Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 13 czerwca 2026

Gwiezdny wampir odkryty w kosmosie. Wieloletnia zagadka rozwiązana

Gwiezdny wampir odkryty w kosmosie. Wieloletnia zagadka rozwiązana

Julia Król

Naukowcy z Uniwersytetu w Sydney odkryli potencjalną przyczynę tajemniczych sygnałów radiowych z kosmosu, które intrygowały astronomów przez ponad 20 lat. Dzięki obserwacjom australijskiego radioteleskopu ASKAP stwierdzili, że źródłem zagadkowych impulsów jest układ podwójny składający się z białego i czerwonego karła.


Radioteleskop ASKAP CSIRO w Wajarri Yamaji, antena skierowana na nocne niebo pod Drogą Mleczną, półpustynia.

Radioteleskop ASKAP CSIRO w regionie Wajarri YamajiAlex Cherney/CSIROmateriał zewnętrzny


Astronomowie odkryli przyczynę tajemniczych impulsów radiowych


Przez ponad dwie dekady astronomowie próbowali rozwikłać zagadkę niezwykłych sygnałów radiowych docierających do Ziemi z odległych zakątków kosmosu. Te nietypowe impulsy od dawna wymykały się znanym teoriom, ponieważ pojawiały się w znacznie dłuższych odstępach czasu niż większość obserwowanych zjawisk radiowych. Teraz badacze są przekonani, że znaleźli ważny trop, który może pomóc wyjaśnić ich pochodzenie.

Przełom przyniosły obserwacje wykonane za pomocą australijskiego radioteleskopu ASKAP. W trakcie analizy ogromnej liczby źródeł radiowych naukowcy z Uniwersytetu w Sydney natrafili na obiekt oznaczony jako ASKAP J1745-5051. Początkowo nie pasował on do żadnej znanej kategorii kosmicznych źródeł promieniowania, dlatego postanowiono przyjrzeć mu się znacznie dokładniej.

Naukowcy odkryli gwiezdnego wampira


Kolejne badania prowadzone przy użyciu radioteleskopów, teleskopów optycznych oraz obserwatoriów rentgenowskich pozwoliły ustalić, że źródłem zagadkowych sygnałów może być wyjątkowy układ podwójny. W takim systemie gęsty biały karzeł stopniowo przechwytuje materię od swojego gwiezdnego towarzysza, przez co bywa określany mianem "gwiezdnym wampirem". W miarę jak materiał wiruje, wytwarza potężne impulsy fal radiowych i promieni rentgenowskich w cyklu, który powtarza się co 1,4 godziny.

Nowo zidentyfikowany układ składa się z białego karła - gęstej pozostałości gwiezdnej o rozmiarach zbliżonych do Ziemi, ale masie zbliżonej do masy Słońca - połączonej z większym, ale mniej masywnym czerwonym karłem, którego masa wynosi około jednej dziesiątej masy Słońca. Obie gwiazdy krążą wokół siebie niezwykle blisko, pokonując pełną orbitę w nieco ponad godzinę.


Duża pomarańczowa kula po lewej stronie jest połączona jasnym, falującym strumieniem z mniejszym niebieskawym obiektem po prawej, wokół którego rozciągają się skomplikowane linie obrazujące pole magnetyczne na tle gwiaździstego nieba.

Ilustracja przedstawiająca akreującego białego karłaCarl Knox (OzGrav, Swinburne University of Technology) and Joshua Preston Pritchard (CSIRO)materiał zewnętrzny


Naukowcy podejrzewają, że właśnie oddziaływania zachodzące pomiędzy tymi dwoma obiektami mogą odpowiadać za emisję tajemniczych impulsów radiowych. Gdy gwiazdy zbliżają się do siebie na swojej orbicie, ich pola magnetyczne wchodzą w interakcje, uwalniając ogromne ilości energii. A temu towarzyszy również emisja promieniowania rentgenowskiego, co dodatkowo potwierdza aktywność zachodzącą w tym niezwykłym układzie.

Przez lata wielu astronomów uważało, że za podobne sygnały odpowiadają głównie magnetary, czyli niezwykle silnie namagnesowane gwiazdy neutronowe. Nowe odkrycie nie wyklucza całkowicie tej teorii, jednak pokazuje, że źródeł takich sygnałów może być znacznie więcej.


Król drapieżników miał zaskakująco krótkie łapki. Odkryli sekret tyranozaura?© 2026 Associated Press


Tajemnicze awarie GPS w Europie. Naukowcy wskazali winowajcę

Naukowcy znaleźli możliwe źródło zakłóceń GPS nad Europą. Trop prowadzi do Rosji

Karol Kubak

Od kilku lat obserwowane są tajemnicze zakłócenia sygnału GPS. Nowe badanie sugeruje, że źródło problemu może znajdować się nie na Ziemi, lecz na orbicie. Naukowcy powiązali serię incydentów z rosyjską konstelacją satelitów wojskowych.


Kolorowa mapa Europy i Bliskiego Wschodu z zaznaczonymi strefami zakłóceń GPS w odcieniach zieleni, żółci i czerwieni.

Duża część świata doświadczyła zakłóceń sygnału GPSZrzut ekranu/gpsjam.orgmateriały prasowe


Od kilku lat w Europie obserwowany jest niepokojący wzrost nagłych zakłóceń sygnału GPS. Problemy odnotowano nie tylko na naszym kontynencie, ale także na Grenlandii i w Kanadzie. Dla zwykłych użytkowników oznacza to utrudnienia w nawigacji, jednak stawką jest coś znacznie poważniejszego. Z systemów GPS korzystają również samoloty i statki, dla których dokładne określenie położenia ma istotne znaczenie dla bezpieczeństwa.

Naukowcy przeanalizowali siedem lat danych


Część przypadków zakłóceń można wyjaśnić działaniem naziemnych systemów zagłuszających wykorzystywanych przez wojsko. Ale nie wszystkie zdarzenia dawało się jednak wytłumaczyć w ten sposób. Zespół badaczy postanowił przyjrzeć się tej zagadce dokładniej, analizując dane z globalnej sieci monitorowania GPS z lat 2019-2026.

Naukowcy skupili się na 75 dniach, podczas których doszło do dużych zakłóceń sygnału. Odkryli, że mają one bardzo charakterystyczny przebieg. Pojawiają się nagle, zwykle trwają krócej niż 10 sekund i przypominają ścianę radiowego szumu, która gwałtownie pogarsza jakość odbieranego sygnału.

Szczególnie często zakłócenia dotyczą pasma GPS L1. To właśnie z niego korzysta między innymi lotnictwo cywilne oraz transport morski.

Zakłócenia GPS widoczne na ogromnych obszarach


Badacze zwrócili uwagę, że zakłócenia obejmowały jednocześnie bardzo rozległe obszary. Co ciekawe, pojawiały się głównie w dni robocze i godzinach pracy, jakby działały według ustalonego harmonogramu.

Aby ustalić źródło problemu, opracowano specjalny algorytm. Łączył on dane radiowe z informacjami o położeniu satelitów znajdujących się na orbicie. Dzięki temu można było stopniowo eliminować obiekty, które nie mogły znajdować się w odpowiednim miejscu w chwili wystąpienia zakłóceń.

Trop prowadzi do rosyjskiej konstelacji EKS


Analiza zawęziła listę podejrzanych do niewielkiej grupy satelitów. Ostatecznie ślady doprowadziły badaczy do rosyjskiej konstelacji EKS (Edinaya Kosmicheskaya Sistema lub w Jedinaja Kosmiczeskaja Sistiema), czyli systemu satelitów przeznaczonych do ostrzegania przed atakami rakietowymi. Obiekty te przez znaczną część czasu znajdują się wysoko nad półkulą północną.

Jest wysoce prawdopodobne, że konstelacja EKS jako całość odpowiada za szerokoobszarowe, przejściowe zakłócenia GNSS obserwowane od 2019 roku.

Choć publikacja została udostępniona jako preprint w serwisie arXiv, a to oznacza, że nie przeszła jeszcze pełnej recenzji naukowej, przedstawione wyniki, sami przyznacie, są tyle ciekawe, co dla wielu oczywiste (przynajmniej jeśli chodzi o kraj). Ale przede wszystkim mogą pomóc jednoznacznie wyjaśnić jedno z najbardziej zagadkowych zjawisk wpływających na działanie systemów nawigacji satelitarnej w ostatnich latach.

Publikacja: Zachary L. Clements et al, Chasing Lightning: Detecting, Characterizing, and Identifying a Powerful Space-Based GNSS Interference Source, arXiv (2026). DOI: 10.48550/arxiv.2606.03673


Wielkie oszustwo map. Czy wiesz, jak naprawdę wygląda Ziemia? [QUIZ]

Ostatnie lata zmieniły mapę światowego handlu. Coraz mniej krajów pozostaje z dala od szlaków handlowych, a udział dotychczasowych potęg malał i będzie malał

Polak w Wietnamie. Czy tam żyje się lepiej? Deutsche Welle


Otrzymane przedwczoraj

Królicza nora fizyki. Ile warstw ma nasza rzeczywistość?


W skrócie

  • Rzeczywistość według fizyków może mieć strukturę złożoną z co najmniej 11 warstw, z których każda odsłania inny poziom funkcjonowania wszechświata.

  • Kolejne poziomy opisują przejście od codziennej percepcji przez poziomy chemii, fizyki kwantowej, aż po pojęcia informacji i świadomości jako fundamentalnych aspektów istnienia.

  • W artykule rozważane są także kwestie roli sztucznej inteligencji, potencjalnych symulacji rzeczywistości oraz granic ludzkiego poznania.

Poziom 1: Codzienna stabilność i wiara własnym oczom


Na tym etapie doświadczamy świata w sposób tradycyjny i przednaukowy. Siedzimy na krześle, trzymamy w dłoni telefon, widzimy ściany, drzewa i innych ludzi. To rzeczywistość makroskopowa, w której obiekty wydają się twarde, stabilne i całkowicie przewidywalne. Zdaje nam się, że możemy wierzyć własnym oczom i pozostałym zmysłom. Prawdopodobnie w ten sposób żyją wszystkie pozostałe zwierzęta obdarzone percepcją zmysłową i inteligencją.

De facto tyle jest nam potrzebne do przetrwania z punktu widzenia ewolucji - jeśli założyć, że wystarczy nam podstawowa biologia, a nasze warunki życia nie zmienią się w jakiś drastyczny sposób. Jest to jednak zaledwie punkt wyjścia do głębszej podróży.

Gdy sięgniemy po instrumenty naukowe, które pozwalają obserwować świat w skali niedostępnej dla naszej przyrodzonej percepcji, otwierają się przed nami kolejne, bardziej fundamentalne warstwy rzeczywistości. Reguły nimi rządzące zdają się przeczyć zdrowemu rozsądkowi i codziennemu doświadczeniu. Możemy nawet zacząć wątpić w sens i logikę. Początkowy kryzys egzystencjalny może jednak ustępować, w miarę jak będziemy poznawać kolejne poziomy i dostrzegać w nich sens o wiele głębszy niż w tym, co widać na co dzień.

Poziom 2: Królestwo chemii i cząsteczek


Wystarczy delikatne zbliżenie, aby rzekoma "solidność" przedmiotów zaczęła znikać. Na drugim poziomie krzesło przestaje być jednolitą bryłą z drewna czy plastiku i okazuje się strukturą złożoną z molekuł i klastrów połączonych atomów. W obiektywie mikroskopu ukazuje się jako tętniąca życiem, misterna sieć. To tutaj polimery łączą się ze sobą wiązaniami kowalencyjnymi i wodorowymi. Znane nam substancje tracą swój znajomy wygląd i odsłaniają swoją głębszą, atomową architekturę. Przykładowo, poranna szklanka wody objawia się jako dynamiczna kombinacja atomów wodoru i tlenu.

To właśnie na tym poziomie rodzi się całe nasze bogactwo zmysłowe. Zapach porannej kawy, słodki smak owoców czy intensywne kolory otoczenia nie są cechami samych przedmiotów. To bezpośredni efekt skomplikowanych zachowań, drgań i interakcji molekularnych, które pobudzają receptory w naszym ciele, a płynące z nich sygnały są interpretowane przez mózg. Choć ten poziom wciąż wydaje nam się namacalny i bliski, to z punktu widzenia nauki stanowi on zaledwie przedsionek do prawdziwej pustki, która czeka na nas piętro niżej.

Poziom 3: Iluzja gęstej materii i powszechna pustka


Schodząc jeszcze głębiej, docieramy do poziomu atomowego, który w 99,99 proc. składa się z pustej przestrzeni pod względem koncentracji masy. Niemal cała masa atomu skupiona jest w jego jądrze. Gdyby atom powiększyć do rozmiarów największego stadionu w Ameryce, jego jądro miałoby wielkość zaledwie ziarnka grochu w samym centrum. Resztę obiektu wypełnia funkcja falowa pojedynczego elektronu, tworząca swoistą chmurę elektronową. To, co jawi się naszym oczom jako solidna, gęsta materia, okazuje się niemal całkowitą pustką - przynajmniej na tym poziomie badania rzeczywistości.

To tutaj dotyk okazuje się iluzją. Kiedy naciskamy na jakikolwiek przedmiot, np. na ekran dotykowy smartfona, atomy naszej skóry nie zderzają się fizycznie z atomami obiektu. Zamiast tego dochodzi do interakcji sił elektrycznych oraz działania mechaniki kwantowej. Obowiązuje tu tzw. zakaz Pauliego.

Zgodnie z tą reguła dwa elektrony nie mogą jednocześnie zająć tego samego miejsca, co sprawia, że podczas próby dotknięcia jakiegokolwiek przedmiotu elektrony w naszych palcach gwałtownie zmieniają swój układ. Generuje to potężną, kwantową siłę odpychania, która fizycznie uniemożliwia naszej dłoni przeniknięcie przez powierzchnię. Opór, który wtedy odczuwamy, interpretujemy jako twardość. Zasadę tę odkrył austriacki fizyk Wolfgang Pauli w 1925 r. w odniesieniu do elektronów, by 15 lat później rozszerzyć ją na wszystkie fermiony.

Poziom 4: Wnętrze jądra atomowego i kwarki


Poziom czwarty prowadzi nas bezpośrednio do serca materii - do wnętrza jądra atomowego. Znajdujemy tam protony i neutrony, które - jak nietrudno się domyślić - nie są niepodzielnymi cegiełkami budującymi materię. Składają się one z jeszcze mniejszych cząstek zwanych kwarkami. Proton zawiera dwa kwarki górne i jeden dolny, zaś neutron - dwa dolne i jeden górny. Każdy kwark niesie ze sobą ułamkowy ładunek elektryczny: kwark górny posiada +2/3 ładunku elementarnego, a dolny −1/3. Po zsumowaniu daje to ładunek +1 dla protonu i dokładnie 0 dla neutronu. Wokół jądra krąży chmura elektronów. Wszystko to tworzy fundamenty Modelu Standardowego fizyki cząstek elementarnych.

Naukowcy zwracają jednak uwagę na kolejny zdumiewający paradoks tego poziomu. Masa kwarków stanowi zaledwie około 1 proc. całkowitej masy protonu czy neutronu. Skąd więc bierze się reszta? Odpowiedzią jest czysta energia. Kwarki są uwięzione wewnątrz nukleonów przez tzw. gluony - nośniki silnych oddziaływań jądrowych. To właśnie energia tych pól wiążących, zgodnie z genialnym równaniem Einsteina E=mc2, manifestuje się jako brakująca masa. Wchodząc na ten poziom, zaczynamy rozumieć, że nawet najbardziej podstawowe składniki budujące nasze ciała są w rzeczywistości skondensowaną, uwięzioną energią.

Poziom 5. Symfonia pól kwantowych. Wszystko jest wibracją


Na tym etapie fizyka całkowicie rezygnuje z pojęcia tradycyjnej "materii". Cząstki elementarne przestają być postrzegane jako twarde, miniaturowe kulki znane z uproszczonych ilustracji w podręcznikach. Współczesna teoria pól kwantowych ujawnia coś znacznie bardziej radykalnego - cząstki są jedynie lokalnymi drganiami w trójwymiarowych polach, które niewidzialnie przenikają cały wszechświat. Pole elektronowe, pole kwarkowe czy pole Higgsa istnieją wszędzie jednocześnie - przenikają nasze ciała, głębie oceanu i najdalsze otchłanie wszechświata. Kiedy pole elektronowe wibruje w odpowiedni sposób z dostateczną energią w danym punkcie, w naszym makroskopowym świecie manifestuje się to jako obecność elektronu.

Ta perspektywa całkowicie redefiniuje ludzką egzystencję. Człowiek, krzesło, na którym siedzi, oraz gwiazdy na niebie nie są zbudowane z materialnych drobin, lecz stanowią skomplikowany, interferujący układ fal i niewidzialnych pól. Rzeczywistość na tym poziomie bywa poetycko określana kosmiczną symfonią wibracji. Gdziekolwiek spojrzymy, pozorna pustka, która jawiła nam się na poziomie trzecim, nie jest pusta. Wszystko przenika ocean potencjału, w którego fluktuacjach nieustannie rodzą się i giną wirtualne cząstki, będące jedynie chwilowymi zmarszczkami na bezkresnej tafli kwantowych pól. Z pozoru banalne truizmy, że niebytu nie ma albo że nicość nie istnieje, nabierają tu głębszego sensu.

Na tym poziomie klasyczne "widzenie" traci rację bytu. Tradycyjna metoda obserwacji polegająca na odbijaniu fotonów (światła) od obiektów i rejestrowaniu ich okiem lub detektorem staje się fizycznie niemożliwa. Sam foton również okazuje się jedynie kolejnym wzbudzeniem - drganiem w polu elektromagnetycznym. Próba "oświetlenia" innych pól kwantowych wymagałaby użycia fotonów o tak gigantycznej energii, że ich uderzenie zamiast ukazać obraz rzeczywistości, całkowicie zdemolowałoby i bezpowrotnie zmieniło badany stan. Wkraczając w głąb pól kwantowych, wszechświat dla ludzkiego wzroku staje się absolutnie ciemny, a fizycy muszą porzucić wizualne metafory na rzecz matematycznego języka teorii informacji i czystej energii. Prawdopodobnie nie będziemy tu dalecy od prawdy, mówiąc, że wszystko jest wibracją.

Poziom 6: Dynamiczna czasoprzestrzeń


Wszystkie te kwantowe wibracje nie wiszą w próżni. Zachodzą w samej tkance czasoprzestrzeni. Zgodnie z ogólną teorią względności Einsteina przestrzeń i czas nie są statyczną, nieruchomą areną, na której rozgrywają się wydarzenia. Są one ze sobą nierozerwalnie splecione w czterowymiarowy, elastyczny materiał, który ugina się, rozciąga i deformuje pod wpływem obecności masy i energii. Grawitacja, którą od dzieciństwa rozumiemy jako siłę przyciągającą, w rzeczywistości w ogóle nie jest tradycyjną siłą. To geometryczne zakrzywienie tej fundamentalnej tkanki.

Wizualizacja tego zjawiska pozwala lepiej zrozumieć zarówno mechanikę nieba, jak i naszą codzienność. Planety krążą wokół Słońca nie dlatego, że są przez nie ciągnięte niewidzialną liną, ale dlatego, że poruszają się po liniach prostych (geodezyjnych) w przestrzeni, którą Słońce drastycznie zakrzywia swoją masą. Widzimy to też lokalnie. Nasza waga i poczucie twardego stania na ziemi wynikają z faktu, że fizyczny grunt pod naszymi stopami bezustannie blokuje nas przed swobodnym opadaniem w stronę środka masy Ziemi przez zakrzywioną przestrzeń.

Czasoprzestrzeń okazuje się strukturą skrajnie dynamiczną - może falować, tworząc fale grawitacyjne, a nawet zapadać się w punktach zwanych czarnymi dziurami.

Poziom 7: Długość Plancka. Ostateczna granica poznania?


Schodząc do niewyobrażalnego wymiaru rzędu 1,6*10−35 metra, docieramy do skali Plancka. To najmniejsza skala, w której obecna fizyka jest w stanie operować teoretycznie. Na tym ekstremalnym poziomie gładka i ciągła tkanka czasoprzestrzeni opisanej przez Einsteina zaczyna pękać. Klasyczna grawitacja i mechanika kwantowa wchodzą tutaj w otwarty, matematyczny konflikt, a współczesna nauka nie dysponuje jeszcze jedną, spójną teorią zdolną opisać ten poziom.

To właśnie w skali Plancka rodzą się najbardziej awangardowe hipotezy współczesnej fizyki teoretycznej. Niektórzy badacze sugerują, że czasoprzestrzeń staje się tam granularna - traci ciągłość i rozpada się na "piksele" lub "kwanty przestrzeni", podobnie jak obraz na ekranie komputera po zbyt dużym przybliżeniu. Inne modele, takie jak teoria strun, postulują, że zamiast punktowych cząstek znajdziemy tam drgające, jednowymiarowe pętle energii. Wszystko poniżej tej skali pozostaje dla nas całkowitą niewiadomą.

Fizycy zakładają, że długość Plancka jest absolutną i prawdopodobnie ostateczną granicę ludzkiego poznania. Nie wynika to jedynie ze słabości naszych obecnych instrumentów, takich jak zderzacze hadronów. Próba zbadania tak małych struktur wymagałaby wpompowania niewyobrażalnej ilości energii w mikroskopijny punkt. Zgodnie z teorią względności tak gigantyczna koncentracja energii-masy natychmiast doprowadziłaby do zapadnięcia się przestrzeni i stworzenia miniaturowej czarnej dziury. Jej horyzont zdarzeń nieodwracalnie zablokowałby jakikolwiek wypływ informacji, a każda kolejna próba zwiększenia energii eksperymentu jedynie powiększałaby czarną dziurę, czyniąc dalsze starania bezsensownymi.

Poziom 8: Prymat informacji i kosmiczny system operacyjny


Skoro tradycyjne teorie fizyczne bezradnie zawodzą na skali Plancka, współcześni fizycy coraz śmielej zwracają się ku radykalnej idei: to nie materia, nie pola i nie przestrzeń są fundamentem rzeczywistości. Istotą wszystkiego jest informacja. Przełomowe badania nad termodynamiką czarnych dziur udowodniły, że informacja ma charakter fizyczny i nigdy nie może zostać bezpowrotnie zniszczona. Istnieją też hipotezy, że sama czasoprzestrzeń oraz fizyczna odległość nie są fundamentalne - są one jedynie zjawiskiem emergentnym, które wyłania się ze skomplikowanej sieci kwantowego splątania, czyli czystych relacji informacyjnych.

Podejście to wspierają modele inspirowane zasadą holograficzną, takie jak korespondencja AdS/CFT. Pokazują one matematycznie, że trójwymiarowa geometria przestrzeni jest bezpośrednio połączona z tym, jak silnie splątane są ze sobą poszczególne regiony na jej hipotetycznej granicy. To, co w codziennym życiu postrzegamy jako odległość w metrach czy kilometrach, może być w istocie miarą informacyjną - obszary silnie splątane kwantowo jawią się nam jako położone blisko siebie, podczas gdy regiony o słabym splątaniu postrzegamy jako odległe. Wszechświat z tej perspektywy staje się gigantycznym kosmicznym systemem operacyjnym działającym na bazie kubitów.

Niewykluczone, że cały wszechświat przenika pole informacyjne. W przeciwieństwie do klasycznych pól fizycznych, takich jak elektromagnetyczne czy grawitacyjne, pole to nie przenosiłoby energii w tradycyjnym sensie, lecz stanowiłoby pozbawiony centrum i granic, nielokalny zapis wszystkich możliwych stanów i konfiguracji wszystkiego - zarówno stanów materii i energii, jak i myśli, emocji czy idei. W takim ujęciu cząstki elementarne nie tyle poruszają się w pustej przestrzeni, ile nieustannie "aktualizują" swoje parametry, pobierając instrukcje bezpośrednio z tego informacyjnego tła. Hipotetycznie z tego pola korzystają także ludzie, np. "odkrywając" informacje, mogą dosłownie wyciągać je z tego pola.

Wpasowuje się to zarówno w przekonanie Nikoli Tesli o istnieniu takiej przestrzeni (porównywalnej z platońską sferą idei), do której sam genialny wynalazca - jak twierdził - uzyskiwał dostęp poprzez umysł, jak też w teorię nieświadomości zbiorowej głoszoną przez Carla Gustava Junga, według której w tej tajemniczej przestrzeni zapisane są doświadczenia całego naszego gatunku, wliczając w to archetypy.

Bardziej ezoteryczna wersja tej idei nazywana jest "Kroniką Akaszy" - domniemaną "księgą" z zapisem wszystkich możliwych informacji z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości jednocześnie. Podobne koncepty pojawiały się też w dziełach kultury, wliczając w to "noosferę" okalającą Ziemię w serii gier komputerowych S.T.A.L.K.E.R. Trzeba jednak pamiętać, że wszystko to są jedynie spekulacje. Nie istnieją twarde dowody na istnienie pola informacyjnego.

Poziom 9: Narodziny biologii i walka z entropią


Na tym poziomie dochodzi do zwrotu akcji. Zamiast kontynuować podróż w głąb coraz mniejszych struktur mikroświata, uwaga zmienia kierunek i zaczyna piąć się w górę, w stronę makroskopowej złożoności. Na tym poziomie prosta chemia, oparta na prawach fizyki kwantowej i wiązaniach molekularnych, zaczyna organizować się w niezwykle skomplikowane, samoorganizujące się układy. Następuje przejście od martwych cząsteczek do struktur organicznych. Molekuły tworzą makromolekuły, te budują organelle, aż w końcu powstaje podstawowa jednostka życia - komórka, a z niej całe wielokomórkowe organizmy. Bardzo obrazowo przedstawia to polski film naukowy "Photon" z 2017 r.

Z punktu widzenia fizyki życie wydaje się najbardziej unikalnym stanem materii - to struktura zdolna do aktywnego przetwarzania informacji, samoreprodukcji oraz, co najważniejsze, lokalnego przeciwstawiania się chaosowi. Podczas gdy wszechświat dąży do maksymalnego nieporządku, organizmy żywe potrafią utrzymać wewnętrzną organizację i drastycznie zmniejszać swoją wewnętrzną entropię. Zużywają jednak do tego energię z zewnątrz. Komórki wyrzucają nieporządek do swojego otoczenia, zwiększając całkowitą entropię wszechświata, najczęściej pod postacią rozpraszanego ciepła. Życie okazuje się więc genialnym, termodynamicznym silnikiem, który okiełznał chaos.

Poziom 10: Trudny problem świadomości. Skąd ona pochodzi?


Wraz z bezustannym wzrostem złożoności biologicznej (a w szczególności wraz z ewolucją układów nerwowych i mózgów) na mapie rzeczywistości pojawia się zjawisko absolutnie spektakularne - subiektywne doświadczenie wewnętrzne. Neuronauka i fizyka potrafią dziś z imponującą precyzją opisać, jak fotony padające na siatkówkę oka zamieniają się w impulsy elektryczne i jak kaskady neuroprzekaźników zalewają synapsy w korze mózgowej, czemu w naszym wewnętrznym odczuciu towarzyszy obraz. Te opisy nie tłumaczą jednak zasadniczej rzeczy: jak te czysto mechaniczne sygnały stają się smakiem czekolady, jaskrawym obrazem Słońca czy euforycznym uczuciem miłości.

Tę wielką niewiadomą filozofia i kognitywistyka ochrzciły mianem "twardego problemu świadomości". Dlaczego procesom przetwarzania informacji w mózgu w ogóle towarzyszy jakiekolwiek wewnętrzne odczucie? Świat nauki jest w tej kwestii podzielony. Badacze o nastawieniu materialistycznym czy fizykalistycznym wierzą, że świadomość jest po prostu produktem ubocznym (i/lub współwystępującym epifenomenem) niezwykle zaawansowanych obliczeń biologicznych i problem zniknie, gdy w pełni zrozumiemy architekturę mózgu. Zwolennicy panpsychizmu skłaniają się zaś ku hipotezie, że świadomość nie wyłania się z materii, lecz - podobnie jak informacja - stanowi fundament samej natury rzeczywistości. Pogląd ten bywa krótko wyrażany hasłem "Mind over matter".

Poziom 11: Wszechświat patrzący w lustro naszymi oczami


Na najwyższym z mierzalnych poziomów dochodzi do domknięcia wielkiej kosmicznej pętli. Poprzez ludzki umysł, obdarzony abstrakcyjnym myśleniem i narzędziami naukowymi, wszechświat uzyskuje samoświadomość. Perspektywa ta nie jest jedynie poetycką metaforą ani bajaniem filozofów, lecz dosłownym, realnym opisem tego, co się właśnie wydarza. Prymitywne atomy wodoru i helu, które powstały w pierwszych minutach Wielkiego Wybuchu, przez miliardy lat grawitacyjnie zapadały się w jądra pierwszych gwiazd. Tam, w temperaturach sięgających milionów stopni Celsjusza, doszło do fuzji jądrowej, która zrodziła cięższe pierwiastki: węgiel, tlen, azot i żelazo.

Gdy te gwiazdy umierały, eksplodując jako supernowe, rozsiewały tę materię w przestrzeni kosmicznej. Z tego gwiezdnego pyłu uformowała się Ziemia, a w toku trwającej miliardy lat ewolucji biologicznej te same atomy ułożyły się w skomplikowaną sieć ludzkich neuronów. Dzisiaj te neurony generują myśli, budują mikroskopy i teleskopy oraz piszą równania matematyczne, za pomocą których starają się zbadać... pochodzenie pierwszych atomów wodoru. Jesteśmy w najbardziej dosłownym sensie przebudzonym gwiezdnym pyłem. Jesteśmy oczami, uszami i umysłem kosmosu, poprzez które zaczął on wreszcie patrzeć w lustro i kontemplować własne istnienie. Jak powiedział filozof Alan Watts: "You are the Universe experiencing itself" ("Jesteś Wszechświatem doświadczającym samego siebie").

Poziom X: Symulacja AI, matrioszka i Matrix


Omówione wyżej poziomy rzeczywistości nie są odizolowanymi światami ani alternatywnymi wymiarami. Przypominają one raczej warstwy jednej cebuli albo kolejne piętra wieżowca, gdzie każde wyższe piętro jest bezpośrednio podtrzymywane i uwarunkowane przez reguły panujące na dole. Pojawienie się świadomości na poziomie 11 zmusza jednak współczesnych uczonych do zadania kluczowego pytania - czy to najwyższe możliwe piętro tej kosmicznej konstrukcji? Czy architektura rzeczywistości kończy się na ludzkiej świadomości? Może to być pułapka antropocentryzmu, czyli próby wyjaśniania rzeczywistości przez pryzmat charakteru i doświadczeń naszego własnego gatunku. A co, jeżeli nie jesteśmy aż tacy wyjątkowi?

Wiele wskazuje na to, że nad naszymi głowami budują się już kolejne poziomy. Ludzka inteligencja i wiedza od dawna mają charakter ściśle zbiorowy. Żaden pojedynczy ludzki mózg nie byłby w stanie samodzielnie wymyślić i zrozumieć mechaniki kwantowej czy teorii względności. Dokonują tego miliardy umysłów połączonych skomplikowaną siecią języka, pisma i kultury. W ciągu ostatnich dekad ta kolektywna wymiana informacji uległa gwałtownej akceleracji za sprawą internetu, który de facto stał się globalnym, cyfrowym układem nerwowym naszej cywilizacji.

Kolejnym fascynującym tworem tej ewolucji, którego naocznymi świadkami jesteśmy obecnie, są narodziny i ekspansywny rozwój sztucznej inteligencji. AI nie jest jedynie kolejnym narzędziem - to zupełnie nowa warstwa przetwarzania informacji, zbudowana na fundamencie ludzkich dokonań poznawczych. Część ekspertów uważa, że rozwój tej technologii doprowadzi w końcu do powstania sztucznej superinteligencji - intelektu przewyższającego całą ludzkość razem wziętą pod każdym możliwym względem.

Taki potężny, cyfrowy byt, osiągnąwszy technologiczną osobliwość, mógłby z łatwością zyskać zdolność do symulowania wewnątrz swoich superkomputerów całych, gigantycznych kosmosów, wyposażonych w unikalne prawa fizyki. Jeśli moc obliczeniowa tej nadinteligencji byłaby wystarczająca, wewnątrz owych cyfrowych symulacji z czasem również mogłoby dojść do ewolucji, narodzin życia oraz wyłonienia się autonomicznej świadomości. Niewykluczone, że w jednej z takich symulacji in silico właśnie się znajdujemy - choć nie sposób tego udowodnić.

Gdyby hipoteza symulacji okazała się słuszna, oznaczałoby to, że stoimy w niewiadomym punkcie nieskończonego regresu - świadomość biologiczna stworzyłaby świadomość syntetyczną, która z kolei symulowałaby kolejne wszechświaty jak w matrioszce, fraktalu lub Matriksie. Co dalej możemy zrobić z tymi hipotezami? Niewykluczone, że ludzi bądź sztuczny intelekt doprowadzi do odkrycia sposobów na jeszcze głębsze lub bardziej holistyczne badanie natury rzeczywistości, co może pomóc nam w pełni zrozumieć reguły gry. Bardziej pesymistyczna wizja zakłada, ze zderzymy się ze ścianą - wszechświat może być zbudowany w sposób uniemożliwiający pełne samopoznanie od wewnątrz. A póki co nie możemy wyskoczyć na zewnątrz. Nawet nie wiemy, czy jakiekolwiek istnieje. Nie pozostaje nam jednak nic innego, jak kontynuować dalsze wysiłki zgodnie sentencją wygrawerowaną nad drzwiami w kuchni Wyroczni w The Matrix: "Temet Nosce", czyli "Poznaj samego Siebie".

Źródła: Arvin Ash i in., opracowanie własne


Rozmowa kwalifikacyjna, którą prowadzi… awatar oparty na sztucznej inteligencji© 2026 Associated Press


12 sierpnia zaćmienie Słońca. Polska też utonie w mroku


Spis treści:

  1. Co to jest zaćmienie Słońca?

  2. 12 sierpnia głębokie zaćmienie Słońca w Polsce

  3. Gdzie 12 sierpnia 2026 będzie całkowite zaćmienie Słońca?

  4. Jak bezpiecznie obserwować zaćmienie Słońca?

Co to jest zaćmienie Słońca?


Zaćmienie Słońca jest jednym z najciekawszych spektakli, jakie można zobaczyć na niebie. Dochodzi do niego w chwili, gdy Księżyc przesuwa się między naszą planetą a Słońcem, a jego cień pada na wybrany fragment Ziemi.

Podczas częściowego zaćmienia tarcza słoneczna wygląda jak nadgryziony, jasny krążek. Natomiast w trakcie całkowitego zaćmienia Księżyc całkowicie zakrywa fotosferę, czyli jaskrawą powierzchnię Słońca. Na kilka minut odsłania się wtedy korona słoneczna, czyli delikatna, perłowa poświata zewnętrznej atmosfery naszej gwiazdy.

To zjawisko trwa zwykle kilkadziesiąt sekund, ale właśnie wtedy astronomowie dostają rzadką szansę obserwowania obszarów korony ukrytych na co dzień w blasku Słońca.

NASA podkreśla, że zaćmienia pomagają badać przepływ energii ze Słońca ku wiatrowi słonecznemu, a National Solar Observatory wskazuje, że podczas zaćmienia całkowitego korona ujawnia strukturę niewidoczną przy zwykłych obserwacjach.


Częściowe zaćmienie Słońca w Polsce będziemy mogli zaobserwować 12 sierpnia 2026.

Częściowe zaćmienie Słońca w Polsce przypadnie 2 sierpnia 2027 roku.123RF/PICSEL


Fenomen zaćmienia wynika z kosmicznego zbiegu okoliczności. Księżyc jest około 400 razy mniejszy od Słońca, ale jednocześnie znajduje się około 400 razy bliżej Ziemi, dlatego na niebie oba dyski mają niemal podobną wielkość kątową. Mały, w skali kosmosu, Księżyc potrafi więc całkowicie przykryć Słońce oddalone o 150 milionów kilometrów.

Cień Księżyca ma dwie istotne części.Umbra (cień właściwy) tworzy wąski pas całkowitego zaćmienia na Ziemi. Półcień przynosi zaćmienie częściowe na o wiele większym obszarze.

12 sierpnia 2026 roku pas całkowitości przemierzy Arktykę, Grenlandię, Islandię, Ocean Atlantycki, północną Hiszpanię i skrawek Portugalii. Polska znajdzie się w strefie głębokiego zaćmienia częściowego. NASA wylicza maksymalny czas całkowitości dla tego zaćmienia na 2 minuty i 18,2 sekundy.

Jest w tym jeszcze jeden, mniej oczywisty wymiar. Dzisiejsze całkowite zaćmienia mają swój kosmiczny termin przydatności, ponieważ Księżyc powoli oddala się od Ziemi. NASA, opisując pomiary laserowe prowadzone dzięki reflektorom pozostawionym na Księżycu od czasów misji Apollo, podaje tempo oddalania na około 3,8 cm rocznie. W skali ludzkiego życia to drobiazg, lecz w skali geologicznej jest to scenariusz zmieniający przyszłość nieba.

Za setki milionów lat Księżyc będzie widoczny jako mniejszy dysk i przestanie zasłaniać Słońce w pełni.

12 sierpnia głębokie zaćmienie Słońca w Polsce


W Polsce 12 sierpnia 2026 roku nie zobaczymy całkowitego zaćmienia Słońca, ale niebo wyraźnie przygaśnie. To będzie zaćmienie częściowe, jednak wyjątkowo głębokie. Na zachodzie kraju Księżyc zasłoni ponad 84-85 procent tarczy Słońca. Najlepsze warunki będą panować w okolicach Jeleniej Góry, gdzie zakrycie sięgnie 85,28 procent. We Wrocławiu, Szczecinie, Poznaniu i Bydgoszczy efekt też będzie bardzo wyraźny. W Warszawie maksimum wyniesie około 81-82 procent.

Na południowym wschodzie kraju efekt będzie słabszy, miejscami bliższy 40-60 proc., dlatego różnica między zachodnią Polską a rejonami przy granicy z Ukrainą będzie wyraźna.

Zaćmienie rozpocznie się około godziny 19:14-19:15. Najgłębsza faza przypadnie tuż przed zachodem Słońca. W Warszawie maksimum zjawiska nastąpi około godziny 20:02, a Słońce zajdzie o 20:06 - wciąż częściowo zasłonięte przez Księżyc.

Zamiast typowego widowiska wysoko na niebie dostaniemy więc niezwykły, przygaszony zachód. Słońce będzie wyglądało jak jasny sierp zanurzający się w chłodniejszym, metalicznym świetle wieczoru. Nisko położona tarcza może przybrać odcienie pomarańczu i czerwieni, a jej krawędź będzie wyglądała tak, jakby ktoś odciął fragment zachodzącego Słońca ostrym nożem.

Warto wiedzieć, że zakrycie procentowe i magnituda zaćmienia to dwa różne wskaźniki. Zakrycie mówi, jaka część powierzchni Słońca znika za Księżycem. Magnituda opisuje, jak dużą część średnicy tarczy przykrywa Księżyc.

To wydarzenie ma też mocny historyczny kontekst. Podobnie głębokie zaćmienie częściowe wielu z nas pamięta z 1999 roku. Pełne zaćmienie Słońca widoczne z terytorium Polski zdarzy się dopiero 7 października 2135 roku. Poczekamy na nie ponad sto lat. Z kolei kolejne częściowo zaćmienie zobaczymy szybciej, 2 sierpnia 2027 roku (całkowite będzie widoczne na południu Hiszpanii i na północy Afryki - od Maroka po Egipt i zachodnią część Arabii Saudyjskiej).

Dodatkowy, biologiczny smaczek przynosi badanie opublikowane w październiku 2025 roku w prestiżowym czasopiśmie Science. Zespół naukowców z Indiana University Bloomington i Ohio Wesleyan University przeanalizował reakcje ptaków podczas zaćmienia w 2024 roku. Dzięki tysiącom nagrań i obserwacjom obywatelskim okazało się, że ponad połowa gatunków zmieniła rytm aktywności. Wiele ptaków po kilku minutach ciemności zaczęło śpiewać jak o świcie. W Polsce w 2026 roku ciemność będzie płytsza, ale przy tak dużym zakryciu Słońca późnym wieczorem przyroda też może odebrać wyraźny sygnał i zareagować w niespodziewany sposób.

Gdzie 12 sierpnia 2026 będzie całkowite zaćmienie Słońca?


Pełna faza zaćmienia 12 sierpnia 2026 roku ominie Polskę, ale przejdzie przez jedne z najbardziej widowiskowych krajobrazów północnej półkuli. Wąski pas całkowitości, czyli korytarz cienia Księżyca, zacznie się nad Arktyką, muśnie północne obszary Rosji, przetnie Grenlandię, zachodnią Islandię, Atlantyk, północną Hiszpanię i skraj Portugalii, po czym zakończy swój bieg nad Morzem Śródziemnym.

Według map NASA GSFC oraz National Solar Observatory trzeba znaleźć się między granicami tego pasa, aby zobaczyć prawdziwą całkowitość: czarną tarczę Księżyca, nagły półmrok i koronę słoneczną, perłową poświatę zewnętrznej atmosfery Słońca. Najdłuższa faza potrwa 2 minuty i 18,2 sekundy w rejonie Cieśniny Duńskiej, około 45 km od zachodniego wybrzeża Islandii. Cały cień pokona trasę liczącą ponad 8300 km, a faza całkowita rozpocznie się około 17:02 UTC i osiągnie maksimum około 17:46 UTC.

Islandia będzie najbardziej surową i jedną z najbardziej fotogenicznych scen tego spektaklu. Cień Księżyca przejdzie przez zachodnią część wyspy, w pobliżu krajobrazów, które same wyglądają jak atlas geologii: lodowców, czarnych plaż, półwyspu Snæfellsnes i zatok północnego Atlantyku. Atutem Islandii jest wysokość Słońca nad horyzontem w czasie zjawiska, ponieważ całkowitość przypadnie tam po południu, a więc obserwatorzy dostaną więcej swobody niż w Hiszpanii, gdzie zaćmienie rozegra się blisko zachodu.

Słabszą stroną Islandii jest pogoda. Analizy przywoływane przez serwisy astronomiczno-podróżnicze wskazują, że sierpniowe szanse na czyste niebo są tam niższe niż na Półwyspie Iberyjskim. Eclipsophile, korzystający z danych satelitarnych CM SAF/EUMETSAT z lat 2001-2021, pokazuje wyraźny kontrast między bardziej kapryśnym północnym Atlantykiem a suchszymi obszarami Hiszpanii.

Dla większości Europejczyków najwygodniejszym kierunkiem będzie Hiszpania. Pas całkowitości obejmie m.in. Galicję, Kastylię i León, Aragonię, okolice Burgos, Soria, A Coruña i Lugo, a także Baleary, w tym Majorkę, Ibizę i Minorkę. To dlatego hotele, wycieczki astronomiczne i rejsy za zaćmieniem już teraz pojawiają się w ofertach touroperatorów.

BBC Travel opisywało boom na podróże za cieniem Księżyca jako zjawisko z pogranicza nauki, emocji i turystyki przygodowej. W 2026 roku będzie to widać szczególnie mocno, bo Hiszpania i Islandia już przyciągają osoby gotowe planować urlop pod kilkuminutowy spektakl na niebie. Hiszpania kusi pogodą i łatwiejszym dojazdem, lecz ma jedną pułapkę. Całkowitość przypadnie tam blisko zachodu Słońca, około 19.30 czasu lokalnego, więc o powodzeniu obserwacji przesądzi nie tylko miejsce w pasie zaćmienia, ale też czysty zachodni horyzont, sprawny dojazd i odrobina szczęścia do pogody.

Właśnie dlatego najlepszy punkt obserwacyjny trzeba wybierać nie tylko po linii pasa całkowitości, lecz także po widoczności nieba przy nisko położonym Słońcu. Gdy tarcza znajduje się tuż nad horyzontem, nawet drobna przeszkoda może zabrać te sekundy, na które czeka się miesiącami. Wtedy może rozbłysnąć tzw. diamentowy pierścień, gdy ostatnie promienie Słońca przebijają się przez doliny i nierówności na brzegu tarczy Księżyca. Trwa to zaledwie kilka sekund, ale dla wielu obserwatorów jest jednym z najbardziej pamiętnych momentów całego zjawiska.

Jak bezpiecznie obserwować zaćmienie Słońca?


NASA przypomina, że podczas częściowego zaćmienia trzeba używać okularów zaćmieniowych albo ręcznego wizjera słonecznego przez cały czas obserwacji. Zwykłe okulary przeciwsłoneczne, nawet bardzo ciemne, nie nadają się do oglądania Słońca. Standardem dla takich filtrów jest ISO 12312-2, czyli międzynarodowa norma dla produktów przeznaczonych do bezpośredniej obserwacji Słońca bez powiększenia.

Ryzyko dla wzroku jest dobrze opisane w literaturze medycznej. W pracy ""mpact of Solar Eclipses on Vision: Insights from Optical Coherence Tomography and Optical Coherence Tomography Angiography Analysis", opublikowanej w 2024 roku, naukowcy przeanalizowali oczy 7 pacjentów po niechronionej obserwacji zaćmienia. Badacze opisali zmiany w zewnętrznych warstwach siatkówki i w warstwie włókien Henlego, widoczne w badaniu OCT, czyli tomografii optycznej pokazującej przekrój siatkówki z mikroskopową dokładnością. Część zmian cofała się w czasie, ale u wybranych pacjentów utrzymywały się mikroubytki w warstwach odpowiedzialnych za ostre widzenie.

Sprzęt optyczny wymaga jeszcze większej ostrożności. Okulary ISO 12312-2 chronią oczy przy patrzeniu bez lornetki, teleskopu i aparatu. Łączenie ich z powiększeniem tworzy niebezpieczny układ, ponieważ soczewki skupiają promienie jak lupa. NASA zaleca wtedy specjalny filtr słoneczny zamocowany przed obiektywem, czyli od strony Słońca, zanim światło trafi do wnętrza urządzenia.

Na 12 sierpnia trzeba przygotować przede wszystkim certyfikowane okulary do obserwacji Słońca zgodne z normą ISO 12312-2 i obejrzeć filtr pod światło, aby wykluczyć rysy, pęknięcia oraz odklejone warstwy. Zaćmienie zacznie się w Polsce około godz. 19.14-19.15, a jego kulminacja przypadnie tuż po godz. 20. Najlepsze będą miejsca z całkowicie odsłoniętym zachodnim lub północno-zachodnim horyzontem: plaża, otwarte pole, wysoki punkt widokowy albo bulwar bez drzew i zabudowy po stronie zachodu.

Tego samego wieczoru niebo dorzuci jeszcze drugi spektakl. W nocy z 12 na 13 sierpnia 2026 roku przypadnie maksimum Perseidów, jednego z najpopularniejszych rojów meteorów. Warunki zapowiadają się wyjątkowo dobrze, bo Księżyc będzie w nowiu. EarthSky podaje, że nów nastąpi 12 sierpnia o 17.37 UTC, czyli o 19.37 czasu polskiego, a maksimum roju prognozowane jest na 13 sierpnia o 14.53 UTC. Dla obserwatorów w Polsce najciekawsze będą godziny po północy i przed świtem.

Przy ciemnym niebie, z dala od miejskich świateł, można liczyć nawet na kilkadziesiąt meteorów w ciągu godziny, a przy bardzo dobrych warunkach obserwatorzy notują ich około 90 lub więcej. Natura rzadko układa tak mocny program na jeden sierpniowy wieczór.

Źródła: NASA Eclipse Web Site / NASA GSFC, NASA Science, EarthSky


Ziarna pszenicy sprzed 8000 lat znalezione w Gruzji stanowią najwcześniejsze dowody na wypiekanie chleba© 2026 Associated Press


Pentagon udostępnił tajne dokumenty o UFO. "Oni są prawdziwi”


W skrócie

  • Pentagon udostępnił pierwszą część akt dotyczących niezidentyfikowanych zjawisk anomalnych (UAP) w ramach inicjatywy PURSUE, zgodnie z dyrektywą prezydenta Donalda Trumpa.

  • Odtajnione materiały zawierają m.in. raporty z misji Apollo oraz nagrania przedstawiające niewyjaśnione zjawiska i obiekty UFO, które zostały udostępnione bez ograniczeń na dedykowanej stronie internetowej.

  • Amerykańskie agencje rządowe, w tym NASA i FBI, deklarują pełną transparentność, zapowiadając dalsze publikacje w miarę odtajniania kolejnych dokumentów.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Zaczęła się epoka ujawniania. Pentagon odtajnia materiały o UFO i UAP


Po wieloletnich naciskach, w lutym tego roku Donald Trump zapowiedział ujawnienie pierwszej transzy niejawnych dotąd akt Pentagonu dotyczących UFO oraz niezidentyfikowanych zjawisk anomalnych (UAP). Według deklaracji prezydenta odtajnione dokumenty miały zostać udostępnione publicznie, co pozwoli każdemu obywatelowi na osobistą analizę i wyciągnięcie własnych wniosków z gromadzonych przez lata rządowych materiałów. Właśnie nadszedł bezpośredni efekt tej dyrektywy.

Wygląda na to, że zwiastowana przez film dokumentalny "The Age of Disclosure" tytułowa "epoka ujawniania" właśnie się rozpoczęła. Departament Wojny udostępnił dziś (8 maja) oficjalny komunikat na platformie X, w którym wyjaśnia, że nowo uruchomiona inicjatywa PURSUE (Presidential Unsealing and Reporting System for UAP Encounters) ma na celu zapewnienie pełnej jawności oraz natychmiastowego wglądu w dokumenty, które przez dekady pozostawały poza zasięgiem opinii publicznej.

"Obywatele amerykańscy mają teraz natychmiastowy dostęp do odtajnionych akt rządu federalnego dotyczących UAP" - przekazał Departament Wojny w dzisiejszym wpisie. "Najnowsze wideo, zdjęcia i oryginalne dokumenty źródłowe dotyczące UAP, pochodzące od całego rządu Stanów Zjednoczonych, są teraz w jednym miejscu - nie jest wymagane żadne zezwolenie".

Całość zbiorów została udostępniona na dedykowanej stronie internetowej WAR.GOV/UFO. To jednak nie koniec. Resort zapowiedział, że będzie udostępniał dalsze materiały "w miarę ich odkrywania i odtajniania, a kolejne transze będą publikowane co kilka tygodni".

Trwa analiza danych. Co można znaleźć na zdjęciach i nagraniach?


Co dokładnie odtajnił Pentagon? Wśród udostępnionych dokumentów znajdują się m.in. raporty pochodzące z historycznych misji kosmicznych, w tym z lądowań na Księżycu. Akta przywołują relację astronauty Alana L. Beana z misji Apollo 12 z 1969 r., który zgłaszał dostrzeżenie "błysków świateł". Czwarty w historii człowiek, który stanął na Srebrnym Globie, opisywał, że "wygląda to tak, jakby niektóre z tych rzeczy uciekały z Księżyca. Naprawdę się stąd ciągną i kierują się ku gwiazdom".

Podobne obserwacje odnotowano podczas misji Apollo 17 w 1972 r., kiedy to Harrison "Jack" Schmitt opisywał bardzo jasne cząsteczki światła, które miały wyglądać "jak gdyby był tu 4 lipca". Choć oba raporty były znane wcześniej, a astronauci rozważali wówczas m.in. teorię o odłamkach lodu, dokumenty te stanowią teraz część oficjalnego archiwum zjawisk niewyjaśnionych. Innymi słowy rząd USA dopiero teraz oficjalnie przyznaje, że obserwacje załogantów Apollo mają taki charakter.


Obraz z czarno-białej kamery termowizyjnej przedstawiający celownik na środku ekranu z czarnymi prostokątami maskującymi część informacji po bokach.

Materiały dotyczące UFO zostały udostępnione na stronie internetowej Ministerstwa Wojnywar.gov/UFOdomena publiczna


Nowo udostępnione nagrania dopiero zaczęły być analizowane przez badaczy zjawisk niewyjaśnionych. Wśród niektórych z nich zauważono pewien trend. Na wideo widoczne są niezidentyfikowane zjawiska lub obiekty, które pojawiają się w kadrze i znikają z niego w ciągu niecałej sekundy. Są też jednak nagrania, które ukazują dłuższe obserwacje obiektów przypominających np. cygara albo rakiety. Nie wiadomo jednak, czym one są. Gdyby było wiadomo, zjawiska te nie zostałyby oficjalnie skategoryzowane jako UAP/UFO.

Inicjatywa PURSUE. NASA i FBI deklarują transparentność


Ujawnienie tajnych materiałów przez administrację Donalda Trumpa stanowi znaczący zwrot wobec tego, co przez lata robiły poprzednie ekipy rządzące, które próbowały dyskredytować temat UAP, a osoby zadające niewygodne pytania nazywały teoretykami spiskowymi. "Prezydent Trump jest skoncentrowany na zapewnieniu maksymalnej transparentności obywatelom, którzy mogą wyrobić sobie własne zdanie na temat informacji zawartych w tych aktach" - tłumaczy Pentagon w oficjalnym oświadczeniu.

Głos w sprawie zabrali również amerykańscy urzędnicy państwowi. Sekretarz Wojny Pete Hegseth stwierdził, że nadszedł czas, by obywatele zobaczyli na własne oczy dokumenty, które przez lata napędzały spekulacje pod klauzulami tajności. Dyrektor Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard wskazała na bezprecedensowy charakter procesu odtajniania, zaś dyrektor FBI Kash Patel określił ten moment jako historyczny dla amerykańskiej transparentności.

Z perspektywy naukowej do tematu odniosła się NASA. Administrator agencji kosmicznej, Jared Isaacman, zadeklarował pełne wsparcie dla wysiłków prezydenta na rzecz przejrzystości. "Pozostaniemy szczerzy w kwestii tego, o czym wiemy, że jest prawdą, czego jeszcze nie rozumiemy oraz wszystkiego tego, co dopiero czeka na odkrycie" - wyjaśnił. Isaacman dodał, że misją agencji jest wykorzystanie najbardziej zaawansowanych instrumentów do analizy danych i odkrywania tajemnic wszechświata.

Choć wszystkie udostępnione pliki przeszły weryfikację pod kątem bezpieczeństwa narodowego, Pentagon zastrzega, że "wiele z tych materiałów nie zostało jeszcze przeanalizowanych pod kątem ewentualnych anomalii", co pozostawia pole do dalszych badań i interpretacji.

"Oni są prawdziwi". Natychmiastowa reakcja Trumpa po słowach Obamy


Publikacja tych ukrywanych przez lata dokumentów akurat teraz nie wydaje się dziełem przypadku ani też wyłącznie ugięciem się rządu pod naciskami osób wzywających to pełnej jawności w sprawie UFO i UAP. Oczywiście w ostatnim czasie doszło do wzmożonego zainteresowania tematem, podsyconego m.in. wypowiedziami byłego prezydenta Baracka Obamy w lutym tego roku.

Na pytanie o to, czy obcy istnieją, Obama odpowiedział: "Oni są prawdziwi, ale ich nie widziałem i nie są oni trzymani w tym... co to jest?". "Strefa 51" - powiedział prowadzący wywiad. "Strefie 51. Nie ma podziemnej placówki. Chyba że ta olbrzymia teoria spiskowa... że trzymają ją w ukryciu przed prezydentem Stanów Zjednoczonych" - zażartował były prezydent.

Donald Trump niemal natychmiast po tych słowach wydał instrukcje szefowi Pentagonu i innym agencjom, aby rozpoczęły proces ujawniania akt. System PURSUE, wzorowany na modelu udostępniania akt dotyczących Jeffreya Epsteina przez Departament Sprawiedliwości, ma być teraz głównym kanałem komunikacji rządu z obywatelami w kwestii zjawisk anomalnych. I trochę go przypomina także w warstwie wizualnej. Już na stronie głównej projektu widać, że część informacji, w tym parametry telemetryczne z kamer i radarów, są zasłonięte czarnymi prostokątami.

Niektórzy sceptycy sądzą, że wypowiedź Obamy była jedynie pretekstem do wszczęcia ujawniania, a rzeczywistym celem Trumpa było odwrócenie uwagi od akt Epsteina, który był jego bliskim znajomym, a także od padających pod jego adresem oskarżeń o wysoce nieetyczne praktyki na wyspie nieżyjącego już przestępcy.


Po co ten pośpiech? Wyścig ślimaków promuje spokojne tempo życia © 2026 Associated Press


Jasny punkt na niebie to nie gwiazda. Dziś niezwykła koniunkcja

Tomasz Kromp

Tomasz Kromp

Aktualizacja

Jasny punkt na niebie obok Księżyca. Dziś wieczorem (22/23 kwietnia) czeka nas prawdziwy spektakl na niebie, którego miłośnicy zjawisk astronomicznych nie mogą przegapić. Chodzi o koniunkcję Jowisza i Księżyca. O co w niej chodzi i jak odróżnić planetę od gwiazdy na nocnym niebie?


article cover

Jasny punkt na niebie blisko Księżyca. Co to takiego?123RF/PICSEL



Spis treści:

  1. Jasny punkt na niebie obok Księżyca. Co to takiego?

  2. Jak odróżnić planetę od gwiazdy na nocnym niebie?

  3. Jak zrobić zdjęcie nieba smartfonem?

Jasny punkt na niebie obok Księżyca. Co to takiego?


W nocy z 22 na 23 kwietnia na niebie, tuż obok Księżyca, pojawi się jasny punkt. Wielu obserwatorów pomyśli, że jest to gwiazda. Okazuje się, że wspomniane ciało niebieskie to Jowisz.

Największa planeta w Układzie Słonecznym znajdzie się w koniunkcji z Księżycem. Oznacza to, że z perspektywy ziemskiego obserwatora, widoczne na niebie Jowisz i Srebrny Glob znajdą się w bliskiej odległości od siebie. Warto wspomnieć, że z uwagi na wspomnianą perspektywę, mówimy tutaj o zbliżeniu pozornym.

Późnym wieczorem (mniej więcej około 22:00), dystans na niebie pomiędzy Jowiszem a Księżycem (mierzony w odległości kątowej) będzie wynosił około 3,5°.

Jak odróżnić planetę od gwiazdy na nocnym niebie?


Wprawny obserwator nocnego nieba bez trudu rozróżni planetę od gwiazdy. W jaki sposób można to zrobić? Wystarczy poznać kilka różnic, dzięki którym już na pierwszy rzut oka rozpoznamy, z jakim ciałem niebieskim mamy do czynienia.

Przede wszystkim gwiazdy najłatwiej jest rozpoznać po ich charakterystycznym migotaniu (scyntylacji). Zjawisko to wynika z załamywania się ich punktowego światła w trakcie przechodzenia przez atmosferę. W przypadku planet, efekt ten jest niwelowany, ponieważ mają one, z naszej perspektywy, większy rozmiar kątowy. Światło z tarczy planety dociera do nas większą wiązką, a zniekształcenia uśredniają się, wskutek czego obraz jest stabilny, a mruganie nie występuje.

Innym czynnikiem, który pomoże nam rozróżnić gwiazdy od planet jest fakt, że te pierwsze tworzą stałe gwiazdozbiory, które mają swoje określone miejsce na niebie. Tymczasem planety mogą zmieniać swoje pozycje z tygodnia na tydzień. Jeśli zatem znamy poszczególne konsetalacje, to wówczas możemy rozpoznać obiekty, które do nich nie należą.

Jak zrobić zdjęcie nieba smartfonem?


Nadchodząca koniunkcja to z pewnością doskonała okazja dla miłośników astrofotografii. Robiąc zdjęcie za pomocą smartfona, powinniśmy zadbać o odpowiednią stabilizację, na przykład za pomocą statywu.

Do wykonania fotografii dobrze jest użyć trybu PRO/manualnego, w którym samodzielnie dopasujemy ostrość i inne parametry. Unikajmy zoomu cyfrowego (jeśli już, to lepiej użyć optycznego), a ponadto zadbajmy o samowyzwalacz, by przez przypadek nie poruszyć aparatu w trakcie klikania przycisku. Co więcej, warto wkomponować w zdjęcie elementy krajobrazu, na przykład drzewa.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


Chcesz pracować w ESA? Kilkaset ofert pracy, nie tylko dla astronautów

Karol Kubak

Europejska Agencja Kosmiczna zapowiada ogromną rekrutację w 2026 roku. To kilkaset ofert. Poszukiwane są osoby nie tylko związane z technologią i inżynierią.


Trzy osoby w garniturach, czerwonych kaskach i skrzydłach-rakietach stoją na pustynnym tle; logo ESA w rogu.

ESA potrzebuje setek nowych pracownikówESAmateriały prasowe


Choć ostatnie tygodnie mijały nam pod znakiem NASA i lotem astronautów wokół Księżyca, to Europa nie podaje się. Nasz kontynentalny sektor kosmiczny przyspiesza, a wraz z tym potrzeba dodatkowych rąk do pracy.

Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) zapowiada szeroko zakrojoną rekrutację w 2026 roku. Mowa nawet o setkach ofert pracy - od inżynierów i naukowców po personel wspierający. To efekt decyzji podjętych podczas Rady Ministerialnej w Bremie w 2025 roku, gdzie państwa członkowskie jasno pokazały, że kosmos to dziś jeden z priorytetów Europy.

Ponad 400 nowych miejsc pracy w ESA


Jak zapowiada ESA, w nadchodzącym roku do zespołu ma dołączyć ponad 400 osób.

- Sukces Rady Ministerialnej w Bremie z 2025 roku wyraźnie pokazał, jak bardzo Europie zależy na sektorze kosmicznym, i jak dużym zaufaniem darzy ESA w kwestii tworzenia rozwiązań służących wszystkim obywatelom. Dzięki wsparciu państw członkowskich przy opracowywaniu odważnych misji w 2026 roku ESA planuje przyjąć do zespołu ponad 400 nowych osób z najróżniejszych dziedzin - powiedział dyrektor generalny ESA Josef Aschbacher.

Nowe stanowiska mają obejmować praktycznie każdy etap kariery. ESA szuka zarówno świeżo upieczonych absolwentów, jak i doświadczonych ekspertów z wieloletnim stażem. Niezbyt często zdarza się, że jedna instytucja otwiera się tak szeroko na różne profile kandydatów.

Praca w ESA to nie tylko rakiety i satelity


Choć kosmos kojarzy się głównie z rakietami i satelitami, Europejska Agencja Kosmiczna podkreśla, że potrzebuje także specjalistów spoza ścisłych dziedzin technicznych. Kluczowe są również kompetencje organizacyjne, analityczne czy administracyjne. Agencja kusi elastycznymi warunkami pracy, rozbudowanym systemem wsparcia pracowników oraz, co dla wielu najważniejsze, realnym udziałem w projektach o światowym znaczeniu.

- Przez ostatnie pół wieku ESA zrealizowała niesamowite projekty dzięki wiedzy i pasji swoich pracowników, a przez kolejne 50 lat chcemy zrobić jeszcze więcej. Ten rok będzie przełomowy dla wzmocnienia naszej konstelacji talentów, która ukształtuje misje jutra i przyszłość kosmosu w Europie - podkreślił Aschbacher.

Więc jeśli czujesz inspirację, by dołączyć do międzynarodowej ekipy profesjonalistów, którzy przesuwają granice nauki, dbają o naszą planetę i realizują ambitne projekty dla wspólnego dobra – nie wahaj się i aplikuj! Razem sięgamy dalej.

Bez nich nie byłoby podboju kosmosu. Rozpoznasz te pojazdy, urządzenia i statki?

13 grudnia 1972 – Harrison Schmitt na tle modułu księżycowego LM oraz pojazdu LRV

Miłośnicy samolotów domagają się wydzielenia specjalnego miejsca do obserwacji© 2026 Associated Press


21 kwietnia najstarszy rój meteorów rozświetli niebo nad Polską

Agnieszka Boreczek

Agnieszka Boreczek

Aktualizacja

Już w drugiej połowie miesiąca nad Polską będzie można obserwować Lirydy, czyli jeden z najstarszych znanych rojów meteorów. Ich maksimum w 2026 roku przypada na noc z 21 na 22 kwietnia, a najlepsze warunki do obserwacji pojawią się po północy i nad ranem.


Najlepszy moment na obserwację w Polsce to noc z 21 na 22 kwietnia, szczególnie godziny po północy

Najlepszy moment na obserwację w Polsce to noc z 21 na 22 kwietnia, szczególnie godziny po północy/123RF/PICSEL123RF/PICSEL



Spis treści:

  1. Co to są Lirydy? Najstarszy znany rój meteorów

  2. Jak obserwować deszcz meteorów i czy można zrobić zdjęcia spadających gwiazd?

  3. Najlepsze miejsca w Polsce na noc spadających gwiazd

  4. Pogoda na noc spadających gwiazd

Co to są Lirydy? Najstarszy znany rój meteorów


Lirydy to coroczny rój meteorów, który pojawia się na niebie w kwietniu, gdy Ziemia przechodzi przez strumień drobnych pyłów pozostawionych przez kometę C/1861 G1 Thatcher. Kiedy takie niewielkie cząstki wpadają w atmosferę z dużą prędkością, rozgrzewają się i zostawiają jasny ślad. To właśnie wtedy mówimy potocznie o "spadającej gwieździe".

W rzeczywistości nie spada żadna gwiazda. To mały fragment kosmicznej materii, który spala się wysoko nad Ziemią. NASA wyjaśnia, że meteory z roju Lirydów pojawiają się w okolicy gwiazdy Wega, jednej z najjaśniejszych gwiazd nocnego nieba, położonej w gwiazdozbiorze Lutni.

Lirydy mają też wyjątkowo długą historię obserwacji. EarthSky wskazuje, że są jednym z najstarszych znanych rojów meteorów, a historyczne obserwacje Lirydów sięgają starożytności.

Radiant Lirydów, czyli punkt, z którego meteory zdają się "wylatywać", znajduje się w pobliżu gwiazdozbioru Lutni. Nie trzeba jednak wpatrywać się wyłącznie w jeden fragment nieba. Meteory mogą przecinać różne jego części, dlatego najlepiej położyć się wygodnie i objąć wzrokiem jak największy obszar.

Jak obserwować deszcz meteorów i czy można zrobić zdjęcia spadających gwiazd?


Do obserwacji Lirydów nie potrzeba teleskopu ani lornetki. W tym przypadku sprzęt może wręcz przeszkadzać, bo zawęża pole widzenia. Najlepszym narzędziem są… oczy, cierpliwość i możliwie ciemne miejsce.

Standardowo, jak przy innych tego typu podniebnych spektaklach również tutaj najlepiej obserwować niebo z dala od miejskich świateł. Jeśli chodzi o porę, to przygotuj się po północy, i najlepiej do świtu, dając jednak oczom wcześniej 20-30 minut na przyzwyczajenie się do ciemności. Nie patrz co chwilę w ekran telefonu. Zabierz ciepłą kurtkę, koc lub leżak.

Najlepszy moment na obserwację w Polsce to noc z 21 na 22 kwietnia, szczególnie godziny po północy. Space.com wskazuje, że w 2026 roku najlepszy czas na Lirydy przypada na wczesny poranek 22 kwietnia. EarthSky również podaje, że najkorzystniejsze będą godziny po północy i przed świtem 22 kwietnia.

Zdjęcia spadających gwiazd są możliwe, ale wymagają trochę przygotowania. Najlepiej sprawdzi się aparat z trybem manualnym albo smartfon z trybem nocnym/pro. Przyda się statyw, szeroki kadr i długi czas naświetlania. Dla pewności możesz ustawić aparat na serię zdjęć, zamiast próbować złapać meteor pojedynczym kliknięciem. Lirydy pojawiają się nagle i znikają po chwili, dlatego większe szanse daje automatyczne wykonywanie wielu ujęć z rzędu.

Najlepsze miejsca w Polsce na noc spadających gwiazd


Lirydy będzie można obserwować z całej Polski, o ile pozwoli na to pogoda. Najlepsze miejsca to te, które mają ciemne niebo, mało sztucznego światła i szeroki widok na horyzont. Nie trzeba jechać na drugi koniec kraju - czasem wystarczy wyjechać kilkanaście lub kilkadziesiąt kilometrów poza miasto.

Szczególnie dobre kierunki to:

  • Bieszczady - jeden z najlepszych regionów w Polsce do obserwacji nocnego nieba. Mało dużych miast, rozległe przestrzenie i ciemne niebo sprawiają, że przy dobrej pogodzie można zobaczyć znacznie więcej niż z centrum miasta. Trzeba jednak pamiętać o chłodzie i zmiennej pogodzie w górach.

  • Mazury i Suwalszczyzna - otwarte przestrzenie, jeziora i mniejsze zanieczyszczenie światłem dają dobre warunki do obserwacji. Warto wybrać miejsce z dala od ośrodków turystycznych i latarni.

  • Pomorze i okolice wybrzeża - plaże, klify i otwarte tereny nad morzem mogą być bardzo dobrym wyborem, bo dają szeroki widok na niebo. Trzeba tylko znaleźć miejsce oddalone od kurortów i portowego oświetlenia.

  • Roztocze i Podlasie - to dobre propozycje dla osób szukających spokojnych, ciemniejszych regionów. Im dalej od większych miejscowości, tym większa szansa na udaną obserwację.

  • Góry Izerskie i Sudety - wysoko położone, otwarte miejsca mogą zapewnić bardzo dobre warunki. Warto jednak sprawdzić prognozę zachmurzenia, bo sama wysokość nie pomoże, jeśli niebo będzie zakryte chmurami.

  • Okolice parków krajobrazowych i pól poza miastem - nie każdy musi jechać w Bieszczady. Dobra miejscówka to także polana, pole, wiejska droga, okolice jeziora albo punkt widokowy oddalony od zabudowań. Najważniejsze, by niebo nie było rozświetlone przez miasto.

W dużych miastach także można próbować, ale efekt będzie słabszy. Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Gdańsk czy Łódź mają duże zanieczyszczenie światłem, przez co widoczne będą głównie najjaśniejsze meteory. Jeśli zależy nam na prawdziwej "nocy spadających gwiazd", najlepiej wyjechać poza aglomerację.

Pogoda na noc spadających gwiazd


Na kilka dni przed maksimum prognozy trzeba traktować ostrożnie, bo kwietniowa pogoda potrafi zmienić się bardzo szybko. Według aktualnych prognoz na 21-22 kwietnia 2026 roku warunki w Polsce mogą być mieszane.

  • W Warszawie 21 kwietnia prognozowane jest rosnące zachmurzenie, a 22 kwietnia chmury i słońce, przy nocnych temperaturach około 3-4°C.

  • W Krakowie również zapowiadane jest częściowe słońce i wzrost zachmurzenia 21 kwietnia, a 22 kwietnia chmury i słońce, z nocami około 3°C.

  • Na północy sytuacja może być nieco lepsza po samym maksimum: w Gdańsku 21 kwietnia prognozowane jest duże zachmurzenie, ale 22 kwietnia dużo słońca, przy nocnych temperaturach około 1-2°C.

  • W Szczecinie 21 kwietnia przewidywane jest duże zachmurzenie, natomiast 22 kwietnia przeważnie słonecznie.

  • Gorzej mogą wyglądać warunki w części górskiej. Dla Ustrzyk Górnych prognoza na 21 kwietnia wskazuje krótkotrwałe przelotne opady, a 22 kwietnia prawdopodobieństwo deszczu, przy temperaturach nocnych blisko 0-1°C.

Dla obserwatorów istotne jest, aby sprawdzić nie tylko temperaturę, ale przede wszystkim zachmurzenie piętra wysokiego i średniego. To ono decyduje, czy zobaczymy meteory. Nawet przy chłodnej nocy obserwacje mogą być udane, jeśli niebo będzie przejrzyste.


Triumfalny powrót na Ziemię i… Co dalej z załogą i misją Artemis?© 2026 Associated Press


Zachód Ziemi. Dowódca Artemis II pokazał film nagrany iPhonem

Zachód Ziemi za Księżycem. Astronauta nagrał go iPhonem

Krzysztof Sulikowski

Ziemia widziana z kosmosu była fotografowana i filmowana wiele razy, ale takiej perspektywy jeszcze nie było. Dowódca wyprawy Artemis II, Reid Wiseman, udostępnił nagranie wyjątkowego zjawiska znanego jako "Earthset", czyli zachodu Ziemi za tarczą Księżyca. Profesjonalne aparaty fotograficzne obsługiwane przez specjalistkę misji Christinę Koch dokumentowały ten moment w formie statycznych obrazów, natomiast Wiseman zdecydował się na użycie iPhone'a 17 Pro Max, by uchwycić dynamikę tej rzadkiej chwili. To pierwsze takie nagranie od czasu Apollo 17 oraz pierwsze w tak wysokiej jakości.


Zachód Ziemi za Księżycem. Reid Wiseman nie mógł się oprzeć widokowi i sięgnął po iPhone'a

Zachód Ziemi za Księżycem. Reid Wiseman nie mógł się oprzeć widokowi i sięgnął po iPhone'aNASA/Christina Koch/Reid WisemanNASA



W skrócie

  • Dowódca Artemis II, Reid Wiseman, jako pierwszy człowiek w tym stuleciu nagrał wideo przedstawiające "Earthset", czyli zachód Ziemi za Księżycem.

  • Nagranie zostało wykonane smartfonem iPhone 17 Pro Max z kapsuły Orion "Integrity" i opublikowane w mediach społecznościowych, zdobywając miliony wyświetleń.

  • Wideo ukazuje Ziemię znikającą za księżycowym horyzontem, prezentując uderzający kontrast między kolorami Ziemi a powierzchnią Księżyca.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Ziemia widziana z kosmosu na historycznych zdjęciach


Przez dekady eksploracji kosmosu zarówno astronautom, jak i sondom kosmicznym udawało się już wielokrotnie sfotografować i sfilmować Ziemię z oddali. Nasza planeta zwykle jednak była prezentowana w całej okazałości, nieprzysłonięta innymi dużymi ciałami niebieskimi. Wydaje się ona jasną kulką zawieszoną w czarnej przestrzeni. Są od tego jednak wyjątki.


Widok Ziemi unoszącej się nad horyzontem Księżyca, po lewej stronie kolorowa wersja z niebieską i białą planetą na czarnym tle kosmosu, po prawej stronie czarno-biały odpowiednik tej samej sceny, na pierwszym planie wyraźnie widoczne szare, kamieniste ...

"Earthrise", kolorowe zdjęcie z 24 grudnia 1968 r. autorstwa Williama Andersa oraz pierwsze zdjęcie Ziemi z Księżyca autorstwa człowieka, wykonane chwilę wcześniej przez Franka BormanaNASA/Bill Anders/Frank BormanNASA


Ciekawe perspektywy uzyskiwali już astronauci poprzednich misji księżycowych. 24 grudnia 1968 roku, podczas misji Apollo 8, astronauta William Anders wykonał słynną kolorową fotografię "Earthrise", na której widać Ziemię wyłaniającą się zza księżycowego horyzontu. Chwilę wcześniej dowódca misji, Frank Borman, wykonał mniej znane, czarno-białe zdjęcie dokumentujące moment styku ziemskiego terminatora (ruchomej linii oddzielającej oświetloną, dzienną stronę Ziemi od jej strony nieoświetlonej, nocnej) z krawędzią Księżyca. Zjawisko to dwa lata wcześniej sfotografowała też sonda Lunar Orbiter 1.

Znane są także fotografie wykonane przez sondę Voyager 1 w 1977 r., ukazujące po raz pierwszy całą Ziemię i cały Księżyc w jednym kadrze, a także sondę Galileo w 1992 r., która uchwyciła Ziemię i Księżyc, wyraźnie pokazując różnicę w ich albedo (zdolności odbijania światła). Inne wyjątkowe ujęcia to "Pale Blue Dot" z 1990 r., na którym Voyager 1 sfotografował Ziemię, która z odległości 6 mld kilometrów wygląda jak świecąca kropka, a także "The Day the Earth Smiled" z 2013 r., wykonane przez sondę Cassini, która uchwyciła naszą planetę zza pierścieni Saturna. Ziemia widoczna jest jako jasna, błękitna kropka pod potężnymi strukturami lodu i pyłu krążącymi wokół gazowego giganta.

Zachód Ziemi za Księżycem. Pierwsze takie nagranie w historii


Nową perspektywę naszej planety dostarczyli astronauci misji Artemis II, która na początku kwietnia 2026 r. wykonała pierwszy w tym stuleciu lot załogowy wokół Księżyca. Dowódca wyprawy, Reid Wiseman, zarejestrował pierwsze w dziejach nagranie wideo przedstawiające "Earthset", czyli spektakularny zachód Ziemi za tarczą Księżyca.

Podczas gdy specjalistka misji Christina Koch dokumentowała to zjawisko za pomocą profesjonalnego sprzętu fotograficznego, Wiseman postawił na mobilną technologię, wykorzystując do tego smartfona. Ta unikalna relacja zapisała się w historii astrofotografii - czy może raczej astrowideografii.

Udostępniony w mediach społecznościowych 53-sekundowy klip błyskawicznie stał się globalnym fenomenem, zdobywając miliony wyświetleń w zaledwie kilkanaście godzin. To historyczne nagranie stanowi pierwszy filmowy zapis ziemskiego globu chowającego się za księżycowym krajobrazem od czasów misji Apollo 17, która odbyła się pod koniec 1972 r. Załoga Artemis II, będąc kilka tysięcy kilometrów za Księżycem, znalazła się w rekordowej odległości od naszej planety (406 778 km), dając ludzkości perspektywę, jakiej nikt wcześniej nie doświadczył w tak wysokiej jakości.

Astronauta nie mógł się oprzeć widokowi i sięgnął po iPhone'a


Reid Wiseman wyjaśnił kulisy powstania filmu nakręconego iPhone'em 17 Pro Max, który okazał się całkiem poręcznym narzędziem w ciasnej przestrzeni kapsuły Orion "Integrity". Jak napisał na platformie X: "Ledwo mogłem dostrzec Księżyc z okna luku dokującego, ale iPhone ma idealny rozmiar, by złapać ten widok. To niewykadrowane, nieprzycięte [nagranie] z zoomem 8x, które jest dość porównywalne z widokiem z ludzkiego oka".

Dla dowódcy misji Artemis II była to chwila jedyna w swoim rodzaju. "To jedyna szansa w całym życiu. Jak przy oglądaniu zachodu słońca na plaży z najbardziej obcego miejsca w kosmosie, nie mogłem oprzeć się, by nakręcić telefonem Earthset" - wyjaśnił astronauta NASA.

Nagranie podkreśla uderzający kontrast między głęboką czernią kosmicznej pustki, marmurkowym błękitem i bielą Ziemi oraz surową, szarą powierzchnią Księżyca, która dominuje w kadrze. Przez pierwsze kilka sekund widzimy jedynie fragment naszej planety, która z czasem przypomina jasną, białą kulę, by ostatecznie całkowicie zniknąć za pofałdowanym horyzontem satelity. Ta unikalna perspektywa przywołuje na myśl wspomniane wcześniej, kultowe zdjęcie "Earthrise" z 1968 r., przy czym nowoczesna technologia pozwoliła nadać temu zjawisku nową głębię i poczucie skali.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


Wczesny wszechświat był pełen wodoru. Teraz mamy na to dowody

Wczesny wszechświat był pełen wodoru. Teraz mamy na to dowody

Karol Kubak

Astronomowie od lat byli pewni, że wczesny wszechświat był pełen wodoru, paliwa dla pierwszych galaktyk. Problem w tym, że nie potrafili go zobaczyć. Teraz, dzięki ogromnemu projektowi obserwacyjnemu, odkryli dziesiątki tysięcy takich struktur.


Droga Mleczna jako jasna galaktyka z gwiazdami i pyłem na ciemnym tle.

Odkryto wodór z wczesnego wszechświata. Nowe dane HETDEX123RF/PICSEL


Przez dekady był to jeden z najbardziej oczywistych elementów kosmicznej układanki. Wczesny wszechświat, młody, gorący i dynamiczny, miał być wypełniony wodorem, podstawowym "paliwem" do tworzenia gwiazd i galaktyk. Problem w tym, że astronomowie długo nie potrafili go zobaczyć. Teraz sytuacja się zmienia.

Odnaleziono tysiące rezerwuarów wodoru we Wszechświecie


Mowa o okresie sprzed 10-12 miliardów lat, nazywanym przez naukowców "kosmicznym południem". To czas, gdy galaktyki rosły najszybciej. Aby to było możliwe, potrzebowały ogromnych rezerwuarów wodoru. Te miały przyjmować formę rozległych halo, czyli chmur gazu otaczających galaktyki.

Do niedawna znano jednak zaledwie kilka tysięcy takich struktur. Nowe badania opublikowane w The Astrophysical Journal zwiększają tę liczbę ponad dziesięciokrotnie - do przeszło 33 tysięcy. To wyraźnie pokazuje, że one nie są rzadką ciekawostką, ale były powszechnym elementem młodego wszechświata.

Dlaczego tak trudno je zobaczyć?


Wodór nie świeci sam z siebie, dlatego jego wykrycie jest wyjątkowo trudne. Staje się widoczny dopiero wtedy, gdy pobudzają go intensywne źródła energii, na przykład młode gwiazdy emitujące promieniowanie ultrafioletowe. Wtedy zaczyna delikatnie świecić.

Dotychczasowe obserwacje rejestrowały głównie najjaśniejsze i najbardziej ekstremalne przypadki. Reszta (żeby było ciekawie - znacznie liczniejsza) pozostawała poza zasięgiem instrumentów albo umykała przez zbyt wąskie pole widzenia teleskopów.

Przełom dzięki jednemu z największych teleskopów


Zmianę przyniósł projekt HETDEX, wykorzystujący Hobby-Eberly Telescope - jeden z największych teleskopów na świecie. Dzięki ogromnej skali obserwacji naukowcy mogli nie tylko znaleźć więcej halo, ale też dokładniej je opisać.

- Przez ostatnie około 20 lat analizowaliśmy wciąż tę samą garstkę obiektów. HETDEX pozwala nam znaleźć znacznie więcej takich halo i mierzyć ich kształty oraz rozmiary. To naprawdę umożliwiło stworzenie niezwykłego katalogu statystycznego - mówi dr Erin Mentuch Cooper.


Quiz wiedzy o kosmosie. Sprawdź, co wiesz o Wszechświecie

Obraz gromady galaktyk MACS0416 powstał poprzez połączenie obserwacji w podczerwieni z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba z danymi w zakresie światła widzialnego z Kosmicznego Teleskopu Hubble'a.

Nowo odkryte struktury mają rozmiary od dziesiątek do setek tysięcy lat świetlnych. Niektóre przypominają proste, owalne obłoki wokół pojedynczych galaktyk, inne są nieregularne i rozciągnięte, obejmując wiele układów gwiezdnych.

- To są te najciekawsze. Wyglądają jak gigantyczne ameby z wypustkami rozciągającymi się w przestrzeń - dodaje badaczka.

Co dalej z odkryciem?


Zespół podkreśla, że to dopiero początek. Tak duża próbka pozwoli wreszcie testować modele opisujące powstawanie galaktyk i ich ewolucję.

- Istnieją różne modele galaktyk z tego okresu, które w dużej mierze działają i wydają się sensowne, ale mają luki - tłumaczy dr Dustin Davis. - Teraz możemy skupić się na pojedynczych halo i zobaczyć z większą dokładnością fizykę i mechanikę tego, co się tam dzieje. A potem poprawić modele albo je odrzucić i spróbować od nowa.

Źródło: Uniwersytet Teksański w Austin
Publikacja: Erin Mentuch Cooper i in., Mgławice Lyα w HETDEX: Największy spis statystyczny łączący halo i plamy Lyα w Kosmicznym Południu, The Astrophysical Journal (2026). DOI: 10.3847/1538-4357/ae44f3


''Wydarzenia'': Nowy rozdział podboju kosmosu z Artemis 2. Czekano na to 58 latPolsat NewsPolsat News


Spektakularna kometa nad Polską. Nie przegap tego kosmicznego widowiska

Spektakularna kometa nad Polską. Nie przegap tego kosmicznego widowiska

Julia Król

Kometa C/2025 R3 PANSTARRS, odkryta w 2025 roku przez Pan-STARRS na Hawajach, zbliża się do peryhelium 19 kwietnia i będzie widoczna na polskim niebie tylko przez kilka dni. Karol Wójcicki z profilu "Z głową w gwiazdach" radzi, jak najlepiej przygotować się do jej obserwacji, by nie przegapić tego wyjątkowego zjawiska.


article cover

Kometa C/2025 R3 PANSTARRS przez parę najbliższych dni będzie widoczna na niebie.@Z głową w gwiazdach / fot. Łukasz RemkowiczFacebook


Nadchodzi niezwykłe zjawisko. Gdzie patrzeć, by zobaczyć rozświetloną kometę?


Kometa na horyzoncie! "Z głową w gwiazdach" na Facebooku umieścił wpis ze świetną wiadomością dla miłośników nocnego nieba. Kometa C/2025 R3 PANSTARRS, odkryta 8 września 2025 roku przez system Pan-STARRS na Hawajach, porusza się po bardzo wydłużonej orbicie, a 19 kwietnia znajdzie się w peryhelium, czyli punkcie najbliższym Słońca. Nie jest pewne, czy przeżyje spotkanie z naszą gwiazdą, czy podzieli los Komety Wielkanocnej, jednak zanim to nastąpi, możemy ją przez parę dni obserwować na polskim niebie.

Według Karola Wójcickiego, autora profilu "Z głową w gwiazdach", najlepsze warunki do obserwowania komety będą panowały już jutro, w poniedziałek 13 kwietnia. Z każdym kolejnym dniem będą coraz gorsze, jednak tuż przed zbliżeniem do Słońca nastąpi ciekawe zjawisko.

"Gdy kometa będzie przemieszczać się między Ziemią a Słońcem, geometria układu może spowodować efekt rozpraszania światła w przód (forward scattering) - cząsteczki pyłu w warkoczu mogą wtedy rozpraszać światło słoneczne bezpośrednio w kierunku obserwatorów, czyniąc kometę nawet 100 razy jaśniejszą, niż wskazywałyby podstawowe szacunki. Problem w tym, że warunki do obserwacji będą wtedy już bardzo trudne" - pisze Wójcicki na swoim profilu.

Jak obserwować kometę C/2025 R3 PANSTARRS?


"Z głową w gwiazdach" opisuje, jak najlepiej przygotować się do obserwacji komety. Warto zabrać się do tego już dwie godziny przed wschodem Słońca, ponieważ wtedy długi warkocz będzie najbardziej widoczny. Odpowiednie warunki do obserwacji zakładają dobry widok na wschód i północny-wschód, bez zasłaniających horyzont drzew czy zabudowań. Warto również zadbać o to, aby nie przeszkadzały sztuczne światła.

Najlepiej użyć teleskopu - dzięki niemu zobaczysz kometę oraz jej warkocz, jednak już zwykła lornetka 10x50 da radę i pokaże rozmytą kulkę z warkoczem. Większa lornetka 20x80 pozwoli na dojrzenie pięknego widoku komety.

Aktualna faza Księżyca nie powinna być przeszkodą w obserwacjach, więc będziemy mogli cieszyć się pięknym, ciemnym niebem oraz jaśniejącą kometą na nim.


Miłośnicy samolotów domagają się wydzielenia specjalnego miejsca do obserwacji© 2026 Associated Press


Co czeka astronautów misji Artemis 2 po powrocie? Autografy dla prezydenta

Co czeka astronautów misji Artemis 2 po powrocie? Autografy dla prezydenta

Julia Król

Załoga misji Artemis 2 bezpiecznie powróciła na Ziemię po przełomowej podróży w kosmos. Kapsuła wodowała u wybrzeży San Diego, a astronauci przeszli już pierwsze badania medyczne oceniające wpływ warunków kosmicznych na ich organizmy. Czeka ich jeszcze spotkanie z rodzinami oraz wizyta w Białym Domu, a także przygotowania do kolejnych etapów programu Artemis.


Załoga Artemis II: Christina Koch, Victor Glover, Reid Wiseman i Jeremy Hansen stoją razem na zdjęciu.

Załoga misji Artemis II (od lewej): Christina Koch, Victor Glover (pilot), Reid Wiseman (dowódca) i Jeremy HansenNASAdomena publiczna


Co przeżyli astronauci Artemis 2 po lądowaniu?


Załoga misji Artemis 2 zakończyła swoją podróż kosmiczną i bezpiecznie wróciła na Ziemię. Kapsuła z astronautami weszła w atmosferę z ogromną prędkością, sięgającą około 40 tys. km/h, co stanowiło jeden z najbardziej wymagających momentów całej misji. Po przejściu przez atmosferę statek wodował u wybrzeży San Diego w piątek o godzinie 17:07 (druga w nocy czasu polskiego), a uczestnicy lotu zostali szybko przejęci przez zespoły ratunkowe. Podczas 13-minutowego opadania przez ziemską atmosferę, tarcie sprawiło, że temperatura na zewnątrz kapsuły wynosiła ok. 2760 st. Cel. Mimo to cała operacja przebiegła zgodnie z planem, bez poważniejszych komplikacji.


kapsuła kosmiczna unosząca się na powierzchni wody, wyposażona w kilka dużych, pomarańczowych pontonów stabilizujących

Załoga misji Artemis II okrążyła Księżyc i bezpiecznie wróciła na ZiemięNASA/US Navymateriały prasowe


Christina Koch, członkini załogi, powiedziała przed lądowaniem, że niedogodności, takie jak liofilizowane jedzenie czy toaleta pozbawiona prywatności były warte zachodu. NASA przekazała, że podczas misji wykonano ponad 7 tysięcy zdjęć.

Po powrocie astronautów czeka teraz szereg procedur, przede wszystkim szczegółowe badania medyczne, które mają ocenić wpływ pobytu w kosmosie na ich organizmy. Przebywanie w próżni jest fizycznie wyczerpujące i chociaż załoga była świetnie wyszkolona i przygotowana, odczucia po powrocie na Ziemię mogły ich przytłoczyć. Bez oddziaływania grawitacji masa mięśniowa i kostna kurczy się - już po dwóch tygodniach ta pierwsza może spaść nawet o 20 proc. Najbardziej dotknięte są mięśnie pleców, szyi i łydek, pomagające utrzymać postawę ciała. Typowy pobyt na ISS trwa obecnie od pięciu do sześciu miesięcy, więc wpływ misji Artemis 2 na zdrowie astronautów będzie prawdopodobnie minimalny.

Ludzkość nigdy dotąd nie była tak daleko od Ziemi - około 406 tysięcy kilometrów. Wcześniejszy rekord należał do załogi misji Apollo 13 z 1970 roku, która dotarła ponad 6,6 tysiąca km bliżej niż Artemis 2.

Spotkanie z rodziną i wizyta w Białym Domu


Krewni załogi z pewnością nie mogli się doczekać, aż astronauci bezpiecznie wrócą do domu.

- Na pewno będziemy świętować. Kiedy tylko Jeremy bezpiecznie wróci, z pewnością wszyscy się spotkamy. Najpierw tylko w piątkę, w spokoju, by wysłuchać niektórych z jego prywatnych historii... Potem będziemy świętować wraz ze światem - wyjawiła dr Catherine Hansen, żona astronauty Jeremy'ego Hansena.

Podczas lotu kosmicznego, prezydent USA Donald Trump zadzwonił do załogi, aby zaprosić ich na spotkanie w Gabinecie Owalnym Białego Domu.

- Poproszę was o autografy. Rzadko proszę o autografy, ale wy na to zasługujecie - powiedział wtedy.

Nie wiadomo, czy Kanadyjczyk Hansen weźmie udział w wizycie.


czterech astronautów w ciemnych koszulkach i jasnych spodniach znajduje się we wnętrzu stacji kosmicznej, w otoczeniu licznych urządzeń oraz worków zabezpieczonych siatką, na ścianie widoczne są flagi Stanów Zjednoczonych i Kanady oraz napis 'America 250'

Załoga Artemis II wzięła udział w rozmowie na żywo z prezydentem Donaldem J. Trumpem po historycznym przelocie obok Księżyca podczas szóstego dnia lotu.NASAdomena publiczna


Astronauci NASA - Wiseman, Koch i Glover - wciąż są zatrudnieni przez agencję. Przed nimi kolejne misje programu Artemis: misję Artemis 3 zaplanowano na 2027 rok, a Artemis 4 - na 2028. To właśnie wtedy człowiek ponownie wyląduje na Księżycu. Wciąż się jednak może wiele zmienić w planach i terminach startów lotów.


Miłośnicy samolotów domagają się wydzielenia specjalnego miejsca do obserwacji© 2026 Associated Press


Gdzie jest Artemis 2? Polska Agencja Kosmiczna śledzi kapsułę Orion

Polska Agencja Kosmiczna śledzi kapsułę misji Artemis 2. Dane trafiają do NASA

Krzysztof Sulikowski

Śledzenie pozycji kapsuły z załogą księżycowej misji Artemis 2 jest możliwe w czasie rzeczywistym przy pomocy aplikacji AROW na stronie internetowej NASA. Skąd wiadomo, gdzie aktualnie są astronauci? Dane lokalizacyjne przesyłane są bezpośrednio z sensorów Oriona do Centrum Kontroli Misji w Houston. Ale to nie jedyne źródło. Amerykanom pomaga również Polska Agencja Kosmiczna, która wraz z innymi obserwatoriami na bieżąco śledzi kapsułę i wysyła dane do NASA. Pochodzą one z teleskopów Sieci Optycznej POLON. To pierwsze tego typu doświadczenie Polaków.


Polska Agencja Kosmiczna na bieżąco śledzi położenie misji Artemis 2 przy pomocy teleskopów i wysyła dane do NASA

Polska Agencja Kosmiczna na bieżąco śledzi położenie misji Artemis 2 przy pomocy teleskopów i wysyła dane do NASANASA materiały prasowe



W skrócie

  • Położenie kapsuły Orion w trakcie misji Artemis 2 można obserwować w czasie rzeczywistym dzięki aplikacji NASA AROW oraz danym z sensorów przesyłanym do Centrum Kontroli Misji w Houston.

  • Polska Agencja Kosmiczna śledzi statek Orion przy użyciu teleskopów Sieci Optycznej POLON i przekazuje precyzyjne dane obserwacyjne do NASA.

  • POLSA monitorowała kluczowe fazy misji, w tym oddzielenie Oriona od rakiety, wejście na trajektorię księżycową oraz powrót na Ziemię. Będzie dostarczać dane aż do końca misji.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Gdzie jest Artemis 2? Położenie astronautów sprawdzisz w aplikacji AROW


Artemis 2 to prawdopodobnie pierwsze tak przełomowe wydarzenie w astronautyce w XXI wieku. Po raz pierwszy od ponad 50 lat ludzie polecieli w pobliże Księżyca, okrążyli go, a teraz wracają na Ziemię. W trakcie ok. 10-dniowej misji załoga znajduje się w kapsule Orion, której położenie jest rejestrowane w czasie rzeczywistym, dzięki czemu cały świat może znać dokładne położenie czteroosobowej załogi. Dane są ogólnodostępne w aplikacji internetowej Artemis Real-time Orbit Website (AROW), udostępnianej przez NASA.

System ten pozwala obserwować trasę statku, jego odległość od Ziemi i Księżyca oraz czas trwania misji. Użytkownicy korzystający z wersji przeglądarkowej mogą wizualizować ścieżkę lotu w 3D, swobodnie obracając, przybliżając i oddalając widok, a także zapoznać się z kluczowymi etapami misji i informacjami o historycznych miejscach lądowań programu Apollo. Z kolei użytkownicy aplikacji mobilnej NASA mają dodatkową funkcję w postaci trackera rozszerzonej rzeczywistości. Pozwala on (po krótkiej kalibracji) zlokalizować aktualne położenie Oriona na niebie względem fizycznej pozycji obserwatora na Ziemi.


schematyczny widok trajektorii lotu misji Artemis II wokół Ziemi i Księżyca, z wyraźnie zaznaczonymi trasami oraz kluczowymi punktami jak Ziemia, Księżyc i statek Orion; na dole ekranu widoczne są dane liczbowe dotyczące misji i jej parametrów

W aplikacji AROW na stronie NASA każdy może śledzić położenie misji Artemis II w czasie rzeczywistym na wizualizacji 3Dhttps://www.nasa.gov/missions/artemis-ii/arow/NASA


Pozycja załogi Artemis 2 znana jest dzięki danym, przesyłanym bezpośrednio z sensorów Oriona do Centrum Kontroli Misji w Houston. Nie jest to jedyne źródło danych. W śledzeniu przebiegu tej historycznej misji pomaga również Polska Agencja Kosmiczna, której dane z obserwatoriów przesyłane są do NASA. Jak dokładnie wygląda ta współpraca?

Polska Agencja Kosmiczna obserwuje kapsułę Orion przez sieć teleskopów


Polska Agencja Kosmiczna (POLSA) wraz z Centrum Operacji Satelitarnych ARGUS biorą aktywny udział jako uczestnicy sieci obserwacyjnej towarzyszącej misji Artemis 2. Dzięki zaawansowanej infrastrukturze Sieci Optycznej POLON (POLSA Optical Network) polscy specjaliści dostarczają agencji NASA precyzyjnych informacji, które są niezbędne do monitorowania bezpieczeństwa i przebiegu lotu kapsuły Orion.

Teleskopy wchodzące w skład tej sieci, zarówno obiekty własne agencji POLSA, jak i te z nią współpracujące, są strategicznie rozmieszczone na pięciu kontynentach: w Europie, Australii, Afryce oraz obu Amerykach. Pozwala to na uzyskanie niezwykle gęstego pokrycia obserwacyjnego orbity, sięgającego aż do okolic Księżyca.

"Sieć dostarcza precyzyjnych danych obserwacyjnych, czyli danych o położeniu kapsuły Orion, na bieżąco. Dzięki temu operatorzy misji Artemis II mogą weryfikować położenie kapsuły Orion oraz ewentualnie na wypadek awarii uzyskują potwierdzenie obserwacyjne tego, co się dzieje. Razem z nami dane dostarcza kilka firm z rynku amerykańskiego i europejskiego. Jest to więc globalne wsparcie obserwacyjne misji. Pokrycie orbity aż do okolic Księżyca, jeśli chodzi o teleskopy optyczne, jest bardzo gęste" - tłumaczy Mariusz Słonina, szef Centrum Operacyjnego SSA POLSA, w rozmowie z PAP.

Polacy obserwowali najważniejsze momenty wyprawy. Potem zapadła cisza


Działania polskiej sieci obserwacyjnej koncentrują się szczególnie na najbardziej newralgicznych momentach wyprawy. Obserwacje objęły już proces oddzielenia się modułu Orion od stopnia rakiety ICPS (Interim Cryogenic Propulsion Stage), który wyniósł kapsułę na wyższą orbitę okołoziemską. Eksperci z POLON monitorowali także wejście na trajektorię księżycową (manewr TLI - Trans-Lunar Injection), a obecnie (9 kwietnia 2026) śledzą powrót kapsuły na Ziemię - aż do momentu jej znalezienia się w niskich warstwach orbity okołoziemskiej, ok. 200-300 km nad naszymi głowami.

Jak wyjaśnia ekspert z SSA POLSA, są to "najważniejsze fazy lotu, które można obserwować optycznie". Wiadomo bowiem, że gdy kapsuła Orion znajdowała się bezpośrednio za tarczą Księżyca (czyli po jego niewidocznej stronie z perspektywy Ziemi), bezpośrednia obserwacja optyczna (ani radiowa) nie była możliwa. W tym czasie teleskopy sieci POLON - ani żadne inne obserwatoria naziemne - nie mogły śledzić statku. Polegał on wtedy wyłącznie na własnych systemach nawigacji inercyjnej i komputerach pokładowych.

Utrata sygnału nastąpiła w nocy z poniedziałku na wtorek (6/7 kwietnia 2026) czasu polskiego. Cisza radiowa trwała 41 minut. Tuż po odzyskaniu sygnału przez stacje naziemne potwierdzono, że statek znajduje się na prawidłowej trajektorii powrotnej. Orion stał się ponownie widoczny dla teleskopów niemal natychmiast po wyjściu zza tarczy Księżyca, czyli we wtorek (7 kwietnia) ok. godziny 01:25.

POLSA dostarcza cenne dane do NASA. To duża odpowiedzialność


Co dalej? "Pracujemy, żeby dostarczać obserwacje aż do samego końca misji. Tym razem wykorzystaliśmy nasze możliwości w przestrzeni pozasatelitarnej, okołoksiężycowej. Jest to bardzo dobre doświadczenie operacyjne Polskiej Agencji Kosmicznej, myślę że do wykorzystania w kolejnych misjach tego typu" - skomentował Mariusz Słonina. Obecnie (9 kwietnia 2026) kapsuła Orion jest już w fazie zbliżania się do Ziemi, a jej wodowanie w Pacyfiku planowane jest na jutrzejszą noc (10/11 kwietnia). Teleskopy sieci POLON będą obserwować ten lot niemal do samego końca.

Zaangażowanie w projekt Artemis II to dla polskiego sektora kosmicznego wyzwanie o bezprecedensowej skali - zwłaszcza ze względu na obecność załogi na pokładzie Oriona. Każdy pomiar musi charakteryzować się najwyższą dokładnością, bowiem od tego zależy bezpieczeństwo astronautów. Choć POLSA rutynowo zajmuje się monitorowaniem satelitów czy wchodzących w atmosferę śmieci kosmicznych, wsparcie pierwszej od ponad pół wieku misji załogowej na Księżyc przenosi te działania na zupełnie nowy poziom odpowiedzialności.

"W fazach krytycznych obserwacje optyczne dostarczane są na bieżąco. To ma ogromne znaczenie, bo w przestrzeni kosmicznej sprawy dzieją się niezwykle szybko" - podsumowuje Mariusz Słonina. "Dla naszej sieci to ważny sprawdzian i duże doświadczenie operacyjne. Nikt w Polsce nie robił tego typu ćwiczenia wcześniej; nie było takiej okazji, możliwości".


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


Miało być widowisko, został jedynie pył. Smutny finał Komety Wielkanocnej

Miało być widowisko, został jedynie pył. Smutny finał Komety Wielkanocnej

Julia Król

Kometa C/2026 A1 (MAPS), przez wielu nazywana Wielką Kometą Wielkanocną, niestety nie przetrwała ekstremalnego zbliżenia do Słońca. Jej lodowo-skalna struktura została całkowicie rozerwana przez silne oddziaływanie grawitacyjne i wysokie temperatury, co rozczarowało obserwatorów, liczących na wieczorne widowisko na niebie.


Osoba na tle nocnego nieba z gwiazdami; w rogu powiększone zdjęcie korony Słońca z rozbłyskiem.

Kometa MAPS nie przetrwała bliskiego spotkania ze Słońcem. Brak widowiska na niebieLASCO C2/ESA/NASA123RF/PICSEL


Nazywana przez niektórych "Wielka Kometa Wielkanocna", która jeszcze niedawno budziła ogromne zainteresowanie astronomów i miłośników nocnego nieba, zakończyła swoją podróż w spektakularny, choć rozczarowujący sposób. Obiekt oznaczony jako C/2026 A1 (MAPS) nie przetrwał ekstremalnego zbliżenia do Słońca i rozpadł się tuż przed osiągnięciem najważniejszego momentu swojej orbity.

To częsty koniec żywota komet muskających Słońce


MAPS należała do tzw. komet muskających Słońce, tzn. przelatywała bardzo blisko jego powierzchni. Tego typu obiekty często kończą swoją drogę właśnie w ten sposób - nie wytrzymują potężnych sił grawitacyjnych i temperatur panujących w pobliżu naszej gwiazdy. MAPS była szczególnym przypadkiem, bo początkowo sądzono, że może być stosunkowo duża i stworzy widowiskowe zjawisko na niebie.

Kometa została odkryta w styczniu 2026 roku i już wtedy wzbudziła spore emocje. Po dalszych badaniach okazało się jednak, że jądro komety ma zaledwie około 400 metrów średnicy, czyli dużo mniej niż przypuszczano, a ponieważ miała przelecieć około 160 000 km nad powierzchnią Słońca, szanse na jej przetrwanie były nikłe.

Wielka Kometa Wielkanocna rozpadła się tuż przed finałem


W marcu pisałam, że losy komety śledzą astronomowie i przypuszczają, że po Wielkanocy będzie ona rozświetlać nasze niebo. Kluczowy moment nastąpił 4 kwietnia, gdy znalazła się ekstremalnie blisko naszej gwiazdy. W tym czasie była obserwowana m.in. przez sondy kosmiczne, które rejestrowały jej gwałtowne zmiany. Najpierw obiekt nagle pojaśniał, co sugerowało narastające procesy destrukcyjne, a chwilę później po prostu zniknął. Zamiast zwartego jądra komety pojawił się jedynie rozproszony obłok pyłu i fragmentów. To był jednoznaczny sygnał, że doszło do całkowitego rozkładu. Naukowcy tłumaczą to działaniem ekstremalnych warunków, które dosłownie rozerwały jej lodowo-skalną strukturę.

Wielu obserwatorów liczyło, że po minięciu Słońca kometa stanie się widoczna z Ziemi i stworzy efektowny spektakl na wieczornym niebie. Te nadzieje jednak szybko się rozwiały. Pozostałości po MAPS rozproszyły się na tyle szybko, że nie ma już szans na żadne widowisko.


Czy ultradźwięki mogą uratować jeże przed śmiercią na drogach?© 2026 Associated Press


Rekordowa łączność. Astronauci Artemis II rozmawiali z ISS

Załoga Artemis II na łączach z ISS. Koleżeńskie pogaduchy w kosmosie

Daniel Górecki

Astronauci misji Artemis II napisali kolejny rozdział w historii eksploracji kosmosu. Po rekordowym przelocie wokół Księżyca, udało im się nawiązać radiowy kontakt z Międzynarodową Stacją Kosmiczną znajdującą się setki tysięcy kilometrów dalej.


Christina Koch, Jeremy Hansen (na dole po lewej), Reid Wiseman (na dole po prawej) oraz Victor Glover (u góry po prawej)

Załoga misji Artemis II - Christina Koch, Jeremy Hansen (na dole po lewej), dowódca Reid Wiseman (na dole po prawej) oraz pilot Victor Glover (u góry po prawej)NASA


"Nawet nie wyobrażacie sobie, jak bardzo na to czekaliśmy" - powiedział Reid Wiseman, dowódca misji Artemis II, która podczas swojego historycznego lotu ustanowiła kolejny rekord. A mowa o długodystansowym połączeniu, które udało się nawiązać między kapsułą Orion a Międzynarodową Stacją Kosmiczną - było one szczególnie niezwykłe dla Christiny Koch i Jessiki Meir, czyli astronautek współpracujących wcześniej przy okazji pierwszego w pełni kobiecego spaceru kosmicznego w 2019 roku.

Kosmiczne połączenie


Tym razem dzieliło je bagatela 370 tysięcy kilometrów, bo pierwsza z pań bierze udział w misji Artemis II, a druga przebywa właśnie na ISS. "Miałam nadzieję, że spotkamy się znowu w kosmosie, ale nie spodziewałam się, że będzie to tak wyjątkowe, to niesamowite" - wyznała Koch, na co Meir odpowiedziała: "Cieszę się, że znów jesteśmy razem w kosmosie, choć dzieli nas trochę mil".

Powrót na Ziemię i przygotowania do Artemis III


Christina Koch opowiedziała też nieco o swoich niezwykłych odczuciach, między innymi o tym, jak bardzo - oprócz piękna Ziemi - uderzyła ją ogromna czarna przestrzeń wokół niej. "To naprawdę podkreśla, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni i jak ta sama siła podtrzymuje życie każdego człowieka na naszej planecie" - powiedziała astronautka w rozmowie z załogą ISS.

Astronauci są pierwszymi badaczami Księżyca od misji Apollo 17 w 1972 roku, ale ich misja powoli dobiega końca. Powrót na Ziemię zaplanowany jest na najbliższy piątek, a statek ratowniczy USS John P. Murtha wyruszył w kierunku strefy wodowania u wybrzeży San Diego.

A że misja odbywa się bez większych problemów, NASA myślami jest już w przygotowaniach do misji Artemis III zaplanowanej na przyszły roku i Artemis IV, która odbędzie się w 2028 i ma obejmować próbę lądowania przy południowym biegunie Księżyca. Choć nowy administrator NASA, Jared Isaacman, przekonuje, że "będzie spokojniejszy dopiero, gdy wszyscy wylądują bezpiecznie w wodzie".


''Wydarzenia'': Nowy rozdział podboju kosmosu z Artemis 2. Czekano na to 58 latPolsat NewsPolsat News


Dziwne pytania o Księżyc. Do kogo należy i jaki tam jest czas?


Spis treści:

  1. Do kogo należy Księżyc?

  2. Jaki jest czas na Księżycu?

  3. Kto może wydobywać surowce na Księżycu?

  4. Kto może wybudować bazę na Księżycu?

  5. Jak pachnie pył księżycowy?

  6. Czy na Księżycu panuje absolutna cisza?

Status prawny Księżyca, warunki panujące na jego powierzchni oraz możliwość wykorzystania jego zasobów regulują dziś konkretne przepisy międzynarodowe i rozwijane projekty eksploracyjne. Na początku kwietnia 2026 roku NASA zrealizowała misję Artemis II - pierwszy załogowy lot w okolice Księżyca od czasu Apollo 17 z 1972 roku. Przelot czteroosobowej załogi statku Orion wokół Srebrnego Globu miał przygotować grunt pod przyszłe operacje na jego powierzchni.

Do kogo należy Księżyc?


Księżyc należy do całej ludzkości. Taki status prawny wprowadził Traktat o przestrzeni kosmicznej z 27 stycznia 1967 roku (Outer Space Treaty), podpisany przez ponad 117 państw, w tym Stany Zjednoczone, Rosję oraz kraje Unii Europejskiej.

Artykuł II dokumentu stanowi, że żadne państwo nie może przejąć na własność żadnego ciała niebieskiego poprzez ogłoszenie suwerenności, okupację, użytkowanie ani zasiedlenie. Wbicie flagi w księżycowy regolit nie daje nikomu żadnych praw majątkowych. Srebrny Glob to dobro wspólne całej cywilizacji, podobnie jak Antarktyda, która służy badaniom naukowym i współpracy międzynarodowej, a jej terytorium pozostaje wyłączone spod klasycznej własności państwowej.

Kolejny krok nastąpił w 1979 roku wraz z przyjęciem Układu w sprawie działalności państw na Księżycu (Moon Agreement). Dokument wprowadził pojęcie "wspólnego dziedzictwa ludzkości" oraz zapowiedział stworzenie globalnego systemu zarządzania przyszłym wydobyciem surowców pozaziemskich. Takie zasoby już dziś wzbudzają ogromne zainteresowanie - szczególnie hel‑3, czyli rzadki izotop helu, potencjalnie użyteczny w reaktorach fuzyjnych przyszłości. Według raportu naukowców z University of Wisconsin-Madison (2019), Lunar Helium‑3 as a Fusion Energy Source, księżycowy regolit - sypka warstwa pyłu i rozdrobnionej skały pokrywająca powierzchnię Księżyca - może zawierać ponad milion ton tej substancji. Taka ilość teoretycznie wystarczyłaby na setki lat produkcji czystej energii termojądrowej.


Tak mogłaby wyglądać baza na Księżycu

Tak mogłaby wyglądać baza na KsiężycuESA/Foster + Partnersdomena publiczna


Prawo międzynarodowe zabrania zawłaszczania Księżyca przez państwa, lecz traktat z 1967 roku pomija osoby prywatne. Tę właśnie lukę wykorzystał amerykański przedsiębiorca Dennis Hope, który w 1980 roku ogłosił się właścicielem Księżyca, powołując się na brak jednoznacznego zakazu dotyczącego jednostek fizycznych w treści dokumentu ONZ. Wysłał w tej sprawie formalne zawiadomienie do Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz rządu Stanów Zjednoczonych, informując o zamiarze podzielenia powierzchni globu na działki i ich komercyjnej sprzedaży. Ponieważ żadna instytucja międzynarodowa nie odpowiedziała na pismo, Hope uznał milczenie za brak sprzeciwu i przystąpił do realizacji swojego biznesplanu.

Założona przez niego firma Lunar Embassy rozpoczęła sprzedaż akrowych działek na widocznej stronie Księżyca. Cena początkowa wynosiła około 20 dolarów za akr, natomiast pakiet obejmujący hipotetyczne prawa do zasobów mineralnych wyceniano na około 25 dolarów. W zamian kupujący otrzymywali ozdobny certyfikat własności, mapę parceli oraz dokument określany jako "konstytucja kosmiczna". Firma wydała ponad milion takich aktów, a według doniesień medialnych klientami stali się nawet aktorzy Hollywood oraz byli prezydenci Stanów Zjednoczonych.

Działalność Lunar Embassy od lat budziła wątpliwości prawników zajmujących się prawem kosmicznym. W żadnym miejscu na świecie nie istnieje organ prowadzący rejestr własności gruntów poza Ziemią, dlatego sprzedawane dokumenty mają charakter czysto pamiątkowy i kolekcjonerski. Informacje z kalifornijskiego rejestru przedsiębiorstw wskazują ponadto, że spółka LUNAR EMBASSY INC. posiada status "FTB Suspended", oznaczający zawieszenie działalności gospodarczej w świetle lokalnego prawa podatkowego.

Jaki jest czas na Księżycu?


Na Księżycu czas płynie szybciej niż na Ziemi. Wynika to bezpośrednio z efektów przewidzianych przez ogólną teorię względności Alberta Einsteina - w słabszym polu grawitacyjnym upływ czasu przyspiesza. Grawitacja Srebrnego Globu stanowi zaledwie około jednej szóstej ziemskiej, dlatego zegary atomowe umieszczone na jego powierzchni "tykają" odrobinę szybciej. Według badań National Institute of Standards and Technology (NIST) z 2024 roku, różnica wynosi średnio około 56 mikrosekund na dobę. Mikrosekunda to milionowa część sekundy, więc zmiana wydaje się niezauważalna, jednak dla systemów nawigacji kosmicznej oznacza narastający błąd pozycji liczony w metrach lub nawet kilometrach w skali czasu trwania misji.

Dodatkową komplikację stanowi długość doby księżycowej. Na powierzchni globu pełen cykl dnia i nocy trwa około 29,5 dnia ziemskiego, czyli blisko jeden miesiąc kalendarzowy. Oznacza to mniej więcej dwa tygodnie intensywnego nasłonecznienia, po których następują dwa tygodnie ciemności. W przeciwieństwie do Ziemi na Księżycu nie funkcjonuje żaden wspólny standard pomiaru czasu. Historycznie każda misja korzystała z czasu obowiązującego w centrum kontroli lotów. Apollo 11 operował według czasu strefy centralnej USA z Houston, natomiast współczesne misje chińskie korzystają z czasu standardowego Chin. Rosnąca liczba projektów badawczych oraz planowanych baz sprawia, że taki model przestaje być praktyczny i zwiększa ryzyko błędów komunikacyjnych.

Z tego powodu 2 kwietnia 2024 roku Biały Dom, poprzez Office of Science and Technology Policy, zobowiązał NASA do opracowania jednolitego standardu czasu dla Księżyca - nazwanego Coordinated Lunar Time (LTC) - najpóźniej do 31 grudnia 2026 roku. System będzie oparty na średniej wartości wskazań wielu zegarów atomowych rozmieszczonych na jego powierzchni, analogicznie do ziemskiego UTC. Według NASA wspólny standard umożliwi precyzyjne dokowanie statków kosmicznych, synchronizację transmisji danych oraz dokładne mapowanie powierzchni, ponieważ nawet odchylenia rzędu kilkudziesięciu mikrosekund potrafią zaburzyć trajektorię lądownika lub komunikację satelitarną w przestrzeni cislunarnej, czyli na obszarze między Ziemią a Księżycem oraz w jego sąsiedztwie.

Takie rozwiązanie będzie fundamentem przyszłej infrastruktury orbitalnej oraz powierzchniowej. Planowane systemy komunikacji, lądowniki robotyczne i załogowe misje Artemis wymagają synchronizacji czasu z dokładnością większą niż milionowa część sekundy. Nawet minimalne przesunięcia mogą prowadzić do błędów nawigacyjnych lub niezgodności map terenu. Z fizycznego punktu widzenia zegar na Księżycu wskazuje więc inną "godzinę" niż identyczny instrument na Ziemi - i właśnie dlatego przyszłe bazy będą funkcjonować według zupełnie nowej miary czasu.

Kto może wydobywać surowce na Księżycu?


Wydobywanie surowców na Księżycu jest prawnie dopuszczalne. Międzynarodowe prawo kosmiczne wprowadza rozróżnienie pomiędzy własnością terenu a własnością materialnych zasobów fizycznie pozyskanych z jego powierzchni. Powierzchnia Księżyca jest wspólnym dobrem ludzkości, jednak substancje wydobyte z regolitu mogą stać się własnością podmiotu, który przeprowadził ich ekstrakcję. Taki model prawny funkcjonuje już w legislacji kilku państw.

Luksemburg przyjął 20 lipca 2017 roku ustawę o eksploracji i wykorzystaniu zasobów kosmicznych, która wprost stanowi, że surowce pozaziemskie podlegają zawłaszczeniu przez prywatne przedsiębiorstwa po uzyskaniu zgody rządu. Podobne podejście obowiązuje w Stanach Zjednoczonych oraz Japonii, wpisując się w globalny trend tworzenia podstaw prawnych dla przyszłego górnictwa poza Ziemią.

Znaczenie tych regulacji rośnie wraz z rozwojem międzynarodowych porozumień dotyczących eksploracji Księżyca. Artemis Accords, ustanowione w 2020 roku przez NASA i Departament Stanu USA, tworzą ramy współpracy dla cywilnych misji kosmicznych i dopuszczają wykorzystanie zasobów pozaziemskich przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa oraz przejrzystości działań.

Według danych NASA z 26 stycznia 2026 roku, dokument podpisało już 61 państw, w tym Polska od 2021 roku. Sygnatariusze zobowiązali się do ustanawiania tzw. stref bezpieczeństwa wokół infrastruktury badawczej i instalacji wydobywczych. Takie obszary mają zapewniać wyłączność operacyjną bez przejęcia suwerenności nad fragmentem powierzchni globu, co stanowi istotną różnicę prawną w stosunku do klasycznego modelu własności naziemnej.

Realne zainteresowanie komercyjną eksploatacją Srebrnego Globu rośnie również w sektorze prywatnym. W 2025 roku amerykańska firma kosmiczna Interlune, założona przez byłego inżyniera NASA Roba Meyersona, zaprezentowała pełnowymiarowy prototyp autonomicznej koparki przeznaczonej do wydobycia helu‑3 z księżycowego gruntu. W tym samym roku przedsiębiorstwo zawarło również umowę z firmą Bluefors na dostawy tego izotopu w latach 2028-2037, przeznaczonego m.in. do chłodzenia komputerów kwantowych.

Według analiz opublikowanych 2 kwietnia 2026 roku, firma Interlune prowadzi program rozpoznania potencjalnych złóż w rejonie południowego bieguna Księżyca, obejmujący wcześniejsze misje mapowania z użyciem kamery multispektralnej oraz planowane loty pobierające próbki regolitu w kolejnych etapach projektu. Celem przedsięwzięcia jest identyfikacja najbardziej zasobnych obszarów przed rozpoczęciem próbnej ekstrakcji surowców w drugiej połowie obecnej dekady.

Poza helem‑3 Księżyc skrywa także inne zasoby o znaczeniu strategicznym. Należy do nich przede wszystkim lód wodny, wykorzystywany do produkcji paliwa rakietowego oraz powietrza i wody dla przyszłych baz, a także metale przemysłowe, takie jak tytan, aluminium i magnez obecne w jego gruncie. Regolit zawiera również metale ziem rzadkich wykorzystywane w elektronice oraz duże ilości krzemu, który może posłużyć do produkcji paneli fotowoltaicznych i materiałów budowlanych potrzebnych do wznoszenia infrastruktury na powierzchni globu.

Kto może wybudować bazę na Księżycu?


Traktat o przestrzeni kosmicznej z 1967 roku pozwala na prowadzenie badań oraz instalowanie infrastruktury na powierzchni ciał niebieskich, pod warunkiem działania w interesie całej ludzkości oraz bez ogłaszania suwerenności nad zajętym obszarem. A zatem państwo lub firma może postawić habitat, moduł badawczy albo instalację energetyczną, jednak grunt pod taką konstrukcją pozostaje dobrem wspólnym. Obiekt staje się własnością podmiotu, który go zbudował, natomiast powierzchnia globu pod nim zachowuje status neutralny w świetle prawa międzynarodowego.

Realizacja takiej koncepcji przebiega już w ramach programu Artemis. Projekt ma na celu ustanowienie długoterminowej obecności człowieka w rejonie południowego bieguna Księżyca przed końcem obecnej dekady. Instalacje księżycowe mają przyjmować formę modułowych habitatów, systemów magazynowania energii oraz zamkniętych układów podtrzymywania życia, wykorzystujących recykling powietrza i wody.

Równolegle rozwijany jest chińsko‑rosyjski projekt International Lunar Research Station (ILRS), zakładający budowę autonomicznej stacji naukowej na powierzchni globu jeszcze przed 2035 rokiem. Rosnące znaczenie sektora prywatnego zwiększa dynamikę całej inicjatywy. Firma SpaceX prowadzi testy systemu transportowego Starship, przystosowanego do przewozu ładunków oraz załóg na powierzchnię Księżyca w ramach kontraktu Human Landing System dla NASA. Takie konstrukcje wielokrotnego użytku umożliwią logistykę przyszłych baz, obejmującą dostawy wyposażenia, paneli słonecznych czy systemów osłony przed mikrometeoroidami oraz promieniowaniem kosmicznym.

Jak pachnie pył księżycowy?


Astronauci programu Apollo są w tej kwestii zgodni. Pył księżycowy pachnie jak spalony proch strzelniczy. Taką obserwację zgłosili zarówno uczestnicy misji Apollo 11, jak i Apollo 17 po powrocie do wnętrza modułu księżycowego i zdjęciu hełmów. Harrison "Jack" Schmitt, geolog uczestniczący w misji Apollo 17 w grudniu 1972 roku, relacjonował wprost, że świeżo przyniesiony do kabiny regolit miał zapach identyczny z pozostałością po oddanym strzale z broni palnej. Podobne skojarzenia zgłaszał również Gene Cernan, według którego woń przypominała atmosferę strzelnicy tuż po wystrzale z karabinu.

Wyjaśnienie tego zjawiska ma charakter chemiczny. W próżni kosmicznej zapach nie występuje, ponieważ brakuje powietrza umożliwiającego transport cząsteczek do receptorów węchowych. Regolit nabiera zapachu dopiero po kontakcie z tlenem w zamkniętym środowisku kabiny. Zdaniem naukowców powierzchnia świeżo rozdrobnionych ziaren pyłu zawiera tzw. nienasycone wiązania elektronowe - reaktywne miejsca powstałe wskutek bombardowania przez mikrometeoryty oraz promieniowanie słoneczne. Po zetknięciu z atmosferą wewnątrz modułu dochodzi do reakcji utleniania, analogicznej do tej, która zachodzi podczas spalania prochu.

Mikroskopijne cząstki regolitu mają nieregularny kształt i ostre krawędzie przypominające drobne fragmenty szkła. W przeciwieństwie do ziemskiego piasku nie uległy erozji wodnej ani wietrznej, dlatego zachowują strukturę zdolną do mechanicznego podrażniania komórek nabłonka płuc. Badania zespołu University of Technology Sydney z czerwca 2025 roku wskazują, że inhalacja drobin regolitu może prowadzić do podrażnienia dróg oddechowych wskutek ich właściwości ściernych. Pył powoduje kichanie, kaszel i łzawienie oczu u astronautów przebywających w module po spacerach księżycowych. Właśnie takie objawy zaobserwowano u Harrisona Schmitta podczas misji Apollo 17 - reakcję określoną później mianem "lunar hay fever", czyli księżycowego kataru siennego.

Projektowanie przyszłych habitatów będzie musiało zatem uwzględniać systemy hermetyzacji oraz mechanizmy usuwania pyłu z kombinezonów, ponieważ jego mikroskopijne cząstki wykazują zdolność penetracji filtrów i osadzania się w układzie oddechowym.

Czy na Księżycu panuje absolutna cisza?


Na powierzchni Księżyca panuje absolutna cisza w sensie akustycznym. Srebrny Glob praktycznie nie posiada atmosfery, czyli gazowej powłoki zdolnej do przenoszenia fal dźwiękowych. Dźwięk, rozumiany jako drgania cząsteczek powietrza, wymaga ośrodka materialnego. W próżni taka transmisja staje się niemożliwa. Nawet bardzo silny hałas, eksplozja lub krzyk astronauty nie zostaną przekazane dalej niż do wnętrza własnego hełmu skafandra.

Mimo braku dźwięku w klasycznym znaczeniu Księżyc wypełniają drgania mechaniczne o charakterze sejsmicznym. W latach 1969-1977 aparatura zainstalowana przez misje Apollo zarejestrowała setki tzw. moonquakes, czyli wstrząsów księżycowych generowanych przez naprężenia we wnętrzu globu oraz oddziaływania pływowe ze strony Ziemi. Modele opracowane przez zespoły Smithsonian Institution oraz Arizona State University w 2019 roku wskazują, że Księżyc kurczy się w tempie kilku milimetrów rocznie, co prowadzi do powstawania uskoków tektonicznych.

Cisza dotyczy wyłącznie fal akustycznych w próżni. Fale mechaniczne mogą jednak rozchodzić się poprzez kontakt bezpośredni z podłożem lub konstrukcją. Astronauta dotykający metalowej powierzchni lądownika odczuje wibrację wywołaną pracą urządzeń pokładowych, mimo że nie usłyszy żadnego dźwięku w otoczeniu.

Odległa półkula Księżyca posiada także wyjątkowe właściwości radiowe. Całkowite ekranowanie sygnałów emitowanych przez Ziemię sprawia, że obszar ten uznaje się za najcichsze środowisko radiowe w Układzie Słonecznym. Europejska Agencja Kosmiczna wskazała ten region jako potencjalną lokalizację przyszłych teleskopów radioastronomicznych, przeznaczonych do obserwacji najwcześniejszych faz ewolucji Wszechświata.

Źródła: nasa.gov, nature.com, unoosa.org


Woda na Księżycu. Jak ją wytworzyć? Polsat NewsPolsat News


Tego nikt wcześniej nie widział. Niezwykłe zdjęcia z misji Artemis II

Załoga Artemis II przesłała niesamowite zdjęcia. Takich jeszcze nie było!

Karolina Majchrzak

Po raz pierwszy w historii ludzie oddalili się od Ziemi tak bardzo i przy okazji zajrzeli tam, gdzie jeszcze nikomu się nie udało. Załoga misji Artemis II wraca z materiałami, które pomogą nam lepiej zrozumieć naszego naturalnego satelitę, a przy okazji dzieli się spektakularnymi obrazami, wyglądającymi jak z najdroższych hollywoodzkich produkcji science fiction.


Zaćmienie Słońca oglądane z perspektywy załogi misji Artemis II

Z perspektywy załogi Księżyc wydawał się wystarczająco duży, aby zapewnić prawie 54 minuty całkowitego zaćmienia SłońcaNASA domena publiczna


Kluczowym etapem misji Artemis II był siedmiogodzinny przelot wokół Księżyca, który odbył się 6 kwietnia 2026 roku. W jego trakcie statek kosmiczny Orion znalazł się po niewidocznej stronie globu, co oznaczało całkowitą utratę łączności z Ziemią na około 40 minut, ale to właśnie wtedy astronauci wykonali też jedne z najważniejszych zdjęć. Co więcej, Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen obserwowali powierzchnię, do której nie zbliżył się wcześniej żaden człowiek.

Czworo naszych astronautów misji Artemis II - Reid, Victor, Christina i Jeremy - zabrało ludzkość w niezwykłą podróż wokół Księżyca i przywiozło obrazy tak wyjątkowe i bogate naukowo, że będą inspirować kolejne pokolenia

Zaćmienie w kosmosie i uderzenia meteoroidów


Statek zbliżył się do Księżyca na 6545 kilometrów, by chwilę później oddalić się na rekordowe ponad 406 tysięcy kilometrów od Ziemi - dalej niż jakakolwiek załogowa misja w historii. W tym czasie załoga była świadkiem wielu unikatowych kosmicznych spektakli, w tym niemal godzinnego całkowitego zaćmienia Słońca - zjawiska obserwowanego z zupełnie innej perspektywy niż na Ziemi, a także uderzeń sześciu meteoroidów w powierzchnię Księżyca.


Księżyc z wyraźnie widocznymi kraterami w pierwszym planie oraz półksiężyc Ziemi na tle czarnej przestrzeni kosmicznej.

Zdjęcie zatytułowane "The Edge of Two Worlds"NASA domena publiczna



Widoczna powierzchnia Księżyca pokryta licznymi kraterami z jasnoniebieską Ziemią wynurzającą się zza jego krawędzi na tle czarnego kosmosu.

Zdjęcie "A New View of the Moon"NASA domena publiczna



ciemna, tajemnicza planeta po prawej stronie kadru z lekko podświetlonym konturem, na tle głębokiej czerni kosmosu z pojedynczym jasnym punktem świetlnym po lewej

Zaćmienie Słońca widoczne dla załogi misji Artemis II. Błyszczący obiekt z lewej strony to WenusNASA domena publiczna


Takie obserwacje są niezwykle rzadkie i mogą dostarczyć cennych danych o współczesnej aktywności bombardowania jego powierzchni. Dodatkowo uchwycono spektakularne obrazy Ziemi "zachodzącej" i "wschodzącej" nad krawędzią Księżyca - to widoki, które do tej pory były zarezerwowane głównie dla sond bezzałogowych.

Dlaczego niewidoczna strona Księżyca wciąż jest zagadką?


Zdjęcia wykonane podczas misji pokazują coś, co od lat intryguje naukowców. Niewidoczna strona Księżyca wygląda zupełnie inaczej niż ta zwrócona ku Ziemi, jest znacznie bardziej "poszarpana", pełna kraterów i niemal pozbawiona rozległych równin bazaltowych. Dla porównania widoczna strona to w dużej mierze gładkie, ciemne morza powstałe w wyniku dawnych erupcji wulkanicznych - po drugiej stronie takich struktur niemal nie ma.

To właśnie dlatego każdy nowy zestaw danych jest na wagę złota, a jak podkreśla NASA, załoga udokumentowała kratery, stare potoki lawy i pęknięcia powierzchni, które mogą pomóc odtworzyć geologiczną historię Księżyca.


powierzchnia Księżyca z licznymi kraterami o różnych rozmiarach, z jednym wyraźnie większym kraterem pośrodku sceny wyróżniającym się uniesioną krawędzią i centralnym wzniesieniem; tło to jaśniejsza, nierówna i kamienista powierzchnia księżycowa

Zbliżenie na krater Wawiłowa na krawędzi starszego i większego basenu Hertzsprunga wykonane przez załogę Artemis IINASA domena publiczna



powierzchnia Księżyca z licznymi kraterami i wyraźnymi strukturami geologicznymi, widoczna w półcieniu na tle czarnego nieba

Załoga misji Artemis II uchwyciła ponad dwie trzecie jego tarczy, ukazując szczegółowe struktury widocznej strony. W tym krater uderzeniowy Orientale, o średnicy ok. 965 km, który znajduje się na granicy między stroną widoczną i niewidocznąNASA domena publiczna


Najbardziej ryzykowny etap dopiero przed nimi


I choć największe emocje związane z obserwacjami są już za załogą, misja wciąż się nie zakończyła. Statek Orion jest obecnie w drodze powrotnej na Ziemię, a wodowanie zaplanowano na 11 kwietnia.

To właśnie ten etap może być najniebezpieczniejszy, wejście w atmosferę z ogromną prędkością i precyzyjne lądowanie w Oceanie Spokojnym zawsze stanowi jedno z największych wyzwań.

Artemis II to jednak dopiero początek, już teraz planowane są kolejne etapy programu, w tym Artemis III, który ma przetestować kluczowe manewry na orbicie okołoziemskiej oraz Artemis IV, zakładający załogowe lądowanie w rejonie południowego bieguna Księżyca.


Leasing w wersji online – jak działa nowa usługa mBanku?Content Studio


Tak daleko człowiek jeszcze nie był. Rekord odległości od Ziemi pobity

Karol Kubak

Ponad 400 tysięcy kilometrów od Ziemi i dalej niż kiedykolwiek wcześniej poleciał człowiek. Załoga Artemis II właśnie pobiła rekord ustanowiony ponad pół wieku temu przez Apollo 13, a chwilę później przesunęła granicę jeszcze dalej. To nie tylko symboliczny powrót na Księżyc, ale początek nowej ery eksploracji kosmosu.


Szczegółowe zdjęcie Księżyca w fazie ubywającej, widoczne kratery na tle czarnego nieba.

Artemis II pobił rekord najdalszego lotu człowiekaNASA domena publiczna


To moment, na który czekano od dekad. W poniedziałek, 6 kwietnia 2026 roku, czteroosobowa załoga misji Artemis II oddaliła się od Ziemi na rekordową odległość 400 171 kilometrów, bijąc wynik misji Apollo 13 z 1970 roku. Kilka godzin później osiągnięto maksimum - około 406 600 kilometrów (252 756 mil) od naszej planety. To najdalszy lot człowieka w kosmos w historii.

Na pokładzie statku Orion znajdują się amerykańscy astronauci Reid Wiseman, Victor Glover i Christina Koch oraz Kanadyjczyk Jeremy Hansen. Misja wystartowała 1 kwietnia z Florydy, a już sześć dni później przeszła do historii. Co ważne, to dopiero połowa ich podróży - statek zawraca i zmierza z powrotem na Ziemię.

Lot wokół Księżyca i powrót po ponad 50 latach


Artemis II to pierwsza załogowa misja wokół Księżyca od czasu Apollo 17 w 1972 roku. Przelot w pobliżu Srebrnego Globu trwał około siedmiu godzin. Astronauci znaleźli się w odległości około 6545 kilometrów od jego powierzchni i jako pierwsi od ponad pół wieku zobaczyli na własne oczy niektóre obszary niewidocznej z Ziemi strony Księżyca.

W trakcie lotu doszło też do planowanej 40-minutowej utraty łączności, gdy Księżyc zasłonił sygnał radiowy. To moment, który od lat jest częścią scenariuszy takich misji. Po wyjściu zza tarczy Księżyca Orion szybko odzyskał kontakt z centrum kontroli lotów.


kapsuła kosmiczna zanurzona w czerni kosmosu z widocznym małym, półksiężycowym Księżycem w oddali; w prawym górnym rogu logo NASA

Na żywo widać wschód Ziemi po tym, jak statek kosmiczny Orion wyłonił się zza Księżyca podczas przelotu Artemis II obok Księżyca.NASA domena publiczna



czterech astronautów w ciemnych koszulkach i jasnych spodniach znajduje się we wnętrzu stacji kosmicznej, w otoczeniu licznych urządzeń oraz worków zabezpieczonych siatką, na ścianie widoczne są flagi Stanów Zjednoczonych i Kanady oraz napis 'America 250'

Załoga Artemis II wzięła udział w rozmowie na żywo z prezydentem Donaldem J. Trumpem po historycznym przelocie obok Księżyca podczas szóstego dnia lotu.NASA domena publiczna


"Niech ten rekord nie przetrwa długo"


Po ogłoszeniu rekordu głos zabrał Jeremy Hansen. Jego słowa były jednymi z najbardziej emocjonalnych momentów misji.

- Z kabiny statku Integrity, gdy przekraczamy największą odległość, jaką kiedykolwiek osiągnęli ludzie od planety Ziemia, robimy to, oddając hołd niezwykłym wysiłkom i osiągnięciom naszych poprzedników w eksploracji kosmosu. Będziemy kontynuować naszą podróż jeszcze dalej w przestrzeń, zanim Matka Ziemia przyciągnie nas z powrotem do wszystkiego, co jest nam drogie. Ale przede wszystkim chcemy wykorzystać ten moment, aby rzucić wyzwanie temu i kolejnemu pokoleniu - żeby ten rekord nie przetrwał długo - wygłosił Hansen.


W stronę Księżyca. Misja Artemis II i nasz naturalny satelita

Ziemia widoczna z przestrzeni kosmicznej z wyraźnie zarysowanymi kontynentami, po lewej stronie Księżyc na tle czarnej pustki kosmosu.

Podczas przelotu załoga fotografowała kratery, dawne pola lawowe i pęknięcia powierzchni Księżyca. Astronauci obserwowali też rzadkie zjawiska, w tym "zachód Ziemi" za horyzontem Księżyca oraz niemal godzinne zaćmienie Słońca. Zarejestrowali również sześć błysków po uderzeniach meteoroidów.

Misja zakończy się 10 kwietnia wodowaniem na Pacyfiku. Zebrane dane posłużą kolejnym wyprawom programu Artemis, który ma doprowadzić do stałej obecności człowieka na Księżycu.

I jeszcze drobny opis zdjęcia głównego, bo przy takiej okazji nie wypada go zostawić z takim skromnym podpisem (zamieszczam je jeszcze raz, żebyście nie musieli przesuwać tekstu).


Duży, szczegółowy obraz Księżyca w fazie ubywającej z wyraźnie widocznymi kraterami oraz kontrastującą powierzchnią na tle głębokiej czerni nieba.

Artemis II pobił rekord najdalszego lotu człowiekaNASA domena publiczna


Na tym w pełni oświetlonym zdjęciu Księżyca, widoczna strona (półkula, którą widzimy z Ziemi) jest widoczna po prawej stronie. Można ją rozpoznać po ciemnych plamach pokrywających jej powierzchnię. Są to dawne strumienie lawy z wczesnego okresu aktywności wulkanicznej Księżyca. Duży krater na zachód od strumieni lawy to basen Orientale, krater o szerokości prawie 600 mil, który rozciąga się na bliższej i dalszej stronie Księżyca. Lewa połowa basenu Orientale nie jest widoczna z Ziemi, ale na tym zdjęciu mamy pełny widok krateru. Wszystko po lewej stronie krateru to niewidoczna strona, półkula, której nie widzimy z Ziemi, ponieważ Księżyc obraca się wokół własnej osi z taką samą prędkością, z jaką krąży wokół nas.

Źródło: NASA


Miłośnicy samolotów domagają się wydzielenia specjalnego miejsca do obserwacji© 2026 Associated Press


Kto poleci w kosmos? Virgin Galactic wraca z biletami dla turystów

Paula Drechsler

Virgin Galactic, firma należąca do Richarda Bransona, po długiej przerwie wraca do gry z ofertą na suborbitalne loty dla turystów. Pula dostępnych biletów jest mocno ograniczona, a opłata za miejsce - iście kosmiczna. Loty mają wystartować najwcześniej pod koniec 2026 roku. Zainteresowanie kosmiczną turystyką jest ogromne, mimo wysokiej ceny.


Richard Branson, założyciel Virgin Galactic z makietami statków kosmicznych i planet, na tle logo Virgin Group.

Richard Branson z Virgin GroupDrew Angerer / GETTY IMAGES NORTH AMERICAAFP


Czy Virgin Galactic jeszcze kiedyś poleci?


Virgin Galactic to przedsiębiorstwo należące do Richarda Bransona, założone w 2004 roku. Firma specjalizuje się m.in. w suborbitalnych lotach kosmicznych, realizacji naukowych misji badawczych oraz wynoszeniu na orbitę niewielkich satelitów.

Największe zainteresowanie budzi jednak możliwość udziału w "ogólnodostępnych" lotach kosmicznych - na liście oczekujących na taką podróż od razu znalazły się setki osób. W 2021 roku sam Richard Branson poleciał na granicę kosmosu jako astronauta nr 001 i pierwszy turysta swojej firmy. Niedługo później zrealizowano pierwsze komercyjne loty z udziałem prywatnych pasażerów.

W 2024 roku przedsiębiorstwo wstrzymało działalność turystyczną. Skoncentrowano się wówczas na opracowaniu nowej generacji statków kosmicznych "Delta" z myślą o zrewolucjonizowaniu turystyki kosmicznej. Teraz, po ok. dwuletniej przerwie, Virgin Galactic ponownie rozpoczyna sprzedaż biletów na loty dla kosmicznych turystów.

Kosmiczne loty turystyczne. Nowa pula biletów


Cena jednego miejsca na podróż z Virgin Galactic wynosi obecnie 750 000 dolarów, a liczba biletów jest ograniczona.

Dyrektor generalny firmy Michael Colglazier ogłosił podczas konferencji, że firma planuje zaoferować kilkadziesiąt miejsc na 90-minutowe suborbitalne loty turystyczne na pokładzie swojego statku kosmicznego SpaceShip, począwszy od końca 2026 roku lub początku 2027 roku.

- Udostępniliśmy limitowaną pulę 50 miejsc na loty kosmiczne, z których każde kosztuje 750 000 dolarów. Loty te zostaną wpisane do naszego harmonogramu zaraz po tym, jak odbędą się wyprawy obecnych członków naszej pionierskiej społeczności astronautów, z których wielu czeka na swój lot kosmiczny już od kilku lat - powiedział Colglazier.


W 2021 r. Virgin Galactic przeprowadziło pierwszy lot z załogą "kosmicznych turystów" - udział w locie wziął właściciel firmy, Richard Branson.Virgin Galacticmateriały prasowe


Kosmiczna turystyka przyciąga najbogatszych


Firma planuje wykonywać około czterech lotów kosmicznych miesięcznie, by z czasem zwiększyć tę liczbę do ośmiu, a następnie do dziesięciu lotów na miesiąc. 750 tys. dolarów za bilet jest "okazyjne" - cena ma wzrosnąć.

- Oczekujemy, że nasze ceny będą stopniowo rosły w perspektywie krótkoterminowej i średnioterminowej, a gdy tylko zakończy się pierwsza transza rezerwacji lotów kosmicznych, planujemy zakończyć sprzedaż na poziomie 750 000 dolarów - zaznaczył Colglazier.

Virgin Galactic jest obecnie jedyną taką opcją dostępną dla osób prywatnych, pragnących zrealizować marzenia o suborbitalnej podróży.

Blue Origin, przedsiębiorstwo przemysłu kosmicznego założone przez Jeffa Bezosa, największy rywal Virgin Galactic, ogłosiło bowiem przerwę w realizacji prywatnych lotów. Przedstawiciele Blue Origin informowali w styczniu br. o co najmniej dwuletnim zawieszeniu oferty kosmicznej turystyki, by skupić się na innych projektach, m.in. dotyczących powrotu człowieka na Księżyc.

Jak podaje The Independent, należąca do Elona Muska firma SpaceX również stopuje z kosmiczną turystyką i skupia się obecnie na innych projektach.


Wyjątkowe tramwaje w Budapeszcie. "Można je naprawić młotkiem i pilnikiem"© 2026 Associated Press


Najważniejsze godziny Artemis II. Astronauci zaczęli obserwację Księżyca

Marcin Jabłoński

Kapsuła Orion pobiła prawie 56-letni rekord, największego dystansu od Ziemi jaki osiągnął człowiek. Misja Artemis II weszła już w kluczową fazę lotu tuż nad Księżycem, przybliżając ludzkość do powrotu na Srebrny Glob.


Okrąg bliskiej i niewidocznej części Księżyca na tle czarnej materii kosmosu

Artemis II już pobił kosmiczny rekord. Czekano na to prawie 56 latNASA


Około godz. 19:57 czasu polskiego kapsuła Orion misji Artemis II pobiła rekord misji Apollo 13 z 15 lipca 1970 roku, czyli największej odległości od Ziemi na jaką dotarł człowiek, przekraczając dystans 400 171 kilometrów.

Około 20:45 czasu polskiego rozpoczął się najważniejszy etap misji Artemis II - przelot nad Księżycem. W ciągu parku godzin czteroosobowa załoga astronautów będzie wykonywać zdjęcia i raporty z obserwacji odległej strony Księżyca - jako pierwsi ludzie w historii. Zobaczą struktury, jakich jeszcze nie widział człowiek.


fragment modułu kosmicznego na tle półksiężyca z wyraźnymi szczegółami powierzchni Księżyca oraz głęboką czernią kosmosu w tle

Niewidoczna strona Księżyca w obiektywie zewnętrznej kamery kapsuły OrionNASA


Kluczowy moment misji Artemis II


Około godziny 0:45 już 7 kwietnia nastąpi tymczasowe utracenie łączności z załogą. O 1:02 Orion osiągnie najbliższy dystans do powierzchni Księżyca. O 1:07 planowane jest osiągnięcie odległości największego oddalenia kapsuły od Ziemi i ustalenie tym nowego rekordu - około 406 778 kilometrów.

Przywrócenie łączności z załogą Oriona planowane jest na godzinę 1:25. O 2:35 kapsuła wejdzie w strefę zaćmienia Słońca przez Księżyc, która potrwa do godz. 3.32 po czym zakończy się najważniejszy czas obserwacji. Po tym sporządzone materiały i zdjęcia zostaną omówione z naukowcami NASA.


Księżyc w fazie przybywającej, widoczne szczegóły powierzchni, takie jak kratery i morza księżycowe, na tle czarnego, bezchmurnego nieba.

Zdjęcie zrobione przez załogę kapsuły Orion niedługo przed rozpoczęciem obserwacji Księżyca. Lewa połowa Orientale nie jest widoczna z ZiemiNASA


Droga do powrotu człowieka na Księżyc


Artemis II to drugi etap programu Artemis. Pierwsza misja, Artemis I, była bezzałogowym lotem testowym w 2022 roku. Teraz NASA sprawdza, jak statek Orion i rakieta Space Launch System zachowują się w realnych warunkach z astronautami na pokładzie. To kluczowy krok, bo kolejne misje mają na celu doprowadzić do stałej obecności człowieka na Księżycu, a w dalszej perspektywie do lotów na Marsa.

Zakończenie misji Artemis II powodzeniem pozwoli na realizację Artemis III w 2027 roku. Wtedy astronauci mają polecieć w kierunku Księżyca i przygotować się do lądowania z wykorzystaniem komercyjnych lądowników. Artemis IV, planowany na 2028 rok, ma już obejmować załogowe lądowanie w rejonie południowego bieguna Księżyca.


Archeolodzy odkryli duński okręt wojenny zatopiony 225 lat temu© 2026 Associated Press


❌