Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 13 czerwca 2026

Wieżowiec z widokiem 360 stopni na miasto. Zrówna się z rekordzistą

Paula Drechsler

Postępują przygotowania do budowy nowego wieżowca w Londynie. One London ma zrównać się z najwyższym budynkiem Wielkiej Brytanii - The Shard - osiągając 309,6 metra wysokości. Na szczycie nowego wieżowca ma powstać wielka atrakcja - ogólnodostępny taras widokowy z panoramicznym widokiem 360° na miasto, promowany jako "najwyżej położony w Europie".


Nowoczesne wieżowce w centrum Londynu z wizualizacją One London, nowego 306,5-metrowego wysokościowca .

One London będzie tak wysoki, jak dotychczasowy najwyższy budynek Wielkiej Brytanii - The Shard.Eric Parry Architectsmateriał zewnętrzny



W skrócie

  • W Londynie trwa przygotowanie terenu pod budowę wieżowca One London, który ma mieć taras widokowy z panoramicznym widokiem 360° na miasto.

  • Docelowa wysokość budynku One London wynosi 309,6 metra, co zrówna go z The Shard, najwyższym wieżowcem w Wielkiej Brytanii.

  • Na szczycie wieżowca powstanie atrakcja - taras widokowy, który jest promowany jako "najwyżej położony w Europie".

One London. Zgoda na budowę i postępujące przygotowania


Trwają przygotowania terenu pod budowę nowego wieżowca w Londynie. Ta inwestycja ma stać się jednym z najbardziej charakterystycznych punktów miasta.

One London (wcześniej znany jako 1 Undershaft) to planowany 74-piętrowy wieżowiec w dzielnicy City of London.

Po ukończeniu Ona London ma osiągnąć wysokość 309,6 metra - zrównując się tym samym ze słynnym The Shard, najwyższym budynkiem w Wielkiej Brytanii.

Rozbierają 188-metrowy budynek, by postawić 309,6-metrowego giganta


Wieżowiec One London został zaprojektowany przez Eric Parry Architects na zlecenie Aroland Holdings Ltd. Projekt o wartości przekraczającej 1 miliard funtów jest finansowany przez konsorcjum azjatyckich inwestorów, a zarządza nim firma Stanhope.

One London stanie w samym sercu finansowej dzielnicy City of London, między znanymi drapaczami chmur, takimi jak 30 St Mary Axe (The Gherkin) o wysokości 180 m i 122 Leadenhall Street (The Cheesegrater) o wysokości 225 metrów.

Nowy wieżowiec powstanie w miejscu biurowca St Helen's (znany także jako Aviva). Prace nad wyburzeniem tego 118-metrowego budynku są w toku - proces ten stanowi największą tego typu rozbiórką w historii Londynu.

One London jak Wieża Eiffla? Architekt o inspiracjach


One London ma pełnić głównie funkcję biurową, jednak projekt nowego wieżowca zakłada, że nie tylko. Całość ma łączyć funkcje komercyjne, rekreacyjne i edukacyjne, stając się otwartą częścią miasta.

Oprócz przestrzeni dla firm w One London znajdą się również miejsca dostępne dla mieszkańców i turystów. Przewidziano m.in. publiczny taras z ogrodem na wysokości 11. piętra, najwyżej położony bar w Londynie na 71. piętrze oraz specjalne sekcje edukacyjne dla dzieci na najwyższych kondygnacjach - przestrzenie te powstaną we współpracy z London Museum.

- Ta wersja jest bardzo podobna pod względem wysokości i różnych innych aspektów do Wieży Eiffla w Paryżu. W dolnej części Wieża Eiffla ma taras nad wielkimi łukami, a tutaj mamy taras na 11. piętrze - niesamowite miejsce dla zwiedzających, z którego rozciąga się wspaniały widok na tę wyjątkową okolicę. Nie chciałem tworzyć kolejnej pochyłej szklanej powierzchni - mówił niedawno w rozmowie z Wallpaper architekt Eric Parry.


Nowoczesny biurowiec z przeszkloną fasadą, wsparcie konstrukcyjne na wysokich filarach oraz taras z zielenią i ludźmi, otoczony innymi wieżowcami w centrum miasta.

Filary, które architekt określa "olbrzymimi sekwojami", są ogromne, wykonane z kortenowskiej stali i "smukłe jak piękne drzewo".Eric Parry Architectsmateriał zewnętrzny


Panoramiczny widok ze szczytu. Najwyżej położony taras widokowy


Uwagę mediów przykuwa jednak przede wszystkim planowany taras widokowy na szczycie wieżowca. Ma zapewniać wspaniałe widoki - będzie można podziwiać panoramę Londynu w pełnym, 360‑stopniowym zakresie. Atrakcja już teraz promowana jest jako najwyżej położony w Europie publiczny taras widokowy.

Prace przy budowie One London mają rozpocząć się w 2028 roku, a zakończenie inwestycji przewidziano na 2033 rok.


Wspinaczka na najwyższą górę świata w XXI wieku© 2026 Associated Press


Elon Musk ma kolejny pomysł nie z tej Ziemi. Milion satelitów AI na orbicie

Dawid Długosz

Elon Musk ma kolejny pomysł, który ma zrealizować SpaceX. Miliarder chce umieścić na orbicie okołoziemskiej nawet milion satelitów AI. Teraz poznajemy aspekty techniczne związane z tym niecodziennym przedsięwzięciem. Docelowo satelity AI mają być najważniejszym projektem SpaceX, a ich budowa w specjalnej fabryce ma ruszyć pod koniec 2027 r.


Satelita SpaceX z panelami słonecznymi nad zakrzywionym horyzontem Ziemi na tle wschodzącego Słońca.

Milion satelitów AI SpaceX na orbicie. Elon Musk ma szalony pomysł.SpaceXmateriały prasowe


SpaceX wchodzi na giełdę i Elon Musk podgrzewa to istotne wydarzenie. Kontrowersyjny miliarder ujawnił nowe szczegóły projektu, który docelowo ma być najważniejszym w dotychczasowej historii firmy. To satelity AI, które mają trafić na orbitę nawet w liczbie miliona sztuk. Sam pomysł został nakreślony jesienią 2025 r.

Elon Musk chce satelity AI na orbicie i to najważniejszy projekt SpaceX


Wspomniane satelity AI mają docelowo być najważniejszym projektem w dotychczasowej historii SpaceX. Oczywiście umieszczenie aż miliona statków tego typu na orbicie wydaje się dziś pomysłem bez szans na realizację. Dla porównania konstelacja Starlinków budowana jest od lat, a składa się dziś z "zaledwie" ponad 10 tys. sztuk.

Mimo to Elon Musk twierdzi, że jest to możliwe. Takie statki trzeba najpierw zbudować. Dlatego ma powstać specjalna fabryka zdolna do wyprodukowania nawet miliona satelitów. Jej działalność miałaby rozpocząć się pod koniec 2027 r.

Same satelity AI mają bazować w dużym stopniu na rozwiązaniach, które SpaceX umieściło w Starlinkach V3. Elon Musk wyjaśnia więc, że kluczowe technologie istnieją. Wystarczy je zaimplementować do nowych statków.

Milion satelitów AI SpaceX zaleje ziemskie niebo?


Sam pomysł jest bardzo kontrowersyjny. Już dziś środowiska naukowe skarżą się na Starlinki, które skutecznie "zaśmiecają" nocne niebo. Jak nietrudno się domyślić, milion satelitów AI na orbicie mogłoby doprowadzić do znacznego pogorszenia warunków.

Mimo to Elon Musk twierdzi, że przestrzeń kosmiczna jest ogromna i dodał, że nie powinno być ryzyka dla kolizji. Nawet przy tak dużej liczbie satelitów. Założyciel SpaceX ujawnił też kilka aspektów technicznych.

Satelity AI SpaceX zostaną wyposażone w nowoczesne łącza optyczne, co pozwoli na szybką wymianę danych. Ponadto mają generować 120 kW mocy w trybie ciągłym (do 150 kW w szczycie).

Nowe satelity AI mają być wynoszone na orbitę okołoziemską z użyciem rakiety Starship i jej pierwszego stopnia Super Heavy. Konstrukcja nie jest jeszcze gotowa, ale prace idą w dobrym kierunku.


''Wydarzenia'': Stacja kosmiczna, która zastąpi ISS. Wizyta w amerykańskiej fabrycePolsat NewsPolsat News


Chiny wdrażają robotyczne węże. Pełzają po liniach wysokiego napięcia

Pełzają po przewodach. Chiny mają robotyczne węże

Daniel Górecki

W Chinach rozpoczęto wykorzystywanie autonomicznych robotów przypominających węże. Na szczęście nie chodzi jednak o bojowe zastosowania, ale kontrolę linii energetycznych - pierwsze rezultaty pokazują, że system może znacząco zmienić sposób monitorowania infrastruktury przesyłowej i pozwolić uniknąć wielu awarii.


Chińskie roboty-węże patrolujące sieci energetyczne

Roboty-węże patrolują sieci energetyczne i wykrywają potencjalne awarie NEXTA @nexta_tv (screeny z nagrania)Twitter


Nowe roboty zostały wdrożone w Kunming, stolicy prowincji Junnan. W przeciwieństwie do dronów, które od lat pomagają w inspekcji sieci energetycznych, te maszyny poruszają się bezpośrednio po przewodach wysokiego napięcia. Ich elastyczna wielosegmentowa konstrukcja pozwala im omijać przeszkody, jak izolatory czy elementy mocujące. Dzięki temu docierają do miejsc trudno dostępnych zarówno dla ludzi, jak i bezzałogowych statków powietrznych.

Pełzają po przewodach


Robotyczne węże wyposażono w kamery oraz zestaw czujników analizujących stan infrastruktury energetycznej. Urządzenia potrafią wykrywać uszkodzone przewody, zużyte elementy, a także niepokojące zmiany temperatury mogące zwiastować awarię. Według twórców systemu roboty przeprowadziły już inspekcję ponad 130 kilometrów linii dystrybucyjnych. Co więcej, ich skuteczność ma być nawet trzykrotnie wyższa niż w przypadku tradycyjnych kontroli wykonywanych przez pracowników.

Tam, gdzie drony nie mogą latać


Jedną z największych zalet nowego rozwiązania jest możliwość działania w strefach, gdzie loty dronów są ograniczone lub całkowicie zakazane. Dotyczy to między innymi obszarów znajdujących się w pobliżu lotnisk, a roboty są również mniej podatne na zakłócenia elektromagnetyczne generowane przez linie wysokiego napięcia. To problem, z którym od lat zmagają się operatorzy dronów wykonujących inspekcje infrastruktury energetycznej.

Szczególnie interesującym rozwiązaniem jest system zasilania, bo robotyczne węże nie wymagają częstego ładowania akumulatorów, ponieważ potrafią pozyskiwać energię bezpośrednio z linii energetycznych, po których się poruszają. Dzięki temu mogą pracować znacznie dłużej niż drony ograniczone pojemnością baterii, zapewniając niemal ciągły monitoring infrastruktury.

Roboty wspierają miliony uczniów


Wdrożenie nowych technologii zbiegło się z okresem chińskich egzaminów gaokao, uznawanych za jedne z najważniejszych testów edukacyjnych na świecie. W tym roku przystąpiło do nich około 12,9 miliona uczniów.

Aby zagwarantować nieprzerwane dostawy energii do szkół i centrów egzaminacyjnych, operatorzy sieci wykorzystują całe armie inteligentnych maszyn. Oprócz robotycznych węży na straży infrastruktury stoją także robotyczne psy, drony oraz zaawansowane systemy monitoringu.

To kolejny dowód na to, że przyszłość utrzymania infrastruktury krytycznej będzie należeć do autonomicznych robotów, które coraz częściej przejmują zadania niebezpieczne, kosztowne i trudne dla człowieka.


Polak w Wietnamie. Czy tam żyje się lepiej? Deutsche Welle


Facebook, Instagram i WhatsApp gotowe na mundial 2026. Są nowe funkcje

Facebook, Instagram i WhatsApp gotowe na mundial 2026. Są nowe funkcje

Dawid Długosz

Facebook, Instagram, WhatsApp i Messenger dostają nowe funkcje, które Meta przygotowała na mundial 2026. Są to różne nowości, które powinni docenić fani rozgrywek piłkarskich i nie tylko. W tym celu Meta nawiązała współpracę z różnymi osobami z branży. Wśród nich są komentatorzy, sportowcy czy drużyny.


Osoba trzyma smartfon z ekranem logowania do aplikacji Facebook, widoczne pole hasła i przycisk logowania.

Facebook, Instagram i WhatsApp gotowe na mundial 2026. Są nowe funkcje.123RF/PICSEL


Za nami ceremonia otwarcia Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2026 r. Tegoroczny mundial odbywa się w Ameryce. Meta z tej okazji postanowiła wyjść naprzeciw oczekiwaniom użytkowników własnych aplikacji i przygotowała nowe funkcje, które dostają Facebook, Instagram, Messenger oraz WhatsApp.

Nowe funkcje w aplikacjach Facebook, Instagram, Messenger i WhatsApp


Meta wyjaśnia, że w trakcie przygotowywania nowych rozwiązań dla własnych aplikacji nawiązała współpracę z odpowiednimi środowiskami. W celu uzyskania jak najlepszego odzwierciedlenia potrzeb użytkowników na mundial 2026. Tak powstały zestawy nowości, które obejmują poszczególne platformy.

  • Facebook - aplikacja dostała specjalny tryb futbolowy, opcję Wear IT opartą na sztucznej inteligencji, która pozwala "ubrać się" w stroje poszczególnych drużyn czy nowe opcje z zakresu naklejek i wyrażania własnych emocji.

  • Instagram - nowe efekty dźwiękowe oparte na sztucznej inteligencji i zaawansowana wyszukiwarka, która ułatwia odnajdywanie treści powiązanych z mundialem.

  • WhatsApp - nowe emoji piłki, które powstało we współpracy z Adidasem, sportowe efekty dla czatów wideo czy specjalny zestaw naklejek z symbolika futbolową.

  • Messenger - nowe naklejki i motywy dla czatów oraz aktualizacje na żywo w konwersacjach zbiorowych.

  • Threads - aktualizacje na żywo, spersonalizowane emoji, wyróżnione nagłówki z mediów oraz specjalne zestawy naklejek.


Trzy ekrany aplikacji WhatsApp pokazujące katalog kanałów związanych z piłką nożną, czat grupowy z rozmową o meczu oraz wideo rozmowę z nowymi efektami nawiązującymi do tematyki piłkarskiej.

Nowe funkcje z okazji mundialu 2026 w aplikacji WhatsApp.Metamateriały prasowe


Meta gotowa na mundial 2026 we wszystkich aplikacjach


Wspomniane nowości są już udostępniane w aplikacjach Facebook, Instagram, Messenger i WhatsApp oraz Threads. Meta twierdzi, że w ten sposób poszczególne platformy dostały specjalnie dostosowane pod kątem ich funkcjonalności opcje i dzięki temu fani piłki nożnej będą mogli lepiej wyrażać emocje czy szybciej uzyskiwać informacje o rozgrywkach.

Jako miejsce, w którym rozmowy o piłce nożnej żyją i rozwijają się, pakiet aplikacji Meta umożliwi miliardom kibiców na całym świecie nawiązanie kontaktu oraz wspólne przeżywanie wzlotów i upadków tej pięknej gry

Tegoroczny mundial 2026 zaczął się od meczu otwierającego w Meksyku. To pierwsze mistrzostwa świata w piłce nożnej, które zorganizowały trzy państwa. W piątek odbędą się pierwsze spotkania w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.


Nauka może pomóc przygotować się piłkarzom do mundialu 2026INTERIA.PL


mObywatel otrzymuje jedną z najbardziej wyczekiwanych nowości

mObywatel otrzymuje jedną z najbardziej wyczekiwanych nowości

Dawid Długosz

mObywatel otrzymuje nową funkcję, która z pewnością była jedną z najbardziej wyczekiwanych w ostatnim czasie. Tym rozwiązaniem są e-Doręczenia i w ten sposób użytkownicy będą mogli korzystać z osobistej skrzynki bezpośrednio w popularnej aplikacji. Ministerstwo Cyfryzacji twierdzi, że to milowy krok w usługach cyfrowych.


Ekran smartfona z aplikacją mObywatel 2.0, widoczne logo z symbolem państwowym i informacja o e-Doręczeniach.

mObywatel dostaje e-Doręczenia. Skrzynka osobista w aplikacji.Dawid DługoszINTERIA.PL


mObywatel ciągle zyskuje na popularności i z aplikacji korzysta już ponad 12 mln Polaków. Ministerstwo Cyfryzacji niedawno zapowiedziało, że do końca czerwca w platformie pojawi się kilkanaście nowości i skrupulatnie wywiązuje się z obietnic. Kolejną nową funkcją są e-Doręczenia.

e-Doręczenia trafiają do aplikacji mObywatel


Nowość została zapowiedziana w trakcie piątkowej konferencji Ministerstwa Cyfryzacji, gdzie udział wzięli wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski oraz wiceminister resortu Dariusz Standerski. mObywatel po miesiącach zapowiedzi integruje się z platformą e-Doręczenia.

To kolejny milowy krok w budowaniu nowoczesnego, cyfrowego państwa. Skrzynka e-Doręczeń w mObywatelu oznacza, że Polacy mogą teraz prowadzić oficjalną korespondencję z urzędami bezpośrednio z telefonu – bez awizo i bez zbędnych formalności

"To zmiana, która dotyka codziennego życia milionów obywateli i pokazuje, że cyfrowa Polska to nie wizja na przyszłość, ale rzeczywistość, którą budujemy dziś" - dodaje Krzysztof Gawkowski.

e-Doręczenia to wygodna forma na komunikowanie się z urzędami. Wysyłane tą drogą wiadomości są odpowiednikiem tradycyjnego listu poleconego i w ten sposób można załatwiać coraz więcej spraw bez wychodzenia z domu.

mObywatel z usługą e-Doręczenia dla wszystkich do końca czerwca


Jak działa nowa integracja? mObywatel daje dostęp do osobistej skrzynki i w tym celu nie trzeba posiadać adresu do e-Doręczeń. Aplikacja zapyta o wyrażenie zgody na przekazanie danych do Poczty Polskiej, która jest operatorem platformy. Mając taki adres można przejść bezpośrednio do skrzynki z wiadomościami.

Warto dodać, że nowość nie jest jeszcze widoczna u wszystkich użytkowników. Z informacji przekazanych przez Ministerstwo Cyfryzacji wynika, że funkcja będzie udostępniana stopniowo i docelowo ma być gotowa do uruchomienia dla wszystkich użytkowników mObywatela do końca czerwca br. Wymagana jest aktualizacja aplikacji z numerkiem 4.84.0 lub nowsza.


Gen. dyw. Molenda w "Gościu Wydarzeń": Mamy swoich cyberkomandosówPolsat News


PESA nawiązuje współpracę z Hitachi Rail. Zbudują superszybkie pociągi

PESA nawiązuje współpracę z Hitachi Rail. Zbudują superszybkie pociągi

Dawid Długosz

PESA Bydgoszcz S.A. zawiązała strategiczną współpracę z Hitachi Rail. Konsorcjum zostanie oficjalnie ogłoszone w przyszłym tygodniu. Polska firma wierzy, że dzięki partnerstwu będzie w stanie stanąć do przetargów na superszybkie pociągi KDP. Takie składy planuje kupić PKP Intercity, ale też CPK w ramach poolu taborowego.


Nowoczesny czerwono-srebrny pociąg dużych prędkości PESA na moście na tle zielonych wzgórz.

PESA nawiązała współpracę z Hitachi Rail. Dostarczy pociągi KDP dla CPK?Hitachi Railmateriały prasowe



W skrócie

  • PESA Bydgoszcz S.A. podjęła strategiczną współpracę z Hitachi Rail, aby konkurować o kontrakty na superszybkie pociągi KDP.

  • Oficjalne ogłoszenie partnerstwa PESA Bydgoszcz S.A. i Hitachi Rail zaplanowano na 16 czerwca podczas konferencji prasowej.

  • PESA Bydgoszcz S.A. może wziąć udział w przetargach organizowanych przez PKP Intercity i CPK na superszybkie pociągi, korzystając z doświadczenia Hitachi Rail.

PESA Bydgoszcz S.A. ma ambitne plany i już za kilka dni spółka ogłosi kluczowe partnerstwo. Firma zdecydowała się nawiązać współpracę z Hitachi Rail. Takie konsorcjum pozwoli stanąć do przetargów na superszybkie pociągi KDP.

PESA Bydgoszcz S.A. ogłosi współpracę z Hitachi Rail we wtorek


PESA Bydgoszcz S.A. i Hitachi Rail zaprosili na specjalną konferencję prasową, która odbędzie się we wtorek 16 czerwca. Tego dnia firmy mają ogłosić kluczowe partnerstwo w różnych obszarach, co pozwoli obu podmiotom na uzyskanie korzyści.

Dokładne ramy zawartego porozumienia zostaną ujawnione w trakcie wtorkowego spotkania. Warto dodać, że PESA Bydgoszcz S.A. zdecydowała się na współpracę z Hitachi Rail, ale wcześniej pod uwagę brano także firmę Alstom.

Natomiast konkurencyjny Newag miał stanąć do przetargu na superszybkie pociągi KDP w ramach konsorcjum z Siemens Mobility, ale ostatecznie firma wycofała się z tej współpracy. Wcześniej rozważała partnerstwo z Hyundaiem.

PESA i Hitachi Rail mogą zbudować szybkie pociągi KDP dla PKP Intercity i CPK


Wiemy, że PESA Bydgoszcz S.A. jest jedną z dwóch firm (druga to Newag) z Polski, które zamierzają rywalizować o kontrakt na superszybkie pociągi KDP dla PKP Intercity. Polacy nie mają jednak doświadczenia w budowie składów dla prędkości ponad 300 k/h i stąd konieczność nawiązania konsorcjum.

Jeszcze w tym roku podobny przetarg ma ogłosić CPK. Do życia została już powołana spółka Port Polska.KDP, która ma odpowiadać za pool taborowy. W jego ramach firma chce kupić także superszybkie pociągi, które będą kursować po nowej linii kolejowej Y.

Hitachi Rail ma już doświadczenie w produkcji takich pociągów. Wszak jest jednym z producentów japońskich Shinkansenów. Wybór tego partnera przez PESA Bydgoszcz S.A. nie powinien więc dziwić.


Prom z czasów Leonarda Da Vinci pomaga pokonywać codzienne korki© 2026 Associated Press


Spotify wycofuje się z kontrowersyjnej zmiany i przywraca poprzednią ikonkę

Spotify wycofuje się z kontrowersyjnej zmiany i przywraca poprzednią ikonkę

Dawid Długosz

Spotify postanowiło wycofać się ze zmiany, którą wprowadzono w zeszłym miesiącu. Mowa o nowej ikonce aplikacji, która wywołała wśród użytkowników spore kontrowersje. Szwedzi nie pozostali obojętni na krytykę i zapowiedzieli, że przywrócą poprzednią ikonkę Spotify i tak się stało. Wróciła ona do poprzedniej postaci.


Smartfon z otwartą aplikacją Spotify, czarne słuchawki na nogach, obok widoczne logo Spotify.

Spotify wycofuje się z kontrowersyjnej zmiany. Wraca stara ikonka aplikacji. cottonbro studio/Spotifypexels.com



W skrócie

  • Spotify zrezygnowało z nowej ikonki aplikacji po fali krytyki ze strony użytkowników i przywróciło poprzednią wersję symbolu.

  • Nowa ikonka wprowadzona z okazji 20-lecia platformy miała formę kuli dyskotekowej, co wywołało negatywne reakcje oraz stało się obiektem żartów w sieci.

  • Platforma Spotify ma ponad 760 mln użytkowników, z czego poniżej 300 mln korzysta z płatnej subskrypcji.

Spotify w tym roku obchodzi 20. urodziny. W ramach świętowania okrągłej rocznicy Szwedzi postanowili odświeżyć ikonkę własnej aplikacji i podmieniono ją na nową, która przypominała kulę dyskotekową. To wywołało spore kontrowersje i teraz firma postanowiła ostatecznie wycofać się z podjętej decyzji.

Spotify wysłuchało krytyki i przywraca poprzednią ikonkę aplikacji


Nowa ikonka aplikacji Spotify została wprowadzona w maju i szybko spotkała się z niezadowoleniem. Z płaskiego okręgu z trzema liniami zdecydowano się na nowy symbol nawiązujący do kuli dyskotekowej. Wielu osobom taka "nowość" nie przypadła do gustu i na giganta wylała się krytyka.

Część użytkowników nawet posunęło się do stwierdzenia, że jest to najgorsza zmiana w całej historii platformy. Spotify zareagowało na krytykę już w połowie maja i udostępniło na własnych kontach w platformach społecznościowych wpis o następującej treści.

Dobrze, wiemy, że brokat nie jest dla każdego. Nasz tymczasowy blask wkrótce się skończy. Twoja regularna ikona Spotify powróci w przyszłym tygodniu

Spotify w ten sposób przyznało się do błędu, ale ostatecznie na wycofanie zmian trzeba było poczekać nie jeden tydzień, a blisko miesiąc. Poprzednia ikona powróciła i dyskotekowa kula nie kuje już w oczy użytkowników.

Spotify ma ponad 760 mln użytkowników


Szwedzka platforma jest zdecydowanie numerem jeden na rynku aplikacji do streamingu muzyki. Obecnie ma już ponad 760 mln użytkowników na całym świecie. Tak duży sukces został odniesiony głównie za sprawą darmowego planu z reklamami.

Płatną subskrypcję Spotify Premium ma znacznie mniej osób, bo ich baza nie przekroczyła jeszcze 300 mln użytkowników. Co nie zmienia faktu, że nadal jest to bardzo imponujący wynik.

Tak duża baza użytkowników sprawiła, że reakcja na nową ikonkę była naprawdę duża. Wprowadzona zmiana stała się nawet obiektem memów. Nie dziwi więc, że Szwedzi ostatecznie postanowili wycofać się z decyzji podjętej w maju.


Generacja Z - konsumenci nowego formatuINTERIA.PL


Pociągi KDP dla PKP Intercity. Jest kolejna zmiana terminu

Pociągi KDP dla PKP Intercity. Jest kolejna zmiana terminu

Dawid Długosz

PKP Intercity przekazało, że ponownie zmienia termin związany z przyjmowaniem ofert na superszybkie pociągi KDP. To już kolejne opóźnienie. Przewoźnik obecnie planuje zakończyć etap pod koniec czerwca. Do przetargu na pociągi KDP dla PKP Intercity może stanąć nawet osiem firm, z czego dwie są z Polski.


Superszybki pociąg KDP na stacji kolejowej.

Pociągi KDP dla PKP Intercity. Jest kolejna zmiana terminu.www.siemens.com/pressmateriały prasowe



W skrócie

  • PKP Intercity przesunęło termin przyjmowania ofert na pociągi KDP na koniec czerwca, co stanowi kolejne opóźnienie w tym procesie.

  • Do przetargu na pociągi KDP planuje przystąpić do ośmiu firm, w tym dwie z Polski: Newag i PESA Bydgoszcz S.A.

  • Polskie firmy nie mają doświadczenia w produkcji składów dla prędkości ponad 300 km/h, dlatego zawiązują konsorcja z zagranicznymi partnerami.

PKP Intercity ogłosiło plany związane z zakupem składów KDP dla prędkości co najmniej 320 km/h pod koniec 2025 r. Obecnie czekamy na ogłoszenie ofert, które ma złożyć nawet osiem firm, głównie spoza Polski. Jednak na rozstrzygnięcie tego etapu przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać.

PKP Intercity ogłosi oferty na superszybkie pociągi KDP pod koniec czerwca


Przewoźnik poinformował o kolejnym opóźnieniu związanym z ogłoszeniem ofert, które ma dostać w związku z planowanym przetargiem na pociągi KDP. To już trzecia zmiana. Ostatnia z nich wskazywała na połowę miesiąca. Datę zmieniono i nową jest 25 czerwca.

Po raz kolejny zmiana terminu składania ofert wynika z prośby jednego z zainteresowanych podmiotów, który potrzebuje więcej czasu. Nie wiadomo, która firma zawnioskowała o przesunięcie. Wiemy jednak, że do przetargu planują stanąć dwie polskie spółki.

Oczywiście samo ogłoszenie ofert jest dopiero wstępem do znacznie dłuższego procesu. Właściwy przetarg pozwoli wyłonić finalistów, którym PKP Intercity ostatecznie powierzy budowę superszybkich pociągów jeżdżących z prędkością ponad 300 km/h. Warto dodać, że podobne składy planuje zakupić spółka CPK i tutaj stosowne postępowanie ma zostać ogłoszone później w tym roku.

Pociągi KDP dla PKP Intercity chce dostarczyć Newag i PESA


Wiemy, że wstępne zainteresowanie przetargiem na superszybkie pociągi ogłosiły dwie polskie firmy. Są to Newag oraz PESA Bydgoszcz S.A. Żadna z nich nie ma jednak doświadczenia w produkcji taboru dla prędkości ponad 300 km/h i stąd też konieczność nawiązania konsorcjów z zagranicznymi podmiotami.

PESA Bydgoszcz S.A. ostatecznie zdecydowała się na współpracę z Hitachi Rail, choć pod uwagę brano także Alstoma. Natomiast Newag miał iść do postępowania z Siemens Mobility, ale umowa w tej kwestii została wypowiedziana. Wcześniej spółka brała pod uwagę partnerstwo z Hyundaiem.

Decyzje poznamy wkrótce. Zainteresowane przetargiem firmy mogą składać własne oferty na pociągi KDP dla PKP Intercity jeszcze przez dwa tygodnie. Docelowo przewoźnik chce kupić co najmniej 20 składów dla prędkości co najmniej 320 km/h z opcją do maksymalnie 55.


Gen. dyw. Molenda w "Gościu Wydarzeń": Mamy swoich cyberkomandosówPolsat News


Otrzymane przedwczoraj

Słońce niszczy ekrany TV. Naukowcy odkryli rozwiązanie

Krzysztof Sulikowski

Czy słońce niszczy ekrany naszych telewizorów? Choć matryce LCD i LED są odporne na przegrzewanie, a słońce nie wpływa na ich trwałość, to zupełnie inaczej jest z panelami OLED, których organiczne materiały są wrażliwe na wysoką temperaturę i promienie UV. Jak dowiedli koreańscy naukowcy, 300 godzin ekspozycji na ultrafiolet niszczy tradycyjne katody magnezowo-srebrne, powodując migrację atomów i drastyczny spadek jasności. Ratunkiem okazało się zastosowanie iterbu, który całkowicie blokuje tę degradację. Do tego czasu posiadacze OLED-ów powinni unikać ustawiania ich w słońcu.


Czarne szybciej się nagrzewa, ale to nie jedyny problem telewizorów. Które z nich niszczy słońce?

Czarne szybciej się nagrzewa, ale to nie jedyny problem telewizorów. Które z nich niszczy słońce?Andras Csontos123RF/PICSEL



W skrócie

  • Matryce OLED są podatne na uszkodzenia spowodowane przez wysoką temperaturę i promieniowanie ultrafioletowe, podczas gdy telewizory LCD i LED są znacznie mniej na to narażone.

  • Ekspozycja ekranów OLED na słońce może prowadzić do migracji atomów w katodzie, powodując utratę jasności i trwałe uszkodzenia pikseli.

  • Zastosowanie iterbu w katodach OLED blokuje migrację atomów, eliminując degradację nawet po długotrwałym wystawieniu na działanie promieniowania UV.

Czy słońce w salonie niszczy telewizory LCD i LED?


Wielu z nas uwielbia, gdy promienie słoneczne rozświetlają salon, jednak dla domowego telewizora ten naturalny blask może nie być tak łaskawy. Pytanie o to, czy bezpośrednie, poranne światło słoneczne wyrządza długotrwałe szkody matrycom, intryguje zarówno użytkowników, jak i ekspertów od sprzętu audio-wideo. Choć krótka odpowiedź brzmi "tak", to szczegółowa analiza problemu pokazuje, że ryzyko zależy w głównej mierze od technologii, w jakiej wykonano dany wyświetlacz.

W przypadku tradycyjnych telewizorów LCD oraz LED, włączając w to modele QLED czy zaawansowane Mini-LED, powody do niepokoju są stosunkowo niewielkie. Sprzęty te bazują na zewnętrznym podświetleniu diodowym umieszczonym za ekranem lub na jego krawędziach i są znacznie mniej podatne na przegrzewanie. Jeśli TV nie stoi bezpośrednio naprzeciwko okna, przez które przez cały dzień wpada intensywne światło, nie grozi mu nagłe uszkodzenie.

Potwierdzają to sami producenci, tacy jak Samsung, którzy na stronach wsparcia technicznego wyjaśniają, iż światło słoneczne nie wpływa na działanie ani trwałość paneli ciekłokrystalicznych. Mimo to część użytkowników profilaktycznie przykrywa swoje ekrany kocem lub zasłoną, gdy nie są one używane w ciągu dnia. Nie tylko się dzięki temu nie kurzą, ale i nie nagrzewają, co przy wysokich temperaturach i czarnym wykończeniu teoretycznie mogłoby doprowadzić do stopienia się elementów obudowy, a nawet uszkodzić wewnętrzną elektronikę.

Matryce OLED wrażliwe na temperaturę i promieniowanie UV


W przypadku posiadaczy telewizorów OLED sytuacja wygląda już zupełnie inaczej. Tutaj problem bezpośredniego nasłonecznienia należy traktować bardzo poważnie. Konstrukcja tych paneli opiera się na materiałach organicznych (stąd litera "O" w nazwie), a każdy pojedynczy piksel świeci własnym światłem. Delikatna konstrukcja ekranów OLED sprawia, że nie osiągają tak wysokiej jasności średniej jak modele Mini-LED i wymagają systemów ochronnych.

Nowoczesne urządzenia są wyposażone w wewnętrzne funkcje, takie jak automatyczny ogranicznik jasności (ABL), który cyklicznie przyciemnia obraz, aby zapobiec przegrzaniu panelu lub jego trwałemu wypaleniu. Choć technologia ta mocno ewoluowała i jest dziś odporniejsza na wysokie temperatury oraz problemy z jednorodnością obrazu niż dekadę temu, to kilkugodzinna, codzienna ekspozycja na słońce wciąż stanowi realne zagrożenie.

Nawet nowoczesne, matowe wykończenia ekranów (stosowane chociażby w modelach takich jak Samsung S95F) świetnie rozpraszają refleksy i niwelują odblaski, ale nie eliminują wewnętrznej wrażliwości samych organicznych diod na słońce. Pod tym względem współczesne panele OLED przypominają dawne telewizory plazmowe, które ze względu na stosowane w nich fosfory były jeszcze bardziej czułe na uszkodzenia termiczne.

Naukowcy znaleźli rozwiązanie. Kluczem jest iterb


Dlaczego promienie słoneczne działają tak destrukcyjnie na te ekrany? Problem ten został szczegółowo zbadany przez koreańskich naukowców już pod koniec zeszłej dekady. W publikacji na łamach recenzowanego czasopisma "RSC Advances" badacze wykazali, że kluczowymi czynnikami niszczącymi są promieniowanie UV oraz wysoka temperatura. Ekspozycja na nie skutkuje "utratą jasności i żywotności, kurczeniem się pikseli oraz permanentnym uszkodzeniem i/lub nieprawidłowym działaniem panelu".

Eksperymenty dowiodły, że wystawienie tradycyjnej katody magnezowo-srebrnej na działanie promieni ultrafioletowych przez 300 godzin powoduje migrację atomów srebra do centrum katody oraz przemieszczanie się atomów magnezu do CPL (warstwy nakrywającej). W efekcie dochodzi do pogorszenia wstrzykiwania elektronów do warstwy emisyjnej i drastycznego wzrostu oporu na interfejsie metalu, co objawia się gwałtownym spadkiem jasności ekranu i szybkim wzrostem napięcia sterującego.

W tym samym badaniu koreańscy uczeni znaleźli rozwiązanie tego problemu. Udowodnili oni, że zastąpienie tradycyjnych rozwiązań nową jednostką katodową wykorzystującą iterb w warstwie wstrzykiwania elektronów całkowicie blokuje migrację atomów i gwarantuje pełną stabilność. Telewizory oparte na iterbie po 300 godzinach naświetlania UV nie wykazały żadnych strat w jasności, zmian w napięciu ani kurczenia się obszaru emisji pikseli RGB.

Zanim jednak tak stabilne komponenty staną się powszechnym standardem chroniącym urządzenia przed trudnymi warunkami zewnętrznymi, właściciele obecnych telewizorów OLED, chcąc zapewnić im długą żywotność, powinni rozważyć zmianę aranżacji salonu i przestawienie odbiornika z dala od zasięgu promieni słonecznych.

Źródła:

  1. Desjardin, M. Is direct sunlight damaging your TV? Here's what you need to know. Tom's Guide (2026).

  2. Kwon S.K., Baek J.H., Choi H.C., Kim S.K., Lampande R., Pode R., Kwon J.H. Degradation of OLED performance by exposure to UV irradiation. RSC Adv. 2019 Dec 23;9(72):42561-42568. DOI: 10.1039/c9ra09730a


Stonehenge nadal fascynuje. Neolityczna budowla zainspirowała archeologów© 2026 Associated Press


X-59 po raz pierwszy w historii przekroczył prędkość dźwięku

Paula Drechsler

Samolot X-59 QueSST opracowywany przez NASA i Lockheed Martin 5 czerwca 2026 r. po raz pierwszy przekroczył prędkość dźwięku, osiągając Mach 1,1. Nowatorska konstrukcja X-59 ma znacznie redukować hałas generowany podczas lotu naddźwiękowego, co w przyszłości może umożliwić komercyjne loty nad lądem. "W najbliższych dniach spodziewamy się zrobić kolejny krok i osiągnąć prędkość Mach 1,4", powiedział administrator NASA, Jared Isaacman.


Samolot X-59 podczas lotu, 5 czerwca 2026 roku, kiedy po raz pierwszy przekroczył prędkość dźwięku.

5 czerwca 2026 r. X-59 oficjalnie przekro­czył prędkość dźwięku.Lockheed Martinmateriały prasowe



W skrócie

  • Samolot X-59 NASA po raz pierwszy osiągnął prędkość naddźwiękową.

  • Podczas lotu 5 czerwca X-59 przekroczył prędkość Mach 1,1, wykonując 81-minutowy lot.

  • X-59 został zaprojektowany w taki sposób, by ograniczać hałas podczas przekraczania bariery dźwięku, co ma umożliwić przyszłe loty naddźwiękowe nad lądem.

  • W nadchodzących dniach mają zostać przeprowadzone testy "w warunkach misji" i zebrane dane od społeczności.

X-59 przełamał barierę. Naddźwiękowy odrzutowiec NASA


Samolot X-59 QueSST (Quiet SuperSonic Technology) to naddźwiękowy odrzutowiec, nad którym pracuje NASA z firmą Lockheed Martin. Maszyna została stworzona do lotu z prędkością większą niż dźwięk przy jednoczesnym znacznym ograniczeniu poziomu hałasu. Maszyna przeszła wiele testów, a ostatni lot przyniósł przełom.

Podczas lotu 5 czerwca X-59 osiągnął prędkość około Mach 1,1, a to oznacza, że w końcu oficjalnie przekroczył prędkość dźwięku.

- X-59 po raz pierwszy w historii osiągnął dzisiaj prędkości naddźwiękowe - to ważny kamień milowy dla misji Quesst NASA i istotny krok w kierunku nadchodzących lotów, które zademonstrują jego cichą technologię naddźwiękową przed przyszłymi przelotami nad społecznościami - podaje NASA Aeronautics.

Ciche loty naddźwiękowe w zasięgu ręki? X-59 ma przynieść przełom


X-59 to samolot doświadczalny, który ma pomóc w przywróceniu komercyjnych lotów naddźwiękowych nad lądem. Na długi czas problem związany m.in. z hałasem generowanym przez tego typu maszyny zatrzymał postęp - gdy taki samolot przekracza barierę dźwięku, sprężone powietrze tworzy stożek fali uderzeniowej i pojawia się grom dźwiękowy - osiągający 110-140 decybeli. W tym zakresie hałasu źródła dźwięków stają się ekstremalnie głośne i mogą narażać ludzi oraz zwierzęta na dyskomfort, więc wiele państw wprowadziło zakaz takich lotów naddźwiękowych nad lądem.

Nowy projekt NASA oraz Lockheed Martin ma to zmienić - i udowodnić, że szybkie loty samolotem mogą przebiegać cicho. To mogłoby doprowadzić do zniesienia przepisów federalnych USA, które obowiązują od 1973 roku. Dzięki specyficznie wydłużonemu kształtowi (30,5 m długości przy rozpiętości skrzydeł 9 m) oraz umiejscowieniu silnika na górze kadłuba X-59 ma nie wytwarzać typowego, głośnego huku, lecz serię łagodniejszych impulsów. Przy docelowej wysokości i prędkości samolot ma emitować odgłosy o natężeniu 75 decybeli, czyli mniej więcej tyle, ile samochód na autostradzie.

- X-59 przygotowuje się do cichego, naddźwiękowego debiutu. Od pierwszego lotu samolotu 28 października 2025 roku zespół poczynił ogromne postępy, wykonując 16 lotów w ciągu ostatnich 90 dni i wchodząc w stały rytm testów - powiedział administrator NASA Jared Isaacman.

Lot X-59 w "warunkach misji". Dane z przelotów nad lądem


Jak wskazuje NASA X-59 osiągnął tym samym "ważny etap, kiedy po raz pierwszy przekroczył prędkość dźwięku, co stanowi podstawę do zademonstrowania jego możliwości cichej, naddźwiękowej podróży, która odbędzie się pod koniec roku".

- Pilot doświadczalny NASA Jim "Clue" Less wystartował i wylądował w bazie sił powietrznych Edwards w Kalifornii, osiągając prędkość maksymalną około Mach 1,1 (ok. 1147 km na godzinę) i wysokość ok. 13 228 m. Lot X-59 rozpoczął się o godzinie 11:08 czasu pacyficznego i trwał 81 minut, a zespół koncentrował się na parametrach lotu zarówno przy prędkościach poddźwiękowych, jak i naddźwiękowych - podaje NASA w komunikacie i wskazuje, że podczas tego lotu, w pobliżu przelatywał samolot NASA F-15, aby monitorować X-59. Agencja twierdzi, że huki F-15 zagłuszały wszelkie dźwięki wydawane przez X-59.

X-59 ma wkrótce wykonać swój pierwszy lot w "warunkach misji" na wysokości ok. 16 tys. m i osiągnąć prędkość Mach 1,4 - ta prędkość i wysokość stanowią podstawowe warunki dla X-59, gdy ostatecznie będzie przelatywał nad kilkoma miejscowościami w USA, umożliwiając NASA zebranie danych o tym, jak ludzie mogą odbierać jego dźwięki. Agencja udostępni następnie pozyskane informacje wybranym organom regulacyjnym, co może pomóc w ustanowieniu nowych przepisów, umożliwiających przyszły, realny rynek komercyjnych lotów naddźwiękowych nad lądem.


Polacy tworzą drony, których nie da się usłyszećPolsat NewsPolsat News


Najpotężniejsza lokomotywa w Europie na testach w Polsce

Dawid Długosz

EURO9000 to najpotężniejsza lokomotywa dostępna na europejskim rynku, która jakiś czas temu trafiła do Polski. Stadler kontynuuje testy i próby odbywają się w Ośrodku Toru Doświadczalnego w Żmigrodzie. Celem jest uzyskanie homologacji dla lokomotywy EURO9000. Pojazd jest wielosystemowy i ma wyznaczać nowe standardy dla jednostek hybrydowych.


Lokomotywa Stadler EURO9000 w biało-niebieskich barwach na peronie w Polsce, otoczona zielonymi polami.

Najpotężniejsza lokomotywa w Europie. Stadler EURO9000 na testach w Polsce.Facebook/Stadlermateriały prasowe


Stadler rozpoczął testy potężnej lokomotywy EURO9000 w Polsce na początku tego roku. Firma niedawno zaprezentowała wielosystemowy pojazd mediom, gdzie można było mu się przyjrzeć z bliska. Celem testów jest uzyskanie odpowiedniej homologacji.

Lokomotywa EURO9000 testowana w Polsce na torze doświadczalnym w Żmigrodzie


Stadler kontynuuje testy na torze doświadczalnym w Żmigrodzie i celem inwestycji jest uzyskanie stosownej homologacji dla jednostki. Stalowy potwór ma jeździć po różnych krajach Europy.

Po zatwierdzeniu EURO9000 będzie jedyną lokomotywą na rynku zdolną do ciągnięcia nawet najcięższych pociągów towarowych bez ograniczeń, zarówno na zelektryfikowanych, jak i niezelektryfikowanych liniach w Polsce oraz w takich krajach, jak Austria, Belgia, Holandia, Niemcy, Szwajcaria i Włochy

W trakcie pokazu można było zobaczyć EURO9000 z bliska, jak i w trakcie testów. Ponadto przedstawiciele firmy omawiali możliwości lokomotywy, a eksperci udzielali odpowiedzi na pytania.

EURO9000 firmy to najpotężniejsza lokomotywa wielosystemowa w Europie


Lokomotywa EURO9000 została zaprojektowana do trudnych zadań. Kolos ma sześć osi i Stadler umieścił w niej czterosystemowe zasilanie z sieci trakcyjnej (1,5, 3, 15 i 25 kV DC). Natomiast jazdę na odcinkach niezelektryfikowanych umożliwiają dwa silniki spalinowe o łącznej mocy 1900 kW.

Podczas zasilania z sieci lokomotywa osiąga moc maksymalną 9 MW i jest w stanie rozpędzać się do prędkości nawet 160 km/h. W trakcie jazdy z wagonami ma jeździć wolniej, bo z prędkością do 120 km/h. Ponadto jest w stanie osiągać siłę trakcyjną przy rozruchu na poziomie 500 kN.

Na uwagę zasługują również akumulatory zapewniające moc na poziomie 1,2 MW. Magazynowanie energii odbywa się z użyciem inteligentnego systemu w trakcie hamowania. Stadler planuje sprzedawać EURO9000 na różnych rynkach. Największy kontrakt podpisano z luksemburskim NEXRAIL.


Wyjątkowy wynalazek Polaków. 1000 km na jednym ładowaniuStowarzyszenie Czysta PolskaPolsat News


Wielka inwestycja na południu Polski. Nowy most nad rzeką Dunajec

Paula Drechsler

Doszło do rozstrzygnięcia przetargu na budowę połączenia DK 87 z DW 969 wraz z budową nowego mostu na rzece Dunajec w Nowym Sączu. Nowa infrastruktura ma poprawić przepustowość i bezpieczeństwo. Całość ma być gotowa do końca 2029 roku, a większość inwestycji zostanie sfinansowana z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg.


Wizualizacja trzeciego mostu nad rzeką Dunajec w Nowym Sączu, wykonawca został wyłoniony.

Wyłoniono wykonawcę, który wybuduje nową drogę i trzeci most nad rzeką Dunajec.Wizualizacja ZDW w Krakowie.materiał zewnętrzny



W skrócie

  • Zarząd Dróg Wojewódzkich w Krakowie wyłonił wykonawcę budowy nowego połączenia drogowego i mostu nad Dunajcem w Nowym Sączu.

  • Inwestycja obejmuje ponad 3,5-kilometrową drogę, pięć rond, chodniki, ścieżki rowerowe. Most będzie mieć ponad 500 m.

  • Projekt ma odciążyć istniejącą infrastrukturę. Zakończenie budowy przewidziano na koniec 2029 roku.

Nowa trasa i most. Połączenie DK 87 z DW 969


Zarząd Dróg Wojewódzkich (ZDW) w Krakowie realizuje kluczową inwestycję w Nowym Sączu: budowę nowego połączenia drogowego wraz z nowym mostem nad rzeką Dunajec (tzw. trzeci most na Dunajcu).

Właśnie wyłoniono wykonawcę budowy nowej trasy, która połączy drogę krajową nr 87 z drogą wojewódzką nr 969 i zapewni odciążenie istniejącej infrastruktury.

Trzeci most nad Dunajcem. Inwestycja poprawi przepustowość


Wybór oferty ogłoszono 27 maja br. Najlepszą propozycję w przetargu przedstawiło konsorcjum Intop S.A. z Warszawy i Przedsiębiorstwo Drogowo-Mostowe S.A. z Dębicy. Marszałek województwa małopolskiego Łukasz Smółka poinformował we wpisie na Facebooku, że wykonawca "wybuduje most, trasę, ronda, chodniki oraz ścieżki rowerowe". Czas przeznaczony na wykonanie prac wynosi 36 miesięcy od daty zawarcia umowy.

- Inwestycja usprawni ruch między południową częścią miasta a gminą Chełmiec i zachodnią obwodnicą Nowy Sącz. Celem tego przedsięwzięcia jest przede wszystkim poprawa bezpieczeństwa drogowego, zwiększenie przepustowości oraz ograniczenie natężenia ruchu w centrum miasta - zaznaczył Smółka.

Kluczowa inwestycja dla rejonu


W ramach tej inwestycji zostanie wybudowana droga klasy G o długości ponad 3,5 km. Odcinek na terenie gmin Chełmiec i Podegrodzie oraz miasta Nowy Sącz połączy drogę powiatową nr 1583K i drogę krajową nr 87 z drogą wojewódzką nr 969.

Ponadto w ramach inwestycji powstanie pięć rond, a także chodniki i ścieżki dla rowerzystów. Nowy most nad Dunajcem ma mieć około 530 metrów.

Budowa trzeciej przeprawy nad Dunajcem od dłuższego czasu była postrzegana jako kluczowa dla rejonu. Obecny system drogowy już od wielu lat boryka się z rosnącym natężeniem ruchu, a Most Heleński często należy do najbardziej zatłoczonych punktów w tej okolicy.

Miliony na nową trasę i most. Zakończenie prac w 2029 r.


Całkowita wartość wybranej oferty to niemal 180 milionów złotych. Projekt będzie współfinansowany z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg, który pokryje blisko 80 procent wszystkich wydatków. Resztę środków będzie pochodzić od samorządu województwa oraz poszczególnych gmin.

Inwestycja posiada decyzję o Zezwoleniu na Realizację Inwestycji Drogowej (ZRID) z rygorem natychmiastowej wykonalności. Zakończenie realizacji tego projektu przewidziano na koniec 2029 roku. Konsorcjum zaoferowało 84 miesiące gwarancji i rękojmi na wykonane prace.


Sprzedają swoje pomysły, stojąc w przeręblach lodowatego Bałtyku© 2026 Associated Press


Rosja chce zbudować rewolucyjny samolot. Ma osiągać prędkość naddźwiękową

Rosja chce zbudować rewolucyjny samolot. Ma osiągać prędkość naddźwiękową

Dawid Długosz

Rosja ma ograniczony dostęp do zachodnich technologii. Mimo to zdecydowała się zbudować naddźwiękowy samolot pasażerski, który ma osiągać prędkość 1 Macha. Obecnie projekt znajduje się na etapie tworzenia prototypu maszyny. Podobno prace nie ograniczają się już wyłącznie do dokumentacji na papierze.


Przód samolotu naddźwiękowego Tu-144 z wydłużonym nosem i opuszczonym skrzydełkiem ogonowym na tle chmur.

Rosja buduje naddźwiękowy samolot pasażerski. Ma latać z prędkością 1 Macha.Ralf1403Pixabay.com


Rosja ma budować naddźwiękowy samolot pasażerski, co ujawniło United Aircraft Corporation cytowane przez Rosyjską Agencję Informacyjną (TASS). Czy projekt rzeczywiście powstanie, a nie pozostanie jedynie czystą ambicją kraju zapisaną na kartkach?

Rosyjski samolot naddźwiękowy ma osiągać prędkość 1 Macha


Z informacji przekazanych przez prezesa UAC, Wadima Badekha agencji TASS wynika, że prace nad maszyną trwają w Centrum Badawczym im. Żukowskiego i aktywnie biorą w nich udział inżynierowie oraz inni specjaliści zajmujący się lotnictwem.

Badekha stwierdza, że odbywające się prace nie ograniczają się już do dokumentacji papierowej samolotu i w rzeczywistości zmierzają w kierunku zbudowania prototypu.

Prototyp takiego samolotu jest w trakcie opracowywania i wierzymy, że Centrum Badawcze Żukowskiego z powodzeniem ukończy te prace

Kiedy to nastąpi? Tego na razie nie wiadomo, bo żadnych dat nie podano. Wiemy jednak, że celem projektu jest opracowanie samolotu pasażerskiego, który będzie mógł osiągać duże prędkości, a przy okazji zapewni zgodność z obowiązującymi standardami, również z zakresu bezpieczeństwa.

Rosjanie opatentowali samolot pasażerski o zmniejszonej głośności


Pasażerskie loty naddźwiękowe zakończyły się wraz z wycofaniem samolotów Concorde. TASS dodaje, że w kwietniu br. Centrum Badawcze Instytutu Żukowskiego opatentowało projekt przyszłego naddźwiękowego samolotu pasażerskiego, który cechuje się zmniejszoną głośnością huku akustycznego i obniżonym poziomem hałasu w pobliżu lotnisk.

Z jednej strony projekt może odzwierciedlać ambicje Rosji z zakresu rozwijania technologii lotniczo-kosmicznych. Z drugiej kraj po inwazji na Ukrainę mierzy się z konsekwencjami sankcji i dużymi ograniczeniami w dostępie do zachodnich rozwiązań, co skutecznie hamuje zapędy Rosjan.

Trudno powiedzieć, na jakim dokładnie etapie może znajdować się ten projekt. Rosjanie w przeszłości stworzyli pierwszą taką maszynę, którą był TU-144. Naddźwiękowe loty pasażerskie chcą też przywrócić Amerykanie i duży udział w tym przedsięwzięciu ma NASA. Agencja zbudowała we współpracy z Lockheed Martin prototyp samolotu o nazwie X-59. Wkrótce maszyna ma odbyć pierwszą próbę lotu naddźwiękowego. Jeśli test zakończy się sukcesem, to otworzy drogę do dalszych działań.


Polacy tworzą drony, których nie da się usłyszećPolsat NewsPolsat News


Ścięli góry, by lądowały tu samoloty. Nowe lotnisko w Chinach już działa

"Ścięli" góry, by lądowały tu samoloty. Nowe lotnisko w Chinach już działa

Paula Drechsler

Nowe lotnisko Tongren Dejiang w południowo-zachodnich Chinach obsłużyło pierwszy pasażerski lot. Budowa nowego portu stanowiła wyzwanie inżynieryjne, ponieważ konieczne było wyrównanie górzystego terenu i utworzenie sztucznego płaskowyżu. Lotnisko może obsłużyć do 550 tysięcy pasażerów rocznie, a rozwój siatki połączeń ma dodatkowo wzmocnić regionalny transport i turystykę.


Widok nowego lotniska w Chinach na zboczu wzgórza, z widocznymi nasypami ziemnymi i otaczającymi górami.

W Chinach powstało kolejne lotnisko, do którego budowy konieczne była makroniwelacja terenu.YouTube: Panaceamateriał zewnętrzny



W skrócie

  • Nowe lotnisko Tongren Dejiang w południowo-zachodnich Chinach zostało otwarte i obsłużyło pierwszy lot pasażerski.

  • Budowa lotniska wymagała przekształcenia górzystego terenu i utworzenia sztucznego płaskowyżu.

  • Port może rocznie obsłużyć do 550 000 pasażerów i 1350 ton ładunków.

Chiny z kolejnym lotniskiem. Tongren Dejiang już działa


Nowe lotnisko w Chinach - Tongren Dejiang - obsłużyło pierwszy lot pasażerski. Tym samym położony w południowo-zachodniej części kraju port lotniczy został oficjalnie otwarty, stając się 12. lotniskiem cywilnym w prowincji Kuejczou i drugim w mieście Tongren.

Koszt całego projektu wyniósł ok. 2,2 miliarda juanów (320 milionów dolarów), a prace objęły dostosowanie górzystego obszaru. Port znajduje się na średniej wysokości około 1100 metrów nad poziomem morza, a żeby go zbudować, konieczne było przekształcenie terenu - utworzenie sztucznego płaskowyżu.


Nowoczesny terminal lotniczy z falistym dachem, kilka zaparkowanych samolotów przy rękawach, kompleks budynków obsługujących lotnisko oraz parking otoczony zielenią.

Lotnisko budowano z myślą o jego przyszłym rozwoju i zwiększaniu przepustowości. Obecna faza projektu ma obsłużyć ponad pół miliona pasażerów rocznie.namuwiki, CC BY-NC-SA 2.0 KR, https://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/2.0/kr/materiał zewnętrzny


Górzysty teren zmienili w płaskowyż, by lądowały tu samoloty


Raporty rządowe z budowy portu Tongren Dejiang wskazują, że inwestycja ta była dużym wyzwaniem inżynieryjnym i logistycznym. Niezbędne było bowiem odpowiednie przygotowanie górzystego terenu - za pomocą ładunków wybuchowych i ciężkiego sprzętu specjaliści musieli "ściąć" wierzchołki wzniesień. Serwis Guizhou Daily podał, że "zużyto ponad 6000 ton materiałów wybuchowych, aby zrównać z ziemią pięć wysokich wzgórz".

Tony skruszonego materiału posłużyły, by wyrównać teren, który następnie odpowiednio zabezpieczono. Maszyny utwardzały grunt, tworząc stabilną, płaską "półkę", na której wylano pas startowy. Obok wzniesiono terminal, wieże i infrastrukturę towarzyszącą. Po kilku latach prac port w końcu został ukończony, niedawno uzyskał wszelkie konieczne pozwolenia i obsłużył pierwszy lot.

Tongren Dejiang ma pas startowy o długości niemal 3 km


Tongren Dejiang może obsłużyć do 550 000 pasażerów rocznie, uwzględniono także 1350 ton ładunków i poczty. Lotnisko posiada pas startowy o długości 2 800 m i szerokości 45 m oraz terminal o powierzchni około 7 000 m2. Port przystosowany jest do obsługi maszyn klasy C, typu Boeing 737 czy Airbus A320 - wyznaczono tu sześć stanowisk dla samolotów.

Obecnie jedynymi liniami obsługującym nowe lotnisko w prowincji Kuejczou są Colorful Guizhou Airlines z czterema przelotami w tygodniu do i z Guiyang. Zapowiedziano już stopniowy rozwój siatki połączeń, uruchomione mogą zostać loty m.in. do Kantonu, Pekinu czy Szanghaju.

Chiny rozwijają sieć połączeń lotniczych - także lokalnych


Budowa portów lotniczych w górzystym terenie to dla Chin nie pierwszyzna. W podobny sposób jak Tongren Dejiang - poprzez "ścinanie gór" - wybudowano również inne lotniska, m.in. Hechi Jinchengjiang czy Chongqing Wushan. Tak położone porty lotnicze nie tylko ułatwiają lokalnym społecznościom przemieszczanie się, ale są też reklamowane jako atrakcje turystyczne - ponieważ gdy okolica pokrywa się mgłą, pasy startowe wyglądają jak zawieszone w chmurach, co tworzy niezapomniane widoki.

Otwarcie nowego portu lotniczego Tongren Dejiang to kolejny etap ekspansji chińskiej sieci połączeń. Lotnictwo cywilne w Chinach dynamicznie się rozwija, a regionalne lotniska odgrywają w tym coraz większą rolę. W ostatnich latach w kilku prowincjach powstały nowe terminale i pasy startowe, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu mieszkańców oraz rozwojowi turystyki.


Miłośnicy samolotów domagają się wydzielenia specjalnego miejsca do obserwacji© 2026 Associated Press


Port Polska dla wszystkich. Lotnisko obsłuży tanie linie i czartery

Port Polska dla wszystkich. Lotnisko obsłuży tanie linie i czartery

Dawid Długosz

Port Polska to największe lotnisko w kraju, które powstanie za kilka lat. Większość slotów w tym porcie lotniczym przypadnie LOT-owi. Co nie zmienia faktu, że z infrastruktury skorzystają także inni przewoźnicy. Lotnisko Port Polska ma obsługiwać także tanie linie oraz operatorów czarterowych.


Widok terminalu lotniska Port Polska, obsługującego tanie linie i operatorów czarterowych

Lotnisko Port Polska otworzy się na cały rynek. Tanie linie i czartery.materiały prasowe


Port Polska to ogromne lotnisko, które wybuduje CPK. Plan projektu zakłada gotowość już w pierwszej połowie przyszłej dekady. Jacy przewoźnicy będą obsługiwani przez największy port lotniczy w Polsce? Okazuje się, że skorzystają z niego także tańsze linie czy operatorzy czarterowi.

Port Polska przejmie ruch pasażerski z Lotniska Chopina


Początkowy plan związany z największym lotniskiem w Polsce zakładał przede wszystkim skoncentrowanie się na ruchu tradycyjnym oraz przesiadkowym. Natomiast operacje związane z tańszymi lotami miałyby zostać przesunięte do innych portów lotniczych w regionie. Nowe informacje na ten temat uzyskał serwis rynek-lotniczy.pl.

Z informacji przekazanych przez serwis źródłowy wynika, że po uruchomieniu Port Polska dojdzie do wygaszania ruchu cywilnego na Lotnisku Chopina. Co ciekawe, dotyczy to także przewoźników niskokosztowych.

Zgodnie z prognozami ruchu lotniczego zakładamy, że w momencie uruchomienia nowego lotniska i tym samym zakończenia obsługi ruchu cywilnego przez Lotnisko Chopina, przewoźnicy sieciowi, jak również niskokosztowi i czarterowi przeniosą się na nowe lotnisko budowane w ramach programu inwestycyjnego Port Polska

Plan operacyjny nowego lotniska zakłada, że około 60 proc. slotów przypadnie Polskim Liniom Lotniczym LOT. Mimo to budowana infrastruktura ma być gotowa także na obsługę przewoźników "budżetowo-wakacyjnych". Co to oznacza w praktyce?

Lotnisko Port Polska obsłuży tanie linie i operatorów czarterowych


Port Polska ma być gotowy również do obsługi samolotów tanich linii lotniczych oraz operatorów czarterowych. Będzie to miało przede wszystkim wielkie znaczenie w sezonie wakacyjnym, kiedy to Polacy częściej wybierają się w inne regiony.

Oczywiście proces przenoszenia przewoźników z dotychczasowych lotnisk nie nastąpi od razu. Ma to odbywać się etapami i zostanie rozłożone w czasie. Szczegółowe harmonogramy zostaną nakreślone w ramach strategii ORAT (Operational Readiness and Airport Transfer).

Nowe lotnisko będzie dostępne dla wszystkich rodzajów przewoźników. Oferta operacyjna będzie elastyczna i dostosowana do różnych modeli biznesowych - zarówno linii tradycyjnych, jak i niskokosztowych oraz czarterowych - przy zachowaniu równych i niedyskryminacyjnych zasad dostępu do infrastruktury

Dotyczy to również terminalu, który ma zostać zaprojektowany z myślą o różnych grupach operatorów. Także tych niskokosztowych. Duże znaczenie w całej inwestycji ma odegrać automatyzacja, co ułatwi odprawianie wielu pasażerów jednocześnie.


Gwiazdowski mówi Interii. Odc. 69: Co poszło nie tak z Centralnym Portem Komunikacyjnym? INTERIA.PL


WWDC26 to nie tylko iOS 27 dla iPhone'ów. Co nowego pokaże Apple?

WWDC26 to nie tylko iOS 27 dla iPhone'ów. Co nowego pokaże Apple?

Dawid Długosz

iOS 27 to duża aktualizacja dla iPhone'ów, której zapowiedź odbędzie się za kilka dni na WWDC26. Oprogramowanie wprowadzi mnóstwo nowości. Co nowego przygotowuje Apple i czy czeka nas rewolucja? System operacyjny iOS 27 dostanie liczne nowe funkcje i wśród nich jest udoskonalona Siri i wiele więcej.


iPhone z ekranem pobierania uaktualnienia iOS 27, pasek postępu, rozmyte opakowanie i kabel w tle

iOS 27 to wiele nowości. Co nowego pokaże Apple na WWDC26?Dawid DługoszINTERIA.PL


Przed nami konferencja WWDC26, czyli najważniejsze tego typu wydarzenie organizowane każdego roku przez Apple. Tegoroczna edycja to przede wszystkim zapowiedź systemu operacyjnego iOS 27 dla iPhone'ów oraz pozostałego oprogramowania na inne urządzenia z logo nadgryzionego jabłka. Zobaczmy, czego można się spodziewać.

Aktualizacja iOS 27 to mnóstwo nowości dla iPhone'ów


W trakcie WWDC26 Apple zaprezentuje system operacyjny iOS 27 dla iPhone'ów. Później oprogramowanie będzie można przetestować w ramach publicznego programu pilotażowego wersji beta. Natomiast sfinalizowana aktualizacja powinna być gotowa we wrześniu.

W trakcie keynote otwierającego wydarzenie możemy spodziewać się prezentacji najważniejszych nowości z iOS 27. Tym razem nie czeka nas rewolucja w wyglądzie oprogramowania dla iPhone'ów, którą Apple w zeszłym roku zaserwowało nam wraz z Liquid Glass. Tym razem spodziewajmy się jedynie ulepszeń obejmujących ten język designu.

Dużą rolę w iOS 27 odegra nowa Siri oraz nowe narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, ale o tym za chwilę. Spodziewajmy się także udoskonaleń obejmujących inne obszary oprogramowania. Wśród nich będą nowe funkcje w poszczególnych aplikacjach.

Dla przykładu aplikacja Aparat ma pozwolić na tworzenie spersonalizowanych widżetów. W ten sposób użytkownicy będą mogli umieszczać skróty do najczęściej używanych opcji, które będą dostępne zaraz po uruchomieniu. W Skrótach pojawi się możliwość prostego tworzenia nowych zadań z wykorzystaniem poleceń głosowych. Natomiast w Zdjęciach pojawi się więcej opcji z zakresu kolekcji.

Część z nowości ujawniło samo Apple i dotyczą one funkcji z zakresu ułatwień dostępności. Na przykład osoby niewidome lub słabo widzące będą mogły posiłkować się podpowiedziami, które zostaną wygenerowane na podstawie obrazów przechwyconych przez aparat fotograficzny iPhone'a.

Nowa Siri i pogoń Apple w zakresie AI za konkurencją


Apple nieco przespało boom na sztuczną inteligencję i Siri obecnie nie dorównuje możliwościom Google Gemini czy innych konkurencyjnych czatbotów. Wraz z iOS 27 ma to się zmienić i firma położyła duży nacisk na rozwój funkcji opartych na AI.

Wraz z iOS 27 zobaczymy nową Siri, która przy okazji otrzyma dedykowaną aplikację. Bloomberg niedawno uzyskał wgląd w projekt tego oprogramowania. W systemie pojawi się nowy dymek o nazwie Szukaj lub zapytaj. Pozwoli on wywołać asystentkę Apple.


Dwa smartfony iPhone wyświetlające funkcje asystenta głosowego; na jednym ekranie lista wiadomości i tematów z dziedziny technologii i sportu, na drugim rozpoznanie zawodnika koszykówki Luka Dončicia w stroju Los Angeles Lakers z piłką do koszykówki.

Tak ma wyglądać nowa aplikacja dla Siri z iOS 27.Bloombergmateriał zewnętrzny


Nowa aplikacja Siri przypomina w zasadzie rozwiązania konkurencji. Ma ona postać czatu, gdzie użytkownik może prowadzić konwersacje z AI i otrzymywać odpowiedzi na zadawane pytania. Będzie też możliwość wysyłania plików do analizy (przycisk załącznika). Ponadto nowa asystentka cyfrowa Apple ma zapewnić bardziej spersonalizowany kontekst czy lepiej integrować się z innymi aplikacjami i komponentami systemu.

Nowa Siri to nie wszystko, bo pojawi się także coś, co można nazwać Apple Intelligence 2.0. Dotychczasowe narzędzia z tego pakietu oparte na AI mają zostać znacząco rozbudowane. Dotyczy to Visual Intelligence, Image Playground (generowanie znacznie lepszych obrazów) czy Genmoji (proponowanie sugerowanych emoji). Przy okazji użytkownicy dostaną większy wybór i poza ChatGPT pojawią się integracje z innymi modelami, na przykład Claude.

Apple zdecydowało się nawiązać współpracę z Google i nowe funkcje AI z iOS 27 zostaną w dużym stopniu oparte na modelach Gemini. Oczywiście wiele osób zastanawia się także nad tym, czy nowa Siri przemówi w końcu po polsku? Jest to bardzo prawdopodobne i po wielu latach oczekiwania możemy się tego doczekać.

Kiedy beta testy iOS 27 i jakie iPhone'y dostaną aktualizację?


Pierwsze wersje poglądowe iOS 27 i pozostałych nowych systemów operacyjnych, które zobaczymy na WWDC26, zostaną udostępnione 8 czerwca. Zaraz po keynote otwierającym konferencję. Najpierw jednak dostęp uzyskają deweloperzy. Publiczny program pilotażowy wystartuje później, bo w lipcu i dopiero wtedy nowe oprogramowanie będą mogli testować wszyscy chętni użytkownicy zgodnych sprzętów z logo nadgryzionego jabłka.

Rodzi się również pytanie o zgodność iOS 27 z dotychczasowymi modelami iPhone'ów. Wygląda na to, że tegoroczna aktualizacja nie trafi na wszystkie urządzenia, które rok temu dostały iOS 26. Apple planuje pozbyć się wsparcia dla kilku modeli. Lista zgodnych widoczna jest niżej.

  • iPhone 17

  • iPhone 17e

  • iPhone 17 Pro

  • iPhone 17 Pro‌ Max

  • iPhone Air

  • iPhone 16e

  • iPhone 16

  • iPhone 16‌ Plus

  • ‌iPhone 16‌ Pro

  • iPhone 16‌ Pro Max

  • iPhone 15

  • iPhone 15 Plus

  • iPhone 15 Pro

  • iPhone 15 Pro Max

  • iPhone 14

  • iPhone 14 Plus

  • iPhone 14 Pro

  • iPhone 14 Pro Max

  • iPhone 13

  • iPhone 13 mini

  • iPhone 13 Pro

  • iPhone 13 Pro Max

  • iPhone 12

  • iPhone 12 mini

  • iPhone 12 Pro

  • iPhone 12 Pro Max

  • iPhone SE (3. generacja)

Jak nietrudno zauważyć, na liście nie ma smartfonów z rodziny iPhone 11 i modelu SE 2. generacji. Ich właściciele nie dostaną iOS 27 i trzeba będzie obejść się smakiem.

Przy okazji warto mieć na uwadze, że pakiet Apple Intelligence (także w nowej wersji 2.0) nadal będzie wymagać iPhone'ów 15 Pro lub nowszych. Na starszych telefonach wraz z aktualizacją iOS 27 się nie pojawi.

WWDC26 to także premiera macOS 27 czy watchOS 27


iOS 27 dla iPhone'ów jest pewnie najbardziej wyczekiwanym systemem, ale podczas WWDC26 zobaczymy także nowe wersje oprogramowania z numerkami 27 na pozostałe urządzenia. Są to watchOS, macOS, tvOS, iPadOS, visionOS czy nowy software dla głośników HomePod.

Tutaj również spodziewajmy się nowej Siri oraz licznych nowości bazujących na sztucznej inteligencji. Apple chce rozszerzyć własne AI m.in. o tvOS czy głośniki HomePod.

Czego natomiast nie zobaczymy podczas WWDC26? Prawdopodobnie znowu zabraknie premiery jakichkolwiek nowych urządzeń. Na te trzeba będzie poczekać do września i jesieni.

O której konferencja WWDC26 i gdzie oglądać wydarzenie Apple?


Keynote otwierający WWDC26 został zaplanowany na poniedziałek 8 czerwca. Start przewidziano na godzinę 19:00 czasu w Polsce. Oczywiście wydarzenie będzie można oglądać na żywo. Firma udostępni relację, którą zobaczymy m.in. na kanale producenta w serwisie YouTube.

Nie pozostaje nic innego, jak czekać na start WWDC26. Tegoroczne wydarzenie z pewnością przyniesie wiele interesujących nowości.


Rozmowa kwalifikacyjna, którą prowadzi… awatar oparty na sztucznej inteligencji© 2026 Associated Press


Największy statek świata. Chcą zbudować pływające miasto

Dawid Długosz

Fredom Ship to projekt, który rozważany jest od lat 90. Freedom Cruise Line International wraca z pomysłem i chce zbudować największy statek świata, który będzie pływającym miastem. Jednostka ma pomieścić nawet 80 tys. osób i na jej pokładzie znajdą się m.in. szpital, tereny zielone czy linia tramwajowa.


Freedom Ship – duży nowoczesny statek wycieczkowy z tarasami, basenami i kolorowymi strefami rekreacyjnymi na morzu

Największy statek świata. Freedom Ship ma być jak pływające miasto.Visual Media by DCC-X LLC / Tangram 3DSmateriały prasowe



W skrócie

  • Projekt Freedom Ship zakłada budowę pływającego miasta mogącego pomieścić nawet 80 tys. osób, z pełną infrastrukturą miejską na pokładzie.

  • Statek ma mieć długość około 1,8 km, 30 pokładów i być zasilany energią jądrową, bez przewidywanego cumowania w portach.

  • Szacowany koszt realizacji to około 16 mld dolarów, ale do tej pory nie udało się zebrać niezbędnego finansowania ani rozpocząć budowy.

Wraca pomysł z budową ogromnej jednostki pływającej, którą zaproponowano już kilkadziesiąt lat temu. Freedom Ship to największy statek na świecie, a dokładniej jego propozycja, która rozpala wyobraźnię od lat. Freedom Cruise Line International, które jest pomysłodawcą tego projektu, udostępniło nowe grafiki jednostki i te z pewnością robią wrażenie.

Największy statek świata to miasto na wodzie


Freedom Ship to coś więcej niż największy statek świata. W rzeczywistości będzie to pływające miasto z własną infrastrukturą, które pomieści kilkadziesiąt tys. osób.

Odświeżona koncepcja Freedom Cruise Line International zakłada, że jednostka będzie długa na około 1,8 kilometra. To kilka razy więcej od Icon of the Seas, czyli największego wycieczkowa na świecie o długości 365 metrów, który jest w stanie pomieścić 7,6 tys. pasażerów.

Największy statek świata ma być miastem z 50 tys. stałych mieszkańców oraz 10 tys. osób wchodzących w skład załogi. Ponadto będzie w stanie zabierać w rejsy do 20 tys. pasażerów. Jednostka ma składać się z 30 pokładów, które zostaną wypełnione m.in. mieszkaniami.

Freedom Ship to pływające miasto z własną linią tramwajową


Na pokładzie Freedom Ship znajdzie się infrastruktura, którą znamy z miast. Będą to m.in. szpital, tereny zielone, restauracje, szkoła, park wodny, sklepy, a nawet system tramwajowy, który ułatwi komunikację z różnymi częściami statku. W planach jest także stadion na 15 tys. osób.

Freedom Ship jest wyobrażony jako stałe mobilne miasto na morzu zaprojektowane z myślą o długoterminowym pobycie, a nie krótkoterminowych podróżach

Całość będzie zasilana energią jądrową. Tak wielkie rozmiary sprawiają, że największy statek świata nie cumowałby do portów i pozostawał zawsze na wodach międzynarodowych. Jednostka mogłaby opływać Ziemię co około 2-3 lata.

Szalony pomysł za miliardy dolarów


Wszystko to wygląda bardzo ciekawie na papierze, ale zbudowanie takiej jednostki pływającej nie jest proste. Sam pomysł został rzucony już w latach 90. ubiegłego wieku i do tej pory nie doczekał się realizacji.

Freedom Cruise Line International szacuje, że budowa tak wielkiego statku pochłonie około 16 mld dolarów. To ogromna kwota, która to jednak może być znacznie zaniżona. Dla porównania France Libre, czyli największy lotniskowiec Francji, który ma być gotowy za ponad dekadę, ma kosztować około 10 mld euro, a będzie okrętem kilka razy mniejszym od Freedom Ship. Można więc zakładać, że projekt jest niedoszacowany.

Czy twórcy pomysłu na Freedom Ship tym razem pozyskają finansowanie, które pozwoliłoby choćby na przejście do kolejnej fazy projektowania? Trudno powiedzieć i warto dodać, że w przeszłości nie udało się tego zrobić. Poprzednia próba miała miejsce około 10 lat temu i również nie zakończyła się sukcesem.

Freedom Cruise Line International twierdzi, że budowa takiego kolosa potrwa co najmniej 3-4 lata. Na miejsce realizacji projektu wskazuje się stocznię w Indonezji. Oczywiście pomysł budzi kontrowersje, które obejmują m.in. izolację ludzi przebywających na statku od reszty świata.


"Wydarzenia": Ministerstwo Infrastruktury planuje zbudować nowy "Dar Młodzieży"Polsat NewsPolsat News


Latające samochody, roboty i kosmos. Prognozy przyszłości sprzed stu lat

Latające samochody, roboty i kosmos. Prognozy przyszłości sprzed stu lat

Julia Król

W dwudziestoleciu międzywojennym ludzie marzyli o futurystycznym XXI wieku pełnym latających samochodów, robotów domowych i podboju kosmosu. Choć technologia rzeczywiście zmieniła życie, wiele dawnych prognoz pozostało na papierze. Dopiero niektóre, jak wideorozmowy czy smartfony, okazały się zaskakująco trafne.


Sylwetka osoby patrzącej na futurystyczne miasto nocą z neonowymi banerami i światłami.

Przyszłość oczami sprzed stu lat. Prognozy technologiczne i ich realizacja123RF/PICSEL


W latach 20. XX wieku ludzie mieli bardzo futurystyczne wyobrażenia o XXI wieku. Wiele z nich było zaskakująco trafnych, ale równie dużo kompletnie mijało się z rzeczywistością. Dominowało przekonanie, że technologia rozwiąże niemal każdy problem i całkowicie zmieni codzienne życie.

Jak przed stu laty wyobrażano XXI wiek? Wizje robotów i kosmicznych podróży


Jednym z najpopularniejszych motywów były latające samochody. Artyści i futuryści wyobrażali sobie miasta pełne powietrznych aut, unoszących się nad ulicami. Uważano, że zwykłe drogi staną się przestarzałe, a ludzie będą przemieszczać się między dachami budynków. Do dziś to się nie spełniło, choć istnieją prototypy takich pojazdów. Futuryzm odegrał ogromną rolę w tworzeniu takich wizji. Fascynacja maszynami, szybkością i elektrycznością była wtedy ogromna.


Ruchome mosty, futurystyczne pojazdy unoszące się nad miastem, zielone geometryczne wieżowce oraz czerwone niebo tworzące wizję miasta przyszłości, z okrągłym obrazem futurystycznego samochodu w dolnym rogu.

Obraz przedstawiający pejzaż miejski w stylu science fiction autorstwa Antona BrzezińskiegoCristina MonaroGetty Images


Bardzo często przewidywano też automatyzację pracy domowej. W gazetach i ilustracjach pojawiały się roboty gotujące obiady, sprzątające mieszkania i opiekujące się dziećmi. W pewnym sensie część tych prognoz się sprawdziła - dziś istnieją roboty sprzątające, inteligentne urządzenia czy asystenci głosowi, ale nie w tak spektakularnej formie, jak oczekiwano.

Ludzie sprzed wieku wierzyli również, że będziemy pracować znacznie mniej. Zakładano, że maszyny przejmą większość obowiązków, a człowiek będzie miał mnóstwo wolnego czasu. Niektóre prognozy mówiły nawet o 15-godzinnym tygodniu pracy. Tymczasem technologia często po prostu zwiększyła tempo życia i oczekiwania wobec pracowników.

Ogromne nadzieje wiązano z podbojem kosmosu. Po rozwoju lotnictwa wielu ekspertów uważało, że do początku XXI wieku ludzie będą mieszkać na Księżycu i regularnie podróżować między planetami. Powstawały ilustracje pokazujące kosmiczne miasta i rodzinne wycieczki rakietami. Misja Apollo 11 później tylko podsyciła te oczekiwania, choć rzeczywistość okazała się znacznie trudniejsza i droższa.


Modułowa baza księżycowa z rozbudowanym centrum dowodzenia, laboratorium i systemem podtrzymywania życia, otoczona sprzętem badawczym, pojazdem terenowym i antenami komunikacyjnymi na powierzchni Księżyca.

Wizualizacja pochodzi z deski kreślarskiej architekta kosmicznego z firmy North American Aviation, Inc. i przedstawia podziemną instalację księżycową zaprojektowaną w oparciu o założenie, że na powierzchni Księżyca nie będzie powietrza. Powstała w 1962 roku.BettmannGetty Images


Niektórzy uważali, że w XXI wieku cechy dzieci będzie można precyzyjnie zaprogramować, a one same będą rozwijały się w laboratoriach. Dzisiaj ta wizja wydaje się nieprawdopodobna. Medycyna rozwinęła się jednak w wielu obszarach, choćby w zapłodnieniu in vitro.

Niektóre z przepowiedni się sprawdziły


Część z tych wizji była jednak wyjątkowo trafna. Przewidywano na przykład możliwość rozmów na odległość z obrazem, czyli coś bardzo podobnego do wideorozmów. Pojawiały się też koncepcje przenośnych urządzeń komunikacyjnych przypominających smartfony czy też pomysły zakupów bez wychodzenia z domu.


Dwóch mężczyzn siedzących przy biurku korzysta z futurystycznego urządzenia, które umożliwia oglądanie i słuchanie rozmówczyni ukazującej się na dużym ekranie, przypominającego wideorozmowę przyszłości.

Grafika pochodzi z serii pocztówek stworzonych przez francuskich artystów na przełomie XIX i XX wieku, przedstawiających życie w roku 2000. Ta jest autorstwa Jeana-Marca Côté.APIGetty Images



"Wydarzenia": Wirtualna przewodniczka oprowadza po muzeum w ŁodziPolsat News


ESA buduje unikalny statek kosmiczny. Ma wracać na Ziemię jak promy NASA

ESA buduje unikalny statek kosmiczny. Ma wracać na Ziemię jak promy NASA

Dawid Długosz

Space Rider to jeden z bardzo ważnych projektów rozwijanych przez Europejską Agencję Kosmiczną, który pozwoli uniezależnić sektor kosmiczny Starego Kontynentu od innych regionów świata. ESA obecnie prowadzi testy pojazdu przed misją w kosmos. Space Rider to statek kosmiczny, który będzie wielokrotnego użytku.


Statek kosmiczny Space Rider ESA z panelami słonecznymi unosi się na orbicie nad oświetloną Ziemią.

Space Rider. ESA buduje odzyskiwalny statek kosmiczny.ESAmateriały prasowe


Europa przez lata uzależniła swój sektor kosmiczny od innych krajów. W tym przede wszystkim Stanów Zjednoczonych oraz Rosji. Obecnie trwają działania, których celem jest uzyskanie większej autonomiczności. Jednym z projektów, które pozwolą osiągnąć ten cel, jest statek kosmiczny Space Rider, nad którym Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) pracuje od lat.

Pomysł na statek kosmiczny Space Rider zrodził się dekadę temu


Space Rider (Space Reusable Integrated Demonstrator for Europe Return) to bezzałogowy statek kosmiczny, który będzie maszyną wielokrotnego użytku. To oznacza, że po zakończonej misji ma wracać na Ziemię i będzie go można wykorzystać ponownie, jak to było w przypadku wahadłowców kosmicznych NASA.

Pomysł na Space Rider powstał już dekadę temu i jest prowadzony przez włoski Program na rzecz Wielokrotnego Użytku Demonstratora Orbitalnego w Europie (PRIDE) we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną. Stanowi kontynuację eksperymentu Intermediate eXperimental Vehicle (IXV) wystrzelonego w 2015 r. Był to na razie jego jedyny lot, ale maszynę udało się sprowadzić na Ziemię i eksperyment zakończył się sukcesem. To stało się impulsem do dalszych prac.


Moduł testowy europejskiego miniwahadłowca kosmicznego z charakterystycznymi oznaczeniami ESA i APCO, umieszczony na niebieskim stojaku technicznym w hali montażowej.

Intermediate eXperimental Vehicle, czyli protoplasta statku Space Rider.ESAmateriały prasowe


W 2017 r. Thales Alenia Space ze spółką ELV (European Launch Vehicle) pozyskały kontrakt o wartości 36,7 mln euro na kontynuowanie prac. Dwa lata później (w listopadzie 2019 r.) Rada Ministerialna ESA ostatecznie zatwierdziła projekt i przeznaczyła na jego rozwój 195,73 mln euro.

Kolejne fundusze udało się pozyskać w 2020 r. Wtedy Thales Alenia Space i Avio otrzymały 167 mln euro, które miały zostać przeznaczone na prace konstrukcyjne, w tym związane z budową systemu powrotnego oraz napędu.

Space Rider ma przeznaczenie podobne do samolotu kosmicznego X-37b


Space Rider to bezzałogowy pojazd kosmiczny, który często porównywany jest z samolotem kosmicznym X-37b. Bezzałogowiec Amerykanów testowany jest od lat i obecnie spędza na orbicie okołoziemskiej długie miesiące. Statek Europejskiej Agencji Kosmicznej też ma latać nad naszymi głowami przez dłuższy czas. Po co?

ESA wierzy, że Space Rider będzie idealną platformą do przeprowadzania eksperymentów w warunkach mikrograwitacji i bez potrzeby wysyłania na orbitę astronautów. Ma to być swego rodzaju laboratorium kosmiczne, które pozwoli realizować różne badania.

Brak załogi oznacza znacznie mniejsze koszty całych misji. Ponadto Space Rider na koniec ma wracać na Ziemię, gdzie po przeglądzie będzie mógł być wystrzelony w kosmos ponownie.

Statek kosmiczny Europejskiej Agencji Kosmicznej ma latać na pokładzie rakiety Vega C. Na orbicie mógłby spędzać dla przykładu 2-3 miesiące. Następnie, po odrzuceniu modułu serwisowego, pojazd wpadałby do atmosfery i następnie lądował na powierzchni.

Testy lądowania i budowa centrum kosmicznego na Azorach


Space Rider nie jest jeszcze gotowy do pierwszego lotu w kosmos. W 2024 r. we Włoszech przeprowadzono serię testów z wykorzystaniem symulatora masy o wadze 3 ton. Zrzucano go ze śmigłowca z wysokości 3,5 kilometra i następnie przeprowadzano ocenę systemu hamowania opartego na spadochronach.

Jesienią 2025 r. Rada Ministerialna ESA podpisała umowę z Portugalską Agencją Kosmiczną. Jej celem jest zbudowanie centrum kosmicznego na wyspie Santa Maria na Azorach. W tym samym miejscu mają powstać również odpowiednie lądowiska dla statku Space Rider.

Harmonogram zakłada pewną gotowość centrum kosmicznego już w 2028 r. Na ten sam rok planowana jest pierwsza misja bezzałogowego statku w kosmos. Czy uda się go wystrzelić już za około dwa lata? Jest to możliwe, a ESA niedawno pochwaliła się kolejnymi postępami prac nad samym pojazdem.

Space Rider poddany próbom na ekstremalne warunki kosmiczne


Europejska Agencja Kosmiczna pod koniec kwietnia pochwaliła się, że przeprowadziła bardzo ważne testy konstrukcji. Polegały one na określeniu wytrzymałości na bardzo trudne warunki termiczne, z którymi Space Rider będzie musiał się zmierzyć w trakcie powrotu na Ziemię. Wpadnięcie w atmosferę planety wystawi statek na bardzo wysokie temperatury.


Logo Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) umieszczone na kadłubie białego statku powietrznego we wnętrzu hali przemysłowej.

Kadłub statku Space Rider ma specjalną osłonę termiczną.ESAmateriały prasowe


W trakcie testów Europejska Agencja Kosmiczna przeprowadziła próby materiałów w specjalnym tunelu aerodynamicznym, w którym temperatura wzrastała do 1600 stopni Celsjusza. Kadłub pojazdu ma na spodzie i klapach sterujących 21 płytek wykonanych z "ISiComp". To specjalny materiał ceramiczny opracowany przez Włoskie Centrum Badań Aeronautycznych (CIRA) i firmę Petroceramics.

Wspomniany plazmowy tunel aerodynamiczny wykorzystany w trakcie testów jest największy na świecie. Stworzyła go CIRA i pozwala na "bombardowanie" materiałów specjalnym strumieniem gazu z prędkością 10 razy większą od prędkości dźwięku.

ESA zbudowała pełnowymiarowy moduł statku do dalszych testów


Europejska Agencja Kosmiczna w kwietniu pochwaliła się także zbudowaniem pełnowymiarowego modułu statku, który posłuży do dalszych testów zrzutowych. Został on stworzony w rumuńskim Narodowym Instytucie Badań Lotniczych i Kosmicznych. Następnie przetransportowano go do Włoskiego Centrum Badań Lotniczych i Kosmicznych.

Pojazd testowy wielkości minivana jest pełnowymiarowy i ma 4,6 metra długości. Takie same gabaryty będzie miał moduł wejściowy statku. W roli systemu opadania wykorzystano specjalną paralotnię o szerokości aż 27 metrów i długości 10 metrów. Jej integracja była dużym wyzwaniem i pamiętajmy, że będzie musiała utrzymać konstrukcję ważącą prawie 3 tony.

Wspaniale jest widzieć, jak moduł powrotu Space Rider nabiera kształtów. Zespoły pracowały nad tym projektem latami i chociaż to model testowy, wygląda i waży bardzo podobnie do oryginału

Teraz moduł testowy Space Rider zostanie poddany kolejnym testom zrzutowym, które zostaną przeprowadzone nad poligonem Salto di Quirra na Sardynii.


Triumfalny powrót na Ziemię i… Co dalej z załogą i misją Artemis?© 2026 Associated Press


Te aplikacje do nauki języków zrobią z ciebie poliglotę


Spis treści:

  1. Aplikacje do nauki języków 2026. AI wchodzi do rozmowy

  2. Najlepsze aplikacje do nauki języków obcych

Aplikacje do nauki języków 2026. AI wchodzi do rozmowy


Najmocniejszy trend w apkach językowych to oczywiście sztuczna inteligencja. Coraz więcej platform odchodzi od samego klikania w odpowiedzi i dodaje funkcje, które mają przypominać krótki dialog z lektorem. Duolingo rozwija płatny pakiet Max z funkcją Video Call, czyli rozmową z postacią Lily. W styczniu 2025 roku firma ogłosiła rozszerzenie tej funkcji na Androida i kolejne języki, a na blogu tłumaczyła, że rozmowy są prowadzone według poziomów CEFR i mają określoną strukturę, więc użytkownik ćwiczy mówienie w kontrolowanych warunkach.

Ten kierunek ma sens, bo największa blokada wielu dorosłych uczących się języka pojawia się nie przy fiszkach, lecz przy pierwszym zdaniu wypowiedzianym na głos. W aplikacji łatwo rozpoznać poprawną odpowiedź, ale znacznie trudniej samodzielnie zareagować w hotelu, sklepie, pracy czy podczas podróży. AI ma zmniejszyć ten dystans, ponieważ pozwala mówić bez presji, popełniać błędy, wracać do transkrypcji i powtarzać scenariusz tyle razy, ile potrzeba.


Angielski? Niemiecki? Hiszpański? Niektóre apki do nauki języka są za darmo, za dostęp do innych trzeba płacić.

Angielski? Niemiecki? Hiszpański? Niektóre apki do nauki języka są za darmo, za dostęp do innych trzeba płacić.123RF/PICSEL


Sztuczna inteligencja rozwiązuje jeden z największych problemów aplikacji językowych: zmusza użytkownika do mówienia, a nie tylko wybierania poprawnych odpowiedzi. Ma jednak swoje granice. Badania z lat 2025-2026 wskazują, że chatboty mogą pomagać w rozmowie i poprawianiu błędów, ale ich odpowiedzi bardzo często cechują się niską jakością. AI pomaga przełamać ciszę, ale nie zwalnia z regularnego mówienia i kontaktu z żywym językiem.

Najlepsze aplikacje do nauki języków obcych


Aplikacje językowe różnią się nie tylko pod względem liczby kursów. Jedne działają jak gra mobilna, inne jak trener wymowy, biblioteka autentycznych nagrań albo komunikator do rozmów z native speakerami. W zestawieniu wybraliśmy 10 najlepszych aplikacji do nauki języków dostępnych w Google Play. Warto pamiętać, że zakres języków, funkcje AI, tryb offline, polski interfejs i ceny subskrypcji mogą różnić się w zależności od systemu, planu oraz ustawień konta.

1. Duolingo

Duolingo najlepiej sprawdza się jako pierwszy krok w nauce języka. Użytkownik wybiera kurs i dzienny cel, a potem przechodzi przez krótkie ćwiczenia: tłumaczenia, słuchanie, mówienie, dopasowywanie słów i powtórki. Aplikacja działa na podobnej zasadzie co gra mobilna - daje punkty XP, serie dni, ligi, odznaki i powiadomienia, które pomagają wrócić do nauki następnego dnia. W Google Play ma ponad 500 mln pobrań i ponad 40 języków w ofercie. Jej największy plus to bardzo niski próg wejścia, świetnie buduje nawyk i podstawy, ale przy nauce rozmowy warto połączyć je z narzędziem do dialogów.

2. Babbel

Babbel idzie w inną stronę. Jest mniej "growy", bardziej kursowy i wyraźnie projektowany z myślą o dorosłych użytkownikach. Stawia na dialogi, krótkie lekcje, powtórki, rozpoznawanie mowy i gramatykę podaną w kontekście. W polskim Google Play dostępne są przede wszystkim kursy angielskiego i niemieckiego, a inne języki można uruchomić po zmianie języka wyświetlania w aplikacji. Najmocniej przemówi do użytkowników, którzy chcą ćwiczyć całe zwroty i reakcje, zamiast tylko odklikiwać pojedyncze słowa.

3. Memrise

Memrise próbuje skrócić dystans między podręcznikowym językiem a tym, który naprawdę słychać na ulicy. W aplikacji ważną rolę odgrywają nagrania native speakerów, praktyczne zwroty i ćwiczenia ze słuchu. Memris oferuje też "Kumpli AI", czyli boty do trenowania zdań i rozmów. Aplikacja jest skierowania do użytkowników, którzy mają już dość suchych list słówek i chcą szybciej oswoić się z naturalnym tempem mówienia.

4. Rosetta Stone

Rosetta Stone to propozycja z zupełnie innej ligi. Aplikacja stawia na immersję, czyli naukę przez obrazy, kontekst, skojarzenia i wymowę, zamiast ciągłego tłumaczenia zdania po zdaniu. W polskim Google Play oferuje 24 języki, krótkie lekcje, tryb offline i technologię TruAccent do ćwiczenia wymowy. Najbardziej docenią ją użytkownicy nastawieni na systematyczną naukę: krótkie lekcje, kontekst, wymowa i mniej rozpraszaczy znanych z aplikacji opartych na grywalizacji.

5. Pimsleur

Pimsleur wyróżnia się tym, że właściwie odwraca logikę wielu aplikacji mobilnych. Zamiast kolejnego ekranu do klikania dostajemy lekcje audio, słuchanie i odpowiadanie na głos. Aplikacja oferuje kursy w ponad 50 językach oraz tryb offline. Najlepiej sprawdzi się u osób, które uczą się w samochodzie, na spacerze, w kuchni albo w drodze do pracy. Mniej ekranu, więcej mówienia.

6. Busuu

Busuu łączy klasyczny kurs z elementami społeczności. Użytkownik przechodzi lekcje, ćwiczy pisanie i mówienie, a część zadań może dostać do sprawdzenia od native speakerów. W polskiej wersji aplikacja oferuje 14 języków i ma ponad 50 mln pobrań. Busuu opisuje też certyfikaty powiązane z poziomami CEFR, choć warto jasno zaznaczyć: taki dokument pokazuje postęp w aplikacji, ale nie zastępuje oficjalnego egzaminu językowego.

7. LingoDeer

LingoDeer często pojawia się przy nauce języków azjatyckich, zwłaszcza japońskiego, koreańskiego i chińskiego. Polscy użytkownicy mogą już uczyć się angielskiego, a kursy chińskiego, japońskiego i koreańskiego są w trakcie tłumaczenia. Sama aplikacja oferuje objaśnienia gramatyczne, nagrania native speakerów, fiszki i tryb offline. Bardziej przypomina przemyślany kurs niż prostą apkę do powtarzania słówek.

8. Drops

Drops jest szybkie, wizualne i stworzone pod krótkie sesje na telefonie. Nauka opiera się na obrazach, grach językowych, powtórkach i nagraniach native speakerów. W Google Play aplikacja oferuje wiele języków, w tym polski, a pojedyncza sesja może trwać zaledwie kilka minut. Świetnie uzupełnia naukę przed podróżą: pomaga szybko złapać słowa, zwroty i podstawowe skojarzenia. Przy mówieniu potrzebne będzie jednak drugie narzędzie, najlepiej z dialogami lub rozmową z żywym użytkownikiem.

9. HelloTalk

HelloTalk jest to bardziej społecznościowa platforma językowa niż kurs. Łączy z native speakerami, oferuje czat, wiadomości głosowe, pokoje audio i poprawki od innych użytkowników. W Google Play ma opis po polsku i deklaruje obsługę ponad 260 języków, ale korzystanie z niej nie będzie komfortowe dla osób nieznających podstaw angielskiego. Część funkcji jest też objęta zakupami w aplikacji. Najwięcej wyciągną z niej osoby, które znają już podstawy i chcą przełamać barierę rozmowy z prawdziwymi użytkownikami.

10. FluentU

FluentU stawia na autentyczne wideo: fragmenty filmów, zwiastuny, newsy, rozmowy i interaktywne napisy. Aplikację można pobrać z Google Play, ale zawiera zakupy w aplikacji, więc pełny dostęp do materiałów i funkcji może wymagać płatnego planu. FluentU obsługuje m.in. angielski, hiszpański, francuski, niemiecki, japoński, koreański, rosyjski, włoski i chiński mandaryński. Najwięcej daje osobom średnio zaawansowanym, które chcą lepiej rozumieć naturalne tempo mówienia, slang, kontekst kulturowy i język spoza podręcznika.

Wybierając aplikację, warto zacząć nie od rankingu, lecz od własnego problemu z nauką. Jedna osoba potrzebuje motywacji i codziennych powtórek. Druga zna sporo słówek, ale zamiera przy rozmowie. Ktoś inny rozumie lekcje, lecz gubi się przy szybkim tempie native speakera. Dlatego najlepsza aplikacja do nauki języków nie musi być najpopularniejsza. Powinna pasować do sposobu, w jaki użytkownik naprawdę się uczy.


Naukowcy stworzyli obraz mężczyzny uciekającego przed erupcją w Pompejach. Wykorzystali niedawno odkryte szkielety© 2026 Associated Press


❌