Widok czytania

Maturzyści z najdłuższymi wakacjami w życiu. Jesteś gotowy na egzamin dojrzałości?

Wakacje 2026 zapowiadają się wyjątkowo długie – uczniowie będą cieszyć się aż 66 dniami wolnego. Zakończenie roku szkolnego w 2025/2026 roku przypada na piątek, 26 czerwca, ale uczniowie ostatnich klas liceów i techników zakończą rok szkolny znacznie wcześniej. Przed nimi, już po majówce, najważniejszy egzamin w życiu – matura!

  • Rok szkolny 2025/2026 kończy się 26 czerwca - oznacza to aż 66 dni wakacji dla większości uczniów!
  • Maturzyści mają super długie wakacje, bo kończą szkołę już 24 kwietnia i mogą odpoczywać ponad 4 miesiące przed studiami.
  • Egzaminy maturalne startują 4 maja - najpierw podstawowy z polskiego, potem matematyka i język obcy.
  • Sprawdź cały artykuł i bądź gotowy na egzamin dojrzałości!

Zakończenie roku szkolnego w 2026 roku przypada na piątek, 26 czerwca. Dla uczniów szkół podstawowych i średnich oznacza to aż 66 dni wypoczynku, co czyni tegoroczne wakacje najdłuższymi od lat. Tradycyjnie, letnia przerwa potrwa przez pełne miesiące lipiec i sierpień, a dodatkowe cztery dni wolnego w czerwcu sprawią, że uczniowie wrócą do szkolnych ławek dopiero we wtorek, 1 września.

Wyjątek od ogólnego harmonogramu stanowią maturzyści. Uczniowie ostatnich klas liceów ogólnokształcących oraz techników zakończą rok szkolny znacznie wcześniej, bo już w piątek, 24 kwietnia 2026 roku.

To właśnie oni mogą liczyć na najdłuższe wakacje w swoim życiu - ponad cztery miesiące wolnego przed rozpoczęciem studiów, które zwykle startują w październiku.

Ale wcześniej będą musieli zmierzyć się z egzaminem dojrzałości - maturą!

Egzaminy maturalne w 2026 roku rozpoczną się tradycyjnie w maju. Najważniejsze daty to:

  • 4 maja (poniedziałek), godz. 9:00 - język polski (poziom podstawowy)
  • 5 maja (wtorek), godz. 9:00 - matematyka (poziom podstawowy)
  • 6 maja (środa), godz. 9:00 - język obcy nowożytny (angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, rosyjski, ukraiński lub włoski)

W kolejnych dniach odbędą się egzaminy rozszerzone oraz ustne. Egzaminy ustne zaplanowano na okres od 7 do 30 maja, a dokładny harmonogram ustalą poszczególne szkoły.

Egzaminy rozszerzone - szczegółowy harmonogram

  • 7 maja (czwartek), godz. 9:00 - język angielski, godz. 14:00 - historia muzyki
  • 8 maja (piątek), godz. 9:00 - biologia, godz. 14:00 - filozofia
  • 11 maja (poniedziałek), godz. 9:00 - matematyka, godz. 14:00 - język rosyjski
  • 12 maja (wtorek), godz. 9:00 - wiedza o społeczeństwie, godz. 14:00 - język niemiecki
  • 13 maja (środa), godz. 9:00 - chemia, godz. 14:00 - historia sztuki
  • 14 maja (czwartek), godz. 9:00 - informatyka, godz. 14:00 - język ukraiński
  • 15 maja (piątek), godz. 9:00 - geografia, godz. 14:00 - język mniejszości narodowych
  • 18 maja (poniedziałek), godz. 9:00 - historia, godz. 14:00 - język francuski
  • 19 maja (wtorek), godz. 9:00 - fizyka, godz. 14:00 - język hiszpański
  • 20 maja (środa), godz. 9:00 - język polski (rozszerzony), godz. 14:00 - język włoski
  • 21 maja (czwartek) - przedmioty w języku obcym

Aby otrzymać świadectwo dojrzałości, maturzysta musi spełnić kilka warunków. Najważniejsze z nich to:

  • Zaliczenie trzech egzaminów pisemnych na poziomie podstawowym: język polski, matematyka oraz język obcy nowożytny. Każdy z tych egzaminów wymaga uzyskania minimum 30 proc. punktów.
  • Przystąpienie do dwóch egzaminów ustnych: z języka polskiego i języka obcego, również z progiem zdawalności 30 proc.
  • Obowiązek przystąpienia do jednego egzaminu na poziomie rozszerzonym. W tym przypadku nie obowiązuje próg zdawalności - wystarczy obecność na egzaminie.

Na oficjalne wyniki egzaminów maturalnych maturzyści będą musieli poczekać do 8 lipca 2026 roku. Wtedy to Centralna Komisja Egzaminacyjna udostępni wyniki zarówno z głównego, jak i dodatkowego terminu matur. Uczniowie będą mogli sprawdzić swoje wyniki online oraz odebrać świadectwa w swoich szkołach.

Dla tych, którym nie uda się zdać któregoś z egzaminów, przewidziano dodatkową szansę. Egzaminy poprawkowe odbędą się 24 i 25 sierpnia 2026 roku, a wyniki poprawkowe zostaną ogłoszone 11 września. Osoby, które z ważnych powodów nie mogły przystąpić do egzaminu w maju, będą mogły zdawać maturę w terminie dodatkowym, zaplanowanym od 1 do 16 czerwca 2026 roku.

Rok szkolny 2025/2026 zakończy się 26 czerwca, a wakacje potrwają aż 66 dni. Maturzyści pożegnają szkołę już 24 kwietnia, a egzaminy rozpoczną się 4 maja. Wyniki matur zostaną opublikowane 8 lipca, a poprawki odbędą się pod koniec sierpnia. Tak długi okres wolnego to doskonała okazja do wypoczynku, podróży i przygotowań do kolejnego etapu edukacji.

  •  

Znasz zasady matury 2026? Podpowiadamy, ile punktów trzeba zdobyć i jakie przybory zabrać

Egzamin maturalny w 2026 roku zbliża się wielkimi krokami. Pierwszy egzamin – z języka polskiego na poziomie podstawowym – odbędzie się tuż po majówce. Sprawdź, jakie są wymagania, co można zabrać na salę oraz najważniejsze terminy, które musi znać każdy maturzysta. Przypominamy, że jak każdego roku na www.rmf24.pl tuż po zakończeniu egzaminów z języka polskiego, matematyki i języka angielskiego na poziomie podstawowym opublikujemy arkusze CKE, a także propozycje rozwiązań, przygotowane przez naszych ekspertów.

  • Matura 2026 już po majówce, egzaminy pisemne startują 4 maja.
  • Z poniższego artykułu dowiesz się, ile punktów jest wymaganych do zdania matury.
  • Prezentujemy harmonogram egzaminów maturalnych dla poziomu podstawowego i rozszerzonego oraz egzaminów ustnych.
  • Warto także dobrze poznać zasady, by uniknąć stresu i być w pełni przygotowanym formalnie i merytorycznie.

Egzamin maturalny to jeden z najważniejszych testów w życiu każdego ucznia kończącego szkołę średnią. Aby uzyskać świadectwo dojrzałości, należy spełnić określone warunki.

W przypadku egzaminów na poziomie podstawowym, czyli z języka polskiego, matematyki oraz wybranego języka obcego nowożytnego, obowiązuje minimalny próg 30 procent punktów możliwych do zdobycia. Dotyczy to zarówno egzaminów pisemnych, jak i ustnych. Przekroczenie tego progu oznacza pozytywny wynik i możliwość ubiegania się o miejsce na studiach wyższych.

Warto podkreślić, że egzaminy na poziomie rozszerzonym nie mają ustalonego minimalnego progu punktowego. Uczniowie mogą przystąpić do dowolnej liczby takich egzaminów - są one wymagane głównie przez uczelnie w procesie rekrutacyjnym, ale nie są konieczne do zdania matury jako takiej.

Tegoroczne egzaminy maturalne rozpoczną się tradycyjnie w maju. Poniżej przedstawiamy kluczowe daty, które każdy maturzysta powinien mieć zapisane w swoim kalendarzu: 

  • 4 maja (poniedziałek), godz. 9:00 - język polski (poziom podstawowy)
  • 5 maja (wtorek), godz. 9:00 - matematyka (poziom podstawowy)
  • 6 maja (środa), godz. 9:00 - język obcy nowożytny, do wyboru: angielski, francuski, hiszpański, niemiecki, rosyjski, ukraiński lub włoski

W następnych dniach oraz w kolejnych tygodniach odbywać się będą egzaminy ustne oraz rozszerzone, zgodnie z harmonogramem opublikowanym przez Centralną Komisję Egzaminacyjną.

Egzaminy ustne:

  • Od 7 do 30 maja - zgodnie z harmonogramem poszczególnych szkół.

Egzaminy rozszerzone: 

  • 7 maja (czwartek), godz. 9:00 - język angielski / godz. 14:00 - historia muzyki,
  • 8 maja (piątek), godz. 9:00 - biologia / godz. 14:00 - filozofia,
  • 11 maja (poniedziałek), godz. 9:00 - matematyka / godz. 14:00 - język rosyjski,
  • 12 maja (wtorek), godz. 9:00 - wiedza o społeczeństwie / godz. 14:00 - język niemiecki,
  • 13 maja (środa), godz. 9:00 - chemia / godz. 14:00 - historia sztuki,
  • 14 maja (czwartek), godz. 9:00 - informatyka / godz. 14:00 - język ukraiński,
  • 15 maja (piątek), godz. 9:00 - geografia / godz. 14:00 - język mniejszości narodowych,
  • 18 maja (poniedziałek), godz. 9:00 - historia / godz. 14:00 - język francuski,
  • 19 maja (wtorek), godz. 9:00 - fizyka / godz. 14:00 - język hiszpański,
  • 20 maja (środa), godz. 9:00 - język polski / godz. 14:00 - język włoski,
  • 21 maja (czwartek) - przedmioty w języku obcym.

Przepisy dotyczące tego, co wolno zabrać na egzamin, są bardzo restrykcyjne. Najważniejsza zasada brzmi: na salę egzaminacyjną nie wolno wnosić żadnych urządzeń elektronicznych, takich jak telefony komórkowe, smartwatche, słuchawki czy inne sprzęty umożliwiające komunikację lub dostęp do danych. Za złamanie tej zasady grozi unieważnienie egzaminu.

Do sali egzaminacyjnej każdy maturzysta musi zabrać ze sobą dokument tożsamości - może to być dowód osobisty, paszport lub legitymacja szkolna.

Obowiązkowe są także co najmniej dwa czarne długopisy, zgodne z wytycznymi CKE. W 2026 roku wszystkie rysunki, wykresy i schematy muszą być wykonane długopisem, a użycie ołówka jest niedozwolone.

Każdy przedmiot ma własny zestaw dozwolonych przyborów, określony w oficjalnym komunikacie CKE. Część z nich zapewnia szkoła, a inne można przynieść samodzielnie. Oto szczegółowa lista:

  • Matematyka: linijka, cyrkiel, kalkulator prosty
  • Biologia: linijka, kalkulator prosty, wybrane wzory i stałe fizykochemiczne
  • Chemia: linijka, kalkulator naukowy, wzory i stałe fizykochemiczne
  • Fizyka: linijka, kalkulator naukowy, wzory i stałe fizykochemiczne
  • Geografia: linijka, kalkulator prosty, lupa (opcjonalnie)
  • Historia, historia sztuki: lupa (opcjonalnie)
  • Przedmioty językowe: słowniki (zapewnia szkoła)
  • Historia muzyki: odtwarzacz płyt CD wraz z bateriami i słuchawkami (zapewnia szkoła)

Warto pamiętać, że szkoła odpowiada za dostarczenie słowników do egzaminów językowych oraz sprzętu audio do egzaminu z historii muzyki.

Przygotowania do matury warto rozpocząć z odpowiednim wyprzedzeniem. Znajomość zasad egzaminacyjnych, terminów oraz dozwolonych przyborów pozwala uniknąć niepotrzebnego stresu w dniu egzaminu. Warto regularnie sprawdzać komunikaty publikowane przez Centralną Komisję Egzaminacyjną i śledzić zmiany w regulaminie. 

Egzamin maturalny to nie tylko sprawdzian wiedzy, ale także organizacji i przestrzegania zasad. Odpowiednie przygotowanie formalne jest równie ważne, jak nauka do egzaminu.

  •  

Dlaczego Australia mówi "nie" polskiej szynce? Ustalenia RMF FM

Dzisiaj, 8 kwietnia (13:08)

Na razie polska szynka nie trafi na australijskie stoły. Jak dowiedziała się brukselska korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon, nowa umowa handlowa UE z Australią nie spełnia najważniejszego postulatu Polski.

Polska chciałaby uznania przez Australię unijnego systemu regionalizacji w odniesieniu do afrykańskiego pomoru świń (ASF). Zasada ta nakłada restrykcje handlowe tylko na konkretne zakażone obszary, podczas gdy reszta kraju może swobodnie eksportować mięso. 

Australia od lat stosuje rygorystyczną zasadę "zero ryzyka". Jako odizolowana wyspa obawia się, że wirus ASF zniszczyłby jej unikalny ekosystem i zagroził eksportowi żywności wartemu miliardy dolarów.

Polskie Ministerstwo Rolnictwa przekazało RMF FM, że oprócz uznania systemu regionalizacji oczekuje od Australijczyków także podpisania świadectw zdrowia dla polskich produktów przetworzonych, takich jak szynki gotowane czy peklowane.

Komisja Europejska, pytana przez RMF FM o efekty rozmów, przekonuje o dyplomatycznym postępie. Bruksela chwali się, że po raz pierwszy doprowadziła do dyskusji na temat uznania unijnej regionalizacji w odniesieniu do ASF "na marginesie negocjacji", a sama umowa zawiera zapisy o "zacieśnieniu współpracy w zakresie regionalizacji".

"Jest to pierwsze tego typu działanie Australii, która wcześniej nie angażowała się w podobne działania" - czytamy w oświadczeniu KE przesłanym korespondentce RMF FM.

Bruksela podkreśla, że dotychczasowe sukcesy UE w rozmowach z innymi krajami pomogły w budowaniu zaufania do unijnego systemu.

KE tłumaczy nieugiętość Australii jej specyficzną strategią bezpieczeństwa. "Australia znana jest z jednego z najsurowszych na świecie podejść do środków sanitarnych i fitosanitarnych (...) co uzasadnia swoim wyjątkowym ekosystemem i położeniem geograficznym" - czytamy w przekazany RMF FM stanowisku.

Dla polskich producentów wieprzowiny oznacza to, że mimo pewnych postępów dyplomatycznych, australijski rynek na razie będzie dla nich zamknięty.

Negocjacje w sprawie umowy o wolnym handlu (FTA) między Unią Europejską a Australią zostały oficjalnie zakończone 24 marca 2026 roku.

  •  

Kulisy weta prezydenta? Tusk ujawnił tajemnicze wpłaty na fundację Ziobry i Wiplera

Dzisiaj, 8 kwietnia (13:02)

Aktualizacja: 1 godz. 45 minut temu

Donald Tusk ujawnił informacje dotyczące wpłat prezesa Zondacrypto Przemysława Krala na rzecz fundacji Zbigniewa Ziobry i Przemysława Wiplera. Zwrócił się też do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego o możliwie szybkie przystąpienia do głosowania ws. odrzucenia weta. "​Czas ponownego głosowania w Sejmie nad wetem prezydenta do ustawy o rynku kryptoaktywów zbliża się nieuchronnie" - powiedział w środę premier.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

W lutym prezydent Karol Nawrocki po raz drugi zawetował ustawę o rynku kryptoaktywów. Przepisy miały wprowadzić środki nadzorcze mające na celu przeciwdziałanie naruszeniom, np. umożliwiały Komisji Nadzoru Finansowego wstrzymanie oferty publicznej kryptowalut.

Ustawa o niemal identycznej treści została zawetowana przez prezydenta w listopadzie 2025 roku. Nowa ustawa różniła się jedynie wysokością maksymalnej stawki opłaty za nadzór.

Przed rozpoczęciem środowego posiedzenia Rady Ministrów premier Tusk stwierdził, że "zbliża się nieuchronnie czas ponownego głosowania w Sejmie nad wetem prezydenta". Jak przekonywał, ustawa o rynku kryptoaktywów nie jest nadregulacją, tylko ma "chronić ludzi przed zdarzeniami, które mogą dramatycznie zaważyć na ich portfelach".

Mam informacje, które rodzą bardzo dramatyczne pytania, dlaczego PiS, Konfederacja i prezydent blokują te rozwiązania. (...) I być może ta informacja zmusi ich do refleksji - powiedział szef rządu.

Premier ujawnił informacje, które zebrała Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego dotyczące wpłat prezesa giełdy kryptowalut Przemysława Krala na rzecz fundacji Zbigniewa Ziobry i Przemysława Wiplera. Jak mówił, "tych kilka zdań wyjaśni wszystkim w Polsce, co takiego dzieje się na styku polityków PiS-u, Konfederacji, środowiska prezydenckiego, lobbystów i firm, którym zależy, żeby ten rynek nie był w żaden sposób zabezpieczony".

Na przełomie października i listopada 2025 roku, miesiąc przed głosowaniem weta prezydenta w sprawie regulacji rynku kryptowalut, Przemysław Kral, prezes zarządu Zondacrypto, dokonał wpłat na rzecz dwóch fundacji. 450 tys. złotych wpłacono fundacji Instytut Polski Suwerennej Zbigniewa Ziobro - mówił premier Donald Tusk. 

Część z tych środków przeznaczono na prawników obrońców Dariusza Mateckiego i księdza Michała Olszewskiego. Inna spółka związana z Zondacrypto i panem Kralem, Expo Fair Service House, zrealizowała transakcję na rzecz fundacji posła Przemysława Wiplera. Fundacja nazywa się, żeby było zabawniej, Dobry Rząd. Przelała 70 tys. euro - powiedział premier, podkreślając, że "jest to tylko część materiału".

Zondacrypto była też głównym sponsorem imprezy CPAC, imprezy prawicowych działaczy w trakcie kampanii prezydenckiej - dodał Tusk. Najważniejszymi uczestnikami imprezy byli prezydent Andrzej Duda i kandydujący wówczas na to stanowisko Karol Nawrocki.

Premier Donald Tusk zaapelował do wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób uczestniczyli w tym procederze, by zastanowili się nad tym, "czy to jest jeszcze do zatrzymania". To akcja blokowania państwa polskiego, akcja, która ma na celu prezentowanie interesów kilku wybranych firm i ludzi, jest przeciwko interesom państwa polskiego - mówił Tusk. Pytał też, czemu nadal nie ma prezydenckiego projektu ustawy w sprawie rynku krypotowalut, który według niego został zapowiedziany. 

Donald Tusk zwrócił się do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego o możliwie szybkie przystąpienia do głosowania ws. odrzucenia prezydenckiego weta.

Najbliższe posiedzenie Sejmu zaplanowane jest w dniach 14, 15, 16 i 17 kwietnia. 

Celem zawetowanej przez Karola Nawrockiego ustawy o kryptoaktywach było zapewnienie stosowania unijnego rozporządzenia MiCA dotyczącego rynku kryptoaktywów. Ustawa miała wprowadzić środki nadzorcze mające na celu przeciwdziałanie naruszeniom, których mogą dopuścić się podmioty nadzorowane, w tym umożliwiała Komisji Nadzoru Finansowego wstrzymanie oferty publicznej kryptoaktywów, przerwanie jej przebiegu na określony czas, zakazanie rozpoczęcia oferty publicznej lub zakazanie dopuszczenia kryptoaktywów do obrotu.

W trakcie prac parlamentarnych nad tymi przepisami Sejm obniżył maksymalną opłatę pobieraną od przychodów podmiotów działających na rynku kryptoaktywów na rzecz KNF za sprawowanie nadzoru nad rynkiem kryptoaktywów. Rząd stawkę opłaty zaproponował na poziomie 0,4 proc., a Sejm zmniejszył ją do 0,1 proc. Przedstawiciele resortu finansów przekonywali, że opłata miała nie być pobierana w pierwszym roku obowiązywania ustawy i zależeć od realnych kosztów nadzoru.

KNF - na mocy zawetowanej ustawy - miała zyskać także możliwość nakładania sankcji na oferujących, emitentów lub osoby ubiegające się o dopuszczenie kryptoaktywów. KNF mogłaby nakładać kary pieniężne na osoby zawodowo pośredniczące w zawieraniu transakcji związanych z kryptoaktywami.

W przypadku naruszenia przepisów KNF miała wpisywać do prowadzonego przez siebie rejestru nieuczciwe domeny internetowe służące do prowadzenia działalności w zakresie kryptoaktywów. Miało to chronić klientów i rynek przed takimi podmiotami. Ustawa zakładała też odpowiedzialność karną za przestępstwa popełniane m.in. w związku z emisją tokenów czy świadczeniem usług w zakresie kryptoaktywów bez wcześniejszego zgłoszenia tego KNF. Sprawcom najpoważniejszych naruszeń miała grozić m.in. grzywna w wysokości do 10 mln zł.

  •  

Braun goni Mentzena. Coraz bliżej "mijanki" w nowym sondażu

Braun goni Mentzena. Coraz bliżej "mijanki" w nowym sondażu

Dorota Hilger

Koalicja Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederacja znalazły się na podium najnowszego sondażu parlamentarnego. Ostatnie z tych ugrupowań notuje jednak spadek poparcia. W Sejmie znalazłaby się poza tym jeszcze tylko jedna partia.


Sławomir Mentzen i Grzegorz Braun na tle sali posiedzeń Sejmu

Konfederacja Grzegorza Brauna dogania Konfederację Sławomira MentzenaWojciech Olkusnik/East News; Tomasz Jastrzebowski/REPORTER; Mateusz Grochocki/East Newsmateriał zewnętrzny



W skrócie

  • W najnowszym sondażu OGB dla Stan 360 Koalicja Obywatelska uzyskała 37,99 proc. poparcia, Prawo i Sprawiedliwość 29,77 proc., a Konfederacja 11,42 proc.

  • Do Sejmu, według wyników badania, weszłyby KO, PiS, Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej, natomiast Nowa Lewica, Partia Razem, PSL i Polska 2050 znalazłyby się poniżej progu wyborczego.

  • KO mogłaby liczyć na 209 mandatów, PiS na 159, Konfederacja na 47, a KKP na 45; badanie przeprowadzono metodą CATI na reprezentatywnej grupie 1000 osób.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

W najnowszym sondażu, przygotowanym przez Ogólnopolską Grupę Badawczą (OGB) dla portalu Stan 360 respondenci zostali zapytani, na kogo oddaliby głos w wyborach parlamentarnych.

Z badania wynika, że Koalicja Obywatelska może obecnie liczyć na poparcie 37,99 proc. Polaków (wzrost o 0,1 pkt proc.), a Prawo i Sprawiedliwość na 29,77 proc. (wzrost o 1 pkt proc.).

Nowy sondaż. KO, PiS i Konfederacja na podium


Na podium znalazłaby się też Konfederacja z poparciem na poziomie 11,42 proc. (spadek o 1,5 pkt proc.). Do Sejmu weszłaby też Konfederacja Korony Polskiej z 10 proc. poparcia (wzrost o 1 pkt proc.).

Poniżej progu wyborczego znalazłyby się natomiast: Nowa Lewica (4,92 proc., spadek o 0,4 pkt proc.), Partia Razem (3,29 proc., wzrost o 1 pkt proc.), PSL (1,57 proc., spadek o 0,8 pkt proc.) i Polska 2050 (1,04 proc., spadek o 0,3 pkt proc.).

Oznacza to, że przy realizacji scenariusza przewidzianego w sondażu do Sejmu nie wszedłby żaden z obecnych koalicjantów ugrupowania premiera Donalda Tuska.

KO mogłaby wówczas liczyć na 209 mandatów w Sejmie, PiS - na 159 mandatów, Konfederacja na 47, a KKP - na 45.

Badania zostało przeprowadzone metodą CATI między 25 marca a 4 kwietnia na reprezentatywnej grupie 1000 osób.


To koniec NATO? Bosacki w "Gościu Wydarzeń": Trudno to sobie wyobrazićPolsat News


  •  

Donald Tusk reaguje na rozejm Trumpa. "Jedna rzecz jest pewna"

Krzysztof  Ryncarz

- Mając na uwadze dotychczasowe doświadczenia, działania i słowa polityków zaangażowanych w ten konflikt, ja z dużą ostrożnością patrzę na tę perspektywę kilku tygodni. Jedna rzecz jest absolutnie pewna. Pokój, a nawet czasowe przerwanie ognia zawsze jest lepsze od wojny - powiedział Donald Tusk, reagując na rozejm na Bliskim Wschodzie.


Premier Donald Tusk podczas posiedzenia rządu

Premier Donald TuskFilip NaumienkoReporter



W skrócie

  • Donald Tusk stwierdził, że czasowe przerwanie ognia jest lepsze od wojny, ale nie uważa sytuacji na Bliskim Wschodzie za trwale ustabilizowaną.

  • Premier poinformował, że zawieszenie broni może pozytywnie wpłynąć na ceny paliw i rząd nie zamierza rezygnować z mechanizmu obniżki.

  • USA i Iran zgodziły się na dwutygodniowe zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie przy mediacji Pakistanu, a decyzja spotkała się z uznaniem światowych przywódców.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Donald Tusk stwierdził, że "wszystko można powiedzieć, tylko nie to, że sytuacja jest na pewno ustabilizowana na trwałe".

Premier zaznaczył również, że zawieszenie broni "ma bezpośrednie konsekwencje jak chodzi o ceny paliw". - Możemy się spodziewać, że jeszcze w tym tygodniu, myślę, że od piątku będzie widać pozytywny wpływ zawieszenia ognia na polskich stacjach paliw - powiedział szef rządu. Przekazał też, że rząd nie zamierza rezygnować z mechanizmu obniżki cen paliw.

- Wolimy dmuchać na zimne. Tym bardziej, że to zimne jest ciągle bardzo gorące. Ciesząc się z tego z przerwania ognia i z pozytywnych jak na razie efektów negocjacji będziemy naprawdę bardzo ostrożni mając na uwadze dotychczasowe doświadczenia - stwierdził Tusk.

Premier powiedział, że rząd był "odpowiedzialny i wstrzemięźliwy" w sprawie decyzji o ewentualnym bezpośrednim zaangażowaniu Polski w konflikt. - Dziękuję, że przynajmniej tu w tym gronie nie mieliśmy od początku wątpliwości jak należy postępować - dodał.

Wojna na Bliskim Wschodzie. USA i Iran zgodziły się na zawieszenie broni


USA i Iran w nocy z wtorku na środę tuż przed upływem terminu ultimatum wyznaczonego przez Donalda Trumpa zgodziły się, dzięki mediacji Pakistanu, na dwutygodniowe zawieszenie broni. W ramach porozumienia Iran zgodził się na tymczasowe otwarcie cieśniny Ormuz.

Izrael, który wspólnie z USA prowadził walki przeciwko Iranowi, poinformował, że popiera zawieszenie broni, ale zastrzegł, że nie obejmuje ono Libanu. Od początku marca Izrael walczy tam z Hezbollahem wspierającym reżim w Teheranie.

Decyzja o zawieszeniu broni spotkała się z zadowoleniem światowych przywódców, m.in. prezydenta Francji Emmanuela Macrona, kanclerza Niemiec Friedricha Merza czy przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Zastrzegli oni jednak, że porozumienie musi być respektowane przez wszystkie strony konfliktu i powinno prowadzić do ostatecznego zakończenia wojny.


Bosacki w "Gościu Wydarzeń" o wysłaniu polskich żołnierzy na Bliski Wschód: Nie ma sensuPolsat News


  •  

Paszport do zmiany. Zapowiadają nowy wzór dokumentu i inny sposób odbioru

Agnieszka Boreczek

Polski paszport może w najbliższych latach przejść zmianę. Chodzi nie tylko o sam wygląd dokumentu, ale też o sposób, w jaki będzie trafiał do obywatela. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji potwierdziło, że pracuje nad nową odsłoną dokumentu.


Paszport, w tle mapy

Paszport przejdzie sporą zmianę Anatol ChomiczAgencja FORUM



Spis treści:

  1. Jak będzie wyglądał nowy paszport?

  2. Paszport nie tylko w urzędzie. Trafi bezpośrednio do domu

  3. Kiedy nowe przepisy zaczną działać?

  4. Co to oznacza dla osób, które wyrabiają paszport teraz?

Jak będzie wyglądał nowy paszport?


Jedna z zapowiadanych nowości dotyczy wyglądu paszportu. MSWiA poinformowało, że specjalny zespół roboczy przygotowuje nowy wzór dokumentu, który ma obowiązywać od stycznia 2029 roku.

Nowy paszport ma zawierać dodatkowe zabezpieczenia, w tym powtórzony wizerunek posiadacza na pierwszej stronie. Dokument ma mieć 32 strony zamiast obecnych 40.

Resort wiąże wdrożenie nowego wzoru z modernizacją maszyn w Centrum Personalizacji Dokumentów MSWiA. Według ministerstwa ma to pozwolić na optymalizację kosztów.

Paszport nie tylko w urzędzie. Trafi bezpośrednio do domu


Najbardziej odczuwalna dla obywateli zmiana dotyczy sposobu odbioru dokumentu. MSWiA pracuje nad nowelizacją przepisów, która ma pozwolić na wysyłanie paszportów bezpośrednio do obywateli.

Według ministerstwa takie rozwiązanie ma usprawnić proces wydawania dokumentów i poprawić wygodę osób, które dziś muszą osobiście stawić się po odbiór.

To szczególnie istotne dla mieszkańców mniejszych miejscowości oraz osób, dla których dojazd do urzędu wojewódzkiego oznacza dodatkowy koszt i stratę czasu. Resort podkreśla, że przesyłka ma być dostępna odpłatnie dla osób przebywających na terytorium Polski. Operatorem wysyłek w latach 2026-2035 ma być Poczta Polska, a sam proces ma opierać się na zabezpieczonej dystrybucji prowadzonej przez przeszkolonych pracowników.

Co ważne, już dziś na rządowej stronie dotyczącej uzyskania paszportu znajduje się wzmianka o sytuacji, w której dokument może zostać dostarczony przez operatora pocztowego lub przewozowego, wraz z informacją o konieczności potwierdzenia odbioru.

Kiedy nowe przepisy zaczną działać?


Na tym etapie trzeba oddzielić dwa terminy. MSWiA wprost wskazało, że nowy wzór paszportu ma obowiązywać od stycznia 2029 roku i że właśnie od tego momentu mają być wydawane nowe dokumenty.

Inaczej wygląda sprawa wysyłki paszportów do obywateli. Ministerstwo potwierdziło prace nad zmianą przepisów, ale w opublikowanej informacji nie podało jeszcze konkretnej daty wejścia w życie tego rozwiązania.

Wiadomo, że planowany operator wysyłek został wskazany na lata 2026-2035, ale sam start usługi będzie zależał od przyjęcia nowych regulacji.

Co to oznacza dla osób, które wyrabiają paszport teraz?


Na razie obowiązują obecne zasady. Podstawą pozostaje ustawa o dokumentach paszportowych, a na stronie rządowej wciąż widnieje standardowa procedura, zgodnie z którą dokument odbiera się osobiście po jego przygotowaniu. Dla zwykłego paszportu termin ważności wynosi 10 lat.

Osoby planujące wyjazd zagraniczny w najbliższym czasie nie powinny więc wstrzymywać się z wnioskiem w oczekiwaniu na nowe rozwiązania. Zmiany, o których mówi resort na razie znajdują się na etapie przygotowań legislacyjnych i organizacyjnych.


"Wydarzenia": Odnaleziono ukryty w 1939 roku sztandar. Przetrwał w bańce po mlekuPolsat News


  •  

Ruch prokuratury wobec Krzysztofa Szczuckiego. Jest akt oskarżenia

Krzysztof  Ryncarz

Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko byłemu szefowi Rządowemu Centrum Legislacji Krzysztofowi Szczuckiemu - przekazał Interii rzecznik prasowy prokuratury prok. Piotr Antoni Skiba.


Krzysztof Szczucki, były szef RCL, siedzi przy stole konferencyjnym.

Były szef Rządowego Centrum Legislacji Krzysztof SzczuckiPawel WodzynskiEast News



W skrócie

  • Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Krzysztofowi Szczuckiemu, zarzucając mu przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści osobistej.

  • Zarzuty dotyczą zatrudnienia członków jego sztabu wyborczego w nowej komórce Rządowego Centrum Legislacji, co miało skutkować stratami w wysokości 900 tys. złotych związanymi z wypłatami, delegacjami, noclegami i kosztami paliwa.

  • Krzysztof Szczucki został zawieszony w prawach członka PiS, nie przyznaje się do zarzutów i określa je jako bezpodstawne.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

- Zarzut stawiany Krzysztofowi Szczuckiemu jest jeden: przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści osobistej - przekazał Interii prok. Skiba.

- Zarzut został postawiony w związku ze zmianą struktury Rządowego Centrum Legislacji, utworzeniem nowej komórki, w której zostały zatrudnione na osobiste polecenie Krzysztofa Szczuckiego osoby będące członkami jego sztabu wyborczego, które nie wykonywały żadnych prac na rzecz Rządowego Centrum Legislacji, a brały udział w kampanii wyborczej do Sejmu w 2023 roku - dodał rzecznik warszawskiej prokuratury.

Jak zaznaczył "łączna suma strat wynikająca z pensji wypłacanych tym osobom, jak również delegacji, noclegów i kosztów paliwa w związku z wzięciem udziału w 82 różnych spotkaniach wyborczych na rzecz Krzysztofa Szczuckiego to 900 tys. złotych".

Za zarzucane Krzysztofowi Szczuckiemu przestępstwo grozi kara od roku do 10 lat pozbawienia wolności.

Prokuratura: Jest akt oskarżenia wobec Krzysztofa Szczuckiego


Krzysztof Szczucki sprawował funkcję szefa Rządowego Centrum Legislacji w latach 2020-2023. Stawiane mu zarzuty były jedną z przesłanek, na podstawie których Państwowa Komisja Wyborcza podjęła decyzję o odebraniu Prawu i Sprawiedliwości finansowania z budżetu państwa. Sprawa wyszła na jaw po wewnętrznym audycie w RCL, w ramach którego wykryto nieprawidłowości w wydatkowaniu pieniędzy z budżetu Centrum.

Sam Szczucki jest posłem PiS od 2023 roku, jednak został zawieszony w prawach członka partii, a jego sprawą ma zająć się rzecznik dyscyplinarny partii.

"Krzysztof Szczucki dobrowolnie zrzekł się immunitetu poselskiego, co pozwoliło na przedstawienie mu zarzutu, przesłuchanie w charakterze podejrzanego a następnie skierowanie aktu oskarżenia" - przekazała prokuratura.

Szczucki nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów. - Ten zarzut jest bezpodstawny. Rządowe Centrum Legislacji pod moim kierownictwem funkcjonowało w sposób prawidłowy i rzetelny - mówił w marcu ubiegłego roku.


Bosacki w "Gościu Wydarzeń" o wysłaniu polskich żołnierzy na Bliski Wschód: Nie ma sensuPolsat News


  •  

Kolejne kłopoty Krzysztofa Szczuckiego. Jest akt oskarżenia

Czarna seria Krzysztofa Szczuckiego. W ubiegłym tygodniu parlamentarzysta został zawieszony w prawach członka PiS. Teraz do warszawskiego sądu trafił akt oskarżenia przeciwko niemu. Chodzi o nadużycia w czasie, gdy Szczucki był szefem Rządowego Centrum Legislacji.

  • Do warszawskiego sądu trafił akt oskarżenia przeciwko Szczuckiemu, dotyczący nadużyć z czasów, gdy kierował Rządowym Centrum Legislacji (RCL) w latach 2020-2023.
  • Prokuratura zarzuca Szczuckiemu przekroczenie uprawnień i zatrudnienie sześciu osób w RCL bez konkursu, które zamiast pracy w instytucji miały zajmować się jego kampanią wyborczą.
  • Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami w kraju i na świecie? Wejdź na rmf24.pl.

Jak przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prokurator Piotr Antoni Skiba, Krzysztofowi Szczuckiemu zarzucono przekroczenie uprawnień w czasach, gdy za rządów PiS był szefem Rządowego Centrum Legislacji.

Sprawa Rządowego Centrum Legislacji dotyczy lat 2020-2023, gdy funkcję prezesa sprawował właśnie Krzysztof Szczucki.

Z ustaleń audytu, przedstawionych w maju 2024 r. przez ministra do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu Macieja Berka, wynikało, że w instytucji dochodziło do poważnych nieprawidłowości w zatrudnianiu i wykorzystywaniu pracowników

Premier Donald Tusk poinformował wówczas, że Krzysztof Szczucki miał zatrudnić sześć osób, które faktycznie nie wykonywały obowiązków służbowych, lecz pracowały przy jego kampanii wyborczej do Sejmu, pobierając łącznie 900 tys. zł w ciągu kilku miesięcy.

Sprawa została skierowana do prokuratury. W konsekwencji w marcu 2025 r. prokuratura w Warszawie postawiła Krzysztofowi Szczuckiemu zarzut nadużycia uprawnień - według śledczych, jako szef RCL utworzył on Wydział Edukacji i Komunikacji i z pominięciem procedur konkursowych zatrudnił w nim sześć osób, które zamiast realizować zadania jednostki, zajmowały się jego promocją polityczną. 

Zdaniem prokuratury, to Szczucki wskazał na jakie stanowiska i z jakim wynagrodzeniem zatrudnione mają zostać te osoby, "podając jedynie ich imię i nazwisko oraz numer telefonu, bez załączenia ich CV". "Z akt osobowych oraz ewidencji czasu pracy pracowników RCL wynika, że osoby te nie posiadały właściwego wykształcenia pozwalającego na zatrudnienie w RCL na stanowiskach wskazanych przez Krzysztofa Szczuckiego, nie posiadały doświadczenia zawodowego ani kompetencji w zakresie edukacji legislatorów, miały wykształcenie średnie, były studentami bądź dopiero co ukończyły studia wyższe" - podał prok. Skiba.

"Osoby te odmawiały wykonywania poleceń Dyrektora Departamentu Prawa Ustrojowego i Edukacji, a pozostawały wyłącznie do osobistej dyspozycji Krzysztofa Szczuckiego. Z analizy dowodów zebranych w sprawie wynika, że ich wyłącznym zadaniem było promowanie osoby Krzysztofa Szczuckiego, w szczególności w czasie jego kampanii wyborczej. Do przygotowania tej kampanii, również w okresie przedwyborczym, wymienieni pracownicy wykorzystywali delegacje pracownicze, samochody służbowe, telefony służbowe oraz pocztę służbową" - przekazał dziś prokurator Skiba.

Jak przekazał, pięć spośród sześciu osób zatrudnionych na polecenie Szczuckiego należało do jego komitetu wyborczego, pełniąc funkcje szefa sztabu, asystentów, czy osoby odpowiedzialnej za kontakt z mediami, prowadzenie social mediów, analizę mediów i tworzenie zamieszczanych tam treści.

Prokuratura podała, że w związku z kampanią zorganizowano co najmniej 82 wydarzenia, a w wyniku tych działań Skarb Państwa miał ponieść szkodę w wysokości co najmniej 900 tys. złotych.

W tej sprawie zarzuty Szczucki usłyszał w marcu 2025 roku. Prok. Skiba podkreślił, że poseł nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i wyjaśnił, że był uprawniony do zatrudnienia pracowników poza trybem konkursowym, bez doświadczenia zawodowego, zaś ewidencja czasu pracy pracowników w tym okresie nie była prowadzona w sposób elektroniczny.

Czyn zarzucony Szczuckiemu zagrożony jest karą pozbawienia wolności od roku do 10 lat.

W ostatnich dniach szerokim echem odbiła się sprawa zawieszenia Szczuckiego w prawach członka PiS. On sam twierdził, że nie zna powodów decyzji i dowiedział się o niej z wpisu w mediach społecznościowych.

Po tej decyzji jako nieoficjalną przyczyne wymieniano m.in. wstrzymanie się Szczuckiego od głosu przy głosowaniu nad wetem prezydenta do nowelizacji Kodeksu postępowania karnego. Wraz z nim nie głosował także Paweł Jabłoński. Szczucki argumentował swoją decyzję, pisząc w oświadczeniu dla Polsat News, że "trzeba zreformować system tymczasowego aresztowania".

Źródła PAP w kierownictwie PiS sugerowały też, że w związku ze sprawą Rządowego Centrum Legislacji Szczucki może próbować "kuluarowo układać się" z ministrem sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem oraz obozem rządzącym. 

Być może poszedł na współpracę z rządzącymi, żeby obniżyć swoją karę. Swoimi wypowiedziami, działaniami podlizuje się "tamtej stronie", także dlatego, że chce zostać profesorem uniwersyteckim, a to uniwersytet macierzysty, czyli w jego przypadku Uniwersytet Warszawski, składa wniosek o profesurę do prezydenta - ocenił polityk z kierownictwa PiS, z którym rozmawiała Polska Agencja Prasowa.

"Kolegom" opowiadającym o moich rzekomych kontaktach z ministrem Żurkiem radzę, żeby lepiej wzięli się za porządki świąteczne, będzie to bardziej konstruktywne i wiarygodne - zaznaczył wtedy Szczucki w rozmowie z PAP. Poseł zapowiedział też wówczas, że pełne stanowisko w sprawie zawieszenia zajmie po świętach wielkanocnych.

Dziś, po ukazaniu się informacji o akcie oskarżenia, Szczucki skomentował sprawę na portalu X. "Dedykuję to wszystkim, którzy twierdzą, że układam się z Waldemarem Żurkiem" - napisał.

Do zawieszenia Szczuckiego odniósł się dziś w Porannej rozmowie w RMF FM poseł PiS Mariusz Błaszczak. Dopytywany, dlaczego tak się stało, odpowiadał: "On wie dlaczego". Ze względu na jego postawę, która jest szkodliwa. Będzie postępowanie dyscyplinarne, procedury zostaną spełnione. Soliści sprawdzają się w filharmonii, a nie w polityce. Tutaj ważna jest działalność zespołowa - tłumaczył Błaszczak. 

Czy Szczucki zostanie przywrócony? O tym zdecyduje sąd dyscyplinarny. To, co dotyczy ludzi, którzy wybijają się ponad przeciętność, to choroba Koalicji Obywatelskiej - stwierdził Błaszczak.

  •  

Zwrot w sprawie ślubowania sędziów TK. Zapraszają prezydenta do Sejmu

W czwartek o godzinie 12:30 ma odbyć się ślubowanie czwórki wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego - informują media. Według PAP sędziowie skierowali listy do prezydenta Karola Nawrockiego, zapraszając go do Sejmu. Podkreślili w korespondencji, że zwracali się o wyznaczenie terminu ślubowania w Pałacu Prezydenckim, ale nie otrzymali odpowiedzi.


Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty i prezydent Karol Nawrocki.

Sędziowie piszą do prezydenta. Chodzi o ślubowanie w SejmieFilip Naumienko / Tomasz Jastrzebowski / Reportermateriał zewnętrzny



W skrócie

  • Czterech wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego skierowało zaproszenia do prezydenta Karola Nawrockiego, by złożyć ślubowanie w Sejmie 9 kwietnia 2026 r. o godz. 12:30.

  • Dwójka pozostałych z sześciorga wybranych sędziów, Magdalena Bentkowska i Dariusz Szostek, złożyła ślubowanie w Pałacu Prezydenckim na zaproszenie prezydenta.

  • Zbigniew Bogucki z Kancelarii Prezydenta poinformował, że przyjęcie ślubowania od tych dwóch osób uzupełnia pełny skład Trybunału Konstytucyjnego.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Marcin Dziurda - jeden z czworga sędziów TK, którzy nie zostali zaproszeni do Pałacu Prezydenckiego ws. złożenia ślubowania - skierował do prezydenta Karola Nawrockiego pismo, w którym podkreślił, że ma on "obowiązek niezwłocznie rozpocząć pełnienie" swojej służby sędziowskiej.

"Wobec braku jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony Kancelarii Prezydenta, uprzejmie zapraszam Pana Prezydenta w dniu 9 kwietnia 2026 r. o godz. 12.30 do sali plenarnej Sejmu RP, gdzie złożę ślubowanie w celu podjęcia obowiązków sędziego Trybunału Konstytucyjnego" - miał napisać w datowanym na wtorek piśmie sędziego Dziurdy, do którego treści dotarła PAP.

Sędziowie zaznaczyli, że dwukrotnie zwracali się o wyznaczenie terminu złożenia ślubowania w Pałacu Prezydenckim.

Ślubowanie sędziów TK. Sędziowie zapraszają Karola Nawrockiego


Również wybrany w marcu na sędziego TK Krystian Markiewicz powiedział PAP, że poza Dziurdą analogiczne pisma do prezydenta skierowało pozostałych troje sędziów. A więc on, Maciej Taborowski oraz Anna Korwin-Piotrowska. Dodał, że sędziowie zapraszają prezydenta na tę samą godzinę, czyli 12.30.

- Dzisiaj marszałek Sejmu będzie brał udział w podejmowaniu decyzji w tej sprawie, ale decyzja należy wyłącznie do sędziów. Nic więcej do powiedzenia nie mam w tej sprawie - przekazał w rozmowie z Interią szef Kancelarii Sejmu Marek Siwiec.

Sędzia Maciej Taborowski, wyraził w rozmowie z PAP nadzieję, że prezydent przyjmie zaproszenie i pojawi się w czwartek w Sejmie.

Na pytanie co w sytuacji, gdy tak się nie stanie, odpowiedział, że jeżeli prezydent "nie przyjdzie, to zgodnie z ustawą, ślubowanie odbywa się wobec prezydenta, co nie oznacza jego obecności, tylko wobec instytucji".

- Więc będziemy musieli mu w stosowny sposób urzędowy doręczyć ślubowanie, żeby dopełnić wymogu ustawowego - dodał Taborowski. Zaznaczył, że "nawet zgodnie ze słownikiem języka polskiego 'wobec' nie oznacza 'jedynie w obecności'".

Zgodnie z ustawą o TK, "osoba wybrana na stanowisko sędziego Trybunału składa wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, w terminie 30 dni od dnia wyboru, ślubowanie".

Informacje o dacie i godzinie ślubowania pozostałych czterech wybranych przez Sejm sędziów wcześniej podała stacja RMF.

Trybunał Konstytucyjny. Sędziowie złożą ślubowanie w Sejmie?


Wcześniej ślubowanie w Pałacu Prezydenckim złożyło pozostałych dwoje z sześciorga wybranych przez Sejm sędziów - Magdalena Bentkowska oraz Dariusz Szostek. Prawnicy udali się tam na zaproszenie prezydenta Karola Nawrockiego.

- Zastanawiają się państwo, dlaczego dwoje z szóstki sędziów. Za kadencji prezydenta Karola Nawrockiego powstały dwa wakaty w Trybunale Konstytucyjnym. Prezydent traktuje to jako swoją odpowiedzialność - tłumaczył później decyzję Zbigniew Bogucki z Kancelarii Prezydenta.

Jak wskazał szef KPRP, "pełny skład Trybunału, to skład wszystkich sędziów, którzy znajdują się w Trybunale". - Przyjęcie ślubowania od tych dwóch osób zapełnia pełny skład Trybunału Konstytucyjnego - podkreślił.

- Skład TK został uzupełniony, prezydent oczekuje od rządu, że wyroki Trybunału będą publikowane - dodał polityk.

Markiewicz o roli prezydenta: Ma odebrać ślubowanie


- Konstytucja wyraźnie stanowi o tym, że ma być piętnastu sędziów TK i tyle. To jakbyśmy powiedzieli, że ośmiu piłkarzy jest potrzebnych na boisku. Co prawda wiemy, że jedenastu gra, ale ośmiu wystarcza i reprezentacja Polski wystawia ośmiu, bo tylu wystarcza, żeby grać - porównywał.

Innym z argumentów przedstawiciela prezydenta było wskazanie, że odkąd Karol Nawrocki objął urząd, pojawiły się w TK dwa wakaty, wobec tego przyjęte póki co zostały ślubowania od dwóch sędziów.

- Jestem prawie 30 lat prawnikiem i cały czas słyszałem o zasadzie ciągłości państwa. Niezależnie od tego kto jest prezydentem, która jest kadencja Sejmu, to przecież nie jest tak, że jak kończy się kadencja Sejmu, to wcześniejsze ustawy są nieważne - porównał Markiewicz.

Sędzia wybrany przez Sejm podkreślił, że w kwestii ślubowania "rola prezydenta jest pasywna". - Ma odebrać ślubowanie i do tego rola prezydenta się sprowadza - stwierdził.

- Moim obowiązkiem jako sędziego Rzeczypospolitej Polskiej jest złożenie tego ślubowania wobec prezydenta. "Wobec prezydenta" oznacza również inne możliwości niż takie, że stanę przed panem prezydentem w odległości 3-4 metrów i to ślubowanie wygłoszę - wyjaśniał Markiewicz.


Bosacki w "Gościu Wydarzeń" o wysłaniu polskich żołnierzy na Bliski Wschód: Nie ma sensuPolsat News


  •  

Groźna choroba u nauczycielki. Niemal 200 dzieci wysłano na testy

Dorota Hilger

Niemal 200 dzieci, które miały kontakt z nauczycielką chorą na gruźlicę, zostało skierowanych do szpitala na specjalistyczne testy. - To jest standardowa procedura i nie oznacza ona wcale, że te dzieci są chore - podkreśliła kierowniczka Oddziału Epidemiologii Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Olsztynie Barbara Anna Plewik. Gruźlicę w Mrągowie wykryto w listopadzie.


Sala w szkole.

Gruźlica w Mrągowie. Chora nauczycielka, niemal 200 dzieci trafiło na testy (zdj. ilustracyjne)Daniel Dmitriew Agencja FORUM



W skrócie

  • U nauczycielki w Mrągowie stwierdzono gruźlicę, a po konsultacjach skierowano niemal 200 dzieci na testy IGRA i badania RTG.

  • Wśród osób mających kontakt z chorą, tylko wobec dwojga dzieci konieczna była pogłębiona diagnostyka w specjalistycznych ośrodkach.

  • Lokalne służby sanitarne zaprzeczają doniesieniom o stwierdzonych przypadkach prątkujących i apelują o spokój oraz stosowanie się do zaleceń lekarzy.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

- Decyzja o skierowaniu dzieci, które miały kontakt z chorą zapadła po konsultacjach z lekarzami-konsultantami. Aby wykonać te testy dzieci są kierowane na jednodniowe pobyty w szpitalu - powiedziała w rozmowie z PAP kierowniczka Oddziału Epidemiologii Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Olsztynie Barbara Anna Plewik.

Jak zaznaczyła, "to jest standardowa procedura i nie oznacza ona wcale, że te dzieci są chore". "Absolutnie nie! Te badania mają służyć wyłącznie dokładniejszemu zdiagnozowaniu ich" - podkreśliła.

Gruźlica w Mrągowie. Chora nauczycielka, niemal 200 dzieci trafiło na testy


W sumie ze specjalistycznych testów IGRA skorzysta 184 dzieci, które systematycznie już są kierowane do szpitala. Badania potrwają do końca maja. Testy IGRA (Interferon-Gamma Release Assays) to wysoko specjalistyczne badania krwi, służące do diagnostyki utajonego zakażenia gruźlicą

Wcześniej dzieci te miały wykonane badania RTG klatki piersiowej. U żadnego z nich nie wykryto na zdjęciach oznak gruźlicy. Na badania RTG skierowano także 18 osób dorosłych. Każda z tych osób była kierowana na badanie RTG po 8 tyg. od ostatniego kontaktu z chorą - taką procedurę wskazuje WHO.

Jak powiedziała Plewik dotychczas wykonane badania u osób, które miały kontakt z chorą osobą wymagały zastosowania pogłębionej diagnostyki w specjalistycznych ośrodkach wobec dwojga dzieci.

Trwają badania, które zweryfikują, czy zachorowały one na gruźlicę układu oddechowego - na tym etapie nie można mówić, że są one chore. - Żadna z osób będących w naszym nadzorze nie jest prątkująca - podkreśliła Plewik.

Mrągowo. Gruźlica u nauczycielki, lista ponad 200 osób


W listopadzie ubiegłego roku wykryto gruźlicę u nauczycielki jednej ze szkół w Mrągowie. Służby sanitarne ustaliły listę ponad 200 osób, które miały kontakt z chorą osobą. Każda z tych osób została przez lekarzy rodzinnych skierowana na badania RTG klatki piersiowej.

- Nasi pracownicy uczestniczyli w zebraniach z rodzicami, tłumaczyli procedury dotyczące diagnostyki. Dzięki pomocy lekarzy rodzinnych z Mrągowa na tych zebraniach rozdawano skierowania na RTG, w szpitalu tak zorganizowano procedury, że każdego dnia prześwietlano po 25 osób - zapewniła Plewik.

Jak wyjaśniła, "to było duże wyzwanie logistyczne ale ludzie podeszli do tego ze zrozumieniem i współpracowali z sanepidem". Udziału w badaniach odmówili rodzice dwojga dzieci.

Plewik zapewniła, że lekarze rodzinni z Mrągowa, szpitale i służby sanitarne ściśle ze sobą współpracują.

- Sytuacja jest opanowana, nie ma żadnych powodów do obaw i niepokoju. Nie ma najmniejszego powodu, by stygmatyzować kogokolwiek, bo każdy z nas w życiu zetknął się lub zetknie z gruźlicą. Od wielu czynników zależy to, czy zachorujemy, czy nie - powiedziała specjalistka.

Fałszywe informacje ws. gruźlicy w Mrągowie. "Czyste wymysły"


W lokalnych portalach informacyjnych w Mrągowie w ostatnim czasie pojawiają się fałszywe informacje dotyczące liczby chorych, czy prątkujących osób. Mimo, że tych w ogóle nie stwierdzono w fałszywych, anonimowych informacjach wskazywane są duże liczby chorych - zarówno dzieci jak i dorosłych.

- To są czyste wymysły i kompletna nieprawda - podkreśliła Plewik i zaapelowała o spokój i stosowanie się do zaleceń lekarzy.

Gruźlica jest chorobą zakaźną, może zaatakować praktycznie każdy narząd lub wiele z nich jednocześnie. Statystycznie najczęściej gruźlica atakuje płuca.

Gruźlicą można się zarazić przez bliski kontakt, na przykład długotrwałe przebywanie w pomieszczeniu z osobą, która kaszle, odkrztusza, mówi lub głośno się śmieje - wtedy prątki gruźlicy krążą w powietrzu i wraz z ich wdychaniem dochodzi do zakażenia.

Najczęstsze objawy gruźlicy to: kaszel utrzymujący się co najmniej 3 tygodnie bez poprawy, gorączka, nocne poty, osłabienie i łatwe męczenie się, brak apetytu, chudnięcie, krwioplucie, bóle klatki piersiowej i duszność.

Szczepionkę przeciw gruźlicy wynaleziono w 1921 r. W Polsce szczepienie dzieci przeciw tej chorobie jest obowiązkowe.


Brak wczesnej interwencji medycznej nas zabija. Jak uratować zdrowie Polaków?Polsat News


  •  

Sposób na prezydenta? Taki pomysł ma czwórka sędziów Trybunału Konstytucyjnego

Sposób na prezydenta? Taki pomysł ma czwórka sędziów Trybunału Konstytucyjnego

Dzisiaj, 8 kwietnia (09:23)

Aktualizacja: Dzisiaj, 8 kwietnia (12:09)

W czwartek o 12:30 ma dojść do ślubowania czwórki wybranych przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM Tomasz Skory, czekający na zaprzysiężenie sędziowie wysłali dziś do prezydenta Karola Nawrockiego zaproszenia na uroczystość, która ma się odbyć w Sejmie.

  • W czwartek o 12:30 w Sejmie ma się odbyć ślubowanie czterech sędziów wybranych do Trybunału Konstytucyjnego. 
  • Sędziowie sami organizują uroczystość i wysłali dziś do prezydenta Karola Nawrockiego zaproszenia na ślubowanie. 
  • Najnowsze informacje z kraju i na świecie znajdziesz na rmf24.pl.

Pismo to cztery osobne dokumenty, wystosowane przez sędziów, którzy sami organizują uroczystość ślubowania. Wszystkie listy zawierają zbliżoną treść. 

To zaledwie dwa akapity, w których czekający na zaprzysiężenie już czwarty tydzień sędziowie przypominają, że jak dotąd nie otrzymali w tej sprawie zaproszenia do złożenia ślubowania przed prezydentem. Jak tłumaczą, ponieważ uważają złożenie ślubowania za swój obowiązek, dlatego organizują zaprzysiężenie sami.

Drugi akapit pism to zaproszenie na nie prezydenta, który według ustawy jest adresatem ślubowania.

Uroczystość ślubowania ma się odbyć w Sejmie w czwartek o godz. 12:30. Jak informuje dziennikarz RMF FM Tomasz Skory, choć oficjalnych szczegółów nie znamy, wiadomo jednak, że organizujący zaprzysiężenie sędziowie - bo to na nich spoczywa obowiązek złożenia ślubowania - nie chcą, by uroczystość miała charakter polityczny. Dlatego m.in. nie życzyli sobie, by odbyła się np. w gabinecie marszałka Sejmu ani na sali plenarnej. Nie chcieli też, by brali w niej udział członkowie rządu.

Zależało im jednak na zaproszeniu przedstawicieli samorządów prawniczych. Możliwy jest też udział byłych Prezesów Trybunału Konstytucyjnego. Mają też wziąć w nich udział najbliższe osoby samych sędziów.

Ślubowanie ma być przeprowadzone w obecności notariusza, którego zadaniem będzie spisanie przebiegu zaprzysiężenia i poświadczenie treści złożonych ślubowań. Zostaną przekazane prezydentowi, jeśli Karol Nawrocki nie skorzysta z zaproszenia.

Cała ceremonia prawdopodobnie odbędzie się w Sali Kolumnowej Sejmu a weźmie w niej udział ok. 40 osób.

Tydzień prezydent Karol Nawrocki odebrał ślubowania od dwojga spośród sześciorga wybranych w marcu przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego - Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka. Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki uzasadniał, że w czasie kadencji prezydenta Nawrockiego w TK powstały dwa wakaty, a odebranie ślubowania od dwóch osób "dopełni ustawowy wymóg" 11 osób pełnego składu. W momencie, gdy Sejm wybierał w marcu sędziów TK, w Trybunale było 9 osób.

Poza Szostkiem i Bentkowską Sejm w marcu na sędziów TK wybrał: Krystiana Markiewicza, Macieja Taborowskiego, Marcina Dziurdę oraz Annę Korwin-Piotrowską. 

W momencie, gdy Sejm dokonywał wyboru sędziów w Trybunale Konstytucyjnym, było sześć wakatów. TK liczył więc wtedy 9 sędziów na 15 stanowisk sędziowskich. Po objęciu funkcji w TK przez sędziów, którzy w środę złożyli ślubowanie, w Trybunale będzie 11 osób, z tym że rządzący obecnie nie uznają za sędziów TK Justyna Piskorskiego i Jarosława Wyrembaka, co znalazło wyraz w niedawnej uchwale Sejmu.

  •  

Polska w pogodowym uścisku. Rapunzel i Quirin rozdają karty w pogodzie

Jakub Wojciechowski

Część Polski doświadczy wiosny z wyraźną domieszką zimy. Na gorszą pogodę muszą się przygotować przede wszyscy mieszkańcy wschodniej części kraju, gdzie aurą rządzić będzie niż Rapunzel. Tam spadnie więcej deszczu, miejscami wymieszanego ze śniegiem. Na zachodzie, który będzie pod wpływem wyżu Quirin, w ciągu dnia będzie znacznie spokojniej i bez opadów. Wszędzie będzie jednak dość chłodno.


Przelotne deszcze w Polsce. Sucho będzie tylko na zachodzie - wynika z prognoz IMGW

W środę w wielu miejscach popada deszcz, wymieszany ze śniegiem, a nawet krupa śnieżnaMaciej Jaźwiecki/Agencja Wyborcza.pl/WXCHARTSmateriał zewnętrzny


"Środa pod znakiem chmur i przelotnych opadów" - nie zostawia wątpliwości Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej w prognozie pogody na środę. Do tego temperaturę odczuwalną wyraźnie obniżą mocniejsze porywy wiatru.

Słońce czy deszcz? Sprawdź najlepsze prognozy dla swojego regionu na Pogoda Interia

Między wyżem a niżem. Spokojnie tylko w zachodniej Polsce


Na zachód od naszego kraju umiejscowił się wyż Quirin, z centrum w rejonie Cieśnin Duńskich. Przyniesie on więcej spokoju w pogodzie, co odczują mieszkańcy zachodniej Polski, gdzie w środę będzie spokojniej i bez opadów, w dodatku panować będzie mniejsze zachmurzenie.

"W pozostałej części kraju przelotny deszcz, rano miejscami także deszcz ze śniegiem. W Karpatach opady śniegu, wysoko przyrost pokrywy do 5 cm" - czytamy w prognozie IMGW. Odpowiada za to niż Rapunzel z centrum we wschodniej Europie.

Poza zachodnią Polską będzie nieprzyjemnie, mokro, z możliwymi lokalnymi opadami krupy śnieżnej.


Mapa pogodowa Polski z oznaczeniem rozkładu opadów i zachmurzenia, widoczne skupiska opadów w centralnej i południowo-wschodniej części kraju, największe natężenie opadów w odcieniach fioletu i niebieskiego, północno-zachodnia część kraju bez większych...

Deszcz i deszcz ze śniegiem opanuje wschodnią i centralną Polskę. Miejscami spadnie krupa śnieżnaWXChartsmateriał zewnętrzny


Środa będzie chłodna, z temperaturami w okolicach 5-6 st. C na Wybrzeżu, północnym wschodzie oraz na terenach podgórskich. Nieco więcej, bo około 8 stopni będzie w centrum, na południowym wschodzie i na terenach podgórskich Sudetów. Najcieplej będzie tam, gdzie pogoda będzie najlepsza, czyli w zachodniej Polsce - tam termometry pokażą do 12 stopni Celsjusza.


Mapa Polski z prognozą anomalii temperatury przy powierzchni gruntu, ukazująca wyraźny podział na cieplejszą zachodnią część kraju z odcieniami żółci oraz znacznie chłodniejszą wschodnią i południowo-wschodnią część oznaczoną odcieniami niebieskiego; n...

Środa będzie chłodna w całym kraju. Maksymalnie będzie 12 stopni Celsjusza, a temperatura odczuwalna jeszcze niższaWXChartsmateriał zewnętrzny


Na odczuwalną temperaturę wpłynie wiatr, który w wielu miejscach będzie porywisty, a na wschodzie podmuchy osiągną do 55 km/h. Z tego powodu może nam się zdawać, że będzie o kilka stopni mniej niż wskazują urządzenia pomiarowe. Wysoko w górach porywy sięgną 65 km/h, w Karpatach mogą one powodować zamiecie i zawieje śnieżne.

Łagodna aura tylko na zachodzie. Pogoda zachęci do pozostania w domach


Ponieważ środa zapowiada się na chłodną, wietrzną i w wielu miejscach mokrą, pogoda przeważnie będzie niekorzystnie wpływać na nasz organizm. W rejonach, w których wiatr osłabnie oraz się tam, gdzie się rozpogodzi, czyli głównie na zachodzie, warunki przez większość dnia będą obojętne.


Polska podzielona na strefy biometeorologiczne z przewagą obszarów oznaczonych kolorem czerwonym i opisanych jako niekorzystne, w centrum i na zachodzie zaznaczona strefa o mniejszym natężeniu niekorzystnych warunków, a na północnym zachodzie niewielki...

W zdecydowanej większości kraju przez niemal cały dzień panować będą niekorzystne warunkiIMGWmateriał zewnętrzny


Po zachodzie słońca wciąż przelotnie popada, głównie na wschodzie i południu oraz miejscami w centrum. Będzie to głównie deszcz, miejscami wymieszany ze śniegiem, a lokalni nawet sam śnieg. W Karpatach pokrywa śnieżna może się zwiększyć o około 10 cm.

W nocy wrócą przymrozki, dochodzące do -3 stopni, a w większości Polski po zmroku nie będzie więcej od zera. Jedynie na Wybrzeżu oraz miejscami na południowym wschodzie może być około 1 st. C.

-----


Brak wczesnej interwencji medycznej nas zabija. Jak uratować zdrowie Polaków?Polsat News


  •  

Pożar w rozlewni gazu. Jak teraz wygląda akcja strażaków?

  • Dzisiaj, 8 kwietnia (09:05)

    Po 15 godzinach udało ugasić się pożar 60 butli z gazem technicznym w Bydgoszczy. W rozlewni przy ulicy Toruńskiej doszło wczoraj do wybuchu, który uszkodził zawory pozostałych butli.

    Jak dowiedział się reporter RMF FM Stanisław Pawłowski, to jeszcze nie koniec akcji, w której bierze teraz udział 60 strażaków. Butle są wciąż chłodzone. 

    Jeżeli butle nie będą się grzały, przystąpimy do przemieszczania ich do kontenerów. Tam zostaną zalane wodą na co najmniej 24 godziny - relacjonował Karol Smarz, rzecznik Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Bydgoszczy. 

    Najbliższych kilka godzin to będzie sprawdzanie butli i przenoszenie ich do zbiorników - dodał. 

    Strażacy zbudowali magistralę podającą wodę z okolicznej rzeki Brdy. W akcji używane są również drony i dwa roboty.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

"Dobry moment, by zacząć działać nieco inaczej". Owsiak o zmianach w WOŚP

  • Dzisiaj, 8 kwietnia (07:01)

    „Po 34 latach działalności według znanego dobrze Polakom schematu - Finał na rzecz danej dziedziny medycyny, zakupy sprzętu, rozliczenie i kolejny cel - teraz chcemy spojrzeć na potrzeby polskiej ochrony zdrowia przekrojowo i działać w szerzej definiowanych obszarach” - zapowiedział w rozmowie z PAP szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzy Owsiak. Jego fundacja ma skupić się na pięciu kwestiach związanych ze zdrowiem - to onkologia, diagnostyka i rehabilitacja dziecięce, centra symulacyjne dla lekarzy oraz nauka pierwszej pomocy.

    Jerzy Owsiak wspominał, że na początku działalności Orkiestra kupowała szpitalom niezbędny podstawowy sprzęt, potrzebny "na już". W kolejnych latach mogliśmy wyposażać szpitale już także w aparaturę coraz bardziej zaawansowaną, coraz nowocześniejszą. Przyświecało nam przy tym przekonanie, że wyprowadzamy dzięki temu kolejne dziedziny medycyny dziecięcej na poziom, który byłby niedostępny bez takiego jak nasze wsparcie. W kolejnych obszarach ten coraz wyższy pułap został osiągnięty. To dobry moment, by zacząć działać trochę inaczej - powiedział.

    Szef Orkiestry podkreślił, że WOŚP nadal ma zamiar kreować i utrzymywać najwyższe standardy medycyny. Nie zmieni się przy tym punkt wyjścia, czyli pytanie, które zadajemy sobie co roku, definiując Finał: gdzie pomoc WOŚP jest najbardziej potrzebna? Dalej będziemy je stawiać we własnym gronie i pytać o to ekspertów - zapewnił.

    Pytany o relacje z resortem zdrowia Jerzy Owsiak przyznał, że "zwykle kończy się na rozmowach". Dlatego robimy swoje i nie czekamy - podkreślił.

    WOŚP zwróciła się do Ministerstwa Zdrowia z pytaniem o finansowanie świadczeń dla dzieci w związku z ograniczeniem finansowania części badań diagnostycznych wykonanych ponad limit. W najbliższych tygodniach będziemy robili kolejne zakupy sprzętu, którego wartość rynkowa to 80-90 mln zł. Gdybyśmy uzyskali odpowiedź, że cięcia dotyczą też medycyny dziecięcej, inaczej wyglądałyby nasze rozmowy ze szpitalami, ponieważ musiałyby one odpowiedzieć na pytanie, z czego sfinansują badania na przekazanym przez WOŚP sprzęcie, jeśli tym źródłem nie będzie Narodowy Fundusz Zdrowia. Wiele miałoby z tym ogromny problem - powiedział.

    Nie kupujemy tomografów i rezonansów za miliony złotych po to, by stały bezczynnie - zaznaczył Owsiak. Przyznał też, że fundacja nie ma żadnego kontaktu z obecną szefową resortu zdrowia.

    Dla mnie jest jasne, kto ma co do zrobienia i z czego obowiązek się wywiązać. My - kupujemy sprzęt dla szpitali, na co umawiamy się ze społeczeństwem przy każdym Finale. Państwo ma swoje zadanie: utrzymywać system. Pieniądze NFZ idą przede wszystkim na pensje, procedury i codzienne funkcjonowanie szpitali. My możemy zrobić coś innego - przeznaczyć całość zebranych pieniędzy na nowoczesny sprzęt i programy medyczne. Uważam, że taka komplementarność się sprawdza, o ile państwo nie zawodzi - podkreślił szef WOŚP. 

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Co z kontrolami na granicy z Niemcami i Litwą? Jest decyzja MSWiA

  • Dzisiaj, 8 kwietnia (06:59)

    W pół roku polskie służby skontrolowały na przejściach granicznych z Niemcami i Litwą blisko 1,3 mln osób. Kontrole mają trwać, dopóki Niemcy nie wycofają się ze sprawdzania przybywających z Polski - pisze w środę "Rzeczpospolita".

    • Polska przedłuża kontrole na granicy z Niemcami i Litwą - informuje "Rz", powołując się na wyjaśnienie MSWiA.
    • Kontrole mają obowiązywać co najmniej do października 2026 r. 
    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

    Wprowadzone w lipcu ub. r. kontrole na granicach z Niemcami i Litwą skutkowały niewpuszczeniem prawie tysiąca osób w ciągu półrocza. Najliczniej zatrzymywano Ukraińców, Hindusów i Uzbeków, Białorusinów i Rosjan, głównie z powodu braku wiz lub dokumentów podróży.

    Wśród 29 osób uznanych za niepożądane w strefie Schengen - w tym Polaków - znaleźli się przestępcy z wyrokami oraz osoby zagrażające bezpieczeństwu publicznemu. 

    Cytowana przez "Rz" rzeczniczka KG Straży Granicznej mjr Anna Sobieska-Tekień wskazuje, że byli to m.in. poszukiwani listami gończymi czy podejrzani o kradzieże aut i fałszerstwa.

    Choć kontrola na granicach z Litwą i Niemcami to dla polskich służb ogromna operacja logistyczna i kadrowa, MSWiA zapowiada jej utrzymanie

    W przesłanym "Rz" wyjaśnieniu resort podaje, że przedłużenie kontroli do października 2026 r. wynika z "wymiernych rezultatów w walce ze szmuglerami i osobami zajmującymi się handlem ludźmi"

    To także, jak pisze dziennik, "drugie sito" dla opanowanego głównie przez Ukraińców i Gruzinów procederu przerzutu ludzi z Białorusi.

    Jak czytamy w "Rz", operacja ma też wymiar strategiczny wobec Berlina. Polska blokuje w ten sposób masowe zawracanie migrantów przez Niemcy. Problem narósł po 8 maja ub.r., gdy Berlin zaostrzył politykę azylową i przestał przyjmować wnioski o ochronę od osób przybywających z innych państw UE, co uniemożliwia im legalizację pobytu po przekroczeniu polskiej granicy.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Zwrot w sprawie prokuratora Ostrowskiego. Jest decyzja Sądu Dyscyplinarnego

Zwrot w sprawie prokuratora Ostrowskiego. Jest decyzja Sądu Dyscyplinarnego

Marcin Boniecki

Sąd Dyscyplinarny nie przedłużył zawieszenia prokuratora Michała Ostrowskiego, co oznacza, że po 14 miesiącach może on wrócić do pracy na stanowisku zastępcy prokuratora generalnego. Od decyzji sądu przysługuje odwołanie. Prok. Ostrowski został zawieszony przez ówczesnego ministra Adama Bodnara po wszczęciu głośnego śledztwa. Chodziło o podejrzenie popełnienia "zamachu stanu" przez najwyższe organy państwa.


Koniec zawieszenia dla prok. Michała Ostrowskiego. Sąd podjął decyzję

Koniec zawieszenia dla prok. Michała Ostrowskiego. Sąd podjął decyzjęMARCIN BANASZKIEWICZ / FotoNewsAgencja FORUM



W skrócie

  • Sąd Dyscyplinarny nie przedłużył zawieszenia prokuratora Michała Ostrowskiego, co pozwala mu wrócić do pracy po 14 miesiącach.

  • Decyzja sądu o nieprzedłużeniu zawieszenia prok. Ostrowskiego jest zaskarżalna po publikacji uzasadnienia, które zostało odroczone o siedem dni.

  • Śledztwo ws. podejrzenia popełnienia "zamachu stanu" przez premiera oraz marszałków Sejmu i Senatu prowadzi obecnie Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Michał Ostrowski został powołany na zastępcę prokuratora generalnego przez ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego na wniosek ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry miesiąc po wyborach 15 października 2023 r.

Prok. Ostrowski został zawieszony w czynnościach na sześć miesięcy przez byłego szefa MS Adama Bodnara w lutym 2025 roku. Stało się to kilka dni po tym, gdy z zawiadomienia prezesa Trybunału Konstytucyjnego Bogdana Święczkowskiego wszczął śledztwo ws. podejrzenia popełnienia "zamachu stanu" przez m.in. premiera i marszałków Sejmu i Senatu.

Rzecznik dyscyplinarny powołany do zbadania działań zastępcy PG wnioskował później o przedłużenie zawieszenia i było ono przedłużane przez sąd dyscyplinarny.

We wtorek sąd powrócił do sprawy, miał też m.in. przesłuchać Adama Bodnara, ale były szef MS, senator KO, nie stawił się ze względu na udział w pracy senackiej komisji. Jeden z pełnomocników prok. Ostrowskiego, mec. Bartosz Lewandowski, poinformował później, że Sąd Dyscyplinarny nie przedłużył tym razem zawieszenia prok. Ostrowskiego.

Prok. Ostrowski może wrócić do pracy. Decyzja sądu jest zaskarżalna


"Zastępca prokuratora generalnego prok. Michał Ostrowski, po 14 miesiącach zawieszenia, wraca do pracy. Sąd Dyscyplinarny nie przedłużył mu zawieszenia na dalszy okres" - napisał Bartosz Lewandowski na portalu X.

Rzeczniczka prasowa prokuratora generalnego prok. Anna Adamiak potwierdziła PAP we wtorek, że Sąd Dyscyplinarny zdecydował o nieprzedłużeniu trwającego do 10 kwietnia zawieszenia prok. Ostrowskiego w czynnościach służbowych. Dodała, że decyzja sądu jest zaskarżalna, a odwołanie się od niej możliwe będzie po poznaniu uzasadnienia wtorkowej decyzji, którego publikacja została odroczona na siedem dni.

Prok. Ostrowski napisał we wtorek na platformie X, że Sąd Dyscyplinarny podjął słuszną decyzję o nieprzedłużaniu jego "niebytu" w służbie prokuratorskiej. "Mam nadzieję, że mój jedyny przełożony PG Waldemar Żurek wkrótce wyznaczy mi zadania zgodne z moimi kwalifikacjami. Chcę służyć społeczeństwu i Polsce" - dodał.

Prok. Ostrowski został zawieszony ponieważ - jak informowała Prokuratura Krajowa - zainicjował śledztwo ws. "zamachu stanu" bez uprzedniej rejestracji w systemie ewidencyjnym prokuratury.

Wskazywano też, że zastępca PG m.in. przyjął pismo od prezesa TK, z którym "pozostaje w bliskich relacjach" i którego był podwładnym w latach 2016-2022 r. oraz wydał postanowienie o wszczęciu śledztwa i wykonał dalsze czynności procesowe "mając świadomość, że zawiadomienie ma wymiar polityczny", że "nie istnieją podstawy do podejmowania czynności w trybie niecierpiącym zwłoki" oraz że "zachodzą podstawy do jego wykluczenia ze śledztwa". Obecnie śledztwo dotyczące podejrzenia popełnienia "zamachu stanu" prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

Śledztwo ws. "zamachu stanu". Spór wewnątrz prokuratury


Konflikt dotyczący najwyższych władz polskiej prokuratury wiąże się ze zmianą na początku 2024 r. kierownictwa Prokuratury Krajowej, gdy ówczesny PG Adam Bodnar wręczył Dariuszowi Barskiemu, pełniącemu funkcję Prokuratora Krajowego, dokument stwierdzający, że przywrócenie go do służby ze stanu spoczynku "zostało dokonane z naruszeniem obowiązujących przepisów i nie wywołało skutków prawnych".

Jeszcze w styczniu 2024 r. prok. Ostrowski skierował do Prokuratury Regionalnej w Warszawie zawiadomienie w sprawie podejrzenia przestępstwa m.in. przez Bodnara w związku z - jak to określono - próbą odwołania prokuratora Barskiego. Pod koniec lipca 2024 r. prokurator z Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej umorzył śledztwo w tej sprawie uznając, że "czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego", czyli nie stanowi przestępstwa.

Prok. Ostrowski był jednym z zastępców PG powołanych w czasach rządów PiS, których w grudniu 2024 r. ówczesny PG skierował do pracy w wydziałach zamiejscowych Prokuratury Krajowej zajmujących się przestępczością zorganizowaną. Podobnie, jak pozostali, których dotyczyła ta decyzja, Ostrowski krytykował ją twierdząc, że w praktyce uniemożliwia im ona wykonywanie funkcji zastępców PG.

W lutym 2025 r. po zawiadomieniu prezesa TK prok. Ostrowski wszczął śledztwo ws. "zamachu stanu", w tym samym miesiącu został zawieszony w czynnościach służbowych zastępcy PG. Adam Bodnar uzasadniał wtedy to zawieszenie mówiąc, że "nie ma zgody na łamanie podstawowych zasad funkcjonowania prokuratury". Prok. Ostrowski oświadczył wówczas, że nie popełnił żadnego przewinienia dyscyplinarnego, a PG był informowany o wszystkich czynnościach.


"Wydarzenia": Miś Uszatek w łódzkiej cukierni i inne słodkie symbole miastPolsat News


  •  

Syn polityka KO miał przejść zabieg bez kolejki? Senator wydał oświadczenie

Syn polityka KO miał przejść zabieg bez kolejki? Senator wydał oświadczenie

"Przedstawiony materiał nie oddaje rzeczywistego przebiegu zdarzeń dotyczących świadczenia zdrowotnego udzielonego mojemu małoletniemu synowi" - przekazał w oświadczeniu senator KO Tomasz Lenz. Wcześniej media poinformowały, że bliska osoba polityka miała przejść zabieg w jednym z publicznych szpitali bez kolejki i z pominięciem procedur administracyjnych.


Senator KO Tomasz Lenz

Senator KO Tomasz LenzFacebook/Tomasz Lenz.



W skrócie

  • Senator Tomasz Lenz oświadczył, że jego syn przeszedł zabieg w szpitalu z zachowaniem właściwych procedur medycznych i odpowiedniej dokumentacji.

  • Dyrektor szpitala w Aleksandrowie Kujawskim poinformował o wszczęciu postępowania wyjaśniającego w sprawie zabiegu, wskazując na brak formalnej dokumentacji medycznej dla jednego z zabiegów z 15 marca.

  • Wirtualna Polska opublikowała informacje, według których syn senatora miał przejść zabieg poza kolejką, bez standardowej procedury, zgody i dokumentacji.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

"W związku z nieprawdziwymi informacjami opublikowanymi przez Wirtualną Polskę oświadczam, że przedstawiony materiał nie oddaje rzeczywistego przebiegu zdarzeń dotyczących świadczenia zdrowotnego udzielonego mojemu małoletniemu synowi. Zabieg został wykonany w warunkach szpitalnych przez lekarzy pełniących w tym dniu dyżur, z zachowaniem właściwych procedur medycznych. Ze względu na charakter świadczenia oraz bezpieczeństwo dziecka nie było możliwe przeprowadzenie go w warunkach przychodni lekarza rodzinnego" - napisał w oświadczeniu przekazanym mediom senator Tomasz Lenz.

Senator KO - jak opisuje Polska Agencja Prasowa - dodał, że "nieprawdziwe są również twierdzenia o braku dokumentacji czy braku zgody na zabieg".

"Dokumentacja została sporządzona, a mój syn opuścił szpital tego samego dnia po godzinie 18, po zakończeniu koniecznej obserwacji i za zgodą lekarzy. Szczególnie bulwersujące jest wykorzystywanie zdrowia małoletniego dziecka do budowania sensacyjnej narracji medialnej opartej na anonimowych relacjach i insynuacjach" - czytamy w piśmie.

"Podejmę stosowne kroki prawne". Senator KO ostrzega po medialnej publikacji


Dyrektor Szpitala Powiatowego w Aleksandrowie Kujawskim Mariusz Trojanowski powiedział Polskiemu Radiu PiK, że w tej sprawie trwa postępowanie wyjaśniające.

- Zostało jeszcze kilka ustaleń odnośnie wysłuchania osób, które brały udział przy tym zabiegu. Jeden z zabiegów, wykonany 15 marca w naszym szpitalu, nie posiada formalnie dokumentacji medycznej - dodał w rozmowie z Radiem PiK dyrektor placówki.

"W przypadku dalszego rozpowszechniania nieprawdziwych informacji naruszających dobra osobiste moje oraz mojego małoletniego syna podejmę stosowne kroki prawne" - zakończył swoje oświadczenie senator.

Kontrowersje wokół senatora KO. Rzeczniczka partii zabrała głos


Doniesienia na temat zabiegu bliskiej osoby senatora dotarły do władz Koalicji Obywatelskiej.

Rzeczniczka klubu parlamentarnego KO Dorota Łoboda przekazała na antenie Polskiego Radia, że "klub zwrócił się z prośbą do senatora o wyjaśnienie tej sytuacji" i otrzymał od niego odpowiedź.

- Senator przedstawił nam swoją wersję wydarzeń. Twierdzi, że wszystkie procedury medyczne zostały dochowane, a zabieg został wykonany przez dyżurujących lekarzy. Twierdzi też, że jest stosowna dokumentacja medyczna, a także, że nieprawdą jest, że ta dokumentacja medyczna została pominięta. Stwierdził również, że najbliższy członek jego rodziny nie został przyjęty poza kolejnością, na jakichś specjalnych warunkach - powiedziała polityk.

- To jest świeża sprawa. Oświadczenie, które dostaliśmy od senatora jest dosłownie może sprzed godziny. Tu pewnie prezydium klubu będzie decydowało, czy będziemy prosić o dodatkowe wyjaśnienia, czy też poczekamy na wyniki kontroli, którą przeprowadzi szpital - podsumowała Łoboda.

Doniesienia mediów w sprawie bliskiej osoby senatora Lentza


Wirtualna Polska napisała we wtorek, że w szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim doszło do nieprawidłowości przy organizacji w połowie marca zabiegu medycznego, który miał zostać wykonany dla osoby z najbliższej rodziny senatora Lenza.

W artykule WP wskazano, że zabieg członka rodziny polityka KO miał się odbyć poza standardową procedurą, bez formalnej zgody i dokumentacji medycznej, a także bez kolejki.

W udzielaniu pomocy medycznej mieli uczestniczyć - zdaniem autorów tekstu - ordynator chirurgii i anestezjolog, którzy w tym czasie pełnili dyżur na różnych oddziałach.


Brak wczesnej interwencji medycznej nas zabija. Jak uratować zdrowie Polaków?Polsat News



Brak wczesnej interwencji medycznej nas zabija. Jak uratować zdrowie Polaków?Polsat News


  •  

Tusk wprost do Nawrockiego i Kaczyńskiego. W tle rozmowa Orbana z Putinem

Tusk zwraca się do Nawrockiego i Kaczyńskiego. W tle rozmowa Orbana z Putinem

Krzysztof  Ryncarz

Premier Donald Tusk zwrócił się do prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z pytaniem, czy nadal popierają Viktora Orbana w związku z ujawnionym zapisem jego rozmowy z Władimirem Putinem. Orban miał wprost proponować wsparcie prezydentowi Rosji. Na wpis Tuska niemal natychmiast zareagował lider Fideszu.

Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy


Premier Donald Tusk przemawia przy mównicy

Premier Donald TuskHornetReporter



W skrócie

  • Donald Tusk zapytał Jarosława Kaczyńskiego i Karola Nawrockiego, czy nadal popierają Viktora Orbana w świetle jego deklaracji wsparcia dla Władimira Putina.

  • Premier Węgier Viktor Orban miał zadeklarować gotowość pomocy Rosji i odwołał się do bajki o myszy i lwie podczas spotkania z prezydentem Rosji.

  • Dziennikarskie śledztwo ujawniło kontakty węgierskiego ministra Petera Szijjarto z Siergiejem Ławrowem, co zostało publicznie skomentowane przez Szijjarto.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

"Orban zadeklarował Putinowi, że jest do jego usług w każdej kwestii. W tym też popieracie Orbana?" - zapytał Tusk we wpisie na platformie X, zwracając się do Jarosława Kaczyńskiego i Karola Nawrockiego.

Niemal natychmiast zareagował premier Węgier. "Drogi Donaldzie Tusku, to prawda. Rozmawiałem z prezydentem Putinem na temat zakończenia wojny i organizacji szczytu USA-Rosja w Budapeszcie. Co ty zrobiłeś na rzecz pokoju?" - napisał Viktor Orban.

Przypomnijmy, zarówno prezydent, jak i politycy Prawa i Sprawiedliwości wyrażali w ostatnich tygodniach poparcie dla lidera Fideszu przed zaplanowanymi na 12 kwietnia wyborami parlamentarnymi na Węgrzech.

Viktor Orban proponował wsparcie Rosji. Mówił o myszy i lwie


Donald Tusk w swoim wpisie odniósł się do ujawnionych przed agencję Bloomberga słów, jakie miał wypowiedzieć Viktor Orban podczas spotkania z prezydentem Rosji Władimirem Putinem 17 października 2025 roku.

- Wczoraj nasza przyjaźń osiągnęła tak wysoki poziom, że mogę pomóc w każdy możliwy sposób. W każdej sprawie jestem do dyspozycji - miał stwierdzić szef węgierskiego rządu.

Orban miał również odwołać się do popularnej na Węgrzech bajki Ezopa, by oddać relacje łączące Węgry i Rosję. Jej bohaterką, jest mysz, ratująca lwa uwięzionego w sieci w akcie wdzięczności za to, że wcześniej oszczędzono jej życie.

Do sytuacji odniósł się również szef polskiego MSZ Radosław Sikorski. "Mysz? Naprawdę?" - napisał w mediach społecznościowych. "Rozumiemy, że jesteście za wojną, podczas gdy my jesteśmy za pokojem. Duża różnica..." - odpowiedział mu węgierski minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto.

Węgry w stałym kontakcie z Rosją. "Jestem do dyspozycji"


To nie pierwszy raz kiedy na jaw wychodzą informacje pokazujące relację łączące Budapeszt i Moskwę. W marcu dziennikarze śledczy ujawnili kulisy rozmów jakie mieli odbywać minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto oraz jego rosyjski odpowiednik Siergiej Ławrow.

Według dziennikarzy szef rosyjskiego MSZ miał m.in. prosić węgierskiego polityka o pomoc w usunięciu z unijnej listy sankcyjnej siostry jednego z rosyjskich oligarchów. Szijjarto obiecał pomóc w tej sprawie. - Zawsze jestem do dyspozycji - mówił. Siedem miesięcy później kobieta rzeczywiście została usunięta z listy sankcyjnej.

Dziennikarskie śledztwo wykazało również, że węgierski minister miał przekazywać Rosjanom wrażliwe informacje dotyczące tajnych rozmów toczących się w Brukseli. Co więcej, Szijjarto dzwonił do Ławrowa w trakcie przerw w posiedzeniach UE, by na bieżąco raportować mu wszystko, o czym rozmawiają unijni przywódcy.

Sam Szijjarto odniósł się do doniesień mediów twierdząc, że za podsłuchiwaniem jego rozmów stoją zagraniczne służby wywiadowcze. "Udowodnili, że przez telefon mówię to samo, co publicznie. Dobra robota!" - stwierdził i dodał, że Węgry od dawna sprzeciwiają się sankcjom na Rosję i opowiadają się za pokojowym zakończeniem konfliktu w Ukrainie.

Źródło: Bloomberg


"Wydarzenia": Miś Uszatek w łódzkiej cukierni i inne słodkie symbole miastPolsat News


  •  

Piorun uderzył w samolot LOT. Maszyna musiała zawrócić

Krzysztof  Ryncarz

W samolot linii lotniczych LOT lecący z Warszawy do Stambułu chwilę po starcie uderzył piorun - potwierdził w rozmowie z Interią rzecznik prasowy PLL LOT Krzysztof Moczulski. Maszyna musiała zawrócić i wylądować w stolicy. W zdarzeniu nikt nie został poszkodowany.


Samolot LOT oraz mapa z trasą lotu pokazującą powrót i manewry wokół Warszawy

Samolot LOT został trafiony przez piorun i musiał zawrócić do WarszawyFlight Radar / JACEK KOSLICKI Agencja FORUM



W skrócie

  • W samolot LOT lecący z Warszawy do Stambułu chwilę po starcie uderzył piorun, co spowodowało konieczność powrotu na lotnisko Chopina.

  • Samolot przed lądowaniem przez kilkadziesiąt minut spalał paliwo, po czym wylądował w Warszawie i przechodzi inspekcję po uderzeniu pioruna.

  • Nikt nie został poszkodowany, a pasażerowie przesiedli się do innego samolotu, kontynuując podróż do Stambułu.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Do incydentu doszło we wtorek po godz. 13. Chwilę po starcie samolotu z lotniska im. Chopina w Warszawie maszyna napotkała front burzowy i została trafiona przez piorun.

W związku z tym samolot musiał zawrócić z powrotem na lotnisko, z którego wystartował. Przed lądowaniem krążył jeszcze przez kilkadziesiąt minut z wysuniętym podwoziem, aby spalić paliwo.


Mapa lotu samolotu LOT LO135 z Warszawy do Stambułu pokazująca nieregularny tor lotu w okolicach Warszawy, z wyraźnymi pętlami i zawrotami nad regionem, obok widoczna informacja o typie samolotu Embraer E195 i godzinach startu.

Samolot lecący do Stambułu musiał zawrócić do WarszawyFlight Radarmateriał zewnętrzny


- Po wypaleniu paliwa samolot wylądował na lotnisku w Warszawie, gdzie przechodzi inspekcję po uderzeniu pioruna - przekazał w rozmowie z Interią Krzysztof Moczulski.

Rzecznik PLL LOT poinformował również, że w wyniku zdarzenia nikt nie został poszkodowany. - Pasażerowie zostali przesadzeni do innego samolotu i kontynuują swoją podróż do Stambułu - dodał.

Piorun uderzył w samolot. Maszyna musiała zawrócić do Warszawy


Krzysztof Moczulski przekazał, że na chwilę obecną nie ma informacji, by samolot, w który uderzył piorun, doznał jakichś uszkodzeń.

- To, że pioruny uderzają w samoloty jest rzeczą normalną, szczególnie wiosną - stwierdził rzecznik PLL LOT i dodał, że "samolotom nic się od tego nie dzieje". - Trzeba natomiast zrobić inspekcję pod kątem ewentualnych wypaleń na kadłubie - zaznaczył.

- Taka inspekcja trwa zazwyczaj dwie, trzy godziny, a później samolot normalnie wraca do obsługi połączeń - dodał. Według niego samolot, który został trafiony piorunem zacznie ponownie latać "najpóźniej w ciągu jednego dnia".


"Wydarzenia": Nielegalne składowisko chemikaliów pod Bełchatowem będzie likwidowanePolsat News


  •