Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 13 czerwca 2026 Brak kategorii

Wojna zostawia ślad w naturze. Ptaki budują gniazda z kabli dronów

Ptaki w Ukrainie budują gniazda z kabli dronów. Wojna zmienia przyrodę

Karolina Majchrzak

Wojna w Ukrainie zmienia nie tylko krajobraz miast i infrastruktury, ale także świat przyrody. W regionie Donbasu odnotowano niezwykłe zjawisko, a mianowicie ptaki zaczęły wykorzystywać odpady pochodzące z nowoczesnych systemów uzbrojenia do budowy swoich gniazd.


Gniazdo zbudowane z przewodu światłowodowego odkryte w Ukrainie

Skutki wojny w Ukrainie. Ptaki wykorzystują kable światłowodowe do budowy gniazdOlena Tregub @OTregubTwitter


Odkrycie dotyczy gniazda, które zostało odnalezione po tym, jak drzewo zostało zniszczone w wyniku eksplozji bomby szybującej. Wśród rozbitych gałęzi znajdowała się niewielka konstrukcja spleciona nie tylko z trawy, ale również z cienkich włókien światłowodowych.

Materiał ten pochodzi z dronów FPV, które są masowo wykorzystywane na froncie. W przeciwieństwie do standardowych modeli sterowanych radiowo, część z nich korzysta z przewodowego połączenia światłowodowego, co pozwala uniknąć zakłóceń elektronicznych.

Niewidzialny odpad nowej wojny


Każdy taki dron rozwija za sobą długi cienki kabel, który po zakończeniu misji pozostaje w terenie. W efekcie pola, drogi i lasy pokrywają się niemal niewidocznymi włóknami z tworzyw sztucznych.

Skala zjawiska może być ogromna. W zależności od konstrukcji, pojedyncza szpula może mieć długość nawet kilkudziesięciu kilometrów. Przy intensywnym wykorzystaniu dronów na froncie oznacza to powstawanie znacznych ilości trudnych do usunięcia odpadów.

Przyroda się dostosowuje


Dla ptaków takie włókna stają się po prostu kolejnym materiałem budulcowym. Są lekkie, wytrzymałe i elastyczne, a dodatkowo mogą zapewniać pewną izolację. To sprawia, że trafiają do gniazd obok naturalnych elementów, jak trawa czy gałązki. I choć zjawisko to pokazuje zdolność przyrody do adaptacji nawet w ekstremalnych warunkach, jego konsekwencje mogą być poważne.

Eksperci ostrzegają, że pozostawione w środowisku włókna światłowodowe mogą stanowić zagrożenie dla zwierząt. Istnieje ryzyko zaplątywania się w nie ptaków, nietoperzy oraz drobnych ssaków. Z czasem materiał ten może również ulegać degradacji, przekształcając się w mikroplastiki trafiające do gleby i wód, co pokazuje, że odpady generowane przez nowoczesne technologie wojskowe mogą wpływać na ekosystemy jeszcze długo po zakończeniu działań zbrojnych.


Lek na raka jajnika daje nadzieję na dłuższe i lepsze życie© 2026 Associated Press


Brytyjczycy pokazali nowość. Namierzy okręty podwodne

Paula Drechsler

Firma Ultra Maritime przeprowadziła pierwsze testy nowej generacji systemu MSARS, który ma znacząco zwiększyć zdolności wykrywania okrętów podwodnych. Projekt realizowany jest w ramach brytyjskiej inicjatywy Atlantic Bastion, a innowacyjne boje mają być zintegrowane z zaawansowanymi systemami bezzałogowymi, co pozwoli na skuteczniejsze działania wobec rosnącej aktywności okrętów podwodnych.


Boje sonarowe MSARS Ultra Maritime na długich przewodach unoszące się w ciemnoniebieskiej wodzie oceanu, ptaki nad wodą.

Firma Ultra Maritime pomyślnie zakończyła pierwszy test rozmieszczenia w wodzie nowej generacji boi sonarowej MSARS.Ultra Maritime via PRNewswiremateriały prasowe



W skrócie

  • Ultra Maritime przeprowadziło w Szkocji pierwsze testy boi nowej generacji - Multistatic Active Receive Sonobuoy (MSARS).

  • Projekt jest częścią zainicjowanego przez brytyjskie ministerstwo obrony programu Atlantic Bastion.

  • Nowość od Ultra Maritime ma zwiększyć możliwości wykrywania i śledzenia okrętów podwodnych.

Pierwsze testy boi sonarowej nowej generacji od Ultra Maritime


Przedsiębiorstwo Ultra Maritime po raz pierwszy przetestowało boję sonarową nowej generacji, która ma znacząco zwiększyć skuteczność wykrywania okrętów podwodnych. Ultra Maritime to firma specjalizująca się w projektach z zakresu inżynierii obronnej, ze szczególnym uwzględnieniem technologii walki podwodnej.

Testy dotyczące nowego systemu MSARS (Multistatic Active Receive Sonobuoy) odbyły się w Szkocji. Projekt powstał pod patronatem Laboratorium Nauki i Technologii Obronnej (DSTL), agencji ministerstwa obrony Wielkiej Brytanii, wchodzącej w skład Krajowej Grupy Dyrektorów ds. Uzbrojenia. Innowacja wpisuje się w program Atlantic Bastion, rozwijający autonomiczne systemy zwalczania okrętów podwodnych. Nowe rozwiązanie ma pomóc reagować m.in. na rosnącą aktywność rosyjskich jednostek na Oceanie Atlantyckim.

Kamień milowy w rozwoju możliwości zwalczania okrętów podwodnych Royal Navy


Pierwsze przeprowadzone przez Ultra Maritime testy rozmieszczania w wodzie nowych boi zostały pomyślnie zakończone, co określono jako ważny kamień milowy w rozwoju możliwości zwalczania okrętów podwodnych przez siły Wielkiej Brytanii.

Nowa aktywna boja multistatyczna to jeden ze elementów inicjatywy Atlantic Bastion, której celem jest budowa cyfrowej sieci dozoru i zwalczania okrętów podwodnych, m.in. poprzez integrację sztucznej inteligencji, autonomicznych bezzałogowych systemów powietrznych i wodnych, a jednocześnie zwiększenie skuteczności platform załogowych, takich jak Merlin HM Mk2.

Boje MSARS od Ultra Maritime będą integrowane m.in. z zaawansowanym amerykańskim bezzałogowym dronem dalekiego zasięgu MQ‑9B SeaGuardian, co zwiększy możliwości obszarowe operacji i skalę monitoringu. MQ‑9B SeaGuardian to morska wersja drona MQ-9B SkyGuardian, zaprojektowana specjalnie do morskich misji patrolowych, rozpoznania oraz zwalczania okrętów podwodnych.

Lepsze wykrywanie okrętów podwodnych. Działania w obliczu trwających napięć


Wprowadzenie boi sonarowej nowej generacji miałoby istotnie poprawić wykrywanie okrętów podwodnych, wzmacniając zdolności zwalczania różnych zagrożeń tego typu.

- Jako jedyny producent boi sonarowych typu G, Ultra Maritime ma wyjątkową pozycję, aby dostarczać te kompaktowe boje idealnie dostosowane do operacji bezzałogowych systemów powietrznych, zapewniając większą elastyczność i trwałość w spornych środowiskach morskich. Ta integracja rozszerzy zasięg operacyjny, zwiększy ładowność boi sonarowych i wesprze rozproszone, multistatyczne operacje zwalczania okrętów podwodnych, wzmacniając zdolność sił sojuszniczych do wykrywania i śledzenia coraz bardziej zaawansowanych zagrożeń podwodnych - podaje firma.


Gen. dyw. Molenda w "Gościu Wydarzeń": Mamy swoich cyberkomandosówPolsat News


Kiedy F-35 zaczną bronić polskiego nieba? Generałowie mówią jasno

Marcin Jabłoński

F-35 są już w Polsce, ale zanim wejdą w gotowość operacyjną i będą bronić naszego nieba, jeszcze należy dokonać ważnych przygotowań. Podczas ceremonii przyjęcia pierwszych F-35 pytaliśmy, kiedy nowe myśliwce osiągną gotowość operacyjną i jak długo zajmie budowa systemu ich działania w armii. Rozmawiali z nami czołowi generałowie, zaangażowani w proces przyjęcia F-35 - gen. bryg. pil. Norbert Chojnacki oraz gen. bryg. pil. Tomasz Jatczak.


Dwa samoloty F-35 stojące obok siebie na płycie lotniska na tle pochmurnego nieba.

Kiedy F-35 zaczną bronić polskiego nieba? Generałowie zdradzają proces wdrażania supermyśliwców.Marcin Jabłońskiarchiwum prywatne



W skrócie

  • F-35 są w Polsce, ale zanim będą chronić polską przestrzeń powietrzną, konieczne są określone przygotowania operacyjne.

  • Generałowie informują, że 11. Eskadra Lotnicza powinna osiągnąć gotowość operacyjną w 2027 roku, po spełnieniu warunków dotyczących liczby maszyn, przeszkolenia załogi i infrastruktury.

  • Pełne wdrożenie F-35 to również stworzenie systemu szkolenia i zapewnienie współdziałania z innymi rodzajami sił zbrojnych, co potrwa kilka lat.

W 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku redakcja Interii GeekWeek rozmawiała z dowódcą 2. Skrzydła Lotnictwa Taktycznego gen. bryg. pil. Norbertem Chojnackim oraz Inspektorem Sił Powietrznych w Dowództwie Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych RP gen. bryg. pil. Tomaszem Jatczakiem. Pytaliśmy o przewagę F-35 nad konkurencyjnymi maszynami, czy oprogramowanie naszych samolotów daje im już pełne zdolności bojowe, jak wygląda proces wdrażania nowych myśliwców do polskiej armii oraz kiedy osiągną gotowość operacyjną.

F-35 jako rozgrywający pola walki


F-35 ma dać naszej armii nowe zdolności. Według generała Chojnackiego szczególnie ważną jest możliwość dystrybucji informacji pomiędzy różnymi rodzajami sił zbrojnych. F-35 działa jak swoisty rozgrywający na polu walki.

Szef Inspektoratu Sił Powietrznych podkreślił, że nasze F-35 już posiadają zdolności bojowe. Dodał, że samoloty też przechodzą stałe aktualizacje oprogramowania przez ich producenta - firmę Lockheed Martin - które to są wpisane w harmonogram.


Myśliwiec F-35 ustawiony na lotniskowym pasie, w tle rząd powiewających polskich flag na masztach.

F-35 w Łasku.Marcin Jabłońskiarchiwum prywatne


Kiedy F-35 staną się operacyjne?


Generał Chojnacki wskazał, że 11. Eskadra Lotnicza - pierwsza polska jednostka wykorzystująca F-35 - według planów ma być gotowa do operacyjnego działania już w 2027 roku. Jak określił, samym ma być gotowa do działania "w każdym miejscu na świecie".

Osiągnięcie gotowości przez 11. Eskadrę Lotniczą będzie pierwszym sukcesywnym etapem wdrożenia F-35 do sił zbrojnych RP. Aby to się stało, wymagane jest, aby w kraju znajdowało się co najmniej 8 maszyn, przeszkolonych została odpowiednia liczba pilotów i personelu naziemnego oraz zapewnione były niezbędne części zamienne. Generał Jatczak podkreślił, że jeszcze w tym roku w Polsce ma być 14 F-35, a ich wstępna gotowość operacyjna (IOC) przewidziana jest na 2027 rok.

Budowa całego systemu


Generał Chojnacki podkreślił w rozmowie, że jednak wdrożenie F-35 to nie tylko kwestia zapewnienia zdolności lotów bojowych i wykonywania operacji. To także stworzenie całego systemu treningowego i doprowadzenie do interoperacyjności z innymi domenami sił zbrojnych. Jak zauważył, dokonanie tego może potrwać lata.


Gen. bryg. pil. Norbert Chojnacki oraz gen. bryg. pil. Tomasz Jatczak odpowiadają Interii GeekWeek na pytania o F-35.Marcin JabłońskiINTERIA.PL


F-35 oficjalnie już w siłach zbrojnych Polski. Najnowocześniejsza maszyna

Marcin Jabłoński

Dziś miała miejsce ceremonia oficjalnego przyjęcia myśliwców F-35 Husarz do Sił Zbrojnych RP. Wydarzenie miało miejsce w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego (32. BLT) w Łasku i uczestniczyli w niej najważniejsze osoby w państwie. Redakcja Interii GeekWeek była na miejscu, mogąc się przyjrzeć najnowocześniejszym maszynom w historii polskich sił powietrznych.


article cover

Pierwsze polskie F-35 w bazie w Łasku.Marcin JabłońskiINTERIA.PL


Ceremonia przyjęcia F-35 do polskich sił zbrojnych


Uroczystości rozpoczęły się o godzinie 11.00. Na miejscu obecni byli najważniejsi polityczni przedstawiciele państwa m.in. prezydent Karol Nawrocki oraz wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.

Polski pilot na amerykańskim sprzęcie pokazuje wielką współpracę między Polską a Stanami Zjednoczonymi

Wojsko reprezentowali m.in. szef Sztabu Generalnego generał Wiesław Kukuła, oraz dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych generał pilot Ireneusz Nowak, który za sterami myśliwca F-16 powitał pierwsze F-35, gdy te przyleciały do naszego kraju jeszcze 22 maja. Nie zabrakło także reprezentacji z zagranicy. Stany Zjednoczone, kraju producenta myśliwców F-35, reprezentował podsekretarz stanu ds. kontroli zbrojeń i bezpieczeństwa międzynarodowego Thomas DiNanno.

Współcześni husarze


Przed oficjalną uroczystością w Łasku, trzy F-35 dokonały "rajdu" po Polsce. Maszyny przeleciały trasę z 32. BLT na Westerplatte w Gdańsku, kierując się potem na Warszawę wzdłuż Wisły, następnie na Kraków gdzie przeleciały nad Wawelem, aż powróciły do bazy na rozpoczęcie uroczystości. Widzowie mogli obserwować ich przelot oraz kołowanie na płycie lotniska.


Dwa nowoczesne myśliwce F-35 ustawione na pasie lotniska, na tle nieba z gęstymi chmurami i rzędu biało-czerwonych flag po prawej stronie.

Pierwsze polskie F-35 w bazie w Łasku.Marcin JabłońskiINTERIA.PL


Fakty o F-35 w Polsce


F-35 to najnowocześniejsze maszyny, jakie kiedykolwiek weszły na wyposażenie polskiego lotnictwa wojskowego. Mają zapewnić generacyjną zmianę jak 20 lat temu przylot pierwszych F-16. W polskich siłach powietrznych F-35 oznaczony został jako "Husarz".

Polska zakupiła od amerykańskiego rządu 32 myśliwce F-35A (wersja do startu i lądowania na konwencjonalnych lotniskach) wraz z pakietem szkoleniowym i zapasem silników 31 stycznia 2020 roku. Kosztowało nas to 4,6 mld dolarów netto. Do końca bieżącego roku do Polski ma przylecieć jeszcze 11 F-35. Według harmonogramu dostawy mają zakończyć się do końca 2029 roku.

Co czyni F-35 wyjątkowym


Produkowany przez Lockheed Martin F-35 określany jest jako samolot 5. generacji - czyli technologicznie bardziej zaawansowany niż wszystkie konkurencyjne maszyny. Ten status zapewniają trzy zdolności - zmniejszona wykrywalność przez radary, multisensoryczność oraz fuzja sensorów. Pierwsza sprawia, że F-35 może niepostrzeżenie może przelecieć nad zagrożone terytorium, dokonując operacji za liniami wroga. Drugi pozwala na szybkie gromadzenie i przesył informacji pomiędzy różnymi sensorami na polu walki. Trzeci zapewnia pilotowi łatwe przetworzenie gargantuicznych ilości informacji, co umożliwia mu efektywniejsze wykonanie zadania.


"Lepsza jakość i nowe możliwości". Były pilot myśliwców o F-35Polsat News


F-35 przeleciały nad polskimi miastami. Zobacz zdjęcia i nagrania

F-35 przeleciały nad polskimi miastami. Zobacz zdjęcia i nagrania

Karol Kubak

F-35 przeleciały nad polskimi miastami. Minęły Gdańsk, Warszawę i Kraków. Zobaczcie zdjęcia i nagrania z tego wydarzenia.


article cover

32 Baza Lotnictwa Taktycznego w Łasku. Myśliwce przygotowują się do przelotuWojciech OlkuśnikEast News



Spis treści:

  1. Przelot F-35 nad Polską

  2. Ceremonia oficjalnego przyjęcia samolotów F-35 do Sił Zbrojnych RP. Transmisja na żywo

  3. Przelot F-35 nad Gdańskiem

  4. Przelot F-35 nad Warszawą

  5. Przelot F-35 nad Krakowem

  6. Cała Polska z zapartym tchem śledziła przelot myśliwców

  7. Polska w gronie użytkowników F-35

  8. Najnowocześniejszy samolot w polskiej armii

Mieszkańcy Gdańska, Warszawy i Krakowa mogli dziś, w piątek 12 czerwca zobaczyć jedne z najnowocześniejszych samolotów bojowych świata. Polskie myśliwce F-35 wykonały uroczyste przeloty nad trzema miastami w ramach wydarzenia "Powitanie z Polską". To element oficjalnego wprowadzenia nowych maszyn do służby w Siłach Zbrojnych RP.

Trzy pierwsze z polskich samolotów wielozadaniowych F-35 po locie dotarły do bazy w Łasku 22 maja. Tam "Husarze" - bo takie imię będą nosiły samoloty - zostały oficjalnie wcielone do Sił Zbrojnych RP.


Nowoczesny myśliwiec wojskowy F-35 szybujący na wysokości, otoczony chmurami, widoczny z boku na tle jasnego nieba.

Jeden z F-35 podczas przelotu nad Polskmi miastami 12 czerwca 2026 r.Ministersto Obrony Narodowej/Xmateriał zewnętrzny



Trzy myśliwce F-35 na tle mapy Polski z oznaczeniem godzin przelotów nad Gdańskiem, Warszawą i Krakowem oraz informacją o wydarzeniu „Powitanie z Polską F-35 Husarz” 12 czerwca, przygotowaną przez Ministerstwo Obrony Narodowej.

F-35 przelecą nad Polską. Gdzie i kiedy spojrzeć w niebo?Ministerstwo Obrony NarodowejPAP


Dziękujemy, że śledziliście ten lot z Interią Geekweek. Publikujemy zdjęcia i nagrania, które pojawiły się w sieci. Zobaczcie.


Nowoczesny myśliwiec wojskowy w locie na tle bezchmurnego nieba.

32 Baza Lotnictwa Taktycznego w Łasku. F-35 podczas przygotowania do przelotuWojciech OlkuśnikEast News


Ceremonia oficjalnego przyjęcia samolotów F-35 do Sił Zbrojnych RP. Transmisja na żywo


O akcji "Powitanie z Polską" mówił kilka dni wcześniej wiceszef MON Cezary Tomczyk. Jak wyjaśniał, samoloty mają obniżyć lot nad miastami, aby mieszkańcy mogli zobaczyć z bliska najnowszy sprzęt polskiego lotnictwa.

Piątkowe przeloty nie są przypadkowe. W 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku odbyłą się dzisiaj uroczysta ceremonia przyjęcia samolotów F-35 do Sił Zbrojnych RP. W wydarzeniu uczestniczą prezydent Karol Nawrocki oraz minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.

Przelot F-35 nad Gdańskiem


Gdańsk był pierwszym miastem na trasie historycznego przelotu. Myśliwce przelatywały nie tylko nad Ważnymi dla polskiej historii miastami, ale też charakterystycznymi miejscami. W przypadku Gdańska pojawiły się nad Westerplatte.


Trzy odrzutowce wojskowe lecą w szyku nad miastem położonym w pobliżu wybrzeża, w tle widoczna linia morza oraz cumujące statki.

Polskie "Husarze" nad Gdańskiem Ministerstwo Obrony Narodowej/Xmateriał zewnętrzny



Cztery odrzutowce wojskowe lecące w szyku na tle jasnego, błękitnego nieba z białymi chmurami u dołu kadru.

Przelot F-35 nad WesterplatteKamil GozdanEast News


Przelot F-35 nad Warszawą


Kolejnym miastem na trasie podróży była Warszawa. F-35 w Towarzystwie F-26 przeleciały nad miastem wzbudzając duże zainteresowanie.


Trzy myśliwce wojskowe w formacji przelatują nad nowoczesną panoramą miejską, dominuje wyróżniający się wieżowiec oraz rozległa zabudowa miejska pod jasnym, lekko zachmurzonym niebem.

"Husarze" F-35 nad WarszawąMinisterstwo Obrony Narodowej/Xmateriał zewnętrzny



Panorama Warszawy z widocznymi nowoczesnymi i starszymi budynkami, czterema myśliwcami lecącymi w szyku na niebie oraz Stadionem Narodowym w tle.

Przelot F-35 nad WarszawąAnita WalczewskaEast News



Widok na panoramę miasta z dużym stadionem po lewej stronie i formacją czterech samolotów lecących nad gęsto zabudowaną dzielnicą.

F-35 nad stolicą PolskiAnita WalczewskaEast News



Trzy myśliwce w szyku lecą na tle nieba z widocznymi smugami za jednym z samolotów.

F-35 nad WarszawąPawel WodzynskiEast News



Zabytkowa wieża z zegarem i zielonymi kopułami kontrastuje z niebieskim niebem, w tle widoczny przelot czterech myśliwców.

Przelot F-35 nad WarszawąSERGEI GAPON/AFPEast News


Przelot F-35 nad Krakowem


Dawna stolica Polski była ostatnim punktem na trasie przelotu F-35 w towarzystwie F-16. Myśliwce przeleciały nad Wisłą przy Wawelu, po czym skierowały się z powrotem do 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku (łódzkie).


Wieża zwieńczona złotą koroną z wysokim ornamentem oraz trzy samoloty lecące w formacji na tle błękitnego, lekko zachmurzonego nieba.

Przelot F-35 nad KrakowemJAN GRACZYNSKIEast News


Cała Polska z zapartym tchem śledziła przelot myśliwców


Zdjęcia i nagrania z przelotu F-35 nad polskimi miastami pojawiały się w sieci niemal natychmiast, co pokazuje, jak dużym zainteresowaniem cieszyło się to wydarzenie. To nie tylko zdjęcia agencyjne i relacje mediów, ale przede wszystkim materiały internatów, którzy szybko chwycili za swoje aparaty i smartfony.

Szczególnie widoczne jest to na nagraniach z Gdańska i Krakowa, gdzie setki, jak nie tysiące obserwatorów na otwartej przestrzeni nad Wisłą wypatrywało huku i widoku nowoczesnych maszyn.


Liczne grupy ludzi odpoczywające na trawie nad brzegiem rzeki, w tle kamienica i drzewa, na wodzie widoczne statki turystyczne.

W Krakowie wiele osób wyszło na bulwary obserwować przelot F-35JAN GRACZYNSKIEast News


Polska w gronie użytkowników F-35


Pod koniec maja do Łasku dotarły trzy pierwsze polskie F-35. To część większego programu modernizacji lotnictwa wojskowego. Polska zamówiła łącznie 32 maszyny piątej generacji produkowane przez amerykański koncern Lockheed Martin.

Według informacji przekazanych przez MON wszystkie samoloty mają znaleźć się w kraju do końca dekady.

Najnowocześniejszy samolot w polskiej armii


F-35 to nie tylko myśliwiec, ale również zaawansowana platforma zbierania i przekazywania informacji. Według MON maszyna analizuje dane z wielu źródeł i wspiera działania całych sił zbrojnych. Polska stała się także pierwszym państwem na wschodniej flance NATO posiadającym te samoloty.

Jeśli macie taką możliwość, koniecznie prześlijcie nam zdjęcia, opublikujemy je.


F-35 w polskiej armii. Co wiesz o nowych myśliwcach? (Zdj. ilustracyjne)

Dwa nowoczesne myśliwce F-35 lecące w formacji na niewielkiej wysokości nad polami, w tle wyżej widoczny myśliwiec F-16.

Prom z czasów Leonarda Da Vinci pomaga pokonywać codzienne korki© 2026 Associated Press


Cały świat kupuje F-35. W Polsce mogą powstawać jego elementy

Cały świat kupuje F-35. W Polsce mogą powstawać jego elementy

Marcin Jabłoński

2026 będzie dla polskiej obronności rewolucyjnym rokiem. Wszystko przez przylot pierwszych myśliwców wielozadaniowych 5. generacji F-35. Wraz z Jonathonem Linnem, przedstawicielem Lockheed Martin ds. rozwoju biznesu międzynarodowego, na łamach Interii GeekWeek podsumowujemy najważniejsze informacje o polskich F-35 - co potrafią, jaką wersję kupiliśmy i czy w przyszłości elementy tego myśliwca mogą powstawać w Polsce.


F-35 w locie, na skrzydłach i kadłubie smugi powietrza, w tle błękitne niebo

Pierwsze F-35 przylatują do Polski. Lockheed Martin podsumowuje co wiemy o naszych nowych myśliwcach.U.S. AIR FORCEWikimedia Commons


F-35 nad Polską. Czekanie dobiega końca


31 stycznia 2020 roku Polska podpisała umowę na dostawę 32 myśliwców F-35A. Za kwotę 4,6 mld dolarów pozyskaliśmy unikatowe maszyny wojny, których siła nie kryje się w szybkości czy udźwigu, a zdolnościach informacyjnych i niepostrzeżonego operowania nad terenem wroga. Pierwszy polski F-35 zjechał z linii produkcyjnej zakładów Lockheed Martin już w sierpniu 2024 roku i został zaprezentowany w Święto Lotnictwa Polskiego. Dziś dostarczono ich już trzynaście sztuk, co stanowi 3/4 całej eskadry.

Teraz nadszedł moment, aby powitać F-35 w Polsce. Pierwsze trzy myśliwce przyleciały do 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku i nastąpiło ich oficjalne przyjęcie do naszej armii. W ekskluzywnej rozmowie dla Interii GeekWeek Jonathon Linn, starszy kierownik ds. międzynarodowego rozwoju biznesowego Lockheed Martin, wskazał, że to kamień milowy zarówno dla Polski oraz amerykańskiej firmy, która jest w Polsce od dziesięcioleci.

- To nie tylko wielkie wydarzenia dla Polaków, ale także dla nas, ze względu na 30-lecie obecności Lockheed Martin w Polsce - tłumaczy Jonathon Linn.

Myśliwiec jedyny w swoim rodzaju


F-35 Lightning II to samolot bojowy 5. generacji, czyli wyprzedzający technologicznie takie samoloty jak F-16. Jednymi z najważniejszych elementów jego konstrukcji jest twardy stealth, który pozwala ukryć samolot przed wykryciem radaru, co dokładnie opisaliśmy na łamach Interii GeekWeek.

F-35 ma też innego asa w rękawie - możliwość działania we współpracy z różnymi systemami wojska. Dzięki naszpikowaniu elektronicznymi sensorami i radarami F-35 może m.in. wspomagać działania jednostek lądowych czy obrony lotniczej jako samolot wczesnego ostrzegania i zwiadu. Dlatego jego obecność w Polsce pozwoli lepiej wypatrzeć i zidentyfikować możliwe zagrożenie, przekazując informacje o nim wielu żołnierzom na lądzie, morzu i w powietrzu w ramach spięcia systemów.

Najnowsza wersja myśliwca trafia do Polski


Polska zakupiła F-35 w wersji Block 4. Są to maszyny z trwającego programu modernizacyjnego - największego, jaki do tej pory spotkał ten samolot. Podstawą wersji Block 4 jest nowy pakiet modernizacyjny Technical Refresh-3 (TR-3), polepszający systemy awioniki, przyspieszający procesor i wprowadzający nowe wyświetlacze w kokpicie.

Wspomniany TR-3 stanowi podstawę infrastruktury komputerowej Block 4. Znacznie zwiększa możliwości samolotu w zakresie przechowywania i przetwarzania danych. Jednak to nie obecne ulepszenia TR-3 są tak istotne. Ta konfiguracja została pomyślana o technologiach przyszłości. Zwiększenie mocy oprogramowania otwiera furtkę do wprowadzenia nowych systemów już znanych, jak i dopiero opracowywanych. Tym samym polskie F-35 już dostają możliwość integracji z uzbrojeniem, sensorami czy awioniką, która dopiero nadejdzie. Ze względu na moc obliczeniową już wykorzystywaną w oprogramowaniu F-35 stanowi to ogromne wyzwanie i jest przykładem unikalnego podejścia do rozwoju na tle lotnictwa wojskowego.

- W F-35 proces modernizacji to coś ciągłego, co jest wręcz wbudowane w platformę. Przy Block 4 i TR-3 cały czas dodajemy nowe zdolności, starając się nie wyłączać samolotu z floty. Robimy wszystko, aby wprowadzić je najszybciej jak to tylko możliwe. To wyjątkowość tej platformy - mówi Jonathon Linn.

Dlaczego pierwszy i ostatni F-35 dla Polski będą się od siebie różnić


Dostawy myśliwców F-35 dla Polski mają potrwać najpóźniej do końca 2029 roku. W kwietniu 2025 w rozmowie dla portalu Strefa Obrony płk Łukasz Treder z zespołu ds. wdrożenia F-35 do polskich sił zbrojnych powiedział, że nasz kraj otrzymuje je w najnowszej konfiguracji, jaka występuje na daną chwilę. Ostatnie odbierane myśliwce mogą więc mieć początkowo inną konfigurację niż te z 2026 roku. W końcowym rozrachunku jednak wszystkie zostaną podniesione do najnowszych wersji.

Może to brzmieć zawile i rodzić pytania, jakie właściwie samoloty Polska kupiła za miliardy dolarów, że od razu muszą być ulepszane. W dużej mierze chodzi tu o oprogramowanie, które w tak zaawansowanym projekcie jak F-35 jest gigantycznym fundamentem. To właśnie oprogramowanie pozwala na dostarczenie temu myśliwcu nowych zdolności i pakietów modernizacji. Stąd poddawane jest licznym aktualizacjom.

Na ten moment wszystkie wyprodukowane F-35 dla Polski wykorzystują oprogramowanie o oznaczeniu 40P01 - pierwszą wersję, mogącą obsługiwać nowy pakiet modernizacyjny Technical Refresh-3 (TR-3), polepszający systemy awioniki, przyspieszający procesor i wprowadzający nowe wyświetlacze. Oprogramowanie 40P01 umożliwia odbywanie tylko lotów szkolnych. Jednak wraz z przejściem na kolejne iteracje oprogramowania polskie F-35 otrzymają już zdolności bojowe. Docelowo polskie F-35 zostaną podniesione do oprogramowania 42P01 - oznaczenia dla pełnej wersji Block 4.

Produkcja F-35 w Polsce


F-35 zmieni naszą armię. Jednak jak wskazuje Lockheed Martin, istnieje szansa, aby też rozwinął nasz przemysł zbrojeniowy. Jeszcze na Międzynarodowych Targach Przemysłu Obronnego 2025 w Kielcach Jonathon Linn zdradził, że w Polsce może zostać uruchomiona produkcja komponentów do F-35. Miałoby to pomóc zaspokoić rosnące potrzeby w dostawie myśliwców na całym świecie. Na ten moment aż 20 państw zakupiło F-35 w różnych wersjach, a na ich dostawy do kraju czekają m.in. Niemcy, Finlandia, Czechy czy Rumunia, a możliwa jest też sprzedaż do nowego klienta - Arabii Saudyjskiej.

W naszym kraju już są zakłady wchodzące w skład Lockheed Martin - PZL Mielec. Już produkują ponad 70 proc. struktury kadłuba do najnowszych F-16. Lockheed Martin widzi w nich potencjał do produkcji elementów F-35. Jak zdradził Johnaton Linn, istnieje też szansa, aby inne polskie firmy włączyły się w łańcuch produkcji F-35. Możliwe, że mówimy o stworzeniu w naszym kraju całej bazy MRO (Maintenance, Repair and Operations), czyli zachowania cyklu życia samolotu w polskich rękach. Szanse te miałyby się zwiększyć przy zakupie kolejnych F-35, co wpasowuje się w strategię rozwoju polskiej armii, o jakiej wspominał Szef Sztabu Generalnego RP gen. Wiesław Kukuła.

- Definitywnie jest szansa, aby PZL Mielec stał się miejscem produkcji części do F-35. Możliwości kooperacji mogą się zwiększyć po zakupie kolejnych samolotów. Regularnie wysyłamy RFP (Requests for Proposal) do różnych firm na całym świecie, na rzecz produkcji elementów F-35. Istnieje także możliwość na to, aby wiele polskich firm rywalizowało o RPF w ramach programu F-35. Mogę powiedzieć, że prowadziliśmy rozmowy z WB Group, choć na razie chcemy się skupić na kooperacji w Polsce z firmami należącymi do Polskiej Grupy Zbrojeniowej - podsumowuje Johnaton Linn.


Sagrada Família to najwyższy kościół świata. Budowa trwała 144 lata© 2026 Associated Press


Zniszczenia w Iranie jednak większe niż sądzono? Analiza zdjęć satelitarnych

Ponad 50 baz Iranu zniszczonych. Zdjęcia satelitarne ujawniają skalę uderzeń

Daniel Górecki

Analiza zdjęć satelitarnych wskazuje, że od początku konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie uszkodzonych w wyniku uderzeń przeprowadzonych przez Stany Zjednoczone i Izrael zostało ponad 50 irańskich obiektów wojskowych. Dane te pochodzą z materiałów przeanalizowanych przez BBC Verify i są jedną z najbardziej szczegółowych prób oceny strat po stronie Iranu.


Irańskie wyrzutnie rakiet

Zdjęcia satelitarne ujawniają skalę uderzeń w Iranie. Ponad 50 baz uszkodzonych (zdj. ilustracyjne)Korpus Strażników Rewolucji Islamskiejmateriały prasowe


Na początku kwietnia CNN informował w swojej ekskluzywnej publikacji, że mimo pięciu tygodni intensywnych bombardowań prowadzonych przez USA i Izrael, około połowa irańskich wyrzutni rakiet pozostaje nienaruszona, a przynajmniej tak wynikać miało z ocen amerykańskiego wywiadu, do których dotarła stacja. Według danych wywiadowczych zniszczeniu uległa tylko część infrastruktury, a wiele wyrzutni zostało jedynie zasypanych lub ukrytych pod ziemią, co oznacza, że mogą zostać ponownie użyte.

Z ustaleń wynikało również, że Iran nadal posiada około 50 proc. swoich zdolności dronowych, a także znaczną część nadbrzeżnych pocisków manewrujących, które są kluczowe dla kontroli i blokowania żeglugi w Cieśninie Ormuz. Z drugiej strony mamy zapewnienia amerykańskich władz, które deklarują przeprowadzenie uderzeń na ponad 13 tys. celów na terytorium Iranu i "zniszczenie możliwości wojskowych Teheranu". BBC Verify podjęło więc próbę uporządkowania tematu, analizując dostępne zdjęcia satelitarne. Wnioski?

Uderzenia w kluczowe elementy infrastruktury


Pełna skala zniszczeń pozostaje trudna do oszacowania, bo w trakcie konfliktu ograniczono dostęp do aktualnych zdjęć satelitarnych regionu, co utrudnia niezależną weryfikację informacji. Analiza opiera się częściowo na starszych materiałach oraz danych od alternatywnych dostawców, dlatego eksperci BBC Verify podkreślają, że przedstawione wyniki mogą nie obejmować wszystkich uszkodzonych obiektów.

Niemniej widać na nich wyraźnie, że Stany Zjednoczone trafiły w wiele kluczowych elementów infrastruktury, wśród zniszczonych lub uszkodzonych obiektów znajdują się bazy lotnicze, instalacje marynarki wojennej oraz infrastruktura związana z programem rakiet balistycznych. Uderzenia objęły również obiekty Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), w tym jego struktury dowódcze.

Lotnictwo i marynarka osłabione


Zdjęcia wskazują na znaczące straty w irańskim lotnictwie, w kilku lokalizacjach zniszczone zostały pasy startowe oraz samoloty wojskowe, a w niektórych bazach liczba uszkodzonych maszyn sięga kilkunastu, co zdaniem ekspertów mogło ograniczyć zdolność operacyjną sił powietrznych. Podobnie poważne zniszczenia odnotowano w marynarce wojennej, bo ataki na bazy nad Zatoką Perską doprowadziły do uszkodzenia jednostek pływających oraz infrastruktury portowej, co osłabiło zdolności operacyjne floty.

Pomimo strat w konwencjonalnych siłach zbrojnych Iran nadal dysponuje środkami pozwalającymi na prowadzenie działań ofensywnych. Kluczową rolę odgrywają tu systemy rakietowe oraz bezzałogowe statki powietrzne, które mogą być wykorzystywane do ataków na cele w regionie. Dodatkowo niewielkie, szybkie jednostki morskie nadal stanowią zagrożenie dla żeglugi, zwłaszcza w strategicznej cieśninie Ormuz. Mówiąc krótko, chociaż w wyniku amerykańsko-izraelskich ataków uszkodzonych lub zniszczonych zostało ponad 50 irańskich obiektów wojskowych, kraj ten nadal posiada zdolność do prowadzenia operacji militarnych.

Zdjęcia satelitarne sugerują również, że Iran wykorzystuje okres względnego spokoju do odbudowy części infrastruktury - w kilku bazach rakietowych odnotowano prace naprawcze, w tym usuwanie zniszczeń i przygotowywanie obiektów do dalszego użytku. Warto jednak pamiętać, że pomimo obowiązującego zawieszenia broni napięcie w regionie utrzymuje się na wysokim poziomie, obie strony kontynuują działania zbrojne, a ostatnie dni przyniosły kolejne wymiany uderzeń.


Lek na raka jajnika daje nadzieję na dłuższe i lepsze życie© 2026 Associated Press


Rosja wraca do taktyk sprzed dekad. Stare systemy i improwizacja na froncie

Rosja wraca do taktyk sprzed dekad. Front zalewają starocie i improwizacje

Daniel Górecki

Na froncie wojny w Ukrainie coraz wyraźniej widać zmianę w sposobie działania rosyjskich sił. Według ukraińskich źródeł oraz analiz dostępnych materiałów, armia Federacji Rosyjskiej coraz częściej sięga po rozwiązania znane z poprzednich epok - od taktyk rodem z wojny w Wietnamie po uzbrojenie wywodzące się jeszcze z czasów II wojny światowej.


Paliwo w kanistrach w bagażniku białego samochodu osobowego

Rosjanie dostarczają paliwo na front. W kanistrach w bagażnikach cywilnych samochodów Telegram/Exilenova+ (screen z nagrania)domena publiczna


W rejonie działań 7. Korpusu Szybkiego Reagowania rosyjskie oddziały prowadzą działania oparte na niewielkich grupach piechoty, które próbują przenikać linie obrony i zdobywać nowe pozycje. Jednocześnie wykorzystywane są przenośne wyrzutnie rakiet kalibru 122 mm, przypominające system Grad-P opracowany w latach 60. dla sił północnowietnamskich.

Powrót do taktyk z XX wieku


Tego typu uzbrojenie pozwala na oddanie pojedynczego strzału zamiast klasycznej salwy z wieloprowadnicowych wyrzutni. Zdaniem ukraińskich wojskowych może to świadczyć o ograniczonej dostępności nowoczesnych systemów artyleryjskich, które umożliwiają szybkie uderzenie i zmianę pozycji. Równolegle utrzymywana jest presja piechoty - według relacji z frontu, znaczna liczba żołnierzy pozostaje w ciągłym ruchu i jest eliminowana lub odnosi straty jeszcze przed osiągnięciem celu.

Miny z czasów II wojny światowej


Zmiany widoczne są także w stosowanym uzbrojeniu inżynieryjnym. W obwodzie sumskim odnaleziono współczesne wersje min przeciwpiechotnych PMD-6, czyli konstrukcji opracowanej jeszcze przed II wojną światową i wycofanej z użycia w połowie XX wieku.

Nowa wersja zachowuje zasadę działania pierwowzoru, choć została wykonana z tworzyw sztucznych zamiast drewna. Mina wykorzystuje prosty zapalnik typu MUV i standardowe ładunki trotylu, a jednocześnie nie posiada mechanizmów samolikwidacji. Powrót do tego typu konstrukcji wskazuje na wykorzystanie prostych, tanich i łatwych w produkcji rozwiązań, które mogą być stosowane na dużą skalę.

Logistyka pod presją. Cywilne auta na froncie


Zmiany dotyczą również zaplecza logistycznego. Rosyjskie siły zaczęły wykorzystywać cywilne samochody do transportu paliwa na tereny okupowane. Paliwo przewożone jest w kanistrach w bagażnikach prywatnych pojazdów, a konwoje organizowane są z udziałem lokalnych struktur.

Działania te mają związek z rosnącą skutecznością ukraińskich ataków na zaplecze logistyczne, w tym transporty paliwa. W odpowiedzi rosyjskie dowództwo sięga po metody utrudniające identyfikację celów, w tym maskowanie pojazdów wojskowych jako cywilnych. Na okupowanych terenach zauważono również ciężarówki wojskowe stylizowane na pojazdy cywilne, co ma zmniejszyć ryzyko ich wykrycia przez drony.

Zestawienie tych działań wskazuje na rosnącą rolę improwizacji w rosyjskiej strategii. Wykorzystanie przenośnych wyrzutni o ograniczonych możliwościach, powrót do przestarzałych min oraz adaptacja cywilnych środków transportu pokazują zmianę podejścia do prowadzenia działań wojennych. Czy skuteczną? Niekoniecznie, bo ukraińskie siły, korzystające z rozbudowanych systemów rozpoznania i uderzeń, są w stanie skutecznie wykrywać i neutralizować wiele z tych zagrożeń.


Prom z czasów Leonarda Da Vinci pomaga pokonywać codzienne korki© 2026 Associated Press


Fałszywe firmy i zlecenia. FBI przejmuje strony powiązane z obcym wywiadem

FBI ujawnia dużą operację szpiegowską. Fałszywe oferty pracy

Daniel Górecki

Amerykańskie służby poinformowały o przejęciu kilkunastu stron internetowych, które miały być wykorzystywane do pozyskiwania osób posiadających dostęp do wrażliwych informacji rządowych. Według śledczych za operacją mogli stać pośrednicy działający na rzecz chińskiego wywiadu, którzy podszywali się pod firmy konsultingowe i oferowali atrakcyjnie płatne zlecenia ekspertom z USA.


szef FBI

Szef FBIBrendan SmialowskiAFP


Jak wynika z dokumentów FBI, podejrzane strony publikowały ogłoszenia skierowane do byłych wojskowych, analityków ds. obronności, specjalistów od polityki międzynarodowej oraz osób posiadających poświadczenia bezpieczeństwa. Oferty obejmowały stanowiska takie jak "Analityk Spraw Międzynarodowych", "Analityk Obronny" czy różnego rodzaju role konsultingowe wykonywane zdalnie. 

Kusili wysokimi wynagrodzeniami i pracą zdalną


Kandydatom proponowano przygotowywanie raportów i analiz dotyczących tematów istotnych z punktu widzenia geopolityki. Problem polegał na tym, że zleceniodawcy coraz częściej próbowali uzyskać informacje niedostępne publicznie, a nawet dane mogące mieć charakter poufny.

AI pomogła w budowie fałszywej wiarygodności


Śledczy twierdzą, że organizatorzy procederu wykorzystywali zaawansowane metody ukrywania swojej tożsamości. Wśród nich znalazły się fotografie i materiały wideo generowane przez sztuczną inteligencję, skradzione dane prawdziwych przedsiębiorstw oraz fałszywe profile ekspertów.

Finansowanie operacji miało odbywać się za pośrednictwem kryptowalut i zagranicznych instytucji finansowych, co dodatkowo utrudniało identyfikację osób stojących za całym przedsięwzięciem. Co więcej, według FBI część rekrutowanych osób otrzymywała wysokie wynagrodzenia za przygotowywanie raportów dotyczących relacji USA-Chiny, konfliktu izraelsko-palestyńskiego czy sytuacji na Bliskim Wschodzie.

LinkedIn i platformy freelancerskie pod lupą


Śledztwo wskazuje, że potencjalnych kandydatów wyszukiwano między innymi za pośrednictwem popularnych serwisów zawodowych i platform dla freelancerów. Szczególnym zainteresowaniem miały cieszyć się osoby deklarujące gotowość do zmiany pracy lub poszukiwania nowych źródeł dochodu.

Eksperci od cyberbezpieczeństwa od lat ostrzegają, że media społecznościowe stają się coraz ważniejszym narzędziem wykorzystywanym przez zagraniczne służby wywiadowcze. Dzięki nim można łatwo identyfikować specjalistów posiadających dostęp do cennych informacji i nawiązywać z nimi kontakt pod pozorem legalnej współpracy.

Jednym z bardziej zaskakujących elementów całej sprawy był wygląd jednej z przejętych stron internetowych. Według dokumentów FBI znajdowały się na niej referencje wystawione przez fikcyjnych bohaterów komedii "Legenda telewizji", w tym Rona Burgundy'ego i Bricka Tamlanda.


Co decyduje o tym, czy pszczoła zostanie królową? INTERIA.PL


Spór o atak na zbiornik wody. Iran publikuje zdjęcia, USA analizują

Irańskie media oskarżają USA o ataki na budynki cywilne. Publikują zdjęcia

Daniel Górecki

Irańska agencja prasowa Mehr opublikowała zdjęcia zniszczonego zbiornika wody pitnej oraz fragmentów uzbrojenia, które jej zdaniem mają pochodzić z amerykańskiej broni precyzyjnej. Sprawa pozostaje niejednoznaczna, a część informacji nie została niezależnie potwierdzona - eksperci cytowani przez CNN wskazują jednak, że może chodzić o bombę z serii GBU-39.


Samolot z podwieszoną bombą GBU-72

Amerykanie wcześniej uderzali w Iran bombami GBU-72 (zdj. poglądowe)Samuel King Jr.Wikimedia Commons


Półoficjalne irańskie media opublikowały fotografie przedstawiające zniszczony zbiornik wody pitnej oraz fragmenty uzbrojenia, które mają pochodzić z amerykańskiej bomby precyzyjnej. Jak informuje CNN w swojej publikacji, dziennikarze nie byli w stanie niezależnie potwierdzić, czy zaprezentowane fragmenty rzeczywiście pochodzą z miejsca zdarzenia. Lokalizacja zdjęć samego zbiornika została jednak zweryfikowana przez niezależnego analityka oraz potwierdzona przez redakcję CNN jako południowy Iran.

Podejrzenia dotyczące amunicji


Na opublikowanych fotografiach widoczne są elementy, które zdaniem specjalistów od uzbrojenia odpowiadają komponentom bomby z serii GBU-39. Jest to precyzyjna amunicja kierowana produkowana w Stanach Zjednoczonych, ale znajdująca się także na wyposażeniu innych państw. Eksperci wskazują również, że charakter uszkodzeń zbiornika jest zgodny z efektami działania tego typu uzbrojenia.

Kontekst uderzeń USA


Doniesienia pojawiają się po tym, jak Stany Zjednoczone przeprowadziły uderzenia na cele w Iranie w odpowiedzi na zestrzelenie amerykańskiego śmigłowca. Nie jest jednak jasne, czy zniszczenie zbiornika wody było bezpośrednim skutkiem tych operacji. Rzecznik amerykańskiego Dowództwa Centralnego potwierdził, że informacje o incydencie są analizowane, nie podając przy tym żadnych szczegółów.

Według irańskich władz w wyniku uderzenia zniszczone zostały dwa betonowe zbiorniki wodne o łącznej pojemności 2500 metrów sześciennych, obsługujące tysiące mieszkańców. Opublikowane zdjęcia pokazują jeden ze zbiorników z zawalonym dachem i otoczeniem pełnym gruzu - widoczne są również instalacje rurowe doprowadzające wodę. Obiekty tego typu należą do infrastruktury cywilnej chronionej na mocy prawa międzynarodowego, w tym Konwencji Genewskiej.

Na obecnym etapie nie ma jednoznacznego potwierdzenia przebiegu zdarzenia ani źródła użytej amunicji. Eksperci zwracają też uwagę, że choć trafienie wydaje się precyzyjne, nie można wykluczyć błędu w wyborze celu. Sprawa pozostaje więc otwarta, a jej wyjaśnienie będzie zależało od dalszych analiz i ewentualnych dodatkowych materiałów dowodowych. Nie da się jednak ukryć, że w kontekście wcześniejszego ataku na szkołę podstawową dla dziewcząt w Minabie, za który najprawdopodobniej odpowiadają Stany Zjednoczone, nie wygląda to dobrze.


Gen. dyw. Molenda w "Gościu Wydarzeń": Mamy swoich cyberkomandosówPolsat News


Rakiety poleciały w stronę Chin. Tajwan pokazał HIMARS

Rakiety poleciały w stronę Chin. Tajwan pokazał HIMARS

Karol Kubak

Tajwan po raz pierwszy wystrzelił rakiety z amerykańskich wyrzutni HIMARS nad wodami Cieśniny Tajwańskiej. Ćwiczenia miały pokazać, jak wyspa zamierza bronić się przed ewentualnym atakiem Chin.


Wyrzutnia HIMARS na Tajwanie wystrzeliwuje rakiety nad Cieśniną Tajwańską, w tle morze i smugi dymu.

Tajwan po raz pierwszy użył HIMARS nad Cieśniną TajwańskąCHENG YU-CHEN/AFPEast News


Tajwańska armia przeprowadziła ćwiczenia z użyciem amerykańskiego systemu HIMARS, wystrzeliwując rakiety w kierunku wód oddzielających wyspę od Chin. Choć pociski miały ograniczony zasięg i spadły do morza niedaleko wybrzeża, sam pokaz miał duże znaczenie polityczne i wojskowe.

To pierwszy przypadek, gdy rakiety z tego typu wyrzutni zostały odpalone nad wodami Cieśniny Tajwańskiej. Dla władz w Tajpej to był element ćwiczeń, które mają sprawdzić gotowość do obrony wyspy w razie ewentualnego ataku ze strony Chin.

Mobilna wyrzutnia, która ma utrudnić atak


HIMARS, czyli High Mobility Artillery Rocket System, to mobilny system rakietowy dostarczany Tajwanowi przez Stany Zjednoczone. Jego największą zaletą jest możliwość szybkiego przemieszczania się. Wyrzutnia może opuścić ukryte stanowisko, oddać salwę i niemal natychmiast zmienić lokalizację. Taka taktyka określana jest mianem "shoot and scoot", czyli "strzel i uciekaj".

Podczas ćwiczeń pojazdy otrzymały rozkaz otwarcia ognia, zajęły pozycje i wystrzeliły rakiety w ciągu zaledwie trzech minut. Wojsko podkreśliło, że wykorzystano pociski szkoleniowe o zmniejszonym zasięgu.

Ćwiczenia odbywały się na zachodnim wybrzeżu Tajwanu, zwróconym w stronę Chin. Oprócz wyrzutni HIMARS użyto także haubic kalibru 155 mm. Scenariusz zakładał odpowiedź na potencjalną chińską inwazję oraz sprawdzenie zdolności do szybkiego rozmieszczania sił i precyzyjnego rażenia celów.

Tajwan stawia na obronę asymetryczną


W ostatnich latach Tajwan coraz mocniej rozwija strategię określaną jako obrona asymetryczna. Zamiast konkurować z Chinami liczbą dużych i kosztownych systemów uzbrojenia, wyspa inwestuje w rozwiązania, które mogą utrudnić przeciwnikowi przeprowadzenie skutecznego ataku.

- Ze względu na obecne zagrożenie ze strony przeciwnika będziemy nadal prowadzić szkolenia z użyciem HIMARS z niezachwianą determinacją, aby chronić Tajwan jako najsilniejsza siła narodu - podkreślił sierż. Wang Ming-hui.

Według CNN Stany Zjednoczone zapowiedziały w grudniu sprzedaż kolejnych 82 systemów HIMARS dla Tajwanu w ramach dużego pakietu zbrojeniowego. Los tej transakcji pozostaje jednak niepewny po niedawnym spotkaniu prezydenta USA Donalda Trumpa z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. Tajwan kontynuuje ćwiczenia pokazując, że przygotowania do ewentualnej obrony wyspy pozostają jednym z priorytetów tamtejszych sił zbrojnych.

Źródło: CNN


Świat w ogniu. Wojny po 1945 roku

Wojny po 1945 roku

Prom z czasów Leonarda Da Vinci pomaga pokonywać codzienne korki© 2026 Associated Press


Incydent w Cieśninie Ormuz. Co utrata Apache'a mówi o przyszłości wojny

Marcin Jabłoński

Doniesienia o utracie przez Amerykanów śmigłowca Apache i uratowanie załogi przez bezzałogowy system morski rodzą ważne pytania na temat ewolucji prowadzenia walki.


Śmigłowiec AH-64 Apache lecący nad trawiastym terenem i bezzałogowa łódź patrolowa na wodzie.

Amerykanie stracili śmigłowiec Apache. Irańczycy mieli użyć taniej broni, a załoga została uratowana przez drona. Oto jaka jest przyszłość wojny.Capt. Jamie DelkWikimedia Commons


Apache stracony nad Cieśniną Ormuz. Co wiadomo, a co jest legendą?


9 czerwca w mediach pojawiły się doniesienia o utracie przez siły zbrojne Stanów Zjednoczonych jednego śmigłowca szturmowego AH-64 Apache, operującego na terenie Cieśniny Ormuz. Tego samego dnia prezydent Donald Trump potwierdził tę stratę, wskazując, że śmigłowiec padł ofiarą irańskiego ognia. Podkreślił jednak, że dwóch załogantów zostało bezpiecznie uratowanych m.in. dzięki wykorzystaniu morskiego drona. Kapitan US Navy Tim Hawkins ujawnił, że do akcji wykorzystano bezzałogowiec Saronic Corsair, operowany przez Task Force 59 - zespół US Navy, który wdraża systemy bezzałogowe w działaniach morskich na Bliskim Wschodzie. Dron miał zlokalizować rozbitków i przenieść ich w bezpieczne miejsce, skąd na brzeg zabrał ich helikopter.

Co ciekawe do mediów wyciekły pierwsze szczegóły wojskowego śledztwa, mającego ustalić co dokładnie doprowadziło do straty Apache'a. Axios i CNN powołując się na rządowe źródła zaznajomione ze sprawą, poinformowało, że według wyników śledztwa w śmigłowiec uderzył dron. Niektóre relacje medialne identyfikowały go jako Szahid. Niemniej nie można było ustalić, czy to "uderzenie" było intencjonalne, czy był to przypadek.

Warto jednak podkreślić, że te doniesienia nie są potwierdzone i stanowią bardzo zamglony obraz sytuacji. Chociażby pojawiają się podejrzenia, że przeprowadzono błędną identyfikację systemu, który uderzył w Apache'a. Miał nie być to dron Szahid a pocisk przeciwlotniczy typu 358. Natomiast irańskie media donoszą, że w Apache'a mógł trafić pocisk przeciwlotniczy systemu Nawab.


Grupa wysokich rangą oficerów wojskowych w mundurach różnych rodzajów sił zbrojnych zgromadzona wokół nowoczesnego pocisku rakietowego umieszczonego na pomarańczowym stojaku podczas oficjalnej prezentacji na zewnątrz.

Pocisk typu 358 prezentowany przez oficerów Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej dla delegacji armii rosyjskiej.VADIM SAVITSKYWikimedia Commons


Zostaw ciężki sprzęt i buduj tanie drony? Nie tak prędko!


Bez względu na niedopowiedzenia i brak dokładnych informacji, incydent wzbudził szeroką dyskusję, szczególnie na temat współczesnej przydatności śmigłowców bojowych. Niektórzy komentatorzy i internauci wskazują, że cała sytuacja pokazuje, jak łatwo stracić tak drogą i zaawansowaną technologicznie maszynę i to poprzez wykorzystanie taniej broni. Odbija się to echem szczególnie w naszym kraju, który w najbliższych latach przyjmie 96 śmigłowców AH-64 Apache, kupinych za około 40 mld złotych.

Faktem jest, że incydent ten pokazuje coś, co wiadomo od dłuższego czasu. Operując blisko wroga wyposażonego nawet w niezbyt zaawansowaną broń zdolną do zniszczenia zaawansowanego systemu, tenże system jest zagrożony. Nieważne czy mówimy o amerykańskim Apache, który lata blisko Irańczyków czy rosyjskim Mi-8 lecącym w pobliżu ukraińskich pozycji. Taki system może paść ofiarą ognia nawet pomimo swojego zaawansowania oraz wyszkolenia załogi. Amerykanie przekonali się o tym, chociażby 27 marca 1999 roku podczas Operacji Allied Force, gdy siły serbskie zestrzeliły nowoczesny samolot F-117 Nighthawk za pomocą systemu przeciwlotniczego S-125 Pechora. Podobne sytuacje zdarzają się dziś i będą zdarzały się w przyszłych konfliktach.

Niemniej nie oznacza to, że trzeba się pogodzić z takimi faktami. Dziś, gdy drony jawią się coraz bardziej jako tanie i masowe rozwiązania na polu walki, trzeba szukać równie tanich i masowych systemów obrony przed nimi. Zarówno pod kątem urządzeń, jak i taktyki. Takie sytuacje jak z Apache'm nad Cieśniną Ormuz nie oznaczają zmierzchu śmigłowców bojowych. Trafienia i unieszkodliwianie czołgów Abrams na polach w Ukrainie nie oznaczają zmierzchu czołgów. Oznaczają, że trzeba mieć odpowiednie uznanie dla możliwości wroga i sposoby na ich skontrowanie.

Element systemu


Przy omawianiu incydentu z utratą śmigłowca Apache nie sposób pominąć też faktu, że w ratowaniu jego załogi wykorzystano właśnie bezzałogowiec. Oczywiście nie oznacza to, że dronem załatwiono całą sprawę. Saronic Corsair musiał zostać wypuszczony z większego okrętu, który akurat był dostępny do przeprowadzenia operacji, a sam bezzałogowiec mógł wykonać tylko część zadania. Niemniej tej fakt nie umniejsza wagi tej sytuacji. Jest to pierwszy przypadek w historii, gdzie siły zbrojne Stanów Zjednoczonych z sukcesem wykorzystały morski bezzałogowiec w operacji CSAR (Combat Search and Rescue).


Nowoczesna motorówka bezzałogowa płynąca po wzburzonej powierzchni morza, za którą podąża kolejna jednostka w oddali.

Bezzałogowce morskie Saronic Corsair.@Saronicmateriał zewnętrzny


Pokazuje to, jak bezzałogowce mogą być wykorzystywane na dzisiejszym polu walki do różnych operacji, jako realne wsparcie dla klasycznych systemów. Nie tylko do samego ataku, ale i ratownictwa, transportu zaopatrzenia czy przesyłu informacji. I to wsparcia już na poziomie masowym, dostępnym i wykorzystywanym przez coraz szerszą gamę żołnierzy. Dalej jednak wsparciem będącym częścią całego systemu operacji taktycznych, a nie osobnym panaceum na wszystkie bolączki.

Incydent z utratą śmigłowca Apache oraz rola w nim taniej broni i systemów bezzałogowych wskazuje, że dzisiejsze armie mają do dyspozycji różne nowe środki, które można wykorzystać jako zagrożenie dla ciężkich systemów operacji lub jako uzupełnienie dla krytycznych zdolności. Nie oznaczają jednak zmierzchu dotychczasowego sposobu walki, gdzie jak tylko dana armia ma możliwość, to wykorzysta wszelkie "ciężkie" systemy jak śmigłowce, czołgi, samoloty, pociski balistyczne itp.


Prom z czasów Leonarda Da Vinci pomaga pokonywać codzienne korki© 2026 Associated Press


Dron uratował pilotów po katastrofie. Historyczna akcja na morzu

Pierwsza taka akcja ratunkowa w historii. Dron uratował pilotów po katastrofie śmigłowca

Karol Kubak

U wybrzeży Omanu autonomiczna łódź amerykańskiej marynarki wojennej pomogła uratować dwóch pilotów po katastrofie śmigłowca. To pierwsza taka akcja ratunkowa opisana przez wojsko USA.


Bezzałogowa łódź wojskowa USA z systemem radarowym i antenami płynie po wzburzonym morzu.

Dron marynarki wojennej USA jako pierwszy dokonał akcji ratunkowej zestrzelonych pilotów armii amerykańskiej.Technologie Saronicmateriał zewnętrzny


Drony od lat pomagają wojsku obserwować teren, śledzić ruchy przeciwnika czy patrolować morza. Teraz po raz pierwszy poinformowano o wykorzystaniu autonomicznej jednostki pływającej do ratowania ludzi. U wybrzeży Omanu bezzałogowa łódź amerykańskiej marynarki wojennej odnalazła i podjęła z wody dwóch pilotów po katastrofie śmigłowca AH-64 Apache.

Ratunek po katastrofie w pobliżu Cieśniny Ormuz


Do zdarzenia doszło w poniedziałek w rejonie Cieśniny Ormuz, jednego z najważniejszych szlaków żeglugowych świata. Według amerykańskiego Centralnego Dowództwa wojskowego (CENTCOM) dwóch członków załogi śmigłowca zostało odnalezionych po około dwóch godzinach od znalezienia się w wodzie. Ich stan określono jako stabilny.

Wydarzenie szybko przyciągnęło uwagę opinii publicznej. Prezydent Donald Trump poinformował w mediach społecznościowych, że śmigłowiec został zestrzelony przez siły irańskie podczas patrolu. Dodał również, że Stany Zjednoczone przeprowadziły uderzenia na cele znajdujące się na terytorium Iranu.

Bezzałogowa łódź przejęła zadanie ratowników


Kluczową rolę w akcji odegrała autonomiczna jednostka Corsair (patrz zdj. główne) należąca do Task Force 59. To działająca na Bliskim Wschodzie grupa amerykańskiej marynarki wojennej, której zadaniem jest wdrażanie systemów autonomicznych do codziennych operacji wojskowych.

To pierwszy znany przypadek wykorzystania takiej platformy w rzeczywistej wojskowej operacji poszukiwawczo-ratowniczej. Dotąd podobne zadania wykonywały głównie śmigłowce, okręty lub wyspecjalizowane zespoły ratowników.

Korsarz pokazuje nowe możliwości dronów


Corsair (tłum. Korsarz) został zaprojektowany przez firmę Saronic Technologies z Teksasu. Jednostka ma długość około 7 metrów i przypomina szybką motorówkę. Może pokonać ponad 1000 mil morskich (ok. 1,9 tys. km) bez uzupełniania zapasów, przewozić ładunek o masie do 453 kilogramów i rozwijać prędkość 35 węzłów (ok. 65 km/h)

Amerykańska marynarka wykorzystuje takie systemy na Bliskim Wschodzie od końca marca. Dotychczas służyły głównie do obserwacji i działań związanych z bezpieczeństwem.


Prom z czasów Leonarda Da Vinci pomaga pokonywać codzienne korki© 2026 Associated Press


Otrzymane przedwczoraj Brak kategorii

Kosmiczne bezpieczeństwo to mit? Ekspert: "Wiele systemów stoi otworem"

I taki scenariusz można sobie wyobrazić, ale trudno sobie wyobrazić to, czego dowiedzieliśmy się przy okazji, a mianowicie, że część europejskich satelitów nadal nie korzysta np. z szyfrowania danych. Przecież to kosmiczna technologia, która w założeniu powinna być nowoczesna i innowacyjna, tymczasem z tych informacji wyłania się zupełnie inny obraz. W związku z tym postanowiliśmy porozmawiać z ekspertem od cyberbezpieczeństwa i infrastruktury krytycznej, Piotrem Ciepielą, aby nieco lepiej zrozumieć prawdziwy "krajobraz kosmiczny".


Mężczyzna w eleganckiej marynarce z okularami i krótką brodą stoi na tle szklanych wieżowców.

Piotr Ciepiela, Partner EY, Lider zespołu Technology Consultingmateriały prasowe


Jak to możliwe, że satelity wojskowe nie korzystają z szyfrowania? Czy to wynika z ich wieku? A może nie do końca, bo przecież część ma dosłownie kilka/kilkanaście lat, więc już wtedy korzystaliśmy z szyfrowania w komputerach?

Piotr Ciepiela, Partner EY, Lider zespołu Technology Consulting: Technologia satelitarna sama w sobie ma już swoje lata. Co więcej, kiedy wypuszczasz satelitę, to później możliwości, aby ktoś go naprawił lub znacząco zmodyfikował są niezwykle ograniczone - nie polecisz z nowym hardware na orbitę za często. To zupełnie tak, jak wypuszczanie w kosmos komputera, który musi działać i pozostawać bezpieczny przez lata. Tymczasem dobrze wiesz, jak szybko zmienia się sytuacja w obszarze cyfrowych zabezpieczeń.

A wiemy, jak duża jest skala zjawiska? W sensie liczba satelitów, które są tak narażone?

Skala jest raczej większa niż mniejsza. Tu trzeba wspomnieć o tzw. dual use, czyli wojsko mówi dzisiaj, że musi wykorzystywać technologie sektora prywatnego, bo rozwój jest tak szybki, że to najbardziej efektywna metoda. Do niedawna było tak, że kosmiczna technologia powstawała w wojsku, a potem była wykorzystywana w sektorze prywatnym. Dzisiaj te proporcje są znacznie zmienione.

W kosmosie mamy trzy następujące obszary: Geostacjonarną Orbitę Okołoziemską (GEO), która jest powyżej 35 000 km nad nami, Średnią Orbitę Okołoziemską (MEO), czyli 2 000 do 35 000 km i to, co pewnie nas dziś najbardziej interesuje, czyli Niską Orbitę Okołoziemską (LEO), między 200 km a 2 000 km. I tak, w przypadku GEO potrzebujesz trzech satelitów, żeby ogarnąć glob, przy MEO potrzebujesz sześciu, a przy LEO potrzebujesz ich setki czy nawet tysiące.

To m.in. najpopularniejsze dzisiaj rozwiązania, których rewolucja polega jednak na tym, że może i potrzebujesz tego bardzo dużo, ale w zasadzie - utrzymując proporcje znane z poprzednich dekad - nie jest to bardzo drogie. Jest to też technologia o najwyższym poziomie zaawansowania, ale jednocześnie na tyle prosta do zrobienia, że na dzisiejszym poziomie technologicznym następuje zjawisko jej relatywnej powszechności.

Co chcesz przez to powiedzieć?

Wojsko dba o kwestię szyfrowania, poziom bezpieczeństwa jest na najwyższym poziomie, wszystko jest testowane, szyfrowane i tak dalej, ale pytanie, gdzie zaczyna się obszar, który powinien być szczególnie chroniony w ten sposób. Spójrzmy na wojnę w Ukrainie, gdzie zaczynasz wykorzystywać do celów wojskowych infrastrukturę komercyjną, której z założenia nie szyfrujesz, ale teraz w pewnej przestrzeni jednak szyfrujesz. Ogólna zasada jest taka, że dużo łatwiej jest zbudować zabezpieczenia od postaw, niż na późniejszym etapie zabezpieczać niezabezpieczone rozwiązania. Obecna sytuacja jest bez precedensu.

Dam ci taki przykład. Przez wiele lat w rafineriach, elektrowniach czy na produkcji nic się nie działo i wszyscy mówili, że to jest bezpieczne, bo nic się nie dzieje. Fizyczne systemy, sterowniki, no nic nie można z tym zrobić. Ale jak specjaliści od cyberbezpieczeństwa, m.in. ja 15 czy 20 lat temu, zaczęli sobie to sprawdzać, to okazało się, że wszystko stoi otworem. To jest takie "security by obscurity", czyli po prostu nikt się tym nie interesuje, a w rzeczywistości poziom nieprzygotowania jest powszechny.

Zresztą przed laty był taki słynny raport rządu brytyjskiego. Przejrzeli elektrownie jądrowe i okazało się, że poziom zabezpieczenia pod względem cyberbezpieczeństwa właściwie nie istnieje, bo wszyscy zwracają uwagę tylko na bezpieczeństwo fizyczne i systemowe. Cyberbezpieczeństwo w ogóle nie było brane pod uwagę, bo wszyscy wychodzili z założenia, że to jest tak zabezpieczone, że nikt się do tego nie zbliża.

No właśnie, a przecież z satelitami jest jak z tymi elektrowniami, ryzyko przechwytywania komunikacji to tylko jeden z potencjalnych problemów, prawda? Na jakie jeszcze zagrożenia poza podsłuchiwaniem podatne są satelity i czym to grozi?

Z satelitami można zrobić różne rzeczy - podsłuchiwać, zniszczyć lub wpłynąć negatywnie na ich działanie. Rosja swój program kosmiczny koncentruje właśnie na obszarze LEO, bo to może właśnie dawać dostęp do informacji poprzez podsłuch, ale też służyć do tegom żeby coś zniszczyć. Istnieje szereg rzeczy, które można zrobić z pomocą satelitów na Niskiej Orbicie Okołoziemskiej.

Jest kilka wektorów ataków na satelity. Pierwszy to sygnał, który można zakłócić np. poprzez spoofing, czyli podszywanie się pod sygnał i przechwytywanie, tj. albo blokujesz komunikację, albo ją sobie fałszujesz. Natomiast sam satelita to jest kwestia dostania się do tzw. Command and Control i znowu, jeśli przejmiesz ten system, możesz wysyłać zmodyfikowane sfałszowane sygnały. Ale jeżeli popatrzysz szerzej na cały system satelitarny, to nie są to tylko satelity, bo mamy jeszcze m.in. kwestie komunikacji pomiędzy satelitami, satelitą a stacją naziemną i wszystkie wektory ataku na stacje na ziemi.

Stacje naziemne mają w środku swoją logikę i systemy. W zależności od tego, jak taki system jest zbudowany, możesz łatwiej lub prościej się do niego dostać i wykorzystać do ataku malware'y, ransomware'y i tak dalej. Dalej mamy warstwę sieciową, bo ta stacja musi przecież też te dane przekazywać, czyli mamy kwestię potencjalnie nieautoryzowanego dostępu do sieci. Poprzez włamanie do takiej sieci i przejęcie sygnału omijasz i kwestię satelit, i Ground Control, wrzucasz się do sieci i tak naprawdę robisz tam atak typu man in the middle albo klasyczny DoS (Denial of Service).

Oddzielnym wątkiem jest kwestia telemetrii, wyrzutni satelitów, właściwie cały ten ekosystem jesteś w stanie jakoś podejść i na niego wpłynąć - zakłócić, podsłuchać, zmanipulować albo zupełnie zamknąć. Poziom zabezpieczeń tego ekosystemu bywa niestety mocno zróżnicowany, bo zwykle nie podlega on regulacjom, zatem poziom jego zabezpieczeń zależy od dojrzałości cyberzabezpieczeń jego producentów.

To tak naturalne kolejne pytanie, co możemy z tym zrobić? Bo generalnie ze wspomnianej już publikacji Financial Times wynika, że Europa nie ma spójnej strategii, jak się bronić przed podobnymi incydentami w przyszłości.

Tutaj mamy sytuację o tyle dobrą, że istnieje klasyczne podejście do zabezpieczeń systemów cyberfizycznych, czyli takich jakie znajdziemy choćby w obszarze produkcji. Chodzi tylko o to, żeby zdać sobie sprawę z tego, że dzisiaj cyberprzestrzeń znowu nam się rozszerzyła. Na początku rozszerzyła nam się z IT na kwestie produkcyjne, czyli OT, a potem na IOT. Teraz mamy znowu nową przestrzeń, czyli kosmos. Są takie obszary, które dzisiaj bardzo mocno obserwujemy - cyberbezpieczeństwo, które obejmuje zarówno kwestie nad ziemią, ale również infrastruktury naziemnej oraz kwestie regulacji prawnych.

Wątku prawnego nie można odpuszczać, bo czysto hipotetycznie załóżmy, że mój satelita-kamikadze wpadnie na twojego satelitę i powiem mu, ojej, przepraszam, niechcący. No i teraz niechcący, czy to już jest akt wojny? A może pierwszy raz to jest zawsze niechcący, a każdy kolejny to zawsze celowy? Prawo musi próbować nadążyć za tym wszystkim, zwłaszcza że za jakiś czas tych satelitów w LEO będzie bardzo dużo.

Czyli rosnąca rola technologii cywilnych sprawia, że cyberbezpieczeństwo staje się jednym z kluczowych elementów współczesnej doktryny wojennej?

Jeżeli dzisiaj wojsko ogłasza, że będziemy współpracować z platformami danych, bo potrzebujemy lepszych informacji, to dlatego, że dane są "paliwem napędowym" dzisiejszego świata. I dobrze, że idziemy w tę stronę, ale faktycznie jest tak, że wojsko ze względu na nakłady i koncentrację siły merytorycznej po prostu miało przewagę, a dzisiaj ta przewaga jest rozproszona, bo przez lata pokoju tak duży jest ten rozwój technologiczny, że musimy iść w stronę podwójnego zastosowania. I w związku z tym jednym z aspektów, które dziedziczymy, jest kwestia cyberbezpieczeństwa, która faktycznie staje się częścią doktryny wojennej. To zagadnienie niezwykle ważne z punktu widzenia geopolicznego, bo mamy kwestie sabotażu, zakłócenia i szpiegostwa.

Ja uważam, że wojsko bardzo dobrze robi, bo jeżeli dzisiaj mamy zdjęcia satelitarne i informacje szybko centralizowane, z których możemy wyciągnąć właściwe dane, a następnie planować działania, to jest dla nas i wojska bardzo istotne. I pewnie wojsko ma mnóstwo ciekawych rozwiązań, o których nie wiemy, gdzie są superrozwinięci, ale w niektórych aspektach może potrzebują wsparcia. To jest dzisiaj moim zdaniem naturalne, bo nie ma się co zamykać na to, co dzieje się na świecie.

A jak w tym kontekście wyglądają zapowiedzi Unii Europejskiej, że do 2030 roku ma powstać nowy bezpieczny system łączności satelitarnej dla wywiadu wojskowego. Mówimy o perspektywie 4 lat, czy to jest w ogóle realne i faktycznie do zrealizowania w tak krótkim czasie?

Daniel, ale zobacz, my teraz rozmawiamy, że za 4 lata będziemy mieć taki system. No to wiesz, jakie pytanie powinno paść jako następne?

Czemu jesteśmy tyle lat do tyłu?

Tak dokładnie, a co teraz? Z tych wszystkich informacji można różne rzeczy odczytywać.

W moim dość idealistycznym podejściu zakładam, że po prostu teraz każde państwo robi to na swój sposób, a Unia Europejska chce to jakoś tam scentralizować w ramach wszystkich państw członkowskich.

Możemy rzeczywiście mieć takie podejście, bo Unia składa się z 27 państw i teraz może być tak, że jeden kraj będzie miał wysoki poziom bezpieczeństwa i będzie miał szyfrowanie i tak dalej, a drugi nie, ale będzie chciał mieć komunikację z resztą Wspólnoty. I teraz my jako Unia nie możemy pozwolić na to, że ktoś obniża nasz ogólny poziom bezpieczeństwa, więc oczywiście dobrze jest mieć jeden wspólny standard, który będzie brał pod uwagę te rzeczy. I na pewno jest lepiej zrobić to jako UE, bo jest koncentracja pieniądza i siły merytorycznej, gdzie jesteśmy w stanie to wypracować w najlepszy sposób. To jest świetny pomysł, ale zanim do tego dojdziemy, musimy się trzymać działań na narzędziach, którymi dysponujemy.

A jak w tym wszystkim wygląda kwestia naszego kraju? Jakie mamy możliwości, skoro swoich satelitów komunikacyjnych nie mamy. Powinniśmy skupić się na UE czy może pracować nad własnymi rozwiązaniami, chociaż nie oszukujmy się, potęgą kosmiczną nie jesteśmy i raczej już nie będziemy. Zwłaszcza w kontekście tego, co dzieje się na świecie i faktu, że największy sojusznik może nam od ręki zabrać dostęp do danych wywiadowczych.

W Polsce też powstają firmy zajmujące się przestrzenią kosmiczną, bo dzisiaj próg wejścia jest inny niż dekadę czy dwie temu. Prototyp własnego satelity jesteśmy w stanie zrobić w miarę szybko, nawet startupowo, ale potem już ta technologia może być dużo lepsza. Ale pytanie jest takie, jaką rolę jako Polska chcemy pełnić w tej grze? Czy my chcemy rzeczywiście produkować? Ja uważam, że dzisiaj, ponieważ trochę Unia rozpoczyna dyskusję na ten temat i my jako Polska też w tym uczestniczymy, musimy zdefiniować swoją rolę.

Czy my chcemy produkować tego typu satelity, produkować części do tych satelitów, produkować software, produkować logikę czy na przykład być dostawcą cyberbezpieczeństwa? Uważam, że Polska jest jednym z mocniejszych krajów, jeżeli chodzi o cyberbezpieczeństwo. A na co postawimy, pewnie to zobaczymy niedługo w praktyce. Mamy jednak kraj bardzo mądrych ludzi.

To bardzo optymistyczna myśl, na której warto chyba zakończyć, dlatego dziękuję bardzo za rozmowę.


Król drapieżników miał zaskakująco krótkie łapki. Odkryli sekret tyranozaura?© 2026 Associated Press


Europa ma potężną broń do niszczenia dronów. "Strzał" kosztuje 50 groszy

Marcin Jabłoński

Brytyjski system RapidDestroyer zneutralizował aż 80 dronów podczas nowych testów, demonstrując większy zasięg. To krok w opracowaniu europejskiego systemu do zwalczania rojów bojowych bezzałogowców.


Wojskowy pojazd z systemem radarowym i panelami anteny testujący broń do zwalczania rojów dronów.

Europejska broń do niszczenia rojów dronów przechodzi kolejne testy. Jej użycie kosztuje tylko 50 groszy.Thalesmateriał zewnętrzny


Brytyjczycy prezentują swój patent na roje dronów. Broń kategorii RF DEW


Rapid Destroyer to broń RF DEW (Radio-Frequency Directed Energy Weapon), czyli jeden z rodzajów uzbrojenia, wykorzystujący skupione wiązki ukierunkowanej energii. W przypadku RF DEW mamy do czynienia z systemem emitującym mikrofale, które zakłócają działanie elementów elektronicznych, powodując uszkodzenia wrażliwych komponentów. W ten sposób można niszczyć wiele niewielkich latających celów.

Dokładnie to dokonał Rapid Destroyer podczas ostatnich ćwiczeń w Pershore, hrabstwie Gloucestershire. Firma Thales, która współtworzy ten system, ujawniła, że Rapid Destroyer podczas serii symulowanych ataków zneutralizował aż 80 dronów. Po raz pierwszy wykorzystano ulepszony 4-panelowy efektor, który zwiększa skupienie mocy, co podnosi poziom energii skierowanej na cel i umożliwia osiągnięcie większego zasięgu rażenia.

Rapid Destroyer. Broń do zwalczania rojów dronów


Rapid Destroyer został po raz pierwszy zademonstrowany publicznie 16 maja 2024 roku. Za jego projekt odpowiadają agencje brytyjskiego Ministerstwa Obrony tj. Defence Science and Technology Laboratory oraz Defence Equipment & Support, które w ramach projektu współpracują z prywatnymi partnerami m.in. Thales UK.

Wcześniejsze doniesienia wskazywały, że system Rapid Destroyer jest w stanie wykrywać, śledzić i zwalczać wiele celów na lądzie, morzu i w powietrzu w odległości do 1 kilometra. Niemniej informacje firmy Thales wskazują, że już udało się zwiększyć tę odległość. Dodatkowo system ma być mobilny, dzięki zamontowaniu go na platformie wozu 4x4.

Tania broń przyszłości


Największą zaletą systemu Rapid Destroyer, jak i innych rozwiązań broni opartej na skupionych wiązkach ukierunkowanej energii jest cena wykorzystania. Brytyjskie Ministerstwo obrony szacuje, że jeden strzał "strzał" systemu Rapid Destroyer kosztuje 10 pensów, czyli około 50 groszy. Niskie koszty są szczególnie ważne w zniszczeniu tanich i masowych zagrożeń jak drony.

Przy tym Rapid Destroyer może stanowić uzupełnienie lub nawet lepsze rozwiązanie od tradycyjnej obrony jak ciężkie działka czy broń małokalibrowa. Doświadczenia wojny w Ukrainie pokazują, że posiadanie tanich rozwiązań może być cenne nie tylko dla ochrony ludności cywilnej, ale także dla ekonomii prowadzonych działań wojennych. Wielka Brytania jest jednym z państw, które stawia na rozwój obrony, opartej na broni o ukierunkowanej energii. Obok systemów RF DEW na wyspach tworzony jest m.in. system laserowy DragonFire, o którym pisaliśmy na łamach Interii GeekWeek.


Instynkt nawigacyjny w wątrobie? Naukowcy odkryli tajemnicę gołębi© 2026 Associated Press


Szwedzi wypożyczą Polsce okręt podwodny. Co potrafi HMS Södermanland?

Karol Kubak

Polska ma otrzymać w leasing szwedzki okręt podwodny HMS Södermanland. Zanim do służby trafią nowe jednostki programu Orka, to właśnie na nim będą szkolić się polscy specjaliści. Co potrafi ten okręt i dlaczego Szwedzi zdecydowali się oddać go do dyspozycji naszej marynarki?


Okręt podwodny HMS Södermanland na powierzchni wody, wokół mniejsze łodzie i port z żaglówkami w tle.

Polska dostanie szwedzki okręt podwodny HMS Södermanland. Ruszają szkolenia załóg Poxnar/domena publicznaWikimedia Commons


Polska od lat czeka na nowe okręty podwodne w ramach programu Orka. Zanim jednak do służby trafią nowoczesne jednostki typu A26, polscy marynarze będą zdobywać doświadczenie na sprzęcie wypożyczonym ze Szwecji. Szwedzkie siły zbrojne potwierdziły, że planowany jest leasing okrętu podwodnego HMS Södermanland, a szkolenie polskich specjalistów rozpocznie się już w sierpniu 2026 roku.

To ważna informacja dla Marynarki Wojennej RP, a w zasadzie dla całej obrony Wybrzeża. Obecnie jedynym polskim okrętem podwodnym pozostaje ORP Orzeł, należący do rosyjskiej radzieckiej klasy Kilo. Jak podkreślają Szwedzi, przejście z tej konstrukcji na nowoczesne okręty A26 oznacza bardzo duży skok technologiczny.


Szwedzki okręt podwodny HMS Södermanland z wyraźnie widocznymi kioskiem i banderą Szwecji, zacumowany przy nabrzeżu portowym.

Szkolenie polskich specjalistów na HMS Södermanland rozpocznie się już w sierpniu 2026 roku.WOJCIECH STROZYK/REPORTER/ East News


Najpierw technicy, dopiero później marynarze


Szkolenia będą prowadzone w Karlskronie przez szwedzkich specjalistów od broni podwodnej. Co istotne, jako pierwsi do nauki nie przystąpią przyszli członkowie załóg, ale personel techniczny. Szwedzkie siły zbrojne wyjaśniają, że okręt podwodny jest niezwykle skomplikowanym systemem, którego bezpieczna eksploatacja wymaga szerokiej wiedzy technicznej.

Dopiero po przygotowaniu personelu odpowiedzialnego za utrzymanie i obsługę jednostek rozpocznie się szkolenie kolejnych specjalistów. Program obejmie również zagadnienia związane z bezpieczeństwem okrętów podwodnych, ratownictwem podwodnym i obsługą uzbrojenia.

- To niezwykle ekscytujący projekt o bardzo krótkim czasie przygotowania. Obecnie planujemy nadchodzące szkolenie naszych polskich kolegów służących na okrętach podwodnych. Szkolenie stanie się podstawą przyszłej wymiany doświadczeń oraz rozwoju zdolności sił podwodnych w naszym regionie, co jest bardzo pozytywne - powiedział komandor Joakim Sjöström, kierujący projektem szkolenia polskich załóg.

Szwedzi podkreślają, że polscy marynarze już od pewnego czasu zdobywają doświadczenie na szwedzkich okrętach podwodnych, a współpraca będzie kontynuowana także w kolejnych latach.


duży czarny okręt podwodny zacumowany przy betonowym nabrzeżu portowym, w tle widoczne kolejne okręty podwodne

HMS Södermanland. Okręt po gruntownej przebudowie WOJCIECH STROZYK/REPORTER East News


HMS Södermanland. Okręt po gruntownej przebudowie


Choć okręt służy pod szwedzką banderą od końca lat 80., jego obecna postać znacząco różni się od pierwotnej konstrukcji. Jednostka została zbudowana jako okręt typu Västergötland, ale później przeszła rozległą przebudowę, dzięki której stała się pierwszym przedstawicielem typu Södermanland.

Dziś okręt ma około 60 metrów długości, ponad 6 metrów szerokości i załogę liczącą około 25 osób. Jgo wyporność wynosi około 1500 ton. Jednostka została zaprojektowana z myślą o działaniach na Bałtyku, ale może operować również na znacznie większych akwenach, w tym na Atlantyku czy Morzu Norweskim.

Najważniejszym elementem wyposażenia jest napęd niezależny od powietrza, określany skrótem AIP. W przeciwieństwie do klasycznych okrętów diesel-elektrycznych pozwala on na dłuższe pozostawanie w zanurzeniu bez konieczności częstego wynurzania się w celu ładowania akumulatorów. W przypadku HMS Södermanland wykorzystano dwa silniki Stirlinga, będące jednym z najbardziej rozpoznawalnych osiągnięć szwedzkiego przemysłu stoczniowego.

Uzbrojenie i możliwości okrętu


HMS Södermanland należy do jednostek przeznaczonych do wykonywania wielu różnych zadań. Może prowadzić obserwację i rozpoznanie, zwalczać okręty nawodne oraz podwodne, a także stawiać miny morskie.

Na jego wyposażeniu znajduje się dziewięć wyrzutni torpedowych. Sześć z nich ma kaliber 533 mm, natomiast trzy mniejsze kaliber 400 mm. Okręt rozwija pod wodą prędkość przekraczającą 20 węzłów (ok. 37 km/h).

Mimo wieku jednostka pozostaje ważnym elementem szwedzkich sił podwodnych. W ostatnich latach przechodziła prace mające utrzymać jej gotowość operacyjną, obejmujące między innymi remonty i wymianę części wyposażenia.

Czy Polska potrzebuje tego okrętu?


Szwedzi podkreślają, że współpraca wykracza daleko poza samo przekazanie jednego okrętu. Jej celem jest stworzenie fundamentów pod przyszłe wykorzystanie przez Polskę nowych jednostek typu A26.

- Wiosną wspólnie w polskiej i szwedzkiej marynarce wojennej wypracowaliśmy szeroką strategiczną współpracę i partnerstwo w obszarze okrętów podwodnych oraz działań podwodnych - powiedział komandor Kenth Gutensparr.

Dla Polski ma to szczególne znaczenie. Obecnie jedynym okrętem podwodnym pozostającym w służbie jest ORP Orzeł, należący do rodziny jednostek klasy Kilo. Pozyskanie HMS Södermanland pozwoli zachować doświadczenie kadr i przygotować je do obsługi znacznie nowocześniejszych okrętów A26. Z perspektywy Marynarki Wojennej RP może to być równie cenne jak sam zakup nowych jednostek.

Leasing HMS Södermanland ma umożliwić Polsce utrzymanie i rozwój kompetencji związanych z eksploatacją okrętów podwodnych do czasu dostarczenia nowych jednostek typu A26.

Szwedzi podkreślają również szerszy wymiar przedsięwzięcia. - Wiosną wspólnie w polskiej i szwedzkiej marynarce wojennej wypracowaliśmy szeroką strategiczną współpracę i partnerstwo w obszarze okrętów podwodnych oraz działań podwodnych - powiedział komandor Kenth Gutensparr, odpowiedzialny za projekt po stronie szwedzkiej.x

Źródła: Szwedzkie Siły Zbrojne, Wikipedia [hasło: HMS Södermanland (Söd)], defence24.pl


Fregaty Miecznik dla polskiej Marynarki Wojennej. Co o nich wiesz?

W ramach programu Miecznik powstaną trzy fregaty.

Wspinaczka na najwyższą górę świata w XXI wieku© 2026 Associated Press


Polskie F-16 i Bieliki już w Finlandii. Przed nimi ważna misja

Polskie F-16 pojawiły się w Finlandii. Wiadomo, co będą robiły

Karol Kubak

Polskie myśliwce F-16 i samoloty szkolno-treningowe Bielik dotarły do Finlandii. W najbliższych dniach będą uczestniczyć w ćwiczeniach NATO Ramstein Flag 2026, które zgromadzą siły powietrzne z 18 państw Sojuszu.


Polski myśliwiec F-16 w locie nad zielonymi polami, widoczny z góry, dobrze widoczne oświetlenie i kształt kadłuba.

Dlaczego polskie F-16 poleciały do Finlandii? Znamy szczegółyRADOSLAW JOZWIAKAFP


Polskie myśliwce F-16 oraz samoloty szkolno-treningowe M-346 Bielik dotarły do Finlandii, gdzie w najbliższych dniach będą uczestniczyć w jednych z największych tegorocznych ćwiczeń lotniczych NATO. Wraz z maszynami na północ Europy przybyli także piloci oraz personel techniczny odpowiedzialny za ich obsługę. Manewry pod nazwą Ramstein Flag 2026 mają sprawdzić gotowość sojuszników do wspólnego działania w sytuacji zagrożenia.

Polskie F-16 i Bieliki na ćwiczeniach NATO w Finlandii


Ćwiczenia Ramstein Flag 2026 odbędą się od 8 do 19 czerwca. Wezmą w nich udział siły powietrzne z 18 państw NATO, które będą dysponowały łącznie 150 statkami powietrznymi. To nie tylko myśliwce, ale również inne maszyny wykorzystywane do prowadzenia operacji lotniczych.

Jak poinformował oficer prasowy 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu kpt. Łukasz Hećman, głównym celem przedsięwzięcia jest przygotowanie państw Sojuszu do wspólnej obrony na wypadek kryzysu. Działania będą prowadzone na ogromnym obszarze rozciągającym się od Skandynawii aż po Hiszpanię. Polski kontyngent skoncentruje się jednak na północnym kierunku działań.

Baza Tikkakoski stanie się domem polskiego kontyngentu


Polską grupą dowodzi ppłk pil. Krzysztof Poręba. W skład kontyngentu weszły dwie jednostki wojskowe. 31. Baza Lotnictwa Taktycznego z Poznania wysłała do Finlandii myśliwce F-16, natomiast 41. Baza Lotnictwa Szkolnego z Dęblina skierowała samoloty M-346 Bielik. Polacy stacjonują obecnie w fińskiej bazie Tikkakoski, gdzie operują również hiszpańskie myśliwce EF-18 Hornet.


Trzy wojskowe odrzutowce w polskich barwach lecące równolegle na niebie.

Polskie samoloty szkolno-treningowe M-346 BielikGerard/ReporterEast News


- Przez najbliższe dni będziemy latać w ramach połączonych operacji powietrznych COMAO. Scenariusze tych misji wynikają wprost z założeń kolektywnej obrony. Dla nas to okazja, żeby w realnym działaniu zgrać procedury z innymi państwami NATO i sprawdzić naszą interoperacyjność - mówił ppłk pil. Krzysztof Poręba.

Logistyczne wyzwanie przed startem ćwiczeń


Przerzut samolotów, sprzętu i personelu do Finlandii wymagał wcześniejszych przygotowań. Jak podkreślono w komunikacie, transport specjalistycznego wyposażenia oraz personelu technicznego został dokładnie zaplanowany jeszcze przed rozpoczęciem operacji.

- Loty nad Skandynawią poprzedziła operacja logistyczna w kraju. Przerzut personelu technicznego i ton specjalistycznego wyposażenia wymagał dokładnego zaplanowania. Cały polski sprzęt i ludzie dotarli do Finlandii bezpiecznie i na czas, osiągając pełną gotowość przed startem fazy lotnej - przekazano.

Ćwiczenia organizowane przez NATO odbywają się regularnie w różnych państwach członkowskich. Ich celem jest doskonalenie współpracy pomiędzy armiami sojuszników oraz sprawdzanie zdolności do prowadzenia wspólnych działań w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa państw NATO.


F-35 w polskiej armii. Co wiesz o nowych myśliwcach? (Zdj. ilustracyjne)

Dwa nowoczesne myśliwce F-35 lecące w formacji na niewielkiej wysokości nad polami, w tle wyżej widoczny myśliwiec F-16.

Król drapieżników miał zaskakująco krótkie łapki. Odkryli sekret tyranozaura?© 2026 Associated Press


Największy samolot polskiej armii wylądował w Powidzu. Czekano na to trzy lata

Największy samolot polskiej armii wylądował w Powidzu. Czekano na to trzy lata

Marcin Jabłoński

Do 33. Bazy Lotnictwa Transportowego w Powidzu przyleciał ostatni C-130H Hercules polskich Sił Powietrznych. To największy samolot wojskowy naszej armii. Ponad trzy lata musiał spędzić na przeglądzie, zanim trafił w ręce żołnierzy.


Wojskowy samolot transportowy C-130H Hercules Polskich Sił Powietrznych w locie na tle nieba.

Polscy żołnierze przyjęli ostatni samolot transportowy C-130H Hercules. Ponad trzy lata spędził na przeglądzieDowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnychmateriał zewnętrzny


Nowy Hercules już w rękach polskich żołnierzy. To najpowszechniejszy samolot transportowy świata


33. Baza Lotnictwa Transportowego pochwaliła się przylotem swojego ostatniego C-130H Hercules o numerze 1510 z Wojskowych Zakładów nr 2 w Bydgoszczy. Polski rząd zakupił od Stanów Zjednoczonych w kwietniu 2021 roku pięć samolotów tego typu.

C-130 Hercules to średni samolot transportowy, produkowany od 1956 roku przez firmę Lockheed Martin. To jeden z najpopularniejszych wojskowych samolotów, który do dziś służy w armiach ponad 70 krajów. Maszyny tej serii przechodziły przez lata liczne modyfikacje. C-130H posiada szereg ulepszeń obejmujących m.in. nowocześniejszą awionikę, nowy radar oraz mocniejsze silniki turbośmigłowe Allison T56-A-15.

Hercules to też największy samolot wojskowy w polskich Siłach Powietrznych. Może przenosić do 70 pasażerów czy 64 skoczków spadochronowych. Herculesy w polskich siłach zbrojnych służą przede wszystkim do transportu żołnierzy i zaopatrzenia. Polskie Herculesy brały udział w ewakuacji polskich obywateli z Afganistanu w 2021 roku i ewakuacji z Izraela po ataku Hamasu w 2023, o czym pisaliśmy na łamach Interii GeekWeek.

Skończona epopeja polskich Herculesów


Przypomnijmy, że pięć samolotów C-130H Hercules pozyskano za 14,3 mln dolarów w ramach procedury EDA (Excess Defense Articles), a to znaczy, że to sprzęt już wcześniej wycofany z zasobów lotnictwa USA i kilka lat spędził na pustyni. Przed wejściem do służby musiał przejść specjalny przegląd strukturalny PDM.

Hercules o numerze 1510 przyleciał do Polski w październiku 2022 roku. Od tego czasu przebywał w zakładach WZL nr 2 w Bydgoszczy na wspomnianym przeglądzie PDM oraz modyfikacji wyposażenia pokładowego.

Nie jest to pierwszy długi przegląd Herculesów C-130H dla Polski. W okolicach tygodnia na przełomie listopada i grudnia 2025 foku do Powidza przyleciały dwie maszyny o numerach 1509 i 1513, które na przeglądach spędziły kolejno ponad dwa i trzy lata.

Przylot samolotu o numerze taktycznym 1510 kompletuje sagę Herculesów w polskich siłach powietrznych. 33. Baza Lotnictwa Transportowego wykorzystuje też jednego starszego Herculesa C-130E.


Psy-roboty z głowami Muska, Bezosa, Zuckerberga i Warhola na wystawie amerykańskiego artysty © 2026 Associated Press


Amerykanie chcą użyć dronów w kontenerach do ataków za liniami wroga

Amerykanie chcą zdobyć roje dronów, którymi zaatakują za liniami wroga

Marcin Jabłoński

Amerykańska Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w dziedzinie Obronności (DARPA) chce pozyskać roje dronów w specjalnych kontenerach. W potencjalnym konflikcie mają zostać przetransportowane za linie wroga i zaatakować w niespodziewanym momencie. Rozwiązanie to mocno bazuje na ukraińskiej operacji "Pajęczyna".


Cztery drony z czerwonymi światłami lecą nocą w formacji; w tle widoczne smugi świetlne na ciemnym niebie.

Amerykanie chcą stworzyć autonomiczne roje dronów do celów militarnych. Pracują nad ukryciem ich w kontenerach123RF/PICSEL


Wojna dronowa wchodzi na nowy poziom. Amerykanie szukają do bezzałogowców "wyrzutni" z kontenerów


DARPA poszukuje dronów o wysokim stopniu autonomii, a także zdalnie sterowanych systemów kontenerowych służących do iwystrzeliwania, odzyskiwania i zapewniania im wsparcia. Cały system ma operować w ramach "autonomicznej konstelacji", zdolnej do obsługi połączonych w sieć rojów składających się nawet z 500 dronów jednocześnie.

Jednym z założeń projektu ogłoszonego przez agencję DARPA jest to, aby wspomniane systemy kontenerowe łatwo wtapiały się w cywilne otoczenie. Dzięki temu łatwiej można je przetransportować za linię frontu, aby znalazły się przy trudno dostępnych celach jak centra dowodzenia czy lotniska. Znajdujące się w nich drony mogłyby wykonywać misje rekonesansu i uderzenia, wprowadzając chaos na tyłach wroga.

Lekcje z Izraela i Ukrainy


Założenia projektu DARPA odzwierciedlają zrozumienia możliwej efektywności skrytego przeniesienia roju dronów do ataku w głąb niedostępnych terenów. Amerykanie chcą niejako skopiować taktykę, którą zastosowali Izraelczycy podczas wojny 12-dniowej oraz Ukraińcy podczas sławnej operacji "Pajęczyna".

W tej drugiej Siły Zbrojne i Główny Zarząd Wywiadu Ukrainy 1 czerwca 2025 przeprowadziły uderzenie na największe bazy strategicznych bombowców rosyjskiej armii za pomocą rojów dronów, ukrytych w kontenerach na ciężarówkach. Według Ukraińców podczas operacji trafiono aż 41 samolotów w tym ciężkiego bombowce Tu-95 oraz samoloty wczesnego ostrzegania A-50 Beriev. Niespodziewane uderzenie miało unieszkodliwić 1/3 strategicznej floty powietrznej Rosji.

Jakie drony Amerykanie chcą chować w kontenerach?


Biuro Technologii Taktycznych agencji DARPA obecnie ma kilka głównych wymogów co do projektu. Pierwszym jest wykorzystanie jako dronów platform latających z grup 1-3 według oznaczenia amerykańskiej armii. Klasyfikacja ta oznacza wykorzystanie małych quadrokopterów aż po większą amunicję krążącą. Każdy z bezzałogowców miałby być wyposażony w podsystem lub niezależny system ładunku, który zapewni wysoką gotowość operacyjną przez wiele dni.


Żołnierz w mundurze i hełmie trzymający drona tuż przed wypuszczeniem na tle pustynnego krajobrazu.

Amerykańska armia coraz częściej stawia na niewielkie dronyUS Armymateriał zewnętrzny


Kontenery magazynowe według DARPA mają zapewnić w pełni autonomiczne przechowywanie dronów, zarządzanie ich logistyką, start, odzyskiwanie oraz ładowanie/tankowanie, a jednocześnie mają być zgodne z założeniami standardowych kontenerów wojskowych. Przewiduje się, że kontenery te będą samowystarczalne pod względem magazynowania energii, sprzętu komunikacyjnego i mocy obliczeniowej.

Próba dogonienia Chin


Co ciekawe w ogłoszeniu przetargowym DARPA podkreśliła już istniejące zestawy dronów i wyrzutni wykorzystywane do "zaplanowanych wcześniej pokazów świetlnych i działań komercyjnych", choć zaznaczono również, że na ten moment nie nadają się one do zastosowań wojskowych w USA. Jest to ciekawe dlatego, że może być dostrzeżeniem pomysłu Chińczyków, którzy na swój krajowy rynek wprowadzili system kontenerowy zdolny do wystrzeliwania, odzyskiwania i ładowania tysięcy małych, zasilanych elektrycznie dronów typu quadcopter za naciśnięciem jednego przycisku, co opisywaliśmy na łamach Interii GeekWeek.


Psy-roboty z głowami Muska, Bezosa, Zuckerberga i Warhola na wystawie amerykańskiego artysty © 2026 Associated Press


Niezidentyfikowany obiekt znaleziony pod Bartoszycami. To może być dron

Niezidentyfikowany obiekt znaleziony pod Bartoszycami. To może być dron

Marcin Jabłoński

Żandarmeria Wojskowa poinformowała o odkryciu niezidentyfikowanego obiektu latającego w pobliżu wsi Osieka pod Bartoszycami (województwo warmińsko-mazurskie). Według nieoficjalnych informacji mediów na obiekcie zidentyfikowano napisy w cyrylicy.


article cover

Żandarmeria Wojskowa informuje o znalezieniu drona pod Bartoszycami. Ma mieć napisy w cyrylicyArtur WidakAFP


Tajemniczy obiekt pod Bartoszycami. Media: ma napisy w cyrylicy


Żandarmeria Wojskowa poinformowała o znalezisku na swoich mediach społecznościowych:

W dniu 09.05.2026 w godzinach porannych Policja i Żandarmeria Wojskowa otrzymała informację, że w okolicy miejscowości Bartoszyce, województwo Warmińsko-Mazurskie odnaleziono niezidentyfikowany obiekt latający. Pierwsze czynności na miejscu zdarzenia wskazują, iż jest to prawdopodobnie DRON pochodzenia wojskowego, przeznaczony do obserwacji, nieposiadający cech bojowych. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Żandarmeria Wojskowa pod nadzorem Prokuratora 8 Wydziału do spraw wojskowych Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. Na miejscu trwają niezbędne czynności procesowe.

Jak podaje RMF FM, obiekt miał zostać znaleziony na polu około 20 kilometrów od granicy z Obwodem Królewieckim. Według nieoficjalnych informacji znajdować się mają na nim napisy w cyrylicy oraz kamery niedostępne na rynku cywilnym.

Pozostałości wrześniowego incydentu?


Żandarmeria Wojskowa miała zabezpieczyć teren i rozpocząć śledztwo. Na razie nie wiadomo, czym dokładnie jest obiekt, ale wszelkie dostępne informacje sugerują, że mowa o wojskowym dronie.

Nie wiadomo na ten moment, jak długo obiekt znajdował się pod Osieką i czy może być pozostałością wtargnięcia do Polski dronów w nocy 9/10 września. Przypomnijmy, że już 25 września w województwie warmińsko-mazurskim, dokładniej w powiecie kętrzyńskim, odnaleziono pozostałości jednego z dronów.


Psy-roboty z głowami Muska, Bezosa, Zuckerberga i Warhola na wystawie amerykańskiego artysty © 2026 Associated Press


❌