aktywnych genów (transkryptomy) w skórze oparzonej i nieoparzonej. Zidentyfikowano 94 geny odpowiedzialne za reakcję na urazy cieplne.

Kiedy porównano je z genomami małp - szympansów, goryli, orangutanów i makaków - okazało się, że co najmniej dziewięć, a prawdopodobnie nawet dziewiętnaście z tych genów wykazuje przyspieszoną ewolucję u ludzi. Wśród nich znajdują się geny wpływające na zdolność skóry do tworzenia blizn oraz takie, które zwiększają wrażliwość na ból w miejscach oparzeń, co miało zachęcać człowieka do ochrony uszkodzonych miejsc.

Dobór naturalny faworyzował cechy zwiększające przeżywalność po mniejszych, ale częstszych oparzeniach. Jednak te same przystosowania mogły mieć swoją cenę, mogły sprawić, że człowiek stał się bardziej podatny na powikłania po ciężkich oparzeniach

Teoria selekcji oparzeniowej


Skutkiem ubocznym tych adaptacji może być nadmierna skłonność do stanów zapalnych i bliznowacenia, które w ciężkich przypadkach prowadzą do zespołu ogólnoustrojowej reakcji zapalnej lub niewydolności narządów.

Współautor badania, prof. Armand Leroi, zauważa, że tzw. teoria selekcji oparzeniowej opisuje "nową formę doboru naturalnego - taką, która zależy od kultury". Oznacza to, że zdolność posługiwania się ogniem nie tylko zmieniła styl życia naszych przodków, ale także bezpośrednio wpłynęła na ich biologię.


Meduzy śpią podobnie jak ludzie, mimo że nie mają mózgu i oczu© 2026 Associated Press


Niezwykła maska z czaszki kozła. Wyjątkowe odkrycie w niemieckiej wiosce

Niezwykła maska z czaszki kozła. Wyjątkowe odkrycie w niemieckiej wiosce

Karolina Majchrzak

Maska z czaszki kozła znaleziona w wiosce w Eilsleben w północnych Niemczech rzuca nowe światło na relacje między łowcami-zbieraczami a pierwszymi rolnikami w Europie. Badania pokazują, że ponad 7500 lat temu te dwie społeczności wymieniały się narzędziami oraz przedmiotami o znaczeniu symbolicznym.


Czaszka zwierzęcia z dwiema dużymi, szpiczastymi rogami, ustawionymi pionowo, na czarnym tle.

Jak mezolityczne tradycje przetrwały w neolitycznej wiosce. Nowe odkrycia archeologiczne w NiemczechLandesamt für Denkmalpflege und Archäologie Sachsen-Anhalt, J. Liptákdomena publiczna


Osada w Eilsleben, położona około 100 km na wschód od Hanoweru, została odkryta w latach 70. XX wieku, a ostatnie analizy geomagnetyczne ujawniły, że zajmowała niemal 20 akrów, co mogło czynić ją największą w regionie w tamtych czasach.

Mieszkańcy wioski należeli do kultury LBK (Linearbandkeramik), neolitycznych rolników, którzy przybyli do Europy Środkowej z regionu Morza Egejskiego i Anatolii. Choć osada była wyraźnie neolityczna, archeolodzy znaleźli tam również liczne artefakty mezolityczne, co świadczy o kontakcie z lokalnymi łowcami-zbieraczami.

Maska z czaszki sarny- most między epokami


Najbardziej spektakularnym odkryciem jest maska wykonana z czaszki i poroża dorosłego samca sarny. Pod względem stylu i technologii hełm jest mezolityczny i przypomina znaleziska z angielskiego Star Carr, datowane na 11 tys. lat. To przykład tzw. transferu technologii, w którym neolityczni rolnicy kopiowali praktyki łowców-zbieraczy, w tym wykorzystanie poroża do produkcji narzędzi.

Na stanowisku znaleziono też narzędzia z poroża i wiórów rogowych, rzadko spotykane w kulturze LBK. Archeolodzy sugerują, że wioska była miejscem wymiany nie tylko przedmiotów użytkowych, ale też symboli i wierzeń, co pokazuje złożone relacje między dwiema społecznościami.

To była paradoksalna relacja. Neolityczne fortyfikacje mówią: "mieszkamy tutaj", ale w osadzie jest wiele elementów mezolitycznych, związanych z łowiectwem i zbieractwem, co jest niesamowite

Dziedzictwo genetyczne


Genetyka współczesnych Europejczyków odzwierciedla te pradawne migracje. Poza śladami neolitycznych rolników z Anatolii i Morza Egejskiego w genomach obecnych mieszkańców kontynentu widoczne są również wpływy mezolitycznych łowców-zbieraczy oraz późniejszych nomadów z kultury Jamna. Znaleziska w Eilsleben pokazują zaś, że pierwsze wioski rolnicze w Europie nie były odizolowane od wcześniejszych mieszkańców, lecz stanowiły oś wymiany technologii i idei.


Meduzy śpią podobnie jak ludzie, mimo że nie mają mózgu i oczu© 2026 Associated Press


Jak pachniał starożytny Egipt? Goście muzeum nakarmią zmysły

Jak pachniał starożytny Egipt? Odwiedzający muzeum nakarmią zmysł zapachu

Krzysztof Sulikowski

Wizyty w muzeum mogą wkrótce przestać kojarzyć się wyłącznie z oglądaniem eksponatów za szybą, a staną się w pełni multisensorycznym doświadczeniem. Archeologia biomolekularna pozwoliła naukowcom wykrywać lotne związki organiczne na artefaktach i identyfikować zapachy towarzyszące ludziom tysiące lat temu, a następnie je odtwarzać. To immersyjne podejście pozwala odwiedzającym poznawać wieloma zmysłami dawną medycynę, obrzędy pogrzebowe i życie codzienne mieszkańców starożytnego Egiptu.


Nie trzeba ich oglądać zza szyby. Dzięki osiągnięciom nauki odwiedzający muzeum będą mogli poczuć starożytne zapachy

Nie trzeba ich oglądać zza szyby. Dzięki osiągnięciom nauki odwiedzający muzeum będą mogli poczuć starożytne zapachy123RF/PICSEL



Spis treści:

  1. Multisensoryczne wystawy. Dzięki nauce poczujemy starożytne zapachy

  2. "Zapach życia pozagrobowego", czyli jak pachniały mumie egipskie?

  3. Patrz i wąchaj, ale nie dotykaj. Jak będą wyglądać wizyty w muzeum?

Multisensoryczne wystawy. Dzięki nauce poczujemy starożytne zapachy


Wizyta w muzeum najczęściej kojarzy się z oglądaniem eksponatów, w tym często przez szybę. Multimedialność kończy się najczęściej na dodatkowym zaangażowaniu zmysłu wzroku, gdy odwiedzający mogą wysłuchać komentarza lub obejrzeć film. Co prawda istnieją już wystawy multisensoryczne czy też immersyjne, które oddziałują na wiele zmysłów (w tym np. poprzez gogle VR), jednak to wciąż bardziej innowacja charakterystyczna dla konkretnych placówek niż typowa praktyka muzealna.

Do tej pory niewiele można było w tej materii zrobić. O ile muzealnicy potrafią urozmaicić wizualnie i dźwiękowo swoje ekspozycje (w końcu ludzie są głównie wzrokowcami), o tyle nie ma mowy o dotykaniu kruchych eksponatów, a zapach najczęściej w ogóle nie jest elementem wystawy. To się jednak zmienia.

Naukowcy potrafią już identyfikować molekuły odpowiedzialne za zapach, mimo że artefakty już dawno zwietrzały i dla ludzkiego nosa pachną tak, jak ich otoczenie. Ta technika znajdzie zastosowanie także w muzeach. Szerzej opowiada o niej międzynarodowy zespół m.in. archeologów, egiptologów oraz ekspertów perfumiarstwa i badania zapachów w publikacji naukowej na łamach "Frontiers in Environmental Archaeology", która ukazała się 5 lutego 2026.

"Ostatnie osiągnięcia w archeologii biomolekularnej umożliwiły wykrywanie lotnych związków organicznych (VOCs) i metabolitów zapachowo czynnych w materiałach archeologicznych, odkrywając zapachy oraz środowiska olfaktoryczne starożytnego świata. Ten rozwój oferuje nowe możliwości rekonstrukcji światów zmysłowych przeszłości poprzez sygnatury molekularne - od praktyk perfumeryjnych, rytualnych i medycznych, po aspekty życia codziennego" - wyjaśniają autorzy badania.

"Zapach życia pozagrobowego", czyli jak pachniały mumie egipskie?


Metody laboratoryjne to jedno, ale w jaki sposób mogą to wykorzystać instytucje kultury mogą to wykorzystać do urozmaicenia wystaw? Naukowcy znaleźli sposób na integrację tej technologii i opracowali przenośne karty zapachowe oraz dyfuzory, które już zostały użyte w pierwszym tego typu projekcie muzealnym. Nosi on nazwę "Zapach życia pozagrobowego" ("Scent of the Afterlife") i jest poświęcony starożytnym mumiom egipskim. A konkretnie temu, jak one pachniały.

"To olfaktoryczna reprodukcja oparta na biomolekularnej analizie 3500-letniego egipskiego balsamu mumifikacyjnego. Opracowany wspólnie przez archeologów, chemików, kuratorów, perfumiarza i konsultanta dziedzictwa olfaktorycznego, projekt ten przetłumaczył dowody chemiczne na zapach uwzględniający kontekst historyczny" - tłumaczą autorzy tej metody. Znalazła ona już zastosowanie poprzez dwa interfejsy - stałą stację zapachową oraz kartę zapachową do mobilnej dyfuzji - zintegrowane z wystawą "Starożytny Egipt - Obsesja Życia" ("Ancient Egypt - Obsessed with Life") w Moesgaard Museum w Aarhus w Danii. Wcześniej natomiast zostały one przetestowane w Museum August Kestner w Hanowerze w Niemczech.


Czworo dorosłych ludzi oglądających eksponaty związane ze starożytnym Egiptem w gablocie muzealnej, skupieni na artefaktach, w tle granatowe ściany oraz fragment obrazu.

Odwiedzający muzeum mogą wąchać próbki zapachowe opracowane na podstawie sygnatur molekularnychBarbara Huber, Ulrike Dubiel, Museum August Kestner (CC BY 4.0)materiał zewnętrzny


Aby jednak to wszystko było możliwe, potrzebne było zaangażowanie ekspertów z wielu dziedzin. "Prawdziwym wyzwaniem jest wyobrażenie sobie zapachu jako całości. Dane biomolekularne dostarczają kluczowych wskazówek, ale to perfumiarz musi przełożyć informacje chemiczne w kompletne i koherentne doświadczenie węchowe, które przywołuje złożoność oryginalnego materiału, a nie tylko poszczególnych składników" - wyjaśnia w oświadczeniu współautorka badania, perfumiarka i farmaceutka Carole Calvez.

Patrz i wąchaj, ale nie dotykaj. Jak będą wyglądać wizyty w muzeum?


Ten niezwykły projekt łączący naukę ze sztuką przez jego twórców postrzegany jest jako przełom w sposobie dzielenia się odkryciami naukowymi z szeroką publicznością. Jak podkreśliła w oświadczeniu współautorka badania, archeochemiczka Barbara Huber z Instytutu Geoantropologii im. Maxa Plancka i Uniwersytetu w Tybindze, dzięki niemu "wyniki badań naukowych mogą być udostępniane poza publikacjami akademickimi".

Pomysłem tym są zachwyceni także kuratorzy, którzy dostrzegają, w jaki sposób stymulacja polisensoryczna (wielozmysłowa) może pomóc odwiedzającym lepiej zrozumieć tajemnice starożytnego Egiptu. "Zapach zapewnia nowe podejście do mumifikacji, odchodząc od czynnika strachu i klisz z filmowych horrorów w kierunku docenienia motywacji stojącymi za tymi działaniami oraz ich pożądanych efektów" - skomentowali kuratorzy Christian E. Loeben i Ulrike Dubiel.

Jak z kolei dostrzegł Steffen Terp Laursen, dzięki wspomnianej wcześniej stacji zapachowej goście muzeum mogli zrozumieć czy wręcz poczuć balsamowanie w nowy sposób: "Zapach dodał głębię emocjonalną i sensoryczną, której same etykiety tekstowe nigdy nie dostarczają". Teraz w końcu ludzie sami przekonają się, jak pachniała mumia 3,5 tysiąca lat temu.

Twórcy tego rozwiązania mają nadzieję, że będą mogli dostarczać swoje narzędzia kolejnym instytucjom kultury. Nie muszą one wcale być związane z Egiptem. W rezultacie więcej zwiedzających otrzyma szansę pełniej doświadczać historii - a nie tylko ją oglądać i o niej słuchać bądź czytać. Dotykać jednak wciąż nie wolno.

Źródła:

  • Ehrich S.C., Calvez C., Loeben C.E., Dubiel U., Terp Laursen S., Huber B., From biomolecular traces to multisensory experiences: bringing scent reproductions to museums and cultural heritage. Front. Environ. Archaeol. 4:1736875 (2026). doi: 10.3389/fearc.2025.1736875

  • Max Planck Institute of Geoanthropology, Breathing in the past: How museums can use biomolecular archaeology to bring ancient scents to life, EurekAlert! (2026).


Meduzy śpią podobnie jak ludzie, mimo że nie mają mózgu i oczu© 2026 Associated Press


Archeolodzy znaleźli rzymski wrak, a w nim wielkie skarby

Archeolodzy znaleźli rzymski wrak, a w nim wielkie skarby

Marcin Jabłoński

Na południu Włoch archeolodzy odkryli wrak rzymskiego okrętu. Zaskoczył ich ładunek, który w starożytnym imperium wart byłby krocie.


Nurek w pełnym wyposażeniu wydobywa z dna morskiego dużą, starożytną amforę pokrytą muszlami i osadem, wokół widoczne są fragmenty innych przedmiotów oraz piasek.

Archeolodzy zdumieni. Skarb krył się tuż pod ich nosemMinisterstwo Kultury WłochFacebook


Nowo odkryty wrak statku został odkryty w pobliżu wybrzeża Apulia na południu Półwyspu Apenińskiego. Co ciekawe znaleziono go już w czerwcu 2025 roku, ale włoskie władze chciały zachować to w tajemnicy, aby uniknąć możliwego szabrowania.

Statek zidentyfikowano jako duży navis oneraria, rzymski statek handlowy używany do dalekomorskiego handlu. Spoczywający na dnie morskim statek został opisany przez włoskie władze jako "wyjątkowo dobrze zachowany". Co jednak ważniejsze, jego ładunek pozostał nienaruszony.

Ładunek też okazał się jedyny w swoim rodzaju. Statek przewoził amfory wypełnione garum, sfermentowanym sosem rybnym, który był jednym z najbardziej cenionych i drogich towarów w świecie rzymskim. Garum było nie tylko podstawowym składnikiem kuchni rzymskiej, ale także produktem luksusowym, sprzedawanym w całym Imperium Rzymskim.

Archeolodzy uważają, że statek był częścią rozległej sieci handlowej zaopatrującej elitarne rynki. To odkrycie daje nowe możliwości badania rzymskich systemów gospodarczych, zwyczajów konsumpcyjnych i życia codziennego wielkiego imperium.

Początek pracy archeologów


Eksperci podkreślają, że znaleziska tej skali i w tak dobrym stanie zachowania są rzadkością. Układ amfor na dnie morskim nadal odzwierciedla pierwotny kształt statku, co pozwala badaczom z niespotykaną dotąd dokładnością odtworzyć techniki jego budowy.

To najnowsze odkrycie potwierdza, że Morze Jońskie jest jednym z najbogatszych podwodnych obszarów archeologicznych w południowych Włoszech, co wzmacnia potrzebę długoterminowej ochrony i inicjatyw badawczych. Ministerstwo Kultury Włoch ogłosiło, że po ostatnim odkryciu wraku nastąpi systematyczna dokumentacja oraz planowanie przyszłych wykopalisk i działań konserwatorskich.


Niezwykła wystawa olbrzymich owadów. Niektóre eksponaty ważą ponad tonęInteria pl© 2026 Associated Press


❌