- Większość odebranych zwierząt to zwierzęta lękowe, które na widok człowieka wręcz "zamrażały się", zastygały w jednym miejscu, oddawały pod siebie mocz, kuliły się... Większość nie potrafi jeść z misek... Traktuje miski jak przedmiot z kosmosu. Jedzenie było dystrybuowane z taczek. To była breja, wodnista karma. Do tego kompletna apatia zwierząt. Zamrożenie psychiczne - mówi Interii dr Magdalena Silska, pełnomocniczka OTOZ Animals, kiedy rozmawiamy o głośnej ostatnio sprawie zamkniętego w styczniu schroniska w Sobolewie.
OTOZ Animals była jedną z tych organizacji, które ruszyły na ratunek znajdującym się tam psom.
- Większość zwierząt, którym pomagaliśmy, wynosiliśmy na własnych rękach. Nawet bardzo duże psy, kilkudziesięciokilogramowe. Nie były w stanie poruszać się na nogach. Nie ze względów motorycznych, tylko przez strach. Pamiętam, jak wynosiłam w kontenerze dwa małe pieski. Zatrzymała nas policja. Powiedzieli, że musimy czekać aż zostaną podpisane odpowiednie umowy, przyjedzie wójt. Trwało to kilka godzin. Kontener okrywaliśmy wtedy kocem. Jeden z tych piesków był tak zablokowany na rzeczywistość, że się nie ruszał. Musiałam go dotykać, sprawdzać. Miałam wrażenie, że po prostu umarł - opowiada nasza rozmówczyni.
- Zbieramy też dane z innych organizacji, cały czas się komunikujemy. Wszyscy mają te same obserwacje. Totalne stany lękowe zwierząt. U niektórych prawdopodobnie to będą lata pracy w tymczasowych domach, bo nie da się tego przepracować w adopcji. Być może niektóre z nich już zawsze będą potrzebowały wsparcia behawiorystycznego - mówi dalej.
Takich sytuacji jest więcej. Dramatyczne historie schronisk pojawiają się regularnie. Często interwencje udaje się podjąć dzięki determinacji obrońców praw zwierząt. Zapytaliśmy ich o przypadki z ostatnich lat, które wspominają najgorzej.
"Nikogo nie interesowało, gdzie psy pójdą"
Jeden z naszych rozmówców, który zajmuje się obroną praw zwierząt od dwóch dekad podkreśla, że historię o najgorszych przykładach schronisk należy zacząć od Korabiewic na Mazowszu. Schronisko działało tam od lat 80. W 2003 roku zarejestrowała je Inspekcja Weterynaryjna.
Po interwencji wolontariuszy dotyczącej złej sytuacji zwierząt, w 2011 roku samorząd cofnął zgodę na prowadzenie schroniska ówczesnej zarządczyni obiektu.
Sprawa Korabiewic nie dotyczy tylko schroniska. Najwyższa Izba Kontroli badała wątek przedsiębiorcy, który odławiał psy i przekazywał je do obiektu. Działania mężczyzny oceniała negatywnie. W 2012 roku zarzuciła przekazywanie zwierząt po cofnięciu zgody na prowadzenie działalności, odławianie zwierząt na terenie gmin Nadarzyn i Piaseczno bez zgody na prowadzenie tam takiej działalności i nieprowadzenie rejestru odłowionych zwierząt.
Problemy w Korabiewicach skończyły się w tym samym roku. Wówczas schronisko przejęła Fundacja Viva!
Problem nagłaśniany przez lata
Głośna była też historia schroniska w Krzyczkach koło Nasielska. Zostało zamknięte w 2008 roku, oficjalnym powodem były warunki sanitarne. Wolontariusze o sprawie informowali przez kilka lat. "Prawdziwy szok wywołało odnalezienie za ogrodzeniem schroniska masowego grobu ponad 300 zwierząt" - relacjonowała w 2011 roku "Interwencja".
Kolejna historia dotyczy schroniska w Wojtyszkach. Niegdyś było największym w Polsce ośrodkiem dla bezdomnych psów. Znajdowało się w nim kilka tysięcy zwierząt. Również w tym przypadku wolontariusze zwracali uwagę na złe warunki bytowania zwierząt przez lata.
Sprawa nabrała tempa w 2023 roku, kiedy prokuratura i policja weszły na teren obiektu. Ostatecznie schronisko przejął Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt. Wcześniejsze kierownictwo schroniska - dwie kobiety - usłyszały zarzuty znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Sprawa wciąż toczy się w sądzie.
Nasi rozmówcy są jednak zgodni. Ze wszystkich spraw najgorzej wspominają historię schroniska w Radysach na Mazurach.
Wstrząsająca interwencja w Radysach
W 2020 roku na teren obiektu weszły służby. Psy były wygłodzone, w złym stanie, ale przede wszystkim znajdowały się w przepełnionych boksach. W tej sprawie prokuratura postawiła zarzuty o znęcanie się nad zwierzętami trzem osobom. Nie przyznały się do winy. Proces ruszył na początku 2025 roku, w tym będzie mieć swoją kontynuację.
- To było miejsce kaźni i to masowej. Znajdowało się tam czasem nawet około dwóch tysięcy zwierząt. Skumulowanie ich na tak małej powierzchni było absolutnie porażające - opowiada w rozmowie z Interią Magdalena Silska.
Rozmawialiśmy z wolontariuszami, którzy podejmowali interwencję w Radysach. Zebrany materiał w sprawie to ponad 100 tomów akt.
Nasi rozmówcy podkreślają, że największym problemem schroniska było zbyt wiele psów w boksach. W konsekwencji zwierzęta walczyły ze sobą lub o jedzenie.
Biznes dla pieniędzy
Wymienione przypadki schronisk to zaledwie kilka przykładów. Dr Silską pytamy, dlaczego historie dramatów w prywatnych schroniskach pojawiają się regularnie i skąd wynika problem.
- Po pierwsze cały czas na wysokim poziomie funkcjonuje bezdomność zwierząt w Polsce. Natomiast system finansowania i kontroli schronisk zawiera bardzo dużo luk proceduralnych. Część schronisk jest prowadzona przez przedsiębiorców, biznesmenów nastawionych na zysk. System funkcjonuje tak, że w zależności od gminy za samo wyłapanie psa jest około trzech tysięcy złotych. Dodatkowo zwierzę, które już znajduje się w schronisku, też jest finansowane przez gminę - zaznacza pełnomocniczka OTOZ Animals.
- Dla przedsiębiorcy, dla którego taki ''biznes'' to jedyne źródło dochodu, nie jest korzystne inwestowanie w leczenie, lepszą karmę, infrastrukturę, szkolenia dla pracowników. Po prostu się to nie opłaca. To okrutne, ale tak to wygląda i schroniska prowadzone przez firmy nastawione na zysk zawsze będą tak wyglądały. Motywacją są pieniądze, a nie dobrostan zwierząt - podkreśla.
Jej zdaniem remedium na problem z prywatnymi schroniskami może być obywatelski projekt ustawy o ochronie praw zwierząt.
Obywatelski projekt ustawy
- Projekt w Sejmie złożyliśmy półtora roku temu. Pracowało nad nim kilka organizacji prozwierzęcych, OTOZ Animals, Viva!, Mondo Cane. Projekt ustawy uszczelnia system finansowania schronisk, kładzie silny akcent na projekty adopcyjne, na wykwalifikowanych pracowników - zaznacza Silska.
- Projekt dotyka też kwestii kastracji oraz chipowania zwierząt, czyli jednych z głównych remediów na problemy z bezdomnością zwierząt. Wprowadza też większą odpowiedzialność gmin. Bardziej rzetelne kontrole oraz rozliczenia finansowych działalności - mówi dalej.
Pod projektem podpisało się ponad pół miliona obywateli. Ma nadany sejmowy numer druku, ale wciąż czeka aż ruszy proces legislacyjny.
Co dalej? "Takich miejsc jest kilkadziesiąt"
Naszych rozmówców pytamy również jak wiele jest jeszcze w Polsce miejsc, w których dochodzi do znęcania się nad zwierzętami. Część od razu mówi o przygotowaniach do interwencji w kilku obiektach.
- Byłabym bardziej ponura, jeśli chodzi o statystyki. Według mnie takich miejsc może być nawet kilkadziesiąt w skali kraju. Dostajemy zgłoszenia z prośbami o pomoc, które brzmią "błagam, przyjedźcie do tego psa, bo inaczej trafi do schroniska X, Y, a to przecież mordownia!". Znamy wiele mrocznych punktów na mapie Polski, gdzie jak bezdomne zwierzę wpadnie, to tak jakby wpadło w otchłań, znieczulicy, obojętności, i nieskutecznie działającego systemu ochrony - podkreśla rozmówczyni Interii.
Jakub Krzywiecki
"Wydarzenia": Po zamknięciu schroniska w Sobolewie sytuacja wymknęła się spod kontroliPolsat NewsPolsat News
Zmienia się stosunek Polaków do innych narodów. Najnowsze badanie IBRiS ujawnia, że sympatia do Amerykanów gwałtownie spadła, ale własną nację oceniamy bardzo pozytywnie
Przeczytaj cały artykuł, aby dowiedzieć się jak Polacy oceniają różne narody.
Bądź na bieżąco. Informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
Z najnowszego badania Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych wynika, że Polacy niezmiennie postrzegają siebie w bardzo pozytywnym świetle - spośród różnych nacji najlepiej oceniamy samych siebie. Aż 79 procent respondentów ocenia swój naród pozytywnie, z czego 41 procent wyraża tę opinię zdecydowanie, a 38 procent raczej pozytywnie. Jedynie 4 procent badanych deklaruje negatywny stosunek do Polaków, a 17 procent pozostaje obojętnych.
W porównaniu z wynikami z 2023 roku widać jednak pewien spadek entuzjazmu - wtedy aż 87 procent Polaków oceniało siebie pozytywnie, a tylko 3 procent negatywnie. Obojętność wobec własnej nacji wzrosła z 10 do 17 procent.
Poza własnym narodem, Polacy najcieplej odnoszą się do swoich sąsiadów - Czechów i Słowaków. 65 procent badanych pozytywnie ocenia Czechów, a 63 procent Słowaków. Zaledwie 2-3 procent deklaruje wobec nich niechęć, a około jednej trzeciej pozostaje obojętna.
Wysokie notowania mają także mieszkańcy krajów skandynawskich i Japonii. Duńczycy, Japończycy, Finowie, Szwedzi, a także Finowie otrzymują od 59 do 60 procent pozytywnych ocen. Brytyjczycy i Francuzi cieszą się sympatią odpowiednio 52 i 51 procent respondentów.
Jednym z najbardziej zaskakujących wyników badania jest gwałtowny spadek sympatii wobec Amerykanów. W 2023 roku aż 72 procent Polaków oceniało ich pozytywnie, a tylko 2 procent negatywnie. Obecnie pozytywnie wypowiada się o nich już tylko 49 procent ankietowanych, a negatywnie aż 11 procent. 41 procent deklaruje obojętność.
Eksperci wskazują, że taki rozkład odpowiedzi może świadczyć o osłabieniu jednoznacznie proamerykańskich nastrojów i przejściu w stronę bardziej zdystansowanych ocen. Amerykanie spadli w rankingu sympatii z drugiego miejsca na jedenaste.
Najgorsze notowania wśród Polaków mają Rosjanie - aż 57 procent badanych deklaruje wobec nich niechęć, a tylko 18 procent pozytywne nastawienie. Obojętność wobec Rosjan wyraża 26 procent respondentów. Negatywne nastawienie wobec Rosjan utrzymuje się na podobnym, wysokim poziomie jak w 2023 roku.
Wyraźnie pogorszyły się także nastroje wobec Ukraińców. Odsetek ocen negatywnych wzrósł z 20 do 27 procent, a pozytywnych spadł z 53 do 46 procent. Zdaniem autorów badania może to odzwierciedlać narastające zmęczenie tematem wojny i jej długofalowymi skutkami.
W badaniu zauważalny jest także spadek sympatii wobec Żydów - pozytywne oceny spadły z 39 do 24 procent, a negatywne wzrosły z 20 do 30 procent. Z kolei w przypadku Arabów widać poprawę nastrojów: pozytywne oceny wzrosły z 23 do 30 procent, a negatywne spadły z 41 do 25 procent.
Ciekawą zmianę odnotowano również w stosunku do Chińczyków. Odsetek pozytywnych ocen wzrósł z 30 do 41 procent, a negatywnych spadł. "Jednocześnie, aż połowa badanych deklaruje wobec tej narodowości postawę obojętną, co sugeruje, że Chiny coraz częściej postrzegane są przez Polaków nie w kategoriach emocjonalnych, lecz jako istotny gracz gospodarczy i polityczny" - zaznaczono.
"Porównując wyniki z 2023 i 2026 roku zauważamy, że sympatie narodowościowe Polaków przestają być trwałe i oczywiste. Coraz częściej stają się zależne od bieżących wydarzeń politycznych oraz narracji obecnych w debacie publicznej" - wskazano.
Badanie zostało przeprowadzone w dniach 30-31 stycznia 2026 r. na reprezentatywnej grupie 1067 dorosłych Polaków, metodą CATI (wywiad telefoniczny). Poprzednią edycje badania przeprowadzono 27-28 października 2023 r. na próbie 1100 dorosłych Polaków.
Włodzimierz Czarzasty konsultował swoje stanowisko z MSZ w sprawie odmowy poparcia kandydatury Donalda Trumpa do pokojowego Nobla - powiedziała Dorota Gawryluk w Polsat News w programie "Kalejdoskop Wydarzeń". Ujawniła też nowe informacje na temat zwołania tajnego posiedzenia Sejmu, którego domaga się PiS w sprawie kontaktów marszałka Czarzastego. Ten ma mieć w sprawie plan.
Dorota Gawryluk w "Kalejdoskopie Wydarzeń" na antenie Polsat NewsPolsat News
W skrócie
Włodzimierz Czarzasty miał konsultować stanowisko dotyczące propozycji Pokojowej Nagrody Nobla dla Donalda Trumpa z MSZ.
Podczas programu Polsat News omawiano wpływ wypowiedzi Czarzastego na relacje polsko-amerykańskie i bezpieczeństwo kraju.
Prawo i Sprawiedliwość zażądało tajnego posiedzenia Sejmu w związku z doniesieniami o kontaktach marszałka. Czarzasty ma mieć w tej sprawie plan - opisywała Gawryluk.
Dorota Gawryluk informację na temat konsultacji Włodzimierza Czarzastego z MSZ podała podczas rozmowy z Janem Wróblem w trakcie programu "Kalejdoskop Wydarzeń" na antenie Polsat News.
Dziennikarze zastanawiali się nad wpływem wypowiedzi polityka Lewicy na relacje ze Stanami Zjednoczonymi oraz bezpieczeństwo naszego kraju - w kontekście awantury, która wybuchła na linii z ambasadorem USA w Polsce.
Jak poinformowała Gawryluk, marszałek zasięgnął opinii resortu dyplomacji przed zajęciem stanowiska w sprawie Nagrody Nobla dla prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.
Włodzimierz Czarzasty konsultował się z MSZ? W tle Nagroda Nobla dla Donalda Trumpa
Gawryluk nie ujawniła, z kim dokładnie w MSZ rozmawiał Czarzasty, podkreśliła jednak, że marszałek "konsultował całą wypowiedź". Dziennikarka zwróciła także uwagę, że polityk czytał swoją wypowiedź podczas poniedziałkowego oświadczenia.
Marszałek Sejmu stwierdził wtedy, iż nie poprze wniosku o przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla Donaldowi Trumpowi, bo - jak ocenił - amerykański przywódca na nią nie zasługuje. Swoją odmowę tłumaczył tym, że prezydent Trump "reprezentuje politykę siły i przy użyciu siły prowadzi politykę transakcyjną".
W trakcie programu "Kalejdoskop Wydarzeń" poruszono także drugi z powiązanych z Włodzimierzem Czarzastym wątków, o którym głośno było w zeszłym tygodniu. Mowa o doniesieniach o jego znajomości z rosyjską businesswoman z Petersburga Swietłaną Czestnych.
PiS chce tajnego posiedzenia Sejmu. Co zrobi Czarzasty? Gawryluk ujawnia
Prezydent Karol Nawrocki zwołał na środę pilne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jednym z jego tematów mają być właśnie kontakty marszałka. Sam polityk Lewicy zaprzecza, jakoby miał sobie coś do zarzucenia.
W tej sprawie Czarzasty zwrócił się z wnioskiem o rozszerzenie agendy RBN o "wyjaśnienie charakteru kontaktów prezydenta ze środowiskami pseudokibiców" oraz "wyjaśnienie przeszłej pracy prezydenta w charakterze ochrony w Grand Hotel Sopot".
W związku z doniesieniami na temat Czarzastego Prawo i Sprawiedliwość zażądało zwołania tajnego posiedzenia Sejmu.
Jak ujawniła Dorota Gawryluk, marszałek może być gotowy przystać na tę prośbę. W kontrze ma zaproponować jednak, aby debata dotyczyła też wspomnianych wyżej kontaktów głowy państwa.
Jarosław Kaczyński opuścił szpital
Gawryluk w programie zwróciła także uwagę na sytuację Jarosława Kaczyńskiego, który, zgodnie z wcześniejszymi informacjami Polsat News, w piątek przed południem opuścił szpital.
"Pan prezes Jarosław Kaczyński opuścił dzisiaj szpital w związku z zakończonym leczeniem po przebytej chorobie. Zgodnie z zaleceniami lekarskimi pozostanie jeszcze przez najbliższe dni w domu" - napisał Bochenek w piątkowym wpisie.
Dziennikarka zasugerowała, że po wyjściu prezesa PiS ze szpitala "będzie się działo", jako że polityk miał sporo czasu na przemyślenie pewnych kwestii. Nie ujawniła jednak szczegółów "planu Kaczyńskiego".
"Wydarzenia": Upust policyjnej frustracji. Przez to nagranie komendant może stracić pracęPolsat News
- Byłam niepoprawną optymistką. Myślałam, że to nam się nie przytrafi. Nie mamy wielkiego domu, nic, co mogłoby kogoś szczególnie skusić. Miałam też poczucie, że włamania były częstsze kiedyś, a dziś to rzadkość - mówi Ola. Razem z mężem i dwójką dzieci mieszka na zamkniętym osiedlu domów wielorodzinnych. Do włamania doszło w środku dnia, w momencie, gdy wraz z mężem zawozili dzieci na stałe zajęcia dodatkowe. Dziś nie ma wątpliwości, że nie był to przypadek.
- Jestem przekonana, że byliśmy wcześniej obserwowani. Sprawca doskonale wiedział, kiedy wyjdziemy z domu i jak długo nas nie będzie. Ta świadomość jest najbardziej niekomfortowa. Myśl, że ktoś mógł śledzić nasze codzienne aktywności, sposób spędzania czasu i rytm dnia, do dziś wywołuje u mnie niepokój - tłumaczy.
Realny lęk
Po powrocie do domu początkowo nic nie wskazywało na włamanie. Ola zauważyła jedynie ślad błota na schodach, który w pierwszej chwili zrzuciła na pośpiech jednego z domowników. Chwilę później dostrzegła jednak kolejne ślady butów w kuchni i łazience. Jedno z okien było uchylone, a moskitiera odsunięta.
- Wtedy już wiedziałam - wspomina. Sprawdziła szafki z biżuterią i jej przypuszczenia się potwierdziły. - To był ogromny szok. Trudno pogodzić się z myślą, że ktoś bez zaproszenia wchodzi do twojego domu i zabiera to, na co pracowałaś albo co dostałaś od bliskich - mówi.
Od razu wezwali policję, jednak mimo przeprowadzonych czynności sprawcy nie udało się ustalić. Postępowanie zostało umorzone. - Usłyszeliśmy, że takie przestępstwa są bardzo trudne do wykrycia - relacjonuje Ola.
Konsekwencje zdarzenia były jednak znacznie większe niż straty materialne. - Najbardziej odczuły to dzieci. Bały się zostawać same, sprawdzały, czy ktoś nie jest w domu. Ten lęk był bardzo realny - opowiada.
Po włamaniu zamontowali czujniki ruchu i alarm, a rozważają także instalację kamer monitoringu. - Nasze poczucie bezpieczeństwa zostało zachwiane. Może to zabrzmi naiwnie, ale cieszę się, że skończyło się tylko na stratach materialnych. Najważniejsze, że nikogo z nas nie było wtedy w domu - dodaje.
Nawet sto włamań dziennie
W Polsce do włamania z kradzieżą dochodzi średnio co 20 minut. To 60 tysięcy zdarzeń rocznie. - To błąd myślenia zakładać, że nas to nie dotyczy, bo nic nie mamy albo dobrze się zabezpieczyliśmy. To fałszywe poczucie bezpieczeństwa - mówi Andrzej Mroczek, były policjant i wykładowca kryminologii Uniwersytetu Civitas.
Jak podkreśla, każda kilkugodzinna nieobecność w domu to potencjalne ryzyko włamania. - Każde mieszkanie może stać się celem. Wszystko zależy od profilu sprawcy. Włamywacze z "niższej półki" pokonują proste zabezpieczenia i biorą wszystko, co wpadnie im w ręce: alkohol, leki, jedzenie czy kosmetyki - tłumaczy ekspert.
Z kolei profesjonaliści działają inaczej. - Planowanie, rozpoznanie, odpowiedni sprzęt. Cel jest prosty: jak największy łup przy minimalnym ryzyku - dodaje Mroczek.
Najczęściej wyważają drzwi lewarem lub łomem, stosują bumping, przewiercają albo wyłamują wkładkę zamka, a czasem po prostu wybijają szybę. - Sforsowanie zabezpieczeń trwa od 3 do 60 sekund, a splądrowanie mieszkania 3-8 minut -wyjaśnia.
"W takich sytuacjach człowiek zostaje całkowicie bezradny"
Damian mieszka i pracuje we Wrocławiu. Jak podkreśla, włamania w jego okolicy zdarzają się notorycznie. - Po takiej sytuacji nie można mówić o jakimkolwiek poczuciu bezpieczeństwa. Ono spada na samo dno. Nawet jeśli dom jest najlepiej zabezpieczony, kiedy z niego wychodzę, złodziej robi, co chce, bo i tak nie ponosi konsekwencji - mówi.
W swoim życiu przeżył dwa włamania - do swojego domu i do tego, w którym wykonywał zlecenie. Pracuje jako wykończeniowiec. - Straty wyniosły kilkanaście tysięcy złotych. Najbardziej bolało co innego. Usługa, którą zobowiązałem się wykonać, nie mogła zostać zrealizowana zgodnie z planem. Osoba, która pozbawiła mnie możliwości wykonania pracy, nie poniosła żadnych konsekwencji - zaznacza.
W obu przypadkach Damian niemal natychmiast zadzwonił na policję. - Przyjechał funkcjonariusz i technik, który zabezpieczył odciski palców - wspomina. Sprawców do tej pory nie udało się złapać. - Drugi raz policja podeszła do sprawy w identyczny sposób. Szczerze mówiąc, zaczynam się zastanawiać, po co właściwie są. Zawsze wydawało mi się, że państwo ma obowiązek zapewnić bezpieczeństwo, a w takich sytuacjach człowiek zostaje całkowicie bezradny - dodaje.
W odpowiedzi na bezsilność Damian wraz z sąsiadami postanowili wziąć sprawy w swoje ręce.
- Zorganizowaliśmy własny system obserwacji, zwracamy uwagę na to, co dzieje się na osiedlu. Niestety włamania wciąż się zdarzają. Powinna zmienić się polityka w tym kraju. Politycy pokazują, że można robić wszystko i nie ponosić konsekwencji. Potrzebujemy innych decydentów i systemu, który doprowadza sprawy do końca - mówi.
Zwraca też uwagę na odpowiedzialność społeczną. - Ludzie nie czują się odpowiedzialni za innych, nie są uważni. A wystarczyłoby się rozejrzeć, żeby zapobiec wielu trudnym sytuacjom - podsumowuje.
"Bałam się wracać do domu"
Chociaż od tamtego dnia minęło już kilka lat, Ada wciąż pamięta go bardzo wyraźnie. Jak przyznaje, to doświadczenie zostanie z nią do końca życia. - Wróciłam do domu po spotkaniu ze znajomymi, zbliżała się północ. Byłam w swoim pokoju w domu rodzinnym. W lustrze odbijało się okno i wtedy zobaczyłam człowieka w czarnej kominiarce. Włamał się przez bramę, za chwilę mógł być w środku - wspomina. Gdy zorientował się, że został zauważony, uciekł.
- Szybko obudziłam mamę i wezwałyśmy policję - dodaje. Do kradzieży ostatecznie nie doszło, ale strach nie minął. Przez kolejne miesiące Ada żyła w ciągłym napięciu. - Bałam się wracać do domu po zmroku. Prosiłam znajomych, żeby mnie odprowadzali, albo rodziców, żeby po mnie wychodzili. Dużo mówiłam o tym zdarzeniu, to chyba był mój sposób radzenia sobie ze stresem - przyznaje.
Tym większym, że sprawcy nigdy nie udało się zatrzymać. - Policja częściej patrolowała naszą okolicę, a my jako rodzina byliśmy dużo bardziej czujni. Regularnie sprawdzałam, co dzieje się w ogrodzie, prosiłam rodziców, żeby wieczorem upewniali się, że nikogo tam nie ma - opowiada.
Ta ostrożność została z nią do dziś. - Wiem, że włamania naprawdę się zdarzają. Nie tylko w wiadomościach czy filmach - podsumowuje.
Jak włamanie wpływa na funkcjonowanie?
Doświadczenie włamania może silnie wpłynąć na samopoczucie psychiczne i fizyczne. Narusza podstawowe poczucie bezpieczeństwa i kontroli. - Dla wielu osób dom przestaje być miejscem spokoju, a zaczyna kojarzyć się z zagrożeniem - mówi psycholożka i psychoterapeutka Monika Machnicka. W konsekwencji pojawiają się silne emocje: lęk, złość, bezradność czy poczucie niesprawiedliwości.
Częste są także objawy fizyczne, m.in. napięcie, problemy ze snem, nadmierna czujność i trudność w relaksowaniu się. - Obniża się zaufanie do świata, a część osób funkcjonuje w stałym poczuciu zagrożenia. Zdarza się również wstyd lub irracjonalne poczucie winy, mimo że odpowiedzialność zawsze leży po stronie sprawcy - podkreśla ekspertka.
Radzenie sobie ze skutkami włamania bywa procesem. - Pomocne jest stopniowe odzyskiwanie kontroli, np. poprzez poprawę zabezpieczeń czy uporządkowanie przestrzeni - wskazuje Machnicka.
Jak zapobiec włamaniu?
Ryzyko włamania można jednak ograniczyć. Albo chociaż próbować. - Pomaga czujność sąsiadów, wizyty rodziny lub znajomych, opróżnianie skrzynki pocztowej i usuwanie ulotek spod drzwi. Ważne jest też niechwalenie się wyjazdem w mediach społecznościowych - zaznacza Andrzej Mroczek.
Nie bez znaczenia są zabezpieczenia techniczne. - Solidne drzwi i zamki, czujniki ruchu, kamery z aplikacją, alarmy, czasowe włączniki światła, sejfy przymocowane do podłoża. Każda dodatkowa warstwa ochrony zwiększa szansę, że włamywacz zrezygnuje - podkreśla ekspert.
Dobra wiadomość? Włamań jest mniej niż jeszcze kilka lat temu. - Od 2023 roku statystyki pokazują wyraźny spadek. To efekt większej świadomości, nowoczesnych technologii, pomocy sąsiedzkiej oraz skuteczniejszych działań policji - podsumowuje Andrzej Mroczek.
Kryzys w SOP a relacje rząd-prezydent. Szłapka w ''Gościu Wydarzeń'': Nadzór pełni minister spraw wewnętrznych i administracji. Kropka.Polsat NewsPolsat News
W ciągu kilku kolejnych dni zima ponownie rozgości się w Polsce, przynosząc na północy kraju temperatury spadające nawet do -20 stopni C. Pojawią się też intensywne opady śniegu. Siarczysty mróz nie zagości w kraju na długo. Wiadomo, kiedy wróci ocieplenie. Są najnowsze prognozy IMGW.
Ile potrwa ocieplenie? Idzie nowa fala siarczystych mrozówwxcharts.com |123RF/PICSEL
W skrócie
W najbliższych dniach prognozowany jest powrót mroźnej zimy z temperaturami spadającymi nocami do -20 stopni C na północnym wschodzie kraju.
Przewidywane są opady śniegu, miejscami deszczu ze śniegiem oraz okresowe występowanie marznącego deszczu powodującego gołoledź.
W drugiej połowie tygodnia pojawi się ocieplenie, na południowym zachodzie temperatura może wzrosnąć nawet do 8 stopni C.
W najbliższych dniach możemy spodziewać się powrotu mroźnej zimy. W nocy z soboty na niedzielę temperatura minimalna na północnym wschodzie sięgnie -8 stopni C. Dodanie temperatury utrzymają się jedynie na południu kraju - tam maksymalnie 2 stopnie C.
Możliwe są opady śniegu, na południu lokalnie deszczu i śniegu, które potrwają do niedzieli. Wyraźnie zimniej zrobi się natomiast w nocy z niedzieli na poniedziałek.
Prognoza pogody. Nowe uderzenie zimy, wrócą mrozy i śnieg
Temperatury minimalne będą sięgać od -19 do -15 stopni C na północnym wschodzie i wschodzie kraju, nieco cieplej będzie w centrum - około -10 stopni C. Mróz powróci także na południe, gdzie termometry pokażą około 1 stopnia poniżej zera.
Okresami możemy spodziewać się opadów śniegu. Jak prognozuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, podobny trend utrzyma się także na początku przyszłego tygodnia - północ kraju będzie musiała mierzyć się z silnymi mrozami, na południu natomiast możemy spodziewać się temperatur delikatnie poniżej zera.
Słońce czy deszcz? Sprawdź najlepsze prognozy dla swojego regionu naPogoda Interia
Apogeum zimna przypadnie na noc z niedzieli na poniedziałek, kiedy na północy temperatury będą dochodzić do -20 stopni C, ale w kolejnych dniach będzie niewiele cieplej. W poniedziałek i wtorek temperatury minimalne wyniosą między -19 a -17 stopni C na północnym wschodzie, około -10 stopni C w centrum do -2 stopni C na południowym zachodzie.
Pogoda. Polska podzielona na pół, duże różnice temperatur
W nocy z wtorku na środę i w środę zintensyfikują się z kolei śnieżyce, które w późniejszych godzinach w niektórych miejscach mogą przechodzić w marznący deszcz powodujący gołoledź.
Zrobi się nieco cieplej - termometry pokażą w najzimniejszym momencie od -7 stopni C na północnym wschodzie, około -2 stopni C w centrum do zera stopni C na południu i południowym zachodzie. Ocieplenie utrzyma się w kolejnych dniach.
W czwartek termometry pokażą nawet 8 stopni C powyżej zera na południowym zachodzie. Zimniej będzie na północy - tam temperatura minimalna sięgnie -6 stopni C, maksymalna -3 stopni C. Wartości powyżej zera wskażą także termometry w centrum kraju.
Ta apka mówi, kiedy spadnie śnieg - co do minuty! Wypróbuj nową aplikację Pogoda Interia! Zainstaluj z Google Play lub App Store
Dworczyk w ''Graffiti'': Nie jest dobrze, kiedy ambasador krytycznie wypowiada się o polskich politykachPolsat NewsPolsat News
W połowie lutego obywatele rozliczający się drogą internetową będą mogli skorzystać z usługi Twój e-PIT. Składając deklarację, warto pamiętać o ulgach, które mogą nam przysługiwać. Jedną z nich jest ulga na internet. Dzięki niej możemy odliczyć nawet 760 zł, a jeśli rozliczamy się z małżonkiem - 1520 zł. Kwoty są jeszcze wyższe, jeśli bierzemy pod uwagę dwa lata podatkowe. Kiedy przysługuje ulga na internet i jak udokumentować prawo do niej? Wyjaśniamy.
PIT za 2025. Komu przysługuje ulga na internet?123RF123RF/PICSEL
Ulga na internet umożliwia skorzystanie z odliczenia wydatków poniesionych na użytkowanie sieci internetowej. Co ważne, zgodnie z informacjami podanymi na stronie podatki.gov.pl, z ulgi tej można skorzystać "wyłącznie w kolejno po sobie następujących dwóch latach podatkowych".
Komu przysługuje ulga na internet? Tyle można odliczyć
Z ulgi na internet mogą skorzystać osoby osiągające dochody opodatkowane skalą podatkową lub przychody opodatkowane ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych.
Oprócz tego, warunkiem jest ponoszenie wydatków związanych z użytkowaniem internetu. Co ważne - nie można odliczyć kosztów związanych z opłatą aktywacyjną oraz zakupem sprzętu i komponentów sieci, a także jej instalacją, modernizacją i serwisem.
Wysokość ulgi jest równa kwocie faktycznego wydatku, a jej maksymalny poziom to nawet 760 zł, co w skali dwóch lat podatkowych umożliwia odliczenie maksymalnie 1520 zł. Co ważne - jeżeli rozliczamy się wspólnie z małżonkiem, to wówczas mowa o kwocie dwa razy większej - 3040 zł.
Jak udokumentować prawo do ulgi na internet?
Osoby, które chcą skorzystać z ulgi na internet, muszą pamiętać o tym, jakie konkretnie dokumenty poświadczają prawo do odliczenia.
Są to faktury lub rachunki zawierające dane identyfikujące kupującego oraz sprzedawcę usługi. Na dokumentach tych musi być również wyszczególniony rodzaj usługi oraz wynikająca z niej kwota zapłaty.
Co ważne - jeśli z rachunku bądź faktury nie wynika to, czy opłata została dokonana, należy zadbać również o dokument potwierdzający płatność (na przykład potwierdzenie przelewu bankowego).
Jak rozliczyć ulgę na internet?
W jaki sposób można rozliczyć ulgę na internet? Jak czytamy na stronie podatki.gov.pl, ulgę można wykazać w zeznaniu PIT-36, PIT-37 lub PIT-28, do którego należy dołączyć załącznik PIT/O.
Podatnik nie odlicza wydatków, które zostały zaliczone do kosztów uzyskania przychodów bądź odliczone od przychodu na podstawie ustawy o ryczałcie lub od dochodu na podstawie ustawy o PIT. Mowa tu również o kosztach, które zostały zwrócone w jakiejkolwiek formie.
Szef BBN w ''Gościu Wydarzeń'' o Bogdanie Klichu: Ataki na Trumpa unieważniają kandydaturę na ambasadoraPolsat NewsPolsat News
Poranny komunikat polskiego wojska. Lotnictwo wojskowe rozpoczęło operowanie
Dzisiaj, 7 lutego (06:18)
Aktualizacja: Dzisiaj, 7 lutego (09:09)
Nad ranem Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych wydało komunikat o rozpoczęciu operowania lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej. Ma to związek z działaniami Rosji nad terytorium Ukrainy. Akcja zakończyła się po godz. 8.
Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.
"Uwaga. W związku z aktywnością lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej, wykonującego uderzenia na terytorium Ukrainy, rozpoczęło się operowanie lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej" - napisano w porannym komunikacie Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.
Jak przekazano, Dowództwo Operacyjne RSZ uruchomiło niezbędne siły i środki pozostające w dyspozycji. "Naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego osiągnęły stan gotowości" - zapewniło Dowództwo.
Jak czytamy w komunikacie, to działania prewencyjne. "Są ukierunkowane na zabezpieczenie przestrzeni powietrznej i jej ochronę, w szczególności w rejonach przyległych do zagrożonych obszarów" - dodano.
Jak podała ok. godz. 6:30 Państwowa Agencja Żeglugi Powietrznej, w związku z koniecznością zapewnienia możliwości swobodnego działania lotnictwa wojskowego lotniska w Rzeszowie i Lublinie czasowo wstrzymały operacje lotnicze. Po godz. 8:30 lotniska wznowiły pracę.
Po godz. 8 Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych przekazało, że operowanie wojskowego lotnictwa w naszej przestrzeni powietrznej zostało zakończone. "Uruchomione naziemne systemy obrony powietrznej i rozpoznania radiolokacyjnego powróciły do standardowej działalności operacyjnej" - dodano.
W komunikacie zapewniono, że nie zaobserwowano naruszenia przestrzeni powietrznej Polski.
W sobotniej operacji Polskę wspierały wojska NATO, samoloty Luftwaffe. W akcji brały udział także Holenderskie Siły Zbrojne.
Alarm ogłoszono w całej Ukrainie. Siły Powietrzne poinformowały o "dwóch grupach dronów i rakiet w obwodzie odeskim zmierzających w kierunku Winnicy", a jeszcze później o pociskach zmierzających w kierunku Chmielnickiego oraz obwodów tarnopolskiego, winnickiego i lwowskiego.
Jak donosiło Suspilne, "odgłosy eksplozji słychać było w Bursztynie w obwodzie iwanofrankiwskim".
Przykład Sobolewa, gdzie stwierdzono poważne zaniedbania wobec psów, potwierdza, że system nadzoru nad schroniskami zawodzi - mówią przedstawiciele organizacji pro zwierzęcych.
Potrzeba pilnych zmian w tym zakresie, m.in. niezapowiadanych kontroli, przejrzystości wydatków czy doprecyzowania, kto może prowadzić schronisko.
Wprowadzenie obowiązkowego chipowania i kastracji zwierząt mogłoby znacząco poprawić sytuacje – przekonują rozmówcy Interii.
- Jeden z psów, który do nas trafił, wyglądał przeraźliwie. Przypominał stary, zużyty i bardzo śmierdzący mop. Jego sierść była tak skołtuniona i brudna, że zwierzę wyglądało jakby ktoś zamknął je w potwornej skorupie. Kiedy groomer (fryzjer zwierząt - red.) ogolił psa, zobaczyliśmy okropną ranę. W szyję dosłownie wrastała stara obroża, pies musiał przeżywać katusze. To naprawdę haniebne, jak można tak traktować zwierzęta - mówi Interii Ewelina Wiśniewska z Fundacji Psa Karmela, której członkowie wzięli pod opiekę kilka psów z niesławnego schroniska w Sobolewie.
Pozostałe psy nie wyglądały tak źle, ale jak słyszmy, były "psychicznie złamane".
- Widziałam wiele zwierząt po przejściach, ale te zdają się przepraszać, że żyją. Apatyczne wraki psów - dodaje.
Sprawa schroniska Happy Dog w Sobolewie i nagłośnienie koszmaru zwierząt przez Dodę, wolontariuszy i media stało się iskrą, która doprowadziła do kontroli inspekcji weterynaryjnej w placówkach w całej Polsce. Ale jak słyszmy od przedstawicieli broniących praw czworonogów, to za mało. Potrzeba systemowych zmian, które realnie poprawią sytuację.
Zapowiedziane kontrole w schroniskach. "To ogromny błąd"
Po pierwsze zmianie powinien ulec system kontroli - mówią Interii obrońcy praw zwierząt. To właśnie w rzetelnym nadzorze nad schroniskami wiedzą klucz do poprawy sytuacji.
- Szczególnie niepokojące jest to, że obecny system jest reaktywny, a nie prewencyjny. Reagujemy dopiero po fakcie, kiedy ujawniane są rażące zaniedbania i robi się szum medialny. Nieustannie funkcjonujemy w sytuacji gaszenia pożarów, zamiast stosować się do przepisów przeciwpożarowych. Brakuje realnego, jakościowego nadzoru i mechanizmów, które wykrywałyby patologie zanim zwierzęta jeszcze bardziej zapłacą za nie zdrowiem lub życiem - przekonuje przedstawicielka Fundacji Psa Karmela.
W jej opinii kontrole nie powinny być zapowiedziane, bo nie dają obrazu, jak schronisko działa na co dzień. Jak słyszę, "to ogromny błąd", który daje czas, by ukryć niewygodną prawdę. Bywa, że zwierzęta w najgorszym stanie "znikają". - Możemy się tylko domyślać, w jakich okolicznościach - mówi Wiśniewska.
Brakuje realnego, jakościowego nadzoru i mechanizmów, które wykrywałyby patologie zanim zwierzęta jeszcze bardziej zapłacą za nie zdrowiem lub życiem
Dlaczego obecny system nie działa?
Inspekcja Weterynaryjna to obecnie główny organ kontrolny. Powiatowi i wojewódzcy lekarze weterynarii mają obowiązek regularnych wizyt w schroniskach, by sprawdzić m.in. warunki bytowe zwierząt, higienę, opiekę weterynaryjną oraz zgodność z przepisami weterynaryjnymi. Takie wizyty powinny odbyć się co najmniej dwa razy w roku.
- Te kontrole opierają się na wymogach ustawowych, które są niewystarczające. Dlatego, że inspekcja weterynarii bada przede wszystkim papiery. Z drugiej strony mamy gminy, które są zobowiązane do zapobiegania bezdomności zwierząt. Zawierają więc umowy ze schroniskami, płacą za wyłapanie, przyjęcie i utrzymanie czworonogów. I na tym właściwie koniec. Później, podczas kontroli, większość urzędników nie ma zielonego pojęcia, jak takie schronisko powinno wyglądać i na co zwrócić uwagę - mówi Interii Anna Zielińska, wiceprezeska Fundacji Viva!.
Ponadto gmina może kontrolować schroniska tylko w takim zakresie, jaki został określony w umowie pomiędzy nią a właścicielem schroniska.
- Czasami gminy nie mają nawet tzw. punktu zaczepienia, kiedy widzą nieprawidłowość, której nie reguluje umowa - podkreśla.
Protest przed Urzędem Gminy w Sobolewie. Domagano się działania lokalnych władz w sprawie schroniska "Happy Dog"Pawel WodzynskiEast News
Psy, których nie ma
Samorządy nierzadko traktują kwestię bezdomności zwierząt i schronisk jak problem, który chcą mieć szybko z głowy. Kontrolerzy odhaczają, że nie ma nieprawidłowości, więc gmina nie ma problemu. Proceduralnie wszystko się zgadza, a rzeczywistość bywa różna.
Czasami - jak słyszmy - przerażająca.
- Gminy powinny mieć większą kontrolę nad wydatkowaniem publicznych środków przez schroniska i bardziej szczegółowo przyglądać się temu, jak one funkcjonują. Czy na przykład mają miejsce adopcje? Skoro gmina płaci za każdy dzień utrzymywania psa w schronisku, to wiadomo, że właścicielowi opłaca się trzymać go jak najdłużej. A gminy właściwie nigdy nie pytają o to, jaki jest współczynnik adopcji, czy zwierzęta są sterylizowane i jaki jest ich stan zdrowia - wylicza Anna Zielińska.
Tymczasem lepszy nadzór nad schroniskami jest w najlepszym interesie gmin i ich budżetów.
- Nieraz jest tak, że pies widnieje w rejestrze schroniska, gmina za niego płaci, a tego zwierzęcia po prostu nie ma - dodaje Ewelina Wiśniewska.
Jak słyszymy, brakuje też przejrzystości wydawania publicznych pieniędzy. Traci na tym samorząd, tracą zwierzęta, a dorabia się tylko nieuczciwy właściciel.
Kiedy już dojdzie do kontroli, wolontariusze narzekają na brak dostępu do wyników. - Nie ma jawności, jeśli chodzi o poszczególne wydatki. Gmina płaci schronisku określoną stawkę i tyle. Nie wiemy, jakie kwoty z tego zostały wydane na karmę, na leczenie, a ile wziął przedsiębiorca do kieszeni. Skoro zwierzęta w schroniskach są finansowane z pieniędzy obywateli, to powinniśmy mieć prawo wiedzieć, jak realnie wygląda opieka nad nimi. Teraz nie wiemy, co pies rzeczywiście dostaje z tej kwoty, którą płacą na niego samorządy - przekonuje przedstawicielka Fundacji Psa Karmela.
Zepchnięta odpowiedzialność. Potrzebne nowe wytyczne
Bywa że i powiatowi lekarze weterynarii "przymykają oko" lub - trwając w lokalnych sieciach powiązań - nie zachowują obiektywizmu. Czasami zwyczajnie brakuje czasu lub kompetencji, by wnikliwie ocenić sytuację i dobrostan zwierząt.
Jak mówi wiceprezes fundacji Viva!, "system spycha na powiatowych lekarzy weterynarii główną odpowiedzialność, dając im niewystarczające narzędzia do kontroli w postaci wytycznych".
W środowisku obrońców praw zwierząt panuje przekonanie, że jest potrzeba opracowania nowych wytycznych, które uwzględnią uwagi zarówno gmin, weterynarzy i organizacji broniących praw zwierząt oraz pozwolą na wnikliwą ocenę sytuacji, a nie jedynie załatwienie formalności.
Postulują, by w kontrolach brały udział osoby bezstronne, niepowiązane z gminą czy właścicielem schroniska np. przedstawiciele organizacji broniących praw zwierząt.
- W takiej kontroli, poza przedstawicielem inspekcji weterynarii, mogliby brać udział przedstawiciel wojewody lub MSWiA, biegły sądowy z zakresu dobrostanu zwierząt, członek organizacji społecznej z doświadczeniem likwidacji schronisk, lekarz weterynarii wolnej praktyki, behawiorysta, biegły rewident i prawnik zorientowany w kwestiach finansowania schronisk - przekazała dziennikarce Polsat News Agnieszce Gozdyrze - Katarzyna Śliwa-Łobacz z fundacji Mondo Cane.
Protestujący przeciwko złym warunkom w schronisku w Sobolewie, weszli na jego teren i wynosili psyPawel WodzynskiEast News
Pod okiem wolontariuszy. Rola społecznego nadzoru
Sobolew jest jednym z dowodów na to, że obecny system zawodzi. - Schronisko przechodziło kontrole i nie stwierdzano nieprawidłowości, a potem my zabieramy stamtąd psa z wrośniętą obrożą. To oznacza, że nikt z kontrolujących rzetelnie nie oceniał stanu tego zwierzęcia - przypomina Ewelina Wiśniewska.
Jak słyszmy, sytuację w schroniskach mogłaby poprawić także obligatoryjna obecność wolontariuszy. - Powinniśmy wszyscy działać wspólnie na rzecz zwierząt. Do niektórych schronisk wolontariusze nie są wpuszczani. Dlaczego? Czy ktoś chce coś ukryć? - pyta Wiśniewska.
Wprowadzenie obowiązku przyjmowania wolontariuszy byłoby formą społecznej kontroli. Bo to najczęściej oni nagłaśniają sprawy zaniedbań. - W przypadku Sobolewa, wolontariusze z fundacji "Złap dom" wykonali kawał dobrej roboty. Przez długi czas odbijali się od administracyjno-formalnego muru i byli ignorowani, ale dzięki ich uporowi sprawa została nagłośniona - przypomina Anna Zielińska.
Jak słyszymy, sytuację mogłoby poprawić także ustalenie maksymalnego wynagrodzenia dla osób kierujących schroniskami oraz wprowadzenie wymaganych kwalifikacji.
- Musimy wiedzieć czego wymagać, a także jasno określić kary, które będą na tyle dotkliwe, że zadziałają odstrszająco - podkreśla Zielińska.
Wiele do poprawy. Wytyczne inspektora
Organizacje prozwierzęce podkreślają, że podmioty prawomocnie skazane lub wobec których toczą się postępowania dotyczące znęcania się nad zwierzętami, powinny mieć zakaz prowadzenia schronisk.
Na tę samą kwestię zwrócił uwagę Główny Inspektor Weterynarii (GIW). Wskazał też, że obecnie samorządy w różny sposób realizują zadania związane z opieką nad zwierzętami, czasami w sposób niezgodny z ustawą o ochronie zwierząt lub pomijając jej kluczowe elementy.
Obszary, które zdaniem GIW wymagają ujednolicenia i doprecyzowania to m.in.: konieczność weryfikacji, czy schronisko, z którym gmina zamierza współpracować, znajduje się pod nadzorem powiatowego lekarza weterynarii i posiada weterynaryjny numer identyfikacyjny (WNI). Ważna jest też lokalizacja schroniska ("w rozsądnej odległości od gminy"), by umożliwić realną kontrolę.
Bywało i tak, że hycel odławiał to samo zwierzę w trzech gminach, żeby trzykrotnie zarobić. W przypadku zachipowanego zwierzęcia byłoby to niemożliwe.
Chipowanie i kastracja. "Te kwestie są najważniejsze"
Są jeszcze dwie zmiany, które zdaniem organizacji prozwierzęcych, mogłyby radyklanie ograniczyć problem bezdomności zwierząt, tłumiąc przysłowiowy pożar w zarodku. Chodzi o obowiązkową kastrację oraz chipowanie psów i kotów.
- Te kwestie są najważniejsze, bo doprowadziłby do zmniejszenia bezdomności zwierząt i ich niekontrolowanego rozrodu - podkreśla Ewelina Wiśniewska.
- Świetnym przykładem jest Aleksandrów Kujawski, gdzie po wprowadzeniu bezpłatnego chipowania psów, spadła ich liczba w schronisku - mówi Anna Zielińska.
Chip gwarantuję identyfikację psa, kiedy się zagubi. Jak dowiaduje się Interia, obecnie w schroniskach przebywają nie tylko zwierzęta bezpańskie i niechciane, wiele z nich miało domy, ale straciło ja np. na skutek wypadku, zagubienia czy ucieczki.
- Takich przypadków jest naprawdę wiele. Zwierzę, które się gubi, najczęściej nie ma informacji, kto jest jego opiekunem. Wiele tych zwierząt należy do osób starszych, które mają ograniczone możliwości poszukiwania pupila w social mediach, a odnalezienie zagubionego czworonoga wymaga często wiele wysiłku - tłumaczy wiceprezeska Fundacji Viva!.
Chipy pozwalają na natychmiastowe ustalenie, kto jest właścicielem, a zwierzę zamiast trafić do schroniska, co generuje dodatkowe koszty, wraca o domu.
Chipy ukróciłyby też znany w środowiskach prozwierzęcych proceder zarabiana na tym samym psie. - Bywało i tak, że hycel odławiał to samo zwierzę w trzech gminach, żeby trzykrotnie zarobić. W przypadku zachipowanego zwierzęcia byłoby to niemożliwe - podkreśla.
Akurat ta zmiana niebawem może stać się faktem. Wkrótce do Sejmu ma trafić rządowy projekt ustawy o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK), który zakłada wprowadzenie obowiązku chipowania i rejestracji psów i kotów oraz prowadzenie centralnej bazy danych.
Anna Zielińska przypomina, że w Sejmie od ponad roku leży też obywatelski projekt "Stop łańcuchom, pseudohodowlom i bezdomności zwierząt". - On odpowiada na wiele palących problemów, m.in. kwestię obowiązkowej sterylizacji i kastracji zwierząt nieprzeznaczonych do rozrodu, regulacji nadzoru nad schroniskami czy ograniczenia pseudohodowli. Mamy nadzieję, że ten projekt będzie procedowany, a zaproponowane rozwiązania staną się faktem - mówi.
"Wydarzenia": Przasnysz. Dron spadł na jednostkę wojskowąPolsat News
Atak Rosji na Ukrainę. Poderwano myśliwce, dwa polskie lotniska zamknięte
W stan gotowości w sobotę rano postawiono naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego. Akcja lotnictwa została zakończona - poinformowało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych. W trakcie operacji wstrzymano także działanie lotnisk w Rzeszowie i Lublinie. W nocy z piątku na sobotę Rosjanie przeprowadzili zmasowany atak w Ukrainie.
Polskie lotnictwo reaguje na ataki Rosji w Ukrainie. "W stanie gotowości" (zdj. ilustracyjne)Mateusz KotowiczReporter
W skrócie
Dowództwo Operacyjne RSZ postawiło w gotowości systemy obrony powietrznej i rozpoznania radiolokacyjnego.
Wstrzymano operacje lotnicze na lotniskach w Rzeszowie i Lublinie.
Nie odnotowano naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej po rosyjskim ataku na Ukrainę.
"W związku z aktywnością lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej, wykonującego uderzenia na terytorium Ukrainy, rozpoczęło się operowanie lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej" - poinformowało w sobotę rano Dowództwo Operacyjne RSZ w komunikacie.
Kilka godzin później akcja polskiego lotnictwa została zakończona, a wszystkie uruchomione systemy wróciły do normalnego działania.
Nie odnotowano naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej - powiadomiono po godz. 8. Po zakończeniu operacji DORSZ podziękowało sojuszniczym siłom powietrznym.
"Dziękujemy za wsparcie NATOoraz Siłom Powietrznym Niemiec, których samoloty pomagały dzisiaj zapewnić bezpieczeństwo na polskim niebie. Podziękowania kierujemy także do Holenderskich Sił Zbrojnych za wsparcie systemami obrony powietrznej" - wskazano.
Ukraina - Rosja. Polskie lotnictwo reaguje na ruchy Rosjan
W nocy z piątku na sobotę Rosja przeprowadziła zmasowany atak na terytorium Ukrainy. Ukraińskie media donosiły o setkach dronów i dziesiątkach rakiet, które uderzały w miasta.
"Zgodnie z obowiązującymi procedurami Dowództwo Operacyjne RSZ uruchomiło niezbędne siły i środki pozostające w dyspozycji. Naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego osiągnęły stan gotowości" - dodano.
Jak podkreślono, działania te miały charakter prewencyjny i skupiały się na zabezpieczeniu i ochronie polskiej przestrzeni powietrznej. Szczególnie dotyczyło to rejonów nadgranicznych, bezpośrednio przylegających do zagrożonych obszarów.
"Dowództwo Operacyjne RSZ monitoruje bieżącą sytuację, a podległe siły i środki pozostają w gotowości do natychmiastowej reakcji" - podkreślono.
Polskie wojsko reaguje. Lotniska w Rzeszowie i Lublinie zamknięte
Polska Agencja Żeglugi Powietrznej poinformowała z kolei o wstrzymaniu operacji lotniczych w Lublinie i Rzeszowiew związku z koniecznością zapewnienia możliwości swobodnego działania lotnictwa wojskowego.
Decyzje DORSZ i PANSA mają związek z rosyjskim atakiem w Ukrainie. Siły Powietrzne tego kraju przekazały informacje o "dwóch grupach dronów i rakiet w obwodzie odeskim zmierzających w kierunku Winnicy".
Później poinformowano także o pociskach zmierzających w kierunku Chmielnickiego oraz obwodów tarnopolskiego, winnickiego i lwowskiego. Jak donosiło Suspilne, "odgłosy eksplozji słychać było w Bursztynie w obwodzie iwanofrankiwskim".
Bursztyn jest ważnym ośrodkiem przemysłowym, znanym głównie z funkcjonowania Bursztyńskiej Elektrowni Cieplnej (TES). Eksplozje słychać było również w Winnicy. Przewodnicząca lokalnej administracji Natalia Zabołotna poinformowała, że obwód winnicki jest celem zmasowanych ataków powietrznych ze strony Federacji Rosyjskiej.
Brudziński w "Gościu Wydarzeń" o słowach Czarzastego: Skrajnie niemądrePolsat News
Skandal w Piasecznie. Sąd zdecydował, co z aresztem dla funkcjonariusza
Funkcjonariusz podejrzany o wykorzystanie policjantki w Piasecznie pozostanie w areszcie - zdecydował Sąd Okręgowy w Warszawie. Obrona mężczyzny złożyła wcześniej zażalenie na zastosowanie wobec jej klienta takiego środka zapobiegawczego. Do zdarzenia doszło na początku stycznia tego roku.
Nowe informacje ws. skandalu, który miał miejsce w Piasecznie. Zdjęcie ilustracyjne123RF/Picsel, 123RF/Picselmateriał zewnętrzny
W skrócie
Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował o utrzymaniu tymczasowego aresztu wobec policjanta podejrzanego o wykorzystanie policjantki w Piasecznie.
Śledztwo dotyczące gwałtu na terenie oddziału prewencji policji wciąż trwa.
W wyniku sprawy doszło do decyzji o zawieszeniu funkcjonariusza oraz wszczęcia postępowań administracyjnych i kontroli w jednostce.
W piątek w warszawskim sądzie odbyło się posiedzenie zamknięte, na którym sąd rozpatrywał wniosek obrońców policjanta dotyczący zażalenia na jego tymczasowy areszt.
Po zakończeniu posiedzenia prokurator Magdalena Miętkiewicz z Prokuratury Okręgowej w Warszawie poinformowała, że sąd nie uwzględnił zażalenia obrońców i utrzymał w mocy zaskarżone postanowienie.
Sąd podtrzymał areszt dla policjanta. Miał wykorzystać funkcjonariuszkę
Jednocześnie Miętkiewicz podkreśliła, że prokuratura chciała utrzymania aresztu, ponieważ dalej istnieje obawa matactwa na podstawie, której go zastosowano.
Z kolei obrońcy funkcjonariusza radca prawny Michał Jagiełło oraz adwokat Rafał Pura po wyjściu z sali rozpraw zaznaczyli, że mają inną ocenę dowodów, niż prokurator, ale wszystko jest objęte tajemnicą postępowania.
Śledztwo w sprawie gwałtu na policjantce jest w toku. Do zdarzenia doszło 3 stycznia w nocy na terenie oddziału prewencji policji w podwarszawskim Piasecznie, gdzie wcześniej funkcjonariusze pili alkohol.
Jeszcze tego samego dnia podejrzany o gwałt mężczyzna został zatrzymany i usłyszał zarzut zgwałcenia policjantki i zmuszenia jej do poddania się innej czynności seksualnej. Trafił do aresztu na trzy miesiące.
Został zawieszony w czynnościach służbowych, a szef KSP wszczął postępowanie administracyjne w sprawie zwolnienia go ze służby.
Kontrole w jednostce zarządzili komendanci główny i stołeczny. Postępowanie sprawdzające prowadzi również inspektor nadzoru wewnętrznego w MSWiA. Mężczyźnie grozi od dwóch do 15 lat więzienia.
Burza w stołecznej policji po skandalu w Piasecznie
Zdarzenie pociągnęło za sobą decyzje personalne. Stołeczna policja na początku stycznia poinformowała o "wdrożeniu postępowania w kierunku zwolnienia z zajmowanego stanowiska dowódcy plutonu ze stanu IX Kompanii Oddziału Prewencji Policji w Warszawie, uczestniczącego 3 stycznia w spotkaniu połączonym ze spożywaniem alkoholu na terenie jednostki policji".
Wcześniej KSP poinformowała o odwołaniu zastępcy dowódcy Oddziału Prewencji Policji w Warszawie z zajmowanego stanowiska "w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa przez podległego mu funkcjonariusza, nad którego kompanią sprawował nadzór służbowy".
Podległy mu podejrzany o gwałt policjant był dowódcą jednego z warszawskich oddziałów prewencji policji, która ma siedzibę w Piasecznie. Był też przełożonym dowódcy plutonu, wobec którego wdrożono procedurę zwolnienia.
Dworczyk w ''Graffiti'': Nie jest dobrze, kiedy ambasador krytycznie wypowiada się o polskich politykachPolsat NewsPolsat News
Tyrada Rose'a na Twitterze/X, a potem jego niemające nic wspólnego ze sztuką dyplomacji przepychanki słowne z premierem Donaldem Tuskiem, były jak wrzucenie kanistra z benzyną do już i tak buchającego potężnymi płomieniami ogniska. Prawo i Sprawiedliwość oraz Kancelaria Prezydenta upatrują w dyplomatycznym kryzysie wspaniałej okazji do zbicia politycznego kapitału i pogrążenia przeciwników.
Rzecz w tym, że dokładnie tak samo widzi to druga strona. Marszałek Sejmu i jego otoczenie nie zamierzają odstawiać nogi w konfrontacji z prezydentem Nawrockim. Co więcej, są przekonani o swoim końcowym sukcesie.
UE przed Ameryką. Czarzastemu włos z głowy nie spadnie
- Stanie twardo po stronie polskiego interesu i godności naszych żołnierzy, ale też umiejętność bycia asertywnym także w relacjach z naszymi partnerami, będzie doceniona przez wyborców - nie ma cienia wątpliwości Magdalena Biejat.
W rozmowie z Interią wicemarszałkini Senatu z ramienia Lewicy podkreśla, że Polska wobec administracji Donalda Trumpa musi być asertywna i nie może być mowy o traktowaniu naszego kraju przedmiotowo. - Oczywiście, że dla Polski Ameryka jest ważnym partnerem, ale Ameryka, która traktuje nas po partnersku, a nie jak swoją kolonię czy 51. stan - ocenia.
Premier Donald Tusk i marszałek Sejmu Włodzimierz CzarzastyFilip NaumienkoReporter
Wbija też szpilę politykom PiS-u, którzy po wpisach Toma Rose'a rzucili się do zmasowanej krytyki Włodzimierza Czarzastego i Lewicy.
- PiS robi politykę wobec Stanów Zjednoczonych na kolanach - nie przebiera w słowach. I dodaje: - Formacja, która tyle krzyczy o suwerenności i tyle ma do powiedzenia o tym, ile rzeczy rzekomo narzuca Polsce Unia Europejska, nie ma nagle żadnego problemu z tym, że ambasador obcego kraju próbuje nam wybierać marszałka Sejmu. Dobrze byłoby, gdyby jednak zastanowili się, gdzie leży interes Polski i polska suwerenność.
Na tym jednak Biejat nie kończy. - Dzisiaj najważniejszym sojusznikiem Polski jest i musi pozostać Unia Europejska. To tutaj, na tym sojuszu, powinniśmy budować nasze bezpieczeństwo - zaznacza wicemarszałkini Senatu.
Spokojna o los zarówno marszałka Czarzastego, jak i całej formacji po awanturze z ambasadorem Rose'em jest też Anna Maria Żukowska. - W koalicji Lewicy to nie zaszkodzi - stwierdziła w rozmowie z Interią z pełnym przekonaniem, tuż przed tym, jak Donald Tusk na Twitterze/X stanął w obronie swojego koalicjanta i przywołał do porządku amerykańskiego dyplomatę.
Każda taka sytuacja daje siłę. Przedwczoraj było słabo, ale wczoraj wieczorem było bardzo dobrze. Nawrocki jest coraz bardziej pod ścianą, bo ludzie coraz bardziej oceniają go nie za rzucane obietnice, tylko za zerową sprawczość
W ocenie przewodniczącej klubu parlamentarnego Lewicy nie ma w tym cienia przypadku. - Jeśli nagle stanąłby po stronie Amerykanów i zechciał poświęcić Czarzastego, to poza rozbiciem koalicji naraziłby się na zarzuty, że zachowujemy się jak amerykańska kolonia - tłumaczy nasza rozmówczyni.
Podaje jednak jeszcze dwa argumenty na poparcie swojej tezy. Pierwszy: stanięcie po stronie Amerykanów i ukaranie Czarzastego zostałoby bezwzględnie wykorzystanie przez PiS i prezydenta, którzy przedstawialiby to jako porażkę Tuska i rządu, a swoje polityczne zwycięstwo. Drugi: nastroje społeczne w Polsce są coraz mocniej anty-Trumpowe, a szef rządu "bardzo mocno na to patrzy".
Sondaże bezwzględne. Polacy odwracają się od Trumpa
W zmianie nastrojów społecznych nie ma cienia przesady. Potwierdzają to najnowsze badania opinii publicznej.
Politycy Lewicy, z którymi rozmawiamy, wspominają przede wszystkim o sondażu CBOS-u przeprowadzonym w dniach 26-28 stycznia. Ankieterzy zapytali Polaków o to, jak ci oceniają dotychczasową działalność prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Aż 60 proc. respondentów wyraziło negatywny pogląd na politykę Donalda Trumpa. W tym aż 35 proc. ocenia ją "zdecydowanie źle". Zwolenników republikański polityk ma znacznie mniej - to zaledwie 28 proc. polskiego społeczeństwa. Jednak odpowiedź "zdecydowanie dobrze" wybrało tylko 7 proc. ankietowanych. 13 proc. Polaków nie ma jeszcze wyrobionego zdania na temat polityki Trumpa.
Na tym nie koniec kiepskich sondażowych wieści znad Wisły dla administracji Trumpa. Aż 54,1 proc. Polaków uważa, że obecne Stany Zjednoczone nie są dla Polski wiarygodnym sojusznikiem. Niemal jedna czwarta społeczeństwa (24,2 proc.) jest o tym zdecydowanie przekonana. Wiarę w sojusznika zza Atlantyku wyraża z kolei 35,4 proc. badanych, ale tylko co dziewiąty Polak jest o tym absolutnie przekonany.
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald TrumpBrendan SmialowskiAFP
Jeśli dodać do tego polityczny, antyamerykański zwrot w samej Unii Europejskiej, który jest bezpośrednim wynikiem nieudanej próby aneksji Grenlandii przez Amerykanów, zmiana stanowiska polskiego rządu i koalicji rządzącej zyskuje nowy wymiar.
Wojny ciąg dalszy. Prezydent na celowniku marszałka
Mimo tego Prawo i Sprawiedliwość do spółki z Kancelarią Prezydenta zamierzają ostro punktować coraz bardziej asertywne działania rządu wobec Amerykanów, a przede wszystkim ostatnie wypowiedzi marszałka Sejmu. Włodzimierz Czarzasty na "specjalne względy" ze strony prawicy może liczyć nie tylko ze względu na awanturę z ambasadorem Stanów Zjednoczonych.
- Z punktu widzenia Lewicy te ataki Nawrockiego nie tylko nam nie szkodzą, ale wręcz nas wzmacniają - z pełnym przekonaniem stwierdza nasz rozmówca z kierownictwa Lewicy, pytany o coraz gorętszy konflikt Kancelarii Sejmu z Kancelarią Prezydenta. Podkreśla jednak przy tym, że to "Nawrocki wybrał wojnę totalną".
PiS robi politykę wobec Stanów Zjednoczonych na kolanach. (...) Dzisiaj najważniejszym sojusznikiem Polski jest i musi pozostać Unia Europejska. To tutaj, na tym sojuszu, powinniśmy budować nasze bezpieczeństwo
Słowa o "wojnie totalnej" to nawiązanie do opisanych przez "Gazetę Polską" rzekomych "niebezpiecznych związków" Włodzimierza Czarzastego z mającą polskie obywatelstwo Rosjanką Swietłaną Czestnych. Według tygodnika działająca na rynku sztuki kobieta ma mieć powiązania z petersburskimi elitami biznesowymi, a także kontrolowanym przez Kreml Sbierbankiem. Dziennikarze "Gazety Polskiej" zarzucili też Czarzastemu, że nie poddał się kontroli służb specjalnych, gdy zasiadał w sejmowej komisji ds. specsłużb w pierwszej połowie trwającej kadencji parlamentu.
Prezydent Karol Nawrocki oczekuje od rządu wyjaśnienia całej sprawy podczas zwołanej na 11 lutego Rady Bezpieczeństwa Narodowego (RBN). Agenda spotkania składa się z trzech punktów, a jeden z nich brzmi: "Podjęte przez organy państwa działania, mające na celu wyjaśnienie wszelkich okoliczności wschodnich kontaktów towarzysko-biznesowych Marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego".
Przewodniczący Lewicy i jego najbliższe otoczenie są jednak spokojni zarówno co do przeszłości marszałka Sejmu, jak i przebiegu posiedzenia RBN. Momentem przełomowym było oświadczenie rzecznika prasowego ministra koordynatora służb specjalnych. 4 lutego Jacek Dobrzyński poinformował opinię publiczną, że "podlegający ochronie kontrwywiadowczej ze strony polskich służb specjalnych marszałek Sejmu" posiada "dostęp do informacji o najwyższej klauzuli tajności". Podkreślił również, że "służby specjalne nie mają w tym zakresie żadnych zastrzeżeń i bezwzględnie realizują przepisy obowiązujące w tym zakresie".
Nieco później sam Czarzasty odwinął się Nawrockiemu. - Panie prezydencie, ja jestem czysty, a pan? Porozmawiajmy o tym na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego - powiedział podczas konferencji prasowej w Sejmie. - Chciałem panu powiedzieć, że po pierwsze nie dam się zastraszyć. Po drugie, czekam na pana oświadczenie w sprawie pana przeszłości. Po trzecie, nie zmienię linii postępowania wobec pana - zaznaczył.
Kancelaria Sejmu zaproponowała więc, żeby porządek najbliższego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego uzupełnić o czwarty punkt. Chodzi o "wyjaśnienie charakteru kontaktów prezydenta Karola Nawrockiego ze środowiskiem pseudokibiców oraz osobami powiązanymi z przestępczością zorganizowaną", a także o "wyjaśnienie przeszłej pracy Prezydenta w charakterze ochrony w Grand Hotel Sopot, który w latach 90. i na początku XXI wieku był miejscem spotkań przedstawicieli świata przestępczego oraz ewentualnej nielegalnej działalności". Kancelaria Prezydenta tę prośbę szybko odrzuciła.
Z informacji Interii wynika, że ta strategia nie jest dziełem przypadku, a wynikiem politycznej kalkulacji i analizy nastrojów elektoratu obozu rządzącego. A ten stoi murem za Czarzastym, który mocno zapunktował stawiając twardy opór prezydentowi.
- Każda taka sytuacja daje siłę. Przedwczoraj było słabo, ale wczoraj wieczorem było bardzo dobrze - usłyszeliśmy 5 lutego od osoby ze ścisłego kierownictwa Lewicy.
Nasz rozmówca podkreślił przy tym, że Lewica i Kancelaria Sejmu nie zamierza ustawać w wywieraniu presji na głowę państwa: - Nawrocki jest coraz bardziej pod ścianą, bo ludzie coraz bardziej oceniają go nie za rzucane obietnice, tylko za zerową sprawczość.
Łukasz Rogojsz
Gawkowski w "Gościu Wydarzeń": Marszałek Czarzasty zachował się jak mąż stanuPolsat News
- Cieszyć może się z tego Putin - mówi Interii dr Janusz Sibora, komentując spór, w którym głos zabrali ambasador Tom Rose, premier Donald Tusk i marszałek Włodzimierz Czarzasty. Nasi rozmówcy podkreślają, że amerykański dyplomata popełnił błąd, ale zwracają uwagę na szczegół w jego taktyce. Mówią o rozbijaniu układu politycznego w Polsce.
Donald Tusk, Tom Rose i Włodzimierz Czarzasty. Co kryje się za wpisami ambasadora USA?Anita Walczewska/East News/Marysia Zawada/REPORTER/X/USAmbPolandmateriał zewnętrzny
W skrócie
Ambasador USA Tom Rose publicznie skrytykował marszałka Włodzimierza Czarzastego oraz sugerował możliwość wycofania wojsk amerykańskich z Polski.
Premier Donald Tusk zareagował, podkreślając potrzebę wzajemnego szacunku między sojusznikami. Ambasador dalej krytykował marszałka, ale chwalił przy tym premiera.
Eksperci zwracają uwagę na potencjalne drugie dno działań dyplomatycznych Rose'a, które mogą osłabiać relacje polityczne w Polsce. Wskazują też, że obecny spór cieszy Władimira Putina.
- Ambasadorowi USA chyba się wydaje, że przyjechał jako wielkorządca - mówi Interii ekspert ds. relacji polsko-amerykańskich, który prosi o zachowanie anonimowości. Przyznaje, że marszałek Czarzasty mógł łagodniej ująć swoje stanowisko, ale czwartkowa wymiana zdań Toma Rose'a z polskimi politykami "przerosła granice".
W polsko-amerykańskiej dyplomacji od dawna nie było tak ciekawego dnia. W czwartek ambasador USA Tom Rose ogłosił, że zrywa stosunki z Włodzimierzem Czarzastym. Marszałek Sejmu kilka dni wcześniej skrytykował Donalda Trumpa i stwierdził, że prezydent "destabilizuje" sytuację w organizacjach międzynarodowych.
Tom Rose i awantura z Tuskiem i Czarzastym
Potem było tylko gorzej. Ambasadorowi odpowiedział premier Donald Tusk i podkreślił, że "sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać". Rose postanowił zareagować. Zasugerował, że szef polskiego rządu się pomylił i powinien swoje argumenty kierować do Czarzastego.
Zdaniem ambasadora komentarze Czarzastego były "nikczemne, lekceważące i obraźliwe" oraz "mogły potencjalnie zaszkodzić rządowi" Tuska. Rose poszedł o krok dalej. Zaczął z prywatnego konta odpisywać internautom. Zasugerował wyprowadzenie wojsk amerykańskich z Polski.
Czwartkowa wymiana zdań wiele mówi o relacjach w amerykańskiej administracji i strategii, jaką Amerykanie mają wobec Polski.
Ambasador USA o wycofaniu wojsk. "Działa na własną rękę"
Nasz anonimowy rozmówca miał okazję poznać kilku ambasadorów USA w Polsce, w tym Georgette Mosbacher. - Była na poziomie. Przebojowa i miała rzeczywisty kontakt z prezydentem - podkreśla. Mosbacher zdarzały się wpadki, jak niesławny list do Mateusza Morawieckiego, ale rozmówca Interii podkreśla, że przyczyniła się do zniesienia wiz dla Polaków. Z kolei o nowym ambasadorze mówi, że "nie sprawdza się w pierwszym konflikcie".
Szczególnie w kontekście wpisu o wyprowadzeniu wojsk z Polski. To komentarz opublikowany późnym wieczorem, w odpowiedzi do wpisu internauty, który zaznaczył, że Polska nigdy nie zaakceptuje "amerykańskiego dyktatu" i że polski nardów respektuje własną suwerenność. "Do domu" - podsumował internauta.
Internetowa wymiana zdań ambasadora Rose'a i usunięty później wpis o żołnierzachXmateriał zewnętrzny
Rose napisał: "Czy powinniśmy zabrać wszystkich naszych żołnierzy i sprzęt razem z nami?". Później wiadomość usunął. - Czyli tu jednak działa na własną rękę - komentuje w rozmowie z Interią dr Janusz Sibora, specjalista ds. międzynarodowych i protokołu dyplomatycznego.
- On doskonale wie, że wojska amerykańskie w Polsce to największy atut w negocjacjach z Polską. Ostatnia karta, którą można wyjąć. Usunięcie wpisu albo doradził mu ktoś w ambasadzie, albo w nocy przyszedł szyfrogram z Waszyngtonu i dostał polecenie, by go usunąć - dodaje Sibora.
- Mamy do czynienia z osobą, która otrzymała funkcję ambasadora za zasługi. Natomiast on nie zna w ogóle roboty dyplomatycznej - ocenia ekspert. Sibora nie spodziewa się jednak, by Rose'a czekały poważne konsekwencje. Wskazuje, że jeśli praca ambasadora jest źle oceniana, jego szefowie wzywają go na konsultacje, kiedy nie realizuje linii politycznej Departamentu Stanu USA.
Na czele instytucji stoi Marco Rubio. Jednak zdaniem Sibory jest "zbyt słaby", by było go stać na "jakikolwiek konflikt z przyjacielem Trumpa".
Rozmówca Interii zwraca uwagę na jeszcze jeden szczegół. O ile wpis o żołnierzach wydaje się być "wypadkiem przy pracy", to wiadomość adresowana do premiera Tuska może mieć drugie dno.
Drugie dno sprawy z ambasadorem. "Cieszyć może się Putin"
Po awanturze z Czarzastym premier wyraził swoje poparcie dla marszałka. W odpowiedzi Tom Rose napisał: "Wiem, że zgodzisz się, że obrażanie i poniżenie prezydenta Donalda Trumpa - największego przyjaciela, jakiego Polska kiedykolwiek miała w Białym Domu, jest ostatnią rzeczą, jaką powinien zrobić jakikolwiek polski przywódca. Zawsze będę bronił mojego Prezydenta bez wahania, wyjątku lub przepraszania".
- Bardzo nieeleganckie, niedyplomatyczne. Król Francji Henryk IV powiedział "chyba i przywileje mają granice" - mówi nam Sibora, ale dodaje, że we wpisie Rose'a jest coś jeszcze.
"Panie Premierze, żywię jedynie najwyższy szacunek i podziw dla Pańskiego odważnego przywództwa i dekad wkładu, który wzmocnił relacje między USA a Polską. Był Pan prawdziwie wzorowym sojusznikiem i wielkim przyjacielem Stanów Zjednoczonych" - napisał Rose.
Intryguje mnie dlaczego Rose wychwala premiera, skoro wie, że Trump Tuska nie znosi. Między nimi nie ma żadnej chemii. To może być gra na rozbijanie naszego układu politycznego
- Tu może być drugie dno, bo bardzo chwali Tuska - komentuje Sibora. - Intryguje mnie dlaczego on wychwala premiera, skoro wie, że Trump Tuska nie znosi. Między nimi nie ma żadnej chemii. To może być gra na rozbijanie naszego układu politycznego, by przyspieszyć upadek rządu i gra na Prawo i Sprawiedliwość - wskazuje ekspert. Zaznacza również, że wpisuje się to w szerszą strategię osłabiania Unii Europejskiej. - To jest napisane wprost w ich strategii bezpieczeństwa - dodaje nasz rozmówca.
Najwyraźniej jednak koalicjantów tym razem poróżnić się nie udało, bo Tusk stanął po stronie marszałka Sejmu. Ani Waszyngton, ani Warszawa nie korzysta na konflikcie. Korzysta za to kto inny.
- Cieszyć może się z tego Putin. Kto inny najbardziej cieszy się z rozrywania mostu transatlantyckiego? - podsumowuje dr Janusz Sibora w rozmowie z Interią.
Jakub Krzywiecki
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl
"Wydarzenia": Tunel miał być gotowy 5 lat temu. Władzom PKP skończyła się cierpliwośćPolsat News
Jastrzębska Spółka Węglowa uzgodniła ze stroną społeczną warunki porozumienia, które przewiduje czasowe zawieszenie części świadczeń pracowniczych. Ostateczna decyzja w tej sprawie zostanie podjęta w referendum wśród pracowników. Spółka prowadzi także rozmowy o pozyskaniu nowych środków finansowych.
JSW uzgodniła ze związkami zawodowymi projekt porozumienia zawieszającego część świadczeń pracowniczych.
Porozumienie przewiduje m.in. zawieszenie wypłaty 14. pensji za 2026 rok oraz przesunięcie wypłaty 14. pensji za 2025 rok na 2027 rok.
Zawieszone zostaną także wypłaty deputatu węglowego i ograniczone inne świadczenia.
Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
Projekt porozumienia przewiduje zawieszenie stosowania niektórych postanowień zbiorowych oraz przepisów wewnętrznych dotyczących warunków zatrudnienia w JSW. W praktyce oznacza to czasowe wprowadzenie mniej korzystnych warunków dla pracowników. Najważniejsze zmiany to:
Zawieszenie prawa do 14. pensji za 2026 rok.
Przesunięcie wypłaty 14. pensji za 2025 rok na 2027 rok.
Wypłata nagrody barbórkowej i ekwiwalentu barbórkowego za lata 2025-2027 w ratach.
Zawieszenie wypłaty deputatu węglowego.
Ograniczenie innych świadczeń pracowniczych.
Projekt porozumienia nie został jeszcze podpisany. Ostateczną decyzję podejmą pracownicy w referendum. Projekt zakłada, że jeśli porozumienie zostanie zaakceptowane, to wejdzie ono w życie z dniem podpisania, z mocą obowiązywania od 1 lutego 2026 r. i zostanie zawarte na okres 23 miesięcy, tj. do dnia 31 grudnia 2027 r.
Projekt ten zakłada też, że w razie istotnej poprawy sytuacji ekonomicznej JSW wypłaci zawieszone świadczenia, bez prawa do odsetek, z uwzględnieniem mechanizmu podziału nadwyżki gotówki (tzw. cash-sweep) zakładającego proporcjonalną dystrybucję nadwyżki gotówki do pracowników i instytucji finansujących.
Referendum odbędzie się 12 lutego. Na razie nie wiadomo, na jakie dokładnie pytanie bądź pytania odpowiedzą pracownicy - ustaliła reporterka RMF FM Anna Kropaczek. Spółka nie informuje na razie, jaki scenariusz przewidziano w sytuacji, kiedy pracownicy nie poprą projektu porozumienia - dodała.
Równolegle z negocjacjami dotyczącymi świadczeń, JSW prowadzi rozmowy o pozyskaniu nowych środków finansowych w wysokości do 2,9 mld zł. Spółka planuje także sprzedaż udziałów i akcji w spółkach zależnych oraz innych niekluczowych aktywów, by poprawić swoją sytuację finansową.
Projetk zakłada, że JSW ma dołożyć wszelkich starań, aby do końca marca 2026 r. uzyskać finansowanie niezbędne dla dalszego funkcjonowania spółki, z zastrzeżeniem, że jego udzielenie zależy od opracowania programu naprawczego, który uwzględni zasady finansowania określone przez instytucje finansujące.
JSW ma też w określonych terminach zbyć lub zrestrukturyzować wybrane spółki grupy JSW, a także zredukować zatrudnienie w zakładzie wsparcia produkcji i biurze zarządu. W razie nieprzeprowadzenia zbycia, restrukturyzacji lub dokapitalizowania niektórych aktywów do końca 2026 r. lub 2027 r. (zależnie od czynności) związki będą miały prawo do wypowiedzenia obu porozumień.
Jastrzębska Spółka Węglowa, będąca największym producentem wysokiej jakości węgla koksowego w Unii Europejskiej, od dłuższego czasu zmaga się z poważnymi problemami finansowymi. Po trzech kwartałach 2025 roku strata netto spółki wyniosła aż 2,9 mld zł, przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 7 mld zł. Wynik EBITDA za ten okres to minus 1,4 mld zł.
W samym trzecim kwartale 2025 roku JSW zanotowała 2,3 mld zł przychodów, jednak strata brutto ze sprzedaży sięgnęła 524 mln zł, a strata netto - 794 mln zł. Zarząd podkreśla, że zawarcie porozumienia ze stroną społeczną jest kluczowe dla pozyskania finansowania z państwowych i prywatnych instytucji finansowych, bez którego spółka może nie przetrwać obecnego kryzysu.
Prokuratura Krajowa poinformowała, że Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości, jest poszukiwany listem gończym. Decyzja zapadła po tym, jak 5 lutego 2026 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa wydał postanowienie o tymczasowym aresztowaniu Ziobry na trzy miesiące od dnia zatrzymania. Powodem takiej decyzji - jak uzasadniono - jest m.in. ukrywanie się podejrzanego przed organami ścigania i wymiarem sprawiedliwości.
Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro jest poszukiwany listem gończym.
Stosowne komunikaty wydały Prokuratura Krajowa i policja.
Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Sąd uznał, że immunitet parlamentarny Zbigniewa Ziobry został skutecznie uchylony, a zebrane w śledztwie dowody wskazują na duże prawdopodobieństwo popełnienia przez niego 26 przestępstw. Wśród zarzutów znajdują się m.in. założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz współudział w przywłaszczeniu środków z Funduszu Sprawiedliwości.
W uzasadnieniu sąd wskazał na trzy szczególne przesłanki zastosowania tymczasowego aresztowania: obawę ukrywania się (faktyczne ukrycie się), obawę bezprawnego utrudniania postępowania oraz groźbę wymierzenia surowej kary. Sąd podkreślił, że postawa Ziobry - wyjazd z kraju na etapie postępowania przygotowawczego i publiczne deklaracje o niestawianiu się przed organami ścigania - świadczą o intencjonalnym unikaniu odpowiedzialności karnej.
Według ustaleń prokuratury, Zbigniew Ziobro przebywa obecnie na terenie innego państwa Unii Europejskiej, gdzie - jak sam twierdzi - uzyskał azyl polityczny. Jego rzeczywiste miejsce pobytu nie jest znane, a podejrzany nie przebywa pod żadnym znanym adresem w kraju.
Prokurator wydał postanowienie o poszukiwaniu Zbigniewa Ziobry listem gończym. Poszukiwania prowadzi Komenda Stołeczna Policji. Sąd podkreślił, że czyny zarzucane podejrzanemu są zagrożone surową karą - nawet do 25 lat pozbawienia wolności - i charakteryzują się wysokim stopniem społecznej szkodliwości.
W uzasadnieniu sąd zaznaczył, że nie dostrzega ingerencji władzy wykonawczej w niezawisłość sędziowską w tej sprawie.
"Policjanci Komendy Stołecznej Policji, na podstawie listu gończego wydanego przez Prokuraturę Krajową poszukują Zbigniewa Tadeusza Ziobro. Mężczyzna ukrywa się przed organami ścigania. Jeśli znasz miejsce pobytu tej osoby skontaktuj się z policjantami z Komendy Stołecznej Policji, tel. 47 72 37 657, numerem alarmowym 112 lub z najbliższą jednostką Policji" - głosi komunikat Komendy Stołecznej Policji.
Główny Inspektor Sanitarny wydał ostrzeżenie dotyczące 13 produktów żywieniowych dla niemowląt z powodu potencjalnej obecności cereulidyny.
Firma Nutricia Polska poinformowała o prewencyjnym wycofaniu wybranych partii pokarmów dla niemowląt ze sklepów i zaleciła kontakt z lekarzem lub biurem obsługi klienta w razie pytań.
Problemy z cereulidyną dotyczą także innych krajów europejskich, gdzie wycofano produkty różnych producentów, a brytyjskie służby zdrowia prowadzą dochodzenie.
Firma Nutricia Polska Sp. z o.o. poinformowała GIS o "potrzebie prewencyjnego wycofania" ze sprzedaży niektórych produktów do żywienia niemowląt. Istnieje zagrożenie, że znajduje się w nich cereulidyna - niszcząca mitochondria cytotoksyna wytwarzana przez mikroorganizm Bacillus cereus.
Przedsiębiorstwo poinformowało o niebezpieczeństwie na swoich stronach internetowych i podjęło działania celem usunięcia możliwie skażonych towarów ze sklepów. GIS wydał ostrzeżenie, by nie spożywać wskazanych pokarmów.
GIS wydał pilne ostrzeżenie. Chodzi o produkty spożywcze dla niemowląt
Komunikat wystosowany przez GIS dotyczy następujących produktów:
BEBIKO 1 nutriFLOR EXPERT 350 g
Data minimalnej trwałości: 07.08.2026
Data minimalnej trwałości: 02.10.2026
Data minimalnej trwałości: 15.10.2026
Data minimalnej trwałości: 08.01.2027
BEBIKO 1 nutriFLOR EXPERT 600 g
Data minimalnej trwałości: 15.07.2026
Data minimalnej trwałości: 12.08.2026
Data minimalnej trwałości: 13.08.2026
Data minimalnej trwałości: 21.08.2026
Data minimalnej trwałości: 09.10.2026
Data minimalnej trwałości: 19.09.2026
Data minimalnej trwałości: 30.09.2026
Data minimalnej trwałości: 04.11.2026
Data minimalnej trwałości: 05.11.2026
Data minimalnej trwałości: 21.11.2026
Data minimalnej trwałości: 05.12.2026
Data minimalnej trwałości: 25.12.2026
Data minimalnej trwałości: 14.01.2027
Data minimalnej trwałości: 16.01.2027
BEBIKO 1 nutriFLOR EXPERT 700 g
Data minimalnej trwałości: 26.10.2026
Data minimalnej trwałości: 28.11.2026
Data minimalnej trwałości: 03.02.2027
Bebilon 1 Advance Pronutra 350 g
Data minimalnej trwałości: 14.07.2026
Data minimalnej trwałości: 09.11.2026
Bebilon 1 Advance Pronutra 800 g
Data minimalnej trwałości: 10.07.2026
Data minimalnej trwałości: 23.07.2026
Data minimalnej trwałości: 07.08.2026
Data minimalnej trwałości: 17.10.2026
Data minimalnej trwałości: 17.11.2026
Bebilon 1 Advance Pronutra 1000 g
Data minimalnej trwałości: 15.08.2026
Data minimalnej trwałości: 26.11.2026
Data minimalnej trwałości: 25.12.2026
Bebilon 2 Advance Pronutra 800 g
Data minimalnej trwałości: 06.06.2026
Data minimalnej trwałości: 20.07.2026
Data minimalnej trwałości: 17.09.2026
Data minimalnej trwałości: 21.11.2026
Data minimalnej trwałości: 20.12.2026
Bebilon 2 Advance Pronutra 1000 g
Data minimalnej trwałości: 17.07.2026
Data minimalnej trwałości: 06.08.2026
Data minimalnej trwałości: 03.10.2026
Data minimalnej trwałości: 15.11.2026
Data minimalnej trwałości: 25.11.2026
Data minimalnej trwałości: 24.12.2026
Data minimalnej trwałości: 25.12.2026
Data minimalnej trwałości: 27.12.2026
Data minimalnej trwałości: 15.01.2027
Bebilon 2 Advance Pronutra 28,8 g
Data minimalnej trwałości: 22.08.2026
Bebilon PROfutura DUOBIOTIK 2 28,8 g
Data minimalnej trwałości: 12.07.2026
Data minimalnej trwałości: 21.08.2026
Bebilon PROfutura DUOBIOTIK 1 800 g
Data minimalnej trwałości: 11.01.2027
Data minimalnej trwałości: 15.04.2027
Data minimalnej trwałości: 13.05.2027
Data minimalnej trwałości: 04.06.2027
Data minimalnej trwałości: 10.07.2027
Data minimalnej trwałości: 18.08.2027
Data minimalnej trwałości: 05.09.2027
Bebilon PROfutura DUOBIOTIK 2 800 g
Data minimalnej trwałości: 10.01.2027
Data minimalnej trwałości: 31.01.2027
Data minimalnej trwałości: 12.03.2027
Data minimalnej trwałości: 12.05.2027
Data minimalnej trwałości: 05.06.2027
Data minimalnej trwałości: 12.06.2027
Data minimalnej trwałości: 12.07.2027
Data minimalnej trwałości: 10.08.2027
Data minimalnej trwałości: 03.09.2027
"Żadne inne produkty wprowadzane do obrotu przez firmę NUTRICIA Polska sp. z o.o. nie są objęte tym wycofaniem" - czytamy w wydanym oświadczeniu.
Firma odpowiedzialna za produkty wskazała, by w razie dodatkowych pytań kontaktować się z lekarzem prowadzącym lub serwisem konsumenckim producenta pod numerem telefonu 801 16 55 55 lub adresem e-mail: serwis@nutricia.com.pl.
Europejscy producenci wycofują swoje produkty. Oskarżycielski palec kierowany w Chiny
Z podobnym problemem zmagają się również konsumenci w kilku innych europejskich krajach. W czwartek Danone wycofał niektóre partie mleka modyfikowanego dla niemowląt z Austrii, Francji, Niemiec, Węgier, Polski, Rumunii i Szwajcarii. W piątek do listy dołączyła Wielka Brytania.
Działania - podobnie jak w przypadku Nutricia Polska - podjęte zostały z powodu możliwości wystąpienia w produktach cereulidyny. Na początku stycznia tożsame kroki podjęła szwajcarska firma Nestlé.
Brytyjska Agencja Bezpieczeństwa Zdrowia (UKHSA) rozpoczęła w czwartek dochodzenie dotyczące 36 przypadków, w których u dzieci, które spożyły skażone partie produktu, stwierdzono objawy odpowiadające zatruciu cereulidyną.
Jak podaje AFP, oczy przedsiębiorstw odpowiedzialnych za skażone towary zwróciły się w stronę mającej siedzibę w Wuhan chińskiej firmy Cabio Biotech - jednego z największych na świecie producentów kwasu arachidonowego. Substancję tę wykorzystuje się w wytwarzaniu mleka skondensowanego oraz innych pokarmów dla niemowląt.
Zatrucie cereulidyną może prowadzić do ostrego zatrucia pokarmowego, objawiającego się m.in. bólem brzucha, mdłościami, intensywnymi biegunkami i wymiotami. Na toksynę szczególnie wrażliwe są niemowlęta.
Źródło: GIS, AFP
"Wydarzenia": Tunel miał być gotowy 5 lat temu. Władzom PKP skończyła się cierpliwośćPolsat News
Prokurator wydał w piątek postanowienie o poszukiwaniu podejrzanego Zbigniewa Ziobry listem gończym. To pokłosie decyzji o tymczasowym aresztowaniu polityka, który przebywa na Węgrzech. "Rzeczywiste miejsce jego pobytu nie jest znane" - podała prokuratura.
Sąd w Warszawie zdecydował o areszcie dla Zbigniewa Ziobry, za politykiem wystawiony został list gończyTomasz Lina/East News ; Komenda Stołeczna PolicjiEast News
W skrócie
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa zdecydował o aresztowaniu Zbigniewa Ziobry na trzy miesiące i wystawił za nim list gończy.
Ziobro jest podejrzany o 26 przestępstw, w tym kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i przywłaszczenie środków z Funduszu Sprawiedliwości. Grozi mu do 25 lat więzienia.
Według prokuratury miejsce pobytu byłego ministra sprawiedliwości nie jest znane. Wcześniej Ziobro przekazał, że w grudniu otrzymał azyl na Węgrzech.
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa zdecydował o aresztowaniu Zbigniewa Ziobry na trzy miesiące. Za byłym ministrem sprawiedliwości został wystawiony list gończy.
W ocenie sądu zachodzi "duże prawdopodobieństwo", że Zbigniew Ziobro dopuścił się zarzucanych mu przestępstw. Stanowi to spełnienie ogólnej przesłanki do decyzji o aresztowaniu.
Ponadto spełnione miały zostać trzy przesłanki szczególne. Według sądu zachodzi obawa bezprawnego utrudnienia postępowania, groźba wymierzenia surowej kary oraz fakt ukrywania się przez Ziobrę.
W uzasadnieniu sąd podkreślił "z całą stanowczością", że nie dostrzegł ingerencji przedstawicieli władzy wykonawczej w sferę niezawisłości sędziowskiej - przekazała prokuratura.
Areszt dla Zbigniewa Ziobry. Sąd wystawił list gończy za byłym ministrem
Sąd wziął pod uwagę dotychczasową postawę byłego ministra sprawiedliwości, m.in. wyjazd z kraju, gdy rozpatrywany był wniosek o uchylenie immunitetu, czy deklarowanie przez Ziobrę za pośrednictwem mediów społecznościowych, że nie zamierza stawiać się przed polskim wymiarem sprawiedliwości.
W uzasadnieniu decyzji sąd stwierdził, że Ziobro "może podejmować próby kontaktu z innymi zaangażowanymi w przestępstwa osobami i wpływać na treść ich wyjaśnień bądź zeznań świadków". Zachodzić ma także ryzyko ukrywania lub niszczenia dowodów.
Zbigniew Ziobro poszukiwany przez policję. "Rzeczywiste miejsce pobytu nie jest znane"
Prokuratura poinformowała, że poszukiwania byłego ministra sprawiedliwości będzie prowadzić Komenda Stołeczna Policji. Zbigniew Ziobro regularnie publikuje w mediach społecznościowych informacje świadczące, że przebywa na Węgrzech, gdzie otrzymał azyl polityczny.
Śledczy przekazali, że poczynione dotąd w toku postępowania przygotowawczego ustalenia potwierdzają, że "Ziobro obecnie przebywa na terenie innego państwa Unii Europejskiej", niemniej "rzeczywiste miejsce jego pobytu nie jest znane".
"Nie przebywa on pod żadnym znanym adresem w kraju. W mediach wprost wskazuje, że intencjonalnie unika uczestnictwa w czynnościach procesowych w charakterze podejrzanego" - podała prokuratura.
Prokuratura zarzuca byłemu ministrowi popełnienie 26 przestępstw, w tym założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą oraz współudziału w przywłaszczeniu środków z Funduszu Sprawiedliwości. Grozi mu do 25 lat więzienia.
Gawkowski w "Gościu Wydarzeń" o Czarzastym: Bardziej ma się z czego tłumaczyć pan prezydentPolsat News
Wniosek o wstrzymanie wykonania postanowienia o aresztowaniu Zbigniewa Ziobry został oddalony - dowiedział się dziennikarz RMF FM Tomasz Skory. Adwokat byłego ministra sprawiedliwości zapowiada złożenie zażalenia.
Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Jak ustalił dziennikarz RMF FM Tomasz Skory, sąd dla warszawskiego Mokotowa odrzucił wniosek obrońcy Zbigniewa Ziobry, zmierzający do zawieszenia wykonania podjętego wczoraj postanowienia aresztowego.
Adwokat Zbigniewa Ziobry zapowiada skierowanie na tę decyzję zażalenia do Sądu Okręgowego. To jednak nie wstrzyma planowanego przez prokuraturę wydania listu gończego za byłym ministrem.
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa przychylił się do wniosku Prokuratury Krajowej i wydał decyzję o tymczasowym aresztowaniu Zbigniewa Ziobry, byłego ministra sprawiedliwości.
Ziobro przebywa obecnie na Węgrzech, gdzie uzyskał azyl polityczny. Jego obrońca zapowiedział zaskarżenie decyzji sądu.
Prokurator Piotr Woźniak poinformował, że w najbliższych dniach zostanie wydany list gończy oraz Europejski Nakaz Aresztowania. Sąd uznał, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez Ziobrę zarzucanych mu czynów, a także ryzyko ukrywania się, matactwa procesowego oraz groźba wymierzenia surowej kary.
Zbigniew Ziobro jest podejrzany o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i popełnienie 26 przestępstw, w tym nadużycia uprawnień przy zarządzaniu Funduszem Sprawiedliwości oraz nielegalne przekazanie środków na zakup oprogramowania Pegasus. Maksymalny wymiar kary w tej sprawie to 25 lat więzienia.
Obrona byłego ministra podkreśla, że decyzja sądu zawiera lakoniczne uzasadnienie i nie odnosi się do wszystkich argumentów przedstawionych przez prawników Ziobry. Sam polityk zapowiedział, że nie złoży mandatu poselskiego i pozostanie za granicą do czasu - jak twierdzi - przywrócenia w Polsce gwarancji praworządności.
Naczelna Rada Lekarska zaleca szpitalom w całej Polsce, żeby przywróciły obowiązek noszenia maseczek - informuje Michał Dobrołowicz, reporter RMF FM. To reakcja na rosnącą liczbę infekcji.
Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
W ubiegłym tygodniu sanepid zarejestrował ponad 150 tys. przypadków grypy - to o ponad 50 tys. więcej niż tydzień wcześniej.
Noszenie maseczek zaleca już odwiedzającym część szpitali, między innymi w Koszalinie, w Płocku i w Warszawie.
Stosujmy się do tych zaleceń, nie pomijajmy tego, bo w tych miastach, regionach bądź w tych dzielnicach miast tych przypadków grypy mogło być bardzo dużo. I mogło zostać zaobserwowane przenoszenie wirusa w szpitalach - mówi w rozmowie z RMF FM Iwona Kania z Naczelnej Rady Lekarskiej.
Jak powinny zachować się osoby, które odwiedzają pacjentów w szpitalach?
Iwona Kania mówi, że należy pamiętać np. o zmianie odzieży.Często zapomina się o tym, żeby kurtkę zostawić poza salą. Unikać dotykania twarzy po takiej wizycie bez umycia rąk. Chodzi o takie proste, podstawowe higieniczne zasady - powiedziała reporterowi RMF FM.
Straż Graniczna wydaliła Ukrainkę z Polski. "Stwarzała zagrożenie"
27-letnia obywatelka Ukrainy została zatrzymana przez Straż Graniczną za napaść na innego cudzoziemca oraz rażące łamanie prawa. Kobieta już następnego dnia pod eskortą opuściła Polskę i otrzymała ośmioletni zakaz wjazdu do strefy Schengen.
Straż Graniczna wydaliła Ukrainkę z PolskiNadodrzański Oddział Straży Granicznejmateriał zewnętrzny
W skrócie
27-letnia obywatelka Ukrainy została zatrzymana przez Straż Graniczną w powiecie wałbrzyskim.
Kobieta zaatakowała innego cudzoziemca, raniąc go nożem, prowadziła pojazd pod wpływem alkoholu bez uprawnień i nie stosowała się do przepisów prawa.
Została wydalona z Polski pod eskortą i otrzymała ośmioletni zakaz wjazdu do strefy Schengen.
27-letnia obywatelka Ukrainyzostała zatrzymana w czwartek przez funkcjonariuszy Straży Granicznej z Jeleniej Góry na terenie powiatu wałbrzyskiego.
"Kobieta stwarzała realne zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego w Polsce" - poinformowały służby.
Zatrzymano Ukrainkę w Jeleniej Górze. Miała napaść na cudzoziemca
Jak przekazała rzeczniczka Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Karolina Gałecka, cudzoziemka zaatakowała innego obcokrajowca, raniąc go nożem, a także nie stosowała się do obowiązujących w Polsce przepisów.
"Podczas pobytu w naszym kraju dopuściła się napaści na innego cudzoziemca, którego dwukrotnie ugodziła nożem. Prowadziła także samochód pod wpływem alkoholu oraz kierowała pojazdem mimo braku wymaganych uprawnień. Zatrzymana nie stosowała się do obowiązujących w Polsce przepisów prawa" - podała Straż Graniczna w komunikacie.
Ukrainka wydalona z Polski. "Stwarzała zagrożenie"
Wobec cudzoziemki wszczęto procedurę przymusowego zobowiązania do powrotu. Już następnego dnia po zatrzymaniu, w piątek, została pod eskortą funkcjonariuszy Straży Granicznej doprowadzona do polsko-ukraińskiej granicy i przekazana tamtejszym służbom.
Na mocy wydanej decyzji administracyjnej 27-latka otrzymała ośmioletni zakaz ponownego wjazdu do państw strefy Schengen.
Służby podkreślają, że decyzja była podyktowana zagrożeniem, jakie kobieta stanowiła dla bezpieczeństwa i porządku publicznego w Polsce.
Gawkowski w "Gościu Wydarzeń": Marszałek Czarzasty zachował się jak mąż stanuPolsat News