Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 8 kwietnia 2026

Izrael zabił bądź ranił setki osób. Rozejm nie dotyczy Libanu

Siły Powietrzne Izraela przeprowadziły w środę najintensywniejszą od początku marca falę nalotów na cele Hezbollahu w Libanie, atakując - jak informuje Tel Awiw - niemal 100 obiektów tej organizacji. Według libańskiego resortu zdrowia, w wyniku izraelskich ataków w całym kraju zabitych bądź rannych zostało kilkaset osób.

  • Izraelska armia przeprowadziła największą od początku marca serię nalotów na cele Hezbollahu w Libanie.
  • Według libańskiego ministerstwa zdrowia, w wyniku izraelskich ataków w całym kraju zabitych bądź rannych zostało kilkaset osób.
  • Izrael podkreśla, że większość celów znajdowała się na terenach zamieszkanych przez cywilów, oskarżając Hezbollah o wykorzystywanie ich jako żywych tarcz.
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

"W ciągu 10 minut i jednocześnie w kilku obszarach (izraelskie lotnictwo zaatakowało) około 100 stanowisk dowodzenia i infrastrukturę wojskową. (...) To największy atak na infrastrukturę Hezbollahu od początku operacji" - twierdzą Siły Obronne Izraela (IDF) w komunikacie cytowanym przez portal Times of Israel.

Siły Powietrzne Izraela informują natomiast, że wśród celów w Bejrucie, Dolinie Bekaa i na południu Libanu znalazły się m.in. siedziby wywiadu i biura wykorzystywane przez Hezbollah do planowania ataków, a także infrastruktura wojsk rakietowych i morskich tej organizacji oraz zasoby elitarnych sił Hezbollahu, Radwan.

Tel Awiw podkreśla, że większość ostrzelanych celów znajdowała się "w samym sercu (terenów zamieszkanych przez) ludność cywilną, co było częścią cynicznej eksploatacji libańskich cywilów przez Hezbollah jako żywych tarcz ochraniających jego operacje".

Zanim doszło do uderzeń, IDF wydały ostrzeżenie o konieczności ewakuacji libańskiej ludności cywilnej. "Będziemy kontynuować uderzenia w terrorystyczną organizację Hezbollah (...). Nie będziemy narażać bezpieczeństwa mieszkańców północnego Izraela" - mówi szef sztabu izraelskiej armii, gen. Eyal Zamir.

Według libańskiego resortu zdrowia, cytowanego przez agencję Reutera, w izraelskich atakach zginęło lub zostało rannych kilkaset osób.

Wcześniej w środę izraelska armia informowała, że po zawarciu amerykańsko-irańskiego rozejmu w nocy z wtorku na środę wstrzymała ataki wymierzone w cele w Iranie, ale kontynuuje ataki na cele Hezbollahu w Libanie.

Przed falą izraelskich ataków Hezbollah oświadczył w komunikacie, że "stoi u progu wielkiego historycznego zwycięstwa, które zostanie osiągnięte dzięki poświęceniu bojowników, krwi męczenników oraz niezrównanej wytrwałości i cierpliwości (cywilów)". Jednocześnie zalecił, by mieszkańcy nie wracali na tereny, na których toczyły się walki, "przed oficjalnym ostatecznym ogłoszeniem zawieszenia broni w Libanie".

Od wojny do współpracy. Donald Trump ogłasza ws. Iranu

  • Donald Trump zapowiedział zacieśnienie współpracy z Iranem w sprawie likwidacji podziemnych zapasów wysoko wzbogaconego uranu oraz wstrzymania dalszego wzbogacania materiałów nuklearnych. Prezydent USA zadeklarował również gotowość do rozmów na temat złagodzenia sankcji wobec Teheranu.

    "Stany Zjednoczone będą ściśle współpracować z Iranem, który, jak ustaliliśmy, przeszedł przez bardzo owocną zmianę reżimu! Nie będzie wzbogacania uranu, a Stany Zjednoczone, współpracując z Iranem, wykopią i usuną cały głęboko zakopany (bombowce B-2) 'pył' nuklearny" - napisał Donald Trump na swojej platformie społecznościowej Truth Social.

    Odniósł się w ten sposób do posiadanych przez Iran zapasów ponad 400 kg wysoko wzbogaconego uranu, który - jak się uważa - po ubiegłorocznych uderzeniach na instalacje jądrowe zakopany jest pod ziemią m.in. w Isfahanie i Natanz.

    Amerykański prezydent dodał, że zapasy znajdują się pod "bardzo rygorystycznym nadzorem satelitarnym"; stwierdził, że od ubiegłego roku Iran nie podejmował wobec nich żadnych działań. "Rozmawiamy i będziemy rozmawiać z Iranem o złagodzeniu ceł i sankcji. Wiele z 15 punktów zostało już uzgodnionych" - przyznał, odnosząc się do dalszych negocjacji pokojowych.

    Przypomnijmy, że przywódca USA w nocy z wtorku na środę zgodził się na pakistańską propozycję dwutygodniowego zawieszenia broni pod warunkiem, że Iran zgodzi się na natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz. Dodał, że rozejm będzie "obustronny".

    Według mediów, amerykańsko-irańskie rozmowy w sprawie zakończenia wojny rozpoczną się w piątek w Islamabadzie, stolicy Pakistanu.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Nowa decyzja Trumpa ws. ceł. Mogłaby uderzyć w Rosję i Chiny

  • Nowa decyzja Trumpa ws. ceł. Mogłaby uderzyć w Rosję i Chiny

    ​Prezydent USA Donald Trump ogłosił w środę, że "ze skutkiem natychmiastowym" wprowadza cła w wysokości 50 proc. na towary z krajów, które dostarczają broń Iranowi. Choć nie wymienił konkretnych państw, to głównymi dostawcami sprzętu wojskowego do Iranu są Rosja i Chiny. Co istotne, na mocy orzeczenia Sądu Najwyższego, Trump stracił możliwość natychmiastowego nakładania ceł.

    "Kraj dostarczający broń wojskową do Iranu zostanie natychmiast obciążony cłem w wysokości 50 proc. na wszystkie towary sprzedawane do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Nie będzie żadnych wyjątków ani zwolnień!" - ogłosił Donald Trump w krótkim wpisie na platformie Truth Social.

    Mimo stwierdzenia o "natychmiastowym" wejściu w życie ceł, jak dotąd nie został podpisany żaden dokument wykonawczy, wprowadzający te taryfy. Trump już wcześniej ogłaszał podobne cła - na państwa kupujące irańską ropę naftową - w wysokości 25 proc., które jednak nigdy nie zostały wprowadzone. Ponadto, w rezultacie orzeczenia Sądu Najwyższego, Trump stracił możliwość natychmiastowego nakładania ceł.

    Prezydent USA ogłosił w nocy z wtorku na środę, że zgodził się na pakistańską propozycję dwutygodniowego zawieszenia broni pod warunkiem, że Iran zgodzi się na natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz. Dodał, że rozejm będzie "obustronny". Według mediów amerykańsko-irańskie rozmowy w sprawie zakończenia wojny rozpoczną się w piątek w stolicy Pakistanu, Islamabadzie.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Słuchaj Radia RMf24

Otwarcie cieśniny Ormuz. Pierwsze statki już przepłynęły

  • Dzisiaj, 8 kwietnia (13:09)

    Pierwsze dwa statki przepłynęły przez cieśninę Ormuz po tym, jak Iran w nocy zgodził się na jej ponowne otwarcie. Taką informację przekazał serwis MarineTraffic, zajmujący się śledzeniem ruchu morskiego.

    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

    "Masowiec NJ Earth, należący do greckiego armatora, przepłynął przez cieśninę o godz. 8:44 czasu uniwersalnego (godz. 10:44 w Polsce), podczas gdy Dayton Beach, pływający pod liberyjską banderą, przeszedł (tamtędy) wcześniej, o godz. 6:59 czasu uniwersalnego (godz. 8:59 w Polsce), wkrótce po wypłynięciu z portu Bandar Abbas o godz. 5:28 czasu uniwersalnego (godz. 7:28 w Polsce)" - podał MarineTraffic w serwisie X.

    Prezydent USA Donald Trump ogłosił w środę, że zgodził się na pakistańską propozycję dwutygodniowego zawieszenia broni pod warunkiem, że Iran zgodzi się na natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz. Teheran zapowiedział, że pozwoli na żeglugę tym szlakiem "w koordynacji z siłami zbrojnymi Iranu".

    Kilka godzin po ogłoszeniu porozumienia o rozejmie z Iranem Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone pomogą przywrócić ruch w cieśninie Ormuz.

    "Stany Zjednoczone pomogą rozluźnić korki w cieśninie Ormuz" - napisał Trump na swojej platformie Truth Social. "Będzie wiele pozytywnych działań! Zarobione zostaną duże sumy pieniędzy. Iran może rozpocząć proces odbudowy" -  dodał.

    Prezydent Francji Emmanuel Macron poinformował w środę, że około 15 krajów planuje uczestniczyć w misji mającej na celu wznowienie ruchu statków w cieśninie Ormuz.

    Zaznaczył, że misja zostanie uruchomiona "gdy spełnione zostaną odpowiednie warunki", czyli gdy zawieszenie broni faktycznie będzie przestrzegane.

    Iran zablokował Ormuz w pierwszych dniach wojny, rozpoczętej 28 lutego amerykańsko-izraelskim atakiem na Iran. 

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Trump "poniósł miażdżącą klęskę". Rosja mocno o rozejmie USA-Iran

  • Dzisiaj, 8 kwietnia (12:26)

    Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa skrytykowała w Radiu Sputnik Donalda Trumpa, oceniając, że jego strategia "poniosła miażdżącą porażkę" po tym, jak zawarł on porozumienie z Iranem.

    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

    Rosja oświadczyła w środę, że podejście polegające na "jednotorowym, agresywnym i niesprowokowanym ataku" na Iran poniosło "miażdżącą klęskę" po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił dwutygodniowe zawieszenie broni między Waszyngtonem a Teheranem.

    Wszystkie te deklaracje o większej agresywności, większej ofensywności i częstym pisaniu w mediach społecznościowych o "zwycięstwie, które jest tuż za rogiem", po raz kolejny poniosły miażdżącą klęskę - powiedziała rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa w wywiadzie dla Radia Sputnik.

    Podkreśliła, że Rosja aktywne zaangażowała się w rozwiązanie sytuacji na Bliskim Wschodzie.

    Od samego początku nasze stanowisko zakładało natychmiastowe przerwanie działań zbrojnych i przejście do negocjacji. Nie ma militarnego rozwiązania tej sytuacji, trzeba rozpocząć prawdziwe polityczne i dyplomatyczne rozwiązania, które opierać się będą na negocjacjach, z rzeczywistym rozważeniem stanowisk - mówiła rzeczniczka.

    Nie przedstawiono jednak żadnych oficjalnych dowodów, że Rosja faktycznie uczestniczyła w ustaleniu dwutygodniowego zawieszenia broni między USA a Iranem.

    Prezydent USA ogłosił dwutygodniowe zawieszenie broni pod warunkiem otwarcia cieśniny Ormuz i po zaakceptowaniu 10-punktowego planu, który ma stanowić podstawę przyszłych negocjacji.

    Teheran zadeklarował, że umożliwi żeglugę "w koordynacji z siłami zbrojnymi Iranu". Według irańskich mediów plan obejmuje m.in. zakończenie działań wojennych, wycofanie amerykańskich wojsk z regionu, zniesienie sankcji oraz odblokowanie zamrożonych aktywów. Rozmowy zaplanowano na 10 kwietnia w Islamabadzie.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Chamenei "kontaktował się listownie". Zaskakujące kulisy negocjacji USA-Iran

Chamenei "kontaktował się listownie". Zaskakujące kulisy negocjacji USA-Iran

Dzisiaj, 8 kwietnia (10:46)

Portal Axios ujawnia szczegóły zakulisowych negocjacji pokojowych między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Jak się okazuje, proces był niezwykle napięty, momentami chaotyczny, a kluczową rolę odegrał nowy przywódca Iranu Modżtaba Chamenei, który - w obliczu aktywnego zagrożenia zamachem ze strony Izraela - komunikował się za pośrednictwem... listów przekazywanych przez kurierów.

  • Tajne i napięte negocjacje USA-Iran były prowadzone m.in. za pośrednictwem kurierów przekazujących listy od Modżtaby Chameneiego.
  • Publiczne groźby Donalda Trumpa szły w parze z intensywną dyplomacją. Jak krok po kroku wyglądały negocjacje USA-Iran? O tym poniżej.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Według portalu Axios Modżtaba Chamenei aktywnie uczestniczył w negocjacjach USA-Iran, jednak jego zaangażowanie utrzymywane było w ścisłej tajemnicy. W obliczu realnego zagrożenia zamachem ze strony Izraela komunikował się głównie poprzez kurierów przekazujących jego listy negocjatorom. Ten archaiczny, ale bezpieczny sposób kontaktu znacząco spowalniał proces decyzyjny.

Źródła określają moment, w którym Chamenei dał zielone światło do zawarcia porozumienia, jako "przełomowy". Bez jego zgody - jak podkreślono - żadna umowa nie byłaby możliwa.

Przełom nastąpił po ostrym ultimatum ze strony Donalda Trumpa. Gdy prezydent USA ostrzegł, że w przypadku braku porozumienia "zginie cała cywilizacja", trwały już intensywne rozmowy dyplomatyczne. Specjalny wysłannik USA Steve Witkoff prowadził negocjacje telefoniczne i - według źródeł - początkowo bardzo krytycznie oceniał irańską propozycję 10-punktowego rozejmu, nazywając ją "katastrofą".

Kolejne godziny przyniosły lawinę poprawek i konsultacji. Kluczową rolę odegrali mediatorzy z Pakistanu, którzy przekazywali zmiany między stroną amerykańską a irańskim ministrem spraw zagranicznych Abbasem Araghchim.

W proces włączyli się także ministrowie spraw zagranicznych Egiptu i Turcji, próbując pomóc w przełamywaniu impasu. Według Axiosa był to jeden z najbardziej chaotycznych etapów rozmów pokojowych.

Do poniedziałkowego wieczoru udało się wypracować zaktualizowaną propozycję - dwutygodniowe zawieszenie broni. Ostateczna decyzja należała jednak do Chameneiego.

Istotną rolę odegrał także Abbas Araghchi, minister spraw zagranicznych Iranu, który nie tylko prowadził negocjacje, ale także wywierał naciski na dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, aby zaakceptowali porozumienie. Swoje dołożyły Chiny, które miały doradzać Iranowi znalezienie wyjścia z kryzysu, co wpłynęło na większą elastyczność Teheranu.

We wtorek rano było jasne, że rozmowy idą w dobrym kierunku, mimo kolejnych ostrych wypowiedzi Trumpa. Doniesienia części mediów o rzekomym zerwaniu negocjacji przez Iran okazały się nieprawdziwe - w rzeczywistości proces nabierał tempa.

Wiceprezydent USA J.D. Vance prowadził rozmowy telefoniczne z Węgier, koncentrując się głównie na kontaktach z mediatorami z Pakistanu.

Jednocześnie premier Izraela Benjamin Netanjahu pozostawał w stałym kontakcie z Trumpem, choć - jak wskazują źródła - izraelskie władze zaczęły obawiać się utraty kontroli nad przebiegiem negocjacji.

We wtorek niemal pewne już było, że strony zmierzają ku zawieszeniu broni. Trzy godziny później premier Pakistanu Shehbaz Sharif opublikował warunki porozumienia w mediach społecznościowych.

Wówczas Trump znalazł się pod silną presją ze strony radykalnych sojuszników, którzy apelowali o odrzucenie propozycji. Zamieszanie było tak duże, że nawet jego najbliżsi współpracownicy nie byli pewni decyzji prezydenta.

Ostatecznie, po rozmowie z Netanjahu i uzyskaniu jego deklaracji przestrzegania rozejmu, Trump zaakceptował porozumienie. Następnie skontaktował się z pakistańskim dowódcą wojskowym Asimem Munirem, by sfinalizować ustalenia.

Krótko po ogłoszeniu decyzji siły amerykańskie otrzymały rozkaz wycofania wojsk.

Iran zadeklarował przestrzeganie zawieszenia broni i zapowiedział otwarcie cieśniny Ormuz dla statków współpracujących z jego siłami zbrojnymi. Nie jest jednak jasne, w jakim zakresie żegluga rzeczywiście zostanie przywrócona.

Izrael otrzymał zapewnienia, że USA będą naciskać na Iran w kwestii programu nuklearnego - w tym przekazania materiałów jądrowych, zaprzestania wzbogacania uranu oraz rezygnacji z groźby użycia rakiet balistycznych.

Wciąż jednak istnieją poważne rozbieżności między stanowiskami obu stron, co oznacza realne ryzyko wznowienia konfliktu.

W piątek w Pakistanie mają odbyć się kolejne negocjacje, którym najprawdopodobniej przewodniczyć będzie wiceprezydent USA J.D. Vance. Jak podkreślają obserwatorzy, może to być najważniejsze zadanie w jego dotychczasowej karierze politycznej.

Administracja USA zapowiada również ofensywę medialną - sekretarz obrony Pete Hegseth i rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt na konferencji prasowej mają bronić strategii Trumpa, argumentując, że to właśnie jego groźby doprowadziły do przełomu. Z kolei władze Iranu prezentują odmienne stanowisko, sugerując, że presja Waszyngtonu była nieskuteczna.

"Największa w historii dyplomatyczna katastrofa". Netanjahu w ogniu krytyki

Dzisiaj, 8 kwietnia (09:55)

Aktualizacja: Dzisiaj, 8 kwietnia (11:40)

Po ogłoszeniu amerykańsko-irańskiego zawieszenia broni lider izraelskiej opozycji Jair Lapid ostro skrytykował działania rządu premiera Benjamina Netanjahu, nazywając sytuację "katastrofą dyplomatyczną". Zdaniem Lapida w trakcie negocjacji w ogóle nie uwzględniono stanowiska izraelskiego.

  • Izrael nie jest zachwycony warunkami rozejmu między USA i Iranem.
  • Opozycja zarzuca premierowi Netanjahu, że nie był w stanie zapanować nad negocjacjami i nazywają zawieszenie broni "katastrofą"
  • Izrael chciał osiągnąć znacznie więcej celów w swojej wojnie przeciwko Teheranowi. Teraz ta perspektywa zaczyna się oddalać.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Jair Lapid, przywódca największej partii opozycyjnej Jest Przyszłość, wyraził swoje niezadowolenie z faktu, że Izrael nie uczestniczył w negocjacjach dotyczących zawieszenia broni z Iranem. 

"Nigdy w naszej historii nie było takiej katastrofy dyplomatycznej (...) Izrael nawet nie był przy stole, gdy podejmowano decyzje dotyczące podstaw naszego bezpieczeństwa narodowego" - napisał Lapid w serwisie X.

Lapid skrytykował premiera Benjamina Netanjahu za brak skuteczności w działaniach dyplomatycznych i strategicznych. Podkreślił, że mimo iż armia izraelska wykonała swoje zadania, a społeczeństwo wykazało odporność, to Netanjahu "zawiódł dyplomatycznie, strategicznie i nie osiągnął żadnego z celów, które sam sobie wyznaczył". Opozycjonista zaznaczył, że naprawa szkód wyrządzonych przez obecny rząd zajmie lata.

Izrael, wspólnie z USA, rozpoczął ataki na Iran pod koniec lutego, mając na celu powstrzymanie irańskiego programu nuklearnego, osłabienie potencjału militarnego Iranu oraz ograniczenie działalności finansowanych przez Iran organizacji zbrojnych i terrorystycznych w regionie. Premier Netanjahu twierdził, że udało się osiągnąć "ponad połowę celów militarnych", jednak Lapid kwestionuje te osiągnięcia, wskazując na brak strategicznego planowania.

Izraelskie źródła rządowe, cytowane przez CNN, podkreślają, że choć Izrael formalnie popiera dwutygodniowe zawieszenie broni, to czyni to niechętnie. Izrael ma bowiem więcej celów na swojej liście, które chciałby zrealizować poprzez działania militarne w Iranie.

Zawieszenie broni, wynegocjowane z pomocą Pakistanu, zakłada natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz przez Iran. Jednakże, jak podkreśla premier Pakistanu Shehbaz Sharif, rozejm powinien obowiązywać wszystkie strony konfliktu, w tym ich sojuszników, i obejmować również Liban. Izrael od początku marca prowadzi intensywną kampanię militarną na południu Libanu, wymierzoną w proirańskie ugrupowanie Hezbollah.

USA ogłaszają, że cieśnina Ormuz zostanie otwarta. "Rozluźnimy korki"

  • Dzisiaj, 8 kwietnia (08:23)

    Prezydent USA Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone podejmą działania mające na celu przywrócenie ruchu w cieśninie Ormuz, kluczowym szlaku morskim dla transportu ropy naftowej. Decyzja ta zapadła kilka godzin po zawarciu porozumienia o rozejmie z Iranem.

    • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

    W środę prezydent Donald Trump poinformował o zawarciu porozumienia z Iranem, które ma na celu odblokowanie transportu ropy naftowej i gazu przez cieśninę Ormuz. Jest to kluczowy punkt, przez który przechodzi około jednej piątej światowych dostaw tych surowców. Teheran zablokował cieśninę na początku konfliktu, który wybuchł po amerykańsko-izraelskim ataku na Iran 28 lutego.

    "Stany Zjednoczone pomogą rozluźnić korki w cieśninie Ormuz" - napisał Trump na swojej platformie Truth Social. "Będzie wiele pozytywnych działań! Zarobione zostaną duże sumy pieniędzy. Iran może rozpocząć proces odbudowy" - kontynuował prezydent, sugerując, że USA będą w pobliżu, by upewniać się, że "wszystko pójdzie dobrze" i wyrażając pogląd, iż na Bliskim Wschodzie mogą zacząć się "złote czasy" jakich - zdaniem Trumpa - doświadczają obecnie USA.

    Cieśnina Ormuz jest jednym z najważniejszych szlaków morskich na świecie, a jej blokada przez Iran spowodowała spadek ruchu o ponad 90 proc. Tymczasowe wstrzymanie walk i ponowne otwarcie cieśniny umożliwiłoby eksporterom z Bliskiego Wschodu transport znacznych ilości ropy naftowej, która od początku działań wojennych pozostaje uwięziona w Zatoce Perskiej. Według danych firmy analitycznej Kpler, w regionie znajduje się około 200 tankowców załadowanych 130 milionami baryłek ropy naftowej i 46 milionami baryłek paliw rafinowanych.

    Po ogłoszeniu zawieszenia broni z Iranem, ceny ropy Brent spadły o 13 proc., co wskazuje na pozytywną reakcję rynków na możliwość wznowienia transportu przez cieśninę Ormuz. 

    Decyzja o przywróceniu ruchu w cieśninie Ormuz - jeśli zostanie wcielona w życie - będzie mieć dalekosiężne skutki dla globalnej gospodarki i stabilności na Bliskim Wschodzie. To także potencjalnie dobre wiadomości dla Europy, która już zaczęła odczuwać skutki przerw w łańcuchach logistycznych.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Donald Trump triumfuje. Biały Dom ogłasza "zwycięstwo USA"

Dzisiaj, 8 kwietnia (06:25)

Aktualizacja: Dzisiaj, 8 kwietnia (06:35)

"Wielki dzień dla pokoju na świecie!" - ogłosił rano polskiego czasu Donald Trump. Wcześniej rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt stwierdziła, że dwutygodniowe zawieszenie broni z Iranem stanowi "zwycięstwo Stanów Zjednoczonych", a cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta.

  • Donald Trump ogłosił sukces Stanów Zjednoczonych w wojnie z Iranem.
  • Co tak naprawdę mówi porozumienie między stronami? Nie wszystko jest jasne.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Biały Dom ogłosił we wtorek, że dwutygodniowe zawieszenie broni z Iranem stanowi "zwycięstwo Stanów Zjednoczonych", a cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta. 

"Wielki dzień dla pokoju na świecie! Iran chce, aby to się stało, mają dość! Podobnie jak wszyscy inni!" - napisał Donald Trump na platformie Truth Social.

"Stany Zjednoczone Ameryki będą pomagać przy zatorze na cieśninie Ormuz. Będzie dużo pozytywnych działań!" - dodał prezydent USA. Napisał też o "wielkich pieniądzach" do zarobienia.

Całkowite zwycięstwo. 100 procent. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości - powiedział Trump agencji AFP pytany, czy ogłasza zwycięstwo w związku z zawieszeniem broni.  

Trump, cytowany przez Reutersa, powiedział, że USA otrzymały od Iranu 10-punktową propozycję, którą nazwał "praktyczną podstawą do negocjacji". Powtórzył, że uważa, iż cele Waszyngtonu zostały osiągnięte.  

Prezydent zapewnił, że sprawa irańskiego uranu zostanie "perfekcyjnie uregulowana" w ramach dwutygodniowego zawieszenia broni z Iranem. Nie chciał powiedzieć, czy powróci do wcześniejszych gróźb zniszczenia irańskich elektrowni i mostów w razie niepowodzenia umowy. Będziecie musieli poczekać i zobaczyć - stwierdził.

W opublikowanym wpisie na platformie X rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt oceniła, że ogłoszony w środę czasu środkowoeuropejskiego rozejm to "zwycięstwo Stanów Zjednoczonych, które stało się możliwe dzięki prezydentowi Donaldowi Trumpowi i naszemu niezwykłemu wojsku". Leavitt podkreśliła, że Trump od początku szacował, że wojna potrwa 4-6 tygodni, a główne cele militarne zostały osiągnięte w ciągu 38 dni.

Rzeczniczka stwierdziła, że sukces militarny pozwolił prezydentowi USA na twarde negocjacje, które otworzyły drogę do rozwiązania dyplomatycznego i - w perspektywie - długotrwałego pokoju. Oświadczyła też, że prezydent USA doprowadził do ponownego otwarcia cieśniny Ormuz.

Mimo ogłoszenia sukcesu, szczegóły ustaleń pozostają niejasne. Irańska Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego opublikowała oświadczenie, w którym stwierdziła, że Iran odniósł "wielkie zwycięstwo" i zmusił Stany Zjednoczone do przyjęcia irańskiego 10-punktowego planu

Według tego stanowiska USA miały zgodzić się w zasadzie na zniesienie wszystkich sankcji pierwotnych i wtórnych wobec Iranu oraz na wycofanie amerykańskich sił bojowych ze wszystkich baz w regionie. Iran miałby też zachować kontrolę nad cieśniną Ormuz, a Stany Zjednoczone miałyby zaakceptować irański program wzbogacania uranu.

Co istotne, w wersji 10-punktowego planu w języku perskim zawarto sformułowanie o "zgodzie na wzbogacanie" uranu, ale zapis ten nie znalazł się wersji dokumentu w języku angielskim. Różnica jest szczególnie istotna, bo zarówno Izrael, jak i Trump wielokrotnie podkreślali, że całkowite zakończenie irańskiego programu nuklearnego jest jednym z głównych celów wojny.

Amerykański prezydent nazwał oświadczenia Rady "oszustwem" i wyraził opinię jakoby dokument pochodził z fałszywego serwisu informacyjnego. Nakazał też zbadać sprawę, a od stacji CNN, która przekazała treść irańskiego dokumentu, zażądał natychmiastowego wycofania relacji wraz z przeprosinami. W odpowiedzi CNN oświadczyła, że uzyskała oświadczenie od irańskich oficjeli, a poza tym relacjonowały je irańskie media państwowe.

Trump powołał się na osobne, krótsze oświadczenie irańskiego ministra spraw zagranicznych Abbasa Aragcziego, w którym nie było mowy o zwycięstwie, a jedynie potwierdzenie, że bezpieczny transport przez cieśninę Ormuz "będzie możliwy przez dwa tygodnie w koordynacji z irańskimi siłami zbrojnymi i z uwzględnieniem ograniczeń technicznych".

Choć zarówno Leavitt, jak i Trump przedstawiali otwarcie cieśniny jako fakt dokonany, szczegóły budzą wątpliwości. Prezydent USA żądał "pełnego, natychmiastowego i bezpiecznego otwarcia" szlaku wodnego, czemu zdaje się przeczyć oświadczenie Aragcziego. Ponadto według AP zarówno Iran, jak i leżący po drugiej stronie Ormuzu Oman mają pobierać opłaty od statków przepływających przez cieśninę. Oświadczenie irańskiej Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego mówi natomiast wprost o "kontynuacji kontroli Iranu nad cieśniną Ormuz".

Izrael "zaniepokojony" rozejmem USA-Iran. "Ma więcej celów na liście"

Dzisiaj, 8 kwietnia (06:20)

​Izraelscy urzędnicy są "zaniepokojeni" tymczasowym rozejmem o zawieszeniu broni, jakie Stany Zjednoczone zawarły z Iranem - podaje CNN, powołując się na izraelskie źródło zaznajomione ze sprawą. Biuro premiera Benjamina Netanjahu poinformowało w środę, że Izrael popiera zawieszenie broni, ale nie obejmuje ono działań wojennych w Libanie. To pierwsze oficjalne stanowisko izraelskeigo rządu od ogłoszenia porozumienia, w którym mediował Pakistan.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Donald Trump zgodził się na pakistańską propozycję dwutygodniowego zawieszenia broni pod warunkiem, że Iran wyrazi zgodę na natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz.

Według doniesień CNN Izrael będzie przestrzegał zawieszenia broni, idąc za przykładem prezydenta USA Donalda Trumpa, jednak "czyni to niechętnie, gdyż ma więcej celów na swojej liście, które chciałby osiągnąć poprzez działania militarne w Iranie" - podaje izraelskie źródło.

Biuro premiera Benjamina Netanjahu poinformowało w środę, że Izrael popiera dwutygodniowe zawieszenie broni z Iranem, ale - jak podkreślono w komunikacie - "nie obejmuje ono działań wojennych w Libanie" i Teheran "natychmiast otworzy cieśniny i wstrzyma wszelkie ataki na Stany Zjednoczone, Izrael i kraje regionu".

Oświadczenie to stoi w sprzeczności z deklaracją premiera Pakistanu Shehbaza Sharifa, który pomógł wynegocjować umowę między USA a Iranem. Podkreslił on, że rozejm "obowiązuje wszystkie strony konfliktu, łącznie z ich sojusznikami i obowiązuje wszędzie, łącznie z Libanem".

Izrael prowadzi od początku marca intensywną kampanię militarną na południu Libanu, wymierzoną w proirańskie ugrupowanie Hezbollah. Według danych libańskiego ministerstwa zdrowia od 2 marca w izraelskich atakach zginęło co najmniej 1530 osób, w tym 130 dzieci, a ok. 1,2 mln mieszkańców południowego Libanu musiało opuścić swoje domy.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu - zapytany w połowie marca przez CNN, czy Izrael zaprzestanie ataków na Iran, jeśli Trump osiągnie zawieszenie broni - odmówił odpowiedzi na pytanie. Przyznał jednak, że Trump jest "liderem" i "jego sojusznikiem".

Ostatecznie prezydent Trump sam podejmuje decyzje - czy ja je szanuję? Tak, szanuję - powiedział Netanjahu w rozmowie z CNN podczas konferencji prasowej 18 marca.

Mimo ogłoszenia przez USA i Iran dwutygodniowego zawieszenia broni, w nocy z wtorku na środę na Bliskim Wschodzie wciąż dochodziło do walk. Ataki rakietowe oraz uderzenia dronów odnotowano w Izraelu, Iranie oraz państwach Zatoki Perskiej.

Według ustaleń Times of Israel oraz stacji Al Dżazira izraelskie lotnictwo kontynuowało naloty na terytorium Iranu oraz Libanu. Równocześnie armia Izraela poinformowała o przechwyceniu irańskich pocisków wymierzonych w Tel Awiw i Jerozolimę.

Ataki dotknęły również państw Zatoki Perskiej. Jak przekazał Reuters, władze Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Kuwejtu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich uruchomiły systemy obronne. Armia Kataru poinformowała natomiast o przechwyceniu rakiet.

W Iranie odbyły się wiece poparcia dla władz. Jak relacjonują Al Dżazira i CNN, mieszkańcy świętowali rozejm; dochodziło też do palenia amerykańskich i izraelskich flag. Irańska telewizja IRIB podała, że najwyższy przywódca kraju ajatollah Modżtaba Chamenei nakazał wstrzymanie działań militarnych.

To nie jest koniec wojny, ale wszystkie rodzaje sił zbrojnych powinny postępować zgodnie z rozkazem najwyższego przywódcy i przerwać ogień - głosi komunikat cytowanym przez stację CNN.

Agencje zwracają uwagę, że brak precyzyjnie określonego terminu wejścia w życie zawieszenia broni może tłumaczyć, dlaczego nadal dochodzi do ataków.

Porozumienie zawarto we wtorek wieczorem, przed upływem ultimatum prezydenta USA Donalda Trumpa, który groził atakiem na irańską infrastrukturę, jeśli Teheran nie udostępni żeglugi przez cieśninę Ormuz. Iran blokuje ją w odwecie za rozpoczętą 28 lutego przez Izrael i USA wojnę przeciwko temu krajowi.

Głównym warunkiem 14-dniowego rozejmu jest ponowne otwarcie cieśniny Ormuz, przez którą w normalnych warunkach transportuje się ok. 20 proc. światowego wolumenu ropy naftowej, głównie na rynki azjatyckie.

Jak podała w środę rano państwowa irańska agencja informacyjna Tasnim, Iran i Oman planują pobierać opłaty tranzytowe od statków przepływających przez cieśninę Ormuz w trakcie zawieszenia broni.

Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego Iranu wydała oświadczenie, w którym podkreśliła, że 10-punktowy plan Iranu "kładzie nacisk na fundamentalne kwestie", takie jak "uregulowane przejście przez cieśninę Ormuz pod nadzorem Sił Zbrojnych Iranu".

Zapewniłoby to Iranowi "wyjątkową pozycję ekonomiczną i geopolityczną" - czytamy w oświadczeniu.

Oświadczenie zostało uzyskane przez CNN od irańskich urzędników i opublikowane w wielu państwowych mediach irańskich.

Irański minister spraw zagranicznych Seyed Abbas Araghchi powiedział, że w ciągu dwóch tygodni bezpieczne przepłynięcie przez cieśninę Ormuz "będzie możliwe dzięki koordynacji z irańskimi siłami zbrojnymi i przy należytym uwzględnieniu ograniczeń technicznych".

Aragachi wyraził również wdzięczność premierowi Pakistanu Shehbazowi Sharifowi i dowódcy pakistańskiej armii Asimowi Munirowi za nakłonienie Trumpa do wprowadzenia zawieszenia broni.

Wielka ucieczka z cieśniny Ormuz. Państwa Zatoki przygotowują plan alternatywny

2 kwietnia 2026, 15:07

Czwartek, 2 kwietnia (15:07)

Rosnące napięcie w regionie i irańska blokada strategicznego wąskiego gardła w światowym handlu zmuszają kraje Zatoki Perskiej do odkurzenia planów budowy kosztownych rurociągów. Choć inwestycje liczone są w miliardach dolarów, dla potentatów naftowych bezpieczeństwo eksportu staje się ważniejsze niż rachunek ekonomiczny.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Widmo trwałej kontroli Iranu nad cieśniną Ormuz - przez którą przepływa jedna piąta światowych dostaw ropy - zmieniło sposób myślenia w stolicach państw arabskich, informuje "Financial Times". To, co przez lata uznawano za zbyt drogie lub politycznie skomplikowane, dziś staje się kwestią przetrwania. Urzędnicy i liderzy branży energetycznej przyznają otwarcie: nowe rurociągi mogą być jedynym sposobem na zmniejszenie chronicznej wrażliwości regionu na zakłócenia w transporcie morskim.

Obecny konflikt podkreślił strategiczną wartość saudyjskiego rurociągu Wschód-Zachód o długości 1200 km. Zbudowany w latach 80. XX wieku po obawach, że tzw. wojna tankowców między Iranem a Irakiem (1984-1988) doprowadzi do zamknięcia cieśniny, obecnie dostarcza 7 milionów baryłek ropy dziennie do portu Janbu nad Morzem Czerwonym, całkowicie omijając Ormuz. Amin Nasser, dyrektor generalny saudyjskiego giganta naftowego Aramco, podkreślił, że rurociąg ten jest obecnie główną trasą eksportową.

"Z perspektywy czasu rurociąg Wschód-Zachód wydaje się genialnym posunięciem" - powiedział "FT" jeden z wyższych rangą dyrektorów energetycznych Zatoki Perskiej. 

Sukces tego projektu sprawia, że Rijad rozważa teraz jego rozbudowę lub budowę zupełnie nowych nitek, by móc przesyłać drogą lądową całość swojej dziennej produkcji. W przeszłości plany budowy rurociągów w regionie wielokrotnie upadały z powodu wysokich kosztów i złożoności. Eksperci zauważają jednak, że nastroje w Zatoce się zmieniły, a kraje zaczynają traktować te plany jako realne.

Długoterminowo nowe rurociągi mogą stać się częścią szerszych szlaków handlowych, przez które będą przepływać nie tylko ropa i gaz. Jedną z opcji jest ożywienie planów korytarza IMEC, który miałby biec z Indii przez Zatokę do Europy. Jednak projekty te napotykają na liczne wyzwania, w tym polityczne, jak i związane z bezpieczeństwem. Cel jest jasny: przejąć kontrolę nad własnym losem i wyeliminować wąskie gardła, które inni mogą wykorzystać do szantażu.

Mimo determinacji politycznej, przeszkody pozostają gigantyczne. Christopher Bush, prezes Cat Group, szacuje w rozmowie z "FT", że replikacja rurociągu Wschód-Zachód kosztowałaby dziś co najmniej 5 miliardów dolarów i wymagałaby przebijania się przez twarde bazaltowe skały gór Hidżaz (pasmo górskie w zachodniej Arabii Saudyjskiej, ciągnące się wzdłuż Morza Czerwonego). Jeszcze droższe byłyby trasy z Iraku przez Jordanię czy Turcję - ich koszt szacuje się na 15 do 20 miliardów dolarów.

W krótkim okresie najbardziej realne wydaje się rozszerzenie rurociągu Wschód-Zachód oraz istniejącej trasy Abu Zabi do Fujairah. To pozwoliłoby zwiększyć przepustowość bez komplikacji związanych z nową infrastrukturą transgraniczną. Arabia Saudyjska mogłaby również rozwijać dodatkowe terminale eksportowe na wybrzeżu Morza Czerwonego. Rozmowy na temat przyszłości cieśniny Ormuz są prowadzone przez Wielką Brytanię z udziałem 35 krajów. Nikt nie spodziewa się, że doprowadzą do powrotu status quo sprzed wojny.

Będą radzić, jak udrożnić cieśninę Ormuz. Wśród nich szef polskiego MSZ

Otrzymane przedwczoraj

Gorąco na Bliskim Wschodzie. Arabia Saudyjska zestrzeliła irańskie rakiety balistyczne

  • Wczoraj, 11 marca (23:43)

    ​Obrona przeciwlotnicza Arabii Saudyjskiej zestrzeliła siedem irańskich rakiet balistycznych, z czego sześć wycelowanych było w bazę lotniczą Prince Sultan położoną na południe od Rijadu, skąd USA wycofały wcześniej latające tankowce - poinformowało saudyjskie ministerstwo obrony w środę w poście zamieszczonym w serwisie X.

    • Bądź na bieżąco. Po więcej aktualnych informacji z kraju i ze Świata zapraszamy na stronę główną RMF24.pl.

    Oprócz rakiet, które miały uderzyć w bazę wojskową, saudyjskie siły zbrojne zestrzeliły we wtorek pięć dronów lecących w kierunku pola naftowego Shaybah położonego na północnym krańcu pustyni Ar-Rab al-Chali.

    Stany Zjednoczone, nie ufając nadto w skuteczność saudyjskiej obrony przeciwlotniczej, już w poniedziałek wycofały z bazy latające tankowce KC-135. Decyzję o rozproszeniu tej floty USA podjęły 6 marca, gdy baza po raz pierwszy została zaatakowana przez irańskie pociski balistyczne. 

    Chociaż saudyjskie i amerykańskie systemy obrony skutecznie zażegnały  wówczas zagrożenie, niektóre pociski wylądowały w bliskiej odległości od amerykańskiego personelu obsługującego instalacje bazy, ujawniając niebezpieczeństwo stwarzane przez irańskie rakiety.

    W środę Katar zapewnił, że jego systemy obrony powietrznej powstrzymały irański atak rakietowy. Katarska Agencja Informacyjna (QNA) poinformowała, że siły zbrojne zniszczyły pięć irańskich pocisków balistycznych w przestrzeni powietrznej kraju, "neutralizując je bez ofiar i uszkodzeń".

    Dzień wcześniej Zjednoczone Emiraty Arabskie poinformowały, że ich obrona przeciwlotnicza od początku irańskich ataków na ten kraj wykryła 1475 wrogich dronów, niszcząc 1385. Oznacza to, że 90 irańskich bezzałogowców uderzyło wewnątrz kraju.

    Wojna, rozpoczęta 28 lutego przez USA i Izrael przeciwko Iranowi, zaostrzyła się w ciągu minionych dwóch dni, gdy Teheran zamknął jeden z najważniejszych światowych szlaków żeglugowych przez Cieśninę Ormuz. Krok ten doprowadził do skokowej podwyżki cen ropy naftowej na wszystkich kontynentach. 

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

​Firmy zamykają i ewakuują biura. Dubaj sparaliżowany strachem

  • Wczoraj, 11 marca (21:45)

    Firmy doradcze i banki - np. Deloitte, PwC, Citigroup czy Standard Chartered - tymczasowo zamknęły lub ewakuowały w środę swoje biura w Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Stało się to po groźbach Iranu, że zaatakuje powiązane z USA instytucje finansowe i banki na Bliskim Wschodzie. Tocząca się od kilkunastu dni wojna mocno nadszarpnęła pozycję Dubaju jako wiodącego centrum finansowego regionu i oazę bezpieczeństwa.

    • Bądź na bieżąco. Więcej aktualnych znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

    Amerykański bank Citigroup i brytyjski Standard Chartered rozpoczęły w środę ewakuację swoich biur w Dubaju i poleciły pracownikom pracę zdalną - przekazała agencja Reutera. Na taki sam krok zdecydowała się brytyjska firma doradcza Deloitte - dodała agencja AFP.

    Brytyjski PwC zamknął do końca tygodnia wszystkie biura w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Arabii Saudyjskiej, Kuwejcie i Katarze.

    Światowe firmy, posiadające swoje biura w Dubaju, zareagowały w ten sposób na środowe pogróżki ze strony Iranu.

    Iran zaatakuje powiązane z USA oraz Izraelem instytucje finansowe i bankowe na Bliskim Wschodzie - ostrzegł w środę rzecznik połączonego dowództwa irańskich sił zbrojnych Ebrahim Zolfakari. Zapowiedź była reakcją na nocny amerykańsko-izraelski atak na jeden z banków w Teheranie.

    USA i Izrael od 28 lutego bombardują Iran, który w odpowiedzi atakuje Izrael i państwa Zatoki Perskiej, uderzając zarówno w położone tam amerykańskie bazy, jak i w cele cywilne.

    Wojna nadszarpnęła pozycję Dubaju jako wiodącego centrum finansowego regionu, wywołując obawy o odpływ kapitału z tego miasta, zwolnienia i przenoszenie firm do innych lokalizacji - skomentował Reuters.

    Dubaj w 2004 r. założył specjalną strefę ekonomiczną Dubai International Financial Centre (DIFC), w której działa blisko 300 banków, ponad 100 funduszy hedgingowych i 500 innych firm finansowych. Emirat Dubaju promuje rozwój tych instytucji, starając się zyskać pozycję jednego z globalnego centrum finansowego.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Izrael zaatakowany z Libanu. Skoordynowane uderzenie Iranu i Hezbollahu

  • Wczoraj, 11 marca (21:43)

    W środę wieczorem libański Hezbollah wystrzelił około 100 rakiet na północny Izrael, rozpoczynając największy nalot od początku obecnej wojny. Atak był skoordynowany z Iranem, który również wystrzelił rakietę balistyczną na Izrael.

    • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

    Portal Times of Israel poinformował, że Hezbollah przeprowadził zmasowany atak rakietowy na północny Izrael, w tym na Hajfę. 

    Mimo intensywności nalotu, nie ma na razie doniesień o ofiarach. Równocześnie z atakiem Hezbollahu, Iran wystrzelił rakietę balistyczną, która została zestrzelona przez izraelską obronę powietrzną.

    To pierwszy przypadek skoordynowanego ataku Iranu i Hezbollahu od początku obecnej wojny, jak poinformował agencję Reutera wysoki rangą izraelski wojskowy. W odpowiedzi na te działania, izraelska armia przeprowadziła naloty na Liban, a w stolicy kraju, Bejrucie, słychać było głośne eksplozje.

    Izraelskie wojsko wezwało mieszkańców całego południa Libanu do ewakuacji. Władze w Bejrucie informują, że z domów uciekło już 800 tys. z około 6 mln mieszkańców kraju. Izraelscy ministrowie ostrzegają, że ataki Hezbollahu i Iranu mogą być jeszcze silniejsze w nadchodzących dniach. Dotychczas w irańskich nalotach na Izrael zginęło 12 osób.

    Izrael, który od 28 lutego prowadzi wraz z USA wojnę powietrzną z Iranem, odpowiedział na ataki Hezbollahu uderzeniami z powietrza na cele związane z tą organizacją w Libanie, w tym w Bejrucie. 

    Izraelska ofensywa lądowa skierowana jest na południe Libanu. Według libańskich władz, w izraelskich atakach zginęły 634 osoby, a izraelska armia poinformowała o zabiciu ponad 200 członków Hezbollahu.

    Według izraelskich ministrów ataki Hezbollahu i Iranu podczas nadchodzącej nocy będą silniejsze niż wcześniej - przekazały media. 

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Kalifornia zagrożona atakiem Iranu? FBI bije na alarm i rozsyła dokument

Wczoraj, 11 marca (19:52)

W ostatnich dniach FBI ostrzegło kalifornijskie służby przed potencjalnym zagrożeniem atakiem dronów ze strony Iranu - informuje ABC News. Teheran miał rozważać przeprowadzenie niespodziewanego uderzenia na zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych w przypadku amerykańskich ataków na cele w Iranie.

  • FBI twierdzi, że Iran planował zaatakować zachodnie wybrzeże USA dronami w odwecie za amerykańskie ataki.
  • Ostrzeżenie zostało rozesłane do departamentów policji w Kalifornii.
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

W dokumencie rozesłanym pod koniec lutego do departamentów policji w Kalifornii FBI (Federalne Biuro Śledcze) pisze, że "niedawno" uzyskało informację, jakoby już na początku lutego Iran rzekomo planował "przeprowadzenie niespodziewanego ataku z użyciem bezzałogowych statków powietrznych z niezidentyfikowanej jednostki pływającej u wybrzeży Stanów Zjednoczonych, konkretnie przeciwko nieokreślonym celom w Kalifornii".

FBI podkreśla jednak, że nie posiada dodatkowych informacji dotyczących czasu, metody, celu ani sprawców potencjalnego uderzenia.

Rzeczniczka prasowa biura FBI w Los Angeles odmówiła komentarza w tej sprawie. Również Biały Dom nie odpowiedział na prośbę ABC News o stanowisko.

Ostrzeżenie pojawiło się w czasie, gdy Izrael i Stany Zjednoczone prowadzą naloty na cele w Iranie, a Teheran w odpowiedzi atakuje pociskami balistycznymi i dronami amerykańskie obiekty wojskowe na Bliskim Wschodzie (i nie tylko, bo też infrastrukturę cywilną w państwach Zatoki Perskiej).

ABC News informuje ponadto, że w ostatnich miesiącach amerykańskie służby wywiadowcze zaczęły się coraz bardziej niepokoić powszechniejszym wykorzystaniem dronów przez meksykańskie kartele narkotykowe i możliwością wykorzystania bezzałogowców do ataków na Amerykanów w pobliżu granicy z Meksykiem.

Według dokumentu FBI z września 2025 roku, do którego dotarła stacja, niepotwierdzone doniesienia sugerowały, że nieznani przywódcy karteli meksykańskich mieli wydać zgodę na ataki z użyciem dronów przenoszących materiały wybuchowe przeciwko amerykańskim służbom porządkowym i wojskowym wzdłuż granicy amerykańsko-meksykańskiej.

FBI zauważa, że tego typu działania byłyby bezprecedensowe, ale podkreśla, że gangi zwykle unikają akcji, które mogłyby sprowokować zdecydowaną reakcję władz Stanów Zjednoczonych.

John Cohen, były szef wywiadu Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA, a obecnie współpracownik ABC News, podkreśla, że Iran posiada rozbudowaną siatkę kontaktów w Meksyku i Ameryce Południowej, a także dostęp do nowoczesnych dronów i motywację do przeprowadzenia ataków.

FBI mądrze postępuje, publikując ostrzeżenie, dzięki czemu władze stanowe i lokalne mogą lepiej przygotować się i reagować na tego typu zagrożenia - zaznacza.

Rosja zacieśnia współpracę z Iranem. Przedstawiciel wywiadu alarmuje

Wczoraj, 11 marca (17:59)

Rosja dzieli się z Iranem zaawansowanymi taktykami użycia dronów, sprawdzonymi podczas wojny w Ukrainie, do ataków na państwa Zatoki Perskiej i amerykańskie obiekty wojskowe na Bliskim Wschodzie - informuje CNN. Moskwa i Teheran ewidentnie zacieśniają współpracę.

  • Rosja dzieli się z Iranem zaawansowanymi taktykami użycia dronów, opracowanymi podczas wojny w Ukrainie.
  • Drony Shahed okazały się zaskakująco skuteczne w przełamywaniu systemów obrony powietrznej państw Zatoki Perskiej.
  • W odpowiedzi Ukraina dzieli się doświadczeniem w zwalczaniu tych bezzałogowców z państwami regionu.
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Amerykańskie media dotychczas informowały, że Rosja dostarcza Iranowi informacje wywiadowcze umożliwiające ataki na amerykańskie cele wojskowe na Bliskim Wschodzie. Jak się okazuje, współpraca Moskwy i Teheranu jest znacznie bardziej zaawansowana.

CNN pisze, powołując się na anonimowego przedstawiciela zachodniego wywiadu, że Rosja dzieli się z Iranem zaawansowanymi taktykami użycia dronów, opracowanymi podczas wojny w Ukrainie. Chodzi o drony Shahed - zaprojektowane przez Iran, lecz masowo produkowane przez Rosję na potrzeby konfliktu za naszą wschodnią granicą.

Bezzałogowce te okazały się zaskakująco skuteczne w przełamywaniu systemów obrony powietrznej państw Zatoki Perskiej. To, co wcześniej było ogólnym wsparciem, teraz budzi coraz większe obawy, w tym (mamy) strategie wykorzystywania bezzałogowych statków powietrznych, które Rosja stosowała w Ukrainie - mówi zachodni urzędnik.

Choć oficjel odmówił podania szczegółów dotyczących zakresu pomocy taktycznej, CNN zauważa, że siły rosyjskie wykorzystują drony Shahed w zmasowanych atakach powietrznych na Ukrainę, regularnie zmieniając ich kurs, aby ominąć systemy obrony powietrznej.

Uwagę na rosyjskie wsparcie Iranu w zakresie dronów zwraca też prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, pisząc w środę na platformie X, że "Rosja zaczęła wspierać irański reżim dronami". W odpowiedzi na rosnące zagrożenie, Kijów wysłał do państw Zatoki Perskiej zespół ekspertów od przechwytywania dronów, którzy będą dzielić się wiedzą w zwalczaniu relatywnie tanich Shahedów.

Przedstawiciel zachodniego wywiadu w rozmowie z CNN zwraca również uwagę na zagrożenie, jakim jest użycie przez Iran min w cieśninie Ormuz, a także ataki z wykorzystaniem dronów morskich i mniejszych łodzi na okręty wchodzące w skład grup uderzeniowych lotniskowców.

Przypomnijmy, Iran na początku trwającej już blisko dwa tygodnie wojny twierdził, że przeprowadził udany atak na lotniskowiec USS Abraham Lincoln, czemu Stany Zjednoczone jednak zaprzeczyły.

Zachodni oficjel przyznaje również, że "niepokojące" jest wsparcie Chin dla Iranu, ale odmawia podania szczegółów.

Watykan wobec wojny na Bliskim Wschodzie. Ekspert: Dwie taktyki

Wczoraj, 11 marca (17:33)

"Papież Leon XIV zmierza w kierunku modlitwy, martwienia się o dzieci, starców i kobiety. Natomiast kardynał Parolin zmierza w kierunku prawa międzynarodowego i mówi jasno: nie może być takiej sytuacji, żeby traktować wojnę prewencyjną, jako coś potrzebnego, bo musimy załatwić własne biznesy" - stwierdził dr Przemysław Kulawiński, teolog, prawnik kanoniczny, prawnik watykanista na antenie Radia RMF24. Podkreślił, że głównym przesłaniem Watykanu jest dialog, dyplomacja oraz "rozmowa zamiast strzelaniny".

  • Chcesz być na bieżąco? Po więcej aktualnych wiadomości z kraju i ze Świata zapraszamy RMF24.pl

Dr Przemysław Kulawiński - teolog, prawnik kanoniczny, prawnik watykanista - stwierdził na antenie radia, że papież Leon XIV "nie przepada za Trumpem". Jego zdaniem Watykan wykonuje "symboliczne" kroki, które mogą oznaczać krytykę działań amerykańskiego prezydenta. 

Ekspert przytoczył sytuację, w której papież odmówił uczestniczenia w obchodach 250-lecia Stanów Zjednoczonych, argumentując swoją decyzję przebywaniem na Lampedusie. Prowadzący rozmowę w Radiu RMF24 Tomasz Terlikowski zwrócił uwagę rozmówcy, że Lampedusa niesie za sobą symboliczne znaczenie, ponieważ to miejsce, w którym mieści się ogromny obóz dla uchodźców i imigrantów. Z tego powodu działania Leona XIV mogą być wyraźną sugestią dotyczącą polityki imigracyjnej Trumpa.  

Watykan obrał dwie różne taktyki pokazywania światu swojego stosunku względem konfliktu na Bliskim Wschodzie - odparł dr Kulawiński. Gdy Papież Leon XIV idzie w kierunku modlitwy, martwienia się o dzieci, starców i kobiety, czyli te osoby, które najbardziej cierpią w konflikcie zbrojnym, to jego sekretarz stanu, kardynał Pietro Parolin wypowiada się o konflikcie w bardziej politycznym charakterze - dodał. 

Jak przyznał: kardynał Parolin mówi jasno, że "nie może być takiej sytuacji, żeby traktować wojnę prewencyjną, jako coś potrzebnego, bo musimy załatwić własne biznesy".  Zdaniem gościa Radia RMF24, to właśnie przesłanie kardynała, w którym nawołuje do dialogu i dyplomacji, a nie do strzelania, "jest głównym przesłaniem Watykanu". Paradoksalnie Watykan stał się ostatnim bastionem prawa międzynarodowego - ocenił.

Dr Kulawiński zaznaczył także, że "Kościół boi się o wspólnotę chrześcijańską" zamieszkującą obszary będące pod ostrzałem. Gość Radia RMF24 wspominał, że kardynał Parolin i arcybiskup Gallagher otwarcie nawołują do zaprzestania działań militarnych w celu ochrony prawa międzynarodowego oraz mniejszości chrześcijańskich. 

I taka jest droga Kościoła, taka jest droga Watykanu. Martwić się, ale nie tylko się martwić. Pokazywać: usiądźcie i zacznijmy rozmawiać, zatrzymajcie wszystko - powiedział prawnik-watykanista w rozmowie z Tomaszem Terlikowskim. 

Ocenił również, że "dyplomacja watykańska różni się od innych dyplomacji, tym, że jest cicha, zawsze idzie do dialogu i nie pokazuje się na żadnych mediach społecznościowych, a my o wszystkim wiemy dopiero później".

Watykan od dwóch dekad pielęgnuje relacje z krajami Bliskiego Wschodu. Relacje z Iranem zaczynał budować m.in. Jan Paweł II. Paradoksalnie do poprawienia relacji przyczynił się również Benedykt XVI swoim słynnym przemówieniem w 2006 roku, podczas którego zacytował bizantyjskiego teologa krytykującego islam. Iran negatywnie odebrał przemówienie ówczesnego papieża, jednak dzięki temu powstał dialog i zaczęły się budować dobre relacje między Stolicą Apostolską, a Iranem.

Jak wspomniał dr Kulawiński, "do 2009 roku w takim tempie działała dyplomacja watykańska, czyli te relacje zaczynały powoli wchodzić w system łączności i jedności". 

Gość Radia RMF24 przytoczył również odwiedziny papieża Franciszka w Iranie, podczas których spotkał się z szyitami. Ekspert zwrócił uwagę również na zasługi Watykanu względem namówienia Iranu na przejrzystość, czy nawet wstrzymanie prac nad irańskim programem nuklearnym.

Te relacje nie są tylko relacjami typowo książkowymi. Mamy islam, mamy chrześcijaństwo. Nie, to są realne relacje polityczno-duchowe. Nazwałbym to wręcz - duchowe. Dlaczego duchowe? Ponieważ system w Iranie jest, nie chcę powiedzieć taki sam, ale bardzo podobny - skomentował dr Kulawiński.

Opracowała: Julia Rut

Radio RMF24

Po jeszcze więcej informacji odsyłamy Was do naszego internetowego Radia RMF24 Słuchajcie online już teraz!

Radio RMF24 na bieżąco informuje o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w Polsce, Europie i na świecie.

"Wojna skończy się, kiedy zechcę". Praktycznie nie ma już czego bombardować

Wczoraj, 11 marca (17:01)

Aktualizacja: Wczoraj, 11 marca (18:17)

Donald Trump w krótkiej rozmowie telefonicznej z Axiosem stwierdził, że wojna z Iranem zakończy się "wkrótce", ponieważ "praktycznie nie ma już nic do atakowania". "Małe to i owo... Kiedy tylko zechcę, to się skończy" - powiedział prezydent USA podczas udzielonego w środę pięciominutowego wywiadu.

  • Trump przewiduje, że wojna z Iranem może zakończyć się niedługo, bo większość celów została zrealizowanych.
  • Tymczasem, przed sojusznikami nadal stoją wyzwania, takie jak zapewnienie bezpieczeństwa żeglugi w cieśninie Ormuz.
  • Trump nazwał amerykańską operację "zemstą".
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl.

Pomimo publicznych sygnałów Donalda Trumpa, że operacja w dużej mierze osiągnęła swoje cele, amerykańscy i izraelscy urzędnicy twierdzą, że nie ma wewnętrznej dyrektywy dotyczącej zakończenia walk. Minister obrony Izraela, Israel Katz, powiedział w środę, że wojna będzie trwała "bez ograniczeń czasowych, tak długo, jak będzie to konieczne, aż osiągniemy wszystkie cele i zdecydowanie wygramy kampanię".

Izraelska i amerykańska administracja przygotowuje się na co najmniej dwa kolejne tygodnie ataków w Iranie. Sam Trump odmówił podania konkretnego terminu zakończenia wojny.

We wtorek USA otrzymały informacje wywiadowcze sugerujące, że Iran rozpoczął układanie min w cieśninie Ormuz, jednym z najważniejszych światowych punktów tranzytowych dla dostaw ropy naftowej.

Urzędnicy amerykańscy - podaje Axios - twierdzą, że nie jest jasne, ile min Iran rozmieścił, ale ocenia się, że ich liczba jest bardzo mała. Trump potwierdził, że wtorkowe ataki USA zniszczyły 16 łodzi minowych i zakłóciły plany Iranu.

Według źródeł agenci Reutera Iran rozmieścił około tuzina min w Cieśninie Ormuz.

Z drugiej strony jest jasne, że nawet niewielka liczba min spowoduje strach przed ewentualną żeglugą transportową. Marynarka wojenna USA jak dotąd odmówiła zapewnienia ochrony konwojów dla statków handlowych przepływających przez cieśninę.

Dowódca CENTCOM, admirał Brad Cooper, w środowym przesłaniu wideo stwierdził natomiast, że misją wojsk USA jest eliminacja zdolności Iranu do projekcji siły i nękania żeglugi w cieśninie Ormuz.

USA nadal zapewniają niszczycielską siłę bojową przeciwko reżimowi irańskiemu. Siła bojowa USA rośnie, a siła bojowa Iranu maleje - powiedział Cooper, dodając, że częstotliwość irańskich ataków rakietowych i dronowych drastycznie spadła.

Trump przedstawił różne terminy zakończenia wojny, ale generalnie przewidywał miesiąc bombardowań. W przemówieniu z 28 lutego, kiedy ogłosił pierwsze ataki na Iran, nakreślił cztery cele militarne USA:

  1. "Zniszczyć ich rakiety i zburzyć ich przemysł rakietowy".
  2. "Zniszczyć ich marynarkę wojenną".
  3. "Zapewnić, że irańscy terroryści nie będą już destabilizować regionu ani świata".
  4. "Zapewnić, że Iran nie zdobędzie broni nuklearnej".

W wywiadzie z Axiosem Trump przekonywał, że Iran chciał przejąć cały Bliski Wschód.

Płacą za 47 lat śmierci i zniszczeń, które spowodowali. To zemsta. Nie ujdzie im to na sucho - zadeklarował.

Imam z Kopenhagi nawołuje do prowadzenia dżihadu w internecie

Wczoraj, 11 marca (14:40)

Aktualizacja: Wczoraj, 11 marca (18:24)

W szyickim meczecie Imama Alego w Kopenhadze wygłoszono kazanie, podczas którego imam Muhammad Salman Jan wezwał wiernych do modlitwy po śmierci najwyższego przywódcy Iranu, Alego Chameneiego, oraz do prowadzenia świętej wojny (dżihadu) w internecie przeciwko USA i Izraelowi. Informację tę podała w środę gazeta "Berlingske".

  • Imam z Kopenhagi nawołuje muzułmanów do prowadzenia "świętej wojny w internecie".
  • Duchowny uważa, że dżihad w sieci jest niemniej ważny niż wojna toczona fizycznie na Bliskim Wschodzie.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl.

Imam Muhammad Salman Jan podkreślił, że oprócz fizycznej wojny, równie ważna jest walka w mediach społecznościowych.

Jeden dżihad, czyli fizyczna wojna, toczy się teraz i drugi dżihad, który może być większy i mieć jeszcze większe skutki, odbywa się w mediach społecznościowych - powiedział podczas kazania.

Meczet Imama Alego, zbudowany w 2015 roku w północno-zachodniej Kopenhadze, został sfinansowany z darowizn, które miały pochodzić od Irańczyków oraz ambasady Iranu. Oficjalnie zaprzeczano związkom z Teheranem. Duńskie media wielokrotnie opisywały jednak związki meczetu z irańskim reżimem duchownych.

Kazanie spotkało się z krytyką ze strony ministra ds. wspólnot wyznaniowych, Mortena Dahlina, który zapowiedział zaostrzenie przepisów umożliwiających wykreślenie kontrowersyjnych ośrodków religijnych z listy związków wyznaniowych. W parlamencie Danii trwają prace nad tymi regulacjami, które zostały wstrzymane z powodu zbliżających się wyborów parlamentarnych.

W trwającej kampanii wyborczej skrajnie prawicowa Duńska Partia Ludowa zaproponowała wprowadzenie zakazu nawoływania do modlitw. Sprawa jest analizowana przez rząd od 2020 roku, a prace nad regulacjami wznowiono jesienią 2025 roku. 

W grudniu ubiegłego roku duńskie władze opublikowały raport dotyczący skarg na zbyt głośne wezwania muezzina w Kopenhadze i innych miastach.

Pod koniec lutego USA i Izrael przeprowadziły atak na Iran, w wyniku którego zginął przywódca duchowy i polityczny Iranu, Ali Chamenei. To wydarzenie wywołało falę protestów i manifestacji, w tym w kopenhaskim meczecie, gdzie zgromadziło się 100-200 osób, skandując antyizraelskie hasła.

Rumunia pomoże USA. Bukareszt otwiera bazy dla amerykańskich samolotów

  • Wczoraj, 11 marca (13:41)

    Aktualizacja: Wczoraj, 11 marca (20:07)

    Rumunia zezwoli Stanom Zjednoczonym na wykorzystanie baz wojskowych do przeprowadzania operacji w Iranie – przekazał prezydent Rumunii Nicusor Dan. Parlament wydał zgodę w tej sprawie w środę.

    • Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl

    Stany Zjednoczone zwróciły się do Rumunii z prośbą o umożliwienie korzystania z bazy Kogalniceanu - znajdującej się w pobliżu Konstancy - podczas operacji USA w wojnie w Iranie, do celów logistycznych i uzupełniania paliwa samolotów przeprowadzających ataki na cele w Republice Islamskiej.

    W tej sprawie odbyło się posiedzenie Najwyższej Rady Obrony Narodowej Rumunii. Po nim prezydent kraju ogłosił, że z rumuńskiej infrastruktury będą mogły korzystać m.in. samoloty-cysterny służące do tankowania samolotów bojowych w powietrzu. Rozmieszczony w Rumunii ma zostać sprzęt komunikacyjny i radarowy.

    Dan zaznaczył, że sprzęt ma wyłącznie charakter obronny, nie jest faktycznym uzbrojeniem i zostanie rozmieszczony w ramach strategicznego partnerstwa, jeśli parlament wyrazi na to zgodę.

    Chcę zapewnić wszystkich Rumunów, że nie mają powodów do obaw. Ich kraj jest bezpieczny - podkreślił prezydent.

    Decyzja o udostępnieniu baz została w środę przyjęta przez komitet rządu, zajmujący się obroną i bezpieczeństwem kraju (CSAT) oraz parlament. Przyjęciu decyzji w parlamencie towarzyszyła burzliwa debata i głośny sprzeciw części opozycji - relacjonował portal Euronews Romania.

    Baza lotnicza Mihail Kogalniceanu była już w przeszłości wykorzystywana przez siły amerykańskie do misji związanych z konfliktami w Afganistanie i Iraku - przypomniał portal Euronews.

    W 2005 roku Rumunia podpisała ze Stanami Zjednoczonymi umowę o współpracy wojskowej. Dokument ten zezwala na rotację sił amerykańskich i korzystanie z baz wojskowych na terytorium Rumunii - podkreślił portal stacji Stirile Pro TV.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

❌