Widok normalny

Otrzymane przedwczoraj Fakty - Fakty - najświeższe wiadomości z kraju i świata - RMF24

Jarosław Kaczyński interweniuje. "Padło kilka niepotrzebnych słów"

"Spory między frakcjami w PiS, które wybuchły z błahego powodu, powinny się skończyć" - tak w wywiadzie dla Kanału Tak! na Youtubie mówił prezes tej partii Jarosław Kaczyński. "Mam nadzieję, że skończą się szybko" - dodał.

  • Prezes PiS Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla Kanału Tak! na YouTube zaapelował o zakończenie sporów między frakcjami w partii.
  • Kaczyński wyraził nadzieję, że konflikty szybko się skończą, bo dotyczą spraw personalnych, które nie są najważniejsze.
  • Od kilku tygodni media informują o napięciach między frakcjami Mateusza Morawieckiego a Zbigniewa Ziobry.
  • Najnowsze informacje, także ze świata polityki, na rmf24.pl.

Od kilku tygodni w mediach pojawiają się informacje o napiętych relacjach między frakcją byłego premiera Mateusza Morawieckiego a byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Morawiecki w wywiadzie dla Gazety.pl powiedział, że - jeśli byłby premierem - to "nie planuje", by Ziobro został ministrem sprawiedliwości. Media wskazywały też, że były premier nie znalazł się m.in. w zespole ds. opracowania programu PiS. To - jak podawano - miało osłabić jego pozycję w partii. Z kolei w zeszłym tygodniu był minister aktywów państwowych Jacek Sasin, ocenił, że Morawiecki nie będzie kandydatem PiS na premiera, ponieważ "reprezentuje w partii bardziej centrowy nurt".

Ponadto podczas piątkowego posiedzenia Prezydium Komitetu Politycznego PiS w sprawie napięć w partii nie pojawił się Morawiecki.

W poniedziałek w wywiadzie na Kanale Tak! na Youtube Kaczyński pytany, jak nazwałby opisywane w mediach w ostatnim czasie konflikty między frakcjami w PiS, ocenił, że jest to spór, ale nie on zagraża partii.

Kaczyński podkreślił, że spory między frakcjami toczą się ws. interesów personalnych. Mimo to - jego zdaniem - te interesy "powinny być nie na drugim, tylko na szóstym miejscu, bo są nieporównanie ważniejsze sprawy". Takie spory, jakie w tej chwili z błahego powodu zaczęły się toczyć, wybuchły, powinny się jak najszybciej skończyć i mam nadzieję, że się szybko skończą - dodał.

Kaczyński poinformował, że rozmawiał w poniedziałek z Morawieckim i "umówiliśmy się w pewnych sprawach". Efekty (tej rozmowy - przyp. RMF FM) będzie można oceniać po nieco dłuższym czasie, ale sama rozmowa nie była najgorsza - podsumował.

Szef PiS pytany o poniedziałkowy wpis na platformie X byłego prezesa TVP Jacka Kurskiego, który skrytykował deklaracje Morawieckiego w wywiadzie dla portalu gazeta.pl, ocenił, że - w świetle jego rozmowy z byłym premierem - wpis Kurskiego jest "wydarzeniem niefortunnym".

(Między politykami PiS - przyp. RMF FM) padło kilka niepotrzebnych słów w różnych miejscach, różne zapowiedzi, kto kim będzie. Inni protestowali i w związku z tym doszło do sporu. Był jeden wywiad, który się niektórym nie spodobał, bywał nadinterpretowany. Były nieobecności, które mogły być, mogły nie być, ale ja bym wolał, żeby jednak te osoby były obecne. Sądzę, że najbliższe dni to wszystko załatwią, wyprostują, chociaż pewne napięcie oczywiście będzie trwało - stwierdził lider PiS.

W kontekście przedwczesnego - w ocenie Kaczyńskiego - rozdzielania funkcji, w przyszłym teoretycznym rządzie prawicy, prezes powiedział, że w PiS różnią się głosy ws. wyboru premiera. W partii jest z jednej strony grupa, która by chciała na premiera człowieka naprawdę niezwykle sprawnego, niezwykle zdolnego - wiadomo, o kim w tej chwili mówię - i są tacy, którzy uważają, że tych sprawnych i zdolnych (polityków - przyp. RMF FM) jest więcej - skonkludował.

Kaczyński dodał, że część członków PiS "oczekuje człowieka wyraźnie młodszego, który by jednocześnie budował układ w niezmiernie ważnych dzisiaj relacjach z prezydentem, który by umacniał jedność, która jest dzisiaj potrzebna na prawicy". Niewątpliwie budowniczym tej jedności może być prezydent Karol Nawrocki - zaznaczył.

Kaczyńskiego zapytano również, czy bierze pod uwagę stworzenie paktu senackiego po prawej stronie sceny politycznej. Jak odparł, takie rozmowy się nie toczą, ale takie rozwiązanie bierze pod uwagę. Uważam, że to dobre i racjonalne rozwiązanie, tylko, że racjonalni muszą być wszyscy - zaznaczył.

Podkreślił, że w ewentualnym pakcie senackim PiS chce, by pod uwagę zostały wzięte proporcje sił między partiami. Jak zaznaczył, PiS chce także, by zostały zachowane "pewne elementy rozsądku" opierające się na tym, że "polskie życie publiczne musi się toczyć w pewnych ramach, które mają charakter międzynarodowy". Negacjonizm w stosunku do Holocaustu jest już poza tymi ramami. Jeżeli ktoś tego rodzaju wypowiedzi prezentuje publicznie, to oznacza, że może być tutaj rzeczywiście bardzo poważny kłopot - dodał.

Na początku września do PE został skierowany wniosek w związku z zamiarem postawienia europosłowi Grzegorzowi Braunowi zarzutu publicznego zaprzeczania zbrodniom popełnionym w byłym niemieckim, nazistowskim obozie KL Auschwitz-Birkenau.

Amerykanie znowu uderzyli w łodzie. Zginęło osiem osób

Amerykańskie wojsko zaatakowało trzy łodzie na wschodnim Pacyfiku, zabijając ośmiu mężczyzn podejrzewanych o przemyt narkotyków. To kolejny etap kampanii administracji prezydenta Donalda Trumpa przeciw kartelom narkotykowym, w której zginęło co najmniej 95 osób w 25 jednostkach.

  • Amerykańskie wojsko zaatakowało trzy łodzie na wschodnim Pacyfiku, zabijając ośmiu podejrzanych o przemyt narkotyków.
  • Atak był częścią kampanii administracji Trumpa przeciw kartelom, w której zginęło już co najmniej 95 osób.
  • Operacje budzą kontrowersje wśród polityków, którzy kwestionują ich legalność i brak dowodów na przewóz narkotyków.
  • Wenezuela i Kolumbia skrytykowały działania USA. 
  • Bądź na bieżąco! Najważniejsze informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Według Dowództwa Południowego wojska USA uderzyły w poniedziałek w trzy podejrzane łodzie przewożące narkotyki na wschodnim Pacyfiku. "Informacje wywiadowcze potwierdziły, że statki poruszały się po znanych szlakach przemytu narkotyków we wschodniej części Pacyfiku i brały udział w handlu narkotykami" - głosi komunikat dowództwa we wpisie na platformie X.

W atakach zginęło osiem osób określonych jako "mężczyźni-narkoterroryści". Operację autoryzował sekretarz wojny Pete Hegseth.

USA rozpoczęły operacje na wschodnim Pacyfiku i Karaibach na początku września. Administracja Trumpa nazwała je "niemiędzynarodowym konfliktem zbrojnym" przeciw kartelom narkotykowym, uznanym za grupy terrorystyczne.

Według CBS News kampania budzi coraz większe kontrowersje. Demokratyczni kongresmeni i część republikanów twierdzą, że Biały Dom nie ma podstaw prawnych do przeprowadzania ataków i nie przedstawił wystarczających dowodów na to, że łodzie faktycznie przewoziły narkotyki.

Atak z 2 września, który zapoczątkował kampanię, wzbudził szczególne zastrzeżenia po doniesieniach, że dwie osoby przeżyły wówczas pierwsze uderzenie, lecz zginęły w kolejnym. Jak argumentowali republikanie, ocaleni mogli nadal brać udział w walce, natomiast demokraci potępili tę decyzję.

Krytycy ostrzegają, że zabijanie rozbitków może stanowić zbrodnię wojenną. Stacja CBS News podkreśliła, że ataki na łodzie wpisują się w szersze wzmocnienie obecności wojskowej USA na Karaibach i w pobliżu Ameryki Łacińskiej. W ostatnich miesiącach Waszyngton przemieścił kilka okrętów wojennych, w tym USS Gerald R. Fordoraz myśliwce.

Administracja USA wywiera presję na rząd prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro, oskarżając go o współpracę z kartelami narkotykowymi. Także Kolumbii zarzuca nieskuteczną walkę z handlem narkotykami. Oba kraje skrytykowały ataki, a Caracas oskarżyło administrację w Waszyngtonie o dążenie do zmiany reżimu.

Nocny wstrząs w kopalni Staszic-Wujek w Katowicach. Mieszkańcy alarmowali służby

  • W nocy z poniedziałku na wtorek w Katowicach doszło do wstrząsu w kopalni Staszic-Wujek. Zdarzenie miało miejsce tuż po godzinie pierwszej i było odczuwalne w wielu częściach miasta.

    • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

    Do wstrząsu doszło w kopalni Staszic-Wujek około godz. 1.00 w nocy. Jak informuje reporter RMF FM Marcin Buczek, nie był to obszar, w którym prowadzone są obecnie prace wydobywcze. 

    Mimo to siła wstrząsu była na tyle duża, że był on odczuwalny w różnych dzielnic Katowic. 

    Było sporo zgłoszeń w tej sprawie od zaniepokojonych mieszkańców.

    Na szczęście, jak dotąd nie pojawiły się doniesienia o ewentualnych uszkodzeniach zarówno pod ziemią, jak i na powierzchni. 

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Pokój hotelowy syna Roba Reinera pełen krwi

Policja w Los Angeles aresztowała 32-letniego Nicka Reinera, syna znanego reżysera Roba Reinera, który wraz z żoną Michele Singer Reiner został znaleziony martwy w swojej posiadłości w Brentwood. Mężczyzna został osadzony w areszcie bez możliwości wyjścia za kaucją. Sprawa dotyczy podejrzenia podwójnego zabójstwa. W hotelu w Santa Monica, gdzie Nick Reiner był zameldowany, znaleziono mnóstwo krwi pod prysznicem i na łóżku.

  • Nick Reiner został zatrzymany przez policję w Los Angeles pod zarzutem zabójstwa swoich rodziców - Roba Reinera i Michele Singer Reiner. Sprawa trafi do prokuratury, która zdecyduje o ewentualnym postawieniu formalnych zarzutów.
  • Według ustaleń śledczych i doniesień mediów, Reiner w niedzielę nad ranem zameldował się w hotelu w Santa Monica. Personel znalazł później w jego pokoju duże ilości krwi. Kilka godzin wcześniej miał się pokłócić z ojcem podczas świątecznego przyjęcia u Conana O’Briena.
  • Nick Reiner od lat zmagał się z uzależnieniem od narkotyków i problemami psychicznymi, o czym mówił publicznie. Jego doświadczenia stały się podstawą filmu "Being Charlie", który współtworzył z ojcem. Śledztwo w sprawie śmierci jego rodziców trwa.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Nick Reiner został aresztowany pod zarzutem podwójnego zabójstwa, obecnie przebywa w areszcie bez możliwości wyjścia za kaucją - poinformował w poniedziałek Departament Policji Los Angeles (LAPD).

Jak dodano, materiały ze śledztwa zostaną we wtorek przekazane do Prokuratury Okręgowej hrabstwa Los Angeles, która zdecyduje o ewentualnym wniesieniu aktu oskarżenia.

Policja podkreśla, że zatrzymanie pod zarzutem zabójstwa nie jest równoznaczne z postawieniem formalnych zarzutów.

"Nick Reiner został zatrzymany pod zarzutem zabójstwa, jednak decyzja o konkretnych zarzutach należy wyłącznie do prokuratury" - zaznaczono w komunikacie LAPD.

Według informacji podanych przez amerykańskie media, ciała małżeństwa miała odnaleźć ich 28-letnia córka Romy. Do tragedii doszło w niedzielę w domu rodziny w Los Angeles.

Źródła cytowane przez amerykańską stację CBS News poinformowały, że oboje mieli liczne rany kłute i poderżnięte gardła.

Serwis TMZ podał z kolei, że Nick Reiner w niedzielę nad ranem miał zameldować się w hotelu w Santa Monica - tuż po kłótni z rodzicami na przyjęciu bożonarodzeniowym Conana O’Briena.

"Kiedy personel hotelu wszedł później do pokoju, znalazł pełno krwi zarówno pod prysznicem, jak i na łóżku. Okno było zasłonięte prześcieradłami" - podaje TMZ.

Świadkowie relacjonują, że 32-latek wyglądał na osobę będącą pod wpływem substancji psychoaktywnych i sprawiał wrażenie mocno pobudzonego. 

Zatrzymany został późnym wieczorem, 15 km od posiadłości swoich rodziców.

TMZ oraz inne amerykańskie media informują, że dzień wcześniej Nick Reiner miał pokłócić się z ojcem podczas świątecznego przyjęcia u Conana O’Briena. Powodem kłótni miała być odmowa pójścia na kolejny, 18. już odwyk. Na samym przyjęciu mężczyzna zachowywał się "niestosownie" - "wywoływał u wszystkich panikę, zachowywał się dziwnie, ciągle pytał ludzi, czy są sławni". 

Według relacji bliskich, Michele Singer Reiner miała w ostatnich miesiącach mówić znajomym, że rodzina jest wyczerpana pomocą uzależnionemu od narkotyków synowi.

Jesteśmy u kresu sił. Próbowaliśmy wszystkiego - miała powiedzieć.

Nick Reiner jest środkowym dzieckiem Roba i Michele Reinerów. Najbardziej znany jest z filmu "Being Charlie" z 2015 roku, który powstał wspólnie z jego ojcem i był oparty na jego własnych doświadczeniach z uzależnieniem od narkotyków i bezdomnością.

W wywiadzie dla magazynu "People" w 2016 roku mówił otwarcie o swojej przeszłości:

Kiedy byłem na ulicy, mogłem umrzeć. Miałem ogromne szczęście. (...) Teraz od dłuższego czasu jestem w domu i próbuję na nowo przyzwyczaić się do życia w Los Angeles i bycia z rodziną. Ale to były bardzo mroczne lata.

W 2018 roku, w podcaście "Dopey", opowiadał o swoich nawrotach uzależnienia i konfliktach z rodzicami:

Po prostu mówiłem sobie: "Chcę wrócić do domu", więc byłem trzeźwy tylko na chwilę. Później wracałem (do ćpania) i znowu brałem - przyznał.

Byłem naćpany stymulantami, to była chyba kokaina i coś jeszcze. Nie spałem przez kilka dni i zacząłem demolować dom gościnny moich rodziców.

Na razie Nick Reiner nie usłyszał formalnych zarzutów, trwa śledztwo. O jego dalszym losie zdecyduje Prokuratura Okręgowa hrabstwa Los Angeles. 

To oni kopią tunele pod granicą. Kierwiński: Mogą przejść poza kolejką

Kto kopie tunele pod granicą z Polską? "Służby białoruskie" - odpowiada w Porannej rozmowie w RMF FM szef MSWiA Marcin Kierwiński. "Są w to zaangażowani migranci z Kurdystanu, którzy drążą te tunele. Mają preferencję, że mogą pierwsi przez ten tunel przejść, poza kolejką" - mówił minister.

  • Chcesz być na bieżąco? Odwiedź stronę główną RMF24.pl.

Tomasz Terlikowski pytał swojego gościa o to, kto kopie tunele pod granicą z Polską. Służby białoruskie - mówił Kierwiński. Jak dodał, Białoruś sprowadza bardzo wielu Kurdów.

Są w to zaangażowani migranci z Kurdystanu, którzy drążą te tunele. Mają preferencję, że mogą pierwsi przez ten tunel przejść, poza kolejką - powiedział minister spraw wewnętrznych i administracji.

To są młodzi, zdrowi, silni mężczyźni, którzy są obsługiwani przez służby rosyjskie, bądź białoruskie - dodał.

Wkrótce omówienie całej rozmowy.

Jeśli nie chcesz, aby umknęła Ci jakakolwiek Rozmowa w RMF FM, subskrybuj nasz kanał na YouTube.

Słuchacze RMF FM i Radia RMF24 oraz użytkownicy portalu RMF24.pl mogą mieć swój udział w Porannej Rozmowie w RMF FM. Wystarczy, że prześlą pytania, które prowadzący zada swoim gościom.

Należy wpisać je w poniższej formatce lub wysłać maila na adres fakty@rmf.fm.

Jeśli nie wyświetla Wam się formatka, znajdziecie ją pod tym adresem: >>>TUTAJ<<<.

Koń "żywi" byłego selekcjonera. "Nie jestem biednym emerytem"

Janne Andersson na emeryturze nie może narzekać na biedę. Byłemu selekcjonerowi piłkarskiej reprezentacji Szwecji nieźle się powodzi m.in. dzięki dochodom ze startów konia występującego w wyścigach kłusaków.

  • Janne Andersson, były selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Szwecji (2016-2023), przeszedł na wcześniejszą emeryturę i cieszy się luksusowym życiem dzięki sukcesom konia w wyścigach kłusaków.
  • 63-letni Andersson jest współwłaścicielem klaczy Nilla Lane, która w tym roku wygrała 17 z 30 wyścigów, zdobywając 1,6 miliona koron (około 620 tysięcy złotych) premii.
  • Po odejściu z funkcji selekcjonera w listopadzie 2023 roku, mimo ważnego kontraktu do 2026 r., Andersson zrezygnował z futbolu pod presją opinii publicznej po nieudanych eliminacjach do mistrzostw Europy.
  • Odrzucił propozycje pracy z Łotwy, Nigerii i Islandii, deklarując definitywne zakończenie kariery trenerskiej w piłce nożnej.
  • Chcesz być na bieżąco? Odwiedź stronę główną RMF24.pl.

Janne Andersson ma co robić. Został zatrudniony przez federację tenisa stołowego jako doradca. Udziela się także w organizacjach charytatywnych, m.in. w maju jako wolontariusz pojechał z konwojem do Ukrainy prowadząc jedną z ciężarówek.

63-letni były piłkarski trener jest współwłaścicielem klaczy Nilla Lane, która jak na razie w tym roku startowała w 30 wyścigach i wygrała 17 z nich, zarabiając na premiach 1,6 miliona koron (620 tysięcy złotych).

"W każda sobotę jestem na wyścigach i obstawiam. Premie za wyniki konia i zyski z zakładów sprawiają, że nie jestem biednym emerytem" - powiedział Andersson dziennikowi "Aftonbladet".

Andersson odszedł z funkcji selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Trzech Koron po nieudanych eliminacjach do mistrzostw Europy w listopadzie 2023 roku, pomimo że posiadał kontrakt do 2026 r. Powodem dymisji była m.in. presja opinii publicznej.

"Otrzymałem później wiele propozycji pracy m.in z Łotwy, Nigerii i Islandii, ale odmówiłem, ponieważ definitywnie skończyłem z futbolem i nawet nie planuję obejrzenia meczu piłkarskiego na żywo w najbliższej przyszłości. Moim wielkim hobby od lat są wyścigi kłusaków" - przyznał Andersson.

Wyścigi kłusaków są w Szwecji jednym ze sportów narodowych i odbywają się codziennie oprócz Wigilii Bożego Narodzenia na 33 torach, a obroty tej branży to ok. pół miliarda euro rocznie.

"Drugi dzień świat będę spędzał na największym w Skandynawii torze Solvalla w Sztokholmie, gdzie Nilla Lane wystartuje w finale mistrzostw kraju, w którym są najwyższe premie w roku i liczę na spory dochód" - dodał emerytowany selekcjoner.

Awantura domowa, a na balkonie kilogramy narkotyków. Szokujące odkrycie policji

  • Policjanci z warszawskiej Woli zostali wezwani do interwencji w związku z awanturą domową. Na miejscu dokonali zaskakującego odkrycia – na balkonie mieszkania znaleźli niemal 3 kilogramy narkotyków. 30-letni mężczyzna został zatrzymany i trafił do aresztu.

    • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

    Do zdarzenia doszło w jednym z lokali na warszawskiej Woli. Policjanci zostali wezwani do awantury domowej. 

    Jak informuje nadkom. Marta Sulowska z wolskiej policji, na miejscu drzwi otworzył 30-letni mężczyzna

    Od razu wyjaśnił, że między nim a jego dziewczyną doszło do sprzeczki, co też potwierdziła obecna na miejscu kobieta, nikt nie potrzebował pomocy medycznej – przekazała Sulowska.

    Podczas interwencji funkcjonariusze wyczuli charakterystyczny zapach, który mógł świadczyć o obecności narkotyków. Ich podejrzenia szybko się potwierdziły. 

    Na balkonie mieszkania leżały dwie torby i karton wypełnione suszem roślinnym. Łączna waga znalezionych substancji wyniosła niemal 3 kilogramy.

    30-latek został natychmiast zatrzymany. Jak się okazało, mężczyzna był już wcześniej notowany za przestępstwa związane z narkotykami. 

    W prokuraturze usłyszał zarzut posiadania znacznej ilości środków odurzających. Sąd przychylił się do wniosku prokuratora i zdecydował o zastosowaniu wobec podejrzanego trzymiesięcznego aresztu.

    Za posiadanie znacznej ilości narkotyków grozi kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności. 

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Były wiceminister zatrzymany. Powodem zarzuty o pedofilię

  • Skandal w Portugalii. Policja zatrzymała w sobotę byłego wiceministra sprawiedliwości tego kraju, Paulo Abreu dos Santosa. Portugalskie media przekazują, że mężczyzna jest oskarżony o akty pedofilskie wobec co najmniej dwójki dzieci.

    Paulo Abreu dos Santos był wiceministrem w trzecim rządzie Antonio Costy  - obecnego szefa Rady Europejskiej - w latach 2023-2024. Resortem rządziła wówczas Catarina Sarmento e Castro. Telewizja SIC poinformowała, że został tymczasowo aresztowany i przyznał się do stawianych zarzutów.

    Policja ustaliła, że i 38-letni Abreu dos Santos, który był zatrudniony w jednej z lizbońskich kancelarii adwokackich oraz jako wykładowca prawa na Uniwersytecie Lizbońskim, mógł posiadać setki materiałów z pornografią dziecięcą. Do poniedziałkowego wieczora policja potwierdziła, że weszła w posiadanie telefonu komórkowego byłego wiceministra, w którym znaleziono co najmniej trzy materiały o charakterze pedofilskim z udziałem zatrzymanego.

    Podejrzewa się nawet, że uzyskał dostęp do nagrań z nieletnimi z komputera w Ministerstwie Sprawiedliwości.

    Euronews podaje, że służby pracują nad identyfikacją dzieci, które padły ofiarą molestowania, aby móc przesłuchać je w charakterze pokrzywdzonych w tej sprawie. Śledczy podejrzewają, że są to dzieci znajomych prawnika. Dotychczas ustalono, że zabezpieczono nagrania wykonane przez Paulo Abreu dos Santosa, na których uwieczniono molestowanie dzieci.

    Na trop Abreu dos Santosa portugalską policję naprowadzili agenci FBI prowadzący dochodzenie w sprawie międzynarodowej siatki pedofilskiej wymieniającej się materiałami pornograficznymi z udziałem dzieci. Zatrzymanemu politykowi grozi kara pozbawienia wolności od 3 do 10 lat.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Ciało 12-latki w pobliżu szkoły w Jeleniej Górze. Ze sprawą może mieć związek siódmoklasistka

Ciało 12-latki w pobliżu szkoły w Jeleniej Górze. Ze sprawą może mieć związek siódmoklasistka

1 godz. 10 minut temu

Aktualizacja: 9 minut temu

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie śmierci 12-latki w Jeleniej Górze (woj. dolnośląskie). Ciało znajdowało się na skwerze 200 metrów od szkoły, w której uczyła się dziewczynka. Zabezpieczanie śladów trwało do późnych godzin wieczornych. Wstępne ustalenia wskazują na zabójstwo. Policja wytypowała już jedną osobę, która może mieć związek ze sprawą. To uczennica VII klasy tej samej placówki - informuje dziennikarka RMF FM Martyna Czerwińska.

  • Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie śmierci 12-letniej uczennicy w Jeleniej Górze na Zabobrzu.
  • Ciało dziewczynki znaleziono wczoraj około godziny 14:50 na skwerze przy ul. Wyspiańskiego, 200 metrów od szkoły.
  • Wstępne ustalenia wskazują na zabójstwo; policja wytypowała już jedną osobę związaną ze sprawą - to uczennica VII klasy tej samej szkoły.
  • Według nieoficjalnych informacji, tragedia była skutkiem kłótni między uczennicami.
  • Dyrektor szkoły podkreślił, że zmarła była wzorową, wszechstronnie uzdolnioną i bardzo lubianą uczennicą; rodzice dziewczynki są pod opieką psychologa.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Jest prokuratorskie śledztwo w sprawie śmierci 12-latki na jeleniogórskim Zabobrzu. 

Wczoraj, ok. godz. 14:50 na skwerze na ul. Wyspiańskiego znaleziono ciało dziewczynki. To ok. 200 metrów od szkoły, w której uczyła się zmarła. 

Policja i prokuratura pracowały na miejscu do późnego wieczora. Wstępne ustalenia wskazują na zabójstwo. Policja wytypowała już jedną osobę, która może mieć związek ze sprawą. To uczennica VII klasy tej samej placówki.

Ze względu na jej wiek, delikatność sprawy i dobro pozostałych uczniów, policja nie ujawniła na razie dokładnych okoliczności zdarzenia. Prawdopodobnie dziś poznamy więcej szczegółów. 

Wiadomo natomiast, że miejsce, w którym doszło do tragedii, jest często odwiedzane przez młodzież. Z nieoficjalnych relacji świadków wynika, że na skwerze doszło do fatalnej w skutkach kłótni - informuje dziennikarka RMF FM Martyna Czerwińska. 

Dyrektor szkoły podstawowej Paweł Domagała powiedział podczas zwołanego wieczorem sztabu kryzysowego, że zmarła dziewczynka była wzorową i wszechstronnie uzdolnioną uczennicą. Brała udział w zawodach sportowych, akcjach charytatywnych, konkursach, miała bardzo dobre wyniki w nauce. Jak podkreślił dyrektor, była także pogodna, otwarta i bardzo lubiana. Jej rodzice są już pod opieką psychologa.

Jesteśmy wszyscy wstrząśnięci, całe środowisko i naszym celem jest właściwe wsparcie przede wszystkim dzieci, w następnej kolejności zaopiekowanie się rodzicami - powiedział dziennikarce RMF FM.

To tej tragedii odniósł się w Porannej rozmowie w RMF FM szef MSWiA Marcin Kierwiński. 

Sprawę bada policja i prokuratura. Z dużym prawdopodobieństwem doszło do morderstwa. Wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście jest to osoba, która bezpośrednio uczęszczała także do tej szkoły. Nie chcę spekulować, to będzie potwierdzać policja. Bardzo ciężko o tym mówić jako politykowi, jako ojcu, coś nie do pomyślenia - mówił minister.

We wtorek 16 grudnia, w szkole podstawowej nr 10, w każdej klasie, na pierwszych lekcjach zaplanowano spotkania wychowawców przy wsparciu psychologów i pedagogów z terenu miasta, o czym poinformowano w oficjalnym komunikacie po spotkaniu sztabu kryzysowego.

Przewidziano także dyżury pracowników Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej dla nauczycieli i rodziców uczniów szkoły.

W innych jeleniogórskich szkołach również zaplanowano spotkania z psychologami i pedagogami dla uczniów. "W dniach 22-23 grudnia br., kiedy w szkołach rozpoczną się ferie świąteczne, Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w swojej siedzibie w Jeleniej Górze przy ul. Wolności 259 uruchomi dyżury dla osób, które w związku z dzisiejszym wydarzeniem potrzebować będą wsparcia psychologicznego" - poinformowało miasto.

Post w drugi dzień świąt? Biskupi podjęli decyzję

Taka sytuacja zdarza się raz na kilka lat. W tym roku drugi dzień świąt przypada w piątek, a wierni w Kościele katolickim zobowiązani są do wstrzemięźliwości od spożywania pokarmów mięsnych. Dyspensę na ten dzień już wydało kilku polskich biskupów.

  • 26 grudnia, czyli w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, przypada święto św. Szczepana - w tym roku wypada ono w piątek.
  • W Kościele katolickim obowiązuje wstrzemięźliwość od spożywania pokarmów mięsnych we wszystkie piątki roku, także w oktawie Narodzenia Pańskiego.
  • Oktawa Narodzenia Pańskiego oraz święto św. Szczepana nie znoszą piątkowej wstrzemięźliwości - wyjątkiem są tylko uroczystości lub dyspensa biskupa.
  • Kilku polskich biskupów udzieliło już dyspensy od piątkowej wstrzemięźliwości na 26 grudnia, ale zachęcają do zastąpienia jej innymi praktykami religijnymi.
  • Chcesz być na bieżąco? Odwiedź stronę główną RMF24.pl.

W tym roku w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, święto św. Szczepana, pierwszego męczennika, przypada w piątek. Zgodnie z obowiązującymi przepisami wstrzemięźliwość od spożywania mięsa lub innych pokarmów w Kościele katolickim należy zachowywać we wszystkie piątki całego roku.

Wyjątkiem są sytuacje, kiedy w piątek wypada uroczystość; piątek w oktawie Wielkanocy oraz gdy zostanie udzielona dyspensa zgodnie z przepisami prawa kanonicznego. Oznacza to, że ani święto, ani oktawa Narodzenia Pańskiego nie znoszą piątkowej wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych.

W związku z tym niektórzy biskupi już wydali dyspensę na ten dzień dla wiernych przebywających na terenie ich diecezji.

Metropolita lubelski abp Stanisław Budzik zachęcił "do zastąpienia wstrzemięźliwości innymi formami pokuty, zwłaszcza uczynkami miłosierdzia i pobożności". To samo wskazał biskup legnicki Andrzej Siemieniewski.

Metropolita warszawski abp Adrian Galbas zachęcił, aby korzystający z dyspensy "ofiarowali dowolną modlitwę według intencji Ojca Świętego".

Z kolei ordynariusz bydgoski bp Krzysztof Włodarczyk zachęcił zarówno "do modlitwy w intencjach papieża Leona XIV", jak i "praktykowania uczynków chrześcijańskiego miłosierdzia bądź innych czynów pokutnych".

Metropolita częstochowski abp Wacław Depo osobom korzystającym z dyspensy wskazał "ofiarowanie w tym dniu dowolnej modlitwy w intencji powołań kapłańskich i zakonnych" oraz podjęcie, "zgodnie z własnym wyborem - formy zadośćuczynienia przez wypełnienie uczynków miłości chrześcijańskiej wobec potrzebujących bądź przez ofiarowanie jałmużny".

Z kolei ordynariusz świdnicki bp Marek Mendyk zachęcił wiernych korzystających z dyspensy "do modlitwy w intencji pokoju i świętych powołań do służby Bożej".

To pokazuje, że w zależności od diecezji, w której wierni będą świętować, korzystając z dyspensy, mają do wypełnienia nieco inne praktyki religijne.

Zgodnie z Kodeksem kanonicznym do wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych zobowiązani są wszyscy katolicy, którzy ukończyli 14 lat. Natomiast post mają obowiązek zachowywać wszystkie osoby między 18. a 60. rokiem życia.

"Okrutny człowiek". Grzegorz Płaczek ostro o marszałku Sejmu

"Okrutny człowiek". Grzegorz Płaczek ostro o marszałku Sejmu

1 godz. 21 minut temu

Aktualizacja: 9 minut temu

"Włodzimierz Czarzasty jest bezwzględnym politykiem. W sposób cyniczny wykorzystuje władzę, odsuwając przedstawicieli kół od konwentu seniorów" – powiedział w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 poseł Konfederacji Grzegorz Płaczek. Dodał, że marszałek Sejmu jest "okrutnym człowiekiem".

Poseł Konfederacji w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 był pytany m.in. o gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Jego zdaniem wszystko, co da pokój Ukrainie powinno być brane pod uwagę. Na razie mamy wstępne deklaracje. Jeszcze żadne decyzje nie zostały ostatecznie podjęte i również nie zostały podjęte żadne decyzje dotyczące szczegółów realizacji tego, co wczoraj ustalono w Berlinie - mówił Płaczek.

Zdaniem polityka polscy żołnierze nie powinni być wysyłani na Ukrainę.

Polscy żołnierze w ostatnich latach wiele razy wskazywali i potwierdzali, że mogą pomagać Ukrainie, będąc na terytorium Polski. Taki scenariusz (po wojnie - red.) też powinien być brany pod uwagę - stwierdził polityk.

Grzegorz Płaczek przyznał na antenie Radia RMF24, że nie wierzy prezydentowi Wołodymyrowi Zeleńskiemu i Polska powinna bardziej dbać o zabezpieczenie swoich interesów. Jeżeli nie zadbamy teraz, chociażby o możliwość odbudowy Ukrainie po wojnie, to możemy skończyć w takiej sytuacji, że poprzegrywamy wszystkie znaczące przetargi czy starania się o poważne kontrakty na Ukrainie, bo nie będziemy gospodarczo do tego gotowi - mówił.

Zdaniem polityka Konfederacji Polska powinna bardziej zabiegać o zabezpieczenie swoich interesów w zamian za okazaną pomoc. Mówimy tutaj o stu miliardach złotych z punktu widzenia budżetu państwa. Jest to pomoc odczuwalna i jest czymś naturalnym, że państwo może oczekiwać nie tyle wdzięczności finansowej, ile gwarancji jakiejś realizacji swoich oczekiwań - tłumaczył Płaczek.

W tym kontekście skomentował również przekazanie Ukrainie MIG-ów 29. To jest rodzaj transakcji, którą jestem w stanie zrozumieć i zaakceptować - powiedział Płaczek.

W rozmowie pojawił się również wątek oceny działań aktualnego marszałka Sejmu. Poseł Konfederacji nie szczędził gorzkich słów pod adresem polityka Lewicy. Włodzimierz Czarzasty jest bezwzględnym politykiem. W sposób cyniczny wykorzystuje władzę, odsuwając przedstawicieli kół od konwentu seniorów - stwierdził. 

Podkreślił, że Czarzasty jest "okrutnym człowiekiem".

Radio RMF24

Po jeszcze więcej informacji odsyłamy Was do naszego internetowego Radia RMF24 Słuchajcie online już teraz!

Radio RMF24 na bieżąco informuje o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w Polsce, Europie i na świecie.

Misiek z Nadarzyna i czterech innych zatrzymanych. W tle nieruchomość za 12 mln zł

  • Mirosław D. znany pod pseudonimem Misiek z Nadarzyna jest wśród pięciu mężczyzn, którzy próbowali siłą wymusić na warszawskim deweloperze przepisanie na nich nieruchomości wartej 12 milionów złotych - dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Rozbojowi zapobiegli funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji, zatrzymując wszystkich podejrzanych.

    • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

    Zatrzymano pięciu mężczyzn w wieku od 33 do 70 lat. To obywatele Polski, Rosji, Mołdawii i Ukrainy. Z ustaleń śledczych wynika, że podejrzani mieli podjąć próbę wymuszenia rozbójniczego na przedsiębiorcy prowadzącym działalność w sektorze deweloperskim. Wartość nieruchomości, będących przedmiotem "zainteresowania" przestępców wynosiła 12 milionów złotych.

    W trakcie policyjnej akcji znaleziono u podejrzanych siedem jednostek broni, która została przekazana do dalszych badań.

    Funkcjonariusze prowadzący sprawę będą teraz wyjaśniać okoliczności, w jakich zatrzymani weszli w posiadanie zabezpieczonej broni, a także sprawdzać, czy mężczyźni nie są powiązani z innymi sprawami.

    Zatrzymani zostali doprowadzeni do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, gdzie prokurator nadzorujący postępowanie przedstawił im zarzuty usiłowania dokonania wymuszenia rozbójniczego. Mirosław D. znany pod pseudonimem Misiek z Nadarzyna jest wśród pięciu zatrzymanych mężczyzn - wynika z ustaleń naszego dziennikarza.

    Na wniosek prokuratora sąd zastosował wobec wszystkich zatrzymanych, środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania.

    Spektakularna akcja CBŚP. Policjanci obezwładnili mężczyznę na środku ulicy

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Umundurowany personel na statkach floty cieni. Szwedzi piszą o operacji wojskowej

Rosja prowadzi na Morzu Bałtyckim operację wojskową w celu ochrony swojej floty cieni - potwierdziła wczoraj szwedzka marynarka wojenna. Media informowały, że na rosyjskich statkach z ropą zauważono umundurowany personel.

  • Szwedzka marynarka wojenna przekazała, że Rosja prowadzi na Bałtyku operację wojskową w celu ochrony swojej floty cieni.
  • Na rosyjskich tankowcach z ropą zaobserwowano umundurowany personel.
  • Rosyjska Flota Bałtycka utrzymuje stałą obecność w specjalnych strefach wzdłuż szlaków żeglugowych.
  • Walka z flotą cieni jest utrudniona przez fałszywe bandery, brak nadzoru i międzynarodowych przepisów.
  • Ciekawe informacje z Polski i świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl

Widzieliśmy i otrzymywaliśmy informacje, że na pokładach niektórych statków floty cieni znajduje się umundurowany personel - podkreślił szef operacji marynarki wojennej Szwecji, Marko Petkovic, w programie szwedzkiej telewizji publicznej SVT.

Źródła SVT wskazują, że operacja wojskowa Rosji polega także na "dość stałej obecności" rosyjskiej Floty Bałtyckiej w kilku specjalnych strefach wzdłuż szlaków żeglugowych. Potwierdził to przedstawiciel szwedzkiej Straży Przybrzeżnej.

Wcześniej, na początku grudnia, o obecności umundurowanego personelu na pokładach tankowców przewożących ropę z Rosji informowały fiński nadawca publiczny Yle oraz duński portal dziennikarstwa śledczego Danwatch.dk.

W obu przypadkach powołano się na relację pilota morskiego, pomagającego kapitanom statków przepłynąć przez wąskie i płytkie duńskie cieśniny. Bjarne Caesar Skinnerup i jego koledzy po fachu twierdzą, że byli świadkami obecności personelu w mundurach na statkach lub osób narodowości rosyjskiej, które nie figurowały na liście załóg jako cywilni marynarze. Według jego relacji, gdy piloci pojawiają się na pokładzie, aby pomóc w nawigacji, atmosfera jest napięta. Zamiast dawnej życzliwości eskortowani są bezpośrednio na mostek kapitański.

Według raportu szwedzkiej Straży Przybrzeżnej z początku grudnia po morzach pływa 500-1000 rosyjskich statków floty cieni, ponad 300 pod fałszywymi banderami. Walka z nimi jest trudna m.in. z powodu braku nadzoru właścicieli rejestrów oraz posługiwania się dokumentami generowanymi w internecie.

Mimo zaostrzenia kontroli ze strony służb Szwecji i innych krajów regionu 20 proc. załóg statków nie zastosowało się do żądania przedstawienia dokumentów. Egzekucję prawa utrudnia brak międzynarodowych przepisów.

Bezprecedensowa decyzja Trumpa. To broń masowego rażenia

Donald Trump oficjalnie ogłosił fentanyl bronią masowego rażenia. Prezydent USA podpisał w poniedziałek rozporządzenie w tej sprawie. Fentanyl był w ostatnich latach najczęstszym powodem śmierci Amerykanów z przedawkowania.

  • Prezydent USA Donald Trump podpisał rozporządzenie uznające fentanyl za broń masowego rażenia.
  • Trump uzasadnił decyzję, twierdząc, że "wrogowie USA używają fentanylu, by zabijać Amerykanów".
  • Przemyt fentanylu określił jako "wojnę, w której ginęło 200-300 tys. osób rocznie".
  • Rozporządzenie nakazuje Pentagonowi ocenę, czy zagrożenie fentanylem wymaga wsparcia wojskowego dla ministerstwa sprawiedliwości.
  • Prezydent potwierdził, że rozważa złagodzenie federalnych restrykcji dotyczących marihuany.
  • Chcesz być na bieżąco? Odwiedź stronę główną RMF24.pl.

Przed podpisaniem rozporządzenia, zgodnie z którym fentanyl jest traktowany jako broń masowego rażenia, Trump powiedział, że "nie ma wątpliwości, że przeciwnicy Ameryki przemycają fentanyl do Stanów Zjednoczonych, po części dlatego, że chcą zabijać Amerykanów". Nazwał przy tym przemyt syntetycznego narkotyku "wojną, w której ginęło 200-300 tys. osób rocznie".

Dokument stwierdza, że nielegalny fentanyl jest "bliższy broni chemicznej niż narkotykowi", a śmiertelna dawka wynosi dwa miligramy. Dekret nakazuje m.in. Pentagonowi ustalenie, czy zagrożenie związane z fentanylem wymaga przeznaczenia zasobów wojskowych ministerstwu sprawiedliwości oraz każe resortowi obrony uaktualnić procedury reagowania na incydenty chemiczne, by uwzględnić w nich też zagrożenie fentanylem. Ponadto rozporządzenie poleca wszczęcie śledztw w sprawie przemytu zakazanego środka oraz nakładania sankcji finansowych na osoby i organizacje, które się tym zajmują.

Fentanyl był w ostatnich latach najczęstszym powodem śmierci Amerykanów z przedawkowania. Według rządowych statystyk w 2024 r. z powodu przedawkowania fentanylu zginęło ok. 48 tys. osób, co stanowiło 60 proc. tego typu zgonów. W szczytowym roku 2022 przedawkowanie narkotyków było przyczyną śmierci ponad 105 tys. osób.

Podczas poniedziałkowego wystąpienia w Gabinecie Owalnym Trump ponownie zapowiedział lądowe ataki wojska na przemytników narkotyków. Wcześniej wielokrotnie składał podobne deklaracje, grożąc uderzeniami nie tylko przeciwko Wenezueli - przez którą przemycana jest głównie kokaina - ale też Kolumbii i Meksykowi, który jest jednym z głównych źródeł nielegalnego fentanylu. Środki chemiczne, tzw. prekursory do jego wytwarzania, pochodziły dotąd głównie z Chin.

Trump potwierdził też w poniedziałek doniesienia, że rozważa zmianę statusu prawnego marihuany. Dekret miałby zmienić jej klasyfikację ze środka obłożonego najpoważniejszymi restrykcjami (kategoria I) - na równi m.in. z heroiną i powyżej dotychczasowego statusu fentanylu, które jest używane w medycynie - do kategorii III, w której są m.in. kodeina, sterydy anaboliczne, testosteron czy ketamina.

Rozważamy to; tak - powiedział Trump. Wiele osób chce, by zmienić tę klasyfikację, co umożliwi ogromną liczbę badań, a nie da się ich bez tego przeprowadzić. Dlatego bardzo się temu przyglądamy - dodał.

Prace nad tymi zmianami zaczęły się za prezydentury Joe Bidena, jednak proces ten zwykle zajmował lata. Zmiana klasyfikacji marihuany nie zalegalizuje tego środka na poziomie federalnym, choć jest on legalny - do celów medycznych i/lub rekreacyjnych w większości stanów (w 24 z 50 w celach rekreacyjnych, w 40 - medycznych).

Przełom po spotkaniu w Berlinie. Tusk ujawnia kulisy rozmów

Przełom po spotkaniu w Berlinie. Tusk ujawnia kulisy rozmów

"Jedyną realną szansą na skłonienie Rosji do poważnych rozmów o zakończeniu wojny lub przynajmniej do zawieszenia broni jest pełna jedność Zachodu" - podkreślił premier Donald Tusk po spotkaniu w Berlinie, gdzie doszło zbliżenia stanowisk liderów państw europejskich, Stanów Zjednoczonych i Ukrainy w sprawie planu pokojowego. Uzgodniono też gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Jednym z elementów mają być międzynarodowe siły wspierające Ukrainę. Premier jednak jasno zaznaczył, że polscy żołnierze nie wezmą udziału w misji.

  • Donald Tusk po spotkaniu w Berlinie podkreślił, że tylko pełna jedność Europy, USA i Ukrainy może zmusić Rosję do poważnych rozmów o zakończeniu wojny lub zawieszeniu broni.
  • Premier dodał, że Amerykanie po raz pierwszy jasno zadeklarowali militarną reakcję w razie ponownej agresji Rosji.
  • "Nasz kraj zabezpieczy wschodnią flankę NATO i będzie głównym hubem wsparcia oraz odbudowy Ukrainy" - powiedział Tusk. Zaznaczył jednak, że polscy żołnierze nie wezmą udziału w misji.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

W rozmowach, obok europejskich przywódców, uczestniczył prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oraz wysłannicy USA - Steve Witkoff i Jared Kushner.

Zdaniem premiera największym osiągnięciem berlińskiego spotkania było jednoznaczne pokazanie wspólnego frontu Zachodu. Po raz pierwszy tak wyraźnie było widać, że Stany Zjednoczone, Europa i Ukraina stoją po tej samej stronie.

To, co jest przełomem - tak bym powiedział - w żadnym wypadku gwarancją sukcesu, ale przełomem, to fakt, że chyba po raz pierwszy tak wyraźnie było widać, że i Amerykanie, i Europejczycy, i Ukraina są po jednej stronie. Koniecznością jest, abyśmy wspólnie, razem z Amerykanami i Ukraińcami, zachowali się jak sojusznicy, tak aby Rosjanie widzieli, że nie można wbić klina między te trzy strony - podkreślił Donald Tusk.

Premier zaznaczył, że tylko taka jedność może skłonić Rosję do poważnego potraktowania rozmów o zakończeniu wojny lub przynajmniej o przerwaniu ognia.

Donald Tusk zwrócił uwagę, że gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy są bezpośrednio związane z bezpieczeństwem Polski i całej wschodniej flanki NATO.

Gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy są jednocześnie elementem bezpieczeństwa Polski. Stabilna i bezpieczna Ukraina oznacza mniejsze ryzyko dla całej wschodniej flanki NATO. Amerykanie są przekonani, że z ich udziałem jesteśmy w stanie zbudować poważne gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy - powiedział premier.

Szef rządu podkreślił, że bez zaangażowania Stanów Zjednoczonych nie ma realnych szans na skuteczne rozmowy pokojowe.

Po raz pierwszy usłyszałem z ust amerykańskich negocjatorów, że Ameryka zaangażuje się w gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy w taki sposób, aby Rosjanie nie mieli wątpliwości, że odpowiedź amerykańska będzie militarna, gdyby ponownie zaatakowali Ukrainę - dodał Tusk.

Jednym z elementów gwarancji bezpieczeństwa mają być międzynarodowe siły wspierające Ukrainę. Premier jasno jednak zaznaczył, że polscy żołnierze nie wezmą udziału w tej misji.

Polska ma inne zadania. My musimy zabezpieczać wschodnią flankę. Polska będzie kluczowym hubem - nie tylko Jasionka. Także nasze porty, cała logistyka przy odbudowie Ukrainy. Jeśli gwarancje dla Ukrainy mają mieć sens, to Polska będzie siłą rzeczy logistycznie w to zaangażowana - wyjaśnił.

Istotnym sygnałem z Berlina była również bezpośrednia rozmowa prezydenta Wołodymyra Zełenskiego z amerykańskimi negocjatorami - Stevem Witkoffem i Jaredem Kushnerem. Według premiera to dowód na to, że wysiłki europejskich liderów przyniosły oczekiwany efekt.

Jednym z najtrudniejszych tematów pozostaje kwestia ewentualnych ustępstw terytorialnych. Donald Tusk stanowczo podkreślił, że Polska nie będzie wywierać żadnej presji na Ukrainę w tej sprawie.

Polska na pewno nie będzie wywierała najmniejszej presji na Ukrainę, aby ta zdecydowała się na jakiekolwiek ustępstwa. To musi być decyzja wynikająca z kalkulacji i oceny samych Ukraińców - zaznaczył premier.

Inaczej wygląda podejście do Rosji. Zjednoczony Zachód nadal zamierza zwiększać presję na Moskwę, m.in. poprzez sankcje i zamrożone rosyjskie aktywa.

Potrzebna jest jeszcze większa presja i pokazanie, że naprawdę nie damy się podzielić jako Zachód - mówił Tusk.

Jak dodał, rolą Polski i jej partnerów jest takie wspieranie Ukrainy, aby żadne przyszłe porozumienie nie było postrzegane jako triumf Rosji.

Efektem berlińskich rozmów jest wspólne oświadczenie europejskich przywódców. Podpisali się pod nim także przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oraz sekretarz generalny NATO Mark Rutte.

USA i Europa zobowiązały się do współpracy nad zapewnieniem Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa w razie zakończenia wojny z Rosją - ogłosili europejscy przywódcy na szczycie w Berlinie, po dwudniowych negocjacjach z udziałem delegacji z Ukrainy i Stanów Zjednoczonych.

Wśród uzgodnionych gwarancji jest kierowana przez Europę i wspierana przez USA misja wojskowa tzw. koalicji chętnych, która miałaby wspierać odbudowę ukraińskich sił zbrojnych oraz pomagać w utrzymaniu bezpieczeństwa w przestrzeni powietrznej i na morzach, m.in. poprzez działania na terytorium Ukrainy.

Gwarancje obejmowałyby też zapewnienie "stałego i znaczącego wsparcia dla Ukrainy w celu rozbudowy jej sił zbrojnych, które w czasie pokoju powinny utrzymywać się na poziomie wynoszącym 800 tys. żołnierzy, aby skutecznie zniechęcać do wszczynania konfliktów i bronić terytorium" kraju - napisano w oświadczeniu.

Przewidziano także ustanowienie kierowanego przez USA mechanizmu monitorowania i weryfikacji zawieszenia broni oraz podjęcie "działań w celu przywrócenia pokoju i bezpieczeństwa w przypadku przyszłego ataku zbrojnego". 

Działania te - jak wyjaśniono - mogą obejmować użycie siły zbrojnej, wsparcie wywiadowcze i logistyczne oraz środki gospodarcze i dyplomatyczne.

W dokumencie zaznaczono, że decyzje dotyczące terytorium Ukrainy należą do narodu ukraińskiego, a obecnie to na Rosji spoczywa obowiązek wykazania gotowości do działań na rzecz trwałego pokoju. Wyrażono też poparcie dla przystąpienia Ukrainy do UE.

Macron: Idziemy zjednoczeni na rzecz trwałego pokoju

Dzisiaj, 16 grudnia (06:22)

​Prezydent Francji Emmanuel Macron zamieścił w mediach społecznościowych komentarz, w którym odniósł się do efektów prowadzonych rozmów na Berlinie o przyszłości konfliktu w Ukrainie. "Idziemy naprzód zjednoczeni na rzecz solidnego i trwałego pokoju w Ukrainie" - napisał w serwisie X. Francuski przywódca zaapelował także o to, by "Ukraina pozostała suwerenna, a Europa bezpieczna".

  • W poniedziałek w Berlinie zakończyła się kolejna runda rozmów pokojowych dotyczących wojny w Ukrainie. 
  • Kanclerz Niemiec Friedrich Merz, gospodarz szczytu, podkreślił w mediach społecznościowych, że po raz pierwszy od początku konfliktu pojawiła się realna szansa na zawieszenie broni. 
  • Prezydent Francji Emmanuel Macron podkreślił, że Europa musi pozostać bezpieczna, a Ukraina - suwerenna. 
  • Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził, że kluczową kwestią w rozmowach pozostaje nieprzystępowanie Ukrainy do NATO. 
  • Po więcej aktualnych informacji ze świata zapraszamy na stronę główną RMF24.pl

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz, który był gospodarzem szczytu w Berlinie, poświęconego rozmowom pokojowym, napisał w serwisie X po zakończeniu ich poniedziałkowej rundy, że po raz pierwszy od początku wojny widać na horyzoncie szanse na rozejm w Ukrainie. 

"Po raz pierwszy, odkąd zaczęła się wojna, można sobie wyobrazić zawieszenie broni. Chcemy razem iść tą drogą ku pokojowi, z Ukraińcami, naszymi europejskimi sąsiadami i USA" - głosi wpis kanclerza.

Wcześniej Merz oznajmił, że rokowania w Berlinie dają "realną szansę na proces pokojowy", a zawieszenie broni przed świętami Bożego Narodzenia "zależy już tylko od Rosji". Szef niemieckiego rządu wyjaśnił na konferencji prasowej, że podczas rozmów w Berlinie skupiano się głównie na gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy, skutecznym mechanizmie egzekwowania zawieszenia broni oraz sprawach terytorialnych.

Z kolei prezydent Francji zamieścił komentarz, w którym podkreślił, że "Europa powinna pozostać bezpieczna, a Ukraina suwerenna". Do wpisu, zamieszczonego w serwisie X prezydent Francji zamieścił zdjęcie przywódców, uczestniczących w berlińskim szczycie. 

"Wraz z Europejczykami, Ukraińcami i Amerykanami wzmacniamy naszą zgodność: wsparcie militarne, solidne gwarancje bezpieczeństwa, odbudowę" - napisał francuski prezydent w komentarzu w poniedziałek późnym wieczorem.

"Teraz to Rosja powinna poczynić wybór na rzecz pokoju" - dodał. 

O prowadzonych rozmowach pokojowych wypowiedział się także rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, który stwierdził, że nieprzystępowanie Ukrainy do NATO jest fundamentalną kwestią w rozmowach dotyczących ewentualnego porozumienia pokojowego i stanowi przedmiot specjalnych dyskusji. Oczywiście kwestia ta jest jednym z kamieni węgielnych i oczywiście podlega specjalnym dyskusjom - powiedział Pieskow dziennikarzom.

Jak dodał, Rosja oczekuje, że Stany Zjednoczone przekażą jej najnowsze informacje po rozmowach, które przedstawiciele administracji amerykańskiej w poniedziałek prowadzili w Berlinie z przywódcami europejskimi i prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. 

Zapytany o to, czy jest szansa na to, że negocjacje zakończą się przed Bożym Narodzeniem, Pieskow określił próbę przewidzenia potencjalnego terminu zawarcia porozumienia pokojowego jako "niewdzięczne zadanie". 

Reuters przypomniał natomiast, że przywódca Rosji Władimir Putin wielokrotnie domagał się, aby Ukraina oficjalnie zrezygnowała z ambicji przystąpienia do NATO i wycofała wojska z około 10 proc. terytorium Donbasu, które nadal kontroluje. Moskwa domaga się również, by Ukraina została krajem neutralnym, a na jej terytorium nie stacjonowały żadne wojska NATO.

W Berlinie odbyło się w poniedziałek wieczorem spotkanie europejskich polityków najwyższego szczebla z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. W szczycie uczestniczył także premier RP Donald Tusk. Z przywódcami połączył się telefonicznie prezydent USA Donald Trump. Spotkanie odbyło się po dwóch dniach negocjacji w Berlinie między delegacjami ukraińską i amerykańską, z udziałem wysłanników Trumpa: Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera.

Media: W tym tygodniu do Polski przyjedzie szef NATO

  • Dzisiaj, 16 grudnia (05:45)

    ​Sekretarz generalny NATO Mark Rutte odwiedzi w czwartek Polskę, gdzie spotka się z szefem resortu obrony narodowej Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i sojuszniczymi żołnierzami - poinformowała PAP, powołując się na źródła zbliżone do Ministerstwa Obrony Narodowej. Tego samego dnia ogłoszona ma zostać pełna gotowość polskich baterii Patriot.

    Informację o planowanej wizycie Ruttego jako pierwszy podał Polsat News. 

    Jak wynika z informacji PAP, Rutte ma się spotkać z Kosiniakiem-Kamyszem i odwiedzić żołnierzy NATO stacjonujących w Bemowie Piskim (Warmińsko-Mazurskie). W skład stacjonującej tam Batalionowej Grupy Bojowej NATO wchodzą żołnierze ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Rumunii i Chorwacji. Na co dzień współdziałają oni z 15. Giżycką Brygadą Zmechanizowaną.

    Także w czwartek ma zostać ogłoszona pełna gotowość bojowa dwóch bojowych systemów obrony powietrznej Patriot, które na co dzień są wykorzystywane przez żołnierzy z 3. Warszawskiej Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej operującej na terenie całego kraju. Jedna z baterii rozmieszczona jest w mazowieckim Sochaczewie.

    Zbliżone do MON źródło zastrzegł jednak, że program wizyty sekretarza generalnego nie jest jeszcze w pełni znany.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Zełenski powiedział, co się stanie, jeśli Moskwa odrzuci warunki pokojowe

Wczoraj, 15 grudnia (23:54)

Aktualizacja: Dzisiaj, 16 grudnia (00:26)

Według doniesień portalu Axios, już w najbliższy weekend w Miami może dojść do kolejnej rundy rozmów pomiędzy Ukrainą a Stanami Zjednoczonymi w sprawie zakończenia wojny i gwarancji bezpieczeństwa dla Kijowa. Amerykańscy urzędnicy potwierdzają postępy, ale wciąż pozostają poważne rozbieżności dotyczące kwestii terytorialnych. Informację o możliwym spotkaniu jeszcze w tym tygodniu potwierdził także Wołodymyr Zełenski, który zapowiedział, co się stanie, jeśli Rosja zignoruje wysiłki na rzecz zakończenia wojny.

  • Negocjacje dotyczące wojny Rosji z Ukrainą mają odbyć się w USA, prawdopodobnie w Miami, z udziałem grup roboczych i wojskowych. 
  • Po dwóch dniach rozmów Ukrainy, USA i państw europejskich pojawiły się postępy w gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy. 
  • USA zaproponowały szerokie gwarancje bezpieczeństwa, które mają przekonać Rosję do porozumienia, a prezydent Trump wierzy w skuteczność tych środków. 
  • Prezydent Zełenski podkreślił, że opcja "rozejmu energetycznego" jest wciąż realna. Ukraina planuje prosić USA o większą presję sankcyjną na Rosję i dodatkową broń, jeśli dyplomacja zawiedzie.
  •  Mimo postępów w negocjacjach Europa i Ukraina mają obawy co do procesu pokojowego.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Jak informuje portal Axios, powołując się na anonimowego amerykańskiego urzędnika, rozmowy mają odbyć się w Stanach Zjednoczonych, prawdopodobnie w Miami. W spotkaniu mają wziąć udział grupy robocze oraz wojskowi, którzy będą analizować sytuację na froncie i omawiać szczegóły potencjalnego porozumienia.

Dwa dni intensywnych negocjacji z udziałem przedstawicieli Ukrainy, USA i państw europejskich przyniosły postępy w sprawie gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. Jednak wciąż nie udało się wypracować wspólnego stanowiska w kwestii ewentualnych ustępstw terytorialnych na rzecz Rosji.

Amerykańscy urzędnicy mieli zaskoczyć ukraińskich i europejskich partnerów gotowością do zaoferowania szerokich gwarancji bezpieczeństwa, które - według nich - mogłyby przekonać Rosję do zawarcia porozumienia. "Prezydent Trump uważa, że będzie w stanie przekonać Rosję do przyjęcia tych gwarancji, podobnych do artykułu 5 NATO" - powiedział jeden z urzędników.

Wołodymyr Zełenski podkreśla, że opcja "rozejmu energetycznego" - czyli wstrzymania ataków obu stron na obiekty energetyczne - nadal pozostaje jedną z realnych opcji. Prezydent Ukrainy zaznaczył po rozmowach w Berlinie, że kwestie gwarancji bezpieczeństwa nie zostały jednoznacznie rozstrzygnięte i zapisy nadal wymagają pracy. Zełenski dodał, że negocjatorzy mogą spotkać się w najbliższy weekend w Stanach Zjednoczonych.

Jak informuje agencja Reutera Wołodymyr Zełenski powiedział dziennikarzom, że Ukraina zwróci się do Stanów Zjednoczonych o zwiększenie presji sankcyjnej na Rosję oraz o dodatkową broń, w tym pociski dalekiego zasięgu, jeśli Moskwa odrzuci dyplomatyczne wysiłki na rzecz zakończenia wojny.

Władze w Kijowie oraz europejskich stolicach wyrażają obawy, że Ukraina może zostać zmuszona do bolesnych ustępstw terytorialnych, podczas gdy Rosja może złamać porozumienie i zażądać jeszcze więcej ziem w późniejszym okresie. Według doniesień AFP, podczas wcześniejszych rozmów w Berlinie amerykańscy negocjatorzy naciskali na Ukrainę, by zgodziła się na oddanie części Donbasu.

Jednocześnie wiceszef MSZ Serhij Kysłycia zaapelował, by nie wierzyć anonimowym źródłom dotyczącym stanowiska USA w negocjacjach.

Rosja jest zła z powodu negocjacji. Ławrow o odrodzeniu "nazizmu" w Europie

  • Wczoraj, 15 grudnia (23:13)

    Gdy świat patrzył na Berlin i Waszyngton, gdzie padały ważne deklaracje wsparcia procesu pokojowego i gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy, w Moskwie głowę podniósł nieco zapomniany już minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow. Kreml nie jest zadowolony z obrotu spraw.

    • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

    W wywiadzie dla kanału telewizyjnego Rosija-24 Ławrow brutalnie skrytykował starania Europy.

    Jego zdaniem stolice europejskie działają wbrew Stanom Zjednoczonym, torpedując starania Waszyngtonu w sprawie osiągnięcia porozumienia z Ukrainą.

    Europa wykorzystuje kryzys ukraiński, aby zaznaczyć swoją pozycję, by rzucić Stanom Zjednoczonym kłodę pod nogi w ich dążeniu do osiągnięcia sprawiedliwego porozumienia - zakomunkował szef rosyjskiego MSZ, cytowany przez agencję państwową TASS.

    Smutne jest to, że Europa - przede wszystkim Bruksela, ale także takie stolice jak Berlin, Londyn i Paryż, nie wspominając już o krajach bałtyckich - ożywia filozofię i praktyki nazizmu - dodał Siergiej Ławrow.

    Ławrow stracił ostatnio pozycję niekwestionowanego lidera wśród rosyjskich dyplomatów po tym, gdy jego nieudane negocjacje z amerykańskim sekretarzem stanu Marco Rubio doprowadziły do fiaska organizacji szczytu Donald Trump-Władimir Putin w Budapeszcie. Kreml oficjalnie zaprzecza doniesieniom o trwałym odsunięciu Ławrowa od najważniejszych spraw, dotyczących polityki zagranicznej, ale rosyjskie media niezależne zwracają uwagę na dużo mniejszą aktywność ministra w oficjalnych spotkaniach i imprezach.

    Dziś w Berlinie kanclerz Niemiec poinformował, że finalna runda rozmów przybliżyła pokój w Ukrainie. Podobne zdanie wyraził także prezydent USA, który zaskakująco pozytywnie ocenił rozmowy z europejskimi przywódcami. Trump przekazał, że "jesteśmy bliżej pokoju niż kiedykolwiek wcześniej".

    Kanclerz RFN Friedrich Merz zaznaczył, że rozejm między Rosją i Ukrainą możiwy jest nawet przed Bożym Narodzeniem, ale to będzie zależeć już od decyzji Moskwy.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Mazowieckie: Dron wojskowy spadł w pobliżu domu

  • Wczoraj, 15 grudnia (22:53)

    Aktualizacja: Wczoraj, 15 grudnia (23:31)

    W Lekowie na Mazowszu wojskowy dron spadł na prywatną posesję - dowiedział się reporter RMF FM Jakub Rybski. Informację o zdarzeniu otrzymaliśmy na Gorącą Linię RMF FM.

    • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

    W Lekowie na Mazowszu wojskowy dron spadł na prywatną posesję. Jak dowiedział się nasz reporter, to był najprawdopodobniej mały dron rozpoznawczy, który spadł podczas ćwiczeń polskich żołnierzy w regionie. 

    Z ustaleń naszego dziennikarza wynika, że bezzałogowiec nie uszkodził żadnego budynku i nikomu nic się nie stało.

    Informację o zdarzeniu otrzymaliśmy na Gorącą Linię RMF FM.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

❌