Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 13 czerwca 2026

Szymon Marciniak wyróżniony. Polski arbiter wchodzi do gry na mundialu

  • Argentyna i Szymon Marciniak to nierozłączna para. Polski arbiter, decyzją FIFA, będzie sędziował pierwsze starcie "Albicelestes" na mundialu w Kanadzie, Meksyku i Stanach Zjednoczonych - podobnie jak ostatnie w Katarze, w którym podopieczni Lionela Scaloniego sięgnęli po tytuł.

    Szymon Marciniak został wyznaczony głównym arbitrem meczu piłkarskich mistrzostw świata pomiędzy Argentyną a Algierią. Spotkanie grupy J odbędzie się 17 czerwca o godz. 3:00 czasu polskiego w Kansas City.

    Jego asystentami na liniach będą Tomasz Listkiewicz oraz Adam Kupsik, natomiast sędzią technicznym - Campbell-Kirk Kawana-Waugh z Nowej Zelandii.

    Szymon Marciniak to jeden z najbardziej znanych i cenionych polskich sędziów piłkarskich na arenie międzynarodowej. Urodził się 7 stycznia 1981 roku w Płocku, a swoją karierę sędziowską rozpoczął w ekstraklasie w 2009 roku. Dwa lata później został arbitrem międzynarodowym FIFA.

    Polski arbiter regularnie prowadzi mecze najwyższej rangi, zarówno w rozgrywkach krajowych, jak i międzynarodowych. To trzeci turniej tej rangi w jego karierze - sędziował także podczas mistrzostw świata w Rosji w 2018 r. i w Katarze w 2022 r. Cztery lata temu prowadził finał, w którym Argentyna pokonała Francję w rzutach karnych.

    Dotychczas był arbitrem głównym w pięciu spotkaniach MŚ. 45-latek z Płocka sędziował także trzy mecze Euro 2016 we Francji i dwa mecze Euro 2024 w Niemczech.

    Znany jest z opanowania i umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach na boisku. Często chwalony jest za konsekwencję w podejmowaniu decyzji oraz dobrą komunikację z zawodnikami.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Makabryczne odkrycie w pobliżu stadionu. Trenują na nim Irańczycy

  • Dzisiaj, 13 czerwca (10:29)

    Do szokującego odkrycia doszło w meksykańskiej Tijuanie. W bagażniku samochodu zaparkowanego przed supermarketem w pobliżu stadionu znaleziono rozkładające się ciało - informuje AFP. Konflikt z USA zmusił reprezentację Iranu do przeniesienia swojej bazy podczas mundialu z Arizony właśnie do Tijuany.

    Do makabrycznego odkrycia doszło na parkingu supermarketu, położonego naprzeciwko stadionu Caliente, gdzie Irańczycy od przyjazdu w niedzielę codziennie trenują.

    Ludzkie szczątki znajdowały się w bagażniku samochodu z kalifornijskimi tablicami rejestracyjnymi. Prokuratura w Tijuanie wyjaśniła, że odkrył je patrol ochrony supermarketu.

    "Po sprawdzeniu pojazdu funkcjonariusze znaleźli w bagażniku osobę owiniętą w czarną torbę, noszącą ślady przemocy" - donosi wstępny raport. Według rzecznika prokuratury, podejrzany samochód stał tam zaparkowany od środy.

    Nękany handlem narkotykami Meksyk ma jeden z najwyższych wskaźników zabójstw na świecie, a Tijuana jest uważana za jedno z najniebezpieczniejszych miast w kraju. Według oficjalnych statystyk w 2025 roku doszło tam do ponad 1200 zabójstw.

    Wojna i napięcia ze Stanami Zjednoczonymi zmusiły reprezentację Iranu do przeniesienia swojej bazy podczas mundialu z Tucson w Arizonie właśnie do Tijuany, położonej przy granicy z Kalifornią.

    Od momentu przybycia do Meksyku piłkarze Iranu są pod silną ochroną. Kilka pojazdów wypełnionych ciężko uzbrojonymi żołnierzami Gwardii Narodowej eskortuje autobus reprezentacji za każdym razem, gdy piłkarze opuszczają hotel, jadąc na stadion. Podobnie jest w drodze powrotnej. 

    W piątek kolumna samochodów opuściła stadion zaledwie kilka minut po usunięciu zwłok z samochodu przez specjalistów w białych kombinezonach ochronnych.

    Piłkarze Iranu rozegrają wszystkie mecze fazy grupowej w USA, pierwszy z nich przeciwko Nowej Zelandii w nocy z poniedziałku na wtorek w Los Angeles.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Robert Lewandowski w Chicago. Grube miliony leżą na stole, trener ujawnia

Robert Lewandowski w Chicago. Grube miliony leżą na stole, trener ujawnia

Dzisiaj, 13 czerwca (09:50)

A jednak USA? Robert Lewandowski jest już w Chicago. Polak ma prowadzić zaawansowane rozmowy z Chicago Fire - podaje "The Athletic". Amerykanie oferują kapitanowi reprezentacji Polski wielkie pieniądze.

  • Robert Lewandowski prowadzi zaawansowane rozmowy z klubem Chicago Fire - informuje portal "The Athletic".
  • Lewandowski ogłosił 16 maja odejście z Barcelony, dla której grał od 2022 roku.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Portal "The Athletic", powołując się na źródła w Chicago Fire, informuje, że Robert Lewandowski jest w trakcie "zaawansowanych rozmów" z tym klubem. 

Lewandowski wciąż nie ujawnił, gdzie zamierza występować w nowym sezonie, ale według doniesień medialnych Polak udał się już do Chicago.

"The Athletic" cytuje też trenera Fire Gregga Berhaltera, który w czwartek w jednym z programów telewizyjnych zasugerował prace nad pozyskaniem Lewandowskiego.

Staramy się pozyskiwać zawodników światowej klasy. Myślę, że twój ojciec mógłby być zadowolony z transferu, nad którym pracujemy - Berhalter zwrócił się do prowadzącej Key Adams, której rodzice są imigrantami z Polski.

Chicago Fire kusi Lewandowskiego i jego rodzinę profesjonalizmem i wielkimi pieniędzmi.

"Słyszę, że już pierwsza prezentacja Amerykanów dla Roberta Lewandowskiego spowodowała, że Polakowi 'szczęka opadła'. A był bardzo sceptyczny. Amerykanie byli niesamowicie profesjonalni. Pokazali, gdzie są i co chcą osiągnąć" - napisał w mediach społecznościowych Roman Kołtoń z "Prawdy Futbolu".

"Kontrakt piłkarza? 15 mln euro rocznie, a z premiami nawet 20 mln. Długość umowy? 2, a nawet 3 lata, ponieważ nowy obiekt - w centrum Chicago - ma zostać otwarty w 2028 roku" - dodał dziennikarz.

Lewandowski 16 maja ogłosił, że po sezonie opuści Barcelonę. W jej barwach występował od 2022 roku. Zdobył trzykrotnie mistrzostwo Hiszpanii (2023, 2025-26), raz Puchar Króla (2025) i trzykrotnie Superpuchar Hiszpanii. Łącznie rozegrał 193 spotkania, w których uzyskał 120 bramek, co daje mu 14. miejsce w klubowej klasyfikacji strzelców wszech czasów.

W sezonie 2025/26 wystąpił w 46 meczach i strzelił 19 goli. W minionych miesiącach odgrywał coraz mniejszą rolę w zespole, coraz częściej wchodził z ławki rezerwowych, miał też więcej przerw spowodowanych kłopotami zdrowotnymi.

Do tej pory piłkarz nawet nie zasugerował, jaki kierunek wybierze. Na początku spekulacji łączono go głównie z Arabią Saudyjską lub właśnie amerykańsko-kanadyjską ligą MLS. Chęć jego zatrudnienia wyrażały też kluby włoskie, ale raczej nie byłyby w stanie spełnić oczekiwań finansowych Polaka.

37-letni napastnik byłby kolejną wielką gwiazdą, która śladami Lionela Messiego przeniosła się do MLS. Argentyńczyk po opuszczeniu Barcelony w 2023 roku trafił do Interu Miami. W MLS występują też m.in. znani Lewandowskiemu z gry w Borussii i Bayernie Niemcy Marco Reus (LA Galaxy) i Thomas Mueller (Vancouver), Francuzi Antoine Griezmann (Orlando City) i Hugo Lloris (LAFC), Koreańczyk Son Heung-min (LAFC) czy Kolumbijczyk James Rodriguez (Minnesota).

Fire ma dobre wspomnienia z Polakami. Klub do MLS dołączył w 1998 roku i od razu w pierwszym sezonie zdobył mistrzostwo; jak na razie jedyne. O jego sile napędowej stanowili wówczas: Piotr Nowak, Jerzy Podbrożny i Roman Kosecki. W finale pokonali DC United 2:0 po golach Podbrożnego i Diego Gutierreza, a obu asystował Nowak, który w 2003 roku został pierwszym członkiem klubowej "Galerii Sław".

Z utytułowanych zawodników w Fire trzy ostatnie lata kariery (2017-19) spędził Niemiec Bastian Schweinsteiger - mistrz świata z 2014 roku oraz ośmiokrotny mistrz Niemiec z Bayernem Monachium.

Na niemal półmetku sezonu zasadniczego MLS 2026 Fire w tabeli Konferencji Wschodniej zajmują trzecie miejsce. 

​Leandro: Będę grillować i czekać na mecz. Liczę, że Brazylia wygra mundial!

Dzisiaj, 13 czerwca (09:01)

Brazylijczyk Leandro, który niedawno zakończył piłkarską karierę, ocenił dla nas mundialowe szanse reprezentacji Canarinhos. Zdaniem napastnika Radomiaka Brazylia pod wodzą trenera Carlo Ancelottiego może osiągnąć sukces, ale ważne będzie to, czy cały zespół zaangażuje się w grę defensywną. O północy Brazylia rozpocznie pierwszy mecz mundialu. To będzie starcie z Marokiem.

  • Bądź na bieżąco. Po więcej aktualnych informacji sportowych z Polski i ze świata zapraszamy na stronę główną rmf24.pl.

Brazylia w XXI wieku zdobyła... tylko jeden medal mistrzostw świata. To było złoto wywalczone 24 lata temu. Pozostałe mundiale to rozczarowania. Tym największym pozostają mistrzostwa z 2014 i porażka 1:7 w półfinale z Niemcami u siebie na Maracanie.

Dla nas tamta porażka ciągle jest nie do zaakceptowania. Rzeczywiście dużo czasu minęło od ostatniego medalu. Najbardziej żałuję mistrzostw z 2006 roku. Wtedy mieliśmy wielkie gwiazdy, chyba nasz najlepszy skład. Co cztery lata w kraju jest wielka nadzieja, wielka presja. Piłka nożna w Brazylii to jest wszystko. Każdy piłkarz wie, jak duży to ciężar - opowiada Leandro.

We wspomnianym 2006 roku w ekipie "Canarinhos" byli jeszcze doświadczeni: Cafu, Roberto Carlos czy Ronaldo. Do tego Ronaldinho, Adriano, Kaka, Robinho, Juninho czy Lucio. Same wielkie gwiazdy. Dziś skład Brazylii nie robi aż takiego wrażenia, choć oczywiście Vini Jr, Neymar, Raphinha, Endrick, Alisson to postaci światowego formatu.

Brazylia w fazie grupowej powalczy z Marokiem, Szkocją i Haiti. To właśnie ten pierwszy mecz z drużyną "Lwów Atlasu" zapowiada się jako jedno z najciekawszych spotkań fazy grupowej. W końcu Maroko cztery lata temu dotarło do półfinału.

Najtrudniejszy mecz w grupie. Maroko ma bardzo mocny zespół, ale Brazylia to zawsze jakość. Nieważne, co się dzieje, jaka jest sytuacja. Zawsze jesteśmy jednymi z kandydatów do tytułu. Mamy świetnych piłkarzy. Liczymy na Viniciusa, Raphinię i Neymara - podkreśla Brazylijczyk, który przez 13 lat grał w Radomiaku Radom.

W XXI wieku Brazylia zawsze odpadała z mundialu, przegrywając z reprezentacjami z Europy. To były kolejno: Francja (2006), Holandia (2010), Niemcy (2014), Belgia (2018) i Chorwacja (2018). W tym gronie mamy jednego mistrza świata, dwóch finalistów i dwóch zdobywców brązowych medali. Jak przyznaje Leandro, przeważnie lepiej poukładane taktycznie od "Canarinhos". Teraz pod wodzą trenera Carlo Ancelottiego nie powinna to już być pięta achillesowa Brazylijczyków.

Kiedyś napastnicy nie musieli tak bardzo angażować się w grę obronną - teraz muszą. Spójrz na PSG. Messi, Mbappe, Neymar i nic z tego nie było. Teraz mamy trenera, który jest znany na całym świecie. Widać, że nie pozwoli wejść sobie piłkarzom na głowę. Każdy zawodnik musi zaakceptować, że bez pełnego zaangażowania w grę defensywną nic nie osiągniemy. Ofensywa to wiadomo - każdy Brazylijczyk wie, co ma robić. Ta magia ciągle jest w naszych zawodnikach. Ważne będzie granie zespołowe i to zaangażowanie w obronę - podkreśla Leandro.

Równie ważne wydaje się to, że trener Ancelotti wie, jak dotrzeć do wspomnianego już Viniciusa Juniora. Gwiazdor Realu Madryt w klubie imponował właśnie, gdy trenerem był tam doświadczony Włoch. Ancelotti to hegemon klubowej piłki w Europie: pięciokrotnie wygrywał Ligę Mistrzów jako trener. Sukcesy odnosił z AC Milanem, Realem, Chelsea, Bayernem czy PSG. Jednak jako selekcjoner doświadczenie ma ubogie. Był asystentem Arrigo Sacchiego podczas poprzedniego amerykańskiego mundialu. Wtedy w finale Italia przegrała po karnych... z Brazylią. Może więc Ancelotti zepnie swoją trenerską karierę ciekawą klamrą? Oczekiwania wobec niego na pewno są ogromne.

Leandro podkreśla, że sobota będzie dla niego dniem długiego, ale radosnego oczekiwania na mecz. To ma być czas spędzony z rodziną i przyjaciółmi, bo tak wygląda kibicowanie w jego kraju. Będę grillować i czekać na mecz. U nas tak to wygląda, że przed ważnym meczem zamykają się wszystkie sklepy, biznesy. Liczy się tylko piłka. Mam nadzieję, że zdobędziemy długo wyczekiwany tytuł - powiedział w rozmowie z RMF FM.

Leandro w minionym sezonie zakończył sportową karierę, którą w bardzo dużej części spędził w Radomiaku. W mieście i klubie ma status legendy. Jak mówi emocje związane z przejściem na sportową emeryturę powoli opadają, ale ciągle są silne. 

Pomału do siebie dochodzę, ale ciągle wszystko jest żywe. Cała kariera, to tak szybko minęło... Pewien rozdział musiałem zamknąć. Życie musi iść do przodu. Muszę się cieszyć pięknymi chwilami, które za mną. Wszystko to osiągnąłem dzięki Bogu. Teraz muszę wszystko przemyśleć, co dalej będę robić w klubie - opowiada napastnik, który dla Radomiaka strzelił ponad sto bramek.

Oburzenie we Włoszech po kpinach szefa FIFA. "Może wtedy awansują"

  • Dzisiaj, 13 czerwca (07:26)

    Piłkarska reprezentacja Włoch po raz trzeci z rzędu nie zakwalifikowała się na mundial. "Może awansuje, jak będą grały 64 drużyny albo i 228" - zadrwił szef FIFA Gianni Infantino. Szybko zareagował włoski minister sportu.

    • Prezydent FIFA Gianni Infantino zażartował z braku awansu Włoch na mundial.
    • Włosi nie zakwalifikowali się na Mistrzostwa Świata trzeci raz z rzędu - w marcu przegrali baraże z Bośnią i Hercegowiną po rzutach karnych.
    • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

    Prezydent Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej Gianni Infantino naraził się Włochom za niefortunny żart z faktu, że Italia nie zakwalifikowała się do trwającego mundialu.

    Tej wypowiedzi udzielił w wywiadzie dla brazylijskiej CazeTV, spytany o kolejne niepowodzenie Włochów, którzy po raz trzeci z rzędu nie awansowali na MŚ. W marcu przegrali po rzutach karnych finał baraży z Bośnią i Hercegowiną.

    Żart z 228 drużynami został tym bardziej źle odebrany, że FIFA ma tylko 211 federacji członkowskich. 

    Minister sportu we Włoszech Andrea Abodi poprosił o możliwość rozmowy z szefem światowej centrali. Biorąc pod uwagę dystans między Meksykiem a Włochami, najlepsza byłaby rozmowa telefoniczna w celu wyjaśnienia tej sprawy. Chciałbym bezpośrednio usłyszeć jego opinię - powiedział.

    Italii zabrakło w 2018 roku w Rosji i cztery lata później w Katarze. Wówczas w turnieju finałowym startowały po 32 zespoły. Od trwającej edycji powiększono grono uczestników do 48, ale Włosi w swojej grupie eliminacyjnej dwukrotnie przegrali z Norwegią, a później nie dali rady teoretycznie znacznie słabszym reprezentantom Bośni i Hercegowiny. 

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

David Beckham z niezwykłym wyróżnieniem. "To surrealistyczne"

Dzisiaj, 13 czerwca (07:09)

Sir David Beckham został uhonorowany gwiazdą w Alei Sław w Hollywood. To pierwszy angielski piłkarz, który zdobył tytuły mistrzowskie w czterech krajach.

  • Sir David Beckham został uhonorowany gwiazdą w Alei Sław w Hollywood.
  • Beckham określił wyróżnienie jako "surrealistyczne" i wspominał dzieciństwo w Londynie.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Ceremonia odbyła się kilka godzin przed meczem USA - Paragwaj, którym reprezentacja Stanów Zjednoczonych rozpoczęła udział w mundialu, wygrywając 4:1.

Prelegentami wydarzenia byli: aktor Tom Cruise i żona piłkarza Victoria Beckham. Cruise powiedział, że życie Beckhama, to "hollywoodzka historia" ciężkiej pracy, determinacji oraz globalnego wpływu na sport i kulturę. Victoria Beckham dodała, że piłka nożna w USA wkracza w "jeden z najbardziej ekscytujących rozdziałów w swojej historii".

Beckham nazwał ten moment "surrealistycznym". Wspominał dorastanie we wschodnim Londynie z marzeniami o grze w piłkę nożną. Wyznał, że nigdy nie wyobrażał sobie uznania w Hollywood.

Mówił też o sceptycyzmie, z jakim spotkał się w 2007 roku po przejściu do klubu Major League Soccer - Los Angeles Galaxy. Powiedział, że jest dumny z rosnącej popularności piłki nożnej w USA. Miał również specjalne przesłanie dla swoich dzieci.

Teraz się wzruszę. Mam nadzieję, że pewnego dnia przyprowadzicie tu moje wnuki i opowiecie im o chłopcu, który marzył o wielkich rzeczach. To moje największe osiągnięcie, które was wszystkich uszczęśliwi - podkreślił.

W ciągu 20-letniej kariery Beckham grał w znanych klubach: Manchesterze United, Realu Madryt, AC Milan, LA Galaxy i Paris Saint-Germain. Występował głównie na pozycji prawego pomocnika. Słynął z precyzyjnych podań i dośrodkowań. Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych piłkarzy wszech czasów.

Choć Anglik zakończył karierę piłkarską w 2013 roku, to wciąż jest niezwykle popularny dzięki współpracy z globalnymi markami, takimi jak Adidas czy Hugo Boss. Obecnie jest prezesem i współwłaścicielem Interu Miami, gdzie gra Argentyńczyk Lionel Messi, ośmiokrotny zdobywca Złotej Piłki.

Gospodarze zaczęli od wysokiego zwycięstwa. USA w euforii

Dzisiaj, 13 czerwca (06:29)

Amerykanie rozpoczęli start na tegorocznym mundialu od zwycięstwa 4:1 z Paragwajem. Mecz grupy D rozegrano w Inglewood koło Los Angeles. Jak donosi reporter RMF FM zza oceanu, na stadionie, ale i strefach kibica w całych USA panowały ogromne emocje.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Przed rozpoczęciem meczu odbyła się ceremonia otwarcia - trzecia, po tych w Meksyku w czwartek i w Montrealu dzień później. W jej ostatniej fazie wystąpiła Katy Perry, a wcześniej kibiców przywitał aktor Jason Sudeikis, który w popularnym serialu "Ted Lasso" wcielił się w amerykańskiego trenera piłki nożnej w angielskiej Premier League.

Po uroczystym odśpiewaniu hymnów gospodarze szybko dali kibicom na Los Angeles Stadium powody do zadowolenia. W siódmej minucie Weston McKennie dograł piłkę na środek pola karnego, a niefortunnie do własnej bramki skierował ją paragwajski obrońca Damian Bobadilla. Był to pierwszy samobój i zarazem najszybszy gol trwającego mundialu.

W 31. min podopieczni argentyńskiego trenera Maurucio Pochettino przeprowadzili podobną akcję. Tym razem podającym był Christian Pulisic, Amerykanom znów pomógł rykoszet, ale tym razem wszystko wykończył Folarin Balogun. Ten sam zawodnik tuż przed przerwą podwyższył na 3:0 uderzeniem lewą nogą, praktycznie rozstrzygając losy meczu.

Po zmianie stron gospodarze grali już mniej dynamicznie, ale i tak na niewiele pozwalali rywalom. Paragwajczykom udało się wyprowadzić tylko jeden skuteczny cios - w 73. minucie honorowego gola uzyskał Maurucio

Ostatnie słowo należało do Giovanniego Reyny, który efektownym strzałem zewnętrzną częścią stopy ustalił wynik w ósmej doliczonej minucie.

Był to jeden z najpóźniej zdobytych goli w historii mundialu (nie licząc dogrywek). Rekordowe było trafienie Irańczyka Mehdiego Taremiego w meczu z Anglią (2:6) przed czterema laty w Katarze - w 13. doliczonej minucie.

Wśród piłkarzy, którzy trafiali później od Reyny, jest też Robert Lewandowski. W meczu 1/8 finału z Francją, również w Katarze, Polak wykorzystał rzut karny w dziewiątej doliczonej minucie.

O rany! Mistrzostwa świata są w USA. To ogromny moment. Czekałem na to całe życie, a na pewno przez ostatnie osiem lat, od chwili ogłoszenia organizacji turnieju - mówił naszemu amerykańskiemu korespondentowi Pawłowi Żuchowskiemu kibic USA. W Paragwaju, w Ameryce Południowej piłka nożna to naprawdę wielka sprawa. To zawsze kultura, przyjaźń i spotkanie ludzi. Tym właśnie jest dla mnie futbol. Nie potrafię nawet tego opisać - powiedział z kolei obywatel Paragwaju, który tym razem miał mniej powodów do radości.

Spotkanie w Kalifornii obejrzało mnóstwo celebrytów, m.in. Tom Cruise, George Lucas, Bill Gates, Halle Berry, Leonardo DiCaprio i Kareem Abdul-Jabbar. Na trybunach, obok 70 491 innych widzów, był też sekretarz stanu USA Marco Rubio.

W piątek USA zagra z Australią w Seattle, a Paragwaj zmierzy się z Turcją w San Francisco.

Zapachniało sensacją w Toronto. Kanada uratowała remis w końcówce

Wczoraj, 12 czerwca (23:50)

​Kanada zremisowała z Bośnią i Hercegowiną 1:1 (0:1) w meczu grupy B piłkarskich mistrzostw świata, który został rozegrany w Toronto. W drugim spotkaniu tej grupy w sobotę Katar zmierzy się ze Szwajcarią.

  • Po więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata zapraszamy na stronę główną RMF24.pl. 

Dla Kanady mecz z Bośnią i Hercegowiną był siódmym w historii na mistrzostwach świata. Cztery lata temu w Katarze ekipa spod znaku Klonowego Liścia przegrała wszystkie trzy mecze i podobnie było w roku 1986 na boiskach w Meksyku. Bośnia i Hercegowina, która awansowała na mundial po sensacyjnym zwycięstwie w finale baraży z Włochami, gra na mistrzostwach po raz drugi i jej dorobek to była jedna wygrana i dwie porażki.

Niesieni gorącym dopingiem kibiców Kanadyjczycy rzucili się do odważnych ataków, ale pierwsi doskonałą sytuację bramkową stworzyli Bośniacy. Po rzucie wolnym w polu karnym piłka znalazła się pod nogami Amara Mamicia, ale ten uderzając z jedenastego metra postawił na siłę i trafił w trybuny.

Kanada odpowiedziała dopiero po kwadransie, ale od razu sytuacją, po której powinien paść gol. W polu karnym do odbitej piłki dopadł Jonathan David, uderzył i już zaczął biec do bocznej linii, aby się cieszyć ze zdobytej bramki, ale Nikola Vasilj nie dał się zaskoczyć.
Kilkadziesiąt sekund później Kanadyjczycy przekonali się, że wiele jest prawdy w powiedzeniu, że niewykorzystane sytuacje lubią się zemścić. Po rzucie rożnym Sead Kolasinac przedłużył dośrodkowanie, a Jovo Lukić przepchnął rywala i z bliska głową wepchnął piłkę do siatki.

Gol zmienił obraz gry. Optyczną przewagę uzyskali Kanadyjczycy i ciężar gry przeniósł się na połowę Bośni i Hercegowiny. W atakach gospodarzy było dużo chaosu, ale udało im się wypracować stuprocentową sytuację. Tani Oluwaseyi był sam w polu karnym i musiał tylko dokładnie przymierzyć. Zamiast jednak postawić na precyzję, huknął jak z armaty i fatalnie spudłował.

Po zmianie stron Kanada natarła z jeszcze większym impetem i po kwadransie mogła doprowadzić do remisu. Po koronkowej akcji z pola karnego uderzył Richie Laryea, ale nieprawdopodobną interwencją Sead Kolasinać uratował swój zespół odbijając piłkę na poprzeczkę. 

Ekipa spod znaku Klonowego Liścia nacierała i dopięła swego. Po szybkiej wymianie podań piłka trafiła do Cyle'a Larina, który na linii pola karnego odwrócił się do bramki, oddał szybki strzał i trafił do siatki.

Kanada nacierała do samego końca i miała piłkę meczową w doliczonym czasie, ale strzał Larina w ostatniej chwili zablokowali rywale. Kibice więcej goli nie zobaczyli i tym samym Kanada zdobyła historyczny pierwszy punkt na mistrzostwach świata. Bośnia po raz pierwszy natomiast zremisowała. W drugiej kolejce grupy A Kanada zagra z Katarem, a Bośnia ze Szwajcarią.

Kanada - Bośnia i Hercegowina 1:1 (0:1).

Bramki: Cyle Larin (78); dla Bośni i Hercegowiny - Jovo Lukić (21-głową).
Żółte kartki: Kanada - Alistair Johnston, Luc de Fougerolles; Bośnia i Hercegowina - Ermedin Demirović, Jovo Lukić, Nikola Katić. 

Sędzia: Facundo Tello (Argentyna). Widzów: 43 002.

Inauguracja mundialu w Kanadzie. Gwiazdą ceremonii otwarcia Michael Buble

Wczoraj, 12 czerwca (21:55)

​W drugim dniu XXIII mistrzostw świata w piłce nożnej rywalizację w turnieju rozpoczął drugi z trzech gospodarzy mundialu Kanada. W Toronto jednak pierwszy cios zadali goście z Bośni i Hercegowiny, otwierając już w pierwszej połowie wynik meczu. Podczas kanadyjskiej ceremonii otwarcia wystąpili m.in. Michael Buble i Alessia Cara.

  • Bądź na bieżąco. Więcej aktualnych informacji sportowych znajdziesz na stronie głównej rmf24.pl.

Pierwsza część ceremonii rozpoczęła się od występów tancerzy przedstawiających kanadyjską historię, w tym jej rdzennych mieszkańców. Następnie otoczona gigantycznymi kukłami przedstawiającymi kultowe kanadyjskie zwierzęta - niedźwiedzia polarnego, wieloryba i łosia, włosko-kanadyjska piosenkarka Alessia Cara zainaugurowała część muzyczną.

Wśród piosenkarzy był francuski raper Vegedream, którego przebój "Ramenez la coupe a la maison" ("Przywieźcie puchar do domu" - red.) był jedną z oficjalnych piosenek mundialu w 2018 roku, gdy Francja triumfowała w Rosji.

Podczas ceremonii wystąpili również Alanis Morissette, Jessie Reyez, William Prince i Nora Fatehi. Kibiców przywitał natomiast ambasador imprezy, kanadyjski aktor i komik Will Arnett.

Po rozgrzewce zespołów Alanis Morissette wykonała hymn Kanady, natomiast Aleksandar Gajić zaśpiewał hymn drużyny gości.

Tegoroczny mundial po raz pierwszy w historii ma trzy ceremonie otwarciaPierwsza odbyła się w czwartek przed pierwszym meczem w Meksyku, a druga i trzecia mają miejsce w piątek. Najpierw impreza została oficjalnie otwarta w Toronto, następnie osobna ceremonia odbędzie się w Los Angeles przed spotkaniem USA z Paragwajem.

Święto gospodarzom w Toronto póki co psują pogromcy Włochów. Piłkarze Bośni i Hercegowiny objęli prowadzenie już w 21. minucie gry za sprawą bramki Jovo Lukicia. 

W tegorocznych mistrzostwach świata zostaną rozegrane 104 mecze. Ich gospodarzami jest 16 miast: 11 w USA, trzy w Meksyku i dwa w Kanadzie. Finał zaplanowano na 19 lipca w East Rutherford koło Nowego Jorku. W mundialu nie bierze udziału reprezentacja Polski, wyeliminowana w finale baraży przez Szwecję. Biało-czerwonych ostatnio zabrakło w finałach MŚ w 2014 roku. 

Otrzymane przedwczoraj

Obiecał wielki transfer Lewandowskiego. Decyzja zapadła

Robert Lewandowski raczej nie wybiera się do Fenerbahce Stambuł, a biznesmen Hakan Safi, który obiecał transfer Polaka, przegrał wybory na prezesa klubu. Po ośmiu latach przerwy tę funkcję ponownie będzie sprawował Aziz Yildirim.

  • Biznesmen Hakan Safi przegrał wybory na prezesa Fenerbahce Stambuł, mimo obietnic transferu Roberta Lewandowskiego.
  • Safi kusił wizją zakontraktowania Lewandowskiego, zapowiadając dwuletni kontrakt z opcją przedłużenia i zarobkami do 15 mln euro rocznie.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

73-letni Aziz Yildirim, biznesmen z branży budowlanej, kierował już klubem w latach 1998-2018. Pokonał Safiego w wyniku głosowania członków klubu w trakcie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia, które odbyło się w niedzielę w stambulskiej dzielnicy Kadikoy.

Wybory zostały ogłoszone po tym, jak o swojej rezygnacji poinformował dotychczasowy szef klubu Sadettin Saran. W czwartek sąd skazał go na 2,5 roku więzienia za podżeganie do nielegalnych zakładów bukmacherskich.

Safi kusił swoich zwolenników wizją pozyskania m.in. Lewandowskiego, a tureckie media prześcigały się w informacjach o tym, że Polak miał zaakceptować ofertę, w której proponowano mu dwuletni kontrakt z opcją przedłużenia o kolejny sezon i zarobki na poziomie 10 a 15 mln euro rocznie.

37-letni napastnik 16 maja ogłosił, że po sezonie opuści Barcelonę. W jej barwach występował od 2022 roku. Zdobył trzykrotnie mistrzostwo Hiszpanii (2023, 2025-26), raz Puchar Króla (2025) i trzykrotnie Superpuchar Hiszpanii. Łącznie rozegrał 193 spotkania, w których uzyskał 120 bramek, co daje mu 14. miejsce w klubowej klasyfikacji strzelców wszech czasów.

W edycji 2025/26 wystąpił w 46 meczach i strzelił 19 goli. W minionych miesiącach odgrywał coraz mniejszą rolę w zespole, coraz częściej wchodził z ławki rezerwowych, miał też więcej przerw spowodowanych kłopotami zdrowotnymi.

Do tej pory piłkarz nawet nie zasugerował, jaki kierunek wybierze. Na początku spekulacji łączono go głównie z Arabią Saudyjską lub amerykańsko-kanadyjską ligą MLS. Chęć jego zatrudnienia wyrażały też kluby włoskie, ale raczej nie byłyby w stanie spełnić oczekiwań finansowych Polaka.

Kto wygra mundial? To im dają największe szanse

Dzisiaj, 8 czerwca (08:43)

Mundial w USA, Kanadzie i Meksyku coraz bliżej. Kto zostanie piłkarskim mistrzem świata? Naukowcy wyliczyli, że największe szanse na końcowy triumf ma reprezentacja Hiszpanii. Jednak tuż za jej plecami panuje wielki ścisk chętnych do sięgnięcia po prestiżowe trofeum.

  • Według naukowców największe szanse na sukces w rozpoczynającym się mundialu mają Hiszpania, Anglia, Francja i Niemcy.
  • Na czym opierano badania?
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Reprezentacje Hiszpanii, Anglii, Francji i Niemiec mają największe szanse na sukces w rozpoczynających się w czwartek piłkarskich mistrzostwach świata - wynika z symulacji przeprowadzonej przez naukowców z uniwersytetów w Innsbrucku i Dortmundzie.

Bazując na wszelkich możliwych danych, m.in. wynikach meczów z ostatnich miesiącach, notach wystawianych poszczególnym piłkarzom czy kursach bukmacherskich oraz korzystając z pomocy sztucznej inteligencji, zespół badawczy złożony z pracowników obu uczelni wyłonił czołową czwórkę.

Z analizy wynika, że z tego grona największe szanse na wzniesienia głównego trofeum - Pucharu Świata - po finale 19 lipca w East Rutherford ma Hiszpania. Wynoszą one jednak tylko 14,5 proc. W przypadku Anglii, która na drugie mistrzostwo czeka od 1966 roku, i Francji oszacowano je na 12,4, a Niemiec - 11,2 proc.

W drugim rzędzie faworytów pojawiły się Portugalia - 8,9 proc. szans, broniąca tytułu Argentyna - 8,2 oraz Holandia - 5,6 i Brazylia - 4,7. Czołową dziesiątkę uzupełniają Belgia i wracająca na największą piłkarską scenę po wielu latach Norwegia.

Przeprowadziliśmy 100 tysięcy możliwych symulacji przebiegu mundialu: mecz po meczu, runda po rundzie, zgodnie z wszystkimi założeniami i przepisami FIFA - zaznaczył Rouven Michels, członek zespołu przeprowadzającego badanie. Jak dodał, taki turniej to wspaniała okazja, aby wzbudzić zainteresowanie rachunkiem prawdopodobieństwami wśród wielu osób, które w innym przypadku nigdy by nie zwróciły na to uwagi. 

"Wielki dzień dla Realu Madryt". "Socios" wybrali prezesa klubu

Dzisiaj, 8 czerwca (06:40)

Florentino Perez pozostaje na stanowisku prezesa Realu Madryt. W niedzielnych wyborach, pierwszych od 20 lat, zdecydowanie zwyciężył decyzją "socios". Wraz z wygraną Pereza do klubu ma dołączyć portugalski trener Jose Mourinho.

  • Florentino Perez po raz ósmy wybrany prezesem Realu Madryt, zwyciężył w pierwszych od 20 lat wyborach.
  • Prawo głosu miało ponad 75 tys. "socios", jednak głosowała tylko około jedna trzecia członków.  
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Liczenie głosów zakończyło się w nocy z niedzieli na poniedziałek. Jeszcze przed podaniem oficjalnych wyników o zwycięstwie Pereza poinformowała klubowa telewizja, a on sam ogłosił swoją wygraną w jednym z madryckich hoteli.

To pierwsze wybory prezesa Realu Madryt od 20 lat; wcześniej Perez nie miał kontrkandydatów i był automatycznie wybierany na kolejne kadencje. Prawo głosu miało ponad 75 tys. "socios", czyli zrzeszonych członków klubu, ale według szacunków w głosowaniu udział wzięła około jedna trzecia z nich.

Rywalem Pereza był Enrique Riquelme - przedsiębiorca z Alicante, prezes grupy energetycznej Cox. W czasie kampanii wyborczej 37-latek obiecywał m.in. sprowadzenie do Realu napastnika Manchesteru City Erlinga Haalanda czy trenera Juergena Kloppa, choć otoczenia obu zdecydowanie zaprzeczyły planom dołączenia do "Królewskich".

Chciałbym pogratulować Florentino zwycięstwa w wyborach. Real Madryt nie będzie już przez 20 lat funkcjonował bez wyborów. Trzeba nadal stawiać "socios" w centrum wszystkiego - powiedział po północy Riquelme, zapewniając o szacunku dla Realu Madryt i jego prezesa.

To był wielki dzień dla Realu Madryt. Wygraliśmy we wszystkich okręgach wyborczych, w każdej grupie wiekowej. (...) Chcę dalej budować klub, który pozostanie na szczycie rankingów pod względem międzynarodowej reputacji - powiedział z kolei Perez.

Wybory odbyły się po katastrofalnym sezonie dla Realu, który drugi rok z rzędu nie zdobył żadnego trofeum. Ponadto w ostatnich miesiącach klub dwukrotnie zmieniał trenerów, a konflikty między zawodnikami skutkowały napiętą atmosferą w szatni.

Wraz ze zwycięstwem Pereza do klubu dołączy Mourinho, który trenował "Królewskich" w latach 2010-2013, a także m.in. francuski obrońca Ibrahima Konate. Jeszcze przed wyborami media poinformowały o sfinalizowaniu przez Real transferu holenderskiego defensora Denzela Dumfriesa, który dotychczas bronił barw Interu Mediolan.

Perez obiecał również złożenie oferty w wysokości 150 mln euro za jedną z gwiazd światowej piłki, choć nie podał żadnego konkretnego nazwiska. Jak spekulują media, może chodzić o pomocnika Michaela Olise z Bayernu Monachium, choć Bawarczycy zdecydowanie twierdzą, że 24-letni Francuz nie jest na sprzedaż za żadne pieniądze.

Będzie to już ósma kadencja 79-letniego Pereza, który prezesem Realu Madryt został po raz pierwszy w 2000 r. Jeśli dotrwa do końca obecnej kadencji, w 2030 r. będzie miał 83 lata i zostanie najstarszym prezesem klubu w historii.

W marcu br. wybory odbyły się również w FC Barcelonie, która jest głównym rywalem "Królewskich". Na kolejną kadencję został wybrany Joan Laporta, który w 2022 r. sprowadził do klubu Roberta Lewandowskiego, a w 2024 r. Wojciecha Szczęsnego.

Przerwany mecz. ​Eriksen znowu padł na murawę

Wczoraj, 7 czerwca (21:00)

Duński piłkarz Christian Eriksen upadł na boisku podczas towarzyskiego meczu z Ukrainą. Spotkanie przerwano. Na szczęście piłkarz samodzielne podniósł się z murawy, lekarze zapewnili, że czuje się dobrze. Kibicom stanęły przed oczami dramatyczne sceny z Euro w 2021 roku. Wówczas życie Eriksena było zagrożone, piłkarz był reanimowany na boisku.

  • Więcej aktualnych informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl

Była 65. minuta meczu w Odense. Dania prowadziła z Ukrainą 2:1 - spotkanie miało charakter towarzyski, gdyż żadna z tych reprezentacji nie zakwalifikowała się na mistrzostwa świata w USA, Meksyku i Kanadzie.

Eriksen nagle złapał się za klatkę piersiową i runął na ziemię. 

Kibice w tym momencie zamarli, bo wszyscy dobrze pamiętali dramatyczne sceny z mistrzostwa Europy w 2021 roku.   

12 czerwca podczas meczu z Finlandią Eriksen stracił przytomność, doznał nagłego zatrzymania krążenia i upadł na murawę. Został poddany reanimacji, a następnie przetransportowany do szpitala. Po kilku dniach wszczepiono mu kardiowerter-defibrylator (ICD).

Pomocnik powrócił do międzynarodowego futbolu 26 marca 2022 roku. Od września ubiegłego roku jest zawodnikiem niemieckiego VfL Wolfsburg.

Na szczęście niedzielny incydent nie był - jak się wydaje - tak groźny. Na boisko wbiegła ekipa medyczna, po kilku minutach Eriksen samodzielnie wstał, dostając od kibiców owację.

"Christian Eriksen jest przytomny i czuje się dobrze" - poinformowała duńska federacja w oświadczeniu na portalu X.

Wkrótce więcej uspokajających informacji przekazał lekarz reprezentacji Morten Boesen. Christian czuje się dobrze, sam zszedł z boiska. Moim zdaniem rozrusznik serca działa prawidłowo. Piłkarz na krótko zasłabł, ale bardzo szybko odzyskał przytomność i również szybko nawiązaliśmy z nim kontakt - powiedział Boesen duńskim mediom.

Piłkarz udał się do szpitala. Będzie teraz badany, aby dowiedzieć się, co spowodowało ten incydent. Jesteśmy z nim oraz z lekarzami w szpitalu w stałym kontakcie. Ale Christian czuje się dobrze i poprosił mnie, abym porozmawiał ze wszystkimi zawodnikami i powiedział, że wszystko z nim w porządku - dodał lekarz.

Mecz nie został dokończony.

Reprezentacja Iranu ma kłopoty w USA. Na mundial nie wpuszczono części sztabu

Wczoraj, 6 czerwca (18:57)

Iran zarzucił Stanom Zjednoczonym odmowę wydania wiz „kluczowym” członkom sztabu swojej reprezentacji piłkarskiej na Mistrzostwa Świata 2026, mimo że piłkarze oraz część personelu otrzymali już pozwolenie na wjazd. Sprawa wywołała napięcia tuż przed pierwszym meczem Iranu w Los Angeles.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Według irańskiej ambasady w Turcji, amerykańskie władze odmówiły wiz "dużej części kadry menedżerskiej i doradców technicznych" reprezentacji Iranu. 

Wcześniej Waszyngton potwierdził, że piłkarze oraz "niezbędny personel pomocniczy" otrzymali pozwolenie na wjazd do USA.

Amerykańskie władze podkreśliły, że nie pozwolą, by Iran "nadużywał systemu wizowego do przemycania terrorystów pod fałszywym pretekstem". Sekretarz stanu USA Marco Rubio zaznaczył, że delegacja Iranu nie może obejmować osób powiązanych z Gwardią Rewolucyjną.

BBC przypomina, że kilku graczy reprezentacji Iranu odbyło obowiązkową służbę wojskową w formacji Strażników Rewolucji Islamskiej.

Irańska ambasada określiła decyzję USA jako "politycznie motywowaną ingerencję w sport" i wezwała FIFA do interwencji. Wśród osób, którym odmówiono wjazdu, mają być m.in. prezes irańskiej federacji piłkarskiej oraz jego zastępca.

Mistrzostwa Świata 2026 będą pierwszym turniejem, podczas którego kraj-gospodarz przyjmie reprezentację państwa, z którym jest w stanie wojny. Iran, który zapewnił sobie awans w marcu 2025 roku, przeniósł niedawno bazę treningową z Arizony do Meksyku. Oprócz meczu w Los Angeles, Iran zagra także z Belgią w Kalifornii i Egiptem w Seattle.

Gdzie oglądać Mundial? Sprawdź program TVP 1, TVP 2 i TVP Sport!

Legendarny bramkarz wystawia na aukcję koszulki gwiazd

Jean-Marie Pfaff wystawia na aukcję kolekcję pamiątek piłkarskich. Legendarny belgijski bramkarz szczególnie poleca koszulkę, w której grał Diego Maradona. Cena wywoławcza wyniesie 350 000 euro.

  • Jean-Marie Pfaff, legendarny belgijski bramkarz, wystawia na aukcji swoją kolekcję piłkarskich pamiątek.
  • Pamiątki wcześniej prezentowane były w muzeum w Beveren, zamkniętym w 2025 roku.  
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl

Kolekcja zostanie wystawiona 23 maja w Paryżu - podała agencja Belga.

Jean-Marie Pfaff jest powszechnie uważany za jednego z najwybitniejszych belgijskich bramkarzy w historii. Grał w Bayernie Monachium przez sześć sezonów i przez wiele lat był pierwszym golkiperem reprezentacji Belgii. Na mistrzostwach świata w 1986 roku został wybrany najlepszym bramkarzem turnieju.

W trakcie swojej kariery Pfaff zgromadził bogatą kolekcję pamiątek piłkarskich, w tym kultowe koszulki światowych gwiazd, takich jak Johan CruyffMichel Platini, a także kilka koszulek z Euro i mundialu. Kolekcja była prezentowana w tymczasowym muzeum w Beveren, które zamknięto latem ubiegłego roku.

W tej sytuacji były bramkarz zdecydował się sprzedać swoją kolekcję. Po krótkiej, publicznej wystawie na Stadionie Króla Baudouina w Brukseli, przedmioty zostały przetransportowane do paryskiego skarbca. Tamtejszy dom aukcyjny Millon wystawi je na sprzedaż 23 maja.

Głównym punktem licytacji jest koszulka noszona przez Diego Maradonę na MŚ w 1986 roku, zdobyta w ramach wymiany po półfinale Belgia - Argentyna. "Złoty Chłopiec" podpisał ją, gdy obaj panowie spotkali się w Paryżu w 2016 roku, tymi słowami: "Para el simpatico Jean Marie con todo mi carino" ("Dla sympatycznego Jean-Marie z całym szacunkiem").

Cena wywoławcza koszulki wynosi 350 000 euro. To znaczna obniżka w porównaniu z poprzednią próbą sprzedaży, kiedy licytacja rozpoczęła się od 640 000 euro, ale nie udało się znaleźć nabywcy.

Zgromadziłem wspaniałą kolekcję w ciągu mojej kariery. Teraz, gdy muzeum jest zamknięte, byłoby szkoda, gdyby leżała gdzieś na strychu i zbierała kurz. Nie chcę zostawiać tej odpowiedzialności moim trzem córkom - 72-letni Pfaff wyjaśnił mediom przyczyny swojej decyzji.

Skandal na derbach Pragi. Mecz przerwany tuż przed końcem

Dzisiaj, 10 maja (07:35)

Aktualizacja: Dzisiaj, 10 maja (13:37)

W siódmej minucie doliczonego czasu gry przerwane zostały piłkarskie derby Pragi. Na murawę wtargnęli z przedwczesną euforią fani Slavii, którzy zaatakowali piłkarzy Sparty - podała agencja CTK. Prowadząca w meczu Slavia mogła zapewnić sobie tytuł. Są już pierwsze kary.

  • Derby czeskiej ekstraklasy pomiędzy Slavią a Spartą Praga zostały przerwane w siódmej minucie doliczonego czasu gry.
  • Prezes Slavii Jaroslav Tvrdik nazwał sytuację najgorszą w historii swojego zarządzania klubem i podkreślił winę klubu.  
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl

Zawodnicy obu drużyn natychmiast udali się do szatni, a goście opuścili następnie stadion autobusem.

Policja wszczęła śledztwo w sprawie burd wywołanych przez sympatyków Slavii. W przypadku udowodnienia winy, zarzut ten grozi karą do dwóch lat więzienia. Organy ścigania są świadome ataku na bramkarza Jakuba Surovcika. Muszą jednak dokładnie przeanalizować nagrania z monitoringu.

Rzecznik policji Richard Hrdina oświadczył, że sprawdzane są także wydarzenia związane z szeroko zakrojonym użyciem pirotechniki na stadionie Eden. W momencie przerwania meczu, do zakończenia pozostało zaledwie kilka minut, a Slavia prowadziła 3:2.

Setki kibiców wtargnęło na murawę przed końcem spotkania. Było to poważne naruszenie porządku publicznego - powiedział rzecznik, który zaznaczył, że bardzo możliwe, iż oprócz bramkarza zaatakowano więcej graczy gości. Pojawiły się również informacje o ataku na Matyasa Vojtę.

Prezes zarządu Slavii Jaroslav Tvrdik określił przedwczesne przerwanie derbowego meczu ze Spartą jako najgorszą sytuację, jakiej kiedykolwiek doświadczył w klubie. Na konferencji prasowej oświadczył, że szanuje decyzję lokalnego rywala o niedokończeniu meczu. Według niego Slavia zachowałaby się podobnie.

Slavia w przypadku zwycięstwa zapewniłaby sobie obronę tytułu przed zakończeniem rozgrywek. Niedokończony mecz zostanie rozpatrzony przez komisję dyscyplinarną ligi. Slavii grozi walkower.

Prowadzę klub od dziesięciu i pół roku. To najgorsza sytuacja, jakiej kiedykolwiek doświadczyłem. Rozumiem kibiców, że czuli, iż za kilka minut koniec udanego meczu, udanego sezonu i będą świętować tytuł mistrzowski. Ale w tym przypadku nie można oczekiwać żadnej tolerancji. To dla nas trudna sytuacja. Nie będziemy szukać winy nigdzie indziej, tylko u siebie. To nasza wina - powiedział Tvrdik.

W tabeli grupy mistrzowskiej prowadzi Slavia, która ma osiem punktów przewagi nad Spartą. Do zakończenia sezonu pozostały trzy kolejki.

Pierwsze decyzje dyscyplinarne zapadły już w niedzielę rano. Slavia zamknie do odwołania trybunę północną, gdzie znajduje się "kocioł" najgłośniejszych kibiców. Sprawcy zamieszek zostaną objęci dożywotnim zakazem wstępu na stadion.

Klub będzie domagał się od sprawców odszkodowania za całość poniesionych strat, w tym ewentualnej grzywny w milionowej wysokości od komisji dyscyplinarnej. Poinformował o tym prezes zarządu Slavii, Jaroslav Tvrdik, na portalu X.

Dwaj piłkarze z kadry A Slavii zostali wykluczeni z drużyny za niesportowe zachowanie po derbach. Najlepszy strzelec rozgrywek, Tomas Chory, otrzymał swoją trzecią czerwoną kartkę w sezonie w 59. minucie za uderzenie łokciem w twarz obrońcy Asgera Soerensena. Obrońca David Doudera został wyrzucony z boiska na początku meczu za wulgarne uwagi pod adresem sędziego.

Uczestnik mundialu ma nowego selekcjonera

  • Dzisiaj, 14 kwietnia (08:58)

    Reprezentacja Ghany ma nowego selekcjonera. To Portugalczyk Carlos Queiroz poprowadzi ekipę z Afryki na tegorocznym mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku.

    • Carlos Queiroz został nowym selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Ghany.
    • Ghana podczas mundialu 2026 zagra w grupie L z Chorwacją, Anglią i Panamą.
    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

    73-letni Carlos Queiroz zrezygnował ze stanowiska trenera Omanu w zeszłym miesiącu po tym, jak drużyna nie zakwalifikowała się na mundial w Ameryce Północnej.

    Ghana rozstała się z trenerem Otto Addo po towarzyskich porażkach z Austrią i Niemcami w marcu.

    Queiroz doprowadził Portugalię do 1/8 finału mistrzostw świata w 2010 roku, a później prowadził Iran w trzech ostatnich edycjach turnieju, odnosząc trzy zwycięstwa w 13 meczach. Urodzony w Mozambiku były bramkarz był także trenerem reprezentacji Egiptu, Japonii, Kolumbii i RPA.

    Pracę szkoleniową rozpoczął w Portugalii z reprezentacją młodzieżową, z którą dwukrotnie - w 1989 i 1991 roku - zdobył tytuł mistrza świata. W 1990 został selekcjonerem reprezentacji A, ale nie udało mu się z nią awansować na mundial w 1994 roku.

    W mistrzostwach świata Ghana zagra w grupie L z Chorwacją, Anglią i Panamą.

    Na początku miesiąca pojawiły się zaskakujące informacje o tym, że to Niemiec Joachim Loew ma poprowadzić reprezentację Ghany. Informował o tym portal "ghanasoccernet". "To brzmi jak spóźniony żart primaaprilisowy" - pisała agencja dpa, komentując ewentualny powrót byłego selekcjonera Niemiec.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

PZPN przekazał smutne wieści. Zmarł trener Jacek Magiera

  • PZPN przekazał smutne wieści. Zmarł trener Jacek Magiera

    ​Tragiczne wieści przekazuje Polski Związek Piłki Nożnej. Zmarł drugi trener reprezentacji Polski, Jacek Magiera. W przeszłości był związany m.in. z Legią Warszawa. Szkoleniowiec miał 49 lat.

    • Bądź na bieżąco. Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na stronę główną rmf24.pl.

    Na stronie Polskiego Związku Piłki Nożnej pojawiła się w piątek przed południem smutną wiadomość. W wieku zaledwie 49 lat zmarł drugi trener reprezentacji Polski - Jacek Magiera. W kadrze, którą prowadzi Jan Urban, pracował od lipca 2025 roku. 

    PZPN przekazał wyrazy współczucia najbliższym trenera. "Polski Związek Piłki Nożnej z głębokim smutkiem i ogromnym żalem przyjął informację o śmierci Jacka Magiery, drugiego trenera reprezentacji Polski. Rodzinie, Przyjaciołom oraz Bliskim Jacka Magiery PZPN składa wyrazy najszczerszego współczucia. Prosimy jednocześnie o uszanowanie prywatności i spokoju bliskich w tym bardzo trudnym czasie" - czytamy we wpisie federacji zamieszczonym w mediach społecznościowych. 

    Magiera był wychowankiem Rakowa Częstochowa, w barwach którego debiutował na poziomie Ekstraklasy. Od 1997 do 2006 roku bronił barw Legii Warszawa, z półroczną przerwą na występy w Widzewie Łódź. Po zakończeniu piłkarskiej kariery trenował kilku zespołów z ekstraklasy oraz juniorskich drużynach narodowych.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Liga Europy: Cash ma powody do radości, Bednarek musi się zadowolić remisem

Wczoraj, 9 kwietnia (23:23)

Za nami pierwsze mecze ćwierćfinałowe piłkarskiej Ligi Europy. FC Porto z Janem Bednarkiem w składzie zremisowało z Nottingham Forest 1:1, natomiast Aston Villa z Mattym Cashem pokonała na wyjeździe Bolognę 3:1. W Lidze Konferencji drużyny, które wyeliminowały polskie kluby, ze zmiennym szczęściem.

  • Informacje ze świata sportu znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

W meczu z Nottingham wystąpił tylko jeden Polak, gdyż Jakub Kiwior był na ławce rezerwowych, a Oskar Pietuszewski nie został zgłoszony do rozgrywek Ligi Europy. FC Porto prowadziło od 11. minuty po golu Brazylijczyka Williama Gomesa. Po chwili angielski klub wyrównał, gdyż piłkę do własnej bramki skierował Martim Fernandes.

W Bolonii tuż przed przerwą gola dla Aston Villi strzelił obrońca Ezri Konsa. Ollie Watkins zanotował dublet w drugiej połowie. Honorową bramkę dla gospodarzy zdobył Jonathan Rowe. W kadrze włoskiej ekipy zabrakło kontuzjowanego bramkarza Łukasza Skorupskiego.

SC Freiburg pokonał Celtę Vigo 3:0 po trafieniach Włocha Vincenzo Grifo, Jana-Niklasa Beste i Matthiasa Gintera. Natomiast w środę Sporting Braga zremisował z Betisem Sewilla 1:1.

Finał Ligi Europy zaplanowano na 20 maja w Stambule. Triumfator tradycyjnie weźmie udział w kolejnej edycji Ligi Mistrzów.

W Lidze Konferencji Szachtar Donieck w Krakowie wygrał z AZ Alkmaar 3:0, a Fiorentina przegrała w Londynie z Crystal Palace 0:3. Ukraiński klub , który w 1/8 finału okazał się lepszy od Lecha Poznań, wszystkie trzy bramki strzelił w ostatnich 18 minutach meczu.

Znacznie gorzej wypadła Fiorentina. Przedstawiciel Serie A, który w dwóch poprzednich rundach wyeliminował kolejno Jagiellonię Białystok i Raków Częstochowa, na londyńskim Selhurst Park uległ Crystal Palace 0:3.  

Trzy bramki strzeliło, także nie tracąc żadnej, hiszpańskie Rayo Vallecano, które u siebie wygrało z AEK Ateny. W starciu zespołów z polskimi piłkarzami w składach zdecydowanie korzystniej zaprezentował się niemiecki FSV Mainz 05, który na własnym stadionie pokonał francuski Strasbourg 2:0. Obrońca gospodarzy 18-letni Kacper Potulski pojawił się na boisku na finałowe 10 minut. W przeciwnej drużynie o trzy lata starszy pomocnik Maxi Oyedele grał do 64. minuty.

Liga Konferencji to trzeci, czyli najniższy szczebel rozgrywek UEFA, ale jest świetną okazją m.in. do zbierania ważnych punktów rankingowych oraz premii finansowych. Głównie dzięki postawie Legii Warszawa i Jagiellonii, które dotarły w poprzedniej edycji do ćwierćfinału LK, w sezonie 2026/27 w europejskich pucharach wystąpi po raz pierwszy pięć polskich zespołów, w tym dwa w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. 

​Zażarta walka o finał Pucharu Polski. Zdecydowały rzuty karne

Wczoraj, 9 kwietnia (21:44)

Aktualizacja: Wczoraj, 9 kwietnia (21:58)

Raków Częstochowa pokonał GKS Katowice w serii rzutów karnych 4:2 w półfinale piłkarskiego Pucharu Polski. Po regulaminowych 90 minutach było 3:3, a po dogrywce 4:4. W finale 2 maja na PGE Narodowym rywalem drużyny z Częstochowy będzie Górnik Zabrze, który w środę wyeliminował Zawiszę Bydgoszcz.

  • Więcej informacji sportowych znajdziesz na RMF24.pl.

Starcie z Rakowem miało szczególne znaczenie dla 32-letniego Bartosza Nowaka, który grał w Częstochowie przez dwa sezony. Ofensywny pomocnik GKS w tym sezonie strzelił 12 goli i zaliczył 13 asyst we wszystkich rozgrywkach. Zdobył też pięć bramek w tej edycji Pucharu Polski.

Pomocnik GKS Sebastian Milewski w 6. minucie oddał groźny strzał zza pola karnego, ale bramkarz Oliwier Zych wybił piłkę na rzut rożny. Później Ivan Lopez z Rakowa strzelił z rzutu wolnego. Piłka zmierzała pod poprzeczkę, lecz Dawid Kudła stanął na wysokości zadania.

GKS objął prowadzenie w 21. minucie, gdy Nowak podał do wbiegającego w pole karne Erika Jirki, a Słowak celnie uderzył lewą nogą i umieścił piłkę w dolnym rogu bramki.

Następnie piłkarze Rakowa stracili piłkę na własnej połowie, lecz Nowak nie wykorzystał dobrej szansy. Jirka spróbował szczęścia zza pola karnego, ale Zych skutecznie interweniował.

W 41. minucie były gracz GKS Oskar Repka sfaulował Nowaka w polu karnym. Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych i podwyższył na 2:0.

Raków wyrównał w ciągu pierwszych pięciu minut drugiej połowy. Najpierw Brunes celnie przymierzył zza pola karnego, a Rumun Bogdan Racovitan strzelił gola głową po tym, jak Michael Ameyaw dośrodkował z rzutu rożnego.

Gospodarze chcieli iść za ciosem. Brunes oddał kolejny strzał, ale nie zaskoczył Kudły. Później trener gości Rafał Górak dokonał czterech zmian. Rezerwowy Marten Kuusk dotknął piłkę ręką i sędzia podyktował rzut karny. W 67. min Kudła obronił strzał Brunesa z 11 metrów, ale piłkę do bramki wbił nadbiegający Gwinejczyk Lamine Diaby-Fadiga.

Częstochowianie byli już jedną nogą w finale, lecz Norweg Eman Markovic w doliczonym czasie w akcji rezerwowych posłał długie podanie w pole karne, gdzie piłkę przejął Słowak Adam Zrelak i strzelił gola na 3:3 doprowadzając do dogrywki.

Karol Struski w 112. min podał z rzutu wolnego w pole karne, a Portugalczyk Leonardo Rocha głową musnął piłkę, która odbiła się jeszcze od obrońcy i wpadła do bramki. Później Markovic efektownym strzałem z dystansu wyrównał na 4:4 i doprowadził do serii rzutów karnych.

Gospodarze wykorzystali wszystkie cztery "jedenastki", choć Kudła dwukrotnie był blisko. Bramkarz Rakowa Zych obronił natomiast strzały Jirki i Sebastiana Milewskiego.

Raków zdobył Puchar Polski w 2021 i 2022 roku. Łącznie cztery razy uczestniczył w finale tych rozgrywek. W 2023 roku w rzutach karnych przegrał z Legią Warszawa. Częstochowianie wygrali trzy poprzednie półfinały PP, w których uczestniczyli.

Natomiast GKS sięgnął po to trofeum w 1986, 1991 i 1993 roku. Ostatni raz w finale grał w sezonie 1996/97. Dla katowickiego klubu był to pierwszy półfinał od 2004 roku.

W środę do finału Pucharu Polski awansował Górnik Zabrze, który pokonał na wyjeździe trzecioligowego Zawiszę Bydgoszcz 1:0. Finał odbędzie się 2 maja na PGE Narodowym.

Półfinał piłkarskiego Pucharu Polski: Raków Częstochowa - GKS Katowice 4:4 po dogr. (3:3, 0:2), karne 4-2. Awans: Raków Częstochowa.

Bramki: 0:1 Erik Jirka (21), 0:2 Arkadiusz Jędrych (41-karny), 1:2 Jonatan Brunes (47), 2:2 Bogdan Racovitan (49-głową), 3:2 Lamine Diaby-Fadiga (67), 3:3 Adam Zrelak (90+4), 4:3 Leonardo Rocha (112-głową), 4:4 Eman Markovic (116).

Sędzia: Karol Arys (Szczecin). Widzów: 5000. 

Raków Częstochowa: Oliwier Zych - Paweł Dawidowicz, Bogdan Racovitan, Stratos Svarnas - Michael Ameyaw (86. Fran Tudor), Karol Struski (86. Zoran Arsenić), Oskar Repka, Jean Carlos Silva - Patryk Makuch (76. Isak Brusberg), Jonatan Brunes (87. Leonardo Rocha), Ivan Lopez (46. Lamine Diaby-Fadiga).

GKS Katowice: Dawid Kudła - Alan Czerwiński, Arkadiusz Jędrych, Lukas Klemenz (56. Marten Kuusk) - Erik Jirka, Damian Rasak (63. Kacper Łukasiak), Sebastian Milewski, Marcin Wasielewski (80. Borja Galan) - Mateusz Wdowiak (63. Eman Markovic), Ilja Szkurin (63. Adam Zrelak), Bartosz Nowak.

❌