Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 8 kwietnia 2026 Ekonomia - Ekonomia - RMF24

Ceny paliw w Polsce. Tusk ogłosił decyzję rządu

8 kwietnia 2026, 12:28

Ceny paliw w Polsce. Tusk ogłosił decyzję rządu

1 godz. 5 minut temu

Aktualizacja: 43 minuty temu

Premier Donald Tusk ogłosił w środę, że rząd nie zamierza rezygnować z pakietu "Ceny Paliw Niżej", mimo ogłoszenia zawieszenia broni na Bliskim Wschodzie.

  • Rząd nie rezygnuje z pakietu "Ceny Paliw Niżej" - zapowiedział premier Donald Tusk.
  • Szef rządu zaznaczył, że sytuacja na rynku paliw wciąż pozostaje niepewna.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Po ponad miesiącu od rozpoczęcia przez Stany Zjednoczone i Izrael ataków na Iran w nocy z wtorku na środę prezydent USA Donald Trump oraz władze w Teheranie ogłosiły dwutygodniowe zawieszenie broni, które ma obowiązywać także Izrael.

Odnosząc się do zawartego rozejmu, premier Donald Tusk podkreślił przed posiedzeniem swojego gabinetu, że w kontekście cen paliw rząd zamierza "dmuchać na zimne".

Nie zamierzamy rezygnować z tego mechanizmu, który wprowadziliśmy (pakietu CPN - red.), bo będziemy dmuchać na zimne. Tym bardziej, że to zimne jest ciągle bardzo gorące, szczerze powiedziawszy - podkreślił szef rządu.

Ocenił też, że zawarcie rozejmu ma "bezpośrednie konsekwencje, jeśli chodzi o ceny paliw". Myślę, że od piątku będzie odczuwalny pozytywny skutek zawieszenia ognia (na Bliskim Wschodzie - red.) na polskich stacjach paliw - dodał.

Tusk podkreślił, że mechanizm maksymalnej ceny paliw pozostaje, zgodnie z ustawą, jeszcze "na wiele tygodni". Do dyspozycji ministra finansów pozostają decyzje - to można załatwiać od ręki - dotyczące akcyzy i VAT-u. Nadal - jestem o tym przekonany - będziemy mogli mówić o najtańszym paliwie tu w Polsce - powiedział premier.

Maksymalne ceny paliw obowiązują od ponad tygodnia. Wtorek 31 marca był pierwszym dniem wprowadzenia maksymalnych cen.

Sprzedaż paliwa powyżej ceny maksymalnej jest zagrożona milionem złotych kary. Kontrole prowadzi Krajowa Administracja Skarbowa.

Jak podkreśla Ministerstwo Energii, punktem wyjścia do ustalenia maksymalnej ceny paliwa jest średnia arytmetyczna cen hurtowych z poprzedniego dnia roboczego, zbieranych od pięciu największych uczestników rynku paliwowego w Polsce. 

Do średniej ceny hurtowej doliczane są elementy, które składają się na cenę paliwa: akcyza, opłata paliwowa i stała marża operacyjna: 0,30 zł/l. Na cenę netto nakładany jest VAT w wysokości 8 proc. Otrzymana wartość to maksymalna cena detaliczna, której żadna stacja paliw nie może przekroczyć.

Maksymalne ceny paliw. Jest decyzja ministra energii

8 kwietnia 2026, 12:08

Maksymalne ceny paliw. Jest decyzja ministra energii

1 godz. 25 minut temu

Aktualizacja: 1 godz. 1 minuta temu

Minister energii ogłosił maksymalne ceny paliw w Polsce na czwartek 9 kwietnia. Litr benzyny 95 ma kosztować nie więcej niż 6,27 zł, benzyny 98 - 6,88 zł, a oleju napędowego - 7,83 zł. Premier Donald Tusk poinformował, że rząd na razie nie zamierza rezygnować z pakietu "Ceny Paliw Niżej".

  • Minister energii ogłosił maksymalne ceny paliw na czwartek 9 kwietnia.
  • W czwartek ceny maksymalne benzyny 95 i 98 będą wyższe niż w środę, natomiast diesel będzie tańszy.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Z opublikowanego w środę w Monitorze Polskim obwieszczenia wynika, że w czwartek cena maksymalna litra benzyny silnikowej bezołowiowej 95 z uwzględnieniem VAT wyniesie 6,27 zł. Cena benzyny bezołowiowej 98 z VAT będzie nie większa niż 6,88 zł za litr, a cena maksymalna oleju napędowego wyniesie 7,83 zł za litr, z uwzględnieniem VAT.

Oznacza to, że ceny maksymalne obu rodzajów benzyny w czwartek będą wyższe niż ceny środowe. Natomiast ceny maksymalne diesla będą niższe niż w środę.

Maksymalne ceny paliw obowiązują od ponad tygodnia. We wtorek 31 marca, czyli pierwszego dnia wprowadzenia maksymalnych cen, litr benzyny 95 kosztował maksymalnie 6,16 zł, benzyny 98 - 6,76 zł, zaś oleju napędowego - 7,60 zł.

Odnosząc się do zawartego rozejmu na Bliskim Wschodzie, przed środowym posiedzeniem rządu premier Donald Tusk podkreślił, że w kontekście cen paliw rząd zamierza "dmuchać na zimne".

Nie zamierzamy rezygnować z tego mechanizmu, który wprowadziliśmy (pakietu CPN - red.), bo będziemy dmuchać na zimne. Tym bardziej, że to zimne jest ciągle bardzo gorące, szczerze powiedziawszy - podkreślił szef rządu.

Ocenił też, że zawarcie rozejmu ma "bezpośrednie konsekwencje, jeśli chodzi o ceny paliw". Myślę, że od piątku będzie odczuwalny pozytywny skutek zawieszenia ognia (na Bliskim Wschodzie - red.) na polskich stacjach paliw - dodał.

Chyba wszyscy się cieszymy, że mamy to zawieszenie broni. Rynki zareagowały pozytywnie - powiedział w środę w Polsat News minister finansów i gospodarki Andrzej Domański. 

Spadki, które widzimy na rynkach, znajdą przełożenie na ceny na stacjach paliw, ale to zajmie kilka dni - bo najpierw spada cena ropy, potem cena w hurcie, a potem ceny na stacjach paliw - wskazał Domański.

Minister był pytany, co będzie dalej z rządowym programem, którego celem jest obniżka cen paliw.

Będziemy w ramach rządu rozmawiać o sytuacjach. Wiemy, że rozporządzenia obniżające VAT i akcyzę mają charakter czasowy i będziemy analizować sytuację, czy należy wydłużać daty rozporządzeń - powiedział Domański.

Rozporządzenie obniżające VAT na paliwo z 23 do 8 proc. obowiązuje do 30 kwietnia, zaś rozporządzenie obniżające akcyzę - do 15 kwietnia.

Sprzedaż paliwa powyżej ceny maksymalnej jest zagrożona milionem złotych kary. Kontrole prowadzi Krajowa Administracja Skarbowa.

Jak podkreśla Ministerstwo Energii, punktem wyjścia do ustalenia maksymalnej ceny paliwa jest średnia arytmetyczna cen hurtowych z poprzedniego dnia roboczego, zbieranych od pięciu największych uczestników rynku paliwowego w Polsce. 

Do średniej ceny hurtowej doliczane są elementy, które składają się na cenę paliwa: akcyza, opłata paliwowa i stała marża operacyjna: 0,30 zł/l. Na cenę netto nakładany jest VAT w wysokości 8 proc. Otrzymana wartość to maksymalna cena detaliczna, której żadna stacja paliw nie może przekroczyć.

Zondacrypto pod lupą. Prokuratorzy wchodzą do akcji

8 kwietnia 2026, 10:30

Dzisiaj, 8 kwietnia (10:30)

Prokuratorzy zbadają medialne informacje dotyczące nieprawidłowości w funkcjonowaniu giełdy kryptowalutowej Zondacrypto - poinformowała w środę Prokuratura Krajowa na portalu X. To decyzja prokuratora generalnego Waldemara Żurka.

  • Prokurator Generalny Waldemar Żurek zarządził postępowanie w sprawie rzekomych nieprawidłowości na giełdzie kryptowalut Zondacrypto.
  • Według money.pl Zondacrypto może mieć poważne problemy z płynnością.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Jak wynika z komunikatu PK, prokuratorzy zbadają także okoliczności wskazane w poniedziałkowym artykule money.pl. "Czynności te będą realizowane w ramach prowadzonego przez śląski wydział PZ PK śledztwa dotyczącego zaginięcia Sylwestra Suszka, założyciela giełdy BitBay - poprzednika Zondacrypto" - dodała PK.

W poniedziałkowym artykule money.pl poinformował, że "największa polska giełda kryptowalut może mieć poważne problemy z płynnością". "Analiza, do której dotarły money.pl i Wirtualna Polska, ujawnia spadek rezerw bitcoinów giełdy Zondacrypto o 99 proc. Użytkownicy zgłaszają problemy z wypłatą środków, a przynajmniej część klubów sponsorowanych przez giełdę od miesięcy nie otrzymuje należnych płatności. W tym samym czasie z Zondy wypłacono do innej giełdy ponad 76 mln zł" - napisano w artykule.

Portal powoływał się na analizę zajmującej się m.in. odzyskiwaniem skradzionych kryptowalut firmy Recoveris. "Wyniki analizy są zaskakujące i niepokojące. (...) Wypłaty kryptowalut z Zondy, takich jak XRP czy Ethereum, były realizowane na bieżąco. Problemy dotyczyły wypłat bitcoinów (BTC) - najbardziej płynnej i najwyżej wycenianej kryptowaluty. Ale w niedzielę 6 kwietnia nie udało się już wypłacić pieniędzy również w Ethereum" - czytamy.

Jak wskazuje money.pl, "jednym z możliwych powodów jest fakt, że bitcoinowy gorący portfel (ang. hot wallet) Zondy, czyli portfel stale podłączony do internetu, jest niemal pusty". "Średni miesięczny stan BTC na portfelach Zondacrypto spadł z około 55,7 BTC w sierpniu 2024 do 0,18 BTC w marcu 2026, co stanowi spadek o 99,7 procent" - mówi cytowany przez money.pl analityk Marcin Zarakowski z Recoveris.

"Przez cały marzec 2026 stan portfela nigdy nie przekroczył jednego bitcoina. A 1 kwietnia 2026 wyniósł 0,086 BTC. (...) Tymczasem zapasy Zondy stopniały w ciągu niecałych 2 lat z 56 bitcoinów do 0,086 BTC, czyli do równowartości około 21 tysięcy złotych" - wskazuje portal. Według money.pl, Zondacrypto "deklaruje obsługę ponad miliona klientów (ok. 75 proc. stanowią Polacy), z czego 500 tys. to aktywni użytkownicy". "Jeśli choćby niewielka część z nich jednocześnie zdecydowałaby się wypłacić swoje środki, giełda - przy rezerwach poniżej jednego bitcoina - nie byłaby w stanie zrealizować tych wypłat" - czytamy.

Portal przedstawiał również stanowiska szefa Zondacrypto Przemysława Krala: "Kral zapytany przez nas, ile wynosiło saldo bitcoinowego portfela Zondy 1 kwietnia 2026 r., odpowiedział, że ponad 4,5 tys. BTC. Tyle że nie przedstawił żadnych dowodów potwierdzających tę informację. Dodał, że giełda posiada ponad 3,2 mln adresów, w tym również typu cold wallet - portfeli odciętych od internetu, do których firmy analityczne nie mają dostępu" - czytamy w artykule.

Prezes giełdy Zondacrypto podkreślił, że jest ona "stabilnym, wypłacalnym i bezpiecznym podmiotem", a analiza money.pl jest "błędna, nieprawdziwa i krzywdząca". Poinformował też, że podejmie "adekwatne kroki prawne" wobec wydawcy money.pl i Wirtualnej Polski oraz autorów poniedziałkowej publikacji. 

"Na dzień 1 kwietnia br. saldo naszych rezerw w samym tylko Bitcoinie wynosiło ponad 4,5 tysiąca BTC. Posiadamy pełne, ponad 100-procentowe pokrycie wszystkich zobowiązań wobec naszych użytkowników" - wskazał prezes Zondacrypto. W oświadczeniu dołączył dane w postaci wolumenu depozytów i wypłat BTC w 2025 oraz za rok 2026. 

Orlen w dół, KGHM mocno do góry. Giełda zareagowała na zawieszenie broni

8 kwietnia 2026, 10:07
  • Dzisiaj, 8 kwietnia (10:07)

    Główne indeksy GPW - WIG i WIG20 - zyskiwały w środę około 3 procent. To efekt ogłoszenia dwutygodniowego rozejmu na Bliskim Wschodzie. Kurs akcji Orlenu spadł o ponad 6 procent, natomiast notowania KGHM wzrosły o ponad 9 procent.

    • Główne indeksy GPW w Warszawie (WIG i WIG20) zyskiwały w środę po ok. 3 proc. po ogłoszeniu rozejmu na Bliskim Wschodzie.
    • Największe wzrosty odnotowały akcje KGHM - wzrost o ponad 9 proc., do ok. 303 zł za papier. 
    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

    Po ponad miesiącu od rozpoczęcia przez Stany Zjednoczone i Izrael ataków na Iran w nocy z wtorku na środę prezydent USA Donald Trump oraz władze w Teheranie ogłosiły dwutygodniowe zawieszenie broni, które ma obowiązywać także Izrael.

    W środę na otwarciu warszawskiej giełdy główne indeksy (WIG oraz WIG20) zyskiwały po ok. 3 proc. Zrzeszający 20 największych spółek indeks WIG20 na otwarciu był na poziomie ok. 3 526 pkt. i rósł o ponad 3 proc. Z kolei szeroki indeks WIG miał ok. 128 899 pkt. i zyskiwał niemal 3 proc.

    Na otwarciu sesji akcje Orlenu zniżkowały o ponad 6 proc. do ok. 126 zł za papier. Spadki objęły też m.in. kurs Bogdanki (o ponad 17 proc.), a Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW) traciła 12 proc.

    Zyskiwały za to walory KGHM (o ponad 9 proc.), które kosztowały ok. 303 zł za akcję. Po 5-6 proc. rosły również kursy Allegro, PKO BP, mBanku, Santander Bank Polska, Pekao, Modivo i Budimexu.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Ceny paliw w Polsce spadną? Minister finansów odpowiada

8 kwietnia 2026, 08:34

Dzisiaj, 8 kwietnia (08:34)

Najpierw spada cena ropy, potem cena w hurcie, a potem ceny na stacjach paliw - powiedział minister finansów i gospodarki Andrzej Domański. Jak stwierdził, spadki cen ropy przełożą się na niższe ceny paliw, ale zajmie to kilka dni.

  • Ceny ropy spadły na światowych rynkach - WTI potaniała o ponad 16 proc. do niespełna 94 dolarów za baryłkę, Brent o prawie 16 proc. do ponad 92 dolarów.
  • Spadki cen ropy przełożą się na ceny paliw na stacjach, ale potrzeba na to kilku dni - zapowiedział minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.  
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Prezydent USA Donald Trump ogłosił w środę, że zgodził się na pakistańską propozycję dwutygodniowego zawieszenia broni pod warunkiem, że Iran zgodzi się na natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz. Ocenił też, że negocjacje pokojowe z Iranem osiągnęły duży postęp.

Chyba wszyscy się cieszymy, że mamy to zawieszenie broni. Rynki zareagowały pozytywnie - powiedział w Polsat News minister finansów i gospodarki Andrzej Domański. 

Spadki, które widzimy na rynkach, znajdą przełożenie na ceny na stacjach paliw, ale to zajmie kilka dni - bo najpierw spada cena ropy, potem cena w hurcie, a potem ceny na stacjach paliw - wskazał Domański.

W środę cena ropy WTI spadła o ponad 16 proc., do niespełna 94 dolarów za baryłkę, a ropa Brent potaniała o prawie 16 proc., do nieco ponad 92 dolarów.

Minister Domański podkreślił, że poza spadkami cen ropy, widoczne są także spadki cen produktów gotowych, w tym oleju napędowego.

Minister był pytany, co będzie dalej z rządowym programem, którego celem jest obniżka cen paliw.

Będziemy w ramach rządu rozmawiać o sytuacjach. Wiemy, że rozporządzenia obniżające VAT i akcyzę mają charakter czasowy i będziemy analizować sytuację, czy należy wydłużać daty rozporządzeń - powiedział Domański.

Rozporządzenie obniżające VAT na paliwo z 23 do 8 proc. obowiązuje do 30 kwietnia, zaś rozporządzenie obniżające akcyzę - do 15 kwietnia.

Andrzej Domański pytany był także o podatek od nadmiarowych zysków wynikających z sytuacji na Bliskim Wschodzie. Jeśli są nadmiarowe zyski, to będzie od nich podatek - powiedział minister i dodał, że trwają prace nad ustawą, która miałaby wprowadzić taką daninę. W tym miesiącu na pewno będą gotowe rozwiązania - dodał.

Przyjęty przez rząd pakiet "Ceny Paliwa Niżej" (CPN) ma charakter tymczasowy. W ramach pakietu wprowadzono również ceny maksymalne benzyny i oleju napędowego, które ogłasza codziennie minister energii. 

Przełom dla światowej energetyki? Odkryto nowe gigantyczne złoże węglowodorów

8 kwietnia 2026, 07:37

Dzisiaj, 8 kwietnia (07:37)

W zachodniej części Kazachstanu zidentyfikowano strukturę geologiczną, która może kryć nawet 4,7 miliarda ton ropy i gazu. To odkrycie porównywane jest do słynnego Kaszaganu, czyli jednego z największych złóż naftowych świata. Co to oznacza dla regionu i globalnego rynku energetycznego?

  • W zachodnim Kazachstanie odkryto ogromną strukturę geologiczną mogącą kryć nawet 4,7 miliarda ton ropy i gazu.
  • Odkrycie porównywane jest do słynnego Kaszaganu - jednego z największych złóż naftowych na świecie.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

Państwowa spółka KazMunayGaz poinformowała o odkryciu imponującej struktury geologicznej w obwodzie atyrauskim na zachodzie Kazachstanu. Według wstępnych szacunków złoże może zawierać nawet 4,7 miliarda ton węglowodorów. Eksperci zauważają, że pod względem budowy geologicznej to tzw. karbonatytowy masyw, przypominający pole naftowe Kaszagan - jeden z największych światowych projektów energetycznych ostatnich dekad.

W trakcie prac poszukiwawczych uzyskano przypływ gazu pod wysokim ciśnieniem, co potwierdza obecność bogatych zasobów. Przedstawiciele sektora naftowego podkreślają jednak, że projekt jest na bardzo wczesnym etapie i wymaga dalszych badań, odwiertów oraz analiz.

Złoża tego typu, choć potencjalnie niezwykle zasobne, należą do najbardziej wymagających technologicznie i kosztownych w eksploatacji. Przykład Kaszaganu pokazuje, że zagospodarowanie takiego pola to proces długotrwały i obarczony wieloma trudnościami. Wysokie ciśnienie, obecność toksycznych związków siarki i złożona struktura geologiczna - to tylko niektóre z wyzwań, z jakimi musieli się mierzyć inżynierowie i geolodzy.

W przypadku Kaszaganu produkcja ruszyła z dużym opóźnieniem, a koszty projektu znacznie przekroczyły pierwotne założenia. Kazachstan współpracuje tu z międzynarodowymi koncernami paliwowymi, jednak nie obyło się bez sporów dotyczących kosztów i podziału zysków, które trafiły nawet do międzynarodowego arbitrażu.

Ewentualne potwierdzenie dużych zasobów w nowej strukturze może znacznie wzmocnić pozycję Kazachstanu na globalnym rynku surowców energetycznych. Eksperci ostrzegają jednak, że od odkrycia do rozpoczęcia wydobycia w przypadku tak wymagających złóż może minąć nawet kilkanaście lat. Według analiz Global Energy Monitor, przeciętny czas od odkrycia do wydobycia wynosi obecnie około 15 lat.

Kazachstan już dziś należy do światowej czołówki pod względem rezerw ropy naftowej - szacuje się, że posiada ok. 30 miliardów baryłek potwierdzonych zasobów, co daje mu miejsce w drugiej dziesiątce największych posiadaczy ropy na świecie. Kraj ten ma również znaczące rezerwy gazu ziemnego, jest światowym liderem w produkcji uranu i wydobywa m.in. węgiel, miedź i cynk.

Jakie ceny ropy? Błyskawiczna reakcja po zawieszeniu broni

8 kwietnia 2026, 07:19

Jakie ceny ropy? Błyskawiczna reakcja po zawieszeniu broni

Dzisiaj, 8 kwietnia (07:19)

Światowe rynki szybko zareagowały na ogłoszenie przez Donalda Trumpa zawieszenia broni w wojnie z Iranem. Ceny ropy naftowej w środę bardzo mocno spadają - najsilniej od niemal 6 lat.

  • Ceny ropy naftowej w środę gwałtownie spadły. Tego nie było od lat.
  • To efekt ogłoszenia przez Donalda Trumpa zgody na dwutygodniowe zawieszenie broni z Iranem, pod warunkiem natychmiastowego otwarcia Cieśniny Ormuz.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Baryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na V kosztuje na NYMEX w Nowym Jorku 96,20 USD. To obniżka o 14,83 proc.

Brent na ICE na VI jest wyceniana po 94,46 USD za baryłkę, czyli niżej o 13,55 USD.

Ceny ropy bardzo mocno spadają i są poniżej 100 USD za baryłkę po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił, że zgodził się na pakistańską propozycję dwutygodniowego zawieszenia broni pod warunkiem, że Iran zgodzi się na natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz.

Iran zapowiedział, że pozwoli na żeglugę tym szlakiem "w koordynacji z siłami zbrojnymi Iranu".

"Na podstawie rozmów z premierem (Pakistanu - red.) Shehbazem Sharifem i marszałkiem Asimem Munirem, w których zwrócili się do mnie z prośbą o wstrzymanie wysłania niszczycielskich sił do Iranu dziś wieczorem, pod warunkiem, że Islamska Republika Iranu zgodzi się na CAŁKOWITE, NATYCHMIASTOWE i BEZPIECZNE OTWARCIE Cieśniny Ormuz, zgadzam się zawiesić bombardowanie i ataki na Iran na okres dwóch tygodni" - napisał Trump na platformie Truth Social.

Dodał, że rozejm będzie obustronny, a powodem zgody z jego strony "jest duży postęp w rozmowach na temat długoterminowego POKOJU" z Iranem.

"Otrzymaliśmy 10-punktową propozycję od Iranu i uważamy, że stanowi ona praktyczną podstawę do negocjacji. Prawie wszystkie kwestie sporne z przeszłości zostały uzgodnione między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, a okres dwóch tygodni pozwoli na sfinalizowanie i zawarcie Porozumienia" - poinformował prezydent USA.

Analitycy oceniają, że musiałoby się wydarzyć coś niezwykłego, aby ceny ropy spadły jeszcze mocniej - poniżej 80 USD za baryłkę.

"Musiałoby się wydarzyć coś naprawdę niesamowitego, aby zejść z cenami ropy poniżej 80 USD za baryłkę" - powiedział w Bloomberg TV Jason Schenker, główny ekonomista Prestige Economics LLC.

"Ale wszystko, co pójdzie nie tak w tych rozmowach USA i Iranu o zawieszeniu broni, może bardzo szybko sprawić, że ceny ropy powrócą powyżej 100 USD za baryłkę" - ostrzegł.

Analitycy wskazują, że po porozumieniu ws. zawieszenia broni spadają też ceny produktów rafinowanych, a europejskie kontrakty na diesel spadły nawet o 23 proc. - najmocniej od ponad 4 lat. "Mieliśmy rynek, na którym brakowało dobrych wiadomości" - powiedział Josh Gilbert, analityk eToro.

"Teraz obserwujemy natychmiastową wyprzedaż ropy, a ceny spadły poniżej 100 USD za baryłkę, ponieważ rynki wyceniają perspektywę ponownego otwarcia cieśniny Ormuz" - dodał.

"To pokazuje, jak duże ryzyko geopolityczne było wliczone w cenę ropy i jak szybko może ono zniknąć, gdy pojawi się wiarygodna ścieżka deeskalacji konfliktu" - podkreślił.

Ceny ropy, pomimo dużych spadków w środę, są i tak wyższe o ponad 40 proc., niż przed rozpoczęciem konfliktu USA i Izraela z Iranem pod koniec lutego.

Trzęsienie ziemi. Nagłe dymisje w spółkach Skarbu Państwa

8 kwietnia 2026, 06:53

Dzisiaj, 8 kwietnia (06:53)

W pierwszych miesiącach 2026 roku aż w co piątej dużej spółce z udziałem Skarbu Państwa doszło do zmiany na stanowisku prezesa - informuje "Rzeczpospolita". Część tych rotacji to efekt nagłych dymisji.

  • W pierwszych miesiącach 2026 roku w co piątej dużej spółce z udziałem Skarbu Państwa doszło do zmiany prezesa.
  • Eksperci zwracają uwagę, że częste konkursy wpływają na tymczasowość zarządów i utrudniają planowanie strategiczne.  
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Z przeprowadzonej przez "Rz" analizy wynika, że od początku br. ma miejsce gwałtowne przyspieszenie zmian kadrowych w spółkach Skarbu Państwa. Z prowadzonego przez redakcję cyklicznego zestawienia monitorującego obsadę kluczowych stanowisk w państwowych firmach wynika, że w pierwszym kwartale wymiana prezesów nastąpiła w co piątej z 45 monitorowanych spółek.

"To najwyższy wskaźnik rotacji od wiosny ub. roku" - podkreśliła gazeta.

Obok planowanych zmian, jak roszady w PGE czy Enerdze, odnotowano dymisje nagłe i zaskakujące, których przykładem - jak podaje "Rz" - jest odwołanie prezesów KGHM oraz Grupy Azoty po zaledwie ośmiu miesiącach urzędowaniaPodobny scenariusz zrealizowano w Poczcie Polskiej, gdzie Ministerstwo Aktywów Państwowych argumentowało zmianę koniecznością dostosowania zarządzania do celów właścicielskich.

Cytowany przez "Rz" minister aktywów państwowych Wojciech Balczun zapewnił, że najważniejszymi kryteriami wyboru nowych kadr są obecnie "kompetencje, doświadczenie i sukcesy biznesowe".

Eksperci, z którymi rozmawiał dziennik, odnoszą się do tych deklaracji z rezerwą. Andrzej Maciejewski z firmy Spencer Stuart stwierdził, że nieustanny tryb konkursowy wprowadza do spółek element tymczasowości, co bezpośrednio uderza w możliwość planowania strategicznego.

Analitycy, na których powołuje się gazeta, podkreślają ponadto, że realne odpolitycznienie procesów kadrowych pozostaje wątpliwe, dopóki państwo zachowuje status właścicielski, co "z natury rzeczy uzależnia ostateczne decyzje personalne od woli polityków".

Nadchodzi wielki kryzys w branży lotniczej? "Ruch może spaść nawet o 90 proc."

7 kwietnia 2026, 19:21

Wczoraj, 7 kwietnia (19:21)

Możemy mieć taki kryzys paliwowy, w którym dostępność paliwa lotniczego na rynku będzie mniejsza i dotknie to również Polskę czy inne kraje w Europie; ruch lotniczy może spaść o 60-70, a nawet 90 proc. - ocenił Janusz Janiszewski, ekspert lotniczy i były p.o. prezesa Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Z kolei szef Ryanaira Michael O'Leary uważa, że Europa z początkiem lata może stanąć w obliczu poważnych niedoborów paliwa lotniczego, jeśli konflikt będzie się przedłużał. W obliczu wielkiego kryzysu pilne narady grup koordynacyjnych ds. ropy i gazu zwołuje w tym tygodniu Komisja Europejska.

  • Wojna na Bliskim Wschodzie wywołała kryzys na rynku paliw.
  • Ceny paliwa lotniczego drastycznie wzrosły, a wkrótce może zmniejszać się jego dostępność.
  • W branży lotniczej może nastąpić załamanie. Ruch może niedługo spaść nawet o 90 procent.
  • Bądź na bieżąco! Wejdź na RMF24.pl.

Konflikt na Bliskim Wschodzie spowodował kryzys na rynkach paliw. Mocno odczuła to także branża lotnicza. Na kilku włoskich lotniskach wprowadzono pierwsze ograniczenia dotyczące paliwa lotniczego. Czy takie regulacje mogą pojawić się także w Polsce?

Zdaniem Janusza Janiszewskiego, eksperta ds. ruchu lotniczego z Forum Ekspertów Ad Rem i byłego p.o. prezesa Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, obecnie nie widać problemów z dostępnością paliwa do samolotów - dotkliwy za to jest wzrost jego ceny.

Cena paliwa lotniczego już przekroczyła wzrosty 100-procentowe w stosunku do tego, co było przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie - wskazał rozmówca Bogdana Zalewskiego na antenie Radia RMF24.

Jak jednak podkreślił ekspert, kluczowy będzie dalszy rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie. Jego zdaniem eskalacja konfliktu może sprawić, że dostępność paliwa lotniczego będzie coraz mniejsza. Wśród powodów wymienił m.in. blokadę cieśniny Ormuz, przez którą w normalnych warunkach przepływało ok. 20 proc. światowego handlu ropą.

Możemy mieć taki kryzys paliwowy, w którym paliwa będzie mniej dostępnego na rynku i również dotknie to Polskę czy inne kraje w Europie - zwrócił uwagę gość Radia RMF24.

Ekspert ocenił, że branżę lotniczą może czekać kryzys porównywalny do sytuacji z pandemii koronawirusa. Przypomniał, że wówczas liczba samolotów w polskiej przestrzeni powietrznej spadła do ok. sześciu jednocześnie, ze standardowych 300-400.

Możemy mieć taką powtórkę. Ruch lotniczy może spaść o 60-70, a nawet 90 proc. - stwierdził Janusz Janiszewski w rozmowie z Bogdanem Zalewskim na antenie Radia RMF24.

O potencjalnych skutkach przedłużającego się konfliktu na Bliskim Wschodzie ostrzegał też szef Ryanaira, Michael O'Leary. Również jego zdaniem Europa może stanąć w obliczu poważnych niedoborów paliwa lotniczego.

Jeśli konflikt potrwa do końca kwietnia, już na początku czerwca możemy mieć poważny problem z dostępnością paliwa - stwierdził O'Leary podczas konferencji prasowej w Londynie.

Jeśli sytuacja się nie uspokoi, linie lotnicze, w tym Ryanair, będą zmuszone do ograniczenia liczby lotów lub nawet odwoływania połączeń - dodał i wyjaśnił, że decyzje o ewentualnych cięciach będą podejmowane na bieżąco, w zależności od sytuacji na poszczególnych lotniskach i dostępności paliwa.

Z kolei Carsten Spohr, prezes niemieckiej Lufthansy, przyznała, że pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiają się już w Azji. Jeśli dojdzie do niedoborów na rynku paliwowym, najpierw odczują je właśnie lotniska poza Europą - tłumaczyła Spohr.

Komisja Europejska zwołuje w tym tygodniu pilne narady grup koordynacyjnych ds. ropy i gazu - poinformowała rzeczniczka KE Anna-Kaisa Itkonen. Podczas posiedzeń ma być omówiony wpływ kryzysu energetycznego na Bliskim Wschodzie na unijną gospodarkę, a szczególnie na sektor lotniczy.

Komisja Europejska chce bowiem ustalić, jakimi zapasami paliwa lotniczego - którego może zabraknąć - dysponują poszczególne kraje. Potem dopiero mogą zapaść decyzje o uwalnianiu strategicznych rezerw - informuje korespondentka RMF FM w Brukseli Katarzyna Szymańska-Borginon.

Analizowana jest także możliwość wprowadzenia tzw. składki solidarnościowej, czyli unijnego podatku od nadzwyczajnych zysków firm energetycznych, które generuje wojna na Bliskim Wschodzie. Ostatnio do takich kroków wezwało Komisję Europejską pięć unijnych krajów. Także Polska nie wyklucza takich działań.

Komisja Europejska zapowiada również nowy zestaw narzędzi - doraźne i tymczasowe środki ochrony obywateli oraz przemysłu przed skutkami kryzysu cenowego. Chodzi na przykład o obniżenie podatków na elektryczność i opłaty sieciowe, czy poluzowanie zasad pomocy publicznej dla przedsiębiorstw energochłonnych - informuje dziennikarka RMF FM.

Radio RMF24

Po jeszcze więcej informacji odsyłamy Was do naszego internetowego Radia RMF24 Słuchajcie online już teraz!

Radio RMF24 na bieżąco informuje o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w Polsce, Europie i na świecie.

Z Dubaju do Mediolanu. Czym włoskie miasto kusi najbogatszych?

7 kwietnia 2026, 15:31

Wczoraj, 7 kwietnia (15:31)

Mediolan staje się nowym celem dla superbogatych, którzy jeszcze niedawno jako miejsce do życia wybierali Dubaj. Powodem są zarówno obawy o bezpieczeństwo w związku z wojną na Bliskim Wschodzie, jak i atrakcyjne włoskie przepisy podatkowe.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Wizerunek Mediolanu jako miasta sprzyjającego bogatym opisał brytyjski "The Guardian", skupiając się na zamożnych obywatelach Wielkiej Brytanii.

Włochy oferują najlepsze warunki - mówi Armand Arton, konsultant pomagający miliarderom w relokacji. Ekspert wskazuje m.in. na wyjątkowo korzystne kwestie finansowe.

Od 2017 roku Włochy oferują zagranicznym rezydentom podatek liniowy. Dziś to 300 tys. euro rocznie od wszystkich dochodów zagranicznych. Dla najbogatszych to niewielka kwota - podkreśla "The Guardian". Wzrost zainteresowania włoskim systemem zbiegł się z końcem brytyjskiego odpowiednika, który pozwalał np. nie płacić podatku w Wielkiej Brytanii od pieniędzy zarobionych za granicą czy przekładać decyzję, które dochody opodatkować.

Włochy to piękny kraj, Mediolan ma rozwinięty sektor usług finansowych. Wiele rzeczy, które czynią Londyn atrakcyjnym, ma również Mediolan - przyznaje Marc Acheson z firmy doradczej Utmost Wealth Solutions.

Według szacunków Maisto e Associati, włoskiej kancelarii prawnej specjalizującej się w podatkach, do włoskiego systemu podatku liniowego przystąpiło do tej pory około 5000 osób. Początkowo wielu wnioskodawców stanowili Włosi mieszkający w Londynie. Obecnie kolejna fala zainteresowania napływa z krajów Zatoki Perskiej.

"The Guardian" wskazał również, że w oczach inwestorów rośnie stabilność polityczna Włoch, mimo początkowego sceptycyzmu wobec rządów premier Meloni.

Zainteresowanie Mediolanem wpływa również na rynek nieruchomości.

Ceny mieszkań w stolicy Lombardii wzrosły o 38 proc. w ciągu ostatnich pięciu lat - wynika z danych, na które powołuje się cytowane medium. Średnia cena za metr kwadratowy w listopadzie 2025 wyniosła 5 171 euro. Mediolan stał się pod tym względem droższy niż Wenecja.

Diletta Giorgolo z mediolańskiego biura nieruchomości Sotheby’s szacuje, że obecnie na rynku jest od 30 do 40 proc. więcej międzynarodowych nabywców niż jeszcze dwa lata temu.

Włosi kuszą także programem zwanym "Il rientro dei cervelli" (wł. Powrót mózgów), który pozwala nowym lub powracającym mieszkańcom Włoch, spełniającym określone kryteria, płacić podatek od zaledwie 50 proc. swoich dochodów przez pięć lat.

W zeszłym roku ówczesny premier Francji François Bayrou oskarżył Włochy o "dumping podatkowy". Giorgia Meloni odrzuciła te zarzuty jako "całkowicie bezpodstawne".

Eksperci zauważają, że wzrost liczby ekspatów wpływa na życie miasta przez cały rok. W Mediolanie powstają nowe galerie, luksusowe hotele i kluby członkowskie. Via Monte Napoleone stała się jedną z najdroższych ulic handlowych świata, a prywatne kluby, jak Casa Cipriani czy Soho House, otwierają nowe filie. Podobne zmiany zachodzą w Rzymie.

Jestem przekonany, że Dubaj odbuduje się po obecnych wątpliwościach dotyczących bezpieczeństwa - mówi jednak cytowany Armand Arton. Ekspert wskazał, że metropolia w Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie będzie odpowiadać każdemu, ale "niewiele jest innych miejsc na świecie, które oferują takie samo połączenie możliwości i jakości życia".

Maksymalne ceny paliw. Najnowszy komunikat

7 kwietnia 2026, 12:09

Maksymalne ceny paliw. Najnowszy komunikat

Wczoraj, 7 kwietnia (12:09)

Już wiadomo, ile w środę zapłacimy maksymalnie za paliwa. Najnowsze obwieszczenie ministra energii zostało opublikowane w Monitorze Polskim.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

Z najnowszego obwieszczenia ministra energii, opublikowanego w Monitorze Polskim, wynika, że w środę 8 kwietnia litr benzyny 95 ma kosztować nie więcej niż 6,21 zł, benzyny 98 - 6,82 zł, a oleju napędowego - 7,87 zł.

Tym samym resort energii utrzymał maksymalne ceny paliw na poziomie, który został wprowadzony na okres od Wielkiej Soboty do wtorku włącznie. 

Maksymalne ceny paliw obowiązują od tygodnia. We wtorek 31 marca, czyli pierwszego dnia wprowadzenia maksymalnych cen, litr benzyny 95 kosztował maksymalnie 6,16 zł, benzyny 98 - 6,76 zł, zaś oleju napędowego - 7,60 zł.

Sprzedaż paliwa powyżej ceny maksymalnej jest zagrożona milionem złotych kary. Kontrole prowadzi Krajowa Administracja Skarbowa.

Jak podkreśla Ministerstwo Energii, punktem wyjścia do ustalenia maksymalnej ceny paliwa jest średnia arytmetyczna cen hurtowych z poprzedniego dnia roboczego, zbieranych od pięciu największych uczestników rynku paliwowego w Polsce. Do średniej ceny hurtowej doliczane są elementy, które składają się na cenę paliwa: akcyza, opłata paliwowa i stała marża operacyjna: 0,30 zł/l. Na cenę netto nakładany jest VAT w wysokości 8 proc. Otrzymana wartość to maksymalna cena detaliczna, której żadna stacja paliw nie może przekroczyć.

Kwota wolna od podatku się zmieni? PSL zapowiada

7 kwietnia 2026, 09:32
  • Wczoraj, 7 kwietnia (09:32)

    Polskie Stronnictwo Ludowe zapowiedziało złożenie w Sejmie projektu nowelizacji ustawy o PIT. W ciągu trzech lat kwota wolna od podatku miałaby wzrosnąć do 60 tys. zł.

    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

    Według założeń projektu w pierwszym roku po wejściu w życie nowych przepisów kwota wolna miałaby wynosić 35 tys. zł, w drugim - 45 tys. zł, a w trzecim osiągnąć docelowe 60 tys. zł - wynika z informacji przekazanych przez posła PSL Marka Sawickiego.

    Chcemy zrealizować jedną z obietnic Koalicji Obywatelskiej oraz premiera Donalda Tuska - oświadczył Sawicki.

    Projekt przewiduje także wprowadzenie emerytury bez podatku oraz powiązanie programu 800+ z kwotą wolną od podatku. PSL zapowiada również złożenie innych inicjatyw ustawodawczych, m.in. dotyczących zablokowania likwidacji spółdzielni mieszkaniowych.

    Podwyższenie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł było jednym ze stu konkretów Koalicji Obywatelskiej przed wyborami w 2023 roku. Premier Donald Tusk deklarował w maju ub.r., że podwyżka nastąpi do końca obecnej kadencji, zastrzegając jednak, że jej tempo będzie zależało od sytuacji budżetowej państwa.

    Minister finansów Andrzej Domański w lipcu 2025 roku przyznał, że tak wysoka kwota wolna nie zmieści się w budżecie na 2026 rok, ale resort pracuje nad rozwiązaniami umożliwiającymi jej wprowadzenie.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Wojna na Bliskim Wschodzie wywołuje chaos na rynku energii. Reakcja OPEC+

5 kwietnia 2026, 20:36

Niedziela, 5 kwietnia (20:36)

​Organizacja Krajów Eksportujących Ropę naftową OPEC+ poinformowała, że zwiększy limity produkcji ropy naftowej. Jest to reakcja na zakłócenia na światowych rynkach energetycznych, spowodowane eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie.

  • OPEC+ zdecydowała o zwiększeniu produkcji ropy o 206 tys. baryłek dziennie od maja.
  • Cieśnina Ormuz, przez którą przepływała jedna piąta światowego transportu ropy, została praktycznie zablokowana.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

W niedzielę kraje zrzeszone w OPEC+ ogłosiły decyzję o zwiększeniu limitów produkcji ropy naftowej o 206 tysięcy baryłek dziennie, począwszy od maja. Decyzja ta jest odpowiedzią na gwałtowne zakłócenia na światowych rynkach energii, które są bezpośrednim skutkiem eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. W komunikacie organizacji podkreślono, że uszkodzenia infrastruktury energetycznej oraz blokada kluczowych szlaków morskich znacząco zwiększają zmienność rynku i mogą negatywnie wpłynąć na globalne dostawy w przyszłości.

Od końca lutego świat obserwuje eskalację działań wojennych na Bliskim Wschodzie. Ataki Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran oraz odpowiedź Teheranu, obejmująca uderzenia w amerykańskie bazy wojskowe w krajach Zatoki Perskiej i infrastrukturę cywilną, w tym petrochemiczną, doprowadziły do poważnych zakłóceń w regionie. Szczególnie dotkliwa okazała się blokada cieśniny Ormuz, przez którą przed wojną przepływała aż jedna piąta światowego transportu ropy i skroplonego gazu ziemnego (LNG). Iran zagroził atakami na tankowce przepływające bez jego zgody, co niemal całkowicie sparaliżowało eksport z regionu Zatoki Perskiej.

W obliczu blokady cieśniny Ormuz oraz ataków na infrastrukturę energetyczną, niektóre kraje OPEC+ rozpoczęły poszukiwania alternatywnych tras eksportu ropy. Osiem państw - Arabia Saudyjska, Rosja, Irak, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Kazachstan, Algieria i Oman - wyraziło uznanie dla członków, którym udało się utrzymać eksport, co przyczyniło się do ograniczenia zmienności rynku. Jednak przedstawiciele państw Zatoki Perskiej ostrzegają, że nawet po zakończeniu konfliktu i ponownym otwarciu cieśniny, powrót do normalnych poziomów produkcji może potrwać wiele miesięcy.

Zakłócenia w dostawach ropy z Bliskiego Wschodu mają bezprecedensową skalę. Szacunki wskazują, że świat stoi w obliczu największych w historii ograniczeń w dostawach, sięgających nawet 12-15 milionów baryłek dziennie, co stanowi do 15 procent globalnych dostaw. Sytuację dodatkowo komplikuje atak Ukrainy na rosyjskie obiekty przemysłu naftowego, będący odpowiedzią na trwającą inwazję Moskwy.

W wyniku kryzysu ceny ropy Brent osiągnęły najwyższy poziom od czterech lat, zbliżając się do 120 dolarów za baryłkę. Eksperci z JPMorgan ostrzegają, że jeśli blokada cieśniny Ormuz utrzyma się do połowy maja, ceny mogą przekroczyć nawet 150 dolarów za baryłkę. Taka sytuacja może mieć poważne konsekwencje dla światowej gospodarki, wpływając na ceny paliw, inflację oraz stabilność rynków finansowych.

OPEC+ to koalicja 23 krajów, w tym 12 członków OPEC oraz 11 państw spoza organizacji, która od lat odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu światowego rynku ropy. W obecnej sytuacji decyzje podejmowane przez tę grupę mają bezpośredni wpływ na globalne ceny i dostępność surowców energetycznych.

Jak wojna na Bliskim Wschodzie wpłynie na naszą codzienność? Może być gorzej niż sądzimy

5 kwietnia 2026, 10:52

Jak wojna na Bliskim Wschodzie wpłynie na naszą codzienność? Może być gorzej niż sądzimy

Niedziela, 5 kwietnia (10:52)

Trwający od ponad miesiąca konflikt na Bliskim Wschodzie doprowadził do zakłóceń w dostawach ropy naftowej i gazu ziemnego przez cieśninę Ormuz, co - jak informuje CNN - ograniczyło globalną podaż o około jedną piątą. Skutkiem tego są nie tylko gwałtownie rosnące ceny paliw, ale także niedobory surowców petrochemicznych, które są niezbędne do produkcji codziennych artykułów. "W Korei Południowej ludzie w panice wykupują worki na śmieci; w Japonii są obawy w branży medycznej, Indie już zgłaszają rekordowy wzrost cen butelkowanej wody" - podaje CNN.

  • Skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie odczuwamy już teraz na stacjach paliw, ale okazuje się, że wkrótce mogą poważnie dać się we znaki w innych kwestiach.
  • Należy spodziewać się na wzrost cen materiałów budowlanych oraz praktycznie wszystkiego, do produkcji czego potrzebny jest plastik.
  • CNN informuje m.in., że malezyjscy producenci medycznych rękawiczek ostrzegają o zagrożeniu globalnych dostaw, a Indie już zgłaszają rekordowy wzrost cen butelkowanej wody.
  • Problem z globalnym transportem wpłynie też na ceny elektroniki. Na co jeszcze? O tym poniżej.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Niedziela wielkanocna to 37. dzień wojny USA i Izraela z Iranem. Siły amerykańsko-izraelskie od 28 lutego prowadzą naloty, a Teheran w odpowiedzi atakuje Izrael i państwa Zatoki Perskiej, uderzając w położone tam amerykańskie bazy oraz obiekty cywilne, w tym infrastrukturę wydobywczą. Iran zamknął cieśninę Ormuz - newralgiczny punkt dla globalnej gospodarki, odcinając tym samym eksport ropy i gazu z arabskich państw regionu. Przez cieśninę wcześniej transportowane było ok. 20 proc. światowej ropy naftowej i do 30 proc. gazu LNG. Izrael prowadzi też walki ze wspieranym przez Teheran libańskim Hezbollahem.

Eksperci Rynekpierwotny.pl informowali, że rosnące ceny ropy i gazu przełożyły się na wyższe ceny materiałów budowlanych. Chodzi m.in. o styropian, stal, cement i beton. Jak podaje CNN, ta sytuacja przekłada się na kryzys nie tylko w budowlance, ale praktycznie w każdym sektorze rynku konsumenckiego głównie przez ograniczone dostawy petrochemikaliów. Są one potrzebne do produkcji artykułów codziennego użytku, takich jak odzież, butywyroby z plastiku, kleje czy środki czyszczące. Wystrzelić mogą ceny napojów w plastikowych butelkach i z plastikowymi nakrętkami czy produkty spożywcze w plastikowych opakowaniach.  

Amerykańska stacja wylicza, że w Korei Południowej ludzie w panice wykupują worki na śmieci. Tamtejszy rząd zachęca organizatorów imprez do minimalizowania użycia produktów jednorazowego użytku. Tajwan uruchomił natomiast infolinię dla producentów, którym skończył się plastik, a tamtejsi rolnicy uprawiający ryż poinformowali lokalne media, że mogą podnieść ceny, ponieważ nie mogą dostać worków próżniowych do pakowarek

CNN podaje, że malezyjscy producenci rękawiczek medycznych twierdzą, że niedobór produktu ubocznego ropy naftowej potrzebnego do produkcji lateksu kauczukowego zagraża globalnym dostawom tego produktu. Japończycy z kolei obawiają się, że pacjenci z przewlekłą i ostrą niewydolnością nerek nie będą mogli korzystać z leczenia z powodu braku plastikowych rurek medycznych używanych w hemodializie. 

Amerykańska stacja zwraca także uwagę na to, że rosnące koszty paliw utrudniają podróże i logistykę związaną z transportem również innych materiałów z Bliskiego Wschodu, takich jak nawozy czy hel, a to z pewnością przełoży się na ceny żywności i elektroniki

Indyjskie media donoszą, że woda butelkowana drożeje, a ceny plastikowych nakrętek już wzrosły czterokrotnie od początku wojny. Przedstawiciel największego południowokoreańskiego producenta makaronu instant - Nongshim - poinformował, jak podaje CNN, że firmie dostarczającej opakowania plastikowe pozostały zapasy, które starczą na około miesiąc.

Prezydent Ukrainy Zełenski w wywiadzie dla BBC ostrzegł, że przedłużająca się wojna USA i Izraela z Iranem może ograniczyć dostawy rakiet Patriot do Ukrainy, ponieważ priorytety Waszyngtonu uległy zmianie, a zapasy zostały przekierowane. Stwierdził, że Ukraina już teraz nie ma wystarczającej liczby systemów i obawia się dalszych cięć w miarę wzrostu popytu. 

Patriot produkuje amerykańska firma RTX - Raytheon Company. To jeden z największych na świecie koncernów zbrojeniowych i lotniczych. Specjalizuje się w systemach rakietowych, radarach oraz technologiach obronnych. Praktycznie tylko za pomocą tego amerykańskiego systemu rakietowego Ukraińcy mogą strącać rosyjskie balistyczne rakiety Iskander.

Ile kosztuje rzymski denar? Ekspert zdradza tajemnice aukcji i kolekcjonerów

5 kwietnia 2026, 10:08

W samym centrum Londynu, na ulicy Strand, znajduje się miejsce niezwykłe dla miłośników historii i kolekcjonerów – dom aukcyjny Baldwin’s. To tutaj od ponad 150 lat spotykają się pasjonaci numizmatyki i filatelistyki, odkrywając fascynujące dzieje brytyjskich i światowych monet. O tym, jak wyglądała historia pieniądza na Wyspach Brytyjskich, jakie tajemnice kryją starożytne monety i jaką rolę odegrały w dziejach, opowiada w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Bogdanem Frymorgenem wybitny ekspert, Dominic Chorney.

Bogdan Frymorgen: Czy mógłbyś nam opowiedzieć, czym dokładnie się tutaj zajmujecie?

Dominic Chorney: Kupujemy, sprzedajemy i licytujemy monety antyczne, monety brytyjskie i monety zagraniczne. Jesteśmy w centrum Londynu od 1872 roku, handlując wszelkiego rodzaju walutami.

Jak często organizujecie aukcje?

Mamy aukcje prawie co tydzień, ale w przypadku monet cztery lub pięć razy w roku. 

Londyn, wcześniej rzymskie Londinium, a jeszcze wcześniej Celtowie - w jaki sposób ci ludzie handlowali, płacili za towary? 

Nie wiemy zbyt wiele o Brytanii epoki żelaza. To duży problem w archeologii. Nie mamy żadnych zapisów pisemnych, ale mamy, co zaskakujące, monety. Ludzie myślą, że to Rzymianie przynieśli monety do Brytanii, ale nie, plemiona epoki żelaza w celtyckiej Brytanii miały monety już na początku I wieku przed naszą erą. Używali więc monet na 150 lat przed przybyciem Rzymian.

Jesteśmy przyzwyczajeni do widoku współczesnych monet lub monet historycznych, na których widnieją jakieś ważne postaci, zazwyczaj królowie lub królowe. Co Celtowie mieli na swoich monetach?

Celtyckie monety można rozpoznać od razu, ponieważ mają bardzo abstrakcyjne wzornictwo. Okazjonalnie pojawia się na nich tekst grecki lub łaciński z imionami królów, wodzów lub władców. Często widujemy konie i inne zwierzęta, które były święte dla Celtów, takie jak dziki i wilki. Zaskakujący jest wpływ grecki i łaciński w tamtym czasie, mówimy o setkach lat przed Chrystusem.

Skąd to się wzięło? Z handlu?

Władcy epoki żelaza byli bardziej zaawansowani, niż nam się wydaje. Byli obeznani z greką, odpowiednio wykształceni i doskonale wiedzieli, co działo się w ówczesnej Europie. A Celtowie byli tutaj mniej więcej do pierwszej połowy I wieku naszej ery.

Czy słyszeli o Chrystusie? Czy ta wiedza wywarła jakiś wpływ na ich styl życia, a może nawet na monety?

W Brytanii, szczególnie w czasach średniowiecza, istniała desperacka potrzeba połączenia Brytanii z Jezusem. Tak więc w folklorze, szczególnie w południowo-zachodniej Anglii, mamy opowieści, że Jezus mógł przybyć do Brytanii w epoce żelaza z Józefem z Arymatei, który rzekomo był handlarzem cyny. I było wiele opowieści o tym, że Jezus odwiedził Glastonbury, świętą wyspę Avalon. A Józef mógł założyć pierwszy chrześcijański kościół w Brytanii, który w późniejszych wiekach stał się opactwem Glastonbury.

Myślę, że tego rodzaju mitologia została rozbudzona na nowo przez książki Dana Browna w ciągu ostatnich 20 latach.

Absolutnie, i uważam to za naprawdę fascynujące, ponieważ pochodzę z Glastonbury. W Brytanii istnieje wiele miejsc, które roszczą sobie prawo do jakiegoś związku z Chrystusem, ale wiele z tego zostało zmyślone w czasach średniowiecza.

Wyobraźmy sobie, że cofamy się do swego rodzaju punktu zerowego historii, którym jest rok 1 lub rok 33. Mam na myśli kwestię obrotu pieniędzmi. Jak to działało?

Otóż w Brytanii monety były srebrne, złote i z brązu, więc bardzo podobne do monet używanych w Rzymie. Istniał system wielonominałowy o różnych wartościach monet. Złote monety były używane oczywiście przez najbogatszych i służyły bardziej jako magazyny bogactwa i potencjalne oszczędności, w przeciwieństwie do monet srebrnych i brązowych, które były używane do codziennych transakcji. Niektóre rzymskie monety dotarły do Brytanii przed inwazją, ale większość z nich przybyła znacznie później. Widujemy jednak monety Tyberiusza, który był cesarzem za życia Jezusa, gdy ten wypowiedział słynne słowa: "Oddajcie Cezarowi...". A trzymał on monetę Tyberiusza, którą był srebrny denar. I znajdujemy je w Brytanii. Były bardzo powszechne i są dziś niezwykle poszukiwane przez kolekcjonerów, ponieważ kojarzą się z Chrystusem.

Czy jest ich bardzo mało?

Jest ich więcej, niż myślisz. Podczas panowania Tyberiusza bito tylko jeden typ monety, jeden wzór. I widzimy to w całkiem dużych ilościach. Ale one dotarły do Brytanii później. A potem, w roku 43 n.e., w czasie rzymskiej inwazji, przybywają na łodziach, zaczynają od południa Anglii i po prostu przetaczają się przez całą drogę.

Jak wprowadzili swoje pieniądze i rodzaje nominałów? I jak one wyglądały? Z czego były wykonane?

Rzymskie monety przybyły do Brytanii, aby opłacić armię, ponieważ armia ta liczyła dziesiątki tysięcy żołnierzy i wszyscy oni potrzebowali zapłaty. Płacono im więc monetami zwanymi srebrnymi denarami. Były to małe srebrne monety, mniej więcej wielkości monety pięciocentowej, ale ze srebra. I to była dzienna zapłata dla rzymskiego żołnierza w tamtym czasie. Tak więc rzymski żołnierz oczekiwał, że otrzyma jedną taką monetę. A było ich 20 w jednej złotej monecie aureus, która miała podobny rozmiar, ale była wykonana ze złota.

Miałyby one (wybitą - red.) głowę cesarza. Wspomniałeś o Tyberiuszu, a byliby też wszyscy inni cesarze, włączając prawdopodobnie Kaligulę, który był, jak rozumiem, ostatnim.

Tak, więc widujemy monety Kaliguli. Miał on bardzo krótkie panowanie, więc jego monety są dość rzadkie. I mamy oczywiście monety Klaudiusza, które byłyby wypłacane bezpośrednio żołnierzom dokonującym inwazji na Brytanię. Mamy też dekady i stulecia monet, które były już w obiegu i były używane przez wiele lat. Mamy więc monety z Republiki Rzymskiej. Były one bite w I i II wieku przed naszą erą i nadal krążyły jako waluta, i je również znajduje się wiele w Brytanii.

A co z bankowością? Systemem bankowym? Czy to funkcjonowało, jak to działało?

Rzymianie nie mieli tak naprawdę banków. Ale mamy coś, co nazywa się znakiem bankierskim. Były one wybijane na monetach, aby sprawdzić, czy są z prawdziwego srebra, i widzimy wiele tych tak zwanych znaków bankierskich na monetach z Republiki Rzymskiej. Ale to się właściwie nie zdarza. Ludzie mieli tendencję do samodzielnego przechowywania swojego majątku i dlatego mamy tak wiele skarbów monet, które są odnajdywane przez poszukiwaczy z wykrywaczami metali w Brytanii. Mnóstwo skrytek zawierających setki, a nawet tysiące lub dziesiątki tysięcy monet, które zostały zakopane albo dla bezpieczeństwa, albo jako dary ofiarne.

Kim są mudlarks - czyli "buszujący w błocie"?

To ludzie, którzy spędzają całe dnie chodząc w górę i w dół brzegiem Tamizy, podnosząc kawałki ceramiki, artefakty, a czasem także monety. Jeśli mają wystarczająco dużo szczęścia, znajdą rzymskie monety z rzymskiego Londynu. Tamiza jest jak najwspanialszy profesor historii ze swoimi przypływami i odpływami idącymi w górę i w dół siedem metrów dziennie, odsłaniając różne rzeczy z różnych er i epok. To niesamowite. Możemy znaleźć wszystko, od epoki kamienia aż po czasy wiktoriańskie i dzień dzisiejszy. Każdego dnia są dwa przypływy. Mamy łodzie pływające w górę i w dół Tamizy, wyrzucające na brzegi wszelkiego rodzaju fantastyczne znaleziska. Najczęstszymi znaleziskami są kawałki ceramiki. Ale okazjonalnie zdarzają się artefakty nawet anglosaskie, rzymskie, z epoki żelaza, a nawet wcześniejsze, sprzed dziesiątek tysięcy lat. Odnajdywane są kamienne narzędzia.

Istnieje również teoria, że chrześcijaństwo mogło po prostu przeniknąć tutaj wraz z Rzymianami na długo przed św. Kolumbą i innymi, którzy przybyli z Irlandii.

Chrześcijaństwo było religią podziemną. Musiało być praktykowane w tajemnicy. Mieliśmy cesarzy takich jak Neron i Dioklecjan, którzy byli antychrześcijańscy i czynili wszelkie starania, aby wyłączyć tę religię spod prawa. Musiała być więc praktykowana w tajemnicy. Archeolodzy bardzo się ekscytują, gdy znajdą jakieś wczesnochrześcijańskie artefakty. Ale oczywiście chrześcijaństwo było główną religią w Imperium Rzymskim po panowaniu Konstantyna. Więc po tym czasie mogło być radośnie praktykowane publicznie i z pewnością widzimy więcej chrześcijańskich miejsc w Brytanii w IV wieku, a potem później.

Rzymianie opuścili Brytanię po około 400 latach. Co stało się z pieniędzmi?

To jest interesujące i nie mamy tu zbyt wiele informacji. Żadne monety nie przybywały już do Brytanii w dużych ilościach po 410 roku n.e. Ale srebrne monety nadal krążyły i mogły być w obiegu przez być może sto lat później. Jednak bez władzy zarządzającej walutą. To się dzieje pod koniec Imperium i w post-rzymskiej Brytanii. Mamy sytuację, w której rzymskie społeczeństwo upada, a miasteczka i miasta rzymskiej Brytanii prawdopodobnie stają się własnymi, samorządnymi państwami z ważnymi postaciami z rzymskiego establishmentu stającymi się królami. I niektóre z tych miejsc nadal używały monet, a w innych miejscach używanie monet po prostu całkowicie ustało.

Rozmawiamy w sali aukcyjnej i chciałbym zadać ci pytanie, które jest może nieco banalne, ale oczywiście musiałeś widzieć tutaj mnóstwo aukcji. Mówiąc konkretnie o rzymskich monetach - czy są one bardzo drogie?

Rzymską monetę można kupić za 5 funtów, ale można ją też kupić za 50 000 funtów. Wszystko zależy od tego, jak rzadka jest moneta, zależy od stanu zachowania i metalu. Tak więc złote monety w ekstremalnie dobrym stanie, w stanie menniczym, mogą być rzeczywiście bardzo drogie, ale bardzo, bardzo powszechne monety, które były bite na przykład w IV lub V wieku, mogą być niezwykle tanie. Niezależnie od tego, ile są warte, fakt, że możesz kupić autentyczny artefakt, który ma 1500 lat, za praktycznie nic, interesuje wiele osób.

Turystyka paliwowa kwitnie. Niemcy masowo tankują na przygranicznych stacjach w Polsce

4 kwietnia 2026, 17:51

Sobota, 4 kwietnia (17:51)

​Na stacjach paliw w Lubieszynie - zachodniopomorskiej miejscowości przygranicznej w powiecie polickim - w Wielką Sobotę nadal ustawiają się kolejki pojazdów z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi. Benzyna i olej napędowy w porównaniu z niemieckimi cenami są w Polsce tańsze, w przeliczeniu, nawet o 50 eurocentów za litr.

Zgodnie z aktualnie obowiązującym obwieszczeniem Ministra Energii, do wtorku po świętach wielkanocnych w Polsce litr benzyny 95 nie może być droższy niż 6,21 zł, benzyny 98 - 6,82 zł, a oleju napędowego - 7,87 zł.

Pan Piotr - Polak mieszkający z rodziną w Locknitz, ok. 10 km od granicy - w rozmowie z Polską Agencją Prasową zwrócił uwagę, że w północno-wschodnich Niemczech benzyna 95 kosztuje, w przeliczeniu, ponad 9 zł, a diesel ponad 10 zł.

Jak podkreślił, jego niemieccy sąsiedzi od lat tankują w Polsce. A teraz, kiedy ceny paliw poszły mocno w górę, Lubieszyn stał się jedną wielką stacją benzynową dla całego regionu - powiedział.

W Wielką Sobotę na pięciu stacjach benzynowych przy DK10 w Lubieszynie, blisko przejścia granicznego, tankowali praktycznie tylko kierowcy z Niemiec. Przy każdym dystrybutorze czekały po dwa, trzy pojazdy.

Tankujący w Lubieszynie mieszkańcy przygranicznego powiatu Vorpommern-Greifswald podkreślali, że paliwa w Polsce są nawet ponad 50 eurocentów tańsze niż w Niemczech.

Opłaca się przejechać nawet kilkadziesiąt kilometrów do granicy, bo na tankowaniu można zaoszczędzić z 30 euro. A przy okazji zrobić inne zakupy - mówili kierowcy z Pasewalku.

Masowa turystyka paliwowa z Niemiec obserwowana jest od środy, kiedy w Polsce obowiązywać zaczęły urzędowe maksymalne ceny benzyny i oleju napędowego, ustalane obwieszczeniem Ministra Energii.

Z uwagi na różnice cen paliw między Polską a Niemcami, od kilku dni ogromne kolejki obserwowane są na stacjach benzynowych np. w Świnoujściu. W piątek i w sobotę (w Niemczech Wielki Piątek jest dniem wolnym od pracy) tankujących było tak wielu, że blokowali ulicę prowadzącą do świnoujskiego tunelu, który łączy zachodnią, uzdrowiskową cześć miasta (wyspa Uznam) z prawobrzeżem (Wolin) i drogą S3.

Na przygranicznych stacjach w okolicach Szczecina codziennie ustawiają się kolejki pojazdów z tablicami rejestracyjnymi z Meklemburgii - Pomorza Przedniego i Brandenburgii. To landy, z którymi sąsiaduje woj. zachodniopomorskie. Wzmożony ruch na stacjach benzynowych widać także w Szczecinie i okolicznych miejscowościach, m.in. Przecławiu, Rosówku (DK13) i Kołbaskowie (A6) czy Gryfinie.

Na stacjach Orlen przy DK10 w Lubieszynie (są dwie, oddalone o 200 m) w Wielką Sobotę benzyna 95 kosztowała 6,21 zł, olej napędowy - 7,79 zł, a benzyna 98 - 6,82 zł za litr. Z kolei Na pobliskiej stacji CircleK Express "dziewięćdziesiątka piątką" również kosztowała 6,21 zł, benzyna 98 także 6,82 zł. Znacznie droższy był natomiast olej napędowy - 7,87 zł. Na dwóch stacjach BP tankowanie kosztowało tyle samo: benzyna 95 za 6,21 zł, benzyna 98 za 6,82 zł, diesel 7,87 zł.

Oznacza to, że zagraniczne koncerny paliwowe podniosły ceny do maksymalnego poziomu, ustalonego aktualnie obowiązującym obwieszczeniem Ministra Energii. Na stacjach BP zwykły olej napędowy oraz olej napędowy ultimate oferowano w tej samej cenie 7,87 zł za litr. Na stacjach Orlen za 7,87 zł jest "wzmocniony" verva diesel, a standardowy olej napędowy za 7,79 zł.

W Skarbimierzycach przy DK10 - kilka kilometrów od Lubieszyna - na stacji lokalnej sieci benzynę 95 tankowano w sobotę za 6,21 zł, natomiast olej napędowy za 7,81 zł. W Mierzynie, na mniejszej prywatnej stacji, tuż przy granicy ze Szczecinem, "dziewięćdziesiątka piątka" kosztowała 6,19 zł, benzyna 98 była za 6,79 zł, diesel za 7,77 zł, a diesel TIR za 7,76 zł.

Maksymalne ceny paliw w górę. Najnowszy komunikat obejmuje cały okres świąt

3 kwietnia 2026, 12:21

Maksymalne ceny paliw w górę. Najnowszy komunikat obejmuje cały okres świąt

Piątek, 3 kwietnia (12:21)

Aktualizacja: Piątek, 3 kwietnia (13:00)

Minister energii podał najnowsze maksymalne stawki paliw. Będą obowiązywać od jutra aż do wtorku po świętach wielkanocnych włącznie. Od jutra litr benzyny 95 będzie mógł kosztować maksymalnie 6,21 zł, benzyny 98 - 6,82 zł, a oleju napędowego - 7,87 zł.

Z zamieszczonego w Monitorze Polskim najnowszego obwieszczenia ministra energii wynika, że od jutra litr benzyny 95 będzie mógł kosztować nie więcej niż 6,21 zł, benzyny 98 - 6,82 zł, a oleju napędowego - 7,87 zł. Tym samym podniesione zostały maksymalne ceny paliw.

Dzisiejsze obwieszczenie ministra energii określa ceny paliw na okres świąt wielkanocnych - od Wielkiej Soboty do wtorku włącznie (4, 5, 6 i 7 kwietnia). 

Dziś litr benzyny 95 kosztuje nie więcej niż 6,19 zł, benzyny 98 - 6,80 zł, a oleju napędowego - 7,64 zł.

czwartek litr benzyny 95 kosztował nie więcej niż 6,23 zł, benzyny 98 - 6,84 zł a oleju napędowego - 7,65 zł.

środę cena maksymalna za litr benzyny 95 wynosiła 6,21 zł, benzyny 98 - 6,81 zł, a oleju napędowego - 7,66 zł. 

We wtorek, czyli pierwszego dnia wprowadzenia maksymalnych cen, litr benzyny 95 kosztował maksymalnie 6,16 zł, benzyny 98 - 6,76 zł, zaś oleju napędowego - 7,60 zł.

Zdaniem analityków z portalu e-petrol.pl w połowie przyszłego tygodnia cena maksymalna diesla wyniesie 7,85-7,97 zł za litr. Jak przekazali, hurtowa cena oleju napędowego jest znacznie wyższa niż tydzień temu.

Z kolei maksymalna cena benzyny 95 według tego portalu wyniesie 6,18-6,27 zł/l.

W poniedziałek w życie weszło rozporządzenie ministra finansów i gospodarki, które obniża akcyzę na benzynę, oleje napędowe oraz biopaliwa.

W niedzielę weszła w życie nowelizacja dotycząca ustawy o zapasach ropy naftowej. Wprowadza ona mechanizm wyliczania maksymalnych cen paliw na stacjach. Od 31 marca, w okresie obowiązywania obniżonych stawek VAT, sprzedawcy paliwa nie będą mogli przekroczyć cen maksymalnych.

Sprzedaż paliwa powyżej ceny maksymalnej będzie groziła karą do 1 miliona złotych. Kontrole prowadzić będzie Krajowa Administracja Skarbowa.

Jak podkreśla Ministerstwo Energii, punktem wyjścia do ustalenia maksymalnej ceny paliwa jest średnia arytmetyczna cen hurtowych z poprzedniego dnia roboczego, zbieranych od pięciu największych uczestników rynku paliwowego w Polsce. Do średniej ceny hurtowej doliczane są elementy, które składają się na cenę paliwa: akcyza, opłata paliwowa i stała marża operacyjna: 0,30 zł/l. Na cenę netto nakładany jest VAT w wysokości 8 proc. Otrzymana wartość to maksymalna cena detaliczna, której żadna stacja paliw nie może przekroczyć.

Nie tylko ceny paliw. Wojna z Iranem mocno uderza też w budowlankę

3 kwietnia 2026, 10:14

Piątek, 3 kwietnia (10:14)

Eksperci Rynekpierwotny.pl poinformowali, że rosnące ceny ropy i gazu w obliczu konfliktu na Bliskim Wschodzie przełożyły się na wyższe ceny materiałów budowlanych. Chodzi m.in. o styropian, stal, cement i beton. Okazuje się też, że wykonawcy zaczynają mieć problem z dostępnością kluczowych materiałów.

  • Ceny materiałów budowlanych, zwłaszcza styropianu, gwałtownie rosną – nawet o ponad 100 proc. w ciągu kilku tygodni.
  • Rynek alarmuje, że dostępność materiałów staje się ograniczona.
  • Presja kosztowa dotyka także stali, cementu, betonu oraz chemii budowlanej, co jest pokłosiem m.in. wyższych cen energii i napięć w handlu globalnym.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Piątek to 35. dzień wojny USA i Izraela z Iranem. Kraje te - w ramach tzw. operacji Epicka Furia - rozpoczęły naloty na Iran 28 lutego, a ten w odpowiedzi zaatakował Izrael i kilka państw regionu Zatoki Perskiej, uderzając w położone tam amerykańskie bazy oraz obiekty cywilne, szczególnie lotniska i infrastrukturę petrochemiczną. Iran zamknął również cieśninę Ormuz, odcinając tym samym eksport ropy i gazu z arabskich państw regionu, co przełożyło się na ogromny wzrost cen paliw. Okazuje się, że nie tylko one zdrożały.

Eksperci portalu Rynekpierwotny.pl w opublikowanym w piątek raporcie poinformowali, że pierwsze sygnały z marca sugerują, że "branża budowlana może wchodzić w zupełnie nową fazę cyklu". Zwrócili uwagę, że na początku roku sytuacja w sektorze materiałów budowlanych pozostawała relatywnie stabilna - dynamika cen była niska, a w części grup produktowych obserwowano spadki. "Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie przełożyła się na wzrost cen ropy i gazu, a tym samym na koszty produkcji materiałów budowlanych. Najbardziej spektakularnym przykładem jest rynek styropianu" - zauważyli eksperci.

"W ciągu kilku tygodni ceny styropianu wzrosły o kilkadziesiąt, a nawet ponad 100 proc. i jednocześnie zniknęła możliwość gwarantowania ceny w momencie zamówienia" - wskazali. Ponadto oferty handlowe zaczęły obowiązywać nie dniami, lecz godzinami. Pojawiły się też problemy z dostępnością materiału. Zdaniem ekspertów to efekt bezpośredniego powiązania produkcji styropianu z rynkiem ropy.

"W praktyce czyni to ten segment najbardziej wrażliwym i najszybciej reagującym na zmiany geopolityczne. Efekt domina obejmuje kolejne materiały. Choć najbardziej gwałtowne zmiany widać obecnie w segmencie styropianu, presja kosztowa zaczyna obejmować także inne kluczowe materiały budowlane" - wskazali.

Zwrócili również uwagę na stal, gdzie mamy do czynienia z nałożeniem się kilku czynników jednocześnie - rosnących cen energii, napięć w globalnym handlu i ceł, ograniczeń importu do Unii Europejskiej oraz zaburzeń logistycznych związanych z sytuacją w rejonie Zatoki Perskiej. "W takich warunkach ceny stali w Europie mogą wzrosnąć w najbliższych miesiącach o ok. 5–10 proc., a w bardziej pesymistycznych scenariuszach nawet więcej" - prognozują eksperci. Ocenili, że choć stal nie jest bezpośrednio zależna od dostaw z Bliskiego Wschodu, to konflikt oddziałuje na nią pośrednio – poprzez ceny energii oraz logistykę. "Produkcja stali należy bowiem do najbardziej energochłonnych procesów przemysłowych, a zakłócenia w rejonie Cieśniny Ormuz zwiększają koszty paliw i transportu surowców" - wyjaśnili. Dodali, że przekierowanie transportu morskiego na dłuższe trasy – np. wokół Afryki – wydłuża czas dostaw i podnosi koszty frachtu, co wpływa na cały łańcuch produkcji.

Presja kosztowa obejmuje szeroki zakres materiałów budowlanych, w tym cement i beton (z powodu cen energii), stal i konstrukcje (z powodu energii, handlu i logistyki) oraz prefabrykaty i chemię budowlaną.

"To oznacza, że obserwowane dziś skokowe zmiany w jednym segmencie mogą w kolejnych miesiącach rozlać się na cały rynek materiałów budowlanych. Co istotne, w przeciwieństwie do wcześniejszych epizodów wzrostów cen, obecny impuls ma charakter jednoczesny – obejmuje zarówno surowce petrochemiczne, jak i materiały konstrukcyjne. To zwiększa ryzyko, że wzrost kosztów będzie bardziej rozległy i trudniejszy do zatrzymania" - uważają eksperci.

W ich ocenie rynek materiałów budowlanych znalazł się w punkcie zwrotnym. "Z jednej strony dane historyczne mogą jeszcze sugerować stabilizację, z drugiej – bieżące sygnały wskazują na gwałtowny wzrost niepewności i początek nowej presji kosztowej" - zauważyli. Ich zdaniem to, czy obecna presja kosztowa – obejmująca już zarówno materiały izolacyjne, jak i konstrukcyjne – przełoży się na trwały wzrost cen, będzie zależeć przede wszystkim od dalszego przebiegu konfliktu na Bliskim Wschodzie, poziomu cen energii i surowców oraz reakcji globalnych łańcuchów dostaw.

Trump podpisał dekret. Unikną gigantycznych ceł, jeśli spełnią warunki

3 kwietnia 2026, 06:52

Piątek, 3 kwietnia (06:52)

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zdecydował o wprowadzeniu 100-procentowych ceł na wybrane leki patentowe. Firmy, które przeniosą produkcję do USA lub podpiszą umowy z rządem federalnym w sprawie niższych cen, mogą liczyć na znaczące ulgi lub całkowite zwolnienie z taryf.

  • Donald Trump podpisał dekret nakładający 100-procentowe cła na innowacyjne leki.
  • Rozporządzenie zakłada możliwość obniżenia lub zniesienia taryf dla firm produkujących w USA lub podpisujących umowy z rządem federalnym.
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podpisał w czwartek dekret nakładający 100-procentowe cła na wybrane leki patentowe, czyli innowacyjne preparaty, które nie mają jeszcze odpowiedników generycznych. Celem nowych przepisów jest skłonienie koncernów farmaceutycznych do przeniesienia produkcji do Stanów Zjednoczonych.

Firmy, które zdecydują się na produkcję leków na terenie USA, będą objęte niższą, 20-procentową stawką celną. Dodatkowo, jeśli podpiszą z rządem federalnym umowę dotyczącą obniżenia cen leków, zostaną całkowicie zwolnione z taryf. Jak poinformował przedstawiciel administracji, dotychczas 13 koncernów farmaceutycznych zawarło już takie porozumienia z Białym Domem.

Cła na leki importowane z Unii Europejskiej, Japonii, Korei Południowej i Szwajcarii wynoszą obecnie 15 procent, co wynika z obowiązujących umów handlowych. Wielka Brytania objęta jest osobną umową, której szczegóły nie zostały ujawnione.

Tego samego dnia Biały Dom poinformował o podpisaniu przez amerykańskiego proklamacji wprowadzającej zmiany w stawkach celnych na produkty ze stali, aluminium i miedzi. Do 2027 roku część sprzętu przemysłowego oraz elementów sieci elektroenergetycznych o dużej zawartości metalu będzie objęta 15-procentowym cłem, podczas gdy dotychczas stawka wynosiła 50 procent.

Administracja Donalda Trumpa podkreśla, że obniżenie taryf ma wesprzeć rozwój amerykańskiego przemysłu.

Szok cenowy w Niemczech. Oblężenie polskich stacji benzynowych przy granicy

2 kwietnia 2026, 16:29

Czwartek, 2 kwietnia (16:29)

Mimo wprowadzenia nowych regulacji ograniczających podwyżki cen paliw, w czwartek po południu w Niemczech ceny ponownie wzrosły. Automobilklub ADAC poinformował, że po godzinie 12 olej napędowy i benzyna zdrożały o ponad 9 eurocentów za lit. W Niemczech mówi się o szoku cenowym.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

W czwartek po południu litr benzyny E10 kosztował w Niemczech 2,198 euro, co oznacza wzrost o około 9 centów w porównaniu do cen przed południem. Cena oleju napędowego wzrosła jeszcze bardziej, o około 11 centów, osiągając nawet 2,415 euro za litr. 

ADAC zaznacza, że są to wartości maksymalne, a nie średnie ceny dzienne.

Od środy w Niemczech obowiązują przepisy, które pozwalają stacjom paliw na podnoszenie cen tylko raz dziennie, w południe, podczas gdy obniżki mogą być dokonywane w dowolnym momencie. 

Już pierwszego dnia obowiązywania nowych zasad ceny wyraźnie wzrosły. Średnia dzienna cena litra oleju napędowego osiągnęła 2,327 euro, co jest nowym rekordem. Organizacje konsumenckie i ADAC krytykują nowe regulacje, twierdząc, że nie przyniosły one oczekiwanych obniżek cen.

Szczególnie gwałtownie drożeje olej napędowy, co ma znaczący wpływ na sektory takie jak logistyka, rolnictwo i budownictwo

Agencja dpa podkreśla natomiast, że wysokie ceny paliw są korzystne dla państwa, które zyskuje na dodatkowych wpływach z podatku od paliw. Według dziennika "Die Welt", w marcu wpływy te były o około 320 mln euro wyższe niż w lutym, jeszcze przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie.

W obliczu wysokich cen paliw w Niemczech, wielu kierowców decyduje się na podróż do Polski w poszukiwaniu tańszego paliwa. Przygraniczne stacje paliw w Polsce przeżywają wzmożony ruch, a w wielu miastach przy granicy z Niemcami tworzą się długie kolejki przed dystrybutorami. Niemieckie media określają to zjawisko jako "turystykę paliwową".

❌