Widok czytania

Przejechała tak z Czech do Szklarskiej Poręby. Iskry zamiast gumy, a alkohol zamiast mózgu

Są takie historie, w które trudno uwierzyć, dopóki nie zobaczy się policyjnych zdjęć. To, co wydarzyło się w nocy z 5 na 6 kwietnia 2026 roku na dolnośląskich drogach, wymyka się wszelkim racjonalnym kategoriom. To nie był zwykły brak wyobraźni, to był czysty, mechaniczny i alkoholowy obłęd. Wszystko zaczęło się od anonimowego zgłoszenia. Świadkowie przecierali oczy ze zdumienia, widząc samochód jadący ze Szklarskiej Poręby w kierunku Piechowic. Z auta odpadały elementy karoserii, a zamiast szumu opon, okolice rozdzierał przeraźliwy pisk metalu trącego o asfalt. Policjanci, którzy błyskawicznie ruszyli w pościg, namierzyli pojazd na jednej ze stacji paliw. Widok był przedziwny. Samochód, a właściwie to, co z niego zostało, nie posiadał dwóch opon. Kierująca nim kobieta pokonywała kolejne kilometry na samych felgach, kompletnie ignorując fakt, że jej auto znajduje się w stanie technicznym stwarzającym śmiertelne niebezpieczeństwo. 3 promile i "wycieczka" z Czech Za kierownicą siedziała 49-letnia Czeszka. Jak ustalili mundurowi, kobieta przyjechała z Jablonca na wycieczkę. Niestety, zamiast podziwiać widoki Karkonoszy, postanowiła sprawdzić wytrzymałość swojego organizmu i podzespołów auta. Od kierującej już przy pierwszym kontakcie wyczuwalna była silna woń alkoholu. Wynik badania alkomatem wprawił funkcjonariuszy w osłupienie: kobieta miała blisko 3 promile alkoholu w organizmie. Przy takim stężeniu większość ludzi ma problem z utrzymaniem pionu, a 49-latka uznała, że to świetny moment na rajd po górskich serpentynach bez opon. Policja nie miała cienia litości i słusznie. Jazda pod wpływem alkoholu w tak ekstremalnym wydaniu to proszenie się o tragedię. Samochód został natychmiast odholowany na parking, a "turystka" trafiła do aresztu. Z racji tego, że dowody są niepodważalne, a zagrożenie było ogromne, sprawą zajmie się sąd w trybie przyspieszonym. Kobiecie grozi nie tylko wysoka grzywna i wieloletni zakaz prowadzenia pojazdów, ale także kara pozbawienia wolności. To brutalne przebudzenie z alkoholowego snu o "wycieczce" do Polski. Bezpieczeństwo na drodze to nie żart Ten incydent to drastyczne przypomnienie o tym, jak wielką plagą są nietrzeźwi kierowcy. Mundurowi ze Szklarskiej Poręby apelują o rozsądek. Pamiętajmy, że każdy promil za kółkiem zmienia samochód w niebezpieczne narzędzie. Jeśli widzisz na drodze pojazd, który zachowuje się nienaturalnie, z którego odpadają części lub którego kierowca nie trzyma toru jazdy, nie wahaj się. Jeden telefon pod numer alarmowy może uratować życie postronnych osób, które miały pecha znaleźć się na trasie kogoś, kto pomylił odwagę z promilami.

  •  

Przymrozki nadchodzą do całej Polski. Lepiej zabezpiecz rośliny i samemu uważaj

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzega: wiosenne ciepło pozostanie na razie wyłącznie miłym wspomnieniem ze świąt. Nad Polskę nadciąga fala przymrozków, która może pokrzyżować plany nie tylko kierowcom, ale przede wszystkim rolnikom i działkowcom. Po kilku dniach zmagań z porywistymi i niebezpiecznymi wichurami, które wciąż przetaczają się przez niemal cały kraj, natura serwuje nam kolejny pogodowy zwrot. Choć wielkanocne ciepło rozbudziło w nas nadzieje na pierwsze pikniki i stałą wiosenną aurę, najbliższe noce brutalnie sprowadzą nas na ziemię. Warto jednak zrozumieć, że nie czeka nas powrót siarczystego mrozu trzymającego przez całą dobę, a jedynie zdradliwe zjawisko typowe dla okresów przejściowych. W meteorologii przymrozek definiuje się jako spadek temperatury powietrza przy gruncie poniżej 0 stopni Celsjusza, podczas gdy w ciągu dnia temperatura pozostaje dodatnia, a średnia dobowa przekracza 0 stopni. To zjawisko występuje w Polsce głównie wiosną i jesienią, stanowiąc ogromne zagrożenie dla przyrody, ponieważ powoduje dotkliwe uszkodzenia młodych pędów i pąków roślin, które zdążyły już zareagować na wcześniejsze ocieplenie. Prognoza zagrożeń meteorologicznych. Mapa Polski zmieni kolor Synoptycy IMGW opublikowali najnowszą prognozę zagrożeń meteorologicznych, która nie pozostawia złudzeń: przed nami seria lodowatych nocy. Już dzisiaj, w środę 8 kwietnia, sytuacja zacznie się drastycznie zmieniać. Podczas gdy na południu kraju, zwłaszcza w województwach małopolskim i podkarpackim, spodziewane są nawet opady śniegu, reszta Polski zacznie "zamarzać". Przymrozki mają wystąpić niemal w każdym zakątku kraju – jedynymi regionami, które według przewidywań unikną dziś żółtych alertów, są: południowy wschód Polski, część województwa zachodniopomorskiego oraz pas nadmorski. Kolejne dni wcale nie przyniosą ulgi. W czwartek 9 kwietnia do niskich temperatur w całym kraju dołączy niebezpieczne oblodzenie, które szczególnie da się we znaki mieszkańcom południowych powiatów śląskiego, małopolskiego i podkarpackiego. Jezdnie i chodniki mogą zamienić się wtedy w lodowiska. W piątek 10 kwietnia fala przymrozków obejmie całą Polskę, omijając jedynie Lubelszczyznę. Z kolei w sobotę 11 kwietnia zimno dalej utrzyma się w przeważającej części kraju, a oddechu od mroźnych prognoz mogą spodziewać się jedynie mieszkańcy województwa łódzkiego. Alerty pierwszego stopnia. Co oznacza żółty komunikat? Warto wyjaśnić, czym dokładnie jest prognoza zagrożeń, o której informuje IMGW. Można określić ją jako pewien rodzaj wczesnego systemu ostrzegania. Meteorolodzy dają nam znać z wyprzedzeniem, że w konkretnych regionach warunki pogodowe mogą stać się niebezpieczne. To sygnał, by zacząć śledzić komunikaty i przygotować się na utrudnienia, zanim jeszcze oficjalne ostrzeżenie wejdzie w życie. W przypadku nadchodzących przymrozków mowa o ostrzeżeniach pierwszego stopnia. Choć żółty kolor na mapie wydaje się najłagodniejszy, nie należy go lekceważyć. Według kryteriów IMGW, takie zjawiska mogą powodować realne straty materialne oraz stwarzać zagrożenie dla zdrowia i życia. Co istotne, w klasyfikacji IMGW przymrozki posiadają tylko jeden stopień zagrożenia – właśnie pierwszy – więc żółty alert jest w tym przypadku sygnałem maksymalnej czujności. Dla kogo mróz jest najgroźniejszy? Rolnicy mają powody do obaw Nagłe spadki temperatury przy gruncie to fatalna wiadomość dla kilku konkretnych grup. Największy niepokój panuje obecnie wśród rolników, sadowników i właścicieli ogrodów. O tej porze wegetacja wielu roślin ruszyła pełną parą. Drzewa owocowe, które zdążyły już wypuścić pąki lub zakwitnąć, są teraz ekstremalnie narażone na przemarznięcie, co może drastycznie wpłynąć na tegoroczne zbiory. Każdy, kto zdążył już posadzić pierwsze sadzonki na działce, powinien pilnie zabezpieczyć je agrowłókniną lub osłonami. Również kierowcy muszą zachować wzmożoną ostrożność. Wielu właścicieli aut, zachęconych wcześniejszym ciepłem, zdążyło już wymienić opony na letnie. Przy zerowej temperaturze i lokalnym oblodzeniu guma letnia twardnieje i traci przyczepność, co w połączeniu z porannym skrobaniem szyb może sprawić, że droga do pracy stanie się niebezpiecznym wyzwaniem. Z przedstawionych prognoz wynika, że najbliższe dni to czas, w którym zamiast planować grillowanie, będziemy musieli skupić się na ochronie naszych upraw i bezpiecznym poruszaniu się na jezdniach.

  •  

Tusk bierze się za kryptowaluty. Na głos odczytał informacje otrzymane z ABW

Donald Tusk przed posiedzeniem rządu zabrał głos w sprawie kryptowalut. Przekazał informacje, które otrzymał od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Premier nawiązał do głośnego zamieszania wokół jednej z czołowych giełd, a także do weta prezydenta w sprawie ustawy mającej kryptowalutowy rynek uregulować na nowo. Karol Nawrocki odmówił podpisania wspomnianej ustawy 1 grudnia 2025 r., a Kancelaria Prezydenta tłumaczyła tę decyzję m.in. nadmierną ingerencją państwa, ryzykiem blokowania działalności oraz wysokością opłat nadzorczych. Podobną argumentację od miesięcy podnosiła część branży krypto. To właśnie zbieżność tych argumentów, a także polityczne komentarze po wecie, uruchomiły spekulacje o możliwym wpływie środowiska kryptowalutowego na decyzję prezydenta. Ostatnio w mediach głośno o relacjach klientów, którzy zaczęli skarżyć się na opóźnienia w wypłatach pieniędzy z rynku krypto. Niepokój narasta, a ludzie, jak nie wiedzą, o co chodzi, to myślą od razu, że chodzi o pieniądze, a bardziej ich brak. Donald Tusk o kryptowalutach. Odczytał informacje z ABW – O uwagę proszę przede wszystkim prezydenta Nawrockiego, jego ludzi, także liderów PiS-u i Konfederacji. Coraz głośniej jest w sprawie rynku kryptowalut w Polsce, a dokładnie problemów klientów. I zbliża się nieuchronnie czas ponownego głosowania nad wetem prezydenta – rozpoczął swoje przemówienie przed posiedzeniem rządu w środę (8 kwietnia) Tusk. – Mam informacje, które rodzą bardzo dramatyczne pytania: dlaczego PiS konfederacja i prezydent blokują te rozwiązania. I być może ta informacja zmusi ich do refleksji, że trzeba odrzucić to weto i może przyczynią się do tego te ponure informacje w tej sprawie – stwierdził premier i przytoczył notatkę, którą dostał z ABW. – Na przełomie października i listopada 2025 roku. Miesiąc przed głosowanie weta prezydenta ws. regulacji rynku kryptowalut Przemysław Kral, prezes zarządu zondacrypto dokonał wpłat na rzecz dwóch fundacji. 450 tys. wpłacono na fundację "Instytut Polski Suwerennej" Zbigniewa Ziobro. Część z tych środków przekazano na prawników, obrońców Dariusza Mateckiego i księdza Michała Olszewskiego – czytał Tusk. – Inna spółka związana z zondacrypto i panem Kralem Expofer Servis House zrealizowała transakcję na rzecz fundacji posła Przemysława Wiplera. Fundacja, żeby było zabawniej, nazywa się "Dobry rząd". Spółka przelała jej 70 tys. euro. Zondacrypto była również głównym sponsorem imprezy CPAC, imprezy prawicowych działaczy. W trakcie kampanii prezydenckiej najważniejszymi uczestnikami tej imprezy byli prezydenci Duda i Nawrocki – wspomniał szef rządu. – To jest tylko część materiału. Nic tu chyba nie trzeba więcej dodawać. Ja apeluję do wszystkich, którzy uczestniczyli w tym procederze, żeby zastanawiali się nad tym, czy to jest jeszcze do zatrzymania: ta akcja blokowania państwa polskiego. Akcja, która ma na celu prezentowanie interesów kilku wybranych firm i ludzi przeciwko interesom państwa polskiego i tysięcy obywateli. (...) Liczę na zmianę stanowiska w tej kwestii – podsumował. Szef zondacrypto wyjaśnia w naTemat: Nie znam prezydenta Nawrockiego Przypomnijmy, że Przemysław Kral rozmawiał o tym niedawno z Pawłem Orlikowskim w naTemat.pl. Padło wówczas pytanie o spekulacje po prezydenckim wecie do ustawy o rynku kryptowalut. – Ja nie znam prezydenta Nawrockiego, nie lobowałem u niego. Są różne tezy, już słyszałem ich bardzo wiele. Absolutnie jest to nieprawda – przekonywał Przemysław Kral. – Ta ustawa de facto nie ma żadnego znaczenia dla naszej firmy. Więc czy ona jest, czy jej nie ma, naprawdę to jest dla nas zupełnie nieistotne. Absolutnie ten zarzut lobbingu jest jakiś wyssany z palca – dodał. Według Przemysława Krala do klientów, mimo opóźnień, trafiają wszystkie pieniądze. – Powiem tak, absolutnie nie bankrutujemy, absolutnie zwracamy pieniądze klientom. No i cóż powiedzieć, w najbliższym czasie będziemy informować, ile zwróciliśmy, jak to wygląda i ilu klientów zostało przez nas obsłużonych – zapowiedział Przemysław Kral.

  •  

Nawet 10 tys. zł za rynnę przy twoim domu. Masowe kontrole właśnie ruszyły

Samorządy ruszają z masową akcją sprawdzania przydomowych instalacji odprowadzających deszczówkę. Jeden błąd w podpięciu rynny może kosztować właściciela posesji nawet 10 tysięcy złotych kary, a wykrycie nieprawidłowości jest prostsze, niż mogłoby się wydawać. Problem nielegalnego odprowadzania wody opadowej do sieci sanitarnej stał się plagą, z którą gminy zamierzają walczyć bez taryfy ulgowej. Systemy, które mają odbierać ścieki z naszych łazienek i kuchni, nie wytrzymują naporu deszczówki, co coraz częściej prowadzi do paraliżu lokalnej infrastruktury. Właśnie dlatego spółki wodociągowe w całym kraju rozpoczynają wnikliwe kontrole posesji. Dlaczego deszczówka w kanalizacji to groźna pułapka? Wiele osób wychodzi z założenia, że woda to woda – niezależnie od tego, do której rury trafi. To jednak błąd, który może doprowadzić do katastrofy. Kanalizacja sanitarna ma znacznie mniejsze średnice rur niż systemy deszczowe, ponieważ projektuje się ją wyłącznie pod kątem odbioru ścieków bytowych. Gdy podczas ulewy do tego systemu trafiają tysiące litrów wody z dachu, sieć błyskawicznie staje się niewydolna. Skutki są odczuwalne dla wszystkich mieszkańców. Przeciążony system reaguje tzw. "cofkami", czyli zalewaniem piwnic i najniższych kondygnacji budynków fekaliami. Dodatkowo woda z rynien niesie ze sobą piasek, kamienie i liście, które zapychają rury i niszczą kosztowne urządzenia w przepompowniach. Dla gmin to także ogromne koszty finansowe – oczyszczalnie muszą przerobić gigantyczne ilości wody deszczowej, co drastycznie podnosi zużycie energii i ostatecznie może wpływać na wyższe stawki za ścieki dla wszystkich podatników. Technologia zadymiania. Czyli jak dym ujawnia błędy Spółki komunalne nie muszą wchodzić do domów, by wykryć nielegalne przyłącze. Obecnie najpopularniejszą i najbardziej skuteczną metodą jest zadymianie kanalizacji sanitarnej. Urzędnicy korzystają ze specjalnych wytwornic, które wtłaczają do studzienek gęstą, białą mgłę. Jest to roztwór posiadający odpowiednie atesty – dym jest bezwonny, nietoksyczny i całkowicie bezpieczny dla ludzi, zwierząt oraz środowiska. Zasada działania jest banalnie prosta: jeśli dym wpompowany do sieci sanitarnej nagle zacznie wydostawać się z rynny, kratki ściekowej na podjeździe lub instalacji wewnątrz budynku, sprawa jest jasna. Oznacza to, że systemy są połączone niezgodnie z prawem. Gminy zazwyczaj publikują harmonogramy takich akcji dymowych na swoich stronach i w mediach społecznościowych, dając mieszkańcom szansę na samodzielne usunięcie problemu. Surowe mandaty i procedura usuwania nielegalnych przyłączy Właściciel posesji, na której wykryto nieprawidłowości, musi liczyć się z konsekwencjami. W łagodniejszym scenariuszu kontrolerzy wystawiają wezwanie do trwałego odcięcia nielegalnego odpływu. Właściciel zostaje wtedy zobowiązany do zagospodarowania deszczówki na własnym terenie, na przykład poprzez montaż zbiorników na wodę do podlewania ogrodu, budowę drenażu rozsączającego lub – o ile istnieje taka możliwość – wpięcie się do dedykowanej kanalizacji deszczowej. Jeśli jednak właściciel zignoruje zalecenia lub uporczywie łamie przepisy, wchodzą w grę rygorystyczne kary finansowe. Zgodnie z obowiązującym prawem, za nielegalne wprowadzanie wód opadowych do kanalizacji sanitarnej grozi grzywna sięgająca nawet 10 tysięcy złotych. Samorządy zapowiadają, że będą działać bezkompromisowo, ponieważ każda taka nielegalna rura to realne zagrożenie dla stabilności całego systemu i bezpieczeństwa pozostałych użytkowników sieci. W przypadku braku reakcji, sprawy będą automatycznie przekazywane do nadzoru budowlanego.

  •  

Jaki będzie finał "szaleństw" Trumpa? Gen. Polko dla naTemat: Nadchodzi nowy porządek

Najpierw usłyszeliśmy o "końcu cywilizacji", chwilę później o "złotej erze pokoju". Ten chaos komunikatów Donalda Trumpa – zdaniem gen. Romana Polko – nie jest przypadkiem, tylko oznaką groźnego braku kontroli. W "Rozmowie naTemat" były dowódca GROM mówi wprost: nadchodzi nowy porządek świata. Generał Roman Polko w "Rozmowie naTemat" wskazuje, że za szumem informacyjnym Donalda Trumpa ws. wojny na Bliskim Wschodzie kryje się chaos, brak strategii i realne zagrożenia dla globalnego bezpieczeństwa. Jego zdaniem, nie ma w tym żadnej logiki, a na domiar złego – sam Trump brzmi już jak Putin. Generał Polko o działaniach Trumpa: Czyste szaleństwo – Porażające jest to, że prezydent największego kraju świata, kraju, który oparty jest na demokracji, na poszanowaniu człowieka, zapowiada koniec cywilizacji – mówi gen. Roman Polko. Jak podkreśla, przekroczona została granica, której wcześniej nie naruszano nawet podczas kontrowersyjnych operacji wojskowych. Jednocześnie generał odrzuca narrację o "strategicznej grze" Trumpa. – Otóż ten bałagan i chaos na Bliskim Wschodzie zaprowadził prezydent Trump nieprzemyślaną interwencją i w tym szaleństwie nie ma żadnej metody. Tego się uczyłem w samych Stanach Zjednoczonych, a prezydent Trump niestety nie słucha swoich podwładnych. Nie słucha ekspertów, tylko słucha samego siebie i codziennie budzi się z innym snem – dodaje były dowódca GROM. Jego zdaniem to nie "wielopoziomowe szachy", ale chaos, który destabilizuje relacje międzynarodowe. Polko zwraca uwagę, że na napięciach korzysta przede wszystkim Kreml. – Rosja też była zainteresowana uwikłaniem Stanów Zjednoczonych w taką drugą wojnę, bo wiadomo było, że wsparcie w żaden sposób ze strony amerykańskiej nie będzie udzielane Ukrainie – podkreśla. NATO nie jest już "papierowym tygrysem" W kontekście zapowiedzi Kremla, które sugerują przetestowanie artykułu 5. NATO – ważne jest pytanie o trwałość Sojuszu. Choć przez lata pakt był krytykowany za słabość, dziś – zdaniem generała – sytuacja się zmienia. – Europa mocno wzięła się za zacieśnienie szeregów i dzisiaj mówienie o tym, że NATO jest papierowym tygrysem jest nieporozumieniem. To jest woda na młyn kremlowskiej propagandy. Europa na szczęście się obudziła – twierdzi gen. Polko. Jednocześnie ostrzega, że Rosja będzie testować jedność NATO – szczególnie w przypadku mniejszych państw, jak Kraje bałtyckie. "Buduje się nowy porządek świata" Jednocześnie generał podkreśla, że w ujęciu globalnym jesteśmy świadkami przetasowania mocarstw i ostrej gry o wpływy. – Buduje się tak naprawdę nowy porządek światowy. Niestety, ale prezydent Trump chciałby takiego koncertu mocarstw, którym dominującą rolę w świecie mają Stany Zjednoczone, Chiny i nie wiadomo dlaczego Rosja, która ma ropę i broń jądrową. Europa nie może na to pozwolić –  ostrzega. To właśnie od reakcji Europy – i jej jedności – zależy, czy ten scenariusz się ziści. Jakie są przewidywania gen. Romana Polko? Zobacz całą "Rozmowę naTemat" na naszym kanale YouTube.

  •  

Ale jak to hybryda tańsza od diesla? Mazda odpaliła bombę z CX-60 i CX-80

Mazda właśnie wyłożyła karty na stół i, co tu dużo mówić, mocno namieszała w segmencie premium. Jeśli planowaliście zakup dużego SUV-a, lepiej usiądźcie. Japończycy właśnie udowodnili, że potężny PHEV i luksusowe wyposażenie nie muszą oznaczać ceny zaporowej. W świecie motoryzacji przyzwyczailiśmy się do pewnego schematu: chcesz ekologiczną hybrydę z kablem, musisz dopłacić. Mazda właśnie wywróciła ten stolik. Od kwietnia 2026 roku Mazda CX-60 oraz jej większa siostra Mazda CX-80 w wersjach PHEV 327 KM kosztują o 3 000 zł mniej niż porównywalne odmiany z silnikiem wysokoprężnym i napędem na wszystkie koła. To genialne w swojej prostocie zagranie, bo wybierasz to, co bardziej pasuje do twojego stylu życia, a nie to, na co pozwala portfel. Mazda CX-60 z R6 poniżej 200 tysięcy złotych. To nie pomyłka Największym zaskoczeniem w nowym cenniku jest jednak pozycjonowanie modelu Mazda CX-60 z genialnym, sześciocylindrowym dieslem o pojemności 3,3 litra (200 KM) i napędem na tył. Dzięki gigantycznemu voucherowi o wartości 40 000 zł, wersję Exclusive-Line można teraz wyrwać za 196 700 zł. Umówmy się, w 2026 roku dostać kawał solidnego SUV-a z takim silnikiem w tej cenie to jak wygrać los na loterii. Żeby było jeszcze milej, Mazda dorzuca za symboliczną złotówkę pakiet Comfort. Co to oznacza w praktyce? Dostajemy skórzane, wentylowane fotele z elektryczną regulacją, elektryczną klapę bagażnika i przyciemniane szyby niemal za darmo. To "pomost", który ma przyciągnąć tych, którzy dotąd zaglądali do salonów po topowe wersje mniejszej CX-5. Rabaty, vouchery i wallbox za złotówkę Nowy cennik to jedno, ale promocje na start sezonu 2026 wyglądają jak festiwal okazji. Do auta z rocznika 2025, dostajecie wspomniane vouchery o wartości nawet 40 000 zł (dla CX-80). Z kolei dla nowych zamówień z rocznika 2026 bonus wynosi solidne 25 000 zł. To jednak nie koniec prezentów od Japończyków: Pełne ubezpieczenie OC/AC/NW za 1 zł – bez względu na rocznik. Dla fanów wtyczek: stacja ładowania typu wallbox za 1 zł przy zakupie wersji PHEV. Stałe oprocentowanie w Mazda Finance. Zarówno Mazda CX-60, jak i siedmioosobowa (lub sześcioosobowa z kapitańskimi fotelami) Mazda CX-80 doczekały się drobnych, ale istotnych usprawnień na ten rok modelowy. Najważniejsza zmiana? Podwójne szyby akustyczne w przednich drzwiach. Jeśli ktoś narzekał na szum przy autostradowych prędkościach, teraz będzie mógł podróżować w niemal studyjnej ciszy. Do listy opcji wjechała też nowa skórzana tapicerka Nappa w kolorze Tan (brązowym), która pokrywa nie tylko fotele, ale i deskę rozdzielczą czy kierownicę. Japończycy grają va banque. Oferując nowy cennik Mazdy, który realnie obniża próg wejścia w segment dużych, prestiżowych SUV-ów, uderzają tam, gdzie konkurencja zazwyczaj zaczyna Windować ceny. SUV klasy premium z sześcioletnią gwarancją, potężnym silnikiem pod maską i wyposażeniem, które u innych wymaga długiej listy dopłat, w cenie poniżej 200 tys. zł to oferta, obok której trudno przejść obojętnie.

  •  

Nowe limity cen paliw od 9 kwietnia. Kierowcy benzyniaków teraz też przeklną

Rząd ogłosił maksymalne ceny paliw, które zaczną obowiązywać w czwartek, 9 kwietnia. Zgodnie z pakietem zmian CPN drożej na stacjach być nie może. Kierowcy samochodów z silnikami benzynowymi zapłacą więcej niż dzisiaj, za to właściciele diesli będą tankować za mniej. Choć Donald Trump ogłosił nagle rozejm z Iranem, ceny na stacjach paliw nie zareagują aż tak błyskawicznie na wieści zza oceanu. Rządowy mechanizm ochronny "CPN" uwzględnia średnie ceny w hurcie, więc stawki na dystrybutorach są zawsze z lekkim poślizgiem. Na horyzoncie widać jednak przynajmniej chwilowe wyhamowanie drożyzny. Maksymalne ceny paliw 9 kwietnia (czwartek) Odgórny limit jest obliczany na podstawie średniej stawki hurtowej, marży 30 groszy i obniżonych podatki. Pakiet osłonowy zakłada cięcie VAT-u do 8 proc. i redukcję akcyzy do unijnego minimum (o 29 groszy na benzynie i 28 groszy na dieslu). Daje to gwarancję stabilnych cen paliw w czasie kryzysu. Z dzisiejszego obwieszczenia (z 8 kwietnia 2026 r.) wynika, jak zmienią się koszty jutro. 9 kwietnia ceny maksymalne za litr paliwa prezentują się następująco: Benzyna 95 – 6,27 zł (wzrost o 6 groszy) Benzyna bezołowiowa 98 – 6,88 zł (wzrost o 6 groszy) Olej napędowy – 7,83 zł (spadek o 4 grosze) Mechanizm ten opiera się na ustawie z 27 marca 2026 roku, która nakłada na Ministerstwo Energii obowiązek publikowania nowych limitów w każdy dzień roboczy. Nowe stawki wchodzą w życie zawsze dzień po ich ogłoszeniu. Regulacja rynku paliw spotyka się z ogromnym poparciem społecznym. Z sondażu "Super Expressu" wynika, że aż 80 proc. respondentów chce utrzymania urzędowych cen maksymalnych co najmniej do końca bieżącego roku (póki co ustawa zakłada koniec 15 kwietnia, ale umożliwia przedłużenie do 30 czerwca). Zaledwie co piąty badany jest przeciwnego zdania. Dla właścicieli stacji, którzy próbowaliby zignorować rządowe limity przewidziano dotkliwe sankcje. Nad przestrzeganiem limitów czuwa Krajowa Administracja Skarbowa (KAS). Jeśli stacja zdecyduje się sprzedawać paliwo drożej, niż wynika to z publikacji w Monitorze Polskim, naraża się na karę finansową sięgającą nawet 1 miliona złotych. Trump zgadza się na zawieszenie broni z Iranem Sytuację na rynku wywróciły nocne wiadomości z USA. Donald Trump przyjął propozycję Pakistanu i ogłosił dwutygodniowe zawieszenie broni. To niesamowity zwrot akcji po wcześniejszych groźbach o tym, że "w nocy zginie cała cywilizacja i nigdy już nie powróci". "Na podstawie rozmów z premierem Pakistanu Shehbazem Sharifem oraz marszałkiem polowym Asimem Munirem, w których zwrócili się do mnie z prośbą o wstrzymanie wysłania niszczycielskich sił do Iranu dziś wieczorem pod warunkiem, że Iran zgodzi się na całkowite, natychmiastowe i bezpieczne otwarcie cieśniny Ormuz, zgadzam się zawiesić bombardowanie i ataki na Iran na dwa tygodnie" – zapewnił. Trump dodał, że rozejm z Iranem będzie "obustronny", a on sam zgodził się wstrzymać ataki z uwagi na "duży postęp w rozmowach na temat długoterminowego pokoju" z Teheranem. Cena ropy naftowej mocno w dół po decyzji USA Na reakcję rynku nie trzeba było długo czekać. Perspektywa otwarcia Cieśniny Ormuz i pokoju na Bliskim Wschodzie uspokoiła inwestorów, przynosząc ogromne spadki. Cena ropy naftowej w końcu zjechała poniżej bariery 100 dolarów. Amerykańska ropa staniała do nieco ponad 96 dolarów, a europejska mieszanka (Brent) w okolice 94 dolarów za baryłkę. Baryłka wciąż jest jednak dużo droższa niż przed wybuchem wojny z Iranem. Pod koniec lutego ceny ropy były bliżej 70-73 dol. za baryłkę.

  •  

Polskie lotnisko zamyka się na nocne loty. Wielkie zmiany jeszcze w tym roku

Polskie lotniska rozwijają się w bardzo szybkim tempie. Cieszy to turystów, a często także mieszkańców. W tej ostatniej grupie jest jednak wielu sceptyków. Więcej lotów oznacza większy hałas. To właśnie sąsiedzi jednego z większych portów w Polsce walczyli o zmiany i się ich doczekali. Polskie miasta biją rekordy liczby odwiedzin. W 2025 roku do Wrocławia dotarło 7 mln turystów, z czego 30 proc. stanowili podróżni zagraniczni. Bardzo dobrze rozwija się także turystyka w Poznaniu. Dzięki rozwojowi lotniska jego mieszkańcy mogą latać m.in. do Włoch, Hiszpanii, na Maltę czy do Grecji. Jednak hałas generowany przez samoloty denerwował okolicznych mieszkańców. To wymusiło na lotnisku duże zmiany w funkcjonowaniu. Lotnisko w Poznaniu kasuje nocne loty. Zmiany szybko wejdą w życie Przelatujący samolot generuje hałas rzędu 80–110 dB. To tyle, co bardzo natężony ruch uliczny, dyskoteka, kosiarka czy motocykl bez tłumika. Jest to naprawdę donośny dźwięk, a kiedy trzeba go słuchać kilkadziesiąt razy dziennie (za dnia i w nocy), sytuacja robi się naprawdę trudna. Wielu mieszkańców Poznania miało dość słuchania ryku silników samolotów. Choć wielu z nich wprowadzało się w okolice lotniska po jego uruchomieniu, to zaczęli walczyć z nim o redukcję hałasu. I osiągnęli pewien sukces. We wtorek 7 kwietnia lotnisko poinformowało, że skasuje wszystkie nocne połączenia. "Wprowadzamy 'core night' – ciszę nocną między 1:00 a 5:00" – przekazał port w oficjalnym komunikacie. "To nasz krok w stronę większego komfortu życia w sąsiedztwie lotniska. Jednocześnie dbamy o to, by ruch lotniczy mógł się rozwijać się w sposób zrównoważony i bezpieczny" – dodano. Nie oznacza to jednak, że lotnisko wraz z jego pasem startowym będą zamknięte w trakcie ciszy nocnej. Cisza nocna na lotnisku w Poznaniu. Są wyjątki, których nie da się uniknąć Nowe przepisy na lotnisku w Poznaniu będą obowiązywały od 25 października 2026 roku, czyli od jesienno-zimowego rozkładu lotów. Jeżeli zatem macie zaplanowane np. loty czarterowe na godzinę 2:45 w nocy (takich w sezonie letnim nie brakuje), to możecie spać spokojnie. Nikt nie odwoła waszego połączenia z powodu ciszy nocnej. Wprowadzenie nowych zasad w praktyce oznacza, że od jesieni w godzinach 1:00-5:00 nie będą planowane loty rejsowe. Nie jest to jednak równoznaczne z całkowitym zamknięciem portu. Jak podaje lotnisko w Poznaniu, pas startowy nadal będzie dostępny m.in. dla lotów wojskowych, a także dla przewoźników podczas sytuacji od nich niezależnych. "Lotnisko pozostaje otwarte i działa całą dobę, wyjątkowymi sytuacjami o szczególnym charakterze pozostają natomiast loty ratunkowe, państwowe, humanitarne i sytuacje niezależne od przewoźników" – wyjaśnił port w Poznaniu. W praktyce mieszkańcy częściowo dopięli swego, bo jednak loty przestaną wyrywać ich z łóżek w środku nocy. Z drugiej jednak strony przeloty o bardzo późnych porach nadal będą możliwe w nadzwyczajnych sytuacjach. Jest to kompromis, który może zadowolić każdą ze stron.

  •  

Pokemon Champions to "typowe Pokemony"? Negatywne pierwsze wrażenia graczy


W skrócie

  • Pokemon Champions to darmowa gra spin-off dostępna na Nintendo Switch i Switch 2, skupiająca się na taktycznych walkach 6v6 i kompatybilna z Pokemon HOME.

  • Pierwsze wrażenia graczy po kilku godzinach od premiery są w większości negatywne ze względu na problemy techniczne, takie jak niska liczba klatek, zacinające się animacje i niewygodne menu.

  • Użytkownicy oczekują od The Pokemon Company reakcji oraz poprawek, zanim zdecydują się na korzystanie z opcji monetyzacji dostępnych w grze.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Czym jest Pokemon Champions?


Wielu fanów Pokemon prawdopodobnie wciąż nie ma chwili wolnego czasu na inne gry, będąc pogrążonym w Pokopii. Nowy spin-off szturmem podbił ostatnio serca graczy oraz krytyków, nie tylko sprzedając imponującą liczbę kopii, ale powodując nawet problemy z dostępnością. Słychać głosy nie tylko o dopracowanym, angażującym gameplayu oraz zawartości na setki godzin, ale również o nowym standardzie gier Pokemon. Pokopia wspięła się na wyżyny, których oczekiwaliśmy od kilku poprzednich, pełnoprawnych odsłon serii.

Pokemon Champions nie jest co prawda kontynuacją Z-A czy Scarlet & Violet, mamy bowiem do czynienia z kolejnym spin-offem, ale ma ciężkie zadanie sprostania standardom wyznaczonym przez Pokopię. Pokemon Champions najprościej porównać do Stadium, 1999 roku, którą na pewno pamięta wielu weteranów serii. Champions zostawia fabularny aspekt Pokemonów, pozbywa się eksploracji oraz polowań na shiny Pokemony i skupia się w pierwszej kolejności na walkach.

Champions to darmowa produkcja dostępna cyfrowo, która zadebiutowała właśnie na Nintendo Switch oraz Nintendo Switch 2. Grę można pobrać z Nintendo eShopu. Skupia się na taktycznym aspekcie walk 6v6, jest kompatybilna z Pokemon HOME, a w znane z wielu poprzednich odsłon głównej serii mechaniki sprytnie wplecione są bardziej zaawansowane systemy, jak chociażby natura Pokemonów, hodowla czy aktywne przedmioty.

Pokemon Champions na razie dostępne jest wyłącznie na przenośnych konsolach Nintendo, ale docelowo ma zadebiutować również na urządzeniach mobilnych.

Niepokojące pierwsze wrażenia graczy


W momencie pisania tego artykułu Pokemon Champions dostępne jest do pobrania od zaledwie kilku godzin. Jak przystało jednak na grę z "Pokemon" w nazwie, przyglądało się jej mnóstwo graczy. Dla fanów całej serii, jak i miłośników taktycznych gier turowych, tytuł skupiający się wyłącznie na walce to nie lada gratka. Można sprawdzić swoją wiedzę w tym wyjątkowym uniwersum i przetestować umiejętności budowania drużyny oraz strategicznego myślenia.

Nic więc dziwnego, że po Pokemon Champions szybko sięgnęło dużo graczy, a część z nich zaczęła dzielić się swoimi pierwszymi wrażeniami. Gra w ostatnich godzinach zyskuje w rezultacie na popularności, niestety z niewłaściwych powodów. Coraz więcej osób zgłasza bowiem duże problemy techniczne.

Liczba klatek, nawet na Switchu 2, jest fatalna. Jest ograniczona do 30 FPS z wyraźnymi problemami z pacingiem (nierówną płynnością klatek), a animacje zacinają się bez żadnego powodu. Jak na razie gra sprawia wrażenie bardzo niedopracowanej technicznie. To ogromny krok wstecz w porównaniu do Scarlet/Violet i Z-A, które na Switchu 2 działały w stabilnych 60 FPS podczas walk.
Dlaczego FPS jest tak słaby? Wydaje mi się, że to 30, ale odczuwalnie jest dużo gorzej.
Nawet poruszanie się po menu jest okropne - mam nadzieję, że jak najszybciej wypuszczą poprawkę, bo to jest absurdalne.

W gąszczu negatywnych komentarzy na temat stanu technicznego Pokemon Champions trudno jest znaleźć jakiekolwiek wypowiedzi na temat gameplayu. Co ma do zaoferowania rozgrywka? Jak mocno różni się od typowych walk w Pokemonach? Czy może być to przyszłość rywalizacji online, która będzie konkurować z karcianą wersją Pokemonów? Wszystkie te pytania mogą pozostać bez odpowiedzi, dopóki deweloperzy nie doprowadzą gry do zadowalającego stanu.

Jak mogło się to wydarzyć?


Na razie mamy oczywiście do czynienia tylko z pierwszymi wrażeniami na kilka godzin po premierze gry. Możliwe, że kilka drobnych aktualizacji znacząco poprawi sytuację i pozwoli chociaż na rozgrywkę w stabilnych 30 klatkach na sekundę. Skoro jednak tyle osób tak głośno mówi już o problemach, trudno uwierzyć, aby wszystko to było naciągane i faktycznie gra nie była w aż tak złym stanie.

Zarówno nam, jak i licznym użytkownikom Reddita, nasuwa się w rezultacie pytanie - jak to jest możliwe? The Pokemon Company i Game Freak od bardzo długiego niestety czasu słynie z wypuszczania nieskończonych, fatalnych pod względem technicznych produkcji. Kto grał na premierę w Legends: Arceus czy Scarlet & Violet, doskonale wie, o czym mowa. Drastyczne spadki klatek, wolno wczytujące się tekstury i słaba oprawa graficzna. W porównaniu jednak do Pokemon Champions, są to produkcje dużo bardziej wymagające. Na ekranie w Champions zazwyczaj znajdują się tylko dwa Pokemony, gra jest pozbawiona rozległego, otwartego świata i licznych animacji. Kilka ostatnich produkcji, również spod skrzydeł Nintendo, pokazywało, do czego zdolny jest Switch 2, czego najwyraźniej nie potrafili wykorzystać twórcy Champions.

Pozostaje tylko pytanie " Co teraz?". Jak przystało na darmową produkcję tworzoną częściowo z myślą o rynku mobilnym, gra ma już gotową monetyzację, karnety bojowe i przepustki sezonowe. Już teraz słychać jednak o graczach wstrzymujących się od wydawania jakichkolwiek pieniędzy ze względu na stan techniczny. Wszyscy czekają na razie ze zniecierpliwieniem na odpowiedź ze strony The Pokemon Company. Czy deweloperzy zaadresują problemy i zapowiedzą plan doprowadzenia Pokemon Champions do porządku? Czy może w głuchej ciszy będziemy czekać na pierwsze aktualizacje z nadzieją, że któraś z nich skupi się na stabilności gry? Mocno trzymamy kciuki za szybkie patche, aby kolejna gra pod szyldem Pokemon nie straciła całego rozgłosu z uwagi na problemy techniczne, zniechęcając tym samym duże grono graczy do spróbowania swoich sił w nowej produkcji.


Bez tego żadna produkcja nie byłaby kompletna! Czasem to prawdziwe dzieła sztuki INTERIA.PL


Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

  •  

ChatGPT wyszuka ci lot na wakacje. Wystarczy jedno proste polecenie

ChatGPT integracja z Skyscanner

Skyscanner to przydatne narzędzie, które ułatwia znalezienie najlepszych ofert lotów dostępnych na rynku. Wyświetla połączenia różnych przewoźników w najlepszych cenach. Dotychczas z rozwiązania mogliśmy skorzystać na stronie internetowej lub w aplikacji mobilnej na telefony. Od teraz skorzystacie także w ChacieGPT.

ChatGPT wyszuka loty na wakacje. Wystarczy zrobić to

Twórcy Skyscanner poszli z duchem czasu i zintegrowali swoje narzędzie z ChatemGPT. Specjalny dodatek można pobrać i zainstalować bezpośrednio w sklepie z aplikacjami, dostępnym na bocznym pasku interfejsu. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę Skyscanner i kliknąć przycisk Połącz. Dzięki temu zyskujemy możliwość pytaćnia sztucznej inteligencji o konkretne połączenia.

W tym celu wystarczy wpisać proste polecenie, na przykład: @skyscanner znajdź najtańszy lot do Rzymu w sierpniu. Kluczowe jest użycie przedrostka "@skyscanner". Nie będziemy musieli korzystać ze strony internetowej ani aplikacji mobilnej. Wtedy wyszukiwarka lotów Skyscanner postara się znaleźć najlepszy i najtańszy lot. 

Użytkownik otrzyma listę dostępnych lotów z całego świata w czytelnej formie. Co jednak z wyborem konkretnego lotniska lub daty? W tym celu można (a nawet trzeba) zadawać dodatkowe pytania lub polecenia. Istnieje nawet opcja zarezerwowania biletu w dokładnie taki sam sposób, jak robimy to w tradycyjnej aplikacji.

Czytaj też:

Twórcy rozwiązania twierdzą, że integracja ta łączy wygodę działania sztucznej inteligencji z wiarygodną bazą danych Skyscanner. Samo AI z zasady nie jest najlepszym narzędziem do wyszukiwania aktualnych informacji, , jednak dzięki połączeniu ze Skyscannerem, ChatGPT zyskuje dostęp do bieżących i rzetelnych cen oraz rozkładów lotów.

ChatGPT dla wielu osób staje się dziś konkurentem dla wyszukiwarki internetowej Google, dlatego integracja Skyscannera wygląda naprawdę na przydatną. Polecam sprawdzić to rozwiązanie przy planowaniu najbliższego urlopu.

Obserwuj nas w Google Discover

Albert Żurek

08.04.2026 13:28

Najnowsze

Aktualizacja:

2026-04-08T12:53:18+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T12:12:39+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T11:32:22+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T10:46:40+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T10:19:15+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T10:00:13+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T09:28:40+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T08:11:36+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T07:26:03+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T06:51:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T06:41:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T06:31:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T06:21:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-08T06:11:00+02:00

Aktualizacja:

2026-04-07T21:45:42+02:00

Aktualizacja:

2026-04-07T21:42:45+02:00

Aktualizacja:

2026-04-07T21:20:40+02:00

Aktualizacja:

2026-04-07T20:58:43+02:00

Aktualizacja:

2026-04-07T20:27:25+02:00

Aktualizacja:

2026-04-07T19:54:57+02:00

  •  

​Czy system ochrony zdrowia jest w stanie zapaści? Zapytamy wiceprezesa NFZ

​Czy system ochrony zdrowia jest w stanie zapaści? Zapytamy wiceprezesa NFZ

Ile pieniędzy brakuje w tej chwili Narodowemu Funduszowi Zdrowia? Dlaczego dziura w budżecie jest coraz większa, skoro nakłady na zdrowie są rekordowe? Co jest przyczyną kłopotów systemu ochrony zdrowia? Gościem w Popołudniowej rozmowie w RMF FM będzie Jakub Szulc, wiceprezes NFZ.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Czy jedynym wyjściem z sytuacji są cięcia kosztów i limitów? Ile NFZ zaoszczędzi na tych działaniach? Jak długo pacjenci będą czekać na kolonoskopię, rezonans magnetyczny czy tomografię komputerową? Czy kolejki do lekarzy się wydłużą?

Wiceprezesa NFZ zapytamy także, do jakich zmian w systemie powinno dojść i czy jest wola polityczna, żeby zmienić sposób finansowania polskiej służby zdrowia? Czy rozwiązaniem jest podniesienie składki zdrowotnej, a może wprowadzenie podatku zdrowotnego? Jakie jest jego zdanie na temat zmian zaproponowanych w systemie ochrony zdrowia przez PSL i Federację Przedsiębiorców Polskich?

Porozmawiamy także o podwyżkach w systemie zdrowia. Czy ta sprawa nie powinna być uregulowana? Czy tempo wzrostu wynagrodzeń nie powinno zostać spowolnione? M.in. te tematy poruszymy w Popołudniowej rozmowie w RMF FM.

Na rozmowę Piotra Salaka zapraszamy o godz. 18:02 do RMF FM, internetowego Radia RMF24, na stronę RMF24.pl, aplikacji RMF ON i naszych mediów społecznościowych! 

Jeśli nie chcesz, aby umknęła Ci jakakolwiek Rozmowa w RMF, subskrybuj nasz kanał na YouTube: https://www.youtube.com/@RMF24Video.

  •  

Rosja i Chiny reagują na ruch Trumpa. Pekin "będzie się angażować"

Rosja i Chiny reagują na ruch Trumpa. Pekin "będzie się angażować"

Jakub Pogorzelski

Rosja i Chiny przyjęły z zadowoleniem informację o zawieszeniu broni w wojnie USA i Izraela z Iranem. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow dodał również, że może pozwolić to amerykańskim negocjatorom na większe zaangażowanie w rokowania pokojowe z Ukrainą. Przedstawicielka Pekinu zapewniła też, że Pekin wciąż będzie angażować się w przywracanie pokoju na Bliskim Wschodzie.

Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy


Chiny i Rosja zareagowały na zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie i zaprzestanie ataków USA i Izraela na Iran

Chiny i Rosja zareagowały na zawieszenie broni na Bliskim WschodzieSUO TAKEKUMA/AFP/East News;Wikimedia Commons;ABEDIN TAHERKENAREHPAP/EPA



W skrócie

  • Rosja i Chiny wyraziły zadowolenie z zawieszenia broni w wojnie USA i Izraela z Iranem.

  • Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow uznał, że zawieszenie broni może pozwolić amerykańskim negocjatorom na większe zaangażowanie w rozmowy pokojowe z Ukrainą.

  • Rzeczniczka chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych Mao Ning podkreśliła, że Pekin będzie kontynuować działania na rzecz pokoju na Bliskim Wschodzie.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

- Oczywiście przyjęliśmy z zadowoleniem wiadomość o zawieszeniu broni i decyzję o niepodejmowaniu dalszych działań zmierzających do eskalacji zbrojnej - powiedział o sytuacji na Bliskim Wschodzie rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, cytowany przez RIA Nowosti.

W nocy z wtorku na środę czasu polskiego Donald Trump przekazał w serwisie Truth Social, iż "zgadza się na zawieszenie bombardowań i ataków na Iran na okres dwóch tygodni".

Wcześniej amerykański prezydent zagroził, że jeśli nie dojdzie do porozumienia z Iranem, "w nocy zginie cała cywilizacja".

Rzecznik Kremla zadowolony z zawieszenia broni. Wspomniał o Ukrainie


Częścią rozejmu osiągniętego za pośrednictwem Pakistanu jest ponowne otwarcie cieśniny Ormuz, przez którą w normalnych warunkach - przed rozpoczęciem 28 lutego nalotów USA i Izraela na Iran - transportowanych było około 20 proc. światowego wolumenu ropy naftowej i około 25 proc. skroplonego gazu ziemnego (LNG).

Pieskow odpowiedział też na pytanie kremlowskiej agencji TASS o możliwość powrotu do negocjacji pokojowych pomiędzy Rosją a Ukrainą, skoro amerykańscy negocjatorzy nie będą w najbliższym czasie prowadzić tak intensywnych jak dotychczas działań na Bliskim Wschodzie.

- Ogólnie rzecz biorąc, procesy te nie są ze sobą całkowicie powiązane. Są one powiązane jedynie pośrednio, ponieważ amerykańscy negocjatorzy są obecnie zajęci sprawami Iranu. Mamy nadzieję, że w dającej się przewidzieć przyszłości będą mieli więcej czasu i okazji do spotkań w formacie trójstronnym. Z niecierpliwością na to czekamy - odpowiedział polityk.

Rozejm na Bliskim Wschodzie. Chiny o swojej roli w negocjacjach


W sprawie zawieszenia broni zadowolenie wyraziły również Chiny. Rzeczniczka chińskiego resortu spraw zagranicznych Mao Ning zapewniła, że Pekin wciąż będzie angażować się w przywracanie pokoju na Bliskim Wschodzie.

Mao, pytana o słowa prezydenta USA Donalda Trumpa, który w rozmowie z agencją AFP wyraził przekonanie, że Chiny skłoniły Iran do negocjacji, nie odpowiedziała wprost, lecz podkreśliła aktywne zaangażowanie dyplomatyczne swojego kraju.

- Od wybuchu konfliktu Chiny zawsze opowiadały się za zawieszeniem broni i pokojem - zaznaczyła podczas regularnego briefingu.

Cieśnina Ormuz odblokowana. Chiny: Leży w interesie społeczności międzynarodowej


Dyplomatka dodała, że chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi odbył 26 rozmów telefonicznych z odpowiednikami z innych państw, a specjalny wysłannik Pekinu prowadzi w regionie Zatoki Perskiej tzw. dyplomację wahadłową. Wymieniła też wspólną z Pakistanem pięciopunktową inicjatywę na rzecz przywrócenia pokoju.

- Jako odpowiedzialne mocarstwo, Chiny będą nadal odgrywać konstruktywną rolę - zapewniła.

Dopytywana o doniesienia dotyczące planów pobierania przez Iran i Oman opłat za korzystanie z cieśniny Ormuz, przypomniała, że drożność tego szlaku "leży w interesie społeczności międzynarodowej".

- Mamy nadzieję, że wszystkie strony będą współpracować, aby promować wczesne wznowienie normalnego tranzytu - podsumowała.


Bosacki w "Gościu Wydarzeń" o wysłaniu polskich żołnierzy na Bliski Wschód: Nie ma sensuPolsat News


  •  

Road to Vostok z zaskakująco dobrą premierą. STALKER ma solidną konkurencję

Road to Vostok z zaskakująco dobrą premierą. STALKER ma solidną konkurencję

Grzegorz Gajkoś

Fani realistycznych survivalowych strzelanek osadzonych w konwencji postapo mają kolejne powody do radości. Na rynku w modelu early access zadebiutował już długo wyczekiwany Road to Vostok. Pierwsze ciepłe recenzje ze strony graczy wskazują na spory sukces twórców i tej produkcji.


Road to Vostokmateriały źródłowe


Akcja w Vostok zabiera nas strefy granicznej między Finlandią i Rosją. To niebezpieczny region tzw. permanentnej śmierci, gdzie jeden błąd potrafi zamienić się w absolutnie najczarniejszy scenariusz. O tym tytule słyszeliśmy w ostatnich kilku latach całkiem sporo. Deweloper, weteran fińskie armii, w pocie czoła dopieszczał swój produkt, dzieląc się ze społecznością zmianami oraz postępami.

Finalnie Road to Vostok zaliczył debiut na Steamie. Jest to wczesny dostęp (early access), ale i tak jest w stanie zaoferować graczom sporą głębię rozgrywki. Produkcja kierowana jest przede wszystkim do entuzjastów survivalowych gier FPS nastawionych na historię i fabułę. Nie doświadczymy tutaj trybu multiplayer.

Epicentrum rozgrywki stanowi Strefa 05 ulokowana w południowo-wschodniej Finlandii. To tutaj zadzieje się większość wydarzeń. W momencie pisania tego materiału tytuł może poszczycić się obecnością takich funkcji jak: dostępność wrogiego AI i frakcji, handel i zadania (włącznie z targowaniem się), personalizacja schronienia, system dynamicznej pogody, cykl dnia i nocy oraz pór roku, losowo generowane wydarzenia.

Road to Vostok ma już pierwsze sukcesy na swoim koncie. W dniu premiery na Steamie w survivalowej grze przebywało jednocześnie ponad 5 tys. osób. Dodatkowo strzelanka zameldowała się w elicie 10 najlepiej sprzedających się gier na platformie od Valve. Oceny też, jak na razie, są niczego sobie, bowiem ponad blisko 82% graczy chwali ten tytuł.

W sekcji komentarzy największe zachwyty pojawiają się w odniesieniu do w pełni oddanego swojemu projektowi twórcy gry. Chwalona jest również warstwa wizualna oraz optymalizacja sprzętowa Vostok. W sekcji opinii nie brak porównać gry do pewnego rodzaju hybrydy STALKER-a i Escape from Tarkov (PVE).


Poczuj klimat Intel Extreme Masters Katowice 2025INTERIA.PL


Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

  •  

Polskie MSZ reaguje na zawieszenie broni

Polskie MSZ reaguje na zawieszenie broni Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że z zadowoleniem przyjęło zawieszenie broni pomiędzy USA a Iranem. Przekazało jednak, że porozumienie powinno dotyczyć też Libanu. W oświadczeniu wskazano też, co jeszcze potrzebne będzie do budowy architektury bezpieczeństwa w regionie.
  •  

Otwarcie cieśniny Ormuz. Pierwsze statki już przepłynęły

  • Pierwsze dwa statki przepłynęły przez cieśninę Ormuz po tym, jak Iran w nocy zgodził się na jej ponowne otwarcie. Taką informację przekazał serwis MarineTraffic, zajmujący się śledzeniem ruchu morskiego.

    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

    "Masowiec NJ Earth, należący do greckiego armatora, przepłynął przez cieśninę o godz. 8:44 czasu uniwersalnego (godz. 10:44 w Polsce), podczas gdy Dayton Beach, pływający pod liberyjską banderą, przeszedł (tamtędy) wcześniej, o godz. 6:59 czasu uniwersalnego (godz. 8:59 w Polsce), wkrótce po wypłynięciu z portu Bandar Abbas o godz. 5:28 czasu uniwersalnego (godz. 7:28 w Polsce)" - podał MarineTraffic w serwisie X.

    Prezydent USA Donald Trump ogłosił w środę, że zgodził się na pakistańską propozycję dwutygodniowego zawieszenia broni pod warunkiem, że Iran zgodzi się na natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz. Teheran zapowiedział, że pozwoli na żeglugę tym szlakiem "w koordynacji z siłami zbrojnymi Iranu".

    Kilka godzin po ogłoszeniu porozumienia o rozejmie z Iranem Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone pomogą przywrócić ruch w cieśninie Ormuz.

    "Stany Zjednoczone pomogą rozluźnić korki w cieśninie Ormuz" - napisał Trump na swojej platformie Truth Social. "Będzie wiele pozytywnych działań! Zarobione zostaną duże sumy pieniędzy. Iran może rozpocząć proces odbudowy" -  dodał.

    Prezydent Francji Emmanuel Macron poinformował w środę, że około 15 krajów planuje uczestniczyć w misji mającej na celu wznowienie ruchu statków w cieśninie Ormuz.

    Zaznaczył, że misja zostanie uruchomiona "gdy spełnione zostaną odpowiednie warunki", czyli gdy zawieszenie broni faktycznie będzie przestrzegane.

    Iran zablokował Ormuz w pierwszych dniach wojny, rozpoczętej 28 lutego amerykańsko-izraelskim atakiem na Iran. 

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Elon Musk i Intel rzucają sobie nawzajem koło ratunkowe. Konkretów brak

Gdy Elon Musk kilka tygodni temu ogłaszał projekt Terafab — czyli kosztującą jakieś 5 bln dol. wizję masowej produkcji chipów, które w znacznej części miałyby później trafiać na orbitę na pokładzie rakiet Starship — jasne było, że jeśli ma on w ogóle ruszyć z miejsca, szef Tesli i SpaceX będzie potrzebował partnerów. Produkcji zaawansowanych półprzewodników po prostu nie da się rozpocząć od zera bez udziału kogoś, kto — jak to się kolokwialnie mówi — zjadł na tym zęby, ponieważ jest to najbardziej skomplikowana rzecz, którą obecnie zajmuje się ludzkość. Tesla co prawda od lat projektuje własne układy (niektóre z nich bardzo imponujące, jak Tesla Dojo), ale od projektowania chipów do ich produkcji prowadzi długa i kręta droga.

Najbardziej prawdopodobnymi partnerami Elona Muska wydawali się IBM oraz Samsung. IBM dlatego, że współpracuje z japońskim Rapidusem przy rozwijaniu technologii 2 nm i pakowania chipletów, więc ma już doświadczenie w tego typu przedsięwzięciach. Samsung z kolei dlatego, że podpisał z Teslą duży kontrakt na produkcję chipów AI6, rozwija fabrykę w Teksasie niedaleko miejsca, w którym ma powstać pierwsza fabryka Muska, i pozostaje jedynym dużym graczem, który łączy biznes produkcji krzemowej logiki z własną produkcją pamięci. Dlatego Intel jako pierwszy ogłoszony partner projektu Terafab jest zaskoczeniem — choć oczywiście przy stole negocjacyjnym nie wziął się znikąd i nie jest powiedziane, że nie dołączy do niego w przyszłości ktoś ze wspomnianej przed chwilą dwójki.

Głośne deklaracje, ale konkretów brak

Jednak choć padły ogólne deklaracje i Intel w swoim komunikacie powtórzył wizję przyszłej produkcji 1 TW mocy obliczeniowej rocznie, to nie pojawiły się konkrety. Ani wpis Intela, ani komentarz Lip-Bu Tana, czyli CEO firmy, nie wyjaśniają, co dokładnie obejmuje to partnerstwo — czy Intel miałby być operatorem fabryki, partnerem technologicznym, wykonawcą wybranych etapów, czy tylko firmą, która udostępni część kompetencji i infrastruktury. Nie pojawiły się również żadne oficjalne dokumenty złożone do amerykańskich urzędów. I właśnie to jest dziś najważniejsze: skala ogłoszenia jest duża, ale jego praktyczny zakres pozostaje mglisty.

Mimo tego braku konkretów obu stronom z pewnością bardzo zależy na tym, aby z czasem się one pojawiły. Jak wspomniano wyżej, Elon Musk potrzebuje partnera technologicznego, jeśli rzeczywiście myśli o rozpoczęciu własnej produkcji chipów jeszcze w tej dekadzie. W czasie ogłaszania projektu Terafab wspomniał o tym, że chce zintegrować w jednym miejscu produkcję procesorów, pamięci, masek litograficznych i pakowanie chipów, a Intel ma aktualne kompetencje w dwóch z tych czterech dziedzin i kiedyś produkował także pamięć komputerową.

Czytaj także w BUSINESS INSIDER

Dla Intela ta współpraca również ma znaczenie wykraczające poza jedną inwestycję. W praktyce to kolejny element próby odbudowy pozycji firmy, która przez lata traciła technologiczną przewagę i udział w rynku. Wejście do projektu Muska daje Intelowi coś bardzo cennego: głośnego partnera, dużą narrację wokół AI oraz szansę, by pokazać, że jego kompetencje produkcyjne są nadal strategicznie potrzebne. Nawet jeśli kosmiczne ambicje szefa Tesli zostaną sprowadzone na ziemię, samo eksperymentowanie z integracją różnych etapów produkcji chipów w jednym miejscu może mieć ogromną wartość i potencjalnie nieodwracalnie zmienić cały wielomiliardowy rynek półprzewodników.

Po ogłoszeniu współpracy akcje spółki urosły we wtorek o ponad 4 proc., więc widać, że rynkowi to partnerstwo się spodobało — choć skala wzrostu sugeruje, że to wciąż nie jest jeszcze ten rodzaj przełomu, na który inwestorzy naprawdę czekają.

Czytaj także: Intel i AMD ponownie w świetle reflektorów. Ich stary biznes wraca do łask

Na razie więc Terafab pozostaje bardziej obietnicą niż planem, a współpraca z Intelem — bardziej sygnałem niż gotowym modelem działania. Dla Muska to partner, bez którego jego półprzewodnikowa wizja wyglądałaby zupełnie nierealnie, a teraz przynajmniej ma jakiś punkt wyjścia. Dla Intela to okazja, by pokazać, że nadal może odgrywać ważną rolę w najbardziej ambitnych projektach technologicznych świata. Problem w tym, że obie firmy wykonały dopiero najłatwiejszą część: ogłosiły współpracę. Teraz muszą jeszcze wyjaśnić, co to właściwie oznacza.

  •