Grecja przygotowuje się do wprowadzenia zakazu korzystania z platform społecznościowych przez dzieci poniżej 15. roku życia. Premier Kyriakos Micotakis ogłosił, że nowe przepisy mają wejść w życie od 1 stycznia 2027 roku.
Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Premier Grecji, Kyriakos Micotakis, w swoim wystąpieniu wideo podkreślił, że dzieci spędzające zbyt wiele czasu przed ekranami są narażone na negatywne skutki zdrowotne.
Wskazał na problemy ze snem oraz stany lękowe, które są wynikiem nadmiernego korzystania z mediów społecznościowych. Micotakis zaznaczył, że wielu rodziców zgłaszało te problemy, co skłoniło rząd do podjęcia zdecydowanych kroków.
Według badania przeprowadzonego przez sondażownię ALCO, aż 80 proc. respondentów popiera wprowadzenie zakazu dostępu do mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 15 lat.
To pokazuje, że społeczeństwo greckie jest świadome zagrożeń związanych z nadmiernym korzystaniem z technologii przez najmłodszych.
Rząd Micotakisa już wcześniej wprowadził zakaz używania telefonów komórkowych w szkołach oraz stworzył platformy kontroli rodzicielskiej. Nowe przepisy mają być przedstawione parlamentowi latem, a ich wdrożenie planowane jest na początek 2027 roku. Premier podkreślił, że Grecja będzie jednym z pionierów w Europie w tej dziedzinie i wyraził nadzieję, że inne kraje Unii Europejskiej pójdą w ich ślady.
Grecja nie jest jedynym krajem, który podejmuje takie inicjatywy. W 2025 roku Australia jako pierwsza na świecie zablokowała dostęp do serwisów społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia. W Europie podobne kroki rozważają Francja i Hiszpania.
Rosja i Chiny reagują na ruch Trumpa. Pekin "będzie się angażować"
Rosja i Chiny przyjęły z zadowoleniem informację o zawieszeniu broni w wojnie USA i Izraela z Iranem. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow dodał również, że może pozwolić to amerykańskim negocjatorom na większe zaangażowanie w rokowania pokojowe z Ukrainą. Przedstawicielka Pekinu zapewniła też, że Pekin wciąż będzie angażować się w przywracanie pokoju na Bliskim Wschodzie.
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Chiny i Rosja zareagowały na zawieszenie broni na Bliskim WschodzieSUO TAKEKUMA/AFP/East News;Wikimedia Commons;ABEDIN TAHERKENAREHPAP/EPA
W skrócie
Rosja i Chiny wyraziły zadowolenie z zawieszenia broni w wojnie USA i Izraela z Iranem.
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow uznał, że zawieszenie broni może pozwolić amerykańskim negocjatorom na większe zaangażowanie w rozmowy pokojowe z Ukrainą.
Rzeczniczka chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych Mao Ning podkreśliła, że Pekin będzie kontynuować działania na rzecz pokoju na Bliskim Wschodzie.
- Oczywiście przyjęliśmy z zadowoleniem wiadomość o zawieszeniu broni i decyzję o niepodejmowaniu dalszych działań zmierzających do eskalacji zbrojnej - powiedział o sytuacji na Bliskim Wschodzie rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, cytowany przez RIA Nowosti.
W nocy z wtorku na środę czasu polskiego Donald Trump przekazał w serwisie Truth Social, iż "zgadza się na zawieszenie bombardowań i ataków na Iran na okres dwóch tygodni".
Wcześniej amerykański prezydent zagroził, że jeśli nie dojdzie do porozumienia z Iranem, "w nocy zginie cała cywilizacja".
Rzecznik Kremla zadowolony z zawieszenia broni. Wspomniał o Ukrainie
Częścią rozejmu osiągniętego za pośrednictwem Pakistanu jest ponowne otwarcie cieśniny Ormuz, przez którą w normalnych warunkach - przed rozpoczęciem 28 lutego nalotów USA i Izraela na Iran - transportowanych było około 20 proc. światowego wolumenu ropy naftowej i około 25 proc. skroplonego gazu ziemnego (LNG).
Pieskow odpowiedział też na pytanie kremlowskiej agencji TASS o możliwość powrotu do negocjacji pokojowych pomiędzy Rosją a Ukrainą, skoro amerykańscy negocjatorzy nie będą w najbliższym czasie prowadzić tak intensywnych jak dotychczas działań na Bliskim Wschodzie.
- Ogólnie rzecz biorąc, procesy te nie są ze sobą całkowicie powiązane. Są one powiązane jedynie pośrednio, ponieważ amerykańscy negocjatorzy są obecnie zajęci sprawami Iranu. Mamy nadzieję, że w dającej się przewidzieć przyszłości będą mieli więcej czasu i okazji do spotkań w formacie trójstronnym. Z niecierpliwością na to czekamy - odpowiedział polityk.
Rozejm na Bliskim Wschodzie. Chiny o swojej roli w negocjacjach
W sprawie zawieszenia broni zadowolenie wyraziły również Chiny. Rzeczniczka chińskiego resortu spraw zagranicznych Mao Ning zapewniła, że Pekin wciąż będzie angażować się w przywracanie pokoju na Bliskim Wschodzie.
Mao, pytana o słowa prezydenta USA Donalda Trumpa, który w rozmowie z agencją AFP wyraził przekonanie, że Chiny skłoniły Iran do negocjacji, nie odpowiedziała wprost, lecz podkreśliła aktywne zaangażowanie dyplomatyczne swojego kraju.
- Od wybuchu konfliktu Chiny zawsze opowiadały się za zawieszeniem broni i pokojem - zaznaczyła podczas regularnego briefingu.
Cieśnina Ormuz odblokowana. Chiny: Leży w interesie społeczności międzynarodowej
Dyplomatka dodała, że chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi odbył 26 rozmów telefonicznych z odpowiednikami z innych państw, a specjalny wysłannik Pekinu prowadzi w regionie Zatoki Perskiej tzw. dyplomację wahadłową. Wymieniła też wspólną z Pakistanem pięciopunktową inicjatywę na rzecz przywrócenia pokoju.
- Jako odpowiedzialne mocarstwo, Chiny będą nadal odgrywać konstruktywną rolę - zapewniła.
Dopytywana o doniesienia dotyczące planów pobierania przez Iran i Oman opłat za korzystanie z cieśniny Ormuz, przypomniała, że drożność tego szlaku "leży w interesie społeczności międzynarodowej".
- Mamy nadzieję, że wszystkie strony będą współpracować, aby promować wczesne wznowienie normalnego tranzytu - podsumowała.
Bosacki w "Gościu Wydarzeń" o wysłaniu polskich żołnierzy na Bliski Wschód: Nie ma sensuPolsat News
"Kraj podzielony na dwie części". Wielkie osuwisko na południu Europy
Zamknięte szkoły i kilkunastokilometrowe korki to skutek pogłębienia się rozległego zapadliska w centralnych Włoszech. Intensywne ulewy w ostatnich dniach spowodowały tam wiele szkód. Na drogach regionu tworzą się kilkunastokilometrowe korki, jednak problemy mają również podróżujący koleją po tym, jak uszkodzone zostało jedno z torowisk. Ratownicy wciąż szukają kierowcy samochodu, pod którym zarwał się most na rzece Trigno.
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Osuwisko w rejonie Petacciato w regionie Molise ma ponad 4 km długości. Sparaliżowało transport w części WłochItalia 24H Live-Notizie dall'Italia/Xmateriał zewnętrzny
W skrócie
Rozległe osuwisko w regionie Molise uszkodziło autostradę A14 oraz linię kolejową między Vasto a Termoli.
Władze zdecydowały o zamknięciu wszystkich szkół w prowincji Campobasso, aby ograniczyć ruch na drogach i zwiększyć bezpieczeństwo uczniów.
Trwają poszukiwania 53-letniego mężczyzny, którego samochód wpadł do rzeki po zawaleniu się mostu na rzece Trigno.
"Historyczne osuwisko" - jak nazywa je telewizja Rai - utworzyło się w regionie Molise w centralnych Włoszech. Długie na około cztery kilometry zapadlisko to efekt fali ulewnego deszczu, która od kilku dni nawiedza środkową i południową część kraju. Naprawa zniszczeń może potrwać długie miesiące - twierdzą eksperci.
Słońce czy deszcz? Sprawdź najlepsze prognozy dla swojego regionu naPogoda Interia
Pęknięta ziemia w Moilise. Przed nimi miesiące pracy
Osuwisko utworzyło się w pobliżu miejscowości Petacciato w regionie Molise. Ziema w tym rejonie jest bardzo niestabilna i grunt wciąż się zapada.
"Sytuacja jest bardzo skomplikowana i [naprawa zniszczeń - red.] zajmie kilka tygodni, jeśli nawet nie miesięcy" - powiedział szef departamentu obrony cywilnej Fabio Ciciliano, cytowany przez telewizję Rai.
Front osuwiska w Petacciato jest długi na ponad 4 kilometry. Uszkodziło ono odcinek autostrady A14 między Montenero di Bisaccia a Termoli oraz linię kolejową między miejscowościami Vasto a Termoli.
Nie są to jedyne problemy komunikacyjne w tym regionie. Cały czas nieprzejezdna jest droga krajowa numer 16 "Adriatica", po tym, jak zawalił się most na rzece Trigno. Przez przeprawę przejeżdżał wówczas samochodem 53-letni mężczyzna, który rozmawiał przez telefon żoną, gdy połącznie gwałtownie się urwało.
Cały czas trwają poszukiwania mężczyzny, którego wciąż uważa się za zaginionego. Ratownicy przeszukują okoliczne rzeki, korzystając z poprawy pogody.
Tworzą się ogromne korki. Zamknęli wszystkie szkoły
Poruszanie się po drogach jest bardzo utrudnione. We wtorek między miejscowościami Poggio Imperiale a Termoli tworzyły się korki długie na 13 kilometrów.
"Nie jest łatwo interweniować przy osuwiskach o takiej skali [...]. Dziś stoimy w obliczu sytuacji, kiedy kraj podzielony jest na dwie części" - powiedział prezydent regionu Molise Francesco Roberti po inspekcji osuwiska w Petacciato.
To imponujące osuwisko, jedno z największych w Europie - podkreślił Roberti. Dodał, że zagraża ono zarówno drogom jaki i torowiskom nieopodal wybrzeża Adriatyku.
Obecnie Apulia oraz inne regiony południa Włoch w rejonie Adriatyku są "odizolowane", ponieważ osuwisko uszkodziło bezpośrednie połączenia drogowe i kolejowe - powiedział prezydent regionu Apulia Antonio Decaro cytowany przez agencję Ansa.
Obecnie trwają prace nad wytyczeniem alternatywnych przejazdów przez zwykłe drogi, a nie tylko autostrady i drogi krajowe.
Aby nieco odciążyć szlaki komunikacyjne zdecydowano o zamknięciu w środę wszystkich szkół w prowincji Campobasso - zdecydował prezydent prowincji Pino Puchetti w specjalnym rozporządzeniu. Zawieszono zajęcia we wszystkich rodzajach szkół oraz na uniwersytecie w Molise.
Lokalne władze liczą na to, że zawieszenie zajęć przyczyni się do ograniczenia ruchu na drogach oraz zapewni uczniom bezpieczeństwo.
Osuwiska ziemne w okolicach Petacciato nie są niczym wyjątkowym. Między 1906 a 2015 rokiem w tej części Włoch zanotowano co najmniej 15 większych zjawisk tego typu, które często występowały po intensywnych ulewach.
Źródło: Rai, ANSA, IlMeteo
-----
"Dobra informacja dla polskich kierowców". Minister finansów o zawieszeniu broni na Bliskim WschodziePolsat NewsPolsat News
J.D. Vance gości w Budapeszcie i robi wszystko, by wspomóc premiera Viktora Orbana przed niedzielnymi wyborami parlamentarnymi. W środę wiceprezydent USA oskarżył europejskich liderów, że robią zbyt mało, by zakończyć wojnę Rosji z Ukrainą, a słowa Wołodymyra Zełenskiego określił jako "skandaliczne".
Wiceprezydent USA J.D. Vance podczas wizyty na Węgrzech skrytykował europejskich liderów za brak działań w sprawie zakończenia wojny Rosji z Ukrainą.
Amerykański polityk ocenił rzekome groźby prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego wobec premiera Węgier Viktora Orbana jako "skandaliczne".
Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.
Wiceprezydent USA przybył we wtorek do Budapesztu z dwudniową wizytą, podczas której udzielił poparcia ubiegającemu się o reelekcję premierowi Orbanowi. We wtorek wziął z nim udział w konferencji prasowej, a następnie wygłosił przemówienie na wiecu jego zwolenników, zorganizowanym w centrum węgierskiej stolicy.
W środę uczestniczył w dyskusji zorganizowanej przez związane z rządem Kolegium Macieja Korwina (Mathias Corvinus Collegium) w Budapeszcie.
Jesteśmy zawiedzeni wieloma europejskimi liderami, ponieważ nie wydają się specjalnie zainteresowani rozwiązaniem konkretnych konfliktów - powiedział Vance w odniesieniu do wojny na Ukrainie. Podkreślił, że chociaż administracja prezydenta Donalda Trumpa "bardzo kocha Europę", to USA są rozczarowane podejściem części jej polityków do wojny.
Chociaż w Europie istnieją kraje o większych gospodarkach i liczbie ludności niż Węgry, to niewiele ośrodków politycznych przyczyniło się do rozwiązania wojny rosyjsko-ukraińskiej w takim stopniu, jak Viktor Orban - ocenił Vance.
Amerykański wiceprezydent zauważył, że premier Węgier "osobiście uczestniczył w dyskusjach, w których przedstawił zarówno stanowisko Ukrainy, jak i Rosji, podkreślając, że zrozumienie perspektyw obu stron jest niezbędne dla pokoju".
Polityk odniósł się też do wypowiedzi prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który zasugerował, że mógłby przekazać adres Orbana żołnierzom ukraińskiej armii. Przyznał, że nie był świadomy tych słów i dopiero premier Orban powiedział mu o nich we wtorek. Dodał, że nie mógł uwierzyć, że przywódca Ukrainy "powiedział coś takiego", sam sprawdził tę wypowiedź i uznał ją za "skandaliczną".
Vance skomentował też wojnę amerykańsko-izraelską z Iranem, mówiąc, że prezydent Trump jest "niecierpliwy" w dążeniu do jej zakończenia. Uznał, że utrzymanie ogłoszonego w nocy porozumienia o zawieszeniu broni jest możliwe, jeśli Iran będzie prowadził szczere negocjacje. Ostrzegł jednak, że chociaż niektórzy przedstawiciele irańskich władz podchodzą do rozmów konstruktywnie, to inne już nie. Sytuację określił jako "kruchy rozejm".
Mówiąc o niedzielnych wyborach parlamentarnych na Węgrzech, wyraził przekonanie, że "niektórzy uważają za zagraniczne wpływy to, że wiceprezydent Stanów Zjednoczonych odwiedza Węgry i mówi, że Viktor Orban dobrze wykonuje swoją pracę i służy sprawie pokoju". Z kolei - jak dodał - niektóre osoby nie uważają za zagraniczne wpływy tego, że Unia Europejska grozi wstrzymaniem miliardów euro dla Węgier z powodu ochrony granic, ani zamykania rurociągów przez Ukrainę, co - według Vance'a - również stwarza trudności dla narodu węgierskiego i służy wpływaniu na wynik wyborów.
Na zakończenie przemówienia, wygłoszonego podczas wtorkowego wiecu, wiceprezydent Vance powiedział: - Przyjaciele, idźcie w niedzielę na wybory i stańcie u boku Orbana, tak jak on stoi u waszego. Wcześniej tego dnia oskarżył "brukselskich biurokratów" o ingerencję w wybory.
Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się w najbliższą niedzielę, 12 kwietnia. Opozycyjna TISZA wyprzedza Fidesz premiera Orbana w większości niezależnych sondaży.
W marcowym badaniu firmy Median uzyskała poparcie na poziomie 58 proc. wśród zdecydowanych wyborców, a Fidesz - 35 proc. Badanie ośrodka 21 Research Center z 1 kwietnia wykazało, że TISZA cieszy się poparciem 56 proc. zdecydowanych wyborców, a Fidesz - 37 proc.
Sondaże ośrodków powiązanych z rządem wskazują na przewagę ugrupowania Orbana, wynoszącą kilka punktów procentowych.
Rosja po cichu zacieśnia współpracę z dowództwem wojskowym Madagaskaru - poinformowały zagraniczne media. Sytuacja ta zbiegła się z rozpoczęciem ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran i przez to "praktycznie nie wywołała echa". Ekspert z RPA zwrócił przy tym uwagę, że "Rosja umiejętnie wykorzystuje momenty, w których uwaga Zachodu jest odwrócona".
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Rosja zacieśnia współpracę z dowództwem wojskowym Madagaskaru (na zdjęciu: Władimir Putin)Google Maps | Mikhail Metzel / POOLAFP
W skrócie
Rosja "po cichu" zacieśnia współpracę z dowództwem wojskowym Madagaskaru, co zbiega się z atakiem Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran.
Prezydent Madagaskaru podziękował wcześniej Władimirowi Putinowi za dostawy śmigłowców bojowych, ciężarówek i ryżu, a wydarzenie to stało się kolejnym punktem oparcia dla Putina w Afryce.
Według eksperta z RPA, zacieśnianie więzi między Rosją a Madagaskarem nastąpiło w momencie, gdy "uwaga Zachodu była odwrócona", a zakłócenia w globalnej żegludze zwiększają strategiczne znaczenie regionu.
Unian, powołując się na doniesienia Bloomberga, poinformował, że "Rosja po cichu zacieśnia współpracę z dowództwem wojskowym Madagaskaru". Dzięki temu Kreml chce wzmocnić swoją obecność w Afryce.
Zdaniem Bloomberga zmiana w dowództwie Madagaskaru otworzyła przed Rosją nowe możliwości. Kraj ten bowiem posiada cenne złoża metali i minerałów oraz leży na szlaku transportu ropy naftowej.
Rosja zacieśnia współpracę z Madagaskarem. Putin chce poszerzyć wpływy Kremla w Afryce
Przypomnijmy, że prezydent Madagaskaru Michael Randrianirina dziękował ostatnio swojemu rosyjskiemu odpowiednikowi Władimirowi Putinowi za dostawę śmigłowców bojowych, ciężarówek i ryżu.
"Wydarzenie to miało miejsce dzień przed rozpoczęciem ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran i praktycznie nie wywołało echa poza Madagaskarem. Stało się jednak kolejnym punktem oparcia dla Putina w jego dążeniu do rozszerzenia wpływów Kremla na kontynencie i wykorzystania niestabilności geopolitycznej" - podkreślił Bloomberg.
Unian przypomina, że Madagaskar jest czwartym co do wielkości producentem kobaltu, czyli kluczowego materiału do produkcji baterii, a także drugim po Chinach producentem grafitu, który jest również wykorzystywany w bateriach i wyłożeniach pieców. Z danych amerykańskiej agencji naukowo-badawczej USGS wynika ponadto, że w sumie Madagaskar posiada ósme co do wielkości złoża pierwiastków ziem rzadkich na świecie.
Z kolei port Toamasina na Madagaskarze ma strategiczne położenie w pobliżu szlaku żeglugowego, niedaleko bogatego w gaz Mozambiku. Przetwarza on też niemal jedną trzecią światowego wydobycia ropy naftowej. Na północnym krańcu wyspy znajduje się również opuszczona baza morska Antsiranana.
Afryka. Ekspert: Zacieśnienie więzi między Rosją a Madagaskarem nastąpiło w idealnym momencie
Zdaniem Seana Datiego, szefa działu analizy ryzyka w firmie konsultingowej Control Risks w Republice Południowej Afryki, zacieśnianie więzi między Moskwą a Madagaskarem "nastąpiło w idealnym momencie", ponieważ prezydent USA Donald Trump jest uwikłany w wojnę na Bliskim Wschodzie.
- Rosja nie miała wpływu na wydarzenia wokół Iranu, ale umiejętnie wykorzystuje momenty, w których uwaga Zachodu jest odwrócona - stwierdził.
Ekspert zauważył jednocześnie, że obecne zakłócenia w globalnej żegludze jedynie zwiększają strategiczne znaczenie kanału mozambickiego i samego Madagaskaru.
Dodajmy, że według ukraińskiego wywiadu Rosja pomagała Iranowi w wojnie przeciwko USA i Izraelowi. W tym celu Moskwa przekazywała zdjęcia satelitarne obiektów wojskowych oraz przeprowadzała z Teheranem wspólne operacje cybernetyczne.
W sumie w marcu rosyjskie satelity przeprowadziły co najmniej 24 serie obserwacji w 11 krajach Bliskiego Wschodu. W ich trakcie zarejestrowano 46 obiektów, w tym bazy wojskowe, lotniska, pola naftowe oraz obiekty amerykańskie i sojusznicze. Kilka dni po tych obserwacjach cele te zostały zaatakowane.
Źródła: Unian, Bloomberg
"Dobra informacja dla polskich kierowców". Minister finansów o zawieszeniu broni na Bliskim WschodziePolsat NewsPolsat News
Węgry coraz bardziej idą na wschód. W tle 12-punktowy plan współpracy
Węgry i Rosja podpisały w grudniu zeszłego roku plan współpracy - donosi Politico, który dotarł do dokumentu. Składa się on z 12 punktów, które obejmują wspólne działania m.in. w zakresie gospodarki, edukacji czy handlu. Szef węgierskiego MSZ Peter Szijjarto, który był jednym z sygnatariuszy dokumentów, zaznaczył, że współpraca Węgier "kieruje się interesem narodowym".
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Węgry i Rosja zacieśniają współpracę. Podpisali kilkupunktowy planPETER KOHALMI ; IGOR IVANKO / AFPmateriał zewnętrzny
W skrócie
Węgry i Rosja podpisały w grudniu zeszłego roku 12-punktowy plan współpracy obejmujący gospodarkę, edukację, handel i inne obszary.
Dokumenty zakładają działania w sektorach takich jak energetyka, kultura, a także wzmacnianie nauczania języka rosyjskiego i wspólne inicjatywy sportowe.
Premier Węgier Viktor Orban przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi utrzymuje relacje z Rosją i podkreśla, że współpraca ta kieruje się interesem narodowym.
Premier Węgier Viktor Orban coraz bardziej zwraca się ku wschodowi, a dokładniej Federacji Rosyjskiej. Chce on nawiązać jeszcze bliższą relację Węgier z Kremlem.
Świadczyć o tym ma dokument sporządzony przez Moskwę, do którego dotarła redakcja Politico. "Rząd węgierski podpisał z Rosją porozumienie mające na celu zacieśnienie więzi gospodarczych, handlowych, energetycznych i kulturalnych między obydwoma krajami" - czytamy.
Węgry i Rosja zacieśniają relację. Kraje podpisały plan współpracy
W dokumentach wskazano zakres, w jakim rządy Węgier i Rosji mają ze sobą współpracować m.in. w kwestii paliwa jądrowego, edukacji czy sportu. Jak czytamy, 12-punktowy plan określający obszary współpracy, podpisał szef węgierskiego MSZ Peter Szijjarto oraz minister zdrowia Rosji Michaił Muraszko po grudniowym spotkaniu w Moskwie.
Odbyło się ono w ramach rosyjsko-węgierskiej Międzyrządowej Komisji ds. Współpracy Gospodarczej (IGC).
W jednym z dokumentów zapisano, że - jak informuje Politico - Budapeszt i Moskwa omówiły kwestie dotyczące "dwustronnej współpracy handlowej i gospodarczej, wspólnych działań w sektorze energetycznym, przemyśle, służbie zdrowia, rolnictwie, budownictwie i innych obszarach będących przedmiotem wspólnego zainteresowania, a także w sferze kultury i pomocy humanitarnej".
Strony podkreśliły także rozwijanie długoterminowych więzi, które miałyby korzystne znaczenie dla Węgier i Rosji.
Politico zwróciło się do Szijjarto o komentarz dotyczący m.in. tego, jakie konsekwencje dla politycznej ścieżki Orbana mogą przynieść podpisane dokumenty. Szef węgierskiego MSZ stwierdził, że współpraca Węgier "kieruje się interesem narodowym, a nie presją, by dostosować się do skrajnie stronniczych liberalnych mediów głównego nurtu".
Współpraca z Rosją nie tylko w zakresie gospodarczym
Z dokumentów wynika też, że wśród uzgodnionych kwestii znalazło się zobowiązanie do "odwrócenia negatywnej tendencji w handlu dwustronnym". Chodzi o spadek transferu towarów, do czego przyczyniły się sankcje nałożone na Rosję przez Unię Europejską po wszczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie.
Oprócz tego, jak podkreśla Politico, podpisane dokumenty umożliwiają rosyjskim przedsiębiorstwom rozpoczęcie nowych projektów na Węgrzech, m.in. tych związanych z wodorem i energią elektryczną.
W kwestii edukacji Węgry zgodziły się rozważyć wzmocnienie systemu nauczania języka rosyjskiego w kraju, czemu służyć miałoby sprowadzanie pedagogów z Rosji i programy wymiany studentów. Jeśli chodzi o sport, obie strony opracowały plan na wspólne działania w tej dziedzinie na lata 2026-2027.
Jeden z dokumentów, jak podaje Politico, stwierdza, że "zacieśnienie więzi z Rosją nie może być sprzeczne z obowiązkami Węgier wynikającymi z jej członkostwa w Unii Europejskiej".
Orban zacieśnia relację z Putinem. Na niedługo przed wyborami parlamentarnymi
Redakcja skontaktowała się także z niezależnymi ekspertami, którzy są zaznajomieni z metodami działania Moskwy, jednak nie udało się im zweryfikować dokumentów z instrukcjami dla rosyjskich resortów.
Przypomnijmy, że rząd Viktora Orbana konsekwentnie podtrzymuje swój sprzeciw wobec unijnego wsparcia dla Ukrainy oraz zaostrzaniu sankcji na Rosję. Jednocześnie węgierski premier stara się podtrzymywać dobre relacje z Władimirem Putinem, o czym może świadczyć rozmowa między przywódcami z października 2025 roku. Wówczas Orban miał powiedzieć, że "może pomóc w każdy sposób".
Teraz jednak szef węgierskiego rządu stoi przed wyzwaniem, jakim są wybory parlamentarne, które odbędą się już w najbliższą niedzielę. Z dotychczasowych niezależnych sondaży wynika, że Fidesz traci do opozycyjnej Tiszy - partii Petera Magyara, będącego głównym rywalem Orbana.
Źródło: Politico
To koniec NATO? Bosacki w "Gościu Wydarzeń": Trudno to sobie wyobrazićPolsat News
Papież Leon XIV zabrał głos ws. dwutygodniowego rozejmu pomiędzy USA a Iranem. Jak stwierdził w czasie audiencji generalnej w Watykanie, przyjmuje tę informację „z zadowoleniem i jako znak żywej nadziei”.
Prezydent USA Donald Trump ogłosił w nocy z wtorku na środę, że zgodził się na pakistańską propozycję dwutygodniowego zawieszenia broni pod warunkiem, że Iran zgodzi się na natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz.
"Otrzymaliśmy 10-punktową propozycję od Iranu i uważamy, że stanowi ona praktyczną podstawę do negocjacji. Prawie wszystkie kwestie sporne z przeszłości zostały uzgodnione między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, a okres dwóch tygodni pozwoli na sfinalizowanie i zawarcie porozumienia" - poinformował amerykański przywódca.
Po ostatnich godzinach wielkiego napięcia dla Bliskiego Wschodu i dla całego świata przyjmuję z zadowoleniem i jako znak żywej nadziei ogłoszenie natychmiastowego dwutygodniowego rozejmu - tak decyzję amerykańskiego prezydenta skomentował w środę Leon XIV. Po tych słowach na placu św. Piotra rozległy się długie brawa.
Tylko poprzez powrót do negocjacji można osiągnąć zakończenie wojny. Wzywam, by w tym czasie delikatnej pracy dyplomatycznej towarzyszyć modlitwą, wyrażając pragnienie, by gotowość do dialogu mogła stać się narzędziem rozwiązania innych sytuacji konfliktowych na świecie - apelował następca Franciszka.
Papież zaprosił wszystkich, by dołączyli do niego podczas czuwania modlitewnego w intencji pokoju na świecie, które odbędzie się w sobotę w Watykanie.
Warto przypomnieć, że wcześniej Leon XIV skrytykował apokaliptyczne zapowiedzi Trumpa dotyczące Iranu. Chodzi o ostatecznie niespełnione groźby dotyczące zagłady całej tamtejszej cywilizacji.
Jak wszyscy wiemy, padła groźba wobec całego narodu Iranu. To jest naprawdę niedopuszczalne. Trzeba odrzucić wojnę, zwłaszcza tę określoną przez wiele osób jako niesprawiedliwa. Eskalacja trwa i nie rozwiązuje niczego, powoduje światowy kryzys ekonomiczny, kryzys energetyczny i wielką niestabilność - mówił dziennikarzom papież. Należy powrócić do stołu, by znaleźć rozwiązania. I pamiętajmy szczególnie o niewinnych, o dzieciach, o ludziach starszych i chorych - apelował.
Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali w Zielonej Górze kolejnego, 23-letniego Polaka, któremu zarzuca się pomocnictwo przy umyślnym wznieceniu pożaru w czeskich Pardubicach - przekazał w środę rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński.
Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Jak przypomniał rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński, 20 marca w czeskich Pardubicach doszło do podpalenia hali produkcyjnej należącej do przedsiębiorstwa sektora zbrojeniowego.
"Na podstawie materiałów zgromadzonych przez ABW, mazowiecki wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej wszczął w tej sprawie śledztwo" - przekazał Dobrzyński na platformie X.
Podał też, że Sąd Rejonowy dla m.st Warszawy zastosował wobec mężczyzny trzymiesięczny areszt.
Poinformował również, że trzeci Polak został zatrzymany w Zielonej Górze.
Na początku kwietnia ABW informowała z kolei, że w Warszawie zatrzymano dwóch Polaków, którym zarzuca się pomocnictwo przy umyślnym wznieceniu pożaru na terytorium Czech. Chodzi o 23-letnią Aleksandrę Ż. i 22-letniego Filipa B.
Pożar wybuchł w Pardubicach w Republice Czeskiej w hali produkcyjnej należącej do przedsiębiorstwa sektora zbrojeniowego LPP HOLDING, współpracującego z izraelskim koncernem "Elbit Systems" w zakresie produkcji dronów.
Do dokonania czynu przyznała się organizacja o charakterze ekstremistycznym "The Earthquake Faction", wskazując na motywację ideologiczną oraz cel polegający na oddziaływaniu na aktywność państw i podmiotów gospodarczych współpracujących z przemysłem zbrojeniowym Izraela.
Prokuratura Krajowa informowała, że prokurator przedstawił zatrzymanym Polakom zarzuty udzielenia pomocy w sprowadzeniu pożaru hali produkcyjnej firmy sektora zbrojeniowego w Pardubicach w Republice Czeskiej, przy czym "czyn ten miał charakter terrorystyczny i zmierzał do zastraszenia wielu osób oraz zmuszenia władz Republiki Czeskiej do zaniechania określonych czynności". Grozi za to do 15 lat pozbawienia wolności.
Zatrzymani nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów i złożyli wyjaśnienia. Zostali aresztowani na trzy miesiące.
Rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Przemysław Nowak zaznaczał z kolei, że sprawa jest na początkowym etapie i prokuratura bada także, czy te działania nie były realizowane na rzecz albo na zlecenie obcego wywiadu.
Postępowanie jest prowadzone we współpracy z prokuratorami z Republiki Czeskiej, a śledztwo zostało powierzone ABW. O sprawie informowało TVP Info.
Zaskakujące słowa Kim Dzong Una. "Jest osobą otwartą i tolerancyjną"
Kim Dzong Un uważa, iż prezydent Korei Południowej Lee Jae-myung jest osobą otwartą i tolerancyjną - poinformowała rzeczniczka i siostra przywódcy Korei Północnej. Ciepłe słowa w kierunku polityka z Seulu pojawiły się po jego przeprosinach. Jednocześnie media zwracają uwagę, że pozytywna wymiana zdań między przywódcami "raczej nie zmieni radykalnie negatywnego nastawienia" Kim Dzong Una.
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Kim Dzong Un uważa, iż prezydent Korei Południowej Lee Jae-myung (z lewej) jest osobą otwartą i tolerancyjnąGoogle Maps | HEO RAN / POOL / STR / KCNA VIA KNSAFP
W skrócie
Kim Dzong Un uznał prezydenta Korei Południowej Lee Jae-myunga za osobę "otwartą i tolerancyjną" po przeprosinach za naruszenie przestrzeni powietrznej Pjongjangu.
Media jednak podkreślają, że oświadczenia obu stron nie zmieniły radykalnie negatywnego nastawienia Korei Północnej względem Korei Południowej, ale obniżyły napięcie.
Zdaniem ekspertów Korea Północna poprzez takie działania może próbować wyeliminować ryzyko eskalacji przed wizytą Donalda Trumpa w Chinach.
Jak poinformowała agencja Unian, podczas ostatniego kongresu Partii Pracy w Korei Północnej Kim Dzong Un przyjął "typowo agresywną retorykę". W trakcie wydarzenia nazywał bowiem Koreę Południową "stałym, głównym wrogiem". Ponadto groził Seulowi "całkowitym upadkiem" w przypadku prowokacji.
"The Wall Street Journal" przekazał jednak, że siostra przywódcy, która pełni funkcję rzeczniczki reżimu, powiedziała po kongresie, że Kim Dzong Un uważa, iż prezydent Korei Południowej Lee Jae-myung jest "osobą otwartą i tolerancyjną".
Korea Północna. Ciepłe słowa Kim Dzong Una w kierunku prezydenta Korei Południowej
Ciepłe słowa przywódcy Korei Północnej pojawiły się w kontekście przeprosin Lee za naruszenie przestrzeni powietrznej Pjongjangu przez południowokoreańskie drony. Kilka godzin po przeprosinach siostra Kim Dzong Una przekazała władzom z południa podziękowania swojego brata i pochwaliła "bardzo udane i mądre zachowanie".
W odpowiedzi na słowa Pjongjangu biuro prezydenta Korei Południowej wyraziło nadzieję, że takie reakcje doprowadzą do "pokojowego współistnienia na półwyspie koreańskim".
"WSJ" zauważyło, że oświadczenia te złagodziły napięcie między obydwoma krajami na tle regularnych ostrzałów obszarów przygranicznych. Jednocześnie państwa nadal pozostają w stanie wojny.
Dziennik zwraca przy tym uwagę, iż Kim Dzong Un "raczej nie zmieni radykalnie swojego negatywnego nastawienia do Korei Południowej". Jednak komplementy pod adresem Lee wskazują, że gniew Pjongjangu wobec Seulu nieco zmalał.
Konflikt na półwyspie koreańskim. Media: Kim Dzong Un chce wyeliminować ryzyko eskalacji
Dziennik dodaje ponadto, że "jest również całkiem prawdopodobne", iż poprzez takie oświadczenia Korea Północna próbuje wyeliminować ryzyko eskalacji konfliktu przed planowaną wizytą Donalda Trumpa w Chinach.
- Retoryka o deeskalacji raczej nie przyczyni się do postępu w stosunkach międzykoreańskich - stwierdził cytowany przez "WSJ" Hwang Ji-hwan, profesor stosunków międzynarodowych na Narodowym Uniwersytecie Seulskim.
Przypomnijmy, że Bloomberg informował wcześniej, że Korea Północna zniszczyła kilka osiedli w pobliżu jednej ze swoich kluczowych baz wojskowych. Według agencji może to wskazywać na plany rozbudowy infrastruktury wokół miejsc wystrzeliwania rakiet i satelitów.
Jednocześnie stacja CNN zauważyła, że - mimo iż Korea Północna jest sojusznikiem Iranu - Pjongjang stara się dystansować od Teheranui nie wspiera go w trwającej wojnie na Bliskim Wschodzie. Iran bowiem nie otrzymał Koreańczyków z północy broni ani żadnej innej pomocy.
Dodajmy, że Korea Północna wystrzeliła w środę co najmniej jeden niezidentyfikowany pocisk w kierunku Morza Wschodniego, o czym poinformowała armia Korei Południowej. To kolejny taki incydent w ciągu dwóch dni. Zdaniem południowokoreańskich mediów wtorkowa próba skończyła się porażką, przez co w środę podjęto ją ponownie.
Źródła: Unian, "The Wall Street Journal"
Bosacki w "Gościu Wydarzeń" o wysłaniu polskich żołnierzy na Bliski Wschód: Nie ma sensuPolsat News
Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych J.D. Vance odwiedził Viktora Orbána w Budapeszcie i wyraził polityczne wsparcie dla lidera Fideszu.
J.D. Vance zadeklarował gotowość współpracy z każdym przyszłym rządem Węgier i krytycznie odniósł się do Unii Europejskiej w kontekście wpływania na wybory.
Podczas wizyty ogłoszono zakup amerykańskiego LNG przez Węgry o wartości 600 mln dolarów, a kontrakt na dostawy amerykańskiej ropy uzgodniono na 500 tys. ton za pół miliarda dolarów.
Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych J.D. Vance odwiedził Viktora Orbána. Drugi najważniejszy polityk amerykańskiej administracji przyleciał do Budapesztu, by udzielić liderowi Fideszu politycznego wsparcia w wyjątkowo trudnym momencie kampanii. Kolejne sondaże opinii publicznej coraz wyraźniej sugerują bowiem, że nad Dunajem może dojść do zmiany władzy.
J.D. Vancezapewnił wprawdzie, że zwycięży Viktor Orbán, ale zarazem zadeklarował gotowość współpracy z każdym przyszłym rządem, ponieważ - jak stwierdził - "kocha Węgrów".
Warto zwrócić uwagę na gest Orbána, który towarzyszył tej wypowiedzi. Był to raczej odruch niepewności niż demonstracja pewności siebie.
Z całego dnia właśnie ta deklaracja może okazać się najważniejsza - i to nie tyle dla Fideszu, ile dla TISZY. Konferencję Vance'a i Orbána transmitowały wszystkie najważniejsze media, w tym rządowe, a także internetowe profile polityków partii rządzącej.
Oznacza to, że słowa o gotowości współpracy z każdym przyszłym zwycięzcą dotarły do bardzo szerokiego grona odbiorców - w tym zwolenników Fideszu.
J.D. Vance dał tego dnia coś obu stronom: Fidesz otrzymał publiczne wsparcie, ale TISZA - polityczne potwierdzenie, że ewentualna zmiana władzy nie oznacza międzynarodowej izolacji.
W odpowiedzi na słowa amerykańskiego wiceprezydenta Péter Magyar zapewnił, że przyszły rząd TISZY "będzie postrzegał Stany Zjednoczone jako kluczowego partnera, zarówno jako sojusznika w ramach NATO, jak i partnera gospodarczego. Z przyjemnością powitamy Prezydenta i Wiceprezydenta w Budapeszcie z okazji 70. rocznicy rewolucji węgierskiej z 1956 roku". A ta przypada już w październiku tego roku.
Wcześniej lider TISZY napisał w mediach społecznościowych:
"Żaden obcy kraj nie może ingerować w wybory na Węgrzech. To nasz kraj. Historia Węgier nie jest pisana w Waszyngtonie, Moskwie ani Brukseli - jest pisana na węgierskich ulicach i placach".
Węgry - wybory 2026. Vance burzy narracje, Trump chwali Orbána
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden wątek. Prorządowa dziennikarka próbowała uzyskać od amerykańskiego wiceprezydenta potwierdzenie tezy o zagrożeniu płynącym ze strony Ukrainy. I tu spotkał ją wyraźny zawód.
J.D. Vance przyznał bowiem wprost, że nie ma żadnej wiedzy, jakoby prezydent Ukrainy groził Viktorowi Orbánowi czy próbował go zastraszać. Nie wsparł też rządowej wersji rzeczywistości w kwestii rzekomego wpływu Ukrainy na kampanię wyborczą na Węgrzech.
Stwierdził jedynie, że "nie wydaje mu się, żeby ta sprawa jakkolwiek negatywnie wpłynęła na Viktora (…)".
To o tyle istotne, że sam Fidesz od miesięcy buduje przekaz oparty właśnie na tezie o ukraińskim zaangażowaniu i zagrożeniu płynącym z Kijowa.
Wystąpienie Vance'a zwraca uwagę również z innego powodu: pytanie zadane przez dziennikarkę od początku było skonstruowane tak, by zasugerować analogię między sytuacją na Węgrzech a oskarżeniami o ukraińskie zaangażowanie w kampanię wyborczą w USA po stronie demokratów.
Innymi słowy, próbowano zbudować prostą paralelę: skoro Ukraina miała ingerować w amerykańską politykę, może robić to także nad Dunajem.
O ile więc o samym rzekomym ukraińskim zaangażowaniu Vance nie powiedział wiele, o tyle nie zabrakło z jego strony licznych krytycznych uwag pod adresem Unii Europejskiej, oskarżanej o próbę wpływania na wynik wyborów.
Powstał w ten sposób dość osobliwy obraz: amerykański wiceprezydent najpierw atakuje zewnętrzne ingerencje w demokratyczny proces, by po chwili otwarcie poprzeć Orbána.
Jeszcze bardziej wymowny był drugi element całego wydarzenia. W trakcie kolejnego wystąpienia Vance połączył się telefonicznie z Donaldem Trumpem.
W politycznych marzeniach Viktora Orbána to właśnie sam prezydent Stanów Zjednoczonych miał pojawić się w Budapeszcie - i to nie dopiero teraz, lecz już wcześniej, choćby podczas marcowej konferencji CPAC, gromadzącej środowiska konserwatywne.
Podczas obchodów Dnia Przyjaźni Węgiersko-Amerykańskiej Vance zadzwonił więc do Trumpa, który wypowiadał się o węgierskim premierze niemal wyłącznie w superlatywach. Jak przekazał, "bardzo lubi Orbána".
Wybory na Węgrzech. Podwójne standardy Vance'a
Przewrotne jest to, że wiceprezydent USA tak wiele mówi o wpływaniu na proces wyborczy na Węgrzech, określając go wręcz jako jeden z najgorszych przykładów zagranicznej ingerencjiw kampanię wyborczą. O takie działania oskarża Unię Europejską.
Jednocześnie sam w ten sam proces wyborczy ingeruje w sposób całkowicie jednoznaczny. Z jednej strony zapewnia, że nie będzie mówił Węgrom, na kogo mają głosować, z drugiej zaś stwierdza wprost, że "musimy zrobić wszystko, by Viktor Orbán wygrał".
W tym kontekście warto przywołać sondaż pracowni Medián, opublikowany w dniu wizyty amerykańskiego wiceprezydenta.
Wśród wielu pytań zadanych respondentom znalazło się także to dotyczące obaw związanych z zewnętrznym wpływem na wybory. Wbrew antyukraińskiej obsesji rząduWęgrzy znacznie bardziej obawiają się wpływów Rosji(48 proc.) niż Ukrainy (26 proc.).
Ryzyko oddziaływania ze strony USA i Unii Europejskiej dostrzega niespełna co czwarty badany. Oczywiście rozkład tych obaw silnie wiąże się z preferencjami politycznymi.
Zwolennicy Fideszu wskazują przede wszystkim na zagrożenie ze strony Unii Europejskiej i Ukrainy, natomiast elektorat TISZY obawia się głównie Rosji i Stanów Zjednoczonych.
Wsparcie za pół miliarda
W wizycie amerykańskiego wiceprezydenta zdecydowanie warto szukać ukrytej transakcyjności. W polityce nic nie jest bowiem za darmo - nawet wtedy, gdy J.D. Vance przekonuje, że to Węgry powinny być wzorem polityki energetycznej.
Z mównicy stanowczo skrytykował przy tym "biurokratów w Brukseli", oskarżając unijne instytucje o ograniczanie suwerenności państw narodowych poprzez narzucanie wspólnej polityki i próby wymuszenia nagłej rezygnacji z rosyjskich surowców.
Paradoksem (kolejnym już podczas tej wizyty) jest jednak fakt, że to właśnie Amerykanie w największym stopniu próbują wpływać na decyzje Budapesztu dotyczące ich "suwerenności energetycznej", a więc rezygnacji z rosyjskiej ropy i gazu.
Przypomnijmy: jeszcze podczas jesiennej wizyty w WaszyngtonieViktor Orbán niespodziewanie zobowiązał się do zakupów amerykańskiego LNG o wartości 600 mln dolarów. Stało się tak mimo lat konsekwentnego wmawiania Węgrom przez rząd Fideszu, że import tego węglowodoru zza oceanu jest całkowicie nieuzasadniony ekonomicznie.
Co prawda Węgry i Słowacjętymczasowo wyłączono z amerykańskiego embarga na rosyjską ropę, ale zwolnienie to wygasa wraz z końcem tego roku.
Choć w ostatnich miesiącach obserwujemy amerykańskie sygnały o luzowaniu sankcji na rosyjskie surowce, to formalnie nikt dotąd granicznych dat nie przesunął.
W praktyce oznacza to, że do końca roku Węgry i tak powinny porzucić rosyjską ropę - i to wcale nie z powodu nacisków Brukseli, lecz właśnie w związku z reżimem sankcyjnym Waszyngtonu.
Jak wynika z medialnych doniesień, węgierski koncern MOL miał ostatecznie wyrazić zgodę na zakup amerykańskiej ropy. Wolumen dostaw ma wynieść 500 tys. ton, a ich wartość szacuje się na pół miliarda dolarów.
To pierwszy tak potężny kontrakt zawarty z partnerem z USA, stanowiący zarazem jeden z rzadkich w węgierskiej polityce przykładów faktycznej, a nie wyłącznie deklaratywnej dywersyfikacji źródeł energii.
Co jednak istotne, póki co próżno szukać jakiegokolwiek oficjalnego potwierdzenia tej transakcji w węgierskich mediach prorządowych czy choćby w depeszach państwowej agencji prasowej MTI.
Dominik Héjj
Sasin o wizycie Nawrockiego na Węgrzech: Absurdalne zarzuty wobec prezydentaPolsat NewsPolsat News
Odnotowano rosnące poparcie opozycyjnej Tiszy Petera Magyara - podają niezależne ośrodki badania opinii publicznej na Węgrzech. Z kolei w sondażach instytucji związanych z rządem większym poparciem cieszy się Fidesz premiera Viktora Orbana. Wybory na Węgrzech zaplanowano na najbliższą niedzielę. Obywatele wybiorą w nich 199 deputowanych na czteroletnią kadencję.
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Wybory na Węgrzech. Rośnie poparcie dla opozycyjnej Tiszy (od lewej: Peter Magyar, Viktor Orban)Jaap Arriens / NurPhoto / AFP | Balint Szentgallay/NurPhoto / Patrick van KatwijkGetty Images
W skrócie
Niezależne sondaże na Węgrzech wskazują na rosnące poparcie dla opozycyjnej Tiszy Petera Magyara, podczas gdy poparcie dla rządzącego Fideszu spada.
W sondażach instytucji związanych z rządem większym poparciem cieszy się Fidesz, a badania wskazują na wysoką polaryzację pokoleniową między wyborcami.
Większość Węgrów według badania Instytutu Publicus obawia się sfałszowania wyborów parlamentarnych, które odbędą się w niedzielę 12 kwietnia.
Prowadzone w ostatnich miesiącach badania opinii publicznej na Węgrzech wykazały, że scenę polityczną tego kraju zawłaszczyły niemal w całości dwa ugrupowania - rządzący Fidesz i opozycyjna Tisza.
W ostatnich tygodniach przed niedzielnymi wyborami parlamentarnymi większość niezależnych sondaży wykazywało poparcie dla Tiszy na poziomie od 49 do 58 proc. wśród zdecydowanych wyborców, przy poparciu dla Fideszu wahającym się między 35-38 proc. Badania wykazały również rosnące poparcie opozycji przy jednoczesnym spadku popularności ugrupowania rządzącego.
Wybory na Węgrzech. Sondaże: Rośnie popularność Tiszy, spada poparcie Fideszu
W opublikowanych na początku kwietnia badaniach ośrodka 21 Research Center Tisza uzyskała 56 proc. poparcia wśród zdecydowanych wyborców w porównaniu do 53 proc. na początku marca.
Z kolei 37 proc. badanych poparło Fidesz, co oznacza spadek wobec 39 proc. trzy tygodnie wcześniej. Wśród ogółu społeczeństwa kierowana przez Petera Magyara partia opozycyjna uzyskała 40 proc. poparcia, a ugrupowanie Orbana - 28 proc.
Inny sondaż z przełomu marca i kwietnia, przeprowadzony przez ośrodek Zavecz Research, wykazał, że Tisza zwiększyła przewagę do 13 punktów procentowych wśród zdecydowanych wyborców z 12 punktów procentowych w sondażu lutowym. 51 proc. badanych poparło najważniejszą na Węgrzech partię opozycyjną, a 38 proc. rządzący Fidesz.
Opublikowany pod koniec marca sondaż ośrodka Median wykazał, że Tisza uzyskała poparcie 58 proc. zdecydowanych wyborców, w porównaniu do 55 proc. miesiąc wcześniej, podczas gdy Fidesz poparło 35 proc. zdecydowanych wyborców, tyle samo co w poprzednim miesiącu. Biorąc pod uwagę ogół społeczeństwa, najważniejsza partia węgierskiej opozycji uzyskała poparcie na poziomie 46 proc., a Fidesz - 30 proc.
Węgry. Inaczej sytuacja prezentuje się w przypadku sondaży instytucji związanych z rządem
Powiązany z rządem Instytut Nezopont określił w połowie marca poparcie Fideszu na poziomie 46 proc., a Tiszy - 40. Sondaż Instytutu XXI Wieku również dał Fideszowi 46 proc. poparcia, przy 41 proc. Tiszy.
W badaniach średnio od 20 do 26 proc. ankietowanych wciąż nie wiedziało, na kogo odda swój głos. Jedyną inną partią, która w większości badań przekracza lub znajduje się na 5-procentowym progu wyborczym jest skrajnie prawicowa Mi Hazank.
Jednym z trendów odnotowanych w badaniach jest polaryzacja pokoleniowa. Młodzi wyborcy, zwłaszcza poniżej 30. roku życia, w zdecydowanej większości opowiadają się za opozycją. Ostatni sondaż 21 Research Center wykazał, że 65 proc. wyborców poniżej 30 lat popiera Tiszę, podczas gdy 14 proc. opowiada się za Fideszem.
Wyborcy w wieku powyżej 65 lat częściej wybierają ugrupowanie Viktora Orbana. W tej kategorii - jak wynika z sondaży Instytutu Republikon i Zavecz - Fidesz cieszy się 49-proc. poparciem, a Tisza 24 proc.
Również przekonanie ankietowanych o tym, kto wygra niedzielne wybory zmieniło się w ostatnim czasie na korzyść opozycji. W styczniu 44 proc. badanych przyznało, że wierzy w zwycięstwo Fideszu, w porównaniu z 37 proc. w przypadku Tiszy. W marcu jednak 47 proc. uważało, że wygra Tisza, a 35 proc., że Fidesz.
Węgrzy wybiorą 199 deputowanych do Zgromadzenia Narodowego
Badanie Instytutu Publicus wykazało natomiast na początku kwietnia, że ponad połowa Węgrów obawia się sfałszowania wyborów parlamentarnych, a spośród tych, którzy obawiają się oszustw, dwie trzecie podejrzewa o nie rządzący Fidesz, a 15 proc. - Tiszę.
W badaniu zapytano również o próby ingerencji zagranicznej w wybory. 79 proc. respondentów uznało, że inne państwa mogą w niejawny sposób wpływać na wybory, podczas gdy 18 proc. nie wierzy w taki scenariusz.
Węgrzy wybiorą w niedzielę 12 kwietnia 199 deputowanych do jednoizbowego Zgromadzenia Narodowego (Orszaggyules), z których 106 uzyska mandat w okręgach jednomandatowych, a pozostałych 93 zostanie wybranych z ogólnokrajowych list partyjnych. Kadencja parlamentarzystów trwa cztery lata.
Bosacki w "Gościu Wydarzeń" o wysłaniu polskich żołnierzy na Bliski Wschód: Nie ma sensuPolsat News
Już w tę niedzielę Węgrzy pójdą do urn. Czy po ewentualnej porażce - na którą wskazują sondaże - Viktor Orbán uzna wynik wyborów? "Wmontował w system polityczny Węgier tak dużą ilość bezpieczników, (…) że może tę przegraną uznać” - wskazał w Radiu RMF24 Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador Polski na Łotwie i w Armenii.
Gość Radia RMF24 ocenił, że system zabezpieczeń politycznych pozwoli Orbánowi zachować wpływy nawet w wypadku porażki. Stwierdził, że kwestionowanie przez niego wyniku wyborów oznaczałoby "eliminację Węgier z kręgu państw zachodu".
Jerzy Marek Nowakowski zwrócił uwagę, że sondaże, w których prowadzi opozycyjna TISZA, są przeprowadzane na terenie Węgier, a istotne są też głosy rodaków Orbána mieszkających poza ojczyzną.
Węgrzy z zagranicy, szczególnie z krajów sąsiednich, głosowali w dziewięćdziesięciu procentach na Fidesz - zauważył były dyplomata. Te głosy podlegają umiarkowanej kontroli opozycji. Można ich przywieźć ciężarówkami więcej niż w rzeczywistości zostało oddanych - dodał.
Dopytywany o to, czy spodziewa się prób fałszowania wyborów, ekspert stwierdził, że pewnie do nich dojdzie, ale nie będą mieć ostentacyjnej formy. Gdyby były otwarte, to się skończy eliminacją Węgier z Unii Europejskiej, wstrzymaniem jakichkolwiek pieniędzy, a na to Orbán nie bardzo sobie może pozwolić - ocenił Nowakowski.
Według eksperta ewentualne zwycięstwo opozycji w węgierskich wyborach oznaczałoby raczej stopniową zmianę kursu niż radykalny zwrot. To będzie powrót Węgier do głównego nurtu polityki europejskiej - ocenił gość Radia RMF24. Jednocześnie stwierdził, że ewentualnego następcę Orbána czeka "straszliwie ciężka orka na niwie wewnętrznej".
Żeby poodwracać te niedobre tendencje, które były związane z rządami Fideszu - zablokować korupcję, uzależnienie sądownictwa od władzy itd. - zwrócił uwagę.
Siedem dni na otwartym oceanie, walka z żywiołem i szczęśliwy finał. Amerykańska Straż Wybrzeża odnalazła rodzinę zaginioną na Pacyfiku. Wszyscy są cali i zdrowi.
Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziecie na rmf24.pl.
Troje członków rodziny - dwóch mężczyzn i jedna kobieta - zostało odnalezionych po tygodniu od zaginięcia ich niewielkiej łodzi na wodach zachodniego Pacyfiku. O sprawie poinformowała we wtorek Amerykańska Straż Wybrzeża.
Rodzina wypłynęła 30 marca z wyspy Fananu w archipelagu Mikronezji, kierując się w stronę pobliskiej wyspy Murillo. Podczas podróży w łodzi zepsuł się silnik i jednostka zaginęła.
Akcja poszukiwawcza objęła aż 14 tysięcy mil morskich kwadratowych. W poszukiwaniach brali udział ratownicy ze wspólnego centrum ratunkowego Straży Wybrzeża na Guam i Dystryktu Oceania. Wysłano między innymi samolot Hercules oraz załogę do wsparcia z Hawajów. Kluczowe okazały się również informacje od władz Mikronezji i ambasady USA.
Załoga kutra Straży Wybrzeża "Midgett" odnalazła rodzinę w poniedziałek u wybrzeży stanu Chuuk. Wszyscy rozbitkowie byli w dobrym stanie zdrowia. Nie odnieśli żadnych obrażeń podczas tygodniowej walki o przetrwanie na morzu.
Po akcji ratunkowej zostali bezpiecznie przetransportowani do Chuuk, skąd mogli wrócić do rodzinnej wyspy Fananu.
Nowe prawo w turystycznym raju. Grożą mandaty do 500 euro
Nawet 500 euro kary zapłacą od teraz "nagabywacze" na włoskiej wyspie Capri - zadecydowały tamtejsze władze. Zarządzenie ma pomóc zwalczyć uciążliwą dla turystów praktykę namawiania ich - jak się podkreśla - dosłownie na wszystko, od jedzenia po wycieczki łodzią. Wyspa zmaga się ze zjawiskiem "nadmiernej turystyki". Na lato zaplanowano kolejne zmiany.
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Capri. Władze wyspy wprowadziły nowe prawo. Dotyczy turystów (zdj. ilustracyjne)PAOLO MANZOAFP
W skrócie
Na wyspie Capri wprowadzono kary od 25 do 500 euro dla osób nagabujących turystów.
Od lata na Capri będzie obowiązywał zakaz przyjmowania grup turystycznych liczących ponad 40 osób.
Przewodnicy grup powyżej 20 osób będą musieli korzystać z bezprzewodowych zestawów słuchawkowych zamiast głośników.
Włoskie media przypominają, że na słynnej wyspie w Zatoce Neapolitańskiej pojawiło się wiele skarg na osoby, które zaczepiają turystów i proponują im różne usługi i atrakcje, zwłaszcza wizytę w lokalu gastronomicznym, czy zwiedzanie z przewodnikiem.
Komendant straży miejskiej Daniele De Marini opublikował rozporządzenie przeciwko takim praktykom i wszelkim przejawom nękania turystów. Przepisy obowiązujące od wtorku opracował zarząd gminy wspólnie z burmistrzem Capri Paolo Falco.
Włochy. Władze mierzą się z "nadmierną turystyką" na Capri
W dokumencie zapisano, że "zabrania się całkowicie przedstawicielom handlowym, właścicielom agencji usług turystycznych i ich współpracownikom podejmowania działań mających na celu pozyskiwanie klientów poprzez natrętne i natarczywe metody w obszarze publicznym". We wstępie mowa jest o zjawisku "nadmiernej turystyki", z którym zmaga się wyspa.
"Duża liczba turystów, którzy codziennie przemierzają centrum historyczne i strefę portową wymaga utrzymania ogólnego porządku oraz zapewnienia swobodnego ruchu pieszych i pojazdów, bez ciągłego zaczepiania i zatrzymywania przez osoby zajmujące się wszelkim pośrednictwem lub promocją towarów i usług, w tym niechcianej obnośnej reklamy wykorzystującej ulotki, broszury czy mapy" - wyjaśniły władze Capri powody wprowadzenia bardziej stanowczych środków.
Capri. Nowe przepisy dla turystów podróżujących w grupie
Na tym jednak zmiany się nie kończą Jak przekazała agencją ANSA, Capri latem wprowadzi zakaz przyjmowania grup turystycznych liczących ponad 40 osób, aby poradzić sobie z napływem turystów jednodniowych.
Zgodnie z nowymi przepisami zatwierdzonymi przez radę miasta, przewodnicy wycieczek, których grupy składają się z ponad 20 osób, będą musieli używać bezprzewodowych zestawów słuchawkowych zamiast głośników.
Przewodnicy muszą mieć przy sobie dyskretny znak, a nie parasol lub inny potencjalnie nieestetyczny przedmiot, aby móc ich rozpoznać przed grupą.
Capri, położona w Zatoce Neapolitańskiej, słynie z białych willi, wybrzeża usianego zatoczkami i ekskluzywnych hoteli.
Na stałe mieszka tu około 13 000 osób, ale latem wyspa przyciąga ogromną liczbę jednodniowych turystów. Według niektórych szacunków każdego dnia przybywa 50 000 osób.
Źródło: AFP
"Wydarzenia": Wichury przeszły przez Polskę. Za nimi nadejdą przymrozkiPolsat News
Departament sprawiedliwości USA poinformował we wtorek o zneutralizowaniu sieci kontrolowanej przez rosyjski wywiad wojskowy GRU, która służyła do tzw. DNS hijackingu, czyli kierowania użytkowników internetu na fałszywe strony. W efekcie, jak podkreślił departement, pozwoliło to odciąć hakerów od tysięcy routerów i zabezpieczyć tokeny uwierzytelniające oraz hasła ofiar przed szpiegostwem.
Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Rosyjski wywiad wojskowy wykorzystywał zainfekowane routery do manipulowania ruchem sieciowym na całym świecie. Ataki były wymierzone w osoby pracujące w sektorach wojskowym i rządowym oraz w obszarze infrastruktury krytycznej. Podmioty powiązane z GRU przejmowały kontrolę nad urządzeniami w USA i wielu innych krajach, co pozwalało im na prowadzenie działań szpiegowskich na dużą skalę.
Jak podkreślił cytowany przez agencję Reutera wicedyrektor Wydziału Cybernetycznego FBI Brett Leatherman, skala zagrożenia była tak poważna, że samo ostrzeganie opinii publicznej nie byłoby wystarczającym rozwiązaniem.
Podejmowane działania umożliwiały rosyjskim hakerom filtrowanie danych przesyłanych przez internet w celu identyfikacji konkretnych ofiar. Po zidentyfikowaniu celu przechwytywano jego nieszyfrowaną aktywność, co pozwalało na kradzież haseł, treści wiadomości mailowych oraz tokenów uwierzytelniających. Tokeny te działają jak cyfrowe klucze, które pozwalają hakerom pozostać zalogowanym na cudzym koncie bez konieczności ponownego podawania hasła.
W ramach działań o kryptonimie "Operation Masquerade" FBI zidentyfikowało zainfekowane urządzenia na terenie USA, zgromadziło dowody na wrogą aktywność, a następnie zablokowało dostęp rosyjskim agentom i przywróciło normalne funkcjonowanie sprzętu.
W neutralizacji zagrożenia wzięli udział partnerzy z 15 krajów. Przedstawiciele służb zaznaczyli, że gdyby nie podjęto tej interwencji, rosyjski wywiad wojskowy nadal przejmowałby poufne informacje, stanowiąc trwałe zagrożenie dla bezpieczeństwa cyfrowego.
Według agencji Reutera ostrzeżenia dotyczące tej samej kampanii hakerskiej wydały we wtorek również władze Wielkiej Brytanii i Niemiec.
Koncern Microsoft, analizujący sprawę jeszcze przed oficjalnym oświadczeniem Departemantu Sprawiedliwości USA, zwrócił uwagę, że jest to kolejny przykład zaawansowanych operacji wywiadowczych prowadzonych przez rosyjskie wojsko.
Z analizy ekspertów wynika, że dotkniętych mogło zostać ponad 200 organizacji oraz 5 tys. użytkowników indywidualnych. Laboratorium Black Lotus Labs, należące do firmy Lumen Technologies, doprecyzowało, że ataki koncentrowały się przede wszystkim na agencjach rządowych, resortach spraw zagranicznych i organach ścigania. Choć specjaliści nie wymienili konkretnych nazw instytucji, wskazali na to, że cele znajdowały się m.in. w USA, Europie, Afryce Północnej, Ameryce Środkowej oraz Azji Południowo-Wschodniej. Analiza ujawniła obiekty ataków rozproszone na niemal wszystkich kontynentach.
Jakie ceny ropy? Błyskawiczna reakcja po zawieszeniu broni
Dzisiaj, 8 kwietnia (07:19)
Światowe rynki szybko zareagowały na ogłoszenie przez Donalda Trumpa zawieszenia broni w wojnie z Iranem. Ceny ropy naftowej w środę bardzo mocno spadają - najsilniej od niemal 6 lat.
Ceny ropy naftowej w środę gwałtownie spadły. Tego nie było od lat.
To efekt ogłoszenia przez Donalda Trumpa zgody na dwutygodniowe zawieszenie broni z Iranem, pod warunkiem natychmiastowego otwarcia Cieśniny Ormuz.
Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.
Baryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na V kosztuje na NYMEX w Nowym Jorku 96,20 USD. To obniżka o 14,83 proc.
Brent na ICE na VI jest wyceniana po 94,46 USD za baryłkę, czyli niżej o 13,55 USD.
Ceny ropy bardzo mocno spadają i są poniżej 100 USD za baryłkę po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił, że zgodził się na pakistańską propozycję dwutygodniowego zawieszenia broni pod warunkiem, że Iran zgodzi się na natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz.
Iran zapowiedział, że pozwoli na żeglugę tym szlakiem "w koordynacji z siłami zbrojnymi Iranu".
"Na podstawie rozmów z premierem (Pakistanu - red.) Shehbazem Sharifem i marszałkiem Asimem Munirem, w których zwrócili się do mnie z prośbą o wstrzymanie wysłania niszczycielskich sił do Iranu dziś wieczorem, pod warunkiem, że Islamska Republika Iranu zgodzi się na CAŁKOWITE, NATYCHMIASTOWE i BEZPIECZNE OTWARCIE Cieśniny Ormuz, zgadzam się zawiesić bombardowanie i ataki na Iran na okres dwóch tygodni" - napisał Trump na platformie Truth Social.
Dodał, że rozejm będzie obustronny, a powodem zgody z jego strony "jest duży postęp w rozmowach na temat długoterminowego POKOJU" z Iranem.
"Otrzymaliśmy 10-punktową propozycję od Iranu i uważamy, że stanowi ona praktyczną podstawę do negocjacji. Prawie wszystkie kwestie sporne z przeszłości zostały uzgodnione między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, a okres dwóch tygodni pozwoli na sfinalizowanie i zawarcie Porozumienia" - poinformował prezydent USA.
Analitycy oceniają, że musiałoby się wydarzyć coś niezwykłego, aby ceny ropy spadły jeszcze mocniej - poniżej 80 USD za baryłkę.
"Musiałoby się wydarzyć coś naprawdę niesamowitego, aby zejść z cenami ropy poniżej 80 USD za baryłkę" - powiedział w Bloomberg TV Jason Schenker, główny ekonomista Prestige Economics LLC.
"Ale wszystko, co pójdzie nie tak w tych rozmowach USA i Iranu o zawieszeniu broni, może bardzo szybko sprawić, że ceny ropy powrócą powyżej 100 USD za baryłkę" - ostrzegł.
Analitycy wskazują, że po porozumieniu ws. zawieszenia broni spadają też ceny produktów rafinowanych, a europejskie kontrakty na diesel spadły nawet o 23 proc. - najmocniej od ponad 4 lat. "Mieliśmy rynek, na którym brakowało dobrych wiadomości" - powiedział Josh Gilbert, analityk eToro.
"Teraz obserwujemy natychmiastową wyprzedaż ropy, a ceny spadły poniżej 100 USD za baryłkę, ponieważ rynki wyceniają perspektywę ponownego otwarcia cieśniny Ormuz" - dodał.
"To pokazuje, jak duże ryzyko geopolityczne było wliczone w cenę ropy i jak szybko może ono zniknąć, gdy pojawi się wiarygodna ścieżka deeskalacji konfliktu" - podkreślił.
Ceny ropy, pomimo dużych spadków w środę, są i tak wyższe o ponad 40 proc., niż przed rozpoczęciem konfliktu USA i Izraela z Iranem pod koniec lutego.
Jakie ceny ropy? Błyskawiczna reakcja po zawieszeniu broni
Dzisiaj, 8 kwietnia (07:19)
Światowe rynki szybko zareagowały na ogłoszenie przez Donalda Trumpa zawieszenia broni w wojnie z Iranem. Ceny ropy naftowej w środę bardzo mocno spadają - najsilniej od niemal 6 lat.
Ceny ropy naftowej w środę gwałtownie spadły. Tego nie było od lat.
To efekt ogłoszenia przez Donalda Trumpa zgody na dwutygodniowe zawieszenie broni z Iranem, pod warunkiem natychmiastowego otwarcia Cieśniny Ormuz.
Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.
Baryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na V kosztuje na NYMEX w Nowym Jorku 96,20 USD. To obniżka o 14,83 proc.
Brent na ICE na VI jest wyceniana po 94,46 USD za baryłkę, czyli niżej o 13,55 USD.
Ceny ropy bardzo mocno spadają i są poniżej 100 USD za baryłkę po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił, że zgodził się na pakistańską propozycję dwutygodniowego zawieszenia broni pod warunkiem, że Iran zgodzi się na natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz.
Iran zapowiedział, że pozwoli na żeglugę tym szlakiem "w koordynacji z siłami zbrojnymi Iranu".
"Na podstawie rozmów z premierem (Pakistanu - red.) Shehbazem Sharifem i marszałkiem Asimem Munirem, w których zwrócili się do mnie z prośbą o wstrzymanie wysłania niszczycielskich sił do Iranu dziś wieczorem, pod warunkiem, że Islamska Republika Iranu zgodzi się na CAŁKOWITE, NATYCHMIASTOWE i BEZPIECZNE OTWARCIE Cieśniny Ormuz, zgadzam się zawiesić bombardowanie i ataki na Iran na okres dwóch tygodni" - napisał Trump na platformie Truth Social.
Dodał, że rozejm będzie obustronny, a powodem zgody z jego strony "jest duży postęp w rozmowach na temat długoterminowego POKOJU" z Iranem.
"Otrzymaliśmy 10-punktową propozycję od Iranu i uważamy, że stanowi ona praktyczną podstawę do negocjacji. Prawie wszystkie kwestie sporne z przeszłości zostały uzgodnione między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, a okres dwóch tygodni pozwoli na sfinalizowanie i zawarcie Porozumienia" - poinformował prezydent USA.
Analitycy oceniają, że musiałoby się wydarzyć coś niezwykłego, aby ceny ropy spadły jeszcze mocniej - poniżej 80 USD za baryłkę.
"Musiałoby się wydarzyć coś naprawdę niesamowitego, aby zejść z cenami ropy poniżej 80 USD za baryłkę" - powiedział w Bloomberg TV Jason Schenker, główny ekonomista Prestige Economics LLC.
"Ale wszystko, co pójdzie nie tak w tych rozmowach USA i Iranu o zawieszeniu broni, może bardzo szybko sprawić, że ceny ropy powrócą powyżej 100 USD za baryłkę" - ostrzegł.
Analitycy wskazują, że po porozumieniu ws. zawieszenia broni spadają też ceny produktów rafinowanych, a europejskie kontrakty na diesel spadły nawet o 23 proc. - najmocniej od ponad 4 lat. "Mieliśmy rynek, na którym brakowało dobrych wiadomości" - powiedział Josh Gilbert, analityk eToro.
"Teraz obserwujemy natychmiastową wyprzedaż ropy, a ceny spadły poniżej 100 USD za baryłkę, ponieważ rynki wyceniają perspektywę ponownego otwarcia cieśniny Ormuz" - dodał.
"To pokazuje, jak duże ryzyko geopolityczne było wliczone w cenę ropy i jak szybko może ono zniknąć, gdy pojawi się wiarygodna ścieżka deeskalacji konfliktu" - podkreślił.
Ceny ropy, pomimo dużych spadków w środę, są i tak wyższe o ponad 40 proc., niż przed rozpoczęciem konfliktu USA i Izraela z Iranem pod koniec lutego.
Wyjazd tylko za zgodą wojska? W Niemczech zawrzało, doszło do zwrotu
Niemieckie Ministerstwo Obrony, w odpowiedzi na kontrowersje wokół reformy służby wojskowej, zapewniło, że mimo nowych regulacji młodzi mężczyźni wyjeżdżający za granicę nie będą musieli każdorazowo prosić o zgodę. Ustawa ma na celu zwiększenie liczebności Bundeswehry i spełnienie celów NATO.
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Młodzi Niemcy nie będą potrzebowali pozwolenia na podróże zagraniczneDANIEL KARMANN / DPA / dpa Picture-Alliance AFP
W skrócie
Niemieckie Ministerstwo Obrony poinformowało, że młodzi mężczyźni będą mogli podróżować za granicę bez uprzedniej zgody mimo nowej ustawy o służbie wojskowej.
Ustawa nakłada obowiązek uzyskania zgody Bundeswehry na pobyt za granicą powyżej trzech miesięcy dla mężczyzn w wieku od 17 do 45 lat.
Nowe przepisy mają zwiększyć liczebność Bundeswehry i są reakcją na napięcia z Rosją oraz konieczność spełnienia celów NATO.
Mimo nowej ustawy o służbie wojskowej w Niemczech, młodzi mężczyźni nadal będą mogli podróżować za granicę bez uprzedniej zgody - poinformowało we wtorek tamtejsze Ministerstwo Obrony. Resort dodał, że w tym tygodniu wyda ogólne zwolnienie z tego obowiązku, aby uniknąć niepotrzebnej biurokracji.
Ustawa zawiera zapis nakładający na mężczyzn w wieku od 17 do 45 lat obowiązek uzyskania zgody Bundeswehry na pobyt za granicą trwający powyżej trzech miesięcy.
Jak zauważają dziennikarze niemieckiego dziennika "Der Spiegel", ten aspekt kontrowersyjnej reformy służby wojskowej w Niemczech w pierwszy momencie przeszedł praktycznie niezauważony. Dopiero po niedawnym nagłośnieniu przez portal Frankfurter Rundschau wzbudził gwałtowne dyskusje.
Nowe zasady dla Niemców. Obejmą służbę wojskową
Niemieckie Ministerstwo Obrony odniosło się do nowych przepisów, podkreślając, że w wypadku nagłego wybuchu konfliktu zbrojnego armia musi wiedzieć, że potencjalny rekrut nie znajduje się na terytorium kraju.
- Stworzono tu zatem podstawę prawną, która w razie potrzeby pozwoli na praktyczne wdrożenie obowiązkowych elementów nowej służby wojskowej - takich jak na przykład obowiązkowe badania lekarskie, które obowiązują od 1 stycznia 2026 r. - stwierdził rzecznik resortu.
Ustawa została przyjęta, aby zwiększyć liczebność Bundeswehry i spełnić cele NATO w obliczu dominującego w Niemczech przekonania, że kraj zbyt długo polegał na Stanach Zjednoczonych. Przyczyniły się do tego również napięcia z Rosją, które wywołują apele o wzmocnienie zdolności obronnych w całej Europie.
Obecnie wszyscy 18-letni mężczyźni z Niemiec przechodzą weryfikację i otrzymują listowne zapytanie, czy chcą odbyć dobrowolną służbę. Kobiety również otrzymują takie listy, jednak w przeciwieństwie do mężczyzn, nie mają obowiązku na nie odpowiadać.
Donald Trump ogłosił na Truth Social dwutygodniowe zawieszenie broni w konflikcie z Iranem i zapowiedział wznowienie ruchu w cieśninie Ormuz.
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt określiła rozejm jako "zwycięstwo Stanów Zjednoczonych" i potwierdziła, że główne cele militarne zostały osiągnięte w ciągu 38 dni.
Irańska Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego uznała rozejm za "wielkie zwycięstwo" Iranu. Szczegóły ustaleń pozostają niejasne.
Donald Trump opublikował na swojej platformie Truth Social wpis, w którym odniósł się do kwestii dwutygodniowego zawieszenia broni z Iranem. Na samym wstępie podkreślił, że to "wielki dzień dla pokoju na świecie".
"Iran tego pragnie, mają już tego dość! Podobnie jak wszyscy inni! Stany Zjednoczone Ameryki pomogą w rozładowaniu natężenia ruchu w Cieśninie Ormuz. Będzie mnóstwo pozytywnych działań! Zarobimy ogromne pieniądze" - rozpoczął.
Amerykański prezydent podkreślił następnie, że dzięki zaplanowanym działaniom "Iran będzie mógł rozpocząć proces odbudowy". Ponadto ocenił, że "może to być złoty wiek Bliskiego Wschodu"
"Będziemy zaopatrywać się we wszelkiego rodzaju zapasy i po prostu "kręcić się w pobliżu", aby upewnić się, że wszystko idzie dobrze. Jestem przekonany, że tak będzie" - zakończył.
Rozejm na Bliskim Wschodzie. Trump ogłosił "całkowite zwycięstwo"
Niedługo przed publikacją wpisu Donald Trump miał okazję rozmawiać z agencją AFP. W trakcie wywiadu podkreślił, że rozejm z Iranem to "całkowite zwycięstwo".
- Mamy transakcję obejmującą 15 punktów, z których większość została już uzgodniona. Zobaczymy, co się stanie - powiedział przywódca.
Amerykański prezydent dopytywany był także, co w sytuacji, gdy władze Iranu nie zgodzą się na zaproponowane rozwiązania i czy powróci do swoich wcześniejszych gróźb. Trump odpowiedział na to pytanie wymijająco.
Prezydent USA potwierdził jednak przy tym, że to Chiny mogły się przyczynić do nakłonienia Iranu do przystąpienia do zawieszenia umowy. - Słyszałem, że tak - ujawnił. Ponadto zapowiedział co ze wzbogacanym uranem.
- To będzie doskonale załatwione, w przeciwnym razie nie zdecydowałbym się na ten krok - zapewnił, unikając jednak odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób zostanie rozwiązana ta sprawa.
Bliski Wschód. Biały Dom o dwutygodniowym rozejmie. Szczegóły ustaleń pozostają niejasne
Dodajmy, że do kwestii przyjętego dwutygodniowego zawieszenia broni odniosła się też rzeczniczka Białego Domu, Karoline Leavitt. W opublikowanym na platformie X wpisie oceniła, że rozejm to "zwycięstwo Stanów Zjednoczonych, które stało się możliwe dzięki prezydentowi Donaldowi Trumpowi i naszemu niezwykłemu wojsku".
Leavitt podkreśliła przy tym, że prezydent USA od początku szacował, że konflikt potrwa od czterech do sześciu tygodnia. Jak zaznaczyła, ostatecznie główne cele militarne zostały osiągnięte w ciągu 38 dni.
Przedstawicielka Białego Domu oceniła, że sukces militarny USA pozwolił Trumpowi na "twarde negocjacje". Ponadto zapewniła, że prezydent Stanów Zjednoczonych doprowadził do ponownego otwarcia cieśniny Ormuz.
Należy jednak zauważyć, że szczegóły ustaleń pozostają niejasne. Jak podała stacja CNN, Irańska Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego również stwierdziła, że Teheran odniósł "wielkie zwycięstwo" i zmusił USA do przyjęcia 10-punktowego planu.
Oznaczałoby to, że Ameryka zgodziła się na wycofanie swoich sił w regionie, pozwoliła Iranowi na zachowanie kontroli nad cieśniną Ormuz oraz zaakceptowała irański program nuklearny.
Amerykański prezydent nazwał oświadczenia Rady "oszustwem" i wyraził opinię, jakoby dokument pochodził z fałszywego serwisu informacyjnego. Nakazał też zbadać sprawę. W odpowiedzi telewizja CNN oświadczyła, że uzyskała oświadczenie od irańskich oficjeli, a poza tym relacjonowały je irańskie media państwowe.
Wojna w Iranie. Trump ogłosił dwutygodniowe zawieszenie broni
Przypomnijmy, że decyzję dotyczącą dwutygodniowego zawieszenia broni na Bliskim Wschodzie Donald Trump ogłosił w nocy z wtorku na środę za pośrednictwem wpisu, który pojawił się na platformie Truth Social.
"Opierając się na rozmowach z premierem Shehbazem Sharifem oraz feldmarszałkiem Asimem Munirem z Pakistanu, w których poprosili mnie o powstrzymanie niszczycielskiej siły wysyłanej dziś wieczorem do Iranu - oraz pod warunkiem zgody Republiki Islamskiej Iranu na całkowite, natychmiastowe i bezpieczne otwarcie cieśniny Ormuz - zgadzam się na zawieszenie bombardowań i ataków na Iran na okres dwóch tygodni" - napisał Trump.
"Powodem tej decyzji jest fakt, że zrealizowaliśmy już, a nawet przekroczyliśmy wszystkie cele militarne i jesteśmy bardzo blisko definitywnego porozumienia dotyczącego długoterminowego pokoju z Iranem oraz pokoju na Bliskim Wschodzie" - stwierdził.
Amerykański prezydent potwierdził wówczas, że jego administracja otrzymała "zarys 10-punktowego planu pokojowego". "Uważamy, że jest to realna podstawa do negocjacji" - dodał.
Iran. Propozycję rozejmu przyjęto pod wpływem Chin, "w ostatniej chwili"
Niedługo po wpisie Trump przystąpienie do dwutygodniowego zawieszenia broni potwierdziły też Iran i Izrael - informował serwis Axios.
Z doniesień "New York Timesa" - który powołał się na przedstawicieli irańskich władz - wynikało, że zawieszenie broni zatwierdził nowy najwyższy przywódca kraju, ajatollah Modżtaba Chamenei. Poinformowano wówczas, że propozycję przyjęto m.in. pod wpływem Chin, które miały interweniować w tej sprawie "w ostatniej chwili".
Jednocześnie - jak podała agencja Reutera - Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego Iranu zapewniła, że "trzyma palec na spuście, a jeśli wróg popełni najmniejszy błąd, odpowiemy na to z pełną siłą".
"Wydarzenia": Wichury przeszły przez Polskę. Za nimi nadejdą przymrozkiPolsat News
Korea Północna wysłała pocisk. Seul alarmuje: Drugi dzień z rzędu
Korea Północna wystrzeliła w środę co najmniej jeden niezidentyfikowany pocisk w kierunku Morza Wschodniego (Japońskiego) - poinformowała armia Korei Południowej. To kolejny taki incydent w ciągu dwóch dni. Zdaniem południowokoreańskich mediów wtorkowa próba skończyła się porażką, przez co w środę podjęto ją ponownie. Trwa analiza parametrów pocisku.
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Korea Północna testuje pociski (zdj. ilustracyjne)STR / KCNA VIA KNS AFP
W skrócie
Korea Północna wystrzeliła w środę co najmniej jeden niezidentyfikowany pocisk w kierunku Morza Wschodniego, co było drugą taką próbą w ciągu dwóch dni.
Południowokoreańskie Dowództwo Połączonych Szefów Sztabów poinformowało, że wcześniejszy pocisk wystrzelony z rejonu Pjongjangu prawdopodobnie uległ awarii i zniknął z radarów krótko po starcie.
W ostatnich dniach trzem osobom, w tym pracownikowi wywiadu i oficerowi wojska, postawiono zarzuty za wysyłanie dronów z Korei Południowej nad terytorium Północy.
Południowokoreańskie Dowództwo Połączonych Szefów Sztabów (JCS) nie podało szczegółów próby armii Korei Północnej. Poinformowano jedynie, że wywiady Korei Południowej i USA analizują parametry pocisku.
JCS poinformowało także, że poprzedniego dnia odnotowano wystrzał z rejonu Pjongjangu. Pocisk prawdopodobnie uległ jednak awarii i zniknął z radarów krótko po starcie.
Jak podała południowokoreańska agencja Yonhap, armia tego kraju sugeruje, że wystrzelony we wtorek obiekt mógł być pociskiem balistycznym, a reżim w Pjongjangu mógł ponowić testy w środę, w związku z niepowodzeniem poprzedniego dnia.
Korea Północna testuje pociski. W tle sprawa dronów z Południa
Obie próby miały miejsce po tym, jak w poniedziałek prezydent Korei Południowej Li Dze Mjung wyraził ubolewanie z powodu wysyłania przez osoby prywatne dronów nad terytorium Północy.
W reakcji na to wpływowa siostra przywódcy Korei Północnej, Kim Jo Dzong, przekazała, że jej brat, Kim Dzong Un ocenił postawę prezydenta Korei Południowej jako "szczerą". Ostrzegł zarazem Seul przed kolejnymi, "lekkomyślnymi prowokacjami".
W połowie lutego prokuratura postawiła zarzuty w tej sprawie trzem osobom, w tym pracownikowi wywiadu i oficerowi wojska. Informowano wówczas, że między wrześniem 2025 r. a styczniem br. w sumie czterokrotnie wysłały one bezzałogowce przez granicę.
Poprzednio Pjongjang przeprowadził próby rakietowe 14 marca i była to reakcja na trwające wtedy, wspólne manewry wojsk USA i Korei Południowej. Północnokoreańskie media informowały wówczas o testach "superprecyzyjnych" wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych kalibru 600 mm.
To koniec NATO? Bosacki w "Gościu Wydarzeń": Trudno to sobie wyobrazićPolsat News