Widok czytania

Akcja phishingowa na stronie polskiego samorządu. Specjalny sposób oszustów

Akcja phishingowa na stronie polskiego samorządu. Specjalny sposób oszustów

Marcin Jabłoński

W internecie jest wiele stron, które chcą wyłudzić nasze dane. Niestety niektóre z nich przybierają postać oficjalnych stron urzędów i samorządów.


article cover

Akcja phishingowa na stronie polskiego samorządu123RF/PICSEL


W internecie jest wiele miejsc, które oszuści starają się wykorzystać do kampanii phishingowych, aby zdobyć nasze dane. Często przyjmują formę znanych nam stron, które powinny nam się kojarzyć z dobrym zabezpieczeniem. Niestety to bardzo zgubna myśl.

Przykład tego pokazał portal Sekurak na bazie zgłoszenia od jednego z użytkowników. Zauważył on, że pewnego rodzaju akcja phishingowa została oparta o fałszywą stronę gminy Długołęka o adresie gmina.dlugoleka.pl.

Strona witała użytkownika prośba o potwierdzenie, że jesteśmy człowiekiem przez Cloudflare. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się normalne. Jednak gdy tylko kliknęlibyśmy w okienko, to w schowku systemowym Windows skopiowaliśmy złośliwe polecenie, ukryte na stronie.

Po tym dostajemy prośbę o "potwierdzenie". Jak podaje Sekurak, potwierdzenie wygląda tak, że trzeba wykonać serię trzech komend:

  • Windows+R (otwiera windowsowe okno dialogowe "uruchom")

  • Ctrl+V (wkleja polecenie ze schowka)

  • Enter (wykonuje wklejone polecenie)

Mamy więc sytuację, gdy wchodząc na podmienioną stronę, podczas "weryfikacji" najpierw kopiujemy złośliwe polecenie, a potem je uruchamiamy. Wszystko w procesie, który jak się wydaje, stanowi znany nam dobrze element z Cloudflare. I to na stronie przebranej za portal samorządu.

Miejsce oszustów


Sekurad podał, że powodem tego mogło być zhackowanie strony lub słabe hasło administracyjne/jego wyciek. Sprawa została zgłoszona do CERT Polska.

Niemniej należy pamiętać, że tego typu przejęcia i podszywanie się pod oficjalne strony państwowych urzędów czy stron administracji publicznej, wcale nie muszą należeć do rzadkości. Zwłaszcza strony małych samorządów, mogą nie posiadać szczegółowych zabezpieczeń. Często są postawione na Wordpressie, używając wtyczek bez wsparcia z jego repozytorium, lub nie mając uwierzytelniania dwuskładnikowego. Przez to mogą być bardzo łatwym i kuszącym miejscem do podszywania się dla oszustów.


Sagrada Família to najwyższy kościół świata. Budowa trwała 144 lata© 2026 Associated Press


  •  

Lenovo z nowym pomysłem na sprzęt. Połączyli tablet z głośnikiem

Lenovo z nowym pomysłem na sprzęt. Połączyli tablet z głośnikiem

Dawid Długosz

Lenovo Tab Plus Gen 2 to nowe urządzenie marki, którego premiera jest blisko. Sprzętu nie dochowano w tajemnicy i do sieci przedostały się rendery prasowe. Gadżet jest nietypowy, bo mamy tu do czynienia z urządzeniem 2w1, gdzie połączono tablet i głośnik JBL. Czy pomysł Lenovo spotka się z akceptacją klientów?


Lenovo Tab Plus Gen 2 w kolorze srebrnym z dużym okrągłym głośnikiem JBL i rozkładaną podstawką.

Lenovo Tab Plus Gen 2. Tablet i głośnik JBL w jednym urządzeniu.Lenovo/Evan Blassmateriały prasowe


Producenci elektroniki szukają nowych rozwiązań dla urządzeń i Lenovo z pewnością znajduje się w gronie tego typu producentów. Świadczą o tym pomysły marki dotyczące rynku komputerów. Teraz firma postanowiła połączyć dwa światy elektroniki i opracowali tablet z dużym głośnikiem JBL.

Lenovo Tab Plus Gen 2 to tablet i głośnik JBL w jednym


Lenovo Tab Plus Gen 2 to nowy tablet marki z popularnej serii, gdzie firma sięgnęła po nowe rozwiązanie. Tym razem głównym elementem wyróżniającym ten sprzęt na tle rozwiązań konkurencji jest wielki głośnik. Pomysł wcale nie jest głupi i może spotkać się z zainteresowaniem.

Tablet Lenovo Tab Plus Gen 2 ma duży głośnik JBL, który umieszczono na pleckach. Przy okazji tacza go duży pierścień, który się rozkłada i może pełnić funkcję podstawki. Producent przygotował też specjalne etui, do którego można przyczepić pasek czy smycz i w ten sposób nosić go na ramieniu.


Nowoczesny tablet o cienkich ramkach, wyświetlający kolorowy ekran, oparty o białe etui z turkusowym paskiem na ramię i okrągłym wycięciem w tylnej części.

Tablet z głośnikiem Lenovo Tab Plus Gen 2.Lenovo/Evan Blassmateriały prasowe


Urządzenie nie zostało dochowane w tajemnicy i jego rendery prasowe zostały udostępnione przez leakera Evleaks, czyli Evana Blassa. Premiera miała szansę mieć miejsce w trakcie barcelońskich targów MWC 2026, które odbyły się w zeszłym tygodniu. Ostatecznie producent nie przywiózł ze sobą tego sprzętu do stolicy Katalonii. Wygląda jednak na to, że debiut jest blisko.

Specyfikacja techniczna Lenovo Tab Plus Gen 2 owiana tajemnicą


Na razie dysponujemy tylko renderami prasowymi, które ujawniają wygląd urządzenia. Jego specyfikacja techniczna nie jest znana. Można jednak się domyślać, że Lenovo Tab Plus Gen 2 (podobnie jak inne tablety z tej serii) pracuje pod kontrolą systemu Android. Ceny również pozostają owiane tajemnicą.

Takie urządzenie może mieć różne zastosowania. Z pewnością powinno znaleźć zainteresowanie wśród osób konsumujących dużo multimediów. Czy tak będzie, to przekonamy się z czasem, ale Lenovo zapewne wie co robi.

Warto dodać, że podczas targów MWC 2026 firma zaprezentowała inne ciekawe nowości. Wśród nich był modularny laptop ThinkBook Modular AI PC Concept z dwoma ekranami czy odłączanymi portami. To sprzęt, który na razie nie trafi do sprzedaży.


Sprzedają swoje pomysły, stojąc w przeręblach lodowatego Bałtyku© 2026 Associated Press


  •  

Nowy granat w arsenale USA. Armia wprowadza M111

Pierwszy nowy granat od 1968 roku. Nowy nabytek w arsenale USA

Daniel Górecki

Armia Stanów Zjednoczonych zatwierdziła do służby nowy granat ręczny M111 Offensive Hand Grenade, który ma zastąpić używany od dziesięcioleci model Mk3A2. To pierwsza nowa śmiercionośna konstrukcja tego typu przyjęta przez amerykańskie wojsko od 1968 roku.


Żołnierz amerykański trzymający w ręku granat M111

Armia USA wprowadza nowy granat M111. Pierwsza taka decyzja od ponad pół wiekuChristopher Arthur/U.S. Armydomena publiczna


Decyzja o dopuszczeniu broni do pełnego użycia operacyjnego otwiera drogę do stopniowego wycofywania starszych granatów Mk3A2, które pozostawały w ograniczonej służbie między innymi z powodu problemów bezpieczeństwa związanych z zastosowaniem azbestowej obudowy.

Doświadczenia z Iraku


Nowy granat powstał w ramach Program Executive Office Ammunition and Energetics we współpracy z U.S. Army Combat Capabilities Development Command Armaments Center w wojskowym ośrodku badawczo-produkcyjnym Picatinny Arsenal.

Konstrukcja M111 została opracowana w oparciu o doświadczenia zdobyte podczas walk miejskich w Iraku. Podczas operacji w gęstej zabudowie okazało się bowiem, że klasyczne granaty odłamkowe mogą stwarzać zagrożenie dla własnych żołnierzy działających w pobliżu celu.

Fala uderzeniowa zamiast odłamków


Najważniejszą różnicą między M111 a tradycyjnymi granatami jest sposób działania. W przeciwieństwie do powszechnie stosowanego M67, który neutralizuje przeciwnika dzięki rozrzutowi odłamków, nowa konstrukcja wykorzystuje przede wszystkim nadciśnienie wybuchowe.

To nagły gwałtowny wzrost ciśnienia powietrza powyżej normalnego ciśnienia atmosferycznego, powodujący powstanie fali uderzeniowej, która może spowodować poważne obrażenia fizyczne, w szczególności narządów wypełnionych powietrzem (płuc, uszu, jelit) oraz mózgu, nawet bez bezpośredniego uderzenia.

W zamkniętych przestrzeniach, jak korytarze czy tunele, może więc szybko obezwładnić lub zabić przeciwnika, jednocześnie ograniczając ryzyko przypadkowego rażenia własnych sił przez odłamki odbijające się od ścian. Rozwiązanie to ma zwiększyć skuteczność broni podczas walk w budynkach i innych ograniczonych przestrzeniach, które w nowoczesnych konfliktach zbrojnych odgrywają coraz większą rolę.

Koniec azbestowej konstrukcji


Granat Mk3A2, który M111 ma zastąpić, został wprowadzony do służby w 1968 roku i wykorzystywał obudowę zawierającą azbest. Z czasem doprowadziło to do ograniczeń w szkoleniu i użytkowaniu tej broni ze względu na zagrożenia zdrowotne. Nowy model eliminuje ten problem dzięki zastosowaniu plastikowej obudowy, która podczas eksplozji ulega całkowitemu zniszczeniu, nie pozostawiając niebezpiecznych materiałów.

Równolegle z granatem bojowym opracowano również jego wersję szkoleniową, tj. M112, która pozwala żołnierzom ćwiczyć z niemal identycznym sprzętem bez generowania śmiercionośnej fali uderzeniowej. 

Nowa konstrukcja została zaprojektowana tak, aby była kompatybilna z istniejącymi systemami używanymi przez armię. Zarówno M111, jak i jego wariant treningowy, korzystają z tych samych zapalników co M67 oraz jego szkoleniowy odpowiednik M69.

Według przedstawicieli wojska takie rozwiązanie pozwala utrzymać dotychczasowe linie produkcyjne i ograniczyć koszty zakupów sprzętu, a jednocześnie daje żołnierzom większą elastyczność w wyborze rodzaju granatu odpowiedniego do warunków na polu walki.


Makabryczna wystawa przyciąga tłumy zwiedzających. Jej bohaterami są… seryjni mordercy© 2026 Associated Press


  •  

Polska ściana antydronowa nabiera kształtów. Te wozy będą jej fundamentem

Polska obrona antydronowa nabiera kształtów. Te wozy będą jej fundamentem

Marcin Jabłoński

Zakłady Rosomak S.A. podpisały umowę z przedsiębiorstwem KIA Corporation na dostawę pojazdów, które staną się bazą dla wozów antydronowych w programie SAN.


Wojskowy pojazd pickup z karabinem w hali; w tle wojskowe maszyny

Polska kupuje wozy Legwan do stworzenia ściany antydronowej@PGZ_plmateriał zewnętrzny


Nowe wozy polskiej armii. To one będą polować na drony


Rosomak S.A. podpisał umowę z KIA Corporation, której przedmiotem jest dostawa 375 sztuk pojazdów KIA KLTV CAB CHASISS TRUCK 4P. Dostarczone platformy pojazdowe będą wykorzystywane jako nośniki wybranych komponentów systemu przeciwlotniczego SAN C-UAS przeznaczonego do zwalczania bezzałogowych statków powietrznych (BSP) - czytamy w komunikacie polskich zakładów.

Wozy staną się nośnikami elementów składowych systemu przeciwlotniczego/antydronowego SAN. Będą przewozić radary czy działka do niszczenia dronów jak wielolufowy karabin maszynowy kal. 12,7 mm od spółki ZM Tarnów, określany mianem "Potwora z Tarnowa". Pojazdy mają zapewnić mobilność systemów tworzonych w ramach programu SAN.

SAN to nazwa programu mającego stworzyć dla Sił Zbrojnych RP cały system przeciwlotniczych modułów bateryjnych do niszczenia bezzałogowych statków powietrznych. Za jego powstanie odpowiada konsorcjum Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ) oraz S.A. oraz norweskiego Kongsberg Defence & Aerospace. W realizację programu zaangażowane są liczne spółki z PGZ, którym w ramach tzw. "Małego Konsorcjum" powierzono poszczególne zadania związane z przygotowaniem całego systemu.

Koreańskie wozy


Warto dodać, że Rosomak S.A. już współpracuje z KIA Corporation w ramach pozyskiwania dla polskiej armii wozów KLTV (Korean Light Tactical Vehicle), które są pojazdami tej samej serii co wozy z dzisiejszej umowy. KLTV stanowi zabudowany pojazd w wersji K153, przeznaczony do misji rozpoznawczych. Dzisiejsza umowa otwiera drogę do pozyskania wersji K151C, wozów z modyfikowanym podwoziem. Polskie zakłady prowadzą polonizację pojazdów z Korei, a w najbliższych latach rozpoczną ich produkcję. O szczegółach wozów KLTV w Wojsku Polskim pisaliśmy na łamach Interii GeekWeek.

Jak zauważa portal Defence24, 375 nowych pojazdów z dzisiejszej umowy zostanie wyprodukowanych w Korei Południowej. Zapewni to szybkość dostaw, ale ograniczy udział polskiej gospodarki.


Makabryczna wystawa przyciąga tłumy zwiedzających. Jej bohaterami są… seryjni mordercy© 2026 Associated Press


  •  

Europejski kraj kupił rakiety z Chin. Mają ogromny zasięg

Europejski kraj kupił rakiety z Chin. Mają ogromny zasięg

Marcin Jabłoński

W sieci pojawiły się zdjęcia, które stanowią pierwszy dowód na zakup przez Serbię chińskich pocisków rakietowych CM-400. Mają aż 250 kilometrów zasięgu.


Myśliwiec MiG-29 lecące z wysuniętym podwoziem; w tle błękitne niebo; w czerwonym kółku zaznaczony pocisk rakietowy

Serbowie po raz pierwszy pokazali chińskie pociski na swoich myśliwcach@Lukai1861materiał zewnętrzny


Chińska broń w Europie. Bałkański kraj klientem


CM-400 to seria pocisków powietrze-ziemia, opracowanych przez chińską korporację China Aerospace Science and Industry Corporation. Wiadomo było, że te pociski znajdują się na wyposażeniu sił powietrznych Pakistanu.

Nowe materiały ukazują jednak, że CM-400 nabyła też Serbia. Już udało im się je zintegrować z ich myśliwcami MiG-29. Tym samym bałkański kraj jest pierwszym na europejskim kontynencie, który w swoich siłach powietrznych zaczął używać pocisków rakietowych z Chin na swoich samolotach bojowych.

Serbia to jedyny klient Chin w Europie


Warto pamiętać, że Serbia jest obecnie jedynym europejskim krajem, który wykorzystuje chińską broń. Już posiada w swoim arsenale m.in. pociski obrony przeciwlotniczej FK-3, drony bojowe CH-92 czy systemy obrony powietrznej HQ-22, o których pisaliśmy na łamach Interii GeekWeek.

Historycznie Serbia najczęściej wybierając uzbrojenie za granicą, kupowała je od Rosji, z którą ma bardzo dobre relacje. Niemniej od drugiej połowy zeszłej dekady zaczęła dywersyfikować swój sprzęt, zakupując go właśnie w Chinach czy Izraelu. Po wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie, dostawy sprzętu z Rosji zostały utrudnione, toteż Serbia zaczęła kupować sprzęt także od państw Zachodu np. zamawiając w sierpniu 2024 roku 12 francuskich myśliwców Rafale.

Pocisk do niszczenia okrętów


Zaprezentowany w 2012 roku CM-400 ma długość około 5 metrów i waży 900 kilogramów. Jest pociskiem naddźwiękowym, który osiąga prędkość 4,5 Macha w końcowej fazie lotu. Jego zasięg określany jest na 250 kilometrów, czyniąc z niego broń dalekiego zasięgu.

CM-400 to podstawowo pocisk przeciwokrętowy, jednak może być również skonfigurowany jako pocisk przeciwradiacyjny. Wyposażony jest w jeden z dwóch rodzajów głowic bojowych: ładunek wybuchowy lub ładunek przeciwpancerny. Dzięki połączeniu bardzo dużej prędkości, dalekiego zasięgu i systemu naprowadzania typu "wystrzel i zapomnij" pocisk ten idealnie nadaje się do przeprowadzania ataków z dużej odległości. Jest zoptymalizowany do niszczenia wzmocnionych celów strategicznych w każdych warunkach pogodowych.


Naukowcy odkryli sekret koni. Potrafią gwizdać… krtanią© 2026 Associated Press


  •  

NASA publikuje jubileuszowe zdjęcia Marsa z sondy MRO

Jubileuszowe zdjęcia Marsa ujawnione przez NASA. Co skrywa Czerwona Planeta?

Julia Król

NASA opublikowała wyjątkowe fotografie Marsa wykonane przez sondę Mars Reconnaissance Orbiter z okazji jubileuszu jej pracy na orbicie planety. Zdjęcia ujawniają niezwykłe krajobrazy i szczegóły powierzchni Czerwonej Planety, które zwykle są niedostępne dla obserwatorów z Ziemi. Misja sondy nie ogranicza się jednak tylko do robienia zdjęć - urządzenie dostarcza również cennych danych naukowych, poszukując śladów wody i analizując warunki, które mogłyby sprzyjać życiu.


Niezwykłe obrazy Marsa odkryte przez sondę NASA.

Niezwykłe obrazy Marsa odkryte przez sondę NASA.NASA/JPL-Caltech/University of Arizonamateriał zewnętrzny


Zdjęcia Marsa z okazji jubileuszu sondy NASA


Amerykańska agencja kosmiczna NASA opublikowała serię spektakularnych zdjęć Marsa, aby uczcić ważny jubileusz jednej ze swoich sond krążących wokół Czerwonej Planety. Fotografie pokazują powierzchnię planety w niezwykłych barwach i szczegółach, odsłaniając krajobrazy, które trudno dostrzec z Ziemi.

W sierpniu 2005 roku NASA wystrzeliła sondę Mars Reconnaissance Orbiter, która rok później, 10 marca, weszła na orbitę Czerwonej Planety. Dane przesłane na Ziemię przez sondę MRO ukazały badaną planetę z niespotykanymi dotąd szczegółami i przez lata pomagały naukowcom dowiedzieć się więcej o tej fascynującej planecie.

Sonda ma m.in. poszukiwać śladów wody, która mogła występować tam zarówno w przeszłości, jak i obecnie, oraz zrozumieć, w jaki sposób zmieniła ona powierzchnię planety. Podczas swoich prac MRO odkrył oznaki, że ciekła woda może sezonowo pojawiać się na Marsie. To pomogło ocenić potencjał planety do podtrzymywania życia mikrobiologicznego. Sonda odgrywa również kluczową rolę między Ziemią a łazikami eksplorującymi powierzchnię planety. Działa jako kosmiczny przekaźnik, co pomogło już w tysiącach sesji komunikacyjnych podczas marsjańskich misji.

Chociaż prace naukowe są niezwykle istotne, najlepiej znamy tę sondę z niesamowitych zdjęć, które wykonuje ze swojej orbity na wysokości około 250-316 km.

Nowe zdjęcia Czerwonej Planety wciąż są przydatne


Chociaż Mars jest badany przez sondy od ponad dwóch dekad, nowe zdjęcia wciąż zaskakują naukowców. Dzięki wysokiej rozdzielczości obrazów możliwe jest obserwowanie zmian na powierzchni planety - od przemieszczających się wydm po szczegóły geologiczne, które mogą zdradzać historię klimatu i obecności wody.

NASA zamierza korzystać z orbitera MRO tak długo, jak będzie on w dobrym stanie technicznym i nie zabraknie mu paliwa. Obecny harmonogram przewiduje, że misja potrwa przynajmniej do końca lat dwudziestych tego wieku, a możliwe, że nawet dłużej.


Sprzedają swoje pomysły, stojąc w przeręblach lodowatego Bałtyku© 2026 Associated Press


  •  

Leki na odchudzanie i cukrzycę pod lupą. Możliwe powikłania okulistyczne

"Udar oka" po zastrzykach odchudzających. Analizują miliony zgłoszeń

Karolina Majchrzak

Popularny lek wspomagający odchudzanie Wegovy może wiązać się z wyższym ryzykiem nagłej utraty wzroku niż inne preparaty oparte na tej samej substancji czynnej. Takie wnioski płyną z nowej analizy opublikowanej w czasopiśmie British Journal of Ophthalmology, która opiera się na danych z systemu zgłaszania działań niepożądanych amerykańskiego regulatora leków.


Opakowania leku odchudzającego Wegovy

Firma farmaceutyczna Novo Nordisk przebiła pod względem wartości rynkowej koncern LVMH, producenta dóbr luksusowychSteffen Trumpf /DPA/dpa Picture-AllianceAFP


Badacze przeanalizowali miliony raportów przekazanych do amerykańskiej Agencji Żywności i Leków (FDA) i odkryli, że przypadki nagłej utraty wzroku częściej pojawiały się u osób stosujących Wegovy, niż u pacjentów przyjmujących inne leki zawierające semaglutyd, jak Ozempic czy Rybelsus.

Rzadkie, ale poważne powikłanie


Chodzi o schorzenie znane jako nietętnicza przednia niedokrwienna neuropatia nerwu wzrokowego (NAION), czyli nagłą i zazwyczaj bezbolesną utratę wzroku w jednym oku wywołaną niedokrwieniem tarczy nerwu wzrokowego. Jest to rodzaj "udaru" nerwu wzrokowego, który najczęściej dotyka osoby po 50. roku życia i jest powiązany z chorobami naczyniowymi.

I choć powikłanie to jest bardzo rzadkie, bo według szacunków może dotyczyć około jednej osoby na 10 tys. stosujących semaglutyd, badanie sugeruje, że jego ryzyko może być zależne od dawki leku. W analizie uwzględniono zgłoszenia dotyczące semaglutydu z okresu od grudnia 2017 do grudnia 2024 roku, których było łącznie 31,7 tys.

Najsilniejszy związek - Wegovy


W bazie danych znalazło się ponad 20 tys. zgłoszeń dotyczących Ozempicu oraz ponad 3 tys. przypadków związanych z Wegovy. Ale mimo że Ozempic był na rynku dłużej i zgłoszeń było więcej, analiza wykazała silniejszy sygnał statystyczny w przypadku Wegovy. 

Według autorów badania prawdopodobieństwo wystąpienia niedokrwiennej neuropatii nerwu wzrokowego było niemal pięciokrotnie wyższe u osób stosujących Wegovy niż u pacjentów przyjmujących Ozempic (i trzykrotnie wyższe u mężczyzn niż kobiet).

Eksperci sugerują, że różnice mogą wynikać z faktu, że Wegovy stosowany jest w wyższych dawkach w leczeniu otyłości, podczas gdy Ozempic i Rybelsus są zwykle podawane w niższych dawkach w terapii cukrzycy typu 2. Co ciekawe, wszystkie trzy preparaty produkowane są przez tę samą firmę Novo Nordisk i zawierają tę samą substancję czynną - różnią się jedynie dawką oraz sposobem podania.

Wegovy i Ozempic są lekami w formie zastrzyków podawanych raz w tygodniu, natomiast Rybelsus jest tabletką przyjmowaną doustnie. Autorzy badania zwracają uwagę, że wolniejsze wchłanianie leku w formie tabletek może tłumaczyć, dlaczego w analizowanych danych nie wykryto zwiększonego ryzyka.

Potrzebne dalsze badania


Autorzy podkreślają, że wyniki wskazują jedynie na możliwy sygnał bezpieczeństwa i wymagają dalszych badań. Dane pochodzą bowiem z systemu zgłaszania działań niepożądanych, który nie pozwala jednoznacznie potwierdzić związku przyczynowo-skutkowego.

Producent leków podkreśla z kolei, że bezpieczeństwo pacjentów pozostaje priorytetem, a wszystkie zgłoszenia są dokładnie analizowane we współpracy z regulatorami na całym świecie.

Jednocześnie w Unii Europejskiej zaktualizowano już ulotki dla pacjentów dotyczące tych leków, aby uwzględnić informacje o ryzyku NAION. Według producenta dostępne dane nie wskazują jednak jednoznacznie na bezpośredni związek między semaglutydem a tym schorzeniem, a bilans korzyści i ryzyka pozostaje korzystny.


Sprzedają swoje pomysły, stojąc w przeręblach lodowatego Bałtyku© 2026 Associated Press


  •  

Powrót balonów wojskowych. Aerostaty kluczowym elementem pola walki

Stara technologia, nowe możliwości. Aerostaty wspierają drony w Ukrainie

Daniel Górecki

Choć aerostaty kojarzą się głównie z czasami II wojny światowej, ta pozornie archaiczna technologia przeżywa dziś niespodziewany renesans. W realiach współczesnych konfliktów, m.in. wojny w Ukrainie, tego typu balony obserwacyjne stają się ważnym elementem infrastruktury wspierającej drony i systemy rozpoznawcze.


Aerostat Aerobavovna w Ukrainie

Aerostaty Aerobavovna wspierają w Ukrainie drony, systemy rozpoznawcze i łącznośćAerobavovnamateriały prasowe


Warto jednak podkreślić, że nowoczesne wersje nie mają już wiele wspólnego z prostymi balonami sprzed dekad - dziś są to zaawansowane platformy zdolne do przenoszenia radarów, czujników czy systemów łączności.

W konfliktach, w których ogromną rolę odgrywają drony, kluczowe staje się utrzymanie stabilnej sieci łączności. Sterowanie wieloma bezzałogowcami jednocześnie wymaga bowiem stałego przesyłu danych i niezawodnych przekaźników sygnału.

Aerostaty mogą pełnić funkcję powietrznych przekaźników, które unoszą systemy komunikacyjne na dużą wysokość i zapewniają zasięg tam, gdzie infrastruktura naziemna jest narażona na ostrzał artyleryjski czy zakłócenia elektroniczne.

Ukraińska firma Aerobavovna opracowała własne systemy dostosowane do realiów współczesnej wojny. Platformy te trafiają już do ukraińskich jednostek i wspierają zadania związane z rozpoznaniem, monitoringiem elektromagnetycznym oraz przekazywaniem sygnałów komunikacyjnych.

Dlaczego balony wygrywają z dronami?


Choć drony stały się symbolem nowoczesnej wojny, mają jedną poważną wadę, a mianowicie ograniczony czas lotu. Większość z nich musi wracać na ziemię po kilkudziesięciu minutach lub kilku godzinach pracy.

Aerostat działa inaczej - utrzymywany na linie balon może pozostawać w powietrzu przez wiele dni bez przerwy, zapewniając stałe działanie sensorów lub systemów łączności. Dzięki temu może analizować widmo radiowe, wykrywać sygnały wroga czy wspierać operacje dronów latających nisko nad ziemią.

Nowa rola w wojnie elektronicznej


Nowoczesne aerostaty mogą być wyposażone w zestawy SIGINT, czyli systemy rozpoznania sygnałów radiowych. Z wysokości kilku kilometrów analizują one aktywność elektromagnetyczną na polu walki, co pozwala wykrywać nadajniki, stanowiska dowodzenia lub urządzenia przeciwnika. Takie rozwiązania zwiększają możliwości wykrywania celów i wspierają działania sieciocentryczne, w których dane z wielu źródeł trafiają do wspólnego systemu dowodzenia.

Doświadczenia z wojny w Ukrainie pokazują również, że ogromne i bardzo drogie aerostaty mogą być łatwym celem dla przeciwnika. Dlatego przyszłość tej technologii może należeć do mniejszych, tańszych i bardziej mobilnych platform, które można szybko rozstawić w pobliżu linii frontu.

I choć sektor aerostatów pozostaje stosunkowo mało znany, w przeszłości był wykorzystywany operacyjnie przez wiele armii i w ostatnich latach część z nich, jak Japonia, Stany Zjednoczone, Izrael czy Polska, ponownie zwróciła uwagę na podobne systemy, szczególnie w kontekście misji obserwacyjnych i radarowych. Firma Aerobavovna zapowiedziała nawet, że pracuje nad pierwszym kontraktem eksportowym w Unii Europejskiej, a zainteresowanie pojawia się również w krajach Zatoki Perskiej oraz w Kanadzie.


Zabawa w udawanie. Małpy człekokształtne mają rozwiniętą wyobraźnię© 2026 Associated Press


  •  

Nabyli obraz Caravaggia. Jeden z najdroższych zakupów w historii

Rzadki obraz Caravaggia kupiony za miliony. Jeden z najdroższych zakupów

Paula Drechsler

Włochy ogłosiły jeden z najdroższych zakupów pojedynczego dzieła sztuki w historii kraju. Po ponad rocznych negocjacjach Włochy wykupiły od prywatnego kolekcjonera wyjątkowy obraz Caravaggia, wybitnego barokowego malarza. Portret Maffea Barberiniego będzie można oglądać na stałej ekspozycji w Palazzo Barberini w Rzymie.


Mężczyzna w okularach i rękawiczkach ochronnych bada obraz w muzeum. Ilustracja do zakupu dzieła Caravaggia.

Włochy zakupiły wyjątkowy obraz Caravaggia. Jeden z najdroższych takich nabytków kraju. Zdj. poglądowe.123RF/PICSEL


Caravaggio. Wybitny malarz i jego cenne dzieła


Michelangelo Merisi da Caravaggio to włoski malarz, który zmienił oblicze europejskiego malarstwa na przełomie XVI i XVII wieku. Wprowadził dramatyczne kontrasty światła i cienia, wyznaczając wzór dla malarzy epoki baroku. Mistrz został "ponownie odkryty" w XX wieku - i dziś Caravaggia uznaje się za jednego z najwybitniejszy malarzy, wielkiego artystę baroku. Dzieła Caravaggia należą obecnie do jednych z najbardziej cenionych na rynku sztuki.

Obrazem mistrza uznawanym za najdroższy w historii jest "Judyta odcinająca głowę Holofernesowi", wartość dzieła szacuje się na 170 mln dolarów. Teraz doszło do sprzedaży innego rzadkiego obrazu - Portret Maffea Barberiniego również znajduje się na liście najwyżej wycenionych prac Caravaggia. To jedna z największych inwestycji Włoch w pojedyncze dzieło sztuki.

Portret Maffea Barberiniego za 30 mln euro. Inwestycja Włoch


Dziś twórczość Caravaggia jest przedmiotem intensywnych badań naukowych, choć liczba dzieł, które zatwierdzono jako te spod pędzla mistrza, wciąż jest zaskakująco niewielka. To sprawia, że każde kolejne potwierdzone odkrycie staje się natychmiast sensacją i błyskawicznie zyskuje na wartości. Każdy obraz Caravaggia to trochę jak znalezienie ukrytego skarbu - połączenie historii, emocji i wysokiej ceny.

Włoskie Ministerstwo Kultury ogłosiło teraz przełomowy zakup jednego z dzieł malarza - nabyło Portret Maffea Barberiniego, podaje Reuters. Rzadki obraz został zakupiony za 30 mln euro (ok. 35 mln dolarów). Obraz rozsławił krytyk sztuki Roberto Longhi w artykule z 1963 roku The True Maffeo Barberini of Caravaggio. Podkreślił wówczas przełomowe podejście Caravaggia do portretowania i wyjątkowe znaczenie dzieła. Portret Maffea Barberiniego przedstawia przyszłego papieża Urbana VIII. Mężczyzna w wieku około 30 lat przedstawiony jest w stroju duchownego Kamery Apostolskiej, w kluczowym momencie pięcia się po stopniach kariery.

Dzieła Caravaggia w rzymskim Palazzo Barberini


Minister kultury Włoch Alessandro Giuli również zaznaczył wyjątkowe znaczenie tego obrazu i jego rolę w "ponownym odkryciu" twórczości Caravaggia w czasach nowożytnych. Dzieło znajdowało się wcześniej w prywatnej kolekcji we Florencji. Po raz pierwszy zaprezentowano je publicznie w 2024 r. Włochy nabyły obraz po ponad rocznych negocjacjach z dotychczasowym właścicielem obrazu.

Teraz Portret Maffea Barberiniego trafi do stałej ekspozycji w Palazzo Barberini, XVII-wiecznym pałacu w Rzymie, gdzie mieści się Galleria Nazionale d'Arte Antica. Zakupiony obraz zostanie tam zaprezentowany obok innych prac Caravaggia - w jednej z najważniejszych kolekcji jego twórczości na świecie. Włochy opisały nowy zakup jako "część szerszych działań mających na celu wzmocnienie publicznego dziedzictwa kulturowego kraju i zapobiegnięcie wchłonięciu głównych dzieł sztuki do prywatnych kolekcji".


Caravaggio: Na tropie arcydziełamateriały prasowe


  •  

Pociąg retro Nieśpieszny od kwietnia na torach. Zobacz plany PKP Intercity

Pociąg retro Nieśpieszny od kwietnia na torach. Zobacz plany PKP Intercity

Dawid Długosz

Zielony wagon Nieśpieszny dla niepalących i pomarańczowa lokomotywa PKP Intercity na torach

Nieśpieszny PKP Intercity. Te lokomotywy pociągną pociąg retro.PKP Intercitymateriały prasowe


PKP Intercity obchodzi w tym roku 25-lecie. Z tej okazji dla fanów polskiej kolei przygotowano liczne atrakcje. Wśród nich jest skład retro Nieśpieszny, który pozwoli cofnąć się w czasie o kilkadziesiąt lat. Z czego będzie składać się historyczny pociąg?

Te lokomotywy pociągną pociąg retro PKP Intercity Nieśpieszny


Nieśpieszny to pociąg retro, który składa się z historycznych wagonów sprzed kilkudziesięciu lat (z lat 80. XX wieku), które poddano renowacji. Skład pojawi się na różnych liniach kolejowych w Polsce. W zależności od trasy zostaną wykorzystane inne lokomotywy. Wynika to z faktu, że część szlaków jest niezelektryfikowanych i nie będzie można użyć zwykłych elektrowozów.

W przypadku wagonów zostaną wykorzystane jednostki 1. oraz 2. klasy i są to 112Ag, 111Ag, 111As, 110Ac, 609A oraz wagon restauracyjny WARS 113A. Główną lokomotywą ma być EP05-23, czyli popularny Czesio. Ponadto zostaną wykorzystane EP09 "Epoka", EP08 "Świnka" oraz "siódemki". Natomiast na trasach bez sieci trakcyjnej będzie to lokomotywa spalinowa SM42-462, co potwierdziło PKP Intercity w wypowiedzi dla serwisu rynek-kolejowy.pl.

Składy projektu "Nieśpieszny" prowadzone będą przez lokomotywy w przywróconych, oryginalnych historycznych barwach. Główną lokomotywą prowadzącą pociągi będzie EP05-23. Uzupełniająco planowane jest wykorzystanie innych elektrowozów w historycznych barwach, takich jak EP09-046, EP07-544, EP08-001, EU07-005, EP07-201, EP07-339, EP07-356 EP07-442 

Rozkład jazdy pociągu Nieśpieszny obejmuje ponad 40 połączeń


PKP Intercity wiąże z pociągiem retro duże plany. Rozkład jazdy ma obejmować docelowo nawet ponad 40 połączeń w różnych częściach Polski. Pierwszy odjazd zaplanowano na 17 kwietnia 2026 r. Sprzedaż biletów ma rozpocząć się w drugiej połowie marca. Będzie je można kupić zarówno drogą online, jak i w tradycyjnych kasach.

Uruchomienie pociągu Nieśpieszny jest jednym z elementów obchodów 25-lecia spółki PKP Intercity. Na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza jako przewoźnik przeszliśmy znaczącą transformację, oferując coraz szybsze połączenia i wyższy standard podróży 

"Jubileusz to okazja, by przypomnieć pasażerom klimat dawnych przejazdów i pokazać, jak bardzo zmieniła się kolej w Polsce na przestrzeni lat" - dodał Adam Wawrzyniak z PKP Intercity. W planach spółki jest odwiedzenie składem Nieśpieszny wszystkich województw w Polsce. Będą to połączenia pod różnymi nazwami. Wśród nich są m.in. "Krasnal", "Sawa", "Góral" czy "Krzyżak".


Zabawa w udawanie. Małpy człekokształtne mają rozwiniętą wyobraźnię© 2026 Associated Press


  •  

12 marca na Orlenie zacznie się cięcie cen i tańsze tankowanie

12 marca na Orlenie zacznie się cięcie cen i tańsze tankowanie

Julia Król

Orlen wprowadza promocję umożliwiającą tankowanie paliwa w niższej cenie na swoich stacjach w całej Polsce. Kierowcy, szczególnie korzystający z aplikacji Vitay, mogą oszczędzić nawet 35 groszy na litrze - warunkiem większego rabatu jest drobny zakup za minimum 5 złotych. Promocja będzie obowiązywać przez osiem kolejnych weekendów, obejmując także okres świąt i majówki.


Wiosenne promocje na paliwo w Orlenie. Tankuj taniej przez osiem weekendów. Zdj. ilustracyjne

Wiosenne promocje na paliwo w Orlenie. Tankuj taniej przez osiem weekendów. Zdj. ilustracyjneJan Guss-GasińskiINTERIA.PL


Wiosenne promocje na paliwo w Orlenie. Tankuj taniej przez osiem weekendów


Kierowcy w Polsce mogą w najbliższym czasie zapłacić mniej za paliwo. Koncern Orlen uruchamia specjalną promocję na swoich stacjach, która ma złagodzić skutki rosnących cen na światowych rynkach. Dzięki akcji rabatowej kierowcy będą mogli tankować benzynę i olej napędowy taniej nawet o kilkadziesiąt groszy na litrze.

Promocja rozpocznie się 12 marca i potrwa do 3 maja, więc czeka nas osiem kolejnych weekendów obniżek, w tym świąt wielkanocnych i majówki.

Użytkownicy aplikacji Orlen Vitay płacą najmniej


Największą zniżkę mogą otrzymać użytkownicy aplikacji Orlen Vitay. Po aktywowaniu kuponu w aplikacji kierowcy zapłacą za paliwo nawet o 35 groszy mniej za każdy litr. Aby skorzystać z maksymalnego rabatu, trzeba dodatkowo zrobić zakupy na stacji za minimum 5 złotych. Osoby, które nie chcą kupować dodatkowych produktów, również mogą liczyć na obniżkę. W takim przypadku cena paliwa będzie niższa o 20 groszy na litrze.

Tygodniowo można zatankować maksymalnie 50 litrów. Licznik zeruje się w poniedziałki


Z promocji można korzystać wielokrotnie, jednak na tydzień rabat obejmuje maksymalnie 50 litrów paliwa. W praktyce oznacza to, że kierowcy będą mogli zatankować łącznie nawet 400 litrów paliwa w niższej cenie. Pierwsza tura zakończy się już w niedzielę 15 marca, a ostatnim dniem zniżek będzie niedziela 3 maja. Jest to więc idealny czas na regularne tankowanie w niższych cenach podczas wiosennych wyjazdów i długiego weekendu majowego.

Decyzja o wprowadzeniu promocji ma związek z niestabilną sytuacją na światowym rynku paliw. W ostatnich tygodniach ceny ropy gwałtownie się zmieniały, co może przekładać się na wyższe ceny na stacjach. W odpowiedzi na to Orlen ograniczył swoją marżę na oleju napędowym niemal do zera i uruchomił akcję rabatową dla klientów.


Sprzedają swoje pomysły, stojąc w przeręblach lodowatego Bałtyku© 2026 Associated Press


  •  

Prąd Zatokowy przesuwa się na północ. Naukowcy widzą sygnał alarmowy dla Europy

Prąd Zatokowy przesuwa się na północ. Naukowcy widzą sygnał alarmowy dla Europy

Karol Kubak

Prąd Zatokowy od dekad uchodzi za jeden z filarów klimatu północnego Atlantyku. Nowe badania sugerują jednak, że jego trasa zaczyna się zmieniać. Naukowcy ostrzegają, że przesunięcie prądu na północ może być wczesnym sygnałem osłabienia ogromnego systemu cyrkulacji oceanicznej, który reguluje klimat Europy.


Kolorowa wizualizacja Prądu Zatokowego i innych prądów oceanicznych na granatowym tle oceanu.

Wizualizacja Prądu ZatokowegoGreg Shirah/NASA Scientific Visualization Studiodomena publiczna


Prądy oceaniczne mogą nam się kojarzyć z czymś stabilnym i powolnym - wielkimi rzekami wody płynącymi przez oceany od tysięcy lat. Najnowsze badania sugerują jednak, że jeden z najważniejszych elementów tego systemu może zachowywać się znacznie bardziej gwałtownie, niż dotąd przypuszczano. Naukowcy ostrzegają, że przesunięcie trasy Prądu Zatokowego może być sygnałem ostrzegawczym poprzedzającym załamanie ogromnego systemu cyrkulacji oceanicznej na Atlantyku.

Oceaniczny "taśmociąg" transportujący ciepło


Prąd Zatokowy jest częścią znacznie większego mechanizmu - Atlantyckiej Południkowej Cyrkulacji Wymiennej (AMOC). Ten system działa jak gigantyczny taśmociąg. Transportuje ciepłe wody z tropików na północ Atlantyku, wpływając na klimat Europy i Ameryki Północnej. Gdyby AMOC się zatrzymał, skutki mogłyby być dramatyczne - szczególnie w Europie, gdzie temperatury mogłyby gwałtownie spaść.

Zespół badaczy z Utrecht University postanowił sprawdzić w symulacjach komputerowych, jak wyglądałoby takie załamanie. Wyniki opisano w czasopiśmie Communications Earth & Environment. Naukowcy wykorzystali wysokorozdzielczy model oceanu i stopniowo dodawali do północnego Atlantyku słodką wodę - tak jak dzieje się to w rzeczywistości podczas topnienia lodowców. Rozcieńczenie zasolonej wody spowalnia bowiem działanie oceanicznego "taśmociągu".

Nagły skok prądu


Symulacje pokazały zaskakujący moment krytyczny. W miarę jak AMOC słabnie, Prąd Zatokowy nagle zmienia swoje położenie i w ciągu zaledwie dwóch lat przesuwa się aż o 219 kilometrów na północ. W modelu wydarzyło się to około 25 lat przed całkowitym załamaniem cyrkulacji.

Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że podobne sygnały pojawiają się w rzeczywistych danych, rzeczywistych warunkach. Analiza pomiarów satelitarnych z ostatnich trzech dekad oraz zapisów głębinowych sięgających 1965 roku wskazuje, że prąd zaczyna odsuwać się od wybrzeża w pobliżu Przylądka Hatteras.

Wczesny sygnał ostrzegawczy


Badacze zauważyli także inne niepokojące oznaki. W regionach, do których przesuwa się prąd, wody ocieplają się szybciej niż wcześniej, a głębinowy prąd graniczny płynący pod Prądem Zatokowym również wyraźnie słabnie.

- Wyniki te dostarczają pośrednich dowodów na współczesne osłabienie AMOC i pokazują, że nagłe zmiany trasy Prądu Zatokowego mogą pełnić rolę wczesnego sygnału ostrzegawczego przed osiągnięciem punktu krytycznego przez system cyrkulacji - podsumowują autorzy pracy.

Nie oznacza to jeszcze, że załamanie jest nieuniknione. Badanie sugeruje jednak, że oceaniczny mechanizm regulujący klimat półkuli północnej może zbliżać się do granicy stabilności szybciej, niż naukowcy przypuszczali jeszcze kilka lat temu.

Źródło: René M. van Westen et al, Abrupt Gulf Stream path changes are a precursor to a collapse of the Atlantic Meridional Overturning Circulation, Communications Earth & Environment (2026). DOI: 10.1038/s43247-026-03309-1


Sagrada Família to najwyższy kościół świata. Budowa trwała 144 lata© 2026 Associated Press


  •  

AI generuje wojnę w Iranie. Facebook postawiony pod ścianą

Krzysztof Sulikowski

Wraz z szeroką dostępnością narzędzi AI do generowania wideo rośnie też skala dezinformacji w internecie. Fałszywe filmiki z wojny w Iranie to tylko jedno z problematycznych zastosowań nowej technologii. Giganci z branży big tech od lat starają się walczyć z deepfake'ami. W ostatnich dniach ich wysiłki przybrały na sile. Nowości w tym obszarze ogłosiła Meta, przyciśnięta przez własną radę nadzorczą. Co zrobią twórcy Facebooka i Instagrama, aby ograniczyć rozpowszechnianie fejkowych nagrań?


Po Facebooku krążą wygenerowane przez AI filmiki z Iranu i Izraela. Meta została wezwana do reakcji

Po Facebooku krążą wygenerowane przez AI filmiki z Iranu i Izraela. Meta została wezwana do reakcjiMAHSAAFP



Spis treści:

  1. Deepfake'i z wojny w Iranie krążą po sieci

  2. Interwencja rady nadzorczej. Zarzuca Mecie pobłażliwość

  3. Meta przyciśnięta do ściany. Nie będzie już bagatelizować zgłoszeń?

Deepfake'i z wojny w Iranie krążą po sieci


Kiedy w 2022 roku Rosja napadła na Ukrainę, technologia generowania wideo przez AI była jeszcze dość prymitywna, ale boty i fejkowe konta rozpoczęły ofensywę w mediach społecznościowych, rozpowszechniając przerobione zdjęcia, obrazy pochodzące z zupełnie niepowiązanych miejsc (a nawet z filmów pełnometrażowych i gier komputerowych) czy po prostu zwykłe fake newsy. 4 lata później sprawa tylko się komplikuje. Szeroka dostępność, łatwość użycia i przede wszystkim wysoki realizm generatorów filmów sprawiają, że internet zalewa potok fałszywych filmików ukazujących rzekomo oblicze wojny w Iranie.

W ostatnim czasie umiejętności sztucznej inteligencji poszły mocno w górę. "To, co się zmieniło w ciągu ostatniego roku, to fakt, że generatywna AI stała się znacznie szerzej dostępna i możliwe jest teraz tworzenie bardzo wiarygodnych filmów i obrazów, które wydają się przedstawiać znaczące zdarzenia wojenne, które trudno jest rozpoznać niewyszkolonym lub gołym okiem" - powiedział w rozmowie z BBC dziennikarz i demaskator fejków wojennych, Shayan Sardarizadeh.

Wiele takich deepfake'ów hula po sieci, wliczając w to portale społecznościowe i platformy streamingowe z wideo. To element wojny informacyjnej, wchodzącej w skład wojny hybrydowej, którą prowadzą mocarstwa z całego świata, w tym oczywiście strony konfliktu. Wpływ manipulacji oraz to, jaką kaskadę zdarzeń może ona wywołać, jest trudny do oszacowania, jednak nie ma wątpliwości, że jest to zjawisko szkodliwe, którego giganci z sektora gig tech najchętniej by się pozbyli. Część z nich bagatelizuje jednak zgłoszenia. Co dokładnie oni robią w ostatnim czasie?

Interwencja rady nadzorczej. Zarzuca Mecie pobłażliwość


W walkę z deepfake'ami zaangażowała się mocniej firma Meta. Zalecenie nadeszło od rady nadzorczej koncernu, która oficjalne upomniała giganta mediów społecznościowych, zarzucając mu niewystarczające działania w obliczu narastającej fali fałszywych treści generowanych przez sztuczną inteligencję.

Na wpół niezależny organ doradczy wyraził zaniepokojenie sposobem, w jaki Facebook, Instagram i WhatsApp zarządzają zmanipulowanymi materiałami. Zdaniem ekspertów podważa to zaufanie publiczne do wszelkich informacji i utrudnia odróżnienie prawdy od fikcji, szczególnie w sytuacjach kryzysowych, takich jak trwający konflikt w Iranie.

Oversight Board zainterweniowała po upowszechnieniu się filmiku przedstawiającego ogromne zniszczenia w izraelskim mieście Hajfa, dokonane przez siły irańskie. Mimo że nagranie było całkowicie sfabrykowane przy użyciu AI, Meta odmówiła jego usunięcia lub nawet oznaczenia jako nieprawdziwego materiału.

Sytuacja ta stała się punktem wyjścia do szerszej krytyki obecnych standardów firmy. Rada nadzorcza podkreśliła, że obecna skala i szybkość rozprzestrzeniania się treści z generatora AI wymagają od koncernu proaktywnego podejścia, a nie opierania się jedynie na zgłoszeniach użytkowników.

Meta przyciśnięta do ściany. Nie będzie już bagatelizować zgłoszeń?


Do tej pory Meta stosowała dość wysoki próg interwencji w przypadku dezinformacji. Gremium uznało tę metodę działania za nieadekwatną, zwłaszcza w kontekście globalnych napięć militarnych. Analizy wskazują, że fałszywe materiały zarówno proizraelskie, jak i proirańskie, mogą zdobywać dziesiątki milionów wyświetleń, zanim zostaną podjęte jakiekolwiek kroki.

Meta musi robić więcej, by odpowiedzieć na problem rozprzestrzeniania się zwodniczych, wygenerowanych przez AI treści na swoich platformach, tak by użytkownicy mogli rozróżnić, co jest prawdziwe, a co fałszywe

W przypadku nagrania z największego miasta w północnym Izraelu, które zyskało niemal milion odsłon, Meta zareagowała dopiero po bezpośredniej interwencji rady, wcześniej ignorując skargi użytkowników. Dlaczego moderatorzy treści nie zareagowali wcześniej? Firma tłumaczy, że nagranie "nie przyczyniło się bezpośrednio do ryzyka nagłych szkód fizycznych".

W odpowiedzi na wezwanie rady nadzorczej Meta zapowiedziała, że w ciągu 7 dni nałoży odpowiednią etykietę na kontrowersyjne nagranie. Gigant zadeklarował też, że w przyszłości będzie stosować się do sugestii rady w sytuacjach dotyczących identycznych treści publikowanych w podobnym kontekście. To już kolejny przykład na to, że firma Marka Zuckerberga reaguje stanowczo dopiero, gdy zostanie przyciśnięta.


Sprzedają swoje pomysły, stojąc w przeręblach lodowatego Bałtyku© 2026 Associated Press


  •  

Coś zmieniło się wokół Antarktydy. Lód morski nagle odbija

Lód morski wokół Antarktydy odbija po kilku latach rekordowych spadków

Karol Kubak

Po czterech latach wyjątkowo niskiego zasięgu lód morski wokół Antarktydy w 2026 roku częściowo się odbudował. Naukowcy z USA podają, że jego letnie minimum było znacznie wyższe niż rekord z 2023 roku i zbliżyło się do wieloletniej średniej.


Morze w Antarktyce z jasnymi górami lodu i masywnym wzniesieniem, widoczne niskie chmury nad krajobrazem.

Nowe dane z Antarktydy. Zasięg lodu morskiego powrócił do średniej123RF/PICSEL


Po kilku latach alarmujących rekordów z południa świata napłynęła bardziej umiarkowana wiadomość. Zasięg lodu morskiego wokół Antarktydy w 2026 roku najprawdopodobniej odbudował się i zbliżył do średnich wartości notowanych w ostatnich dekadach. Tak wynika z analiz prowadzonych przez naukowców z National Snow and Ice Data Center działającego przy University of Colorado Boulder.

Każdego roku pod koniec lata na półkuli południowej antarktyczny lód morski osiąga minimum. I to właśnie ten moment jest dla badaczy kluczowym punktem odniesienia do porównań między latami. W 2026 r. minimalny zasięg lodu został osiągnięty 26 lutego i wyniósł około 2,58 mln kilometrów kwadratowych.

Minimum lodu bliżej normy


Według danych satelitarnych prowadzonych od 1979 r. tegoroczny wynik jest dopiero 16. najmniejszym w historii pomiarów. Oznacza to wyraźną zmianę względem ostatnich lat, kiedy zasięg lodu morskiego był ekstremalnie niski. Wciąż jednak pozostaje on niższy od średniej z lat 1981-2010 o około 260 tys. kilometrów kwadratowych.

Ważnym punktem odniesienia pozostaje rekordowy rok 2023. Wtedy lód morski wokół Antarktydy osiągnął absolutne minimum w historii obserwacji. Tegoroczny wynik jest od niego większy o około 730 tys. kilometrów kwadratowych.

Wiatry nad Morzem Weddella zmieniły sytuację


Naukowcy zwracają uwagę, że za tegoroczną poprawą mogą stać konkretne warunki atmosferyczne.

- Przez większość roku zasięg lodu morskiego Antarktydy był znacznie poniżej dziennej średniej. Następnie w styczniu i lutym silne wiatry z południa wypchnęły lód morski na zewnątrz w rejonie Morza Weddella. Spowolniło to ogólny spadek zasięgu, prowadząc do minimum zbliżonego do średniej - tłumaczy dr Ted Scambos z instytutu CIRES.

Badacze podkreślają jednak, że obecne dane mają charakter wstępny. W kolejnych tygodniach sytuacja może się jeszcze zmienić, jeśli utrzymają się warunki sprzyjające dalszemu topnieniu lub pojawią się silne wiatry wiejące w stronę kontynentu.

Duża zmienność antarktycznego lodu


Zdaniem naukowców powrót do mniej skrajnych wartości nie jest szczególnym zaskoczeniem. Antarktyczny lód morski od dawna charakteryzuje się dużą zmiennością między poszczególnymi latami.

- Tegoroczny powrót do mniej ekstremalnych warunków nie jest nieoczekiwany, biorąc pod uwagę dużą zmienność z roku na rok, jaką widać w zapisie satelitarnym antarktycznego lodu morskiego - podkreśla dr Walt Meier z centrum archiwizacji danych NASA

Źródło: phys.org


Sagrada Família to najwyższy kościół świata. Budowa trwała 144 lata© 2026 Associated Press


  •  

YouTube ma broń na wideo AI. To narzędzie wykryje przeróbki

YouTube ma broń na wideo AI. To narzędzie wykryje przeróbki

Krzysztof Sulikowski

Po sieci krąży sporo fałszywych filmików z wklejonymi twarzami znanych polityków czy dziennikarzy, także w związku z trwającym konfliktem w Iranie. Treści wygenerowane przez AI są znanym problemem na YouTube. Jego wydawcy ogłosili rozszerzenie dostępności narzędzia do wykrywania deepfake'ów. Samo jego użycie i dokonanie zgłoszenia nie gwarantuje jednak, że wideo zniknie z internetu. Jakie są kryteria i co dalej planuje zrobić wydawca platformy?


Logo YouTube na czerwonym tle, czarny zarys dłoni trzymającej telefon na pierwszym planie.

Parodia czy realne zagrożenie? YouTube zdecyduje, czy usunąć deepfake'a. Ale najpierw pozwoli ci go znaleźć swoim narzędziemAFP



Spis treści:

  1. YouTube rozszerza dostępność narzędzia do wykrywania podobieństwa

  2. Satyra i parodia dozwolone. Wnioski będą rozpatrywane indywidualnie

  3. YouTube nie będzie sprzyjał szerzeniu dezinformacji opartej na AI

YouTube rozszerza dostępność narzędzia do wykrywania podobieństwa


Alarmujące doniesienia o rozprzestrzenianiu się fałszywych filmików, obrazujących rzekomo realia wojny Izraela i USA z Iranem, prawdopodobnie skłoniły YouTube'a do zintensyfikowania wysiłków mających na celu zwalczanie zwodniczych treści wygenerowanych przez AI.

10 marca wydawca platformy ogłosił, że rozszerza funkcjonalność swojego narzędzia do wykrywania fałszywych filmików. YouTube zdaje sobie sprawę, że stanowi jedno z głównych źródeł informacji dla ludzi z całego świata, wliczając w to dane o wydarzeniach, które mogą mieć realny wpływ na ich życie. Zdarza się jednak, że treści wideo są zmanipulowane i długo pozostają nieusunięte.

Serwis należący do Google'a jest jednym z pionierów wykrywania deepfake'ów. W 2025 roku wprowadził on do swojego programu partnerskiego narzędzie do wykrywania podobnych treści. Teraz rozszerza on dostęp do niego na przedstawicieli rządu, dziennikarzy i politycznych kandydatów. Jak będą mogli je wykorzystać?

Satyra i parodia dozwolone. Wnioski będą rozpatrywane indywidualnie


"Wykrywanie podobieństwa na YouTube" przypomina mechanizm Content ID, jednak zamiast ochrony praw autorskich do muzyki czy filmów, skupia się na identyfikacji cech charakterystycznych danej osoby. Narzędzie przeszukuje zasoby serwisu pod kątem cyfrowych kopii twarzy, co pozwala na wykrywanie filmów, do których te wizerunki zostały wklejone.

Co się dzieje, gdy system znajdzie dopasowanie? "Wykrycie nie gwarantuje usunięcia. YouTube ma długą historię ochrony wolności ekspresji i treści w interesie publicznym - w tym zachowując treści, takie jak parodia i satyra, nawet gdy krytykują światowych liderów lub wpływowe osoby. Będziemy ostrożnie rozważać te wyjątki, gdy otrzymamy prośbę o usunięcie" - tłumaczą Amjad Hanif i Leslie Miller z YouTube'a.

Osoba, której wizerunek został powielony, zyskuje jedynie możliwość zweryfikowania nagrania i złożenia wniosku o jego usunięcie. Procedura ta jest powiązana z wytycznymi dotyczącymi prywatności. Każde zgłoszenie podlega indywidualnej ocenie moderatorów.

YouTube nie będzie sprzyjał szerzeniu dezinformacji opartej na AI


Zgodnie z oficjalnymi wytycznymi YouTube'a osoby zaniepokojone wykorzystaniem ich wizerunku mają możliwość zgłaszania incydentów lub wytaczania spraw dotyczących konkretnych nagrań. Kluczowym kryterium jest szkodliwość materiału. Serwis zastrzega, że jeśli nagranie zostanie uznane za niegroźne, może ono pozostać na platformie mimo wykorzystania technologii AI. Podszywanie się pod polityków czy dziennikarzy można jednak uznać za wyjątkowo szkodliwe społecznie.

Podobnie jak Meta, YouTube również od lat zmaga się z opinią miejsca sprzyjającego szerzeniu dezinformacji opartej na sztucznej inteligencji. W przeszłości na łamach serwisu wielokrotnie pojawiały się zmanipulowane filmy z udziałem osób publicznych, co zmusiło YouTube'a do zaostrzenia polityki bezpieczeństwa. Najnowsze zapowiedzi to kolejny etap ewolucji platformy w obliczu dynamicznego rozwoju deepfake'ów.

Obecnie dostęp do technologii jest ograniczony do wybranej grupy testowej, co ma pozwolić na dopasowanie narzędzia do specyficznych potrzeb użytkowników. Wydawca planuje jednak znaczące rozszerzenie dostępności "Wykrywania podobieństwa na YouTube" w nadchodzących miesiącach.


Makabryczna wystawa przyciąga tłumy zwiedzających. Jej bohaterami są… seryjni mordercy© 2026 Associated Press


  •  

Tego nie powinno tam być. 26 715 przedmiotów na km² w Głębi Calypso

Paula Drechsler

Ponad pięć kilometrów pod powierzchnią Morza Śródziemnego, w jego najgłębszym miejscu - Głębi Calypso - naukowcy natrafili na zaskakujące i zarazem niepokojące znalezisko. Odkrycie w tym punkcie pokazuje, że nawet najbardziej odległe i niedostępne miejsca na naszej planecie mogą skrywać rzeczy, których nikt się tam nie spodziewał.


Mapa satelitarna. Widok na akwen Morza Śródziemnego z wyraźnymi wybrzeżami Europy, Afryki i Azji.

Najgłębszy punkt Morza Śródziemnego to Głębia Calypso. Dokonano tam niepokojącego odkrycia.Eric Gaba (Sting), Public domain, https://creativecommons.org/public-domain/Wikimedia Commons


Niepokojące odkrycie w najgłębszym punkcie Morza Śródziemnego


Morze Śródziemne to jedyne na świecie morze otoczone lądami należącymi do trzech części świata - rozciąga się pomiędzy Europą, Afryką i Azją. Na tym akwenie leżą kultowe wyspy takie jak Ibiza, Majorska czy Sycylia. W jego głębinach znaleziono natomiast wiele zabytków: od neolitycznych łodzi po skarby pochodzące z czasów wojen punickich.

Najgłębszy punkt Morza Śródziemnego leży na Rowie Helleńskim. To Głębia Calypso (znana też jako Głębia Oinousses) położona ok. 60 km od greckiego Peloponezu, z maksymalną głębokością 5112 m. Tutaj również dokonano odkrycia. Tym razem jednak nie chodzi o skarby. W najgłębszym miejscu Morza Śródziemnego znaleziono coś, czego zdecydowanie nie powinno tam być.

Głębia Calypso pod lupą badaczy. "26 715 przedmiotów na km²"


Szeroko zakrojone badania - pierwsza w historii ocena ilości śmieci, jakie dotarły do Głębi Calypso - wykazały jedno z największych stężeń odpadów głębinowych, jakie kiedykolwiek odnotowano. W najgłębszym punkcie Morza Śródziemnego badacze znaleźli odpady z plastiku, szkła, metalu i papieru - przy czym plastik stanowił niemal 90 procent wszystkich śmieci.

- Liczba odpadów w Głębi Calypso, wynosząca 26 715 przedmiotów na kilometr kwadratowy, należy do najwyższych, jakie kiedykolwiek odnotowano w środowisku głębinowym - podkreślono w badaniu opublikowanym w czasopiśmie "Marine Pollution Bulletin".

Analiza danych zebranych przez załogową łódź podwodną Limiting Factor wykazała, że głębokie wody często stają się końcowym miejscem gromadzenia się zanieczyszczeń. Do Głębia Calypso trafiają głównie lekkie odpady plastikowe niesione przez prądy morskie z powierzchni wody lub z wybrzeża, a część śmieci prawdopodobnie została wyrzucona bezpośrednio z łodzi. Naukowcy zaobserwowali też, że odpady zaczynają oddziaływać z organizmami morskimi - zwierzęta połykają je lub wykorzystują jako schronienie i miejsce do składania jaj.


Śmieci zalewają oceany. Najgroźniejsze są te mikroskopijne drobinki plastiku w wodzie

Badania Głębi Calypso ujawniły jedną z największych znanych koncentracji odpadów w głębinach.bennymarty123RF/PICSEL


Najwyższe stężenia odpadów w historii badań głębinowych


Według autorów badania dotyczącego Głębi Calypso, obliczona koncentracja śmieci w tym miejscu, daje drugi najwyższy znany wynik w historii dla analiz dotyczących głębokiego oceanu (poniżej 2000 metrów). Duży wpływ ma na to fakt, że Morze Śródziemnego jest "otoczone przez gęsto zaludnione obszary, z intensywnym ruchem statków i szeroko rozwiniętym rybołówstwem".

- Niestety w przypadku Morza Śródziemnego nie będzie przesadą stwierdzenie, że nie ma tam ani jednego całkowicie czystego miejsca - mówi dr Miquel Canals, jeden z autorów badania.

Jak wynika z nowego raportu opublikowanego przez World Wildlife Fund (WWF) także plaże w całym regionie Morza Śródziemnego toną w odpadkach. Badania przeprowadzone na prawie 200 plażach pokazały, że żadna z nich nie spełnia europejskich norm w kontekście czystości. Na odcinkach o długości 100 m znajdowano średnio aż 464 śmieci, głównie plastik i niedopałki papierosów. Ustalenia te budzą poważne obawy dotyczące zanieczyszczenia wód oraz ochrony siedlisk morskich w obliczu działalności człowieka.


Tykająca bomba na dnie Bałtyku. Nareszcie zostanie rozbrojona?Polsat NewsPolsat News


  •  

Disney+ przywraca jakość, która zniknęła z dnia na dzień

Disney+ przywraca jakość, która zniknęła z dnia na dzień

Dawid Długosz

Disney+ został wcześniej w tym roku pozbawiony wsparcia dla wybranych formatów HDR. W ten sposób użytkownicy w Polsce utracili dostęp do treści z Dolby Vision. Upłynęło kilka tygodni i opcja wraca. Raportują o tym pierwsi użytkownicy. Sprawdziliśmy to i Dolby Vision po kilku tygodniach rzeczywiście wróciło do Disney+ Premium, co jest świetną wiadomością.


Ręka z pilotem skierowana w stronę telewizora z widocznym logo Disney+ i paskiem ikon aplikacji streamingowych.

Dolby Vision wraca do Disney+ Premium. Po kilku tygodniach przerwy.123RF/PICSEL


Disney+ na początku tego roku został pozbawiony wsparcia dla formatów HDR10+ oraz Dolby Vision. W Europie (i Polsce) dostępny był tylko drugi z wymienionych. Co ważne, odbyło się to bez wyraźnej komunikacji ze strony platformy. Teraz obsługa wraca.

Format Dolby Vision wraca do Disney+ Premium


Disney+ Premium to jedyny plan popularnego serwisu, który wspiera zaawansowane formaty wideo. W Polsce klienci mają dostęp do Dolby Vision (konkurencyjnego HDR10+ w Europie nadal nie ma), ale wcześniej w tym roku obsługa zniknęła i to bez większego rozgłosu, co spotkało się z dużą krytyką ze strony klientów.

Teraz format wraca i rzeczywiście w opisach wybranych produkcji ponownie pojawia się logo Dolby Vision i to oznacza, że użytkownicy planu Disney+ Premium ponownie mogą liczyć na obraz w lepszej jakości.

Warto dodać, że cała sytuacja była związana ze sporem patentowym, który Disney+ prowadzi z firmą InterDigital. Początkowo ograniczenia dotknęły klientów z Niemiec, ale szybko rozlały się na pozostałe rynki w Europie. Sam Disney jednak jednoznacznie nie potwierdził tych doniesień i komunikował jedynie sytuację jako "problemy techniczne".

Powrót Dolby Vision do pakietu Disney+ Premium oznacza, że musiało dojść do jakiegoś (przynajmniej czasowego) porozumienia.

Ile kosztuje Disney+ Premium w Polsce?


Niedawno Disney+ podniósł polskie ceny pakietów, w tym również najdroższego premium. Obecnie cennik platformy na nasz rynek prezentuje się następująco.

  • Pakiet Standard - 34,99 zł/miesiąc

  • Pakiet Premium - 59,99 zł/miesiąc

Dostępne plany podrożały więc o - odpowiednio - 5 i 10 złotych. Przy okazji podniesiono opłatę za dodatkowego użytkownika spoza gospodarstwa domowego do 20,99 zł/miesiąc (wcześniej 17,99 zł/miesiąc).

Osoby płacące za plan Premium, który nie jest tani, szybko wyraziły swoje niezadowolenie z zabrania obsługi Dolby Vision. Zrobiły to m.in. w mediach społecznościowych czy grupach dyskusyjnych. Na szczęście obsługa formatu wróciła i pozostaje wierzyć, że zostanie na stałe.


Naukowcy odkryli sekret koni. Potrafią gwizdać… krtanią© 2026 Associated Press


  •  

Wojna w Iranie bije rekordy kosztów. USA wydają miliardy każdego dnia

Wojna w Iranie bije rekordy kosztów. USA wydają miliardy każdego dnia

Julia Król

Konflikt z Iranem, który rozpoczął się pod koniec lutego, generuje ogromne wydatki dla Stanów Zjednoczonych - średnio niemal miliard dolarów dziennie. Największy udział w kosztach mają amunicja i nowoczesne systemy uzbrojenia, w tym drogie pociski wykorzystywane przeciwko tanim irańskim dronom. Tylko w ciągu pierwszych 10 dni ataków wydano miliardy dolarów, a dodatkowe obciążenia wynikają z transportu i rozmieszczenia wojsk oraz sprzętu w regionie.


Konflikt z Iranem kosztuje USA fortunę. Prawdziwe wydatki szokują!

Konflikt z Iranem kosztuje USA fortunę. Prawdziwe wydatki szokują!ROBERTO SCHMIDT/Getty AFP/East NewsEast News


Konflikt z Iranem, który rozpoczął się pod koniec lutego, generuje gigantyczne koszty dla Stanów Zjednoczonych. Według szacunków ekspertów i analityków wojskowych operacje militarne mogą pochłaniać nawet blisko miliard dolarów dziennie. W ciągu pierwszych dziesięciu dni nalotów wojsko przeprowadziło ataki na ponad 5000 obiektów w Iranie, a także ogłosiło wykaz ponad 20 różnych typów sprzętu i systemów uzbrojenia, które zostały wykorzystane.

Już pierwsze dni działań pokazały skalę wydatków. Według raportów przedstawionych w Kongresie USA tylko w ciągu dwóch pierwszych dni walk na samą amunicję przeznaczono około 5,6 miliarda dolarów.

Ogromne koszty pierwszych dni wojny


Szacuje się, że już w pierwszych około 100 godzinach konfliktu amerykańskie operacje wojskowe kosztowały nawet 3,7 miliarda dolarów. Oznacza to średnio ponad 890 mln dolarów dziennie.

Największym wydatkiem jest amunicja. Oszacowano, że w ciągu pierwszych 100 godzin wojny wydano na nią 3,1 miliarda dolarów. Według CSIS nadal kosztuje ona ok. 758 mln dolarów dziennie, chociaż nie wiadomo, jak wiele się jej używa.

Doniesienia sugerują, że wojsko korzystało z pocisków Tomahawk podczas przeprowadzania ataków, których koszt, według ustaleń Times, wynosi 2 miliony dolarów za jeden pocisk, natomiast szacunki CSIS wskazują na jeszcze wyższą kwotę - 3,6 miliona dolarów za sztukę.

Każda misja bombowa, start samolotów bojowych czy użycie pocisków precyzyjnych generuje ogromne obciążenie dla budżetu Pentagonu. Dodatkowo kosztowne jest także rozmieszczenie sprzętu i żołnierzy w regionie oraz transport uzbrojenia i zapasów wojskowych. Jeszcze przed wybuchem ataków, przerzucenie wojska, okrętów i samolotów w ten rejon pochłonęło około 630 milionów dolarów, jak powiedziała niedawno była urzędniczka budżetowa Pentagonu Elaine McCusker dziennikowi The Wall Street Journal.

Likwidacja tanich dronów kosztuje nieproporcjonalnie dużo


Jednym z najbardziej kosztownych aspektów konfliktu jest zwalczanie irańskich dronów. Iran wykorzystuje tysiące stosunkowo tanich bezzałogowców Shahed, które stanowią poważne zagrożenie dla amerykańskich baz i sojuszników w rejonie. Problem polega na tym, że do ich zestrzeliwania często używane są bardzo drogie pociski przechwytujące. Ich cena może sięgać nawet kilku milionów dolarów za jeden egzemplarz. W efekcie neutralizowanie tanich dronów kosztuje wielokrotnie więcej niż ich produkcja.

Przechwytywacze pocisków przeciwbalistycznych THAAD także są bardzo drogie - koszt każdego z nich wynosi prawie 13 mln dolarów. Nie wiadomo, ile wykorzystano do tej pory.

Ile Stany Zjednoczone już wydały w Iranie?


Na operacje w Iranie wydano już miliardy dolarów, a wydatki mogą jeszcze wzrosnąć. Jeśli działania militarne będą się przedłużać, koszty konfliktu sięgną dziesiątek miliardów dolarów. Wojna na Bliskim Wschodzie mocno obciąża amerykański budżet, a specjaliści podkreślają, że tylko niewielka część środków - około 200 mln dolarów - była uwzględniona.


Makabryczna wystawa przyciąga tłumy zwiedzających. Jej bohaterami są… seryjni mordercy© 2026 Associated Press


  •  

Wielka rakieta Muska stała się jeszcze większa. Wkrótce pierwszy start

Wielka rakieta Muska stała się jeszcze większa. Wkrótce pierwszy start

Dawid Długosz

Starship to wielka rakieta SpaceX, która nieco urosła. Elon Musk ujawnił, że nowa konstrukcja wkrótce odbędzie pierwszy lot w kosmos i powinno to nastąpić w ciągu kilku tygodni. Starship w wersji V3 otrzyma nowy booster Super Heavy z silnikami Raptor 3 o jeszcze większej mocy.


Rakieta Starship V3 SpaceX na stanowisku startowym, otoczona konstrukcją, z parą z systemu chłodzenia

Najpotężniejszy Starship szykowany do lotu. Elon Musk ujawnia plany SpaceX.SpaceXmateriały prasowe


SpaceX pracuje nad wielką rakietą Starship od lat i do tej pory odbyła ona kilkanaście prób lotów orbitalnych, które kończyły się różnie. Teraz do startu szykowana jest udoskonalona konstrukcja, która będzie jeszcze potężniejsza. Kiedy poleci w kosmos? Rąbka tajemnicy uchylił Elon Musk.

Elon Musk zapowiada pierwszy lot potężniejszej rakiety Starship V3


SpaceX wchodzi z rozwojem rakiety Starship w kolejną fazę. Już wkrótce czeka nas pierwszy lot wersji V3, która będzie jeszcze większa od poprzedniej. Elon Musk przekazał na platformie X, że start tego kolosa powinien odbyć się w ciągu czterech tygodni, a więc najpóźniej na początku kwietnia.

Niedawno założyciel SpaceX zakładał, że taką misję testową uda się zorganizować jeszcze w pierwszej połowie marca. Tego terminu nie udało się dotrzymać. Dla firmy Muska to bardzo ważny lot, który pozwoli sprawdzić możliwości nowego pierwszego stopnia Super Heavy, który stał się jeszcze większy.

Cała konstrukcja rakiety Starship V3 urosła do wysokości 124,4 metra (z 123,1 metra w poprzedniej wersji). Ponadto booster Super Heavy dostał nowe silniki Raptor 3, które zapewnią mu jeszcze większy ciąg. Pozwolą rakiecie na wynoszenie ładunków o masie przekraczającej 100 ton. W zeszłorocznej wersji było to maksymalnie 35 ton.

SpaceX zmieniło własne plany związane z rakietą Starship


Starship był budowany od lat przede wszystkim z myślą o umożliwieniu lotów na Marsa. SpaceX niedawno ogłosiło nową strategię i przekazało, że Czerwona Planeta nadal jest w planach firmy, ale priorytetem stał się Księżyc.

Wynika to m.in. z kontraktów zawartych z NASA, bo statek Starshipa, czyli jego drugi stopień, został wybrany w roli lądownika księżycowego, ale nadal nie jest gotowy. Porażkę Muska wykorzystał więc Jeff Bezos oraz jego Blue Origin, które chce wysłać własny Blue Moon na Srebrny Glob jeszcze w tym roku.

Następny lot Starshipa pokaże nam, na jakim etapie znajduje się cały projekt oraz jakie dalsze plany ma SpaceX. Przed firmą jest jeszcze wiele wyzwań, w tym tankowanie statku na orbicie, bez czego nie poleci on na Księżyc.


Naukowcy odkryli sekret koni. Potrafią gwizdać… krtanią© 2026 Associated Press


  •  

Piloci Lufthansy ogłosili strajk. Utrudnienia w czwartek i piątek

Piloci Lufthansy ogłosili strajk. Utrudnienia w czwartek i piątek

Piloci niemieckich linii lotniczych Lufthansa zostali wezwani do przeprowadzenia strajku w czwartek i piątek - poinformował związek zawodowy Vereinigung Cockpit. Poprzedni, lutowy strajk pilotów dotknął ok. 100 tys. pasażerów. Związkowcy domagają się wyższych składek emerytalnych.


Białe samoloty Lufthansy ustawione w rzędzie na płycie lotniska, z widocznym logo i terminalem w tle.

Na czwartek i piątek piloci Lufthansy zapowiadają przystąpienie do strajku.DANIEL ROLANDAFP


Do 48-godzinnego strajku wezwano 5 tysięcy pilotów.

Akcja protestacyjna ma objąć wszystkie rejsy z Niemiec, obsługiwane przez Lufthansę, a także jej spółkę Lufthansa Cargo oraz regionalnego przewoźnika Lufthansa CityLine. W praktyce oznacza to większe zakłócenia, także lotów Lufthansy z innych krajów, w tym z Polski.

To drugi strajk w trwającym sporze, w którym związek zawodowy domaga się wyższych składek emerytalnych.

12 lutego piloci Lufthansy przerwali pracę na 24 godziny, co doprowadziło do odwołania ponad 800 lotów i dotknęło ok. 100 tys. pasażerów.

Przy poprzednim strajku niemiecki przewoźnik apelował do pasażerów o sprawdzanie na bieżąco statusu rejsów i nieprzyjeżdżanie na lotnisko bez wcześniejszej weryfikacji połączeń.


Sprzedają swoje pomysły, stojąc w przeręblach lodowatego Bałtyku© 2026 Associated Press


  •