Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 13 czerwca 2026

Pobił taksówkarza w biały dzień, miał jasny motyw. "Krzyczałam"

Dagmara Pakuła

Kierowca taksówki, obywatel Azerbejdżanu, został w piątek pobity w okolicach Dworca Gdańskiego w Warszawie - wynika z relacji pasażerki, która była świadkiem zdarzenia. Jak opisuje, agresywny Polak rzucił się z pałką teleskopową na mężczyznę, kopiąc wcześniej w jego samochód. Kobieta wezwała na miejsce policję, a kierowca trafił do szpitala. Służby gromadzą materiał dowodowy w sprawie.


Tył karetki pogotowia w żółto-czerwonych barwach z napisem „AMBULANS” i symbolami medycznymi na drzwiach

Taksówkarz został zabrany do szpitala (zdj. ilustracyjne)Jakub PorzyckiAgencja FORUM



W skrócie

  • Obywatel Azerbejdżanu, kierowca taksówki, został pobity w okolicach Dworca Gdańskiego w Warszawie przez Polaka posługującego się pałką teleskopową, wcześniej kopiącego w samochód kierowcy.

  • Zdarzenie miało podłoże rasistowskie i zostało zgłoszone na policję przez pasażerkę taksówki, która była jego świadkiem, a następnie kierowca trafił do szpitala po opatrzeniu ran.

  • Policja prowadzi śledztwo, poszkodowany przejdzie przesłuchanie z tłumaczem, a wsparcie prawne zaoferowała mu Fundacja Ocalenie.

Całe zajście zostało nagłośnione przez pasażerkę taksówki w mediach społecznościowych. Do napaści na tle rasistowskim doszło w piątek, tuż przed południem, przy Dworcu Gdańskim w Warszawie.

"Zdążyłam zatrzasnąć drzwi(…), gdy podbiegł obcy mężczyzna i kopnął samochód w nadkole. Zdumieni wyskoczyliśmy z taksówki. Mężczyzna krzyczał: 'wypi******* stąd'" - opisuje kobieta.

Warszawa. Napaść w biały dzień. Ofiarą obcokrajowiec


Z jej relacji wynika, że agresor pojawił się "znikąd" i przystąpił do ataku niczym niesprowokowany. Zaskoczony kierowca taksówki pytał mężczyznę w języku angielskim, czego od niego chce.

W odpowiedzi napastnik miał wyjąć z bagażnika pałkę teleskopową i zacząć okładać obywatela Azerbejdżanu. Nie zniechęciła go reakcja świadka. "Naib (kierowca) próbował się bronić. A ja krzyczałam i robiłam zdjęcia, bo co mogłam innego zrobić" - opisuje kobieta.

Po chwili, jak czytamy, agresor wsiadł do samochodu i odjechał.

Na miejsce wezwano policję i karetkę pogotowia, która po opatrzeniu mężczyzny zabrała go do szpitala. Stołeczna policja potwierdziła w rozmowie z Interią, że funkcjonariusze otrzymali wezwanie w tej sprawie.

- Obecnie policjanci gromadzą materiał dowodowy, który zostanie następnie przekazany do prokuratury - powiedziała oficer prasowa, informując, że po zdarzeniu poszkodowany mężczyzna został przytomny zabrany do szpitala. Policja nie udziela jednak informacji na temat stanu jego zdrowia.

Napaść na obcokrajowca w Warszawie. "Przeprosiłam go za nasz kraj"


Jednak z posta świadka zdarzenia wynika, że kierowca taksówki przeszedł prześwietlenie głowy, które nie wykazało uszkodzeń.

"Zdążyłam przeprosić go już za nasz kraj. Naib mieszka i pracuje w naszym kraju od czterech lat. Jest tu legalnie. Ma pesel. Mówi, że nigdy wcześniej nic mu się takiego nie przydarzyło" - opisuje kobieta.

Jak przekazała pasażerka, w sobotę poszkodowany ma stawić się na policji w towarzystwie tłumacza. Wsparcia ma udzielić mężczyźnie także prawnik z Fundacji Ocalenie.


"Wydarzenia": Przelot od morza po Tatry. F-35 zaczęły służbę w polskim wojskuPolsat News


Otrzymane przedwczoraj

Prowadził po alkoholu, spowodował kolizję. Zastępca komendanta odwołany

Prowadził po alkoholu, spowodował kolizję. Zastępca komendanta odwołany

Alicja Krause

Zastępca komendanta rejonowego policji został odwołany po tym, jak doprowadził do kolizji z innym pojazdem - przekazał komisariat na warszawskiej Woli. Jak czytamy, w chwili zdarzenia funkcjonariusz znajdował się pod wpływem alkoholu. Grozi mu wydalenie ze służby.


Radiowóz policyjny z włączonymi niebieskimi światłami i napisem "policja" na belce świetlnej

Zastępca komendanta rejonowego policji został odwołany. Spowodował kolizję pod wpływem alkoholu (zdj. ilustracyjne)Polsat News



W skrócie

  • Zastępca komendanta rejonowego policji został odwołany po spowodowaniu kolizji pod wpływem alkoholu.

  • Funkcjonariuszowi pobrano krew do dalszych badań po zdarzeniu.

  • Komendant Stołeczny Policji wszczął postępowanie dyscyplinarne oraz procedurę zawieszenia i wydalenia ze służby wobec funkcjonariusza.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Komenda Rejonowa Policji Warszawa IV poinformowała w wydanym komunikacie, że w środowy wieczór funkcjonariusz postanowił wsiąść za kierownicę, mimo że znajdował się pod wpływem alkoholu. Ostatecznie były zastępca komendanta rejonowego policji doprowadził do kolizji z innym pojazdem.

Od nietrzeźwego funkcjonariusza została pobrana krew do dalszych badań.

Zastępca komendanta spowodował kolizję. Niezwłoczne postępowanie dyscyplinarne


W związku z kolizją w czwartek mężczyzna został odwołany ze stanowiska zastępcy komendanta rejonowego policji. "Ponadto Komendant Stołeczny Policji podjął decyzję o niezwłocznym wszczęciu postępowania dyscyplinarnego, a także procedury administracyjnej zawieszenia oraz wydalenia ze służby" - czytamy w komunikacie.

Zaznaczono dodatkowo, że funkcjonariusz poniesie odpowiedzialność karną za swoje czyny.

Jak podkreślili policjanci, "w jednostkach garnizonu stołecznego policji nie ma tolerancji dla zachowań sprzecznych z prawem oraz zasadami etycznymi służby".

"Dotyczy to w równym stopniu wszystkich funkcjonariuszy niezależnie od ich stopnia i zajmowanego stanowiska" - podsumowali funkcjonariusze.


"Graffiti". Marchewka komentuje tajemnicze wideo opublikowane przez premieraPolsat News


Makabra na Mazowszu. Nowe informacje w sprawie zaginionego Adriana P.

Makabra na Mazowszu. Nowe informacje w sprawie zaginionego Adriana P.

Alicja Krause

- Podczas okazania, przeprowadzonego w czwartek, rodzina zaginionego potwierdziła, że znalezione zwłoki to ciało Adriana P. - przekazał Bartosz Maliszewski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku. Mężczyzna opuścił swój dom 31 marca i od tej pory nie kontaktował się z bliskimi. W sprawie jego zaginięcia policja zatrzymała dotąd siedem osób.


Radiowóz policyjny z włączonymi światłami, napis 'POLICJA' i numer pojazdu, w tle inne radiowozy

Nie żyje zaginiony Adrian P. Prokuratura przekazała tragiczne wieści (zdj. ilustracyjne)picsperfect123RF/PICSEL



W skrócie

  • Rodzina potwierdziła, że znalezione we wsi Władysławowo ciało to zwłoki Adriana P., który zaginął 31 marca.

  • Policja zatrzymała siedem osób w związku ze sprawą, pięć z nich trafiło do aresztu, a dwie przesłuchano jako świadków i zwolniono.

  • W przyszłym tygodniu ma się odbyć sekcja zwłok, a sprawa prawdopodobnie zostanie przejęta przez Prokuraturę Okręgową w Płocku.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Wstępne informacje w tej sprawie Interia przekazała w czwartek przed godz. 14, wskazując, że dzień wcześniej we wsi Władysławowopołożonej pod Ciechanowem w woj. mazowieckim, znalezione zostało ciało młodego mężczyzny.

Teraz udało się ustalić, że to 23-letni Adrian P., który zaginął półtora tygodnia temu.

- Podczas okazania, przeprowadzonego w czwartek, rodzina zaginionego potwierdziła, że znalezione zwłoki to ciało Adriana P. - potwierdził PAP Bartosz Maliszewski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku.

Młody mężczyzna po raz ostatni opuścił swój dom 31 marca i od tamtej pory nie nawiązał kontaktu z bliskimi. Jego poszukiwania były prowadzone od chwili zgłoszenia zaginięcia.

Prokuratura w Ciechanowie prowadzi śledztwo, dotyczące uprowadzenia połączonego ze szczególnym udręczeniem. Do tej pory policja zatrzymała do wyjaśnienia siedem osób. Pięć z nich trafiło do aresztu.

Aresztowanymi są mężczyźni w wieku od 20 do 42 lat, którzy wcześniej się znali. Wszystkim wcześniej przedstawiono zarzuty bezprawnego pozbawienia wolności oraz narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Za czyny te grozi od pięciu do 25 lat pozbawienia wolności.

Tajemnicze zaginięcie na Mazowszu. "Sprawa jest skomplikowana"


- Dwie pozostałe osoby, które wcześniej zatrzymano, przesłuchano w charakterze świadków. Zostały one zwolnione - wyjaśnił rzecznik płockiej Prokuratury Okręgowej. Zastrzegł jednocześnie, iż z uwagi na dobro śledztwa i planowane czynności nie może ujawnić szczegółów sprawy, w tym czy podejrzani składali wyjaśnienia i jakiej ewentualnie treści. - Mogę powiedzieć tylko, że sprawa jest skomplikowana pod względem faktycznym - dodał prokurator Maliszewski.

Rzecznik płockiej Prokuratury Okręgowej zapowiedział jednocześnie, że w przyszłym tygodniu ma odbyć się sekcja zwłok Adriana P. Nie ujawnił, czy w trakcie oględzin po znalezieniu zwłok, nosiły one widoczne ślady obrażeń.

Jak dodał, z uwagi na charakter sprawy prawdopodobnie zostanie ona przejęta tam do dalszego prowadzenia z ciechanowskiej Prokuratury Rejonowej.


Czterech nowych sędziów TK zaprosiła prezydenta na swoje ślubowanie w Sejmie. Jabłoński: KuriozumPolsat NewsPolsat News


Incydent w metrze z udziałem Hiszpanów. Policja zatrzymała cztery osoby

Incydent w metrze z udziałem Hiszpanów. Policja zatrzymała cztery osoby

Marcin Czekaj

Policja z Warszawy zatrzymała cztery osoby - obywateli Hiszpanii - które dokonały awaryjnego otwarcia drzwi pociągu metra. W trakcie postoju trzej mężczyźni i kobieta namalowali graffiti na dwóch wagonach. Ze względu na incydent trasa M1 została skrócona i przez kilka godzin występowały utrudnienia w ruchu.


Warszawa. Policjanci prowadzą zatrzymaną osobę w kajdankach do budynku komendy po incydencie w metrze.

Warszawa. Policja zatrzymała cztery osoby, które dokonały awaryjnego otwarcia drzwi pociągu metraPolicja Warszawamateriał zewnętrzny



W skrócie

  • Policja z Warszawy zatrzymała cztery osoby, trzech mężczyzn i kobietę, którzy awaryjnie otworzyli drzwi pociągu metra na stacji Wawrzyszew i nanieśli graffiti na dwa wagony.

  • Wszyscy zatrzymani to obywatele Hiszpanii.

  • Z powodu incydentu skład został wycofany z ruchu, co spowodowało skrócenie trasy metra M1 i uruchomienie zastępczej linii autobusowej ZM1.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Policja z Warszawy poinformowała, że funkcjonariusze "zatrzymali cztery osoby: trzech mężczyzn i kobietę, którzy dzisiaj po godzinie 15:00 na stacji metra Wawrzyszew dokonali awaryjnego otwarcia drzwi pociągu".

Warszawa. Utrudnienia w metrze, policja zatrzymała cztery osoby


"Podczas wymuszonego postoju osoby te naniosły graffiti na dwa wagony, po czym oddaliły się z miejsca" - przekazała policja w opublikowanym komunikacie.

Po otrzymaniu zgłoszenia o zdarzeniu policyjny patrol "błyskawicznie zatrzymał trzech mężczyzn". "Kobieta, która im towarzyszyła, została ujęta przez strażnika miejskiego i przekazana Policji" - czytamy w komunikacie.

Policja poinformowała, że "wszyscy zatrzymani to obywatele Hiszpanii". "Czynności procesowe w toku" - dodano.

Metro w Warszawie kursowało na skróconej trasie


Do sprawy odniosła się także rzeczniczka warszawskiego metra Anna Bartoń. Wyjaśniła, że zdarzenie wywołało utrudnienia w funkcjonowaniu linii M1 podziemnej kolejki.

- Ze względu na politykę firmy pomalowany skład został skierowany na tory odstawcze i zjechał do stacji postojowo-technicznej Kabaty - wytłumaczyła.

Anna Boroń dodała, że służby musiały sprawdzić torowisko. Ponadto konieczne okazało się wyłączenie napięcia.

- Dlatego metro kursowało na skróconej trasie Metro Młociny - Plac Wilsona - wyjaśniła rzeczniczka warszawskiego metra.

Z powodu tymczasowego zakłócenia w kursowaniu pociągów linii metra Zarząd Transportu Miejskiego uruchomił zastępczą linię autobusową ZM1.


"Polityczny WF": Największy koszmar prezesa KaczyńskiegoINTERIA.PL


Strzały przed szkołą w Warszawie. Policja zatrzymała podejrzewanego

Strzały przed szkołą w Warszawie. Policja zatrzymała podejrzewanego

Patryk Idziak

Policja zatrzymała 43-letniego mężczyznę podejrzewanego o ostrzelanie szkoły przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie. "Podczas przeszukania jego mieszkania policjanci znaleźli i zabezpieczyli pistolet pneumatyczny typu wiatrówka oraz metalowe kulki" - przekazano.


article cover

Policja zatrzymała podejrzewanego o ostrzelanie budynku szkołyPolicja ŚródmieściePolsat News



W skrócie

  • Policja zatrzymała 43-letniego mężczyznę podejrzanego o ostrzelanie szkoły przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie.

  • W mieszkaniu zatrzymanego znaleziono pistolet pneumatyczny typu wiatrówka oraz metalowe kulki, które zostały zabezpieczone.

  • W wyniku incydentu nikt nie ucierpiał, a śledztwo prowadzone przez policję jest w toku.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

"Policjanci ze Śródmieścia, we współpracy z funkcjonariuszami Komendy Stołecznej Policji, zatrzymali 43-letniego obywatela Polski podejrzewanego o ostrzelanie dzisiaj rano przy ulicy Marszałkowskiej budynku, w którym znajduje się szkoła" - podano w komunikacie policji.

Strzały przed szkołą w Warszawie. Zatrzymano podejrzewanego


Mężczyznę zatrzymano w lokalu przy ulicy Gagarina na Mokotowie. W jego przeszukanym mieszkaniu funkcjonariusze znaleźli pistolet pneumatyczny i amunicję w formie metalowych kulek. Broń została zabezpieczona.

Po zatrzymaniu 43-latek został przewieziony na śródmiejską komendę policji. Jak poinformowano, "prowadzone z nim będą dalsze czynności".

Warszawa. Budynek szkoły przy ul. Marszałkowskiej ostrzelany


Do niepokojącego zdarzenia doszło w środę rano przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie. W kierunku budynku jednej z placówek dydaktycznych oddano strzały. Nikt nie ucierpiał.

- Przed godz. 10 wpłynęła do nas informacja od pracownika szkoły, że najprawdopodobniej został ostrzelany budynek z tzw. wiatrówki - informował Interię mł. asp. Jakub Pacyniak z Komendy Rejonowej Policji Warszawa-Śródmieście.

Policjant dodał, że sprawca najprawdopodobniej strzelił kilka razy, ale precyzyjnie informacje będą dostępne na późniejszym etapie śledztwa.


"Polityczny WF": Największy koszmar prezesa KaczyńskiegoINTERIA.PL


Rośnie bilans ofiar wypadku w Mąkolinie. Zmarła nastolatka

Dawid Szczyrbowski

Nie żyje druga nastolatka z wypadku samochodowego w Mąkolinie na Mazowszu. Dziewczyna została przetransportowana śmigłowcem LPR do szpitala Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. - Działania ratunkowe nie przyniosły oczekiwanego skutku, pacjentka zmarła - potwierdził w rozmowie z Interią rzecznik placówki.


Zmarła druga osoba po wypadku w Mąkolinie

Tragiczny wypadek w Mąkolinie. Zmarła druga nastolatkaReporter/Adam Burakowski/Facebook/Komenda Miejska Policji w Płockumateriał zewnętrzny



W skrócie

  • We wtorek zmarła nastolatka ciężko ranna w wypadku osobowego BMW w Mąkolinie.

  • Jest to druga ofiara śmiertelna tego wypadku, po 14-latce zmarłej bezpośrednio po zdarzeniu.

  • Nastolatka była leczona na oddziale dziecięcym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

  • Prokuratura Okręgowa w Płocku prowadzi śledztwo, a dwie osoby z pojazdu BMW, w tym 18-letni kierowca, zostały zatrzymane.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

We wtorek późnym popołudniem zmarła nastolatka, która w poniedziałek została ciężko ranna w wypadku osobowego BMW w Mąkolinie (woj. mazowieckie).

Interia potwierdziła tę informację w rozmowie z rzecznikiem Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego Jarosławem Kulczyckim.

- Pacjentka została przewieziona do nas śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Natychmiast podjęto działania mające na celu utrzymanie jej przy życiu, przy użyciu najnowszych technologii - relacjonował rzecznik WUM.

- Niestety te działania nie przyniosły oczekiwanego skutku, pacjentka zmarła - dodał.

Tragiczny wypadek w Mąkolinie. Nastolatek stracił panowanie nad pojazdem


Kulczycki poinformował, że placówka nie może podać dokładnego wieku ofiary oraz godziny jej śmierci. Podczas leczenia nastolatka przebywała na oddziale dziecięcym.

To druga ofiara tragedii pod Płockiem. Bezpośrednio po wypadku zmarła 14-latka. Mimo podjętej na miejscu reanimacji nie udało się uratować jej życia.

Prokuratura Okręgowa w Płocku wszczęła śledztwo dotyczące wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym.

Dwie osoby, które podróżowały samochodem BMW, zostały zatrzymane w ramach postępowania wyjaśniającego. Chodzi m.in. o kierowcę auta. Pojazd prowadził 18-latek, który prawdopodobnie stracił panowanie nad autem. Mężczyzna był trzeźwy.


"Nic nie trafiło". Prokuratura chce wezwać Nawrockiego, reakcja z PałacuPolsat NewsPolsat News


Strzały w centrum Warszawy. Za cel obrano szkołę

Strzały w centrum Warszawy. Za cel obrano szkołę

Dawid Szczyrbowski

Pracownik szkoły zlokalizowanej przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie zaalarmował służby. W kierunku placówki nieznany sprawca oddał serię strzałów z wiatrówki. - Teren jest zabezpieczony. Trwają policyjne czynności związane z oględzinami tego miejsca - przekazał Interii przedstawiciel stołecznej policji.


Policyjny radiowóz podczas interwencji

W centrum Warszawy padły strzały. Interweniowała policja. Zdj. ilustracyjneBeata ZawrzelReporter



W skrócie

  • Oddano strzały w kierunku placówki dydaktycznej przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie.

  • Nie odnotowano osób poszkodowanych w związku z incydentem.

  • Policja zabezpieczyła teren i prowadzi czynności oraz poszukiwania sprawcy.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

W środę przed południem w kierunku jednej z placówek dydaktycznych przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie oddano strzały.

Interia uzyskała komentarz od przedstawiciela stołecznej policji. - Przed godz. 10 wpłynęła do nas informacja od pracownika szkoły, że najprawdopodobniej został ostrzelany budynek z tzw. wiatrówki - przekazał mł. asp. Jakub Pacyniak z Komendy Rejonowej Policji Warszawa-Śródmieście.

Nie ma informacji o jakichkolwiek osobach poszkodowanych w związku z incydentem.

Warszawa. Strzały przy ulicy Marszałkowskiej, wezwano policję


- Na chwilę obecną teren jest zabezpieczony. Trwają policyjne czynności związane z oględzinami tego miejsca - poinformował mł. asp. Pacyniak.

Nie wiadomo, kto strzelał z pistoletu pneumatycznego. Służby prowadzą poszukiwania sprawcy niebezpiecznego zdarzenia.

Najprawdopodobniej w kierunku szkoły oddano kilka strzałów. - Precyzyjnie będziemy mogli powiedzieć na późniejszym etapie - podkreślił policjant.

Przedstawiciel służb nie był w stanie udzielić informacji, czy we wspomnianej szkole zawieszono zajęcia dydaktyczne. Ulica Marszałkowska to kilkukilometrowa arteria, przebiega przez ścisłe centrum Warszawy.


"Nic nie trafiło". Prokuratura chce wezwać Nawrockiego, reakcja z PałacuPolsat NewsPolsat News


"Szczęśliwy pies" tylko z nazwy. Była wolontariuszka o tym, co zobaczyła w Sobolewie


W skrócie

  • Powiatowy Lekarz Weterynarii w Garwolinie nakazał zamknięcie schroniska Happy Dog w Sobolewie i zakazał właścicielowi prowadzenia schronisk.

  • Była wolontariuszka Karolina Pawelczyk-Dróżdż relacjonuje między innymi przepełnienie schroniska, brak odpowiedniej opieki nad zwierzętami i śmierć psów.

  • W 2019 roku kierownik schroniska usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzętami, a obecnie sprawa sądowa zbliża się do końca.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Wolontariusze od lat donosili, że w schronisku dla zwierząt "Happy Dog" (ang. "szczęśliwy pies") w Sobolewie źle się dzieje. Sprawa zyskała rozpędu i rozgłosu na początku stycznia. Później miłośnicy zwierząt zebrali się przed urzędem gminy i domagali się poprawy warunków życia dla psów w schronisku, z którym gmina ma podpisaną umowę.

Powiatowy Lekarz Weterynarii w Garwolinie nakazał natychmiastowe zamknięcie schroniska w Sobolewie oraz zakazał właścicielowi prowadzenia schronisk dla zwierząt.

Sobolew. Była wolontariuszka: Schronisko stale się przepełniało


W schronisku była wolontariuszką od sierpnia 2016 roku. - Był to pierwszy wolontariat w tym miejscu, mimo że schronisko działało od 2013-2014 roku - wspomina Karolina Pawelczyk-Dróżdż, prezeska fundacji "Złap Dom". To ona, jako jedna z pierwszych osób, alarmowała w sprawie tragicznych warunków w schronisku w Sobolewie. Dziś jest oskarżycielką posiłkową w sprawie przeciwko właścicielowi, Marianowi D.

Gdy pojawiła się tam po raz pierwszy, schronisko funkcjonowało na mniejszą skalę niż w swoich ostatnich dniach.

- Od początku właściciel robił bardzo dobre wrażenie. Nie było to pierwsze schronisko, w którym pomagałam, więc wydawało mi się, że potrafię ocenić sytuację - opowiada Interii Karolina Pawelczyk-Dróżdż. - Przez kolejne lata widziałam, że właściciel potrafi wywierać na ludziach ogromne wrażenie, szczególnie na tych, którzy nie znają realiów ochrony zwierząt. Miał zdolność przekonywania i budowania narracji o tym, że nie chodzi mu o zarobek, lecz o pomaganie zwierzętom. Na starcie psów było niewiele, kupował im dobrą karmę i roztaczał wizję schroniska prowadzonego z sercem.

Ta wizja bardzo szybko została zweryfikowana przez rzeczywistość. Pawelczyk-Dróżdż przyjeżdżała do Sobolewa co weekend. Zaangażowała też innych doświadczonych wolontariuszy. - Mimo że skupialiśmy się na adopcjach i wiele psów znajdowało domy, schronisko stale się przepełniało - mówi.

Do obsługi miejsca była jedna osoba - starszy pan. - Nie mam zastrzeżeń do niego jako człowieka, ale nie był w stanie opiekować się nawet kilkudziesięcioma psami - opowiada była wolontariuszka z Sobolewa. - Na miejscu brakowało bud, a te, które były, nie były ocieplone. Przyszliśmy tam jesienią, zaraz zaczynała się zima. Budy nie były sprzątane - własnoręcznie zeskrobywaliśmy odchody szpachelkami kupionymi w sklepach budowlanych - mówi o obrazach, które widziała w schronisku.

Brakowało tam także kociarni - koty trzymano w klatkach w starym pojeździe wojskowym. Ostatecznie prowadzona przez nią fundacja zebrała pieniądze na zbudowanie kociarni.

Jak słyszymy od byłej wolontariuszki, w schronisku psy atakowały się nawzajem. - Właściciel twierdził, że dobiera psy charakterami, że silniejszy nie trafi do słabszego, co nie miało pokrycia w rzeczywistości - mówi Karolina Pawelczyk-Dróżdż. Były psy, które nigdy nie wychodziły z budy, całkowicie załamane psychicznie. Suki rodziły szczenięta, bo nie były kastrowane. Rozprzestrzeniał się parwowirus, a psy masowo umierały. - Wielokrotnie znajdowałyśmy zwierzęta martwe - zagryzione lub zmarłe z innych przyczyn. Psy w złym stanie trafiały tam regularnie i tygodniami nie otrzymywały żadnej pomocy - opowiada.

Wolontariusze starali się znajdować domy dla psów, ale nie byli w stanie zapewnić pomocy wszystkim czworonogom. - Czasem podejmowaliśmy decyzję, by natychmiast zawieźć psa w najgorszym stanie do lecznicy, a dopiero potem zastanawiać się, co dalej. Tak wyglądała nasza codzienność.

Jak wspomina wolontariuszka, Marian D. każdej soboty kupował im pączki, pizzę, robił herbatę. - Za każdym razem odwracał uwagę od realnych problemów, budując w nas poczucie winy, że "on tyle robi", a my jeszcze czegoś wymagamy - opowiada.

Obiecywał im zmiany, które nie dochodziły do skutku.

Była wolontariuszka z Sobolewa: To był moment graniczny


W sierpniu 2017 roku schronisko w Sobolewie przyjęło 11 psów z interwencji, za które gmina zapłaciła mu około 27,5 tysiąca złotych - słyszymy od Pawelczyk-Dróżdż. Psy te były odebrane właścicielowi. - Żadna realna pomoc weterynaryjna nie została im udzielona. Dwa z tych psów zmarły. Jednego z nich wolontariusze przynieśli pod biuro dyrektora. Ten tylko potrącił go nogą, sprawdzając, czy jeszcze żyje - mówi.

O fatalnym stanie drugiego psa kobieta dowiedziała się od innych wolontariuszy. - Sunia nie była w stanie wstać, przewracała się w budzie. Poleciłam natychmiast ją zabrać do całodobowej lecznicy w Warszawie. Początkowo właściciel się zgodził, po czym cofnął zgodę, twierdząc, że "musi mieć ślad w papierach". Następnego dnia dowiedziałyśmy się, że pies nie żyje. To był moment graniczny - przyznaje.

Jak później dowiedziała się z akt i ksiąg leczenia, zwierzęta z interwencji nie otrzymały żadnej pomocy - po 14 dniach zostały jedynie zaszczepione na wściekliznę.

Karolina Pawelczyk-Dróżdż oświadczyła, że nie będzie dalej "wyciągać psów z miejsca, w którym nic się nie zmienia". Pod koniec listopada wolontariusze zostali wyrzuceni ze schroniska.

Schronisko w Sobolewie zamknięte


W lutym 2018 roku wolontariusze złożyli zawiadomienie do prokuratury. Sprawa ciągnęła się latami - początkowo została umorzona. - Składałyśmy zażalenia, wnioski i pisma, po których postępowanie musiało zostać wznowione - mówi Karolina Pawelczyk-Dróżdż.

W 2019 roku kierownik schroniska usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzętami.

Pod koniec stycznia 2025 roku po nagłośnieniu sprawy i protestach miejsce zostało zamknięte, a psy zabrane do innych przytulisk.

Dziś sprawa sądowa zbliża się do końca. Termin rozprawy wyznaczono na 18 lutego.

Anna Nicz

Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: anna.nicz@firma.interia.pl


"Wydarzenia": Po zamknięciu schroniska w Sobolewie sytuacja wymknęła się spod kontroliPolsat NewsPolsat News


Nocna prohibicja w Warszawie. Trzaskowski proponuje jeden wyjątek

Mateusz Balcerek

Projekt uchwały w sprawie nocnej prohibicji na terenie całej Warszawy jest już gotowy. W piątek trafił do radnych. Prezydent stolicy Rafał Trzaskowski zaproponował, żeby z zakazu wyłączono teren lotniska Chopina.


Mężczyzna w garniturze stoi na tle nocnej panoramy miasta z nowoczesnymi wieżowcami i ruchliwą ulicą, wśród których widoczny jest Pałac Kultury i Nauki.

Projekt uchwały ws. wprowadzenia nocnej prohibicji w całej Warszawie jest gotowy. Zdjęcie ilustracyjneFacebook/Rafał Trzaskowski, Pixabay/Arcaionmateriał zewnętrzny



W skrócie

  • Radni Warszawy rozpatrzą projekt Rafała Trzaskowskiego dotyczący wprowadzenia nocnej prohibicji w całym mieście.

  • Prohibicja nie obejmie sklepów w strefie wolnocłowej lotniska Chopina.

  • Projekt uzyskał pozytywną opinię miejskiego skarbnika i po głosowaniu trafi do rad dzielnicowych.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Nocny zakaz sprzedaży obowiązywałby w godzinach 22.00-6.00. Od 1 listopada 2025 r. prohibicja została pilotażowo wprowadzona w Śródmieściu i na Pradze-Północ.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski deklarował wcześniej, że najpóźniej w czerwcu 2026 r. ograniczeniem zostanie objęte całe miasto.

Radni zajmą się projektem uchwały prezydenta miasta na sesji, która zaplanowana jest na 12 lutego.

Nocna prohibicja nie będzie dotyczyć lotniska Chopina? Jest tekst uchwały


Projekt zakłada, że zakaz nie będzie dotyczył sklepów w strefie wolnocłowej lotniska Chopina. W uzasadnieniu uchwały wskazano, że strefa wolnocłowa "nie jest przestrzenią publiczną, ogólnodostępną, a mieszkańcy czy turyści przebywający na terenie Warszawy mają do niej dostęp wyłącznie w celu odbycia podróży na podstawie ważnej karty pokładowej i po poddaniu się kontroli bezpieczeństwa".

"Dodatkowo nie jest możliwe swobodne opuszczenie strefy zastrzeżonej i powrót do niej ani przekazywanie produktów nabytych w strefie zastrzeżonej osobom przebywającym poza tą strefą. Osoby nabywają alkohol w punktach handlowych zlokalizowanych w strefie zastrzeżonej celem jego wywozu do miejsca docelowego swojej podróży, a nie spożycia na miejscu. Sprzedaż alkoholu w tej strefie odbywa się w przeważającej mierze w celach podarunkowych podróżnych, a nie w celach konsumpcyjnych" - wyjaśniono w tekście dokumentu.

Alkohol z lotniska Okęcie "nie trafi na teren miasta"


Podkreślono, że napoje alkoholowe kupione w sklepach usytuowanych w tej części portu lotniczego nie trafiają na teren miasta, dlatego działalność tych sklepów nie będzie miała wpływu na porządek publiczny w mieście.

Do projektu dołączona jest pozytywna opinia miejskiego skarbnika.

Po pozytywnym głosowaniu projekt uchwały trafi do 18 rad dzielnicowych, które będą miały 30 dni na wydanie opinii.

Według urzędu marszałkowskiego 30 miast i gmin Mazowsza wprowadziło obowiązujący nocą zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych.

Rok 2025 był rekordowy pod tym względem. Wówczas kilkanaście miast i gmin na Mazowszu wprowadziło bądź podjęło stosowne uchwały wprowadzające nocny zakaz sprzedaży alkoholu. Rok wcześniej nocną prohibicję wprowadziły Ząbki.


Brudziński w "Gościu Wydarzeń" o słowach Czarzastego: Skrajnie niemądrePolsat News


❌