Widok normalny

Otrzymane dzisiaj — 7 lutego 2026 Brak kategorii

Kot dał popis u Rymanowskiego. Najlepsza parodia Brauna, jaką widziałam

Chyba każdy z nas kojarzy charakterystyczny, niski i głęboki głos Grzegorza Brauna. Tajemnicę chrypki polityka odkrył ostatnio Tomasz Kot. Kapitalnie opanował sposób wypowiedzi i ton Brauna, co zaprezentował u Bogdana Rymanowskiego. Bogdan Rymanowski opublikował w sieci nagranie, które z miejsca zyskało ogromną popularność. Dziennikarz gościł w studiu Tomasza Kota. Ceniony aktor niespodziewanie wyznał, że odkrył sekret głosu Grzegorza Brauna. Wcale nie dziwię się pełnym podziwu komentarzom od internautów. Tomasz Kot jako... Grzegorz Braun Rozmowa Bogdana Rymanowskiego z aktorem opublikowana została na youtube'owym kanale Rymanowski Live. Fragment z parodią Grzegorza Brauna bije rekordy popularności: wideo zamieszczone w serwisie X ma już ponad 120 tysięcy wyświetleń. Zacznijmy jednak od początku, czyli od pytania, jak do tego doszło. Zenek Martyniuk zaśpiewałby: "nie wiem", ale Tomasz Kot opowiedział o kulisach, czyli o tym, jak uświadomił sobie, skąd bierze się specyficzny głos Grzegorza Brauna. – Pamiętam, że szykujemy się do "Nieba", jakieś zdjęcia nocne, ja sobie mówię: "słuchajcie, ten kręgosłup znowu mnie boli", położę się w wannie i mówię: "dobra, kurde, mam ten moment, muszę chwilę się tam powyginać, żeby się sprawdzić". Następnie wybitny aktor zdradził Bogdanowi Rymanowskiemu, że zaczął oglądać najlepsze wypowiedzi Grzegorza Brauna, w tym z telewizyjnych debat. To właśnie wtedy dokonał odkrycia, które pozwoliło mu na idealne odwzorowanie głosu polityka. – Odkryłem jedną rzecz, że ludzie, jak go próbują naśladować [tu zaczął mówić z chrypką], to starają się mówić tak jakby chrypką do przodu – zauważył Kot i odchrząknął. – A ja odkryłem, że ta chrypka [tu zaprezentował głos łudząco podobny do Grzegorza Brauna] musi iść, proszę państwa, tak jakby do tyłu. Tak jakby trzeba, szanowni państwo, połykać pewnego rodzaju powietrze... Aktor wyjawił, że skorzystał z tej nowej umiejętności na planie produkcji HBO. Kapitalne odwzorowanie głosu Grzegorza Brauna wywołało duże emocje wśród reszty ekipy, o czym Tomasz Kot opowiedział w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim, ale również wśród komentujących internautów. Ci z miejsca docenili jego kunszt. "Tomasz Kot to jest KOCUR! To jest Pan Aktor! Ogromnie mi imponuje, że nie znam jego poglądów i preferencji politycznych. Nie pamiętam go manifestującego swój sprzeciw lub poparcie dla którejkolwiek bandy. A może jestem w mylnym błędzie...", "To jest TOP5 polskich aktorów", "Mistrz", "Genialny gość, oby się w politykowanie nie bawił, wiele autorytetów padło od tego" – czytamy. Parodie Grzegorza Brauna Charakterystyczny głos Grzegorza Brauna oraz jego nierzadko kontrowersyjne wypowiedzi i zachowania sprawiają, że doczekał się już wielu parodii. W kwietniu ubiegłego roku on sam zachęcił internautów do nadsyłania filmików, na których będą naśladować jego postać. Autorom najciekawszych obiecywał wówczas wspólną kawę i ciastko. Po tym, jak polityk zgasił świecę chanukową, wielkim hitem w sieci była piosenka "O Grzegorz Braun", wykonana na melodię przeboju Myslovitz "Peggy Brown". Trafiła do sieci w grudniu 2023 roku, a w ciągu ponad dwóch lat zebrała ponad 4,8 miliona wyświetleń. W ubiegłym roku głośnym echem poniosła się z kolei reakcja polityka na parodię, którą twórca Damian Bąbol opublikował w ramach satyrycznego "Dziennika Narodowego". Tomasz Kot też doczekał się odpowiedzi: Grzegorz Braun odpisał na jeden z komentarzy w serwisie X: "Cóż ja na to? No, przecież Sz.Redakcja @NCZAS1 wie, że akurat poczucia humoru - ze szczelnym uwzględnieniem autoironii - jakoś mi jeszcze, chwalić Boga, nie brakuje".

Skandaliczny wpis Trumpa o Obamach. Tak tłumaczy się prezydent

Prezydent USA Donald Trump twierdzi, że "nie widział" fragmentu nagrania zamieszczonego na jego profilu w mediach społecznościowych, na którym Barack i Michelle Obama byli przedstawieni jako małpy. Klip - z piosenką „The Lion Sleeps Tonight” - znajdował się na końcu 62-sekundowego filmu, który udostępnił sam prezydent. Film zawierał oskarżenia o oszustwa wyborcze w wyborach prezydenckich w 2020 roku. Po fali krytyki, z jaką spotkało się zamieszczenie przez Trumpa tego nagrania, został on skasowany z jego konta.

  • Donald Trump udostępnił w mediach społecznościowych nagranie, na którym Barack i Michelle Obama zostali przedstawieni jako małpy.
  • Po fali krytyki, nagranie zostało usunięte z konta Trumpa na Truth Social.
  • Jak dokładnie tłumaczył się prezydent USA? Dowiesz się z tego artykułu.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

Dziennikarze lecący z Donaldem Trumpem Air Force One dopytywali prezydenta o opublikowane na jego koncie w mediach społecznościowych nagranie, na którym Barack i Michelle Obama zostali przedstawieni jako małpy. Trump odpowiedział, że "nie popełnił błędu", gdy zapytano go, czy zamierza przeprosić.

Dodał, że widział tylko początek filmu, zanim opublikował go jego pracownik. Jak stwierdził, nie wiedział, że zawiera on takie ujęcie Obamów.

Biały Dom początkowo bronił klipu, nazywając go "internetowym memem" i zaapelował do krytyków, aby "przestali szerzyć fałszywe oburzenie".

Jednak po ostrej reakcji, między innymi ze strony kilku senatorów Partii Republikańskiej, post został usunięty z konta Trumpa w serwisie Truth Social, a urzędnik Białego Domu stwierdził, że post został "błędnie" opublikowany przez pracownika.

Klip najprawdopodobniej pochodzi z posta X, który w październiku udostępnił konserwatywny twórca memów, Xerias.

Na nagraniu widać również innych wpływowych demokratów, którzy zostali przedstawieni jako zwierzęta, m.in. kongresmenkę Nowego Jorku Alexandrię Ocasio-Cortez, burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego i byłą sekretarz stanu Hillary Clinton.

Poprzednik Trumpa w Białym Domu, Joe Biden, również przedstawiony jest jako małpa jedząca banana.

Obamowie nie skomentowali jeszcze nagrania.

Filmik był jednym z kilkudziesięciu zamieszczonych w ciągu nocy na koncie Trumpa w serwisie Truth Social.

Przyglądam się tysiącom rzeczy - powiedział prezydent w piątek na pokładzie Air Force One. Dodał, że po obejrzeniu tylko fragmentu nagrania "przekazał je ludziom, którzy zazwyczaj przyglądają się całości".

Twierdzi, że spodobało mu się przesłanie filmu na temat oszustw wyborczych, ale gdyby jego pracownicy obejrzeli całość, "prawdopodobnie mieliby na tyle rozsądku, żeby go usunąć".

Zdjęliśmy to natychmiast, gdy się o tym dowiedzieliśmy - dodał.

BBC zwróciło się do Białego Domu z prośbą o wyjaśnienia dotyczące liczby osób mających dostęp do konta prezydenta i procesu zatwierdzania wpisów.

W oświadczeniu przesłanym BBC wcześniej tego samego dnia rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt stwierdziła, że klip pochodzi z "internetowego mema przedstawiającego prezydenta Trumpa jako Króla Dżungli, a demokratów jako bohaterów Króla Lwa".

"Proszę, przestańcie udawać oburzenie i napiszcie dziś o czymś, co naprawdę ma znaczenie dla amerykańskiego społeczeństwa" - dodała.

Klip z Obamą został dodany na końcu minutowego filmu, który zawierał twierdzenia o spisku wyborczym w Michigan w wyborach prezydenckich w 2020 roku. Twierdzenia te zostały obalone w ramach udanych pozwów cywilnych Dominion Voting System przeciwko niektórym firmom medialnym.

Trump wielokrotnie krytykował i atakował Obamę. Przed swoją pierwszą kadencją prezydencką Trump regularnie twierdził, że urodzony na Hawajach Obama urodził się w Kenii i w związku z tym nie ma prawa piastować urzędu prezydenta. Później przyznał, że Obama urodził się w USA.

Umowa społeczna z górnictwem może być zmieniona. "Nie istnieje gotowy scenariusz", mówi wiceminister energii

W 2025 r. w Polsce wydobyto 42,8 mln ton węgla kamiennego — o 1,2 mln ton mniej niż rok wcześniej. O 2,3 mln ton zmniejszyła się też rok do roku jego sprzedaż, w 2025 r. wynosząc 40,2 mln ton. W branży pod koniec 2025 r. zatrudnione było 71 tys. 411 osób, czyli o ok. 2,7 tys. mniej niż rok wcześniej. Dane pochodzą z miesięcznych zestawień katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu — bliżej przedstawiamy je tutaj.

Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem video:

Węgiel (traktowany tu zbiorczo jako kamienny i brunatny) w dalszym ciągu stanowi ważną część polskiego miksu energetycznego, z roku na rok jednak coraz mniejszą — według danych Forum Energii, w 2025 r. odpowiadał za 52,8 proc. produkcji prądu w Polsce, przy 55,6 proc. rok wcześniej i 83 proc. w roku 2015.

Czytaj też: Czarne złoto w odwrocie. Paradoksalnie to może być dobra informacja

Czytaj także w BUSINESS INSIDER

Czy 2049 r. to realna data?

Także w szczytowych momentach "czarne złoto" odgrywa dziś mniejszą rolę niż kiedyś. Dziennikarz portalu Wysokienapiecie.pl, Bartłomiej Derski, porównał chwile rekordowego zapotrzebowania na moc od 2019 r. do najnowszego rekordu z 3 lutego. Siedem lat temu węgiel odpowiadał za 89 proc. dostaw mocy, w ostatnich dniach natomiast za 53 proc.

Dyskusja na temat odchodzenia od węgla w energetyce oraz społeczno-gospodarczej transformacji regionów, które są z nim związane, trwa od dawna. Od początku roku obowiązuje nowelizacja tzw. ustawy górniczej (ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego), która przyznaje urlopy oraz odprawy dla odchodzących pracowników kopalni Polskiej Grupy Górniczej, Południowego Koncernu Węglowego, Jastrzębskiej Spółki Węglowej oraz Lubelskiego Węgla Bogdanka. Przepisy były od dawna wyczekiwane przez środowiska górnicze i wydają się w ich oczach niezbędnym warunkiem zgody na powolne wygaszanie sektora.

Kopalnia węgla kamiennego Borynia-Zofiówka, Jastrzębska Spółka Węglowa
Kopalnia węgla kamiennego Borynia-Zofiówka, Jastrzębska Spółka Węglowa | JSW / JSW

Ustawa milczy na temat harmonogramu zamykania poszczególnych kopalń, ten jednak znajduje się w głośnej umowie społecznej na temat transformacji sektora górnictwa węgla kamiennego, zawartej między rządem a górniczymi związkami zawodowymi w maju 2021 r. Ostateczny horyzont wygaszenia branży to rok 2049. Zwolennicy przyspieszenia transformacji energetycznej od dawna krytykują tę datę, uznając ją za nierealistyczną przy szybko spadającym zapotrzebowaniu na węgiel.

Będą zmiany w umowie?

Mimo zmiany władzy, politycy aktualnej ekipy rządzącej wiele razy deklarowali publicznie swoje przywiązanie do zapisów umowy. O to, czy dokument będzie realizowany w niezmiennym kształcie, spytaliśmy Mariana Zmarzłego, który jako podsekretarz stanu w Ministerstwie Energii odpowiada właśnie za górnictwo.

Urzędnik podkreśla, że umowa stanowi "istotny instrument ochronny dla osób objętych skutkami procesu wygaszania górnictwa" — konkrety na ten temat znalazły się właśnie w znowelizowanej w zeszłym roku ustawie.

Równocześnie wiceminister nie potwierdza absolutnej stałości ustaleń sprzed pięciu lat. — Zmieniająca się sytuacja geopolityczna wpływająca na globalny handel, uwarunkowania techniczno-górnicze i geologiczne, a także nadrzędne znaczenie bezpieczeństwa w górnictwie pokazują jak dynamiczne mogą być założenia Umowy społecznej w dłuższej perspektywie. Niewykluczone zatem, że w przyszłości konieczny będzie powrót do rozmów i — po przeprowadzeniu pogłębionych analiz — weryfikacja niektórych zapisów tego dokumentu — mówi.

— Obecnie nie istnieje jeden gotowy scenariusz, który w pełni odzwierciedlałby wszystkie możliwe zmiany mogące wpływać na realizację ustaleń Umowy społecznej aż do 2049 r. — dodaje wiceminister.

Ile węgla będziemy potrzebować?

W raporcie "Co z węglem w Polsce? Między dekarbonizacją a potrzebami gospodarki" Dominik Brodacki, szef działu energetycznego Polityki Insight, stwierdza, że w połowie lat trzydziestych powinno pracować już tylko kilka najbardziej wydajnych zakładów z 19, które wydobywały węgiel kamienny w 2025 r. Wiceminister Zmarzły odżegnuje się jednak od wskazywania kopalń, które mają największy potencjał do dłuższej pracy. — Potencjał wydobywczy kopalń powinien być dostosowany do realnych potrzeb odbiorców — odpowiada.

Z dokumentów takich jak projekty Krajowego Planu w dziedzinie Energii czy Klimatu (KPEiK) albo najnowszego projektu Planu rozwoju sieci przesyłowej Polskich Sieci Elektroenergetycznych na lata 2037-2036 wiemy, że te potrzeby będą spadać.

Według "pragmatycznej" wersji KPEiK, za którą optuje Ministerstwo Energii, w 2040 r. zużycie węgla kamiennego wyniesie 10,1 mln ton (przy 53,2 mln ton w 2020 r.), podczas gdy według Umowy — w wersji wysłanej do notyfikacji w Komisji Europejskiej we wrześniu 2024 r. — ma to być 9,9 mln ton. Rozbieżność w tym przypadku jest niewielka, ale już w "ambitnym" scenariuszu KPEiK za 16 lat będziemy zużywać już tylko 0,7 mln ton węgla. Do mniejszego zapotrzebowania niż zakłada to umowa może też dojść już w 2030 r.

Niektóre szacunki, które w swoim raporcie przytacza Dominik Brodacki, wskazują, że za cztery lata zapotrzebowanie może wynieść zaledwie 7,1 mln ton. "Ambitny" scenariusz KPEiK (w wersji przedstawionej przez Ministerstwo Energii w grudniu zeszłego roku) podaje na 2030 r. liczbę 19,4 mln ton węgla kamiennego, podczas gdy umowa w swoim wniosku notyfikacyjnym opiewa na 26,3 mln ton.

Zapotrzebowanie na węgiel kamienny w energetye ma dalej spadać
Zapotrzebowanie na węgiel kamienny w energetye ma dalej spadać | alexgo.photography / Shutterstock

Okres przejściowy najbardziej wymagający?

Wiceminister Zmarzły potwierdza stopniowo ograniczenie zapotrzebowania energetyki na węgiel. — Jednocześnie należy podkreślić, że okres przejściowy transformacji energetycznej będzie najbardziej wymagający — w dalszym ciągu w dużej mierze oparty na węglu kamiennym — do czasu pełnego uruchomienia infrastruktury nowych źródeł energii, takich jak bloki gazowe czy energetyka jądrowa — uzupełnia.

Zastępowanie węgla gazem jako źródłem dyspozycyjnym oraz szczytowym już się dzieje, widać też, że Ministerstwo Energii skłania się ku scenariuszowi "from coal to nuclear". Argumenty za tym ostatnim, tj. rozwojem mocy jądrowych w miejsce węglowych. nie dotyczą tylko energetyki (zapewnienia systemowi sterowalnych źródeł pracujących w tzw. podstawie niezależnie od warunków pogodowych) ale i kwestii społecznych — przyciągnięcia inwestycji i tworzenia nowych, dobrze płatnych miejsc pracy w regionach pogórniczych.

Czytaj też: Czy regiony uzależnione od węgla są skazane na los Detroit? Ekspert wskazuje remedium [WYWIAD]

Co do alternatyw dla górników, wiceminister Zmarzły przyznaje, że "nowoczesne technologie nie zawsze przekładają się na porównywalną liczbę miejsc pracy, choć często generują również nowe formy zatrudnienia". W Business Insiderze pisaliśmy też, że zielone gałęzie przemysłu często oferują mniej atrakcyjne warunki zatrudnienia niż górnictwo.

Podsekretarz stanu w Ministerstwie Energii Marian Zmarzły
Podsekretarz stanu w Ministerstwie Energii Marian Zmarzły | Ministerstwo Energii / Ministerstwo Energii

Co z firmami okołogórniczymi?

Przedstawiciel resortu energii podkreśla, że na czas transformacji energetycznej potrzeba "adekwatnych systemów wsparcia". Przypomina tu o znowelizowanej ustawie. — Akt ten jest nie tylko kluczowy dla zapewnienia stabilności działania spółek węglowych, lecz także umożliwia zastosowanie instrumentów osłonowych i zabezpieczeń socjalnych dla pracowników sektora — mówi.

Zmarzły zaznacza, ze pracownicy branży górniczej są przyzwyczajeni do wykonywania skomplikowanych i obarczonych wyższym ryzykiem zadań. Jak mówi, górnicy odchodzący z kopalń znajdowali do tej pory zatrudnienie m.in. w budownictwie i transporcie, decydują się też na zakładanie własnych działalności gospodarczych. Transformacja to jednak nie tylko historie pojedynczych osób, ale też całych firm. Co stanie się z przedsiębiorstwami związanymi dziś z górnictwem?

—Podmioty funkcjonujące dotychczas głównie w otoczeniu sektora górniczego w naturalny sposób znajdują swoje miejsce m.in. w budownictwie tunelowym, natomiast część wyspecjalizowanych firm będzie poszukiwać możliwości realizacji usług wykonawczych i podwykonawczych w branżach elektrycznej czy maszynowej — odpowiada na to pytanie Marian Zmarzły.

Wiceminister energii przyznaje też, że odnalezienie się firm w powęglowej rzeczywistości nie będzie łatwe. — Poszukiwanie nowych rynków zbytu i obszarów działalności stanowi istotne i wymagające wyzwanie dla przedsiębiorstw związanych z górnictwem, zwłaszcza w kontekście konieczności pozyskiwania zleceń i kontraktów również poza regionem Śląska — mówi. W raporcie Dominika Brodackiego czytamy o możliwości przekształcania kopalń i spółek górniczych w firmy zajmujące się podziemnymi pracami inżynieryjnymi, rekultywacją czy odwiertami.

Prezydent wkracza do gry

W 2025 r. budżetowe wydatki na sektor górnictwa węgla kamiennego, w tym na bieżące funkcjonowanie kopalń i pokrywanie ich strat, wyniosły ponad 9 mld zł. W tym roku kwota powinna być niższa i wynieść ok. 5,5 mld zł. Z kolei obowiązująca od tego roku ustawa górnicza zakłada, że na likwidację kopalń i osłony dla odchodzących pracowników do 2035 r. wydamy ok. 11 mld zł. To dużo?

Górnicy w kopalni węgla kamiennego
Górnicy w kopalni węgla kamiennego | PGG / PGG

—Konstrukcja Umowy Społecznej zakłada wzrost obciążeń budżetowych w sytuacji stopniowego ograniczania zapotrzebowania na węgiel przez krajową energetykę. Koszty wynikające z konieczności utrzymania funkcjonowania kopalń przy jednoczesnym inwestowaniu w nowe technologie będą nieuniknione i znaczące — przyznaje Marian Zmarzły.

Czytaj też: Komisja uratuje regiony węglowe? Planowanie sprawiedliwej transformacji

Wiceminister tłumaczy te wydatki koniecznością zachowania okresu przejściowego w polskiej energetyce (z dalszym funkcjonowaniem stopniowo coraz bardziej ograniczanego węgla). Jak mówi, "nie można podejmować działań pochopnych, które mogłyby zagrozić stabilności i bezpieczeństwu funkcjonowania krajowego systemu energetycznego".

5 lutego do sejmu wpłynął zapowiadany wcześniej projekt kolejnej nowelizacji ustawy górniczej, tym razem przygotowany przez prezydenta Karola Nawrockiego. Głowa państwa proponuje w projekcie objęcie tymi samymi uprawnieniami do urlopów czy odpraw górników odchodzących z kopalni prywatnych (ustawa obowiązująca od początku roku pozwala na to tylko pracownikom sektora publicznego). Jak dotąd Ministerstwo Energii nie odniosło się do pomysłu, który według otoczenia prezydenta jest m.in. odpowiedzią na postulaty górników z kopalni PG Silesia.

Ta substancja wyewoluowała dwa razy. Po co ona magicznym grzybom?

Ta substancja wyewoluowała dwa razy. Po co magiczne grzyby ją wytwarzają?

Krzysztof Sulikowski

Jedna z największych zagadek mykologii stała się jeszcze bardziej zdumiewająca. Nowe badania podważyły dotychczasowe przekonania na temat roli psylocybiny. Naukowcy odkryli, że psychodeliczna substancja może wcale nie chronić tzw. magicznych grzybów przed owadami oraz że wyewoluowała niezależnie co najmniej dwukrotnie u zupełnie niespokrewnionych gatunków. Dlaczego więc ewolucja tak usilnie promowała jej powstanie?


Możliwe, że "magiczne grzybki" odegrały sporą rolę w tworzeniu się pierwotnych kultur

"Magiczne grzybki" zaczęły syntezować substancję niezależnie od siebie. Właśnie odkryto, że nie chroni ona przed owadami. Jaki jest więc jej cel ewolucyjny?123RF/PICSEL



Spis treści:

  1. Dlaczego magiczne grzyby wytwarzają substancję psychoaktywną?

  2. Psylocybina nie odstrasza owadów. To odkrycie obala popularną hipotezę

  3. Psychodelik wyewoluował niezależnie dwa razy. Powodem są ludzie?

Dlaczego magiczne grzyby wytwarzają substancję psychoaktywną?


Dotychczas w mykologii popularne było założenie, że tzw. magiczne grzyby zaczęły syntetyzować swój główny składnik psychoaktywny, by chronić się przed owadami. Substancja ta występuje w kilkudziesięciu gatunkach grzybów na różnych kontynentach. Bywa ona używana przez ludzi w kontekście medycznym, mając na koncie dowiedzione prozdrowotne działanie w kontekście leczenia depresji, uzależnień i lęków, a ostatnio głośno się zrobiło o jej potencjale do wspierania długowieczności, o czym pisaliśmy w GeekWeeku. Uczestnik eksperymentu, Bryan Johnson, odnotował też na początku lutego pozytywne zmiany w mikrobiomie. Poza dozwolonym użyciem leczniczym i rytualnym w wielu krajach specyfik ten bywa także wykorzystywany nielegalnie w celach rekreacyjnych, terapeutycznych czy poznawczych.

Amerykańscy i brytyjscy naukowcy zwrócili jednak uwagę na pewną lukę w naszej wiedzy. "Do niedawna bardzo niewiele wiadomo było o biosyntezie psylocybiny i jej roli ekologicznej. Potwierdzamy tu i precyzujemy ostatnie odkrycia na temat genów leżących u podstaw biosyntezy psylocybiny, odkrywając, że istnieje więcej niż jeden klaster biosyntezy psylocybiny w grzybach oraz dostarczając pierwsze dane bezpośrednio adresujące rolę ekologiczną psylocybiny" - wyjaśniają twórcy publikacji, której preprint ukazał się w bioRxiv.

Autorami tego badania są eksperci w dziedzinach chemii medycznej, biologii porównawczej roślin i grzybów oraz nauk biologicznych z Imperial College London, University of Utah, Oxford Nanopore Technologies i Royal Botanic Gardens.

Psylocybina nie odstrasza owadów. To odkrycie obala popularną hipotezę


Jak wykazały nowe badania genetyczne, zdolność do wytwarzania psylocybiny wyewoluowała niezależnie co najmniej dwa razy u zupełnie niespokrewnionych gatunków, co w przyrodzie niemal zawsze oznacza, że dany związek przynosi organizmowi ogromne korzyści adaptacyjne. Zjawisko to, zwane ewolucją zbieżną (konwergencją), można porównać do niezależnego wykształcenia się skrzydeł u ptaków i ssaków bądź oczu u kręgowców i głowonogów. O ile jednak korzyści z latania czy widzenia są oczywiste, o tyle celowość produkcji tej substancji pozostaje niejasna.

Popularna hipoteza zakładała, że związek ten jest formą obrony przed drapieżnikami. Miało to sens, biorąc pod uwagę, że wiele insektów posiada receptory serotoniny, na które środek ten oddziałuje. Wcześniejsze eksperymenty pokazywały nawet, że kontakt z tą substancją zaburza rozwój larw niektórych much i dezorientuje pająki, zmuszając je do tkania nienaturalnych sieci. Dzięki temu owocniki zdolne do jego syntezy mogły wygrać wyścig ewolucyjny z tymi, które nie wykształciły tej funkcji.

Nowe dane stawiają jednak tę hipotezę w zupełnie nowym świetle. Naukowcy analizujący dziko rosnące grzyby z gatunku Psilocybe cyanescens odkryli w nich RNA setek białek owadów, co jednoznacznie wskazywało na obecność pasożytów. Aby zweryfikować tę obserwację, przeprowadzili eksperyment, umieszczając w oddzielnych naczyniach grzyby halucynogenne oraz "zwykłe" grzyby zebrane w okolicy. Wyniki były zaskakujące. W obu przypadkach larwy ziemiórek rozwijały się równie pomyślnie, a dorosłe owady wykluwały się w tym samym czasie, niezależnie od obecności psylocybiny. Wskazuje to, że nie jest ona uniwersalnym środkiem owadobójczym ani repelentem.

To odkrycie może unieważnić do tej pory szeroko przyjętą hipotezę. "Nasze wyniki pokazują, że psylocybina nie zapewnia kompletnej ochrony przed owadzią mykofagią, a hipoteza, że jest ona produkowana jako składnik ochrony adaptacyjnej, może wymagać ponownego rozpatrzenia" - tłumaczą autorzy badania.

Psychodelik wyewoluował niezależnie dwa razy. Powodem są ludzie?


Skoro zatem słynny psychodelik nie pełni funkcji odstraszającej, rodzi się pytanie, dlaczego ewolucja tak tak usilnie promowała jej powstanie. Nabiera ono jeszcze większego znaczenia w świetle odkrycia tej samej grupy badaczy, że substancja ta wyewoluowała niezależnie co najmniej dwukrotnie u niespokrewnionych gatunków. Skąd w ogóle o tym wiadomo?

Analiza genetyczna grzybów Psilocybe cyanescens oraz Pluteus salicinus pozwoliła zidentyfikować i doprecyzować strukturę klastrów genów odpowiedzialnych za biosyntezę psylocybiny. Przełomem okazało się odkrycie, że natura znalazła więcej niż jeden sposób na wytwarzanie tej substancji. Przykładem jest grzyb Inocybe corydalina, który produkuje rzeczoną substancję, mimo że nie posiada standardowego klastra biosyntetycznego obecnego u innych gatunków. To dowód na istnienie alternatywnej drogi genetycznej. Niewykluczone, że w przyszłości zostaną odkryte kolejne.

Sukces ewolucyjny grzybów halucynogennych może wyjaśniać inna hipoteza, znacznie bardziej popularna w domenie etnomykologii. Także ona wymaga jednak weryfikacji. Zakłada ona, że magiczne grzyby wchodzą w obustronnie korzystną relację z ludźmi, którzy korzystali od tysiącleci z ich właściwości "rozszerzających umysł", co miało przyczynić się do naszego własnego sukcesu ewolucyjnego. Opisywana przez nas wcześniej teoria, tzw. stoned ape theory, zakłada, że to dzięki spożywaniu owych grzybów u ludzi wykształciło się myślenie symboliczne oraz język, a nasz mózg urósł znacząco w stosunkowo krótkim czasie. Ludzie mieli odwdzięczać się grzybom i wspomagać ich reprodukcję, przenosząc zebrane owocniki na nowe tereny i rozsiewając ich zarodniki.

Co dalej? Wygląda na to, że mykolodzy i biolodzy ewolucyjni mają teraz twardy orzech do zgryzienia. Podczas gdy hipoteza dotycząca obronnej roli "magicznej" substancji została właśnie sfalsyfikowana, to stoned ape theory nie jest poparta zbyt mocnymi dowodami. Możliwe, że wyklaruje się jeszcze inne, bardziej prawdopodobne wyjaśnienie, dlaczego ta substancja jest w ogóle wytwarzana. Gdyby bowiem okazała się nieprzydatna, uległaby zanikowi, a grzybnia skupiłaby się na bardziej opłacalnych zachowaniach z punktu widzenia przetrwania. Ta fascynująca zagadka wciąż czeka na rozwiązanie.

Źródło: A. R. Awan, J. M. Winter, D. Turner, W. M. Shaw, L. M. Suz, A. J. Bradshaw, T. Ellis, B. T.M. Dentinger, Convergent evolution of psilocybin biosynthesis by psychedelic mushrooms, bioRxiv (2026). DOI: https://doi.org/10.1101/374199


"Wydarzenia": "Dron" Słowem Roku 2025Polsat News


Zamach na rosyjskiego generała, Ukraina reaguje. Jest zdecydowana odpowiedź

Zamach na rosyjskiego generała, Ukraina reaguje. Jest zdecydowana odpowiedź

Dorota Hilger

Ukraina nie ma nic wspólnego z zamachem na rosyjskiego generała Władimira Aleksiejewa - przekazał szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha. Wcześniej o przeprowadzenie ataku Ukraińców oskarżył szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow. Wysoki rangą rosyjski wojskowy został kilkukrotnie postrzelony w piątek rano.


Mężczyzna w garniturze z krawatem na tle zimowego krajobrazu Kremla w Moskwie, na pierwszym planie widoczny fragment czerwonego muru i kilka przejeżdżających samochodów, w głębi złote kopuły soboru.

Ukraina odpowiada Rosji. Chodzi o zamach na rosyjskiego generałaSAJJAD HUSSAIN / AFP123RF/PICSEL



W skrócie

  • Siergiej Ławrow oskarżył Ukrainę o zamach na rosyjskiego generała Władimira Aleksiejewa.

  • Szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha zaprzeczył oskarżeniom wobec Ukrainy.

  • Władimir Aleksiejew został postrzelony w piątek rano w Moskwie i miał być zaangażowany w negocjacje ws. Azowstalu i działania Grupy Wagnera.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Szef dyplomacji Rosji Siergiej Ławrow oskarżył Ukrainę o piątkowy zamach na generała Aleksiejewa w Moskwie. Jego zdaniem celem tej operacji było sabotowanie rozmów pokojowych przez władze w Kijowie.

Ławrow nie przedstawił żadnych dowodów na twierdzenie, że to strona ukraińska jest odpowiedzialna za atak na rosyjskiego oficera. W sobotę tym twierdzeniom zaprzeczył w rozmowie z agencją Reutera szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha.

Ukraińcy nie przyznają się do zamachu na rosyjskiego generała


Dzienniki i portale internetowe z Rosji, powołując się na świadków, poinformowały, że generał Władimir Aleksiejew miał zostać trafiony w plecy kilkoma strzałami w piątek o godz. 7 rano (godz. 5 w Polsce).

Wojskowy wyszedł wtedy z mieszkania w jednym z bloków w Moskwie i zmierzał przez korytarz w kierunku windy. Wiceszef GRU doznał poważnych obrażeń. Aleksiejew zajmował bardzo wysokie stanowisko w rosyjskim wywiadzie wojskowym.

Jak poinformował rosyjski dziennik "Kommiersant", powołując się na źródła bliskie sprawie, dwie osoby podejrzane o próbę zabójstwa generała "zostaną wkrótce przesłuchane". Po przesłuchaniu podejrzani mają usłyszeć zarzuty.

Rosyjski generał Władimir Aleksiejew postrzelony. Jest reakcja Ukrainy


Aleksiejew posiadał bogate doświadczenie i brał udział w operacjach w Syrii i w Ukrainie oraz w 2018 roku w zamachu przy użyciu nowiczoka na Siergieja Skripala, byłego rosyjskiego szpiega, a także w domniemanej ingerencji w wybory prezydenckie w USA w 2020 roku.

Media ukraińskie powiadomiły, że rosyjski wojskowy był głównym negocjatorem Kremla w rozmowach o wyjściu ukraińskich wojsk z kombinatu metalurgicznego Azowstal w Mariupolu w maju 2022 roku.

Aleksiejew był także jednym z wysokich rangą oficjeli, którzy prowadzili negocjacje z założycielem najemniczej Grupy Wagnera Jewgienijem Prigożynem, gdy ten dokonał próby puczu w Rosji w czerwcu 2023 roku.


Dworczyk w ''Graffiti'': Nie jest dobrze, kiedy ambasador krytycznie wypowiada się o polskich politykachPolsat NewsPolsat News


Polskie domy zużywają węgiel jak nikt inny w Unii. Nowy raport

94 proc. węgla kamiennego zużywanego przez gospodarstwa domowe w UE wykorzystuje się w Polsce — wskazali eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Jednocześnie 18 proc. ciepła sieciowego zużywanego przez europejskie gospodarstwa wykorzystuje się w Polsce — to najwięcej w całej UE.

Czytaj też: Gaz już tańszy w produkcji prądu od węgla w Polsce. Co to oznacza?

W ocenie ekspertów PIE sposób wykorzystania energii w gospodarstwach domowych w Polsce "istotnie zmienił się" w ostatnich 23 latach względem 2002 r. Poprawie uległy także wskaźniki związane z dostępnością energii — spadł odsetek gospodarstw oceniających swój komfort cieplny jako niewystarczający (o 8,4 pkt. proc.) i niemających dostępu do ciepłej wody (o 14,4 pkt. proc.).

Czytaj także w BUSINESS INSIDER

Gaz wypiera węgiel

Jak zauważyli eksperci, gospodarstwa domowe ogrzewają się w znacznie większym stopniu gazem ziemnym (wzrost o 14,1 pkt. proc.) kosztem paliw stałych, tj. węgla kamiennego (spadek o 23,8 pkt. proc.) i drewna opałowego (spadek o 21,1 pkt. proc.). Zwiększył się też udział gospodarstw eksploatujących urządzenia elektryczne, w tym klimatyzatory (o 7,2 pkt. proc.), zmywarki do naczyń (o 40,3 pkt. proc.) czy komputery (o 41,7 pkt. proc.).

Czytaj też: Rynek węgla pod presją. W ciągu roku spadki sięgają ponad 25 procent

"94 proc. węgla kamiennego zużywanego przez gospodarstwa domowe w UE wykorzystuje się w Polsce. Polskie gospodarstwa domowe zużywają 9 proc. energii wykorzystywanej przez wszystkie takie gospodarstwa w krajach UE" — przekazał Instytut.

W ocenie ekspertów, dane GUS obrazują, że gospodarstwa domowe w Polsce, wśród poszczególnych nośników energii, wykorzystują najwięcej ciepła z sieci (18 proc.) i węgla kamiennego (94 proc.). Zaznaczyli, że są one również w czołówce zużycia energii ze źródeł odnawialnych (9 proc.). "Wartości te są większe niż udział polskiego społeczeństwa w ogóle ludności UE, który wynosi 8 proc." — zauważyli.

3 wybitne filmy kostiumowe, które są jak "Bridgertonowie". Lubię do nich wracać

Nie będziecie się nudzić w przerwie od "Bridgertonów". W streamingu natraficie na wiele pozycji, od których serce wali, a tętno przyspiesza. Oto 3 filmy kostiumowe tak dobre, że długo o nich nie zapomnicie. Zaczynamy od "Rozważnej i romantycznej" z Kate Winslet i Emmą Thompson. "Bridgertonowie", serial kostiumowy inspirowany czasami regencji, właśnie powrócił na platformę streamingową Netflix, serwując publiczności 4. sezon będący luźną interpretacją baśni o Kopciuszku. Najnowszą odsłonę przepołowiono – jej ostatnie odcinki ukażą się pod koniec lutego bieżącego roku. Arystokraci najpierw narobili wokół siebie szumu, po czym na kilka tygodni zniknęli. 3 świetne filmy kostiumowe, które znajdziecie w streamingu W oczekiwaniu na finał 4. sezonu "Bridgertonów" warto sięgnąć po te 3 filmy kostiumowe. Każdy z tych tytułów jest dostępny w streamingu. Uwaga: szykujcie się na wir emocji. 1. Rozważna i romantyczna "Rozważna i romantyczna" w reżyserii Anga Lee ("Tajemnica Brokeback Mountain") to melodramat inspirowany prozą Jane Austen, który w wyrazisty sposób pokazuje widzom niezaznajomionym z twórczością angielskiej królowej romansów jej błyskotliwy humor. Dlaczego użyłam stwierdzenia "inspirowany"? W filmie usłyszymy tylko 7 kwestii pochodzących z powieści z 1811 roku, ale to nie zmienia faktu, że w powietrzu czuć austenowską satyrę. Scenariusz śledzi losy sióstr Elinor i Marianne Dashwood, które po śmierci ojca otrzymują w spadku zaledwie 500 funtów rocznie. Sytuacja materialna zmusza panny do przeprowadzki do ciasnego – w porównaniu z ich dotychczasowymi warunkami życia – domku w Devonshire. Marianne zakochuje się tam w pierwszym lepszym pułkowniku, który wyszukanymi komplementami potrafi owinąć sobie wokół palca każdą dziewczynę w okolicy, a Elinor ukrywa przed bliskimi fakt, że tęskni za Edwardem Ferrarsem, arystokratą o wyższym statusie społecznym niż ona. Role sióstr Dashwood powierzono Emmie Thompson ("Okruchy dnia") oraz Kate Winslet ("Titanic"). Znakomitym aktorkom towarzyszą na ekranie m.in. Hugh Grant ("Notting Hill"), Alan Rickman (filmowa seria "Harry Potter"), Greg Wise ("The Crown"), Gemma Jones ("Dziennik Bridget Jones") i Hugh Laurie ("Dr House"). Gdzie obejrzeć? HBO Max 2. Kochanek Lady Chatterley Swego czasu powieść "Kochanek Lady Chatterley" pióra D.H. Lawrence'a z 1928 roku uchodziła za niezwykle obrazoburczą i obsceniczną, o czym świadczył choćby zakaz jej rozpowszechniania w Stanach Zjednoczonych, Indiach oraz Japonii. Oficjalna wersja bez cenzury ukazała się dopiero w latach 60. XX wieku. Lawrence wyprzedzał swoje czasy, w bezpardonowy sposób badając zakątki kobiecego pożądania i nierówności klasowych. Constance Reid wychodzi za mąż za baroneta sir Clifforda Chatterleya, który po I wojnie światowej wraca do domu sparaliżowany od pasa w dół. Między nim a jego żoną istnieje bardzo duża przepaść. Miłosny czar prysł. Podczas spaceru po lesie kobieta poznaje gajowego Olivera Mellorsa, dla którego traci głowę. W adaptacji nakręconej przez Laure de Clermont-Tonnerre ("Mustang") w roli tytułowej kobiety z wyższych sfer wystąpiła niebinarna aktorka Emma Corrin (księżna Diana z serialu "The Crown"), a w postać jej kochanka wcielił się Jack O’Connell ("Grzesznicy", "28 lat później"). W obsadzie filmu z 2022 roku znaleźli się również Matthew Duckett ("Wyznanie"), Joely Richardson ("Patriota"), Faye Marsay ("Andor") i Ella Hunt ("Dickinson"). Gdzie obejrzeć? Netflix 3. Emma Emma Woodhouse jest bogatką swatką, która za wszelką cenę pragnie uszczęśliwiać mieszkańców sennej angielskiej prowincji. Po udanym wydaniu swojej guwernantki za mąż jej kolejnym celem zostaje roztrzepana Harriet Smith. Niestety mężczyźni z okolicznych miasteczek, zamiast zakochiwać się w Harriet, zakochują się w Emmie, a ta przecież obiecała sobie, że za żadne skarby nie stanie na ślubnym kobiercu. Wracamy do świata Jane Austen, która w komedii obyczajowej zatytułowanej "Emma" traktuje o prestiżu społecznym, a także wyższych klasach mających o sobie zbyt wysokie mniemanie. Wędrówka po salonach, piknikach, kościołach i salach balowych staje się dla głównej bohaterki okazją do głębokiej refleksji. Za kamerą "Emmy" stanęła Autumn de Wilde, reżyserka teledysków zespołu indie rockowego Florence and the Machine. Obsadę poprowadzili: Anya Taylor-Joy ("Gambit królowej"), Johnny Flynn ("Lovesick"), Bill Nighy ("To właśnie miłość"), Mia Goth ("Frankenstein"), Josh O'Connor ("Challengers"), Callum Turner ("Władcy przestworzy") i Chloe Pirrie ("Dept. Q"). Gdzie obejrzeć? HBO Max

Bitcoin mocno traci na wartości. Firmy na całym świecie już liczą straty

Wśród entuzjastów rynku jedni widzą w obecnych spadkach okazję do zakupów, wierząc, że bitcoin w przyszłości może kosztować nawet 400 tys. dol. Inni coraz głośniej mówią o tym, że rozwój świata krypto dotarł do ściany.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo

Czytaj też: Wybory w Japonii są ważniejsze, niż się wszystkim wydaje

Firmy liczą straty po spadku wartości Bitcoina

Symbolicznym przykładem skali problemu jest MicroStrategy, firma, która z producenta oprogramowania przeobraziła się w potężny "skarbiec bitcoina". Jej model biznesowy polega na pozyskiwaniu kapitału i masowym skupowaniu kryptowalut.

Czytaj także w BUSINESS INSIDER

Spółka właśnie poinformowała o stracie netto w wysokości 12,4 mld dol. w czwartym kwartale 2025 r., a kurs jej akcji spadł w pół roku z 129 do 71 dol. Choć jej dyrektor zapewnia, że firma przetrwa nawet wtedy, gdy bitcoin spadnie do 8 tys. dol., "Wall Street Journal" ostrzega, że setki mniejszych podmiotów, które skopiowały ten model, mogą tego nie wytrzymać.

Podobne zjawiska widać także w Polsce. Przykładem jest spółka BTCS S.A., dawniej Vakomtek, która jeszcze niedawno zajmowała się dystrybucją drobnego sprzętu AGD. Po ogłoszeniu zmiany strategii na blockchain i kryptowaluty jej akcje wystrzeliły z 90 gr do prawie 17 zł, by dziś spaść do około 5 zł. Spółka uspokaja inwestorów, podkreślając swój "Active Treasury", który ma stabilizować wyniki, ale skala zmienności pokazuje, jak ryzykowny jest ten rynek.

Czytaj też: Donald Trump zniósł cła na towary z Indii. Putin ma problem

Co dalej z kursem Bitcoina? Duże wahania to już norma

Zdaniem ekspertów spadki same w sobie nie są niczym nowym. Łukasz Żeligowski, prezes giełdy Kanga Exchange w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" przypomina, że dla osób obecnych w krypto od lat wahania rzędu 35–40 proc. to norma. Bitcoin, jak twierdzi, nadal porusza się zgodnie z czteroletnimi cyklami: po gwałtownych wzrostach przychodzi korekta, a potem stopniowa odbudowa.

Według niego rynek może pozostawać pod presją jeszcze przez kilka tygodni, a nawet do trzech miesięcy. Kluczowym poziomem jest przedział 60–65 tysięcy dol. Jeśli nie uda się go utrzymać, możliwy jest spadek nawet w okolice 38 tys.

Sekretarz skarbu USA: nie będziemy ratować Bitcoina

Sekretarz Skarbu Scott Bessent otwarcie przyznał w Kongresie, że administracja nie ma uprawnień do wymuszenia skupu kryptowalut przez banki i że Stany Zjednoczone nie będą ratować bitcoina. Jednocześnie skrytykował część branży za to, że bardziej ceni brak regulacji niż dobre regulacje. W praktyce rynek kryptowalut zderzył się z oporem tradycyjnego sektora bankowego.

Według szacunków amerykańskiego Komitetu Doradczego ds. Emisji Skarbowych zagrożonych odpływem mogłoby być nawet 37 proc. wszystkich depozytów, czyli około 6,6 biliona dol. Chociaż te liczby mogą być zawyżone, nawet JPMorgan przyznaje, że banki stoją przed realnym ryzykiem utraty klientów i będą naciskać na to, by regulacje stablecoinów były restrykcyjne.

Ultimatum USA ws. końca wojny. Zełenski podał datę

Ultimatum USA ws. końca wojny. Zełenski podał datę

39 minut temu

Aktualizacja: 5 minut temu

Czerwiec - to termin wyznaczony przez USA Ukrainie i Rosji na zawarcie porozumienia kończącego wojnę. Taką informację przekazał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

  • Czerwiec to termin wyznaczony przez USA na zawarcie porozumienia kończącego wojnę między Ukrainą a Rosją. 
  • Informację przekazał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. 
  • Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami w kraju i na świecie? Wejdź na rmf24.pl.

Jak przekazał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, jeśli czerwcowy termin na zawarcie porozumienia nie zostanie dotrzymany, Stany Zjednoczone prawdopodobnie będą wywierać presję na Kijów i Moskwę.

Amerykanie proponują, by strony (ukraińska i rosyjska) zakończyły wojnę na początku tego lata, i najpewniej będą wywierać presję zgodnie z tym harmonogramem. (...) Mówią, że chcą wszystko zakończyć do czerwca. I że zrobią wszystko, by zakończyć wojnę. Chcą jasnego harmonogramu wszystkich działań - oznajmił Zełenski w wypowiedzi dla dziennikarzy międzynarodowych mediów.

Jak dodał, Stany Zjednoczone zaproponowały, że w przyszłym tygodniu zorganizują kolejną rundę rozmów trójstronnych Ukraina-USA-Rosja. Te negocjacje prawdopodobnie odbędą się w Miami.

Zełenski podkreślił, że trójstronne rokowania pokojowe po raz pierwszy zostaną zorganizowane w USA. Potwierdziliśmy nasz udział - oznajmił prezydent.

Rozmowy w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Abu Zabi, które odbyły się w minioną środę i czwartek, były drugą rundą negocjacji w trójstronnym formacie Ukrainy, Rosji i USA. Zgodnie z oczekiwaniami, nie doprowadziły one do przełomu w postaci wstrzymania walk, lecz wielu analityków uważa za sukces sam fakt, że się odbyły i zostały ocenione przez wszystkie zainteresowane strony jako konstruktywne.

Pierwszą turę negocjacji przeprowadzono w Abu Zabi w dniach 23-24 stycznia.

Zdaniem ukraińskiego prezydenta, Władimir Putin rozważa przerwę w wojnie. Powodem jest deficyt rosyjskiego budżetu, który zmusza Kreml do zmniejszenia wypłat dla wojskowych. Dlatego przywódca Rosji Władimir Putin nie chce ogłaszać mobilizacji.

Myślę, że potrzebują przerwy. Myślę, że Putin myśli o przerwie - powiedział Zełenski w rozmowie z międzynarodowymi mediami. 

Według ukraińskiego prezydenta, który powołał się na dane wywiadu wojskowego (HUR), rzeczywisty deficyt rosyjskiego budżetu wyniósł w 2025 r. ponad 100 mld dolarów, przy oficjalnie uznanym deficycie wynoszącym ponad 80 mld dolarów, a w tym roku będzie jeszcze większy.

W ich retoryce (Rosjan) nastąpiły zmiany. Ale nie wierzę im ani trochę. Myślę, że żywią wobec nas mniej więcej takie same uczucia jak wcześniej, ponieważ nienawidzą Ukrainy, i tyle. To oni wypowiedzieli nam wojnę. I nie była to wojna sprowokowana przez Ukrainę. Przybyli tutaj i zaczęli zabijać Ukraińców. To jest nienawiść. Pamiętacie przecież, ile było znęcania się, tortur, morderstw od samego początku wojny. Dlatego nie mamy żadnych złudzeń - przyznał Zełenski. 

Dramatyczne chwile Ukraińców przy silnych mrozach. Wyłączenia prądu po atakach Rosji

Ataki zbiegają się z trudnymi warunkami pogodowymi – temperatury w całej Ukrainie utrzymują się znacznie poniżej zera. Rosja wykorzystuje tę sytuację, by dodatkowo obciążyć ukraińską infrastrukturę energetyczną, która od początku wojny uległa poważnym uszkodzeniom.

Czytaj też: Ukraiński żołnierz: koniec października okazał się dla nas katastrofą

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podał, że w nocnym ostrzale Rosja użyła ponad 400 dronów oraz około 40 rakiet. Szkody odnotowano w obwodach wołyńskim, iwanofrankiwskim, lwowskim i rówieńskim. "Każdego dnia Rosja może wybrać prawdziwą dyplomację, ale decyduje się na kolejne ataki" – napisał Zełenski w serwisie X. Podkreślił również, że społeczność międzynarodowa powinna odpowiedzieć na te działania, wspierając rozmowy trójstronne.

Zniszczenia kluczowych obiektów energetycznych

Minister energii Ukrainy Denys Szmyhal poinformował, że celem rosyjskich ataków stały się stacje transformatorowe oraz linie napowietrzne o napięciu 750 kW i 330 kW, które stanowią podstawę ukraińskiego systemu energetycznego — podał Bloomberg. Zniszczenia dotknęły również elektrowni w Bursztynie i Dobrotworze. Poważnych uszkodzeń doznały też obiekty energetyki cieplnej.

Czytaj także w BUSINESS INSIDER

Czytaj też: "Rosjanie dodają Starlinki do dronów"

Według DTEK, największej prywatnej firmy energetycznej na Ukrainie, był to już dziesiąty masowy atak na elektrociepłownie należące do przedsiębiorstwa od października.

W obwodzie lwowskim ponad 600 tys. gospodarstw domowych zostało pozbawionych prądu – poinformował gubernator Maksym Kozycki. W wyniku ataku na infrastrukturę krytyczną w Dobrotworze około 6 tys. gospodarstw domowych nie ma dostępu do wody i ogrzewania.

Reakcja Polski i międzynarodowe wsparcie

Polska zareagowała na rosyjskie ataki w pobliżu swojej granicy, zamykając przestrzeń powietrzną na wschodzie kraju oraz podrywając myśliwce. Ukraina zwróciła się do Polski o pilną pomoc – przekazał minister Szmyhal. W międzyczasie pracownicy ukraińskiego sektora energetycznego pozostają w gotowości do rozpoczęcia napraw, gdy tylko warunki na to pozwolą.

Ataki zbiegają się z zaplanowanymi rozmowami ukraińskich negocjatorów z przedstawicielami USA w Miami. Spotkanie ma na celu kontynuowanie działań na rzecz zakończenia wojny, jednak Biały Dom nie potwierdził jeszcze tych planów.

USA tracą cierpliwość? Stawiają Ukrainie i Rosji ultimatum

Aleksandra Czurczak

USA wyznaczyły Ukrainie i Rosji termin w czerwcu na zawarcie porozumienia kończącego wojnę - przekazał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Dodał, że jeśli termin ten nie zostanie dotrzymany, administracja USA prawdopodobnie "wywrze presję na obie strony".


Trzech mężczyzn w garniturach siedzi przy stole konferencyjnym, pośrodku znajduje się Donald Trump, z tyłu widoczne są flagi wojskowe i narodowe, a na stole leżą dokumenty oraz kubki z napojami.

Wojna na Ukrainie. USA tracą cierpliwość? Ultimatum dla Rosji i Ukrainy (zdj. ilustracyjne)Anna Moneymaker / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty ImagesAFP



W skrócie

  • Stany Zjednoczone wyznaczyły dla Ukrainy i Rosji czerwcowy termin na zakończenie wojny.

  • USA zaproponowały przeprowadzenie kolejnej tury rozmów trójstronnych Ukraina-USA-Rosja w Miami.

  • Ostatnie negocjacje w Abu Zabi nie zakończyły się przełomem, jednak zostały uznane za konstruktywne przez wszystkie strony.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

- Stany Zjednoczone chcą, aby Rosja i Ukraina znalazły rozwiązanie, jak zakończyć wojnę, największą od czasów II wojny światowej, jeszcze przed latem - powiedział prezydent Wołodymyr Zełenski.

- Amerykanie proponują, by strony (ukraińska i rosyjska - red.) zakończyły wojnę na początku tego lata i najpewniej będą wywierać presję zgodnie z tym harmonogramem. (...) Mówią, że chcą wszystko zakończyć do czerwca. I że zrobią wszystko, by zakończyć wojnę. Chcą jasnego harmonogramu wszystkich działań - oznajmił Zełenski w wypowiedzi dla dziennikarzy międzynarodowych mediów.

Kolejna runda rozmów trójstronnych. USA złożyły propozycję


Stany Zjednoczone zaproponowały, że w przyszłym tygodniu zorganizują kolejną rundę rozmów trójstronnych Ukraina-USA-Rosja.

- Te negocjacje prawdopodobnie odbędą się w Miami - przekazał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, cytowany w sobotę przez agencje Reutera i AP.

Zełenski podkreślił, że trójstronne rokowania pokojowe po raz pierwszy zostaną zorganizowane w USA. "Potwierdziliśmy nasz udział" - oznajmił prezydent.

Rozmowy w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Abu Zabi, które odbyły się w minioną środę i czwartek, były drugą rundą negocjacji w trójstronnym formacie Ukrainy, Rosji i USA.

Zgodnie z oczekiwaniami nie doprowadziły one do przełomu w postaci wstrzymania walk, lecz wielu analityków uważa za sukces sam fakt, że się odbyły i zostały ocenione przez wszystkie zainteresowane strony jako konstruktywne.

Pierwszą turę negocjacji przeprowadzono w Abu Zabi w dniach 23-24 stycznia.

Wojna w Ukrainie. Rozmowy pokojowe. Ustalono wymianę więźniów


Zaówno Rosja, jak i Ukraina zgodziły się jednak na wymianę po 157 jeńców wojennych, wznawiając takie działania po pięciomiesięcznej przerwie. Zelenski zapowiedział, że wymiana będzie kontynuowana.

- Zespoły wojskowe szczegółowo omówiły techniczne aspekty monitorowania potencjalnego zawieszenia broni - powiedział Zełenski. Omówiono również gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy oraz porozumienia o współpracy gospodarczej, określane przez urzędników mianem "planu dobrobytu", który nakreślał powojenną odbudowę Ukrainy.

Zełenski powiedział, że ma raporty ze swoich służb wywiadowczych o rozmowach, w których specjalny wysłannik Rosji Kiriłł Dmitrijew zaproponował umowy o współpracy między Rosją a Stanami Zjednoczonymi o wartości nawet 12 bilionów dolarów.

Ukraiński przywódca stwierdził, że żadne tego typu umowy dwustronne między Rosją a Stanami Zjednoczonymi nie mogą naruszać ukraińskiej konstytucji.


Dworczyk w ''Graffiti'' o pożyczce z programu SAFE: Chodzi o rozwój Sił Zbrojnych RP na dekady. Rząd powinien to konsultowaćPolsat NewsPolsat News


"Gejzer" w Sosnowcu. Pękła rura ciepłownicza

  • ​Awaria sieci ciepłowniczej w Sosnowcu w woj. śląskim. W rejonie ulicy Radomskiej i Koszalińskiej przy miejscowym placu zabaw pękła rura. Słup wody i pary wodnej ma kilka metrów.

    17 bloków w Sosnowcu nie ma ciepła. Powodem jest awaria sieci.

    W rejonie ulicy Radomskiej i Koszalińskiej przy miejscowym placu zabaw pękła rura.W związku z tym pojawił się kilkumetrowy słup wody i pary wodnej.

    Dostawca energii cieplnej pracuje nad usunięciem awarii.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Polacy bez fałszywej skromności. Wskazali, jaką nację cenią najbardziej

Zmienia się stosunek Polaków do innych narodów. Najnowsze badanie IBRiS ujawnia, że sympatia do Amerykanów gwałtownie spadła, ale własną nację oceniamy bardzo pozytywnie

  • Przeczytaj cały artykuł, aby dowiedzieć się jak Polacy oceniają różne narody.
  • Bądź na bieżąco. Informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl

Z najnowszego badania Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych wynika, że Polacy niezmiennie postrzegają siebie w bardzo pozytywnym świetle - spośród różnych nacji najlepiej oceniamy samych siebie. Aż 79 procent respondentów ocenia swój naród pozytywnie, z czego 41 procent wyraża tę opinię zdecydowanie, a 38 procent raczej pozytywnie. Jedynie 4 procent badanych deklaruje negatywny stosunek do Polaków, a 17 procent pozostaje obojętnych.

W porównaniu z wynikami z 2023 roku widać jednak pewien spadek entuzjazmu - wtedy aż 87 procent Polaków oceniało siebie pozytywnie, a tylko 3 procent negatywnie. Obojętność wobec własnej nacji wzrosła z 10 do 17 procent.

Poza własnym narodem, Polacy najcieplej odnoszą się do swoich sąsiadów - Czechów i Słowaków. 65 procent badanych pozytywnie ocenia Czechów, a 63 procent Słowaków. Zaledwie 2-3 procent deklaruje wobec nich niechęć, a około jednej trzeciej pozostaje obojętna.

Wysokie notowania mają także mieszkańcy krajów skandynawskich i Japonii. Duńczycy, Japończycy, Finowie, Szwedzi, a także Finowie otrzymują od 59 do 60 procent pozytywnych ocen. Brytyjczycy i Francuzi cieszą się sympatią odpowiednio 52 i 51 procent respondentów.

Jednym z najbardziej zaskakujących wyników badania jest gwałtowny spadek sympatii wobec Amerykanów. W 2023 roku aż 72 procent Polaków oceniało ich pozytywnie, a tylko 2 procent negatywnie. Obecnie pozytywnie wypowiada się o nich już tylko 49 procent ankietowanych, a negatywnie aż 11 procent. 41 procent deklaruje obojętność.

Eksperci wskazują, że taki rozkład odpowiedzi może świadczyć o osłabieniu jednoznacznie proamerykańskich nastrojów i przejściu w stronę bardziej zdystansowanych ocen. Amerykanie spadli w rankingu sympatii z drugiego miejsca na jedenaste.

Najgorsze notowania wśród Polaków mają Rosjanie - aż 57 procent badanych deklaruje wobec nich niechęć, a tylko 18 procent pozytywne nastawienie. Obojętność wobec Rosjan wyraża 26 procent respondentów. Negatywne nastawienie wobec Rosjan utrzymuje się na podobnym, wysokim poziomie jak w 2023 roku.

Wyraźnie pogorszyły się także nastroje wobec Ukraińców. Odsetek ocen negatywnych wzrósł z 20 do 27 procent, a pozytywnych spadł z 53 do 46 procent. Zdaniem autorów badania może to odzwierciedlać narastające zmęczenie tematem wojny i jej długofalowymi skutkami.

W badaniu zauważalny jest także spadek sympatii wobec Żydów - pozytywne oceny spadły z 39 do 24 procent, a negatywne wzrosły z 20 do 30 procent. Z kolei w przypadku Arabów widać poprawę nastrojów: pozytywne oceny wzrosły z 23 do 30 procent, a negatywne spadły z 41 do 25 procent.

Ciekawą zmianę odnotowano również w stosunku do Chińczyków. Odsetek pozytywnych ocen wzrósł z 30 do 41 procent, a negatywnych spadł. "Jednocześnie, aż połowa badanych deklaruje wobec tej narodowości postawę obojętną, co sugeruje, że Chiny coraz częściej postrzegane są przez Polaków nie w kategoriach emocjonalnych, lecz jako istotny gracz gospodarczy i polityczny" - zaznaczono.

"Porównując wyniki z 2023 i 2026 roku zauważamy, że sympatie narodowościowe Polaków przestają być trwałe i oczywiste. Coraz częściej stają się zależne od bieżących wydarzeń politycznych oraz narracji obecnych w debacie publicznej" - wskazano.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 30-31 stycznia 2026 r. na reprezentatywnej grupie 1067 dorosłych Polaków, metodą CATI (wywiad telefoniczny). Poprzednią edycje badania przeprowadzono 27-28 października 2023 r. na próbie 1100 dorosłych Polaków. 

Czarzasty konsultował się z MSZ w sprawie Trumpa? Dziennikarka ujawnia

Dorota Hilger

Włodzimierz Czarzasty konsultował swoje stanowisko z MSZ w sprawie odmowy poparcia kandydatury Donalda Trumpa do pokojowego Nobla - powiedziała Dorota Gawryluk w Polsat News w programie "Kalejdoskop Wydarzeń". Ujawniła też nowe informacje na temat zwołania tajnego posiedzenia Sejmu, którego domaga się PiS w sprawie kontaktów marszałka Czarzastego. Ten ma mieć w sprawie plan.


Kobieta o prostych, brązowych włosach w granatowej bluzce z mikrofonem przy kołnierzu stoi na tle niebiesko-białej ściany.

Dorota Gawryluk w "Kalejdoskopie Wydarzeń" na antenie Polsat NewsPolsat News



W skrócie

  • Włodzimierz Czarzasty miał konsultować stanowisko dotyczące propozycji Pokojowej Nagrody Nobla dla Donalda Trumpa z MSZ.

  • Podczas programu Polsat News omawiano wpływ wypowiedzi Czarzastego na relacje polsko-amerykańskie i bezpieczeństwo kraju.

  • Prawo i Sprawiedliwość zażądało tajnego posiedzenia Sejmu w związku z doniesieniami o kontaktach marszałka. Czarzasty ma mieć w tej sprawie plan - opisywała Gawryluk.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Dorota Gawryluk informację na temat konsultacji Włodzimierza Czarzastego z MSZ podała podczas rozmowy z Janem Wróblem w trakcie programu "Kalejdoskop Wydarzeń" na antenie Polsat News. 

Dziennikarze zastanawiali się nad wpływem wypowiedzi polityka Lewicy na relacje ze Stanami Zjednoczonymi oraz bezpieczeństwo naszego kraju - w kontekście awantury, która wybuchła na linii z ambasadorem USA w Polsce.

Jak poinformowała Gawryluk, marszałek zasięgnął opinii resortu dyplomacji przed zajęciem stanowiska w sprawie Nagrody Nobla dla prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.

Włodzimierz Czarzasty konsultował się z MSZ? W tle Nagroda Nobla dla Donalda Trumpa


Gawryluk nie ujawniła, z kim dokładnie w MSZ rozmawiał Czarzasty, podkreśliła jednak, że marszałek "konsultował całą wypowiedź". Dziennikarka zwróciła także uwagę, że polityk czytał swoją wypowiedź podczas poniedziałkowego oświadczenia.

Marszałek Sejmu stwierdził wtedy, iż nie poprze wniosku o przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla Donaldowi Trumpowi, bo - jak ocenił - amerykański przywódca na nią nie zasługuje. Swoją odmowę tłumaczył tym, że prezydent Trump "reprezentuje politykę siły i przy użyciu siły prowadzi politykę transakcyjną".

W trakcie programu "Kalejdoskop Wydarzeń" poruszono także drugi z powiązanych z Włodzimierzem Czarzastym wątków, o którym głośno było w zeszłym tygodniu. Mowa o doniesieniach o jego znajomości z rosyjską businesswoman z Petersburga Swietłaną Czestnych.

PiS chce tajnego posiedzenia Sejmu. Co zrobi Czarzasty? Gawryluk ujawnia


Prezydent Karol Nawrocki zwołał na środę pilne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jednym z jego tematów mają być właśnie kontakty marszałka. Sam polityk Lewicy zaprzecza, jakoby miał sobie coś do zarzucenia.

W tej sprawie Czarzasty zwrócił się z wnioskiem o rozszerzenie agendy RBN o "wyjaśnienie charakteru kontaktów prezydenta ze środowiskami pseudokibiców" oraz "wyjaśnienie przeszłej pracy prezydenta w charakterze ochrony w Grand Hotel Sopot".

W związku z doniesieniami na temat Czarzastego Prawo i Sprawiedliwość zażądało zwołania tajnego posiedzenia Sejmu.

Jak ujawniła Dorota Gawryluk, marszałek może być gotowy przystać na tę prośbę. W kontrze ma zaproponować jednak, aby debata dotyczyła też wspomnianych wyżej kontaktów głowy państwa.

Jarosław Kaczyński opuścił szpital


Gawryluk w programie zwróciła także uwagę na sytuację Jarosława Kaczyńskiego, który, zgodnie z wcześniejszymi informacjami Polsat News, w piątek przed południem opuścił szpital.

"Pan prezes Jarosław Kaczyński opuścił dzisiaj szpital w związku z zakończonym leczeniem po przebytej chorobie. Zgodnie z zaleceniami lekarskimi pozostanie jeszcze przez najbliższe dni w domu" - napisał Bochenek w piątkowym wpisie.

Dziennikarka zasugerowała, że po wyjściu prezesa PiS ze szpitala "będzie się działo", jako że polityk miał sporo czasu na przemyślenie pewnych kwestii. Nie ujawniła jednak szczegółów "planu Kaczyńskiego".


"Wydarzenia": Upust policyjnej frustracji. Przez to nagranie komendant może stracić pracęPolsat News


Nawrocki na ceremonii otwarcia igrzysk. Widzowie wściekli na TVP, żądają przeprosin

Ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina odbyła się w piątek, 6 lutego. Uczestniczył w niej prezydent Karol Nawrocki, który przywitał polskich reprezentantów. Po tym, jak potraktowali go komentatorzy TVP, w sieci aż zawrzało. Za nami oficjalny start Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina. Piątkowy wieczór przyniósł historyczną zmianę w tradycji: jednocześnie zapłonęły dwa znicze olimpijskie, przy Łuku Pokoju (Arco della Pace) w Mediolanie i na Piazza Dibona w Cortinie d'Ampezzo. Ceremonię otwarcia zorganizowano w czterech lokalizacjach, a podczas defilady sportowców polską flagę nieśli Natalia Czerwonka i Kamil Stoch. Ceremonia otwarcia igrzysk olimpijskich. Karol Nawrocki też tam był Ceremonię otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina transmitowała między innymi Telewizja Polska. W wydarzeniu uczestniczył prezydent Karol Nawrocki, ale komentatorzy TVP, Marek Rudziński i Piotr Sobczyński, nie wspomnieli o jego obecności. Drugi z wymienionych dziennikarzy przywitał za to ministra sportu i turystyki. – Ja powiem tylko, że w ceremonii otwarcia bierze udział minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki, który reprezentuje rząd podczas tych igrzysk. Przed ceremonią pan minister wziął udział w spotkaniu z innymi ministrami sportu z całego świata. Były rozmowy na temat promocji naszej kandydatury do organizacji letnich igrzysk olimpijskich – mówił Piotr Sobczyński. Zachowanie komentatorów przykuło uwagę Macieja Krzyżanowskiego, który opublikował w serwisie X fragment nagrania z ceremonii i swój komentarz. Były przedstawiciel Prezydenta RP w Krajowej Radzie Sądownictwa napisał [zachowaliśmy pisownię oryginalną]: "Ceremonia Otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie trwa. Czy naprawdę dwóch komentatorów TVP w likwidacji siedząc na stadionie San Siro nie wie, że jest na nim także Prezydent Rzeczpospolitej Karol Nawrocki ??? O ministrze sportu jakoś pamiętali...". W komentarzach pod wpisami TVP Sport pojawiła się fala krytyki, a niektórzy internauci domagają się przeprosin za pominięcie obecności prezydenta na ceremonii otwarcia. "Ponieważ dzisiaj prezydent RP miał w Mediolanie spotkanie z premier Meloni, a (w odróżnieniu do ministra sportu) nie został wspomniany w waszym komentarzu przy okazji przemarszu polskiej reprezentacji, to był prezydent Nawrocki na San Siro czy nie był?" – dopytywał dr hab. Stefan Bielański, były członek Społecznej Rady Sportu przy Ministrze Sportu i Turystyki. Tymczasem prezydent Karol Nawrocki podzielił się krótkim nagraniem, na którym widać, jak wita polskich reprezentantów na ceremonii otwarcia igrzysk, machając z widowni. Przypomnijmy, że to już kolejna podobna sytuacja w krótkim czasie. Po niedawnej wizycie głowy państwa w Muzeum Auschwitz w sieci aż huczało. Prezydencki minister mówił o pominięciu Karola Nawrockiego, a przedstawiciele instytucji wydali specjalne oświadczenie w tej sprawie. Zachęcamy do lektury artykułu naTemat.pl, w którym przedstawiliśmy szczegóły. Kiedy Polacy startują na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich Mediolan-Cortina? Oto nasze szanse medalowe Zimowe igrzyska przez kolejne tygodnie będą jednym z głównych sportowych wydarzeń. Zaszczyt reprezentowania Polski we Włoszech otrzymało 59 sportowców. Wśród nich są również faworyci do medali. Warto obserwować starty w łyżwiarstwie szybkim, w których udział wezmą Andżelika Wójcik i Karolina Bosiek oraz Damian Żurek i Marek Kania. Polecamy waszej uwadze również skoki narciarskie, bo choć mówi się, że nasi reprezentanci nie są w najlepszej formie, to może czekać nas miłe zaskoczenie. Najważniejsze terminy dla polskich kibiców to: 9 lutego od godz. 19:00 (rywalizacja mężczyzn na normalnej skoczni), 10 lutego od godz. 18:45 (konkurs drużyn mieszanych) oraz 14 lutego od godz. 18:45 (finał na dużej skoczni). Przypomnijmy, że pierwsze starty polskich sportowców już za nami, a start polsko-ukraińskiej pary łyżwiarzy figurowych wywołał ogromne emocje. Poruszenia nie ukrywali również sami zawodnicy, Sofiia Dovhal i Wiktor Kulesza.

Nasza pierwsza wizyta w Japonii była świetna. Ale nie wystrzegliśmy się kilku błędów

2 min czytania

Mój chłopak i ja popełniliśmy kilka błędów podczas naszej pierwszej podróży do Japonii, która trwała 10 dni. Wybraliśmy zły miesiąc pod względem pogody i zabraliśmy ze sobą zbyt dużo bagażu. Uważam też, że powinnam była zrobić więcej researchu przed wyjazdem, ale mimo wszystko dobrze się bawiliśmy.

Kiedy planowaliśmy 10-dniową podróż do Japonii, nie mieliśmy pojęcia, czego się spodziewać.

Chociaż razem podróżowaliśmy po całym świecie, była to nasza pierwsza wizyta w tym kraju. Po wylądowaniu wszystko wydawało się zupełnie obce — było jasne, że jestem bardzo daleko od domu.

Na szczęście Japonia okazała się przyjemna i łatwa do poruszania się dla obcokrajowców. Dzięki aplikacjom tłumaczącym i odrobinie przygotowań większość wyjazdu przebiegła bez większych problemów.

Mimo to popełniliśmy kilka błędów, które nieco popsuły nasze wakacje. Oto kilka rzeczy, które zrobilibyśmy inaczej, aby kolejna podróż — jeśli wrócimy do Japonii — była jeszcze lepsza.

Zobacz także: Ceny, luka technologiczna czy dźwięk migawki. Oto rzeczy, które zaskoczyły mnie w Japonii

Pożar butli gazowej. 15 osób ewakuowanych, są poszkodowani

  • Trzy osoby zostały poszkodowane w wyniku pożaru butli gazowej w budynku wielorodzinnym w miejscowości Karkowo w powiecie stargardzkim w Zachodniopomorskiem. Do zdarzenia doszło w sobotę rano.

    • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

    W sobotę rano ok. godz. 7:30 strażacy zostali wezwani do pożaru butli gazowej w mieszkaniu w budynku wielorodzinnym w miejscowości Karkowo. 

    Przed przyjazdem straży pożarnej z tego budynku ewakuowało się pięć osób. Natomiast po dojeździe strażacy ewakuowali dwanaście osób.

    W wyniku tego zdarzenia trzy osoby zostały poszkodowane i zabrane do szpitala.

    Sytuacja została już opanowana.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Prof. Markowski: Trump rozmontowuje świat. Europa została sama

Donald Trump nie tylko łamie polityczne obyczaje, ale rozmontowuje fundamenty amerykańskiej demokracji i porządek świata po II wojnie światowej. – To polityka chaosu, która sprawia, że Chiny zaczynają wyglądać jak stabilizator ładu międzynarodowego – mówi prof. Radosław Markowski w rozmowie z Jackiem Pałasińskim.

Mylnie zakładamy, że to nam nie grozi. "Bałam się wracać do domu"

- Byłam niepoprawną optymistką. Myślałam, że to nam się nie przytrafi. Nie mamy wielkiego domu, nic, co mogłoby kogoś szczególnie skusić. Miałam też poczucie, że włamania były częstsze kiedyś, a dziś to rzadkość - mówi Ola. Razem z mężem i dwójką dzieci mieszka na zamkniętym osiedlu domów wielorodzinnych. Do włamania doszło w środku dnia, w momencie, gdy wraz z mężem zawozili dzieci na stałe zajęcia dodatkowe. Dziś nie ma wątpliwości, że nie był to przypadek. 

- Jestem przekonana, że byliśmy wcześniej obserwowani. Sprawca doskonale wiedział, kiedy wyjdziemy z domu i jak długo nas nie będzie. Ta świadomość jest najbardziej niekomfortowa. Myśl, że ktoś mógł śledzić nasze codzienne aktywności, sposób spędzania czasu i rytm dnia, do dziś wywołuje u mnie niepokój - tłumaczy.

Realny lęk


Po powrocie do domu początkowo nic nie wskazywało na włamanie. Ola zauważyła jedynie ślad błota na schodach, który w pierwszej chwili zrzuciła na pośpiech jednego z domowników. Chwilę później dostrzegła jednak kolejne ślady butów w kuchni i łazience. Jedno z okien było uchylone, a moskitiera odsunięta.

- Wtedy już wiedziałam - wspomina. Sprawdziła szafki z biżuterią i jej przypuszczenia się potwierdziły. - To był ogromny szok. Trudno pogodzić się z myślą, że ktoś bez zaproszenia wchodzi do twojego domu i zabiera to, na co pracowałaś albo co dostałaś od bliskich - mówi.

Od razu wezwali policję, jednak mimo przeprowadzonych czynności sprawcy nie udało się ustalić. Postępowanie zostało umorzone. - Usłyszeliśmy, że takie przestępstwa są bardzo trudne do wykrycia - relacjonuje Ola.

Konsekwencje zdarzenia były jednak znacznie większe niż straty materialne. - Najbardziej odczuły to dzieci. Bały się zostawać same, sprawdzały, czy ktoś nie jest w domu. Ten lęk był bardzo realny - opowiada.

Po włamaniu zamontowali czujniki ruchu i alarm, a rozważają także instalację kamer monitoringu. - Nasze poczucie bezpieczeństwa zostało zachwiane. Może to zabrzmi naiwnie, ale cieszę się, że skończyło się tylko na stratach materialnych. Najważniejsze, że nikogo z nas nie było wtedy w domu - dodaje.

Nawet sto włamań dziennie


W Polsce do włamania z kradzieżą dochodzi średnio co 20 minut. To 60 tysięcy zdarzeń rocznie. - To błąd myślenia zakładać, że nas to nie dotyczy, bo nic nie mamy albo dobrze się zabezpieczyliśmy. To fałszywe poczucie bezpieczeństwa - mówi Andrzej Mroczek, były policjant i wykładowca kryminologii Uniwersytetu Civitas.

Jak podkreśla, każda kilkugodzinna nieobecność w domu to potencjalne ryzyko włamania. - Każde mieszkanie może stać się celem. Wszystko zależy od profilu sprawcy. Włamywacze z "niższej półki" pokonują proste zabezpieczenia i biorą wszystko, co wpadnie im w ręce: alkohol, leki, jedzenie czy kosmetyki - tłumaczy ekspert.

Z kolei profesjonaliści działają inaczej. - Planowanie, rozpoznanie, odpowiedni sprzęt. Cel jest prosty: jak największy łup przy minimalnym ryzyku - dodaje Mroczek.

Najczęściej wyważają drzwi lewarem lub łomem, stosują bumping, przewiercają albo wyłamują wkładkę zamka, a czasem po prostu wybijają szybę. - Sforsowanie zabezpieczeń trwa od 3 do 60 sekund, a splądrowanie mieszkania 3-8 minut -wyjaśnia.

"W takich sytuacjach człowiek zostaje całkowicie bezradny"


Damian mieszka i pracuje we Wrocławiu. Jak podkreśla, włamania w jego okolicy zdarzają się notorycznie. - Po takiej sytuacji nie można mówić o jakimkolwiek poczuciu bezpieczeństwa. Ono spada na samo dno. Nawet jeśli dom jest najlepiej zabezpieczony, kiedy z niego wychodzę, złodziej robi, co chce, bo i tak nie ponosi konsekwencji - mówi.

W swoim życiu przeżył dwa włamania - do swojego domu i do tego, w którym wykonywał zlecenie. Pracuje jako wykończeniowiec. - Straty wyniosły kilkanaście tysięcy złotych. Najbardziej bolało co innego. Usługa, którą zobowiązałem się wykonać, nie mogła zostać zrealizowana zgodnie z planem. Osoba, która pozbawiła mnie możliwości wykonania pracy, nie poniosła żadnych konsekwencji - zaznacza.

W obu przypadkach Damian niemal natychmiast zadzwonił na policję. - Przyjechał funkcjonariusz i technik, który zabezpieczył odciski palców - wspomina. Sprawców do tej pory nie udało się złapać. - Drugi raz policja podeszła do sprawy w identyczny sposób. Szczerze mówiąc, zaczynam się zastanawiać, po co właściwie są. Zawsze wydawało mi się, że państwo ma obowiązek zapewnić bezpieczeństwo, a w takich sytuacjach człowiek zostaje całkowicie bezradny - dodaje.

W odpowiedzi na bezsilność Damian wraz z sąsiadami postanowili wziąć sprawy w swoje ręce.

- Zorganizowaliśmy własny system obserwacji, zwracamy uwagę na to, co dzieje się na osiedlu. Niestety włamania wciąż się zdarzają. Powinna zmienić się polityka w tym kraju. Politycy pokazują, że można robić wszystko i nie ponosić konsekwencji. Potrzebujemy innych decydentów i systemu, który doprowadza sprawy do końca - mówi.

Zwraca też uwagę na odpowiedzialność społeczną. - Ludzie nie czują się odpowiedzialni za innych, nie są uważni. A wystarczyłoby się rozejrzeć, żeby zapobiec wielu trudnym sytuacjom - podsumowuje.

"Bałam się wracać do domu"


Chociaż od tamtego dnia minęło już kilka lat, Ada wciąż pamięta go bardzo wyraźnie. Jak przyznaje, to doświadczenie zostanie z nią do końca życia. - Wróciłam do domu po spotkaniu ze znajomymi, zbliżała się północ. Byłam w swoim pokoju w domu rodzinnym. W lustrze odbijało się okno i wtedy zobaczyłam człowieka w czarnej kominiarce. Włamał się przez bramę, za chwilę mógł być w środku - wspomina. Gdy zorientował się, że został zauważony, uciekł.

- Szybko obudziłam mamę i wezwałyśmy policję - dodaje. Do kradzieży ostatecznie nie doszło, ale strach nie minął. Przez kolejne miesiące Ada żyła w ciągłym napięciu. - Bałam się wracać do domu po zmroku. Prosiłam znajomych, żeby mnie odprowadzali, albo rodziców, żeby po mnie wychodzili. Dużo mówiłam o tym zdarzeniu, to chyba był mój sposób radzenia sobie ze stresem - przyznaje.

Tym większym, że sprawcy nigdy nie udało się zatrzymać. - Policja częściej patrolowała naszą okolicę, a my jako rodzina byliśmy dużo bardziej czujni. Regularnie sprawdzałam, co dzieje się w ogrodzie, prosiłam rodziców, żeby wieczorem upewniali się, że nikogo tam nie ma - opowiada.

Ta ostrożność została z nią do dziś. - Wiem, że włamania naprawdę się zdarzają. Nie tylko w wiadomościach czy filmach - podsumowuje.

Jak włamanie wpływa na funkcjonowanie?


Doświadczenie włamania może silnie wpłynąć na samopoczucie psychiczne i fizyczne. Narusza podstawowe poczucie bezpieczeństwa i kontroli. - Dla wielu osób dom przestaje być miejscem spokoju, a zaczyna kojarzyć się z zagrożeniem - mówi psycholożka i psychoterapeutka Monika Machnicka. W konsekwencji pojawiają się silne emocje: lęk, złość, bezradność czy poczucie niesprawiedliwości.

Częste są także objawy fizyczne, m.in. napięcie, problemy ze snem, nadmierna czujność i trudność w relaksowaniu się. - Obniża się zaufanie do świata, a część osób funkcjonuje w stałym poczuciu zagrożenia. Zdarza się również wstyd lub irracjonalne poczucie winy, mimo że odpowiedzialność zawsze leży po stronie sprawcy - podkreśla ekspertka.

Radzenie sobie ze skutkami włamania bywa procesem. - Pomocne jest stopniowe odzyskiwanie kontroli, np. poprzez poprawę zabezpieczeń czy uporządkowanie przestrzeni - wskazuje Machnicka.

Jak zapobiec włamaniu?


Ryzyko włamania można jednak ograniczyć. Albo chociaż próbować. - Pomaga czujność sąsiadów, wizyty rodziny lub znajomych, opróżnianie skrzynki pocztowej i usuwanie ulotek spod drzwi. Ważne jest też niechwalenie się wyjazdem w mediach społecznościowych - zaznacza Andrzej Mroczek.

Nie bez znaczenia są zabezpieczenia techniczne. - Solidne drzwi i zamki, czujniki ruchu, kamery z aplikacją, alarmy, czasowe włączniki światła, sejfy przymocowane do podłoża. Każda dodatkowa warstwa ochrony zwiększa szansę, że włamywacz zrezygnuje - podkreśla ekspert.

Dobra wiadomość? Włamań jest mniej niż jeszcze kilka lat temu. - Od 2023 roku statystyki pokazują wyraźny spadek. To efekt większej świadomości, nowoczesnych technologii, pomocy sąsiedzkiej oraz skuteczniejszych działań policji - podsumowuje Andrzej Mroczek.


Kryzys w SOP a relacje rząd-prezydent. Szłapka w ''Gościu Wydarzeń'': Nadzór pełni minister spraw wewnętrznych i administracji. Kropka.Polsat NewsPolsat News


Znajomy miał wypłacić pieniądze, ona podała kod BLIK. Bank zablokował konto

Czytaj też: Wybory w Japonii są ważniejsze, niż się wszystkim wydaje

Jak relacjonuje "Gazeta Wyborcza" transakcja miała być zwykłą pożyczką na kilkanaście tysięcy złotych, nawet potwierdzona odręcznie spisaną umową. Dla systemów bankowych wyglądało to jednak jak klasyczny schemat oszustwa.

Dlaczego bank zinterpretował transakcję jako oszustwo?

Kobieta i jej znajomy mieszkali w różnych miastach. Zamiast spotykać się osobiście lub wykonywać przelew, zdecydowali się na wypłatę gotówki kodem BLIK. Ona wygenerowała kod i zaakceptowała transakcję w aplikacji bankowej, a on wypłacił pieniądze w bankomacie.

Czytaj także w BUSINESS INSIDER

W tym momencie uruchomiły się jednak mechanizmy bezpieczeństwa. Bank widział, że telefon właścicielki konta znajduje się setki kilometrów od bankomatu, a dodatkowo w chwili zatwierdzania kodu prowadziła ona rozmowę telefoniczną.

To połączenie okazało się kluczowe. Od kilku lat banki intensywnie walczą z oszustwami telefonicznymi i wyłudzeniami opartymi na socjotechnice. Typowy schemat polega na tym, że przestępca dzwoni do ofiary, podszywa się pod policję, bank lub członka rodziny i nakłania ją do wykonania przelewu albo podania kodu BLIK. Dlatego część banków monitoruje, czy w momencie zlecania wypłaty lub przelewu trwa zwykła rozmowa telefoniczna, i przy podwyższonym ryzyku automatycznie blokuje transakcję, a czasem całe konto.

Co istotne, dotyczy to tylko zwykłych połączeń telefonicznych — rozmowy prowadzone przez WhatsApp, Signal czy inne komunikatory nie są w ten sposób widoczne dla banku.

Czytaj też: Donald Trump zniósł cła na towary z Indii. Putin ma problem

Po zablokowaniu transakcji bank sięgnął dodatkowo po nagrania z monitoringu przy bankomacie. Na filmie było widać, że gotówkę wypłaca mężczyzna, a nie właścicielka konta. To praktycznie przesądziło sprawę. Kobieta przekazała bankowi umowę pożyczki i przyznała, że udostępniła kod BLIK osobie trzeciej, co jest formalnym złamaniem regulaminu, i teraz czeka na dalsze decyzje.

Blokada transakcji poprzez użycie BLIK-a. Kiedy można się jej spodziewać?

Nie oznacza to, że każda taka transakcja zawsze zostanie zablokowana. Bankowe systemy działają kontekstowo. Zwykle nie reagują na drobne płatności, na przykład za lekcje online czy zakupy dzieci, często tolerują przekazywanie kodów w rodzinie i zazwyczaj nie blokują jednorazowych niewielkich przelewów "na prezent". Problem zaczyna się wtedy, gdy pojawia się kilka czynników naraz: wysoka kwota, rozmowa telefoniczna, duża odległość między telefonem a bankomatem i wypłata gotówki.

❌