Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 7 lutego 2026

Tajny test nuklearny Chin? Zarzuty USA

Stany Zjednoczone zarzucają Chinom przeprowadzenie tajnego testu nuklearnego w 2020 roku. Podczas międzynarodowej konferencji rozbrojeniowej w Wiedniu poinformował o tym podsekretarz stanu ds. kontroli zbrojeń i bezpieczeństwa międzynarodowego Thomas DiNanno.

  • Stany Zjednoczone oskarżają Chiny o przeprowadzenie tajnego testu nuklearnego w 2020 roku.
  • Informację przekazał podczas konferencji rozbrojeniowej w Wiedniu podsekretarz stanu USA Thomas DiNanno.
  • Według USA, próbny wybuch miał miejsce 22 czerwca 2020 roku i miał siłę kilkuset ton trotylu.
  • Jak na te doniesienia reagują Chiny? Dowiesz się z tego artykułu.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

Dziś mogę ujawnić, że rząd USA jest świadomy, że Chiny przeprowadziły próby z ładunkami jądrowymi, w tym przygotowują się do prób z deklarowaną mocą rzędu setek ton - oświadczył w piątek podsekretarz stanu ds. kontroli zbrojeń i bezpieczeństwa międzynarodowego Thomas DiNanno. Dodał, że próbny wybuch miał miejsce 22 czerwca 2020 r. i miał siłę kilkuset ton.

Jak twierdzi DiNanno, Pekin, chcąc ukryć próbę, zastosował tak zwane rozdzielanie. Chodzi o wykopanie dużych rozmiarów jaskini w celu zmniejszenia aktywności sejsmicznej wywołanej eksplozją. To utrudnia jej wykrycie. Według strony amerykańskiej Pekin miał świadomość, że testy naruszały chińskie zobowiązania dotyczące zakazu próbnych eksplozji.

Zarzutów USA nie potwierdziła Organizacja Traktatu o Całkowitym Zakazie Prób Jądrowych (CTBTO). Jej sekretarz wykonawczy Rob Floyd poinformował w piątek, że 22 czerwca 2020 r. systemy CTBTO "nie wykryły żadnego zdarzenia odpowiadającego charakterystyce próbnej eksplozji jądrowej". Dodał, że nic się w tej sprawie nie zmieniło również później, po bardziej szczegółowych analizach.

Floyd wyjaśnił, że Międzynarodowy System Monitorowania stosowany przez CTBTO "jest w stanie wykryć wybuchy prób jądrowych o sile równej lub większej niż ok. 500 ton trotylu". Podkreślił, że system odnotował "wszystkie sześć prób przeprowadzonych i zadeklarowanych" przez Koreę Północną.

Portal CNN cytuje dyrektora wykonawczego Stowarzyszenia Kontroli Zbrojeń Daryla Kimballa, który stwierdził, że stacje monitorujące CTBTO mogły nie odnotować próbnej eksplozji pod warunkiem, że był to "wybuch o bardzo, bardzo niskiej sile".

Poproszony o komentarz w tej sprawie rzecznik chińskiej ambasady w Waszyngtonie Liu Pengyu powiedział, że władze w Pekinie "kierują się polityką 'nieużywania broni jądrowej jako pierwsi' i strategią nuklearną skoncentrowaną na samoobronie, a także przestrzegają moratorium na próby nuklearne".

Zapewnił też, że Chiny są gotowe współpracować ze wszystkimi stronami, aby "wspólnie bronić autorytetu Traktatu o całkowitym zakazie prób nuklearnych i chronić międzynarodowy porządek w kwestiach rozbrojenia jądrowego i nierozprzestrzeniania broni nuklearnej".

Skandaliczny wpis Trumpa o Obamach. Tak tłumaczy się prezydent

Prezydent USA Donald Trump twierdzi, że "nie widział" fragmentu nagrania zamieszczonego na jego profilu w mediach społecznościowych, na którym Barack i Michelle Obama byli przedstawieni jako małpy. Klip - z piosenką "The Lion Sleeps Tonight" - znajdował się na końcu 62-sekundowego filmu, który udostępnił sam prezydent. Film zawierał oskarżenia o oszustwa wyborcze w wyborach prezydenckich w 2020 roku. Po fali krytyki, z jaką spotkało się zamieszczenie przez Trumpa tego nagrania, został on skasowany z jego konta.

  • Donald Trump udostępnił w mediach społecznościowych nagranie, na którym Barack i Michelle Obama zostali przedstawieni jako małpy.
  • Po fali krytyki, nagranie zostało usunięte z konta Trumpa na Truth Social.
  • Jak dokładnie tłumaczył się prezydent USA? Dowiesz się z tego artykułu.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

Dziennikarze lecący z Donaldem Trumpem Air Force One dopytywali prezydenta o opublikowane na jego koncie w mediach społecznościowych nagranie, na którym Barack i Michelle Obama zostali przedstawieni jako małpy. Trump odpowiedział, że "nie popełnił błędu", gdy zapytano go, czy zamierza przeprosić.

Dodał, że widział tylko początek filmu, zanim opublikował go jego pracownik. Jak stwierdził, nie wiedział, że zawiera on takie ujęcie Obamów.

Biały Dom początkowo bronił klipu, nazywając go "internetowym memem" i zaapelował do krytyków, aby "przestali szerzyć fałszywe oburzenie".

Jednak po ostrej reakcji, między innymi ze strony kilku senatorów Partii Republikańskiej, post został usunięty z konta Trumpa w serwisie Truth Social, a urzędnik Białego Domu stwierdził, że post został "błędnie" opublikowany przez pracownika.

Klip najprawdopodobniej pochodzi z posta X, który w październiku udostępnił konserwatywny twórca memów, Xerias.

Na nagraniu widać również innych wpływowych demokratów, którzy zostali przedstawieni jako zwierzęta, m.in. kongresmenkę Nowego Jorku Alexandrię Ocasio-Cortez, burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego i byłą sekretarz stanu Hillary Clinton.

Poprzednik Trumpa w Białym Domu, Joe Biden, również przedstawiony jest jako małpa jedząca banana.

Obamowie nie skomentowali jeszcze nagrania.

Filmik był jednym z kilkudziesięciu zamieszczonych w ciągu nocy na koncie Trumpa w serwisie Truth Social.

Przyglądam się tysiącom rzeczy - powiedział prezydent w piątek na pokładzie Air Force One. Dodał, że po obejrzeniu tylko fragmentu nagrania "przekazał je ludziom, którzy zazwyczaj przyglądają się całości".

Twierdzi, że spodobało mu się przesłanie filmu na temat oszustw wyborczych, ale gdyby jego pracownicy obejrzeli całość, "prawdopodobnie mieliby na tyle rozsądku, żeby go usunąć".

Zdjęliśmy to natychmiast, gdy się o tym dowiedzieliśmy - dodał.

BBC zwróciło się do Białego Domu z prośbą o wyjaśnienia dotyczące liczby osób mających dostęp do konta prezydenta i procesu zatwierdzania wpisów.

W oświadczeniu przesłanym BBC wcześniej tego samego dnia rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt stwierdziła, że klip pochodzi z "internetowego mema przedstawiającego prezydenta Trumpa jako Króla Dżungli, a demokratów jako bohaterów 'Króla Lwa'".

"Proszę, przestańcie udawać oburzenie i napiszcie dziś o czymś, co naprawdę ma znaczenie dla amerykańskiego społeczeństwa" - dodała.

Klip z Obamą został dodany na końcu minutowego filmu, który zawierał twierdzenia o spisku wyborczym w Michigan w wyborach prezydenckich w 2020 roku. Twierdzenia te zostały obalone w ramach udanych pozwów cywilnych Dominion Voting System przeciwko niektórym firmom medialnym.

Trump wielokrotnie krytykował i atakował Obamę. Przed swoją pierwszą kadencją prezydencką Trump regularnie twierdził, że urodzony na Hawajach Obama urodził się w Kenii i w związku z tym nie ma prawa piastować urzędu prezydenta. Później przyznał, że Obama urodził się w USA.

60-letni Polak terroryzował włoskie miasteczko. W mieszkaniu trzymał arsenał

Dzisiaj, 7 lutego (09:53)

Włoska miejscowość Bracciano, położona nieopodal Rzymu, przez ostatnie tygodnie żyła w strachu. Wszystko za sprawą snajpera, który ostrzeliwał domy, samochody i mury w spokojnej dzielnicy Montebello. Sprawca został wreszcie zatrzymany przez karabinierów. Okazał się nim 60-letni Polak.

  • Włoska miejscowość Bracciano żyła w strachu przez snajpera ostrzeliwującego domy, samochody i mury w dzielnicy Montebello.
  • Sprawcą okazał się 60-letni Polak, który został zatrzymany przez karabinierów.
  • Co znaleziono w domu mężczyzny? Dowiesz się z tego artykułu.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

60-letni Polak oddawał strzały z kuchennego okna, ukrytego za okiennicami. Mierzył nawet na odległość 150 metrów, a jego celem były przypadkowe okna, samochody, a nawet drzwi przejeżdżających pojazdów. Strzelał wyłącznie w ciągu dnia, po czym znikał w mieszkaniu.

Mieszkańcy Bracciano bali się wychodzić z domów, a władze miasta przyznały, że nigdy wcześniej nie miały do czynienia z takimi zdarzeniami.

Wcześniej mężczyzna nie był notowany przez policję, nie miał konfliktów z prawem ani potwierdzonych problemów psychiatrycznych. Do miejscowości Bracciano przyjeżdżał tylko okazjonalnie, by wykonywać prace sezonowe w swoim domu. Nie był oficjalnie zameldowany w okolicy.

Śledztwo nabrało tempa, gdy policjanci z Bracciano zaczęli dostawać coraz więcej zgłoszeń od zaniepokojonych mieszkańców - uszkodzone szyby, auta z dziurami po kulach, wybite okna. 

Przełom w sprawie nastąpił 2 lutego. Policjanci zabezpieczyli teren i weszli do budynku, z którego padały strzały. Po szybkiej akcji 60-latek został zatrzymany. Na polecenie Prokuratury Generalnej w Civitavecchia został przewieziony do miejscowego więzienia, a po rozprawie sądowej objęto go aresztem domowym.

Podczas przeszukania domu Polaka w dzielnicy Montebello funkcjonariusze odkryli prawdziwy arsenał: sześć sztuk broni pneumatycznej o zmodyfikowanej konstrukcji, tłumiki, setki sztuk śrutu, mechanizmy automatycznego przeładowywania i profesjonalne urządzenia optyczne. Najpotężniejsze z zabezpieczonych karabinów miały siłę wystrzału przekraczającą legalne normy - nawet do 50 dżuli, podczas gdy włoskie prawo dopuszcza maksymalnie 7,5 dżula.

Tajemniczo o Ukrainie, z satysfakcją o Iranie. Trump komentuje

Dzisiaj, 7 lutego (08:40)

Rozmowy z Iranem w Omanie przebiegały bardzo dobrze, a Teheran "bardzo chce" zawrzeć układ ze Stanami Zjednoczonym - ocenił prezydent USA Donald Trump. Ogłosił też znaczne postępy w rozmowach dotyczących wojny w Ukrainie. Nie podał jednak żadnych szczegółów.

  • Donald Trump poinformował o "bardzo dobrych" rozmowach na temat Iranu, sugerując, że Teheran chce zawrzeć nową umowę nuklearną.
  • Trump podkreślił, że nie spieszy się z użyciem siły wobec Iranu i przypomniał o podobnej postawie wobec Wenezueli.
  • Chcesz wiedzieć, co dzieje się w kraju i na świecie? Wejdź na rmf24.pl.

Mieliśmy bardzo dobre rozmowy na temat Iranu. Wygląda na to, że Iran bardzo chce zawrzeć umowę - powiedział Trump podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie Air Force One w drodze na Florydę. Odniósł się w ten sposób do piątkowych rozmów swojego wysłannika Steve'a Witkoffa z szefem MSZ Iranu Abbasem Aragczim w Maskacie w Omanie.

Musimy zobaczyć, jaka to będzie umowa. Ale myślę, że Iran bardzo chce zawrzeć umowę, tak jak powinien był ostatnim razem (...) Może teraz będzie inaczej niż ostatnio - dodał, przywołując amerykański atak na instalacje jądrowe z czerwca ub.r.

Trump zaznaczył, że "nie jest w pośpiechu" jeśli chodzi o użycie siły w razie fiaska negocjacji. Przypomniał, że podobnie zwlekał z atakiem na Wenezuelę.

Prezydent sygnalizował też postępy w rozmowach w sprawie zakończenia wojny w Ukrainie, określając je jako "bardzo dobre".

Coś może się zdarzyć - powiedział Trump, nie rozwijając wypowiedzi.

W piątek w stolicy Omanu Maskacie odbyły się prowadzone przez to państwo rozmowy przedstawicieli Iranu i USA. Obie strony zapewniały o gotowości do wznowienia negocjacji na temat irańskiego programu nuklearnego, który budzi zaniepokojenie Zachodu.

Agencja Reutesa informowała wcześniej, że Iran podczas piątkowych negocjacji z USA w Omanie odrzucił amerykańskie wezwania do wstrzymania wzbogacania uranu. Reuters powoływał się na jednego z bliskowschodnich dyplomatów znających stanowisko Teheranu.

Źródło agencji zaznaczyło, że Iran jest jednak gotowy do dyskusji o "poziomie i czystości" wzbogacanego surowca lub alternatywnych rozwiązaniach, jak utworzenie regionalnego konsorcjum, które by się tym zajmowało.

Dyplomata dodał, że według przedstawicieli Iranu amerykańscy negocjatorzy "wydają się rozumieć ich stanowisko" i wykazują się elastycznością wobec żądań Teheranu.

Prezydent USA Donald Trump w ostatnich tygodniach wielokrotnie groził Iranowi interwencją, w tym atakiem militarnym. USA wzmocniły obecność militarną na Bliskim Wschodzie, a Iran zapowiadał, że w przypadku agresji odpowie atakiem na amerykańskie instalacje wojskowe w regionie.

Wirtualna ambasada USA w Iranie wydała w piątek komunikat, w którym zaleca Amerykanom opuszczenie tego kraju. Ostrzega też, że należy się liczyć z odwoływaniem lotów i "jeśli będzie to bezpieczne" brać pod uwagę wyjazd drogą lądową do Turcji lub Armenii.

Biały Dom przekazał, że w piątek Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, na podstawie którego jego administracja może nakładać cła wobec krajów kupujących towary albo usługi z Iranu.

W dekrecie Trumpa czytamy, że cło może zostać nałożone na towary importowane do Stanów Zjednoczonych z kraju, który bezpośrednio lub pośrednio kupuje, importuje lub w inny sposób nabywa jakiekolwiek towary lub usługi z Iranu. W dokumencie nie określono konkretnej stawki celnej, jako przykład podano 25 procent.

Wcześniej w piątek Departament Stanu USA ogłosił sankcje na 15 podmiotów, dwie osoby i 14 jednostek należących do floty cieni powiązanych z nielegalnym handlem irańską ropą, produktami naftowymi i petrochemicznymi.

Ofiary śmiertelne, milionowe straty. Pogodowy armagedon w europejskim kraju

Ofiary śmiertelne, milionowe straty. Pogodowy armagedon w europejskim kraju

Dorota Hilger

Co najmniej 14 osób zginęło, a ponad 700 zostało rannych w wyniku powodzi i wichur nękających od stycznia Portugalię. Według pierwszych szacunków łączne straty w całym kraju sięgają już co najmniej 4 mld euro. W wielu miejscach konieczna była ewakuacja. Dziesiątki tysięcy osób odciętych jest od dostaw prądu. Tymczasem nad kraj nadciąga kolejny orkan.


Zalane ulice miasta z widocznymi pod wodą drzewami i chodnikami, otoczone budynkami mieszkalnymi z czerwonymi i brązowymi dachami, perspektywa lotnicza ukazuje skalę powodzi w okolicy.

Zalane miasto Santarém w PortugaliiSTRINGER / ANADOLUAFP



W skrócie

  • W Portugalii ewakuowano 1108 osób z powodu powodzi i wichur.

  • Według premiera Luisa Montenegro straty w kraju sięgają co najmniej 4 mld euro.

  • W Hiszpanii, głównie w Andaluzji, ewakuowano 7 tys. osób z powodu zagrożenia powodziowego.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

W ogarniętej powodziami Portugalii ewakuowano do piątkowego wieczora 1108 osób. Rząd podał pierwsze szacunki dotyczące zniszczeń, jakie wywołały orkany przechodzące przez ten kraj od końca stycznia.

Jak poinformował premier Luis Montenegro podczas piątkowej wizyty w dystrykcie Santarem, na terenach ogarniętych kataklizmem łączne straty w całym kraju sięgają już co najmniej 4 mld euro.

Portugalia. Fala powodzi i wichur, gigantyczne straty


Z kolei według szacunków organizacji branżowych w rezultacie szalejących od końca stycznia wichur oraz licznych powodzi w rolnictwie oraz na terenach leśnych doszło do zniszczeń przekraczających sumę 775 tys. euro.

Z dotychczasowych danych służb medycznych Portugalii wynika, że w efekcie orkanów Ingrid, Kristin i Leonardo od końca stycznia do piątku zginęło w Portugalii co najmniej 14 osób, a ponad 700 zostało rannych.

Z powodu wichur i awarii sieci energetycznej spowodowanych przez ulewne deszcze bez prądu w sobotę rano jest blisko 100 tys. domów.

Niebezpieczna pogoda na Półwyspie Iberyjskim. Tysiące ewakuowanych


W piątek wieczorem w mieście Pombal, na zachodzie kraju, odbył się symboliczny wiec mieszkańców regionu domagających się od państwa przywróceniu dostaw prądu. Energii elektrycznej nie ma tam od 10 dni.

Do 15 lutego obowiązuje w Portugalii stan klęski żywiołowej, ale wraz nadejściem w nocy z piątku na sobotę orkanu Marta spodziewane są dalsze powodzie oraz ewakuacja ludności.

Z trudną sytuacją zmaga się także sąsiednia Hiszpania. W Andaluzji z powodu zagrożenia powodziowego ewakuowano 7 tys. osób. Z powodu ulewnego deszczu i podtopień na południu Hiszpanii zamknięto 180 dróg, w tym 140 w samej Andaluzji. Przez kilka ostatnich dni z powodu ulew i podtopień służby interweniowały niemal 9 tys. razy.


Dworczyk w ''Graffiti'': Nie jest dobrze, kiedy ambasador krytycznie wypowiada się o polskich politykachPolsat NewsPolsat News


Tragedia w rodzinie znanego rapera. Lil Jon potwierdza

  • Dzisiaj, 7 lutego (08:24)

    Amerykański raper Lil Jon przekazał tragiczne wieści o śmierci swojego syna. 27-letni syn producenta został znaleziony martwy niedaleko swojego domu. Po zgłoszeniu zaginięcia, policja szukała Nathana Smitha przez kilka dni.

    • Lil Jon potwierdził śmierć swojego 27-letniego syna.
    • Nathan Smith kilka dni temu zaginął. Co mówi policja o jego śmierci? Dowiesz się czytając cały artykuł. 
    • Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

    "Jestem głęboko zasmucony tragiczną śmiercią naszego syna, Nathana Smitha. Jego matka (Nicole Smith) i ja jesteśmy zdruzgotani" - napisał w mediach społecznościowych Lil Jon. "Nathan był najmilszym człowiekiem, jakiego można było spotkać. Był niezwykle troskliwy, rozważny, uprzejmy, pełen pasji i serdeczny - kochał swoją rodzinę i przyjaciół całym sercem" - dodał autor hitu "Turn down for What".

    Lil Jon w swoim oświadczeniu podkreślił talent i osiągnięcia swojego syna Nathana, który był nie tylko artystą i producentem muzycznym, ale także absolwentem uniwersytetu NYU. "Był kochany i doceniany, a podczas naszych ostatnich wspólnych chwil pocieszała nas świadomość, że powiedzieliśmy mu o tym ile dla nas znaczy" - podkreślił.

    Ciało Nathana Smitha zostało znalezione w stawie stawie niedaleko jego domu w Milton w stanie Georgia. We wtorek rano policja zgłosiła zaginięcie 27-latka znanego jako DJ Young Slade. Po raz ostatni widzano go właśnie tego dnia - niepokojące doniesienia mówiły o tym, że mężczyzna wybiegł nagle ze swojej rezydencji.

    Sekcja zwłok potwierdzi przyczynę śmierci 27-latka.

    "Składamy najszczersze kondolencje rodzinie Smithów w tym trudnym czasie. Prosimy społeczność oraz media o respektowanie prośby rodziny o uszanowanie prawa do prywatności, w czasie gdy jej członkowie przeżywają żałobę i próbują sobie poradzić z tą tragedią" - podała policja z Milton.

    Służby nadal prowadzą się śledztwo w sprawie śmierci Nathana Smitha. 

    Nachodzą cię myśli samobójcze? Wydaje Ci się, że znajdujesz się w sytuacji bez wyjścia? Pamiętaj, że są osoby, które chcą i mogą Ci pomóc. Dyżurują telefonicznie lub on-line:
    116 123 - kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych
    116 111 - telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
    800 12 12 12 - Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka
    800 70 2222 - Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Jednostka amerykańskiej armii i rosyjski śmigłowiec. Co zauważono w Arizonie?

  • Dzisiaj, 7 lutego (07:30)

    Portal ArmyRecognition informuje, że w pobliżu Phoenix w Arizonie został zauważony rosyjski śmigłowiec Mi-171E. Maszynę miało obsługiwać Biuro Technologii Lotniczych Armii USA (ATO).

    • W pobliżu Phoenix w Arizonie zauważono rosyjski śmigłowiec Mi-171E obsługiwany przez Biuro Technologii Lotniczych Armii USA (ATO).
    • ATO to jednostka armii USA oceniająca samoloty i śmigłowce wykorzystywane przez zagraniczne siły zbrojne i paramilitarne.
    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

    ATO to jednostka armii USA, która ocenia samoloty i śmigłowce wykorzystywane przez zagraniczne siły zbrojne i paramilitarne. Jej głównym zadaniem jest wspieranie tajnych operacji, w których amerykańskie siły specjalne nie używają rodzimego sprzętu. Chodzi o ochronę amerykańskich misji przed dekonspiracją. Dzięki temu Waszyngton może zaprzeczać, że był zaangażowany w te misje.

    Jednostka ta początkowo działała pod przykrywką 1. Rotary Wing Test Activity. W latach 80. XX w. wspierała misje przeprowadzane głównie w krajach Ameryki Środkowej. Pod koniec lat 80. jednostka została wchłonięta przez Delta Force, gdzie otrzymała miano Eskadra E. W latach 90. po raz kolejny zmieniła nazwę na Flight Concepts Division, by w pierwszej dekadzie XXI w. stać się ostatecznie Aviation Technology Office.

    Testowany przez nią sprzęt był według ustaleń portalu SOFREP, utworzonego przez weteranów wojsk amerykańskich, używany między innymi w misjach, których zadaniem było lokalizowanie amerykańskich zakładników przetrzymywanych przez zagraniczne ugrupowania terrorystyczne. Używano go także przy namierzeniu irackiego dyktatora Saddama Husajna w grudniu 2003 r., przywódcy Al-Kaidy Osamy bin Ladena w Pakistanie w maju 2011 r. oraz przywódcy terrorystów ISIS Abu Bakra al-Baghdadiego w Syrii w październiku 2019 r.

    Rosyjski śmigłowiec Mi-171E, produkowany w Kazaniu i Ułan-Ude, może przewieźć do 27 pasażerów lub po usunięciu siedzeń do 4 ton ładunku wewnątrz lub podwieszonego na zewnątrz.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

"Będę chciał wiedzieć". Sikorski odniósł się do słów ambasadora USA

"Będę chciał wiedzieć". Sikorski odniósł się do słów ambasadora USA

Mateusz Balcerek

- Będę chciał wiedzieć na ile to było stanowisko władz amerykańskich, a na ile osobiste pana ambasadora - powiedział w piątek Radosław Sikorski. Wicepremier i szef MSZ odniósł się w ten sposób do niedawnych słów Thomasa Rose'a o marszałku Sejmu Włodzimierzu Czarzastym.


Mężczyzna w garniturze udzielający wywiadu kilku stacjom telewizyjnym, w tle popiersie oraz polska flaga z godłem, wnętrze muzealne z witrynami prezentującymi eksponaty i dokumenty.

Wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski odniósł się do niedawnych słów ambasadora USA Thomasa Rose'aPolsat News.



W skrócie

  • Radosław Sikorski podczas wizyty w Chicago odniósł się do słów amerykańskiego ambasadora o marszałku Sejmu i zapowiedział chęć wyjaśnienia, czy była to opinia osobista czy stanowisko władz USA.

  • Departament Stanu USA nie odpowiedział na pytania dotyczące wypowiedzi ambasadora Rose’a ani nie potwierdził, czy zapowiadane zerwanie kontaktów z Włodzimierzem Czarzastym jest linią administracji.

  • Podczas wizyty Sikorski spotkał się z przedstawicielami władz Stanów Zjednoczonych, Polonii oraz odniósł się do kontaktów polskich polityków z amerykańskimi politykami o prorosyjskich poglądach.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Sikorski podczas briefingu dla polskich mediów w Chicago został zapytany przez dziennikarzy o zamieszanie po wypowiedzi amerykańskiego ambasadora o marszałku Sejmu.

- Ja nie zamierzam się odnosić do tego, będąc w Stanach Zjednoczonych, rozważę to po powrocie do kraju. Natomiast, będę chciał wiedzieć na ile to było stanowisko władz amerykańskich, a na ile osobiste pana ambasadora i czy tu była jakaś koordynacja z naszą opozycją - powiedział polityk.

Departament Stanu milczy ws. słów amerykańskiego ambasadora


Departament Stanu USA jak dotąd nie zabrał głosu w sprawie Rose'a i nie odpowiadał na ponawiane pytania o to, czy zapowiadane przez ambasadora zerwanie kontaktów z Czarzastym jest polityką całej administracji USA.

Szef polskiej dyplomacji odmówił sprecyzowania, co miał na myśli mówiąc o możliwej koordynacji z opozycją.

Pytany o to, czy starania administracji Trumpa , by wpływać na politykę wewnętrzną w Polsce i innych krajach zagraża politycznemu konsensusowi na temat sojuszu z Ameryką, Sikorski odparł:

- Rzeczywiście w przeszłości tak bywało, że wśród sojuszników nie ingerowaliśmy w procesy rywalizacji partyjnej w swoich krajach nawzajem i mnie się to bardziej podobało - odparł wicepremier.

Wicepremier nie odpowiedział jednoznacznie na pytanie, czy decyzja marszałka Sejmu o odmowie poparcia wniosku o nagrodę Nobla dla Donalda Trumpa była konsultowana z rządem.

Oznajmił jedynie, że "jest zawsze do dyspozycji najwyższych władz państwowych, a więc i prezydenta i drugiej osoby w państwie, jaką jest marszałek".

Sikorski skomentował wyniki gry wojennej. "Rosja nie ma zdolności ofensywnych"


Sikorski odniósł się też do piątkowego spotkania europosła i wiceprezesa PiS Patryka Jakiego z kontrowersyjną prorosyjską kongresmenką Republikanów Anną Pauliną Luną.

Minister porównał to spotkanie do kontaktów Antoniego Macierewicza z byłym kongresmenem Daną Rohrabacherem, przezywanym niegdyś "człowiekiem Putina" w Kongresie.

- Tradycja zobowiązuje (...) Wydaje mi się, że to się samo komentuje - podsumował.

Komentując opisaną w "Wall Street Journal" grę wojenną sugerującą, że Rosja już w przyszłym roku mogłaby zająć państwa bałtyckie używając do tego początkowej siły jedynie 15 tys. żołnierzy, Sikorski ocenił, że Rosja nie ma takich zdolności.

- Rosyjskie zdolności okazały się w wyniku agresji na Ukrainę znacznie słabsze, niż my sądziliśmy i niż Putin sądził, ale ich intencje okazały się jeszcze gorsze niż wielu na Zachodzie sądziło. Myślę, że dopóki Ukraina dzielnie się broni, Rosja nie ma zdolności ofensywnych - powiedział.

Dodał też, że Rosja jest obecnie w znacznie gorszej sytuacji strategicznej, niż przed wojną w Ukrainie i wciąż traci sojuszników, jak ostatnio w Wenezueli. Zaznaczył jednak, że to dobrze, że takie symulacje są prowadzone.

Wizyta szefa MSZ w USA. Wicepremier spotkał się z politykami i przedstawicielami Polonii


Sikorski zakończył w piątek w Chicago swoją trzydniową wizytę w Stanach Zjednoczonych, której głównym punktem był udział w zwołanej przez Departament Stanu konferencji na temat uniezależnienia łańcuchów dostaw minerałów krytycznych od Chin. W piątek z kolei odwiedził Chicago.

Spotkał się tam z gubernatorem stanu Illinois i potencjalnym kandydatem Demokratów na prezydenta J.B. Pritzkerem oraz burmistrzem Chicago Brandonem Johnsonem. Sikorski wyjaśnił, że przyczyną tych spotkań był fakt, że stan i miasto to jedno z największych skupisk polskiej diaspory.

Wizytę zamknęło spotkanie z przedstawicielami Polonii w Muzeum Polskim w Ameryce, podczas którego odpowiadał na uwagi i pytania Polonii na temat sytuacji w Polsce i polityki zagranicznej. Sikorski przekonywał m.in., że w Polsce nadal obowiązuje zgoda ponad podziałami w sprawie fundamentów polityki, w tym sojuszu z Ameryką. Przestrzegał też przed postrzeganiem Ukrainy i Niemców jako wroga, bo - jak podkreślał - "wrogiem jest Putin".


Brudziński w "Gościu Wydarzeń" o słowach Czarzastego: Skrajnie niemądrePolsat News


Atak na salon piękności w Grenoble. Do lokalu wrzucono granat

Atak na salon piękności w Grenoble. Do lokalu wrzucono granat

Maciej Olanicki

Co najmniej sześć osób zostało rannych w wybuchu granatu wrzuconego do salonu piękności w Grenoble - podała agencja Andalou. Wśród rannych jest pięcioletnie dziecko. W mediach społecznościowych opublikowano nagranie z zajścia. Widać na nim wrzucającego granat mężczyznę, który następnie ucieka. Sprawcy pozostają na wolności


Policjant oraz inne osoby stoją przed budynkiem oznaczonym taśmą policyjną, w tle widoczny salon kosmetyczny oraz grupka ludzi obserwująca sytuację.

Sześć osób zostało rannych w ataku z użyciem granatu na salon piękności w Grenoble na południu FrancjiBENOIT PAVANAFP



W skrócie

  • Co najmniej sześć osób zostało rannych po tym, jak nieznany mężczyzna wrzucił odbezpieczony granat do salonu piękności w Grenoble.

  • Według prokuratora celem ataku było zastraszenie właścicieli salonu. Sprawcy pozostają na wolności.

  • Przed rokiem w Grenoble w podobnych okolicznościach rannych zostało 15 osób, w tym sześć poważnie. Według prokuratury ataki to pokaz siły lokalnych grup przestępczych.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Do ataku doszło w Grenoble w południowo-zachodniej części Francji. Na nagraniach widać, że sprawców było dwóch - jeden wrzucił granat do salonu piękności, a drugi nagrywał zajście

Sześć osób, które ucierpiały w wybuchu, odniosło niegroźne obrażenia. Żadna z nich nie wymagała hospitalizacji. Wśród poszkodowanych jest pięcioletnie dziecko - podała agencja Andalou.

Atak na salon piękności w Grenoble. Prokurator: Celem było zastraszenie


Sprawców nie udało się ująć, policja prowadzi poszukiwania. Wybuch zniszczył witrynę salonu, który znajduje się na parterze wielopiętrowego budynki mieszkalnego - przekazała lokalna telewizja BFM.

Według prokurator Etienne Manteaux celem sprawców było zastraszenie właścicieli salonu.

- Dwóch mężczyzn weszło do salonu; jeden rzucił przedmiot wybuchowy, który nie miał znaczącego ładunku ani metalowych elementów, a drugi sfilmował całe zajście - powiedziała Manteaux, twierdząc, że chodziło o "demonstrację siły lokalnych grup przestępczych".

Przed rokiem w Grenoble w ataku z użyciem granatu rannych zostało 15 osób


BFM TV podała, że do podobno ataku doszło w Genoble niemal dokładnie rok temu. 12 lutego 2025 r. w ataku z użyciem granatu rannych zostało 15 osób, w tym sześć poważnie. Celem ataku był wówczas "bar w dzielnicy nękanej handlem narkotykami" - podała stacja.

Źródło: Andalou, BFM TV


Dworczyk w ''Graffiti'' o pożyczce z programu SAFE: Chodzi o rozwój Sił Zbrojnych RP na dekady. Rząd powinien to konsultowaćPolsat NewsPolsat News


Pięcioletni Liam aresztowany przez ICE ma zostać deportowany. "To odwet"

Pięcioletni Liam aresztowany przez ICE ma zostać deportowany. "To odwet"

Maciej Olanicki

Pięcioletni Liam Ramos, jeden z najmłodszych zatrzymanych przez służby ICE, ma zostać deportowany - potwierdziła rzecznik Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego USA. Wcześniej Liama wraz z ojcem na wniosek sądu wypuszczono z ośrodka detencyjnego dla migrantów. - To standardowa procedura i nie ma w niej nic odwetowego - skomentowała rzecznik. W całych Stanach Zjednoczonych kontynuowane są protesty przeciwko polityce Białego Domu.


Dwóch funkcjonariuszy ICE z napisem POLICE na kamizelkach kuloodpornych zmierza do wejścia w białym domu otoczonym śniegiem, w lewym górnym rogu znajduje się wstawione zdjęcie małego dziecka w niebieskiej czapce z białymi uszami, które patrzy w bok.

Pięcioletni Liam uwolniony po zatrzymaniu przez ICE ma zostać deportowany. Trwają protesty przeciwko brutalności służbX/RepMcClellan, Stephen Maturen / StringerGetty Images


Departament Bezpieczeństwa Krajowego uruchomił procedurę deportacyjną wobec pięcioletniego Liama, który wcześniej był zatrzymany przez służby migracyjne ICE - podała agencja Reuters.

Liam Conejo Ramos został uwolniony wraz z ojcem z ośrodka dla migrantów w niedzielę, gdzie znalazł się po zatrzymaniu podczas drogi powrotnej z przedszkola. Decyzję podjął sędzia, który działania służb migracyjnych ICE w Minnesocie określił mianem "perfidnej żądzy nieokiełznanej władzy i stosowania okrucieństwa".

Pięcioletni Liam z Minnesoty ma zostać deportowany. Prawnik oskarża rząd o odwet


O deportacji Ramosów informował wcześniej prawnik rodziny. W rozmowie z "The New York Times" twierdził, że działania DBK mają "nadzwyczajny charakter" i mogą stanowić reakcję po tym, jak o działaniach ICE za sprawą Liama usłyszał cały świat. - To odwet - powiedział dziennikowi adwokat.

Pytana o deportację rzeczniczka Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Tricia McLaughlin przekazała, że jest ona prowadzana w trybie zwyczajnym. potwierdzając tym samym zamiar usunięcia Liama z kraju.

- Są to standardowe postępowania deportacyjne. To standardowa procedura i egzekwowanie krajowych przepisów imigracyjnych nie ma charakteru odwetowego - powiedziała McLaughlin cytowana przez Reuters.

Historia pięcioletniego Liamia zatrzymanego przez ICE wstrząsnęła światem. Chłopiec miał być przynętą


Prawnik w rodziny już po zatrzymaniu Liama Ramosa i jego ojca dowodził, że rodzina przybyła do USA legalnie z Ekwadoru w 2014 r. i złożyła wniosek o azyl.

Wiele wątpliwości pojawiło się wokół okoliczności samego zatrzymania. Według służb matka dziecka miała odmówić objęcia go opieką po zatrzymaniu ojca. On sam także miał zdecydować o zatrzymaniu dziecka przy sobie w ośrodku detencyjnym - twierdziły służby.

Zupełnie inną wersję przedstawili bliscy Ramosów. Lokalny pastor stwierdził, że ciężarna matka chłopca nie otworzyła uzbrojonym funkcjonariuszom, bo bała się o życie swoje i dziecka.

Według pracowników szkoły, do której uczęszcza Liam, zatrzymanie pięcioletniego chłopca przez ICE miało "służyć jako przynęta". Funkcjonariusze liczyli na to, że dzięki temu uda się zatrzymać jego rodziców.

Źródło: Reuters, "The New York Times"


Dworczyk w ''Graffiti'' o pożyczce z programu SAFE: Chodzi o rozwój Sił Zbrojnych RP na dekady. Rząd powinien to konsultowaćPolsat NewsPolsat News


​Iran odrzuca żądania USA. Negocjacje w Omanie bez przełomu

Wczoraj, 6 lutego (21:47)

Podczas piątkowych rozmów w Omanie Iran stanowczo odrzucił amerykańskie wezwania do wstrzymania wzbogacania uranu. Choć Teheran wykazał gotowość do dalszych negocjacji, nie doszło do porozumienia w kluczowych kwestiach dotyczących programu nuklearnego.

  • Iran odmówił wstrzymania wzbogacania uranu podczas negocjacji z USA w Omanie.
  • Teheran jest otwarty na dyskusję o poziomie i czystości wzbogacanego surowca oraz alternatywnych rozwiązaniach, np. regionalnym konsorcjum.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Podczas piątkowych negocjacji w stolicy Omanu, Maskacie, Iran zdecydowanie odrzucił amerykańskie żądania dotyczące wstrzymania wzbogacania uranu. Według źródeł dyplomatycznych Teheran pozostaje nieugięty w tej sprawie, choć jednocześnie deklaruje gotowość do rozmów na temat poziomu i czystości wzbogacanego surowca. Iran rozważa także alternatywne rozwiązania, takie jak utworzenie regionalnego konsorcjum, które mogłoby nadzorować proces wzbogacania. 

Przedstawiciele Iranu podkreślają, że amerykańscy negocjatorzy wykazują się zrozumieniem i elastycznością wobec irańskich postulatów. USA zgodziły się wcześniej na zmianę miejsca rozmów z Turcji do Omanu oraz na wykluczenie innych państw Bliskiego Wschodu, które miały być obserwatorami. 

W rozmowach uczestniczyli specjalny wysłannik prezydenta USA Steve Witkoff oraz Jared Kushner, zięć Donalda Trumpa. Delegacji irańskiej przewodniczył minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi.

Chociaż obie strony wyraziły gotowość do dalszych negocjacji, nie udało się osiągnąć porozumienia w kluczowych kwestiach. Waszyngton chciał rozszerzyć temat rozmów o irański program rakiet balistycznych, wsparcie dla zbrojnych ugrupowań w regionie oraz traktowanie własnych obywateli przez władze Iranu. 

Według źródeł podczas piątkowych rozmów nie poruszano jednak tematu rakiet.

W ostatnich tygodniach prezydent USA Donald Trump wielokrotnie groził Iranowi interwencją, w tym atakiem militarnym. Stany Zjednoczone wzmocniły swoją obecność wojskową na Bliskim Wschodzie. Z kolei Iran zapowiedział, że w przypadku agresji odpowie atakiem na amerykańskie instalacje wojskowe w regionie. 

Irański dyplomata określił spotkanie w Omanie jako "dobry początek negocjacji" i zapowiedział ich kontynuację. Mimo braku przełomu, obie strony deklarują chęć dalszego dialogu w sprawie irańskiego programu nuklearnego.

W ostatnich dniach trwały przygotowania do spotkania w Omanie, ale rozbieżności między stronami były tak wielkie, że obawiano się, iż do rozmów w ogóle może nie dojść. Przedstawiciele USA wysyłali sygnały, że fiasko dyplomacji będzie oznaczać, że problemy irańskiego programu nuklearnego i zbrojeń trzeba będzie rozwiązać innymi sposobami. Głośno było o amerykańskiej marynarce wojennej krążącej w liczbie wielu okrętów w pobliżu Iranu i gotowej do podjęcia natychmiastowych działań. 

W międzyczasie na Morzu Arabskim doszło też do kilku incydentów - siły USA otworzyły m.in. ogień do jednego z irańskich dronów patrolujących rejon. Waszyngton ogłosił też nowe sankcje wobec tzw. floty cieni irańskich tankowców. 

Dzięki intensywnym zabiegom dyplomatycznym kilku państw regionu udało się uratować perspektywę rozmów - podaje Axios. 

Ruch dwóch państw na Grenlandii, otwierają konsulaty. "Na znak wsparcia"

Ruch dwóch państw na Grenlandii, otwierają konsulaty. "Na znak wsparcia"

Marta Stępień

Francja i Kanada otwierają swoje konsulaty w Nuuk, stolicy Grenlandii - informuje "The Guardian". Władze tych krajów podkreślają, że decyzja jest "znakiem wsparcia" dla Danii w jej konflikcie z administracją USA. Donald Trump wielokrotnie powtarzał, że przejęcie kontroli nad arktyczną wyspą jest istotne dla Waszyngtonu "ze względów bezpieczeństwa".


Zabudowania mieszkalne w stylu skandynawskim pokryte śniegiem. W tle góry, po prawej stronie nowoczesny budynek, a na ulicy ludzie prowadzący dzieci w wózkach oraz przechodnie w zimowych ubraniach. Na drodze ograniczenie prędkości do 30 km/h oraz samoc...

W Nuuk na Grenlandii Francja i Kanada otwierają swoje konsulatyJuliette Pavy/BloombergGetty Images



W skrócie

  • Francja i Kanada otwierają konsulaty w Nuuk, stolicy Grenlandii, aby okazać wsparcie Danii w sporze z administracją USA.

  • Zgodnie z zapowiedziami placówki mają wspierać współpracę dotyczącą kryzysu klimatycznego oraz praw rdzennych ludów Arktyki.

  • Donald Trump zapowiedział nałożenie ceł na Danię za sprzeciw wobec amerykańskich planów przejęcia Grenlandii. Wycofał się z tych groźby po rozmowach z szefem NATO i ogłosił, że osiągnięto "ramowe warunki" porozumienia.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Francja i Kanada otwierają swoje konsulaty w stolicy Grenlandii, Nuuk okazując w ten sposób poparcie dla tej arktycznej wyspy oraz samej Danii w obliczu deklaracji USA o konieczności przejęcia kontroli nad autonomicznym terytorium sojusznika Waszyngtonu w NATO - pisze brytyjski dziennik "The Guardian".

Francja i Kanada z konsulatami na Grenlandii. "Zacieśnienie współpracy"


Minister spraw zagranicznych Kanady Anita Anand udała się do Nuuk, aby zainaugurować działalność konsulatu, który - jak twierdzą urzędnicy - może również przyczynić się do zacieśnienia współpracy w kwestiach takich jak kryzys klimatyczny i prawa Inuitów, rdzennych ludów arktycznych zamieszkujących Grenlandię, Kanadę, Alaskę i Syberię.

Anand towarzyszyła gubernator generalna Kanady Mary Simon, pierwsza Inuitka na tym stanowisku.

Francuskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało z kolei, że Jean-Noël Poirier obejmie stanowisko konsula generalnego na wyspie. To oznacza, że Francja stanie się pierwszym krajem Unii Europejskiej, który otworzy swój konsulat na Grenlandii.

Francuski resort przekazał, że zadaniem Poiriera "będzie praca nad pogłębianiem istniejących projektów współpracy z Grenlandią w dziedzinie kultury, nauki i gospodarki, a także wzmacnianie więzi politycznych z lokalnymi władzami".

Kanada deklarowała otwarcie konsulatu na Grenlandii już w 2024 roku - jeszcze zanim Donald Trump zaczął mówić o przejęciu kontroli nad tym terytorium. Z kolei Francja utrzymuje, że decyzję o otwarciu placówki dyplomatycznej podjęto podczas wizyty prezydenta Emmanuela Macrona na Grenlandii w 2025 roku.

Donald Trump domaga się Grenlandii. W tle ustalenia z szefem NATO


Anita Anand spotkała się w czwartek w Danii ze swoim duńskim odpowiednikiem Larsem Løkke Rasmussenem i zamieściła w mediach społecznościowych wpis, w którym poinformowała, że "jako państwa Arktyki, Kanada i Królestwo Danii współpracują na rzecz wzmocnienia stabilności, bezpieczeństwa i współpracy w całym regionie".

Donald Trump ogłosił w styczniu, że nałoży nowe cła na Danię i siedem innych krajów europejskich, które sprzeciwiały się jego wezwaniom do przejęcia Grenlandii przez Stany Zjednoczone.

Prezydent USA nagle wycofał się z tych zapowiedzi po tym, jak stwierdził, że z pomocą sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego osiągnięto "ramowe warunki" porozumienia w sprawie dostępu do bogatego w minerały terytorium. Niewiele szczegółów na temat tego porozumienia zostało ujawnionych - zauważa "The Guardian".

W zeszłym tygodniu rozpoczęły się rozmowy techniczne między USA, Danią i Grenlandią w sprawie porozumienia dotyczącego bezpieczeństwa w Arktyce. Ministrowie spraw zagranicznych Danii i Grenlandii uzgodnili utworzenie grupy roboczej podczas spotkania z wiceprezydentem USA J.D. Vance'em i sekretarzem stanu Marco Rubio, jeszcze zanim Trump wygłosił groźby dotyczące ceł.


Dworczyk w ''Graffiti'' o pożyczce z programu SAFE: Chodzi o rozwój Sił Zbrojnych RP na dekady. Rząd powinien to konsultowaćPolsat NewsPolsat News


​Dezinformacja o dronach w Polsce na hiszpańskojęzycznej Wikipedii

  • Wczoraj, 6 lutego (21:20)

    Hiszpańskojęzyczna Wikipedia powieliła fałszywe informacje dotyczące incydentu z rosyjskimi dronami, które naruszyły polską przestrzeń powietrzną. Eksperci ostrzegają, że tego typu manipulacje mogą służyć rosyjskiej propagandzie i mieć wpływ na opinię publiczną oraz rozwój sztucznej inteligencji.

    • W hiszpańskojęzycznej Wikipedii pojawiły się nieprawdziwe informacje dotyczące rosyjskich dronów, które spadły na terytorium Polski.
    • Fałszywe treści sugerowały, że Rosja nie mogła być odpowiedzialna za atak, a winę przypisywano Ukrainie.
    • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

    Podczas monitoringu treści w Wikipedii eksperci z NASK wykryli nieprawdziwe informacje w hiszpańskojęzycznej wersji artykułu dotyczącego naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez drony podczas wrześniowego ataku Rosji na Ukrainę. W artykule sugerowano, że drony typu Gerbera nie mogły zostać wystrzelone z Rosji ze względu na ich zasięg, co miało wykluczać udział Rosji w incydencie.

    Według Filipa Szulika-Szareckiego z NASK manipulowanie treściami w Wikipedii może być atrakcyjnym narzędziem dla Federacji Rosyjskiej. Jednak na podstawie jednego przypadku nie można jednoznacznie stwierdzić, kto był autorem zmian. Ekspert podkreślił, że podobne narracje pojawiają się głównie na rosyjskojęzycznych stronach internetowych lub tych powielających rosyjską propagandę.

    Zmiany w hiszpańskojęzycznej Wikipedii wprowadził niezarejestrowany użytkownik, a fragmenty zawierające dezinformację nie odwoływały się do żadnych źródeł. To narusza zasady encyklopedii i ułatwia "zaszywanie" fałszywych narracji jako neutralnych opisów.

    Jak podkreśla rzeczniczka Wikimedia Polska, polska edycja Wikipedii stosuje specjalne filtry blokujące źródła powielające rosyjską propagandę. Każda wersja językowa Wikipedii jest jednak autonomiczna, co oznacza, że skuteczność zabezpieczeń zależy od lokalnych społeczności edytorów. 

    Eksperci ostrzegają, że dezinformacja w Wikipedii może mieć wpływ nie tylko na czytelników, ale także na rozwój modeli językowych sztucznej inteligencji, które uczą się na podstawie treści z tej encyklopedii. Przyswajanie nieprawdziwych informacji przez AI może prowadzić do powielania przekłamań w przyszłości.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Karol Nawrocki spotkał się z premier Włoch. "Doskonały stan relacji"

Karol Nawrocki spotkał się z premier Włoch. "Doskonały stan relacji"

Bartosz Przyborowski

"Rozmowa potwierdziła doskonały stan relacji dwustronnych i solidność partnerstwa między Rzymem a Warszawą" - napisał włoski rząd po spotkaniu Karola Nawrockiego z Giorgią Meloni. Prezydent Polski, który odbywa zagraniczną wizytę, odbył także rozmowę z wiceprezydentem USA J.D. Vance'em.


Dwóch ludzi w oficjalnych strojach siedzi naprzeciwko siebie na eleganckich fotelach w reprezentacyjnej sali. Po lewej stronie stoi polska flaga, po prawej włoska. W tle neutralny wystrój z obrazem na ścianie.

Karol Nawrocki podczas spotkania z premier Włoch Giorgią MeloniPres. del ConsiglioAgencja FORUM



W skrócie

  • Karol Nawrocki spotkał się z premier Włoch Giorgią Meloni podczas inauguracji XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich.

  • W trakcie spotkania omówiono współpracę gospodarczo-handlową, przemysł obronny oraz zaangażowanie dla pokoju na Ukrainie.

  • Nawrocki rozmawiał również z wiceprezydentem USA J.D. Vancem podczas recepcji olimpijskiej.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Prezydent przebywa we Włoszech w związku z inauguracją XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich.

"Rozmowa potwierdziła doskonały stan relacji dwustronnych i solidność partnerstwa między Rzymem a Warszawą. W trakcie spotkania pogłębiono kwestię współpracy w obszarze gospodarczo-handlowym oraz omówiono perspektywy dalszego jej wzmocnienia w sektorze przemysłu obronnego" - przekazał włoski rząd w komunikacie po spotkaniu szefowej rządu z polskim prezydentem w siedzibie prefektury w Mediolanie.

Jak dodano, wśród omówionych tematów znalazły się "najważniejsze kwestie międzynarodowe, ze szczególnym uwzględnieniem wspólnego zaangażowania na rzecz sprawiedliwego i trwałego pokoju dla Ukrainy".

Meloni i Nawrocki podkreślili też "strategiczne znaczenie umacniania więzi transatlantyckich jako fundamentalnego filaru stabilności i bezpieczeństwa w obliczu obecnych globalnych wyzwań".

Polityka w cieniu Igrzysk Olimpijskich. Spotkanie Nawrocki-Meloni


Kancelaria Prezydenta RP przekazała w komunikacie opublikowanym po spotkaniu, że rozmowa szefowej włoskiego rządu i Nawrockiego dotyczyła relacji dwustronnych, w tym "współpracy wojskowej, bieżących kwestii bezpieczeństwa oraz udziału Polski w pracach grupy G20".

Dodano, że prezydent przekazał Meloni gratulacje w związku z organizacją igrzysk. Dziś wieczorem (w piątek - red.) przywódcy wezmą udział w Ceremonii Otwarcia Igrzysk na Stadionie San Siro.

"W czwartek wieczorem prezydent RP wziął udział w recepcji organizowanej przez szefową Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Kirsty Coventry, podczas której rozmawiał z przywódcami, w tym z wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych J.D. Vancem" - podkreślono w komunikacie.

Karol Nawrocki zasiadł także na trybunach jednej z pierwszych konkurencji Igrzysk - łyżwiarstwie figurowym. Włoskie media donoszą, iż na tej samej widowni zasiadł również J.D. Vance z rodziną, którzy opuścili stadion po występie reprezentantów USA.


Dworczyk w ''Graffiti'' o pożyczce z programu SAFE: Chodzi o rozwój Sił Zbrojnych RP na dekady. Rząd powinien to konsultowaćPolsat NewsPolsat News


USA oskarżają Chiny. "Będziemy negocjować z pozycji siły"

Maciej Olanicki

Chiny w tajemnicy testują broń jądrową i rozbudowują arsenał poza jakimkolwiek nadzorem - powiedział Thomas DiNanno, amerykański podsekretarz stanu. Szef departamentu USA Marco Rubio twierdzi, że od 2020 r. Chiny zwiększyły arsenał jądrowy z 200 do 600 głowic, a do 2030 r. chcą mieć ich tysiąc. W czwartek wygasł traktat New START, który nakładał na USA i Rosję ograniczenia w rozwoju potencjału nuklearnego.


Wojskowe pojazdy transportujące pociski balistyczne DF-31BJ z kamuflażem na tle jasnego nieba, na pierwszym planie żołnierz w zielonym mundurze z chińską flagą na ramieniu obserwuje kolumnę pocisków.

USA oskarżyły Chiny o prowadzenie w tajemnicy testów broni jarowej i niekontrolowaną rozbudowę arsenałuVCG / ContributorGetty Images



W skrócie

  • USA oskarżają Chiny o tajne testy broni jądrowej i plany rozbudowy arsenału do tysiąca głowic do 2030 r.

  • W czwartek wygasł obowiązujący od 2010 r. traktat New START. USA i Rosji nie obowiązują żadne limity rozwoju broni jądrowej.

  • Według Marco Rubio zawarcie nowej umowy jest możliwe, jednak powinna ona objąć także Chiny.

  • Pekin odrzuca oskarżenia i nie zamierza uczestniczyć w nowej międzynarodowej umowie o kontroli zbrojeń.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Od czwartku po raz pierwszy od dekad USA i Rosji nie obowiązują żadne ograniczenia w rozbudowie arsenału jądrowego. Do zawarcia nowej umowy wezwał sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres, twierdząc, że wygaśnięcie dokumentu z 2010 r. "nie mogło nastąpić w gorszym momencie".

Według piątkowego oświadczenia sekretarza stanu Stanów Zjednoczonych Marco Rubio, nowa umowa musiałaby uwzględniać nie tylko USA i Rosję, ale także Chiny.

"Szybka i nieprzejrzysta ekspansja arsenału nuklearnego Chin od czasu wejścia w życie Nowego START-u sprawiła, że dotychczasowe modele kontroli zbrojeń oparte na dwustronnych umowach między Stanami Zjednoczonymi a Rosją stały się przestarzałe" - stwierdził Marco Rubio w oświadczeniu opublikowanym na stronach Departamentu Stanu.

USA chcą Chin w traktatach dotyczących zbrojeń nuklearnych. Rubio podał liczby


Według informacji pozyskanych przez Amerykanów Chiny w ciągu ostatnich sześciu lat potroiły liczbę swoich głowic jądrowych i obecnie mają ich 600. Rubio twierdzi, że Pekin planuje, by do końca dekady zwiększyć arsenał do tysiąca głowic.

"Porozumienie o kontroli zbrojeń, które nie uwzględnia chińskiej rozbudowy, wspieranej przez Rosję, niewątpliwie osłabi bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych i naszych sojuszników" - ocenił amerykański sekretarz stanu i zadeklarował, że propozycja zawarcia nowej, trójstronnej umowy o kontroli nad rozwojem arsenału jądrowego, została przedstawiona podczas obrad ONZ w Genewie.

"Zawsze będziemy negocjować z pozycji siły" - podkreślił Rubio.

USA oskarżają Chiny o testowanie broni jądrowej. "Nie ma żadnych ograniczeń"


Agencja AFP podała, że podczas obrad w Genewie amerykański podsekretarz stanu odpowiedzialny za kontrolę zbrojeń Thomas DiNanno, oskarżył Chiny o przeprowadzanie potajemnych testów broni jądrowej.

- W chwili, gdy tu dziś siedzimy, cały arsenał nuklearny Chin nie ma żadnych ograniczeń, nie ma przejrzystości, nie ma deklaracji ani kontroli - powiedział DiNanno w siedzibie ONZ.

Według Białego Domu Pekin przeprowadza testy broni jądrowej "o sile setek megaton" z naruszeniem zakazu, jednak stosuje taktyki maskowania wybuchów.

Chiny odrzucają oskarżenia. "Nieodpowiedzialne uwagi"


Chiny odrzucają oskarżenia USA oraz odmawiają partycypowania w nowym układzie o ograniczeniu rozbudowy arsenału jądrowego. Ambasador Chin przy ONZ Shen Jian ocenił wypowiedzi Thomasa DiNanno jako "nieodpowiedzialne uwagi".

- Państwa posiadające największe arsenały nuklearne powinny nadal wypełniać swoje szczególne i podstawowe obowiązki w zakresie rozbrojenia nuklearnego - powiedział Shen Jian.

Źródło: AFP


Gawkowski w "Gościu Wydarzeń": Marszałek Czarzasty zachował się jak mąż stanuPolsat News


"Matrioszka" uderza w Macrona. Kulisy rosyjskiej operacji

Wczoraj, 6 lutego (20:45)

Francuskie służby wykryły szeroko zakrojoną operację dezinformacyjną powiązaną z Rosją. Jej celem było rozpowszechnienie fałszywych informacji, jakoby prezydent Emmanuel Macron był zamieszany w aferę Jeffreya Epsteina. Kampania dezinformacyjna, nazwana "Matrioszka", miała na celu podważenie wiarygodności francuskiego przywódcy i destabilizację sytuacji politycznej w kraju.

  • Francuskie służby ujawniły operację dezinformacyjną powiązaną z rosyjską siatką propagandową Storm-1516.
  • Celem akcji było fałszywe powiązanie Emmanuela Macrona z aferą Jeffreya Epsteina.
  • Dezinformacja była rozpowszechniana przez fałszywe strony internetowe i media społecznościowe.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Francuskie służby Viginum, zajmujące się zwalczaniem zagranicznych ingerencji informatycznych, wykryły operację dezinformacyjną wymierzoną w prezydenta Emmanuela Macrona. Według ustaleń za akcją stoi rosyjska sieć propagandowa Storm-1516, która już wcześniej prowadziła podobne działania przeciwko zachodnim politykom.

Dezinformacja rozpoczęła się od publikacji artykułu na stronie podszywającej się pod znany francuski portal informacyjny. W tekście sugerowano, że Macron był zamieszany w aferę amerykańskiego przestępcy seksualnego Jeffreya Epsteina. Następnie fałszywe informacje były rozpowszechniane w mediach społecznościowych, głównie na platformie X (dawniej Twitter). 

Według francuskich służb za stworzeniem fałszywej strony stoi John Mark Dougan, były policjant z USA, który obecnie mieszka w Rosji. Dougan znany jest z zakładania fałszywych serwisów informacyjnych i współpracy z rosyjskimi propagandystami. Jego działania są powiązane z siecią Storm-1516, która regularnie atakuje zachodnich polityków i wykorzystuje bieżące wydarzenia do szerzenia dezinformacji.

W dokumentach amerykańskiego ministerstwa sprawiedliwości, opublikowanych pod koniec stycznia, nazwisko Emmanuela Macrona pojawia się ponad 200 razy. Jednak, jak podkreślają francuskie służby, nie ma żadnych dowodów na bezpośrednie kontakty prezydenta z Epsteinem. Wzmianki dotyczą jedynie rozmów innych osób na temat francuskiego przywódcy. 

Rosyjska kampania dezinformacyjna, nazwana "Matrioszka", obejmowała skoordynowane działania na różnych platformach społecznościowych, takich jak X, Telegram i inne. Celem było podważenie zaufania do francuskich instytucji i destabilizacja polityczna kraju. Francuskie służby apelują o ostrożność i weryfikowanie informacji pojawiających się w internecie.

Strzelał z okna, miał w domu arsenał. Polak zatrzymany we Włoszech

Mateusz Balcerek

60-letni Polak został zatrzymany przez włoskie służby w miejscowości Bracciano. W domu mężczyzny odkryto prawdziwy arsenał, m.in. sześć sztuk nielegalnej broni. Obywatel Polski miał wcześniej strzelać z okna do przypadkowych celów znajdujących się w okolicy.


Dwóch funkcjonariuszy Carabinieri stoi przy stole, na którym leży kilka sztuk długiej broni palnej, w tym karabiny oraz lunety celownicze. Mundury są wyraźnie oznaczone napisem jednostki.

60-letni Polak trzymał we włoskim mieszkaniu arsenał. Na zdjęciu: karabinierzy prezentują broń skonfiskowaną mężczyźnieCronache Cittadine/ScreenYouTube



W skrócie

  • Od tygodni mieszkańcy Bracciano słyszeli strzały w okolicy domów i samochodów.

  • Policja zatrzymała 60-letniego obywatela Polski, u którego w mieszkaniu znaleziono arsenał broni pneumatycznej.

  • Mężczyzna został oskarżony o nielegalne posiadanie i przeróbkę broni oraz uszkodzenie mienia.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Mieszkańcy dzielnicy Montebello w Bracciano od tygodni żyli w strachu przed tajemniczymi strzałami, które trafiały w domy, instalacje, mury, a nawet przejeżdżające samochody - informował włoski dziennik "Il Messaggero".

Wszystko to działo się także w ciągu dnia, a służby nie były w stanie zlokalizować źródła strzałów.

Mieszkańcy byli przerażeni incydentami. Do lokalnych karabinierów trafiały skargi o poważnym zagrożeniu bezpieczeństwa mieszkańców.

Włochy. Polak zatrzymany za strzelanie do aut i budynków


Rozpoczęto szeroko zakrojone śledztwo. Mundurowi ustalili, że strzały do aut i budynków oddano najprawdopodobniej z broni pneumatycznej, tzw. wiatrówki.

Karabinierom udało się zlokalizować budynek i mieszkanie, z którego padały strzały. Rozpoczęła się skomplikowana operacja, która wymagała zabezpieczenia pobliskich domów przed napastnikiem. Następnie służby rozpoczęły szturm na lokal zajmowany przez podejrzanego.

Po początkowym oporze mężczyzna otworzył drzwi, umożliwiając służbom wejście i przeszukanie pomieszczeń.

Okazało się, że sprawcą zamieszania jest 60-letni obywatel Polski bez przeszłości kryminalnej. Został on oskarżony o nielegalne posiadanie broni palnej, jej niedozwoloną przeróbkę oraz uszkodzenie mienia.

Arsenał w domu 60-letniego Polaka


W domu 60-latka odkryto prawdziwy arsenał, m.in. stół ustawiony w kuchni do precyzyjnego strzelania, specjalistyczne narzędzia do strzelania tarczowego, czy kilka sztuk broni pneumatycznej, z których co najmniej trzy miały moc przekraczającą dozwolone prawem limity.

Oprócz broni znaleziono tłumiki, setki sztuk śrutu różnego kalibru, automatyczne systemy przeładowania z cylindrami i kompresorami, a także drogie przyrządy optyczne do strzelania na duże odległości.

Śledztwo pozwoliło ustalić, że trafione cele znajdowały się w odległości ponad 150 metrów od miejsca strzelania, co potwierdza siłę ognia stanowiącą poważne zagrożenie dla domów i przejeżdżających samochodów, a tym samym dla bezpieczeństwa obywateli.

Na polecenie Prokuratury Generalnej przy sądzie w Civitavecchii mężczyzna został zatrzymany i przewieziony do więzienia w Civitavecchii. Lokalny sąd zdecydował, że poczeka on na ogłoszenie wyroku w areszcie tymczasowym.

Źródło: "Il Messaggero"


Gawkowski w "Gościu Wydarzeń" o Czarzastym: Bardziej ma się z czego tłumaczyć pan prezydentPolsat News


Rozmowy w Omanie: Czy uda się powstrzymać wojnę między USA i Iranem?

Wczoraj, 6 lutego (19:35)

Po raz pierwszy od ubiegłorocznej wojny dwunastodniowej przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i Iranu spotkali się twarzą w twarz na rozmowach dotyczących programu nuklearnego. Negocjacje w Omanie, mogą być początkiem nowego etapu w relacjach obu krajów, choć na razie nie padły żadne przełomowe deklaracje.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

W piątek w stolicy Omanu, Maskacie, odbyły się kilkugodzinne negocjacje pomiędzy delegacjami USA i Iranu. Było to pierwsze takie spotkanie od czasu dwunastodniowego konfliktu z czerwca ubiegłego roku. Rozmowy rozpoczęły się o godzinie 10:00 czasu lokalnego i trwały do 18:00. Gospodarzem i głównym mediatorem był minister spraw zagranicznych Omanu, Badr al-Bousaidi.

W skład amerykańskiej delegacji weszli m.in. specjalny wysłannik Białego Domu Steve Witkoff, doradca prezydenta Donalda Trumpa i jego zięć Jared Kushner oraz dowódca CENTCOM admirał Brad Cooper. Iran reprezentował minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi wraz z zastępcami.

W ostatnich dniach trwały przygotowania do spotkania w Omanie, ale rozbieżności między stronami były tak wielkie, że obawiano się, iż do rozmów w ogóle może nie dojść. Przedstawiciele USA wysyłali sygnały, że fiasko dyplomacji będzie oznaczać, że problemy irańskiego programu nuklearnego i zbrojeń trzeba będzie rozwiązać innymi sposobami. Głośno było o amerykańskiej marynarce wojennej krążącej w liczbie wielu okrętów w pobliżu Iranu i gotowej do podjęcia natychmiastowych działań.

W międzyczasie na Morzu Arabskim doszło też do kilku incydentów - siły USA otworzyły m.in. ogień do jednego z irańskich dronów patrolujących rejon.

Dzięki intensywnym zabiegom dyplomatycznym kilku państw regionu udało się uratować perspektywę rozmów - podaje Axios. Jak podkreślił minister al-Bousaidi, spotkanie miało "bardzo poważny" charakter, a obie strony "wyjaśniły swoje stanowiska i zidentyfikowały obszary możliwego postępu".

Minister Araghchi ocenił atmosferę rozmów jako "bardzo pozytywną" i zaznaczył, że negocjacje muszą odbywać się "w spokojnej atmosferze, bez napięć i gróźb". Strona amerykańska nie wydała oficjalnego komunikatu na temat przebiegu spotkania.

Stany Zjednoczone chciały prowadzić rozmowy dwutorowo: oprócz kwestii nuklearnej poruszyć także temat irańskiego programu rakietowego i wspierania sieci sojuszników Teheranu w regionie. Jednak, jak poinformował Araghchi, omawiano wyłącznie sprawy nuklearne. 

"Nie rozmawiamy z Amerykanami o żadnych innych kwestiach" - podkreślił w rozmowie z mediami państwowymi.

USA zgodziły się także na zmianę miejsca rozmów z Turcji do Omanu oraz na wykluczenie innych państw Bliskiego Wschodu, które miały być obserwatorami. Amerykańscy urzędnicy przyznali, że zaakceptowali irańskie warunki, by wysłuchać stanowiska Teheranu, choć nie spodziewali się przełomu.

W międzyczasie Waszyngton ogłosił nowe sankcje wobec tzw. floty cieni irańskich tankowców.

Według informacji przekazanych przez amerykańskiego urzędnika portalowi Axios, w najbliższych dniach planowana jest druga runda rozmów. "To był dobry początek, ale kontynuacja zależy od konsultacji, które musimy przeprowadzić w naszych stolicach i decyzji, jak dalej postępować" - powiedział Abbas Araghchi.

Spór o Wyspy Czagos nabiera tempa. Malediwy podejmują zdecydowane kroki

Wczoraj, 6 lutego (19:18)

Malediwy chcą zablokować umowę między Londynem a Port Louis o przeniesieniu suwerenności nad Wyspami Czagos na Mauritius. W związku z tym wszczęły postępowanie sądowe i wysłały okręt wojenny oraz drony na wody północnej części spornego archipelagu.

  • Malediwy sprzeciwiają się umowie przekazującej Wyspy Czagos Mauritiusowi.
  • Prezydent Malediwów ogłosił wszczęcie postępowania sądowego i wysłanie okrętu wojennego oraz dronów na sporne wody.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Prezydent Malediwów Mohamed Muizzu poinformował parlament o wszczęciu postępowania sądowego, które ma zablokować umowę między Wielką Brytanią a Mauritiusem dotyczącą przekazania suwerenności nad Wyspami Czagos. W ramach protestu Malediwy wysłały okręt wojenny oraz drony na wody północnej części archipelagu, przejmując kontrolę nad spornym obszarem.

Malediwy podkreślają, że w wyniku brytyjsko-maurytyjskiej umowy mogą stracić ponad 45 tys. km² terytorium morskiego. Kraj nie zgadza się z orzeczeniem Międzynarodowego Trybunału Prawa Morza (ITLOS) z 2023 roku, które przyznało Malediwom 92,6 tys. km² spornego obszaru, ale odebrało im 45,3 tys. km² dotychczasowej wyłącznej strefy ekonomicznej.

Prezydent Muizzu zapewnił, że Malediwy wysłały już dwa listy do premiera Wielkiej Brytanii, argumentując, że ich roszczenia do Wysp Czagos są silniejsze niż Mauritiusu. Malediwy powołują się na historyczne korzystanie z wysp przez lokalnych rybaków przez ponad 2 tysiące lat.

Wyspy Czagos położone są około 500 km na południe od Malediwów i ponad 2,2 tys. km od Mauritiusu. Formalnie archipelag był administrowany przez Mauritius do 1965 roku, kiedy to został przyłączony do Brytyjskiego Terytorium Oceanu Indyjskiego. W 2025 roku Wielka Brytania i Mauritius podpisały umowę o przekazaniu Czagos Mauritiusowi, z zastrzeżeniem utrzymania przez 99 lat bazy wojskowej Diego Garcia, wykorzystywanej przez USA i Wielką Brytanię.

Umowa o przekazaniu Wysp Czagos Mauritiusowi nie weszła jeszcze w życie - wymaga ratyfikacji przez brytyjski parlament. Spór o archipelag ma nie tylko wymiar terytorialny, ale także strategiczny, ze względu na obecność jednej z najważniejszych baz wojskowych na Oceanie Indyjskim.

Polskie wątki w aferze Epsteina. Żurek: Mamy wreszcie ślady

Polskie wątki w aferze Epsteina. Żurek: Mamy wreszcie ślady

Bartosz Przyborowski

W celu dokładnego zbadania polskich wątków w tzw. aferze Jeffreya Epsteina zespół będzie musiał zwrócić się do Stanów Zjednoczonych o udostępnienie pełnej dokumentacji - przekazał w piątek Waldemar Żurek. Chodzi także o nieujawnione dotychczas elementy.


Mężczyzna w garniturze przemawia do mikrofonu na tle niebieskiej ścianki z logotypami i flagi Unii Europejskiej, trzyma w rękach kartkę papieru.

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek będzie kierował zespołem ds. afery EpsteinaTomasz Jastrzebowski Reporter



W skrócie

  • Zespół pod kierownictwem Waldemara Żurka ma zbadać polskie wątki w sprawie Jeffreya Epsteina.

  • Planuje się wystąpienie do Stanów Zjednoczonych o udostępnienie nieujawnionej dokumentacji dotyczącej afery.

  • W skład zespołu wejdą prokuratorzy oraz funkcjonariusze służb i policji, a jego prace obejmą analizę możliwego werbunku kobiet z Polski.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

- Na pewno będziemy musieli wystąpić do Stanów Zjednoczonych o udostępnienie dokumentacji, która nie została ujawniona - zapowiedział Waldemar Żurek, pytany podczas piątkowej konferencji o przyszłą pracę zespołu. Dodał jednak, że najpierw zespół będzie analizował dostępny materiał.

Sprawa Jeffreya Epsteina. Specjalny zespół zbada polskie wątki


Żurek odniósł się także do informacji, że dwoje Polaków przez lata pracowało u boku Epsteina. - Mamy wreszcie ślady, że ten werbunek kobiet, być może także nieletnich, odbywał się w Polsce - dodał minister sprawiedliwości.

Pełny skład zespołu, który będzie badał sprawę ma zostać ogłoszony w przyszłym tygodniu. W jego skład mają wejść prokuratorzy oraz funkcjonariusze służb i policji. Żurek podkreślił, że zespół będzie podzielony za część analityczną oraz śledczą.

Polska komisja, jak podkreślił minister sprawiedliwości, będzie podejmowała współpracę z zespołami istniejącymi już w innych krajach. - Ale my mamy do wykonania bardzo dużo pracy tutaj - zaznaczył.

Trzy miliony dokumentów, pojawia się polski wątek. Powołano zespół śledczy


Pod koniec stycznia amerykański departament sprawiedliwości opublikował około trzy mln stron dokumentów z akt spraw dotyczących amerykańskiego finansisty i przestępcy seksualnego Jeffreya Epsteina.

Zawierają one m.in. korespondencję Epsteina z prominentnymi osobami z różnych państw, w tym z politykami, albo wzmianki o nich. Epstein został w 2008 r. skazany przez sąd stanowy na Florydzie za wykorzystywanie seksualne nieletnich.

W 2019 r. prokuratura federalna postawiła mu zarzuty handlu nieletnimi w celu wykorzystywania seksualnego. W tym samym roku zmarł w areszcie.

Decyzję o utworzeniu zespołu, który ma zająć się polskimi wątkami afery Epsteina ogłosił we wtorek premier Donald Tusk. Szef rządu powiedział wtedy, że zespół zbada m.in. ewentualne przypadki wykorzystania dzieci, a także podnoszoną przez ekspertów kwestię zaangażowania rosyjskich służb.

Minister Żurek zapowiedział wówczas, że zespół analityczny będzie chciał dowiedzieć się m.in., jakie osoby mogły potencjalnie brać udział w procederze, czy były do niego werbowane również Polki i czy były to osoby pełnoletnie.


Dworczyk w ''Graffiti'' o pożyczce z programu SAFE: Chodzi o rozwój Sił Zbrojnych RP na dekady. Rząd powinien to konsultowaćPolsat NewsPolsat News


❌