Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 13 czerwca 2026

Makabryczne znalezisko w Lutoryżu. Co zeznała lekarka? Są zarzuty

Magdalena H., zatrzymana w związku z ujawnieniem na jej działce szczątków ludzkich płodów, usłyszała zarzut zbezczeszczenia zwłok i porzucenia niebezpiecznych odpadów w miejscu niedozwolonym - przekazał prok. Krzysztof Ciechanowski z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. Ujawnił także, co kobieta zeznała. Do sądu trafił wniosek o tymczasowy areszt dla zatrzymanej.


Radiowóz policyjny na miejscu pracy służb w Lutoryżu

Nowe informacje ws. lekarki z Lutoryża. Kobieta usłyszała zarzutDarek DelmanowiczPAP


W sobotę zakończyły się czynności przesłuchania podejrzanej Magdaleny H.

- Podejrzana nie oświadczyła, czy przyznaje się czy nie przyznaje się do zarzucanych jej czynów - przekazał prok. Ciechanowski.

Prokurator zdecydował ws. lekarki z Lutoryża. Usłyszała zarzut


Zatrzymana lekarka złożyła jednak wyjaśnienia. Kobieta potwierdziła, że sama przewiozła i zakopała ujawnione na jej posesji płody ludzkie i inne odpady medyczne. Wskazała również powód swoich działań.

Prokurator zdecydował o skierowaniu wniosku do Sądu Rejonowego w Rzeszowie o zastosowanie wobec zatrzymanej tymczasowego aresztowania. Na tę chwilę nie jest pewne, czy zostanie on rozpatrzony jeszcze w sobotę czy w niedzielę.

Podejrzana usłyszała jeden zarzut z art. 262 i art. 183 Kodeksu karnego. Dotyczy on zbezczeszczenia zwłok i porzucenia niebezpiecznych odpadów w miejscu do tego niedozwolonym. Magdalenie H. grozi kara 12 lat więzienia.

- Na miejscu zdarzenia trwają cały czas prace pod nadzorem prokuratora. Jest tam w tym momencie kilkadziesiąt osób - przekazał prok. Ciechanowski. Materiał dowodowy zabezpieczają funkcjonariusze z komendy wojewódzkiej, miejskiej i z laboratorium kryminalistycznego w Rzeszowie.

Prokurator Ciechanowski potwierdził wcześniejsze doniesienia o 32 płodach znalezionych na posesji należącej dawniej do kobiety. Prace na miejscu najprawdopodobniej zakończą się w poniedziałek.

Jak wynika z informacji przekazanych przez prokuraturę, na ten moment przyjętych jest kilka wersji śledczych, jednak więcej szczegółów będzie jasnych dopiero po weryfikacji zeznań podejrzanej.

Makabryczne odkrycie w Lutoryżu. Magdalena H. stawiła się w prokuraturze


Zatrzymana Magdalena H. w sobotę została doprowadzona do rzeszowskiej prokuratury. Kobieta miała stawić się tam przed południem, jednak nie pozwolił jej na to stan zdrowia. H. została przewieziona do szpitala. Ostatecznie weszła do budynku po godzinie 12.

Prokurator po przesłuchaniu opisał, że gorsze samopoczucie podejrzanej wynikało z faktu, iż nie przyjęła leków, które regularnie zażywa, bo nie miała ich przy sobie.

Lutoryż. Ustalenia śledczych


Do zatrzymania 57-letniej patomorfolożki Magdaleny H. doszło w piątek po ujawnieniu na jej dawnej działce pod Rzeszowem znacznąej ilość odpadów medycznych, w tym szczątków płodów ludzkich. Do makabrycznego odkrycia doszło podczas wykonywania prac budowlanych, które realizowano tam na zlecenie nowych właścicieli posesji.

"Kobieta została zatrzymana w godzinach porannych w dniu 12 czerwca 2026 roku na terenie Zamościa" - przekazał rzecznik rzeszowskiej prokuratury.

Pierwsze doniesienia na temat ujawnienia na posesji należącej do lekarki licznych odpadów medycznych trafiły do śledczych 10 czerwca. Jak nieoficjalnie dowiedziało się Radio Eska, kobieta miała tłumaczyć, że wynosiła szczątki ze szpitala podczas pandemii COVID-19. Twierdziła, że prowadziła na nich badania medyczne w warunkach domowych.


"Wydarzenia": Kłusownicy nad jeziorem. Podczas sprzątania znaleziono wnykiPolsat News


Nowe informacje ws. odkrycia w Lutoryżu. Lekarka doprowadzona do prokuratury

Dagmara Pakuła

Magdalena H., zatrzymana w związku z ujawnieniem szczątków ludzkich płodów w Lutoryżu, została w sobotę doprowadzona do prokuratury. Wcześniej kobieta źle się poczuła i została przewieziona do szpitala. Jak przekazał prok. Krzysztof Ciechanowski z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, zatrzymanej lekarce mają zostać przedstawione zarzuty.


Dwóch policjantów prowadzi kobietę w biało-czerwonym stroju do budynku z czerwonej cegły.

Makabryczne odkrycie w Lutoryżu. Lekarka doprowadzona do prokurauryPolsat News


Lekarka, do której należała w przeszłości działka, na której ujawniono szczątki ludzkich płodów, miała stawić się w rzeszowskiej prokuraturze przed południem. Jednak jak przekazał prokurator, Magdalena H. została przewieziona na badania w związku ze złym samopoczuciem.

- Nie wiemy, kiedy zostaną zakończone oraz czy będzie możliwe przeprowadzenie z nią czynności w postaci ogłoszenia zarzutów i przesłuchania w charakterze podejrzanej. Czekamy na informacje ze szpitala - wyjaśnił prokurator, dodając, że wszystko będzie zależne od stanu zdrowia kobiety.

Ostatecznie po godzinie 12 kobieta w asyście policji weszła do budynku prokuratury.

Lutoryż. Prokurator dementuje pogłoski na temat makabrycznego odkrycia


Prokurator Ciechanowski zdementował pogłoski, wedle których na posesji znaleziono około 100 ludzkich płodów. Jak doprecyzował, w sobotę rano potwierdzono ujawnienie dokładnie 32 ludzkich płodów. Pytany czy to prawda, że - zgodnie ze wstępnymi doniesieniami - kobieta miała wynosić szczątki na prywatną działkę ze szpitala, prokurator stwierdził, że na tym etapie śledztwa nie da się tego potwierdzić.

- Czynności na miejscu trwają drugą dobę. Mamy swoje przypuszczenia, przyjętych jest kilka wersji śledczych, natomiast bardzo istotną informacją będzie treść ewentualnych wyjaśnień zatrzymanej - powiedział prokurator.

Wspomniane przez Ciechanowskiego czynności realizowane są na działce o powierzchni 5 arów. Zaangażowano do nich m.in. biegłych z zakresu kryminalistyki, a także psa wyszkolonego do tropienia ludzkich zwłok. Działania służb mogą potrwać do początku przyszłego tygodnia.

Oprócz ludzkich szczątków, jak wyjawił prokurator, na posesji zabezpieczono kilkadziesiąt tysięcy szkiełek mikroskopowych, bloczków parafinowych. - To są odpady, które najprawdopodobniej służyły do wykonywania badań pani zatrzymanej, która z zawodu jest lekarzem patomorfologiem. Ujawniono też fragmenty dokumentacji. Część jest podniszczona, ponieważ była zakopana w ziemi - dodał prokurator.

Ludzkie szczątki w Lutoryżu. Działka należała w przeszłości do lekarki


Z komunikatu Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie wynika, że pierwsze informacje na temat "ujawnienia na terenie jednej z posesji w miejscowości Lutoryż znacznych ilości przedmiotów stanowiących odpady medyczne" trafiły do śledczych 10 czerwca.

Do odkrycia doszło podczas prowadzonych na posesji prac budowlanych. Okazało się, że działka należała w przeszłości do patomorfolog Magdaleny H.

Według nieoficjalnych informacji przekazanych przez Radio Eska, kobieta miała tłumaczyć, że wynosiła szczątki ze szpitala w czasie pandemii COVID-19, twierdząc, że prowadziła na nich badania medyczne w warunkach domowych.


"DE:KOD": Niemcy nadal lubią płacić gotówką INTERIA.PL


Makabryczne znalezisko pod Rzeszowem. Nowe doniesienia w sprawie lekarki

Makabryczne znalezisko pod Rzeszowem. Nowe doniesienia w sprawie lekarki

Zatrzymana lekarka miała tłumaczyć, że zabierała ze szpitala martwe płody w czasie pandemii - informuje nieoficjalnie Radio Eska. Według rozgłośni liczba znalezionych dotychczas płodów na terenie posesji w miejscowości Lutoryż wzrosła do 50. Informacji tych nie potwierdza jednak prokuratura. Kolejny komunikat ws. 57-letniej Magdaleny H. śledczy zapowiadają w sobotę w południe.


article cover

Lutoryż, Rzeszów. Nowe informacje o zeznaniach lekarkiDarek DelmanowiczPAP



W skrócie

  • Na posesji w Lutoryżu pod Rzeszowem odnaleziono szczątki 50 zakopanych płodów - poinformowało nieoficjalnie Radio Eska.

  • Zatrzymano 57-letnią lekarkę patomorfolog Magdalenę H., która miała tłumaczyć, że wynosiła płody ze szpitala w czasie pandemii.

  • Prokuratura prowadzi postępowanie w związku z podejrzeniem zbezczeszczenia zwłok oraz porzucenia niebezpiecznych odpadów.

Jak nieoficjalnie poinformowało w piątek popołudniu Radio Eska, liczba szczątków płodów odnalezionych na posesji w miejscowości Lutoryż pod Rzeszowem wzrosła do 50.

Z komunikatu Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie wynika, że pierwsze informacje na temat "ujawnienia na terenie jednej z posesji w miejscowości Lutoryż znacznych ilości przedmiotów stanowiących odpady medyczne" trafiły do śledczych 10 czerwca.

Nowe informacje ws. makabrycznego odkrycia w Lutoryżu. Tłumaczenia lekarki


Według nieoficjalnych informacji przekazanych przez Radio Eska, w sprawie 57-letniej lekarki patomorfolog pojawiają się nowe ustalenia dotyczące możliwego pochodzenia znalezionych płodów.

Kobieta miała tłumaczyć, że wynosiła je ze szpitala martwe w czasie pandemii COVID-19, twierdząc, że prowadziła na nich badania medyczne w warunkach domowych.

Z ustaleń dziennikarzy wynika, że po zakończeniu rzekomych analiz szczątki miały być umieszczane w workach jutowych i zakopywane na prywatnej działce należącej do lekarki. Na posesji znajdował się wówczas niezamieszkały dom. Kobieta miała pracować w jednym z rzeszowskich szpitali, dojeżdżając do pracy z okolic Zamościa.

Z kolei rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie prok. Krzysztof Ciechanowski w rozmowie z Interią zdementował informację o oficjalnych zeznaniach kobiety. Zapowiedział, że przesłuchanie odbędzie się w sobotę, a około południa prokuratura wyda oficjalny komunikat.

Makabryczne odkrycie pod Rzeszowem. Komunikat prokuratury


Do makabrycznego odkrycia doszło podczas prac ziemnych prowadzonych na jednej z prywatnych posesji. Operator koparki natrafił na ludzkie szczątki oraz przedmioty przypominające odpady medyczne. Nowi właściciele działki, którzy niedawno ją kupili, natychmiast zawiadomili służby.

Wśród zabezpieczonych materiałów znalazły się m.in. bloczki parafinowe i szkiełka mikroskopowe, a także szczątki ludzkich płodów - w tym również we wczesnej fazie rozwoju. Na miejsce skierowano biegłych, którzy potwierdzili ich pochodzenie.

Ustalono, że nieruchomość została wcześniej sprzedana przez lekarkę patomorfolog. Prokurator zdecydował o zatrzymaniu 57-letniej Magdaleny H., do którego doszło 12 czerwca w Zamościu. Sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie.

"Postępowanie prowadzone jest w kierunku czynów z art. 262 Kodeksu karnego (zbezczeszczenie zwłok) oraz art. 183 § 5a Kodeksu karnego (porzucenie odpadów niebezpiecznych w miejscu nieprzeznaczonym do ich składowania lub magazynowania)" - wyjaśniono.

Przestępstwa te są zagrożone karą pozbawienia wolności, odpowiednio do dwóch i do 12 lat. Prokuratura przekazała, że w chwili obecnej, w piątek ok. godz. 11, trwa przesłuchanie zatrzymanej w charakterze podejrzanej.

"Po wykonaniu czynności procesowych z jej udziałem podjęta zostanie decyzja co do ewentualnego zastosowania środków zapobiegawczych" - wskazano.


"DE:KOD": Niemcy nadal lubią płacić gotówką INTERIA.PL


Otrzymane przedwczoraj

Wypadek szybowca w Krośnie. Nagle runął na ogrodzenie

Wypadek szybowca w Krośnie. Nagle runął na ogrodzenie

Dawid Szczyrbowski

Chwile grozy przeżył pilot szybowca, który z niewiadomych przyczyn stracił wysokość i uderzył w ogrodzenie. Do wypadku doszło w okolicach lotniska w Krośnie. Mężczyzna nie odniósł poważnych obrażeń. Incydent zbada Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.


Szybowiec po wypadku leży na trawie obok ogrodzenia lotniska; obok radiowóz policyjny i droga.

Wypadek szybowca w Krośnie. Na miejscu akcja służb. Zdj. autorstwa portalu krosno112.plkrosno112.plmateriał zewnętrzny



W skrócie

  • W okolicach lotniska w Krośnie szybowiec z niewyjaśnionych przyczyn stracił wysokość i uderzył w ogrodzenie.

  • Pilot szybowca nie doznał obrażeń i nie wymagał hospitalizacji.

  • Sprawą zajmuje się Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, która ma ustalić okoliczności wypadku.

Do zdarzenia doszło w sobotę około godz. 18.20 na terenie krośnieńskiego lotniska przy ulicy Zręcińskiej. Szybowiec z niewyjaśnionych na razie przyczyn spadł na ogrodzenie obiektu.

Jak poinformował rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Krośnie bryg. Dariusz Gruszka, w maszynie znajdował się jedna osoba.

- Szybowcem podróżował tylko pilot. Po przebadaniu przez zespół ratownictwa medycznego okazało się, że nie ma żadnych obrażeń, nie został nawet zabrany do szpitala - przekazał rzecznik.

Portal krosno112.pl informował, że samolot przed wypadkiem leciał nisko nad drogą. Opublikowano nagranie z miejsca zdarzenia.

Krosno. Wypadek szybowca, do akcji wkroczyła specjalna komisja


W akcji ratowniczej i zabezpieczającej brało udział pięć zastępów straży pożarnej: dwa z Państwowej Straży Pożarnej oraz trzy z Ochotniczej Straży Pożarnej, a także policja i zespół ratownictwa medycznego.

W wyniku uderzenia uszkodzona została konstrukcja statku powietrznego oraz część infrastruktury lotniska - przekazał bryg. Gruszka.

O wypadku została powiadomiona Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, która ma ustalić przyczyny zdarzenia.


Pierwsze umowy z SAFE podpisane. Bocheński w ''Gościu Wydarzeń'': Aneksują rzeczy, które już były zamówione przez poprzedni rządPolsat News


Prześwietlili bagaż Ukrainki. Zaskakujące odkrycie polskich funkcjonariuszy

Artur Pokorski

Dwa kły morsa znaleźli u obywatelki Ukrainy funkcjonariusze Służby Celno- Skarbowej podczas kontroli na przejściu granicznym w Medyce. Wspomniany gatunek jest zagrożony wyginięciem i znajduje się pod ochroną. 66-letniej kobiecie grozi kara więzienia.


Funkcjonariusz Służby Celno-Skarbowej trzymający kieł morsa znaleziony podczas kontroli

Funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej z podkarpackiej KAS wykryli dwa kły morsa podczas kontroli na polsko-ukraińskim przejściu granicznym w MedyceKAS Rzeszówmateriał zewnętrzny



W skrócie

  • Funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej podczas kontroli w Medyce znaleźli w bagażu obywatelki Ukrainy dwa kły morsa.

  • 66-letnia kobieta nie posiadała wymaganych zezwoleń i nie zgłosiła okazów do kontroli, dlatego zabezpieczono je do dalszego postępowania.

  • Przewóz przez granicę UE i handel chronionymi gatunkami, jak kły morsa, grozi karą więzienia od trzech miesięcy do pięciu lat.

O okolicznościach znalezienia dwóch kłów morsa w bagażu 66-letniej Ukrainki poinformowała w piątek Izba Administracji Skarbowej w Rzeszowie.

Obywatelka Ukrainy wpadła podczas kontroli autokaru, który wjeżdżał do Polski przez przejście graniczne w Medyce.

"W ich wykryciu pomogło funkcjonariuszom urządzenie RTG, którym prześwietlili bagaże osób podróżujących autokarem" - czytamy w komunikacie.

Medyka. Kontrola autokaru na przejściu granicznym. Kły morsa w bagażu Ukrainki


Przeprowadzona analiza przedmiotów wykazała, że 52 i 45-centymetrowe kły należą do morsa arktycznego (łac. Odobenus rosmarus - red.), gatunku, który jest zagrożony wyginięciem i objęty ochroną na podstawie Konwencji Waszyngtońskiej CITES.

66-latka nie zgłosiła okazów do kontroli, nie posiadała też wymaganych w takim przypadku zezwoleń.

"W związku z naruszeniem przepisów ustawy o ochronie przyrody, funkcjonariusze zatrzymali okazy do dalszego postępowania, które prowadzi Podkarpacki Urząd Celno- Skarbowy w Przemyślu" - podano w komunikacie.

Granica polsko-ukraińska. Próby przemytu nietypowych przedmiotów


Nielegalny przewóz przez granicę UE objętych ochroną roślin i zwierząt, a także handel nimi wewnątrz Wspólnoty jest przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat.

Funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej od początku roku na przejściach granicznych w woj. podkarpackim udaremnili przemyt 30 gatunków będących pod ochroną.

Wśród nich były m.in. muszle skrzydelnika olbrzymiego, fragmenty rafy koralowej czy odzież i galanteria wykonana ze skór.


"DE:KOD": Ten bilet miał być rewolucją w transporcie w Niemczech. Ale jest haczyk…INTERIA.PL


Przed śmiercią dzwoniła do syna. Nowe ustalenia po ataku niedźwiedzia

Marta Stępień

Kobieta przed śmiercią kontaktowała się z synem. Wtedy wydarzyło się najgorsze - opisał Polsat News starosta sanocki Robert Pieszczoch. Do tragedii doszło w miejscowości Płonna na Podkarpaciu. 58-latka miała zostać zaatakowana przez niedźwiedźia po tym, jak jakiś czas wcześniej rozdzieliła się w lesie z synem.


Atak niedźwiedzia na Podkarpaciu. Na miejscu pracują służby

Atak niedźwiedzia na PodkarpaciuAlbin Marciniak/East NewsPolsat News



W skrócie

  • W miejscowości Płonna na Podkarpaciu doszło do ataku niedźwiedzia na 58-letnią kobietę.

  • Według doniesień kobieta zbierała poroża z 27-letnim mężczyzną, prawdopodobnie swoim synem. Rozdzielili się przed zdarzeniem.

  • Do ataku doszło, gdy kobieta rozmawiała telefonicznie z mężczyzną, a odniesione obrażenia były poważne.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

W czwartek po godz. 10 policja otrzymała informację o ataku niedźwiedzia w lesie w miejscowości Płonna (pow. sanocki). 58-letniej kobiecie miał towarzyszyć 27-letni mężczyzna. Według doniesień - jej syn.

- W pewnym momencie się rozdzielili, mężczyzna stracił kobietę z pola widzenia i rozpoczął jej poszukiwania. To on znalazł ją leżącą na ziemi i powiadomił służby - relacjonowała Polsat News aspirant sztabowa Anna Oleniacz, rzeczniczka policji w Sanoku.

Atak niedźwiedzia na Podkarpaciu


Nadleśniczy Nadleśnictwa Lesko Jan Mazur stwierdził, że można mieć pewność, że był to atak niedźwiedzia, bo trudno wyobrazić sobie, żeby takie obrażenia były spowodowane czymś innym.

- Rany dotyczą głowy, kręgosłupa. Jeśli pazury uderzą w mięśnie, są one poprzecinane, rany są szerokie. Jest to ewidentne, nie da się tego z niczym pomylić - podkreślił nadleśniczy.

Mazur przekazał, że najprawdopodobniej kobieta wraz z mężczyzną zbierali zrzucane przez jelenie poroża.

Kobieta w czasie ataku dzwoniła do syna


Starosta sanocki Robert Pieszczoch w rozmowie z Polsat News przekazał, że do ataku doszło, gdy kobieta rozmawiała z mężczyzną, z którym wcześniej się rozdzieliła.

- Dotarły do nas sygnały, że podczas tej tragedii rozgrywały się drastyczne sceny. Pani przed śmiercią skontaktowała się z synem, który był w lesie, ale w innym miejscu i wtedy wydarzyło się najgorsze - mówił samorządowiec.

Rzecznik Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie Łukasz Lis podkreślił, że do ataku doszło "daleko od zabudowań, w dziczy".


"Wydarzenia": Czwarty dzień czarnego tygodnia. W kasie NFZ brakuje 18 miliardów złotychPolsat News


Incydent na torach. Prokuratura ujawnia: Zatrzymano Brazylijczyków

Służby zatrzymały dwie osoby, które miały zachowywać się podejrzanie na torach w okolicach Przemyśla - przekazała Polsat News prokuratura, ujawniając szczegóły akcji służb z 3 grudnia. Kobieta i mężczyzna, obywatele Brazylii, po przeprowadzeniu czynności zostali zwolnieni. Osoby te nie usłyszały zarzutów, w sprawie trwa śledztwo - ustalił Polsat News.

❌