Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 8 kwietnia 2026

Katastrofa bezzałogowego YFQ-42A w Kalifornii. Armia analizuje incydent

Katastrofa drona przyszłości. YFQ-42A spadł z nieba tuż po starcie

Daniel Górecki

Program bezzałogowych skrzydłowych dla amerykańskich myśliwców zaliczył poważny incydent. Prototypowy dron bojowy YFQ-42A rozbił się krótko po starcie podczas rutynowego lotu testowego w Kalifornii, zmuszając producenta do natychmiastowego wstrzymania prób w powietrzu.


Trzy egzemplarze lojalnego skrzydłowego YFQ-42A na pasie startowym na pustyni

YFQ-42A rozbił się podczas lotu testowego w Kalifornii. USAF i General Atomics prowadzą dochodzenieGeneral Atomics Aeronautical Systemsmateriały prasowe


Lojalny skrzydłowy to koncepcja bezzałogowego bojowego statku powietrznego, wyposażonego w sztuczną inteligencję, który ma współpracować z myśliwcami szóstej generacji. Podstawowym założeniem takich maszyn jest wspieranie w walce samolotów obsługiwanych przez pilotów, m.in. przez dodatkowe czujniki i radary poprawiające świadomość sytuacyjną ludzkiego pilota. Oprócz tego mają one w założeniu być zdolne do działań autonomicznych, czyli samodzielnej detekcji i rażenia celu.

Tak ambitne cele wymagają jednak szeroko zakrojonych testów, w czasie których należy spodziewać się różnych nieprzyjemnych niespodzianek, o czym przekonało się właśnie General Atomics Aeronautical Systems. Jego prototypowy dron bojowy YFQ-42A rozbił się krótko po starcie podczas rutynowego lotu testowego w Kalifornii, zmuszając producenta do natychmiastowego wstrzymania prób w powietrzu.

Katastrofa tuż po starcie


Do zdarzenia doszło 6 kwietnia 2026 roku około godziny 13:00 czasu lokalnego. Maszyna wystartowała z należącego do firmy lotniska testowego Gray Butte w pobliżu Palmdale, po czym uległa wypadkowi jeszcze na wczesnym etapie lotu. Producent potwierdził incydent, zaznaczając, że nikt nie odniósł obrażeń, a procedury bezpieczeństwa zadziałały zgodnie z założeniami.

W odpowiedzi na wypadek firma zdecydowała jednak o czasowym wstrzymaniu wszystkich lotów testowych YFQ-42A. Jak podkreślono, to standardowa procedura "z nadmiaru ostrożności", stosowana w programach rozwojowych. Na tym etapie przyczyna katastrofy pozostaje nieznana, trwa szczegółowe dochodzenie, a priorytetem jest zebranie danych i odtworzenie przebiegu zdarzenia. W analizę zaangażowane są również Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych, które prowadzą własne procedury badania incydentów lotniczych.

Bezpieczeństwo jest naszym najwyższym priorytetem - zarówno dla naszych pracowników, jak i dla społeczeństwa. W tym przypadku obowiązujące procedury i zabezpieczenia zadziałały zgodnie z założeniami i nikt nie ucierpiał. Dokładnie przeanalizujemy to zdarzenie, zbierzemy wszystkie dane i pozwolimy, aby wyniki dochodzenia wyznaczyły dalsze działania

Czym jest YFQ-42A?


YFQ-42A to autonomiczny bezzałogowiec bojowy opracowany jako element programu Collaborative Combat Aircraft, czyli jednego z kluczowych projektów przyszłości amerykańskiego lotnictwa. Maszyna należy do kategorii tzw. lojalnych skrzydłowych i jest jednym z kilku prototypów o konfiguracji zbliżonej do produkcyjnej, wykorzystywanych do testów. I choć w programach lotniczych podobne incydenty uchodzą za element procesu rozwojowego, z pewnością nie są pożądane.

Owszem, dane zebrane po katastrofie posłużą do wprowadzenia poprawek i zwiększenia bezpieczeństwa przyszłych wersji maszyny, ale warto pamiętać, że program Collaborative Combat Aircraft rozwijany jest w formule konkurencyjnej. Obok General Atomics nad własnym rozwiązaniem pracuje również Anduril Industries, rozwijając dron YFQ-44A, a w tle pojawiają się także inni gracze, w tym Northrop Grumman, który rozwija własne koncepcje bezzałogowych systemów bojowych. Siły Powietrzne USA planują podjąć decyzję o produkcji jeszcze w 2026 roku, co dodatkowo podnosi stawkę.


Czy ultradźwięki mogą uratować jeże przed śmiercią na drogach?© 2026 Associated Press


Ukraina atakuje. Fregata "Admirał Makarow" trafiona, płoną zbiorniki ropy

Ukraina atakuje rosyjską bazę. W akcji nowy uzbrojony dron morski

Daniel Górecki

Ukraińskie wojska przeprowadziły skoordynowaną operację uderzeniową na rosyjskim zapleczu, łącząc atak na cele wojskowe z uderzeniem w infrastrukturę energetyczną. Według informacji przekazanych przez Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy, w porcie w Noworosyjsku uszkodzona została fregata "Admirał Makarow", czyli jedna z kluczowych jednostek rosyjskiej Floty Czarnomorskiej zdolnych do przenoszenia pocisków manewrujących Kalibr, a jednocześnie Ukraińcy zaatakowali terminale i magazyny naftowe.


Ukraińskie drony podczas ataku na fregatę „Admirał Makarow”

Ukraińskie drony uderzyły w „Admirała Makarowa” i rosyjskie terminale ropyMAGYARYouTube


Wojna w Ukrainie coraz wyraźniej przenosi się poza linię frontu, a precyzyjne uderzenia w głębi Rosji stają się nie tylko możliwe, ale i coraz bardziej dotkliwe. A wszystko w ramach szeroko zakrojonej strategii Kijowa polegającej na równoczesnym osłabianiu zdolności militarnych Kremla oraz uderzaniu w jego zaplecze ekonomiczne. Wystarczy tylko spojrzeć na ostatnie skoordynowane ataki na fregatę zdolną do przenoszenia pocisków manewrujących oraz kluczowe obiekty energetyczne w regionie.

Ukraina atakuje rosyjskie zaplecze morskie


Celem operacji była fregata projektu 11356R typu Buriewiestnik, wykorzystywana przez Rosję do przeprowadzania uderzeń dalekiego zasięgu na terytorium Ukrainy. Jak podano w oficjalnym komunikacie, w jednostkę - zidentyfikowaną jako "Admirał Makarow" - trafiły dwa drony bojowe i choć skala zniszczeń nie została jeszcze w pełni oszacowana, samo skuteczne uderzenie w chroniony port wskazuje na rosnące możliwości Kijowa w zakresie projekcji siły na dużą odległość.

Równocześnie z uderzeniem na okręt, Ukraińcy zaatakowali kluczowe obiekty energetyczne w regionie. Terminal naftowy Szeskharis, jeden z ważniejszych punktów przeładunkowych ropy nad Morzem Czarnym, doznał uszkodzeń infrastruktury portowej, w tym stanowisk załadunkowych oraz systemów rurociągowych.

Na tym jednak operacja się nie zakończyła, bo uderzenia objęły również bazę przeładunkową ropy naftowej Gruszowaja w Kraju Krasnodarskim. Według dostępnych danych trafione zostały trzy duże zbiorniki magazynowe, co mogło znacząco zakłócić funkcjonowanie całego łańcucha logistycznego obsługującego eksport ropy z tego regionu.

Jak już wspomnieliśmy, cała operacja wpisuje się w coraz wyraźniejszą strategię Ukrainy polegającą na jednoczesnym osłabianiu zdolności militarnych Rosji oraz uderzaniu w jej zaplecze ekonomiczne. Atak na jednostkę zdolną do przenoszenia pocisków manewrujących ogranicza możliwości prowadzenia ostrzałów rakietowych, podczas gdy uszkodzenia infrastruktury naftowej mogą wpływać na dochody z eksportu surowców.

I to połączenie celów nie jest przypadkowe, bo rosyjska gospodarka w dużej mierze opiera się na sprzedaży energii, a środki z tego źródła zasilają jej wysiłki wojenne. Uderzając w oba te obszary jednocześnie, Ukraina zwiększa presję na Moskwę - zarówno na poziomie operacyjnym, jak i strategicznym.

Nowa generacja ukraińskich dronów morskich


Jak zauważa serwis Defence Blog, podczas jednej z ostatnich prób ataku na Noworosyjsk, który stał się kluczowym zapleczem rosyjskiej Floty Czarnomorskiej po ograniczeniu jej działań na Krymie - mogliśmy po raz pierwszy zobaczyć też nieznany wcześniej wariant ukraińskiego drona nawodnego, wyposażony w zdalnie sterowane stanowisko karabinu maszynowego.

Nagrania publikowane przez rosyjskie kanały rozpoznawcze pokazują zaś, że jednostka była częścią większej fali dronów zmierzających w stronę portu. Już wcześniej widzieliśmy podobne próby zwiększenia przeżywalności bezzałogowców, bo zamontowany na kadłubie karabin maszynowy może pełnić funkcję aktywnej obrony.

W praktyce oznacza to zdolność do zwalczania dronów rozpoznawczych przeciwnika lub innych nisko lecących zagrożeń, które do tej pory stanowiły jedno z największych wyzwań dla takich konstrukcji. 

Jednocześnie jednostka nadal pełni funkcję uderzeniową, co potwierdzają obecność systemów nawigacji satelitarnej oraz silna eksplozja wtórna po trafieniu - ten konkretny dron nie zdołał osiągnąć celu i został przechwycony przez amunicję krążącą Lancet jeszcze przed wejściem do portu.


Miłośnicy samolotów domagają się wydzielenia specjalnego miejsca do obserwacji© 2026 Associated Press


Cena jednego żołnierza. Ile kosztowała operacja ratunkowa w Iranie?

Cena jednego żołnierza. Ile kosztowała operacja ratunkowa w Iranie?

Marcin Jabłoński

Po dwóch dniach niezwykle ryzykownej misji udało się uratować oficera systemów uzbrojenia z zestrzelonego myśliwca F-15 w Iranie. Cała operacja pociągnęła za sobą straty w sprzęcie. Oto ile kosztował ratunek załogi myśliwca.


Transportowy samolot turbośmigłowy w locie z wysuniętym podwoziem; w tle błękitne niebo

Ile kosztowała operacja uratowania załogi zestrzelonego myśliwca F-15?materiał zewnętrzny


W piątek (03.04) jeden z amerykańskich myśliwców F-15E Strike Eagle został zestrzelony nad południowo-zachodnim Iranem. Załoga maszyny w postaci pilota oraz oficera systemu uzbrojenia katapultowała się nad terytorium wroga. Od razu rozpoczęła się ryzykowna operacja ratunkowa, która trwała aż do niedzieli. Amerykanie zaangażowali w misję CSAR (Combat Search and Rescue) m.in. śmigłowce HH-60W Jolly Green II i MH-6 Little Bird, samoloty C-130 i CASA CN-235 czy drony MQ-9 Reaper.

Cała operacja ratunku załogi jednego F-15 to ważny sukces amerykańskich sił podczas trwającej wojny z Iranem. Była to jednak misja niezwykle ryzykowna i kosztowna, biorąc pod uwagę to, ile pochłonęła sprzętu. Wiadomo, że w tej misji ratunkowej Amerykanie stracili:

  • Dwa samoloty MC-130J Commando

  • Cztery śmigłowce MH-6 Little Bird

  • Jeden-dwa bezzałogowce MQ-9 Reaper

Jak donosi dziennikarz portalu Insider Michael Weiss na bazie doniesień jednego z wojskowych oficjeli, sama operacja uratowania oficera systemów uzbrojenia kosztowała ponad 300 mln dolarów, uwzględniając zużyty i stracony sprzęt. Dodając do tego koszty zestrzelonego F-15 czy innego sprzętu do przeszukania dużej części Iranu możemy tu mówić nawet o 400-500 mln dolarów.

Jak uratowano załogę F-15?


W ciągu siedmiu godzin od zestrzelenia udało się uratować pilota. Oficer systemów uzbrojenia wylądował w innym miejscu i musiał ukrywać się przed poszukującymi go Irańczykami. Jak zdradziły mediom wojskowe źródła, oficer około półtora dnia spędził w paśmie górskim, gdzie nadał sygnał awaryjny, pozwalający na jego lokalizację przez siły amerykańskie. Akcja ratunkowa tego jednego żołnierza zaangażowała dziesiątki maszyn bojowych oraz setki osób z różnych służb mundurowych. Była to operacja zarówno przygotowująca możliwość ucieczki, jak i zatrzymująca Irańczyków przed dotarciem do oficera przed grupą ratunkową. Właśnie w tym czasie nad pozycją oficera zaczęły latać drony, aby potwierdzić jego pozycję. Wiadomo, że jeden z nich - MQ-9 Reaper - został zestrzelony z niepotwierdzonymi doniesieniami, że niedługo później Amerykanie stracili kolejną maszynę tego typu.

W pobliżu gór, gdzie znajdował się oficer, wylądowały dwa samoloty MC-130J Commando II wraz i personelem i niewielkimi śmigłowcami MH-6, które mogły podlecieć do poszukiwanego żołnierza. W pobliżu gór zorganizowano prowizoryczną bazę z lotniskiem. Jak się jednak okazało, sama załoga ratunkowa potrzebowała ewakuacji, gdyż transportowe MC-130J nie mogły wystartować, gdyż zakopały się w piasku. W tym czasie amerykańskie siły walczyły z Irańczykami, którzy próbowali dotrzeć do lotniska. Niemniej nie byli sami, gdyż mieli wsparcie samolotów i dronów, które bombardowały irańskie konwoje. Ostatecznie do bazy przyleciały jeszcze dwa lżejsze samoloty CASA CN-235, które zabrały cały personel.

Z militarnego punktu widzenia udało się uratować dwóch wysoce wykwalifikowanych żołnierzy, którzy mają za sobą dużo doświadczenia w operowaniu jednym z najpotężniejszych myśliwców. Ponadto utrzymano zasadę "nie zostawiamy swoich", podtrzymując morale w całych siłach zbrojnych. Przy tym Amerykanom udało się wyrwać Irańczykom duży sukces w postaci pojmania pilotów, co mogło zostać wykorzystane zarówno do korzyści propagandowych, jak i w ramach potencjalnej wymiany jeńców.


Czy ultradźwięki mogą uratować jeże przed śmiercią na drogach?© 2026 Associated Press


Otrzymane przedwczoraj

Nowy granat w arsenale USA. Armia wprowadza M111

Pierwszy nowy granat od 1968 roku. Nowy nabytek w arsenale USA

Daniel Górecki

Armia Stanów Zjednoczonych zatwierdziła do służby nowy granat ręczny M111 Offensive Hand Grenade, który ma zastąpić używany od dziesięcioleci model Mk3A2. To pierwsza nowa śmiercionośna konstrukcja tego typu przyjęta przez amerykańskie wojsko od 1968 roku.


Żołnierz amerykański trzymający w ręku granat M111

Armia USA wprowadza nowy granat M111. Pierwsza taka decyzja od ponad pół wiekuChristopher Arthur/U.S. Armydomena publiczna


Decyzja o dopuszczeniu broni do pełnego użycia operacyjnego otwiera drogę do stopniowego wycofywania starszych granatów Mk3A2, które pozostawały w ograniczonej służbie między innymi z powodu problemów bezpieczeństwa związanych z zastosowaniem azbestowej obudowy.

Doświadczenia z Iraku


Nowy granat powstał w ramach Program Executive Office Ammunition and Energetics we współpracy z U.S. Army Combat Capabilities Development Command Armaments Center w wojskowym ośrodku badawczo-produkcyjnym Picatinny Arsenal.

Konstrukcja M111 została opracowana w oparciu o doświadczenia zdobyte podczas walk miejskich w Iraku. Podczas operacji w gęstej zabudowie okazało się bowiem, że klasyczne granaty odłamkowe mogą stwarzać zagrożenie dla własnych żołnierzy działających w pobliżu celu.

Fala uderzeniowa zamiast odłamków


Najważniejszą różnicą między M111 a tradycyjnymi granatami jest sposób działania. W przeciwieństwie do powszechnie stosowanego M67, który neutralizuje przeciwnika dzięki rozrzutowi odłamków, nowa konstrukcja wykorzystuje przede wszystkim nadciśnienie wybuchowe.

To nagły gwałtowny wzrost ciśnienia powietrza powyżej normalnego ciśnienia atmosferycznego, powodujący powstanie fali uderzeniowej, która może spowodować poważne obrażenia fizyczne, w szczególności narządów wypełnionych powietrzem (płuc, uszu, jelit) oraz mózgu, nawet bez bezpośredniego uderzenia.

W zamkniętych przestrzeniach, jak korytarze czy tunele, może więc szybko obezwładnić lub zabić przeciwnika, jednocześnie ograniczając ryzyko przypadkowego rażenia własnych sił przez odłamki odbijające się od ścian. Rozwiązanie to ma zwiększyć skuteczność broni podczas walk w budynkach i innych ograniczonych przestrzeniach, które w nowoczesnych konfliktach zbrojnych odgrywają coraz większą rolę.

Koniec azbestowej konstrukcji


Granat Mk3A2, który M111 ma zastąpić, został wprowadzony do służby w 1968 roku i wykorzystywał obudowę zawierającą azbest. Z czasem doprowadziło to do ograniczeń w szkoleniu i użytkowaniu tej broni ze względu na zagrożenia zdrowotne. Nowy model eliminuje ten problem dzięki zastosowaniu plastikowej obudowy, która podczas eksplozji ulega całkowitemu zniszczeniu, nie pozostawiając niebezpiecznych materiałów.

Równolegle z granatem bojowym opracowano również jego wersję szkoleniową, tj. M112, która pozwala żołnierzom ćwiczyć z niemal identycznym sprzętem bez generowania śmiercionośnej fali uderzeniowej. 

Nowa konstrukcja została zaprojektowana tak, aby była kompatybilna z istniejącymi systemami używanymi przez armię. Zarówno M111, jak i jego wariant treningowy, korzystają z tych samych zapalników co M67 oraz jego szkoleniowy odpowiednik M69.

Według przedstawicieli wojska takie rozwiązanie pozwala utrzymać dotychczasowe linie produkcyjne i ograniczyć koszty zakupów sprzętu, a jednocześnie daje żołnierzom większą elastyczność w wyborze rodzaju granatu odpowiedniego do warunków na polu walki.


Makabryczna wystawa przyciąga tłumy zwiedzających. Jej bohaterami są… seryjni mordercy© 2026 Associated Press


Polska ściana antydronowa nabiera kształtów. Te wozy będą jej fundamentem

Polska obrona antydronowa nabiera kształtów. Te wozy będą jej fundamentem

Marcin Jabłoński

Zakłady Rosomak S.A. podpisały umowę z przedsiębiorstwem KIA Corporation na dostawę pojazdów, które staną się bazą dla wozów antydronowych w programie SAN.


Wojskowy pojazd pickup z karabinem w hali; w tle wojskowe maszyny

Polska kupuje wozy Legwan do stworzenia ściany antydronowej@PGZ_plmateriał zewnętrzny


Nowe wozy polskiej armii. To one będą polować na drony


Rosomak S.A. podpisał umowę z KIA Corporation, której przedmiotem jest dostawa 375 sztuk pojazdów KIA KLTV CAB CHASISS TRUCK 4P. Dostarczone platformy pojazdowe będą wykorzystywane jako nośniki wybranych komponentów systemu przeciwlotniczego SAN C-UAS przeznaczonego do zwalczania bezzałogowych statków powietrznych (BSP) - czytamy w komunikacie polskich zakładów.

Wozy staną się nośnikami elementów składowych systemu przeciwlotniczego/antydronowego SAN. Będą przewozić radary czy działka do niszczenia dronów jak wielolufowy karabin maszynowy kal. 12,7 mm od spółki ZM Tarnów, określany mianem "Potwora z Tarnowa". Pojazdy mają zapewnić mobilność systemów tworzonych w ramach programu SAN.

SAN to nazwa programu mającego stworzyć dla Sił Zbrojnych RP cały system przeciwlotniczych modułów bateryjnych do niszczenia bezzałogowych statków powietrznych. Za jego powstanie odpowiada konsorcjum Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ) oraz S.A. oraz norweskiego Kongsberg Defence & Aerospace. W realizację programu zaangażowane są liczne spółki z PGZ, którym w ramach tzw. "Małego Konsorcjum" powierzono poszczególne zadania związane z przygotowaniem całego systemu.

Koreańskie wozy


Warto dodać, że Rosomak S.A. już współpracuje z KIA Corporation w ramach pozyskiwania dla polskiej armii wozów KLTV (Korean Light Tactical Vehicle), które są pojazdami tej samej serii co wozy z dzisiejszej umowy. KLTV stanowi zabudowany pojazd w wersji K153, przeznaczony do misji rozpoznawczych. Dzisiejsza umowa otwiera drogę do pozyskania wersji K151C, wozów z modyfikowanym podwoziem. Polskie zakłady prowadzą polonizację pojazdów z Korei, a w najbliższych latach rozpoczną ich produkcję. O szczegółach wozów KLTV w Wojsku Polskim pisaliśmy na łamach Interii GeekWeek.

Jak zauważa portal Defence24, 375 nowych pojazdów z dzisiejszej umowy zostanie wyprodukowanych w Korei Południowej. Zapewni to szybkość dostaw, ale ograniczy udział polskiej gospodarki.


Makabryczna wystawa przyciąga tłumy zwiedzających. Jej bohaterami są… seryjni mordercy© 2026 Associated Press


Europejski kraj kupił rakiety z Chin. Mają ogromny zasięg

Europejski kraj kupił rakiety z Chin. Mają ogromny zasięg

Marcin Jabłoński

W sieci pojawiły się zdjęcia, które stanowią pierwszy dowód na zakup przez Serbię chińskich pocisków rakietowych CM-400. Mają aż 250 kilometrów zasięgu.


Myśliwiec MiG-29 lecące z wysuniętym podwoziem; w tle błękitne niebo; w czerwonym kółku zaznaczony pocisk rakietowy

Serbowie po raz pierwszy pokazali chińskie pociski na swoich myśliwcach@Lukai1861materiał zewnętrzny


Chińska broń w Europie. Bałkański kraj klientem


CM-400 to seria pocisków powietrze-ziemia, opracowanych przez chińską korporację China Aerospace Science and Industry Corporation. Wiadomo było, że te pociski znajdują się na wyposażeniu sił powietrznych Pakistanu.

Nowe materiały ukazują jednak, że CM-400 nabyła też Serbia. Już udało im się je zintegrować z ich myśliwcami MiG-29. Tym samym bałkański kraj jest pierwszym na europejskim kontynencie, który w swoich siłach powietrznych zaczął używać pocisków rakietowych z Chin na swoich samolotach bojowych.

Serbia to jedyny klient Chin w Europie


Warto pamiętać, że Serbia jest obecnie jedynym europejskim krajem, który wykorzystuje chińską broń. Już posiada w swoim arsenale m.in. pociski obrony przeciwlotniczej FK-3, drony bojowe CH-92 czy systemy obrony powietrznej HQ-22, o których pisaliśmy na łamach Interii GeekWeek.

Historycznie Serbia najczęściej wybierając uzbrojenie za granicą, kupowała je od Rosji, z którą ma bardzo dobre relacje. Niemniej od drugiej połowy zeszłej dekady zaczęła dywersyfikować swój sprzęt, zakupując go właśnie w Chinach czy Izraelu. Po wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie, dostawy sprzętu z Rosji zostały utrudnione, toteż Serbia zaczęła kupować sprzęt także od państw Zachodu np. zamawiając w sierpniu 2024 roku 12 francuskich myśliwców Rafale.

Pocisk do niszczenia okrętów


Zaprezentowany w 2012 roku CM-400 ma długość około 5 metrów i waży 900 kilogramów. Jest pociskiem naddźwiękowym, który osiąga prędkość 4,5 Macha w końcowej fazie lotu. Jego zasięg określany jest na 250 kilometrów, czyniąc z niego broń dalekiego zasięgu.

CM-400 to podstawowo pocisk przeciwokrętowy, jednak może być również skonfigurowany jako pocisk przeciwradiacyjny. Wyposażony jest w jeden z dwóch rodzajów głowic bojowych: ładunek wybuchowy lub ładunek przeciwpancerny. Dzięki połączeniu bardzo dużej prędkości, dalekiego zasięgu i systemu naprowadzania typu "wystrzel i zapomnij" pocisk ten idealnie nadaje się do przeprowadzania ataków z dużej odległości. Jest zoptymalizowany do niszczenia wzmocnionych celów strategicznych w każdych warunkach pogodowych.


Naukowcy odkryli sekret koni. Potrafią gwizdać… krtanią© 2026 Associated Press


Powrót balonów wojskowych. Aerostaty kluczowym elementem pola walki

Stara technologia, nowe możliwości. Aerostaty wspierają drony w Ukrainie

Daniel Górecki

Choć aerostaty kojarzą się głównie z czasami II wojny światowej, ta pozornie archaiczna technologia przeżywa dziś niespodziewany renesans. W realiach współczesnych konfliktów, m.in. wojny w Ukrainie, tego typu balony obserwacyjne stają się ważnym elementem infrastruktury wspierającej drony i systemy rozpoznawcze.


Aerostat Aerobavovna w Ukrainie

Aerostaty Aerobavovna wspierają w Ukrainie drony, systemy rozpoznawcze i łącznośćAerobavovnamateriały prasowe


Warto jednak podkreślić, że nowoczesne wersje nie mają już wiele wspólnego z prostymi balonami sprzed dekad - dziś są to zaawansowane platformy zdolne do przenoszenia radarów, czujników czy systemów łączności.

W konfliktach, w których ogromną rolę odgrywają drony, kluczowe staje się utrzymanie stabilnej sieci łączności. Sterowanie wieloma bezzałogowcami jednocześnie wymaga bowiem stałego przesyłu danych i niezawodnych przekaźników sygnału.

Aerostaty mogą pełnić funkcję powietrznych przekaźników, które unoszą systemy komunikacyjne na dużą wysokość i zapewniają zasięg tam, gdzie infrastruktura naziemna jest narażona na ostrzał artyleryjski czy zakłócenia elektroniczne.

Ukraińska firma Aerobavovna opracowała własne systemy dostosowane do realiów współczesnej wojny. Platformy te trafiają już do ukraińskich jednostek i wspierają zadania związane z rozpoznaniem, monitoringiem elektromagnetycznym oraz przekazywaniem sygnałów komunikacyjnych.

Dlaczego balony wygrywają z dronami?


Choć drony stały się symbolem nowoczesnej wojny, mają jedną poważną wadę, a mianowicie ograniczony czas lotu. Większość z nich musi wracać na ziemię po kilkudziesięciu minutach lub kilku godzinach pracy.

Aerostat działa inaczej - utrzymywany na linie balon może pozostawać w powietrzu przez wiele dni bez przerwy, zapewniając stałe działanie sensorów lub systemów łączności. Dzięki temu może analizować widmo radiowe, wykrywać sygnały wroga czy wspierać operacje dronów latających nisko nad ziemią.

Nowa rola w wojnie elektronicznej


Nowoczesne aerostaty mogą być wyposażone w zestawy SIGINT, czyli systemy rozpoznania sygnałów radiowych. Z wysokości kilku kilometrów analizują one aktywność elektromagnetyczną na polu walki, co pozwala wykrywać nadajniki, stanowiska dowodzenia lub urządzenia przeciwnika. Takie rozwiązania zwiększają możliwości wykrywania celów i wspierają działania sieciocentryczne, w których dane z wielu źródeł trafiają do wspólnego systemu dowodzenia.

Doświadczenia z wojny w Ukrainie pokazują również, że ogromne i bardzo drogie aerostaty mogą być łatwym celem dla przeciwnika. Dlatego przyszłość tej technologii może należeć do mniejszych, tańszych i bardziej mobilnych platform, które można szybko rozstawić w pobliżu linii frontu.

I choć sektor aerostatów pozostaje stosunkowo mało znany, w przeszłości był wykorzystywany operacyjnie przez wiele armii i w ostatnich latach część z nich, jak Japonia, Stany Zjednoczone, Izrael czy Polska, ponownie zwróciła uwagę na podobne systemy, szczególnie w kontekście misji obserwacyjnych i radarowych. Firma Aerobavovna zapowiedziała nawet, że pracuje nad pierwszym kontraktem eksportowym w Unii Europejskiej, a zainteresowanie pojawia się również w krajach Zatoki Perskiej oraz w Kanadzie.


Zabawa w udawanie. Małpy człekokształtne mają rozwiniętą wyobraźnię© 2026 Associated Press


Wojna w Iranie bije rekordy kosztów. USA wydają miliardy każdego dnia

Wojna w Iranie bije rekordy kosztów. USA wydają miliardy każdego dnia

Julia Król

Konflikt z Iranem, który rozpoczął się pod koniec lutego, generuje ogromne wydatki dla Stanów Zjednoczonych - średnio niemal miliard dolarów dziennie. Największy udział w kosztach mają amunicja i nowoczesne systemy uzbrojenia, w tym drogie pociski wykorzystywane przeciwko tanim irańskim dronom. Tylko w ciągu pierwszych 10 dni ataków wydano miliardy dolarów, a dodatkowe obciążenia wynikają z transportu i rozmieszczenia wojsk oraz sprzętu w regionie.


Konflikt z Iranem kosztuje USA fortunę. Prawdziwe wydatki szokują!

Konflikt z Iranem kosztuje USA fortunę. Prawdziwe wydatki szokują!ROBERTO SCHMIDT/Getty AFP/East NewsEast News


Konflikt z Iranem, który rozpoczął się pod koniec lutego, generuje gigantyczne koszty dla Stanów Zjednoczonych. Według szacunków ekspertów i analityków wojskowych operacje militarne mogą pochłaniać nawet blisko miliard dolarów dziennie. W ciągu pierwszych dziesięciu dni nalotów wojsko przeprowadziło ataki na ponad 5000 obiektów w Iranie, a także ogłosiło wykaz ponad 20 różnych typów sprzętu i systemów uzbrojenia, które zostały wykorzystane.

Już pierwsze dni działań pokazały skalę wydatków. Według raportów przedstawionych w Kongresie USA tylko w ciągu dwóch pierwszych dni walk na samą amunicję przeznaczono około 5,6 miliarda dolarów.

Ogromne koszty pierwszych dni wojny


Szacuje się, że już w pierwszych około 100 godzinach konfliktu amerykańskie operacje wojskowe kosztowały nawet 3,7 miliarda dolarów. Oznacza to średnio ponad 890 mln dolarów dziennie.

Największym wydatkiem jest amunicja. Oszacowano, że w ciągu pierwszych 100 godzin wojny wydano na nią 3,1 miliarda dolarów. Według CSIS nadal kosztuje ona ok. 758 mln dolarów dziennie, chociaż nie wiadomo, jak wiele się jej używa.

Doniesienia sugerują, że wojsko korzystało z pocisków Tomahawk podczas przeprowadzania ataków, których koszt, według ustaleń Times, wynosi 2 miliony dolarów za jeden pocisk, natomiast szacunki CSIS wskazują na jeszcze wyższą kwotę - 3,6 miliona dolarów za sztukę.

Każda misja bombowa, start samolotów bojowych czy użycie pocisków precyzyjnych generuje ogromne obciążenie dla budżetu Pentagonu. Dodatkowo kosztowne jest także rozmieszczenie sprzętu i żołnierzy w regionie oraz transport uzbrojenia i zapasów wojskowych. Jeszcze przed wybuchem ataków, przerzucenie wojska, okrętów i samolotów w ten rejon pochłonęło około 630 milionów dolarów, jak powiedziała niedawno była urzędniczka budżetowa Pentagonu Elaine McCusker dziennikowi The Wall Street Journal.

Likwidacja tanich dronów kosztuje nieproporcjonalnie dużo


Jednym z najbardziej kosztownych aspektów konfliktu jest zwalczanie irańskich dronów. Iran wykorzystuje tysiące stosunkowo tanich bezzałogowców Shahed, które stanowią poważne zagrożenie dla amerykańskich baz i sojuszników w rejonie. Problem polega na tym, że do ich zestrzeliwania często używane są bardzo drogie pociski przechwytujące. Ich cena może sięgać nawet kilku milionów dolarów za jeden egzemplarz. W efekcie neutralizowanie tanich dronów kosztuje wielokrotnie więcej niż ich produkcja.

Przechwytywacze pocisków przeciwbalistycznych THAAD także są bardzo drogie - koszt każdego z nich wynosi prawie 13 mln dolarów. Nie wiadomo, ile wykorzystano do tej pory.

Ile Stany Zjednoczone już wydały w Iranie?


Na operacje w Iranie wydano już miliardy dolarów, a wydatki mogą jeszcze wzrosnąć. Jeśli działania militarne będą się przedłużać, koszty konfliktu sięgną dziesiątek miliardów dolarów. Wojna na Bliskim Wschodzie mocno obciąża amerykański budżet, a specjaliści podkreślają, że tylko niewielka część środków - około 200 mln dolarów - była uwzględniona.


Makabryczna wystawa przyciąga tłumy zwiedzających. Jej bohaterami są… seryjni mordercy© 2026 Associated Press


USA ćwiczą walkę z rosyjską obroną. Ten Buk-M3 wygląda jak prawdziwy

Rosyjski system obrony powietrznej Buk-M3 zauważony w Alabamie

Daniel Górecki

W Alabamie zauważono realistyczną makietę rosyjskiego systemu obrony powietrznej Buk-M3. Replika ma służyć do szkolenia amerykańskich pilotów i jednostek w symulowanych warunkach walki.


W Alabamie zauważono transport makiety rosyjskiego systemu Buk-M3

USA ćwiczą walkę z rosyjską obroną powietrzną. W Alabamie zauważono makietę Buk-M3Reddit za Defence Blogdomena publiczna


Stany Zjednoczone może i skupiają większość swojej uwagi na Iranie, ale nie zapominają też o Rosji - w sieci pojawiły się zdjęcia przedstawiające transport realistycznej makiety systemu obrony przeciwlotniczej Buk‑M3 w Alabamie. Według dostępnych informacji replika nie jest systemem bojowym, lecz elementem szkoleniowym wykorzystywanym przez wojsko do symulowania nowoczesnych systemów obrony powietrznej potencjalnego przeciwnika.

Realistyczne cele dla pilotów i systemów wykrywania


Wystarczy zresztą spojrzeć na jej podwozie bojowe - zamiast na gąsienicach została osadzona na naczepie ciężarowej, co ułatwia jej transport między poligonami i pozwala szybko zmieniać pozycję podczas ćwiczeń. Wojska na całym świecie wykorzystują takie repliki uzbrojenia w trakcie treningów, bo dzięki temu piloci i jednostki naziemne mogą ćwiczyć rozpoznawanie, wykrywanie oraz zwalczanie systemów obrony powietrznej w warunkach zbliżonych do rzeczywistego pola walki.

Makiety tego typu wykorzystywane są m.in. podczas ćwiczeń z użyciem ostrej amunicji, testów radarów i czujników elektrooptycznych czy treningów taktycznych. Samoloty wyposażone w radary i zasobniki celownicze mogą wówczas trenować identyfikację i śledzenie takich symulowanych celów.

Nowoczesny system rosyjskiej obrony powietrznej


System obrony powietrznej Buk‑M3, znany w wersji eksportowej jako Viking, to najnowsza generacja radzieckiej rodziny systemów średniego zasięgu Buk. Został wprowadzony do służby w Rosji około 2016 roku i wykorzystuje pociski przeciwlotnicze 9M317M .W porównaniu z wcześniejszymi wersjami wyrzutnia przenosi sześć pocisków w zamkniętych kontenerach startowych, podczas gdy starsze warianty, jak Buk‑M2, dysponowały czterema rakietami montowanymi zewnętrznie.

System jest przeznaczony do zwalczania samolotów, pocisków manewrujących oraz innych celów powietrznych. Według dostępnych danych może przechwytywać obiekty poruszające się z prędkością do 3 km/s, na dystansie od około 2,5 do 70 kilometrów i na wysokości od 15 metrów do 35 kilometrów.

Jak podkreślają analitycy, szkolenie przeciw takim systemom, jak Buk-M3, ma szczególne znaczenie w kontekście współczesnych konfliktów, w których rozbudowane sieci obrony powietrznej stanowią poważne wyzwanie dla lotnictwa. Rosyjska architektura opiera się na systemach warstwowych łączących środki dalekiego, średniego i krótkiego zasięgu, a dla planistów wojskowych i załóg lotniczych kluczowe jest nie tylko poznanie parametrów technicznych takich rozwiązań, ale także ich wyglądu i sposobu rozmieszczenia na polu walki.


Sprzedają swoje pomysły, stojąc w przeręblach lodowatego Bałtyku© 2026 Associated Press


Rosyjskie drony w nowej roli. Gierań-2 jako "dron-matka" dla FPV

Nietypowy Shahed zestrzelony nad Ukrainą. Na pokładzie dwa inne drony

Daniel Górecki

Siły Zbrojne Ukrainy przechwyciły i zniszczyły nietypową wersję drona Gierań-2, która może wskazywać na ewolucję rosyjskiej taktyki wykorzystania tych bezzałogowców. Dotychczas lokalne odpowiedniki irańskich Shahedów stosowane były głównie jako jednorazowa broń uderzeniowa, ale wygląda na to, że Moskwa postanowiła rozszerzyć ich możliwości operacyjne.


Nietypowy Shahed zestrzelony nad Ukrainą. Na pokładzie dwa inne drony

Nowa taktyka Rosji? Shahed z dwoma dronami FPV zestrzelony nad UkrainąDarknode Anti-Shahed Battaliondomena publiczna


Żołnierze Batalionu Darknode Anti-Shahed, należącego do 412. Brygady Systemów Bezzałogowych "Nemesis" ukraińskich sił zbrojnych, poinformowali, że przechwycili i zniszczyli nowy typ rosyjskiego drona Gierań-2. A mowa o produkowanym lokalnie przez Rosję odpowiedniku irańskiego Shaheda-136, który tym razem był wyposażony w dwa dodatkowe drony FPV, co może sugerować nową koncepcję wykorzystania tego rozwiązania.

Ukraińcy wykryli cel i zneutralizowali go, zanim zdążył wykonać swoją misję - tym samym nie udało się ustalić, czy jedynie prowadził rozpoznanie, czy przygotowywał się do ataku. Kijów nie podał też dokładnej metody przechwycenia, ale potwierdził, że cel został zniszczony w ukraińskiej przestrzeni powietrznej podczas nocnej operacji.

Rosja zmienia taktykę


Jak podkreślają analitycy, obecność dronów FPV przymocowanych do platformy Shahed może wskazywać na dalszą ewolucję rosyjskiej taktyki wykorzystania tych bezzałogowców. Dotychczas stosowane były głównie jako jednorazowa broń uderzeniowa, jednak z czasem zaczęto adaptować je do różnych ról, w tym rozpoznania czy wsparcia walki elektronicznej, a integracja mniejszych dronów FPV mogłaby dodatkowo rozszerzyć ich możliwości operacyjne.

Jednym z możliwych scenariuszy jest wykorzystanie Shaheda jako platformy transportowej, która przenosi drony FPV bliżej linii frontu lub głębiej na terytorium Ukrainy, a następnie wypuszcza je do ataku na konkretne cele. Takie rozwiązanie mogłoby utrudnić działanie obrony przeciwlotniczej, łącząc zdolność uderzeń dalekiego zasięgu z precyzyjnymi atakami krótkiego zasięgu. Inna możliwość zakłada, że dron wykonywał misję rozpoznawczą, wykorzystując drony FPV do lokalnej obserwacji po dotarciu w wyznaczony rejon.

Rosja bez Gierań-2 mogłaby nie dać rady


Gierań-2 to broń, która od czasu wprowadzenia do konfliktu stała się jednym z kluczowych narzędzi w arsenale Moskwy, często używanym do atakowania ukraińskiej infrastruktury i pozycji wojskowych - najczęściej odpalanym w dużych grupach w celu przeciążenia systemów obrony przeciwlotniczej.

Mówimy o amunicji krążącej mającej ok. 3,5 m długości i rozpiętość skrzydeł około 2,5 m, która przenosi głowicę bojową o masie od 30 do 50 kilogramów, a jej zasięg operacyjny szacuje się na 1000-2500 km, w zależności od wersji. Co więcej, cechuje się ona dużą mobilnością, bo jej wyrzutnie można montować zarówno na pojazdach wojskowych, jak i komercyjnych ciężarówkach.

Niedawno opublikowane w sieci nagranie sugeruje też start z platformy pozostającej w ruchu, co może zwiększyć elastyczność i nieprzewidywalność użycia. Eksperci wojskowi zauważają, że konstrukcja Shahed-136 sprzyja takim modyfikacjom - lekka budowa z wagą ok. 200 kg oraz prosty system napędowy, często porównywany do silnika kosiarki ze względu na charakterystyczny dźwięk, umożliwiają start z różnych platform.


Naukowcy odkryli sekret koni. Potrafią gwizdać… krtanią© 2026 Associated Press


Bombowce B-52H przerzucone do UK. Nowa faza operacji przeciw Iranowi?

Trzy B-52H w Europie. USA szykuje coś dużego w Iranie?

Daniel Górecki

Jak wynika z najnowszych doniesień, Stany Zjednoczone zwiększają swoje możliwości prowadzenia uderzeń powietrznych przeciwko Iranowi. Do bazy RAF Fairford w Wielkiej Brytanii przyleciały trzy strategiczne bombowce B-52H Stratofortress, które mają wspierać operację Epic Fury.


Amerykański B-52 w bazie RAF Fairford w Wielkiej Brytanii.

USA wzmacniają siły w Europie. B-52H przyleciały do RAF FairfordAirport Action za Clash Report (screen z nagrania)Twitter


Stany Zjednoczone przerzucają do Europy kolejny sprzęt, co może sugerować, że konflikt na Bliskim Wschodzie potrwa dłużej, niż przewidywała administracja Donalda Trumpa. Samoloty należące do United States Air Force wystartowały z Minot Air Force Base i wylądowały w Wielkiej Brytanii. Według danych z systemów śledzenia lotów maszyny o numerach seryjnych 60-0023, 60-0060 oraz 60-0007 operowały pod znakami wywoławczymi HOOKY21, HOOKY22 i HOOKY23.

Wielka Brytania kluczowa dla ataków USA na Iran


Wojna na Bliskim Wschodzie trwa już 11 dzień, a nowe działania Stanów Zjednoczonych sugerują, że należy przygotować się na wiele więcej. Jak dowiadujemy się z materiałów wideo opublikowanych w mediach społecznościowych, kluczowym elementem planowanych operacji może być brytyjska baza RAF Fairford, bo USA właśnie przerzuciły tu co najmniej trzy bombowce B-52H Stratofortress. Co warto dodać, kilka dni wcześniej na miejsce przyleciały też bombowce B-1B Lancer - najpierw jedna maszyna, a następnie kolejne dwie.

Decyzja o umożliwieniu wykorzystania brytyjskich baz do działań przeciwko Iranowi została podjęta przez premiera Keira Starmera, a zgoda obejmuje m.in. możliwość uderzeń w irańskie stanowiska rakietowe jeszcze przed ich użyciem do ataku. Zmiana brytyjskiej polityki dotyczy także strategicznego obiektu na Oceanie Indyjskim, czyli Naval Support Facility Diego Garcia - na razie nie odnotowano tam żadnych bombowców, ale ciężkie samoloty transportowe, tankowce powietrzne oraz pięć myśliwców F-16 Fighting Falcon już tak.

Platforma do uderzeń z dużej odległości


Bombowce B-52H były już wykorzystywane w pierwszej fazie operacji Epic Fury. Amerykańskie władze informowały, że maszyny te brały udział w atakach na irańskie stanowiska pocisków balistycznych oraz węzły systemów dowodzenia. W trakcie misji wykorzystywano pociski manewrujące AGM-158 JASSM, które mogą być odpalane z dużej odległości, tzn. spoza przestrzeni powietrznej przeciwnika (w tym przypadku z terytorium Iraku czy innych zaprzyjaźnionych państw regionu).

Dzięki takiej taktyce bombowce mogą atakować silnie bronione cele, jak kompleksy rakietowe, centra dowodzenia czy stanowiska obrony przeciwlotniczej, ograniczając ryzyko wejścia w zasięg irańskich systemów obrony powietrznej.

Analitycy podkreślają, że rozmieszczenie w Wielkiej Brytanii zarówno B-1B, jak i B-52H, może oznaczać przygotowania do intensywniejszych działań powietrznych. Przeniesienie bombowców bliżej regionu operacji pozwala zwiększyć tempo lotów bojowych oraz ograniczyć zużycie maszyn, które w przeciwnym razie musiałyby wykonywać wielogodzinne misje. W praktyce daje to Waszyngtonowi większą elastyczność - zarówno do kontynuowania uderzeń z dystansu, jak i ewentualnego przejścia do bardziej bezpośrednich ataków na cele w Iranie, jeśli sytuacja militarna na to pozwoli.


Sagrada Família to najwyższy kościół świata. Budowa trwała 144 lata© 2026 Associated Press


Największe centrum badań rakietowych Iranu ostrzelane. Zdjęcia ujawniają

Irańskie centrum rakietowe ostrzelane. Zdjęcia satelitarne ujawniają prawdę

Marcin Jabłoński

Najbardziej zaawansowany kompleks rakietowy Iranu w pobliżu miasta Szahrud został ciężko ostrzelany. Nowe zdjęcia satelitarne ujawniają skalę zniszczeń.


Start pocisku balistycznego z dopalaczem; obok zdjęcie satelitarne zniszczonych budynków

Iranńskie centrum baań rakietowych poważnie ostrzelanePhoto by MAHMOOD HOSSEINI / TASNIM NEWS / AFPAFP


Wojna na Bliskim Wschodzie. Irańskie centrum badania rakiet ostrzelane


Jeszcze w pierwszych dniach trwającej wojny na Bliskim Wschodzie Izrael uderzył w jeden z największych kompleksów irańskiego programu rakietowego w pobliżu miasta Szahrud. 7 marca poinformowały o tym izraelskie siły powietrze, mówiąc o potężnych zniszczeniach.

Teraz mamy dostęp do nowych zdjęć satelitarnych, pokazujących dokładne efekty tego uderzenia. Ich skala to zła wiadomość dla Teheranu.

Skala zniszczeń


Analityk ds. broni rakietowej Sam Lair twierdzi, że nowe zdjęcia ukazują znaczące zniszczenia. Zniszczonych miało zostać większość budynków wchodzących w linię produkcyjną silników rakietowych.

Trafionych jest też kilka budynków służących do mieszania i odlewania, a także budynki, w których prawdopodobnie przeprowadzano badania. Nie wiadomo jednak, jak uderzenie wpłynie na pracę fabryk. Jest duże prawdopodobieństwo, że zdolności produkcyjne zostały przeniesione do podziemnych schronów lub w inne miejsce jeszcze przed rozpoczęciem wojny.

Największy kompleks rakietowy Iranu


Ośrodek w Szahrud to miejsce opracowywania i testowania rakiet na paliwo stałe. Uznawane jest za największy tego typu kompleks w całym Iranie. To w nim powstają najpotężniejsze pociski balistyczne Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

W Szahrud tworzone są także rakiety to wynoszenia irańskich satelitów. Na terenie kompleksu znajduje się cały kosmodrom, z którego Irańczycy wystrzelili pierwszego satelitę na orbitę 22 kwietnia 2020 roku.

Próba powalenia Iranu


Nie ma wątpliwości, że celem uderzeń na kompleks w Szahrud jest pozbawienie Iranu możliwości produkcji zaawansowanej broni. Mówiąc o pociskach z napędem na paliwo stałe, można wymienić Haj Qasem, mogący dolecieć na odległość 1400 kilometrów czy Sejjil o zasięgu nawet 2000 kilometrów, o którym pisaliśmy na łamach Interii GeekWeek.

Teheran w trwającym konflikcie opiera de facto swoją strategię na wykorzystaniu pocisków balistycznych do ostrzeliwania całego terytorium Bliskiego Wschodu. Brak możliwości uzupełniania swoich zapasów nie tylko utrudni prowadzenie konfliktu, ale uprzykrzy odbudowę arsenału po ewentualnym porozumieniu pokojowym.


Makabryczna wystawa przyciąga tłumy zwiedzających. Jej bohaterami są… seryjni mordercy© 2026 Associated Press


Atak USA na Iran. Teheran posiada potężny arsenał odwetowy

Atak USA na Iran. Teheran posiada potężny arsenał odwetowy

Daniel Górecki

28 lutego nad ranem rozpoczął się atak Izraela i Stanów Zjednoczonych na Iran. To efekt narastającego od lat konfliktu, który nasilił się w ostatnich tygodniach. Teheran błyskawicznie odpowiedział i rozpoczął ataki odwetowe. Na ile islamska republika może sobie pozwolić i czym dokładnie dysponuje? Zeszłoroczny kilkunastodniowy konflikt udowodnił, że Iran nie dysponuje zbyt dużymi siłami, wbrew głoszonej w kraju propagandzie.


Grupa kobiet w czarnych chustach obserwuje prezentację wojskową z rakietami i elementami wyposażenia militarnego na tle multimedialnej grafiki ukazującej pociski i eksplozje.

W 2023 r. Iran dołączył do wyścigu po broń hipersoniczną, prezentując swój pocisk Fattah Hossein Zohrevand/Associated PressEast News


Od czasu decyzji amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa z 2018 roku o wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z porozumienia nuklearnego z Iranem i wprowadzenia na ten kraj sankcji, teherański program jądrowy odnotował gwałtowne postępy. Już wiosną 2023 roku agencja informacyjna Bloomberg informowała, że inspektorzy Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) znaleźli ślady uranu wzbogaconego do 84 proc. czystości, zaledwie 6 proc. poniżej poziomu wymaganego do stworzenia broni jądrowej.

Iran rośnie w siłę


Jak podkreślali wtedy eksperci, oznacza to, że Teheran jest w stanie dosłownie w ciągu kilku tygodni uzyskać wystarczającą ilość materiału rozszczepialnego do produkcji broni jądrowej, a następnie w kilka miesięcy ją opracować. Teraz zaś Rada Gubernatorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), zrzeszająca 35 państw, po raz pierwszy od niemal dwóch dekad formalnie uznała, że Iran narusza swoje zobowiązania wynikające z układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, co dało Izraelowi oficjalne usprawiedliwienie ataku.

[Rada] uznaje, że liczne zaniedbania Iranu w wywiązywaniu się od 2019 roku ze swoich zobowiązań wobec Agencji – dotyczących pełnej i terminowej współpracy w sprawie nieujawnionych materiałów i działań nuklearnych w wielu nieujawnionych lokalizacjach w Iranie - stanowią naruszenie jego zobowiązań wynikających z Układu o Środkach Ochronnych zawartego z Agencją

Broń jądrowa to tylko "przykrywka"?


Konflikt na linii Iran-Izrael sięga 1979 roku, czyli czasów rewolucji islamskiej. Wcześniej kraje można było uznać za przyjazne, a sam Iran był drugim muzułmańskim krajem, który w 1948 roku uznał powstanie Izraela. Wszystko to zmieniła rewolucja i zwrot irańskiej polityki, która zaczęła traktować Izrael jak mniejszego brata i pomocnika największego zła tego świata, czyli Stanów Zjednoczonych.

A kiedy Teheran postanowił wesprzeć walkę Palestyny o niepodległość, kraje znalazły się w całkowitej opozycji. Kolejne akty wrogości można mnożyć i wystarczy tylko przypomnieć ubiegłoroczny atak terrorystyczny Hamasu na festiwal muzyczny w Izraelu, izraelską odpowiedź w postaci akcji z wybuchającymi pagerami i atak odwetowy Iranu. Teraz zaś izraelskie siły powietrzne zaatakowały irańskie cele związane z programem jądrowym, w tym główny ośrodek wzbogacania uranu, czyli zakład w Natanz. Iran z miejsca zapowiedział odwet, ale czy faktycznie dysponuje odpowiednim arsenałem? I tak, i nie.

Jaką bronią dysponuje Iran?


Jak wynika z raportu "Military Balance 2025" Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych (IISS), Siły Powietrzne Iranu posiadają 265 samolotów bojowych zdolnych do prowadzenia działań zbrojnych. Większość to jednak przestarzałe myśliwce produkcji amerykańskiej z czasów zimnej wojny, które wymagałyby tankowania w powietrzu, żeby mogły dotrzeć do Izraela - tymczasem Iran dysponuje najpewniej mniej niż pięcioma samolotami do tankowania powietrznego.

Zdolność odwetowa Iranu zależy więc w dużej mierze od rakiet balistycznych, Siły Powietrzno-Kosmiczne Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej dysponują ponad setką wyrzutni rakiet balistycznych średniego zasięgu, zdolnych do wystrzeliwania pocisków latających na odległość ponad 1000 kilometrów, czyli wystarczająco daleko do sięgnięcia Izraela, które mogą sięgnąć celu w czasie ok. 15 min.

Według danych projektu Missile Threat działającego przy Center for Strategic and International Studies, cytowanego przez CNN w irańskim arsenale znajdują się zarówno pociski na paliwo stałe (jak Dżihad), jak i rakiety balistyczne na paliwo ciekłe. Rakiety na paliwo ciekłe przenoszą cięższe głowice odłamkowo-burzące o masie 1200 kg lub więcej, podczas gdy te na paliwo stałe przenoszą głowice ważące ok. 500 kg.

Przypomnijmy też, że już w 2023 roku oficjalna państwowa agencja informacyjna IRNA ogłosiła, że Iran ujawnił "pierwszy wyprodukowany w kraju hipersoniczny pocisk balistyczny", który może się pochwalić zasięgiem 1400 km. Teheran przekonywał wtedy, że nowy pocisk Fattah może celować w "zaawansowane systemy antyrakietowe wroga i stanowi duży skok pokoleniowy w dziedzinie pocisków rakietowych", bo jest w stanie ominąć nawet najbardziej zaawansowane systemy amerykańskie czy izraelską Żelazną Kopułę. Dosłownie pół roku później zaczęło się zaś mówić o jego drugiej generacji, która miała oferować zasięg zwiększony do 2000 km.

Iran dysponuje również flotą pocisków manewrujących zdolnych do ataku na Izrael, jak choćby Paveh, czyli pocisk manewrujący klasy ziemia-ziemia o zasięgu 1650 km należący do rodziny pocisków manewrujących Soumar, której pierwszy egzemplarz - pocisk Soumar - został zaprezentowany w 2015 roku i miał zasięg 700 km. W 2019 roku Iran zaprezentował również inny pocisk manewrujący klasy ziemia-ziemia, a mianowicie Hoveyzeh, którego deklarowany zasięg przekracza 1 350 kilometrów, a w arsenale Iranu znajdują się jeszcze m.in. pocisk Qadr-380 czy strategiczny pocisk manewrujący Talaiyeh - oba o zasięgu ponad 1000 km.

Bogaty arsenał dronów


Nie można też zapomnieć o stale rosnącej i ulepszanej flocie dronów i nie chodzi jedynie o rodzinę dronów-kamikadze Shahed (Shahed-136, Shahed-238, Shahed-149), której możliwości poznaliśmy w czasie wojny w Ukrainie, bo Teheran w ostatnich latach regularnie poddaje inżynierii zwrotnej zachodnie systemy.

Jakiś czas temu poznaliśmy zaawansowany dron bojowy Mohajer-10 wyraźnie inspirowany amerykańskim systemem MQ-9 Reaper, czy inny klon systemu USA, a mianowicie drony-kamikadze Sina do złudzenia przypominające modele Switchblade 300. Ba, latem ubiegłego roku pisaliśmy nawet, że Iran może niebawem uzupełnić swoją flotę o nowy i bardzo specyficzny okręt - lotniskowiec Shahid Bagheri przystosowany do transportu i rozmieszczania dronów, którego budowa trwa od wiosny 2022 roku.

Wszystko to daje wrażenie budzącej strach militarnej potęgi, ale jednocześnie podczas październikowego ataku Iranu na Izrael, skuteczność jego wyposażenia została mocno zweryfikowana przez Żelazną Kopułę. Teheran wystrzelił ok. 200 rakiet balistycznych i dronów, jednak większość z nich została zestrzelona przez izraelskie systemy obrony oraz siły USA i państw partnerskich, które wspomogły Izrael w czasie ataku.

***

Bądź na bieżąco i zostań jednym z 87 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!

Armia USA użyła broni laserowej przeciw dronowi własnych służb granicznych

Amerykanie znowu bawią się laserem. Pentagon strzela do... swoich?

Daniel Górecki

Jak poinformował Kongres Stanów Zjednoczonych, amerykańskie wojsko użyło eksperymentalnego systemu laserowego do zestrzelenia drona należącego do własnych służb. Według danych przekazanych przez parlamentarzystów, operacja miała dotyczyć operującego w Teksasie bezzałogowca należącego do U.S. Customs and Border Protection.


Pentagon zaprezentuje laser o mocy 300 kW

Pentagon testuje laser o mocy 300 kW (zdj. ilustracyjne)DoDmateriały prasowe


Wygląda na to, że Amerykanie lubią bawić się swoimi nowymi laserowymi zabawkami, chociaż wiele wskazuje na to, że nie bardzo... potrafią robić to jak trzeba. Według najnowszych informacji niedawno miał miejsce incydent, w ramach którego amerykańskie wojsko użyło eksperymentalnego systemu do zestrzelenia drona należącego do własnych służb celnych.

Sprawa wywołała ostrą reakcję polityków, trójka demokratycznych członków Komisji Transportu i Infrastruktury stwierdziła, że decyzja o użyciu wysokiego ryzyka systemu antydronowego jest dowodem braku koordynacji między agencjami federalnymi.

Laser kontra dron


Nie ujawniono dokładnej daty zdarzenia, wiadomo jednak, że w następstwie incydentu Federalna Administracja Lotnictwa wprowadziła tymczasowe ograniczenia lotów nad miastem Fort Hancock, położonym około 80 km na południe od El Paso w Teksasie, przy granicy z Meksykiem. Według źródeł kongresowych o zdarzeniu zostali poinformowani politycy: Rick Larsen, André Carson oraz Bennie Thompson.

Politycy krytykują brak spójnej strategii wdrażania technologii antydronowych. W oświadczeniu wskazano na decyzję administracji, która miała ominąć projekt ustawy dwupartyjnej dotyczącej szkolenia operatorów C-UAS i współpracy między Departamentem Obrony, Departamentem Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz FAA.

Apel o śledztwo


Senator Tammy Duckworth wezwała do niezależnego dochodzenia w sprawie "dysfunkcji systemowej" zagrażającej bezpieczeństwu lotnictwa. Parlamentarzystka zapowiedziała apel o wspólne śledztwo inspektorów generalnych trzech resortów: obrony, transportu i bezpieczeństwa wewnętrznego USA. Według informacji przekazanych przez CNN, dochodzenie ma objąć incydenty w El Paso oraz Fort Hancock.

Choć ograniczenia lotów wprowadzone po zdarzeniu nie powinny wpływać na ruch komercyjny, eksperci ostrzegają, że szybkie wdrażanie broni energetycznej w systemach antydronowych może rodzić nowe ryzyka dla infrastruktury lotniczej.


Zabawa w udawanie. Małpy człekokształtne mają rozwiniętą wyobraźnię© 2026 Associated Press


Znaleźli możliwą bazę Oriesznika. Zdjęcia satelitarne ujawniają

Znaleźli możliwą bazę Oriesznika. Zdjęcia satelitarne ujawniają

Marcin Jabłoński

Ukraińscy dziennikarze i eksperci wojskowi ostrzegają, przed budową możliwego kompleksu rakietowego na Białorusi, z którego mógłby startować nowy pocisk balistyczny rosyjskiej armii - Oriesznik.


Ciężarówka wojskowa z naczepą przewożąca duży, cylindryczny pocisk balistyczny na drodze, pojazd posiada wiele osi, jest pomalowany na zielony kolor kamuflażowy i ozdobiony wojskowymi symbolami.

Oriesznik na Białorusi. Ukraińcy ujawniają możliwe miejsce jego stacjonowaniaVitaly V. KuzminWikimedia Commons


Oriesznik na Białorusi. Znaleziono możliwe miejsce jego stacjonowania


Na zdjęciach satelitarnych zdobytych przez dziennikarzy Radia Swoboda widać rozbudowę kompleksu w promieniu 5 kilometrów od lotniska wojskowego nieopodal miasta Krzyczew na wschodzie Białorusi w pobliżu granicy z Rosją. Już wcześniej podejrzewano to miejsce jako możliwe rozmieszczenie rosyjskiego Oriesznika na Białorusi.

Oriesznik to nowy rodzaj pośredniego pocisku balistycznego w arsenale Rosji z kilkoma ładunkami bojowymi. Po raz pierwszy został wykorzystany w listopadzie 2025, do ostrzelania Dniepru. Do tej pory to jedna z najbardziej enigmatycznych broni Moskwy.

Kompleks przeciwlotniczy


Nowe zdjęcia satelitarne pokazują znaczącą rozbudowę infrastruktury w pobliżu lotniska. Szczególnie w oczy rzuca się duża liczba nowych systemów obrony przeciwlotniczej m.in. Tor-M2, Pancyr-S1 oraz S-300 i systemów walki elektronicznej. Dziennikarze Radia Swoboda sugerują, że wszystkie te elementy chronią bardzo cenny obiekt wojskowy.

W centralnej części miasteczka wojskowego dziennikarze zauważyli sześć dużych maszyn, które rozmiarami mogą odpowiadać wozom, jakie pod koniec grudnia 2025 roku zostały pokazane przez ministerstwa obrony Rosji i Białorusi w nagraniu nt. rozmieszczenia kompleksu Oriesznik na Białorusi, co opisaliśmy na łamach Interii GeekWeek.

Oriesznik z wielką ochroną


Radio Swoboda wskazuje, że nawet jeśli nie ma bezpośrednich dowodów na rozmieszczenie Oriesznika przy Krzyczewie, na ten moment może to być najbardziej prawdopodobne miejsce. Zgadza się z tym ukraiński ekspert ds. militarnych Anatolij Chrapczyński, który sam też przeanalizował te zdjęcia satelitarne.

- Jeśli Rosja rozmieści międzykontynentalny pocisk balistyczny lub kompleks taki jak Oriesznik, to w każdym takim przypadku zbuduje system obrony powietrznej, aby osłonić ten obiekt, ponieważ ma on dla niej strategiczne znaczenie. I odpowiednio rozbudowany model takiej ochrony: systemy dalekiego zasięgu, na przykład klasy S-300, mogą być osłonięte kompleksami krótkiego zasięgu, takimi jak Pancyr czy Tor. Zasadniczo pokrywa się to z tym, co widzimy na podstawie konfiguracji cieni rzucanych przez sprzęt i jego lokalizacji na zdjęciach satelitarnych. W ten sposób zakrywane są "martwe strefy", a obiekt jest kompleksowo chroniony.


Niemowlęta wiedzą więcej, niż się wydawało. "Złożone procesy poznawcze"© 2026 Associated Press


Samolot z Polski pojawił się na Ukrainie. Gromi całe roje dronów

Samolot z Polski gromi drony na Ukrainie. Jest nagranie

Marcin Jabłoński

Do sieci trafiło zaskakujące nagranie zniszczenia drona z pokładu samolotu AN-28, który powstał w zakładach w Mielcu. Maszyna miała zniszczyć już ponad 150 dronów.


Wojskowy samolot transportowy w barwach maskujących w locie na tle pochmurnego nieba, z widocznymi oznaczeniami Sił Powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej.

Samolot wyprodukowany w Polsce nieoczekiwanie pojawił się na Ukrainie. Zniszczył roje dronówGerard van der Schaaf Wikimedia Commons


Nagranie pokazuje moment zestrzelenia rosyjskiego Shaheda. Szybka seria wystarczyła, aby obrócić drona w eksplodujący złom. Zestrzelenia dokonano za pomocą karabinu maszynowego M134 Minigun na pokładzie samolotu AN-28. Załogę tej konkretnej maszyny tworzy specjalna grupa cywilnych ochotników, którzy dokonują nocnych polowań na rosyjskie drony. Do tej pory mieli zestrzelić ponad 150 dronów.

Samolot z Polski do niszczenia dronów


Na początku lutego o załodze antydronowego AN-28 reportaż zrobiła francuska telewizja TF1. Pokazano w nim, że samolot posiada kilka zewnętrznych elementów, które pozwalają go zidentyfikować jako PZL AN-28 - wczesną wersję samolotu M28, produkowanego w zakładach WSK PZL Mielec.

Pierwszy AN-28 opuścił zakłady w Mielcu 22 lipca 1984 roku. Ich początkowa produkcja dała polskim inżynierom doświadczenie do opracowania M28. Nowy samolot został zaprojektowany w latach 90. pod wodzą konstruktora mgr. inż. Adama Warzochy. Modyfikacje względem sowieckiego AN-28 obejmowały m.in. nowe silniki turbośmigłowe i elektronikę.

PZL M28. Polski samolot, który podbił świat


Powstały dwie główne wersje M28 - Bryza oraz Skytruck. Pierwsza została stworzona na krajowy użytek dla polskich sił zbrojnych oraz Straży Granicznej i posiada silniki PZL-10S. Druga została zaprojektowana z myślą o rynkach zagranicznych i otrzymała silniki Pratt & Whitney Canada PT6A-65B, trafiając m.in. do Wenezueli, USA, Estonii czy Jordanii. Co ciekawe M28 Skytruck dalej są sprzedawane, o czym pisaliśmy na łamach Interii GeekWeek.

Nie wiadomo, jak ten konkretny AN-28 z Mielca trafił na Ukrainę. Pewne jest, że do roli łowcy dronów nadaje się idealnie. Może startować i lądować na krótkim pasie nawet bez nawierzchni, a jego prędkość maksymalna 280 km/h pozwala dogonić drony i utrzymać ich tempo.


Zabawa w udawanie. Małpy człekokształtne mają rozwiniętą wyobraźnię© 2026 Associated Press


Nie z fabryki, lecz z hodowli. Stworzyli żywe drony-karaluchy

SWARM Biotactics: Karaluchy-cyborgi już działają w służbie NATO

Daniel Górecki

To nie science fiction, lecz rzeczywistość na poligonach i w strefach rozpoznania. Niemiecki startup SWARM Biotactics potwierdził, że opracowane przez niego bioelektroniczne roje owadów-cyborgów zostały przetestowane w terenie i wdrożone przez klientów z NATO, w tym Bundeswehrę.


Dwie ręce w fioletowych rękawiczkach ochronnych trzymają precyzyjne urządzenie elektroniczne lub mechaniczne o skomplikowanej budowie, widoczna zielona mata robocza w tle.

Owady-cyborgi w służbie NATO. Projekt SWARM Biotactics już operacyjnySWARM Biotacticsmateriały prasowe


Jak ujawnił dyrektor generalny Stefan Wilhelm, firma w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy przeszła drogę od koncepcji do operacyjnego wdrożenia systemów, które łączą żywe owady z układami elektronicznymi. Każda z "jednostek" roju jest wyposażona w bioelektroniczny interfejs neuronalny, czujniki, miniaturowe moduły sztucznej inteligencji i szyfrowane łącza komunikacyjne.

Technologia ta pozwala tworzyć autonomiczne roje rozpoznawcze, które mogą działać w ciasnych przestrzeniach, budynkach czy lasach, gdzie klasyczne drony są zbyt głośne lub zbyt duże. Systemy wykorzystują naturalny ruch owadów, dzięki czemu są niemal bezszelestne i trudne do wykrycia.

To, co widzicie, jest prawdziwe - żywe organizmy kontrolowane cyfrowo, poruszające się w skoordynowany sposób i skalujące poprzez rozmnażanie, a nie fabryki

Z hodowli, a nie fabryki


SWARM Biotactics opracował pełną architekturę technologiczną, obejmującą oprogramowanie roju, integrację modułowych ładunków oraz systemy kontroli misji. Różnica w stosunku do konwencjonalnych dronów jest fundamentalna - napęd biologiczny zastępuje mechaniczny, a rozwój zdolności nie wymaga fabryk, lecz hodowli.

Według szefa firmy to "nowy model skalowania inteligencji fizycznej", w którym biologia staje się medium technologicznego rozwoju. Firma deklaruje, że nie tworzy "lepszego drona", lecz zupełnie nową kategorię narzędzi zwiadowczych, a mianowicie biohybrydowe platformy fizycznej inteligencji.

Testy w USA i Europie


W ciągu roku od założenia firma rozrosła się do ponad 40 inżynierów i naukowców, pozyskując około 13 milionów euro finansowania na dalszy rozwój. Startup potwierdził, że wśród jego pierwszych klientów znajduje się Bundeswehra, a testy polowe przeprowadzono zarówno w Europie, jak i w USA. Oznacza to, że NATO dysponuje już technologią, w której żywe organizmy wykonują zadania rozpoznawcze pod kontrolą algorytmów AI.

Stefan Wilhelm ostrzegł jednak, że inne mocarstwa - w tym Chiny i Rosja - również inwestują w biorobotykę wojskową, a luka technologiczna w tej dziedzinie "szybko się zamyka". Bo chociaż przez długie lata biorobotyka pozostawała domeną eksperymentów akademickich, to SWARM Biotactics i inne podobne startupy coraz częściej przełamują tę barierę, wprowadzając pierwsze praktyczne wdrożenia biologiczno-elektronicznych systemów zwiadowczych.


Sagrada Família to najwyższy kościół świata. Budowa trwała 144 lata© 2026 Associated Press


Największy lotniskowiec świata wypłynął w Europie. Celem Iran?

Największy lotniskowiec świata wypłynął w Europie. Celem Iran?

Marcin Jabłoński

USS Gerald R. Ford wypłynął z portu Suda na Kreci. Pojawienie się okrętu na Morzu Śródziemnym ma być elementem nacisku Stanów Zjednoczonych na Iran.


Lotniskowiec z licznymi samolotami bojowymi na pokładzie w asyście holownika, cumujący w spokojnym porcie, w tle niskie nabrzeże i zabudowania.

USS Gerald R. Ford wypłynął z Krety. USA zwiększają siłyPhoto by COSTAS METAXAKIS / AFPAFP


Topowy lotniskowiec USA w ruchu


USS Gerald R. Ford to największy i najnowocześniejszy lotniskowiec amerykańskiej marynarki wojennej. W połowie lutego Pentagon podjął decyzję, że okręt wraz ze swoją grupą uderzeniową ma zostać przemieszczony na Morze Śródziemne. Celem tego było wzmocnienie siły militarnej, wywierającej presję na Iran.

24 lutego USS Gerald R. Ford zawinął do portu Souda na Krecie. Wtedy według wstępnych informacji, miał tam spędzić cztery dni, uzupełniając zapasy. Pojawiły się wtedy raporty, że na lotniskowcu doszło do awarii toalet, które utrudniają prace załogi.

Dziś (26.02) pojawiły się zdjęcia, na których widać wypłynięcie lotniskowca Ford z Zatoki Souda. Sugeruje to, że okręt opuszcza port i kieruje się na swój punkt operacyjny na Morzu Śródziemnym. Tym samym może zostać wykorzystany przez Siły Zbrojne Stanów Zjednoczonych.

Armada rusza na Iran


USS Gerald R. Ford to flagowy okręt najnowszej klasy amerykańskich lotniskowców, które mają zdominować wojnę na morzu. Lotniskowiec ma aż 337 metrów długości, wyporność 100 tys. ton i jest de facto pływającym miastem, mogącym pomieścić do 4500 osób załogi. Jako główny napęd wykorzystuje dwa reaktory jądrowe Bechtel A1B PWR.

Pojawienie się tej jednostki na Morzu Śródziemnym ma dać Amerykanom silną przewagę w możliwej konfrontacji z Iranem. Od wybuchu ogólnokrajowych protestów antyrządowych w Iranie na przełomie grudnia/stycznia, wzrosły napięcia na linii Waszyngton-Teheran. Sytuacja stała się dodatkowym bodźcem dla USA do kolejnych nacisków na Iran w kwestii rozwoju jego programu nuklearnego.

Dzień wypłynięcia lotniskowca Ford z Krety zbiega się z rozpoczęciem trzeciej tury rozmów USA-Iran na temat irańskiego programu nuklearnego. Jednostka wraz z towarzyszącą flotą całej grupy lotniskowca stanowi kolejny element ogromnej siły militarnej, którą Amerykanie zbudowali w ciągu ostatniego miesiąca w Europie i na Bliskim Wschodzie w obliczu możliwej operacji przeciw Iranowi. Skalę tych podsumowań na łamach Interii GeekWeek podsumował Filip Mielczarek.


Niemowlęta wiedzą więcej, niż się wydawało. "Złożone procesy poznawcze"© 2026 Associated Press


BWP Borsuk z wielkim kamieniem milowym. Żołnierze ogłosili

Polska superbroń z kamieniem milowym. Żołnierze właśnie ogłosili

Marcin Jabłoński

Bojowy Wóz Piechoty Borsuk to jedno z największych osiągnięć polskiej zbrojeniówki. Maszyny te już są w naszej armii i właśnie teraz odbyły swoje pierwsze bojowe strzelanie. W przyszłości dzięki SAFE możemy mieć ich jeszcze więcej.


Dwa opancerzone pojazdy wojskowe z kamuflażem leśnym jadą leśną, błotnistą drogą w zimowej scenerii, otoczone wysokimi drzewami.

Polski Borsuk to wóz jedyny w swoim rodzaju. Już pokazał pazur15. Giżycka Brygada Zmechanizowanamateriał zewnętrzny


BWP Borsuk w rękach żołnierzy już po bojowym strzelaniu


Na początku grudnia do Wojska Polskiego, konkretniej 15. Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej, trafiły pierwsze BWP Borsuk. Zakończyło to sagę ponad 12 lat prac nad polską maszyną, która ma zrewolucjonizować armię. Dziś Borsuki stały się pełnoprawnym wyposażeniem polskiego żołnierza.

15. Giżycka Brygada Zmechanizowanej pochwaliła się przekroczeniem kolejnego kamienia milowego wozów Borsuk. Na jednym z poligonów odbyło się ich pierwsze bojowe strzelanie w Wojsku Polskim. Pokazuje to, że integracja nowej broni idzie zgodnie z planem.

Rewolucja wojskowa


Pierwsze bojowe strzelanie Borsuków to wydarzenie istotne jednakowo pod kątem rewolucji polskich wojsk zmechanizowanych oraz osiągnięć polskiego przemysłu. Borsuk zastępuje przestarzałe poradzieckie BWP-1, które służą w polskiej armii od ponad 50 lat. Nowy wóz to więc ogromny przeskok dla naszych oddziałów zmechanizowanych, które są de facto fundamentem Wojska Polskiego.

Od momentu ogłoszenia prac nad Borsukiem do wprowadzenia go do armii, żołnierze musieli czekać ponad 12 lat. Polski przemysł państwowy i prywatny pod wodzą zakładów Huta Stalowa Wola spotkał się z licznymi problemami i często niezrozumiałymi decyzjami. Sam program rozwoju krajowego wozu bojowego Borsuk został prawie pogrzebany na rzecz zagranicznych konstrukcji, co opisywaliśmy na łamach Interii GeekWeek.

Światowy sukces


Borsuk przetrwał i pomimo licznych trudności, polskim inżynierom udało się stworzyć najlepszą konstrukcję w swojej klasie. BWP Borsuk to na obecnym rynku wręcz jedyny bojowy wóz piechoty, który łączy w sobie bardzo silną ochronę ze zdolnościami pływania. Na przodzie osiąga on ochronę poziomu piątej normy STANAG 4569, mogąc wytrzymać ostrzał z armaty kalibru 25 mm z odległości 500 metrów.

Jednym z najważniejszych elementów Borsuka jest Zdalnie Sterowany System Wieżowy ZSSW-30. Jego uzbrojenie stanowi armata automatyczna Mk44S Bushmaster i dwie wyrzutnie kierowanych pocisków Spike-LR/LR2. Posiada też system ochrony "soft-kill" Obra-3, który wykrywa wiązki laserowe naprowadzające np. wrogiego pocisku przeciwpancernego i stawia zasłonę dymną w momencie zagrożenia.


Nowoczesny bojowy wóz piechoty w kamuflażu, wyposażony w armatę automatyczną i sprzęt optoelektroniczny, stoi na utwardzonym terenie, gotowy do działania.

BWP Borsuk posiada trzyosobową załogę i może przewozić drużynę sześciu żołnierzuStaff Sgt. Matthew FosterWikimedia Commons


Nowe Borsuki z SAFE?


Pierwsze Borsuki trafiły do Wojska Polskiego na bazie umowy z 27 marca 2025 roku, opiewającej na 111 wozów. Jednak potrzeby armii zakładają posiadanie przynajmniej 1000 Borsuków wraz z około 350 wozami specjalistycznymi, które mają im towarzyszyć w linii. Dlatego potrzebne są kolejne zamówienia.

W ostatnim tygodniu w mediach pojawiły się informacje, że Agencja Uzbrojenia szykuje nową umowę na 146 Borsuków. Co więcej, mogłyby zostać sfinansowane z funduszy programu SAFE. Pozwoliłoby to zapełnić dodatkowe potrzeby naszej armii. SAFE może także wspomóc rozbudowę zdolności produkcyjnych Borsuka. Dzięki temu szybciej będzie można pozyskać nowe wozy w przyszłości.


Nie musisz być wybitnym naukowcem, aby pracować na... Antarktydzie© 2026 Associated Press


Stworzyli mapę fabryk agresora. Hakerzy ujawnili sekrety rosyjskiej armii

Ujawnili dane 6000 rosyjskich zakładów zbrojeniowych i 1,2 mln pracowników

Daniel Górecki

Społeczność Lex Talionis wraz z kanałem OsintVarta opublikowała dane dotyczące 6 tys. przedsiębiorstw rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego oraz 1,2 mln zatrudnionych w nich pracowników. To kolejny etap wieloletniej operacji prowadzonej przez środowiska OSINT, której celem jest ujawnienie struktury militarno-przemysłowej Federacji Rosyjskiej.


Darkweb i nasze dane.

Hakerzy atakują rosyjski przemysł zbrojeniowy. Finał wieloletniej akcji123RF.com123RF/PICSEL


Autorzy projektu stworzyli interaktywną mapę prezentującą sieć zakładów należących do machiny wojennej agresora - każda karta zawiera opis działalności, listę opracowywanych technologii oraz system filtrów pozwalający sortować obiekty według rodzaju produkcji.

Rosyjski przemysł zbrojeniowy pokonany


Wraz z lokalizacjami ujawniono również dane osobowe pracowników, wyciek obejmuje m.in. numery paszportów, numery telefonów i adresy e-mail inżynierów, projektantów i kadry kierowniczej. Na liście znajdują się m.in. pracownicy takich firm, jak Kałasznikow i UDK-Saturn, które odgrywają kluczową rolę w rosyjskim przemyśle obronnym.

Twórcy projektu informują, że dane zostały zweryfikowane i są dostępne do pobrania w celach analitycznych oraz operacyjnych. Jak podkreślają, zebrane informacje pochodzą jeszcze sprzed rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku i dotyczą osób zaangażowanych w przygotowywanie technologii wojskowych.

Hakerzy nieustannie atakują Rosję


W komunikacie opublikowanym przez Lex Talionis zapowiedziano jednak kolejne aktualizacje bazy, które obejmą nowe zakłady oraz dodatkowe dane o strukturze rosyjskiego przemysłu wojennego. Twórcy projektu zachęcają także do przesyłania poufnych materiałów dotyczących sektora obronnego wroga, w tym zrzutów danych, dostępu do sieci wewnętrznych i dokumentów technicznych - za szczególnie cenne informacje oferowane są nagrody finansowe.

Operacja przyciąga uwagę międzynarodowych środowisk haktywistycznych, które aktywnie wspierają proces monitorowania rosyjskich zakładów produkcyjnych. Według autorów projektu, działania te mają charakter ciągły i są częścią szeroko zakrojonej akcji dokumentowania potencjału przemysłowego Federacji Rosyjskiej.

Wiemy o was. Znamy wasze plany

Strefa 51 w Nevadzie. Astrobiolog: Teorie spiskowe nadal istnieją© 2026 Associated Press


❌