Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 13 czerwca 2026

Szwedzi ostrzegają. Rosja może wkrótce zaatakować kraj NATO

Szwedzi ostrzegają. Rosja może wkrótce sprawdzić jedność NATO

Karol Kubak

Rosja może w najbliższych latach spróbować sprawdzić, jak silna jest jedność państw NATO. Takie ostrzeżenie znalazło się w najnowszym raporcie szwedzkiej Komisji Obrony. Autorzy dokumentu wskazują, że Kreml może zdecydować się na działania militarne, jeśli uzna, że sytuacja polityczna będzie dla niego sprzyjająca.


Rosyjskie transportery opancerzone ustawione w szeregu na drodze, otoczone ogrodzeniem i zielenią.

Rosyjskie pojazdy wojskowe. Zdjęcie ilustracyjneMinisterstwo Obrony Rosjidomena publiczna


Wielu ekspertów zakładało, że Rosja będzie potrzebowała lat, by odbudować potencjał wojskowy nadwyrężony wojną w Ukrainie. Tymczasem ze Szwecji płyną coraz bardziej niepokojące sygnały. Według najnowszego raportu tamtejszej Komisji Obrony Rosja może w stosunkowo krótkim czasie podjąć działania mające sprawdzić spójność i determinację państw NATO.

Rosja może przetestować artykuł 5


O sprawie informują szwedzkie media, powołując się na najnowszy raport Komisji Obrony. Dokument przedstawia aktualną ocenę sytuacji bezpieczeństwa. Autorzy wskazują, że sytuacja w regionie Morza Bałtyckiego nadal się pogarsza, a Rosja zwiększa swoją aktywność wojskową.

W raporcie napisano, że rosyjskie działania militarne mające na celu sprawdzenie jedności NATO oraz wiarygodności artykułu 5 mogłyby nastąpić już w niedalekiej przyszłości. Warunkiem byłoby przekonanie Kremla, że okoliczności polityczne są dla niego korzystne. Co istotne, według szwedzkiej oceny nie musi to oznaczać pełnoskalowego konfliktu ani przewagi militarnej Rosji nad Sojuszem.

To kolejne tego typu ostrzeżenie pojawiające się w ostatnich miesiącach. Podobne oceny przedstawiali wcześniej przedstawiciele innych państw NATO oraz szwedzkie dowództwo wojskowe.

Nie tylko Ukraina. Część rosyjskich sił pozostała nienaruszona


Jak przypominają szwedzkie media, wcześniejsze analizy często zakładały, że wojna na Ukrainie znacząco ograniczy zdolności Rosji do prowadzenia operacji poza tym krajem. Nowa ocena jest jednak bardziej ostrożna.

Według raportu część kluczowych elementów rosyjskich sił zbrojnych, w tym lotnictwo, marynarka wojenna, systemy dalekiego zasięgu oraz potencjał działań hybrydowych, nie została w takim stopniu osłabiona jak wojska lądowe walczące na froncie. Autorzy zwracają również uwagę na tworzenie nowych jednostek wojskowych w pobliżu granic NATO.


Świat w ogniu. Wojny po 1945 roku

Wojny po 1945 roku

Europa musi wziąć większą odpowiedzialność


W dokumencie pojawia się także temat relacji transatlantyckich. Komisja Obrony podkreśla, że Stany Zjednoczone pozostają kluczowym partnerem bezpieczeństwa, jednak Europa powinna przygotować się do przejęcia większej odpowiedzialności za własną obronę.

Szwedzcy eksperci uważają również, że zarówno rozbudowa sił zbrojnych, jak i obrony cywilnej powinna przyspieszyć. Ich zdaniem najbliższe lata będą wymagały szybszych decyzji dotyczących personelu, sprzętu oraz infrastruktury. W ocenie autorów raportu czas staje się dziś jednym z najważniejszych czynników wpływających na bezpieczeństwo europejskich państw.

Źródła: svt.se, Polsat News


Polak w Wietnamie. Czy tam żyje się lepiej? Deutsche Welle


Kościół szykuje plan na czas wojny i katastrof. Powstaje poradnik

Kościół szykuje plan na czas wojny i katastrof. Powstaje poradnik

Karol Kubak

Kościół katolicki w Polsce przygotowuje się na groźne sytuacje. Biskupi pracują nad poradnikiem dla parafii na wypadek wojny, powodzi i innych kryzysów. Jesienią rozpoczną się szkolenia dla osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w diecezjach.


Biskup katolicki w czarnej sutannie i piusce przemawia przed mikrofonami przy logo Episkopatu Polski.

Kościół w Polsce przygotowuje się na najgorszy scenariusz. "Mamy plan"WOJCIECH STROZYKReporter


W Polsce trudno znaleźć miejscowość pozbawioną kościoła. W dużych miastach jest ich często kilkanaście, w średnich ośrodkach zwykle kilka, a na wsiach przynajmniej jedna parafia znajduje się na miejscu lub w najbliższej okolicy. W kraju, gdzie dominującym wyznaniem pozostaje katolicyzm, taka sieć placówek może okazać się ważna nie tylko w codziennym życiu religijnym. W przypadku wojny, powodzi czy innych sytuacji kryzysowych kościoły i parafie mogą stać się jednym z lokalnych punktów organizacji pomocy.

Z takiego założenia wychodzi Konferencja Episkopatu Polski, która przygotowuje ogólnokrajowe wytyczne dotyczące funkcjonowania jednostek kościelnych podczas nadzwyczajnych zdarzeń. Biskupi pracują nad specjalnym poradnikiem dla parafii, a jeszcze tej jesieni rozpoczną się szkolenia dla osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w diecezjach.


W małopolskim kościele ukryta była kapsuła czasu.

W Polsce trudno znaleźć miejscowość pozbawioną kościoła.Mach240390, CC BY 3.0 DEEDWikimedia Commons


Jedne zasady dla parafii w całym kraju


Informację ogłoszono po zakończeniu 405. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski w Łomży. Już kilka miesięcy temu powołano specjalny zespół roboczy zajmujący się opracowaniem zasad postępowania jednostek kościelnych w sytuacjach kryzysowych.

Jak wyjaśnił przewodniczący zespołu ks. Jarosław Mrówczyński, powstaje obecnie vademecum dla administratorów jednostek kościelnych. Dokument ma pomóc parafiom działać według podobnych procedur podczas wojny, klęsk żywiołowych oraz innych nieprzewidzianych zagrożeń.

Nasza praca polega na tym, że chcemy wydać to vademecum, które byłoby takimi wskazówkami działań, w miarę jednolitymi dla całego kraju. Oparłoby się to na działaniu diecezjalnym, czyli biskup będzie odpowiadał za tę sferę.

Szkolenia dla osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo


Jesienią mają rozpocząć się specjalistyczne szkolenia organizowane z inicjatywy Ministerstwa Obrony Narodowej, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, Akademii Pożarniczej oraz Akademii Wojskowej. Wezmą w nich udział delegaci diecezjalni odpowiedzialni za ochronę ludności oraz zabytków.

Biskupi zostali poproszeni o wyznaczenie osób zajmujących się tymi zagadnieniami na terenie swoich diecezji. W pracach zespołu uczestniczą również przedstawiciele administracji państwowej, Caritas Polska oraz zgromadzeń zakonnych.

Kościół nie chce zastępować służb państwowych


Przedstawiciele Episkopatu podkreślają jednocześnie, że nie chodzi o tworzenie alternatywnego systemu ochrony ludności. Kościół ma wspierać działania państwa, wykorzystując swoją strukturę organizacyjną i doświadczenie zdobyte podczas wcześniejszych kryzysów.

- To jest obowiązek spoczywający na organach państwowych - w sensie centralnym, ale również i lokalnym. Kościół z racji na swoją strukturę, na logistykę, na ludzi, którzy są już w jakiś sposób doświadczeni w radzeniu sobie z sytuacjami nadzwyczajnymi, ma taki potencjał - zastrzegł duchowny.

Według ks. Mrówczyńskiego w części parafii pojawiają się już oddolne inicjatywy związane z bezpieczeństwem i obronnością. Zdaniem duchownego pokazują one zaangażowanie mieszkańców, ale mogą też prowadzić do chaosu i dezinformacji. Właśnie dlatego Episkopat chce przygotować jednolite zasady postępowania dla całego kraju.


Co decyduje o tym, czy pszczoła zostanie królową? INTERIA.PL


Okrutny trend w polskim internecie. Raport NASK alarmuje

Krzysztof Sulikowski

Nowy raport NASK ujawnia niepokojący trend. Platformy zakupowe są wykorzystywane do cyberprzemocy rówieśniczej poprzez publikację fikcyjnych ofert z wizerunkiem i danymi nastolatków. Automatyczne systemy moderacji nie zawsze radzą sobie z wykrywaniem takich zachowań. Problem dotyka już ponad 25% młodzieży, prowadząc do stanów lękowych i depresji. Specjaliści podkreślają, że kluczem do ochrony ofiar jest szybka reakcja dorosłych i zgłaszanie takich ofert.


Cyberprzemocy doświadczyło więcej niż co czwarte dziecko lub nastolatek. NASK ostrzega przed nowym, groźnym trendem

Cyberprzemocy doświadczyło więcej niż co czwarte dziecko lub nastolatek. NASK ostrzega przed nowym, groźnym trendemMatt CardyGetty Images



Spis treści:

  1. "Wystawianie na sprzedaż" jako nowa forma nękania w sieci

  2. Platformy sprzedażowe promują krzywdzące materiały

  3. Porażająca skala cyberprzemocy w polskim internecie

  4. Gdzie szukać pomocy w razie cyberprzemocy?

"Wystawianie na sprzedaż" jako nowa forma nękania w sieci


W internecie pojawiła się nowa, niezwykle niebezpieczna forma cyberprzemocy wymierzonej w dzieci i młodzież. Nastolatkowie zaczęli wykorzystywać popularne serwisy sprzedażowe, takie jak Vinted, do celowego ośmieszania i hejtowania swoich rówieśników. Proceder polega na "wystawianiu kolegów na sprzedaż" poprzez tworzenie fałszywych ofert. Nie chodzi jednak o prawdziwy handel ludźmi, lecz o degradację ofiary.

Ogłoszenia te zawierają zdjęcia konkretnych osób, przypisaną im cenę, mającą dodatkowo uprzedmiotowić człowieka, oraz opisy pełne nienawiści. Agresorzy wyśmiewają w nich wygląd nastolatków lub sugerują przynależność do mniejszości ze względu na orientację seksualną.

To cyberprzemoc. Jej celem jest upokorzenie konkretnej osoby

Platformy sprzedażowe promują krzywdzące materiały


Eksperci zwracają uwagę na poważny problem z funkcjonowaniem platform sprzedażowych. Mimo że ich regulaminy zabraniają ofert niezgodnych z prawem, to w wielu przypadkach algorytmy portalu tego nie rozpoznają. Nie są w stanie wykryć, że na sprzedaż wystawiony jest człowiek. W efekcie algorytm nieświadomie promuje krzywdzące materiały i wyświetla je wysoko.

"To pokazuje, że automatyczne systemy rekomendacji nie zawsze rozpoznają przemocowy charakter treści, a tym samym mogą przyczyniać się do jej dalszego rozpowszechniania" - zaznacza Natalia Fabisiak. Administratorzy platformy Vinted zostali powiadomieni o krzywdzących ofertach i na bieżąco usuwają ręcznie zgłoszone naruszenia. Podobne ogłoszenia mogą jednak zacząć pojawiać się również w innych serwisach, takich jak OLX czy Facebook Marketplace.

Porażająca skala cyberprzemocy w polskim internecie


Skala zjawiska cyberprzemocy w Polsce jest alarmująca. Z najnowszego raportu "Nastolatki" opublikowanego przez NASK wynika, że jedna trzecia dzieci i młodzieży doświadczyła w internecie wyzwisk, a niemal jedna czwarta padła ofiarą wyzywania i/lub ośmieszania.

"Zarówno długotrwałe, jak i jednorazowe doświadczanie cyberprzemocy, to prawdziwa tragedia dla dzieci i nastolatków" - tłumaczy Martyna Różycka, kierowniczka Dyżurnet.pl. Ekspertka dodaje, że konsekwencje takich działań mogą być dramatyczne: "od lęku, obniżonej samooceny, przez izolowanie się pokrzywdzonych od społeczeństwa i objawy depresyjne, aż po zachowania samobójcze. Skutki mogą być odczuwalne nie tylko od razu, ale mogą wpływać nawet na dorosłe życie zarówno osoby poszkodowanej, jak i sprawcy."

Wobec faktu, że cyberprzemoc przenosi się wszędzie tam, gdzie budują się społeczności cyfrowe - w tym na platformy handlowe i gamingowe - pilnie potrzebna jest świadoma reakcja dorosłych. Rodzice i opiekunowie powinni natychmiast zgłaszać wulgarne czy poniżające wpisy do administratorów stron oraz do zespołu Dyżurnet.pl. Niezbędna jest także stała edukacja dzieci o konsekwencjach takich zachowań oraz upewnienie się, że wiedzą one o możliwościach uzyskania bezpłatnej, anonimowej pomocy psychologicznej za pośrednictwem specjalistycznych linii wsparcia.

Gdzie szukać pomocy w razie cyberprzemocy?


Jeśli padłaś lub padłeś ofiarą cyberprzemocy, możesz uzyskać pomoc. 

Wypełnij formularz na stronie Dyżurnet.pl.
Zadzwoń pod numer 801 615 005.
Napisz na adres dyzurnet(@)dyzurnet.pl.

Jeżeli doświadczasz kryzysu psychicznego, skorzystaj z bezpłatnego i anonimowego telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży pod numerem 116 111.  Jest on prowadzony przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę we współpracy z NASK i działa całą dobę, 7 dni w tygodniu.


Co decyduje o tym, czy pszczoła zostanie królową? INTERIA.PL


Otrzymane przedwczoraj

Na latarniach w Polsce zawisną czujniki? Nowy system antydronowy

Paula Drechsler

Polska firma Asseco opracowała system wykrywania dronów, obejmujący czujniki montowane bezpośrednio na latarniach ulicznych. Umożliwia to stworzenie skalowalnej sieci monitorującej o zastosowaniu zarówno militarnym, jak i cywilnym. Polski Antydron oczekuje na premierowy kontrakt i swoje pierwsze komercyjne wdrożenie.


Ilustracja przedstawiająca drony, które mogą być namierzone przez nowy system Polski Antydron.

Polski Antydron ma wykorzystywać istniejącą infrastrukturę oświetleniową. Zdjęcie ilustracyjne.centcom.mil/MEDIAdomena publiczna



W skrócie

  • Polska firma Asseco opracowała swój system wykrywania i śledzenia dronów.

  • Polski Antydron wykorzystuje czujniki akustyczne instalowane na latarniach ulicznych oraz integrację z istniejącą Platformą Internetu Rzeczy firmy.

  • Rozwiązanie analizuje dźwięki za pomocą sztucznej inteligencji, generuje automatyczne alerty o nieuprawnionych lotach i jest testowane w kontekście eliminowania fałszywych alarmów.

Polski Antydron. Czujniki montowane na latarniach ulicznych


Polska firma Asseco zaprezentowała podczas Kongresu Bezpieczeństwo Polski własny system do detekcji i monitorowania dronów - Polski Antydron. Innowacja ta wykorzystuje sensory akustyczne instalowane na istniejące infrastrukturze oświetleniowej.

Czujniki można umieścić na latarniach ulicznych, które jednocześnie zapewnią źródło zasilania jednostek. W ten sposób tworzona jest prosta w montażu i skalowalna sieć, która wykrywa nisko latające bezzałogowce.

Sensory i AI w celu zwiększania bezpieczeństwa


Polski Antydron to rozwinięcie już istniejącej, skalowalnej Platformy Internetu Rzeczy firmy Asseco, z której korzystają między innymi przedsiębiorstwa z branży telekomunikacyjnej. Innowacyjną sieć czujników cechuje minimalne zużycie energii, możliwość integracji z innymi sensorami (np. do detekcji termicznej) i trudna wykrywalność - system ma charakter pasywny, nie emituje sygnałów. Dodatkowo jest odporny na zakłócenia, a w przypadku uszkodzeń części infrastruktury zapewnia ciągłość działania, bo "eliminuje pojedyncze punkty awarii".

Jak podaje Asseco w komunikacie na temat systemu Polski Antydron, dane dźwiękowe zbierane przez czujniki są wysyłane do Platformy Internetu Rzeczy Asseco poprzez wykorzystanie sieci komórkowej. Następnie, przeprowadzając analizę z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, system rozpoznaje, jaki obiekt został zidentyfikowany i monitoruje jego ruch w przestrzeni powietrznej. W ten sposób można śledzić trajektorię lotu BSP, a także tworzyć symulacje jego możliwej dalszej trasy. Co istotne, system generuje również automatyczne alerty dla użytkownika, gdy wykryje nieuprawniony lot w określonych strefach bezpieczeństwa.


Latające drony wojskowe nad cyfrową mapą terenu z naniesionymi danymi i współrzędnymi geograficznymi.

Firma Asseco Poland S.A. opracowała swój system wykrywania bezzałogowych statków powietrznych.Asseco Polandmateriał zewnętrzny


Sieć czujników. Zastosowanie wojskowe i cywilne


Polski Antydron firmy Asseco został zaprojektowany z myślą o dwojakim zastosowaniu - zarówno militarnym, jak i cywilnym. Jak podaje firma, system może być wykorzystywany do ochrony terenów wojskowych i kluczowej infrastruktury, takiej jak mosty, lotniska czy sieci energetyczne.

Ponadto, analizując hałasy, system może informować nie tylko o BSP, ale i np. o niezarejestrowanym zgromadzeniu czy nielegalnych wyścigach w miastach i gminach. Jednocześnie ulokowanie czujników wysoko na latarniach ulicznych ma wykluczać rejestrowanie rozmów przechodniów.

System przechodzi ważne testy i wyczekuje na swój komercyjny debiut. W założeniu rozwiązanie to mogłoby umożliwić monitorowanie obszaru całego kraju.

- Ważnym etapem prac nad Polskim Antydronem jest wyeliminowanie false positives, czyli przypadków, gdy system myli dźwięk kosiarki czy skutera z tym wydawanym przez dron. Przeprowadziliśmy szereg testów, które pozwoliły uniknąć fałszywych alarmów, dzięki czemu użytkownik ma otrzymywać alerty tylko w potwierdzonych przypadkach - powiedział Grzegorz Bartler, Wiceprezes Zarządu w Asseco Poland.


Rozmowa kwalifikacyjna, którą prowadzi… awatar oparty na sztucznej inteligencji© 2026 Associated Press


Strzelanina w Meksyku. Napastnik zaatakował z Piramidy Księżyca


W skrócie

  • Uzbrojony napastnik otworzył ogień przy Piramidzie Księżyca w Teotihuacán, zabijając 32-letnią obywatelkę Kanady, raniąc kilkanaście osób i odbierając sobie życie.

  • Śledztwo wykazało możliwą fascynację sprawcy zbrodniczą ideologią oraz masakrą w Columbine High School, a data ataku mogła zostać wybrana celowo.

  • Tragedia wywołała obawy o bezpieczeństwo kibiców podczas zbliżających się Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2026 w Meksyku.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Strzelanina w Teotihuacán. Napastnik zaatakował w pobliżu Piramidy Księżyca


W jednej z największych atrakcji turystycznych Meksyku doszło do dramatycznego incydentu. Jak poinformował meksykański gabinet bezpieczeństwa, w poniedziałek (20 kwietnia), krótko po godz. 11:30 uzbrojony mężczyzna otworzył ogień z antresoli na Piramidzie Księżyca (hiszp. Pirámide del Sol) na terenie starożytnego kompleksu archeologicznego Teotihuacán. Napastnik zastrzelił 32-letnią obywatelkę Kanady, a następnie odebrał sobie życie.

W wyniku ataku rannych zostało co najmniej 13 osób, z których 8 pozostawało w szpitalach w poniedziałek wieczorem. Jak podaje agencja Associated Press, wśród poszkodowanych w wieku od 6 do 61 lat znaleźli się obywatele Stanów Zjednoczonych, Kolumbii, Brazylii, Kanady oraz Rosji.

Lokalna prokuratura zidentyfikowała sprawcę. To obywatel Meksyku, Julio César Jasso Ramírez. Według relacji świadków zamachowiec wspiął się na antresolę świątyni, trzymał tablet i krzyczał, a większość z kilkudziesięciu strzałów prawdopodobnie oddawał w powietrze. Na miejscu zdarzenia służby zabezpieczyły broń palną, broń białą oraz ostre naboje. Świadkowie opisują chaos i brak koordynacji podczas ewakuacji.

Brytyjska para z Londynu, przebywająca na miejscu, wspomniała w rozmowie z BBC, że "ludzie zaczęli napierać i wybuchła ogromna panika, a wszyscy zaczęli biec w tym samym czasie do wyjścia". Turyści zwrócili również uwagę na brak kontroli bezpieczeństwa przy wejściu na teren obiektu.

Prezydentka Meksyku, Claudia Sheinbaum Pardo, oraz gubernatorka stanu Meksyk, Delfina Gómez Álvarez, wyraziły solidarność z ofiarami i ich rodzinami. "To, co wydarzyło się dziś w Teotihuacán, głęboko nas zraniło. Wyrażam najszczerszą solidarność z osobami poszkodowanymi i ich rodzinami. Jesteśmy w kontakcie z Ambasadą Kanady" - napisała Sheinbaum w mediach społecznościowych.

Ministra spraw zagranicznych Kanady, Anita Anand, potwierdziła śmierć jednej obywatelki swojego kraju i zranienie kolejnej, zapewniając o wsparciu konsularnym dla poszkodowanych.

Sprawca ataku mógł być zafascynowany zbrodniczą ideologią


Otwarte pozostaje pytanie o motyw sprawcy. Śledztwo ciągle jest w toku, ale według wstępnych ustaleń i dowodów zabezpieczonych przez służby możliwe jest, że napastnik był psychopatą lub osobą niezrównoważoną psychicznie, którą owładnęła destruktywna ideologia, a data dokonania zamachu była nieprzypadkowa.

Według doniesień meksykańskich mediów w materiałach należących do napastnika (m.in. w jego tablecie) znaleziono dowody na silną inspirację masakrą w Columbine High School. Ramírez miał stworzyć za pomocą sztucznej inteligencji zdjęcie przedstawiające go wspólnie ze sprawcami tej zbrodni, która w 1999 r. wstrząsnęła Ameryką i całym światem. Lokalne media, powołujące się na źródła w policji, wskazują również na wyrażany przez niego podziw dla wodza III Rzeszy.

Powyższe tropy wydają się najbardziej prawdopodobne. 4 kwietnia zarówno miała miejsce masakra w amerykańskim liceum, jak i urodził się niemiecki zbrodniarz wojenny. Wszystkie te osoby odeszły z tego świata w ten sam sposób.

Świadkowie ponadto zeznali, że przed oddaniem strzałów napastnik wdał się w kłótnię z kilkoma osobami. Ubrany był w buty i spodnie w stylu taktycznym, co sugeruje, że atak mógł być zaplanowany jako rodzaj manifestu lub naśladownictwa powszechnie potępianych zbrodniarzy, których podziwiał.

Starożytne miasto jest jedną z największych atrakcji Meksyku


Nie jest do końca jasne, dlaczego strzelec wybrał Teotihuacán - poza faktem, że jest to jedna z największych atrakcji turystycznych Meksyku i atak w takim miejscu mógł przynieść napastnikowi rozgłos. Według danych z 2024 r., był to drugi najczęściej odwiedzany obiekt tego typu w kraju, przyciągający ponad 1,3 mln zwiedzających rocznie.

Symbolika tego miejsca mogła mieć związek ideologiczny z atakiem. Jako starożytny monument mogła być w oczach sprawcy symbolem Meksyku. Według relacji świadków miał on krzyczeć o turystach z "tej przeklętej Europy", którym groził, że jeśli nie odjadą, "to ich poświęci". Wszak i Aztekowie składali ofiary z ludzi.

Starożytne mezoamerykańskie miasto kojarzone jest z Aztekami, w rzeczywistości jednak wyprzedza ich imperium o wiele stuleci, osiągając szczyt potęgi w pierwszej połowie pierwszego milenium. W tamtym okresie, z populacją szacowaną na około 100 tys. mieszkańców, było to największe miasto obu Ameryk i jedno z największych na świecie, zajmując powierzchnię około 21 km2.

Kompleks słynie z monumentalnych budowli, takich jak Piramida Słońca i Piramida Księżyca, a także z Alei Zmarłych i wielorodzinnych kompleksów mieszkalnych. Badania archeologiczne sugerują, że Teotihuacán było ośrodkiem wieloetnicznym, zamieszkiwanym przez grupy Nahua, Otomi czy Totonaków, a także migrantów z regionów Oaxaca i Wybrzeża Zatoki. To raczej kiepski symbol dla zamachowca, który mógł wyznawać ideologię "czystości etnicznej". Miasto upadło między VII a VIII wiekiem, po wcześniejszym złupieniu i spaleniu głównych zabytków około 550 roku.

Miejsce to niezmiennie fascynuje naukowców ze względu na swoją zaawansowaną urbanistykę, precyzyjne narzędzia z obsydianu oraz doskonale zachowane murale, będące świadectwem potęgi cywilizacji, która dominowała w środkowym Meksyku przed powstaniem Tuli i Xochicalco.

Co z bezpieczeństwem kibiców na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2026?


Do tragedii doszło w krytycznym momencie dla Meksyku, zaledwie 7 tygodni przed rozpoczęciem Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2026. Wydarzenie sportowe ma przyciągnąć ok. 5,5 milionów kibiców, co wiąże się z ogromnym wyzwaniem logistycznym i koniecznością zapewnienia im bezpieczeństwa.

Mundial zainauguruje mecz otwarcia pomiędzy reprezentacjami Meksyku i RPA, który odbędzie się 11 czerwca 2026 r. w stolicy kraju. Teotihuacán, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1987 r., miało być miejscem specjalnych pokazów nocnych podczas turnieju.

W obliczu utrzymującej się fali przemocy związanej z działalnością karteli narkotykowych władze ogłosiły mobilizację niemal 100 tys. funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, mających chronić kibiców podczas letnich rozgrywek. Strzelanina w Teotihuacán zdaje się jednak nie mieć związku z wojnami karteli, tym niemniej stawia ona pod znakiem zapytania kwestie bezpieczeństwa publicznego, które rząd starał się uwiarygodnić po wcześniejszych falach przemocy w kraju.


Miłośnicy samolotów domagają się wydzielenia specjalnego miejsca do obserwacji© 2026 Associated Press


W tych miejscach lepiej nie podawaj PESEL-u. Prosisz się o kłopoty

Tomasz Wróblewski

Podawanie w niektórych miejscach numeru PESEL na głos to zaproszenie dla oszustów. Wystarczy chwila nieuwagi, by ktoś zaciągnął kredyt na twoje dane. Gdzie lepiej zachować dyskrecję i jak prosto zastrzec PESEL w mObywatelu?


Formularz nadania numeru PESEL i fragment dokumentu tożsamości z herbem Polski, lista miejsc do unikania podawania PESEL-u.

Lista miejsc, w których lepiej nie podawać PESEL-u, jest długa.ARKADIUSZ ZIOLEKEast News



Spis treści:

  1. Czy numer PESEL to dane wrażliwe?

  2. Do czego prowadzi wyciek PESEL?

  3. Gdzie podawanie PESEL-u to wielki błąd?

Czy numer PESEL to dane wrażliwe?


Dla wielu osób odpowiedź na takie pytanie może to być sporym zaskoczeniem, ale w świetle prawa - nie. Zgodnie z przepisami RODO (art. 9), do kategorii tzw. danych wrażliwych zalicza się m.in. informacje o stanie zdrowia, pochodzeniu etnicznym czy poglądach.
Numer PESEL traktowany jest jako dane zwykłe (podobnie jak imię i nazwisko), przez co nie podlega tej szczególnej ochronie prawnej.

Brak statusu "danych wrażliwych" nie oznacza jednak, że PESEL można traktować lekkomyślnie. Wręcz przeciwnie. Jeśli twój 11-cyfrowy numer wpadnie w niepowołane ręce - na przykład w wyniku wycieku z bazy danych - oszuści mogą go z łatwością wykorzystać. Właśnie dlatego tak ważna jest ostrożność oraz korzystanie z dostępnych form ochrony, takich jak zastrzeżenie numeru PESEL w mObywatelu.

Do czego prowadzi wyciek PESEL?


Statystyki są alarmujące. Ponad połowa z nas boi się kradzieży danych, prawie co drugi Polak zetknął się z próbą ich wyłudzenia, a aż 15% faktycznie padło ofiarą oszustów.
Te obawy są w pełni uzasadnione, ponieważ przejęcie ważnych informacji przez przestępców może mieć bardzo poważne skutki.

Największym i najczęstszym zagrożeniem jest oczywiście utrata pieniędzy. Skradziony numer PESEL to dla złodzieja gotowy klucz do zaciągnięcia na pożyczek online na twoje dane.
Niestety, mechanizm wyłudzenia sprawia, że przestępca znika z gotówką, a ty - jako niczego nieświadoma ofiara - musisz borykać się z wezwaniami do zapłaty i żmudnym udowadnianiem swojej niewinności przed instytucjami finansowymi.

Gdzie podawanie PESEL-u to wielki błąd?


Naszą najlepszą tarczą przed kradzieżą tożsamości jest codzienna ostrożność. I wcale nie chodzi tu tylko o cyberbezpieczeństwo.
Twój PESEL może zostać skradziony choćby podczas wizyty w aptece. Wystarczy, że farmaceuta poprosi o podyktowanie numeru do recepty, a ktoś stojący w kolejce uważnie go wysłucha i zapamięta.

Zamiast podawać dane na głos, znacznie bezpieczniej jest po prostu pokazać kod e-recepty w aplikacji na telefonie.

Ta sama zasada dotyczy wizyt w urzędach czy bankach. Najprostszym i najskuteczniejszym patentem jest zapisanie PESEL-u na kartce i podanie jej pracownikowi. Nigdy nie wiesz, kto stoi za twoimi plecami i czy akurat nie nasłuchuje. Zastanawiasz się, czy to nie paranoja? Zdecydowanie nie.
W przypadku ochrony tożsamości nadmierna ostrożność po prostu nie istnieje.


Rolnictwo przyszłości. Białko wytwarzane w laboratorium niemal „z powietrza”INTERIA.TVAFP


Fragment rakiety odnaleziony w Jarosławcu. Śledztwo Żandarmerii Wojskowej

Fragment rakiety odnaleziony w Jarosławcu. Śledztwo Żandarmerii Wojskowej

Julia Król

W Jarosławcu na Lubelszczyźnie znaleziono fragment rakiety, który najprawdopodobniej pochodzi z działań mających na celu zestrzelenie rosyjskich dronów we wrześniu 2025 roku. Znaleziskiem od razu zajęli się wojskowi i śledczy, a teren został odpowiednio zabezpieczony.


Osoba w mundurze wojskowym z kamizelką Żandarmerii Wojskowej, w tle fragment nieoznakowanego auta.

Zaskakujące znalezisko w Jarosławcu. Fragment rakiety po ataku dronów? Zdj. ilustracyjneArtur SzczepanskiReporter


Odnaleziono fragment rakiety w Jarosławcu. Powiązanie z walką z rosyjskimi dronami we wrześniu 2025


Na Lubelszczyźnie doszło do niecodziennego odkrycia, które natychmiast postawiło na nogi służby wojskowe i śledcze. W jednym z sadów odnaleziono fragment rakiety, a sprawą zajęła się Żandarmeria Wojskowa wraz z prokuraturą.

Znaleziska dokonano w miejscowości Jarosławiec w powiecie zamojskim. Na metalowy element natrafiła osoba prywatna podczas prac w sadzie. Po zgłoszeniu na miejsce szybko skierowano odpowiednie służby, które zabezpieczyły teren i rozpoczęły czynności dochodzeniowe. Jak podkreślono, sytuacja nie stwarza zagrożenia dla mieszkańców.

"Teren został zabezpieczony. Nie ma zagrożenia dla życia i zdrowia ludzkiego" - napisała Żandarmeria Wojskowa w poście na platformie X.

Wstępne ustalenia wskazują, że odnaleziony fragment może pochodzić z rakiety użytej do zwalczania rosyjskich dronów. Chodzi o wydarzenia z nocy 9 na 10 września 2025 roku, kiedy obiekty bezzałogowe naruszyły polską przestrzeń powietrzną. Wówczas część z nich została zestrzelona, a ich szczątki spadały w różnych regionach kraju, szczególnie na wschodzie.

Rosyjskie drony nad Polską we wrześniu 2025


W nocy z 9 na 10 września 2025 roku wojsko zestrzeliło drony, które wielokrotnie naruszyły polską przestrzeń powietrzną. Łącznie zarejestrowano 19 przekroczeń granicy. Część z dronów nadleciała bezpośrednio z Białorusi. Do akcji ochrony polskiego nieba włączyły się siły sojusznicze NATO.

Później przez wiele tygodni przeszukiwano teren w celu odnalezienia szczątków zestrzelonych maszyn. Nie znaleziono jednak wszystkich, co udowadnia wczorajsze znalezisko.


Naukowcy badają, jak mogły wyglądać pradawne psy i skąd pochodziły© 2026 Associated Press


Włamał się do jednego z chińskich superkomputerów. Chce sprzedać dane

Karolina Majchrzak

To może być jeden z najpoważniejszych incydentów cyberbezpieczeństwa ostatnich lat. Według doniesień ekspertów i analizy próbek danych, anonimowy haker miał uzyskać dostęp do chińskiego superkomputera państwowego i przez miesiące wynosić z niego ściśle tajne informacje, w tym dokumenty wojskowe i schematy uzbrojenia.


Mężczyzna azjatyckiego pochodzenia pracujący przy komputerze

Gigantyczny wyciek danych z Chin. Eksperci analizują tajne pliki wojskowe i projekty uzbrojenia (zdj. poglądowe)NICOLAS ASFOURI / AFP / TO GO WITH CHINA-HACKING-SECURITY,FOCUS BY LAURIE CHENAFP


Źródłem wycieku ma być National Supercomputing Center in Tianjin, czyli jeden z najważniejszych ośrodków obliczeniowych w Chinach, obsługujący tysiące instytucji, w tym sektor obronny i zaawansowane badania naukowe. Według dostępnych informacji, wykradziony zbiór danych może przekraczać 10 petabajtów, czyli mówimy o równowartości milionów standardowych dysków komputerowych.

10 petabajtów danych. Skala trudna do wyobrażenia


Tak ogromny wolumen danych sprawia, że mówimy nie tylko o incydencie cybernetycznym, ale potencjalnie o operacji o znaczeniu wywiadowczym na globalną skalę. Próbki opublikowane w sieci mają zawierać dokumenty oznaczone jako "tajne", a także pliki techniczne, symulacje i wizualizacje systemów wojskowych, w tym bomb i pocisków.

Według deklaracji osoby stojącej za wyciekiem, dane mogą być powiązane z kluczowymi podmiotami chińskiego przemysłu obronnego, jak Aviation Industry Corporation of China, Commercial Aircraft Corporation of China czy National University of Defense Technology.

Eksperci, którzy analizowali fragmenty zbioru, wskazują, że ich zawartość odpowiada temu, czego można oczekiwać po centrum superkomputerowym obsługującym tak szerokie spektrum klientów, od badań kosmicznych po projekty militarne.

Włamanie bez fajerwerków, ale skuteczne


Co najbardziej zaskakuje, to sposób przeprowadzenia ataku. Według relacji badaczy cyberbezpieczeństwa, dostęp do systemu mógł zostać uzyskany przez przejętą domenę VPN, a następnie wykorzystano botnet (sieć zainfekowanych urządzeń) do stopniowego pobierania danych.

Kluczowe było rozproszenie operacji, bo zamiast jednorazowego transferu ogromnych ilości informacji, dane były wyciągane równolegle przez wiele systemów, co znacząco utrudnia wykrycie incydentu. Cały proces miał trwać nawet pół roku, co sugeruje poważne luki w monitoringu i zabezpieczeniach infrastruktury.

Grupa działająca pod nazwą "FlamingChina" opublikowała próbki danych na Telegramie i według ekspertów oferuje dostęp do pełnego zbioru za setki tysięcy dolarów, przyjmując płatności w kryptowalutach. Choć autentyczność wycieku nie została oficjalnie potwierdzona, wielu specjalistów uważa go za wiarygodny, a przynajmniej częściowo prawdziwy.

Jeśli informacje się potwierdzą, incydent może ujawnić systemowe problemy z cyberbezpieczeństwem w Chinach. Eksperci od lat wskazują, że zarówno sektor publiczny, jak i prywatny, zmagają się z niedostatecznymi zabezpieczeniami. To szczególnie istotne w kontekście globalnej rywalizacji technologicznej, bo Pekin inwestuje ogromne środki w rozwój sztucznej inteligencji, superkomputerów i technologii wojskowych.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


Nowoczesny system NATO przetestowany. Ogłoszono sukces

Paula Drechsler

Zakończyły się kompleksowe testy systemu ratownictwa okrętów podwodnych NATO. NSRS uznawany jest za jeden z najbardziej wydajnych systemów na świecie i zapewnia możliwość szybkiego reagowania nawet przy dużych głębokościach. Podczas ćwiczeń potwierdzono wysoką skuteczność systemu i gotowość do akcji ratunkowych.


Duży biały pojazd podwodny NSRS z półkulistą kabiną na platformie, obok mężczyzna w żółtej kurtce i kasku.

NSRS oraz 150 ekspertów jest w każdej chwili gotowych do działania w dowolnym miejscu na świecie.Royal Navymateriał zewnętrzny


Testy NATO Submarine Rescue System


Wojskowi i cywilni pracownicy Royal Navy, Submarine Delivery Agency (SDA) i JFD Ltd przeprowadzali kolejne testy NATO Submarine Rescue System (NSRS) na wodach w Fort William.

Natowski System Ratownictwa Podwodnego to rozwiązanie stworzone na początku XXI wieku przez Wielką Brytanię, Norwegię oraz Francję, służące do ratowania załóg uwięzionych na zatopionych jednostkach. Dzięki użyciu NSRS możliwe jest przeprowadzenie ewakuacji członków załogi z uszkodzonej łodzi podwodnej z głębokości do około 610 metrów.

NSRS jest uznawany za jeden z najbardziej wydajnych systemów na świecie, a został zaprojektowany w taki sposób, by mógł realizować misję ratunkową do 72 godzin od otrzymania wezwania. Regularne ćwiczenia zapewniają utrzymanie gotowości operacyjnej systemu.

Ćwiczenia na szkockich wodach. System ratownictwa okrętów podwodnych


Integralnymi elementami NSRS są podsystemy - interwencyjny i ratowniczy. W ich ramach wykorzystywane są pojazd interwencyjny sterowany zdalnie (ROV) oraz załogowy pojazd przeznaczony do ratowania ludzi z zatopionego okrętu (SRV). Projekt angażuje przy tym ponad 150 przeszkolonych pracowników, m.in. nurków, medyków, pielęgniarek i innych.

Zanim rozpoczęto niedawne testy systemu, nastąpił krótki okres konserwacji podwodnego pojazdu ratowniczego Nemo. Na czas ćwiczeń ten statek NSRS został przewieziony do Fort William na specjalnym pojeździe niskopodwoziowym. Do ważącego 35 ton i szerszego niż typowa ciężarówka pojazdu dołączył zespół techników oraz operatorów, którzy uczestniczyli w działaniach podczas ćwiczeń.

Testy prowadzono na szkockim wybrzeżu w mieście Fort William położonym nad brzegami zatoki Loch Linnhe. Tamtejsze wody są głębokie i stanowią "doskonałą okazję dla pilotów pojazdu Nemo do ćwiczenia umiejętności lądowania i dokowania pojazdu do zanurzonego celu", podaje Royal Navy. "Pozwala to również wojskowym operatorom komory ratowniczej na otwarcie włazu ratunkowego pojazdu Nemo w kierunku celu, co stanowi procedurę niezbędną do ewakuacji personelu z łodzi podwodnej".


żółto-biały batyskaf unoszący się na powierzchni wody z osobą w kombinezonie i kasku na pokładzie, w tle niewielka pomarańczowa łódź ratownicza z kilkoma ludźmi na pokładzie

Ćwiczenia NSRS przeprowadzono u wybrzeży Szkocji na wodach Fort William.Royal Navymateriał zewnętrzny


Wysoka dostępność i gotowość NSRS


Obecnie uznaje się, że rzeczywista dostępność i gotowość NSRS wynosi aż 98 proc.

- NSRS nadal jest najskuteczniejszym systemem NATO w większości możliwych sytuacji ratownictwa okrętów podwodnych i jest światowym liderem w swoim programie szkoleniowym. Ćwiczenia takie jak te dowodzą moim kolegom z okrętów podwodnych, że jesteśmy gotowi do pomocy i chociaż jest niezwykle mało prawdopodobne, że będziemy potrzebni, to zapewnienie, które zapewniamy, będzie pocieszeniem dla tych, których prosimy o działania w głębinach w imieniu Wielkiej Brytanii - powiedział dowódca zespołu NSRS i inżynier, komandor Andy Sharp.

W polskiej Marynarce Wojennej do tego rodzaju zadań wykorzystuje się okręty typu Piast, a docelowo będzie to jednostka programu "Ratownik", która jest budowana w PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni. Polski statek ma być w pełni przystosowany do współpracy z NATO Submarine Rescue System.

Źródła: Royal Navy, PGZ Stocznia Gdańska, Gospodarka Morska.


"Wydarzenia": ORP Tadeusz Kościuszko zacumował w Gdyni po półrocznych ćwiczeniach NATOPolsat NewsPolsat News


Rosyjscy hakerzy atakują użytkowników WhatsApp i Signal. Alarm w Holandii

Rosyjscy hakerzy atakują użytkowników WhatsApp i Signal. Alarm w Holandii

Julia Król

Holenderskie służby wywiadowcze ostrzegają przed globalną kampanią cyberataków prowadzoną przez rosyjskich hakerów, którzy atakują użytkowników aplikacji Signal i WhatsApp. Cyberprzestępcy skupiają się na manipulacji użytkownikami poprzez techniki phishingu oraz wykorzystanie funkcji łączenia urządzeń, by przejąć konta należące do osób o znaczeniu politycznym i wojskowym.


Rosyjscy hakerzy atakują konta WhatsApp i Signal

Rosyjscy hakerzy atakują konta WhatsApp i Signal123RF/PICSEL


Holenderskie służby alarmują: rosyjscy hakerzy atakują Signal i WhatsApp


Holenderskie służby wywiadowcze ostrzegły przed szeroko zakrojoną kampanią cyberataków prowadzoną przez rosyjskich hakerów. Celem operacji są konta użytkowników popularnych komunikatorów - Signal i WhatsApp, z których korzystają m.in. urzędnicy państwowi, wojskowi oraz dziennikarze. Według ekspertów działania te mają charakter globalny i mogą prowadzić do przejęcia wrażliwych informacji.

Ataki skierowane są przede wszystkim przeciwko osobom posiadającym dostęp do informacji o znaczeniu politycznym lub wojskowym. Wśród potencjalnych celów znajdują się urzędnicy administracji, żołnierze czy przedstawiciele mediów.

Specjaliści podkreślają, że choć zagrożone komunikatory wykorzystują silne szyfrowanie end-to-end, hakerzy nie próbują łamać samego systemu zabezpieczeń aplikacji. Zamiast tego skupiają się na manipulowaniu użytkownikami, aby sami przekazali dostęp do swoich kont.

Rosyjscy hakerzy wykorzystują phishing do manipulowania użytkownikami popularnych komunikatorów


Najczęściej stosowaną techniką jest phishing. Atakujący podszywają się na przykład pod oficjalne wsparcie techniczne komunikatora, m.in. chatbota "Signal Support", przekonując użytkowników do udostępnienia kodów weryfikacyjnych lub numerów PIN. Po zdobyciu takich danych konto może zostać przejęte, a prywatne rozmowy oraz czaty grupowe będą możliwe do odczytania.

Inną metodą jest wykorzystywanie funkcji łączenia dodatkowych urządzeń z kontem w komunikatorze. Dzięki temu haker może podłączyć własny sprzęt do konta ofiary i potajemnie odczytywać wiadomości.

Nigdy nie podawaj nikomu kodów weryfikacyjnych z aplikacji


Firmy podkreślają, że podstawową zasadą bezpieczeństwa jest nigdy nieudostępnianie kodów weryfikacyjnych czy PIN-ów osobom trzecim. Platformy komunikacyjne przypominają również że ich pracownicy nigdy nie proszą użytkowników o takie dane w wiadomościach.

Rosnąca liczba podobnych kampanii pokazuje, że współczesne cyberataki coraz częściej opierają się nie na łamaniu technologii, lecz na wykorzystywaniu zaufania i nieuwagi użytkowników.


Naukowcy odkryli sekret koni. Potrafią gwizdać… krtanią© 2026 Associated Press


Kryzys wodny w Indiach. Remontują historyczne studnie schodkowe

Paula Drechsler

Indie zmagają się z gwałtownie pogłębiającym się kryzysem wodnym i widmem "dnia zero", czyli momentu, gdy wody pitnej zabraknie. W obliczu zagrożenia władze kraju wracają do tradycyjnych rozwiązań. Wdrożono kilka programów walki z problemem, w tym m.in. odrestaurowywanie wiekowych studni schodkowych.


Kamienna studnia schodkowa otoczona zabudową miejską, widoczna centralna część z rozbudowaną architekturą tarasów i schodów, zieleń po bokach, delikatne światło słoneczne przebijające się przez drzewa.

Indie walczą z kryzysem wodnym. Program obejmuje m.in. remont studni schodkowych.Rangan Datta Wiki, CC BY-SA 4.0, https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0Wikimedia Commons


Kryzys wodny w Indiach. Kraj szuka rozwiązania problemu


Monumentalne, wielopoziomowe schodkowe studnie budowano głównie od XI do XVIII wieku. Najbardziej znana z nich to Chand Baori w Radżastanie, która jest jedną z najgłębszych i największych studni w Indiach, czy wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO Rani‑ki‑Vav w stanie Gudźarat, wyróżniająca się mistrzostwem skomplikowanych rozwiązań. Z czasem studnie tego typu porzucono, wiele z nich popadło w ruinę. Dziś w obliczu kryzysu takie obie powoli odzyskują dawne znaczenie.

Ponad 3 000 studni schodkowych w Indiach udokumentowano w ramach projektu Stepwell Atlas, wspólnego przedsięwzięcia badaczy i organizacji dziedzictwa kulturowego. Tego typu obiekty w Indiach funkcjonują dziś głównie jako zabytki i atrakcje turystyczne, jednak wiele konstrukcji ma potencjał znów dostarczać czystą wodę. Na ten moment tylko niewielka część studni została odrestaurowana w tym celu.

Powrót do korzeni. Indie inwestują w remont studni


Głośnym echem odbiło się odrestaurowanie studni schodkowej Bansilalpet w Hajdarabadzie. Została wyremontowana w 2022 roku przez Greater Hyderabad Municipal Corporation i The Rainwater Project, a podczas prac usunięto ponad 2000 ton śmieci i gruzu. Dzięki temu w studni po raz pierwszy od czterech dekad pojawiła się czysta woda. Według "Europe Says" mieszkańcy opisują moment jej powrotu niemal jako święto.

Choć od tamtego czasu staraniem architektki Kaplany Ramesh w stanie Telangan wyremontowano 25 studni schodkowych, Bansilalpet pozostaje jedyną, która dostarcza wodę pitną. W planach jest wyposażenie pozostałych studni w Telanganie o dodatkowe systemy filtracji, aby dostępna w nich woda również nadawała się do picia. "Gdyby woda ze wszystkich studni schodkowych stała się zdatna do picia, zachęciłoby to ludzi do dbania o te systemy" - mówi przytaczana przez "The Guardian" Kalpana Ramesh.

Zbieranie deszczówki, utrzymanie czystości zbiorników, renowacja infrastruktury


Indie stoją w obliczu najgłębszego kryzysu wodnego w swojej historii. Już 600 mln osób doświadcza poważnego niedoboru, a do 2030 roku zapotrzebowanie na wodę może się podwoić, podaje "The Guardian". Nadmierne zużycie wód gruntowych sprawia, że wiele regionów zbliża się do wspomnianego "dnia zero".

Podejmowane są zatem różne inicjatywy, które mają na celu walkę z kryzysem. Sam rząd stanu Telangan wdraża szeroki program walki z niedoborem wody - realizuje setki tysięcy projektów zbierania deszczówki, planuje wykorzystanie szarej wody, odnawia rzekę Musi i zwiększa pojemność zbiornika Sriram Sagar, a także nakłada kary za marnowanie wody. Deszczówka jest filtrowana i kierowana do warstw wodonośnych.

Odnawianie studni schodkowych i głębinowych jest postrzegane jako praktyczne, niskokosztowe i zrównoważone rozwiązanie, które łączy tradycyjną inżynierię z walką o bezpieczeństwo wodne milionów ludzi. Mimo to potrzebna jest kompleksowa odbudowa całego ekosystemu wodnego oraz większe zaangażowanie społeczności.


Są zbawieniem dla środowiska. Bagna i mokradła wysychająPolsat News


Flota cieni na Bałtyku. Rosjanie pływają pod fałszywymi banderami

Raport o flocie cieni. Setki statków pod fałszywymi banderami


Prowadzona przez Rosję wojna hybrydowa w Europie staje się coraz bardziej wyraźna. Szef Sojuszu Mark Rutte w najnowszym komunikacie zaznaczył, że "Rosja może zaatakować kraj NATO w ciągu najbliższych pięciu lat". Naruszenia przestrzeni powietrznej państw NATO czy przeprowadzanie cyberataków to tylko niektóre działania ze strony Moskwy.

Problem stanowi też tzw. rosyjska flota cieni, której działalność widać m.in. na Morzu Bałtyckim. Na początku grudnia "The Guardian" informował, że szwedzka marynarka wojenna przekazała, iż niemal co tydzień spotyka na Bałtyku rosyjskie okręty. Flota cieni to jednak problem globalny. Teraz pojawił się także raport szwedzkiej Straży Przybrzeżnej na temat działalności rosyjskich statków.

Łatwe obchodzenie sankcji, trudna walka z problemem


Szwedzka Straż Przybrzeżna zaznaczyła, że te rosyjskie statki to zazwyczaj przestarzałe tankowce, które Rosja wykorzystuje do obchodzenia sankcji poprzez transport paliw kopalnych z rosyjskich portów na Morzu Bałtyckim. Statki te ze względu na zły stan techniczny oraz brak ubezpieczenia często stanowią niebezpieczeństwo dla środowiska.

- Po morzach pływa 500-1000 rosyjskich statków floty cieni, ponad 300 pod fałszywymi banderami; walka z nimi jest trudna m.in. z powodu braku nadzoru właścicieli rejestrów oraz istnienia dokumentów generowanych w internecie - napisała w raporcie szwedzka Straż Przybrzeżna, podaje PAP.

Autorzy raportu powołują się na statystyki Międzynarodowej Organizacji Morskiej, z których płynie wniosek, że jesienią 306 statków pływało pod 29 fałszywymi banderami. "Z analizy wynika, że obecnie największymi dostawcami usług rejestru dla tankowców objętych sankcjami są Gambia i Sierra Leone w Afryce Zachodniej, a także wyspiarskie Komory na Oceanie Indyjskim. Dzieje się tak, gdyż inne państwa: Gabon, Barbados, Wyspy Cooka i Panama usunęły w ostatnim czasie podejrzane tankowce ze swoich rejestrów, co doprowadziło do rekordowej liczby zmian bander". Autorzy opracowania sugerują, że władze Komorów najpewniej zaczęły porządkować swój rejestr. Obecnie pod ich banderą pływa około 60 tankowców, z których część zauważono na Morzu Bałtyckim, gdy transportowały rosyjską ropę.


Na otwartym morzu płynie duży tankowiec eskortowany przez niewielki holownik, pod pochmurnym niebem i nad wzburzoną wodą.

Kraje Europy nakładają sankcje na Rosję. Flota cieni pomaga je obchodzić, przy okazji "wykorzystywana jest do szpiegostwa i sabotażu".HandoutAFP


Szereg dowodów na rosyjską działalność. Konieczne regulacje


Niektóre statki były też rejestrowane bez zezwolenia danego państwa, czy też w terytoriach nieposiadających własnej bandery, jak np. karaibska autonomiczna wyspa Sint Maarten, która podlega Holandii. Analitycy z firmy Lloyd's List ujawnili też kolejne 21 przypadków używania fałszywej bandery, a wszystkie powiązano z jedną domeną internetową. Łącznie wykryto co najmniej 50 podrobionych witryn służących do wystawiania nielegalnych rejestracji i certyfikatów dla marynarzy, czego miały nie być świadome właściwe władze państwowe.

Rząd Szwecji wcześniej w tym roku powierzył Szwedzkiej Straży Przybrzeżnej oraz Administracji Morskiej zadanie pozyskiwania danych o polisach ubezpieczeniowych statków przemierzających szwedzkie wody terytorialne lub ich strefę ekonomiczną. Wcześniej tego rodzaju nadzór był możliwy jedynie w odniesieniu do jednostek zawijających do krajowych portów, przypomina PAP. Podobne rozwiązanie wprowadziła Wielka Brytania. "W raporcie podkreślono, że 20 proc. załóg statków nie zastosowało się do tego żądania, egzekucja prawa utrudnia brak międzynarodowych przepisów. Wiele jednostek zaczęło również pływać nowymi trasami, aby ominąć ewentualne kontrole", zaznaczono.

Zważywszy, że rosyjskie jednostki o niejasnych celach operują coraz częściej w rejonie ważnych szlaków morskich i infrastruktury krytycznej, systematycznie zwraca się uwagę na potrzebę dodatkowych regulacji. Podejmowane są kolejne kroki. Unia Europejska oraz kraje G7 rozważają obecnie wdrożenie pełnego zakazu usług morskich dla rosyjskiej ropy, a mechanizm ten, obejmujący zarówno przewóz surowca, jak i ubezpieczenia, miałby być skutecznym ciosem we flotę cieni.


Wiceminister MSZ w ''Graffiti'': Rosja dalej sprzedaje ropę przez BałtykPolsat NewsPolsat News


Incydent na największym lotnisku w UK. Mężczyzna zaatakował gazem

Port lotniczy Londyn-Heathrow to największe lotnisko w Wielkiej Brytanii oraz jedno z największych w Europie. Doszło tam dziś (7 grudnia) do poważnego incydentu z użyciem gazu pieprzowego. Mężczyzna miał nim spryskiwać podróżnych. Jest co najmniej 21 osób rannych, a część trafiła do szpitala. Podejrzany został aresztowany. Czy na lotnisku Heathrow doszło do aktu terroryzmu?

❌