Widok normalny

Otrzymane przedwczoraj Wydarzenia w INTERIA.PL - wiadomości, wydarzenia

Ujawniono tożsamość ofiary strzelaniny. W dzieciństwie przeżyła piekło


W skrócie

  • W strzelaninie na plaży Bondi w Sydney zginęła 82-letnia Marika Pogany, ocalała z Holokaustu.

  • Do zamachu doszło podczas obchodów Chanuki, zginęło 15 osób, a policja wskazuje na inspirację Państwem Islamskim.

  • Społeczność żydowska i międzynarodowi przywódcy łączą się w kondolencjach, podkreślając zaangażowanie Mariki w wolontariat.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

"Wśród ofiar haniebnego ataku na plaży Bondi było dwoje Węgrów. Przemoc wobec wspólnot religijnych jest niedopuszczalna, a na Węgrzech obowiązuje zerowa tolerancja dla antysemityzmu. Składamy kondolencje i solidaryzujemy się z rodzinami ofiar" - napisał węgierski minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto na platformie X.

Dziennik "Nepszava" poinformował, że zabici Węgrzy to 82-letnia Marika Pogany oraz 78-letni Tibor Weitzen. Z kolei portal A Neokohn przedstawił kobietę jako ocalałą z Holokaustu.

Informację o śmierci 82-latki przekazał także facebookowy profil Społeczność Żydowska Komarno.

"Z głębokim smutkiem żegnamy naszą przyjaciółkę Marikę, z którą w ostatnich latach spotykaliśmy się osobiście każdego czerwca w Komaromie. Zginęła w zamachu terrorystycznym podczas Chanuki na swojej ulubionej plaży Bondi Beach w Australii. Łączymy się w smutku z rodziną i przyjaciółmi, nigdy nie zapomnimy wspólnie spędzonych dni!" - napisano w poście, do którego dołączono zdjęcie kobiety.

Strzelanina w Sydney. Wśród ofiar ocalała z Holokaustu


Według portalu 9news 82-latka w chwili zamachu siedziała w raz z przyjaciółmi w pierwszym rzędzie. Społeczność Żydowska i media wspominają ją jako oddaną wolontariuszkę, angażującą się m.in. w dostarczanie posiłków potrzebującym. 

W 2019 roku kobieta otrzymała nagrodę Jewish Communal Appeal Mensch za 23 lata pracy na rzecz seniorów. Szacuje się, że w ramach programu "Koszerne posiłki na kółkach" przekazała ponad 12 tysięcy porcji jedzenia.

Kobietę żegnają połączeni wspólną przeszłością słowaccy i węgierscy Żydzi a także przedstawiciele obu państw. Kondolencje przekazał m.in. prezydent Słowacji Peter Pellegrini we wpisie na platformie X.

Sydney. Atak na plaży Bondi. Policja ujawnia motywy sprawców


W niedzielnym ataku na popularnej plaży Bondi w Sydney zginęło 15 osób oraz jeden z napastników, a 42 osoby zostały ranne. Do zamachu doszło podczas obchodów pierwszego dnia żydowskiego święta Chanuka. Była to najtragiczniejsza w skutkach strzelanina w Australii od niemal trzech dekad.

Sprawcami strzelaniny byli ojciec i syn. Podczas zatrzymania śmierć poniósł starszy z nich. Młodszy, po postrzeleniu, jest w stanie krytycznym.

Australijska policja przekazała, że "wstępne ustalenia wskazują na atak terrorystyczny zainspirowany przez Państwo Islamskie". Jak dodano, obaj mężczyźni wyjechali w zeszłym miesiącu na Filipiny, a cel ich podróży jest obecnie przedmiotem śledztwa. Filipińska policja oświadczyła, że prowadzi dochodzenie w tej sprawie.

Agencja Reutera wyjaśnia, że na Filipinach działają sieci powiązane z Państwem Islamskim. Jak dodano, mężczyźni wspólnie wrócili do Australii 28 listopada.

Źródła: Neokohn, Reuters, 9news


"Gość Wydarzeń". Biedroń krytykuje Nawrockiego: Lech Kaczyński w grobie się przewracaPolsat News


Sondaż o zaangażowaniu prezydenta. Polacy odpowiedzieli

Sondaż o zaangażowaniu prezydenta. Polacy odpowiedzieli

Aleksandra Czurczak

Zdania na temat zaangażowania prezydenta Karola Nawrockiego w najważniejsze dla Polaków sprawy są podzielone - wynika z najnowszego sondażu IBRiS. Ma to związek z preferencjami politycznymi respondentów. Mimo wszystko w ogólnym rozrachunku prezydent otrzymał nieco więcej pozytywnych ocen.


k

Sondaż. Czy Karol Nawrocki jest wystarczająco zaangażowany?Anita WalczewskaEast News



W skrócie

  • Polacy są wyraźnie podzieleni w ocenie zaangażowania prezydenta Karola Nawrockiego w kluczowe sprawy kraju.

  • Preferencje polityczne respondentów silnie wpływają na postrzeganie aktywności prezydenta.

  • Najwięcej niezdecydowanych opinii pojawia się wśród osób niegłosujących i niezdecydowanych.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

W najnowszym badaniu IBRiS na zlecenie Onetu Polacy zostali zapytani: "Czy prezydent Karol Nawrocki w wystarczającym stopniu angażuje się w najważniejsze sprawy kraju?".

Odpowiedź twierdzącą wskazało łącznie 47,9 proc. ankietowanych - 26,6 proc. wybrało "zdecydowanie tak", a 21,3 proc. "raczej tak".

Przeciwnego zdania było 46,1 proc. respondentów, z czego niemal po równo rozłożyły się odpowiedzi "zdecydowanie nie" (23,1 proc.) i "raczej nie" (23 proc.). Niezdecydowanych było 6,1 proc.

Sondaż: Polacy oceniają zaangażowanie Karola Nawrockiego. Różnica w elektoratach


Największe różnice w ocenach widać przy podziale na elektoraty. Wśród wyborców koalicji rządzącej ponad połowa (53 proc.) uważa, że prezydent nie angażuje się wystarczająco w kluczowe sprawy.

Jednocześnie tylko 11 proc. z tej grupy ocenia jego aktywność pozytywnie, a aż 35 proc. nie ma w tej kwestii zdania.

Zupełnie inaczej wypowiadają się wyborcy opozycji. Aż 85 proc. z nich pozytywnie ocenia zaangażowanie Karola Nawrockiego, w tym ponad połowa (52 proc.) wskazuje odpowiedź "zdecydowanie tak".

Negatywną ocenę wyraziło jedynie 6 proc. respondentów z tej grupy, a 9 proc. nie potrafiło jednoznacznie odpowiedzieć.

Wyborcy niezdecydowani. Jak oceniają zaangażowanie prezydenta?


Najbardziej podzielone są opinie wśród osób niegłosujących i niezdecydowanych. W tej grupie 35 proc. badanych uważa, że prezydent angażuje się w wystarczającym stopniu, a 34 proc. jest przeciwnego zdania.

Jednocześnie 31 proc. respondentów nie potrafiło jednoznacznie ocenić aktywności głowy państwa, co pokazuje, że w tej części elektoratu wizerunek prezydenta wciąż nie jest jednoznacznie ukształtowany.

Sondaż Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS) na zlecenie Onetu został przeprowadzony w dniach 5-6.12.2025 r. metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) na próbie 1072 osób.


Śmiszek: Prezydent "podpala" spokój społeczny i robi wojnę domowąPolsat NewsPolsat News


Zuchwała próba sforsowania granicy w Ukrainie. Wjechał wprost w barierę

Dorota Hilger

Z zuchwałą próbą nielegalnego opuszczenia kraju musieli zmierzyć się strażnicy graniczni na przejściu oddzielającym Ukrainę i Rumunię. Motocyklista spróbował tam, jadąc z pełną prędkością, przebić się przez barierę dzielącą dwa państwa.


Motocykl z przebitym kołem przez metalową barierkę oraz rozmazana scena wypadku z leżącą osobą i drugą postacią w jasnym ubraniu.

Nietypowy incydent na granicy Ukrainy i Rumunii. Próbował "sforsować" ją na motorzePaństwowa Służba Graniczna Ukrainymateriał zewnętrzny



W skrócie

  • Obywatel Ukrainy próbował przekroczyć granicę z Rumunią na motorze, omijając kontrolę graniczną.

  • Mężczyzna nie zatrzymał się mimo zderzenia z barierką i próbował dalej uciekać pieszo.

  • Został zatrzymany przez ukraińskich strażników granicznych i przekazany policji.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Do nietypowego incydentu doszło w poniedziałek wieczorem na przejściu granicznym Porubne, na granicy Ukrainy z Rumunią.

Pilnujący przejazdu funkcjonariusze Państwowej Służby Granicznej Ukrainy zauważyli mężczyznę, który jadąc na rozpędzonym motorze próbował "sforsować" dzielące dwa państwa barierki.

"Mężczyzna planował wyjazd do Rumunii, ale nie zamierzał przechodzić kontroli granicznej i celnej" - czytamy w komunikacie ukraińskiej służby granicznej.

Ukraina. Mężczyzna próbował "sforsować" granicę na motorze


Informacja prasowa na temat incydentu została opatrzona filmem dokumentującym jego przebieg. Widać na nim motocyklistę, który na rozpędzonym motorze szybko zbliża się do punktu kontroli granicznej.

Mężczyznę próbuje powstrzymać jeden ze strażników. Podczas próby wyminięcia funkcjonariusza kierujący motorem uderza w bok barierki i spada z pojazdu. Nie zatrzymuje go to jednak - podnosi się na nogi i próbuje uciec na terytorium Rumunii pieszo.

Mężczyznę ostatecznie dogania i łapie funkcjonariusz Straży Granicznej. Uciekinierem okazuje się być urodzony w 1992 roku mieszkaniec obwodu lwowskiego, który, jak zaznaczono w komunikacie, nie miał powodu, który umożliwiałby mu legalne opuszczenie kraju.

Sprawca i motocykl zostali przekazani lokalnej jednostce policji.


"Wydarzenia": Spotkanie z "żywą książką". Niezwykła inicjatywa w GdyniPolsat News


Trump uderza w brytyjskiego nadawcę. W tle gigantyczna suma

Trump uderza w brytyjskiego nadawcę. W tle gigantyczna suma

Dagmara Pakuła

Donald Trump pozwał brytyjskiego nadawcę BBC o 10 milinów dolarów w związku z "ogromnymi szkodami wizerunkowymi i finansowymi". Amerykański przywódca zarzucił stacji, że zniesławiła go prezentując zmanipulowaną wypowiedź. Pracownicy Trumpa ocenili działanie medium za "bezczelną próbę ingerencji w wybory prezydenckie". Głos w sprawie zabrał rzecznik nadawcy.


Mężczyzna w garniturze stojący za mównicą z herbem Stanów Zjednoczonych, z poważnym wyrazem twarzy, na tle flag i ozdób urzędowych w reprezentacyjnym pomieszczeniu.

Donald Trump pozwał BBC. W tle gigantyczna kwota ANDREW CABALLERO-REYNOLDSAFP



W skrócie

  • Donald Trump złożył pozew przeciwko BBC, domagając się odszkodowania za rzekome szkody wizerunkowe i finansowe spowodowane zmanipulowaną wypowiedzią.

  • Kontrowersyjny program BBC sugerował, że Trump podżegał swoich zwolenników do ataku na Kapitol.

  • BBC przeprosiło za błąd, lecz odrzuciło żądania finansowe Trumpa, nie zmieniając swojego stanowiska.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Pozew złożono w poniedziałek w sądzie federalnym w Miami na Florydzie. Zarzucono w nim również złamanie obowiązujących na Florydzie przepisów o nieuczciwych praktykach handlowych. Za każdy z tych czynów Trump domaga się po 5 mld dolarów. Adwokaci prezydenta argumentują, że BBC wyrządziła Trumpowi "ogromne szkody wizerunkowe i finansowe".

"Dawniej ciesząca się szacunkiem, a obecnie zhańbiona BBC zniesławiła prezydenta Trumpa, celowo, złośliwie i podstępnie przerabiając jego przemówienie w bezczelnej próbie ingerencji w wybory prezydenckie w 2024 r." - napisali prawnicy prezydenta USA.

USA. Donald Trump pozwał BBC. Nadawca odrzucił żądanie prezydenta


Chodzi o program "Panorama" wyemitowany przez BBC w październiku 2024 roku, przed wyborami prezydenckimi w USA, w którym zmontowano trzy fragmenty wystąpień Trumpa ze stycznia 2021 roku w sposób sugerujący, że polityk w jednej, ciągłej wypowiedzi jednoznacznie zachęcał swoich zwolenników do szturmu i zamieszek na Kapitolu.

Brytyjski nadawca wystosował w listopadzie przeprosiny za zmanipulowanie wypowiedzi prezydenta USA, a jednocześnie odrzucił żądanie Trumpa o odszkodowanie finansowe.

BBC odpowiada na pozew Trumpa. "Bez zmian"


W złożonym w poniedziałek pozwie podkreślono, że BBC, pomimo przeprosin, "nie wykazała żadnej skruchy za swoje przewinienie ani nie podjęła żadnych znaczących zmian instytucjonalnych, które zapobiegłyby przyszłym nadużyciom dziennikarskim" - podał Reuters.

Rzecznik BBC przekazał wcześniej w poniedziałek agencji, że prawnicy Trumpa nie nawiązywali kolejnych kontaktów z nadawcą. - Nasze stanowisko pozostaje bez zmian - dodał.

Trump idzie na wojnę z mediami. Prezydent uderza w amerykański dziennik


To kolejny wyraz niezadowolenia Trumpa ze sposobu, w jaki przedstawiają go media. Wcześniej oskarżył dziennik "New York Times" o "ciągłe publikowanie fałszywych raportów w celu zniesławienia i poniżenia prezydenta Stanów Zjednoczonych". Chodziło o artykuł odnoszący się do stanu zdrowia prezydenta. Stwierdzono w nim, że Trump "traci wigor".

Amerykański przywódca stwierdził we wpisie w mediach społecznościowych, że dla USA byłoby najlepiej, gdyby gazeta przestała wychodzić.


"Niebezpieczne dla prezydenta". Krzysztof Śmiszek uderza w szefa BBNPolsat NewsPolsat News


Eksplozja w budynku mieszkalnym we Francji. Nie żyje dwoje małych dzieci

Eksplozja w budynku mieszkalnym we Francji. Nie żyje dwoje małych dzieci

Alicja Krause

Dwoje małych dzieci zginęło w poniedziałkowy wieczór w wyniku eksplozji, która miała miejsce w budynku mieszkalnym we francuskiej miejscowości Trévoux - informuje portal France24. Zgodnie z informacjami, do których dotarł portal, rannych zostało co najmniej siedem osób.


Scena nocna z interwencją służb ratunkowych, karetka i samochód służb miejskich na ulicy, światła pojazdów migają na niebiesko, w tle widoczny ratownik w hełmie przy samochodzie.

Eksplozja w budynku mieszkalnym we Francji. Są ofiary śmiertelneALEX MARTINAFP



W skrócie

  • W wyniku eksplozji w budynku mieszkalnym w Trévoux zginęło dwoje małych dzieci oraz rannych zostało co najmniej siedem osób.

  • Eksplozja poważnie osłabiła konstrukcję budynku, a służby ratunkowe natychmiast ruszyły do akcji, angażując 50 strażaków i psy służbowe.

  • Trwa ustalanie przyczyn wybuchu, jedna z nieoficjalnych hipotez wskazuje na wyciek gazu.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Jak informuje France24, do eksplozji doszło w poniedziałek około godziny 17:30 na parterze czteropiętrowego budynku mieszkalnego. Choć budynek się nie zawalił, zdarzenie znacznie osłabiło jego konstrukcję.

- Niestety, dwoje małych dzieci poniosło śmierć. Zgon stwierdzono po próbach reanimacji przez zespoły ratunkowe - wyjaśnił urzędnik administracyjny, cytowany przez portal, wskazując, że ofiary były w wieku trzech i pięciu lat.

W wyniku eksplozji poszkodowanych zostało siedem kolejnych osób. Pięć z nich zostało przewiezionych do lokalnych szpitali. Pozostałe dwie osoby odniosły "drobne obrażenia".

Bezpośrednio po wybuchu na miejscu pojawiły się służby. Jak poinformował portal lyoncapitale.fr, w akcję zaangażowano 50 strażaków, a także wielu ratowników medycznych. Do działań wykorzystano również psy służbowe, które zajmowały się sprawdzaniem, czy nie ma innych ofiar.

Władze wciąż pracują nad ustaleniem okoliczności zdarzenia. Zgodnie z informacjami France24, jedna z nieoficjalnych hipotez wskazuje na to, że mogło dojść do wycieku gazu. Mieszkańcy Trévoux proszeni są o trzymanie się z dala od budynku.

Kolejnym wyzwaniem jest zorganizowanie miejsc noclegowych dla osób, które nie ucierpiały w wyniku eksplozji. Zgodnie z ustaleniami francuskich mediów, w budynku mieszkało około 70 osób. Prawie 50 z nich spędzi noc w sali gimnastycznej.

Źródła: France24, lyoncapitale.fr


Śmiszek: Prezydent "podpala" spokój społeczny i robi wojnę domowąPolsat NewsPolsat News


Gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. "Jesteśmy naprawdę blisko"

Gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. "Jesteśmy naprawdę blisko"

Alicja Krause

- Na razie nie udało się wypracować idealnego planu pokojowego - powiedział Wołodymyr Zełenski, cytowany przez agencję Reutera. Komentując poniedziałkowe rozmowy z przedstawicielami amerykańskiej delegacji oraz europejskimi liderami w Berlinie na temat zakończenia wojny w Ukrainie, polityk powiedział, że obecny plan jest "wersją roboczą" oraz wskazał, że "jesteśmy naprawdę blisko osiągnięcia gwarancji 'stabilnego bezpieczeństwa'".


Prezydent Ukrainy komentuje rozmowy w Berlinie (zdj. ilustracyjne)

Prezydent Ukrainy komentuje rozmowy w Berlinie (zdj. ilustracyjne)JOHN MACDOUGALLAFP



W skrócie

  • Wołodymyr Zełenski ocenił, że plan pokojowy dla Ukrainy pozostaje w fazie roboczej i wymaga dalszych uzgodnień.

  • Prezydent podkreślił kluczową rolę Stanów Zjednoczonych w negocjacjach pokojowych.

  • Jeśli działania wojenne będą trwać, Ukraina spodziewa się wsparcia finansowego i militarnego.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Prezydent Ukrainy ocenił, że gwarancje bezpieczeństwa dla jego państwa "są nadal na etapie ramowym". - To szczegółowy dokument, który wciąż wymaga dopracowania - wskazał, dodając, że sprzeciwia się takim ustępstwom terytorialnym, jak m.in. uznanie Donbasu za rosyjski.

Zełenski wyraził przekonanie, że "jesteśmy naprawdę blisko osiągnięcia gwarancji 'stabilnego bezpieczeństwa'". Ocenił również, że istotne dla jego kraju byłoby zawieszenie ataków na infrastrukturę energetyczną.

Zełenski o rozmowach w Berlinie. "Jesteśmy naprawdę blisko"


Powiedział także, że Stany Zjednoczone odgrywają znaczącą rolę w kontekście dążeń do zakończenia wojny w Ukrainie. Zdradził, że w najbliższy weekend ukraińscy oraz amerykańscy negocjatorzy mogą spotkać się w Stanach Zjednoczonych.

Wskazał, że zarówno Ukraina, jak i Amerykanie popierają pomysł zawieszenia broni do czasu Bożego Narodzenia. O tym, że taki plan może się nie ziścić, mówił w poniedziałek Donald Tusk, który wskazał, że osiągnięcie porozumienia do świąt jest "bardzo mało prawdopodobne".

- Wydaje mi się, że przede wszystkim dlatego, że Rosjanie na ten moment nie są zainteresowani negocjacjami pokojowymi czy przerwaniem ognia - powiedział polski premier.

Poniedziałkowe rozmowy w Berlinie. Zełenski komentuje


Prezydent Ukrainy powiedział w poniedziałek, że podczas rozmów w Berlinie omawiane były kwestie finansowe. - Ukraina liczy na wsparcie w wysokości 45 mld euro rocznie na cele obronne, jeżeli wojna będzie nadal trwała - wskazał, dodając, że "jeżeli działania wojenne zostaną wstrzymane, środki zostaną przeznaczone na odbudowę" kraju.

Zełenski zapowiedział dodatkowo, że Ukraina poprosi Stany Zjednoczone o więcej broni, jeżeli Rosja odrzuci plan pokojowy.

Źródła: Reuters


Spotkanie Nawrockiego i Zełenskiego w Warszawie. Siwiec w ''Gościu Wydarzeń'': Marszałek Sejmu również będzie gościł ZełenskiegoPolsat NewsPolsat News


Jelenia Góra reaguje po tragedii. W szkole będą pilne spotkania

Alicja Krause

We wtorek w każdej z klas w Szkole Podstawowej nr 10 w Jeleniej Górze na pierwszych lekcjach odbędą się spotkania wychowawców przy wsparciu psychologów i pedagogów z terenu miasta. To reakcja miasta na tragedię, do której doszło w poniedziałek. W pobliżu placówki odnaleziono zwłoki 12-letniej dziewczynki.


Radiowóz policyjny marki Volkswagen z niebieskimi światłami, zaparkowany przy spokojnej ulicy w pobliżu płotu i domu, otoczony przez drzewa i oświetlony nocnym światłem.

Szkoła reaguje po tragedii w Jeleniej Górze. Pilne spotkania z psychologamiWojciech KamiñskiPAP



W skrócie

  • W Szkole Podstawowej nr 10 w Jeleniej Górze zorganizowane zostaną pilne spotkania wychowawców ze wsparciem psychologów po tragicznej śmierci 12-letniej uczennicy.

  • Miasto zapewnia wsparcie psychologiczne dla uczniów, nauczycieli i rodziców oraz uruchamia specjalne dyżury w okresie świątecznym.

  • Policja prowadzi śledztwo w sprawie prawdopodobnego zabójstwa, a w sprawie zatrzymano 14-letnią uczennicę.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Komunikat Miasta Jelenia Góra w tej sprawie pojawił się po zakończeniu poniedziałkowego posiedzenia Powiatowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego. Jak wskazano, we wtorek w Szkole Podstawowej nr 10 w każdej klasie na pierwszych lekcjach odbędą się spotkania wychowawców przy wsparciu psychologów i pedagogów z terenu miasta.

Dodatkowo w placówce zorganizowane zostaną dyżury pracowników Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej dla nauczycieli i rodziców uczniów szkoły. Jak zapewniono, opieką psychologiczną zostali objęci do tej pory rodzice zmarłej dziewczynki.

Na terenie pozostałych placówek oświatowych w Jeleniej Górze odbędą się spotkania z psychologami i pedagogami dla uczniów, za których organizację odpowiedzialni będą dyrektorzy.

Specjalne dyżury dla osób, które w związku z poniedziałkową tragedią będą potrzebować wsparcia psychologicznego, odbędą się również w dniach 22-23 grudnia, kiedy w szkołach będą trwać ferie świąteczne. Wówczas zainteresowani powinni się zgłosić do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, która mieści się w Jeleniej Górze przy ul. Wolności 259.

Tragiczna śmierć 12-latki. Trwa śledztwo prokuratury


O tragedii w Jeleniej Górze Interia informowała w poniedziałkowe popołudnie. Jak przekazał naszemu serwisowi starszy aspirant Łukasz Porębski z KWP we Wrocławiu, zgłoszenie o ujawnieniu zwłok w pobliżu szkoły podstawowej wpłynęło do służb ok. godz. 14:50. Ciało zostało odnalezione ok. 200 metrów od placówki.

Sprawą natychmiast zainteresowali się śledczy. Jak poinformowała Interię podinspektor Edyta Bagrowska, rzeczniczka KMP w Jeleniej Górze, najprawdopodobniej doszło do zabójstwa 12-latki. - Trwają czynności wyjaśniające w tej sprawie - oświadczyła.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Jeleniej Górze. Jak ustalił "Fakt", w toku prowadzonych czynności zatrzymano 14-letnią uczennicę szkoły podstawowej, która może mieć związek z tym zdarzeniem.


Spotkanie Nawrockiego i Zełenskiego w Warszawie. Siwiec w ''Gościu Wydarzeń'': Marszałek Sejmu również będzie gościł ZełenskiegoPolsat NewsPolsat News


Niepokojące informacje po akcji w Łódzkiem. To nie koniec poszukiwań


W skrócie

  • Na terenie powiatu piotrkowskiego trwają intensywne poszukiwania padłych dzików, aby ograniczyć rozprzestrzenianie się afrykańskiego pomoru świń (ASF).

  • W weekend znaleziono 10 dzików, z czego siedem było zakażonych ASF; działania prowadzone są zgodnie z bioasekuracją i obejmują udział wojska oraz służb cywilnych.

  • Zaplanowano sanitarny odstrzał dzików i wdrożono szereg restrykcji na terenie powiatu.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Na terenie pięciu gmin w powiecie piotrkowskim obowiązuje rozporządzenie powiatowego lekarza weterynarii w Piotrkowie Trybunalskim dotyczące zwalczania afrykańskiego pomoru świń (ASF) u dzików. Chodzi o gminy: Sulejów, Rozprza, Łęki Szlacheckie, Wola Krzysztoporska oraz miasto Piotrków Trybunalski.

Rozporządzenie ogłoszono po tym, jak badanie oskórowanej tuszy dzika odnalezionej pod koniec listopada w lesie na terenie gm. Rozprza wykazało obecność wirusa.

W weekend około 130 osób prowadziło działania poszukiwawcze w celu znalezienia padłej zwierzyny. Zaangażowano w to żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, leśników, strażaków z ochotniczych jednostek i przedstawicielami kół łowieckich. Każde podejrzane znalezisko było zabezpieczane zgodnie z procedurami bioasekuracji i zgłaszane odpowiednim służbom.

Dziki zakażone wirusem afrykańskiego pomoru świń. Wielkie poszukiwania


Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi poinformowało, że podczas poszukiwań w miejscowości Krupa odnaleziono siedem dzików. Wstępne badania laboratoryjne wykazały, że wszystkie miały dodatnie wyniki w kierunku ASF. Pobrane od nich próbki zostały przesłane do krajowego laboratorium referencyjnego PIWet-PIB w Puławach w celu potwierdzenia badań.

Dodatkowo w niedzielę służby natknęły się jeszcze na trzy dziki - jeden z nich nie był zakażony ASF, materiał od dwóch pozostałych jest w trakcie badań.

Ujemne wyniki badań uzyskano także w przypadku próbek pobranych od dzika zabitego w wypadku komunikacyjnym w miejscowości Ręczno, w miejscu oddalonym od "dzika zero" o około 16 km, oraz od dzika odnalezionego w miejscowości Antonielów, ok. 10 km od pierwszych szczątków znalezionych w listopadzie.

Strach przed dzikami. Komisja Europejska rozważa powiększenie obszaru


Resort rolnictwa podał, że działania poszukiwawcze w systemie ciągłym prowadzone będą do 21 grudnia. Po zakończeniu tej akcji planowane są odstrzały sanitarne, których celem jest ograniczenie populacji dzików oraz zmniejszenie ryzyka rozprzestrzeniania się wirusa ASF.

Według ministerstwa we wtorek Komisja Europejska planuje podjęcie decyzji o powiększeniu strefy objętej zakażeniem ASF. Jak zaznaczono w komunikacie, dotąd organ wstrzymywał się z wprowadzaniem dodatkowych działań ochronnych, ponieważ polskie służby podjęły intensywną prewencję.

Sztab kryzysowy w Piotrkowie Trybunalskim. "Zagłębie hodowli świń"


W poniedziałek w Piotrkowie Trybunalskim zebrał się wojewódzki zespół zarządzania kryzysowego z udziałem wojewody łódzkiego Doroty Ryl. Przekazano na nim najnowsze informacje dotyczące zagrożenia ASF w pow. piotrkowskim. W strefie zakażenia obowiązuje obecnie zakaz odstrzału dzików. Z kolei w 9 obwodach w powiecie piotrkowskim odstrzał został zwiększony o 450 dzików.

Powiat piotrkowski to zagłębie hodowli trzody, na którym znajduje się ok. 450 tysięcy świń. Tylko w promieniu 5 km od miejsca znalezienia "dzika zero" działa 58 gospodarstw, w których utrzymywanych jest ponad 7 tys. świń.

Na posiadaczy trzody chlewnej na terenie pięciu gmin w pow. piotrkowskim nałożono szereg obowiązków, m.in. prowadzenia aktualnego spisu świń, zabezpieczenia pasz oraz stosowania skutecznych środków dezynfekcyjnych. Obowiązuje też zakaz wwożenia na teren gospodarstwa tusz dzików i produktów pochodzenia zwierzęcego, organizowania targów i wystaw ze świniami oraz prowadzenia polowań. Granice obszaru objętego zakażeniem ASF mają być oznaczone tablicami ostrzegawczymi.

Trwa wyjaśnianie przypadku "dzika zero"


Służby nadal wyjaśniają okoliczności pozostawienia w lesie w gm. Rozprza oskórowanego dzika, który był zakażony wirusem ASF. Działania w tej sprawie prowadzone są przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, policję i prokuraturę.

Afrykański pomór świń to zakaźna choroba wirusowa świń domowych wszystkich ras oraz dzików. Ludzie nie są narażeni na zakażenie tym wirusem, więc choroba ta nie stwarza zagrożenia dla ich zdrowia i życia. Wystąpienie ASF ma przede wszystkim znaczenie ekonomiczne.


Spotkanie Nawrockiego i Zełenskiego w Warszawie. Siwiec w ''Gościu Wydarzeń'': Marszałek Sejmu również będzie gościł ZełenskiegoPolsat NewsPolsat News


"Po raz pierwszy to widać". Tusk o przełomie w negocjacjach


W skrócie

  • Premier Donald Tusk uznał poniedziałkowy szczyt w Berlinie za przełomowy, podkreślając jedność Ukrainy, USA i Europy.

  • Wyraził sceptycyzm wobec szybkiego zakończenia wojny, wskazując na brak zainteresowania Rosji negocjacjami pokojowymi.

  • Zaznaczył, że gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy są kluczowe również dla bezpieczeństwa Polski i całego regionu.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Premier Donald Tusk zabrał głos po poniedziałkowym szczycie w Berlinie, którego tematem była wojna w Ukrainie. Szef rządu ocenił, że wysiłki europejskich liderów "przyniosły efekt". - To, co jest przełomem, to fakt, że chyba po raz pierwszy tak wyraźnie było widać, iż zarówno Ukraina, Amerykanie, jak i Europejczycy są po jednej stronie - mówił.

- Podczas dzisiejszego spotkania miałem poczucie, że wszyscy zachowują się jak sojusznicy z jednego obozu - dodał.

Pokój w Ukrainie jeszcze przed Bożym Narodzeniem? "Mało prawdopodobne"


Tusk, pytany przez dziennikarzy, czy porozumienie pokojowe uda się osiągnąć jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia, ocenił, że jest to "bardzo mało prawdopodobne". Narrację o tym, że taki scenariusz może się ziścić, rozpoczął Donald Trump.

- Dobrze byłoby, gdyby prezydent Trump był zdeterminowanym optymistą, żeby doprowadził do wstrzymania ognia, ale pyta pan realisty. Też jestem Donald, ale mniej optymistyczny, jak patrzę na to wszystko. Wydaje mi się, że przede wszystkim dlatego, że Rosjanie na ten moment nie są zainteresowani negocjacjami pokojowymi czy przerwaniem ognia - mówił premier.

Wskazał, że aby wojna w Ukrainie faktycznie dobiegła końca, niezbędne jest zwiększenie presji na Rosjan. - Liczenie na dobrą wolę ze strony Moskwy jest oczywiście czystą naiwnością. Potrzebna jest jeszcze większa presja i pokazanie, że nie damy się podzielić jako Zachód. Wtedy te rozmowy mogłyby nabrać poważniejszego charakteru - mówił.

Poniedziałkowy szczyt w Berlinie. Tusk zaapelował o "zjednoczenie Zachodu"


Powiedział także, jaki wpływ na dalsze losy wojny w Ukrainie mają Amerykanie. Jak opisał, są oni "przekonani, że z ich udziałem jesteśmy w stanie zbudować poważne gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy".

Jednocześnie ocenił, że "jedyną szansą na to, aby skłonić Rosję do podjęcia poważnych rozmów o zakończeniu wojny albo przynajmniej o przerwaniu ognia, jest zjednoczenie całego Zachodu".

Jednocześnie premier wskazał, że Amerykanie "nie określili precyzyjnie" swoich oczekiwań wobec ewentualnych ustępstw terytorialnych ze strony Ukrainy. - Powiedziałbym, że akurat panowie (Steve - red.) Witkoff i (Jared - red.) Kushner kilka razy bardzo mocno podkreślali, że to musi być decyzja Ukrainy, że oni chcą ułatwić (proces negocjacyjny - red.), a nie zmusić (Ukrainę do ustępstw - red.) - wskazał.

Tusk wyraził również przekonanie, że "gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy są też w pewnym sensie gwarancjami bezpieczeństwa dla Polski". - Ukraina zagrożona ponowną agresją oznaczałaby wielkie ryzyko dla Polski i innych państw leżących blisko frontu - powiedział, wskazując, że "Polska na pewno nie będzie wywierała najmniejszej presji na Ukrainę, aby ta zdecydowała się na jakiekolwiek ustępstwa" wobec Rosji.


Śmiszek: Prezydent "podpala" spokój społeczny i robi wojnę domowąPolsat NewsPolsat News


W PiS buzuje po wpisie Kurskiego. "Liczę, że skasujesz"


W skrócie

  • Jacek Kurski ostro skrytykował Mateusza Morawieckiego za jego postawę w PiS, zarzucając mu nielojalność wobec Jarosława Kaczyńskiego i działanie pod wpływem strachu.

  • Piotr Müller wezwał Kurskiego do usunięcia krytycznego wpisu, jednocześnie kwestionując jego zdolności do udzielania rad dotyczących wygrywania wyborów.

  • Jarosław Kaczyński apeluje o unikanie sporów w partii i podkreśla wagę jedności, jednocześnie nawiązując do niedawnych rozmów z Morawieckim i problemów z reformą sądownictwa.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Jacek Kurski w swoim wpisie na X wytknąłMateuszowi Morawieckiemu, że ten zachowuje się tak, "jakby się czegoś strasznie bał". Wskazał, że były premier m.in. "demonstracyjnie odmówił stawiennictwa na bardzo ważnym posiedzeniu władz PiS" i "zaprasza parlamentarzystów na odrębne (zebranie - red.) wobec spotkania opłatkowego na Nowogrodzkiej - swoje, własne tego samego dnia na mieście".

W ten sposób odniósł się do sytuacji z piątku, kiedy Morawiecki nie pojawił się na posiedzeniu władz PiS. Zamiast tego spotkał się z wyborcami w Brzozowie na Podkarpaciu, gdzie mówił o potrzebie zachowania jedności w partii.

Dodatkowo były premier zaprosił polityków klubu PiS na spotkanie wigilijne. Ma odbyć się we wtorek, czyli tego samego dnia, na który zaplanowano główne, oficjalne uroczystości partii z okazji zbliżającego się Bożego Narodzenia.

Morawiecki od jakiegoś czasu utrzymuje także, że chciałby ponownie zostać premierem. Pierwsza tego typu deklaracja miała miejsce w styczniu bieżącego roku. - Jeśli będzie taka decyzja Polaków, to chciałbym na to stanowisko w przyszłości powrócić - mówił w wywiadzie dla "Super Expressu". Politolodzy nie wykluczają, że będzie chciał stworzyć własną partię.

Jacek Kurski krytycznie o Mateuszu Morawieckim. "Jeśli jest kuszony kooptacją do władzy"


Zdaniem Kurskiego wokół Prawa i Sprawiedliwości "toczy się gra (...) obliczona na jego złamanie albo rozbicie". "W tej inspirowanej przez reżim grze używane będą wszelkie możliwe haki i szantaże" - ocenił, wskazując, że "bez osobistej decyzji" prezesa Jarosława Kaczyńskiego Morawiecki "nie zostałby ani wicepremierem, ani premierem".

Były szef TVP zaznaczył, że w obliczu potencjalnego zaangażowania Kaczyńskiego w karierę Morawieckiego były premier powinien zachować wierność wobec PiS. "Jeśli kuszony jest kooptacją do władzy i osobistymi gwarancjami w zamian za rozbicie albo osłabienie prawicy (...), to jego obowiązkiem jest stanięcie w prawdzie i powiedzenie tego albo publicznie, albo swojemu politycznemu zwierzchnikowi".

"Tylko prawda i jasność sytuacji daje wolność i możliwość zarządzenia problemem po naszej stronie i dla dobra obozu patriotycznego" - napisał Kurski, wskazując, że "nadchodzi ciężki czas" dla prawicy, której głównym konkurentem - w jego ocenie - jest Koalicja Obywatelska.

"Irracjonalne, nielojalne wobec PJK (Jarosława Kaczyńskiego - red.) zachowania Mateusza Morawieckiego, przybierane przezeń ostatnio miny i pozy, wydawane sprzeczne komunikaty świadczą o tym, że człowiek ten musiał znaleźć się pod wielkim naciskiem i działa w warunkach osobistego strachu. Strach jest bardzo złym doradcą" - przekazał Jacek Kurski.

Piotr Müller odpowiada Jackowi Kurskiemu. Wytknął mu wyborczą "kompromitację"


Kurski ocenił także, że "deklaracje byłego premiera dalece wykraczają poza mandat jego środowiska, a chwilami przekraczają granice politycznej śmieszności". "Śmieszność polega na ogłaszaniu się premierem wbrew zdrowemu rozsądkowi. Wbrew strategii partii, która zaatakowana unika triumfalizmu, walczy o przeżycie, wspiera represjonowanych kolegów i w mozole buduje alternatywę dla Polaków" - opisywał.

Do wpisu byłego szefa TVP odniósł się partyjny stronnik Morawieckiego Piotr Müller. Europoseł napisał w swoich mediach społecznościowych, że za czasów rządów PiS "nic nie działo się bez odpowiednich uzgodnień (...) i bez wiedzy pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego".

Müller ocenił także, że Kurski nie powinien doradzać partiom, jak wygrać wybory. Odniósł się przy tym do jego wcześniejszych doświadczeń politycznych. Były prezes TVP nie zdołał uzyskać mandatu europosła w wyborach z 2024 roku, choć startował z wysokiego, drugiego miejsca na liście PiS.

"Po twojej kompromitacji w wyborach do PE jesteś ostatnią osobą w zakresie doradzania, jak je wygrać. Wyborcy podsumowali to doskonale" - napisał europoseł.

Mocny wpis Jacka Kurskiego. Odezwali się stronnicy Mateusza Morawieckiego


Na wpis Jacka Kurskiego zareagował również poseł PiS Paweł Jabłoński, który wytknął mu, że nie opublikował ani jednego wpisu w obronie Sławomira Cenckiewicza. Chodzi o sytuację, kiedy na łamach "Gazety Wyborczej" ukazał się artykuł o przyjmowanych przez niego lekach.

"Stworzyłeś za to esej na cztery długie wpisy, łącznie kilka tysięcy znaków - przeciwko Mateuszowi Morawieckiemu. Po co?" - zapytał kolejny stronnik byłego szefa rządu.

Jarosław Kaczyński o tarciach w PiS-ie. "Liczę na odpowiedzialność"


Do tarć w obozie PiS odniósł się także Jarosław Kaczyński, który w wywiadzie z Michałem Adamczykiem na Kanale TAK! na Youtube powiedział, że jego ugrupowanie powinno "bardzo zdecydowanie unikać" wszelkich sporów. - Liczę tu na odpowiedzialność moich koleżanek i kolegów, z tym, że koleżanki wymieniam dlatego, że trzeba je wymieniać (...) ale tu w tym głównie biorą udział koledzy - stwierdził.

Prezes PiS przyznał, że jeszcze w poniedziałek odbył półtoragodzinną rozmowę z Morawieckim i "w pewnych sprawach" się z nim umówił. - Efekty to będzie można oceniać po nieco dłuższym czasie, ale sama rozmowa nie była najgorsza - kontynuował.


"Wydarzenia": Spotkanie z "żywą książką". Niezwykła inicjatywa w GdyniPolsat News


Niepokojące słowa Trumpa. "Ukraina już straciła terytoria"


W skrócie

  • Trump podkreśla, że wspólnie z europejskimi przywódcami i prezydentem Ukrainy widzi realną szansę na zakończenie wojny.

  • Podczas rozmów w Berlinie uzgodniono wsparcie dla Ukrainy i pomoc w budowie silnej armii oraz przygotowanie do wejścia do UE.

  • Europejscy liderzy zgodzili się, że decyzje dotyczące terytorium Ukrainy należą wyłącznie do jej obywateli.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

- Przeprowadziliśmy długą dyskusję, ale wygląda na to, że wszystko zmierza we właściwym kierunku - powiedział prezydent cytowany przez agencję Reutera.

Trump dodał, że rozmawiał z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, a także grupą przywódców innych państw europejskich, w tym także Polski. Dodał także, że wcześniej Amerykanie wielokrotnie rozmawiali z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

- Myślę, że jesteśmy bliżej pokoju niż kiedykolwiek wcześniej. Mamy ogromne wsparcie od europejskich przywódców. Chcą to (wojnę - red.) zakończyć - stwierdził amerykański przywódca.

Trump dodał także, że rozmawiał bezpośrednio z Putinem i to także były "dobre rozmowy". - Myślę, że oni chcą powrotu do normalnego życia - stwierdził.

Wojna w Ukrainie. Donald Trump: Jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek


Amerykański prezydent odniósł się również do kwestii gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. - Pracujemy nad nimi. Europa będzie ich częścią - potwierdził.

Przywódca zaskoczył jednak dziennikarzy kolejnym stwierdzeniem, gdy jeden z dziennikarzy zapytał, jaki los czeka ukraińskie terytoria. - Cóż, szczerze mówiąc, już stracili terytorium. Terytorium jest stracone - wtrącił prezydent USA.

Komentarz Trumpa dotyczący aktualnego stanu rozmów pokojowych na temat zakończenia wojny w Ukrainie pojawił się po tym, jak amerykański prezydent połączył się z zgromadzonymi w Berlinie europejskimi przywódcami.

Podczas spotkania w niemieckiej stolicy, gdzie od dwóch dni trwały negocjacje przedstawicieli Stanów Zjednoczonych i Ukrainy, Polskę reprezentował premier Donald Tusk.

W trakcie spotkania przedstawiciele państw Europy zgodzili się przyjąć konkretne zobowiązania wobec Ukrainy, dotyczące między innymi kwestii liczebności ukraińskiej armii oraz dołączenia tego kraju do Unii Europejskiej.

Berlin. Wspólne oświadczenie europejskich przywódców w sprawie Ukrainy


W czasie rozmów zgodzono się co do umożliwienia Ukrainie zbudowania armii o liczebności 800 tys. żołnierzy, która pozwoli jej bronić swojego terytorium, a także stworzenia wielonarodowych sił koalicji chętnych, które zostaną wsparte przez Stany Zjednoczone.

Ustalenia europejskich przywódców dotyczą także wprowadzenia systemu monitorowania potencjalnych konfliktów, inwestowania w przyszły rozwój Ukrainy oraz zdecydowanego wsparcia dla niej na drodze do Unii Europejskiej.

Europejscy przywódcy podkreślili także, że decyzje dotyczące ustępstw terytorialnych mogą być podejmowane wyłącznie przez naród ukraiński i dopiero po ustanowieniu solidnych gwarancji bezpieczeństwa.

Rozmowy pokojowe ws. Ukrainy. Merz: Realna szansa na proces pokojowy


Kanclerz Niemiec Friedrich Merz, który był gospodarzem szczytu w Berlinie, skomentował przebieg rozmów na platformie X.

"Po raz pierwszy, odkąd zaczęła się wojna, można sobie wyobrazić zawieszenie broni. Chcemy razem iść tą drogą ku pokojowi, z Ukraińcami, naszymi europejskimi sąsiadami i USA" - przekazał niemiecki polityk

Merz oznajmił wcześniej, że rokowania w Berlinie dają "realną szansę na proces pokojowy", a zawieszenie broni przed świętami Bożego Narodzenia "zależy już tylko od Rosji".

Szef niemieckiego rządu wskazał na konferencji prasowej, że podczas rozmów w Berlinie skupiano się głównie na gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy, skutecznym mechanizmie egzekwowania zawieszenia broni oraz sprawach terytorialnych.

Źródło: Reuters


"Graffiti": Czy Ziobro może liczyć na uczciwy proces? Wiceminister sprawiedliwości tłumaczyPolsat NewsPolsat News



Śmiszek: Prezydent "podpala" spokój społeczny i robi wojnę domowąPolsat NewsPolsat News


Stan kapitana zaniepokoił służby. SG zatrzymała 53-latka z Rosji

Stan kapitana zaniepokoił służby. SG zatrzymała 53-latka z Rosji

Patryk Idziak

Kontenerowiec pod banderą Antigui i Barbudy, którym kierował obywatel Rosji, został powstrzymany przed wypłynięciem z portu w Gdańsku. Badanie alkomatem wykazało, że 53-letni kapitan jest pijany. Funkcjonariusze Straży Granicznej wykryli w jego organizmie ponad 2,5 promila alkoholu.


Dwóch funkcjonariuszy Straży Granicznej w pełnym umundurowaniu taktycznym stoi nad brzegiem wody, w tle widoczne sylwetki statków i przemysłowego portu pod pochmurnym niebem.

Straż Graniczna w porcie w Gdańsku. Zatrzymano 53-letniego Rosjanina. Zdj. ilustracyjneWOJCIECH STROZYK, MAREK MALISZEWSKIReporter



W skrócie

  • Kapitan kontenerowca pod banderą Antigui i Barbudy, obywatel Rosji, został zatrzymany w porcie w Gdańsku po wykryciu ponad 2,5 promila alkoholu w organizmie.

  • Wypłynięcie statku zostało wstrzymane przez Urząd Morski w Gdyni do czasu przeprowadzenia reinspekcji i audytu ISM.

  • To nie pierwszy przypadek zatrzymania nietrzeźwego kapitana w gdańskim porcie w ostatnim czasie.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Do interwencji w gdańskim porcie doszło w niedzielę - przekazała w komunikacie Straż Graniczna. Przed planowanym wypłynięciem statku pilot portu zasygnalizował, że Rosjanin, kapitan blisko 90-metrowego kontenerowca pod obcymi banderami, może być nietrzeźwy.

Gdański oddział SG zadysponował na miejsce funkcjonariuszy, którzy poddali mężczyznę badaniu alkomatem. Urządzenie wykazało zawartość 2,52 promila alkoholu w organizmie. Powtórzony po kilkunastu minutach pomiar wskazał jeszcze więcej - 2,64 promila.

Pogranicznicy zaalarmowali służby portowe oraz dyżurnego inspektora Port State Control Urzędu Morskiego w Gdyni, który nakazał wstrzymanie wypłynięcia statku. Prowadzone są dalsze czynności administracyjne.

Port w Gdańsku. Statek z rosyjskim kapitanem unieruchomiony


Magdalena Kierzkowska, rzecznik prasowa Urzędu Morskiego w Gdyni, w przesłanym do RMF FM oświadczeniu przekazała, że teraz do zezwolenia na wypłynięcie statku z portu wymagana jest wcześniejsza reinspekcja. "Reinspekcja zostanie natomiast przeprowadzona po otrzymaniu od armatora/kapitana jednostki informacji o gotowości do poddania się jej (musi być to jeszcze poprzedzone audytem ISM administracji państwa bandery lub organizacji uznanej)" - wyjaśniła.

Wspomniany kodeks ISM to międzynarodowe przepisy zarządzania bezpieczną eksploatacją statków i zapobiegania zanieczyszczaniu. Wprowadzenie kodeksu miało umożliwić kontrolę systemów zarządzania nad statkami przez administrację państwa bandery (kraju, w którym dany statek jest zarejestrowany) i państwa portu (kraju, w którego porcie statek kotwiczy).

Antigua i Barbuda, pod której banderą znajduje się wstrzymany statek pod dowództwem 53-letniego Rosjanina, to kraj położony na Morzu Karaibskim. Polska nawiązała z nim stosunki dyplomatyczne poprzez podpisany 13 września 2005 roku dokument ministrów spraw zagranicznych na szczycie ONZ.

Pijany kapitan zatrzymany w porcie w Gdańsku. To nie pierwszy taki przypadek


Podobne zdarzenie z udziałem nietrzeźwego kapitana statku Straż Graniczna odnotowała w gdańskim porcie 6 sierpnia.

"Dokładnie 2,29 promila alkoholu wydmuchał wówczas funkcjonariuszom Straży Granicznej kapitan kontenerowca bandery liberyjskiej, który miał wypłynąć do Niemiec. Statek wypłynął dopiero po wymianie kapitana" - przekazano w komunikacie SG.


"Niebezpieczne dla prezydenta". Krzysztof Śmiszek uderza w szefa BBNPolsat NewsPolsat News


"Wielonarodowe siły Ukrainy". Liderzy jasno o europejskiej misji


W skrócie

  • Europejscy liderzy uzgodnili wsparcie dla budowy "wielonarodowych sił Ukrainy".

  • Porozumienie zakłada uczestnictwo państw chętnych, wsparcie USA oraz rozwój armii ukraińskiej do 800 tysięcy żołnierzy.

  • Także gwarancje bezpieczeństwa, monitorowanie konfliktów i odbudowa Ukrainy stały się fundamentem uzgodnień.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Po dwóch dniach negocjacji między delegacjami Ukrainy i Stanów Zjednoczonych w Berlinie odbyło się spotkanie Wołodymyra Zełenskiego z europejskimi liderami. Polskę na tym etapie rozmów w sprawie wojny w Ukrainie reprezentował premier Donald Tusk.

Europejscy przywódcy zgodzili się poprzeć "wszelkie decyzje", jakie ostatecznie podejmie prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w konkretnych kwestiach dotyczących Ukrainy - zapewniono we wspólnym oświadczeniu liderów, cytowanym przez agencję Reutera.

Berlin. Wspólne oświadczenie europejskich liderów ws. Ukrainy


Z oświadczenia wynika m.in., że wśród gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy - uzgodnionych między USA i Europą - znajduje się kierowana wspólnie wojskowa misja chętnych, która ma działać także na terytorium Ukrainy.

Zgodzono się przyjąć następujące zobowiązania:

  • zapewnienie wsparcia dla Ukrainy, żeby mogła zbudować armię o liczebności 800 tys. żołnierzy w celu obrony swojego terytorium,

  • przewodzenie wielonarodowym siłom Ukrainy w ramach koalicji chętnych, które zostaną wsparte przez Stany Zjednoczone,

  • wprowadzenie systemu monitorowania potencjalnych konfliktów, tak by odpowiednio wcześnie kraje we wsparciu z USA mogły tłumić je we wczesnych fazach,

  • inwestowanie w przyszły rozwój Ukrainy, włączając w to wykorzystanie zasobów na odbudowę infrastruktury i dążenie do uzyskania reparacji wojennych ze strony Rosji.

  • silne wspieranie Ukrainy w dążeniu do akcesji do Unii Europejskiej.

Oświadczenie europejskich przywódców po spotkaniu z Zełenskim. Mowa m.in. o "gwarancjach bezpieczeństwa"


Zgodnie z oświadczeniem europejskich przywódców decyzje dotyczące ewentualnych ustępstw terytorialnych będą podejmowane wyłącznie przez naród ukraiński i dopiero po ustanowieniu solidnych gwarancji bezpieczeństwa.

"Zarówno USA, jak i europejscy liderzy zgodzili się współpracować, żeby zapewnić gwarancję bezpieczeństwa i ekonomicznej odbudowy w ramach wsparcia dla Ukrainy, które ma zakończyć wojnę" - napisano.

Na platformie X kanclerz Niemiec Friedrich Merz skomentował: "Po raz pierwszy od początku wojny na horyzoncie widać zawieszenie broni. Chcemy iść drogą do pokoju razem z Ukraińcami, z naszymi europejskimi sąsiadami i USA".

Pełną treść oświadczenia udostępnił w mediach społecznościowych m.in. włoski dziennikarz Marco Di Fonzo.

Wołodymyr Zełenski skomentował rozmowy pokojowe. "Gdybyśmy zaczęli wcześniej..."


"Bardzo ważne jest, aby nasi odpowiednicy ze Stanów Zjednoczonych usłyszeli wszystkie szczegóły dotyczące wojny. Gdyby te spotkania odbyły się wcześniej, postęp byłby jeszcze większy" - napisał na X po publikacji wspólnego oświadczenia liderów Wołodymyr Zełenski.

Prezydent Ukrainy podkreślił jednak, że jest wdzięczny, ponieważ dobrze współpracowało mu się ze Steve'em Witkoffem i Jaredem Kushnerem - reprezentantami strony amerykańskiej w negocjacjach.

"Są pewne kwestie, które moim zdaniem są destrukcyjne i zdecydowanie nam nie pomogą. Ważne jest, aby nie znalazły się już w nowych wersjach dokumentów" - zwrócił się z apelem Zełenski. "To ważne, ponieważ godność ma znaczenie" - zaznaczył.

Źródło: Reuters


"Wydarzenia": Spotkanie z "żywą książką". Niezwykła inicjatywa w GdyniPolsat News


Zrozpaczona matka zaalarmowała TOPR. Tragedia w Tatrach, nie żyje 20-latek

Zrozpaczona matka zaalarmowała TOPR. Tragedia w Tatrach, nie żyje 20-latek

Alicja Krause

20-latek zginął w Tatrach, spadając z Orlej Perci - poinformowało Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Wcześniej ze służbami skontaktowała się matka mężczyzny, zgłaszając jego zaginięcie. TOPR, wskazując na prognozy pogody, apeluje o zachowanie szczególnej ostrożności w górach.


Akcja ratownicza prowadzona przez dwóch ratowników górskich w śnieżnych górach, w tle wysokie, ośnieżone szczyty. W oddzielnym kadrze ukazane drzewa na tle rozległego górskiego krajobrazu.

Śmiertelny wypadek w Tatrach. Nie żyje 20-latekwildman / Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe - TOPR/Facebook123RF/PICSEL



W skrócie

  • 20-letni turysta zginął, spadając z dużej wysokości w rejonie Orlej Perci w Tatrach.

  • Jego matka zgłosiła zaginięcie po nieudanej próbie kontaktu, co uruchomiło akcję poszukiwawczą TOPR.

  • Ratownicy apelują o ostrożność, gdyż trudne warunki na szlakach powodują wzrost liczby wypadków.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Zgłoszenie od matki młodego turysty wpłynęło do Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w poniedziałek przed południem. Po sprawdzeniu schronisk i potwierdzeniu, ze telefon 20-latka loguje się w Tatrach, zorganizowano poszukiwawczy lot śmigłowcem.

Ratownicy szybko wypatrzyli zwłoki mężczyzny. Jak przekazali w komunikacie, 20-latek spadł kilkaset metrów z rejonu Kozich Czub do Doliny Koziej i doznał obszernych obrażeń. "Ratownikom pozostał smutny obowiązek transportu ciała do Zakopanego" - czytamy.

Śmiertelny wypadek na Orlej Perci. Nie żyje 20-letni mężczyzna


To nie jedyna niebezpieczna sytuacja w polskich górach. "W ostatnich dniach doszło do kilku upadków z wysokości. W rejonie Małego Giewontu, dwukrotnie na Rysach oraz na Kozim Wierchu" - przekazał TOPR w komunikacie.

Ratownicy górscy zaapelowali do turystów o zachowanie szczególnej ostrożności. W wyższych partiach Tatr warstwa śniegu jest miejscami twarda i zrogowaciała, a spod niej wystaje wiele skał.

Prognozy wskazują na to, że w kolejnych dniach warunki w górach nie ulegną poprawie. Aby poruszać się po tak stromym terenie w wymagających warunkach, niezbędne są rozwinięte umiejętności chodzenia w rakach i używania czekana.


Śmiszek: Prezydent "podpala" spokój społeczny i robi wojnę domowąPolsat NewsPolsat News


Zestrzelili podejrzanego drona. Akcja lotnictwa w kraju NATO

Zestrzelili podejrzanego drona. Akcja lotnictwa w kraju NATO

Turcja poderwała myśliwce F-16 i zestrzeliła bezzałogowy statek powietrzny niewiadomego pochodzenia, który zbliżał się do granic przestrzeni powietrznej tego kraju. O incydencie poinformował resort obrony. "Aby uniknąć potencjalnych szkód zestrzelono go w bezpiecznym miejscu" - czytamy w komunikacie.


Turcja poderwała myśliwce. Zestrzelono niezidentyfikowany dron

Turcja poderwała myśliwce. Zestrzelono niezidentyfikowany drondia imagesGetty Images



W skrócie

  • Tureckie myśliwce F-16 zestrzeliły drona nieznanego pochodzenia zbliżającego się do granic kraju.

  • Incydent miał miejsce w rejonie Morza Czarnego, gdzie trwa konflikt rosyjsko-ukraiński.

  • W ostatnim czasie tureckie statki na Morzu Czarnym padły ofiarą ataków rosyjskich, a Ankara apeluje o wstrzymanie działań militarnych.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Wojsko początkowo wskazało wyłącznie na obiekt niewiadomego pochodzenia, który zbliżał się do tureckich granic od strony Morza Czarnego.

"Jest on monitorowany w ramach rutynowych procedur" - wskazano w komunikacie prasowym.

"Aby zagwarantować bezpieczeństwo przestrzeni powietrznej, myśliwcom F-16, działającym zarówno ze strony Turcji jak i NATO, przekazano misję reagowania kryzysowego" - poinformowano.

Turcja poderwała myśliwce. Zestrzelono dron niewiadomego pochodzenia


Następnie tureckie władzy przekazały, że zaobserwowany dron "wymknął się spod kontroli". "Aby uniknąć potencjalnych szkód zestrzelono go w bezpiecznym miejscu, poza terenem zabudowanym" - czytamy w komunikacie tureckiego MSZ.

Nie podano informacji, do kogo należał zauważony przez obronę powietrzną bezzałogowiec.

Do incydentu doszło w rejonie Morza Czarnego, gdzie sytuacja jest wyjątkowo napięta ze względu na trwającą wojnę Rosji z Ukrainą. Nie byłby to pierwszy incydent, w ramach którego Turcy musieliby zmierzyć się ze skutkami trwającego nieopodal konfliktu.

Tureckie statki padły ofiarą Rosji. Incydenty na Morzu Czarnym


W sobotę Marynarka Wojenna Ukrainy poinformowała, że rosyjski dron przeprowadził ukierunkowany atak na turecki statek "VIVA" na Morzu Czarnym. Maszyna płynęła "korytarzem zbożowym" z ładunkiem oleju słonecznikowego do Egiptu.

Jak przekazała agencja UNIAN, atak miał miejsce na otwartym morzu w obrębie strefy ekonomicznej Ukrainy, ale poza jej zasięgiem obrony przeciwlotniczej.

W piątek z kolei pojawiły się informacje o rosyjskim ataku na dwa porty morskie w Ukrainie, w wyniku których uszkodzony miał zostać między innymi należący do Ankary statek przewożący zapasy żywności. W wyniku zdarzenia w przedniej części jednostki wybuchł pożar.

Turcja zaapelowała o zaprzestanie działań wojskowych w tym rejonie i wezwała do podjęcia porozumienia w sprawie zawieszenia ataków na żeglugę oraz infrastrukturę energetyczną i portową obu stron konfliktu.


"Wydarzenia": Spotkanie z "żywą książką". Niezwykła inicjatywa w GdyniPolsat News


Ujawnili, jakie leki przyjmował Cenckiewicz. Zareagował prezydent Nawrocki

Dorota Hilger

"Nowa rzeczywistość, a metody wciąż te same. Tym razem wymierzone nie we mnie, a w mojego ministra Sławomira Cenckiewicza" - przekazał prezydent Karol Nawrocki, komentując głośny artykuł dotyczący szefa BBN. W tekście podano informacje na temat przyjmowanych przez Cenckiewicza leków.


Mężczyzna w eleganckim płaszczu i czerwonym krawacie idzie na tle rozmytego pleneru, obok wstawione okrągłe zdjęcie innego mężczyzny w okularach i granatowej marynarce, poprawiającego okulary.

Sławomir Centkiewicz i sprawa leków. Jest komentarz Karola NawrockiegoWojciech Olkusnik / East News / Ints Kalnins / ReutersAgencja FORUM



W skrócie

  • Sławomir Cenckiewicz został oskarżony w mediach o zatajenie informacji o lekach w ankiecie bezpieczeństwa, co miało skutkować utratą dostępu do informacji niejawnych.

  • Karol Nawrocki i politycy PiS stanęli w obronie Cenckiewicza, podkreślając nadużycia związane z ujawnieniem danych zdrowotnych.

  • Prokuratura wszczęła działania w sprawie naruszenia ochrony danych i uprawnień.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

O sprawie Sławomira Cenckiewicza zrobiło się głośno po publikacji "Gazety Wyborczej". Autor artykułu stwierdził, że szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego zataił w ankiecie bezpieczeństwa nazwy przyjmowanych leków. W efekcie miał on stracić dostęp do informacji niejawnych.

Szef BBN odniósł się do sprawy w obszernym wpisie na platformie X. Zapewnił w nim, że zamierza podjąć kroki prawne zarówno w stosunku do autora artykułu, jak i wobec Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Jednocześnie zaznaczył, że "nigdy nie wprowadził służb specjalnych w błąd, niczego nie zatajając". Cofnięcie mu poświadczeń przez szefa SKW w lipcu 2024 r. określił jako "motywowane politycznie" i "bezprawne".

Sprawa Sławomira Cenckiewicza. Głos zabrał Karol Nawrocki


Szef BBN stwierdził, że "'Gazeta Wyborcza' (...) sięgnęła po ubeckie metody, tak często stosowane dzisiaj przez reżimy w Rosji i na Białorusi wobec politycznych przeciwników".

Samo pojawienie się artykułu uznał za "dowód na ingerowanie służb specjalnych w życie publiczne". Do kwestii poruszanych w tekście w podobnym duchu odniósł się prezydent RP Karol Nawrocki.

"Nowa rzeczywistość, a metody wciąż te same. Tym razem wymierzone nie we mnie, a w mojego ministra Sławomira Cenckiewicza" - napisał na platformie X.

W związku z pojawieniem się artykułu Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła z urzędu czynności sprawdzające w sprawie ujawnienia danych o zdrowiu szefa BBN.

Sławomir Cenckiewicz i sprawa leków. Posłowie PiS zawiadamiają prokuraturę


"Ujawnienie lub spreparowanie informacji pochodzących z ankiety bezpieczeństwa osobowego prof. Cenckiewicza to nie tylko podważenie zaufania do państwa i naruszenie elementarnych zasad funkcjonowania służb specjalnych. To także przestępstwo przekroczenia uprawnień" - argumentował były szef MON.

Krytycznie do publikacji odniosła się również Naczelna Izba Lekarska. "Informacje o przyjmowanych przez pacjenta lekach są daną szczególnie wrażliwą i ich publiczne ujawnienie nigdy nie powinno mieć miejsca" - wskazano.


"Niebezpieczne dla prezydenta". Krzysztof Śmiszek uderza w szefa BBNPolsat NewsPolsat News


Wyrwał niemowlę z rąk matki i odjechał. Policyjny pościg ulicami Koszalina

Wyrwał niemowlę z rąk matki i odjechał. Policyjny pościg ulicami Koszalina

Alicja Krause

Do porwania 10-miesięcznego dziecka doszło w poniedziałek w Koszalinie. 38-latek wyrwał niemowlę z rąk matki, a następnie wsiadł do samochodu i odjechał. Ostatecznie służby zatrzymały podejrzany pojazd. - Mogę potwierdzić, że 38-latek nie jest spokrewniony z dzieckiem i jego matką - przekazała w rozmowie z polsatnews.pl asp. Izabela Sreberska z koszalińskiej policji. W sprawie zatrzymano w sumie dwóch mężczyzn.


Niebiesko-czerwone sygnały świetlne zamontowane na dachu radiowozu policji z widocznym napisem POLICJA, w tle rozmyte drzewa i zabudowania.

Porwanie 10-miesięcznego chłopca w Koszalinie. Akcja policji (zdj. ilustracyjne)Komenda Miejska Policji w Koszaliniemateriał zewnętrzny



W skrócie

  • Mężczyzna porwał 10-miesięczne dziecko, wyrywając je z rąk matki na ulicy w Koszalinie.

  • Natychmiastowa akcja policji doprowadziła do zatrzymania pojazdu na S6 i odzyskania niemowlęcia.

  • Zatrzymani mężczyźni nie są spokrewnieni z dzieckiem, policja ustala motywy porwania.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Po otrzymaniu informacji o porwaniu 10-miesięcznego dziecka komendant miejski policji w Koszalinie ogłosił alarm dla całej jednostki.

Jak podano w policyjnym komunikacie, wszystkie dostępne patrole zostały natychmiast skierowane w rejon miasta, w okolice miejsca zamieszkania kobiety oraz na główne drogi wyjazdowe.

W działania włączono także funkcjonariuszy pionu prewencji, ruchu drogowego, kryminalnego i wywiadowców. Zaangażowano również psy służbowe. "Równolegle trwały intensywne ustalenia dotyczące sprawcy i pojazdu, którym mógł się poruszać" - czytamy.

Porwanie dziecka w Koszalinie. Alarm dla całej jednostki


Policjanci ustalili, że mężczyzna odjechał wraz z dzieckiem czarnym bmw. Ta informacja została niezwłocznie przekazana wszystkim patrolom. Ostatecznie pojazd udało się zlokalizować w rejonie Kołobrzegu, na drodze ekspresowej nr 6.

Samochód został zatrzymany do kontroli. W środku znaleziono uprowadzone dziecko. 10-miesięczny chłopiec został odebrany mężczyźnie i przekazany załodze karetki pogotowia. Po sprawdzeniu stanu zdrowia niemowlęcia okazało się, że nic mu się nie stało.

Wyrwał niemowlę z rąk matki i odjechał. Akcja służb w Koszalinie


- 38-letni mężczyzna, podejrzewany o uprowadzenie, został natomiast zatrzymany. - Mogę potwierdzić, że nie jest on spokrewniony z dzieckiem i jego matką - powiedziała w rozmowie z polsatnews.pl asp. Izabela Sreberska z koszalińskiej policji.

Zatrzymany został także 50-letni kierowca pojazdu. Obecnie policjanci zajmują się gromadzeniem materiału dowodowego oraz szczegółowym ustalaniem wszystkich okoliczności porwania 10-miesięcznego chłopca.

Asp. Sreberska wskazała, że póki co jest za wcześnie, żeby mówić o motywie sprawcy. - Na wtorek zaplanowano przeprowadzenie czynności z mężczyznami. Po ich zakończeniu będziemy mogli udzielić więcej informacji - powiedziała funkcjonariuszka.

Wiadomo, że podejrzewany o porwanie był w przeszłości karany. Drugi mężczyzna dotychczas nie był karany.


"Wydarzenia": Wróci powszechny pobór? Ministerstwo stawia sprawę jasnoPolsat News


Zacharowa stanęła w obronie Orbana. Absurdalne słowa o Polsce


W skrócie

  • Marija Zacharowa odpowiedziała na wpis Radosława Sikorskiego, stawiając za wzór Lenina jako "architekta niepodległego państwa polskiego".

  • W swoim absurdalnym wystąpieniu Zacharowa twierdzi, że Lenin rzekomo "wspierał polską niepodległość".

  • Rzeczniczka MSZ Rosji krytykuje współczesnych polskich polityków "za oddanie suwerenności na rzecz NATO".

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Wpis Zacharowej, opublikowany w mediach społecznościowych, to komentarz do ironicznych słów ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który stwierdził, że "Viktor Orban zasłużył na swój Order Lenina".

Szef polskiego MSZ skomentował w ten sposób przemówienie premiera Węgier, w którym ten określił piątkową decyzję większości państw Unii o zamrożeniu na stałe rosyjskich aktywów na terenie UE jako "deklarację wojny".

"Wspominając nazwisko Lenina, Sikorski prawdopodobnie chciał obrazić Viktora Orbana. Zapomniał jednak, że bez Lenina Polska by nie istniała" - napisała Marija Zacharowa, pomijając w swoim wpisie kwestię wojny polsko-bolszewickiej.

Zacharowa odpowiada na słowa Sikorskiego. Wskazała na "zasługi" Lenina


Rzeczniczka rosyjskiego MSZ dodała następnie, że "Lenin aktywnie propagował teorię kwestii narodowej, opowiadając się za niepodległością Polski i wspierając polskich socjalistów w ich drodze do budowy suwerennej republiki państwowej".

"Radosław Sikorski powinien był pamiętać, że to Lenin w 1916 roku ogłosił hasło: 'Żadnej wojny o Polskę! Naród rosyjski nie chce być jej ciemiężycielem!'" - czytamy w propagandowym wpisie.

Marija Zacharowa dodała, że bolszewicy "dali Polakom dokładnie to, co obiecali - niepodległe państwo". W dalszej części wpisu wskazała również na rzekomą "przyjaźń polsko-radziecką". Przemilczała jednak fakt, że w drugiej połowie XX wieku Polska faktycznie znajdowała pod wpływem politycznej dominacji ZSRR.

Samego Lenina postawiła tuż obok postaci Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego nazywając go "architektem niepodległego państwa polskiego". "Polska nie powinna o tym zapominać" - skończyła swój absurdalny wywód Zacharowa.

Spięcie Sikorskiego z Szijjarto. "Bylibyście po stronie Rosji"


W obronie Viktora Orbana stanęła nie tylko Marija Zacharowa. Do wpisu szefa polskiego MSZ odniósł się także minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto.

"Rozumiemy, że naprawdę chcesz wojny Rosji z Europą. Nie damy się wciągnąć w twoją wojnę" - stwierdził przedstawiciel węgierskich władz.

"Jeśli Rosja nie dokona kolejnej inwazji, to wojny nie będzie. Rozumiemy jednak, że tym razem gdyby doszło do wojny, bylibyście po jej stronie" - odpowiedział mu Sikorski.

Kontrowersyjną wypowiedź Orbana skrytykowała również strona ukraińska. Wpis węgierskiego przywódcy udostępnił Andrij Sybiha, szef ukraińskiej dyplomacji, wraz z komentarzem: "najcenniejsze zamrożone rosyjskie aktywo w Europie".


"Gość Wydarzeń". Biedroń krytykuje Nawrockiego: Lech Kaczyński w grobie się przewracaPolsat News


Potężna eksplozja po ataku dronów. Ukraińcy zniszczyli "Warszawiankę"

Krzysztof  Ryncarz

Ukraińcy zniszczyli rosyjski okręt podwodny stacjonujący w porcie w Noworosyjsku - poinformowało SBU. Po raz pierwszy w historii wykorzystali do tego typu ataku podwodnych dronów. Jednostka była znana jako "Warszawianka", ponieważ przed laty stanowiła część floty państw Układu Warszawskiego.


Okręt podwodny zacumowany na wodzie w mieście o klasycznej architekturze. W prawym górnym rogu widoczna jest ilustracja eksplozji, sugerująca tego typu wydarzenie powiązane z okrętem.

Ukraińcy zniszczyli rosyjski okręt podwodny. Doszło do potężnej eksplozjiMaksim Konstantinov/SOPA Images/LightRocket / X: @nexta_tvGetty Images



W skrócie

  • Ukraińcy przeprowadzili skuteczny atak dronami podwodnymi na rosyjski okręt podwodny w porcie w Noworosyjsku.

  • Za pomocą podwodnych dronów Sub Sea Baby udało się wyłączyć z akcji okręt znany jako "Warszawianka".

  • Zniszczona jednostka miała wartość około 400 mln dolarów.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy poinformowała, że skuteczny atak na rosyjski okręt podwodny został przeprowadzony za pomocą podwodnych dronów Sub Sea Baby.

W wyniku uderzenia okręt "doznał poważnych uszkodzeń i został de facto wyłączony z akcji" - napisano w komunikacie. Tym samym Ukraińcom udało się po raz pierwszy w historii zniszczyć rosyjski okręt podwodny nowym rodzajem broni.

W mediach pojawiły się nagrania z momentu ataku. Widać na nich potężną eksplozję w porcie w Noworosyjsku.

Na pokładzie okrętu miały znajdować się cztery wyrzutnie pocisków manewrujących Kalibr, które Rosjanie wykorzystywali do ataków na terytorium Ukrainy. SBU zwróciło również uwagę, że okręt musiał przebywać w porcie w Noworosyjsku "z powodu udanych operacji specjalnych dronów nawodnych Sea Baby, które wyparły rosyjskie okręty i okręty podwodne z Zatoki Sewastopolskiej na tymczasowo okupowanym Krymie".

Pierwszy taki atak w historii. Ukraińcy zniszczyli rosyjski okręt podwodnymi dronami


Media zwracają uwagę, że zniszczony przez Ukraińców rosyjski okręt podwodny był wart około 400 mln dolarów. Jednak z uwagi na nałożone sankcje koszt budowy takiej łodzi może wynosić nawet ponad 500 mln.

Trafiony okręt to model 636.3 zwany "Warszawianką", ponieważ pierwotnie był on przeznaczony dla flot państw należących do Układu Warszawskiego.

SBU zwróciło uwagę, że "Warszawianka" bywa również nazywana "Czarną Dziurą", ponieważ jej kadłub mógł pochłaniać dźwięk, dzięki czemu łódź była niewidoczna dla sonarów.

Do ataku Ukraińcy użyli podwodnych dronów kamikadze Sub Sea Baby. Wcześniej Kijów wykorzystywał je również do uderzeń w statki należące do tzw. rosyjskiej floty cieni.

Źródło: Reuters


"Niebezpieczne dla prezydenta". Krzysztof Śmiszek uderza w szefa BBNPolsat NewsPolsat News


Niełatwe rozmowy w Berlinie. "Trump jest zadowolony"

Jak podkreślił Wołodymyr Zełenski, Rosja wykorzystywała swoje ataki na Ukrainę jako narzędzie nacisku w trwających rozmowach.

Przemawiając w Berlinie, Zełenski wskazał również, że żadna elektrownia w Ukrainie nie została oszczędzona przed rosyjskimi uderzeniami w system energetyczny jego kraju.

Przywódca poruszył m.in. sprawę zajętych przez Rosję ziem na wschodzie kraju. - Mamy różne stanowiska w sprawie terytorium - podkreślił.

- Rozmów na temat terytoriów mieliśmy wystarczająco dużo. W tej chwili stanowiska mamy różne. Uważam, że strona amerykańska usłyszała moje stanowisko. Cieszę się, że mogłem przedstawić je osobiście - dodał, wskazując, że ważne jest, aby "kwestie terytorialne zostały rozwiązane sprawiedliwie".

Rozmowy przywódców o przyszłości Ukrainy w Niemczech. Amerykański urzędnik: Trump zadowolony


Amerykański urzędnik, cytowany przez Reutera, dodał natomiast, że rozmowy w Berlinie przebiegły "naprawdę pozytywnie". Dodał, że na wielu płaszczyznach udało się dojść do konsensusu, lecz kilka spraw "nadal wymaga omówienia".

- Donald Trump jest zadowolony z tego, na jakim etapie negocjacji się znajdujemy - powiedział, wskazując, iż celem amerykańskiego prezydenta jest to, aby rosyjscy żołnierze nie przemieszczali się dalej na zachód.

Zaznajomiony z rozmowami urzędnik zaznaczył, że głównym tematem poniedziałkowych rozmów były gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Jak wskazał, to właśnie do państwa Wołodymyra Zełenskiego ma należeć ostateczna decyzja w sprawach terytorialnych.

Głos w tej sprawie zabrał też specjalny wysłannik Stanów Zjednoczonych, Steve Witkoff. - Osiągnięto duże postępy w rozmowach o Ukrainie - zauważył.

Gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Nowe doniesienia po rozmowach w Berlinie


W rozmowie z dziennikarzami wysoki rangą przedstawiciel administracji Donalda Trumpa oświadczył, że Ukraina otrzyma gwarancje bezpieczeństwa podobne do tych przewidzianych w artykule 5. traktatu NATO.

Dodał jednak, że gwarancje nie będą na stole wiecznie. - Te gwarancje są na stole teraz, jeśli uda się osiągnąć pozytywne porozumienie - powiedział.

- Mamy bardzo, bardzo mocny, bezpieczny pakiet gwarancji bezpieczeństwa. Wierzymy, że Rosjanie w ostatecznym porozumieniu zaakceptują wszystkie te rzeczy, które umożliwią silną i niepodległą Ukrainę - dodał.

Z kolei inny urzędnik stwierdził, że Rosja jest otwarta na przystąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej. Ocenił też, że z proponowanych gwarancji zadowoleni są Ukraińcy.

- Ukraińcy powiedzieliby wam, tak jak Europejczycy, że to najsolidniejszy zestaw protokołów bezpieczeństwa, jaki kiedykolwiek widzieli. To bardzo, bardzo mocny pakiet. Myślę, że Rosjanie, miejmy nadzieję, przyjrzą się temu i powiedzą sobie: w porządku, bo nie mamy zamiaru ich naruszać - powiedział.

Według cytowanych źródeł Ukraina zgodziła się na szereg kluczowych kwestii, lecz wciąż do dopięcia pozostaje kilka spraw, m.in. przyszłość Zaporoskiej Elektrowni Atomowej w Enerhodarze.

Spotkanie europejskich liderów z Zełenskim. Do Berlina poleciał premier Tusk


Pierwsza część negocjacji delegacji Ukrainy i Stanów Zjednoczonych ws. zawieszenia broni w Ukrainie odbyła się w niedzielę. W poniedziałek rozmowy były kontynuowane.

Wieczorem do Zełenskiego oraz kanclerza Friedricha Merza dołączą m.in. premier Tusk, prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, szefowa rządu Włoch Giorgia Meloni oraz prezydent Finlandii Alexander Stubb. Unię Europejską reprezentować będzie m.in. przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, a NATO - sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego Mark Rutte.

Źródło: Reuters, PAP


"Wydarzenia": Wróci powszechny pobór? Ministerstwo stawia sprawę jasnoPolsat News


❌