Widok czytania

Szybciej i wygodniej. Lotnisko w Katowicach inwestuje w nowoczesne bramki

  • Na lotnisku Katowice zostanie zainstalowanych 15 bramek automatycznej kontroli granicznej (ABC - Automated Border Control). Inwestycja ma poprawić przepustowość przejścia granicznego i zwiększyć komfort pasażerów. Koszt zakupu urządzeń - łącznie 10 mln zł - został podzielony między budżet państwa (7 mln zł) oraz zarządcę portu, Górnośląskie Towarzystwo Lotnicze (3 mln zł).

    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco. 

    Przetarg na dostawę urządzeń został już rozstrzygnięty.

    Jak podkreśla wojewoda śląski Marek Wójcik, dynamiczny rozwój lotniska wymaga dostosowania infrastruktury granicznej. Dzięki nowym bramkom liczba stanowisk kontroli granicznej wzrośnie dwukrotnie. Jeszcze w tym roku pięć bramek ABC pojawi się w terminalu odlotowym A (non-Schengen), gdzie dotąd działało osiem konwencjonalnych stanowisk. Po zmianach pozostanie tam sześć tradycyjnych bramek.

    W terminalu przylotowym C, który po wakacjach przejdzie rozbudowę, docelowo - przed sezonem letnim 2027 roku - działać będzie dziesięć bramek ABC i sześć konwencjonalnych.

    Bramki ABC to zaawansowane urządzenia biometryczne, umożliwiające samodzielną odprawę pasażerów poprzez szybkie skanowanie dokumentów i automatyczną weryfikację danych.

    Prezes GTL Artur Tomasik podkreśla, że Katowice Airport spodziewa się kolejnego rekordu liczby obsłużonych pasażerów. W 2025 roku z usług lotniska skorzystało 7,3 mln osób, a prognozy na 2026 rok mówią o 7,9 mln podróżnych. Port im. Wojciecha Korfantego jest liderem w segmencie ruchu czarterowego i jednym z największych lotnisk cargo w kraju.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Pogotowie strajkowe w Polskiej Grupie Górniczej. Związkowcy piszą do premiera

  • Gorąca atmosfera w śląskich kopalniach. W Polskiej Grupie Górniczej związki zawodowe ogłosiły w środę pogotowie strajkowe. List w tej sprawie skierowano do premiera i ministra energii.

    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

    Jak ustalił reporter RMF FM Marcin Buczek, decyzja jest podyktowana obecną sytuacją spółki.

    Według związkowców jest ona zła.

    Pieniędzy na funkcjonowanie może wystarczyć tylko do czerwca i jeśli nie będzie szybkich rozwiązań w ciągu kilku miesięcy, zdaniem związkowców, może dojść nawet do upadłości.

    Po ogłoszeniu pogotowia w kopalniach będą teraz tworzone sztaby protestacyjno-strajkowe.

    Rząd ma czas na reakcję do końca tego tygodnia.

    Jeśli tak się nie stanie, w przyszłym tygodniu planowane jest spotkanie organizacji związkowych, które zdecydują, co dalej.

    Polska Grupa Górnicza to największe przedsiębiorstwo górnicze w Polsce, zajmujące się wydobyciem węgla kamiennego. Powstała w 2016 roku i skupia kilka kopalń oraz zakładów, dostarczając surowiec głównie dla energetyki i przemysłu.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Kopalnia Wujek zmieni oblicze. Zwycięski projekt otwiera nowy rozdział miasta

Dzisiaj, 8 kwietnia (07:44)

Firma P.A. Nova zwyciężyła w konkursie na koncepcję urbanistyczną zagospodarowania terenów po kopalni Wujek w Katowicach. Wyniki konkursu posłużą do opracowania dokumentów planistycznych, które określą nowe funkcje obszaru. Chronione ma być także dziedzictwo historyczne zakładu.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Konkurs, ogłoszony przez katowicki samorząd w grudniu 2025 roku, obejmował około 100 hektarów terenów położonych między torami kolejowymi, ulicami Ligocką i Mikołowską oraz autostradą A4. Kluczowym założeniem zwycięskiej koncepcji było wyjście poza ścisły obszar kopalni i powiązanie nowej dzielnicy z resztą miasta, w tym z centrum Katowic i nowym stadionem miejskim.

Projektanci zaproponowali, by usługi skoncentrować w północnej części, przy autostradzie i linii kolejowej, a zabudowę mieszkaniową ulokować na południe od kopalni. Funkcje naukowe i kulturalne mają powstać w bezpośrednim sąsiedztwie historycznych budynków kopalni, z możliwością budowy nowych obiektów. W południowej części przewidziano przestrzeń sportową.

Projekt przewiduje nowe połączenia komunikacyjne, m.in. z ulicą Załęską Hałdy oraz wewnętrzną drogę obsługującą teren. Wiceprzewodnicząca sądu konkursowego, architekt miasta Katowice Aleksandra Tomkiewicz, podkreśliła, że zwycięska praca najlepiej realizuje ideę zwartego miasta, łącząc potencjał dziedzictwa przemysłowego z potrzebą zachowania pamięci o najnowszej historii.

Prezydent Katowic Marcin Krupa zaznaczył, że zagospodarowanie terenów pokopalnianych to proces na 30-40 lat, a zwycięska koncepcja będzie głównym drogowskazem dla przyszłych planów.

"Do 21 kwietnia w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności można oglądać wystawę prac pokonkursowych" - poinformował prezydent.

Tereny kopalni Wujek są atrakcyjne ze względu na lokalizację i istniejącą infrastrukturę. Miasto planuje, by poza funkcjami mieszkaniowymi, znalazły się tam także przestrzenie kulturalne, naukowe i usługowe. Przed ogłoszeniem konkursu współpracę w sprawie przyszłości tego obszaru zadeklarowały Polska Grupa Górnicza, samorządy Katowic i województwa śląskiego oraz Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia.

Kopalnia Wujek to miejsce szczególne w historii Polski - 16 grudnia 1981 roku podczas pacyfikacji strajku zginęło tam dziewięciu górników. Pamięć o tych wydarzeniach pielęgnuje Śląskie Centrum Wolności i Solidarności, które działa w dawnych budynkach kopalni. Trwa rozbudowa jego siedziby, a Wojewódzki Konserwator Zabytków rozpoczął procedurę objęcia ochroną konserwatorską siedemnastu historycznych obiektów kopalni.

  •  

Sąd podjął decyzję ws. prezydenta Częstochowy. Chodzi o areszt

Marcin Czekaj

Prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk nie trafi do aresztu. Sąd Okręgowy w Katowicach nie uwzględnił bowiem zażalenia prokuratury na decyzję sądu rejonowego w tej sprawie. Samorządowiec podejrzany jest o przyjmowanie korzyści majątkowych. Matyjaszczyk utrzymuje jednak, że padł ofiarą pomówienia.


Prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk

Sąd podjął decyzję ws. aresztu dla prezydenta Częstochowy Krzysztofa MatyjaszczykaGrzegorz SkowronekAgencja Wyborcza



W skrócie

  • Sąd Okręgowy w Katowicach nie uwzględnił zażalenia prokuratury na decyzję o niearesztowaniu prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka.

  • Prokuratura Krajowa przedstawiła Matyjaszczykowi dwa zarzuty dotyczące przyjmowania korzyści majątkowych na łączną kwotę co najmniej 169 tys. zł.

  • Obrońca Matyjaszczyka poinformował o złożeniu zażalenia na wolnościowe środki zapobiegawcze, w tym odsunięcie od obowiązków służbowych.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Wcześniej na aresztowanie prezydenta Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyka nie zgodził się katowicki sąd rejonowy. Z kolei w środę sąd okręgowy zajmował się zażaleniem prokuratury na tamtą decyzję.

Informację o decyzji sądu okręgowego przekazali dziennikarzom Karol Zok ze śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej oraz Matyjaszczyk i jego obrońca. Prezydent Częstochowy, który w środę zgodził się na podawanie pełnego nazwiska i uczestniczył w posiedzeniu, oświadczył, że padł ofiarą pomówienia.

- Sąd okręgowy nie uwzględnił zażalenia prokuratora i utrzymał w mocy postanowienie sądu I instancji o niezastosowaniu tymczasowego aresztowania - powiedział prok. Zok.

Prezydent Częstochowy nie trafi do aresztu. Sąd podjął decyzję


Matyjaszczyk wyraził zadowolenie, że zarówno sąd rejonowy, jak i okręgowy dokładnie zapoznał się z aktami i nie dał wiary twierdzeniom prokuratury. - Ja podtrzymuję, że wszystko to jest sprawa pomówienia - oświadczył.

- Sąd podkreślił, i ja też podkreślam, że w tej sprawie nie ma żadnej przesłanki i nie było żadnej przesłanki do stosowania tymczasowego aresztowania. Co więcej, w naszej ocenie, nie ma przesłanek do stosowania także innych środków zapobiegawczych - powiedział mec. Wojciech Hop.

Obrońca prezydenta Częstochowy poinformował też o złożeniu zażalenia na stosowanie wolnościowych środków zapobiegawczych, które zastosowała prokuratura. Jednym z nich jest odsunięcie od obowiązków służbowych prezydenta.

Krzysztof Matyjaszczyk został zatrzymany przez CBA. W tle dziesiątki tysięcy złotych


Przypomnijmy, że prezydent Częstochowy został 25 lutego zatrzymany przez CBA w ramach śledztwa prowadzonego przez śląski wydział Prokuratury Krajowej, w którym wcześniej zarzuty usłyszało kilkanaście osób, w tym inni samorządowcy z tego miasta.

Prokuratura Krajowa przedstawiła Matyjaszczykowi dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy przyjęcia (w latach 2018-2022) co najmniej 40 tys. zł w zamian za wprowadzenie zmian w budżecie miasta pozwalających na realizację zamówienia publicznego z korzyścią dla jednego z przedsiębiorców.

Drugi zarzut związany jest z przyjmowaniem (od co najmniej września 2020 r. do co najmniej 31 października 2025 r.) od wielu osób korzyści majątkowych w łącznej kwocie nie mniejszej niż 129 tys. zł.


"SAFE 0 proc." w Sejmie. Szef Kancelarii Prezydenta ponagla premiera. "Znak firmowy"Polsat NewsPolsat News


  •  

​Prezydent Częstochowy nie trafi do aresztu. Sąd odrzucił zażalenie prokuratury

  • Wczoraj, 11 marca (15:19)

    Sąd Okręgowy w Katowicach nie uwzględnił zażalenia prokuratury na decyzję sądu rejonowego, który odmówił tymczasowego aresztowania prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka. Samorządowiec, podejrzany o przyjmowanie korzyści majątkowych, pozostanie na wolności, choć został odsunięty od pełnienia obowiązków.

    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

    Krzysztof Matyjaszczyk został zatrzymany 25 lutego przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w ramach śledztwa prowadzonego przez śląski wydział Prokuratury Krajowej. Prokuratura postawiła mu dwa zarzuty:

    • przyjęcia co najmniej 40 tys. zł w latach 2018-2022 w zamian za zmiany w budżecie miasta, które umożliwiły realizację zamówienia publicznego korzystnego dla jednego z przedsiębiorców,
    • przyjmowania od września 2020 r. do października 2025 r. korzyści majątkowych od wielu osób na łączną kwotę nie mniejszą niż 129 tys. zł.

    W tej sprawie zarzuty usłyszało już kilkanaście osób, w tym inni częstochowscy samorządowcy.

    Sąd rejonowy nie zgodził się na aresztowanie prezydenta. Prokuratura złożyła zażalenie, jednak w środę Sąd Okręgowy w Katowicach utrzymał wcześniejszą decyzję. Sąd okręgowy nie uwzględnił zażalenia prokuratora i utrzymał w mocy postanowienie sądu I instancji o niezastosowaniu tymczasowego aresztowania - poinformował prok. Karol Zok ze śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej.

    Krzysztof Matyjaszczyk, obecny na posiedzeniu sądu, podkreślił, że padł ofiarą pomówienia. Ja podtrzymuję, że wszystko to jest sprawa pomówienia - oświadczył.

    Obrońca prezydenta, mec. Wojciech Hop, zapowiedział złożenie zażalenia na zastosowanie tzw. wolnościowych środków zapobiegawczych, w tym odsunięcia Matyjaszczyka od obowiązków służbowych. W naszej ocenie nie ma przesłanek do stosowania także innych środków zapobiegawczych - podkreślił adwokat.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Ołowiane fartuchy idą w kąt. Śląska lecznica stawia na nowoczesność

Wczoraj, 11 marca (14:37)

W Górnośląskim Centrum Medycznym w Katowicach przeprowadzono pierwsze w Polsce zabiegi kardiologii inwazyjnej bez użycia tradycyjnych, ciężkich fartuchów ołowianych. Zamiast nich zastosowano nowoczesny system osłon radiologicznych, który skutecznie chroni personel przed promieniowaniem.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Jak wyjaśnia prof. Paweł Gąsior, kierownik Zakładu Kardiologii Inwazyjnej GCM, liczba zabiegów wymagających użycia promieniowania jonizującego stale rośnie, co zwiększa ryzyko zdrowotne dla lekarzy i personelu. Ekspozycja na promieniowanie podczas takich procedur może być znacząca i stanowi realne zagrożenie - podkreśla profesor.

Z badań i ankiet prowadzonych wśród kardiologów interwencyjnych wynika, że nawet połowa lekarzy wykonujących zabiegi inwazyjne doświadcza wczesnych zmian odpowiadających zaćmie. Często pojawiają się także zmiany miażdżycowe w tętnicach szyjnych oraz dolegliwości bólowe kręgosłupa i mięśni, co jest efektem wielogodzinnej pracy w ciężkich, ważących około 10 kg fartuchach ołowianych.

Profesor Gąsior zwrócił również uwagę na doniesienia o zwiększonej liczbie agresywnych guzów mózgu wśród lekarzy pracujących przez wiele lat w pracowniach hemodynamicznych. W większości przypadków nowotwory pojawiały się po lewej stronie mózgu - tej bardziej narażonej na promieniowanie. Lekarze i pielęgniarki wykonujący zabiegi interwencyjne należą do grup zawodowych narażonych na jedne z najwyższych poziomów promieniowania w pracy. Zdarza się, że roczne dawki są wyższe niż u pracowników elektrowni jądrowych - powiedział ekspert.

Nowy system ochrony radiologicznej, składający się z mobilnych ekranów i dodatkowych osłon przy stole zabiegowym, pozwala ograniczyć promieniowanie rozproszone docierające do operatora nawet o 99 proc. Pierwsze dwa zabiegi wykonano jeszcze w fartuchach, monitorując dawki promieniowania. Po potwierdzeniu skuteczności systemu kolejne procedury przeprowadzono już bez tradycyjnej ochrony.

Technologia może być stosowana w większości zabiegów kardiologii inwazyjnej, w tym koronarografii, angioplastyce, czy w najbardziej złożonych zabiegach udrażniania przewlekle zamkniętych tętnic wieńcowych, które mogą trwać nawet kilka godzin.

Prof. Paweł Gąsior tłumaczy, że przydać się może także w chirurgii naczyniowej, elektrofizjologii czy neuroradiologii.

Ograniczenie ekspozycji na promieniowanie może zwiększyć zainteresowanie specjalizacją w kardiologii inwazyjnej wśród kobiet - zauważa prof. Wojciech Wojakowski, kierownik III Oddziału Kardiologii w GCM.

Barierą w upowszechnieniu nowoczesnych osłon mogą być koszty oraz przyzwyczajenia personelu do tradycyjnych metod ochrony.  Eksperci podkreślają jednak, że nowoczesne systemy radiologiczne wyznaczają standardy bezpieczeństwa w najlepszych pracowniach zabiegowych na świecie.

  •  

Tajemnicza śmierć byłego prokuratora i jego syna. Są wyniki sekcji zwłok

Tajemnicza śmierć byłego prokuratora i jego syna. Są wyniki sekcji zwłok

Dorota Hilger

Sekcja zwłok byłego prokuratora Jerzego H. i jego syna nie dała jednoznacznych odpowiedzi na pytanie o przyczynę śmierci - przekazała prokuratura. Śledczy zlecili przeprowadzenie dalszych badań. Ciała dwóch mężczyzn znaleziono w domu jednorodzinnym w Rybnik.


Policyjny radiowóz

Rybnik. Znaleziono ciała dwóch mężczyzn. Są wyniki sekcji zwłok byłego prokuratoraStanisław BielskiReporter



W skrócie

  • Zwłoki Jerzego H. i jego syna znaleziono w budynku przy ul. Platanowej w Rybniku.

  • Sekcja zwłok nie pozwoliła na stwierdzenie przyczyny zgonu, zlecono dodatkowe badania histopatologiczne i toksykologiczne.

  • Jerzy H., były szef Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, został skazany za wyłudzenie 1,7 mln zł i spędził blisko trzy lata w areszcie.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Zwłoki 68-letniego Jerzego H. oraz jego syna - 41-letniego Łukasza H. znaleziono w sobotę w budynku przy ul. Platanowej w Rybniku. Wezwany na miejsce lekarz stwierdził zgon obu mężczyzn. Na ich ciałach nie było żadnych widocznych obrażeń. Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gliwicach.

Rybnik. Śmierć byłego prokuratora i jego syna. Są wyniki sekcji


- Sekcja zwłok nie pozwoliła na stwierdzenie przyczyny zgonu. Prokurator zlecił kolejne badania - histopatologiczne i toksykologiczne - powiedziała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Agnieszka Bukowska.

Jak wcześniej informowała prokuratura, w miejscu odnalezienia ciał przeprowadzono czynności procesowe, przesłuchano też osobę, która odnalazła zwłoki i poinformowała o tym. Śledczy nie podają na razie dodatkowych szczegółów.

Jerzy H. szefem Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach został w 1993 r. Jego karierę zakończyła publikacja tygodnika "Newsweek", który w 2002 r. napisał, że H. wydaje więcej niż zarabia, mieszka w luksusowej willi i jeździ drogim autem. Ówczesna minister sprawiedliwości Barbara Piwnik przekazała sprawę do zbadania krakowskiej prokuraturze.

Ciała dwóch mężczyzn w Rybniku. Kim był Jerzy H.?


Były prokurator apelacyjny został oskarżony o wyłudzenie 1,7 mln zł. Przez blisko trzy lata przebywał w areszcie. Jak wynika z ustaleń postępowania, w latach 1993-2002 zapraszał szefów firm na spotkania, podczas których przedstawiał im trudną sytuację prokuratury, wskazując na jej potrzeby i braki, np. sprzętu biurowego.

W rzeczywistości sprzętu nie kupowano, a pieniądze trafiały do kieszeni oskarżonego. W ten sposób - według prokuratury i sądu - miało zostać oszukanych 65 firm i osób, a przypadków przekazania pieniędzy - około 300.

W marcu 2013 r. Jerzy H. został za to prawomocnie skazany na osiem lat więzienia. Prokurator przyznawał się do winy. Podczas wielogodzinnych wyjaśnień przed sądem mówił m.in., że traktował prokuraturę apelacyjną jak dzieło swego życia i "oszukiwanie jej byłoby jak okradanie własnej rodziny".


Bosak w ''Gościu Wydarzeń'' o dyskusji wokół SAFE: Jeśli rząd zignoruje weto prezydenta, złamią KonstytucjęPolsat NewsPolsat News


  •  

Śmierć byłego prokuratora i jego syna. Przeprowadzono sekcję zwłok

Wczoraj, 11 marca (13:35)

Przeprowadzona w środę sekcja zwłok nie przyniosła odpowiedzi na pytanie o przyczynę śmierci byłego prokuratora apelacyjnego z Katowic, Jerzego H., oraz jego 41-letniego syna Łukasza. Jak poinformowała Prokuratura Okręgowa w Gliwicach, konieczne będą dodatkowe badania - histopatologiczne i toksykologiczne.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Ciała 68-letniego Jerzego H. i jego syna znaleziono w sobotę w jednym z budynków przy ul. Platanowej w Rybniku. Lekarz, który przybył na miejsce, stwierdził zgon obu mężczyzn. Na ich ciałach nie ujawniono widocznych obrażeń. Śledztwo w tej sprawie prowadzi gliwicka prokuratura.

Sekcja zwłok nie pozwoliła na stwierdzenie przyczyny zgonu. Prokurator zlecił kolejne badania - przekazała rzeczniczka prokuratury Agnieszka Bukowska.

Śledczy przeprowadzili już czynności procesowe w miejscu odnalezienia ciał oraz przesłuchali osobę, która je znalazła. Na razie nie ujawniono dodatkowych szczegółów dotyczących sprawy.

Jerzy H. był szefem Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach od 1993 roku. Jego kariera zakończyła się po publikacji tygodnika "Newsweek" w 2002 roku, w której zarzucono mu niejasności majątkowe. Sprawą zajęła się krakowska prokuratura. 

Ostatecznie Jerzy H. został oskarżony o wyłudzenie 1,7 mln zł i skazany prawomocnie w 2013 roku na osiem lat więzienia. Przyznał się do winy.

  •  

Protest pracowników elektrowni w Rybniku

Środa, 4 marca (06:29)

Aktualizacja: Środa, 4 marca (07:55)

Przeciwko planowi zamknięcia Elektrowni Rybnik (Śląskie) protestowali pracownicy i związkowcy z zakładu. W środę wczesnym rankiem zebrali się przed jego bramą. Ich zdaniem planowana likwidacja zakładu oznaczać będzie m.in. zwolnienia.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Protest w elektrowni rozpoczął się o poranku. Przed zakładem zebrali się związkowcy i pracownicy. 

W zakładzie pracuje około 450 osób. Elektrownia węglowa ma zostać zlikwidowana do przyszłego roku, choć umowa społeczna zakładała, że będzie funkcjonować co najmniej do roku 2030. W Rybniku trwa budowa elektrowni gazowej, ale, jak mówili tu dziś związkowcy, pracę ma w niej znaleźć tylko około 50 osób.

Przed bramą elektrowni zgromadziło się około 100 osób. Pracownicy przychodzący do pracy, zatrzymywali się, słuchając tego, co mówią związkowcy - relacjonuje reporterka RMF FM Anna Kropaczek.

Jak przypominali pracownicy, elektrownia węglowa miała pracować przynajmniej do 2030 roku. Cztery bloki w poprzednich latach zostały już wyłączone. Zostały jeszcze cztery, które stopniowo mają być wyłączane do przyszłego roku. 

Budowa bloków gazowych nie uspokaja związkowców. Postanowiono pobudować elektrownię gazową, ale ta elektrownia gazowa jest za wyłączone już cztery bloki. Bezpieczeństwo energetyczne tego regionu nie jest w pełni zapewnione - mówił Ireneusz Oleksik z zakładowej "Solidarności". 

  •  

Nowe atrakcyjne połączenia z Polski. Ryanair ogłosił listę

  • Samoloty linii Ryanair polecą latem z Katowic w cztery nowe kierunki. Będą to: Malaga, Aarhus, Lamezia Terme i Tirana. Przewoźnik zapowiedział bazowanie latem w Katowicach dziewięciu swoich samolotów, w ub. roku było ich osiem.

    • Ryanair uruchamia cztery nowe połączenia z Katowic na sezon letni 2026: Malaga, Aarhus, Lamezia Terme i Tirana.
    • Z Katowic samoloty Ryanair polecą w sumie na 26 trasach.
    • W jakie dni loty na nowych trasach? Przeczytasz poniżej.
    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

    Ryanair poinformował, że utrzyma latem w Katowicach bazę z trzema samolotami wykonującymi połączenia regularne; dołączy do nich sześć kolejnych maszyn latających w czarterach. Powinno to przełożyć się na obsłużenie w sezonie ponad 2,2 mln pasażerów.

    W sezonie letnim samoloty przewoźnika mają latać z Katowic na 26 trasach. Nowymi kierunkami będą: Malaga (od 30 marca, loty w poniedziałki i piątki), Aarhus (od 2 czerwca; loty we wtorki i soboty), Lamezia Terme (od 2 czerwca; loty we wtorki, czwartki i soboty) i Tirana (od 2 czerwca; loty we wtorki, czwartki i soboty).

    Przewoźnik przekonuje, że jego katowicka baza przekłada się na ponad 1,7 tys. miejsc pracy w regionie - w tym blisko 600 na stanowiskach pilotów, załogi pokładowej i inżynierów - oraz inwestycje na poziomie 900 mln dolarów.

    Katowicka baza Ryanaira została otwarta w październiku 2019 r., choć linia wykonała stamtąd pierwszy lot w 2007 r.

    Katowice Airport należy do największych lotnisk regionalnych w Polsce. W ub. roku odprawiono tam 6,39 mln pasażerów, wcześniej rekordowy był 2023 r., gdy obsłużono 5,61 mln podróżnych. Katowice są krajowym liderem w segmencie ruchu czarterowego i liderem regionalnym w zakresie komercyjnego cargo.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Dramat parafii w Mysłowicach. Ogromne straty finansowe, ruszyła zbiórka

Dramat parafii w Mysłowicach. Ogromne straty finansowe, ruszyła zbiórka

Marcin Boniecki

Sobotnia awaria rury systemu przeciwpożarowego w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Mysłowicach (woj. śląskie) przyniosła ogromne straty finansowe. Wstępnie szkody oszacowano na 10 milionów złotych. Zalaniu uległa znaczna część budynku, a z użytkowania wyłączono fragment świątyni. W internecie ruszyła zbiórka.


Wnętrze kościoła z rzędem ław po obu stronach nawy, ołtarz z bogato zdobionymi ikonami i figurami, jasne światło żyrandoli podkreśla detale złotych dekoracji, a przód oddzielony jest taśmą.

Awaria rury w kościele w Mysłowicach. Milionowe stratyKasia ZarembaPAP



W skrócie

  • W kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Mysłowicach doszło do awarii systemu przeciwpożarowego, skutkującej zalaniem części budynku.

  • Straty wstępnie oszacowano na około 10 milionów złotych, a wyciek wody spowodował wyłączenie z użytku 1/4 powierzchni kościoła.

  • Trwa zbiórka funduszy na odbudowę świątyni, a prezydent Sosnowca dostarczył sprzęt do jej osuszania.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Według wstępnych szacunków straty po sobotniej awarii w kościele pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa w Mysłowicach na Śląsku mogą wynieść nawet 10 milionów złotych.

Do zdarzenia doszło w sobotę rano, gdy służby otrzymały zgłoszenie o wycieku wody z systemu przeciwpożarowego. Na miejscu interweniowały trzy zastępy straży pożarnej, które zastały dramatyczną sytuację.

Mysłowice. Awaria w kościele. Pękła rura


Jak przekazał w mediach społecznościowych prezydent Mysłowic Dariusz Wójtowicz, "według informacji dowódcy akcji, poziom zalegającej wody sięgał ok. 30 cm".

Przyczyną zniszczeń było pęknięcie rury systemu przeciwpożarowego, znajdującej się w wieży świątyni oraz jej rozszczelnienie. Skalę kataklizmu opisał w rozmowie z Polsat News ksiądz Leszek Szewczyk.

- Mamy takie urządzenie, które pompuje siedem metrów sześciennych wody na minutę, więc prawdopodobnie pracowało przez około 30 minut. Gdyby pracowało przez osiem godzin, to możemy sobie wyobrazić w jakim stanie byłby kościół. W wieży kościoła także była potężna rura i tam także nastąpiło rozszczelnienie. W ciągu 20/30 minut do kościoła dostało się około 130 metrów sześciennych wody - mówił.

Organista Kamil Capała podzielił się na profilu parafii poruszającą relacją z momentu odkrycia awarii. Wspominał, że po zbliżeniu się do drzwi usłyszał szum i początkowo sądził, że to awaria rynny.

"Tutaj zacząłem działać szybko, ale racjonalnie. Otwieram drzwi na chór, a tam rzeka (już wiem, że jest źle). Biegnę do góry, otwieram drzwi, patrzę w moje lewo, a ze sklepienia leci woda" - relacjonował.

Kościół w Mysłowicach uszkodzony. Ruszyła zbiórka


Ze względu na fakt, że główny wyciek nastąpił z poziomu chóru, konieczne było wyłączenie z użytku około 1/4 powierzchni kościoła. Jak zaznaczył ksiądz Leszek Szewczyk, część kościoła zostanie zamknięta.

- Mowa o miejscu pod chórem, bo to właśnie z chóru nastąpił ten przeciek i musimy oszacować stan tej części - wspomniał.

Mimo ogromnych zniszczeń w świątyni nadal odprawiane są msze, choć wierni nie mogą korzystać z tylnej części budynku. Pomoc poszkodowanej parafii zaoferował prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński, który podkreślił, że skala strat jest bardzo duża.

"Wspólnie z Miejskim Zakładem Usług Komunalnych w Sosnowcu dostarczyliśmy na miejsce osuszacze powietrza i nagrzewnice" - poinformował w mediach społecznościowych.

Jednocześnie w internecie ruszyła już zbiórka funduszy na odbudowę kościoła, której licznik w niedzielne popołudnie przekroczył kwotę 13 tysięcy złotych.


"Wydarzenia": Przydomowe schrony. Budzą zainteresowanie mimo wysokiej cenyPolsat News


  •  

"Otwieram drzwi na chór, a tam rzeka". Ogromne straty po awarii w mysłowickim kościele

"Otwieram drzwi na chór, a tam rzeka". Ogromne straty po awarii w mysłowickim kościele

Wczoraj, 8 lutego (14:42)

Nawet 10 milionów złotych mogą według wstępnych szacunków wynieść straty po sobotniej awarii w kościele pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa w Mysłowicach na Śląsku. Pękła tam rura systemu przeciwpożarowego i zalała wnętrze świątyni.

Co zawiodło? System przeciwpożarowy, który był niedawno oddany do użytku. Rura pękła na spawie - relacjonował w rozmowie z reporterką RMF FM Anną Kropaczek organista z mysłowickiej parafii - Kamil Capała. Jak podkreślał, przywrócenie kościoła do stanu sprzed awarii będzie wymagało czasu. 

Po moim apelu w mediach społecznościowych parafianie chętnie przybyli tutaj z wiadrami i mopami do pomocy przy sprzątaniu. Podziękowania należą się też straży pożarnej - mówił w RMF FM Capała. 

Wsparcie poszkodowanej parafii zaoferował również prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński. Wspólnie z Miejskim Zakładem Usług Komunalnych w Sosnowcu dostarczyliśmy na miejsce osuszacze powietrza i nagrzewnice - poinformował w mediach społecznościowych. Jak podkreślił, skala zniszczeń w świątyni jest duża. 

Do awarii w mysłowickim kościele doszło w sobotę rano. Służby dostały zgłoszenie o wycieku wody z systemu przeciwpożarowego po godz. 6:30. Na miejscu działały trzy zastępy straży pożarnej. 

"Według informacji dowódcy akcji, poziom zalegającej wody sięgał ok. 30 cm" - przekazał w mediach społecznościowych Dariusz Wójtowicz, prezydent Mysłowic. 

Na profilu parafii w mediach społecznościowych organista podzielił się opisem pierwszych chwil po odkryciu awarii. "Po zbliżeniu się do drzwi usłyszałem szum wewnątrz kościoła. W pierwszej chwili pomyślałem, że może jakaś rynna nie wytrzymała - nic bardziej mylnego! Tutaj zacząłem działać szybko, ale racjonalnie. Otwieram drzwi na chór, a tam rzeka (już wiem, że jest źle). Biegnę do góry, otwieram drzwi, patrzę w moje lewo, a ze sklepienia leci woda" - relacjonował Kamil Capała.

"Z informacji, które nam później przekazano wiem, że licznik nabił 176 metrów sześciennych wody. Jak długo ta woda leciała przed moim przyjazdem? Nie wiem" - przyznał. 

W internecie zorganizowano już zbiórkę na odbudowę świątyni po awarii. Jej licznik pokazuje w niedzielne popołudnie ponad 13 tysięcy złotych. 

Mimo zniszczeń w kościele nadal odprawiane są msze. Z użytku wyłączona jest jednak tylna część świątyni. 

  •  

Dramat parafii na Śląsku. Akcja służb i pilny apel organisty

Dramat parafii na Śląsku. Akcja służb i pilny apel organisty

Joanna Mazur

Kościół, należący do parafii pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa w Mysłowicach (woj. śląskie), został zalany przez wodę. Powodem była awaria rury systemu przeciwpożarowego. Miejscami woda sięgała nawet 10 centymetrów. Od rana strażacy osuszali świątynię, aby pozbyć się wilgoci ze ścian.


Kościół z widocznymi śladami zalania na zewnętrznej ścianie i zamkniętym wejściem zabezpieczonym taśmą. Wnętrze świątyni z odbiciem zalanych wodą podłóg, refleksy światła w lustrze wody, brak osób.

Kościół w Mysłowicach zalany. Od rana trwało osuszanie świątyniKomenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Mysłowicach / Parafia NSPJ Mysłowice ; Facebook.commateriał zewnętrzny



W skrócie

  • W kościele Parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Mysłowicach doszło do zalania z powodu awarii rury systemu przeciwpożarowego.

  • Świątynia została czasowo wyłączona z użytku, a służby usuwały wodę i osuszały mury.

  • Parafia zaapelowała do mieszkańców o pomoc przy sprzątaniu oraz poinformowała o zmianach w funkcjonowaniu kościoła.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

W sobotę rano w kościele Parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Mysłowicach odkryto poważną awarię, na skutek której pomieszczenia świątyni zostały zalane.

Powodem była pęknięta rura systemu przeciwpożarowego.

Mysłowice. Pękła rura, zalało kościół. Jest apel


Kościół został wyłączony z użytku, a od wczesnych godzin porannych na miejscu pracowały służby, które zajmowały się wypompowywaniem wody.

Komenda Miejska Powiatowej Straży Pożarnej przekazała w mediach społecznościowych, że woda, która zalała wnętrze kościoła, miejscami sięgała 10 centymetrów.

"Po odcięciu dopływu wody strażacy przystąpili do usuwania zalania" - dodano w komunikacie. W świątyni uruchomiono także osuszacze powietrza oraz nagrzewnice, aby pozbyć się wilgoci ze ścian.

"Dziennik Zachodni" poinformował z kolei, że strażacy zabezpieczali także mienie oraz odcięli zasilanie elektryczne.

W mediach społecznościowych Parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa opublikowano nagranie, na którym organista Kamil Capała zwrócił się do mieszkańców o pomoc w usuwaniu skutków awarii rury.


Wnętrze budynku o żółtych ścianach z wysokimi łukami, na podłodze rozstawiony sprzęt techniczny, kilka osób ubranych w kurtki i latarki czołowe ogląda rozmieszczone urządzenia. Na ścianie widoczna tablica informacyjna oraz wnęka z rzeźbą religijną.

Awaria rury systemu przeciwpożarowego przyczyniła się do zalania kościoła w MysłowicachKasia ZarembaPAP


- Zwracam się do was w imieniu swoim i księdza proboszcza o to, aby kto z was może i jest w stanie przybyć do kościoła, który uległ zalaniu poprzez pękniętą rurę systemu przeciwpożarowego. Zabierzcie ze sobą wiadra, mopy i ręczniki papierowe - apelował organista, podkreślając, że "każda para rąk do pomocy jest mile widziana".

Na koncie parafii w sieci przekazano, że "do odwołania nie będzie transmisji na kanale YouTube", jednak nabożeństwa będą odbywać się w kościele. "Wejście bocznymi drzwiami w transepcie. Tylna część kościoła będzie wyłączona z użytku" - dodano.


Brudziński w "Gościu Wydarzeń" o liście gończym za Ziobrą: Należy przeczekać tę kryptodyktaturęPolsat News


  •  

"Gejzer" w Sosnowcu. Pękła rura ciepłownicza

  • Dzisiaj, 7 lutego (10:47)

    ​Awaria sieci ciepłowniczej w Sosnowcu w woj. śląskim. W rejonie ulicy Radomskiej i Koszalińskiej przy miejscowym placu zabaw pękła rura. Słup wody i pary wodnej ma kilka metrów.

    17 bloków w Sosnowcu nie ma ciepła. Powodem jest awaria sieci.

    W rejonie ulicy Radomskiej i Koszalińskiej przy miejscowym placu zabaw pękła rura.W związku z tym pojawił się kilkumetrowy słup wody i pary wodnej.

    Dostawca energii cieplnej pracuje nad usunięciem awarii.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Czterech policjantów zamieszanych w pobicie. Ruszyło śledztwo

  • Wczoraj, 6 lutego (18:27)

    Czterech funkcjonariuszy policji z Tarnowskich Gór i Piekar Śląskich usłyszało zarzuty pobicia mężczyzny. Do zdarzenia doszło kilka dni temu, a sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Gliwice-Wschód. Policjanci zostali zawieszeni i wszczęto wobec nich postępowania dyscyplinarne.

    • Czterech policjantów jest podejrzanych o pobicie mężczyzny w Tarnowskich Górach.
    • Funkcjonariusze zostali zatrzymani przez Biuro Spraw Wewnętrznych Policji.
    • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

    Do incydentu doszło kilka dni temu w Tarnowskich Górach. Czterech policjantów - dwóch z Tarnowskich Gór i dwóch z Piekar Śląskich - zostało zatrzymanych przez Biuro Spraw Wewnętrznych Policji. Prokuratura Okręgowa w Gliwicach potwierdziła, że funkcjonariuszom przedstawiono zarzuty pobicia z art. 158 Kodeksu karnego. 

    Jak informuje prokuratura, dwóch podejrzanych odmówiło składania wyjaśnień, jeden nie przyznał się do winy, a jeden przyznał się częściowo, umniejszając swój udział w zdarzeniu. Wobec wszystkich zastosowano wolnościowe środki zapobiegawcze. Motyw działania policjantów nie został ujawniony.

    Komendanci obu jednostek - w Tarnowskich Górach i Piekarach Śląskich - natychmiast zawiesili podejrzanych funkcjonariuszy w pełnieniu obowiązków służbowych oraz wszczęli wobec nich postępowania dyscyplinarne. W komunikatach podkreślono, że w szeregach policji nie ma miejsca dla osób łamiących prawo. 

    W Tarnowskich Górach komendant podjął również czynności zmierzające do wydalenia funkcjonariuszy ze służby. Podobne kroki zapowiedziała komenda w Piekarach Śląskich, deklarując zdecydowane działania w zależności od wyników śledztwa.

    Według nieoficjalnych informacji do pobicia doszło, gdy policjanci byli po służbie. Sprawcy mieli być zamaskowani, a pokrzywdzony rozpoznał jednego z nich po głosie. Pokrzywdzony jest osobą znaną miejscowej policji. Śledztwo w sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa Gliwice-Wschód.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Nocny wstrząs w kopalni Staszic-Wujek w Katowicach. Mieszkańcy alarmowali służby

  • W nocy z poniedziałku na wtorek w Katowicach doszło do wstrząsu w kopalni Staszic-Wujek. Zdarzenie miało miejsce tuż po godzinie pierwszej i było odczuwalne w wielu częściach miasta.

    • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

    Do wstrząsu doszło w kopalni Staszic-Wujek około godz. 1.00 w nocy. Jak informuje reporter RMF FM Marcin Buczek, nie był to obszar, w którym prowadzone są obecnie prace wydobywcze. 

    Mimo to siła wstrząsu była na tyle duża, że był on odczuwalny w różnych dzielnic Katowic. 

    Było sporo zgłoszeń w tej sprawie od zaniepokojonych mieszkańców.

    Na szczęście, jak dotąd nie pojawiły się doniesienia o ewentualnych uszkodzeniach zarówno pod ziemią, jak i na powierzchni. 

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Pod prąd na ekspresówce. "To nie escape room" [NAGRANIE]

  • Wczoraj, 15 grudnia (19:46)

    Na drodze ekspresowej S1, tuż przed tunelem TD2 w okolicach Węgierskiej Górki (woj. śląskie), doszło w poniedziałek do bardzo niebezpiecznego incydentu. Kierowca zatrzymał samochód, zawrócił i rozpoczął jazdę pod prąd, stwarzając poważne zagrożenie dla siebie i innych uczestników ruchu. Drogowcy apelują - "tunel drogowy to nie escape room".

    Zdarzenie miało miejsce w poniedziałek rano na odcinku drogi S1 w kierunku Żywca (woj. śląskie). Na wysokości miejscowości Węgierska Górka - tuż przed tunelem TD2 - kierowca, zamiast kontynuować jazdę zgodnie z przepisami, zatrzymał się bez wyraźnego powodu, zawrócił i zaczął jechać w przeciwnym kierunku.

    Na nagraniu opublikowanym przez katowicki oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad widać, jak poruszający się pod prąd samochód mijają kierowcy jadący zgodnie z przepisami.

    GDDKiA przypomniała, że tunel i droga ekspresowa to miejsca, gdzie obowiązują szczególne zasady bezpieczeństwa. Zawracanie lub jazda pod prąd to ogromne ryzyko dla wszystkich użytkowników drogi. To nie tylko łamanie prawa, lecz sprowadzanie na siebie i innych śmiertelnego niebezpieczeństwa.

    "Tunel drogowy to nie escape room! Zawracanie przed tunelem nie otworzy tajnych drzwi. Takie zachowanie to śmiertelne ryzyko. Droga ekspresowa to nie miejsce na eksperymenty" - napisała GDDKiA Katowice na platformie X.

    "Nie zatrzymuj się bez powodu, nie zawracaj, nie jedź pod prąd. Szanuj życie - swoje i innych!" - zaapelowali drogowcy.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

W końcu. Tony niebezpiecznych odpadów usunięte

  • Wczoraj, 10 grudnia (14:03)

    Ponad 3 tysiące ton szczególnie niebezpiecznych odpadów zostało usuniętych z terenu dawnej firmy Eko-Szop w Katowicach-Szopienicach. Prace trwały od ubiegłego roku do listopada i kosztowały 10,7 mln zł, finansowanych z rezerwy wojewody i budżetu państwa. Jak podkreślił wojewoda śląski Marek Wójcik, teren został całkowicie zabezpieczony.

    • Z terenu dawnej firmy Eko-Szop w Katowicach-Szopienicach usunięto ponad 3 tysiące ton szczególnie niebezpiecznych odpadów, a teren został całkowicie zabezpieczony.
    • Prace trwały od ubiegłego roku do listopada i kosztowały 10,7 mln zł, a śledztwo w sprawie nielegalnego składowania odpadów zakończyło się wyrokami skazującymi dla 12 osób.
    • Wcześniej, w 2016 roku, zrekultywowano pobliski teren po Hucie Metali Nieżelaznych Szopienice, gdzie zutylizowano ponad 120 tys. ton szlamów cynkowych za ponad 30 mln zł.
    • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl

    Odpady, zgromadzone przez Eko-Szop około 15 lat temu, zawierały m.in. kwasy, alkalia, substancje toksyczne i łatwopalne. Początkowo szacowano ich ilość na 1,7-1,8 tys. ton, jednak w trakcie prac odkryto kolejną, zasypaną kondygnację z odpadami. 

    Część odpadów wylano przedtem do gruntu.

    Firma Eko-Szop, działająca wcześniej jako Rewital i Eko-Harpoon, straciła pozwolenie na działalność w 2014 roku po wykryciu nieprawidłowości. Śledztwo wykazało, że odpady były nielegalnie składowane i usuwane także w innych miastach regionu.

    W sprawie zapadły wyroki skazujące wobec 12 osób, w tym byłego prezesa firmy.

    To nie jedyny przypadek skażenia w tej części Katowic. 

    W 2016 roku zakończono rekultywację 7-hektarowego terenu po Hucie Metali Nieżelaznych Szopienice, gdzie zutylizowano ponad 120 tys. ton szlamów cynkowych. 

    Koszt tej operacji wyniósł ponad 30 mln zł.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Wrócił odrestaurowany. Powstaniec ponownie w Chorzowie

  • Po kompleksowej renowacji Pomnik Powstańca Śląskiego ponownie stanął na Placu Powstańców Śląskich w Chorzowie. Monument, upamiętniający walkę o przynależność Górnego Śląska do Polski, przeszedł gruntowną konserwację, obejmującą m.in. oczyszczenie rzeźby, uzupełnienie cokołu, wymianę części płyt granitowych oraz zabezpieczenie hydrofobowe. Resort kultury dofinansował prace kwotą 238 tys. zł.

    • Pomnik Powstańca Śląskiego po gruntownej renowacji wrócił na Plac Powstańców Śląskich w Chorzowie, upamiętniając walkę o polskość regionu.
    • Prace konserwatorskie objęły m.in. oczyszczenie rzeźby, naprawę cokołu i zabezpieczenie monumentu.
    • Monument pozostaje ważnym symbolem pamięci historycznej i tożsamości lokalnej społeczności, a władze miasta planują dalszą rewitalizację placu.
    • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl

    Jak podkreśla miejska konserwator zabytków Anna Piontek, pomnik jest nie tylko symbolem pamięci o powstaniach śląskich, ale także świadkiem burzliwej historii regionu. Po raz pierwszy odsłonił go w 1927 roku prezydent Ignacy Mościcki, w miejscu wcześniejszego pomnika Germanii. Zniszczony przez Niemców podczas II wojny światowej, powrócił do przestrzeni publicznej w 1971 roku, już w obecnej lokalizacji.

    Monument przedstawia powstańca w stroju hutnika, co nawiązuje do przemysłowego charakteru dawnej Królewskiej Huty. Według Adama Lapskiego z Wydziału Kultury, Sportu i Promocji Urzędu Miasta w Chorzowie twarz postaci wzorowana jest na Juliuszu Ligoniu, śląskim działaczu narodowym. Pomnik waży ok. 3,8 tony i mierzy blisko cztery metry wysokości, a postument - 3,5 metra.

    Władze Chorzowa zapowiadają, że w przyszłości możliwa jest także szersza rewitalizacja Placu Powstańców Śląskich, by miejsce to nadal pełniło funkcję przestrzeni pamięci i refleksji nad historią regionu.

    Powstania śląskie z lat 1919-1921 doprowadziły do przyłączenia najbardziej uprzemysłowionej części Górnego Śląska do Polski. W trzecim powstaniu wzięło udział nawet 60 tys. ochotników. W 1922 roku Rada Ambasadorów podzieliła Górny Śląsk między Polskę a Niemcy, a polska część regionu uzyskała autonomię gospodarczą i polityczną.

    Sosnowiec Południowy przejdzie metamorfozę. Miasto przejęło historyczny budynek

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •