Widok normalny

Otrzymane przedwczoraj GeekWeek w INTERIA.PL – technologie, nauka, lifestyle i podróże

Ponowne otwarcie szkół wpłynęło na depresję i lęki u dzieci. Jak?


Spis treści:

  1. Pandemia zrujnowała nasz dobrostan?

  2. Powrót do szkół poprawił zdrowie psychiczne dzieci

  3. Lekcja na przyszłość. Stacjonarnie zdrowiej niż zdalnie

Pandemia zrujnowała nasz dobrostan?


Długotrwała izolacja społeczna czy kwarantanna w pierwszych dwóch latach pandemii Covid-19 dała się we znaki zarówno dorosłym, jak i dzieciom. Człowiek jako istota ewolucyjnie społeczna nie jest przystosowany do przebywania w osamotnieniu przez długi czas. Kontakty online, które stanowią pewną namiastkę tych fizycznych i "stacjonarnych", nie wystarczają do zapewnienia dobrostanu (wellbeingu). Rzadkie wychodzenie z domu, mało spotkań towarzyskich, fizyczne obostrzenia czy nawet zamknięcie lasów - stanowiły paliwo dla depresji i lęków. Dlatego też w trakcie pandemii nasilił się kryzys zaburzeń psychicznych.

Te negatywne aspekty izolacji dały się we znaki także najmłodszym, którzy zostali pozbawieni bezpośredniego kontaktu z rówieśnikami. Gdy szkoły były zamknięte, a lekcje odbywały się online, pogorszyło się nie tylko zdrowie, ale także wyniki w nauce. Sprawą tą dokładnie zajęli się badacze, którzy przeanalizowali, co się zmieniło w okresie od marca 2020 do czerwca 2021 (czyli w okresie nasilonej pandemii) u uczniów z Kaliforni, którzy wrócili do szkół. Badanie na próbie N=185,735 opiera się na danych z roszczeń medycznych drugiego co do wielkości prywatnego ubezpieczyciela w tym stanie. Dotyczą one dzieci i młodzieży w wieku 5-18 lat.

"Zamknięcie szkół w trakcie pandemii Covid-19 zaburzyło u dzieci edukację, socjalizację i dostęp do zasobów zdrowia psychicznego, wzmagając obawy o długoterminowe efekty na zdrowiu psychicznym dzieci. Celem [analizy] było oszacowanie skutków ponownego otwarcia szkół w erze pandemii na zdrowie psychiczne dzieci oraz wydatki na opiekę zdrowotną. Zróżnicowany czas otwarcia szkół stworzył unikalny quasi-eksperyment" - wyjaśniają autorzy badania opisanego w czasopiśmie "Epidemiology".

Naukowcy zastosowali metodę różnicy w różnicach (ang. difference in differences, DID), aby zbadać, jak stopniowe ponowne otwieranie szkół wpłynęło na diagnozy depresji, zaburzeń lękowych i zespołu nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD), a także na wydatki związane z opieką zdrowotną w przypadku uczniów. Odkryli oni, że faktycznie powrót do szkół wpłynął dobroczynnie na psychikę dzieci oraz zmniejszył wydatki. O ile dokładnie?

Analiza dostarczyła nowe dane. "Ponowne otwarcie szkół powiązano ze spadkiem miesięcznej częstości występowania diagnoz zdrowia psychicznego o 1,2 pkt proc. (95% CI: -1,59, -0,74) oraz spadkiem wydatków na opiekę zdrowotną o 10,6% (95% CI: -13,4%, -7,8%)" - relacjonują autorzy badania. "Problemy ze zdrowiem psychicznym, które cechowało największe zróżnicowanie między stacjonarnymi i zdalnymi okręgami szkolnymi, to zaburzenia lękowe i depresja. Efekty były silniejsze u dziewczynek".

Eksperci wyjaśniają, że już 9 miesięcy po ponownym otwarciu szkół wydatki związane ze zdrowiem psychicznym na dobra inne niż leki spadły o 11%, na leki o 8%, a na leki na ADHD - o 5%. Z kolei szansa zdiagnozowania problemu psychicznego zmalała o 43% w porównaniu do okresu przed ponownym otwarciem szkół.

Lekcja na przyszłość. Stacjonarnie zdrowiej niż zdalnie


Zgodnie z fundamentalną zasadą medycyny, że lepiej zapobiegać, niż leczyć, wnioski z tego badania wydają się oczywiste. Żywy kontakt z innymi ludźmi ma kluczowe znaczenie dla naszego dobrostanu, a pośrednio i całego zdrowia. Nie zawsze jednak jest on możliwy.

Twórcy technologii cyfrowych tworzą różne rozwiązania, które miałyby symulować bliskość z innymi ludźmi jeszcze bardziej przekonująco - od specjalnych scen przypominających klasę, w której uczestnicy spotkania czy lekcji online "sadzani" są obok siebie, po pełną immersję w środowisku 3D, jaką przy pomocy gogli VR lub tylko na ekranie laptopa czy telefonu mogą doświadczyć użytkownicy Microsoft Teams. To jednak tylko erzac żywych kontaktów, o czym warto pamiętać.

"Nasze wyniki dostarczyły solidny dowód dla rodziców, edukatorów i ustawodawców, że nauka stacjonarna odgrywa kluczową rolę w dobrostanie dzieci. Te odkrycia stanowią lekcję dla przyszłych sytuacji kryzysowych związanych ze zdrowiem publicznym oraz zapewniają wgląd w to, dlaczego zdrowie psychiczne uległo pogorszeniu u dzieci w trakcie pandemii" - tłumaczy starsza badaczka, prof. Rita Hamad z Harvard School of Public Health.

Źródło: Pelin Ozluk, Jeff Romine, Gosia Sylwestrzak, Rita Hamad. Effect of School Reopenings on Children's Mental Health during COVID-19: Quasi-Experimental Evidence from California. Epidemiology, 2025; DOI: 10.1097/EDE.0000000000001930


"Wydarzenia": Legendarny "Dar Młodzieży" będzie miał swojego następcęPolsat News


USA ujawniły możliwości hipersonicznych pocisków Dark Eagle. Rosja bezradna

Amerykańska armia ujawniła nowe szczegóły dotyczące swojej długodystansowej broni hipersonicznej Long-Range Hypersonic Weapon (LRHW), znanej potocznie jako Dark Eagle. Podczas wizyty sekretarza obrony Pete'a Hegsetha w Redstone Arsenal w Alabamie, oficerowie armii zaprezentowali kluczowe parametry systemu, w tym masę głowicy bojowej i zasięg. Te informacje potwierdzają, że Dark Eagle opiera się przede wszystkim na ogromnej energii kinetycznej, a nie na dużej ilości materiału wybuchowego.

Pocisk w bojowej części ok. 13,6 kg materiału wybuchowego. Dla porównania, standardowy pocisk artyleryjski 155 mm M107 zawiera ok. 6,86 kg materiału wybuchowego, więc głowica Dark Eagle odpowiada mniej więcej dwóm takim pociskom pod względem ilości ładunku. Podobne rozwiązanie stosuje pocisk GMLRS M30A1 do systemów HIMARS. W tym przypadku głowica waży ok. 88 kg, z czego 23 kg to materiał wybuchowy rozpraszający ok. 180 tys. kulek wolframowych. Zakładając podobne proporcje, całkowita masa głowicy Dark Eagle oscyluje wokół 50-60 kg. To znacznie mniej niż w tradycyjnych rakietach dalekiego zasięgu, ale w przypadku broni hipersonicznej nie jest to wadą. Otóż prędkość i manewrowość pozwalają na precyzyjne niszczenie celów o wysokim priorytecie, takich jak systemy obrony powietrznej, radary czy węzły dowodzenia.

Armia USA planuje pełne uzbrojenie pierwszej baterii Dark Eagle jeszcze w tym roku. Jednostka w Joint Base Lewis-McChord (stan Waszyngton) otrzymała już większość rakiet, a bateria składa się z czterech mobilnych wyrzutni (każda z dwoma pociskami) oraz pojazdu dowodzenia. System był testowany w ćwiczeniach, m.in. Bamboo Eagle i Talisman Sabre, w tym po raz pierwszy poza USA, a mianowicie w Australii.

Generał dywizji Frank Lozano, dyrektor wykonawczy Programu Rakietowego i Kosmicznego USA, w wywiadzie dla Defense News poinformował niedawno, że najnowsza broń hipersoniczna Stanów Zjednoczonych zostanie rozmieszczona w Japonii i w Niemczech już na początku 2026 roku.

Mówimy tutaj o broni, która może wywrzeć presję psychologiczną na władze Rosji przed dokonaniem ataku na europejskie kraje NATO. Hipersoniczne pociski balistyczne Dark Eagle rozmieszczone w Niemczech bez problemu bardzo szybko sięgną strategicznych obiektów dla Kremla. Bez nich prowadzenie wojny będzie niemożliwe.

Rosja bezbronna wobec pocisków Dark Eagle


Pocisk balistyczny LRHW Dark Eagle składa się z przyspieszacza rakietowego pierwszego stopnia z układem napędowym na paliwo stałe SRM (Solid Rocket Motor) oraz drugiego stopnia, zintegrowanego z uniwersalnym kadłubem hipersonicznego pocisku szybującego o kryptonimie C-HGB (Common-Hypersonic Glide Body).

Zasięg ocenia się na ponad 3300 kilometrów, zatem mówimy tutaj o broni hipersonicznej dalekiego zasięgu, ale w kwestii balistycznej, już średniego zasięgu. Pentagon ujawnił, że pocisk może przemieszczać się z prędkością 6100 km/h (Mach 5), ale już pojazd szybujący C-HGB, przed uderzeniem w cel może rozpędzić się do 8600 km/h (Mach 7).

Dark Eagle ma być pierwszym pociskiem hipersonicznym USA, wobec którego nawet najnowsze i najpotężniejsze rosyjskie systemy obrony powietrznej mają być całkowicie bezradne. Mowa tutaj o systemach S-400 Trumf i S-500 Prometeusz. Jest to broń obronna, której zestaw kosztuje nawet miliard dolarów. Obecnie Kreml ma posiadać zaledwie kilka sztuk systemów S-500.

Systemy S-400 i S-500 nie ochronią Rosji


Jak tłumaczą eksperci BulgarianMilitary, S-400 i S-500 zostały zaprojektowane i zbudowane do obrony przed pociskami hipersonicznymi zdolnymi rozwinąć prędkość do 6100 km/h, czyli ponad 2000 km/h mniej od możliwości najnowszej amerykańskiej broni. Rosyjskie systemy nie mogą też śledzić pocisków, które manewrują w locie z tą prędkością, a taki atrybut ma pocisk USA.

Jak podaje Pentagon, Dark Eagle jest zaprojektowany do wystrzeliwania zarówno z mobilnych platform naziemnych, jak okrętów nawodnych i podwodnych. To zwiększa jego wszechstronność. Mobilność systemu jest kluczową cechą, ponieważ umożliwia szybkie rozmieszczenie i zmianę pozycji w odpowiedzi na zmieniające się sytuacje taktyczne.

To wszystko sprawia, że potencjalny atak Rosji na kraje NATO, będzie niczym innym jak samobójstwem, ponieważ baterie pocisków LRHW Dark Eagle mogą w ramach odwetu już po kilku minutach zniszczyć wszystkie strategiczne obiekty militarne Rosji i doprowadzić do jej upadku. Oczywiście, Rosja posiada broń jądrową, jednak pociski Dark Eagle mają również potencjał do skutecznego zniszczenia nawet silosów atomowych.

***

Bądź na bieżąco i zostań jednym z 88 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!


"Wydarzenia": Legendarny "Dar Młodzieży" będzie miał swojego następcęPolsat News


Zakupy przed świętami. Jak nie dać się wciągnąć w zakupowy wir

Jest taki moment w grudniu, który zna chyba każdy. Stoisz w kolejce po karpia, w ręku telefon, w tle "Last Christmas", a algorytm właśnie podsuwa ci "idealny prezent" - tylko dziś, tylko teraz. W domu czeka jeszcze choinka do ubrania, lista zakupów spożywczych jest niekompletna, a głowa pełna myśli w stylu: "byle zdążyć". Właśnie wtedy podejmujemy najdroższe decyzje. Przedświąteczne zakupy to nie jest zwykłe kupowanie. To emocjonalny sprint, w którym rozsądek często zostaje gdzieś w tyle.

Grudzień ma swój własny mikroklimat psychologiczny. Światła, zapach pierników, reklamy pełne idealnych rodzin i przekaz prosty jak barszcz z torebki - jeśli kochasz, to kupujesz. Do tego dochodzi presja czasu, tradycja obdarowywania i poczucie, że "tak trzeba". Sklepy (te stacjonarne, jak i internetowe) doskonale wiedzą, że w tym okresie jesteśmy bardziej skłonni do szybkich, emocjonalnych decyzji. Efekt? Wydajemy więcej, częściej i szybciej, niż planowaliśmy, często usprawiedliwiając to "magią świąt".

Dlaczego w grudniu portfel chudnie szybciej niż zwykle?


W psychologii decyzji od dawna wiadomo, że nie jesteśmy racjonalnymi maszynami do liczenia. Jednym z mechanizmów, który szczególnie mocno działa przed świętami, jest tzw. efekt kotwicy. W praktyce wygląda to tak: widzisz przekreśloną cenę "499 zł", obok nową "299 zł" i automatycznie uznajesz okazję za świetną, nawet jeśli 299 zł wcale nie jest niską ceną. Do tego dochodzi presja niedoboru - "ostatnie sztuki", "zostało 2 godziny", "inni właśnie to kupują". Mózg odbiera to jako zagrożenie straty, a strata boli nas psychicznie bardziej niż potencjalny zysk.

W grudniu dochodzi jeszcze jeden czynnik, emocje społeczne. Kupujemy nie tylko dla siebie, ale dla innych. Chcemy sprawić radość, nie zawieść oczekiwań, nie wypaść gorzej niż "reszta". To skraca proces myślenia. Zamiast porównać ceny czy zastanowić się, czy dana rzecz faktycznie się przyda, działamy impulsywnie. A impulsywne zakupy, jak pokazują badania, niemal zawsze oznaczają wyższe wydatki i mniejszą satysfakcję po fakcie.


Świąteczny budżet dobrze zaplanować z wyprzedzeniem

Świąteczny budżet dobrze zaplanować z wyprzedzeniem123RF/PICSEL


Impuls, czyli ten moment, gdy wiesz, że coś jest nie tak


Impulsywny zakup ma charakterystyczny przebieg. Najpierw pojawia się nagłe poczucie "to jest to". Potem myśl, że decyzję trzeba podjąć natychmiast. Następnie usprawiedliwienie - "to tylko drobiazg", "w końcu są święta", "należy się jak psu buda". W praktyce są to często rzeczy zauważone przypadkiem... świeca przy kasie, zestaw "świąteczny" dorzucony do koszyka, promocja wyskakująca w aplikacji. Problem nie polega na tym, że kupujemy prezenty, ale na tym, że robimy to bez planu.

Najprostszym antidotum jest struktura. Lista osób, lista prezentów i realny limit kwotowy. Brzmi banalnie, ale działa, bo przenosi decyzję z emocji na papier lub ekran. Kiedy wiesz, że na prezent dla konkretnej osoby masz określoną kwotę i pomysł, znacznie trudniej dać się skusić "okazji", która akurat mignęła przed oczami.

Jak kupować prezenty i nie zwariować (ani nie zbankrutować)


Jednym z najskuteczniejszych trików jest wprowadzenie opóźnienia. Jeśli coś kosztuje więcej niż ustalona granica, daj sobie dobę lub dwie na decyzję. Ten czas często wystarczy, by emocje opadły i pojawiło się pytanie "czy ja naprawdę tego potrzebuję?". Warto też utrudnić sobie zakupy technicznie. Niezapisywanie kart w sklepach internetowych, wyłączenie powiadomień promocyjnych czy korzystanie z osobnego konta tylko na prezenty to drobne bariery, które skutecznie ograniczają impulsy.

W przypadku samych prezentów dobrze jest zmienić perspektywę. Najdroższe nie zawsze znaczy najlepsze. Badania i doświadczenie pokazują, że prezenty w formie doświadczeń, wspólnego czasu czy rzeczy praktycznych często cieszą bardziej niż przypadkowe gadżety. Zanim klikniesz "kup teraz", warto zadać sobie jedno pytanie: czy ten prezent realnie poprawi komuś życie albo stworzy wspomnienie? Jeśli odpowiedź brzmi "nie wiem", to sygnał ostrzegawczy.

Zakupy online wymagają dodatkowej czujności. Internet skraca drogę od zachcianki do płatności do kilku sekund. Warto porównywać ceny, czytać opinie i pamiętać, że "limitowana oferta" często wraca w innej formie kilka dni później. Grudniowa presja jest iluzją, którą ktoś bardzo starannie zaprojektował człowiek z gruntowną wiedzą psychologiczną.

Święta to nie konkurs na największy koszyk i prezent


Warto też obalić kilka mitów. Nie, nie każdą promocję trzeba wykorzystać. Nie, limitowana edycja zwykle nie jest wyjątkowa. I nie, większa liczba prezentów nie oznacza większej miłości. Krótkotrwała przyjemność z zakupów szybko mija, a rachunek na koncie zostaje na długo po zgaszeniu choinkowych światełek.

Czy dziecko rzeczywiście musi dostawać osobne prezenty od dziadków i rodziców? A może wystarczy zrzucić się na jeden. Czy to musi być mega droga zabawka, bo tańszej nie wypada (oczywiście w przypadku tańszej, nie mam na myśli tandety, która rozpada się rękach). Może ten mniejszy i tańszy garaż na samochodziki też ucieszy dziecko, a będzie łatwiej ustawić w pokoju. A może mniejszy, przenośny domek dla lalek będzie równie dobry, jak ten ogromny, kilka razy droższy?

Święta Bożego Narodzenia mają sens wtedy, gdy nie kończą się finansowym kacem. Najlepszą ochroną przed impulsywnym kupowaniem nie jest silna wola, tylko plan i kilka prostych zasad. Lista, budżet, chwila przerwy i świadomość własnych emocji potrafią zdziałać więcej niż setki poradników. No i nie myślmy, co my chcemy dać, tylko z czego druga osoba rzeczywiście się ucieszy. Bo może się okazać, że to nie będą mega drogie perfumy, tylko po prostu nowy, ciepły szalik.

A jeśli w tym roku uda się wyjść z grudnia bez poczucia, że portfel dostał po głowie, to może być jeden z najlepszych prezentów, jakie możemy sobie sprawić.

Kilka ciekawych pozycji naukowych:1) Rodrigues, R.I., Lopes, P. i Varela, M. (2021) Factors Affecting Impulse Buying Behavior of Consumers. Frontiers in Psychology, 12, artykuł 697080. Dostępne online: https://www.frontiersin.org/articles/10.3389/fpsyg.2021.697080
2) Verplanken, B. i Sato, A. (2014) A meta-analysis of consumer impulse buying. Journal of Retailing and Consumer Services, 21(3), s. 1-10. Dostępne online: https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S096969891300115X
3) Zhang, K. i Shi, X. (2022) Consumers' Impulsive Buying Behavior in Online Shopping Based on the Influence of Social Presence. Computational Intelligence and Neuroscience, 2022, artykuł ID 4276375. Dostępne online: https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC9270160/
4) Maharani, D. i Darma, G.S. (2025) Consumer Purchasing Behavior Analysis on Impulse Buying. Jurnal Manajemen Bisnis, 22(1), s. 45-58. Dostępne online: https://journal.undiknas.ac.id/index.php/magister-manajemen/article/view/603
5) Rusenova, P. (2025) Psychology of Impulse Shopping. Psychological Research (in the Balkans), 14(2), s. 77-91. Dostępne online: https://journalofpsychology.org/index.php/1/article/view/193
6) Gąsiorowska, A. (2013) Różnice indywidualne w skłonności do kupowania impulsywnego. Konstrukcja i walidacja skali pomiarowej. Psychologia Ekonomiczna, 3, s. 5-22. Dostępne online: https://psychologia-ekonomiczna.uek.krakow.pl/index.php/psychologia-ekonomiczna/article/view/7
7) Xie, Y., Li, J., Wang, S. i Chen, Z. (2024) Knowledge mapping of impulsive buying behavior research: a visual analysis using CiteSpace. Humanities and Social Sciences Communications, 11, artykuł 473. Dostępne online: https://www.nature.com/articles/s41599-024-03473-9
8) Krajowy Rejestr Długów (2025) Mężczyźni częściej niż kobiety pozwalają sobie na spontaniczne zakupy - wyniki badania. Polska Agencja Prasowa. Dostępne online: https://www.pap.pl/aktualnosci/badanie-mezczyzni-czesciej-niz-kobiety-pozwalaja-sobie-na-spontaniczne-zakupy


Rewolucyjny implant. Przywraca zdolność czytania niewidomym© 2025 Associated Press


Historyczny atak Ukrainy na rosyjski okręt "Warszawianka"

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) ogłosiła przeprowadzenie unikalnej operacji specjalnej, w ramach której po raz pierwszy w historii skutecznie zaatakowano rosyjski okręt podwodny za pomocą podwodnych dronów kamikadze o nazwie Sub Sea Baby. Atak miał miejsce w porcie w Noworosyjsku, gdzie trafiono jednostkę projektu 636.3 klasy Warszawianka. W wyniku eksplozji okręt doznał krytycznych uszkodzeń i został de facto wyłączony z działań bojowych. Operacja była wspólnym dziełem 13. Głównego Zarządu Kontrwywiadu Wojskowego SBU oraz Marynarki Wojennej Ukrainy.

Na opublikowanych przez SBU nagraniach widać moment potężnej eksplozji w porcie, gdzie cumowały rosyjskie okręty wojenne, w tym trafiony okręt podwodny. Sub Sea Baby, będące podwodną wersją znanych i cenionych dronów nawodnych Sea Baby, zbliżyły się do celu i zdetonowały ładunki wybuchowe. Eksperci nie mają wątpliwości, że to innowacyjne użycie broni bezzałogowej podkreśla ewolucję ukraińskiej taktyki morskiej, która pozwala na precyzyjne uderzenia nawet w dobrze chronionych bazach Rosji. Atak ten jest uznawany za przełomowy, gdyż po raz pierwszy podwodny dron skutecznie wyeliminował okręt podwodny.

Historyczny atak Ukrainy na rosyjski okręt "Warszawianka"


Okręty klasy Warszawianka są kluczowymi nosicielami pocisków manewrujących Kalibr, które Rosja od początku pełnoskalowej inwazji w 2022 roku wielokrotnie wykorzystywała do ataków na ukraińskie miasta i infrastrukturę krytyczną. Te precyzyjne pociski o zasięgu do 2500 km wielokrotnie trafiały w cele cywilne, powodując zniszczenia elektrowni, sieci energetycznych i budynków mieszkalnych. W efekcie ataków dochodziło do przerw w dostawach prądu, ciepła i wody dla milionów mieszkańców. Uszkodzenie takiego okrętu bezpośrednio osłabia zdolność Rosji do prowadzenia tych zbrodniczych uderzeń z morza, ratując życie cywilów i ograniczając zniszczenia w Ukrainie.

Trafiony okręt był nosicielem czterech wyrzutni pocisków manewrujących Kalibr. SBU podkreśliła, że okręt musiał stacjonować w Noworosyjsku właśnie z powodu wcześniejszych skutecznych operacji dronów nawodnych Sea Baby, które zmusiły Rosjan do wycofania floty z Zatoki Sewastopolskiej na okupowanym Krymie. Okręt podwodny projektu 636.3, znany jako klasa Warszawianka, to nowoczesna diesel-elektryczna jednostka o długości około 74 metrów, wyporności podwodnej ponad 3900 ton i załodze liczącej 52 osoby. Wyposażony jest w sześć wyrzutni torpedowych kalibru 533 mm, może przenosić miny morskie oraz pociski Kalibr-PL, zdolne do rażenia celów na odległość do 2500 km.

Rosja używa tych jednostek do ataków rakietowych


Specjalna anechoiczna powłoka kadłuba pochłania fale dźwiękowe, czyniąc go jednym z najcichszych okrętów podwodnych na świecie, stąd przydomek "Czarna Dziura" nadany przez NATO. Rosja posiada kilka takich jednostek w Flocie Czarnomorskiej, zbudowanych w latach 2010-2016. Wartość jednego takiego okrętu szacowana jest na około 400 milionów dolarów, jednak ze względu na międzynarodowe sankcje koszt budowy nowego egzemplarza mógłby przekroczyć 500 milionów.

Strata ta jest więc nie tylko militarnym, ale i finansowym ciosem dla Rosji. Ten atak dowodzi rosnącej asymetrii w wojnie morskiej na Morzu Czarnym, gdzie Ukraina, mimo braku tradycyjnej floty, skutecznie neutralizuje rosyjską przewagę, dzięki innowacyjnym technologiom dronowym. Jak tłumaczą eksperci militarni, Sub Sea Baby, podobnie jak nawodni odpowiednicy, stają się kluczowym elementem ukraińskiej strategii, pozwalając na głębokie uderzenia w rosyjskie cele i zmuszając przeciwnika do ciągłego przemieszczania sił.

Okręty te zaprojektowano jeszcze za czasów Związku Radzieckiego, jako wersję rozwojową projektu 877. Co ciekawe, Polska też posiada taką jednostkę. Jest nią słynny i jedyny w naszej flocie ORP Orzeł, który został zwodowany w 1985 roku. Okręty podwodne projektu 636.3 "Warszawianka" charakteryzują się klasycznym, diesel-elektrycznym napędem, w zależności od wariantu mają 70-74 metry długości i wypierają w zanurzeniu ok. 3100 ton.

***

Bądź na bieżąco i zostań jednym z 88 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!


Rewolucyjny implant. Przywraca zdolność czytania niewidomym© 2025 Associated Press


Cyberatak na państwowy urząd. Wykradziono ważne dane

Filip Mielczarek

Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski poinformował o wykryciu poważnego incydentu cyberbezpieczeństwa w Urzędzie Zamówień Publicznych (UZP). Nieznani sprawcy uzyskali nieautoryzowany dostęp do kont poczty elektronicznej należących do pracowników tej instytucji oraz Krajowej Izby Odwoławczej (KIO).


Czerwony napis 'CYBER ATTACK' i 'WARNING' wyświetlone na tle kodu komputerowego, otoczone szeregiem cyfrowych znaków, sugerujące zagrożenie atakiem w cyberprzestrzeni.

Cyberatak na państwowy urząd. Wykradziono ważne dane123RF/PICSEL


Komunikat ministra pojawił się na platformie X, gdzie podkreślił, że zdarzenie zostało natychmiast zgłoszone do specjalistycznych służb zajmujących się cyberbezpieczeństwem. Podjęto już kroki mające na celu zabezpieczenie systemów, minimalizację potencjalnych szkód oraz przywrócenie pełnej kontroli nad infrastrukturą. Obecnie prowadzone są też intensywne działania operacyjne, których celem jest identyfikacja osób odpowiedzialnych za atak.

Urząd Zamówień Publicznych pełni kluczową rolę w polskim systemie administracji publicznej. Jako centralny organ rządowy, odpowiada za nadzór nad przetargami publicznymi, edukację uczestników rynku, opracowywanie przepisów prawnych oraz kontrolę postępowań. Naruszenie bezpieczeństwa w takiej instytucji budzi szczególne obawy, choć na razie nie ujawniono szczegółów dotyczących ewentualnego wycieku wrażliwych danych.

Cyberatak na państwowy urząd. Wykradziono ważne dane


Minister Gawkowski zwrócił uwagę na szerszy kontekst problemu. Liczba cyberataków na polskie podmioty publiczne i prywatne systematycznie rośnie, a ich intensywność staje się coraz większa. W tym roku odnotowano rekordową liczbę incydentów, co potwierdza rosnące zagrożenie w cyberprzestrzeni.

W odpowiedzi na te wyzwania, rząd promuje nowo uruchomioną platformę cyber.gov.pl, która działa jako centralny hub informacji i narzędzi ochronnych. Serwis oferuje m.in. praktyczne wskazówki dotyczące bezpiecznego korzystania z internetu, aktualne alerty o zagrożeniach, bezpłatne usługi takie jak sprawdzanie wycieków danych czy skanowanie urządzeń pod kątem złośliwego oprogramowania. Platforma integruje również zasoby przeznaczone dla instytucji objętych wymogami Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa oraz unijnej dyrektywy NIS2.

Gawkowski zaapelował do wszystkich organizacji, zarówno publicznych, jak i prywatnych, o konsekwentne stosowanie najwyższych standardów ochrony systemów elektronicznych. Podkreślił, że regularne szkolenia, aktualizacje zabezpieczeń i przestrzeganie obowiązujących regulacji są kluczowe w obliczu ewoluujących zagrożeń cyfrowych. Incydent w UZP przypomina o tym, jak ważne jest ciągłe inwestowanie w cyberobronę na poziomie państwowym.

***

Bądź na bieżąco i zostań jednym z 88 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!


"Wydarzenia": Legendarny "Dar Młodzieży" będzie miał swojego następcęPolsat News


Niezwykłe odkrycie w Grenoble. Szubienica i dziesiątki szkieletów

Niezwykłe odkrycie w Grenoble. Szubienica i dziesiątki szkieletów

Karolina Majchrzak

Zespół archeologów z Francuskiego Narodowego Instytutu Archeologii Prewencyjnej (INRAP) odkrył w rejonie Grenoble pozostałości XVI-wiecznej szubienicy oraz towarzyszących jej masowych grobów. To jedno z najlepiej udokumentowanych znalezisk związanych z dawnym wymiarem sprawiedliwości na terenie Francji.


Pozostałości archeologiczne prostokątnej kamiennej konstrukcji z widocznymi komorami w wykopie otoczonej ziemią i gruzem.

Widok na szubienicę w Grenoble z lotu ptakaNordine Saadi, Inrapdomena publiczna


Podczas wykopalisk prowadzonych w 2024 roku na obrzeżach miasta natrafiono na kwadratową ceglaną konstrukcję oraz dziesięć jam grobowych, które - jak wskazuje analiza archeologiczna i historyczna - datowane są na lata 1544-1547. Początkowo przypuszczano, że mogą być to pozostałości kaplicznego cmentarza lub kolonii trędowatych.

XVI-wieczna szubienica i groby skazańców


Dopiero wgląd w archiwalne dokumenty budowlane, zawierające opis drewnianej konstrukcji szubienicy, pozwolił ustalić prawdziwą funkcję tego miejsca jako publicznego pola egzekucyjnego. Według ustaleń INRAP, szubienica miała formę kwadratowej platformy o boku około ośmiu metrów, wspieranej na ośmiu kamiennych filarach o wysokości sięgającej pięciu metrów.

Na filarach zamocowane były belki poprzeczne tworzące konstrukcję służącą do wykonywania wyroków przez powieszenie oraz do wystawiania ciał skazańców na widok publiczny. Tego typu budowle były w XVI wieku nie tylko elementem systemu karnego, lecz także symbolem siły władzy królewskiej.

Nowe dane o dawnym wymiarze sprawiedliwości


Jak ustalili badacze, szubienica w Grenoble mogła umożliwiać jednoczesne powieszenie do ośmiu osób. W odkrytych w jej pobliżu jamach grobowych zidentyfikowano szczątki co najmniej 32 osób, w większości mężczyzn.

Analiza archiwów pozwoliła powiązać znalezisko z dwoma znanymi egzekucjami: protestanta Benoita Croyeta, uczestnika ataku na Grenoble w 1573 roku oraz Charlesa Du Puy Montbruna, przywódcy hugenotów z Delfinatu, straconego w 1575 roku za bunt przeciwko królowi.

Badacze INRAP podkreślają, że pochówek skazańców w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca egzekucji miał charakter symboliczny i był formą przedłużenia wymierzonej kary. Do tego część szczątków nosi ślady pośmiertnego okaleczenia, w tym dekapitacji i rozczłonkowania, co interpretowane jest jako element "hańbiącego traktowania" typowego dla epoki.

Odnalezione osoby celowo pozbawiono prawa do godnego pogrzebu

Odkrycie to dostarcza cennego materiału do badań nad historią sądownictwa i praktyk egzekucyjnych we Francji okresu renesansu. Według archeologów, szubienica w Grenoble została najprawdopodobniej opuszczona na początku XVII wieku, wraz ze zmianami w prawie karnym i ewolucją norm religijnych, które stopniowo odchodziły od publicznego eksponowania skazańców.


Rewolucyjny implant. Przywraca zdolność czytania niewidomym© 2025 Associated Press


Grok rozpowszechnia dezinformację na temat strzelaniny na plaży Bondi

Grok rozpowszechnia dezinformację na temat strzelaniny na plaży Bondi

Daniel Górecki

Sztuczna inteligencja Elona Muska ponownie znalazła się w centrum kontrowersji. Chatbot Grok, rozwijany przez firmę xAI i zintegrowany z platformą X, zaczął masowo generować błędne, niespójne i momentami szokujące odpowiedzi dotyczące tragicznych wydarzeń na plaży w Sydney, ale nie tylko. Tym razem problem wykracza daleko poza pojedynczy incydent i wygląda na poważną awarię systemową.


Sylwetka osoby trzymającej smartfon z ciemnym ekranem, na którym widoczny jest interfejs aplikacji czatującej. W tle znajduje się duży logotyp oraz napis Grok na białym tle.

GrokNurPhotoGetty Images


Jednym z najbardziej niepokojących przykładów jest sposób, w jaki Grok odpowiadał na pytania dotyczące tragicznej strzelaniny w Bondi Beach w Australii, gdzie podczas uroczystości z okazji Chanuki zginęło co najmniej 11 osób. W sieci krążyło nagranie przedstawiające moment, w którym 43-letni Ahmed al Ahmed obezwładnia jednego z napastników - bohater materiału jest szeroko chwalony w mediach i na platformach społecznościowych za swoją odwagę.

Dezinformacja wokół strzelaniny w Bondi Beach


Grok podważał jednak autentyczność nagrania, twierdząc, że to "stary viral" o mężczyźnie wspinającym się na palmę na parkingu. W innym przypadku chatbot uznał zdjęcie rannego al Ahmeda za fotografię izraelskiego zakładnika porwanego przez Hamas 7 października. Zdarzały się też odpowiedzi, w których Grok mieszał temat strzelaniny z zupełnie niepowiązanymi wątkami, jak działania izraelskiej armii w Strefie Gazy.

Chaos informacyjny zamiast odpowiedzi


Na tym jednak nie koniec. Grok potrafił opisać nagranie ze strzelaniny w Sydney jako materiał z Tropikalnego Cyklonu Alfreda, który nawiedził Australię wcześniej w tym roku. Dopiero ponowne dopytanie użytkownika sprawiło, że chatbot "zorientował się", że popełnił błąd. Jeszcze bardziej absurdalne były sytuacje, w których Grok odpowiadał streszczeniem strzelaniny w Bondi na pytania dotyczące firmy Oracle albo mylił to wydarzenie z inną strzelaniną, do której doszło na Uniwersytecie Browna zaledwie kilka godzin wcześniej.

Jak się okazuje, problem nie ogranicza się do jednego wydarzenia. W niedzielny poranek Grok mylił znanych piłkarzy, udzielał porad na temat stosowania paracetamolu w ciąży w odpowiedzi na pytania o tabletkę aborcyjną mifepriston, a przy weryfikacji informacji o brytyjskiej inicjatywie policyjnej potrafił nagle przejść do Project 2025 lub spekulować o szansach Kamali Harris na ponowny start w wyborach prezydenckich w USA.

xAI milczy, a problemy się powtarzają


Nie wiadomo, co jest przyczyną obecnej awarii, bo xAI jeszcze nie odniosło się bezpośrednio do tej sprawy i firma pytana o tę kwestię wysyła jedynie automatyczny komunikat: "Legacy Media Lies" ("Tradycyjne Media Kłamią"). Brak konkretnego stanowiska tylko podsyca wątpliwości co do stabilności i bezpieczeństwa systemu.

To zresztą nie pierwszy raz, gdy Grok "odleciał". Wcześniej chatbot odpowiadał na każde pytanie teoriami spiskowymi o "białym ludobójstwie" w RPA, a w innym przypadku stwierdził, że wolałby "unicestwić Żydów", niż "wymazać umysł Elona Muska". Firma tłumaczyła te incydenty "nieautoryzowanymi modyfikacjami", ale nigdy nie podała szczegółów, co rodzi wątpliwości. Tymczasem seria wpadek Groka pokazuje, jak krucha potrafi być wiarygodność systemów AI, zwłaszcza gdy są one wykorzystywane do komentowania bieżących wydarzeń i tragedii.


Wioska czarownic w Andaluzji. Tradycja sięga mrocznych czasów© 2025 Associated Press


Tajfuny "odkurzają" zbierają mikroplastik z oceanów i zrzucają go na ląd

Tajfuny, huragany i cyklony kojarzą się z wiatrem, falami i zniszczeniami. Nowe badania pokazują jednak, że niosą ze sobą coś jeszcze - mikroplastik. I to nie w przenośni. Najpotężniejsze układy pogodowe na Ziemi potrafią dosłownie "odkurzać" mikroplastik z oceanów i zrzucać go na ląd, często setki kilometrów dalej.

- Jako badacz zanieczyszczenia plastikiem obserwowałem, jak te ogromne systemy przechodzą nad Pacyfikiem. Pojawiło się kluczowe pytanie: czy one transportują plastik? Czy tajfun to tylko burza, czy także wektor zanieczyszczeń? - pisze dr Taiseer Hussain Nafea, inżynier środowiska na Uniwersytecie w Nottingham, który od lat śledzi drogi, jakimi zanieczyszczenia przemieszczają się w przyrodzie.

Polowanie na burzę i plastik


Podczas przejścia tajfunów Doksuri, Gaemi i Bebinca naukowcy co 12 godzin mierzyli całkowity opad atmosferyczny w chińskim Ningbo. Chodziło o uchwycenie dynamiki zjawiska, a nie uśrednionych danych. Efekt? W czasie spokojnej pogody ilość opadającego mikroplastiku była niska. Gdy nadciągał tajfun, rosła gwałtownie, nawet dziesięciokrotnie.

Podczas tajfunu Gaemi osiągnęła 12 722 cząsteczki na metr kwadratowy dziennie, dokładnie w momencie największej siły burzy. Po jej przejściu wartości równie szybko wracały do normy. To był wyraźny, krótkotrwały impuls zanieczyszczeń wygenerowany przez samą burzę.

Skąd ten mikroplastik?


Analiza cząstek nie pozostawiła wątpliwości. W spokojnych dniach dominowały polimery typowe dla miasta, jak PET czy nylon. Podczas tajfunów pojawiały się jednak materiały charakterystyczne dla środowiska morskiego i osadów dennych: PVC, akryle czy teflon.

Ponad 60 procent cząstek miało mniej niż 280 mikrometrów, czyli rozmiar łatwo unoszony w powietrze przez pękające na powierzchni oceanu pęcherzyki, których liczba gwałtownie rośnie przy silnym wietrze. Modele trajektorii powietrza potwierdziły, że w kluczowym momencie masy powietrza nadchodziły znad wzburzonego oceanu, a nie z lądu.

Niebezpieczna pętla klimatyczna


Mechanizm jest dla badacza spójny. Tajfun miesza górne warstwy oceanu, wyrzuca mikroplastik do aerozolu morskiego, przenosi go w głąb lądu, a intensywne opady "wypłukują" go z atmosfery (pamiętajmy, że opad to najlepszy naturalny oczyszczacz atmosfery). Silniejsza burza przenosi najwięcej plastiku, a to prowadzi do niepokojącego wniosku. Ocieplające się oceany sprzyjają silniejszym tajfunom, te skuteczniej transportują mikroplastik, który może zaburzać pochłanianie dwutlenku węgla przez oceany i dodatkowo napędzać ocieplenie.

Nasze badania potwierdzają, że tajfuny są ogromnymi, naturalnymi maszynami, które skutecznie odkurzają mikroplastik z oceanu i rozprowadzają go na lądzie.

Dla miast oznacza to nowe ryzyko. Razem z wiatrem i deszczem dociera niewidzialna chmura plastiku, którą wdychają ludzie. W tej perspektywie sprzątanie rzek i wybrzeży staje się nie tylko działaniem ekologicznym, lecz także elementem adaptacji do zmian klimatu i ochrony zdrowia publicznego.

Choć badanie dotyczyło tajfunów, a więc cyklonów tropikalnych uderzających w Azję, problem może dotyczyć również innych silnych burz tropikalnych w innych częściach świata, co wymaga dalszych badań.

Publikacja: Taiseer Hussain Nafea et al, Microplastics from Ocean Depths to Landfall: Typhoon-Induced Microplastic Circulation in a Warming Climate, Environmental Science & Technology (2025). DOI: 10.1021/acs.est.5c11101


"Wydarzenia": Hejt, przemoc, wyśmiewanie. Aplikacja ma pomóc gorzowskim uczniomPolsat News


Leo Express wbija szpilę RegioJet. Pociągi pojadą zgodnie z planem

Dawid Długosz

Leo Express i RegioJet to dwóch czeskich przewoźników, którzy zaczynają rozpychać się na polskich torach. Dziś już wiemy, że drugi z nich nie zrealizował wcześniejszego planu i doszło do opóźnień w uruchamianiu połączeń. Leo Express twierdzi, że nie popełni błędów kolegów z RegioJet i jego pociągi mają ruszyć w trasy zgodnie z zapowiedziami.


Leo Express wbija szpilę RegioJet. Pociągi pojadą zgodnie z planem.

Leo Express wbija szpilę RegioJet. Pociągi pojadą zgodnie z planem.Marek Lasyk Reporter


Leo Express i RegioJet to czescy przewoźnicy, którzy planują rywalizować o polskich pasażerów m.in. z PKP Intercity. W ostatnim czasie było dosyć głośno o problemach drugiej z firm, która nie zrealizowała wcześniejszych planów i boryka się z opóźnieniami. Jak będzie w przypadku pierwszej spółki?

Leo Express nie chce być jak RegioJet i planuje uruchomić pociągi w terminie


Leo Express dopiero raczkuje w Polsce, ale już teraz zapowiada, że w przypadku jego planów nie dojdzie do sytuacji, z którą spotkał się RegioJet. Czesi zapowiadają, że ich pociągi wyjadą w trasy zgodnie z dotychczasowymi obietnicami, czyli kiedy?

W kontekście odwołanych połączeń w nowym rozkładzie jazdy innego przewoźnika chcielibyśmy uspokoić pasażerów oraz opinię publiczną i poinformować, że Leo Express zgodnie z planem uruchomi połączenia między Krakowem a Warszawą od 1 marca 2026 roku, a w przyszłości planujemy dalsze rozszerzanie naszej oferty 

"Leo Express należy do najbardziej niezawodnych przewoźników w Europie Środkowej. U nas nie zdarzają się sytuacje, w których nie działa ogrzewanie ani klimatyzacja. Zapewniamy na to całoroczną gwarancję, a w przeciwnym przypadku zwracamy pasażerom 100 procent ceny biletu" - dodaje Emil Sedlařík, rzecznik prasowy Leo Express.

Pociągi Leo Express mają jeździć na trasie Warszawa - Kraków od marca 2026 r. Natomiast wraz z nowym rozkładem jazdy 2025/2026, który wszedł w życie w niedzielę 14 grudnia, firma obsługuje codzienne połączenia między Krakowem a Pragą. Natomiast od 1 marca przyszłego roku zwiększy ich liczbę do nawet czterech, a trasa zostanie wydłużona do Warszawy.

RegioJet musiało zrezygnować z ambitnych planów


Od września pociągi RegioJet jeżdżą na trasie Warszawa - Kraków. Wraz z nowym rozkładem jazdy firma wydłużyła trasę do Trójmiasta oraz zwiększyła liczbę połączeń do Czech. Plan był bardzo ambitny, ale nie udało się go w pełni zrealizować.

RegioJet wyjaśnia, że potrzebuje na obsłużenie wszystkich z planowanych połączeń więcej czasu. Spotkało się to m.in. z krytyką ze strony PKP Intercity, które zrezygnowało z części połączeń na rzecz czeskiego przewoźnika.


"Wydarzenia": Hejt, przemoc, wyśmiewanie. Aplikacja ma pomóc gorzowskim uczniomPolsat News


Mikrobiom jelitowy 2-latka a późniejsze zdrowie psychiczne


Spis treści:

  1. Naukowcy odkryli nowy związek między mikrobiomem a zdrowiem psychicznym

  2. Bakterie jelitowe 2-latka wpływają na całą późniejszą kondycję psychiczną

  3. Probiotyki dla dzieci tańsze i przyjemniejsze niż terapia

Naukowcy odkryli nowy związek między mikrobiomem a zdrowiem psychicznym


Zespół naukowców ze Stanów Zjednoczonych, Singapuru i Wielkiej Brytanii postanowił zbadać zależność między stanem mikrobioty jelitowej małych dzieci a ich zdrowiem emocjonalnym w późniejszych latach. Odkryli oni, że związek faktycznie występuje. Już to, jaki jest stan flory bakteryjnej jelit dwulatków ma wpływ na to, jak 7,5-letnie dziecko będzie się czuło i jakich zaburzeń może doznawać. Wyniki badania zostały opublikowane w prestiżowym "Nature Communications".

Autorzy badania odkryli, że głównymi winowajcami są bakterie z rzędu Clostridiales oraz rodziny Lachnospiraceae. Ich wyższe stężenie w mikrobiomie dwulatków zostało powiązane z silniejszą łącznością sieci mózgowych związanych z emocjami oraz wyższym ryzykiem występowania objawów zaburzeń lękowych i depresyjnych już w wieku 7,5 lat.

To odkrycie może sugerować, że mikroby w jelitach niejako programują mózg dzieci, a efekty tego będą widoczne nawet po upływie lat. To również kolejny dowód, że powiedzenie "czym skorupka za młodu nasiąknie..." ma ewidentne naukowe potwierdzenie.

Bakterie jelitowe 2-latka wpływają na całą późniejszą kondycję psychiczną


"Oś mikrobiom-jelita-mózg (MGBA - przyp. red.) odgrywa kluczową rolę w zdrowiu psychicznym. Badania łączące mikrobiom z funkcjami mózgu mają jednak ograniczony zakres, szczególnie na etapie rozwoju, kiedy występuje ogromna plastyczność, a wiele problemów ze zdrowiem psychicznym, takich jak depresja i lęki, zaczyna się manifestować" - zaznaczają autorzy badania. Postanowili oni zatem zbadać to, czego nikt wcześniej nie badał - kształtowanie się zdrowia emocjonalnego dzieci przy udziale konkretnych bakterii jelitowych.

Naukowcy przeprowadzili badanie obserwacyjnie na próbie 55 dzieci. Zbadali ich próbki kału, pobrane w wieku 2 lata, co pozwoliło zidentyfikować ich profile mikrobiomowe. Następnie przeanalizowali wysokiej jakości dane z fMRI (funkcjonalnego rezonansu magnetycznego) mózgu wykonane w wieku 6 lat. Uczestników wybrano spośród dzieci, których opiekunowie zgłosili występowanie problemów wewnętrznych, gdy miały one 7,5 roku.

Ostatnia część badania polegała na sprawdzeniu, czy istnieje pośredni związek między tymi wcześniejszymi profilami mikrobiomu a późniejszymi objawami widocznymi w sygnaturach mózgowych. Badacze odkryli, że faktycznie taki związek zachodzi. "Odkryliśmy że mikroby z rzędu Clostridiales i rodziny Lachnospiraceae są związane z internalizacją objawów w średnim dzieciństwie poprzez alteracje łączności wewnątrz sieci mózgowych związanych z emocjami" - czytamy w abstrakcie. Jak uważają eksperci, oznacza to, iż mikrobiom ma potencjał do programowania mózgu.

Probiotyki dla dzieci tańsze i przyjemniejsze niż terapia


Zdaniem ekspertów występowanie pierwszych objawów depresyjnych i lękowych w dzieciństwie może mieć efekty kaskadowe, doprowadzając do depresji klinicznej lub zaburzeń lękowych (nazywanych dawniej nerwicą) w późniejszym dzieciństwie, wieku dorastania lub dorosłości.

Eksperci wysnuli także wniosek, że być może niektóre populacje bakterii jelitowych sprawiają, że małe dzieci są bardziej wrażliwe na stresory (czynniki stresujące) w czasie największej neuroplastyczności mózgu, co doprowadza do pojawienia się pierwszych objawów lękowych lub depresyjnych w późniejszym dzieciństwie.

Wiedzę o tym można wykorzystać profilaktycznie, by zapobiegać przyszłym problemom psychicznym dzieci już od najmłodszych lat. Przede wszystkim powinno się unikać karmienia dzieci produktami słodzonymi (cukrem i sokami zagęszczonymi) i wysokoprzetworzonymi, które negatywnie wpływają na profil mikrobiomu. Dzieciom można podawać produkty zawierające prebiotyki, probiotyki, postbiotyki i psychobiotyki (w zależności od wieku), które wspierają namnażanie się dobrych bakterii.

Zdrowie psychiczne nie jest dane skądś z zewnątrz ani raz na zawsze. Dbanie o nie wymaga starań przez całe życie. Mikrobiota jelitowa to tylko jeden z aspektów, którym należy się zaopiekować. I choć to oczywiście wymaga pewnego wysiłku, lepiej jest zapobiegać niż leczyć. Wiele się mówi o stanie psychiatrii dziecięcej w Polsce - przede wszystkim o niedoborze specjalistów. Przyjemniej, taniej i łatwiej jest też jeść zdrowo, niż biegać później na terapię.

Źródło: Querdasi, F.R., Uy, J.P., Labus, J.S. et al. Childhood gut microbiome is linked to internalizing symptoms at school age via the functional connectome. Nat Commun 16, 9359 (2025). https://doi.org/10.1038/s41467-025-64988-6


Rewolucyjny implant. Przywraca zdolność czytania niewidomym© 2025 Associated Press


Zaskakujące odkrycie naukowców. Rzymski fresk przedstawia ogolonego Jezusa

Zaskakujące odkrycie naukowców. Rzymski fresk przedstawia ogolonego Jezusa

Daniel Górecki

W północno-zachodniej Turcji, w pobliżu historycznego miasta Iznik, archeolodzy dokonali niezwykłego odkrycia. W podziemnym grobowcu w wiosce Hisardere natrafili na utrzymany w stylu rzymskim fresk przedstawiający Jezusa jako "Dobrego Pasterza". Znalezisko datowane jest na III wiek, czyli okres, w którym chrześcijanie byli często prześladowani w ramach Imperium Rzymskiego.


Ścienna malowidło przedstawiające postać otoczoną przez sześć owiec na tle zieleni i elementów roślinnych, całość utrzymana w kolorystyce pastelowej, część dolna obrazu jest częściowo zasłonięta cieniem.

Jezus w rzymskim wydaniu. Dobry Pasterz bez brody i z kozą na ramionacheuronews.com/screen z nagraniadomena publiczna


Fresk przedstawia młodego ogolonego Jezusa ubranego w togę, niosącego na barkach kozę. To jeden z nielicznych przykładów, w których postać Chrystusa posiada wyraźnie rzymskie cechy, co czyni znalezisko wyjątkowym w kontekście Anatolii (kraina historyczna w Turcji, która obejmuje cały półwysep Azji Mniejszej oraz część terenów na wschód od niego). Przed popularyzacją krzyża jako uniwersalnego symbolu chrześcijaństwa, motyw Dobrego Pasterza pełnił ważną rolę, symbolizując ochronę, zbawienie i boskie prowadzenie.

Rzymski Jezus w Anatolii


Według głównej archeolożki Gulsen Kutbay, fresk w Hisardere może być "jedynym tego rodzaju przykładem w Anatolii". Ściany i sufit grobowca zdobią motywy roślinne i ptaki, a także portrety zamożnych osób wraz z ich służbą. Eren Erten Ertem z Muzeum w Izniku zauważa, że freski pokazują "przejście od późnego pogaństwa do wczesnego chrześcijaństwa, przedstawiając zmarłych w pozytywny sposób podczas przejścia do życia pośmiertnego".

Znalezisko szkieletów i kontekst historyczny


Podczas wykopalisk odnaleziono szczątki pięciu osób. Trudności w konserwacji uniemożliwiły ustalenie wieku dwóch z nich, natomiast pozostali to dwójka młodych dorosłych oraz sześciomiesięczne dziecko. Warto także odnotować, że Iznik jest miejscem historycznie istotnym dla chrześcijaństwa, ponieważ tutaj w 325 roku powstał Sobór Nicejski, ustanawiający wyznanie wiary, które do dziś jest odmawiane przez miliony chrześcijan.

Papież Leon XIV odwiedził Iznik w zeszłym miesiącu, podczas pierwszej zagranicznej podróży, aby upamiętnić 1700. rocznicę Soboru Nicejskiego. W ceremonii uczestniczyli patriarsze i duchowni z kościołów Wschodu i Zachodu. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan zaprezentował papieżowi fresk podczas tej wizyty.

Region Anatolii był świadkiem kluczowych wydarzeń w historii chrześcijaństwa. To tutaj urodził się św. Paweł z Tarsu, św. Jan spędził ostatnie lata życia w Efezie, a według tradycji Maryja mogła spędzić swoje ostatnie dni w okolicach tego miasta. Odkrycie w Hisardere stanowi zaś nowe cenne źródło wiedzy o wczesnych praktykach chrześcijańskich i ikonografii okresu rzymskiego. Zachowany w niemal nienaruszonym stanie, pozwala bowiem na lepsze zrozumienie wczesnych wierzeń i wizualnej reprezentacji Jezusa przed popularyzacją krzyża jako uniwersalnego symbolu.


Wioska czarownic w Andaluzji. Tradycja sięga mrocznych czasów© 2025 Associated Press


Prime Video drożeje o kilkadziesiąt proc. Ile zapłacimy w Polsce?

Prime Video drożeje o kilkadziesiąt proc. Ile zapłacimy w Polsce?

Dawid Długosz

Amazon Prime Video to usługa, której cena przez lata w Polsce była bardzo atrakcyjna. Przyszedł czas na podwyżki. Poszczególne subskrypcje drożeją i dotyczy to zarówno planu miesięcznego, jak i bardzo opłacalnego rocznego. Ceny Amazon Prime Video idą w górę i czy to nadal najtańszy streaming w naszym kraju?


Amazon Prime Video z wyższą ceną w Polsce. Czy to nadal najtańszy streaming?

Amazon Prime Video z wyższą ceną w Polsce. Czy to nadal najtańszy streaming?123RF/PICSEL


Amazon Prime Video na tle konkurencji dotychczas wypadał bardzo atrakcyjnie. Zwłaszcza w przypadku zakupu planu rocznego i dzięki temu platforma mogła się cieszyć tytułem "najtańszego streamingu". Mowa oczywiście o porównaniu z innymi gigantami rynku. Teraz zapłacimy więcej, bo ceny w Polsce zostały podniesione.

Nowe ceny Amazon Prime Video w Polsce


Amazon Prime Video od czterech lat dostępny był w tych samych atrakcyjnych cenach. Miesięczny dostęp kosztował 10,99 złotych. Natomiast plan roczny zaledwie 49 złotych. Teraz ceny wzrosły i w kraju zapłacimy następujące kwoty:

  • Subskrypcja miesięczna - 15,50 złotych

  • Plan roczny - 69 złotych

Ceny zostały więc podniesione o kilkadziesiąt proc. Co nie zmienia faktu, że na tle konkurencji nadal pozostają na bardzo atrakcyjnym poziomie.

Amazon Prime Video to nadal najtańszy streaming


Mimo podwyżek cen Amazon Prime Video w porównaniu z konkurencją nadal zasługuje na miano najtańszego streamingu. Dostęp do HBO Max, Disney+, Netfliksa, Canal+ Online czy Apple TV za około 15 złotych miesięcznie nie jest możliwy (z wyjątkiem okresów promocyjnych). W ujęciu rocznym subskrypcja wypada na tle konkurencji jeszcze lepiej. Rozbicie kwoty 69 złotych na 12 daje nam niespełna 6 złotych/miesiąc, a przecież to nie tylko platforma z wideo.

Pamiętajmy również, że w cenie otrzymuje nie tylko dostęp do platformy Prime Video z filmami i serialami. Firma oferuje w ramach subskrypcji znacznie więcej. Są to m.in. darmowa dostawa towarów kupionych na Amazon.pl czy usługa do gier Amazon Luna.

O podwyżkach Amazon Prime Video w Polsce mówiono już od jakiegoś czasu. Usługa w naszym kraju była dostępna w bardzo atrakcyjnej cenie. Dla porównania roczny abonament w Niemczech był blisko 10 razy droższy, bo kosztuje 89,99 euro, czyli niespełna 400 złotych.

Nowy cennik zacznie obowiązywać wkrótce i dotknie oczywiście także dotychczasowych subskrybentów. Na razie nie wiadomo, kiedy dokładnie zacznie obowiązywać obecnych abonentów. Dziś zapowiedź dotyczy tych nowych.


Rewolucyjny implant. Przywraca zdolność czytania niewidomym© 2025 Associated Press


Polskie miasto zostaje kolebką tych czołgów w Europie. Umowy podpisane

Nowe umowy przywracają pancerną potęgę Gliwic


Dwie nowe umowy stanowią kontynuację wysiłków w polonizacji czołgów K2, jednego z najważniejszych procesów modernizacji polskiej armii. Jak podaje portal Defence24 pierwsza umowa licencyjna została podpisana między Hyundai Rotem, producentem czołgów K2, a Polską Grupą Zbrojeniową na serwis, remonty, naprawy i modernizację maszyn. Natomiast druga umowa sublicencyjna została zawarta między Agencją Uzbrojenia a Zakładami Mechanicznymi Bumar-Łabędy w Gliwicach i obejmuje uprawnienia m.in. do obsługi i napraw.

Dwie umowy licencyjne stanowią ważne uzupełnienie do już pozyskanych kompetencji przez Zakłady Bumar-Łabędy i PGZ. Przypomnijmy, że 28 października pomiędzy Hyundai Rotem, Polską Grupą Zbrojeniową oraz Zakładami Bumar-Łabędy podpisano umowę dotyczącą transferu technologii produkcji. Zakłady W Gliwicach otrzymają specjalistyczne wyposażenie oraz narzędzia, które są niezbędne do uruchomienia montażu końcowego czołgów podstawowych serii K2 i pochodnych wozów.

Dodatkowo transfer technologii już ma obejmować wytwarzanie w polskich zakładach części elementów czołgów K2 m.in. produkcję struktur wieży i kadłuba. Zakres tej produkcji jest dalej ustalany, łącznie z wpięciem w niego innych polskich producentów, co ma być przedmiotem kolejnych kontraktów.

Centrum polonizacji czołgów K2 są Zakłady Bumar-Łabędy. Tym samym Gliwice po prawie 20 latach znów zaczną tworzyć nowe czołgi. Przy tym stają się swoistym hubem koreańskich maszyn w całej Europie, gdzie rośnie zainteresowanie K2 m.in. na Słowacji oraz w Rumunii.

Co potrafi K2, nowy czołg polskiej armii


Przypomnijmy, że Polska wybrała K2 jako nowy typ czołgów podstawowych swojej armii w 2022 roku, po potrzebie szybkiego przezbrojenia i uzupełnienia pustek po przekazaniu ogromnego wsparcia Ukrainie. 27 lipca tamtego roku ówczesny minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak podpisał pierwszą umowę wykonawczą na dostawy 180 czołgów K2GF dla naszej armii. Pierwsze z nich trafiły do 20. Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej jeszcze w grudniu 2022, o czym pisał na łamach interii GeekWeek Filip Mielczarek.

Czołgi K2GF mają trzyosobową załogę, 10,8 m długości, 3,6 m szerokości i 2,4 m wysokości. Jako napęd wykorzystują silnik wysokoprężny HD Hyundai Infracore DV27K o mocy 1500 KM z automatyczną skrzynią biegów. Przy masie maksymalnej ok. 55 ton osiągają prędkość do 65 km/h na drodze i 50 km/h w terenie, mogąc jechać maksymalnie na odległość do 450 km. Ich uzbrojenie stanowi armata gładkolufowa Hyundai WIA CN08 120 mm o długości 55 kalibrów.


Nowoczesny czołg poruszający się po błotnistym terenie, otoczony gęstym lasem, z widocznym żołnierzem w otwartym włazie wieży.

Czołg K2GF w służbie 16. Dywizji Zmechanizowanej@16Dywizjamateriał zewnętrzny


Nadchodzi K2PL. Jedyny taki czołg na świecie


28 sierpnia bieżącego roku podpisana została druga umowa wykonawcza na czołgi K2, która dotyczyła m.in. planów produkcji w Polsce. Na jej podstawie zakupiono kolejnych 180 K2, z czego 116 w wersji GF a 64 w zmodernizowanej wersji K2PL. 61 K2PL ma zostać zmontowanych właśnie w Gliwicach. K2PL będzie posiadał generalną charakterystykę K2GF, jednak z ważnymi modyfikacjami, skrojonymi pod wymogi Wojska Polskiego. Jednym z najważniejszych będzie aktywny system ochrony oraz zagłuszacz dronów. Czołgi K2PL mają zostać dostarczone do 2030 roku. Warto dodać, że w Polsce ma postać także 81 wozów towarzyszących na bazie czołgów K2 (31 wozów zabezpieczenia technicznego, 25 wozów inżynieryjnych i 25 mostów towarzyszących). Istotne jest, że spodziewane są kolejne umowy na czołgi K2PL, które będą powstawać w Polsce, przede wszystkim dla naszej armii.


Kiedy atakuje cię własne ciało. Toczeń i inne choroby autoimmunologiczne© 2025 Associated Press


To nie AI. Spektakularne zdjęcie dwóch zjawisk atmosferycznych

Valter Binotto to laureat prestiżowej nagrody Wildlife Photographer of the Year i pasjonat astrofotografii, który od ponad dekady dokumentuje efemeryczne błyski towarzyszące burzom. Tym razem udało mu się uchwycić prawdziwą rzadkość, a mianowicie kombinację dwóch zjawisk należących do grupy Transient Luminous Events (TLE), czyli przejściowych zjawisk świetlnych zachodzących wysoko nad chmurami burzowymi, często w jonosferze, nawet 80-90 km nad Ziemią.

Niezwykłe "podwójne" zdjęcie


Jedno z nich to sprite'y, zwane też duszkami czy gnomami, czyli wielkoskalowe wyładowania elektryczne w jonosferze, które obserwujemy jako duże, słabo świecące błyski (najlepiej widoczna jest ich dolna część, czyli czerwone strugi), powstające ponad aktywnym systemem burzowym (są związane z wyładowaniami z chmury do gruntu oraz pomiędzy chmurami).

Czerwone duszki


Podczas wyładowania atmosferycznego do Ziemi następuje neutralizacja ładunku chmury i gwałtowne przemieszczenie się elektronów swobodnych w górę. Powoduje to jonizację atmosfery ponad regionem burzowym, a azot i tlen zaczynają emitować na górze duszka światło czerwone. Rozpoczynają się one na wysokości 50-90 km nad powierzchnią Ziemi i przebiegają w dół (ale nigdy nie dochodzą fizycznie do górnej warstwy chmury burzowej), a ich dolna granica jest obserwowana na wysokości 40 km.

Drugie zjawisko to tzw. ELVE, widoczne na zdjęciu jako rozległy czerwony pierścień przypominający świecący dysk - jak przekonuje Binotto, należą one do najrzadszych i najtrudniejszych do uchwycenia zjawisk tego typu. Powstają one w wyniku wyjątkowo silnego wyładowania atmosferycznego, które generuje impuls elektromagnetyczny (EMP), pobudzający cząsteczki azotu w górnych warstwach atmosfery. Efektem jest błysk o średnicy setek kilometrów, trwający zaledwie kilka milisekund.

Ulotne "elfy"


Na dowód fotograf dodaje, że od ponad 10 lat zarejestrował setki sprite'ów, ale zaledwie trzy ELVE'y - w tym ten niezwykły, podwójny przypadek nad Veneto. Jeśli zaś chodzi o pierwsze zdjęcie sprite'a w historii, to wykonano je w 1989 roku, a ELVE'a rok później, podczas misji wahadłowca Space Shuttle Discovery. Dziś, dzięki czułym aparatom przystosowanym do fotografii w podczerwieni, można je dokumentować z powierzchni Ziemi.

Zdaniem badaczy, obserwacje tego typu pozwalają lepiej zrozumieć interakcje pomiędzy wyładowaniami atmosferycznymi a jonosferą, a także wpływ impulsów elektromagnetycznych na górne warstwy atmosfery: "To, co dla naukowców jest trudne do zbadania, można czasem uchwycić dzięki cierpliwości i przypadkowi. Dziś dostęp do wiedzy i technologii jest znacznie łatwiejszy niż dekadę temu, więc każdy pasjonat nieba może spróbować własnych sił" - podsumowuje autor wyjątkowej fotografii.


"Wydarzenia": Hejt, przemoc, wyśmiewanie. Aplikacja ma pomóc gorzowskim uczniomPolsat News


Na księżycu Jowisza odkryto tajemniczą bliznę. Wygląda jak pająk

Na księżycu Jowisza odkryto tajemniczą bliznę. Wygląda jak pająk

Dawid Długosz

Europa to jeden z największych księżyców Jowisza, który stale jest w centrum zainteresowania naukowców. Skuwa go gruba warstwa lodu, na której znaleziono tajemniczą bliznę. Nietypowa struktura wygląda jak pająk. Naukowcy są w kropce i nie wiedzą, czym dokładnie jest ten twór na powierzchni Europy, choć mają pewne przypuszczenia.


Europa skrywa tajemniczą bliznę. Czym jest struktura na księżycu Jowisza?

Europa skrywa tajemniczą bliznę. Czym jest struktura na księżycu Jowisza?NASA/JPL-Caltech/SETI Institute materiał zewnętrzny


Europa to wielki księżyc Jowisza, którego system przed laty był badany przez sondę Galileo należącą do NASA. W danych zebranych przez statek została odkryta tajemnicza blizna. Jest to struktura na lodowej powierzchni satelity gazowego olbrzyma, której naukowcy nie są w stanie jednoznacznie wyjaśnić.

Tajemnicza blizna na księżycu Jowisza Europa w danych z sondy NASA


Wspomniana struktura została nazwana Damhán Alla, co po irlandzku oznacza "pająk" lub "demon ścienny". Nazwę nadano nie bez przyczyny, bo odkryta w kraterze Manannán na księżycu Europa blizna rzeczywiście na pierwszy rzut oka przypomina pajęczaka. I choć została ona znaleziona w danych z sondy Galileo agencji NASA, której misja zakończyła się w 2003 r., tak naukowcy próbują rozwikłać zagadkę dopiero teraz.


Ciemna plama rozlewająca się na jasnej, ziarnistej powierzchni, przypominająca rozlaną ciecz na śniegu lub lodzie, z nieregularnymi odnogami odchodzącymi od środka.

Dendrytyczna "gwiazda laboratoryjna" utworzona przez przepływ ciekłej wody przez imitator lodu Europy w JPL NASA, modelująca, jak struktury takie jak Damhán Alla mogłyby powstawać na lodowym księżycu Jowisza.Prof. Lauren Mc Keownmateriał zewnętrzny


Sam wzór został uchwycony już pod koniec lat 90. XX wieku. Sprawą postanowili zająć się uczeni z Trinity College w Dublinie. Jednoznacznej odpowiedzi na pytania związane z powstaniem tej struktury nie ma. Naukowcy przeprowadzili różne eksperymenty oraz symulacje komputerowe. Analiza wykazała, że Damhán Alla mogło powstać w wyniku erupcji słonej wody znajdującej się pod lodem księżyca Jowisza.

Znaczenie naszych badań jest naprawdę ekscytujące. Takie struktury powierzchniowe mogą nam wiele powiedzieć o tym, co dzieje się pod lodem.

"Jeśli zobaczymy ich więcej za pomocą Europa Clipper, mogą one wskazywać na lokalne baseny solankowe pod powierzchnią" - dodaje Lauren Mc Keown.

Księżyc Jowisza może skrywać życie pozaziemskie


Wnioski przedstawione przez naukowców mają ogromne znacznie pod kątem przyszłych badań księżyca Jowisza. Już teraz w jego kierunku zmierzają dwie sondy kosmiczne. Pierwszą jest Europa Clipper wystrzelona przez NASA. Drugi statek to JUICE należący do Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Sondy Europa Clipper oraz JUICE nie będą zdolne do jednoznacznego potwierdzenia życia pozaziemskiego, ale mają dokładniej zbadać środowisko lodowego księżyca Jowisza i udzielić odpowiedzi na pytania związane z warunkami dla podtrzymania potencjalnych organizmów.


Misja JUICE: Czy na księżycach Jowisza może istnieć życie?Deutsche Welle


Pociągi PKP Intercity rozjeżdżają się poza granice Polski. 17 nowych połączeń

Pociągi PKP Intercity rozjeżdżają się poza granice Polski. 17 nowych połączeń

Dawid Długosz

PKP Intercity wraz z nowym rozkładem jazdy 2025/2026 będzie obsługiwać nawet ponad 550 połączeń każdego dnia. Pojawiły się również nowe pociągi międzynarodowe, które pojadą m.in. do Czech, Niemiec czy Austrii. W ten sposób PKP Intercity będzie obsługiwało blisko 60 połączeń do innych krajów.


Pociągi PKP Intercity rozjeżdżają się poza granice Polski. 17 nowych połączeń.

Pociągi PKP Intercity rozjeżdżają się poza granice Polski. 17 nowych połączeń.123RF/PICSEL


Nowy rozkład jazdy 2025/2026 wszedł w życie w niedzielę 14 grudnia. Wraz z nim PKP Intercity poszło po rekord liczby połączeń i każdego dnia będzie obsługiwało ponad 500 połączeń. Najwięcej w sezonie letnim. Przy okazji przewoźnik uruchamia kilkanaście nowych pociągów międzynarodowych.

Nowe pociągi międzynarodowe PKP Intercity


Oferta usług PKP Intercity wraz z nowym rozkładem jazdy została rozszerzona aż o 17 nowych połączeń poza granicami Polski. W jakim kierunku pojadą nowe pociągi?

Pierwsze sześć par nowych połączeń pojedzie do Niemiec i stało się to możliwe dzięki współpracy PKP Intercity z Deutsche Bahn, od którego niedawno spółka kupiła używane wagony. Za naszą zachodnią granicę obecnie realizowanych jest 17 połączeń. Najwięcej na trasie Warszawa - Berlin przez Poznań.

Kolejne nowe połączenie to IC Prater do Austrii. Pociąg jeździ z Krakowa do Wiednia przez Czechy. Natomiast pociąg IC Danubius ma wydłużoną relację i dojeżdża do Poznania. Pojawia się również więcej połączeń z Czechami i są to:

  • Połączenie z Warszawy, Krakowa i Katowic - 7 dziennie

  • Pociągi z Wrocławia - 6 każdego dnia

  • Połączenie z Poznania - 5 dziennie

  • Z Przemyśla i Rzeszowa - 2 połączenia

Ponadto w sezonie letnim pojawi się pociągi IC Olza, który będzie kursować na trasie Kraków - Praga. Warto również wspomnieć o IC Carpatia, który zapewnia dostęp do Monachium, Pragi, Bratysławy, Wiednia, Salzburga oraz Budapesztu. W przypadku Litwy PKP Intercity wprowadza dwa nowe połączenia realizowane przez IC Wigry i IC Jaćwing. Natomiast w kierunku Ukrainy uruchomiono trzy nowe pociągi i obecnie jest to 13 par.

PKP Intercity z rekordową liczbą połączeń w 2026 roku


PKP Intercity wraz z nowym rozkładem jazdy poszło po rekord. W sezonie przewoźnik zamierza każdego dnia obsługiwać aż 555 połączeń dziennie, z których 57 to pociągi międzynarodowe.

Rodzimy przewoźnik notuje coraz lepsze wyniki i ustanawia nowe rekordy. Tylko w 2025 r. z usług PKP Intercity skorzystało już ponad 80 mln pasażerów, a rok nie dobiegł jeszcze końca. Prognozuje się, że do końca grudnia spółka może przebić granicę 90 mln podróżnych.


Wioska czarownic w Andaluzji. Tradycja sięga mrocznych czasów© 2025 Associated Press


Trudny QUIZ tylko dla mistrzów. 60 proc. osób nie zna odpowiedzi!

Trudny QUIZ na rozruszanie umysłu! Zdobędziesz choć 6 punktów?

Paula Drechsler

Jeśli czujesz się ospały w poniedziałek i trudno Ci rozpocząć nowy tydzień, podejmij wyzwanie i spróbuj rozwiązać ten quiz z wiedzy ogólnej. Dziesięć pytań z różnych dziedzin pozwoli szybko rozruszać umysł. Mało kto zna wszystkie odpowiedzi - a Ty? Sprawdź, ile punktów uda Ci się uzyskać!


Czas rozruszać szare komórki po weekendzie!

Rozruszaj się po weekendzie. Quiz pobudzi twoje szare komórki!123RF/PICSEL


Poniedziałkowy quiz. Rozruszaj szare komórki!


Ciężko Ci zacząć nowy tydzień, głowa jest wciąż ociężała, a powieki same się zamykają? Rozwiąż quiz i rozbudź szare komórki! Dziesięć pytań z wiedzy ogólnej pomoże przestawić mózg na działanie na pełnych obrotach.

Pytania obejmują różne dziedziny - od historii i geografii, przez biologię i chemię, aż po kosmos. To dobra okazja, by przekonać się, ile pamiętasz i jak szybko kojarzysz fakty. Gdyby okazało się, że to jeszcze za mało, mamy też wiele innych quizów! Gotowy na wyzwanie?


Poniedziałkowe rozruszanie głowy


Czy słodycze szkodzą naszym mózgom? Badają to polscy naukowcyPolsat NewsPolsat News


Złoty pociąg zostanie zbadany. Odkrywca wpuści do tunelu kamerę


Spis treści:

  1. Szef projektu "Złoty Pociąg 2025" w pierwszym wywiadzie

  2. Radiestezja skonfrontowana z geofizyką

  3. Odwiert potwierdzi lokalizację? "Ja wiem, co tam jest, jestem tego pewny"

Szef projektu "Złoty Pociąg 2025" w pierwszym wywiadzie


W tym roku poszukiwaczom złotego pociągu się poszczęściło. Co prawda nie położyli jeszcze ręki na skarbie, ale mają już ku temu sposobność. Najpierw otrzymali od Nadleśnictwa Świdnica potrzebne zezwolenia na badania georadarowe. Był to ponoć warunek, po którego spełnieniu lider poszukiwaczy z grupy "Złoty Pociąg 2025" obiecał się ujawnić. I tak też zrobił, o czym pisaliśmy na początku grudnia. Michał Motak ujawnił swoją tożsamość i wyjaśnił, że odkrył lokalizację skarbu techniką radiestezji, a teraz zamierza to udowodnić przy użyciu instrumentów naukowych.

Lider poszukiwaczy wystąpił właśnie w pierwszym wywiadzie na YouTube. W ponad godzinnej rozmowie, którą prowadziła Joanna Lamparska, wziął udział także drugi gość - Dariusz Gwiazda z firmy TechDiam, która zajmuje się pracami geofizycznymi, wierceniem i cięciem betonu. To ona zweryfikuje, czy wskazania Motaka są poprawne. Rozmówcy przygotowują się już do prac z georadarem.

"Po raz pierwszy publicznie wypowiada się człowiek, który oficjalnie zgłosił do urzędu lokalizację trzech wagonów z okresu II wojny światowej, ukrytych w zamaskowanym tunelu na terenie Wałbrzycha. Choć robocza nazwa przedsięwzięcia 'Zloty Pociąg 2025' brzmi sensacyjnie, Zgłaszający, Michał Motak z Kudowy Zdroju, mówi o czymś znacznie mniejszym" - głosi fragment opisu wywiadu. A o czym on jest?

Radiestezja skonfrontowana z geofizyką


W rozmowie z szefem grupy poszukiwawczej złotego pociągu oraz szefem firmy, która zajmie się pracami geofizycznymi, ujawniono kulisy poszukiwań i plany prac. Michał Motak podał dokładny opis tunelu o wymiarach 9 x 9 metrów, a także stalowej, rozsuwanej bramy i trzech wagonów towarowych wypełnionych skarbami.

W wywiadzie zaadresowano też największą kontrowersję ostatniego miesiąca, a mianowicie radiestezję - technikę poszukiwania rzekomych promieniowań, takich jak żyły wodne czy podziemne pustki, przy pomocy różdżki lub wahadełka, co przez naukowców uznawane jest za pseudonaukę.

Ta technika została skonfrontowana z tzw. twardą geofizyką. Radiesteta, który odkrył lokalizację złotego pociągu, bynajmniej od tej konfrontacji nie ucieka i sam stara się o niepodważalne potwierdzenie przy użyciu powszechnie uznanych metod.

Jak wyjaśnił Dariusz Gwiazda, georadar ma szansę powodzenia, jeśli pozwoli na to struktura gruntu. Gdy jednak znajdować się tam będzie glina pochłaniająca fale elektromagnetyczne, to detekcja podziemnej pustki może być niemożliwa. Niemal na pewno do gry wejdzie koparka i łopaty. Przede wszystkim jednak właściciel firmy planuje odwiert i wpuszczenie do środka kamery.

Odwiert potwierdzi lokalizację? "Ja wiem, co tam jest, jestem tego pewny"


"Odwiert byłby dobrym rozwiązaniem. Byśmy zajrzeli do środka, co tam jest. Ja wiem, co tam jest, jestem tego pewny" - mówi Michał Motak. Gość programu szczegółowo wyjaśnił, w jaki sposób dokonał wykrycia podziemnej struktury, a także przedstawił jej rzut na schematycznym rysunku. W tunelu widzimy trzy wagony.

Poszukiwacz odpowiadał też na pytania dotyczące pochodzenia złotego pociągu, szybu, w którym został ukryty, oraz relacji świadków. Przyznał też, że w przypadku potwierdzenia odkrycia skorzysta z przysługującego mu 10% znaleźnego. W wywiadzie padają daty, nazwiska i nieznane wcześniej publicznie szczegóły zgłoszenia do urzędu.

Wiemy już, że zgoda od właściciela terenu jest. Co dalej? Teraz do zdobycia zostało tylko pozwolenie od Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków i można będzie ruszyć z pracami.


Kiedy atakuje cię własne ciało. Toczeń i inne choroby autoimmunologiczne© 2025 Associated Press


iRobot ma duże problemy. Co to oznacza dla właścicieli robotów Roomba?

źAktualizacja: poniżej oświadczenie Gary'ego Cohena, CEO firmy iRobot (producenta urządzeń z serii Roomba).

To przełomowy moment w zabezpieczeniu długoterminowej przyszłości iRobot. Partnerstwo z Picea wzmacnia naszą kondycję finansową, zapewniając stabilność naszym klientom, partnerom i dystrybutorom. Razem będziemy kontynuować rozwój przełomowych robotów Roomba oraz technologii smart home, które definiują markę iRobot od ponad trzech dekad. Połączenie innowacyjności i projektowania opartego na potrzebach konsumentów z zapleczem R&D i kompetencjami technicznymi Picea pozwoli iRobot kształtować kolejną epokę robotyki domowej.

Polski dystrybutor urządzeń iRobot, firma DLF kontynuuje współpracę. Poniżej wypowiedź prezesa zarządu.

Jako wieloletni autoryzowany dystrybutor iRobot w Polsce chcemy jasno podkreślić, że zmiany strategiczne, które obecnie zachodzą na poziomie globalnym, nie mają wpływu na naszą bieżącą działalność. Kontynuujemy działania handlowe i marketingowe wspierające sprzedaż obecnej oferty oraz przygotowujemy się do premiery kolejnej serii robotów sprzątających, które zaprezentujemy już w 2026 roku. Ponadto iRobot planuje wprowadzić na rynek nową kategorią produktową, która zaoferujemy polskim konsumentom w nadchodzącym roku. Jesteśmy przekonani, że umowa inwestorska przyczyni się do umocnienia pozycji iRobot jako innowatora w kategorii Floor Care

Jeszcze kilka lat temu mając na myśli robota sprzątającego na myśl od razu przychodziła marka Roomba. Dziś ten rynek wygląda zupełnie inaczej. Firma iRobot Corp., która jest właścicielem popularnych urządzeń, już od dłuższego czasu odczuwała presję ze strony konkurencji, przede wszystkim z Chin i sytuacja finansowa spółki zrobiła się nieciekawa. Gigant ogłosił, że podjął działania związane z sytuacją firmy.

iRobot ogłasza dużą restrukturyzację. Firma stała się niewypłacalna


Spółka iRobot Corp. już od dłuższego czasu zmagała się z problemami natury finansowej oraz strukturalnej. Gigant przyznał oficjalnie, że stał się niewypłacalny. Firma złożyła wniosek o restrukturyzację pod nadzorem sądu. Co to oznacza?

Z informacji przekazanych przez Agencję Reutera wynika, że iRobot złożył wniosek w ramach Chapter 11. To oznacza, że firma chce sobie zapewnić ochronę przed wierzycielami pod nadzorem sądowym. Jest to więc próba ratowania spółki przed bankructwem i totalną likwidacją. Główni inwestorzy otrzymają kontrolę nad aktywami w zamian za umorzenie dotychczasowych długów.

iRobot przegrał walkę o rynek z chińskimi producentami sprzętu


Spółka już od kilku lat coraz mocniej odczuwała presję rynkową ze strony chińskich producentów robotów sprzątających (Roborock, Dreame, Ecovacs, Xiaomi), którzy własne urządzenia oferowali przede wszystkim w niższych cenach. To sprawiło, że maszyny z serii Roomba zaczęły sprzedawać się coraz gorzej.

Próbę ratowania iRobot Corp. podjęto dwa lata temu w ramach planowanej fuzji z Amazonem. Firma Jeffa Bezosa zaproponowała aż 1,4 mld dolarów za włączenie robotów z serii Roomba do jej ekosystemu dla domu inteligentnego. Transakcja nie doszła jednak do skutku i na drodze do celu stanęły organy regulujące rynki w Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej, które zablokowały umowę.

Nieudana próba ratowania spółki we współpracy z Amazonem doprowadziła do dalszych problemów w iRobot. Doszło do zwolnień grupowych i restrukturyzacji, ale to w dłuższej perspektywie czasu okazało się niewystarczające.

Czy roboty sprzątające Roomba będą nadal wspierane?


Działania ogłoszone przez iRobot Corp. rodzą oczywiście pytania użytkowników robotów sprzątających Roomba o dalszy los tych maszyn. Firma zapewnia, że urządzenia nie przestaną działać i nadal można z nich korzystać. Będzie także oferowane dotychczasowe wsparcie techniczne.

Mówi się o tym, że marka zostanie wcielona przez producenta kontraktowego iRobot, którym jest chińskie Picea Robotics. Proces z pewnością trochę potrwa i zostanie poprzedzony działaniami, których celem będzie zwiększenie wartości spółki.


Wioska czarownic w Andaluzji. Tradycja sięga mrocznych czasów© 2025 Associated Press


Sztuczna inteligencja na torach. Rosja ulepsza pociągi pancerne

Przypomnijmy, że pociąg pancerny to pociąg złożony z lokomotywy pancernej i kilku wagonów uzbrojonych w działa i broń maszynową, a czasami także z drezyn lub bojowych wagonów motorowych. Po raz pierwszy pomysł budowy pociągów pancernych pojawił się w 1826 roku we Francji, w 1846 roku w Austrii zastosowano pierwszą częściowo opancerzoną platformę kolejową z działem, a z opancerzonych w sposób prowizoryczny pociągów korzystali też Brytyjczycy podczas II wojny burskiej.

Dojrzałe konstrukcje pociągów pancernych, pokryte w całości stalowym pancerzem i uzbrojone w obrotowe wieże artyleryjskie, pojawiły się dopiero podczas I wojny światowej. Używane były głównie przez Austro-Węgry, Niemcy i Rosję na froncie wschodnim. Podczas II wojny światowej pociągów pancernych bojowo używała Polska, Niemcy i Związek Radziecki - oprócz zadań bojowych pełniły także funkcje patrolowe i policyjne. Jak już wspomnieliśmy, większość użytkowników - poza Federacją Rosyjską - dawno porzuciła jednak to rozwiązanie.

Rosja wprowadza pociągi pancerne w XXI wiek


Takie platformy oferują ograniczoną ochronę i mogą być przydatne w operacjach o niskiej intensywności lub wsparcia, szczególnie wzdłuż stosunkowo bezpiecznych korytarzy kolejowych. Pociągi nadal pozostają jednak podatne na ostrzał artyleryjski, ataki dronów i sabotaż - zagrożenia powszechne na dynamicznym ukraińskim polu walki. Niemniej rosyjskie media wczesnym latem tego roku opublikowały właśnie zdjęcia zmodernizowanego pociągu opancerzonego "Jenisej", który ma operować na kierunku Pokrowsk we wschodniej Ukrainie.

Zgodnie z informacjami podanymi przez serwis In Factum, pociąg ma pełnić wielozadaniową rolę w rejonie działań zbrojnych, tj. wspierać naprawy torowisk, eskortować transporty logistyczne oraz prowadzić rozpoznanie. Skład wyposażony został w systemy przeciwlotnicze, jak podwójne działko ZU-23-2 oraz wieżyczki przystosowane do ciężkich karabinów maszynowych NSW, a także… bojowy wóz piechoty BMP-2 umieszczony na jednym z wagonów platformowych.

Rosja stawia na AI


Jak się właśnie dowiadujemy, był to jednak dopiero początek działań Kremla w tym zakresie, bo zamierza on wyposażyć wszystkie swoje pociągi pancerne w systemy wizyjne oparte na sztucznej inteligencji, które mają znacząco zwiększyć ich zdolności rozpoznawcze i obronne. Według doniesień rosyjskich mediów, tzw. wizja techniczna ma trafić do wszystkich jednostek tego typu pozostających w służbie, w tym do składów "Bajkał", "Amur", "Wołga" i wspomniany już "Jenisej".

Nowy system ma umożliwiać automatyczne monitorowanie otoczenia przy użyciu sieci kamer zdolnych do identyfikacji potencjalnych zagrożeń. Po wykryciu celu system wysyła sygnał alarmowy do załogi, która może natychmiast odpowiedzieć ogniem z działek automatycznych, karabinów maszynowych lub zestawów przeciwlotniczych. Rozwiązanie ma chronić pociągi przed dronami rozpoznawczymi i bojowymi, które w ostatnich miesiącach stały się poważnym zagrożeniem na froncie.

Według rosyjskich źródeł system był już testowany w warunkach bojowych, ale wykorzystywane w nim "oprogramowanie" wciąż wymagać ma dalszego "treningu", aby zapewnić dokładną identyfikację obiektów w zróżnicowanych warunkach terenowych. I nie da się ukryć, że brzmi to trochę jak "nie działa", bo choć rosyjskie media przedstawiają projekt jako dowód technicznego postępu, eksperci zwracają uwagę, że Moskwa ma dużo do nadrobienia w temacie AI, a do tego pomysł łączenia jej z XIX-wiecznym środkiem transportu jest raczej dowodem desperacji niż innowacyjność rosyjskiej armii.


Wioska czarownic w Andaluzji. Tradycja sięga mrocznych czasów© 2025 Associated Press


❌