Widok czytania

Porozumienie prawdopodobnie w ciągu 24 godzin? Nowy komunikat z Iranu

Porozumienie prawdopodobnie w ciągu 24 godzin? Nowy komunikat z Iranu

Justyna Kaczmarczyk

"Jesteśmy bliżej porozumienia pokojowego niż kiedykolwiek wcześniej" - przekazał premier Pakistanu Shehbaz Sharif, którego rząd pośredniczył w negocjacjach między Iranem a USA. Jak wskazał pakistański polityk, ostateczne zatwierdzenie porozumienia nastąpi prawdopodobnie w ciągu najbliższych 24 godzin. Inne spojrzenie na sprawę ma Teheran. Pojawił się najnowszy komunikat.

Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy


Premier Pakistanu na tle cieśniny Ormuz

Nowe doniesienia w sprawie porozumienia Iranu i USAAFP



W skrócie

  • Premier Pakistanu poinformował, że ostateczne zatwierdzenie porozumienia pokojowego między Iranem a Stanami Zjednoczonymi może nastąpić w ciągu najbliższych 24 godzin.

  • Według przedstawiciela administracji USA porozumienie obejmuje cztery filary.

  • Strona irańska zapowiedziała, że porozumienie nie zostanie podpisane w niedzielę, ale może nastąpić to w ciągu najbliższych dni.

"Finalizacja (porozumienia - red.) nastąpi prawdopodobnie w ciągu najbliższych 24 godzin. Pakistan szykuje się do elektronicznego podpisania porozumienia zaraz potem, a następnie w przyszłym tygodniu dojdzie do rozmów technicznych" - napisał premier tego kraju Shehbaz Sharif w serwisie X.

Polityk podziękował Stanom Zjednoczonym i Iranowi za zaangażowanie w negocjacje i przekazał wyrazy uznania przyjaciołom w regionie za ich wsparcie. "Jesteśmy przekonani, że to historyczne porozumienie pokojowe będzie stanowić mocny fundament trwałego pokoju" - podkreślił.

Porozumienie USA - Iran coraz bliżej?


O uzgodnieniu tekstu wstępnego porozumienia poinformował w piątek wysoki rangą przedstawiciel administracji USA. Zaznaczył, że Iran będzie otrzymywać gospodarcze korzyści w miarę wdrażania zapisów porozumień, w tym dotyczących demontażu programu nuklearnego i wywiezienia wzbogaconego uranu.

Według przedstawiciela administracji USA porozumienie opiera się na czterech filarach:

  • otwarciu cieśniny Ormuz i zakończeniu jej blokady,

  • demontażu irańskiego programu jądrowego wraz z przekazaniem stronie amerykańskiej wzbogaconego materiału, który ma zostać "zniszczony na miejscu, a następnie wywieziony z kraju",

  • długoterminowym pokoju regionalnym,

  • reżimie inspekcji zapewniającym weryfikację zobowiązań.

W zamian Iran ma uzyskać stopniowe złagodzenie sankcji i reintegrację z gospodarką światową. Przedstawiciel Białego Domu kategorycznie zdementował doniesienia o wypłaceniu Teheranowi konkretnych kwot - 12, 6 czy 1 mld dolarów - przy podpisaniu memorandum.

Wśród zmian, które w ostatnich tygodniach przybliżyły porozumienie, przedstawiciel administracji wymienił słabnącą kontrolę Iranu nad cieśniną Ormuz, przez którą w ostatnich tygodniach popłynęło więcej ropy niż w początkowej fazie konfliktu - oraz doprecyzowanie zapisów dotyczących zniszczenia i wywozu wzbogaconego uranu.

Głos w sprawie zabrało także MSZ Iranu. Rzecznik tego resortu Esmaeil Baghaei poinformował, że podpisanie memorandum nie nastąpi w niedzielę. 

Baghaei podkreślił, iż nie można wykluczyć, że dojdzie do jego podpisania "w najbliższych dniach". Reuters cytuje, że dyplomata dodał też, iż "należy zachować ostrożność w komentowaniu dat z uwagi na wahania drugiej strony (USA - red.).

Przełom w konflikcie USA i Iranu? Stanowisko Teheranu


Szef irańskiej dyplomacji Abbas Aragczi oświadczył w piątek, że sposób zarządzania cieśniną Ormuz nie powróci do czasów sprzed wojny, podkreślając, iż suwerenność cieśniny należy do Iranu i Omanu.

Aragczi przekazał również, że rozmowy nuklearne ze Stanami Zjednoczonymi nie zostaną wznowione, dopóki nie zostanie wdrożone proponowane porozumienie tymczasowe.

Wcześniej szef irańskiego MSZ ogłosił, że wstępne porozumienie między Iranem a USA jeszcze nigdy nie było tak bliskie. "Wszystkie szczegóły zostaną podane do wiadomości publicznej w odpowiednim czasie" - napisał Aragczi na platformie X. Wpis został następnie udostępniony przez prezydenta USA Donalda Trumpa na jego platformie społecznościowej.

W rozpoczętej 28 lutego wojnie USA i Izraela z Iranem od 8 kwietnia formalnie trwa kruchy rozejm. W tym czasie, mimo negocjacji w sprawie zakończeniu konfliktu, dochodziło do wzajemnych ostrzałów, które zintensyfikowały się w ostatnich dniach.

Źródło: Reuters


"Wydarzenia": Kłusownicy nad jeziorem. Podczas sprzątania znaleziono wnykiPolsat News


  •  

Zełenski planuje przyjazd do Polski? Nowy głos z Ukrainy

Aleksandra Czurczak

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ma planować przyjazd do Polski na Konferencję na rzecz Odbudowy Ukrainy - przekazał PAP ukraiński parlamentarzysta z prezydenckiego ugrupowania Sługa Narodu. Wizyta ma mieć miejsce 25 i 26 czerwca. - Są takie plany - powiedział Mykyta Poturajew, podkreślając, że nie może jednak mówić w imieniu Zełenskiego. Nawiązał także do sporu o upamiętnienie UPA.

Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy


Wołodymyr Zełenski w ciemnej marynarce stoi przed ukraińską flagą.

Wołodymyr ZełenskiROBIN VAN LONKHUIJSEN / ANP AFP



W skrócie

  • Wołodymyr Zełenski według ukraińskiego parlamentarzysty planuje przyjazd do Polski na Konferencję na rzecz Odbudowy Ukrainy w dniach 25-26 czerwca.

  • Mykyta Poturajew zaznaczył, że pomimo sporów związanych z historią Ukraina nie dąży do konfliktu z Polską.

  • Konferencja w Gdańsku ma skoncentrować się na wsparciu odbudowy Ukrainy, inwestycjach i wzmocnieniu wymiaru bezpieczeństwa.

Mykyta Poturajew stwierdził w rozmowie z PAP, że Zełenski "ma tam być".

- Są takie plany i wiem, że wszyscy (ukraińscy uczestnicy konferencji - red.) planujemy przyjazd. Chociaż nie mogę mówić w jego (Zełenskiego - red.) imieniu - podkreślił.

Deputowany zaznaczył, że pomimo sporów wokół wydarzeń historycznych między Polską i Ukrainą, Kijów nie chce konfliktu z Warszawą.

- Na wojnę z Polską nikt się nie wybiera. Jednak nie można mówić, że wszyscy w UPA (Ukraińska Powstańcza Armia - red.) to bandyci. Czy w tej sytuacji wszystkie chłopaki z AK też byli bandytami? - zapytał.

Poturajew przypomniał, że w Polsce nie było tak gorących dyskusji na temat historii z Ukrainą nawet w czasie, gdy były prezydent Wiktor Juszczenko nadawał tytuły Bohaterów Ukrainy ukraińskim przywódcom nacjonalistycznym, Stepanowi Banderze i Romanowi Szuchewyczowi.

- Ta dyskusja już dawno poszła w nieodpowiednią stronę - ocenił Poturajew.

Relacje polsko-ukraińskie. Odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego


Przypomnijmy, że pod koniec maja prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ogłosił, że nadał imię "Bohaterów UPA" Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ" Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy.

Decyzja ta wywołała falę krytyki w Polsce. Z inicjatywy prezydenta Nawrockiego jednym z punktów zwołanego na 8 czerwca posiedzenia Kapituły Orderu Orła Białego było odebranie tego odznaczenia ukraińskiemu prezydentowi. Kapituła przedstawiła uczestniczącemu w jej obradach Karolowi Nawrockiemu opinię w tej sprawie. Przedstawiciele KPRO informowali później, że prezydent podejmie decyzję w tej sprawie "w odpowiednim czasie".

W poniedziałek premier Donald Tusk zaapelował do prezydentów Polski i Ukrainy o "bezpośrednią i szczerą rozmowę", zanim "emocje zrujnują naszą solidarność". Podkreślił też, że współpraca leży w interesie obu państw i narodów, a konflikt w interesie Moskwy.

Polska i Ukraina od lat różnią się w ocenie działalności Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Dla polskiej strony wydarzenia z 1943 r. na Wołyniu były zbrodnią ludobójstwa, dla Ukraińców był to efekt symetrycznego konfliktu zbrojnego, za który w równym stopniu odpowiedzialne były obie strony. Dodatkowo Ukraińcy postrzegają OUN i UPA przeważnie jako organizacje antysowieckie (ze względu na ich powojenny ruch oporu wobec ZSRR), a nie antypolskie.

Gdańsk. Konferencja Odbudowy Ukrainy


Konferencja Odbudowy Ukrainy 2026 odbędzie się w Gdańsku w dniach 25-26 czerwca 2026 r. Jej celem jest wzmocnienie międzynarodowego wsparcia dla odbudowy Ukrainy oraz pobudzenie inwestycji w ukraińską gospodarkę. Główne tematy konferencji to energetyka, infrastruktura krytyczna i logistyka - sektory najbardziej dotknięte rosyjską agresją.

Przewodniczący Rady ds. Współpracy z Ukrainą Paweł Kowal podkreślił, że będzie to jedno z najważniejszych wydarzeń polityczno-biznesowych w Europie w 2026 roku. Konferencja ma stworzyć warunki gospodarcze i finansowe dla udziału firm zachodnich, w tym polskich, w odbudowie Ukrainy.

W wydarzeniu wezmą udział m.in. szefowie państw i rządów, przedstawiciele instytucji międzynarodowych i finansowych, parlamentarzyści, przedsiębiorcy, samorządowcy oraz organizacje społeczne. Szczególną nowością będzie wprowadzony z inicjatywy Polski wymiar bezpieczeństwa i obrony, uznawany za kluczowy dla skutecznej odbudowy i rozwoju Ukrainy.


"Wydarzenia": Kłusownicy nad jeziorem. Podczas sprzątania znaleziono wnykiPolsat News


  •  

PESEL podczas zakupu zegarka? Nowe unijne przepisy na horyzoncie

PESEL podczas zakupu zegarka? Nowe unijne przepisy na horyzoncie

Tomasz Kromp

Od przyszłego roku mają zacząć działać unijne regulacje, których głównym celem jest przeciwdziałanie praniu pieniędzy. Nowe przepisy narzucą pewnym podmiotom obowiązek weryfikacji tożsamości podczas transakcji, które będą przekraczały określone kwoty. Limit może różnić się od tego, czy za zakupy będziemy płacić gotówką czy kartą.


Zegarek, banknoty

Przy takich zakupach będzie trzeba podać PESEL. Nowe prawo na horyzoncieZOFIA BAZAK/Marek BazakEast News



Spis treści:

  1. Unia wdraża nowe przepisy. Czym jest AMLR?

  2. PESEL przy zakupach? Sprzedawca będzie miał obowiązek weryfikowania tożsamości

  3. PESEL przy zakupach. Różnice w transakcjach gotówką i kartą

Unia wdraża nowe przepisy. Czym jest AMLR?


AMLR (Anti-Money Laundring Regulations) to unijne rozporządzenie, którego głównym celem jest przeciwdziałanie praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Przepisy określają kompleksowe ramy prawne oraz narzucają nowe obowiązki między innymi instytucjom finansowym, dostawcom usług kryptoaktywów czy sprzedawcom dóbr luksusowych. Akt prawny ma ujednolicić regulacje w krajach członkowskich.

Jak wynika z treści wspomnianego rozporządzenia, nowe przepisy będą stosowane od 10 lipca 2027 roku. Do tego czasu , nowo powołany unijny organ AMLA (Authority for anti-money laundering and countering the financing of terrorism) ma wydać szczegółowe wytyczne dla podmiotów zobowiązanych.

PESEL przy zakupach? Sprzedawca będzie miał obowiązek weryfikowania tożsamości


Istotnym obowiązkiem, który zostanie wdrożony przez AMLR jest mechanizm weryfikacji klientów - Customer Due Diligence. Wskazane w rozporządzeniu podmioty będą musiały wdrożyć odpowiednie narzędzia w celu stworzenia systemu identyfikacji.

Jeśli chodzi o sprzedawców dóbr luksusowych (np. drogiej biżuterii, zegarków czy dzieł sztuki), identyfikacja klienta (na przykład poprzez okazanie dowodu osobistego czy podanie numeru PESEL bądź NIP-u) będzie konieczna dla każdej transakcji powyżej 10 tys. euro (około 43 tys. zł).

PESEL przy zakupach. Różnice w transakcjach gotówką i kartą


Inaczej wygląda próg kwotowy, jeśli chodzi o transakcje gotówkowe. W tym przypadku weryfikacja w formie uproszczonej będzie obowiązkowa dla transakcji od kwoty 3 tys. euro (około 13 tys. zł). Oznacza to, że na przykład podczas zakupu drogiego zegarka w sklepie, sprzedawca będzie musiał zweryfikować tożsamość klienta.

Co ważne - stosowne ograniczenia dotyczą również transakcji powiązanych. Wspomniana wcześniej agencja AMLA jest odpowiedzialna za tworzenie standardów dotyczących wykrywania takich sytuacji, dzięki którym przeciwdziałanie smurfingowi (rozbijaniu danej płatności na kilka mniejszych sum w celu obejścia przepisów) będzie skuteczniejsze.

Warto wspomnieć, że za niedopełnienie obowiązku narzuconego przez unijne regulacje przewiduje się surowe kary. W niektórych przypadkach sankcje będą liczone nawet w milionach euro.


Dziemianowicz-Bąk w "Gościu Wydarzeń" o wyborach w Krakowie: To nie bój o przywództwo na lewicyPolsat News


  •  

Makabryczne znalezisko w Lutoryżu. Co zeznała lekarka? Są zarzuty

Magdalena H., zatrzymana w związku z ujawnieniem na jej działce szczątków ludzkich płodów, usłyszała zarzut zbezczeszczenia zwłok i porzucenia niebezpiecznych odpadów w miejscu niedozwolonym - przekazał prok. Krzysztof Ciechanowski z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. Ujawnił także, co kobieta zeznała. Do sądu trafił wniosek o tymczasowy areszt dla zatrzymanej.


Radiowóz policyjny na miejscu pracy służb w Lutoryżu

Nowe informacje ws. lekarki z Lutoryża. Kobieta usłyszała zarzutDarek DelmanowiczPAP


W sobotę zakończyły się czynności przesłuchania podejrzanej Magdaleny H.

- Podejrzana nie oświadczyła, czy przyznaje się czy nie przyznaje się do zarzucanych jej czynów - przekazał prok. Ciechanowski.

Prokurator zdecydował ws. lekarki z Lutoryża. Usłyszała zarzut


Zatrzymana lekarka złożyła jednak wyjaśnienia. Kobieta potwierdziła, że sama przewiozła i zakopała ujawnione na jej posesji płody ludzkie i inne odpady medyczne. Wskazała również powód swoich działań.

Prokurator zdecydował o skierowaniu wniosku do Sądu Rejonowego w Rzeszowie o zastosowanie wobec zatrzymanej tymczasowego aresztowania. Na tę chwilę nie jest pewne, czy zostanie on rozpatrzony jeszcze w sobotę czy w niedzielę.

Podejrzana usłyszała jeden zarzut z art. 262 i art. 183 Kodeksu karnego. Dotyczy on zbezczeszczenia zwłok i porzucenia niebezpiecznych odpadów w miejscu do tego niedozwolonym. Magdalenie H. grozi kara 12 lat więzienia.

- Na miejscu zdarzenia trwają cały czas prace pod nadzorem prokuratora. Jest tam w tym momencie kilkadziesiąt osób - przekazał prok. Ciechanowski. Materiał dowodowy zabezpieczają funkcjonariusze z komendy wojewódzkiej, miejskiej i z laboratorium kryminalistycznego w Rzeszowie.

Prokurator Ciechanowski potwierdził wcześniejsze doniesienia o 32 płodach znalezionych na posesji należącej dawniej do kobiety. Prace na miejscu najprawdopodobniej zakończą się w poniedziałek.

Jak wynika z informacji przekazanych przez prokuraturę, na ten moment przyjętych jest kilka wersji śledczych, jednak więcej szczegółów będzie jasnych dopiero po weryfikacji zeznań podejrzanej.

Makabryczne odkrycie w Lutoryżu. Magdalena H. stawiła się w prokuraturze


Zatrzymana Magdalena H. w sobotę została doprowadzona do rzeszowskiej prokuratury. Kobieta miała stawić się tam przed południem, jednak nie pozwolił jej na to stan zdrowia. H. została przewieziona do szpitala. Ostatecznie weszła do budynku po godzinie 12.

Prokurator po przesłuchaniu opisał, że gorsze samopoczucie podejrzanej wynikało z faktu, iż nie przyjęła leków, które regularnie zażywa, bo nie miała ich przy sobie.

Lutoryż. Ustalenia śledczych


Do zatrzymania 57-letniej patomorfolożki Magdaleny H. doszło w piątek po ujawnieniu na jej dawnej działce pod Rzeszowem znacznąej ilość odpadów medycznych, w tym szczątków płodów ludzkich. Do makabrycznego odkrycia doszło podczas wykonywania prac budowlanych, które realizowano tam na zlecenie nowych właścicieli posesji.

"Kobieta została zatrzymana w godzinach porannych w dniu 12 czerwca 2026 roku na terenie Zamościa" - przekazał rzecznik rzeszowskiej prokuratury.

Pierwsze doniesienia na temat ujawnienia na posesji należącej do lekarki licznych odpadów medycznych trafiły do śledczych 10 czerwca. Jak nieoficjalnie dowiedziało się Radio Eska, kobieta miała tłumaczyć, że wynosiła szczątki ze szpitala podczas pandemii COVID-19. Twierdziła, że prowadziła na nich badania medyczne w warunkach domowych.


"Wydarzenia": Kłusownicy nad jeziorem. Podczas sprzątania znaleziono wnykiPolsat News


  •  

Ziobro nie przeprosi Giertycha? "To zdemoralizowany aferzysta"

Mary Kosiarz

"To nie jest wyrok. To parasol ochronny rozpostarty nad członkiem ścisłego establishmentu obecnej władzy, bliskim Tuska" - napisał poseł PiS Zbigniew Ziobro, odnosząc się do wyroku sądu, nakazującemu mu przeprosić polityka KO Romana Giertycha. Ziobro nazwał go "zdemoralizowanym aferzystą i członkiem zorganizowanej grupy przestępczej". Giertych ponownie wezwał go do przeprosin.


Poseł KO Roman Giertych i wpis posła PiS Zbigniewa Ziobry

Ziobro skomentował decyzję sądu ws. przeprosin GiertychaDawid Wolski/X/Zbigniew ZiobroEast News



W skrócie

  • Warszawski sąd nakazał Zbigniewowi Ziobrze przeprosić Romana Giertycha i zapłacić mu 30 tys. zł za zniesławienie.

  • Zbigniew Ziobro publicznie podważył wyrok i nie wyraził zamiaru podporządkowania się decyzji sądu.

  • Prokuratura umorzyła zarzuty wobec Romana Giertycha dotyczące przywłaszczenia środków ze spółki Polnord, a śledztwo w sprawie inwigilacji jego telefonu Pegasusem jest nadal prowadzone.

W piątek Giertych poinformował w mediach społecznościowych, że zgodnie z decyzją Sądu Okręgowego w Warszawie Zbigniew Ziobro przez 7 dni ma przepraszać prawnika w TV Republika i na YouTube Republiki. Sąd zobowiązał ponadto byłego ministra sprawiedliwości do zapłaty pokrzywdzonemu 30 tys. zł.

"Giertych wyje z radości, bo sędzia Błażej Domagała w białoruskim stylu orzekł, że prawda nie ma znaczenia" - skomentował w sobotę Ziobro. Jak dodał, sędzia oddalił wszystkie przedstawione przez niego wnioski dowodowe i "uznał, że nie będzie badał faktów".

Konflikt Ziobry i Giertycha trwa. Sąd skazał byłego ministra


"To nie jest wyrok. To parasol ochronny rozpostarty nad członkiem ścisłego establishmentu obecnej władzy, bliskim Tuska" - przekonywał były szef MS.

Ze wpisu byłego szefa resortu można wywnioskować, że nie ma on zamiaru podporządkować się wyrokowi warszawskiego sądu.

"Giertych, to zdemoralizowany aferzysta, uczestnik zorganizowanej grupy przestępczej i zawodowy hejter w jednym, dostał od sądu parasol ochronny" - stwierdził. Do wpisu załączył również nagranie, którego autorem jest dziennikarz Leszek Kraskowski, znany z krytycznych komentarzy pod adresem Giertycha.

Giertych odpowiada na wpis Ziobry. "Proszę przeprosić i zapłacić"


Wkrótce po publikacji wpisu Ziobry swoją odpowiedź zamieścił w sieci polityk KO.

"Skoro szanowny pan poseł już się obudził (w USA mamy 8 rano) to zamiast lżyć sędziego proszę przeprosić i zapłacić. Inaczej zarobią komornicy…" - pisał Roman Giertych.

Konflikt między politykami rozpoczął się w trakcie posiedzenia sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa. Przesłuchiwany były minister sprawiedliwości odniósł się do inwigilacji posła Giertycha oraz śledztwa dot. spółki Polnord, nazywając go "złodziejem, który wyprowadzał pieniądze ze spółki".

Giertych zapowiedział wówczas, że składa na Ziobrę zawiadomienie do prokuratury ws. składania fałszywych zeznań, zniesławienia i zniewagi.

Afera spółki Polnord. Sprawa Romana Giertycha umorzona


Roman Giertych był jedną z osób zatrzymanych w związku z rzekomym wyprowadzeniem ze spółki Polnord około 92 mln zł. Polityk usłyszał wówczas zarzuty dotyczące przywłaszczenia środków, wyrządzenia szkody majątkowej oraz prania pieniędzy.

W styczniu ubiegłego roku prokuratura umorzyła zarzuty wobec polityka. Swoją decyzję tłumaczyła tym, że zagraniczne przelewy czy osobiste powiązania nie są same w sobie dowodem na popełnienie przestępstwa.

W maju Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce zdecydowała o przedłużeniu śledztwa w sprawie inwigilacji Pegasusem telefonu Romana Giertycha i ujawnienia w TV Republika jego rozmowy z Donaldem Tuskiem z 2019 r. Do przekroczenia uprawnień w tej kwestii miało dojść w okresie od czerwca do grudnia 2019, poprzez bezprawne pozyskanie informacji za pomocą oprogramowania szpiegowskiego Pegasus.

Śledztwo dotyczy też pozyskania przez TV Republika informacji w sposób nieuprawniony poprzez posługiwanie się oprogramowaniem Pegasus.


"Lepsza jakość i nowe możliwości". Były pilot myśliwców o F-35Polsat News


  •  

Ciąg dalszy afery Pegasusa. Funkcjonariusze CBA pod lupą prokuratury

Angela P., ekspertka Wydziału I Operacyjno-Śledczego Delegatury CBA w Warszawie, usłyszała zarzuty w śledztwie dotyczącym oprogramowania "Pegasus" - podał rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Przemysław Nowak. Prokuratura uzupełniała także zarzuty dla dwóch byłych funkcjonariuszy CBA w związku z tą samą sprawą. Oskarżeni nie przyznali się do winy.


Siedziba Prokuratury Krajowej, w prawym górnym rogu logo napis CBA

Prokuratura postawiła kolejne zarzuty w śledztwie dot. systemu PegasusWojciech Olkusnik/Mateusz GrochockiEast News


Rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Przemysław Nowak poinformował w piątek o kolejnych zarzutach w ramach śledztwa prowadzonego od kwietnia 2024 roku.

Zarzuty przekroczenia uprawnień, poświadczenia nieprawdy oraz wyłudzenia poświadczenia nieprawdy usłyszeli były Dyrektor Delegatury CBA w Warszawie Jarosław W., była Naczelnik Wydziału I Operacyjno-Śledczego Delegatury CBA w Warszawie Katarzyna S. oraz ekspertka Wydziału I Operacyjno-Śledczego Delegatury CBA w Warszawie Angela P.

Funkcjonariusze mieli działać wspólnie i w porozumieniu przy popełnianiu dwóch przestępstw.

Jak przekazał prok. Nowak, zarzuty wobec dwóch byłych funkcjonariuszy CBA są uzupełnieniem tych, które przedstawiono im w czerwcu 2025 roku. Jarosław W. i Katarzyna S. zostali wówczas podejrzani o przeprowadzenie czynności operacyjno-rozpoznawczych wobec byłego prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego "pomimo braku ku temu podstaw faktycznych i prawnych".

Afera wokół Pegasusa. Funkcjonariusze CBA nie przyznali się do winy


Pierwszy zarzut zastosowany wobec trojga zatrzymanych dotyczy działań na szkodę adwokata, m.in. nieuprawnionego pozyskiwania danych z jego telefonu, takich jak wiadomości SMS czy korespondencji mailowej oraz poświadczania nieprawdy we wnioskach o zarządzenie i przedłużenie kontroli operacyjnych.

Drugi z zarzutów dotyczy doprowadzenia do zastosowania, a następnie przedłużenia kontroli operacyjnej wobec kolejnej osoby. Według prokuratora nie miała ona podstaw faktycznych i prawnych, a wnioski o jej zastosowanie i przedłużenie oparto na materiałach uzyskanych niezgodnie z prawem.

"Zgodnie z treścią zarzutów podejrzani mieli w ten sposób doprowadzić do podstępnego wprowadzenia w błąd Pierwszego Zastępcy PG oraz sędziów Sądu Okręgowego w Warszawie" - dodał rzecznik PK.

Wszyscy troje zostali przesłuchani w charakterze podejrzanych. Nie przyznali się do winy i odmówili złożenia wyjaśnień. Wobec Angeli P. prokurator zastosował środki zapobiegawcze.

Do tej pory w śledztwie dotyczącym nieprawidłowego wykorzystywania systemu Pegasus akty oskarżenia skierowano między innymi wobec byłego wiceministra sprawiedliwości, obecnie posła PiS Michała Wosia, który na zakup Pegasusa miał przekazać z Funduszu Sprawiedliwości 25 milionów złotych.

W ubiegłym roku zarzuty usłyszeli również były szef CBA Ernest Bejda, były zastępca szefa CBA Daniel K., były dyrektor Delegatury CBA w Warszawie Jarosław W. oraz była Naczelnik Wydziału I Operacyjno-Śledczego tej Delegatury Katarzyna S.

W lutym 2026 zarzuty przedstawione zostały także byłemu szefowi ABW Piotrowi P. oraz byłemu szefowi SKW Maciejowi Materce.

Pegasus to system, który został stworzony przez izraelską firmę NSO Group do walki z terroryzmem i zorganizowaną przestępczością. Przy pomocy Pegasusa można nie tylko podsłuchiwać rozmowy z zainfekowanego smartfona, ale też uzyskać dostęp do przechowywanych w nim innych danych, np. e-maili, zdjęć czy nagrań wideo oraz kamer i mikrofonów.


"Lepsza jakość i nowe możliwości". Były pilot myśliwców o F-35Polsat News


  •  

Tusk zwrócił się z apelem do Nawrockiego. Chodzi o wizytę w USA

Tusk zwrócił się z apelem do Nawrockiego. Chodzi o wizytę w USA

Mary Kosiarz

We wtorek Komitet Rady Ministrów ds. Bezpieczeństwa Narodowego będzie pracował nad przygotowaniem miejsc, infrastruktury, logistyki i pieniędzy pod kątem obecności wojsk USA w Polsce - przekazał premier Donald Tusk. Wniosek w tej sprawie składał szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. "Ważne i dobre decyzje dla Polski przed nami!" - pisał w mediach społecznościowych wicepremier.


Prezydent Polski Karol Nawrocki i prezydent USA Donald Trump

Premier z apelem do Nawrockiego ws. amerykańskich żołnierzy w PolsceEvan Vucci/Associated PressEast News



W skrócie

  • Komitet Rady Ministrów ds. Bezpieczeństwa Narodowego będzie pracować nad przygotowaniem infrastruktury i logistyki pod obecność wojsk amerykańskich w Polsce.

  • Prezydent Karol Nawrocki odwiedzi Waszyngton, gdzie spotka się z prezydentem USA Donaldem Trumpem i poruszy temat bezpieczeństwa oraz współpracy dwustronnej.

  • Szef MON przekazał oficjalną propozycję utworzenia stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce, a Trump zapowiedział wysłanie do Polski kolejnych 5 tysięcy żołnierzy.

W związku z wyjazdem głowy państwa do USA, premier Donald Tusk został zapytany, jakie kwestie jego zdaniem Nawrocki powinien poruszyć w rozmowie z Trumpem. Tusk życzył prezydentowi powodzenia w wyprawie i podkreślił, że w przyszłym tygodniu rząd zintensyfikuje przygotowania do przyjęcia w Polsce amerykańskich żołnierzy.

Wizyta Nawrockiego w USA. Premier zwrócił się z prośbą do prezydenta


Premier poinformował, że "na wniosek premiera Władysława Kosiniaka-Kamysza we wtorek z samego rana Komitet Bezpieczeństwa będzie pracował nad przygotowaniem miejsc, infrastruktury, logistyki, pieniędzy pod kątem obecności wojsk amerykańskich w Polsce".

- Bardzo chcemy, żeby Polska była konkretnie, precyzyjnie przygotowana do zapowiedzi, jaką usłyszeliśmy od prezydenta Trumpa - powiedział premier w rozmowie z dziennikarzami.

- Liczę, że prezydent Nawrocki znajdzie okazję, żeby przypomnieć prezydentowi Trumpowi jego obietnicę - dodał.

Nawiązując do planowanej w Białym Domu gali mieszanych sztuk walki z okazji urodzin prezydenta USA, premier zwrócił się "z gorącym apelem" do Karola Nawrockiego, by w USA "nie dał się zaciągnąć do klatki". - Wiemy, że lubi boks, ale lepiej nie ryzykować. Wiadomo, jak niektóre walki się kończą, więc mam nadzieję, że nie da się namówić na tego typu konfrontacje - powiedział Donald Tusk.

Amerykańscy żołnierze w Polsce. "Ważne i dobre decyzje przed nami"


Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz odniósł się w serwisie X do zbliżającego się posiedzenia rządu.

"Przygotowujemy Polskę na zwiększoną obecność wojsk amerykańskich. Ważne i dobre decyzje dla Polski przed nami!" - pisał w sobotę wicepremier.

Wcześniej szef MON informował, że przekazał sekretarzowi obrony USA Pete'owi Hegsethowi oficjalną propozycję utworzenia nowej, stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce. Poprzednio rozmawiał z Hegsethem w maju, w związku z pojawiającymi się wówczas doniesieniami, jakoby Pentagon anulował plany rotacyjnego przemieszczenia 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski.

Sekretarz obrony USA miał wówczas zapewnić Kosiniaka-Kamysza, iż obecnie trwa proces przegrupowania sił i środków armii USA w Europie, ale żadna decyzja o zmniejszeniu zdolności wojsk amerykańskich w Polsce nie zapadła.

Deklarację w tej sprawie złożył jednak prezydent USA Donald Trump, który poinformował, że Stany Zjednoczone wyślą do Polski kolejnych 5 tysięcy żołnierzy. Jak podkreślił, to decyzja podjęta w oparciu o relacje z prezydentem Nawrockim, którego wsparł przed wyborami w 2025 r.

Nawrocki spotka się z Trumpem. Jedzie do Białego Domu na specjalne zaproszenie


Jak przekazał szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz, w Waszyngtonie Karol Nawrocki będzie rozmawiał z Trumpem "o zasadniczych sprawach dotyczących polskiego bezpieczeństwa, stosunkach dwustronnych i współpracy energetyczno-gospodarczej".

- A przypomnę, że poza tematyką gospodarczą, energetyczną czy politycznym dialogiem, najważniejsza jest oczywiście dla nas kwestia polityki bezpieczeństwa, obecności amerykańskich żołnierzy na terytorium Polski - podkreślił prezydencki minister. Jak dodał, w trakcie rozmowy poruszona zostanie również kwestia stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce.


Prezent urodzinowy dla Trumpa. Przydacz komentuje w "Gościu Wydarzeń"Polsat News


  •  

Sześć partii w Sejmie, imponująca frekwencja. Najnowszy sondaż

Sześć partii w Sejmie, imponująca frekwencja. Najnowszy sondaż

Mary Kosiarz

Koalicja Obywatelska na pozycji lidera z wynikiem 33 proc, za nią Prawo i Sprawiedliwość, a podium zamyka Konfederacja - wynika z najnowszego sondażu Social Changes. Według badania gdyby wybory odbyły się w najbliższą niedzielę, frekwencja byłaby imponująca, a do Sejmu weszłoby sześć ugrupowań.


Prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier Donald Tusk na tle sali plenarnej Sejmu

Sondaż wyborczy. KO na prowadzeniu, sześć partii w SejmiePAP/Leszek Szymański/Paweł SupernakPAP



W skrócie

  • Koalicja Obywatelska utrzymuje prowadzenie w sondażu z wynikiem 33 proc., a Prawo i Sprawiedliwość znajduje się na drugim miejscu z 30 proc. poparcia.

  • Konfederacja uzyskała 12 proc. poparcia, a do Sejmu weszłyby także Nowa Lewica, Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna oraz Partia Razem.

  • Deklarowany udział w wyborach parlamentarnych wyniósł 76 proc., z czego 55 proc. respondentów wskazało 'zdecydowanie tak'

Gdyby wybory parlamentarne odbyły się w najbliższą niedzielę, w Sejmie znalazłoby się łącznie sześć partii. To pierwsza taka sytuacja od miesięcy - większość sondaż prognozowała w polskim parlamencie udział pięciu ugrupowań.

Sondaż wyborczy. PiS dogania Koalicję, w Sejmie sześć partii


Jak wynika z czerwcowego badania Social Changes, Polacy wciąż najbardziej ufają Koalicji Obywatelskiej - partia uzyskała 33 proc. poparcia. Drugą siłą polityczną w kraju pozostaje Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 30 proc.

Podium zamyka Konfederacja, na którą swój głos chciałoby oddać 12 proc. ankietowanych.

Do Sejmu weszłyby jeszcze trzy inne partie. Nowa Lewica uzyskała w najnowszym sondażu wynik 8 proc., a tuż za nią znalazła się Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna, na którą stawia 7 proc. respondentów.

Na granicy progu wyborczego znalazła się również Partia Razem - ugrupowanie znalazłoby się w Sejmie z wynikiem 5 proc.

Odpowiedź "inne" wybrał 1 proc. uczestników badania.

Polacy chętnie ruszą do urn. Frekwencja robi wrażenie


Jak czytamy w analizie badania Social Changes, ponad trzy czwarte ankietowanych Polaków deklaruje swój udział w wyborach parlamentarnych. Gdyby głosowanie odbyło się w najbliższą niedzielę, do urn wyborczych udałoby się 76 proc. osób.

Opcję "zdecydowanie tak" wybrało 55 proc. respondentów, a "raczej tak" 21 proc.

Udział w wyborach wyklucza z kolei 15 proc. ankietowanych. 10 proc. "zdecydowanie" nie chciałoby w nich uczestniczyć, a "raczej nie" 5 proc.

Badanie zostało zrealizowane w dniach 5-9 czerwca 2026 roku metodą CAWI na panelu internetowym na próbie 1073 osób.


"Lepsza jakość i nowe możliwości". Były pilot myśliwców o F-35Polsat News


  •  

Gawryluk wraca do wypowiedzi Szeptyckiego o UPA. "Mamy dwie opcje"

Dagmara Pakuła

- Jeśli ktoś nie reprezentuje interesu polskiego, są dwie opcje: Albo to tolerujemy (…), albo nie i pana Szeptyckiego nie ma w rządzie - mówiła w "Kalejdoskopie" Dorota Gawryluk, wracając do wypowiedzi wiceministra na temat UPA. - Jakie mamy dzisiaj prawo domagać się od prezydenta Zełenskiego korekty jego polityki, (…) skoro tolerujemy w rządzie osobę, która mówi przekazem ukraińskim? - pytała.


Dorota Gawryluk i współprowadzący przy szklanym stole, w tle ekran z oficjalnym spotkaniem mężczyzn w garniturach

Dorota Gawryluk wraca do wypowiedzi wiceministra SzeptyckiegoPolsat News


- Klasyczna manipulacja tym, co mówią inni, żeby obronić ministra - oceniła w programie "Kalejdoskop" Dorota Gawryluk, odnosząc się do przytoczonych wypowiedzi Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i Tomasza Treli, którzy bronili obecności Andrzeja Szeptyckiego w rządzie.

"Pan minister Szeptycki zostaje oczywiście w rządzie. Jest patriotą, bardzo dobrym ministrem, który przyznaje się, że ma korzenie ukraińskie. I nagle się okazuje, że jacyś w stylu neofaszystowskim posłowie uważają, że w Polsce to się nie wolno przyznać do żadnych korzeni - mówiła w Graffiti w Polsat News Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz z Polski 2050.

Tomasz Trela w rozmowie z Polsat News wskazywał zaś, że prawica i skrajna prawica grają na nastrojach antyukraińskich i antyobywatelskich, i "podjudzają, by zbić kapitał polityczny". "Każdy człowiek jest równy, bez względu na to, jakie ma korzenie, kto był jego babką, jego dziadkiem, gdzie się urodził i z jakiej rodziny pochodzi" - dodał polityk Lewicy.

Przypomnijmy, wiceminister nauki Andrzej Szeptycki powiedział w wywiadzie dla TokFM, że żołnierze UPA "to byli tacy trochę - ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi konotacjami tego słowa - trochę tacy ukraińscy żołnierze niezłomni".

Sprawę komentowano w "Kalejdoskopie wydarzeń" w ubiegłym tygodniu. W najnowszym odcinku programu prowadząca wróciła do tematu, mówiąc, że "te słowa [Szeptyckiego - red.] są niewybaczalne". - Kłamstwo historyczne i manipulacja, która ma na celu relatywizację zbrodni UPA - podkreśliła.

Gawryluk o wypowiedzi Szeptyckiego: Nieprzyzwoite intelektualnie


- Siły zbrojne Polskiego Państwa Podziemnego (…) miały swój sąd polowy, który karał za zbrodnie na cywilach (…) natomiast UPA to była zbrodnicza organizacja nacjonalistyczna, która miała na sztandarach czystkę etniczną (…) i narzędziem było ludobójstwo - stwierdziła Gawryluk.

Zdaniem prowadzącej "powielanie tego kłamstwa bez sprostowania, jest co najmniej nieprzyzwoite intelektualnie i nie powinno się zdarzyć, jeśli chodzi o członka polskiego rządu".

Zdaniem Jana Wróbla pochodzenie Andrzeja Szeptyckiego nie powinno być kluczowym argumentem w dyskusji na temat jego wypowiedzi. Zgodziła się z nim współprowadząca.

- Powiem to samo, co powiedziałam w ubiegłym tygodniu (…) W polskim rządzie powinni być polscy politycy, czyli tacy, którzy reprezentują polski interes narodowy. Jeśli reprezentują polski interes narodowy, to nikogo nie interesuje, czy są to Niemcy, Ukraińcy, Szwedzi, Somalijczycy a nawet kosmici - stwierdziła Dorota Gawryluk, podkreślając jednocześnie, że jeśli jednak w polskim rządzie są politycy, którzy reprezentują zagraniczny interes, to wtedy informacja o ich pochodzeniu ma znaczenie.

- Jeśli ktoś nie reprezentuje interesu polskiego, są dwie opcje: Albo to tolerujemy i mówimy "w porządku, Ukrainiec reprezentuje ukraińskie interesy w polskim rządzie i nam to pasuje", ale wtedy żądam wręcz, żeby w ukraińskim rządzie byli polscy politycy, reprezentujący polskie interesy - kontynuowała. - Albo nie tolerujemy tego i pana Szeptyckiego nie ma w rządzie - mówiła Gawryluk.

- Jakie mamy dzisiaj prawo domagać się od prezydenta Zełenskiego korekty jego polityki (...), skoro tolerujemy w rządzie osobę, która mówi przekazem ukraińskim? - skwitowała.

Afera wokół słów wiceministra. Kijów reaguje


Po głośnej wypowiedzi wiceministra w Sejmie odbyła się dyskusja, która spotkała się z krytyką części opozycji i obroną prawa do wyrażania opinii przez przedstawicieli koalicji.

Wypowiedzi niektórych polityków opozycji dotyczące Ukraińców w Polsce zostały określone przez członków rządu jako skandaliczne, a premier i minister spraw zagranicznych publicznie apelowali o poszanowanie różnorodności.

Jednocześnie Ukraina uznała za nieakceptowalne rzekome wykorzystywanie ukraińskiego pochodzenia Andrzeja Szeptyckiego jako podstawy do ataków i zaapelowała do polskich polityków o przestrzeganie europejskich standardów praw człowieka.


Przydacz w "Gościu Wydarzeń" o byłym szefie: Zawsze był politykiem proukraińskimPolsat News


  •  

Nowe informacje ws. odkrycia w Lutoryżu. Lekarka doprowadzona do prokuratury

Dagmara Pakuła

Magdalena H., zatrzymana w związku z ujawnieniem szczątków ludzkich płodów w Lutoryżu, została w sobotę doprowadzona do prokuratury. Wcześniej kobieta źle się poczuła i została przewieziona do szpitala. Jak przekazał prok. Krzysztof Ciechanowski z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, zatrzymanej lekarce mają zostać przedstawione zarzuty.


Dwóch policjantów prowadzi kobietę w biało-czerwonym stroju do budynku z czerwonej cegły.

Makabryczne odkrycie w Lutoryżu. Lekarka doprowadzona do prokurauryPolsat News


Lekarka, do której należała w przeszłości działka, na której ujawniono szczątki ludzkich płodów, miała stawić się w rzeszowskiej prokuraturze przed południem. Jednak jak przekazał prokurator, Magdalena H. została przewieziona na badania w związku ze złym samopoczuciem.

- Nie wiemy, kiedy zostaną zakończone oraz czy będzie możliwe przeprowadzenie z nią czynności w postaci ogłoszenia zarzutów i przesłuchania w charakterze podejrzanej. Czekamy na informacje ze szpitala - wyjaśnił prokurator, dodając, że wszystko będzie zależne od stanu zdrowia kobiety.

Ostatecznie po godzinie 12 kobieta w asyście policji weszła do budynku prokuratury.

Lutoryż. Prokurator dementuje pogłoski na temat makabrycznego odkrycia


Prokurator Ciechanowski zdementował pogłoski, wedle których na posesji znaleziono około 100 ludzkich płodów. Jak doprecyzował, w sobotę rano potwierdzono ujawnienie dokładnie 32 ludzkich płodów. Pytany czy to prawda, że - zgodnie ze wstępnymi doniesieniami - kobieta miała wynosić szczątki na prywatną działkę ze szpitala, prokurator stwierdził, że na tym etapie śledztwa nie da się tego potwierdzić.

- Czynności na miejscu trwają drugą dobę. Mamy swoje przypuszczenia, przyjętych jest kilka wersji śledczych, natomiast bardzo istotną informacją będzie treść ewentualnych wyjaśnień zatrzymanej - powiedział prokurator.

Wspomniane przez Ciechanowskiego czynności realizowane są na działce o powierzchni 5 arów. Zaangażowano do nich m.in. biegłych z zakresu kryminalistyki, a także psa wyszkolonego do tropienia ludzkich zwłok. Działania służb mogą potrwać do początku przyszłego tygodnia.

Oprócz ludzkich szczątków, jak wyjawił prokurator, na posesji zabezpieczono kilkadziesiąt tysięcy szkiełek mikroskopowych, bloczków parafinowych. - To są odpady, które najprawdopodobniej służyły do wykonywania badań pani zatrzymanej, która z zawodu jest lekarzem patomorfologiem. Ujawniono też fragmenty dokumentacji. Część jest podniszczona, ponieważ była zakopana w ziemi - dodał prokurator.

Ludzkie szczątki w Lutoryżu. Działka należała w przeszłości do lekarki


Z komunikatu Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie wynika, że pierwsze informacje na temat "ujawnienia na terenie jednej z posesji w miejscowości Lutoryż znacznych ilości przedmiotów stanowiących odpady medyczne" trafiły do śledczych 10 czerwca.

Do odkrycia doszło podczas prowadzonych na posesji prac budowlanych. Okazało się, że działka należała w przeszłości do patomorfolog Magdaleny H.

Według nieoficjalnych informacji przekazanych przez Radio Eska, kobieta miała tłumaczyć, że wynosiła szczątki ze szpitala w czasie pandemii COVID-19, twierdząc, że prowadziła na nich badania medyczne w warunkach domowych.


"DE:KOD": Niemcy nadal lubią płacić gotówką INTERIA.PL


  •  

Już nie Mars? Musk ma dla ludzkości bardziej ponury plan niż podbój kosmosu

Tomasz Walczak, Interia: Elon Musk na naszych oczach staje się pierwszym bilionerem w historii. W swojej książce jego życie i twórczość określacie mianem "muskizmu". Czym on jest? To jakaś spójna ideologia w rodzaju leninizmu czy neoliberalizmu?

Ben Tarnoff, amerykański dziennikarz i komentator, współautor książki "Muskizm. Świat według Elona Muska": - Naszym punktem odniesienia jest fordyzm, który badacze używali, by określić wpływ Henry'ego Forda na świat. Różni ludzie różnie definiowali fordyzm, ale ich metodologia była podobna: nie interesowało ich to, dlaczego Henry Ford stał się Henrym Fordem. Ani co dokładnie doprowadziło go do innowacji takich jak ruchoma linia montażowa. Chodziło im o to, jakiego rodzaju świata wymagało istnienie fabryk zorganizowanych na wzór tych fordowskich. To samo podejście staraliśmy się przyjąć w przypadku Muska.

Musk sprzedaje ideę, że zarówno jednostki, jak i państwa narodowe mogą w coraz bardziej niestabilnym świecie wzmocnić swoją samowystarczalność poprzez podłączenie się do oferowanej przez niego infrastruktury

Czyli muskizm, podobnie jak fordyzm, jest symptomem świata, w którym żyjemy, tak jak fordyzm był symptomem świata z początku XX wieku?

- Powiedziałbym, że Musk jest awatarem, symbolem konkretnej ery kapitalizmu, w taki sam sposób, w jaki Ford był reprezentatywny dla wcześniejszego etapu kapitalizmu. Nasza najkrótsza definicja muskizmu brzmi tak: jest to obietnica suwerenności poprzez technologię.

Co to znaczy?

- W naszym przekonaniu Musk nie tyle sprzedaje samochody, rakiety czy satelity, co ideę, że zarówno jednostki, jak i państwa narodowe mogą w coraz bardziej niestabilnym świecie wzmocnić swoją samowystarczalność poprzez podłączenie się do oferowanej przez niego infrastruktury. Oczywiście, robiąc to, pogłębiają one swoją zależność od człowieka, który ją kontroluje - w tym przypadku samego Muska.

Czy coś Muska wyróżnia na tyle innych szefów gigantów technologicznych z Doliny Krzemowej takich jak właściciel Amazona Jeff Bezos czy właściciel Facebooka Mark Zuckerberg?

- Musk jest jednocześnie z Doliny Krzemowej i spoza niej. Powiedziałbym, że stoi w niej jedną nogą. Dolina Krzemowa to miejsce, gdzie Musk zbił swoją pierwszą fortunę jako przedsiębiorca internetowy w latach 90. To tam zarobił pieniądze, które później wykorzystał do założenia SpaceX w 2002 roku i stania się głównym inwestorem oraz dyrektorem generalnym Tesli w 2008 roku. To przejście od stron internetowych do samochodów i rakiet naprawdę odróżnia Muska od jego rówieśników i kolegów.


Dwaj elegancko ubrani mężczyźni idą obok siebie, jeden z nich niesie marynarkę przewieszoną przez ramię.

Biznesy Elona Muska rozkwitały nie tylko za rządów George'a Busha, ale też w czasie prezydentury Baracka ObamyAlex Brandon© 2026 Associated Press - zdjęcia


Dlaczego?

- Jeśli pomyślimy zwłaszcza o latach 2000., to bogaty biznesmen internetowy, który wziął swoje zyski, przeniósł się do Południowej Kalifornii i powiedział: "Hej, kupię magazyn i będę budował rakiety", był postrzegany jako szaleniec.

- Tymczasem Musk zbudował swoją reputację jako ktoś, kto wytwarza realne produkty, w przeciwieństwie do np. Marka Zuckerberga. To podtrzymało jego renomę w sposób, który nie dotyczy wielu innych postaci z Doliny Krzemowej, nawet do dziś. Nie tworzy tylko aplikacji uzależniających nastolatki od algorytmu; on faktycznie wysyła rzeczy w kosmos, buduje cały sektor pojazdów elektrycznych.

Nie możemy wejść do jego umysłu, ale uważamy, że jeśli zestawimy jego unikalną filozofię przemysłową z ekonomią polityczną RPA czasów apartheidu, znajdziemy intrygujące analogie, które mogą pomóc wyjaśnić, dlaczego był zmotywowany do pójścia ścieżką, której nikt inny wtedy nie wybierał

- W jaki sposób jest więc jedną nogą w Dolinie Krzemowej?

- Wchodząc w świat fizycznych produktów, zabiera ze sobą techniki i technologie Doliny Krzemowej. One nie znikają. To właśnie odróżnia go jako przemysłowca od dotychczasowych liderów rynku, których stara się wyprzeć: pozostaje on połączony ze światem oprogramowania. Tesla jest idealnym przykładem.

- W jakim sensie?

- Często opisuje ją jako "laptopa na kołach". Jest to urządzenie podłączone do internetu, które może otrzymywać aktualizacje bezprzewodowo. Nie trzeba go zawozić do dealera - w środku nocy, podobnie jak komputer automatycznie aktualizujący system operacyjny, Tesla może wchłonąć nowe funkcje i nagle auto potrafi rzeczy, których wcześniej nie potrafiło. Zatem Tesla jest w dużej mierze obiektem z Doliny Krzemowej, ale Musk różni się w istotny sposób od tamtejszej elity technologicznej i to prawdopodobnie pozwoliło mu ich wyprzedzić.

Goethe pisał, że "jeśli chcesz zrozumieć poetę, musisz udać się do jego kraju. Wybierzmy się więc do Republiki Południowej Afryki epoki aparthaidu, w której wychował się Elon Musk. Bo przekonująco piszecie w swojej książce, że tamten reżim wiele może nam powiedzieć o działalności Muska.

- Dla krytyków Muska fakt, że dorastał w RPA w czasach apartheidu, jest często przywoływany jako sposób na wyjaśnienie jego późniejszego skrętu ku retoryce skrajnej prawicy. Mój współautor i ja nie odrzucamy tego argumentu z góry, ale nie na nim kładziemy nacisk. Patrzymy na RPA czasów apartheidu bardziej przez pryzmat ekonomii politycznej.

Co dostrzegliście?

- Reżim apartheidu dążył do pewnego stopnia samowystarczalności zarówno ekonomicznej, jak i technologicznej. Ówcześni biali przywódcy RPA postrzegali siebie jako osaczonych przez wrogów wewnętrznych i zewnętrznych. Aby zagwarantować przetrwanie reżimu, chcieli z jednej strony budować swoje zdolności technologiczne w nowoczesny sposób.


Dwóch mężczyzn stojących obok siebie na tle betonowej ściany, jeden ubrany w czarną koszulę i jasne spodnie, drugi w białej koszuli z podwiniętymi rękawami i białych spodniach z brązowym paskiem.

Autorzy książki "Muskizm. Świat według Elona Muska": Ben Tarnoff (od lewej) i Quinn Slobodian© Tony Luong 2021materiały prasowe


I jak im się to udało?

- RPA stworzyło program badań nuklearnych i do początku lat 80., z pomocą amerykańskich i izraelskich naukowców, zbudowało operacyjną bombę atomową.

- Importowali również komputery typu mainframe od IBM - bardzo zaawansowaną technologię w tamtym czasie - aby z pomocą ich mocy obliczeniowych wprowadzać system segregacji rasowej.

- Próbowali także budować niezależne moce produkcyjne: uzyskali licencje od Forda i Datsuna na budowę własnych fabryk samochodów na rynek wewnętrzny. Do dziś RPA jest wiodącym producentem samochodów w Afryce Subsaharyjskiej.

Tak jak my wszyscy jako konsumenci subskrybujemy usługi oprogramowania – na przykład Netfliksa, pakiet Google czy obecnie ChatGPT – tak samo państwo, stając się ściślej powiązane z dostawcami technologii, wchodzi w logikę suwerenności jako usługi

Wszystko ze strachu?

- Wszystkie te wysiłki miały na celu przetrwanie polityczne, ponieważ postrzegano świat jako wrogie, niestabilne miejsce, a człowiek musi produkować jak najwięcej samemu, aby chronić się przed wrogami. To doświadczenie staje się interesujące, gdy spojrzymy na filozofię przemysłową Muska w SpaceX i Tesli.

Muskizm rymuje się z ekonomią polityczną rasistowego reżimu w RPA?

- Musk od samego początku swojej działalności przemysłowej kładł nacisk na coś, co nazywa się integracją pionową. Mówiąc prościej, w swoich firmach próbuje ograniczyć poleganie na zewnętrznych dostawcach i budować jak najwięcej własnymi siłami. Na początku XXI w. w szczycie wolnorynkowej globalizacji z jej rozbudowanymi łańcuchami dostaw z różnych krajów było to raczej ekstrawaganckie podejście. Musk sprzeciwił się ówczesnej powszechnej mądrości rynkowej. Skąd wziął ten pomysł?

- Nie możemy wejść do jego umysłu, ale uważamy, że jeśli zestawimy jego unikalną filozofię przemysłową z ekonomią polityczną RPA czasów apartheidu, znajdziemy intrygujące analogie, które mogą pomóc wyjaśnić, dlaczego był zmotywowany do pójścia ścieżką, której nikt inny wtedy nie wybierał.


Rakieta unosząca się pionowo w górę nad wyrzutnią, potężny strumień ognia i kłęby białego dymu wokół podstawy konstrukcji startowej na tle błękitnego nieba.

Space X Elona Muska niemal zmonopolizowała amerykańskie starty kosmiczne. USA przyjdzie zapłacić cenę za to uzależnienie?David J. Phillip© 2026 Associated Press


Muska, jako wielu ludzi z Doliny Krzemowej uważa się za wściekłego przeciwnika państwa. Piszecie jednak wyraźnie, że kocha on państwo na swój własny nieco perwersyjny sposób.

- Musk zawsze dążył do tego, by wykorzystywać instytucje państwa dla poszerzania swojej władzy i zysku. Można to zobaczyć bardzo konkretnie na przykładzie SpaceX i Tesli. SpaceX zaczynał jako wykonawca rządowy w pierwszych latach globalnej wojny z terroryzmem, kiedy Donald Rumsfeld w Pentagonie chciał zmienić sposób prowadzenia wojen. W szczególności chciał zwiększyć zależność armii od zaawansowanych technologii, zwłaszcza satelitów.

Jak sami piszecie, Rumsfeld, stary republikański jastrząb, chciał w końcu wcielić w życie program "gwiezdnych wojen" Reagana. Musk chętnie z tego skorzystał.

- Musk zaproponował umieszczenie na orbicie większej liczby tańszych satelitów przy znacznie niższych kosztach niż jakikolwiek z uznanych kontrahentów obronnych. Miało to pozwolić państwu na prowadzenie inwigilacji, rozpoznania i naprowadzania amunicji.

- I faktycznie, Musk spełnił tę obietnicę. W ciągu 20 lat obniżył koszt wyniesienia rzeczy na orbitę o 90 proc. Przekształcił ekonomię startów orbitalnych poprzez innowacje procesowe na hali produkcyjnej, rozwijanie innowacji takich jak rakiety wielokrotnego użytku i tak dalej. Dla naszej argumentacji ważne jest, aby nie postrzegać Muska wyłącznie jako libertarianina, ale też nie jako przedstawiciela kapitalizmu kolesiowskiego (ang. crony capitalism), czyli kogoś, kto jest po prostu pasożytem państwa, wyciągającym wartość i nieoferującym nic w zamian.

Wizja przyszłości Muska jest dość postludzka. Z jednej strony twierdzi, że jego przedsięwzięcia służą interesom całej ludzkości. Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej, on mocno wierzy, że ludzkość zanika, stając się coraz głębiej spleciona z technologią

Co to jest, jeśli nie pasożytnictwo?

- W ekologii mówimy o symbiozie jako o relacji między dwoma organizmami przynoszącej obopólne korzyści. Chcemy to podkreślić, ponieważ jeśli jesteś Pentagonem, doświadczasz wzrostu zdolności i - można by rzec - wzrostu możliwości sprawowania suwerenności. Jednak ten wzrost ma swoją cenę.

Jaką?

- Ceną jest pogłębienie zależności od prywatnego monopolisty. Musk kontroluje obecnie ponad 80 proc. amerykańskiego rynku startów orbitalnych. Jeśli jesteś wojskowym lub pracujesz w służbach wywiadowczych w USA, musisz pytać Muska o zgodę, gdy chcesz umieścić swojego satelitę w kosmosie.

- Zatem muskizm polega na zwiększaniu zdolności państwa, ale za pomocą prywatnych środków, co wprowadza nowe słabe punkty, które wcześniej nie istniały.


Mężczyzna w wojskowym ubraniu i kamizelce taktycznej stoi w budynku obok czerwonego, starego traktora, wokół leżą sprzęty elektroniczne, torby i plastikowe kanistry.

Wysiłek zbrojny Ukrainy uzależniony jest od systemów Starlink produkowanych przez Muska. Media donosiły, że wyłączał ukraińskiej armii dostęp do niego, by uniemożliwić ataki na rosyjskie celeBULENT KILICAFP


Państwo traci swoją suwerenność na rzecz Muska?

- Opisujemy tę dynamikę jako "suwerenność jako usługa" (ang. sovereignty as a service). Tak jak my wszyscy jako konsumenci subskrybujemy usługi oprogramowania - na przykład Netfliksa, pakiet Google czy obecnie ChatGPT - tak samo państwo, stając się ściślej powiązane z dostawcami technologii, wchodzi w logikę suwerenności jako usługi. Możliwość sprawowania suwerenności przez Pentagon w zakresie prowadzenia wojny staje się coraz bardziej zależna od jego relacji z niewielką liczbą firm technologicznych.

Obecny sekretarz obrony USA starał się jakiś czas temu nie poddać dyktatowi jednej z firm.

- Tak, mieliśmy konflikt między Pete'em Hegsethem a firmą Anthropic wokół wojny w Iranie. Anthropic wyznaczało czerwone linie dotyczące zastosowań, do których nie chciało udostępniać swojej technologii, a Hegseth z Pentagonu mówił: "Nie możemy tego zaakceptować, musimy móc jej używać do wszystkiego, do czego chcemy". Ilustruje to ważny aspekt tej relacji państwa i kapitału.

To znaczy?

- Symbioza z państwem nie jest stabilną relacją. To relacja, w której każdy podmiot walczy o prymat. Równowaga sił między nimi musi być ciągle negocjowana. Myślę, że niezwykły ruch Pentagonu pod wodzą Hegsetha, by uznać Anthropic za ryzyko dla łańcucha dostaw - co jest dość radykalnym krokiem - można interpretować jako sposób na odzyskanie kontroli nad prywatnym monopolistą.

Musk zyskał ogromną kontrolę nad suwerennością państw, ale nie poprzestaje na tym. Dąży do jeszcze większej władzy, ponieważ przeszedł od produkcji przemysłowej do kontrolowania przestrzeni cyfrowej. Chce być jak Aleksander Wielki, który, jak pisze Plutarch, widząc ogrom swojego królestwa, zapłakał, albowiem nie było już nic więcej do zdobycia?

- Musk z jednej strony zaczął bardziej interesować się światem wirtualnym, odchodząc od nacisku na ciężką materialność samochodów i rakiet ku światom sieci społecznościowych i AI. Ale co równie ważne, łączy te przedsięwzięcia w sposób bardziej zintegrowany pionowo.

- Opisuje SpaceX jako silnik innowacji i chce połączyć przedsięwzięcia, które wydają się dość odległe i odmienne - jak firma AI i media społecznościowe - z rakietami. To zmotywowało go do wysunięcia kilku bardziej osobliwych pomysłów. Propozycją, która zyskała największy rozgłos w związku z debiutem giełdowym SpaceX, jest koncepcja orbitalnych centrów danych: idea, że Musk będzie mógł umieścić na orbicie sieć małych satelitów służących do trenowania i wdrażania dużych modeli językowych, które będą czerpać energię ze słońca.

Z co osobliwszych koncepcji Muska szczególnie uderza mnie jego przeświadczenie, że w jego świecie istoty ludzkie są w gruncie rzeczy zbędne.

- Wizja przyszłości Muska jest dość postludzka. Z jednej strony twierdzi, że jego przedsięwzięcia służą interesom całej ludzkości. Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej, on mocno wierzy, że ludzkość zanika, stając się coraz głębiej spleciona z technologią. Co więcej - uważa, że powinniśmy celebrować i przyspieszać ten proces dezintegracji człowieka poprzez cybernetyczne ulepszenia.

- Pamiętajmy, że jedną z jego firm jest Neuralink, który tworzy interfejsy mózg-komputer pozwalające jednostkom manipulować komputerem wyłącznie za pomocą myśli. Musk chce tworzyć cyborgi i mówił o tym bardzo wyraźnie.

Naczytał się za dużo powieści s-f i nic z nich nie zrozumiał? Bo opisane w nich dystopijne światy miały być ostrzeżeniem, a nie instrukcją obsługi.

- Cóż, przyszłość według Muska to taka, w której istoty ludzkie zajmują coraz mniejszy udział w działalności gospodarczej, a także w tym, co Musk rozumie przez inteligencję i aktywność poznawczą. Uważa on, że z czasem sztuczna inteligencja będzie stanowić coraz większy procent globalnej inteligencji, a ludzie będą się wycofywać. Jego zdaniem najlepsze, na co możemy liczyć, to nasycenie sztucznej inteligencji naszymi wartościami i naszym sposobem myślenia, zanim znikniemy.

Wysokie technologie i niskie życie - tak najkrócej opisuje się podgatunek s-f znany jako cyberpunk, w którym ludzkość jest zrośnięta fizycznie z technologią. Nie przynosi to jednak zbawienia, tylko cierpienie. Taki świat chce nam zbudować Musk?

- Nawiązanie do cyberpunka jest interesujące, ponieważ jako gatunek science fiction jest on, jak pan mówi, bardzo skupiony na kwestii cybernetycznych ulepszeń. Zazwyczaj jednak akcja toczy się w realiach skrajnych nierówności społecznych.

- Dystopijny aspekt cyberpunka jest zazwyczaj mniej techniczny, a bardziej społeczny. Jest to świat, który - w czasie swojego powstania - wyobrażał sobie antyspołeczny ład polityczny stworzony przez Margaret Thatcher w wersji turbo. Był to sposób na przetworzenie tego, co działo się w USA w latach 80. i przełożenie tego na kilka dekad w przód. Nie chodzi więc po prostu o to, że ludzkość jako całość zniknie, ale o to, że następuje będzie jeszcze bardziej podzielona na zwycięzców i przegranych.

To znaczy?

- Hierarchie klasowe, rasowe i płciowe ulegają wzmocnieniu i utwierdzeniu; ludzkość zostaje podzielona wzdłuż tych linii w jeszcze bardziej ekstremalnej formie. W książce opisujemy tę dynamikę jako cyborg-konserwatyzm, gdzie zaawansowane technologie są zaprzęgane do służby konserwatywnemu porządkowi społecznemu.

Jak to rozumieć?

- Potencjał tych technologii do inspirowania i koordynowania równościowych ruchów społecznych czy eksperymentowania z nowymi formami tożsamości i cielesności zostaje zduszony na rzecz tradycyjnej hierarchii i tradycyjnych tożsamości społecznych, które są ożywiane, przywracane i wzmacniane poprzez użycie technologii.

Perspektywa muskizmu, którą pan tu zarysował wygląda trochę jak próba roszczenia sobie boskich praw. Musk poczuł się bogiem?

- Na pewno czuje się przekonany o własnej wyjątkowości. Z jednej strony mamy bowiem oczywiście ekstremalną koncentrację władzy oraz przekonanie Muska i wielu innych postaci z jego kręgu, że taka koncentracja jest naturalna i nieunikniona - że zdobyli tę władzę, ponieważ na nią zasłużyli.

- Z drugiej strony tradycyjnie Dolina Krzemowa była postrzegana jako miejsce obojętne lub wrogie religii. W ostatnich latach coś się zmieniło i sam Musk nie jest na to odporny. Opisał siebie jako "chrześcijanina kulturowego", co moim zdaniem oznacza po prostu przywiązane do ideologii "białej supremacji".

- Sądzę, że zmiana, jaka zaszła - jeśli miałbym spekulować - wynika z tego, że w miarę wzrostu potęgi tej branży i prób wynegocjowania nowego kontraktu społecznego, który legitymizowałby ich władzę w oczach świata.

Religijny aspekt się tu przydaje?

- Religia, a konkretnie religia instytucjonalna, stała się użytecznym punktem odniesienia. Są to instytucje, które wciąż cieszą się sporym uznaniem w oczach ludzi. Odwołanie się do nich przez wielu przedstawicieli Big Techu postrzegam jako część szerszego wysiłku, by wyjść z enklaw Doliny Krzemowej i spróbować budować legitymację potrzebną do skonsolidowania własnej władzy.

Rozmawiał Tomasz Walczak


I prezes SN w "Gościu Wydarzeń" do ministra Żurka: Ja nie kapitulujęPolsat News


  •  

Pobił taksówkarza w biały dzień, miał jasny motyw. "Krzyczałam"

Dagmara Pakuła

Kierowca taksówki, obywatel Azerbejdżanu, został w piątek pobity w okolicach Dworca Gdańskiego w Warszawie - wynika z relacji pasażerki, która była świadkiem zdarzenia. Jak opisuje, agresywny Polak rzucił się z pałką teleskopową na mężczyznę, kopiąc wcześniej w jego samochód. Kobieta wezwała na miejsce policję, a kierowca trafił do szpitala. Służby gromadzą materiał dowodowy w sprawie.


Tył karetki pogotowia w żółto-czerwonych barwach z napisem „AMBULANS” i symbolami medycznymi na drzwiach

Taksówkarz został zabrany do szpitala (zdj. ilustracyjne)Jakub PorzyckiAgencja FORUM



W skrócie

  • Obywatel Azerbejdżanu, kierowca taksówki, został pobity w okolicach Dworca Gdańskiego w Warszawie przez Polaka posługującego się pałką teleskopową, wcześniej kopiącego w samochód kierowcy.

  • Zdarzenie miało podłoże rasistowskie i zostało zgłoszone na policję przez pasażerkę taksówki, która była jego świadkiem, a następnie kierowca trafił do szpitala po opatrzeniu ran.

  • Policja prowadzi śledztwo, poszkodowany przejdzie przesłuchanie z tłumaczem, a wsparcie prawne zaoferowała mu Fundacja Ocalenie.

Całe zajście zostało nagłośnione przez pasażerkę taksówki w mediach społecznościowych. Do napaści na tle rasistowskim doszło w piątek, tuż przed południem, przy Dworcu Gdańskim w Warszawie.

"Zdążyłam zatrzasnąć drzwi(…), gdy podbiegł obcy mężczyzna i kopnął samochód w nadkole. Zdumieni wyskoczyliśmy z taksówki. Mężczyzna krzyczał: 'wypi******* stąd'" - opisuje kobieta.

Warszawa. Napaść w biały dzień. Ofiarą obcokrajowiec


Z jej relacji wynika, że agresor pojawił się "znikąd" i przystąpił do ataku niczym niesprowokowany. Zaskoczony kierowca taksówki pytał mężczyznę w języku angielskim, czego od niego chce.

W odpowiedzi napastnik miał wyjąć z bagażnika pałkę teleskopową i zacząć okładać obywatela Azerbejdżanu. Nie zniechęciła go reakcja świadka. "Naib (kierowca) próbował się bronić. A ja krzyczałam i robiłam zdjęcia, bo co mogłam innego zrobić" - opisuje kobieta.

Po chwili, jak czytamy, agresor wsiadł do samochodu i odjechał.

Na miejsce wezwano policję i karetkę pogotowia, która po opatrzeniu mężczyzny zabrała go do szpitala. Stołeczna policja potwierdziła w rozmowie z Interią, że funkcjonariusze otrzymali wezwanie w tej sprawie.

- Obecnie policjanci gromadzą materiał dowodowy, który zostanie następnie przekazany do prokuratury - powiedziała oficer prasowa, informując, że po zdarzeniu poszkodowany mężczyzna został przytomny zabrany do szpitala. Policja nie udziela jednak informacji na temat stanu jego zdrowia.

Napaść na obcokrajowca w Warszawie. "Przeprosiłam go za nasz kraj"


Jednak z posta świadka zdarzenia wynika, że kierowca taksówki przeszedł prześwietlenie głowy, które nie wykazało uszkodzeń.

"Zdążyłam przeprosić go już za nasz kraj. Naib mieszka i pracuje w naszym kraju od czterech lat. Jest tu legalnie. Ma pesel. Mówi, że nigdy wcześniej nic mu się takiego nie przydarzyło" - opisuje kobieta.

Jak przekazała pasażerka, w sobotę poszkodowany ma stawić się na policji w towarzystwie tłumacza. Wsparcia ma udzielić mężczyźnie także prawnik z Fundacji Ocalenie.


"Wydarzenia": Przelot od morza po Tatry. F-35 zaczęły służbę w polskim wojskuPolsat News


  •  

Operacja wywiadowcza USA i Wenezueli. Trump ogłosił sukces

Operacja wywiadowcza USA i Wenezueli. Trump ogłosił sukces

Mary Kosiarz

Przywódca międzynarodowego gangu Tren de Aragua został zabity podczas wspólnej operacji Stanów Zjednoczonych i Wenezueli - potwierdziły wenezuelskie władze. Wcześniej o udanym ataku informował prezydent USA Donald Trump. "Szybkie i śmiercionośne uderzenie", "na mój rozkaz" - relacjonował w serwisie Truth Social.

Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy


Prezydent USA Donald Trump na tle mapy Wenezueli, w prawym górnym rogu eksplozja budynku

Trump o udanej operacji militarnej USA i WenezueliSAUL LOEB/AFP/East News123RF/PICSEL



W skrócie

  • Wenezuelskie władze potwierdziły, że przywódca międzynarodowego gangu Tren de Aragua został zabity podczas wspólnej operacji z udziałem Stanów Zjednoczonych.

  • Operacja, podczas której zneutralizowano Hectora Rusthenforda Guerrero Floresa, obejmowała współpracę technologiczną i wymianę informacji wywiadowczych między Caracas a Waszyngtonem.

  • Zlikwidowany Guerrero Flores kierował grupą Tren de Aragua i został oskarżony o przestępstwa związane z narkotykami i bronią palną.

42-letni Hector Rusthenford Guerrero Flores, pseudonim "Nino Guerrero", stał na czele grupy Tren de Aragua, która została uznana przez Stany Zjednoczone za organizację terrorystyczną - podaje agencja AFP. Poza Wenezuelą gang działa również w Kolumbii, Peru i Chile.

"Doszło do starć z członkami tych struktur przestępczych, w wyniku których zneutralizowano Hectora Rusthenforda Guerrero Floresa, ps. 'Nino Guerrero'" - poinformowało w oświadczeniu Ministerstwo Łączności Wenezueli.

Operacja wojskowa USA i Wenezueli. Nie żyje przywódca gangu


Jak dodał resort, "wspólna operacja" Caracas i Waszyngtonu obejmowała "specjalistyczne wsparcie technologiczne" oraz wymianę informacji wywiadowczych między krajami.

O śmierci Floresa informował wcześniej prezydent USA Donald Trump. Amerykański przywódca napisał na swojej platformie Truth Social, że wojsko przeprowadziło "szybki i śmiercionośny atak kinetyczny" na Wenezuelczyka. Podkreślił, że był on "ściśle skoordynowany z naszymi przyjaciółmi w Wenezueli, z którymi dobrze współpracujemy".

"W rezultacie terroryści z Tren de Aragua nie mają już bezpiecznego schronienia w Wenezueli ani nigdzie indziej" - ocenił Trump.

Prezydent USA zamieścił w sieci nagranie z lotu ptaka, na którym widać moment eksplozji budynku.

Pomyślne zakończenie operacji potwierdził również szef Departamentu Obrony USA Pete Hegseth.

Caracas i Waszyngton zacieśniają więzi. Trump ogłosił sukces


Zlikwidowany przez wojsko USA i Wenezueli Guerrero Flores w grudniu ubiegłego roku usłyszał zarzuty między innymi posiadania narkotyków oraz broni palnej. Zdaniem śledczych stał on na czele gangu Tren de Aragua w szczytowym momencie jego istnienia i koordynował jego przemianę z gangu więziennego do międzynarodowej organizacji terrorystycznej.

Prokurator Jay Clayton stwierdził, że dopuścił się on "niezliczonych aktów przemocy, wymuszeń i handlu narkotykami w całej Ameryce Północnej, Południowej i Europie".

Operacja mająca na celu zlikwidowanie Floresa jest kolejnym przykładem zacieśniania relacji USA i Wenezueli od czasu schwytania przez amerykańskie wojsko prezydenta Nicolasa Maduro w styczniu tego roku.

Źródło: AFP


Przydacz w "Gościu Wydarzeń" o byłym szefie: Zawsze był politykiem proukraińskimPolsat News


  •  

Nowi nomadzi. Praca sezonowa przechodzi zaskakującą transformację


W skrócie

  • Praca sezonowa przestała być tylko sposobem na dorabianie dla studentów i coraz częściej wybierają ją osoby dążące do większej niezależności lub chcące więcej zarobić za granicą.

  • Na rynku pracy sezonowej pojawia się mniej ofert niż rok wcześniej, jednak wzrosło zainteresowanie kandydatów tego typu stanowiskami.

  • Zmienił się charakter pracy sezonowej - obecnie dotyczy ona szerszego zakresu branż, a sezon na takie zatrudnienie trwa praktycznie cały rok.

Luiza i Emil, autorzy profilu "Gimme That Trip", cztery lata temu zrezygnowali z pracy na etatach w korporacjach. Od tamtej pory utrzymują się z prac sezonowych.

- Naszym głównym założeniem było to, że chcemy zacząć podróżować na pełen etat - mówi Emil. Swoją przygodę z pracą sezonową rozpoczęli od zbiorów winogron we Francji.

- Potem zajmowaliśmy się ich pielęgnacją. Później pracowaliśmy na kempingu w Norwegii, malowaliśmy tam również domy. Ostatnio spędziliśmy sezon zimowy w ski resorcie, także w Norwegii - wylicza Luiza.

Część ofert znaleźli za pośrednictwem mediów społecznościowych, do innych pracodawców zgłaszali się bezpośrednio. Od czterech lat wygląda to tak, że przez około cztery miesiące w roku pracują, a przez osiem podróżują.

- Podróżujemy budżetowo, dlatego zwykle udaje nam się utrzymać taki styl życia. Wybieramy też kierunki, które są stosunkowo tanie. Chcemy po prostu korzystać z życia i poczuć prawdziwą wolność. Wiemy też, że praca zdalna nie dałaby nam takiego poczucia swobody - podkreśla Luiza.

Chociaż praca sezonowa daje im dużą niezależność, nie jest pozbawiona wyzwań.

- Za każdym razem musimy wyjść ze swojej strefy komfortu, bo trafiamy do środowiska, którego wcześniej nie znaliśmy. Tak było chociażby wtedy, gdy pojechaliśmy do Norwegii pracować przy sprzątaniu w ski resorcie. Wiedzieliśmy, że to będzie dla nas duże wyzwanie. Oboje skończyliśmy studia, mieliśmy dobre prace, a nagle jedziemy sprzątać hotel. Ale uznaliśmy, że to będzie przygoda - wyjaśnia Emil.

Z zakwaterowaniem bywa różnie. Czasem zapewnia je pracodawca, jednak Luiza i Emil najczęściej nocują w vanie, którym podróżują, lub wynajmują coś w okolicy.

- Taki model pracy na pewno opłaca się bardziej niż szukanie zatrudnienia w Polsce. Do tej pory najlepiej sprawdziła nam się Norwegia, bo właśnie tam udało nam się odłożyć najwięcej środków - zauważa Luiza.

Podczas sezonowych wyjazdów spotykają ludzi z bardzo różnych środowisk. Wielu z nich, podobnie jak oni, łączy pracę z podróżowaniem.

- Spotykamy również osoby, które wyjeżdżają wyłącznie po to, by zarobić pieniądze na życie w swoim kraju. Chcą odłożyć jak najwięcej, na przykład na zakup domu. Są też tacy, którym odpowiada taki rytm życia, mieszkają w jednym miejscu, później wyjeżdżają do pracy sezonowej, a po zakończeniu kontraktu wracają do siebie - mówi Emil.

Jak przyznają, nie każdy odnajdzie się w takim stylu życia. - Na pewno łatwiej będzie osobom otwartym na ludzi i nowe doświadczenia, które szukają w życiu przygody. Jeśli ktoś bardzo ceni wygodę i stabilizację, może mieć z tym problem. To nie jest życie oparte na rutynie. Ciągle coś się zmienia, często jest się daleko od rodziny i przyjaciół, a to dla wielu osób może być trudne - przyznaje Luiza.

Podróżowanie i praca za granicą pozwalają im także lepiej poznawać inne kultury. - W każdym kraju wszystko wygląda trochę inaczej. Nawet codzienne rzeczy, takie jak zakupy, produkty spożywcze czy sposób komunikacji między ludźmi. To jednak bardzo ciekawe doświadczenie. Dzięki temu możemy też cały czas ćwiczyć język i utrwalać go w praktyce - dodaje.

"Odpadają wszystkie koszty życia"


Aleksandra Kopaczyńska przez pięć sezonów pracowała za granicą. - Któregoś roku pojechałam do Austrii z kolegą. Nie miałam żadnego doświadczenia w pracy na kuchni, ale zawsze lubiłam piec i tak się zaczęło - opowiada.

Zaczynała jako pomoc kuchenna, ale z czasem awansowała. Zimą pracowała w kurortach narciarskich, latem w tych bliżej jezior. Zakwaterowanie i wyżywienie za każdym razem zapewniał pracodawca.

- W takim układzie odpadają wszystkie koszty życia, więc można praktycznie tylko oszczędzać. To naprawdę dobre pieniądze, bo w Polsce, żeby tyle zarobić trzeba przepracować przynajmniej 300 godzin miesięcznie na kuchni - mówi Aleksandra.

Zaoszczędzone w sezonie pieniądze mogła przeznaczać na wymarzone podróże. - I to na naprawdę dobrym poziomie - dodaje. Praca sezonowa, jak każda, ma jednak swoje wyzwania.

- Jak trafi się na trudnych ludzi, bywa ciężko. Chodzi głównie o szefów kuchni. Czasem lepiej po prostu być miłym, jak najmniej się odzywać i jakoś to przetrwać. Chociaż nie mogę powiedzieć, zdarzają się też bardzo sympatyczni przełożeni - przyznaje.

Pracy jest dużo, a dni wolnych niewiele. - Kiedy już mieliśmy wolny dzień, wykorzystywaliśmy go maksymalnie. Zwiedzanie, a zimą jazda na nartach - wymienia.

Jak podkreśla Aleksandra, nie każdy odnajdzie się w tego rodzaju pracy. - Bez pewności siebie ani rusz. Przydaje się też energia, bo w sezonie jest ogromny napływ ludzi, a co za tym idzie dużo pracy. Trzeba czasem wytrzymać 10 czy 12 godzin jedynie z krótką przerwą. Polecam więc mieć dużo wytrwałości - zaznacza. Chociaż dziś zawodowo Aleksandra zajmuje się działalnością internetową, nie wyklucza, że jeszcze kiedyś wróci do pracy sezonowej.

Więcej chętnych do pracy


Chociaż ofert pracy sezonowej jest mniej niż rok temu, chętnych do ich podjęcia nie brakuje. Z danych OLX Praca wynika, że od stycznia do kwietnia 2026 r. liczba ogłoszeń dotyczących pracy sezonowej spadła o 15 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Jednocześnie zainteresowanie kandydatów wzrosło. Liczba przesłanych aplikacji zwiększyła się o 12 proc. W efekcie na jedno ogłoszenie przypada dziś średnio o 32 proc. więcej kandydatów niż przed rokiem.

- Jeszcze kilkanaście lat temu praca sezonowa kojarzyła się głównie z uczniami i studentami dorabiającymi w wakacje -mówi Katarzyna Pietraczyk, manager regionalna w Manpower i ekspertka rynku pracy.

Dziś profil takich pracowników jest znacznie bardziej zróżnicowany. - Są wśród nich osoby zatrudnione na etacie, które traktują pracę sezonową jako dodatkowe źródło dochodu i sposób na dywersyfikację zarobków. Są też tacy, którzy świadomie zmieniają styl życia, rezygnując z tradycyjnego etatu na rzecz pracy sezonowej połączonej z podróżowaniem - zauważa.

To jednak nie koniec listy. Pracę sezonową podejmują również osoby znajdujące się pomiędzy jednym a drugim zatrudnieniem, które nie chcą tracić kontaktu z rynkiem pracy. - Dla części jest ona sposobem na powrót do aktywności zawodowej po dłuższej przerwie. W tej grupie znajdują się także cudzoziemcy oraz emeryci, którzy coraz częściej decydują się na dodatkowe zajęcie - wyjaśnia ekspertka.

Praca sezonowa przez cały sezon


Zmienił się również sam charakter rynku pracy sezonowej. Jeszcze niedawno dominowały rolnictwo, sadownictwo, hotelarstwo i gastronomia. Dziś katalog branż jest znacznie szerszy.

- O ile kiedyś wyraźnie wyróżniały się trzy, może cztery sektory, o tyle obecnie coraz częściej w kontekście pracowników sezonowych mówimy o magazynach, centrach logistycznych, handlu internetowym, a nawet produkcji - tłumaczy Katarzyna Pietraczyk.

To sprawia, że pojęcie pracy sezonowej przestało być nierozerwalnie związane z wakacjami. Zdaniem ekspertki sezon trwa dziś właściwie przez cały rok.

- Letnie miesiące nadal pozostają okresem wzmożonego zatrudnienia, jednak równie istotny staje się czas jesienno-zimowy. Rosnące znaczenie e-commerce oraz przedświąteczny boom zakupowy powodują gwałtowny wzrost zapotrzebowania na pracowników w logistyce, magazynach i handlu - podkreśla ekspertka.

Wraz z przemianami rynku zmieniły się także oczekiwania samych pracowników. Dziś nie wystarczy już jedynie atrakcyjna stawka godzinowa.

- Pracodawcy poszukujący dużej liczby pracowników na krótki okres muszą oferować dodatkowe premie, benefity czy elastyczne formy wypłaty wynagrodzenia. Coraz większe znaczenie ma szybkość otrzymywania pieniędzy, przy krótkoterminowych zleceniach wielu pracowników preferuje wypłaty tygodniowe, a nawet dzienne. W przypadku pracy wymagającej wyjazdu kluczowe stają się natomiast zapewniony transport i zakwaterowanie - zaznacza eksperta rynku pracy.

Autorka tekstu Anna Korytowska - dziennikarka specjalizująca się w tematach społecznych. Lubi ludzi, a każda rozmowa pozwala jej lepiej rozumieć świat. Chce oddawać głos osobom, które są go pozbawiane. Absolwentka dziennikarstwa i socjologii na Uniwersytecie Warszawskim.


Polskie rozmowy z Rosją? Poseł Konfederacji w "Graffiti": Musimy mieć planPolsat News


  •  

Burze, grad, silny wiatr, a nawet ryzyko trąby powietrznej. IMGW ostrzega

Burze, grad, silny wiatr, a nawet ryzyko trąby powietrznej. IMGW ostrzega

Mary Kosiarz

W sobotę niemal w całej Polsce możemy spodziewać się ulewnych deszczy, burz i gradu. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał w związku z tym ostrzeżenia I stopnia. Alerty obejmą 11 województw, w których oprócz opadów deszczu wystąpią również silne porywy wiatru. IMGW-BIP informuje też o ryzyku wystąpienia trąby powietrznej.


chmury burzowe

zdjęcie ilustracyjne123RF/PICSEL



W skrócie

  • W sobotę w większości regionów Polski zapowiadane są intensywne deszcze, burze oraz grad, co potwierdzają oficjalne ostrzeżenia meteorologiczne I stopnia obejmujące 11 województw.

  • Najsilniejsze burze, lokalne gradobicia oraz porywy wiatru do 75 km/h prognozowane są m.in. na Pomorzu Zachodnim, Ziemi Lubuskiej, w Wielkopolsce, na Dolnym Śląsku oraz Ziemi Łódzkiej.

  • W godzinach późno popołudniowych w Wielkopolsce, części Kujaw i na Ziemi Łódzkiej możliwe jest wystąpienie trąby powietrznej, a niedziela przyniesie nadal zmienną pogodę z zachmurzeniem, burzami i przelotnymi opadami.

Jak wynika z prognoz IMGW, w sobotę czekają nas opady deszczu od 20 mm do 30mm, a miejscami burze i grad.

Burze i grad niemal w całym kraju. IMGW wydał alerty


Na niebezpieczne zjawiska pogodowe szczególnie powinni uważać mieszkańcy 11 regionów objętych alertami. Ostrzeżenia dotyczą województwa: dolnośląskiego, lubuskiego, łódzkiego, kujawsko-pomorskiego, mazowieckiego, podlaskiego, pomorskiego, warmińsko-mazurskiego, zachodniopomorskiego oraz północnej części woj. opolskiego.

Prawdopodobieństwo wystąpienia burz IMGW ocenia na 75 proc.

Alerty I stopnia będą obowiązywać w sobotę od godz. 12 do godz. 23.

Deszcz, wiatr i trąby powietrzne


Burze - najsilniejsze w województwach objętych ostrzeżeniami - będą miejscami pojawiać się w całym kraju, najliczniej w jego północnej części. Mogą im towarzyszyć również silne porywy wiatru do 75 km/h, głównie na Pomorzu Zachodnim, na Ziemi Lubuskiej, w Wielkopolsce, na Dolnym Śląsku oraz na Ziemi Łódzkiej.

Jak czytamy na stronie Instytutu, pierwsze formacja burzowe mogą pojawić się już w godzinach przedpołudniowych. Lokalnie spodziewajmy się również opadów gradu.

Oprócz tego, późnym popołudniem (między godz. 16 a 19) w Wielkopolsce, części Kujaw i na Ziemi Łódzkiej istnieje "nieduże, aczkolwiek niezaniedbywalne" ryzyko wystąpienia trąby powietrznej.

W dzień spodziewajmy się dużego zachmurzenia. Temperatura maksymalna wyniesie od 18 do 22 st. C, chłodniej zrobi się w rejonach podgórskich i nad morzem - tam około 16 st. C.

Pogoda na weekend. Dominują zachmurzenie i deszcz


Noc przyniesie nam przelotne opady deszczu, miejscami zanikające burze i umiarkowany wiatr. Najcieplej będzie na południowym wschodzie - tam miejscami termometry wskażą 13 st. C. W pozostałej części kraju temperatura będzie wahać się między 8 a 11 st. C. Na Pomorzu zawieje mocniej, a w zasięgu burz porywy wyniosą nawet 60 km/h.

Pogoda w niedzielę będzie równie kapryśna. W większej części Polski wystąpi zachmurzenie duże i umiarkowane, miejscami ponownie pojawią się burze i grad. Temperatura maksymalna od 13 st. C. na północnym wschodzie do 19 st. C na południu kraju.


"DE:KOD": Niemcy nadal lubią płacić gotówką INTERIA.PL


  •  

Ukraina zadała cios Rosji. Putin reaguje: Wszystko wraca do normy

Ukraina zadała cios Rosji. Putin reaguje: Wszystko wraca do normy

Dagmara Pakuła

Jedna osoba zginęła, a druga została ranna w piątkowym ataku ukraińskich dronów na Rosję. Informacje o liczbie rannych wahają się jednak w zależności od źródła. Tamtejszy resort obrony twierdzi, że obronie powietrznej udało się zestrzelić 185 ukraińskich bezzałogowców. Tymczasem Władimir Putin zapowiada stanowczą reakcję na ukraińskie ataki.

Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy


Władimir Putin w garniturze przy stole, trzyma w rękach plik kartek, patrząc przed siebie

Putin zapowiada intensyfikację ataków na Ukrainę w odpowiedzi na ruch KijowaVyacheslav ProkofyevAFP



W skrócie

  • W ataku dronów na rosyjski obwód briański zginęła jedna osoba, a druga została ranna.

  • Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało o zestrzeleniu 185 ukraińskich dronów w ciągu 12 godzin nad kilkunastoma regionami, głównie w centralnej części kraju.

  • Władimir Putin zapowiedział zwiększenie liczby ataków na Ukrainę po intensyfikacji ataków dronów na cele w Rosji, w tym związane z przemysłem naftowym.

Gubernator rosyjskiego obwodu briańskiego, położonego przy granicy z Ukrainą, poinformował, że w piątek w wyniku ataku dronów zginęła jedna osoba, a druga została ranna, natomiast rosyjskie Ministerstwo Obrony podało, że jednostki obrony powietrznej zestrzeliły 185 ukraińskich dronów w ciągu 12 godzin.

Agencja AFP poinformowała z kolei, że ranne zostały co najmniej trzy osoby.

Gubernator obwodu briańskiego Jegor Kowalczuk powiedział, że jedna osoba zginęła we wsi położonej w pobliżu granicy. Cytowane przez rosyjskie agencje informacyjne dowództwo regionu podało z kolei, że jednostki obrony powietrznej zniszczyły 62 drony, ale nie podało ram czasowych tej akcji.

Rosja. Atak ukraińskich dronów. Kijów intensyfikuje kampanię


Rosyjskie Ministerstwo Obrony, w poście opublikowanym na Telegramie, poinformowało o przechwyceniu 185 dronów między godz. 8.00 a 20.00 (07.00-19.00 czasu polskiego) nad kilkunastoma regionami, w większości w centralnej Rosji.

Burmistrz Moskwy Siergiej Sobianin przez cały dzień publikował na Telegramie długą serię oświadczeń, informując, że drony zmierzające do stolicy Rosji zostały zestrzelone, a specjaliści badają fragmenty na ziemi.

Nieoficjalne dane rosyjskich agencji informacyjnych wskazują, że w piątek zniszczono 27 takich dronów.

Wojna w Ukrainie. Putin reaguje na uderzenia Kijowa


Ukraina zintensyfikowała kampanię ataków dronów na cele średniego i dalekiego zasięgu na terenie Rosji, uderzając głównie w obiekty związane z przemysłem naftowym.

Władimir Putin stwierdził w piątek, że ukraińskie ataki szkodzą rosyjskiej gospodarce, ale "wszystko szybko wraca do normy" - podała państwowa agencja informacyjna TASS.

Putin oświadczył, że Rosja zareaguje zwiększeniem liczby ataków na Ukrainę.

Źródło: Reuters


"Wydarzenia": Przelot od morza po Tatry. F-35 zaczęły służbę w polskim wojskuPolsat News


  •  

Prognozowane podwyżki emerytur. Takiej sytuacji nie było od 2019 roku

Prognozowane podwyżki emerytur. Takiej sytuacji nie było od 2019 roku

Klaudia Kuryśko

Emerytów czeka najniższa podwyżka świadczeń od lat. Rada Ministrów odsłoniła pierwsze karty na 2027 rok i przyjęła założenia makroekonomiczne, według których waloryzacja może być niższa niż w bieżącym roku nawet o ponad 1,5 punktu procentowego. Ile dokładnie może wynieść wskaźnik? Wyjaśniamy.


Stare dłonie trzymają polskie banknoty: 10, 20 i 100 złotych, w tle zielony fragment ubrania.

Ile wyniesie podwyżka emerytur w 2027 roku?Andrzej Rostek123RF/PICSEL



Spis treści:

  1. Przewidywany wzrost emerytur w 2027. Jaka podwyżka czeka emerytów?

  2. O ile waloryzowano emerytury na przestrzeni ostatnich lat?

  3. Jak wzrosną emerytury w 2027 roku? Przewidywane kwoty

  4. Waloryzacja emerytur 2027 a pozostałe świadczenia dla seniorów

Emeryci w 2027 roku najprawdopodobniej nie będą mogli liczyć na wysoką podwyżkę. Jeśli wstępne wskaźniki utrzymają się na obecnym poziomie, to emerytury i renty wzrosną o mniej niż 3,5 proc. Takiej sytuacji nie było od 2019 roku. Ile dokładnie mogą zyskać seniorzy w nadchodzącym roku?

Przewidywany wzrost emerytur w 2027. Jaka podwyżka czeka emerytów?


Rząd odsłonił pierwsze karty na 2027 rok. Przy okazji startu prac nad przyszłorocznym budżetem padła ważna deklaracja: emerytury i renty wzrosną o co najmniej 3,48 procent. Co ważne, liczba ta to rządowa gwarancja. Nawet jeśli z oficjalnych, ustawowych wzorów wyszłoby mniej, rząd obiecuje, że nie zejdzie poniżej tej granicy. Gdyby jednak z zimowych wyliczeń inflacji i wzrostu płac wynikła wyższa stawka - wtedy obowiązujące prawo zmusi rząd do wypłaty wyższych podwyżek.

Te szacunki wynikają bezpośrednio z najnowszych założeń makroekonomicznych przyjętych przez Radę Ministrów. Państwo już teraz musi zacząć składać budżet w jedną całość. W tych samych planach rząd założył, że pensje w budżetówce oraz płaca minimalna urosną o 3 proc. Pamiętajmy jednak, że to na razie wstępny szkic. Jeśli w najbliższych miesiącach gospodarka mocno się zmieni, rząd będzie mógł jeszcze we wrześniu te założenia skorygować.

O ile waloryzowano emerytury na przestrzeni ostatnich lat?


Wszystko wskazuje na to, że 2027 rok przyniesie emerytom najniższe podwyżki w całej obecnej dekadzie. Jeśli te prognozy się sprawdzą, będzie to najskromniejsza waloryzacja od 2019 roku, kiedy wskaźnik wyniósł zaledwie 2,86 proc. W latach 20. XXI wieku emerytury wrastały następująco w:

  • 2020 roku było to 3,56 proc.;

  • 2021 roku było to 4,24 proc.;

  • 2022 roku było to 7 proc.;

  • 2023 roku było to 14,80 proc.;

  • 2024 roku było to 12,12 proc.;

  • 2025 roku było to 5,5 proc.;

  • 2026 roku było to 5,3 proc.

Prognozowane na 2027 rok 3,48 proc. to bezpośredni efekt spadającej inflacji. Choć dla emerytów oznacza to mniejszy fizyczny przyrost gotówki na koncie niż w ubiegłych latach, to z drugiej strony jest to znak, że ceny w sklepach przestały rosnąć w tak drastycznym tempie.

Jak wzrosną emerytury w 2027 roku? Przewidywane kwoty


Jeśli przewidywany wskaźnik utrzyma się na poziomie 3,48 proc. to podwyżki będą znacząco mniejsze niż w latach ubiegłych. Przy czym warto pamiętać, że ten sam wskaźnik dotyczy nie tylko samych emerytur, ale również rent oraz całego pakietu dodatków wypłacanych przez ZUS.

Jak wzrosną emerytury? Jeśli wzrost wyniesie 3,48 proc. To emeryci mogą liczyć na następujące kwoty brutto:

  • 1978,48 zł (emerytura minimalna) - wzrośnie o 68,85 zł, co da nową kwotę 2047,33 zł;

  • 2500 zł - wzrośnie o 87,00 zł, co da nową kwotę 2587,00 zł;

  • 3000 zł - wzrośnie o 104,40 zł, co da nową kwotę 3104,40 zł;

  • 4000 zł - wzrośnie o 139,20 zł, co da nową kwotę 4139,20 zł;

  • 5000 zł - wzrośnie o 174,00 zł, co da nową kwotę 5174,00 zł.

Waloryzacja emerytur 2027 a pozostałe świadczenia dla seniorów


Waloryzacja automatycznie podnosi też kwoty świadczeń dodatkowych. Najpopularniejszy z nich, czyli dodatek pielęgnacyjny (przyznawany m.in. automatycznie seniorom po 75. roku życia), które wynosi obecnie 366,68 zł brutto.

Jeśli pomnożymy go przez prognozowany wskaźnik 3,48 proc. to podwyżka wyniesie 12,76 zł. Tym samym dodatek pielęgnacyjny w 2027 roku może wynieść 379,44 zł.

Dokładnie taki sam mechanizm obejmie również inne świadczenia, takie jak np. dodatek kombatancki. Wszystkie te kwoty zmienią się oficjalnie 1 marca 2027 roku. 

Warto pamiętać, że prezentowane kwoty to na razie jedynie prognozy. Ostateczny wskaźnik waloryzacji poznamy dopiero w lutym przyszłego roku - zostanie on obliczony na podstawie realnych danych dotyczących inflacji oraz wzrostu płac w 2026 roku.


Gen. dyw. Molenda w "Gościu Wydarzeń": Mamy swoich cyberkomandosówPolsat News


  •  

Świętował w rosyjskiej ambasadzie. Wizyta "rekomendowana przez Brauna"

Paweł Sekmistrz

Dyrektor biura koła poselskiego Konfederacji Korony Polskiej Piotr Heszen pojawił się w czwartek w rosyjskiej ambasadzie, gdzie uczestniczył w świętowaniu Dnia Rosji. Jak przekazał Interii, wizyta była uzgadniana i rekomendowana przez Grzegorza Brauna.


Grzegorz Braun / Piotr Heszen

Piotr Heszen poinformował, że jego wizyta w ambasadzie Rosji odbyła się z rekomendacji Grzegorza BraunaPawel Wodzynski/East News/Artur Szczepanski Reporter



W skrócie

  • Piotr Heszen, dyrektor biura koła poselskiego Konfederacji Korony Polskiej, uczestniczył w obchodach Dnia Rosji w rosyjskiej ambasadzie po rekomendacji Grzegorza Brauna.

  • Heszen opublikował oświadczenie w mediach społecznościowych, w którym wyrażał chęć normalizacji relacji polsko-rosyjskich oraz podkreślał bezstronność partii wobec wojny w Ukrainie.

  • Udział w uroczystości był wcześniej uzgodniony i nie spotkał się ze szczególnymi reakcjami ze strony kolegów z partii - przekazał Interii Piotr Heszen.

O pojawieniu się w rosyjskiej ambasadzie informował w mediach społecznościowych sam Piotr Heszen. Na Facebooku opublikował wpis, w którym wyjaśnił, że uczestniczył w uroczystości z okazji Dnia Rosji.

Spotkał się z urzędującym w placówce od marca ambasadorem Gieorgrijem Michno, a po spotkaniu wystosował w swoich mediach społecznościowych specjalne oświadczenie, w którym wyrażał nadzieję na normalizację polsko-rosyjskich stosunków, zapewniał o bezstronności Konfederacji Korony Polskiej względem wojny w Ukrainie i krytykował - jak sam to określił - nadmierne zwrócenie się Polski w stronę państw Zachodu.

Człowiek Brauna gościł w rosyjskiej ambasadzie. Wizyta "rekomendowana przez Grzegorza Brauna"


Interia skierowała do Piotra Heszena pytania dotyczące jego wizyty w ambasadzie. Jak się dowiedzieliśmy, o wszystkim wiedział przewodniczący Konfederacji Korony Polskiej. "Tak, (wizyta) była uzgodniona/rekomendowana przez/z Grzegorzem Braunem" - napisał nam dyrektor biura koła poselskiego.

Jak wskazał, jego udział w uroczystości nie spotkał się z "nadzwyczajnymi reakcjami" ze strony kolegów z partii, ponieważ był on wcześniej zaplanowany. "Zdarzyło się kilka gratulacji od kolegów za treść mojego wpisu na social mediach. Uznali go, czemu się zresztą nie dziwię, za bardzo wyważony" - stwierdził.

"Moja wizyta w ambasadzie rosyjskiej była odpowiedzią na zaproszenie, a deklaracja znormalizowania stosunków z naszym największym sąsiadem służy zarówno Polakom, jak i w ostateczności Ukraińcom. Ukraina została doprowadzona do niezmiernie ciężkiej sytuacji przez międzynarodówkę globalistyczną, której pokazowym działaniem było zablokowanie rozmów pokojowych w 2022 r. przez premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona" - napisał Piotr Heszen.

"Symboliczna deklaracja dobrosąsiedzka". Członek Konfederacji Korony Polskiej o świętowaniu Dnia Rosji


Zapytaliśmy też, czy zgodnie z deklaracją z treści wystąpienia opublikowanego na Facebooku, według której Konfederacja Korony Polskiej pozostaje bezstronną wobec konfliktu ukraińsko-polskiego, zdecydowałby się na wizytę w ukraińskiej ambasadzie, gdyby otrzymał takie zaproszenie.

"Co do zasady - oczywiście tak. Wiele jednak zależy od kontekstu. Dyplomaci ukraińscy nie mają najmniejszego problemu z kontaktami z dyplomatami polskimi - wręcz przeciwnie, ci ostatni zupełnie bezkrytycznie spełniają każde niemal życzenie Kijowa. Lekceważą rozprzestrzenianie się na Ukrainie banderowskiej ideologii i zdradzają ofiary ukraińskiego ludobójstwa na naszym narodzie" - przekonywał członek ugrupowania Brauna.

Stwierdził, że "symboliczna deklaracja dobrosąsiedzka ze strony przedstawiciela Konfederacji Korony Polskiej, jest tylko i aż namiastką, jest lepieniem ideowej luki, którą winny wypełniać instytucje państwa polskiego".


"Nie ma zamrażarki". Siwiec o blokowaniu projektów ustawPolsat NewsPolsat News


  •  

Incydent podczas podróży papieża. Leon XIV niespodziewanie opuścił pokład

Incydent podczas podróży papieża. Leon XIV niespodziewanie opuścił pokład

Dagmara Pakuła

W samolocie, którym Leon XIV miał wracać w piątek z Teneryfy do Rzymu, wykryto awarię silnika. - Ku swojemu zdumieniu wysłannicy mediów zobaczyli, że w kierunku samolotu idzie król Filip VI, a następnie papież opuszcza pokład - relacjonowała obecna w maszynie dziennikarka PAP. Ostatecznie głowa Kościoła wróciła do Watykanu samolotem hiszpańskich sił powietrznych Falcon.

Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy


Papież w białej sutannie wchodzi po schodach do samolotu, obok kilku mężczyzn w garniturach przy skrzydle maszyny.

Awaria samolotu, którym miał podróżować papież. Maszyna nie wystartowałaJORGE GUERREROAFP



W skrócie

  • W samolocie, którym Leon XIV miał wracać z Teneryfy do Rzymu, wykryto awarię silnika przed odlotem.

  • Król Filip VI towarzyszył papieżowi podczas opuszczania pokładu i powrotu do terminalu na lotnisku.

  • Leon XIV ostatecznie wrócił do Watykanu samolotem hiszpańskich sił powietrznych Falcon po nieudanej próbie startu linią Iberia.

Jak przekazała w piątek agencja Reutera, Leon XIV wsiadł już na pokład samolotu obsługiwanego przez linie Iberia po pożegnaniu przez króla Filipa VI i innych hiszpańskich dostojników, lecz niespodziewanie został wyprowadzony z maszyny przez króla z powrotem do terminalu.

Zdarzenie relacjonowała dla PAP obecna na pokładzie polska dziennikarka.

"Kiedy samolot zaczął przygotowywać się do kołowania w kierunku pasa startowego, nagle podjechały pod maszynę schody. Ku swojemu zdumieniu wysłannicy mediów zobaczyli, że w kierunku samolotu idzie król Filip VI, a następnie papież opuszcza pokład. Obaj weszli ponownie do budynku lotniska, w którym nieco wcześniej przeprowadzili prywatną rozmowę" - podano.


Duchowny w białej szacie i mężczyzna w garniturze schodzą razem po schodach samolotu, w tle widoczni pozostali członkowie delegacji.

Król Filip VI towarzyszył papieżowi podczas opuszczania pokładu samolotu z usterką silnikaSIMONE RISOLUTIAFP


Papież opuścił pokład samolotu. Podano przyczynę usterki


Dziennikarze, którzy w drodze do Watykanu mieli odbyć konferencję prasową z udziałem papieża, usłyszeli od kapitana, że pojawił się problem techniczny. Oczekiwanie na rozwój sytuacji trwało kilkadziesiąt minut.

"Pilot poinformował, że przyczyną problemu był wiatr i to z jego powodu, jak się okazało, nie włączał się silnik. Kapitan wyjaśnił, że samolot zostanie ustawiony w innej pozycji, co wkrótce potem nastąpiło. W kolejnym komunikacie załoga przekazała, że problemu technicznego nie da się natychmiast rozwiązać. Dlatego zapadła decyzja, że wszyscy muszą opuścić pokład" - opisywała przedstawicielka PAP.

Linie Iberia poinformowały następnie w oświadczeniu, że samolot miał "nieokreślone problemy techniczne" i że z Madrytu wysyłany został samolot zastępczy, który dokończy podróż do Rzymu.

Sam papież wrócił natomiast do Watykanu samolotem hiszpańskich sił powietrznych Falcon, którym przyleciał wcześniej na miejsce król.

Nieoczekiwana w swoim przebiegu podróż była zakończeniem bardzo intensywnej, siedmiodniowej pielgrzymki papieża do Hiszpanii. Jej ostatnim etapem były Wyspy Kanaryjskie, które Leon XIV odwiedził jako pierwszy papież w historii.

Źródło: Reuters


"DE:KOD": Niemcy nadal lubią płacić gotówką INTERIA.PL


  •  

Ośmioletnie dziecko w szpitalu, ma liczne oparzenia. Przyczyną płonący kanister

Ośmioletnie dziecko w szpitalu, ma liczne oparzenia. Przyczyną płonący kanister

Jakub Pogorzelski

Ośmioletnie dziecko z powiatu kołobrzeskiego doznało oparzeń ok. 70 proc. powierzchni ciała i zostało przewiezione do szpitala w Szczecinie. Według wstępnych ustaleń, troje dzieci bawiło się kanistrami z benzyną przy ognisku. Szczegóły zdarzenia ustala policja.


Na pierwszym planie karetka pogotowia ratunkowego.

Ośmioletnie dziecko trafiło do szpitala w wyniku rozległych oparzeń (zdj. ilustracyjne)PIOTR KAMIONKAReporter



W skrócie

  • Ośmioletnie dziecko z powiatu kołobrzeskiego odniosło rozległe oparzenia i zostało przetransportowane do szpitala w Szczecinie.

  • Według wstępnych ustaleń dzieci bawiły się kanistrami z benzyną przy ognisku.

  • Dokładne okoliczności wypadku są obecnie wyjaśniane przez policję.

Informację o wypadku służby ratunkowe otrzymały w piątek przed godz. 21. We wsi Jarogniew w gminie Gościno (powiat kołobrzeski) dziecko doznało rozległych oparzeń ciała.

Oparzenie w wyniku zapłonu kanistra. Dziecko trafiło do szpitala


- Ze wstępnych ustaleń wynika, że troje dzieci bawiło się kanistrami z benzyną przy ognisku. W wyniku zapłonu jednego z kanistrów benzyną zostało oblane ośmioletnie dziecko - poinformował rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Szczecinie asp. Dariusz Schacht.

Wyjaśnił, że w akcji ratunkowej brały udział dwa zastępy strażaków i zespół ratownictwa medycznego. Poszkodowane dziecko miało poparzenia ok. 70 proc. powierzchni ciała. Zostało przetransportowane do szczecińskiego szpitala "Zdroje".

Okoliczności zdarzenia wyjaśnia policja.


"Lepsza jakość i nowe możliwości". Były pilot myśliwców o F-35Polsat News


  •