Widok normalny

Otrzymane przedwczoraj

Leki na odchudzanie i cukrzycę pod lupą. Możliwe powikłania okulistyczne

"Udar oka" po zastrzykach odchudzających. Analizują miliony zgłoszeń

Karolina Majchrzak

Popularny lek wspomagający odchudzanie Wegovy może wiązać się z wyższym ryzykiem nagłej utraty wzroku niż inne preparaty oparte na tej samej substancji czynnej. Takie wnioski płyną z nowej analizy opublikowanej w czasopiśmie British Journal of Ophthalmology, która opiera się na danych z systemu zgłaszania działań niepożądanych amerykańskiego regulatora leków.


Opakowania leku odchudzającego Wegovy

Firma farmaceutyczna Novo Nordisk przebiła pod względem wartości rynkowej koncern LVMH, producenta dóbr luksusowychSteffen Trumpf /DPA/dpa Picture-AllianceAFP


Badacze przeanalizowali miliony raportów przekazanych do amerykańskiej Agencji Żywności i Leków (FDA) i odkryli, że przypadki nagłej utraty wzroku częściej pojawiały się u osób stosujących Wegovy, niż u pacjentów przyjmujących inne leki zawierające semaglutyd, jak Ozempic czy Rybelsus.

Rzadkie, ale poważne powikłanie


Chodzi o schorzenie znane jako nietętnicza przednia niedokrwienna neuropatia nerwu wzrokowego (NAION), czyli nagłą i zazwyczaj bezbolesną utratę wzroku w jednym oku wywołaną niedokrwieniem tarczy nerwu wzrokowego. Jest to rodzaj "udaru" nerwu wzrokowego, który najczęściej dotyka osoby po 50. roku życia i jest powiązany z chorobami naczyniowymi.

I choć powikłanie to jest bardzo rzadkie, bo według szacunków może dotyczyć około jednej osoby na 10 tys. stosujących semaglutyd, badanie sugeruje, że jego ryzyko może być zależne od dawki leku. W analizie uwzględniono zgłoszenia dotyczące semaglutydu z okresu od grudnia 2017 do grudnia 2024 roku, których było łącznie 31,7 tys.

Najsilniejszy związek - Wegovy


W bazie danych znalazło się ponad 20 tys. zgłoszeń dotyczących Ozempicu oraz ponad 3 tys. przypadków związanych z Wegovy. Ale mimo że Ozempic był na rynku dłużej i zgłoszeń było więcej, analiza wykazała silniejszy sygnał statystyczny w przypadku Wegovy. 

Według autorów badania prawdopodobieństwo wystąpienia niedokrwiennej neuropatii nerwu wzrokowego było niemal pięciokrotnie wyższe u osób stosujących Wegovy niż u pacjentów przyjmujących Ozempic (i trzykrotnie wyższe u mężczyzn niż kobiet).

Eksperci sugerują, że różnice mogą wynikać z faktu, że Wegovy stosowany jest w wyższych dawkach w leczeniu otyłości, podczas gdy Ozempic i Rybelsus są zwykle podawane w niższych dawkach w terapii cukrzycy typu 2. Co ciekawe, wszystkie trzy preparaty produkowane są przez tę samą firmę Novo Nordisk i zawierają tę samą substancję czynną - różnią się jedynie dawką oraz sposobem podania.

Wegovy i Ozempic są lekami w formie zastrzyków podawanych raz w tygodniu, natomiast Rybelsus jest tabletką przyjmowaną doustnie. Autorzy badania zwracają uwagę, że wolniejsze wchłanianie leku w formie tabletek może tłumaczyć, dlaczego w analizowanych danych nie wykryto zwiększonego ryzyka.

Potrzebne dalsze badania


Autorzy podkreślają, że wyniki wskazują jedynie na możliwy sygnał bezpieczeństwa i wymagają dalszych badań. Dane pochodzą bowiem z systemu zgłaszania działań niepożądanych, który nie pozwala jednoznacznie potwierdzić związku przyczynowo-skutkowego.

Producent leków podkreśla z kolei, że bezpieczeństwo pacjentów pozostaje priorytetem, a wszystkie zgłoszenia są dokładnie analizowane we współpracy z regulatorami na całym świecie.

Jednocześnie w Unii Europejskiej zaktualizowano już ulotki dla pacjentów dotyczące tych leków, aby uwzględnić informacje o ryzyku NAION. Według producenta dostępne dane nie wskazują jednak jednoznacznie na bezpośredni związek między semaglutydem a tym schorzeniem, a bilans korzyści i ryzyka pozostaje korzystny.


Sprzedają swoje pomysły, stojąc w przeręblach lodowatego Bałtyku© 2026 Associated Press


Obudził się niebieski, zszokował lekarzy. To nie problemy z krążeniem

Zrobił się niebieski i trafił do szpitala. To nie problemy z krążeniem

Paula Drechsler

Mężczyzna trafił na szpitalny oddział ratunkowy po tym, gdy po przebudzeniu odkrył, że jego skóra niespodziewanie przybrała niebieski kolor. Pierwsze podejrzenia padły na problemy z krążeniem. Po wykonaniu badań ujawniono prawdziwą przyczynę dziwnej zmiany odcienia skóry.


Niebieskawa dłoń mężczyzny na tle szpitalnego korytarza i personelu przy łóżku na kółkach.

Mężczyzna po przebudzeniu odkrył, że jego skóra przybrała niebieską barwę. Zgłosił się do szpitala.123RF/Picsel/ Facebook: Metrofacebook.com


Jego skóra przybrała niebieską barwę. "Diagnoza" zaskakuje


42-letni Tommy Lynch z Castle Gresley w hrabstwie Derbyshire w Anglii trafił na szpitalny oddział ratunkowy po tym, jak jego znajomy zwrócił uwagę, że skóra mężczyzny w dużej mierze zabarwiła się na niebiesko. "Wysłałem mamie zdjęcie i zaczęła panikować, myśląc, że mam problemy z krążeniem", wspomina mężczyzna.

Lynch został natychmiast przekazany pod opiekę lekarza, a już po kilku minutach miał przygotowane łóżko. Zadecydowano o podaniu mężczyźnie tlenu, w międzyczasie lekarz przeprowadzał badanie. Ku zdziwieniu wszystkich okazało się, że niebieskie zabarwienie skóry nie stanowi w tym przypadku żadnego zagrożenia.

Wszedł niebieski, wyszedł czerwony. Wszystko okazało się pomyłką


Lynch opowiadał: "Wszyscy w poczekalni na oddziale ratunkowym patrzyli na mnie, jakby zobaczyli ducha. Musiałem podejść do recepcji i nawet nie wiedziałem, co powiedzieć. Cześć, obudziłem się niebieski", podaje brytyjski dziennik "Metro", który poinformował o całym zajściu. Mężczyzna twierdzi, że lekarze powiedzieli, iż "nigdy nie widzieli kogoś w takim kolorze, kto wciąż by żył". Rozpoczęto badanie - lekarz przetarł ramię pacjenta nasączonym alkoholem wacikiem, który... natychmiast zabarwiał się na niebiesko. Wszystko się wyjaśniło.

Lynch przyznał, że dostarczył lekarzom sporo śmiechu, choć sam wyszedł ze szpitala "bardziej czerwony ze wstydu niż niebieski". Okazało się bowiem, że winę za niebieskie zabarwienie ciała mężczyzny ponosi... nowa pościel, której Lynch nie uprał przed użyciem. A ponieważ mężczyzna sypia bez piżamy, granatowe poszewki i prześcieradło w dużej mierze zafarbowały jego skórę podczas 14 godzin odsypiania po pracy. Kolor wżarł się tak bardzo, że nie schodził podczas zwykłego mycia rąk. Na tym historia nieporozumień się nie kończy.

Nie wyprał pościeli, skóra zafarbowała na niebiesko


Mężczyzna zadzwonił do swojej mamy, żeby jej przekazać, iż wszystko w porządku i "po prostu się zafarbował". Ze względu na słaby zasięg kobieta myślała, że ktoś dzwoni z telefonu jej syna z informacją, iż Lynch zmarł. Po upewnieniu jej, że jednak żyje, Tommy przez kolejny tydzień próbował całkowicie domyć niebieski kolor, biorąc liczne kąpiele.

- Pierwsze, co zrobiłem po powrocie do domu, to wyprałem pościel. Od tamtej pory już nie zrobiłem się niebieski. Zawsze pierzcie pościel, zanim w niej zaśniecie. Chyba że chcecie wskoczyć bez kolejki na SOR - żartuje Lynch.


''Wydarzenia'': Dramatyczna pomyłka w szpitalu. Ciężarnej podano inny gaz zamiast tlenuPolsat NewsPolsat News


1800 skanów mózgu ujawniło prawdę. Odkryto trzy odmiany ADHD

Karol Kubak

ADHD zwykle kojarzy się z nadpobudliwością i problemami z koncentracją. Nowe badanie pokazuje jednak, że za tą samą diagnozą mogą kryć się różne biologiczne mechanizmy. Analiza ponad 1800 skanów mózgu ujawniła trzy odrębne biotypy ADHD, które różnią się zarówno objawami, jak i sposobem działania sieci mózgowych.


Skrót ADHD z liter wyciętych z gazet, przypięty kolorowymi pinezkami do tablicy korkowej.

ADHD może mieć trzy różne biologiczne oblicza. Nowe badanie123RF/PICSEL


ADHD jest jednym z najczęściej diagnozowanych zaburzeń neurorozwojowych. Choć nazwa sugeruje głównie problemy z koncentracją i nadpobudliwość, lekarze od dawna obserwują, że objawy mogą wyglądać bardzo różnie u poszczególnych osób.

Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie JAMA Psychiatry sugeruje, że za jedną diagnozą mogą kryć się co najmniej trzy różne biologiczne warianty zaburzenia. Zespół kierowany przez dr. Nanfanga Pana przeanalizował dane z badań mózgu aż 1831 uczestników. Naukowcy wykorzystali skany MRI oraz informacje kliniczne, aby sprawdzić, czy w strukturze mózgu osób z ADHD można znaleźć powtarzalne wzorce.

Wynik okazał się zaskakująco wyraźny. Analiza ujawniła trzy różne biotypy ADHD, czyli odmiany zaburzenia związane z odmiennymi wzorcami działania sieci mózgowych.

Diagnostyka od strony mózgu


Tradycyjnie ADHD diagnozuje się na podstawie objawów opisanych w klasyfikacji DSM. To system oparty na uzgodnieniach ekspertów psychiatrii. Badacze postanowili jednak odwrócić tę logikę i zacząć nie od objawów, lecz od biologii mózgu.

W tym celu wykorzystali metodę analizy tzw. sieci podobieństwa morfometrycznego. Pozwala ona badać mózg nie jako zestaw oddzielnych struktur, lecz jako sieć współpracujących regionów.

Dzięki temu podejściu naukowcy mogli sprawdzić, czy u części pacjentów powtarzają się podobne wzorce zmian w konkretnych obwodach mózgu. Dane analizowano przy pomocy modeli statystycznych oraz algorytmu klastrowania HYDRA, który pomaga wykrywać ukryte grupy w dużych zbiorach danych.

Każdy biotyp ma inne objawy


Analiza wykazała trzy wyraźne grupy pacjentów.

Pierwszy biotyp to cięższa postać ADHD o charakterze mieszanym, w której pojawiają się zarówno problemy z uwagą i nadpobudliwość, jak i trudności z regulacją emocji.

Drugi biotyp charakteryzuje się przede wszystkim impulsywnością i nadmierną aktywnością.

Trzeci natomiast dotyczy głównie problemów z koncentracją uwagi.

Co ważne, każdemu z tych wariantów odpowiadały inne zmiany w sieciach mózgowych. W pierwszym przypadku dotyczyły one obwodu obejmującego przyśrodkową korę przedczołową i gałkę bladą. W drugim pojawiały się w połączeniach między przednią częścią zakrętu obręczy a gałką bladą. W trzecim były związane z górnym zakrętem czołowym.

W stronę bardziej dopasowanego leczenia


Zdaniem autorów badania takie podejście może pomóc lepiej zrozumieć, dlaczego ADHD wygląda tak różnie u różnych osób. Zamiast traktować wszystkich pacjentów jako jedną grupę, lekarze mogliby w przyszłości dobierać metody leczenia do konkretnego profilu biologicznego mózgu.

Źródło: Medical Xpress
Publikacja: Nanfang Pan et al, Mapping ADHD Heterogeneity and Biotypes by Topological Deviations in Morphometric Similarity Networks, JAMA Psychiatry (2026). DOI: 10.1001/jamapsychiatry.2026.0001


Naukowcy odkryli sekret koni. Potrafią gwizdać… krtanią© 2026 Associated Press


Niechciany spadek po przodkach. Choroba nawet przez 20 pokoleń

Kontakt z chemikaliami może wywołać problemy zdrowotne do 20 pokoleń naprzód

Krzysztof Sulikowski

Kontakt z chemikaliami może szkodzić zdrowiu nie tylko samej osoby narażonej. Dzięki epigenetyce wiemy, że toksyczne skutki mogą być "pamiętane" przez organizm i przekazywane dalej. Przez ile pokoleń? Wcześniejsze badania w rejestrowały tego typu dziedziczność przez co najmniej 3-4 generacje. Wyniki najdłuższego w historii badania nad dziedziczeniem epigenetycznym u ssaków przesunęły ten wskaźnik znacznie dalej - skutki ekspozycji na fungicydy były widoczne u szczurów po 20 pokoleniach, a część efektów narastała z czasem. Podobnie może być z ludźmi.


Rodzina w białych koszulkach i dżinsach stoi na tle niebieskiej ściany, pokazując różnicę wzrostu poprzez gesty rękami nad głowami, w rogu pojawia się okrągłe wstawienie ze zdjęciem osoby w kombinezonie ochronnym opryskującej pole rolnicze.

Ekspozycja na chemikalia szkodzi nie tylko danej osobie. Odchorować to mogą także kolejne pokolenia123RF/PICSEL



Spis treści:

  1. Dziedziczenie epigenetyczne obejmuje skutki ekspozycji na chemikalia

  2. Zmiany u szczurów utrzymywały się przez 20 pokoleń i narastały

  3. Wdychasz zanieczyszczone powietrze? Chorować mogą twoje wnuki

Dziedziczenie epigenetyczne obejmuje skutki ekspozycji na chemikalia


Dziedziczenie odbywa się nie tylko na poziomie genetycznym, które można porównać do kart, jakie dziecko dostaje od rodziców. Jest jeszcze dziedziczenie epigenetyczne, które jest instrukcją, jak tymi kartami grać. Takie instrukcje mogą utrzymywać się przez wiele pokoleń. Jeśli przykładowo dziadek cierpiał głód podczas wojny, jego ciało mogło "zaprogramować" geny oszczędzania energii. Jego wnuk, żyjący w czasach dobrobytu, może mieć przez to większą skłonność do otyłości, mimo że jego geny są zdrowe.

O ile zmiany ewolucyjne na poziomie genetycznym trwają tysiące lat i podlegają selekcji naturalnej, o tyle epigenetyka pozwala organizmowi reagować na zmiany środowiskowe niemal natychmiastowo. Zdarza się jednak, że przekazane kolejnemu pokoleniu instrukcje dotyczące ekspresji genów nie mają już charakteru adaptacyjnego, a wręcz przeszkadzają lub ograniczają człowieka i nie chcą zniknąć. Można je dosłownie wyssać z mlekiem matki.

Mówi się choćby o dziedziczeniu traumy czy o wielopokoleniowej traumie rodowej. Nie są to jałowe spekulacje, bowiem zjawiska te mają podłoże w biologii. Takiego "spadku" po przodkach nikt sobie nie życzy, jednak wiele osób jest w ten sposób epigenetycznie obciążonych. Dobrą wiadomością jest to, że o ile na samo DNA ludzkość potrafi wpływać w stopniu minimalnym, o tyle na epigenetykę mamy już realny wpływ.

Na tym poziomie mogą być przekazywane kolejnym pokoleniom także skutki ekspozycji na szkodliwe chemikalia. Dotychczasowe wyniki badań wskazywały na możliwość ich dziedziczenia przez co najmniej 3-4 pokolenia. Nowe badanie na modelu zwierzęcym, które ukazało się w "Proceedings of the National Academy of Sciences" ("PNAS"), znacznie dalej przesuwa tę minimalną granicę.

Zmiany u szczurów utrzymywały się przez 20 pokoleń i narastały


Naukowcy z Washington State University opublikowali wyniki najdłuższego w historii badania nad dziedziczeniem epigenetycznym u ssaków. Rzuca ono nowe światło na długofalowe skutki kontaktu z chemikaliami w środowisku. Badanie to wykazało, że jednorazowa ekspozycja ciężarnych szczurów na środek grzybobójczy o nazwie winklozolina wywołuje zmiany w ekspresji genów, które utrzymują się przez co najmniej 20 pokoleń.

Wyniki te pokazują, że toksyny środowiskowe mogą trwale zmieniać funkcjonowanie organizmów bez modyfikacji samej sekwencji DNA, co ma fundamentalne znaczenie dla zdrowia publicznego i biologii ewolucyjnej.

Mechanizm tego dziedziczenia opiera się na tzw. znacznikach epigenetycznych, takich jak metylacja DNA, które pełnią rolę przełączników sterujących aktywnością genów. Naukowcy odkryli, że w komórkach rozrodczych zachodzą chemiczne modyfikacje, które są przekazywane kolejnym generacjom.

Okazało się również, że u potomstwa pochodzącego od przodków wystawionych na działanie fungicydu drastycznie wzrosło ryzyko chorób nerek, otyłości oraz poważnych komplikacji porodowych. W 20. pokoleniu od momentu pierwotnej ekspozycji u wszystkich badanych samic z linii ojcowskiej stwierdzono nieprawidłowości w funkcjonowaniu jajników, podczas gdy w grupie kontrolnej dotyczyło to około połowy osobników.

Badanie rozpoczęło się w 2017 r. i objęło okres odpowiadający ponad 500 latom w skali życia człowieka. Naukowcy zaobserwowali, że wraz z kolejnymi pokoleniami liczba regionów genomu wykazujących nieprawidłową metylację nie tylko nie zanikała, ale wręcz rosła. Przełożyło się to na pogorszenie ogólnej kondycji zdrowotnej populacji szczurów.

Odnotowano wyższe wskaźniki obumierania komórek nasiennych oraz tragiczne w skutkach problemy podczas porodów. W późniejszych pokoleniach od 20% do nawet 70% porodów kończyło się niepowodzeniem, w tym śmiercią matki lub płodów, co naukowcy wiążą z wpływem zaburzeń epigenetycznych na jakość nasienia i rozwój embrionalny.

Wdychasz zanieczyszczone powietrze? Chorować mogą twoje wnuki


Choć wiemy już, że u ludzi zachodzą procesy dziedziczenia epigenetycznego, to udowodnienie bezpośredniego związku między konkretną substancją chemiczną a chorobami u odległych potomków jest trudne, zwłaszcza na przestrzeni bagatela 500 lat. Przełożenie tych wyników na ludzi wymaga dalszych badań epidemiologicznych. Tak czy inaczej stało się jasne, że skutki zdrowotne kontaktów z toksynami mogą być znacznie bardziej trwałe i kumulatywne, niż wcześniej sądzono.

Eksperci komentujący te doniesienia określają wyniki jako szokujące. "To dość alarmujące, widzieć, że ten rodzaj akumulacji markerów epigenetycznych może prowadzić do patologii tak późno" - skomentowała Razia Zakarya, ekspertka epigenetyki z University of Technology Sydney w Australii. "Te odkrycia są ostrzeżeniem, że społeczeństwo musi zachować większą rozwagę w kwestii zanieczyszczenia powietrza i rodzajów chemikaliów, których wypuszczanie do środowiska jest dozwolone".

Badanie sugeruje także, że powodem zachorowania na raka jakiejś osoby może być to, że jej przodek narażał się na kontakt z toksynami wiele dekad wcześniej. "To badanie naprawdę mówi, że to nie zamierza odejść. Musimy coś z tym zrobić. Możemy użyć epigenetyki, by odejść od medycyny reakcyjnej i skupić się na medycynie prewencyjnej" - tłumaczy prof. Michael Skinner, biolog, dyrektor Center for Reproductive Biology na WSU oraz jeden z autorów badania.

Winklozolina znajduje się w wykazie wysoce niebezpiecznych pestycydów według FSC i jest zakazana w Unii Europejskiej czy Australii. Jej stosowanie w światowym rolnictwie znacząco spadło w ciągu ostatnich 25 lat.

Źródła:

  1. A.A. Korolenko, E.E. Nilsson, S. De Santos, & M.K. Skinner, Stability of epigenetic transgenerational inheritance of adult-onset disease and parturition abnormalities, Proc. Natl. Acad. Sci. U.S.A. 123 (8) e2523071123 (2026). DOI: 10.1073/pnas.2523071123

  2. R. Fieldhouse, Health effects linger 20 generations after rats are exposed to fungicide, Nature (2026). DOI: 10.1038/d41586-026-00555-3

  3. S. Vestal, Toxic exposure creates disease risk over 20 generations, WSU Insider (2026).


Niemowlęta wiedzą więcej, niż się wydawało. "Złożone procesy poznawcze"© 2026 Associated Press


Zresetuj sobie mózg. Co daje człowiekowi kontakt z przyrodą?


Spis treści:

  1. Co daje człowiekowi kontakt z naturą?

  2. Neuroobrazowanie pokazało, co przyroda robi z mózgiem

  3. Dane z przeglądu można wykorzystać w praktyce

Co daje człowiekowi kontakt z naturą?


O korzyściach dla zdrowia, jakie wynikają z regularnego kontaktu z naturą, ludzie wiedzą intuicyjnie. Wskazują też na nie liczne, choć dotychczas rozproszone badania naukowe. Chilijscy naukowcy zebrali je i przeanalizowali w nowym przeglądzie systematycznym, który został opublikowany w "Neuroscience & Biobehavioral Reviews". Bierze on pod lupę aż 108 badań wykorzystujących różne metody neuroobrazowania do rejestracji zmian w mózgu, jakie zachodzą u ludzi podczas obcowania z przyrodą.

Autorzy przeglądu zwrócili uwagę, że choć przebywanie na łonie natury ma potwierdzony badaniami korzystny wpływ na dobrostan psychologiczny i fizjologiczny, to "nasze zrozumienie mechanizmów neuronalnych, leżących u podstaw tych korzyści, pozostaje ograniczone".

By lepiej je poznać i uzyskać szerszą perspektywę, badacze przeanalizowali wyniki badań wykorzystującycych elektroencefalografię (EEG), funkcjonalny rezonans magnetyczny (fMRI), funkcjonalną spektroskopię w bliskiej podczerwieni (fNIRS) i strukturalny rezonans magnetyczny (sMRI).

Neuroobrazowanie pokazało, co przyroda robi z mózgiem


Największą grupę dowodów stanowią te pochodzące z badań z wykorzystaniem EEG. Metoda ta pozwala śledzić szybkie zmiany w aktywności elektrycznej mózgu. Z analizy blisko 80 takich publikacji wynika, że ekspozycja na środowisko naturalne - niezależnie od tego, czy odbywa się w rzeczywistości fizycznej, czy za pośrednictwem VR - wywołuje charakterystyczną sygnaturę oscylacyjną. Dominują w niej fale alfa i theta, co świadczy o stanie głębokiego relaksu i skupionej do wewnątrz uwagi, przy jednoczesnym spadku fal beta odpowiedzialnych za wysokie pobudzenie i obciążenie poznawcze.

Naukowcy zauważyli również, że kontakt z przyrodą przyspiesza regenerację emocjonalną po stresie oraz poprawia kontrolę poznawczą. Szczególnie dobroczynne działanie wykazuje obserwowanie form fraktalnych występujących w przyrodzie oraz przebywanie w pobliżu zbiorników wodnych.

Wyniki uzyskane dzięki fMRI, który precyzyjnie wskazuje obszary mózgu zaangażowane w procesy regeneracyjne, dowodzą z kolei, że naturalne krajobrazy sprzyjają "bezwysiłkowej uwadze", angażując specyficzne sieci połączeń w korze mózgowej. Jednocześnie wyciszają one struktury odpowiedzialne za stres i ruminacje (negatywne rozpamiętywanie).

Neuroobrazowanie tą metodą udowodniło redukcję aktywności w ciele migdałowatym, co przekłada się na realne obniżenie poziomu odczuwanego lęku. Analiza wykazałą, że korzyści te skalują się wraz z intensywnością zieleni, a sztuczne, miejskie dźwięki wyraźnie zwiększają nieporządek w pracy mózgu i odczuwany stres.


Schemat kobiecej sylwetki z przeźroczystą głową, w której widoczny jest mózg, z boku cztery kolorowe pola przedstawiające etapy kaskady motywacyjnej, zmiany biochemiczne oraz funkcje poszczególnych fragmentów mózgu. Strzałki wskazują kierunki zmian w r...

Kontakt z naturą uruchamia "kaskadę regeneracyjną", łączącą układ percepcyjny, autonomiczny, poznawczy i afektywnyC. Baquedano et al. (CC BY 4.0)materiał zewnętrzny


Technologia fNIRS, badająca natlenienie krwi w korze przedczołowej, pozwoliła naukowcom wyjść z laboratoriów bezpośrednio w teren. Wyniki tych badań potwierdzają, że nawet krótkie, zaledwie kilkuminutowe obcowanie z naturą prowadzi do dezaktywacji kory przedczołowej, co interpretuje się jako odpoczynek od nadmiaru bodźców i regenerację po zmęczeniu psychicznym.

Ciekawy aspekt stanowi rola kolejności zdarzeń - kontakt z naturą przed wejściem w środowisko miejskie może działać jak tarcza ochronna, pozwalając mózgowi zachować niższy poziom aktywacji stresowej nawet po powrocie do cywilizacji.

Obraz ten dopełniają wyniki badań z użyciem strukturalnego MRI, które analizują długofalowe skutki życia w pobliżu natury. Wykazują one fascynujące korelacje - osoby mieszkające w bardziej zielonych okolicach posiadają większą objętość istoty szarej i białej oraz lepszą integralność połączeń nerwowych. U dzieci i młodzieży przekłada się to na lepsze wyniki w nauce, szybsze przetwarzanie informacji i rzadsze występowanie problemów z koncentracją.

Choć badania te mają charakter korelacyjny, to sugerują, że regularny kontakt przyrodą w naszym otoczeniu może fizycznie kształtować mózg w sposób, który sprzyja wyższej odporności psychicznej i poprawia funkcje poznawcze. Taki "reset" jest bardzo korzystny dla każdego.

Dane z przeglądu można wykorzystać w praktyce


Mimo pewnych ograniczeń, takich jak różnorodność metod badawczych (która z drugiej strony jest zaletą) czy przewaga badań prowadzonych w kontrolowanych warunkach laboratoryjnych nad terenowymi, płynące z nich wnioski są zbieżne i zaskakująco intuicyjne, co często w nauce nie jest regułą. Przeglądy systematyczne i metaanalizy mają dużo większą wartość poznawczą niż indywidualne badania.

Choć nadal wnioski z nich płynące nie są prawami absolutnymi, to opieranie się na nich w codziennej praktyce życiowej, ale też w praktyce klinicznej i podczas tworzenia wytycznych w domenie zdrowia publicznego, daje większą pewność i pomaga wyeliminować błędy, które w mniejszej skali mogłyby zostać pominięte.

Zdaniem autorów przeglądu jego wyniki (uwzględniające już heterogeniczność, potencjalne czynniki zakłócające i w dużej mierze charakter korelacyjny) mogą wskazywać na mechanizmy neuronalne, które warto przetestować w przyszłych badaniach. "Wyniki te podkreślają potencjalną rolę środowiska naturalnego w promowaniu zdrowia psychicznego, z implikacjami dla neuronauki i polityki publicznej nakierowanej na kultywację wellbeingu u ludzi" - dodają badacze.

To wyraźna sugestia, by pracownicy służby zdrowia uwzględniali kontakt z naturą w swoich zaleceniach dla pacjentów. Terapeutyczne kąpiele leśne są przepisywane choćby przez japońskich lekarzy w celu redukcji stresu oraz poprawy stanu zdrowia fizycznego i psychicznego. Nazywane są tam "shinrin-yoku". Sugestia skierowana jest także do rządów i samorządów, urbanistów i planistów przestrzennych. Nowe dane z tego przeglądu umożliwiają im podejmowanie lepszych decyzji opartych na mocnych dowodach naukowych (tzw. podejście evidence-based) i przewidywanie ich wpływu na dobrostan ludzi.

Źródło: C. Baquedano, A. Olguí, L. S. Contreras-Huerta, F. E. Rosas, M. Estarellas, Your brain on nature: A scoping review of the neuroscience of nature exposure, Neuroscience & Biobehavioral Reviews Volume 183, April 2026, 106565. https://doi.org/10.1016/j.neubiorev.2026.106565


Lasy są zbawienne dla naszej psychiki. Ekspertka wyjaśniaPolsat NewsPolsat News


Latem plemniki są skuteczniejsze. Sezonowy rytm męskiej płodności

Latem plemniki są skuteczniejsze. Sezonowy rytm męskiej płodności

Karolina Majchrzak

Badacze z Wielkiej Brytanii, Kanady i Danii wykazali, że męska płodność podlega rytmowi sezonowemu, a jej biologiczny szczyt przypada latem. Jak wynika z badań opublikowanych w czasopiśmie Reproductive Biology and Endocrinology, ruchliwość plemników osiąga najwyższy poziom w czerwcu i lipcu, a najniższy w grudniu i styczniu.


Jakość męskiego nasienia poprawia się po szczepieniach przeciwko COVID-19 - wynika z najnowszych badań

Plemniki są skuteczniejsze latem. Nowe podejście do leczenia niepłodności123RF/PICSEL


Zespół naukowców przeanalizował ponad 15,5 tys. próbek nasienia mężczyzn w wieku od 18 do 45 lat. Okazało się, że sezonowe wahania dotyczą wyłącznie ruchliwości plemników, czyli ich zdolności do skutecznego poruszania się i zapładniania komórki jajowej. Nie odnotowano natomiast różnic w liczbie plemników ani objętości ejakulatu, co oznacza, że ilość nasienia pozostaje stała przez cały rok - zmienia się jedynie jego jakość funkcjonalna.

Zaskoczyło nas, jak podobny był ten wzorzec w dwóch zupełnie różnych klimatach. Nawet na Florydzie, gdzie przez cały rok jest ciepło, ruchliwość plemników rosła latem i spadała zimą. To pokazuje, że sama temperatura otoczenia nie tłumaczy tych zmian

Sezonowość ma głębsze biologiczne korzenie


Naukowcy podkreślają, że wyniki sugerują istnienie wewnętrznego, biologicznego rytmu reprodukcyjnego, który synchronizuje męski organizm z porami roku. Optymalna temperatura jąder, w których dojrzewają plemniki, powinna być o 2-4°C niższa niż temperatura ciała. Każde odchylenie od tego zakresu - zarówno zbyt wysoka, jak i zbyt niska temperatura - może negatywnie wpływać na ruchliwość i zdolność plemników do zapłodnienia.

Nowe podejście do leczenia niepłodności


Zdaniem autorów odkrycia, uwzględnienie sezonowości może pomóc lekarzom w optymalnym planowaniu leczenia i badań płodności. Wiedza o tym, kiedy jakość nasienia jest najwyższa, może pozwolić na precyzyjniejsze dobranie momentu rozpoczęcia terapii czy inseminacji.

Nasze badanie podkreśla znaczenie uwzględniania pory roku przy ocenie jakości nasienia. Sezonowa zmienność ruchliwości plemników występuje nawet w ciepłych klimatach

Odkrycie pokazuje, że męska płodność jest bardziej dynamiczna, niż dotąd sądzono, a cykle biologiczne mogą odgrywać równie istotną rolę, co styl życia czy dieta. Jeśli więc wierzyć nauce, lato to nie tylko czas urlopów, ale również moment, w którym przyroda sprzyja nowemu życiu w sposób dosłownie biologiczny. Niezależnie od tego, czy żyjemy w chłodniejszej Danii, czy też ciepłej Florydzie.


Zabawa w udawanie. Małpy człekokształtne mają rozwiniętą wyobraźnię© 2026 Associated Press


"Katar" sprzed 250 lat. Pomoże wyjaśnić zagadki ewolucji patogenów

Zrekonstruowali genom najstarszego na świecie ludzkiego wirusa RNA

Karolina Majchrzak

Międzynarodowy zespół badaczy zrekonstruował genom ludzkiego rinowirusa sprzed 250 lat, pochodzący z płuc kobiety, która zmarła w Londynie w XVIII wieku. To najstarszy znany przypadek wirusa RNA zidentyfikowanego w ludzkiej tkance, a odkrycie może zrewolucjonizować badania nad ewolucją chorób zakaźnych.


Fragmenty retrowirusów wchodzą w skład naszego genomu

Wirus sprzed wieków pomoże w badaniach współczesnych zagrożeń (zdj. poglądowe)berkay08123RF/PICSEL


Około 250 lat temu mieszkanka Londynu zmarła na ciężką infekcję układu oddechowego, a jej zakonserwowane w alkoholu płuca trafiły do kolekcji medycznej. Próbka - należąca dziś do Hunterian Anatomy Museum - okazała się dla współczesnych naukowców bezcennym źródłem informacji.

Zwykłe przeziębienie, niezwykła próbka


Z wykorzystaniem zaawansowanej techniki izolacji kwasów nukleinowych zespół badaczy wyodrębnił z próbek fragmenty RNA i DNA, które po długotrwałej rekonstrukcji ujawniły kompletny genom ludzkiego rinowirusa typu A - patogenu odpowiedzialnego za zwykłe przeziębienie.

Jak podkreślają autorzy badania, to pierwszy raz, gdy udało się odtworzyć pełny genom wirusa RNA sprzed epoki formaliny, czyli z czasów, gdy materiał biologiczny nie był konserwowany chemicznie.

Wymarły szczep ludzkiego rinowirusa


Analiza porównawcza z bazą danych National Institutes of Health ujawniła, że odtworzony patogen należy do wymarłej linii rinowirusa A, blisko spokrewnionej ze współczesnym genotypem HRV A19. Oznacza to, że w ciągu ostatnich stuleci wirus przeszedł istotne zmiany genetyczne, co potwierdza dynamiczną ewolucję wirusów RNA.

W płucach kobiety badacze odkryli również ślady współistniejących infekcji bakteryjnych - Streptococcus pneumoniae, Moraxella catarrhalis oraz Haemophilus influenzae - znanych dziś z zaostrzania przebiegu infekcji dróg oddechowych.

Taki scenariusz, w którym rinowirus wchodzi w interakcję z infekcjami bakteryjnymi dolnych dróg oddechowych, jest dobrze znany współczesnej medycynie, ale w XVIII wieku nie był jeszcze zrozumiany

Nowe narzędzie dla paleogenomiki


Odkrycie jestem przełom w paleogenomice, czyli nauce zajmującej się analizą starożytnego materiału genetycznego. RNA, ze względu na swoją jednoniciową i niestabilną strukturę, niezwykle trudno zachowuje się w czasie, dlatego do tej pory większość rekonstrukcji dotyczyła stabilniejszego DNA lub młodszych próbek.

Zespół opracował metodę pozwalającą jednocześnie izolować RNA i DNA z jednego materiału biologicznego, co otwiera drogę do badania wirusów sprzed setek lat i analizowania ich zmian ewolucyjnych.

Wstępne wyniki badań opublikowano jako preprint na platformie bioRxiv i choć praca nie przeszła jeszcze recenzji naukowej, już teraz budzi ogromne zainteresowanie środowiska wirusologicznego i historycznego. Bo jak podkreślają eksperci, możliwość analizy starożytnych wirusów RNA może pomóc lepiej zrozumieć mechanizmy ewolucji współczesnych patogenów, jak grypa, HIV czy SARS-CoV-2.


Niemowlęta wiedzą więcej, niż się wydawało. "Złożone procesy poznawcze"© 2026 Associated Press


Nowe badanie: Wegetarianie rzadziej chorują na kilka rodzajów raka

Wegetarianie rzadziej chorują na raka. Szczególnie te pięć rodzajów

Karolina Majchrzak

Nowe międzynarodowe badanie obejmujące dane 1,8 mln osób potwierdza, że dieta wegetariańska może istotnie zmniejszać ryzyko zachorowania na kilka z najgroźniejszych nowotworów. Jednocześnie ujawniono także ryzyko związane z niedoborami żywieniowymi.


Rezygnują z mięsa i cieszą się zdrowiem. Dietetyk: spada ryzyko raka i otyłości

Rezygnują z mięsa i cieszą się zdrowiem. Muszą jednak uważać na kilka kwestii123RF/PICSEL


Zespół naukowców z University of Oxford, pod kierunkiem dr Aurory Pérez-Cornago, przeanalizował dane dotyczące ponad 1,8 miliona dorosłych z różnych krajów, obserwowanych przez średnio 16 lat. Badanie zostało sfinansowane przez World Cancer Research Fund i obejmowało 17 typów nowotworów, w tym układu pokarmowego, płuc, narządów rozrodczych, moczowego oraz krwi.

Wyniki są jednoznaczne - wegetarianie mieli o 21 proc. niższe ryzyko raka trzustki, o 12 proc. niższe ryzyko raka prostaty i o 9 proc. niższe ryzyko raka piersi w porównaniu z osobami jedzącymi mięso. Jeszcze bardziej wyraźne różnice odnotowano w przypadku raka nerek (−28%) i szpiczaka mnogiego (−31%). Łącznie te nowotwory odpowiadają za znaczną część zgonów onkologicznych w krajach zachodnich.

To bardzo dobra wiadomość dla osób, które przestrzegają diety roślinnej. Nasze wyniki pokazują, że wiąże się ona z mniejszym ryzykiem wystąpienia pięciu typów raka, w tym kilku bardzo powszechnych

Dieta roślinna nie jest wolna od ryzyka


Badanie wykazało jednak, że wegetarianie i weganie nie są całkowicie chronieni. Osoby unikające mięsa miały prawie dwukrotnie wyższe ryzyko raka przełyku typu płaskonabłonkowego, co może wynikać z niedoboru witamin z grupy B i cynku.

Jeszcze bardziej niepokojące są dane dotyczące wegan, bo w tej grupie ryzyko raka jelita grubego było o 40 proc. wyższe niż u osób jedzących mięso. Naukowcy wiążą to z niskim spożyciem wapnia (średnio 590 mg dziennie, przy zalecanych 700 mg) i innymi niedoborami.

Winne jest mięso czy jego brak?


Badacze zastrzegają, że nadal nie wiadomo, czy niższe ryzyko wynika z ograniczenia mięsa, czy z korzystnych składników diety roślinnej, jak błonnik, przeciwutleniacze i fitozwiązki. Jak przyznał prof. Tim Key, współautor badania i epidemiolog z Uniwersytetu Oksfordzkiego: "Naszym zdaniem to raczej mięso jest czynnikiem ryzyka, ale nie mamy jeszcze bezpośrednich dowodów".

Niezwiązany z projektem prof. Jules Griffin z University of Aberdeen, cytowany przez The Guardian, zwraca uwagę, że kluczem do sukcesu może być dieta… leżąca gdzieś pośrodku. "Wyniki są imponujące, ale brakuje porównania z osobami stosującymi dietę z umiarkowanym spożyciem mięsa i ryb. To prawdopodobnie najlepszy model żywienia chroniący przed nowotworami związanymi z dietą" - zaznaczył.


Zabawa w udawanie. Małpy człekokształtne mają rozwiniętą wyobraźnię© 2026 Associated Press


Statyny bez winy. Nowe badania obalają mity o skutkach ubocznych

Statyny bez winy. Nowe badania obalają mity o skutkach ubocznych

Karolina Majchrzak

Miliony osób na całym świecie codziennie sięgają po statyny, by obniżyć poziom złego cholesterolu i chronić serce. Od lat wokół tych leków narastały jednak kontrowersje, które naukowcy postanowili raz na zawsze wyjaśnić. Efekt? Nowe badania obalają mity o skutkach ubocznych tych leków.


Zdaniem badaczy statyny mogą obniżać ryzyko śmierci z powodu COVID-19?

Nowe badanie pokazuje, że statyny są bezpieczniejsze, niż się dotąd wydawało123RF/PICSEL


Podwyższony poziom cholesterolu to częsta przypadłość, która dotyka w Polsce ok. 60 proc. dorosłych. Część z nich nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, bo podwyższony cholesterol nie boli i nie daje żadnych objawów. Nie oznacza to jednak, że nie szkodzi, bo może zwiększać ryzyko zaburzeń w układzie krążenia i prowadzić m.in. do zawału serca lub udaru mózgu.

Jeśli próby jego unormowania zmianą diety i aktywnością fizyczną nie przynoszą efektów, koniecznie jest leczenie farmakologiczne, a standardem są tu zmniejszające stężenie lipidów statyny. Wiele osób z niepewnością podchodzi jednak do leków, które przyjmowane są już często do końca życia, a wokół których od lat narastają kontrowersje - od rzekomego ryzyka utraty pamięci po problemy z nastrojem i masą ciała.

Statyny są bezpieczne do stałego stosowania


Teraz największa jak dotąd analiza kliniczna przynosi jednoznaczne wnioski - statyny są znacznie bezpieczniejsze, niż powszechnie się uważa, a ich korzyści zdecydowanie przewyższają potencjalne skutki uboczne. Badanie opublikowane w prestiżowym czasopiśmie The Lancet obejmowało dane ponad 120 tysięcy pacjentów, którzy przez lata uczestniczyli w kontrolowanych próbach porównujących statyny z placebo.

Naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego, finansowani przez British Heart Foundation, stwierdzili, że większość działań niepożądanych przypisywanych statynom, jak bezsenność, przyrost masy ciała, depresja czy zaburzenia pamięci, nie ma związku z samym lekiem.

Po przeanalizowaniu 66 potencjalnych efektów ubocznych wykazano związek jedynie w czterech przypadkach: niewielkie zmiany w próbach wątrobowych, drobne nieprawidłowości w pracy wątroby, obrzęki tkanek i zmiany w moczu. Wszystkie te objawy występowały u bardzo małej liczby pacjentów i nie prowadziły do trwałych uszkodzeń narządów.

Nieustające zamieszanie wokół bezpieczeństwa statyn sprawia, że wiele osób rezygnuje z leczenia, które mogłoby uratować im życie. Nasze wyniki pokazują, że ryzyko skutków ubocznych jest znikome, a ochrona przed zawałem i udarem ogromna

Czas na zmianę ulotek


Prof. Sir Rory Collins, współautor analizy, apeluje zaś o aktualizację ulotek leków, które jego zdaniem wciąż odstraszają pacjentów przestarzałymi informacjami: "Wiemy już, że statyny nie powodują większości skutków ubocznych wymienianych w materiałach informacyjnych. Nadszedł czas, by poprawić te komunikaty i pomóc pacjentom podejmować decyzje oparte na faktach".

Eksperci z British Heart Foundation dodają, że negatywne publikacje i medialne mity na temat statyn zniechęciły wielu ludzi do leczenia, które mogłoby przedłużyć im życie. Tymczasem dane są jednoznaczne: dziewięciu na dziesięć udarów i zawałów można zapobiec, jeśli odpowiednio wcześnie zastosuje się właściwą terapię i zmianę stylu życia.


Nie musisz być wybitnym naukowcem, aby pracować na... Antarktydzie© 2026 Associated Press


WHO: Ponad jednej trzeciej nowotworów na świecie można uniknąć

WHO: Ponad jednej trzeciej nowotworów na świecie można uniknąć

Karolina Majchrzak

Według najnowszej analizy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), opublikowanej w prestiżowym czasopiśmie Nature Medicine, ponad 38 proc. wszystkich przypadków raka na świecie można byłoby zapobiec. Badanie, oparte na danych z 2022 roku, wskazuje, że niemal 19 mln osób otrzymało wówczas diagnozę nowotworu, a w wielu przypadkach choroba była skutkiem czynników, które można ograniczyć lub całkowicie wyeliminować.


Nowotwory to druga najczęstsza przyczyna zgonów w Polsce

Nowotwory to druga najczęstsza przyczyna zgonów w Polsce123RF/PICSEL


Jak dowiadujemy się z nowej analizy WHO, milionom przypadków śmiertelnych chorób nowotworowych każdego roku można zapobiec poprzez zmiany w stylu życia, działania profilaktyczne, ograniczenie narażenia zawodowego i redukcję zanieczyszczeń środowiska. Co więcej, autorzy badań zwracają uwagę, że niemal połowę z nich stanowią rak płuc, żołądka i szyjki macicy.

30 czynników ryzyka raka


WHO wymienia łącznie 30 czynników ryzyka, które można zmienić - od używania bezdymnego tytoniu i spożywania orzecha areka, po niewystarczające karmienie piersią i zanieczyszczenia środowiskowe.

Rak pozostaje główną przyczyną zachorowalności na całym świecie, a ryzyko to można w dużej mierze przypisać modyfikowalnemu ryzyku. Oszacowaliśmy globalne i krajowe obciążenie nowotworami w 2022 r., które można przypisać 30 takim czynnikom

Papierosy, alkohol, otyłość


Najważniejszym pojedynczym czynnikiem ryzyka pozostaje palenie tytoniu, które odpowiadało w 2022 roku za 15 proc. wszystkich przypadków raka. Wśród mężczyzn odsetek ten był znacznie wyższy, bo aż 23 proc. nowych diagnoz nowotworowych wiązano bezpośrednio z paleniem.

Na drugim miejscu znalazło się spożycie alkoholu, odpowiedzialne za około 3,2 proc. nowych zachorowań, czyli blisko 700 tys. przypadków rocznie. Kolejne miejsca zajmują nadwaga, brak aktywności fizycznej, zanieczyszczenie powietrza, ekspozycja na promieniowanie UV, infekcje oraz czynniki zawodowe.

W raporcie podkreślono także znaczenie zanieczyszczenia powietrza jako czynnika nowotworowego. W Azji Wschodniej aż 15 proc. przypadków raka płuc u kobiet przypisano zanieczyszczeniom atmosferycznym, a w Afryce Północnej i Azji Zachodniej 20 proc. zachorowań u mężczyzn miało z nimi związek.

Szczepienia to podstawa


Z kolei zakażenia wirusowe odpowiadają za około 10 proc. nowych przypadków raka. Wśród kobiet największy udział mają infekcje HPV (wirusem brodawczaka ludzkiego), które prowadzą do rozwoju raka szyjki macicy. Choć istnieje skuteczna szczepionka przeciwko HPV, poziom wyszczepienia w wielu regionach świata wciąż pozostaje niski.

Rak żołądka, częstszy u mężczyzn, jest natomiast ściśle powiązany z paleniem tytoniu oraz infekcjami bakteryjnymi wynikającymi z przeludnienia, złych warunków sanitarnych i braku dostępu do czystej wody.

Eksperci zwracają uwagę, że wyniki te powinny stanowić podstawę do działań systemowych, takich jak ograniczenie sprzedaży tytoniu i alkoholu, poprawa jakości powietrza, promocja aktywności fizycznej oraz powszechniejsze szczepienia ochronne.

Analizując wzorce zachorowań między krajami i grupami społecznymi, możemy dostarczyć rządom i obywatelom wiedzy, która pomoże zapobiec wielu przypadkom raka, zanim się pojawią

Meduzy śpią podobnie jak ludzie, mimo że nie mają mózgu i oczu© 2026 Associated Press


Ponowne otwarcie szkół wpłynęło na depresję i lęki u dzieci. Jak?


Spis treści:

  1. Pandemia zrujnowała nasz dobrostan?

  2. Powrót do szkół poprawił zdrowie psychiczne dzieci

  3. Lekcja na przyszłość. Stacjonarnie zdrowiej niż zdalnie

Pandemia zrujnowała nasz dobrostan?


Długotrwała izolacja społeczna czy kwarantanna w pierwszych dwóch latach pandemii Covid-19 dała się we znaki zarówno dorosłym, jak i dzieciom. Człowiek jako istota ewolucyjnie społeczna nie jest przystosowany do przebywania w osamotnieniu przez długi czas. Kontakty online, które stanowią pewną namiastkę tych fizycznych i "stacjonarnych", nie wystarczają do zapewnienia dobrostanu (wellbeingu). Rzadkie wychodzenie z domu, mało spotkań towarzyskich, fizyczne obostrzenia czy nawet zamknięcie lasów - stanowiły paliwo dla depresji i lęków. Dlatego też w trakcie pandemii nasilił się kryzys zaburzeń psychicznych.

Te negatywne aspekty izolacji dały się we znaki także najmłodszym, którzy zostali pozbawieni bezpośredniego kontaktu z rówieśnikami. Gdy szkoły były zamknięte, a lekcje odbywały się online, pogorszyło się nie tylko zdrowie, ale także wyniki w nauce. Sprawą tą dokładnie zajęli się badacze, którzy przeanalizowali, co się zmieniło w okresie od marca 2020 do czerwca 2021 (czyli w okresie nasilonej pandemii) u uczniów z Kaliforni, którzy wrócili do szkół. Badanie na próbie N=185,735 opiera się na danych z roszczeń medycznych drugiego co do wielkości prywatnego ubezpieczyciela w tym stanie. Dotyczą one dzieci i młodzieży w wieku 5-18 lat.

"Zamknięcie szkół w trakcie pandemii Covid-19 zaburzyło u dzieci edukację, socjalizację i dostęp do zasobów zdrowia psychicznego, wzmagając obawy o długoterminowe efekty na zdrowiu psychicznym dzieci. Celem [analizy] było oszacowanie skutków ponownego otwarcia szkół w erze pandemii na zdrowie psychiczne dzieci oraz wydatki na opiekę zdrowotną. Zróżnicowany czas otwarcia szkół stworzył unikalny quasi-eksperyment" - wyjaśniają autorzy badania opisanego w czasopiśmie "Epidemiology".

Naukowcy zastosowali metodę różnicy w różnicach (ang. difference in differences, DID), aby zbadać, jak stopniowe ponowne otwieranie szkół wpłynęło na diagnozy depresji, zaburzeń lękowych i zespołu nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD), a także na wydatki związane z opieką zdrowotną w przypadku uczniów. Odkryli oni, że faktycznie powrót do szkół wpłynął dobroczynnie na psychikę dzieci oraz zmniejszył wydatki. O ile dokładnie?

Analiza dostarczyła nowe dane. "Ponowne otwarcie szkół powiązano ze spadkiem miesięcznej częstości występowania diagnoz zdrowia psychicznego o 1,2 pkt proc. (95% CI: -1,59, -0,74) oraz spadkiem wydatków na opiekę zdrowotną o 10,6% (95% CI: -13,4%, -7,8%)" - relacjonują autorzy badania. "Problemy ze zdrowiem psychicznym, które cechowało największe zróżnicowanie między stacjonarnymi i zdalnymi okręgami szkolnymi, to zaburzenia lękowe i depresja. Efekty były silniejsze u dziewczynek".

Eksperci wyjaśniają, że już 9 miesięcy po ponownym otwarciu szkół wydatki związane ze zdrowiem psychicznym na dobra inne niż leki spadły o 11%, na leki o 8%, a na leki na ADHD - o 5%. Z kolei szansa zdiagnozowania problemu psychicznego zmalała o 43% w porównaniu do okresu przed ponownym otwarciem szkół.

Lekcja na przyszłość. Stacjonarnie zdrowiej niż zdalnie


Zgodnie z fundamentalną zasadą medycyny, że lepiej zapobiegać, niż leczyć, wnioski z tego badania wydają się oczywiste. Żywy kontakt z innymi ludźmi ma kluczowe znaczenie dla naszego dobrostanu, a pośrednio i całego zdrowia. Nie zawsze jednak jest on możliwy.

Twórcy technologii cyfrowych tworzą różne rozwiązania, które miałyby symulować bliskość z innymi ludźmi jeszcze bardziej przekonująco - od specjalnych scen przypominających klasę, w której uczestnicy spotkania czy lekcji online "sadzani" są obok siebie, po pełną immersję w środowisku 3D, jaką przy pomocy gogli VR lub tylko na ekranie laptopa czy telefonu mogą doświadczyć użytkownicy Microsoft Teams. To jednak tylko erzac żywych kontaktów, o czym warto pamiętać.

"Nasze wyniki dostarczyły solidny dowód dla rodziców, edukatorów i ustawodawców, że nauka stacjonarna odgrywa kluczową rolę w dobrostanie dzieci. Te odkrycia stanowią lekcję dla przyszłych sytuacji kryzysowych związanych ze zdrowiem publicznym oraz zapewniają wgląd w to, dlaczego zdrowie psychiczne uległo pogorszeniu u dzieci w trakcie pandemii" - tłumaczy starsza badaczka, prof. Rita Hamad z Harvard School of Public Health.

Źródło: Pelin Ozluk, Jeff Romine, Gosia Sylwestrzak, Rita Hamad. Effect of School Reopenings on Children's Mental Health during COVID-19: Quasi-Experimental Evidence from California. Epidemiology, 2025; DOI: 10.1097/EDE.0000000000001930


"Wydarzenia": Legendarny "Dar Młodzieży" będzie miał swojego następcęPolsat News


Mikrobiom jelitowy 2-latka a późniejsze zdrowie psychiczne


Spis treści:

  1. Naukowcy odkryli nowy związek między mikrobiomem a zdrowiem psychicznym

  2. Bakterie jelitowe 2-latka wpływają na całą późniejszą kondycję psychiczną

  3. Probiotyki dla dzieci tańsze i przyjemniejsze niż terapia

Naukowcy odkryli nowy związek między mikrobiomem a zdrowiem psychicznym


Zespół naukowców ze Stanów Zjednoczonych, Singapuru i Wielkiej Brytanii postanowił zbadać zależność między stanem mikrobioty jelitowej małych dzieci a ich zdrowiem emocjonalnym w późniejszych latach. Odkryli oni, że związek faktycznie występuje. Już to, jaki jest stan flory bakteryjnej jelit dwulatków ma wpływ na to, jak 7,5-letnie dziecko będzie się czuło i jakich zaburzeń może doznawać. Wyniki badania zostały opublikowane w prestiżowym "Nature Communications".

Autorzy badania odkryli, że głównymi winowajcami są bakterie z rzędu Clostridiales oraz rodziny Lachnospiraceae. Ich wyższe stężenie w mikrobiomie dwulatków zostało powiązane z silniejszą łącznością sieci mózgowych związanych z emocjami oraz wyższym ryzykiem występowania objawów zaburzeń lękowych i depresyjnych już w wieku 7,5 lat.

To odkrycie może sugerować, że mikroby w jelitach niejako programują mózg dzieci, a efekty tego będą widoczne nawet po upływie lat. To również kolejny dowód, że powiedzenie "czym skorupka za młodu nasiąknie..." ma ewidentne naukowe potwierdzenie.

Bakterie jelitowe 2-latka wpływają na całą późniejszą kondycję psychiczną


"Oś mikrobiom-jelita-mózg (MGBA - przyp. red.) odgrywa kluczową rolę w zdrowiu psychicznym. Badania łączące mikrobiom z funkcjami mózgu mają jednak ograniczony zakres, szczególnie na etapie rozwoju, kiedy występuje ogromna plastyczność, a wiele problemów ze zdrowiem psychicznym, takich jak depresja i lęki, zaczyna się manifestować" - zaznaczają autorzy badania. Postanowili oni zatem zbadać to, czego nikt wcześniej nie badał - kształtowanie się zdrowia emocjonalnego dzieci przy udziale konkretnych bakterii jelitowych.

Naukowcy przeprowadzili badanie obserwacyjnie na próbie 55 dzieci. Zbadali ich próbki kału, pobrane w wieku 2 lata, co pozwoliło zidentyfikować ich profile mikrobiomowe. Następnie przeanalizowali wysokiej jakości dane z fMRI (funkcjonalnego rezonansu magnetycznego) mózgu wykonane w wieku 6 lat. Uczestników wybrano spośród dzieci, których opiekunowie zgłosili występowanie problemów wewnętrznych, gdy miały one 7,5 roku.

Ostatnia część badania polegała na sprawdzeniu, czy istnieje pośredni związek między tymi wcześniejszymi profilami mikrobiomu a późniejszymi objawami widocznymi w sygnaturach mózgowych. Badacze odkryli, że faktycznie taki związek zachodzi. "Odkryliśmy że mikroby z rzędu Clostridiales i rodziny Lachnospiraceae są związane z internalizacją objawów w średnim dzieciństwie poprzez alteracje łączności wewnątrz sieci mózgowych związanych z emocjami" - czytamy w abstrakcie. Jak uważają eksperci, oznacza to, iż mikrobiom ma potencjał do programowania mózgu.

Probiotyki dla dzieci tańsze i przyjemniejsze niż terapia


Zdaniem ekspertów występowanie pierwszych objawów depresyjnych i lękowych w dzieciństwie może mieć efekty kaskadowe, doprowadzając do depresji klinicznej lub zaburzeń lękowych (nazywanych dawniej nerwicą) w późniejszym dzieciństwie, wieku dorastania lub dorosłości.

Eksperci wysnuli także wniosek, że być może niektóre populacje bakterii jelitowych sprawiają, że małe dzieci są bardziej wrażliwe na stresory (czynniki stresujące) w czasie największej neuroplastyczności mózgu, co doprowadza do pojawienia się pierwszych objawów lękowych lub depresyjnych w późniejszym dzieciństwie.

Wiedzę o tym można wykorzystać profilaktycznie, by zapobiegać przyszłym problemom psychicznym dzieci już od najmłodszych lat. Przede wszystkim powinno się unikać karmienia dzieci produktami słodzonymi (cukrem i sokami zagęszczonymi) i wysokoprzetworzonymi, które negatywnie wpływają na profil mikrobiomu. Dzieciom można podawać produkty zawierające prebiotyki, probiotyki, postbiotyki i psychobiotyki (w zależności od wieku), które wspierają namnażanie się dobrych bakterii.

Zdrowie psychiczne nie jest dane skądś z zewnątrz ani raz na zawsze. Dbanie o nie wymaga starań przez całe życie. Mikrobiota jelitowa to tylko jeden z aspektów, którym należy się zaopiekować. I choć to oczywiście wymaga pewnego wysiłku, lepiej jest zapobiegać niż leczyć. Wiele się mówi o stanie psychiatrii dziecięcej w Polsce - przede wszystkim o niedoborze specjalistów. Przyjemniej, taniej i łatwiej jest też jeść zdrowo, niż biegać później na terapię.

Źródło: Querdasi, F.R., Uy, J.P., Labus, J.S. et al. Childhood gut microbiome is linked to internalizing symptoms at school age via the functional connectome. Nat Commun 16, 9359 (2025). https://doi.org/10.1038/s41467-025-64988-6


Rewolucyjny implant. Przywraca zdolność czytania niewidomym© 2025 Associated Press


Podtlenek azotu na depresję. Odkryli wyjątkową skuteczność


Spis treści:

  1. Podtlenek azotu na depresję. Skuteczny nie tylko u dentysty

  2. Nowa metaanaliza odkryła skuteczność gazu rozweselającego

  3. Podtlenek azotu zamiast SSRI. Nowa generacja antydepresantów?

Podtlenek azotu na depresję. Skuteczny nie tylko u dentysty


Podtlenek azotu (N2O) znany jest przede wszystkim jako gaz rozweselający u dentysty. Podawany jako środek wziewny poprzez maskę tlenową, łagodzi stres, ból i strach u pacjenta przed zabiegiem stomatologicznym dzięki temu, że spowalnia aktywność układu nerwowego. Nie jest to jednak gaz usypiający, a pacjent pozostaje cały czas świadomy - tyle że bardziej zrelaksowany. Te znane od końca XVIII wieku efekty do tej pory wykorzystywano głównie w stomatologii, a od stosunkowo niedawna badacze eksplorują także możliwość wykorzystania ich w leczeniu depresji.

Eksperci z Uniwersytetu w Birmingham oraz Uniwersytetu Oksfordzkiego w Wielkiej Brytanii przeprowadzili metaanalizę 11 publikacji - 7 badań klinicznych z 247 uczestnikami z zaburzeniami depresyjnymi oraz 4 artykuły protokolarne z lat 2015-2025.

W badaniach tych podawano pacjentom podtlenek azotu na różne sposoby (w pojedynczej lub wielu sesjach, z porównaniem z powietrzem, tlenem lub midazolamem) oraz w różnych stężeniach (25-50%). Celem było sprawdzenie, w jakim stopniu ów szybko działający antagonista receptora N-metylo-D-asparaginowego jest w stanie zastąpić klasyczne antydepresanty u pacjentów z depresją kliniczną (MDD), depresją lekooporną (TRD) oraz stanami depresji w zaburzeniu afektywnym dwubiegunowym.

Nowa metaanaliza odkryła skuteczność gazu rozweselającego


Metaanaliza, czyli "badanie badań", zapewnia bardziej miarodajne wyniki niż pojedyncze badanie. Dzięki temu, że bierze pod uwagę więcej testów klinicznych, przeprowadzanych w różnych ośrodkach i z użyciem nieco innych procedur, a następnie porównuje zebrane w nich dane i dostrzega pewne wzorce, płynące z niej wnioski mogą stanowić mocno osadzoną w dowodach podstawę do podejmowania decyzji w praktyce klinicznej. Więcej na temat przewagi metaanalizy nad pojedynczymi badaniami pisaliśmy w niedawnym artykule. A co dokładnie wykazała ta konkretna analiza?

Naukowcy odkryli, że podtlenek azotu istotnie przyczynia się do redukcji objawów depresji u wspomnianych grup pacjentów. Jego średnia skuteczność zależy m.in. stężenia i czasu od podania. Przykładowo pojedyncza inhalacja 50% podtlenku azotu może szybko (w ciągu 2 godzin) zmniejszyć objawy depresji, a efekt ten utrzymuje się przez co najmniej 24 godziny.


Schemat synapsy neuronowej ukazujący wydzielanie glutaminianu przez neuron presynaptyczny oraz działanie receptorów NMDA na neuronie postsynaptycznym. Pokazane są jony wapnia i sodu uczestniczące w procesie przekazywania sygnału. Dwie sekcje obrazują r...

Podtlenek azotu moduluje aktywność receptora NMDA (N-metylo-D-asparaginowego) Gill, Kiranpreet et al. (CC BY 4.0)materiał zewnętrzny


Efekt jest jednak krótkotrwały, bo zanika w ciągu tygodnia. Eksperci zauważyli też, że działania niepożądane są łagodne. N2O ma więc pewne zalety względem tradycyjnych leków antydepresyjnych dotychczasowych generacji, które działają dopiero po pewnym czasie (zwykle po kilku tygodniach), wymagają codziennego przyjmowania i stosunkowo często wywołują niepożądane efekty. Skutki uboczne antydepresantów oraz różnice w ich możliwym nasileniu szerzej omawialiśmy w naszym niedawnym artykule.

Podtlenek azotu zamiast SSRI. Nowa generacja antydepresantów?


Autorzy metaanalizy zdają sobie sprawę, że aby ich odkrycie mogło być przydatne w praktyce klinicznej, potrzebne są dalsze badania na większą skalę. Dopiero one pozwolą ustalić długoterminową skuteczność i zoptymalizować schematy dawkowania podtlenku azotu. Już teraz jednak wydaje się jasne, że dla zapewnienia długotrwałych efektów jednorazowa inhalacja nie wystarczy i terapię trzeba powtarzać. Z drugiej strony N2O może przynieść niemal natychmiastową ulgę, co ma akurat duże znaczenie u pacjentów, którzy nie reagują na co najmniej 1-2 tradycyjne antydepresanty (SSRI, SNRI, SARI etc.).

Co dalej? "Nasza analiza pokazuje, że podtlenek azotu może stanowić część nowej generacji szybko działających środków na depresję. Co istotne, dostarcza ona podstawę do przyszłych badań nad powtarzalnymi i starannie zarządzanymi strategiami dawkowania, które następnie mogą ustalić, jakie jest najlepsze użycie tego leczenia w praktyce klinicznej dla pacjentów, którzy nie reagują na konwencjonalne interwencje" - wyjaśniają autorzy badania.

Nowe dane pokazały, że podtlenek azotu może faktycznie stać się nowym antydepresantem - podobnie jak równie obiecująca psylocybina - jednak aby do tego doszło, potrzebnych jest trochę więcej badań. Warto przy tym pamiętać, że farmakoterapia jest tylko jedną z form leczenia zaburzeń depresyjnych. Wielu ekspertów traktuje ją raczej jako interwencję i sposób łagodzenia objawów, a nie sposób na wyleczenie depresji i trwałą remisję. W tym znacznie lepiej sprawdza się psychoterapia w połączeniu z utrzymywaniem zdrowego stylu życia, relacji itd. Obie metody wzajemnie się dopełniają.

Źródło: Gill, Kiranpreet et al. Nitrous oxide for the treatment of depression: a systematic review and meta-analysis. eBioMedicine, Volume 0, Issue 0, 106023. DOI: 10.1016/j.ebiom.2025.106023


Kiedy atakuje cię własne ciało. Toczeń i inne choroby autoimmunologiczne© 2025 Associated Press


Nowy implant mózgu zadziwia. Rewolucja w leczeniu i komunikacji z AI

Opracowali innowacyjny implant mózgu. Rewolucja w leczeniu i komunikacji z AI?

Paula Drechsler

Ultracienki implant mózgowy BISC to innowacja, która różni się znacznie od obecnie dostępnych rozwiązań tego typu. Urządzenie ma potencjał odmienić sposób, w jaki człowiek komunikuje się z komputerami i AI, a także przynieść rewolucję w leczeniu poważnych chorób, wspierając pacjentów po udarze, z padaczką czy z ALS. Podejmowane są już pierwsze próby z implantem BISC u ludzi.


Ręka w rękawiczce trzyma niewielki mikrochip na tle zdjęcia mózgu z rezonansu magnetycznego.

Nowy implant mózgowy może wpłynąć na to, jak ludzie komunikują się ze sztuczną inteligencją. Zdj. ilustracyjne.tjdals2245123RF/PICSEL


Przełomowy implant mózgowy. BISC zmieni komunikację człowieka z AI


Naukowcy pracują nad innowacyjnym ultracienkim implantem mózgowym. Implant jest grubości ludzkiego włosa, a umieszcza się go między czaszką a mózgiem. Jest bezprzewodowy i ma bardzo dużą przepustowość danych.

Jak zaznaczają eksperci, BISC (Biological Interface System to Cortex) może zrewolucjonizować interakcję człowieka z komputerami i sposób komunikowania się ze sztuczną inteligencją. Jego szczególny potencjał widać w leczeniu chorób neurologicznych.

Cienki jak włos chip może zrewolucjonizować medycynę


BISC to jeden cienki chip, znacznie mniejszy i mniej inwazyjny niż obecne implanty. Urządzenie zawiera ponad 65 tys. elektrod i pozwala na szybki przesył sygnałów mózgowych do komputerów i systemów opartych na AI. Dzięki temu można dekodować myśli - a także zamiary i odczucia.

- Większość wszczepialnych systemów jest zbudowana wokół pojemnika z elektroniką, który zajmuje dużo przestrzeni w ciele - cytuje SciTechDaily prof. Kena Sheparda z Uniwersytetu Columbia, który jest jednym ze starszych autorów badań i kierował pracami inżynieryjnymi. - Nasz implant to pojedynczy układ scalony, który jest tak cienki, że może wsunąć się w przestrzeń między mózgiem a czaszką, spoczywając na mózgu jak kawałek wilgotnej chusteczki.

Wsparcie dla pacjentów z padaczką i stwardnieniem zanikowym


Dlaczego prace nad tym urządzeniem są ważne? Taki implant może zrewolucjonizować neurologię i pomóc w leczeniu. Może to być wsparcie dla pacjentów po udarze, z paraliżem, padaczką czy stwardnieniem zanikowym bocznym (ALS). Implant może działać np. poprzez wpływ na poprawę mowy, wzroku i słuchu.

- BISC przekształca powierzchnię kory mózgowej w skuteczny portal, zapewniając szerokopasmową, minimalnie inwazyjną komunikację odczytu i zapisu z AI i urządzeniami zewnętrznymi - mówi prof. dr Andreas S. Tolias z Uniwersytetu Stanforda, współautor badań. - Jego skalowalność na poziomie pojedynczego układu scalonego toruje drogę adaptacyjnym neuroprotezom i interfejsom mózg-SI w leczeniu wielu zaburzeń, takich jak padaczka.

Przeprowadzono obszerne testy przedkliniczne i podejmowane są pierwsze próby z implantem BISC u ludzi. Projekt powstał we współpracy uniwersytetów: Columbia, Stanforda i Pensylwania, oraz Szpitala New York-Presbyterian. Komercjalizacją implantu zajmuje się stworzona przez badaczy firma Kampto Neurotech.

Wyniki badań opublikowane zostały w czasopiśmie naukowym "Nature Electronics".


Kiedy atakuje cię własne ciało. Toczeń i inne choroby autoimmunologiczne© 2025 Associated Press


Tatuaże wpływają na układ odpornościowy. Naukowcy alarmują

Tatuaże wpływają na układ odpornościowy. Naukowcy alarmują

Karolina Majchrzak

To już kolejne w tym roku badania, które sugerują, że wpływ tatuaży na organizm może być znacznie poważniejszy, niż dotąd przypuszczano. Międzynarodowy zespół naukowców wykazał, że tusz gromadzi się w węzłach chłonnych, powodując długotrwałe zmiany w działaniu układu odpornościowego, co może też wpływać m.in. na skuteczność szczepień.


Coraz chętniej po nie sięgamy, a mogą być... toksyczne

Coraz chętniej po nie sięgamy, a mogą być problemem dla zdrowia123RF/PICSEL


Badanie opublikowane w prestiżowym Proceedings of the National Academy of Sciences pokazuje, że cząsteczki barwnika wędrują z miejsca wykonania tatuażu do pobliskich węzłów chłonnych. Dzieje się to bardzo szybko, bo czasami już w ciągu kilku minut po aplikacji tuszu. W węzłach pigment nie ulega rozkładowi i może zalegać tam przez całe życie, nawet jeśli tatuaż zostanie później usunięty laserem.

Stan zapalny i obumierające komórki


Zdaniem badaczy jest to pierwsza tak obszerna analiza wpływu tuszu tatuażowego na działanie układu odpornościowego. Wyniki sugerują, że tatuaże nie są tylko kosmetyczną ingerencją w skórę, ale mogą prowadzić do długofalowych zmian w funkcjonowaniu całego systemu obronnego organizmu. Doświadczalne wzory wykonano na myszach przy użyciu popularnych komercyjnych tuszów w kolorach czarnym, czerwonym i zielonym.

Specjalistyczne urządzenia obrazujące pozwoliły dokładnie prześledzić drogę pigmentu w układzie limfatycznym. Najbardziej niepokojące okazały się zmiany zachodzące w samych węzłach chłonnych. U zwierząt zaobserwowano przewlekły, silny stan zapalny oraz śmierć makrofagów, czyli kluczowych komórek odporności odpowiadających za wychwytywanie patogenów i inicjację reakcji immunologicznej.

Tatuaż a skuteczność szczepień


Jednym z najbardziej zaskakujących odkryć była zmiana reakcji organizmu na szczepionki. Myszy z tatuażami wykazywały słabszą odpowiedź immunologiczną na szczepienie przeciw COVID-19, a jednocześnie silniejszą reakcję na szczepionkę przeciw grypie opartą na unieczynnionym wirusie. Naukowcy tłumaczą te rozbieżności różnicami w mechanizmach działania poszczególnych typów szczepionek.

Choć badania przeprowadzono na zwierzętach, autorzy podkreślają, że wyniki są istotnym sygnałem ostrzegawczym dla zdrowia ludzi, szczególnie że statystycznie już co piąta osoba na świecie nosi przynajmniej jeden tatuaż. Nowe wnioski wpisują się też we wcześniejsze obserwacje dotyczące możliwego związku tatuaży z rozwojem chłoniaków. Jedno z badań opublikowanych w BMC Public Health wykazało, że osoby z dużymi tatuażami mogą mieć nawet trzykrotnie wyższe ryzyko zachorowania na ten typ nowotworu w porównaniu z ludźmi bez tatuaży.

Naukowcy zwracają bowiem uwagę, że takie stałe gromadzenie się nierozpuszczalnych pigmentów w węzłach chłonnych, może mieć toksyczny wpływ na organizm na poziomie ogólnoustrojowym i to właśnie ten mechanizm może odgrywać rolę w zwiększonym ryzyku chorób nowotworowych. Autorzy nowego badania też nie ukrywają obaw i podkreślają, że biorąc pod uwagę ogromną popularność tatuaży, wyniki powinny stać się impulsem do dalszych badań oraz aktualizacji przepisów dotyczących tuszów.


Rewolucyjny implant. Przywraca zdolność czytania niewidomym© 2025 Associated Press


Zaburzenia psychiczne chodzą parami. Nowe odkrycie wyjaśnia powód


Spis treści:

  1. Naukowcy odkryli wspólne uwarunkowania genetyczne zaburzeń psychicznych

  2. Co się z czym łączy? Te schorzenia występują często parami lub trójkami

  3. Genetyka w służbie psychiatrii. Nowe dane przysłużą się medycynie

Naukowcy odkryli wspólne uwarunkowania genetyczne zaburzeń psychicznych


Jak powszechne jest występowanie zaburzeń psychicznych? "Połowa populacji spełnia kryteria przynajmniej jednego schorzenia psychiatrycznego w trakcie całego życia, a wiele osób spełnia kryteria wielu schorzeń" - wyjaśniają autorzy badania, które szczegółowo omawia publikacja wydana 10 grudnia w prestiżowym "Nature". Już wcześniej naukowcy dostrzegali, że uwarunkowania genetyczne niektórych chorób i zaburzeń psychicznych nakładają się na siebie. Teraz międzynarodowy zespół badaczy postanowił to dokładniej sprawdzić.

Badacze dokonali analizy korzeni genetycznych 14 często występujących zaburzeń, takich jak zespół deficytu uwagi i nadpobudliwości psychoruchowej (ADHD), jadłowstręt psychiczny/anoreksja (AN), zaburzenia ze spektrum autyzmu (ASD), choroba afektywna dwubiegunowa (BIP), duża depresja (MD), zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne (OCD), schizofrenia (SCZ), zespół Tourette'a (TS), zaburzenia związane z używaniem alkoholu (AUD), zaburzenia lękowe (ANX), zespół stresu pourazowego (PTSD), nikotynizm (NIC), zaburzenie związane z używaniem opioidów (OUD) oraz zaburzenie związane z używaniem konopi indyjskich (CUD).


Macierz korelacji oraz diagramy zależności prezentujące powiązania i siłę współwystępowania różnych zaburzeń psychicznych, podzielonych na grupy według wyodrębnionych czynników oraz poszczególnych kategorii diagnostycznych.

Naukowcy utworzyli 5 grup zaburzeń psychicznych, których uwarunkowania genetyczne nakładają się na siebie w wysokim stopniuGrotzinger, A.D., Werme, J., Peyrot, W.J. et al. (CC BY-NC-ND 4.0)materiał zewnętrzny


Badacze odkryli aż 428 wariantów genetycznych związanych z więcej niż jednym zaburzeniem, a także 101 obszarów w chromosomach, które są jak gdyby punktami stycznymi tych wariantów. Następnie utworzyli mapy, które pokazują, co łączy się z czym.

Warto odnotować, że są to jedynie korelacje, a nie wyłączne czynniki wpływające ani tym bardziej przyczyny chorób psychicznych. Te według obecnej wiedzy naukowej mają wymiar biopsychospołeczny, co oznacza, że na organizm oddziałują czynniki z trzech różnych obszarów: biologicznego, psychologicznego i społecznego.

Co się z czym łączy? Te schorzenia występują często parami lub trójkami


Po przeanalizowaniu danych od 6 milionów pacjentów badacze utworzyli 5 grup zaburzeń, których uwarunkowania genetyczne nakładają się na siebie w wysokim stopniu. Które zaburzenia są ze sobą szczególnie związane? Autorzy badania wyszczególnili:

  1. Zaburzenia kompulsyjne: zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, anorexia nervosa oraz w mniejszym stopniu zespół Tourette'a i zaburzenia lękowe.

  2. Zaburzenia internalizacyjne: duża depresja, zaburzenia lękowe i zespół stresu pourazowego.

  3. Zaburzenia neurorozwojowe: zaburzenia ze spektrum autyzmu, zespół deficytu uwagi i nadpobudliwości psychoruchowej i w mniejszym stopniu zespół Tourette'a.

  4. Schizofrenia i choroba afektywna dwubiegunowa.

  5. Zaburzenia związane z używaniem substancji psychoaktywnych: opioidów, konopi i alkoholu, a także uzależnienie od nikotyny.

Największe powinowactwo genetyczne wykazała duża depresja, zaburzenia lękowe i PTSD. W ich przypadku ryzyko genetyczne wynosiło ok. 90%. Z kolei schizofrenia i choroba afektywna dwubiegunowa dzieliły jedynie 66% markerów genetycznych.

Co więcej, autorzy odkryli też korelacje nie tylko między samymi schorzeniami, lecz także między zaburzeniami a poszczególnymi cechami i zachowaniami u ludzi.


Wykres słupkowy przedstawiający korelacje genetyczne między różnymi cechami psychologicznymi i społecznymi, takimi jak satysfakcja z rodziny, dochód gospodarstwa domowego, inteligencja, bezsenność, neurotyczność oraz myśli i próby samobójcze. Słupki ró...

Poszczególne grupy zaburzeń psychicznych są negatywnie lub pozytywnie skorelowane z szeregiem cech zewnętrznych, zachowań i przypadłościGrotzinger, A.D., Werme, J., Peyrot, W.J. et al. (CC BY-NC-ND 4.0)materiał zewnętrzny


W większości przypadków 14 wspomnianych wcześniej zaburzeń jest negatywnie skorelowanych z satysfakcją z życia rodzinnego, dochodami gospodarstwa domowego, rozumowaniem werbalnym/liczbowym oraz inteligencją w wieku 18-60 i 6-18 lat.

Pozytywne korelacje odnotowano z godzinami ćwiczeń, tolerancją ryzyka, bezsennością, wrażliwością na stres i przeciwności losu, samodzielnie zgłaszaną samotnością, neurotyzmem, agresją dziecięcą (1,5-18 lat), ideacjami na temat samookaleczenia oraz próbami samobójczymi.

Genetyka w służbie psychiatrii. Nowe dane przysłużą się medycynie


Co dalej? Dzięki temu odkryciu naukowcy i lekarze mogą lepiej zrozumieć podłoże genetyczne zaburzeń psychicznych, a to powinno przełożyć się na lepszą pomoc dla pacjentów.

"Genetyka to rozwijające się narzędzie, które pomaga nam zrozumieć powiązania między schorzeniami. Odkrycia z tego badania odzwierciedlają jak dotąd najbardziej kompleksową analizę genetycznych danych psychiatrycznych i rzucają nowe światło na to, dlaczego osoby z jednym schorzeniem psychiatrycznym często mają drugie lub trzecie" - wyjaśnia Kenneth Kendler, M.D., profesor na Wydziale Psychiatrii na Virginia Commonwealth University's School of Medicine, jeden z głównych autorów badania.

"Jestem bardzo dumny, że mogę być częścią tych działań. Ta praca naprawdę pokazuje, że zyskujemy coraz więcej dla naszej dziedziny oraz dla osób cierpiących na choroby psychiczne, kiedy wspólnie podejmujemy te naukowe wyzwania" - dodaje prof. Kendler.

Źródło: Grotzinger, A.D., Werme, J., Peyrot, W.J. et al. Mapping the genetic landscape across 14 psychiatric disorders. Nature (2025). https://doi.org/10.1038/s41586-025-09820-3


Wioska czarownic w Andaluzji. Tradycja sięga mrocznych czasów© 2025 Associated Press


Sok pomarańczowy a geny. Odkryli zaskakujący związek

W badaniu, które objęło dorosłych ochotników pijących 500 ml czystego pasteryzowanego soku pomarańczowego codziennie przez dwa miesiące, naukowcy zaobserwowali zmiany w pracy tysięcy genów w komórkach układu odpornościowego. Po 60 dniach osłabieniu uległa aktywność genów związanych ze stanami zapalnymi i podwyższonym ciśnieniem krwi, m.in. NAMPT, IL6, IL1B czy NLRP3, czyli "przełącznikami", które zwykle włączają się w sytuacjach stresu dla organizmu. Zmniejszyła się także aktywność genu SGK1, odpowiadającego za zatrzymywanie sodu w nerkach i pośrednio kontrolującego ciśnienie krwi.

Potwierdzenie efektów na serce


Uzyskane wyniki dobrze pokrywają się z wcześniejszymi obserwacjami, które pokazywały, że codzienne picie soku pomarańczowego może obniżać ciśnienie u młodych dorosłych. Zamiast prostego skoku poziomu cukru we krwi, sok wywołuje subtelne zmiany w systemach regulacyjnych organizmu - ogranicza stan zapalny i pomaga naczyniom krwionośnym rozluźniać się, co przekłada się na korzystny efekt dla serca.

Kluczową rolę przypisuje się tu naturalnym związkom zawartym w cytrusach, przede wszystkim hesperydynie, czyli flawonoidowi o silnych właściwościach przeciwutleniających i przeciwzapalnych. Substancja ta wpływa na procesy związane z regulacją ciśnienia krwi, poziomem cholesterolu oraz gospodarką cukrową organizmu. Co ciekawe, odpowiedź organizmu na sok nie była taka sama u wszystkich. U osób z nadwagą silniejsze były zmiany w genach odpowiedzialnych za metabolizm tłuszczów, natomiast u uczestników o szczupłej sylwetce bardziej wyraźnie zaznaczało się działanie przeciwzapalne.

Lepszy cukier i cholesterol


Systematyczna analiza 15 badań z udziałem łącznie 639 osób wykazała, że regularne picie soku pomarańczowego prowadzi do obniżenia insulinooporności oraz poziomu cholesterolu. Insulinooporność jest jednym z głównych objawów stanu przedcukrzycowego, a wysoki cholesterol to klasyczny czynnik ryzyka chorób serca.

Dodatkowe analizy skoncentrowane na osobach z nadwagą i otyłością odnotowały niewielkie spadki ciśnienia skurczowego oraz wzrost poziomu HDL, czyli tzw. dobrego cholesterolu. Choć zmiany te są umiarkowane, ich długotrwałe utrzymanie może znacząco zmniejszyć ryzyko sercowo-naczyniowe.

Mikroświat metabolitów i jelit


Kolejne wskazówki płyną z badań nad metabolitami, drobnymi cząsteczkami powstającymi podczas trawienia pokarmów. Prace naukowe sugerują, że sok pomarańczowy wpływa na ścieżki związane z produkcją energii, komunikacją między komórkami i stanem zapalnym.

Istotna jest też modyfikacja składu mikrobiomu jelitowego, jedno z badań wykazało, że miesięczne picie soku z czerwonych pomarańczy zwiększa ilość bakterii wytwarzających krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe, które wspierają prawidłowe ciśnienie i redukują zapalenie. Uczestnicy notowali również poprawę kontroli poziomu cukru i obniżenie markerów zapalnych.

Osoby cierpiące na zespół metaboliczny, czyli zestaw problemów obejmujących nadciśnienie, podwyższony cukier oraz nadmierną masę ciała, mogą być jednymi z głównych beneficjentów tych efektów. W jednym z badań udział 68 otyłych osób zakończył się poprawą funkcjonowania śródbłonka naczyń krwionośnych, co przekłada się na lepsze rozszerzanie tętnic i mniejsze ryzyko zawału.

I chociaż nie wszystkie wyniki są jednak jednoznaczne, bo szersze analizy profilu lipidowego wykazują, że choć poziom LDL (złego cholesterolu) często spada, inne parametry, jak trójglicerydy czy HDL, nie zawsze reagują równie wyraźnie. Mimo to osoby regularnie pijące sok nadal osiągają korzystniejsze wskaźniki zdrowotne, więc śmiało można powiedzieć, że zebrane dowody podważają popularny pogląd, że sok to tylko kolejna szklanka cukru.


Rewolucyjny implant. Przywraca zdolność czytania niewidomym© 2025 Associated Press


Ostrzeżenie na szczepionkach. Wprowadzą najpoważniejszy stopień?

FDA rozważa "czarną ramkę" na szczepionkach przeciw Covid-19


Kilka lat temu ogłoszono pandemię wywołaną przez koronawirusa SARS-CoV-2. Zarażenie Covid-19 charakteryzuje utrata smaku lub węchu, uznaje się to za jeden z najbardziej rozpoznawalnych sygnałów. Co jakiś czas pojawiają się też nowe warianty wirusa, obecnie w Europie rozprzestrzeniają się Stratus i Nimbus, obserwuje się wzrost zachorowań.

Jednak skala jest daleka od tego, co świat przeżywał jeszcze kilka lat temu - a to wpływ prewencji. Wiele osób zaszczepiło się dostępnymi preparatami, a naukowcy z Polski informują, że w ciągu najbliższych dwóch lat może też powstać pierwsza polska szczepionka.

Tymczasem w Stanach Zjednoczonych ma trwać debata na temat oznaczenia szczepionek specjalnym ostrzeżeniem dotyczącym ryzyka. Rządowa Agencja Żywności i Leków (FDA) rozważa wprowadzenie tzw. black box warning (najpoważniejszego ostrzeżenia), podaje CNN. Ostrzeżenie w czarnej ramce zwykle stosuje się w przypadku leków z ryzykiem poważnych skutków ubocznych, takich jak trwałe uszkodzenia czy śmierć.

Kontrowersje wokół szczepień przeciwko Covid-19. Opinie ekspertów


Temat szczepień na Covid-19 od początku wywołuje skrajne emocje. Tak jest i tym razem. Informatorzy CNN przekazali, że FDA rozważa umiejscowienie tzw. czarnej ramki na szczepionkach. Decyzja nie jest jeszcze ostateczna i nie wiadomo, czy obejmie wszystkie szczepionki, czy też chodzi tylko o preparaty mRNA. W odpowiedzi na doniesienia o planie agencji widać jednak zaskoczenie i niepokój u naukowców. Eksperci podkreślają bowiem brak podstaw naukowych do takiego ostrzeżenia, podaje CNN. Dr Angela Rasmussen, wirusolog z Uniwersytetu Saskatchewan i współredaktor naczelna czasopisma Vaccine, potwierdziła, że trudno zrozumieć podstawę ostrzeżenia FDA w czarnej ramce.

Moderna i Pfizer, przewodni producenci szczepionek na Covid-19 oświadczyli, że ich produkty są bezpieczne i monitorowane globalnie, nie wykryto też nowych zagrożeń dla dzieci czy kobiet w ciąży. Samo dodawanie ostrzeżeń do produktów medycznych nie jest niczym kontrowersyjnym, jednak badacze obawiają się, że może dojść nawet do fabrykowania dowodów, ponieważ brakuje jednoznacznych danych ze strony FDA, padły wyłącznie sugestie o związku szczepień ze zgonami dzieci.

- FDA nie opublikowała żadnych danych na temat tego, w jaki sposób ustaliła, że szczepionki przeciwko Covid-19 były powiązane ze zgonami dzieci - zaznaczyła dr Fiona Havers, epidemiolog, przytaczana przez CNN.

Szczepionka na Covid-19. Najpoważniejsze ostrzeżenie ma uprzedzać o ryzyku


Efekty uboczne produktów medycznych są powszechne, a informacje te podaje się w ulotkach i na opakowaniach. Jak przypomina CNN, FDA już wcześniej wymagała ostrzeżeń na szczepionkach - o rzadkim ryzyku zapalenia mięśnia sercowego (głównie u młodych mężczyzn). Ryzyko spadło po zmianie odstępów między dawkami, a większość przypadków kończyła się pełnym wyzdrowieniem. Serwis wskazuje przy tym na polityczny kontekst - CNN zaznacza, że obecnie w rządzie są osoby sceptyczne wobec szczepień. Ponadto projekt umieszczenia ostrzeżeń na szczepionkach przeciw Covid-19 jest koordynowany przez dr Vinaya Prasada, naczelnego dyrektora ds. medycznych i naukowych FDA oraz dyrektora Centrum Oceny i Badań Produktów Biologicznych, który jest znany ze swoich krytycznych poglądów na temat pandemii.

Eksperci alarmują, że brak konkretnych danych ze strony FDA i procesu konsultacji może podważyć zaufanie do agencji, a także doprowadzić do osłabienia wiary w skuteczność szczepień ze względu na szerzącą się dezinformacją. Badania pokazują wszak, że podobnie jak wiele innych szczepionek, także szczepienia przeciw Covid-19 pomogły ograniczyć rozprzestrzenianie się choroby. Według analiz zapobiegły one prawie 20 milionom zgonów w pierwszym roku stosowania. Ponadto u dzieci w sezonie 2024-25 szczepionki znacząco zmniejszyły ryzyko wizyt w szpitalach z powodu wirusa.

Plan FDA nie został jeszcze sfinalizowany i może ulec zmianie. Według informatorów konkretne ustalenia mogą zostać ujawnione do końca 2025 roku.


Szczepienia w walce z antybiotykoopornością. Ważny raport WHOPolsatPolsat


Wykorzystują lukę prawną, by selekcjonować zarodki według cech genetycznych

Brytyjskie pary wykorzystują lukę prawną, by klasyfikować swoje zarodki według potencjalnego współczynnika inteligencji, wzrostu czy stanu zdrowia. Taka bazująca na DNA ocena nie jest dozwolona w lokalnych klinikach leczenia niepłodności, które wyrażają naukowe i etyczne zastrzeżenia wobec tej praktyki, ale pacjenci korzystają z możliwości dostępnych za granicą.

O włos od tragedii. Inteligentne łóżko uratowało mu życie

Technologie monitorujące coraz częściej stają się naszym sprzymierzeńcem w walce o zdrowie, a jak pokazuje najnowszy przypadek opisany w New England Journal of Medicine, czasem mogą dosłownie uratować życie. I chociaż najczęściej myślimy tu o opaskach czy zegarkach, to tym razem bohaterskie okazało się… łóżko, które wykryło u 70-letniego mężczyzny poważne zaburzenie rytmu serca i skłoniło go do natychmiastowego wezwania pomocy.

❌