Widok normalny

Otrzymane przedwczoraj

Przeszukania w kilku firmach. UOKiK wszczął postępowanie

8 czerwca 2026, 09:18

Poniedziałek, 8 czerwca (09:18)

Jest postępowanie wyjaśniające Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dotyczące podejrzenia zawarcia niedozwolonego porozumienia na rynku pracy. Chodzi o przedsiębiorstwa działające na terenie województwa dolnośląskiego.

  • Prezes UOKiK wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie podejrzenia niedozwolonego porozumienia na rynku pracy na Dolnym Śląsku.
  • Przeszukania przeprowadzono w siedzibach firm w powiecie bolesławieckim i we Wrocławiu. O jakie firmy chodzi?
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

W ramach prowadzonych działań pracownicy UOKiK, za zgodą sądu i przy wsparciu policji, przeprowadzili przeszukania w siedzibach przedsiębiorstw z powiatu bolesławieckiego i Wrocławia. Chodzi o spółki: Toyota Boshoku Poland, Toyota Boshoku Europe, Bader Polska, Gerresheimer Bolesławiec oraz Hoerbiger Automotive.

"Przedsiębiorcy działający na lokalnym rynku mają dostęp do tej samej puli pracowników i rywalizują o nich. Dlatego wspólne ustalenia, które mają uniemożliwić lub utrudnić zmianę pracodawcy, stanowią ograniczenie konkurencji na rynku. Jest to szczególnie szkodliwe dla lokalnych społeczności, ponieważ nie pozwala na zmianę miejsca pracy, niezależnie od posiadanych lub podnoszonych kwalifikacji" - powiedział cytowany w komunikacie prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Urząd analizuje, czy przedsiębiorcy mogli uzgadniać wysokość wynagrodzeń i innych świadczeń pracowniczych, takich jak benefity, a także zawierać porozumienia o niezatrudnianiu pracowników konkurencyjnych firm. Według UOKiK podejrzenia dotyczą podmiotów działających w różnych branżach, m.in. produkcji przemysłowej, sektorze motoryzacyjnym, farmaceutycznym oraz usługach logistycznych, które mimo odmiennego profilu działalności mogą rywalizować o tę samą grupę pracowników.

UOKiK wyjaśnił, że postępowanie wyjaśniające prowadzone jest obecnie w sprawie, a nie przeciwko konkretnym przedsiębiorcom. Jeśli zgromadzony materiał dowodowy potwierdzi podejrzenia, UOKiK może wszcząć postępowanie antymonopolowe i postawić zarzuty wskazanym podmiotom.

Urząd przypomniał, że za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję przedsiębiorcom grozi kara finansowa w wysokości do 10 proc. rocznego obrotu. Menadżerowie odpowiedzialni za zawarcie niedozwolonych ustaleń mogą zostać ukarani grzywną do 2 mln zł. 

Przeszukania w kilku firmach. UOKiK wszczął postępowanie

Dzisiaj, 8 czerwca (09:18)

Jest postępowanie wyjaśniające Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dotyczące podejrzenia zawarcia niedozwolonego porozumienia na rynku pracy. Chodzi o przedsiębiorstwa działające na terenie województwa dolnośląskiego.

  • Prezes UOKiK wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie podejrzenia niedozwolonego porozumienia na rynku pracy na Dolnym Śląsku.
  • Przeszukania przeprowadzono w siedzibach firm w powiecie bolesławieckim i we Wrocławiu. O jakie firmy chodzi?
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

W ramach prowadzonych działań pracownicy UOKiK, za zgodą sądu i przy wsparciu policji, przeprowadzili przeszukania w siedzibach przedsiębiorstw z powiatu bolesławieckiego i Wrocławia. Chodzi o spółki: Toyota Boshoku Poland, Toyota Boshoku Europe, Bader Polska, Gerresheimer Bolesławiec oraz Hoerbiger Automotive.

"Przedsiębiorcy działający na lokalnym rynku mają dostęp do tej samej puli pracowników i rywalizują o nich. Dlatego wspólne ustalenia, które mają uniemożliwić lub utrudnić zmianę pracodawcy, stanowią ograniczenie konkurencji na rynku. Jest to szczególnie szkodliwe dla lokalnych społeczności, ponieważ nie pozwala na zmianę miejsca pracy, niezależnie od posiadanych lub podnoszonych kwalifikacji" - powiedział cytowany w komunikacie prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Urząd analizuje, czy przedsiębiorcy mogli uzgadniać wysokość wynagrodzeń i innych świadczeń pracowniczych, takich jak benefity, a także zawierać porozumienia o niezatrudnianiu pracowników konkurencyjnych firm. Według UOKiK podejrzenia dotyczą podmiotów działających w różnych branżach, m.in. produkcji przemysłowej, sektorze motoryzacyjnym, farmaceutycznym oraz usługach logistycznych, które mimo odmiennego profilu działalności mogą rywalizować o tę samą grupę pracowników.

UOKiK wyjaśnił, że postępowanie wyjaśniające prowadzone jest obecnie w sprawie, a nie przeciwko konkretnym przedsiębiorcom. Jeśli zgromadzony materiał dowodowy potwierdzi podejrzenia, UOKiK może wszcząć postępowanie antymonopolowe i postawić zarzuty wskazanym podmiotom.

Urząd przypomniał, że za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję przedsiębiorcom grozi kara finansowa w wysokości do 10 proc. rocznego obrotu. Menadżerowie odpowiedzialni za zawarcie niedozwolonych ustaleń mogą zostać ukarani grzywną do 2 mln zł. 

Toyota otwiera cyfrowe centrum we Wrocławiu. Zatrudnienie dla 200 specjalistów

  • Toyota Motor Europe ogłosiła utworzenie we Wrocławiu nowoczesnego centrum informatycznego – Toyota Digital Hub. W placówce zatrudnienie znajdzie 200 specjalistów, którzy będą rozwijać aplikacje i rozwiązania cyfrowe dla samochodów marek Toyota i Lexus. To kolejny krok koncernu w umacnianiu swojej obecności w Polsce oraz inwestycja, która podkreśla rosnącą rolę naszego kraju jako centrum nowych technologii.

    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

    Wrocławskie centrum badawczo-rozwojowe będzie odpowiedzialne za rozwój aplikacji MyToyota oraz LexusLink+, z których korzysta już blisko 2 miliony Europejczyków. 

    Dzięki tym rozwiązaniom użytkownicy mogą zdalnie zarządzać swoimi samochodami, sprawdzać stan naładowania baterii czy korzystać z szeregu usług zwiększających wygodę codziennego użytkowania pojazdu.

    W placówce zatrudnienie znajdzie 200 specjalistów.

    Zespół Toyota Digital Hub będzie również współtworzyć infrastrukturę chmurową, która umożliwi sprawne funkcjonowanie usług connected dla samochodów Toyoty i Lexusa na całym kontynencie. Specjaliści zajmą się także wsparciem w zakresie cyberbezpieczeństwa.

    W komunikacie koncernu podkreślono, że wybór Polski na lokalizację nowego centrum nie jest przypadkowy. 

    „Lokalizacja centrum badawczo-rozwojowego Toyoty w obszarze technologii informatycznych w Polsce potwierdza wysoką atrakcyjność inwestycyjną naszego kraju i silną pozycję jako hubu nowoczesnych technologii” – zaznaczył zaznaczył cytowany w komunikacie koncernu minister finansów Andrzej Domański.

    To już kolejna inwestycja japońskiego koncernu w stolicy Dolnego Śląska. 

    Od 2015 roku działa tu Centrum Usług Wspólnych, które obsługuje księgowość i doradztwo podatkowe dla wszystkich europejskich oddziałów Toyoty. 

    „Toyota jest obecna w Polsce już od 35 lat, a ten projekt to kolejny krok we wzmacnianiu zaangażowania inwestycyjnego firmy na tym rynku” – podkreślił Thierry Boitel, wiceprezes ds. badań i rozwoju w Toyota Motor Europe. 

    Toyota posiada w Polsce także dwie fabryki – w Wałbrzychu i Jelczu-Laskowicach – zatrudniające łącznie 2800 osób i produkujące nowoczesne napędy hybrydowe dla samochodów koncernu sprzedawanych w Europie.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Interwencja RMF FM. Na placu zabaw postawiono kontenery dla uciążliwych mieszkańców

Dzisiaj, 14 kwietnia (08:24)

Na placu zabaw w Stroniu Śląskim (woj. dolnośląskie) stanęły kontenery dla mieszkańców, którzy są uciążliwi społecznie. Mieszkańcy poprosili RMF FM o interwencję. Na miejsce wybrała się nasza dolnośląska reporterka Martyna Czerwińska.

Huśtawki, karuzela, siłownia zewnętrzna a obok kontenery, dla osób uciążliwych społecznie. 

Jak przyznaje burmistrz Stronia Śląskiego, to mieszkańcy, którzy nadużywają alkoholu, stracili swoje lokale i nie mają dokąd pójść, czy osoby nieporadne życiowo

Jeden z mężczyzn przez brak wiedzy doprowadził do podpalenia budynku przy ul. Hutniczej - przyznaje w rozmowie z reporterką RMF FM Martyną Czerwińską burmistrz Dariusz Chromiec. 

Mimo to zapadła decyzja, aby umieścić tych ludzi w kontenerach na placu zabaw w pobliżu ulicy Polnej i Dolnej. 

Blaszane konstrukcje najpierw służyły powodzianom, ale od kiedy znaleźli nowe, docelowe lokum, stały puste. 

Rodzice są oburzeni i poprosili o interwencję RMF FM

Lokatorzy tych kontenerów zaczepiają dzieci, straszą je i wyzywają. Boimy się o ich bezpieczeństwo. Teren jest też zaśmiecany, wszędzie leżą butelki po alkoholu. Jest głośno, cały czas padają przekleństwa. A mieszkańcy tej okolicy dosyć już wycierpieli podczas powodzi. Niepotrzebny nam dodatkowy stres, czy dodatkowa tragedia, jeśli komuś się coś stanie - mówi RMF FM jedna z mam.

Burmistrz postawił przy kontenerach betonowy mur, ale to niewiele dało. 

Teraz butelki zamiast pod nogi, rzucane są przez mur. Tylko czekać aż wpadną komuś na głowę. Zaczepki też się nie skończyły. Obiecano nam już rok temu, że wiosną 2026 roku kontenery zostaną przeniesione w inne miejsce, ale na obietnicach się skończyło - mówi RMF FM radna Stronia Śląskiego Natalia Skierkowska, która interweniowała w tej sprawie już kilka razy. 

Burmistrz tłumaczy, że w gminie nie ma odpowiedniego miejsca. Musi być wyposażone w odpowiednie instalacje wodne i kanalizacyjne. Szukamy więc miejsca dla tych osób w jakiś ośrodkach- mówi RMF FM gospodarz gminy Dariusz Chromiec.

Na przełomie kwietnia i maja na placu zabaw powinny pojawić się także kamery. Chcemy stale monitorować to miejsce i reagować na każdą niebezpieczną sytuację. Zwiększamy też patrole policji w okolicy placu zabaw - obiecuje burmistrz.

Zamek, kościoły i dawna huta. Sprawdź, gdzie powstawał nowy film Pawlikowskiego

"Fatherland" - nowy film Pawła Pawlikowskiego - powalczy o Złotą Palmę na 78. Festiwalu Filmowym w Cannes. Nowe dzieło twórcy "Idy" i "Zimnej wojny" powstawało głównie na Dolnym Śląsku. Filmowcy pracowali nie tylko we Wrocławiu, ale też m.in. w Legnicy czy Wałbrzychu.

"Fatherland" Pawła Pawlikowskiego (znany też pod tytułem "1949") koncentruje się na relacji między laureatem Nagrody Nobla, pisarzem Thomasem Mannem (Hanns Zischler), a jego córką Eriką (Sandra Hüller) - aktorką, pisarką i kierowcą rajdowym. 

Akcja rozgrywa się u szczytu zimnej wojny: ojciec i córka wyruszają w wymagającą i emocjonalną podróż samochodem - czarnym Buickiem - przez zrujnowane Niemcy, od zdominowanego przez USA Frankfurtu po kontrolowany przez ZSRR Weimar. Po raz pierwszy od zakończenia wojny Mann wraca do swojej ojczyzny po tym, jak podjął wcześniej trudną decyzję o ucieczce do Stanów Zjednoczonych.

Za zdjęcia do "Fatherlandu" odpowiada wieloletni współpracownik Pawlikowskiego - Łukasz Żal. Kostiumami zajęła się Aleksandra Staszko, a scenografią - Katarzyna Sobańska i Marcel Sławiński. Muzykę skomponował Marcin Masecki. 

Data polskiej premiery nie została jeszcze ogłoszona. 

Jak informuje Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego, w filmie "Fatherland" Pawła Pawlikowskiego zobaczymy m.in. Legnicę, Ludwikowice Kłodzkie, Unisław Śląski, dawną Hutę "Lucyna" w Pieńsku i kościół Ewangelicko-Augsburski Zbawiciela w Wałbrzychu.

Filmowcy odwiedzili też gminę Malczyce, Zamek Kliczków, kościół Ewangelicki w Goszczu czy Wytwórnię Filmów Fabularnych we Wrocławiu. Plan w stolicy województwa oglądała w październiku 2025 r. reporterka RMF FM Martyna Czerwińska. Jak relacjonowała, w wytwórni scenografowie odwzorowali m.in. mieszkanie Thomasa Manna w Los Angeles.

Prawie 3 promile i jazda na felgach. Czeszka zatrzymana na Dolnym Śląsku

Dzisiaj, 8 kwietnia (10:28)

Koszmarną nieodpowiedzialnością wykazała się 49-letnia Czeszka, którą zatrzymali policjanci ze Szklarskiej Poręby (województwo dolnośląskie). Kompletnie pijana kobieta prowadziła auto bez dwóch opon. Jej sprawą w trybie przyspieszonym zajmie się sąd.

Czeszka została zatrzymana w nocy z niedzieli na poniedziałek na stacji paliw w Piechowicach. Wcześniej policjanci dostali sygnał, że ze Szklarskiej Poręby w kierunku tej miejscowości jedzie auto, z którego odpadają elementy, a w kołach nie ma powietrza. 

Policjanci ustalili, że 49-latka przyjechała do Polski na wycieczkę z czeskiego Jablonca. Miała blisko 3 promile alkoholu w organizmie. Jej auto cudem się przemieszczało - pojazd nie miał dwóch opon. Jadąc na felgach Czeszka stwarzała zagrożenie dla siebie i innych użytkowników drogi. 

Samochód kobiety został odholowany na parking. Sprawą zachowania Czeszki w trybie przyspieszonym ma zająć się sąd. 

Policja przypomina, że wsiadanie za kierownicę po alkoholu może być tragiczne w skutkach. 

Eksplozja opony w autobusie miejskim. Ranna kobieta stojąca na przystanku

Dzisiaj, 8 kwietnia (10:03)

Groźny wypadek miał miejsce we wtorek we Wrocławiu. Opona autobusu komunikacji miejskiej wybuchła, raniąc stojącą na przystanku kobietę.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

O sprawie donosi "Gazeta Wrocławska". Zdarzenie miało miejsce przy ul. Królewskiej, na osiedlu Sobieskiego, około godz. 17:00.

W stojącym na przystanku autobusie miejskim eksplodowała opona. Dość poważnie raniła stojącą obok kobietę. 

Poszkodowana w średnim wieku została zabrana karetką do szpitala. Według wstępnych informacji cytowanego medium doznała m.in. urazu miednicy i biodra. Gdy transportowano ją do lecznicy, była przytomna.

Na miejscu wypadku interweniowali strażacy, policjanci, pogotowie i nadzór ruchu MPK.

Ciało kobiety przeleżało dwa lata w łazience. Była matką chrzestną Tomasza Komendy

Wczoraj, 11 marca (18:01)

Ciało matki chrzestnej Tomasza Komendy, pani Stanisławy, przez około dwa lata leżało w jej mieszkaniu we Wrocławiu. Mimo sygnałów o zaginięciu i próśb o przeszukanie lokalu kobieta nie została wcześniej odnaleziona. Sprawę opisała "Gazeta Wyborcza".

Pani Stanisława, matka chrzestna Tomasza Komendy, mieszkała w mieszkaniu komunalnym we Wrocławiu. Nie miała dobrych relacji z rodziną, pozostawały one napięte od czasu skazania Komendy. Podobnie syn pani Stanisławy, Grzegorz, od kilku lat nie miał kontaktu z matką. Z kolei z siostrą Teresą Klemańską, matką Komendy, pani Stanisława pokłóciła się po skazaniu mężczyzny.

Klemańska jednak od czasu do czasu widywała kobietę, gdyż pracowała w okolicy, ponadto pytała sąsiadów o swoją siostrę. Po śmierci Komendy w lutym 2024 r. przestała jednak pojawiać się w okolicy pani Stanisławy. Mierzyła się też wówczas z problemami zdrowotnymi.

Pani Stanisława ostatni raz widziana przez sąsiadów była w grudniu 2023 roku. Zaalarmowali oni administrację w maju 2024 r. że długo nie widzieli kobiety. Zarządcy budynku mieli jednak obawiać się kosztów potencjalnie nieuzasadnionej interwencji służb w tej sprawie, dlatego nie wezwano mundurowych do mieszkania.

O zniknięciu pani Stanisławy rodzina dowiedziała się niecały rok później, po wiadomości od administracji. Jej siostra Teresa Klemańska, w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" deklaruje, że chciała zgłosić zaginięcie na policję, jednak funkcjonariusze mieli odmówić przyjęcia go.

Ponadto policja w rozmowie z dziennikiem przekazała, że drzwi do mieszkania zostały dwukrotnie otwarte, o czym mieli poinformować mundurowych członkowie rodziny jeszcze przed oficjalnym zgłoszeniem zaginięcia. Miało się to wydarzyć 26 marca 2025 r., kiedy administracja budynku komisyjnie otworzyła drzwi i wymieniła zamki, a także 29 kwietnia 2025 r. - wówczas ponownie otwarto drzwi w związku z planowaną dezynsekcją.

Z ustaleń wynikało, że w trakcie tych czynności do mieszkania weszli również członkowie rodziny, którzy przeglądali rzeczy osobiste zaginionej. Zarówno administracja, jak i obecni na miejscu członkowie rodziny nie ujawnili wówczas zwłok, a mieszkanie sprawiało wrażenie opuszczonego od dłuższego czasu. Z uwagi na te ustalenia odstąpiono od ponownego sprawdzenia lokalu przez policję" - przekazała podkom. Aleksandra Freus z wrocławskiej policji w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Oficjalne zgłoszenie na policję o zaginięciu pani Stanisławy złożył 8 maja 2025r. jej syn Grzegorz.

Po formalnym zgłoszeniu zaginięcia syn pani Stanisławy wszedł do mieszkania matki po zdjęcie kobiety wymagane przez policję

Administracja najpierw nie chciała mnie w ogóle wpuścić do mieszkania. W końcu zgodzili się tylko, żebym wziął jej fotografię. Przyszła administratorka ze ślusarzem, ja byłem z kuzynem. Otworzyli drzwi, przez próg zrobili zdjęcie, a nam kazali iść prosto do szafki ze zdjęciami. Zobaczyłem, że na stole leży mamy inhalator, dokumenty, pieniądze, przecież nigdzie by bez nich nie wyszła. Miała astmę, nie ruszała się bez inhalatora. Chciałem się rozejrzeć po mieszkaniu, ale kazali mi zaraz wychodzić - mówił Grzegorz w rozmowie z gazetą.

Policja następnie opublikowała informację o zaginięciu pani Stanisławy. Jak tłumaczyła podkom. Freus w rozmowie z dziennikiem, policja aby odnaleźć zaginioną kobietę "m.in. sprawdziła, czy jej nie ma w placówkach medycznych, weryfikowała policyjne bazy danych oraz porównywała z ujawnionymi na terenie kraju niezidentyfikowanymi zwłokami. Pobrano także materiał biologiczny od członka rodziny, co umożliwiło wprowadzenie profilu DNA do odpowiedniej bazy".

"Czynności te nie przyniosły rezultatu" - przekazała "Gazecie Wyborczej" podkom. Freus. Siostra pani Stanisławy w rozmowie z dziennikiem mówiła, że prosiła policję o przeszukanie mieszkania.

Po kilku miesiącach, 8 grudnia 2025, w mieszkaniu zaginionej pracowała firma sprzątająca. Jej pracownicy zaczęli sprzątać mieszkanie i wynosić z niego rzeczy kobiety. Dopiero po jakimś czasie weszli do łazienki, gdzie znaleźli ciało pani Stanisławy. Wezwane na miejsce służby pobrały od syna i siostry zmarłej kobiety próbki DNA, aby oficjalnie zidentyfikować zwłoki.

Dlaczego po kilku miesiącach od zgłoszenia zaginięcia do mieszkania weszła firma sprzątająca? Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", zostali oni wezwani, gdyż "jednostka zarządzająca mieniem Gminy Wrocław zleciła opróżnienie lokalu".

Opinia potwierdzająca, że zmarła kobieta to pani Stanisława została wydana 30 stycznia 2026 r. Sprawa trafiła do prokuratury. Opinia Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu ma określić przyczyny śmierci pani Stanisławy.

Oto najmłodszy sołtys w Polsce. To babcia namówiła go na wybory

Wczoraj, 11 marca (14:24)

Fabian Kozioł został sołtysem Tyńczyka Legnickiego na Dolnym Śląsku rok temu w wieku zaledwie 18 lat. Dziś, mając 19 lat, jest najmłodszym gospodarzem wsi w Polsce. Mimo młodego wieku, cieszy się zaufaniem mieszkańców i aktywnie rozwiązuje lokalne problemy.


Najmłodszego sołtysa w Polsce odwiedziła z mikrofonem reporterka RMF FM Martyna Czerwińska. Warto dodać, że 11 marca obchodzimy w Polsce Dzień Sołtysa. 

Jak przyznaje Fabian Kozioł, do kandydowania namówiła go babcia. 

Pewnego dnia po prostu babcia do mnie przyszła i powiedziała, że no tutaj będą wybory na nowego sołtysa i może byś chciał tutaj zostać? Ja tak w sumie sobie pomyślałem, że a może warto by było spróbować, czemu by nie? – wspomina w rozmowie z naszą reporterką. 

Młody sołtys już wcześniej angażował się w życie społeczne – był przewodniczącym szkoły, a także przewodniczącym Młodzieżowej Rady Miasta w Legnicy.

Fabian Kozioł podkreśla, że rola sołtysa to duża odpowiedzialność.

Na pewno jest to duża odpowiedzialność mimo wszystko, bo to jest duże zaufanie od mieszkańców. Jakieś problemy, to właśnie zawsze do mnie z takimi rzeczami trzeba iść. Ja tutaj staram się to jak najlepiej załatwiać, bo jestem właśnie takim kontaktem między wioską, mieszkańcami wioski a gminą – mówi.

Najczęściej zajmuje się sprawami związanymi z infrastrukturą, jak naprawa dróg, przycinanie drzew czy dbanie o boisko.

To są zazwyczaj takie na przykład problemy, że albo droga, jakieś hałdy ziemi, żeby przyciąć czy tam poprawić, bo na przykład rowy są za bardzo pozarastane i tak dalej, albo boisko jest też zarośnięte. Takimi rzeczami też często właśnie mam przyjemność tutaj się zajmować  – wylicza.

Mimo młodego wieku, Fabian nie narzeka na brak wsparcia. Pomoc dostaję dużą. To mi bardzo pomaga. Jak coś nie wiem, to się mam też do kogo zgłosić. Są wyrozumiali jak czegoś też nie wiem jak zrobić, więc akurat z tym nie ma żadnego problemu – podkreśla Fabian Kozioł, sołtys Tyńczyka Legnickiego.

Decyzje dotyczące wsi podejmowane są wspólnie podczas zebrań sołeckich. 

Fabian Kozioł nie wyklucza dalszej kariery w samorządzie. 

Na pewno bym chciał mierzyć jak najwyżej, ale no też patrzę przyziemnie, że nie zawsze idzie to po, po myśli, ale jakby były jakieś okazje, to próbować bym mógł – przyznaje.

Jako idealny sołtys stawia na wyrozumiałość, spokój i otwartość na pomysły mieszkańców. 

Tragedia na Zbiorniku Sosnówka. Ciało 28-latka odnalezione pod lodem

  • Wczoraj, 6 lutego (19:46)

    W okolicach Jeleniej Góry zakończyły się poszukiwania 28-letniego wędkarza, który zaginął podczas łowienia ryb na zamarzniętym Zbiorniku Sosnówka. Niestety, potwierdziły się najgorsze przypuszczenia - pod mężczyzną załamał się lód. Ciało odnaleziono i wydobyto na powierzchnię w godzinach popołudniowych.

    • Ciało 28-letniego wędkarza odnaleziono pod lodem na Zbiorniku Sosnówka.
    • Służby ratunkowe apelują o niewchodzenie na zamarznięte zbiorniki wodne.
    • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

    Poszukiwany wędkarz z okolic Jeleniej Góry nie żyje. Tak jak przypuszczano - na Zbiorniku Sosnówka załamał się pod nim lód. Służby najpierw zlokalizowały jego ciało, a późnym popołudniem wydobyły na powierzchnię. Mężczyzna miał 28 lat.

    Wodno Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe informuje, że na czas zimowych ferii zwiększono liczbę ratowników i sprzętu na terenie całego województwa. Ratownicy są po specjalistycznych szkoleniach z zakresu ratowania osób, pod którymi załamał się lód. Mimo to podkreślają, że żadne działania nie zastąpią zdrowego rozsądku i prewencji. 

    Nie ma bezpiecznego lodu - przypominają ratownicy. Nawet jeśli wydaje się gruby, w różnych miejscach jego grubość może się diametralnie różnić.

    Ratownicy zwracają się z apelem do rodziców, by rozmawiali z dziećmi o niebezpieczeństwach związanych z wchodzeniem na zamarznięte zbiorniki wodne, szczególnie na rzeki. W przypadku załamania się lodu na rzece szanse na uratowanie poszkodowanego są minimalne, ponieważ nurt wciąga go pod powierzchnię.

    Ratownicy przypominają także o zagrożeniu dla zwierząt domowych. Zdarzały się sytuacje, gdy pod psem załamywał się lód, a właściciel próbując ratować pupila, sam wpadał do wody. Dlatego zaleca się trzymanie zwierząt na smyczy w pobliżu zamarzniętych akwenów.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Ciało 12-latki w pobliżu szkoły w Jeleniej Górze. Ze sprawą może mieć związek siódmoklasistka

Ciało 12-latki w pobliżu szkoły w Jeleniej Górze. Ze sprawą może mieć związek siódmoklasistka

1 godz. 10 minut temu

Aktualizacja: 9 minut temu

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie śmierci 12-latki w Jeleniej Górze (woj. dolnośląskie). Ciało znajdowało się na skwerze 200 metrów od szkoły, w której uczyła się dziewczynka. Zabezpieczanie śladów trwało do późnych godzin wieczornych. Wstępne ustalenia wskazują na zabójstwo. Policja wytypowała już jedną osobę, która może mieć związek ze sprawą. To uczennica VII klasy tej samej placówki - informuje dziennikarka RMF FM Martyna Czerwińska.

  • Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie śmierci 12-letniej uczennicy w Jeleniej Górze na Zabobrzu.
  • Ciało dziewczynki znaleziono wczoraj około godziny 14:50 na skwerze przy ul. Wyspiańskiego, 200 metrów od szkoły.
  • Wstępne ustalenia wskazują na zabójstwo; policja wytypowała już jedną osobę związaną ze sprawą - to uczennica VII klasy tej samej szkoły.
  • Według nieoficjalnych informacji, tragedia była skutkiem kłótni między uczennicami.
  • Dyrektor szkoły podkreślił, że zmarła była wzorową, wszechstronnie uzdolnioną i bardzo lubianą uczennicą; rodzice dziewczynki są pod opieką psychologa.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Jest prokuratorskie śledztwo w sprawie śmierci 12-latki na jeleniogórskim Zabobrzu. 

Wczoraj, ok. godz. 14:50 na skwerze na ul. Wyspiańskiego znaleziono ciało dziewczynki. To ok. 200 metrów od szkoły, w której uczyła się zmarła. 

Policja i prokuratura pracowały na miejscu do późnego wieczora. Wstępne ustalenia wskazują na zabójstwo. Policja wytypowała już jedną osobę, która może mieć związek ze sprawą. To uczennica VII klasy tej samej placówki.

Ze względu na jej wiek, delikatność sprawy i dobro pozostałych uczniów, policja nie ujawniła na razie dokładnych okoliczności zdarzenia. Prawdopodobnie dziś poznamy więcej szczegółów. 

Wiadomo natomiast, że miejsce, w którym doszło do tragedii, jest często odwiedzane przez młodzież. Z nieoficjalnych relacji świadków wynika, że na skwerze doszło do fatalnej w skutkach kłótni - informuje dziennikarka RMF FM Martyna Czerwińska. 

Dyrektor szkoły podstawowej Paweł Domagała powiedział podczas zwołanego wieczorem sztabu kryzysowego, że zmarła dziewczynka była wzorową i wszechstronnie uzdolnioną uczennicą. Brała udział w zawodach sportowych, akcjach charytatywnych, konkursach, miała bardzo dobre wyniki w nauce. Jak podkreślił dyrektor, była także pogodna, otwarta i bardzo lubiana. Jej rodzice są już pod opieką psychologa.

Jesteśmy wszyscy wstrząśnięci, całe środowisko i naszym celem jest właściwe wsparcie przede wszystkim dzieci, w następnej kolejności zaopiekowanie się rodzicami - powiedział dziennikarce RMF FM.

To tej tragedii odniósł się w Porannej rozmowie w RMF FM szef MSWiA Marcin Kierwiński. 

Sprawę bada policja i prokuratura. Z dużym prawdopodobieństwem doszło do morderstwa. Wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście jest to osoba, która bezpośrednio uczęszczała także do tej szkoły. Nie chcę spekulować, to będzie potwierdzać policja. Bardzo ciężko o tym mówić jako politykowi, jako ojcu, coś nie do pomyślenia - mówił minister.

We wtorek 16 grudnia, w szkole podstawowej nr 10, w każdej klasie, na pierwszych lekcjach zaplanowano spotkania wychowawców przy wsparciu psychologów i pedagogów z terenu miasta, o czym poinformowano w oficjalnym komunikacie po spotkaniu sztabu kryzysowego.

Przewidziano także dyżury pracowników Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej dla nauczycieli i rodziców uczniów szkoły.

W innych jeleniogórskich szkołach również zaplanowano spotkania z psychologami i pedagogami dla uczniów. "W dniach 22-23 grudnia br., kiedy w szkołach rozpoczną się ferie świąteczne, Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w swojej siedzibie w Jeleniej Górze przy ul. Wolności 259 uruchomi dyżury dla osób, które w związku z dzisiejszym wydarzeniem potrzebować będą wsparcia psychologicznego" - poinformowało miasto.

Ciało dziewczynki odnalezione niedaleko szkoły. Prokuratura wszczęła śledztwo

Ciało dziewczynki odnalezione niedaleko szkoły. Prokuratura wszczęła śledztwo

Wczoraj, 15 grudnia (17:00)

Aktualizacja: Dzisiaj, 16 grudnia (05:37)

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie odnalezienia zwłok 12-latki na jeleniogórskim Zabobrzu. Ciało znajdowało się na skwerze 200 metrów od szkoły, w której uczyła się dziewczynka. Zabezpieczanie śladów trwało do późnych godzin wieczornych. Wstępne ustalenia wskazują na zabójstwo dziewczynki.

Ciało dziewczynki zostało odnalezione w poniedziałek ok. godziny 14:50 na ulicy Wyspiańskiego w Jeleniej Górze (woj. dolnośląskie), około 200 m od szkoły podstawowej. "Ze wstępnych ustaleń wynika, że do śmierci dziecka mogło dojść w wyniku działania osób trzecich" - informowała wówczas jeleniogórska policja.

Ciało znaleziono w godzinach popołudniowych, kiedy lekcje kończyło wielu uczniów.

Jak informuje reporterka RMF FM Martyna Czerwińska, policja wytypowała już jedną osobę, która może mieć związek ze sprawą. Okazuje się, że to uczennica siódmej klasy tej samej szkoły, do której chodziło zmarła 12-latka. 

Ze względu na jej wiek, delikatność sprawy i dobro pozostałych uczniów, policja nie ujawniła na razie dokładnych okoliczności zdarzenia. Wiadomo natomiast, że miejsce, w którym doszło do tragedii jest często odwiedzane przez młodzież. 

Wiadomo także, że prokuratura podjęła decyzją o uruchomieniu śledztwa, która ma wyjaśnić okoliczności śmierci 12-latki. 

Z nieoficjalnych relacji świadków wynika, że na skwerze doszło do fatalnej w skutkach kłótni. Dyrektor szkoły podstawowej powiedział podczas zwołanego wieczorem sztabu kryzysowego, że ofiara była bardzo dobrą, otwartą, lubianą uczennicą

Rodzice dziewczynki znajdują się pod opieką psychologa.

We wtorek 16 grudnia, w szkole podstawowej nr 10, w każdej klasie, na pierwszych lekcjach zaplanowano spotkania wychowawców przy wsparciu psychologów i pedagogów z terenu miasta, o czym poinformowano w oficjalnym komunikacie po spotkaniu sztabu kryzysowego.

Przewidziano także dyżury pracowników Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej dla nauczycieli i rodziców uczniów szkoły.

W innych jeleniogórskich szkołach również zaplanowano spotkania z psychologami i pedagogami dla uczniów. "W dniach 22-23 grudnia br., kiedy w szkołach rozpoczną się ferie świąteczne, Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w swojej siedzibie w Jeleniej Górze przy ul. Wolności 259 uruchomi dyżury dla osób, które w związku z dzisiejszym wydarzeniem potrzebować będą wsparcia psychologicznego" - poinformowało miasto.

"Tam, gdzie król chodził piechotą". Niezwykła wystawa we Wrocławiu

Wczoraj, 10 grudnia (15:15)

W Pałacu Królewskim we Wrocławiu można zobaczyć wyjątkową wystawę "Tam, gdzie król chodził piechotą", prezentującą ponad 200 historycznych naczyń toaletowych. Ekspozycja przygotowana przez Muzeum Miejskie Wrocławia pozwala zajrzeć do świata dawnych toalet – od bogato zdobionych nocników po królewskie fotele z wbudowanymi pojemnikami.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl.

Wystawa opiera się na prywatnej kolekcji liczącej ponad 300 egzemplarzy naczyń toaletowych. W salach Pałacu Królewskiego można zobaczyć około 200 z nich

Najstarszy zabytek to fotel toaletowy z połowy XVIII wieku, który kształtem przypomina tron. Wśród eksponatów znajdują się również przedmioty pochodzące z dawnego Wrocławia (Breslau), takie jak fotele z wstawianymi nocnikami czy wiadra toaletowe z automatycznym opróżnianiem i spłuczką wodną.

Na wystawie zgromadzono szeroką gamę nocników – ceramicznych, fajansowych, szklanych i porcelanowych. 

Wiele z nich to prawdziwe dzieła sztuki, bogato zdobione i misternie wykonane. „Kolekcję uzupełniają zestawy toaletowe – misa i dzban do mycia wzbogacone o wszelkiego rodzaju puzderka na pachnidła i mydelniczki” – podkreślają twórcy ekspozycji.

Wśród najciekawszych eksponatów znalazł się wspomniany wcześniej francuski, obity skórą stołek-bidet z końca XVIII wieku oraz muszla toaletowa z wycieczkowca Lucania. Z nowszych przedmiotów można zobaczyć emaliowany nocnik wyprodukowany w latach 60. w Olkuszu.

Jak podkreślają organizatorzy, nocniki były używane już w starożytnej Grecji i stanowiły powszechne wyposażenie wnętrz aż do XIX wieku. „Naczynie to zniknęło po upowszechnieniu toalet ze spłuczką” – przypominają twórcy wystawy.

Ekspozycję „Tam, gdzie król chodził piechotą” można oglądać w Muzeum Miejskim Wrocławia do lutego 2026 roku. 

To niepowtarzalna okazja, by zobaczyć, jak wyglądały codzienne czynności higieniczne w minionych wiekach i jak zmieniała się kultura korzystania z toalet na przestrzeni lat.

Akcja na autostradzie. 36 kilogramów marihuany w ciężarówce

  • Dzisiaj, 9 grudnia (08:00)

    Wspólna akcja funkcjonariuszy CBŚP i Służby Celno-Skarbowej z Dolnego Śląska doprowadziła do ujawnienia przeszło 36 kilogramów marihuany, której wartość na czarnym rynku przekracza kwotę 1,7 miliona złotych. Narkotyki zabezpieczono w trakcie kontroli ciężarówki na autostradzie A4. Były ukryte w specjalnie przygotowanej skrytce wewnątrz przemysłowej szpuli z kablem. Kierowca został zatrzymany - trafił do tymczasowego aresztu.

    • Służby zatrzymały na autostradzie A4 ciężarówkę przewożącą ponad 36 kg marihuany. 
    • Do zatrzymania doszło w okolicach Jędrzychowic, gdy pojazd wjeżdżał do Polski z Niemiec.
    • Kierowca okazał dokumenty przewozowe dotyczące transportu szpuli z kablem, jednak niezgodność trasy wzbudziła podejrzenia służb.
    • Szczegółowa kontrola wykazała obecność specjalnie skonstruowanej skrytki w bębnie z kablem. Tam, w 35 foliowych workach, ukryto marihuanę.
    • Zatrzymany mężczyzna usłyszał zarzuty dotyczące wewnątrzwspólnotowego nabycia środków odurzających. 
    • Sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu. Narkotyki zostały zabezpieczone jako materiał dowodowy.
    • Po więcej bieżących informacji z kraju zapraszamy na stronę główną RMF24.pl.

    Do funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji i Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego we Wrocławiu dotarła informacja o możliwym przewozie znacznej ilości narkotyków w samochodzie ciężarowym poruszającym się autostradą A4 z Niemiec. 

    Służby zatrzymały wytypowany pojazd do kontroli w okolicy Jędrzychowic w województwie dolnośląskim, gdy ten wjeżdżał do Polski. 

    Kierowca okazał funkcjonariuszom dokumenty potwierdzające przewóz szpuli z kablem. Szybko jednak uwagę służb zwrócił fakt, że deklarowana przez mężczyznę trasa z Danii do Polski nie pokrywała się z typowymi szlakami transportowymi. 

    Wtedy też podjęto - jak się później okazało - trafną decyzję o przeprowadzeniu szczegółowej kontroli pojazdu. 

    W przestrzeni ładunkowej funkcjonariusze zauważyli nieoryginalnie wykonany otwór w bębnie z kablem. Po wycięciu dodatkowych otworów kontrolnych pies służbowy, przeszkolony do wykrywania narkotyków, jednoznacznie wskazał na fragmenty szpuli sugerując ukrycie w jej wnętrzu substancji zabronionych.

    Jak informuje CBŚP, wewnątrz znaleziono specjalnie skonstruowaną skrytkę, w której ukryto 35 foliowych worków z marihuaną o łącznej wadze ponad 36 kg. "Narkotyki zostały zabezpieczone jako materiał dowodowy" - przekazało Centralne Biuro Śledcze Policji. 

    Kierujący ciężarówką, która posłużyła jako środek transportu znacznej ilości narkotyków, został zatrzymany, a następnie doprowadzony do Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Tam usłyszał zarzuty dotyczące wewnątrzwspólnotowego nabycia środków odurzających. 

    Sąd przychylił się do wniosku prokuratura, który wnosił o zastosowanie wobec mężczyzny tymczasowego aresztu. 

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

❌