Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 8 kwietnia 2026

Dziwne pytania o Księżyc. Do kogo należy i jaki tam jest czas?


Spis treści:

  1. Do kogo należy Księżyc?

  2. Jaki jest czas na Księżycu?

  3. Kto może wydobywać surowce na Księżycu?

  4. Kto może wybudować bazę na Księżycu?

  5. Jak pachnie pył księżycowy?

  6. Czy na Księżycu panuje absolutna cisza?

Status prawny Księżyca, warunki panujące na jego powierzchni oraz możliwość wykorzystania jego zasobów regulują dziś konkretne przepisy międzynarodowe i rozwijane projekty eksploracyjne. Na początku kwietnia 2026 roku NASA zrealizowała misję Artemis II - pierwszy załogowy lot w okolice Księżyca od czasu Apollo 17 z 1972 roku. Przelot czteroosobowej załogi statku Orion wokół Srebrnego Globu miał przygotować grunt pod przyszłe operacje na jego powierzchni.

Do kogo należy Księżyc?


Księżyc należy do całej ludzkości. Taki status prawny wprowadził Traktat o przestrzeni kosmicznej z 27 stycznia 1967 roku (Outer Space Treaty), podpisany przez ponad 117 państw, w tym Stany Zjednoczone, Rosję oraz kraje Unii Europejskiej.

Artykuł II dokumentu stanowi, że żadne państwo nie może przejąć na własność żadnego ciała niebieskiego poprzez ogłoszenie suwerenności, okupację, użytkowanie ani zasiedlenie. Wbicie flagi w księżycowy regolit nie daje nikomu żadnych praw majątkowych. Srebrny Glob to dobro wspólne całej cywilizacji, podobnie jak Antarktyda, która służy badaniom naukowym i współpracy międzynarodowej, a jej terytorium pozostaje wyłączone spod klasycznej własności państwowej.

Kolejny krok nastąpił w 1979 roku wraz z przyjęciem Układu w sprawie działalności państw na Księżycu (Moon Agreement). Dokument wprowadził pojęcie "wspólnego dziedzictwa ludzkości" oraz zapowiedział stworzenie globalnego systemu zarządzania przyszłym wydobyciem surowców pozaziemskich. Takie zasoby już dziś wzbudzają ogromne zainteresowanie - szczególnie hel‑3, czyli rzadki izotop helu, potencjalnie użyteczny w reaktorach fuzyjnych przyszłości. Według raportu naukowców z University of Wisconsin-Madison (2019), Lunar Helium‑3 as a Fusion Energy Source, księżycowy regolit - sypka warstwa pyłu i rozdrobnionej skały pokrywająca powierzchnię Księżyca - może zawierać ponad milion ton tej substancji. Taka ilość teoretycznie wystarczyłaby na setki lat produkcji czystej energii termojądrowej.


Tak mogłaby wyglądać baza na Księżycu

Tak mogłaby wyglądać baza na KsiężycuESA/Foster + Partnersdomena publiczna


Prawo międzynarodowe zabrania zawłaszczania Księżyca przez państwa, lecz traktat z 1967 roku pomija osoby prywatne. Tę właśnie lukę wykorzystał amerykański przedsiębiorca Dennis Hope, który w 1980 roku ogłosił się właścicielem Księżyca, powołując się na brak jednoznacznego zakazu dotyczącego jednostek fizycznych w treści dokumentu ONZ. Wysłał w tej sprawie formalne zawiadomienie do Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz rządu Stanów Zjednoczonych, informując o zamiarze podzielenia powierzchni globu na działki i ich komercyjnej sprzedaży. Ponieważ żadna instytucja międzynarodowa nie odpowiedziała na pismo, Hope uznał milczenie za brak sprzeciwu i przystąpił do realizacji swojego biznesplanu.

Założona przez niego firma Lunar Embassy rozpoczęła sprzedaż akrowych działek na widocznej stronie Księżyca. Cena początkowa wynosiła około 20 dolarów za akr, natomiast pakiet obejmujący hipotetyczne prawa do zasobów mineralnych wyceniano na około 25 dolarów. W zamian kupujący otrzymywali ozdobny certyfikat własności, mapę parceli oraz dokument określany jako "konstytucja kosmiczna". Firma wydała ponad milion takich aktów, a według doniesień medialnych klientami stali się nawet aktorzy Hollywood oraz byli prezydenci Stanów Zjednoczonych.

Działalność Lunar Embassy od lat budziła wątpliwości prawników zajmujących się prawem kosmicznym. W żadnym miejscu na świecie nie istnieje organ prowadzący rejestr własności gruntów poza Ziemią, dlatego sprzedawane dokumenty mają charakter czysto pamiątkowy i kolekcjonerski. Informacje z kalifornijskiego rejestru przedsiębiorstw wskazują ponadto, że spółka LUNAR EMBASSY INC. posiada status "FTB Suspended", oznaczający zawieszenie działalności gospodarczej w świetle lokalnego prawa podatkowego.

Jaki jest czas na Księżycu?


Na Księżycu czas płynie szybciej niż na Ziemi. Wynika to bezpośrednio z efektów przewidzianych przez ogólną teorię względności Alberta Einsteina - w słabszym polu grawitacyjnym upływ czasu przyspiesza. Grawitacja Srebrnego Globu stanowi zaledwie około jednej szóstej ziemskiej, dlatego zegary atomowe umieszczone na jego powierzchni "tykają" odrobinę szybciej. Według badań National Institute of Standards and Technology (NIST) z 2024 roku, różnica wynosi średnio około 56 mikrosekund na dobę. Mikrosekunda to milionowa część sekundy, więc zmiana wydaje się niezauważalna, jednak dla systemów nawigacji kosmicznej oznacza narastający błąd pozycji liczony w metrach lub nawet kilometrach w skali czasu trwania misji.

Dodatkową komplikację stanowi długość doby księżycowej. Na powierzchni globu pełen cykl dnia i nocy trwa około 29,5 dnia ziemskiego, czyli blisko jeden miesiąc kalendarzowy. Oznacza to mniej więcej dwa tygodnie intensywnego nasłonecznienia, po których następują dwa tygodnie ciemności. W przeciwieństwie do Ziemi na Księżycu nie funkcjonuje żaden wspólny standard pomiaru czasu. Historycznie każda misja korzystała z czasu obowiązującego w centrum kontroli lotów. Apollo 11 operował według czasu strefy centralnej USA z Houston, natomiast współczesne misje chińskie korzystają z czasu standardowego Chin. Rosnąca liczba projektów badawczych oraz planowanych baz sprawia, że taki model przestaje być praktyczny i zwiększa ryzyko błędów komunikacyjnych.

Z tego powodu 2 kwietnia 2024 roku Biały Dom, poprzez Office of Science and Technology Policy, zobowiązał NASA do opracowania jednolitego standardu czasu dla Księżyca - nazwanego Coordinated Lunar Time (LTC) - najpóźniej do 31 grudnia 2026 roku. System będzie oparty na średniej wartości wskazań wielu zegarów atomowych rozmieszczonych na jego powierzchni, analogicznie do ziemskiego UTC. Według NASA wspólny standard umożliwi precyzyjne dokowanie statków kosmicznych, synchronizację transmisji danych oraz dokładne mapowanie powierzchni, ponieważ nawet odchylenia rzędu kilkudziesięciu mikrosekund potrafią zaburzyć trajektorię lądownika lub komunikację satelitarną w przestrzeni cislunarnej, czyli na obszarze między Ziemią a Księżycem oraz w jego sąsiedztwie.

Takie rozwiązanie będzie fundamentem przyszłej infrastruktury orbitalnej oraz powierzchniowej. Planowane systemy komunikacji, lądowniki robotyczne i załogowe misje Artemis wymagają synchronizacji czasu z dokładnością większą niż milionowa część sekundy. Nawet minimalne przesunięcia mogą prowadzić do błędów nawigacyjnych lub niezgodności map terenu. Z fizycznego punktu widzenia zegar na Księżycu wskazuje więc inną "godzinę" niż identyczny instrument na Ziemi - i właśnie dlatego przyszłe bazy będą funkcjonować według zupełnie nowej miary czasu.

Kto może wydobywać surowce na Księżycu?


Wydobywanie surowców na Księżycu jest prawnie dopuszczalne. Międzynarodowe prawo kosmiczne wprowadza rozróżnienie pomiędzy własnością terenu a własnością materialnych zasobów fizycznie pozyskanych z jego powierzchni. Powierzchnia Księżyca jest wspólnym dobrem ludzkości, jednak substancje wydobyte z regolitu mogą stać się własnością podmiotu, który przeprowadził ich ekstrakcję. Taki model prawny funkcjonuje już w legislacji kilku państw.

Luksemburg przyjął 20 lipca 2017 roku ustawę o eksploracji i wykorzystaniu zasobów kosmicznych, która wprost stanowi, że surowce pozaziemskie podlegają zawłaszczeniu przez prywatne przedsiębiorstwa po uzyskaniu zgody rządu. Podobne podejście obowiązuje w Stanach Zjednoczonych oraz Japonii, wpisując się w globalny trend tworzenia podstaw prawnych dla przyszłego górnictwa poza Ziemią.

Znaczenie tych regulacji rośnie wraz z rozwojem międzynarodowych porozumień dotyczących eksploracji Księżyca. Artemis Accords, ustanowione w 2020 roku przez NASA i Departament Stanu USA, tworzą ramy współpracy dla cywilnych misji kosmicznych i dopuszczają wykorzystanie zasobów pozaziemskich przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa oraz przejrzystości działań.

Według danych NASA z 26 stycznia 2026 roku, dokument podpisało już 61 państw, w tym Polska od 2021 roku. Sygnatariusze zobowiązali się do ustanawiania tzw. stref bezpieczeństwa wokół infrastruktury badawczej i instalacji wydobywczych. Takie obszary mają zapewniać wyłączność operacyjną bez przejęcia suwerenności nad fragmentem powierzchni globu, co stanowi istotną różnicę prawną w stosunku do klasycznego modelu własności naziemnej.

Realne zainteresowanie komercyjną eksploatacją Srebrnego Globu rośnie również w sektorze prywatnym. W 2025 roku amerykańska firma kosmiczna Interlune, założona przez byłego inżyniera NASA Roba Meyersona, zaprezentowała pełnowymiarowy prototyp autonomicznej koparki przeznaczonej do wydobycia helu‑3 z księżycowego gruntu. W tym samym roku przedsiębiorstwo zawarło również umowę z firmą Bluefors na dostawy tego izotopu w latach 2028-2037, przeznaczonego m.in. do chłodzenia komputerów kwantowych.

Według analiz opublikowanych 2 kwietnia 2026 roku, firma Interlune prowadzi program rozpoznania potencjalnych złóż w rejonie południowego bieguna Księżyca, obejmujący wcześniejsze misje mapowania z użyciem kamery multispektralnej oraz planowane loty pobierające próbki regolitu w kolejnych etapach projektu. Celem przedsięwzięcia jest identyfikacja najbardziej zasobnych obszarów przed rozpoczęciem próbnej ekstrakcji surowców w drugiej połowie obecnej dekady.

Poza helem‑3 Księżyc skrywa także inne zasoby o znaczeniu strategicznym. Należy do nich przede wszystkim lód wodny, wykorzystywany do produkcji paliwa rakietowego oraz powietrza i wody dla przyszłych baz, a także metale przemysłowe, takie jak tytan, aluminium i magnez obecne w jego gruncie. Regolit zawiera również metale ziem rzadkich wykorzystywane w elektronice oraz duże ilości krzemu, który może posłużyć do produkcji paneli fotowoltaicznych i materiałów budowlanych potrzebnych do wznoszenia infrastruktury na powierzchni globu.

Kto może wybudować bazę na Księżycu?


Traktat o przestrzeni kosmicznej z 1967 roku pozwala na prowadzenie badań oraz instalowanie infrastruktury na powierzchni ciał niebieskich, pod warunkiem działania w interesie całej ludzkości oraz bez ogłaszania suwerenności nad zajętym obszarem. A zatem państwo lub firma może postawić habitat, moduł badawczy albo instalację energetyczną, jednak grunt pod taką konstrukcją pozostaje dobrem wspólnym. Obiekt staje się własnością podmiotu, który go zbudował, natomiast powierzchnia globu pod nim zachowuje status neutralny w świetle prawa międzynarodowego.

Realizacja takiej koncepcji przebiega już w ramach programu Artemis. Projekt ma na celu ustanowienie długoterminowej obecności człowieka w rejonie południowego bieguna Księżyca przed końcem obecnej dekady. Instalacje księżycowe mają przyjmować formę modułowych habitatów, systemów magazynowania energii oraz zamkniętych układów podtrzymywania życia, wykorzystujących recykling powietrza i wody.

Równolegle rozwijany jest chińsko‑rosyjski projekt International Lunar Research Station (ILRS), zakładający budowę autonomicznej stacji naukowej na powierzchni globu jeszcze przed 2035 rokiem. Rosnące znaczenie sektora prywatnego zwiększa dynamikę całej inicjatywy. Firma SpaceX prowadzi testy systemu transportowego Starship, przystosowanego do przewozu ładunków oraz załóg na powierzchnię Księżyca w ramach kontraktu Human Landing System dla NASA. Takie konstrukcje wielokrotnego użytku umożliwią logistykę przyszłych baz, obejmującą dostawy wyposażenia, paneli słonecznych czy systemów osłony przed mikrometeoroidami oraz promieniowaniem kosmicznym.

Jak pachnie pył księżycowy?


Astronauci programu Apollo są w tej kwestii zgodni. Pył księżycowy pachnie jak spalony proch strzelniczy. Taką obserwację zgłosili zarówno uczestnicy misji Apollo 11, jak i Apollo 17 po powrocie do wnętrza modułu księżycowego i zdjęciu hełmów. Harrison "Jack" Schmitt, geolog uczestniczący w misji Apollo 17 w grudniu 1972 roku, relacjonował wprost, że świeżo przyniesiony do kabiny regolit miał zapach identyczny z pozostałością po oddanym strzale z broni palnej. Podobne skojarzenia zgłaszał również Gene Cernan, według którego woń przypominała atmosferę strzelnicy tuż po wystrzale z karabinu.

Wyjaśnienie tego zjawiska ma charakter chemiczny. W próżni kosmicznej zapach nie występuje, ponieważ brakuje powietrza umożliwiającego transport cząsteczek do receptorów węchowych. Regolit nabiera zapachu dopiero po kontakcie z tlenem w zamkniętym środowisku kabiny. Zdaniem naukowców powierzchnia świeżo rozdrobnionych ziaren pyłu zawiera tzw. nienasycone wiązania elektronowe - reaktywne miejsca powstałe wskutek bombardowania przez mikrometeoryty oraz promieniowanie słoneczne. Po zetknięciu z atmosferą wewnątrz modułu dochodzi do reakcji utleniania, analogicznej do tej, która zachodzi podczas spalania prochu.

Mikroskopijne cząstki regolitu mają nieregularny kształt i ostre krawędzie przypominające drobne fragmenty szkła. W przeciwieństwie do ziemskiego piasku nie uległy erozji wodnej ani wietrznej, dlatego zachowują strukturę zdolną do mechanicznego podrażniania komórek nabłonka płuc. Badania zespołu University of Technology Sydney z czerwca 2025 roku wskazują, że inhalacja drobin regolitu może prowadzić do podrażnienia dróg oddechowych wskutek ich właściwości ściernych. Pył powoduje kichanie, kaszel i łzawienie oczu u astronautów przebywających w module po spacerach księżycowych. Właśnie takie objawy zaobserwowano u Harrisona Schmitta podczas misji Apollo 17 - reakcję określoną później mianem "lunar hay fever", czyli księżycowego kataru siennego.

Projektowanie przyszłych habitatów będzie musiało zatem uwzględniać systemy hermetyzacji oraz mechanizmy usuwania pyłu z kombinezonów, ponieważ jego mikroskopijne cząstki wykazują zdolność penetracji filtrów i osadzania się w układzie oddechowym.

Czy na Księżycu panuje absolutna cisza?


Na powierzchni Księżyca panuje absolutna cisza w sensie akustycznym. Srebrny Glob praktycznie nie posiada atmosfery, czyli gazowej powłoki zdolnej do przenoszenia fal dźwiękowych. Dźwięk, rozumiany jako drgania cząsteczek powietrza, wymaga ośrodka materialnego. W próżni taka transmisja staje się niemożliwa. Nawet bardzo silny hałas, eksplozja lub krzyk astronauty nie zostaną przekazane dalej niż do wnętrza własnego hełmu skafandra.

Mimo braku dźwięku w klasycznym znaczeniu Księżyc wypełniają drgania mechaniczne o charakterze sejsmicznym. W latach 1969-1977 aparatura zainstalowana przez misje Apollo zarejestrowała setki tzw. moonquakes, czyli wstrząsów księżycowych generowanych przez naprężenia we wnętrzu globu oraz oddziaływania pływowe ze strony Ziemi. Modele opracowane przez zespoły Smithsonian Institution oraz Arizona State University w 2019 roku wskazują, że Księżyc kurczy się w tempie kilku milimetrów rocznie, co prowadzi do powstawania uskoków tektonicznych.

Cisza dotyczy wyłącznie fal akustycznych w próżni. Fale mechaniczne mogą jednak rozchodzić się poprzez kontakt bezpośredni z podłożem lub konstrukcją. Astronauta dotykający metalowej powierzchni lądownika odczuje wibrację wywołaną pracą urządzeń pokładowych, mimo że nie usłyszy żadnego dźwięku w otoczeniu.

Odległa półkula Księżyca posiada także wyjątkowe właściwości radiowe. Całkowite ekranowanie sygnałów emitowanych przez Ziemię sprawia, że obszar ten uznaje się za najcichsze środowisko radiowe w Układzie Słonecznym. Europejska Agencja Kosmiczna wskazała ten region jako potencjalną lokalizację przyszłych teleskopów radioastronomicznych, przeznaczonych do obserwacji najwcześniejszych faz ewolucji Wszechświata.

Źródła: nasa.gov, nature.com, unoosa.org


Woda na Księżycu. Jak ją wytworzyć? Polsat NewsPolsat News


Tego nikt wcześniej nie widział. Niezwykłe zdjęcia z misji Artemis II

Załoga Artemis II przesłała niesamowite zdjęcia. Takich jeszcze nie było!

Karolina Majchrzak

Po raz pierwszy w historii ludzie oddalili się od Ziemi tak bardzo i przy okazji zajrzeli tam, gdzie jeszcze nikomu się nie udało. Załoga misji Artemis II wraca z materiałami, które pomogą nam lepiej zrozumieć naszego naturalnego satelitę, a przy okazji dzieli się spektakularnymi obrazami, wyglądającymi jak z najdroższych hollywoodzkich produkcji science fiction.


Zaćmienie Słońca oglądane z perspektywy załogi misji Artemis II

Z perspektywy załogi Księżyc wydawał się wystarczająco duży, aby zapewnić prawie 54 minuty całkowitego zaćmienia SłońcaNASA domena publiczna


Kluczowym etapem misji Artemis II był siedmiogodzinny przelot wokół Księżyca, który odbył się 6 kwietnia 2026 roku. W jego trakcie statek kosmiczny Orion znalazł się po niewidocznej stronie globu, co oznaczało całkowitą utratę łączności z Ziemią na około 40 minut, ale to właśnie wtedy astronauci wykonali też jedne z najważniejszych zdjęć. Co więcej, Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen obserwowali powierzchnię, do której nie zbliżył się wcześniej żaden człowiek.

Czworo naszych astronautów misji Artemis II - Reid, Victor, Christina i Jeremy - zabrało ludzkość w niezwykłą podróż wokół Księżyca i przywiozło obrazy tak wyjątkowe i bogate naukowo, że będą inspirować kolejne pokolenia

Zaćmienie w kosmosie i uderzenia meteoroidów


Statek zbliżył się do Księżyca na 6545 kilometrów, by chwilę później oddalić się na rekordowe ponad 406 tysięcy kilometrów od Ziemi - dalej niż jakakolwiek załogowa misja w historii. W tym czasie załoga była świadkiem wielu unikatowych kosmicznych spektakli, w tym niemal godzinnego całkowitego zaćmienia Słońca - zjawiska obserwowanego z zupełnie innej perspektywy niż na Ziemi, a także uderzeń sześciu meteoroidów w powierzchnię Księżyca.


Księżyc z wyraźnie widocznymi kraterami w pierwszym planie oraz półksiężyc Ziemi na tle czarnej przestrzeni kosmicznej.

Zdjęcie zatytułowane "The Edge of Two Worlds"NASA domena publiczna



Widoczna powierzchnia Księżyca pokryta licznymi kraterami z jasnoniebieską Ziemią wynurzającą się zza jego krawędzi na tle czarnego kosmosu.

Zdjęcie "A New View of the Moon"NASA domena publiczna



ciemna, tajemnicza planeta po prawej stronie kadru z lekko podświetlonym konturem, na tle głębokiej czerni kosmosu z pojedynczym jasnym punktem świetlnym po lewej

Zaćmienie Słońca widoczne dla załogi misji Artemis II. Błyszczący obiekt z lewej strony to WenusNASA domena publiczna


Takie obserwacje są niezwykle rzadkie i mogą dostarczyć cennych danych o współczesnej aktywności bombardowania jego powierzchni. Dodatkowo uchwycono spektakularne obrazy Ziemi "zachodzącej" i "wschodzącej" nad krawędzią Księżyca - to widoki, które do tej pory były zarezerwowane głównie dla sond bezzałogowych.

Dlaczego niewidoczna strona Księżyca wciąż jest zagadką?


Zdjęcia wykonane podczas misji pokazują coś, co od lat intryguje naukowców. Niewidoczna strona Księżyca wygląda zupełnie inaczej niż ta zwrócona ku Ziemi, jest znacznie bardziej "poszarpana", pełna kraterów i niemal pozbawiona rozległych równin bazaltowych. Dla porównania widoczna strona to w dużej mierze gładkie, ciemne morza powstałe w wyniku dawnych erupcji wulkanicznych - po drugiej stronie takich struktur niemal nie ma.

To właśnie dlatego każdy nowy zestaw danych jest na wagę złota, a jak podkreśla NASA, załoga udokumentowała kratery, stare potoki lawy i pęknięcia powierzchni, które mogą pomóc odtworzyć geologiczną historię Księżyca.


powierzchnia Księżyca z licznymi kraterami o różnych rozmiarach, z jednym wyraźnie większym kraterem pośrodku sceny wyróżniającym się uniesioną krawędzią i centralnym wzniesieniem; tło to jaśniejsza, nierówna i kamienista powierzchnia księżycowa

Zbliżenie na krater Wawiłowa na krawędzi starszego i większego basenu Hertzsprunga wykonane przez załogę Artemis IINASA domena publiczna



powierzchnia Księżyca z licznymi kraterami i wyraźnymi strukturami geologicznymi, widoczna w półcieniu na tle czarnego nieba

Załoga misji Artemis II uchwyciła ponad dwie trzecie jego tarczy, ukazując szczegółowe struktury widocznej strony. W tym krater uderzeniowy Orientale, o średnicy ok. 965 km, który znajduje się na granicy między stroną widoczną i niewidocznąNASA domena publiczna


Najbardziej ryzykowny etap dopiero przed nimi


I choć największe emocje związane z obserwacjami są już za załogą, misja wciąż się nie zakończyła. Statek Orion jest obecnie w drodze powrotnej na Ziemię, a wodowanie zaplanowano na 11 kwietnia.

To właśnie ten etap może być najniebezpieczniejszy, wejście w atmosferę z ogromną prędkością i precyzyjne lądowanie w Oceanie Spokojnym zawsze stanowi jedno z największych wyzwań.

Artemis II to jednak dopiero początek, już teraz planowane są kolejne etapy programu, w tym Artemis III, który ma przetestować kluczowe manewry na orbicie okołoziemskiej oraz Artemis IV, zakładający załogowe lądowanie w rejonie południowego bieguna Księżyca.


Leasing w wersji online – jak działa nowa usługa mBanku?Content Studio


Tak daleko człowiek jeszcze nie był. Rekord odległości od Ziemi pobity

Karol Kubak

Ponad 400 tysięcy kilometrów od Ziemi i dalej niż kiedykolwiek wcześniej poleciał człowiek. Załoga Artemis II właśnie pobiła rekord ustanowiony ponad pół wieku temu przez Apollo 13, a chwilę później przesunęła granicę jeszcze dalej. To nie tylko symboliczny powrót na Księżyc, ale początek nowej ery eksploracji kosmosu.


Szczegółowe zdjęcie Księżyca w fazie ubywającej, widoczne kratery na tle czarnego nieba.

Artemis II pobił rekord najdalszego lotu człowiekaNASA domena publiczna


To moment, na który czekano od dekad. W poniedziałek, 6 kwietnia 2026 roku, czteroosobowa załoga misji Artemis II oddaliła się od Ziemi na rekordową odległość 400 171 kilometrów, bijąc wynik misji Apollo 13 z 1970 roku. Kilka godzin później osiągnięto maksimum - około 406 600 kilometrów (252 756 mil) od naszej planety. To najdalszy lot człowieka w kosmos w historii.

Na pokładzie statku Orion znajdują się amerykańscy astronauci Reid Wiseman, Victor Glover i Christina Koch oraz Kanadyjczyk Jeremy Hansen. Misja wystartowała 1 kwietnia z Florydy, a już sześć dni później przeszła do historii. Co ważne, to dopiero połowa ich podróży - statek zawraca i zmierza z powrotem na Ziemię.

Lot wokół Księżyca i powrót po ponad 50 latach


Artemis II to pierwsza załogowa misja wokół Księżyca od czasu Apollo 17 w 1972 roku. Przelot w pobliżu Srebrnego Globu trwał około siedmiu godzin. Astronauci znaleźli się w odległości około 6545 kilometrów od jego powierzchni i jako pierwsi od ponad pół wieku zobaczyli na własne oczy niektóre obszary niewidocznej z Ziemi strony Księżyca.

W trakcie lotu doszło też do planowanej 40-minutowej utraty łączności, gdy Księżyc zasłonił sygnał radiowy. To moment, który od lat jest częścią scenariuszy takich misji. Po wyjściu zza tarczy Księżyca Orion szybko odzyskał kontakt z centrum kontroli lotów.


kapsuła kosmiczna zanurzona w czerni kosmosu z widocznym małym, półksiężycowym Księżycem w oddali; w prawym górnym rogu logo NASA

Na żywo widać wschód Ziemi po tym, jak statek kosmiczny Orion wyłonił się zza Księżyca podczas przelotu Artemis II obok Księżyca.NASA domena publiczna



czterech astronautów w ciemnych koszulkach i jasnych spodniach znajduje się we wnętrzu stacji kosmicznej, w otoczeniu licznych urządzeń oraz worków zabezpieczonych siatką, na ścianie widoczne są flagi Stanów Zjednoczonych i Kanady oraz napis 'America 250'

Załoga Artemis II wzięła udział w rozmowie na żywo z prezydentem Donaldem J. Trumpem po historycznym przelocie obok Księżyca podczas szóstego dnia lotu.NASA domena publiczna


"Niech ten rekord nie przetrwa długo"


Po ogłoszeniu rekordu głos zabrał Jeremy Hansen. Jego słowa były jednymi z najbardziej emocjonalnych momentów misji.

- Z kabiny statku Integrity, gdy przekraczamy największą odległość, jaką kiedykolwiek osiągnęli ludzie od planety Ziemia, robimy to, oddając hołd niezwykłym wysiłkom i osiągnięciom naszych poprzedników w eksploracji kosmosu. Będziemy kontynuować naszą podróż jeszcze dalej w przestrzeń, zanim Matka Ziemia przyciągnie nas z powrotem do wszystkiego, co jest nam drogie. Ale przede wszystkim chcemy wykorzystać ten moment, aby rzucić wyzwanie temu i kolejnemu pokoleniu - żeby ten rekord nie przetrwał długo - wygłosił Hansen.


W stronę Księżyca. Misja Artemis II i nasz naturalny satelita

Ziemia widoczna z przestrzeni kosmicznej z wyraźnie zarysowanymi kontynentami, po lewej stronie Księżyc na tle czarnej pustki kosmosu.

Podczas przelotu załoga fotografowała kratery, dawne pola lawowe i pęknięcia powierzchni Księżyca. Astronauci obserwowali też rzadkie zjawiska, w tym "zachód Ziemi" za horyzontem Księżyca oraz niemal godzinne zaćmienie Słońca. Zarejestrowali również sześć błysków po uderzeniach meteoroidów.

Misja zakończy się 10 kwietnia wodowaniem na Pacyfiku. Zebrane dane posłużą kolejnym wyprawom programu Artemis, który ma doprowadzić do stałej obecności człowieka na Księżycu.

I jeszcze drobny opis zdjęcia głównego, bo przy takiej okazji nie wypada go zostawić z takim skromnym podpisem (zamieszczam je jeszcze raz, żebyście nie musieli przesuwać tekstu).


Duży, szczegółowy obraz Księżyca w fazie ubywającej z wyraźnie widocznymi kraterami oraz kontrastującą powierzchnią na tle głębokiej czerni nieba.

Artemis II pobił rekord najdalszego lotu człowiekaNASA domena publiczna


Na tym w pełni oświetlonym zdjęciu Księżyca, widoczna strona (półkula, którą widzimy z Ziemi) jest widoczna po prawej stronie. Można ją rozpoznać po ciemnych plamach pokrywających jej powierzchnię. Są to dawne strumienie lawy z wczesnego okresu aktywności wulkanicznej Księżyca. Duży krater na zachód od strumieni lawy to basen Orientale, krater o szerokości prawie 600 mil, który rozciąga się na bliższej i dalszej stronie Księżyca. Lewa połowa basenu Orientale nie jest widoczna z Ziemi, ale na tym zdjęciu mamy pełny widok krateru. Wszystko po lewej stronie krateru to niewidoczna strona, półkula, której nie widzimy z Ziemi, ponieważ Księżyc obraca się wokół własnej osi z taką samą prędkością, z jaką krąży wokół nas.

Źródło: NASA


Miłośnicy samolotów domagają się wydzielenia specjalnego miejsca do obserwacji© 2026 Associated Press


Kto poleci w kosmos? Virgin Galactic wraca z biletami dla turystów

Paula Drechsler

Virgin Galactic, firma należąca do Richarda Bransona, po długiej przerwie wraca do gry z ofertą na suborbitalne loty dla turystów. Pula dostępnych biletów jest mocno ograniczona, a opłata za miejsce - iście kosmiczna. Loty mają wystartować najwcześniej pod koniec 2026 roku. Zainteresowanie kosmiczną turystyką jest ogromne, mimo wysokiej ceny.


Richard Branson, założyciel Virgin Galactic z makietami statków kosmicznych i planet, na tle logo Virgin Group.

Richard Branson z Virgin GroupDrew Angerer / GETTY IMAGES NORTH AMERICAAFP


Czy Virgin Galactic jeszcze kiedyś poleci?


Virgin Galactic to przedsiębiorstwo należące do Richarda Bransona, założone w 2004 roku. Firma specjalizuje się m.in. w suborbitalnych lotach kosmicznych, realizacji naukowych misji badawczych oraz wynoszeniu na orbitę niewielkich satelitów.

Największe zainteresowanie budzi jednak możliwość udziału w "ogólnodostępnych" lotach kosmicznych - na liście oczekujących na taką podróż od razu znalazły się setki osób. W 2021 roku sam Richard Branson poleciał na granicę kosmosu jako astronauta nr 001 i pierwszy turysta swojej firmy. Niedługo później zrealizowano pierwsze komercyjne loty z udziałem prywatnych pasażerów.

W 2024 roku przedsiębiorstwo wstrzymało działalność turystyczną. Skoncentrowano się wówczas na opracowaniu nowej generacji statków kosmicznych "Delta" z myślą o zrewolucjonizowaniu turystyki kosmicznej. Teraz, po ok. dwuletniej przerwie, Virgin Galactic ponownie rozpoczyna sprzedaż biletów na loty dla kosmicznych turystów.

Kosmiczne loty turystyczne. Nowa pula biletów


Cena jednego miejsca na podróż z Virgin Galactic wynosi obecnie 750 000 dolarów, a liczba biletów jest ograniczona.

Dyrektor generalny firmy Michael Colglazier ogłosił podczas konferencji, że firma planuje zaoferować kilkadziesiąt miejsc na 90-minutowe suborbitalne loty turystyczne na pokładzie swojego statku kosmicznego SpaceShip, począwszy od końca 2026 roku lub początku 2027 roku.

- Udostępniliśmy limitowaną pulę 50 miejsc na loty kosmiczne, z których każde kosztuje 750 000 dolarów. Loty te zostaną wpisane do naszego harmonogramu zaraz po tym, jak odbędą się wyprawy obecnych członków naszej pionierskiej społeczności astronautów, z których wielu czeka na swój lot kosmiczny już od kilku lat - powiedział Colglazier.


W 2021 r. Virgin Galactic przeprowadziło pierwszy lot z załogą "kosmicznych turystów" - udział w locie wziął właściciel firmy, Richard Branson.Virgin Galacticmateriały prasowe


Kosmiczna turystyka przyciąga najbogatszych


Firma planuje wykonywać około czterech lotów kosmicznych miesięcznie, by z czasem zwiększyć tę liczbę do ośmiu, a następnie do dziesięciu lotów na miesiąc. 750 tys. dolarów za bilet jest "okazyjne" - cena ma wzrosnąć.

- Oczekujemy, że nasze ceny będą stopniowo rosły w perspektywie krótkoterminowej i średnioterminowej, a gdy tylko zakończy się pierwsza transza rezerwacji lotów kosmicznych, planujemy zakończyć sprzedaż na poziomie 750 000 dolarów - zaznaczył Colglazier.

Virgin Galactic jest obecnie jedyną taką opcją dostępną dla osób prywatnych, pragnących zrealizować marzenia o suborbitalnej podróży.

Blue Origin, przedsiębiorstwo przemysłu kosmicznego założone przez Jeffa Bezosa, największy rywal Virgin Galactic, ogłosiło bowiem przerwę w realizacji prywatnych lotów. Przedstawiciele Blue Origin informowali w styczniu br. o co najmniej dwuletnim zawieszeniu oferty kosmicznej turystyki, by skupić się na innych projektach, m.in. dotyczących powrotu człowieka na Księżyc.

Jak podaje The Independent, należąca do Elona Muska firma SpaceX również stopuje z kosmiczną turystyką i skupia się obecnie na innych projektach.


Wyjątkowe tramwaje w Budapeszcie. "Można je naprawić młotkiem i pilnikiem"© 2026 Associated Press


Najważniejsze godziny Artemis II. Astronauci zaczęli obserwację Księżyca

Marcin Jabłoński

Kapsuła Orion pobiła prawie 56-letni rekord, największego dystansu od Ziemi jaki osiągnął człowiek. Misja Artemis II weszła już w kluczową fazę lotu tuż nad Księżycem, przybliżając ludzkość do powrotu na Srebrny Glob.


Okrąg bliskiej i niewidocznej części Księżyca na tle czarnej materii kosmosu

Artemis II już pobił kosmiczny rekord. Czekano na to prawie 56 latNASA


Około godz. 19:57 czasu polskiego kapsuła Orion misji Artemis II pobiła rekord misji Apollo 13 z 15 lipca 1970 roku, czyli największej odległości od Ziemi na jaką dotarł człowiek, przekraczając dystans 400 171 kilometrów.

Około 20:45 czasu polskiego rozpoczął się najważniejszy etap misji Artemis II - przelot nad Księżycem. W ciągu parku godzin czteroosobowa załoga astronautów będzie wykonywać zdjęcia i raporty z obserwacji odległej strony Księżyca - jako pierwsi ludzie w historii. Zobaczą struktury, jakich jeszcze nie widział człowiek.


fragment modułu kosmicznego na tle półksiężyca z wyraźnymi szczegółami powierzchni Księżyca oraz głęboką czernią kosmosu w tle

Niewidoczna strona Księżyca w obiektywie zewnętrznej kamery kapsuły OrionNASA


Kluczowy moment misji Artemis II


Około godziny 0:45 już 7 kwietnia nastąpi tymczasowe utracenie łączności z załogą. O 1:02 Orion osiągnie najbliższy dystans do powierzchni Księżyca. O 1:07 planowane jest osiągnięcie odległości największego oddalenia kapsuły od Ziemi i ustalenie tym nowego rekordu - około 406 778 kilometrów.

Przywrócenie łączności z załogą Oriona planowane jest na godzinę 1:25. O 2:35 kapsuła wejdzie w strefę zaćmienia Słońca przez Księżyc, która potrwa do godz. 3.32 po czym zakończy się najważniejszy czas obserwacji. Po tym sporządzone materiały i zdjęcia zostaną omówione z naukowcami NASA.


Księżyc w fazie przybywającej, widoczne szczegóły powierzchni, takie jak kratery i morza księżycowe, na tle czarnego, bezchmurnego nieba.

Zdjęcie zrobione przez załogę kapsuły Orion niedługo przed rozpoczęciem obserwacji Księżyca. Lewa połowa Orientale nie jest widoczna z ZiemiNASA


Droga do powrotu człowieka na Księżyc


Artemis II to drugi etap programu Artemis. Pierwsza misja, Artemis I, była bezzałogowym lotem testowym w 2022 roku. Teraz NASA sprawdza, jak statek Orion i rakieta Space Launch System zachowują się w realnych warunkach z astronautami na pokładzie. To kluczowy krok, bo kolejne misje mają na celu doprowadzić do stałej obecności człowieka na Księżycu, a w dalszej perspektywie do lotów na Marsa.

Zakończenie misji Artemis II powodzeniem pozwoli na realizację Artemis III w 2027 roku. Wtedy astronauci mają polecieć w kierunku Księżyca i przygotować się do lądowania z wykorzystaniem komercyjnych lądowników. Artemis IV, planowany na 2028 rok, ma już obejmować załogowe lądowanie w rejonie południowego bieguna Księżyca.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


Co stało się z gwiazdą ASASSN-24fw, która zniknęła z nieba na 200 dni?

Co stało się z gwiazdą ASASSN-24fw, która zniknęła z nieba na 200 dni?

Julia Król

Astronomowie odkryli, że gwałtowne przyciemnienie gwiazdy ASASSN-24fw było spowodowane przez ogromny system pierścieni otaczający masywny obiekt krążący wokół niej. Pierścienie te, swoim rozmiarem porównywalne z połową odległości między Słońcem a Merkurym, niemal całkowicie zasłoniły światło gwiazdy na 200 dni.


Jasny pomarańczowy dysk pyłu wokół gwiazdy ASASSN-24fw, z czerwoną planetą po lewej stronie.

Zagadkowe przyciemnienie gwiazdy. Olbrzymie pierścienie wokół ASASSN-24fw wyjaśnione przez astronomówS. Shah i wsp. (CC BY 4.0)materiał zewnętrzny


Gwiazda zniknęła z nieba na 200 dni. Co się stało?


Astronomowie rozwiązali zagadkę niezwykłego zjawiska, które przez długi czas pozostawało niewyjaśnione. Chodzi o gwiazdę, która nagle niemal całkowicie straciła swój blask - i to na blisko 200 dni. ASASSN-24fw znajduje się 3200 lat świetlnych od nas i dekadami nie wyróżniała się niczym szczególnym, aż pod koniec 2024 roku przygasła do zaledwie 3 procent swojej normalnej jasności. Spadek był ekstremalny.

Początkowo naukowcy nie byli pewni, co mogło spowodować tak dramatyczne przyciemnienie. Gwiazdy potrafią zmieniać swoją jasność, ale aż tak duże i długotrwałe spadki są niezwykle rzadkie. Z czasem jednak pojawiła się najbardziej prawdopodobna hipoteza.

Za całe zjawisko odpowiada najpewniej ogromny obiekt krążący wokół gwiazdy. Może to być brązowy karzeł albo planeta o masie znacznie większej niż Jowisz. Jednak kluczowy nie jest sam obiekt, lecz to, co go otacza.

Według badaczy ciało to posiada gigantyczny system pierścieni, który można porównać do kosmicznego dysku. Gdy znalazł się on na linii między gwiazdą a Ziemią, zasłonił niemal całe jej światło. Struktura ta przypomina ogromny latający spodek, złożony z pyłu i gazu. Jest tak rozległa, że bez problemu może przyćmić swoją gwiazdę niemal całkowicie. Rozciąga się na około 0,17 jednostek astronomicznych, co jest porównywalne z połową odległości między Słońcem a Merkurym.


Jasna gwiazda otoczona wirującym dyskiem pyłu, w oddali czerwona planeta oraz pierścień materii oddzielony od głównego dysku na tle czarnej przestrzeni kosmicznej.

Wizja artystyczna gwiazdy ASASSN-24fw po zaćmieniuS. Shah i wsp. (CC BY 4.0)materiał zewnętrzny


Rzadkie zjawisko i naukowa okazja


Takie ustawienie obiektów w przestrzeni jest wyjątkowo rzadkie, dlatego astronomowie uznają to odkrycie za niezwykle cenne. Dzięki niemu mogą badać systemy pierścieni na skalę planetarną, poza naszym kosmicznym sąsiedztwem.

Obserwacje tego typu pomagają lepiej zrozumieć, jak powstają planety i ich otoczenie, a także jak mogą wyglądać egzotyczne układy planetarne w innych częściach galaktyki.

Zespół badaczy chce teraz zmierzyć temperaturę, status ewolucyjny, skład chemiczny i wiek gwiazdy, która uległa przyćmieniu.

Naukowcy spodziewają się, że gwiazda ta znów przygaśnie za około 42-43 lata. Wówczas będzie można przeprowadzić dalsze analizy, które pozwolą dowiedzieć się więcej o tym fascynującym systemie.

Choć zagadka została w dużej mierze rozwiązana, to samo zjawisko pokazuje, jak wiele jeszcze nie wiemy o Wszechświecie.


Miłośnicy samolotów domagają się wydzielenia specjalnego miejsca do obserwacji© 2026 Associated Press


Artemis II zbliża się do celu. Kluczowe godziny przed nami

Artemis II zbliża się do celu. Kluczowe godziny przed nami

Marcin Jabłoński

Kapsuła Orion misji Artemis II weszła już w strefę wpływu grawitacyjnego Księżyca. Oznacza to, że niewiele pozostało do najważniejszego etapu, czyli przelotu nad naszym naturalnym satelitą i pobicia rekordu największej odległości jak człowiek był poza Ziemia.


Jasna strona Księżyca w pełnym oświetleniu na tle ciemnej przestrzeni kosmosu

Misja Artemis II zbliża się do kluczowego momentu i pobicia jednego z największych rekordów ludzkości123RF/PICSEL


Dziś w wielkanocny poniedziałek około godziny 6:41 7 czasu polskiego kapsuła Orion weszła w strefę wpływu grawitacyjnego Księżyca. Oznacza to, że bardziej odczuwa przyciąganie naturalnego satelity niż naszej rodzimej planety.

O 19.56 czasu polskiego Orion pobije rekord misji Apollo 13 z 1970 roku, największej odległości człowieka od Ziemi - 400 171 km. Ostatecznie kapsuła zbliży się na odległość 6550 kilometrów od Księżyca, będąc 406 778 kilometrów od Ziemi.

Najważniejszy moment Artemis II


Około godziny 20:45 czasu polskiego NASA przewiduje rozpoczęcie najważniejszego etapu misji Artemis II, czyli przelotu kapsuły Orion bezpośrednio nad Księżycem, przede wszystkim jego niewidoczną stroną. Astronauci misji - Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen - będą pierwszymi ludźmi w historii, który bezpośrednio spojrzą na niezbadaną część Księżyca. Około godziny 0:45 już 7 kwietnia nastąpi tymczasowe utracenie łączności z załogą. O 1:07 planowane jest osiągnięcie odległości największego oddalenia Oriona od Ziemi. O 1:25 przewidywane jest wznowienie łączności z załogą, gdy kapsuła wyłoni się zza Księżyca.


księżyc w fazie przybywającej widoczny z dużą ilością szczegółów na powierzchni, wyraźne kratery i nierówności, ciemne tło bez żadnych dodatkowych obiektów

Nowe zdjęcie z misji Artemis II na którym widać nowym zdjęciu po prawej stronie widać po lewej stronie niewidoczną stronę Księżycanasaimages/NASAmateriał zewnętrzny


Podczas przelotu astronauci będą mogli obserwować jednocześnie Ziemię i Księżyc, a nawet zaćmienie Słońca, podczas którego gwiazda z perspektywy kapsuły zniknie za Księżycem. Podczas przelotu nad naszym satelitą zadaniem astronautów będzie obserwacja i robienie fotografii powierzchni niewidocznej strony Księżyca. O tym co czeka załogantów misji Artemis II w kolejnych dniach możesz przeczytać na łamach Interii GeekWeek.

Droga do powrotu człowieka na Księżyc


Artemis II to drugi etap programu Artemis. Pierwsza misja, Artemis I, była bezzałogowym lotem testowym w 2022 roku. Teraz NASA sprawdza, jak statek Orion i rakieta Space Launch System zachowują się w realnych warunkach z astronautami na pokładzie. To kluczowy krok, bo kolejne misje mają na celu doprowadzić do stałej obecności człowieka na Księżycu, a w dalszej perspektywie do lotów na Marsa.

Zakończenie misji Artemis II powodzeniem pozwoli na realizację Artemis III w 2027 roku. Wtedy astronauci mają polecieć w kierunku Księżyca i przygotować się do lądowania z wykorzystaniem komercyjnych lądowników. Artemis IV, planowany na 2028 rok, ma już obejmować załogowe lądowanie w rejonie południowego bieguna Księżyca.


Czy ultradźwięki mogą uratować jeże przed śmiercią na drogach?© 2026 Associated Press


Tajemnica ekspansji kosmosu. Czy Księżyc oddala się od Ziemi?


W skrócie

  • Obserwacja czwartego pojawienia się światła supernowej SN Requiem ma umożliwić dokładniejsze wyznaczenie stałej Hubble'a i określenie tempa rozszerzania się wszechświata.

  • Rozbieżności w pomiarach stałej Hubble'a wynikają z zastosowania dwóch głównych metod, które dają różne wyniki i prowadzą do tzw. napięcia Hubble'a, które naukowcy próbują rozwiązać przy użyciu nowych technik, takich jak kosmografia z opóźnieniem czasowym.

  • Oddalanie się Księżyca od Ziemi nie jest skutkiem ekspansji wszechświata, lecz wynika z efektów pływów morskich związanych z oddziaływaniami grawitacyjnymi i ruchem obrotowym Ziemi.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Ten sam wybuch supernowej będzie obserwowany czwarty raz


Kosmolodzy i astronomowie z niecierpliwością wyczekują ponownego pojawienia się światła gwiazdy, która eksplodowała miliardy lat temu. Sherry Suyu, kosmolożka z Instytutu Astrofizyki Maxa Plancka, przewiduje, że supernowa znana jako SN Requiem rozbłyśnie na niebie po raz czwarty w ciągu najbliższych 2 lat. Choć gwiazda ta uległa zniszczeniu tylko raz, jej agonia jest odtwarzana wielokrotnie. Jak to możliwe?

Powtarzający się obraz wybuchu supernowej dociera do nas dzięki zjawisku soczewkowania grawitacyjnego. Potężna gromada galaktyk, znajdująca się między Ziemią a supernową, działa jak gigantyczne szkło powiększające, zaginając światło i zmuszając je do podróży różnymi trasami. Ponieważ każda z tych dróg ma inną długość, obrazy eksplozji docierają do nas w różnych odstępach czasu. Pierwsze trzy błyski zaobserwowano w 2016 roku. Obecnie naukowcy przygotowują się do uchwycenia kolejnej powtórki tego widowiska.

Naukowcy wypatrują obrazu zniszczenia sprzed miliardów lat przy użyciu Teleskopu Hubble'a oraz Teleskopu Jamesa Webba. Precyzyjne odnotowanie momentu ponownego pojawienia się SN Requiem ma jednak znaczenie dalece wykraczające poza samą obserwację rzadkiego zjawiska. Pozwoli ono na dokładne zmierzenie odległości do galaktyki macierzystej gwiazdy, co z kolei umożliwi precyzyjne wyliczenie stałej Hubble'a - parametru określającego tempo rozszerzania się wszechświata oraz jego wiek, który w przybliżeniu wynosi 13,8 miliarda lat.

Kosmolodzy mają sposób, by rozwiązać problem ze stałą Hubble'a


Stałą Hubble'a, czyli stała fizyczna określająca tempo rozszerzania się wszechświata, choć teoretycznie jest niezmienna, to jej dokładna wartość nie została jeszcze odkryta. Obecne szacunki podają jej wartość w przedziale ok. 67-68 lub 73-74 km/s/Mpc, czyli kilometrów na sekundę na megaparsek. Obie wartości obliczono z marginesem błędu rzędu ok. 1%. Problem z jednoznacznym wyznaczeniem tej wartości polega na tym, że obecnie istnieją dwie główne metody pomiaru i każda z nich daje inny wynik.

Ta rozbieżność w pomiarach doprowadziło do trwającego od dekady impasu zwanego napięciem Hubble'a. Tradycyjne metody, oparte na obserwacji obiektów w pobliskim wszechświecie, wskazują na szybszą ekspansję. Z kolei analizy mikrofalowego promieniowania tła, będącego echem Wielkiego Wybuchu, sugerują znacznie niższą wartość. Ta niezgodność podważa fundamenty współczesnej kosmologii, sugerując, że nasze rozumienie ciemnej materii i ciemnej energii może być niepełne.

Istnieją już jednak obiecujące sposoby na przełamanie tego impasu. Obejmują one m.in. metodę kosmografii z opóźnieniem czasowym, którą stosuje zespół Sherry Suyu. W przeciwieństwie do standardowych metod, ta "trzecia droga" nie opiera się na jasności gwiazd, która może być zaburzona przez pył kosmiczny, lecz na czystej geometrii i teorii grawitacji Einsteina.

Jeżeli supernowa SN Requiem rozbłyśnie na niebie jeszcze w 2026 roku, potwierdzi ona rację astronomów opowiadających się za szybszym tempem ekspansji. Jeśli jednak rozbłyśnie później, wzmocni pozycję zwolenników wolniejszego tempa. Nadchodzące lata mogą przynieść ostateczne rozwiązanie tego sporu, a pomogą w tym nowoczesne instrumenty pomiarowe. "Mamy teraz technikę czekającą w kulisach… i właśnie zamierzamy odsłonić kurtynę" - skomentował amerykański astrofizyk i noblista Saul Perlmutter.

Wszechświat jak balon z kropkami. Coś go ciągle nadmuchuje


Wszystkie wyliczenia i obserwacje astronomiczne wskazują na to, że wszechświat nie jest statycznym bytem, lecz dynamicznie rozszerzającą się przestrzenią. Choć nasze codzienne doświadczenie sugeruje, że świat wokół nas pozostaje niezmienny, to przestrzeń w rzeczywistości ma zdolność do rozszerzania się lub kurczenia pod wpływem materii i energii.

Doskonałą ilustracją tego procesu jest metafora nadmuchiwanego balonu pokrytego kropkami. W miarę jak balon wypełnia się powietrzem, wszystkie kropki oddalają się od siebie nawzajem. W skali kosmicznej tymi kropkami są galaktyki, a ich ruch nie wynika z przemieszczania się przez próżnię, lecz z faktu, że przestrzeń między nimi ulega ciągłemu rozciągnięciu.

Naukowcy nie wiedzą dokładnie, dlaczego tak się dzieje. Możliwym wyjaśnieniem jest ciemna energia, stanowiąca około 68% wszystkiego, co istnieje. Jest to właściwie robocza nazwa dla tajemniczej siły, która wypełnia całą przestrzeń i rozpycha ją od środka. Jej natura wciąż pozostaje zagadką. Czy to również z tego powodu Księżyc powoli nam ucieka?

Księżyc oddala się od Ziemi. Ale nie wskutek kosmicznej ekspansji


Księżyc oddala się od Ziemi w tempie około 3,8 cm rocznie. Nie jest to jednak spowodowane rozszerzaniem się wszechświata, które jest zjawiskiem obserwowanym w ogromnych skalach kosmologicznych - między galaktykami, które nie są ze sobą związane grawitacyjnie. W mniejszych skalach, takich jak nasz Układ Słoneczny czy nawet nasza galaktyka, grawitacja jest na tyle silna, że przeciwdziała sile rozciągającej wynikającej z ekspansji. Grawitacja działająca niczym kosmiczny klej, a także znacznie silniejsze od niej wiązania chemiczne między cząstkami, zapobiegają rozpadowi planet czy księżyców.

Mimo to jednak odległość do Księżyca stale rośnie. Odpowiadają za to pływy morskie. Ponieważ Księżyc przyciąga masy wody na Ziemi, tworzy na jej powierzchni charakterystyczne wybrzuszenia pływowe. Gdyby Ziemia stała w miejscu, wybrzuszenia te znajdowałyby się dokładnie na linii łączącej środki obu ciał. Nasza planeta obraca się jednak wokół własnej osi znacznie szybciej, niż Księżyc okrąża Ziemię, co powoduje, że rotacja planety "przepycha" te masy wody nieco do przodu, przed aktualną pozycję Księżyca.

Ta przesunięta masa wody wywiera na Księżyc dodatkowe przyciąganie grawitacyjne, które działa jak niewidzialna lina ciągnąca go do przodu na jego orbicie. W fizyce takie pociągnięcie oznacza przekazanie energii orbitalnej. Księżyc przyspiesza, a zgodnie z prawami mechaniki nieba obiekt o większej energii musi poruszać się po szerszej orbicie. Jednocześnie dochodzi do zachowania momentu pędu w całym układzie, co odbywa się kosztem rotacji Ziemi. Tarcie mas wody o dno oceanów sprawia, że nasza planeta bardzo powoli wyhamowuje, a "skradziona" w ten sposób energia pozwala Księżycowi na powolną ucieczkę w głąb kosmosu.

Choć Księżyc się oddala, prawdopodobnie nigdy nie opuści pola grawitacyjnego Ziemi. Zanim mogłoby do tego dojść, za 5 miliardów lat nastąpi śmierć Słońca. Pewne zmiany nastąpią jednak dużo wcześniej. Za 600 mln lat będzie miało miejsce ostatnie całkowite zaćmienie Słońca, bowiem Księżyc na niebie stanie się za mały, by je przesłonić. Ponadto wskutek spowolnionego ruchu obrotowego Ziemi doba będzie się nadal wydłużać. Około 200 mln lat temu doba trwała ok. 23 godzin, dziś trwa 24 godziny, a za kolejne 180-200 mln lat trwać będzie już 25 godzin. Pytanie, czy na Ziemi będą jeszcze żywe istoty zdolne tego doświadczyć.

Źródła:

  1. D. Clery. Cosmic illusions. Reappearing flashes from deep space, lensed by gravity, could resolve a dispute over the speed of the expanding universe. Science (2026). doi: 10.1126/science.z8h9yll

  2. V. Scottez. How do we know the Universe is expanding?. Euclid Consortium (2023).

  3. S. DiKerby. The moon is getting slightly farther away from the Earth each year - a physicist explains why. Space (2025).


Czy ultradźwięki mogą uratować jeże przed śmiercią na drogach?© 2026 Associated Press


Otrzymane przedwczoraj

NASA publikuje jubileuszowe zdjęcia Marsa z sondy MRO

Jubileuszowe zdjęcia Marsa ujawnione przez NASA. Co skrywa Czerwona Planeta?

Julia Król

NASA opublikowała wyjątkowe fotografie Marsa wykonane przez sondę Mars Reconnaissance Orbiter z okazji jubileuszu jej pracy na orbicie planety. Zdjęcia ujawniają niezwykłe krajobrazy i szczegóły powierzchni Czerwonej Planety, które zwykle są niedostępne dla obserwatorów z Ziemi. Misja sondy nie ogranicza się jednak tylko do robienia zdjęć - urządzenie dostarcza również cennych danych naukowych, poszukując śladów wody i analizując warunki, które mogłyby sprzyjać życiu.


Niezwykłe obrazy Marsa odkryte przez sondę NASA.

Niezwykłe obrazy Marsa odkryte przez sondę NASA.NASA/JPL-Caltech/University of Arizonamateriał zewnętrzny


Zdjęcia Marsa z okazji jubileuszu sondy NASA


Amerykańska agencja kosmiczna NASA opublikowała serię spektakularnych zdjęć Marsa, aby uczcić ważny jubileusz jednej ze swoich sond krążących wokół Czerwonej Planety. Fotografie pokazują powierzchnię planety w niezwykłych barwach i szczegółach, odsłaniając krajobrazy, które trudno dostrzec z Ziemi.

W sierpniu 2005 roku NASA wystrzeliła sondę Mars Reconnaissance Orbiter, która rok później, 10 marca, weszła na orbitę Czerwonej Planety. Dane przesłane na Ziemię przez sondę MRO ukazały badaną planetę z niespotykanymi dotąd szczegółami i przez lata pomagały naukowcom dowiedzieć się więcej o tej fascynującej planecie.

Sonda ma m.in. poszukiwać śladów wody, która mogła występować tam zarówno w przeszłości, jak i obecnie, oraz zrozumieć, w jaki sposób zmieniła ona powierzchnię planety. Podczas swoich prac MRO odkrył oznaki, że ciekła woda może sezonowo pojawiać się na Marsie. To pomogło ocenić potencjał planety do podtrzymywania życia mikrobiologicznego. Sonda odgrywa również kluczową rolę między Ziemią a łazikami eksplorującymi powierzchnię planety. Działa jako kosmiczny przekaźnik, co pomogło już w tysiącach sesji komunikacyjnych podczas marsjańskich misji.

Chociaż prace naukowe są niezwykle istotne, najlepiej znamy tę sondę z niesamowitych zdjęć, które wykonuje ze swojej orbity na wysokości około 250-316 km.

Nowe zdjęcia Czerwonej Planety wciąż są przydatne


Chociaż Mars jest badany przez sondy od ponad dwóch dekad, nowe zdjęcia wciąż zaskakują naukowców. Dzięki wysokiej rozdzielczości obrazów możliwe jest obserwowanie zmian na powierzchni planety - od przemieszczających się wydm po szczegóły geologiczne, które mogą zdradzać historię klimatu i obecności wody.

NASA zamierza korzystać z orbitera MRO tak długo, jak będzie on w dobrym stanie technicznym i nie zabraknie mu paliwa. Obecny harmonogram przewiduje, że misja potrwa przynajmniej do końca lat dwudziestych tego wieku, a możliwe, że nawet dłużej.


Sprzedają swoje pomysły, stojąc w przeręblach lodowatego Bałtyku© 2026 Associated Press


Robaczy Księżyc już 3 marca. Najważniejsza pełnia początku wiosny

Jacek Waśkiel

3 marca 2026 przypada pełnia Księżyca (Robaczy Księżyc) i uznawana za symboliczne otwarcie wiosennej części astronomicznego kalendarza. W tym roku maksimum zjawiska wypadnie w środku dnia, jednak nie wyklucza to obserwacji. Już wieczorem i w nocy Księżyc będzie widoczny jako oświetlona tarcza, wyraźnie zaznaczona nad horyzontem.


Jasny księżyc w pełni otoczony ciemnymi, przysłaniającymi go chmurami na nocnym niebie.

Marcowa pełnia księżyca to ważny moment w kalendarzu astronomicznym.M.LasykMarek Lasyk/REPORTER



Spis treści:

  1. Dlaczego Robaczy Księżyc? Tajemnica nazwy marcowej pełni

  2. Kiedy wypada maksimum zjawiska? Dokładna data i godzina pełni

  3. Jak obserwować pełnię Księżyca? Poradnik dla astroamatorów

  4. Jak zrobić dobre zdjęcie pełni Księżyca?

Dlaczego Robaczy Księżyc? Tajemnica nazwy marcowej pełni


Określenie Robaczy Księżyc nie pochodzi z języka astronomii, lecz z tradycji ludowych Ameryki Północnej, które porządkowały rok według cyklu przyrody. W przekazach przypisywanych rdzennym społecznościom marcowa pełnia była momentem, gdy zmarznięta przez miesiące ziemia zaczynała się ogrzewać, a na jej powierzchni pojawiały się ślady aktywności bezkręgowców, przede wszystkim dżdżownic. To właśnie te pierwsze oznaki biologicznego ożywienia stały się punktem odniesienia dla nazwy, która przetrwała do czasów współczesnych.

Pełnia tego typu nie wyróżnia się kolorem ani rozmiarem, ponieważ jest to standardowa faza naszego naturalnego satelity, w której cała widoczna z ziemi półkula jest oświetlona przez Słońce.

W 2026 roku dodatkową uwagę przyciąga fakt, że tego samego dnia dochodzi do całkowitego zaćmienia Księżyca, czyli przejścia przez cień Ziemi, co w sprzyjających warunkach skutkuje ciemnoczerwonym odcieniem tarczy. Jednak z terytorium Polski zjawisko to nie będzie widoczne, ponieważ kluczowe fazy przypadną w czasie, gdy Księżyc znajduje się poniżej horyzontu.

W efekcie krajowi obserwatorzy zobaczą jasną, pełną tarczę bez etapu zaćmienia, mimo że w globalnym kalendarzu astronomicznym oba wydarzenia zapisane są pod tą samą datą.

Warto przy tej okazji zaznaczyć, że drugie zaćmienie Księżyca w 2026 roku nastąpi 28 sierpnia i będzie można go obserwować w Polsce, choć z pewnymi ograniczeniami.

Kiedy wypada maksimum zjawiska? Dokładna data i godzina pełni


Astronomiczne maksimum Robaczego Księżyca w Polsce przypada 3 marca 2026 roku o godzinie 12:37, choć w niektórych tabelach pojawia się minuta lub dwie różnicy, co wynika z odmiennych sposobów zaokrąglania danych efemerydalnych. Warto przy tym pamiętać, że ten moment oznacza dokładne ustawienie Ziemi pomiędzy Słońcem a Księżycem, a nie jedyną szansę na obserwację. Tarcza sprawia wrażenie pełnej już kilkanaście godzin wcześniej i pozostaje niemal w całości oświetlona także następnej nocy. Dla obserwatorów w Polsce kluczowe są więc wieczory 2 i 3 marca, kiedy Księżyc znajduje się nad horyzontem i można go oglądać w naturalnym, nocnym kontekście.

W Warszawie 2 marca Księżyc wschodzi około 16:08, a dzień później około 17:30, niemal równocześnie z zachodem Słońca, który 3 marca przypada około 17:18. Oznacza to, że najkorzystniejsze warunki wizualne pojawiają się krótko po zmroku, gdy tarcza unosi się nisko nad linią zabudowy i pozostaje dobrze widoczna aż do świtu, około 06:16. Warto pamiętać, że w fazie pełni Księżyc wschodzi w pobliżu zachodu Słońca i zachodzi o świcie, dlatego noc obserwacyjna jest długa, lecz jakość obrazu poprawia się wraz z jego wznoszeniem się wyżej nad horyzont. Z tego powodu spokojną i komfortową obserwację można zaplanować zarówno wieczorem 2 marca, jak i 3 marca, traktując samo południowe maksimum wyłącznie jako punkt odniesienia.

Jak obserwować pełnię Księżyca? Poradnik dla astroamatorów


Pełnia Księżyca należy do najprostszych zjawisk możliwych do zaobserwowania gołym okiem. W tej fazie światło słoneczne pada na tarczę niemal frontalnie, przez co cienie w kraterach są krótkie, a kontrast między strukturami powierzchni wyraźnie słabszy niż podczas pierwszej czy ostatniej kwadry. Wówczas można zauważyć jasny, równomiernie oświetlony dysk z wyraźnymi plamami mórz księżycowych, ale dopiero prosta lornetka o parametrach 7×50 lub 10×50 pozwala dostrzec większe kratery i lepiej oddzielić ciemniejsze obszary od jaśniejszych wyżyn.

Istotne znaczenie ma nie tylko optyka, lecz także wybór miejsca i momentu obserwacji. Najbardziej efektowny widok pojawia się krótko po wschodzie Księżyca, gdy znajduje się nisko nad horyzontem i może zostać zestawiony z linią zabudowy, drzewami lub otwartą przestrzenią, co ułatwia orientację i buduje skalę. Przed wyjściem warto sprawdzić nie tylko prognozę zachmurzenia, lecz również obecność zamglenia i wilgotności powietrza, ponieważ cienka warstwa chmur potrafi rozproszyć światło i zamienić tarczę w jednolitą, prześwietloną plamę. Należy również unikać obserwacji nad nagrzanymi dachami i asfaltowymi powierzchniami, gdzie unoszące się masy powietrza pogarszają ostrość obrazu, szczególnie przy mocniejszym powiększeniu.

Jak zrobić dobre zdjęcie pełni Księżyca?


Widok pełni niemal zawsze wywołuje ten sam odruch: osoby zachwycone jasną tarczą unoszącą się nad miastem lub linią drzew sięgają po telefon, próbując natychmiast zatrzymać ten obraz w kadrze. Niestety najczęściej w galerii ląduje rozmyta, prześwietlona plama, która nie przypomina widoku z rzeczywistości. Problem nie leży w samym sprzęcie, lecz w automatyce, która traktuje nocne niebo jak ciemną scenę i próbuje je rozjaśnić, podczas gdy Księżyc w pełni jest silnie oświetlonym obiektem wymagającym krótkiego czasu ekspozycji. Aby zachować szczegóły mórz księżycowych i zarys większych kraterów, warto obniżyć ekspozycję, a w aparacie z trybem ręcznym ustawić parametry zbliżone do ISO 100, przysłony f/8 do f/11 oraz czasu w przedziale około 1/125 do 1/250 sekundy, a następnie skontrolować histogram i skorygować ustawienia zależnie od przejrzystości powietrza.

Kolejnym wyzwaniem jest stabilność i kompozycja, szczególnie gdy w kadrze ma się znaleźć coś więcej niż sama tarcza. Przy dłuższej ogniskowej nawet minimalne drgania powodują utratę detalu, dlatego statyw, podparcie o stały element architektury lub użycie samowyzwalacza znacząco zwiększają szanse na ostre ujęcie. Smartfony, które nie dysponują teleobiektywem, nie radzą sobie z agresywnym zoomem cyfrowym, dlatego lepszym rozwiązaniem jest potraktowanie Księżyca jako elementu szerszej sceny, na przykład nad linią dachów czy drzew, zamiast próbować wypełnić nim cały kadr. Warto także wykonać serię zdjęć w krótkich odstępach, ponieważ drgania powietrza i niewielkie poruszenia powodują, że jedno ujęcie może być wyraźnie ostrzejsze od pozostałych.


Niemowlęta wiedzą więcej, niż się wydawało. "Złożone procesy poznawcze"© 2026 Associated Press


Tak wygląda serce Drogi Mlecznej według teleskopu ALMA

Jak powstają gwiazdy przy czarnej dziurze? Centralny region Drogi Mlecznej na zdjęciu

Julia Król

Naukowcom udało się uzyskać niezwykle szczegółowe zdjęcie centralnej części Drogi Mlecznej dzięki obserwacjom z teleskopu ALMA. Nowa mapa ujawnia złożoną sieć włóknistych obłoków gazu i pyłu, z których rodzą się gwiazdy, nawet w ekstremalnych warunkach panujących w pobliżu supermasywnej czarnej dziury w centrum naszej galaktyki. Badacze zidentyfikowali dziesiątki cząsteczek oraz procesy formowania się gwiazd, co ma pomóc w zrozumieniu ewolucji galaktyk.


Fragment Drogi Mlecznej z widocznym powiększeniem burzliwego obszaru mgławicy pełnej chmur gazu i gwiazd o różnorodnych barwach oraz pyłu kosmicznego.

Superdokładna mapa centrum Drogi Mlecznej. ALMA odsłania nowe tajemnice kosmosuALMA(ESO/NAOJ/NRAO)/S. Longmore et al. Stars in inset: ESO/D. Minniti et al. Milky Way: ESO/S. Guisarddomena publiczna


Rekordowa mapa centrum Drogi Mlecznej. Odkrycia ALMA w sercu galaktyki


Astronomowie uchwycili centralny region naszej Drogi Mlecznej na zachwycającym zdjęciu, odsłaniając zaskakująco złożoną strukturę zimnego gazu i pyłu. Nowa mapa pokazuje skomplikowaną sieć włóknistych obłoków materii - to właśnie z nich rodzą się gwiazdy nawet w tak ekstremalnym środowisku, jak okolice Centralnej Strefy Molekularnej (CMZ) naszej galaktyki. Po raz pierwszy udało się prześledzić rozmieszczenie zimnego gazu w całym tym obszarze z tak dużą dokładnością.

Zdjęcie powstało dzięki obserwacjom wykonanym przez teleskop radiowy Atacama Large Millimeter/submillimeter Array (ALMA) w ramach projektu ACES. To największa jak dotąd mozaika wykonana przez ten instrument - obejmuje obszar rozciągający się na ponad 650 lat świetlnych i na niebie zajmujący szerokość odpowiadającą trzem tarczom Księżyca ustawionym obok siebie. Kryje gęste obłoki gazu i pyłu, otaczające supermasywną czarną dziurę w centrum naszej galaktyki.


Kolorowa mgławica o nieregularnych kształtach rozciągająca się w poprzek kadru, z widocznymi różowymi i fioletowymi smugami oraz jasnymi fragmentami na tle czarnego, gwiaździstego nieba.

Złożony gazu molekularnego w Centralnej Strefie Molekularnej (CMZ) Drogi MlecznejALMA(ESO/NAOJ/NRAO)/S. Longmore et al. Background: ESO/D. Minniti et al.domena publiczna


- To jedyne jądro galaktyki wystarczająco blisko Ziemi, abyśmy mogli je badać z tak dużą dokładnością - mówi Ashley Barnes, astronom z Europejskiego Obserwatorium Południowego (ESO) w Niemczech, członek zespołu, który uzyskał nowe dane.

Złożona struktura gazu i pyłu w pobliżu czarnej dziury Drogi Mlecznej


Obserwacje ujawniły również bogatą chemię kosmicznych obłoków. Wykryto dziesiątki cząsteczek - od prostych związków, takich jak tlenek krzemu, po bardziej złożone cząsteczki organiczne, m.in. metanol czy etanol.

Gaz układa się w długie włókna, które kierują materię do gęstych skupisk, gdzie mogą formować się nowe gwiazdy. Wiemy, jak przebiega ten proces na obrzeżach Drogi Mlecznej, jednak centrum galaktyki jest znacznie bardziej ekstremalne. Rodzą się tam jedne z najmasywniejszych gwiazd, które żyją krótko i kończą swoje istnienie potężnymi eksplozjami supernowych. Badacze liczą, że analiza nowych danych pomoże wyjaśnić, jak takie warunki wpływają na proces narodzin gwiazd i rozwój całych galaktyk.

- Badając, jak rodzą się gwiazdy w strefie CMZ, możemy również uzyskać wyraźniejszy obraz tego, jak galaktyki rosły i ewoluowały - dodaje kierownik ACES Steve Longmore, profesor astrofizyki na Uniwersytecie Johna Mooresa w Liverpoolu w Wielkiej Brytanii. - Uważamy, że region ten ma wiele cech wspólnych z galaktykami z wczesnego Wszechświata, gdzie gwiazdy powstawały w chaotycznych, ekstremalnych środowiskach.

Nowa mapa to dopiero początek bardziej szczegółowych badań, jak twierdzą naukowcy.

- Nadchodząca aktualizacja szerokopasmowej czułości ALMA, wraz z Ekstremalnie Wielkim Teleskopem ESO, wkrótce pozwolą nam zajrzeć jeszcze głębiej w ten region - podsumowuje Barnes.


Zabawa w udawanie. Małpy człekokształtne mają rozwiniętą wyobraźnię© 2026 Associated Press


Astronauta przyznał, że ewakuacja z ISS to jego "wina"

Astronauta przyznał, że ewakuacja z ISS to jego "wina"

Daniel Górecki

W oświadczeniu opublikowanym w środę wieczorem 58-letni weteran lotów kosmicznych, Mike Fincke, potwierdził, że to jego stan zdrowia doprowadził do pierwszej w historii ewakuacji medycznej NASA.


Astronauta w białym skafandrze kosmicznym otoczony przez zespół techniczny, w tle widoczne osoby w mundurach z emblematami NASA i SpaceX, atmosfera radości i współpracy po zakończeniu misji kosmicznej.

Astronauta NASA Mike Fincke na pokładzie statku SpaceX SHANNON po wodowaniu w Oceanie SpokojnymBILL INGALLSNASA


Astronauta Mike Fincke potwierdził, że to on był chorym członkiem załogi Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, o którym informowano w styczniu. Nie podał szczegółów dotyczących swojego stanu zdrowia, ale podkreślił, że jego kondycja "szybko się ustabilizowała" dzięki pomocy współtowarzyszy misji oraz lekarzy naziemnych.

Lot kosmiczny to niezwykły przywilej, ale czasem przypomina nam, jak bardzo jesteśmy ludźmi

Zdarzenie medyczne wymagające natychmiastowej uwagi


Astronauta poleciał na orbitę wraz z trzema innymi członkami załogi na pokładzie statku SpaceX latem ubiegłego roku. Misja zakończyła się wcześniej niż planowano, a konkretniej 15 stycznia, tydzień po tym, jak Fincke doświadczył "zdarzenia medycznego wymagającego natychmiastowej uwagi".

549 dni w kosmosie


Z powodu problemów zdrowotnych odwołano planowany spacer kosmiczny, w którym Fincke miał uczestniczyć wraz z innym astronautą NASA. Po wodowaniu kapsuły w Oceanie Spokojnym, cała czwórka została przewieziona do szpitala w San Diego, a następnego dnia wróciła do Houston.

Podczas konferencji prasowej, gdy jego tożsamość nie była jeszcze ujawniona, Fincke wspominał, że w czasie incydentu na stacji kluczową rolę odegrał ultrasonograf pokładowy, który pozwolił ocenić jego stan zdrowia. W środowym oświadczeniu dodał, że jego przypadek nie stanowił sytuacji nagłej, jednak zespół chciał "skorzystać z zaawansowanego obrazowania medycznego, którego nie ma na pokładzie ISS".

Mike Fincke, emerytowany pułkownik Sił Powietrznych USA, został astronautą w 1996 roku. Spędził 549 dni w kosmosie podczas czterech misji, w tym jednej przerwanej właśnie z powodów medycznych.


Nie musisz być wybitnym naukowcem, aby pracować na... Antarktydzie© 2026 Associated Press


Stare skały z misji Apollo wyjaśniły zagadkę magnetyzmu Księżyca

Skały z misji Apollo wyjaśniły największą zagadkę Księżyca

Krzysztof Sulikowski

Zagadka pola magnetycznego Księżyca sprzed miliardów lat została prawdopodobnie rozwiązana przez naukowców z Oxfordu. Nowe badanie opublikowane w "Nature Geoscience" sugeruje, że silny magnetyzm był zjawiskiem ulotnym, a nie trwałym procesem, jak dotychczas sądzono. Próbki z misji Apollo, pobrane z tytanowych mórz księżycowych, okazały się niereprezentatywne i przez dekady doprowadzały badaczy do błędnych wniosków. Nadchodzące misje Artemis pozwolą ostatecznie zweryfikować tę hipotezę.


Alan Bean w trakcie misji Apollo 12 trzyma próbkę regolitu księżycowego. Zdjęcie wykonano w "Oceanie Burz" w 1969 roku

Alan Bean w trakcie misji Apollo 12 trzyma próbkę regolitu księżycowego. Zdjęcie wykonano w "Oceanie Burz" w 1969 rokuNASAdomena publiczna



Spis treści:

  1. Zagadka pola magnetycznego Księżyca znalazła wyjaśnienie

  2. Próbki skał z misji Apollo były niereprezentatywne

  3. Nowa era lotów na Księżyc umożliwi przetestowanie hipotezy

Zagadka pola magnetycznego Księżyca znalazła wyjaśnienie


Przez dziesięciolecia naukowcy zajmujący się planetologią starali się zrozumieć tajemnicę ukrytą w próbkach księżycowych skał przywiezionych przez astronautów misji Apollo w latach 60. i 70. XX wieku. Minerały zawarte w tych skałach posiadały zapisany ślad pola magnetycznego, które ponad 3,5 miliarda lat temu miało siłę porównywalną do dzisiejszego pola magnetycznego Ziemi, a niekiedy nawet większą.

Stanowiło to ogromne wyzwanie dla badaczy, ponieważ generowanie tak silnego pola wymaga istnienia dynama, czyli wirującego, stopionego jądra. Większość ekspertów uważała jednak, że niewielkie jądro Księżyca powinno ostygnąć już miliard lat po jego powstaniu. W rozwikłaniu zagadki nie pomagał fakt, że inne starożytne skały z tego samego okresu sugerowały, iż pole magnetyczne było w rzeczywistości słabe.

Nowe badania, które opublikowano 26 lutego w prestiżowym "Nature Geoscience", proponują przełomowe rozwiązanie tej zagadki. Zespół naukowców, w tym geolożka procesów planetarnych Claire Nichols, petrolog Jon Wade i geonaukowiec Simon Stephenson z Uniwersytetu Oksfordzkiego, zaproponował hipotezę, że magnetyzm Księżyca był zjawiskiem ulotnym. W okresie między 3,5 a 4 miliardami lat temu bogata w tytan magma mogła topić się epizodycznie tuż nad jądrem Księżyca.

Owe "krople" magmy unosiły się w postaci pióropuszy, które napędzały erupcje wulkaniczne na powierzchni. Poprzez okresowe wzburzanie księżycowego jądra te nagłe procesy topnienia powodowały, że pole magnetyczne Księżyca intensyfikowało się w krótkich, potężnych impulsach, trwających nie dłużej niż 5 tysięcy lat, a możliwe, że nawet zaledwie kilka dekad.

Próbki skał z misji Apollo były niereprezentatywne


Naukowcy z Oxfordu zauważyli, że silne pole magnetyczne rejestrowały jedynie te skały księżycowe, które różniły się składem chemicznym od pozostałych. Próbki o wysokiej zawartości tytanu wykazywały silne namagnesowanie, podczas gdy te o niskiej zawartości tytanu (6%) wskazywały na słabe pole. Co istotne, oba rodzaje bazaltów były w równym stopniu zdolne do zapisywania magnetyzmu, co oznacza, że bogate w tytan skały na powierzchni były w unikalny sposób powiązane z samym procesem generowania pola.

Według nowej teorii tytanowe skały na dnie płaszcza Księżyca topiły się, wyciągając ciepło z jądra i otoczenia, co tymczasowo uruchamiało dynamo. Magma następnie unosiła się i zastygała na powierzchni jako bazalt, utrwalając informację o silnym polu magnetycznym w trakcie swojego chłodzenia.


Schematyczny przekrój planety lub księżyca pokazujący strukturę wewnętrzną, warstwy skorupy oraz przepływ skał magmowych na powierzchni. Zaznaczone są różne rodzaje kumulatów, jądro, skorupa anortozytowa, a także obecność pola magnetycznego.

Okresy silnego magnetyzmu Księżyca były epizodyczne i krótkotrwałe. Wiązały się z jego procesami wulkanicznymiNichols, C.I.O., Wade, J. & Stephenson, S.N. (CC BY 4.0)materiał zewnętrzny


Eksperci wyjaśniają również, dlaczego wcześniejsze analizy sugerowały trwający miliony lat okres silnego magnetyzmu. Przyczyną może być błędna selekcja próbek. Misje Apollo lądowały głównie na płaskich równinach utworzonych przez potoki lawy, znanych jako morza księżycowe. Choć były to bezpieczne lądowiska, to obszary te nie są reprezentatywne dla całej geologii Księżyca, jako że są one naturalnie bogate w bazalty tytanowe.

"Nasze nowe badanie sugeruje, że próbki z misji Apollo są obciążone błędem próby [ang. sampling bias] i ograniczone do ekstremalnie rzadkich zdarzeń, które trwały przez kilka tysięcy lat, ale do tej pory były one interpretowane jako reprezentujące 0,5 miliarda lat księżycowej historii. Wygląda na to, że błąd w doborze próbek uniemożliwiał nam uświadomienie sobie, jak krótkie i rzadkie były te zdarzenia silnego magnetyzmu" - wyjaśniła prof. Claire Nichols, główna autorka badania.

Naukowcy przez lata opierali więc swoje wnioski na próbkach, które dokumentowały jedynie te krótkie, intensywne wybuchy aktywności magnetycznej, a nie ogólny stan pola magnetycznego przez większość historii Księżyca.

Nowa era lotów na Księżyc umożliwi przetestowanie hipotezy


Mimo że nowa analiza może nie wyjaśniać całej historii księżycowego magnetyzmu, to stanowi ona intrygujące wyjaśnienie dla konkretnego okna czasowego, trwającego 500 milionów lat. Autorzy badania podkreślają, że ich hipoteza stawia konkretne, testowalne prognozy, które będzie można zweryfikować dzięki nowym próbkom z Księżyca. Te powinny nadejść w najbliższym czasie, jako że właśnie wkraczamy w nową erę lotów na Księżyc.

Dwie chińskie misje dostarczyły już nowe materiały badawcze, a NASA planuje ponowne wysłanie astronautów w misji Artemis III w nadchodzących latach. Co dalej? Celem naukowców na najbliższą dekadę pozostaje pełna rekonstrukcja tego, jak powstawało pole magnetyczne Księżyca oraz jak zmieniało się w czasie, co pozwoli lepiej zrozumieć ewolucję naszego naturalnego satelity.

"Jesteśmy teraz w stanie przewidzieć, jakie typy próbek zachowają określone natężenia pola magnetycznego na Księżycu. Nadchodzące misje Artemis oferują nam szansę przetestowania tej hipotezy i dalszego wgłębienia się w historię lunarnego pola magnetycznego" - wyjaśnia współautor badania, dr Simon Stephenson.

Źródła:

  1. Nichols, C.I.O., Wade, J. & Stephenson, S.N. An intermittent dynamo linked to high-titanium volcanism on the Moon. Nat. Geosci. (2026). DOI: 10.1038/s41561-026-01929-y

  2. University of Oxford. Solved: New analysis of Apollo Moon samples finally settles debate about the Moon's magnetic field. (2026).

  3. Thaler, P. Moon's ancient magnetic field may have flickered on and off. Science (2026). DOI: 10.1126/science.zdji7x4


Niemowlęta wiedzą więcej, niż się wydawało. "Złożone procesy poznawcze"© 2026 Associated Press


Ponownie przebadali skałę z Marsa. Odkryli sekrety "Czarnej Piękności"

Ponownie przebadali skałę z Marsa. Odkryli sekrety "Czarnej Piękności"

Daniel Górecki

Dzięki nowoczesnym technikom obrazowania naukowcy w końcu mogą analizować meteoryty bez niszczenia ich fragmentów. Najnowsze badania zespołu Estrid Naver z Duńskiego Uniwersytetu Technicznego pokazują zaś, jak skuteczne może być połączenie klasycznej i neutronowej tomografii komputerowej w analizie jednego z najsłynniejszych meteorytów, NWA 7034, znanego jako Black Beauty.


Fragment meteorytu trzymany w rękawiczkach ochronnych, o ciemnej, nieregularnej powłoce z widoczną strukturą powierzchni i wyraźnym przełamem, obok znajduje się kostka kalibracyjna z oznaczeniem 1 cm.

4,5 miliarda lat historii Marsa. Naukowcy zaglądają do wnętrza Black BeautyNASAdomena publiczna


Black Beauty (Czarna Piękność) to fragment Marsa, który prawdopodobnie oderwał się od powierzchni planety po wielkim impakcie i spadł na Ziemię. Materiał, z którego powstał, liczy sobie około 4,48 mld lat, co czyni go jednym z najstarszych znanych fragmentów Czerwonej Planety. Meteoryt swoją nazwę zawdzięcza wyjątkowej urodzie, bo czarne, błyszczące fragmenty przyciągają uwagę zarówno naukowców, jak i kolekcjonerów.

Cenny kawałek Marsa


Do tej pory badania wymagały odcinania fragmentów, które następnie były kruszone lub rozpuszczane, by poznać ich skład chemiczny. Teraz nie jest to już konieczne, a wszystko za sprawą tomografii komputerowej, co umożliwiło ponowne zbadanie "Piękności". Zespół naukowców zastosował dwie metody, tj. klasyczne skanery rentgenowskie, które świetnie wykrywają ciężkie pierwiastki, jak żelazo czy tytan oraz tomografię neutronową, która jest lepsze w penetracji gęstych materiałów i co kluczowe w tym przypadku, pozwala wykryć wodór, czyli jeden z głównych składników wody.

Woda była wszędzie


Dzięki tym technikom naukowcy odkryli w Black Beauty nowe "klasty", czyli drobne fragmenty skał zatopione w większej masie. Choć sama obecność klastów była znana, nowe badanie odkryło ich nowy rodzaj nazwany "hydrogen-rich Iron oxyhydroxide" (H-Fe-ox).

Choć te fragmenty zajmują zaledwie 0,4 proc. objętości próbki wielkości paznokcia, zawierają aż 11 proc. całkowitej wody w tym fragmencie meteorytu. Black Beauty sama w sobie ma około 6000 ppm wody, co jest niezwykle wysoką wartością, biorąc pod uwagę obecny, bardzo suchy stan Marsa.

Co ważne, odkrycia te współgrają z analizami pobranymi przez łazik Perseverance w kraterze Jezero. Choć próbki pochodzą z zupełnie innych rejonów Marsa, obie wskazują na istnienie płynnej wody na powierzchni planety miliardy lat temu.

Naukowcy liczyli na to, że te same techniki tomografii zastosują w nadchodzących próbkach z misji Mars Sample Return. Skanery pozwalają bowiem zajrzeć przez tytanowe pojemniki, w których próbki są transportowane, jednak odwołanie programu NASA oznacza znaczące opóźnienia, ale być może podobną misję zrealizują Chińczycy.


"Wydarzenia": "Dron" Słowem Roku 2025Polsat News


USA po 50 latach ujawniają JUMPSEAT. Szpieg, który podsłuchiwał ZSRR

USA po 50 latach ujawniają JUMPSEAT. Szpieg, który podsłuchiwał ZSRR

Daniel Górecki

Po ponad pięćdziesięciu latach milczenia Stany Zjednoczone oficjalnie ujawniły istnienie programu JUMPSEAT - jednego z najbardziej sekretnych przedsięwzięć wywiadowczych ery zimnej wojny. Narodowe Biuro Rozpoznawcze (NRO) zdeklasyfikowało jego podstawowe informacje, przyznając, że satelity te były pierwszą generacją amerykańskich kosmicznych systemów SIGINT (Signals Intelligence) działających na wysokich orbitach eliptycznych, a ich zadaniem było… podsłuchiwanie świata.


Montowana na czarnym tle naukowa sonda balonowa wyposażona w anteny obok widoku Ziemi z dużej wysokości, gdzie widać zakrzywienie planety oraz promienie słoneczne na tle atmosfery.

Po pół wieku milczenia USA ujawniły JUMPSEAT - kosmiczny podsłuch ZSRRNRO123RF/PICSEL


Gdy w 1945 roku ucichły ostatnie strzały II wojny światowej, świat wszedł w nową epokę, w której o dominacji miała decydować przewaga technologiczna. Stany Zjednoczone i Związek Radziecki, dotychczas sojusznicy, szybko stali się rywalami w tym wyścigu, zarówno na Ziemi, jak i poza nią, bo kosmos - dotąd niedostępny - zaczął jawić się jako kolejne strategiczne pole bitwy.

W obu krajach gwałtownie przyspieszył rozwój technologii kosmicznych, które miały być wykorzystywane zarówno w celach pokojowych, jak i do osiągnięcia określonych celów militarnych. Każdy sukces w eksploracji kosmosu miał zatem podwójne znaczenie, był jednocześnie triumfem nauki i demonstracją zdolności szpiegowania, zastraszania czy prowadzenia działań bojowych.

Sputnik 1 zmienił wszystko


Kiedy więc 4 października 1957 roku Związek Radziecki wystrzelił Sputnika 1, w Stanach Zjednoczonych zapanowała panika. Bo chociaż chodziło o prostą konstrukcję, niewielkiego satelitę o masie 83 kilogramów i rozmiarze większej piłki plażowej, sama wizja była dla amerykańskiej opinii publicznej nie do zaakceptowania. Jak to radziecki satelita ma krążyć nad USA, pozwalając przeciwnikowi nie tylko obserwować z orbity, ale także atakować z przestrzeni kosmicznej?

Co więcej, wydarzenia było też symboliczne - człowiek po raz pierwszy w historii umieścił na orbicie sztuczny obiekt. W odpowiedzi prezydent Dwight D. Eisenhower w ciągu kilku miesięcy uruchomił szeroko zakrojony program modernizacji edukacji i nauki, a kongres przyjął National Defense Education Act, czyli federalną inicjatywę wartą ponad miliard dolarów, która miała kształcić nowe pokolenie inżynierów, fizyków i matematyków zdolnych dorównać radzieckiej technologii.


Oficjalny dokument z pieczęcią Narodowego Biura Rozpoznania Stanów Zjednoczonych, zatytułowany Memorandum do Dyrektora Wywiadu Narodowego dotyczący ograniczonego odtajnienia danych na temat satelity sygnałowego JUMPSEAT. Zawiera tekst odnoszący się do ...

Memorandum odtajniające JUMPSEATNROdomena publiczna


Amerykanie odpowiadają


W efekcie zaledwie cztery miesiące po Sputniku Amerykanie odnieśli podobny sukces - 31 stycznia 1958 roku na orbitę trafił ich pierwszy satelita Explorer 1. Wraz z tym startem zaczął się też nowy wymiar zimnej wojny, wyścig o panowanie nad orbitą, w którym każdy sukces technologiczny był jednocześnie demonstracją siły. W odpowiedzi na te gwałtowne napięcia Narodowe Biuro Rozpoznawcze (NRO), we współpracy z Siłami Powietrznymi USA (USAF), rozpoczęło więc prace nad systemem zdolnym do przechwytywania emisji radiowych, radarowych i telemetrycznych z ogromnych odległości.

W takich właśnie okolicznościach w latach 60. narodził się satelita JUMPSEAT, o którego istnieniu dowiedzieliśmy się dopiero teraz. Po ponad pięćdziesięciu latach milczenia Dyrektor Narodowego Biura Rozpoznawczego (NRO) oficjalnie ujawnił program pierwszej amerykańskiej generacji satelitów rozpoznania sygnałowego (SIGINT) operujących na orbitach silnie eliptycznych (HEO).


Schematyczny rysunek sprzętu satelitarnego, pokazujący różne komponenty, takie jak anteny kierunkowe i omnikierunkowe, platformę sprzętową, tłumik nutacji, adapter oraz elementy obracające się wokół osi.

Szkice amerykańskiego satelity JUMPSEAT ujawnione przez NRONROdomena publiczna


JUMPSEAT o "dziko" eliptycznej orbicie


Satelity JUMPSEAT powstawały w ramach projektu o kryptonimie "Project EARPOP" i w przeciwieństwie do wcześniejszych systemów GRAB i POPPY, działających na niskich orbitach, miały operować na orbitach typu Mołnia. Niezwykle eliptycznych, o czasie obiegu ok. 12 godzin, co pozwalało im przez wiele godzin "wisieć" nad północną półkulą, skąd mogły monitorować emisje z terytorium ZSRR, Arktyki i rejonów strategicznych dla obrony nuklearnej.

Pierwszą jednostkę wyniesiono z Vandenberg Air Force Base w Kalifornii w 1971 roku, a do 1987 roku na orbitę trafiło łącznie osiem satelitów, oznaczonych numerami misji 7701-7708. Ich orbity sięgały od 1000 km w perygeum (punkt na eliptycznej orbicie satelity, gdzie znajduje się on najbliżej ciała, wokół którego krąży) do niemal 40 000 km w apogeum (punkt na eliptycznej orbicie satelity, gdzie znajduje się on najdalej od ciała, wokół którego krąży) - to parametry, które dziś wciąż budzą respekt wśród inżynierów orbitalnych.


Model techniczny urządzenia wyposażony w dwie duże, siatkowe anteny paraboliczne zamontowane pionowo jedna nad drugą, z widocznymi szczegółami konstrukcji i elementami elektronicznymi, całość prezentowana na neutralnym tle.

Tajny amerykańskie satelita JUMPSEATNROdomena publiczna


Zimnowojenne ucho USA


Z takiego dystansu JUMPSEAT mógł prowadzić nasłuch sygnałów elektronicznych, łączności i transmisji danych z powierzchni Ziemi. Dane były następnie przesyłane do centrów NRO, gdzie analizowano je i przekazywano dalej do NSA, Departamentu Obrony i innych instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo narodowe. Ten sekretny program był więc w istocie pierwszym kosmicznym uchem Ameryki, które w latach największego napięcia między mocarstwami zapewniało przewagę informacyjną.

Znaczenia programu JUMPSEAT nie sposób przecenić. Dzięki jego orbicie Stany Zjednoczone uzyskały nowy punkt obserwacyjny - kosmiczne ucho, które mogło wychwytywać najcichsze sygnały z terytoriów przeciwnika

JUMPSEAT stał się fundamentem dla wszystkich późniejszych amerykańskich satelitów SIGINT działających na orbitach HEO. Choć jego dokładne możliwości wciąż pozostają częściowo tajne, wiadomo, że był on zdolny do przechwytywania zarówno transmisji radarowych, jak i komunikacji wojskowej. W kolejnych dekadach satelity te służyły w trybie przekaźnikowym, aż ostatecznie zostały wycofane z eksploatacji w 2006 roku.

Pionier nowej epoki wywiadu kosmicznego


W memorandum dekla­syfikacyjnym dyrektor NRO, Christopher Scolese, podkreślił, że ujawnienie programu nie stanowi zagrożenia dla obecnych systemów i jest "aktem przejrzystości wobec społeczeństwa". Wraz z decyzją upubliczniono również modele i ilustracje wczesnych satelitów JUMPSEAT.

I choć JUMPSEAT przeszedł już do historii, jest świadectwem narodzin epoki satelitów szpiegowskich, a jego duch wciąż unosi się nad orbitą. To właśnie on zapoczątkował amerykańską tradycję wykorzystywania orbit eliptycznych do celów wywiadowczych - rozwiązania, które jest dziś standardem w satelitach rozpoznania elektronicznego.

JUMPSEAT to nie tylko kawałek historii technologicznej - to kamień milowy, który pokazał, że dominacja w przestrzeni kosmicznej zaczyna się od zdolności słuchania

Meduzy śpią podobnie jak ludzie, mimo że nie mają mózgu i oczu© 2026 Associated Press


Kiedy jest najkrótszy dzień w 2025 roku? Przesilenie zimowe


Spis treści:

  1. Kiedy jest najkrótszy dzień w 2025?

  2. Ile trwa najdłuższa noc w roku?

  3. Czym jest przesilenie zimowe?

Pierwszy śnieg już za nami, a zima nawet się jeszcze nie zaczęła. Przypominamy, kiedy oficjalnie rozpoczyna się zima astronomiczna oraz, czym jest przesilenie zimowe - o co chodzi w tym zjawisku?

Kiedy jest najkrótszy dzień w 2025?


Najkrótszy dzień w roku wypada w niedzielę 21 grudnia 2025. To dzień przesilenia zimowego, czyli moment, w którym Słońce znajduje się w punkcie najdalej wysuniętym na południe - góruje wtedy nad Zwrotnikiem Koziorożca. Po naszej stronie globu Słońce znajduje się wtedy najniżej w ciągu całego roku. Co ciekawe, na półkuli południowej jest to początek lata, a dzień wtedy trwa tam najdłużej w ciągu roku.

Data, podczas której wypada przesilenie, często się powtarza. Warto jednak pamiętać, że może się lekko zmieniać i uciekać jeden dzień w przód lub w tył. Dzieje się tak dlatego, że nasz kalendarz nie jest idealnie zsynchronizowany z ruchem Ziemi. Jeden pełny obieg wokół Słońca trwa około 365,24 dnia, a nie równe 365 - i właśnie przez tę "ćwiartkę dnia" co kilka lat trzeba dodać rok przestępny. W efekcie moment przesilenia może wypadać odrobinę wcześniej lub później. Swoje robią też naturalne zmiany w orbicie oraz delikatne "kołysanie" osi Ziemi, które wpływają na to, kiedy dokładnie zaczyna się astronomiczna zima.

Ile trwa najdłuższa noc w roku?


Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie - wszystko zależy od tego, w której części Polski się znajdujemy. Można jednak przyjąć, że dzień potrwa zaledwie około 7 godzin i 40 minut, co oznacza, że noc zajmie całą resztę doby - ponad 16 godzin ciemności. Słońce zajdzie już około godziny 16:03.

Długość dnia i nocy na terenie Polski może się różnić nawet o ponad godzinę - w punkcie najdalej wysuniętym na północ dzień będzie trwał przez ok. 7 godzin i 15 minut, a na południe nawet 8 godzin i 10 minut.

Jest to jednak kluczowy moment w ciągu roku, na który czeka mnóstwo osób. To właśnie od przesilenia zimowego długość dnia będzie stopniowo się zwiększać, a nocy zmniejszać. Początkowo te różnice będą niewielkie, ale w lutym proces ten przyśpieszy, a my będziemy mogli cieszyć się większą ilością światła podczas doby.

Czym jest przesilenie zimowe?


Przesilenie zimowe to zjawisko powiązane z ruchem Słońca - dzięki niemu w naszej strefie klimatycznej możemy wyróżnić cztery pory roku. Przesilenie jest jednym z kluczowych momentów w rocznym cyklu astronomicznym, podobnie jak równonoc jesienna i wiosenna czy przesilenie letnie.

Najkrótszy dzień roku oznacza dla nas oficjalny koniec jesieni i początek zimy astronomicznej - potrwa ona do 20 marca, czyli do dnia równonocy wiosennej. Nie należy jednak mylić tego pojęcia z zimą kalendarzową czy meteorologiczną. Zima kalendarzowa rozpoczyna się 22 grudnia i zawsze trwa równo trzy miesiące. Z kolei zima meteorologiczna zaczyna się 1 grudnia, dzięki czemu jest sporym ułatwieniem dla specjalistów - ułatwia badania statystyczne i dokładne obliczanie danych.

Źródło: geekweek.interia.pl, kalendarz.livecity.pl


Kiedy atakuje cię własne ciało. Toczeń i inne choroby autoimmunologiczne© 2025 Associated Press


❌