Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 7 lutego 2026

Miliony zasiądą przed telewizorami. Publiczność rozgrzeje Bad Bunny

Dzisiaj, 7 lutego (07:45)

Wielki finał NFL już w tę niedzielę! W 60. Super Bowl na stadionie Levi’s w Santa Clara zmierzą się ekipy New England Patriots i Seattle Seahawks. Obie drużyny udowodniły, że sport to nieprzewidywalna gra - jeszcze przed sezonem nikt nie dawał im realnych szans na mistrzostwo. Tegoroczne Super Bowl to jednak nie tylko sportowe emocje, ale także rekordy oglądalności, muzyczne show, a nawet zaawansowane zabezpieczenia przeciwko dronom.

  • Oglądalność Super Bowl bije wszelkie rekordy - w 2025 roku 127,7 mln widzów!
  • Ceny reklam sięgają 7 milionów dolarów za 30 sekund.
  • W przerwie meczu wystąpi światowa gwiazda muzyki - raper Bad Bunny.

Tegoroczny finał NFL to prawdziwa sensacja. Przez ostatnie 50 lat nie zdarzyło się, by o mistrzostwo walczyły zespoły, które tak nisko stały w przedsezonowych notowaniach bukmacherów. Szanse Seattle Seahawks na zdobycie tytułu oceniano na 60:1, a New England Patriots aż na 80:1. Tylko osiem z 32 drużyn miało gorsze prognozy niż Patriots! Mimo to obie ekipy w trakcie sezonu pokazały niesamowitą determinację i wolę walki, wygrywając mecz za meczem.

Niewielu kibiców wierzyło w sukces Patriots czy Seahawks, ale znalazł się śmiałek, który postawił aż 50 tysięcy dolarów na triumf Seahawks. Jeśli drużyna z Seattle wygra, zainkasuje on aż trzy miliony dolarów! Co więcej, ten sam gracz już wcześniej wygrał prawie półtora miliona, bo typował również awans Seahawks do fazy play-off i do finału. Fortuna sprzyja odważnym!

Po raz pierwszy od 22 lat w Super Bowl zobaczymy dwie drużyny, które w poprzednim sezonie nie zagrały w fazie play-off. Patriots i Seahawks bardzo szybko udowodnili, że ich potencjał był zdecydowanie niedoszacowany. Oba zespoły zakończyły sezon zasadniczy z imponującym bilansem 14 zwycięstw i 3 porażek, a w play-offach nie pozostawiły rywalom złudzeń.

Patriots to prawdziwa legenda NFL ostatnich dwóch dekad. Sześć tytułów mistrzowskich, niegdyś z Tomem Bradym w składzie, czyni ich jednym z najbardziej utytułowanych zespołów ligi. Ostatni raz sięgnęli po mistrzostwo w 2019 roku, a w 2015 ograli w dramatycznym finale... właśnie Seahawks. Od tamtej pory w składach obu drużyn nie został już żaden zawodnik z tamtego finału. To sprawia, że menedżer Seahawks - John Schneider - przeszedł do historii jako pierwszy, który zbudował dwa zupełnie różne zespoły i sztaby trenerskie, prowadząc je do Super Bowl.

*** POLECAMY TAKŻE: Super Bowl 2026 za darmo w polskiej TV. Kiedy transmisja i kto wystąpi podczas Halftime Show?

Super Bowl to nie tylko sport. To prawdziwe święto narodowe, które elektryzuje miliony Amerykanów. Trzy ostatnie finały oraz te z lat 2011-2017 to aż 10 najchętniej oglądanych programów telewizyjnych w historii USA. W ubiegłym roku rekord został pobity - przed telewizorami zasiadło aż 127,7 miliona widzów! Nic dziwnego, że 30-sekundowa reklama w tym czasie kosztuje aż 7 milionów dolarów...

Nieodłącznym elementem finału NFL jest występ światowej gwiazdy muzyki. W tym roku w przerwie meczu na stadionie w Santa Clara wystąpi raper Bad Bunny, który na pewno rozgrzeje publiczność do czerwoności. To widowisko, które ogląda się nie tylko dla sportu - to popkulturowy fenomen.

Super Bowl to również ogromne wyzwanie logistyczne i bezpieczeństwa. Federalna Administracja Lotnictwa USA ogłosiła całkowity zakaz używania dronów nad stadionem i na terenie San Francisco w dniach poprzedzających finał. FBI wdrożyło zaawansowane systemy przeciwdronowe, by zapobiec ryzyku ataków z powietrza. Zakaz obejmuje 30-milową strefę wokół stadionu i wysokość do 18 tysięcy stóp.

Operatorzy, którzy złamią te przepisy, mogą zostać ukarani grzywną do 75 tysięcy dolarów, konfiskatą drona, a nawet postawieniem zarzutów karnych. Tylko w 2024 roku przeciwdronowe środki FBI stosowano podczas zaledwie 0,05 proc. z 90 tysięcy wydarzeń - Super Bowl jest więc wydarzeniem wyjątkowym pod względem bezpieczeństwa.

Władze Stanów Zjednoczonych coraz poważniej traktują zagrożenia związane z dronami. Po doświadczeniach z wojny na Ukrainie i kilku incydentach podczas sportowych imprez, rząd zainwestował aż 115 milionów dolarów w technologie przeciwdronowe na potrzeby Mistrzostw Świata 2026 oraz obchodów 250-lecia powstania USA. Dodatkowe 250 milionów dolarów trafiło do stanów goszczących mecze na zakup nowoczesnych systemów obronnych. Przykłady z ostatnich miesięcy pokazują, że zagrożenie jest realne - m.in. podczas finału konferencji AFC czy maratonu w Bostonie.

Ceremonia otwarcia igrzysk olimpijskich. Wielkie widowisko we Włoszech

Zimowe igrzyska olimpijskie we Włoszech zostały oficjalnie otwarte. Ceremonia inauguracyjna odbyła się na słynnym stadionie San Siro w Mediolanie, a mniejsze uroczystości miały miejsce w Cortinie d'Ampezzo, Livigno i Predazzo. Zwieńczeniem imprezy było zapalenie dwóch olimpijskich zniczy. Ceremonia odbyła się pod tytułem "Harmonia".

  • Więcej informacji na temat zimowych igrzysk olimpijskich (i nie tylko) znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Pierwszym składnikiem tytułowej "Harmonii" jest: piękno. Ceremonia rozpoczęła się od tańca. Ubiór występujących nawiązywał do rzeźb Antonio Canovy, a choreografia opowiadała o rzymskim micie o Kupidynie i Psyche.

Drugim elementem włoskiej harmonii jest fantazja. Aktorka Matilda De Angelis, a za nią grupa paparazzi pojawiła się na scenie. Nad stadionem "wylewały się" farby z podstawowymi kolorami - czerwona, żółta i niebieska. 

Następnie na scenę wyszła amerykańska piosenkarka Mariah Carey, która zaśpiewała włoski szlagier wszech czasów "Volare".

Po występie Carey na scenie rozbrzmiały dźwięki italo disco. Później wyświetlono krótki filmik, na którym tramwajem przyjechał na San Siro prezydent Włoch Sergio Mattarella. Maszynistą był motocyklista Valentino Rossi.

Dalej na scenie pojawiły się modelki, ubrane na biało, zielono i czerwono - stworzyły ruchomą flagę Włoch. Flagę kraju, która została wciągnięta na maszt przyniosła światowej sławy włoska modelka Vittoria Ceretti. Podczas wciągania flagi usłyszeliśmy włoski hymn. Równocześnie w Cortinie także miało miejsce wciągnięcie flagi.

Scenę na San Siro następnie ponownie przejęli aktorzy i tancerze. Podzieleni zostali na dwie grupy - jedna symbolizowała górę, czyli to co naturalne, a druga miasto, czyli to co powstało od człowieka. Na scenie pojawiło się również pięć pierścieni olimpijskich, które zawisły nad sceną tworząc symbol igrzysk - koła symbolizują pięć kontynentów.

Następnie miała miejsce parada sportowców, która została podzielona między cztery lokalizacje. Wynika to z rozproszenia igrzysk olimpijskich po północnych Włoszech.

Na początku, jak zwykle zobaczyliśmy sportowców z Grecji. Później kolejno pojawiły się reprezentacje: Albanii, Andory, Arabii Saudyjskiej, Argentyny, Armenii, Australii, Austrii, Azerbejdżanu, Belgii, Beninu, Boliwii, Bośni i Harcegowiny, Brazylii, Bułgarii, Kanady, Czech, Chile, Chin, Cypru, Kolumbii, Korei Południowej, Chorwacji, Danii, Ekwadoru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Erytrei, Estonii, Filipin, Finlandii, Gruzji, Niemiec, Jamajki, Japonii, Wielkiej Brytanii, Gwinei-Bissau, Haiti, Hong-Kongu, Indii, Iranu, Irlandii, Islandii, Izraela, Kazachstanu, Kenii, Kosowa, Kirgistanu, Łotwy, Libanu, Liechtensteinu, Litwy, Luksemburga, Macedonii Północnej, Madagaskaru, Malezji, Malty, Maroka, Meksyku, Mołdawii, Monako, Mongolii, Czarnogóry, Nigerii, Norwegii, Nowej Zelandii, Holandii, Pakistanu, Polski, Portoryko, Portugalii, Rumunii, San Marino, Serbii, Singapuru, Słowacji, Słowenii, Hiszpanii, Republiki Południowej Afryki, Szwecji, Szwajcarii, Tajwanu, Tajlandii, Trynidadu i Tobago, Turcji, Ukrainy, Węgier, Urugwaju, Uzbekistanu, Wenezueli, Stanów Zjednoczonych, Francji i Włoch. 

W igrzyskach biorą też udział sportowcy z Rosji i Białorusi, którzy występują pod neutralną flagą.

W tegorocznych zimowych igrzyskach olimpijskich Polskę reprezentuje 60 sportowców. Flagę naszego kraju na San Siro niosła panczenistka Natalia Czerwonka, a w Predazzo, gdzie odbywają się konkurencje narciarskie Kamil Stoch. Dotychczasowy dorobek Biało-Czerwonych w zimowych igrzyskach to 23 medale - po siedem złotych i srebrnych oraz dziewięć brązowych. Pierwszy medal dla Polski zdobył Franciszek Gąsienica Groń w kombinacji norweskiej. Co ciekawe odbyło się to podczas igrzysk, które również miały miejsce w Cortinie d'Ampezzo w 1956 roku. Gąsienica Groń zdobył wtedy brąz.

Po paradzie sportowców został wyświetlony krótki filmik, na którym zaprezentowano 100-letnią historię zimowych igrzysk olimpijskich. 

Później na scenie pojawiła się aktorka Brenda Lodigiani, której występ opiewał w różnego rodzaju gesty. 

Na scenie pojawili się chorążowie wszystkich 92 państw. Później wystąpili przewodnicząca Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Kristy Coventry oraz szef komitetu organizacyjnego Giovanii Malago. Podczas swoich przemówień oficjalnie powitali wszystkich na zimowych igrzyskach olimpijskich, podziękowali wszystkim, którzy wzięli udział w przygotowaniach do imprezy, a także zaznaczyli, że igrzyska to przede wszystkim czas sportowców. 

Po nich głos zabrał prezydent Włoch Sergio Mattarella, który oficjalnie uznał zimowe igrzyska olimpijskie 2026 za otwarte.

Po oficjalnym otwarciu igrzysk przez prezydenta Włoch, ceremonię swoim występem uświetnił Andrea Bocelli z arią Nessun Dorma. Później głos zabrała Charilze Theron z przesłaniem pokoju.

Następnie przeszła ostatnia część sztafety olimpijskiej, a w niej przedstawiciele świata piłki nożnej, siatkówki kobiet i mężczyzn.

Na koniec imprezy na stadionie San Siro oraz w Cortinie pojawiły się flagi igrzysk olimpijskich, które zostały wciągnięte na maszt w towarzystwie hymnu olimpijskiego. 

Potem nastąpiło zwieńczenie ceremonii otwarcia - zapłonęły dwa znicze olimpijskie.

Po raz pierwszy w historii igrzysk jednocześnie zapłonęły dwa znicze - jeden przy Arco della Pace (Łuku Pokoju) w Mediolanie, a drugi na Piazza Dibona w Cortinie d’Ampezzo. Za to zadanie odpowiedzialni byli 59-letni Alberto Tomba i 55-letnia Deborah Compagnoni, czyli złoci medaliści olimpijscy i jedni z najpopularniejszych włoskich sportowców.

W trakcie ceremonii otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich przeszliśmy przez lata włoskiej historii. Spektakl celebrował to, z czego Włochy są najbardziej znane - kuchnię, design i modę. Zobaczyliśmy 1400 kostiumów, które były uhonorowaniem zmarłego w 2025 roku Giorgio Aramaniego.

Podczas podróży przez włoską historię zostały wspomniane wybitne postacie, w tym człowiek renesansu Leonardo da Vinci i podróżnik Krzysztof Kolumb.

W ceremonii wzięło udział około 1300 osób w tym 1200 wolontariuszy z 27 krajów.

Na trybunach natomiast nie zabrakło ważnych osobistości - głów państw i szefów rządów, a także przedstawicieli rodzin królewskich. Wśród nich znalazł się prezydent Polski Karol Nawrocki, a także sekretarz generalny ONZ Antonio Gutteres. Na czele amerykańskiej delegacji stanęli wiceprezydent J.D. Vance, który przyleciał do Włoch z żoną Ushą i dziećmi, a także sekretarz stanu Marco Rubio.

70 lat temu zdobył pierwszy medal olimpijski. Można go zobaczyć w polskiej wiosce

Wczoraj, 6 lutego (16:57)

Franciszek Gąsienica Groń – nazwisko, które powinno znać każde pokolenie polskich kibiców. To właśnie on, blisko sto lat temu, zdobył pierwszy w historii Polski medal zimowych igrzysk olimpijskich. Jego historia to opowieść o pasji, determinacji, dramatycznych zwrotach akcji i wielkim triumfie, który do dziś pozostaje niepowtarzalny. Medal teraz wrócił do Włoch, a kibice mogą go zobaczyć w wiosce polskiej.

  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Urodzony 30 września 1931 roku w sercu polskich Tatr, Zakopanem, Franciszek Gąsienica Groń od najmłodszych lat wykazywał niezwykłą sportową wszechstronność. Próbował swoich sił w skokach do wody, piłce nożnej, tenisie stołowym, a nawet pływaniu, które - jak sam wspominał - "wciągnęło go szczególnie". Mógł zostać świetnym pływakiem, ale los skierował go na zupełnie inną ścieżkę.

Po ukończeniu szkoły oficerskiej, gdzie reprezentował Wojsko Polskie wrócił do rodzinnego Zakopanego. To właśnie tam, pod okiem trenera Mariana Woyny Orlewicza, rozpoczął przygodę z narciarstwem, która miała odmienić jego życie i zapisać je na kartach historii.

Rok 1956. Siódme Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Cortina d’Ampezzo. Polska kadra w kombinacji norweskiej przygotowywała się do startu w wyjątkowych warunkach - w polskich Tatrach, pod okiem byłego olimpijczyka Stanisława Skupienia. Jednak niewiele brakowało, by Gąsienica Groń nie pojechał do Włoch. Władze sportowe miały wątpliwości co do jego formy. Ostatecznie trener Woyna Orlewicz postawił wszystko na jedną kartę, grożąc rezygnacją z funkcji selekcjonera, jeśli jego podopieczny nie zostanie powołany. Franciszek udowodnił swoją wartość, wygrywając zawody w szwajcarskim Le Brassus i zapewniając sobie miejsce w olimpijskiej kadrze.

W kombinacji norweskiej liczy się wszechstronność - dwa skoki narciarskie i bieg na 15 kilometrów. To właśnie podczas olimpijskich zmagań w Cortinie d’Ampezzo Franciszek Gąsienica Groń przeszedł do historii. Pierwszy skok okazał się dramatyczny.

Napaliłem się na ten skok, chciałem uzyskać na rozbiegu jak największą szybkość. Coś poknociłem, w końcu wystartowałem przy zachwianej równowadze. Błyskawiczna myśl: rany boskie, nie przewrócić się na rozbiegu. To wystarczyło, dekoncentracja, już próg skoczni, wybijam się za wcześnie. Straszne, lecę na głowę. Końce nart dostają zeskoku, jakimś cudem się odchylam, odbijam palcami, zjeżdżam w dół, ale skok jest z upadkiem. Łzy leją mi się po policzkach, co za straszny pech. Przez dwa tygodnie na tej skoczni lądowałem najdalej ze wszystkich ani razu się nie przewróciłem i musiało to mieć miejsce akurat teraz - wspominał po latach w wywiadzie dla Skijumping.pl.

Po pierwszej serii Polak zajmował ostatnie miejsce. Drugi skok był już znacznie lepszy, co pozwoliło mu awansować na 10. pozycję. Nadzieje na medal wydawały się odległe, ale Gąsienica Groń nie zamierzał się poddawać.

31 stycznia 1956 roku. Zawody biegowe. Na dwa kilometry przed metą, będący przed Polakiem Włoch Alfred Prucker przewraca się na stromym zboczu. To wydarzenie zmienia bieg rywalizacji - Franciszek awansuje do czołówki. Po przekroczeniu mety nie wie jeszcze, że właśnie dokonał czegoś niezwykłego. Dopiero po chwili dociera do niego, że zdobył brązowy medal - pierwszy w historii Polski medal zimowych igrzysk olimpijskich.

Do srebra zabrakło zaledwie 0,6 punktu. Franciszek Gąsienica Groń do dziś pozostaje jedynym polskim medalistą olimpijskim w kombinacji norweskiej.

Równo 70 lat po jego historycznym medalu, Cortina d’Ampezzo wraz z Mediolanem znowu jest gospodarzem Zimowych Igrzysk Olimpijskich. W wiosce polskiej można będzie zobaczyć ten wyjątkowy medal.

Zimowe igrzyska 2026. Święty ogień niesie dzieło inżynierii

Krzysztof Sulikowski

Igrzyska olimpijskie zaczynają się od ognia. Podczas ceremonii otwarcia następuje spektakularne zapalenie znicza od pochodni. Ten nieodzowny element widowiska nie ominie też Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026. Będzie on o tyle wyjątkowy, że tegoroczna pochodnia olimpijska jest dziełem inżynierii. Jej włoski twórca, obecnie pracownik MIT, ujawnił szczegóły techniczne oraz ideały, które przyświecały jego zespołowi podczas prac nad designem.


Stadion olimpijski ze stojącym zniczem oraz olimpijskie koła na tle gór. W prawym górnym rogu kadr ze zdjęciem pochodni olimpijskiej.

Pochodnia na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich 2026 to dzieło inżynierii i idealizmuPierre Teyssot/Milano Cortina 2026AFP



Spis treści:

  1. Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026. Niezwykła ceremonia otwarcia

  2. Pochodnia olimpijska to dzieło inżynierii... i idealizmu

  3. Święty płomień olimpijski połączył historię Włoch z nowoczesną technologią

Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026. Niezwykła ceremonia otwarcia


Już dziś wieczorem (6 lutego 2026) rozpocznie się ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026. Transmisję będzie można oglądać w telewizji TVP1 oraz Eurosport 1 od godziny 20:00. Kulminacyjnym punktem inauguracji będzie tradycyjne zapalenie znicza od pochodni. Ten rytuał wywodzi się z czasów igrzysk w starożytnej Olimpii w Grecji i jest kultywowany po dziś dzień, łącząc współczesną olimpiadę z jej antycznymi korzeniami.

Każde igrzyska mają swój unikalny projekt pochodni, który nawiązuje do kultury danego kraju. Niejednokrotnie bywają one również dziełami sztuki i innowacji technologicznej. Tak też jest w przypadku tegorocznych zimowych igrzysk w Mediolanie oraz Cortina d'Ampezzo. Jako że jesteśmy na GeekWeeku, to po geekowsku przyjrzyjmy się temu aspektowi. Co już wiadomo o tym wyjątkowym atrybucie?

Autorem tego niezwykłego projektu o nazwie "Essential" jest Carlo Ratti, pochodzący z Turynu we Włoszech ceniony architekt i inżynier pracujący w MIT, który w swojej pracy połączył osobistą pasję do sportów zimowych z najnowocześniejszymi technologiami. Stworzył on pochodnię, która ma nieść nie tylko ogień, ale także emocje. "Chodzi o to, co ten obiekt lub design ma przekazać. Jak może poruszyć ludzi, jak może się do nich odnieść i jak może przekazywać emocje. To najważniejsza sprawa" - tłumaczy projektant w oświadczeniu MIT.

Ekspert tworzył projekt przez 3 lata we współpracy z innymi inżynierami i naukowcami. Głównymi założeniami Włocha było postawienie samego płomienia w centrum uwagi oraz zachowanie oszczędności formy. Pochodnia została więc wyposażona w unikalny pionowy otwór, przez który obserwatorzy mogą zajrzeć do wnętrza mechanizmu. Taki zabieg konstrukcyjny ma uzmysłowić, że to "święty" ogień, a nie sam przedmiot, jest najważniejszym elementem olimpijskiego ceremoniału.

Pochodnia olimpijska to dzieło inżynierii... i idealizmu


Pochodnia olimpijska "Essential", jak przystało na dzisiejsze czasy, wyznacza nowe standardy ekologii i wydajności. W jej sercu znajduje się wysokowydajny palnik zasilany biogazem GPL, pochodzącym w 100 proc. z odnawialnych surowców. W przeciwieństwie do swoich poprzedniczek, nowa pochodnia jest wielorazowego użytku i może być ładowana aż dziesięciokrotnie, co pozwoliło na ograniczenie liczby wyprodukowanych egzemplarzy. Całość waży ok. 1,1 kg, dzięki czemu jest to najlżejsza pochodnia w historii igrzysk. Wykonano ją głównie z aluminium pochodzącego z recyklingu i pokryto specjalną powłoką odporną na wysoką temperaturę.

Estetyka pochodni została zaprojektowana tak, by dynamicznie reagować na otoczenie. Specjalne wykończenie powierzchni pozwala na odbijanie barw środowiska, przez które przebiegają uczestnicy sztafety, od miejskich świateł Mediolanu, po naturalne odcienie Dolomitów. Wersja olimpijska mieni się odcieniem niebiesko-zielonym, natomiast paraolimpijska - kolorem złotym. Projekt ten zdobył już uznanie ekspertów, otrzymując wyróżnienie w najbardziej prestiżowym konkursie wzornictwa przemysłowego we Włoszech - Compasso d'Oro.

Carlo Ratti podkreślił również swoje idealistyczne i humanistyczne podejście zarówno do nowego projektu, jak i całej swojej pracy inżynieryjnej. "Pewien rodzaj architektonicznego designu powinien zawsze przekładać się na pewien rodzaj zasad etycznych lub ideałów. Nie chodzi tylko o przedmiot fizyczny. Ostatecznie liczy się wymiar ludzki. Dotyczy to całej pracy, którą wykonujemy w MIT, bądź pochodni olimpijskiej" - zarysował swoją wizję.

Święty płomień olimpijski połączył historię Włoch z nowoczesną technologią


Sztafeta z pochodnią rozpoczęła się pod koniec listopada w greckiej Olimpii i objęła wszystkie 110 włoskich prowincji. Carlo Ratti osobiście uczestniczył w sztafecie w połowie stycznia, niosąc swoje dzieło przez rodzinny Turyn. Projektant podkreśla, że "Essential" ma pokazać Włochy jako kraj, który choć dumny ze swojej przeszłości, ale również jest dziś nowoczesną potęgą przemysłową i liderem innowacji.

"Kiedy ludzie myślą o Italii, zwykle myślą o przeszłości - od starożytnych Rzymian, po okresy renesansu i baroku. Włochy istotnie mają znaczącą przeszłość. Ale rzeczywistość jest taka, że to również druga największa potęga gospodarcza w Europie i lider innowacji oraz technologii na wielu polach. Zatem pochodnia z 2026 r. ma na celu połączenie przeszłości z przyszłością. Opiera się ona na włoskim designie z przeszłości, ale także na technologiach celujących w przyszłość" - wyjaśnił autor projektu.

Finał tej długiej drogi następuje dziś, 6 lutego, gdy płomień olimpijski dotrze na ceremonię otwarcia w Mediolanie, by płonąć przez kolejnych 16 dni sportowej rywalizacji.


Niezwykła wystawa olbrzymich owadów. Niektóre eksponaty ważą ponad tonęInteria pl© 2026 Associated Press


Gigantyczne premie dla olimpijczyków. Nawet nie muszą zdobyć medalu

5 lutego 2026, 11:50

Czwartek, 5 lutego (11:50)

Amerykańscy olimpijczycy jeszcze nigdy nie mogli liczyć na taką finansową rewolucję. Przed zimowymi igrzyskami we Włoszech miliarder Ross Stevens przekazał 100 milionów dolarów na rzecz amerykańskich sportowców, gwarantując każdemu uczestnikowi igrzysk ogromną premię. Nowy system wynagrodzeń nie jest zależny od zdobytych medali, wystarczy samo uczestnictwo w igrzyskach. Jaką premię dostaną polscy olimpijczycy za medale na zimowych igrzyskach 2026? Dowiesz się z tego artykułu.

  • Amerykańscy olimpijczycy dostaną gigantyczne premie za sam udział w igrzyskach - nawet 200 000 dolarów.
  • 2026 roku Polska wystawiła na zimowe igrzyska 60 zawodników w 12 dyscyplinach.
  • Jakie nagrody dla olimpijczyków przewidział Polski Komitet Olimpijski?
  • Chcesz poznać najgorętsze nazwiska polskich olimpijczyków? Zajrzyj do pełnego artykułu!

Po drugiej stronie Atlantyku to nie amerykańscy biegacze narciarscy przyciągają największe zainteresowanie. Ich status ledwo da się porównać z gwiazdami NHL czy gwiazdami narciarstwa alpejskiego, takimi jak Mikaela Shiffrin i Lindsey Vonn. Teraz wszyscy olimpijczycy dostaną premie za sam udział w igrzyskach. I to ogromne. Jest jednak pewien haczyk.

W świecie olimpijskim nagrody pieniężne zawsze budziły duże emocje. Tym razem jednak skala gestu jest bezprecedensowa. Miliarder Ross Stevens, założyciel Stone Ridge Holdings Group, w ubiegłym roku przekazał Amerykańskiemu Komitetowi Olimpijskiemu i Paraolimpijskiemu (USOPC) 100 milionów dolarów.

Te środki stały się fundamentem zupełnie nowego modelu premiowania sportowców, który po raz pierwszy zostanie zastosowany podczas tegorocznych zimowych igrzysk we Włoszech.

Co wyróżnia ten system? Premia nie jest zależna od wyniku sportowego - liczy się sam udział w igrzyskach.

Nowy model zakłada, że każdy sportowiec zakwalifikowany do igrzysk otrzyma 200 000 dolarów. Wyjątkowość rozwiązania polega na tym, że nagroda nie jest jednorazowa, a wypłacana w dwóch transzach.

Pierwsza rata - 100 000 dolarów - zostanie wypłacona najwcześniej 20 lat po udziale w igrzyskach lub w momencie, gdy sportowiec ukończy 45 lat. Decyduje późniejszy z tych terminów.

Druga połowa premii to swoiste ubezpieczenie na życie - środki te trafią do rodziny lub wskazanych przez sportowca osób po jego śmierci. Wypłaty te mają działać jak finansowa siatka bezpieczeństwa, zapewniająca spokój zarówno zawodnikom, jak i ich bliskim.

Premia została zaplanowana z myślą o tych, których sportowa kariera nie gwarantuje wysokich zarobków. Bonus przysługuje tylko tym, którzy nie przekraczają rocznego dochodu miliona dolarów.

57 procent olimpijczyków zarabia mniej niż 50 000 dolarów rocznie - podkreśla Christine Walshe, prezes Komitetu Olimpijskiego USA.

To właśnie dla nich premia może oznaczać nie tylko wsparcie, ale wręcz zmianę życia.

System przewiduje także nagrody dla najbardziej wytrwałych. Każdy sportowiec, który zakwalifikuje się na więcej niż jedną edycję igrzysk, otrzyma premię wielokrotnie. Trzykrotny olimpijczyk może liczyć na aż 600 000 dolarów!

Takie rozwiązanie doceniają szczególnie przedstawiciele sportów zimowych, którzy rzadko mogą liczyć na ogromne kontrakty reklamowe.

Choć amerykański system robi wrażenie, inni także nie pozostają w tyle.

Włochy, gospodarz zimowych igrzysk, przewidują aż 180 000 euro premii za zwycięstwo olimpijskie - i to bez podatku!

Niemieccy medaliści również mogą liczyć na podwyższone premie, a rząd federalny zdecydował, że nie będą musieli już oddawać części premii fiskusowi.

Szczegóły systemu nagród, które czekają na medalistów najbliższych igrzysk olimpijskich, ogłosił Polski Komitet Olimpijski.

Zawodnik, który zdobędzie złoty medal i stanie na najwyższym stopniu podium, otrzyma od PKOl aż 500 tysięcy złotych w gotówce! To jednak nie wszystko - na konto mistrza trafi także 250 tysięcy złotych w formie tokenów, czyli cyfrowych aktywów, które mogą być wymieniane na określone usługi lub produkty.

Srebrny medalista wzbogaci się o 400 tysięcy złotych oraz 200 tysięcy złotych w tokenach, a zdobywca brązowego medalu otrzyma odpowiednio 300 tysięcy złotych i 150 tysięcy złotych w tokenach. W przypadku konkurencji drużynowych premie są dzielone między członków zespołu, ale ich łączna wysokość pozostaje na podobnym poziomie, co w konkurencjach indywidualnych.

Oprócz nagród pieniężnych i tokenów, każdy medalista otrzyma także nagrody rzeczowe. Wśród nich znalazły się vouchery na wakacje marzeń oraz ekskluzywna biżuteria.

Prawdziwą sensacją wśród nagród jest jednak prezent, który można śmiało nazwać spełnieniem marzeń każdego Polaka. Złoci medaliści otrzymają od PKOl i sponsora - dewelopera Profbud - dwupokojowe mieszkanie.

Na tym jednak nie koniec - złoty medalista wróci do domu nową Toyotą Corollą!

W 2026 roku nasza reprezentacja na igrzyska olimpijskie we Włoszech liczy aż 60 zawodników, którzy rywalizują w 12 różnych dyscyplinach. Na jej czele stoją prawdziwi weterani olimpijskich aren. Chorążymi naszej drużyny zostali: Natalia Czerwonka - łyżwiarka szybka, dla której są to już piąte igrzyska, oraz Kamil Stoch - legenda skoków narciarskich, który do olimpijskiej rywalizacji staje po raz szósty.

Gdzie szukamy medali? Największe nadzieje olimpijskie:

  • Łyżwiarstwo szybkie: To właśnie tutaj Polacy mają szansę na spektakularne sukcesy. Vladimir Semirunnij, specjalista na dystansie 10 000 metrów, to jeden z naszych żelaznych kandydatów do medalu. Jego forma w ostatnich sezonach budzi podziw, a doświadczenie zdobyte na arenach międzynarodowych pozwala z optymizmem patrzeć na olimpijską rywalizację. Nie mniej emocji dostarczą starty Andżeliki Wójcik i Kai Ziomek-Nogal. Obie zawodniczki już wielokrotnie udowadniały, że potrafią walczyć jak równy z równym z najlepszymi na świecie. Ich szybkość, technika i determinacja sprawiają, że możemy śmiało marzyć o kolejnych medalach w tej dyscyplinie.
  • Snowboard alpejski: Aleksandra Król-Walas to nazwisko, które coraz częściej pojawia się w kontekście olimpijskich nadziei. Jej finałowy start już 8 lutego - cała Polska będzie trzymała kciuki! Król-Walas to zawodniczka, która nie boi się wyzwań i zawsze daje z siebie wszystko. Do walki o medal stanie także Oskar Kwiatkowski - aktualny mistrz świata, który w tym sezonie imponuje formą i konsekwencją.
  • Short track: Nie można zapominać o short tracku, gdzie polska sztafeta mieszana z Natalią Maliszewską na czele uznawana jest za jedną z najlepszych na świecie. Dynamiczne wyścigi, nieprzewidywalność i ogromne tempo - to wszystko sprawia, że short track przyciąga uwagę kibiców. Polacy mają tu realne szanse na podium, a sukces sztafety może być jednym z najważniejszych wydarzeń tych igrzysk. 

Trzymamy kciuki za Biało-Czerwonych i czekamy na pierwsze olimpijskie sukcesy!

YH-1000S w powietrzu. Chiński bezzałogowy kolos po pierwszym locie

YH-1000S w powietrzu. Chiński bezzałogowy kolos po pierwszym locie

Daniel Górecki

Chiny wykonały krok milowy w stronę przyszłości autonomicznego transportu. Kilka dni temu w Chongqing odbył się bowiem pierwszy lot YH-1000S, czyli hybrydowego bezzałogowego samolotu transportowego nowej generacji. Maszyna została opracowana przez China Academy of Aerospace Aerodynamics i od początku projektowana była z myślą o rynkach międzynarodowych.


Dwusilnikowy samolot z rozświetlonymi światłami na skrzydłach leci na tle jasnego, pochmurnego nieba.

Chiński YH-1000S to bezzałogowy samolot, który wystartuje z każdej drogi i wyląduje nawet na wodzie@ChnConsul_osakaTwitter


YH-1000S to rozwinięcie modelu YH-1000, który po raz pierwszy wystartował w maju 2025 roku. Obie konstrukcje wyróżniają się zdolnością bardzo krótkiego startu i lądowania, co pozwala im operować tam, gdzie klasyczne samoloty transportowe nie mają szans, np. w górach, na prowizorycznych lądowiskach czy w rejonach dotkniętych klęskami żywiołowymi.

Hybrydowy napęd i niezwykła elastyczność


Wersja "S" idzie o krok dalej i według chińskich mediów oferuje jeszcze krótszy dystans potrzebny do startu i lądowania, większy udźwig oraz wydłużony zasięg. Kluczem do możliwości YH-1000S jest hybrydowy układ napędowy o wysokiej mocy. To on pozwala maszynie startować z bocznych dróg, krótkich pasów ziemnych, a nawet z trawiastych powierzchni. 

Co więcej, samolot może zostać wyposażony w pływaki lub płozy, dzięki czemu jest zdolny do lądowania na wodzie oraz śniegu. Zasięg maszyny wynosi około 1500 kilometrów, a maksymalny udźwig sięga 1200 kg. To wartości, które sprawiają, że możemy mówić o realnym środku transportu, a nie tylko demonstracji technologii.

Latający dostawca, ratownik i obserwator


YH-1000S projektowany jest jako platforma wielozadaniowa. Może transportować ładunki, zrzucać je w locie, a także szybko załadowywać i rozładowywać towar przez przednią część kadłuba. Według chińskich źródeł samolot może być wykorzystywany nie tylko w logistyce, ale też w akcjach ratunkowych, monitoringu mórz, nadzorze żeglugi, a nawet w modyfikacji pogody. Awionika bazuje na sprawdzonych rozwiązaniach z serii dronów CH, co ma zwiększać niezawodność i ułatwiać integrację z istniejącą infrastrukturą.

Projekt YH-1000 wystartował w czerwcu 2024 roku i wpisuje się w chińską strategię rozwoju tzw. niskiej gospodarki powietrznej, czyli sektora obejmującego drony, autonomiczne statki powietrzne i usługi realizowane na niskich pułapach. Po udanych testach naziemnych i pierwszych lotach z ładunkiem, Chiny coraz wyraźniej pokazują, że traktują autonomiczny transport jako realny filar przyszłej logistyki. Jeśli YH-1000S spełni zapowiedzi i obietnice producenta, może stać się jednym z najbardziej uniwersalnych bezzałogowych samolotów transportowych na świecie.


Meduzy śpią podobnie jak ludzie, mimo że nie mają mózgu i oczu© 2026 Associated Press


Otrzymane przedwczoraj

LOT nie kupi Smartwings. Czeskiego przewoźnika przejmują tureckie linie

Polskie Linie Lotnicze LOT próbowały przejąć czeskiego przewoźnika Smartwings, który należy do ČSA. Polaków ubiegli Turcy z Pegasus Airlines. Proces sprzedaży już się rozpoczął, co potwierdziła w poniedziałek rzeczniczka Smartwings Vladimíra Dufková. Niezbędne czynności związane z przejęciem mają zostać ukończone w ciągu kilkunastu miesięcy.

Jak katastrofy wpłynęły na bezpieczeństwo lotnicze? Kluczowe przypadki

Historia pokazuje, że największe zmiany w bezpieczeństwie lotniczym są konsekwencją poważnych katastrof. Każde tragiczne zdarzenie prowadziło do dokładnej analizy i wdrażania nowych procedur, technologii oraz szkoleń, które stopniowo eliminowały wykryte luki i czyniły lotnictwo coraz bezpieczniejszym środkiem transportu. Dzięki temu współczesne podróże samolotem opierają się na rygorystycznych standardach i sprawdzonych zasadach.

❌