Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 13 czerwca 2026 Fakty - Fakty - najświeższe wiadomości z kraju i świata - RMF24

Nowy rozkład PKP od niedzieli. Oto najważniejsze zmiany

Więcej połączeń nad morze oraz powrót - po 33 latach - pociągów do Łomży. To część zmian, które są w nowym, wakacyjnym rozkładzie jazdy PKP. Harmonogram wchodzi w życie już w niedzielę 14 czerwca.

  • Bądź na bieżąco. Aktualne informacje z Polski i świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl

PKP Intercity zapowiada, że na sezon letni oddaje do dyspozycji podróżnych łącznie 560 połączeń. To aż o 46 połączeń więcej niż w ubiegłe wakacje, kiedy to podróżni mieli do dyspozycji 514 połączeń. Relacje wielu składów zostaną wydłużone i zwiększy się liczba połączeń. Na tory wyjadą również sezonowe pociągi do popularnych miejscowości położonych nad morzem, w górach czy na Warmii i Mazurach.

26 czerwca na tory wraca popularny Adriatic Express, który w tegoroczne lato będzie kursował do końca sierpnia aż 6 razy w tygodniu (a nie 4 jak w zeszłe lato). W drodze do stacji docelowej skład przejeżdża przez Czechy, Austrię i Słowenię.

Nowością jest wagon do Kopru - pasażerowie, którzy będą chcieli dotrzeć do największego miasta słoweńskiego wybrzeża, będą mieli taką możliwość. Na stacji w Lublanie od pociągu Adriatic Express zostanie odłączona grupa wagonów, która bezpośrednio pojedzie do Kopru. Więcej informacji na ten temat można znaleźć TUTAJ

Nowością w sezonie wakacyjnym będzie bezpośrednie połączenie EIP z Bielska-Białej aż do Ustki, łączące miasta partnerskie pociągiem o najwyższym standardzie. Dzięki wydłużeniu relacji z Gdyni, podróżni z Bielska-Białej i Katowic zyskają możliwość bezpośredniego przejazdu składem Pendolino do Ustki, popularnej nadmorskiej miejscowości turystycznej.Połączenie kat. Express InterCity Premium zapewni łatwiejszy i bardziej komfortowy dojazd do nadmorskiego kurortu.

Do Ustki pociąg Pendolino będzie przyjeżdżał o godzinie 20:21, z Ustki będzie wyjeżdżał o 7:23 Czas przejazdu między Warszawą Centralną a Ustką wyniesie poniżej 5 godzin (4:51).

Latem podróżni będą mogli skorzystać również z drugiej pary pociągu EIP do Kołobrzegu. Dodatkowe Pendolino wyruszy z Zakopanego o godz. 8:31, dotrze do stacji docelowej o 19:27. Skład zatrzymuje się po drodze w największych miastach wojewódzkich: Kraków, Warszawa, Gdańsk, Gdynia, oferując bezpośrednią możliwość dojazdu do Kołobrzegu. W drogę powrotną pojedzie o 8:47, docierając do stolicy Małopolski o 17:32.

Co więcej, w okresie wakacyjnym pociąg Pendolino będzie kursował w wydłużonej relacji z Warszawy do Świnoujścia. Obecnie połączenie jest realizowane między Warszawą a Szczecinem. Pierwszy kurs do nadmorskiego kurortu zaplanowany jest na 26 czerwca. Skład wyrusza ze stolicy o 16:00, na miejscu jest o 21:28. Pendolino w drodze powrotnej wyruszy ze Świnoujścia o 6:26 i dotrze do Warszawy o 11:59.

Pociągiem nad morze

Wśród nowych pociągów, które obsłużą nadbałtyckie miejscowości są również: niedzielny EIC Morena z Gdyni do Warszawy oraz weekendowy IC Promenada z Wrocławia do Kołobrzegu, który po drodze zatrzymuje się w m.in. w Poznaniu. Pociąg ekspresowy EIC Posejdon będzie kursował z Krakowa do Kołobrzegu (w ubiegłe lato zaczynał bieg w Warszawie). Każdego dnia w Trójmieście będzie zatrzymywać się w wakacje aż 114 pociągów PKP IC. W czasie długich weekendów tzw. szczytów przewozowych, liczba ta jeszcze wzrośnie - do 122 pociągów w dobie.

W wakacje pasażerowie chętnie wybierają się w podróż pociągiem na Hel. Nowością będzie szybki pociąg EIC Neptun, który kursować będzie z Krakowa przez Warszawę. Jak co roku ze stolicy wyruszy EIC Jantar, zatrzymując się po drodze w Trójmieście, Władysławowie, Jastarni czy Juracie.

Wśród połączeń ekonomicznych na Hel pojawią się:

  • TLK Wydmy rel. Bohumin - Hel przez m.in. Katowice;
  • TLK Korsarz rel. Kraków - Hel przez m.in. Łódź, Toruń ;
  • IC Artus rel. Bielsko- Biała Główna - Hel przez m.in. Wrocław, Poznań;
  • IC Żeglarz rel. Hel - Łódź Fabryczna przez Warszawę.

W związku z pracami modernizacyjnymi na odc. Łeba - Lębork kursować będzie zastępcza komunikacja autobusowa dla 5 par pociągów, z czego 2 pary skomunikowane będą z pociągami Pendolino w Lęborku.

Mieszkańcy Łomży w czerwcu, po raz pierwszy od ponad 30 lat, będą mogli wyruszyć w podróż koleją. Do ich dyspozycji będą całoroczne pociągi jeżdżące na trasie Białystok - Olsztyn - Białystok: IC Omulew oraz IC Orzyc.

Z rekordowej liczby połączeń skorzystają w wakacje pasażerowie na linii Olsztyn - Giżycko - Białystok. Będą mieli do dyspozycji aż 6 połączeń, to trzykrotnie więcej pociągów niż dotychczas (2 połączenia aktualnie). Poza obecnymi pociągami IC Rybak i TLK Biebrza  będą mogli skorzystać z połączeń:

  • IC Mamry z Wrocławia - wydłużenie o odc. Olsztyn - Białystok przez Giżycko;
  • IC Niegocin z Wrocławia - wydłużenie o odc. Olsztyn - Białystok przez Giżycko;
  • IC Ukiel z Poznania - wydłużenie o odc. Olsztyn - Białystok przez Giżycko;
  • IC Słowacki z Wrocławia - wydłużenie o odc. Olsztyn - Giżycko.

Dzięki wykorzystaniu parametrów zmodernizowanego i zelektryfikowanego odcinka Ełk - Korsze, pociągi prowadzone lokomotywą EU160, kursują na odcinku Białystok - Olsztyn z prędkością do 160 km/h, co wpływa na skrócenie czasu przejazdu o ponad 15 minut.

Szybciej pojedziemy również z Ełku do Olsztyna (skrócenie czasu przejazdu o 13 minut z 1:51 na 1:38) oraz z Giżycka do Olsztyna (skrócenie czasu przejazdu o 12 minut z 1:26 na 1:14).

Nowością na sezon letni będzie pociąg IC Stańczyk, który będzie kursował z Pisza przez Olsztyn, Trójmiasto do Szczecina.

W sezonie letnim do Zakopanego pojadą dwa dodatkowe pociągi kat. ekonomicznej: TLK Kozica z Poznania i TLK Małopolska z Trójmiasta. Ich relacja zostanie wydłużona z Krakowa do Zakopanego. Latem częściej, bo aż codziennie będzie kursować pociąg TLK Planty, który aktualnie weekendowo jeździe na trasie Kraków - Wrocław przez Rybnik.

Od 21 lipca pociągi kursujące na trasie Warszawa - Przemyśl - Warszawa: IC San i IC Witos wracają na trasę przez Rzeszów, dzięki czemu czas przejazdu na odcinku Warszawa Centralna - Rzeszów skróci się do 3 godzin 40 minut.

Nowością dla mieszkańców Krakowa będzie połączenie międzynarodowe IC Olza do Pragi. Skład zatrzyma się m.in. na stacjach Oświęcim, Czechowice-Dziedzice, Zebrzydowice czy Bohumin. Będzie to 4 para połączeń PKP Intercity ze stolicy Małopolski do stolicy Czech.

Prezydent Karol Nawrocki może wkrótce jeszcze raz odwiedzić USA

  • W najbliższych tygodniach prezydent Karol Nawrocki może jeszcze raz odwiedzić Stany Zjednoczone - dowiedział się amerykański korespondent RMF FM Paweł Żuchowski. Jutro głowa państwa udaje się z wizytą do Waszyngtonu, gdzie będzie gościć u Donalda Trumpa.

    Amerykański korespondent RMF FM dowiedział się, że prezydent już w lipcu może polecieć do Nowego Jorku. 

    Karol Nawrocki 4 lipca może wejść na pokład Daru Młodzieży i wziąć udział w paradzie żaglowców z okazji 250. urodzin Stanów Zjednoczonych. Jednostki przepłyną wzdłuż Manhattanu, obok Statuły Wolności.

    Na razie, jak ustalił nasz dziennikarz, prowadzone są rozmowy w tej sprawie. Nie ma jeszcze ostatecznej decyzji.

    Może to być kolejna wizyta Karola Nawrockiego w Stanach Zjednoczonych, bo - przypomnijmy - jutro prezydent udaje się z wizytą do Waszyngtonu na zaproszenie Donalda Trumpa.

    Weźmie udział w organizowanej w Białym Domu gali mieszanych sztuk walki UFC Freedom 250, upamiętniającej 250. rocznicę powstania USA i organizowanej w dzień urodzin amerykańskiego prezydenta.

    W planach wizyty głowy państwa w USA jest też m.in. rozmowa w cztery oczy z przywódcą USA, a także spotkania ze środowiskiem politycznym w Waszyngtonie i Polonią na Florydzie.

    Nawrocki na gali MMA u Trumpa. Decyzja sądu w ostatniej chwili

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Oni zmienią świat na lepsze. Młodzi naukowcy odebrali prestiżowe stypendia

Dzisiaj, 13 czerwca (13:00)

Fundacja na rzecz Nauki Polskiej w ramach programu START wyróżniła zdolnych młodych naukowców za wybitne osiągnięcia. Z tej okazji w sobotę na Zamku Królewskim w Krakowie zostały im wręczone prestiżowe stypendia, które fundacja przyznała już po raz 34.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Program START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej to najstarszy w Polsce program oferujący stypendia dla najlepszych młodych naukowców reprezentujących wszystkie dziedziny nauki. Powstał, by wpierać wybitnych młodych uczonych i zachęcać ich do dalszego rozwoju naukowego. 

Laureaci i laureatki tegorocznej edycji programu START otrzymają roczne stypendium w wysokości 30 tysięcy złotych. Łączna kwota przeznaczona na stypendia w programie START to ponad 3 miliony złotych.

Jak podkreśla prezes Zarządu Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, prof. Krzysztof Pyrć, "wspieranie talentów na starcie ich drogi to fundament, na którym budujemy przyszłość polskich innowacji". Kreatywność i poziom naukowy, jaki reprezentują tegoroczni stypendyści programu START, stoją na najwyższym, światowym poziomie. Towarzyszenie im w tym kluczowym momencie kariery to dla nas zaszczyt. Głęboko wierzę, że ich naukowe sukcesy zmienią świat na lepsze - powiedział. 

W sumie w tym roku do konkursu zgłoszono 807 wniosków. Fundacja na rzecz Nauki Polskiej podkreśla, że laureaci i laureatki zostali wybrani w drodze wieloetapowego konkursu, w którym oceniano jakość ich dotychczasowego dorobku naukowego. 37 procent wszystkich nagrodzonych posiada stopień doktora. W Polsce przeciętny wiek uzyskiwania doktoratu wynosi około 35 lat. 

"Wśród nagrodzonych, najwięcej badaczy i badaczek reprezentuje nauki biologiczne, medyczne i nauki o Ziemi - 32 stypendiów" - podkreśla Fundacja na rzecz Nauki Polskiej. Na czele rankingu uplasował się Uniwersytet Warszawski (20 stypendystów), na drugim zaś miejscu znalazł się krakowski Uniwersytet Jagielloński z liczbą 13 stypendystów. Podium zamykają instytuty Polskiej Akademii Nauk, z których pochodzi łącznie 13 stypendystów. Pełną listę nagrodzonych można znaleźć na stronie internetowej Fundacji: www.fnp.org.pl.

Od 2009 roku Fundacja przyznaje również w programie START wyróżnienia kandydatom i kandydatkom, których osiągnięcia badawcze zostały ocenione przez recenzentów konkursu jako wybitne. Stypendia dla tych osób wynoszą 38 tys. zł. W 2026 roku takie wyróżnienia przyznano: dr inż. Annie Wolny (Politechnika Śląska, Wydział Chemiczny), dr Katarzynie Rechcińskiej ora mgr Agnieszce Kasperskiej.

Mgr Agnieszka Kasperska z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, która specjalizuje się w dziedzinie ekonomii, bada istotne społecznie zjawiska związane z transformacją rynków pracy. Analizuje m.in. procesy decyzyjne w organizacjach oraz nierówności związane z płcią i rodziną. Szczególną uwagę poświęca elastycznym formom pracy, zwłaszcza pracy zdalnej, oraz ich wpływie na karierę zawodową i sytuację rodzinną pracowników.

Z kolei dr inż. Anna Wolny z Wydziału Chemicznego Politechniki Śląskiej zajmuje się tzw. zieloną chemią, a więc takimi metodami prowadzenia reakcji chemicznych, które są bardziej przyjazne dla środowiska. Jej celem jest sprawienie, żeby produkcja różnych substancji (np. leków, kosmetyków czy składników z biomasy) była czystsza, mniej energochłonna i generowała mniej odpadów oraz toksycznych substancji.

Fizyka kwantowa i fotonika - w tych dziedzinach specjalizuje się natomiast dr Katarzyna Rechcińska z Sieci Badawczej Łukasiewicz - Instytut Mikroelektroniki i Fotoniki. Zapoczątkowała ona nowy kierunek badań, łączący optykę z zaawansowaną fizyką kwantową, Dziś rozwija go już kilka grup na świecie.

Od roku 2015 r. Fundacja na rzecz Nauki Polskiej w programie START przyznaje wyróżnienie im. prof. Adama Sobiczewskiego. Może je otrzymać laureat prowadzący badania naukowe w dziedzinie matematyki, fizyki teoretycznej bądź astronomii. W tym roku otrzymał je Juliusz Banecki z Wydziału Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Mimo, że jeszcze nie skończył studiów, to już poradził sobie z pytaniami, które polscy matematycy postawili w latach 80. XX wieku, a które pozostawały bez odpowiedzi.

Warto zaznaczyć, że stypendia zostały sfinansowane zarówno z budżetu Fundacji, a także przez prywatnych i instytucjonalnych darczyńców (Fundacja TVN) i z wpłat 1,5 proc. podatku dochodowego. Nabór wniosków do kolejnego konkursu rozpocznie się już jesienią tego roku.      

Tusk ostrzega Nawrockiego, by "nie dał się zaciągnąć do klatki"

Dzisiaj, 13 czerwca (12:39)

Donald Tusk zwrócił się "z gorącym apelem" do prezydenta Karola Nawrockiego, by podczas wizyty w USA "nie dał się zaciągnąć do klatki". We wtorek Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego będzie pracował nad przygotowaniem miejsc, infrastruktury, logistyki, pieniędzy pod kątem obecności wojsk amerykańskich w Polsce - poinformował premier.

  • Premier Donald Tusk poinformował, że we wtorek Komitet Rady Ministrów ds. Bezpieczeństwa Narodowego zajmie się przygotowaniami do obecności wojsk amerykańskich w Polsce.
  • Prezydent Karol Nawrocki udaje się w niedzielę do Waszyngtonu na zaproszenie prezydenta USA Donalda Trumpa.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Prezydent Karol Nawrocki udaje się w niedzielę z wizytą do Waszyngtonu, na zaproszenie prezydenta USA Donalda Trumpa. Weźmie udział m.in. w organizowanej w Białym Domu gali mieszanych sztuk walki UFC Freedom 250, upamiętniającej 250. rocznicę powstania USA i organizowanej w dzień urodzin amerykańskiego prezydenta.

Szef rządu pytany w sobotę przez dziennikarzy w Łomży, jak ocenia wyjazd prezydenta do Stanów Zjednoczonych i o czym Karol Nawrocki powinien rozmawiać z Trumpem, zadeklarował, że z oczywistych względów życzy prezydentowi powodzenia w wyprawie amerykańskiej.

Poinformował, że "na wniosek premiera Władysława Kosiniaka-Kamysza we wtorek z samego rana Komitet Bezpieczeństwa będzie pracował nad przygotowaniem miejsc, infrastruktury, logistyki, pieniędzy pod kątem obecności wojsk amerykańskich w Polsce".

Bardzo chcemy, żeby Polska była konkretnie, precyzyjnie przygotowana do zapowiedzi, jaką usłyszeliśmy od prezydenta Trumpa - powiedział premier. Liczę, że prezydent Nawrocki znajdzie okazję, żeby przypomnieć prezydentowi Trumpowi jego obietnicę - dodał.

Premier, nawiązując do planowanej w Białym Domu gali mieszanych sztuk walki, zwrócił się "z gorącym apelem" do prezydenta, by w USA "nie dał się zaciągnąć do klatki". Wiemy, że lubi boks, ale lepiej nie ryzykować. Wiadomo, jak niektóre walki się kończą, więc mam nadzieję, że nie da się namówić na tego typu konfrontacje - powiedział Tusk.

Szef MON informował, że przekazał sekretarzowi obrony USA Pete'owi Hegsethowi oficjalną propozycję utworzenia nowej, stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce. Wcześniej rozmawiał z sekretarzem obrony USA w maju, w związku z pojawiającymi się wówczas doniesieniami, jakoby Pentagon anulował plany rotacyjnego przemieszczenia 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski. Minister obrony relacjonował wówczas, że Hegseth zapewnił go, iż obecnie trwa proces przegrupowania sił i środków armii USA w Europie, ale żadna decyzja o zmniejszeniu zdolności wojsk amerykańskich w Polsce nie zapadła.

Później prezydent USA Donald Trump poinformował, że Stany Zjednoczone wyślą do Polski kolejnych 5 tysięcy żołnierzy. Jak podkreślił, to decyzja podjęta w oparciu o relacje z prezydentem Nawrockim, którego wsparł przed wyborami w 2025 r.

Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz przekazał w mijającym tygodniu, że prezydent Nawrocki w Waszyngtonie będzie rozmawiał z Trumpem bezpośrednio "o zasadniczych sprawach dotyczących polskiego bezpieczeństwa, stosunkach dwustronnych i współpracy energetyczno-gospodarczej".

A przypomnę, że poza tematyką gospodarczą, energetyczną czy politycznym dialogiem, najważniejsza jest oczywiście dla nas kwestia polityki bezpieczeństwa, obecności amerykańskich żołnierzy na terytorium Polski - podkreślił prezydencki minister. Jak dodał, w trakcie rozmowy poruszona zostanie również kwestia stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Szef BPM podał też, że Nawrocki podczas wizyty w USA spotka się również z Polonią.

To jest wizyta robocza głowy państwa w Stanach Zjednoczonych - sprecyzował w piątek w RMF FM Przydacz. W czasie wydarzenia oczywiście dojdzie do odpowiednich rozmów, ale będą też inne rozmowy polityczne, o czym powiemy w odpowiednim czasie. Z prezydentem i ze środowiskiem politycznym w Waszyngtonie - mówił gość RMF FM.

Nie wyrzucaj od razu! Jak rozpoznać, kiedy stare jedzenie nadaje się do kosza?

Dzisiaj, 13 czerwca (07:06)

Przeciętna polska rodzina wyrzuca do kosza aż 3 tysiące złotych rocznie wraz z jedzeniem, które wcale nie musiało tam trafić. Brązowe banany, czerstwy chleb czy zwiędła sałata często wyglądają nieapetycznie, ale nadal mogą być bezpieczne dla zdrowia. Jak rozpoznać, czy stare jedzenie nadaje się do zjedzenia czy do kosza? Poznaj cztery proste znaki, które uchronią Cię przed zatruciem, dowiedz się, jak uratować domowy budżet i zobacz, jak ogromna jest skala marnowania żywności w Polsce i na świecie.

  • Nie każda utrata świeżości jedzenia oznacza, że trzeba je wyrzucić - pleśń, śluz i nieprzyjemny zapach to sygnały alarmowe!
  • Brązowe banany czy pomarszczone jabłka świetnie nadają się do wypieków i koktajli, więc nie wyrzucaj ich od razu.
  • Warzywa i owoce z miejscową pleśnią można czasem ratować, ale miękkie owoce z pleśnią lepiej wyrzucić dla bezpieczeństwa.
  • Czerstwy chleb i resztki makaronu czy ryżu można wykorzystać ponownie - to sposób na mniej marnotrawstwa w kuchni.
  • Marnowanie żywności to poważny problem - Polacy wyrzucają rocznie jedzenie warte około 3 tys. zł na rodzinę!

Zdarza się, że w domu zostają nam produkty, które nie wyglądają już świeżo - brązowiejące banany, zwiędła sałata czy czerstwy chleb. Jednak nie każde jedzenie, które straciło świeżość, jest od razu szkodliwe. Eksperci wskazują cztery główne oznaki, które świadczą, że żywność powinna trafić do śmieci: widoczna pleśń, śluz, wypływający płyn oraz silny, kwaśny lub nieprzyjemny zapach. Obecność przynajmniej jednej z tych cech oznacza, że produkt może być niebezpieczny dla zdrowia. Spożycie zepsutej żywności grozi zatruciem pokarmowym, które objawia się bólem brzucha, nudnościami, wymiotami i biegunką. 

Warto jednak wiedzieć, że inne zmiany, takie jak pomarszczenie, brązowienie czy suchość, zazwyczaj oznaczają tylko starzenie się produktu, nie zaś jego szkodliwość.

Brązowe lub czarne banany mogą wyglądać nieapetycznie, ale doskonale sprawdzą się w wypiekach, naleśnikach czy koktajlach. Lepiej jednak przechowywać je osobno od świeżych owoców, ponieważ wydzielają gaz etylenowy przyspieszający dojrzewanie innych produktów. 

Pomarszczone jabłka, które utraciły wodę, są idealne do pieczenia, duszenia lub tarcia. Skórki cytrusów, mimo twardości i suchości, mogą posłużyć do wypieków, marmolad, a miąższ - do napojów czy sosów. 

W przypadku dużych, twardych owoców z miejscową pleśnią można bezpiecznie odciąć zainfekowany fragment z dużym marginesem. Jednak miękkie lub małe owoce z pleśnią, jak jagody, należy wyrzucić, ponieważ grzyby mogą przenikać w głąb struktury owocu.

Warzywa liściaste, które straciły jędrność, często można uratować, mocząc je przez około 30 minut w zimnej wodzie. Pomarszczone, wiotkie warzywa korzeniowe, takie jak marchew, ziemniaki czy dynia, nadają się do pieczenia, gotowania lub miksowania. 

Przy ziemniakach należy uważać na rozległe zielone przebarwienia i kiełki - mogą zawierać toksyczną solaninę

Grzyby z białym nalotem zazwyczaj nie są spleśniałe - to grzybnia, a nie szkodliwa pleśń. Jednak jaskrawe, kolorowe skupiska pleśni na grzybach są już sygnałem ostrzegawczym.

Pleśń na chlebie czy ciastach oznacza konieczność wyrzucenia całego produktu, ponieważ grzyby mogą przenikać w głąb porowatej struktury pieczywa. 

Czerstwy chleb bez pleśni można wykorzystać do tostów, grzanek czy bułki tartej. Pieczywo najlepiej przechowywać w suchym miejscu, np. w lnianej torbie lub chlebaku.

Ugotowany ryż i makaron można przechowywać w lodówce przez kilka dni, wykorzystując je do zapiekanek. Ważne, by szybko je schłodzić i dobrze podgrzać przed spożyciem. Resztki, które stały w temperaturze pokojowej ponad dwie godziny, nie nadają się już do jedzenia.

Produkty mleczne, takie jak mleko czy jogurt, należy spożywać przed upływem daty ważności. Miękkie sery z pleśnią powinny być wyrzucone w całości, ponieważ grzyby mogą przenikać głęboko do środka. Twarde sery, jak parmezan, można uratować, odcinając spleśniały fragment z dużym marginesem. 

Odpowiednie przechowywanie nabiału, czyli używanie czystych przyborów i szybkie chowanie do lodówki, pozwala dłużej zachować świeżość.

W Polsce rocznie marnuje się niemal 5 mln ton jedzenia, z czego aż 60 proc. pochodzi z gospodarstw domowych. Przeciętna polska rodzina wyrzuca produkty spożywcze o wartości około 3 tys. zł rocznie, najczęściej są to pieczywo, wędliny oraz świeże owoce i warzywa. To tak, jakby codziennie przez cały rok Polacy wyrzucali 184 bochenki chleba na sekundę. 

Problem marnowania żywności dotyczy całego świata - co roku do śmieci trafia 1/3 globalnej produkcji żywności, czyli około 1,3 mld ton. W Europie statystycznie na jednego mieszkańca przypada 179 kg wyrzuconej żywności, w Polsce - 126 kg, a w krajach afrykańskich zaledwie 10 kg. 

Aby ograniczyć straty, warto planować zakupy, przechowywać jedzenie w odpowiedni sposób, wykorzystywać resztki i dzielić się nadwyżkami z innymi. Każdy z nas ma wpływ na zmniejszenie marnotrawstwa - wystarczy odrobina wiedzy i dobre nawyki.

​Cyberataki na użytkowników Gmaila. Hakerzy z Białorusi omijają kody SMS

Wczoraj, 12 czerwca (19:59)

Hakerzy z grupy UNC1151/Ghostwriter, najprawdopodobniej powiązani z białoruskim reżimem, prowadzą masowe ataki phishingowe (to rodzaj oszustwa, w którym cyberprzestępca podszywa się np. pod zaufaną instytucję). Zespół CERT Polska - działający w ramach NASK - ostrzega, że hakerzy w ostatnim czasie zmienili cel i atakują użytkowników poczty Gmail. Co gorsza, potrafią omijać też weryfikację dwuetapową.

  • Grupa hakerska UNC1151 od marca masowo atakuje użytkowników poczty Gmail.
  • Cyberprzestępcy wyłudzają też kody logowania dwuetapowego.
  • CERT Polska apeluje o ostrożność i zgłaszanie prób oszustwa.
  • Bądź na bieżąco! Wejdź na RMF24.pl.

Grupa UNC1151 to - według ustaleń ukraińskiego zespołu reagowania na incydenty komputerowe - hakerzy operujący z Mińska na Białorusi, powiązani z tamtejszym wojskiem. Ukraińcy ustalili, że to właśnie ci cyberprzestępcy stali za cyberatakiem na ich siły zbrojne w 2022 r.

Choć przez lata skupiali się na kontach w polskich serwisach pocztowych, od marca 2026 r. hakerzy uderzają w użytkowników poczty Gmail. Ataki są niezwykle intensywne, prowadzone przede wszystkim w dni robocze.

Co ważne, cyberprzestępcy zaktualizowali swoje narzędzia i potrafią już skutecznie wyłudzać kody uwierzytelniania dwuskładnikowego. Zarówno te wysyłane SMS-em, jak i generowane w aplikacjach typu Google Authenticator.

Lista potencjalnych ofiar jest długa. Cyberprzestępcy atakują osoby zaangażowane w politykę czy działalność społeczną. Hakerzy celują też w ofiary na eksponowanych stanowiskach, naukowców, dziennikarzy, urzędników administracji publicznej i funkcjonariuszy służb mundurowych, a także ich bliskich.

Czasami przestępcy nie wiedzą do kogo należy skrzynka, na którą wysyłają wiadomości phishingowe - podkreśla CERT. Próbują więc po prostu odgadnąć adres e-mail swojej ofary, przez co groźne wiadomości - z powodu zbieżności imion i nazwisk - trafiają do przypadkowych osób. Analitycy zespołu działającego w ramach NASK odnotowali też ataki ukierunkowane na organizacje z konkretnych rejonów kraju czy osoby pełniące wybrane funkcje, np. tłumaczy lub biegłych sądowych.

Przejęte konta hakerzy przeszukują w poszukiwaniu cennych dla nich informacji. Kradną więc listy kontaktowe, wrażliwe dokumenty i przejmują powiązane z adresem konta, np. w mediach społecznościowych.

Oszuści podszywają się pod oficjalnych administratorów poczty Gmail. Wysyłają poprawne językowo wiadomości informujące o rzekomej podejrzanej aktywności, nieuprawnionym logowaniu lub naruszeniu regulaminu. Nakłaniają adresata do weryfikacji problemu, grożąc blokadą lub trwałym usunięciem konta - tłumaczy CERT. Zamiast adresować wiadomości bezpośrednio do ofiary, często korzystają z ukrytej kopii do wiadomości (UDW).

Link zamieszczony w mailu przenosi ofiarę na fałszywą polskojęzyczną witrynę, która imituje prawdziwy panel logowania Google. Gdy ofiara poda tam swoje dane, przestępcy automatycznie podejmują próbę wejścia na jej konto.

Jeśli logowanie jest chronione dwuetapowo, sfałszowana strona natychmiast wyświetla stosowny formularz, prosząc o podanie kodu. Mechanizm pozwala na wyłudzenie zarówno kodów przesyłanych na numer telefonu, jak i generowanych w aplikacji typu Google Authenticator - ostrzega CERT.

Aby wywrzeć na ofierze jeszcze większą presję i utrudnić zignorowanie sprawy, hakerzy potrafią wysyłać wiadomości wielokrotnie w krótkim czasie (kilka razy w czasie dwóch dni), za każdym razem skracając czas na reakcję.

Grupa UNC1151 stale zmienia swoje techniki działania. Do dystrybucji szkodliwych linków przestępcy wykorzystują specjalnie rejestrowane domeny (często z rozszerzeniami takimi jak .icu, .digital, .top), a także darmowe subdomeny (np. *.netlify.app).

Co więcej, hakerzy niekiedy ukrywają swoje fałszywe panele logowania na przejętych, stronach internetowych polskich podmiotów. Przestępcy robią to na tyle sprytnie, że nie podmieniają stron głównych, przez co incydent bardzo długo pozostaje niezauważony zarówno przez zwykłych użytkowników, jak i właścicieli zaatakowanych witryn.

CERT Polska przypomina, że choć starsze ataki na konta polskich serwisów osłabły, to jednak nadal się zdarzają. Grupa UNC1151 nieustannie udoskonala swoje metody, dlatego nie da się ich zablokować wyłącznie przy użyciu rozwiązań technicznych.

Eksperci apelują o czujność, zapoznanie się z poradnikiem bezpiecznego korzystania z poczty oraz zgłaszanie wszelkich podejrzanych stron. CERT Polska to zespół działający w strukturach NASK - Państwowego Instytutu Badawczego. Został powołany w 1996 r. w celu reagowania na incydenty bezpieczeństwa komputerowego.

Otrzymane przedwczoraj Fakty - Fakty - najświeższe wiadomości z kraju i świata - RMF24

Energia z fotowoltaiki będzie rozliczana inaczej. Zmiana u dużego dystrybutora

Od 1 września 2026 roku wszyscy prosumenci korzystający z sieci TAURON Dystrybucja przejdą na miesięczny system rozliczeń energii. Oznacza to koniec prognozowanych rachunków i rozliczanie wyłącznie na podstawie rzeczywistego zużycia oraz produkcji energii odczytanej z liczników.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Zmiana ma sprawić, że rachunki staną się prostsze i bardziej przejrzyste - obiecuje spółka. Klienci będą mogli na bieżąco śledzić swoje wydatki na energię oraz szybciej zauważać zmiany w zużyciu prądu.

Nowelizacja dotyczy zarówno prosumentów rozliczających się w systemie net-billing jak i po staremu czyli net-metering - zaznacza portal muratordom.pl.

Według TAURON Dystrybucja nowe rozwiązanie jest możliwe dzięki licznikom zdalnego odczytu. Firma zapowiada, że w przyszłości podobny model rozliczeń będzie stopniowo wprowadzany także dla kolejnych grup odbiorców energii.

Prosumenci to osoby lub firmy, które nie tylko zużywają energię elektryczną, ale także sama ją produkują. Najczęściej chodzi o właścicieli instalacji fotowoltaicznych (paneli słonecznych) zamontowanych na dachu domu lub budynku.

Renata Szczepaniak, rzeczniczka prasowa TAURON Dystrybucji zwraca uwagę, że pierwsze faktury po zmianie mogą różnić się od dotychczasowych. Będzie to efekt przejścia z prognoz na rzeczywiste dane pomiarowe.

W kolejnych miesiącach wysokość rachunków ma bardziej odzwierciedlać sezonowość produkcji energii z instalacji fotowoltaicznych. W praktyce oznacza to, że zimą opłaty mogą być wyższe, a latem niższe.

Dodatkowo prosumenci otrzymają fakturę końcową rozliczającą energię zużytą do 31 sierpnia 2026 roku. Dokument ten pojawi się w podobnym terminie co pierwsza miesięczna faktura, dlatego klienci powinni przygotować się na otrzymanie dwóch rozliczeń w krótkim odstępie czasu.

TAURON zachęca prosumentów do korzystania z aplikacji eLicznik. Narzędzie ma umożliwiać podgląd aktualnych danych pomiarowych i analizę zużycia energii z miesiąca na miesiąc. W nowym systemie ma ono pomóc lepiej kontrolować domowy bilans energetyczny i przewidywać wysokość rachunków.

Część klientów już korzysta z miesięcznych rozliczeń - są to osoby, które zostały przyłączone do sieci od 1 stycznia 2026 roku. Od września nowy system obejmie również wszystkich wcześniejszych prosumentów.

Najważniejsze dla klientów jest to, że zmiana zostanie przeprowadzona automatycznie. Nie trzeba składać żadnych wniosków ani podejmować dodatkowych działań.

ENA dla Zbigniewa Ziobry. Wylosowano nowego sędziego

  • Sędzia Tomasz Grochowicz wylosowany został do rozpoznania sprawy o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) dla Zbigniewa Ziobry. Poinformował o tym wydział informacji Sądu Okręgowego w Warszawie.

    • Sędzia Tomasz Grochowicz został wylosowany do rozpoznania sprawy o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec Zbigniewa Ziobry.
    • Wcześniej zgodę na areszt wobec Ziobry wydał Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa; wydano też za nim list gończy.
    • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

    Sędzia Tomasz Grochowicz został wylosowany po tym, gdy na wniosek Prokuratury Krajowej w ubiegły wtorek została wyłączona ze sprawy sędzia Joanna Grabowska.

    W lutym br. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa zgodził się na zastosowanie aresztu wobec byłego ministra sprawiedliwości. Za Ziobrą wydano list gończy, następnie skierowano do sądu wniosek o wydanie ENA. W drugiej połowie lutego do sprawy tego wniosku została wyznaczona sędzia Grabowska.

    27 maja PK skierowała do warszawskiego sądu okręgowego wniosek o jej wyłączenie w związku z posiadaniem przez nią 102 akcji TV Republika, w której jako korespondent miał zostać zatrudniony Ziobro przebywający obecnie w USA.

    W poniedziałek Aneta Gąsińska z wydziału informacji warszawskiego SO poinformowała PAP, że nowym sędzią referentem w sprawie o wydanie ENA wobec b. szefa MS został sędzia Grochowicz.

    Ziobro - który jest podejrzany w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości - 10 maja potwierdził, że jest w USA; wcześniej przez kilka miesięcy przebywał na Węgrzech, gdzie za rządów premiera Viktora Orbana otrzymał ochronę międzynarodową. 

    Po opuszczeniu Węgier, jak 9 maja br. informowała prokuratura, Ziobro wyleciał z Mediolanu do Nowego Jorku. Posłużył się - z punktu widzenia USA - wizą "członka zagranicznych mediów".

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Tusk wzywa Nawrockiego i Zełenskiego. "Dyplomacja nie przyniosła efektów"

"Ponieważ dyplomacja nie przyniosła żadnych efektów, zwracam się publicznie do prezydentów Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego o bezpośrednią i szczerą rozmowę" - napisał w mediach społecznościowych premier Donald Tusk.

  • W kwietniu 2023 roku prezydent Andrzej Duda odznaczył Wołodymyra Zełenskiego Orderem Orła Białego za zasługi w pogłębianiu relacji Polski z Ukrainą i obronę praw człowieka.
  • Pod koniec maja 2026 prezydent Ukrainy nadał nazwę "Bohaterów UPA" jednej z jednostek wojskowych, co wzbudziło krytykę w Polsce.  
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Kapituła Orderu Orła Białego w poniedziałek ma zająć się m.in. propozycją prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie odebrania Orderu prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu, w związku z nazwaniem jednej z jednostek wojskowych imieniem "Bohaterów UPA".

W poniedziałek przed południem wpis w tej sprawie na platformie X zamieścił Donald Tusk. 

"Ponieważ dyplomacja nie przyniosła żadnych efektów, zwracam się publicznie do prezydentów Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego o bezpośrednią i szczerą rozmowę" - napisał premier.

"Zanim emocje zrujnują naszą solidarność, która narodziła się w obliczu rosyjskiego zagrożenia. Współpraca leży w interesie obu naszych państw i narodów, a konflikt w interesie Moskwy. To chyba oczywiste dla nas wszystkich" - podkreślił szef rządu.

Wołodymyr Zełenski został odznaczony Orderem Orła Białego w kwietniu 2023 roku przez ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudę "w uznaniu znamienitych zasług w pogłębianiu przyjaznych i wszechstronnych stosunków między Polską a Ukrainą, za rozwijanie współpracy na rzecz demokracji, pokoju i bezpieczeństwa w Europie oraz niezłomność w obronie niezbywalnych praw człowieka".

Pod koniec maja prezydent Ukrainy ogłosił, że nadał imię "Bohaterów UPA" Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ" Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Decyzja ta wywołała falę krytyki w Polsce.

Prezydent Nawrocki, wyrażając oburzenie decyzją prezydenta Ukrainy, zaproponował wówczas, by jednym z punktów zwołanego na 8 czerwca posiedzenia Kapituły było odebranie mu Orderu Orła Białego. Nawrocki stwierdził wtedy m.in., że "gloryfikowanie UPA jest rzeczą, która dostarczyła rosyjskiej propagandzie wiele tlenu do dezinformacji".

W związku z napiętą sytuacją w piątek i sobotę był w Warszawie szef kancelarii prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow, który rozmawiał z m.in. z wicepremierem, szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, szefem prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcinem Przydaczem, szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartoszem Grodeckim oraz wiceszefem MSZ Marcinem Bosackim.

Szef prezydenckiego BPM powiedział po rozmowie z Budanowem, że strona ukraińska wskazała, że ma świadomość reakcji, jakie tematyka UPA wywołuje w Polsce i jest zainteresowana dialogiem w tej sprawie. Przydacz zadeklarował gotowość do dalszych rozmów i wskazał na oczekiwania po stronie polskiej. Z kolei rzecznik MSZ Maciej Wewiór przekazał, że jednym z tematów rozmowy Budanowa z wiceministrem Bosackim były ukraińskie propozycje rozwiązania sytuacji.

Polska i Ukraina od lat różnią się w ocenie działalności Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Dla polskiej strony wydarzenia z 1943 r. na Wołyniu były zbrodnią ludobójstwa, dla Ukraińców był to efekt symetrycznego konfliktu zbrojnego, za który w równym stopniu odpowiedzialne były obie strony. Dodatkowo Ukraińcy postrzegają OUN i UPA przeważnie jako organizacje antysowieckie (ze względu na ich powojenny ruch oporu wobec ZSRR), a nie antypolskie.

Nadawanie odznaczeń jest prerogatywą prezydenta. Prezydent nadaje ordery z własnej inicjatywy lub na wniosek premiera oraz Kapituł orderów. Według ustawy o orderach i odznaczeniach prezydent może podjąć decyzję o pozbawieniu orderu na wniosek m.in. kapituły oraz z własnej inicjatywy po zasięgnięciu opinii odpowiedniej kapituły, w razie stwierdzenia, że "nadanie orderu lub odznaczenia nastąpiło w wyniku wprowadzenia w błąd albo odznaczony dopuścił się czynu, wskutek którego stał się niegodny orderu lub odznaczenia".

Order Orła Białego to najstarszy i najważniejszy order państwowy. Kapitule Orderu Orła Białego przewodniczy prezydent. Kapituła ma prawo wyrażania opinii we wszystkich sprawach dotyczących orderu, może też m.in. wystąpić do prezydenta z inicjatywą nadania orderu lub jego pozbawienia. Obecnie w Kapitule Orderu Orła Białego, oprócz prezydenta Nawrockiego, zasiadają: kanclerz Kapituły Orderu Orła Białego prof. Michał Kleiber, Zofia Romaszewska, Adam Bujak, Wojciech Roszkowski i Bronisław Wildstein.

Rewolucja w porodach domowych? Jest zarządzenie ministra

Porody domowe z refundacją NFZ? Minister zdrowia powołał specjalny zespół do spraw domów narodzin i porodów domowych. Zadaniem ekspertów będzie przygotowanie zasad funkcjonowania oraz standardów bezpieczeństwa dla porodów poza szpitalem.

  • Minister zdrowia powołał zespół ds. domów narodzin i porodów domowych.
  • Porody domowe mają być finansowane przez NFZ.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Zgodnie z zarządzeniem ministra zadaniem zespołu do spraw domów narodzin i porodów domowych "jest przygotowanie i przekazanie ministrowi właściwemu do spraw zdrowia propozycji rozwiązań systemowych zapewniających możliwości finansowania ze środków publicznych domów narodzin i porodów domowych z określeniem zasad ich funkcjonowania zapewniających bezpieczeństwo matki i dziecka w porodzie pozaszpitalnym".

Przewodniczącą zespołu ma zostać prof. Grażyna Iwanowicz-Palus, konsultant krajowa w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego.

Do zespołu powołano także prof. Ewę Wender-Ożegowską, konsultant krajową w dziedzinie położnictwa i ginekologii, położne: Karolinę Kardasz, Dorotę Fryc, Barbarę Baranowską, położne rodzinne: Ewę Janiuk, Katarzynę Dąbrowską-Kuczyńską. Organizacje pozarządowe będą reprezentować: Joanna Pietrusiewicz, prezes Fundacji Rodzić po Ludzku oraz Anna Furmaniuk, wiceprezes Fundacji Matecznik.

W zespole mają zasiąść także: Grażyna Bączek, dyrektor ds. Położnych i Pielęgniarek Centrum Medycznego "Żelazna" sp. z o.o. oraz Edyta Dzierżak-Postek, kierownik Przyszpitalnego Domu Narodzin Centrum Medycznego "Żelazna" sp. z o.o., Wojciech Puzyna, prezes Centrum Medycznego "Żelazna" sp. z o.o.

W pracach zespołu mają także uczestniczyć przedstawiciele Narodowego Funduszu Zdrowia, Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia, Departamentu Równości w Zdrowiu w Ministerstwie Zdrowia oraz sekretarz zespołu - przedstawiciel Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia.

Pierwsze posiedzenie zespołu ma zostać zwołane przez przewodniczącą nie później niż w ciągu 30 dni od wejścia w życie zarządzenia. 

Zespół ma przekazać minister zdrowia propozycje rozwiązań systemowych dotyczących domów narodzin i porodów domowych nie później niż do końca marca 2027 r.

Woda w restauracji darmowa jeszcze tego lata? Rząd szykuje zmiany

Dzisiaj, 8 czerwca (09:41)

​Polski rząd pracuje nad nowymi przepisami, które mogą wprowadzić obowiązek podawania klientom restauracji, barów i kawiarni wody z kranu bezpłatnie, jeśli o to poproszą. Pojawiła się już nawet konkretna data, od której nowe prawo miałoby obowiązywać. W tle sprawy jest także wątek ekologiczny.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

O procedowanych zmianach pisze serwis prawo.pl.

Zgodnie z propozycją, lokale gastronomiczne serwujące posiłki w salach z miejscami siedzącymi miałyby zapewniać klientom bezpłatną wodę z kranu na życzenie, w naczyniach wielokrotnego użytku lub przeznaczonych do wielokrotnego napełniania. Każda osoba mogłaby otrzymać do 0,5 litra wody.

Nowe regulacje są odpowiedzią na postulaty społeczne i mają promować ekologię. Pracuje nad nimi Ministerstwo Klimatu i Środowiska, które chce ograniczać zużycie opakowań. Wnioskodawcy wskazywali również, że gdyby woda była darmowa albo za symboliczną opłatą, to klienci lokali gastronomicznych rzadziej sięgaliby po napoje zawierające cukier - pisze cytowany portal.

Projekt ustawy jest nadal na etapie prac rządowych. Jeśli przepisy wejdą w życie, nowe obowiązki dla branży gastronomicznej mogłyby zacząć obowiązywać od 12 sierpnia 2026 roku.

Unia Europejska nie wymaga od państw członkowskich wprowadzenia obowiązku darmowego serwowania wody z kranu w gastronomii, a jedynie zachęca do takich działań. Polska rozważa jednak pójście o krok dalej niż unijne zalecenia. Podobne przepisy obowiązują m.in. we Francji, a w Anglii i Walii darmowa woda jest dostępna w lokalach serwujących alkohol (pojawia się argument o rozcieńczaniu napojów wyskokowych).

We Włoszech decyzja o podaniu wody należy do restauratora. Ostatnio zakończył się tam głośny proces, w którym odpowiednik polskiego Sądu Najwyższego stwierdził, że restauracje nie mają obowiązku udostępniać klientom darmowej wody. Jedną ze stron sporu była turystka, której odmówiono wody w karafce w luksusowym hotelu.

Jak wynika z danych Environmental Performance Index (międzynarodowego wskaźnika oceniającego, jak skutecznie poszczególne państwa chronią środowisko i zdrowie ludzi przed zagrożeniami środowiskowymi), w Europie najlepszą wodę z kranu mają kraje z północy i zachodu kontynentu (Finlandia, Niemcy, Szwajcaria, Wielka Brytania czy Norwegia), natomiast najsłabiej wypadają państwa Europy Wschodniej i Południowo-Wschodniej (Mołdawia, Rumunia, Macedonia Płn., Gruzja, Albania, Węgry czy Gruzja). Jednocześnie nawet kraje słynące z dobrej jakości wody mogą mieć problemy z zanieczyszczeniem wód podziemnych, które wymagają kosztownego uzdatniania.

Polska jest obecnie klasyfikowana wysoko, obok takich krajów jak Estonia czy Czechy.

Rewolucja w kranach od 21 maja. Nowe przepisy dla zarządców szkół, szpitali i bloków

​"Powitanie z Polską". Kupione od USA samoloty F-35 odbędą rajd po kraju

Wczoraj, 7 czerwca (21:49)

W przyszły piątek (12 czerwca) pierwsze polskie samoloty wielozadaniowe F-35 odbędą "rajd" po kraju pod nazwą "Powitanie z Polską". "Husarze" - bo tak te maszyny ochrzczono w Siłach Powietrznych - wystartują z lotniska w Łasku i polecą do Krakowa, Gdańska i Warszawy. Maszyny zniżą się nad miastami, aby "Polacy mogli zapoznać się z naszym najnowocześniejszym sprzętem" - wyjaśnił wiceszef MON Cezary Tomczyk.

  • Pod koniec maja do Polski dotarły pierwsze trzy samoloty F-35, które są najnowocześniejszym nabytkiem polskiego lotnictwa.
  • Cały zakup obejmuje 32 maszyny produkowane przez Lockheed Martin, a dostawy mają zakończyć się do 2029 roku.
  • 12 czerwca rozpocznie się "Powitanie z Polską" - rajd F-35 nad największymi miastami, aby pokazać Polakom ten zaawansowany sprzęt.
  • Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami w kraju i na świecie? Wejdź na rmf24.pl.

Pod koniec maja do 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku przybyły trzy pierwsze polskie samoloty wielozadaniowe F-35 - najnowocześniejszy nabytek polskiego lotnictwa. Łącznie Polska zamówiła 32 maszyny piątej generacji, produkowane przez amerykański koncern Lockheed Martin - całość dostaw maszyn ma się zakończyć w 2029 r.

W niedzielę w rozmowie z TVN24 minister Cezary Tomczyk podkreślił, że to polscy podatnicy "kupili te samoloty i godzą się, żebyśmy mogli wydawać tak duże środki na obronność". W ramach podziękowania - jak ujął - 12 czerwca rozpocznie się akcja, którą nazwano "Powitanie z Polską".

Polskie samoloty F-35 wystartują z Łasku, polecą do Krakowa nad Wawel, później do Gdańska nad Westerplatte. Później przelecą nad Warszawą wzdłuż Wisły, aby wrócić do Łasku. To będzie taki pierwszy "rajd" po Polsce - zapowiedział. Dodał, że samoloty zniżą się nad miastami, aby "Polacy mogli zapoznać się z naszym najnowocześniejszym sprzętem".

Tomczyk ocenił, że Polacy chcą dozbrajać armię niezależnie od poglądów politycznych, co - jak podkreślił - ma fundamentalne znaczenie. Polacy muszą wiedzieć, na co ich pieniądze są przeznaczane. F-35 to jest zmiana fundamentalna - dodał.

Podczas konferencji po przylocie myśliwców wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił, że przybycie pierwszych F-35 do Polski zmienia zdolności operacyjne całego wojska. Dodał, że to symbol współpracy transatlantyckiej, w której Polska jest "absolutnym liderem". Samoloty wielozadaniowe F-35 obecnie stają się jednymi z najczęściej wykorzystywanych samolotów bojowych w NATO.

Na początku 2020 r. Polska zawarła kontrakt o wartości 4,6 mld dolarów na pozyskanie 32 samolotów F-35, które będą znane pod nazwą "Husarz". Jak wskazuje Sztab Generalny WP, była to druga co do wielkości transakcja zbrojeniowa w historii kraju. Produkcja pierwszej maszyny zakończyła się w listopadzie 2024 r., do końca br. w Polsce planowo ma się pojawić 14 maszyn, a kolejne 12 - do końca 2027 r.

Polskie Siły Powietrzne otrzymały już 8 samolotów F-35, jednak do tej pory pozostawały one w bazach w USA, gdzie szkolili się na nich polscy piloci, instruktorzy i technicy. Kolejne zbudowane samoloty mają już trafiać bezpośrednio do Polski; całość dostaw 32 maszyn ma się zakończyć w 2029 roku.

Polacy pracują prawie najdłużej w UE. Za nami tylko cztery kraje

​W 2025 r. polscy pracownicy przepracowywali średnio 38 godzin w tygodniu, co dało 5. najwyższy wynik w Unii Europejskiej - wskazał Polski Instytut Ekonomiczny. Osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą pracują w ciągu tygodnia dłużej niż pracownicy.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Z publikacji Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) wynika, że dłużej niż w Polsce pracuje się na Litwie (38,6 godz.), Bułgarii (38,6 godz.), Rumunii (38,4 godz.) i Łotwie (38,3 godz.)

Średnia unijna w ubiegłym roku wynosiła 35 godzin. Najkrócej pracowały osoby zatrudnione w Holandii (29,7 godz.), Danii (32,4 godz.), Belgii (32,6 godz.), Austrii (33,0 godz.) i Niemczech (33,4 godz.).

Instytut zwrócił uwagę, że osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą pracują w ciągu tygodnia dłużej niż pracownicy. W Polsce w 2025 r. osoby fizyczne prowadzące działalność i niezatrudniające pracowników przepracowały średnio 41,4 godz. w tygodniu, a prowadzący działalność i zatrudniający pracowników - 43,7 godz.

W przypadku przedsiębiorców niezatrudniających pracowników średnia unijna wynosi 38,4 godz. Najkrócej pracują samozatrudnieni z Niemiec (33,1 godz.), Estonii (33,2 godz.), Cypru (33,2 godz.) i Luksemburga (33,5 godz.), natomiast najdłużej z Grecji (44,1 godz.). 

PIE podkreślił jednak, że jeszcze więcej czasu poświęcają pracy przedsiębiorcy zatrudniający pracowników - średnio 44,7 godz. tygodniowo w UE. W tej grupie najmniej pracują przedsiębiorcy z Łotwy (37,4 godz.) i Estonii (37,9 godz.), a najwięcej - z Francji (48,4 godz.), Belgii (48,2 godz.) i Grecji (47,3 godz.).

W Polsce 6,2 proc. pracowników pracuje w niepełnym wymiarze czasu, co stanowi jeden z niższych wyników w UE - w całej Unii odsetek ten wynosi średnio 17,7 proc. 

Najwięcej osób zatrudnionych na część etatu jest w Holandii (42,7 proc.), Austrii (30,1 proc.) i Niemczech (29,4 proc.), a najmniej w Bułgarii (1,7 proc.).

Dłuższy tygodniowy czas pracy nie musi przekładać się na wyższą produktywność. 

"W UE najwyższą produktywność osiągają m.in. Luksemburg, Belgia, Dania, Holandia i Francja, czyli państwa, w których czas pracy pracowników należy do najkrótszych. Wydłużony czas pracy może się wiązać z nadmiernym obciążeniem obowiązkami, co z kolei sprzyja spadkowi produktywności" - wskazał PIE.

Polski Instytut Ekonomiczny to publiczny think tank ekonomiczny; przygotowuje raporty, analizy i rekomendacje dotyczące kluczowych obszarów gospodarki oraz życia społecznego.

Skóry lisa polarnego w bagażu. Odkrycie celników na granicy polsko-ukraińskiej

  • Wczoraj, 6 czerwca (17:48)

    Funkcjonariusze ukraińskiej straży granicznej oraz służby celnej udaremnili próbę przemytu 120 skór z lisa polarnego przez przejście graniczne Hruszów w obwodzie lwowskim. Wartość zatrzymanego towaru szacuje się na niemal 400 tysięcy hrywien, czyli ok 33 tys. zł. Sprawą zajmują się już odpowiednie służby, a kierowcy grożą konsekwencje prawne.

    • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

    Do zdarzenia doszło w punkcie granicznym Hruszów na granicy polsko-ukraińskiej. Dzięki wcześniejszym informacjom operacyjnym funkcjonariusze zwrócili szczególną uwagę na autobus kursowy relacji Warszawa-Iwano-Frankowsk. 

    Podczas szczegółowej kontroli bagażnika wśród rzeczy pasażerów znaleziono ukryty ładunek - 120 skór z lisa polarnego.

    Za przewóz futer odpowiadał 65-letni kierowca autobusu. Jak tłumaczył, odebrał paczkę w Polsce i miał ją przekazać w Iwano-Frankowsku. 

    Towar nie został jednak zadeklarowany podczas odprawy celnej, co stanowi naruszenie przepisów.

    Wartość zatrzymanych futer oszacowano na niemal 400 tysięcy hrywien. Skóry zostały zabezpieczone i przekazane do magazynu celnego. Kierowca autobusu będzie odpowiadał za naruszenie przepisów celnych, a sprawą zajmują się już odpowiednie służby.

    Paszcza krokodyla nie przejedzie. Celnicy ujawnili zuchwałe próby przemytu

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Polaka zestaw grillowy. Widać zmiany w postawach konsumenckich

Wczoraj, 6 czerwca (16:12)

Czerwcowy długi weekend to jeden z kulminacyjnych momentów sezonu grillowego w Polsce. Choć na ruszcie wciąż króluje kiełbasa, coraz więcej osób sięga po wodę mineralną i piwo bezalkoholowe - wynika z najnowszego raportu Głównego Urzędu Statystycznego.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Jak wynika z danych GUS, już od marca obserwowany jest wzrost produkcji kiełbas wieprzowych i wołowych, napojów gazowanych, wód mineralnych oraz alkoholi. Największe wzrosty przypadają na miesiące letnie - od czerwca do sierpnia produkcja kiełbas sięga średnio 44 tys. ton miesięcznie, podczas gdy poza sezonem jest to około 35 tys. ton. 

Do grillowanych potraw Polacy chętnie dodają keczup i musztardę - w 2024 roku wyprodukowano odpowiednio 220,9 tys. ton keczupu i 48,7 tys. ton musztardy.

Letni sezon to także wzrost zapotrzebowania na napoje. Produkcja niesłodzonych wód mineralnych i gazowanych w latach 2024-2025 wynosiła średnio 5,6 mln hektolitrów miesięcznie, a piwa - 3,5 mln hektolitrów. GUS podkreśla, że jednym z najsilniejszych trendów ostatnich lat jest dynamiczny wzrost produkcji wód mineralnych i gazowanych - w 2024 roku osiągnęła ona 58,5 mln hektolitrów. Jednocześnie spada produkcja napojów słodzonych i aromatyzowanych, co świadczy o zmianie nawyków żywieniowych Polaków, którzy coraz częściej unikają cukru.

Wyraźnie rośnie także segment piw bezalkoholowych. W 2024 roku ich produkcja wzrosła o 10 proc. rok do roku i była aż o 30,6 proc. wyższa niż pięć lat wcześniej. "Także dane o spożyciu pokazują rosnącą popularność tej kategorii - przeciętne miesięczne spożycie piwa niskoalkoholowego i bezalkoholowego wzrosło w 2024 r. o 25 proc." - podkreśla GUS.

Sezon grillowy to także wzrost produkcji akcesoriów. W 2024 roku wyprodukowano 101,4 tys. ton węgla drzewnego. Produkcja jednorazowych tacek, talerzy, kubków i innych wyrobów papierowych wyniosła 31,3 tys. ton, a naczyń z tworzyw sztucznych - 11,1 tys. ton.

Według GUS, współczesny zestaw grillowy Polaków stopniowo się zmienia. "Nadal opiera się na mięsie i klasycznych dodatkach, ale coraz większą rolę odgrywają napoje bezalkoholowe, wody mineralne oraz produkty wpisujące się w bardziej świadome wybory konsumenckie" - podsumowuje GUS.

To będzie najcieplejszy dzień. Jaka pogoda w długi weekend?

Czy Twoje dziecko potrzebuje pomocy psychologa? Oto sygnały ostrzegawcze

Zmiany w zachowaniu dziecka mogą niepokoić rodziców. Czy to normalna faza rozwoju, czy może sygnał, że warto skonsultować się z psychologiem? Aleksandra Musielak ‒ psycholożka pracująca z dziećmi i młodzieżą - wyjaśnia, na co zwrócić uwagę i kiedy warto szukać profesjonalnej pomocy.

  • Nagłe i utrzymujące się zmiany w zachowaniu dziecka takie jak izolacja społeczna, obniżenie nastroju, agresja, problemy ze snem lub apetytem oraz spadek wyników w nauce są sygnałami ostrzegawczymi i powinny skłonić rodziców do konsultacji z psychologiem.
  • W przypadku braku dostępności specjalistycznej pomocy w ramach NFZ lub wysokich kosztów prywatnych wizyt pierwszym krokiem powinna być konsultacja z psychologiem szkolnym, który może ocenić sytuację i zaproponować dalsze działania.
  • W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia dziecka, np. występowania myśli samobójczych, konieczna jest natychmiastowa interwencja i zgłoszenie się do szpitala psychiatrycznego.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Mikołaj Wroński: W jakich sytuacjach warto zaprowadzić swoje dziecko na konsultację psychologiczną?

Aleksandra Musielak: Zawsze wtedy, kiedy nagle pojawiają się jakieś zmiany w zachowaniu, czyli kiedy coś, co do tej pory było normą, przestaje nią być. Z wizytą u psychologa najczęściej kojarzymy zmiany emocjonalne, czyli sytuacje, w których dziecko, które np. do tej pory było spokojne i radosne, zaczyna być smutne, płaczliwe albo bardziej pobudzone czy agresywne. To wszystko powinno wzbudzić naszą czujność, ale powodem do wizyty mogą być też zmiany fizjologiczne, związane ze snem czy apetytem. Mogą to być zarówno problemy z zasypianiem, jak i trudności ze wstawaniem oraz brak energii, wycofywanie się, porzucanie aktywności, które do tej pory sprawiały dziecku radość. Jeśli dziecko, które wcześniej było aktywne społecznie i miało duży krąg znajomych i wiele zainteresowań, zaczyna więcej czasu spędzać w domu z telefonem, to może oznaczać, że ucieka w ten sposób przed problemami, z którymi zmaga się w świecie rzeczywistym. Kolejnym oczywistym dla psychologów, ale niekoniecznie dla rodziców, dzwonkiem alarmowym są problemy w szkole. Kiedy oceny dziecka się pogarszają, to nie zawsze jest to spowodowane lenistwem i niechęcią do nauki. Często może to być oznaka problemów z koncentracją spowodowanych np. stanami depresyjnymi.

A w przypadku młodszych dzieci?

Oczywiście nie powinno się porównywać swojego dziecka do innych, ale jeżeli cokolwiek nas zaniepokoi, widzimy np., że rozwój dziecka jest wolniejszy niż rówieśników, to warto to sprawdzić i zaprowadzić dziecko do psychologa. Chodzi o sytuacje, w których np. trzyletnie dziecko jeszcze nie mówi, nie nawiązuje relacji rówieśniczych albo czuje duży lęk przed pójściem do przedszkola. Nawet jeśli okaże się, że to nie są objawy zaburzenia, konsultacja ze specjalistą może pozwolić nie utrwalać nieadaptacyjnych schematów i np. poradzić sobie z lękiem.

Czas dojrzewania to okres, w którym zmiany są naturalne i każdy w jakimś stopniu ich doświadcza. Jak odróżnić gwałtowne dojrzewanie od realnego problemu?

To jest dylemat bardzo wielu rodziców nastolatków. W tym okresie agresja czy pobudliwość dziecka bywa większa. Nastoletni bunt często wiąże się z większą ilością i intensywnością konfliktów w rodzinie. Natomiast złość i drażliwość mogą być też niestety oznaką rozwijającego się stanu depresyjnego. U nastolatków mogą pojawiać się też stany lękowe dotyczące wyboru zawodu czy studiów i innych życiowych decyzji i wyzwań. To może być choćby lęk przed maturą. To jest naturalne, natomiast jeśli te zmiany zaczynają utrudniać dziecku funkcjonowanie, czyli rodzic widzi, że nastolatek się stara, ale jednak sobie nie radzi, to warto umówić się na konsultację z psychologiem. Ja w takich sytuacjach powtarzam, że lepiej odbyć jedną wizytę za dużo niż jedną za mało. Warto powiedzieć dziecku, że widzimy, że się męczy, że to dla niego trudny okres i zapytać, czy chciałoby porozmawiać z psychologiem. Czasami po prostu łatwiej jest porozmawiać z innym dorosłym niż rodzic. Warto reagować wcześnie, żeby nie dopuścić do rozwinięcia się np. epizodu depresyjnego.

Z jakimi problemami najczęściej zgłaszają się do Ciebie młodzi pacjenci i pacjentki?

Jeżeli mówimy o młodzieży, to w tej chwili coraz więcej pacjentów i pacjentek zmaga się z zaburzeniami lękowymi, co potwierdzają statystyki. Kiedyś na pierwszym miejscu była depresja, dzisiaj lęk. Coraz więcej zachorowań na depresję widzimy za to wśród młodszych pacjentów, do trzynastego roku życia. Pojawia się też coraz więcej zaburzeń zachowania. W młodszej grupie to są często trudności, które wymagają pogłębionej diagnozy pod kątem zaburzeń ze spektrum autyzmu, ADHD czy zaburzenia opozycyjno-buntowniczego.

Czy wsparcie psychologiczne dla dziecka można znaleźć w ramach NFZ?

Można, ale niestety nie jest to proste. W dużych miastach są długie kolejki zarówno do lekarzy psychiatrów, jak i poradni psychologiczno-pedagogicznych. To może być nawet około roku czekania. Są też poradnie zdrowia psychicznego, które często działają przy szpitalach wojewódzkich, ale nawet tam czas oczekiwania to może być kilka miesięcy. Warto jednak pamiętać, że w przypadku poważnego kryzysu można udać się na izbę przyjęć szpitala psychiatrycznego. Tam lekarz psychiatra, nawet jeśli nie przyjmie dziecka na oddział, może w trybie ambulatoryjnym dokonać oceny stanu pacjenta i włączyć farmakoterapię. Natomiast później i tak trzeba poszukać pomocy w przychodni. Niestety są też miejscowości, gdzie po prostu nie ma dostępu do pomocy w ramach NFZ.

A z jakimi kosztami wiąże się opieka prywatna?

To zależy od miasta, bo w większych ośrodkach zazwyczaj ceny są wyższe. W tej chwili konsultacja u psychologa kosztuje najczęściej około dwustu złotych. Spotkanie z psychoterapeutą to koszt od dwustu do trzystu złotych. Wizyta u psychiatry dziecięcego jest najczęściej jeszcze droższa. Z tego, co wiem, pierwsza wizyta, która trwa najczęściej dłużej niż kolejne, może kosztować nawet w okolicach pięciuset czy siedmiuset złotych. To są ogromne koszty, a dodatkowo nawet w opiece prywatnej długo czeka się na wizytę. Ja mieszkam i pracuję w Gdańsku, tutaj sytuacja i tak nie jest najgorsza, ale mimo to ten czas oczekiwania na wizytę jest długi.

Co w takim razie zrobić, kiedy wiemy, że dziecko ma problem, w opiece publicznej nie ma bliskich terminów, a w prywatnej koszty są zbyt wysokie?

Przede wszystkim nie wolno bagatelizować sytuacji. Im szybciej zareagujemy, tym większa szansa, że profesjonalna pomoc będzie mniej potrzebna. Warto też pamiętać, że w większości szkół i w wielu przedszkolach pracuje psycholog. To powinna być pierwsza osoba, z którą się skonsultujemy, jeżeli coś się dzieje. Po pierwsze, psycholog szkolny jest dostępny, a po drugie, on z reguły po prostu zna dziecko, nawet jeśli nie widuje go codziennie. On może wziąć dziecko na rozmowę indywidualną i ocenić, na ile potrzebna jest pomoc długoterminowa w postaci psychoterapii albo wizyty u psychiatry. Czasami wystarcza wsparcie w placówce albo poinstruowanie rodziców, co oni mogliby zmienić. Myślę między innymi o zbyt wysokich oczekiwaniach. Zdarza się, że wystarczy wprowadzenie niewielkich zmian, odpuszczenie zajęć pozalekcyjnych albo danie dziecku czegoś w rodzaju "urlopu", czyli umówienie się z nim, że raz w miesiącu, jeżeli jest zmęczone, może po prostu zostać w domu i odpocząć. Tutaj chciałabym się odnieść też do dosyć smutnego raportu Galileo Medical z marca tego roku, który dotyczy zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży w Polsce z perspektywy rodziców. On potwierdza, że coraz więcej dzieci doświadcza kryzysu psychicznego, ale znalazło się tam też pytanie "czy Twoje dziecko korzystało lub korzysta obecnie z jakiejkolwiek specjalistycznej pomocy?". Mimo że zgodnie z danymi, blisko 60% dzieci doświadcza problemów, to ponad 41% z nich nie ma tego wsparcia, dlatego że duża część rodziców nie widzi takiej potrzeby. Chciałabym zaapelować do rodziców, że jeśli dzieje się coś złego, to nie warto czekać, aż problem się pogłębi. Lepiej wybrać się właśnie choćby do psychologa, aby otrzymać potrzebną pomoc albo usłyszeć, że zachowanie dziecka mieści się w normie rozwojowej i/lub jest adekwatne do jego sytuacji życiowej. 

Wspomniałaś o tym, że psycholog szkolny może ocenić stan dziecka. Czy zdarza się, że tacy specjaliści udzielają też wsparcia, pomagają rozwiązać problem?

Jak najbardziej, właśnie po to psychologowie są w szkołach. Szkoła nie jest miejscem na terapię, ale wsparcie psychologiczne jest możliwe. Niestety problemem mogą być warunki, bo psychologów szkolnych ciągle jest za mało, a ci, którzy pracują, często są zbyt mocno przeciążeni biurokracją. Formalnie, żeby uznać, że wsparcie zostało udzielone, potrzebne jest jedynie piętnaście minut tygodniowo. To bardzo mało, bo konsultacja z psychologiem w gabinecie trwa zwykle 50 minut. Niestety mało który psycholog szkolny może zapewnić większe wsparcie, dlatego że musi też prowadzić warsztaty i spotkania edukacyjne z rodzicami. Często też wspiera nauczycieli i nauczycielki w bieżącej pracy z uczniami, którzy wymagają wsparcia. Do tego ma mnóstwo dokumentów, które musi wypełniać. Ja to wszystko znam z autopsji, bo sama przez wiele lat pracowałam jako psycholożka w szkole. Do tego wszystkiego dochodzi brak zaufania. Dzieci często boją się, że jeśli pójdą do psychologa szkolnego, to wszyscy się o tym dowiedzą. To nie wynika z tego, że psychologowie i psycholożki chodzą i opowiadają o tym, co dzieci im powiedziały. Problem polega na tym, że gabinety często są umiejscowione w nieprzemyślany sposób, a przecież one powinny zapewniać jak największą anonimowość. W szkołach niestety często też “straszy się" dzieci psychologiem i potem psycholog szkolny bywa postrzegany jako osoba, do której chodzi się jak się “jest niegrzecznym", a nie jako osoba, która udziela wsparcia. Dochodzi też kwestia formalna, bo pracę psychologa w szkole reguluje prawo oświatowe, które mówi, że za wszystko, co dzieje się w szkole, odpowiada dyrektor. Czyli nie ma czegoś takiego jak tajemnica zawodowa. W publicznej albo prywatnej opiece psycholog musi o pewnych kwestiach informować jedynie rodziców, w szkole dochodzi do tego dyrektor i inni nauczyciele. To się odbywa bez zgody zainteresowanego. O ile psycholog w szkole musi być dyskretny, to z nauczycielami jest pod tym względem bardzo różnie. Czasami słyszę od uczniów, że ich problemy są omawiane w pokoju nauczycielskim czy na korytarzu w czasie przerwy. To jest wielka bolączka, bo powoduje właśnie brak zaufania. A przecież wszystkim nam powinno zależeć, żeby to wyglądało inaczej, bo psycholog czy psycholożka pracująca w szkole stanowi pierwszy front. Tam wszyscy mogą szukać pomocy, i rodzice, których coś niepokoi, i uczniowie. Warto pamiętać, że coraz częściej to właśnie rówieśnicy zgłaszają, że z ich kolegą czy koleżanką dzieje się coś niedobrego. Oni często dowiadują się o problemach jako pierwsi.

Jak przygotować dziecko do pierwszej wizyty u psychologa?

Po pierwsze, powiedzieć, że wizyta u psychologa do niczego nie zobowiązuje i nie świadczy o tym, że coś jest z nim nie tak. Z mojego doświadczenia wynika, że dzisiaj większość nastolatków nie ma już z tym problemu. Często nawet same zwracają się o pomoc. Natomiast jeśli opór się pojawi, to warto powiedzieć, że taka konsultacja to tylko niezobowiązujące pierwsze spotkanie, które ma pokazać, czy dziecko faktycznie potrzebuje pomocy. Jeżeli natomiast mamy już zalecenie od lekarza, to trzeba podkreślić, że to jest element leczenia, który nie podlega dyskusji. Warto natomiast zadbać o poczucie sprawczości nastolatka i jeśli on nie czuje się dobrze z danym specjalistą, to poszukać kogoś innego. To jest możliwe w systemie prywatnym.

Wspomniałaś, że nastolatki często już nie mają oporu przed pójściem do psychologa. A jak to wygląda w przypadku trochę młodszych dzieci?

To zależy. Ja zawsze powtarzam rodzicom, że jeżeli kiedykolwiek sami korzystali z pomocy psychologa, to warto o tym powiedzieć. Dobrze też po prostu wytłumaczyć, kim jest psycholog, w słowach, które dziecko zrozumie, czyli powiedzieć, że to jest osoba, która pomaga radzić sobie ze smutkiem, strachem czy złością. Warto pamiętać, że psycholog z reguły pracuje z dziećmi poprzez zabawę, gry terapeutyczne albo rysowanie, więc to nie jest tak, że małe dziecko musi siedzieć naprzeciwko obcej pani i przez godzinę mówić. To, co budzi największy lęk, to niewiedza. Kiedy dziecko już wie, co się dzieje, jest mu łatwiej. W gabinecie to jest już nasza odpowiedzialność, żeby nawiązać więź i pokazać, że przychodzenie do nas pomaga.

A jak rodzice mogą rozmawiać z dzieckiem o emocjach i problemach, żeby nie pogłębiać trudności, tylko realnie pomóc?

Jeżeli wcześniej nie było w naszym domu przestrzeni na rozmowę i kultury rozmowy, czyli nie przyzwyczailiśmy dziecka do tego, że rozmawia się o trudnościach, to kiedy ono będzie już nastolatkiem, trudniej będzie nam to zrobić. Na to tak naprawdę pracuje się od momentu, w którym dziecko się rodzi. Dzieci nie uczą się przez to, co im mówimy, tylko przez obserwację. Jeśli dorośli rozmawiają o trudnościach i nie szukają winnych, tylko rozwiązań, to jest większe prawdopodobieństwo, że dziecko w trudnym momencie przyjdzie i powie, co się dzieje. Kiedy już faktycznie pojawi się taka sytuacja, to przede wszystkim trzeba dziecka wysłuchać bez oceniania i operując faktami. Jeśli rozmowa dotyczy gorszych ocen, to typową reakcją rodziców są zdania typu: "Bo Ty się nie uczysz, tylko ciągle siedzisz z tym telefonem". To nie ułatwia rozmowy, tylko ją zamyka. Lepiej mówić o faktach, czyli powiedzieć dziecku, że widzimy, że te oceny się pogorszyły, że wcześniej to były np. piątki i czwórki, a teraz wpadło kilka jedynek. Dobrze też wytłumaczyć, że nas to po prostu martwi i zapytać, czy dziecko ma jakieś trudności, o których chciałoby porozmawiać. Żelazna zasada mówi, że kiedy rozmawiamy z dzieckiem, to powinniśmy nastawić się na słuchanie i ewentualne pytania. Rodzice często pytają, jak rozmawiać na trudne tematy, np. o seksie. Powinniśmy odpowiadać na pytania dzieci, a nie robić im wykłady. To samo dotyczy nastolatków, warto ich po prostu wysłuchać i spróbować przyjąć ich perspektywę. Oni mogą być zmęczeni albo mieć inne trudności. Nauczyciele często naprawdę przesadzają z ilością sprawdzianów.

Jako psycholożka, udzielasz wsparcia psychologicznego, ale form pomocy dla dzieci i młodzieży jest więcej. Kiedy zabrać dziecko do psychologa, kiedy do psychoterapeuty, kiedy do psychiatry, a kiedy do szpitala?

Do szpitala należy udać się niezwłocznie, gdy istnieje bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia, na przykład w przypadku aktywnych myśli samobójczych. Jeśli zagrożenie tu i teraz nie jest aż tak duże, to pierwszym kontaktem powinien być psycholog. On oceni poziom trudności i stwierdzi, czy potrzebna jest dalsza diagnoza, którą też może przeprowadzić. Często jednak na końcu procesu diagnostycznego jest lekarz psychiatra, który potwierdza diagnozę psychologa oraz ocenia, czy konieczna jest farmakoterapia lub psychoterapia. Psychoterapeuta pomaga w wielu zaburzeniach, np. lękowych, depresji czy problemach wynikających z traumy. W mniej poważnych przypadkach, takich jak naturalne lęki w wieku nastoletnim czy kryzysy emocjonalne, często wystarcza wsparcie psychologa. Psycholog zapewnia też psychoedukację, która może pomóc między innymi osobom z ADHD czy będącym w spektrum autyzmu.

Coraz częściej mówi się, że mamy do czynienia z kryzysem zdrowia psychicznego u młodych ludzi. Co to właściwie znaczy, tak w praktyce?

To znaczy, że doświadczenie kryzysu psychicznego w wieku nastoletnim staje się nową normą. Taki stan rzeczy wynika z kilku rzeczy. Po pierwsze aktualna młodzież to jest pokolenie, które w pandemii długo było w izolacji. Czynnikiem, który chroni przed kryzysami psychicznymi, są relacje, a dzieci, które dorastały w czasie izolacji, nie miały jak ich zawierać. Do tego dochodzi pęd życia, presja, dalekie dojazdy do szkół, przez które dzieciom znów trudniej jest nawiązywać naturalne więzi rówieśnicze. Kolejnym problemem są media społecznościowe. Dorośli stworzyli ten wirtualny świat, który często bardzo negatywnie wpływa na życie najmłodszych. Tutaj raczej nie pomoże wprowadzenie zakazu korzystania z telefonów w szkołach czy zakaz korzystania z mediów społecznościowych do 16 r.ż., bo to jest przerzucanie odpowiedzialności na użytkowników. A przecież to firmy zarządzające mediami społecznościowymi pozwalają na to, by nieodpowiednie treści były podsuwane dzieciom. One mogą nawet dotyczyć samobójstwa czy zachęcać do okaleczania się. Do tego wszystkiego dochodzi lęk, niepewność jutra. Za naszą granicą toczy się wojna, statystyki dotyczące bezrobocia młodych ludzi rosną, dużo mówi się o zmianach klimatu. To wszystko wpływa też na dzieci. Ten kryzys to nie jest tylko kwestia dostępności opieki, ale też warunków, w jakich najmłodsi funkcjonują.

Czy będąc rodzicem da się ustalić zdrowe granice dotyczące korzystania z telefonu i Internetu przez dzieci?

Da się, ale one wymagają konsekwencji i zaangażowania całej rodziny. Większość dorosłych nie przestrzega zasad higieny cyfrowej i w ten sposób tego samego uczy swoje dzieci. Nie może być tak, że w domu są pewne zasady, które dotyczą tylko dziecka. Jeśli mówimy dziecku, że musi odkładać telefon na noc, to sami powinniśmy robić to samo. Ograniczenie dostępu do elektroniki wymaga też większego zaangażowania rodziców. Jeśli nie dajemy telefonu, sami musimy coś zaproponować. Trzeba się pobawić, zawieźć dziecko na zajęcia, czy wypuścić je na podwórko albo kupić rzeczy, którymi ono może zajmować się w domu. Warto też pamiętać, że media społecznościowe nie są jednoznacznie złe. Tam można znaleźć też sporo treści edukacyjnych. Zdarza się, że dziecko w Internecie dowiaduje się, czym jest depresja albo zaburzenia lękowe i zgłasza rodzicom, że potrzebuje pomocy.

Wspomniałaś wcześniej, że jeśli pojawiają się myśli samobójcze, czyli zagrożone staje się życie i zdrowie dziecka,  to należy niezwłocznie zabrać je do szpitala psychiatrycznego. A po czym poznać, że dziecko zmaga się z takimi myślami?

To jest bardzo trudne, dlatego że często dzieci o tym rodzicom nie mówią. Wskazaniem do wizyty u specjalisty są jakiekolwiek samookaleczenia. Warto zwrócić uwagę też na słowa dziecka. Jeśli np. ono mówi, że nie chce mu się żyć albo, że nie wie, po co żyje, to mogą być myśli rezygnacyjne, które powinny nas zaalarmować. Tak jak mówiłam, treści dotyczące samobójstwa czasami pojawiają się w mediach społecznościowych. Nie pochwalam naruszania prywatności dziecka, ale jeśli zauważymy, że coś takiego mu się wyświetla albo że ten temat pojawia się wśród jego znajomych, to warto o tym porozmawiać. Dobrze jest mieć jak najlepszy kontakt z przyjaciółmi naszego dziecka, dlatego, że często  to właśnie oni jako pierwsi widzą, że coś się dzieje. Jeśli przyjaciel czy przyjaciółka dziecka powie nam, że ono ma takie myśli, to nie wolno tego bagatelizować.

Podsumowując całą naszą rozmowę, w czym psycholog może pomóc dziecku?

Psycholog może pomóc dziecku w zrozumieniu swoich emocji i ich przyczyn, ale też w zdjęciu poczucia winy i poczucia, że jest się niewystarczającym i pomóc mu odnaleźć zasoby, z których może korzystać i na których może budować swoje poczucie własnej wartości. Może też wesprzeć w dokonaniu życiowych zmian, często w porozumieniu z rodzicami lub nauczycielami, bo psycholog, który zajmuje się dziećmi, tak naprawdę współpracuje z całym środowiskiem. Często, żeby pomóc dziecku, potrzebne są zmiany w zachowaniu rodziców albo organizacji domu.

Rozmowy z ekspertami i ekspertkami zajmującymi się zdrowiem psychicznym publikujemy co dwa tygodnie, w ramach cyklu “W czym może pomóc?".

Radio RMF24

Po jeszcze więcej informacji odsyłamy Was do naszego internetowego Radia RMF24 Słuchajcie online już teraz!

Radio RMF24 na bieżąco informuje o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w Polsce, Europie i na świecie.

Nachodzą cię myśli samobójcze? Wydaje Ci się, że znajdujesz się w sytuacji bez wyjścia? Pamiętaj, że są osoby, które chcą i mogą Ci pomóc. Dyżurują telefonicznie lub on-line:
116 123 - kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych
116 111 - telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
800 12 12 12 - Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka
800 70 2222 - Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym

Marta Nawrocka porwała młodych i wieś. Polacy ocenili pierwszą damę po roku działalności

Wczoraj, 6 czerwca (08:29)

Blisko połowa Polaków pozytywnie ocenia sposób, w jaki Marta Nawrocka pełni funkcję pierwszej damy - wynika z najnowszego sondażu SW Research dla "Wprost". Pozytywne opinie pojawiają się najczęściej wśród młodych i mieszkańców wsi. Duża grupa respondentów wciąż nie ma wyrobionego zdania na jej temat.

  • 48 proc. Polaków pozytywnie ocenia sposób, w jaki Marta Nawrocka pełni funkcję pierwszej damy.
  • Najbardziej krytyczni okazali się mieszkańcy dużych i średnich miast.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Z badania wynika, że działalność Marty Nawrockiej dobrze ocenia 48 proc. ankietowanych. W tym 18,7 proc. respondentów wskazało odpowiedź "zdecydowanie dobrze", a 29,2 proc. - "raczej dobrze".

Krytyczne opinie wyraziło 25,6 proc. badanych. Negatywną ocenę "zdecydowanie źle" wybrało 9,3 proc. respondentów, a 16,3 proc. oceniło działalność pierwszej damy "raczej źle".

Uwagę zwraca jednak wysoki odsetek osób niezdecydowanych. Aż 26,5 proc. uczestników sondażu wybrało odpowiedź "trudno powiedzieć", co może świadczyć o tym, że część Polaków nadal nie wyrobiła sobie jednoznacznej opinii o aktywności pierwszej damy.

Szczegółowe wyniki badania pokazują, że oceny Marty Nawrockiej są niemal identyczne wśród kobiet i mężczyzn.

W grupie kobiet pozytywnie działalność pierwszej damy ocenia 48 proc. respondentek - 16,6 proc. "zdecydowanie dobrze" i 31,4 proc. "raczej dobrze". Negatywne zdanie ma 25,4 proc. badanych kobiet, z czego 14,4 proc. wskazało odpowiedź "raczej źle", a 11 proc. - "zdecydowanie źle".

Wśród mężczyzn dobre oceny deklaruje 47,9 proc. ankietowanych. Odpowiedź "zdecydowanie dobrze" wybrało 21 proc. respondentów, a "raczej dobrze" - 27 proc. Krytycznie działalność pierwszej damy ocenia 25,8 proc. badanych mężczyzn.

Największe poparcie Marta Nawrocka uzyskała wśród najmłodszych respondentów, czyli osób do 24. roku życia. W tej grupie łącznie 57,9 proc. ankietowanych ocenia jej działalność pozytywnie - 13,8 proc. "zdecydowanie dobrze" i 44 proc. "raczej dobrze".

Negatywną opinię wyraziło 27,2 proc. młodych respondentów.

Najsłabsze notowania pierwsza dama uzyskała natomiast wśród osób powyżej 50. roku życia. Mimo to również w tej grupie dominują oceny pozytywne - 43,6 proc. badanych ocenia ją dobrze, a 29 proc. krytycznie.

Z badania wynika również, że miejsce zamieszkania wyraźnie wpływa na ocenę pierwszej damy. Najwięcej pozytywnych opinii pojawia się wśród mieszkańców wsi - dobrze działalność Marty Nawrockiej ocenia tam 55,7 proc. respondentów.

Znacznie chłodniejsze oceny odnotowano w większych miastach. W miastach liczących od 200 do 499 tys. mieszkańców odsetek pozytywnych opinii spada do 40,3 proc.

Najbardziej krytyczni okazali się mieszkańcy średnich i największych miast. Negatywne oceny wyraziło 29,8 proc. mieszkańców miast liczących od 20 do 99 tys. osób oraz 29,2 proc. respondentów z metropolii powyżej 500 tys. mieszkańców.

Badanie zostało przeprowadzone przez SW Research metodą wywiadów online na panelu SW Panel w dniach 2-3 czerwca 2026 roku. W sondażu wzięło udział 837 pełnoletnich Polek i Polaków. Próba była reprezentatywna pod względem płci, wieku oraz wielkości miejscowości zamieszkania.

Pierwszy rok aktywności Marty Nawrockiej upłynął głównie pod znakiem spotkań społecznych, edukacyjnych oraz reprezentowania państwa u boku prezydenta. Jej działalność była oceniana jako spokojna i bardziej reprezentacyjna niż oparta na wyrazistych, autorskich inicjatywach.

Jednym z najbardziej widocznych obszarów jej aktywności był sport. Marta Nawrocka objęła patronatem turniej młodych piłkarek na Podkarpaciu, kibicowała reprezentacji Polski kobiet podczas meczu z Holandią w Gdańsku oraz uczestniczyła w kampanii promującej organizację kobiecego Euro w Polsce i gali Orlen Ekstraligi Kobiet.

Ważnym punktem była także wizyta w Stanach Zjednoczonych i udział w międzynarodowym szczycie pierwszych dam "Fostering the Future Together" organizowanym w Białym Domu przez Melanię Trump.

Pierwsza dama zaangażowała się również w działania przeciwko hej­towi w internecie. Zainicjowała projekt "Hejt? Nie, dziękuję!", który był reakcją na falę negatywnych komentarzy skierowanych wobec córki pary prezydenckiej po wieczorze wyborczym.

Żurek: Jeśli Ziobro jest w USA, wystąpimy o ekstradycję

Żurek: Jeśli Ziobro jest w USA, wystąpimy o ekstradycję

Dzisiaj, 10 maja (13:03)

Aktualizacja: Dzisiaj, 10 maja (14:00)

Według medialnych doniesień Zbigniew Ziobro przeniósł się z Węgier do USA. "Jeżeli faktycznie przebywa w Stanach Zjednoczonych, to w poniedziałek wystąpimy o jego ekstradycję" - poinformował w niedzielę minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.

  • Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował, że jeśli Zbigniew Ziobro faktycznie jest w Stanach Zjednoczonych, w poniedziałek zostanie złożony wniosek o jego ekstradycję.
  • Nie ma obecnie jednoznacznego potwierdzenia, że Ziobro zostanie w Stanach Zjednoczonych na stałe.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl

Rozmawiałem z prokuratorem krajowym, w poniedziałek zaczynamy akcję i jeżeli będzie potwierdzone, że (Zbigniew Ziobro - red.) jest w Stanach Zjednoczonych to wystąpimy o jego ekstradycję - powiedział Żurek w Polsat News.

Minister podkreślił jednocześnie, że w tym momencie nie ma jednoznacznego potwierdzenia, że Ziobro zostanie na stałe w USA. 

Wiemy, że pojawił się na lotnisku w Stanach Zjednoczonych, ale to nie oznacza jeszcze, że tam zamierza uciekać przed polskim wymiarem sprawiedliwości i chować się właśnie w Stanach - dodał.

Myślę, że dzisiaj wieczorem będziemy mieli już pewne informacje - podkreślił Żurek, dopytywany o to, kiedy można liczyć na oficjalne informacje ws. pobytu Ziobry.

"Na chwilę obecną nie dysponujemy danymi potwierdzającymi wyjazd podejrzanego Zbigniewa Ziobry poza strefę Schengen. Wszystkie pojawiające się w tym zakresie informacje są na bieżąco weryfikowane" - poinformowała Prokuratura Krajowa na platformie X.

We wpisie podkreślono, że niezależnie od miejsca pobytu Ziobry, prokurator wykorzysta - jak to określiła Prokuratura - "wszelkie środki przewidziane prawem polskim i międzynarodowym, aby sprowadzić podejrzanego do Polski i przedstawić mu zarzuty".

Telewizja Republika poinformowała w niedzielę nieoficjalnie, że były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro opuścił Węgry i przebywa obecnie na terenie Stanów Zjednoczonych. Portal i telewizja TVN24 opublikowały zdjęcie otrzymane od widza. Jest na nim - według autora zdjęcia - Ziobro na lotnisku Newark w New Jersey w Stanach Zjednoczonych; miał być tam widziany w sobotę. 

Według wPolityce.pl Ziobro wyleciał z Węgier w sobotę - ma amerykańską wizę. Informacje o pobycie Ziobry w USA nie zostały dotąd potwierdzone przez samego Ziobrę, jego pełnomocnika lub polityczne otoczenie.

Kaczyński "wśród wrzasków": Nie będą mogli się tutaj pokazywać

"Przyjdzie dzień, w którym niezawisłe i uczciwe sądy ten problem rozwiążą raz na zawsze. Ci ludzie nie będą mogli się tutaj pokazywać, bo będą po prostu w innym miejscu" - mówił w niedzielę prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński podczas obchodów miesięcznicy katastrofy smoleńskiej.

  • W niedzielę odbyły się obchody miesięcznicy katastrofy smoleńskiej na placu Piłsudskiego w Warszawie.
  • Kaczyński ocenił, że część społeczeństwa nie chce zaakceptować jego wersji wydarzeń dotyczącej katastrofy.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl

W niedzielę po godz. 9 delegacja polityków PiS złożyła wieńce przed pomnikami prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku na placu Piłsudskiego.

Kaczyński podkreślił, że jak co miesiąc obchody są zagłuszane. 

Jak zwykle trzeba zabierać głos wśród krzyków i wrzasków. Agentura rosyjska, agentura Putina tutaj działa. Wierzymy, i to się stanie, że przyjdzie dzień, w którym niezawisłe i uczciwe sądy ten problem rozwiążą raz na zawsze. Ci ludzie nie będą mogli się tutaj pokazywać, bo będą po prostu w innym miejscu, a i po wyjściu z tego miejsca będą mieli zakaz na wiele lat przybywania na to miejsce - stwierdził.

Trzeba o to ciężko walczyć, bo znaczna część naszego społeczeństwa nie chce przyjmować do wiadomości tej prawdy; twardej, bolesnej, nieprzyjemnej, groźnej prawdy o zamachu, o zbrodni, której dopuścił się Putin i jego współpracownicy. Także ci, którzy są w Polsce, bo to była akcja nie tylko rosyjska, to była także akcja pewnych środowisk w Polsce. To, że nie ma dowodów, jest kłamstwem - dodał.

Na Placu Piłsudskiego zebrali się zarówno ci, którzy przyszli, aby uczcić pamięć zmarłych, jak i osoby, które starały się zakłócić uroczystość. W pierwszej grupie znaleźli się m.in. górnicy z jastrzębskich kopalni; ubrani w galowe mundury trzymali w dłoniach transparenty, na których napisy zapewniały, że pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej na zawsze pozostanie żywa. Druga grupa - zakłócających - nie była liczna, ale głośna, padały niecenzuralne słowa; na jednym z transparentów, białymi literami na czarnym tle, przeczytać można było "KONIEC PISS", przy czym litery S napisane były szwabachą.

Porządku podczas wydarzenia pilnowali liczni funkcjonariusze policyjnej prewencji, niektórzy z nich mieli na sobie niebieskie kamizelki z napisem "zespół antykonfliktowy". To policjanci, których zadaniem jest deeskalacja i obniżenie napięcia podczas masowych wydarzeń. Funkcjonariusze błyskawicznie reagowali wobec osób wykazujących agresję.

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154 wiozącego polską delegację na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i pierwsza dama Maria Kaczyńska, przedstawiciele rządu i parlamentu, najwyżsi dowódcy wojska, przedstawiciele duchowieństwa i ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.

"Chrum, chrum". Nagranie z Jarosławem Kaczyńskim podbija sieć. Co zrobił prezes PiS?

W ostatnich tygodniach temat dzików pojawiających się w polskich miastach wzbudza wiele emocji. W Sejmie prezes PiS Jarosław Kaczyński został zapytany o swoje doświadczenia z tymi zwierzętami i podzielił się nietypową radą, jak zachować się podczas spotkania z dzikiem. Tymczasem w Warszawie głośno jest o kontrowersyjnych przypadkach odstrzału tych zwierząt, co wywołuje debatę na temat bezpieczeństwa mieszkańców i ochrony przyrody.

  • Jarosław Kaczyński w Sejmie opowiedział o swoim spotkaniu z dzikami i zademonstrował, jak chrumka samiec dzika.
  • W Warszawie doszło do kontrowersyjnych przypadków odstrzału dzików, co wywołało protesty mieszkańców.
  • Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski tłumaczy, że decyzje o uśmiercaniu dzików wynikają z przepisów dotyczących ASF i bezpieczeństwa publicznego.
  • Więcej najważniejszych informacji na stronie głównej RMF24.pl

W ostatnim czasie coraz częściej można usłyszeć o dzikach pojawiających się na terenach miejskich. Zwierzęta te, szukając pożywienia, wchodzą na osiedla i place zabaw, co budzi niepokój wśród mieszkańców. W Warszawie w ostatnich tygodniach doszło do kilku głośnych przypadków uśmiercania dzików, które utknęły na ogrodzonych terenach. Sytuacje te wywołały falę kontrowersji i protestów.

Podczas wtorkowego posiedzenia Sejmu prezes PiS Jarosław Kaczyński został zapytany przez dziennikarzy, jak radziłby sobie z problemem dzików w miastach. Polityk przywołał swoje doświadczenia z wakacji w 1992 roku, kiedy przebywał w leśniczówce zlokalizowanej przy dużej zagrodzie leśnej.  

Wtedy leśnicy mi powiedzieli: może pan tam chodzić, tylko, jak idą dziki, nawet wielkim stadem, to trzeba na nie iść, nie można się przestraszyć. Samce mogą się odwracać i tak chrumkać

Kaczyński zademonstrował nawet, jak chrumka samiec dzika, co wywołało rozbawienie wśród obecnych. Podkreślił, że stosując się do zaleceń leśników, nie doznał żadnej krzywdy.

W Warszawie w ostatnich tygodniach doszło do dwóch głośnych przypadków uśmiercenia dzików. Na Mokotowie zabito siedem zwierząt, w tym sześć młodych. Z kolei na Bemowie, na ogrodzonym placu zabaw, uśmiercono całe stado - 16 dzików, w tym 12 warchlaków. Zwierzęta nie mogły się wydostać, ponieważ ktoś zamknął furtkę. Po tych wydarzeniach mieszkańcy postawili tabliczkę upamiętniającą zabite zwierzęta, wyrażając swój sprzeciw wobec takich działań.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski tłumaczył, że decyzje o uśmiercaniu dzików są trudne, ale wynikają z obowiązujących przepisów. Zgodnie z regulacjami Unii Europejskiej i Ministerstwa Rolnictwa, ze względu na zagrożenie afrykańskim pomorem świń (ASF), nie można wywozić dzików w inne miejsca. Władze miasta mają więc ograniczone możliwości działania. Trzaskowski zapewnił, że dołoży wszelkich starań, by podobne sytuacje nie miały miejsca w przestrzeni publicznej i polecił, by działania służb odbywały się w miejscach odizolowanych od mieszkańców.

Problem dzików w miastach wzbudza wiele emocji - z jednej strony mieszkańcy obawiają się o swoje bezpieczeństwo, z drugiej nie chcą, by zwierzęta były zabijane. Sytuacja pokazuje, jak trudne są decyzje dotyczące ochrony ludzi i przyrody w warunkach miejskich. Władze zapowiadają działania mające na celu minimalizowanie takich incydentów w przyszłości, jednak problem dzików wciąż pozostaje wyzwaniem dla wielu polskich miast.

❌