Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 13 czerwca 2026 Brak kategorii

Odliczanie do pokoju. Świat czeka na porozumienie Ameryki z Iranem

Odliczanie do pokoju. Świat czeka na porozumienie Ameryki z Iranem

Dzisiaj, 13 czerwca (14:49)

Aktualizacja: 15 minut temu

W ciągu najbliższych 24 godzin może dojść do podpisania historycznego porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem - twierdzi premier Pakistanu Shehbaz Sharif. Nastroje tonuje jednak rzecznik irańskiego MSZ Esmail Baghei, zaprzeczając, by "memorandum z Islamabadu" miało zostać podpisane w niedzielę.

  • Premier Pakistanu twierdzi, że porozumienie pokojowe między USA a Iranem może zostać podpisane w ciągu najbliższych 24 godzin.
  • Rzecznik irańskiego MSZ zaprzecza jednak, by dokument miał zostać podpisany w niedzielę.
  • Uzgodniony tekst porozumienia ma opierać się na czterech kluczowych filarach. O szczegółach piszemy w poniższym artykule.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Premier Pakistanu poinformował w sobotę, że rozmowy między Stanami Zjednoczonymi a Iranem osiągnęły kluczowy etap. "Jesteśmy bliżej porozumienia pokojowego niż kiedykolwiek. Jego finalizacja nastąpi prawdopodobnie w ciągu najbliższych 24 godzin. Pakistan szykuje się do elektronicznego podpisania porozumienia zaraz potem, po czym w przyszłym tygodniu dojdzie do rozmów technicznych" - napisał Shehbaz Sharif na platformie X.

Szef pakistańskiego rządu podziękował obu stronom za zaangażowanie oraz wyraził uznanie dla partnerów regionalnych. "Jesteśmy przekonani, że to historyczne porozumienie pokojowe będzie stanowić mocny fundament trwałego pokoju" - podkreślił.

Nastroje tonuje jednak rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Iranu Esmail Baghei, zaprzeczając, by podpisanie porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi, nazywanego "memorandum z Islamabadu", miało odbyć się w niedzielę. Przyznał jednak, że nie można wykluczyć podpisania dokumentu w najbliższych dniach.

Jednocześnie podkreślił, że należy zachować ostrożność w kwestii jakichkolwiek wypowiedzi dotyczących daty podpisania ze względu na - jak się wyraził - "wahania drugiej strony".

Według przedstawiciela administracji USA, na którego powołuje się agencja Reutera, uzgodniony tekst porozumienia opiera się na czterech kluczowych filarach:

  • otwarcie cieśniny Ormuz i zakończenie jej blokady,
  • demontaż irańskiego programu jądrowego oraz przekazanie stronie amerykańskiej wzbogaconego uranu, który ma zostać "zniszczony na miejscu, a następnie wywieziony z kraju",
  • zapewnienie długoterminowego pokoju regionalnego,
  • wprowadzenie reżimu inspekcji umożliwiającego weryfikację zobowiązań.

W zamian Iran ma uzyskać stopniowe złagodzenie sankcji oraz możliwość reintegracji ze światową gospodarką. Przedstawiciel Białego Domu stanowczo zdementował jednak doniesienia o wypłacie Teheranowi konkretnych kwot przy podpisaniu memorandum.

W ostatnich tygodniach negocjacje przyspieszyły m.in. dzięki osłabieniu kontroli Iranu nad cieśniną Ormuz, przez którą zaczęło przepływać więcej ropy naftowej niż na początku konfliktu. Dodatkowo doprecyzowano zapisy dotyczące zniszczenia i wywozu wzbogaconego uranu.

Premier Pakistanu podkreślił, że jego kraj ściśle współpracuje z obiema stronami, by sfinalizować kolejne kroki. Jeśli porozumienie zostanie podpisane, może ono stać się punktem zwrotnym dla bezpieczeństwa i stabilności na Bliskim Wschodzie.

Otrzymane przedwczoraj Brak kategorii

Eskalacja na Bliskim Wschodzie. Izraelska odpowiedź na atak Teheranu

Dzisiaj, 8 czerwca (05:33)

Aktualizacja: Dzisiaj, 8 czerwca (07:38)

Siły Izraela poinformowały w poniedziałek nad ranem, że uderzyły w cele wojskowe w zachodnim i centralnym Iranie. Według państwowych irańskich mediów w Teheranie słychać było kilka głośnych wybuchów. Kilka godzin później Izrael poinformował, że Iran rozpoczął drugą falę ataku.

W niedzielę wieczorem czasu polskiego Teheran poinformował o wystrzeleniu w kierunku Izraela pocisków balistycznych w odpowiedzi na izraelskie ataki w Libanie. Wcześniej w niedzielę siły zbrojne Izraela przeprowadziły bowiem ataki w rejonie Bejrutu po raz pierwszy od czasu, gdy w zeszłym tygodniu USA ogłosiły plan zawieszenia broni obejmujący Liban.

Według strony izraelskiej wszystkie irańskie rakiety miały zostać zestrzelone. Kraj odpowiedział na atak Teheranu - siły zbrojne poinformowały, że uderzyły w cele wojskowe w zachodnim i centralnym Iranie. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej oświadczył, że Izrael przeprowadził ataki na cele wewnątrz Iranu, używając balistycznych pocisków powietrznych.  

Jak przekazała państwowa agencja informacyjna Mehr News cytowana przez CNN, w Teheranie słychać było kilka głośnych wybuchów. Eksplozje zgłoszono także w Tabrizie i Isfahanie - podała państwowa stacja IRIB.

Iran, jak przekazały tamtejsze media cytowane przez amerykańską stację, zagroził zablokowaniem cieśniny Bab al-Mandab, jeśli Izrael zaostrzy atak. Cieśnina ta to kolejny ważny korytarz morski; znajduje się między Półwyspem Arabskim a Afryką.

Kilka godzin póżniej Izrael poinformował, że zidentyfikował drugą falę pocisków wystrzelonych z Iranu w swoim kierunku. Wojsko miało uruchomić systemy obronne, by je przechwycić. Jak przekazała agencja AFP, w Jerozolimie rozległ się odgłos wybuchu.

Odpowiedź Izraela następuje po tym, jak prezydent USA Donald Trump w niedzielę podczas rozmowy telefonicznej z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu miał nakazać mu wstrzymanie się z odwetowym atakiem na Iran - wynika z relacji amerykańskiego oficjela, cytowanego przez agencję Reutera.

Trump powiedział również w rozmowie z "Financial Times", że Netanjahu będzie musiał zaakceptować każdą umowę, jaką USA zawrą z Iranem, ponieważ izraelski premier "nie dyktuje warunków".

Syreny w Izraelu. Iran wystrzelił pociski

Wczoraj, 7 czerwca (21:40)

Aktualizacja: Wczoraj, 7 czerwca (23:01)

Iran poinformował o wystrzeleniu w kierunku Izraela pocisków balistycznych. To odpowiedź Iranu na izraelskie ataki w Libanie. Izrael informuje o przechwyceniu kilku rakiet, ale uderzenie trwa. To pierwszy taki incydent od ogłoszenia zawieszenia broni 8 kwietnia i poważna eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Według izraelskich władz, cztery rakiety zostały wystrzelone z terytorium Iranu w kierunku północnego Izraela. Atak był odpowiedzią na izraelski nalot w Bejrucie, do którego doszło wcześniej tego samego dnia. Izraelskie Siły Obronne (IDF) poinformowały, że systemy obrony powietrznej zostały uruchomione, a w północnych regionach kraju rozległy się syreny alarmowe.

Wcześniej IDF przekazały, że są przygotowane na ostrzał rakietowy Izraela ze strony Iranu w najbliższych godzinach, po wcześniejszym ataku na Hezbollah w Bejrucie. Niedługo później armia USA wydała krótki komunikat, stwierdzając, że pozostaje w gotowości na wydarzenia na Bliskim Wschodzie.

Izraelska obrona lotnicza miała następnie przechwycić dwa pociski balistyczne wystrzelone w kierunku północnego Izraela. Nad Izrael mają nadlatywać kolejne pociski.

W poniedziałek w całym kraju zamknięte mają być szkoły. Zaapelowano także do mieszkańców o pozostanie w pobliżu schronów. Izraelska armia ostrzegła, że choć jak dotąd wszystkie irańskie pociski zostały przechwycone, to jednak obrona powietrzna "nie jest hermetyczna", a rakiety zaatakowały w wielu miejscach w kraju. Na razie jednak nie ma informacji o ofiarach czy zniszczeniach.

Gwardia Rewolucyjna Iranu oświadczyła w niedzielę, że izraelska armia musi zaprzestać ataków na Liban, a jeśli rozszerzy swoje działania lub odpowie na działania Iranu, spotka się z "jeszcze bardziej miażdżącymi i bolesnymi ciosami". Oświadczenie pojawiło się po tym, jak izraelska armia poinformowała o wykryciu ataku ze strony Iranu.

Atak Iranu może doprowadzić do zerwania rozmów między Stanami Zjednoczonymi a Teheranem oraz ponownego wybuchu konfliktu zbrojnego. Izrael prawdopodobnie odpowie na irańską agresję, co grozi dalszą eskalacją sytuacji w regionie - ocenia serwis Axios.

Amerykański urzędnik potwierdził, że prezydent Donald Trump został poinformowany o sytuacji. Waszyngton uważnie monitoruje rozwój wydarzeń i prowadzi konsultacje z sojusznikami w regionie.

Prezydent Donald Trump powiedział w niedzielę po ataku rakietowym Iranu na Izrael, że siły zbrojne USA są w stanie gotowości, a on sam nie jest zadowolony z takiego obrotu zdarzeń i chce, by strony konfliktu wróciły do negocjacji.

Trump dodał, że "zasugerowałby Iranowi", że skoro wystrzelił swoje rakiety, to "już wystarczy".

"Siły USA na całym Bliskim Wschodzie są czujne i gotowe" - przekazało Centralne Dowództwo sił amerykańskich (CENTCOM) we wpisie na platformie X.

Iran zamknął przestrzeń powietrzną nad zachodnią częścią kraju. Również Irak i Syria zdecydowały się zamknąć przestrzeń powietrzną.

​Izrael zaatakował przedmieścia Bejrutu. "Obserwujcie dziś niebo"

​Izrael zaatakował przedmieścia Bejrutu. "Obserwujcie dziś niebo"

Wczoraj, 7 czerwca (19:49)

Izraelskie siły zaatakowały w niedzielę południowe przedmieścia Bejrutu - stolicy Libanu. Celem były "centra dowodzenia" Hezbollahu - poinformował premier Benjamin Netanjahu. W wyniku ataku zginęły dwie osoby, a 11 zostało rannych. Iran zagroził "zdecydowaną i bolesną odpowiedzią".

  • Izrael zaatakował przedmieścia Bejrutu w odpowiedzi na ostrzał północnego Izraela przez Hezbollah.
  • Irański deputowany zapowiedział "bolesną odpowiedź" Teheranu na izraelski atak.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na stronę główną RMF24.pl

Bilans ofiar lub poszkodowanych w ataku na gęsto zaludnione przedmieście może się zmienić - zastrzega AP. To na razie wstępne ustaleń libańskiej agencji prasowej.

Według służb prasowych Benjamina Netanjahu, atak był odpowiedzią na ostrzelanie przez libański Hezbollah północnego Izraela.

Irański deputowany Ebrahim Rezaei napisał na platformie X, że Teheran "da syjonistycznemu reżimowi zdecydowaną i bolesną odpowiedź na atak na przedmieścia".

"Te wściekłe psy trzeba poskromić i posadzić na swoim miejscu. Obserwujcie dziś wieczorem niebo nad terytoriami okupowanymi" - dodał Rezaei.

Jak pisze portal Times of Israel, który zwrócił uwagę na tę wypowiedź, Iran za terytoria okupowane uznaje cały Izrael.

Agencja AP zwraca uwagę, że zaledwie trzy dni wcześniej po rozmowach w Waszyngtonie przedstawiciele Izraela i Libanu uzgodnili wznowienie zawieszenia broni, co miało być jednak uzależnione od całkowitego zaprzestania walk przez Hezbollah i wycofania wszystkich jego bojowników z południa Libanu.

Hezbollah nie zgodził się na rozejm, a Netanjahu zdecydował w związku z tym, że nie podda go pod głosowanie w Knesecie.

Netanjahu nakazał uderzenia na Dahijję - gęsto zaludnione południowe przedmieścia Bejrutu, uważane za bastion Hezbollahu. Armia izraelska wydała nakazy ewakuacji dla mieszkańców dzielnicy, co wywołało masową ucieczkę cywilów.

Iran zareagował zawieszeniem negocjacji z USA w sprawie wstępnego porozumienia pokojowego, żądając wstrzymania izraelskiej ofensywy w Libanie. Kryzys zażegnała interwencja prezydenta Donalda Trumpa, który po rozmowie telefonicznej z Netanjahu - oraz bezprecedensowych rozmowach z przedstawicielami Hezbollahu - ogłosił na platformie Truth Social, że "żołnierze nie wejdą do Bejrutu, a ci, którzy byli w drodze, zostali już zawróceni".

Na początku marca Hezbollah, który od powstania na początku lat 80. jest zależny od Iranu, włączył się do wojny, atakując Izrael, który w odpowiedzi rozpoczął operację zbrojną, zajmując południe Libanu i tworząc tam strefę buforową.

USA szpiegowane przez najbliższego sojusznika? Niepokój w Pentagonie

Wczoraj, 6 czerwca (15:40)

W Stanach Zjednoczonych rosną obawy przed poczynaniami najbliższego sojusznika. NBC News informuje, że Pentagon uznał zagrożenie szpiegostwem ze strony Izraela za najwyższe lat. Sytuacja eskaluje od momentu, gdy Donald Trump ostro zganił Benjamina Netanjahu za działania na Bliskim Wschodzie.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Decyzja o podniesieniu alertu kontrwywiadowczego przez Wojskową Agencję Wywiadowczą (DIA) zbiega się w czasie z rosnącym zgrzytem dyplomatycznym pomiędzy USA a Izraelem. Kością niezgody jest strategia wobec Iranu oraz operacje militarne w Libanie. Od czasu wejścia w życie kwietniowego zawieszenia broni prezydent USA Donald Trump skłania się raczej do szybszego zakończenia konfliktu na Bliskim Wschodzie. Z kolei premier Benjamin Netanjahu publicznie wyraża sceptycyzm wobec intencji Teheranu i naciska na wznowienie nalotów. Równocześnie Izrael prowadzi operację lądową w Libanie, połączoną z szeroko zakrojonymi bombardowaniami, które nie oszczędzają także ludności cywilnej. Działania Tel Awiwu spotykają się coraz większym gniewem na arenie międzynarodowej.

O temperaturze sporu świadczy niedawna, niezwykle burzliwa rozmowa telefoniczna obu przywódców. Trump przyznał później w rozmowie z dziennikarzami, że nazwał Netanjahu "szalonym". Znaczna część wymiany między przywódcami nie nadaje się do zacytowania.

Z informacji uzyskanych przez NBC News od obecnych i byłych urzędników amerykańskich wynika, że DIA rozesłała wewnętrzny dokument zawierający szczegółowe wykresy i opisy incydentów. Status zagrożenia ze strony Izraela zmieniono w nim na "krytyczny". Amerykanie obawiają się, że izraelskie służby za pomocą agentury oraz metod technicznych próbują monitorować wewnętrzne dyskusje w Białym Domu, aby przewidzieć, czy Trump zdecyduje się na powrót do pełnoskalowych działań wojennych, czy ostatecznie zakończy konflikt.

Oficjalne reakcje na te doniesienia są jednak pełne zaprzeczeń. Rzecznik ambasady Izraela w Waszyngtonie nazwał te zarzuty "całkowicie fałszywymi", dodając, że ich wywiad skupia się na wrogach, a nie na sojusznikach. Z kolei przedstawiciel Białego Domu uciął temat twierdzeniem, że cała historia opiera się na niewiarygodnych źródłach. Pentagon odmówił natomiast komentarza.

Choć wzajemne podglądanie się zaprzyjaźnionych państw nie jest w świecie geopolityki niczym nowym, eksperci zwracają uwagę, że obecne działania Izraela wykroczyły daleko poza ramy "akceptowalnego" szpiegostwa. Emily Harding z think tanku CSIS opisuje izraelskie służby jako "hiperagresywne" i skrajnie zainteresowane każdym krokiem Amerykanów.

Wizyta w Izraelu od lat wiąże się dla amerykańskich delegacji z procedurami podwyższonego ryzyka - urzędnicy rutynowo korzystają tam z jednorazowych telefonów oraz komputerów, a kluczowe rozmowy w hotelach prowadzą z zachowaniem maksymalnej ostrożności. 

Historia stosunków obu krajów pamięta już głębokie kryzysy na tym tle, jak choćby sprawę Jonatana Pollarda z lat 80., który za sprzedaż Izraelowi tajnych dokumentów spędził w amerykańskim więzieniu 30 lat. Warto jednak pamiętać, że sytuacja ta działa w dwie strony - wycieki Edwarda Snowdena z 2013 roku dowiodły, że USA również podsłuchiwały przywódców swoich europejskich sojuszników, w tym telefon kanclerz Niemiec Angeli Merkel.

Kryzys w sojuszniczej relacji. Kwestia Iranu dzieli Trumpa i Netanjahu

Co z wysłaniem 5 tys. żołnierzy do Polski? Chaos po decyzji Trumpa

Co z wysłaniem 5 tys. żołnierzy do Polski? Chaos po decyzji Trumpa

Wczoraj, 6 czerwca (07:25)

​Amerykańskie siły zbrojne wciąż czekają na wytyczne z Pentagonu, jak w praktyce zrealizować ogłoszoną przez prezydenta Donalda Trumpa decyzję o wysłaniu 5 tys. żołnierzy do Polski - podała AP, powołując się na dwóch urzędników z resortu obrony USA. Agencja pisze też o wysokich kosztach zmiany decyzji.

  • Pentagon nadal nie otrzymał jasnych wytycznych, jak zrealizować zapowiedź Donalda Trumpa o wysłaniu 5 tys. dodatkowych żołnierzy do Polski. 
  • Według AP część wojskowych dowiedziała się o odwołaniu rotacji do Polski tuż przed wyjazdem, a sam transport sprzętu kosztował już 32 mln dolarów.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Jak pisze AP, kilka tygodni po wstrzymaniu rotacji żołnierzy do Polski oraz deklaracji Trumpa o wysłaniu "5 tys. dodatkowych żołnierzy", amerykańska armia nadal nie wie, jak ta decyzja ma zostać zrealizowana w praktyce.

Roboczym założeniem jest, że żołnierze zostaną wydzieleni z jednostek już stacjonujących w Europie, a nie przerzuceni z USA - przekazał jeden z rozmówców AP. 

Według urzędnika wojsko próbuje "wstecznie konstruować" politykę, która miałaby odpowiadać najnowszym deklaracjom prezydenta.

Zamieszanie wokół obecności wojskowej USA w Polsce to skutek ciągu sprzecznych decyzji Białego Domu. Najpierw, po sporze z kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem na tle wojny z Iranem, ogłoszono wycofanie 5 tys. żołnierzy USA z tego kraju. Pentagon rozważał wówczas wycofanie stacjonującego na stałe w Niemczech 2 Pułku Kawalerii. Ostatecznie jednak na początku maja anulował zaplanowaną rotację 4 tys. żołnierzy z 2 Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej 1 Dywizji Kawalerii z Fort Hood w Teksasie, którzy mieli zostać skierowani do Polski - napisała AP. 

Potem jednak ogłoszono, że USA wyślą do Polski 5 tys. dodatkowych żołnierzy. Agencja przekazała, że Trump zamieścił swój wpis tego samego dnia, w którym rotacja wojsk została oficjalnie odwołana.

Według AP, choć decyzja o tym zapadła na początku maja, sojusznicy z NATO dowiedzieli się o niej dopiero w połowie miesiąca, a część żołnierzy została poinformowana o odwołaniu wyjazdu do Polski tuż przed wyjazdem.

Około tysiąca wojskowych wysłanych już do Polski ma wciąż czekać na potwierdzenie, że faktycznie wracają do USA. Sprzęt jednostki był już w drodze - sam transport kosztował 32 mln dolarów, jak wyliczyło Dowództwo Transportu USA (TRANSCOM).

AP przekazała, że gdyby Pentagon zdecydował się wycofać z Niemiec 2 Pułk Kawalerii, koszt operacji sięgnąłby kilku miliardów dolarów. Powodem jest brak w USA infrastruktury, która mogłaby przyjąć żołnierzy wraz z rodzinami. Agencja zastrzegła też, że przeniesienie jednostek z Niemiec do Polski mogłoby być również kosztowne i potrwać kilka lat.

Eksperci ostrzegają, że ciągłe zmiany planów uderzają w gotowość bojową i morale wojska.
To często ostatnia rzecz, którą chcesz robić rodzinom wojskowych - powiedział John Deni, były amerykański doradca i planista wojskowy ds. sił USA w Europie.

Agencja zaznaczyła, że kosztowne zmiany następują w momencie, gdy budżet wojsk lądowych USA jest poważnie obciążony i zmaga się z deficytem. Według cytowanego przez AP urzędnika szacowany jest on na 2-6 mld dolarów. Skutkiem są m.in. cięcia w szkoleniach żołnierzy w całym kraju.

​Niespodziewane skutki blokady cieśniny Ormuz. "Rozniosą się po całym świecie"

2 czerwca 2026, 09:08

Wtorek, 2 czerwca (09:08)

Unieruchomione od kilku miesięcy w cieśninie Ormuz statki obrastają glonami, małżami i pąklami. Istnieje poważne ryzyko, że po zdjęciu blokady jednostki te opuszczą Zatokę Perską, roznosząc na swoich kadłubach inwazyjne gatunki po całym świecie. "Statki będą przenosić niepożądane gatunki i choroby do nowych obszarów" - ostrzega norweska naukowczyni prof. Vivian Husa.

  • Blokada cieśniny Ormuz spowodowała, że statki stojące w Zatoce Perskiej szybko pokrywają się różnymi organizmami morskimi, jak glony czy małże.
  • Obrośnięte kadłuby zwiększają opór statków, co podnosi koszty transportu i może nawet osłabić konstrukcję frachtowców.
  • Po wznowieniu ruchu statków istnieje ryzyko przeniesienia obcych gatunków i chorób do nowych ekosystemów, co może zagrozić lokalnej faunie i florze.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Statki unieruchomione w Zatoce Perskiej po wybuchu wojny między Iranem a Izraelem i USA coraz silniej obrastają lokalnymi organizmami morskimi. W ciepłych wodach na południe od Iranu na kadłubach szybko osadzają się mikroorganizmy, glony, małże i pąkle. Na problemy, jakie może to wywołać, zwrócił uwagę norweski portal gospodarczy E24.

Im cieplejsza woda, tym szybciej dochodzi do obrastania. Im dłużej statek stoi, tym bardziej obrasta i tym trudniej to usunąć - powiedział, cytowany przez E24, Lasse Kristoffersen, szef armatora Wallenius Wilhelmsen.

Obrośnięte przez morskie organizmy kadłuby statków to po pierwsze duży problem dla armatorów. Jednostki stawiają większy opór, co podnosi koszty transportu, a w skrajnych przypadkach konstrukcja frachtowców może nawet zostać osłabiona.

Kristoffer Ramstad z norweskiego armatora Odfjell przyznał w rozmowie z E24, że nowoczesne systemy przeciwporostowe nie są projektowane z myślą o tak długim postoju w tym rejonie.

To obszar o wysokiej temperaturze morza, dużym zasoleniu i dobrych warunkach wzrostu dla organizmów morskich - powiedział Ramstad.

Przywrócenie normalnego ruchu statków przez cieśninę Ormuz może przynieść niepokojące konsekwencje dla morskich ekosystemów w wielu miejscach na świecie. Przytwierdzone do burt statków gatunki mogą trafić w środowiska, gdzie będą stanowić zagrożenie ekologiczne dla miejscowej fauny i flory.

Im dłużej statek pozostaje unieruchomiony w jednym miejscu, tym większe jest ryzyko, że będzie przenosić niepożądane gatunki i choroby do nowych obszarów - nie kryje prof. Vivian Husa z norweskiego Instytutu Badań Morskich.

Na inwazję obcych gatunków roślin i zwierząt oraz przenoszonych przez nie chorób szczególnie narażone są akweny o temperaturach wody zbliżonych do Zatoki Perskiej.

Morze Śródziemne ma już bardzo dużą liczbę obcych gatunków morskich - mówi norweska badaczka.

Morskie rośliny i zwierzęta są wrażliwe na zmiany temperatury wody. Dlatego nie należy spodziewać się, by w chłodniejszych morzach pojawiły się nieznane dotychczas choroby. Tyle że w czasie fal upałów w ostatnich latach gatunki z Zatoki Perskiej dobrze radzą sobie w wodach, które do niedawna były dla nich za zimne.

Wraz z nimi do nowych akwenów mogą trafiać także nieznane wcześniej w tych środowiskach organizmy i choroby, potencjalnie groźne dla lokalnych gatunków.

Ryzyko jest bardzo wysokie i może stać się jeszcze wyższe - oceniła prof. Husa.

Według raportu norweskiego Instytutu Badań Morskich z marca br., 2025 rok był najcieplejszym w historii pomiarów dla wielu stacji monitorujących temperaturę morza wzdłuż norweskiego wybrzeża.

Zmusili rodzinę, by wydobyła ciało ojca z grobu

Izraelscy osadnicy na okupowanym Zachodnim Brzegu zmusili Palestyńczyków do ekshumacji ciała ich ojca ze świeżo wykopanego grobu we wsi - informuje Reuters. "Powiedzieli, że ziemia jest przeznaczona pod osadę i że pochówek nie jest dozwolony" - powiedział syn zmarłego.

  • Izraelscy osadnicy zażądali od Palestyńczyków wydobycia ciała, twierdząc, że ziemia jest przeznaczona pod budowę osady.
  • Zagrozili, że użyją buldożera do wykopania grobu, jeśli rodzina nie zabierze ciała.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl

80-letni Hussein Asasa zmarł w piątek z przyczyn naturalnych i został pochowany tego samego wieczoru na cmentarzu we wsi niedaleko Jeninu. Jego bliscy posiadali wszystkie niezbędne pozwolenia od izraelskiego wojska, którego siły były obecne na miejscu - relacjonował syn zmarłego, Mohammed.

Jednak krótko po pogrzebie rodzina została wezwana przez niektórych mieszkańców wsi, którzy poinformowali, że osadnicy są przy grobie i nakazują wydobycie ciała.

Powiedzieli, że ziemia jest przeznaczona pod osadę i że pochówek nie jest dozwolony. Powiedzieliśmy im, że to jest cmentarz wsi, a nie część osady - opowiada Mohammed Asasa.

Osadnicy zagrozili następnie, że wykopią grób buldożerem, więc rodzina postanowiła sama ekshumować ciało ojca.

Zauważyliśmy, że już wykopali grób i dotarli do ciała - powiedział Asasa. Wydobyliśmy ciało i pochowaliśmy go na innym cmentarzu - dodał.

Wideo w mediach społecznościowych zdaje się pokazywać osadników obserwujących, jak ludzie kopią w ziemi na zboczu wzgórza. Następnie niosą coś, co wygląda na ciało, a za nimi idą izraelscy żołnierze. Reuters potwierdził lokalizację.

Izraelskie wojsko oświadczyło, że pogrzeb był z nim skoordynowany i że nie nakazało rodzinie ponownego pochówku ojca. Żołnierze zostali wysłani na miejsce po zgłoszeniu konfrontacji z osadnikami, którzy "kopali w tym rejonie" - podała armia Izraela.

"Żołnierze skonfiskowali narzędzia do kopania od izraelskich cywilów i pozostali na miejscu, aby zapobiec dalszym napięciom" - poinformowało wojsko. Dodało, że potępia działania naruszające "godność żywych i zmarłych".

Także Biuro Praw Człowieka ONZ potępiło incydent.

Sa-Nur była jedną z 19 osad ewakuowanych w ramach planu izraelskiego wycofania się z 2005 roku, który obejmował również wycofanie osadników i wojsk z Gazy.

Rząd Benajmina Netanjahu zatwierdził ponowne założenie Sa-Nur rok temu, a budowa postępuje szybko - informuje PeaceNow, izraelski obserwator osadnictwa.

Zachodni Brzeg jest jednym z terytoriów, o które Palestyńczycy ubiegają się w celu utworzenia niepodległego państwa. Izrael powołuje się na historyczne i biblijne związki z tymi ziemiami oraz na potrzeby bezpieczeństwa.

Rząd Netanjahu, który zdecydowanie sprzeciwia się utworzeniu państwa palestyńskiego, przyspiesza budowę osiedli, podczas gdy wzrost ataków osadników na Palestyńczyków budzi międzynarodowe zaniepokojenie.

Organizacja Narodów Zjednoczonych i większość krajów uznaje osadnictwo Izraela na ziemiach Zachodniego Brzegu zdobytych w wojnie z 1967 roku za nielegalne, co Izrael kwestionuje.

Największy producent prezerwatyw na świecie podnosi ceny

22 kwietnia 2026, 12:37
  • Wczoraj, 22 kwietnia (12:37)

    Największy producent prezerwatyw na świecie, malezyjska firma Karex, zapowiedział znaczącą, co najmniej 30-procentową podwyżkę cen swoich produktów. Powodem są zakłócenia w dostawach surowców, wywołane konfliktem na Bliskim Wschodzie i blokadą cieśniny Ormuz.

    • Największy producent prezerwatyw na świecie, firma Karex, zapowiedział podwyżkę cen swoich produktów o co najmniej 30 proc.
    • Przyczyną są zakłócenia w dostawach surowców wywołanych wojną na Bliskim Wschodzie i blokadą cieśniny Ormuz.
    • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

    Od czasu, gdy Iran w odpowiedzi na ataki Stanów Zjednoczonych i Izraela zablokował ruch statków przez cieśninę Ormuz, światowe dostawy ropy naftowej zostały poważnie ograniczone. To z kolei przełożyło się na zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw, dotykając wiele branż - w tym produkcję prezerwatyw.

    Karex, który rocznie wytwarza około 5 miliardów prezerwatyw dla największych światowych marek i systemów opieki zdrowotnej, wykorzystuje w produkcji materiały pochodzące z ropy naftowej, takie jak amoniak do konserwacji lateksu oraz środki na bazie silikonu.

    Szef firmy, Goh Miah Kiat, podkreśla, że od początku 2026 roku popyt na prezerwatywy wzrósł o około 30 procent. Jednocześnie wyższe koszty transportu i opóźnienia w dostawach surowców pogłębiły niedobory na rynku.

    W trudnych czasach potrzeba używania prezerwatyw jest większa, bo ludzie nie są pewni, czy za rok nadal będą mieli pracę - mówi w rozmowie z Bloombergiem. Jeśli teraz urodzisz dziecko, (za rok) będziesz miała o jedną osobę więcej do wykarmienia - dodaje.

    Wzrost cen spowodowany wojną na Bliskim Wschodzie dotyka także inne sektory gospodarki. Najtańsze bilety lotnicze w klasie ekonomicznej są obecnie średnio o 24 procent droższe niż rok temu. Podrożały również nawozy, a na rynku brakuje helu, niezbędnego do produkcji układów scalonych.

    Na początku kwietnia Organizacja Narodów Zjednoczonych ostrzegła, że rosnące koszty transportu wpłyną na ceny cukru, nabiału i owoców.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Amerykańska blokada cieśniny Ormuz. Kolejny statek wpłynął

  • Dzisiaj, 14 kwietnia (11:40)

    Powiązany z Iranem tankowiec Peace Gulf wpłynął we wtorek do Zatoki Perskiej przez cieśninę Ormuz - podała agencja Reutera powołując się na monitoring ruchu statków. Stało się tak, mimo że od wczoraj trwa ogłoszona przez USA blokada statków zawijających do irańskich portów.

    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

    Prezydent USA Donald Trump zapowiedział wprowadzenie blokady w niedzielę. Nastąpiło to po tym, jak okazało się, że rozmowy pokojowe w Islamabadzie nie doprowadziły do porozumienia między USA a Iranem.

    Blokada ma dotyczyć statków, wpływających lub wypływających z irańskich portów. Jednak choć trzy statki, które przepłynęły przez cieśninę Ormuz są powiązane z Teheranem, to nie zmierzały do portów irańskich. Nie są więc objęte blokadą - zauważył Reuters.

    Płynący pod banderą Panamy tankowiec Peace Gulf zmierza do portu Hamrija w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Zazwyczaj przewozi irański surowiec do nienależących do Iranu portów na Bliskim Wschodzie - wynika z danych firmy analitycznej Kpler.

    Wcześniej przez cieśninę przepłynęły dwa tankowce objęte sankcjami USA. Murlikishan, który udaje się do Iraku po olej opałowy wcześniej, pod inna nazwą, transportował rosyjską i irańską ropę. 

    Drugi tankowiec objęty sankcjami, Rich Starry, byłby pierwszym, który przepłynął przez cieśninę Ormuz i opuścił Zatokę Perską od czasu rozpoczęcia blokady - podkreślił Reuters powołując się na dane monitorujących ruch morski firm LSEG i Kpler. Jest objęty sankcjami USA za współpracę z Iranem. Obecnie przewozi metanol z portu Hamrija.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Słuchaj Radia RMf24

Rozmowy USA - Iran. Ma być drugie podejście

Dzisiaj, 14 kwietnia (10:29)

Jeszcze w tym tygodniu miałaby się odbyć druga runda rozmów pokojowych między USA a Iranem. Taką informację przekazała agencja AP, powołując się na dwóch pakistańskich urzędników. To właśnie Pakistan zaproponował przeprowadzenie takich rozmów.

  • Druga runda rozmów pokojowych między USA a Iranem ma odbyć się jeszcze w tym tygodniu, z inicjatywy Pakistanu - informuje agencja AP, powołując się na źródła.
  • W ubiegły weekend w Islamabadzie odbyły się pierwsze rozmowy, które zakończyły się fiaskiem.
  • Chcesz wiedzieć, co dzieje się w kraju i na świecie? Wejdź na rmf24.pl.

W ubiegły weekend w stolicy Pakistanu Islamabadzie odbyły się rozmowy pokojowe USA i Iranu. Władze Pakistanu były mediatorem.

Rozmowy zakończyły się fiaskiem. Uczestniczący w nich wiceprezydent USA J.D. Vance mówił w niedzielę, że "zła wiadomość jest taka, że nie osiągnęliśmy porozumienia". I myślę, że to zła wiadomość dla Iranu znacznie bardziej niż dla Stanów Zjednoczonych. Jasno określiliśmy nasze czerwone linie, w jakich kwestiach jesteśmy gotowi im się przychylić, a w jakich nie, i wyjaśniliśmy to tak jasno, jak to tylko możliwe, a oni postanowili nie zaakceptować naszych warunków - dodał.

Jeden z pakistańskich urzędników powiedział Associated Press, że weekendowe rozmowy były częścią trwającego procesu dyplomatycznego, a nie jednorazowym przedsięwzięciem.

Kolejne spotkanie ma dotyczyć warunków zakończenia wojny. Obie strony sygnalizowały, że chcą utrzymać otwarte kanały dyplomatyczne - podkreśliła AFP.

Wcześniej wiceprezydent USA J.D. Vance ocenił, że negocjacje z Iranem "przyniosły pewien postęp".

W rozmowie z Fox News Vance powiedział, że "piłka jest po stronie Iranu", a jeżeli warunki Waszyngtonu co do ograniczenia ambicji nuklearnych Teheranu zostaną spełnione, to "może to być bardzo, bardzo korzystna umowa dla obu krajów". USA od dawna oskarżają Iran, który od lat wzbogacał uran do poziomu powyżej zastosowania w cywilnych branżach, o chęć uzyskania broni jądrowej. Teheran zaprzeczał temu zarzutowi.

Przedstawiciele władz pakistańskich oświadczyli, że są "zaangażowani" w rozmowy z obiema stronami.

W poniedziałek Stany Zjednoczone zaczęły blokować ruch statków korzystających z irańskich portów w cieśninie Ormuz. Jak twierdzi prezydent Trump, blokada miała skłonić Iran do ponownego otwarcia cieśniny, kluczowego szlaku eksportu ropy naftowej i gazu z Zatoki Perskiej. Teheran zablokował ruch w cieśninie i zapowiedział, że chce pobierać opłaty od statków pokonujących Ormuz, co Trump określił jako próbę szantażu i wymuszenia, na którą Waszyngton nie może pozwolić - przypomniała stacja CNBC.

Vance zapewnił zaś w rozmowie ze stacją Fox, że doprowadzenie do otwarcia cieśniny dla swobodnej żeglugi było "jednym z punktów, w których Irańczycy próbowali przesunąć granice negocjacji".

Iran - jak oświadczył wiceprezydent - miał otworzyć Ormuz podczas zawieszenia broni, ale do tego nie doszło. Nie widzieliśmy pełnego ponownego otwarcia - zauważył Vance, zapowiadając, że jeśli Iran tego nie zrobi, "to fundamentalnie zmieni to nasze negocjacje z nimi". W nocy z 7 na 8 kwietnia prezydent Donald Trump ogłosił dwutygodniowe zawieszenie broni między USA i Iranem.

Ile statków utknęło w cieśninie Ormuz? Brytyjskie źródła ujawniają dane

  • Jak informuje emiracki magazyn „Gulf News”, powołując się na brytyjskie źródła, w rejonie cieśniny Ormuz uwięzionych jest obecnie ponad 600 statków o wyporności powyżej 10 tysięcy ton. Wśród nich 325 to tankowce, które nie mogą dostarczyć ropy na rynki całego świata.

    Skala problemu jest bezprecedensowa. Jeszcze w lutym, przed zamknięciem cieśniny przez Iran, każdego dnia przez Ormuz przepływało ponad 100 jednostek. Teraz, jak podaje brytyjski portal Lloyd’s List, w ciągu pierwszych dwóch dni obowiązywania porozumienia o zawieszeniu broni między USA a Iranem, przez cieśninę przepłynęło zaledwie 12 statków.

    Analitycy nie mają wątpliwości - nawet jeśli szlak zostanie w pełni otwarty, rozładowanie gigantycznego zatoru może potrwać tygodnie.

    Statki muszą obecnie podążać wyznaczonymi trasami i koordynować tranzyt z Teheranem. Co więcej, Iran zapowiedział wprowadzenie opłat dla wszystkich jednostek pokonujących Ormuz.

    Międzynarodowa Organizacja Morska (IMO) już wyraziła zaniepokojenie planami Iranu. "Próby wyznaczenia warunków lub nałożenia opłat za tranzyt przez cieśninę mogą naruszać prawo międzynarodowe" - przypomina "Gulf News". Sekretarz generalny IMO, Arsenio Dominguez, w rozmowie z agencją Bloomberga podkreślił, że irańskie opłaty stanowiłyby "niebezpieczny precedens".

    Nie możemy dopuścić do odmiennego (...) podejścia, w ramach którego dany kraj wprowadza odrębny mechanizm, niezgodny z międzynarodową praktyką, a my nawet nie wiemy, czy gwarantuje on bezpieczeństwo statków - mówi Dominguez.

    "Cieśnina Ormuz musi zostać ponownie otwarta - w pełni, bezwarunkowo i bez ograniczeń. Od tego zależy bezpieczeństwo energetyczne i globalna stabilność gospodarcza" - napisał w serwisie społecznościowym Sultan Al Dżaber, dyrektor generalny państwowej spółki naftowej z Abu Zabi ADNOC.

    Według Al Dżabera, na przepłynięcie cieśniny czeka obecnie aż 230 załadowanych ropą tankowców. Każda godzina zwłoki to kolejne miliardy dolarów strat dla światowej gospodarki.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

"Niskie IQ". Trump obraża swoich dotychczasowych zwolenników

Dzisiaj, 10 kwietnia (08:06)

Prezydent USA Donald Trump nie przebierał w słowach, odpowiadając na krytykę ze strony prawicowych publicystów i influencerów. W obszernym wpisie na swojej platformie społecznościowej Truth Social nazwał ich "wariatami", "przegrywami" i "głupkami". Ostre słowa padły w kontekście sporu o amerykańską interwencję wojskową przeciwko Iranowi.

  • Donald Trump ostro odpowiedział na krytykę ze strony prawicowych publicystów i influencerów.
  • Prezydent USA nazwał krytyków "wariatami", "przegrywami" i "głupkami" w kontekście sporu o interwencję wojskową USA przeciwko Iranowi.
  • Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami w kraju i na świecie? Wejdź na rmf24.pl.

Donald Trump, znany z bezkompromisowego stylu, tym razem uderzył w osoby, które dotychczas uchodziły za jego zwolenników. Prezydent USA w emocjonalnym wpisie na Truth Social skrytykował czworo znanych prawicowych publicystów i podcasterów: Tuckera Carlsona, Megyn Kelly, Candace Owens i Alexa Jonesa. Cała czwórka od tygodni otwarcie krytykuje interwencję USA w Iranie.

"Wiem, dlaczego Tucker Carlson, Megyn Kelly, Candace Owens i Alex Jones walczą ze mną od lat, zwłaszcza z uwagi, że uważają, że to wspaniale, że Iran, państwo numer jeden sponsorujące terroryzm, ma broń jądrową - bo łączy ich jedno: niskie IQ" - napisał Trump. Dodał, że jego krytycy to "wariaci", "mąciwody" i "przegrywy".

Prezydent odniósł się także do kontrowersyjnych wypowiedzi Candace Owens, popularnej na skrajnej prawicy influencerki. Trump zaprzeczył, jakoby żona prezydenta Francji, Brigitte Macron, była mężczyzną - co sugerowała Owens w swoich mediach społecznościowych. Wyraził nadzieję, że małżeństwo Macronów wygra pozew przeciwko niej w amerykańskim sądzie.

"Właściwie, dla mnie Pierwsza Dama Francji jest o wiele piękniejszą kobietą niż Candace" - podkreślił Trump.

Wszyscy wymienieni przez Trumpa publicyści to jego dawni sojusznicy. Najbardziej znany z tej grupy, były publicysta Fox News Tucker Carlson, był nawet jednym z mówców na konwencji wyborczej republikanów. W tygodniach poprzedzających atak na Iran, Carlson spotkał się z Trumpem w Białym Domu, próbując przekonać go do zaniechania interwencji.

Krytyka wojny z Iranem płynie głównie z antyinterwencjonistycznego skrzydła ruchu MAGA, do którego należy m.in. była kongresmenka Marjorie Taylor Greene. Jednak, jak pokazują sondaże Quinnipiac University, stanowisko to jest w mniejszości - aż 85 proc. wyborców republikanów popiera działania wojskowe wobec Iranu, choć wśród ogółu Amerykanów sprzeciw wobec wojny wyraża 53 proc. ankietowanych.

Mimo rosnącego rozłamu w ruchu politycznym MAGA, działania Trumpa w sprawie Iranu spotykają się z największym poparciem wśród elektoratu określającego się mianem republikanów MAGA. Prezydent podkreśla, że to właśnie on reprezentuje prawdziwe wartości ruchu, a jego krytycy nie odzwierciedlają poglądów większości.

Iran będzie "domagał się zemsty". Teheran zapowiada zmiany ws. cieśniny Ormuz

  • Wczoraj, 9 kwietnia (21:23)

    Najwyższy przywódca duchowo-polityczny Iranu Modżtaba Chamenei zapewnił w pisemnym oświadczeniu odczytanym w czwartek w państwowej telewizji, że "Iran nie dąży do wojny, ale nie zrezygnuje ze swoich praw". "Iran wprowadzi zarządzanie strategiczną cieśniną Ormuz w nową fazę" – zapewnił jednocześnie.

    • Polityka, gospodarka, sport i kultura. Najważniejsze informacje znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

    W czwartek mija 40 dni od rozpoczęcia przez USA i Izrael wojny z Iranem. W pierwszym dniu nalotów zabity został m.in. ojciec Modżtaby, Ali Chamenei, który sprawował funkcję najwyższego przywódcy od 1989 r. Z powodu wojny dotychczas nie odbył się zapowiadany i przekładany pogrzeb ajatollaha, który rządził Iranem przez prawie cztery dekady.

    W czwartek irańska państwowa telewizja pokazała tysiące ludzi, trzymających portrety i flagi Republiki Islamskiej. Zorganizowane przez władze demonstracje odbywają się w całym kraju wedle jednego schematu - z meczetów pochody maszerowały na główne place miast, gdzie odbywały się wiece.

    "Obecność ludu na polu walki musi trwać tak, jak trwała przez ostatnie 40 dni. To wy, ludzie, byliście prawdziwymi zwycięzcami na polu walki" - napisał Chamenei.

    W nocy z wtorku na środę ogłoszono 

    dwutygodniowy rozejm 

    i jeszcze w tym tygodniu mają rozpocząć się amerykańsko-irańskie negocjacje pokojowe.

    "Iran nie dąży do wojny, ale nie zrezygnuje ze swoich praw i traktuje wszystkie fronty oporu jako jednolitą całość" - zapewnił Chamenei. Zapowiedział, że Iran wprowadzi zarządzanie cieśniną Ormuz w nową fazę i oświadczył, że kraj oczekuje "odpowiedniej reakcji ze strony południowych sąsiadów", aby mógł im "okazać nasze braterstwo".

    Chamenei poinformował, że Iran będzie "domagał się zemsty" za ataki, których doświadczył podczas wojny ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem i podkreślił, że kraj jest "zdeterminowany" w dążeniu do pomszczenia śmierci byłego najwyższego przywódcy Alego Chameneiego i innych "męczenników".

    Od czasu objęcia stanowiska najwyższego przywódcy 8 marca Modżtaba Chamenei ani razu nie pokazał się publicznie, co podsyca spekulacje, że mógł zostać ciężko ranny w nalotach. W tym tygodniu brytyjski dziennik "The Times" opisał notę wywiadowczą, według której nie sprawuje on faktycznej władzy, gdyż wskutek doznanych obrażeń jest nieprzytomny.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Izrael zabił bądź ranił setki osób. Rozejm nie dotyczy Libanu

Siły Powietrzne Izraela przeprowadziły w środę najintensywniejszą od początku marca falę nalotów na cele Hezbollahu w Libanie, atakując - jak informuje Tel Awiw - niemal 100 obiektów tej organizacji. Według libańskiego resortu zdrowia, w wyniku izraelskich ataków w całym kraju zabitych bądź rannych zostało kilkaset osób.

  • Izraelska armia przeprowadziła największą od początku marca serię nalotów na cele Hezbollahu w Libanie.
  • Według libańskiego ministerstwa zdrowia, w wyniku izraelskich ataków w całym kraju zabitych bądź rannych zostało kilkaset osób.
  • Izrael podkreśla, że większość celów znajdowała się na terenach zamieszkanych przez cywilów, oskarżając Hezbollah o wykorzystywanie ich jako żywych tarcz.
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

"W ciągu 10 minut i jednocześnie w kilku obszarach (izraelskie lotnictwo zaatakowało) około 100 stanowisk dowodzenia i infrastrukturę wojskową. (...) To największy atak na infrastrukturę Hezbollahu od początku operacji" - twierdzą Siły Obronne Izraela (IDF) w komunikacie cytowanym przez portal Times of Israel.

Siły Powietrzne Izraela informują natomiast, że wśród celów w Bejrucie, Dolinie Bekaa i na południu Libanu znalazły się m.in. siedziby wywiadu i biura wykorzystywane przez Hezbollah do planowania ataków, a także infrastruktura wojsk rakietowych i morskich tej organizacji oraz zasoby elitarnych sił Hezbollahu, Radwan.

Tel Awiw podkreśla, że większość ostrzelanych celów znajdowała się "w samym sercu (terenów zamieszkanych przez) ludność cywilną, co było częścią cynicznej eksploatacji libańskich cywilów przez Hezbollah jako żywych tarcz ochraniających jego operacje".

Zanim doszło do uderzeń, IDF wydały ostrzeżenie o konieczności ewakuacji libańskiej ludności cywilnej. "Będziemy kontynuować uderzenia w terrorystyczną organizację Hezbollah (...). Nie będziemy narażać bezpieczeństwa mieszkańców północnego Izraela" - mówi szef sztabu izraelskiej armii, gen. Eyal Zamir.

Według libańskiego resortu zdrowia, cytowanego przez agencję Reutera, w izraelskich atakach zginęło lub zostało rannych kilkaset osób.

Wcześniej w środę izraelska armia informowała, że po zawarciu amerykańsko-irańskiego rozejmu w nocy z wtorku na środę wstrzymała ataki wymierzone w cele w Iranie, ale kontynuuje ataki na cele Hezbollahu w Libanie.

Przed falą izraelskich ataków Hezbollah oświadczył w komunikacie, że "stoi u progu wielkiego historycznego zwycięstwa, które zostanie osiągnięte dzięki poświęceniu bojowników, krwi męczenników oraz niezrównanej wytrwałości i cierpliwości (cywilów)". Jednocześnie zalecił, by mieszkańcy nie wracali na tereny, na których toczyły się walki, "przed oficjalnym ostatecznym ogłoszeniem zawieszenia broni w Libanie".

Od wojny do współpracy. Donald Trump ogłasza ws. Iranu

  • Donald Trump zapowiedział zacieśnienie współpracy z Iranem w sprawie likwidacji podziemnych zapasów wysoko wzbogaconego uranu oraz wstrzymania dalszego wzbogacania materiałów nuklearnych. Prezydent USA zadeklarował również gotowość do rozmów na temat złagodzenia sankcji wobec Teheranu.

    "Stany Zjednoczone będą ściśle współpracować z Iranem, który, jak ustaliliśmy, przeszedł przez bardzo owocną zmianę reżimu! Nie będzie wzbogacania uranu, a Stany Zjednoczone, współpracując z Iranem, wykopią i usuną cały głęboko zakopany (bombowce B-2) 'pył' nuklearny" - napisał Donald Trump na swojej platformie społecznościowej Truth Social.

    Odniósł się w ten sposób do posiadanych przez Iran zapasów ponad 400 kg wysoko wzbogaconego uranu, który - jak się uważa - po ubiegłorocznych uderzeniach na instalacje jądrowe zakopany jest pod ziemią m.in. w Isfahanie i Natanz.

    Amerykański prezydent dodał, że zapasy znajdują się pod "bardzo rygorystycznym nadzorem satelitarnym"; stwierdził, że od ubiegłego roku Iran nie podejmował wobec nich żadnych działań. "Rozmawiamy i będziemy rozmawiać z Iranem o złagodzeniu ceł i sankcji. Wiele z 15 punktów zostało już uzgodnionych" - przyznał, odnosząc się do dalszych negocjacji pokojowych.

    Przypomnijmy, że przywódca USA w nocy z wtorku na środę zgodził się na pakistańską propozycję dwutygodniowego zawieszenia broni pod warunkiem, że Iran zgodzi się na natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz. Dodał, że rozejm będzie "obustronny".

    Według mediów, amerykańsko-irańskie rozmowy w sprawie zakończenia wojny rozpoczną się w piątek w Islamabadzie, stolicy Pakistanu.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Nowa decyzja Trumpa ws. ceł. Mogłaby uderzyć w Rosję i Chiny

  • Nowa decyzja Trumpa ws. ceł. Mogłaby uderzyć w Rosję i Chiny

    ​Prezydent USA Donald Trump ogłosił w środę, że "ze skutkiem natychmiastowym" wprowadza cła w wysokości 50 proc. na towary z krajów, które dostarczają broń Iranowi. Choć nie wymienił konkretnych państw, to głównymi dostawcami sprzętu wojskowego do Iranu są Rosja i Chiny. Co istotne, na mocy orzeczenia Sądu Najwyższego, Trump stracił możliwość natychmiastowego nakładania ceł.

    "Kraj dostarczający broń wojskową do Iranu zostanie natychmiast obciążony cłem w wysokości 50 proc. na wszystkie towary sprzedawane do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Nie będzie żadnych wyjątków ani zwolnień!" - ogłosił Donald Trump w krótkim wpisie na platformie Truth Social.

    Mimo stwierdzenia o "natychmiastowym" wejściu w życie ceł, jak dotąd nie został podpisany żaden dokument wykonawczy, wprowadzający te taryfy. Trump już wcześniej ogłaszał podobne cła - na państwa kupujące irańską ropę naftową - w wysokości 25 proc., które jednak nigdy nie zostały wprowadzone. Ponadto, w rezultacie orzeczenia Sądu Najwyższego, Trump stracił możliwość natychmiastowego nakładania ceł.

    Prezydent USA ogłosił w nocy z wtorku na środę, że zgodził się na pakistańską propozycję dwutygodniowego zawieszenia broni pod warunkiem, że Iran zgodzi się na natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz. Dodał, że rozejm będzie "obustronny". Według mediów amerykańsko-irańskie rozmowy w sprawie zakończenia wojny rozpoczną się w piątek w stolicy Pakistanu, Islamabadzie.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Słuchaj Radia RMf24

Otwarcie cieśniny Ormuz. Pierwsze statki już przepłynęły

  • Dzisiaj, 8 kwietnia (13:09)

    Pierwsze dwa statki przepłynęły przez cieśninę Ormuz po tym, jak Iran w nocy zgodził się na jej ponowne otwarcie. Taką informację przekazał serwis MarineTraffic, zajmujący się śledzeniem ruchu morskiego.

    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

    "Masowiec NJ Earth, należący do greckiego armatora, przepłynął przez cieśninę o godz. 8:44 czasu uniwersalnego (godz. 10:44 w Polsce), podczas gdy Dayton Beach, pływający pod liberyjską banderą, przeszedł (tamtędy) wcześniej, o godz. 6:59 czasu uniwersalnego (godz. 8:59 w Polsce), wkrótce po wypłynięciu z portu Bandar Abbas o godz. 5:28 czasu uniwersalnego (godz. 7:28 w Polsce)" - podał MarineTraffic w serwisie X.

    Prezydent USA Donald Trump ogłosił w środę, że zgodził się na pakistańską propozycję dwutygodniowego zawieszenia broni pod warunkiem, że Iran zgodzi się na natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz. Teheran zapowiedział, że pozwoli na żeglugę tym szlakiem "w koordynacji z siłami zbrojnymi Iranu".

    Kilka godzin po ogłoszeniu porozumienia o rozejmie z Iranem Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone pomogą przywrócić ruch w cieśninie Ormuz.

    "Stany Zjednoczone pomogą rozluźnić korki w cieśninie Ormuz" - napisał Trump na swojej platformie Truth Social. "Będzie wiele pozytywnych działań! Zarobione zostaną duże sumy pieniędzy. Iran może rozpocząć proces odbudowy" -  dodał.

    Prezydent Francji Emmanuel Macron poinformował w środę, że około 15 krajów planuje uczestniczyć w misji mającej na celu wznowienie ruchu statków w cieśninie Ormuz.

    Zaznaczył, że misja zostanie uruchomiona "gdy spełnione zostaną odpowiednie warunki", czyli gdy zawieszenie broni faktycznie będzie przestrzegane.

    Iran zablokował Ormuz w pierwszych dniach wojny, rozpoczętej 28 lutego amerykańsko-izraelskim atakiem na Iran. 

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Trump "poniósł miażdżącą klęskę". Rosja mocno o rozejmie USA-Iran

  • Dzisiaj, 8 kwietnia (12:26)

    Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa skrytykowała w Radiu Sputnik Donalda Trumpa, oceniając, że jego strategia "poniosła miażdżącą porażkę" po tym, jak zawarł on porozumienie z Iranem.

    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

    Rosja oświadczyła w środę, że podejście polegające na "jednotorowym, agresywnym i niesprowokowanym ataku" na Iran poniosło "miażdżącą klęskę" po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił dwutygodniowe zawieszenie broni między Waszyngtonem a Teheranem.

    Wszystkie te deklaracje o większej agresywności, większej ofensywności i częstym pisaniu w mediach społecznościowych o "zwycięstwie, które jest tuż za rogiem", po raz kolejny poniosły miażdżącą klęskę - powiedziała rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa w wywiadzie dla Radia Sputnik.

    Podkreśliła, że Rosja aktywne zaangażowała się w rozwiązanie sytuacji na Bliskim Wschodzie.

    Od samego początku nasze stanowisko zakładało natychmiastowe przerwanie działań zbrojnych i przejście do negocjacji. Nie ma militarnego rozwiązania tej sytuacji, trzeba rozpocząć prawdziwe polityczne i dyplomatyczne rozwiązania, które opierać się będą na negocjacjach, z rzeczywistym rozważeniem stanowisk - mówiła rzeczniczka.

    Nie przedstawiono jednak żadnych oficjalnych dowodów, że Rosja faktycznie uczestniczyła w ustaleniu dwutygodniowego zawieszenia broni między USA a Iranem.

    Prezydent USA ogłosił dwutygodniowe zawieszenie broni pod warunkiem otwarcia cieśniny Ormuz i po zaakceptowaniu 10-punktowego planu, który ma stanowić podstawę przyszłych negocjacji.

    Teheran zadeklarował, że umożliwi żeglugę "w koordynacji z siłami zbrojnymi Iranu". Według irańskich mediów plan obejmuje m.in. zakończenie działań wojennych, wycofanie amerykańskich wojsk z regionu, zniesienie sankcji oraz odblokowanie zamrożonych aktywów. Rozmowy zaplanowano na 10 kwietnia w Islamabadzie.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Chamenei "kontaktował się listownie". Zaskakujące kulisy negocjacji USA-Iran

Chamenei "kontaktował się listownie". Zaskakujące kulisy negocjacji USA-Iran

Dzisiaj, 8 kwietnia (10:46)

Portal Axios ujawnia szczegóły zakulisowych negocjacji pokojowych między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Jak się okazuje, proces był niezwykle napięty, momentami chaotyczny, a kluczową rolę odegrał nowy przywódca Iranu Modżtaba Chamenei, który - w obliczu aktywnego zagrożenia zamachem ze strony Izraela - komunikował się za pośrednictwem... listów przekazywanych przez kurierów.

  • Tajne i napięte negocjacje USA-Iran były prowadzone m.in. za pośrednictwem kurierów przekazujących listy od Modżtaby Chameneiego.
  • Publiczne groźby Donalda Trumpa szły w parze z intensywną dyplomacją. Jak krok po kroku wyglądały negocjacje USA-Iran? O tym poniżej.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Według portalu Axios Modżtaba Chamenei aktywnie uczestniczył w negocjacjach USA-Iran, jednak jego zaangażowanie utrzymywane było w ścisłej tajemnicy. W obliczu realnego zagrożenia zamachem ze strony Izraela komunikował się głównie poprzez kurierów przekazujących jego listy negocjatorom. Ten archaiczny, ale bezpieczny sposób kontaktu znacząco spowalniał proces decyzyjny.

Źródła określają moment, w którym Chamenei dał zielone światło do zawarcia porozumienia, jako "przełomowy". Bez jego zgody - jak podkreślono - żadna umowa nie byłaby możliwa.

Przełom nastąpił po ostrym ultimatum ze strony Donalda Trumpa. Gdy prezydent USA ostrzegł, że w przypadku braku porozumienia "zginie cała cywilizacja", trwały już intensywne rozmowy dyplomatyczne. Specjalny wysłannik USA Steve Witkoff prowadził negocjacje telefoniczne i - według źródeł - początkowo bardzo krytycznie oceniał irańską propozycję 10-punktowego rozejmu, nazywając ją "katastrofą".

Kolejne godziny przyniosły lawinę poprawek i konsultacji. Kluczową rolę odegrali mediatorzy z Pakistanu, którzy przekazywali zmiany między stroną amerykańską a irańskim ministrem spraw zagranicznych Abbasem Araghchim.

W proces włączyli się także ministrowie spraw zagranicznych Egiptu i Turcji, próbując pomóc w przełamywaniu impasu. Według Axiosa był to jeden z najbardziej chaotycznych etapów rozmów pokojowych.

Do poniedziałkowego wieczoru udało się wypracować zaktualizowaną propozycję - dwutygodniowe zawieszenie broni. Ostateczna decyzja należała jednak do Chameneiego.

Istotną rolę odegrał także Abbas Araghchi, minister spraw zagranicznych Iranu, który nie tylko prowadził negocjacje, ale także wywierał naciski na dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, aby zaakceptowali porozumienie. Swoje dołożyły Chiny, które miały doradzać Iranowi znalezienie wyjścia z kryzysu, co wpłynęło na większą elastyczność Teheranu.

We wtorek rano było jasne, że rozmowy idą w dobrym kierunku, mimo kolejnych ostrych wypowiedzi Trumpa. Doniesienia części mediów o rzekomym zerwaniu negocjacji przez Iran okazały się nieprawdziwe - w rzeczywistości proces nabierał tempa.

Wiceprezydent USA J.D. Vance prowadził rozmowy telefoniczne z Węgier, koncentrując się głównie na kontaktach z mediatorami z Pakistanu.

Jednocześnie premier Izraela Benjamin Netanjahu pozostawał w stałym kontakcie z Trumpem, choć - jak wskazują źródła - izraelskie władze zaczęły obawiać się utraty kontroli nad przebiegiem negocjacji.

We wtorek niemal pewne już było, że strony zmierzają ku zawieszeniu broni. Trzy godziny później premier Pakistanu Shehbaz Sharif opublikował warunki porozumienia w mediach społecznościowych.

Wówczas Trump znalazł się pod silną presją ze strony radykalnych sojuszników, którzy apelowali o odrzucenie propozycji. Zamieszanie było tak duże, że nawet jego najbliżsi współpracownicy nie byli pewni decyzji prezydenta.

Ostatecznie, po rozmowie z Netanjahu i uzyskaniu jego deklaracji przestrzegania rozejmu, Trump zaakceptował porozumienie. Następnie skontaktował się z pakistańskim dowódcą wojskowym Asimem Munirem, by sfinalizować ustalenia.

Krótko po ogłoszeniu decyzji siły amerykańskie otrzymały rozkaz wycofania wojsk.

Iran zadeklarował przestrzeganie zawieszenia broni i zapowiedział otwarcie cieśniny Ormuz dla statków współpracujących z jego siłami zbrojnymi. Nie jest jednak jasne, w jakim zakresie żegluga rzeczywiście zostanie przywrócona.

Izrael otrzymał zapewnienia, że USA będą naciskać na Iran w kwestii programu nuklearnego - w tym przekazania materiałów jądrowych, zaprzestania wzbogacania uranu oraz rezygnacji z groźby użycia rakiet balistycznych.

Wciąż jednak istnieją poważne rozbieżności między stanowiskami obu stron, co oznacza realne ryzyko wznowienia konfliktu.

W piątek w Pakistanie mają odbyć się kolejne negocjacje, którym najprawdopodobniej przewodniczyć będzie wiceprezydent USA J.D. Vance. Jak podkreślają obserwatorzy, może to być najważniejsze zadanie w jego dotychczasowej karierze politycznej.

Administracja USA zapowiada również ofensywę medialną - sekretarz obrony Pete Hegseth i rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt na konferencji prasowej mają bronić strategii Trumpa, argumentując, że to właśnie jego groźby doprowadziły do przełomu. Z kolei władze Iranu prezentują odmienne stanowisko, sugerując, że presja Waszyngtonu była nieskuteczna.

❌