Widok normalny

Otrzymane przedwczoraj Ekonomia - Ekonomia - RMF24

Tankowce zawracają. Paraliż eksportu ropy światowego potentata

15 grudnia 2025, 17:12

Wczoraj, 15 grudnia (17:12)

Aktualizacja: Wczoraj, 15 grudnia (17:38)

Blady strach padł na armatorów przewożących ropę dla wenezuelskiego koncertu naftowego. Instytucje śledzące ruchy supertankowców zarejestrowały, że kilka jednostek, w tym przewożąca rosyjską ropę, zawróciły z obranego kursu. Zmiany w żegludze nastąpiły po tym, gdy Stany Zjednoczone zdecydowały się zająć tankowiec "Skipper" u wybrzeży Wenezueli.

  • Tankowiec przewożący rosyjską ropę do Wenezueli oraz kilka supertankowców planujących załadunek w Wenezueli zawróciły. Mówi się o paraliżu eksportu ropy tego kraju. 
  • Eksport ropy z Wenezueli praktycznie zatrzymał się, poza tankowcami czarterowanymi przez amerykański Chevron, które mają zgodę na transport do USA. 
  • Wenezuelski koncern PDVSA padł też ofiarą poważnego cyberataku, który wyłączył systemy i wpłynął na realizację zamówień. 
  • To elementy strategii wywierania presji przez USA na reżimie Nicolasa Maduro.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Tankowiec przewożący rosyjską ropę dla wenezuelskiego państwowego koncernu naftowego PDVSA oraz co najmniej cztery supertankowce, które miały odebrać ładunki surowca w Wenezueli, zawróciły po tym, jak Stany Zjednoczone przejęły statek transportujący wenezuelską ropę - informuje agencja Reutera, powołując się na ośrodki monitorujące ruch jednostek.

Jednostka "Boltaris" pod banderą Beninu, przewożąca około 300 tys. baryłek rosyjskiej nafty do Wenezueli, zawróciła pod koniec ubiegłego tygodnia i obecnie kieruje się do Europy. Ładunek, który wiozła, nie został rozładowany.

Co najmniej cztery supertankowce, które według harmonogramów PDVSA miały w najbliższych tygodniach załadować ropę w wenezuelskich portach, również zawróciły w ostatnich dniach - poinformował serwis monitorujący TankerTrackers.com.

W ubiegłym tygodniu amerykańska Straż Przybrzeżna przechwyciła i zajęła bardzo duży tankowiec przewożący około 1,85 mln baryłek ropy wenezuelskiej sprzedanej przez PDVSA.

Incydent ten odczytuje się jako element większej strategii Waszyngtonu, która chce wywierać presję na reżimie Nicolasa Maduro. W piątek Reuters poinformował, powołując się na swoje źródła, że USA planują kolejne zatrzymania statków.

W efekcie działań amerykańskich eksport ropy z Wenezueli został niemal sparaliżowany. Jak pokazują ogólnodostępne dane, jedynie tankowce czarterowane przez amerykański koncern naftowy Chevron wypływają z wenezuelską ropą do Stanów Zjednoczonych, zgodnie z wcześniej udzielonym zezwoleniem Waszyngtonu.

To nie koniec bardzo złych wieści dla Wenezueli. W poniedziałek koncern naftowy PDVSA padł ofiarą szeroko zakrojonego cyberataku. Caracas oskarża o ingerencję Stany Zjednoczone oraz inne kraje "spiskujące". W efekcie działań hakerów wyłączono systemy informatyczne koncernu, co oczywiście ma wpływ na realizację zamówień.

"Nie ma dostaw (ładunków), wszystkie systemy są wyłączone" - powiedział jeden z pracowników firmy, cytowany przez agencję Reutera.

Według oświadczenia wenezuelskich władz, atak został przeprowadzony przez "zagraniczne podmioty we współpracy z krajowymi podmiotami, które dążą do zniszczenia prawa kraju do suwerennego rozwoju energetycznego". W komunikacie zaznaczono, że został odparty dzięki pracownikom PDVSA. Dodano, że atak stanowi część amerykańskich działań mających na celu przejęcie kontroli nad wenezuelską ropą przy pomocy "siły i piractwa".

Tyle osób wciąż żyje poniżej minimum egzystencji. Najnowsze dane GUS

15 grudnia 2025, 13:06

Wczoraj, 15 grudnia (13:06)

W 2024 roku odsetek Polaków zagrożonych ubóstwem skrajnym wyniósł 5,2 procent – wynika z najnowszego raportu Głównego Urzędu Statystycznego. To mniej niż w poprzednim roku, jednak dane pokazują, że problem wciąż dotyka setek tysięcy osób, zwłaszcza na wsi, wśród rolników i rodzin z osobami z niepełnosprawnościami.

  • W 2024 r. ubóstwo skrajne w Polsce spadło do 5,2 proc., ale ubóstwo relatywne wzrosło do 13,3 proc.
  • Gospodarstwa rolników najbardziej narażone na ubóstwo - aż 11,4 proc. żyje poniżej minimum egzystencji.
  • Obecność osób z niepełnosprawnościami i mieszkanie na wsi znacznie zwiększają ryzyko ubóstwa.

Główny Urząd Statystyczny opublikował raport "Ubóstwo w Polsce w latach 2023 i 2024". Wynika z niego, że w 2024 roku zasięg zagrożenia ubóstwem skrajnym wyniósł 5,2 procent. To spadek w porównaniu do 2023 roku, kiedy wskaźnik ten osiągnął poziom 6,6 procent. Warto dodać, że poprawie uległa także przeciętna sytuacja dochodowa Polaków - zarówno miesięczne dochody, jak i wydatki na osobę w gospodarstwach domowych wzrosły zarówno nominalnie, jak i realnie.

Jednocześnie zmalało zróżnicowanie dochodów w społeczeństwie, co obrazuje współczynnik Giniego - spadł z 0,314 w 2023 roku do 0,300 w 2024 roku. Im niższa wartość tego wskaźnika, tym mniejsze są różnice w dochodach pomiędzy poszczególnymi gospodarstwami domowymi.

GUS precyzuje trzy główne kategorie ubóstwa:

  • Ubóstwo skrajne - dotyczy osób żyjących poniżej minimum egzystencji, niezbędnego do przeżycia.
  • Ubóstwo relatywne - odnosi się do osób, których dochody są znacząco niższe od średniej krajowej, co wyklucza je z typowego stylu życia społeczeństwa.
  • Ubóstwo ustawowe - określane zgodnie z kryteriami pomocy społecznej.

W 2024 roku, według raportu GUS, zasięg zagrożenia ubóstwem skrajnym wyniósł 5,2 proc., relatywnym - 13,3 proc., a ustawowym - 2,6 proc. Warto zauważyć, że liczba osób zagrożonych ubóstwem relatywnym wzrosła - w poprzednim roku wynosiła 12,2 proc., w tym roku już 13,3 proc.

Dane GUS są jednoznaczne: w 2024 roku najbardziej narażone na ubóstwo skrajne były gospodarstwa domowe rolników - aż 11,4 proc. z nich żyje poniżej minimum egzystencji. Dla porównania, wśród osób pracujących na własny rachunek zagrożenie wynosi ok. 4,5 proc., wśród pracowników - 4,7 proc., a wśród emerytów - 4,9 proc.

Ubóstwem relatywnym wciąż najbardziej zagrożone są gospodarstwa rolników - aż 32,3 proc. W przypadku ubóstwa ustawowego, najtrudniejsza sytuacja dotyczy osób utrzymujących się z innych niezarobkowych źródeł - 5,9 proc.

Raport GUS podkreśla, że jednym z kluczowych czynników zwiększających ryzyko ubóstwa jest obecność osób z niepełnosprawnościami w gospodarstwie domowym. W takich rodzinach odsetek zagrożonych ubóstwem skrajnym wynosi 7 proc., podczas gdy w gospodarstwach bez osób z niepełnosprawnościami jest to 4,8 proc. Różnice są widoczne także przy ubóstwie relatywnym (16,8 proc. wobec 12,5 proc.) i ustawowym (2,7 proc. wobec 2,6 proc.).

Duży wpływ na zagrożenie ubóstwem ma również miejsce zamieszkania. Mieszkańcy wsi są zdecydowanie częściej narażeni na życie poniżej minimum egzystencji niż mieszkańcy miast, a im większe miasto, tym mniejsze ryzyko ubóstwa.

Wykształcenie osoby odniesienia w gospodarstwie domowym to kolejny ważny czynnik. W gospodarstwach, gdzie osoba ta posiada wykształcenie wyższe, zagrożenie ubóstwem skrajnym wynosi zaledwie 2,2 proc., relatywnym - 6 proc., a ustawowym - 1 proc. Natomiast tam, gdzie wykształcenie nie przekracza poziomu gimnazjalnego, wskaźniki są znacznie wyższe: ubóstwo skrajne - 10,8 proc., relatywne - 26 proc., ustawowe - 3,7 proc.

Stworzyli Roombę, nie wytrzymali konkurencji i ceł. 100 proc. akcji iRobot zostanie przejętych

15 grudnia 2025, 12:19

Wczoraj, 15 grudnia (12:19)

Aktualizacja: Wczoraj, 15 grudnia (13:23)

W ramach tzw. przygotowanego wcześniej postępowania upadłościowego (Chapter 11), firma Picea Robotics z siedzibą w Shenzhen, przejmie własność lider rynku robotów sprzątających, amerykańskiej firmy iRobot - podaje BBC. Producent odkurzaczy Roomba miał poważne problemy z wysokimi cłami i konkurencją. Co to oznacza dla milionów użytkowników na całym świecie?

  • iRobot rozpoczął proces sądowej restrukturyzacji.
  • Kontrolę nad iRobot przejmuje chińska firma Picea Robotics.
  • Wartość iRobot spadła z 3,56 miliarda dolarów w 2021 roku do 140 milionów dolarów obecnie.
  • Kluczowym problemem były amerykańskie cła na produkty z Wietnamu oraz rosnąca konkurencja ze strony tańszych chińskich producentów.
  • iRobot zapewnia, że aplikacje, wsparcie techniczne i dostawy produktów będą działać bez zakłóceń mimo upadłości.
  • Chcesz być na bieżąco? Odwiedź stronę główną RMF24.pl.

Firma iRobot przechodzi pod kontrolę swojego głównego producenta - chińskiej firmy Picea Robotics, mającej swoje siedziby w Chinach oraz Wietnamie. Decyzja to efekt narastających problemów finansowych, które w ostatnich latach przybrały na sile. 

"Picea jest strategicznym partnerem iRobot od 2023 roku i odgrywa kluczową rolę w realizacji 'Elevate' - programu naprawczego firmy, pełniąc funkcję jej głównego partnera produkcyjnego. Zgodnie z warunkami nowej umowy, Picea obejmie 100 proc. udziałów iRobot poprzez konwersję swoich zabezpieczonych pożyczek. Dodatkowo inwestor zrezygnuje z części należności, co pozwoli spółce jeszcze sprawniej kontynuować rozwój nowych produktów oraz realizację globalnej strategii. Transakcja zapewnia stabilne warunki do dalszych prac nad rozwiązaniami smart home, wzmacniając innowacyjność portfolio iRobot" - czytamy w informacji prasowej wysłanej do RMF FM przez firmę.

Jeszcze w 2021 roku iRobot był wyceniany na imponujące 3,56 miliarda dolarów, a pandemia koronawirusa wywindowała popyt na inteligentne urządzenia sprzątające do rekordowych poziomów. Dziś wartość firmy spadła do zaledwie 140 milionów dolarów. Firmę miał w ubiegłym roku przejąć Amazon, ale transakcja została zablokowana prez unijny urząd ds. konkurencji.

Jak doszło do tego, że lider rynku robotów sprzątających znalazł się w takiej sytuacji? Kluczową rolę odegrały amerykańskie cła importowe w wysokości 46 proc. na towary z Wietnamu, gdzie produkowana jest większość urządzeń iRobot przeznaczonych na rynek amerykański. W tym roku tylko z tego tytułu koszty firmy wzrosły o 23 miliony dolarów.

To jednak nie wszystko. iRobot od dłuższego czasu zmagał się z coraz silniejszą konkurencją ze strony chińskich producentów, którzy oferowali podobne urządzenia w znacznie niższych cenach. Aby utrzymać się na rynku, amerykańska firma była zmuszona do obniżania cen swoich produktów i inwestowania w nowe technologie, co dodatkowo pogłębiało straty.

Picea Robotics, czyli firma, która przejmie akcje iRobot, to azjatycki gigant specjalizujący się w produkcji robotów sprzątających. Firma zatrudnia ponad 7 tysięcy pracowników na całym świecie i sprzedała już ponad 20 milionów robotów sprzątających. Picea posiada rozbudowane centra badawczo-rozwojowe oraz zakłady produkcyjne w Chinach i Wietnamie.

iRobot informując o wniosku o restrukturyzację, przekazał też istotne informacje dla użytkowników sprzętu produkowanego przez firmę. Działanie aplikacji nie powinno zostać zakłócone. Działać bez utrudnień ma dział wsparcia. 

Nie powinno być też zakłóceń dostaw produktów.

Firma DLF, autoryzowany dystrybutor iRobot w Polsce, dalej będzie współpracować z firmą. 

Jako wieloletni autoryzowany dystrybutor iRobot w Polsce chcemy jasno podkreślić, że zmiany strategiczne, które obecnie zachodzą na poziomie globalnym, nie mają wpływu na naszą bieżącą działalność. Kontynuujemy działania handlowe i marketingowe wspierające sprzedaż obecnej oferty oraz przygotowujemy się do premiery kolejnej serii robotów sprzątających, które zaprezentujemy już w 2026 roku. Ponadto iRobot planuje wprowadzić na rynek nową kategorią produktową, która zaoferujemy polskim konsumentom w nadchodzącym roku. Jesteśmy przekonani, że umowa inwestorska przyczyni się do umocnienia pozycji iRobot jako innowatora w kategorii Floor Care - przekazał Sławomir Radacki, Prezes Zarządu DLF Sp. z o.o.

Firma iRobot została założona w 1990 roku przez trzech członków Laboratorium Sztucznej Inteligencji Massachusetts Institute of Technology (MIT). Początkowo skupiała się na technologiach obronnych i kosmicznych, ale w 2002 roku wprowadziła na rynek przełomowy produkt - odkurzacz Roomba. Urządzenie szybko zdobyło serca użytkowników na całym świecie, a marka stała się synonimem inteligentnego sprzątania.

Według danych firmy, Roomba posiada około 42 proc. udziału w rynku amerykańskim oraz aż 65 proc. w rynku japońskim w segmencie robotów odkurzających. To imponujące wyniki, które przez lata gwarantowały iRobot pozycję lidera.

Tyle wyniosła inflacja w listopadzie

15 grudnia 2025, 10:08

Tyle wyniosła inflacja w listopadzie

Wczoraj, 15 grudnia (10:08)

Aktualizacja: Wczoraj, 15 grudnia (10:34)

Inflacja CPI w listopadzie wyniosła rdr 2,5 proc. - podał w poniedziałek Główny Urząd Statystyczny. W październiku wynosiła 2,8 proc. rdr.

  • Polityka, ekonomia, sport, pogoda, nauka, kultura, najnowsze informacje z Polski i ze świata - to wszystko znajdziesz na RMF24.pl.

"Inflacja CPI w listopadzie wyniosła rdr 2,5 proc." - poinformował w poniedziałek GUS.

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w listopadzie tego roku wzrosły zatem o 2,5 proc. w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku (przy wzroście cen usług o 5,3 proc. i towarów o 1,4 proc.). W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny towarów i usług wzrosły o 0,1 proc. (w tym towarów o 0,1 proc.), a ceny usług utrzymały się na tym samym poziomie).

GUS podał także, że deficyt w obrotach towarowych handlu zagranicznego po październiku wyniósł 5,1 mld euro.

W listopadzie tego roku - w porównaniu z poprzednim miesiącem - największy wpływ na wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem miały wyższe ceny w zakresie transportu (o 1,1 proc.) oraz żywności (o 0,1 proc.), które podwyższyły wskaźnik odpowiednio o 0,11 p. proc. i 0,02 p. proc. Niższe ceny w zakresie rekreacji i kultury (o 0,6 proc.) oraz odzieży i obuwia (o 0,5 proc.) obniżyły wskaźnik odpowiednio o 0,05 p. proc. i 0,02 p. proc.

Jak podaje GUS w porównaniu z listopadem 2024 roku wyższe ceny m.in. w zakresie: mieszkania (o 2,9 proc.), żywności (o 2,3 proc.), napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych (o 7,1 proc.), restauracji i hoteli (o 5,5 proc.) oraz zdrowia (o 5,0 proc.) wpłynęły na wzrost wskaźnika ogółem odpowiednio o: 0,72 p. proc., 0,55 p. proc., 0,37 p. proc., 0,31 p. proc. i 0,29 p. proc. Niższe ceny w zakresie transportu (o 2,3 proc.) oraz odzieży i obuwia (o 2,1 proc.) obniżyły wskaźnik odpowiednio o 0,25 p. proc. i 0,08 p. proc.

Zanim klikniesz "kup teraz". Jak nie dać się oszukać przed świętami?

​800 plus dla seniora. Co z nowym świadczeniem?

15 grudnia 2025, 10:02

Wczoraj, 15 grudnia (10:02)

800 plus dla seniora coraz bliżej? Do Sejmu trafiła propozycja wypłaty nawet 800 zł miesięcznie dla rodziców, którzy wychowywali dzieci bez wsparcia państwa. Sprawdzamy, kto mógłby dostać pieniądze i jakie są realne szanse na nowe świadczenie.

  • Chcesz być na bieżąco? Odwiedź stronę główną RMF24.pl.

Pomysł nazwany "800 plus dla seniora" wywołał duże emocje. Chodzi o finansową rekompensatę za wychowanie dzieci w czasach, gdy państwo nie oferowało żadnych świadczeń rodzinnych. Do Sejmu trafiła już petycja w tej sprawie, ale rząd na razie studzi oczekiwania. Na czym dokładnie polega propozycja i czy seniorzy mają realne szanse na dodatkowe pieniądze?

Nowa inicjatywa zakłada wypłatę dodatkowego świadczenia dla rodziców, którzy mają dzieci, ale nie mogli skorzystać z programów takich jak 500 plus czy obecne 800 plus. Autorzy pomysłu mówią wprost: to forma wyrównania historycznych nierówności i docenienia wkładu rodziców w obecny system podatkowy i emerytalny.

Świadczenie miałoby wynosić od 400 do maksymalnie 800 zł miesięcznie i byłoby wypłacane regularnie, podobnie jak inne programy socjalne.

Kto mógłby dostać pieniądze? Zgodnie z propozycją dodatek przysługiwałby za każde wychowane dziecko, pod warunkiem że:

  • dziecko pracuje,
  • odprowadza podatki w Polsce.

Podstawowa stawka to 400 zł miesięcznie za jedno dziecko. Jeśli rodzice wspólnie wychowywali jedno dziecko, kwota byłaby dzielona po równo - po 200 zł dla każdego z nich. Maksymalna wysokość świadczenia to 800 zł miesięcznie, czyli limit dla rodziców co najmniej dwojga dzieci.

Co ważne, projekt nie dotyczy wyłącznie emerytów. O pieniądze mogliby ubiegać się również rodzice w wieku przedemerytalnym, o ile ich dzieci ukończyły 18 lat jeszcze przed wprowadzeniem programu 500 plus.

Dlaczego ten pomysł budzi takie zainteresowanie? Zwolennicy rozwiązania podkreślają, że dzisiejsi seniorzy wychowywali dzieci bez realnego wsparcia państwa, często kosztem własnej kariery zawodowej i przyszłych świadczeń emerytalnych. Ich dzieci dziś pracują i finansują system, z którego korzystają wszyscy.

Właśnie dlatego - jak argumentują autorzy petycji - 800 plus dla seniora miałoby być nie "dodatkiem socjalnym", ale formą uznania za wieloletni wkład w gospodarkę i system emerytalny.

Szacowany roczny koszt programu to około 43 mld zł. Dla porównania, obecny program 800 plus dla dzieci kosztuje budżet państwa w 2024 roku około 64 mld zł.

Tak wysoka kwota oznaczałaby konieczność zmian ustawowych i znalezienia stabilnego źródła finansowania. To jeden z głównych argumentów przeciwników projektu.

Choć petycja złożona w maju wzbudziła zainteresowanie części posłów, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej na razie nie planuje wprowadzenia dodatków do emerytur z tytułu wychowania dzieci. Oznacza to, że propozycja nie znajduje się obecnie wśród priorytetów rządu.

Jednocześnie w debacie publicznej regularnie pojawiają się zapowiedzi poprawy sytuacji seniorów, w tym podwyżek emerytur, jednak nie są one bezpośrednio powiązane z koncepcją 800 plus dla seniora.

Niemcy w gospodarczym dołku. Nie ma powodów do optymizmu

15 grudnia 2025, 07:59

Wczoraj, 15 grudnia (07:59)

Po dwóch latach stagnacji niemiecka gospodarka wciąż nie może złapać wiatru w żagle. Najnowsze analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego oraz prognozy międzynarodowych instytucji pokazują, że ożywienie jest ledwie zauważalne i napędzane głównie przez popyt krajowy.

  • Ożywienie niemieckiej gospodarki po dwóch latach stagnacji jest minimalne i wynika głównie z popytu krajowego.
  • Prognozy wzrostu PKB Niemiec na 2025 rok są niskie - MFW przewiduje zaledwie 0,2 proc.
  • Przemysł i eksport pozostają słabe, a sektor motoryzacyjny ogranicza potencjał odbicia gospodarki.
  • Eksport netto stanowi obciążenie dla wzrostu, a perspektywy na 2026 rok są umiarkowanie pesymistyczne.
  • Bądź na bieżąco! Najnowsze informacje ze świata sportu, polityki i kultury znajdziesz na RMF24.pl.

"Główne filary niemieckiej gospodarki - przemysł i eksport - nadal nie wykazują trwałej poprawy. W krótkim okresie sytuacja również pozostaje bez zmian: PKB spadł w II kwartale o 0,3 proc., a w III kwartale nie odnotowano wzrostu. Jedyną pozytywną informacją jest umiarkowana inflacja na poziomie 2,3 proc. r/r w listopadzie" - zauważył Polski Instytut Ekonomiczny w najnowszym "Tygodniku Gospodarczym".

Jak dodali eksperci PIE, produkcja przemysłowa Niemiec daje "mieszany obraz", w październiku rosnąc o 1,8 proc. miesiąc do miesiąca, a w ujęciu rocznym o 0,8 proc. Jednocześnie cały III kwartał zakończył się spadkiem o 0,8 proc. wobec II kwartału 2025 r., co "pokazuje, że sektor nadal jest słaby". Z kolei PMI dla przemysłu utrzymuje się na poziomie 48,2 pkt, a największy wzrost produkcji zanotowały branże: budowlana (3,3 proc.), maszynowa (2,8 proc.) oraz elektronika i optyka (3,9 proc.). "Słabość motoryzacji (-1,2 proc. m/m) - odpowiadającej za dużą część niemieckiego eksportu - ogranicza potencjał odbicia całego sektora" - ocenili eksperci.

Obciążeniem dla wzrostu - ich zdaniem - jest też eksport netto. Niemiecki Instytut Badań Ekonomicznych (DIW Berlin) prognozuje, że w 2025 r. wartość eksportu nie zwiększy się, a wartość importu wzrośnie o 1,4 proc., co oznaczałoby ujemny wkład eksportu netto na poziomie -1,4 pkt proc. "Słabnąca konkurencyjność branży motoryzacyjnej, napięcia geopolityczne, drogie źródła energii oraz mocne euro ograniczają możliwości odbicia handlu zagranicznego. Bez poprawy popytu ze strony kluczowych gospodarek - zwłaszcza Chin i USA - niemiecki eksport pozostanie barierą dla wzrostu gospodarczego" - uważają ekonomiści PIE.

W ocenie ekspertów perspektywy niemieckiej gospodarki na 2026 r. pozostają słabe, a oczekiwane odbicie będzie ograniczone. Eksperci zwrócili uwagę, że najważniejsze instytucje widzą jedynie umiarkowaną poprawę sytuacji gospodarczej Niemiec w przyszłym roku.

"MFW szacuje wzrost PKB na poziomie około 1,0 proc., co oznacza tempo wciąż wyraźnie niższe niż w większości dużych gospodarek UE. Komisja Europejska prognozuje wzrost rzędu 1,2 proc., wskazując na stopniowe odbudowywanie popytu w strefie euro, choć podkreśla, że słabość przemysłu - zwłaszcza motoryzacji - będzie nadal ograniczać eksport" - podał PIE.

Zmienia się wysokość opłaty jakościowej. Jest podpis pod rozporządzeniem taryfowym

12 grudnia 2025, 21:54

Piątek, 12 grudnia (21:54)

Nowelizacja rozporządzenia taryfowego, które zmienia wysokość opłaty jakościowej, została podpisana - podało w piątek Ministerstwo Energii. Stawka opłaty spadnie dla największych energochłonnych odbiorców energii, wzrośnie dla innych grup, w tym gospodarstw domowych.

"Minister Energii podpisał nowelizację rozporządzenia taryfowego. Najbardziej energochłonni odbiorcy zapłacą niższą opłatę jakościową. Wprowadzone rozwiązania będą wspierać krajowy system elektroenergetyczny, aby był bardziej efektywny i przyjazny dla OZE" -  podało Ministerstwo Energii w piątkowym komunikacie.

Resort wyjaśnił, że w efekcie zmiany rozporządzenia taryfowego zmieniła się kategoria "odbiorcy specjalnego" opłaty jakościowej. Do tej grupy należeć teraz będą podmioty korzystające z sieci 110 kV lub wyższej, pobierające i zużywające co najmniej 200 GWh energii rocznie na własne potrzeby, wykorzystujące min. 50 proc. mocy umownej, dla których koszt energii elektrycznej stanowi nie mniej niż 15 proc. wartości produkcji⁠.

Z opublikowanej na stronach Rządowego Centrum Legislacji oceny skutków regulacji wynika, że obniżka stawki opłaty jakościowej dla największych odbiorców energochłonnych będzie się wiązać z jej wzrostem dla innych grup odbiorców, niebędących odbiorcami specjalnymi, o ok. 9,7 proc

To oznacza, że dla pozostałych odbiorców - poza tymi, którzy korzystają z taryfy G, przeznaczonej dla gospodarstw domowych – płatności wzrosną o ok. 1,04 proc. (według tegorocznych taryf). Z kolei dla odbiorców korzystających z taryfy G ten wzrost płatności wyniesie ok. 0,7 proc. Przykładowo - gospodarstwo domowe, zużywające 1,2 tys. KWh zapłacą o 0,31 gr więcej za miesiąc, a gospodarstwa zużywające 3 tys. kWh - o 0,78 gr miesięcznie.

W piątkowym komunikacie Ministerstwo Energii podało, że nowe przepisy wejdą w życie dzień po ich ogłoszeniu. Resort poinformował także, że zmiana stawki opłaty jakościowej jest "jednym z elementów szerszego działania na rzecz odbiorców energochłonnych", nad którymi pracuje zespołu ds. poprawy efektywności kształtowania taryf sieciowych energii elektrycznej.

"Zespół ma opracować i przedstawić rekomendacje dotyczące m.in.: składnika stałego i zmiennego stawki sieciowej, stawki jakościowej, sprawiedliwej alokacji kosztów w krajowym systemie elektroenergetycznym" - czytamy w komunikacie Ministerstwo Energii. "Przyjęcie zmiany rozporządzenia taryfowego uwzględniającej rekomendacje Zespołu planowane jest na I półrocze 2026 r." - czytamy także. 

Opłata jakościowa to zmienny element rachunku za prąd, który pokrywa koszty utrzymania stabilności i jakości dostaw energii elektrycznej w Polsce, finansując modernizację sieci i zapewniając odpowiednie parametry (napięcie, częstotliwość) dostarczanego prądu.

Ostatnia szansa na dopłatę. Wnioski tylko do poniedziałku

Wygrali z właścicielem Biedronki w sądzie. Ogromna kara utrzymana

12 grudnia 2025, 21:00
  • Piątek, 12 grudnia (21:00)

    160 mln złotych musi zapłacić Jeronimo Martins, właściciel Biedronki, za wprowadzającą w błąd reklamę. Sąd zdecydował o utrzymaniu w mocy kary nałożonej przez prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

    • Sąd utrzymał karę ponad 160 mln zł nałożoną przez UOKiK na Jeronimo Martins za wprowadzającą w błąd reklamę akcji "Tarcza Biedronki antyinflacyjna".
    • Sąd w pełni podzielił ustalenia i argumentację Prezesa UOKiK dotyczącą praktyk spółki.
    • UOKiK podkreślił, że klienci nie mogli realnie skorzystać z promocji na warunkach przedstawionych w reklamach.
    • Negatywne opinie konsumentów zostały uwzględnione w decyzji UOKiK i potwierdzone przez sąd.
    • Najważniejsze informacje z Polski i świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

    "UOKiK wygrywa w sądzie" - podał Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w piątek na swoim profilu na platformie X. "Sąd zgodził się z ustaleniami Prezesa UOKiK. W pełni podzielił ustalenia i argumentację Prezesa Urzędu w odniesieniu do stwierdzonych praktyk oraz nałożonych na spółkę kar pieniężnych. Jeronimo Martins Polska reklamując akcję 'Tarcza Biedronki antyinflacyjna' wprowadzała w błąd co do warunków, korzyści i dostępności regulaminu promocji" - poinformował na profilu UOKiK.

    Urząd wskazał, że "sąd utrzymał karę w wysokości ponad 160 mln zł". Ocenił także, że "wyrok to bardzo ważny sygnał dla rynku i konsumentów".

    "W naszym postępowaniu i wydanej decyzji nie skupiliśmy się na 'kwestiach technicznych', jak twierdził przedsiębiorca, ale prawie konsumentów do jasnej i rzetelnej informacji. Tymczasem klienci Biedronki nie mieli możliwości realnego skorzystania z promocji na warunkach przedstawionych w przekazach reklamowych przez przedsiębiorcę. Swój negatywny odbiór akcji konsumenci wyrażali w mediach społecznościowych, m.in. na profilu spółki na portalu Facebook. Ich głosy zostały uwzględnione w wydanej decyzji, potwierdzonej orzeczeniem sądu" - powiedział cytowany we wpisie UOKiK prezes urzędu Tomasz Chróstny.

    Akcja "Tarcza Biedronki antyinflacyjna" była prowadzona w sklepach sieci od kwietnia do czerwca 2022 r. Zdaniem UOKiK przekazy reklamowe były tak sformułowane, aby przyciągnąć uwagę konsumentów, którym zależy na niskich cenach produktów, oraz wytworzyć u nich przeświadczenie, że oferowane produkty są najtańsze na rynku. UOKiK w komunikacie z czerwca 2023 r. podał, że Jeronimo Martins Polska nie zarejestrowało żadnego zgłoszenia, które spełniałoby wymogi regulaminu "Tarczy Biedronki antyinflacyjnej". 

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Fałszywe bandery, nielegalne rejestry. Rosyjska flota cieni na światowych morzach

12 grudnia 2025, 15:46

Piątek, 12 grudnia (15:46)

Od 500 do 1000 rosyjskich statków floty cieni, w tym setki tankowców pod fałszywymi banderami, pływa po światowych morzach, skutecznie omijając międzynarodowe sankcje - alarmuje szwedzka Straż Przybrzeżna w opublikowanym raporcie.

  • Po morzach pływa 500-1000 rosyjskich statków floty cieni, z czego ponad 300 pod fałszywymi banderami.
  • Najczęściej wykorzystywane rejestry pochodzą z Gambii, Sierra Leone i Komorów.
  • Szwedzka Straż Przybrzeżna wskazuje na wzrost liczby fałszywych dokumentów i stron internetowych generujących nielegalne certyfikaty.
  • Statki te stanowią zagrożenie dla środowiska i bezpieczeństwa załóg.
  • Kontrola nad flotą cieni jest utrudniona przez brak międzynarodowych przepisów i omijanie tras kontrolnych.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Według najnowszego raportu szwedzkiej Straży Przybrzeżnej po morzach pływa od 500 do 1000 rosyjskich statków określanych mianem floty cieni. Ponad 300 z nich korzysta z fałszywych bander, co utrudnia ich identyfikację i nadzór. Statki te są wykorzystywane głównie do transportu rosyjskich paliw kopalnych, omijając międzynarodowe sankcje nałożone na Rosję.

Największymi dostawcami usług rejestracyjnych dla tankowców objętych sankcjami są obecnie Gambia, Sierra Leone oraz Komory. W ostatnim czasie inne państwa, takie jak Gabon, Barbados, Wyspy Cooka czy Panama, usunęły podejrzane jednostki ze swoich rejestrów, co doprowadziło do rekordowej liczby zmian bander. Procedury rejestracyjne w tych krajach są często pozbawione odpowiedniej kontroli.

W raporcie zwrócono uwagę na przypadki rejestracji statków bez wiedzy władz danego kraju, a nawet na terytoriach nieposiadających własnej bandery, jak karaibska wyspa Sint Maarten.

Z danych Międzynarodowej Organizacji Morskiej wynika, że jesienią aż 306 statków pływało pod 29 fałszywymi banderami. Najczęściej wykorzystywane są dokumenty rzekomo wydane przez administrację Gujany, Malawi i Gwinei.

Dodatkowo firma Lloyd’s List ujawniła istnienie co najmniej 50 fałszywych stron internetowych służących do generowania nielegalnych rejestracji i certyfikatów dla marynarzy, bez wiedzy władz państwowych.

Statki floty cieni często są w złym stanie technicznym i nie posiadają ważnego ubezpieczenia, co stanowi poważne zagrożenie dla środowiska morskiego. Dodatkowo warunki pracy międzynarodowych załóg są często skandaliczne - wielu marynarzy nie otrzymuje wynagrodzenia, a liczba skarg do Międzynarodowej Federacji Pracowników Transportu wzrosła w lipcu 2025 roku aż o 30 procent. Problemem są także fałszywe certyfikaty ubezpieczeniowe i wątpliwe kwalifikacje załóg.

Szwecja oraz inne kraje regionu, a także Wielka Brytania, wprowadziły obowiązek zgłaszania informacji o ubezpieczeniu statków przepływających przez ich wody. Jednak aż 20 procent załóg nie stosuje się do tych wymogów, a egzekwowanie prawa utrudnia brak międzynarodowych przepisów. W odpowiedzi na kontrole, wiele jednostek zmienia trasy, by unikać wykrycia.

Gigant przejmuje ulubioną sieciówkę Polaków. Co się zmieni w NKD?

12 grudnia 2025, 13:44

Piątek, 12 grudnia (13:44)

Blisko 10 tysięcy pracowników, ponad 2200 sklepów w Europie, w tym filie w Polsce, i wielomilionowe obroty – sieć taniej odzieży NKD zmienia właściciela. Nowym nabywcą została południowoafrykańska grupa Mr Price.

  • NKD, popularna sieć taniej odzieży, zmienia właściciela - przejęta przez południowoafrykański gigant Mr Price Group.
  • Sieć ma 2200 sklepów w Europie, w tym w Polsce, i osiągnęła 850 mln euro przychodu w 2024 roku.
  • Mr Price, z 32 tysiącami pracowników i szerokim asortymentem, zapowiada rozwój i ekspansję NKD do nawet 4000 sklepów.

Branża tekstylna w Europie przechodzi właśnie jedną z największych zmian ostatnich lat. Sieć sklepów NKD, znana z przystępnych cen i szerokiego asortymentu, została przejęta przez nowego właściciela. Dotychczas zarządzana przez brytyjską grupę private equity TDR Capital LLP, marka z siedzibą w bawarskim Bindlach, była określana jako "wiodący europejski dyskont tekstylny".

Obecnie sieć NKD to 2200 sklepów w Niemczech, Austrii, Włoszech, Słowenii, Czechach, Chorwacji i Polsce. NKD prowadzi także własny sklep internetowy, a w 2024 roku osiągnęła przychód na poziomie 850 milionów euro.

W sumie w sieci NKD w Europie pracuje 10 tysięcy ludzi.

Teraz stery w NKD przejmuje Mr Price Group - gigant handlu detalicznego z Republiki Południowej Afryki, zatrudniający na całym świecie aż 32 tysiące pracowników. Mr Price nie ogranicza się do odzieży - w jego portfolio znajdziemy także artykuły gospodarstwa domowego, usługi finansowe i produkty telekomunikacyjne. Firma prowadzi sprzedaż zarówno w sieci, jak i w ponad 3100 sklepach stacjonarnych.

Ostatnie wyniki finansowe Mr Price mogą robić wrażenie - przychody wzrosły o 5,4 proc. do 18,6 miliarda randów, co przekłada się na 937 milionów euro. Przejęcie dużej europejskiej sieci, jak NKD, wpisuje się w realizację strategii firmy.

Sieć tanich sklepów odzieżowych NKD została sprzedana za kwotę niemal 500 milionów euro. Podpisanie umowy kupna to dopiero początek zmian. Teraz transakcja musi zostać zatwierdzona przez urząd antymonopolowy.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, przed NKD otwiera się nowy rozdział. Sieć zapowiada szeroko zakrojoną ekspansję - w perspektywie średnioterminowej liczba sklepów ma wzrosnąć z obecnych 2200 do 3000, a w dłuższej nawet do 4000 placówek.

Sklepy NKD oferują tanie tekstylia, odzież sportową oraz sezonowe dekoracje. Sama nazwa firmy to skrót od Niedrig Kalkuliert Discount.

W Polsce sklepy sieci NKD są w kilkunastu miastach, między innymi w Warszawie, Kielcach, Wałbrzychu, Mielcu, Wrocławiu, Łodzi, Opolu i Włocławku.

"Przeciwko piekielnej machinie". Strajk generalny we Włoszech

12 grudnia 2025, 13:43

Piątek, 12 grudnia (13:43)

Przeznaczenie 23 mld euro na uzbrojenie w ciągu najbliższych trzech lat to szaleństwo - grzmi szef związkowej centrali we Włoszech. Trzeba finansować służbę zdrowia, będącą na skraju zapaści. Należy podnieść emerytury i pensje - alarmuje. Piątek jest w tym kraju dniem strajku generalnego i wielu utrudnień dla mieszkańców.

  • W piątek we Włoszech odbywa się strajk generalny ogłoszony przez lewicową centralę związkową Cgil w proteście przeciwko propozycji budżetowej rządu Giorgii Meloni.
  • W strajku biorą udział pracownicy sektora publicznego i prywatnego, w tym komunikacji miejskiej, kolei, służby zdrowia oraz oświaty.
  • W dziesiątkach włoskich miast zorganizowano manifestacje działaczy i zwolenników Cgil.
  • Związkowcy protestują przeciwko cięciom wydatków na służbę zdrowia, oświatę, opiekę socjalną i pensje oraz przeciwko zwiększaniu finansowania zbrojeń.
  • Chcesz być na bieżąco? Odwiedź stronę główną RMF24.pl.

Piątkowy strajk generalny został ogłoszony przez lewicową centralę związkową Cgil w geście protestu przeciwko propozycji budżetowej rządu Giorgii Meloni. 

Strajkują należący do tej centrali pracownicy sektora publicznego i prywatnego, w tym komunikacji miejskiej i kolejowej, służby zdrowia i oświaty.

W wielu miastach, w tym w Mediolanie i w Neapolu, doszło do poważnych utrudnień w komunikacji. Funkcjonuje ona normalnie w Rzymie, gdzie strajk odbył się we wtorek.

Odnotowano też utrudnienia w ruchu pociągów; niektóre połączenia zostały odwołane. Są też opóźnienia, m.in. na rzymskim dworcu Termini, a także w Bolonii i Genui.

W dziesiątkach miast zorganizowano manifestacje działaczy i zwolenników największej włoskiej centrali związkowej.

Związkowcy z Cgil protestują przeciwko, jak mówią, stałym cięciom w nakładach na służbę zdrowia, oświatę, opiekę socjalną i pensje oraz finansowaniu zbrojeń.

Nie zgadzamy się na to i dlatego wychodzimy na ulice, by to zmienić. Przeznaczenie 23 mld euro na uzbrojenie w ciągu najbliższych trzech lat to szaleństwo - oświadczył podczas manifestacji w Bari sekretarz generalny Cgil Christian Ferrari.

Trzeba finansować służbę zdrowia, będącą na skraju zapaści. Należy podnieść emerytury i pensje, które w dramatyczny sposób zostały obniżone w wyniku inflacji - dodał.

Protestujemy przeciwko piekielnej machinie, jaką jest drenaż podatkowy, który z powodu inflacji nadal zubaża pracowników i emerytów - mówił Ferrari.

Przedstawiciele centroprawicowej koalicji rządowej zarzucają organizatorom strajku, że prowadzą go w momencie, gdy zatrudnienie osiągnęło rekordowy, jak zaznaczają, poziom i kiedy wzrosły nakłady na emerytury i pomoc dla młodzieży.

Strajk pokazuje coraz większą izolację Cgil - oceniła Augusta Montaruli, wiceprzewodnicząca klubu partii Bracia Włosi w Izbie Deputowanych.

Wicepremier, minister infrastruktury i transportu Matteo Salvini zapewnił, że utrudnienia w ruchu na kolei są niewielkie, a sytuacja jest pod kontrolą.

Ostatnia szansa na dopłatę. Wnioski tylko do poniedziałku

12 grudnia 2025, 13:43

Piątek, 12 grudnia (13:43)

Zostały ostatnie dni na złożenie wniosku o bon ciepłowniczy za okres od lipca do grudnia 2025 r. - można to zrobić tylko do poniedziałku 15 grudnia. To jednorazowa dopłata dla gospodarstw domowych o niskich dochodach, które zmagają się ze skokowym wzrostem cen ciepła. Aby otrzymać bon ciepłowniczy, należy spełnić m.in. kryterium dochodowe.

Bon ciepłowniczy to świadczenie pieniężne przeznaczone dla gospodarstw domowych o niższych dochodach, które dotknięte zostały nagłymi podwyżkami cen ciepła systemowego. Wzrosty cen to efekt zniesienia mechanizmu tzw. maksymalnej ceny dostawy ciepła, który przestał obowiązywać z końcem czerwca tego roku. Bon ma na celu wesprzeć te gospodarstwa domowe, dla których podwyżka opłat za ogrzewanie stanowi - ze względu na nieduże dochody - wyzwanie finansowe.

O wsparcie będzie można wnioskować dwukrotnie: za okres od 1 lipca do 31 grudnia 2025, a także za cały 2026 rok.

Na złożenie wniosku za drugie półrocze 2025 r. zostało tylko kilka dni - czas jest do poniedziałku 15 grudnia. Można to zrobić osobiście w urzędzie gminy właściwym dla miejsca zamieszkania albo wysłać pocztą. Jest też opcja elektronicznego złożenia wniosku przez stronę gov.pl, platformę ePUAP lub aplikację mObywatel.

Zgodnie z obowiązującymi zasadami, świadczenie to przysługuje:

  • gospodarstwom jednoosobowym, których przeciętny miesięczny dochód nie przekracza 3272,69 zł;
  • gospodarstwom wieloosobowym, w których dochód na jedną osobę nie przekracza 2454,52 zł.

Dodatkowym warunkiem otrzymania bonu jest korzystanie z ciepła dostarczanego przez przedsiębiorstwo energetyczne, którego jednoskładnikowa cena netto w danej grupie taryfowej przekracza 170 zł za gigadżul (GJ).

Kwota wsparcia, jaką można otrzymać zależy od ceny ciepła netto płaconej przez gospodarstwo domowe. W przypadku okresu od 1 lipca do 31 grudnia 2025 roku bon przyznawany jest według następujących progów:

  • 500 zł przysługuje, gdy cena za GJ przekracza 170 zł, ale nie przekracza 200 zł;
  • 1000 zł przyznaje się, gdy cena mieści się w przedziale powyżej 200 zł do 230 zł;
  • 1750 zł otrzymają gospodarstwa domowe, które płacą za ciepło więcej niż 230 zł za GJ.

W kolejnym okresie, obejmującym cały 2026 rok, wartość wsparcia wzrośnie. Gospodarstwa domowe otrzymają 1000 zł, jeśli cena netto wynosi powyżej 170 zł do 200 zł za GJ. Przy stawkach powyżej 200 zł do 230 zł za GJ bon wyniesie 2000 zł, a gdy cena przekracza 230 zł za GJ, wysokość bonu wzrośnie do 3500 zł.

Bon ciepłowniczy będzie wypłacany w kwocie zgodnej z kryterium cenowym, zgodnie z zasadą "złotówka za złotówkę".

Oznacza to, że świadczenie przysługuje również osobom, które przekroczą kryterium dochodowe, jednak w takim przypadku kwota bonu zostanie odpowiednio pomniejszona o kwotę przekroczenia.

Jednocześnie minimalna wysokość wypłacanego bonu ciepłowniczego została ustalona na poziomie 20 zł.

Ogłosili upadłość. Zgłosiło się 8 tysięcy wierzycieli

12 grudnia 2025, 13:05

Piątek, 12 grudnia (13:05)

Spółka ogłosiła upadłość, prezes jest ścigany listem gończym. 8 tys. wierzycieli zgłosiło wierzytelności w postępowaniu upadłościowym kantoru internetowego Cinkciarz.pl.

  • Ponad 8 tysięcy wierzycieli zgłosiło swoje roszczenia w postępowaniu upadłościowym internetowego kantoru Cinkciarz.pl.
  • Ogólna kwota zgłoszonych wierzytelności nie została jeszcze zinwentaryzowana - poinformował syndyk Łukasz Grenda.
  • Upadłość Cinkciarz.pl została ogłoszona przez zielonogórski sąd rejonowy w październiku 2025 roku.
  • Wierzyciele mieli 30 dni na zgłoszenie swoich roszczeń przez system Krajowego Rejestru Zadłużonych (KRZ).
  • Chcesz być na bieżąco? Odwiedź stronę główną RMF24.pl.

Syndyk spółki Łukasz Grenda potwierdził, że złożył do akt sprawy ogólne sprawozdanie o stanie masy upadłości. Jest ono dostępne dla uczestników postępowania upadłościowego.

Upadłość spółki z ograniczoną odpowiedzialnością Cinkciarz.pl w październiku ogłosił zielonogórski sąd rejonowy. Wezwał też wierzycieli do zgłoszenia wierzytelności syndykowi. Zgłoszenie to można było złożyć przez 30 dni poprzez system Krajowego Rejestru Zadłużonych (KRZ); zrobiło to ponad 8 tys. wierzycieli. Z uwagi na specyfikę systemu KRZ ogólna kwota zgłoszeń nie została jeszcze zinwentaryzowana - podkreślił Grenda.

Wyjaśnił, że obecnie prowadzi czynności wstępne postępowania upadłościowego, inwentaryzując majątek dłużnika.

Z uwagi na fakt, iż dłużnik stanowił uprzednio podmiot trwającego postępowania karnego, jego majątek został w dużej mierze zabezpieczony przez prokuraturę. W tym zakresie prowadzimy czynności związane z objęciem tego majątku - poinformował Grenda.

Przekazał, że dotąd ustalił istnienie środków pieniężnych na licznych rachunkach bankowych, środków pieniężnych w depozycie sądowym, znaków towarowych, udziałów w spółkach oraz nielicznych ruchomości.

Pytany o to, jakie są największe wyzwania lub ryzyka, które mogą wpłynąć na przebieg postępowania upadłościowego i wypłatę środków wierzycielom, przekazał, że dużym wyzwaniem jest bardzo duża liczba zgłoszeń wierzytelności, jak i ich specyfika.

Spółka Cinkciarz.pl świadczyła swoje usługi w skomplikowanej relacji prawnej z innymi spółkami z grupy. Zadaniem syndyka będzie prawidłowa klasyfikacja prawna zgłoszeń oraz ich weryfikacja fiskalna - poinformował.

Jak dodał, wierzyciele często nie mają wiedzy o stanie swoich zobowiązań, a z uwagi na specyficzną sytuację spółki, której organy objęte są postępowaniem karnym, dostęp do informacji jest istotnie utrudniony.

Od października ub. roku poznańska prokuratura regionalna prowadzi postępowanie karne dotyczące oszukania wielu osób korzystających z usługi internetowej wymiany walut Cinkciarz.pl. Śledczy otrzymali w tej sprawie zawiadomienia od klientów, którzy nie odzyskali wpłaconych pieniędzy.

Dotąd zarzuty w sprawie usłyszeli: członek zarządu Cinkciarz.pl oraz główna księgowa i prokurentka spółki Cinkciarz.pl Monika J. Prezes zarządu Cinkciarz.pl sp. z o.o. Marcin P. przebywa poza krajem; jest poszukiwany listem gończym. 

Pod koniec września tego roku prokuratura poinformowała, że łączna wartość szkód, jakie miał wyrządzić klientom prezes spółki, wynosi ponad 125 mln zł.

Prognoza cen paliw na najbliższe dni. Czy są powody do radości?

12 grudnia 2025, 12:50

Piątek, 12 grudnia (12:50)

W nadchodzącym tygodniu kierowcy odczują spadki cen paliw na stacjach - benzyna Pb98 powinna potanieć do 6,51–6,63 zł/l, Pb95 do 5,71–5,83 zł/l, olej napędowy do 6,09–6,21 zł/l, a autogaz pozostanie stabilny na poziomie 2,60–2,67 zł/l - prognozuje portal e-petrol.pl. Obniżki w sprzedaży detalicznej idą w parze ze schłodzeniem cen hurtowych, co jest konsekwencją niższych notowań giełdowych ropy. W tle pozostają także oczekiwania na powodzenie rozmów pokojowych ws. rosyjskiej inwazji na Ukrainę, co mogłoby spowodować powrót rosyjskich surowców na światowe rynki - zwrócili uwagę autorzy raportu.

W nadchodzącym tygodniu 15-21 grudnia ceny na rynku detalicznym paliw powinny spadać - ocenił e-petrol.pl.

Benzyna Pb98 może lekko potanieć do stawki 6,51-6,63 zł/l, w stosunku do obecnej ceny 6,65 zł/l.

Z kolei bezołowiowa "dziewięćdziesiątka piątka" powinna kosztować 5,71-5,83 zł/l, co oznacza spadek o kilka-kilkanaście groszy w stosunku do obecnej stawki 5,87 zł.

Jeżeli chodzi o olej napędowy do samochodów z silnikiem Diesla, jego cena powinna mieścić się w przedziale 6,09-6,21 zł/l. To lekka korekta w stosunku do obecnej ceny 6,23 zł/l.

Autogaz ma stabilnie utrzymywać swoją cenę między 2,60 a 2,67 zł/l. Obecnie kosztuje 2,62 zł/l.

W porównaniu z końcem ubiegłego tygodnia, na rynku hurtowym odnotowano wyraźny spadek cen. Jest on widoczny we wszystkich głównych kategoriach.

"Pb98 została wyceniona na 4782 zł za m sześc., co oznacza spadek o 66 zł w porównaniu z poprzednim notowaniem. Pb95 również potaniała, osiągając poziom 4297 zł za m sześc., czyli o 57 zł mniej niż wcześniej. Jeszcze mocniej zniżkował olej napędowy, którego cena spadła o 72 zł, do poziomu 4603 zł za m sześc. Największą korektę odnotowano jednak na rynku oleju opałowego, gdzie zanotowano znaczący spadek o 120 zł, do poziomu 3094 zł za m sześc." - można przeczytać w raporcie e-petrol.pl

Zdaniem autorów ten trend oznacza schłodzenie cen w hurcie, co ma związek z niższymi notowaniami ropy. To z kolei może się przełożyć na dalsze obniżki w sprzedaży detalicznej w następnych dniach - oceniono.

Ceny ropy naftowej spadają. Baryłka ropy Brent na giełdzie w Londynie kosztowała w piątek rano około 61,50 dolarów, co oznacza, że jest ponad dwa dolary tańsza niż tydzień temu i bliska październikowych minimów.

Inwestorzy wyczekują postępów w negocjacjach dotyczących zawieszenia broni między Rosją a Ukrainą. Ukończenie rozmów może potencjalnie oznaczać powrót rosyjskich surowców energetycznych na światowe rynki. Według doniesień "The Wall Street Journal" przytoczonych przez e-petrol.pl, administracja USA zawarła w propozycjach pokojowych zapis o przywróceniu rosyjskich dostaw surowców energetycznych do Europy Zachodniej.

Na nastroje rynkowe wpłynęły także informacje o zajęciu przez Stany Zjednoczone wenezuelskiego tankowca objętego sankcjami. Wywołało to obawy przed możliwymi dalszymi działaniami wobec tzw. floty cieni i ewentualnymi zakłóceniami w żegludze ropy - zwrócili uwagę autorzy raportu.

Ilu Polaków mieszka za granicą, gdzie szukają szczęścia? Oto najpopularniejsze kierunki emigracji w 2024 roku

12 grudnia 2025, 12:37

Piątek, 12 grudnia (12:37)

Na koniec 2024 roku poza granicami Polski czasowo przebywało niemal 1,5 miliona obywateli naszego kraju – wynika z najnowszego raportu Głównego Urzędu Statystycznego. To o 22 tysiące więcej niż rok wcześniej. Zdecydowana większość polskich emigrantów wybiera kraje Unii Europejskiej.

  • Na koniec 2024 roku ok. 1,5 mln Polaków przebywa czasowo za granicą, głównie w Europie (94 proc.).
  • Najpopularniejsze kierunki emigracji to Wielka Brytania (415 tys.), Niemcy (407 tys.), Holandia (132 tys.), Norwegia (78 tys.) i Irlandia (69 tys.).
  • Od 2019 roku liczba emigrantów spadła z 1,6 mln do około 1,5 mln, z największym spadkiem w Wielkiej Brytanii.

Główny Urząd Statystyczny opublikował najnowsze dane dotyczące rozmiarów i kierunków czasowej emigracji z Polski w latach 2019-2024. Pod uwagę wzięto osoby przebywające za granicą co najmniej 12 miesięcy.

Szacuje się, że w końcu 2024 r. poza granicami Polski przebywało czasowo ok. 1 mln 499 tys. obywateli Polski, tj. o 22 tys. więcej niż w 2023 r.

"Warto podkreślić, że kraje europejskie są najczęstszym (ok. 94 proc.) wyborem kraju zamieszkania długookresowych imigrantów czasowych z Polski" - czytamy w raporcie GUS.

Oznacza to, że w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy liczba długookresowych emigrantów czasowych z Polski ponownie wzrosła - choć zmiana ta nie jest duża w porównaniu z wcześniejszymi latami.

Według danych GUS, w Europie w 2024 roku przebywało około 1,4 miliona polskich emigrantów. Najwięcej z nich - aż 869 tysięcy - mieszkało w krajach Unii Europejskiej. Polacy wciąż najchętniej wybierają Wielką Brytanię, Niemcy, Holandię, Norwegię oraz Irlandię. 

W szczegółach wygląda to następująco:

  • Wielka Brytania: 415 tysięcy polskich emigrantów
  • Niemcy: 407 tysięcy
  • Holandia: 132 tysiące
  • Norwegia: 78 tysięcy
  • Irlandia: 69 tysięcy 

Te pięć krajów od lat utrzymuje się w czołówce najczęściej wybieranych kierunków emigracji zarobkowej i czasowej przez Polaków.

GUS przypomina, że jeszcze w 2019 roku liczba Polaków przebywających za granicą przez co najmniej rok wynosiła nieco ponad 1,6 miliona. W 2020 roku nastąpił spadek tej liczby, a w kolejnych latach - od 2020 do 2024 - utrzymywała się ona na poziomie około 1,5 miliona. 

Największy przyrost liczby długookresowych emigrantów odnotowano w Holandii i Szwajcarii - odpowiednio o 28 tysięcy (26,6 proc.) i 8 tysięcy (39,1 proc.) w stosunku do 2019 roku. 

Z kolei największe spadki dotyczą Wielkiej Brytanii, Niemiec i Włoch - odpowiednio o 132 tysiące (24,1 proc.), 10 tysięcy (2,4 proc.) oraz 8 tysięcy (14,2 proc.).

Szczególnie widoczny jest spadek liczby Polaków przebywających w Wielkiej Brytanii. W 2019 roku liczba emigrantów czasowych z Polski na Wyspach Brytyjskich wynosiła 547 tysięcy. Po opuszczeniu przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej, na koniec 2020 roku liczba ta spadła o niemal 100 tysięcy - do poziomu 449 tysięcy. W 2024 roku liczba ta wynosi już około 415 tysięcy.

GUS podkreśla, że przedstawione wyniki dla lat 2019-2023 stanowią aktualizację wcześniejszych szacunków, opublikowanych w 2024 roku. Natomiast dane za 2024 rok są wartościami prognozowanymi. Oznacza to, że ostateczne liczby mogą się jeszcze nieznacznie zmienić po uwzględnieniu pełnych danych za mijający rok.

"Ceny poszybują". Branża mięsna nie chce podatku tłuszczowego

12 grudnia 2025, 12:18

Piątek, 12 grudnia (12:18)

Aktualizacja: Piątek, 12 grudnia (13:27)

Przedstawiciele branży mięsnej krytycznie oceniają przedstawiony przez Lewicę pomysł wprowadzenia podatku tłuszczowego. "Zamiast realnej walki o lepszą jakość żywienia dostajemy kolejny mechanizm drenowania kieszeni" - ocenił Tomasz Parzybut, prezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP.

  • Lewica proponuje wprowadzenie podatku tłuszczowego. Miałby to być element pakietu zmieniającego sytuację finansową ochrony zdrowia.
  • Podatek miałby obejmować m.in. słone przekąski, gotową żywność oraz słodycze. Całkowity dochód z niego byłby przekazywany do Narodowego Funduszu Zdrowia.
  • Branża mięsna krytykuje ten pomysł. Ostrzega, że podatek negatywnie wpłynie na producentów mięsa oraz spowoduje wzrost cen podstawowych produktów spożywczych.
  • Stowarzyszenie Rzeźników i Wędliniarzy RP wskazuje, że podatek uderzy w tradycyjne wyroby mięsne, a ultraprzetworzone produkty mogą uniknąć jego skutków dzięki technologicznym zabiegom.
  • Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej rmf24pl

Pomysł wprowadzenia podatku tłuszczowego został przedstawiony przez Lewicę w ramach pakietu propozycji, które miałyby poprawić sytuację finansową ochrony zdrowia. Politycy nie ukrywają, że jest on inspirowany już funkcjonującym podatkiem cukrowym. Co ważne, 100 proc. zebranych w ten sposób pieniędzy miałoby trafić do Narodowego Funduszu Zdrowia. 

Lewica proponuje, by podatek tłuszczowy obejmował m.in. słone przekąski, ale też gotową żywność (np. mrożoną pizzę), a także słodycze (czekolady, ciastka itp.). 

"Polski rynek uzależniających przekąsek charakteryzuje się dominacją międzynarodowych koncernów - to one zapłacą podatek" - przekonuje na swojej stronie internetowej ugrupowanie Włodzimierza Czarzastego.

Lewica podkreśla, że podatek tłuszczowy wspierałby prozdrowotne wybory konsumenckie Polaków. Zwraca też uwagę, że reklamy mocno przetworzonej żywności często kierowane są do najmłodszych. 

Uważamy, że firmy, które się bogacą na zdrowiu naszych dzieci, powinny płacić do budżetu na zdrowie więcej pieniędzy - stwierdziła posłanka Lewicy Joanna Wicha. 

Na razie nie wiadomo, jak w szczegółach miałyby wyglądać przepisy wprowadzające podatek tłuszczowy. To oznacza, że trudno definitywnie określić listę produktów spożywczych, które byłyby objęte nową daniną. 

Szefowa klubu Lewicy Anna Maria Żukowska zaprosiła minister zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę oraz ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego na spotkanie 7 stycznia. Mają oni wtedy dyskutować o najnowszych propozycjach Lewicy dotyczących finansowania ochrony zdrowia. 

Głos ws. pomysłu wprowadzenia podatku tłuszczowego zabrała branża mięsna. Stowarzyszenie Rzeźników i Wędliniarzy RP krytycznie ocenia inicjatywę Lewicy. Jego zdaniem mógłby to być cios i dla producentów mięsa, i dla portfeli konsumentów.

Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by przewidzieć skutki wprowadzenia takiego podatku: ucierpią polscy producenci, a ceny wielu podstawowych produktów poszybują w górę - ostrzega Tomasz Parzybut, prezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP.

Tłuszcz jest naturalnym nośnikiem smaku, więc danina uderzy w żywność tradycyjną, podczas gdy ultraprzetworzone wyroby bez trudu "schowają się" za sprytnymi zabiegami technologicznymi. Jeśli podatek miałby działać tak jak w Danii — obejmując produkty o zawartości tłuszczów nasyconych powyżej 2,3 g w 100 g — objąłby niemal wszystkie przetwory mięsne, z kiełbasą krakowską suchą na czele - analizuje Parzybut.

To nie jest droga do zdrowszego społeczeństwa, lecz do wyższych rachunków - podkreśla prezes SRW RP. Jego zdaniem "zamiast realnej walki o lepszą jakość żywienia dostajemy kolejny mechanizm drenowania kieszeni".

"Nie jest na rękę wszystkim". Szukają większości dla tej ustawy

12 grudnia 2025, 09:00

Piątek, 12 grudnia (09:00)

​Na pierwszym posiedzeniu po Nowym Roku Sejm zajmie się ustawą antyalkoholową - dowiedział się dziennikarz RMF FM Kacper Wróblewski. Projekt ustawy w tej sprawie Lewica złożyła kilka miesięcy temu.

  • Sejm już 8 stycznia rozpocznie prace nad ustawą antyalkoholową - dowiedział się dziennikarz RMF FM.
  • Projekt ustawy został złożony przez Lewicę kilka miesięcy temu.
  • Najważniejsze propozycje to: całkowity zakaz reklamy i promocji wszystkich napojów alkoholowych, zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw oraz zakaz sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych na terenie całego kraju.
  • Poprzednia wersja ustawy przygotowana przez resort zdrowia nie miała szans na wejście w życie z powodu sprzeciwów w rządzie.
  • Chcesz być na bieżąco? Odwiedź stronę główną RMF24.pl.

Przepisy, które zawiera projekt ustawy, to m.in. całkowity zakaz reklamy i promocji wszystkich napojów alkoholowych, zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw oraz w godzinach nocnych na terenie całego kraju.

Jak powiedział RMF FM były wiceminister zdrowia, senator Wojciech Konieczny, który jest współautorem przepisów, podobna ustawa, nad którą kilka miesięcy temu pracował resort zdrowia, nie miała szans na wejście w życie.

Również w rządzie były pewne sprzeciwy. Ustawa nie mogła przejść przez pozaministerialne tryby, również rządowe. To, że ona nie jest na rękę wszystkim, to prawda - podkreślił Konieczny.

Także teraz Lewica musi znaleźć sejmową większość dla tego projektu. Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM Kacper Wróblewski, część przepisów - np. zakaz promocji alkoholu - może wejść w życie.

Jak jednak powiedział nam senator Prawa i Sprawiedliwości Stanisław Karczewski, te przepisy trzeba przyjąć ponadpolitycznie.

Jestem również gorącym zwolennikiem tego, aby na stacjach benzynowych nie było w ogóle alkoholu. Będę na pewno popierał, nawet gdyby moi koledzy nie popierali, ale podejrzewam, że będziemy popierać - zaznaczył.   

Posiedzenie Sejmu, na którym mają rozpocząć się prace nad ustawą, rozpocznie się 8 stycznia.

Komfortowa parterówka z efektem „wow” – zobacz projekt domu z wysoką strefą dzienną!

12 grudnia 2025, 00:00

Marzysz o parterówce, w której naprawdę czuć przestrzeń i szukasz projektu, który łączy elegancką, nowoczesną architekturę z komfortem na co dzień? „Dom w kosaćcach 46” wyróżnia się wysoką strefą dzienną otwartą aż do połaci dachu, dużymi przeszkleniami i przemyślanym układem z 5 pokojami. To propozycja dla tych, którzy cenią przestrzeń, światło i spójny styl – także w aranżacji wnętrz.

"Dom w kosaćcach 46" to jedna z interesujących propozycji w kolekcji: gotowe projekty domów ARCHON+. Spełni oczekiwania osób planujących budowę komfortowej parterówki o wyrazistej i eleganckiej architekturze. Charakterystyczna bryła z bezokapowym dachem wspaniale prezentuje się w oprawie jasnego i szarego tynku oraz okładziny drewnianej, która dodaje przytulności i harmonijnie wpisuje budynek w naturalne otoczenie. Wzrok przyciągają wysokie przeszklenia, podkreślające nowoczesną linię domu i zapewniające doskonałe doświetlenie.

Podstawowe parametry "Domu w kosaćcach 46"

  • powierzchnia domu - ok. 124 m²
  • powierzchnia kotłowni z pralnią - ok. 4 m²
  • salon, jadalnia, kuchnia, spiżarnia, apartament z garderobą i łazienką,
    3 sypialnie, łazienka, toaleta
  • minimalne wymiary działki: 23,6 m x 20,6 m

W ramach jednokondygnacyjnego wnętrza zaprojektowano pięć komfortowych pokoi. Centralnym miejscem domu jest przestronna strefa dzienna, w której nad salonem i jadalnią przewidziano efektowne otwarcie stropu aż do połaci dachu. Rozwiązanie to wzmacnia poczucie przestronności, a w połączeniu z dużym przeszkleniem pozwala maksymalnie wykorzystać naturalne światło. Wnętrze zyskuje dzięki temu wyjątkowy design, lekkość oraz dekoracyjny akcent.

W przedstawionej na wizualizacjach aranżacji strefy dziennej można poczuć przestronność, którą potęguje wysokość stropu nad salonem i jadalnią. Nowoczesny styl buduje zestawienie naturalnego drewna z bielą i subtelną szarością - dzięki temu wnętrze jest jednocześnie eleganckie i przytulne. W jadalni centralne miejsce zajmuje prostokątny stół o minimalistycznej formie, otoczony wygodnymi krzesłami o miękkich liniach. Nad nim zawieszono geometryczną lampę, która pięknie podkreśla wysokość pomieszczenia, a wieczorem wprowadza nastrojowe światło.

W salonie zaplanowano dużą, narożną sofę, idealną do wspólnego odpoczynku. Towarzyszy jej niski stolik kawowy, a ulokowany w pobliżu kominek dodaje wnętrzu ciepła i buduje klimat. Mocnym akcentem aranżacji jest ściana TV wykończona naturalnym drewnem i ozdobiona pionowymi liniami świetlnymi, które dodają dynamiki.

Z częścią wypoczynkowo-jadalnianą płynnie łączy się funkcjonalna kuchnia. Jej centrum wyznacza wyspa z dodatkowym blatem roboczym i barkiem śniadaniowym, tworząca idealne miejsce do wspólnego przygotowywania posiłków. Duże okno naturalnie doświetla przestrzeń roboczą, a przemyślany układ funkcji sprzyja sprawnej organizacji pracy. Wysoka zabudowa oraz przyległa do kuchni spiżarnia ułatwiają przechowywanie i utrzymanie porządku, dzięki czemu pomieszczenie doskonale sprawdza się w codziennym użytkowaniu.

W aranżacji wyspę wykończono kamiennym blatem, który podkreśla elegancki charakter wnętrza, daje trwałość na lata i stanowi mocny, estetyczny punkt kompozycji.

Strefa nocna domu obejmuje cztery wygodne pokoje, rozmieszczone tak, aby zapewnić mieszkańcom pełen komfort i poczucie prywatności.  Przestronny apartament rodziców jest wyraźnie oddzielony od pozostałych sypialni. Jego atutem jest wysoka sypialnia z okazałym przeszkleniem, które nadaje wnętrzu elegancki charakter i buduje nastrojową atmosferę. Dopełnieniem komfortu są prywatna łazienka oraz funkcjonalna garderoba. Trzy pozostałe pokoje doskonale sprawdzą się jako sypialnie dzieci, gabinet lub pokój gościnny, oferując szerokie możliwości aranżacyjne. W ich sąsiedztwie umieszczono łazienkę oraz osobną toaletę.

Jednym z wyraźnych atutów projektu jest starannie zaprojektowany taras, perfekcyjnie wpisany w bryłę domu. Część osłonięta lekką pergolą, dostępna bezpośrednio z jadalni, tworzy idealną strefę relaksu na ogrodowych sofach. Z kolei tarasowy podcień sąsiadujący z kuchnią to doskonała przestrzeń na letnią jadalnię lub kącik kawowy. Bezpośrednie wyjście na taras posiada również apartament rodziców, dzięki czemu tworzy przy nim prywatny zakątek do kameralnego, spokojnego wypoczynku.

Szczegółowe informacje o projekcie, aktualne koszty budowy "Domu w kosaćcach 46" oraz inne warianty projektowe z tej serii dostępne są na archon.pl.

Zachęcamy także do kontaktu z Doradcami ARCHON+, którzy chętnie pomogą w wyborze projektu najlepiej dopasowanego do warunków działki, zaplanowanego budżetu i oczekiwań przyszłych mieszkańców.

Prezes JSW Koks złożył rezygnację po niespełna ośmiu miesiącach

11 grudnia 2025, 15:55

Czwartek, 11 grudnia (15:55)

Jerzy Woliński złożył rezygnację z funkcji prezesa JSW Koks po niespełna ośmiu miesiącach kierowania spółką. Zarząd zapewnia, że realizacja kluczowych projektów i bieżąca działalność firmy pozostają niezagrożone.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

W czwartek po południu JSW Koks poinformowała w oficjalnym komunikacie o rezygnacji Jerzego Wolińskiego z funkcji prezesa zarządu. Woliński kierował spółką od 17 kwietnia bieżącego roku. Jak podkreślono, do czasu podjęcia dalszych decyzji korporacyjnych, spółka realizuje swoje zadania zgodnie z obowiązującymi planami, zapewniając stabilność procesów i projektów.

Jerzy Woliński, wcześniej związany m.in. z Grupą Azoty, obejmując stanowisko prezesa JSW Koks, zapowiadał dokończenie budowy elektrociepłowni w Radlinie oraz uruchomienie nowej baterii koksowniczej w Dąbrowie Górniczej. Nowa bateria została uruchomiona w pierwszej połowie roku, natomiast prace nad elektrociepłownią są kontynuowane przez spółkę własnymi siłami.

Po rezygnacji Wolińskiego zarząd JSW Koks tworzą obecnie: Tomasz Grzyb (członek zarządu ds. produkcji i techniki), Ireneusz Borzęcki (członek zarządu ds. ekonomicznych) oraz Jacek Albrecht (członek zarządu ds. inwestycji i rozwoju). Poprzednią prezes spółki była Joanna Schmid, która kierowała firmą od czerwca 2024 do lutego 2025 roku.

W listopadzie ubiegłego roku JSW Koks poinformowała o odstąpieniu od umowy z firmą Rafako dotyczącej budowy elektrociepłowni Radlin. Spółka zadeklarowała determinację w dokończeniu inwestycji, mimo że jej koszt wzrósł o ponad 180 mln zł w stosunku do pierwotnych założeń.

Grupa JSW odnotowała po trzech kwartałach 2025 roku stratę netto w wysokości 2,869 mld zł. Przychody ze sprzedaży wyniosły 7,009 mld zł, a wynik EBITDA był ujemny i wyniósł -1,397 mld zł. W samym trzecim kwartale przychody ze sprzedaży sięgnęły 2,295 mld zł, przy stracie brutto ze sprzedaży na poziomie 524 mln zł. EBITDA bez zdarzeń jednorazowych wyniosła minus 485,3 mln zł, a strata netto 793,7 mln zł.

EBITDA to skrót od angielskiego wyrażenia Earnings Before Interest, Taxes, Depreciation and Amortization, czyli zysk przed odsetkami, podatkami, amortyzacją i deprecjacją.

W trzecim kwartale 2025 roku produkcja koksu przez JSW Koks wyniosła 0,839 mln ton, co oznacza wzrost o 26,3 proc. w porównaniu z drugim kwartałem. Jednak w ujęciu rocznym produkcja spadła z 2,370 mln ton do 2,304 mln ton (spadek o 2,8 proc.). Spółka odnotowała także dalszy spadek cen koksu - z 1038,48 zł za tonę w drugim kwartale do 920,97 zł za tonę w trzecim kwartale.

Wiceszef rady nadzorczej PKP Cargo odwołany

11 grudnia 2025, 15:42

Czwartek, 11 grudnia (15:42)

Marcin Wojewódka, wiceszef rady nadzorczej PKP Cargo został odwołany ze stanowiska - poinformowała w czwartek spółka. Decyzja zapadła po tym, jak w środę rano Wojewódka sprzedał ponad 90 tys. akcji PKP Cargo o wartości ponad miliona złotych, a chwilę później spółka wypuściła w tej sprawie komunikat i kurs akcji mocno spadł. Po południu Marcin Wojewódka nabył tyle samo akcji po niższej cenie. Sprawą zajął się Urząd Komisji Nadzoru Finansowego - zbada, czy nie doszło do wykorzystania informacji poufnych.

Zarząd PKP CARGO S.A. w restrukturyzacji ("Emitent" "Spółka") informuje, iż w dniu 11 grudnia 2025 roku akcjonariusz Emitenta - PKP S.A. - działając na podstawie § 19 ust. 2 i ust. 6 Statutu Spółki odwołał z dniem 11 grudnia 2025 roku ze składu Rady Nadzorczej Pana Marcina Wojewódkę - przekazano w czwartek po południu.

Wcześniej w giełdowym raporcie bieżącym poinformowano, że Wojewódka kupił 1038 akcji spółki. Dzień wcześniej Wojewódka sprzedał 91 tys. 703 akcje PKP Cargo, a potem kupił tyle samo papierów.

W środę w trakcie notowań giełdowych, dziesięć minut przed południem, PKP Cargo opublikowało raport bieżący, w którym poinformowało, że wiceprzewodniczący rady nadzorczej spółki Marcin Wojewódka sprzedał 91 tys. 703 akcje PKP Cargo średnio po 12,56 zł za papier.

Po zakończeniu notowań na GPW spółka przekazała, że Marcin Wojewódka kupił 91 tys. 703 akcje PKP Cargo po średniej cenie 11,53 zł.

Kurs akcji PKP Cargo na otwarciu wynosił 12,88 zł, a na zamknięciu spadł o 9,06 proc. do 11,65 zł. Obroty wyniosły 20,2 mln zł.

Po tych transakcjach Komisja Nadzoru Finansowego poinformowała, że podlegają one analizie Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego.

"Środowe transakcje na akcjach spółki PKP Cargo podlegają analizie Urzędu KNF z punktu widzenia przepisów Rozporządzenia MAR" - napisała w czwartek KNF na platformie X.

Rozporządzenie MAR (Market Abuse Regulations) dotyczy nadużyć na rynku finansowym, np. wykorzystywania informacji poufnych.

Z raportów bieżących spółki wynika, że Wojewódka, jako osoba pełniąca obowiązki zarządcze, będąc wtedy p.o. prezesem zarządu PKP Cargo, po raz pierwszy poinformował o kupnie akcji przewoźnika w maju 2024 roku. Kupił wtedy 2 tys. akcji po 13,97 zł.

❌