Widok czytania

Skandaliczny wpis Trumpa o Obamach. Tak tłumaczy się prezydent

Prezydent USA Donald Trump twierdzi, że "nie widział" fragmentu nagrania zamieszczonego na jego profilu w mediach społecznościowych, na którym Barack i Michelle Obama byli przedstawieni jako małpy. Klip - z piosenką „The Lion Sleeps Tonight” - znajdował się na końcu 62-sekundowego filmu, który udostępnił sam prezydent. Film zawierał oskarżenia o oszustwa wyborcze w wyborach prezydenckich w 2020 roku. Po fali krytyki, z jaką spotkało się zamieszczenie przez Trumpa tego nagrania, został on skasowany z jego konta.

  • Donald Trump udostępnił w mediach społecznościowych nagranie, na którym Barack i Michelle Obama zostali przedstawieni jako małpy.
  • Po fali krytyki, nagranie zostało usunięte z konta Trumpa na Truth Social.
  • Jak dokładnie tłumaczył się prezydent USA? Dowiesz się z tego artykułu.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

Dziennikarze lecący z Donaldem Trumpem Air Force One dopytywali prezydenta o opublikowane na jego koncie w mediach społecznościowych nagranie, na którym Barack i Michelle Obama zostali przedstawieni jako małpy. Trump odpowiedział, że "nie popełnił błędu", gdy zapytano go, czy zamierza przeprosić.

Dodał, że widział tylko początek filmu, zanim opublikował go jego pracownik. Jak stwierdził, nie wiedział, że zawiera on takie ujęcie Obamów.

Biały Dom początkowo bronił klipu, nazywając go "internetowym memem" i zaapelował do krytyków, aby "przestali szerzyć fałszywe oburzenie".

Jednak po ostrej reakcji, między innymi ze strony kilku senatorów Partii Republikańskiej, post został usunięty z konta Trumpa w serwisie Truth Social, a urzędnik Białego Domu stwierdził, że post został "błędnie" opublikowany przez pracownika.

Klip najprawdopodobniej pochodzi z posta X, który w październiku udostępnił konserwatywny twórca memów, Xerias.

Na nagraniu widać również innych wpływowych demokratów, którzy zostali przedstawieni jako zwierzęta, m.in. kongresmenkę Nowego Jorku Alexandrię Ocasio-Cortez, burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego i byłą sekretarz stanu Hillary Clinton.

Poprzednik Trumpa w Białym Domu, Joe Biden, również przedstawiony jest jako małpa jedząca banana.

Obamowie nie skomentowali jeszcze nagrania.

Filmik był jednym z kilkudziesięciu zamieszczonych w ciągu nocy na koncie Trumpa w serwisie Truth Social.

Przyglądam się tysiącom rzeczy - powiedział prezydent w piątek na pokładzie Air Force One. Dodał, że po obejrzeniu tylko fragmentu nagrania "przekazał je ludziom, którzy zazwyczaj przyglądają się całości".

Twierdzi, że spodobało mu się przesłanie filmu na temat oszustw wyborczych, ale gdyby jego pracownicy obejrzeli całość, "prawdopodobnie mieliby na tyle rozsądku, żeby go usunąć".

Zdjęliśmy to natychmiast, gdy się o tym dowiedzieliśmy - dodał.

BBC zwróciło się do Białego Domu z prośbą o wyjaśnienia dotyczące liczby osób mających dostęp do konta prezydenta i procesu zatwierdzania wpisów.

W oświadczeniu przesłanym BBC wcześniej tego samego dnia rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt stwierdziła, że klip pochodzi z "internetowego mema przedstawiającego prezydenta Trumpa jako Króla Dżungli, a demokratów jako bohaterów Króla Lwa".

"Proszę, przestańcie udawać oburzenie i napiszcie dziś o czymś, co naprawdę ma znaczenie dla amerykańskiego społeczeństwa" - dodała.

Klip z Obamą został dodany na końcu minutowego filmu, który zawierał twierdzenia o spisku wyborczym w Michigan w wyborach prezydenckich w 2020 roku. Twierdzenia te zostały obalone w ramach udanych pozwów cywilnych Dominion Voting System przeciwko niektórym firmom medialnym.

Trump wielokrotnie krytykował i atakował Obamę. Przed swoją pierwszą kadencją prezydencką Trump regularnie twierdził, że urodzony na Hawajach Obama urodził się w Kenii i w związku z tym nie ma prawa piastować urzędu prezydenta. Później przyznał, że Obama urodził się w USA.

  •  

Ultimatum USA ws. końca wojny. Zełenski podał datę

Ultimatum USA ws. końca wojny. Zełenski podał datę

39 minut temu

Aktualizacja: 5 minut temu

Czerwiec - to termin wyznaczony przez USA Ukrainie i Rosji na zawarcie porozumienia kończącego wojnę. Taką informację przekazał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

  • Czerwiec to termin wyznaczony przez USA na zawarcie porozumienia kończącego wojnę między Ukrainą a Rosją. 
  • Informację przekazał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. 
  • Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami w kraju i na świecie? Wejdź na rmf24.pl.

Jak przekazał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, jeśli czerwcowy termin na zawarcie porozumienia nie zostanie dotrzymany, Stany Zjednoczone prawdopodobnie będą wywierać presję na Kijów i Moskwę.

Amerykanie proponują, by strony (ukraińska i rosyjska) zakończyły wojnę na początku tego lata, i najpewniej będą wywierać presję zgodnie z tym harmonogramem. (...) Mówią, że chcą wszystko zakończyć do czerwca. I że zrobią wszystko, by zakończyć wojnę. Chcą jasnego harmonogramu wszystkich działań - oznajmił Zełenski w wypowiedzi dla dziennikarzy międzynarodowych mediów.

Jak dodał, Stany Zjednoczone zaproponowały, że w przyszłym tygodniu zorganizują kolejną rundę rozmów trójstronnych Ukraina-USA-Rosja. Te negocjacje prawdopodobnie odbędą się w Miami.

Zełenski podkreślił, że trójstronne rokowania pokojowe po raz pierwszy zostaną zorganizowane w USA. Potwierdziliśmy nasz udział - oznajmił prezydent.

Rozmowy w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Abu Zabi, które odbyły się w minioną środę i czwartek, były drugą rundą negocjacji w trójstronnym formacie Ukrainy, Rosji i USA. Zgodnie z oczekiwaniami, nie doprowadziły one do przełomu w postaci wstrzymania walk, lecz wielu analityków uważa za sukces sam fakt, że się odbyły i zostały ocenione przez wszystkie zainteresowane strony jako konstruktywne.

Pierwszą turę negocjacji przeprowadzono w Abu Zabi w dniach 23-24 stycznia.

Zdaniem ukraińskiego prezydenta, Władimir Putin rozważa przerwę w wojnie. Powodem jest deficyt rosyjskiego budżetu, który zmusza Kreml do zmniejszenia wypłat dla wojskowych. Dlatego przywódca Rosji Władimir Putin nie chce ogłaszać mobilizacji.

Myślę, że potrzebują przerwy. Myślę, że Putin myśli o przerwie - powiedział Zełenski w rozmowie z międzynarodowymi mediami. 

Według ukraińskiego prezydenta, który powołał się na dane wywiadu wojskowego (HUR), rzeczywisty deficyt rosyjskiego budżetu wyniósł w 2025 r. ponad 100 mld dolarów, przy oficjalnie uznanym deficycie wynoszącym ponad 80 mld dolarów, a w tym roku będzie jeszcze większy.

W ich retoryce (Rosjan) nastąpiły zmiany. Ale nie wierzę im ani trochę. Myślę, że żywią wobec nas mniej więcej takie same uczucia jak wcześniej, ponieważ nienawidzą Ukrainy, i tyle. To oni wypowiedzieli nam wojnę. I nie była to wojna sprowokowana przez Ukrainę. Przybyli tutaj i zaczęli zabijać Ukraińców. To jest nienawiść. Pamiętacie przecież, ile było znęcania się, tortur, morderstw od samego początku wojny. Dlatego nie mamy żadnych złudzeń - przyznał Zełenski. 

  •  

"Gejzer" w Sosnowcu. Pękła rura ciepłownicza

  • ​Awaria sieci ciepłowniczej w Sosnowcu w woj. śląskim. W rejonie ulicy Radomskiej i Koszalińskiej przy miejscowym placu zabaw pękła rura. Słup wody i pary wodnej ma kilka metrów.

    17 bloków w Sosnowcu nie ma ciepła. Powodem jest awaria sieci.

    W rejonie ulicy Radomskiej i Koszalińskiej przy miejscowym placu zabaw pękła rura.W związku z tym pojawił się kilkumetrowy słup wody i pary wodnej.

    Dostawca energii cieplnej pracuje nad usunięciem awarii.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Polacy bez fałszywej skromności. Wskazali, jaką nację cenią najbardziej

Zmienia się stosunek Polaków do innych narodów. Najnowsze badanie IBRiS ujawnia, że sympatia do Amerykanów gwałtownie spadła, ale własną nację oceniamy bardzo pozytywnie

  • Przeczytaj cały artykuł, aby dowiedzieć się jak Polacy oceniają różne narody.
  • Bądź na bieżąco. Informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl

Z najnowszego badania Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych wynika, że Polacy niezmiennie postrzegają siebie w bardzo pozytywnym świetle - spośród różnych nacji najlepiej oceniamy samych siebie. Aż 79 procent respondentów ocenia swój naród pozytywnie, z czego 41 procent wyraża tę opinię zdecydowanie, a 38 procent raczej pozytywnie. Jedynie 4 procent badanych deklaruje negatywny stosunek do Polaków, a 17 procent pozostaje obojętnych.

W porównaniu z wynikami z 2023 roku widać jednak pewien spadek entuzjazmu - wtedy aż 87 procent Polaków oceniało siebie pozytywnie, a tylko 3 procent negatywnie. Obojętność wobec własnej nacji wzrosła z 10 do 17 procent.

Poza własnym narodem, Polacy najcieplej odnoszą się do swoich sąsiadów - Czechów i Słowaków. 65 procent badanych pozytywnie ocenia Czechów, a 63 procent Słowaków. Zaledwie 2-3 procent deklaruje wobec nich niechęć, a około jednej trzeciej pozostaje obojętna.

Wysokie notowania mają także mieszkańcy krajów skandynawskich i Japonii. Duńczycy, Japończycy, Finowie, Szwedzi, a także Finowie otrzymują od 59 do 60 procent pozytywnych ocen. Brytyjczycy i Francuzi cieszą się sympatią odpowiednio 52 i 51 procent respondentów.

Jednym z najbardziej zaskakujących wyników badania jest gwałtowny spadek sympatii wobec Amerykanów. W 2023 roku aż 72 procent Polaków oceniało ich pozytywnie, a tylko 2 procent negatywnie. Obecnie pozytywnie wypowiada się o nich już tylko 49 procent ankietowanych, a negatywnie aż 11 procent. 41 procent deklaruje obojętność.

Eksperci wskazują, że taki rozkład odpowiedzi może świadczyć o osłabieniu jednoznacznie proamerykańskich nastrojów i przejściu w stronę bardziej zdystansowanych ocen. Amerykanie spadli w rankingu sympatii z drugiego miejsca na jedenaste.

Najgorsze notowania wśród Polaków mają Rosjanie - aż 57 procent badanych deklaruje wobec nich niechęć, a tylko 18 procent pozytywne nastawienie. Obojętność wobec Rosjan wyraża 26 procent respondentów. Negatywne nastawienie wobec Rosjan utrzymuje się na podobnym, wysokim poziomie jak w 2023 roku.

Wyraźnie pogorszyły się także nastroje wobec Ukraińców. Odsetek ocen negatywnych wzrósł z 20 do 27 procent, a pozytywnych spadł z 53 do 46 procent. Zdaniem autorów badania może to odzwierciedlać narastające zmęczenie tematem wojny i jej długofalowymi skutkami.

W badaniu zauważalny jest także spadek sympatii wobec Żydów - pozytywne oceny spadły z 39 do 24 procent, a negatywne wzrosły z 20 do 30 procent. Z kolei w przypadku Arabów widać poprawę nastrojów: pozytywne oceny wzrosły z 23 do 30 procent, a negatywne spadły z 41 do 25 procent.

Ciekawą zmianę odnotowano również w stosunku do Chińczyków. Odsetek pozytywnych ocen wzrósł z 30 do 41 procent, a negatywnych spadł. "Jednocześnie, aż połowa badanych deklaruje wobec tej narodowości postawę obojętną, co sugeruje, że Chiny coraz częściej postrzegane są przez Polaków nie w kategoriach emocjonalnych, lecz jako istotny gracz gospodarczy i polityczny" - zaznaczono.

"Porównując wyniki z 2023 i 2026 roku zauważamy, że sympatie narodowościowe Polaków przestają być trwałe i oczywiste. Coraz częściej stają się zależne od bieżących wydarzeń politycznych oraz narracji obecnych w debacie publicznej" - wskazano.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 30-31 stycznia 2026 r. na reprezentatywnej grupie 1067 dorosłych Polaków, metodą CATI (wywiad telefoniczny). Poprzednią edycje badania przeprowadzono 27-28 października 2023 r. na próbie 1100 dorosłych Polaków. 

  •  

Pożar butli gazowej. 15 osób ewakuowanych, są poszkodowani

  • Trzy osoby zostały poszkodowane w wyniku pożaru butli gazowej w budynku wielorodzinnym w miejscowości Karkowo w powiecie stargardzkim w Zachodniopomorskiem. Do zdarzenia doszło w sobotę rano.

    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

    W sobotę rano ok. godz. 7:30 strażacy zostali wezwani do pożaru butli gazowej w mieszkaniu w budynku wielorodzinnym w miejscowości Karkowo. 

    Przed przyjazdem straży pożarnej z tego budynku ewakuowało się pięć osób. Natomiast po dojeździe strażacy ewakuowali dwanaście osób.

    W wyniku tego zdarzenia trzy osoby zostały poszkodowane i zabrane do szpitala.

    Sytuacja została już opanowana.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

60-letni Polak terroryzował włoskie miasteczko. W mieszkaniu trzymał arsenał

Włoska miejscowość Bracciano, położona nieopodal Rzymu, przez ostatnie tygodnie żyła w strachu. Wszystko za sprawą snajpera, który ostrzeliwał domy, samochody i mury w spokojnej dzielnicy Montebello. Sprawca został wreszcie zatrzymany przez karabinierów. Okazał się nim 60-letni Polak.

  • Włoska miejscowość Bracciano żyła w strachu przez snajpera ostrzeliwującego domy, samochody i mury w dzielnicy Montebello.
  • Sprawcą okazał się 60-letni Polak, który został zatrzymany przez karabinierów.
  • Co znaleziono w domu mężczyzny? Dowiesz się z tego artykułu.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

60-letni Polak oddawał strzały z kuchennego okna, ukrytego za okiennicami. Mierzył nawet na odległość 150 metrów, a jego celem były przypadkowe okna, samochody, a nawet drzwi przejeżdżających pojazdów. Strzelał wyłącznie w ciągu dnia, po czym znikał w mieszkaniu.

Mieszkańcy Bracciano bali się wychodzić z domów, a władze miasta przyznały, że nigdy wcześniej nie miały do czynienia z takimi zdarzeniami.

Wcześniej mężczyzna nie był notowany przez policję, nie miał konfliktów z prawem ani potwierdzonych problemów psychiatrycznych. Do miejscowości Bracciano przyjeżdżał tylko okazjonalnie, by wykonywać prace sezonowe w swoim domu. Nie był oficjalnie zameldowany w okolicy.

Śledztwo nabrało tempa, gdy policjanci z Bracciano zaczęli dostawać coraz więcej zgłoszeń od zaniepokojonych mieszkańców - uszkodzone szyby, auta z dziurami po kulach, wybite okna. 

Przełom w sprawie nastąpił 2 lutego. Policjanci zabezpieczyli teren i weszli do budynku, z którego padały strzały. Po szybkiej akcji 60-latek został zatrzymany. Na polecenie Prokuratury Generalnej w Civitavecchia został przewieziony do miejscowego więzienia, a po rozprawie sądowej objęto go aresztem domowym.

Podczas przeszukania domu Polaka w dzielnicy Montebello funkcjonariusze odkryli prawdziwy arsenał: sześć sztuk broni pneumatycznej o zmodyfikowanej konstrukcji, tłumiki, setki sztuk śrutu, mechanizmy automatycznego przeładowywania i profesjonalne urządzenia optyczne. Najpotężniejsze z zabezpieczonych karabinów miały siłę wystrzału przekraczającą legalne normy - nawet do 50 dżuli, podczas gdy włoskie prawo dopuszcza maksymalnie 7,5 dżula.

  •  

Polska w centrum uwagi świata? Minister twierdzi, że nasz kraj to "hot topic"

Dzisiaj, 7 lutego (09:48)

"Z całą pewnością udział Polski w Davos był wielkim sukcesem. Polska jest absolutnie takim 'hot topic' (z ang. gorącym tematem - przyp. RMF FM) dla świata" - powiedział minister aktywów państwowych Wojciech Balczun. Jego zdaniem zagraniczne media poświęcają Polsce sporo uwagi.

  • Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Szef MAP uczestniczył w tegorocznej 56. edycji Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, która odbyła się w dniach 19-23 stycznia. Minister brał udział m.in. w panelu dyskusyjnym "Beyond Recovery: Shaping Ukraine’s Future through Polish-Ukrainian Cooperation" oraz odbył bilateralne spotkania, na których poruszano tematy bezpieczeństwa oraz rozwoju technologicznego.

Podkreślił, że przed i po Davos zagraniczne media poświęcały Polsce wiele uwagi. W jego ocenie zauważana jest również pozycja Polski jako jednej z 20 największych gospodarek świata.

Z każdej strony płynęły bardzo pozytywne opinie, recenzje i reakcje na temat tego, co osiąga i co będzie osiągała w najbliższym czasie Polska - powiedział PAP. Podkreślił, że Polska ma aspiracje i jest 20. gospodarką świata.

Polska po raz pierwszy została zaproszona na szczyt grupy G20, który odbędzie się w grudniu w Miami.

Balczun stwierdził, że obecność Polski w Davos była zauważalna m.in. dzięki Polish Hub, w ramach którego odbywały się panele, dyskusje i spotkania bilateralne. Zwrócił uwagę także na aktywność spółek Skarbu Państwa, w tym PKO BP i Orlenu.

Dodał, że w Davos poruszano m.in. tematy inwestycji w Polsce, rozwoju sztucznej inteligencji, centrów danych oraz projektów z sektorów strategicznych, w tym energetycznego i finansowego.

Polskę w Davos reprezentowali, oprócz szefa MAP, m.in. prezydent Karol Nawrocki, wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski oraz minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.

  •  

Pilna prośba Ukrainy do Polski. Rosyjski atak tuż przy naszej granicy

Pilna prośba Ukrainy do Polski. Rosyjski atak tuż przy naszej granicy

Dzisiaj, 7 lutego (09:31)

Aktualizacja: 1 godz. 22 minuty temu

Kluczowe elementy ukraińskiej sieci energetycznej były celem zmasowanego ataku rosyjskiego wojska tej nocy. Operator systemu przesyłowego Ukrenerho zwrócił się do Polski o pomoc w sytuacji awaryjnej - poinformował pierwszy wicepremier, minister energetyki Ukrainy Denys Szmyhal.

  • W nocy doszło do zmasowanego rosyjskiego ataku na ukraińską infrastrukturę energetyczną.
  • Zaatakowane zostały elektrownie cieplne w Bursztynie i Dobrotworze na zachodzie Ukrainy.
  • Ukrenerho, operator systemu przesyłowego, poprosił Polskę o pomoc w sytuacji awaryjnej.
  • Więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

"Rosyjscy zbrodniarze przeprowadzili kolejny zmasowany atak na obiekty energetyczne Ukrainy. Uderzono w podstacje oraz napowietrzne linie (o napięciu) 750 kV i 330 kV - kluczowe elementy ukraińskiej sieci energetycznej. Wróg zaatakował także obiekty produkcyjne: elektrownie cieplne w miejscowościach Bursztyn i Dobrotwór" - napisał minister energetyki Ukrainy Denys Szmyhal w komunikatorze Telegram.

Obie elektrownie znajdują się na zachodzie Ukrainy. Dobrotwór leży około 60 km od granicy z Polską.

Wicepremier powiadomił, że operator systemu przesyłowego Ukrenerho zwrócił się do Polski z prośbą o pomoc w sytuacji awaryjnej. W sobotę rano Ukrenerho wprowadziło awaryjne wyłączenia w większości regionów Ukrainy z powodu kolejnego ataku rosyjskiego.

Szmyhal przekazał, że bloki energetyczne jednej z elektrowni jądrowych zostały wyłączone przez personel tego zakładu. Obecnie na terytorium całej Ukrainy obowiązuje od czterech do pięciu tur harmonogramów awaryjnych wyłączeń prądu, a w regionach wschodnich i północnych wprowadzono specjalne harmonogramy awaryjnych wyłączeń.

"Atak trwa. Energetycy są gotowi przystąpić do naprawy, gdy tylko pozwoli na to sytuacja bezpieczeństwa" - wyjaśnił wicepremier.

Według operatora systemu przesyłowego Ukrenerho Rosja przeprowadziła minionej nocy drugi od początku roku zmasowany atak na system energetyczny Ukrainy. Pod ostrzałem rakiet i dronów znalazły się obiekty energetyczne w ośmiu obwodach.

"W tym ataku wykorzystano ponad 400 dronów i około 40 rakiet różnych typów. Głównym celem były sieci energetyczne, elektrownie i podstacje rozdzielcze. Uszkodzenia odnotowano w obwodach wołyńskim, iwanofrankowskim, lwowskim i rówieńskim" - napisał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w komunikatorze Telegram.

Prezydent powiadomił, że w Równem uszkodzono wielopiętrowy budynek mieszkalny, a w mieście Ładyżyn w obwodzie winnickim drony uderzyły w obiekt administracyjny uczelni rolniczej. Dodał, że Rosjanie zaatakowali również w obwodach kijowskim i charkowskim.

Według Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (DSNS), w wyniku nocnego ataku rosyjskiego bezzałogowego statku powietrznego w mieście Jagodzin w obwodzie kijowskim wybuchł pożar na terenie magazynu. Ukraińskie media podają, że jest to magazyn firmy Roshen, należącej do byłego prezydenta Ukrainy Petro Poroszenki.

Spółka energetyczna DTEK poinformowała, że w wyniku nowych ataków rosyjskich znacznie ucierpiało wyposażenie elektrowni cieplnych tej firmy w różnych regionach Ukrainy.

To już dziesiąty zmasowany atak na elektrownie cieplne DTEK od października 2025 r. Od początku rosyjskiej inwazji na pełną skalę, czyli od 24 lutego 2022 r., elektrownie cieplne tego przedsiębiorstwa zostały zaatakowane przez Rosję ponad 220 razy.

W wyniku dzisiejszych ataków Rosji na Ukrainę, po godz. 5 rano Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych wydało komunikat o rozpoczęciu operowania lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej. Akcja trwała ok. trzech godzin. Nie doszło do naruszenia przestrzeni powietrznej naszego kraju.

Czasowo wstrzymane były operacje lotnicze na lotniskach w Rzeszowie i Lublinie. 

  •  

Czy soki można pić bez umiaru? Eksperci wyjaśniają

Dzisiaj, 7 lutego (08:42)

Jedna szklanka soku do śniadania, kartonik po szkole czy energetyzujący koktajl po treningu – dla wielu z nas soki to codzienność. Ale czy faktycznie są tak zdrowe, jak się powszechnie uważa? Sprawdzamy, które soki warto pić i dlaczego nie należy przesadzać z ich ilością.

Soki owocowe i warzywne od lat królują na naszych stołach. Dla jednych to obowiązkowy element śniadania, dla innych szybka przekąska lub sposób na uzupełnienie witamin. W sklepach półki uginają się od dziesiątek smaków i marek, a producenci prześcigają się w zapewnieniach o niezwykłych korzyściach zdrowotnych płynących z regularnego picia soków.

Ale czy sok rzeczywiście może być częścią zdrowej diety? Odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Owszem, soki - szczególnie te 100-procentowe, bez dodatku cukru - są źródłem witamin, potasu, magnezu czy przeciwutleniaczy.

Jednak eksperci ostrzegają: nadmiar może być szkodliwy!

Soki owocowe i warzywne są bogate w bioaktywne polifenole - mikroskładniki roślinne, które działają jak tarcza ochronna naszego organizmu. Pomagają w walce ze stresem oksydacyjnym, stanami zapalnymi, a także zmniejszają ryzyko chorób przewlekłych. Dostarczają też cennych witamin i minerałów, takich jak witamina C, potas czy magnez.

Jednak to, co jest ich zaletą, może okazać się też wadą. Przetwarzanie owoców i warzyw na soki uwalnia naturalne cukry, które w nadmiarze szkodzą zębom i mogą prowadzić do nadwagi czy cukrzycy. Brakuje też błonnika, który obecny jest w całych owocach i warzywach, a który ma kluczowe znaczenie dla zdrowia układu trawiennego.

  • Soki cytrusowe - energia i odporność w jednej szklance

Sok pomarańczowy to klasyka śniadaniowego stołu. Zawiera sporą dawkę witaminy C, wspierającej odporność, oraz działa jak naturalny przeciwutleniacz. Najnowsze badania pokazują, że regularne picie soku pomarańczowego może łagodzić stany zapalne i pomagać w kontroli ciśnienia krwi.

Podobnie korzystnie działa sok z cytryny - spożywany przed posiłkami wspomaga trawienie i pomaga w walce z nadciśnieniem. Ale uwaga! Korzyści te zanikają, gdy przekroczymy dawkę 500 ml dziennie, a ryzyko związane z nadmiarem cukru rośnie.

  • Granat - król polifenoli

Sok z granatu to prawdziwy superfood wśród soków owocowych. Dzięki wysokiej zawartości polifenoli działa jak silny przeciwutleniacz, wspierając serce i układ krążenia. Najlepsze efekty uzyskamy, sięgając po 100-procentowy, czysty sok - ale nie więcej niż 200 ml dziennie. Większa ilość to już nadmiar cukru, bez dodatkowych korzyści zdrowotnych.

  • Burak - warzywny sprzymierzeniec zdrowia

Sok z buraka to hit wśród sportowców i osób walczących z nadciśnieniem. Buraki są bogate w nieorganiczne azotany, które przekształcają się w tlenek azotu, rozluźniający naczynia krwionośne. Szczególnie wyraźne efekty obserwuje się u kobiet po menopauzie i u osób z wysokim ciśnieniem. Co ważne, sok z buraka ma niższą zawartość cukru niż większość soków owocowych, więc można go pić nawet do 500 ml dziennie.

  • Żurawina - naturalna ochrona przed infekcjami

Sok żurawinowy od lat poleca się osobom, które często cierpią na infekcje dróg moczowych. To zasługa proantocyjanidyn, które utrudniają bakteriom osadzanie się na ścianach pęcherza. Badania mówią jasno: produkty z żurawiny mogą zmniejszyć ryzyko infekcji nawet o 30 procent! Pamiętajmy jednak, by wybierać soki 100-procentowe, bez dodatku cukru.

  • Śliwka - ratunek dla układu trawiennego

Śliwki to sprawdzony sposób na zaparcia - i to nie tylko w formie owoców, ale też soku. Sok śliwkowy zawiera jednak sporo naturalnych cukrów, więc nie powinno się pić więcej niż 150 ml dziennie. Najlepsze efekty daje połączenie soku i całych owoców.

  • Jagody - małe owoce, wielka moc

Jagody to prawdziwa bomba witaminowa! Są źródłem witamin C i K, błonnika, manganu i silnych przeciwutleniaczy. Regularne spożywanie jagód - także w formie soku - wspiera serce, mózg i metabolizm. Jednak najwięcej korzyści przynoszą całe owoce. Sok jagodowy daje krótkoterminowe wsparcie dla naczyń krwionośnych i funkcji poznawczych.

Eksperci zgodnie podkreślają, że żaden sok nie zastąpi całych owoców i warzyw. Soki powinny być jedynie uzupełnieniem zrównoważonej diety. Zalecana ilość to jedna mała szklanka (ok. 150 ml) dziennie - taka porcja pozwala czerpać korzyści zdrowotne, nie narażając się na nadmiar cukru.

  • Soki mogą być źródłem witamin, minerałów i przeciwutleniaczy.
  • Najzdrowsze są soki 100-procentowe, bez dodatku cukru.
  • Soki nie zastąpią całych owoców i warzyw - brakuje im błonnika.
  • Zalecana dzienna porcja to maksymalnie 150 ml soku.
  • Nadmiar soku to ryzyko nadwagi, cukrzycy i problemów z zębami.
  • Sok z buraka, granatu czy żurawiny wyróżniają się szczególnymi korzyściami zdrowotnymi.
  • Najwięcej korzyści daje różnorodność - nie warto ograniczać się do jednego rodzaju soku.

  •  

Tajemniczo o Ukrainie, z satysfakcją o Iranie. Trump komentuje

Dzisiaj, 7 lutego (08:40)

Rozmowy z Iranem w Omanie przebiegały bardzo dobrze, a Teheran "bardzo chce" zawrzeć układ ze Stanami Zjednoczonym - ocenił prezydent USA Donald Trump. Ogłosił też znaczne postępy w rozmowach dotyczących wojny w Ukrainie. Nie podał jednak żadnych szczegółów.

  • Donald Trump poinformował o "bardzo dobrych" rozmowach na temat Iranu, sugerując, że Teheran chce zawrzeć nową umowę nuklearną.
  • Trump podkreślił, że nie spieszy się z użyciem siły wobec Iranu i przypomniał o podobnej postawie wobec Wenezueli.
  • Chcesz wiedzieć, co dzieje się w kraju i na świecie? Wejdź na rmf24.pl.

Mieliśmy bardzo dobre rozmowy na temat Iranu. Wygląda na to, że Iran bardzo chce zawrzeć umowę - powiedział Trump podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie Air Force One w drodze na Florydę. Odniósł się w ten sposób do piątkowych rozmów swojego wysłannika Steve'a Witkoffa z szefem MSZ Iranu Abbasem Aragczim w Maskacie w Omanie.

Musimy zobaczyć, jaka to będzie umowa. Ale myślę, że Iran bardzo chce zawrzeć umowę, tak jak powinien był ostatnim razem (...) Może teraz będzie inaczej niż ostatnio - dodał, przywołując amerykański atak na instalacje jądrowe z czerwca ub.r.

Trump zaznaczył, że "nie jest w pośpiechu" jeśli chodzi o użycie siły w razie fiaska negocjacji. Przypomniał, że podobnie zwlekał z atakiem na Wenezuelę.

Prezydent sygnalizował też postępy w rozmowach w sprawie zakończenia wojny w Ukrainie, określając je jako "bardzo dobre".

Coś może się zdarzyć - powiedział Trump, nie rozwijając wypowiedzi.

W piątek w stolicy Omanu Maskacie odbyły się prowadzone przez to państwo rozmowy przedstawicieli Iranu i USA. Obie strony zapewniały o gotowości do wznowienia negocjacji na temat irańskiego programu nuklearnego, który budzi zaniepokojenie Zachodu.

Agencja Reutesa informowała wcześniej, że Iran podczas piątkowych negocjacji z USA w Omanie odrzucił amerykańskie wezwania do wstrzymania wzbogacania uranu. Reuters powoływał się na jednego z bliskowschodnich dyplomatów znających stanowisko Teheranu.

Źródło agencji zaznaczyło, że Iran jest jednak gotowy do dyskusji o "poziomie i czystości" wzbogacanego surowca lub alternatywnych rozwiązaniach, jak utworzenie regionalnego konsorcjum, które by się tym zajmowało.

Dyplomata dodał, że według przedstawicieli Iranu amerykańscy negocjatorzy "wydają się rozumieć ich stanowisko" i wykazują się elastycznością wobec żądań Teheranu.

Prezydent USA Donald Trump w ostatnich tygodniach wielokrotnie groził Iranowi interwencją, w tym atakiem militarnym. USA wzmocniły obecność militarną na Bliskim Wschodzie, a Iran zapowiadał, że w przypadku agresji odpowie atakiem na amerykańskie instalacje wojskowe w regionie.

Wirtualna ambasada USA w Iranie wydała w piątek komunikat, w którym zaleca Amerykanom opuszczenie tego kraju. Ostrzega też, że należy się liczyć z odwoływaniem lotów i "jeśli będzie to bezpieczne" brać pod uwagę wyjazd drogą lądową do Turcji lub Armenii.

Biały Dom przekazał, że w piątek Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, na podstawie którego jego administracja może nakładać cła wobec krajów kupujących towary albo usługi z Iranu.

W dekrecie Trumpa czytamy, że cło może zostać nałożone na towary importowane do Stanów Zjednoczonych z kraju, który bezpośrednio lub pośrednio kupuje, importuje lub w inny sposób nabywa jakiekolwiek towary lub usługi z Iranu. W dokumencie nie określono konkretnej stawki celnej, jako przykład podano 25 procent.

Wcześniej w piątek Departament Stanu USA ogłosił sankcje na 15 podmiotów, dwie osoby i 14 jednostek należących do floty cieni powiązanych z nielegalnym handlem irańską ropą, produktami naftowymi i petrochemicznymi.

  •  

Kołodziejczak przyznaje w RMF FM: Dwa razy straciłem prawo jazdy

Kołodziejczak przyznaje w RMF FM: Dwa razy straciłem prawo jazdy

Dzisiaj, 7 lutego (08:30)

Aktualizacja: 1 godz. 23 minuty temu

"Dwa razy straciłem prawo jazdy" – powiedział Gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM Michał Kołodziejczak i zaznaczył, że w tej chwili nie odzyskał jeszcze dokumentu. "Miałem takie zajście, że policja mnie zatrzymała, jechałem faktycznie za szybko. Usłyszałem: Możesz się posłużyć immunitetem i wtedy dostajesz prawo jazdy od razu. Powiedziałem: Chwila, wytrzymam trzy miesiące i nie jest to dla mnie problem" – przyznał. Jednocześnie podkreślił, że krytykując jazdę samochodem Waldemara Żurka, "nie miał zamiaru go pouczać".

Takie sytuacje kryzysowe pokazują czy potrafimy się faktycznie zachować normalnie - mówił o zatrzymaniu przez policję.

Lider AgroUnii uważa, że Stany Zjednoczone od jakiegoś czasu szukały pretekstu do sporu z Warszawą i dlatego politycy powinni uważać na to, co mówią. Stwierdził, że Włodzimierz Czarzasty nie docenił przedstawicieli Waszyngtonu. To nie były rozgrywki wewnątrz Nowej Lewicy. Donald Trump to nie jest poseł Trela czy premier Gawkowski, czy nawet Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, z którymi przepychał się jeszcze niedawno w rozgrywkach partyjnych - ocenił Kołodziejczak i kontynuował: To jest nasz największy sojusznik, ale to jest też gracz trochę nieprzewidywalny. O ile nie popieram tego, co zrobiły Stany Zjednoczone, o tyle na miejscu marszałka Czarzastego zachowałbym się inaczej. To jest trochę niebezpieczne.

Uznał też, że niektórzy politycy tracą czujność, gdy idzie im dobrze. Szło dobrze (Czarzastemu - przyp. RMF FM) i nagle jest gafa - stwierdził.

W rozmowie poseł KO opowiedział o swojej rozmowie z amerykańskim ambasadorem. Dotyczyła ona podatku cyfrowego. Zapytałem ambasadora: Dlaczego wy, Stany Zjednoczone, nie godzicie się na to, żebyśmy mogli mieć w Polsce podatek w wysokości 5 proc. od cyfryzacji? Ambasador Rose po prostu się wściekł. Powiedział, że jeżeli nie chcemy mieć w Polsce amerykańskich inwestycji, to powinniśmy wprowadzić ten podatek - mówił.

Kołodziejczak próbował przekonać dyplomatę, że Polska oferuje Amerykanom możliwość inwestowania w kraj, który posiada świetnie wykształcone kadry i dobrą infrastrukturę, ale Toma Rose’a to nie przekonało. Padły jedne słowa: Nie chcecie nas tutaj, to zróbcie ten podatek - opowiadał.

Gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM był pytany o zapowiedź rolniczych protestów. Przedstawiciele OPZZ postawili Stefanowi Krajewskiemu ultimatum: "Albo minister poda się do dymisji, albo będzie przez nas witany traktorami".

Jestem po stronie rolników, ale nie rozumiem protestów, jeśli są one źle robione, źle zorganizowane. Sytuacja jest źle zdiagnozowana - stwierdził były wiceminister. Jego zdaniem nawet mimo podpisania przez Unię umowy z krajami Mercosur, rynek wewnętrzny "jest do odzyskania".

Supermarkety robią, co chcą, sprzedają w mieście drogo, kupują tanio. Mówiłem premierowi, że jest taka sytuacja i trzeba zareagować (...). Minister Krajewski nic z tym nie zrobił i o to mam pretensje - zaznaczył.

Napominam. Stefan, trzeba zająć się też konkretnymi sprawami. Mówią to jako kolega z koalicji, bo to będzie za chwilę nasze wspólne wyzwanie - podkreślił poseł.

Kołodziejczak przyznał, że nie jest zwolennikiem zmian zawartych w ustawie o "Aktywnym rolniku". Zgodnie z ustawą za rolników aktywnych zawodowo zostaną uznane osoby, które spełniają wskazane kryteria, takie jak posiadanie zwierząt lub korzystanie z wybranych płatności czy wsparcia inwestycyjnego. Pozostali rolnicy będą musieli udokumentować ponoszenie kosztów działalności rolniczej lub uzyskanie przychodów ze sprzedaży produktów rolnych.

Zdaniem Kołodziejczaka struktura rolnictwa w Polsce za pięć lat i tak się zmieni, a "wywoływanie tematów spornych może być niekoniecznie dobre". Jest to ustawa przygotowana w dużej mierze przez ministra Siekierskiego i jego zespół. Tam (w gabinecie Siekierskiego - przyp. RMF FM) była jeszcze ustawa o dzierżawie, były jeszcze dwie ustawy. Projekt o "Aktywnym rolniku" ma tylko i wyłącznie sens, kiedy jest procedowany łącznie z tymi pozostałymi czterema ustawami, które są przygotowane - ocenił.

Krzysztof Ziemiec zapytał Michała Kołodziejczaka, co doradziłby Prezydentowi Karolowi Nawrockiemu w sprawie ustawy o "Aktywny rolniku".

Powiedziałbym, że są cztery ustawy. Panie prezydencie, jeżeli wszystkie cztery będą procedowane i wejdą w życie, to wtedy proszę je podpisać, bo to się łączy - mówił.

  •  

Tragedia w rodzinie znanego rapera. Lil Jon potwierdza

  • Dzisiaj, 7 lutego (08:24)

    Amerykański raper Lil Jon przekazał tragiczne wieści o śmierci swojego syna. 27-letni syn producenta został znaleziony martwy niedaleko swojego domu. Po zgłoszeniu zaginięcia, policja szukała Nathana Smitha przez kilka dni.

    • Lil Jon potwierdził śmierć swojego 27-letniego syna.
    • Nathan Smith kilka dni temu zaginął. Co mówi policja o jego śmierci? Dowiesz się czytając cały artykuł. 
    • Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

    "Jestem głęboko zasmucony tragiczną śmiercią naszego syna, Nathana Smitha. Jego matka (Nicole Smith) i ja jesteśmy zdruzgotani" - napisał w mediach społecznościowych Lil Jon. "Nathan był najmilszym człowiekiem, jakiego można było spotkać. Był niezwykle troskliwy, rozważny, uprzejmy, pełen pasji i serdeczny - kochał swoją rodzinę i przyjaciół całym sercem" - dodał autor hitu "Turn down for What".

    Lil Jon w swoim oświadczeniu podkreślił talent i osiągnięcia swojego syna Nathana, który był nie tylko artystą i producentem muzycznym, ale także absolwentem uniwersytetu NYU. "Był kochany i doceniany, a podczas naszych ostatnich wspólnych chwil pocieszała nas świadomość, że powiedzieliśmy mu o tym ile dla nas znaczy" - podkreślił.

    Ciało Nathana Smitha zostało znalezione w stawie stawie niedaleko jego domu w Milton w stanie Georgia. We wtorek rano policja zgłosiła zaginięcie 27-latka znanego jako DJ Young Slade. Po raz ostatni widzano go właśnie tego dnia - niepokojące doniesienia mówiły o tym, że mężczyzna wybiegł nagle ze swojej rezydencji.

    Sekcja zwłok potwierdzi przyczynę śmierci 27-latka.

    "Składamy najszczersze kondolencje rodzinie Smithów w tym trudnym czasie. Prosimy społeczność oraz media o respektowanie prośby rodziny o uszanowanie prawa do prywatności, w czasie gdy jej członkowie przeżywają żałobę i próbują sobie poradzić z tą tragedią" - podała policja z Milton.

    Służby nadal prowadzą się śledztwo w sprawie śmierci Nathana Smitha. 

    Nachodzą cię myśli samobójcze? Wydaje Ci się, że znajdujesz się w sytuacji bez wyjścia? Pamiętaj, że są osoby, które chcą i mogą Ci pomóc. Dyżurują telefonicznie lub on-line:
    116 123 - kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych
    116 111 - telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
    800 12 12 12 - Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka
    800 70 2222 - Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Dlaczego ta rzeka płynie "pod górę"? Eksperci rozwiązują zagadkę

Dlaczego ta rzeka płynie "pod górę"? Eksperci rozwiązują zagadkę

Dzisiaj, 7 lutego (07:54)

Zespół badaczy odkrywa przyczynę niezwykłego biegu Green River w Utah. Przez ponad 150 lat naukowcy próbowali wyjaśnić, dlaczego rzeka przecina góry Uinta, zamiast je omijać. Najnowsze badania wskazują na spektakularne zjawisko geologiczne.

  • Green River w Utah od 150 lat stanowiła geologiczną zagadkę przez swój bieg przez góry Uinta.
  • Najnowsze badania wykazały, że przyczyną jest zjawisko "litosferycznej kropli" - fragment skorupy ziemskiej zapadł się w głąb, chwilowo obniżając góry.
  • Podobne zjawiska występują m.in. w Himalajach, gdzie rzeki takie jak Indus czy Brahmaputra przecinają góry.

Krajobraz stanu Utah w USA skrywa jedną z największych zagadek amerykańskiej geologii. Green River, jedna z głównych rzek regionu, od dekad budziła zdumienie naukowców. Jej trasa wydaje się nielogiczna: podczas gdy większość rzek omija góry, Green River przebija się przez masywne pasmo Uinta Mountains. Od lat 70. XIX wieku, kiedy po raz pierwszy zwrócono uwagę na to zjawisko, geolodzy głowili się, jak to możliwe, że rzeka "płynie pod górę".

Na pierwszy rzut oka, bieg Green River wydaje się sprzeczny z prawami fizyki. Choć oczywiście woda nie może płynąć wbrew grawitacji, to właśnie układ terenu sprawia, że rzeka wygląda, jakby ignorowała naturalne przeszkody i wybierała najbardziej wymagającą trasę.

Przełom nastąpił dzięki najnowszym badaniom opublikowanym w prestiżowym czasopiśmie "Journal of Geophysical Research: Earth Surface". Zespół naukowców przeanalizował setki danych sejsmicznych i odkrył pod Uinta Mountains niezwykłą strukturę - zimną, okrągłą strefę o średnicy od 50 do 100 kilometrów, znajdującą się aż 200 kilometrów pod powierzchnią ziemi.

To właśnie ten "ślad" okazał się kluczowy. Naukowcy zidentyfikowali zjawisko znane jako "litosferyczna kropla". Miliony lat temu fragment skorupy ziemskiej pod górami Uinta zapadł się w głąb, powodując tymczasowe obniżenie się masywu. W tym okresie góry były na tyle niskie, że Green River mogła przebić się przez ich teren, rzeźbiąc własną dolinę.

Z czasem, gdy fragment skorupy oderwał się i ziemia ponownie się wypiętrzyła, rzeka pozostała "uwięziona" na swojej trasie. Przebijała się przez rosnące góry, stopniowo żłobiąc coraz głębszy kanion. To właśnie dlatego dziś Green River wydaje się płynąć wbrew logice - jej bieg został "zafiksowany" przez pradawne procesy geologiczne.

Green River to przykład tzw. rzeki antecydentnej - cieku wodnego, który istniał na danym terenie jeszcze zanim powstały góry. Rzeka zdążyła wyrzeźbić swoje koryto, zanim nastąpiło wypiętrzenie terenu. Gdy ziemia zaczęła się podnosić, rzeka utrzymała swój bieg, wycinając coraz głębszą dolinę w rosnącym masywie.

To zjawisko nie jest unikatowe dla Utah. Na świecie istnieje kilka spektakularnych przykładów rzek antecydentnych. Najbardziej znane to Indus, Brahmaputra i Satluj, które przecinają pasma Himalajów. Podobnie jak Green River, te rzeki są żywymi świadectwami potęgi natury i skomplikowanych procesów geologicznych, które kształtowały naszą planetę przez miliony lat.

  •  

Nabór wniosków o 800 plus. Zachowaj termin, aby utrzymać ciągłość wypłat

Dzisiaj, 7 lutego (07:47)

Od lutego rodzice i opiekunowie mogą składać wnioski o świadczenie 800 plus na kolejny okres rozliczeniowy. Nowe zasady i terminy mają zapewnić ciągłość wypłat oraz uprościć procedurę uzyskania wsparcia.

  • Chesz być na bieżąco? Odwiedź stronę główną RMF24.pl

Program "Rodzina 800 plus" to jedno z najważniejszych świadczeń wspierających polskie rodziny. Nowy okres świadczeniowy rozpocznie się 1 czerwca 2026 roku i potrwa do 31 maja 2027 roku. Wnioski o przyznanie świadczenia można składać już od lutego. 

Kluczowe jest, by zrobić to do 30 kwietnia - tylko wtedy rodzic lub opiekun ma gwarancję, że nie dojdzie do przerwy w wypłacie świadczenia, a pieniądze trafią na konto najpóźniej do 30 czerwca.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, wnioski o 800 plus można składać wyłącznie drogą elektroniczną. Dostępnych jest kilka wygodnych kanałów:

- aplikacja mZUS na urządzenia mobilne (smartfony, tablety),

- platforma eZUS,

- bankowość elektroniczna,

- portal Emp@tia.

Każda z tych opcji umożliwia szybkie i bezpieczne złożenie wniosku bez konieczności wychodzenia z domu. Co ważne, osoby, które korzystały już z programu w poprzednich latach, mogą liczyć na automatyczne uzupełnienie danych w aplikacji mZUS lub na platformie eZUS. Wystarczy sprawdzić poprawność informacji i w razie potrzeby je zaktualizować.

Pieniądze z programu są wypłacane bezgotówkowo na wskazany przez wnioskodawcę numer rachunku bankowego.

Świadczenie wychowawcze w wysokości 800 zł przyznawane jest na każde dziecko do ukończenia przez nie 18 lat, bez względu na dochód osiągany przez rodzinę. Według danych ZUS od 1 lutego 2026 r. wpłynęło 4 mln 869 tys. wniosków o świadczenie na ponad 7 mln 415 tys. dzieci.

ZUS 31 stycznia wstrzymał wypłatę 800 plus dla obywateli Ukrainy ze statusem UKR. Aby mogli oni zachować prawo do świadczenia, od 1 lutego muszą złożyć nowy wniosek na okres świadczeniowy 2025/2026. We wniosku trzeba podać obowiązkowy numer PESEL wnioskodawcy i dziecka, wskazać dane o przekroczeniu granicy, potwierdzić legalność pobytu w Polsce, potwierdzić spełnienie warunku aktywności zawodowej i złożyć oświadczenie, że dziecko uczęszcza w Polsce do szkoły lub przedszkola. 

  •  

Miliony zasiądą przed telewizorami. Publiczność rozgrzeje Bad Bunny

Dzisiaj, 7 lutego (07:45)

Wielki finał NFL już w tę niedzielę! W 60. Super Bowl na stadionie Levi’s w Santa Clara zmierzą się ekipy New England Patriots i Seattle Seahawks. Obie drużyny udowodniły, że sport to nieprzewidywalna gra - jeszcze przed sezonem nikt nie dawał im realnych szans na mistrzostwo. Tegoroczne Super Bowl to jednak nie tylko sportowe emocje, ale także rekordy oglądalności, muzyczne show, a nawet zaawansowane zabezpieczenia przeciwko dronom.

  • Oglądalność Super Bowl bije wszelkie rekordy - w 2025 roku 127,7 mln widzów!
  • Ceny reklam sięgają 7 milionów dolarów za 30 sekund.
  • W przerwie meczu wystąpi światowa gwiazda muzyki - raper Bad Bunny.

Tegoroczny finał NFL to prawdziwa sensacja. Przez ostatnie 50 lat nie zdarzyło się, by o mistrzostwo walczyły zespoły, które tak nisko stały w przedsezonowych notowaniach bukmacherów. Szanse Seattle Seahawks na zdobycie tytułu oceniano na 60:1, a New England Patriots aż na 80:1. Tylko osiem z 32 drużyn miało gorsze prognozy niż Patriots! Mimo to obie ekipy w trakcie sezonu pokazały niesamowitą determinację i wolę walki, wygrywając mecz za meczem.

Niewielu kibiców wierzyło w sukces Patriots czy Seahawks, ale znalazł się śmiałek, który postawił aż 50 tysięcy dolarów na triumf Seahawks. Jeśli drużyna z Seattle wygra, zainkasuje on aż trzy miliony dolarów! Co więcej, ten sam gracz już wcześniej wygrał prawie półtora miliona, bo typował również awans Seahawks do fazy play-off i do finału. Fortuna sprzyja odważnym!

Po raz pierwszy od 22 lat w Super Bowl zobaczymy dwie drużyny, które w poprzednim sezonie nie zagrały w fazie play-off. Patriots i Seahawks bardzo szybko udowodnili, że ich potencjał był zdecydowanie niedoszacowany. Oba zespoły zakończyły sezon zasadniczy z imponującym bilansem 14 zwycięstw i 3 porażek, a w play-offach nie pozostawiły rywalom złudzeń.

Patriots to prawdziwa legenda NFL ostatnich dwóch dekad. Sześć tytułów mistrzowskich, niegdyś z Tomem Bradym w składzie, czyni ich jednym z najbardziej utytułowanych zespołów ligi. Ostatni raz sięgnęli po mistrzostwo w 2019 roku, a w 2015 ograli w dramatycznym finale... właśnie Seahawks. Od tamtej pory w składach obu drużyn nie został już żaden zawodnik z tamtego finału. To sprawia, że menedżer Seahawks - John Schneider - przeszedł do historii jako pierwszy, który zbudował dwa zupełnie różne zespoły i sztaby trenerskie, prowadząc je do Super Bowl.

*** POLECAMY TAKŻE: Super Bowl 2026 za darmo w polskiej TV. Kiedy transmisja i kto wystąpi podczas Halftime Show?

Super Bowl to nie tylko sport. To prawdziwe święto narodowe, które elektryzuje miliony Amerykanów. Trzy ostatnie finały oraz te z lat 2011-2017 to aż 10 najchętniej oglądanych programów telewizyjnych w historii USA. W ubiegłym roku rekord został pobity - przed telewizorami zasiadło aż 127,7 miliona widzów! Nic dziwnego, że 30-sekundowa reklama w tym czasie kosztuje aż 7 milionów dolarów...

Nieodłącznym elementem finału NFL jest występ światowej gwiazdy muzyki. W tym roku w przerwie meczu na stadionie w Santa Clara wystąpi raper Bad Bunny, który na pewno rozgrzeje publiczność do czerwoności. To widowisko, które ogląda się nie tylko dla sportu - to popkulturowy fenomen.

Super Bowl to również ogromne wyzwanie logistyczne i bezpieczeństwa. Federalna Administracja Lotnictwa USA ogłosiła całkowity zakaz używania dronów nad stadionem i na terenie San Francisco w dniach poprzedzających finał. FBI wdrożyło zaawansowane systemy przeciwdronowe, by zapobiec ryzyku ataków z powietrza. Zakaz obejmuje 30-milową strefę wokół stadionu i wysokość do 18 tysięcy stóp.

Operatorzy, którzy złamią te przepisy, mogą zostać ukarani grzywną do 75 tysięcy dolarów, konfiskatą drona, a nawet postawieniem zarzutów karnych. Tylko w 2024 roku przeciwdronowe środki FBI stosowano podczas zaledwie 0,05 proc. z 90 tysięcy wydarzeń - Super Bowl jest więc wydarzeniem wyjątkowym pod względem bezpieczeństwa.

Władze Stanów Zjednoczonych coraz poważniej traktują zagrożenia związane z dronami. Po doświadczeniach z wojny na Ukrainie i kilku incydentach podczas sportowych imprez, rząd zainwestował aż 115 milionów dolarów w technologie przeciwdronowe na potrzeby Mistrzostw Świata 2026 oraz obchodów 250-lecia powstania USA. Dodatkowe 250 milionów dolarów trafiło do stanów goszczących mecze na zakup nowoczesnych systemów obronnych. Przykłady z ostatnich miesięcy pokazują, że zagrożenie jest realne - m.in. podczas finału konferencji AFC czy maratonu w Bostonie.

  •  

Jednostka amerykańskiej armii i rosyjski śmigłowiec. Co zauważono w Arizonie?

  • Dzisiaj, 7 lutego (07:30)

    Portal ArmyRecognition informuje, że w pobliżu Phoenix w Arizonie został zauważony rosyjski śmigłowiec Mi-171E. Maszynę miało obsługiwać Biuro Technologii Lotniczych Armii USA (ATO).

    • W pobliżu Phoenix w Arizonie zauważono rosyjski śmigłowiec Mi-171E obsługiwany przez Biuro Technologii Lotniczych Armii USA (ATO).
    • ATO to jednostka armii USA oceniająca samoloty i śmigłowce wykorzystywane przez zagraniczne siły zbrojne i paramilitarne.
    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

    ATO to jednostka armii USA, która ocenia samoloty i śmigłowce wykorzystywane przez zagraniczne siły zbrojne i paramilitarne. Jej głównym zadaniem jest wspieranie tajnych operacji, w których amerykańskie siły specjalne nie używają rodzimego sprzętu. Chodzi o ochronę amerykańskich misji przed dekonspiracją. Dzięki temu Waszyngton może zaprzeczać, że był zaangażowany w te misje.

    Jednostka ta początkowo działała pod przykrywką 1. Rotary Wing Test Activity. W latach 80. XX w. wspierała misje przeprowadzane głównie w krajach Ameryki Środkowej. Pod koniec lat 80. jednostka została wchłonięta przez Delta Force, gdzie otrzymała miano Eskadra E. W latach 90. po raz kolejny zmieniła nazwę na Flight Concepts Division, by w pierwszej dekadzie XXI w. stać się ostatecznie Aviation Technology Office.

    Testowany przez nią sprzęt był według ustaleń portalu SOFREP, utworzonego przez weteranów wojsk amerykańskich, używany między innymi w misjach, których zadaniem było lokalizowanie amerykańskich zakładników przetrzymywanych przez zagraniczne ugrupowania terrorystyczne. Używano go także przy namierzeniu irackiego dyktatora Saddama Husajna w grudniu 2003 r., przywódcy Al-Kaidy Osamy bin Ladena w Pakistanie w maju 2011 r. oraz przywódcy terrorystów ISIS Abu Bakra al-Baghdadiego w Syrii w październiku 2019 r.

    Rosyjski śmigłowiec Mi-171E, produkowany w Kazaniu i Ułan-Ude, może przewieźć do 27 pasażerów lub po usunięciu siedzeń do 4 ton ładunku wewnątrz lub podwieszonego na zewnątrz.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

  •  

Alarm na całej Ukrainie. Zmasowany atak dronów i rakiet

Dzisiaj, 7 lutego (06:51)

Aktualizacja: Dzisiaj, 7 lutego (08:22)

Bardzo niespokojnie w Ukrainie. Alarm ogłoszono w całym kraju. Powodem jest atak rosyjskich dronów i rakiet. W wielu miejscach doszło do eksplozji.

  • W całej Ukrainie ogłoszono alarm z powodu ataku rosyjskich dronów i rakiet. 
  • Doszło do eksplozji m.in. w Winnicy i Bursztynie w obwodzie iwanofrankiwskim. 
  • Chcesz wiedzieć, co dzieje się w kraju i na świecie? Wejdź na rmf24.pl.

W całej Ukrainie ogłoszono alarm. Siły powietrzne zgłosiły obecność dronów i rakiet na niebie nad Ukrainą. Później pojawiły się informacje o wybuchach w Winnicy i Bursztynie w obwodzie iwanofrankiwskim.

Siły Powietrzne poinformowały o "dwóch grupach dronów i rakiet w obwodzie odeskim zmierzających w kierunku Winnicy", a jeszcze później o pociskach zmierzających w kierunku Chmielnickiego oraz obwodów tarnopolskiego, winnickiego i lwowskiego.

Jak donosiło Suspilne, "odgłosy eksplozji słychać było w Bursztynie w obwodzie iwanofrankiwskim". Bursztyn jest ważnym ośrodkiem przemysłowym, znanym głównie z funkcjonowania Bursztyńskiej Elektrowni Cieplnej (TES). Eksplozje słychać było również w Winnicy.

Przewodnicząca winnickiej administracji Natalia Zabołotna poinformowała w mediach społecznościowych, że obwód winnicki jest celem zmasowanych ataków powietrznych ze strony Federacji Rosyjskiej.

W związku z sytuacją w Ukrainie, polskie Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych wydało komunikat o rozpoczęciu operowania lotnictwa wojskowego w naszej przestrzeni powietrznej. 

Jak przekazano, Dowództwo Operacyjne RSZ uruchomiło niezbędne siły i środki pozostające w dyspozycji. "Naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego osiągnęły stan gotowości" - zapewniło Dowództwo.

Jak czytamy w komunikacie, to działania prewencyjne. "Są ukierunkowane na zabezpieczenie przestrzeni powietrznej i jej ochronę, w szczególności w rejonach przyległych do zagrożonych obszarów" - dodano.

O poranku czasowo wstrzymały operacje lotnicze lotniska w Rzeszowie i Lublinie. Jak przekazała Państwowa Agencja Żeglugi Powietrznej, chodzi o zapewnienie możliwości swobodnego działania lotnictwa wojskowego.

Operowanie polskiego wojska zakończyło się po godz. 8. Nie doszło do naruszenia przestrzeni powietrznej naszego kraju.

  •  

Poranny komunikat polskiego wojska. Lotnictwo wojskowe rozpoczęło operowanie

Poranny komunikat polskiego wojska. Lotnictwo wojskowe rozpoczęło operowanie

Dzisiaj, 7 lutego (06:18)

Aktualizacja: Dzisiaj, 7 lutego (09:09)

Nad ranem Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych wydało komunikat o rozpoczęciu operowania lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej. Ma to związek z działaniami Rosji nad terytorium Ukrainy. Akcja zakończyła się po godz. 8.

  • Najnowsze informacje  z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

"Uwaga. W związku z aktywnością lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej, wykonującego uderzenia na terytorium Ukrainy, rozpoczęło się operowanie lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej" - napisano w porannym komunikacie Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.

Jak przekazano, Dowództwo Operacyjne RSZ uruchomiło niezbędne siły i środki pozostające w dyspozycji. "Naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego osiągnęły stan gotowości" - zapewniło Dowództwo.

Jak czytamy w komunikacie, to działania prewencyjne. "Są ukierunkowane na zabezpieczenie przestrzeni powietrznej i jej ochronę, w szczególności w rejonach przyległych do zagrożonych obszarów" - dodano.

Jak podała ok. godz. 6:30 Państwowa Agencja Żeglugi Powietrznej, w związku z koniecznością zapewnienia możliwości swobodnego działania lotnictwa wojskowego lotniska w Rzeszowie i Lublinie czasowo wstrzymały operacje lotnicze. Po godz. 8:30 lotniska wznowiły pracę.

Po godz. 8 Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych przekazało, że operowanie wojskowego lotnictwa w naszej przestrzeni powietrznej zostało zakończone. "Uruchomione naziemne systemy obrony powietrznej i rozpoznania radiolokacyjnego powróciły do standardowej działalności operacyjnej" - dodano. 

W komunikacie zapewniono, że nie zaobserwowano naruszenia przestrzeni powietrznej Polski. 

W sobotniej operacji Polskę wspierały wojska NATO, samoloty Luftwaffe. W akcji brały udział także Holenderskie Siły Zbrojne.  

Alarm ogłoszono w całej Ukrainie. Siły Powietrzne poinformowały o "dwóch grupach dronów i rakiet w obwodzie odeskim zmierzających w kierunku Winnicy", a jeszcze później o pociskach zmierzających w kierunku Chmielnickiego oraz obwodów tarnopolskiego, winnickiego i lwowskiego.

Jak donosiło Suspilne, "odgłosy eksplozji słychać było w Bursztynie w obwodzie iwanofrankiwskim".

  •  

Sikorski o deklaracjach ambasadora Toma Rose'a. Sprawa wymaga wyjaśnienia

Wczoraj, 6 lutego (23:49)

W piątek wieczorem podczas spotkania z polskimi mediami w Polskim Muzeum w Ameryce w Chicago, wicepremier i szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski nie krył zaniepokojenia ostatnimi wypowiedziami ambasadora USA Toma Rose’a. Słowa amerykańskiego dyplomaty, które padły w kontekście marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, wywołały w Warszawie niemałe poruszenie. “Będę chciał wiedzieć na ile to było stanowisko władz amerykańskich” – mówił Sikorski.

  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Radosław Sikorski, pytany przez dziennikarzy o stanowisko polskiego rządu wobec deklaracji ambasadora, nie pozostawił wątpliwości, że sprawa wymaga wyjaśnienia na najwyższym szczeblu. Ja nie zamierzam się odnosić do tego, będąc w Stanach Zjednoczonych, rozważę to po powrocie do kraju. Natomiast, będę chciał wiedzieć na ile to było stanowisko władz amerykańskich, a na ile osobiste pana ambasadora i czy tu była jakaś koordynacja z naszą opozycją - podkreślił wicepremier.

Do tej pory Departament Stanu USA nie zajął oficjalnego stanowiska w sprawie wypowiedzi Rose’a, a pytania o to, czy zapowiadane przez ambasadora zerwanie kontaktów z marszałkiem Sejmu jest oficjalną polityką Białego Domu, pozostają bez odpowiedzi.

Sikorski, zapytany o możliwą koordynację działań ambasadora z polską opozycją, nie chciał wchodzić w szczegóły. Wskazał jednak, że w przeszłości sojusznicy unikali ingerencji w wewnętrzne procesy polityczne swoich partnerów. Rzeczywiście w przeszłości tak bywało, że wśród sojuszników nie ingerowaliśmy w procesy rywalizacji partyjnej w swoich krajach nawzajem i mnie się to bardziej podobało - zaznaczył.

Wicepremier nie odpowiedział także jednoznacznie na pytanie, czy decyzja marszałka Sejmu o odmowie poparcia wniosku o Nagrodę Nobla dla Donalda Trumpa była konsultowana z rządem. Ograniczył się do stwierdzenia, że "jest zawsze do dyspozycji najwyższych władz państwowych, a więc i prezydenta i drugiej osoby w państwie, jaką jest marszałek".

Podczas briefingu w Chicago Sikorski odniósł się również do piątkowego spotkania europosła i wiceprezesa PiS Patryka Jakiego z Anną Pauliną Luną, amerykańską kongresmenką znaną z prorosyjskich sympatii. Minister porównał to spotkanie do wcześniejszych kontaktów Antoniego Macierewicza z byłym kongresmenem Daną Rohrabacherem, niegdyś określanym jako "człowiek Putina" w Kongresie. Tradycja zobowiązuje (...) Wydaje mi się, że to się samo komentuje - skwitował Sikorski.

W ostatnich dniach media obiegła informacja o symulacji wojennej opisywanej przez "Wall Street Journal", według której Rosja już w przyszłym roku mogłaby zająć państwa bałtyckie, wykorzystując do tego zaledwie 15 tysięcy żołnierzy. Sikorski jednak uspokaja: Rosyjskie zdolności okazały się w wyniku agresji na Ukrainę znacznie słabsze, niż my sądziliśmy i niż Putin sądził, ale ich intencje okazały się jeszcze gorsze niż wielu na Zachodzie sądziło. Myślę, że dopóki Ukraina dzielnie się broni, Rosja nie ma zdolności ofensywnych.

Minister dodał, że Rosja znajduje się obecnie w znacznie gorszej sytuacji strategicznej niż przed wojną w Ukrainie i stopniowo traci sojuszników, czego przykładem jest ostatni zwrot w polityce Wenezueli. Zaznaczył jednak, że prowadzenie tego typu symulacji jest potrzebne i pozwala lepiej przygotować się na ewentualne zagrożenia.

  •  

​Iran odrzuca żądania USA. Negocjacje w Omanie bez przełomu

Wczoraj, 6 lutego (21:47)

Podczas piątkowych rozmów w Omanie Iran stanowczo odrzucił amerykańskie wezwania do wstrzymania wzbogacania uranu. Choć Teheran wykazał gotowość do dalszych negocjacji, nie doszło do porozumienia w kluczowych kwestiach dotyczących programu nuklearnego.

  • Iran odmówił wstrzymania wzbogacania uranu podczas negocjacji z USA w Omanie.
  • Teheran jest otwarty na dyskusję o poziomie i czystości wzbogacanego surowca oraz alternatywnych rozwiązaniach, np. regionalnym konsorcjum.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Podczas piątkowych negocjacji w stolicy Omanu, Maskacie, Iran zdecydowanie odrzucił amerykańskie żądania dotyczące wstrzymania wzbogacania uranu. Według źródeł dyplomatycznych Teheran pozostaje nieugięty w tej sprawie, choć jednocześnie deklaruje gotowość do rozmów na temat poziomu i czystości wzbogacanego surowca. Iran rozważa także alternatywne rozwiązania, takie jak utworzenie regionalnego konsorcjum, które mogłoby nadzorować proces wzbogacania. 

Przedstawiciele Iranu podkreślają, że amerykańscy negocjatorzy wykazują się zrozumieniem i elastycznością wobec irańskich postulatów. USA zgodziły się wcześniej na zmianę miejsca rozmów z Turcji do Omanu oraz na wykluczenie innych państw Bliskiego Wschodu, które miały być obserwatorami. 

W rozmowach uczestniczyli specjalny wysłannik prezydenta USA Steve Witkoff oraz Jared Kushner, zięć Donalda Trumpa. Delegacji irańskiej przewodniczył minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi.

Chociaż obie strony wyraziły gotowość do dalszych negocjacji, nie udało się osiągnąć porozumienia w kluczowych kwestiach. Waszyngton chciał rozszerzyć temat rozmów o irański program rakiet balistycznych, wsparcie dla zbrojnych ugrupowań w regionie oraz traktowanie własnych obywateli przez władze Iranu. 

Według źródeł podczas piątkowych rozmów nie poruszano jednak tematu rakiet.

W ostatnich tygodniach prezydent USA Donald Trump wielokrotnie groził Iranowi interwencją, w tym atakiem militarnym. Stany Zjednoczone wzmocniły swoją obecność wojskową na Bliskim Wschodzie. Z kolei Iran zapowiedział, że w przypadku agresji odpowie atakiem na amerykańskie instalacje wojskowe w regionie. 

Irański dyplomata określił spotkanie w Omanie jako "dobry początek negocjacji" i zapowiedział ich kontynuację. Mimo braku przełomu, obie strony deklarują chęć dalszego dialogu w sprawie irańskiego programu nuklearnego.

W ostatnich dniach trwały przygotowania do spotkania w Omanie, ale rozbieżności między stronami były tak wielkie, że obawiano się, iż do rozmów w ogóle może nie dojść. Przedstawiciele USA wysyłali sygnały, że fiasko dyplomacji będzie oznaczać, że problemy irańskiego programu nuklearnego i zbrojeń trzeba będzie rozwiązać innymi sposobami. Głośno było o amerykańskiej marynarce wojennej krążącej w liczbie wielu okrętów w pobliżu Iranu i gotowej do podjęcia natychmiastowych działań. 

W międzyczasie na Morzu Arabskim doszło też do kilku incydentów - siły USA otworzyły m.in. ogień do jednego z irańskich dronów patrolujących rejon. Waszyngton ogłosił też nowe sankcje wobec tzw. floty cieni irańskich tankowców. 

Dzięki intensywnym zabiegom dyplomatycznym kilku państw regionu udało się uratować perspektywę rozmów - podaje Axios. 

  •