Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 13 czerwca 2026

Prezydent Karol Nawrocki może wkrótce jeszcze raz odwiedzić USA

  • W najbliższych tygodniach prezydent Karol Nawrocki może jeszcze raz odwiedzić Stany Zjednoczone - dowiedział się amerykański korespondent RMF FM Paweł Żuchowski. Jutro głowa państwa udaje się z wizytą do Waszyngtonu, gdzie będzie gościć u Donalda Trumpa.

    Amerykański korespondent RMF FM dowiedział się, że prezydent już w lipcu może polecieć do Nowego Jorku. 

    Karol Nawrocki 4 lipca może wejść na pokład Daru Młodzieży i wziąć udział w paradzie żaglowców z okazji 250. urodzin Stanów Zjednoczonych. Jednostki przepłyną wzdłuż Manhattanu, obok Statuły Wolności.

    Na razie, jak ustalił nasz dziennikarz, prowadzone są rozmowy w tej sprawie. Nie ma jeszcze ostatecznej decyzji.

    Może to być kolejna wizyta Karola Nawrockiego w Stanach Zjednoczonych, bo - przypomnijmy - jutro prezydent udaje się z wizytą do Waszyngtonu na zaproszenie Donalda Trumpa.

    Weźmie udział w organizowanej w Białym Domu gali mieszanych sztuk walki UFC Freedom 250, upamiętniającej 250. rocznicę powstania USA i organizowanej w dzień urodzin amerykańskiego prezydenta.

    W planach wizyty głowy państwa w USA jest też m.in. rozmowa w cztery oczy z przywódcą USA, a także spotkania ze środowiskiem politycznym w Waszyngtonie i Polonią na Florydzie.

    Nawrocki na gali MMA u Trumpa. Decyzja sądu w ostatniej chwili

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Oni zmienią świat na lepsze. Młodzi naukowcy odebrali prestiżowe stypendia

Dzisiaj, 13 czerwca (13:00)

Fundacja na rzecz Nauki Polskiej w ramach programu START wyróżniła zdolnych młodych naukowców za wybitne osiągnięcia. Z tej okazji w sobotę na Zamku Królewskim w Krakowie zostały im wręczone prestiżowe stypendia, które fundacja przyznała już po raz 34.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Program START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej to najstarszy w Polsce program oferujący stypendia dla najlepszych młodych naukowców reprezentujących wszystkie dziedziny nauki. Powstał, by wpierać wybitnych młodych uczonych i zachęcać ich do dalszego rozwoju naukowego. 

Laureaci i laureatki tegorocznej edycji programu START otrzymają roczne stypendium w wysokości 30 tysięcy złotych. Łączna kwota przeznaczona na stypendia w programie START to ponad 3 miliony złotych.

Jak podkreśla prezes Zarządu Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, prof. Krzysztof Pyrć, "wspieranie talentów na starcie ich drogi to fundament, na którym budujemy przyszłość polskich innowacji". Kreatywność i poziom naukowy, jaki reprezentują tegoroczni stypendyści programu START, stoją na najwyższym, światowym poziomie. Towarzyszenie im w tym kluczowym momencie kariery to dla nas zaszczyt. Głęboko wierzę, że ich naukowe sukcesy zmienią świat na lepsze - powiedział. 

W sumie w tym roku do konkursu zgłoszono 807 wniosków. Fundacja na rzecz Nauki Polskiej podkreśla, że laureaci i laureatki zostali wybrani w drodze wieloetapowego konkursu, w którym oceniano jakość ich dotychczasowego dorobku naukowego. 37 procent wszystkich nagrodzonych posiada stopień doktora. W Polsce przeciętny wiek uzyskiwania doktoratu wynosi około 35 lat. 

"Wśród nagrodzonych, najwięcej badaczy i badaczek reprezentuje nauki biologiczne, medyczne i nauki o Ziemi - 32 stypendiów" - podkreśla Fundacja na rzecz Nauki Polskiej. Na czele rankingu uplasował się Uniwersytet Warszawski (20 stypendystów), na drugim zaś miejscu znalazł się krakowski Uniwersytet Jagielloński z liczbą 13 stypendystów. Podium zamykają instytuty Polskiej Akademii Nauk, z których pochodzi łącznie 13 stypendystów. Pełną listę nagrodzonych można znaleźć na stronie internetowej Fundacji: www.fnp.org.pl.

Od 2009 roku Fundacja przyznaje również w programie START wyróżnienia kandydatom i kandydatkom, których osiągnięcia badawcze zostały ocenione przez recenzentów konkursu jako wybitne. Stypendia dla tych osób wynoszą 38 tys. zł. W 2026 roku takie wyróżnienia przyznano: dr inż. Annie Wolny (Politechnika Śląska, Wydział Chemiczny), dr Katarzynie Rechcińskiej ora mgr Agnieszce Kasperskiej.

Mgr Agnieszka Kasperska z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, która specjalizuje się w dziedzinie ekonomii, bada istotne społecznie zjawiska związane z transformacją rynków pracy. Analizuje m.in. procesy decyzyjne w organizacjach oraz nierówności związane z płcią i rodziną. Szczególną uwagę poświęca elastycznym formom pracy, zwłaszcza pracy zdalnej, oraz ich wpływie na karierę zawodową i sytuację rodzinną pracowników.

Z kolei dr inż. Anna Wolny z Wydziału Chemicznego Politechniki Śląskiej zajmuje się tzw. zieloną chemią, a więc takimi metodami prowadzenia reakcji chemicznych, które są bardziej przyjazne dla środowiska. Jej celem jest sprawienie, żeby produkcja różnych substancji (np. leków, kosmetyków czy składników z biomasy) była czystsza, mniej energochłonna i generowała mniej odpadów oraz toksycznych substancji.

Fizyka kwantowa i fotonika - w tych dziedzinach specjalizuje się natomiast dr Katarzyna Rechcińska z Sieci Badawczej Łukasiewicz - Instytut Mikroelektroniki i Fotoniki. Zapoczątkowała ona nowy kierunek badań, łączący optykę z zaawansowaną fizyką kwantową, Dziś rozwija go już kilka grup na świecie.

Od roku 2015 r. Fundacja na rzecz Nauki Polskiej w programie START przyznaje wyróżnienie im. prof. Adama Sobiczewskiego. Może je otrzymać laureat prowadzący badania naukowe w dziedzinie matematyki, fizyki teoretycznej bądź astronomii. W tym roku otrzymał je Juliusz Banecki z Wydziału Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Mimo, że jeszcze nie skończył studiów, to już poradził sobie z pytaniami, które polscy matematycy postawili w latach 80. XX wieku, a które pozostawały bez odpowiedzi.

Warto zaznaczyć, że stypendia zostały sfinansowane zarówno z budżetu Fundacji, a także przez prywatnych i instytucjonalnych darczyńców (Fundacja TVN) i z wpłat 1,5 proc. podatku dochodowego. Nabór wniosków do kolejnego konkursu rozpocznie się już jesienią tego roku.      

Tusk ostrzega Nawrockiego, by "nie dał się zaciągnąć do klatki"

Dzisiaj, 13 czerwca (12:39)

Donald Tusk zwrócił się "z gorącym apelem" do prezydenta Karola Nawrockiego, by podczas wizyty w USA "nie dał się zaciągnąć do klatki". We wtorek Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego będzie pracował nad przygotowaniem miejsc, infrastruktury, logistyki, pieniędzy pod kątem obecności wojsk amerykańskich w Polsce - poinformował premier.

  • Premier Donald Tusk poinformował, że we wtorek Komitet Rady Ministrów ds. Bezpieczeństwa Narodowego zajmie się przygotowaniami do obecności wojsk amerykańskich w Polsce.
  • Prezydent Karol Nawrocki udaje się w niedzielę do Waszyngtonu na zaproszenie prezydenta USA Donalda Trumpa.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Prezydent Karol Nawrocki udaje się w niedzielę z wizytą do Waszyngtonu, na zaproszenie prezydenta USA Donalda Trumpa. Weźmie udział m.in. w organizowanej w Białym Domu gali mieszanych sztuk walki UFC Freedom 250, upamiętniającej 250. rocznicę powstania USA i organizowanej w dzień urodzin amerykańskiego prezydenta.

Szef rządu pytany w sobotę przez dziennikarzy w Łomży, jak ocenia wyjazd prezydenta do Stanów Zjednoczonych i o czym Karol Nawrocki powinien rozmawiać z Trumpem, zadeklarował, że z oczywistych względów życzy prezydentowi powodzenia w wyprawie amerykańskiej.

Poinformował, że "na wniosek premiera Władysława Kosiniaka-Kamysza we wtorek z samego rana Komitet Bezpieczeństwa będzie pracował nad przygotowaniem miejsc, infrastruktury, logistyki, pieniędzy pod kątem obecności wojsk amerykańskich w Polsce".

Bardzo chcemy, żeby Polska była konkretnie, precyzyjnie przygotowana do zapowiedzi, jaką usłyszeliśmy od prezydenta Trumpa - powiedział premier. Liczę, że prezydent Nawrocki znajdzie okazję, żeby przypomnieć prezydentowi Trumpowi jego obietnicę - dodał.

Premier, nawiązując do planowanej w Białym Domu gali mieszanych sztuk walki, zwrócił się "z gorącym apelem" do prezydenta, by w USA "nie dał się zaciągnąć do klatki". Wiemy, że lubi boks, ale lepiej nie ryzykować. Wiadomo, jak niektóre walki się kończą, więc mam nadzieję, że nie da się namówić na tego typu konfrontacje - powiedział Tusk.

Szef MON informował, że przekazał sekretarzowi obrony USA Pete'owi Hegsethowi oficjalną propozycję utworzenia nowej, stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce. Wcześniej rozmawiał z sekretarzem obrony USA w maju, w związku z pojawiającymi się wówczas doniesieniami, jakoby Pentagon anulował plany rotacyjnego przemieszczenia 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski. Minister obrony relacjonował wówczas, że Hegseth zapewnił go, iż obecnie trwa proces przegrupowania sił i środków armii USA w Europie, ale żadna decyzja o zmniejszeniu zdolności wojsk amerykańskich w Polsce nie zapadła.

Później prezydent USA Donald Trump poinformował, że Stany Zjednoczone wyślą do Polski kolejnych 5 tysięcy żołnierzy. Jak podkreślił, to decyzja podjęta w oparciu o relacje z prezydentem Nawrockim, którego wsparł przed wyborami w 2025 r.

Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz przekazał w mijającym tygodniu, że prezydent Nawrocki w Waszyngtonie będzie rozmawiał z Trumpem bezpośrednio "o zasadniczych sprawach dotyczących polskiego bezpieczeństwa, stosunkach dwustronnych i współpracy energetyczno-gospodarczej".

A przypomnę, że poza tematyką gospodarczą, energetyczną czy politycznym dialogiem, najważniejsza jest oczywiście dla nas kwestia polityki bezpieczeństwa, obecności amerykańskich żołnierzy na terytorium Polski - podkreślił prezydencki minister. Jak dodał, w trakcie rozmowy poruszona zostanie również kwestia stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Szef BPM podał też, że Nawrocki podczas wizyty w USA spotka się również z Polonią.

To jest wizyta robocza głowy państwa w Stanach Zjednoczonych - sprecyzował w piątek w RMF FM Przydacz. W czasie wydarzenia oczywiście dojdzie do odpowiednich rozmów, ale będą też inne rozmowy polityczne, o czym powiemy w odpowiednim czasie. Z prezydentem i ze środowiskiem politycznym w Waszyngtonie - mówił gość RMF FM.

Nie wyrzucaj od razu! Jak rozpoznać, kiedy stare jedzenie nadaje się do kosza?

Dzisiaj, 13 czerwca (07:06)

Przeciętna polska rodzina wyrzuca do kosza aż 3 tysiące złotych rocznie wraz z jedzeniem, które wcale nie musiało tam trafić. Brązowe banany, czerstwy chleb czy zwiędła sałata często wyglądają nieapetycznie, ale nadal mogą być bezpieczne dla zdrowia. Jak rozpoznać, czy stare jedzenie nadaje się do zjedzenia czy do kosza? Poznaj cztery proste znaki, które uchronią Cię przed zatruciem, dowiedz się, jak uratować domowy budżet i zobacz, jak ogromna jest skala marnowania żywności w Polsce i na świecie.

  • Nie każda utrata świeżości jedzenia oznacza, że trzeba je wyrzucić - pleśń, śluz i nieprzyjemny zapach to sygnały alarmowe!
  • Brązowe banany czy pomarszczone jabłka świetnie nadają się do wypieków i koktajli, więc nie wyrzucaj ich od razu.
  • Warzywa i owoce z miejscową pleśnią można czasem ratować, ale miękkie owoce z pleśnią lepiej wyrzucić dla bezpieczeństwa.
  • Czerstwy chleb i resztki makaronu czy ryżu można wykorzystać ponownie - to sposób na mniej marnotrawstwa w kuchni.
  • Marnowanie żywności to poważny problem - Polacy wyrzucają rocznie jedzenie warte około 3 tys. zł na rodzinę!

Zdarza się, że w domu zostają nam produkty, które nie wyglądają już świeżo - brązowiejące banany, zwiędła sałata czy czerstwy chleb. Jednak nie każde jedzenie, które straciło świeżość, jest od razu szkodliwe. Eksperci wskazują cztery główne oznaki, które świadczą, że żywność powinna trafić do śmieci: widoczna pleśń, śluz, wypływający płyn oraz silny, kwaśny lub nieprzyjemny zapach. Obecność przynajmniej jednej z tych cech oznacza, że produkt może być niebezpieczny dla zdrowia. Spożycie zepsutej żywności grozi zatruciem pokarmowym, które objawia się bólem brzucha, nudnościami, wymiotami i biegunką. 

Warto jednak wiedzieć, że inne zmiany, takie jak pomarszczenie, brązowienie czy suchość, zazwyczaj oznaczają tylko starzenie się produktu, nie zaś jego szkodliwość.

Brązowe lub czarne banany mogą wyglądać nieapetycznie, ale doskonale sprawdzą się w wypiekach, naleśnikach czy koktajlach. Lepiej jednak przechowywać je osobno od świeżych owoców, ponieważ wydzielają gaz etylenowy przyspieszający dojrzewanie innych produktów. 

Pomarszczone jabłka, które utraciły wodę, są idealne do pieczenia, duszenia lub tarcia. Skórki cytrusów, mimo twardości i suchości, mogą posłużyć do wypieków, marmolad, a miąższ - do napojów czy sosów. 

W przypadku dużych, twardych owoców z miejscową pleśnią można bezpiecznie odciąć zainfekowany fragment z dużym marginesem. Jednak miękkie lub małe owoce z pleśnią, jak jagody, należy wyrzucić, ponieważ grzyby mogą przenikać w głąb struktury owocu.

Warzywa liściaste, które straciły jędrność, często można uratować, mocząc je przez około 30 minut w zimnej wodzie. Pomarszczone, wiotkie warzywa korzeniowe, takie jak marchew, ziemniaki czy dynia, nadają się do pieczenia, gotowania lub miksowania. 

Przy ziemniakach należy uważać na rozległe zielone przebarwienia i kiełki - mogą zawierać toksyczną solaninę

Grzyby z białym nalotem zazwyczaj nie są spleśniałe - to grzybnia, a nie szkodliwa pleśń. Jednak jaskrawe, kolorowe skupiska pleśni na grzybach są już sygnałem ostrzegawczym.

Pleśń na chlebie czy ciastach oznacza konieczność wyrzucenia całego produktu, ponieważ grzyby mogą przenikać w głąb porowatej struktury pieczywa. 

Czerstwy chleb bez pleśni można wykorzystać do tostów, grzanek czy bułki tartej. Pieczywo najlepiej przechowywać w suchym miejscu, np. w lnianej torbie lub chlebaku.

Ugotowany ryż i makaron można przechowywać w lodówce przez kilka dni, wykorzystując je do zapiekanek. Ważne, by szybko je schłodzić i dobrze podgrzać przed spożyciem. Resztki, które stały w temperaturze pokojowej ponad dwie godziny, nie nadają się już do jedzenia.

Produkty mleczne, takie jak mleko czy jogurt, należy spożywać przed upływem daty ważności. Miękkie sery z pleśnią powinny być wyrzucone w całości, ponieważ grzyby mogą przenikać głęboko do środka. Twarde sery, jak parmezan, można uratować, odcinając spleśniały fragment z dużym marginesem. 

Odpowiednie przechowywanie nabiału, czyli używanie czystych przyborów i szybkie chowanie do lodówki, pozwala dłużej zachować świeżość.

W Polsce rocznie marnuje się niemal 5 mln ton jedzenia, z czego aż 60 proc. pochodzi z gospodarstw domowych. Przeciętna polska rodzina wyrzuca produkty spożywcze o wartości około 3 tys. zł rocznie, najczęściej są to pieczywo, wędliny oraz świeże owoce i warzywa. To tak, jakby codziennie przez cały rok Polacy wyrzucali 184 bochenki chleba na sekundę. 

Problem marnowania żywności dotyczy całego świata - co roku do śmieci trafia 1/3 globalnej produkcji żywności, czyli około 1,3 mld ton. W Europie statystycznie na jednego mieszkańca przypada 179 kg wyrzuconej żywności, w Polsce - 126 kg, a w krajach afrykańskich zaledwie 10 kg. 

Aby ograniczyć straty, warto planować zakupy, przechowywać jedzenie w odpowiedni sposób, wykorzystywać resztki i dzielić się nadwyżkami z innymi. Każdy z nas ma wpływ na zmniejszenie marnotrawstwa - wystarczy odrobina wiedzy i dobre nawyki.

​Cyberataki na użytkowników Gmaila. Hakerzy z Białorusi omijają kody SMS

Wczoraj, 12 czerwca (19:59)

Hakerzy z grupy UNC1151/Ghostwriter, najprawdopodobniej powiązani z białoruskim reżimem, prowadzą masowe ataki phishingowe (to rodzaj oszustwa, w którym cyberprzestępca podszywa się np. pod zaufaną instytucję). Zespół CERT Polska - działający w ramach NASK - ostrzega, że hakerzy w ostatnim czasie zmienili cel i atakują użytkowników poczty Gmail. Co gorsza, potrafią omijać też weryfikację dwuetapową.

  • Grupa hakerska UNC1151 od marca masowo atakuje użytkowników poczty Gmail.
  • Cyberprzestępcy wyłudzają też kody logowania dwuetapowego.
  • CERT Polska apeluje o ostrożność i zgłaszanie prób oszustwa.
  • Bądź na bieżąco! Wejdź na RMF24.pl.

Grupa UNC1151 to - według ustaleń ukraińskiego zespołu reagowania na incydenty komputerowe - hakerzy operujący z Mińska na Białorusi, powiązani z tamtejszym wojskiem. Ukraińcy ustalili, że to właśnie ci cyberprzestępcy stali za cyberatakiem na ich siły zbrojne w 2022 r.

Choć przez lata skupiali się na kontach w polskich serwisach pocztowych, od marca 2026 r. hakerzy uderzają w użytkowników poczty Gmail. Ataki są niezwykle intensywne, prowadzone przede wszystkim w dni robocze.

Co ważne, cyberprzestępcy zaktualizowali swoje narzędzia i potrafią już skutecznie wyłudzać kody uwierzytelniania dwuskładnikowego. Zarówno te wysyłane SMS-em, jak i generowane w aplikacjach typu Google Authenticator.

Lista potencjalnych ofiar jest długa. Cyberprzestępcy atakują osoby zaangażowane w politykę czy działalność społeczną. Hakerzy celują też w ofiary na eksponowanych stanowiskach, naukowców, dziennikarzy, urzędników administracji publicznej i funkcjonariuszy służb mundurowych, a także ich bliskich.

Czasami przestępcy nie wiedzą do kogo należy skrzynka, na którą wysyłają wiadomości phishingowe - podkreśla CERT. Próbują więc po prostu odgadnąć adres e-mail swojej ofary, przez co groźne wiadomości - z powodu zbieżności imion i nazwisk - trafiają do przypadkowych osób. Analitycy zespołu działającego w ramach NASK odnotowali też ataki ukierunkowane na organizacje z konkretnych rejonów kraju czy osoby pełniące wybrane funkcje, np. tłumaczy lub biegłych sądowych.

Przejęte konta hakerzy przeszukują w poszukiwaniu cennych dla nich informacji. Kradną więc listy kontaktowe, wrażliwe dokumenty i przejmują powiązane z adresem konta, np. w mediach społecznościowych.

Oszuści podszywają się pod oficjalnych administratorów poczty Gmail. Wysyłają poprawne językowo wiadomości informujące o rzekomej podejrzanej aktywności, nieuprawnionym logowaniu lub naruszeniu regulaminu. Nakłaniają adresata do weryfikacji problemu, grożąc blokadą lub trwałym usunięciem konta - tłumaczy CERT. Zamiast adresować wiadomości bezpośrednio do ofiary, często korzystają z ukrytej kopii do wiadomości (UDW).

Link zamieszczony w mailu przenosi ofiarę na fałszywą polskojęzyczną witrynę, która imituje prawdziwy panel logowania Google. Gdy ofiara poda tam swoje dane, przestępcy automatycznie podejmują próbę wejścia na jej konto.

Jeśli logowanie jest chronione dwuetapowo, sfałszowana strona natychmiast wyświetla stosowny formularz, prosząc o podanie kodu. Mechanizm pozwala na wyłudzenie zarówno kodów przesyłanych na numer telefonu, jak i generowanych w aplikacji typu Google Authenticator - ostrzega CERT.

Aby wywrzeć na ofierze jeszcze większą presję i utrudnić zignorowanie sprawy, hakerzy potrafią wysyłać wiadomości wielokrotnie w krótkim czasie (kilka razy w czasie dwóch dni), za każdym razem skracając czas na reakcję.

Grupa UNC1151 stale zmienia swoje techniki działania. Do dystrybucji szkodliwych linków przestępcy wykorzystują specjalnie rejestrowane domeny (często z rozszerzeniami takimi jak .icu, .digital, .top), a także darmowe subdomeny (np. *.netlify.app).

Co więcej, hakerzy niekiedy ukrywają swoje fałszywe panele logowania na przejętych, stronach internetowych polskich podmiotów. Przestępcy robią to na tyle sprytnie, że nie podmieniają stron głównych, przez co incydent bardzo długo pozostaje niezauważony zarówno przez zwykłych użytkowników, jak i właścicieli zaatakowanych witryn.

CERT Polska przypomina, że choć starsze ataki na konta polskich serwisów osłabły, to jednak nadal się zdarzają. Grupa UNC1151 nieustannie udoskonala swoje metody, dlatego nie da się ich zablokować wyłącznie przy użyciu rozwiązań technicznych.

Eksperci apelują o czujność, zapoznanie się z poradnikiem bezpiecznego korzystania z poczty oraz zgłaszanie wszelkich podejrzanych stron. CERT Polska to zespół działający w strukturach NASK - Państwowego Instytutu Badawczego. Został powołany w 1996 r. w celu reagowania na incydenty bezpieczeństwa komputerowego.

​Ilu lekarzy w Polsce straci prawo wykonywania zawodu? Ustalenia RMF FM

12 czerwca 2026, 12:49

Wczoraj, 12 czerwca (12:49)

Prawie 800 lekarzy spoza Unii Europejskiej straci prawo wykonywania zawodu. Takie informacje dziennikarz RMF FM uzyskał w Naczelnej Izbie Lekarskiej. Będzie to efekt czwartkowego weta prezydenta do ustawy, mającej wydłużyć czas, w którym medycy mogą uzyskać certyfikat znajomości języka polskiego na poziomie B1. Ci, którzy certyfikatu nie mają, nie mogą leczyć pacjentów.

  • Prawie 800 lekarzy spoza UE traci prawo wykonywania zawodu w Polsce - to efekt prezydenckiego weta.
  • Lekarze bez wymaganego certyfikatu nie mogą przyjmować pacjentów.  
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Ministerstwo Zdrowia uspokaja, że w skali kraju systemowo to nie będzie duży problem, bo jest to strata kilkuset lekarzy w systemie wobec 140 tysięcy tych, którzy pracują. Jednak dyrektor departamentu kadr medycznych profesor Mariusz Klencki przyznaje w rozmowie z naszym reporterem, że lokalnie to może utrudnić pracę ośrodków. 

To może być problem dla podmiotów leczniczych położonych tam, gdzie są niedobory kadry i lekarze z Ukrainy, spoza Unii Europejskiej, pozwalali planować grafiki. Nie mamy listy konkretnych podmiotów, gdzie jest problem, ale nie mamy też lawiny podań. Przypominam, że propozycja przedłużania czasu na uzyskanie certyfikatu językowego nie była propozycją Ministerstwa Zdrowia, tylko pojawiła się na etapie prac w parlamencie - podkreśla. 

Ministerstwo na razie zamierza monitorować sytuację. Część specjalistów, w tym ordynatorów oddziałów, liczy na to, że część lekarzy spoza Unii Europejskiej, którzy chcą pracować w Polsce, teraz uzyska certyfikat językowy, który pozwoli im pracować.

Prezydent Karol Nawrocki zawetował w czwartek ustawę dotyczącą leczenia HIV oraz funkcjonowania lekarzy spoza Unii Europejskiej. Jak tłumaczył, nie kwestionuje rozwiązań poprawiających dostęp do terapii osób żyjących z HIV, dlatego skierował do Sejmu własny projekt obejmujący te przepisy. 

Powodem weta w tej sprawie były regulacje przedłużające wyjątkowe zasady dotyczące wymogów językowych dla medyków spoza Unii Europejskiej. Nie mogę zaakceptować sytuacji, w której do ustawy dotyczącej walki z ciężkimi chorobami zostają dopisane przepisy budzące poważne wątpliwości i dotyczące bezpieczeństwa pacjentów - powiedział. Dodał, że "każdy Polak ma prawo oczekiwać, że będzie mógł skutecznie i bez przeszkód porozumieć się ze swoim lekarzem", ponieważ od tego zależy bezpieczeństwo zdrowotne i jakość leczenia.

Gdy lekarz źle zrozumie, co pacjentowi dolega albo gdy z przyczyn językowych pacjent źle zrozumie, co lekarz zaleca, może dojść do tragedii. Dlatego nie zgodziłem się na przedłużenie o kolejny rok obowiązywania wyjątkowych rozwiązań dotyczących wymogów językowych dla medyków spoza Unii Europejskiej bez przeprowadzenia rzetelnej debaty i bez uwzględnienia zastrzeżeń środowisk medycznych - mówił w oświadczeniu prezydent. 

Polskie rodziny, idąc do lekarza opłacanego z publicznych środków, z ich kieszeni, muszą uzyskać pomoc i po prostu móc zwyczajnie dogadać się z lekarzem - przekonywał. 

Druga elektrownia jądrowa w Polsce. Preferowane i rezerwowe lokalizacje

12 czerwca 2026, 11:03

Wczoraj, 12 czerwca (11:03)

W 2027 roku resort energii chce wybrać partnera do budowy drugiej elektrowni jądrowej - poinformował w piątek wiceminister energii Wojciech Wrochna. Preferowane lokalizacje drugiej elektrowni to wciąż Bełchatów i Konin.

  • Resort energii planuje wybrać partnera do budowy drugiej elektrowni jądrowej w 2027 roku.
  • Budowa drugiej elektrowni ma ruszyć w 2032 roku, a pierwszy blok ma powstać do 2040 roku.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Ministerstwo Energii zaprezentowało w piątek aktualizację Programu polskiej energetyki jądrowej (PPEJ).

Bezpieczeństwa energetycznego nie da się zbudować na lata bez energetyki jądrowej - powiedział minister energii Miłosz Motyka podczas konferencji prasowej.

Program przewiduje, że Polska docelowo będzie mieć elektrownie jądrowe o mocy 6-9 GW. Pierwsza z nich ma dostarczyć prąd do sieci w 2036 r. Budowa reaktora ma się rozpocząć w 2028 r. Ten harmonogram jest wykonalny - podkreślił na konferencji wiceminister Wojciech Wrochna.

Jeśli chodzi o drugą elektrownię jądrową, to w zaktualizowanym PPEJ preferowane lokalizacje to nadal Bełchatów i Konin, a rezerwowe - Kozienice i Połaniec. Szacujemy, że partnera i technologię wybierzemy w 2027 roku - poinformował Wrochna.

Zastrzegł, że ostateczny termin wyboru partnera zależy od treści przedstawionych przez zainteresowane firmy ofert. Natomiast ostateczny wybór lokalizacji drugiej elektrowni to 2028 r. Obecnie badania terenu w Bełchatowie i Koninie prowadzi Polska Grupa Energetyczna. Kiedy partner zostanie wybrany, dokończy badania w obu lokalizacjach - wskazał Wrochna.

Rozpoczęcie budowy drugiej elektrowni planowane jest w 2032 r. a rozpoczęcie eksploatacji jej pierwszego bloku - w 2040 r. To daty wstępne, ostateczny harmonogram będzie uzależniony od tego, jaka lokalizacja będzie wybrana - powiedział Paweł Gajda, dyrektor Departamentu Energii Jądrowej w Ministerstwie Energii.

Wiceminister Wrochna potwierdził, że państwo oczekuje zaangażowania kapitałowego partnerów przy budowie drugiej elektrowni. Nie będzie to jednak bezpośrednio dostawca technologii. Jesteśmy w rozmowach z PFR, który być może będzie zaangażowany w szukanie partnera finansowego. Rozmawiamy też z BGK, z funduszami i z podmiotami, które przychodzą z konkretnymi propozycjami - dodał Wrochna.

Podmiotem, który będzie koordynował prace nad drugą elektrownią jądrową, będzie spółka Polskie Elektrownie Jądrowe. Widzimy też istotną rolę dla Polskiej Grupy Energetycznej - dodał wiceminister.

Minister Motyka zapowiedział natomiast, że przy budowie pierwszego bloku udział local content ma wynieść 40 proc., a w kolejnych blokach - 70 proc.

Resort energii spodziewa się, że PPEJ zostanie przyjęty w lipcu przez Radę Ministrów. Osobnym dokumentem przygotowanym przez ministerstwo będzie mapa drogowa dla modułowych reaktorów jądrowych (SMR). To będzie dokument, który będzie określał możliwości, jakimi dysponuje państwo w zakresie wsparcia. Tam będzie wpisany kontrakt różnicowy, ale jako instrument, który dzisiaj rynek czy prawo dopuszcza, a nie jako zobowiązanie państwa - wskazał Wrochna.

Pierwsza polska elektrownia jądrowa powstaje w pomorskiej gminie Choczewo. Inwestorem jest spółka Polskie Elektrownie Jądrowe, a wykonawcą - konsorcjum amerykańskich firm Westinghouse i Bechtel. Pierwszy reaktor tej elektrowni, budowany w technologii AP1000 firmy Westinghouse, ma rozpocząć pracę w 2036 r., a kolejne - w 2037 i 2038 r. 

​Będzie ustawa regulująca system BLIK. Chodzi o przelewy na zły numer telefonu

9 czerwca 2026, 09:19

Wtorek, 9 czerwca (09:19)

W tym tygodniu do Sejmu trafi projekt ustawy dotyczący systemu BLIK. Jak ustaliliśmy, chodzi o wyeliminowanie przypadków przelewów wysłanych na numery telefonów, które nie są już aktywne.

  • Do Sejmu trafi w tym tygodniu projekt ustawy regulującej system BLIK.
  • Nowa ustawa ma zobowiązać operatorów do informowania systemu BLIK o numerach, które powinny zostać automatycznie wyrejestrowane.  
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka przekonuje, że chodzi o uszczelnienie systemu i uniknięcie sytuacji, w których numer powiązany wcześniej z jedną osobą pozostaje aktywny w systemie płatności, mimo że korzysta z niego już ktoś inny. Chodzi o to, żeby bankowcy wiedzieli, które z numerów muszą automatycznie wyrejestrować, bo wróciły do ponownego przydzielenia - tłumaczy polityk.

Jak wyjaśnił wiceminister Gramatyka, problem pojawia się w momencie, gdy użytkownik rezygnuje z numeru telefonu. 

Taki numer po pewnym czasie wraca do tzw. puli abonenckiej i może zostać przydzielony kolejnej osobie. Operator systemu płatności nie zawsze ma wiedzę o tym, że dany numer przestał należeć do pierwotnego użytkownika. W praktyce oznacza to ryzyko sytuacji, w której numer nadal pozostaje powiązany z usługą, mimo że jego właściciel już się zmienił - słyszymy od wiceszefa resortu cyfryzacji.

Projekt zakłada stworzenie interfejsu pomiędzy operatorami komórkowymi a Polskim Standardem Płatności. Dzięki temu banki oraz operator systemu będą otrzymywać informacje o numerach, które powinny zostać automatycznie wyrejestrowane. 

Co roku jest kilkaset przypadków, które docierają do BLIK-a. Rzeczywista liczba może być jednak większa, ponieważ część osób po prostu ich nie zgłasza. Kwoty przesyłane w ten sposób często są niewielkie, dlatego część osób rezygnuje z dochodzenia zwrotu pieniędzy - wyjaśnia Gramatyka.

Jak usłyszeliśmy, inicjatywa ma mieć charakter poselski, a nie rządowy. Według Michała Gramatyki projekt ma być ponadpolityczny - poparło go już ponad 60 osób. Projekt ma zostać skierowany do Sejmu już podczas najbliższego posiedzenia, choć wciąż trwają prace nad jego ostatecznym kształtem.

Oprac. Karolina Fit

Otrzymane przedwczoraj

Energia z fotowoltaiki będzie rozliczana inaczej. Zmiana u dużego dystrybutora

Od 1 września 2026 roku wszyscy prosumenci korzystający z sieci TAURON Dystrybucja przejdą na miesięczny system rozliczeń energii. Oznacza to koniec prognozowanych rachunków i rozliczanie wyłącznie na podstawie rzeczywistego zużycia oraz produkcji energii odczytanej z liczników.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Zmiana ma sprawić, że rachunki staną się prostsze i bardziej przejrzyste - obiecuje spółka. Klienci będą mogli na bieżąco śledzić swoje wydatki na energię oraz szybciej zauważać zmiany w zużyciu prądu.

Nowelizacja dotyczy zarówno prosumentów rozliczających się w systemie net-billing jak i po staremu czyli net-metering - zaznacza portal muratordom.pl.

Według TAURON Dystrybucja nowe rozwiązanie jest możliwe dzięki licznikom zdalnego odczytu. Firma zapowiada, że w przyszłości podobny model rozliczeń będzie stopniowo wprowadzany także dla kolejnych grup odbiorców energii.

Prosumenci to osoby lub firmy, które nie tylko zużywają energię elektryczną, ale także sama ją produkują. Najczęściej chodzi o właścicieli instalacji fotowoltaicznych (paneli słonecznych) zamontowanych na dachu domu lub budynku.

Renata Szczepaniak, rzeczniczka prasowa TAURON Dystrybucji zwraca uwagę, że pierwsze faktury po zmianie mogą różnić się od dotychczasowych. Będzie to efekt przejścia z prognoz na rzeczywiste dane pomiarowe.

W kolejnych miesiącach wysokość rachunków ma bardziej odzwierciedlać sezonowość produkcji energii z instalacji fotowoltaicznych. W praktyce oznacza to, że zimą opłaty mogą być wyższe, a latem niższe.

Dodatkowo prosumenci otrzymają fakturę końcową rozliczającą energię zużytą do 31 sierpnia 2026 roku. Dokument ten pojawi się w podobnym terminie co pierwsza miesięczna faktura, dlatego klienci powinni przygotować się na otrzymanie dwóch rozliczeń w krótkim odstępie czasu.

TAURON zachęca prosumentów do korzystania z aplikacji eLicznik. Narzędzie ma umożliwiać podgląd aktualnych danych pomiarowych i analizę zużycia energii z miesiąca na miesiąc. W nowym systemie ma ono pomóc lepiej kontrolować domowy bilans energetyczny i przewidywać wysokość rachunków.

Część klientów już korzysta z miesięcznych rozliczeń - są to osoby, które zostały przyłączone do sieci od 1 stycznia 2026 roku. Od września nowy system obejmie również wszystkich wcześniejszych prosumentów.

Najważniejsze dla klientów jest to, że zmiana zostanie przeprowadzona automatycznie. Nie trzeba składać żadnych wniosków ani podejmować dodatkowych działań.

ENA dla Zbigniewa Ziobry. Wylosowano nowego sędziego

  • Sędzia Tomasz Grochowicz wylosowany został do rozpoznania sprawy o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) dla Zbigniewa Ziobry. Poinformował o tym wydział informacji Sądu Okręgowego w Warszawie.

    • Sędzia Tomasz Grochowicz został wylosowany do rozpoznania sprawy o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec Zbigniewa Ziobry.
    • Wcześniej zgodę na areszt wobec Ziobry wydał Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa; wydano też za nim list gończy.
    • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

    Sędzia Tomasz Grochowicz został wylosowany po tym, gdy na wniosek Prokuratury Krajowej w ubiegły wtorek została wyłączona ze sprawy sędzia Joanna Grabowska.

    W lutym br. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa zgodził się na zastosowanie aresztu wobec byłego ministra sprawiedliwości. Za Ziobrą wydano list gończy, następnie skierowano do sądu wniosek o wydanie ENA. W drugiej połowie lutego do sprawy tego wniosku została wyznaczona sędzia Grabowska.

    27 maja PK skierowała do warszawskiego sądu okręgowego wniosek o jej wyłączenie w związku z posiadaniem przez nią 102 akcji TV Republika, w której jako korespondent miał zostać zatrudniony Ziobro przebywający obecnie w USA.

    W poniedziałek Aneta Gąsińska z wydziału informacji warszawskiego SO poinformowała PAP, że nowym sędzią referentem w sprawie o wydanie ENA wobec b. szefa MS został sędzia Grochowicz.

    Ziobro - który jest podejrzany w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości - 10 maja potwierdził, że jest w USA; wcześniej przez kilka miesięcy przebywał na Węgrzech, gdzie za rządów premiera Viktora Orbana otrzymał ochronę międzynarodową. 

    Po opuszczeniu Węgier, jak 9 maja br. informowała prokuratura, Ziobro wyleciał z Mediolanu do Nowego Jorku. Posłużył się - z punktu widzenia USA - wizą "członka zagranicznych mediów".

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Tusk wzywa Nawrockiego i Zełenskiego. "Dyplomacja nie przyniosła efektów"

"Ponieważ dyplomacja nie przyniosła żadnych efektów, zwracam się publicznie do prezydentów Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego o bezpośrednią i szczerą rozmowę" - napisał w mediach społecznościowych premier Donald Tusk.

  • W kwietniu 2023 roku prezydent Andrzej Duda odznaczył Wołodymyra Zełenskiego Orderem Orła Białego za zasługi w pogłębianiu relacji Polski z Ukrainą i obronę praw człowieka.
  • Pod koniec maja 2026 prezydent Ukrainy nadał nazwę "Bohaterów UPA" jednej z jednostek wojskowych, co wzbudziło krytykę w Polsce.  
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Kapituła Orderu Orła Białego w poniedziałek ma zająć się m.in. propozycją prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie odebrania Orderu prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu, w związku z nazwaniem jednej z jednostek wojskowych imieniem "Bohaterów UPA".

W poniedziałek przed południem wpis w tej sprawie na platformie X zamieścił Donald Tusk. 

"Ponieważ dyplomacja nie przyniosła żadnych efektów, zwracam się publicznie do prezydentów Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego o bezpośrednią i szczerą rozmowę" - napisał premier.

"Zanim emocje zrujnują naszą solidarność, która narodziła się w obliczu rosyjskiego zagrożenia. Współpraca leży w interesie obu naszych państw i narodów, a konflikt w interesie Moskwy. To chyba oczywiste dla nas wszystkich" - podkreślił szef rządu.

Wołodymyr Zełenski został odznaczony Orderem Orła Białego w kwietniu 2023 roku przez ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudę "w uznaniu znamienitych zasług w pogłębianiu przyjaznych i wszechstronnych stosunków między Polską a Ukrainą, za rozwijanie współpracy na rzecz demokracji, pokoju i bezpieczeństwa w Europie oraz niezłomność w obronie niezbywalnych praw człowieka".

Pod koniec maja prezydent Ukrainy ogłosił, że nadał imię "Bohaterów UPA" Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ" Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Decyzja ta wywołała falę krytyki w Polsce.

Prezydent Nawrocki, wyrażając oburzenie decyzją prezydenta Ukrainy, zaproponował wówczas, by jednym z punktów zwołanego na 8 czerwca posiedzenia Kapituły było odebranie mu Orderu Orła Białego. Nawrocki stwierdził wtedy m.in., że "gloryfikowanie UPA jest rzeczą, która dostarczyła rosyjskiej propagandzie wiele tlenu do dezinformacji".

W związku z napiętą sytuacją w piątek i sobotę był w Warszawie szef kancelarii prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow, który rozmawiał z m.in. z wicepremierem, szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, szefem prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcinem Przydaczem, szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartoszem Grodeckim oraz wiceszefem MSZ Marcinem Bosackim.

Szef prezydenckiego BPM powiedział po rozmowie z Budanowem, że strona ukraińska wskazała, że ma świadomość reakcji, jakie tematyka UPA wywołuje w Polsce i jest zainteresowana dialogiem w tej sprawie. Przydacz zadeklarował gotowość do dalszych rozmów i wskazał na oczekiwania po stronie polskiej. Z kolei rzecznik MSZ Maciej Wewiór przekazał, że jednym z tematów rozmowy Budanowa z wiceministrem Bosackim były ukraińskie propozycje rozwiązania sytuacji.

Polska i Ukraina od lat różnią się w ocenie działalności Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Dla polskiej strony wydarzenia z 1943 r. na Wołyniu były zbrodnią ludobójstwa, dla Ukraińców był to efekt symetrycznego konfliktu zbrojnego, za który w równym stopniu odpowiedzialne były obie strony. Dodatkowo Ukraińcy postrzegają OUN i UPA przeważnie jako organizacje antysowieckie (ze względu na ich powojenny ruch oporu wobec ZSRR), a nie antypolskie.

Nadawanie odznaczeń jest prerogatywą prezydenta. Prezydent nadaje ordery z własnej inicjatywy lub na wniosek premiera oraz Kapituł orderów. Według ustawy o orderach i odznaczeniach prezydent może podjąć decyzję o pozbawieniu orderu na wniosek m.in. kapituły oraz z własnej inicjatywy po zasięgnięciu opinii odpowiedniej kapituły, w razie stwierdzenia, że "nadanie orderu lub odznaczenia nastąpiło w wyniku wprowadzenia w błąd albo odznaczony dopuścił się czynu, wskutek którego stał się niegodny orderu lub odznaczenia".

Order Orła Białego to najstarszy i najważniejszy order państwowy. Kapitule Orderu Orła Białego przewodniczy prezydent. Kapituła ma prawo wyrażania opinii we wszystkich sprawach dotyczących orderu, może też m.in. wystąpić do prezydenta z inicjatywą nadania orderu lub jego pozbawienia. Obecnie w Kapitule Orderu Orła Białego, oprócz prezydenta Nawrockiego, zasiadają: kanclerz Kapituły Orderu Orła Białego prof. Michał Kleiber, Zofia Romaszewska, Adam Bujak, Wojciech Roszkowski i Bronisław Wildstein.

"Zwracam się publicznie". Apel Tuska do Nawrockiego i Zełenskiego

"Zwracam się publicznie". Apel Tuska do Nawrockiego i Zełenskiego

Premier Donald Tusk zaapelował do prezydentów Polski i Ukrainy o "bezpośrednią i szczerą rozmowę", ponieważ - jak ocenił - dyplomacja "nie przyniosła żadnych efektów". "Współpraca leży w interesie obu naszych państw i narodów, a konflikt w interesie Moskwy" - podkreślił szef rządu.


Premier Donald Tusk przemawia przy mównicy z polską flagą, obok duży biało-czerwony sztandar.

Premier Donald Tusk zaapelował do prezydentów Polski i UkrainyKai Jane / Zuma PressAgencja FORUM



W skrócie

  • Donald Tusk wezwał prezydentów Polski i Ukrainy do "bezpośredniej i szczerej" rozmowy.

  • Szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP Marcin Przydacz skomentował apel premiera, odnosząc się krytycznie do efektów polskiej dyplomacji.

  • Kapituła Orderu Orła Białego obraduje nad propozycją odebrania tego odznaczenia Wołodymyrowi Zełenskiemu w związku z jego decyzją dotyczącą nadania jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA.

Premier ocenił, że dotychczasowe działania dyplomatyczne nie przyniosły żadnych efektów, dlatego zdecydował się publicznie zaapelować do prezydentów Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego o odbycie "bezpośredniej i szczerej rozmowy" zanim "emocje zrujnują naszą solidarność, która narodziła się w obliczu rosyjskiego zagrożenia".

"Współpraca leży w interesie obu naszych państw i narodów, a konflikt w interesie Moskwy. To chyba oczywiste dla nas wszystkich" - podsumował Donald Tusk.

Premier apeluje do Nawrockiego i Zełenskiego. Prosi o "bezpośrednią i szczerą rozmowę"


Na wpis premiera zareagował szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP Marcin Przydacz. "Nieczęsto się zdarza, żeby Premier przyznawał się do swojej kompletnej niemocy" - zaczął swój wpis.

"Wskazując na brak efektów prowadzonej przez siebie działań dyplomatycznych, nie wystawia też dobrej oceny Ministrowi Spraw Zagranicznych" - dodał.

"Po wyeliminowaniu ze spotkań Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii w sprawie ukraińskiej, Premier Donald Tusk po raz kolejny pokazuje jak bardzo jest na aucie. A miał go nikt nie ograć" - napisał, nawiązując do fragmentu exposé premiera z grudnia 2023 roku.

Prezydencki minister odniósł się także do wczorajszego spotkania przywódców Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Ukrainy, na którym ustalono pięć warunków koniecznych do zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Zełenski straci Order Orła Białego? Trwa posiedzenie kapituły


Wypowiedź Donalda Tuska ma związek z trwającym posiedzeniem Kapituły Orderu Orła Białego. Gremium zajmuje się m.in. propozycją prezydenta Karola Nawrockiego, by odebrać to odznaczenie prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu. Sprawa dotyczy jego decyzji o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia "bohaterów UPA".

Order Orła Białego jest najstarszym i najważniejszym polskim odznaczeniem państwowym. Na czele jego Kapituły stoi prezydent, a samo gremium opiniuje sprawy związane z orderem. Może też wystąpić do głowy państwa z inicjatywą jego nadania lub pozbawienia.

Nadawanie orderów należy do prerogatyw prezydenta. Głowa państwa może przyznać wyróżnienie z własnej inicjatywy albo na wniosek premiera lub kapituły właściwego orderu.

Ustawa o orderach i odznaczeniach przewiduje również możliwość pozbawienia odznaczenia. Prezydent może to zrobić m.in. na wniosek kapituły albo z własnej inicjatywy, po zasięgnięciu jej opinii. Dotyczy to sytuacji, gdy nadanie orderu nastąpiło w wyniku wprowadzenia w błąd albo gdy odznaczony dopuścił się czynu, przez który stał się niegodny orderu.


W poniedziałek zbiera się Kapituła Orła Białego. Ozdoba: Historyczne wydarzeniePolsat NewsPolsat News


Rewolucja w porodach domowych? Jest zarządzenie ministra

Porody domowe z refundacją NFZ? Minister zdrowia powołał specjalny zespół do spraw domów narodzin i porodów domowych. Zadaniem ekspertów będzie przygotowanie zasad funkcjonowania oraz standardów bezpieczeństwa dla porodów poza szpitalem.

  • Minister zdrowia powołał zespół ds. domów narodzin i porodów domowych.
  • Porody domowe mają być finansowane przez NFZ.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Zgodnie z zarządzeniem ministra zadaniem zespołu do spraw domów narodzin i porodów domowych "jest przygotowanie i przekazanie ministrowi właściwemu do spraw zdrowia propozycji rozwiązań systemowych zapewniających możliwości finansowania ze środków publicznych domów narodzin i porodów domowych z określeniem zasad ich funkcjonowania zapewniających bezpieczeństwo matki i dziecka w porodzie pozaszpitalnym".

Przewodniczącą zespołu ma zostać prof. Grażyna Iwanowicz-Palus, konsultant krajowa w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego.

Do zespołu powołano także prof. Ewę Wender-Ożegowską, konsultant krajową w dziedzinie położnictwa i ginekologii, położne: Karolinę Kardasz, Dorotę Fryc, Barbarę Baranowską, położne rodzinne: Ewę Janiuk, Katarzynę Dąbrowską-Kuczyńską. Organizacje pozarządowe będą reprezentować: Joanna Pietrusiewicz, prezes Fundacji Rodzić po Ludzku oraz Anna Furmaniuk, wiceprezes Fundacji Matecznik.

W zespole mają zasiąść także: Grażyna Bączek, dyrektor ds. Położnych i Pielęgniarek Centrum Medycznego "Żelazna" sp. z o.o. oraz Edyta Dzierżak-Postek, kierownik Przyszpitalnego Domu Narodzin Centrum Medycznego "Żelazna" sp. z o.o., Wojciech Puzyna, prezes Centrum Medycznego "Żelazna" sp. z o.o.

W pracach zespołu mają także uczestniczyć przedstawiciele Narodowego Funduszu Zdrowia, Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia, Departamentu Równości w Zdrowiu w Ministerstwie Zdrowia oraz sekretarz zespołu - przedstawiciel Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia.

Pierwsze posiedzenie zespołu ma zostać zwołane przez przewodniczącą nie później niż w ciągu 30 dni od wejścia w życie zarządzenia. 

Zespół ma przekazać minister zdrowia propozycje rozwiązań systemowych dotyczących domów narodzin i porodów domowych nie później niż do końca marca 2027 r.

Order powinien stracić nie tylko Zełenski? "Uniknąć antyukraińskiego gestu"


W skrócie

  • Poseł partii Razem Maciej Konieczny stwierdził, że odebranie Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu powinno być połączone z odebraniem tego odznaczenia Gerhardowi Schröderowi, aby uniknąć uznania decyzji za antyukraińską.

  • Maciej Konieczny uważa, że nadanie ukraińskiej jednostce wojskowej imienia UPA przez prezydenta Zełenskiego wymaga symbolicznej odpowiedzi ze strony Polski.

  • Poseł wyraził przekonanie, że Polska powinna zachować asertywność w kwestiach polityki historycznej, jednocześnie kontynuując wsparcie dla Ukrainy w walce z Rosją.

Tomasz Walczak, Interia: - Czekamy na stanowisko Kapituły Orderu Orła Białego ws. odebrania odznaczenia Wołodymyrowi Zełenskiemu. Pan deklaruje, że taka decyzja powinna zapaść. Co się dzieje z lewicą, że włącza się polityczną grę Karola Nawrockiego?

Maciej Konieczny: - Uważam, że potrzebna jest stanowcza odpowiedź na decyzję Wołodymyra Zełenskiego o uhonorowaniu jednej z jednostek wojskowych imieniem UPA. To, co zrobił ukraiński prezydent, kompletnie nie bierze pod uwagę polskiej perspektywy i z punktu widzenia polskiej pamięci historycznej.

I odebranie orderu byłoby adekwatne?

- Nadanie imienia UPA ukraińskiej jednostce wojskowej jest decyzją o istotnej wadze symbolicznej i taką samą byłoby odebranie Orderu Orła Białego prezydentowi Zełenskiemu. Taka reakcja wydaje się zatem współmierna. Co więcej, mam podejrzenie, że na tym etapie brak stanowczej reakcji ze strony Polski bardziej nakręcałby nastroje antyukraińskie niż proporcjonalna odpowiedź.

Myślę, że taki wspólny gest - odebranie orderów i prezydentowi Zełenskiemu, i kanclerzowi Schröderowi - zabezpieczałby nas przed oskarżeniami o to, że Polska zmienia kurs czy przestaje sprzeciwiać się rosyjskiej agresji, bo właśnie na to liczą rosyjscy propagandyści

Słyszę jednak głosy bardzo różnych ludzi, którzy mówią, że państwo nie zachowuje się poważnie, gdy odbiera ordery tym, którym wcześniej je przyznało. Co pan na to?

- Raz jeszcze podkreślę: to mocna, symboliczna odpowiedź na symboliczny gest ze strony ukraińskiej. Ważne jest przy tym, aby nie dawać pretekstu rosyjskiej propagandzie i prorosyjskim politykom do wykorzystywania tej decyzji do rozkręcania antyukraińskich nastrojów.

A da się tego uniknąć?

- Stąd moja propozycja do rozważenia dla Kapituły Orderu Orła Białego, aby równolegle do odebrania orderu prezydentowi Zełenskiemu, odebrać to odznaczenie także Gerhardowi Schröderowi. Chodzi o to, by było jasne, że nie jest to żaden gest antyukraiński i że Polska jednoznacznie oraz konsekwentnie sprzeciwia się rosyjskiemu imperializmowi i agresji.

Pana zdaniem taki "pakiet" z Gerhardem Schröderem faktycznie nie zostałby odebrany jako pożywka dla nastrojów antyukraińskich w Polsce? Czy tacy politycy jak Grzegorz Braun nie wykorzystywaliby tej sprawy mimo wszystko, ignorując odebranie orderu Schröderowi?

- Myślę, że jawnie prorosyjscy politycy, tacy jak Grzegorz Braun i Leszek Miller, będą wykorzystywać wszystko, żeby pchać swoją antyukraińską i prorosyjską agendę. Jednak równoległe odebranie orderu Gerhardowi Schröderowi byłoby jednoznacznym gestem państwa polskiego, pokazującym, że nie chodzi tutaj o zmianę frontu ani o wspieranie strony rosyjskiej.

- Gerhard Schröder to polityk, który wysługiwał się rosyjskim interesom i nadal to robi, w związku z czym również nie zasługuje na posiadanie najwyższego polskiego odznaczenia. Myślę, że taki wspólny gest - odebranie orderów i prezydentowi Zełenskiemu, i kanclerzowi Schröderowi - zabezpieczałby nas przed oskarżeniami o to, że Polska zmienia kurs czy przestaje sprzeciwiać się rosyjskiej agresji, bo właśnie na to liczą rosyjscy propagandyści.

Ukraina siłą rzeczy musi zmierzyć się ze swoją trudną przeszłością. Nawet jeśli w krótkim czy średnim okresie te rozmowy będą trudniejsze to my jako Polska nie możemy się cały czas cofać

A nie ma pan wrażenia, że odebranie tego orderu Zełenskiemu tylko usztywni stanowisko Ukraińców?

- Niestety, możemy spodziewać takiego scenariusza. Warto jednak pamiętać, że obecna eskalacja jest efektem decyzji prezydenta Zełenskiego, a nie strony polskiej, a brak odpowiedzi mógłby spowodować większy jeszcze nastrojów antyukraińskich po stronie polskiej.

- Polska i Ukraina są skazane na rozmowę o historii jeżeli nasze relacje mają być dobra i stabilne. Ukraina siłą rzeczy musi zmierzyć się ze swoją trudną przeszłością. Nawet jeśli w krótkim czy średnim okresie te rozmowy będą trudniejsze to my jako Polska nie możemy się cały czas cofać.

- Na pewnym etapie musimy jasno postawić swoje stanowisko jednocześnie cały czas wspierając Ukrainę w jej walce z rosyjskim okupantem, bo od tego zależy także i nasze bezpieczeństwo.

Rząd liczy na to, że uda się te sprawy załatwić polubownie. Podczas weekendowej wizyty doradcy Zełenskiego w Polsce miała paść propozycja, by jednostka nosiła imię bohaterów UPA walczących ze Związkiem Radzieckim. Czy to pana zdaniem rozwiązało by sprawę?

- Taki krok zapewne nie rozwiązałby całkowicie problemu, ale oczywiście rozmowy trzeba prowadzić. Mam jednak przekonanie, że brak stanowczej reakcji ze strony polskiej - także w zakresie groźby odebrania Orderu Orła Białego - wcale nie sprawiłby, że te rozmowy byłyby łatwiejsze.

- Odnoszę wrażenie, że to właśnie ostra postawa ze strony polskiej sprawiła, iż ukraińska delegacja w ogóle pojawiła się w Polsce i pojawiła się gotowość do rozmów oraz pewnych ustępstw. Gwarancji sukcesu nie ma, sytuacja jest trudna, ale to nie jest tak, że ostre reakcje torpedują rozmowy. Myślę, że jest zupełnie odwrotnie.

Rozumiem więc, że chciałby pan pochwalić prezesa Nawrockiego, który narzucił ostry ton i w ten sposób zmusił Ukraińców do rozmów?

- Aż tak daleko bym się nie posunął. Mam przekonanie, że na polskiej prawicy istnieje duża chęć rozgrywania nastrojów antyukraińskich na potrzeby wyborcze i nie chciałbym tego podbijać. Po prostu uważam, że w tej konkretnej sytuacji reakcja była adekwatna. Mam nadzieję, że do porozumienia dojdzie i relacje polsko-ukraińskie będą się w przyszłości rozwijać jak najlepiej. Jestem przekonany, że nasze wsparcie dla Ukrainy w walce z Rosją powinno być niezachwiane. Natomiast na tym etapie zalecałbym asertywność, a nie uległość wobec ukraińskich postaw w zakresie polityki historycznej.

Rozmawiał Tomasz Walczak

Aktualizacja: Jak ustalił reporter Polsat News Grzegorz Urbanek, posiedzenie Kapituły Orderu Orła Białego rozpoczęło się o godz. 10.00 i odbywa się w letniej rezydencji prezydenta w Juracie na Półwyspie Helskim. Po posiedzeniu Kapituły Pałac Prezydencki zapowiada komunikat w tej sprawie.


"Wydarzenia": Ziobro kontra Tusk. Ciąg dalszy politycznego sporuPolsat NewsPolsat News


Polacy o dopłatach do ZUS dla artystów. Zdecydowany wynik sondażu

Polacy o dopłatach do ZUS dla artystów. Zdecydowany wynik sondażu

Monika Bortnowska

Zdecydowana większość Polaków sprzeciwia się ustawie o dopłatach do składek ZUS dla najmniej zarabiających zawodowych artystów - wynika z najnowszego sondażu. Sprawa ta budziła w ostatnich dniach spore emocje. Projekt ustawy przedłożyła minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska.


Marta Cienkowska

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Marta CienkowskaFilip NaumienkoReporter



W skrócie

  • Trzy czwarte ankietowanych jest przeciwna ustawie przewidującej dopłaty do składek ZUS dla najmniej zarabiających zawodowych artystów, a poparcie dla takiej inicjatywy zadeklarowało 11 procent respondentów.

  • Projekt ustawy przewiduje wprowadzenie statusu artysty zawodowego, uprawniającego do dopłat do składek ZUS dla osób o określonym poziomie dochodu.

  • Według danych rządu 69 procent artystów osiąga dochody poniżej średniej krajowej, a nowe przepisy mają objąć około 20 tysięcy osób.

"Czy rząd powinien dopłacać artystom do emerytury?" - zapytano uczestników badania Instytutu Badań Pollster dla "Super Expressu".

Przecząco odpowiedziało 74 proc. respondentów. Za wsparciem ze strony państwa i dopłatami opowiedziało się 11 proc. ankietowanych, natomiast 15 proc. nie ma zdania w tej sprawie.

Badanie przeprowadzono w dniach 28-29 maja 2026 roku na próbie 1057 dorosłych Polaków.

Sondaż: Dopłaty do ZUS dla artystów. Polacy mówią zdecydowane "nie"


Pod koniec maja Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny. Dokument został przedłożony przez minister kultury i dziedzictwa narodowego Martę Cienkowską.

Jednym z założeń projektu jest wprowadzenie statusu artysty zawodowego. Miałby on być przyznawany na pięć lat, z możliwością przedłużenia do ośmiu lat.

Status ten byłby konieczny, aby ubiegać się o dopłaty do składek emerytalnych dla artystów, których średni miesięczny przychód z ostatnich trzech lat nie przekroczył 125 proc. minimalnego wynagrodzenia, czyli około 68 tys. zł brutto rocznie.

Państwo miałoby dopłacać brakującą kwotę do składek ZUS tak, aby zostały one uzupełnione do poziomu odpowiadającego minimalnemu wynagrodzeniu (4806 zł miesięcznie).

Wysokość dopłaty nie byłaby więc jednakowa dla wszystkich i miałaby zależeć od rzeczywistych dochodów konkretnej osoby. Jak informuje Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, pieniądze nie trafiałyby bezpośrednio do artystów. Dopłaty byłyby przekazywane automatycznie do ZUS, na konto składkowe danej osoby.

Nowe przepisy mają uwzględniać specyfikę pracy artystycznej. Rząd wskazuje, że wielu twórców pracuje nieregularnie, często na podstawie czasowych umów i krótkoterminowych zleceń. Taki model zatrudnienia utrudnia im systematyczne opłacanie składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne.

Rząd wskazuje na niskie dochody twórców


Z danych przedstawionych w komunikacie rządu wynika, że około 69 proc. artystów osiąga dochody poniżej średniej krajowej, a 30 proc. - poniżej minimalnego wynagrodzenia. Z kolei tylko 11 proc. osób wykonujących zawód artystyczny pracuje na podstawie umowy o pracę.

Rząd przekonuje, że nowe rozwiązania mają poprawić bezpieczeństwo socjalne tej grupy zawodowej. Artyści objęci systemem mieliby uzyskać dostęp do świadczeń społecznych i zdrowotnych, w tym publicznej ochrony zdrowia, świadczeń chorobowych czy urlopów macierzyńskich.

Według założeń z nowych przepisów mogłoby skorzystać około 20 tys. osób.

Projekt ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów musi przejść dalszą ścieżkę legislacyjną. Jeśli przepisy zostaną uchwalone i ogłoszone w Dzienniku Ustaw, mają wejść w życie po dziewięciu miesiącach.


Pierwsze umowy z SAFE podpisane. Bocheński w ''Gościu Wydarzeń'': Aneksują rzeczy, które już były zamówione przez poprzedni rządPolsat News


Woda w restauracji darmowa jeszcze tego lata? Rząd szykuje zmiany

Dzisiaj, 8 czerwca (09:41)

​Polski rząd pracuje nad nowymi przepisami, które mogą wprowadzić obowiązek podawania klientom restauracji, barów i kawiarni wody z kranu bezpłatnie, jeśli o to poproszą. Pojawiła się już nawet konkretna data, od której nowe prawo miałoby obowiązywać. W tle sprawy jest także wątek ekologiczny.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

O procedowanych zmianach pisze serwis prawo.pl.

Zgodnie z propozycją, lokale gastronomiczne serwujące posiłki w salach z miejscami siedzącymi miałyby zapewniać klientom bezpłatną wodę z kranu na życzenie, w naczyniach wielokrotnego użytku lub przeznaczonych do wielokrotnego napełniania. Każda osoba mogłaby otrzymać do 0,5 litra wody.

Nowe regulacje są odpowiedzią na postulaty społeczne i mają promować ekologię. Pracuje nad nimi Ministerstwo Klimatu i Środowiska, które chce ograniczać zużycie opakowań. Wnioskodawcy wskazywali również, że gdyby woda była darmowa albo za symboliczną opłatą, to klienci lokali gastronomicznych rzadziej sięgaliby po napoje zawierające cukier - pisze cytowany portal.

Projekt ustawy jest nadal na etapie prac rządowych. Jeśli przepisy wejdą w życie, nowe obowiązki dla branży gastronomicznej mogłyby zacząć obowiązywać od 12 sierpnia 2026 roku.

Unia Europejska nie wymaga od państw członkowskich wprowadzenia obowiązku darmowego serwowania wody z kranu w gastronomii, a jedynie zachęca do takich działań. Polska rozważa jednak pójście o krok dalej niż unijne zalecenia. Podobne przepisy obowiązują m.in. we Francji, a w Anglii i Walii darmowa woda jest dostępna w lokalach serwujących alkohol (pojawia się argument o rozcieńczaniu napojów wyskokowych).

We Włoszech decyzja o podaniu wody należy do restauratora. Ostatnio zakończył się tam głośny proces, w którym odpowiednik polskiego Sądu Najwyższego stwierdził, że restauracje nie mają obowiązku udostępniać klientom darmowej wody. Jedną ze stron sporu była turystka, której odmówiono wody w karafce w luksusowym hotelu.

Jak wynika z danych Environmental Performance Index (międzynarodowego wskaźnika oceniającego, jak skutecznie poszczególne państwa chronią środowisko i zdrowie ludzi przed zagrożeniami środowiskowymi), w Europie najlepszą wodę z kranu mają kraje z północy i zachodu kontynentu (Finlandia, Niemcy, Szwajcaria, Wielka Brytania czy Norwegia), natomiast najsłabiej wypadają państwa Europy Wschodniej i Południowo-Wschodniej (Mołdawia, Rumunia, Macedonia Płn., Gruzja, Albania, Węgry czy Gruzja). Jednocześnie nawet kraje słynące z dobrej jakości wody mogą mieć problemy z zanieczyszczeniem wód podziemnych, które wymagają kosztownego uzdatniania.

Polska jest obecnie klasyfikowana wysoko, obok takich krajów jak Estonia czy Czechy.

Rewolucja w kranach od 21 maja. Nowe przepisy dla zarządców szkół, szpitali i bloków

Pogoda wraca do równowagi. Burze ograniczą się do jednego regionu

Pogoda wraca do równowagi. Burze ograniczą się do jednego regionu

Jakub Wojciechowski

Zagrzmi jeszcze przed południem, ale tylko w jednym województwie. Burze mogą się utrzymać przez kilka godzin na północnym wschodzie Polski. Reszta kraju będzie zdecydowanie spokojniejsza, co zawdzięczamy wyżowi Emil. Zrobi się bardzo ciepło, choć nie upalnie.


Deszcze w poniedziałek opanują północną Polskę, a burze północny wschód. Pogoda w reszcie kraju wyraźnie spokojniejsza

Dzięki wyżowi Emil w większości Polski będzie spokojnie i ciepło, jednak na północnym wschodzie trzeba uważać na burze - ostrzega IMGWMichał Grocholski.Agencja Wyborcza.pl/WXCHARTSmateriał zewnętrzny


Ostatnie dni upłynęły pod znakiem wymagającej i w wielu miejscach burzowej aury. W poniedziałek strefa najgorszej pogody ograniczy się do północnego wschodu, choć deszcz może popadać na wielu innych terenach - wynika z prognoz Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Burze w ciągu dnia nawiedzą jedynie Suwalszczyznę.

Słońce czy deszcz? Sprawdź najlepsze prognozy dla swojego regionu na Pogoda Interia

Pogoda zepsuje się w jednym regionie. Burza na Suwalszczyźnie


Poniedziałek najbardziej pochmurny będzie na północy i tam pojawią się przelotne opady deszczu, a miejscami zagrzmi. Południowa połowa Polski będzie z kolei wyraźnie pogodniejsza.

Możliwe, że jeszcze przed południem pojawią się pierwsze burze. Będą się przemieszczać z zachodu na wschód i przynosić bardziej intensywne opady deszczu, sięgające 10-15, a miejscami do 25 litrów wody na metr kwadratowy. Lokalnie może również popadać grad.


Mapa meteorologiczna Polski z rozkładem opadów, zachmurzenia i układem ciśnienia; południowa część kraju pod wpływem wyżu 1020 hPa z przewagą bezchmurnej pogody, natomiast na północnym wschodzie intensywne opady i silne zachmurzenie.

Burze z najsilniejszymi ulewami w poniedziałek skupią się na północnym wschodzie krajuWXChartsmateriał zewnętrzny


Burze powinny się ograniczyć do Suwalszczyzny, a późnym popołudniem i wieczorem odsuną się poza granice Polski.

Ze względu na burze obowiązuje ostrzeżenie IMGW pierwszego stopnia, obejmujące północno-wschodnią część województwa podlaskiego. Tam oprócz intensywniejszych opadów podczas burz może wiać porywisty wiatr, osiągający do 60 km/h.

Powyższe ostrzeżenia będą obowiązywać od godz. 11:00 do 17:00.

Taka niezbyt przyjemna pogoda ograniczy się praktycznie tylko do północnego wschodu - w reszcie kraju będzie zdecydowanie spokojniej, a także bardzo ciepło.

Ciepło w całym kraju. Sporo na termometrach


W ciągu dnia poniżej 20 stopni Celsjusza będzie praktycznie tylko miejscami nad morzem: lokalnie w granicach 17-19 stopni.

We wszystkich pozostałych regionach będzie więcej niż kilkanaście stopni i zanotujemy około 23 st. C w centrum do maksymalnie 26 stopni. Dzięki temu, że wiatr przeważnie słaby i umiarkowany, więc nie powinien obniżyć temperatury odczuwalnej. Mocniej powieje tylko w trakcie burz.

Pogoda przeważnie będzie obojętna, choć w trakcie większego zachmurzenia oraz burz na północnym wschodzie warunki czasowo pogorszą się do niekorzystnych.


Mapa Polski z obszarem korzystnym biometu atmosferycznego zaznaczonym na zielono w zachodniej części kraju i dominującymi niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi w pozostałych, zaznaczonych na różowo, regionach.

Dzięki wyżowi Emil pogoda będzie przeważnie przyjemna lub obojętna, choć tak, gdzie zrobi się pochmurnie, warunki czasowo się pogorsząIMGWmateriał zewnętrzny


Wyraźnie lepiej będzie na zachodzie i południu, gdzie dzięki dużej ilości słońca pogoda będzie korzystnie wpływać na nasz organizm.

-----


Pierwsze umowy z SAFE podpisane. Bocheński w ''Gościu Wydarzeń'': Aneksują rzeczy, które już były zamówione przez poprzedni rządPolsat News


Tusk ma swojego kandydata na prezydenta Krakowa. "Pewne na 90 proc."

Nieoficjalnie: Rafał Sonik kandydatem KO na prezydenta w Krakowie

Łukasz Szpyrka

Potwierdzają się informacje Interii z połowy poprzedniego tygodnia. Wszystko wskazuje na to, że kandydatem Koalicji Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego na prezydenta Krakowa będzie Rafał Sonik.


Rafał Sonik

Rafał SonikFot. Pawel MurzynEast News


Wyścig o prezydenturę w Krakowie nabiera rumieńców. Coraz więcej kart zostało odkrytych. Do tej pory jedną z największych zagadek był wybór Koalicji Obywatelskiej. Jak pisaliśmy w Interii w ubiegłym tygodniu, w ścisłym gronie potencjalnych kandydatów znajdowało się pięć nazwisk.

Kraków. Rafał Sonik kandydatem KO. Nieoficjalne doniesienia


Centrala partii miała dylemat - czy postawić na kandydata politycznego, związanego z KO, czy człowieka z zewnątrz. W pierwszej opcji brane pod uwagę były nazwiska Bogdana Klicha, Moniki Piątkowskiej i Bartłomieja Sienkiewicza. Druga opcja to wybór niepolityczny, a tu rozważani byli dwaj kandydaci - Rafał Sonik i prof. Tomasz Grodzicki.

Jak usłyszeliśmy w poniedziałek rano, najbliżej nominacji jest Rafał Sonik. - Tylko nie jest tak, jak piszą niektórzy, że decyzja została podjęta na 100 proc. Powiedziałbym, że 90 proc. jest bliżej prawdy. Poczekajmy na dopięcie szczegółów - mówi nam jeden z ważnych polityków KO.

W weekend RMF podał, że kandydatem KO ma być właśnie Sonik. Co więcej, przedsiębiorca ma być wspólnym kandydatem nie tylko KO, ale też PSL.

Sonik w ubiegłym tygodniu był sondowany przez polityków Koalicji Obywatelskiej. Już wcześniej przewijał się w wewnętrznych rozmowach jako potencjalny kandydat. Po tym, gdy sam nie wykluczył, że byłby zainteresowany potencjalnym startem, działania ze strony KO zostały zintensyfikowane.

Kim jest Rafał Sonik? To znany w Krakowie przedsiębiorca


Jak udało nam się ustalić, podczas długiego czerwcowego weekendu z potencjalnym kandydatem spotykał się prominentny emisariusz partii, bliski współpracownik Donalda Tuska. Czy rozmowy okazały się owocne? Wszystko na to wskazuje, choć Koalicja Obywatelska nie ma jeszcze zaplanowanej żadnej aktywności w Krakowie na poniedziałek. Nie ogłosiła konferencji prasowej bądź innej formy ewentualnej prezentacji kandydata.

- Rozmawialiśmy (z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem - red.) o sytuacji w Krakowie i wydaje mi się, że byłoby sensowne, żebyśmy wystawili wspólnego kandydata też dla higieny koalicji - powiedział Donald Tusk. - W poniedziałek będzie znany także kandydat ze strony Koalicji i PSL-u albo Koalicji - zapowiedział premier.

Rafał Sonik to znany pod Wawelem przedsiębiorca, który od lat wspiera liczne działania charytatywne. To też były sportowiec, który w 2015 r. wygrał Rajd Dakar. Prowadzi też działalność deweloperską, co jest nie bez znaczenia w przypadku kandydata w tym mieście. Gdyby rzeczywiście stał się kandydatem KO, musi spodziewać się wielu ataków ze strony politycznych oponentów na tym gruncie.

Kandydata wskazało już Prawo i Sprawiedliwość (Michał Drewnicki) oraz Konfederacja (Bartosz Bocheńczak). W poniedziałek kandydata ma przedstawić Nowa Lewica: o urząd powalczy Daria Gosek-Popiołek. W wyborach powinien wystartować też Łukasz Gibała, który dwa lata temu wszedł do drugiej tury. Niezrzeszony polityk nie ogłosił jednak jeszcze takiej chęci.

Krakowianie odwołali Aleksandra Miszalskiego w referendum 24 maja. Do czasu wyboru nowego włodarza funkcję komisarza pełni Stanisław Kracik, dotychczasowy zastępca prezydenta. Wybory powinny odbyć się pod koniec sierpnia, a ewentualna druga tura we wrześniu.

Łukasz Szpyrka


"Wydarzenia": Ziobro kontra Tusk. Ciąg dalszy politycznego sporuPolsat NewsPolsat News


​"Powitanie z Polską". Kupione od USA samoloty F-35 odbędą rajd po kraju

Wczoraj, 7 czerwca (21:49)

W przyszły piątek (12 czerwca) pierwsze polskie samoloty wielozadaniowe F-35 odbędą "rajd" po kraju pod nazwą "Powitanie z Polską". "Husarze" - bo tak te maszyny ochrzczono w Siłach Powietrznych - wystartują z lotniska w Łasku i polecą do Krakowa, Gdańska i Warszawy. Maszyny zniżą się nad miastami, aby "Polacy mogli zapoznać się z naszym najnowocześniejszym sprzętem" - wyjaśnił wiceszef MON Cezary Tomczyk.

  • Pod koniec maja do Polski dotarły pierwsze trzy samoloty F-35, które są najnowocześniejszym nabytkiem polskiego lotnictwa.
  • Cały zakup obejmuje 32 maszyny produkowane przez Lockheed Martin, a dostawy mają zakończyć się do 2029 roku.
  • 12 czerwca rozpocznie się "Powitanie z Polską" - rajd F-35 nad największymi miastami, aby pokazać Polakom ten zaawansowany sprzęt.
  • Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami w kraju i na świecie? Wejdź na rmf24.pl.

Pod koniec maja do 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku przybyły trzy pierwsze polskie samoloty wielozadaniowe F-35 - najnowocześniejszy nabytek polskiego lotnictwa. Łącznie Polska zamówiła 32 maszyny piątej generacji, produkowane przez amerykański koncern Lockheed Martin - całość dostaw maszyn ma się zakończyć w 2029 r.

W niedzielę w rozmowie z TVN24 minister Cezary Tomczyk podkreślił, że to polscy podatnicy "kupili te samoloty i godzą się, żebyśmy mogli wydawać tak duże środki na obronność". W ramach podziękowania - jak ujął - 12 czerwca rozpocznie się akcja, którą nazwano "Powitanie z Polską".

Polskie samoloty F-35 wystartują z Łasku, polecą do Krakowa nad Wawel, później do Gdańska nad Westerplatte. Później przelecą nad Warszawą wzdłuż Wisły, aby wrócić do Łasku. To będzie taki pierwszy "rajd" po Polsce - zapowiedział. Dodał, że samoloty zniżą się nad miastami, aby "Polacy mogli zapoznać się z naszym najnowocześniejszym sprzętem".

Tomczyk ocenił, że Polacy chcą dozbrajać armię niezależnie od poglądów politycznych, co - jak podkreślił - ma fundamentalne znaczenie. Polacy muszą wiedzieć, na co ich pieniądze są przeznaczane. F-35 to jest zmiana fundamentalna - dodał.

Podczas konferencji po przylocie myśliwców wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił, że przybycie pierwszych F-35 do Polski zmienia zdolności operacyjne całego wojska. Dodał, że to symbol współpracy transatlantyckiej, w której Polska jest "absolutnym liderem". Samoloty wielozadaniowe F-35 obecnie stają się jednymi z najczęściej wykorzystywanych samolotów bojowych w NATO.

Na początku 2020 r. Polska zawarła kontrakt o wartości 4,6 mld dolarów na pozyskanie 32 samolotów F-35, które będą znane pod nazwą "Husarz". Jak wskazuje Sztab Generalny WP, była to druga co do wielkości transakcja zbrojeniowa w historii kraju. Produkcja pierwszej maszyny zakończyła się w listopadzie 2024 r., do końca br. w Polsce planowo ma się pojawić 14 maszyn, a kolejne 12 - do końca 2027 r.

Polskie Siły Powietrzne otrzymały już 8 samolotów F-35, jednak do tej pory pozostawały one w bazach w USA, gdzie szkolili się na nich polscy piloci, instruktorzy i technicy. Kolejne zbudowane samoloty mają już trafiać bezpośrednio do Polski; całość dostaw 32 maszyn ma się zakończyć w 2029 roku.

Przydacz żąda dymisji wiceministra. "Porównał UPA do polskich żołnierzy"

Przydacz żąda dymisji wiceministra. "Porównał UPA do polskich żołnierzy"

Prezydencki minister Marcin Przydacz oczekuje dymisji wiceministra nauki Andrzeja Szeptyckiego lub jego wyrzucenia z urzędu. Chodzi o wypowiedź dotyczącą formacji ukraińskich nacjonalistów. - Wiceminister pozwolił sobie na porównanie UPA do polskich żołnierzy wyklętych - uzasadnił Przydacz. Kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek wezwał z kolei do dymisji cały gabinet Donalda Tuska.


Marcin Przydacz i Andrzej Szeptycki w garniturach na tle jasnego wnętrza i niebieskiej flagi, stoją obok siebie.

Marcin Przydacz skrytykował słowa Andrzeja Szeptyckiego o UPA. Chce dymisji wiceministra naukiEast News/Wojciech Olkusnik, Filip NaumienkoReporter



W skrócie

  • Prezydencki minister Marcin Przydacz domaga się dymisji lub zwolnienia wiceministra nauki Andrzeja Szeptyckiego za porównanie UPA do polskich żołnierzy niezłomnych.

  • Przydacz wyraził sprzeciw wobec porównywania UPA do polskich bohaterów i apelował o uszanowanie pamięci ofiar zbrodni wołyńskiej.

  • Decyzja prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednostce imienia "Bohaterów UPA" spotkała się z krytyką oraz propozycją odebrania mu Orderu Orła Białego.

"Co takiego jest w tym UPA, że Ukraińcy nie mogą się tego pozbyć ze swojego imaginarium historycznego?" - zapytano Andrzeja Szeptyckiego w piątkowej rozmowie w radiu TOK FM.

Wiceminister nauki odpowiedział, że "to była formacja, która - niezależnie od tego, o czym pan mówi, o zbrodni wołyńskiej - walczyła o niepodległość Ukrainy, walczyła w ramach tego ukraińskiego imaginarium przede wszystkim z Sowietami i to była taka walka beznadziejna".

- To byli tacy trochę, ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi konotacjami tego słowa, trochę tacy ukraińscy żołnierze niezłomni - dodał Szeptycki.

Przydacz mówił o rzezi na Wołyniu. Oburzenie po decyzji Zełenskiego


Szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz odniósł się do tej wypowiedzi w niedzielę na antenie Telewizji Republika.

Prezydencki minister zaczął jednak od stwierdzenia, że "oburzenie na ostatnie decyzje strony ukraińskiej jest absolutnie uzasadnione, słuszne". Chodziło o nadanie ukraińskiej jednostce imienia "Bohaterów UPA" przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

- Tutaj trzeba twardo domagać się minimalnego szacunku do pomordowanych, poprzez ekshumacje, poprzez ich ponowny pochówek i poprzez odejście strony ukraińskiej od gloryfikacji tych bandytów i zbrodniarzy - mówił Przydacz, wspominając zbrodnię wołyńską.

Wiceminister nauki wezwany do dymisji. "Powinien zostać wyrzucony"


- W rządzie Donalda Tuska jest jeden człowiek, który pozwolił sobie na porównanie Ukraińskiej Powstańczej Armii, tych bandytów, morderców, do polskich żołnierzy niezłomnych - dodał Przydacz. - Mówię akurat o panu Szeptyckim.

- Co ten człowiek jeszcze robi w polskim rządzie, po takiej wypowiedzi? Następnego dnia powinien albo sam złożyć dymisję ze wstydu, albo powinien zostać wyrzucony. A jeśli Donald Tusk tego nie chce robić, to jeżeli pan Zgorzelski, pan Kosiniak-Kamysz bronią polskiej historii, polskiej prawdy, to powinni zażądać w trybie pilnym od ministra i od premiera, żeby tego człowieka wyrzucić z polskiego rządu - stwierdził Przydacz.

Przydacz stanowczo powtórzył, że nie ma zgody, aby "porównywać morderców do polskich bohaterów".

Słowa wiceministra o UPA. Przemysław Czarnek żąda dymisji całego rządu


W sprawie wypowiedział się także Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera.

- Natychmiast do dymisji i to nie ten wiceminister, tylko cały rząd z Tuskiem na czele, bo to jest zdrada narodowa - powiedział Czarnek w Nowym Targu.

Czarnek ocenił, że obecność Szeptyckiego w rządzie jest "potężnym skandalem". Zarzucił mu, że "mówi o ludobójcach na Wołyniu, że byli to coś jakby polscy żołnierze niezłomni", i stwierdził, że "taki człowiek nie powinien być w polskim rządzie".

Jednostka "Bohaterów UPA". Postanowienie Zełenskiego rozdrażniło część Polaków


Decyzja Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek imenia Bohaterów UPA spotkała się z krytyką polskich polityków, jak również prezydenta, który zapowiedział na 8 czerwca posiedzenie Kapituły Orderu Orła Białego. Poinformował, iż zaproponował, aby jednym z punktów posiedzenia było odebranie prezydentowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego.

Zełenski został odznaczony Orderem Orła Białego w kwietniu 2023 r. przez ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudę "w uznaniu znamienitych zasług w pogłębianiu przyjaznych i wszechstronnych stosunków między Polską a Ukrainą, za rozwijanie współpracy na rzecz demokracji, pokoju i bezpieczeństwa w Europie oraz niezłomność w obronie niezbywalnych praw człowieka".

W piątek i sobotę spotkania z przedstawicielami rządu i prezydenta Nawrockiego - w tym z Marcinem Przydaczem - odbył Kyryło Budanow, szef kancelarii prezydenta Ukrainy.


Bocheński w ''Gościu Wydarzeń'' o gloryfikacji UPA: Ukraińcy uznali, że nieważne co zrobią, Polacy będą Zełenskiego wspieraćPolsat News


❌