Widok czytania

Plaga nowotworów u młodych dorosłych. Nowe tropy onkologów


W skrócie

  • Rosnąca liczba przypadków nowotworów wśród młodych dorosłych, szczególnie kobiet, budzi niepokój naukowców, którzy zwracają uwagę na znaczenie czynników środowiskowych, diety i zmian hormonalnych.

  • Badania wskazują na zróżnicowane przyczyny wzrostu zachorowań, m.in. zmiany w diagnostyce, różnice w ekspozycji pokoleniowej, wpływ otyłości, mikrobiomu czy żywności przetworzonej.

  • Specjaliści podkreślają konieczność szerszego podejścia do prewencji, wcześniejszego wykrywania oraz dalszych badań nad genetyką i czynnikami środowiskowymi, by zapobiegać nowotworom u młodych osób.

Nowotwory wśród młodych dorosłych nie mają jednej przyczyny


Naukowcy na całym świecie intensywnie szukają odpowiedzi na niepokojące pytanie - dlaczego u tak wielu młodych ludzi rozwijają się nowotwory, które dotychczas były uznawane za domenę osób w podeszłym wieku. Zagadnienie to zdominowało tegoroczne spotkania największych światowych organizacji onkologicznych, przynosząc wiele hipotez wartych dalszej eksploracji. Na jednym z nich - konferencji American Society of Clinical Oncology (ASCO) w Chicago - ze strony onkolożki Kimmie Ng padło stwierdzenie, że "na świecie rośnie występowanie wiele nowotworów wśród osób poniżej 50 roku życia. Zdecydowana większość jest uważana za sporadyczne, o nieznanej przyczynie".

Z kolei epidemiolożka Hyuna Sung z American Cancer Society, przemawiając na dorocznym zjeździe American Association for Cancer Research (AACR) w San Diego, podkreśliła, że każdego dnia na świecie diagnozuje się ponad 9 tys. przypadków raka u osób poniżej 50. roku życia. Sung ostrzegła jednak przed wrzucaniem wszystkich diagnoz do jednego worka, tłumacząc, że "wzrost występowania raka wśród młodych dorosłych nie odzwierciedla jednej historii". Jak bardzo zniuansowany jest to problem?

Analiza danych pokazuje, że za wzrostem zachorowalności mogą stać zupełnie różne czynniki. W niektórych przypadkach winne są zmiany w wykrywaniu lub klasyfikacji chorób. Przykładowo, na początku lat 2010. rozszerzono definicję raka trzustki, co przyspieszyło wzrost odnotowywanych przypadków wśród osób poniżej 50. roku życia. Choć zmiana ta wyjaśnia sporą część statystyk, nie tłumaczy całego zjawiska.

W przypadku innych nowotworów mamy do czynienia z realnym i niepokojącym trendem. Najbardziej uderzającym przykładem jest rak jelita grubego - w Stanach Zjednoczonych liczba zaawansowanych przypadków u osób w wieku 20-49 lat wzrasta o około 3 proc. rocznie od 2010 r., stając się w 2023 r. główną przyczyną zgonów z powodu nowotworów w tej grupie wiekowej.

Eksperci zauważają także niebezpieczny wzrost zachorowań na raka macicy i wątroby u młodych kobiet, co przypisuje się tzw. "efektowi kohorty urodzeniowej". Oznacza to, że osoby urodzone w określonym czasie są bardziej narażone niż starsze pokolenia. Choć zgony z powodu raka przed pięćdziesiątką to wciąż mały procent ogólnej śmiertelności, trend ten może w ciągu następnych 20-30 lat stanowić większe zagrożenie.

Środowisko, dieta i mikrobiom na celowniku onkologii


Eksperci doszukują się różnych przyczyn wzrostu zachorowalności na nowotwory. Jedną z nich jest rola środowiska sprzyjającego otyłości i chorobom metabolicznym, na które młodzi ludzie są wystawieni znacznie wcześniej niż dawniej - jak wskazał gastroenterolog Andrew Chan z Massachusetts General Hospital. Z drugiej strony Kimmie Ng zaznaczyła, że wielu młodych pacjentów onkologicznych wcale nie ma nadwagi, co zmusza badaczy do szukania nowych czynników ryzyka.

W swoich badaniach Andrew Chan wykazał powiązanie między spożywaniem żywności wysoko przetworzonej a ryzykiem powstawania polipów jelita grubego u młodych kobiet. Z kolei inne badania analizujące zmiany w grupach chemicznych DNA powiązały ryzyko raka z dietą, paleniem oraz ekspozycją na pikloram (rodzaj herbicydu).

Potencjalnym winowajcą są także mikroorganizmy bytujące w naszych jelitach, nazywane zbiorczo mikrobiotą jelitową. Odkryto, że guzy jelita grubego u młodych ludzi częściej wykazują mutacje charakterystyczne dla działania toksyny bakteryjnej - kolibaktyny. Ludmil Alexandrov, biolog obliczeniowy z University of California, wykazał, że niektóre dzieci poniżej 5. roku życia mają w okrężnicy poziom mutacji wywołanych kolibaktyną porównywalny z dorosłymi w wieku 65 lat.

Z tych partykularnych korelacji wyłania się szerszy obraz. "Nie sądzę, żeby istniał jeden 'dymiący pistolet'. To raczej nagromadzenie się czynników ryzyka na przestrzeni czasu, które może prowadzić do raka" - spekuluje Chan.

Perspektywa lekarek z Memorial Sloan Kettering Cancer Center


Problem wzrostu zachorowalności na raka u młodych ludzi stał się też kluczowym obszarem badań w Memorial Sloan Kettering Cancer Center (MSK) w Nowym Jorku. Według danych tej instytucji zachorowalność u kobiet poniżej 50. roku życia jest obecnie o 82 proc. wyższa niż u mężczyzn w tym samym wieku (w 2002 r. różnica wynosiła 51 proc.). U młodych dorosłych najczęściej diagnozuje się nowotwory jelita grubego, piersi, prostaty, macicy, żołądka i trzustki, a prognozy przewidują globalny wzrost zachorowań w tej grupie o 30 proc. na przestrzeni lat 2019-2030.

Jednocześnie rośnie odsetek nowotworów, którym można zapobiec. Lekarze z MSK wyjaśnili w styczniowym oświadczeniu, że obniżenie wieku badań przesiewowych w kierunku raka jelita grubego z 50 do 45 lat poskutkowało wzrostem liczby badań o 62 proc. oraz skokiem wykrywanych przypadków z 1 proc. do 12 proc. w tej grupie wiekowej. Eksperci dopatrują się w tym szansy na wczesne wyleczenie.

Dr Robin Mendelsohn z MSK zauważa, że pacjenci z ich centrum rzadziej są otyli lub palą tytoń, co potwierdza słowa dr Andrei Cercek o poszukiwaniu ekspozycji środowiskowych obecnych od lat 60. lub 70. XX wieku. Co ciekawe, lekarka łączy ten trend z faktem, że u młodych ludzi rośnie także wskaźnik miażdżycy.

Z kolei badania nad mikrobiomem pacjentów z wczesnym rakiem jelita grubego wykazały, że mają oni mniejszą różnorodność bakteryjną niż starsi chorzy, co MSK bada pod kątem czynników z dzieciństwa (np. karmienie piersią, cesarskie cięcia). Z kolei dr Monika Laszkowska badająca raka żołądka, częstszego m.in. u młodych Latynoamerykanek, stawia pytania o agresywność choroby u młodych i jej powiązania z chorobami autoimmunologicznymi.

Czy rak u młodych ludzi różni się biologicznie u tego rozwijającego się u seniorów? W przypadku jelita grubego dr Andrea Cercek wykazała, że pacjenci w wieku 17 i 70 lat reagują na chemioterapię tak samo, a biologia choroby jest podobna. Inaczej jest w przypadku raka piersi - dr Shari Goldfarb zauważa, że u młodych kobiet częściej występują agresywne podtypy (potrójnie ujemny i HER2-dodatni). Wpływ na to może mieć dłuższa ekspozycja na hormony reprodukcyjne (wcześniejsza miesiączka, późniejsze macierzyństwo), ale to wciąż nie tłumaczy wszystkiego.

W obliczu tego kryzysu MSK rozwija zaawansowane badania genetyczne i testy krwi (m.in. w kierunku minimalnej choroby resztkowej), jednocześnie oferując młodym chorym wsparcie dopasowane do ich etapu życia - od zachowania płodności po pomoc psychologiczną.

Etiologia nowotworu może być niezwykle skomplikowana. Istnieją udowodnione korelacje, ale to wciąż tylko statystyka. Zdarza się przecież, że osoby prowadzące zdrowy tryb życia i unikające czynników kancerogennych zapadają na chorobę nowotworową, co może wynikać z genetyki albo utajonych przyczyn. Jak jednak informuje dr Damian Parol, przy odpowiedniej profilaktyce można zapobiec aż 40 proc. nowotworów. Falę zachorowań może przerwać bardziej holistyczne podejście i wcześniejsze wykrywanie, choć prawdopodobnie czynników środowiskowych ciężko będzie uniknąć bez radykalnych zmian na poziomie systemowym.

Źródła:

  1. Ledford H. Why are so many young people getting cancer? What researchers do and don't know. Nature (2026). DOI: 10.1038/d41586-026-01780-6

  2. Piersol W. The Latest Research on Why So Many Young Adults Are Getting Cancer. Memorial Sloan Kettering Cancer Center (2026).


Król drapieżników miał zaskakująco krótkie łapki. Odkryli sekret tyranozaura?© 2026 Associated Press


  •  

Edytują geny ludzkich embrionów. Nowe badanie i stare dylematy


W skrócie

  • Zespół naukowców z Columbia University opracował nową metodę edycji genów w ludzkich embrionach, eliminując toksyczność tradycyjnego mRNA i poprawiając precyzję modyfikacji.

  • Metoda edycji zasad oparta na CRISPR pozwoliła na dokonanie celowanych zmian genetycznych bez masowych uszkodzeń DNA, jednak technologia nadal nie eliminuje całkowicie problemu mozaicyzmu.

  • Projekt budzi kontrowersje etyczne ze względu na powiązania z firmami oferującymi komercyjną selekcję i potencjalną optymalizację genetyczną zarodków, a eksperci wskazują na potrzebę ścisłych regulacji w tej dziedzinie.

Media się zagalopowały. Wcale nie "po raz pierwszy"


Nowe metody biomedyczne czy odkrycia naukowe od zawsze przykuwały uwagę mediów, a część dziennikarzy mocno wyolbrzymiała ich znaczenie czy wręcz ogłaszała ich gotowość do użycia na masową skalę, gdy te znajdowały się na wczesnych etapach rozwoju. Podobnie było i na początku czerwca 2026 r., gdy szacowny dziennik "The New York Times" zagalopował się, ogłaszając rewolucję. Redakcja doniosła, że "po raz pierwszy naukowcy precyzyjnie wyedytowali geny ludzkiego embrionu".

Pod wpływem krytyki dziennik szybko wycofał się z określenia "po raz pierwszy", lecz doniesienia o badaniach zespołu dr. Dietera Egli z Columbia University ponownie rozpaliły debatę nad modyfikacjami genetycznymi u ludzi. Rzeczywistość jak zwykle jednak okazuje się bardziej złożona, niż sugerowały to sensacyjne doniesienia. Badacz ten otwarcie przyznaje, że nowa metoda wciąż mierzy się z poważnymi ograniczeniami i absolutnie nie powinna być na ten moment stosowana w praktyce klinicznej.

CRISPR ustępuje nowej generacji edycji genów


Dotychczasowe próby edycji embrionów - w tym głośny eksperyment He Jiankui z Chin z 2018 r., który doprowadził do narodzin trojga dzieci ze zmodyfikowanym DNA i który omawialiśmy w GeekWeeku - opierały się na tradycyjnej technologii CRISPR. Metoda ta niesie jednak ogromne ryzyko niepożądanych mutacji w innych genach oraz poważnych anomalii chromosomalnych. Wynika to z faktu, że "molekularne nożyce" przecinają obie nici podwójnej helisy DNA, a komórki mają problem z ich prawidłową naprawą. Pojawia się też problem mozaicyzmu (ang. mosaicism), czyli sytuacji, w której edycji ulega tylko część komórek zarodka, co może zniweczyć terapeutyczny skutek zabiegu.

Genetycy z Columbia University zastosowali bezpieczniejszą alternatywę - tzw. edycję zasad (ang. base editing). To następna generacja CRISPR, która nie przecina całego DNA, lecz tylko nacina jedną nić, precyzyjnie zamieniając pojedynczą "literę" w sekwencji genetycznej.

Do tej pory jednak próby modyfikacji na najwcześniejszym, jednokomórkowym etapie kończyły się niepowodzeniem, a zarodki przestawały rosnąć. Amerykańscy naukowcy odkryli, że tradycyjnie wstrzykiwane mRNA jest toksyczne dla wczesnego embrionu. Ominęli ten problem, syntetyzując kluczowe białko edytujące bezpośrednio w laboratorium, dzięki czemu zmodyfikowane embriony rozwijały się prawidłowo.

Powiązania komercyjne projektu wywołują kontrowersje etyczne


W ramach testów badacze celowo wprowadzili dwie zmiany w embrionach pozyskanych z klinik in vitro (IVF). Wyłączyli oni gen PCSK9 (odpowiedzialny za wysoki poziom cholesterolu) oraz zmodyfikowali regiony genów HBG1 i HBG2, co pozwala na produkcję płodowej formy hemoglobiny po narodzinach (metoda analogiczna do terapii testowanych u chorych z anemią sierpowatą).

Mimo że to się powiodło, technologia edycji zasad nadal wywołuje zjawisko mozaicyzmu. Ponieważ zapłodniona komórka jajowa w momencie podziału posiada cztery zestawy chromosomów, edytor często pomijał niektóre kopie genów. Jak tłumaczy Robin Lovell-Badge z Francis Crick Institute, implantacja tak zmodyfikowanych embrionów w celu doprowadzenia do ciąży byłaby obecnie "bardzo przedwczesna". Z kolei Greg Neely z University of Sydney ocenia podejście zespołu Egli pozytywnie na tle wcześniejszych kontrowersji, spodziewając się, że "to przejdzie do historii w pozytywny sposób - jako mniej lekkomyślne, bardziej ostrożne i etyczne niż poprzednie próby".

Dyskusje wywołują również komercyjne powiązania projektu. Analizę sekwencjonowania DNA bezpłatnie wykonała firma Genomic Prediction, oferująca selekcję embrionów pod kątem ryzyka chorób (np. schizofrenii czy raka), a przyszłe badania finansować ma Nucleus Genomics, której dyrektor otwarcie mówi o "genetycznej optymalizacji" ludzi, co budzi skojarzenia z eugeniką i transhumanizmem. W ich przypadku chodzi nie tylko o eliminację chorób i ich czynników ryzyka, lecz o "ulepszanie" ludzi zdrowych. Konsekwencje takich zabiegów trudno jest przewidzieć.

Stanowczy głos sprzeciwu wobec takich praktyk zabrał prawnik i bioetyk I. Glenn Cohen z Harvard Law School. "Bardzo ważnym jest dla tej domeny, by trzymać użycia 'optymalizacji' i 'ulepszania' z dala o celu, jakim jest uniknięcie bardzo poważnych chorób" - ostrzegł ekspert.

Kiedy edycja genów może być uzasadniona etycznie?


Choć w wielu krajach inżynieria genomu zarodków jest nielegalna (np. w USA prawo zabrania finansowania takich badań z funduszy federalnych), naukowcy oraz międzynarodowe organy naukowe wskazują na rzadkie sytuacje, w których edycja genów byłaby jedyną szansą dla rodziców na posiadanie zdrowego, biologicznego potomstwa.

Etycznie dopuszczalne mogą być przypadki, gdy oboje partnerzy przenoszą mutację chorobową w obu kopiach swoich genów. Wówczas każde ich dziecko bezwzględnie odziedziczy chorobę, a standardowa selekcja zdrowych embrionów podczas procedury in vitro jest niemożliwa. Dieter Egli widzi też uzasadnienie dla zastosowania metody przy ryzyku rzędu 50 proc., gdzie edycja mogłaby oszczędzić pacjentkom wielu bolesnych rund pobierania komórek jajowych w poszukiwaniu choć jednego zdrowego zarodka.

Z drugiej jednak strony nie ma na świecie konsensusu co do jednej, powszechnie obowiązującej etyki. Transhumaniści argumentują przykładowo, że ulepszanie ludzkiego genomu za pomocą inżynierii genetycznej jest nie tylko dopuszczalne, ale wręcz stanowi nasz moralny obowiązek. W ich ocenie przezwyciężanie biologicznych ograniczeń, eliminowanie chorób wrodzonych czy podnoszenie ludzkich zdolności fizycznych i intelektualnych to naturalny etap ewolucji, który pozwoli zminimalizować cierpienie i poprawić jakość życia przyszłych pokoleń.

Edycje genów mogłyby wyeliminować mechanizmy układu nerwowego i psychiki, które dziś stanowią przeżytek, i zastąpić je takimi, które byłyby adekwatne do obecnej rzeczywistości, których nie zdążyła jeszcze wykształcić ewolucja. Ludzka psychika została ukształtowana w paleolicie, kiedy praczłowiek musiał toczyć walkę o przetrwanie na afrykańskiej sawannie. Wtedy kluczowe były instynkty stadne oraz strach przed brakiem zasobów czy zagrożeniem fizycznym. Naukowcy i futuryści wskazują jednak, że postczłowiek z przyszłości (podobnie jak obcy z kosmosu), wolny od biologicznych ograniczeń ciała z mięsa i kości, mógłby wyeliminować niespecjalnie przydatne i coraz częściej destrukcyjne dziś emocje, takie jak strach, zazdrość czy agresja. W świecie pozbawionym ewolucyjnych barier ich miejsce mogłyby zająć zupełnie nieznane nam stany psychiczne.

Choć może brzmieć to zachęcająco, to pojawiają się też głosy sceptyków, według których na takie modyfikacje będą mogli sobie pozwolić jedynie najbogatsi, co doprowadzi do jeszcze większych podziałów. Co więcej, gdyby hipotetycznie świat opanowali "ulepszeni" ludzie, to znów wśród nich mogłaby na nowo zapanować potrzeba wybicia się ponad przeciętność.

Wszystko to niesie za sobą trudne do przewidzenia konsekwencje, wliczając w to dehumanizację i dyskryminację osób "naturalnych", np. na rynku pracy i w życiu społecznym, zawężenie różnorodności genetycznej czy nieprzewidziane skutki ewolucyjne - wszak przez ulepszenie jednego zestawu atrybutów rykoszetem oberwać mogą inne, jako że konkretne geny rzadko odpowiadają za jedną tylko cechę.

Takie zabiegi mogłyby też odbierać ludziom godność poprzez to, że stawaliby się oni dosłownie produktami, a ich życie byłoby zaprogramowane. Świadomość przyczyn własnego istnienia mogłaby dla danej osoby być trudna do udźwignięcia, jednak z drugiej strony futurolodzy zakładają, że mentalność, uczucia i potrzeby "nowych ludzi" mogłyby być zupełnie inne niż nasze. W porównaniu do nich nasze zdolności poznawcze byłyby takie, jak zdolności innych ssaków naczelnych w zestawieniu z Homo sapiens. Innymi słowy ich świat wewnętrzny mógłby być dla nas nieprzeniknioną abstrakcją, a każda taka istota byłaby w naszych kategoriach geniuszem.

Jak widać, perspektywa "optymalizacji genetycznej" jest mocno zniuansowana i prawdopodobnie większość bioetyków zgodzi się co do tego, że dziedzina ta wymaga ścisłych regulacji. O ich kształcie należy debatować już teraz, tak by przepisy po raz kolejny nie zostały w tyle za postępem naukowym.

Źródła:

  1. Travis J. An embryo editing 'first' is more complicated than headlines suggest. Science (2026). DOI: 10.1126/science.z3ntesv

  2. Egli D. et al. Efficient base editing and development in human embryos without chromosomal alterations. bioRxiv (2026). DOI: 10.64898/2026.05.30.728989

  3. Zimmer C. Scientists Edit Human Embryo Genes With Startling Precision. The New York Times (2026).


Instynkt nawigacyjny w wątrobie? Naukowcy odkryli tajemnicę gołębi© 2026 Associated Press


  •  

Lekarze ostrzegają przed mundialem. Odra, denga i norowirus na liście

Nie tylko gorączka piłkarska. Mundial to "wylęgarnia chorób"

Karolina Majchrzak

Rozpoczynające się dziś, tj. 11 czerwca 2026 roku, mistrzostwa świata w piłce nożnej będą jednym z największych wydarzeń masowych ostatnich lat. Mecze rozgrywane w 16 miastach w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku przyciągną miliony kibiców, tworząc warunki sprzyjające nie tylko sportowym emocjom, ale również... rozprzestrzenianiu się chorób zakaźnych.


piłka nożna na boisku

Lekarze ostrzegają przed mundialem. Odra, denga i norowirus na liście monitorowanych zagrożeńAFP


Eksperci zdrowia publicznego nie mają wątpliwości - turniej tej skali to unikatowy test dla systemów epidemiologicznych, które muszą reagować na dynamiczne przemieszczanie się ludzi i potencjalne zagrożenia zdrowotne. Służby sanitarne przygotowują się więc na różne scenariusze, wykorzystując szeroki wachlarz narzędzi monitoringu - analizowane będą m.in. dane ze szpitali, wyniki badań ścieków, a nawet aktywność w mediach społecznościowych.

Od ścieków po media społecznościowe


W Stanach Zjednoczonych uruchomiono specjalne centrum analityczne, które publikuje codzienne raporty dotyczące trendów epidemiologicznych w miastach-gospodarzach i miejscach pobytu drużyn. Celem jest jak najszybsze wykrywanie potencjalnych ognisk chorób i ostrzeganie lokalnych służb medycznych.

A największe obawy budzi odra, czyli jedna z najbardziej zakaźnych chorób na świecie. W 2026 roku liczba przypadków w Ameryce Północnej wyraźnie wzrosła, a pojedynczy zakażony może zarazić nawet kilkanaście osób. Problemem jest również fakt, że choroba może być przenoszona jeszcze przed wystąpieniem charakterystycznych objawów, co znacząco utrudnia jej kontrolę w zatłoczonych przestrzeniach, jak stadiony, lotniska czy transport publiczny.

Choroby układu oddechowego i nie tylko


Oprócz odry eksperci zwracają uwagę na inne infekcje przenoszone drogą kropelkową, w tym grypę i COVID-19. Duże skupiska ludzi mogą sprzyjać szybkiemu rozprzestrzenianiu się tych chorób, zwłaszcza w zamkniętych przestrzeniach. Na liście monitorowanych zagrożeń znajdują się również norowirusy powodujące zatrucia pokarmowe oraz wirusowe zapalenie wątroby typu A.

W południowych regionach USA i Meksyku dodatkowym wyzwaniem są choroby przenoszone przez komary, jak denga czy chikungunya - wraz z napływem turystów rośnie także ryzyko zawleczenia innych infekcji z różnych części świata. Eksperci zwracają również uwagę, że choć scenariusze takie jak pojawienie się Eboli budzą największe emocje, ich prawdopodobieństwo jest niskie - znacznie bardziej realne są mniej spektakularne, ale powszechne infekcje.

Dla mnie Ebola nie jest zagrożeniem nr 1, 2, ani nawet 3. Martwię się o import odry, ale o wiele bardziej martwi mnie import innych zagrożeń zakaźnych, które mogą nie wydawać nam się tak straszne jak Ebola

System pod presją


Służby zdrowia już teraz działają na granicy możliwości, mierząc się z innymi zagrożeniami epidemiologicznymi na świecie. Mundial dodatkowo zwiększa to obciążenie systemu, który musi jednocześnie monitorować sytuację i reagować na ewentualne ogniska chorób. Na szczęście historia pokazuje, że choć duże imprezy sportowe mogą sprzyjać rozprzestrzenianiu się patogenów, rzadko prowadzą do dużych epidemii.

Kluczowe znaczenie ma jednak szybkie wykrywanie zagrożeń i skuteczna koordynacja działań. Eksperci podkreślają, że dużą rolę odgrywają tu sami uczestnicy wydarzenia - zalecają aktualizację szczepień, zachowanie podstawowych zasad higieny oraz ostrożność w przypadku objawów choroby.


Prom z czasów Leonarda Da Vinci pomaga pokonywać codzienne korki© 2026 Associated Press


  •  

10 sekund i diagnoza? Testują bezinwazyjne badanie krwi z użyciem AI

Wystarczy spojrzenie w oko. Nowa metoda wykrywa anemię bez pobierania krwi

Karolina Majchrzak

Badanie krwi bez igły i pobierania próbki? Tak, naukowcy opracowali system wykorzystujący sztuczną inteligencję oraz krótkie nagranie oka do wykrywania anemii i szacowania poziomu czerwonych krwinek. Technologia może w przyszłości znacząco uprościć diagnostykę, szczególnie w miejscach, gdzie dostęp do laboratoriów jest ograniczony.


article cover

Geekweek - import


Nowa metoda została opisana na łamach czasopisma naukowego "npj Digital Medicine", skąd dowiadujemy się, że w testach obejmujących 224 osoby system poprawnie wykrywał niski poziom hemoglobiny w ponad 80 proc. przypadków. Choć rozwiązanie nie zastąpi jeszcze klasycznych badań krwi, naukowcy widzą w nim ogromny potencjał jako szybkie narzędzie przesiewowe.

Wystarczy 10-sekundowe nagranie oka


Technologia wykorzystuje kamerę mikroskopową rejestrującą krótkie filmy białka oka w powiększeniu 50x. Następnie specjalne oprogramowanie usuwa mrugnięcia, ruchy oka i zmiany oświetlenia, tworząc wyraźny obraz naczyń krwionośnych.

Kluczową rolę odgrywa tutaj sztuczna inteligencja o nazwie VesselNet. Model został wytrenowany na tysiącach obrazów naczyń połączonych z wynikami badań laboratoryjnych. AI analizuje przepływ krwi w oku i na tej podstawie przewiduje poziom hemoglobiny oraz liczbę czerwonych krwinek.

Diagnostyka przyszłości, ale jeszcze nie dziś


Co ciekawe, naukowcy zdecydowali się badać przednią część oka, a nie siatkówkę. Dzięki temu w przyszłości system mógłby działać nawet przy użyciu smartfona, bez konieczności korzystania z kosztownych kamer okulistycznych.

Eksperci podkreślają jednak, że technologia wciąż wymaga dopracowania. Obecna skuteczność jest porównywalna z istniejącymi bezinwazyjnymi urządzeniami do pomiaru hemoglobiny, ale nadal niewystarczająca do podejmowania poważnych decyzji medycznych, jak transfuzje czy dobór leków.

Problemem mogą być także choroby oczu, np. zapalenie spojówek czy zespół suchego oka, które wpływają na wygląd naczyń krwionośnych i mogą zaburzać wyniki pomiarów. Dodatkowo uzyskanie odpowiednio ostrego obrazu wymaga precyzyjnego ustawienia pacjenta i sprzętu.

Mimo ograniczeń badacze widzą ogromny potencjał tej technologii. System mógłby pomóc w monitorowaniu pacjentów onkologicznych, osób dializowanych czy dzieci, u których częste pobieranie krwi bywa problematyczne. Szczególnie ważne może to być w biedniejszych regionach świata, gdzie dostęp do laboratoriów jest ograniczony. Dlatego zespół planuje teraz rozszerzyć badania na większe i bardziej zróżnicowane grupy pacjentów.


Sherlock Holmes o mało wtedy nie zginął. Słynna scena przy wodospadzie Reichenbach© 2026 Associated Press


  •  

Przełom w diagnostyce autyzmu. Prosty test z moczu daje nadzieję rodzicom

Przełom w diagnostyce autyzmu. Prosty test z moczu daje nadzieję rodzicom

Julia Król

Naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Arizony opracowali prosty test moczu, który pozwala szybko wykryć ryzyko autyzmu u dzieci. Badanie polega na analizie specyficznych metabolitów wytwarzanych przez bakterie jelitowe. Wyniki testu wykazały, że dzieci ze spektrum autyzmu częściej mają podwyższone poziomy tych substancji.


Autyzm u dzieci. Innowacyjny test moczu przyśpiesza diagnozę zaburzeń

Autyzm u dzieci. Innowacyjny test moczu przyśpiesza diagnozę zaburzeń123RF/PICSEL


Przełomowe badanie autyzmu. Test z moczu wykrywa zaburzenia u dzieci


Prosty test z moczu może pomóc szybciej wykrywać ryzyko autyzmu u dzieci. Naukowcy opracowali nową metodę przesiewowego wykrywania zaburzeń ze spektrum autyzmu u najmłodszych. Test bazuje na analizie próbki moczu i sprawdza obecność charakterystycznych metabolitów - niewielkich cząsteczek powstających w wyniku działania bakterii jelitowych. Rozwiązanie to, zdaniem badaczy, mogłoby przyśpieszyć kierowanie dzieci na specjalistyczną diagnostykę i umożliwić wcześniejsze rozpoczęcie wsparcia terapeutycznego.

Zespół z Uniwersytetu Stanowego Arizony przeanalizował próbki moczu dzieci w wieku od 2 do 11 lat. Badanie skupiało się na 17 metabolitach wytwarzanych przez mikroorganizmy jelitowe. Okazało się, że u dzieci ze spektrum autyzmu poziomy części tych substancji różniły się od wyników obserwowanych u dzieci rozwijających się typowo.

Pierwsze wyniki wykazały aż 90 proc. czułości


Stworzono system klasyfikacji nazwany MDM (Microbially-Derived Metabolite System), który przyznaje wynik na podstawie liczby metabolitów w moczu dziecka przekraczających zakres referencyjny.

- Odkryliśmy, że 80-90 proc. dzieci z autyzmem ma wyjątkowo wysoki poziom jednego lub więcej metabolitów pochodzenia mikrobiologicznego - powiedziała Christina Flynn, autorka badania. - Wyniki tego testu pozwolą ustalić, które małe dzieci są szczególnie narażone na zdiagnozowanie autyzmu, a także pomogą w doborze odpowiedniego leczenia dla dzieci, u których choroba została już zdiagnozowana, aby umożliwić im jak najlepsze funkcjonowanie w życiu.

Test moczu wykazał obiecującą dokładność z 90 proc. czułością i pełną swoistością w badanej grupie. Oznacza to, że poprawnie zidentyfikował 90 proc. dzieci z autyzmem i nie przypisywał błędnie zaburzenia dzieciom bez diagnozy.

W badaniu wzięło udział poniżej 100 osób, więc wyniki wymagają potwierdzenia na większych i bardziej zróżnicowanych grupach uczestników.

Wykorzystując zaawansowane techniki badawcze, zespół zmierzył stężenie metabolitów pochodzenia mikrobiologicznego u 52 dzieci ze zdiagnozowanymi zaburzeniami ze spektrum autyzmu oraz u 47 dzieci rozwijających się prawidłowo w wieku od 2 do 11 lat. Okazało się, że prawie wszystkie dzieci z autyzmem miały co najmniej jeden poziom metabolitu wyższy niż najwyższy obserwowany w grupie kontrolnej. Niektóre z wykrytych metabolitów odgrywają ważną wolę w regulacji emocji - m.in. serotonina czy dopamina.

- To dwa kluczowe neuroprzekaźniki, które wpływają na nastrój, funkcje poznawcze i pamięć. Mogą wyjaśniać wiele objawów i objawów współwystępujących u dzieci z autyzmem - ich komunikację społeczną, lęk, depresję i koncentrację - powiedział profesor James Adams, autor korespondencyjny badania.

Według specjalistów obniżenie poziomu tych metabolitów mogłoby pomóc dzieciom prowadzić zdrowsze i szczęśliwsze życie. Jednocześnie przypominają, że badanie moczu nie stanowi samodzielnej diagnozy, a pokazuje jedynie zależność, która wymaga dalszych badań. Zanim badanie wejdzie w życie, konieczne będzie potwierdzenie jego skuteczności w kolejnych analizach.


Stonehenge nadal fascynuje. Neolityczna budowla zainspirowała archeologów© 2026 Associated Press


  •  

Pierwsza szczepionka od AI podana ludziom. Wyprzedza wirusy

Pierwsza szczepionka od AI podana ludziom. Wyprzedzi mutacje wirusów

Krzysztof Sulikowski

Naukowcy z Uniwersytetu w Cambridge stworzyli przy użyciu sztucznej inteligencji przełomową szczepionkę DNA o nazwie pEVAC-PS. To pierwszy raz, kiedy kluczowy "superantygen" został zaprojektowany w całości przez AI i przetestowany na ludziach. Preparat ma chronić przed całą rodziną koronawirusów, wyprzedzając ich mutacje. Pierwsza faza testów na ludziach wykazała, że bezigłowa szczepionka jest bezpieczna i wywołuje spodziewaną odpowiedź odpornościową. Obecnie trwają już prace nad podobnymi szczepionkami przeciw grypie i wirusowi Ebola. Może to zrewolucjonizować walkę z przyszłymi pandemiami.


Rewolucyjna szczepionka wynaleziona przez AI trenuje odporność tak, by chroniła przed całą rodziną wirusów, nawet gdy zmutują

Rewolucyjna szczepionka wynaleziona przez AI trenuje odporność tak, by chroniła przed całą rodziną wirusów - nawet jeśli zmutująGeekweek - import



W skrócie

  • Naukowcy z Uniwersytetu w Cambridge pierwszy raz w historii przetestowali na ludziach szczepionkę DNA, której kluczowy składnik, superantygen, zaprojektowała sztuczna inteligencja.

  • W pierwszej fazie badań klinicznych szczepionka pEVAC-PS została uznana za bezpieczną i wywołała przewidywaną odpowiedź odpornościową, co otwiera drzwi do kolejnych faz.

  • Obecnie prowadzone są prace nad podobnymi szczepionkami skierowanymi przeciwko grypie sezonowej oraz wirusowi Ebola, a technologia oparta na AI jest wskazywana jako narzędzie mogące wyprzedzić kolejne pandemie.

AI zaprojektowała superantygen - główny składnik szczepionki


Naukowcy z Uniwersytetu w Cambridge wykorzystali sztuczną inteligencję do opracowania nowego typu szczepionki. Ich nadrzędnym celem jest ochrona przed szeroką gamą wirusów i zapobieganie przyszłym pandemiom. Badacze podkreślają, że to pierwszy przypadek w historii, kiedy kluczowy element szczepionki został w całości zaprojektowany przez AI, a następnie przetestowany na ludziach.

Tradycyjne szczepionki przygotowuje się w oparciu o aktualnie krążący szczep danego wirusa. Ponieważ jednak część patogenów niezwykle szybko mutuje i zmienia swój wygląd, dotychczasowe preparaty - takie jak te na COVID-19 czy grypę sezonową - szybko tracą aktualność i wymagają regularnego odświeżania. "Zawsze jesteśmy w tyle" - wyjaśnia prof. Jonathan Heeney z Laboratorium Zoonotyki Wirusowej i DIOSynVax w Cambridge, jeden z autorów badania. "Ale staramy się wyprzedzić bieg wydarzeń" - dodaje.

Przy tworzeniu nowej szczepionki, zamiast bazować na jednym szczepie, naukowcy z Uniwersytetu w Cambridge zebrali znane kody genetyczne z różnych koronawirusów, zarejestrowanych przez programy monitorujące potencjalne zagrożenia odzwierzęce (zoonotyczne). Dane te przeanalizowała sztuczna inteligencja, która na ich podstawie zaprojektowała wspomniany "superantygen".

Antygeny (generatory przeciwciał) to kluczowe składniki szczepionek, które uczą nasz układ odpornościowy rozpoznawania i atakowania intruzów. Nowy, wygenerowany komputerowo komponent ma trenować odporność tak, by chroniła nas przed całą rodziną wirusów - nawet jeśli zmutują albo przeskoczą ze zwierząt na ludzi.

Omawiany preparat o nazwie pEVAC-PS powstał przy użyciu technologii DIOSynVax (Digitally Immune Optimised Synthetic Vaccine) i ma formę szczepionki DNA. Aby ułatwić jej dystrybucję w regionach o ograniczonych zasobach, zadbano o stabilność termiczną oraz bezigłowe, śródskórne podawanie za pomocą urządzenia PharmaJet Tropis.

Potencjał tego rozwiązania zaskakuje nawet samych jego twórców. "Chodzi o stworzenie szczepionek, które chronią nas nie tylko przed dzisiejszymi wirusami, ale także przed tym, co może wywołać następną epidemię lub chorobę. To fundamentalna zmiana tego, jak przygotowujemy się na pandemie" - tłumaczy prof. Heeney.

Badacze z Cambridge przedstawili wyniki pierwszych testów na ludziach


W badaniu klinicznym fazy I (typu open-label z eskalacją dawki), które przeprowadzono między grudniem 2021 a wrześniem 2023 r., wzięło udział 39 zdrowych ochotników w wieku 18-50 lat. Wszyscy uczestnicy otrzymali wcześniej 2 lub 3 dawki tradycyjnej szczepionki przeciw COVID-19. Podzielono ich na grupy otrzymujące dawki od 0,2 mg do 1,2 mg w dwóch podaniach bezigłowych (w dniu 0 i 28).

Głównym celem testów, których wyniki opublikowano w czerwcowym wydaniu czasopisma naukowego "Journal of Infection", było sprawdzenie bezpieczeństwa preparatu pEVAC-PS. Wyniki te pokazały, że szczepionka była dobrze tolerowana w każdej z dawek i nie wywołała istotnych obaw dotyczących bezpieczeństwa.

Jeśli chodzi o wpływ na układ odpornościowy (immunogenność), badacze opisali go jako "skromny". Wpływ na interpretację tych wyników miały jednak wysokie wyjściowe poziomy przeciwciał u uczestników oraz trwające w trakcie rekrutacji fale zakażeń wariantem Omicron, co wprowadziło nieuniknione zniekształcenia (ang. immune bias). Mimo to uczestnicy wykształcili mierzalną odpowiedź odpornościową na zakodowane w szczepionce, ewolucyjnie konserwatywne epitopy sarbekowirusa.Innymi słowy układ immunologiczny badanych nauczył się prawidłowo rozpoznawać te części wirusa, które nie zmieniają się podczas mutacji i są wspólne dla całej rodziny koronawirusów.

"Ta technologia radzi sobie o niebo lepiej z projektowaniem szczepionek na potencjalne pandemie, kiedy wirusy się zmieniają" - ocenia prof. Saul Faust z Uniwersytetu w Southampton, jeden z autorów badania.

Sztuczna inteligencja wspiera prace nad uniwersalną szczepionką


Sztuczna inteligencja w medycynie - wliczając w to wirusologię i farmakologię - jest już ogólnie przyjętym "partnerem badawczym", czego dowodzą liczne przykłady udanych, działających wdrożeń. Jak przewidują eksperci, jej rola będzie nadal rosnąć. Prof. Andy Pollard, dyrektor Oxford Vaccine Group, prognozuje, że AI stanie się "game changerem", który pozwoli przewidywać reakcje obronne organizmu, przyspieszy prace nad preparatami i ostatecznie "będzie ratować życia".

Z optymizmem w przyszłość patrzy również prof. Marian Knight z National Institute for Health and Care Research (NIHR), według którego "ten wyjątkowy sukces testów zaprojektowanego przez sztuczną inteligencję 'superantygenu' stanowi przełomowy skok naprzód w stronę zdolności do dostarczania szerokiej, trwałej ochrony przed wirusami".

Prace nad uniwersalną szczepionką przeciw koronawirusom są jednak wciąż na wczesnym etapie. Co dalej? Naukowcy z Cambridge planują kolejne badanie z udziałem ok. 200 osób, które ma dokładniej wykazać, jak preparat stymuluje system immunologiczny.

Równolegle zespół prowadzi już badania na zwierzętach nad uniwersalną szczepionką przeciw grypie sezonowej, której nie trzeba by było powtarzać co roku, a także nad szczepionką przeciw ptasiej grypie H5N1, na wypadek gdyby wirus ten zaczął wywoływać pandemię u ludzi.

Źródła:

  1. Munro A.P.S., Ferraric M., Kinsley R. A phase I, needle free, dose escalation clinical trial of pEVAC-PS, a candidate pan-Sarbecovirus Vaccine. Journal of Infection, Volume 92, Issue 6106759, June 2026. DOI: 10.1016/j.jinf.2026.106759

  2. Gallagher H. 'World-first' vaccine designed by artificial intelligence. BBC (2026).


Król drapieżników miał zaskakująco krótkie łapki. Odkryli sekret tyranozaura?© 2026 Associated Press


  •  

5 minut, które mogą zmienić wszystko. Najprostszy sposób na dłuższe życie

5 minut dziennie może wydłużyć życie. Pokazali prosty sposób na zdrowie

Karolina Majchrzak

Nie każdy ma czas na siłownię, bieganie czy regularne treningi i jak się okazuje, wcale nie musi. Najnowsze badania pokazują, że nawet symboliczne zwiększenie aktywności fizycznej może przynieść zaskakująco duże korzyści zdrowotne.


Kobieta w koszuli w kratę podczas spaceru w lesie

Wystarczy kilka minut dziennie, by dłużej żyć123RF/PICSEL


Zaledwie pięć minut umiarkowanego ruchu dziennie może realnie zmniejszyć ryzyko przedwczesnej śmierci. W skali populacji oznacza to potencjalnie miliony uratowanych istnień, a wszystko dzięki zmianie, którą można wprowadzić od ręki.

Mała zmiana, duży efekt


Wnioski pochodzą z szerokiej analizy obejmującej około 150 tys. dorosłych z Europy i Ameryki Północnej. Naukowcy sprawdzali, jak niewielkie różnice w codziennej aktywności przekładają się na zdrowie i długość życia.

Efekt okazał się wyraźny i niezwykle zaskakujący, bo już kilka minut aktywności dziennie, jak szybki spacer, wejście po schodach czy jazda na rowerze, wiązało się ze znaczącym spadkiem ryzyka zgonu w młodszym wieku.

Ruch w codzienności ma znaczenie


Badanie wpisuje się w coraz silniejszy trend w naukach o zdrowiu, tj. odejście od myślenia o aktywności wyłącznie jako o treningu. Zamiast tego eksperci zwracają uwagę na tzw. mikroaktywność, czyli krótkie, rozproszone w ciągu dnia epizody ruchu. Może to być wszystko, co przyspiesza tętno - sprzątanie, taniec, szybkie wejście po schodach czy kilka przysiadów między obowiązkami.

Tego typu "przekąski ruchowe" działają kumulacyjnie, wielokrotnie pobudzając metabolizm i układ krążenia w ciągu dnia. Co istotne, najwięcej mogą na tym zyskać osoby najmniej aktywne, bo w ich przypadku nawet minimalny ruch to ogromna różnica.

Siedzenie skraca życie


Równie ważne jak zwiększenie ruchu jest ograniczenie bezruchu, bo analizy pokazują, że skrócenie czasu spędzanego w pozycji siedzącej o zaledwie pół godziny dziennie może zmniejszyć ryzyko przedwczesnej śmierci o około 7 proc. To kluczowe w kontekście współczesnego stylu życia, w którym wiele godzin dziennie spędzamy przed ekranami, a brak ruchu jest jednym z głównych czynników rozwoju chorób przewlekłych.

Eksperci podkreślają, że najważniejsza jest konsekwencja. Nawet niewielka aktywność, jeśli powtarzana codziennie, przynosi długofalowe efekty. Nie oznacza to, że intensywny trening nie ma sensu, wręcz przeciwnie - zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia nadal mówią o co najmniej 150 minutach umiarkowanej aktywności tygodniowo. Jednak dla osób, które nie są w stanie osiągnąć tego poziomu, każda dodatkowa minuta ruchu ma znaczenie.


Psy-roboty z głowami Muska, Bezosa, Zuckerberga i Warhola na wystawie amerykańskiego artysty © 2026 Associated Press


  •  

Dieta keto pomaga nie tylko schudnąć. Naukowcy odkryli coś więcej

Dieta keto może wspierać ochronę mózgu przed chorobami

Karol Kubak

Dieta ketogeniczna od lat kojarzy się głównie z odchudzaniem. Tymczasem naukowcy coraz częściej sprawdzają jej wpływ na mózg. Nowy przegląd badań sugeruje, że keto może pomagać chronić przed chorobami.


Talerz z sałatką ze szpinakiem, awokado, pomidorkami koktajlowymi i dwoma jajkami sadzonymi.

Najlepszymi źródłami zdrowych tłuszczów na diecie ketogenicznej będą ryby, awokado, oliwa, żółtka jaj.123RF/PICSEL


Dieta ketogeniczna kojarzy się przede wszystkim z odchudzaniem. Naukowcy z Uniwersytetu w Coimbrze w Portugalii przeanalizowali dziesiątki wcześniejszych prac naukowych i doszli do wniosku, że ten sposób odżywiania może pomagać chronić także przed niektórymi chorobami neurodegeneracyjnymi, takimi jak choroba Alzheimera, Parkinsona czy Huntingtona.

Jak dieta ketogeniczna wpływa na pracę mózgu?


Dieta ketogeniczna opiera się na dużej ilości tłuszczów i białka przy jednoczesnym ograniczeniu węglowodanów. W efekcie organizm przestawia się na spalanie tłuszczu zamiast glukozy, czyli cukru będącego zwykle głównym źródłem energii. Ten stan nazywany jest ketozą, to tak w skrócie, jak ona działa.

Według autorów, którzy przeanalizowali dziesiątki wcześniejszych badań naukowych, właśnie ten mechanizm może mieć znaczenie dla zdrowia mózgu. Problemy z wykorzystywaniem glukozy są bowiem związane z wieloma chorobami neurodegeneracyjnymi. W takiej sytuacji alternatywnym paliwem mogą stać się ketony, czyli związki powstające podczas spalania tłuszczów.

Badania analizowane przez portugalskich naukowców sugerują, że ketony mogą wspierać funkcjonowanie neuronów i częściowo rekompensować niedobory energii obserwowane między innymi w chorobie Alzheimera.

Korzyści wykraczają poza dostarczanie energii


Autorzy zwracają uwagę, że potencjalnych korzyści może być więcej. W badaniach na zwierzętach ketony pomagały ograniczać stany zapalne związane z chorobą Parkinsona i stwardnieniem rozsianym. Wspierały również autofagię, czyli naturalny proces usuwania uszkodzonych elementów komórek, a także wpływały korzystnie na bakterie jelitowe powiązane z prawidłową pracą mózgu.

- Dieta ketogeniczna może służyć jako uzupełniająca interwencja metaboliczna wspierająca leczenie specyficzne dla danej choroby poprzez zwiększanie odporności metabolicznej organizmu i przyczynianie się do łagodzenia objawów - piszą badacze w opublikowanym artykule.

Autorzy podkreślają przy tym, że obecne wyniki nie oznaczają jeszcze gotowej metody leczenia. Większość analizowanych badań przeprowadzono na zwierzętach, dlatego konieczne są kolejne testy kliniczne z udziałem ludzi.

Dodatkowym problemem jest sama dieta ketogeniczna. Wielu osobom trudno utrzymać ją przez dłuższy czas. Wiąże się też z możliwymi skutkami ubocznymi, takimi jak zaparcia, bezsenność czy podwyższony poziom cholesterolu. Wcześniejsze badania wskazywały również na potencjalny wzrost ryzyka cukrzycy typu 2 i chorób serca przy długotrwałym stosowaniu.

Publikacja: Salgueiro, A.M., Ferreira-Marques, M., Ribeiro, R.F.N. et al. Ketogenic diet as a therapeutic strategy for neurodegenerative diseases: from mechanisms to translational challenges. Transl Neurodegener 15, 24 (2026). https://doi.org/10.1186/s40035-026-00557-1


Wspinaczka na najwyższą górę świata w XXI wieku© 2026 Associated Press


  •  

Dlaczego ludzkie oczy są wyjątkowe? Rola białka w naszym życiu

Dlaczego ludzkie oczy są wyjątkowe? Rola białka w naszym życiu

Julia Król

Ludzkie oko wyróżnia się jasno widoczną twardówką, która sprawia, że łatwo odczytać kierunek spojrzenia. Badacze sądzą, że ta cecha odegrała ważną rolę w kształtowaniu naszych relacji społecznych, komunikacji i współpracy, wspierając przekazywanie intencji i budowanie zaufania w grupie.


Zbliżenie na niebieskie ludzkie oko z widoczną białkówką, wyraźną tęczówką i czarną źrenicą.

Dlaczego oczy człowieka mają wyraźną białkówkę? Znaczenie dla relacji i zdrowia123RF/PICSEL


Dlaczego twoje oczy są wyjątkowe?


Ludzkie oczy różnią się od oczu większości zwierząt w bardzo charakterystyczny sposób. Chodzi o widoczną białą część gałki ocznej, czyli twardówkę. To właśnie ona sprawia, że kierunek naszego spojrzenia można odczytać niemal natychmiast. Zdaniem badaczy ten szczegół mógł odegrać ogromną rolę w rozwoju współpracy, komunikacji i więzi społecznych między ludźmi.

U wielu gatunków ssaków oczy wyglądają zupełnie inaczej. Twardówka bywa ciemna lub niemal niewidoczna, przez co znacznie trudniej stwierdzić, gdzie zwierzę patrzy. U człowieka sytuacja jest odwrotna - kontrast między bielą oka a tęczówką sprawia, że kierunek spojrzenia staje się bardzo czytelny nawet z większej odległości.

Niektóre naczelne wykazują częściowe podobieństwo do człowieka, jednak ich oczy wciąż nie są tak wyraźnie kontrastowe. U większości zwierząt kierunek patrzenia pozostaje bardziej ukryty, co może pomagać w unikaniu konfliktów albo utrudniać rywalom przewidywanie zamiarów.

Eksperci od dawna zastanawiają się, dlaczego ewolucja wybrała właśnie takie rozwiązanie. Jedna z najbardziej popularnych hipotez sugeruje, że białka oczu mogły wspierać rozwój zaawansowanych zachowań społecznych. Dzięki temu ludzie łatwiej odczytywali intencje innych osób, szybciej zauważali zagrożenie albo rozumieli, na czym skupia uwagę dany członek grupy.

Podczas polowania lub wspólnego wykonywania zadań wystarczył szybki ruch oczu, aby inni zrozumieli, gdzie spojrzeć, bez konieczności wydawania dźwięków czy wykonywania wyraźnych gestów. Taka forma niewerbalnej komunikacji mogła zwiększać skuteczność współpracy i poprawiać szanse przetrwania.

Niektórzy badacze uważają również, że widoczna twardówka mogła wpływać na budowanie zaufania. Oczy zdradzają emocje i uwagę, dlatego bardziej "czytelne" spojrzenie mogło wzmacniać relacje społeczne i ułatwiać ocenę zamiarów innych ludzi. Trudniej przecież ukryć zainteresowanie, strach czy skupienie, gdy kierunek wzroku jest łatwy do odczytania.

Białe oczy mogą mieć również inne zastosowanie - dzięki nim łatwiej jest zauważyć zmiany chorobowe. Nagła zmiana koloru twardówki może sygnalizować problemy zdrowotne, np. silne zażółcenie jest ściśle związane z żółtaczką, a ostre zaczerwienienie może wskazywać na infekcję oka. Pocieranie oczu, choć może wydawać się nieszkodliwe, może zwiększać ryzyko infekcji lub uszkodzenia rogówki.


Na chorobę wskazuje utrzymujące się łzawienie, któremu zwykle towarzyszą również inne objawy

Na chorobę wskazuje utrzymujące się łzawienie, któremu zwykle towarzyszą również inne objawy123RF/PICSEL


Dlaczego pocieramy oczy i czy to niebezpieczne?


Kiedy oczy nieprzyjemnie swędzą, naturalnym odruchem jest ich pocieranie. Najczęstszą przyczyną takiego stanu jest alergiczne zapalenie spojówek, suchość oka lub ciało obce pod powieką.

Najpoważniejszym ryzykiem związanym z pocieraniem oczu jest rozwój stożka rogówki. Jest to schorzenie, w którym rogówka staje się stopniowo cieńsza i przyjmuje nieregularny kształt. Prowadzi to do wysokiego stopnia nieregularnego astygmatyzmu.

Obecnie można leczyć stożek rogówki za pomocą zabiegu, który w wielu przypadkach może powstrzymać dalszy rozwój choroby, jednak pacjenci często potrzebują specjalnych soczewek kontaktowych, aby widzieć wyraźnie.

Aby zaprzestać pocierania oczu, przydatne jest stosowanie kropli imitujących łzy. Jeśli przyczyną jest tło alergiczne, ważne jest, by unikać alergenu wywołującego objawy. Domowym sposobem na ulgę są chłodne kompresy, które mogą zmniejszyć potrzebę pocierania oczu.

Jeśli środki pierwszej pomocy nie pomogą, najlepiej wybrać się do okulisty, który dobierze optymalne leczenie i wdroży odpowiednie środki.


Rozmowa kwalifikacyjna, którą prowadzi… awatar oparty na sztucznej inteligencji© 2026 Associated Press


  •  

Kwantowy termometr cenniejszy niż diamenty. Zajrzy wgłąb komórki

Termometr kwantowy cenniejszy niż diamenty. Zajrzy wprost do jądra komórki

Krzysztof Sulikowski

Tradycyjne metody pomiaru temperatury, kojarzone z umieszczaniem termometru pod językiem, doczekały się swojej mikroskopijnej rewolucji. Japońscy naukowcy, których dokonania opublikowano w czasopiśmie "Science Advances", opracowali technologię pozwalającą na badanie ciepłoty pojedynczej żywej komórki nowotworowej, a nawet jej konkretnych obszarów, takich jak cytoplazma i jądro komórkowe. Ten innowacyjny krok może w przyszłości umożliwić badaczom zgłębienie tajników metabolizmu i reakcji chemicznych zachodzących na najmniejszą możliwą skalę.


Molekularne nanosensory kwantowe (MoQNs) wykrywają różnice temperatur nawet w poszczególnych częściach jednej komórki

Molekularne nanosensory kwantowe (MoQNs) wykrywają różnice temperatur nawet w poszczególnych częściach jednej komórkiIshiwata Hitoshi et al. (CC BY-NC 4.0)123RF/PICSEL



W skrócie

  • Badacze z Japonii opracowali technologię umożliwiającą mierzenie temperatury pojedynczych żywych komórek nowotworowych oraz ich poszczególnych obszarów.

  • Nowy typ molekularnych nanosensorów kwantowych oparty na zjawisku superpozycji pozwala na bardzo precyzyjne pomiary temperatury, przewyższając dotychczas stosowane nanodiamenty.

  • Czujniki MoQNs dają możliwość wykrywania dodatkowych parametrów komórkowych, a dalszym celem zespołu jest ich miniaturyzacja dla jeszcze mniej inwazyjnego monitorowania komórek.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Termometr kwantowy cenniejszy od diamentów


Do tej pory za najbardziej precyzyjne narzędzia do mierzenia temperatury w skali mikro uznawano nanodiamenty z defektami (skazami w strukturze krystalicznej) znanymi jako centra azotowo-wakancyjne (ang. nitrogen-vacancy centres). Rozwiązanie to miało jednak istotną wadę. Każdy diament jest nieco inny, co prowadziło do niespójności wyników między poszczególnymi sensorami.

Autorzy nowej publikacji w "Science Advances" zaproponowali alternatywę w postaci molekularnych nanosensorów kwantowych (MoQNs). Zespół badawczy osadził cząsteczki pentacenu, związku z grupy węglowodorów, wewnątrz kryształów para-terfenylu. Proces ten polegał na rozbijaniu kryształów na mniejsze drobiny i pokrywaniu ich specjalnym polimerem (Pluronic F-127), by zapobiec ich zbrylaniu i zapewnić bezpieczeństwo dla żywych komórek. Powstałe czujniki osiągnęły rozmiary zaledwie 200-500 nanometrów, co stanowi ułamek średnicy ludzkiej czerwonej krwinki.

Nazywanie tych urządzeń termometrami kwantowymi nie jest chwytem marketingowym. Działanie tych sensorów faktycznie opiera się na mechanice kwantowej, a konkretnie - na zjawisku superpozycji stanów elektronowych w cząsteczkach pentacenu. Oznacza to, że elektrony nie znajdują się w jednym konkretnym położeniu, lecz zajmują wiele stanów jednocześnie.

Japońscy naukowcy odkryli różnice temperatur w jednej komórce


Proces pomiaru temperatury przy użyciu MoQNs przypomina grę świateł. Naświetlanie sensorów zielonym laserem powoduje ich czerwone świecenie, a jednoczesne stymulowanie ich mikrofalami o określonych częstotliwościach wywołuje lekkie przygasanie tego blasku. To właśnie częstotliwość wywołująca ściemnienie jest ściśle powiązana z temperaturą otoczenia.

Dzięki ustaleniu precyzyjnej relacji między tymi wartościami naukowcy są w stanie odczytać temperaturę panującą wewnątrz komórki. Aby wprowadzić sensory do celu, japońscy badacze zanurzali komórki nowotworowe w roztworze z czujnikami lub wstrzykiwali je bezpośrednio do jąder komórkowych.

Wyniki testów pokazały ogromną przewagę nowej metody nad nanodiamentami. Podczas gdy starsza technologia generowała błędy rzędu kilku stopni Celsjusza, pomiary wykonane przez różne molekularne nanosensory kwantowe różniły się między sobą zaledwie o 0,3 ºC. Dzięki tak wysokiej czułości naukowcy odkryli, że różnice temperatur w poszczególnych częściach tej samej komórki mogą wynosić nawet 1 ºC.

Technologia kwantowa "niezwykle użyteczna w wykrywaniu chorób"


Jak wyjaśnia Nobuhiro Yanai, chemik z Uniwersytetu Tokijskiego i współautor badań, wykorzystanie cząsteczek zamiast defektów w sieci krystalicznej do kwantowego wykrywania w żywych komórkach jest "naprawdę, naprawdę świetne, naprawdę niesamowite". Z kolei Hitoshi Ishiwata, ekspert w dziedzinach czujników kwantowych i biofizyki z National Institutes for Quantum Science and Technology (QST) w Chibie zaznacza, że siłą tej platformy jest możliwość niezależnego projektowania cząsteczki sensora, kryształu gospodarza i powłoki cząsteczki.

Osiągnięcie to entuzjastycznie oceniają również eksperci spoza zespołu badawczego. Sarah Mann z Uniwersytetu w Glasgow nazywa odkrycie fantastycznym kamieniem milowym. "To dokładnie ten kierunek, w którym miałam nadzieję, że potoczą się moje własne badania nad tymi materiałami. Będzie to niezwykle użyteczne w wykrywaniu chorób" - zachwyca się ekspertka.

Możliwości technologii MoQNs nie kończą się na mierzeniu temperatury. Oprócz tego sensory potrafią wykrywać inne parametry, takie jak poziom stresu oksydacyjnego, nie wyrządzając przy tym mierzalnych szkód komórce. Co dalej? Kolejnym krokiem badaczy z Japonii jest jeszcze większa miniaturyzacja nanocząsteczek, aby w przyszłości móc niemal niezauważalnie i bezinwazyjnie dla procesów biologicznych "śledzić aktywności komórek".

Źródła:

  1. Ishiwata Hitoshi et al. Molecular quantum nanosensors functioning in living cells. Sci. Adv. 12, eaeb5422 (2026). DOI: 10.1126/sciadv.aeb5422

  2. Hutson Matthew. Quantum 'thermometer' takes temperatures inside living cancer cells. Nature (2026). DOI: 10.1038/d41586-026-01444-5


Zaskakujący sposób na bakterie. Wynalazek PolakówPolsat NewsPolsat News


  •  

Nowa nadzieja dla niewidomych. Ten implant przywraca podstawy widzenia

Przełom w leczeniu ślepoty. Implant mózgowy przywraca podstawy widzenia

Karolina Majchrzak

W Stanach Zjednoczonych wykonano trzeci udany zabieg implantacji bezprzewodowego interfejsu mózgowego, który ma przywracać elementarną zdolność widzenia osobom niewidomym. Eksperymentalny system Intracortical Visual Prosthesis (ICVP) omija uszkodzone oczy i nerwy wzrokowe, kierując sygnały bezpośrednio do kory wzrokowej mózgu.


article cover

Nawet namiastka wcześniejszego widzenia jest dla części pacjentów kluczowa w samodzielnym funkcjonowaniuIllinois Techdomena publiczna


Jak działa "sztuczne widzenie"? ICVP nie próbuje naprawiać oka, zamiast tego "oszukuje" mózg, dostarczając mu sztucznie generowane impulsy elektryczne, które są interpretowane jako proste obrazy. System składa się z miniaturowych bezprzewodowych stymulatorów wszczepianych bezpośrednio do mózgu, każdy z nich posiada elektrody, które wysyłają precyzyjnie kontrolowane sygnały.

Trzeci pacjent i ważny test skalowalności


W najnowszym zabiegu zastosowano 34 stymulatory i łącznie 544 elektrody. Ich zadaniem jest tworzenie podstawowych wzorców "widzenia", które pacjent może nauczyć się interpretować. Jest to już trzecia osoba, u której przetestowano system, co ma kluczowe znaczenie dla dalszego rozwoju projektu. Jak podkreślają naukowcy, powtarzalność procedury pokazuje, że technologia może być wdrażana szerzej, a nie tylko w pojedynczych eksperymentach.

Sukces tej trzeciej implantacji to ważny krok w kierunku realnej pomocy osobom z głęboką utratą wzroku

Mózg jako "ekran". Nauka interpretacji sygnałów


Po okresie rekonwalescencji, trwającym około czterech tygodni, uczestnik rozpocznie trening w ośrodku The Chicago Lighthouse. Celem jest sprawdzenie, czy mózg nauczy się interpretować sztuczne impulsy jako użyteczne informacje wizualne, na przykład rozpoznawanie światła, orientację w przestrzeni czy wykonywanie prostych zadań nawigacyjnych.

Bo warto pamiętać, że tu nie chodzi o "widzenie jak wcześniej", co u wielu osób jest po prostu niemożliwe, ale podstawową percepcję, która może znacząco poprawić codzienne funkcjonowanie - nawet minimalna zdolność widzenia może mieć ogromne znaczenie dla niezależności pacjentów.

Projekt rozwijany jest od lat przez Illinois Institute of Technology we współpracy z ośrodkami medycznymi, m.in. Johns Hopkins University Wilmer Eye Institute oraz University of Chicago. Według badaczy kluczowym osiągnięciem jest stabilność systemu i możliwość jego powtarzalnego wdrażania u kolejnych pacjentów.

Przekładamy dekady badań na realne zastosowania, tworząc nowe możliwości poprawy jakości życia

Uczestnicy będą obserwowani przez 1-3 lata, aby ocenić skuteczność nauki interpretacji sygnałów, bezpieczeństwo implantów i długoterminową stabilność działania systemu. Tymczasem zespół badawczy rekrutuje już kolejnych ochotników - osoby, które utraciły wzrok w dorosłym życiu po okresie jego prawidłowego funkcjonowania.


Ziarna pszenicy sprzed 8000 lat znalezione w Gruzji stanowią najwcześniejsze dowody na wypiekanie chleba© 2026 Associated Press


  •  

Czynniki ryzyka raka przed 50. rokiem życia. Otyłość i co jeszcze?

Rak u osób przed 50. rokiem życia. Nadwaga i otyłość to tylko część problemu

Krzysztof Sulikowski

Naukowcy przeprowadzili szeroko zakrojone badanie, które ujawniło wzrost zachorowalności na raka wśród osób poniżej 50. roku życia. Eksperci przeanalizowali dane z rejestrów nowotworowych z lat 2001-2019 oraz krajowe sondaże zdrowotne, by sprawdzić, czy zmiany w behawioralnych czynnikach ryzyka mogą wyjaśnić tę tendencję. Okazało się, że jej głównymi korelatami są nadwaga i otyłość, natomiast inne tradycyjne czynniki wydają się nie mieć bezpośredniego związku z rosnącymi statystykami w tej grupie wiekowej. Z drugiej strony sama nadmierna masa ciała nie tłumaczy niepokojącego trendu.


Otyłość sprzyja rozwojowi chorób nowotworowych. Nowe badanie wskazuje nadmierne BMI jako główny czynnik ryzyka

Otyłość sprzyja rozwojowi chorób nowotworowych. Nowe badanie wskazuje nadmierne BMI jako główny czynnik ryzykaAdmin123RF/PICSEL



W skrócie

  • Wzrost zachorowań na raka wśród osób poniżej 50. roku życia powiązano głównie z nadwagą i otyłością, choć te czynniki nie wyjaśniają w pełni trendu.

  • Badanie wskazuje na istotne zwiększenie zapadalności na 11 typów nowotworów, z których większość związano z nadmierną masą ciała.

  • Autorzy podkreślają, że mimo poprawy wielu nawyków zdrowotnych w populacji młodych dorosłych, konieczne są dalsze badania nad innymi możliwymi czynnikami ryzyka.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Nadwaga i otyłość głównymi czynnikami ryzyka zachorowania na raka


Nowe, szeroko zakrojone badanie przeprowadzone przez naukowców z The Institute of Cancer Research (ICR) w Londynie oraz Imperial College London pokazało niepokojący wzrost zachorowalności na nowotwory u osób poniżej 50. roku życia w Anglii. Analiza danych z rejestrów nowotworowych z lat 2001-2019 oraz krajowych sondażów zdrowotnych pomogła wyjaśnić tę tendencję. Wyniki badania opublikowano w czasopiśmie "BMJ Oncology".

Wzrost zachorowań na raka został powiązany z nadwagą i otyłością, podczas gdy inne tradycyjne czynniki ryzyka nie mają znaczącego, bezpośredniego związku z rosnącymi statystykami w tej grupie wiekowej.

Badacze zidentyfikowali 11 rodzajów nowotworów, na które zapadalność wśród osób w wieku 20-49 lat wyraźnie wzrosła. Chodzi o raka piersi, jelita grubego, tarczycy, jajnika, endometrium, nerki, jamy ustnej, trzustki, układu krwiotwórczego (szpiczak plazmocytowy), wątroby oraz pęcherzyka żółciowego. Wszystkie z nich, poza rakiem jamy ustnej, są powiązane z nadmierną masą ciała.


Wykresy liniowe przedstawiają zmiany liczby zgonów z powodu różnych typów nowotworów w podziale na kobiety i mężczyzn, z rozróżnieniem na dwie grupy wiekowe: poniżej i powyżej 50. roku życia, dla poszczególnych narządów na przestrzeni lat.

11 typów nowotworów, na które zapadalność wśród osób w wieku 20-49 lat wyraźnie wzrosłaGarcia-Closas M. (CC BY-NC 4.0)materiał zewnętrzny


Co istotne, trendy dotyczące większości pozostałych nawyków zdrowotnych w Anglii w ostatnich dwóch dekadach uległy poprawie lub pozostały stabilne. Palenie tytoniu wśród młodych dorosłych spadało o około 2 proc. rocznie, spożycie alkoholu ustabilizowało się lub zmalało, a aktywność fizyczna wzrosła. Redukcji uległo też spożycie czerwonego i przetworzonego mięsa, a jednocześnie stopniowo rosło spożycia błonnika.

W przeciwieństwie do tych pozytywnych zmian wskaźniki nadwagi i otyłości systematycznie rosną w Anglii od 1995 r., przy czym największy wzrost odnotowano u młodych kobiet. Analiza danych wykazała jednak, że sam wzrost wskaźnika BMI nie wystarcza do pełnego wyjaśnienia skali problemu. Przykładowo, zachorowalność na raka jelita grubego skorelowana z otyłością wzrosła u młodych kobiet z 0,9 do 1,6 na 100 tys. osób, ale w tym samym czasie przypadki niepowiązane z BMI wzrosły z 6,4 do 9,6 na 100 tys. Sugeruje to istnienie dodatkowych, wciąż nieznanych lub tylko podejrzewanych czynników ryzyka, takich jak zmiany w mikrobiomie jelitowym, stany zapalne bądź zaburzenia metaboliczne.

Nadmierna waga jest ważnym kontrybutorem, ale nie jedynym


Szczególną uwagę badaczy przykuły rak jelita grubego oraz rak jajnika, bowiem ich częstotliwość występowania wzrastała jedynie w młodszych grupach wiekowych, podczas gdy w przypadku innych nowotworów trendy u młodych dorosłych odzwierciedlały te obserwowane u osób powyżej 50. roku życia.

"Nasze odkrycia pokazują, że podczas gdy wskaźniki zachorowań na raka rosną wśród młodych dorosłych, trendy te prawdopodobnie nie dają się wyjaśnić zmianami w najbardziej znanych behawioralnych czynnikach ryzyka. Palenie, alkohol i inne zachowania są stabilne lub poprawiają się od dwóch dekad, a jednak liczba zachorowań na nowotwory u osób młodych wciąż rośnie - w szczególności na raka jelita grubego" - tłumaczy współautorka badania, prof. Montserrat García-Closas z londyńskiego ICR.

Ekspertka dodaje również, że choć otyłość jest ważnym czynnikiem, nie wyjaśnia ona wszystkiego. "Nadmierna waga jest ważnym kontrybutorem, tym niemniej nie może być w pełni odpowiedzialna za skalę wzrostu [zachorowań na raka] jelita i inne nowotwory. To mówi nam, że wiele czynników - w tym ekspozycja na nie we wczesnym życiu - może działać wspólnie" - twierdzi prof. García-Closas.

Dysbioza i stany zapalne a rozwój raka. Potrzeba dalszych badań


Z perspektywy klinicznej i społecznej badanie to można postrzegać jako wezwanie do podjęcia natychmiastowych działań profilaktycznych. Choć głównymi korelatami są nadwaga i otyłość, to według autorów "nie istnieje jedna przyczyna ani prosta odpowiedź". Dlatego też, jak twierdzi prof. García-Closas, potrzebne są "pogłębione badania, lepsze pomiary i ciągły nadzór, aby odkryć przyczyny stojące za tymi niepokojącymi trendami".

Podobny apel o zintensyfikowanie badań i działań politycznych wystosował także prof. Kristian Helin, CEO ICR w Londynie, który podkreślił, że walka z tradycyjnymi czynnikami ryzyka to tylko część rozwiązania. Według niego konieczne jest zrozumienie roli innych czynników kancerogennych, takich jak zaburzenie równowagi mikrobioty jelitowej (dysbioza), przy jednoczesnym wzmocnieniu strategii walki z otyłością.

"Badanie to pokazuje jasno, że tradycyjne czynniki ryzyka związane ze stylem życia same nie mogą wyjaśnić obecnych trendów" - wyjaśnia ekspert. "Aby chronić przyszłe pokolenia, musimy zainwestować w zrozumienie przyczyn raka w każdym wieku i zadbać o to, by wczesna diagnostyka, badania przesiewowe oraz strategie prewencyjne nadążały za zmianami w populacji".

Bezwzględna liczba zachorowań na raka w Anglii wciąż pozostaje znacznie wyższa u osób starszych, ale to dynamika zmian u młodych dorosłych wymusza zmianę podejścia do prewencji nowotworowej w całym społeczeństwie.

Źródła:

  1. Garcia-Closas M., Richards Z., Frost R., Gunter M.J., Berrington de Gonzalez A. Temporal trends in behavioural risk factors for cancers with rising incidence in younger adults: an analysis of population-based data in England. BMJ Oncology. 2026;5:e000966. DOI: 10.1136/bmjonc-2025-000966

  2. The Institute of Cancer Research. Excess weight is the strongest clue to the rise in cancer rates in under 50s. ICR news (2026).


Sztuczna inteligencja w służbie zdrowia. Ma pomóc w leczeniu raka jajnika© 2026 Associated Press


  •  

Kryzys męskości? Globalny spadek testosteronu i odpowiedź lekarzy


W skrócie

  • Testosteron staje się coraz częściej postrzegany jako uniwersalny środek terapeutyczny, a hormonalna terapia zastępcza (TRT) wzbudza podziały wśród lekarzy.

  • Globalne badania wykazują znaczny spadek poziomu testosteronu u mężczyzn, co prowadzi do różnych podejść do jego suplementacji w zależności od kraju.

  • Dyskusje wokół terapii testosteronem dotyczą zarówno skuteczności i bezpieczeństwa, jak i różnych grup odbiorców, z rozbieżnościami w przepisach i dostępności terapii dla kobiet i mężczyzn.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Globalny spadek poziomu testosteronu. Coraz niższa norma dla mężczyzn


Globalny spadek poziomu testosteronu u mężczyzn jest faktem, którego nie da się wyjaśnić wyłącznie procesem starzenia. Dane z badań prowadzonych w USA, Europie i Izraelu z lat 1999-2016 wykazują gwałtowny, blisko 25-proc. spadek średniego stężenia tego hormonu, który dotyka coraz młodsze grupy, w tym nastolatków i młodych dorosłych. Mówi się też o spadku rzędu 1 proc. rocznie. O pokoleniowym charakterze zjawiska świadczy fakt, że współcześni 60-latkowie mają znacznie niższy poziom testosteronu niż ich rówieśnicy jeszcze pod koniec lat 80. Skłania to naukowców do poszukiwania przyczyn w czynnikach środowiskowych i cywilizacyjnych, zaś samych mężczyzn - do sięgania po ten hormon ze źródeł zewnętrznych w coraz młodszym wieku.

Nadużywanie tego hormonu jest szczególnie popularne w USA, gdzie receptę na testosteronową terapię zastępczą (TRT) jest znacznie łatwiej zdobyć niż w Polsce, która słynie raczej z odwrotnego podejścia - wielu lekarzy wypisuje hormon dopiero, gdy poziom spadnie poniżej widełek normy dla danego wieku, mimo że norma ta jest konsekwentnie obniżana z upływem lat. Wróćmy jednak do Stanów Zjednoczonych, w których debata na temat przyszłości testosteronu przybrała na sile po grudniowym posiedzeniu panelu ekspertów amerykańskiej Agencji Żywności i Leków (FDA).

Podczas spotkania padły stwierdzenia, które mogą zrewolucjonizować podejście do męskiego zdrowia. Niektórzy członkowie komisji określili terapię tym hormonem jako "kamień węgielny profilaktyki zdrowotnej" oraz "szansę na profilaktykę wartą wiele miliardów dolarów". Choć oficjalnie w USA środek ten jest zarezerwowany głównie dla osób z konkretnymi schorzeniami medycznymi, takimi jak uszkodzenia jąder, zwolennicy zmian dążą do znacznego rozszerzenia dostępu do tej substancji.

Podnosić testosteron naturalnie czy poprzez TRT?


Czy testosteron powinien być łatwo dostępny dla wszystkich chętnych, czy raczej powinien być ściśle reglamentowany? Amerykańskie środowisko medyczne jest w tej kwestii mocno podzielone. Część klinicystów uważa, że zwłaszcza młodzi mężczyźni powinni w pierwszej kolejności stawiać na zmianę stylu życia i redukcję wagi. To bowiem one w największym stopni obniżają wydzielanie męskiego hormonu. Ale stanowią tylko część problemu, bowiem w grę wchodzą też czynniki cywilizacyjne, na które nie mamy bezpośredniego wpływu, wliczając w to prawdopodobnie zanieczyszczone powietrze i mikroplastik.

Z drugiej strony wysiłki związane z lifestylem czy dietą mogą nie przynosić znacznego wzrostu poziomu testosteronu. A jak zaznacza urolog, dr Abraham Morgentaler z Harvard Medical School, "posiadanie normalnego poziomu testosteronu jest ważne dla zdrowia i zapobiegania chorobom". Podobny entuzjazm wyraził komisarz żywności i leków FDA, Marty Makary, który zasugerował ponowne rozważenie statusu testosteronu jako substancji kontrolowanej.

Czy branie testosteronu jest bezpieczne?


Czy branie testosteronu jest bezpieczne? Przez dekady obawiano się, że terapia TRT sprzyja nowotworom prostaty, co opierano na badaniach z lat 40. XX wieku. Dr Morgentaler zauważa jednak, że najbardziej radykalne ostrzeżenia z tamtego okresu bazowały na obserwacjach zaledwie jednej osoby. Bardziej aktualne dowody, w tym badanie TRAVERSE obejmujące 5200 mężczyzn, uspokoiły nastroje w kwestii kardiologicznej. "To badanie wybierało jedynie bardzo chorych ludzi, populację największego ryzyka, i nic im się nie stało" - tłumaczy jego współautor, Mohit Khera. W efekcie FDA usunęła ostrzeżenia o ryzyku sercowo-naczyniowym z etykiet produktów.

W kontekście korzyści z terapii testosteronem najsilniejsze dowody dotyczą poprawy funkcji seksualnych. Metaanalizy wskazują na statystycznie istotny wzrost libido, choć raportowany przez wielu użytkowników pozytywny wpływ na nastrój czy funkcje poznawcze pozostaje niejednoznaczny. Warto przy tym wspomnieć o badaniach, które wykazywały, że drażliwość i agresja, kojarzone zwykle z wysokim poziomem testosteronu, częściej przejawiały się u mężczyzn ze zbyt niskim jego poziomem. Dopiero jego ilości wykraczające poza skalę mogą powodować rozchwianie emocjonalne, w tym wybuchy agresji. Tom Hanks w 2023 r. wypowiedział niesławne "I think testosterone is a cancer". To dość kontrowersyjna teza nie tylko ze względu na konotacje fizjologiczne, ale i psychiczne - sławny aktor wyraził przekonanie, że to właśnie męski hormon wzmaga chęć posiadania, "bicia ludzi i bycia szefem".

Badania wykazały również poprawę gęstości kości u użytkowników TRT, jednakże w badaniu TRAVERSE odnotowano u nich więcej złamań, co Channa Jayasena, endokrynolożka z Imperial College London tłumaczy możliwością, że "ci nieaktywni mężczyźni stali się bardziej aktywni".

Należy przy tym zaznaczyć, że w przypadku TRT chodzi o przywrócenie lub podniesienie poziomu testosteronu do poziomu mieszczącego się w standardowych przedziałach referencyjnych (zazwyczaj pożądane jest trafienie w jego górny przedział), co jest sytuacją jak najbardziej zdrową. TRT nie jest tożsamy z braniem sterydów anabolicznych, dopingu czy tzw. bombą, która oznacza duże przekroczenie normy w celu podniesienia przyspieszenia hipertrofii mięśniowej i osiągania lepszych wyników na siłowni. To drugie zastosowanie, popularne wśród kulturystów "bicie teścia", niesie wiele zagrożeń dla zdrowia, wliczając w to kardiomiopatię, niepłodność, atrofię jąder, a nawet psychozę, niemniej jednak mnóstwo osób prowadzi takie cykle na własną rękę lub pod okiem trenera. O tym sposobie przyjmowania hormonu medycy nawet nie debatują.

Endokrynolodzy nie rozumieją zdrowia mężczyzn?


Debata naukowa obejmuje również kobiety, zwłaszcza w okresie postmenopauzalnym. Susan Davis, endokrynolożka z Monash University w Melbourne wskazuje, że choć testosteron pomaga w przypadkach niskiego pożądania, w badaniach u kobiet widoczny jest "niesamowity efekt placebo". Lekarka alarmuje także, że brak oficjalnie zatwierdzonych preparatów dla kobiet w wielu krajach zmusza je do stosowania produktów dedykowanych mężczyznom, co bywa ryzykowne i prowadzi do skutków ubocznych, takich jak agresja.

Terapia zastępcza testosteronem jest także przepisywana transmężczyznom, czyli osobom z dysforią płciową po lub przed korektą płci w stronę męską. W odmętach internetu można spotkać się z opiniami, że podobnie jak transkobietom jest im łatwiej zdobyć receptę na hormony w porównaniu do osób cispłciowych, a dawki im przepisywane czynią osoby trans dużo bardziej męskimi lub kobiecymi - do poziomu, jakiego wyproszona, źle dobrana, słaba terapia TRT u cismężczyzn nie jest w stanie osiągnąć. W rzeczywistości droga do diagnozy transpłciowości jest długa i trudna oraz wymaga przejścia przez sito opinii specjalistycznych. Jednak gdy osoby trans już znajdą się w systemie, ich prawo do hormonów jest rzadziej podważane.

Dość powszechna jest także opinia, że sytuacja medyczna kobiet po menopauzie i mężczyzn po andropauzie jest asymetryczna tak pod względem naukowym, jak i społecznym. Choć w obu przypadkach wymagane jest uzupełnienie niedoborów hormonalnych, kobietom zazwyczaj znacznie łatwiej jest uzyskać receptę na hormonalną terapię zastępczą (HTZ), w ich przypadku uzupełniającą estrogen i progesteron. Skąd ta nierówność? W internecie pojawiają się głosy, że wielu endokrynologów w Polsce zwyczajnie nie rozumie zdrowia mężczyzn i bardzo niechętnie przepisuje TRT, a jeśli pacjent nie wypadł z widełek normatywnych, to szanse spadają niemal do zera. Ośrodki prywatne nie mają dużo lepszej opinii. Dlatego wielu mężczyzn zaopatruje się w preparaty "spod lady" i ryzykuje własnym zdrowiem - do czego oczywiście nie zachęcamy.

Czy więc powinno się leczyć TRT wszystkich mężczyzn? Choć warto, by wszyscy oni badali swój poziom testosteronu, to wielu wielu ekspertów zaleca ostrożność w kwestii ewentualnej suplementacji. Bu Yeap, endokrynolog z University of Western Australia przyznaje, że niski poziom hormonu jest sygnałem gorszego stanu zdrowia. "Jeśli będziesz leczyć wszystkich mężczyzn z niskim testosteronem, to czy to naprawdę zapobiegnie chorobom? Tego nie udowodniliśmy" - zaznacza sceptycznie. Aby móc zebrać przekonujące dowody i uniknąć opierania polityki zdrowotnej na domysłach czy też dowodach anegdotycznych, niezbędne są kosztowne i długofalowe badania na ogromnej grupie pacjentów. Nie wszyscy zamierzają jednak na nie czekać.

Źródła:

  1. Lenharo M. Testosterone therapy is trending. Who really needs it, and why? Nature 653, 23-25 (2026). DOI: 10.1038/d41586-026-01408-9

  2. Reddy Iragamreddy V. Male Irritable Syndrome: A Comprehensive Review of Andropause and Hormonal Influences. IJSR 14(3):1511-1512 (2025). DOI: 10.21275/SR25323094042

  3. Shalender B. et al. Testosterone Therapy in Men With Hypogonadism: An Endocrine Society Clinical Practice Guideline. The Journal of Clinical Endocrinology & Metabolism, Volume 103, Issue 5 (2018). DOI: 10.1210/jc.2018-00229


Psy-roboty z głowami Muska, Bezosa, Zuckerberga i Warhola na wystawie amerykańskiego artysty © 2026 Associated Press


  •  

Przełom w badaniach nad węchem. Naukowcy stworzyli pierwszą mapę

Powstała pierwsza mapa węchu. To przełom w neurobiologii

Karolina Majchrzak

Zmysł węchu, mimo swojego fundamentalnego znaczenia dla funkcjonowania organizmu, przez dekady pozostawał jednym z najmniej poznanych obszarów neurobiologii. Najnowsze badania zmieniają jednak ten stan rzeczy - naukowcy opracowali pierwszą szczegółową mapę receptorów węchowych, ujawniając ich precyzyjne rozmieszczenie w nabłonku nosa.


article cover

Tu nie ma mowy o chaosie. Pierwsza mapa węchu pokazuje, jak uporządkowany jest ten zmysłDatta Lab/Harvarddomena publiczna


Wbrew wcześniejszym założeniom o jego losowym charakterze, badania prowadzone przez zespół kierowany przez Sandeep Datta dostarczają dowodów na istnienie uporządkowanej struktury systemu węchowego. Analizując ponad 300 modeli zwierzęcych, badacze stworzyli szczegółową mapę, która przedstawia rozmieszczenie tysięcy różnych typów receptorów węchowych wbudowanych w nosy myszy.

Miliony neuronów i tysiące receptorów


W nosie myszy znajduje się około 20 milionów neuronów węchowych, z których każdy odpowiada za odbiór określonych cząsteczek zapachowych. Każdy neuron ekspresjonuje jeden z tysięcy typów receptorów i przekazuje sygnały bezpośrednio do mózgu. Zespół badawczy przeanalizował ekspresję genów w około 5 milionach komórek, uzyskując dane dotyczące ponad 2,3 miliona neuronów sensorycznych. Pozwoliło to na dokładne określenie lokalizacji aktywnych genów odpowiedzialnych za odbiór zapachów.

Od losowości do precyzyjnej organizacji


Dotychczas dominowało przekonanie, że rozmieszczenie receptorów jest przypadkowe. Nowe wyniki pokazują jednak, że układ ten jest ściśle zorganizowany. Receptory tworzą gradienty ułożone w wąskich, poziomych pasmach przebiegających przez nabłonek węchowy. To odkrycie zmienia sposób rozumienia działania zmysłu węchu - sugeruje bowiem istnienie "kodu przestrzennego", który porządkuje przetwarzanie bodźców zapachowych już na poziomie nosa.

Badania wykazały również, że za organizację receptorów odpowiada m.in. kwas retinowy, cząsteczka regulująca ekspresję genów - manipulowanie jego poziomem pozwoliło naukowcom zmieniać układ receptorów w nosie. Co istotne, zaobserwowany układ koreluje ze strukturą opuszki węchowej w mózgu, co wskazuje na ścisłe powiązanie organizacji obwodowej i centralnej układu węchowego.

Choć badania przeprowadzono na modelu zwierzęcym, ich implikacje mogą mieć znaczenie dla medycyny człowieka. Lepsze zrozumienie mechanizmów działania receptorów węchowych może w przyszłości umożliwić opracowanie terapii regeneracyjnych oraz metod diagnostycznych opartych na analizie funkcji węchowych, bo warto pamiętać, że utrata węchu - obserwowana m.in. po infekcjach wirusowych czy w chorobach neurodegeneracyjnych - to istotny problem kliniczny.


Ziarna pszenicy sprzed 8000 lat znalezione w Gruzji stanowią najwcześniejsze dowody na wypiekanie chleba© 2026 Associated Press


  •  

Ponad 1000 przełączników genetycznych. Odkryli różnice między płciami

Już wiemy, dlaczego kobiety częściej chorują na choroby autoimmunologiczne

Karolina Majchrzak

Choroby autoimmunologiczne od lat wykazują wyraźną dysproporcję płciową, tzn. znacznie częściej diagnozuje się je u kobiet niż u mężczyzn. Najnowsze badania wskazują, że przyczyna tego zjawiska może leżeć w fundamentalnych różnicach genetycznych regulujących działanie układu odpornościowego.


article cover

Nowe badania zdradziły tajemnice chorób autoimmunologicznych123RF/PICSEL


Zespół badaczy z Garvan Institute of Medical Research przeprowadził jedną z najbardziej szczegółowych analiz tego typu, obejmującą ponad 1,25 mln komórek krwi. Wykorzystując technologię sekwencjonowania RNA pojedynczych komórek, naukowcy byli w stanie prześledzić aktywność genów w komórkach układu immunologicznego na niespotykaną dotąd skalę.

Ponad 1000 różnic genetycznych


Badanie wykazało istnienie ponad 1000 tzw. przełączników genetycznych (elementów regulujących ekspresję genów), które działają odmiennie u kobiet i mężczyzn. Różnice te wpływają bezpośrednio na intensywność reakcji immunologicznej.

U kobiet zaobserwowano wyższą aktywność szlaków zapalnych oraz większy udział wyspecjalizowanych komórek odpornościowych - limfocytów B i T. Komórki te odpowiadają za precyzyjne rozpoznawanie patogenów i budowanie długotrwałej odpowiedzi immunologicznej. Z kolei u mężczyzn dominowały monocyty - komórki związane z podstawową, szybką reakcją obronną oraz procesami naprawczymi.

Wysoka skuteczność kosztem większego ryzyka


Zwiększona "czujność" układu odpornościowego u kobiet ma istotne konsekwencje kliniczne. Z jednej strony sprzyja skuteczniejszej walce z infekcjami, zwłaszcza wirusowymi. Z drugiej jednak zwiększa ryzyko błędnego rozpoznania własnych tkanek jako zagrożenia. To właśnie ten mechanizm może tłumaczyć wyższą częstość występowania chorób takich jak toczeń rumieniowaty układowy czy stwardnienie rozsiane u kobiet.

Istotnym odkryciem jest fakt, że różnice genetyczne nie ograniczają się wyłącznie do chromosomów płci. Wiele kluczowych regulatorów aktywności układu odpornościowego znajduje się na autosomach, czyli chromosomach wspólnych dla obu płci. Badacze zidentyfikowali również konkretne geny, takie jak FCGR3A i ITGB2, których zwiększona aktywność u kobiet wcześniej wiązana była z rozwojem chorób autoimmunologicznych.

Wyniki badania mogą mieć istotne znaczenie dla przyszłości terapii. Obecnie leczenie chorób autoimmunologicznych opiera się głównie na ogólnych lekach przeciwzapalnych, które nie uwzględniają różnic biologicznych między pacjentami. Nowe dane wskazują, że podejście do terapii powinno być bardziej spersonalizowane - uwzględniające nie tylko typ choroby, ale również płeć oraz indywidualny profil genetyczny układu odpornościowego.


Ziarna pszenicy sprzed 8000 lat znalezione w Gruzji stanowią najwcześniejsze dowody na wypiekanie chleba© 2026 Associated Press


  •  

Odkryli coś dziwnego w mózgu pod narkozą. Słyszał wszystkie słowa

Niezwykłe odkrycie w mózgu. Mimo narkozy nadal przetwarza dźwięki i słowa

Krzysztof Sulikowski

Czy świadomość jest potrzebna, by móc przetwarzać informacje, takie jak dźwięki i słowa? Najnowsze badanie opublikowane w "Nature" dowodzi, że nawet w trakcie narkozy mózg człowieka wciąż analizuje otaczający świat. Mimo zniesienia bólu i wyłączonej pamięci po podaniu propofolu hipokamp pozostaje zadziwiająco aktywny, przetwarzając zasłyszaną mowę. Odkrycie to potwierdza, że mózg pracuje wytrwale nawet u nieprzytomnych pacjentów w znieczuleniu ogólnym. A co z innymi anestetykami i stanami nieświadomości, takimi jak sen i śpiączka?


Świadomość nie jest potrzebna mózgowi do przetwarzania mowy. Hipokamp działa wytrwale nawet w znieczuleniu ogólnym

Świadomość nie jest potrzebna mózgowi do przetwarzania mowy. Hipokamp działa wytrwale nawet w znieczuleniu ogólnym123RF/PICSEL



W skrócie

  • Badanie opublikowane w czasopiśmie "Nature" wykazało, że mózg człowieka pod wpływem narkozy nadal analizuje dźwięki i słowa, pomimo braku świadomości i zniesienia bólu.

  • Podczas znieczulenia ogólnego propofolem hipokamp pozostaje aktywny i potrafi rozróżniać rodzaje dźwięków oraz przewidywać kolejne słowa, nawet bez świadomego udziału pacjenta.

  • Odkrycie to może mieć zastosowanie w rozwoju nowych terapii neurologicznych oraz testowania funkcji mózgu u osób w śpiączce lub stanach wegetatywnych.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Narkoza nie wyłącza wszystkiego. Świadomość śpi, a mózg pracuje


Najnowsze badanie opublikowane w prestiżowym czasopiśmie "Nature" rzuca nowe światło na granice ludzkiej świadomości. Naukowcy dowiedli, że mózg osoby poddanej znieczuleniu ogólnemu nie przestaje analizować otaczającego świata. Choć pacjenci w stanie indukowanej śpiączki tracą pamięć i poczucie bólu, ich hipokamp - struktura głęboko ukryta w mózgu i kluczowa dla procesów pamięciowych - pozostaje zdumiewająco aktywny.

Wyniki eksperymentu przeprowadzonego przez zespół pod kierunkiem neurochirurga dr. Sameera Shetha z Baylor College of Medicine w Houston wskazują, że skomplikowane operacje poznawcze, takie jak rozumienie gramatyki czy przewidywanie kolejnych słów w zdaniu dobiegającym do uszu, mogą zachodzić bez udziału świadomości.

Badanie to oparto na analizie aktywności neuronów 7 pacjentów poddanych działaniu propofolu podczas operacji leczenia padaczki. Zastosowanie nowoczesnych sond Neuropixel - elektrod cieńszych od ludzkiego włosa - pozwoliło naukowcom na jednoczesne śledzenie sygnałów z setek pojedynczych komórek nerwowych.

Podczas gdy pacjenci spali, badacze prezentowali im bodźce dźwiękowe - powtarzające się tony przerywane dźwiękami o innej wysokości oraz fragmenty podcastów. Okazało się, że z biegiem czasu hipokamp coraz lepiej rozróżniał poszczególne dźwięki, co wskazuje na zachodzenie procesów uczenia się. Jeszcze bardziej zaskakujące były wyniki dotyczące mowy. Neurony nie tylko odróżniały rzeczowniki od innych części mowy, ale również "dosłownie przewidywały, jakie będzie następne słowo" - tłumaczy dr Sameer Sheth.

Nieprzytomni słyszą, co się do nich mówi. A czy rozumieją?


Porównanie danych zebranych od osób pod narkozą z wynikami grupy kontrolnej, która słuchała podcastów w stanie pełnej przytomności, wykazało, że oba poziomy wydajności procesowej były do siebie zbliżone. Odkrycie to podważa niektóre dotychczasowe teorie, głoszące, że zaawansowane rozpoznawanie wzorców i interpretacja semantyczna wymagają świadomego dostępu.


Zespół medyczny przeprowadzający operację mózgu, ilustracja lokalizacji struktur wewnątrz mózgu, obrazy rezonansu magnetycznego, wykresy aktywności neuronalnej oraz szczegółowe wyniki nagrań i analiz sygnałów mózgowych związanych z eksperymentem neurob...

Naukowcy wszczepili sondy Neuropixel do mózgu. Hipokamp wyraźnie rejestrował wypowiadane słowaKatlowitz, K.A., Cole, E.R., Mickiewicz, E.A. et al. (CC BY-NC-ND 4.0)materiał zewnętrzny


Według dr. Shetha dowodzi to niezwykłej ewolucyjnej sprawności naszych mechanizmów poznawczych. "Mózg rozwinął niesamowite, wyrafinowane mechanizmy do wykonywania wszystkich tych złożonych zadań przez cały dzień, tak że może on robić niektóre te rzeczy nawet nie będąc świadomym" - wyjaśnia neurochirurg.

Wygląda zatem na to, że pacjenci w stanie głębokiej sedacji słyszą, co się do nich mówi. Słyszą, ale czy rozumieją? Treści te są przetwarzane bez udziału świadomości - w końcu znieczulenie propofolem skutecznie przerywa skoordynowaną komunikację między sieciami mózgowymi, co jest uznawane za warunek konieczny do bycia świadomym. Pojedyncze struktury, takie jak hipokamp, mogą wtedy działać autonomicznie i przetwarzać złożone informacje nawet w izolacji od reszty systemu.

Odkrycie może pomóc w rozwoju nowych terapii neurologicznych


"Badanie to podnosi poprzeczkę nieco wyżej w kontekście tego, jak wiele może zdziałać mały obszar neuronów pod znieczuleniem - a odpowiedź jest taka, że może zaskakująco dużo" - skomentował Martin Monti, neuronaukowiec kognitywny z University of California w Los Angeles. Jednak mimo optymistycznych wniosków mogą istnieć pewne ograniczenia, które wymagają rewizji.

Jak tłumaczą autorzy badania, "pozostaje niejasne, czy odkrycia te dotyczą także innych stanów nieświadomości, takich jak sen i śpiączka". Zachowują oni także ostrożność w generalizowaniu. Nie wiadomo, czy sytuacja się powtórzy po podaniu innych anestetyków ani czy w izolacji mogą działać na analogicznej zasadzie także inne części mózgu poza hipokampem.

Co dalej? Perspektywy płynące z tego odkrycia wykraczają poza ramy teoretycznej neuronauki i mogą znaleźć zastosowanie w medycynie klinicznej. Autorzy badania wyrazili nadzieję, że podobne testy u osób w śpiączce lub stanach wegetatywnych pozwolą zidentyfikować pacjentów, których mózgi wciąż posiadają izolowane ośrodki przetwarzające język.

W przyszłości takie dane mogłyby stać się fundamentem dla nowych terapii neurologicznych, w tym celowanej stymulacji mózgu, mającej na celu obejście uszkodzonych szlaków neuronowych i sztuczne przywrócenie komunikacji między nieaktywnymi regionami. Kolejne kroki zespołu dr. Shetha obejmują testy z innymi rodzajami znieczulenia oraz sprawdzanie, jak nieświadomy umysł reaguje na języki obce, których pacjent nie rozumie.

Źródła:

  1. Katlowitz, K.A., Cole, E.R., Mickiewicz, E.A. et al. Plasticity and language in the anaesthetized human hippocampus. Nature (2026). DOI: 10.1038/s41586-026-10448-0

  2. Kozlov, M. Even the unconscious brain can learn - and predict what you'll say next. Nature (2026). DOI: 10.1038/d41586-026-01465-0


Co czujemy podczas narkozy i dlaczego nie warto się jej obawiać?PolsatPolsat


  •  

Myślisz, że mózg starzeje się bezpowrotnie? Nowe badanie zaskakuje

Karol Kubak

Przez lata uważano, że z wiekiem mózg musi działać coraz gorzej. Nowe badanie pokazuje jednak coś zupełnie odwrotnego. Naukowcy odkryli, że poprawa sprawności mózgu jest możliwa nawet po 70. i 80. roku życia.


Starsza kobieta z dłoniami splecionymi pod brodą; wstawka z niebieskimi skanami MRI mózgu na neutralnym tle.

Mózg może rozwijać się nawet po 80. roku życia123RF/PICSEL


Przez lata powtarzano, że najlepiej rozwijać mózg, kiedy jesteśmy młodsi, bo z wiekiem działa coraz gorzej i niewiele da się z tym zrobić. Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie Scientific Reports pokazuje jednak coś zupełnie innego. Naukowcy z Center for BrainHealth na The University of Texas at Dallas doszli do wniosku, że rozwój mózgu jest możliwy praktycznie w każdym wieku - od młodości aż po osoby po dziewięćdziesiątce.

Badanie trwało trzy lata i objęło prawie 4 tysiące uczestników w wieku od 19 do 94 lat. Naukowcy korzystali z tzw. BrainHealth Index, czyli wskaźnika mierzącego ogólną kondycję mózgu. Nie skupiał się on wyłącznie na wykrywaniu problemów czy chorób, ale także na potencjale rozwoju. Pod uwagę brano m.in. sprawność myślenia, odporność psychiczną i relacje społeczne.

Najciekawsze okazało się to, że poprawę zauważono praktycznie we wszystkich grupach wiekowych. Nawet osoby osiągające na początku bardzo dobre wyniki nadal poprawiały swoje rezultaty po ponad tysiącu dni obserwacji. Jeszcze większe postępy notowali ci, którzy startowali z najniższego poziomu.

Kilka minut dziennie zrobiło dużą różnicę


Naukowcy zwracają uwagę, że nie chodziło o wielogodzinne treningi umysłu. Najlepsze efekty osiągały osoby, które regularnie poświęcały zaledwie od 5 do 15 minut dziennie na ćwiczenia wspierające pracę mózgu i stopniowo wprowadzały zdrowe nawyki do codziennego życia.

Dr Sandra Bond Chapman, dyrektorka Center for BrainHealth, podkreśla, że wiele osób nadal myśli o mózgu w przestarzały sposób.

- Zbyt długo działaliśmy według przestarzałego przekonania, że musimy czekać, aż wydarzy się coś złego z naszym mózgiem, zanim zaczniemy cokolwiek robić. To badanie przypomina nam, że naszego mózgu nie definiuje wiek, lecz możliwości. Ludzie wydłużyli już długość życia. Teraz wydłużamy także czas, w którym mózg może się rozwijać i poprawiać swoje działanie - powiedziała badaczka.


Jak dobrze znasz swój mózg? Sprawdź, co dzieje się w Twojej głowie [QUIZ]

Human Brain Project zagrożony? Wszystko na to wskazuje

Mózg nie jest "ustawiony" raz na zawsze


Autorzy badania zauważyli też tzw. efekt odbicia. Nawet podczas trudnych momentów życiowych, jak np. choroba, utrata pracy czy opieka nad bliskimi, część uczestników potrafiła utrzymać lub poprawić kondycję mózgu dzięki wyuczonym strategiom poznawczym. Dr Lori Cook zwraca uwagę, że każdy mózg jest inny i wymaga indywidualnego podejścia.

- Każdy mózg jest tak unikalny jak odcisk palca i ma potencjał do rozwoju. Odchodząc od rozwiązań takich samych dla wszystkich, dajemy ludziom możliwość świadomego inwestowania w zdrowie i sprawność własnego mózgu - podkreśliła.

Badanie może być ważnym sygnałem zwłaszcza dla osób, które po trzydziestce zaczynają traktować pogarszającą się pamięć czy koncentrację jako coś nieuniknionego. Wyniki sugerują, że mózg da się trenować znacznie dłużej, niż sądziliśmy.

Źródło: Center for BrainHealth
Publikacja: Lori G. Cook et al, Measuring and increasing the brain health span across adulthood: a public health imperative, Scientific Reports (2026). DOI: 10.1038/s41598-026-51403-3


Naukowcy stworzyli obraz mężczyzny uciekającego przed erupcją w Pompejach. Wykorzystali niedawno odkryte szkielety© 2026 Associated Press


  •  

RSV pod kontrolą? Nowe dane pokazują skuteczność szczepień u ciężarnych

Szczepienie w ciąży chroni dzieci przed RSV. 80 proc. spadek hospitalizacji

Karolina Majchrzak

Szczepienie przeciw wirusowi RSV podawane kobietom w ciąży znacząco ogranicza liczbę hospitalizacji niemowląt. Tak wynika z najnowszych danych brytyjskiej służby zdrowia, która zaprezentowała dane wskazujące na spadek liczby przyjęć do szpitali o ponad 80 proc.


Kobieta w ciąży podczas badania przez lekarza ze stetoskopem

Szczepionka w ciąży skuteczna przeciw RSV. Spadek hospitalizacji o 80 proc.123RF/PICSEL


RSV (syncytialny wirus oddechowy) jest jedną z głównych przyczyn hospitalizacji dzieci poniżej pierwszego roku życia, pozostając jednym z głównych zagrożeń zdrowotnych w pierwszych miesiącach życia. Bo podczas gdy u starszych dzieci i dorosłych zakażenie często ma łagodny przebieg przypominający przeziębienie, u najmłodszych może prowadzić do poważnych powikłań.

RSV może zabić


U niemowląt choroba zwykle zaczyna się od kataru, kaszlu i umiarkowanej gorączki, jednak w grupach ryzyka, jak wcześniaki czy dzieci z chorobami współistniejącymi, może szybko przejść w ciężką postać z dusznością, bezdechem i znacznym uszkodzeniem płuc. Jak podkreśla dr Conall Watson z UK Health Security Agency, w ciężkich przypadkach dosłownie "widać, jak klatka piersiowa i płuca dziecka walczą o dostarczenie odpowiedniej ilości tlenu. To jest bardzo, bardzo przerażające dla rodzica i słusznie" - dodał.

W Wielkiej Brytanii każdego roku ponad 20 tys. niemowląt trafia do szpitala z powodu powikłań związanych z tym wirusem, dlatego lokalna służba zdrowia postanowiła działać i sprawdzić, czy pomocne może okazać się szczepienie ciężarnych. Badanie objęło blisko 300 tys. dzieci urodzonych w Anglii między wrześniem 2024 a marcem 2025 roku.

RSV: Wyniki badania i skuteczność


W tym czasie ponad 4,5 tys. niemowląt wymagało hospitalizacji, przy czym większość stanowiły dzieci matek, które nie zostały zaszczepione. Analiza wykazała, że szczepienie zapewnia niemal 85 proc. ochrony, jeśli zostanie podane co najmniej cztery tygodnie przed porodem, a ochrona występuje również przy krótszym odstępie czasowym, nawet dwutygodniowym.

Jeśli odstęp między szczepieniem a porodem jest dłuższy, ochrona jest jeszcze lepsza. Najlepiej zaszczepić się na czas, ale jeśli to się nie uda, warto zrobić to w dowolnym momencie trzeciego trymestru

Szczepionka działa poprzez wzmocnienie układu odpornościowego kobiety, co umożliwia przekazanie przeciwciał dziecku przez łożysko, dzięki czemu noworodek jest chroniony od pierwszych dni życia, czyli w okresie największej podatności na zakażenie. Lekarze podkreślają, że szczepienie może "znacząco zwiększyć bezpieczeństwo niemowląt" w sezonie zimowym i zalecają konsultację z personelem medycznym w trakcie ciąży.


Miłośnicy samolotów domagają się wydzielenia specjalnego miejsca do obserwacji© 2026 Associated Press


  •  

Genom sprzed wieków ujawnia tajemnicę szkarlatyny. Zaskakujące odkrycie

Szkarlatyna w Ameryce przed Kolumbem? Przełomowe odkrycie w mumii

Karolina Majchrzak

Szkarlatyna mogła występować w obu Amerykach na długo przed przybyciem Europejczyków, a przynajmniej tak wynika z przełomowego odkrycia międzynarodowego zespołu naukowców. Badacze po raz pierwszy zidentyfikowali bakterię Streptococcus pyogenes w prekolumbijskiej mumii z Boliwii, a następnie odtworzyli jej niemal kompletny genom.


article cover

Szkarlatyna była przez wieki jedną z najgroźniejszych chorób zakaźnych wśród dzieci123RF/PICSEL


Odkrycia dokonano podczas analizy naturalnie zmumifikowanych szczątków pochodzących z boliwijskiego Altiplano. Naukowcy, kierowani przez zespół z Eurac Research we Włoszech, początkowo nie poszukiwali konkretnego patogenu. Jak podkreślają, badania DNA dawnych szczątków obejmują zarówno materiał genetyczny człowieka, jak i obecnych w nim mikroorganizmów. To właśnie w trakcie takiej analizy natrafiono na ślady bakterii odpowiedzialnej za szkarlatynę.

Szkarlatyna w Ameryce przed Europejczykami


Jak czytamy w "Nature Communications", przebadany osobnik był młodym mężczyzną rdzennie amerykańskiego pochodzenia, żyjącym między 1283 a 1383 rokiem. W jego zębie zachowały się fragmenty DNA różnych bakterii, w tym Streptococcus pyogenes. Ze względu na znaczenie tej bakterii we współczesnej medycynie, naukowcy zdecydowali się na szczegółową analizę.

Do rekonstrukcji starożytnego genomu wykorzystano metodę tzw. składania de novo, pozwalającą odtworzyć materiał genetyczny bez korzystania z nowoczesnych wzorców. Dzięki temu badacze mogli uniknąć uprzedzeń wynikających z porównań do współczesnych szczepów i odkryć unikalne cechy dawnego patogenu.

Przełom w badaniach nad chorobami


Jak się okazało, starożytny szczep bakterii posiadał wiele genów odpowiedzialnych za wywoływanie choroby, choć nie wszystkie obecne w dzisiejszych wariantach. To oznacza, że już setki lat temu patogen był zdolny do infekowania ludzi.

Odkrycie rzuca nowe światło na historię szkarlatyny, która przez wieki była jedną z najgroźniejszych chorób zakaźnych, szczególnie wśród dzieci. Choć dziś jest stosunkowo łatwa do leczenia, bakteria może wywoływać również ciężkie i potencjalnie śmiertelne schorzenia.

Dodatkowe analizy wykazały, że bakteria ta była obecna także w innych populacjach w przeszłości - znaleziono jej ślady m.in. w Europie sprzed około 4000 lat oraz w szczątkach goryli z Afryki. Naukowcy szacują, że współczesne linie ewolucyjne tego patogenu zaczęły się różnicować około 5000 lat temu, w okresie, gdy ludzie zaczęli prowadzić bardziej osiadły tryb życia.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


  •  

Ujawnili słabe punkty HIV i Eboli. Nadchodzą skuteczniejsze szczepionki

Rozpracowali HIV i Ebolę. Przełom w badaniach nad szczepionkami

Karolina Majchrzak

Naukowcy Scripps Research wraz z międzynarodowymi partnerami opracowali nową platformę badawczą, która może znacząco zmienić sposób projektowania szczepionek przeciwko najtrudniejszym wirusom. Kluczowym elementem rozwiązania jest wykorzystanie tzw. nanodysków - struktur lipidowych, które pozwalają odtworzyć naturalne środowisko białek wirusowych i dokładniej analizować ich interakcje z układem odpornościowym.


Naukowcy w kombinezonach podczas pracy w laboratorium

Krok bliżej skutecznej szczepionki przeciw HIV i Eboli. Przełomowe badania z USA123RF/PICSEL


Badacze od lat mierzą się z problemem badania wirusów w warunkach laboratoryjnych, w większości przypadków wykorzystywane są sztucznie wytworzone białka powierzchniowe, które stanowią główny cel odpowiedzi immunologicznej. Jednak takie modele są uproszczone, często pozbawione fragmentów zakotwiczonych w błonie wirusa i w efekcie nie zachowują się dokładnie tak, jak w rzeczywistych warunkach, co utrudnia zrozumienie, w jaki sposób przeciwciała rozpoznają i neutralizują patogeny.

I tu do akcji wkracza nowa metoda opracowana przez naukowców Scripps Research wraz z międzynarodowymi partnerami i opisana w publikacji na łamach Nature Communications. Rozwiązuje ona wspomniany problem poprzez osadzanie białek wirusowych w nanodyskach, czyli niewielkich strukturach zbudowanych z lipidów, które imitują błonę komórkową. Dzięki temu białka zachowują swoją naturalną formę i właściwości, co pozwala na bardziej realistyczne badanie ich zachowania oraz reakcji układu odpornościowego.

Przetestowane na HIV i Eboli


Technologia została już przetestowana na takich wirusach, jak HIV oraz Ebola - patogenach, które od dekad stanowią jedno z największych wyzwań dla medycyny. W przypadku HIV badacze skupili się na stabilnym fragmencie białka powierzchniowego znajdującym się w pobliżu błony wirusa, który jest celem przeciwciał zdolnych neutralizować wiele jego wariantów.

Zastosowanie nanodysków pozwoliło po raz pierwszy uzyskać szczegółowy obraz tego, jak przeciwciała wiążą się z tymi strukturami w warunkach zbliżonych do naturalnych. Wyniki wskazują, że niektóre przeciwciała mogą neutralizować wirusa poprzez destabilizację jego białek odpowiedzialnych za wnikanie do komórek. To istotna wskazówka, która może pomóc w projektowaniu szczepionek zdolnych wywoływać podobną, szeroką odpowiedź immunologiczną.

Szczepionki będą skuteczniejsze


Nowa platforma oferuje również wymierne korzyści praktyczne. Pozwala na wykorzystanie standardowych narzędzi stosowanych w badaniach nad szczepionkami, jak testy wiązania przeciwciał, analiza komórek odpornościowych czy obrazowanie o wysokiej rozdzielczości. Jednocześnie znacząco skraca czas przygotowania eksperymentów, z kilku tygodni do około tygodnia oraz umożliwia prowadzenie badań na większą skalę.

I choć nie mówimy jeszcze o gotowej szczepionce, technologia może odegrać kluczową rolę w przyspieszeniu jej opracowania. Co istotne, jej zastosowanie nie ogranicza się wyłącznie do HIV i Eboli. Może być wykorzystana także w badaniach nad innymi wirusami posiadającymi białka zakotwiczone w błonie, w tym nad patogenami odpowiedzialnymi za grypę czy COVID-19. W praktyce oznacza to, że naukowcy zyskują narzędzie, które pozwala znacznie dokładniej analizować mechanizmy działania wirusów i odpowiedzi immunologicznej organizmu.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


  •